•  

    #rozdzialdopoduszki #ksiazki #scifi #sciencefiction #czytajzwykopem #gruparatowaniapoziomu

    W hołdzie zmarłemu dzisiaj autorowi.

    https://www.wykop.pl/link/3882729/zmarl-brian-w-aldiss-angielski-pisarz-science-fiction/

    Brian W. Aldiss
    Non Stop
    Przełożył: Marek Wagner

    Powieść o bardzo interesującej fabule, której bohater Roy Complain stopniowo, krok po kroku,
    zdobywa niesamowitą i tragiczną wiedzę o swoim otoczeniu, należy do najwybitniejszych osiągnięć
    Aldissa.
    Społeczeństwo, które nie zdaje sobie lub nie chce zdawać sobie sprawy ze swojego miejsca we
    wszechświecie, nie może uważać się za prawdziwie cywilizowane. Można powiedzieć, że posiada
    ono pewne fatalne w skutkach cechy, które czynią je do pewnego stopnia społeczeństwem
    niezrównoważonym. O takim właśnie społeczeństwie mówi ta książka.
    Żadna idea będąca płodem ludzkiego umysłu nie jest nigdy, w odróżnieniu od miliarda czynników,
    które rządzą naszym wszechświatem, całkowicie zrównoważona. Nosi ona nieuchronnie wszystkie
    cechy ludzkiej słabości i może być albo zupełnie skromna i uboga, albo wspaniała i imponująca.
    Książka niniejsza mówi właśnie o takiej wspaniałej idei.
    Dla społeczeństwa, o którym mowa; idea ta była czymś więcej: z czasem stała się sensem jego
    istnienia. Sama zaś, jak to się zdarza, okazała się błędna i zniszczyła to istnienie.

    Część pierwsza

    Kabiny

    Rozdział 1

    Jak fala radaru odbita od jakiegoś odległego przedmiotu wraca do swego źródła, tak odgłos bicia
    serca Roya Complaina wypełniał w jego odczuciu całą otaczającą go przestrzeń. Stał w drzwiach
    swojego mieszkania słuchając gniewnego tętnienia pulsu w skroniach.
    – Więc idź już sobie, jeżeli w ogóle masz iść, dobrze? Powiedziałeś przecież, że wychodzisz!
    Zjadliwy głos za plecami, głos Gwenny, przyspieszył jego decyzję. Wydając stłumiony pomruk
    wściekłości, zatrzasnął drzwi nie odwracając się, po czym stał trąc ręce aż do bólu, by się
    opanować. Tak właśnie wyglądało życie z Gwenny, najpierw kłótnie bez żadnego powodu, a potem te
    szalone, wyczerpujące jak choroba wybuchy gniewu. Co gorsza, nie był to nigdy zwykły, czysty
    gniew, tylko obrzydliwe, lepkie uczucie, które nawet przy największym nasileniu nie było w stanie
    zagłuszyć świadomości, że wkrótce będzie tu z powrotem przepraszając ją i poniżając się. Cóż...
    Complain nie mógł się bez niej obejść.
    O tej wczesnej porze kręciło się jeszcze kilku mężczyzn. Później dopiero mieli ruszyć do swoich
    zajęć. Grupa siedząca na pokładzie grała w Skacz wzwyż. Complain podszedł do nich i nie wyjmując
    rąk z kieszeni ponuro obserwował przebieg gry ponad ich rozwichrzonymi głowami. Plansza do gry
    namalowana była na pokładzie i stanowiła kwadrat o boku równym podwójnej długości męskiego
    ramienia. Na planszy rozrzucone były bezładnie kostki i pionki. Jeden z grających pochylił się
    i przesunął swoje dwa pionki.

    – Oskrzydlenie na pozycji piątej – stwierdził z bezlitosnym triumfem, po czym uniósł głowę i mrugnął
    konspiracyjnie do Complaina.
    Complain odwrócił się obojętnie. Przez długi czas jego zainteresowanie tą grą było wręcz
    niezdrowe. Grał w nią nieustannie, tak długo, aż jego młode nogi przestały wytrzymywać ciągłe
    siedzenie w kucki, a zmęczone oczy nie były w stanie dostrzec srebrnych pionków. Także na innych,
    prawdę mówiąc prawie na wszystkich, członków szczepu Greene gra ta rzuciła jakiś czar, dawała im
    poczucie przestrzeni i siły, a więc doznania, których ich normalne życie było całkowicie pozbawione.
    W tej chwili czar prysł i Complain był już od niego wolny, chociaż na pewno byłoby dobrze mieć
    znowu coś, co by podobnie absorbowało.
    W smętnej zadumie powlókł się przed siebie nie zwracając prawie uwagi na znajdujące się po obu
    stronach drzwi, ale za to bystro obserwując przechodniów, jakby w oczekiwaniu jakiegoś sygnału.
    Nagle dostrzegł spieszącego do barykad Wantage’a, który odruchowo ukrywał swoją zdeformowaną
    lewą połowę twarzy przed ludzkimi oczami. Wantage nigdy nie brał udziału w grach towarzyskich.
    Nie znosił być otoczony ludźmi. Dlaczego Rada oszczędziła go, gdy był jeszcze dzieckiem?
    W szczepie Greene przychodziło na świat wiele zdeformowanych dzieci, ale oczekiwał je tylko nóż.
    Jako chłopcy nazywali Wantage’a „Dziurawą Gębą” i znęcali się nad nim, lecz obecnie, gdy wyrósł
    na silnego i agresywnego mężczyznę, ich stosunek do niego stał się bardziej tolerancyjny, a przytyki
    bardziej zawoalowane.
    Nieświadom, że jego leniwe włóczenie się nabrało sensu, Complain także skierował się w stronę
    barykady podążając za Wantage’em. W okolicy tej znajdowały się najlepsze pomieszczenia
    przystosowane do użytku Rady. Drzwi jednego z nich otworzyły się gwałtownie i ukazał się sam
    porucznik Greene w towarzystwie dwóch oficerów. Wprawdzie Greene był już w mocno podeszłym
    wieku, ale jego rozdrażnienie i nerwowy chód nosiły jeszcze znamiona młodzieńczego temperamentu.
    Obok niego szli dumnie oficerowie Patcht i Zilliac z wyraźnie widocznymi paralizatorami
    wetkniętymi za pasy.
    Ku wielkiej radości Complaina Wantage zaskoczony ich nagłym pojawieniem się wpadł w panikę
    i oddał wodzowi honory. Był to żałosny gest, głowa przyłożona do ręki zamiast na odwrót, co Zilliac
    skwitował wymuszonym uśmiechem. Służalczość była ogólnie obowiązującą zasadą, choć duma nie
    pozwalała się do tego przyznać.
    Kiedy Complain miał ich mijać, postąpił zgodnie z ogólnie przyjętym zwyczajem, to znaczy odwrócił
    się patrząc w inną stronę. Nikt nie miał prawa myśleć, że on, łowca, może być od kogokolwiek
    gorszy. Powiedziane było bowiem w Nauce: „Żaden człowiek nie jest gorszy od innych, chyba że
    sam odczuwa potrzebę okazania drugiemu szacunku”.
    W wyraźnie lepszym nastroju dogonił Wantage’a i położył mu rękę na lewym ramieniu. Wantage
    odwrócił się i przystawił mu do brzucha krótki, zaostrzony kij. Ruchy miał jak zawsze bardzo
    ekonomiczne, zachowywał się jak człowiek otoczony zewsząd nagimi ostrzami. Czubek kija
    spoczywał dokładnie w okolicy pępka Complaina.
    – Spokojnie, pięknisiu. Czy zawsze tak witasz przyjaciół? – zapytał Complain odsuwając ostrze kija.

    – Sądziłem... Przestrzeni, łowcze... Dlaczego nie jesteś na polowaniu? – spytał Wantage odwracając
    wzrok.
    – Ponieważ idę w stronę barykad w twoim towarzystwie. Poza tym mój garnek jest pełny, a podatki
    zapłacone. Osobiście nie czuję potrzeby mięsa.
    Szli w milczeniu. Complain usiłował znaleźć się po lewej stronie Wantage’a, który jednak do tego
    nie dopuszczał. Complain był ostrożny, bał się prowokować zbytnio Wantage’a, aby się na niego nie
    rzucił. Przemoc i śmierć były zjawiskiem powszechnym w Kabinach – tworzyły naturalną
    przeciwwagę dla wysokiego przyrostu naturalnego, nikt jednak nie umiera chętnie jedynie dla
    zachowania równowagi.
    Bliżej barykad korytarz był zatłoczony i Wantage oddalił się mamrocząc coś o porządkach, jakie musi
    jeszcze zrobić. Szedł pod ścianą, wyprostowany, z pełną goryczy godnością.
    Główna barykada była drewnianą przegrodą, która całkowicie blokowała korytarz. Pilnowało jej
    stale dwóch strażników. W tym miejscu kończyły się Kabiny i zaczynał labirynt splątanych glonów.
    Sama barykada była budowlą tymczasową, gdyż miejsce, w którym ją stawiano, ulegało stałym
    zmianom.
    Szczep Greene miał charakter koczowniczy: niezdolność do uzyskania dostatecznych zbiorów
    i niezbędnej żywności zmuszała go do częstej zmiany miejsca. Polegało to na posuwaniu do przodu
    barykady przedniej, a cofaniu tylnej. Coś takiego działo się właśnie w tej chwili; plątanina glonów
    atakowana i niszczona na przodzie, mogła swobodnie rosnąć za nimi; w ten sposób szczep wdzierał
    się powoli w niekończące się korytarze, jak czerw w gnijące jabłko. Za barykadą pracowali
    mężczyźni, którzy ścinali długie łodygi z taką energią, że jadalny sok tryskał im spod ostrzy. Łodygi te
    zabezpieczano potem celem zachowania możliwie największej ilości soku. Suchych tyczek, pociętych
    na równe części, używano później do najróżniejszych celów. Na samym przedzie, tuż przed
    migającymi ostrzami, odbywał się zbiór innych części roślin: liści dla celów leczniczych, młodych
    pędów jako specjalnego przysmaku, nasion o różnorodnym zastosowaniu, a więc jako pożywienia,
    guzików, sypkiego balastu do kabinowej wersji tamburynu, pionków do gry Skacz wzwyż i wreszcie
    zabawek dla dzieci (były one na szczęście za duże, aby się zmieścić w zachłannych dziecięcych
    buziach).
    Najtrudniejszym zadaniem przy oczyszczaniu terenu z glonów było karczowanie korzeni, które jak
    stalowa siatka rozciągały się pod powierzchnią wgryzając się niektórymi odnogami głęboko
    w pokład. Po wycięciu korzeni następna ekipa zbierała łopatami humus do worków. W tym miejscu
    próchnica była wyjątkowo głęboka, pokrywała pokład prawie na wysokość dwóch stóp, co
    wskazywało na to, że tereny te były zupełnie nie zbadane i nie przebywał tutaj żaden inny szczep.
    Pełne worki dostarczano do Kabin, gdzie w kolejnych pomieszczeniach zakładano nowe pola
    uprawne.
    W trwającej przed barykadą pracy brała udział jeszcze jedna grupa mężczyzn i tę właśnie grupę
    obserwował z zainteresowaniem Complain. Byli to strażnicy. Wyżsi rangą od pozostałych,
    rekrutowali się wyłącznie spośród łowców i istniała pewna szansa, że którejś jawy Complain przy
    odrobinie szczęścia lub jako wyróżnienie wejdzie do tej godnej pozazdroszczenia klasy.

    Gdy prawie jednolita ściana, jaką tworzyły splątane glony, została już wykarczowana, oczom ludzi
    ukazały się ciemne otwory drzwi. Pokoje znajdujące się za tymi drzwiami kryły rozliczne zagadki,
    tysiące dziwnych przedmiotów, czasem potrzebnych, czasem zupełnie zbędnych lub bez znaczenia,
    które stanowiły kiedyś własność zaginionej rasy Gigantów. Do obowiązków strażników należało
    wyważanie drzwi prowadzących do tych starożytnych grobowców i rozstrzyganie, co z ich
    zawartości może być przydatne dla szczepu, oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem siebie
    samych. Po pewnym czasie zawartość albo rozdzielano, albo niszczono, w zależności od kaprysu
    Rady. Wiele z tego, co w ten sposób trafiało do Kabin, Komenda uznawała za niebezpieczne i paliła.
    Sama czynność otwierania drzwi nie była pozbawiona ryzyka, chociaż istniało ono bardziej
    w wyobraźni niż w rzeczywistości. W Kabinach krążyły pogłoski, że inne małe szczepy także
    walczące o byt w gęstej dżungli znikały cicho i bez śladu po otwarciu takich właśnie drzwi.
    Complain nie był w tej chwili jedynym, któremu udzieliła się fascynacja pracą innych. Liczne
    kobiety, każda otoczona wianuszkiem dzieci, stały obok barykady przeszkadzając swoją obecnością
    tym, którzy byli zajęci transportem próchnicy i glonów. Z cichym brzęczeniem much, których Kabiny
    nigdy nie mogły się całkowicie pozbyć, łączyły się głosy dziecięce. Przy akompaniamencie tych
    dźwięków strażnicy otworzyli następne drzwi. Na chwilę zapadła cisza i nawet robotnicy rolni
    przerwali pracę patrząc z lękiem na stojący otworem pokój. Przyniósł on rozczarowanie. Nie
    zawierał nawet fascynującego i budzącego grozę szkieletu Giganta. Był niewielkim magazynem
    zastawionym półkami, na których leżały małe woreczki z różnokolorowym proszkiem. Dwa z nich,
    z kolorami jasnożółtym i szkarłatnym, spadły i popękały tworząc na pokładzie dwa wachlarze, a w
    powietrzu dwie mieszające się ze sobą chmurki. Rozległy się pełne zachwytu okrzyki dzieci, które
    rzadko widywały jakiekolwiek kolory, a strażnicy, wydając krótkie, energiczne rozkazy, ustawiwszy
    się w żywy transporter, zaczęli wynosić swoją zdobycz do czekającego za barykadą pojazdu.
    Uświadomiwszy sobie pewien spadek napicia Complain oddalił się. Może jednak mimo wszystko
    wybierze się na polowanie...
    – Ale dlaczego tam w gęstwinie jest światło, skoro nie ma nikogo, kto by go potrzebował?
    Pytanie to dotarło do Complaina pomimo gwaru. Odwrócił się i zobaczył, że zadał je jeden z małych
    chłopców zgromadzonych wokół siedzącego w kucki wysokiego mężczyzny. Obok stało kilka matek
    uśmiechając się pobłażliwie i opędzając leniwie od much.
    – Światło potrzebne jest po to, aby glony mogły rosnąć; ty także nie mógłbyś żyć w ciemnościach –
    padła odpowiedź.
    Okazało się, że udzielił jej Bob Fermour, człowiek ociężały i powolny, który z tych właśnie przyczyn
    nadawał się tylko do pracy w polu. Był wesoły nieco bardziej, niż na to zezwalała Nauka, i dlatego
    ogromnie lubiany przez dzieci. Complain przypomniał sobie, że Fermour miał opinię gawędziarza,
    i poczuł nagle gwałtowną potrzebę jakiejś rozrywki. Bez gniewu, który mu już przeszedł, czuł
    w sobie pustkę.
    – A co tam było, zanim pojawiły się glony? – zapytała mała dziewczynka.
    Dzieci wyraźnie próbowały w naiwny nieco sposób skłonić Fermoura do opowiadania.

    – Opowiedz im historię świata, Bob – poradziła jedna z matek.
    Fermour spojrzał z zakłopotaniem na Complaina.
    – Nie zwracaj na mnie uwagi – rzekł Complain – teorie znaczą dla mnie mniej niż te muchy.
    Władze szczepu nie popierały teoretyzowania ani żadnych rozważań nie mających praktycznego
    znaczenia i to było przyczyną wahania Fermoura.
    – No cóż, to są wszystko tylko domysły, ponieważ nie mamy żadnych zapisów z okresu
    poprzedzającego pojawienie się szczepu Greene – rzekł Fermour – a jeżeli nawet coś jest, to i tak nie
    ma to wielkiego sensu. – Po czym patrząc uważnie na dorosłych słuchaczy dodał szybko: – Mamy
    poza tym ważniejsze sprawy na głowie niż roztrząsanie starych legend.
    – Jaka jest historia świata, Bob? Czy jest ciekawa? – zapytał niecierpliwie jeden z chłopców.
    Fermour odgarnął chłopcu włosy spadające mu na oczy i rzekł poważnie:
    – Jest to najbardziej pasjonująca historia, jaką można sobie wyobrazić, ponieważ dotyczy ona nas
    wszystkich i całego naszego życia. Świat jest wspaniały. Zbudowany jest z licznych pokładów takich
    jak ten. Są to warstwy, które nie kończą się nigdzie, gdyż tworzą zamknięty okręg. W ten sposób
    moglibyście iść bez końca i nigdy nie dotrzeć do kresu świata. Warstwy te wypełnione są
    tajemniczymi pomieszczeniami, z których jedne zawierają rzeczy dobre, a inne złe, zaś wszystkie bez
    wyjątku korytarze zarośnięte są glonami.
    – A co z ludźmi z Dziobu? – spytał jeden z chłopców. – Czy to prawda, że mają zielone twarze?
    – Dojdziemy i do nich – rzekł Fermour zniżając głos, tak że jego młodociani słuchacze z konieczności
    przysunęli się bliżej. – Mówiłem wam, co się stanie, jak będziecie trzymać się bocznych korytarzy.
    Ale gdybyście dostali się na Korytarz Główny, wyjdziecie na autostradę, która zaprowadzi was
    prosto w odległe części świata. W ten sposób możecie dotrzeć do terytorium Dziobowców.
    – Czy to prawda, że oni wszyscy mają po dwie głowy? – zapytała mała dziewczynka.
    – Oczywiście, że nie – odrzekł Fermour. Są bardziej cywilizowani od naszego małego szczepu –
    znowu spojrzał uważnie na swych dorosłych słuchaczy – ale nie wiemy o nich wiele, ponieważ ich
    tereny dzieli od nas mnóstwo przeszkód. Waszym obowiązkiem jest, w miarę jak dorastacie,
    pogłębiać wiedzę o naszym świecie. Pamiętajcie, że bardzo wielu rzeczy nie wiemy, a poza naszym
    światem mogą być jeszcze inne, których istnienia możemy się tylko domyślać.
    Dzieci wydawały się bardzo przejęte, ale jedna z kobiet roześmiała się i rzekła:
    – Dużo będą mieli z tego pożytku, jak zaczną się zastanawiać nad czymś, czego pewnie w ogóle nie
    ma.
    Complain odchodząc pomyślał, że w głębi duszy się z nią zgadza. Krążyło obecnie wiele tego typu
    teorii, mglistych i mocno zróżnicowanych, ale żadna nie znalazła poparcia u władz. Zastanawiał się,

    czy sporządzenie donosu na Fermoura poprawiłoby w czymś jego sytuację, ale na nieszczęście
    wszyscy ignorowali Fermoura, był bowiem zbyt powolny. Nie dalej jak w czasie ostatniej jawy
    został publicznie wychłostany za lenistwo wykazane w czasie prac polowych.
    Complain miał w tej chwili inny problem do rozwiązania – iść czy nie iść na polowanie. Uświadomił
    sobie nagle, jak to ostatnio ciągle biegał niespokojnie do barykady i z powrotem. Zacisnął pięści...
    Czas przemija, sprzyjające okoliczności przemijają, a ciągle czegoś brak i brak... Complain i teraz –
    jak to zwykle robił od czasu dzieciństwa – gwałtownie wytężył umysł w poszukiwaniu tego elementu,
    który przecież powinien gdzieś być, a którego nigdy nie znajdował. Niejasno zdawał sobie sprawę,
    że zupełnie bezwiednie przygotowuje się do jakiegoś kryzysu, jakiejś gwałtownej zmiany. Tak jakby
    wzbierała w nim gorączka, czuł jednak, że będzie to coś dużo gorszego.
    Zaczął biec. Długie, intensywnie czarne włosy spadały mu na oczy. Był bardzo niespokojny. Jego
    młoda twarz była silna i sympatyczna mimo nieznacznej tendencji do tycia. Linia szczęki wskazywała
    na charakter, usta na odwagę. A jednak nad wszystkim dominowała jałowa gorycz – posępny w sumie
    wygląd, właściwy wszystkim prawie członkom szczepu. Trzeba przyznać, że Nauka wykazała
    ogromną mądrość zalecając, aby ludzie nie patrzyli sobie prosto w oczy.
    Complain biegł prawie na oślep, pot zalewał mu czoło. Zarówno w sen, jak i za jawy w Kabinach
    było ciepło i ludzie łatwo się pocili. Nikt nie zwrócił na niego uwagi; bezsensowna bieganina była
    w szczepie zjawiskiem nagminnym, wiele osób próbowało w ten sposób uciec przed
    prześladującymi je zmorami. Complain wiedział tylko jedno: musi wrócić do Gwenny, gdyż tylko
    kobiety posiadały magiczną zdolność dawania zapomnienia.
    Kiedy wpadł do ich kwatery, stała bez ruchu trzymając w ręku filiżankę herbaty. Udawała, że go nie
    widzi, ale jej nastrój uległ zmianie, szczupła twarz wyrażała napięcie. Była silnie zbudowana, a jej
    masywne ciało dziwnie kontrastowało z tą drobną twarzą. W tej chwili cała jej postać wyrażała
    stanowczość, jakby przygotowywała się na fizyczny atak.
    – Nie patrz tak, Gwenny. Nie jestem przecież twoim śmiertelnym wrogiem – niezupełnie to zamierzał
    jej powiedzieć, a i ton nie był dostatecznie pojednawczy, ale na jej widok gniew mu częściowo
    wrócił.
    – Owszem, jesteś moim śmiertelnym wrogiem – powiedziała z naciskiem nadal nie patrząc na niego –
    nikogo nie darzę taką nienawiścią jak ciebie.
    – Daj mi w takim razie łyk swojej herbaty i miejmy nadzieję, że to mnie otruje.
    – Bardzo bym tego chciała – powiedziała głosem pełnym jadu, podając mu filiżankę.
    Znał ją dobrze. Jej gniew nie był podobny do jego gniewu. Jemu przechodził powoli – jej
    błyskawicznie. Mogła dać mu w twarz, a w sekundę potem się z nim kochać. I wtedy robiła to
    najlepiej.
    – Rozchmurz się – rzekł. – Wiesz przecież, że kłócimy się jak zwykle o nic.

    – O nic? A więc Lidia to dla ciebie nic? Tylko dlatego, że zmarła zaraz po urodzeniu... nasze jedyne
    dziecko, a ty mówisz, że to nic?
    – Lepiej nazywać ją niczym, niż używać jej jako pretekstu do kłótni, prawda? – Skorzystał z tego, że
    Gwenny wyciągnęła rękę po filiżankę, i posuwając dłoń po jej nagim ramieniu zręcznie wsadził
    palce w dekolt bluzki.
    – Przestań! – krzyknęła wyrywając się. Jesteś obrzydliwy! Nie potrafisz myśleć o niczym innym,
    nawet kiedy do ciebie mówię! Puszczaj mnie, wstrętny bydlaku.
    Ale on nie puścił. Zamiast tego objął ją drugim ramieniem i przyciągnął do siebie. Usiłowała go
    kopnąć. Zręcznie podciął jej kolana i upadli razem na podłogę. Kiedy przybliżył twarz, próbowała
    ugryźć go w nos.
    – Precz z rękami! – zawołała z trudem łapiąc oddech.
    – Gwenny... Gwenny, kochanie... – wyszeptał pieszczotliwie.
    Jej zachowanie zmieniło się gwałtownie. Zacięta czujność ustąpiła rozmarzeniu.
    – A zabierzesz mnie potem na polowanie?
    – Oczywiście. Zrobię wszystko, co zechcesz.
    To, czego Gwenny chciała lub nie chciała, nie miało jednak większego wpływu na dalszy bieg
    wypadków, gdyż w tym samym momencie wpadły zadyszane dwie jej kuzynki Ansa i Daise
    zawiadamiając, że jej ojciec Ozbert Bergass poczuł się gorzej i wzywa ją do siebie. Zachorował na
    gnilec postępowy jedną sen-jawę temu i Gwenny odwiedziła go już raz w jego odległym miejscu
    zamieszkania. Panował ogólny pogląd, że nie pociągnie długo. Tak się zwykle kończyły choroby
    w Kabinach.
    – Muszę do niego iść – powiedziała Gwenny.
    Separacja dzieci od rodziców bywała w sytuacjach krytycznych przestrzegana nie tak surowo,
    a prawo zezwalało na odwiedzanie ciężko chorych.
    – To był dla nas nieoceniony człowiek rzekł uroczyście Complain. Ozbert Bergass był starszym
    przewodnikiem przez wiele snów-jaw i jego śmierć stanowiłaby dla szczepu odczuwalną stratę,
    mimo to Complain nie wyraził chęci odwiedzenia teścia; wszelkie sentymenty szczep Greene starał
    się wykorzenić. Po wyjściu Gwenny udał się zaraz na rynek, aby spotkać się z wyceniaczem Ernem
    Rofferym i dowiedzieć się, ile obecnie kosztuje mięso. Po drodze minął zagrody dla zwierząt. Były
    one obficiej niż zazwyczaj wypełnione zwierzyną domową, o smaczniejszym i delikatniejszym mięsie
    niż dzikie zwierzęta chwytane przez łowców. Roy Complain nie był myślicielem, ale tego paradoksu
    nie potrafił sobie wytłumaczyć: nigdy dotąd szczep nie prosperował tak dobrze, nigdy hodowla się
    tak wspaniale nie rozwijała, żeby nawet najprostszy robotnik mógł jeść mięso co cztery sen-jawy,
    a za to on, Complain, był teraz biedniejszy niż kiedykolwiek. Polował więcej, ale coraz mniej łowił

    i coraz mniej za to dostawał. Wielu łowców, którzy stanęli wobec tego samego problemu, porzuciło
    łowiectwo i zajęło się czym innym.
    Nie będąc w stanie skojarzyć logicznie niskich cen, jakie Roffery ustanowił na dziczyznę,
    z obfitością pożywienia, ten smutny stan rzeczy Complain kładł na karb niechęci, jaką wyceniacz
    żywił do całego klanu łowców.
    Complain z determinacją przepchnął się przez tłum wypełniający rynek i niezbyt grzecznie zwrócił
    się do wyceniacza.
    – ...strzeni dla twojego ja.
    – Twoim kosztem – odrzekł z ożywieniem wyceniacz podnosząc głowę znad długiej listy, nad którą
    właśnie ślęczał. – Mięso dziś spadło, łowcze. Trzeba mieć duże ścierwo, aby zarobić sześć sztuk.
    – Flaki się we mnie przewracają! Jak cię widziałem ostatnim razem, mówiłeś, że spadła cena zboża,
    krętaczu jeden.
    – Wyrażaj się grzeczniej, Complain, twoje własne ścierwo nie jest dla mnie warte ani grosza.
    Owszem, mówiłem ci, że cena zboża spadła, bo to prawda, ale cena mięsa spadła jeszcze bardziej.
    Wyceniacz z zadowoleniem nastroszył swoje sumiaste wąsy i wybuchnął śmiechem. Kilku innych
    mężczyzn kręcących się w pobliżu przyłączyło się do ogólnej wesołości. Jeden z nich, przysadzisty,
    śmierdzący osobnik zwany Cheap, miał ze sobą stos okrągłych puszek, które zamierzał korzystnie
    wymienić na targu. Gwałtownym kopnięciem Complain rozrzucił je dokoła. Z wściekłym rykiem
    Cheap skoczył, aby je pozbierać, walcząc jednocześnie z tymi, którzy już zdążyli je pochwycić. Na
    ten widok Roffery zaczął śmiać się jeszcze bardziej, ale fala jego śmiechu zmieniła niejako swój
    kierunek. Nie była już wymierzona przeciw Complainowi.
    – Ciesz się, że nie żyjesz wśród Dziobowców – rzekł Roffery pocieszająco – ci ludzie czynią istne
    cuda. Wyczarowują jadalną zwierzynę ze swego oddechu, po prostu łapią ją w powietrzu i nie
    potrzebują wcale łowców. Gwałtownie trzepnął muchę, która usiadła mu na karku. – Udało im się
    także zlikwidować przekleństwo, jakim są te owady...
    – Bzdura! – rzekł stary człowiek stojący obok.
    – Nie sprzeczaj się ze mną, Eff – rzekł wyceniacz – chyba że wyżej cenisz swoje straty od dochodów.
    – To jest bzdura – potwierdził Complain. – Nie ma chyba takiego idioty, co by uwierzył w miejsce
    bez much.
    – Ja za to świetnie wyobrażam sobie miejsce bez Complaina! – wrzasnął Cheap, który zdążył już
    pozbierać swoje puszki i stał groźnie koło Complaina. Patrzyli teraz na siebie gotowi do bójki.
    – No już, lej go! – zawołał wyceniacz do Cheapa. – Pokaż mu, że ja nie życzę tu sobie łowców,
    którzy przeszkadzają mi w interesach.

    – A odkąd to śmieciarz ma więcej do powiedzenia w Kabinach niż łowca? – zwrócił się do
    wszystkich stary człowiek zwany Effem. Ostrzegam was, złe czasy nadchodzą dla szczepu. Jestem
    szczęśliwy, że ja już tego nie będę oglądał.
    Dookoła rozległy się pomruki pełne drwiny i dezaprobaty dla starczego sentymentalizmu.
    Zmęczony nagle tym towarzystwem Complain rozepchnął tłum i odszedł. Zauważył, że stary człowiek
    idzie za nim, więc kiwnął mu ostrożnie głową.
    – Widzę to jak na dłoni – rzekł Eff najwyraźniej pragnąc kontynuować swój smętny monolog. –
    Stajemy się mięczakami. Wkrótce nikt nie będzie chciał opuszczać Kabin ani Wycinać glonów. Nie
    będzie żadnej podniety... Nie będzie odważnych mężczyzn, tylko same żarłoki i gogusie. Wkrótce
    dojdą do tego choroby, śmierć i ataki innych szczepów – widzę to tak dokładnie jak ciebie, i tam,
    gdzie żył szczep Greene, wyrośnie dżungla.
    – Słyszałem, że Dziobowcy są porządni przerwał tę tyradę Complain – że posługują się rozumem,
    a nie czarami.
    – Pewnie słuchałeś tego typa Fermoura lub jemu podobnych – rzekł opryskliwie Eff. Niektórzy ludzie
    chcą nas oślepić, abyśmy nie odróżniali naszych prawdziwych wrogów. Nazywam ich ludźmi, ale to
    nie są ludzie, to Obcy. Obcy, łowcze – istoty nadprzyrodzone. Gdyby to ode mnie zależało, kazałbym
    ich pozabijać. Chciałbym przeżyć znowu polowanie na czarownice. Tak, chciałbym, ale obecnie nie
    poluje się już na czarownice. Kiedy byłem dzieckiem, stale mieliśmy takie polowania. Mówię ci, że
    szczep robi się za miękki, za miękki. Gdyby to ode mnie zależało...
    Zasapał się i umilkł mając przed oczyma prawdopodobnie obraz jakiejś dawnej, ogromnej masakry.
    Complain na widok zbliżającej się Gwenny odszedł prawie nie zauważony.
    – Jak ojciec? – spytał.
    Wykonała dłonią ruch pełen rezygnacji.
    – Wiesz dobrze, co to jest gnilec – powiedziała bezbarwnym głosem. – Uda się w Długą Podróż,
    zanim minie następna sen-jawa.
    – W pełni życia stajemy w obliczu śmierci rzekł uroczyście Complain. – Bergass był człowiekiem
    pełnym godności.
    – A Długa Podróż zawsze ma swój początek – dokończyła za nim cytat z Litanii. Nic więcej nie da
    się zrobić. Jak na razie mam serce ojca i twoją obietnicę. Chodźmy, Roy. Weź mnie w glony na
    polowanie, proszę cię...
    – Mięso spadło do sześciu sztuk za ścierwo – rzekł – nie warto iść, Gwenny.
    – Za sztukę można wiele kupić, na przykład naczynie na czaszkę mego ojca.
    – To obowiązek twojej macochy.
    – Chcę iść z tobą na polowanie.
    Znał ten ton. Odwracając się gniewnie ruszył bez słowa w stronę przedniej barykady. Gwenny
    potulnie podążyła za nim. pokaż całość

  •  

    2 931 - 1 = 2 930

    Tytuł: Dan Simmons
    Autor: Hyperion
    Gatunek: sci-fi
    ★★★★★★★★★☆

    Jakoś mnie nie wciągnęła od pierwszej strony ale im dalej tym genialniej. Bardzo fajne podejście do książki drogi. Opowiada o grupie pielgrzymów idących do dziwnego grobowca który ma im wszystkim "odpowiedzieć" na pytania. Książka pozostawia lekki niedosyt ale okazuje się że jest kontynuacja. Gorąco polecam bo kawał dobrego sci-fi!

    #dansimmons #hyperion #ebook #ksiazka #czytajzwykopem #scifi

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    2 934 -3 = 2 931

    Tytuł: Inne pieśni
    Autor: Jacek Dukaj
    Gatunek:fantastyka naukowa / ???
    ★★★★★★★★★☆
    + Ulubione

    Wymyśl prawie-że własny język, zaczerpując bogato z greki, sanskrytu i innych prawie-że wymarłych dialektów. Bądź konsekwentny w nazewnictwie. Napisz historię, która dobrze się klei i jest wypełniona intrygami. Akcję osadź na ruinach obecnego świata - Vistula jako Polska? - ale nie dawaj czytelnikowi żadnej mapy. Generalnie to, co czytasz, nabiera sensu przy około setnej stronie. Przy dwusetnej zaczynasz łapać, o co chodzi. Przy trzysetnej wydaje Ci się, że znasz motywacje głównych bohaterów i zjawiska zachodzące w świecie, w którym Czerp garściami ze starożytności i mieszaj to z konwencją współczesnej fantasy i sci-fi, nie robiąc z tego pastiszu. Dzieło ma nieco ponad pięćset stron. To naprawdę wielka sztuka; całą powieść można podsumować "z jakim przystajesz, takim się stajesz" i bardzo bliska jest gombrowiczowskim rozważaniom na temat Formy. Na blurbie wydawniczym czytamy:

    "Nie science fiction, nie fantasy, nie historia alternatywna lecz rzecz dzieje się w innej Europie, w innym świecie, gdzie prawa rządzące rzeczywistością bliższe są domysłom Arystotelesa na temat Formy i Materii, aniżeli teoriom Newtona i Einsteina pisał o Innych pieśniach Jacek Dukaj. Ten niezwykły obraz świata rządzonego przez Formę, zbudowanego z pięciu żywiołów, podporządkowanego teoriom Empedoklesa i Arystotelesa, w którym nowożytna nauka jako pogląd z gruntu fałszywy nigdy się nie rozwinęła, przyniósł autorowi aż trzy prestiżowe nagrody. Książka do czasu premiery Lodu uznawana była przez krytyków i czytelników za najlepszą powieść w jego dorobku. Nagroda Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla za rok 2003."

    ...a nagroda Zajdla to nie byle co, kochani. Czytamy tylu cudzych autorów, a na polskim podwórku mamy prawdziwe diamenty.

    Mam wrażenie, że przyjemność z czytania to ostatnie, na czym zależy Dukajowi; przynajmniej w zestawieniu z tasiemcami Fabryki Słów, choć umieszczenie jego nazwiska w jednym zdaniu z FS zakrawa o świętokradztwo.

    Pozwolę sobie zacytować fragment recenzji tivrusky'ego z LC:

    "Gdy już weźmie się w ręce Inne Pieśni, z miejsca można zapomnieć, że kiedykolwiek odstawi się je z powrotem na półkę. Można przestać liczyć wątki splatające się tu jak węże - prędzej czy później i tak się w tej plątaninie pogubimy. Darować można sobie też liczenie postaci pojawiających się to tu to tam, na dłużej, na krócej, nieraz jednorazowo, czasem powracają gdzieś dalej, po kilkuset stronach lektury, gdy zdążymy już o nich zapomnieć. Na nic zdają się też próby jakiegoś umiejscowienia wydarzeń w znanej nam rzeczywistości. Jedynym wyjściem w tej sytuacji jest pozwolenie, by ten gigant przetoczył się nad nami i wyłapanie z niego, co tylko wyłapać się pozwoli.

    Jednym słowem, stary dobry Dukaj powrócił - taka myśl towarzyszyła mi już po pierwszych kilkunastu stronach, z których, rzecz jasna, nie zrozumiałem niczego. Autor nie kłopocze się ani chwili z jakimkolwiek wyjaśnieniem czegokolwiek. Lądujemy w świecie kratistosów, gdzieś między ich anthosami, pełnym strategosów, nimrodów, aresów, świń powietrznych, skoliodoi i kakomorfów... Home sweet home!
    Trzeba dać się ponieść, pozwolić by wszystko wkoło płynęło, porwało nas w wir cudownej narracji, świetnych bohaterów, wydarzeń, których sobie nawet nie wyobrażaliśmy. To naprawdę przygoda niepodobna do czegokolwiek, co czytało się wcześniej, jak to u Dukaja"

    I podpisuję się pod tym. Polecam, polecam, polecam po trzykroć.

    Książki Dukaja są drogie, lecz warte swojej ceny, jednak rozumiem że ktoś może na nie nie mieć - dlatego też napiszcie do mnie i pomyślimy, co da się zrobić. Podpowiem, że na docerze hulają pdfy, na chomikuj zaś pełno bublowatych MOBI i EPUBÓW z formatowaniem prawie uniemożliwiającym czytanie. Jak znajdzie sie ktoś chętny, to uruchomię kombajna i OCREm myknę PDF, a potem zrobię dwa pliki wyjściowe i czytajcie z tego wszyscy, a potem w ramach zadośćuczynienia kupcie kiedyś ebooka. Albo do biblioteki marsz. Warto.

    Cholernie warto, nic od czasu "Hyperiona" Simmonsa mnie tak nie wciągnęło, no i może od "Ślepowidzenia" Wattsa. Wszystkie te pozycje zadają kłam tezie, jakby fantastyka naukowa była prosta, łatwa i przyjemna, niewymagająca. Posadźcie średniego, polskiego czytelnika (w kraju, w którym chyba 63% lub 83% deklaruje z dumą, że nie sięgnęło po ani jedną książkę) z Dukajem i jego Słowem i zamknijcie go w pokoju na godzinę, to zacznie miotać się w konwulsjach.

    To teraz czas na Stephensona; niby podobny, też buduje Peanatemę na neologizmach i wrzuceniu w wir nowego świata, jednak na końcu jest słownik. Tu tego nie uświadczymy, sami uczymy się pływać na tych stu stronach, o których wspomniałam.

    A! Przy okazji, zapraszam też do siebie - http://lubimyczytac.pl/profil/660325/keskese

    Tytuł: Powrót z gwiazd
    Autor: Stanisław Lem
    Gatunek: fantastyka naukowa
    ★★★★★★★★☆☆

    Lubię motyw eksploracji kosmosu i problemów, na jakie możemy się natknąć. Czarne dziury, paradoksy czasowe... Książki opowiadające o tym skupiają się zazwyczaj na podboju planecie X, miej lub bardziej udanym, matkę Ziemię skazując na wymarcie bądź też poświęcając jej kilka, kilkanaście akapitów. Nie tutaj.

    Nie mogę nie wspomnieć o PIĘKNYCH okładkach nowego Lema. Gdybym była kolekcjonerką fizycznych książek, żarłabym tynk ze ścian i czokoszoki, by móc sobie na nie pozwolić. Na cały komplecik.

    Blurb mówi nam: "Powrót z gwiazd" to historia astronauty, który na skutek paradoksu czasowego Einsteina powrócił z wyprawy w Kosmos na Ziemię, gdzie tymczasem minęło półtora stulecia. Astronauta próbuje zrozumieć i zaakceptować ziemską cywilizację, która zrezygnowała z podejmowania ryzyka na rzecz bezpieczeństwa i dostatku.
    Fascynująca wizja Ziemi jako „obcej planety”, na której – by żyć tam dalej – trzeba na nowo doświadczyć na sobie problemów sensu egzystencji, dobra i zła, swobody i zniewolenia, agresji i miłości."

    I właśnie ta wizja Naszej planety jako tej nowej, niezbadanej i nierozumianej wzbudziła we mnie najwyższy podziw. Z chęcią przewracałam kolejne strony, by czuć się tak zagubiona, jak i główny bohater. Muszę przyznać, że w wielu momentach książka nadwyrężyła moją wyobraźnię, ale to zaliczam zawsze na plus; lubię mieć mózgowe zakwasy.

    Ciekawy jest także motyw pozbawienia ludzkości tego, co czyni nas ludźmi; instynktów, paradoksalnie, zwierzęcych. Przemocy, dominacji, tl;dr - ludzkości pod pantoflem chemii zwanej brytowaniem.

    Podobnie jak jeden recenzent, którego parę zdań przytoczę niżej, przy opisywanej przez Lema panoramie miasta nie mogłam wyzbyć się skojarzeń z bardziej cyberpunkowym Dubajem.

    "Bowiem na ojczystej planecie zastają społeczeństwo kompletnie odmienione. Pokojowe i idealne. „Betryzowane” w procesie chemicznym aplikowanym każdemu noworodkowi, pozbawione instynktu walki, nie znające żadnych niebezpieczeństw, niedoświadczające strachu: dziś nie ma już tragedii. Nie ma nawet jej szansy. Zlikwidowaliśmy piekło namiętności, a wtedy okazało się, że za jednym zamachem i niebo przestało istnieć.

    Główny bohater, Hal Bregg, choć zagubiony w niezrozumiałym świecie, zgodnie ze swą naturą nieustępliwego eksploratora cały ten ogrom nowości próbuje pojąć i oswoić. I znajduje ocalenie w miłości."

    To już "Mechaniczna pomarańcza" Burgessa podejmowała problem, czy człowiek niegodny wybierać może być ludzki, może być dobry,
    Bardzo szanuję taką literaturę.

    Tytuł: Cała prawda o planecie Ksi
    Autor: Janusz A. Zajdel
    Gatunek: fantastyka naukowa
    ★★★★★★★☆☆☆

    Chyba najbardziej socjologiczna książka Zajdla, jaką czytałam, i najwyraźniej słusznie - wiki mówi o fantastyce socjologicznej. Zamysł jest dobry, choć przypomina mi skowyt "wiemy, że socjalizm nie wyszedł tu, tu i tutaj, ale tym razem nam wyjdzie, tym razem mamy inny pomysł". Już od samego początku Ksi jawił mi się jako suspens grubo podszyty politycznymi nićmi. W wielkim skrócie: Ziemianie wysyłają ekspedycję na planetę Ksi, teoretyczny raj do zamieszkania. Podczas osiedlania dochodzi do rebelii, na wskutek czego kontakt z Ziemią zostaje zerwany, a władzę przejmują terroryści mający "lepszą wizję". Chowają zapasy jedzenia oraz nowoczesne narzędzia, a wybudzonym ze stazy ludziom nakazują budować swoje biura, a potem dopiero domostwa, jedynie za pomocą rąk. Jednocześnie rusza machina propagandowa obwiniająca o wszystko ziemską rasę; zdrajców swojego gatunku. Wszyscy ludzie zostają oznaczeni numerami na czole - tu skojarzenie z Ziamiatinem było natychmiastowe - i wpaja się im nienawiść do Ziemi. Jak nietrudno się domyślić, terroryści sami zagarniają wspomniane wcześniej dobra, kobiety oraz wszelkiego typu udogodnienia. Akcja przeskakuje w momencie, gdy na planetę Ksi zostaje wysłana druga ekspedycja ratunkowa, już po wysłaniu dziwnego - odbiegającego od zasad protokołu - meldunku budzącego niepokój Ziemian. Dowodzi nią Sloth i nieważne, jak doszło do wysłania tego meldunku, bo zasunęłabym mega spoilerem. ( ͡º ͜ʖ͡º) Potomkowie astronautów poruszają się incognito po terenie zagarniętym i eksploatowanym przez "nowych myślicieli wspaniałego świata". Jest to zacofane plemię z jedyną Księgą, jaką mogą czytać, z której to jawnie sączy się kolejna dawka propagandy. I na tym mogę skończyć, bo nigdy nie lubiłam streszczać książek; zwłaszcza TAKICH, których odbiór będzie się różnił w zależności od wieku, przeżyć i preferencji politycznych. Jest to dość mocna rzecz, z która na pewno warto się zapoznać, jednak nie leżała nawet obok Limes Inferior. Co nie znaczy, że była zła - wręcz przeciwnie!

    #bookmeter #ksiazki #fantastyka #scifi #dukaj #lem #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: ksiazki.png

  •  

    2 935 - 1 = 2 934

    Tytuł: Sekretne życie drzew
    Autor: Peter Wohlleben
    Gatunek: przyrodnicza
    ★★★★★★☆☆☆☆

    Po książkę sięgnąłem tylko dlatego żeby dowiedzieć się po której stronie sporu stanąć, w sprawie o kornika na Podlasiu. 100% odpowiedzi nie dostałem ale wygląda na to że leśnicy nie powinni wycinać "skażonych" drzew gdyż stanowią one ściółkę pod przyszły "młody las". "Młody" las jest lasem słabym w którym brakuje różnorodności biologicznej. Ogólnie polecam.

    #peterwohlleben #sekretnezyciedrzew #ebook #ksiazka #czytajzwykopem

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    2 940 - 1 = 2 939

    Tytuł: Mroczna wieża t.V Wilki z Calla
    Autor: Stephen King
    Gatunek: Fantastyka
    ★★★★★☆☆☆☆☆

    Ta część podobała mi się najmniej. Niewiele się tutaj dzieje. Jest sporo opowieści mieszkańców Calla, fajne odwołania do twórczości i uniwersum Kinga oraz świetne zakończenie, ale samej akcji jest jak na lekarstwo.

    #bookmeter #czytajzwykopem #mrocznawieza #roland

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

  •  

    2 941 - 1 = 2 940

    Tytuł: Wotum nieufnośc
    Autor: Remigiusz Mróz
    Gatunek: political fiction
    ★★★★★★☆☆☆☆

    Marszałek sejmu, Daria Seyda, budzi się w pokoju hotelowym, nie pamiętając, jak się w nim znalazła ani co się z nią działo przez ostatnich dziesięć godzin. Jest przekonana, że stała się ofiarą manipulacji, ale nie wie, kto ani dlaczego może za nią stać.

    Tymczasem Patryk Hauer, wschodząca gwiazda prawicy, podczas prac komisji śledczej odkrywa polityczny spisek sięgający najistotniejszych osób w kręgach władzy.

    Seyda i Hauer znajdują się po przeciwnych stronach sceny politycznej. Dzieli ich wszystko, ale połączy jedna sprawa…

    Na wstępie zaznaczę ze kryminał (czyli główny nurt autora) to nie mój gatunek jednak lubię po niego sięgać by oczyścić głowę czytając coś zupełnie innego, dlatego może moje dotychczasowe zdanie o autorze jest tak niskie.
    Szczerze mówiąc po przeczytaniu dwóch książek Remigiusza Mroza nie sądziłem, że kiedykolwiek sięgnę po kolejną, a tym bardziej, że napiszę o niej coś pozytywnego. Jego powieści „sensacyjne” uważam za słabe, za swoiste literackiego disco polo.
    A jednak dałem się skusić na „Wotum nieufności” reklamowanego jako polskie political fiction i chyba nie żałuję.
    Oczywiście, wbrew szumnej reklamie, Mróz nie jest żadnym prekursorem tego nurtu w ostatnich latach bez trudu znalazłbym kilkunastu autorów nieźle radzących sobie w tym właśnie gatunku.
    „Wotum nieufności” to bez wątpienia powieść bijąca na głowę poznane dotychczas pozycje tego autora. Przede wszystkim, mimo braku bezpośrednich analogii do polskiej sceny politycznej, fabuła nie wychodzi poza ramy realizmu. Widać, że Mróz o wiele pewniej i swobodniej porusza się w tym obszarze tematycznym, unika denerwujących błędów merytorycznych i nie „odlatuje” (może poza rozmową Seydy z prezydentem Rosji), jak w poprzednich książkach.
    Oczywiście, musi być coś za coś - w tym przypadku zapomnijmy o jakiejś porywającej, dynamicznej, pełnej zwrotów akcji. Ale taka jest polityka od kuchni - intrygi, cynizm, bezideowość, populizm na szczytach władzy niezależnie od formacji politycznej - to wszystko przecież obserwujemy na codzień i to wszystko w przekonujący sposób pokazuje Mróz.
    Nie mam pojęcia w jakim kierunku rozwinie się fabuła w kolejnej części, ale myślę że ją przeczytam.
    Sam nie wierzę, że to piszę, ale… warto przeczytać tę książkę, to zupełnie inny Mróz, niż ten od Frosta i Chyłki.

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki
    pokaż całość

    •  

      @lukaschels: Niesamowite jak ciągle Mróz uznawany jest za nowe "polskie..."; już był polski King, polski Nesbo a teraz mamy polskie House of cards... A książki nadal na poziomie dodatku do "przyjaciółki".

    •  

      Gdyby to nie był Mróz, to w połowie książki bym ją wyjebał. Dałem mu (nomen omen) wotum zaufania i potem jakoś poleciało. Ogólnie jestem po lekturze "Czarnej Madonny" i myślę, że twórczość Mroza zasługuje na głębszą diagnozę,

  •  

    2 949 - 1 = 2 948

    Tytuł: Siedem minut po północy
    Autor: Patrick Ness
    Gatunek: Literatura młodzieżowa
    ★★☆☆☆☆☆☆☆☆

    Trzynastoletni chłopiec, którego matka umiera na raka, miewa koszmary zarówno we śnie, jak i na jawie. W tych koszmarach pojawiają się dwa potwory. Jeden jest zły i przerażający, a drugi dobry, który przychodzi chłopcu z pomocą...

    Nie podobała mi się ta książka. Właściwie nie wiem dla kogo ona jest przeznaczona. Moim zdaniem dla dorosłego człowieka jest zbyt płytka, przewidywalna i napisana słabym językiem. Fragmenty, które miały prawdopodobnie zawierać morały i zmuszać do refleksji, są pozbawione wartości, napisane jakby na siłę nieudolnie starając się wywołać w czytelniku smutek i poruszenie. Opowieść jest stylizowana na baśń dla dzieci, ale nie poleciłabym jej żadnemu dziecku. W moim odczuciu książka nie zasługuje, aby cokolwiek z niej czerpać, zwłaszcza w młodym wieku. Nie lubię, jak dramatyczna historia zostaje przedstawiona w tak marny i nieprzekonujący sposób. Szkoda, bo sama jej koncepcja zapowiadała się emocjonująco.
    Cieszę się, że książka jest bardzo krótka i nie zmarnowałam przez nią zbyt wiele czasu.

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: kk.JPG

  •  

    Jakie książki każdy w życiu musi przeczytać? Szukam czegoś kultowego, coś co mnie wciągnie, tematyka dowolna
    #ksiazki #czytajzwykopem

  •  

    Tyle dobrych książek, tak mało czasu(╯︵╰,)
    #czytajzwykopem

  •  

    Końcówka urlopu więc pomyślałem, że sprawdzę komiks przed filmem.

    #czytajzwykopem #komiks #valerian

    źródło: DSC_0038.JPG

  •  

    2 955 - 1 = 2 954

    Tytuł: Legion
    Autor: Brandon Sanderson
    Gatunek:
    ★★★★★★★☆☆☆

    No i znów Sanderson... no i zajebiste dwa opowiadania, trochę krótkie jak na autora "Drogi królów" ale pomysł na detektywa z pewną przypadłością był dla mnie super. Jeżeli ktoś lubi Indianę Jonesa to lektura specjalnie dla niego bo czytając miałem nie odparte wrażenie że ta postać była podstawą do stworzenia głównego bohatera. Jedyny minus to o jakieś 800 stron za krótkie :P

    #brandonsanderson #legion #scifi #ebook #czytajzwykopem #ksiazki

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    2 962 - 3 = 2 959

    Ostatnio przeczytałem kilka książek kręcących się wokół psychologii. Pomyślałem, że warto byłoby je krótko opisać na Mirko, gdzie tyle osób ma różne problemy psychologiczne/psychiczne. Szczególnie zapadła mi w pamięć odpowiedź jednego Mirka na czyjś wpis dotyczący kłopotów z synem, który nie uczy się ani nie pracuje. Nie mogę tego wpisu znaleźć, ale odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: "Brawo, wychowałaś kolejnego pasożyta". Plusów grubo ponad sto. Abstrahując od meritum tamtego wpisu, taka reakcja wydała mi się kwintesencją błędnego, mirkowego podejścia do tych spraw: wyśmiać, zrugać, odesłać gdzie indziej. Niech szuka pomocy tam, gdzie tej pomocy udzielają. Kłopot w tym, że ludzie z tego typu problemami lgną tam, gdzie nie powinni (w tym wypadku na Mirko), i gdzie spotykają innych ludzi z problemami innego typu - jak ten Mirek, który taką odpowiedzią zasygnalizował własny, inny problem. Jeden spotyka drugiego i wspólnie, zamiast sobie pomóc, tylko potęgują te problemy.

    Syty głodnego nie zrozumie, tym bardziej nie próbuję robić z siebie eksperta; ja po prostu podążam za wiedzą. Może jednak poniższe tytuły komuś pomogą? Na pewno warto je przeczytać.

    Tytuł: Paradoks Szympansa
    Autor: Steve Peters (tłum. Michał Konewka)
    Gatunek: psychologia
    ★★★★★★★★★☆

    Paradoks szympansa ma taką przewagę nad innymi rewolucyjnymi poradnikami typu "Jak żyć?", że łatwo zastosować jego założenia i szybko można poczuć efekty. Peters wyjaśnia w bardzo, bardzo przystępny sposób jak działa nasz umysł, i dzieli go na łatwe do wyobrażenia części: Szympans (podświadomość, emocje, jak zwał tak zwał), Komputer (zapisane w nas dane, reakcje automatyczne) i Człowiek (czyli my, nasze logiczne zachowania; to, kim naprawdę jesteśmy). Rewelacja.

    Tytuł: W co grają ludzie
    Autor: Eric Berne (tłum. Paweł Izdebski)
    Gatunek: psychologia
    ★★★★★★★★☆☆

    Podczas czytania W co grają ludzie miałem nieodparte wrażenie, że właśnie wszedłem w posiadanie podręcznika, który zawiera w sobie największe tajemnice psychologii, a których to tajemnic żaden psycholog nie chce zdradzać z tego względu, że gdyby zwykli ludzie je poznali, to jego zawód przestałby istnieć. Czy muszę dodawać coś więcej?

    Tytuł: Człowiek w poszukiwaniu sensu
    Autor: Viktor E. Frankl (tłum. Aleksandra Wolnicka)
    Gatunek: autobiografia, psychologia
    ★★★★★★★★☆☆

    Książka podzielona na dwie części. Pierwsza, dłuższa, to opis doświadczeń Frankla z obozów koncentracyjnych oraz tego, jak nie stracił poczucia sensu w środku piekła. Druga część jest poświęcona logoterapii, czyli metodzie psychoterapii, którą wymyślił autor. Frankl był takim psychoterapeutą, który na początku terapii pytał pacjenta "Dlaczego się nie zabijesz?", a potem dochodził z nim do konstruktywnej odpowiedzi. Człowiek w poszukiwaniu sensu to krótka, bardzo treściwa pozycja.

    #ksiazki #psychologia #czytajzwykopem

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: ecsmedia.pl

    •  

      @RDwojak: Więcej takich wpisów (ʘ‿ʘ) Właśnie byłem na etapie 'przeczytałem już wszystko ze swojej kolejki książek, jak żyć'. Dzękuję ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      +: RDwojak
  •  

    2 963 - 1 = 2 962

    Tytuł: Paragraf 22
    Autor: Joseph Heller
    Gatunek: powieść
    ★★★★★★★★☆☆

    "Panowie (...) Jesteście oficerami Armii Stanów Zjednoczonych. Oficerowie żadnej armii na świecie nie mogą tego o sobie powiedzieć. Zastanówcie się nad tym."

    Akcja dzieje się w trakcie II wojny światowej. Fabuła opisuje losy amerykańskich żołnierzy z jednostki lotniczej stacjonującej na włoskiej wyspie. Głównym bohaterem jest bombardier Yossarian, który przez swój paniczny strach przed śmiercią, robi wszystko, aby uniknąć udziału w kolejnych obowiązkowych lotach bojowych. Oprócz niego w książce przewija się wiele innych charakterystycznych postaci, od dowódców, po najniższych stopniem żołnierzy. Każda z nich ma inne spojrzenie na wojnę i różne sposoby na jej przetrwanie.

    Ciężko opisać tę książkę tak, aby oddać właściwie jej klimat. Powieść jest specyficzna. Na początku wydawało mi się, że jest to komedia. Dialogi i sytuacje są momentami absurdalne. Jednak im dalej się zagłębiałam w książkę, tym bardziej odczuwałam, że to, co czytam, jest śmiertelnie poważne. Książka od początku do końca jest równa, tzn. nie ma słabszych czy lepszych fragmentów. Z jednej strony pod koniec już mnie trochę nudziła, ale z drugiej strony, byłam pod wrażeniem, że autorowi udało się utrzymać przez prawie 500 stron taki sam poziom bez chwili wytchnienia. To, co mi się najbardziej podobało w "Paragrafie 22" to bohaterowie. Postacie były wyolbrzymione, trochę jak w kreskówkach, ale każda reprezentowała swój własny styl. Dzięki ich charakterom autor przedstawił czym tak naprawdę jest wojna - okazją do robienia swoich własnych interesów, kariery, bezmyślnego wydawania i wypełniania rozkazów...
    Nie nazwałabym "Paragrafu 22" arcydziełem, ale na pewno wrzuciłabym go na listę książek, które warto przeczytać w swoim życiu:)

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 22.jpg

  •  

    Ku przestrodze.

    Robespierre, Couthon, Danton, Carrier, Fouquier-Tinville - sama podrzędna palestra, Desmoulins - dziennikarzyna, Santerre - piwowar paryski. Historia zauważyła ich nie wcześniej, aż okoliczności pozwoliły im wspiąć się na polityczne szczudła. Ci ludzie mieli do wyboru dwie drogi: nicość lub władzę. Utrata jej w najlepszym razie oznaczała konieczność powrotu w mrok obskurnych kancelarii adwokackich, w kwaśny zaduch piwowarni.
    Chłopi wandejscy dopuścili się niewybaczalnej zbrodni, zakwestionowali prawo owych mężów do władzy, zapragnęli siekierami porąbać polityczne szczudła. Skazani więc zostali na śmierć, Francja zaś na wzmożoną nędzę.
    Paweł Jasienica, Rozważania o wojnie domowej

    #jasienicanadzis #czytajzwykopem #historia #polityka
    pokaż całość

  •  

    Ogólnie to wpadłem w jakieś totalne błędne koło. Stwierdziłem, że warto przyswoić trochę wiedzy, więc zacząłem czytać książkę, ale jednocześnie nie mogą mnie ominąć dymy. Chyba podnoszę poziom swojej wiedzy jednocześnie obniżając poziom inteligencji xd

    #danielmagical #czytajzwykopem #fucklogic #egzystencja

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20806861_1481904078563761_853121642_o.jpg

  •  

    Mireczki, szukam nietypowej i "mindfuckowej" fantastyki (naukowa może też być), która pod otoczką tego "mindfucku" dotyka problemów społecznych (samotność, przeludnienie, różne inne palące kwestie, być może przewidywania starszych autorów nt. życia w obecnych realiach, konflikty polityczne, walka o wodę pitną, postępująca degeneracja, choroby psychiczne), prościej będzie jak napiszę co do tej pory znam i co przychodzi mi na myśl - przy okazji troszkę Wam polecę i to naprawdę dobrych rzeczy.

    Philip K. Dick - w zasadzie wszystko, problematyka? Tożsamość (wysuwa się na pierwszy plan), odnalezienie się jednostki w świecie do niej nieprzystosowanym lub zmienionym NAGLE, psychozy, plot twisty otwierające gębę, wszystko to znajdziemy w jego książkach; a był niezwykle płodnym pisarzem (God bless amphetamines) i dzięki temu mamy w czym przebierać w kwestii dorobku. "Czy androidy..." to niewątpliwie dobra pozycja, ale ja poleciłabym "Przez ciemne zwierciadło", a potem może "Klany księżyca Alfy". Rozpoczęcie przygody z Dickiem (huehue) od zbioru opowiadań również jest b. dobrym pomysłem; potem można brać się za "Ubika".

    Neal Stephenson - wspomnę jedynie o najnowszym "7EW", które opowiada o bardzo wizjonerskim i efektownym końcu świata zrodzonym z planu gwarantującego przetrwanie ludzkości; co może iść nie tak? Świetnie łączy political-fiction z science-fiction, w końcu nie codziennie wpada się na książki snujące wizję wybuchu księżyca (NIE jest to spoiler) i zarówno działań do tego doprowadzających, jak i tych podjętych już po. Świetny pisarz, nie tylko w 7EW.

    Janusz A. Zajdel - myślę, że najbardziej popularne na mirko jest "Limes inferior" - i nie bez powodu, wspaniała książka. Dużo bym dala, by móc ją przeczytać jeszcze raz... Podobnie dobry jest "Cylinder van Troffa" (użylibyście...?) czy "Paradyzja", w tej ostatniej wątek polityczny jest chyba najmniej subtelny. Jeśli nic nowego nie znajdę, to zabieram się za kończenie opowiadań.

    John Brunner - wspominałam o wodzie pitnej, prawda? Jej zapasy stale się kurczą, zaś ludności przybywa i przybywa też negatywnych czynników środowiskowych; w końcu mamy przed sobą wizję niczym ze "Ślepego stada", które to zostało wydane w serii ARTEFAKTY, podobnie jak i "Wszyscy na Zanzibarze", gdzie drugi tytuł jest już bardziej cyberpunkową pozycją ze złożoną narracją. Warto zerknąć na lata, w których pisał, może nawet zanim zacznie się lekturę którejś z powyższych książek. Słowo "wizjoner" jest przy jego nazwisku jak najbardziej trafione.

    Ted Chiang - mistrz krótkiej formy, zbiór opowiadań "Siedemdziesiąt dwie litery" jest najlepszym, jaki miałam okazję czytać. Nie mam za bardzo możliwości odniesienia się do któregokolwiek z tekstów, by uniknąć spoilerów; zaufajcie ocenom na LC, Goodreads i wykopie i po prostu zróbcie sobie przysługę - przeczytajcie. Wpisuje się we wszystko, o czym wspomniałam w pierwszym akapicie. Wymaga skupienia od czytelnika, ale warto.

    Peter Watts - wierze, że do "Ślepowidzenia" nie muszę nikogo zachęcać, ale warto zrobić to w przypadku "Odtrutki na optymizm". Sam autor kreśli parę słów do Polaków, jednak nie to jest czynnikiem decydującym w mojej polecance. Poziomem opowiadań nie prześcignął, moim zdaniem, niekwestionowanego mistrza wymienionego akapit wyżej, jednak nadal jest to kawał mięsistego, solidnego s-f jakie bardzo chciałabym widzieć na naszym rynku. Jak sugeruje tytuł, nie należy oczekiwać od tej lektury milutkiej space-opery.

    A dalej... No właśnie, co dalej? Znam oczywiście opowiadanie "The Egg" oraz mrożące krew w żyłach "I Have No Mouth...", które to są tu często wymieniane czy wręcz wklejane w całości; szukam jednak ambitnej fantastyki mającej cechy wspomnianych wyżej książek. Być może będę musiała sięgnąć do zakurzonej nieco i nieznanej mi klasyki (gdyby chcieć ogarnąć korzenie całego gatunku, musiałabym rzucić naukę czy tam pracę na rzecz czytania 24/7, a i tak pewnie bym nie zdążyła), ale zaufam Waszym propozycjom. Dodam na marginesie, że znam (niestety, bo chciałabym poznać jeszcze raz, na świeżo) także "Hyperion" Simmonsa i o ile końcowe tomy są dyskusyjne, to dwa pierwsze są fe-no-me-nal-ne. Wspomniałam o serii wydawniczej ARTEFAKTY; wspomnę więc też o UW, Uczcie Wyobraźni, gdzie naprawdę trudno trafić na słabą książkę.

    Liczę na Was, oczytani mircy. Ambitna fantastyka zmuszająca do przemyśleń nad kondycją ówczesnego, dawnego bądź przyszłego świata. Lub człowieka, tak ogólnie. Niebanalna i wywołująca "efekt wow" albo stylem, albo trafnością przewidywań, lub też ich surrealizmem - cóż, kto by się spodziewał, że kiedyś będziemy nosili w kieszeniach komputery grubości kilku kart kredytowych...? ;) Dodatkowy bonus za polskich autorów, ale nie jest to wymóg. Lem to oczywista oczywistość i nawet nie umieszczałam go w zestawieniu, biorąc za pewnik. Wymóg jest prosty - książka ma zapadać w pamięć, być mięsista, reprezentować jakiś koncept (nie musi mówić jak ją zinterpretować, oczywiście) i niech to będzie ta książka, którą uważacie za najbardziej zajebistą. That's all, folks. ʕ•ᴥ•ʔ

    #scifi #sciencefiction #fantasy #fantastyka #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    •  

      T.Prattchet i S. Baxter - cała seria długiej ziemii. Ciekawe podejście do teorii wieloświatów.

      D.Glukhovsky - metro 2033 - zamknięcie ludzi w metrze po wojnie atomowej, przeludnienie, wizja końca, trochę nieznanych potworów i sił oddziałujących na psychikę ludzi. Tu akurat trup ściele się gęsto.

    •  

      @mallavi: Dzięki za ten wpis. Powolutku odznaczam sobie tytuły, które podałaś, a których nie miałem okazji przeczytać.
      Na pierwszy ogień poszło "Limes inferior". Świetna książka, choć końcówka nieco mnie rozczarowała i pozostawiła wiele pytań (pewnie tak miało być).

    • więcej komentarzy (82)

  •  

    #rozdzialdopoduszki #ksiazki #nauka #przemyslenia #filozofia #czytajzwykopem

    Krótka historia nieskończoności - Richard Morris

    Iwan Karamazow i diabeł.

    W dziewiętnastowiecznej powieści Dostojewskiego "Bracia Karamazow" jest fragment, w którym Iwan Karamazow ma wizję odwiedzającego go diabła. Diabeł, ubrany jak ubogi rosyjski inteligent, oświadcza, że jest agnostykiem jak Iwan, a w dodatku miły z niego facet i interesujący partner do rozmowy. W czasie pogawędki z Iwanem diabeł wykłada mu starożytną teorię cykli kosmicznych. Ziemia została zniszczona i powstała na nowo "wiele miliardów razy" - mówi diabeł. Co więcej proces ten będzie powtarzał się "w ten sam sposób i nieskończenie wiele razy".
    Interesujące jest to, że stoicka idea cykli kosmicznych pojawia się tutaj w kontekście liniowego czasu. Jako chrześcijanin Dostojewski akceptuje ideę Stworzenia. Z tego powodu nie wkłada w usta diabła twierdzenia, że w przeszłości miało miejsce nieskończenie wiele cykli. Ich liczba sięga "wielu miliardów". Z drugiej strony, doktryna chrześcijańska nie przeczy możliwości rozciągającej się w nieskończoność przyszłości. Tak więc cykle kosmiczne będą mogły powtarzać się nieskończoną liczbę razy.
    Idea ta pojawia się czasami również w literaturze współczesnej. W "Nieznośnej lekkości bytu" Milan Kundera mówi o "szalonym micie" nieskończonych powrotów i stwierdza:
    Jeśli każda sekunda naszego życia ma powtórzyć się nieskończenie wiele razy, to jesteśmy tak samo przygwożdżeni do wieczności, jak Jezus Chrystus do krzyża. Jest to przerażająca wizja.
    Mówiąc o nieskończonych powrotach, Kundera odwołuje się do idei dziewiętnastowiecznego współczesnego Dostojewskiemu niemieckiego filozofa Friedricha Nietzschego. Nietzsche nie poprzestał na odtworzeniu stoickiego pojęcia czasu, dowodził, że idea nieskończonych cykli jest prawdopodobna. Jeżeli wszechświat zawiera jedynie skończoną liczbę atomów - mówił Nietzsche - to atomy to mogą istnieć jedynie w skończonej liczbie konfiguracji. Ale - czas jest nieskończony. Każda zaistniała konfiguracja atomów na Ziemi powtórzy się nieskończenie wiele razy w przyszłości. Zdarzenia mające miejsce teraz wydarzą się jeszcze nieskończoną liczbę razy. Nietzsche posiadał gruntowne wykształcenie klasyczne, a jego doktryna nieskończonej rekurencji ma swe źródła w literaturze dzieł starożytnych filozofów. Istnieje jednak różnica pomiędzy tymi doktrynami. Nietzsche nie uważa, że czas jest kolisty. Zakłada, ze jest liniowy i nieskończony. Dochodzi jednak ostatecznie do tych samych wniosków co starożytni myśliciele: zdarzenia będą powtarzać się w nieskończoność.
    Ta koncepcja Nietzschego nigdy nie przykuła uwagi uczonych, a dzisiaj niektóre postawione przez niego problemy wydają się zdezaktualizowane. Z ogólnej teorii względności Einsteina wynika, że jeśli Wszechświat jest nieograniczony w przestrzeni to nieograniczony musi być również czas. natomiast jeśli Wszechświat jest skończony w przestrzeni, to musi być też skończony w czasie. Jeżeli teoria Einsteina jest prawdziwa - a mamy wszelkie powody, żeby w to wierzyć - to wiara Friedricha Nietzschego w nieskończony czas płynącym w skończonym Wszechświecie jest fałszywa. W takim wszechświecie czas musi dobiec końca.
    pokaż całość

  •  

    Oderwijmy się na chwilę od rewolucji i kontrrewolucji francuskiej. Taki smaczek z historii Polski:

    [...] rozeszła się po Stambule wieść, że w Polsce obaj ostatni Jagiellonowie - Zygmunt Stary i Zygmunt August - razem zeszli ze świata. Sulejman Wspaniały uwierzył i natychmiast skierował do szlachty Rzeczypospolitej następujące wezwanie: obierzcie królem jednego spośród siebie, nakazałem paszy pogranicznemu, aby w razie potrzeby niezwłocznie szedł z wojskiem wam na pomoc.
    Jak widzimy, pohaniec gotów był swego czasu podeprzeć Polskę w chwili kryzysu. Nie bardzo to pasuje do teorii o naszej misji dziejowej, polegającej na walce z półksiężycem.

    Paweł Jasienica, Ostatnia z rodu

    #jasienicanadzis #czytajzwykopem #historia #islam trochę #bekazprawakow
    pokaż całość

    •  

      @Andreth: swoje poglądy na temat lewicowosci pokazał w książce "rozważania o wojnie domowej". Jasienica jest oczywiście nacjonalistą, lecz podkreślić należy że jest to nacjonalizm rozumiany jako nurt historiografii, a nie jako doktryna polityczna. Jego książki są pełne podkreśleń wagi narodu jako wyznacznika odrębności między skupiskami ludzi na świecie. Podział świata na narody, a nie na klasy społeczne wpisuje się w nurt klasyczny historiografii. pokaż całość

    •  

      swoje poglądy na temat lewicowosci pokazał w książce "rozważania o wojnie domowej"

      @historiofil: No serio? Jakie to poglądy na temat lewicowości? Bo czytałam niedawno "Rozważania o wojnie domowej" i tam nie było cienia krytyki lewicowości. (Wręcz przeciwnie, Jasienica podkreśla, że lewicowe postulaty Wielkiej Rewolucji Francuskiej były cenne i częściowo przejęte przez powstańców wandejskich). Była natomiast ostra krytyka totalitaryzmu.

      Polecam również zapoznać się z jego poglądami na Powstanie Styczniowe (Obrona Grzesznicy).

      Jasienica jest oczywiście nacjonalistą, lecz podkreślić należy że jest to nacjonalizm rozumiany jako nurt historiografii, a nie jako doktryna polityczna.

      Pierwsze słyszę, by istniało coś takiego jak "nacjonalizm rozumiany jako nurt historiografii". Czy możesz przytoczyć jakąś literaturę przedmiotową, w której taki termin jest użyty?
      pokaż całość

      +: urs6
    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Wbrew pozorom nadal o Roberspierre:

    Skromnemu, nieuganiającemu się za pieniądzem działaczowi łatwiej niż komu innemu zrobić pewną karierę. Cicho i skromnie zagarnąć sobie na własność państwo i prawo.

    Paweł Jasienica Rozważania o wojnie domowej

    #jasienicanadzis #czytajzwykopem #historia #polityka pokaż całość

  •  

    2 975 - 6 = 2 969

    pokaż spoiler Za reread serii o Błaźnie i najnowszą serię

    Dokończyłam dzisiaj czytać Assasin's Fate.
    Historie tego świata i tych postaci wciągały mnie przez 12 ogromnych ksiąg, które zaczęłam czytać ok. 8 lat temu. Większość czytałam po dwa razy, za każdym razem jednym tchem, całymi nocami, bo nie byłam w stanie się od nich oderwać.
    Teraz wszystko się skończyło. Jestem wzruszona, ucieszona, zrozpaczona i zdruzgotana.
    Robin Hobb stworzyła tak niesamowicie dopracowany, unikalny świat i tak realistyczne i ludzkie postaci, jakich nie znalazłam w żadnych innych książkach. Nie wiem co mam teraz zrobić ze swoim życiem. Cieszę się, że ostatnio miałam okazję poznać tę niesamowitą kobietę na spotkaniu autorskim.
    Dobrze, że czeka mnie jeszcze jedna seria do przeczytania (rain wild chronicles). Szkoda, że już wiem jak to się skończy.(╯︵╰,)
    #ksiazki #czytajzwykopem #robinhobb #fantastyka #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: robinhobb.com

  •  

    2 976 - 1 = 2 975

    Autor: Drew Karpyshyn.
    Tytuł: Star Wars: The Old Republic: Revan.
    Gatunek: fantastyka.

    Autor jest jednym ze scenarzystów studia BioWare.
    W książce spotykają się watki z tytułów KOTOR, KOTOR2, i TOR.
    Jak sam autor tłumaczy w podziękowaniach, powieść ta jest zakończeniem historii Revana. Od siebie powiem, ze dość zaskakującym.
    Z ciekawostek to dowiadujemy się, o pochodzeniu Imperatora Wiecznego Imperium.

    Moja ocena: 7,5/10.

    [ #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazka #starwars #gwiezdnewojny ]
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: czytaj133.jpg

  •  

    Przeczytałem właśnie "Christine" i zaczął mi się marzyć plymouth fury '58, którym podjeżdżam na wydział ( ͡° ͜ʖ ͡°)...
    To teraz czas na "Wspomnienia z domu umarłych" (♥ ʖ̯♥)

    pokaż spoiler Co mnie zastanawia, to podobieństwo do "Lśnienia"... Tam hotel opętał bohatera, a tutaj samochód/LeBay... Oprócz tego Leigh to dziffka, a Dennis to penis - tak się nie robi... ( ಠ_ಠ)


    #ksiazki #czytajzwykopem #horror #stephenking #literatura #kultura #nadtag
    pokaż całość

    źródło: ecsmedia.pl

  •  

    Witam Państwa, "Zapiski oficera Armii Czerwonej", oj, troszkę już czasu minęło od przeczytania przeze mnie tej jakże pięknej książki. Wszystko zaczęło się od tego, iż przez przypadek natrafiłem na wzmiankę o Sergiuszu Piaseckim, następnie, znów przez przypadek, ktoś polecił mi książkę "Zapiski oficera Armii Czerwonej", zbytnio nie wiedziałem czego spodziewać się po tej książce, jednakże sama postać Autora mnie fascynowała, na podstawie historii Pana Sergiusza Piaseckiego, można by nakręcić nie jeden film. Co do samej książki, potrafi ona rozśmieszyć czytelnika, jednakże jak człowiek wszystko przemyśli, to sama książka wydaje się smutna, uległość człowieka, niewiedza, brak moralności, podporządkowanie się jednostki, propaganda, oraz wiele innych rzeczy, to wszystko możemy ujrzeć u głównego bohatera tej jakże pięknej książki, Michaił Zubow, oficer sowiecki, to jego losy opowiada to wspaniałe dzieło.

    Polecam też "Siedem Pigułek Lucyfera" - Książka tego samego autora, co by się stało, jeśli diabeł przybył by na ziemi? Bimber, Szabrownictwo, oraz masa śmiechu. Diabeł Marek nie próżnuję, książka pełna absurdów. Polecam Państwu obie książki, choć fakt, troszkę czasu upłynęło od ich napisania. Trzeba Przyznać, Pan Sergiusz Piasecki nieźle sobie drwił z komunistów. Jeśli kogoś zaciekawiłem, to polecam też przeczytać krótki wpis mojego autorstwa, o Panu Sergiuszu Piaseckim Wpis

    Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra. - "Zapiski Oficera Armii Czerwonej" - Sergiusz Piasecki.

    ...Polityka jest to sposób, w jaki jednostki — nie mający żadnych przekonań — narzucają lub wywołują w społeczeństwach jakieś przekonania, aby z tego procederu ciągnąć dla siebie zyski... - "Siedem Pigułek Lucyfera" - Sergiusz Piasecki

    Zainteresowani treścią tego wpisu? Obserwujcie mój profil. Pozdrawiam Wszystkich czytających ten wpis i życzę wam miłego dnia.

    #ksiazki #czytajzwykopem #gruparatowaniapoziomu #nadtag
    pokaż całość

  •  

    Gitara, siema!
    Szykujcie się na 1. września gimbusy, a ja tymczasem pochłonę kolejne książki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ksiazki #literatura #chwalesie #kryminal #horror #fantastyka #czytajzwykopem #kultura

  •  

    Będzie czytane. Mam nadzieję że się nie zawiodę ᶘᵒᴥᵒᶅ
    #czytajzwykopem #ksiazki

  •  

    Dziś przypada 103 rocznica urodzin Tove Jansson - twórczyni Muminków :)

    #czytajzwykopem #ksiazki #muminki

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Odkryłem ostatnio fajną stronkę na której można dodawać miejsca z przeczytanych książek. Świetna sprawa w łatwy sposób możemy stworzyć sobie mapę miejsce w których książkowo już byliśmy. Ostatnio czytałem Dziedzictwo templariuszy i od razu dodałem kilka miejsc. Polecam bo dobra zabawa a chyba mało osób wie o istnieniu czegoś takiego.
    http://www.mapaksiazek.pl/

    #czytajzwykopem #ciekawostki #ksiazki #ebook
    pokaż całość

  •  

    2 984 - 1 = 2 983

    Tytuł: Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marii Curie
    Autor: Barbara Goldsmith
    Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
    ★★★★★★★★☆☆

    Biografia oparta na niedawno ujawnionych archiwaliach. Pasja i naukowa dociekliwość, triumf i sukces dwukrotnej noblistki przeplatają się tu z odrzuceniem, hipokryzją i dyskryminacją, której Maria Skłodowska-Curie doświadczała zarówno jako kobieta, naukowiec, jak i imigrantka z Polski. Autorka ukazuje kobietę próbującą pogodzić swe pasje i pracę z obowiązkami rodzinnymi.

    Książka niezbyt długa ale treściwa w swej objętości. Według mnie dobrze skonstruowana, ma wszystko co potrzeba. Są cytaty i zdjęcia, zawarte w odpowiedniej ilości.
    Wyjątkowa książka o wyjątkowej kobiecie. POLECAM.

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki #biografie #literaturafaktu #ksiazka #mariasokolowska
    pokaż całość

  •  

    9 sierpnia - Dzień Miłośników Książek(✌ ゚ ∀ ゚)☞,
    Wszystkiego zaczytanego!

    #ksiazki #czytajzwykopem

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Wracamy z #jasienicanadzis do "Rozważań o wojnie domowej". Szczególnie polecam. Zasadniczym tematem jest powstanie w Wandei, ale dużo o naturze totalitaryzmu, rewolucji i kontrrewolucji, dezintegracji społecznej i zarażenia przemocą. Dzisiaj bardzo przydatna lektura.

    Zręczność, obrotność, brak skrupułów, umiejętność korzystania z cudzych błędów to właściwości duszy niewątpliwie cenne. Same w sobie jednak nie stwarzają dostatecznej podstawy prawnej do dekretowania o własciwym sposobie pojmowania rzeczy ostatecznych lub do utożsamiania dwudziestu pięciu milionów, czasem zaś jeszcze znaczniejszej liczby obywateli z osobą własną przywódcy.

    Paweł Jasienica "Rozważania o wojnie domowej"

    To wbrew pozorom nie o Kaczyńskim, to o Robespierre.

    #czytajzwykopem #historia #polityka
    pokaż całość

  •  

    pokaż spoiler OD RAZU ZAZNACZAM ŻE NIE ZNAM SIĘ NA RECENZOWANIU KSIĄŻEK


    Teraz jednak, gdy w ruch wszystko wprawione zostało, powstrzymać się nie da. Wszystko musi się toczyć zgodnie z wolą Mocy. Czasem mroczną ścieżką kroczyć musimy, aby za światłem zatęsknić. - Yoda, str. 188

    Tytuł: Dark Disciple
    Autor: Christie Golden

    Książka powstała na podstawie scenariuszów do niedokończonych odcinków TCW: "Lethal Alliance," "The Mission," "Conspirators," "Dark Disciple," "Saving Vos Part I," "Saving Vos Part II," "Traitor," i "The Path." Tutaj chciałbym się zatrzymać i wspomnieć, że książka bardziej przypomina adaptacje 10, a nie ośmiu odcinków.

    Książka przedstawia misję mistrza Quinlana Vosa sprzymierzającym się z Asajj Ventress aby zabić Hrabiego Dooku. Akcja książki dzieje się w 19 BBY tak jak sezon 5, 6 i reszta niedokończonego materiału.

    Jeśli szukacie tutaj Quinlana ze starego kanonu - będziecie zawiedzeni. Jego konflikt pomiędzy Ciemną a Jasną stroną Mocy nadal jest i wraz z Asajj bardziej przypominają antybohaterów. Pełno tu nawiązań do Wojen Klonów i całego uniwersum, a postacie i atmosfera sprawiają, że przypomina to bardziej długi odcinek serialu (lub to po prostu moja wyobraźnia). Podobało mi się rozszerzenie lore'u o Dathomirze i sama postać Dooku, no może nie w pewnych momentach, ale i tak nie został przedstawiony jako stara dupa co nie wie nic o zabijaniu. Obi-Wan został fajnie wprowadzony jako negocjator rady tak jak w serialu, Ventress staje się jeszcze bardziej ludzka do tego bardzo podobała mi się jej relacja z Vosem.

    Książkę czyta się bardzo przyjemnie, jednak trzeba być zaznajomiony z serialem aby zrozumieć znaczącą część fabuły i backstory Ventress.

    Moim problemem jest pewna część książki po mniej więcej stronie 300, bo nagle akcja staje w miejscu by po 60-70 stronach znów wrócić na właściwy tor do finału pełnego goryczy, smutku ale i również satysfakcji. Innym problemem jest moim zdaniem i tu spojler

    pokaż spoiler postać Anakina, nie wiem po co i dlaczego został wplątany w niektóre wydarzenia, Kenobi kumplował się z Vosem, a Anakin jest tutaj po prostu trzecim kołem


    Moja ocena to 8/10, jednak bez znajomości uniwersum, czy też serialu 6/10 bo książka naprawdę wiele wtedy zyskuje (zaśmierdziało ślepym wielbieniem wszystkiego z marki SW)

    #czytajzwykopem #ksiazka #starwars #gwiezdnewojny
    pokaż całość

    •  

      @Trajforce: Pięknie ewoluuje im w tej powieści podejście
      -Ojojoj, no dobra. Dooku musi zginąć. Ten jeden raz, wyjątkowo i nigdy więcej.
      - Ale niech go tam zaciukają z pomocą Ventress, to się na nią potem wszystko zwali.
      - Ej, Quinlan, no zabij go, co się ociągasz!
      - Zapierdolić Dooku i Quinlana!
      - I każdego kto na drodze stanie albo nawet i obok!!!

    •  

      @jast: dopiero teraz mi pokazało wiadomość ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      - Trzeba wysłać naszego agenta Vosa bo ten prawak Dooku coś odpierdala
      - Vos dostaje boner.exe i ujawnia że jest Jedi
      - Ventress nie raz dostała wpierdol od Dooku i sprowadza Quinlana na cmś - DOBRY PLAN
      - dostają wpierdol od Dooku, a on zostaje uwięziony
      - Ventress i Boba łysa pała nie mogą go odbić XD
      - Ventress dostaje wpierdol
      - Kenobi pomóż
      - Vos staje się double agentem
      - zabija swoich kumpli
      - Vos sobie coś ubzdurał że Dooku go zaprowadzi do Sidiousa - DOBRY PLAN
      - Dostają wpierdol i ona umiera, a Dooku żyje jeszcze przez pare miesięcy
      pokaż całość

      źródło: youtube.com

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Do trzech razy sztuka, no nie? W takim razie trzecia książka Cobena ostatecznie mi się spodobała. Czas na jego pozostałe wydawnictwa! (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #czytajzwykopem #literatura #coben #kryminal #thriller #nadtag #kultura

    źródło: ecsmedia.pl

  •  

    #ziemkiewicz #4konserwy #czytajzwykopem

    Czytam właśnie "Jakie piękne samobójstwo" i jak dotąd bardzo mi się podoba. Polecałbym, 10/10

  •  

    2 990 - 1 = 2 989

    Tytuł: Zbawcy mórz oraz inne afrykańskie historie
    Autor: Adam Leszczyński
    Gatunek: Reportaż
    ★★★★★★★★★☆

    Lubię książki, które pozwalają lepiej zrozumieć otaczający świat. Lubię gdy autor podróżując po terenach biednych nie ogranicza się do opisu sprowadzającego się do "ludzie biedni, ale radośni, za to widoki piękne, jest całkiem nieźle". Ta pozycja zdecydowanie spełnia te dwa kryteria

    Pan Leszczyński to bardzo solidny dziennikarz ale i Adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych PAN i po prostu to w tej książce czuć w każdym rozdziale. Spojrzenie z punktu widzenia socjologii czy ekonomii bardzo pomaga lepiej zrozumieć problem. Autor zamieszcza obszerną bibliografię, cytuje wiele książek, to nie jest reportaż gdzie jakiś "ekspert" odwiedza na dwa tygodnie Afrykę i wypluwa książkę. Poruszane tematy są różnorodne: od tytułowych zbawców mórz, po opis czym jest "jaboya", dlaczego mikrokredyty (nie) działają, czy słonie to takie rzeczywiście miłe zwierzątka, problem malarii, głodu, czarów a na koniec Leszczyński porusza temat (nie)racjonalności ludzi w Afryce. Wnioski niekiedy pesymistyczne, cała ta książka pokazuje jak wiele błędów popełniamy pomagając Afryce. Ja przeczytałem całość w półtora dnia, naprawdę polecam!

    Z autorem zetknąłem się już wcześniej przy lekturze "Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych 1943–1980" jednak chyba zalecałbym najpierw sięgnąć po reportaże. Niemniej obie pozycje rozwijające.

    #ksiazki #czytajzwykopem #gruparatowaniapoziomu

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: ecsmedia.pl

    •  

      Mały cytat dla potwierdzenia:
      "Reporterska tradycja kazałaby na zakończenie opowiedzieć anegdotę o czymś dzikim, tajemniczym i irracjonalnym - dając do zrozumienia, że w Afryce obcujemy z Innym, którego nigdy nie da się pojąć. Innym sposobem na zakończenie książki jest pokazanie czegoś estetycznego i wzniosłego, piękny egzotyczny obraz, w którym odbija się echo kolonialnej poezji (...)
      Nie widziałem takiego kontynentu: widziałem miejsce, w którym ludzie są bardzo podobni do nas, w którym nowoczesność miesza się w paradoksalny sposób z plemienną tradycją i w którym telefony komórkowe mają już wszyscy, nawet koczownicy mieszkający na pustyni.
      Wolę więc wypowiedzieć tak jasno i jednoznacznie, jak potrafię, dwie myśli, które obecne są w całej tej książce."

      Jakie są te dwie myśli? Zachęcam do lektury ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
      #cytaty
      pokaż całość

    •  

      @damian713: super, na sto procent sprawdze!

  •  

    Nazwijmy to jak kto chce - formalizmem prawniczym, fetyszyzmem normy prawnej, kultem paragrafów. Nic nie zmieni faktu, że to właśnie ratowało rzymską społeczność przed ostatecznym rozkładem. Porządek prawny bywał często łamany siłą. Lecz zawsze dawało się odróżnić prawo od gwałtu. A dopiero trwałe małżeństwo tych dwu metod działania oznacza szczyt barbarzyństwa lub dno upadku.
    [...]
    Badacze teorii i praktyki faszyzmu słusznie wywodzą, że wspólną cechą jego rozmaitych odmian jest nienawiść do prawa rzymskiego.

    Paweł Jasienica, Tylko o historii

    #jasienicanadzis #czytajzwykopem #historia
    pokaż całość

  •  

    2 994 - 1 = 2 993

    Tytuł: Dygot
    Autor: Jakub Małecki
    Gatunek: Realizm magiczny
    ★★★★★★★★★★

    Moim zdaniem opis na okładce zdradza za dużo, dlatego nie chce pisać dużo na temat fabuły.
    Poznajemy tu kilka pokoleń dwóch rodzin: Łabendowiczów i Geldów. Żyją oni na wsiach oddalonych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów. Historia rozgrywa się w latach 1938-2004. Widzimy tu przemiany polski a w szczególności polskiej wsi od drugiej wojny światowej aż do dziś. Mieszkańcy wsi wierzący w zabobony i klątwy nękają rodzinę Łabendowiczów. Życie obu rodzin jest trudne przez brak akceptacji i nie tylko.
    Książka trzyma czytelnika w napięciu. Doskonale się ją czyta. Język lekko zmienia się wraz z upływem czasu.
    Bohaterowie są świetnie napisani. Są oni przedstawieni w taki sposób, że czytelnik się do nich przywiązuje i przeżywa historię razem z nimi.Nie mieli łatwo w życiu i długo zapadają w pamięć.
    Opowieść wciąga już od pierwszych stron i zachwycenie nie spada aż do ostatniej strony.
    Dawno książka nie zrobiła na mnie tak wielkiego ważenia.
    Mocno polecam!

    #ksiazki #czytajzwykopem

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: wsqn.pl

    •  

      najlepszymi książkami w historii.

      @mr_hammerer: Co to w ogóle znaczy? Dla mnie może "dygot" jest jedną z tych książek?

    •  

      @Piottix: może jest, ja nie wiem. Wyrażam swoją opinię i sugeruję, że 10 to "cud, miód i orzeszki". Twoje komentarze pozostawiam bez odpowiedzi żeby inni zobaczyli też odrobinę bardziej krytyczny komentarz na temat książki. Osobiście nie wiedziałbym ile gwiazdek tej książce dać, bo ma coś "wibrującego" (dla niektórych czytelników może to być zachęta do niej, ja nie lubię czegoś tak niepokojącego), ale nie czyta się jej do czwartej nad ranem. pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    2 997 - 1 = 2 996

    Tytuł: Malazańska Księga Poległych: Bramy Domu Umarłych
    Autor: Steven Erikson
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★☆☆

    "Imagine a massive-scale battle-royale over decades (and aeons) between the Romans, the Turks, the Mongols, emogoth dark elves that are not to be fucked with, a bunch of extremely pissed-off Inuit, Conan's roided-up big brother, undead neanderthal warriors, uber-samurai, gods, elder gods, demigods, usurper gods, alien gods, insane priests, sorcerers, warlocks, shamans, witches, nearly-immortal orcs with the driest imaginable sense of humour, demons, sea monsters, assassins, shapeshifters, a giant-beetle airforce and T-rexes with swords for arms, all competing to see who can fuck each other over the hardest. " [Reddit]

    Myślę, że ten opis powyżej dobrze oddaje o czym tak właściwie jest Malazańska Księga Poległych.

    Próbowałem się zabrać zabrać za ten cykl od dawna i o ile pierwszy tom wchodzi dość opornie, to drugi czytało się o wiele lepiej i już pare kwestii fabularnych się wyjaśnia :D

    Wielu czytelników zarzuca Eriksonowi, że pisze książki bardzo beznamiętnie, że nie można się wczuć w żadną postać, bo opisy przeżyć emocjonalnych są albo bardzo ubogie albo nie ma ich wcale. Mnie osobiście takie rozwiązanie się podoba, ponieważ na chwile obecną nie chce mi się czytać wewnętrznego pierdzielenia bohaterów, wolę suche fakty, a to właśnie jest przez Eriksona serwowane.

    Kolejnym zarzutem jest brak przedstawiania świata, omawiania jego struktury. Dla bohaterów ich uniwersum jest w większości poznane, natomiast czytelnik pozostawiony jest samemu sobie bez pomocnej dłoni. Taki jakby sam znalazł się na Malazie i musiał ułożyć puzzle ze strzępków informacji. Niektórzy wolą mieć świat wyłożony na tacy, niektórzy wolą układać puzzle, ja wole puzzle.

    Tak więc podoba mi się narracja jaką serwuje Erikson, to jak przedstawia (a właściwie nie przedstawia) świat, mnogość bohaterów i ich kreacje (zombiaki żyjące 300 000 lat FTW :D).
    Jedyne co mi się nie podobało, to że bohaterowie giną tak po prostu - idą przez pustynie, dziabnie ich skorpion albo inny szczur i umarł, tak o, po prostu.

    Generalnie polecam każdemu, kto ma ochotę oderwać się od sztampowego fantasy o rycerzu, magu i księżniczce w wieży i przenieść się do świata, gdzie motywem przewodnim jest rozsiany na ogromną skalę rozpierdol :D

    #bookmeter #czytajzwykopem #fantasy #fantastyka

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: ecsmedia.pl

    •  

      @Gavilar: O ile pierwsza część bardzo mi się spodobała, to druga była lekkim rozczarowaniem. Rozpierdolu, owszem, było całkiem sporo, ale nie mogłem się przyzwyczaić do nowych postaci, więc przez większość książki się męczyłem. Zaciekawiły mnie losy bohaterów z pierwszej części - Sójeczki, Dujeka i Podpalaczy Mostów. Wkurzała mnie zaś Felisin - była tak nieznośną i egoistyczną bohaterką, że wciąż miałem nadzieję, że ktoś w końcu ją zabije. Kruppego było zdecydowanie za mało, a była to dla mnie jedna z najlepszych postaci. Podobał mi się za to wątek ucieczki przez pustynię i końcówka książki. Miałem nadzieję, że Wspomnienie Lodu okaże się lepsze, ale wymiękłem w połowie. Świat Malazanu chyba nie jest dla mnie ( ͡° ʖ̯ ͡°) pokaż całość

  •  

    2 998 - 1 = 2 997

    Tytuł: Idealny Stan
    Autor: Brandon Sanderson
    Gatunek: sci-fi
    ★★★★★★★★☆☆

    Krótka historia na temat miłości - tak w skrócie oczywiście. W trakcie czytania miałem nieodparte wrażenie że czytam Sandersonowską wersję "Matrixa" :P Fani "Latarnika" powinni być zadowoleni bo to bardziej jak nowela niż książka. Mimo długości, historia daje radę. Polecam.

    #brandonsanderson #idealnystan #ebook #ksiazka #czytajzwykopem #scifi

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @ialath: Jakby co to na stronie Sandersona masz dodatkowy rozdział, który nie znalazł się w książce, ale jest kanoniczny. Polskie tłumaczenie do znalezienia na drogakrolow.pl

      +: ialath
  •  

    3 000 - 1 = 2 999

    Tytuł: Calamity
    Autor: Brandon Sanderson
    Gatunek: sci-fi
    ★★★★★★★★☆☆

    Wieńczenie trylogii "Mściciele" jak zwykle, Sanderson - wirtuoz pióra, przeprowadził w sposób zaskakujący... choć wcale się tak nie wydawało. Trzecia część nie trzymała mnie w napięciu tak jak poprzednie dwie za wyjątkiem tego co Sanderson odwalił na końcu. To było piękne i satysfakcjonujące. Polecam całą trylogię... Koniecznie!!!

    #brandonsanderson #calamity #msciciele #ebook #ksiazka #czytajzwykopem #scifi

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Do Rozważań o wojnie domowej jeszcze powrócimy, a tymczasem:

    Doba monarszego absolutyzmu oraz Wielka Rewolucja Francuska zakaziły umysły europejskie uwielbieniem dla zasady centralizacji. W katastrofalny sposób przyzwyczajono się do utożsamiania kraju z jego stolicą. Wszechmoc ministerialnych okólników oraz innych papierków zaczęla sie wydawać idealnym gatunkiem więzi państwowej.
    Ponura mania centralizacji oraz unifikacja powodują szkody straszne.


    Paweł Jasienica, Myśli o dawnej Polsce

    #jasienicanadzis #czytajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj kupuję swoją drugą w życiu książkę. Jest to "Kamasutra dla zaawansowanych" Andrzeja Mleczko :)
    #ksiazki #czytajzwykopem #pdk

  •  

    Rosyjska literatura trzyma poziom...Taki na przykład "Oddział chorych na raka" - złoto jakich mało. Niebawem GUŁag...
    Z kolei Coben... Nie wiem... Ani grzeje, ani ziębi... Taki średniaczek... "Bez pozegnania" chociazby...

    #czytajzwykopem #ksiazki #literatura #oswiadczenie

    źródło: ecsmedia.pl

  •  

    3 001 - 1 = 3 000

    Autor: John Jackson Miller.
    Tytuł: Star Wars: Zaginione Plemię Sithów.
    Gatunek: fantastyka.

    Jest to zbiorcze wydanie 9 opowiadań wydanych wcześniej w wersji elektronicznej.
    W skład którego wchodzą następujące tytuły (w nawiasach podałem czas akcji) :
    - Przepaść (5000 BBY)
    - Zrodzeni z Nieba (5000 BBY)
    - Wzór doskonałości (4985 BBY)
    - Zbawca (4975 BBY)
    - Czyściec (3960 BBY)
    - Strażnica (3960 BBY)
    - Panteon (3000 BBY)
    - Tajemnice (3000 BBY)
    - Pandemonium (2975 BBY)

    Opisuje ona losy załogi i pasażerów jedno ze sithańskich statków, który w katastrofalnych okolicznościach ląduje w nieznanym rejonie Galaktyki na dziwnej planecie. Nie występuje na niej żaden meta.
    Oraz historię ich potomków, na przestrzeni tysiącleci, którzy całkowicie odcięci od reszty Galaktyki musieli sobie jakoś radzić.

    Wstawiam opis z tylnej okładki książki:

    Pięć tysięcy lat temu, po zasadzce Jedi, górniczy statek Sithów "Omen" rozbił się na dalekiej i zapomnianej planecie. Jego dowódca, Yaru Korosin, rozpoczął krwawą walkę z przeciwną frakcją, dowodzoną przez własnego brata. Porzuceni i zaglądający śmierci w oczy Sithowie nie mają wyboru, poza zbadaniem otaczającej ich okolicy. Czeka ich wiele brutalnych wyzwań – drapieżniki, śmiertelne zarazy, plemienne ludy, które czczą mściwych bogów – jednak jak na Sithów przystało, stawią im wszystkim czoła przy pomocy Ciemnej Strony Mocy.

    Prawdziwa walka zacznie się jednak dopiero wtedy, kiedy dumni i bezkompromisowi Sithowie zapragną zdobyć władzę za wszelką cenę. Pokonają prymitywne ludy i znajdą drogę powrotną ku swojemu prawdziwemu przeznaczeniu - władzy nad galaktyką. Ich dziedzictwo dorastało przez tysiące lat tylko po to, by zmierzyć się z najgorszym ze wszystkich niebezpieczeństw: wewnętrznym wrogiem.

    Gdyby nie dwa słabe tytułu (Czyściec i Strażnica) dostałoby 7/10. Były one dla mnie najmniej interesujące. Chociaż wnosiły swoje do całej historii.
    Najciekawszą i najbardziej zaskakującą okazała się ostatnia pozycja Pandemonium

    Moja ocena: 6,5/10.

    [ #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazka #starwars #gwiezdnewojny ]
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: czytaj132.jpg

  •  

    Największa radość z czytania danej książki jest wtedy, kiedy odwołuje się ona do innej (bohaterów, fabuły), którą przeczytałeś.
    #czytajzwykopem #ksiazki #literatura #oswiadczenie

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #czytajzwykopem

0:0,0:1,0:0,0:3,0:1,0:0,0:0,0:0,0:1,0:1,0:0,0:0,0:2,0:0