•  

    KŁAMCY

    Kiedyś żył w naszej dzielnicy chłopak imieniem Jimmy. Był to bardzo zabawny, sympatyczny dzieciak. Brakło mu jednak odpowiedzialności i wyczucia w swoich żartach. Był mimo to zadowolony z tego, jaki jest i nie miał zamiaru się zmieniać. Tym bardziej, że większość ludzi go lubiła, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie.

    Jeden z jego kolegów był wkurzony z dość surowego żartu Jimmy'ego. Było w nim coś z psychopatycznego sadysty, nie potrafił odróżnić żartu od zniewagi. Zebrał więc kilku innych chłopaków, którzy nie lubili Jimmy'ego i po skończonych zajęciach w szkole zaprowadzili go do sali od chemii. Unieruchomili chłopaka, lecz nie zakleili mu ust.
    ''Już niedługo będziesz się cieszyć swoją parszywą gębą'' - powiedział Brett, prowodyr całego zamieszania, patrząc w przerażone oczy ofiary. Skinął głową do swojego kolegi, a ten złapał kwas mrówkowy przechowywany w laboratorium i wylał mu na twarz. Następnie wszyscy stanęli wokół niego, zaczęli wołać o pomoc udając, że chcą uratować Jimmy'ego.
    Twarz Jimmy'ego była wprost zjadana przez kwas. Gdy ratownicy przybyli i zajmowali się chłopcem (który był już w stanie krzyczeć), jeden z lekarzy poprosił chłopców, żeby wyjaśnili, co się stało. Brett wyjaśnił, że przechodzili obok sali i zobaczyli w niej Jimmy'ego oblanego kwasem . Według jego relacji usiłowali mu pomóc. Pozostali chłopcy co chwila potwierdzali jego wersję. Jimmy próbował protestować w cichej agonii. Lekarz skinął głową i powiedział, że niedługo zostaną wezwani na kolejną rozmowę.


    Minęło kilka dni, chłopiec leżał na intensywnej terapii z bandażami na twarzy. Lekarze ratowali co mogli z jego twarzy. Wskutek ich działań szczęka chłopca trzymała się w zawiasach mimo znacznej utraty ciała i wciąż widział na jedno oko. Był w stanie mówić, jednak nie chciał odpowiadać na niczyje pytania. Wpatrywał się w sufit, nieobecny, wciąż powtarzając słowo '' KŁAMCY''. Jimmy nie będzie mógł już nigdy się uśmiechnąć, zostanie samotny w domu na zawsze. Chore, mściwe myśli pojawiały się w jego głowie. Musiał poczekać, aż nadarzy się okazja. Wtedy uderzy.
    ------------------------------------------------------------------------


    Jest weekend. Brett znalazł w swojej skrzynce na listy kasetę VHS z wyrytym napisem '' DLA CIEBIE''. Włożył ją do odtwarzacza.

    Był to amatorsko nagrany film, kręcony najprawdopodobniej w pośpiechu. Zaczyna się zoomem na codzienną gazetę; data jest wczorajsza. Natępnie kamera przeskakuje, ukazując brudną podłogę nieznanego pomieszczenia. Migotająca lampa lekko oświetla otoczenie. Kiedy kamera podniosła się, Brett zroumiał, że nie jest to normalny film.
    Przed kamerzystą siedział jeden z przyjaciół Bretta. Był nagi, wokół twarzy miał brudną opaskę, jego skóra była pokryta poparzeniami i ranami. Kamerzysta zdjął knebel z ust chłopca.
    ''Proszę, proszę...człowieku...pozwól mi odejść.... zrobiłem co chciałeś... O Boże...Jesse, Keith, Mike... Przykro mi chłopaki....prosze... tak mi...tak mi przykro...''


    Po prosstu powtarzał to w kółko, kołysając się na boki.

    Brett zaczął się trząść, widział spalone i zniekształcone ciała w tle. Zwłoki jego przyjaciół. Wszystkie ciała posiadają oznaczenia w postaci dużych liter.

    Kamerzysta chwyta siedzącego przed nim chłopaka za podbródek nakazując mu wstać. Doprowadził go do drzwi, których nie obejmuje kamera. Słychać krzyki i już po chwili Brett może zobaczyć ciała swoich przyjaciół układające się w słowo ''KŁAMCA''.
    Aparat wyłącza się automatycznie.


    Po chwili uruchamia się ponownie.
    Tym razem kamerzysta jest na zewnątrz. Prawdopodobnie tym razem kamerę trzyma ocalały przyjaciel Bretta.
    ''Gdzie jesteś ? Gdzie jesteś, popaprańcu ? Powiedziałeś, że mam odejść!''
    Chłopiec krzyczy i płacze, ponieważ słyszy chrzęst butów na śniegu. Dźwięk jest coraz bliżej.


    Brett czuje się słabo, biegnie do drzwi by je zablokować. Wie co go czeka. Odwraca się, by zobaczyć zniekształconą twarz Jimmy'ego.

    Ostatnią rzeczą, jaką kiedykolwiek usłyszy, to słowo ''KŁAMCY' wydobywające się z głośników.

    Ostatnią rzeczą, jaką poczuje, to kwas biegnący po jego twarzy i wżerający się w skórę.

    Ostatnią rzeczą, jaką zobaczy, będzie wykręcona w szyderczym uśmiechu twarz Jimmy'ego.
    #gownowpis #creepystory #creepy
    pokaż całość

    źródło: creepypasta.com

  •  

    Kiedy układałem go do snu, powiedział „Tatusiu, sprawdź czy pod łóżkiem nie ma potworów”. Rozbawiony zajrzałem tam i wtedy go zobaczyłem – to był mój syn, który drżąc wyszeptał do mnie jedno zdanie: „Tatusiu, ktoś leży w moim łóżku”.

    #pasta #creepystory #kalkazreddita

  •  

    Chyba jakiś demon wszedł w korzeń w moim akwarium. To pewnie dlatego dzisiaj padł jeden gupik ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #akwarystyka #creepystory

    źródło: demon.jpg

  •  

    Pamiętam historię Mirka, który miał jakąś akcję z drzwiami w domu, w bloku. Ktoś mu walił w drzwi w nocy i uciekał jak ten do nich podchodził czy coś w tym stylu. I że w pewnym momencie gdzieś mu stanął w drzwiach jak ten patrzył przez judasza.

    Pamięta ktoś?

    #creepy #creepystory #pytanie #kiciochpyta

  •  

    Domki dla zamordowanych lalek - jak milionerka została "matką współczesnej kryminalistyki"

    https://www.wykop.pl/link/3998113/domki-dla-zamordowanych-lalek-jak-milionerka-zostala-matka-kryminalistyki/

    Wyglądają jak perfekcyjnie zrobione domki dla lalek. Są jednak czymś więcej. Jeśli przyjrzymy im się bliżej, zobaczymy pochlapane krwią ściany, noże, lalki, które przypominają martwych ludzi. Domki zbudowała w latach czterdziestych Frances Glessner Lee. Była zafascynowaną kryminalistyką milionerką. Przygotowane przez nią eksponaty nadal z powodzeniem służą policjantom. Dzięki nim uczą się, jak oglądać miejsce zbrodni i jak wyciągać wnioski z tego, co zobaczą.
    #creepy #creepystory #policja #prawo #ciekawostki #majsterkowanie #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: igimag.pl

  •  

    Przypomniało mi sie, jak pewnego dnia w licbazie zaprosiłem koleżanke na koncert, poszliśmy tam i było fajnie, skończylo się tak że staliśmy przytuleni, ale nie tak przytuleni przodem, tylko tak, że ja ja przytulałem od tyłu i słuchaliśmy koncertu i nie mówiliśmy za dużo, i cieszyłem się, że przytulam takiego fajnego rózowego i rozmyślałem o polityce.
    I w pewnej chwili ona się odwróciła i odwpowiedziała mi coś na te myśli, w temacie tej polityki, tak jakbym nie myślał tylko mówił na głos ( ͡° ʖ̯ ͡°) to było #creepy w chuj, cały nastrój prysł i się jej troche bałem potem ( ͡° ʖ̯ ͡°) potem się zastanawiałem, czy ja aby na serio nie mówie na głos cały czas tego co myśle(widywałem już świrów gadajacych do siebie), tylko ludzie wokół udają, ze jestem normalny, żeby mi nie było przykro. ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    a wy miieliście podobne historie, ze ktoś "usłyszał" wasze myśli i wam odpowiedział? ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #coolstory i w sumie troche #creepystory
    pokaż całość

    •  

      @Ikarus_280 to ma swoje wyjaśnienie, powiedzmy. W teoriach różnych alternatywnych istnieje telepatia z kimś, z kim jest się blisko. Ile razy miałem tak, że myślałem aby zadzwonić do matki a ona dzwoniła nagle. Albo z różowym na odległość się miało wspólne myśli i potem mówiło 'czytałaś mi w myślach'. Więź emocjonalna tworzy po prostu takie łącze.

    •  

      @Ikarus_280 Ja leżałem kiedyś w szpitalu. Przez dwie godziny była ogromna cisza. Nagle razem z kolegą leżącym też zaczęliśmy śpiewać Johnny B. Śmiechłem a potem myślałem jak będzie creepy

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Mirki, ale akcję miałem.

    Jechałem sobie w weekend z żoną i gówniakiem z Wrocławia na rodzinne Podkarpacie. Większość trasy to autostrada, ale tak pod koniec podróży, tuż przed docelowym miasteczkiem muszę przejechać około 10 kilometrów po drodze ciągnącej się przez jakieś totalne odludzie. Tylko lasy i pola. Zero domów, zero ludzi, zero świateł. Czasem jedynie jakiś pijaczyna swoim rozklekotanym rowerze chwiejnie przejedzie środkiem drogi.

    Jest piątek, chwila po 20, a ja właśnie wjeżdżam w tę podkarpacką ciemność. Zaraz mój trud będzie skończon, a ja będę jadł kiełbasę z dzika i pił dziadkowy bimber. Gówniak kima, żona też lekko przysypia, ciemno, więc włączam długie światła i jadę. Żona moja nienawidzi thrillerów i bardzo je przeżywa, a że nieco się nudzę i humor mi dopisuje, więc postanawiam trochę pobudzić jej wyobraźnię i nakręcam jej fazę o tym, że gdyby ktoś zrobił tutaj na nas zasadzkę, to nasze szanse byłyby niewielkie i przypominam film, który niedawno oglądaliśmy, opowiadający historię rodziny zaatakowanej przez pijanych wieśniaków na jakiejś niewielkiej drodze stanowej, zakończonej porwaniem żony i córki, ich zgwałceniem i morderstwem.

    Żona oczywiście każe mi się zamknąć dokładnie wtedy, gdy w lusterku widzę doganiające nas z dużą prędkością światła. Cóż, jakiś zbłąkany wędrowiec pewnie spieszy się na kolację – myślę i czekam na moment, aż zostanę przez niego wyprzedzony, ale o dziwo auto po zbliżeniu się do nas zwalnia i jedzie mi na zderzaku przez jakiś kilometr lub dwa pomimo prostej drogi, na której mógłby wyprzedzić nas co najmniej 69 razy.

    Serce zaczyna mi powoli przyspieszać, ale staram się zracjonalizować jego zachowanie – może po prostu chce, żebym oświetlał mu drogę. Zaciskam więc spoconymi dłońmi kierownicę i widzę, że mój nowy towarzysz podróży jednak decyduje się mnie wyprzedzić. Kamień z serca, pewnie za chwilę pogna jak szaleniec przed siebie i za pierwszym zakrętem zniknie mi z oczu, ale nic z tych rzeczy, gość kilka sekund po wyprzedzeniu mnie gwałtownie hamuje i zatrzymuje się na środku drogi, w szczerym polu. Co do kurwy on wyrabia? Może musi odebrać telefon, może poczuł się gorzej? Nieważne. Myślę teraz jedynie o swojej rodzinie, a nie o obcym facecie, omijam go poboczem i ruszam przed siebie obserwując sytuację w lusterku, w którym widzę, że gość... momentalnie rusza za mną.

    Pojebana akcja. Żona krzyczy, żebym pędził jak najszybciej, ja tętno mam wyższe niż próg podatkowy w podatku dochodowym, ale przecież nie będę zapierdalał po ciemnej leśnej drodze, żeby się wziąć i zabić na jakimś drzewie, więc jadę przepisowe 90 km/h kontrolując zachowanie gościa, który przez jakieś 3 kilometry po prostu jedzie za mną, by tuż przed wjazdem do miasteczka... skręcić w jakąś polną drogę i na zawsze zniknąć z mojego życia.

