•  

    #creepystory #creepy #paranormalne #mistycyzm #teoriespiskowe #strasznehistorie

    Autorski tag #alternatywneteorie

    Poprzedni wpis.

    Tym razem nie będzie teorii channelingowych. Postanowiłem urozmaicić tag i od czasu do czasu zamieścić #creepy historię w klimacie paranormalnym. Historie te rzekomo miały miejsce naprawdę. Zawierają nazwiska, daty, lokalizacje. Nie jestem autorem tekstu, jedynie przetłumaczyłem.

    Dzisiaj będzie o skrzydlatych istotach demonicznych widzianych przez wielu świadków w Zachodniej Wirginii (USA), w pobliżu podziemnych tuneli w których podczas II wojny światowej przechowywano ładunki wybuchowe. Co ciekawe, wśród Indian panują legendy o tych istotach. W komentarzu rysunki i zdjęcia.

    Wcześniej mówiliśmy o Draco, jako obcym gatunku który podobno napotkał admirał Richard E. Byrd, a także były szef bazy Dulce Thomas Edwin Castello. To co może było najbardziej znane ze wszystkich "straszności" z udziałym tych gadzich istot, według Johna Keela, dotyczyło "inwazji" pterodaktylo-humanoida "Mothmen" (Skrzydlaty Draco) oraz "Faceci w czerni".
    Stworzenia te zostały okreslone jako Mothmen, Skrzydlaci Drakonie, lub Skrzydlaci Serpentynowie, w zależności od źródła. Według Johna E. Keela, w połowie lat sześćdziesiątych podobno terroryzowali obszar w Zachodniej Wirgini. Keel jest przekonany że te wrogie istoty były zaangażowane w tragiczną katastrofę "srebrnego mostu" (Silver Bridge https://en.wikipedia.org/wiki/Silver_Bridge), w której zginęło kilku świadków UFO i dziesiątki miejscowych, co jest oparte na pewnych dziwnych okolicznościach związanych z tym wydarzeniem. W swojej książce "THE MOTHMEN PROPHECIES" Keel ujawnia:

    ... Zgodnie z jej historią, Connie (Carpenter), nieśmiała, wrażliwa osiemnastolatka, wracała do domu z kościoła o 10:30 rano w niedzielę, 27 listopada 1966 roku. Kiedy mijała opuszczone zielenie Mason County Golf Course poza New Haven w Zachodniej Wirginii nagle zobaczyła wielką szarą postać. Miała kształt mężczyzny - powiedziała - ale była znacznie większa. Postać miała co najmniej 7 stóp wzrostu, oraz była bardzo szeroka. To co najciekawsze, jej uwagi nie przyciągnął wzrost tej istoty, lecz oczy. Powiedziała, że istota miała duże, okrągłe, intensywnie świecące czerwone oczy skupione na niej z hipnotycznym efektem. "To cud że nie zjechałam z drogi i nie miałam wypadku" - skomentowała później.
    Kiedy zwolniła, jej oczy spoczęły na zjawie, para skrzydeł rozłożyła się z jej pleców. Wydawało się że miała rozpiętość około 10 stóp. Zdecydowanie nie był to zwykły ptak, lecz "czymś rozszerzonym". Istota podniosła się powoli z ziemi niczym helikopter, bezszelestnie, jej skrzydła nie skrzekotały w locie. Istota skierowała się w kierunku samochodu Connie wpatrując się w nią czerwonym wzrokiem, a następnie przeleciała nisko nad jej głową, gdy Connie wcisnęła pedał gazu w całkowitej histerii.

    PONAD 100 OSÓB WIDZIAŁO TĄ ISTOTĘ TAMTEJ ZIMY.

    Indianie Ameryki Północnej mają obszerne legendy o "Thunderbird", ogromnym ptaku który porywa dzieci i starców. Ptakom tym towarzyszy głośny hałas, szumy, brzęczenia, oraz dudnienie z poziomu infradźwiękowego i ultradźwiękowego.
    Znany jako PIASA (podobny do smoka) wśród Indian Dakoty, miał mieć przerażające czerwone oczy i długi ogon. Potworny demon ze skrzydłami nietoperza i ciałem ludzkim.

    Wiele z obserwacji "Mothmanów" miało miejsce w pobliżu starych betonowych kopuł i budynków, które prowadziły do kilku milowych tuneli (obecnie zaplombowanych) używanych w trakcie II wojny światowej do przechowywania materiałów wybuchowych. Znane jako obszar TNT (TNT Area https://www.atlasobscura.com/places/tnt-area). John Keel podaje, że w jednym miejscu czuł niemal fizyczne przerażenie, które minęło gdy wyszedł z tego miejsca. To przerażenie zostało zgłoszone przez wielu świadków, a co najmniej jedna pterodaktyloidalna istota uciekła do jednego z wejść do kopuły w obiekcie TNT po pościgu przez ciekawskich świadków. Przeszukano kopułę, ale nie znaleziono śladu tego stworzenia.

    O godzinie 7:15 rano, 25 listopada, młody sprzedawca butów Thomas Ury jechał wzdłuż Route 62 na północ od obszaru TNT, gdy zauważył wysoką, szarą, przypominającą człowieka postać stojącą na polu przy drodze. Nagle rozłożyła skrzydła - powiedział Thomas - i wystartowała prosto jak helikopter. "Przeleciała nad moim kabrioletem i zaczęła krążyć przy trzech wysokich słupach telefonicznych". Thomas wcisnął gaz gdy postać zleciała niżej nad jego samochód. "To leciało tuż nad moim samochodem, mimo że jechałem 75 mil na godzinę".
    Thomas popędził do Point Pleasant i poszedł prosto do biura szeryfa wpadając w panikę. "Nigdy czegoś takiego nie widziałem. To coś miało rozpiętość skrzydeł na 10 stóp. To mógł być ptak, ale na pewno nigdy takiego nie widziałem. Bałem się że mnie zaatakuje."
    Napotkał go stary, znajomy symptop - nieuzasadnione przerażenie. "Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiego uczucia, dziwny rodzaj strachu." - powiedział. "Ten strach ogarnął cię i sparaliżował. Najlepszym wyjaśnieniem tego byłoby stwierdzenie, że ta sprawa nie była w porządku (just wasn't right). Wiem, że to może nie mieć sensu, ale to jedyny sposób w jaki mogę wyrazić to co czułem."

    John Keel relacjonował jeszcze inne przypadki spotkań z tymi "pterodaktylami"...

    "Spójrzcie na tą szaloną postać, która zniknęła za tym samolotem!" - skomentował Eddie Adkins, który wraz z czterema innymi ludźmi stał na obszarze lotniska Gallipolis w Ohio, tuż za rzeką z Point Pleasant, 4 grudnia 1966r.
    Tego samego dnia, o godzinie 3 po południu, wzdłuż rzeki Ohio tuż za lotniskiem, przeleciała potężna skrzydlata forma. Później piloci oszacowali, że leciała na wysokości około 300 metrów, z prędkością około 70 mil na godzinę. Uświadomili sobie, że to nie był samolot, lecz było to coś w rodzaju ogromnego ptaka o niezwykle długiej szyi. Ptak wydawał się obracać głową z boku na bok jakby skanował krajobraz (przyp: naukowcy uważają, że pterodaktyle saurian-reptilian używali swoich głów jako steru podczas lotu, przesuwając je z boku na bok jako środek utrzymania lotu). Skrzydła nie trzepotały.
    "Mój Boże, to coś prehistorycznego!" - jeden z mężczyzn płakał.
    Everett Wedge złapał swój aparat i pobiegł do swojego małego samolotu, ale kiedy był w powietrzu, stworzenie zniknęło w dole rzeki.

    Źródło: http://www.reptilianagenda.com/exp/e112299a.shtml
    pokaż całość

  •  

    Mirki słuchajcie jaka historia!
    Koleżanka mojej przyjaciółki ma ciocię (✌ ゚ ∀ ゚)☞, która pracuje w szpitalu na ortopedii i widziała prawdopodobnie #duchy ! Zrobiła zdjęcie (będzie poniżej) i opowiedziała dokładnie jak to wyglądało.
    Pytanie do ekspertów ( ͡º ͜ʖ͡º) od #fotografia #photoshop Czy da się sprawdzić czy to zdjęcie jest prawdziwe? (podobno zrobiła je ciocia która ma ponad 50 lat, ledwo telefon odsługuje więc na pewno nie umie into photoshop). Trochę #creepystory pomimo że nie wierzę w takie rzeczy :D
    Dajcie znać co sądzicie
    #kiciochpyta #pomoc #niewiemjaktootagowac #szpital

    Sorry za ilość tagów ale naprawdę mnie to ciekawi i chciałabym wiedzieć :D (poza tym nie umiem into wykop ( ͡° ʖ̯ ͡°) )
    pokaż całość

    źródło: duch.jpg

  •  

    Gabriel Pacheco to #illustrator między innymi do ksiązek Victora Hugo,
    Powieści "Moby Dick" Hermana Melville
    Czy "Pięknej i Bestii"
    #art
    #creepystory #sztuka
    Cz. 3
    Bajeczka w wersji #creepy

    źródło: xXfHEBY.jpg

  •  

    Mirki co się odjebało to głowa mała. Mi i mężowi umarł ostatnio pies, taki uroczy kundelek, było nam smutno, wiem ile znaczył dla mojego męża. No ale niestety, trzeba było coś z nim zrobić, więc mąż zakopał go za domem. Następnego dnia mąż z rana wpada do pokoju i mówi "nie uwierzysz, pamiętasz jak zakopałem naszego kundelka za domem wczoraj? Ten skurwiel znowu leży na łańcuchu koło budy"

    #takbylo #creepystory #smiesznypiesek #zwierzaczki
    pokaż całość

  •  

    Mirki co się odjebało to głowa mała, ostatnio stałem z moim sąsiadem (nazwijmy go Marcin) zza płota i rozmawiałem o duperelach, gdy nagle przybiegł jego doberman z martwym kundelkiem w pysku. My kurwa w szoku bo poznaliśmy, że to kundel sąsiada mieszkającego dwa domy dalej. Marcin pobladł, mówi
    - kurwa goly8622 co teraz robić?
    - chyba musisz się przyznać - mówię
    - pierdole nie przyznam się ale mam plan
    Okazało się, że Marcin w nocy zakradł się do sąsiada i przypiął jego martwego psa na łańcuch koło budy i spierdolił.
    Kilka dni później spotkałem tego sąsiada od kundla i zagadałem.
    - dzień dobry sąsiedzi co tam u Pana słychać
    A ten do mnie:
    - nie uwierzysz goły8622 co się odjebało, tylko nie myśl, że oszalałem. Zdechł mi pies zakopałem go za domem a a rano ten skurwiel znowu na łancuchu koło budy.........

    XD

    #takbylo #heheszki #creepystory #smiesznypiesek #zwierzaczki
    pokaż całość

  •  

    Mirki jest sprawa. Postaram się nie rozpisywać za bardzo ;]

    Osiedle domków jednorodzinnych.

    Jedna z sąsiadek, to dwudziestu-paroletnia dziewczyna, dość lekkich obyczajów. Oprócz tego, ze lubi sobie coś wypić, łyknąć jakieś tabletki, to często zmienia swoich partnerów. Sam byłem świadkiem, jak kiedyś w pizzeri, aktualny partner zasnął przy stole, a ona z jego kolegą poszła na dość długą chwilę do łazienki. No ale, to że swobodne dziewczę, to przecież nic złego, każdy żyje po swojemu. W każdym razie towarzystwo dość emmm .. patologiczne. Kłótnie, kiedyś często policja tam bywała, pod drzwiami nie raz jakiś jej pijany eks zawodził. Takie życie ...

    Sytuacja sprzed kilku dni:
    Matka: - Mirek, a Ty widziałeś ostatnio Mirabelkę zza ściany?
    Ja: - No nie, a co?
    M: - A bo sąsiadka się pyta, czy jej nie widzieliśmy, bo nie dawała znać, że gdzieś wyjeżdża, a bramki z obu stron domu otwarte (patrzę przez okno - no fakt, pootwierane) - No i okna pozamykane, rolety zasłonięte. A ten jej gaszek co to tu stał samochodem ostatnio tak często, też go nie ma (no stał, takim jakimś vanem przed domen, w jakiejś firmie pracował).
    Ja: - No nie wiem, nie wdziałem, może gdzieś wyjechali.
    M: - Hmmm a ja ostatnio siedziałam w ogrodzie i słyszałam jak oni rozmawiali. I on jej mówi tak (jej gaszek) - "ale Ty z nim spałaś, Ty z nim spałaś rozumiesz!?"
    Ja: - Co sugerujesz? Że ją przyłapał, wkurwił się, rąbnął i uciekł?
    M: - No co Ty gadasz!
    Ja: - No patrz, w ogrodzie niby korzeń po drzewie wykopywał, ale wygląda zupełnie jak dół na zwłoki (no poważnie, akurat tam kopał taką dziurę gaszek - do tego mam dość specyficzne poczucie humoru, więc teksty prawdziwe)
    M: - Mirek, weż przestań!

    Tyle ...pośmiałem się, no ale na dom zerkałem. Mija kilka dni, bramki nadal otwarte, wiatr hula po ganku i ogrodzie, samochodów żadnych nie ma. No wygląda na to, że faktycznie, wyjechali gdzieś sobie. Przecież nie musza nikogo informować nie?

    Ale tak sobie dzisiaj staję przy bramce, popijam wodę mineralną i patrze w okno ich kuchni.
    I wiecie co?

    Okno jest pełne much. Takich czarnych, dużych, tłustych much.

    .....

    No i pierwsze co myślę - no kuchnia w końcu - pewnie zostawili jedzenie jakieś to gnije.

    No ale .. czy na pewno?

    W zasadzie, co można zrobić? Przecież nie zadzwonię na policję i nie powiem - muchy w oknie, przybywajcie! Nie chce z siebie idioty robić, pewnie przecież gdzieś wyjechali.

    No ale jeżeli nie ?

    #policja #truestory #csiwykop #creepystory
    pokaż całość

  •  

    Niedaleko mojego rodzinnego #grudziadz (~25km) jest miasteczko Łasin, do którego swego czasu jeździłem rowerem by odwiedzić kolegę z czasów licealnych, vis-à-vis jego mini blokowiska w centrum stoją zabudowania otoczone wysokim murem. Zabudowania dość intrygujące bo postronnym przejeżdżającym obok trudno się domyślić ich przeznaczenia.
    Za murami skrywającymi budynek ze zdjęcia jest zakon klauzorowy, tj. wspólnota mniszek, które zdecydowały się "umrzeć dla świata". Karmelitanki Bose całymi dniami modlą się pracują i kontemplują. Ta grupa kobiet przysięgła nie opuścić murów swego przybytku do końca życia i oddają całe swoje jestestwo modlitwie za innych.
    Niezależnie ot tego czy jest się katolikiem, wierzącym w inną wizję Boga czy ateistą ta wizja musi poruszyć i skłonić do refleksji.
    Jednak do tego wpisu skłoniło mnie coś jeszcze. Zanim ten budynek został objęty klazurą należał on do sióstr felicjanek, został im odebrany przez władze komunistyczne. Przez 40 lat podczas których budynek był państwowy mieścił on w swoich ścianach Dom Dziecka, pozwalano jednak felicjankom mieszkać na poddaszu.
    Odzyskawszy nieremontowaną przez dziesiątki lat ruinę felicjanki podarowały ją poszukującym swojego miejsca karmelitankom.
    Po pierwszej nocy spędzonej w ruinie jedna z sióstr budząc się zobaczyła napis wydrapany w ścianie przez poprzedniego lokatora, dziecko wzrastające w zrujnowanym PRL-owskim Domu Dziecka na prowincji wydrapało: "tu żyłem i tu umarłem". Idealna sentencja dla nowych lokatorek tego przybytku, które decydują się tam żyć i tam umierać.

    [w komentarzu starsza fotografia], a tu google maps
    #historiajednejfotografii
    #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #creepystory
    pokaż całość

    źródło: karmellasin.pl

  •  

    Mam dość dobry bilans znalezionych osób. W większości, przypadkiem oddalają się od szlaku lub ześlizgują z małego klifu nie mogąc wrócić. Większość z nich słyszała o zasadzie „zostań tam gdzie jesteś” i nie idą dalej. Ale miałem dwa przypadki kiedy tak się nie stało. Oba dały mi dużo do myślenia i używam ich jako motywator by jeszcze lepiej wykonywać swoją pracę.

    Pierwszy był mały chłopiec, który wyszedł zbierać jagody ze swoimi rodzicami. On i jego siostra trzymali się razem, i oboje zniknęli mniej więcej w tym samym czasie. Rodzice stracili ich z oczu na kilka sekund i w tym czasie dzieci najwyraźniej oddaliły się. Kiedy rodzice nie mogli ich znaleźć, wezwali nas, a my przybyliśmy przeszukać teren. Córkę znaleźliśmy stosunkowo szybko, ale kiedy zapytaliśmy gdzie jest jej brat, odpowiedziała, że zabrał go „Człowiek Niedźwiedź”. Powiedziała, że dał jej jagody i powiedział żeby była cicho, bo on chce przez chwilę pobawić się z jej bratem. Ostatnio kiedy widziała swojego brata, ten siedział na barana u „Człowieka Niedźwiedzia” i wydawał się spokojny. Oczywiście naszym pierwszym skojarzeniem było porwanie, ale nigdy nie znaleźliśmy żadnego śladu innego człowieka w tej okolicy. Mała dziewczynka stanowczo twierdziła, że to nie był zwykły człowiek: był wysoki, pokryty włosami (jak niedźwiedź) i miał dziwną twarz. Teren przeszukiwaliśmy tygodniami. To było jedno z najdłuższych zgłoszeń w których brałem udział, ale nie znaleźliśmy żadnego śladu po zaginionym chłopcu.

    Druga była młoda dziewczyna, która poszła na wycieczkę ze swoją mamą i dziadkiem. Według matki, dziewczyna wspięła się na drzewo żeby lepiej widzieć las i nigdy z niego nie zeszła. Czekali u stóp drzewa godzinami wołając ją zanim zadzwonili po pomoc. I znowu – szukaliśmy wszędzie, ale nie natrafiliśmy na żaden ślad. Nie mam pojęcia gdzie mogła zniknąć ponieważ jej mama i dziadek nie widzieli żeby schodziła z drzewa.

    Kilka razy wyruszałem na poszukiwania jedynie z psem. Prowadził mnie on prosto do podnóża klifów. Nie wzgórz czy skał. Pionowe, surowe klify bez wsparcia dla rąk i nóg. Za każdym razem mnie to zastanawia, bo w takich wypadkach, przeważnie zaginioną osobę znajdujemy na górze klifu, lub całe mile od miejsca w które zaprowadził nas pies. Jestem pewien że jest jakieś wyjaśnienie, ale wydaje mi się to dziwne.

    Jedna szczególnie smutna sprawa dotyczyła podjęcia ciała. Dziewięcioletnia dziewczynka spadła z wału i nabiła się na pień martwego drzewa. To był strasznie dziwny wypadek. Nigdy nie zapomnę dźwięku jaki wydała jej matka kiedy powiedzieliśmy jej co się stało. Widziała jak pakowano worek na zwłoki do karetki. Wydała wtedy z siebie najbardziej przerażający, rozdzierający serce lament jaki kiedykolwiek słyszałem. To było jakby całe jej życie legło w gruzach, a część niej umarła razem z córką. Później słyszałem od innego funkcjonariusza SAR (Search and Rescue – w tym wypadku taki ichni GOPR), że popełniła samobójstwo kilka tygodni po tym wydarzeniu. Nie mogła dalej żyć ze stratą córki.

