•  

    Do jeziora Nyskiego chyba wylali wodę z reaktora czwartego w Czarnobylu i jeszcze karzą sobie zapłacić za wejście na plażę 4 zł ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #wakacje #zalesie #czarnobyl #wedkarstwo

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Na poniższym zdjęciu została uchwycona naprawa kanałów technologicznych reaktora RBMK-1000 ( #czarnobyl ) w Leningradzkiej Elektrowni Jądrowej.

    Podczas pracy reaktora, kanały te ulegają wykrzywieniu i pękają dlatego konieczna jest kontrola tego zjawiska.

    #ejdlakazdego <mój tag, nie chcesz czytać jądrowych niusów - czarnolistuj
    #energetyka #energetykajadrowa #ciekawostki #fotografia

    Państwa, których tyczy się wpis:
    #rosja
    pokaż całość

    źródło: LAES.jpg

  •  

    I tak już jestem zajebistym outsiderem w swojej #pracbaza, ale pozostawilam pytanie przełożonej bez odpowiedzi, jak chciała się dowiedzieć gdzie jadę, kiedy pytalam o urlop. Ona jedzie niedługo na teneryfe, inna koleżanka właśnie wróciła z Sycylii, inna jest teraz w Zakopanem, kolejna jedzie gdzieś do Hiszpanii, nie pamiętam gdzie. A ja planuje jechać do, kurwa, Czarnobyla. Jak żyć wsrod normikow, nie wiem.
    #czarnobyl
    Kto był? Jakieś rady?
    pokaż całość

  •  

    No elo. Spędziłem ostatni tydzień na Ukrainie.
    Prawie zakochałem się w Kijowie. Dobrze się najadłem, naoglądałem się przepięknych dziewczyn i napromieniowałem się w Czarnobylu. Ponarzekałem na Lwów i wróciłem. Na dole takie odrobinę większe TLDR. Pewnie sporo jeszcze nie napisałem, ale jeżeli ktoś chce o coś zapytać to można czuć wolność.
    O ile Lwów jest dość popularnym kierunkiem podróży Polaków, tak Kijów już chyba niezbyt (ja w trakcie kilku dni tam spotkałem tylko 7 osobową ekipę w dniu wyprawy do Czarnobyla).

    Jak ktoś chce to trochę napisałem tego co pamiętam teraz żeby na później dla siebie mieć, także przy okazji podzielę się materiałem.

    Dzień #1
    Przylot.
    Wychodzę z terminala i pierwsza rzecz którą mam w głowie -> Ukraiński numer. Stojąc jeszcze w kolejce do kontroli paszportowej sprawdziłem, że najlepiej wypada mi Vodafone (i faktycznie wystarczyło mi z zapasem) ze względu na sporą ilość dostępnych danych pakietowych.
    Ok, wychodzę, chcę kupić starter - karteczku niet, tolka grywny.
    No ok. Szybka wypłata 1k UAH na zapas, kupno starteru w salonie Vodafone (przy okazji dzięki dla jakiegoś Ukraińca który mi tam pomógł i trochę z polskiego na ukraiński przerzucał :D) i jedziemy dalej.
    Tuż przed lotniskiem jest przystanek gdzie zatrzymują się marszrutki i trolejbusy.
    Ok, spoko. Na przystanku okazuje się, że co prawda jeżdżą, ale rozkłądu jako takiego nie ma. Ale jest za to stała trasa!
    Wohoo xD
    Chwilę poczekałem i zaraz przyjechał trolejbus linii 9. W środku wodziciel kobieta. Nie byle jaka, bo naprawdę ogarniała jazdę po ulicach Kijowa, a do tego jednocześnie jeszcze sprzedawała bilety, wydawała resztę i drugą ręką paliła papierosa.
    Wot sprawność.
    Drugi szok - na ulicach jeżdżą topowe auta poza ładami i takimi, powiedzmy, normalnymi. Ale poza ulicami i poza centrum bieda aż piszczy.
    Wysiadam gdzieś na ulicy Tarasa Shevchenki. Trzeci szok - whoah, Kijów jest potężnym miastem, ale jest dużo przestrzeni dzięki czemu nie czuje się tego przytłoczenia.
    Za poleceniem znajomego wpadam na obiad do Puzatej. Olaboga Mircy jak tam można dobrze zjeść to ja nawet nie. Gorąco polecam.
    Po Puzatej lecę na Majdan, i znowu szok.
    To wszystko wygląda normalnie i jest mniejsze niż się wydawało.
    Ale, ale jak to. Przecież jeszcze niedawno tam były barykady, a wojsko z policją strzelało do ludzi!
    No, generalnie to tak, ale trzeba wrócić też do normalności.
    Jeżeli ktoś chce zobaczyć to co zostało po tamtych wydarzeniach to polecam kierować się od Majdanu (spalony budynek związków, teraz już odbudowywany) aż do hotelu Ukraina i stacji metra Kreszczatik.
    Przy ulicy są zdjęcia zamordowanych otoczone kostką. Do tego leżą ustawione fragmenty barykad.
    Są też wzmianki co się działo. Po drugiej stronie ulicy patrząc od stacji metra są też jedne z pierwszych podziurawionych hełmów.

    Reszta dnia minęła na zwiedzaniu i poznawaniu lokalnej kuchni.

    Dzień #2
    Trip do Czarnobyla.
    Niestety tylko jednodniowy, ale i tak polecam.
    Z tego miejsca zarekomenduję Solo East Travel, bo wycieczka została zorganizowana naprawdę dobrze.
    Wyszło tak, że cały bus jechał Polaków (9 osób), także jeżeli kierowca (i przewodnik w jednym) miał film z polskim lektorem to włączał z takim.
    Po drodze obraz nędzy i rozpaczy ukraińskiej biedy na wsiach.
    Na miejscu przejście przez checkpointy (nie można robić zdjęć), odwiedzenie Czarnobyla i Prypeci. W planie również zwiedzanie radaru Duga-3. Jeżeli wybierzecie się z tym biurem w tę wycieczkę, to bierzcie na Duga3 wersję extreme zamiast safe. Safe zakłada podejście pod radar od cywilizowanej strony. W extreme szliśmy budynkiem, a potem wyszliśmy od drugiego końca radaru. Może też się zdarzyć tak, że uda się wejść na radar. Ja nie wiem, bo nie wchodziłem bo to nielegalne. Tak samo nie pozwolił na to przewodnik.
    Ale kolega był, któremu przewodnik przymknął lekko oko i kolega wszedł. Ale nie do końca, bo jakoś po 4 kondygnacji drabiny tańczą macarenę, więc kolega wszedł tylko gdzieś w okolice 8 kondygnacji. Ale poleca, bo widok podobno niesamowity (widać nowy sarkofag).

    Potem elektrownia i Prypeć. Przy Czerwonym Lesie radioaktywność wynosi grubo ponad 100x normy.
    A w rzece pływają gigantyczne ryby (dokarmiane w zasadzie głównie przez turystów).

    Aha, w całej zonie nie można chodzić w koszulce i spodenkach. Długie nogawki i długie rękawy to mus. Na koniec jest kontrola czy się przypadkiem zbytnio nie napromieniowało.

    Dzień #3 i #4
    Głównie zwiedzanie tego co ma Kijów do pokazania.
    Mi odechciało się chodzić po muzeach po tym jak zobaczyłem lekko naciąganą historię Ukrainy w Twierdzy Kijów.
    Chodzi mi o historię kiedy nie byli suwerennym państem, bo po rozpadzie ZSRR to można powiedzieć że faktycznie coś już mają, ale wcześniej - bardzo naciągane.

    Dzień #5
    Zrobiłem coś czego nie robiłem od jakichś 6 lat. Rozwaliłem się na Słońcu na trawniku i leżałem. Korzystałem z uroków wolnego.
    Gdzieś tam też wpadłem pod pomnik Matki Ojczyzny. Damn, robi wrażenie. Widok i na pomnik i na Kijów zapiera dech.
    Powrót do centrum marszrutką. W środku jak to w typowej marszrutce - dzieje się wszystko. Najbardziej ujął mnie widok pięknej Ukrainki, która praktycznie płakała ze wzruszenia czytając książkę.

    Dzień #6
    Lwów. Nuda. Niech sobie zatrzymają to miasto.
    Bieda, bieda i bieda. Tandetna turystyka i nic ciekawego.
    Można wpaść na jeden dzień, ale nie oczekujcie niczego ciekawego.
    Na dobre zakończenie dnia odwiedziłem Pravdę. Opłaciło się.
    Okazuje się, że kolej u nich jest dość dobrze rozwinięta. W wagonach sypialnych można się dobrze wyspać, nic nie śmierdzi, macie panel kontrolny z 4 trybami oświetlenia (0, 0.25, 0.5, 0.75 i 1), gniazdko 220V, kontrolę głośności i coś tam jeszcze.
    Pościel jest świeża i zapakowana w zgrzane worki. Dostajecie też ręcznik do rąk/twarzy. Z rana przed stacją budzi konduktor danego wagonu, życzy miłego poranka, informuje że za 40 minut będziemy na miejscu i oferuje herbatę lub kawę.

    Dzień #7
    Lwów. Trochę mniejsza nuda, ale dalej nuda. Posiedziałem za to w parku chwilę i odpocząłem.
    Odwiedziłem Kryjówkę.
    Dość oryginalne doświadczenie jeżeli przełknie się dumę narodową.
    Na wejściu pyta postawny facet o hasło.
    Po wejściu zanim przejdzie się dalej nalewa on gorzałę do kieliszka polowego i pije się przy nim. Zapitki ani zagryzki nie daje, ale nie ma tragedii bo moc to jakieś 32% (tak na gardło oceniając).
    Potem można przejść dalej.
    Po zejściu na dół jeszcze raz pytają o hasło.
    Potem można zamówić dopiero co się chce z menu.
    Polecam podsmażane pierogi z kartoflami + barszcz czerwony + coś do picia (ja wziąłem owocową herbatę).

    Obsługa 7.5/10, bo chłopak który mnie obsługiwał nie do końca ogarniał, ale widziałem że reszta na wysokim poziomie.
    A, no i jak to na nacjonalistyczną restaurację przystało - w innym języku niż Ukraiński po prostu nie dogadacie się.
    Wpadłem też przypadkowo do kawiarni za klasztorem Dominikanów (idąc od Rynku).
    Przypadkowo, bo usłyszałem jak ktoś gra wewnątrz Belle z Notre Dame de Paris na pianinie.
    Klimat 10/10. Podobno w sobotę ma być tam wieczór z Chopinem.

    Dzień #8
    Powrót koleją do Kijowa (nocka).
    Rano miało być "jebane muzeum lotnictwa", ale pogoda się zawaliła więc wpadłem tylko po słodycze do Roshen i zabrałem dupę na lotnisko.

    Szybkie TL;DR, ale też małe podsumowanie:

    Kijów:
    Nie powiem że zakochałem się w tym mieście, bo zakochać tam można się co 5 minut w kolejnej przepięknej Ukraińce (serio, gdybym używał skali Ruchensteina to Polki musiałyby dostać z automatu -2pkt), ale no bardzo bardzo bardzo mi się spodobał. Chodzą prosto (potężny szok, nie wiem dlaczego, nie byłem w stanie do żadnej z nich podejść i zapytać), z klasą, z pięknymi fryzurami, bardzo często w sukienkach i uśmiechnięte.
    Powrót do Polski pod tym względem jest trudny.
    Ale nie o tym. Jak piękne Ukraińki chodzą możecie przekonać się sami po prostu tam jadąc.
    Kijów spodobał mi się też tym, że jest przestronny. Jest spory, ale można dość szybko wszędzie dostać się. Nie przytłacza swoim rozmiarem.
    Coś czego nie spodziewałem się - praktycznie całe centrum ma 2 piętra. "Górę" czyli to co na powierzchni, i "podziemie" czyli masę sklepów. Całe centra handlowe są pod ziemią.
    Serio.

    Budynki zbudowane są z takich materiałów, że wieczorami klimatem powala. Coś jak USA na zdjęciach z '80.

    Praktycznie na każdym jest klimatyzacja (nic dziwnego, cały tydzień było około 30*C w cieniu), ale wiele z nich cieknie na chodnik.

    Majdan jest miejscem gdzie dużo się dzieje i na szczęście nikt do nikogo nie strzela. Przechodzi tamtędy masa ludzi, ale można na spokojnie położyć się na trawniku i poleżeć. Nikt nic Wam o to nie powie.
    Są też fontanny w których można się ochłodzić.
    Jest masa kawiarenek i klubów. Każdy znajdzie coś dla siebie.

    Coś co mnie uderzyło poza sklepami pod ziemią i przepięknymi dziewczynami to przewyższenia. Kijów to praktycznie cały czas chodzenie w górę i w dół.
    Myślę że najlepiej zobrazuje to to, że jedząc naprawdę nieźle (nie oszczędzałem się) przyjechałem lżejszy o 1.5kg w stosunku do wagi na dzień przed wyjazdem.

    W większości miejsc dogadacie się po rosyjsku, typowego Ukraińskiego (takiego jaki słyszałem we Lwowie) jest raczej mało. Z młodymi można też dogadać się po angielsku.

    Na obrzeżach bloki są budowane w dość współczesnym stylu i wygląda to całkiem ok.

    Lwów:
    Miasto którym z niewiadomego mi powodu zachwyca się masa Polaków. Serio, nie wiem co tam jest takiego fajnego poza może trzema atrakcjami. Wszystko można zwiedzić w jeden dzień.
    Poza Kryjówką i Pravdą obowiązkowym stopem jest Cmentarz Łyczakowski. Jakoś jak się idzie przez cmentarz i widzi znane nazwiska to nic nie rusza, wsio normalna. Ale potem dociera się do (chyba) części wojskowej gdzie leżą Ukraińscy żołnierze. Za tą częścią jest wejście na cmentarz Orląt.
    Kurde. Zagina psychikę. Niezliczona ilość grobów. Każdy z nich z biało-czerwoną tasiemką na krzyżu.
    I jak to na wojnie. Na wojnie zawsze giną młode chłopaki. Najmłodszy jakiego tam widziałem miał 15 lat. Reszta od 17 do 22 (tak mniej więcej).
    A. Dziewczyny też są tutaj piękne, ale nie tak doinwestowane jak w Kijowie i nie ma ich aż tylu. Co kto woli. Mi bardzo przypadła do gustu ta ich naturalność.

    Czarnobyl/Prypeć:
    Jeżeli ktoś nie boi się promieniowania to polecam. Z Dugi jest świetny widok, samo wejście też powoduje uwolnienie pewnej ilości adrenaliny do krwi.
    Co mnie najbardziej zaskoczyło to to, że pod samą elektrownią promieniowanie jest nie większe niż w centrum Kijowa.
    To samo na drodze.
    Kolorowo robi się dopiero przy drogach (poza asfaltem), starych budynkach (chociaż tam nie aż tak) i przy Czerwonym Lesie.
    Podobno pierwsze dni choroby popromiennej są bezobjawowe. Mi jeszcze nic nie jest.
    Do czasu wycieczki tam nie miałem pojęcia jak wiele ludzi było zaangażowanych w usuwanie skutków katastrofy i jak bardzo katastrofa zrujnowała budżet ZSRR.

    Ukraina sama w sobie:
    Pomijam temat przepięknych dziewcząt. Serio, nie wiem jak można być aż tak pięknym!
    Pomijam temat biedy.
    Wszędzie, na każdym kroku spotkacie symbole. Flag UPA jest bardzo mało. Większość żółto-niebieska, widać też sporo trójzębów.
    Niektórzy są na tyle dumni, że nawet jak wiedzą że jesteś innostrańcem i próbujesz z nimi po rosyjsku, to powiedzą że oni ni panimaju i chuj dupa radź se pan. Ma być po ukraińsku i koniec.
    Ale to skrajne przypadki. Ja to spotkałem u starszej babuszki w Kijowie.
    Lwów podobno ma żal do Kijowa, że oni dalej dużo po rosyjsku ciągną.
    Na każdym kroku poza symbolami narodowymi można spotkać rolki papieru toaletowego z facjatą prezydenta wiadomo jakiego kraju z podpisem: "Putin Huilo" czy coś w tym stylu.
    Widziałem też wycieraczkę z napisem zachęcającym do wycierania butów, gdzie litera 'O' zamieniona była w twarz wyżej wymienionego.
    Cenowo jest dość tanio, za jakieś 20zł można zjeść 3 syte posiłki, można też za trochę więcej. Co kto woli.
    Ludzie są uczynni. Serio.
    Wsiadłem do autobusu i nie mogłem znaleźć kontrolera (aha, zapomniałem o tym powiedzieć. Tam nie kasuje się biletów tak normalnie. Najpierw trzeba kupić bilet u kontrolera który gdzieś w autobusie jest. Ale spokojnie, wsiądźcie i poczekajcie, on Was znajdzie. Nie dostaniecie mandatu za to). Miałem w ręku kilka chrywień na bilet, ale jak zapytałem pierwszą lepszą dziewczynę z boku gdzie mogę kupić bilet i po tym jak mi powiedziała, że nie znaju to tak odpłynąłem że zapomniałem o całym fizycznym świecie. No, ale momentalnie 2 osoby dały mi bilety już skasowane.
    Wszystko tam jest większe. Serio, poważnie. Tak po prostu. Poza miastem na drogach jak u nas drzewa są gdzieś około 0.5m od asfaltu, tak tam to są dobre 3m w każdą stronę.
    Zanim coś kupicie (z takich rzeczy sprzedawanych na ulicy) polecam rozejrzeć się za cenami. Czasami mogą różnić się nawet o 100UAH.
    Czasami może zdarzyć się, że dostaniecie "ogon" albo będziecie dość intensywnie obserwowani. Ale to głównie dlatego, że wpakujecie się w mniej lub bardziej strategiczne miejsca, jak przykładowo w okolice Domu z Chimerami albo budynku Rady Ukrainy. Ostatecznie nie ma żadnych konsekwencji, ale czuć oddech na plecach.

    Większość marszrutek działa tak, że jak chce się wściąść to macha się do kierowcy w miejscu gdzie powinien być przystanek. On podjedzie i zabierze.
    A jak chce się wysiąść to się krzyczy do kierowcy "останов пожалуйста" i on się zatrzyma xD.
    Ludzie generalnie wymuszają sobie co chwilę pierwszeństwo na drodze.

    No i nie wiem jakim cudem (no dobra, wiem, ale to też był szok), ale na drogach jeżdżą poza rozpadającymi się ładami Bentleye, Tesle i inne supersamochody.
    Na każdej ulicy Kijowa znajdziecie G63. Prawie zawsze czarne. XD

    W kilku miejscach są też naciągacze ze zwierzętami. Najpierw próbują położyć małpkę/papugę/gołębia/inne zwierzę na ramieniu zachęcając do fotki, a potem chcą za to hajs (różnie, ode mnie chcieli 200 UAH). Są przy tym dość nachalni, także na to bym uważał.

    Ostatecznie przez cały wyjazd nikt mnie nie okradł, nie pobił, nie krzyczał że smert lachom czy jakiekolwiek inne nacjonalistyczne hasła.
    Dopiero na lotnisku zajebali mi z bagażu rejestrowanego 2 browary z Pravdy. Chuje.

    Jeszcze pro-tip: Polecam zawsze mieć ze sobą wodę.

    A, no i prawie zapomniałem.
    Jak flag UPA praktycznie nie widać (tylko centra miast jako chyba bardziej chwyt marketingowy/turystyczny), tak wszędzie często, gęsto w towarzystwie flagi Ukraińskiej wisi flaga Eurosajuza.

    pokaż spoiler Pisarz ze mnie żaden, także nie czepiać się o błędy. Bardzo proszę. Wiem że są i wiem że jest ich sporo.


    #ukraina #lwow #kijow #czarnobyl

    Dla clickbaita wrzucam też #ladnapani
    pokaż całość

    •  

      @Wyrewolwerowanyrewolwer: Ja wlasnie od 3 dni siedze we Lwowie.Moge tylko przyklasnac na teksty o kobietach.Szyja boli od ogladania sie za dziewczetami.Odrazu widac ze tu lubia sie odwazniej ubrac.Wiekszosc spodniczki i sukienki no i ta wyprostowana sylwetka.Dla polaka ogladac te kobiety to jak dla polki ogladanie jakiegos miguela z hiszpanii.Ceny tez kosmos flaszka za 8pln,obiad w zajebistej knajpie za 20zl czy piwo w barze za 3zl to zacheca do wizyt.Samo miasto brzydkie i nie oferujace zbyt wiele a jazda marszrutka przez okoliczne wioski troche ora banie i zmienia diametralnie poejscie do naszej ojczyzny.Mozna sie tu poczuc jak bogacz ale tez popasc w depresje jaka bieda jest tak blisko nas(albo jak my jestemy biedni jak obok przejedzie zloty bentley) pokaż całość

    •  

      @Wyrewolwerowanyrewolwer: Dzięki za opis. Ja lecę w przyszłym tygodniu :)

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    IV część z kosmetycznymi zmianami już wisi

    LINK

    Dodatkowo, jeśli ktoś byłby zainteresowany, pochwalę się - na stronie licznikgeigera.pl pojawił się wywiad ze mną

    LINK

    #opowiescstalkera #podrozujzwykopem #czarnobyl #prypec #ukraina #survival #stalker
    pokaż całość

  •  

    Budowa nowego sarkofagu nad Czarnobylską Elektrownią Atomową zakończona. Tak przez conajmniej 100 lat będzie wyglądać miejsce największej katastrofy nuklearnej w historii.

    #czarnobyl #ciekawostki #swiat #informacje

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    W Czarnobylskiej Strefie Wysiedlenia pracownicy Ekocentrum wydostali ze studzienki małego konika Przewalskiego ʕ•ᴥ•ʔ
    Reszta fotek w komentarzach.
    Fotki: Сергій Обрезан

    #ciekawostki #czarnobyl #konie
    #ejdlakazdego <-mój tag, jak nie chcesz czytać atomowych niusów to czarnolistuj

    źródło: k3.jpg

  •  

    O roborybce w Fukushimie, paleniu w Czarnobylu ( #czarnobyl ) i nowy paliwie jądrowym. endżoj Węgierki i Mirki.

    1. W jednym z poprzednich wpisów pisałem o ukończeniu budowy nowego magazynu dla nisko wzbogaconego uranu na terenie Kazachstanu. Teraz wiadomo, że pierwsze dostawy pojawią się w magazynie już w 2018 roku. Ponadto Chiny i Rosja zobowiązały się do zapewnienia bezpieczeństwa w przewozie uranu przez ich terytoria.

    2. Japonia. Sąd w dystrykcie Saga odrzucił wniosek 230 działaczy antynuklearnych, którzy sprzeciwiali się wznowienia pracy bloków Genkai-3 i -4. Nie występują żadne techniczne usterki, które mogłyby zakłócić pracę elektrowni. Co więcej, elektrownia spełnia wszystkie nowe normy, które zostały wprowadzone po awarii elektrowni jądrowej w Fukushimie.
    Genkai-3 i -4 to bloki z reaktorami o mocy 1 127 MWe każdy.

    3. Chiński regulator jądrowy ds. bezpieczeństwa udzielił licencji na załadunek paliwa jądrowego do reaktora Fuqing 4. Wewnątrz rdzenia zostanie umieszczonych 157 kaset paliwowych. W całej elektrowni Fuqing będzie pracować 6 reaktorów jądrowych, reaktory -5 i -6 będą reaktorami Hualong One (HPR1000), są to zmodyfikowane reaktory ACP1000.

    4. Rozpoczęto załadunek czterech generatorów pary PGV-1000, które będą pracować w bloku drugim Białoruskiej Elektrowni Jądrowej. Blok drugi planowo ma rozpocząć pracę w czerwcu 2020 roku. Każda z wytwornic pary ma długość przeszło 15 metrów i wagę 340 ton, przewidziany okres pracy to 40 lat. Firma AEM-Technology, która zajmuje się produkcją wytwornic pary podała informację, że jest w stanie wyprodukować 8 takich jednostek w ciągu każdego roku.

    5. Westinghouse zapowiada nowe paliwo jądrowe – EnCore „accident-tolerant fuel solution”.
    Pierwszy wsad paliwa do reaktora jest planowany na 2022 rok. Paliwo charakteryzuje się lepszymi współczynnikami przewodności cieplnej, lepszą wytrzymałością termiczną oraz ochroną przed wysoką temperaturą powietrza i pary w przypadku awarii typu LOCA.

    6. Fiński EPRw Olkiluoto (OL3) rozpoczął tzn. „testy na zimno” sprawdzające między innymi szczelność instalacji obiegu pierwotnego. Testy potrwają około miesiąca.

    7. Na 3 bloku Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej (CzAES) doszło do zadymienia w dwóch pomieszczeniach. Sytuacja nie wpłynęła negatywnie na stan radiacyjny bloku. Prawdopodobnie do wypadku doszło na wskutek palenia w zabronionym miejscu. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Przypomnę, że w żadnym z reaktorów nie ma paliwa jądrowego.

    8. Stany Zjednoczone podarowały Gruzji sprzęt do wykrywania zagrożeń m.in. radiologicznych. Również omówiono plan współpracy w temacie ograniczania rozprzestrzeniania materiałów radioaktywnych.
    W 2016 roku wykryto dwie próby nielegalnego przemytu uranu-235 oraz -237.

    9. W Fukushimie będzie teraz pracował nowy robot. Jest to robot – rybka o rozmiarach 13/30 cm. Robot będzie miał za zadanie sprawdzanie stanu trzeciego reaktora w Fukushimie, w celu przygotowania planu do usunięcia stopionego paliwa. Wcześniejsze próby dostania się do tego miejsca spełzły na niczym z powodu zbyt wysokiego promieniowania. Moc dawki promieniowania w pobliżu stopionego paliwa równa jest około 650 Sv/h.

    10. Dymitrij Miedwiediew podpisał dekret w sprawie przekazania gruntów leśnych do kategorii „przemysłowego użycia gruntów”, na ziemi tej powstanie Elektrownia Jądrowa Smoleńsk – 2. Jest to teren o powierzchni ponad 400 hekatrów, Rosenergoatom planuje tam wybudowanie elektrowni z reaktorami WWER – TOI.
    WWER – TOI jest udoskonalonym reaktorem WWER – 1200 (AES 2006), a poniżej krótka charakterystyka:
    Czas pracy – 60 lat
    Moc elektryczna – 1255 MWe
    Moc cieplna – 3300 MWt
    Czas potrzebny do zapewnienia samodzielnej pracy elektrowni w przypadku awarii – 72 h
    Przewidywany czas budowy – 40 miesięcy

    Obecnie w Smoleńskiej Elektrowni Jądrowej pracują 3 reaktory RBMK.

    #ejdlakazdego <--mój tag, nie chcesz czytać jądrowych niusów - czarnolistuj
    #energetyka #energetykajadrowa

    Państwa, których tyczy się wpis:
    #kazachstan #chiny #rosja #japonia #bialorus #finlandia #usa #gruzja
    pokaż całość

  •  

    Zgodnie z zapowiedzią, w końcu, po prawie trzech miesiącach pojawiła się nowa, IV część mojej historii. Strona również dostępna jest pod domeną prypec.pl
    LINK DO NOWEJ CZĘŚCI

    #opowiescstalkera #podrozujzwykopem #czarnobyl #prypec #ukraina #survival #stalker pokaż całość

  •  

    #opowiescstalkera #prypec #podrozujzwykopem #czarnobyl #ukraina #podroze #survival

    Nie wiem czy ktoś jeszcze na to czeka, ale:

    - Dobra wiadomość jest taka - w końcu skończyłem pisać IV część, muszę ją tylko popoprawiać i dodać zdjęcia.
    - Zła natomiast jest taka, że ta część jeszcze nie będzie dziać się w Zonie (nie licząc ostatniego zdania)

    Ta i kolejne części tradycyjnie pojawią się moim blogu. Jego adres to opowiescistalkera.blogspot.com lub po prostu prypec.pl
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj troszkę o tym jak Niemiecki Parlament działał w niezgodzie z niemiecką konstytucją narzucając podatek na sektor jądrowy (forsowanie #oze ?), o radioizotopach w Czarnobylu oraz o wyłączeniu najstarszego bloku jądrowego w Korei Południowej.

    1. W elektrowni Bruce B (Kanada) dokonano dużych postępów prac we wdrażaniu planów bezpieczeństwa zleconych przez Osart (Operational Safety Review Team, IAEA) w roku 2015. Kanadyjczycy nadal muszą poprawić swoje plany w zakresie pracy elektrowni uwzględniając jej starzenie się, ocenie doświadczeń operacyjnych oraz konserwacji bloku jądrowego.
    Należy wspomnieć, że elektrownia Bruce (B oraz A) to największa elektrownia jądrowa na świecie (obecnie), w której sumarycznie znajduje się osiem reaktorów CANDU.

    2. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) wzywa do czystej i jednoznacznej polityki wsparcia dla energii jądrowej. W raporcie „Energy Technology Perspectivies 2017” IEA mówi o znaczącej roli, którą może odegrać energetyka jądrowa w dekarbonizacji. Należy zredukować ryzyko inwestycyjne związane z licencjonowaniem oraz wyborem miejsca pod budowę elektrowni. Przemysł musi podjąć wszelkie możliwe akcje do zredukowania kosztów aby jednocześnie utrzymać konkurencyjność.
    Raport mówi o tym, że da się osiągnąć zerową emisję CO2 przed rokiem 2060, przy założeniu, że około 74% energii będzie produkowane ze źródeł nieodnawialnych, zaś około 15% z energetyki jądrowej.
    RAPORT

    3. Na pierwszym bloku Białoruskiej Elektrowni Jądrowej (BEJ) rozpoczęto prace związane ze składaniem obiegu pierwotnego elektrowni. Są to głównie połączenie spawane. Przypominam, że w BEJ będą pracowały dwa rosyjskie reaktory WWER-1200 (AES-2006), są te reaktory generacji III+ o sumarycznej mocy elektrycznej 2400 MWe.

    4. Sąd najwyższy w Niemczech stwierdził, że podatek od wymiany paliwa jądrowego jest niezgodny z konstytucją!Parlament nie miał władzy ustawodawczej do nadania takiego podatku.
    Wyrok sądu pozwoli operatorom elektrowni jądrowych na żądanie zwrotu podatku z tego tytułu. Słowem skrótu, podatek został nałożony w grudniu 2010 roku, wymagał od operatorów zapłaty 162$ za każdy gram wymienianego pręta paliwowego. Pomiędzy 2011 a 2016 rokiem wypływy do budżetu z tego tytułu sięgały 6,3 miliardów euro. Zawrzało w niemieckim środowisku jądrowym, część operatorów zadowoli się wysokimi odszkodowaniami, natomiast RWE planuje sprawę zakończyć drogą sądową.

    5. 19 czerwca w Korei Południowej dojdzie do wyłączenia najstarszego funkcjonującego tam reaktora jądrowego. Blok Kori 1 z reaktorem PWR o mocy 576 MWe, reaktor wszedł do pracy w roku 1978.

    6. W Strefie Wysiedlenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej zakończono tworzenie miejsc pod uprawę nowego eksperymentalnego drzewa, którego zadaniem będzie oczyszczanie gleby z radionuklidów, drzewo posiada dużą zdolność akumulacji ich. Badania będą prowadzone przez 5 lat m.in. przez Ekocentrum.
    Drzewo nazywa się: Paulownia Clone In Vitro 112®
    W Strefie znajdują się 4 miejsca gdzie posadzono sadzonki: okolice wsi Paryszew, Kopaczi, Rudnia Illienicka oraz miasto Czarnobyl.

    W załączniku mapka z rozmieszczeniem eksperymentalnych plantacji.

    #ejdlakazdego <mój tag, nie chcesz czytać jądrowych niusów - czarnolistuj
    #energetyka #energetykajadrowa

    Państwa, których tyczy się wpis:
    #niemcy #kanada #bialorus #koreapoludniowa #ukraina #czarnobyl
    pokaż całość

    źródło: czar1.jpg

  •  

    #stalker #czarnobyl #ciekawostki

    2007/2017

    Dziesięć lat różnicy.

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    lepsza jakość i ujęcie ze znanej fotografii z Ukrainy
    #prypec #czarnobyl #ukraina #ciekawostki #katastrofy #historia #1986

  •  

    Widok z dachu 16-piętrowego bloku w Prypeci na sarkofag IV bloku elektrowni.
    #czarnobyl #ukraina #podrozujzwykopem

  •  

    Mirki, nie uwierzycie, siedzę sobie w Pasta Mia na #ukraina, jedziemy sobie do #czarnobyl a tutaj miła pani razem z donutem przynosi codzienną dawkę wykopu. Dziękuję pan Ukraina ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #dziendobry #heheszki

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Niedawno obchodziliśmy 31 rocznicę awarii w Czarnobylu, więc wstawię adekwatne zdjęcie z mojej wycieczki do elektrowni i strefy wykluczenia. Widok z 16 piętra na Prypeć i Arkę.
    #czarnobyl #rocznica #opuszczone #urbanexploration #urbex #stalker

    źródło: 1a.jpg

  •  

    Prypeć przed i po awarii czarnobylskiej.
    #czarnobyl #prypec #stalker #ciekawostki

    źródło: youtu.be

  •  

    Unikalna nagranie z 26 kwietnia kilka minut po awarii kiedy to centrala telefoniczna Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej powiadamia o pożarze przyzakładową jednostkę straży pożarnej nr 2. A ona zawiadamia pobliskie jednostki straży pożarnej. Nagranie pochodzi z dyspozytorni przyzakładowej jednostki straży pożarnej nr 2 (VPCh-2) która odpowiadała za ochronę przeciwpożarową elektrowni. #czarnobyl #historia

    pokaż spoiler Jeśli byłyby jakieś zastrzeżenia co do tłumaczenia zapraszam na PW
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    - Anatolij 55 lvl here
    - zajebiste stanowisko w zajebistym zakładzie
    - komuna motzno, ale spoko, płacą jak się opierdalasz
    - bądź wkurwiony na cały świat i swoich podwładnych
    - leszcze jebane się nie znajo
    - chciej się przypucować na na pierwszego maja hehe
    - ROBIMY TESTA KURWIE
    - wsuwaj i wysuwaj pręty z reaktora jak pojebany
    - hehe REAKTOR WYTRZYMA, WINCY MOCY HEHE
    - pirsza w nocy, a ty w robocie sadpepe.gif
    - IVAN KURWO WINCY MOCY
    - cotusieodpierdala.png
    - okurwa.mp4
    - pokrywa rozjebana
    - reaktor tak motzno rozjebany
    - pół europy rozjebane
    - chleje płyn lugola
    - brak profitu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #czarnobyl #reaktor #chernobyl #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj obchodzimy 31 rocznicę katastrofy jądrowej w Czarnobylu. Był to moment w historii świata, który na zawsze zmienił spostrzeganie ludzkości na temat energii atomowej. Wiele osób straciło zdrowie czy też życie poświęcając się likwidacji skutków. Pamiętajmy o nich. Pamiętajmy o dzielnych strażakach, o biorobotach, mieszkańcach wysiedlonej Prypeci jak i o mieszkańcach Czarnobyla i pobliskich wsi. Pamiętajmy o tych którzy przeżyli.

    pokaż spoiler #gownowpis #czarnobyl #ciekawostki
    pokaż całość

  •  
    1788 via iOS

    +500

    ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
    #cenzoduda #heheszki #czarnobyl #byloaledobre #zawszesmieszy

    źródło: x3.wykop.pl

  •  

    Jak wiadomo, ludność Prypeci po katastrofie w Czarnobylu została ewakuowana i do dzisiaj tam nie wróciła. Mniej ludzi wie jednak, że, jak widać na picrel mieszkańcy zostali ewakuowani przy pomocy miejskich Ikarusów 280 i 260. Ciekawe czy po katastrofie te Ikarusy nadal woziły nieświadomych ludzi w jakimś radzieckim mieście ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #ikarus #komunikacjamiejska #czarnobyl #autobusy pokaż całość

    źródło: imcdb.org

  •  

    W tym tygodniu mam za dużo swoich spraw rodzinnych na głowie, więc nie ogarnąłem dostatecznie nuklearnych niusów.
    W ramach tego takie nie za fajne #coolstory z praktyk w #czarnobyl .
    Wyobraźcie sobie środek lipca, +30 na słoneczku, a my w "moro". słońce grzeje niemiłosiernie po głowie, dosłownie topie się.
    Akurat byliśmy na pobieraniu próbek wody z rzeki . Stoimy na brzegu, jeden z Panów w wodzie, generalnie licznie natężenia przepływu żeby wiedzieć jak wygląda transport radionuklidów.
    Ktoś od nas się pyta:
    - a my możemy też tak w wodzie pomierzyć?
    - w żadnym wypadku! bezpieczeństwo radiacyjne na to nie pozwala!
    <smutek>
    Po czym pan w wodzie pije wodę i myje sobie twarz patrząc się na nas stojących na brzegu. Człowiek S... :D

    Jak widać moc dawki promieniowania gamma mniejsza niż w większości miast :D

    #ejdlakazdego <--mój tag
    pokaż całość

    źródło: IMG_1874.JPG

  •  

    Z racji tego, że rocznica Czarnobyla już za dwa dni to wklejam temat bardzo na czasie
    Tekst nie mój, znaleziony dawno temu na Sadolu, IMO bardzo fajny bo tekst własny użytkownika.
    Napisany lekko i z przymurżeniem oka. Szczerze polecam :

    #incydentyatmowe #ciekawostki #historia #rosja #czarnobyl

    _Uwaga! Jeśli dostajesz krwotoku z nosa w czasie czytania 3 linijek tekstu, to odpuść sobie ten temat, bo tu będzie dużo czytania.

    Największa katastrofa atomowa w dziejach świata

    Materiał (w większości) własny

    Miała to być odpowiedź na temat "Katastrofa Kysztymska ", który jest raczej nierozwiniętym wstępem tematu, ale odpowiedź rozrosła się do takich rozmiarów, że lepiej, jeśli jebnę nowy temat. Mam nadzieję, że litościwi Moderzy (z dużej bo ze strachu :krejzi: ) zrozumieją ;)

    Zacznijmy od tego, że gdyby nie katastrofa w Czarnobylu, to ludzkość nigdy by nie dowiedziała się o katastrofie Czelabińskiej (jest to bardziej powszechna nazwa katastrofy Kysztymskiej). To co się stało 29 września 1957 nie miało nigdy ujrzeć światła dziennego. I w sumie nawet w dzisiejszym natłoku informacji i otwartości mediów nikt o tym nie słyszał, a autor tego dowiedział się o tym dzięki materiałowi TVN24.pl który pojawił się wczoraj o likwidatorach katastrofy :P

    1. Jebło to jebło, na ch*j drążyć temat...
    Jak świat konkretnie dowiedział się o katastrofie? Otóż jak jebnął 4 reaktor w Czarnobylu to rządy niektórych zachodnich państw pokroju Szwecji tak się zesrali, że o mało stanu wojennego nie powprowadzali - jedyne doświadczenie z atomem większość świata miała w Japonii... Dlatego na konferencji bodajże Helsińskiej, po jebnięciu Czarnobyla wrzeszczeli jaka to katastrofa i ludzkość ma przej***ne itp... jednym słowem Zachód. Co na to nasi najwięksi przyjaciele Słowianie? Otóż oni otwarcie zaczęli się śmiać wierchuszce zachodu w twarz i powiedzieli (nie)znaną frazę: "Czarnobyl? Prosimy was towarzysze! Czarnobyl to nic. Czeliabińsk, o, to dopiero była katastrofa! A Czarnobyl to mały incydent w porównaniu z nim..." Cóż mogę powiedzieć... Związek Radziecki ;)_

    _2. Co to w ogóle był Majak?

    Otóż Majak to nie była jakaś podrzędna stacja energetyczna ani elektrownia. Fabryka "Majak" znajdowała się w miejscowości Czeliabińsk-40, co, jak pokazuje nazwa, oznacza nie mniej nie więcej, że było to miejsce tajne (dziś jest to Oziersk). Majak to była pełnowymiarowa, potężna fabryka głowic atomowych, która produkowała "parówki" dla Armii Radzieckiej. Majak był unikatowy - była to pierwsza w Związku fabryka broni atomowej i prawdopodobnie druga po USA na świecie, a powstała jeszcze zanim Związek nauczył się rozszczepiać jądra atomów.

    Sam kompleks składał się z zakładu "A" czyli potężnego reaktora atomowego, zakładu "B" - fabryki atomowo-chemicznej która wydzielała z uranu pluton, oraz zakładu "C" - fabryki metalurgicznej, która przerabiała wydzielony pluton na czysty produkt i z niego "wykuwała" pręty do bomb atomowych.

    3. Środowisko? To coś do smarowania chleba?

    Przed napisaniem o samym "incydencie Czelibińskim" opiszę parę niebezpiecznych dla środowiska sytuacji, które będą stanowić wstęp do późniejszych wydarzeń.

    Otóż jak pewnie większość z was wie, Związek Radziecki pie**olił ekologię i ochronę środowiska wzdłuż i wszerz. Znane są sytuacje i opowiadania o fabrykach np. lakieru, które zrzucały odpady do rzek, które później zmieniały kolor na parę dni. Znane również są poradzieckie bazy floty Północnej niedaleko granicy Norwesko-Rosyjskiej, w których już od 30 lat gniją beczki pełne radioaktywnego szlamu i pełno jest zużytych reaktorów itp., które stanowią ogromną bombę ekologiczną, której w pierwszej kolejności boją się Norwegowie ;) Nie powinno więc dziwić praktyka zrzucania odpadów atomowych do rzeki Techy (nazwa zangX-HN: wykop-08
    ielszczona), na której stoi fabryka Majak:

    1. W latach 1949-1951 na początku swojej działalności Fabryka zrzuciła do pobliskiej rzeki Tieczy około 12 PBq (PetaBekereli czyli w ch*j dużo i jeszcze więcej) Strontu-90, 13 PBq Cezu-137 oraz 106 PBq "krótko żyjących substancji radioaktywnych".

    2. 2. Jako, że po praktykach 49'-51' masowo zaczęli umierać ludzie mieszkający na nabrzeżu rzeki, w 1951 postanowiono ograniczyć wyrzucanie syfu do rzeki i ograniczono je 100krotnie, a od 1956 w śladowych ilościach i tylko szybko rozszczepialne (ta praktyka jest stosowana po dziś dzień! Co na to zieloni?). Mimo to, w latach 1949-1956 do środowiska trafiło około 76 mln m3 wód i odpadów radioaktywnych o łącznej "mocy" 2,75 MCi (MegaKiurów, przelicznik na Bekerele)

    3. O ile silne substancje radioaktywne zaczęto składować w szczelnych, chłodzonych komorach, to odpady radioaktywne o "średniej" mocy z radością wrzucali w pobliskie jezioro Karachay (nazwa "zagielszczona"). Efekt? Cóż, wg raportu opracowanego przez Waszyngton na podstawie World Watch, Karachay jest najbardziej zanieczyszczonym jeziorem na świecie. W jeziorze zakumulowano za te wszystkie lata około 4,44 exabekereli co jest tak kurewsko dużo, że aż mi Mozilla podkreśla czerwonym kolorem ;) Dla porównania katastrofa Czarnobylska "wypuściła" w świat od 5 do 12 exabekereli, ale należy pamiętać, że promieniowanie było rozrzedzone na setki kilometrów, a tu mamy wszystko skupione w jednym miejscu... W jeziorze znajdziemy następujące "witaminy" - Cez-137 w ilości 3EBq (exabekereli) i 0,74 EBq Strontu-90. Radiacja jeziora wynosi 6Sv/h (6 Sivertów na godzinę) co jest więcej niż wystarczająco dla zabicia człowieka ("jedynie"2 Siverty to dawka śmiertelna)

    Nie muszę chyba mówić, że 5 minut w tym jeziorku będzie ostatnimi 5 minutami w waszym życiu...

    4. Jako, że jesteśmy przy wesołym jeziorku, to od razu wspomnę o "incydencie" z lat 60tych. Otóż lata 1962-1966 były czasem suchy w tym obszarze i jezioro częściowo wyschło. Substancje radioaktywne skutecznie wypaliły dno jeziora tworząc wysoce radioaktywny pył. I tak oto w 1967 roku w czasie gdy widoczne było 13 hektarów dna (czyli 13 hektarów niebezpiecznego pyłu) i rozpoczął się silny wiatr, który rozniósł radioaktywny na odległość do 10 km od jeziora skażając teren w promieniu 7 km wokół jeziora. Wojsko miało pełne ręce roboty...
    W latach 67-71 wrzucono ponad 10 000 betonowych bloków, żeby zapobiec ruchom sedymentów, a jezioro wydatnie zmniejszono i dziś poziom wód jest pod ścisłym nadzorem.

    4. Wybuch 27 Września 1957 roku
    Jak wcześniej wspomniałem, od lat 50' zaczęto składować najmocniejsze i najbardziej niebezpieczne odpady radioaktywne w chłodzonych "kontenerach", którym bliżej do betonowych sarkofagów.

    Otóż słowem-kluczem tego wypadku jest chłodzony kontener. 29 Września 1957 roku robotnicy jak co dzień dokonywali inspekcji zbiorników. Zauważyli, że jeden ze zbiorników ma uszkodzony system chłodzenia i rozgrzał się do niebezpiecznych temperatur. Natychmiast rzucili się zawiadomić kierownictwo o problemie, ale było już za późno. Dosłownie pół godziny po odkryciu uszkodzenia nastąpił wybuch...

    Uszkodzony "kontener" znajdował się na polu złożonym z 20 takich kontenerów. Kontener to był pojemnik z grubej na 40cm stali nierdzewnej umieszczonej 8,2m pod ziemią i przykryty betonową płytą o grubości 4 metrów i wadze kilku ton. Do wspomnianego nierdzewnego pojemnika był podłączony skomplikowany układ chłodniczy. W pojemniku znajdowało się 300 metrów sześciennych "odchodów atomowych" o wadze 70-80 ton w większości w formie Octanu azotowego (ang. nitrate-acetate).

    Dnia 27 września ów system chłodniczy nawalił i w ciągu 5 godzin temperatura w zbiorniku i ciśnienie osiągnęły poziom krytyczny 350 stopni Celsjusza...

    Eksplozja jest obliczana na 70-100 ton TNT i siła wybuchu odrzuciła betonową płytę osłaniająca zbiornik na 25 metrów, a do atmosfery wydobyło się około 20 milionów Kiurów (Ci) substancji radioaktywnych, z czego 90% osiadła na zakładach Majak, a reszta rozprzestrzeniła się na 100 km w ciągu 3 godzin i [b]300 km[/i] w ciągu 11 godzin! Po 15 godzinach uformował się w pełni ślad atomowy, który miał siłę 2 000 000 Kiurów (pozostałe 18 000 000 osiadły w 5 kilometrach od wybuchu, na teranach Majaka).

    Wschodnio-uralski radioaktywny ślad

    Skażona Zona została nazwana Wschodnio-uralskim radioaktywnym śladem lub WURŚ (po rosyjsku: «Восточно-уральский радиоактивный след» (ВУРС))

    Powierzchnia Zony wynosi około 700 km2 (w porównaniu Zona Czarnobylska to 40km2) i pokryła teren zamieszkały przez 300 000 ludzi zamieszkałych w 217 osadach! Teren zostaw w większości skażony Strontem-90.

    Długość WURŚ wynosi około 350km długości i do 50km szerokości.

    Trzeba również dodać, że znana nam już rzeczka Techa odegrała (znów) rolę w skażeniu, ponieważ część opadów radioaktywnych wpadło do niej, przez co zakażony został teren brzegów rzeki... po raz kolejny.

    5. No to sprzątamy!

    Jak pewnie większość z was się domyśliła, Związek nie miał najmniejszego zamiaru mówić komukolwiek o porażce ;)

    Do niwelacji zanieczyszczeń (czytaj: do usuwania za pomocą łopat szlamu i pyłu radioaktywnego rzucono 5 dywizji wojska (50 000 żołnierzy) i 100 000 mieszkańców Czeliabińska i okolicznych wsi. Pracowały nawet 6 letnie dzieci:

    To co robiły dzieci przedstawione w filmiku z linku to było zakopywanie skażonych plonów. Praca była prosta i została praktycznie w całości wykonana przez dzieci w wieku 6-13 lat.

    Do usuwania skażenia z fabryki Majak (największe skażenie) zaktywizowano nawet kobiety w ciąży!!!

    Oczywiście nikt nie został poinformowany, że usuwa radioaktywny Stront-90, który wydatnie skraca im życie przy każdym kontakcie...

    Skutki? Przez kolejne 10 lat po katastrofie bardzo typowym było nagłe umieranie w czasie pracy/nauki lub wręcz nagłe padanie na ulicy...
    Ogromna ilość dzieci urodziła się z obrzydliwymi mutacjami.

    Oficjalnie zginęło wtedy 100 osób, ale oblicza się, że straty były o wiele większe (nie mówiąc już o śmierciach z powodu chorób popromiennych).
    Po dziś dzień nie przesiedlono wielu wiosek w strefie WURŚ, a dzieci 3ciego, 4tego i 5tego pokolenia ludzi, którzy mieli jakikolwiek kontakt z WURŚ ciągle cierpią z powodu skażenia radioaktywnego przodków...

    Bardzo wiele wiosek po prostu wymarło, ponieważ nie zostały ewakuowane. WURŚ zostało szczelnie zamknięte szczelnym kordonem, zerwano całą komunikację i pozostawiono ludzi samych sobie...

    Ale najstraszniejsze nie jest to, że takie awarie się zdarzają, ale to, że na całym świecie nie wyciąga się wniosków z błędów poszczególnych narodów, bo wszyscy uważają "A, to USA, oni są idiotami, nam to się nie przytrafi" lub "Etam, to ZSRR, oni zawsze tak mają"..._

    film w linku :
    http://www.sadistic.pl/katastrofa-czelabinska-katastrofa-kysztymska-vt201128.htm
    pokaż całość

  •  

    Przy okazji porządków na dysku wygrzebałem trochę starych zdjęć. Na pierwszy ogień, zdjęcia z Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, głównie z czasów budowy. Może są tu jacyś pasjonaci tematu, jak ja.

    #historia #fotografia #energetykajadrowa #czarnobyl

    źródło: 0R1DL5g.jpg

    •  

      @GanjaBoy2004: Na pewno najpierw warto poznać strefę od legalnej strony i polecam legalny wyjazd. Zresztą na legalu zobaczysz tak naprawdę więcej niż na nielegalu. Tzn może nie więcej, ale np. będąc legalnie możesz wejść do elektrowni, zobaczyć sarkofag z bliska, łazić po Prypeci bez spiny, że ktoś cie złapie, zobaczyć niedokończony 5,6 blok elektrowni. Będąc nielegalnie zostaniesz wrzucony do gry sandboksowej pod tytułem "Przeżyj i nie daj się złapać w Zonie". Będziesz miał nieogarniczony czas (ograniczony tylko zapasami jedzenia i picia), będziesz mógł łazić sobie po wioskach i lasach do woli, ale tylko w taki sposób żeby cię nikt nie zauważył. A w Prypeci bardzo łatwo można zostać złapanym i obecnie łażenie tam nielegalne za dnia to jak krzyczenie "tutaj jestem, złapcie mnie". Podsumowując - na początek na pewno lepiej legalnie. Ja byłem 4 razy legalnie zanim pojechałem nielegalnie, a teraz jeżdżę i tak, i tak. Ostatni raz byłem w sylwestra (10 raz już w sumie w Strefie). Osobiście polecam Strefazero.org. pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    No to lecim na #czarnobyl ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: embed.jpg

  •  

    Część VIII – Epilog
    <<Uwaga, tekst w dalszej części może zawierać mało apetyczne opisy, więc, żeby nie było, że nie ostrzegałem>>

    Okolice wsi Stare Sokoły ok. godziny 20:00

    Kierowca (nazwijmy go roboczo „typowym Kolją”) mknął grubo ponad setkę po niezbyt równych ukraińskich drogach. Ja z kolei zapatrzony w widok zachodzącego słońca rozmyślałem o tym, co właściwie się stało i jakie poniosę tego konsekwencje. Przypomniałem sobie słowa jednego z milicjantów, który kilka godzin wcześniej powiedział:
    - I pamiętaj – nigdy więcej Czarnobyla
    - No tylko legalnie, tak?
    - Tylko legalnie.
    Zastanawiałem się, czy jest jakikolwiek sens organizować jeszcze kiedyś taką wyprawę. Doszedłem do wniosku, że odpuszczę sobie takie zabawy, bo ryzyko z tym związane jest zbyt duże, tym bardziej, że chciałem jeszcze kilka razy Zonę legalnie zobaczyć.
    Wyjąłem kamerkę i zacząłem bez większego celu nagrywać widoki za szybą. Pola, lasy, jakieś wioski, a w tle radio i ukraińskie hity.

    https://youtu.be/yfSstc3h8f8

    http://oi64.tinypic.com/j67mn9.jpg

    Przez całą drogę nie zamieniłem z Kolją praktycznie ani jednego słowa, nie licząc kilku pytań o to gdzie ma mnie wysadzić. Przejechanie sześćdziesięciu pięciu kilometrów zajęło nam trzy kwadranse i po dotarciu do Malina zatrzymaliśmy się pod hotelem.
    - No to tak jak się umawialiśmy – 400UAH

    ---
    We wcześniejszej części zapomniałem wspomnieć, że milicjanci kilka razy zaglądali do mojego portfela, żeby zobaczyć ile mam pieniędzy, a miałem niewiele. Doliczyli się jednak ok. 400UAH, o których później Kolji wspomnieli.
    ---

    Zacząłem liczyć ile mi zostało i otrzymałem wartość 320UAH. Powiedziałem kierowcy o zaistniałym problemie. Westchnął tylko i wziął wszystko, co mi zostało. Chciałem mu dorzucić jeszcze 10zł, które zawieruszyło się w portfelu, ale odpowiedział tylko „a kto mi to wymieni?”.
    Wyjąłem z bagażnika swój plecak, podziękowałem za podwózkę i życząc szerokiej drogi ruszyłem w stronę hotelu (50°45'54.41"N 29°14'27.08"E), gdzie czekał na mnie drugi, mniejszy plecak z rzeczami na przebranie i resztą dokumentów.

    Wszedłem po schodach na drugie piętro i dotarłem do recepcji. Plecak wciąż leżał tam gdzie go zostawiłem – za ladą. Po chwili zjawiła się starsza recepcjonistka i oddała mój bagaż. Mówiąc jej, że zostałem bez pieniędzy i bez dostępu do internetu udało mi się ubłagać kilka minut przy recepcyjnym komputerze.
    Klawiatura, zarówno ta fizyczna, jak i wirtualna była jednak w lokalnym alfabecie, ale po skorzystaniu z „jednego prostego triku” (Alt+Shift) udało się w końcu przełączyć na łacinę i zalogować na facebooka.
    Poinformowałem znajomych, że żyję i poprosiłem, żeby za chwilę do mnie zadzwonili, bo prawdopodobnie stan konta na telefonie nie pozwoli mi na zbyt długie międzynarodowe gadanie. Szybko wszedłem też na stronę przewoźnika i kupiłem bilet powrotny na autobus jadący do Lublina z położonego trzydzieści kilometrów na zachód od Malina Korostenia. Wydrukowałem go i zapytałem, gdzie tu w mieście można się bezpiecznie przespać, bo zostałem z dwoma hrywnami (wtedy jakieś 30 groszy) i bezwartościowymi tutaj dziesięcioma złotymi. Odpowiedziała mi, że mogę pójść na dworzec, bo i tak stamtąd będę odjeżdżał rano. Powiedziała również, że bilet na tą elektriczkę kosztuje 15UAH. Po moim stwierdzeniu, że niestety mam tylko 5UAH miła pani wyjęła portfel, po czym wręczyła mi banknot dziesięciohrywnowy mówiąc, ze nie muszę jej tego oddawać. Podziękowałem jej i życząc miłej pracy wyszedłem z hotelu w poszukiwaniu dworca.

    Zaczepiłem losowego przechodnia i dowiedziałem się od niego, że „paaanie, dworzec to za daleko, żeby na nogach tam iść”
    Po kilku pobytach w Malinie widzę jednak, że było to jakieś pięć kilometrów, czyli bez tragedii, jednak nie znając trasy i dodając do tego fakt, że na Ukrainie w mniejszych miasteczkach popularne jest gaszenie świateł ulicznych w nocy (swoją drogą świetny pomysł – kto chce to używa latarki w telefonie, a przynajmniej ludzie mają w domach komfortowe warunki do spania) postanowiłem, że tę noc spędzę na ławce nieopodal hotelu. Nie było to łatwe, choć mając w perspektywie siedem godzin nudnego nic nie robienia, wolałem mimo wszystko zasnąć.
    Rozłożyłem się na twardej ławce i zawijając w dłonie paski plecaków tak, żeby ewentualna kradzież mnie obudziła, próbowałem zasnąć. Nie udało się. Co chwilę mijali mnie młodzi ludzie idący na mającą nieopodal miejsce imprezę.
    Kilku z nich zainteresowanych tym czemu leżę na ławce, podeszło i po wysłuchaniu mojej historii odpowiedziało, że też kilka razy byli nielegalnie w Strefie, a po moim pytaniu o lokalizacje dworca jeden z nich, mocno już wstawiony odpowiedział:
    - Nie idź tam! Tam dziwni ludzie śpią: bezdomni, narkomani. Jak tylko usłyszą po akcencie, ze nie jesteś stąd to cię zabiją i okradną, albo na odwrót.
    Posłuchałem ich rady i kontynuowałem bezskuteczne próby zaśnięcia.

    Mocno wkurzony, widząc, że nie ma to większego sensu postanowiłem pozwiedzać miasteczko, a właściwie pójść daleko w jednym kierunku tylko po to, żeby musieć się wrócić, a tym samym skrócić o godzinę, czy dwie bezczynne czekanie na pociąg. Znalazłem się w pobliżu trawiastego poletka, na którego środku stał jakiś pomnik. Całość była otoczona ścianą drzew i była mało widoczna z ulicy. Zaryzykowałem i schowałem tam swoje plecaki wyjmując tylko najważniejsze przedmioty, w tym jakieś batony i wodę. Upewniwszy się, że nikt mnie nie widział, i że bagaż jest niedostrzegalny z poziomu ulicy usiadłem znów na ławce, wyjąłem kamerkę i zacząłem nagrywać. Przygotowując się do pisania tego tekstu oglądnąłem te materiały jeszcze raz i z perspektywy czasu muszę uznać, że są dość ciekawe, choć pewnie to subiektywne odczucie. Kiedyś na pewno je gdzieś udostępnię, najprawdopodobniej przy przepisywaniu tej historii na inny nośnik niż Wykop.

    Tutaj jeden z nich (wyjąłem tylko dźwięk, bo poza tą klatką, którą widać na filmie, reszta nagrania była czarna)
    https://www.youtube.com/watch?v=_xBWfMYE7Js&t=6s

    Siedząc na ławce słychać było ciągłe „ugi-bugi” z pobliskiego klubu. Jak to na Ukrainie, zauważyć się również dało cuda ichniejszej myśli tuningowej jak np. ten van z neonami:

    http://files.tinypic.pl/i/00844/ksbtp81y2zm1.jpg

    Postanowiłem w końcu pomarnować trochę czasu i przejść się w dół ulicy Chruszczewskiego.
    Przed wyjazdem do Strefy kilkukrotnie tą drogą szedłem stąd mniej więcej znałem trasę. Jak wcześniej wspominałem – w mieścinie tej po północy są gaszone latarnie, więc poruszanie się bez latarki „zagraża twojemu życiu lub zdrowiu”. Nie dlatego, że ktoś może cię zaatakować – nie czułem się tam nieswojo, raczej dla tego, że stan dróg, a tym bardziej chodników pozostawia wiele do życzenia.

    Dotarłem do znanego mi już wcześniej ronda (50°46'43.64"N 29°15'44.61"E) z pomnikiem z serii „Dzwony Czarnobyla” i zapytałem nocnego przechodnia „którędy na dworzec?”, jednak po ponownym uzyskaniu odpowiedzi, że bardzo daleko (teraz widzę, że zostały mi wtedy ledwie 2km do dworca) postanowiłem już dalej w tym kierunku nie iść.

    Mając przy sobie wciąż zapasowy telefon marki SAMSUNGZKLAPKĄ i znudzony niesłychanie atrakcyjną rozrywką, jaką niewątpliwie było granie w jedyną dostępną grę, czyli Sudoku, zadzwoniłem do brata, a właściwie puściłem mu „buraka”, by po krótkiej chwili oddzwonił.
    Rozmawialiśmy przeszło godzinę o wszystkim i o niczym. Poprosiłem, żeby poszukał, czy przypadkiem nie ma jakiegoś wcześniejszego autobusu i czy może dowiedzieć się skąd odjeżdża ten, na który kupiłem już bilet. Ostatecznie niczego więcej ponad informacje dostępne na strony przewoźnika się nie dowiedziałem, pożegnaliśmy się, a ja wróciłem do moich ukrytych bagaży.
    Wciąż tam leżały, więc wyjąłem rację żywnościową i z nudów zacząłem wyjadać wszystkie słodycze, przepalając co chwile je kolejnymi papierosami, żeby w końcu i te się skończyły. Pokonałem tą trasę raz jeszcze i kolejny raz, aż zaczęło świtać. Postanowiłem, że jest to już odpowiednia pora, żeby w końcu wyruszyć w drogę na dworzec. Gdy dotarłem do ronda zauważyłem na przystanku starszego jegomościa w białym garniturze.

    - Probaczte, de je wogzał? – zapytałem
    - W tamtym kierunku – wskazał ręką na wschód – ale to daleko stąd, lepiej pojechać marszrutką.
    - Pójdę na nogach, bo mnie nie stać, a muszę pilnie się dostać do Korostenia.
    - Nie żartuj sobie, zapłacę za ciebie, to jest tylko kilka Hrywien, a tak się składa, że też tam jadę.
    - No… dobra, dzięki wielkie.
    - A co ty tu w ogóle robisz i skąd ty jesteś?
    - Z Polszy, nie uwierzycie, ale właśnie byłem nielegalnie w Czarnobylskiej Strefie
    - Poważnie? I jak poszło?
    - No milicja mnie pajmała.
    - Ha! A to ci historia – zaśmiał się przyjaźnie – „polskij awanturist!”- nazwał mnie wciąż się śmiejąc
    - I jakieś konsekwencje poniosłeś?
    - Zabrali mi telefon i rower, a dodatkowo wzięli czterysta hrywien za przywiezienie do Malina.
    - A to bandyci! Tak potraktować młodego człowieka!
    - W hotelu spałeś?
    - Nie, na ławce przed hotelem, bo nie miałem pieniędzy
    - Poważnie?! Przecież tu jest cerkiew obok, w okolicy też trochę Polaków mieszka, więc trzeba było zapukać do drzwi kościoła – z pewnością by cię przenocowali.

    Dojechaliśmy na dworzec. Wyglądał on dość ładnie, sprawiał wrażenie świeżo wyremontowanego.

    (Po prawej widać dziadka)
    http://images.tinypic.pl/i/00867/4baqw4fulx84.jpg

    Dziadek, zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć stwierdził, że wie, że nie mam pieniędzy, wiec zapłaci mi za ten bilet, a za to co mam niech kupię sobie coś do picia. Trochę głupio mi było tak nadużywać jego dobroci, ale nie mając żadnych środków, innego wyjścia nie widziałem i zgodnie z zaleceniami, poszedłem do kiosku, by kupić wodę.

    Weszliśmy na peron i w oczekiwaniu na pociąg zacząłem wypytywać dziadka o awarię. Powiedział, że dla nich był to wielki szok i strach, nikt nie wiedział, co się dzieje. Wiele osób panikowało, że umrą od promieniowania, bo wiadomo, że mimo wszystko każda informacja pocztą pantoflową rozchodziła się dość szybko, ale jak w głuchym telefonie tworzyło to rozmaite plotki.

    Pociąg w końcu przyjechał. Zaśmiałem się i powiedziałem dziadkowi, że to dokładnie taka sama elektriczka, jaka wozi nas ze Sławutycza do Czarnobyla. Okazało się, że to dość popularny model w krajach byłego Związku Radzieckiego.

    http://files.tinypic.pl/i/00867/t9w4zc0d1d0m.jpg

    Ruszyliśmy. Jadąc przez zabite dechami wsie obserwowałem wschód słońca. Zaskoczyło mnie to, że pociąg potrafił zatrzymywać się w szczerym polu, a stojące tam babuszki dokładnie wiedziały gdzie na niego czekać, mimo, że przystanek nie był w żaden sposób oznaczony.

    Dość ciekawie było obserwować Ukraińców jadących do pracy. Przypominało to obrazy z polskich filmów, czy seriali powstałych w czasach PRLu – Z jednej strony wagonu babuszka kłóci się z drugą jaki przepis na pierogi jest lepszy, druga z wielkimi siatami i słoikami ogórków przysłuchuje się dyskusji i co chwila wtrąca swoje trzy grosze. Z drugiej strony matka ucisza swoje dziecko, co chwile dając mu do zrozumienia, że zasługuje ono na klapsa. Naprzeciwko mnie siedział z kolei pop i grał sobie na smartfonie w tą grę, w której kroi się palcem owoce.

    (Na zdjęciu już nie gra :))
    http://files.tinypic.pl/i/00844/o0wlwlhpcxua.jpg

    W końcu pociąg zatrzymał się w Korosteniu. Wyszliśmy z wagonu i przechodząc przez obrotowe drzwi znaleźliśmy się na głównej hali dworca. Jako, że było jeszcze rano, a autobus miałem po 22:00 uznałem, że to dobry czas na poszukanie skąd odjeżdża autobus, bo mimo wszystko lepiej będzie czekać już tam na miejscu. Na bilecie była mowa o placyku przed dworcem, jednak wiedziony doświadczeniem z podróży w drugą stronę wolałem nie ryzykować, że się tu nie zatrzyma (przy podróży z Warszawy do Korostenia autobus tej samej firmy nie wjechał nawet do miasta omijając je obwodnicą). Mimo pomocy ze strony dziadka nie udało nam się uzyskać stosownych informacji.
    Zanim się jednak rozstaliśmy wcisnął mi w rękę 50UAH „żebym na nogach nie musiał tam iść” i napisał na kartce swój adres w Malinie, mówiąc:
    - Następnym razem jak będziesz chętny takich przygód, to nie śpij na ławce tylko przyjdź do mnie, przenocujemy cię z żoną.
    Podziękowałem za wszystko i pożegnaliśmy się.

    ----
    Adres przepisałem na telefon. Kartkę niestety zgubiłem, a telefon zdążyłem już kilkukrotnie zresetować i… zgubić. Jedyne, co pamiętam to, że mieszkał na ulicy Chruszczewskiego. Ulica niestety ma dwa i pół kilometra długości, choć dodatkowo wiem, na którym przystanku go spotkałem, czyli może mieszkać w pobliżu. W tym roku zamierzam go znaleźć (jeśli jeszcze żyje) i dać mu litr polskiej wódki w podzięce za całą otrzymaną pomoc.
    ----

    Przed budynkiem dworca trafiłem też na taką reklamę:
    https://www.youtube.com/watch?v=-TAW616e98U
    Dotarłem na postój taksówek. Podszedłem do najgorszej z nich – czerwonej łady 2101 (ruski Duży Fiat) i poprosiłem o zawiezienie na „Zaprałkę Faktor na Warszałce” (50°59'17.55"N 28°39'42.16"E), czyli na Stację Benzynową Faktor na trasie M07 zwanej na Ukrainie „Warszałką”, ponieważ łączy Warszawę z Kijowem.

    Dopiero przeglądając kilka dni temu zdjęcia zauważyłem jak wygląda ta Łada w środku:
    http://images.tinypic.pl/i/00867/tutpybsya0he.jpg
    Miała na desce rozdzielczej porządnego GPSa, pełno kabli, wentylatory itd. Teraz już sobie przypominam, dlaczego wybrałem akurat ten pojazd :)

    Po kilkunastu minutach dojechaliśmy, zapłaciłem 40UAH i usiadłem na przystanku autobusowym naprzeciwko stacji benzynowej. Jako, że zgłodniałem – wyjąłem rację żywnościową i kamerkę i zrobiłem mały unboxing :)
    https://www.youtube.com/watch?v=b99FuFKxzss
    Co widać na filmie – jedzenie okazało się bardzo smaczne, jednak z perspektywy czasu domyślam się, że zadziałała tu moc powiedzenia „głód najlepszym jest kucharzem”. Po posileniu się uznałem, że czekanie kilkunastu godzin na tym przystanku nie ma najmniejszego sensu i przeniosłem się kilkadziesiąt metrów dalej do wygodnej altany na terenie stacji benzynowej. Było to dość ciekawe doświadczenie. Można by nakręcić ciekawy film dziejący się tylko w tej altanie (i nie byłoby to kino posuwisto-zwrotne), ponieważ co chwile dosiadały się do mnie różne osoby, tak, że po kilkunastu godzinach poznałem już cały przekrój ukraińskiego społeczeństwa. Od normalnej rodzinki, po oligarchów, a nawet jednego przestraszonego psa. Zacznijmy od tego ostatniego.
    Próbowałem go nakarmić z ręki (psa, nie oligarchę), ale strachliwa z niego była bestyja i nie dawał się do siebie zbliżyć, samemu niezbyt ochoczo skracając odległość pies<->ja. Wyglądało to dosyć komicznie – zresztą zobaczcie jak wali tym ogonem na prawo i lewo:

    https://youtu.be/u1d_nQRdIeY

    Mając jeszcze 10UAH kupiłem 1,5l wodę mineralną i rozpuszczając w niej musującą tabletkę dostałem butelkę mętnego płynu, doskonale nadającego się do oświetlenia altany po zmroku. Jak? Ano tak:

    http://pics.tinypic.pl/i/00867/z381rkdkjb34.jpg

    Zanim jednak zrobiło się ciemno pod altanę podjechało jakieś wypasione BMW i wysiadła z niego para bogaczy. Młoda kobieta i lekko starszy facet. Zapytali się czy mogą się dosiąść, skinąłem głową, że nie ma problemu i odsuwając swoje bambetle wpuściłem ich do środka. Słysząc, żem nietutejszy byli ciekawi co tutaj robię. Opowiedziałem w skrócie moją historię, a gdy skończyłem usłyszałem równocześnie:
    Facet: Wooooooooow, super sprawa!
    Jego kobieta: O matko! Przecież mogłeś umrzeć, tam są wilcy!
    Zaśmiałem się i odpowiedziałem, że bez ryzyka nie ma zabawy, mężczyzna zaś starał się przekonać kobietę, że to jednak fajnie, że zamiast siedzieć w domu przed komputerem robię takie akcje. Ta jednak ciągle powtarzała: ale to niebezpieczne – promieniowanie, zwierzęta, milicja – mogli cię zastrzelić.
    W końcu po około pół godzinie pożegnali się i odjechali w sobie tylko znanym kierunku. Zrobiło się ciemno – zapaliłem więc swoją prowizoryczną lampkę. Po chwili pod altanę podjechała taksówka, z której wysypało się 5 osób: Kobieta, mężczyzna, ich 2 córki: około 8 i 16-letnia i jeszcze jakiś mężczyzna – ogólnie przyjemna rodzinka. Zapytali się, czy mogą się dosiąść (co ciekawe, obok była druga taka sama altana, a każdy chciał siedzieć akurat w tej), po mojej twierdzącej odpowiedzi usiedli i wyjęli z plecaków i toreb różnej maści alkohole:

    (jak zmrużycie oczy, zdjęcie będzie ostre)
    http://images.tinypic.pl/i/00867/mczaq7g0gnz1.jpg

    Po opowiedzeniu kolejny raz tej samej historii, zapytałem czy mogliby mi pomóc dowiedzieć się skąd mój autobus odjeżdża za 2 godziny. Mężczyzna odpowiedział:
    - Ok, ale musisz się napić z nami wódki i to 3 kolejki, taka jest tradycja
    - No nie za bardzo, chcę być trzeźwy jak ten autobus przyjedzie (jadłem tego dnia tak mało, że każda ilość alkoholu by mnie siekła, poza tym mam słabą głowę do alkoholu, a wódki nie znoszę)
    - No to przykro mi, nie zadzwonię
    - Dobra, lej…
    Jedna kolejka jakoś weszła bez przepity, druga już z trudem, trzecia nawet z przepitą już ledwo co.

    ---
    Nienawidzę wódki i nie widzę sensu jej picia, skoro jest tyle dobrych alkoholi o tym samym procentażu - np. Rum, a dodatkowo z Colą – najlepszy drink, jaki istnieje :)
    Jednak na Ukrainie picie wódki, czy własnego bimbru jest czymś więcej niż u nas. To tradycja i jak widać doskonale powyżej – odmówienie komuś napicia się jest traktowane jako osobista obraza.
    ---

    - Naleję ci kolejnego
    - Nie chcę już
    - Ale tradycja…
    - No tradycja już wypełniona – mówiłeś, że trzy kolejki
    - No to może jakiś inny alkohol – piwo, szampan?
    - Nie chcę wam wypijać wszystkiego, ale skoro nalegasz….
    I to był największy błąd! Ale dlaczego, to za chwile. W międzyczasie najstarsza kobieta – matka tych dziewczyn zadzwoniła na autobus – okazało się, że faktycznie - odjeżdża właśnie z tej stacji, ale spóźni się kilka minut. Ucieszony, że już nic nie może zepsuć tego dnia (zbliżała się 23:00) nalałem sobie szampana, a potem jeszcze piwo. Po chwili jeden z mężczyzn odczuwając skutki upojenia i stając się agresywny, został odwieziony taksówka przez drugiego. Zbliżał się już czas planowego przyjazdu autobusu, więc postanowiłem sobie zrobić jeszcze pamiątkowe zdjęcie z przedstawicielkami płci piękniejszej:

    http://pics.tinypic.pl/i/00867/qu1lt05vd85o.jpg

    Dalszą część już gorzej pamiętam, bo powyższe było ostatnim zdjęcie zrobionem zrobionym podczas tego pobytu na Ukrainie, a dodatkowo stan upojenia alkoholowego wymazał część wspomnień, no ale do rzeczy:
    Wrócił mąż tej kobiety, a po chwili przyjechał autobus. Pomogli mi wpakować się do środka, po drodze się przewróciłem, pokazałem bilet, zająłem losowe miejsce i ruszyliśmy.
    Tutaj zaczyna się ta mniej apetyczna część:

    ---jak ktoś nie chce czytać może pominąć, ale wiadomo, że i tak każdy przeczyta, tym bardziej, że nie zaznaczam końca tego fragmentu :) ---

    Pamiętam tyle: Zatrzymaliśmy się na „postój na sikanie”. Wygląda to tak, że autobus zatrzymuje się przy drodze i mężczyźni idą pod drzewa, a kobiety, w sumie nie wiem – mało pamiętam stamtąd.
    Wiem tylko, że wróciłem do autobusu jako pierwszy i próbowałem usnąć. Mojemu żołądkowi nie spodobały się regularne wstrząsy, jakie generował silnik autobusu na niskich obrotach podczas postoju. W ramach protestu wyrzucił całe wczorajsze menu moim górnym otworem ciała…. No bez owijania w bawełnę zerzygałem się po prostu na siebie. Pamiętam jedynie, że ostatkiem świadomości wyjąłem z plecaka drugą bluzę, a tą zabrudzoną wrzuciłem do pierwszej znalezionej siatki. Oparłem się o fotel i jedynie ciesząc się, że nikt obok mnie nie siedzi i, że trafiona została tylko bluza, i że wszyscy pewnie śpią, zasnąłem.

    Obudziłem się. Było już jasno. Po chwili zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. Prawie wszyscy wyszli. Popatrzyłem na siebie i dopiero teraz zauważyłem skalę zniszczeń. Oberwała firanka, tył fotelu pasażera (ta powierzchnia, z wiecznie naciągniętymi siatkami) i fotel, na którym siedziałem plus spodnie i buty. Jako, że nikogo nie było w autobusie przebrałem się i wyszedłem na zewnątrz. Usłyszałem, że jeden z pasażerów rozmawia przez telefon, z ukraińskim, bo ukraińskim akcentem, ale po polsku. Gdy skończył, podszedłem do niego i zapytałem ile nam zostało do granicy. Odparł, że to już ostatnia stacja przed granicą, że raptem kilka kilometrów. Po krótkiej rozmowie, co robi w Polsce (studiuje w Warszawie) powiedziałem mu, czy przypadkiem czegoś nie czuć w autobusie, bo tak wyszło jak wyszło.
    Zaczął się śmiać i powiedział:
    - człowieku - jebało jak nie wiem, i dalej śmierdzi, ale co mieliśmy zrobić, nikt do ciebie żalu nie ma, zdarzyć się mogło każdemu.

    W końcu ruszyliśmy. Wyjąłem z plecaka nasączone chusteczki i zacząłem czyścić, co się da, łącznie ze swoimi nogami i butami. Co prawda dalej było tragicznie, ale przynajmniej z daleka nie było nic widać. Po kilku minutach od ruszenia zatrzymaliśmy się. Ukraińska granica jak na rejsowy autobus poszła dosyć sprawnie – jakieś dwie godziny.
    Ale co się działo po polskiej stronie to jakaś paranoja. To było jedno z moich najgorszych doświadczeń w życiu.
    Trwały te słynne upały (sierpień 2015). Było chyba z 40 stopni. W autobusie upał plus zapach rzygów dawały iście szatański bukiet zapachów, na zewnątrz natomiast nie dało się znaleźć nawet skrawka cienia. Staliśmy w kolejce chyba czternaście godzin. W końcu poszedłem spać i odwodniony obudziłem się dopiero, gdy wszedł celnik. Rutynowa kontrola, paszporty, bagaże. Starałem się zasłonić ciałem swój fotel tak, ażeby celnik przypadkiem nie zauważył tych rzygów – nie zauważył, albo nie chciał zauważyć.

    W końcu ruszyliśmy, ku uldze wszystkich zgromadzonych i po kilku godzinach dotarliśmy do Lublina, gdzie miałem wysiąść. Wybiegłem z autobusu jak oparzony porywając tylko swoje rzeczy i chcąc jak najszybciej zniknąć z pola widzenia kierowców, zanim się zorientują, co po sobie zostawiłem. Mój marsz przerwało wołanie za mną jednego z nich. Zamarłem. Wróciłem się do autobusu, gdzie w drzwiach czekał na mnie pilot. W myślach układałem już ściemę, o chorobie lokomocyjnej, jednak usłyszałem tylko – „przy wejściu w Korosteniu nie dał pan kierowcy biletu do sprawdzenia, proszę go nam jeszcze raz pokazać”. Wyjąłem bilet, okazałem, wszystko się zgadzało, więc czym prędzej opuściłem autobus i pobiegłem szczęśliwy w stronę losowego baru, żeby tylko cokolwiek zjeść w oczekiwaniu na wspominanego we wcześniejszych częściach kolegę z Lublina, który postanowił mnie przechować na kilka godzin w swoim domu.

    Coś zjadłem, przyszedł kolega z bratem, pojechaliśmy autobusem do jego domu, umyłem się, znowu coś zjadłem, napiłem się herbaty, opowiedziałem kolejny raz tą samą historię i wyszedłem na balkon z plecakiem, w którym spoczywały brudne ciuchy, żeby przepakować je do innego worka, tak, żeby całość miała jeszcze mniejszą styczność z resztą bagażu. Wyszedłem jeszcze z ich psem na spacer i pod wieczór odwieźli mnie na ten sam dworzec, gdzie czekał już na mnie Polski-Bus relacji Lublin-Kraków. (Dzięki wielkie RJ za pomoc!)
    Wpakowałem się do środka i ruszyłem w podróż do domu.

    Zasnąłem, budząc się dopiero na dworcu w Krakowie o 3 nad ranem. Stamtąd do domu wróciłem piechotą i już po dziesięciu minutach przekręcałem klucz w zamku. Otwierając drzwi do mieszkania poczułem spełnienie, ale też niedosyt (ot, paradoks). Mimo wcześniejszych zapewnień, teraz już wiedziałem, że to dopiero początek mojej kariery Stalkera.

    **Koniec części VIII, ostatniej

    P.S.

    Za jakiś czas zabiorę się za kolejną wyprawę, tym razem już nie jechałem samemu. Gdy opiszę ją, a będzie to już krótsza historia, pomijająca tłumaczenie niektórych podstaw, które musiałem zawrzeć w pierwszej relacji. W dużej mierze będzie to historia, o tym jak nie organizować wyjazdu na Ukrainę, a mimo wszystko przeżyć ciekawą przygodę :) Później przyjdzie czas na najświeższe dzieje, czyli jak z planowanej na 3 osoby wyprawy ostatecznie wyszedł samotny sylwester w Zonie, będący jednocześnie pierwszym udanym, samodzielnie zrobionym nielegalem, no… prawie samodzielnie.
    Oczywiście napiszcie, czy w ogóle chcecie to czytać, czy podobała wam się cała ta historia, i co można byłoby poprawić. To był mój pierwszy tekst dłuższy niż 5 stron A4 (cała historia zajęła 30 stron czcionką/fontem Calibri o rozmiarze 11), więc postarajcie się mi wybaczyć wszelkie błędy, czy czasami nielogiczny lub nudny styl pisania. Pozdrawiam i życzę miłej lektury w przyszłości :)**

    #czarnobyl #opowiescstalkera #prypec #podrozujzwykopem #ukraina #stalker
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #czarnobyl

0:0,0:0,0:1,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0