    #creepystory #coolstory #podkarpacie #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #patologiazewsi nie #pasta
    pokaż całość

  •  

    Mirki,

    spędziłem z żoną i dwójką znajomych weekend we Lwowie i spotkała nas dziwna sytuacja. Do tego stopnia, że zaczęliśmy się martwić o swoje bezpieczeństwo. Może jesteście jakoś w stanie rozwiać nasze domysły i wątpliwości i uracjonalnić wszystko to co się działo. Mamy świadomość, że niektóre z naszych działań były nieodpowiedzialne, ale mądry Polak po szkodzie. To nie był mój pierwszy wyjazd do Lwowa, zawsze tak robiłem - po raz ostatni.

    I. Podróż z granicy do Lwowa
    Już zaraz za granicą podszedł do nas gość, który chciał nas zawieźć do Lwowa. Jako, że podana przez niego cena nie była szczególnie interesująca nas powiedzieliśmy mu, że się zastanowimy. Był odrobinę nachalny, ale nie wyglądał na szkodliwego. Zapytał czy może iść za nami, w razie gdybyśmy się zdecydowali - odmówiliśmy, ale jednak poszedł za nami. Za chwilę podszedł jeszcze jakiś gość który polecał tego Pana, mówiąc, że to sprawdzony człowiek. Poszliśmy jednak dalej w swoją stronę. Tymczasem ten człowiek podjechał samochodem i zgodził się na naszą cenę. Błąd numer jeden - zgodziliśmy się pojechać z nim.
    Człowiek zapytał nas o adre - błąd nr 2- podaliśmy mu dokładny adres kamienicy, w której będziemy mieszkać. Dojechaliśmy do Lwowa. Gość mimo GPS wysadził na ulicę wcześniej. Powiedział, że to tu i to my się mylimy. Wtedy myśleliśmy, że gość był nieogarnięty - później tłumaczyliśmy sobie to inaczej. Jako, że człowiek mimo wszystko był ok, poprosiliśmy go o numer telefonu. Podaliśmy, poprosił o puszczenie strzały, żeby wiedział, że to my.
    II. Kieszonkowcy
    W sobotę koło południa zauważyliśmy 4 osoby, które nas obserwowały. Mój kolega jest bystry i to zauważył. Za każdym razem gdy przystawaliśmy, przystawali i oni. Kilka razy. W końcu zaczęliśmy zwracać na nich uwagę. Gdy to zauważyli, ruszyli do przodu. Wtedy myśleliśmy, że to kieszonkowcy - później tłumaczyliśmy sobie to inaczej.
    III. Telefony od kierowcy
    Siedząc przy piwku w sobotę zadzwonił do nas telefon. Z racji tego, że miała do nas zadzwonić właścicielka kwatery - bez żadnego problemu odebraliśmy telefon. Okazało się, że to taksówkarz. Zapytany dlaczego dzwoni z innego numeru niż nam podał - nie odpowiedział. Powiedzieliśmy, że nie wiemy czy z nim jedziemy - wtedy nie wydawało się jeszcze nic podejrzane - ot pomyśleliśmy, że pojedziemy marszutką. Taksówkarz powiedział, żebyśmy się zastanowili i oddzwoni za 15 minut. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, gdy po skończeniu rozmowy zauważyliśmy numer kierunkowy +33 - Francja. Wtedy już wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Umowa między nami - następnego telefonu nie odbieramy. Z tym człowiekiem nie jedziemy. I teraz to co nas dobiło. Po około 20 minutach, na telefonie kolegi pojawił się dzwoniący Adolf Schmidt - kierunkowy +49. To, że bez wpisanego numeru telefonu pojawił się nam napis "Adolf Schmidt" - wyjaśniliśmy sobie to tym, że ten numer jest niejako przypisany w google. Dlaczego jednak w ciągu 20 minut zadzwonił do nas telefon z Francji i Niemiec?! Nie byliśmy nawet w stanie stwierdzić, czy to na pewno dzwoniła ta sama osoba z którą jechaliśmy - bariera językowa.
    Przed oczami pojawił nam się plakat z granicy - "Uwaga na handel ludźmi"
    IV. Domysły
    a) Kierowca wypatrzył nas jako ofiary już na granicy. 4 młode osoby.
    b) Kierowca nie podwiózł nas nas dokładnie na podany adres, by nie złapały go kamery.
    c) Nie dzwonił do nas kierowca z którym jechaliśmy
    d) Kieszonkowcy, to nie byli kieszonkowcy
    e) Dzwonienie z innych numerów, to mylenie tropu.

    Bez względu na to czy było w tym coś podejrzanego czy nie - wieczór popsuty. Dajcie znać czy potraficie jakoś to wszystko racjonalnie wyjaśnić. Zwłaszcza kwestię tych telefonów i numerów kierunkowych.

    #podrozujzwykopem #lwow #ukraina #creepystory
    pokaż całość

    •  

      @Member: Hej,
      Nie chce mi sie czytać 92 komentarzy, ale byłem niedawno we lwowie i spotkaliśmy tam ludzi którzy ogarniają Ukraincą robote w polsce i gadaliśmy sobie z nimi czy nie chcemy pracowników itd, ogólnie z 2h w knajpie i też się wymienialiśmy numerami i typ za każdym razem jak dzwonil to też miał inny nr z inny kierunkowym. Oni mają jakąś taką usługe chyba, bo jest taniej, to jakieś VOIP.

    •  

      @d1l4x: Można z bronią na ukrainę? jakie są formalności?

    • więcej komentarzy (94)

  •  

    Miałem kiedyś paraliż senny. Wyglądało to tak, że leżałem na plecach i widziałem kątem oka, że jakaś starsza, pomarszczona kobieta z fioletową, siną skórą podchodzi do mnie i kładzie się obok. Potem poczułem, że kładzie mi rękę na ramieniu i szepta do ucha "pamiętaj o odkurzaczu". Nie wiem o chuj chodzi ale gdybym mógł się ruszyć to pewnie bym się zesrał. #creepystory #truestory #jeszczeniemanocnej pokaż całość

  •  

    Parę lat temu ukończono budowe super-uber-hiper-multi-milion-dolar-zajebistego Wydziału Nauk Historycznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i wszystko było super. Piękny z zewnątrz, nowoczesny, sprzęt za dużo pieniążków z €uropejskiej ( ͡€ ͜ʖ ͡€) Dotacji no i po jakimś czasie zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Okazuje się, że w budynku w kompletnie randomowych momentach otwierają się drzwi do sal (które mają zatrzask na kartę magnetyczną), wentylacja płata figle z niewiadomego powodu, wyświetlacze zamieniają słowa (:o) i pojawia się masa wielu innych zakłóceń w innych urządzeniach.
    Heheszkujemy z tego ale dziś w nocy w kilku salach rozjebały się ekrany spadając na podłogę.
    Trochę to przerażające ale Mireczki dowiedzieliśmy się że architekt tego budynku zginął w katastrofie lotniczej w Hiszpanii parę lat temu. ( ಠ_ಠ)
    #paranormalne #x #ciekawostki #umk #creepystory
    pokaż całość

    źródło: spodkopca.pl

  •  

    Kurde Mirki, jaką akcję miałem.

    Wczoraj zasnąłem dosyć wcześnie, bo zmęczony byłem jak ksiądz po kolędzie i to był błąd, bo w środku nocy przebudziłem się nagle i niespodziewanie. Pomimo prób odpłynięcia w krainę marzeń sennych moje starania okazały się daremne, a rzeczywistość trzymała się mnie jak opryszczka kurwy. W końcu znudzony staraniami wstałem, aby napić się chłodnej odświeżającej wody i pijąc tak ten pyszny napój stanąłem przy oknie z widokiem na sąsiedni blok. Cyferblat zegara wskazywał 3:27, więc wszystkie światła w bloku naprzeciwko były zgaszone, oprócz jednego. Środkowa klatka, drugie piętro, mieszkanie po lewej. Nie musiałem nawet liczyć. Wiedziałem, ponieważ mieszkał tam mój stary kumpel z dzieciństwa. Ostatnio rzadko się widywaliśmy zajęci swoimi rodzinami, pracą, całym tym dorosłym szajsem, który ni stąd ni zowąd wyrósł nam jak kurzajka na stopie bywalca łaźni miejskiej dla Cyganów.

    No i stoję, i patrzę w to okno i w pewnym momencie dostrzegam kartę naklejoną właśnie na nim, i z ciekawości biegnę po lornetkę, robię zoom x10, i odczytuję z pewnymi problemami ale z całą pewnością. „POMÓŻ MI”. O chuj, momentalnie oblewa mnie zimny pot. Cały się trzęsę z nerwów, ale zakładam na siebie spodnie dresowe i biegnę po schodach jak szalony, przecinam podwórko, to pole minowe z psich gówien ułożonych pewnie w jakiś tajemny psi szyfr i wbiegam na drugie piętro środkowej klatki i wchodzę do mieszkania po lewej odważniej niż babcie do tramwaju numer 10 na Biskupinie.

    O dziwo w mieszkaniu panuje kompletna cisza, cisza jakiej nigdy jeszcze nie doświadczyłem. Słyszę własne serce, bije jak oszalałe, jakby chciało mnie ostrzec i zatrzymać w pół kroku. Gdy zbliżam się do drzwi owego pokoju jestem już jebaną sumą wszystkich lęków, ale naciskam na klamkę i... okazuje się, że pokój jest pusty. Rozglądam się dookoła, ale wszystko wydaje się być na swoim miejscu, tylko ani Andrzeja, ani jego rodziny nie ma. Mieszkanie jest puste jak lista grzechów papieża.

    Wtedy przypadkiem zerkam na swoje okno przez okno Andrzeja i widzę zapalone światło i kartkę. Kartkę naklejoną na szybę. Kurwa to się nie dzieje, szybko więc przykładam do oczu lornetkę, której zapomniałem zdjąć z szyi w pośpiechu i odczytuję napis na kartce, który mówi „PRZEPRASZAM PRZYJACIELU, WYBACZ, ONI KAZALI MI TO ZROBIĆ”.

    Czuję, że ziemia się pode mną zapada, ale ja jak w transie, wybiegam z mieszkania kolegi, ponownie przecinam podwórko, wbiegam do swojego mieszkania i nagle czuję, że mdleję. Czy to ze strachu, czy z emocji? Nie wiem. Nie wiem też ile to moje omdlenie trwało, ale gdy odzyskuję świadomość to okazuje się, że jak gdyby nigdy nic leżę w łóżku obok mojej żony. Wstaję więc wyczerpany i idę po szklankę wody.

    Czy sen może być tak realistyczny?

    Nie miałem nawet sił, żeby o tym myśleć. Chciałem jedynie się napić i pijąc tak ten pyszny napój stanąłem przy oknie z widokiem na sąsiedni blok. Cyferblat zegara wskazywał 3:27, więc wszystkie światła w bloku naprzeciwko były zgaszone, oprócz jednego. Środkowa klatka, drugie piętro, mieszkanie po lewej.

    #coolstory #pasta #creepystory #feels #wroclaw
    pokaż całość

  •  

    @nie_wiem_co_wpisac_az:
    Co tam z twoim Demonem OB`em w nowym domu? Dalej kontaktuje się z synem? Miałeś napisać a może już was wszystkich załatwił ?
    #creepy #paranormalne #truestory #creepystory #dom #pytanie #duchy

  •  

    Sloss Furnace. Wielki piec hutniczy w okolicach Birmingham w Alabamie. Otwarty jeszcze w XIX wieku produkował surówkę hutniczą przez ponad 90 lat. Na materiale z tego miejsca powstawały drapacze chmur i inne imponujące budynki w USA. Zakład zamknięto w latach siedemdziesiątych, gdyż metody tam stosowane były już przestarzałe i mocno szkodzące środowisku.
    Nie było nic dziwnego, gdyby nie to, że miejsce uważane jest za nawiedzone i stoi za nim szatańska historia. Mówi się grubo o ponad 50 osobach jakie straciły tam życie w skutek zaniedbań bezpieczeństwa i morderczego tempa pracy, które doprowadziło do wielu tragedii w tym okrytym czerwonym pyłem gąszczu kominów i rur. Cała okolica wówczas była podporządkowana piecom w Sloss, które domagały się coraz większej ilości węgla, potu i krwi. Nie liczący się z nikim nadzorcy byli po to by wszystko dostarczyć i nie liczyć się z nikim. Na gwizd parowy miały stawiać się całe brygady, mówiono że muł kosztuje 25$, a na miejsce robotnika są kolejni. Ludzie należeli do pieców w Sloss.
    Temperatury w tym miejscu dochodziły do zwariowanej wysokości, sprzyjała jeszcze temu duszna i gorąca lokacja samej Alabamy. Zakład pracował non stop ponad normę, a praca tam przypominała szychtę w piekle. Odzież ochronna, przerwy, zmiany, darmowe napoje? Zapomnijcie.
    Ludzie ginęli w płomieniach i eksplozjach, wpadali do surówki i pieca, pod prasę, wciągani w pracującą maszynerię, spadali w rusztowań, lub ginęli się gotując w buchającej parze. Kto wytrzymał tam dłużej często sam odbierał sobie życie.

    Dziś Sloss jest w rejestrze miejsc historycznych USA, prowadzone są tam wycieczki edukacyjne oraz pokazy hutnicze, a także ściągają tam rzesze ludzi chcący poczuć dreszczyk i reputację nawiedzonego miejsca. W tym celu umożliwia się nocne wizyty i obserwację zjawisk paranormalnych, a podobno takie zdarzenia mają tam miejsce i wielu obserwatorów wymięka.

    Warto poczytać i pooglądać więcej o tym miejscu.

    Generalny opis https://www.youtube.com/watch?v=6r8OShuGfqY
    Opis http://www.frightfurnace.com/hauntings/haunted-history-of-sloss-furnace/
    Materiał z tv https://www.youtube.com/watch?v=GJCMUHzzNTM
    dron nad Sloss https://www.youtube.com/watch?v=iaqHNCIN424
    dokument https://www.youtube.com/watch?v=AVHFEm7bWV4
    Ghost Hunters https://www.dailymotion.com/video/xsdr76
    ekipa Proper People w Sloss https://www.youtube.com/watch?v=Lfb9h_-sFCM

    #ciekawostkihistoryczne #usa #opuszczone #zjawiskaparanormalne #duchy #creepystory #paranormalne
    pokaż całość

  •  

    Największa creepy story jaką usłyszałam zaraz po Tajemnicy lodowej przełęczy .Przeczytałam o tym na wykopie jakoś w kwietniu 2016 (pamiętam bo akurat wracałam z kursu na prawko ( ͡° ͜ʖ ͡°)).

    "1 kwietnia 2014 roku dwie młode Holenderki Lisanne Kroon (lat 22) i Kris Kremers (lat 21) zniknęły z miasta Boquete w Panamie. Dziewczyny oddaliły się z hostelu, w którym przebywały i udały się do pobliskiego lasu deszczowego na trekking. Nie spotkały się z umówionym przewodnikiem, nikomu nie powiedziały dokąd się udają i rozpłynęły się w powietrzu. W wyprawie towarzyszył im pies zwany Blue, który wrócił do hostelu. Zaginionej dwójki kobiet poszukiwali panamscy ochotnicy, miejscowa policja oraz holenderscy dochodzeniowcy. Nie znaleźli nic. Żadnych śladów. Niczego. Dopiero 14 czerwca Angel Palacios wraz z żoną w panamskim Continental Divide daleko od Boquete odnaleźli blisko rzeki Rio Culebre niebieski plecak. Jego zawartość: 83$, paszport Lisanne Froon, dwie pary tanich okularów przeciwsłonecznych, dwa biustonosze, aparat fotograficzny i dwa telefony komórkowe. Wszystko ładnie uporządkowane i w dobrym stanie. W pobliżu plecaka za drzewem znajdował się but, w którym tkwiła ludzka stopa. Skoro odnaleziono ludzką stopę jedna z zaginionych kobiet musiała być martwa. Rodziło się pytanie jak zaginionym udało się dotrzeć tak daleko? Miejsce odnalezienia plecaka i szczątków to Altos Romeros - przynajmniej dzień drogi od Boquete. Z powodu pogorszenia się pogody do pomocy w poszukiwaniach wezwani zostali Indianie. Odnaleźli na skale starannie ułożone spodenki Kris oraz niebieski but. A także inne ludzkie kości należące zarówno do Lisanne, jak i Kris. Łącznie 28 kości Lisanne (w tym dwie długie kości złączone ze skórą - po czterech miesiącach od zaginięcia!) i tylko dwie Kris. Lisanne i Kris zostawiły należące do nich rzeczy w hostelu, zatem planowały wrócić. Co poszło nie tak?

    Kości. Dziwne było to że stopa Lisanne została odłamana przy kostce i pozostawiona w bucie. Niektóre odnalezione kości Lisanne wciąż pokryte były tkanką, natomiast kości Kris nie. Kości Kris były wybielone fosforem. Jedna z hipotez stanowiła, iż ktoś mógł użyć chemikaliów czy użyźniaczy na szczątkach, aby się ich pozbyć. Jednak kości nie nosiły śladów cięcia czy innych urazów. Kolejną zagadką był aparat fotograficzny, którego bateria była niemal pełna. I zdjęcia. Dzięki zdjęciom ustalono że Lisanne i Kris były na El Mirador na szlaku El Pianista już 1 kwietnia - dotarły na szczyt Continental Divide w dniu w którym zaginęły około godziny 1 p.m. O godzinie 2 p.m. Kris zrobiła sobie zdjęcie w quebrada (wąwozie). Potem w baranca (wąwóz o bardziej stromych ścianach). Miejsca zdradliwe deszczową porą. Aby dotrzeć do miejsca, w którym odnaleziono ich kości dziewczęta musiały przejść przez pięć wąwozów (queberas/barrancas) i przekroczyć trzy rzeki. Przez 7 dni aparat dziewcząt był uśpiony, aż tu 8 kwietnia o godzinie 1 w nocy zostały zrobione dwa zdjęcia. Na pierwszym widać krzaki poniżej skały. Na drugim wierzchołek skały z dwoma kijkami, każdy z nich z małym kawałkiem czerwonej plastikowej folii i dwoma opakowaniami po gumie do żucia. Włączony aparat robił zdjęcia jeszcze przez 3 godziny - łącznie 88 fotografii na których widać tylko mrok. Ciemność. Żadnych zdjęć ścieżek, napotkanych zwierząt czy ludzi. Może dziewczyny używały flesza, by oświetlić sobie drogę? Z drugiej strony flesz powoduje krótkotrwałą ślepotę i nie sprzyja przyzwyczajeniu się wzroku do ciemności. Być może próbowały zwrócić uwagę ekipy poszukiwawczej w dżungli.

    Dziewczęta były zatem o godzinie 1 p.m. na Continental Divide. Świadkowie twierdzili jednak inaczej. Kobieta w szkole języka hiszpańskiego do której Lisanne i Kris uczęszczały przysięgała że o tej godzinie były w szkole. Lokalny przewodnik twierdził że widział je w Boquete pomiędzy 2 a 2.15 p.m. Inny mężczyzna widział je pomiędzy 2.30 a 3. Być może tych pięcioro świadków widziało Lisanne i Kris dzień wcześniej.

    Godzina 4.30 1 kwietnia 2014 roku - Lisanne i Kris dzwonią pod numer 112 po raz pierwszy. Po raz drugi 20 minut później. Obszar, w którym zostały znalezione ich kości znajdował się przynajmniej 12 godzin drogi od El Mirador, zatem musiały być daleko od tego obszaru. Od tej pory one (albo ktoś) próbował używać ich telefonów 88 razy. Aż do 11 kwietnia 2014 roku. 11 prób dzwonienia pod numer alarmowy, 77 włączania i wyłączania, by sprawdzić czy telefony jeszcze działają. 5 kwietnia telefon Kris został włączony kilka razy, ale nie podano prawidłowego kodu sim. Czyżby telefonu używała osoba trzecia? Nie wiadomo. Nie było żadnych smsów od Kris i Lisanne, nawet do ukochanych rodziców. W każdym razie 3 kwietnia miała miejsce ostatnia próba połączenia się z numerem alarmowym, 11 kwietnia telefon Kris został włączony po raz ostatni.

    Co się przydarzyło Lisanne i Kris w panamskiej dżungli? Zapewne nigdy się tego nie dowiemy. Kości dziewcząt nie nosiły śladów urazów. Nie było śladów krwi na ich ubraniach. Nadto dżungla po której się poruszały obfitowała w niebezpieczne zwierzęta: węże, pumy, pantery. Rzeki też były niebezpieczne np. Rio Culebre. Czy Lisanne i Kris poszły w złym kierunku? Czemu nie zawróciły? Czemu nie oznaczyły szlaku? A może ktoś trzeci im towarzyszył? 1 kwietnia 2014 roku w dniu zaginięcia dziewcząt dzień był słoneczny; wąwozy były suche. Może rzeczywiście Lisanne i Kris zboczyły ze szlaku?

    Dalsze pytania: Czemu odnaleziono tak mało kości? Gdzie jest ich reszta? Czemu Lisanne i Kris nie pozostawiły żadnego znaku, że potrzebują pomocy np. napisu na drzewie? Dlaczego nie pisały smsów do rodziców? Co oznaczają dwa ostatnie zdjęcia, na których coś widać? Czemu Kris zdjęła spodenki? Dlaczego biustonosze dziewcząt zostały włożone do plecaka? Czemu spodenki Kris zostały starannie położone? Pytania można mnożyć.

    W lutym 2015 roku pojawiła się hipoteza, iż dziewczęta mogły spaść z klifu o wysokości 30-40 metrów. W takim układzie nie należy brać pod uwagę działania osoby trzeciej."

    #creepystory #creepy #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Miałem dziś super sen. Byłem policjantem.
    Akcja działa się w jebutnym centrum handlowym.
    Jakieś duże zamieszanie. Ludzie biegają z miejsca na miejsce i dużo kolegów po fachu. Do nogi podchodzi mi dziecko (na oko 5 letnie) i ryczy.
    Pytam się co się stało, a on, że zgubił się i chce już do domu.
    No to go biorę na ręce i idziemy szukać, ale że centrum duże, a i ludzie z miejsca na miejsce biegną to było ciężko.
    Ja: Pamiętasz gdzie mieszkasz?
    On: Tak.
    Ja: To może zawiozę Cię do domu? Myślisz, że ktoś tam jest?
    On: Tak.
    No to idziemy do radiowozu, młody siada z przodu i sie cieszy, że radiowozem sobie pojeździ.
    Z przyzwyczajenia wkładam komórkę do schowka, żeby mi nie przeszkadzała i na komórce widzę, że gps wyznacza mi drogę do jakiegoś lasku. No nic, olewam, pewnie w kieszeni samo się włączyło.
    Jedziemy do jego domu to sen, wiec oczywiście drogę znałem, więc mnie to nie zdziwiło.
    W bagażniku coś stuka, jakby jakaś rura się urwała i puka w metalowy element. No nic, uznałem, że najpierw młodego do domu odstawić muszę, a później zgłoszę w jednostce dyżurnemu taki mankament.
    Zajeżdżamy pod blok, odprowadzam go do domu.
    Kobieta w drzwiach wita mnie buziakiem i mówi, że zrobiła już obiad, więc muszę się szybko przebrać.

    o chuj Ci chodzi kobieto, nie podziękujesz nawet, ze Ci dziecko do domu przywiozłem? Jesteś nienormalna? Chyba muszę to naprawdę zgłosić i stracisz prawa do tego dziecka, skoro nie umiesz się nim zająć.

    Olśnienie.
    Ona jest moją żoną. Dziecko jest moje. Nie jestem policjantem.
    Zamieszanie w centrum handlowym wywołane tym, że znaleziono zaszlachtowane zwłoki policjanta. A reszta policji przybyłej na miejscu szukała drugiego, który zaginął.

    Miał ktoś z was kiedyś sen, w którym odegraliście rolę na tyle psychopaty, że nawet sami o tym nie wiedzieliście, aż do końca snu? o_O

    #sny #dziennazmiana #nocnazmiana #creepystory
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj na religii rozmawialiśmy o tym, czym jest szatan i jakie zagrożenia czyhają na nas; takie jak narkotyki, chęć szybkiego wzbogacania się i uzależnienia, oraz o tym jak być w życiu szczęśliwy.

    Więc ja dorzuciłem swoje 5groszy, wypowiadając swoją wizję okrutnej i nieuniknionej przyszłości, wywołanej przez naszą próżność, w której ludzie będą sobie elektrody wszczepiali do mózgów, aby się między sobą niezwykle szybko komunikować, oraz zaczną przenosić swe mózgi do maszyn, aby żyć wiecznie w idealnych i syntetycznych ciałach, połączonych z symulacją równoległego świata. Przez co upadnie indywidualizm, a ludzie się zmienią w bezmyślne maszyny otumanione przez to co sprawia im przyjemność (czyli kontynuacja dzisiejszego, braku dystansu do technologi, pozbawiający nas zdrowego rozsądku).

    Ksiądz mi uwierzył i przyznał rację, do tego wyszedł z klasy przerażony ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #cyberpunk #religia #takaprawda #nwo #psychologia #kosciol #anarchotranshumanizm #creepystory
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Kurwa, co za popierdolona akcja.

    Dzwonię z UK do ojca w Polsce z polskiego numeru. Rozmawiamy o czymś tam, kilka sekund ciszy, pytam o coś zupełnie innego. Ojciec się zapętlił słyszę urywki zdań, które wypowiedział wcześniej.

    Gadam do niego, ale on jakby zupełnie mnie nie słyszał i wciąż urywki zdań, które padły przed chwilą w zupełnie losowej kolejności. W ogóle nie reagował na to, co mówiłem, cały czas w kółko zapętlone, losowe zdania. Pytam, czy wszystko w porządku, bałem się, że dostał wylewu, czy czegoś podobnego, stres level over 9000. Ja mówię, a on dalej zloopowany. Rozlaczylem się i dzwonię do niego jeszcze raz, a on zupełnie normalnie pyta, co się stało, bo nas rozłączyło kilka minut temu.

    Nie wiem, czy gadałem z echem i czy to w ogóle możliwe? Nagrywają mnie i się coś zjebało? Bo ojciec był autentycznie zdziwiony, gdy mu powiedziałem, co się stało. (・へ・)

    #uk #cozapojebanaakcja #truestory #creepystory
    pokaż całość

  •  

    29 września na kanale AMC będzie film Tragedia na przełęczy Diatłowa (The Dyatlov Pass Incident).

    Link do Filmweb z opisem filmu.

    Ocena filmu nie jest zbyt wysoka (jedynie 5,7) niemniej i tak chętnie obejrzę ten film bo sama historia (opis na wiki) to jedna z lepszych prawdziwych historii z kategorii #creepy.

    #film #filmy #creepystory
    #filmyadaslawa
    pokaż całość

  •  

    Andriej Czikatiło, jeden z najbardziej zwyrodniałych ludzi w historii, na jednej z rozpraw po ujęciu go w 1990 roku przez milicję. W latach 1978 - 1990 na terenie dzisiejszej zachodniej Ukrainy, zachodniej, południowo-zachodniej Rosji i Uzbekistanu seryjny morderca, gwałciciel, nekrofil i kanibal zamordował 53 osoby (kobiety i mężczyźni) w wieku od 7 do 44 lat w 14 różnych miastach. Później nadano mu przydomek Rzeźnik z Rostowa, choć w tym mieście zabił tylko część swoich ofiar.

    Radzieckie władze długo nie mogły sobie poradzić z ujęciem sprawcy brutalnych zbrodni, a sam problem masowych mordów tuszowano. Zanim ujęto Czikatiłę radziecka milicja wyłapała wielu innych podejrzanych o zbrodnie i często wymuszała przyznanie się do winy.

    Rzeźnika z Rostowa schwytano wreszcie w 1990 roku. Milicjanci byli w szoku, gdy przedstawiając mordercy zarzut zabójstwa 36 osób usłyszeli nie tylko przyznanie się do wszystkich, ale i dodatkowych 17 zabójstw. W czasie trwającego 4 lata procesu, który kontynuowano już w Federacji Rosyjskiej morderca obwiniał o swoje zwyrodnienie ciężkie przeżycia z dzieciństwa, impotencję i przywódców radzieckich strojąc przy tym dziwaczne miny i zachowując się jak obłąkany.

    W 1992 roku zapadł wyrok śmierci, który wykonano 2 lata później w rosyjskim Nowoczerkasku. Rzeźnika z Rostowa zneutralizowano przez strzał w tył głowy. Przed egzekucją Czikatiło powiedział znamienne słowa:

    Teraz mój mózg powinien zostać zabrany i zbadany, kawałek po kawałku, aby już nigdy nie było nikogo takiego

    #historiajednejfotografii #historia #creepystory #creepy #kryminalistyka #rosja #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: persona.rin.ru

  •  

    Z takich dziwnych akcji to kiedyś wróciłem do mieszkania dość późno, nie zamknąłem drzwi nawet i nie zapalając światła przeglądałem wypok i po cichu siedząc nagle ktoś mi wszedł po cichu do mieszkania i gdy mnie zobaczył to spierdoli aż się kurzyło, wziąłem w łapę pierwszy lepszy nóż kuchenny (XD) i po chwili wyszedłem na klatkę, po jakimś czasie zauważyłem że jest dużo więcej policji a osiedle małe, okazało się ze w ten sposób ktoś lub większa grupa wynieśli z 4 mieszkań wszystko co się dało. Zamykajcie drzwi mireczki - zawsze. #creepystory #creepy #takietam #coolstory pokaż całość

    •  

      @zirytowana_plaszczka: znam takich, ja nie zamknąłem z własnej głupoty i później o tym zapomniałem. Mieszkałem wtedy na nowym i bardzo małym osiedlu i nie wiedziałem jeszcze wtedy jak wiele osób próbuje kogoś okraść w ten sposób, jednak to się może zdarzyć wszędzie.

    •  

      ja nie zamknąłem z własnej głupoty i później o tym zapomniałem.

      Wiem, zdarza się. Ja kiedyś wróciłem i jakoś tak się zamotałem że zapomniałem zamknąć drzwi od środka, zorientowałem się dopiero następnego dnia jak wychodziłem. Na szczęście nie zostałem okradziony.

      Mieszkałem wtedy na nowym i bardzo małym osiedlu i nie wiedziałem jeszcze wtedy jak wiele osób próbuje kogoś okraść w ten sposób

      Niestety to jest podobno dość częste :/

      @Tentypo:
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Mijały lata w spokoju...
    Pójście rano do toalety już przestało być niezręczne, bo on już odszedł. Można było znów przejść ciemną uliczką bez tego dziwnego uczucia na plecach. Ale oo wcale nie zniknął... Był cały czas w cieniu.... I.... Obserwował

    #cronox #creepy #creepystory #pdk

    pokaż spoiler @Cronox powrócił!!! ᶘᵒᴥᶘᵒᴥᵒᶅᴥᵒᶅ
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

    •  

      @Pally: Moglo byc. Jak trafil na impreze tematyczna, a nie ogolna, ktora przy okazji byla 'zamknieta'. Owy brodaty gosc, caly w kolczykach i tatuazach, to Sven Marquardt - bodajze jeden z najbardziej znanych selekcjonerow w Berlinie, jesli nie w calych Niemczech.

      I tak - w Berghain sa urzadzane tez sex party dla homoseksualistow (Lab.Oratory jest tak jakby klubem w klubie Berghain).

      The space inside is cavernous and utilitarian, with cement walls and floors, punctuated by industrial steel beams. It felt like an orgy in an abandoned warehouse, dirty and dangerous. Men stood around in the main room bar in various degrees of undress, laughing and talking, while others fucked and sucked in the corners. But the real action goes down in smaller rooms throughout. Alex and I decided to get the lay of the land.

      To say they fuck a lot at Lab.Oratory is an understatement. But it's not the fucking, or the rows upon rows of slings, or the tubs for piss play, or rooms for fisting, or the gangbangs you'll stumble into, or the casual way you can just drop to your knees and suck a guy off that make Lab transcendental. It's the camaraderie you'll feel while there.

      Calosc:
      https://www.vice.com/en_uk/article/dpkp3a/i-celebrated-my-honeymoon-at-berghains-notorious-gay-sex-club

      Jesli chodzi o zdziczenie seksualne, to nie mozna traktowac zadnej historii lekcewazaco. Wszystko, co jestes w stanie wymyslic mialo, badz ma miejsce.
      pokaż całość

      źródło: i.guim.co.uk

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    pewnie większość zainteresowanych #iwojnaswiatowa zna historię aniołów spod Mons - widmowych postaci wymyślonych przez brytyjskiego dziennikarza ku pokrzepieniu serc. Mieli pomagać żołnierzom Ententy, co udowadniało, że Bóg jest po stronie sprzymierzonych. Mimo, że twórca mitu od początku utrzymywał, że jest to tylko fikcja literacka, wielu żołnierzy zaczęło widywać anielskie widma.

    Jednak nowością, przynajmniej dla mnie, była historia piekielnego ogara z Mons, który szarpał gardła żołnierzy jednej i drugiej strony. Patrolujący ziemię niczyją żołnierze ginęli i byli następnie odnajdywani z rozszarpanymi ciałami, ze śladami zębów. Oczywiście można uznać, że byli ofiarami zdziczałych psów czy wilków ale to byłoby zbyt banalne. Co ciekawe ataki ustały równie nagle co się zaczęły. Pojawiła się nawet teoria, że bestia jest efektem niemieckich eksperymentów, które wymknęły się spod kontroli.

    Dzielę się historyjką, której nie znałem, i zapraszam na krótką audycję o tym https://www.youtube.com/watch?v=SH0ZeMwTpno&

    #creepystory
    pokaż całość

    •  

      @marianbaczal jeżeli rzeczywiście znajdowano poszarpane zęnami ciała to skłaniałbym się jedynie w stronę teorii o wygłodniałej watasze. Nie boi się nikogo. Czasami w Bieszczadach wilki schodzą do wsi i porywają psy. Nie byłoby problemu osaczyć spanikowaną dwójkę ludzi i zagryźć.

  •  

    Mireczki rozkmińcie temat:
    Zamówiłem dzisiaj przez aplikację #kfc kubełek.
    Podałem tam TYLKO PIERWSZE IMIĘ "Łukasz" nazwisko adres telefon i mail.
    Dostawca przywiózł kubełek, zaproponował żeby sprawdzić czy zamówienie zgadza się z paragonem ale odmówiłem bo mi się nie chciało.
    Podczas konsumpcji zerknąłem na paragon i patrzę a tam jest napisane:
    Łukasz Michał Franciszek i Nazwisko
    No Łukasz to moje imię także spoko ale skąd się wzięły te dwa pozostałe imiona, niby przypadek no nie? Otóż nie do końca bo Michał to moje drugie imię a z bierzmowania mam Franciszek.
    Jak to wyjaśnić? Nigdy w życiu nigdzie nie podawałem mojego drugiego imienia, jak mam z bierzmowania to poza mną wie jedynie moja rodzicielka.
    Teraz pytanie skąd KFC to wiedziało? Musiałaby tam pracować osoba która mnie bardzo dobrze zna.
    Chyba jutro aż do nich zadzwonię i się zapytam skąd te dwa dodatkowe imiona na paragonie, ewentualnie napisze na ich tablicy.
    #ciekawostki #cotusieodpierdala #wtf #warszawa #zbiegokolicznosci #creepystory #creepy
    pokaż całość

    źródło: gon.jpg

  •  

    Ale się kiedyś strachu najadłem, oj kruci.
    Było to za czasów, kiedy jeszcze konta na wykopie nie miałem, ba, jestem tu zaledwie od niecałych dwóch lat, a to było pewnie z 5-6 lat temu. Listopadowa noc, a jak wiadomo - zimne dziady listopady la la la, no ogólnie pizga złem. Wracałem od kumpla, popiłem trochę, droga prowadziła przez las. Nie był taki wielki, ale parę minut marszu się trzeba było wlec, droga ładna, szeroka, samochody rzadko tamtędy jeździły. (tamtej nocy nie widziałem żadnego!) Mniej więcej w połowie drogi stała kapliczka, wiadomo, taka jak każda inna, krzyż, figurka matki boskiej okazyjnie jakieś kwiaty i oczywiście co? Znicze. Stare babki, które sprawowały opiekę nad tą kapliczką zawsze paliły tam nowe co jakiś czas, szczególnie teraz, połowa listopada, pewnie zostało im po grobbingu. No i spoko, ciemno jak w dupie, przynajmniej jakiś miły widok, światełka. Gdyby nie to, że gdy się do nich zbliżyłem nagle wszystkie zgasły. Było ich tam chyba z 4-5 i wszystkie jak komendę pogasnęły. Pierwsza myśl - Nie jestem przecież aż tak pijany ;_; No ale spoko, zatrzymałem się na chwilę i tak patrzę, co robić? Wiatr zawiał i nie poczułem? No chyba nie. Świat wirował tylko delikatnie, więc podszedłem trochę bliżej i wtedy BZZZZZZZZZZ. Telefon w kieszeni zaczął wibrować. No myślałem, że sam diabeł mnie złapał za nogę. Podskoczyłem jak debil i złapałem się za miejsce w którym jak na chwilę zapomniałem, miałem kieszenie. To było za dużo na mój mózg, nie jestem przesądny a wszelkie demony widzę bardziej w bestiariuszu jakiegoś diabolo a nie w prawdziwym życiu, ale spierdalałem wtedy jakby od tego zależało moje życie. Po paru metrach biegu zrozumiałem, że wibracje dochodzą z mojej kieszeni, ale wciąż przed oczami miałem gasnące świeczki i nie po myśli mi było się zatrzymywać. Biegłem jeszcze trochę po tym jak już opuściłem ten las. Nieźle mnie to wtedy strzepało, szczególnie, że po drodze skręcałem w skrót prowadzący bardziej w stronę mojego domu, a tam to już panowały kompletne ciemności.
    Nie powiem, że od tamtego czasu omijam to miejsce, bo wcale tak nie jest, ale niesmak pozostał. Swoją drogą, jakieś 2-3 dni po tamtym zdarzeniu szedłem kolejny raz tamtą drogą (tym razem w dzień!) i wszystkie lampioniki się paliły. Nie wiem czy ktoś zauważył że zgasły i je zapalił lub wymienił, czy sam szatan mnie chciał wtedy opętać przez mój telefon, ale było spooky.
    #creepystory #truestory
    pokaż całość

  •  

    Ogarnijcie akcję z wczoraj.

    Środek lasu w Coloradu, zbliża się pierwsza w nocy, do najbliższego miejsca z zasięgiem telefonicznym jest jakieś 30 minut samochodem, do najbliższej ludzkiej osady co najmniej 40 - zaczynamy rozbijać namioty i rozpalać ognisko. W okolicy widzimy kości zwierząt, kolega szuka śladów niedzwiedzich pazurów na drzewach, znajduje jedynie odchody kojota, albo pumy. Nagle słyszymy takie przerażające rżenie konia - trochę się przestraszyłem, nie powiem. Ale okej, koń w środku lasu - zdarza się. Rozbijamy się dalej, znowu donośne, długie, przerażające rżenie końia, ale zdecydowanie bliżej. Po chwili znowu, ale tym razem słyszymy wyraźny dźwięk łamanych gałęzi - latarki w dłoń, świecimy w kierunku, z którego nadchodzi dźwięk - a tam przez krzaki przebiega przerażony, osiodłany koń bez jeźdźca.

    Długo nie mogłem zasnąć tej nocy.

    #creepy #creepystory #cashwusa #podrozujzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Jakiś czas temu trafiłem tu na link z sadistic/paranormalne do obszernego tematu z opisem niewyjaśnionych zaginięć/śmierci/porwań. Było tam wszystko ładnie opisane. Historie takie jak Tara Calico, JonBenet Ramsey, Przełęcz Diatłowa, zdjęcia młodych ludzi, którzy wyszli na wycieczkę i oświetlali w lesie ścieżkę flashem i jeszcze kilka innych ciekawych. Ktoś kojarzy? #creepystory #creepy

    •  

      @afobam może kanał na yt nieigiedetyczny?

    •  

      @afobam: znalazles juz to? Jakiś czas temu trafiłem tu na link z sadistic/paranormalne do obszernego tematu z opisem niewyjaśnionych zaginięć/śmierci/porwań. Było tam wszystko ładnie opisane. Historie takie jak Tara Calico, JonBenet Ramsey, Przełęcz Diatłowa, zdjęcia młodych ludzi, którzy wyszli na wycieczkę i oświetlali w lesie ścieżkę flashem i jeszcze kilka innych ciekawych. Ktoś kojarzy?

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Śnił Ci się kiedyś ten mężczyzna?

    W styczniu 2006 roku pacjentka znanego nowojorskiego psychiatry narysowała twarz mężczyzny, którego często widywała w snach. Człowiek ten udzielał jej życiowych rad, aczkolwiek nigdy nie spotkała go w realnym świecie.

    Portret leżał zapomniany na biurku psychiatry przez kilka dni, dopóki inny pacjent nie rozpoznał tej twarzy. Powiedział, że ten mężczyzna często odwiedza go w snach. Twierdził również, że nigdy w życiu go nie widział.

    Psychiatra zdecydował przesłać portret do kilku jego kolegów, którzy również zajmowali się pacjentami z powtarzającymi się snami. W przeciągu kilku miesięcy czterech pacjentów powiedziało, że człowiek z portretu pojawiał się w ich snach. Co ciekawsze, wszyscy odnosili się do niego jako "TEN MĘŻCZYZNA".

    Od stycznia 2006 roku do dnia dzisiejszego co najmniej 2000 osób z wielu miast na całym świecie, takich jak Los Angeles, Berlin, Sao Paulo, Teheran, Pekin, Rzym, Barcelona, Sztokholm, Paryż, Nowe Dehli, Moskwa itd. sądziło, że widziały tego człowieka w snach.

    Na tą chwilę nie można ustalić, co łączy osoby, które spotkały nieznajomego ze snów. Co więcej, nigdy nie odnotowano żadnego żyjącego człowieka, który przypominałby mężczyznę, którego opisywali pacjenci.

    Jest wiele teorii dotyczących tej tajemniczej postaci. Jedna z nich, uznawana za najbardziej interesującą mówi, że mężczyzna jest prawdziwym człowiekiem, który "wchodzi" do snów za pomocą specyficznych mocy psychologicznych. Niektórzy wierzą, że człowiek ten wygląda tak samo w realnym świecie, inni twierdza, że jego wygląd zupełnie różni się od tego ze snów (co wyjaśnia, że żaden z pacjentów nigdy go nie widział).

    Powstała strona internetowa, której celem jest:

    - Pomoc tym, którzy widzieli człowieka w swoich snach i ułatwienie im kontaktu między sobą,

    - Zrozumieć, kim jest ten człowiek i dlaczego pojawia się w tak małym wachlarzu sytuacji w snach tak różnych ludzi.

    #paranormalne #sny #creepy #creepystory #heheszki #pdk
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Śnił Ci się kiedyś ten mężczyzna?

    W styczniu 2006 roku pacjentka znanego nowojorskiego psychiatry narysowała twarz mężczyzny, którego często widywała w snach. Człowiek ten udzielał jej życiowych rad, aczkolwiek nigdy nie spotkała go w realnym świecie.

    Portret leżał zapomniany na biurku psychiatry przez kilka dni, dopóki inny pacjent nie rozpoznał tej twarzy. Powiedział, że ten mężczyzna często odwiedza go w snach. Twierdził również, że nigdy w życiu go nie widział.

    Psychiatra zdecydował przesłać portret do kilku jego kolegów, którzy również zajmowali się pacjentami z powtarzającymi się snami. W przeciągu kilku miesięcy czterech pacjentów powiedziało, że człowiek z portretu pojawiał się w ich snach. Co ciekawsze, wszyscy odnosili się do niego jako "TEN MĘŻCZYZNA". 

    Od stycznia 2006 roku do dnia dzisiejszego co najmniej 2000 osób z wielu miast na całym świecie, takich jak Los Angeles, Berlin, Sao Paulo, Teheran, Pekin, Rzym, Barcelona, Sztokholm, Paryż, Nowe Dehli, Moskwa itd. sądziło, że widziały tego człowieka w snach.

    Na tą chwilę nie można ustalić, co łączy osoby, które spotkały nieznajomego ze snów. Co więcej, nigdy nie odnotowano żadnego żyjącego człowieka, który przypominałby mężczyznę, którego opisywali pacjenci.

    Jest wiele teorii dotyczących tej tajemniczej postaci. Jedna z nich, uznawana za najbardziej interesującą mówi, że mężczyzna jest prawdziwym człowiekiem, który "wchodzi" do snów za pomocą specyficznych mocy psychologicznych. Niektórzy wierzą, że człowiek ten wygląda tak samo w realnym świecie, inni twierdza, że jego wygląd zupełnie różni się od tego ze snów (co wyjaśnia, że żaden z pacjentów nigdy go nie widział).

    Powstała strona internetowa, której celem jest:

    - Pomoc tym, którzy widzieli człowieka w swoich snach i ułatwienie im kontaktu między sobą,

    - Zrozumieć, kim jest ten człowiek i dlaczego pojawia się w tak małym wachlarzu sytuacji w snach tak różnych ludzi.

    #paranormalne #sny #creepy #creepystory
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Fajny ma głos ta laska na streamie.
    Przypomina mi z głosu pewną laskę, z którą miałem romans.
    Wracałem wtedy zmęczony z pracy do domu, była około 20 godzina. Zmęczony życiem zmierzałem wpierw w kierunku sklepu monopolowego, w celu nabycia trunku 40% aby jakoś znieść noc.
    Nieoczekiwanie nieopodal lasu wyłoniła się piękna czarnowłosa dziewczyna, która krzyczała "I am from Beeftown" i tak 30 razy na minutę.

    Z uśmiechem na twarzy, pewnym krokiem zacząłem zmierzać w jej kierunku.

    Zajebałem jej kopa na potylice, nacharałem jej na pysk i zdjąłem jej spodnie, żeby ją poniżyć. Następnie w euforycznym stanie udałem się sprinterskim biegiem w głąb lasu.

    #gownowpis
    #creepy
    #creepystory
    #danielmagical
    pokaż całość

  •  

    pamiętam jak zmarł mój dziadek i kilka dni po pogrzebie zadzwonił mój telefon

    Dziadek dzwoni

    ja już cała zesrana ze strachu, WTF, odbierać, nie odbierać? ( ಠ_ಠ)

    odebrałam i...

    pokaż spoiler to tylko babcia (ʘ‿ʘ) przejęła dziadkowy telefon, bo zostały mu darmowe minuty do wydzwonienia, a jej już się skończyły


    #truestory #creepystory #creepy
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ale creepy sytuacja.

    Byłem z tydzień temu u kolegi na chlaniu, taki wieloletni jeszcze z podbazy się znamy. Kolega #przegryw mocno, 25 lat i chyba nigdy dziewczyny nie miał. Maniak LOL-a i anime ale zawsze jakieś tam wspólne tematy były, teraz się z rzadka widzimy. Do tego okrutny syfiarz, nie ma nawet wstydu by mnie przyjąć do domu, który wygląda gorzej niż melina zwierzyńskich (tak, naprawdę tak jest). Nie jest biedny, po prostu cała rodzina tak ma że kompletnie nie dba o siebie ani o swe otoczenie.

    Ale mniejsza o to. On sobie chlapnął trochę wódzi, ja się zbakałem jak arabski książe (wszak Czechy były blisko to skorzystałem), pograliśmy w hearthstone i heroes 5, kładziemy się spać. Już mi się włącza pan senek, a tu nagle słyszę jakieś dziwne dźwięki. I łóżko się rusza. Otwieram oczy nie ruszając się, no i już wiem o co chodzi. Na kompie leci animowany pornos a kolega katuje swojego obsydiana do oporu!

    Ciarki mi przeszły po całym ciele, taki totalny cringe. Ale twardo się trzymałem. Trwało to z 3 minuty, skończyło się typowym HNNNNGGGGG i wytarciem chuja w kordłę.

    Trauma jak cholera. Niby zwykłe fapanie, ale żeby tak przy kimś?!

    #przegryw #stulejacontent #creepystory

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: dope
    pokaż całość

  •  

    Od dwóch lat prowadzę dziennik snów. Dzięki praktyce pamiętam prawie każdy sen ze szczegółami. Tydzień temu miałem trzy krótkie sny. Jeden jak rozmawiam z moim #rozowypasek o wymianie lodówki, drugi jak dzwoni do mnie matka, że jakaś ciotka zmarła i trzeci, że muszę gwałtownie hamować przed małym, białym kundlem. Dzisiaj to wszystko mi się przydarzyło. Nie wiem co o tym myśleć, do tej pory nie wierzyłem w takie rzeczy. To nie wygląda na przypadek, jeszcze z tym białym psem, dokładnie jak we śnie. I niemożliwe, że pomieszały mi się daty, bo każdy sen zapisuje w zeszycie razem z datą. Kurwa, boję się. Co robić?

    #sny #sen #creepy #creepystory #kiciochpyta
    pokaż całość

  •  

    Witam wszystkich,
    od dawna przebywam na wykop.pl ale dopiero dziś założyłem konto po tym jak od niedawna w moim domu dzieją się przerażające rzeczy (przesyłam film).
    Cała przygoda rozpoczyna się około 1.5 miesiąca temu wraz z zoną i synem (3 lata) przeprowadzamy się do nowego domu.
    Kupiliśmy go w promocyjnej cenie teraz powoli chyba zaczynam się zastanawiać skąd ta cena... ;/
    Na początku jak to przy przeprowadzce dużo zamieszania, nic nie wskazywało na dalszy rozwój historii.
    Po około 2 tygodniach od wprowadzenia syn pewnego dnia 1 raz wspomina o swoim przyjacielu którego nazywa OB. Na samym początku z żoną nie przywiązywaliśmy w ogóle uwagi do tego co mówi od taki zwykły wymyślony przyjaciel dzieci w tym wieku podobno czasami tak mają. Syn jednak z upływam czasu często o nim wspomina i pierwszy mój nie pokój wzbudziło to gdy powiedział że wraz z zona nie powinniśmy jechać na wakacje do Chorwacji bo to nie jest dobra decyzja i bedzie cytuje "bardzo zly". Nadmienię że wraz z żoną planowaliśmy taki wyjazd jednak nie przypominam sobie żebyśmy wspominali o tym przy nim ale może gdzieś o tym usłyszał. 11.07 wyjeżdżamy z zoną do jej mamy na 4 dni. Po powrocie w domu zastaje włączone światła (jestem przewrażliwiony na tym punkcie zawsze wyłączam wszystko przed wyjazdem). Sytuacja od tego momentu rozwija się w tempie ekspresowym. Następnego dnia mój syn wspomina że owy OB jest zły że wyjechaliśmy i postanowił "dać nam znak żebyśmy powrócili do domu", zaczynam więc dyskusje z synem
    Ja: Kim dokładnie jest ten Twój nowy kolega i gdzie ze soba rozmawiacie?
    Syn: Patrzy się tylko na mnie nie wydając z siebie żadnego słowa
    Ja: Stało się coś Michał przecież to dobrze że masz znajomego ale powiedz co dokładnie on Tobie mówi
    Syn: On jest bardzo zły że wyjechaliście, ale mówi że już się na was nie złości bo wróciliście z mamą do domu on nie lubi siedzieć sam
    Ja: A jak wygląda Twój kolega?
    Syn: Wybiega z płaczem do pokoju

    2 dni póżniej w domu zaczynają się dziać rzeczy które już przedstawiam na filmie. Notorycznie przestawiają się nam przedmioty w domu. Często słychać w nocy dzięki jakby ktoś chodził po domu (dom ma 4 lata) więc raczej nie ze starości... Jednak najgorsza historia przydarzyła się nam chyba 21.07 mamy z zoną w sypialni taki sam telewizor jak w salonie (samsung smart tv). Obydwa telewizory włączyły się jednocześnie albo w tym samym czasie w aplikacji YouTube odtwarzając piosenkę której nigdy nie znałem wcześniej: "Gloomy Sunday - Billie Holiday". - Dla zainteresowanych polecam przeczytac o tej piosence... ;/
    Nigdy wcześniej nie interesowałem się sprawami paranormalnymi.
    Postanowiłem więc drugi raz porozmawiać z synem.
    Ja: Mógłbyś mi powiedzieć coś więcej o swoim przyjacielu gdzie ze sobą najczęściej rozmawiacie?
    Syn: Nie odpowiada nic idzie tylko do pokoju na górze
    Ja: To tu ze sobą rozmawiacie?
    Syn: Ty też możesz porozmawiać z nim! On tu teraz jest i mówi że jest szczęśliwy że wszyscy znowu jesteśmy w domu nie lubi jak ktoś go opuszcza.
    Ja: Czy to dlatego sie wtedy zezłościł gdy nas nie było?
    Syn: Nie on tylko chciał nam pokazać światło żebyśmy wrócili do niego on wiedział że nie wyjechaliśmy na długo

    W owym pokoju nakręcony został film który załączam z dnia 24.08 przepraszam za czas trawania następnym razem wstawię dłuższy to z powodu limitu internetu nie mamy jeszcze stacjonarnego neta. Nagrywane SJ 4000.
    Zastanawiam się nad monitoringiem w całym domu...

    Dla zainteresowanych dodam co się dokładnie dzieje w domu
    Miła ktoś podobną sprawę naprawdę nie wiem gdzie się z tym udać... :(

    #creepy #paranormalne #truestory #creepystory #dom #pytanie #duchy
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Rosyjscy naukowcy pod koniec lat 40. ubiegłego wieku utrzymali pięć osób rozbudzonych przez piętnaście
    dni używając eksperymentalnego gazu stymulującego. Badanych umieszczono w odizolowanym
    środowisku aby dokładnie badać ich zużycie tlenu, by gaz ich nie zabił, jako że w wysokich stężeniach
    mógł być trujący. Było to jeszcze przed epoką kamer monitorujących, więc pomieszczenie zostało
    wyposażone w mikrofony i grubą na trzynaście centymetrów, niewielką szybę pozwalającą na obserwację
    wzrokową. W pomieszczeniu umieszczono książki, łóżka polowe bez pościeli, zapasy jedzenia
    wystarczające dla pięciu osób na ponad miesiąc; doprowadzono bieżącą wodę i zainstalowano toaletę.
    Badani byli więźniami politycznymi zamkniętymi podczas drugiej wojny światowej za zdradę stanu.
    Przez pierwsze pięć dni wszystko wydawało się być w porządku; badani praktycznie nie narzekali, jako że
    obiecano im (niezgodnie z prawdą), że zostaną wypuszczeni na wolność, jeśli zgodzą się na test i nie będą
    spali przez 30 dni. Ich rozmowy i działania były monitorowane i zauważono, że tematy ich rozmów
    schodziły z czasem na traumatyczne przeżycia i generalny ton rozmów stał się mroczniejszy po czwartym
    dniu. Po pięciu dniach zaczęli narzekać na warunki i zdarzenia, które doprowadziły ich do tego miejsca a także
    zaczęli wykazywać ciężką paranoję. Przestali ze sobą rozmawiać i zaczęli szeptać do mikrofonów i w
    stronę luster weneckich, przez które ich monitorowano. Co dziwne, wszyscy zdawali się uważać, że mogli
    zdobyć zaufanie eksperymentatorów odwracając się od swoich towarzyszy. Na początku badacze uznali,
    że był to tylko efekt zastosowanego gazu.
    Po dziewięciu dniach pierwszy z nich zaczął krzyczeć. Biegał od ściany do ściany, nieprzerwanie krzycząc
    ze wszystkich sił przez trzy godziny; po tym czasie nadal próbował, ale były stanie wydobyć z siebie tylko
    sporadyczne piski. Naukowcy doszli do wniosku, że fizycznie uszkodził swoje struny głosowe.
    Zaskakującym jest to, w jaki sposób zareagowali, a w zasadzie – nie zareagowali jego współtowarzysze.
    Nie przerwali szeptu do mikrofonów, dopóki drugi z nich nie zaczął krzyczeć. Dwóch z niekrzyczących
    zaczęło rozrywać książki, zlepiać ze sobą strony przy użyciu odchodów i zaklejać lustra weneckie – po tym krzyk ustał.
    Tak jak szepty do mikrofonów.
    Minęły kolejne trzy dni. Naukowcy co godzinę sprawdzali, czy mikrofony działają, myśląc, że to niemożliwe,
    by pięć osób nie wydawało z siebie żadnych dźwięków. Zużycie tlenu wskazywało na to, że cała piątka
    wciąż żyje. Co więcej, była to ilość, jaką pięć osób zużywałoby przy wytężonej pracy fizycznej. Rano
    czternastego dnia naukowcy postanowili zrobić coś, czego mieli nie robić – aby wywołać reakcję ze strony
    badanych, użyli interkomu wewnątrz sali, mając nadzieję na jakąkolwiek odpowiedź, obawiając się, że
    zmarli lub stali się warzywami.
    Powiedzieli: „otworzymy teraz komorę aby sprawdzić mikrofony, proszę odsunąć się od drzwi i położyć na
    podłodze – w przeciwnym wypadku zostaniecie zastrzeleni; współpraca zostanie nagrodzona
    natychmiastowym uwolnieniem jednego z was”.
    Ku ich zaskoczeniu, usłyszeli wypowiedzianą spokojnym głosem odpowiedź: „już nie chcemy być
    uwolnieni”.
    Rozpoczęła się dyskusja między naukowcami a sponsorującymi badanie siłami zbrojnymi. Niezdolni
    wywołać dalszych odpowiedzi przez interkom, naukowcy zdecydowali się w końcu otworzyć komorę o
    północy piętnastego dnia.
    Gaz stymulujący został usunięty i komorę wypełniono świeżym powietrzem, co poskutkowało
    natychmiastowymi protestami przez mikrofony. Trzy głosy zaczęły błagać o przywrócenie gazu takim
    tonem, jakby prosili o ocalenie życia bliskich. Komora została otwarta i wysłano żołnierzy, aby odzyskali
    badanych, którzy na wieść o tym zaczęli krzyczeć głośniej niż kiedykolwiek wcześniej. Żołnierze, którzy
    weszli do środka, również odpowiedzieli im krzykiem, widząc, co było w środku. Czterech z pięciu
    badanych wciąż żyło, choć ciężko uznać stan, w jakim się znaleźli, za życie.
    Porcje żywieniowe na dni dalsze niż piąty pozostały praktycznie nietknięte. Odpływ na środku
    pomieszczenia został zatkany kawałkami mięsa martwego badanego, co pozwoliło na zgromadzenie na
    podłodze około dziesięciocentymetrowej warstwy cieczy. Nie ustalono nigdy, jak dużą zawartość tej cieczy
    stanowiła krew. Także wszyscy „żywi” badani mieli oderwaną od ciała znaczną ilość mięśni i skóry.
    Uszkodzenia tkanki i zdarte do kości czubki palców sugerowały, że rany zostały zadane przy użyciu rąk, a
    nie – jak pierwotnie przypuszczano – zębów. Bliższa analiza wykazała, że większość, o ile nie wszystkie z
    nich były przypadkami samookaleczenia.
    Organy poniżej klatek piersiowych wszystkich czterech badanych zostały usunięte. Podczas gdy serce,
    płuca i przepona zostały na miejscu, skóra i większość mięśni żebrowych zostały wyrwane, odsłaniając
    płuca przez klatkę piersiową. Wszystkie naczynia krwionośne i organy były nienaruszone, zostały jedynie
    wyjęte i położone na podłodze, pływając wokół wypatroszonych, choć wciąż żywych ciał badanych. Drogi
    trawienne wszystkich z nich wciąż zdawały się pracować. Szybko okazało się jasne, że trawiły własne
    mięso, które zostało oderwane i zjedzone w poprzednich dniach.
    Choć większość żołnierzy należała do specjalnych jednostek rosyjskich, wielu z nich nie chciało wracać do
    komory by usunąć z niej badanych. Ci zaś wciąż krzyczeli, chcąc pozostać w sali i domagali się
    przywrócenia gazu, by nie zasnąć.
    Ku zaskoczeniu wszystkich, badani wdali się w zaciętą walkę podczas próby usunięcia ich z komory. Jeden
    z żołnierzy umarł z powodu ran gardła, inny został poważnie ranny – jeden z badanych odgryzł mu jądro i
    przegryzł tętnicę w nodze. Kolejnych pięciu żołnierzy popełniło samobójstwo niedługo po tych zdarzeniach.
    W walce w wyniku uszkodzenia śledziony jeden z czterech pozostających przy życiu badanych wykrwawił
    się. Naukowcy próbowali go uśpić, jednak okazało się ot niemożliwe. Mimo podania mu dożylnie
    dziesięciokrotnie większej niż zezwolona dawki pochodnej morfiny, wciąż walczył jak zapędzone w róg
    dzikie zwierzę, łamiąc żebra jednemu z naukowców. Jego serce biło jeszcze przez dwie minuty po tym, jak
    się wykrwawił, aż w jego systemie krwionośnym znalazło się więcej powietrza niż krwi. Nawet po tym
    krzyczał jeszcze przez trzy minuty, próbując atakować wszystkich w jego zasięgu i powtarzając cały czas
    „WIĘCEJ” coraz słabszym i słabszym głosem, aż w końcu ucichł.
    Trójka pozostałych przy życiu została opanowana i przeniesiona do części medycznej laboratorium; dwójka
    z nich ze sprawnymi strunami głosowymi cały czas błagała o gaz, aby nie usnąć.
    Najbardziej ranny z tej trójki został zabrany do jedynej sali operacyjnej w kompleksie badawczym. Podczas
    przygotowań badanego do ponownego umieszczenia organów wewnętrznych w ciele okazało się, że
    uzyskał odporność na środki uspokajające, które mu podawano. Na próbę aplikacji gazu usypiającego
    odpowiedział agresją. Udało mu się przedrzeć większość dziesięciocentymetrowego skórzanego pasa na
    jednym z nadgarstków, pomimo trzymania go przez dziewięćdziesięciokilogramowego żołnierza. Do
    uśpienia potrzeboał niewiele więcej środku nasennego, niż normalny człowiek. W momencie, kiedy
    zamknął powieki, akcja serca zatrzymała się. Autopsja wykazała trzykrotnie za wysoki poziom tlenu we
    krwi. Jego mięśnie, które wciąż trzymały się szkieletu były mocno poszarpane, a podczas walki z
    żołnierzami złamał dziewięć kości, z czego większość za sprawą własnej siły.
    Drugi ocalały to pierwszy z całej piątki, który zaczął krzyczeć. Niezdolny do wydania z siebie głosu, nie
    mógł prosić lub protestować przeciwko operacji i jedyną reakcją z jego strony było gwałtowne, przeczące
    potrząsanie głową, kiedy przyniesiono do niego gaz usypiający. Zaczął potakująco kiwać głową, gdy
    zaproponowano przeprowadzenie operacji bez znieczulenia i nie reagował przez całe sześć godzin
    operacji. Chirurg utrzymywał, że teoretycznie pacjent wciąż mógłby być żywy. Jedna z pielęgniarek
    asystujących przy operacji z przerażeniem utrzymywała, że usta pacjenta delikatnie wykrzywiały się w
    uśmiechu kilkakrotnie, kiedy ich spojrzenia się spotkały.
    Po zakończeniu operacji badany spojrzał na chirurga i zaczął głośno sapać, próbując mówić. Uznawszy, że
    to coś istotnego, podano mu kartkę papieru i ołówek, by mógł przekazać swoją wiadomość. Była prosta:
    „nie przestawajcie ciąć”.
    Pozostałych dwóch pacjentów poddano analogicznej operacji, obu podobnie bez środków znieczulających,
    choć musiano podać im środki paraliżujące – chirurg nie był w stanie przeprowadzić operacji, kiedy
    pacjenci bez przerwy się śmiali. Po sparaliżowaniu, mogli jedynie podążać za naukowcami wzrokiem.
    Środki paraliżujące przestały działać po zaskakująco krótkim czasie i próbowali wtedy wyrwać się z
    więzów. Kiedy tylko odzyskali mowę, zaczęli błagać o gaz stymulujący. Naukowcy próbowali poznać
    przyczynę samookaleczeń, a także pytali, dlaczego badani chcą gazu stymulującego.
    Otrzymali tylko jedną odpowiedź: „nie mogę usnąć”.
    Więzy wszystkich trzech badanych zostały wzmocnione i ponownie umieszczono ich w komorze, oczekując
    na decyzję, co należy z nimi zrobić. Naukowcy, stając przed gniewem swoich militarnych „dobroczyńców”
    za niewypełnienie ustalonych celów projektu rozważali eutanazję przetrwałych badanych. Zarządzający
    oficer, były członek KGB, widział jednak pewien potencjał i chciał sprawdzić co stanie się po przywróceniu
    gazu. Naukowcy protestowali, jednak byli w mniejszości.
    W przygotowaniach do zamknięcia komory ponownie, badani zostali podłączeni do elektroencefalografów i
    usprawniono ich więzy w celu długofalowego ograniczenia swobody. Ku zaskoczeniu wszystkich, cała
    trójka przestała wyrywać się, kiedy dowiedzieli się, że ponownie otrzymają stymulujący gaz. Było
    oczywiste, że w tym momencie wszyscy trzej wkładali w wielki wysiłek w to, by nie zasnąć. Jeden z nich,
    który mógł mówić, stale i głośno nucił jakąś melodię; niemy napinał skórzane więzy z całych sił najpierw
    lewą nogą, potem prawą, chcąc pradopodobnie się na czymś skoncentrować. Ostatni z badanych trzymał
    głowę nad poduszką i bardzo gwałtownie mrugał. Był pierwszym z podłączonych do EEG i większość
    naukowców obserwowała jego fale mózgowe z zaskoczeniem – były w większości normalne, choć od
    czasu do czasu niewytłumaczalnie zanikały. Wyglądało, jakby regularnie przeżywał śmierć mózgu i wracał
    do stanu normalnego. Kiedy wszyscy przyglądali się papierowi drukowanemu przez elektroencefalograf,
    tylko jedna pielęgniarka zauważyła, jak jego oczy zamykają się, a głowa opada na poduszkę. Jego fale
    mózgowe natychmiastowo zmieniły się w te odpowiadające głębokiemu snu i zanikły po raz ostatni, w tej
    samej chwili przestało bić jego serce.
    Jedyny pozostały przy życiu posiadający głos badany zaczął krzyczeć, domagając się bezzwłocznego
    dostarczenia gazu. Jego fale mózgowe wykazywały takie same zaniki jak tego, który właśnie umarł po
    zaśnięciu. Dowódca rozkazał zamknąć w komorze i poddać działaniu gazu obu badanych razem z trzema
    naukowcami. Jeden z wymienionej trójki od razu wyjął swój pistolet i zastrzelił dowódcę i niemego
    badanego.
    Wycelował pistolet na ostatniego z badanych, wciąż przywiązanego do łóżka, kiedy personel medyczny i
    naukowy w pośpiechu opuszczał pokój.
    – Nie dam się tu zamknąć z tym czymś! Nie z tobą – krzyknął do związanego mężczyzny. – Czym jesteś?!
    – zapytał. – Muszę się dowiedzieć!
    Badany uśmiechnął się.
    – Tak szybko zapomniałeś? – spytał. – Jesteśmy wami. Jesteśmy drzemiącym w was wszystkich
    szaleństwem, zawsze chcącym wydostać się na wolność z zakamarków waszych zwierzęcych umysłów.
    Jesteśmy tym, przed czym co noc ukrywacie się w łóżkach. Co zamieniacie w ciszę i paraliż, kiedy
    wybieracie się do nocnej przystani, gdzie nie możemy się dostać.
    Naukowiec znieruchomiał. Po czym wycelował w serce badanego i wystrzelił. EEG zaczęło drukować linię
    prostą, a mężczyzna słabo wykrztusił: „już… prawie… wolny”.

    #creepy #creepystory #pasta
    pokaż całość

  •  

    #pojebanaakcja #fotkapl #creepystory

    Pamiętacie portal gimbowy fotka.peel? Jestem z tego jedynego prawilengo rocznika, który odkrywał dopiero tajemnice socjalmediów i fotka.peel była na tamte czasy czymś pokroju twarzoksiążki. Poznałem tam taką jedną dziewczynę. Dziewczyna młoda, szczupła, ładna. Gadaliśmy kilka dni i nocy o dupie maryni... Dziewczynie tej od samego początku zależało na spotkaniu. Ja zadowolony - będą seksy i to bez większych starań - święto benisa. Mówiła, że byłoby fajnie jakbym to ja przyjechał do niej - rodzice na wyjeździe więc już w ogóle nie wiedziałem, czy wsiadać w autobus teraz, czy jeszcze szybciej. Jednak trochę się wstydziłem i z racji tego, że nie miałem wtedy swoich pieniędzy moment ten się przesuwał w czasie. Rozmawialiśmy więc dalej, a podczas naszych rozmów zadawała bardzo dziwne pytania, które na początku nie wzbudziły we mnie podejrzeń - ot taka troskliwa dziewczyna. Wypytywała o stan mojego zdrowia: jak się odżywiam, czy dużo piję alkoholu, czy palę, czy biorę narkotyki. Raz zadała nawet pytanie "jak myślisz? nerki masz zdrowe?". Mimo coraz wiekszej konsternacji odpowiadałem na pytania zgodnie zprawdą, że trochę tam piję, palic też palę, ale nerki chyba w porządku hehe (w końcu ile można wypić i wypalić jak się jeszcze do licbazy nie poszło) i nagle padło pytanie z jej strony: "jaką masz grupę krwi?". Nie wiem do dzisiaj o co jej chodziło, ale te wszystkie pytania o stan zdrowia i to o nerki i grupę krwi to było tak creepy, że pierwsze co zrobiłem to usunąłem konto i nigdy tam wiecej nie zaglądałem. Chuj wie czy teraz, gdybym był bardziej zdeterminowany na zdobycie kasy i wyjazd do niej, to czy przypadkiem nie byłbym teraz Mireczkiem bez jednej nerki xD. pokaż całość

  •  

    Kiedyś obudziłem się w nocy, była zima... mieszkam na osiedlu w bloku na 4 piętrze. Leżałem bez ruchu, światło latarni odbijało się od pokrytej śniegiem ulicy, wszędzie było tak biało, ale uświadomiłem sobie, jaki to dźwięk mnie obudził, dobiegał jakby ze śmietnika, taki skrzek ptaka i drapanie, ten dźwięk był tak głośny, że pomyślałem, że zaraz jakiś starszy frustrat wyjdzie na balkon i coś ryknie.. albo zadzwoni na policję, ale nic takiego się nie stało. Ten dźwięk kraczenia połączonego ze skowytem i drapaniem był jednostajny i miarowy, doprowadzał mnie do takiej skrajności, że mówiłem sobie tylko: przecież to się nie może dziać naprawdę, to nie jest horror tylko prawdziwe życie, serio miałem już łzy w oczach , nie wiem ile leżałem bez ruchu, ale gdy kraczenie trochę ucichło, zebrałem się w sobie i delikatnie podszedłem do okna.

    Na śmietniku nic się nie działo, postanowiłem więc, że uchylę trochę firankę i zobaczę dokładniej. Chwyciłem lekko za krawędź... JEEEBBBBB! KRAAAAAA! Jak coś nie pierdolnie w szybę, chwyci mnie za rękę, patrzę a tu Człowiek Małpa, największy zbrodniarz wojenny! "Skurwysynie zostaw mnie!!!" darłem się jak pojebany, a on tylko: KRAAAAAA! KRAAAAAA! UUUUUU...! Wjebałem się do pokoju, a on stanął przede mną na parapecie w całej okazałości, szybko wybiegłem z mieszkania, otworzyłem szafkę na bezpieczniki na korytarzu, chcąc urwać drzwiczki, aby mieć czym się bronię, ale Cowiek już był za mną... KRAAAAAAAAAAA! Odskoczyłem... a on jak nie pierdolnie w te bezpieczniki, w całym bloku zamigotało światło, a ja korzystając z okazji, zamknąłem drzwiczki i zakleiłem je gumą do żucia... A on tylko wył i prychał, po czym się uspokoił, a ja wróciłem do swojego łóżka... Cowiek Maupa siedzi już w budce na bezpieczniki drugi rok... A ja tylko modlę się, żeby nie było jakiejś awarii w bloku...
    #pasta #creepystory #creepypasta #klasyk
    pokaż całość

  •  

    #creepy #creepystory #creepypasta #pokemon #psychologia #schizofenia i pozwolę sobie na #pokemongo
    wołam też @Ayano któremu spodobał się mój wczorajszy wpis o kreskówce Ed, Edd & Eddylink

    Śpiączka Asha

    Wypadek rowerowy? To jego wynikiem była śpiączka Asha. Dopiero trzy dni po minionym zdarzeniu znaleziono go i nafaszerowano masą środków przeciwbólowych. Dlatego właśnie Zespół R stał się mniej groźny. Leki przesiąknęły i ustabilizowały marzenia senne w trakcie śpiączki.

    Zamiast budzić przerażenie, stały się idylliczne, przez co Ash był w stanie żyć w swoim świecie trenerów pokemonów, świecie swojej własnej fantazji.
    To również powód, dlaczego za każdym razem krocząc w nowy region praktycznie nikt o nim nie słyszał, mimo jego podbojów i dlaczego Giovanni kieruje sznurkami Zespołu R.

    Relacje Asha z jego ojcem były problematyczne, dlatego w świecie fantazji stoi on na szczycie złej korporacji. Ash po prostu nie może wyobrazić sobie siebie jako sławnej osoby, więc zasadniczo przyjmuje nową tożsamość co kilka miesięcy.
    Wyjaśnia to również kilka innych faktów. Między innymi to, jak dziecko jest w stanie odejść z własnej woli w podróż po świecie pełnym nieokiełznanych, niebezpiecznych zwierząt, czy obecność dokładnie tej samej pielęgniarki pojawiającej się w każdym Centrum Pokemonów.

    Brock reprezentuje stłumioną seksualność Asha, gdyż ten zapadł w śpiączkę nie zaznając nigdy kontaktu płciowego. Dopóki nie doświadczy go, sercowe podboje Brocka nigdy nie będą mogły zakończyć się sukcesem.

    Chłopczyca Misty to kolejna personifikacja aspektu osobowości Asha, jego kobiecej natury. Ta jest ochroną przed naturą kobieciarza i zapobiega działaniom w stylu Brocka.
    Jest jeszcze cała wyimaginowana społeczność. Nigdy nie doświadczył wielu rzeczy i nie mógł doświadczyć ich w momencie przebywania w śpiączce. Jest tylko w stanie wyobrazić sobie szeroki horyzont, nieznane lądy i marzy o dotarciu do nich w przyszłości by wygrać wszystkie rozgrywające się turnieje. Joy i Jenny pojawia się praktycznie wszędzie, gdyż są to dwie postacie, które dostrzegł w swoim rodzinnym mieście.

    Zespół R jest aspektem osobowości, który umysł Asha uznaje za zły. James to symbol homoseksualizmu, Jesse próżności. Nie można też pominąć Meowtha, który ma potencjał do rehabilitacji i nie chce być zły, więc wpisuje się w teorię konfliktu osobowości.
    Ich metody chwytania pokemonów są absurdalne (i fizycznie niemożliwe), ponieważ Ash to tylko dziecko i nie jest w stanie imaginować bardziej realistycznych działań.

    Obecność socjalizmu na całym świecie można wytłumaczyć, gdyż i tutaj uświadamiamy sobie, że jest to świat marzeń z bezpiecznym systemem rządów, który płynie, by zachować w świecie pokój, by przygody nadal mogły trwać.

    Kolejna rzecz.

    Pikachu oczywiście reprezentuje ludzkość Asha, stąd epizody, w których dochodzi do separacji. Ash bardzo chce się odnaleźć, ale z niewiadomych przyczyn nie może. Nawet Zepół R jest gotów odstąpić od swoich wartości, by razem znaleźć Pikachu. Jessie i James chcą ukraść Pikachu (ludzkość Asha), by przekazać go ojcu. Los jednak zawsze przeciwny jest powodzeniu tych akcji, gdyż Ash nie chce mieć nic wspólnego z własnym ojcem i jednocześnie sam nie wyobraża sobie sposobu, jak cel Zespołu R może zostać osiągnięty. Skupia się jednak na poznawaniu wszystkich aspektów własnej osobowości dążąc do stabilności, by w razie potrzeby uratować ludzkość z własnego świata.

    Max pojawił się z May, dziewczyną, która miała wielkie aspiracje i umiejętności. Grała rozsądne ego chłopca. Istnieli przez niewiele czasu, gdyż seksualność Asha w końcu musiała wrócić do gry. Wrócił do odkrywania siebie i ostatecznie wykształcił nowe aspekty, po czym jego umysł powoli przywracał stare, najprawdopodobniej uznając większą niewiedzę za ułatwienie życia.

    Dlaczego Elitarna Czwórka?

    Dlaczego nie jeden, niepokonany trener?

    Ponieważ nikt nie ma tylko jednej, psychologicznej blokady, a obalenie ich za jednym zamachem rozdarłoby dziecięcy umysł na strzępy. Przypuszczam, że gdyby kiedykolwiek pokonał wszystkie cztery uroki śpiączki jego świat doznałby zupełnego odwrócenia.

    Gary Oak to ktoś, kim Ash chciał być. Spełnienie jego życzeń. Udało się osiedlić go w wyimaginowanym świecie, gdyż potrzebował kogoś, kto pokazałby, że sukces w świecie trenerów pokemonów jest możliwy jednocześnie nie dopuszczając między siebie zbytnich interakcji- nigdy nie dowiedział się od niego zbyt wielu rzeczy. Byłaby to pułapka, gdyż Ash stałby się zbyt świadomy swojej śpiączki, całej sytuacji w jakiej się znajduje. Jego umysł przyjąłby tę wiadomość, co spowodowałoby poważne uszkodzenia mózgu. Jest też zbyt zadowolony jego obecnością, by go pokonać, czy uciec przed nim. Dlatego Gary Oak pozostaje żywą legendą przypominająca jemu samemu, że może dokonać wielkich rzeczy jeśli tylko spróbuje. Jest to zachęta do działania na przyszłość.

    Dawn to szansa na miłość w świecie Asha. Gdy ustalił, że Misty nie jest już osobą, z którą chciałby dłużej podróżować, stworzył nową, udoskonaloną według niego samego postać żeńskiej płci bardziej podobną do niego i mniej brutalną od Misty. (Ponieważ May i Misty ograniczały aspekt Brocka. Dawn była wobec tego bardziej przyjaźnie nastawiona.) Richi i jego Pikachu były kolejnym sukcesem tworzenia postaci, jednak Richi nie był kimś, z kim Ash chciałby być bliżej. Chciał kogoś prawie identycznego jak on sam. Wciął starał się wykreować idealny charakter towarzysza.

    Paul to ciemna strona Asha, która chce uciec ze świata śpiączki. Powodem powstawania nowych rywali było osiedlenie się Garego i niewadząca mu jego egzystencja. Jego umysł nie mógł dopuścić do akceptacji braku jego obecności, więc własna osobowość została podzielona dalej, tworząc ciemną (Paul) i jasną (Richie) wersję Garego.

    Mr. Mime jest w rzeczywistości postacią stojącą za ojcem Asha nie będącą jednocześnie jego matką. Był zaskakująco nieszkodliwym pokemonem kochającym istoty humanoidalne. [Ash darzył do ogromnym zaufaniem, bo nigdy nie był zraniony przez pokemona. Widzie je wszystkie jako nieszkodliwe, podczas gdy w realnym świecie istoty niehumanoidalne mogą być dzikie a jego teorie o miłości pokemonów błędne (jak było w pierwszych odcinkach). Ponownie cofamy się do teorii, że jedynymi pokemonami są te z pierwszego sezonu, a wszystkie inne to tylko kolejne spekulacje pochodzące z jego umysłu na temat tego, jak nowe gatunki powinny wyglądać.]

    Ash zostaje poddany nowemu sposobowi leczenia i dostosowuje się do niego, więc jego mózg zaczyna działać w inny sposób.
    Uwalnia swoje pokemony, ponieważ umysł zmusza go, by pozwolił im odejść. Zespoły zostają pokonane, a on sam musi iść do innego kraju by doświadczyć nowych wyzwań. Pokonany zespół oznacza kres problemów, co było wielką motywacją Asha. Jednak część umysłu wciąż chciała pozostać w śpiączce i zachować swoją dotychczasową drogę.

    Z drugiej strony chce wolności i powrotu do swojego prawdziwego życia, by w końcu stać się prawdziwym Mistrzem Pokemon. Jeśli jednak pozwolą mu zachować jego silny zespół. Inaczej Ash jest w stanie stracić zainteresowanie jakimikolwiek walkami. Szansa odzyskania świadomości to utrata dotychczas zdobytych pokemonów. Nieważne jak zdesperowany by był nigdy już nie dostałby ich spowrotem (podobnie jak z Charizardem). To w zasadzie jego umysł zmuszający go do radzenia sobie z własnymi problemami.

    Ash zawsze wierzył w Zespół R. W śpiączce wiedział, że to oni (na pewnym poziomie), ale wybrał początkowo ignorowanie ich. W rzeczywistości Ash uciekinier sabotował idyllicznego Asha tak, by nie rozwijała się jeszcze większa ilość konfliktów.

    Na początku pojawiają się realistyczne zwierzęta.

    Wraz z rozwojem wydarzeń pojawia się coraz mniej prawdziwych zwierząt i coraz więcej pokemonów.

    Czy to mogło być oznaką pogorszenia umysłu? W śpiączce stracił koncepcje niektórych zwierząt i maszyn po prostu zastępując je pokemonami. To tłumaczy takie zjawiska jak elektryczne pokemony wykorzystywane w pracy jako generator mocy.

    Przyczyny szaleństwa Asha:

    Ojciec Asha najzwyczajniej odwiedzał go w szpitalu. Nawet w jego świecie śpiączki słyszy jego głos, co doprowadza go do szału.
    Tutaj pojawiają się epizody-wypełniacze nie koncentrujące się na Ashu. Wtedy jego umysł pracuje pod wpływem humanizacji. Wypełniacze to sposób rozwiązywania problemów i odciągania go od stąpania po ziemi do której sam poprzysiągł się nie zbliżać.
    Ash JEST Zespołem R (Jessie i Jamesem).

    Znak, że jego pamięć o starym świecie zaciera się coraz bardziej w miarę upływu czasu. W wyidealizowanej sferze pokemonów nie ma bodźców z realnego świata. Jego stan może, ale nie musi się psychicznie pogarszać (zawsze był dość prosty), ale Ash staje się coraz bardziej przyzwyczajony do fałszywego świata i fałszywych zasad.

    To również wyjaśnia, dlaczego ich stroje są różne od innych bandziorów z Zespołu R.

    Są białe, co jest symbolem tego, że Ash może sobie z nimi poradzić.

    Wszystko inne, cała reszta organizacji jest symbolem braku możliwości ucieczki od ojca. Trzy wykrawania toreb R - odkrycia Asha, przez które został ukarany przez ojca.

    Jest się też dobre wyjaśnienie na pojawienie się Paula. Ash został zmuszony do pracy z nim. Miało to mu dać do zrozumienia, że ten doskonały świat wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem, a on musi się obudzić.

    Narrator to wyższy poziom umysłu Asha. Rozpatruje postępy chłopca pozwalając sobie na wgląd w to, w jaki sposób najlepiej go obudzić.
    Jak opisałem wcześniej, Ash czuje się nieswojo walcząc z Zespołem R. Niespokojne dzieciństwo Jamesa to sposób uzasadnienia jego utajnionego homoseksualizmu.

    Uczłowieczenie Zespołu R może być zamachem na część Asha jak i również szansa na psychiczne zdrowie - Zespół R jest naprawdę zły. W miarę upływu czasu wydają się łagodnieć. Możliwe, że dewiza Chcemy, aby Giovanni (ojciec) był z nas dumny zbiega się w czasie z jego Nienawidzę cię, tato.

    Meowth musiał porozumiewać się z Ashem bardziej zwrotnie, by odkryć kawałki jego osobowości.

    Ewolucja jego Pikachu to kwestionowanie koncepcji czym jest jego człowieczeństwo.

    Sprzedaż pokemonów to jak przeniesienie własnych kłopotów na czyjąś osobę, jednak zdając sobie z tego sprawę Ash zwykle nie kończy żadnej transakcji.

    Joy i Jenny, których zna z rodzinnego miasteczka podążają za nim by czuł się bezpiecznie gdziekolwiek się znajduje.

    Więc może chcą ukraść Pikachu (jak stwierdzono, człowieczeństwo Asha)? To nie tylko sposób, by zaimponować Giovannemu, ale też szansa, by ponownie stał się dobrym człowiekiem traktując żonę i dziecko wedle wyobrażeń Asha. Jednak ten jest przeciwko temu, gdyż podświadomie wie, że podarowanie serca komuś tak szkodliwemu dla niego i jego matki spowoduje tylko ból ich obojga.

    Togepi Misty jest symbolem pragnienia potomstwa i własnej rodziny, czy posiadania Misty? Nastawienie Togepi zmienia się z biegiem czasu zachowując nawet instynkty macierzyńskie wobec humanoidalnych postaci.

    Pokemony w zespole Asha reprezentują jego problemy, na przykład Charmander reprezentuje popęd seksualny (nie seksualność jak Brock). Może być łatwy do kontrolowania, ale w końcu staje się nieposłusznym, szalejącym piekłem. Nowy pokemon oznacza pozyskanie nowego problemu, a treningi to praca nad nimi.

    Dziki Pokemon to oznaka racjonalizacji funkcjonowania świata. Syndrom stworzył to czarodziej (“A wizard did it” syndrome). Pokemon zostaje rozpoznany tylko w przypadku wystarczającej wiedzy o jednym z elementów własnej psychiki Asha. Inni trenerzy to bardziej bezpośrednie formy jego problemów. Te, z którymi musi się pogodzić lub te, które przegania.
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...