•  

    Filozofia według Daft Punk

    4. Da Funk

    Na ulicę w nocy wychodzą zwierzęta - Travis Bickle, “Taksówkarz”

    Nie wiecie jak wygląda “pies z kulawą nogą”? To poznajcie Charlesa. Ten sympatyczny człekopodobny zwierzak (grany przez Tony’ego Maxwella z zespołu That Dog) przedstawia nam się w pięcioipółminutowym filmie “Big City Nights” - teledysku do drugiego singla Daft Punk: “Da Funk”. Reżyserowania teledysku (pierwszego w historii naszego duetu) podjął się Spike Jonze, wcześniej współpracujący między innymi z Beastie Boys, R.E.M. i Björk. Kariera Spike’a rozkwitła w następnych latach. Do jego dzieł należą filmy takie jak “Być jak John Malkovich”, “Her” (oba mocno polecam), ale też choćby ostatnio popularny teledysk do piosenki “I love it”.

    Przez cały klip do “Da Funk” obserwujemy nocną wędrówkę Charlesa po Nowym Jorku. Mieszka tu dopiero od miesiąca. Noga w gipsie, i kula przy prawym boku nie pomagają mu w poruszaniu się po zatłoczonych (nawet o tej porze) ulicach miasta. Jakby tego było mało, nosi ze sobą zepsutego boomboxa (nie może go wyłączyć), który irytuje wszystkich wkoło głośno granym “Da Funk” (w teledysku słyszymy utwór tylko z głośników tego urządzenia).

    Właściwie to na tym moglibyśmy zakończyć omawianie klipu. “Tutaj nie ma żadnej historii. To tylko człowiek-pies z ghetto-blasterem w Nowym Jorku” - przekonywał Thomas Bangalter w odpowiedzi na pojawiające się przeróżne interpretacje filmu. Skąd w takim razie taka popularność i uznanie dla “Big City Nights”? Mówi się, że to kultowy teledysk. Znowu musimy zawiesić wiarę w słowa Daftów (tak jak wtedy, gdy przekonywali nas, że atrakcyjność dziewczyn w klubach przesądziła, że będą tworzyć muzykę klubową) i znaleźć swoją odpowiedź na pytanie, będącą raczej nadinterpretacją (byle nie zbyt dużą).

    Gra skojarzeń doprowadziła mnie do próby porównania Charlesa z Travisem, bohaterem filmu “Taksówkarz”. Skąd to śmiałe zestawienie? Przyszło mi na myśl, gdy dostrzegłem, że obaj “przez szybę” poznają dziewczyny (nawet podobne do siebie), które szybko tracą w dosyć dziwnych okolicznościach - choć na początku wydaje się, że okazywane zainteresowanie ze strony kobiet daje nadzieje na dłuższe znajomości.
    Nasz psiak jest chyba trochę sympatyczniejsi od Travisa. Łączy ich z pewnością fakt bycia samotnikami, indywidualistami, odbywającymi klimatyczną wędrówkę... błąkającymi się po nocnych ulicach Nowego Jorku. Są tak nietypowi (w końcu nie często widzi się człowieka-psa, albo taksówkarza z irokezem na głowie). Irytują innych, ale tak naprawdę ich los prawie nikogo (“psa z kulawą nogą”) nie obchodzi. Wszyscy dookoła zakładają, że to miasto w końcu zasymiluje ich odmienność. Travis jest “inny” prawdopodobnie na skutek traum z wojny w Wietnamie. Charles może też przez swój wygląd (no chyba tak), ale przede wszystkim muzykę, którą gra jego boombox. Główne interpretacje teledysku wskazują na dzielne radzenie sobie z przeciwnościami (ignorancją, niezrozumieniem, wyśmiewaniem) i zdolność do poświęcenia (nawet przyjaźni) w imię pasji - w tym przypadku muzyki. Przedstawiona tutaj miłość do muzyki przypomina trochę traumę (albo jakieś silne uzależnienie) uniemożliwiającą normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.

    Wystarczy chyba tych porównań, nie chcę przesadzać. “Taksówkarz” ma motyw walki ze złem, dla którego w krótkim teledysku Daftów raczej nie ma miejsca. “Teledysk jest lekko depresyjny” stwierdzili Dafci, “dlatego zrobimy drugą część”. Rzeczywiście, Charles powrócił w teledysku do “Fresh”. Został aktorem i co najważniejsze jest z dziewczyną, którą poznaliśmy w “Da Funk”. Przynajmniej w niej ma oparcie, gdy świat go nie rozumie (albo on świata).

    Dwoma klipami duet znalazł pierwsze ujście dla swoich filmowych aspiracji.

    ***

    “Da Funk” zostało drugim singlem Daft Punk rok po wydaniu “The New Wave”.

    Singiel - wydany w wytwórni Soma - początkowo zignorowany przez publiczność (tak jak poprzedni), lecz po kilku miesiącach rozpromowany dzięki The Chemical Brothers, grających “Da Funk” na swoich koncertach (Dafci dla odmiany zremiksowali utwór “Life is sweet” brytyjskiego duetu. Polecam posłuchać, dosyć ciekawe brzmienie i nawet w miarę przystępne; możliwe, że Bracia dzięki Francuzom poznali Spike Jonze’a, który wyreżyserował później jeden z ich teledysków).

    “W tym czasie wydano “Regulate” Warrena G., i po kilku tygodniach słuchania chcieliśmy zrobić utwór w rodzaju gangsta-rapu” - mówi Thomas Bangalter w jednym z wywiadów tłumacząc genezę “Da Funk”.

    Chwila… dwa wpisy tłumaczyłem, że twórczość Daft Punk wyrasta z fascynacji muzyką taneczną usłyszaną na rave’ach, poza tym może też na nią wpływać muzyka lat 60’, 70’. Skąd tu nagle hip-hop? Przypominam: mówiłem, że Thomas i Guy-Man gonili za muzyką, którą młodzież określa mianem cool (“something just cool” to jedno ze znaczeń wyrażenia “Da funk” w “urban dictionary”), a cool w latach dziewięćdziesiątych z pewnością był gangsta-rap. Jeśli takie wyjaśnienie nam nie wystarczy, możemy poszukać głębiej.

    Warren G. to przyrodni brat Dr. Dre, legendy hip-hopu i produkcji muzycznej, a kim są Thomas i Guy-Man, jak nie producentami muzycznymi. W muzyce Dr. Dre znajdziemy sporo elektronicznych brzmień. Co więcej, jest on uznawany za prekursora G-funku, rodzaju hip-hopu, do którego zalicza się utwór “Regulate”. Do tańca za to na pewno nadaje się funk, z którego (jak sama nazwa wskazuje) G-funk się wywodzi. Zresztą, nazwa “Da funk” wskazuje na konotacje z funkiem (hm…). No to jesteśmy w domu.

    Śledząc pochodzenie poszczególnych gatunków muzycznych, o których będę wspominał w tych wpisach, prawie wszędzie natrafimy na zdanie “gatunek powstały w Ameryce wśród afroamerykańskiej społeczności”. Tak też jest z funkiem, powstałym w drugiej połowie lat sześćdziesiątych jako synteza jazzowej swobody, rythm & bluesowej zmysłowości i soulowego klimatu. Moje skojarzenie na hasło “murzyńska muzyka”, to rytmiczne dźwięki wydobywające się z bębnów i tańczący wokół ludzie. Myślę, że bardzo bliski dla czarnoskórych społeczności może być motyw ekspresji poprzez rytmiczną muzykę. Widać to w tańcu do muzyki funk. Spójrzcie na te “kocie ruchy” do piosenki Earth, Wind & Fire.

    Czytamy, że taniec funkowy (“funk style”) odchodził od “formalizmów”. Dobry tancerz miał raczej wyrażać radość i świetną zabawę, niż perfekcję opanowania kroków, a wyróżniała go grupka klaszczących w rytm ludzi, której był centrum. Oczywiście z czasem ta wolność musiała zostać wtłoczona w ramy. Sformalizowano grupę tańców nazwaną "funk styles" - po jakimś czasie kojarzonych już nie z funkiem, a właśnie z wywodzącym się z murzyńskiego (i latynoamerykańskiego) Bronxu hip-hopem. Pokazaliśmy zatem związek tych dwóch gatunków muzycznych, bez odwoływania się do G-funku.

    Thomas i Guy-Man, o tym, że są białymi muzykami z kraju Jean-Michel Jarre’a, a nie czarnymi gangsta-raperami, przypomnieli sobie gdy krytycy w melodii “Da Funk” odnaleźli wpływ włoskiego Giorgio Morodera, a w perkusji brytyjskich legend - Queenu (mashup “Da Funk” z “Another One Bites The Dust” pojawia się w grze “DJ Hero”) i The Clash (może nazwa “Daft Punk” zasugerowała krytykom, że młodzi Francuzi inspirują się punkiem?). “Z tysiąca różnych porównań, nikt nie zgadza się z nami, że utwór brzmi jak hip-hop” - żalił się Bangalter. Później, w utworze “Daftendirekt” Dafci obwieszczają: “Da funk back to the punk, come on!” , może nawiązując do porównywania ich do wykonawców hitu “Should I Stay or Should I Go” (skoro krytycy zainspirowali nazwę “Daft Punk”, to tym bardziej tekst piosenki mógł być inspirowany jakąś recenzją).

    “Da Funk” zaczął zyskiwać popularność, a Somę coraz częściej utożsamiano z Daft Punk. Sukces duetu zaczął przerastać małą wytwórnię. I tak, po długich negocjacjach, we wrześniu 1996 roku dbając o swoją niezależność, Thomas i Guy-Man podpisują pionierską (jak pokazaliśmy w jednej z poprzednich części - przyp.) umowę z Virgin Records. Tego samego roku nakładem nowej wytwórni singiel “Da Funk” zostaje wydany ponownie, 15-krotnie większym nakładem, niż to było w ramach Somy.

    Singiel odniósł sukces w Europie. 7. miejsce na listach w UK (pewnie dzięki dużej pomocy Chemicznych Braci) i we Francji, 9. w Belgii, 5. na Islandii (!) i w Szkocji. A w USA, Dafci mogli zadowolić się tylko pierwszym miejscem “US Dance Club Songs”. Czas na miejsce w TOP 100 Billboardu jeszcze nie nadszedł. Trochę paradoksalnie, biorąc pod uwagę hip-hopowe inspiracje piosenki. Mógł to być pierwszy zawód duetu. W końcu od zawsze ciągnęło ich w stronę USA (The Beach Boys, The Velvet Underground, to zespoły amerykańskie, a ulubione filmy Thomasa i Guy-Mana o których wspominaliśmy to hollywoodzkie produkcje). Wyszło na to, że krytycy jednak się znają, i “Da funk” jest bardziej europejskie, niż się to Daftom wydawało. Mi się wydaję, że można było się tego spodziewać. W końcu historia Charlesa pokazała, że “Da funk” nie trafia w gusta Amerykanów.

    #dawidk01
    #daftpunk #filozofia #muzyka #muzykaelektroniczna #mirkoelektronika #gruparatowaniapoziomu #house #ciekawostki #filmy #hiphop #funk #90s

    Części: 0. i 1., 2., 3., Stardust

    UWAGI:
    Wydaje mi się, że w części 2. powinienem zauważyć, że jeśli coś jest cool, to przyciąga ładne dziewczyny.

    Dziękuję za wszystkie plusy i komentarze.
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    ten utwór zawsze mnie uspokaja

    #daftpunk #muzyka

    źródło: youtube.com

    +: takafaza, Limelight2-2 +8 innych
  •  

    #muzyka #70s #jazz #funk trochę #muzykaelektroniczna bo #daftpunk ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    George Duke - I Love You More

    źródło: youtube.com

  •  

    No to u mnie #taylorswift numer jeden :)
    ale #daftpunk od 2013, myślę, że z top 2 nie wypadł ;)
    #spotify #muzyka

    źródło: 2018spotify.png

    •  

      Szanuję :) ale u mnie numer jeden z tej płyty to zdecydowanie Gateaway Car

    •  

      @ziukova: mi z tej płyty prócz Delicate i Dancing tylko New Year's Day podchodzi. W ogóle Taylor mi bardzo wyrywkowo pasuje, ale też bardzo powoli ją poznaję. Słucham dużo od jakichś 3 lat, ale w "All too well" się zauroczyłem dopiero poprzedniej jesieni :) jak już jakaś jej piosenka mi podejdzie, to słucham nałogowo.
      No ale "reputation" mam chyba najbardziej osłuchane, więc raczej najmniejsza szansa, że akurat z tej płyty coś mi podejdzie. pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #godelpoleca #muzyka #yachtrock #daftpunk #wykwintneprogresjeakordow

    The Best of yacht-rock - playlista

    #2
    Daft Punk - Fragments of Time ft. Todd Edwards

    FILOZOFIA WG TAFT PANK ROZDZIAŁ OSTATNI

    dzisiaj odpowiemy sobie na FUNDAMENTALNE dla rankingu pytanie - czy można zaprogramować maszynę do grania soft-rocka?
    słuchając dzisiejszego kawałka, nasuwa się jednoznaczna, wzbogacona o oddanie należytej czci odpowiedź - soft-rock jeszcze nigdy nie był aż tak soft...

    mogłoby się wydawać, że wymuskiwanie soundu, czynności aranżacyjno-konserwujące i dmuchanie emocjonalnym zefirem na piosenkowe tradycje powinny być domeną "żyjących i czujących dusz". a za przelewanie nienamacalnej gładkości brzmienia i pastelowo rozmywających się melodii powinien odpowiadać po prostu człowiek. posługujący się "żywym" soundem, trzymający w dłoniach instrumenty drgające od powracających wspomnień, który tylko sporadycznie sięga po studyjne zabiegi upiększające.
    jednak my, muzyczni erudyci ;*, wiemy, że sytuacja nie jest tak oczywista, przyziemna i ludzka jakby się mogło wydawać.

    Daft Punk - duet, który po latach milczenia i kilku artystycznych wpadkach "przywrócił muzykę do życia". robiąc to po przez zwerbowanie na pokład swojego kosmicznego yachtu, "najlepszych z najlepszych"(od Morodera, przez Rodgersa aż po Panda Beara), po to by z ich pomocą, w retromaniakalnym tonie, przypomnieć o złotych latach muzyki disco i przyległych jej krain.
    i już na tym poziomie powstaje pierwszy paradoks. systemowy błąd, który daje o sobie znać w momencie, gdy zdamy sobie sprawę, że estetyka, artyści, i konkretne "retro-futurystyczne" brzmienie, które Francuzi chcieli wskrzesić na potrzeby Random Access Memories, niegdyś było uznawane za muzykę przyszłości. było próbą sięgnięcia poza horyzont, wymuszeniem pewnej kreacji, wedle której uporządkowana będzie przyszłość rynku fonograficznego. a tymczasem RAM, szczególnie w wiodących trackach i singlach, jest jedynie sentymentalnym westchnięciem. spłaceniem długu i oddaniem czci dawnym mistrzom, bez których legendarne pętle Discovery nigdy by nie powstały.

    żebyśmy się zrozumieli. to że Francuzi nie mieli nawet minimalnych ambicji na wyznaczenie nowego kierunku dla muzyki POP, zupełnie nie powinno przekreślać ich starań. a sama płyta z każdym rokiem coraz bardziej zyskuje w moich oczach jako całość. i co ironiczne, szanuje i doceniam ją za bycie całkowitym zaprzeczeniem "odkrywczości". bo obecnie, RAM, w mojej opinii jest czymś na wzór starannie wypolerowanego gwoździa do trumny, czy wręcz kołka dobijającego jakąkolwiek świeżość i innowacyjność mainstreamowego popu. jest sarkastyczną, skrycie beznamiętną i nieco pesymistyczną kreacją, wypunktowującą późno-kapitalistyczne wymogi stawiane przez popkulture, która bezrefleksyjnie żywi się własną przeszłością. zjadając nie tylko własny ogon, ale już to, co spod tego ogona czasami wypada...

    no ale... samo Fragments of Time, które wielbię od pierwszego przesłuchania, jest po prostu najcudowniejszym, rozrysowanym pod linijkę, obliczonym do czterdziestego miejsca po przecinku, soft-housowym wcieleniem yacht rocka. piosenka napisana w 100% pode mnie, która jest uroczo poskładanym widmem przypominającym światu o niegdyś odrzuconej w środowisku soft-rockowej estetyce. a wspierający tę Akufenową w duchu sklejankę Todd Edwards(top10 ludzi ever) sprawia, że cała kompozycja na przemian rozpływa i zapada się w cieple emitowanym przez jego wokal.

    mimo wszystko, potrzebowałem czasu by docenić nieoczywistą wizjonerskość, arystokratyczną aurę i pietyzm zaklęty w tej maniakalnej, audiofilskiej konstrukcji poskładanej z pomocą wybitnych muzyków. dzięki czemu doszedłem do kolejnych, niezbyt pocieszających wniosków - RAM miało poruszać serca, a porusza jedynie intelekt.
    miało być czytelnym manifestem odrodzenia prawdziwej muzyki w świadomości masowego odbiorcy, a jest jedynie pokracznie idealistyczną próbą udowodnienia własnej wartości. chcieliście mieć listy od fanek, a macie tylko pochwalne recenzje, umieszczane na forum zrzeszającym inżynierów dźwięku z pogiętymi plecami...

    ostatnim i myślę, że najważniejszym przemyśleniem, podsumowującym całą karierę Daft Punk jest to, jak Random Access Memories poza nietypowym dla duetu środowiskiem procesu twórczego, kiedy to po raz pierwszy musieli porzucić rozklekotane french-houseowe konsolety na rzecz pracy z profesjonalnymi muzykami, odznacza się dodatkowo słodko-gorzkim dialogiem z ich osobistymi paranojami. jest swoistą próbą zmierzenia się, z ciągnącymi za nimi przez całą karierę dylematami o istocie chowania własnej twórczości pod zrobotyzowaną blachą.

    Alive? Human After All? czy może jednak wciąż nie potrafimy oddychać bez hełmów?
    pani psycholog pyta - czy tu chodzi jedynie o pławienie się w robotycznym imidżu? czy może to już początek hamowania kompozytorskiej wolności od uwierających w skroń kabli?
    to nasze błogosławieństwo, czy wręcz przekleństwo? - pytają
    czy gdybyśmy podpisywali się imieniem i nazwiskiem, to żylibyśmy dzisiejszą sławą? zaprosilibyśmy tych wszystkich gości? moglibyśmy bez skrupułów wykładać historie muzyki xx wieku? to be or not to be?

    odpowiedzi trzeba szukać tam gdzie nie ma miejsca na komplikujące rozkminy. czyli w samych piosenkach i ich intergatunkowym, wielopokoleniowym porozumieniu. a zbawienia szukajcie w najbardziej uniwersalnym języku świata - języku muzyki.
    która jak mawiał wielki poeta - ma łączyć a nie dzielić...

    pokaż spoiler i za to spalmy w piątek wieczór
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Nim weekend zacznie się na dobre, i udacie się na różne imprezy, przedstawiam Wam nowy wpis z dobrze (jak dotąd) przyjmowanej serii, w której omawiam Daft Punk, duet-legendę muzyki klubowej. Może zainspiruje się jakiś DJ, i parkiety dzisiejszej nocy podbiją utwory przedstawione we wpisie? (linki i uwagi na dole)

    Filozofia według Daft Punk

    3. The New Wave

    Jedną z bardziej fascynujących rzeczy jakie może robić filozof jest poszukiwanie źródła jakiejś idei - Brzytwa_Ockhama

    Pierwszy, i kto wie, czy nie najważniejszy (szczególnie dla tej serii wpisów) singiel Daft Punk - “The New Wave” ukazał się 11.04.1994 nakładem wytwórni Soma (jej współwłaścicielem był poznany przez naszych bohaterów na rave’ie DJ z duetu Slam - Stuart McMillan). Gdy swojemu pierwszemu singlowi nadajesz taką nazwę, a prócz tytułowego (w wersji “edit” i “full length”) utworu znajduje się na nim między innymi kompozycja o nazwie "Assault", to od razu dajesz znak, że nie masz zamiaru być pionkiem na scenie muzycznej.

    Całościowo poziom singla nie jest może wybitny. “Assault to typowy utwór nastolatków, którym bogaci rodzice sprezentowali kilka zabawek (automat perkusyjny Roland 909, jakieś syntezatory basowe), po 1000 dolarów każda” - czytamy. Moja odpowiedź:
    Po pierwsze: dobrze, że nie wszyscy mogą pozwolić sobie na wszystko, a w naszym przypadku mowa o bogatym ojcu-muzyku (przyp. - Daniel Bangalter (Vangarde)), który daje synowi możliwość muzycznego rozwoju. Dziesięcioletni Thomas zmuszony przez ojca do uczenia się gry na fortepianie później był mu za to bardzo wdzięczny.
    Po drugie: Pamiętajmy, że Thomas i Guy-Man tworząc “The New Wave” rzeczywiście byli jeszcze nastolatkami, i całkiem możliwe, że na tym etapie traktowali swoją twórczość tylko jako zainspirowaną rave’ami (co pokazaliśmy w poprzednim wpisie) zabawę, choć i później mówić będą, że robią tylko takie rzeczy, które wzbudzają w nich ekscytację. Podobno Thomas lubił godzinami studiować instrukcję syntezatorów, chcąc poznać ich wszystkie możliwości.

    Chyba więc śmiało można zaakceptować “Assault”, który duet podekscytowany odkryciem nowych dla siebie narzędzi do tworzenia muzyki, zapragnął przedstawić światu na pierwszym singlu. Tym bardziej, że prócz wymienionych już utworów, na debiucie Daft Punk znalazł się jeszcze jeden, finałowy mix “New Wave”, czyli: “Alive”. To przez ten utwór, który jako jedyny z singla trafi na pierwszą płytę - “Homework”, i przez który możemy myśleć, że nieprzypadkowe nazwy noszą dwa albumy koncertowe Daftów: “Alive 1997” i “Alive 2007”, poddałem w pierwszym akapicie myśl, że “Nowa fala” jest tak ważna.

    “Alive” - utwór dzisiaj dla mnie kluczowy jeśli chodzi o całą twórczość Daft Punk. Doceniłem go w jednej chwili, jakieś dwa lata temu. Poczułem - w końcu - tę energię, którą ze sobą niesie - w końcu, bo naprawdę długo miałem z nim problem.

    Gdy przez całe dotychczasowe życie słuchasz praktycznie samego popu, to ciężko polubić utwór, który swoim ostrym, surowym… za dużo epitetów, więc powiem, “nowoczesnym” brzmieniem, nie daje komfortu łatwego znalezienia w sobie punktu zaczepienia, aby być porównanym do czegoś, co już znamy (“ludzie boją się rzeczy nowych”) - zostać oswojonym, zrozumianym. Ale jak mówiłem, mi tę “Żywą” kompozycję udało się okiełznać.

    Teraz słuchając utworu wyobrażam sobie często dwoje zagubionych słabo znających się młodych ludzi na imprezie w klubie. Nie znają techno, wychowali się na muzyce swoich rodziców, i do tańca podrywa ich raczej ABBA, czy Bee Gees, niż to co tutaj słyszą. Sami nie wiedzą jak tu trafili, ten wieczór spisali już na straty.

    DJ zaczyna grać “Alive”. (00:00) Początek, zapętlony bit, mocne uderzenia elektronicznych bębnów basowych. Zapowiada się kolejna techno-łupanka. (00:16) Po chwili stopniowo dochodzą troszkę inne, kolejne syntetyczne dźwięki. (00:35) Na parkiet udaje się kilka osób. Utwór zaczyna intrygować chłopaka. (00:51) Powoli dochodzi do wniosku, że nawet to nie jest takie złe. (01:10) Gdy pojawia się jakby z oddali jakaś linia melodyczna, która dobija do uszów niczym fala na brzeg morza, chłopak wpada na szalony pomysł - prosi dziewczynę do tańca. (01:28) “Ja mam do tego tańczyć?” pyta rozbawiona, ale chłopak się nie poddaje. (01:49) Wygaszona zostaje duża część dźwięków. Na głównym planie jest już tylko linia melodyczna i bit podtrzymujący rytm. Dziewczyna z lekkim grymasem przyjmuje propozycję tańca. Chłopak myśli sobie: teraz albo nigdy! Stawia na swoim, bierze głęboki wdech, podaje ręce dziewczynie, wykonuje pierwszy krok i... (02:07)
    ZBAWIENIE! Pierwszy drop w historii Daft Punk. Zmodyfikowana perkusja i linia basowa dołączają do linii melodycznej podrywając do tańca nawet największych tańco-sceptyków w klubie. Dziewczyna zdumiona, jak pewny w swoich ruchach stał się ten nieśmiały chłopak. Sama też wkręca się coraz bardziej w tę muzykę. (02:59) Perkusja z basem raz na jakiś czas cichną, by dać się trochę porozciągać leniwej linii melodycznej, jednocześnie dając tańczącym parom pretekst na różne próby urozmaicenia tańca, (03:14) ale utwór zawsze wraca do tego głównego, kipiącego energią, ożywczego bitu. Ludzie nietańczący w parach też oczywiście dają sobie radę, próbując opracować jakąś swoją choreografię. Utwór trwa łącznie pięć minut i piętnaście sekund.
    DJ stopniowo wycisza muzykę, kłania się nisko. Po klubie rozlegają się gromkie brawa. Obrazy w moim umyśle zanikają.

    “Alive” nadaje się do tańca. Możliwe, że był to dla mnie szok nie mniejszy, niż dla chłopaka i dziewczyny z opowiadania. Ten tak odmienny od tego co słuchałem do tej pory utwór wreszcie ujawnił przede mną swą tajemnicę. Próbowałem przedstawić swoje odkrycie kilku osobom. Wnioski: dla przeciętnego słuchacza “Alive” brzmi zbyt dziwnie, choć czas słuchania jest średnio dłuższy, ze wstępem “traktuj to, co zaraz usłyszysz jako piosenkę taneczną”, niż bez takiego wstępu. Pomyślałem więc, że omówię ten i inne utwory Daft Punk, dla mnie osłuchane, a dla ogółu często mocno niedostępne (może właśnie przez to, że trudno dostrzec stojące za nimi idee). Nie daję gwarancji, że moja ich analiza jest najlepszą z możliwych, mam nadzieję, że błędy, które popełnię zostaną mi szybko wykazane. W każdym razie, ja sam dziesięć lat temu raczej nie uwierzyłbym, że będę słuchał takiej muzyki - świadectwem na wartość tych wpisów są moje doświadczenia.

    Kto wie, czy członkowie Daft Punk kilka lat przed wydaniem swojego pierwszego singla nie wyśmialiby osoby przepowiadającej im przyszłość. Thomasa i Guy-Mana zachwyciły rave’y. Ja, trochę analogicznie, śmiało mogę uznać, że muzyką klubową zachłysnąłem się podczas jednej ze szkolnych zabaw, jakoś ponad siedem lat temu. Teraz najlepsze imprezy przeżywam tylko w wyobraźni, może niesłusznie zakładając, że tamtej, szkolnej nic nie przebije.

    “Alive” jest w stanie podbić parkiety nawet teraz! Skoro do klubów praktycznie nie zaglądam, to jaką mam podstawę, by tak domniemywać? Słuchając “Chorus” od Justice, “Rave” Sama Paganiniego widać, że echa “Nowej fali” pobrzmiewają do dziś. “Rave” ma aż 30 milionów wyświetleń na youtubie. Żeby “Alive” ożyło, musi po prostu znaleźć się jakiś odważny DJ, który wyczuwając odpowiedni ku temu klimat zagra ten kawałek. I wtedy moja wizja się spełni.

    #dawidk01
    #daftpunk #filozofia #muzyka #muzykaelektroniczna #mirkoelektronika #gruparatowaniapoziomu #techno #house #ciekawostki

    Części: 0. i 1., 2, Stardust

    UWAGI:
    0. Największy problem w tym wpisie miałem z rozłożeniem na części utworu “Alive” - oczywiście nie z moją wizją, tylko z technicznymi szczegółami. Nie wiem, czy dobrze używam tutaj sformułowań typu “linia basowa”, “linia melodyczna”. Przydałaby mi się pomoc w tej kwestii. Za ewentualne błędy przepraszam.
    1. Początkowe plany, by serie zamknąć w częściach 0-8. muszę zrewidować. W tej chwili wydaje się, że części będzie ponad 20.
    2. Część 2. od teraz nosi nazwę "Młodzieńcze lata".
    3. W części 1. piszę: “Zespół, który zadebiutował w 1995 roku hitowym singlem Da Funk (...)”. Powinno być: “Zespół, którego pierwszym hitem był wydany w 1996 roku utwór “Da Funk” (...)”.

    4. We wpisach nie będę tłumaczył angielskich nazw, za to wymiennie używał będę polskich nazw.

    Dziękuję za wszystkie komentarze i miłe słowa.
    pokaż całość

  •  

    I need you more than anything in my life
    I want you more than anything in my life
    I'll miss you more than anyone in my life
    I love you more than anyone in my life

    #muzyka #daftpunk

    źródło: youtube.com

  •  

    Miłej leniwej niedzieli ;3

    Daft Punk - Something About Us

    #muzyka #zimniokpoleca #daftpunk #dziendobry

    źródło: youtube.com

    +: Limelight2-2, rukh +17 innych
  •  

    Dzień 31: Jeżeli robił/a byś imprezę urodzinową, ta piosenka byłaby puszczana.

    DAFT PUNK- Da Funk
    #100daymusicchallenge #daftpunk #muzyka

    źródło: youtube.com

  •  

    Do tych gości zawsze będę mieć ogromny sentyment :) Pewnie za 50 lat jeśli dożyję to będzie mnie nadal bujać :)
    #muzyka #daftpunk #muzykaelektroniczna

    źródło: youtube.com

  •  

    Z tym kawałkiem zawsze będę miał jakieś niesamowite wrażenie że żyje w lata 80, mam 20 lat i będąc młodym oraz pięknym bawię się na francuskiej riwierze w klubie w rytm tego kawałka. Po prostu uczucie nie do podrobienia. Ja zamykam oczy i wracam na parkiet, a was zapraszam do tego samego.
    Daft Punk-High Life
    #muzyka #muzykaelektroniczna #daftpunk #house #przemyslenia #oswiadczenie pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    pokaż spoiler Oto kolejny wpis z serii "Filozofia według Daft Punk." Części [0. i 1.](https://www.wykop.pl/wpis/31127789/przedstawiam-czesc-0-i-1-mojej-pracy-o-daft-punk-k/), oraz [3.](https://www.wykop.pl/wpis/35339475/oto-dlugo-wyczekiwana-2-czesc-z-serii-wpisow-o-fra/) zebrały razem do tej pory 67 plusów, za co jestem bardzo wdzięczny. Czuję presję, by kolejne części co najmniej utrzymały poziom. Mam nadzieję, że mi się uda. Za wszelkie pochwały dla wpisów jestem bardzo wdzięczny.


    pokaż spoiler Pozwoliłem sobie na zaburzenie chronologii. Część 4., czyli kontynuacja rozdziału "Homework" pojawi się kiedy indziej, a w tym wpisie (ta część jeszcze nie ma numeracji) przeniesiemy się do czasu tuż po "Homeworku".


    Filozofia według Daft Punk

    Stardust

    pokaż spoiler Stardust – amerykańska, bezzałogowa sonda kosmiczna, przeznaczona do badania komety 81P/Wild (Wild 2), realizowana w ramach programu Discovery. Została wystrzelona 7 lutego 1999 z przylądka Canaveral na Florydzie. (źródło: wikipedia)


    Lato 1998.

    Na własnej ziemi Francuzi pierwszy raz wygrywają Mundial, a listy przebojów na całym świecie podbija “Music Sounds Better with You” - debiutancki singiel francuskiej grupy Stardust. W teledysku (reżyserowanym przez Michela Gondry’ego) członkowie grupy przebrani w dziwne metaliczne stroje pomagają wydobyć z chmur samolocik zrobiony przez chłopca, wcześniej obserwującego ich marsz w górę w telewizyjnym “Top 5 Hits”. Ci muzycy (DJ-e) to Alan Braxe, Benjamin Diamond, oraz najbardziej z nich znany Thomas Bangalter z duetu Daft Punk.

    3 miliony dolarów - taką propozycję wkrótce potem otrzymuje grupa za nagranie całego albumu. “Gwiezdny pył” odrzuca ofertę, nie nagra już więcej żadnego utworu. “Ta piosenka stała się hitem w jakiś niesamowity sposób” - zachwyca się Bangalter - “dlatego zdecydowaliśmy, że zostaniemy najbardziej bezkompromisowym i czystym “one-hit wonder”. Zawsze przygnębiało mnie obserwowanie “artystów jednego przeboju”, podejmujących kolejne bezowocne próby, by ich następne piosenki stawały się hitem.”

    Można się zastanawiać, czy powyższe słowa Bangaltera oddają myśli wszystkich członków Stardust. On, od kilku lat odnoszący sukces za sukcesem, zaledwie 23-letni muzyk, mógł sobie pozwolić na zrezygnowanie z lukratywnej propozycji, w perspektywie mając chęć ciągłego rozwoju swojego oczka w głowie - Daft Punk. Pewnie wątpił w to, że powtórzy się szczęśliwy traf, i że dalszy rozwój Stardust przyniesie dalsze wielkie sukcesy. Daft Punk - projekt przemyślany, umiejętnie prowadzony, z wielkim potencjał, a naprzeciwko Stardust. Ekscytacja Thomasa sukcesem tria jest prawdopodobnie dlatego tak wielka, że nie przypuszczał, że jest w stanie nagrać taki hit z tą grupą ludzi - z całą do nich sympatią. Nagrywał przecież solowe projekty, a także wspólnie z innymi muzykami, niż Guy-Manuel (druga połowa Daft Punk - przyp.), ale tylko współpraca z tym ostatnim dawała do tej pory szerokie uznanie na całym świecie. I nagle parkiety podbiło “Music Sounds Better With You”. Zdarzają się przecież takie okresy w życiu, że wszystko się udaje - tak też było z tą piosenką. Może to lato było tak wyjątkowe, i już nigdy takiego nie będzie.

    Teraz można gdybać co do losu Stardust: może gdyby poszli za ciosem, to przewróciliby do góry nogami całą muzykę klubową? A może wypaliliby się jeszcze przed dokończeniem albumu, nagrywając go tylko po to, by zgarnąć należną kasę i w spokoju z większym kontem wrócić do swoich projektów? Bangalter dobrze wiedział, że takie gdybania działają tylko na korzyść artysty, dodają jeszcze więcej “magii” do jego legendy. Nie wiem jak wiele ze swej dzisiejszej sławy Beatlesi zawdzięczają temu, że istnieli tylko 10 lat, i rozpadli się u szczytu popularności. Jeśli mam gdybać, to byłbym bliższy twierdzenia, że mogliby znaczyć jeszcze więcej, gdyby się nie rozpadli, bo w końcu przez wszystkie lata swojej twórczości pokazywali, że potrafią utrzymywać poziom.

    Ale Stardust to nie Beatlesi. Czuli, że nie spełnią swoich i publiczności oczekiwań rozbudzonych hitowym debiutem. Podziwiam ich dlatego, że znaleźli sposób i postanowili zbudować swoją legendę nadając metafizycznego znaczenie rezygnacji z kontynuowania działalności, by z utworem-ikoną gatunku “french house” zająć zaszczytne miejsce pośród wszystkich “one-hit wonders”.

    Alan Braxe i Benjamin Diamond choć miewali przebłyski, to ani wcześniej, ani potem nie zbliżyli się do sławy jaką osiągnęli latem 1998 roku, czy do tej jaką osiągnął duet Daft Punk. Wyobrażam sobie, że może po cichu liczyli na to, że Thomas - prawdopodobnie ich dosyć dobry przyjaciel - zmieni decyzję i wyrazi chęć powrotu do Stardust. Podobno później Benjamin Diamond (który także użyczył wokalu w “Music Sounds Better With You”) przy okazji nagrywania swojej solowej płyty po sugestiach wytwórni chciał zbliżyć się do stylu Stardust - "Little Scare" i "In Your Arms (We Gonna Make It)" to ciekawe utwory, ale wielkimi hitami się nie stały.

    ***

    Lato 2018. Początek Mundialu w Rosji.

    Benjamin Diamond na swoich mediach społecznościowych informuje, że wraz z Braxem i Bangalterem wrócili do studia, by troszeczkę odnowić, unowocześnić “Music Sounds Better With You”. Niedługo potem Billboard, Pitchfork, Mixmag i Rolling Stone informują, że Stardust uczci 20-lecie reedycją swojego największego hitu.
    Francuscy piłkarze po raz drugi w historii wygrywają Mundial.

    #dawidk01

    #daftpunk #francja #muzyka #muzykaelektroniczna #gruparatowaniapoziomu #filozofia #ciekawostki #house #frenchhouse
    pokaż całość

    źródło: img.discogs.com

  •  

    Oto długo wyczekiwana 2. część z serii wpisów o francuskim duecie Daft Punk. Części: 0. i 1..

    Filozofia według Daft Punk

    2. Homework - część pierwsza

    Thomas Bangalter i Guy-Manuel de Homem Christo to duet artystyczny, który istnieje od jakichś 30 lat. Gdy dwaj francuscy chłopcy - jeden (Thomas) żydowskiego pochodzenia, drugi (Guy-Man) z portugalskimi korzeniami (o jego pra-pradziadku piszą nawet na wikipedii) spotkali się w szkole w wieku około 13 lat (wikipedia podaje, że poznali się w 1987 roku, czyli Guy-Man miał 13 lat, a Thomas 12), od razu poczuli, że łączy ich specyficzna, artystyczna więź. Mieli wspólne zainteresowania, przede wszystkim oglądanie filmów. Zaczęli więc oglądać je razem i wymieniać się spostrzeżeniami na ich temat. Do gustu przypadły im: Easy Rider, Upiór z Raju, Taksówkarz, czy twórczość Stanleya Kubricka. Co do muzyki - tak samo jak filmy, lubili tę z lat 60’, 70’ (The Velvet Underground, The Beach Boys).

    Jakiś czas potem Thomas i Guy-Man założyli wraz z Laurentem Brancowitzem indie rockowy zespół Darlin’ (nazwa inspirowana piosenką Beach Boysów). Mówi się o tym dużo, bo myśl o zespole złożonym z późniejszych członków Daft Punk i gitarzysty Phoenix może pobudzać wyobraźnię, ale Bangalter podkreśla po latach, że to było niezbyt poważne i dobre - bardziej efekt ówczesnej mody na założenie swojego zespołu. Negatywna recenzja brytyjskiego magazynu “Melody Maker” nazwała muzykę Darlin’ jako “a dafty punky thrash”, co zainspirowało nazwę nowo powstałego duetu Daft Punk. Może też ta opinia pobudziła młodych muzyków do zmiany podejścia, zweryfikowała ich myślenie o muzyce.

    Fakt, że Laurent Brancowitz po rozpadzie Darlin’ dołączył do indie popowego (czy pop rockowego) zespołu nie wydaje się być zaskakujący. Ale dlaczego nasi główni bohaterowie, Thomas Bangalter i Guy-Manuel de Homem Christo zaczęli nagle grać muzykę elektroniczną (muzykę taneczną)? Jeżeli tak bardzo lubili lata 60’, 70’ w których dominował rock, dlaczego zaczęli grać house?

    W dokumencie “Daft Punk Unchained” mowa o tym że duet zachwycił się rave’ami - całonocnymi imprezami szczególnie popularnymi na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, które stereotypowo kojarzą się z odurzoną narkotykami młodzieżą, dziko tańczącą w rytm muzyki techno.

    pokaż spoiler (UWAGA: na wikipedii czytamy, że “nazwą techno bywa powszechnie mylnie określana całość elektronicznej muzyki tanecznej (klubowej) i muzyki elektronicznej”. Gdy piszę w tym akapicie o stereotypowych skojarzeniach - oczywiście wrzucam wszystkie gatunki elektronicznej muzyki tanecznej “mylnie” do słowa techno)


    Czym tak bardzo urzekły ich rave’y, że postanowili zacząć tworzyć muzyką podobną do tej, którą tam usłyszeli? Po prostu “na rave’ach dziewczyny były dużo bardziej atrakcyjne, niż na rockowych koncertach”.

    Z jednej strony sami Dafci takim stwierdzeniem wydają się naciskać na to, żeby nie dorabiać ideologii do rzeczy prostych. Ale czy naprawdę zespół, który będzie potem znany z tego że musi starannie przemyśleć każdy swój krok, nie kierował się żadną głębszą ideą (o ile dziewczyny to nie głęboka idea) wybierając swoją przestrzeń wyrazu muzycznego? Ot tak, w sumie przypadkowo przerzucili się z indie rocka na house? Mimo wielu zmian stylu, do indie rocka nigdy nie wrócili i ciągle tworzą muzykę taneczną. Gdzieś jeszcze widziałem jakby-się-wydawało równie mało wyjaśniający cytat na ten temat - że po prostu “znudzili się indie rockiem, kupili sampler i zaczęli tworzyć muzykę taneczną”. Myślę, że dzisiejszym odbiorcom muzyki - często zafiksowanym na jednym konkretnym gatunku muzycznym (co akurat nie jest chyba niczym złym), ale też (co gorsza) nieuznającym innych niż ten którego słuchają gatunków, albo twierdzącym że prawdziwa muzyka to była tylko kiedyś, a top wszechczasów Trójki to rzeczywiście top wszechczasów - powyższe cytaty jeśli nie traktowane jako żart, mogą się wydawać co najmniej dziwne. No to szukajmy dalej.

    W latach 60’ byli hippisi i Przystanek Woodstock 69’. Rock przeżywał momenty świetności, przez tę muzykę młodzież manifestowała siebie (wraz ze swoimi poglądami społeczno-politycznymi). Rock był cool.
    W latach 90’ były rave’y. Swoją młodzieńczą witalność młodzież eksponowała bawiąc się do muzyki techno. Rave’y były cool.
    Dzisiaj cool jest niewątpliwie hip-hop. Gdyby Beatlesi tworzyli w dzisiejszych czasach, to pewnie by rapowali (patrz: Black Beatles - Rae Sremmurd). Gdyby Daft Punki grali w latach 60’, to pewnie graliby podobnie do tych zespołów, których słuchali w młodości - The Velvet Underground, czy The Beach Boys.
    I tak jak teraz ciężko jest ogarnąć umysłem piosenki takie jak “I love it” tak pewnie w latach 60’ nie każdy rozumiał rocka, a w 90’ techno. Thomas Bangalter stwierdził, że “ludzie często boją się rzeczy nowych” (będę często wracał do tego zdania), i myślę, że w wielu przypadkach jest to powód, dlaczego ktoś ciągle słucha tej samej - starej muzyki, zamiast próbować czegoś nowego. Niektórzy się nie boją, ale może nie mają czasu na odkrywanie nowych rzeczy, a może zwyczajnie nie podoba im się rap i techno.
    Oczywiście, może ktoś powiedzieć, że obecnie to nie rap jest na topie, albo że w latach 90’ od rave’ów młodzież wolała Nirvanę, czy coś innego. W każdym razie dla Daftów cool stały się rave’y. W opozycji do rockowych koncertów, gdzie publiczność “bała się ruszać”, słuchała muzyki jakby połknęła przysłowiowego kija (oj, coś chyba musiało się stać na jakimś rockowym koncercie, że aż tak się do nich uprzedzili nasi bohaterowie), tutaj młodzież nie bała się swojej ekspresji - tańczyła, bawiła się. Zresztą... popatrzcie sami na to nagranie do “ Rollin and Scratchin’ ” z 1998 roku. Jaki klimat.. Jaka energia. Może to nie typowy rave (bardziej koncert) - ale tutaj... to Daft Punk stał się cool.

    Dlaczego rave’y bywały zakazywane w całej Europie? Nasz duet zastanawiał się nad tym. Efektem ich rozkmin jest teledysk do utworu Revolution 909 (tytuł nawiązuje do piosenki The Beatles - Revolution 9, oraz do słynnego syntetyzatora Roland 909), w którym policja każe młodym ludziom wyłączyć muzykę i rozejść się do domu (“Stop the music and go home, I repeat, stop the music and go home”). Jeden z funkcjonariuszy nie zauważa jednak, że pobrudził mundur jedząc spaghetti. Ta z pozoru błahostka pomaga uciec młodej kobiecie z rąk policjanta, ale też staje się pretekstem do podania w teledysku przepisu na spaghetti.

    Choć pewnie strach przed nowym to jedna z przyczyn złej sławy rave’ów, domyślam się, że narkotyki (tak stereotypowo kojarzące się z tymi imprezami) nie były tam rzadkim gościem. Ecstasy, może amfetamina? Nie znam się. Na szczęście narkotyki nie muszą iść w parze z techno. Z tego co można wnioskować - członkowie Daft Punk narkotyków raczej nie brali (krąży pogłoska, że brali do momentu śmierci Kurta Cobaina - przestraszyli się, że skończą tak jak on, nie chcieli ryzykować). Ktoś w dokumencie Daft Punk Unchained mówi, że duet po prostu nie lubi tracić kontroli. Boją się uzależnień, chcą być wolni - w myśl tych zasad już od początku swoją karierę rozwijają na własnych warunkach. Mianowicie, dzięki pionierskiej umowie z wytwórnią muzyczną Virgin, która tylko licencjonowała muzykę duetu z ich własnej firmy Daft Trax, stali się praktycznie niezależni od tych molochów, wpływ których na twórczość często nie jest do końca taki, jakby artysta sobie tego życzył (obecnie coraz więcej artystów stosuje podobne rozwiązania). Bangalter stwierdził w którymś z wywiadów, że “raz utraconą kontrolę trudno jest odzyskać”. Po swoich różnych słabościach, widzę, że mógł mieć rację. Z uzależnieniami często ciężko jest walczyć - złudzeniem jest myślenie alkoholika, że wystarczy pić z umiarem. Najskuteczniejszy, choć najbardziej brutalny sposób na wyrwanie się z rąk nałogu to abstynencja. Myślę, że aby oprzeć się różnym uzależnieniom i przejąć kontrolę nad swoim życiem, trzeba być dojrzałym. Może niektórzy artyści nie są gotowi wkroczyć w świat show-biznesu. Daft Punk wykazywali się od początku swojej kariery ogromną dojrzałością, wiedzieli co chcą osiągnąć, mimo że wydając swoją pierwszą płytę mieli 22, 23 lata.

    Teraz zwrot akcji! Na scenę wkracza postać, która może być kluczem do wielu rzeczy do tej pory powiedzianych. Tak sądzę, że wyjaśnieniem nadmiernej dojrzałości jak na swój wiek duetu, a także po części odpowiedzią na pytanie “dlaczego nasi główni bohaterowie, Thomas Bangalter i Guy-Manuel de Homem Christo zaczęli nagle grać muzykę elektroniczną (muzykę taneczną)?” może być fakt, że ojcem Thomasa jest Daniel Vangarde - słynny muzyk, producent takich hitów muzyki (tanecznej!), jak “D.I.S.C.O.”, “Cuba”, “Que Sera mi Vida”, czy “Aie a mwana”. I wszystko jasne, syn poszedł w ślady ojca, a ten pomógł mu wkroczyć w świat, który sam doskonale znał. A ja tu szukałem jakichś rave’ów i mówiłem o wielkiej dojrzałości i przejmowaniu kontroli.

    Vangarde z pewnością służył radą Daftom: “Przedstawił nam jaka jest sytuacja w branży i jak to działa. Wiedząc to, dokonaliśmy pewnych wyborów, aby osiągnąć to, co chcieliśmy”. Nie ma tu jednak mowy o prowadzeniu syna za rączkę. Duet zaczął obracać się przecież w środowisku raczej obcym dla Vangarde - młodych DJ-ów grających techno na rave’ach. Jak czytamy na wikipedii, we wrześniu 1993 roku podczas jednego z rave’ów Thomas i Guy-Man zaprezentowali demo jednego ze swoich utworów DJ-owi Stuartowi Macmillanowi (z duetu Slam). “Spodobało mu się, więc zrobiliśmy jeszcze kilka kawałków” mówi później Bangalter dodając “and here we are!”.

    #dawidk01

    #daftpunk #muzyka #gruparatowaniapoziomu #filozofia (póki co mało filozofii, ale będzie więcej) #muzykaelektroniczna #ciekawostki #house #techno
    pokaż całość

  •  

    #daftpunk #mirkoelektronika #muzyka
    Są takie utwory, które nigdy się nie znudzą i zdecydowanie jednym z nich jest Something About Us

    źródło: youtube.com

  •  
    A....7

    +10

    Pokażmy, że kochamy Rolanda TR-909 w jego dzień (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #muzykaelektroniczna #produkcjamuzyki #tworzeniemuzyki #classichouse #daftpunk #80s #90s

    źródło: youtu.be

    +: VoltageControlled, Limelight2-2 +8 innych
  •  

    Daft Punk - Technologic
    #muzykawolfika #muzyka #mirkoelektronika #muzykaelektroniczna #daftpunk

    #365daymusicchallenge Day 249: A song you like that has clips from a computer generated voice:

    No przecie to ten robot z klipu... A nie człowiek xD
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  
    A....7

    +12

    Gdyby #daftpunk albo #kraftwerk urodzili się w Polsce to by dziś zbierali śmieci, albo stali na kasie w żabce XDDD #muzykaelektroniczna #bekazkrajukwitnacejcebuliiburakow

  •  

    Ale nuta z koncertu od #justice . (Żałuję trochę, że nie byłem, jak byli w Polsce.)
    #daftpunk bardzo, takie połączenie stylu Alive 1997 i energii Alive 2007... ta koncertowa płyta z której pochodzi utwór to będzie takie Alive 2017... szkoda, że Dafci od 5 lat praktycznie milczą.
    #muzyka #muzykaelektroniczna #house #dance #electro #techno pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  
    Boberek89

    +9

    Ellie Goulding vs Daft Punk There's Something About Us Under The Sheets

    Chciałbym...

    #muzyka #mashup #daftpunk #elliegoulding

    źródło: youtu.be

  •  

    #daftpunk #muzyka
    Mam nadzieję że moi sąsiedzi też lubią ten kawałek ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    źródło: youtube.com

  •  
    A....7

    +11

    Daft Punk to tak naprawdę kilka osób - bo w sumie jest /był manager Pedro Winter który miał mocny wpływ na 2 pierwsze albumy grupy, artyści tacy jak DJ Sneak albo Romanthony, ale chyba najbardziej interesującą postacią pozostającą w cieniu jest Eric Chédeville. DJ/Producent, a przede wszystkim muzyk i 1/2 duetu Le Knight Club. I teraz uwaga. Tutaj jest kompozycja z 1999 roku stworzona przez Le Knight Club i DJ Sneak - coś wam przypomina? :D https://soundcloud.com/sixtine-ricothewizard/think-love-not-hate BTW Ten track The Weekend plus Daft Punk to tak naprawdę Eric + The Weekend + Daft Punk

    pokaż spoiler TAK! To jest Getlucky wersja z 1999 roku! ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    [ #daftpunk #theweeknd #getlucky #muzyka #ciekawostkimuzyczne #househeads #house ]
    pokaż całość

    źródło: soundcloud.com

  •  

    Babciu, to jest zajebiste! (ʘ‿ʘ)

    Daft Punk - Harder Better Faster Stronger lyrics video z klocków lego w czasie rzeczywistym ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #lego #daftpunk #muzyka

    źródło: youtube.com

  •  

    #365daymusicchallenge #100daymusicchallenge #muzyka

    Day 144. A song that features your favorite keyboard solo.

    Zaraz po miej szczęście najlepszy kawałek #daftpunk czego w nim nie ma? Cud.

    Zaczekaj
    Jeżeli miłość jest twoją odpowiedzią

    A to chyba najpiękniejsze krótkie zdanie o miłości jakie dane było mi poznać.

    #paulwilliams #muzykaelektroniczna #house #milosc
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    My name is Giovanni Giorgio, But everybody calls me….
    (••)
    ( ••)>⌐■-■
    (⌐■_■)

    Giorgio

    #daftpunk #muzykaelektroniczna #muzyka

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów