•  

    Małe #creepystory ode mnie :D. Wydarzyło się to prawie dokładnie rok temu, odwoziłem znajomych po imprezie do domu, wszystko było git, już ostatnią koleżankę zostało tylko odwieźć i na chatę (było coś koło 2 rano). Droga do jej domu prowadziła parę kilometrów przez las, wjechaliśmy do niego, nie gazowałem jakoś strasznie, bo dziki dość często przebiegają ulicę.
    Jedziemy już parę minut, jesteśmy otoczeni przez drzewa, a nagle widzę, że z lasu na środek jezdni wychodzi powoli
    jakiś typo, zatrzymuje się i rozkłada ręce jakby chciał kogoś przytulić (picrel xD). Ja daje po heblach, typiarz cały ubrany na czarno, słabo widoczny- no jakbym go stuknął to pewnie bym zabił.
    Wciskam klakson i czekam aż gość zejdzie, a ten zaczyna iść w naszą stronę takim powolnym, ale zdecydowanym krokiem. Chyba ta pewność siebie mnie najbardziej zaniepokoiła, więc ruszyłem i starałem się go wyminąć, ale zmienił kierunek i znalazł się tuż przed maską, więc znów musiałem stanąć. Znowu zatrąbiłem, on coś krzyknął, ale wiadomo szyby zamknięte, klima- nie było słychać. Gość nagle zerwał się i podbiegł od mojej strony i szarpnął za klamkę i znów krzyknął, tym razem usłyszałem "Wpuść mnie!", bardzo głośne, stanowcze, ale takie dziwnie spokojne (trudno mi to wyjaśnić). Widziałem jego twarzy dosłownie przez chwilę, nie była ani wkurzona, ani przestraszona, ten brak emocji był chyba właśnie najbardziej #creepy . Drzwi oczywiście zamknięte, no bo na frajera nie trafił, a mój Peżot mimo, że nie lubi się za bardzo z elektroniką to zamek centralny jednak działa xD.
    Dosłownie chwile to trwało, bo oczywiście jak gościu zszedł "z maski" to odjechałem z piskiem opon. W lusterku widziałem jak stanął i znów rozłożył ręce xD.
    Jakbym jechał sam to bym się chyba zesrał, koleżanka była mocno przerażona, a ja chłodna twarz, nie peniaj xDD (oczywiście mało nie narobiłem w zbroję). Wracałem inną drogą, trochę na około, ale nie chciałem mieć kolejnego spotkania z tym pojebem xdd. Jechałem tamtędy parę razy po zmroku po tym "zdarzeniu", ale nigdy nic podobnego się nie zdarzyło.
    #truestory #takbylo
    pokaż całość

  •  

    Mirki, co za pojebana akcja. Nie mogłem w nocy spać więc wyszedłem na balkon zapalić. Wokół ciemno, nikogo nie ma na ulicy, gdzieniegdzie palą się światła, wiadomo 4 rano. Dzień, jak co dzień i tej porze. Nagle patrzę, otwierają się drzwi w klatce naprzeciwko. Wychodza 2 dziewczyny chyba naćpane albo pijane. Sam nie wiem. Chodzą w tą i z powrotem robiąc ciągle kici kici lub miau miau. Co jakiś czas krzyczą, jacy to ludzie podli że koty wyrzucają. Kręcą się w tą i z powrotem, zatrzymały się na chwilę pod kontentem, a za chwilę stoją pod drzewem i dalej kici kici patrząc się w górę. Może to jakiś odruch po stracie kota czy coś, bo raczej im nie uciekł. Stoją tak pod tym drzewem, rozmawiają i nagle, jak gdyby nigdy nic, wracają do swojego domu. Jak przechodziły pod lampą to zauważyłem że mają kabanosy w ręce. Wróciłem powoli do mieszkania, zrobiłem sobie kawę i próbuje o tym zapomnieć.

    #heheszki #creepystory #pdk
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Mirki trochę #creepy sytuacja. Codziennie wieczorem przejeżdżam koło domu, który ma włączone ozdoby świąteczne (lampki, sznury itp.).
    Niby nic dziwnego, może ktoś lubi światełka. Problem w tym, że jedyny mieszkaniec zmarł jakiś miesiąc temu, a ozdoby nadal pozostały włączone. Przyznam, że tak trochę dziwne się czuję widząc te światełka.
    #creepystory #truestory

  •  

    Mircy zczajcie jaka #creepy akcja przed chwila. Jest chwila po 3 wiec godzina duchow mocno. Okno z sypialni wychodzi na szkole (chyba gimbaza) i tam we wszystkich oknach ciemno za wyjatkiem jednego. Stoje na fajce na balkonie i tak patrze w to okno a tam jakis czlowiek przeszedl (ʘ‿ʘ) no myslalem ze umre na zawal. Na szczescie mysle ze to sprzataczka albo jakis inny konserwator, ale strachlem srogo... #creepystory #truestory pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Mirki co się odjebało za #creepystory w mojej okolicy to głowa mała. Nie chcę spamować ale historia serio przerażająca i #creepy
    Chłopak rozwoził kolegów po #urodzny do domu i spowodował wypadek w którym 2 z nich zginęło, po nieudanej próbie zatarcia śladów sam popełnił samobójstwo w okolicznym lesie. Dałem #wykop ale i tak tego nikt nie czyta bo przez #zydzi nie można nic wartościowego na wypoku znaleźć.

    https://www.wykop.pl/link/4140033/makabra-w-czerwionce-leszczynach-policja-potwierdza-tozsamosc-zmarlego/
    pokaż całość

  •  

    Wychodząc w nocy do kuchni taki troche #creepy widok

    #creepystory

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: creepy.jpg

  •  

    Byłam operatorką telefonu zaufania. Tłumaczenie z Reddita - wersja poprawiona. #creepystory #truestory

    [Wszystkie imiona zostały zmienione z wiadomych powodów]

    Możecie być zaskoczeni, jak wiele mamy telefonów niezwiązanych z samobójstwem.

    Czasami dzwonią ludzie samotni, smutni, trwający w toksycznych związkach, lub przez innych dręczeni.
    Zdarzają się też żartownisie, jak i naprawdę drastyczne przypadki.
    Jako operator, nawet jeśli dzwoni jakiś świr, to nie mogę być szczera i mu powiedzieć, że
    nikt nie chce słyszeć o jego fetyszach. Przez lata wolontariatu jako operator telefonu zaufania,
    zdarzały się telefony, które bardzo silnie na mnie wpłynęły, lub sprawiały, że byłam mocno
    zdezorientowana.

    Jednym z najbardziej kłopotliwych incydentów był telefon od dziewczyny imieniem Kelly.

    Byłam w pracy jeszcze nowa, gdy Kelly zadzwoniła po raz pierwszy. Sprawa Kelly była
    czymś innym, od tego, do czego już przywykłam (na przykład do żartów, rzeczywistych chęci
    samobójczych, dziwaków, itp).
    Zadzwoniła prosząc o radę w sprawie swojej najlepszej przyjaciółki.

    Kelly: "Dz-dzień dobry, mam na imię Kelly. Czy możesz mi pomóc?"

    Ja: "Oczywiście, jesteśmy tu po to, by pomagać"

    Kelly: "Myślę, że moja przyjaciółka chce popełnić samobójstwo"

    Ja: "Dlaczego tak uważasz?"

    Kelly: "Ona.. ona raz mi powiedziała, że w domu nie czuje się szczęśliwa, a w szkole często
    też wydaje jest smutna. Ale czasami... czasami wspomina o samobójstwie. Chciałabym jej pomóc,
    ale nie wiem co mam robić... Nie chcę by popełniła samobójstwo, jest moją najlepszą przyjaciółką."

    Kelly mówiła szybko, słychać było, że jest zdenerwowana.

    Ja: "Ok, Kelly - mogę ci mówić Kelly?"

    Kelly: "Tak, tak"

    Ja: "Ok Kelly, nie wyciągajmy pochopnych wniosków. Czy twoja przyjaciółka zachowuje się dziwnie?
    Inaczej niż zwykle?"

    Kelly: "Hmm. Zaczęła mnie unikać. Zaczęła unikać wszystkich. Nie odbiera moich telefonów,
    nie odpowiada na moje wiadomości, ani kogokolwiek innego. Tak jakby poza szkołą nie istniała.
    Opuściła klub artystyczny, który uwielbiała. Martwię się, bo nigdy w taki sposób się nie zachowywała
    - całkowicie się w sobie zamknęła."

    Ja: "Próbowałaś z nią o tym porozmawiać?"

    Kelly: "Nie... Boje się, że oddali się jeszcze bardziej, lub mnie znienawidzi."

    Ja: "Miałaby cię znienawidzić, skoro się tylko o nią martwisz?"

    Kelly: "Chyba nie, masz rację. Tylko w jaki sposób poruszyć ten temat?"

    Ja: "Pamiętaj, że prawdopodobnie twoja przyjaciółka również może się bać,
    że zostanie przez ciebie znienawidzona, lub odrzucona."

    Kelly: "Ok, rozumiem. Myślę, że wiem jak z nią o tym porozmawiać. Dziękuję.
    Myślę, że potrzebowałam kogoś, kto rozwieje moje wątpliwości."

    Ja: "Nie ma problemu. Powodzenia z twoją przyjaciółką."

    Kelly: "Poczekaj. Mogę spytać o twoje imię, jeśli chciałabym porozmawiać ponownie?"

    Ja: "Przeważnie nie wolno nam tego robić, ale jeśli zadzwonisz jeszcze raz, to spytaj o Robbie."

    Kelly: "Ok, dziękuję. Miłego dnia!"

    To był pierwszy telefon od Kelly. Byłam z siebie dumna, że się komuś przydałam, ale o
    rozmowie szybko zapomniałam, odbierając kolejne połączenia. Miesiąc minął normalnie, aż
    Kelly zadzwoniła ponownie.
    Akurat byłam na przerwie, gdy przyszła inna wolontariuszka - Anne, podbiegła do mnie mówiąc
    że mam pilny telefon, a ta osoba nie chciała rozmawiać z nikim innym poza mną.
    Osoba imieniem Kelly.

    Ja: "Kelly? To ja, Robbie. Coś się stało?"

    Słychać było stłumiony dźwięk, który brzmiał jak wrzask.

    Kelly: "M-moja Przyjaciółka! Grozi że skoczy! Ja.. (szloch) Ja nie wiem co mam robić!"

    Byłam zaskoczona. Chwilę mi zajęło, by przetworzyć to, co się dzieje.
    Starałam się nie zwariować. Nie mogłam pozwolić, by Kelly straciła swoją najlepszą przyjaciółkę.

    Ja: "Kelly, Kelly! Spróbuj się uspokoić - weź głęboki oddech. Musimy mieć czysty umysł, by
    pomóc twojej przyjaciółke, dobrze?"

    Kelly: "Tak, (głęboki oddech) zadzwoniłam już na policję, są w drodze... Przepraszam, po prostu
    kogoś potrzebuję. Kogokolwiek. Powiedzieli, bym próbowała ją zająć i powstrzymać przed skokiem...
    Ale ja.. ja"

    Ja: "W porządku. Jestem tu dla ciebie, ok?"

    Nastąpiła dłuższa chwila ciszy, przerywana stłumionymi wrzaskami.

    Kelly: "Przepraszam, przepraszam! (szloch)"

    Ja: "Kelly? Jesteś tam nadal?"

    Nie było odpowiedzi. Tylko głośne trzeszczenie wiatru.

    Kelly: "NIE! BRI! PROSZĘ! NIE ODCHODŹ!"

    Ja: "Kelly?!"

    Kelly: "PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM ŻE MNIE TAM NIE BYŁO! BRI! BŁAGAM CIĘ! Nie zostawiaj... nie zostawiaj mnie!"

    Kelly krzyczała z całej siły. Telefon wypełnił się jej płaczem i łamiącym się głosem.
    Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale się nie udało. Wszystko co mogłam zrobić, to siedzieć
    i słuchać - płacząc.

    Obcy głos: "Proszę pani!"

    Połączenie zostało przerwane. Ostatnią rzeczą jaką usłyszałam było to, co miałam nadzieję,
    mogło być policją, lub zaalarmowanym sytuacją przechodniem. Wybuchnąłam płaczem, a gdy tylko
    odzyskałam zmysły, pulsujące w piersi odrętwienie zamieniło się w poczucie winy i żalu.
    Kręciło mi się w głowie i źle się czułam. Stwierdziłam, że na dziś wystarczy i pracę
    skończyłam wcześniej. Inni pracownicy bardzo wyrozumiale zaakceptowali moje wcześniejsze wyjście.

    Przez resztą dnia próbowałam się uspokoić. Powtarzałam sobie, że nic więcej zrobić nie mogłam.

    Następnego dnia nie było lepiej. To był naprawdę cud, że rano mogłam się obudzić.
    Moje oczy były spuchnięte, poduszka poplamiona łzami, a włosy przypominały gniazdo ptaka.
    Niewielka nadzieja na to, że Kelly i jej przyjaciółka są żywe i bezpieczne, dawała mi siłę,
    by wrócić do pracy tego wyczerpującego poranka.

    Minęło kilka tygodni, ale incydent był wciąż świeży. Udało mi się zaakceptować to,
    co się wydarzyło i choć nadal bolało myślenie o tym, to traumatyczne doświadczenie sprawiło,
    że pracowałam ciężej. To była przecież moja pierwsza śmierć - która sprawiła, że chciałam się
    bardziej starać, aby nie dopuścić do tego ponownie.

    Nie, nie próbowałam się dowiedzieć czegokolwiek na jej temat - nigdy nie wspomniała gdzie mieszka.
    Zamiast tego, wpadłam na Kelly w kawiarni.

    Właśnie skończyłam zamawiać kawę, gdy podeszła do mnie młoda dziewczyna.

    Miała długie, falujące jasnobrązowe włosy, zapięte w wysoki kucyk, piegi na jej pełnej nadziei
    twarzy i duże ciemne oczy, które sprawiały, że wyglądała, jakby była w ciągłym szoku.
    Wyglądała na piętnaście lat. Nie rozpoznałam jej.

    "Przepraszam, czy masz na imię Robbie?"

    Skinąłam głową. "Tak, jestem Robbie. Przepraszam, ale.. czy my się znamy?"

    "To ja, Kelly." Powiedziała.

    "O mój boże! Co z twoją przyjaciółką? Czy ona..."

    "Bri? Teraz jest w porządku... Naprawdę nie pamiętam co się stało.
    Policjanci, którzy mi pomogli, powiedzieli, że zemdlałem i że... - zamilkła na chwilę -
    jakby coś sobie przypomniała."

    "W każdym razie dzięki bogu. Rozpoznałam twój głos, ale bałam się, że to nie ty. Jesteś tu z kimś?"

    Pokręciłem głową. "Nie, wpadłam tylko na kawę. Nie mam na dziś żadnych planów. A co z tobą?"

    Skinęła głową w stronę małego stolika dla dwojga, na tyłach kawiarni.
    "Jestem tutaj z Bri, już jej lepiej. Rodzice chodzą z nią na terapię. Poznam was ze sobą!"

    Uśmiechnąłam się, "z chęcią."

    Zaprowadziła mnie do małego stolika dla dwojga i podeszła do jednego z pustych krzeseł.

    "Brianna, poznaj Robbie, to ona mi pomogła. To jest Brianna Rose, moja najlepsza przyjaciółka."

    Stałam tam zszokowana. Mówiła do pustego krzesła. Do pustego krzesła.

    Brianna Rose...

    Gdzie ja to wcześniej słyszałam?

    BRIANNA ROSE, NIECH SPOCZYWA W SPOKOJU 17/9/12

    Tabliczka informacyjna o dziewczynie, która popełniła samobójstwo przemknąła mi przez myśl.
    Mijałam ją co jakiś czas, będąc w innej części miasta.

    Przeraziło mnie to, że Brianna Rose zmarła dwa miesiące przed pierwszym telefonem Kelly.

    Źródło: https://www.reddit.com/r/nosleep/comments/7rjtjp/i_used_to_work_at_a_suicide_hotline/
    pokaż całość

  •  

    Śniło mi się że oglądałem pomnik jakiegoś Bogusławskiego w jakimś mieście. Po obudzeniu wyszukałem go w google i okazało się że wygląda tak samo jak we śnie. Nie byłem w Warszawie, nigdy go na oczy nie widziałem i nie wiem kto to był Wojciech Bogusławski.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_Bogusławski
    wolnomularz xD

    #creepystory #sny #warszawa
    pokaż całość

  •  

    Opowiem wam mega historie, kiedyś kiedy byłem małym chłopczykiem, taki gościu do mnie przyszedł i dał mi jabłko wpierdoliłem je i co się okazało że ten gościu to był mój tata i jak zjadłem to jabłko to nic mi się nie stało pierdolone zwyrole.
    #creepystory #takbylo #heheszki #opowiescizpsychiatryka

    •  

      @goly8622: ja kiedys pojechalem z rodzinką sliwki zbierac u jakiejs baby w sadzie a potem mi powiedxeli ze to moja babcia byla xd

    •  

      @sczupaq: hahaha( ͡° ʖ̯ ͡°)( ͡º ͜ʖ͡º)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)(⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)(╥﹏╥)(╯︵╰,)(ʘ‿ʘ)(。◕‿‿◕。)ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗᕦ(òóˇ)ᕤᄽὁȍ ̪ őὀᄿ(⌒(oo)⌒)ᶘᵒᴥᵒᶅʕ•ᴥ•ʔ(✌ ゚ ∀ ゚)☞( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■(⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)¯\_(ツ)_/¯(・へ・)( ಠಠ)( ͡~ ͜ʖ ͡°)(╯°□°)╯︵ ┻━┻(ꖘ⏏ꖘ)(ง✿﹏✿)ง(づ•﹏•)づ乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ乁(⫑ᴥ⫒)ㄏヽ( ͠°෴ °)ノ( ̄෴ ̄)(ⴲ﹏ⴲ)/(ಠ‸ಠ)(╭☞σ ͜ʖσ)╭☞( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚(-‸ლ)XD(งⱺ ͟ل͜ⱺ)งᕙ(✿ ͟ʖ✿)ᕗヽ(☼ᨓ☼)ノ( ಠಠ)(ง ͠° ͟ل͜ ͡°)ง└[⚆ᴥ⚆]┘(ꖘ‸ꖘ)

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Kiedyś jak miałem z 16lat podczas jednej z zimowych nocek przy homm jedynka po rozpracowaniu ostatniego zamku barbarzyńców wyłączyłem kompa i udałem się do okna w celu spalenia ostatniej fajki czerwonych Jan III Sobieskich.

    Mieszkałem na 3 piętrze w bloku a z mojego pokoju okno wychodziło na taki deptak ze sklepami po drugiej stronie i pasem zieleni po środku.

    .. Śniegu najebało i nadal pada.. Wychylam się na zewnątrz... Patrzę a na tym deptaku stoi jakiś koleś w czapce i się centralnie na mnie gapi. Pale szluga I się gapie na typa.. Tak z 4 w nocy była.. Nikogo oprócz niego w obrębie wzroku.
    I nagle coś mną tknęło... Coś nie pasowało ... Cała akcja trwała może z 5 sekund. Po drugim buchu wyrzuciłem fajkę, zamknąłem okno.
    Tej nocy już nie spałem, nie patrzyłem na zewnątrz ale czułem że tam jest.
    Wiecie co mnie najbardziej wystraszyło w całej sytuacji?
    Nie było śladów na śniegu jak go zobaczyłem. Swiezy śnieg... Musiał tam stać i się patrzyć w moje okno zanim wystawiłem łeb na fajkę.
    Do dziś mnie ta historia nurtuje

    #truestory #creepystory #tagujenanocnej
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Zainspirowany postem o #utopia klikam sobie w jakiś plik i to widzę.... ;)

    #teoriespiskowe #creepystory

    źródło: capatcha.jpg

  •  

    Ja pierdole, Mirki. Co za akcja.
    Ja, mój różowy i zaprzyjaźniona para pojechaliśmy do czeskiej Pragi.
    Zatrzymaliśmy się w hotelu z #bookingcom
    Był to taki hotel w cichej uliczce. Kilkanaście + apartamentów, dziewczyna która tego wszystkiego pilnuje miała swoją recepcję (jest w pracy gdzieś do 15.00) i to wszystko.
    Wzięliśmy sobie apartament dwupokojowy z kuchnią i łazienką.
    Wracamy wczoraj ze zwiedzania i między znajomymi wywiązuje się dialog:
    - Kuba, kiedy zdążyłeś zrobić taki burdel? Ja pierdole!
    - Przecież wychodziliśmy razem, nie wymyślaj.

    Temat ucichł, po paru minutach kumpel szuka laptopa. Mówię, że nie widziałem i śmieszkuję do różowego, że ale porządeczek zrobiła sobie na komodzie w kosmetykach, po czym... szukam laptopa...
    Przez kilka minut nie mogłem uwierzyć, że ktoś wbił do naszego pokoju w środku dnia i wyniósł nasze rzeczy.
    Od razu telefon do laski z recepcji. Mówi, że wsiada w samochód i jedzie. W drodze zadzwoniła ma policję. Zanim niebiescy dotarli przejrzelismy monitoring.
    Okradła nas jakąś kobieta. Na nagraniach widać, jak kręci się pod hotelem i obserwuje okno recepcji. Weszła do budynku dziewięć minut po wyjściu tamtej dziewczyny. Na innym ujęciu widać, że próbowała otworzyć drzwi na dziedzińcu do drugiego skrzydła, ale tam było chyba zbyt przypałowo, więc wróciła i zeszła ma dół (pokój mieliśmy na - 1). Tam niestety nie było kamer. Weszła do pierwszego pokoju, wzięła mój 40l plecak, torbę różowego i zaczęła pakować fanty. Oprócz elektroniki wzięła mnóstwo dziwnych rzeczy:

    - dwa lapki + myszki i zasilacze
    - telefon służbowy kumpla
    - wszystkie ładowarki do telefonów
    - masę ciuchów, nawet brudną bieliznę nas wszystkich
    - kosmetyczki z trymerami i kosmetykami dziewczyn
    - czekolady z lodówki
    - stary, brudny, plastikowy dozownik do mydła
    - dokumenty i karty - tych, którzy zostawili w pokoju

    Hotel był podobno ubezpieczony. Zrobiliśmy listę zaginionych rzeczy wraz z ich szacowaną wartością. Moich strat wyszło 550€.
    Mieliście już do czynienia z takim #ubezpieczenia ?
    Zastanawiam się, czy uda się odzyskać całą kwotę (albo w ogóle jakąkolwiek).

    Eh, trzeba szukać lapka. A miał być projektor po nowym roku ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #praga #czechy dla mnie trochę #creepystory
    #kradno #zlodzieje
    pokaż całość

  •  

    36,400,000. To jest liczba inteligentnych cywilizacji, których możemy się spodziewać w naszej galaktyce- według słynnego równania Drake’a. Od ostatnich 78 lat wysyłamy w kosmos wszystko, co jest związane z naszą cywilizacją- nasze radio, naszą telewizję, naszą historię, nasze największe odkrycia. Wykrzykujemy swoją obecność co sił w płucach, zastanawiając się, czy jesteśmy sami we wszechświecie. 36 milionów potencjalnych cywilizacji, prawie wiek nasłuchiwań i nic. Jesteśmy jedyni.

    Tak mi się wydawało jeszcze około 5 minut temu.

    Transmisja pojawiła się na każdej na każdej częstotliwości, którą nasłuchiwałem. Od razy wiedziałem, że taki sygnał nie pojawia się naturalnie- musiał zostać wytworzony sztucznie. Pojawiał się i znikał ze stałą amplitudą; szybko zrozumiałem, że to musi być swego rodzaju kod dwójkowy. Zmierzyłem 1679 impulsów na minutę podczas transmisji. Zaraz po tym nastała cisza.

    Początkowo te liczby nie miały dla mnie żadnego sensu. Wydawały się być pomieszanymi, nic nie znaczącymi zakłóceniami. Jednak sygnał był tak idealnie stały i pojawił się na częstotliwościach, na których do tej pory nie zarejestrowaliśmy żadnej aktywności. Jeszcze raz przyjrzałem się zarejestrowanej przeze mnie transmisji, serce załomotało mi w piersi. 1679 bitów- to dokładna długość wiadomości nazwanej Arecibo, która została wysłana przez ludzkość 40 lat temu. Szybko zacząłem ustawiać częstotliwość i już po odczytaniu połowy informacji moje nadzieje się potwierdziły- to była dokładnie ta sama wiadomość. Liczby od 1 do 10 w zapisie dwójkowym. Liczby atomowe podstawowych pierwiastków z których zbudowane są związki organiczne: wodór, węgiel, azot, tlen i fosfor. Składniki kwasu DNA. Ktoś nas usłyszał i chciał nam odpowiedzieć, że gdzieś tam jest.

    Wtedy do mnie dotarło, że skoro ta wiadomość została nadana 40 lat temu, to życie musi się znajdować najdalej 20 lat świetlnych od nas. To możliwe, obca cywilizacja tak blisko, że można by się z nią kontaktować? To przecież zrewolucjonizowałoby wszystkie dziedziny, w których kiedykolwiek miałem okazję pracować: astrofizykę, astrobiologię, astro...

    Sygnał znów się pojawił.

    Tym razem wolniejszy, jakby bardziej przemyślany. Trwał przez około 5 minut, z nową liczbą bitów, pojawiających się jeden po drugim. Chociaż komputer rejestrował wiadomość, ja też zacząłem ją notować na kartce. 0101 0101... Od razu wiedziałem, że to nie jest ta sama informacja, co przedtem. Miałem gonitwę myśli, umierałem z ciekawości co też mogą zawierać te numery. Transmisja zakończyła się na 248 bitach, zdecydowanie za mało żeby zawierać jakąś znaczącą wiadomość. Co można przesyłać innej, obcej cywilizacji w zaledwie 248 bitach? Na komputerze tak mały plik ograniczałby się tylko do... tekstu.

    Może tak być? Naprawdę obca cywilizacja wysyła do nas wiadomość w naszym własnym języku? Kiedy zacząłem się nad tym zastawiać, uświadomiłem sobie, że to nie było całkiem niemożliwe- przecież przez ponad 70 lat nadaliśmy mnóstwo informacji w całkiem sporej liczbie języków. Zacząłem odszyfrowywać wiadomość pierwszym kodem, który przyszedł mi do głowy: ASCII. 0101 0101. To będzie U... 0100 0011 to C...

    Kiedy skończyłem odszyfrowywanie, poczułem jak żołądek podchodzi mi do gardła. Słowa leżące przede mną wyjaśniały wszystko:
    „UCISZCIE SIĘ, BO INACZEJ WAS USŁYSZĄ”

    #creepypasta #creepystory #pasta
    pokaż całość

  •  

    Mircy jaka bania. #creepy #creepystory to za malo. Chyba wyprowadzam sie z domu. Zegarek w kuchni zatrzymal sie wczoraj na: 02:31 (chyba baterie padly). Jak zsumujemy cyfry to wyjdzie nam 6. Jak dodamy do tego cyfry z roku ktory trwa obecnie czyli 2017 to wyjdzie nam 16. Zegarek zatrzymal sie wlasnie 16 dnia grudnia... Kobicie nie mowie bo wpadnie w paranoje chociaz chyba ja sam juz sie boje i nie wiem co robic. Jakies rady? pokaż całość

  •  

    23:30 dzwoni domofon. Za pierwszym razem myślałem że mi się to tylko sniło. Dzwoni drugi raz. Schodzę na dół. Patrzę przez okno-policja.
    -Tak słucham?

    -Może pan syjść?
    -A o co chodzi?

    -Proszę wyjść to powiemy. Serce wali. Myślę, po mnie przyjechali. Pakować szczoteczkę? Kupiłem przedwczoraj piękny AK 47, 1951r. magazynowy stan, sprowadzony gdzieś z Serbii. Jeszcze nie zarejestrowany. Myślę, że może lewy... Sztuma czeka. Pożegnam rodzinkę bo zanim się wyjaśni to pewnie z miesiąc mnie potrzymają. Ubrałem się, wziąłem dokumenty i idę. Serce wali. Może to nie lewy karabinek tylko lewy policjant. Zaraz kosę dostanę a oni wejdą po fanty. Słucham.
    -O co chodzi?
    -Dostaliśmy zgłoszenie o zagrożeniu życia, pana ulica ale nie podano nr. Ktoś dzwonił że żona nie żyje, podał ulicę i się rozłączył.
    Sprawdzamy wszystkich. Zna pan tu jakieś osoby starsze.
    -Nie bardzo.
    To ślepa ulica. 20 identycznych domów. Żadnego światła. Tylko mój dom oświetlony. Dalej jak w piekle.
    Pogadaliśmy, pojechali dalej. Ledwo usnąłem. Ktoś żonę zarąbał? Na mojej ulicy?
    Ranek
    Pogadałem z sąsiadem obaj WTF. Jak odjeżdzał to podjechała kobieta w czarnym mercedesie dostawczym. -dzień dobry, pan tu mieszka. Była u pana policja w nocy?
    - Tak, o co chodzi?
    - Wie pan, to ja to zgłoszenie zrobiłam. Mam zakład pogrzebowy. W nocy zadzwonił mężczyzna. Dyszał. Ledwo mówił. Z głosu osoba starsza. Powiedział, że żona nie żyje. Jego bardzo boli w piersiach, podał miasto i ulice po czym upuścił telefon i się rozłączył. Wezwałam policję ale oni wciąż sprawdzają. Ja całą noc nie spałam. Dziś jeżdzę tu po domach, pytam, bo ten człowiek może tam leżeć, potrzebować pomocy.
    Ujowa noc.
    #creepystory #truestory #takbylo troche #bron

    pokaż spoiler Rano co te pędy zarejestrować kałacha! Udało się.
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    W 2006 roku zobaczyłem na ulicy młodą dziewczynę, na której widok poraził mnie ten słynny piorun. Wystalkowałem ją na gronie, potem przez kolejne lata stalkowałem na Naszej Klasie i Facebooku. Wiem gdzie mieszka, do jakich szkół chodziła. Przez te wszystkie lata ściągałem jej zdjęcia i mam je do dzisiaj. Tych najstarszych pewnie ona sama juz nawet nie ma. Ona ma teraz 24 lata a ja nigdy do niej nie miałem odwagi napisać. Właśnie po kilku miesiącach znowu wszedłem na jej profil i zobaczyłem, że ma nowego chłopaka. Z poprzednim była od początku liceum. Zrobiło mi się z tego powodu przykro, mimo że ona przecież nawet nie wie, że ja istnieję xD Chyba jestem nienormalny.

    pokaż spoiler Karolina, kocham Cię


    #przegryw #stulejacontent #creepystory #tfwnogf

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: akado
    pokaż całość

  •  

    Jako że za oknem pizga,w górach wieje halny i ogólnie nadeszła zima łapcie klasyka:

    Kiedy twój Jeep stacza się leniwie z górskiej drogi i uderza w zaspę śnieżną, nie martwisz się w pierwszej chwili o zimno. Pierwsze co przychodzi ci do głowy, to to, że właśnie wygiąłeś sobie zderzak. Druga myśl - zapomniałeś łopaty. Następnie uświadamiasz sobie, że prawdopodobnie spóźnisz się na kolację. Przyjaciele spodziewają się ciebie około 8 - narty w świetle księżyca, kolacja, sauna - przecież nic nie może ci w tym przeszkodzić.

    Kiedy wyjeżdżałeś z miasta, ledwo zauważyłeś wskazanie termometru w centrum miasta -27 stopni C o 6:36. Prognoza w radio ostrzegała przed masami arktycznego powietrza w tym regionie. Człowiek, któremu płaciłeś na stacji benzynowej, potrząsnął głową i oznajmił, że na twoim miejscu nigdzie by się nie ruszał. Uśmiechnąłeś się. Odrobina zimna przecież nie zaszkodzi komuś z ciepłym futrem oraz autem z napędem na 4 koła.

    Ale teraz jesteś uwięziony. Próbujesz jakoś wyjechać, jednak ciągle samochód ciągle się ślizga. Opony ryczą na śliskim lodzie, a światła tańczą na zamarzniętych jodłach wzdłuż drogi. Zaciągasz ręczny, otwierasz drzwi i opuszczasz swoją nagrzane wnętrze samochodu. Zimno uderza cię po twarzy, wyciska łzy z oczu.

    Sprawdzasz godzinę - jest 7:18. Wyciągasz mapę - cienka linia wije się w kierunku narysowanego ołówkiem kwadratu, oznaczającego punkt spotkania.

    Powietrze opuszcza twoje płuca w krótkich, zmrożonych wyziewach. Twój jeep stoi niezabezpieczony w zaspie niczym pusta skorupa żółwia. Myślisz o ognisku, saunie oraz o ciepłym jedzeniu i o winie. Patrzysz jeszcze raz na mapę. To jakieś 5 czy 6 mil od zaznaczonego punktu. Zaraz, przecież taką odległość przebiegałeś każdego dnia przed śniadaniem. Założysz tylko narty. Co za problem.

    Nie ma dokładnej temperatury twojego ciała, przy której orgranizm poddaje się z zimna. W Dachau, w łaźniach (zanurzeniowych) z zimną wodą, nazistowcy lekarze obliczyli, że śmierć przychodzi przy temperaturze ciała 25 stopni. Jednakże najniższa zanotowana temperatura u dorosłego, który uszedł z życiem to 16 stopni C. W przypadku dziecka jest ona jeszcze niższa: w 1994 roku, 2 letnia dziewczynka spacerowała sobie podczas -40 stopniowej nocy. Odnaleziono ją niedaleko drzwi wejściowych o poranku, zmarzniętą do szpiku kości. Temperatura jej ciała wynosiła 14 stopni C. Przeżyła.

    Inni mieli niestety mniej szczęścia, nawet w bardziej sprzyjających warunkach. Podczas jednej z najgorszych pogodowych katastrof jakie nawiedziły Europę, w 1964r, podczas zawodów biegowych przy mocnym wietrze, angielskim deszczu, pośród wrzosowisk 3 zawodników umarło z powodu hipotermii, mimo, iż temperatura otoczenia nie spadła poniżej 7 stopni C.

    Mimo tej całej wiedzy jaką posiadają naukowcy i statystycy na temat procesów marznięcia i jej fizjologii, nikt nie potrafi dokładnie przewidzieć jak szybko i kogo dopadnie hipotermia oraz czy zabije. Zimno, ciągle pozostaje tajemnicą, bardziej skłonnym atakować kobiety niż mężczyzn, częściej śmiertelnym w przypadku szczupłych, umięśnionych osób niż tych z nadwagą, niebezpieczną szczególnie w stosunku do osób nieświadomych zagrożenia czy wykazujących arogancję.

    Cały proces zaczyna się jeszcze zanim opuścisz swój samochód, ma miejsce już wtedy kiedy zdejmujesz rękawicę, żeby poprawić wiązanie przy nartach. Zimny metal zadaje ból. Temperatura ciała się obniża.

    W ciągu kilku sekund, twoje dłonie trzęsą się z zimna, osiągając miejscami temperaturę około 15 stopni C. Instynktownie, sieć naczyń krwionośnych na dłoniach się kurczy, wysyłając krew w głąb ciała. Twój organizm pozwala dłoniom na obniżenie ich temperatury po to aby chronić ważne dla życie organy.

    Zakładasz rękawice, zauważając jedynie, że palce są lekko zdrętwiałe. Następnie wpinasz buty w narty i wyruszasz w drogę.

    Gdybyś był norweskim rybakiem czy eskimosem, którzy często pracują na mrozie bez rękawic, doświadczyłbyś okresowego rozszerzania się naczyń włosowatych w celu dopływu ciepłem krwi, tak abyś mógł kontynuować pracę. Ten fenomen znany jako \\"hunter\\'s response\\", potrafi podnieść temperaturę skóry z około 2 stopni do 10 stopni C w 7 czy 8 minut.

    Inne ludzkie przystosowania są jeszcze bardziej tajemnicze. Tybetańscy mnisi buddyjscy potrafią podnieść temperaturę skóry o około 8 stopni C tylko poprzez medytację. Australijscy Aborygeni, którym zdarza się sypiać na ziemi, nago, podczas prawie mroźnych nocy, przechodzą w stan hipotermii, tłumiąc dreszcze aż do wschodu słońca kiedy to ich ciało znowu ulega \\"rozgrzaniu\\".

    Jednak ty, jako że spędzasz czas przy klawiaturze w klimatyzowanym biurze nie posiadasz takich technik obronnych. Dopiero po około 10 minutach ciężkiej wspinaczki, temperatura twojego ciała podnosi się, krew zaczyna z powrotem ogrzewać twoje palce. Pot spływa wzdłuż mostka i kręgosłupa.

    Ale teraz opuściłeś drogę i zdecydowałeś skorzystać ze skrótu przez las tak aby przechodząc przez niego znowu trafić na właściwy szlak. Stąpając powoli przez głęboki śnieg, patrząc jak księżyc rzuca swój srebrny blask stwierdzasz, że twoi przyjaciele mieli rację: To piękna noc na narty - ale odczuwasz też te -35 stopni stopni na twojej twarzy, jest zimno.

    Po godzinie, kiedy nie możesz znaleźć właściwego szlaku, zaczynasz się martwić. Zatrzymujesz się, żeby jeszcze raz sprawdzić mapę. W tym momencie, temperatura twojego ciała osiąga aż 38.2 stopni C. Wspinając się wśród głębokiego śniegu, wytwarzasz prawie 10 razy więcej ciepła niż wtedy kiedy odpoczywasz.

    Kiedy krążysz wokół aby zorientować mapę wg pobliskiego lasu, słyszysz brzdęk metalu. Patrzysz w dół. Zapięcie od narty właśnie straciło ważny element. Podnosisz nogę i narta wypada z buta.

    Włączasz latarkę, prawie wyczerpane baterie rzucają żółtawe kręgi pośród śniegu. To musi leżeć gdzieś tutaj - pocieszasz się - przeczesując pobliski śnieg. Skupiając się całkowicie na znalezieniu brakującego elementu od wiązania ledwo co zauważasz mroźny powiew wiatru atakujący twoje zmęczone ciało i nasączone potem ubrania.

    Wysiłek, który ogrzewał cię podczas wędrówki, teraz jest przeciwko tobie. Naczynia włosowate, pobudzone przez wzmożony ruch powodują nadmiar ciepła, przez co twoje ubrania są całe mokre. Brak \\"izolacyjnej\\" tkanki tłuszczowej powoduje, że zimno może łatwiej wnikać w twoje ciało.

    Temperatura ciała powoli wraca do normy. Po 17 minutach spada do około 37 stopni C. Następnie znowu zaczyna się obniżać.

    Przy 36 stopniach C, zgarbiony, w trakcie poszukiwań, mięśnie wokół twojego karku zaczynają się napinać. Receptory sygnalizują temperaturę w podwzgórzu, co powoduje zarządzanie siecią naczyń włosowatych. Twoje ręce i stop zaczynają boleć z zimna. Ignorując ból, przekopujesz się ostrożnie przez śnieg, mija kolejne 10 minut. Dochodzi do wniosku, że jeśli nie znajdziesz zguby, będziesz w poważnych tarapatach.

    W końcu, po prawie 45 minutach, znajdujesz wreszcie to czego szukałeś. Udaje ci się wczepić to tam gdzie jego miejsce, po czym wpinasz z powrotem but do narty. Ale lekki chłód, który zaczął początkowo krążyć wokół twojej skóry, teraz wniknął głęboko w twoje ciało.

    Przy 35 stopniach C, wchodzisz w strefę lekkiej hipotermii. Cały drżysz, jako że twoje ciało chce zmusić mięśnie do wytworzenia jak największej ilości ciepła.

    Nagle zdajesz sobie sprawę, że wychodzenie w tak zimną noc było błędem. Powinieneś zawrócić. Wsuwasz rękę do przedniej kieszeni twoje kurtki i jakoś wygrzebujesz mapę. Postanawiasz zawrócić, wydaje ci się, że mapa powinna być ci wystarczyć, żeby wrócić do ciepłego samochodu. Jesteś w takim stanie, że nawet nie przyszło ci do głowy, żeby po prostu podążać za śladami, które zostawiłeś na swojej drodze.

    Po tym dłuższym postoju, poruszanie się na nartach zdaje się być o wiele trudniejsze. Od tamtego czasu, twoje mięśnie ochłodziły się i są tak mocno spięte, że kurczenie ich i rozkurczanie sprawia duże trudności. Jesteś osłabiony, poruszasz się niezgrabnie, niczym pług śnieżny.

    Mimo to, udaje Ci się jakoś manewrować pomiędzy jodłami, sunąć w dół w świetle księżyca. Jest ci zbyt zimno, żeby myśleć o podziwianiu pięknej nocy czy o przyjaciołach, których masz spotkać. Jedyne o czym teraz marzysz to ciepły Jeep, który czeka na ciebie gdzieś u podnóża.(...) Słyszysz świst wiatru w uszach w miarę jak nabierasz prędkości. Wtedy, zanim twój umysł przetworzy to co twoje odbierają twoje zmysły, zauważasz dużą bryłę śniegu przed sobą.

    Powoli rozpoznając niebezpieczeństwo, w którym właśnie się znalazłeś, próbujesz zatrzymać swoje narty. Ale z powodu paniki, balansowanie ciałem sprawia wiele kłopotów. Chwilę potem narty uderzają w przeszkodę a ty przelatujesz w powietrzu, lądując ostatecznie w śniegu.

    Leżysz nieruchomo. Martwą ciszę w lesie zakłóca, zakłóca krążenie krwi w uszach. Twoja kostka pulsuje z bólu, uderzyłeś się też w głowę. Straciłeś nakrycie głowy oraz rękawicę. Szorstki śnieg dostał się pod koszulkę. Woda z roztopionego śniegu spływa wzdłuż twojej szyi i kręgosłupa, łącząc się z krwią płynącą z rany na twojej głowie.

    Dochodzi do ciebie, że sytuacja jest naprawdę poważna. Próbujesz wstać, jednak upadasz w bólu, kostka daje o sobie znać.

    Wpadasz z powrotem w śnieg, trzęsiesz się, zaczynać tracić ciepło w alarmującym tempie, sama głowa jest odpowiedzialna za 50% strat w tym momencie. Ból spowodowany zimnem atakującym uszy jest na tyle silny, że zanurzasz się w śniegu w poszukiwaniu swojego nakrycia głowy po czym jak najszybciej wkładasz je.

    Ale nawet ta drobna aktywność jest dla ciebie wyczerpująca. Wiesz, że powinieneś też znaleźć również swoja rękawiczkę, ale jesteś zbyt osłabiony, żeby myśleć o tym, że musisz się pospieszyć. Decydujesz się na krótką przerwę przed wyruszeniem w dalszą drogę.

    Mija godzina, w jednym miejscu, przechodzi ci przez myśl, że powinieneś zacząć się poważnie bać, jednak strach jest pojęciem, które unosi się gdzieś za twoim bezpośrednim zasięgiem, tak jak zdrętwiała ręka leżąca na śniegu. Doszedłeś do temperatury, w której wyzwalane są enzymy spowalniające funkcje mózgu. Każdy spadek temperatury twojego ciała o 0.5 stopnia C poniżej granicy 35 stopni C powoduje spadek szybkości metabolizmu o 3% do 5%. Kiedy temperatura osiąga 34 stopnie C twoją doświadczasz amnezji. Sprawdzasz, która godzina: 12:58. Może ktoś zacznie cie wkrótce szukać. Chwilę potem sprawdzasz znowu. Nie potrafisz utrzymać tej prostej liczby w głowie. Z tego co się statnie potem, niewiele już będziesz pamiętał.

    Twoja głowa opada. Śnieg trzeszczy w uszach. W -37 stopniowym mrozie temperatura twojego ciała obniża się o 0.5 stopnia co każde 30-40 minut. Ciepło twojego ciała powoli się ulatnia. Przy 33 stopniach dotyka cię apatia. Przy 32 otępienie.

    Właśnie przekroczyłeś granicę głębokiej hipotermii. Od czasu kiedy temperatura twojego ciała spadła do 31 stopni C, twoje ciało przestało wywyoływać dreszcze w celu ogrzania. Krew jest teraz tak gęsta jak olej w zimnym silniku. Zapotrzebowanie na tlen (miara szybkości metabolizmu) spadła o ponad jedną czwartą. Nerki, jednakże, pracują na pełnych obrotach aby przetworzyć nadmiar płynów spowodowany odpływem ich z kończyn w kierunku centrum ciała. Czujesz silną potrzebę oddania moczu, właściwie to jest jedyne co teraz czujesz.

    Przy 30.5 stopniach C straciłeś zdolność rozpoznawania znajomych twarzy, gdyby nagle jakaś pojawiło się wśród drzew.

    Przy 30 stopniach C twoje serce dopada arytmia, schłodzone tkanki przeszkadzają impulsom elektrycznym w wykonywaniu swojej pracy. Serce pompuje mniej niż 2/3 normalnej ilości krwi. Brak tlenu i coraz to wolniejszy metabolizm mózgu zaczynają powodować halucynacje wzrokowe i słuchowe.

    Słyszysz \\"Jingle Bells\\". Podnosząc twarz z poduszki śniegu, zdajesz sobie sprawę, że to nie dźwięk pochodzący od jakichś sań, ale dzwonki wiszące u wejścia chatki twoich znajomych. Wiesz, że to musi być blisko. Odnosisz wrażenie, że dźwięk dochodzi zza pobliskich jodeł.

    Próbując wstać, upadasz w splot nart i kijów. Ale jest OK. Możesz się doczołgać. Przecież jest tak blisko.

    Godziny później, a może to tylko minuty, zdajesz sobie sprawę, że chatka jest ciągle na drzewami. Przeczołgałeś się tylko o metr czy dwa. Światło twojego zegarka pulsuje w ciemości - jest 5:20. Wyczerpany, decydujesz się położyć jeszcze na chwilkę.

    Kiedy z powrotem podnosisz głowę jesteś już w środku, leżąc na podłodze. Ogień rzuca czerwoną poświatę. Najpierw jest ciepło, potem gorąco, następnie ciało zaczyna piec. Twoje ubrania \\"płoną\\".

    Przy 29.5 stopniach, marznąć na śmierć, ludzie w dziwnym paroksyzmie, ściągają z siebie ubrania. Ten fenomen, znany jako \\"paradoxical undressing\\" jest na tyle powszechny, że często ofiary hipotermii są brane jako ofiary przemocy na tle seksualnym. Mimo, iż, naukowcy nie mają tutaj pewności, najbardziej logicznym wyjaśnieniem, jest to, że na moment przed utratą świadomości, skurczone naczynia krwionośne nagle się rozszerzają powodując uczucie gorąca w pobliżu skóry.

    Jedyne co wiesz, to fakt, że właśnie \\"płoniesz\\". Zdejmujesz czym prędzej kurtkę i sweter, rzucając z dala od ciebie.

    Ale wtedy, w ostatniej chwili świadomości, zdajesz sobie sprawę, że nie ma tutaj żadnego pieca, żadnej chatki, żadnych znajomych. Leżysz sam w ostrym mrozie, rozebrany do pasa. Zdajesz sobie sprawę z wielkiego nieporozumienia, z serii nieporozumień. Zrzuciłeś ubrania, porzuciłeś samochód i ciepły dom w mieście. Bez tej \\"innowacyjnej\\" technologii jesteś po prostu delikatnym, tropikalnym organizmem, którego zasięg ograniczony jest do wąskiego pasa nasłonecznienia.

    I właśnie odważyłeś się wyjść poza te ograniczenia.

    Ciekawostka na temat hipotermii: \\"Nie jesteś martwy, dopóki nie jesteś ciepły i martwy\\"

    Następnego ranka o 6:00, znajomi odrywają porzuconego Jeepa, znajdują cię, z ręką wsadzoną pod pachę. Ciało twoich kończyn jest jest woskowe i sztywne jak stary kit. Puls nie istnieje, źrenice nie reagują na światło. Martwy.

    Ale ci, którzy rozumieją istotę zimna, wiedzą, że zimno, mimo tego, że niesie śmierć, jest ono też zbawienne.
    Ciepło to w uproszczeniu szybkość wibracji cząsteczek. Zimno to zanikanie tych wibracji. Zero absolutne, -273.15 stopni C, oznacza prawie całkowity zanik drgań. Tłumienie drgań zamienia gazy w ciecze, ciecze w ciała stałe, a ciała utwardza. Spowalnia rozwój bakterii i reakcje chemiczne. W ludzkim ciele, zimno spowalnia metabolizm. Płuca przyjmują mniej tlenu, serce pompuje mniej krwi. W normalnych temperaturach spowodowałoby to uszkodzenie mózgu. Ale schłodzony mózg, mając spowolniony metabolizm, potrzebując tym samym mniej zasobnej w tlen krwi, potrafi przetrwać w tym warunkach nienaruszony.

    Znajoma przykłada ucho do twojej klatki piersiowej, nasłuchując cierpliwie. Sekundy mijają. Nagle daje się słyszeć cichy dźwięk, uderzenie, na tyle słaby, że równie dobrze mógłby to być dźwięk jej pulsu. Przykłada ucho mocniej do zimnego ciała. Kolejny cichy dźwięk. I kolejny...

    Spowolnienia, które towarzyszą ochłodzeniu są na swój sposób tak pomocne, że czasami są celowo wywoływane. Kardiolodzy często używają głębokiego chłodzenia w celu spowolnienia metabolizmu pacjenta w celu przygotowania do operacji serca czy mózgu. Dzięki temu krew przepływa powoli w pożądanych partiach ciała, albo w przypadku urządzeń \\"płuco-serce\\", nie bije ono wcale - wydaje się, że śmierć jest blisko. Ale przy dokładnej obserwacji pacjent może przebywać w tym stanie przez wiele godzin, bez żadnych szkód.

    Ratownicy szybko owijają twoje ciało wolną kurtką, zakładają rękawiczki na dłonie, i całe ciało wkładają do \\"płachty biwakowej\\". Oczyszczają twarz z zamarzniętego śniegu. Jeden z nich udaje się do najbliższej chaty. Przez chwilę znajomej wydaje się, że słyszy oddech, chrapanie tych istot, które znalazły się pod grubą pokrywą śniegu.

    702586

    Na \\"raz, dwa, trzy\\" lekarz i pielęgniarki przesuwają sztywne ciało na specjalny stół z ciepłą wodą, która będzie następnie regularnie ogrzewana. Zostali ostrzeżeni, że mają do czynienia z głęboką hipotermią. Zwykle ofiary hipotermi mogą być wyprostowane z pozycji prenatalnej. Tym razem to nie jest możliwe.

    Specjalne nożyce z nierdzewnej stali rozcinają nasączoną w moczu długą bieliznę, mocno zmrożoną. Przywiązują ci elektrody do monitorowania serca i wkładają termometr \\"z tyłu\\". Cyfrowy odczyt pokazuje - 24 uderzenia na minutę, temperatura ciała 26 stopni C.

    Lekarz potrząsa z niedowierzaniem głową. Nie pamięta kiedy ostatnio widział tak niskie wskazania. Nie jest pewien, jak ocucić cię bez zabijania.

    W rzeczywistości, wiele ofiar hipotermii umiera każdego roku właśnie w trakcie ratowania. Podczas \\"szoku rozmrożeniowego\\", zwężone naczynia krwionośne otwierają się na nowo, prawie jednocześnie, powodując drastyczny skok ciśnienia krwi. Najmniejszy ruch może wysłać serce ofiary w dzikie spazmy migotania komór. W 1980r 16 duńskich rybaków znalazło się w wodzie po rozbiciu statku, udało się ich uratować i przetransportować w bezpieczne miejsce, następnie o własnych siłach udali się po coś ciepłego do picia. Po wypiciu padli martwi. Wszyscy.

    Pacjent doświadcza teraz uczucia zwanego \\"afterdrop\\", kiedy to zimna krew z zewnętrznych partii ciała napływa do wnętrza, mimo, iż pacjent już od dawna nie znajduje się w zimnym otoczeniu.

    Lekarz szybko wydaje polecenia: dożylne podanie ciepłej soli, worek podgrzany w mikrofali do 43 stopni C. Podniesienie temperatury ciała przeciętnego mężczyzny o 1 stopień C wymaga około 110 kcal ciepła. Kilokaloria jest miarą ciepła potrzebną do ogrzania jednego litra wody o 1 stopień C. Skoro litr ciepłej zupy ogrzanej do 60 stopni C dostarcz około 30 kcal, pacjent teoretycznie potrzebowałby spożyć ~40l rosołu w celu przywrócenia normalnej temperatury. Nawet ciepła sól, wtłoczona bezpośrednio do żył, doda tylko 30 kcal.

    Idealnie by było, jeśli lekarz miałby dostęp \\"obwodowej maszyny krążeniowej\\", którą mógłby wypompować krew pacjenta, ogrzać ją, dotlenić, aby następnie wpompować ją z powrotem. bezpiecznie podnosząc temperaturę o 1 stopień co 6 minut. Ale takie urządzenia bardzo rzadko znajdują praktycznie tylko w głównych miejskich szpitalach. Tutaj, bez takich udogodnień, lekarz musi polegać na innych opcjach.

    \\"Przemyjmy go do zabiegu\\" - woła.

    Chwilę potem, lekarz przesuwa cewnik w miejscach nacięcia jamy brzusznej. Ciepłe płyny zaczynają płynąć z worka przez brzuch, odprowadzane przez cewnik w miejscu drugiego nacięcia. Prozaicznie, cała ta operacja działa podobnie jak chłodnica samochodowa, tylko, że na odwrót. Roztwór ogrzewa krew w narządach wewnętrznych, po czym jest pompowana przez serca do innych partii ciała.

    Sztywne kończyny pacjenta zaczynają się rozluźniać. Puls podnosi się. Ale i tak poszarpane linie bicia serca na ekranie EKG migają jak fala \\"J\\", co jest typowe dla ofiar hipotermii.

    \\"Bądźcie gotowi do defibrylacji\\" - lekarz ostrzega personel.

    Przez następną godzinę, personel krąży wokół krawędzi stołu, na którym leży pacjent, w \\"basenie ciepła\\". Sprawdzają bicie serca. Sprawdzają ciepło materaca. Szepczą między sobą o głupocie, jaką musiała być ta cała wyprawa.

    Powoli daje się zauważać reakcję pacjenta. Kolejny litr soli zostaje przygotowany do podania. Ciśnienie krwi ciągle jednak jest zbyt niskie. (..) Utrata płynów przez pocenie i oddawanie moczu zmniejszyła objętość krwi. Ale co każde 15-20 minut temperatura wzrasta o pół stopnia. Bezpośrednie zagrożenie migotania komór zmniejsza się, jako, że serce i płynąca krew rozgrzewają się. Odmrożenia co prawda mogą kosztować utratę palców czy płatka ucha, ale najgorsze masz już za sobą.

    Przez następne pół godziny, personel cicho przedstawia odczyty termometru, ciepłota ciała się podnosi, odzyskujesz świadomość..

    32.3
    33.4

    Z skądś, z tej ogromnej, zimnej ciemności, słyszysz słaby, natarczywy szum. Szybko zmienia się on w kłębek dźwięków, jak planeta zmierzająca ku tobie, i wtedy, nagle staje się potokiem słów.

    Głos wymawia twoje imię.

    Nie chcesz otwierać oczu. Odczuwasz ciepło i światło grające wokół powiek, ale pod tym ciepłym \\"tańcem\\" czujesz zimno. Jesteś tak zmęczony, że nie masz siły nawet drżeć. Chcesz tylko spać.

    \\"Słyszysz mnie\\"?

    Zmuszasz swoje oczy do otwarcia. Światła błyszczą ponad głową. Wokół daje się rozpoznać ludzi. Próbujesz myśleć: Byłem tam tak długo, ale tak właściwie gdzie?

    \\"Jesteś w szpitalu. Znaleziono cię na mrozie\\"

    Próbujesz skinąć głową. Jednak mięśnie karku są jakby zardzewiałe, nieużywane od lat. Reagują na polecenie tylko lekkim skurczem.

    \\"Prawdopodobnie masz amnezję\\" - słyszysz głos.

    Pamiętasz księżyc wznoszący się ponad kolczastymi wzgórzami i to, że na nartach zmierzałeś w ich kierunku. Poza tym nic więcej, tylko ogromny chłód, który jest w tobie.

    \\"Spróbujemy odzyskać trochę twojego ciepła\\" - mówi głos.

    Skinąłbyś, jeśli tylko byś mógł. Ale nie możesz. Jedyne co czujesz to ogólny, pulsujący dyskomfort. Spoglądając tam, gdzie ból najbardziej daje się we znaki, zauważasz pęcherze wypełnione płynem, przez co twoje palce wyglądają jak pokropkowane, palce, które przez długi czas były w śniegu bez rękawicy na sobie. Podczas tych długich, zimnych godzin tkanki uległy zamarznięciu, formując kryształki lodu pomiędzy twoimi komórkami, ssąc z nich wodę i blokując dostawy krwi. Gapisz się na nie bezmyślnie.

    \\"Myślę, że będzie z nimi wszystko w porządku\\" - mówi głos ponad głową. Uszkodzenia wyglądają na powierzchowne. Oczekujemy, że pęcherze znikną po jakimś tygodniu, dzięki czemu tkanki ulegną ożywieniu.

    A jeśli nie, no wiesz - palce zmienią kolor na czarny, bezkrwawy, kolor martwych tkanek - wtedy będziemy musieli amputować.

    Ale zmartwienia spływają po tobie, jako, że nadchodzi kolejna fala wyczerpania. Powoli usypiasz myśląc marząc o cieple, o tropikalnych oceanach, o ciepłym piasku pod tobą.

    Godziny później, ciągle ociężały i otępiały, wychodzisz znowu na powierzchnię niczym z głębokiej wody. Czujesz ciepły prąd w brzuchu. Skupiając z trudem wzrok widzisz tam rurki włożone w głąb ciała. Podążasz na nią, odkrywasz worek, z którego ona wychodzi.

    Ale przez godziny kiedy ostatnio w to wierzyłeś, dotarłeś do miejsca gdzie nie ma słońca. Dostrzegłeś, że w całej nieskończoności wszechświata, ciepło jest chwalebne i ulotne, tak jak światło gwiazd. Ciepło istnieje tylko tam gdzie istnieje materia, gdzie cząstki mogą drgać. W nieskończonej przestrzeni zimna, ciepło jest malutkie, to zimno jest tak wielkie.

    Ktoś mówi. Twoje oczy poruszają się od jaskrawych świateł w kierunku zaciemnionego wnętrza pokoju. Rozpoznajesz czyjś głos. To twoja przyjaciółka, którą chciałeś odwiedzić - tak dawno, z obecnej perspektywy. Uśmiecha się do ciebie krzywo i mówi:

    Zimno tam? Co nie?
    #pasta #hipotermia #zima #creepystory #creepypasta
    pokaż całość

  •  

    bądź mno
    anon, lvl 16
    twój stary to fanatyk amatorskich operacji domowymi sposobami
    jak byłeś mały podał Ci środki nasenne, rozciął nogę i wpier*olił piłkę tenisową
    gdy się obudziłeś usłyszałeś od niego
    "diagnoza jest jednoznacza, wykrysliśmy u Pana guza

    kolana, operacja jest niezbędna"

    "tate przecież Ty mi tą piłkę tam wsadziłeś"
    "nie pyskuj"
    i uj
    skończyły się środki nasenne, więc ojciec kazał Ci zacisnąć zęby i być mężczyzną
    tak ku**wa, wycinał tę piłkę bez znieczulenia
    ból był niesamowity
    mimowolnie płakałeś i krzyczałeś z bólu
    ojciec ciągle dopowiadał
    "hahaha ciota płacze XDDDD"
    parę lat później organizował urodziny młodszej siostry
    mała zażyczyła sobie podłużne balony żeby móc z nich robić zwierzątka
    stary pojechał do sklepu ale okazało się, że nie mieli takich balonów
    podał Ci pigułkę gwałtu w kieliszku z piccolo
    obudziłeś się z zabandażowanym brzuchem na łóżku
    na stole z zastawy brakowało jednego noża
    na ziemii leżała cała masa zwierzątek z balonów
    wszystkie jakieś takie dziwne
    białe
    okazało się, że stary wyciął Ci jelito i je nadmuchał jak je*ane balony
    Tobie wszczepił w przewód pokarmowy rurę od odkurzacza
    jprd.exe
    poszedłeś na kibel
    coś Cię zaswędzialo na brzuchu więc chciałeś się podrapać
    przy drapaniu usłyszałeś w środku brzucha pstryknięcie
    proces wziuuuuuuududududdudu.exe uruchomiony
    twoja dupa zaczęła wciągać wodę z kibla
    okazało się, że stary nawet tej rury przy przeszczepie nie odłączył od odkurzacza...
    od tej pory jak mame chce poodkurzać dywan to woła
    "SYNEEEEEK, SIADAJ I ODPALAJ NA TRÓJKĘ"
    łapie Cię za ręce i ciągnie po całym domu, a twoja dupa trze po podłodze wciągając brudy
    łzy upokorzenia które skapują Ci po policzkach dodatkowo nabłyszczają parkiet
    najgorzej było ostatnio jak ojciec potłukł szklankę w kuchni
    mame mówi:
    "och ja pozamiatam"
    a stary na to:
    "nic nie będziesz zamiatała, poodkurzamy"
    dupa bolała Cię bardziej niż ojca jak somsiad passata kupił
    aktualnie się ukrywasz od tygodnia w budzie dla psa, bo stary dowiedział się ile płacą za nerki
    na dodatek widziałeś, że kupił środki nasenne
    w sumie całkiem tu wygodnie w tej budzie
    dużo miejsca, bo psa już nie macie
    a mieliście ich już sporo
    pierwszy nazywał się Skalpel
    zgadnijcie kto go nazwał
    stary próbował jako pierwszy na świecie zastąpić jego serce kostką od kibla zachowując czynności życiowe
    Skalpel nawet się nie wybudził z narkozy
    ale chociaż jak zdechł to pachniało cytrusami
    później był Chromek
    ojciec też z nim eksperymentował
    w sumie to dokonał nawet pewnego przełomu w medycynie dzięki Chromkowi
    wszczepił mu dodatkowy chromosom z pałeczek do uszu
    jako pierwszy na świecie zaraził zespołem Downa
    po Chromku mieliście jeszcze kilka psów, ale żaden nie żył dłużej niż miesiąc
    2 z nich popełniło samobójstwo
    parę uciekło
    był jeszcze kot
    w sumie dalej jest ale wszystkim prócz ojcu wydaje się, że jest martwy
    nie je
    nie pije
    śmierdzi zdechłym kotem
    jest sparaliżowany
    czasem rusza tylko głową
    ale tylko od poniedziałku do piątku o 7:30
    właśnie o tej porze kiedy stary miał budzik nastawiony, który wszczepił mu zamiast mózgu
    chciałbyś żeby twoim ojcem był dr Dre albo Dr Oetker
    ale twój ojciec to Dr Stary Anona - fanatyk amatorskich operacji domowymi sposobami


    #pasta #choryskurwiel #creepystory
    pokaż całość

  •  

    Rosyjscy naukowcy pod koniec lat 40. ubiegłego wieku utrzymali pięć osób rozbudzonych przez piętnaście
    dni używając eksperymentalnego gazu stymulującego.
    Badanych umieszczono w odizolowanym środowisku aby dokładnie badać ich zużycie tlenu, by gaz ich nie zabił, jako że w wysokich stężeniach
    mógł być trujący. Było to jeszcze przed epoką kamer monitorujących, więc pomieszczenie zostało
    wyposażone w mikrofony i grubą na trzynaście centymetrów, niewielką szybę pozwalającą na obserwację
    wzrokową. W pomieszczeniu umieszczono książki, łóżka polowe bez pościeli, zapasy jedzenia
    wystarczające dla pięciu osób na ponad miesiąc; doprowadzono bieżącą wodę i zainstalowano toaletę.
    Badani byli więźniami politycznymi zamkniętymi podczas drugiej wojny światowej za zdradę stanu.
    Przez pierwsze pięć dni wszystko wydawało się być w porządku; badani praktycznie nie narzekali, jako że
    obiecano im (niezgodnie z prawdą), że zostaną wypuszczeni na wolność, jeśli zgodzą się na test i nie będą
    spali przez 30 dni. Ich rozmowy i działania były monitorowane i zauważono, że tematy ich rozmów
    schodziły z czasem na traumatyczne przeżycia i generalny ton rozmów stał się mroczniejszy po czwartym
    dniu. Po pięciu dniach zaczęli narzekać na warunki i zdarzenia, które doprowadziły ich do tego miejsca a także
    zaczęli wykazywać ciężką paranoję. Przestali ze sobą rozmawiać i zaczęli szeptać do mikrofonów i w
    stronę luster weneckich, przez które ich monitorowano. Co dziwne, wszyscy zdawali się uważać, że mogli
    zdobyć zaufanie eksperymentatorów odwracając się od swoich towarzyszy. Na początku badacze uznali,
    że był to tylko efekt zastosowanego gazu.
    Po dziewięciu dniach pierwszy z nich zaczął krzyczeć. Biegał od ściany do ściany, nieprzerwanie krzycząc
    ze wszystkich sił przez trzy godziny; po tym czasie nadal próbował, ale były stanie wydobyć z siebie tylko
    sporadyczne piski. Naukowcy doszli do wniosku, że fizycznie uszkodził swoje struny głosowe.
    Zaskakującym jest to, w jaki sposób zareagowali, a w zasadzie – nie zareagowali jego współtowarzysze.
    Nie przerwali szeptu do mikrofonów, dopóki drugi z nich nie zaczął krzyczeć. Dwóch z niekrzyczących
    zaczęło rozrywać książki, zlepiać ze sobą strony przy użyciu odchodów i zaklejać lustra weneckie – po tym krzyk ustał.
    Tak jak szepty do mikrofonów.
    Minęły kolejne trzy dni. Naukowcy co godzinę sprawdzali, czy mikrofony działają, myśląc, że to niemożliwe,
    by pięć osób nie wydawało z siebie żadnych dźwięków. Zużycie tlenu wskazywało na to, że cała piątka
    wciąż żyje. Co więcej, była to ilość, jaką pięć osób zużywałoby przy wytężonej pracy fizycznej. Rano
    czternastego dnia naukowcy postanowili zrobić coś, czego mieli nie robić – aby wywołać reakcję ze strony
    badanych, użyli interkomu wewnątrz sali, mając nadzieję na jakąkolwiek odpowiedź, obawiając się, że
    zmarli lub stali się warzywami.
    Powiedzieli: „otworzymy teraz komorę aby sprawdzić mikrofony, proszę odsunąć się od drzwi i położyć na
    podłodze – w przeciwnym wypadku zostaniecie zastrzeleni; współpraca zostanie nagrodzona
    natychmiastowym uwolnieniem jednego z was”.
    Ku ich zaskoczeniu, usłyszeli wypowiedzianą spokojnym głosem odpowiedź: „już nie chcemy być
    uwolnieni”.
    Rozpoczęła się dyskusja między naukowcami a sponsorującymi badanie siłami zbrojnymi. Niezdolni
    wywołać dalszych odpowiedzi przez interkom, naukowcy zdecydowali się w końcu otworzyć komorę o
    północy piętnastego dnia.
    Gaz stymulujący został usunięty i komorę wypełniono świeżym powietrzem, co poskutkowało
    natychmiastowymi protestami przez mikrofony. Trzy głosy zaczęły błagać o przywrócenie gazu takim
    tonem, jakby prosili o ocalenie życia bliskich. Komora została otwarta i wysłano żołnierzy, aby odzyskali
    badanych, którzy na wieść o tym zaczęli krzyczeć głośniej niż kiedykolwiek wcześniej. Żołnierze, którzy
    weszli do środka, również odpowiedzieli im krzykiem, widząc, co było w środku. Czterech z pięciu
    badanych wciąż żyło, choć ciężko uznać stan, w jakim się znaleźli, za życie.
    Porcje żywieniowe na dni dalsze niż piąty pozostały praktycznie nietknięte. Odpływ na środku
    pomieszczenia został zatkany kawałkami mięsa martwego badanego, co pozwoliło na zgromadzenie na
    podłodze około dziesięciocentymetrowej warstwy cieczy. Nie ustalono nigdy, jak dużą zawartość tej cieczy
    stanowiła krew. Także wszyscy „żywi” badani mieli oderwaną od ciała znaczną ilość mięśni i skóry.
    Uszkodzenia tkanki i zdarte do kości czubki palców sugerowały, że rany zostały zadane przy użyciu rąk, a
    nie – jak pierwotnie przypuszczano – zębów. Bliższa analiza wykazała, że większość, o ile nie wszystkie z
    nich były przypadkami samookaleczenia.
    Organy poniżej klatek piersiowych wszystkich czterech badanych zostały usunięte. Podczas gdy serce,
    płuca i przepona zostały na miejscu, skóra i większość mięśni żebrowych zostały wyrwane, odsłaniając
    płuca przez klatkę piersiową. Wszystkie naczynia krwionośne i organy były nienaruszone, zostały jedynie
    wyjęte i położone na podłodze, pływając wokół wypatroszonych, choć wciąż żywych ciał badanych. Drogi
    trawienne wszystkich z nich wciąż zdawały się pracować. Szybko okazało się jasne, że trawiły własne
    mięso, które zostało oderwane i zjedzone w poprzednich dniach.
    Choć większość żołnierzy należała do specjalnych jednostek rosyjskich, wielu z nich nie chciało wracać do
    komory by usunąć z niej badanych. Ci zaś wciąż krzyczeli, chcąc pozostać w sali i domagali się
    przywrócenia gazu, by nie zasnąć.
    Ku zaskoczeniu wszystkich, badani wdali się w zaciętą walkę podczas próby usunięcia ich z komory. Jeden
    z żołnierzy umarł z powodu ran gardła, inny został poważnie ranny – jeden z badanych odgryzł mu jądro i
    przegryzł tętnicę w nodze. Kolejnych pięciu żołnierzy popełniło samobójstwo niedługo po tych zdarzeniach.
    W walce w wyniku uszkodzenia śledziony jeden z czterech pozostających przy życiu badanych wykrwawił
    się. Naukowcy próbowali go uśpić, jednak okazało się ot niemożliwe. Mimo podania mu dożylnie
    dziesięciokrotnie większej niż zezwolona dawki pochodnej morfiny, wciąż walczył jak zapędzone w róg
    dzikie zwierzę, łamiąc żebra jednemu z naukowców. Jego serce biło jeszcze przez dwie minuty po tym, jak
    się wykrwawił, aż w jego systemie krwionośnym znalazło się więcej powietrza niż krwi. Nawet po tym
    krzyczał jeszcze przez trzy minuty, próbując atakować wszystkich w jego zasięgu i powtarzając cały czas
    „WIĘCEJ” coraz słabszym i słabszym głosem, aż w końcu ucichł.
    Trójka pozostałych przy życiu została opanowana i przeniesiona do części medycznej laboratorium; dwójka
    z nich ze sprawnymi strunami głosowymi cały czas błagała o gaz, aby nie usnąć.
    Najbardziej ranny z tej trójki został zabrany do jedynej sali operacyjnej w kompleksie badawczym. Podczas
    przygotowań badanego do ponownego umieszczenia organów wewnętrznych w ciele okazało się, że
    uzyskał odporność na środki uspokajające, które mu podawano. Na próbę aplikacji gazu usypiającego
    odpowiedział agresją. Udało mu się przedrzeć większość dziesięciocentymetrowego skórzanego pasa na
    jednym z nadgarstków, pomimo trzymania go przez dziewięćdziesięciokilogramowego żołnierza. Do
    uśpienia potrzeboał niewiele więcej środku nasennego, niż normalny człowiek. W momencie, kiedy
    zamknął powieki, akcja serca zatrzymała się. Autopsja wykazała trzykrotnie za wysoki poziom tlenu we
    krwi. Jego mięśnie, które wciąż trzymały się szkieletu były mocno poszarpane, a podczas walki z
    żołnierzami złamał dziewięć kości, z czego większość za sprawą własnej siły.
    Drugi ocalały to pierwszy z całej piątki, który zaczął krzyczeć. Niezdolny do wydania z siebie głosu, nie
    mógł prosić lub protestować przeciwko operacji i jedyną reakcją z jego strony było gwałtowne, przeczące
    potrząsanie głową, kiedy przyniesiono do niego gaz usypiający. Zaczął potakująco kiwać głową, gdy
    zaproponowano przeprowadzenie operacji bez znieczulenia i nie reagował przez całe sześć godzin
    operacji. Chirurg utrzymywał, że teoretycznie pacjent wciąż mógłby być żywy. Jedna z pielęgniarek
    asystujących przy operacji z przerażeniem utrzymywała, że usta pacjenta delikatnie wykrzywiały się w
    uśmiechu kilkakrotnie, kiedy ich spojrzenia się spotkały.
    Po zakończeniu operacji badany spojrzał na chirurga i zaczął głośno sapać, próbując mówić. Uznawszy, że
    to coś istotnego, podano mu kartkę papieru i ołówek, by mógł przekazać swoją wiadomość. Była prosta:
    „nie przestawajcie ciąć”.
    Pozostałych dwóch pacjentów poddano analogicznej operacji, obu podobnie bez środków znieczulających,
    choć musiano podać im środki paraliżujące – chirurg nie był w stanie przeprowadzić operacji, kiedy
    pacjenci bez przerwy się śmiali. Po sparaliżowaniu, mogli jedynie podążać za naukowcami wzrokiem.
    Środki paraliżujące przestały działać po zaskakująco krótkim czasie i próbowali wtedy wyrwać się z
    więzów. Kiedy tylko odzyskali mowę, zaczęli błagać o gaz stymulujący. Naukowcy próbowali poznać
    przyczynę samookaleczeń, a także pytali, dlaczego badani chcą gazu stymulującego.
    Otrzymali tylko jedną odpowiedź: „nie mogę usnąć”.
    Więzy wszystkich trzech badanych zostały wzmocnione i ponownie umieszczono ich w komorze, oczekując
    na decyzję, co należy z nimi zrobić. Naukowcy, stając przed gniewem swoich militarnych „dobroczyńców”
    za niewypełnienie ustalonych celów projektu rozważali eutanazję przetrwałych badanych. Zarządzający
    oficer, były członek KGB, widział jednak pewien potencjał i chciał sprawdzić co stanie się po przywróceniu
    gazu. Naukowcy protestowali, jednak byli w mniejszości.
    W przygotowaniach do zamknięcia komory ponownie, badani zostali podłączeni do elektroencefalografów i
    usprawniono ich więzy w celu długofalowego ograniczenia swobody. Ku zaskoczeniu wszystkich, cała
    trójka przestała wyrywać się, kiedy dowiedzieli się, że ponownie otrzymają stymulujący gaz. Było
    oczywiste, że w tym momencie wszyscy trzej wkładali w wielki wysiłek w to, by nie zasnąć. Jeden z nich,
    który mógł mówić, stale i głośno nucił jakąś melodię; niemy napinał skórzane więzy z całych sił najpierw
    lewą nogą, potem prawą, chcąc pradopodobnie się na czymś skoncentrować. Ostatni z badanych trzymał
    głowę nad poduszką i bardzo gwałtownie mrugał. Był pierwszym z podłączonych do EEG i większość
    naukowców obserwowała jego fale mózgowe z zaskoczeniem – były w większości normalne, choć od
    czasu do czasu niewytłumaczalnie zanikały. Wyglądało, jakby regularnie przeżywał śmierć mózgu i wracał
    do stanu normalnego. Kiedy wszyscy przyglądali się papierowi drukowanemu przez elektroencefalograf,
    tylko jedna pielęgniarka zauważyła, jak jego oczy zamykają się, a głowa opada na poduszkę. Jego fale
    mózgowe natychmiastowo zmieniły się w te odpowiadające głębokiemu snu i zanikły po raz ostatni, w tej
    samej chwili przestało bić jego serce.
    Jedyny pozostały przy życiu posiadający głos badany zaczął krzyczeć, domagając się bezzwłocznego
    dostarczenia gazu. Jego fale mózgowe wykazywały takie same zaniki jak tego, który właśnie umarł po
    zaśnięciu. Dowódca rozkazał zamknąć w komorze i poddać działaniu gazu obu badanych razem z trzema
    naukowcami. Jeden z wymienionej trójki od razu wyjął swój pistolet i zastrzelił dowódcę i niemego
    badanego.
    Wycelował pistolet na ostatniego z badanych, wciąż przywiązanego do łóżka, kiedy personel medyczny i
    naukowy w pośpiechu opuszczał pokój.
    – Nie dam się tu zamknąć z tym czymś! Nie z tobą – krzyknął do związanego mężczyzny. – Czym jesteś?!
    – zapytał. – Muszę się dowiedzieć!
    Badany uśmiechnął się.
    – Tak szybko zapomniałeś? – spytał. – Jesteśmy wami. Jesteśmy drzemiącym w was wszystkich
    szaleństwem, zawsze chcącym wydostać się na wolność z zakamarków waszych zwierzęcych umysłów.
    Jesteśmy tym, przed czym co noc ukrywacie się w łóżkach. Co zamieniacie w ciszę i paraliż, kiedy
    wybieracie się do nocnej przystani, gdzie nie możemy się dostać.
    Naukowiec znieruchomiał. Po czym wycelował w serce badanego i wystrzelił. EEG zaczęło drukować linię
    prostą, a mężczyzna słabo wykrztusił: „już… prawie… wolny”.

    #creepy #creepystory #pasta
    pokaż całość

  •  

    UWAGA: PONIŻSZY TEKST JEST NIEODPOWIEDNI DLA OSÓB PONIŻEJ 18 ROKU ŻYCIA, ORAZ DLA OSÓB WRAŻLIWYCH (Creepypasta)

    "Amator"

    W filmach i literaturze - choć może częściej w filmach – występują często postaci nie do ruszenia. Królowie życia ustawieni tak, że każdy czuje bolesny paraliż na samą myśl o kontakcie z nimi. Nie ma mowy o wyrządzeniu im jakiejkolwiek szkody, choć zawsze są to skurwysyny. „On trzęsie całym Miastem!” – mówią ludzie. „Nie masz zielonego pojęcia, do czego ten człowiek jest zdolny, wszędzie dosięgnie” – karcą się szeptem wzajemnie, przy jakichkolwiek próbach wyrażenia sprzeciwu. Owi tytani zasługują po tysiąckroć na to, czego ci, którzy wiedzą więcej, a którzy boją się wypowiadać na głos we własnych domach, życzą im po cichu. To pewne. Mają wszędzie różnego typu układy. Nieważne jakie, nieważne z kim - ważne natomiast -pod jakim warunkiem taki stan rzeczy może trwać. Chodzi o pieniądze, o ich pewność siebie, a także przekonanie masy przeciętniaków, że wszystko, o czym mowa wyżej to prawda. Terror. Potężna broń, pozwalająca jednostce kontrolować, manipulować i bawić się tłumem wedle swojego widzimisię. Czym jest tłum? – każdy musi ocenić sam.
    Cezary Kostrzycki uważał się za takiego właśnie potentata, mknąc tej nocy autostradą po kolejnym wspaniałym wieczorze, do jednego ze swoich wystawnych apartamentów w Mieście. Bawił się świetnie, pijany trunkiem, którego butelka warta jest tyle, ile przeciętny samochód, wozem wartym tyle, ile przeciętny samolot i nafaszerowany najczystszym narkotykiem, jaki można zdobyć nie wiadomo gdzie, mając niejasne dla przeciętniaków układy nie wiadomo z kim. Nie zauważył nawet momentu zniknięcia kierowcy i nie dbał o to. Przecież w razie kontroli drogowej rzuci policjantowi pięć tysięcy złotych, zalegających mu luzem w kieszeni i pojedzie dalej. Kto nie skorzysta? Nieważne, że jest rok dwa tysiące siedemnasty, że nie ma już milicji, że mieszka w państwie prawa. Prawo jest dla biedaków, powtarzał często rechocząc. A jeśli trafi się ambitny służbista, niestety nie wróci dziś bezpiecznie do domu, zginie na służbie – jak bohater. Przynajmniej dla mediów i przeciętniaków oglądających wiadomości.
    Za chwilę entuzjastycznie przywita go młoda i piękna żona, z którą pokazuje się publicznie jako filantrop i szczodry sponsor wielu różnych przedsięwzieć. Ta sama, którą po cichu gwałci każdej nocy, jeśli tylko ma na to akurat siłę i ochotę i którą nakurwia - bo nie sposób nazwać tego biciem - w miejsca niewidoczne i niepuchnące, by nikt nie zauważył. Doskonale wie, że jest bezkarny. Po pierwsze terror, po drugie pieniądze, po trzecie pewność. Nigdy mu nie ucieknie, chociaż drzwi są otwarte. Będzie wolna dopiero, kiedy mu się znudzi. Wolna fizycznie, psychicznie wciąż ułomna. Dlatego nic nie powie. Tego też był pewien.
    Jutro znowu wesoło się zabawi z innymi członkami niejasnego układu, o którym mało kto ma pojęcie, a ci - którzy mają - boją się otworzyć usta. Bóg jeden raczy wiedzieć choćby to, komu można bezpiecznie się zwierzyć z posiadanych o nim informacji. Jutro on będzie gospodarzem. Oblizywał się na myśl o tym, co zorganizuje ku uciesze własnej i swoich gości. Nikt tak, jak jego żona nie potrafi sprostać najobrzydliwszym pragnieniom seksualnym starego turpisty. W końcu trenował ją od lat. Była bezcenna. Pierwszym punktem programu będzie demonstracja jej umiejętności, na każdym z jego przyjaciół po kolei. Potem, może drogą losowania, głosowania, a może spontanicznie - zdecydują, na co mają ochotę. Może na „laski” z penisami, może walki niewolników/niewolnic, w basenie z krowim kałem na noże, widelce, czy gołe pięści do utraty przytomności – lub śmierci – według swojego widzimisię. Da się zorganizować niewolników w Mieście. Na pstryknięcie palcem mógł porwać, lub importować każdego i każdą. Również poza Miastem, wszędzie. Murzynki, Japonki, Eskimoski, Eskimoski z penisami, wszystko było kwestią ceny i chęci. Nieważne, że jest rok dwa tysiące siedemnasty. A może i nawet jest paradoksalnie coraz łatwiej?

    Zupełnie inne poglądy reprezentował człowiek, który tej samej nocy, tą samą autostradą kierował się w tym samym kierunku, dwieście metrów za Kostrzyckim. Plan nie był idealnie dopracowany. On sam nie miał pewności ani co do tego, czy wszystko się uda, ani jakie może ponieść konsekwencje. Pewne było tylko jedno – musi. Strach odgrywał tutaj rolę drugorzędną. Cel zdegradował go do małego krecika, kopiącego pod planem działania, bezskutecznie. Taką miał przynajmniej nadzieję. Było zupełnie pusto. Noc z niedzieli na poniedziałek, zegar na tablicy rozdzielczej wskazywał czwartą dwanaście. Czarny mecedes przyspieszył, a więc został zauważony. Dobrze, nie było już odwrotu. Serce łomotało mu z poważnym zamiarem wyrwania się z klatki piersiowej. Stawiał wszystko na jedną kartę. Nie miał ani pieniędzy, ani pomocy. Tylko własny gniew i zapał. Spojrzał w lusterko wsteczne upewniając się, że z tyłu nie nadjeżdża żaden pojazd. Potem ujrzał w nim przyciemnioną szybę kasku zasłaniającą twarz. Bardzo dobrze - nie mógł zobaczyć własnego lęku.
    Cezary Jechał już bardzo szybko. Nie na tyle, by rozumieć zagrożenie i panikować, ale na tyle, by nie panować do końca nad pojazdem. Znając zamiary człowieka pędzącego za nim, z pewnością wcisnąłby gaz aż do podłogi. Świst turbosprężarek zasilających ogromny silnik podtrzymywał resztki pewności, której nadmiarem jeszcze przed chwilą mógł się pochwalić. Czyżby czuł, że może jednak nie panuje nad całym światem i ma się czego bać? Bez odpowiednich środków ciężko by było zdobyć do pościgu tak szybki samochód, za to tak szybki motocykl – bez problemu. Żarty się skończyły. Ścigający zredukował przełożenie o dwa biegi i odkręcił manetkę gazu do maksimum. Kostrzewski nie zdążył zajechać mu drogi, ani przyspieszyć, gdy ten wyprzedził go najbardziej oddalonym pasem. Teraz motocyklista był przed nim. Widział go i rozumiał, że to nie są zwykłe popisy drogowe. Jechał zbyt szybko, by grzebać w schowku w poszukiwaniu pistoletu, który przecież miał. Bał się zwolnić, bał się przyspieszyć. Nie wiedział, czego się spodziewać. Zbliżając się do łuku spostrzegł czarną ciecz rozlewającą się za kołem motocykla. Olej. Już nic nie mógł zrobić.
    Pierwsza część planu – najtrudniejsza – była już za nim. Sprawy przebiegały dokładnie po jego myśli. Czarna limuzyna po kilku przewrotach leżała zdruzgotana w wysokiej trawie przy drodze, a w niej Cezary Kostrzycki. Miał nadzieję, że żyje. Byłoby idealnie, przecież to dopiero początek. Zdjął kask, potem powoli kominiarkę. Otworzył zbiornik paliwa i wetknął ją do wlewu. Twoja część planu została wykonana perfekcyjnie. Dziękuję i przepraszam, powiedział amator do przyniszczonego blackbirda pocierając draskę zapałką. Aby plan miał szansę na powodzenie, to musiało wyglądać na wypadek.
    Kostrzyckiego obudził ból połamanych żeber i obojczyka, bał się jednak podnieść powieki.


    Pobudka! Usłyszał krzyk oprawcy i poczuł, jak pęka mu żuchwa. Otworzył oczy wrzeszcząc z bólu i
    zobaczył na podłodze, a raczej klepisku własne zęby, które jeszcze przez kilkoma sekundami były na swoim miejscu. Uniósł głowę ociekającą krwią. Stojący przed nim mężczyzna patrzył na niego bez wyrazu, trzymając w opuszczonej dłoni klucz do kół. Byli w jakiejś stodole, a może garażu, nie wiedział.
    Gdzie są teraz twoi ludzie? Dlaczego nie pociągniesz za odpowiednie sznurki? – usłyszał.
    Trząsł się jak galareta. Choć nie miał pojęcia, kim jest człowiek stojący przed nim, żałował wszystkiego, co zrobił. Jego żal nie był jednak absolutnie nic wart. Tylko w tym tygodniu uczynił tyle zła, że nie był w stanie nawet przypuszczać, za co ten akurat człowiek może chcieć się mścić. Gwałt, molestowanie, zabójstwo, pobicie, okaleczenie, mężczyźni, kobiety, dzieci, wszystko mieściło się w jego grafiku imprez i zachcianek z zeszłego miesiąca. Nie mógł pojąć, jak to możliwe, że ktoś odważył się zaatakować jego – tytana życia, boga. Nagle okazało się, że jest tylko nędzną kupką białka – nie lepszą, niż każdy inny - w bardzo skomplikowanym otoczeniu, nad którym właśnie stracił kontrolę. Jeden niemożliwy do przewidzenia błąd okazał sie tragicznym. Facet w skórze podszedł do niego i spytał, czy przynajmniej wie, dlaczego. Z oczu diabła polały się łzy. Nie przez żal, nie przez wyrzuty sumienia, a przez to, że nie znał odpowiedzi i wiedział, że to go rozjuszy. Nie mylił się. Motocyklista przyniósł z kąta rudery widocznie ciężką, metalową skrzynię. Nim ją otworzył, poinformował Kostrzyckiego o jej zawartości w postaci bogatej kolekcji starych przyrządów chirurgicznych.
    Stary wyga od razu poznał, że to nie jest wypadek, wbrew zgłoszeniu. Pokręcił głową, spoglądając na dopalające się resztki pojazdów. Dostrzegł przy drodze ślady opon terenowego wozu ciągnących się w stronę małego zagajnika w pobliżu autostrady. Wysiadł z radiowozu i podążył za nimi. Usłyszawszy wrzaski i wołanie o pomoc przyspieszył. „Zły dzień” – warknął pod nosem przeładowując broń. Bez trudu dotarł do rudery pośrodku lasu. Było za mało czasu, by czekać na wsparcie, wiec tylko zameldował gdzie jest i co zamierza. Przeżegnawszy się, roztrzaskał kopnięciem drewniane drzwi. Spojrzał na krwawe resztki człowieka, który pierwszy raz w życiu - zrządzeniem losu - grał rolę ofiary. Miał sine, połamane młotkiem palce, nacięcia w miejscach najbardziej unerwionych i oparzenia trzeciego stopnia na skórze. Spoglądał na niego jednym okiem, gdyż drugie zostało mu wydłubane. Widok był przerażający, a mimo to opuścił glocka, którym celował do faceta w skórze. Cezary nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. Nie tylko z bólu. Widział już gdzieś starego policjanta, który przybiegł mu z pomocą, lecz wolałby go nie kojarzyć. Wolałby też nie kojarzyć dwunastoletniego chłopca, który przebywał u niego kilka miesięcy wcześniej, a potem zginął bez wieści. Syna tegoż policjanta, porwanego i nie odnalezionego z powodu umorzenia śledztwa. Ktoś „pociągnął za sznurki”.
    „Fałszywy alarm, nic tu nie ma. Ciała musiały spłonąć razem z wrakami” – zameldował gliniarz i wyłączył krótkofalówkę. „Posprzątaj potem po sobie, żebyśmy nie mieli problemów” powiedział cicho i ruszył w stronę radiowozu, całą drogę słysząc jęki – coraz słabsze i bardziej zniekształcone.

    #pasta , #creepy , #creepystory , #creepypasta , #thriller , #horror , #historia

    Zainteresowała Cię historia? zajrzyj koniecznie na https://www.facebook.com/Supertrzmiel/
    pokaż całość

  •  

    KŁAMCY

    Kiedyś żył w naszej dzielnicy chłopak imieniem Jimmy. Był to bardzo zabawny, sympatyczny dzieciak. Brakło mu jednak odpowiedzialności i wyczucia w swoich żartach. Był mimo to zadowolony z tego, jaki jest i nie miał zamiaru się zmieniać. Tym bardziej, że większość ludzi go lubiła, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie.

    Jeden z jego kolegów był wkurzony z dość surowego żartu Jimmy'ego. Było w nim coś z psychopatycznego sadysty, nie potrafił odróżnić żartu od zniewagi. Zebrał więc kilku innych chłopaków, którzy nie lubili Jimmy'ego i po skończonych zajęciach w szkole zaprowadzili go do sali od chemii. Unieruchomili chłopaka, lecz nie zakleili mu ust.
    ''Już niedługo będziesz się cieszyć swoją parszywą gębą'' - powiedział Brett, prowodyr całego zamieszania, patrząc w przerażone oczy ofiary. Skinął głową do swojego kolegi, a ten złapał kwas mrówkowy przechowywany w laboratorium i wylał mu na twarz. Następnie wszyscy stanęli wokół niego, zaczęli wołać o pomoc udając, że chcą uratować Jimmy'ego.
    Twarz Jimmy'ego była wprost zjadana przez kwas. Gdy ratownicy przybyli i zajmowali się chłopcem (który był już w stanie krzyczeć), jeden z lekarzy poprosił chłopców, żeby wyjaśnili, co się stało. Brett wyjaśnił, że przechodzili obok sali i zobaczyli w niej Jimmy'ego oblanego kwasem . Według jego relacji usiłowali mu pomóc. Pozostali chłopcy co chwila potwierdzali jego wersję. Jimmy próbował protestować w cichej agonii. Lekarz skinął głową i powiedział, że niedługo zostaną wezwani na kolejną rozmowę.


    Minęło kilka dni, chłopiec leżał na intensywnej terapii z bandażami na twarzy. Lekarze ratowali co mogli z jego twarzy. Wskutek ich działań szczęka chłopca trzymała się w zawiasach mimo znacznej utraty ciała i wciąż widział na jedno oko. Był w stanie mówić, jednak nie chciał odpowiadać na niczyje pytania. Wpatrywał się w sufit, nieobecny, wciąż powtarzając słowo '' KŁAMCY''. Jimmy nie będzie mógł już nigdy się uśmiechnąć, zostanie samotny w domu na zawsze. Chore, mściwe myśli pojawiały się w jego głowie. Musiał poczekać, aż nadarzy się okazja. Wtedy uderzy.
    ------------------------------------------------------------------------


    Jest weekend. Brett znalazł w swojej skrzynce na listy kasetę VHS z wyrytym napisem '' DLA CIEBIE''. Włożył ją do odtwarzacza.

    Był to amatorsko nagrany film, kręcony najprawdopodobniej w pośpiechu. Zaczyna się zoomem na codzienną gazetę; data jest wczorajsza. Natępnie kamera przeskakuje, ukazując brudną podłogę nieznanego pomieszczenia. Migotająca lampa lekko oświetla otoczenie. Kiedy kamera podniosła się, Brett zroumiał, że nie jest to normalny film.
    Przed kamerzystą siedział jeden z przyjaciół Bretta. Był nagi, wokół twarzy miał brudną opaskę, jego skóra była pokryta poparzeniami i ranami. Kamerzysta zdjął knebel z ust chłopca.
    ''Proszę, proszę...człowieku...pozwól mi odejść.... zrobiłem co chciałeś... O Boże...Jesse, Keith, Mike... Przykro mi chłopaki....prosze... tak mi...tak mi przykro...''


    Po prosstu powtarzał to w kółko, kołysając się na boki.

    Brett zaczął się trząść, widział spalone i zniekształcone ciała w tle. Zwłoki jego przyjaciół. Wszystkie ciała posiadają oznaczenia w postaci dużych liter.

    Kamerzysta chwyta siedzącego przed nim chłopaka za podbródek nakazując mu wstać. Doprowadził go do drzwi, których nie obejmuje kamera. Słychać krzyki i już po chwili Brett może zobaczyć ciała swoich przyjaciół układające się w słowo ''KŁAMCA''.
    Aparat wyłącza się automatycznie.


    Po chwili uruchamia się ponownie.
    Tym razem kamerzysta jest na zewnątrz. Prawdopodobnie tym razem kamerę trzyma ocalały przyjaciel Bretta.
    ''Gdzie jesteś ? Gdzie jesteś, popaprańcu ? Powiedziałeś, że mam odejść!''
    Chłopiec krzyczy i płacze, ponieważ słyszy chrzęst butów na śniegu. Dźwięk jest coraz bliżej.


    Brett czuje się słabo, biegnie do drzwi by je zablokować. Wie co go czeka. Odwraca się, by zobaczyć zniekształconą twarz Jimmy'ego.

    Ostatnią rzeczą, jaką kiedykolwiek usłyszy, to słowo ''KŁAMCY' wydobywające się z głośników.

    Ostatnią rzeczą, jaką poczuje, to kwas biegnący po jego twarzy i wżerający się w skórę.

    Ostatnią rzeczą, jaką zobaczy, będzie wykręcona w szyderczym uśmiechu twarz Jimmy'ego.
    #gownowpis #creepystory #creepy
    pokaż całość

    źródło: creepypasta.com

  •  

    Kiedy układałem go do snu, powiedział „Tatusiu, sprawdź czy pod łóżkiem nie ma potworów”. Rozbawiony zajrzałem tam i wtedy go zobaczyłem – to był mój syn, który drżąc wyszeptał do mnie jedno zdanie: „Tatusiu, ktoś leży w moim łóżku”.

    #pasta #creepystory #kalkazreddita

  •  

    Chyba jakiś demon wszedł w korzeń w moim akwarium. To pewnie dlatego dzisiaj padł jeden gupik ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #akwarystyka #creepystory

    źródło: demon.jpg

  •  

    Pamiętam historię Mirka, który miał jakąś akcję z drzwiami w domu, w bloku. Ktoś mu walił w drzwi w nocy i uciekał jak ten do nich podchodził czy coś w tym stylu. I że w pewnym momencie gdzieś mu stanął w drzwiach jak ten patrzył przez judasza.

    Pamięta ktoś?

    #creepy #creepystory #pytanie #kiciochpyta

  •  

    Domki dla zamordowanych lalek - jak milionerka została "matką współczesnej kryminalistyki"

    https://www.wykop.pl/link/3998113/domki-dla-zamordowanych-lalek-jak-milionerka-zostala-matka-kryminalistyki/

    Wyglądają jak perfekcyjnie zrobione domki dla lalek. Są jednak czymś więcej. Jeśli przyjrzymy im się bliżej, zobaczymy pochlapane krwią ściany, noże, lalki, które przypominają martwych ludzi. Domki zbudowała w latach czterdziestych Frances Glessner Lee. Była zafascynowaną kryminalistyką milionerką. Przygotowane przez nią eksponaty nadal z powodzeniem służą policjantom. Dzięki nim uczą się, jak oglądać miejsce zbrodni i jak wyciągać wnioski z tego, co zobaczą.
    #creepy #creepystory #policja #prawo #ciekawostki #majsterkowanie #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: igimag.pl

  •  
    I........0

    +16

    Przypomniało mi sie, jak pewnego dnia w licbazie zaprosiłem koleżanke na koncert, poszliśmy tam i było fajnie, skończylo się tak że staliśmy przytuleni, ale nie tak przytuleni przodem, tylko tak, że ja ja przytulałem od tyłu i słuchaliśmy koncertu i nie mówiliśmy za dużo, i cieszyłem się, że przytulam takiego fajnego rózowego i rozmyślałem o polityce.
    I w pewnej chwili ona się odwróciła i odwpowiedziała mi coś na te myśli, w temacie tej polityki, tak jakbym nie myślał tylko mówił na głos ( ͡° ʖ̯ ͡°) to było #creepy w chuj, cały nastrój prysł i się jej troche bałem potem ( ͡° ʖ̯ ͡°) potem się zastanawiałem, czy ja aby na serio nie mówie na głos cały czas tego co myśle(widywałem już świrów gadajacych do siebie), tylko ludzie wokół udają, ze jestem normalny, żeby mi nie było przykro. ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    a wy miieliście podobne historie, ze ktoś "usłyszał" wasze myśli i wam odpowiedział? ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #coolstory i w sumie troche #creepystory
    pokaż całość

    •  

      @Ikarus_280 to ma swoje wyjaśnienie, powiedzmy. W teoriach różnych alternatywnych istnieje telepatia z kimś, z kim jest się blisko. Ile razy miałem tak, że myślałem aby zadzwonić do matki a ona dzwoniła nagle. Albo z różowym na odległość się miało wspólne myśli i potem mówiło 'czytałaś mi w myślach'. Więź emocjonalna tworzy po prostu takie łącze.

      +: I........0, goomowy_qrchuck
    •  

      @Ikarus_280 Ja leżałem kiedyś w szpitalu. Przez dwie godziny była ogromna cisza. Nagle razem z kolegą leżącym też zaczęliśmy śpiewać Johnny B. Śmiechłem a potem myślałem jak będzie creepy

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Mirki, ale akcję miałem.

    Jechałem sobie w weekend z żoną i gówniakiem z Wrocławia na rodzinne Podkarpacie. Większość trasy to autostrada, ale tak pod koniec podróży, tuż przed docelowym miasteczkiem muszę przejechać około 10 kilometrów po drodze ciągnącej się przez jakieś totalne odludzie. Tylko lasy i pola. Zero domów, zero ludzi, zero świateł. Czasem jedynie jakiś pijaczyna swoim rozklekotanym rowerze chwiejnie przejedzie środkiem drogi.

    Jest piątek, chwila po 20, a ja właśnie wjeżdżam w tę podkarpacką ciemność. Zaraz mój trud będzie skończon, a ja będę jadł kiełbasę z dzika i pił dziadkowy bimber. Gówniak kima, żona też lekko przysypia, ciemno, więc włączam długie światła i jadę. Żona moja nienawidzi thrillerów i bardzo je przeżywa, a że nieco się nudzę i humor mi dopisuje, więc postanawiam trochę pobudzić jej wyobraźnię i nakręcam jej fazę o tym, że gdyby ktoś zrobił tutaj na nas zasadzkę, to nasze szanse byłyby niewielkie i przypominam film, który niedawno oglądaliśmy, opowiadający historię rodziny zaatakowanej przez pijanych wieśniaków na jakiejś niewielkiej drodze stanowej, zakończonej porwaniem żony i córki, ich zgwałceniem i morderstwem.

    Żona oczywiście każe mi się zamknąć dokładnie wtedy, gdy w lusterku widzę doganiające nas z dużą prędkością światła. Cóż, jakiś zbłąkany wędrowiec pewnie spieszy się na kolację – myślę i czekam na moment, aż zostanę przez niego wyprzedzony, ale o dziwo auto po zbliżeniu się do nas zwalnia i jedzie mi na zderzaku przez jakiś kilometr lub dwa pomimo prostej drogi, na której mógłby wyprzedzić nas co najmniej 69 razy.

    Serce zaczyna mi powoli przyspieszać, ale staram się zracjonalizować jego zachowanie – może po prostu chce, żebym oświetlał mu drogę. Zaciskam więc spoconymi dłońmi kierownicę i widzę, że mój nowy towarzysz podróży jednak decyduje się mnie wyprzedzić. Kamień z serca, pewnie za chwilę pogna jak szaleniec przed siebie i za pierwszym zakrętem zniknie mi z oczu, ale nic z tych rzeczy, gość kilka sekund po wyprzedzeniu mnie gwałtownie hamuje i zatrzymuje się na środku drogi, w szczerym polu. Co do kurwy on wyrabia? Może musi odebrać telefon, może poczuł się gorzej? Nieważne. Myślę teraz jedynie o swojej rodzinie, a nie o obcym facecie, omijam go poboczem i ruszam przed siebie obserwując sytuację w lusterku, w którym widzę, że gość... momentalnie rusza za mną.

    Pojebana akcja. Żona krzyczy, żebym pędził jak najszybciej, ja tętno mam wyższe niż próg podatkowy w podatku dochodowym, ale przecież nie będę zapierdalał po ciemnej leśnej drodze, żeby się wziąć i zabić na jakimś drzewie, więc jadę przepisowe 90 km/h kontrolując zachowanie gościa, który przez jakieś 3 kilometry po prostu jedzie za mną, by tuż przed wjazdem do miasteczka... skręcić w jakąś polną drogę i na zawsze zniknąć z mojego życia.

    #creepystory #coolstory #podkarpacie #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #patologiazewsi nie #pasta
    pokaż całość

  •  

    Mirki,

    spędziłem z żoną i dwójką znajomych weekend we Lwowie i spotkała nas dziwna sytuacja. Do tego stopnia, że zaczęliśmy się martwić o swoje bezpieczeństwo. Może jesteście jakoś w stanie rozwiać nasze domysły i wątpliwości i uracjonalnić wszystko to co się działo. Mamy świadomość, że niektóre z naszych działań były nieodpowiedzialne, ale mądry Polak po szkodzie. To nie był mój pierwszy wyjazd do Lwowa, zawsze tak robiłem - po raz ostatni.

    I. Podróż z granicy do Lwowa
    Już zaraz za granicą podszedł do nas gość, który chciał nas zawieźć do Lwowa. Jako, że podana przez niego cena nie była szczególnie interesująca nas powiedzieliśmy mu, że się zastanowimy. Był odrobinę nachalny, ale nie wyglądał na szkodliwego. Zapytał czy może iść za nami, w razie gdybyśmy się zdecydowali - odmówiliśmy, ale jednak poszedł za nami. Za chwilę podszedł jeszcze jakiś gość który polecał tego Pana, mówiąc, że to sprawdzony człowiek. Poszliśmy jednak dalej w swoją stronę. Tymczasem ten człowiek podjechał samochodem i zgodził się na naszą cenę. Błąd numer jeden - zgodziliśmy się pojechać z nim.
    Człowiek zapytał nas o adre - błąd nr 2- podaliśmy mu dokładny adres kamienicy, w której będziemy mieszkać. Dojechaliśmy do Lwowa. Gość mimo GPS wysadził na ulicę wcześniej. Powiedział, że to tu i to my się mylimy. Wtedy myśleliśmy, że gość był nieogarnięty - później tłumaczyliśmy sobie to inaczej. Jako, że człowiek mimo wszystko był ok, poprosiliśmy go o numer telefonu. Podaliśmy, poprosił o puszczenie strzały, żeby wiedział, że to my.
    II. Kieszonkowcy
    W sobotę koło południa zauważyliśmy 4 osoby, które nas obserwowały. Mój kolega jest bystry i to zauważył. Za każdym razem gdy przystawaliśmy, przystawali i oni. Kilka razy. W końcu zaczęliśmy zwracać na nich uwagę. Gdy to zauważyli, ruszyli do przodu. Wtedy myśleliśmy, że to kieszonkowcy - później tłumaczyliśmy sobie to inaczej.
    III. Telefony od kierowcy
    Siedząc przy piwku w sobotę zadzwonił do nas telefon. Z racji tego, że miała do nas zadzwonić właścicielka kwatery - bez żadnego problemu odebraliśmy telefon. Okazało się, że to taksówkarz. Zapytany dlaczego dzwoni z innego numeru niż nam podał - nie odpowiedział. Powiedzieliśmy, że nie wiemy czy z nim jedziemy - wtedy nie wydawało się jeszcze nic podejrzane - ot pomyśleliśmy, że pojedziemy marszutką. Taksówkarz powiedział, żebyśmy się zastanowili i oddzwoni za 15 minut. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, gdy po skończeniu rozmowy zauważyliśmy numer kierunkowy +33 - Francja. Wtedy już wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Umowa między nami - następnego telefonu nie odbieramy. Z tym człowiekiem nie jedziemy. I teraz to co nas dobiło. Po około 20 minutach, na telefonie kolegi pojawił się dzwoniący Adolf Schmidt - kierunkowy +49. To, że bez wpisanego numeru telefonu pojawił się nam napis "Adolf Schmidt" - wyjaśniliśmy sobie to tym, że ten numer jest niejako przypisany w google. Dlaczego jednak w ciągu 20 minut zadzwonił do nas telefon z Francji i Niemiec?! Nie byliśmy nawet w stanie stwierdzić, czy to na pewno dzwoniła ta sama osoba z którą jechaliśmy - bariera językowa.
    Przed oczami pojawił nam się plakat z granicy - "Uwaga na handel ludźmi"
    IV. Domysły
    a) Kierowca wypatrzył nas jako ofiary już na granicy. 4 młode osoby.
    b) Kierowca nie podwiózł nas nas dokładnie na podany adres, by nie złapały go kamery.
    c) Nie dzwonił do nas kierowca z którym jechaliśmy
    d) Kieszonkowcy, to nie byli kieszonkowcy
    e) Dzwonienie z innych numerów, to mylenie tropu.

    Bez względu na to czy było w tym coś podejrzanego czy nie - wieczór popsuty. Dajcie znać czy potraficie jakoś to wszystko racjonalnie wyjaśnić. Zwłaszcza kwestię tych telefonów i numerów kierunkowych.

    #podrozujzwykopem #lwow #ukraina #creepystory
    pokaż całość

    •  

      @Member: Hej,
      Nie chce mi sie czytać 92 komentarzy, ale byłem niedawno we lwowie i spotkaliśmy tam ludzi którzy ogarniają Ukraincą robote w polsce i gadaliśmy sobie z nimi czy nie chcemy pracowników itd, ogólnie z 2h w knajpie i też się wymienialiśmy numerami i typ za każdym razem jak dzwonil to też miał inny nr z inny kierunkowym. Oni mają jakąś taką usługe chyba, bo jest taniej, to jakieś VOIP.

    •  

      @d1l4x: Można z bronią na ukrainę? jakie są formalności?

    • więcej komentarzy (94)

  •  

    Miałem kiedyś paraliż senny. Wyglądało to tak, że leżałem na plecach i widziałem kątem oka, że jakaś starsza, pomarszczona kobieta z fioletową, siną skórą podchodzi do mnie i kładzie się obok. Potem poczułem, że kładzie mi rękę na ramieniu i szepta do ucha "pamiętaj o odkurzaczu". Nie wiem o chuj chodzi ale gdybym mógł się ruszyć to pewnie bym się zesrał. #creepystory #truestory #jeszczeniemanocnej pokaż całość

  •  

    Parę lat temu ukończono budowe super-uber-hiper-multi-milion-dolar-zajebistego Wydziału Nauk Historycznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i wszystko było super. Piękny z zewnątrz, nowoczesny, sprzęt za dużo pieniążków z €uropejskiej ( ͡€ ͜ʖ ͡€) Dotacji no i po jakimś czasie zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Okazuje się, że w budynku w kompletnie randomowych momentach otwierają się drzwi do sal (które mają zatrzask na kartę magnetyczną), wentylacja płata figle z niewiadomego powodu, wyświetlacze zamieniają słowa (:o) i pojawia się masa wielu innych zakłóceń w innych urządzeniach.
    Heheszkujemy z tego ale dziś w nocy w kilku salach rozjebały się ekrany spadając na podłogę.
    Trochę to przerażające ale Mireczki dowiedzieliśmy się że architekt tego budynku zginął w katastrofie lotniczej w Hiszpanii parę lat temu. ( ಠ_ಠ)
    #paranormalne #x #ciekawostki #umk #creepystory
    pokaż całość

    źródło: spodkopca.pl

  •  

    Kurde Mirki, jaką akcję miałem.

    Wczoraj zasnąłem dosyć wcześnie, bo zmęczony byłem jak ksiądz po kolędzie i to był błąd, bo w środku nocy przebudziłem się nagle i niespodziewanie. Pomimo prób odpłynięcia w krainę marzeń sennych moje starania okazały się daremne, a rzeczywistość trzymała się mnie jak opryszczka kurwy. W końcu znudzony staraniami wstałem, aby napić się chłodnej odświeżającej wody i pijąc tak ten pyszny napój stanąłem przy oknie z widokiem na sąsiedni blok. Cyferblat zegara wskazywał 3:27, więc wszystkie światła w bloku naprzeciwko były zgaszone, oprócz jednego. Środkowa klatka, drugie piętro, mieszkanie po lewej. Nie musiałem nawet liczyć. Wiedziałem, ponieważ mieszkał tam mój stary kumpel z dzieciństwa. Ostatnio rzadko się widywaliśmy zajęci swoimi rodzinami, pracą, całym tym dorosłym szajsem, który ni stąd ni zowąd wyrósł nam jak kurzajka na stopie bywalca łaźni miejskiej dla Cyganów.

    No i stoję, i patrzę w to okno i w pewnym momencie dostrzegam kartę naklejoną właśnie na nim, i z ciekawości biegnę po lornetkę, robię zoom x10, i odczytuję z pewnymi problemami ale z całą pewnością. „POMÓŻ MI”. O chuj, momentalnie oblewa mnie zimny pot. Cały się trzęsę z nerwów, ale zakładam na siebie spodnie dresowe i biegnę po schodach jak szalony, przecinam podwórko, to pole minowe z psich gówien ułożonych pewnie w jakiś tajemny psi szyfr i wbiegam na drugie piętro środkowej klatki i wchodzę do mieszkania po lewej odważniej niż babcie do tramwaju numer 10 na Biskupinie.

    O dziwo w mieszkaniu panuje kompletna cisza, cisza jakiej nigdy jeszcze nie doświadczyłem. Słyszę własne serce, bije jak oszalałe, jakby chciało mnie ostrzec i zatrzymać w pół kroku. Gdy zbliżam się do drzwi owego pokoju jestem już jebaną sumą wszystkich lęków, ale naciskam na klamkę i... okazuje się, że pokój jest pusty. Rozglądam się dookoła, ale wszystko wydaje się być na swoim miejscu, tylko ani Andrzeja, ani jego rodziny nie ma. Mieszkanie jest puste jak lista grzechów papieża.

    Wtedy przypadkiem zerkam na swoje okno przez okno Andrzeja i widzę zapalone światło i kartkę. Kartkę naklejoną na szybę. Kurwa to się nie dzieje, szybko więc przykładam do oczu lornetkę, której zapomniałem zdjąć z szyi w pośpiechu i odczytuję napis na kartce, który mówi „PRZEPRASZAM PRZYJACIELU, WYBACZ, ONI KAZALI MI TO ZROBIĆ”.

    Czuję, że ziemia się pode mną zapada, ale ja jak w transie, wybiegam z mieszkania kolegi, ponownie przecinam podwórko, wbiegam do swojego mieszkania i nagle czuję, że mdleję. Czy to ze strachu, czy z emocji? Nie wiem. Nie wiem też ile to moje omdlenie trwało, ale gdy odzyskuję świadomość to okazuje się, że jak gdyby nigdy nic leżę w łóżku obok mojej żony. Wstaję więc wyczerpany i idę po szklankę wody.

    Czy sen może być tak realistyczny?

    Nie miałem nawet sił, żeby o tym myśleć. Chciałem jedynie się napić i pijąc tak ten pyszny napój stanąłem przy oknie z widokiem na sąsiedni blok. Cyferblat zegara wskazywał 3:27, więc wszystkie światła w bloku naprzeciwko były zgaszone, oprócz jednego. Środkowa klatka, drugie piętro, mieszkanie po lewej.

    #coolstory #pasta #creepystory #feels #wroclaw
    pokaż całość

  •  

    @nie_wiem_co_wpisac_az:
    Co tam z twoim Demonem OB`em w nowym domu? Dalej kontaktuje się z synem? Miałeś napisać a może już was wszystkich załatwił ?
    #creepy #paranormalne #truestory #creepystory #dom #pytanie #duchy

  •  

    Sloss Furnace. Wielki piec hutniczy w okolicach Birmingham w Alabamie. Otwarty jeszcze w XIX wieku produkował surówkę hutniczą przez ponad 90 lat. Na materiale z tego miejsca powstawały drapacze chmur i inne imponujące budynki w USA. Zakład zamknięto w latach siedemdziesiątych, gdyż metody tam stosowane były już przestarzałe i mocno szkodzące środowisku.
    Nie było nic dziwnego, gdyby nie to, że miejsce uważane jest za nawiedzone i stoi za nim szatańska historia. Mówi się grubo o ponad 50 osobach jakie straciły tam życie w skutek zaniedbań bezpieczeństwa i morderczego tempa pracy, które doprowadziło do wielu tragedii w tym okrytym czerwonym pyłem gąszczu kominów i rur. Cała okolica wówczas była podporządkowana piecom w Sloss, które domagały się coraz większej ilości węgla, potu i krwi. Nie liczący się z nikim nadzorcy byli po to by wszystko dostarczyć i nie liczyć się z nikim. Na gwizd parowy miały stawiać się całe brygady, mówiono że muł kosztuje 25$, a na miejsce robotnika są kolejni. Ludzie należeli do pieców w Sloss.
    Temperatury w tym miejscu dochodziły do zwariowanej wysokości, sprzyjała jeszcze temu duszna i gorąca lokacja samej Alabamy. Zakład pracował non stop ponad normę, a praca tam przypominała szychtę w piekle. Odzież ochronna, przerwy, zmiany, darmowe napoje? Zapomnijcie.
    Ludzie ginęli w płomieniach i eksplozjach, wpadali do surówki i pieca, pod prasę, wciągani w pracującą maszynerię, spadali w rusztowań, lub ginęli się gotując w buchającej parze. Kto wytrzymał tam dłużej często sam odbierał sobie życie.

    Dziś Sloss jest w rejestrze miejsc historycznych USA, prowadzone są tam wycieczki edukacyjne oraz pokazy hutnicze, a także ściągają tam rzesze ludzi chcący poczuć dreszczyk i reputację nawiedzonego miejsca. W tym celu umożliwia się nocne wizyty i obserwację zjawisk paranormalnych, a podobno takie zdarzenia mają tam miejsce i wielu obserwatorów wymięka.

    Warto poczytać i pooglądać więcej o tym miejscu.

    Generalny opis https://www.youtube.com/watch?v=6r8OShuGfqY
    Opis http://www.frightfurnace.com/hauntings/haunted-history-of-sloss-furnace/
    Materiał z tv https://www.youtube.com/watch?v=GJCMUHzzNTM
    dron nad Sloss https://www.youtube.com/watch?v=iaqHNCIN424
    dokument https://www.youtube.com/watch?v=AVHFEm7bWV4
    Ghost Hunters https://www.dailymotion.com/video/xsdr76
    ekipa Proper People w Sloss https://www.youtube.com/watch?v=Lfb9h_-sFCM

    #ciekawostkihistoryczne #usa #opuszczone #zjawiskaparanormalne #duchy #creepystory #paranormalne
    pokaż całość

    +: r.........e, Dymass +33 innych
  •  

    Największa creepy story jaką usłyszałam zaraz po Tajemnicy lodowej przełęczy .Przeczytałam o tym na wykopie jakoś w kwietniu 2016 (pamiętam bo akurat wracałam z kursu na prawko ( ͡° ͜ʖ ͡°)).

    "1 kwietnia 2014 roku dwie młode Holenderki Lisanne Kroon (lat 22) i Kris Kremers (lat 21) zniknęły z miasta Boquete w Panamie. Dziewczyny oddaliły się z hostelu, w którym przebywały i udały się do pobliskiego lasu deszczowego na trekking. Nie spotkały się z umówionym przewodnikiem, nikomu nie powiedziały dokąd się udają i rozpłynęły się w powietrzu. W wyprawie towarzyszył im pies zwany Blue, który wrócił do hostelu. Zaginionej dwójki kobiet poszukiwali panamscy ochotnicy, miejscowa policja oraz holenderscy dochodzeniowcy. Nie znaleźli nic. Żadnych śladów. Niczego. Dopiero 14 czerwca Angel Palacios wraz z żoną w panamskim Continental Divide daleko od Boquete odnaleźli blisko rzeki Rio Culebre niebieski plecak. Jego zawartość: 83$, paszport Lisanne Froon, dwie pary tanich okularów przeciwsłonecznych, dwa biustonosze, aparat fotograficzny i dwa telefony komórkowe. Wszystko ładnie uporządkowane i w dobrym stanie. W pobliżu plecaka za drzewem znajdował się but, w którym tkwiła ludzka stopa. Skoro odnaleziono ludzką stopę jedna z zaginionych kobiet musiała być martwa. Rodziło się pytanie jak zaginionym udało się dotrzeć tak daleko? Miejsce odnalezienia plecaka i szczątków to Altos Romeros - przynajmniej dzień drogi od Boquete. Z powodu pogorszenia się pogody do pomocy w poszukiwaniach wezwani zostali Indianie. Odnaleźli na skale starannie ułożone spodenki Kris oraz niebieski but. A także inne ludzkie kości należące zarówno do Lisanne, jak i Kris. Łącznie 28 kości Lisanne (w tym dwie długie kości złączone ze skórą - po czterech miesiącach od zaginięcia!) i tylko dwie Kris. Lisanne i Kris zostawiły należące do nich rzeczy w hostelu, zatem planowały wrócić. Co poszło nie tak?

    Kości. Dziwne było to że stopa Lisanne została odłamana przy kostce i pozostawiona w bucie. Niektóre odnalezione kości Lisanne wciąż pokryte były tkanką, natomiast kości Kris nie. Kości Kris były wybielone fosforem. Jedna z hipotez stanowiła, iż ktoś mógł użyć chemikaliów czy użyźniaczy na szczątkach, aby się ich pozbyć. Jednak kości nie nosiły śladów cięcia czy innych urazów. Kolejną zagadką był aparat fotograficzny, którego bateria była niemal pełna. I zdjęcia. Dzięki zdjęciom ustalono że Lisanne i Kris były na El Mirador na szlaku El Pianista już 1 kwietnia - dotarły na szczyt Continental Divide w dniu w którym zaginęły około godziny 1 p.m. O godzinie 2 p.m. Kris zrobiła sobie zdjęcie w quebrada (wąwozie). Potem w baranca (wąwóz o bardziej stromych ścianach). Miejsca zdradliwe deszczową porą. Aby dotrzeć do miejsca, w którym odnaleziono ich kości dziewczęta musiały przejść przez pięć wąwozów (queberas/barrancas) i przekroczyć trzy rzeki. Przez 7 dni aparat dziewcząt był uśpiony, aż tu 8 kwietnia o godzinie 1 w nocy zostały zrobione dwa zdjęcia. Na pierwszym widać krzaki poniżej skały. Na drugim wierzchołek skały z dwoma kijkami, każdy z nich z małym kawałkiem czerwonej plastikowej folii i dwoma opakowaniami po gumie do żucia. Włączony aparat robił zdjęcia jeszcze przez 3 godziny - łącznie 88 fotografii na których widać tylko mrok. Ciemność. Żadnych zdjęć ścieżek, napotkanych zwierząt czy ludzi. Może dziewczyny używały flesza, by oświetlić sobie drogę? Z drugiej strony flesz powoduje krótkotrwałą ślepotę i nie sprzyja przyzwyczajeniu się wzroku do ciemności. Być może próbowały zwrócić uwagę ekipy poszukiwawczej w dżungli.

    Dziewczęta były zatem o godzinie 1 p.m. na Continental Divide. Świadkowie twierdzili jednak inaczej. Kobieta w szkole języka hiszpańskiego do której Lisanne i Kris uczęszczały przysięgała że o tej godzinie były w szkole. Lokalny przewodnik twierdził że widział je w Boquete pomiędzy 2 a 2.15 p.m. Inny mężczyzna widział je pomiędzy 2.30 a 3. Być może tych pięcioro świadków widziało Lisanne i Kris dzień wcześniej.

    Godzina 4.30 1 kwietnia 2014 roku - Lisanne i Kris dzwonią pod numer 112 po raz pierwszy. Po raz drugi 20 minut później. Obszar, w którym zostały znalezione ich kości znajdował się przynajmniej 12 godzin drogi od El Mirador, zatem musiały być daleko od tego obszaru. Od tej pory one (albo ktoś) próbował używać ich telefonów 88 razy. Aż do 11 kwietnia 2014 roku. 11 prób dzwonienia pod numer alarmowy, 77 włączania i wyłączania, by sprawdzić czy telefony jeszcze działają. 5 kwietnia telefon Kris został włączony kilka razy, ale nie podano prawidłowego kodu sim. Czyżby telefonu używała osoba trzecia? Nie wiadomo. Nie było żadnych smsów od Kris i Lisanne, nawet do ukochanych rodziców. W każdym razie 3 kwietnia miała miejsce ostatnia próba połączenia się z numerem alarmowym, 11 kwietnia telefon Kris został włączony po raz ostatni.

    Co się przydarzyło Lisanne i Kris w panamskiej dżungli? Zapewne nigdy się tego nie dowiemy. Kości dziewcząt nie nosiły śladów urazów. Nie było śladów krwi na ich ubraniach. Nadto dżungla po której się poruszały obfitowała w niebezpieczne zwierzęta: węże, pumy, pantery. Rzeki też były niebezpieczne np. Rio Culebre. Czy Lisanne i Kris poszły w złym kierunku? Czemu nie zawróciły? Czemu nie oznaczyły szlaku? A może ktoś trzeci im towarzyszył? 1 kwietnia 2014 roku w dniu zaginięcia dziewcząt dzień był słoneczny; wąwozy były suche. Może rzeczywiście Lisanne i Kris zboczyły ze szlaku?

    Dalsze pytania: Czemu odnaleziono tak mało kości? Gdzie jest ich reszta? Czemu Lisanne i Kris nie pozostawiły żadnego znaku, że potrzebują pomocy np. napisu na drzewie? Dlaczego nie pisały smsów do rodziców? Co oznaczają dwa ostatnie zdjęcia, na których coś widać? Czemu Kris zdjęła spodenki? Dlaczego biustonosze dziewcząt zostały włożone do plecaka? Czemu spodenki Kris zostały starannie położone? Pytania można mnożyć.

    W lutym 2015 roku pojawiła się hipoteza, iż dziewczęta mogły spaść z klifu o wysokości 30-40 metrów. W takim układzie nie należy brać pod uwagę działania osoby trzeciej."

    #creepystory #creepy #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Miałem dziś super sen. Byłem policjantem.
    Akcja działa się w jebutnym centrum handlowym.
    Jakieś duże zamieszanie. Ludzie biegają z miejsca na miejsce i dużo kolegów po fachu. Do nogi podchodzi mi dziecko (na oko 5 letnie) i ryczy.
    Pytam się co się stało, a on, że zgubił się i chce już do domu.
    No to go biorę na ręce i idziemy szukać, ale że centrum duże, a i ludzie z miejsca na miejsce biegną to było ciężko.
    Ja: Pamiętasz gdzie mieszkasz?
    On: Tak.
    Ja: To może zawiozę Cię do domu? Myślisz, że ktoś tam jest?
    On: Tak.
    No to idziemy do radiowozu, młody siada z przodu i sie cieszy, że radiowozem sobie pojeździ.
    Z przyzwyczajenia wkładam komórkę do schowka, żeby mi nie przeszkadzała i na komórce widzę, że gps wyznacza mi drogę do jakiegoś lasku. No nic, olewam, pewnie w kieszeni samo się włączyło.
    Jedziemy do jego domu to sen, wiec oczywiście drogę znałem, więc mnie to nie zdziwiło.
    W bagażniku coś stuka, jakby jakaś rura się urwała i puka w metalowy element. No nic, uznałem, że najpierw młodego do domu odstawić muszę, a później zgłoszę w jednostce dyżurnemu taki mankament.
    Zajeżdżamy pod blok, odprowadzam go do domu.
    Kobieta w drzwiach wita mnie buziakiem i mówi, że zrobiła już obiad, więc muszę się szybko przebrać.

    o chuj Ci chodzi kobieto, nie podziękujesz nawet, ze Ci dziecko do domu przywiozłem? Jesteś nienormalna? Chyba muszę to naprawdę zgłosić i stracisz prawa do tego dziecka, skoro nie umiesz się nim zająć.

    Olśnienie.
    Ona jest moją żoną. Dziecko jest moje. Nie jestem policjantem.
    Zamieszanie w centrum handlowym wywołane tym, że znaleziono zaszlachtowane zwłoki policjanta. A reszta policji przybyłej na miejscu szukała drugiego, który zaginął.

    Miał ktoś z was kiedyś sen, w którym odegraliście rolę na tyle psychopaty, że nawet sami o tym nie wiedzieliście, aż do końca snu? o_O

    #sny #dziennazmiana #nocnazmiana #creepystory
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj na religii rozmawialiśmy o tym, czym jest szatan i jakie zagrożenia czyhają na nas; takie jak narkotyki, chęć szybkiego wzbogacania się i uzależnienia, oraz o tym jak być w życiu szczęśliwy.

    Więc ja dorzuciłem swoje 5groszy, wypowiadając swoją wizję okrutnej i nieuniknionej przyszłości, wywołanej przez naszą próżność, w której ludzie będą sobie elektrody wszczepiali do mózgów, aby się między sobą niezwykle szybko komunikować, oraz zaczną przenosić swe mózgi do maszyn, aby żyć wiecznie w idealnych i syntetycznych ciałach, połączonych z symulacją równoległego świata. Przez co upadnie indywidualizm, a ludzie się zmienią w bezmyślne maszyny otumanione przez to co sprawia im przyjemność (czyli kontynuacja dzisiejszego, braku dystansu do technologi, pozbawiający nas zdrowego rozsądku).

    Ksiądz mi uwierzył i przyznał rację, do tego wyszedł z klasy przerażony ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #cyberpunk #religia #takaprawda #nwo #psychologia #kosciol #anarchotranshumanizm #creepystory
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Kurwa, co za popierdolona akcja.

    Dzwonię z UK do ojca w Polsce z polskiego numeru. Rozmawiamy o czymś tam, kilka sekund ciszy, pytam o coś zupełnie innego. Ojciec się zapętlił słyszę urywki zdań, które wypowiedział wcześniej.

    Gadam do niego, ale on jakby zupełnie mnie nie słyszał i wciąż urywki zdań, które padły przed chwilą w zupełnie losowej kolejności. W ogóle nie reagował na to, co mówiłem, cały czas w kółko zapętlone, losowe zdania. Pytam, czy wszystko w porządku, bałem się, że dostał wylewu, czy czegoś podobnego, stres level over 9000. Ja mówię, a on dalej zloopowany. Rozlaczylem się i dzwonię do niego jeszcze raz, a on zupełnie normalnie pyta, co się stało, bo nas rozłączyło kilka minut temu.

    Nie wiem, czy gadałem z echem i czy to w ogóle możliwe? Nagrywają mnie i się coś zjebało? Bo ojciec był autentycznie zdziwiony, gdy mu powiedziałem, co się stało. (・へ・)

    #uk #cozapojebanaakcja #truestory #creepystory
    pokaż całość

  •  

    29 września na kanale AMC będzie film Tragedia na przełęczy Diatłowa (The Dyatlov Pass Incident).

    Link do Filmweb z opisem filmu.

    Ocena filmu nie jest zbyt wysoka (jedynie 5,7) niemniej i tak chętnie obejrzę ten film bo sama historia (opis na wiki) to jedna z lepszych prawdziwych historii z kategorii #creepy.

    #film #filmy #creepystory
    #filmyadaslawa
    pokaż całość

  •  

    Andriej Czikatiło, jeden z najbardziej zwyrodniałych ludzi w historii, na jednej z rozpraw po ujęciu go w 1990 roku przez milicję. W latach 1978 - 1990 na terenie dzisiejszej zachodniej Ukrainy, zachodniej, południowo-zachodniej Rosji i Uzbekistanu seryjny morderca, gwałciciel, nekrofil i kanibal zamordował 53 osoby (kobiety i mężczyźni) w wieku od 7 do 44 lat w 14 różnych miastach. Później nadano mu przydomek Rzeźnik z Rostowa, choć w tym mieście zabił tylko część swoich ofiar.

    Radzieckie władze długo nie mogły sobie poradzić z ujęciem sprawcy brutalnych zbrodni, a sam problem masowych mordów tuszowano. Zanim ujęto Czikatiłę radziecka milicja wyłapała wielu innych podejrzanych o zbrodnie i często wymuszała przyznanie się do winy.

    Rzeźnika z Rostowa schwytano wreszcie w 1990 roku. Milicjanci byli w szoku, gdy przedstawiając mordercy zarzut zabójstwa 36 osób usłyszeli nie tylko przyznanie się do wszystkich, ale i dodatkowych 17 zabójstw. W czasie trwającego 4 lata procesu, który kontynuowano już w Federacji Rosyjskiej morderca obwiniał o swoje zwyrodnienie ciężkie przeżycia z dzieciństwa, impotencję i przywódców radzieckich strojąc przy tym dziwaczne miny i zachowując się jak obłąkany.

    W 1992 roku zapadł wyrok śmierci, który wykonano 2 lata później w rosyjskim Nowoczerkasku. Rzeźnika z Rostowa zneutralizowano przez strzał w tył głowy. Przed egzekucją Czikatiło powiedział znamienne słowa:

    Teraz mój mózg powinien zostać zabrany i zbadany, kawałek po kawałku, aby już nigdy nie było nikogo takiego

    #historiajednejfotografii #historia #creepystory #creepy #kryminalistyka #rosja #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: persona.rin.ru

  •  

    Z takich dziwnych akcji to kiedyś wróciłem do mieszkania dość późno, nie zamknąłem drzwi nawet i nie zapalając światła przeglądałem wypok i po cichu siedząc nagle ktoś mi wszedł po cichu do mieszkania i gdy mnie zobaczył to spierdoli aż się kurzyło, wziąłem w łapę pierwszy lepszy nóż kuchenny (XD) i po chwili wyszedłem na klatkę, po jakimś czasie zauważyłem że jest dużo więcej policji a osiedle małe, okazało się ze w ten sposób ktoś lub większa grupa wynieśli z 4 mieszkań wszystko co się dało. Zamykajcie drzwi mireczki - zawsze. #creepystory #creepy #takietam #coolstory pokaż całość

    •  

      @zirytowana_plaszczka: znam takich, ja nie zamknąłem z własnej głupoty i później o tym zapomniałem. Mieszkałem wtedy na nowym i bardzo małym osiedlu i nie wiedziałem jeszcze wtedy jak wiele osób próbuje kogoś okraść w ten sposób, jednak to się może zdarzyć wszędzie.

    •  

      ja nie zamknąłem z własnej głupoty i później o tym zapomniałem.

      Wiem, zdarza się. Ja kiedyś wróciłem i jakoś tak się zamotałem że zapomniałem zamknąć drzwi od środka, zorientowałem się dopiero następnego dnia jak wychodziłem. Na szczęście nie zostałem okradziony.

      Mieszkałem wtedy na nowym i bardzo małym osiedlu i nie wiedziałem jeszcze wtedy jak wiele osób próbuje kogoś okraść w ten sposób

      Niestety to jest podobno dość częste :/

      @Tentypo:
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #creepystory

0:0,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1

Archiwum tagów