    Dołączył do mnie drugi oficer SAR-u, ponieważ mieliśmy informacje o niedźwiedziach w okolicy. Szukaliśmy gościa, który na czas nie wrócił do domu ze wspinaczki. Sami musieliśmy ostro się wspinać żeby dotrzeć do miejsca w którym myśleliśmy, że może on być. Znaleźliśmy go uwięzionego w małej szczelinie ze złamaną nogą. To nie był przyjemny widok. Był tam od dwóch dni i w ranę wdała się infekcja. Udało się nam go zapakować do śmigłowca. Od ratownika usłyszałem później, że gość w kółko opowiadał jak to dobrze sobie radził, ale kiedy dotarł na szczyt, ktoś już tam był. Powiedział, że ten ktoś nie miał żadnego sprzętu wspinaczkowego, ubrany był w parkę (rodzaj kurtki/płaszczu) i spodnie narciarskie. Wspinacz podszedł do tego faceta, ale gdy ten się obrócił, okazało się że nie miał twarzy. Po prostu jej nie było. Przestraszył się i chciał zejść ze szczytu jak najszybciej i dlatego spadł. Opowiadał, że później, przez całą noc słyszał jak gość bez twarzy schodził ze szczytu wydając z siebie stłumione krzyki. Ta historia poważnie mnie przestraszyła. Dobrze, że nie słyszałem jej osobiście.

    Jedna z najstraszniejszych historii jakie mi się przydarzyły dotyczy poszukiwań dziewczyny oddzieliła się od swojej grupy. Byliśmy na nogach do późnej nocy, ponieważ psy zwęszyły jej trop. Kiedy ją znaleźliśmy, leżała zwinięta pod spróchniałym pniem powalonego drzewa. Brakowało jej butów i plecaka, no i widać było że jest w szoku. Nie miała żadnych obrażeń, więc mogliśmy z nią iść na piechotę z powrotem do bazy. Po drodze, cały czas spoglądała do tyłu i pytała nas „Dlaczego ten mężczyzna o czarnych oczach idzie za nami?”. Nikogo nie widzieliśmy, więc uznaliśmy to za jakiś dziwny symptom szoku. Ale im bliżej bazy byliśmy, tym bardziej niespokojna była kobieta. Prosiła mnie, żebym powiedział mu żeby przestał ‘robić do niej miny’. W pewnym momencie zatrzymała się, obróciła i zaczęła krzyczeć w las żądając by mężczyzna zostawił ją w spokoju. „Ja z nim nie pójdę” mówiła, „A ich też nie dam”. W końcu zmusiliśmy ją do marszu, ale zaczęliśmy słyszeć jakieś dziwne dźwięki dookoła nas. To było trochę jak kaszel, ale bardziej rytmiczne, głębsze. Prawie jakby ten dźwięk wydawały owady. Nie bardzo umiem to lepiej opisać. Kiedy praktycznie dotarliśmy już do stacji, kobieta odwróciła się do mnie a jej oczy były tak szeroko otwarte, jak tylko można to sobie wyobrazić. Dotknęła mojego ramienia i powiedziała „Powiedział żebyś przyspieszył. Nie lubi patrzeć na bliznę na twoim karku”. Faktycznie mam bardzo małą bliznę na u podstawy szyi, ale jest schowana za kołnierzem. Nie mam pojęcia jak ona mogła ją zauważyć. Natychmiast po tym jak to powiedziała, znowu usłyszałem ten dziwny dźwięk, tym razem tuż przy moim uchu. O mało ze skóry nie wyskoczyłem. Pośpieszyłem z nią do bazy, starając się nie pokazywać jak bardzo byłem przestraszony, ale muszę przyznać, że bardzo cieszyłem się opuszczając las tej nocy.

    Ostatnia historia jest zarazem pewnie najdziwniejszą jaka mi się przydarzyła. Nie wiem, czy to przytrafia się w innych jednostka SAR, ale u nas jest to rzecz która przytrafia się regularnie, a o której się nie mówi. Możecie próbować pytać o to funkcjonariuszy SAR, ale pewnie nawet jak coś wiedzą, to i tak nie puszczą pary. Nasi przełożeniu poinstruowali nas żeby o tym nie mówić, a w tym momencie tak do tego przywykliśmy, że już przestało się nam to wydawać dziwne. Przy większości spraw, gdy ruszamy naprawdę daleko w dzicz (mówię tu o 30-40 milach), w pewnym momencie znajdujemy schody w środku lasu. To prawie tak, jakbyś wyciął schody ze swojego domu i umieścił w lesie. Zapytałem o to po tym jak widziałem je pierwszy raz, ale drugi ratownik powiedział mi żebym się nie martwił i że to jest normalne. Wszyscy których pytałem powiedzieli dokładnie to samo. Chciałem podejść i to zbadać, ale powiedziano mi bardzo dosadnie, że nigdy nie powinienem się do nich zbliżać. Obecnie właściwie je ignoruje, bo zdarza się to tak często.

    #pasta #creepy #creepystory #creepypasta
    pokaż całość

  •  

    Trzeci i ostatni dzień mojego piekielnego ratunku na oddziale dla psychicznie chorych. Wczorajszy wieczór był dość ciekawy ponieważ jednego świra wywieźli na sor a drugi pacjent chciał się powiesić w palarni na prześcieradle. Musze przyznać, że doznałem pewnego rodzaju szoku ponieważ to było ostatnie czego się spodziewałem. Najpierw zaczął się dziwnie zachowywać, jego koledzy z sali to zauważyli i postanowili zrobić pewnego rodzaju warte w nocy zamiast iść z tą informacją do dyżurnego. W nocy owy pacjent wszedł do palarni wiec druga osoba poszła za nim, okazało się, że obwiązał się prześcieradłem już wcześniej żeby nikt nie zauważył co robi w nocy. Wszyscy się obudzili ponieważ druga osoba zaczęła szybko wzywać sanitariuszy ale pielęgniarki zadbały o to żebyśmy niczego nie widzieli. Następnego dnia chodził strasznie zdołowany i do nikogo się nie odzywał. Śniadanie jak to śniadanie, chujowe ale zjadłem. Cały czas myślałem o tym, że dzisiaj wychodzę wiec nie byłem zbytnio nastawiony na rozmowy z kimś. Właściwie to dużą część tego dnia spałem bo uważałem, że to lepsze wyjście niż błąkać się po korytarzu. Gdy miałem spakowane wszystkie rzeczy i żegnałem się z ludźmi z którymi dzieliłem salę, usłyszałem od nich sporo dobrych słów, aż ciężko mi było uwierzyć, że w tym chorym miejscu ktoś jest w stanie nawet udawać empatycznego człowieka. Teraz już wiem, że nigdy nie chce tam wracać. Wierzcie mi mirki, mam słabą psychikę a i tak dużo wytrzymałem i bylem w stanie się śmiać. Ktoś ze słabszą mógłby dostać traumy. Nie radzę wam kombinować żeby tam trafić, uwierzcie mi, że to miejsce będzie gorsze od wszystkiego czego byście doświadczyli w życiu. Teraz jest godzina 21 i pisze to w domu wiec jestem spokojny i zadowolony z tego, że mnie tam nie ma. Nie będzie mi go brakować a lekcja jaką z tamtąd wyniosłem to taka, że nigdy w życiu nie będę robił rzeczy które są w stanie mnie tam posadzić ponownie. Ludzie są tam bardzo różni, od normalnych ludzi którzy trafili tam praktycznie przez przypadek, ludzi którzy się potknęli w życiu, po prawdziwych wariatów rodem z lotu nad kukułczym gniazdem. Nie doprowadzajcie swojego życia do takiej skrajności do której ja doprowadziłem swoje. Pozdrawiam wszystkich którzy śledzili moje poczynania.
    #lotnadkebabimgniazdem #psychologia #psychiatria #pomagajzwykopem #coolstory #truestory #creepystory #depresja
    pokaż całość

    •  

      @KebabKing: spedzilam w szpitalu psychiatrycznym jakies 3 tygodnie. Pierwsze 3-4 dni byly przerazajace, balam sie wariatow itp. Po paru dniach zaczelam sie z nimi kolegowac i okazali sie naprawde w porzadku. Mialam na oddziale glownie schizofrenikow, ale czulam sie wsrod nich lepiej niz poza szpitalem. To bylo dla mnie bardzo wazne doswiadczenie i nie chce wracac nie dlatego, ze bylo zle, tylko dlatego, ze to by byl jakis kolejny upadek w drodze do normalnosci. Tez mialam skojarzenia z lotem nad kukulczym gniazdem i tez bywalo ciezko (krzyki, zapinanie w pasy, schizofrenicy widzacy ludzi, ktorych nie ma, slyszacy glosy, duza czesc pacjentow miala zatargi z policja, sporo alkoholikow), ale ludzie tam byli najbardziej szczerymi jakich poznalam i niesamowicie ciekawi. A pobyt niesamowicie mi pomogl. Pozwolil nabrac perspektywy na moje zycie, z kolei rozmowy z pania psycholog (i testy diagnostyczne) pomogly mi zrozumiec zrodla moich problemow i zaczac jakos prace nad soba. pokaż całość

    •  

      @ffdgh: w końcu ktoś napisał coś prawdziwego. Ja tak samo miałem sporo alkoholików na oddziale ale było sporo świrów. Miałem kontakt z ludzmi jakich opisujesz, z ludzmi prawdziwymi i szczerymi, a dokładnie z dwoma którzy zastanawiali się co ja tu robie ponieważ odbijam od reszty pacjentów. Trochę się z nimi zakolegowałem i rozmawialiśmy na różne tematy, okazało się, że są na bierząco z informacjami więc są też tam ludzie z którymi warto pogadać ale niestety większość to ludzie z problemami którzy nie szukają kolegów. Miło mi, że odpowiedziałaś :) pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Drugi dzień zmagań w oddziale zamkniętym. Wczoraj razem z reszta sportowych swirów oglądaliśmy mecz i musze przyznać, że większość z nich nie różni się niczym od zwykłych januszów. Bylem dzisiaj na rozmowie u ordynatora i juz wiem, że na 100% wychodzę jutro wiec ostatni wpis będzie praktycznie o samej nocy i o tym czego się nauczyłem wśród wariatów. Tej nocy było wyjątkowo spokojnie, bardzo urzekł mnie pan który w środku nocy przyszedł do dyżurnego i błagał go o relanium bardzo spokojnym głosem. Było trochę wycia do księżyca (XD!), paru swirów zachowywalo sie jakby mieli padaczkę ale i tak najlepszym momentem był ranek kiedy to zorientowałem się, że nie mam swojej torby pod łóżkiem ponieważ największy swiry ze wszystkich zabrał ją jak i reszcie moich współlokatorów i zabarykadowal sie pod łóżkiem obok. Jedzenie raczej słabej jakości ale musze przyznać, że dzisiejszy żurek był wyjątkowo dobry, reszty nawet nie chce komentować bo na śniadanie dostajemy 3 kromki chleba i dwa plastry szynki XDDD. Podali mi na wieczór 2 magiczne czerwone tabletki ale mimo to miałem problem z zaśnięciem. W tej chwili jest 16 wiec to nie koniec dnia ale zobaczę czy coś się wydarzy na wieczór a jeśli tak to opiszę to jutro. Musze przyznać, że to wszystko działa na mnie mocno depresyjnie i najchętniej pojechał bym już do domu. Ale jeszcze jedna noc mnie czeka w tym pierdolniku razem z potencjalnymi mordercami. Trzymajcie kciuki żeby mnie nikt dzisiaj nie zajebał ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #lotnadkebabimgniazdem #psychologia #psychiatria #pomagajzwykopem #depresja #coolstory #truestory #creepystory
    pokaż całość

  •  

    Dodaje na nowo bo źle tagi dałem. Mircy stało się, wylądowałem w szpitalu dla psychicznie chorych. Z tego powodu otwieram nowy tag #lotnadkebabimgniazdem na którym będziecie mogli śledzić mnie i moje poczynania. Przywieźli mnie ponieważ strasznie wczoraj zachlałem i mówiłem coś o samobójstwie ale tak na prawdę to nie jest sednem. Sednem jest to z jakimi ludźmi będę miał styczność przez najbliższy miesiąc. Żeby wam to przedstawić opiszę sytuacje której byłem świadkiem, Wyobraźcie sobie, że nagle na sali gościu w wieku może 25 lat zaczyna na łóżku stawać na głowie, obok niego siedzi inny szaleniec z ewidentnymi flashbackami z donbasu #pdk, a to tylko w tle rozmowy o kątach słupów wysokiego napięcia. Taki cyrk się tu dzieje, będę codziennie obnażał wam swoją duszę. Dzisiaj mogę wam napisać tylko tyle, ze zasne jak niemowlę bo podają tutaj na noc benzodiazepiny. Życzcie mi szczęścia i żebym się nie powiesił ( ͡º ͜ʖ͡º). Z pozdrowieniami wasz szalony KebabKing (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    #psychologia #psychiatria #depresja #coolstory #truestory #creepystory
    pokaż całość

  •  

    Idę sobie z moją luba przez pola koło 22 jest już ciemno idziemy polna droga i nagle coś chodzi w zaroslach kolo nieduzego lasu, podchodzimy bliżej i tu odgłos jakby jakiegoś człowieka wzdychajacego który po chwili biegnie w głąb zarosli. Wyszliśmy stamtąd i poszliśmy na polane niedaleko, mamy już wracać koło 24 i jadą sobie dwa samochody przez polna drogę i się zatrzymują, czekamy w polu aż przyjadą, wychodzimy na drogę a jeden zawraca i nagle na pełnej lecimy przez środek pola do innej drogi. Powiem że nigdy nie miałem tak złego odczucia widząc takie samochody
    #creepy #creepystory
    pokaż całość

    +: Freakz, kshishu +7 innych
  •  

    Kiedyś jak byłem w klubie po baaardzo długiej przerwie zrobiłem coś bardzo CRINGE. Byłem pod wpływem alkoholu i sobie gadałem z poznany tego dnia różowym paskiem i podczas rozmowy zapytałem czy mogę ją złapać za rękę i zacząłem jej tę rękę gładzic ta od góry jak jakiś CREEP. Najlepsze ze o tym nie wiedziałem o tym że względu na wpływ alkoholu ale ktoś mi powiedział innego dnia i teraz w losowych momentach mi się to przypomina i robi gorąco. Ja jebie prawdopodobnie pod wpływem alkoholu z w jakimś obszarze muzgu uaktywniły się zapisane z mikrobloga wpisy otrzymaniu za rękę i chciały przejsc że stanu marzeń do stanu fizycznego. Także jak jesteś przegrywem to uważaj mocno z alkoholem bo kurwa siara jak chuj jak się zbytnio rozluznisz.

    #przegryw #feels #cringe

    Nie wiem czy te tagi pasują proszę wybaczyć #creepy #creepystory
    pokaż całość

  •  

    W 1983 roku, zespół bardzo pobożnych naukowców przeprowadził radykalny eksperyment w nieujawnionym miejscu.
    Naukowcy mieli teorię, że człowiek bez dostępu do zmysłów i sposobów do odbierania bodźców będzie w stanie dostrzec obecność Boga. Uważali, że pięć zmysłów skrywa przed człowiekiem świadomość wieczności i bez nich człowiek mógłby faktycznie nawiązać kontakt z Bogiem przez wymianę myśli.
    Starszy pan, który twierdził, że "nie ma już nic do stracenia" był jedynym ochotnikiem do badań. Aby oczyścić go ze wszystkich zmysłów, naukowcy przeprowadzili skomplikowaną operację, w której każde zmysłowe połączenie drogą nerwową do mózgu zostało chirurgicznie odcięte.
    Wszystkie czynności mięśni zostały zatrzymane, nie mógł widzieć, słyszeć, rozpoznawać smaku, zapachu, oraz czuć.
    Bez możliwości komunikowania się ani poczucia świata zewnętrznego, pozostał sam na sam ze swoimi myślami.

    Naukowcy monitorowali go, kiedy mówił głośno o swoim stanie umysłu. Pogmatwane, niewyraźne zdania, których nie mógł nawet słyszeć.
    Po czterech dniach, mężczyzna stwierdził, że słyszy ciche, niezrozumiałe głosy w swojej głowie.
    Zakładając, że był to początek psychozy, naukowcy poświęcali niewiele uwagi obawom człowieka.

    Dwa dni później, mężczyzna krzyczał, że słyszy jego zmarłą żonę mówiącą do niego, a nawet więcej, mógł z nią prowadzić konwersacje.
    Naukowcy byli zaintrygowani, ale nie do końca przekonani, dopóki nie zaczął nazywać zmarłych krewnych naukowców.
    Powtórzył naukowcom prywatne informacje, które były znane jedynie ich zmarłym małżonkom lub rodzicom. W tym momencie spora część naukowców odeszła od badań.

    Po tygodniu rozmawiania ze zmarłymi poprzez myśli, człowiek stał się zakłopotany i strapiony, mówiąc, że głosy były przytłaczające.
    W każdej chwili na jawie, jego świadomość była bombardowana przez setki głosów, które odmawiały mu spokoju. Wielokrotnie rzucał sobą o ścianę, próbując uzyskać odpowiedź bólu.
    Prosił naukowców o środki uspokajające, aby mógł uciec od głosów przez sen. Ta taktyka działała przez trzy dni, aż zaczął miewać przerażające, nocne paniki.
    Wielokrotnie mówił, że widzi i słyszy zmarłych w snach.

    Dzień później, zaczął krzyczeć i drapać niefunkcjonujące oczy, mając nadzieję, że poczuje coś w fizycznym świecie.
    Histerycznie mówił, że głosy zmarłych są ogłuszające i wrogie, mówiące o piekle i końcu świata. W pewnym momencie zaczął krzyczeć: "Bez nieba, nie ma przebaczenia" przez pięć godzin bez przerwy. Nieustannie prosił aby go zabili, ale naukowcy byli przekonani, że był bliski nawiązania kontaktu z Bogiem.

    Na drugi dzień, nie mógł już składać spójnych zdań. Pozornie szalony zaczął odgryzać kawałki mięsa ze swojego ramienia. Naukowcy natychmiast pobiegli do komory badawczej i przywiązali go do stołu, aby nie mógł się zabić. Po kilku godzinach bycia przywiązanym zaprzestał walki i krzyków. Przez dwa tygodnie, naukowcy musieli go ciągle nawadniać z powodu ciągłego płaczu.
    W końcu odwrócił głowę i mimo ślepoty, nawiązał kontakt wzrokowy z naukowcem po raz pierwszy w eksperymencie. Szepnął: "Rozmawiałem z Bogiem, a on nas opuścił..."

    Jego życiowe funkcje zostały zatrzymane. Nie było widocznych przyczyn śmierci...

    #pasta #creepypasta #creepystory #creepy
    pokaż całość

    •  

      @Badmadafakaa: @cyberyna: No cień to tak, bo że to niemożliwe to wali już od pierwszych kilku zdań na kilometr np.

      Wszystkie czynności mięśni zostały zatrzymane, nie mógł widzieć, słyszeć, rozpoznawać smaku, zapachu, oraz czuć.
      Spoko czyli nie mógł też kontrolować oddechu. A za chwilę mamy

      kiedy mówił głośno o swoim stanie umysłu
      Bez mięśni i ich kontroli nie byłby w stanie nic powiedzieć

      zaczął krzyczeć i drapać niefunkcjonujące oczy
      Jak mógł to robić skoro nie czuł mięśni i nie mógł ich używać + skąd mógł wiedzieć że akurat trafił na swoją twarz, a nie inną część ciała / powietrze.

      Ogólnie pasta jest mega słaba, bo jest nielogiczna i sytuacja przedstawiona jest zupełnie niemożliwa do wykonania / uzyskania.
      pokaż całość

    •  

      @FoxX21: W oryginale nie wiem czy coś nie było, że naukowcy byli zdumieni, że mimo że odcięli wszystko ten i tak się poruszył. To chyba wersja po którymś spolszczeniu, bo jest nieźle skrócona, tak się przynajmniej wydaje (jak kiedyś czytałem to była w chuj dłuższa :v)

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    12:19

    Często lubię oglądać straszne rzeczy w Internecie. Zupełnie nie wiem dlaczego. Po prostu zawsze byłem zaintrygowany rzeczami, które są zwyczajnie... inne. Żadne media nie są odpowiednie, by przekazać takie treści. Historie, filmy, klipy, gry komputerowe, cokolwiek. Chyba lubię być w pewien sposób wytrącony z równowagi. Pracuję na trzecią zmianę, więc moje godziny snu są całkowicie popieprzone. Śpię w dzień, a pracuję w nocy. Mam dwa dni wolnego pod rząd w tygodniu. Mógłbym spędzać ten czas zachowując przynajmniej pozór normalnego życia, ale wolę nie regulować na nowo moich godzin snu, gdy znów zaczyna się praca. Dlatego jestem na nogach całą noc i śpię w dzień.

    W trakcie przeglądania Internetu podczas jednego z dni wolnych, natknąłem sie na wątek zawierający kilka linków. Każdy komentarz miał właśnie formę linku. Niektóre prowadziły do stron internetowych na temat niewyjaśnionych tajemnic, część z nich transmitowała horrory a pozostałe ukazywały spisy paranormalnych wydarzeń, prawdopodobnie prawdziwych. Nagle zauważyłem, ze jeden z linków nie był taki, jak te wymienione wcześniej. Nie pamiętam go dokładnie, ponieważ był zbitkiem losowych liter i cyfr... nonsens. Zabrał mnie na stronę z pojedynczym obrazkiem i niczym, w co mógłbym kliknąć. Grafika automatycznie pojawiła się na całym ekranie i odświeżała w losowych odstępach czasu, co 2 lub nawet 10 sekund. Na samej górze widniał napis brzmiący: "Xan Iou waI:t X to dIe/?X".

    Creepy. Od razu polubiłem tę stronę. Grafika przedstawiała wiszący na ścianie obraz nijakiego lasu. Był tam również mały telewizor, na samym środku u dołu grafiki. Stary monitor CRT. Stał na nim stary, analogowy zegarek w drewnianej ramie z ozdobnymi wskazówkami. Strona wciąż się odświeżała, ale grafika pozostawała niezmienna. Z czystej ciekawości postanowiłem nie opuszczać strony. Pozostawiłem kartę otwartą, sprawdzajac ją co jedną lub dwie minuty. Bez zmian.

    Po około dziesięciu minutach poczułem się znużony tym, że przegapiam kolejne odświeżenia strony. Może coś się podczas nich drastycznie zmieniało, ale tylko co każdą minutę i całkowicie to przegapiałem? Zamknąłem wszystkie inne karty otwarte w przeglądarce aby mieć pewność, że nic nie skusi mnie aby opuścić stronę z tajemniczą grafiką. Wpatrywałem się w nią tak długo, że wydawało mi się, że minęły godziny. Sprawdziłem godzinę na telefonie - minęło 26 minut. Pewnie czas płynie wolniej, gdy wpatrujesz się bez przerwy w nieruchomy obrazek.

    Nie potrafię powiedzieć co się stało i kiedy to było, lecz w pewnym momencie zauważyłem, że nie była to tylko nieruchoma grafika. Cóż, w pewnym sensie była, ale obrazek zmieniał sie w pewnym stopniu. Gdy pierwszy raz przewinąłem stronę, zegar pokazywał około 4:15. Teraz pokazywał 4:56. Zegar zmieniał się przez ten cały czas. Obserwowałem go przez całą minutę i pomiędzy kolejnymi odświeżeniami zobaczyłem jak minutnik zaczał wskazywać pięćdziesiątą siódmą minutę. Czas na zegarze nie odzwierciedlał prawdziwego czasu.

    Mimo wszystko, stworzenie tej strony było nie lada poświęceniem. Ktoś musiał robić zdjęcia co minutę przez godzinę, lub przynajmniej przez czterdzieści pięć minut, by ukazać zmianę czasu na zegarze. Oglądałem go aż do momentu, gdy ukazał godzinę 5:00. Oczekiwałem, że powróci do godziny 4:00, lecz zegar pokazał 5:01. To nawet jeszcze bardziej imponujące. Może zdjęcia te obejmują całe dwanaście godzin? Ktoś chyba potrzebuje pracy...

    W każdym razie, od tamtej chwili byłem pełen entuzjazmu. Musiałem zobaczyć, czy grafika przedstawiała pełen zakres godzin. Teraz wiedziałem, że nie muszę już intensywnie gapić się na obrazek, ponieważ nic oprócz godziny się na nim nie zmieniało. Mogłem zwrócić uwagę na tekst. Zdecydowanie wydawał się dziwny. Zdałem sobie sprawę, że był to kod polegający na sortowaniu odpowiednich znaków. Szyfr mówił: XIIXIX. Pomyślałem nad tym chwilę i zorientowałem się, że jest tam jeszcze dwukropek. XII:XIX. 12:19. Domyśliłem się, że muszę czekać do 12:19, aby zobaczyć co się stanie... Ale... co było warte całej tej pracy...?

    Kolejne godziny były nudne. Sprawdzałem każdą z nich i nie widziałem żadnej zmiany. Raz zdawało mi się, że widzę coś na obrazie, ale byłem pewien, że to tylko moja wyobraźnia i mój umysł pragnący coś w końcu zobaczyć. Nastawiłem wszystkie zegary w domu, aby pokazywały ten sam czas, co zegar na tajemniczej stronie. W taki oto sposób wiedziałem, która jest według niego godzina - nawet gdy nie było mnie przy komputerze.

    Nastała 12:00 i byłem wręcz przyklejony do komputera. Zero wstawania. Zero innych kart w przeglądarce. Wpatrywałem się intensywnie, patrząc jak wskazówki zegara się odświeżają. Minuta po minucie. 12:18. Odśwież. Odśwież. Odśwież. Byłem przekonany, że minęło jakieś pięć minut zanim wskazówka sie poruszyła pokazując godzinę 12:19. Nareszcie! ... Nic. Zero zmian w obrazku. Zero zmian na stronie.

    Poczułem się zawiedziony. Liczyłem, że przynajmniej dostanę jakąś wiadomość, ukaże sie inny obrazek lub... cokolwiek! Może to był tylko żart... Nic. Facet, który to zrobił, stworzył coś takiego chyba tylko po to, aby skusić ludzi do marnowania czasu. Dał im prostą zagadkę do rozwiązania aby ich zaintrygować i w końcu ogromnie zawieść. 'Brawo' pomyślałem. Zostawiłem stronę i wróciłem do normalnego spędzania dnia.

    Mimo to, nie mogłem przestać myśleć o tej stronie. Nie minęło nawet pół godziny, i przekonałem samego siebie, że powinienien wrócić do tego linku. Ctrl+Shift+T. W końcu są dwie 12:19 w ciagu dnia, prawda? Zegar pokazywał 12:48. Spojrzałem na zegar na moim biurku. Pokazywał tę samą godzinę. Twórca strony musiał zsynchronizować zegar z obrazka ze swoim czasem lokalnym lub coś w tym stylu.

    Miałem przed sobą około 12 godzin czekania. Mogłem zostać na nogach całą noc (w końcu noc jest dla mnie a dzień dla większości normalnych ludzi), ale nie chciałem popaść w obłęd, więc poszedłem spać. Nie spałem zbyt dobrze, ani zbyt długo, ale w sumie i tak rzadko mi się to zdarza. Sprawdziłem zegar na biurku, który nadal był ustawiony równo z zegarem ze strony. Pokazywał 8:52. Zostały tylko ponad 3 godziny. Sprawdziłem obrazek, na którym nadal nie było żadnych zmian. Porobiłem trochę rzeczy w domu i przejrzałem Internet dla zabicia czasu. Tak szybko jak wybiła 12:00, znalazłem się usadowiony sztywno naprzeciwko ekranu mojego komputera. Myślałem, że kolejne osiemnaście minut mnie zamęczy. Ostatnia minuta była nawet gorsza. Wskazówki zegara znów pokazały 12:19, i po raz kolejny nic się nie stało. Byłem zrozpaczony. Poświęciłem na to mnóstwo czasu. Minuta jeszcze się jednak nie skończyła, więc patrzyłem dalej.

    Wtedy usłyszałem kliknięcie. Ciche, lecz słyszalne. Potem zauważyłem, że strona nie odświeżała się już bez przerwy. Ekran telewizora przedstawiony na grafice zaczął jaśnieć. Byłem w stanie ujrzeć tam obrazek. Był mały, ponieważ ekran telewizora na moim monitorze był szeroki na jakieś dwa cale. Mimo wszystko mogłem bez problemu zobaczyć, że przedstawiał las. Może był to las pokazany na obrazie nad telewizorem? Kamera kiwała się w górę i w dół. Ktoś musiał nagrywać samego siebie podczas spaceru w lesie. Kamera była skierowana w ziemię przez pierwszą minutę nagrania, ale potem zaczęła powoli pokazywać obraz bardziej poziomo. Byłem w stanie określić, że operator kamery wchodził na teren jakiegoś podwórza. Na brzegach kadru pojawiło się szybko kilka domów. Było tam paru ludzi mówiących w innym języku, nie potrafiłem jednak określić w jakim. Usłyszałem trzaski i huki, jakby ktoś robił coś z ekwipunkiem. Kamera robiła dużo większe ruchy niż wcześniej. Gdy dźwięki ustały, a obraz stał się raptownie stabilny zrozumiałem, że ktoś przymocowywał kamerę na statywie. Gdy ją ustawiono, usłyszałem strzępki rozmów i wtedy kamera zrobiła ostateczny zwrot. Podczas tego zwrotu zobaczyłem, że miejscem akcji jest las. Kamera przestała się w końcu trząść a w kadrze, na samym środku, stał dom. Ze względu na to jak mały był mogłem stwierdzić, że... to był... MÓJ dom.

    Skoczyłem na krześle jak oparzony - cały czas wpatrując się w ekran komputera. Mężczyzna zostawił kamerę i podszedł do domu - podszedł do MOJEGO domu, gdzie był jego towarzysz. Stali przed drzwiami jeszcze jakieś 20 sekund, które wydawały mi się trwać nieskończoność. Nie wiedziałem co robić. Nie wiedziałem czy w ogóle jest cokolwiek, co mogę zrobić. Zapukali. Usłyszałem to słabo przez moje słuchawki, nie usłyszałem jednak pukania do moich drzwi.

    Fakt, że nie usłyszałem pukania w moim domu uspokoił mnie na tyle, by sprawdzić czy ktoś jest na zewnątrz. Nikogo nie było. Nie widziałem nikogo blisko domu, ale nie mogłem zobaczyć nic w odległości większej niż kilkaset metrów. Było ciemno, a księżyc nie świecił wystarczająco jasno, żeby się dokładniej rozejrzeć. Zamknąłem drzwi i przekręciłem klucz. Pobiegłem do komputera. Ekran wciąż pokazywał dwóch mężczyzn stojących przed domem. Zapukali znowu, tym razem mocniej.

    Patrzyłem jak drzwi się otwierają. Na pukanie odpowiedział mężczyzna. Nie mogłem go dokładnie zobaczyć. Częściowo podejrzewałem, że to ja. Ulżyło mi, ponieważ okazało się, że owy mężczyzna nie jest mną. Ja mam brązowe włosy, a facet, który otworzył drzwi był rudy. Jeden z nagrywających zaczął gestykulować w jego kierunku, na co rudowłosy mężczyzna zaczął zamykać drzwi. W tym momencie drugi nagrywający pchnął drzwi, które pod wpływem jego siły otworzyły się na oścież. Przyłożył do głowy rudego mężczyzny pistolet, który trzymał przy pasku spodni i strzelił.

    Poczułem jak krew odpływa mi z twarzy, a szczęka opada. Pociemniało mi w oczach, ale zmusiłem się do zachowania spokoju. Dwóch mężczyzn uciekło od drzwi, w kierunku kamery. Mimo małego ekranu telewizora na moim monitorze i niewyraźnego obrazu spowodowanego szybkimi ruchami kamery i tak mogłem dostrzec ich szerokie uśmiechy. Chwycili za sprzęt nie zawracając sobie głowy demontażem i wbiegli do lasu. Kamera obróciła się na statywie i pokazała twarz jednego z mężczyzn. Niestety obraz był zbyt zamazany, aby mu się przyjrzeć. Spojrzał w kamerę, sięgnął do niej drugą ręką i ekran telewizora stał się pusty.

    Strona odświeżyła się znowu, ale tylko raz. Zegar nadal pokazywał godzinę 12:19.

    Wyłączyłem przeglądarkę, a zaraz potem komputer. Pobiegłem do drzwi jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy niczego tam nie widać. Tak jak poprzednim razem, nikogo tam nie było.

    Do dzisiejszego dnia nie mam pojęcia co się właściwie zdarzyło. Nie odważyłem się odwiedzić tej strony ponownie, ani zapytać kogokolwiek o to, co stało się z ludźmi, którzy mieszkali tu przede mną. I nie sądzę, abym kiedykolwiek się odważył.

    #creepystory #creepypasta #creepy
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    Mirki co za pojebana akcja, ktoś mi moze wytłumaczyć co sie odjebalo? Wczoraj 22:30 wychodzę na spacer z psem w #warszawa Ludzi w tym miejscu o tej porze nie ma prawie wcale. Pies idzie niechętnie bo z niewiadomych powodów bardzo boi się jak kaszle (xD), a ostatnio kaszel mnie meczy. Przy wejściu do parku pies odmawia pójścia dalej wiec wracamy. Pare metrów dalej jest oświetlona ścieżka rowerowa, z tamtego kierunku wychodzi typ ok 30 lat ubrany na biegacza (koszulka i buty do biegania, szorty do płowy uda i czapka z daszkiem). Nie ma w tym nic dziwnego bo ludzie często tam biegają, nawet w nocy (moze poza ta czapka z daszkiem o tej porze;)). Typ zatrzymuje sie w miejscu gdzie łączy sie ścieżka z chodnikiem i zaczyna iść równo ze mną. Pies jak to pies, zatrzymuje sie wąchać/sikać, przyspiesza i zwalnia. Typ idzie równo z nami tylko druga strona tego samego chodnika (jest dość szeroki), gdy sie zatrzymujemy kręci sie w miejscu i kaszle jak ja. I tak cały czas - tak samo przyspiesza i zwalnia. Po ok 30 metrach zaczyna mi to przeszkadzać, wykonuje wiec serie nielogicznych skrętów - typ skręca tak samo, nawet jak juz zaczął iść inna droga to zawraca i idzie za nami. W kieszeni mam gaz pieprzowy, podchodzę do typa
    - „Przepraszam, czy pan idzie za mną?”
    - „Nie, to zbieg okoliczności. Nie za późno juz na spacer z psem?”
    - „Nie, dlaczego?”
    - „...”
    Ale idzie dalej za mną, zatrzymując sie gdy ja sie zatrzymuje, i patrząc sie na mnie i psa. Tylko teraz idzie trzymając sie 5 metrów z tylu. I tak doszliśmy do mojej klatki. Nie chciałem zeby wszedł za mną. Mijam klatkę i pytam:
    - „A pan gdzie idzie?”
    - „Ja?”
    - „Tak, pan”
    - „Ja tu jestem tylko turysta”
    Szkoda ze bez żadnej torby i w stroju do biegania. Zatrzymałem sie, typ po chwili stania minął mnie i skręcił między samochody na sąsiadującym parkingu. Zawróciłem i hyc do klatki, zamykając drzwi za sobą i zatrzymując windę na kilku innych piętrach (na dole jest wyświetlacz - widać na którym pietrze jest winda). Przesadzam i #paranoja czy nieco #creepystory i #dziwniludzie ? #niewiemjaktootagowac
    pokaż całość

  •  

    Mega #creepy #creepystory sprzed godziny! Wczoraj koło 22:00 wpadłem z 2 kumpalmi do znajomych na mieszkanie, tak posiedziec. Wyszło, że mają google VR, odpaliliśmy kilka horrorów i tak zszedł temat na duchy i różne zjawiska. No rozkręciło się, a że blisko nas jest las, gdzie kilka osób zgninelo (wypadki) i krążą legendy, że tam straszy to wszyscy pomysl

    CAOS DAWAJ JEDZIEMY TAM DO LASU

    Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie miałem ochoty. Macie czasem takie dziwne uczucie, że może wydarzyć się coś słabego, że coś jest nie tak? Ja właśnie tak miałem. Wyszlo, że jedziemy się przejechac. Pojechaliśmy na nocny trip, ale coś mnie pokusiło i dawać jedziemy tam! Tak do tego jebanego lasu i tu zaczyna się akcja...

    Jedziemy spokojnie, jest klimat. Las pusty, przed nami wjechały 2 auta i cisza. Jedziemy, jedziemy i nagle... Kumpel się drze

    CAOS KURWA SARNA, UWAZAJ!

    Tak! Nie zauważyłem sarny bo patrzyłem na swój pas, kolega z tyłu też (patrzył jak ja). Kątem oka na lewym pasie dostrzegłem sarnę, która... Stoi! Stała i kręciła głową, czaicie to? 1:06, a na lewym pasie z nikąd pojawia się sarna, która kręci głową.
    Puls over 9999, redukcja i but. Dlaczego nie hamulec? W prawdzie mieliśmy mało (60 km) na liczniku, ale wszyscy by polecieli, a ja bym uderxyl w sarnę. Odbiłem lekko w prawo, gdy dałem but to sarna nagle ruszyla i minąłem ja na max 0.5m od maski. A więcej co jest najlepsze?

    2 dni temu także wracaliśmy ta trasą i także były heheszki z tego "straszenia", też 1:00 i co zobaczyli kumple na prawy poboczu?

    Jebana sarnę, która krecia głową w lewo i prawo.
    Idę spać bo dość emocji na kilka dni.
    pokaż całość

  •  

    Chciałbym się z Wami podzielić pewną przedziwną #creepystory z dnia dzisiejszego (tl;dr na dole).
    #niedziela - dzień, za którym nie przepadam. Wróciłem z żoną i córkami od teściów, a że wczoraj kupiliśmy dziewczynom prezenty na dzień dziecka, to dziś postanowiłem najstarszej (lvl8) pomóc składać układ planetarny, który sobie zażyczyła... Młodej po 2h znudziło się składanie drobnych detali, najmłodszej (lvl1), znudziło się siedzenie w domu w ogóle, a że żona nie chciała spędzać słonecznego popołudnia w mieszkaniu, postanowiła zabrać pociechy na spacer. Zostałem ja (składający, malujący i wieszający planety) i moja średnia córka (lvl3,5), bawiąca się lego.

    Gwoli wyjaśnienia, z lvl3,5 jesteśmy najbardziej "zżyci" i bardzo lubi ze mną zostawać - wtedy się otwiera i gadamy, jak ojciec z córką o wszystkim, o czym nie ma możliwości pogadać w biegu dnia codziennego ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Męczę się więc z orbitami planet, kombinuję żeby wyważyć układ i nagle dziecko przemawia do mnie tymi słowy:
    "Tatusiu wiesz, ja bardzo chciałabym znów zobaczyć Pana Jezusa - On był dla mnie taki dobry"
    Zamarłem na chwilę! Może i jestem katolikiem, dzieci mam ochrzczone, najstarsza za 2 lata idzie do komunii, ale (nie żebym był z tego dumny) nie jesteśmy przesadnie pobożni, w kościele córka była może ze 3x w życiu, o religii nie rozmawiamy w domu w ogóle, a o Jezusie lvl3,5 wie tyle, że umarł na krzyżu (sama kiedyś zapytała) i już.
    Ciary obleciały mi plecy i myślę sobie skąd taki tekst (!?) Postanowiłem więc kontynuować temat i mówię:
    Ja: "Tak? A dlaczego mówisz znowu? Widziałaś już kiedyś Pana Jezusa?"
    Lvl3: "No tak, kiedyś byłam w takim ogromnym budynku i poleciałam aż do chmur! I tam był Pan Jezus!"
    W tym momencie odłożyłem całą robotę przysiadłem przy niej i pytam:
    Ja: "No i jak tam było, czy ten Jezus coś do Ciebie mówił?"
    Lvl3: "Było fajnie Tatusiu i bardzo chciałam iść do Niego, ale On nie chciał"
    Ja: "To znaczy, powiedział Ci, że masz do Niego nie iść?"
    Lvl3: "Tatusiu On nie ruszał buzią, ale powiedział mi, że mam wracać do domku"
    W tym momencie moje "WTF" osiągnęło zenit, łzy naszły mi do oczu, ale łamiącym głosem zdołałem zapytać jeszcze:
    Ja: "I co, wróciłaś do domku?"
    Lvl3: "No tak tatusiu, a Pan Jezus poszedł do słońca i zniknął. a ja chciałam iść do Niego, bo On był taki dobry"
    Łzy same waliły mi się po policzkach, jak groch. Serce grzmociło, jak oszalałe, a myśli miałem miliard na sekundę. To była najdziwniejsza rzecz, jaka w życiu mi się przytrafiła i w sumie do teraz mnie to przeraża!
    Może wyolbrzymiam, może źle na to patrzę, może coś przeoczyłem, ale po 1-sze, córka za żadne Skarby nie miała możliwości usłyszeć (nigdy i nigdzie) takiej historii, po 2-gie o Jezusie nie ma pojęcia ponad to, że to On jest na krzyżu, po 3 jak się później dowiedziałem od żony córka wczoraj po zakupach zapytała czy zabierzemy ją do kościoła, bo bardzo chciała by zobaczyć Jezusa!
    Nie mam pojęcia, co o tym myśleć, bo jak dla mnie, to ona swoimi słowami i rozumowaniem 3 letniego dziecka, przedstawiła mi dziś opis śmierci klinicznej (w takim rozumieniu, w jakim przedstawiali śmierć ludzie w niejednej książce na ten temat i w jakim przedstawiał ją mój wuj św.pamięci). Z innej strony zabrzmiało to, jak jakieś wspomnienie czy opis zdarzeń z poprzedniego wcielenia (jeśli by przyjąć, że takowe istnieje). A patrząc jeszcze inaczej, równie dobrze ktoś mógłby to uznać za rodzaj jakiegoś objawienia, albo znaku (od bardzo dawna winiłem się za to, że tak bardzo oddaliłem się od Boga i swojej religii)! Na chwilę obecną nie odrzucam żadnej możliwości, bo dla mnie to co się stało, jest absolutnie niewytłumaczalne.
    Jestem szczerze przerażony i nie mam pojęcia, jak mam iść spać, nie patrząc na nią co chwilę, czy wszystko w porządku.
    A pytając zupełnie poważnie, to co Wy o tym myślicie? Z góry proszę o nie czepianie się wiary/niewiary i tłumaczenia, jak głupim trzeba być żeby wierzyć/nie wierzyć - nie o to tu chodzi.

    tl;dr:

    Moja 3,5 letnia córka, najprawdopodobniej opisała mi własnymi słowami śmierć kliniczną i spotkanie z Jezusem! Zrobiła to pomimo, że nie chodzi do kościoła, nie wie nic o religii, a o Jezusie wie tyle, że "jest na krzyżu".

    #truestory #religia #katolicyzm #wiara #dzieci #pytanie
    pokaż całość

  •  

    #strasznehistorie

    Było to latem 2004-2005 jakoś tak.
    Miałem wtedy 8 lub 9 lat, już dokładnie nie pamietam.
    Mieszkaliśmy w bloku nieopodal parku.
    Cały dzień zbierało się na niezłą burzę z piorunami.Od rana unosił się zapach ozonu.
    W tamtym okresie panicznie bałem się ciemności oraz dziwnych postaci,które produkowała moja psychika,lecz tym razem to nie był wytwór wyobraźni...
    Bawiłem się na podwórku z kolegami.
    Nasze mamy zawołały wszystkie dzieci do domów przed burzą ponieważ zerwał się wiatr jakby miał wyrwać bloki do góry.
    Nie zdążyłem dobiec do klatki,a już lało.
    Zrobiło się przerażająco ciemno.Nocna czerń nie umywała się do tej podczas huraganu.
    Znasz tą ciszę przed burzą?To moment w którym wszystko do okoła umiera na kilka sekund.
    Stoję w przedpokoju patrząc się na ciemny korytarz.
    Mama,Bogobojna kobieta ze wsi odpaliła świeczkę i postawiła w oknie odmawiając modlitwę.
    Rozpętało się piekło.Okna drżały a my razem z nimi.
    Czułem coś dziwnego,coś co kierowało mój wzrok na ciemny korytarz.
    Ogromne błyśnięcie uderzającego pioruna w pobliskie drzewa parku rozświetliły całe mieszkanie.W ciemnym korytarzu ujrzałem zakapturzoną postać.Czarny długi płaszcz i brak widniejącej twarzy.
    Mimo ze nie widziałem twarzy,czułem jak to coś na mnie patrzy.
    Co jest najlepsze? Nie bałem się.
    To było jak spotkanie z rodziną
    Na moment czas się zatrzymał.Nie krzyczałem ani nie uciekałem.
    Nikomu o tym nie powiedziałem bo i tak nikt by nie uwierzył.
    Zapamiętałem to do końca życia.

    #takbylo #creepystory
    pokaż całość

  •  

    Słowami wstępu: Jestem Ukrainką. Większość swojego życia spędziłam właśnie tam. Natomiast później z nieistotnych powodów, przeprowadziłam się do Polski.

    Pewnego razu natknęłam się na stronę, która transmitowała różne programy na żywo. Jako, iż w swoim pokoju nie posiadałam telewizora tylko komputer, postanowiłam wykupić pakiet kanałów na internecie. Zawsze przed snem lubiłam sobie coś obejrzeć, także pomyślałam, że będzie to dla mnie idealne. I tak któregoś dnia dostrzegłam, że jest opcja zmieniania kraju emisji. Płacę za to więc czemu nie skorzystać? Stwierdziłam, że dobrym pomysłem będzie zobaczyć swoje niegdyś ulubione ukraińskie programy. Niestety zawiodłam się. Była dostępna tylko jedna transmisja, o nazwie ".", aktualnie nie nadawana, a ja pomyślałam, że trwają dopiero nad tym jakieś prace. Na ikonie kanału był jakiś pusty pokój, nagrywany w trybie nocnym i godzina. Możliwe, że była to właśnie godzina transmitowania. Ze względu na swoją ciekawską naturę, postanowiłam to sprawdzić.

    O godzinie 1:00 sprawdziłam, czy rozpoczęła się audycja i okazało się, że nie. Poczekałam jeszcze z pięć minut i kiedy już postanowiłam dać sobie spokój, zaczęło się. Ku moim oczom ukazała się związana dziewczyna z zaklejoną twarzą. Wydawała się spać. Przez następne dziesięć minut nic się nie działo, po prostu spała. Po tym czasie do pokoju weszło dwoje dziwnie ubranych ludzi. Jedno z nich było przebrane za pastę, a drugie za szczotkę. Cały czas wesoło tańczyli wokół dziewczyny, a później do pomieszczenia przybyła jeszcze jedna postać, ubrana na biało, otworzyła jej usta i zaczęła myć zęby. Nastąpiło przybliżenie i dokładnie było widać jak po podłodze kapała krew, wydostająca się z dziąseł dziewczyny. Na końcu pojawił się napis "чистить зубы", czyli myć zęby. Z początku myślałam, że to jakiś horror typu found footage, ale bez żadnego tytułu ani nic. Cała ta sytuacja była dziwna.

    Nazajutrz również postanowiłam obejrzeć program i odkryć jego tajemnicę. Równo o pierwszej w nocy włączyłam i czekałam na rozpoczęcie, które zaczęło się tak jak dnia wczorajszego, czyli o 1:05. Tym razem sceneria była inna. Las i mężczyzna przywiązany do drzewa, a obok niego zwłoki. Byłam pewna, że są to zwłoki tej kobiety, co wczoraj była przedstawiana. Najpierw przyszły dwie osoby, tak jak wczoraj, przebrane tym razem za łopatę i nóż. Skakały radośnie wokół mężczyzny, który wydawał się być roztrzęsiony. Następnie pojawiła się grupka ludzi ubranych na biało i zaczęła kopać. Nie pamiętam ilu dokładnie ich było. Tempo zostało przyśpieszone, a po ponownym jego zwolnieniu, białe postacie wrzuciły martwą dziewczynę do wykopanego przez siebie otworu i zniknęły gdzieś. Zrobiono przybliżenie na twarz mężczyzny. Wyraźnie widać było, że płakał. Przybyła biała postać z nożem i podcięła mu gardło, a dokoła tryskała czerwona ciecz. Na ekranie widniał napis "убивати", czyli zabić. To było chore. Nie miałam zamiaru już więcej tego oglądać, a co więcej zgłosić to na policję, nawet jeśli mieliby mnie wziąć za idiotkę.

    Nie wiem, co skusiło mnie, żeby obejrzeć ten program jeszcze raz, dzisiaj. Włączyłam kanał, to co zobaczyłam zapięło mi dech w piersiach. Na ekranie widnieje mój pokój.

    Boję się.

    Jest 1:03.

    #horror #creepy #creepypasta #creepystory #pasta
    pokaż całość

  •  

    Ale miałam dziwną sytuację.
    Jakiś czas temu byłam w #torun, chciałam przejść przejściem podziemnym na przystanek autobusowy po drugiej stronie ulicy.
    Ludzi prawie nie ma, bo to przedpołudnie i nie centrum miasta.
    Przed wejściem stal młody chłopak, opierał się o znak drogowy, w sumie nie zwróciłam na niego wiekszej uwagi, ot, spojrzałam tylko, że strasznie chudy jest i mimo ciepła ma na sobie dość grubą, skórzaną kurtkę.
    Zaczęłam schodzić, ale w przejściu było wyjątkowo ciemno, jakby lampa się przepaliła.
    Zatrzymałam się więc, żeby wyjąć z plecaka telefon i sobie poświecić latarką, gdy zobaczyłam, że chłopak idzie po cichu za mną, tylko trzyma się drugiej strony. Stwierdziłam, że pierdzielę, wychodzę, on poszedł kilka kroków w dół, więc ulżyło mi, że się niepotrzebnie nakręciłam. Idę do świateł, które były kilkadziesiąt metrów dalej, czekam i jakoś odruchowo się odwracam. Chłopak wyszedł z tunelu i stanął tam, gdzie wcześniej, znów opierając się o znak.
    Czekając na autobus cały czas widziałam, że się na mnie gapi.

    Dziś kolezanka napisała mi, że też miała bardzo podobną sytuację w tym samym miejscu.
    Co tu się odpierdziela?

    #creepy
    #creepystory
    pokaż całość

  •  
    nint

    +157

    Nie lubię rodzinnego domu niebieskiego paska.
    Serio nie lubię miejsca i to miejsce też mnie chyba nie lubi.
    Zawsze tam strasznie źle śpię, co chwilę mam wrażenie, ze ktoś na mnie patrzy, ktoś chodzi na parterze, ktoś mnie dotyka.
    Normalnie nie mam takich jazd, a tam budzę się średnio po 3-4 razy każdej nocy, w tym średnio z 2 z krzykiem.
    U siebie w mieszkaniu przez 6 lat miałam może jeden koszmar i to raczej dlatego, ze położyłam się spac z pełnym pęcherzem.

    Ważne dla tej historii jest to, że skoro nie czuje się tam bezpiecznie więc zawsze 8971292892 razy sprawdzam czy zamknęłam drzwi, rolety zewnętrzne itd. Autentycznie jestem w stanie położyć sie spać po czym pójść jeszcze raz obejść cały dom sprawdzić czy ciemno, czy zamknięte. Wczoraj oczywiście jeszcze o 1szej w nocy udałam się na uspokajająca przebieżkę po oknach i drzwiach.

    Dzisiaj w nocy oczywiście było to samo, "ktoś chodził na dole", "ktoś się tłukł", "ktoś mnie gładził po policzku", więc dzisiaj zachwycona po max 4h snu wstaję do pracy i schodze nieprzytomna po schodach na parter po kawkę. Po chwili się okazało, że kawki mi już nie trzeba.

    Połowa rolet otwarta. Na parterze jasno.

    pokaż spoiler Sprawdziłam, wszystkie przyciski były kliknięte i zablokowane na pozycji "w dół". Wszystkie, i te otwarte, i te zamknięte rolety normalnie działały. A w domu w teorii byliśmy sami....


    Ja to pierdole. Ja juz tam nie śpię.

    #creepystory #truestory #jatopierdole
    pokaż całość

    •  
      nint

      0

      @czuly_pstrong: Ale niebieski pasek i jego ojciec bardzo dobrze się tam czują. Każdy śpi jak zabity, to ich dom, oni sie tam czuja bezpiecznie, wstają wyspani, nie maja złych snów, a ja czuje się tam niechciana. Autentycznie mam uczucie, że mnie ten dom nie lubi, nawet te najprostsze urządzenia. Nie umiem sama odpalić kuchenki elektrycznej - takiej bajeranckiej dotykowej, nie włączę ani jednego palnika. Panowie twierdzą, że mam zbyt suche dłonie by załapała mój dotyk. No możliwe ale kurde dziwne to jest po prostu i wkurza. Kot przechodząc po blacie ja włącza łapka a ja klikam i dotykam i ślinie palce i susze i nic.

      Czuje się tam źle co sygnalizowałam od pierwszego wejścia do domu w październiku zeszłego roku.
      pokaż całość

    •  

      @nint: nie znam Cię, jak się czujesz w towarzystwie jego rodziny? Czy czujesz wsparcie? Czy inni też słyszą te odgłosy? Może warto spróbować je nagrać, zastanowić się, kiedy się pojawiają, kiedy znikają, czy wstanie z łóżka i podejście do drzwi coś zmienia... Czy to nie ma związku z paraliżem przysennym, w którym naprawdę widzi się, czuje i słyszy rzeczy, których nie ma? Może to być potęgowane jakimś lękiem wewnętrz Ciebie, może instynktownie boisz się, wyczuwasz coś złego i te doświadczenia to manifestacja tych uczuć... stąd pytanie czy to tylko w nocy. Oczywiście nie neguję, że to wszystko dzieje się naprawdę (nie tylko w głowie) bo to też jest możliwe. pokaż całość

    • więcej komentarzy (58)

  •  

    Wydanie poprawione naszej książki - Panopticum - jakiś czas temu wróciło z drukarni, czas zatem troszkę zaszaleć i zrobić #rozdajo!

    Panopticum to zbiór opowiadań grozy, autorstwa młodych i uzdolnionych autorów związanych z portalem Straszne-Historie.pl. Jeśli lubicie thrillery czy horrory, zapewne przypadnie Wam do gustu! Więcej informacji o książce znajdziecie tu: https://straszne-historie.pl/panopticum/ Kupić zaś można tu: https://straszne-historie.pl/sklep/produkt/panopticum-zbior-opowiadan-osobliwych/ - dla Mirków na hasło TYLKOMIRKO -15%!

    I jeszcze króciutki opis nowego wydania:

    ➡️ Najlepsi autorzy znani ze Straszne-Historie.pl, niepublikowane dotąd teksty.
    ➡️ 11 mrożących krew w żyłach historii.
    ➡️ Zbiór opowiadań zbierający dotychczas same pozytywne recenzje.
    ➡️ Poprawione wydanie, nowa korekta, nowy papier i krój pisma.
    ➡️ To wszystko za jedyne 31,90 zł!
    To co, odważysz się?!
    Wspieraj polską kulturę, kup Panopticum!


    Do zgarnięcia dwa zestawy książka + kubek! Jednego zwycięzce wybierzemy przez mirkorandom spośród plusujących. Drugiego spośród obserwujących nasz profil na Wykopie :-) Plusy zbieramy dokładnie przez 24 godziny od zamieszczenia tego posta. POWODZENIA! :-)

    PS Zielonkom dziękujemy za udział w zabawie.

    UWAGA: Przesyłka nagród przez Paczkomat!

    #straszne #creepy #creepypasta #creepystory #horror #ksiazki #groza #thriller #rozdajo
    pokaż całość

    źródło: PANOPTICUM.jpg

  •  

    Jedna z lepszych historii to jak koleś zasypiał i burza ogromna była. Tak sobie żył, żył przez 2 lata aż znowu taka burza była. I obudził się w w momencie gdy zasypiał te 2 lata wcześniej. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler Post użytkownika @emcter [*] sprzed ok 2 miesięcy


    Zna to ktoś? Wiecie o czym mowa? Kojarzycie? Szukam tej #creepystory #creepypasta #creepy #pasta było chyba na #reddit pokaż całość

  •  

    Paczka oznaczona - „zwrócić do nadawcy”

    Mój sąsiad jest jedną z tych irytujących osób które ze wszystkich sił starają się zaistnieć na YouTube. Przez lata obserwowałem go, jak próbował połknąć cynamon, leżał płasko na masce samochodu, gdy ten powoli odjeżdżał, czy oblewał się wodą krzycząc "epic win", "epic fail" lub "fuck".
    Dość męczące stało się przyglądanie kolejnym jego błazeństwom, wyczynianym w pogoni za internetową sławą.
    Kiedy więc zapukał pewnego dnia do moich drzwi i powiedział, że wyjeżdża na parę tygodni i poprosił o odbieranie jego poczty, szczerze mówiąc, poczułem ulgę.
    Nie potrafię wyjaśnić spokoju który ogarnął mój umysł, kiedy zrozumiałem, że przez dłuższą chwilę nie będę musiał być świadkiem jakiejkolwiek z jego głupot.
    Zawsze bałem się, że te jego „wyczyny” w końcu wpłyną jakoś na moje życie.

    Przez kilka pierwszych dni rzeczywiście miałem spokój. Otrzymał kilka rachunków, trochę spamu oraz, jak mi się zdawało, urodzinową kartkę.
    Aż pewnego wieczora, gdy wróciłem do domu, zobaczyłem wielką kartonową paczkę czekająca na jego werandzie. Wielkimi, czerwonymi literami wypisana była notka – zwrócić do nadawcy.

    Nie jestem jakimś chucherkiem, ale przyznaję, że miałem problem z podniesieniem tej paczki. Była naprawdę, cholernie ciężka.
    Samo przenoszenie na drugą stronę ulicy było problemem, więc szybko zrozumiałem, że za nic w świecie nie dam rady zanieść jej po schodach, ani nawet przejść z nią przez frontowe drzwi.
    Zdecydowałem, że zaniosę paczkę do swojego garażu i tam zostawię. W końcu nie trzymałem tam samochodu - drzwi do garażu były zwykłą kupą gówna, które nie otwierały się bez asysty solidnego kopa.
    Znacznie łatwiej było mi zostawiać auto na podjeździe, niż codziennie walczyć z tymi drzwiami.Z perspektywy czasu wiem, że powinienem był odłożyć karton na ziemię, przed stoczeniem kolejnej walki z drzwiami..
    Jednak wiecie jak to jest, jak w końcu dobrze ją chwyciłem, tak że mogłem ją wygodnie trzymać, to nie było opcji żebym tak po prostu ją teraz odłożył.

    I w końcu, przy trzecim kopnięciu w te cholerne drzwi, straciłem równowagę i paczka spadła. Z cichym odgłosem, niechybnie zwiastującym pęknięcie czegoś w środku.

    - Cholera - zakląłem.

    Miałem tylko nadzieję, że nie zepsułem niczego ważnego, a zresztą nawet jeśli, to i tak sąsiadowi nic nie powiem, najwyżej obwinie kuriera.

    Z wolnymi rękami mogłem w końcu uporać się z zardzewiałymi drzwiami i nie uwierzycie, jak głośno one stęknęły w proteście.
    Przeciągnąłem pudło przez garaż i zostawiłem w kącie, niech czeka na powrót sąsiada, kiedykolwiek by to nie nastąpiło. I całkiem o nim zapomniałem.
    Co oczywiście zmieniło się po kilku dniach.

    Nie jestem pewien ile czasu minęło, nim zapach przedostał się przez szparę pod drzwiami do domu, ale działo się to powoli.
    Był to taki obrzydliwie słodki smród, przypominający skunksa i właśnie to wytłumaczenie przyjąłem, gdy jeszcze przez kilka kolejnych dni męczyłem się z tym smrodem – drogowe zabójstwo, które pozostawiło ślad, na moim nieszczęsnym domu.
    Dopiero, gdy uzmysłowiłem sobie, że smród narasta, a nie zanika, postanowiłem poszukać jego źródła. Właśnie wtedy otworzyłem po raz pierwszy drzwi od garażu i powalił mnie odór wydobywający się ze środka.

    Sprawca nie był trudny do zidentyfikowania. Jedyną zmianą w moim garażu, było to pudło w rogu. Od razu pomyślałem, że musiało być w środku jakieś zamówione przez sąsiada mięso, które będąc poza lodówką przez tyle czasu, zaczęło po prostu gnić.
    Tylko ile musiało go tam być, skoro była tak cholernie ciężka? Pół krowy zamówił, czy co.
    Zatkałem nos, wziąłem nożyce i podszedłem do paczki. Prawdopodobnie nie potrzebowałem tych nożyc, gdyż spód pudła rozmókł na tyle, że mogłem go z łatwością przebić palcem, ale jakoś nie miałem ochoty wkładać go w gnijące mięso.
    Właśnie ten przegniły spód był powodem dla którego zdecydowałem się otworzyć pudło, zamiast je po prostu wynieść.
    Mam wrażenie, że gdybym tylko spróbował je podnieść, cała „zawartość” natychmiast rozlałaby się po podłodze. Uznałem, że najlepiej będzie wyrzucać mięso po kawałku, choć nie ukrywam, nie byłem z tego rozwiązania zadowolony.

    Moje nożyczki bez problemu przecięły taśmę, przyklejoną na górze paczki. Myślałem wtedy, że ten smród nie może już być gorszy, ale gdy tylko otworzyłem tą przeklętą przesyłkę, zrozumiałem jak bardzo się mylę.
    Odkryłem zupełnie nową gamę smrodu. To było jak otwarcie rozgrzanego pieca, tylko zamiast fali gorąca, spotkałem się z falą moczu, potu, gówna i rozkładu.
    Było to tak obrzydliwe, że cofnąłem się i zmusiłem do zrzygania, jako, że żołądek już podchodził mi do gardła. Nie sądziłem, że mógłbym wytrzymać ten smród w połączeniu z widokiem który dopiero na mnie czekał.
    I nie wstydzę, się tego, że musiałem wybiec na dwór, w pogoni za świeżym powietrzem. Smród był tak przytłaczający, że już po chwili wsiąkł we wszystkie moje rzeczy i odtąd nie odstępował mnie, jakby był moim cieniem.

    Próbowałem wszystkiego – odświeżaczy powietrza, masek, ale nawet trzy prysznice i zmiana ubrań nie pozbyła się tego odoru.
    Każda sekunda, podczas której to pudło leżało w moim garażu, była kolejną sekundą którą wykorzystywał ten smród na przedostanie się do mojego domu. Nie miałem więc wyjścia.
    Wróciłem więc od garażu, widząc otwarte klapy paczki, jakby zachęcające mnie do zajrzenia przez nie.
    Ale byłem przygotowany, tampony ze starych ciuchów wsadziłem do nosa, podszedłem więc dzierżąc w jednej ręce wór na śmieci, a w drugiej najsilniejsze środki czyszczące jakie udało mi się znaleźć.
    Miałem też na sobie najdłuższe z możliwych, gumowe rękawice. Ale, jak się okazało, nie potrzebowałem żadnej z tych rzeczy.

    Nie musiałem nawet dotykać, czy czyścić zawartości przesyłki, by zapewnić sobie koszmary, które od tego dnia, miały nękać mnie już codziennie.
    Bo widzicie, gnijące mięso w pudle, nie było ze świni, czy krowy. Był to mój sąsiad. Cały, wciąż w jednym kawałku.
    Zadzwoniłem po policję, zabrali mnie na przesłuchanie. Ciężko w końcu nie podejrzewać kolesia z trupem w garażu.
    Całe szczęście, szybko doszli do wniosku, że nie miałem z tym nic wspólnego. Moje DNA mogło być na pudle, smród gnijącego ciała mógł krążyć po całym moim domu, ale miałem jeden niepodważalny dowód, który przesądził o mojej niewinności – kamera do vloga.

    Pokazali mi nagrany materiał. Nie wiem, czy to dozwolone, czy też aż tak mi współczuli, czy może pomyśleli, że niczemu to nie zaszkodzi. Tak czy owak, obejrzałem go.

    Mój sąsiad siedział w środku pudła, gdzie śmiejąc się obwieszczał światu, jak to zamierza wysłać się pocztą przez granicę.
    Wziął ze sobą butelki do których miał sikać, jedzenie, poduszkę i parę latarek.
    Jego znajomy, którego widziałem jak asystował mu przy swoich wyczynach, zamknął paczkę, okleił ją i przekazał do załadunku.
    Przez kilka kolejnych godzin, czy może nawet dni, nie jestem pewien, mój sąsiad nagrał kilka scen podczas których starał się relacjonować swoją podróż.
    Słuchałem tak, jak tłumaczył, że teraz jest w jakimś wozie, bo czuje jak ten się porusza.
    „Teraz na pewno jestem w magazynie, całkiem tu ciepło, wciąż mam dużo jedzenia” i tego typu bzdety.
    A potem, w ostatniej scenie, pudło obróciło się, a on skręcił kark i to był koniec. Kamera potem nagrywała jeszcze przez jakiś czas, aż padła jej bateria.

    Jest jednak coś, o czym nie mogłem wspomnieć policji. O tym, co usłyszałem na nagraniu i co będzie mnie prześladowało do końca moich dni.
    Zaraz po chrzęście, który dobiegł ze skręconego karku mojego sąsiada, usłyszałem znajomy zgrzyt, wydobywający się ze starych, zardzewiałych drzwi mojego garażu.

    #pasta #creepystory #creepypasta
    pokaż całość

  •  

    Jestem maniaczką horrorów, #creepypasta i #creepystory przynajmniej 2 razy w tygodniu się czegoś naczytam albo naoglądam, a potem boję się iść np do toalet ;] No ale do rzeczy kiedyś przeczytałam na temat nocnej zmory wiecie nie możecie się ruszać ani mówić ale widzicie i słyszycie niestworzone rzeczy, chciałam osiągnąć ten stan ale się nie udawało aż pewnego razu przez katar musiałam usnąć na plecach no i stało się widzę ciemnośći słyszę tylko głośne bicie swojego serca i ciężki oddech przez usta, widziałam i czułam jak jestem przypięta do łóżka łańcuchami, a coś zbliża się w moim kierunku.. myślałam że się posikam w tym momencie ale na szczęście wszystko zniknęło, schowałam się pod kołdrę i ściskałam swojego miśka. Nie polecam tym co nie mieli okazji tego doświadczyć, a ci co mieli to z chęcią posłucham waszą wersję (╯︵╰,) #koszmar pokaż całość

    •  

      @SilentMouse: Jeśli lubisz takie klimaty i nie miałaś suahili w szkole, tylko angielski to serdecznie polecam r/nosleep na reddicie - założenie jest takie, że nikt nie kwestionuje opowieści OPa, naprawdę wkręcające są niektóre serie

    •  

      @SilentMouse: Raz obudzilem sie lezac na klatce piersiowej i nie moglem sie ruszyc, doznalem uczucia ściągania mi kołdry przez kogos jak w horrorach.
      Nie przestraszylem sie tego kompletnie bo juz wczesniej slyszalem takie historie w domu opowiadane przez starszych domownikow ;-) wiedzialem co i jak. Za gowniarza to bym chyba obsral caly pokoj.

      +: wrnina
    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Mam przerwę w pracy i zawędrowałem na yt na kanały o różnych zjawiskach paranormalnych. Za dzieciaka byłem mega podatny na takie rzeczy. Chyba za dużo The X-files się naoglądałem. Z wiekiem mi przeszło, ale jak przypominam sobie jedną historię to do tej pory włosy stają mi na rękach.

    Obecnie mam 30 lat, jakieś 10-12 lat temu umówiłem się z przyjacielem, że pójdziemy wypić 2-3 piwka na stary bunkier znajdujący się na polach za kościołem i szkołą. Pora była późna, sierpień, godzina 21:30. Bunkier znajdował się około 60 metrów od asfaltowej drogi. W drodze do niego po jednej i drugiej stronie były pola i dopiero po 1,5 km zaczynała się cywilizacja. Obok bunkra stał opuszczony dom i stodoła.

    Kiedy opuściliśmy ostatnie zabudowania trochę nas przypiliło i postanowiliśmy się odlać. Stanęliśmy po przeciwnych stronach drogi i ... wiadomo :) (na rysunku czarne kwadraty to my, bunkier jest w kółku).

    Nagle zrobiło się bardzo cicho, a powietrze stało się, jakby namacalne, elektryczne. Na niebie pojawiła się świetlista ula i wykonała manewr jak na zdjęciu. Wszystko trwało może z 2 sekundy. Popatrzyłem na przyjaciela, on na mnie i padło pytanie:

    - "Ty to kurwa widziałeś?"

    Piwo wypiliśmy na przystanku w milczeniu.

    #creepystory #ufo #paranormalne #creepy
    pokaż całość

    źródło: Untitled.jpg

  •  

    Jest na świecie kraj po ulicach, którego chodzą tysiące morderców. Ludzie Ci nigdy nie zostaną już skazani.
    Jest 6 kwietnia 1994 roku nic nie zapowiada, że tego dnia w Rwandzie rozpocznie się najkrwawsze w historii świata ludobójstwo – w ciągu niespełna 3 miesięcy ponad milion zwykłych obywateli zostanie zamordowanych przy użyciu prymitywnych maczet. Trupów było tak wiele, że po głównych ulicach kraju przejazd samochodem był praktycznie niemożliwy - a to wszystko pod okiem ONZ oraz pomocy Kościoła Katolickiego.


    10 stycznia 1994 roku wysokiej rangi członek oddziału, który oficjalnie ochraniał prezydenta kontaktuje się z wojskami ONZ w sprawie przekazania niezbitych dowodów odnośnie planowanego przez rząd ludobójstwa. Dowodzący misją ONZ chciał zniszczyć magazyny, w których przechowywana była broń zgromadzona do przeprowadzenia rzezi jednak nie wyrażono na to zgody.
    Warto w tym miejscu wyjaśnić w kilku słowach, kto w zasadzie, kogo chciał zamordować. Rwandę zamieszkują głównie dwie grupy etnicznie Tutsi oraz Hutu. Niemcy po kolonizacji tych obszarów oddają władze w ręce Tutsi. Po I wojnie światowej Rwanda przechodzi w ręce Belgów, którzy wprowadzają karty identyfikacyjne z podziałem na rasy (klasyfikacja wielokrotnie była źródłem totalnego przypadku)
    W 1962 roku kraj uzyskuje niepodległość a władzę w kraju po wielu latach bycia odstawionym na boczny tor przejmuje Hutu. Od tego momentu Hutu za główny cel przyjmuje całkowite wyeliminowanie społeczności Tutsi.

    Ludobójstwo:

    6 kwietnia 1994 samolot Falcan 50 wiozący Rwandyjskiego prezydenta zostaje zestrzelony podczas lądowania, wrak samolotu spada do ogrodu pałacu prezydenckiego (znajduje się w nim do dnia dzisiejszego). Wydarzenie to zostało odczytane, jako jednoznaczny sygnał do rozpoczęcia istnej masakry.
    Wszystko wskazuje, że masakra była wcześniej zaplanowana i to z wyprzedzeniem ok 1,5 roku a jej szczegóły omawiane w dyskusjach parlamentarnych. Kobiety były gwałcone przez specjalne zorganizowane komanda chorych na Aids. Reakcją ONZ na wydarzenia z Rwandy było zmniejszenie sił ONZ. Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 912 z dnia 21 kwietnia 1994 zmniejszyła liczbę żołnierzy (z 2,5tyś.) do 270.
    ONZ posiadała już wiedzę o ludobójstwie, mimo to zaniechano używania tego terminu, ponieważ jeśli gdzieś na świecie dochodzi do ludobójstwa, ONZ jest zobligowana do reakcji zbrojnej.
    Na terenie całego kraju urządzono istne polowanie, i mordowanie każdego napotkanego Tutsi. Pełne dane osobowe osób przeznaczonych do likwidacji zostały nawet opublikowane na oficjalnych rządowych listach.
    Ponadto palono domy pełne ludzi, gwałcono i zabijano kobiety i dziewczynki, rozbijano noworodki o ścianę, rozcinano brzuchy ciężarnych kobiet, zabijano dzieci na oczach matek, żony przed mężami. Okaleczano, obcinano kończyny. Wielu masakr dokonywano w kościołach (w tym w polskim kościele Gikondo 9 kwietnia 1994), szkołach i szpitalach, gdzie tysiące osób próbowały znaleźć schronienie. Wrzucano granaty do pomieszczeń pełnych ludzi oraz ścinano głowy.

    Całkowitą liczbę zabitych oceniania się od 800 000 do 1 071 000 ludzi. (Źródło wikipedia).

    Reakcja ONZ:

    Dowódca wojsk ONZ w Rwandzie wysłał prośbę bezpośrednio do Sekretarza Generalnego ONZ Boutrosa Boutrosa-Ghalego o pozwolenie na obronę cywilów rwandyjskich, z których wielu próbowało się chronić w bazach ONZ. Wielokrotne prośby o wzmocnienie kontyngentu również zostały odrzucone. ONZ nakazało bezstronność i nieangażowanie się w żadne walki. Kolejną decyzją ONZ nakazało wycofanie sił pokojowych z rejonu konfliktu oraz oddanie wypuszczenie ludności cywilnej ukrywającej się w bazach ONZ.

    Rola kościoła:

    Z relacji części ocalałych wynika, że wiele ofiar zginęło z rąk katolickich duchownych i zakonnic; rwandyjski rząd twierdzi ponadto, że wiele osób zabito w kościołach, gdzie szukały schronienia.

    Podczas ludobójstwa w 1994 roku ksiądz Wenceslas Munyeshyaka zasłynął tym, że nosił pistolet na biodrze i był w zmowie z milicją Hutu, która zamordowała setki ludzi ukrywających się w jego kościele. Rwandyjski sąd uznał księdza za winnego ludobójstwa i skazał go zaocznie na dożywocie. Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy przez wiele lat starał się doprowadzić do jego procesu.
    Kościół katolicki we Francji nie widzi przeszkód, by ksiądz Munyeshyaka pełnił swoją posługę, co więcej, Kościół broni księdza ze wszystkich sił.
    To nie jest odosobniony przypadek. Po ludobójstwie w Rwandzie sieć klerykalnych i kościelnych organizacji pomogła w ucieczce do Europy księżom i zakonnicom z krwią na rękach, dając im schronienie. Wśród tych duchownych był ksiądz Athanase Seromba, który nakazał zburzenie spychaczami swojego kościoła z dwoma tysiącami Tutsi i zabicie tych, którzy przeżyli. Katoliccy zakonnicy pomogli mu przedostać się do Włoch, gdzie zmienił nazwisko i został proboszczem w Florencji.
    Gdy Seromba został wykryty, główny prokurator Międzynarodowego Trybunału, Carla Del Ponte, oskarżyła Watykan o utrudnianie jego ekstradycji. Stolica Apostolska zakomunikowała jej, że ksiądz „wykonuje dobre uczynki” we Włoszech.

    Ludobójstwo zakończyło się w czerwcu 1994 roku.

    Źródła:

    Wikipedia
    Newsweek
    The Guardian (informacje odnośnie roli kościoła)

    #historia #creepystory #ciekawostki #swiat oraz tag autorski #innastronaswiata
    pokaż całość

    źródło: rwanda 1994.jpg 18+

  •  

    Czytając wasze historie, przypomniala mi się moja. Do 20 roku życia mieszkałem w małej wiosce(150-200 mieszkańców). Razem z kolegą mieliśmy dwie koleżanki w wiosce obok. Miałem wtedy 18 lat. 4-5 kilometrów łąkami, lasem, polem. Ogólnie zawsze jak wracalismy od nich w srodku nocy rowerami to bylo trochę strasznie. Któregoś razu pojechaliśmy do nich skuterem kolegi. On prowadził, wiec nic nie pił, ja troche popiłem taniego wińska, ale ogarniałem ( ͡° ͜ʖ ͡°). Grubo po pólnocy stwierdziliśmy że wracamy do domu. Odpaliliśmy skuter i przed siebie. Mijaliśmy te łąki, pola i w pewnym momencie obsrałem zbroje. Ciemno, pusto, a tu z dupy na polu zapalaja sie światła w samochodzie. Wyjezdza z tego pola i jedzie za nami. Pomyslalem ze mam faze po tanim winie, wiec dre morde do kolegi ze wydaje mi się ze cos za nami jedzie. Powiedzialem to z nadzieja ze zaprzeczy. A tu taki chuj. Mowi ze o kurwa, kto to jest i o co chodzi. Kupa w majtkach, wracalismy tamtą droga milion razy i nigdy nikogo nie spotkalismy, a tutaj samochod w srodku pola, ktory dodatkowo za nami jedzie. Jechalismy obaj z obsranymi majtkami, byle tylko jak najszybciej zgubic ten samochod. Jechał za nami cały czas. Milion teorii w głowie. Dojezdzalismy do naszej wioski, samochód ciągle za nami. Jak wjezdza sie do tej wioski to mija się cmentarz. Co chwile zerkalem do tyłu. I wtedy się obsrałem najbardziej. Dojezdzamy do cmentarza, odwracam sie do tyłu - pusto. Samochód zniknął. Do dzis to wspominamy i oboje nie mamy pojęcia co to było, i o co chodziło.
    #creepystory #coolstory #truestory #takbylo #paranormalne
    pokaż całość

  •  

    Mieszkam w Osace, w Japonii i często jeżdżę rano metrem do pracy. Pewnego dnia, kiedy czekałem na pociąg, zauważyłem bezdomnego w kącie stacji. Mamrotał do siebie, kiedy ktoś koło niego przechodził. Trzymał kubek, żebrał.

    Gruba kobieta minęła bezdomnego, ledwo usłyszałem, że powiedział "świnia".

    Wow. Bezdomny obraża ludzi i ciągle liczy, że ktoś da mu pieniądze?

    Później minął go wysoki biznesmen, żebrak powiedział "człowiek".

    Człowiek? Nie mogłem się z tym nie zgodzić, mężczyzna, który przeszedł bez wątpienia był człowiekiem.

    Następnego dnia dotarłem na stację wcześniej niż zwykle i miałem trochę wolnego czasu. Postanowiłem stanąć bliżej bezdomnego i posłuchać jego dziwnego mamrotania.

    Chudy, zmizerniały człowiek minął żebrzącego — wymamrotał on "krowa".

    Krowa? Zbyt chudy jak na krowę, jak dla mnie bardziej indyk, albo kurczak.

    Minutę później gruby facet przeszedł obok mojego obiektu zainteresowań. Powiedział on "ziemniak".

    Ziemniak? Myślałem, że na grubych ludzi mówi "świnia".

    Tego dnia w pracy nie mogłem przestać myśleć o bezdomnym. Starałem się rozgryźć jego zachowanie. Chciałem odnaleźć jakąś logikę w jego mamrotaniu.

    "Może ma jakąś nadprzyrodzoną zdolność?" pomyślałem. W Japonii wielu ludzi wierzy w reinkarnację, gość może potrafi rozpoznać kim byli w poprzednim życiu, czy coś w tym stylu.

    Obserwowałem bezdomnego jeszcze wiele razy i moja teoria wydawała mi się prawdziwa. Często słyszałem, jak nazywał ludzi "królikiem", "cebulą", "ziemniakiem", a nawet "owcą".

    W końcu nie wytrzymałem. Moja ciekawość wzięła górę. Podszedłem do niego, spojrzał na mnie i powiedział "chleb".

    Wrzuciłem do jego kubka kilka monet, zapytałem czy ma jakaś nadprzyrodzoną zdolność odnośnie tego mamrotania.

    Bezdomny uśmiechnął się i powiedział "Tak, w rzeczy samej, posiadam taką zdolność. Odkryłem to w sobie kilka lat temu. Ale to nie jest raczej coś czego mogłeś się spodziewać. Nie potrafię przewidzieć przyszłości, ani czytać w myślach".

    "Jaką więc posiadasz umiejętność?" spytałem prędko.

    "Po prostu, potrafię poznać jaka była ostatnia rzecz, którą dana osoba zjadła".

    Uśmiechnąłem się, ponieważ zdałem sobie sprawę, że miał rację. Powiedział "chleb", ostatnią rzeczą jaką jadłem tego dnia był przypieczony chleb. Odszedłem kiwając głową z niedowierzaniem. Ze wszystkich nadprzyrodzonych umiejętności ta musi być najbardziej bezużyteczna. Wtedy sobie coś przypomniałem...

    pokaż spoiler #pasta #creepystory #byloaledobre
    pokaż całość

    +: ha_nys, j.............k +10 innych
  •  

    Kim jest człowiek i co odróżnia człowieka od zwierząt? To poczucie własnego “ja” oraz możliwość odczuwania wyższych uczuć takich jak współczucie, miłość czy zazdrość. To również posiadanie w życiu jakiegoś celu i dążenia do niego.
    Jednak historii medycyny wydarzył się pewien epizod, który pozbawił ludzi odczuwana, jakichkolwiek uczuć nawet do własnych dzieci, stwarzając z nich istnych „zombie” poznajcie zabieg Lobotomii wstydliwą kartę w historii medycyny XX wieku.


    W 2016 roku w serwisie Reddit widziałem AMA z osobą po tym zabiegu postanowiłem, zatem do niej napisać 18 marca specjalnie dla was Mirki i Mirabelki dostając oczywiście zgodę na publikację 22 marca od osoby, na której przeprowadzono zabieg opiszę wam trochę o tym. Osoba ta mieszka w USA, ale bez żadnych problemów zgodziła się opowiedzieć mi a w zasadzie Wam jak naprawdę to wygląda z perspektywy osoby po zabiegu.
    Mój rozmówca to już osoba w podeszłym wieku (takie osoby z neta korzystają USA podziwiam). ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Wstęp:

    Lobotomia – zabieg neurochirurgiczny polegający na przecięciu kory przedczołowej, jedna z dawnych metod leczenia chorych na schizofrenię i inne choroby psychiczne.
    Pacjenci poddani lobotomii cierpieli z powodu zmian w ich osobowości (w 91% następujących po lobotomii), padaczki (w 12%), a inne powikłania obejmowały krwotoki śródczaszkowe, ropnie mózgu i otępienie. Do lat sześćdziesiątych w Stanach zjednoczonych przeprowadzono około 60 000 lobotomii. Później ta metoda leczenia została zarzucona. Wg. Różnych źródeł obecnie jest karana (tego pewien nie jestem, w Polsce jest całkowicie zakazana).
    W Polsce w latach 1947–1951 przeprowadzono 176 lobotomii przedczołowych.
    Dochodziło do tego, że nie tylko osoby chore psychicznie były poddawane zabiegowi, – lecz np. skazańcy.
    Sam Freeman przeprowadził zabieg na siostrze Johna F. Kennedy’ego, Rosemary, gdyż jej ojciec zauważył u swojej 23 letniej córki zmiany nastroju, markotność i zainteresowanie mężczyznami. Mimo tego, że większość operacji trudno było uznać za udane (Rosemary do końca życia bełkotała i gapiła się bezmyślnie w ściany).
    Jednym z poważniejszych skutków ubocznych lobotomii przedczołowej jest utrata przez pacjenta poczucia „ciągłości własnego ja”, świadomości, że jest tą samą osobą, którą był wczoraj i będzie jutro czy uczyć względem drugiego człowieka.

    Źródło wstępu: Wikipedia polska, angielska, francuska.

    Historia człowieka, który jest po zabiegu:

    Mój rozmówca, z którym wymieniłem się informacjami a w zasadzie pytaniami mieszka jak pisałem wcześniej w USA dokładniej w stanie Waszyngton. W wieku 21 lat wykryto u niego objawy lekkiej schizofrenii były lata 60-te a zabieg lobotomii był prekursorem w dziedzinie leczenia schizofrenii. Tomek - tak nazwijmy osobę, z którą rozmawiałem zgłosił się do szpitala leczącego osoby z zaburzeniami psychicznymi. W tamtych czasach schizofrenia była chorobą, przez którą zamykano ludzi w szpitalach psychiatrycznych bez ich zgody.
    Tomek postanowił zgodzić się na zabieg przeprowadzenia na nim Lobotomii.

    Tomek 28 maja zgłasza się do szpitala na przeprowadzenie prostego zabiegu polegającego na włożeniu do jego mózgu drutu oraz przecięciu pewnych części, co spowoduje, że przestanie być chory na schizofrenie to oficjalna informacja, jaką uzyskał od lekarza. (Możliwe, że źle przetłumaczyłem to, co napisał niech ktoś mnie poprawi, kto lepiej zna się na medycynie).
    Tego samego dnia Tomasz budzi się po zabiegu niewiele pamięta z pierwszych chwil po przebudzeniu, ale gdy zaczynał odzyskiwać świadomość czuł się zupełnie inaczej początkowo usprawiedliwiał to sobie tym, iż może to normalne uczucie towarzyszące osobą będącym pod wpływem silnych środków znieczulających.

    Pierwszy miesiąc po zabiegu:

    Tu zaczyna się prawdziwy koszmar. Tomek nie odczuwa żadnych uczuć a życie jest dla niego totalnie obojętne. Jego 6 miesięczna córka jak opisuje jest jedynie postacią taką samą jak inni nawet obcy ludzie, których spotyka na ulicy nie wzrusza go jej płacz a żona jest, dla bo jest... Jedyną rzeczą, jaką sprawia mu obecnie przyjemność to seks. Mówi wprost od tego dnia czytaj 28 maja moje życie zakończyło się tam na tym stole operacyjnym tam umarła ta część mnie, która definiowała to, kim jestem.

    Problemy społeczne:

    Do dnia dzisiejszego nawet potrafię wsiąść w autobus i jechać do WalMarktu (sprawdziłem to takie Tesco w USA) i gdy już dojeżdżam do przystanku gdzie jest sklep nie wysiadam tam tylko jadę dalej. Nie potrafię tego wytłumaczyć po prostu jest mi to obojętne gdzie wysiądę czy tu czy gdzie indziej wysiadam tam gdzie stwierdzam, że np. mniej bolą mnie nogi i chcę wyjść. Zona zostawiła mnie w 83 roku od tego roku z nikim się już nie związałem, chociaż próbowałem nie poczułem do nikogo żadnego uczucia. Córka? tak spotykam się z nią a wcześniej się nią zajmowałem robię to, bo tak trzeba. Gdy jednak była chora, jej stan był mi objęty jest chora to jest chora tak mogę to opisać, jaki mam na to wpływ? Żaden odpowiada. Obrazki czy filmy, na których większość osób wybucha płaczem oglądam jak każdą inna scenę nie rozumiem po tylu latach, czemu Ci ludzie plączą jak oni to odczuwają po tylu latach nie pamiętam jak to było czuć coś więcej niż smak potraw czy uczucie upojenia alkoholem.

    Tomasz w 1989 roku dostał od rządu USA odszkodowanie w wysokości 47 tyś dol. (swoją drogą w tamtych czasach była to pewnie niezła suma).

    Jest jedną z 70 tyś osób, na których przeprowadzono zabieg lobotomii informując ich o możliwych powikłaniach.

    António Caetano de Abreu Freire Egas Moniz – twórca lobotomii za wymyślenie tego zabiegu otrzymał w 1949 roku nagrodę Nobla.

    Opracowanie, poza wstępem w 100% własne.

    2-3 najbardziej meteoryczne zapulsowane komentarze odnośnie zabiegu wyślę do niego i postaram się w jak najszybszym czasie uzyskać odpowiedz.

    Kazał was pozdrowić gdy powiedziałem ze wykop peel to taki Polski Reddit :)

    #ciekawostki #medycyna #swiat #zycie #reddit #dokument #dziendobry #creepystory oraz tag autorski #innastronaswiata
    pokaż całość

    źródło: lobotomia.jpg

    •  

      @Norwag93: Kolego, ty chyba nie wiesz co mówisz. Jednym z efektów zażycia mocnej dawki LSD jest utrata ego. Po prostu tracisz poczucie siebie, wlasnego ja. Także nie masz racji. Człowiek może ućpać się i stracić przez to ego.

      Zresztą to co piszesz o zwierzetach to bzdury. EGO jest kształtowane nie przez myśli, ale przez potrzeby, zagrożenia itp. Zdecydowanie wszystkie ssaki posiadają mocno rozbudowane ego. Ludzie ego jest inne poniewaz umiemy mówic wiec jesteśmy wstanie opisywac i rozważać o bardzo złożonych czynnościach i abstrakcjach. pokaż całość

    •  

      Kolego, ty chyba nie wiesz co mówisz. Jednym z efektów zażycia mocnej dawki LSD jest utrata ego. Po prostu tracisz poczucie siebie, wlasnego ja. Także nie masz racji. Człowiek może ućpać się i stracić przez to ego.

      @Mattiopl: ego to nie świadomość, tak samo jak poczucie ja to nie jest prawdziwe "ja" o którym tu mówię. Możesz być świadomy ale nie posiadać tożsamości i o to chodzi w śmierci ego. Jesteś obserwatorem który nie potrafi wskazać na to czym jest. Nie masz dostępu do wspomnień, nie wiesz że się naćpałeś, nie wiesz że jesteś człowiekiem, doświadczenia po prostu są. W śmierci ego chodzi o to że nawet jeśli wywalisz wszystko co uważasz za "ja" to i tak pozostaje pewna forma świadomości.

      EGO to nie samoświadomość, to nakładka która umożliwia nam funkcjonowanie w świecie. Śmierć ego to pozostawienie czystej świadomości bez poczucia ja. Ewolucyjnie nie ma to zastosowania, ponieważ skąd miał byś wtedy wiedzieć że jesteś, ot chociażby głodny?

      Śmierć ego występuje też czasami podczas śmierci klinicznej. Ludzie są w stanie opisać co się działo, ale nie są w stanie opisać tego w jaki sposób to obserwowali.

      Czy po udanej reanimacji ciała które było martwe przez np. 5 minut, gdzie mózg na eeg nie dawał żadnych sygnałów, można mówić o tym że to ta sama osoba? Jeśli świadomość to tylko iluzja tworzona przez ten narząd, to świadomość sprzed śmierci przestała istnieć, powstała nowa która myśli że jest tamtą osobą.

      To samo działo by się podczas snu. Idziesz spać, tracisz ciągłość ja i rano budzisz się jako nowa halucynacja mózgu i tylko myślisz że jesteś ja z wczoraj.

      Są zwierzęta które mają poczucie "ja", natomiast nie posiadają tej samoświadomości co my. Nawet komputer może mieć swoje "ja" jeśli będzie posiadał czujniki i oprogramowanie rozróżniające to co jest poza i to co jest w nim. Natomiast nie będzie on świadomy.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (87)

  •  

    Morderstwo Briana Wellsa to jedna z najbardziej tajemniczych zbrodni ostatnich lat.
    To historia niczym z filmu “Pila” z tą różnicą, że wydarzyła się ona naprawdę... Bo jak nazwać inaczej historię człowieka, któremu zostaje założona na szyję duża metalową obrożę z ładunkiem wybuchowym i zapalnikiem czasowym oraz który zostaje zmuszony do wykonywania szeregu zadań skomplikowanych zadań by przeżyć.


    Wydarzenia

    Braian przez 30 lat pracuje, jako dostawca pizzy jest cenionym i zaufanym pracownikiem pizzerii Mama Mia w Erie w Pensylwanii. Po południu 28 sierpnia 2003 r. Wells otrzymał telefon, aby dostarczyć dwie pizzę do 8631 Peach Street, adresu znajdującego się kilka mil od pizzerii. Chwilę później dowiaduje się o zmianie adresu dostarczenia do radiostacji wieży transmisyjnej WSEE-TV na końcu drogi gruntowej.

    Według doniesień organów ścigania, Wells rzekomo spotkał ludzi, których uważał za swoich wspólników, w tym Kennetha Barnesa. Wells podobno uczestniczył w planowaniu napadu na bank, który miał obejmować założenie mu fałszywej bomby. Jeśli zostanie przesłuchany, będzie twierdził, że trzech czarnych ludzi zmusiło go do założenia "żywej" bomby i trzymali go, jako zakładnika.

    W wieży telewizyjnej Wells odkrył, że fabuła się zmieniła, gdy dowiedział się, że bomba była prawdziwa Rozpoczął walkę z mężczyznami i próbował uciec, ale jeden z nich wystrzelił z pistoletu, powodując zatrzymać Wellsa. Ogłuszonemu Wellsowi zostaje założony domowej roboty skomplikowany ładunek wybuchowy na szyi. Sprawcy dali mu wyrafinowaną strzelbę domową i dwie strony ręcznie napisanych instrukcji, które musiał wykonać by przeżyć.

    Zawierały szereg ściśle określonych zadań, w celu zebrania kluczy, które opóźniłyby detonację, a ostatecznie rozbroiłyby ją. Notatka informowała też, że Wells będzie pod stałą obserwacją, a wszelkie próby skontaktowania się z władzami doprowadzą do detonacji bomby.

    Zadanie 1:

    Pierwszym zadaniem było "po cichu" wejście do PNCBanku na Peach Steet i przekazanie kasjerowi przymocowanej notatki żądającej 250 000 $, a także użycie strzelby do zagrożenia komukolwiek, kto nie współpracował lub próbował uciec. Po wejściu do banku Wells wsunął notatkę do kasjera. Notatka dała 15 minut na przekazanie pełnej ilości w przeciwnym razie bomba wybuchnie. Nie mogąc uzyskać dostępu do skarbca w tym czasie, dała mu torbę z 8702 dolarami, którą Wells opuścił w banku.

    Zatrzymanie:

    Około 15 minut później policja zauważyła Wellsa i natychmiast go aresztowała. Wells twierdził, że trzech bezimiennych osób umieściło bombę na szyi, zaopatrzyło go w strzelbę i powiedziało mu, że musi popełnić kradzież i kilka innych zadań, aby go nie zabić.

    Początkowo policja nie próbowała rozbroić urządzenia. Oddział bombowy został po raz pierwszy zawiadomiony, co najmniej 30 minut po pierwszym połączeniu 9-1-1. O godzinie 15.18, Zaledwie na trzy minuty przed przybyciem zespołu bombowego, bomba wybuchła.
    Chociaż w notatce napisano, że zyskałby dodatkowy czas na każdy odnaleziony klucz, ustalono później, że niezależnie od tego, co się rozwinęło, Wells nigdy nie miałby wystarczająco dużo czasu, by ukończyć zadania, aby rozładować bombę: policja przejechała trasę wykonując poszczególne zadania stwierdzając, iż zmieszczenie się w przydzielonym czasie nie było możliwe.

    Opracowanie własne.

    #creepy #creepystory #zbrodnia #ciekawostki #mordercy #pila oraz tag autorski #innastronaswiata
    pokaż całość

    źródło: bomb.jpg

  •  

    Eksperyment rosyjskiego naukowca znany jest jako jedno z najbardziej zwyrodniałych doświadczeń w historii. Gdzie kończy się nauka, a zaczyna szaleństwo?

    Wiele lat przed publicznym zaprezentowaniem dwugłowego psa przez Władimira Demikhowa, szalone eksperymenty Brujukonienki prowadziły od metod eksperymentowania na otwartym sercu aż po niewiarygodne projekty podtrzymywania życia.

    Po wielu latach prób, udało mu się skonstruować maszynę zwaną “Autojektor”. Dzięki tej prymitywnej konstrukcji rosyjski naukowiec potrafił utrzymać uciętą głowę psa przy życiu przez kilka godzin. W 1928 roku swój wynalazek przedstawił szerszej publice - aby udowodnić, że eksperyment się powiódł, uderzył młotkiem o stół, a uszy psa poruszyły się. Kiedy zaświecił mu światłem w oczy, on zamrugał, kiedy zaczął łaskotać go piórkiem, głowa psa ruszała się próbując je ugryźć. Pomimo, że zniesmaczeni widzowie nie czekając na śmierć głowy psa zaczęli tłumnie wychodzić z sali, świat rosyjskiej nauki docenił to wydarzenie i pośmiertnie uhonorował Brujukhonienkę prestiżową nagrodą Lenina.

    Film z "eksperymentu"

    #historia #psychopata #ciekawostki #zwierzeta #creepystory #innastronaswiata
    pokaż całość

    źródło: ee194-0.jpg 18+

  •  

    Morderstwo nad jeziorem Bodom jest jednym z najbardziej brutalnych i tajemniczych zabójstw w historii fińskiej kryminologii, a niejasność wokół motywów zbrodni i postaci zabójcy pozostawiła Finlandię w wielkim szoku na wiele lat.

    Historia morderstwa

    Morderstwo miało miejsce w czerwcu 1960 r., a jego ofiarami stało się troje z czwórki nastolatków, którzy wybrali się na kemping nad jezioro Bodom - dwie piętnastolatki, Anja Tuulikki Mäki i Maila Irmeli Björklund, a także osiemnastolatek Seppo Antero Boisman. Jedyną osobą, która przeżyła, był osiemnastoletni Nils Gustafsson, który wyszedł z całego wydarzenia z wieloma poważnymi ranami. Ciała trójki nastolatków odnalezione zostały nad brzegiem jeziora w niedzielny poranek 5 czerwca 1960 r.

    Zaraz po zbrodni...

    Ze śledztwa przeprowadzonego przez policję wynikało, że morderca najpierw przeciął linki od namiotu, w którym spała cała czwórka, a następnie brutalnie dźgał osoby znajdujące się w środku i dziko uderzał ciężkim, tępym narzędziem.

    Przez kolejne miesiące po morderstwie policja otrzymywała wiele poszlak dotyczących ewentualnych motywów zabójstwa i osoby zabójcy, jak np. wskazanie mężczyzny obcego pochodzenia, który został przywieziony do szpitala w Helsinkach dzień po odkryciu zbrodni, lub też mężczyzny, który utopił się w 1969 r. W związku z zabójstwem zaaresztowano wiele osób, ale nigdy nie znaleziono wiarygodnego dowodu na to, aby wnieść oskarżenie.

    Przez wiele lat Nils Gustafsson nie był publicznie podejrzewany o uczestnictwo w zabójstwie. Sam Gustafsson twierdził, że nie pamięta nic, co wydarzyło się pomiędzy momentem, gdy wszyscy poszli spać do namiotu, a obudzeniem się w szpitalu. Po opuszczeniu szpitala Gustafssona poddano hipnozie, w trakcie której podał dokładny rysopis domniemanego mordercy.

    ...i 44 lata później

    W kwietniu 2004 r. Finlandia przypomniała sobie ponownie o morderstwie nad jeziorem Bodom - Narodowe Biuro Śledcze zatrzymało Nilsa Gustafssona pod zarzutem zabójstwa trójki nastolatków. Zarówno aresztowanie jak i przesłuchanie przed sądem trzymane było w sekrecie, jednakże wiadomo było, że policja posiada poważne dowody przemawiające za aresztowaniem Gustafssona.

    NBŚ zatrzymało Gustafssona w kwietniu 2004 na podstawie nowych dowodów DNA. Na czas przesłuchania wstępnego został on uwięziony, jednakże ostatecznie wypuszczono go na wolność. Policja w Espoo otrzymała rozkaz strzeżenia prywatności Gustafssona, jego rodziny i sąsiadów.

    NBŚ zaaresztowało Gustafssona na podstawie jego własnych zeznań, zeznań świadków a także dowodów medycyny sądowej. Biuro zbadało obuwie dwójki chłopców, namiot używany przez nastolatków oraz ślady krwi znajdujące się na nim. Kimmo Himberg z laboratorium stwierdził, że obuwie znalezione na miejscu zbrodni dostarczyło dowodów, które pomogą rozwiązać całą sprawę.

    Choć Gustafsson nie przyznał się do morderstwa, policję nadal najbardziej interesowało to, w jaki sposób doznał on tamtej nocy obrażeń. Oficerowie śledczy chcieli przekonać się czy rany powstały w wyniku walki, samookaleczenia się czy też z innej przyczyny.

    Maj 2004 r. przyniósł nowe wiadomości: na butach należących do Gustafssona znaleziono ślady krwi jednej z zamordowanych dziewcząt. Na podstawie testów DNA przeprowadzonych w laboratorium w Wielkiej Brytanii stwierdzono, że na butach i innych rzeczach znalezionych na miejscu zbrodni nie było śladów DNA należących do kogoś spoza czwórki nastolatków. W momencie zabójstwa buty Gustafssona były ukryte, co w obliczu wyników badań DNA wskazywać może na to, że osobą, która ukryła buty po zbrodni był sam Gustafsson, jednakże policja nie potwierdziła ani nie zaprzeczyła tym domniemaniom.

    Pod koniec maja 2004 r. sąd rejonowy w Espoo zwolnił Gustafssona, jednakże nadal był on podejrzany o zabójstwo. Gustafsson miał zostać uwolniony od zarzutu popełnienia morderstwa, jeśli w ciągu dwóch miesięcy prokuratura nie postawiłaby żadnych konkretnych zarzutów przeciwko niemu.

    W czerwcu 2005 oskarżyciel z Espoo ogłosił, że Nils Gustafsson zostanie oskarżony o popełnienie potrójnego zabójstwa. Z powodu zbyt dużego zainteresowania procesem ze strony mediów sąd zdecydował się na nałożenie limitu na liczbę reprezentantów mediów i opinii publicznej, która będzie miała wstęp na salę rozpraw. Sędzia Mikkola wyjaśnił, że ma to na celu spokojne i rzetelne wyjaśnienie sprawy.

    Proces

    Proces Nilsa Gustafssona rozpoczął się w sierpniu 2005 r. w sądzie okręgowym w Espoo. Gustafsson został ostatecznie oskarżony o popełnienie morderstwa trzeciego stopnia z pełną premedytacją i w bardzo brutalny sposób.

    Oskarżyciele Heli Haapalehto i Tom Ifström stwierdzili, że motywami zbrodni była zazdrość i kłótnia oraz frustracja seksualna młodego Gustafssona – był on zainteresowany Irmeli Björklund, która jednakże odrzuciła jego zaloty (jej obrażenia na skutek ataku były znacznie poważniejsze niż pozostałej dwójki).

    Wg oskarżycieli Gustaffson zasunął wejście do namiotu w którym spały ofiary, wyciął dziury w powłoce i przeciął linki trzymające namiot tak, aby się on złożył, a następnie przy pomocy noża i tępego narzędzia (np. dużego kamienia) zamordował Tuulikki Mäki, Irmeli Björklund i Seppo Boismana. Gdy ofiary były już martwe, Gustafsson upozorował miejsce zbrodni tak, aby wyglądało na to, że morderstwo popełnione zostało przez osobę z zewnątrz, i na samym końcu położył się pomiędzy ciałami w oczekiwaniu na kogoś, kto ich odnajdzie.

    Śledztwo przeprowadzone przez policję wskazuje na to, że ofiary zmarły w dniu 5 czerwca 1960 r. pomiędzy godziną 4 i 6 rano. Policja wywnioskowała, że rany, które Gustafsson otrzymał na skutek ataku nie były tak poważne, jak o tym wcześniej mówiono. Eksperci ocenili, że jego najpoważniejszymi ranami były wstrząśnienie mózgu, złamania szczęki i kości twarzy oraz siniaki na twarzy. Wg. policji rany, które odniósł, nie prowadziłyby do utraty przytomności, a ponadto dziwne wydaje się, że przeżył tak agresywny atak tylko z kilkoma obrażeniami.

    Riitta Leppiniemi i Heikki Uotila, obrońcy Gustafssona, podtrzymują, że ich klient jest niewinny. Stwierdzili, że Gustafsson nie miał motywu, aby zaatakować swojego przyjaciela oraz jego i swoją dziewczynę. Ponadto krytycznie odnieśli się do badań policji przeprowadzonych w latach 60tych: wg. nich miejsce zbrodni nie zostało prawidłowo zabezpieczone, namiot został zabrany zbyt późno a zdjęcia robione na miejscu zbrodni były złej jakości. Obrońcy zauważyli również, że na miejscu zbrodni były ślady krwi i spermy, które nie należały do nikogo z czwórki nastolatków.

    W trakcie procesu Gustafsson był przesłuchiwany przez oskarżycieli, obronę, sędziego i prawnika reprezentującego rodzinę ofiar. Jego odpowiedzi na wszystkie najważniejsze pytania brzmiały zazwyczaj “nie wiem” lub “nie pamiętam”. Przed sądem Gustafsson opowiedział, jak cała czwórka przygotowywała się na wycieczkę i co tego wieczoru robili. Gustafsson twierdzi, że nie było żadnej kłótni i choć obaj z Boismanem zabrali prezerwatywy, zaprzeczył oskarżeniom jakoby próbował dokonać aktu seksualnego z Björklund. Dodatkowo zeznał, że jego stan upojenia alkoholowego nie mógł być większy, niż jego kolegi Boismana.

    22 sierpnia, około godziny 10 rano oskarżony, sędziowie jak i oskarżyciele oraz obrońcy w otoczeniu policji udali się na miejsce zbrodni. Zabrali ze sobą oryginalne rysunki, mapy i fotografie zrobione w 1960 roku. Na miejscu zbrodni towarzyszyło im ok. 100 osób, z czego większość z nich stanowiły media.

    2 dni później wznowiono przesłuchania, w których zeznawała kobieta przebywająca nieopodal miejsca zbrodni. Świadek twierdzi, że przebywała w tym czasie po drugiej stronie zatoczki nad jeziorem razem z koleżanką i dwójką kolegów (jeden z nich znał Gustafssona). W sobotni wieczór grupa Gustafssona przyjechała do nich w odwiedziny i wg. zeznań świadka Gustafsson miał przy sobie butelkę spirytusu oraz kłócił się z Boismanem (świadek miała wrażenie, iż kłótnia dotyczy jednej z dziewcząt). Po ok. godzinie grupa Gustafssona opuściła ich obozowisko, zaś kilka godzin później, około 23.30, z miejsca, w którym rozbity był namiot grupy Gustafssona, dało się słyszeć hałas oraz odjeżdżający motocykl. Rano grupa świadka zauważyła zbiegowisko po drugiej stronie brzegu – gdy tam dotarli, spostrzegli zniszczony namiot oraz karetkę, do której kogoś wnoszono. Na pytanie obrony czemu nikt z nich nie opowiedział tej historii przez 45 lat kobieta zeznała, że zdecydowali pomiędzy sobą, iż nie będą udzielać żadnych informacji jeśli nikt ich o to nie poprosi. Wiarygodność zeznań kobiety może podważać fakt, iż jeden z mężczyzn, który był z nią na kempingu, już nie żyje, a policja nie była w stanie ustalić tożsamości pozostałej dwójki (kobieta twierdzi, że mogła źle zapamiętać ich nazwiska).

    Gustafsson zaprzecza zeznaniom świadka i twierdzi, że nie żadna wizyta nie miała miejsca oraz że nie znał towarzysza kobiety.

    Na początku września do wiadomości publicznej podano sensacyjną wiadomość: wg. NBŚ Gustafsson przyznał się do zbrodni. Śledczy NBŚ, Markku Tuominen, poinformował, że Gustafsson znajdował się w dość nerwowym stanie od momentu, gdy został zaaresztowany, i że rzucił się na łóżko mówiąc: „Co się stało to się stało, to było 15 lat temu”. Tuominen wywnioskował, że Gustafsson nawiązał do swojego współudziału w morderstwie.

    Oświadczenie Tuominena nastąpiło zaraz po artykule w magazynie Alibi, które przeprowadziło wywiad z 40-letnią pielęgniarką twierdzącą, że spotkała Gustafssona ponad 20 lat temu i że wtedy przyznał się on jej do popełnienia zbrodni. Obrona Gustafssona twierdzi, że zeznania kobiety nie są wiarygodne, jednakże kobieta twierdzi, że wg. niej Gustafsson był niemal dumny z tego, że udało mu się uniknąć kary, i że wydawało mu się to śmieszne, że nikt go do tej pory nie podejrzewał.

    Najnowsze wiadomości

    8 września wysłuchano zarzutów końcowych w sprawie przeciwko Nilsowi Gustafssonowi. W swojej przemowie oskarżyciel stwierdził, iż wszystkie dowody wskazują na winę Gustafssona i zażądał dla niego dożywocia, natomiast obrona podtrzymywała, że zabójcą był nieznany napastnik.

    Obie strony w swoich podsumowaniach powiedziały o świadku – kobiecie, która twierdzi, że w czasie całego zdarzenia znajdowała się razem z trójką przyjaciół nieopodal miejsca, w którym dokonano zabójstwa. Opis kobiety wskazujący na to, że Gustafsson był pijany i agresywny, jest wg. oskarżyciela wiarygodny. Tymczasem obrona twierdzi, że zeznania kobiety są trudne do potwierdzenia, jako że jeden z mężczyzn jej towarzyszących już nie żyje, a tożsamość pozostałej dwójki nie mogła zostać określona.

    Wg. obrońcy Gustafssona, Riitty Leppiniemi, oskarżyciele wystąpili z abstrakcyjną teorią, wg. której motywem zabójstwa miała być zazdrość i frustracja seksualna, za co Gustafssona może czekać dożywocie: „Nic w śledztwie policji nie popiera tej zbrodni. Mam nadzieję, że oskarżyciele skupią się na faktach i pozostawią zbyt wybujałą wyobraźnię poza salą sądową”.

    Chociaż obrona podtrzymała niewinność Gustafssona, dodała, iż sama zbrodnia pasuje raczej pod kategorię "nieumyślnego spowodowania śmierci" a nie morderstwa, co oznacza, że przepisy o przedawnieniu wyczerpały się w roku 1980.

    Zakończenie procesu

    07.10.2005 r. Sąd Okręgowy w Espoo ogłosił werdykt – Nils Gustafsson został uznany za niewinnego w procesie dotyczącym morderstwa nad jeziorem Bodom.

    Wg. sądu dowody przedstawione w trakcie procesu przez oskarżycieli okazały się niewystarczające. Sąd podkreślił zasadę domniemania niewinności w przypadkach, w których istnieje choćby odrobina wątpliwości co do winy oskarżonego. Dodatkowo sąd stwierdził, iż zeznania Gustafssona dotyczące luk w pamięci w kwestii wydarzeń w roku 1960 są dość prawdopodobne. Wg. sądu długi czas, który upłynął od momentu zbrodni sprawił, że uzyskanie wiarygodnego obrazu wydarzeń jest dość trudne, a dodatkowo prokurator nie był w stanie ustalić motywu zbrodni.

    Gustaffson nie był obecny przy ogłoszeniu wyroku – dowiedział się o nim w swoim domu w Espoo przez telewizję. Po ogłoszeniu wyroku Gustafsson powiedział swojemu prawnikowi, Riicie Leppiniemi, że odczuwa ulgę i jest szczęśliwy.

    Oskarżyciel Tom Idström nie zdecydował jeszcze, czy wniesie apelację do wyroku. Heikki Lampela, prawnik reprezentujący rodziny ofiar powiedział, że nie był zaskoczony werdyktem, jednakże planuje dokładne przestudiowanie sprawy aby zobaczyć, czy sąd nie popełnił jakiegoś błędu, który będzie mógł być podstawą do odwołania od wyroku.

    #creepy #creepystory #zbrodnia #mordercy #paranormalne #innastronaswiata
    pokaż całość

    źródło: Bodom.jpg

  •  

    Gloomy Sunday - Piosenka która wywołała falę samobójstw a sam autor zabił się skacząc z okna swojego domu w 1968 roku.

    Z wieloma europejskimi utworami muzycznymi łączą się osobliwe opowieści, znacznie bardziej niezwykłe niż te, o których mówią słowa piosenek. Najdziwniejszą jednak historię ma kompozycja zatytułowana "Ponura niedziela."

    Węgierski kompozytor Reszo Seress stworzył ją pewnej deszczowej niedzieli w grudniu 1932 r., w Paryżu. Jego narzeczona zerwała zaręczyny, Seress popadł więc w głęboką depresję. Kiedy rozmyślał o tym, jak przygnębiająca okazała się właśnie ta niedziela jego życia, do głowy przyszła mu smutna nieznana melodia. Nieoczekiwany pomysł wyrwał go z apatii. Napisał piosenkę i nadał jej tytuł "Ponura niedziela." Jej słowa mówiły o tragicznych przeżyciach kochanka. Jego dziewczyna umarła, a on chce popełnić samobójstwo, żeby znów się z nią połączyć.

    Kiedy Seress chciał upowszechnić swoją kompozycję, wydawnictwo odmówiło mu publikacji nut, ponieważ uznano, że "Ponura niedziela" jest zbyt melancholijna. Uważano, że będzie lepiej, jeśli ludzie nigdy jej nie usłyszą. Była to myśl prorocza, ponieważ wkrótce po opublikowaniu w innym wydawnictwie, smutna piosenka zdobyła ponurą sławę. Zaczęto wierzyć, że wywołuje manię samobójczą.

    Pierwszy przypadek zanotowano wiosną 1933 r. Młodzieniec, siedzący w budapeszteńskiej kawiarni poprosił orkiestrę o wykonanie "Ponurej niedzieli." Kiedy orkiestra skończyła grać, poszedł do domu i zastrzelił się. Relacjonując osobliwe dzieje piosenki w The Unknown (maj 1987), Tane Jackson opisuje wiele innych podobnych sytuacji, choć nie podaje żadnych nazwisk ofiar na potwierdzenie jej fatalnej mocy. Podobno wśród ofiar smutnych tonów znalazło się także kilku piosenkarzy, którzy odważyli się włączyć utwór do swojego repertuaru.

    Pewnego dnia zaniepokojeni mieszkańcy domu w Londynie włamali się do mieszkania, z którego dobiegały ich obsesyjne dźwięki "Ponurej niedzieli". Na podłodze leżała właścicielka mieszkania, młoda kobieta, która zmarła z powodu przedawkowania narkotyków, podczas gdy gramofon bez końca odtwarzał płytę z melancholijną piosenką.

    Pod koniec lat trzydziestych wypadków było już tak wiele, że rząd węgierski zabronił publicznego wykonywania "Ponurej niedzieli." Wielu muzyków przyjęło tę decyzję z wielką ulgą, ponieważ obawiali się o swój własny los, ilekroć musieli wykonywać dziwną kompozycję Seressa. Liczne rozgłośnie radiowe, w tym BBC, rozważały zakaz jej emisji. Stacje lokalne w Stanach Zjednoczonych odmawiały jej nadawania. Kilka rodzin samobójców połączyło wysiłki, domagając się całkowitego zakazu jej wykonywania. Ogółem naliczono 200 ofiar melodii.

    Anaelską wersję "Ponurej niedzieli" stworzył Sam Lewis. W 1941 r. piosenkę włączyła do swojego repertuaru i nagrała na płycie Billie Holliday. Wówczas jednak fama utworu zbladła w obliczu dramatycznych wydarzeń historycznych. Druga wojna światowa zbierała krwawe żniwo, a prawdziwe tragedie przysłoniły urojone dramaty. A jednak nawet wtedy zdarzały się wypadki zainspirowane osobliwą melodią.

    Gordon Beck z Salisbury w Wiltshire, lotnik z 76 szwadronu RAF Yeravda, służący w Poonie w Indiach w 1946 r. wspominał niedawno, jak jeden z jego kolegów doznawał uczucia wielkiego smutku, ilekroć słuchał płyty z "Ponurą niedzielą" (w wersji nagranej przez orkiestrę Artiego Shawa i wokalistkę), twierdząc, że nękają go wówczas myśli samobójcze. Beck nie przejmował się zwierzeniami kolegi, ale zrozumiał jego niepokój, kiedy siadł za sterem samolotu. Stwierdził wówczas, że melodia "Ponurej niedzieli" obsesyjnie go prześladuje, mimo huku silnika. Postanowił więc nigdy więcej nie słuchać posępnej piosenki.

    Jak wyjaśnić niezwykły wpływ melodii? Tane Jackson twierdzi, że Seress wyraził swoje własne głębokie uczucie rozpaczy tak sugestywnie, że udzielało się ono słuchaczom jego kompozycji. Ogarnięci smutkiem, postanawiali odebrać sobie życie. Nie jest to tak nieprawdopodobne, jak mogłoby się wydawać. W książce The Secret Power of Musie, David Tame dowodzi, że muzyka miewa niezwykły wpływ na zachowanie ludzi. Może powodować stres i zmianę rytmu uderzeń serca, wpływać na procesy trawienne i metaboliczne, kształtować reakcje emocjonalne i intelektualne.

    W dziejach "Ponurej niedzieli", najbardziej znamienne wydają się losy ludzi, którzy przyczynili się do jej powstania. Jej kompozytor, Reszo Seress popełnił samobójstwo w 1968 r., skacząc z okna. Uprzednio miał wyznać, że już nigdy nie stworzy żadnego przeboju. Dziewczyna, która odtrąciła go przed laty, także popełniła samobójstwo. Obok jej ciała znaleziono kartkę, na której widniały słowa: "ponura niedziela."

    Zła sława otacza także piosenkę "I Dreamt That I Dwelt in Marble Halls" z operetki Rudolfa Frimla The Bohemian Girl. Podobno przynosi ona pecha, każdemu, kto ją usłyszy. Artyści wykonują ją bardzo niechętnie, lękając się złego uroku równie mocno, jak aktorzy szekspirowskiego Makbeta, którego wolą nazywać "dramatem szkockim", nie chcąc wymawiać fatalnej nazwy. Nikt jednak nie wie, w jaki sposób i dlaczego piosenka Frimla zyskała ponurą reputację.

    Można by sądzić, że "Ponura niedziela" i wiele innych kompozycji to dzieła nie tyle świadomości, ile podświadomości. Pewnej nocy włoski kompozytor Giuseppe Tartini śnił, że diabeł gra osobliwą kompozycję na skrzypcach. Kiedy się obudził, zapisał nuty utworu, który słyszał we śnie. Choć uważał, że to, co stworzył na jawie nie dorównuje nocnej wizji, "Diabelski tryl" stał się jego najsłynniejszą kompozycją. W Yesterday and Today Ray Coleman wyjawia, że późnym rankiem 1963 r. Paul Mc Cartney usłyszał we śnie dźwięki piosenki, która wkrótce stała się jednym z największych i najczęściej wykonywanych przebojów na świecie. Z marzenia sennego zrodziło się Yesterday."

    Wiele osób w Anglii i USA popełniło przez nią samobójstwo (tam jest ,że w sumie około 200 osób) i nawet zabroniono jej nadawania.

    Piosenka YouTube

    #creepy #creepystory #muzyka #samobojstwo #paranormalne #innastronaswiata
    pokaż całość

  •  

    The Hands Resist Him - Przeklęte malowidło

    „The Hands Resist Him” to obraz olejny na płótnie autorstwa współczesnego malarza. Trudno go zaklasyfikować do jakiegokolwiek prądu - najbliżej mu chyba do symbolizmu, gdyż odwołuje się do stanów nieświadomości i snu. Głównym elementem obrazu jest postać chłopca, którego autor utożsamia z sobą. Towarzyszy mu lalka o specyficznym, niepokojącym wyrazie twarzy, a na dalszym planie, za oknem widać dłonie. Można odnieść wrażenie, że szyba powstrzymuje coś (kogoś?), co znajduje się na zewnątrz i jednocześnie oddziela światło od ciemności. W oczy rzuca się wyraźny kontrast między obiema stronami drzwi. Pierwszy plan jest w jasnych barwach, na drugim zdecydowanie dominuje czerń. Całość sprawia, że obraz jest dość nietypowy, tajemniczy i budzi niepokój. Jest on przy tym bardzo statyczny, co wywołuje napięcie i wprowadza nastrój oczekiwania.

    Do namalowania obrazu zainspirowała Stonehama idea nieświadomości zbiorowej Carla Gustava Junga. Zdaniem autora ludzie sztuki w pewnym sensie odbierają sygnały w niej zawarte i artykułują je w swojej twórczości, są łącznikami z rzeczywistością. Na obrazie „The Hands Resist Him” występują cztery istotne elementy: chłopiec, lalka, rączki i szyba. Mają one znaczenie symboliczne. Dziecko jest personifikacją osoby autora, a dłonie to inne życia, inni ludzie, których łączy „wspólna, ponadosobowa psyche”. Szyba oznacza przesłonę pomiędzy jawą a snem, natomiast lalka stanowi symbol towarzysza i przewodnika między tymi stanami. Wprowadza ona chłopca-autora w świat archetypów.

    Tytuł „The Hands Resist Him” da się przetłumaczyć jako „dłonie stawiają mu opór”, co może oznaczać, że bezpośrednie poznanie zbiorowej nieświadomości jest dla chłopca niedostępne, gdyż treści w niej zawarte nigdy nie przedostaną się do jaźni. Umożliwia to dopiero przewodnictwo lalki. Z nią dziecko przekracza barierę i wkracza w sen, w którym ujawniają się archetypy.

    Wokół obrazu Stonehama krąży wiele osobliwych historii. Założyciel galerii, w której "The Hands Resist Him" był wystawiany, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach, z życiem pożegnał się również człowiek, który jako pierwszy opisał go w jednym z katalogów. Ludzie, którzy zetknęli się z obrazem mieli zawroty głowy, niektórzy mdleli, wielu z nich widziało postacie z obrazu pojawiające się w ich mieszkaniach, dzieci zaczynały płakać, gdy patrzyły na niego. Wydaje się, że dzieło to powoduje jakiś rodzaj zbiorowej histerii. Pozostaje jednak pytanie, czy jej powodem rzeczywiście są siły nadprzyrodzone, czy może raczej zręczna propaganda i autosugestia…

    Dzieło to zostało wystawione na aukcje (EBay) z ostrzeżeniem od ówczesnych właścicieli. Prosili, aby cenę podbijali jedynie kolekcjonerzy sztuki, ponieważ choć sami nie wierzą w zjawiska paranormalne to uważają, że obraz takie posiada. Obraz odkupili od zbieracza śmieci, który sam go znalazł w pobliżu starego browaru. Byli bardzo zdziwieni, iż w ich mniemaniu wartościowy kolekcjonersko obraz został porzucony w taki sposób.

    Problemy tej rodziny zaczęły się, kiedy ich 4,5 letnia córka zaczęła się skarżyć rodzicom, iż chłopiec w nocy wychodzi z obrazu i w jej pokoju znajdują się inne dzieci walczące ze sobą. Na skargi córki uwagę zwróciła matka, która zmusiła ojca do zainstalowania aparatu z samowyzwalaczem na ruch. Po trzech nocach były zdjęcia, które miedzy innymi przedstawiały chłopca pozornie wychodzącego z obrazu. Rodzina zadecydowała, że obraz musi opuścić dom.

    Podczas aukcji obrazu ewentualni kupcy jak i osoby oglądające przedmiot sprzedaży sygnalizowały złe samopoczucie, natarczywe wizje obrazu podczas snu i na jawie, nagłe odczucia choroby, uczucie niepokoju zagrożenia.

    #sztuka #paranormalne #creepystory #obrazy
    pokaż całość

    +: F...........a, Czisburgers +18 innych
  •  

    Samochód który zabił szesnaście osób. Przyczynił się do wybuchu krwawej wojny. Zniszczyła go dopiero następna wojna - dokonała tego aliancka bomba zrzucona na budynek muzeum, w którym stał.

    Było to luksusowe auto. Spowodowało jednak śmierć mnóstwa ludzi, zanim los w końcu policzył się i z nim. Jasnoczerwony sześcioosobowy kabriolet miał niespełna 320 km przebiegu, kiedy dwie osoby z cesarskiej rodziny zawiózł na spotkanie ze śmiercią. Właściwie został on skonstruowany specjalnie dla tej pary z okazji wizyty w małej bośniackiej miejscowości Sarajewo. Zdarzenie to miało miejsce 28 czerwca 1914 roku. Sytuacja polityczna w Europie w każdej chwili groziła wybuchem wojny. Brakowało tylko iskry. Arcyksiążę Ferdynand i jego żona księżna Hohenburg wsiedli do wspaniałego pojazdu, żeby przejechać ulicami Sarajewa. Nigdy nie dowiedziano się, dlaczego nie kazali zawrócić szoferowi po tym, jak rzucono bombę na ich samochód. Bomba odbiła się od drzwi i potoczyła na ulicę. Wybuch zranił cztery osoby z orszaku jadące konno za samochodem. Upewniwszy się, że ranni otrzymują pomoc, książę z małżonką pojechali dalej.

    Nastąpiło drugie nie wyjaśnione zdarzenie. Szofer, który doskonale znał Sarajewo, pomylił drogę i wjechał w ślepą uliczkę. Z bramy w zaułku wyskoczył młody człowiek i wymachując pistoletem rzucił się na maskę samochodu, strzelając raz po raz do arcyksięcia i księżnej, którzy zginęli, nim osłupiali strażnicy zdążyli powalić zamachowca na ziemię.

    Zamach na parę księżęcą był zapłonem I wojny światowej, którą przypłaciło życiem dwadzieścia milionów ludzi. Po zamachu fatalny czerwony samochód nadal sprowadzał śmierć na tych, którzy do niego wsiedli. W tydzień po wybuchu wojny wybitny dowódca piątego korpusu armii austriackiej generał Potiorek zajął dom gubernatora w Sarajewie; przypadł mu w udziale także czerwony samochód arcy księcia. Nie czekał długo na efekty. Dwadzieścia jeden dni później poniósł klęskę pod Valievo, utracił dowództwo i został odesłany do Wiednia. Wkrótce stał się zrujnowanym wariatem i zmarł w przytułku.

    Czerwony samochód przeszedł w ręce innego Austriaka, byłego podwładnego generała Potiorka. Kapitan wkrótce spotkał się ze swoim fatum. Jadąc z dużą prędkością przejechał i zabił dwóch chorwackich chłopów, wpadł na drzewo i kiedy przybyła pomoc, już nie żył. Był właścicicielem samochodu przez dziewięć dni.

    Po zakończeniu wojny właścicielem samochodu został nowo mianowany gubernator Jugosławii. Doprowadził on wóz do świetnego stanu, lecz miał cztery wypadki w ciągu czterech miesięcy i w ostatnim z nich stracił rękę. Rozkazał więc zniszczyć samochód; jego reputacja była tak zła, że wydawało się, iż nikt nie będzie chciał nim jeździć. Jednak pojawił się nabywca, doktor Srkis, który śmiał się z przekleństwa. Kupił samochód prawie za bezcen. Ponieważ nie mógł znaleźć szofera, postanowił prowadzić auto osobiście. Cieszył się swoim nabytkiem przez sześć miesięcy i coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że przekleństwo ciążące na samochodzie było wytworem ludzkiej wyobraźni. Pewnego ranka samochód znaleziono przy drodze; leżał na dachu, a ciało doktora wyrzucone na zewnątrz było zmasakrowane przez przewracający się pojazd. Wdowie po doktorze udało się sprzedać samochód bogatemu jubilerowi. Używał auta przez rok, a później popełnił samobójstwo. Następnym właścicielem był znowu lekarz. Wkrótce jednak opuścili go pacjenci z obawy przed fatalnym samochodem. Odprzedał go więc szwajcarskiemu kierowcy wyścigowemu, który wy startował nim w wyścigu w Dolomitach, podczas którego samochód wpadł na kamienny mur i kierowca zginął.

    Czerwone auto wróciło do Sarajewa. Nabył je zamożny rolnik, który dał samochód do naprawy i jeździł nim bezpiecznie przez kilka miesięcy. Pewnego dnia samochód stanął na szosie, więc rolnik przywiązał go do furmanki, żeby przyholować do miasta. Ledwo ruszyli, silnik zapalił, samochód odtrącił wóz i konie, przejechał właściciela i stoczył się do rowu na zakręcie. Zniszczony czerwony pojazd kupił Tiber Hirszfeld, mechanik, który naprawił go i pomalował na niebiesko. Nie znajdując nabywcy jeździł nim sam. Pewnego dnia wiózł sześcioro przyjaciół na wesele. Kiedy z dużą prędkością wyprzedzał inny samochód, uderzył w drzewo; Hirszfeld i czterej pasażerowie zginęli w wypadku. Samochód odnowiono z funduszy rządowych i odesłano do muzeum.

    Zabił szesnaście osób. Przyczynił się do wybuchu krwawej wojny. Zniszczyła go dopiero następna wojna - dokonała tego aliancka bomba zrzucona na budynek muzeum, w którym stał.

    #paranormalne #motoryzacja #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #creepystory #historia
    pokaż całość

    źródło: Car.jpg

  •  

    #creepy #creepystory #ciekawehistorie #ciekawostki #okultyzm

    Polecam filmik tego gościa. Potrafi wprowadzić w zaciekawienie. Odwiedzają miejscówkę w której prawdopodobnie odprawiają jakieś rytuały okultystyczne.
    Część 1: https://www.youtube.com/watch?v=DNqMIkIWXTc
    Część 2: https://www.youtube.com/watch?v=xSEIxXmSnNo
    Trailer w załączniku:
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Macie jakieś linki do ciekawych tematów, na temat zniknięc porwan i takich rzeczy, bardzo dających do myślenia, najlepsza rzecz jaką czytałem tutaj to postacie dwóch kobiet, które kilka lat temu poszły do lasu tropikalnego i robiły różne dziwne zdjęcia, pisały notatki, pies od nich uciekł, i dużo dziwnych teorii związane z tym, macie coś podobnego?
    #creepy #creepystory #truestory pokaż całość

  •  

    Kilka lat temu matka i ojciec zdecydowali, że potrzebują chwili odpoczynku; chcieli wyjechać na noc do miasta. Zadzwonili więc po swoją najbardziej zaufaną opiekunkę. Kiedy przyjechała, dwójka dzieci, którymi miała się opiekować, już spała. Opiekunka usiadła obok nich żeby się upewnić, że wszystko w porządku.

    Później tego samego wieczora zaczęła się nudzić i chciała pooglądać telewizję. Ale nie mogła jej oglądać w salonie na dole, bo nie było tam kablówki (rodzice nie chcieli, żeby dzieci marnowały przed telewizorem za dużo czasu). Zadzwoniła do rodziców i spytała, czy może pooglądać telewizję w ich pokoju. Rodzice oczywiście się zgodzili, ale opiekunka miała jeszcze jedną prośbę… Spytała, czy mogłaby zakryć posąg anioła stojący za oknem sypialni jakimś kocem albo chociaż zaciągnąć żaluzje, bo posąg ją niepokoi. Po chwili milczenia ojciec, bo to właśnie on rozmawiał z opiekunką, powiedział: „zabierz dzieci i uciekajcie z domu. Wezwiemy policję. Nie mamy posągu anioła”.

    Policja znalazła ciała opiekunki i dzieci trzy minuty po wezwaniu. Nie znaleziono żadnego posągu.

    #pasta #creepypasta #creepy #creepystory
    pokaż całość

  •  

    Małe #creepystory ode mnie :D. Wydarzyło się to prawie dokładnie rok temu, odwoziłem znajomych po imprezie do domu, wszystko było git, już ostatnią koleżankę zostało tylko odwieźć i na chatę (było coś koło 2 rano). Droga do jej domu prowadziła parę kilometrów przez las, wjechaliśmy do niego, nie gazowałem jakoś strasznie, bo dziki dość często przebiegają ulicę.
    Jedziemy już parę minut, jesteśmy otoczeni przez drzewa, a nagle widzę, że z lasu na środek jezdni wychodzi powoli
    jakiś typo, zatrzymuje się i rozkłada ręce jakby chciał kogoś przytulić (picrel xD). Ja daje po heblach, typiarz cały ubrany na czarno, słabo widoczny- no jakbym go stuknął to pewnie bym zabił.
    Wciskam klakson i czekam aż gość zejdzie, a ten zaczyna iść w naszą stronę takim powolnym, ale zdecydowanym krokiem. Chyba ta pewność siebie mnie najbardziej zaniepokoiła, więc ruszyłem i starałem się go wyminąć, ale zmienił kierunek i znalazł się tuż przed maską, więc znów musiałem stanąć. Znowu zatrąbiłem, on coś krzyknął, ale wiadomo szyby zamknięte, klima- nie było słychać. Gość nagle zerwał się i podbiegł od mojej strony i szarpnął za klamkę i znów krzyknął, tym razem usłyszałem "Wpuść mnie!", bardzo głośne, stanowcze, ale takie dziwnie spokojne (trudno mi to wyjaśnić). Widziałem jego twarzy dosłownie przez chwilę, nie była ani wkurzona, ani przestraszona, ten brak emocji był chyba właśnie najbardziej #creepy . Drzwi oczywiście zamknięte, no bo na frajera nie trafił, a mój Peżot mimo, że nie lubi się za bardzo z elektroniką to zamek centralny jednak działa xD.
    Dosłownie chwile to trwało, bo oczywiście jak gościu zszedł "z maski" to odjechałem z piskiem opon. W lusterku widziałem jak stanął i znów rozłożył ręce xD.
    Jakbym jechał sam to bym się chyba zesrał, koleżanka była mocno przerażona, a ja chłodna twarz, nie peniaj xDD (oczywiście mało nie narobiłem w zbroję). Wracałem inną drogą, trochę na około, ale nie chciałem mieć kolejnego spotkania z tym pojebem xdd. Jechałem tamtędy parę razy po zmroku po tym "zdarzeniu", ale nigdy nic podobnego się nie zdarzyło.
    #truestory #takbylo
    pokaż całość

  •  

    Mirki, co za pojebana akcja. Nie mogłem w nocy spać więc wyszedłem na balkon zapalić. Wokół ciemno, nikogo nie ma na ulicy, gdzieniegdzie palą się światła, wiadomo 4 rano. Dzień, jak co dzień i tej porze. Nagle patrzę, otwierają się drzwi w klatce naprzeciwko. Wychodza 2 dziewczyny chyba naćpane albo pijane. Sam nie wiem. Chodzą w tą i z powrotem robiąc ciągle kici kici lub miau miau. Co jakiś czas krzyczą, jacy to ludzie podli że koty wyrzucają. Kręcą się w tą i z powrotem, zatrzymały się na chwilę pod kontentem, a za chwilę stoją pod drzewem i dalej kici kici patrząc się w górę. Może to jakiś odruch po stracie kota czy coś, bo raczej im nie uciekł. Stoją tak pod tym drzewem, rozmawiają i nagle, jak gdyby nigdy nic, wracają do swojego domu. Jak przechodziły pod lampą to zauważyłem że mają kabanosy w ręce. Wróciłem powoli do mieszkania, zrobiłem sobie kawę i próbuje o tym zapomnieć.

    #heheszki #creepystory #pdk
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Mirki trochę #creepy sytuacja. Codziennie wieczorem przejeżdżam koło domu, który ma włączone ozdoby świąteczne (lampki, sznury itp.).
    Niby nic dziwnego, może ktoś lubi światełka. Problem w tym, że jedyny mieszkaniec zmarł jakiś miesiąc temu, a ozdoby nadal pozostały włączone. Przyznam, że tak trochę dziwne się czuję widząc te światełka.
    #creepystory #truestory

  •  

    Mircy zczajcie jaka #creepy akcja przed chwila. Jest chwila po 3 wiec godzina duchow mocno. Okno z sypialni wychodzi na szkole (chyba gimbaza) i tam we wszystkich oknach ciemno za wyjatkiem jednego. Stoje na fajce na balkonie i tak patrze w to okno a tam jakis czlowiek przeszedl (ʘ‿ʘ) no myslalem ze umre na zawal. Na szczescie mysle ze to sprzataczka albo jakis inny konserwator, ale strachlem srogo... #creepystory #truestory pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Mirki co się odjebało za #creepystory w mojej okolicy to głowa mała. Nie chcę spamować ale historia serio przerażająca i #creepy
    Chłopak rozwoził kolegów po #urodzny do domu i spowodował wypadek w którym 2 z nich zginęło, po nieudanej próbie zatarcia śladów sam popełnił samobójstwo w okolicznym lesie. Dałem #wykop ale i tak tego nikt nie czyta bo przez #zydzi nie można nic wartościowego na wypoku znaleźć.

    https://www.wykop.pl/link/4140033/makabra-w-czerwionce-leszczynach-policja-potwierdza-tozsamosc-zmarlego/
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #creepystory

0:0,0:0,0:0,0:2,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów