•  

    Nie ma religijnych dzieci, są tylko dzieci religijnych rodziców ))¯_(ツ)_/¯

    #bekazkatoli #gimboateizm #religia #dawkins

  •  

    "...Bóg Starego Testamentu to chyba jeden z
    najmniej sympatycznych bohaterów literac-
    kich: zawistny (i dumny z tego), małostkowy
    i niesprawiedliwy typ, z manią na punkcie
    kontrolowania innych i niezdolny do wybac-
    zania, mściwy i żądny krwi zwolennik czys-
    tek etnicznych, mizogm, homofob i rasista,
    dzieciobójca o skłonnościach ludobójczych
    (oraz morderca własnych dzieci przy okazji),
    nieznośny megaloman, kapryśny i złośliwy
    tyran..."
    #ksiazki #wiara #dawkins #ateizm
    pokaż całość

    •  

      @grzesiek23Gda: Mój problem polega na tym, że dziś sporo ludzi ma jakieś lekceważące podejście do Biblii i jakoś automatycznie kojarzy ją z religią, gdy w rzeczywistości Biblia jako całość jest spójna i od samego początku konsekwentnie ciśnie po obłudnikach, którzy powołują się na samego Boga, ale ich nauki są zbieżne z pismem.

      1 Wtedy zgromadzili się wokół niego faryzeusze i pewni uczeni w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy.
      2 A gdy zobaczyli, że niektórzy z jego uczniów jedzą chleb nieczystymi, to znaczy nieumytymi rękami, ganili to.
      3 Faryzeusze bowiem i wszyscy Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli dokładnie nie umyją rąk.
      4 I po powrocie z rynku nie jedzą, jeśli się nie umyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przyjęli po to, by je zachowywać, jak obmywanie kubków, dzbanów, naczyń miedzianych i stołów.
      5 Zapytali go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą chleb nieumytymi rękami?
      6 Wtedy on im odpowiedział: Dobrze Izajasz prorokował o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci mnie wargami, ale ich serce daleko jest ode mnie.
      7 Lecz na próżno mnie czczą, ucząc nauk, które są nakazami ludzkimi.
      8 Wy bowiem, opuściwszy przykazania Boże, trzymacie się tradycji ludzkiej, obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych tym podobnych rzeczy czynicie.
      9 Mówił im też: Całkowicie znosicie przykazanie Boże, aby zachować swoją tradycję.
      10 Mojżesz bowiem powiedział: Czcij swego ojca i swoją matkę, oraz: Kto złorzeczy ojcu albo matce, niech poniesie śmierć.
      11 Ale wy mówicie: Jeśli człowiek powie ojcu albo matce: To, co powinieneś otrzymać ode mnie jako pomoc, to Korban, to znaczy dar przeznaczony na ofiarę – będzie bez winy.
      12 I nie pozwalacie mu nic więcej uczynić dla swego ojca albo matki;
      13 Wniwecz obracając słowo Boże przez waszą tradycję, którą przekazaliście. I wiele innych tym podobnych rzeczy czynicie.

      1 A Duch otwarcie mówi, że w czasach ostatecznych niektórzy odstąpią od wiary, dając posłuch zwodniczym duchom i naukom demonów;
      2 Mówiąc kłamstwo w obłudzie, mając napiętnowane sumienie;
      3 Zabraniając wstępować w związki małżeńskie, nakazując powstrzymywać się od pokarmów, które Bóg stworzył, aby je przyjmowali z dziękczynieniem wierzący i ci, którzy poznali prawdę.
      4 Wszelkie bowiem stworzenie Boże jest dobre i nie należy odrzucać niczego, co się przyjmuje z dziękczynieniem.
      5 Uświęcone bowiem zostaje przez słowo Boże i modlitwę.
      6 Przedkładając to braciom, będziesz dobrym sługą Chrystusa Jezusa, wykarmionym słowami wiary i dobrej nauki, za którą poszedłeś.
      7 Odrzucaj natomiast pospolite i babskie baśnie. Sam zaś ćwicz się w pobożności.

      Nie chodzi mi o to, żeby Cię teraz nawracać, czy straszyć, ale po prostu zrozum, że to nie przez Biblie, tylko przez ludzi religia wygląda dzisiaj tak jak wygląda. Bóg jest taki sam w NT jak i w ST i nie ma nic dziwnego w tym, że nazywasz go kawałem uja i moim zdaniem, skoro On sam nazywa siebie sprawiedliwym i miłosiernym, to dlaczego miałby się gniewać za to, że jesteś szczery i mówisz to co myślisz ? To przecież tylko jakiś psychopata chciałby, żeby jego "dzieci" oszukiwały samych siebie i mówili, że ich tata to taki dobry i w ogóle super, bo jakby mówili inaczej, to ciach do kotła i koniec miłości. Większą winę mają Ci, przez których Ty dzisiaj masz taki a nie inny obraz Boga.

      Ja sam kiedyś się oszukiwałem i używałem jakichś typowych głupich wymówek, ale sam odbierałem w taki sposób, te rzeźnie ze ST. Dopiero gdy wprost uznałem, że według mnie, to jest po prostu złe i nie potrafię zrozumieć tych mordów, to po jakimś czasie zrozumiałem, że skoro Biblia mówi o życiu wiecznym, które ma być nagrodą, to skąd ja mam wiedzieć, kto gdzie trafi ? Dlaczego niby Ci ludzie, którzy byli mordowani mieli by być potępieni ? Skoro oceniamy moralność Biblii, to trzeba pamiętać, że tam wszystko kręci się wokół tego co dopiero będzie po śmierci, czyli perspektywa jest zupełnie inna, niż nasza wedle której po prostu przemijamy.

      Dlatego możesz mówić, że to są zwykłe bzdury i nie wierzyć i wtedy po prostu przepadniesz, bo wieczne męki, to raczej na pewno wymysł ludzi i Biblia o tym nie naucza. Ale jeśli chcesz oceniać moralność nauki bibilijnej, to musisz zmienić perspektywę, bo już nawet Biblia mówi wprost mówi o tym, że "biednemu zawsze wiatr w oczy i chuj w dupę".

      3 Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu,
      jaki zadaje sobie pod słońcem?
      4 Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi,
      a ziemia trwa po wszystkie czasy.
      5 Słońce wschodzi i zachodzi,
      i na miejsce swoje spieszy z powrotem,
      i znowu tam wschodzi.
      6 Ku południowi ciągnąc
      i ku północy wracając,
      kolistą drogą wieje wiatr
      i znowu wraca na drogę swojego krążenia.
      7 Wszystkie rzeki płyną do morza,
      a morze wcale nie wzbiera;
      do miejsca, do którego rzeki płyną,
      zdążają one bezustannie.
      8 Mówienie jest wysiłkiem3:
      nie zdoła człowiek wyrazić [wszystkiego] słowami.
      Nie nasyci się oko patrzeniem
      ani ucho napełni słuchaniem.
      9 To, co było, jest tym, co będzie,
      a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie:
      więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem.

      10 Jeśli jest coś, o czym by się rzekło:
      «Patrz, to coś nowego» -
      to już to było w czasach,
      które były przed nami.
      11 Nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli4,
      ani też o tych, co będą kiedyś żyli,
      nie będzie wspomnienia u tych, co będą potem.
      12 Ja, Kohelet, byłem królem nad Izraelem w Jeruzalem5.
      13 I skierowałem umysł swój ku temu,
      by zastanawiać się i badać,
      ile mądrości jest we wszystkim,
      co dzieje się pod niebem.
      To przykre zajęcie dał Bóg
      synom ludzkim, by się nim trudzili.

      14 Widziałem wszelkie sprawy, jakie się dzieją pod słońcem.
      A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem6.
      15 To, co krzywe, nie da się wyprostować,
      a czego nie ma, tego nie można liczyć.
      16 Tak powiedziałem sobie w sercu:
      «Oto nagromadziłem i przysporzyłem mądrości więcej
      niż wszyscy, co władali przede mną na Jeruzalem»,
      a serce me doświadczyło wiele mądrości i wiedzy.
      17 I postanowiłem sobie poznać
      mądrość i wiedzę, szaleństwo i głupotę.
      Poznałem, że również i to jest pogonią za wiatrem,
      18 bo w wielkiej mądrości - wiele utrapienia,
      a kto przysparza wiedzy - przysparza i cierpień.
      pokaż całość

    •  

      @bachuxd ależ wiem, że wiara to w większości dogmaty. Czyli czynnik ludzki.

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    "...Ktoś, kto, urodziwszy slę w Arkansas, uważa, że chrześcijaństwo jest religią prawdziwią a islam fałszywą, mimo iż doskonale zdaje sobie sprawę, że wyznawałby dokładnie przeciwny pogląd, gdyby przyszedł na świat w Afganistanie.
    Taka osoba jest właśnie ofiarą indoktrynacji, którą przeszedł w dzieciństwie..."

    #dawkins #ateizm #wiara

  •  

    #braciawniewierze!

    Od czasu do czasu niektórzy próbują argumentować, że nauka to też rodzaj wiary. Wierzymy przecież w rzeczy niewidoczne gołym okiem, niedoświadczalne na co dzień, takie jak chmura elektronowa, Wielki Wybuch, czarne dziury czy kod DNA pomimo tego, że nikt z nas tego na oczy nie widział. Wierzymy w to, że Ziemia ma 4,6 mld lat, w to, że Słońce jest jedną z mnóstwa gwiazd, że mitochondria napędzają każdą naszą komórkę, że prędkości światła nie można przekroczyć itp. Dlaczego zatem jesteśmy tacy uparci i nie chcemy uwierzyć w Boga?

    Problem wynika z wieloznaczności słowa "wiara" w języku polskim. Zawsze mówię, że językiem idealnym do wyrażania swoich idei jest język angielski, a to z racji tego, że jedno słowo w języku polskim posiada często kilka odpowiedników w języku angielskim o różnych odcieniach znaczeniowych (sztandarowy przykład: house/home - niby to samo, ale jednak coś zupełnie innego). Anglicy mają więcej słówek na wszystko, jest to język (wbrew powszechnej opinii) dość trudny, ale jednak mają prościej w tym sensie, że kiedy coś mówią, są przez drugą osobę dobrze zrozumiani.

    Podobnie jest właśnie z wiarą - jest "faith" i "belief". Pierwsze odnosi się bardziej do wiary w sensie religijnym (chociaż możemy tym słowem też wyrazić zaufanie do drugiego człowieka) i jest raczej nieweryfikowalne, drugie to też wiara, ale bardziej w sensie "przekonanie" i zazwyczaj istnieje jakiś sposób na weryfikację tezy, w którą ktoś wierzy (belief).

    Zatem wiara w to, że modlitwa wyleczy mnie z choroby to faith. Natomiast wiara w to, że proponowany przez lekarza lek na moją chorobę zadziała to belief.

    W związku z tym, że i "faith" i "belief" to po polsku wiara, przełożenie w ładny sposób tego mema na polski to wyzwanie, chociaż pewnie ktoś już to zrobił:

    #religia #ateizm #dawkins
    pokaż całość

    źródło: azquotes.com

    •  
      Turysta_Onanista

      +1

      Pytanie zatem, dlaczego praktycznie cała planeta akceptuje empiryzm, w tym to, że istniejemy i to, że istnieje świat poza nami (czy ten fizyczny, czy w postaci jakiejś symulacji, itd), a co do przekonań około-religijnych panuje zupełna swoboda i nie widać jakichś ograniczeń?

      @Racjonalnie: Nie wiem, może ewolucyjne i kulturowe uwarunkowania. Tyle że to bez znaczenia dla meritum, bo jak mi się zdaje, doszliśmy w końcu do porozumienia, że empiryzmu nie można udowodnić/zweryfikować, tylko wierzyć w prawdziwość jego założeń.
      Popularność poglądu stanowi o jego prawdziwości? Notabene teza o popularności empiryzmu jest wywiedziona z empirii ( ͡° ͜ʖ ͡°).

      Niezależnie od tego, czym "to co istnieje" jest, empiryzm jest powszechny, ale modeli religijnych praktycznie nieograniczona liczba.

      Mieszasz trochę. Empiryzm jest powszechny (jeśli założymy empiryzm, bo inaczej nie ma jak stwierdzić jego powszechności ( ͡° ͜ʖ ͡°)). Religia, ujęta ogólnie, też jest powszechna. Rodzajów empiryzmu jest wiele, podobnie jak wyznań religii.

      A tak poważnie, to religia zakorzeniona jest w empiryzmie, wszak argument z objawienia czy doznań mistycznych to argumenty empiryczne, bo odwołują się do ludzkiego doświadczenia. Nie jest to empiryzm typu pozytywistycznego czy klasycznego, ale nadal empiryzm.

      Modele te, chociaż mogą być wewnętrznie spójne, to między sobą są sprzeczne (zarówno w założeniach jak i we wnioskach: właściwości Boga / Bogów, innych światów, nieśmiertelnej duszy, dodatkowych bytów, itd) - nie przeszkadza im to jednak występować równolegle.

      Nie dziwne, skoro wyznawcy każdego z nich są przekonani o swojej racji.

      Empiryzm z całymi swoimi wadami i ograniczeniami potrafi utrzymać się w jednej wersji - tu mam na myśli to, że nie mamy kilku modeli np. nauki, gdzie w jednej Mars istnieje, a w innej nie, itd. Nie chodzi o mnogość hipotez naukowych do przetestowania - producenci samochodów nie budują silników według różnych wersji fizyki (gdzie w jednej spalanie benzyny daje energię, a w innej spalanie tego samego paliwa wpływa np. na zmniejszenie pola grawitacyjnego).

      Tylko nie wiem (choć nie twierdzę od razu, że to błąd), czy zestawienie empiryzmu czy nauki z mnogością wyznań religijnych ma sens. Może trafniej byłoby uznać, że religia, ujęta ogólnie, jest modelem tego samego rzędu, co nauka. Bo nieprawdą jest, że wyznania różnią się wszystkim. Wszystkie posiadają przynajmniej kilka wspólnych założeń. Głównym z nich jest postulat istnienia świata pozafizycznego. Z drugiej jednak strony przyznaję ci rację, że nawet jeśli uznamy tak, jak proponuję, to wewnątrz nauki panuje większa jedność. Mimo wszystko odbiegamy tutaj już od meritum, choć w ciekawym kierunku, i nie mam teraz czasu, aby to odpowiednio przemyśleć (sesja).

      Jak traktowalibyśmy grupę modeli, gdzie na kwestie 1 dostajemy różne, sprzeczne ze sobą odpowiedzi i w dodatku nie da się wyłonić modelu, który opisuje to dobrze? Przecież odpowiedź moglibyśmy wówczas równie dobrze uzyskać poprzez rzut monetą.

      W zasadzie to nie otrzymujemy sprzecznych odpowiedzi, a sprzeczne hipotezy, których nie sposób zweryfikować aktualnie. Wszystkie religie jednak zakładają możliwość weryfikacji swoich hipotez, tylko że na ogół lokują tę możliwość poza tym życiem ( ͡° ͜ʖ ͡°).

      Widać, że modele religijne są takie jakieś "inne"

      No są, nie twierdziłem, że są takie same. Twierdziłem, że wszyscy, choćby i najbardziej zdeklarowani ateiści, scjentyści, pozytywiści etc. są zmuszeni wierzyć w coś bez dowodów, a rozróżnienie między "faith" a "belief" jest sztuczne i na siłę. Wiara w prawdziwość modelu nie jest tym samym co model, więc teraz dyskutujemy już o czymś innym. Bardzo chętnie, ale to po egzaminach ( ͡° ͜ʖ ͡°).
      pokaż całość

    •  

      @Turysta_Onanista:

      Popularność poglądu stanowi o jego prawdziwości?

      Nie, zdecydowanie nie.

      a rozróżnienie między "faith" a "belief" jest sztuczne i na siłę

      To jak przejdziemy do dalszego tematu, to może coś się wyklaruje, bo jestem otwarty na "przedefiniowanie" ;)

      Bardzo chętnie, ale to po egzaminach ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Jasne, to powodzenia, nie męczę już :)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    #dlaczegoateizm?

    Jak byłem jeszcze wierzący (katolik), to takie właśnie dyskusje (jak poniżej) pokazały mi jak wyglądają "moje dogmaty i cuda" w oczach niekatolików.
    Wiara w cuda dotyczące Mahometa była dla mnie czymś zupełnie abstrakcyjnym. Zastanawiałem się nad tym "jak można w takie coś wierzyć?".

    Jednak uświadomiłem sobie to, że z drugiej strony na moją wiarę można spojrzeć tak samo. Ja po swojej stronie miałem lata wychowywania w wierze mówiącej o tym, że podobny zestaw cudów jest czymś normalnym. Oni też. Pojawił się wspólny mianownik. Coś, co pokazało mi, że moja wiara w dziewictwo Marii też jest czymś, co dla innego człowieka może budzić takie same reakcje jak moja wobec cudów innych religii.

    Nie pamiętam jakich dokładnie cudów islamu dotyczyły wtedy moje rozważania, ale to był pierwszy raz, kiedy spojrzałem na swoją religię z zewnątrz. Tak spoza mydlanej bańki w której się znajdowałem.
    Wiary wtedy jeszcze nie straciłem, ale to był początek - bo od wtedy każdy argument "za wiarą" był już zupełnie inny. Nie potrafiłem patrzeć na te argumenty z "wewnątrz mojej bańki". Z zewnątrz perspektywa była już zupełnie inna - argumenty te "traciły swój kolor", zrozumiałem, że ten "kolor" zależał tylko i wyłącznie od perspektywy.

    "Richard Dawkins o islamie / Napisy PL"
    https://www.youtube.com/watch?v=H328r2RdvT0

    Zapraszam do obserwowania: #dlaczegoateizm

    #religia #ateizm #islam #dawkins
    pokaż całość

    źródło: img.youtube.com

  •  

    "Mój stary to fanatyk ateizmu. Pół mieszkania zaj***ne książkami ateistycznych myślicieli. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżącą na ziemii książkę i trzeba kupować nową bo mają cienkie kartki. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem księgarni po nowe. Tydzień temu poszedłem kupić jakąś losową książkę to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to powiedziała że ateistyczne książki wyszły xD bo myślała, że chce jakąś kupić.

    Druga połowa mieszkania zajna Faktami i Mitami, Tygodnikiem Faktycznie, Tygodnikiem NIE xD itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie bezbożne gazetki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla ateistów i kręci gównoburze z innymi racjonalistami o najlepszych filozofów itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierolić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkił to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu Dałnkins je guwno. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę BEZBOŻNIK, za naj***nie 10k postów."

    "Jak jest ciepło to co weekend zapierdala na wykłady. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę muszę słuchać jak ojciec pieoli o zaletach słuchania tego filozoficznego gówna. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pieolił że to dzięki temu, że dyktuje mi treśc tych wykładów i mózg mi lepiej pracuje.

    Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują pakując książki, robiąc kanapki itd.

    Przy jedzeniu zawsze pie**oli o ateiźmie i za każdym razem temat schodzi w końcu na Kościół katolicki, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr gupote szerzą i dzieci gwałco hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać Letter to a Christian Nation żeby się uspokoić.

    W tym roku sam sobie kupił na święta karaoke i składanke piosenek Tima Minchina. Oczywiście do świeckiej wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj go rozpakował i podłączył do telewizora w dużym pokoju. Ubrał się w ten swój cały strój racjonalisty (założył ateistyczny T-shirt i fedore) i siedział przed cały dzień przed tym telewizorem i śpiewał. Obiad (karp) też przed nim zjadł [cool][cześć]

    Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ateistów w polsce to bym wziął i zapie**olił.

    Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na wykład profesora Jana Hartmana w drodze wyjątku. Super prezent k***o.

    Pojechaliśmy gdzieś wpzdu za miasto, dochodzimy do sali wykładowej a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył się na krześle, siedzimy i słuchamy Hartmana. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pie**olną po głowie, że zagłuszam słowa Hartmana. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz 'krzyczał szeptem', żebym się nie drapał bo ateiści widzą jak się drapie i są zniesmaczeni. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć Hartmana jak w jakimś jnym Guantanamo. Urodziny mam w lipcu więc jeszcze do tego było duszno jak sam sk*ysyn. W pewnym momencie ojciec odszedł do korytarza i się spział. Wytłumaczył mi, że trzeba poza salą pierdzieć bo inaczej racjonaliści słyszą i czują.

    Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym jeździ na wykłady. Kiedyś towarzyszem wypraw ateistycznych był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w fedorze na głowie i koszulce z Atomem Ateizmu. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na świeckie wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o ateistycznych filozofach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepszy Richard Dawkins czy Christopher Hitchens.

    WEŹ MNIE NIE Wk*IAJ ZBYCHU, CZYTAŁEŚ KIEDYŚ BOGA UROJONEGO! TO PIERDOLONE ARCYDZIEŁO!

    k***A TADEK HITCHENS NAPISAŁ WIĘCEJ TREŚCIWYCH KSIĄŻEK, TWÓJ DAŁNKINS TO MOŻE MU NASKOCZYĆ

    CO TY MI O SRICZENSIE pie**olISZ JAK LEDWO CZYTAĆ POTRAFISZ. RICHARD DAWNKINS TO JEST KRÓL ATEIZMU JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI

    No i aż się zaczeli nak***iać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec

    I bardzo k***a dobrze

    Tak go za tego Hitchensa znienawidził.

    Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli Kościele katolickim. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych sk***ysynach z KK powiedzieć. Gazety nieateistyczne też przestał czytać bo miał ból dupy, że o Kościele katolickim ani aferach kleru nic się nie pisze.

    Księdzem w mojej okolicy jest niejaki Ojciec Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim wolnomyślicielom przez kler i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakąś msze którą prowadził Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z kościoła takie tam inby odpie**alał.

    Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem KK ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu KK i Adama na forach lokalnych gazet. Napie**alał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział w zakrystii jak ministranta molestował itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.
    #pasta #mojstarytofanatyk #ateizm #bekazgimboateistow #religia #christianbale #dawkins #hitchens #janhartman
    pokaż całość

    źródło: cdn.smosh.com

    +: folxuxd, R.......E +13 innych
  •  

    Seks, śmierć i sens życia <- KOPNIJ.
    Ostatnio zauważyłem wzmożony spam Richardem Dawkinsem na wykopie, więc ... i ja się przyłączę.
    Polecam pierwszy odcinek trójodcinkowej serii filmów dokumentalnych autorstwa Dawkinsa. W tej serii skupia się na tym jak będzie wyglądać bezbożne społeczeństwo.
    #neuropa #nauka #biologia #spoleczenstwo #dokument #dawkins
    pokaż całość

  •  

    O tym co się dzieje, kiedy zaczynasz traktować Biblię na serio

    Jako naukowiec odczuwam wrogość wobec wszystkich religijnych fundamentalizmów, gdyż deprawują one naukę. Religijny fundamentalizm uczy nas nie zmieniać zdania i nie pragnąć nawet dostępnej wiedzy, niezależnie od tego, jak mogłaby być ekscytująca; podważa naukę i osłabia intelekt. Najsmutniejszy przykład, jaki dla uzasadnienia tego twierdzenia mogę przytoczyć, to historia amerykańskiego geologa Kurta Wise'a, który dziś jest szefem Center for Origins Research w Bryan College (Dayton, Tennessee). (Nieprzypadkowo patronem tej szkoły jest William Jennings Bryan, oskarżyciel nauczyciela Johna Scopesa podczas słynnego "małpiego procesu" w Dayton w 1925). Wise bez kłopotu mógł zrealizować swoje młodzieńcze ambicje zdobycia profesury z geologii na jakimś prawdziwym uniwersytecie, którego mottem byłoby "Myśl krytycznie", a nie oksymoron widniejacy na jednej z internetowych witryn Bryan College: "Myśl krytycznie i biblijnie". Wszystko na to wskazywało — ukończył prawdziwe studia na University of Chicago, później zrobił doktorat z geologii i paleontologii na Harvardzie, jego opiekunem naukowym był zaś sam Stephen Jay Gould. Reasumując, Kurt Wise był młodym, bardzo obiecującym naukowcem ze świetnymi kwalifikacjami i wydawałoby się, że kariera naukowa stoi przed nim otworem.

    I wtedy właśnie wszystko runęło. Katastrofa nie przyszła z zewnątrz, narodziła się w środku człowieka, w umyśle, umyśle fatalnie wręcz osłabionym i omamionym wskutek fundamentalistycznego religijnego wychowania, za sprawą którego Wise czuł się zmuszony wierzyć, że Ziemia — przedmiot jego geologicznych studiów w Chicago i na Harvardzie — ma co najwyżej dziesięć tysięcy lat. Był oczywiście zbyt inteligentny, by nie dostrzec nierozwiązywalnego konfliktu między własną religią a własną wiedzą. Pewnego dnia, gdy ból ten stał się już nie do zniesienia, Wise postanowił rozwiązać problem za pomocą pary nożyczek. Wziął do ręki Biblię i — dosłownie — wyciął każdy fragment, który musiałby zniknąć, gdyby prawdziwa była naukowa wizja świata. Gdy skończył z tym niewypowiedzianie uczciwym, a przy tym jakże pracochłonnym zajęciem, z Biblii pozostało tak niewiele, że musiał przyznać, iż:

    choć starałem się, jak mogłem, i pozostawiałem nawet nietknięte marginesy, niemożliwym okazało się poprawienie Biblii bez podzielenia jej na dwie części. Musiałem zatem podjąć decyzję — ewolucja albo Pismo. Albo Biblia mówi prawdę i teoria ewolucji jest fałszywa, albo ewolucja jest prawdą, a wtedy muszę wyrzucić Biblię [...] Tej nocy postanowiłem przyjąć Słowo Boże i odrzucić wszystko, co mu przeczy. Z wielkim żalem pożegnałem się więc z wszystkimi marzeniami i nadziejami, jakie pokładałem w nauce.

    To bardzo smutne — opowieść o aparacie Golgiego wzbudza we mnie zawsze podziw i euforię, dzieje Kurta Wise'a budzą tylko żałość; żałość i pogardę. To, co uczynił własnej karierze (i własnemu szczęściu), uczynił samochcąc; było to niepotrzebne i tak łatwe do uniknięcia. Wystarczyło wyrzucić Biblię — albo interpretować ją symbolicznie czy też alegorycznie, jak czynią teologowie. Tymczasem Wise dokonał rzeczy zaiste fundamentalistycznej — odrzucił naukę, dowody i rozum, a wraz z nimi odrzucił własne marzenia i nadzieje. Być może zresztą mamy w tym przypadku do czynienia z czymś wśród fundamentalistów niespotykanym — Kurt Wise jest w tym wszystkim uczciwy, niszcząco, boleśnie i przerażająco uczciwy. Dajcie mu Nagrodę Templetona — to chyba pierwszy, który na nią rzetelnie zasłużył! Wise bowiem odważył się publicznie powiedzieć to, co do tej pory chętniej było skrywane, do czego fundamentaliści niechętnie się przyznawali, kiedy któryś z nich stykał się z naukowymi dowodami przeczącymi prawdom wiary. Przełóżmy słowa Wise'a na taką oto perorę:

    Jakkolwiek nie ma naukowych dowodów na rzecz młodej Ziemi, jestem kreacjonistą wierzącym w młodą Ziemię, bo tak rozumiem Pismo. W szkole jeszcze, wspólnie z moimi nauczycielami, wiedziałem, że gdyby wszystkie dowody świata przemawiały przeciw kreacjonizmowi, przyznałbym to jako pierwszy, ale pozostałbym kreacjonistą, bo tak mówi Słowo Boże. Tu stoję i inaczej nie mogę.

    To niemal jakby cytować Lutra przybijającego swoje tezy na drzwiach katedry w Wittenberdze. Mnie jednak biedny Kurt Wise bardziej przypomina Winstona Smitha z 1984, podejmującego heroiczną walkę, by uwierzyć, że dwa plus dwa równa się pięć, ponieważ tak powiedział Wielki Brat. Tylko że Winstona poddawano torturom, a dwójmyślenie Wise'a narodziło się nie pod presją fizycznych tortur, tylko imperatywu —jak widać dla wielu ludzi równie niepokonanego — wiary; może więc religia to coś na kształt psychicznej tortury. Moja wrogość do religii wynika z tego, co uczyniła Kurtowi Wise'owi. Jeśli coś takiego mogło przydarzyć się wykształconemu na Harvardzie geologowi, to pomyślcie tylko ojej gorzej wykształconych i słabiej uzbrojonych ofiarach.

    #bogurojonynadzis, #dawkins, #bogurojony, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #filozofia, #biblia
    pokaż całość

    •  

      @Wujek_Mietek:
      Już od dawna zauważano w biblijnej relacji prawdę, że Bóg dla stworzenia człowieka posłużył się ziemskim tworzywem. Prawda ta bliska jest później zaistniałym tezom ewolucjonistów.
      W połowie XIX wieku wydawało się jednak wielu, że ogłoszona przez Karola Darwina i Alfreda R. Wallace’a teoria ewolucji gruntownie zburzyła dotychczasowe wyobrażenia na temat początków ludzkości. Toteż wzbudziła wiele wątpliwości i znaków zapytania. Należy jednak zauważyć diametralną różnicę reakcji wyznawców katolicyzmu oraz środowisk protestanckich na tezy ewolucjonizmu, na próby ich wprowadzania do programów nauczania. W wielu protestanckich wspólnotach - zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych - dochodziło na tym tle do gwałtownych demonstracji. Natomiast Urząd Nauczycielski Kościoła katolickiego ani razu nie wystąpił wprost przeciwko tej teorii, a wielu katolików już w XIX wieku dopuszczało możliwość prawdziwości tej hipotezy. Publikacja Darwina „O powstawaniu gatunków” (1849) nie została nigdy wpisana do Indeksu Ksiąg Zakazanych. W listopadzie 1941 r. papież Pius XII wyraźnie mówił o tym, że nie widać powodów, ażeby wiara, iż człowiek został stworzony przez Boga, wykluczała opowiedzenie się za teorią ewolucyjnego pochodzenia człowieka. A w roku 1950 w encyklice „Humani generis” ewolucjonizm określił jako poważną hipotezę. W roku 1996 Jan Paweł II poszedł dalej, stwierdzając w przesłaniu do Papieskiej Akademii Nauk, że „nowe zdobycze nauki każą nam uznać, iż teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą”.
      Należy zauważyć, że Jan Paweł II mówił o teorii ewolucjonizmu w wersji z końca XX wieku, a nie o pierwotnej teorii Darwina. Ta bowiem stała się obiektem dość gruntownej krytyki w środowisku przyrodników. Chrześcijanie kwestionują interpretację, jaką wbrew Darwinowi nadawali tej teorii materialiści-ateiści. Teoria ewolucji bowiem niemal od początku była wykorzystywana przez propagandę ateistyczną jako argument przeciwko wierze. Jeden z najbardziej żarliwych propagatorów darwinizmu - Ernest Haeckel wciąż powtarzał, że skoro człowiek pojawił się w wyniku procesów ewolucyjnych, to wobec tego nie został stworzony przez Boga, a zatem przesądem jest uważać człowieka za kogoś istotnie różnego od zwierząt.

      Nie ma sprzeczności
      W gruncie rzeczy nie ma sprzeczności między teorią ewolucji a biblijnym opowiadaniem o stworzeniu człowieka. Tzw. kreacjonizm, czyli twierdzenie, że człowiek został bezpośrednio stworzony przez Boga, nie może być przeciwstawiany prawdom głoszonym przez naukę, ponieważ jest twierdzeniem z innego porządku poznawczego - a mianowicie z porządku prawd głoszonych przez wiarę. Przeciwstawianie więc prawdy wiary o stworzeniu świata i człowieka przez Boga prawdzie głoszonej przez naukę o ewolucyjnym, stopniowym zaistnieniu obecnych ich kształtów jest nieporozumieniem. Jedna prawda nie wyklucza drugiej.
      Moim zdaniem, teoria ewolucji winna być prezentowana w procesie nauczania, jednak bez tendencji do przeciwstawiania jej tez chrześcijańskiej antropologii. Nie zgadzam się z tymi, którzy teorię ewolucji uważają za niepodważalny pewnik nauki; którzy mówią, iż „każdy wykształcony człowiek wie, że teoria ewolucja musi być prawdziwa”. Wystarczy otworzyć jakiekolwiek poważne opracowanie tego tematu, aby zauważyć, że akceptacja hipotezy ewolucji daleka jest od powszechnej.
      Dobrze, że część naukowców, twierdząc, iż struktura cielesna człowieka ukształtowała się w zwyczajnych procesach ewolucyjnego rozwoju gatunków, przypomina o tym „skąd nasz ród”. Dobrze również, że teologia, głosząc prawdę o tym, że procesami formowania się człowieka kierowała w sposób szczególny ręka Wszechmocnego, przypomina nam, że nasza wyjątkowość pośród stworzeń, nasza niezwykła wartość ma swoje korzenie w Bogu, a nie w mocach tkwiących w materii. W ten sposób nauczanie Pisma Świętego i nowe teorie nauk przyrodniczych uzupełniają się wzajemnie. Chrześcijaństwo od blisko 2000 lat ukazuje ludziom wspaniałą wizję przyszłości, obiecując życie wieczne. Możliwości prezentowania takiej wizji pozbawiona jest nauka, która kompetentnie może mówić tylko o tym, co postrzega doraźnie, wnioskować o przyczynach, a nawet przewidywać przyszłe wydarzenia. Ale w obliczu zjawiska, jakim jest człowiek, pozostaje bezsilna.
      pokaż całość

    •  

      @Wujek_Mietek: Jan Paweł II: Teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Zwraca uwagę fakt, że teoria ta zyskiwała stopniowo coraz większe uznanie naukowców w związku z kolejnymi odkryciami dokonywanymi w różnych dziedzinach nauki. Zbieżność wyników niezależnych badań - bynajmniej niezamierzona i nieprowokowana - sama w sobie stanowi znaczący argument na poparcie tej teorii.
      Z przemówienia do członków Papieskiej Akademii Nauk

      Kard. Christoph Schönborn: To prawda, że genomy człowieka i szympansa niewiele się od siebie różnią, ale nie było jeszcze takiego szympansa, który interesowałby się swoimi genami.
      Ewolucjonizm nie wszystko może wytłumaczyć, posługując się instrumentarium nauk przyrodniczych. Życie to coś więcej niż tylko warunki materialne. Jeśli wszystko byłoby tylko ewolucją w ścisłym sensie teorii darwinowskiej, trudno byłoby wytłumaczyć wolność i odpowiedzialność człowieka. Człowiek powinien być zarządcą i stróżem dzieła stworzenia.
      Z wywiadu dla włoskiego dziennika „Il Folio” (KAI)
      pokaż całość

  •  

    Wspominałem już w tej książce o pewnym bardzo szanowanym pracowniku naukowym oksfordzkiej katedry zoologii, z którym zetknąłem się w latach studiów. Otóż przez długie lata ten starszy już pan głęboko wierzył i z pasją bronił poglądu, że aparat Golgiego (wewnątrzkomórkowa struktura dostrzegalna pod mikroskopem) nie istnieje, że to laboratoryjny artefakt, iluzja. W tych latach obowiązywał zwyczaj, że w każdy poniedziałek cała katedra spotykała się, by wysłuchać wykładu jakiegoś zaproszonego gościa. Pewnego poniedziałku w charakterze wykładowcy wystąpił amerykański biolog komórkowy, który przedstawił absolutnie przekonujące dowody realnego istnienia aparatu Golgiego. Gdy wykład się skończył, bohater mojej opowieści wyszedł na środek auli, podszedł do katedry, uścisnął dłoń Amerykaninowi i — z pasją w głosie — powiedział: "Drogi przyjacielu, dziękuję ci! Teraz już wiem, że przez piętnaście lat się myliłem". Wszyscy zaczęliśmy bić brawo. Żaden fundamentalista nie zdobyłby się na coś takiego. (Po prawdzie, to spora część ludzi nauki również nie.) Ale naukowcy przynajmniej formalnie akceptują taki ideał, w odróżnieniu od na przykład polityków, którzy zapewne uznaliby ten przypadek za rażący przykład nagłej zmiany poglądów. Ilekroć przypominam sobie tę historię, wzruszenie ściska mi gardło.

    #bogurojonynadzis, #dawkins, #bogurojony, #nauka
    pokaż całość

  •  

    Jesteśmy głęboko przekonani, że ludzie chcą i potrzebują wiary. Dlatego właśnie podjęliśmy walkę z ruchem ateistycznym i nie są to tylko puste deklaracje — wyplenimy go z korzeniami

    #adolfhitler, 24 października 1933 roku, Berlin

    #bogurojonynadzis, #dawkins, #bogurojony, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #filozofia, #cytatywielkichludzi pokaż całość

  •  

    Hartung przytacza jednak opis badania izraelskiego psychologa George'a Tamarina, które nieco mnie przeraziło. W eksperymencie Tamarina udział wzięło ponad tysiąc izraelskich uczniów w wieku od ośmiu do czternastu lat. Psycholog przedstawił wszystkim zaczerpnięty z księgi Jozuego opis bitwy o Jerycho:

    Jozue zawołał do ludu: Wznieście okrzyk wojenny, albowiem Pan daje miasto w moc waszą! Miasto będzie obłożone klątwą dla Pana, ono samo i wszystko, co w nim jest. [...] Całe zaś srebro i złoto, sprzęty z brązu i z żelaza są poświęcone dla Pana i pójdą do skarbca Pańskiego. [... ] I na mocy klątwy przeznaczyli na zabicie ostrzem miecza wszystko, co było w mieście: mężczyzn i kobiety, młodzieńców i starców, woły, owce i osły [... ] Następnie miasto i wszystko, co w nim było, spalili, tylko srebro i złoto, jak i sprzęty z brązu i żelaza oddali do skarbca domu Pańskiego (Joz 6,16-25),

    po czym zadał dzieciom proste pytanie: "Czy uważasz, że Jozue i Izraelici postąpili słusznie, czy nie?" i dał do wyboru trzy odpowiedzi: A (najzupełniej słusznie), B (częściowo słusznie), C (zupełnie niesłusznie). Rozkład odpowiedzi był dość szeroki — 66% dzieci w pełni zaaprobowało postępowanie Jozuego, 26% uznało je za naganne, stosunkowo niewiele zaś, bo tylko 8%, wybrało odpowiedź pośrednią. Oto trzy dość typowe wypowiedzi dzieciaków z grupy A, które poproszono o uzasadnienie dokonanego wyboru:

    Moim zdaniem Jozue i synowie Izraela postąpili słusznie, a to dlatego, że Bóg obiecał im te ziemie i zgodził się, by je podbili. Gdyby nie działali w ten sposób i nikogo nie zabili, mogłoby to się skończyć asymilacją synów Izraela wśród gojów. Uważam, że Jozue miał absolutną rację. Przecież Pan kazał mu wymordować tych ludzi, by plemiona Izraela nie osiedliły się pośród nich i nie przejęły ich nagannych obyczajów.

    Jozue zrobił dobrze, bo ludy zamieszkujące te ziemie wyznawały inne religie, a kiedy Jozue ich wymordował, religie te zniknęły z powierzchni Ziemi.

    Jak widzimy, uzasadnienia ludobójstwa dokonanego przez Jozuego miary czysto religijny charakter. Co ciekawe, podobny sposób rozumowania wystąpił też w grupie C, czyli wśród dzieci, które nie zaakceptowały postępowania Jozuego. Jedna dziewczynka na przykład potępiła Jozuego za zdobycie Jerycha, uznając, że błędem było samo wejście do miasta:

    [...] przecież Arabowie są nieczyści, a każdy, kto wchodzi na nieczystą ziemię, sam staje się nieczysty i będzie dzielił jej klątwę.

    Dwoje innych dzieci skrytykowało Jozuego za to, że nakazał zniszczyć wszystkie zdobyte dobra, zamiast rozdzielić łup między Izraelitów: .

    Wydaje mi się, że Jozue zrobił źle, bo powinien oszczędzić zwierzęta i rozdzielić je między swoich ludzi. Jozue nie zrobił dobrze. Nie należało niszczyć zdobyczy, gdyż to wszystko mogło należeć do Izraelitów.

    A cóż ma do powiedzenia w tej sprawie mędrzec Majmonides, jakże często cytowany z powodu swej wielkiej wiedzy? Nie pozostawia nam on żadnych wątpliwości: "Było to boskie pozytywne przykazanie, by zniszczyć siedem plemion. Powiedziano bowiem: «lecz do szczętu wytracisz je (BG)». Gdyby tak nie uczyniono i ktoś oszczędziłby czyjeś życie, mogąc je odebrać, złamane zostałoby negatywne przykazanie, które wprost nakazywało «niczego nie zostawisz przy życiu»".

    W odróżnieniu od Majmonidesa dzieci badane przez Tamarina były młode i niewinne. Ich barbarzyńskie poglądy były zapewne po prostu bezrefleksyjnie przejęte od rodziców lub środowiska, w którym wzrastały. Jak się domyślam, palestyńskie dzieci wychowywane w tym samym rozdartym przez wojnę kraju odpowiadałyby dokładnie tak samo, tyle że z przeciwnym znakiem. To dość ponury wniosek, ale w sumie oczywisty—religia ma olbrzymią moc (a zwłaszcza religia wykładana młodym umysłom) wprowadzania podziałów między ludźmi i umacniania historycznych sporów i dziedzicznych wendet. Trudno też powstrzymać się w tym momencie od przypomnienia, że spośród trzech (reprezentatywnych!) cytowanych wypowiedzi z grupy popierających masakrę dwoje dzieci argumentowało, przywołując niebezpieczeństwo asymilacji, trzecie zaś uznało za najważniejszą możliwość wyrugowania innych religii za pomocą wymordowania jej wyznawców.

    W drugiej części eksperymentu Tamarin wprowadził grupę kontrolną. 168 izraelskim uczniom przedstawił ten sam tekst z księgi Jozuego, tyle że jego zastąpił "generałem Li", a Izrael podmienił na "cesarstwo chińskie przed trzema tysiącami lat". Tak przeformułowane badanie przyniosło dokładnie przeciwne rezultaty — postępowanie generała Li zaaprobowało tylko 7% badanych dzieci, a 75% uznało je za naganne. Czyli wystarczyło usunąć czynnik lojalności wobec judaizmu, by zdecydowana większość dzieciaków zaczęła posługiwać się ocenami moralnymi, które aprobuje większość współczesnych ludzi.

    To, co zrobił Jozue, było po prostu barbarzyńskim ludobójstwem. Tylko z religijnego punktu widzenia można uznać, że jest inaczej. Ta odmienna perspektywa pojawia się już we wczesnych etapach życia i to właśnie za sprawą religii dzieci potrafią bądź potępiać masakry, bądź pochwalać je.

    #bogurojonynadzis, #dawkins, #bogurojony, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #filozofia, #etyka, #starytestament, #biblia, #judaizm, #nauka
    pokaż całość

    +: z.....................i, pestis +15 innych
  •  

    Gorzej jednak z innymi naukami Nowego Testamentu, których nikt, kto chce kierować się w życiu dobrem, nie może popierać. Mam tu na myśli szczególnie samo sedno doktryny chrześcijańskiej, czyli konieczność "pokuty" za "grzech pierworodny". Ta podstawa nowotestamentowej teologii w kategoriach moralnych jest w zasadzie czymś równie ohydnym, jak historia Abrahama szykującego się do zgrilowania Izaaka. Podobieństwo to nie jest zresztą przypadkowe, co ukazał choćby Geza Vermes w The Changing Faces of Jesus [Zmieniające się twarze Jezusa]. Grzech pierworodny wywodzi się przecież wprost ze starotestamentowego mitu Adama i Ewy. Mogłoby się wydawać, że ich grzech — zjedzenie owocu z zakazanego drzewa — zasługuje co najwyżej na reprymendę. Lecz symboliczna moc owocu (dającego wiedzę o dobru i złu, co w praktyce w przypadku biblijnej pary obróciło się w świadomość własnej nagości) okazała się tak wielka, że ów drobny grzeszek stał się matką i ojcem wszelkich grzechów. Za ten właśnie czyn Adam i Ewa i ich potomkowie wygnani zostali z raju, odebrano im prawo do życia wiecznego i skazano na pracę w pocie i znoju (on) i bóle porodowe (ona). Do staro testamentowej mściwości Nowy dodaje kolejną niesprawiedliwość i to z sadomasochistyczną zjadliwością prześcigającą niemal swego poprzednika.

    Paweł, co przekonująco wykazał judaista Geza Vermes, był przesiąknięty starą żydowską teologią, która uznaje między innymi, że bez krwi nie ma odpuszczenia grzechów. Przyznał to zresztą wprost w Liście do Hebrajczyków (Hbr 9,22). W świetle współczesnej etyki trudno byłoby znaleźć jakikolwiek argument na rzecz tego typu karnej teorii sprawiedliwości, nie mówiąc już o koncepcji kozła ofiarnego (czyli poświęceniu niewinnego, który zapłacić ma za cudze przewiny). A poza tym — trudno nie zadać tego pytania — na kimże to Bóg chciał zrobić wrażenie? Chyba na sobie — przecież był w jednej osobie sędzią, sądem i ofiarą. Na domiar wszystkiego zaś Adam, który przecież był tymże "pierworodnym grzesznikiem", jakoś w tym wszystkim ginie. Fakt to dość niewygodny, który ostatecznie możemy wybaczyć Pawłowi, ale już sam wszechwiedzący Bóg (i Jezus oczywiście, jeśli ktoś wierzy, że jest Bogiem) musiał o tym pamiętać. Jak zatem w kontekście tego wszystkiego wygląda owa obietnica, którą składać ma nam ta jakże pokrętna i paskudna doktryna?
    (...)
    Oczywiście — tak, pamiętam! — opowieść o Adamie i Ewie to tylko alegoria. Alegoria, powiadasz? Czyli Jezus, by samemu się przekonać, skazał się na męki i śmierć na krzyżu, co uczynić zeń miało zastępczą ofiarę kary za symboliczny grzech popełniony przez nigdy nieistniejącego osobnika! Jak mówiłem, nie dość, że niesmaczne, to zupełnie absurdalne.

    #bogurojonynadzis, #dawkins, #bogurojony, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #filozofia, #etyka, #starytestament, #nowytestament, #biblia
    pokaż całość

    +: bitcoholic, r......7 +5 innych
  •  

    Dzisiaj Dawkins opowiada o pierwszym przykazaniu i opowieściach z Biblii go dotyczących:

    Niewyobrażalna wściekłość starotestamentowego Boga, ilekroć ktoś z jego wybranego narodu próbował flirtować z jakimś obcym bogiem, kojarzy się za to wyłącznie z prymitywną zazdrością nie dość, że najgorszego typu, to jeszcze o wyraźnie seksualnym podłożu; w tym wypadku również współczesny etyk miałby spory kłopot ze wskazaniem wzorca do naśladowania. Pokusa seksualnej niewierności jest zupełnie zrozumiała nawet dla tych, którzy nigdy jej nie ulegli — to jeden z głównych motywów niemal całej literatury, od Szekspira po bulwarowe farsy. Ale nieodparta najwyraźniej skłonność do czczenia cudzych bogów dla nas, ludzi współczesnych, jest czymś, z czym dość trudno się identyfikować. Być może to przejaw mej naiwności, ale sądzę, że przestrzeganie przykazania "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" nie powinno być zbyt trudne. To drobiazg, można rzec, choćby w porównaniu z "Nie pożądaj żony bliźniego swego" (ani jego osła, ani wołu...). Tymczasem przez cały Stary Testament z monotonią nużącą niczym w kiepskim serialu ilekroć tylko Pan Izraela odwróci na chwilę spojrzenie od swych dzieci, wszyscy natychmiast rzucają się, a to do ołtarzy Baala, a to jakiegoś innego idola, a to wreszcie — i to w fatalnych zupełnie okolicznościach — złotego cielca.

    Bardziej jeszcze niż Abraham wzorcem moralnym dla wyznawców wszystkich trzech monoteistycznych religii może być Mojżesz, o ile bowiem ten pierwszy był najstarszym z patriarchów, to jeśli kogokolwiek uznać by można za oryginalnego twórcę doktryny judaistycznej (i jej pochodnych), to właśnie Mojżesza. Historia ze złotym cielcem przydarzyła się, gdy Mojżesz na Górze Synaj właśnie łączył się Panem Bogiem i odbierał od niego boską ręką zapisane kamienne tablice. W tym czasie ludzie na dole (którzy nie mogli nawet zbliżyć się do góry z lęku przed spopieleniem) nie marnowali czasu:

    A gdy lud widział, że Mojżesz opóźniał swój powrót z góry, zebrał się przed Aaronem i powiedział do niego: Uczyń nam boga, który by szedł przed nami, bo nie wiemy, co się stało z Mojżeszem, tym mężem, który nas wyprowadził z ziemi egipskiej (Wj 32,1).

    Aaron namówił wszystkich, aby oddali całe złoto, jakie nosili na sobie, stopił je, sporządził złotego cielca i dla tego świeżo wynalezionego bóstwa natychmiast wybudował też wielki ołtarz, aby ludzie mogli złożyć mu ofiarę. No cóż, nie był to najrozsądniejszy pomysł, tak drwić sobie z Boga za plecami. Może i był On właśnie na górze, ale przecież Pan jest wszechwiedzący i nic się przed nim nie ukryje. Toteż i nie marnował On czasu i natychmiast wysłał Mojżesza na dół jako egzekutora swojej woli. Zszedł zatem Mojżesz z gór, trzymając w rękach kamienne tablice z Dziesięcioma Przykazaniami, ale gdy ujrzał złotego cielca, tak go to rozgniewało, że potłukł boskie nakazy (na szczęście Bóg dał mu później kopię zapasową). Potłukł też cielca na kawałki, spalił go i zmielił na proszek, który zmieszał z wodą, tę zaś kazał Izraelitom wypić. Później wezwał do siebie wszystkich mężczyzn z kapłańskiego rodu lewitów i nakazał im ująć w dłonie miecze i zabić tak wielu ludzi, jak się da. Trzy tysiące ludzi straciło w ten sposób życie, ale myliłby się ten, kto by uznał, że to dość, by ułagodzić boską zazdrość i dąsy. Nie — Pan jeszcze nie skończył! Z ostatnich wersetów tego zaiste przerażającego rozdziału dowiadujemy się, że dodatkowo jeszcze "ukarał lud za to, że uczynił sobie złotego cielca, wykonanego pod kierunkiem Aarona" (Wj 32,33).

    Księga Liczb na odmianę opowiada, co działo się po tym, jak Bóg podburzył Mojżesza do ataku na Madianitów. Izraelici poradzili sobie bez większych problemów i szybko wyrżnęli wszystkich mężczyzn i spalili madianickie miasta, oszczędzili jednak kobiety i dzieci. Samowolne miłosierdzie żołnierzy rozsierdziło wyraźnie Mojżesza, nakazał więc, by wymordować też chłopców i kobiety (niebędące dziewicami), "Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu" (Lb 31,18) — polecił. Nie, chyba jednak Mojżesz nie jest właściwym wzorcem moralnym dla naszych czasów. Jeśli jakiś współczesny pisarz religijny masakrze Madianitów też przypisuje symboliczne czy alegoryczne znaczenie, to jest to bardzo opaczna alegoria. Przecież, co przyznaje sama Biblia, nieszczęśni Madianici stali się we własnym kraju ofiarą ludobójstwa. Imię tego ludu przetrwało tylko w Piśmie i w jednym z nadal wykonywanych i popularnych od czasów wiktoriańskich religijnych hymnów (choć minęło już pięćdziesiąt lat, nadal pamiętam i słowa — zwłaszcza to wyrzynanie w imię krzyża — i ponurą melodię w tonacji molowej):

    Christian, dost thou see them On the holy ground? How the troops of Midian Prowl and prowl around? Christian, up and smite them, Counting gain but loss; Smite them by the merit Of the holy cross.

    Cóż za pech dla nieszczęsnego wymordowanego narodu — pozostać w pamięci niemal wyłącznie jako symbol uniwersalnego zła w dziewiętnastowiecznym hymnie religijnym.

    Wyjątkowo skutecznym kusicielem musiał być rywalizujący z Jahwem Baal. W Księdze Liczb na przykład (znów w Rozdziale 25.), znajdujemy informację o tym, że wielu synów Izraela dało się skusić Moabitkom i zaczęli oddawać cześć Baalowi. Bóg zareagował z charakterystyczną dla siebie furią — "I rzekł Pan do Mojżesza: Zbierz wszystkich [winnych] przywódców ludu i powieś ich dla Pana wprost słońca, a wtedy odwróci się zapalczywość gniewu Pana od Izraela" (Lb 25,4). Trudno zaakceptować tak drakońską karę za grzech flirtowania z obcym bogiem, zwłaszcza że — przynajmniej zgodnie z dzisiejszymi standardami moralnymi i poczuciem sprawiedliwości —jest to przewinienie wręcz śmieszne w porównaniu choćby z wydaniem własnej córki bandzie rozwydrzonych gwałcicieli. A to tylko kolejny z licznych przykładów odejścia współczesnej (aż kusi, by powiedzieć "cywilizowanej") moralności od nakazów Pisma. Z drugiej jednak strony bardzo łatwo wszystkie te przykłady wyjaśnić w kategoriach teorii memów, bowiem takich właśnie kwalifikacji potrzebuje każde bóstwo, by przetrwać w puli memowej.

    Tragifarsa maniakalnej zazdrości Jahwe o innych bogów przewija się przez dosłownie cały Stary Testament. To ona jest źródłem pierwszego z Dziesięciu Przykazań (tych z tablic, które Mojżesz połamał — Wj 20, Pwt 5), a silniej jeszcze przebija się przez (skądinąd nieco się różniące) "zapasowe" przykazania, którymi Bóg zastąpił później te ze zniszczonych oryginalnych tablic (Wj 34). Właśnie pisząc drugie tablice, Bóg jasno określił, co jest naprawdę dla niego ważne. Przyobiecał wówczas Mojżeszowi, że wygna z ich własnej ziemi każdego "Amorytę, Kananejczyka, Chetytę, Peryzzytę, Chiwwitę i Jebusytę" (Wj 34,11) (cóż, mieli pecha), ale w zamian sformułował dość jednoznaczne żądania:

    Natomiast zburzcie ich ołtarze, skruszcie czczone przez nich stele i wyrąbcie aszery. Nie będziesz oddawał pokłonu bogu obcemu, bo Pan ma na imię Zazdrosny: jest Bogiem zazdrosnym. Nie będziesz zawierał przymierzy z mieszkańcami tego kraju, aby, gdy będą uprawiać nierząd z bogami obcymi i składać ofiary bogom swoim, nie zaprosili cię do spożywania z ich ofiary. A także nie możesz brać ich córek za żony dla swych synów, aby one, uprawiając nierząd z obcymi bogami, nie przywiodły twoich synów do nierządu z bogami obcymi. Nie uczynisz sobie bogów ulanych z metalu (Wj 34,13-17).

    No, dobrze — przecież doskonale wiem, że czasy się zmieniły i żaden współczesny religijny przywódca nie myśli jak Mojżesz (no, może poza talibami i ich odpowiednikami wśród chrześcijańskich fundamentalistów). Nie tylko to wiem — właśnie to chcę przekazać. Chcę przekonać wszystkich dotąd nieprzekonanych, że nasza współczesna moralność, skądkolwiek by pochodziła, na pewno nie wywodzi się z Biblii. Apologeci religii twardo jednak utrzymują, że to właśnie wiara stanowi dla nich swego rodzaju wewnętrzny kompas, który pozwala odróżnić dobro od zła, ateiści zas takim kompasem nie dysponują, gdyż ten dar nie został im dany. Tymczasem nawet ich ulubiona sztuczka (teza, jakoby wybrane fragmenty Pisma należało traktować symbolicznie, nie zaś dosłownie) jest w tym wypadku nieskuteczna — na podstawie jakich kryteriów bowiem człowiek miałby decydować, co jest alegorią, a co nią nie jest?

    #bogurojonynadzis, #dawkins, #bogurojony, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #filozofia, #etyka, #starytestament, #biblia
    pokaż całość

    •  

      @Daxxx: Ad1 Ponieważ chrześcijaństwo nie czerpie moralności z Biblii. Zresztą dopiero w latach 60-tych zniesiono obowiązek składania chrześcijańskich obietnic stronie niechrześcijańskiej.

      Ad2. Czyli tych, co się odwrócili od Kościoła należy tak karać?

    •  

      @Wujek_Mietek:
      Ad1 Czerpie z Chrystusa. To on wypełnił prawo tak abyśmy my Chrześcijanie nie musieli. Z resztą obecnie nie ma możliwości życia według prawa Żydowskiego.

      Ad2. Nie w Chrzesijanstwie istnieje miłosierdzie i modlitwa za niewiernych. W tym właśnie miłość Chrześcijańska jest doskonalsza od Żydowskiej.

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    I znów Biblia wg Dawkinsa:
    Wujek Lota, Abraham, był "ojcem-założycielem" wszystkich trzech "wielkich" monoteistycznych religii. Ten niekwestionowany status patriarchy czyni zeń osobę ustępującą jedynie samemu Bogu, przynajmniej jeśli rozważamy potencjalne autorytety warte naśladowania. Czy jednak współczesny moralista rzeczywiście odnalazłby w Abrahamie taki wzorzec? W dość wczesnym okresie swego długiego życia przyszły patriarcha udał się wraz z żoną Sarą do Egiptu, by uciec przed klęską głodu. Na miejscu już zorientował się, że uroda Sary może ściągnąć na niego, jej męża, poważne niebezpieczeństwo, postanowił więc przedstawić ją jako swoją siostrę. W tej sytuacji Sara szybko trafiła do haremu faraona, Abraham zaś został faworytem władcy i opływał w luksusy. Bogu jednak to się nie spodobało i zesłał na faraona i jego domowników plagi (ciekawe, nawiasem mówiąc, czemu na faraona, a nie na Abrahama). Całkiem zrozumiałe, że faraon najpierw zażądał wówczas wyjaśnienia, dlaczegóż to Abraham nie przyznał się, że Sara jest jego żoną, a później postanowił oboje wyrzucić z Egiptu (Rdz 12,18-19). Naszej parce ta maskarada najwyraźniej przypadła do gustu, próbowali bowiem powtórzyć tę samą sztuczkę z jeszcze jednym władcą, tym razem z Abimelekiem, królem Geraru. Jego również Abraham usiłował nakłonić do poślubienia Sary, znów udając, że jest ona jego siostrą (Rdz 20,2-5). Gdy Abimelek poznał prawdę, był równie oburzony, jak wcześniej faraon, i oburzenie to wyraził w niemal identycznych słowach. Trudno zresztą nie współczuć obu panom (choć liczne podobieństwa nieco podważają wiarogodność tekstu). Takie niezbyt chwalebne epizody z dziejów Abrahama to oczywiście zupełne błahostki w porównaniu z najsłynniejszą historią z jego udziałem, czyli z poświęceniem Izaaka (Koran, święta księga islamu, zawiera analogiczną opowieść o poświęceniu syna przez Abrahama, tyle że tam mowa jest nie o Izaaku, a o drugim synu — Ismaelu). Otóż Bóg kazał Abrahamowi uczynić całopalną ofiarę z długo oczekiwanego syna. Abraham zbudował więc ołtarz, zebrał drewno na odpowiedni stos i już był trzymał w ręce nóż, by odebrać synowi życie, gdy nagle, dosłownie w ostatniej chwili, objawił się anioł i oświadczył, że Pan Bóg tak naprawdę sobie żartował i wcale nie chce śmierci Izaaka, a chodziło tylko o "kuszenie" Abrahama i wypróbowanie siły jego wiary. Z dzisiejszej perspektywy nie sposób, czytając tę ohydną historię, nie myśleć o traumie, jaką musiało przeżyć dziecko. Z punktu widzenia współczesnej moralności mamy tu casus jednoczesnego znęcania się nad dzieckiem i terroryzowania i chyba pierwszy w dziejach przykład zastosowania tzw. obrony norymberskiej "Ja tylko wykonywałem polecenia". I coś takiego jest jednym z najważniejszych mitów założycielskich trzech wielkich religii!

    W tym momencie już słyszę protest jakiegoś teologa — przecież opowieści o Abrahamie szykującym się do poświęcenia własnego syna nie możemy traktować dosłownie! Odpowiadam dwojako. Po pierwsze nawet dziś jeszcze jest wielu ludzi, którzy całe Pismo traktują właśnie dosłownie, i tak się dzieje, że ci ludzie mają nad nami wielką władzę, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i w świecie islamu. Po drugie zaś, jeśli opowieści tej nie mamy odczytywać dosłownie, to jak! Jako alegorię? Alegorię czego? Bo chyba niczego naprawdę cennego. Pouczenie moralne? Jakiż to morał można wyciągnąć z tej przerażającej historii? Proszę też nie zapominać, czemu służą całe powyższe rozważania. Otóż chcę tu wykazać, że źródłem naszej moralności wcale nie jest Pismo. Nawet jeśli tak się nam wydaje, to w rzeczywistości zawsze wybieramy ze świętych ksiąg co lepsze kawałki i odrzucamy co paskudniejsze. Musimy zatem mieć jakieś niezależne kryterium, które pozwala nam decydować, jakie fragmenty wybrać — kryterium to, skądkolwiek by pochodziło, nie może, jak wykazałem, wywodzić się z samego Pisma, tak więc musi być dostępne dla wszystkich, wierzących czy nie.

    Religijni apologeci próbują nawet w tej żałosnej historii Abrahama i Izaaka znaleźć dowód boskiej dobroci — czyż bowiem nie jest znakiem jego łaskawości, że jednak w ostatniej chwili oszczędził życie dziecka? Na wypadek (choć wydaje mi się to mało prawdopodobne), gdyby któryś z moich czytelników dał się przekonać taką wyjątkowo nieprzyzwoitą obroną, pozwolę sobie przypomnieć inną biblijną opowieść o ludzkiej ofierze, która tym razem już nie zakończyła się tak szczęśliwie. W Księdze Sędziów w rozdziale 11 targu z Bogiem dobił Jefte, który przyrzekł Panu, że jeśli ten da mu pokonać Ammonitów, on ofiaruje tego "kto [pierwszy] wyjdzie od drzwi mego domu, gdy w pokoju będę wracał z pola walki" (Sdz 11,31). "Rozgromiwszy", jak mówi Pismo (to zresztą często używane w tej księdze określenie ), Ammonitów, Jefte "przyszedł do Mispa i zbliżył się do domu swego", gdzie, czemu trudno zresztą się dziwić, "córka jego wyszła na jego spotkanie z bębenkami i tańcami", i tak własna jedynaczka stała się pierwszą żywą istotą, którą władca ujrzał po powrocie. Z rozpaczy podarł na sobie szaty, ale niewiele więcej mógł zrobić, gdyż Bóg najwyraźniej oczekiwał na spełnienie obiecanej ofiary — w tej sytuacji córeczka (całkiem miły gest z jej strony) zaakceptowała całopalenie, poprosiła tylko o odroczenie o dwa miesiące, chciała bowiem udać się w góry, by opłakać swoje dziewictwo. Po upływie tego czasu posłusznie wróciła, a tatuś równie posłusznie ją upiekł. Tym razem Bóg postanowił nie interweniować.

    #bogurojonynadzis, #dawkins, #bogurojony, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #filozofia, #etyka, #starytestament, #biblia
    pokaż całość

    +: bitcoholic, r......7 +4 innych
  •  

    Kiedy doszło do zniszczenia Sodomy i Gomory, odpowiednikiem Noego stał się siostrzeniec Abrahama Lot. Bóg zdecydował się oszczędzić Lota i całą jego rodzinę, uznawszy go za człowieka wielkiej prawości. Wysłał więc Jahwe do Sodomy dwa anioły (pod postacią "mężów"), którym polecił ostrzec Lota przed deszczem siarki, jaki wkrótce spadnie na miasto. Lot ugościł anioły pod własnym dachem, ale wkrótce, dowiedziawszy się o tym, wokół jego domu zgromadzili się pozostali mieszkańcy miasta, żądając, by wydał im swoich gości: "wywołali Lota i rzekli do niego: Gdzie tu są ci ludzie, którzy przyszli do ciebie tego wieczoru? Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić!" (Rdz 19,5) . Odwaga, z jaką Lot starał się chronić swoich gości, wskazuje, że Bóg chyba wiedział, co robi, wskazując na niego jako na jedynego sprawiedliwego w całej Sodomie. Ale jego cnota okazuje się nieco skażona, gdy przyjrzymy się jej w kontekście argumentów użytych przy obronie gości: "[...] rzekł im: Bracia moi, proszę was, nie dopuszczajcie się tego występku! Mam dwie córki, które jeszcze nie żyły z mężczyzną, pozwólcie, że je wyprowadzę do was; postąpicie z nimi, jak się wam podoba, bylebyście tym ludziom niczego nie czynili, bo przecież są oni pod moim dachem!" (Rdz 19,7-8).

    Jakakolwiek miałaby być wymowa tej dziwnej opowieści, jedno jest jasne — rola kobiet w tej głęboko religijnej kulturze. W każdym razie Lotowa próba przehandlowania dziewictwa córek była zupełnie zbędna, jako że aniołowie sami poradzili sobie ze zbiegowiskiem, po prostu "porażając ślepotą" jego uczestników. Następnie uprzedzili swego gospodarza, by czym prędzej zebrał rodzinę i zwierzęta i opuścił miasto, bowiem za chwilę zostanie ono zniszczone. I tak wszyscy jego domownicy i przychówek ocalili życie, za wyjątkiem żony, którą Pan uznał za stosowne zamienić w słup soli, gdyż popełniła przestępstwo (drobne wykroczenie, ktoś mógłby pomyśleć) i mimo zakazu spojrzała się za siebie na płonące miasto.

    Obie córki Lota pojawiają się jeszcze raz w biblijnej opowieści. Otóż po tym, jak matka została zamieniona w słup soli, dziewczęta zamieszkały z ojcem w jaskini w górach. Spragnione męskiego towarzystwa, postanowiły pewnego dnia upić tatusia i odbyć z nim stosunek płciowy. Lot spił się tak, że nie zauważył, kiedy starsza córka wślizgnęła się do jego łoża, ani kiedy z niego wyszła, był jednak dość trzeźwy, by ją zapłodnić. Następnej nocy panienki ustaliły, że przyszła kolej na młodszą, i historia się powtórzyła, tyle że w innej obsadzie (Rdz 19,31-36). Jeśli ta patologiczna rodzina była najlepszym, czym mogła pochwalić się Sodoma, to los, jaki spotkał to miasto z boskiego wyroku wydaje się nieco bardziej zrozumiały.

    #bogurojonynadzis, #dawkins, #bogurojony, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #filozofia, #etyka, #starytestament, #biblia
    pokaż całość

  •  

    DLACZEGO BYĆ DOBRYM, JEŚLI NIE MA BOGA

    Przyznać trzeba, że w tej postaci jest to pytanie wyjątkowo nikczemne. Kiedy słyszę je od jakiegoś religijnego człowieka (a wielu wierzących mi je zadaje), aż ciśnie mi się na usta, by odpowiedzieć mniej więcej tak: "Czy rzeczywiście chcesz powiedzieć, że jedynym powodem, dla którego starasz się postępować przyzwoicie, jest pragnienie zyskania boskiej aprobaty lub nagrody i uniknięcia jego niezadowolenia i kary? Przecież to nie jest żadna moralność! To zwykłe kunktatorstwo, lizusostwo czystej wody. I co, patrzysz się przez ramię, by sprawdzić, czy z nieba nie śledzi cię wielka kamera? A może masz w głowie taki mały podsłuch, który śledzi każdy twój ruch, a nawet myśl?". Einstein powiedział kiedyś: "Gdyby ludzie byli dobrzy tylko ze strachu przed karą albo w nadziei uzyskania nagrody, byłoby to bardzo przykre". Michael Shermer w The Science of Good and Evil określa taki argument mianem "kończę dyskusję" —jeżeli ktoś sądzi, że gdyby nie było Boga "kradłby, gwałcił i mordował" uważa się za osobę niemoralną, a "od ludzi niemoralnych lepiej trzymać się jak najdalej". Z drugiej strony, dodaje Shermer, jeżeli ktoś uznaje, że nadal czyniłby dobrze, nawet gdyby zdjęto z niego stały boski nadzór, to dość istotnie podważa to jego przekonanie, że Bóg jest niezbędny do bycia dobrym. Osobiście podejrzewam zresztą, że wielu ludzi religijnych szczerze wierzy, iż to właśnie religia motywuje ich do dobrych uczynków (dotyczy to zwłaszcza wyznawców tych Kościołów, które eksploatują przede wszystkim poczucie winy swoich wyznawców).

    #bogurojonynadzis, #dawkins, #bogurojony, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #filozofia, #etyka
    pokaż całość

    •  

      @smyl: Heh. To nawet nie oznacza "opłaca" zauważ, że efekt potlaczu w żaden sposób nie jest korzystny - po prostu tak wyszło.

      Po drugie - co jest nikczemnego w tłumaczeniu ludzkich zachowań. Jeżeli będę tłumaczył stan zakochania biologią, a nie jakąś świętą, wyższą siłą, co spaja dwoje ludzi przeznaczonych sobie (że na świecie jest tylko jedna taka osoba, która pasuje), to też jestem nikczemnikiem?

      Powiedz mi dlaczego ludzie chętniej pomagają członkom rodziny niż obcym? Dlaczego chętniej pomagają członkom społeczności niż obcym?
      Nie pamiętam, czy w Bogu Urojonym, czy gdzie indziej czytałem, że jest nawet ewolucyjne uzasadnienie (hipoteza), na wysyłanie pieniędzy na powodzian w innym kraju, czy na głodujące dzieci w Afryce. Czy naukowcy, którzy takie tezy opracowują są nikczemnikami?
      pokaż całość

    •  

      Twoje patrzenie na moralność "warto być dobrym, bo to się ewolucyjnie opłaca" jest jeszcze nikczemniejsze, niż "bo Bozia patrzy i ukarze lub nagrodzi"

      @smyl: To nie jest patrzenie = bieżące ocenianie sensowności bycia dobrym ("Bozia patrzy, więc nie będę psocił"), tylko stwierdzenie faktu, że pewne zachowania zostały w toku ewolucji utrwalone, gdyż wspomagały rozprzestrzenianie się genu.

      https://www.granicenauki.pl/dlaczego-czlowiek-jest-z-natury-dobry-26059
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Dwaj uczeni, norwesko-amerykański ekonomista Thorstein Veblen i izraelski biolog Amotz Zahavi, zupełnie niezależnie od siebie rozszerzyli rozważania nad ewolucją moralności o pewien fascynujący aspekt. Otóż altruizm można traktować jako "reklamę", sygnał dominacji i wyższej pozycji. Antropologowie posługują się czasem w tym kontekście określeniem "efekt potlaczu". Potlacz to element tradycji niektórych plemion północnoamerykańskich Indian zamieszkujących wybrzeże Pacyfiku; obyczaj, w ramach którego wodzowie plemion rywalizują ze sobą, urządzając rujnujące uczty, co w krańcowych przypadkach trwa, aż przegrane plemię zostaje kompletnie pozbawione środków do życia, zwycięzca zaś jest w niewiele lepszej kondycji. Teoria "ostentacyjnej konsumpcji" Veblena szybko zyskała wielką popularność, lecz prace Zahaviego długo pozostawały niedocenione przez biologów. Dopiero, gdy potwierdziły je doskonałe modele matematyczne teoretyka Alana Grafena, przyznano, że stanowią one ewolucyjną ilustrację efektu potlaczu. Zahavi badał zachowania ptaków z gatunku Turdoides squamiceps, które żyją w niewielkich grupach i wspólnie szukają pożywienia. Jak wiele niedużych ptaków, tak i T. squamiceps na niebezpieczeństwo reagują ostrzegawczym okrzykiem, ale poza tym obdarowują się jedzeniem. Zgodnie ze standardowym darwinowskim wyjaśnieniem należałoby w tym altruistycznym zachowaniu doszukiwać się bądź to więzi pokrewieństwa, bądź realizacji zasady wzajemności, pytanie brzmi zatem, czy T. squamiceps karmi "współplemieńca" bo spodziewa się, że sam od niego wkrótce coś otrzyma, czy może po prostu dba o bliskiego krewnego. Zahavi zdecydowanie odrzucił tę alternatywę i wykazał, że u tych ptaków to osobnik dominujący karmi podporządkowanych, co pozwala mu utrzymać dominację. W antropomorfizującym języku (którym zresztą sam Zahavi chętnie się posługuje) dominujący ptak mówi coś w stylu: ,Patrz, o ile wyżej od ciebie stoję. Mogę sobie nawet pozwolić na to, żeby oddać ci jedzenie!", albo, w innych okolicznościach: "Patrz, o ile jestem lepszy. Stać mnie na to, by narażać się na atak jastrzębia, tylko dlatego, że stoję tu, na najwyższej gałęzi, by ostrzec resztę stada, jeśli wróg się zbliży!". Obserwacje Zahaviego i jego współpracowników dowodzą, że ptaki bardzo silnie rywalizują o to, który z nich pełnić będzie funkcję wartownika. Badacze wielokrotnie obserwowali też próby osobników podporządkowanych wręczenia jedzenia dominującemu oraz gwałtowne i nieprzychylne reakcje, z jakimi próby te się spotykały. Sednem teorii Zahaviego jest teza, że sygnały wyższej pozycji w hierarchii są uwiarygodniane, jeśli łączą się z wysokimi kosztami. Tylko osobnik rzeczywiście zajmujący wyższy szczebel w hierarchii może sobie pozwolić na "oznajmianie" tego faktu za pomocą kosztownych darów. Jednostki kupują sukces (na przykład atrakcyjniejszą partnerkę lub partnera) "płacąc" kosztownymi pokazami własnej wyższości, w tym ostentacyjnej szczodrości i ryzyka podejmowanego na oczach wszystkich.

    #dawkins, #bogurojony, #bogurojonynadzis, #ewolucja, #ciekawostki, #nauka, #ptaki
    pokaż całość

    +: z.....................i, wytrzzeszcz +5 innych
  •  

    Ćmy wlatują w płomień świecy. To nie jest przypadek — to ćmia wersja samospalenia. Moglibyśmy nazwać ją, dość prowokacyjnie, "skłonnością ciem do samopoświęcenia" i zacząć się zastanawiać, w jaki sposób dobór naturalny mógł faworyzować tego typu zachowanie. Ja jednak sądzę, że — przynajmniej jeżeli chcemy znaleźć rozsądną odpowiedź — powinniśmy nasze pytanie przeformułować. To nie jest samobójstwo! To pozorne samobójstwo, które w rzeczywistości stanowi efekt uboczny (produkt uboczny) czegoś innego. Czego? Oto jedna z propozycji: Sztuczne światło to dość nowe zjawisko na nocnej scenie. Jeszcze bardzo niedawno jedyne światło, jakie można było dostrzec w nocy, było to światło gwiazd i Księżyca. To obiekty bardzo od Ziemi oddalone (na użytek ciem można powiedzieć — nieskończenie odległe), co sprawia, że emitowane przez nie promienie świetlne odbieramy jako równoległe. To zaś oznacza, że można posłużyć się nimi jak kompasem. Owady, o czym od dawna wiadomo, wykorzystują obiekty takie jak Słońce do nawigacji, pomaga im ono utrzymać prosty kierunek lotu, mogą zatem posługiwać się analogicznym narzędziem w nocy (przy odwróceniu współrzędnych), by powrócić do domu po nocnej wyprawie. System nerwowy owada potrafi kierować się chwilową taką oto, powiedzmy, praktyczną zasadą: "Leć tak, żeby promienie światła trafiały w twoje oko pod kątem 30°". Za sprawą budowy owadziego oka złożonego, w którym ommatidia promieniście, niczym igły jeżowca, rozchodzą się od centrum ku obrzeżom, realizacja tego zalecenia układu nerwowego może oznaczać jedynie konieczność utrzymywania kierunku tak, by promień światła padał prostopadle na powierzchnię jednego, konkretnego ommatidium. Tyle że taki świetlny kompas może działać dobrze jedynie wówczas, kiedy źródło światła jest wystarczająco oddalone, w innym wypadku bowiem docierające do oka promienia nie są równoległe, lecz ustawione jak szprychy koła. Układ nerwowy stosujący w takim przypadku — choćby do znajdującej się w pobliżu świecy, którą "uznaje" za Księżyc — "regułę 30°" (czy jakkolwiek inną regułę kąta ostrego) poprowadzi ćmę po spiralnej trajektorii wprost do płomienia. Jeśli ktoś nie wierzy, proszę sobie narysować tor takiego lotu; otrzymamy elegancką, logarytmiczną spiralę.

    Reguły, jakimi kierują się owady w nawigacji, choć w szczególnych okolicznościach mogą mieć dla nich tragiczne konsekwencje, statystycznie rzecz biorąc, dobrze się sprawdzają, gdyż w sumie owady te znacznie częściej mają w polu widzenia Księżyc niż świecę. My po prostu nie spotykamy tych setek ciem, które po cichu i bezbłędnie, kierując się światłem Księżyca czy nawet łuną odległego miasta, spokojnie docierają do miejsca przeznaczenia, widzimy tylko te, które skwierczą w płomieniu świecy, i zadajemy niewłaściwe pytanie: dlaczego ćmy popełniają samobójstwo? Tymczasem powinniśmy zapytać, dlaczego owadzi układ nerwowy funkcjonuje tak, że nakazuje swemu posiadaczowi lecieć, utrzymując stały kąt do promienia światła (taktyka, której tylko porażki udało się nam wcześniej zaobserwować). Kiedy sformułujemy pytanie we właściwy sposób, cała tajemnica znika. Nazywanie tego zachowania samobójstwem było od początku błędem; śmierć w płomieniach jest, a raczej bywa efektem ubocznym posługiwania się bardzo skutecznym zazwyczaj kompasem.
    #dawkins, #bogurojony, #bogurojonynadzis, #nauka, #cmy, #ewolucja
    pokaż całość

    +: Cepion, s........n +5 innych
  •  

    Anegdota Dawkinsa o tym jak wiara wynika z niewiedzy:
    Jeden z najmądrzejszych (i bardziej dojrzałych) moich znajomych z pierwszych lat studiów — chłopak głęboko wierzący — wybrał się kiedyś na wycieczkę na szkockie wyspy. W środku nocy jego i jego przyjaciółkę wyrwał ze snu straszliwy głos: to był głos samego szatana, tak diaboliczny, że nie mieli co do tego żadnych wątpliwości. Mój przyjaciel nigdy nie zapomniał przeraźliwego dźwięku i to wspomnienie było jednym z powodów, dla których zdecydował się przyjąć święcenia. Ja też zapamiętałem jego opowieść, bo bardzo mnie poruszyła. Kiedyś, później, przywołałem ją, kiedy siedzieliśmy sobie z grupą zoologów w oksfordzkiej knajpce "Pod różą i koroną". Przypadkiem dwóch z nich było ornitologami. Obaj wybuchli śmiechem "Burzyk północny!", wykrzyknęli chórem. Jeden z nich qyjaśnił nam potem, że okrzyk godowy brzmiący zaiste jak szatański skowyt sprawił, że w wielu rejonach świata i w różnych językach burzyki nazywa się " diabelskimi ptakami".

    Wielu ludzi wierzy w Boga, ponieważ sądzą, że osobiście, na własne oczy, ujrzeli kiedyś jego obraz—bądź anioła czy dziewicę w błękitnej poświacie, albo że on kiedyś do nich przemówił. Dowód "z osobistego doświadczenia" dla ludzi, którzy wierzą, że przeżyli zdarzenie o podobnym charakterze, jest najbardziej przekonujący. Słabiej jednak przemawia do tych, którzy dysponują pewną wiedzą psychologiczną.

    Ktoś mówi, że osobiście doświadczył obecności Boga? Cóż — są tacy, co twierdzą, że widują różowe słonie, ale na nich jakoś nikt nie zwraca uwagi. Peter Sutcliffe, zwany "Rzeźnikiem z Yorkshire" tłumaczył, że to Jezus przemówił doń i kazał zabijać kobiety—dziś ma dożywocie. George W. Bush powoływał się na "głos Boga", gdy uzasadniał inwazję na Irak (szkoda, że głos ten w swej łaskawości nie objawił mu również, że w Iraku nie ma broni masowego rażenia). W szpitalach dla psychicznie chorych znaleźć można wielu różnych pacjentów: jedni uważają się za Napoleona albo Charliego Chaplina, część wierzy, że cały świat sprzysiągł się przeciwko nim i spiskuje, inni wreszcie, że potrafią przekazywać własne myśli bezpośrednio do głowy drugiego człowieka. Nie sprzeciwiamy się im, ale nikt nie traktuje tych wewnętrznych przekonań poważnie, przede wszystkim dlatego, że mało kto je podziela. Doświadczenia religijne są inne tylko pod jednym względem: przyznaje się do nich bardzo wielu ludzi.

    Najwyraźniej zdrowie psychiczne jest funkcją częstości. A tymczasem przecież przez czysty historyczny przypadek w naszej kulturze uważa się za zdrowe, gdy ktoś wierzy, że stwórca Wszechświata może usłyszeć jego myśl, natomiast objawem choroby psychicznej jest przekonanie, że On komunikuje się z tobą, wystukując polecenia na ramie okna sypialni alfabetem Morse'a. Oczywiście ludzie religijni w ogólności nie są szaleńcami, ale rdzeń ich wiary — to szaleństwo.

    #dawkins, #bogurojony, #bogurojonynadzis, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #filozofia
    pokaż całość

  •  

    Argumenty na rzecz istnienia Boga podzielić można na dwie główne kategorie — a priorii a posteriori. Pięć dowodów Tomasza z Akwinu to klasyczne rozumowanie a posteriori, opierające się na uprzednim badaniu realnego świata. Najsłynniejszy z dowodów apriori (czyli takich, jakie, z grubsza rzecz biorąc, formułujemy, nie wychylając nosa z wygodnego fotela) to tak zwany dowód ontologiczny, zaproponowany po raz pierwszy przez świętego Anzelma z Canterbury w roku 1078 i od tego czasu wielokroć i przez licznych filozofów powtarzany na najróżniejsze sposoby. Dość dziwnym w argumentacji Anzelma może wydawać się to, iż pierwotnie dowód jego nie był skierowany do ludzi, lecz — w formie modlitwy — zaadresowany bezpośrednio do samego Boga. (Ktoś, co prawda, mógłby pomyśleć, że jakakolwiek istota zdolna do wysłuchania skierowanej do siebie modlitwy nie potrzebuje raczej, by ją przekonywano o własnym istnieniu, ale cóż...)

    Możemy zatem, twierdzi Anzelm, wyobrazić sobie istotę tak doskonałą, że nic doskonalszego od niej w naszym umyśle zaistnieć już nie może. Nawet ateista może wyobrazić sobie takie najdoskonalsze ze wszystkich stworzeń (choć zaprzeczy jego istnieniu w realnym świecie). Ale — to wracamy do Anzelma — istota nieistniejąca w prawdziwym świecie niejako ex definitione nie jest doskonała. Zatem mamy sprzeczność i — Eureka, Bóg istnieje!

    Pozwólcie że przetłumaczę tę infantylną argumentację na lepiej pasujący do niej język, język dzieci bawiących się w piaskownicy:

    Założę się, że potrafię udowodnić istnienie Boga.
    Stoi! Nie potrafisz!
    Dobra. Wyobraź sobie więc rzecz najdoskonalszą z najdoskonalszych wśród doskonałych.
    Wyobraziłem sobie. I co?
    A teraz powiedz, czy ta rzecz najdoskonalsza z najdoskonalszych wśród doskonałych jest prawdziwa. Czy istnieje?
    Nie. Jest tylko w mojej głowie.
    Widzisz! Gdyby była realna, byłaby jeszcze doskonalsza, przecież prawdziwa doskonała rzecz musi być lepsza niż jakiś głupi wytwór wyobraźni. Czyli udowodniłem ci, że Bóg istnieje. Ele mele dudki, ateiści to głupki!


    Kazałem mojemu małemu mądrali posłużyć się określeniem "głupek" nieprzypadkowo, sam Anzelm bowiem zacytował w tym miejscu Psalm 14: "Mówi głupi w swoim sercu: / «Nie ma Boga»" i miał dość tupetu, by użyć słowa "głupi" (insipiens w łacińskim oryginale), gdy opisywał swojego wyimaginowanego ateistę:

    Więc nawet człowiek głupi zgodzi się z tym, iż rozumowo istnieć może coś, od czego nic większego pojmowalne nie będzie. Gdy usłyszy coś takiego, pojmie to, a gdy już to pojmie, rozumowo istnieć to będzie. Zarazem niechybnie coś, od czego nic większego wyobrazić sobie nie można, nie może istnieć wyłącznie rozumowo — a skoro istnieje rozumowo, nietrudno pojąć, że istnieć musi również realnie, gdyż wówczas jest doskonalsze.

    (...) Australijczyk, Douglas Gasking, niejako podsumował całą dyskusję swym ironicznym "dowodem", że Bóg nie istnieje (współczesny Anzelmowi Gaunilo proponował nieco zbliżoną reductio):

    1.Stworzenie świata to najwspanialsze dzieło, jakie możemy sobie wyobrazić.

    2.Jakość dzieła możemy oceniać na podstawie (a) jego właściwości i (b) atrybutów jego autora.

    3.Im mniej uzdolniony (lub im bardziej upośledzony) jest autor, tym większe wrażenie robi jego dzieło.

    4.Najgorszym upośledzeniem dla autora byłoby nieistnienie.

    5.Zatem, jeśli założymy, że Wszechświat powstał za sprawą realnie istniejącego stwórcy (autora), możemy wyobrazić sobie istotę odeń potężniejszą — kogoś, kto potrafiłby stworzyć Wszechświat, nie istniejąc.

    6.Bóg realnie istniejący nie jest zatem bytem, od którego nie sposób sobie wyobrazić bytu większego, gdyż Bóg, który nie istnieje, byłby stwórcą jeszcze bardziej wspaniałym i niewiarogodnym — właśnie z racji nieistnienia.

    7.Ergo:

    8.Bóg nie istnieje

    Dowód ontologiczny, podobnie zresztą jak inne teologiczne argumenty a priori, przywodzi mi na myśl jedną z postaci z Kontrapunktu Aldousa Huxleya — człowieka, który odkrył na starość matematyczny dowód istnienia Boga:

    Znasz formułkę: m podzielone przez zero równa się nieskończoności, przy m równym każdej liczbie dodatniej. Więc dlaczego by nie sprowadzić równania do prostszej formuły, mnożąc obie strony przez zero? I w tym wypadku otrzymujemy, że m równa się nieskończoności pomnożonej przez zero. Czyli liczba dodatnia jest iloczynem zera i nieskończoności. Czyż to nie dowodzi stworzenia wszechświata z niczego przez nieskończoną potęgę?

    #dawkins, #bogurojony, #bogurojonynadzis, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara
    pokaż całość

    +: n.....n, Cepion +5 innych
  •  

    Wiecie, że kiedyś zbadano, czy modlitwa za chorych jest skuteczna? Mirkom z tagu #mirkomodlitwa polecam samo badanie: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16569567. Jest tam skrótowy opis badania i wyników.

    A w jeszcze większym skrócie: tak, jeżeli chory wie o tym, że ludzie się za niego modlą. Skutkowało to wystąpieniem komplikacji u 59% badanych, gdy w przypadku gdy pacjenci nie wiedzieli, że ludzie się za nich modlą współczynnik wyniósł 52% a przy tych, za których się nie modlono: 51%.

    A dla bezbożników: oto co ma do powiedzenia na ten temat Dawkins:
    Zabawne — choć może raczej należałoby powiedzieć rozczulające — badanie nad cudami przeprowadzono w ramach tak zwanego Wielkiego Eksperymentu Modlitewnego (Great Prayer Experiment). Pytanie brzmiało: czy modlitwa pomaga chorym w powrocie do zdrowia? Modlenie się w intencji ozdrowienia, w prywatnych domach i w publicznych miejscach kultu, to praktyka powszechna. Francis Galton, kuzyn Darwina, był pierwszym, który próbował przy wykorzystaniu metod naukowych sprawdzić, czy taka modlitwa jest skuteczna. Galton stwierdził, że skoro co niedziela we wszystkich anglikańskich kościołach całe kongregacje modlą się za zdrowie rodziny aktualnie panującego monarchy, to, jeśli modlitwa działa, familia królewska powinna być w zdecydowanie lepszej kondycji niż reszta z nas, za których modlitwy takie w najlepszym razie zanoszą
    wyłącznie najbliżsi . Mimo szczegółowych badań żadnej statystycznie istotnej zależności nie udało się Galtonowi wykryć. Trzeba jednak dodać, iż intencje Galtona nie były tak do końca czyste i można go podejrzewać o dość kpiarski stosunek do zagadnienia — w innym eksperymencie Galton modlił się za losowo wybrane grządki, by sprawdzić, czy rośliny będą na nich lepiej rosły (nie rosły lepiej).

    W bliższych nam czasach fizyk Russell Stannard (jeden z trzech najbardziej znanych religijnych naukowców w Wielkiej Brytanii, jak się wkrótce przekonamy) zaangażował się na pełną skalę w inny projekt, finansowany — rzecz jasna — przez Fundację Templetona, który miał eksperymentalnie zweryfikować tezę o skuteczności modlitw, tym razem w odniesieniu do chorych pacjentów.

    Takie eksperymenty zgodnie z zasadami nauki powinny być przeprowadzane metodą ślepej próby i od tej strony do eksperymentatorów nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Chorych przydzielono — losowo — do jednej z dwóch grup: eksperymentalnej (za tych się modlono) i kontrolnej (a za tych nie). Ani pacjenci, ani lekarze, ani wreszcie opiekunowie nie wiedzieli, kto do której grupy został przydzielony. Oczywiście, ludzie, którzy mieli się w tym badaniu modlić, musieli znać imiona "swoich podopiecznych", jakże bowiem inaczej mogliby prosić o łaskę dla nich konkretnie, a nie dla kogokolwiek innego. W każdym razie eksperymentatorzy zadbali, by znane im było tylko imię i pierwsza litera nazwiska. Najwyraźniej to już wystarcza, by Bóg bezbłędnie trafił do odpowiedniego szpitalnego łóżka.
    (...)
    Mężnie ignorując prześmiewców, zespół badaczy zwalczył wszelkie przeszkody i pod światłym przywództwem dr Herberta Bensona z Mind/Body Medical Institute spod Bostonu kontynuował swe eksperymentalne dzieło (wydając przy tym dwa miliony czterysta tysięcy dolarów Templetona). Publikacje Fundacji już wcześniej wymieniały Bensona jako naukowca, który Jest przekonany, iż dowody na skuteczność modlitw w praktyce lekarskiej są "przytłaczające". Tak kompetentne kierownictwo projektu dawało pewność, że żadne sceptyczne wibracje nie zakłócą przebiegu eksperymentu, dr Benson i jego zespół wybrali więc 1802 pacjentów z sześciu szpitali — wszyscy dopiero co przeszli operację bocznikowania (wszczepiania bypassów). Pacjentów podzielono na trzy grupy: za przydzielonych do grupy I modlono się, ale pacjenci o tym nie wiedzieli, członkowie grupy II (kontrolnej) nie byli wspominani w modlitwach, pacjenci z grupy III zaś byli wymieniani w modlitwach i wiedzieli o tym. Wprowadzenie tej grupy miało służyć badaniu potencjalnych psychosomatycznych efektów występujących u ludzi świadomych, że inni modlą się o ich zdrowie.

    Modły wznoszono w trzech kościołach — w Minnesocie, Massachusetts i Missouri — położonych w znacznej odległości od szpitali, w których leczyli się pacjenci. Modlący się, jak poinformował zespół badawczy, znali tylko imię i pierwszą literę nazwiska rekonwalescenta, w którego intencji mieli się modlić. A ponieważ do dobrej praktyki badawczej należy jak najdalej posunięta standaryzacja warunków eksperymentalnych, modlących poinstruowano też należycie, bo do modłów swoich włączyli frazę: "i spraw, Panie, by zabieg u X zakończył się sukcesem, powrót do zdrowia nastąpił szybko i by nie wystąpiły żadne komplikacje".

    Rezultaty eksperymentu opublikowano w kwietniu 2006 roku na łamach "American Heart Journal". Były jednoznaczne. Nie wystąpiła żadna różnica stanu zdrowia między pacjentami, za których ktoś się modlił, a grupą kontrolną. Cóż za niespodzianka! Natomiast wystąpiła istotna statystycznie różnica między chorymi, którzy wiedzieli, że w ich intencji wnoszone są modły, a pozostałymi. Tyle że różnica przeciwna od oczekiwanej — w tej grupie wystąpiło bowiem znacznie więcej komplikacji pooperacyjnych. Czy to Bóg zagrzmiał (dość łagodnie), by wyrazić swe niezadowolenie z tego jakże durnego przedsięwzięcia? Bardziej prawdopodobne wydaje się, że chorzy, którzy wiedzieli, iż ktoś za nich specjalnie się modli, przeżywali związany z tym dodatkowy stres. Jak to określił dr Charles Bethea, jeden z członków zespołu badawczego, mogła wystąpić u nich "reakcja lękowa", wywołana "obawą, czy mój stan zdrowia jest aż tak zły, że trzeba się specjalnie za mnie modlić". A teraz pytanie — czy w dzisiejszym, jakże skłonnym do pieniactwa społeczeństwie byłoby to zbyt wiele, by oczekiwać, że narażeni za sprawą ekstra modlitw na dodatkowe komplikacje zdrowotne pacjenci wystąpią w tej sytuacji z pozwem zbiorowym przeciw Fundacji Templetona?
    (...)
    Inni teologowie dołączyli do zainspirowanych koncepcją NOMA sceptyków, twierdząc, że badanie w ten sposób wpływu modlitw to zwykle marnowanie pieniędzy, oddziaływania nadprzyrodzone bowiem z definicji pozostają poza zasięgiem naukowych dociekań. Jednakże Fundacja Templetona, podejmując decyzję o finansowaniu całego projektu, w pełni prawidłowo uznała, że domniemany wpływ modlitw przynajmniej zasadniczo może być przedmiotem naukowego eksperymentu, że można przeprowadzić eksperyment z wykorzystaniem metody ślepej próby — i taki eksperyment został przeprowadzony. Mógł przynieść wynik pozytywny. A gdyby tak się stało, czy wyobrażacie sobie, że którykolwiek ze zwolenników teistycznej wizji świata zakwestionowałby go, oznajmiając, iż badania naukowe nie mają żadnego odniesienia do kwestii religijnych. Oczywiście, że nie.

    Nie muszę chyba dodawać, że negatywne rezultaty badania w najmniejszym nawet stopniu nie wstrząsnęły opinią samych wiernych. Bob Barth, jeden z duchowych przywódców kongregacji z Missouri, z której wywodziła się część modlących się w eksperymencie, oznajmił: "Człowiek głębokiej wiary uzna oczywiście wyniki eksperymentu za interesujące. Ale przecież modlimy się od tak dawna i przekonaliśmy się po wielokroć, że modlitwa jest skuteczna, wiemy, że działa. Naukowe badania nad duchowością i modlitwą dopiero się zaczęły". No, tak — nasza wiara mówi nam, że modlitwa działa, jeśli więc dowody temu przeczą, musimy walczyć dalej, póki wreszcie nie uzyskamy takich wyników, jakie są nam potrzebne.

    #dawkins, #bogurojony, #bogurojonynadzis, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara, #nauka, #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Wincyj spamu @bioslawek pod tagami #ateizm #racjonalizm #nauka #dawkins #neurobiologia #ewolucja

    Na portalu racjonalisty.pl ukazało się niezwykle ciekawe tłumaczenie artykułu Richarda Dawkinsa ‚Ateiści dla Jezusa’.

    Masz stary niezły zapłon!

    Tekst oryginału: 11 kwietnia 2006r.
    Publikacja: 27-09-2011

    ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡º ͜ʖ͡º)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    oboziu...
    pokaż całość

  •  

    „Ateiści dla Jezusa” – jeden z najbardziej znanych ateistów podziwia postawę Jezusa

    Na portalu racjonalisty.pl ukazało się niezwykle ciekawe tłumaczenie artykułu Richarda Dawkinsa ‚Ateiści dla Jezusa’. Richard Dawkins zastanawiając się nad życzliwą postawą Syna Bożego zaczyna wątpić w to, że neodarwinizm wyjaśnia pochodzenie ludzkiego mózgu, a właściwie ludzkiej skłonności do altruizmu wykraczającego jego zdaniem poza ramy, jakie powinna wyznaczyć ewolucja (dobór naturalny)! Mimo wszystko profesor Dawkins podziwiaj super-życzliwość Jezusa i twierdzi, że powinna ona zdominować populację ludzką. Może i on usłucha kiedyś głosu Jezusa zanotowanych w Ewangelii Jana 14:6 ”Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.”

    Oto fragmenty wywodu Richarda Dawkinsa:

    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2267

    „(….)Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano: «Oko za oko i ząb za ząb». A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował swego bliźniego», a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski


    Darwiniści podają szereg wytłumaczeń dla istnienia ludzkiej uprzejmości: uogólnienia dobrze znanych i ugruntowanych modeli doboru krewniaczego i altruizmu odwzajemnionego. Są to fundamenty teorii „samolubnego genu”, która tłumaczy w jaki sposób altruizm i kooperacja między zwierzętami mogą wypływać z osobistego interesu na poziomie genetycznym. Ale rodzaj super-uprzejmości, o której tutaj mówię, posunięty jest zbyt daleko. Takie postawy sprawiają wrażenie niekorzystnych, stanowiąc wypaczenie darwinistycznego ujęcia kwestii uprzejmości. Jeśli nawet jest to wypaczenie, to takie, które warto wspierać i rozpowszechniać.

    Ludzka super-uprzejmość jest wypaczeniem Darwinizmu ponieważ w dzikiej populacji zostałaby ona wyeliminowana przez selekcję naturalną. Chociaż z braku miejsca nie będę się wdawać w detale trzeciego składnika mojego przepisu, to super-uprzejmość jest również wypaczeniem teorii racjonalnego wyboru. Teorii, w myśl której ekonomiści próbują tłumaczyć ludzkie zachowanie jako obliczone na maksymalizację osobistej korzyści.

    Ujmijmy to jeszcze dosadniej. Z racjonalnego punktu widzenia, tudzież z perspektywy darwinizmu, ludzka super-uprzejmość jest zwyczajnie głupawa.**Niemniej jest to rodzaj głupoty, który należy wspierać. I to właśnie obrałem za cel mojego artykułu. Jak tego dokonać? Jak zwiększyć ilość super-uprzejmych ludzi, którzy, bądź co bądź, są rzadkimi okazami, tak aby kiedyś być może stanowili większość w populacji? Czy da się sprawić żeby super-uprzejmość zaczęła rozprzestrzeniać się jak zaraza? Czy możemy super-uprzejmości nadać taką formę, która przekazywana byłaby z rodziców na dzieci, w eskalującej tradycji międzypokoleniowej propagacji?(….)”


    Richard Dawkins jest ateistą i zażartym zwolennikiem myśli Karola Darwina. Dlatego też przekonuje:

    „Nie dajmy się ponieść iluzji, której nie uległ też biskup Hollowey. Osobliwość jest produktem ślepej ewolucji, a nie kreacją jakiejkolwiek niewyewoluowanej inteligencji. Wynikła ona z naturalnej ewolucji ludzkiego mózgu, który, za sprawą ślepych oddziaływań selekcji naturalnej, rozwinął się do momentu, kiedy niespodziewanie przekroczył sam siebie i zaczął zachowywać się w sposób — z punktu widzenia ‚samolubnego genu’ — szalony. ”


    Analizując powyższe słowa warto zadać sobie pytanie: jaki to typ selekcji doprowadził ludzki mózg do tak dalece posuniętego anty-darwinowskiego „szaleństwa”? W dalszej części wywodu Dawkins wymienia kilka tych sprzecznych z zasadą egoizmu genowego (maksymalizacji dostosowania) „szaleństw” ludzkiego mózgu:

    „[…..] Jednym z bardziej jaskrawych przykładów niedarwinowskich zachowań jest antykoncepcja, która oddziela przyjemność seksualną od jej naturalnej funkcji propagacji genów. Bardziej subtelne przykłady transgresji stanowią intelektualne i artystyczne dociekania, które w świetle logiki samolubnego genu, stanowią marnotrawstwo czasu i energii; zasobów, które wszakże powinny być poświęcone przetrwaniu i reprodukcji.


    Nasze duże mózgi wytworzyły niespotykaną wcześniej w ewolucji zdolność myślenia o odległej przyszłości: kalkulacji dalekosiężnych konsekwencji, wybiegających poza krótkoterminowe samolubne korzyści. I wreszcie, u niektórych przynajmniej osób, duży mózg przekroczył sam siebie, do poziomu niezwykłej super-uprzejmości, której osobliwe istnienie jest centralnym paradoksem mojego wywodu. Nasze mózgi są w stanie przekształcić (wypaczyć?) zorientowane na cel i motywujące mechanizmy, które wykształciły się ze względu na ich korzystność dla „samolubnego genu”, w kierunku niekoniecznie zgodnym z dążeniami darwinowskimi.”

    Według darwinowskiego scenariusza każdy sukces ewolucyjny powinien się ostatecznie przekładać na sukces reprodukcyjny. Patrząc ewolucyjnie człowiek powinien się ograniczać do inwestowania w dach nad głową, swoje bezpieczeństwo oraz pożywienie oraz starać się za wszelką cenę zdobywać zasoby w postaci kobiet. W tym miejscu, dla głębszego zilustrowania tego, co chcę przekazać, zacytuję Richarda Dawkinsa:

    _„W toku ewolucji liczył się tylko natychmiastowy pożytek; przyszłe korzyści nigdy nie miały znaczenia! Nie zdarzyło się by w wyniku ewolucji wykształciła się cecha, która bezpośrednio zagrażałaby pomyślności danego osobnika.
    Dopiero ludzie – a przynajmniej niektórzy z nich, umieją powiedzieć: ‘Zapomnijmy, ze wycięcie tego lasu może nam przynieść natychmiastowe zyski, a zastanówmy się, czy da to jakieś korzyści w przyszłości’. Według mnie jest to coś zupełnie nowego i niepowtarzalnego_”.



    Zobacz też:

    „O pewnych niesamowitych właściwościach człowieka jako gatunku”

    https://bioslawek.wordpress.com/2014/04/23/o-pewnych-niesamowitych-wlasciwosciach-czlowieka-jako-gatunku/

    "Na skutek zwłoki w publikacji swej najbardziej doniosłej idei Karol Darwin podzielił honor tego odkrycia z innym brytyjskim naturalistą, młodszym od siebie o czternaście lat Alfredem Russellem Wallace’em. Niebawem po jednoczesnej publikacji ich teorii w 1858 roku Wallace doszedł do przekonania, że choć ludzkie ciało jest produktem doboru naturalnego, to ludzka inteligencja znacznie przekracza poziom niezbędny dla biologicznego przetrwania – a zatem została nam nadana przez Istotę Wyższą. Zmartwiony jego częściową dezercją, Darwin napisał do Wallace’a:

    „Mam nadzieję, że nie zamordował Pan aż nazbyt skutecznie swego własnego i mojego dziecka”


    [.....]

    Zgodnie z założeniami neodarwinizmu ewolucja postępuje stopniowo, krok po kroku. Innymi słowy dobór naturalny nie jest dalekowzroczny, tylko preferuje każde małe udoskonalenie i stopniowa, na przestrzeni wielu lat, kumulacja tych małych zmian może teoretycznie doprowadzić do powstania jakiejś złożonej cechy. Pchły, kleszcze, śledzie i ludzie według zwolenników neodarwinizmu wyewoluowały na tych samych zasadach. Jednak nic nie świadczy o tym, żeby: pchły, kleszcze czy śledzie obchodziły żałobę, uprawiały sztukę, tworząc skomplikowane symfonie muzyczne, czy żeby hodowały inne zwierzęta dla przyjemności, lub w innych celach niż w konsumpcyjnych.Wszystkie te organizmy są maksymalnie przystosowane do swojego środowiska. Na tym właśnie polega zasada maksymalnego dostosowania (MF) przeciwko której występują te wszystkie zadziwiające cechy człowieka."

    #ateizm #racjonalizm #nauka #dawkins #neurobiologia #ewolucja
    pokaż całość

  •  

    Jefferson drwił sobie z doktryny, jak to określił, "trzech Bogów", przy okazji krytyki kalwinizmu. Tymczasem jeszcze dalej w tym nawracającym flircie z politeizmem poszedł Kościół rzymskokatolicki, tu mamy już wręcz inflację boskości. Do Trójcy dołącza bowiem Maria, "Królowa Niebieska", bogini w każdym aspekcie poza samym mianem, która, choćby jako adresatka modlitw, niewiele ustępuje samemu Panu Bogu. Panteon powiększa też cała ogromna rzesza świętych, których moc wstawiennicza czyni niemal półbogami, jako że zdaniem wiernych (i samego Kościoła) warto się zwracać do nich o pomoc w ramach przypisanych im specjalizacji. W witrynie "Catholic Community Forum" potrzebujący mogą znaleźć listę 5120 świętych i przyporządkowane im domeny. Listę otwiera święty Afron, patron strażników więziennych, zamyka zaś święta Zyta, której specjalnością są panny służące .

    Nie możemy też pominąć czterech Chórów Anielskich i dziewięciu książąt tychże; po kolei: Serafiny, Cherubiny Trony, Panowania, Cnoty, Potęgi, Księstwa, dalej Archaniołowie (to szarża najwyższa) i wreszcie zwykli Aniołowie, do którego to grona należy na przykład nasz najbliższy przyjaciel, wiecznie nad nami czuwający Anioł Stróż. Co mnie osobiście najbardziej zadziwia w katolickiej mitologii, to nawet nie jej niewyobrażalna kiczowatość, ale raczej szokująca nonszalancja, z jaką ludzie ją wzbogacają o najdrobniejsze detale. To doprawdy bezwstydna wynalazczość.

    Papież Jan Paweł II stworzył więcej świętych niż wszyscy jego poprzednicy przez ostatnie siedem stuleci razem wzięci, szczególną sympatię żywił zaś do Dziewicy Maryi. (...)

    Jak Grecy, Rzymianie czy wikingowie radzili sobie z takim politeologicznymi zagadkami? Czy Wenus to po prostu drugie imię Afrodyty, czy też to dwie różne boginie? Czy Thor biegający z wielkim młotem to inkarnacja Wotana, czy też całkiem osobny bóg? A kogo to tak naprawdę obchodzi! Zycie jest za krótkie, by poświęcać je na rozmyślanie nad tym, czym różni się jeden wytwór wyobraźni od drugiego.

    #dawkins, #bogurojony, #bogurojonynadzis, #teologia, #religia, #ateizm, #wiara,
    pokaż całość

    +: meffcio, slawnymir +4 innych
  •  

    Umrzemy, i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na arabskiej pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie.

    Należymy do nielicznych, którzy na tej loterii narodzin trafili szczęśliwy los. Jak można w tej sytuacji mieć czelność skomleć na myśl o nieuchronnym powrocie do stanu, z którego tak wielu nigdy nie miało szansy wyjść?

    Zapewne są od tej reguły jakieś wyjątki, ale podejrzewam, że wielu ludzi tak mocno uczepiło się wiary nie dlatego, iż daje im ona pocieszenie, ale z powodu nacisków wychowawczych, jakim byli poddani, i z tego także względu, że wciąż nie uświadomili sobie, że niewierzenie jest również możliwym wyborem. Bez wątpienia dotyczy to także tych, którzy uważają siebie za kreacjonistów — ich po prostu nie nauczono wspaniałej Darwinowskiej alternatywy. Podobnie można podejść do uwłaczającego człowieczej godności mitu o "potrzebie" religii. Na niedawnej (2006) konferencji pewien antropolog (wybitny okaz gatunku, "jestem-ateistą-ale") zacytował Goldę Meir, która, spytana kiedyś, czy wierzy w Boga, odpowiedziała: "Wierzę w Żydów, a Żydzi wierzą w Boga". Nasz antropolog zaproponował własną wersję — "Wierzę w ludzi, a ludzie wierzą w Boga", stwierdził. Ja wolę jednak mówić, że wierzę w ludzi, a ci, gdy tylko zachęci się ich do myślenia i umożliwi dostęp do wiedzy, bardzo często decydują się nie wierzyć w Boga i wieść spełnione, satysfakcjonujące i naprawdę wyzwolone życie.
    #dawkins, #bogurojony, #bogurojonynadzis, #teologia, #religia, #ateizm
    pokaż całość

    •  
      C...............p

      0

      Ad 1. Przecież to nie były identyczne badania! Różnica właśnie polegała na tym, że jedno było skierowane do szeroko rozumianych naukowców, a kolejne tylko do tych uznanych za wybitnych. Nawet na obrazku który wkleiłem masz '"greater" scientists'... Inne grupy demograficzne stąd inne wyniki. Albo tego nie rozumiesz albo udajesz.

      Rzeczywiście trochę się zagalopowałem z tym "identyczne". Lepiej pasuje "podobne". Rozumiem to doskonale. Tylko czy czytelnik Boga Urojonego będzie tego świadom? W końcu badanie nr. 2 dotyczy mniejszego odsetka naukowców w USA.

      Ad 2. A jakie znaczenie miałoby cytowanie pytania w książce? Przecież każdy zainteresowany może sięgnąć do rzeczonego badania, tak jak my to tutaj czynimy. Ty też nie podałeś treści pytania. Ani tego w jaki sposób jego podanie zmieniłoby interpretację.

      Ja zacytowałem. Przeczytaj mój pierwszy komentarz jeszcze raz. Zmieniłoby w ten sposób, że czytelnik by wiedział do jakiego rodzaju "wiary" odnosili się ankieterzy.

      Mam jeszcze jedną wątpliwość - do jakiego kościoła chodzą deiści i panteiści, aby ich zaliczać do osób religijnych??? Czy "wiara" = "religia" tylko wtedy kiedy Tobie to pasuje?

      Pewnie do żadnego, nie wiem. Ja nie zaliczam ich do osób religijnych. Tylko do osób wierzących. Pytanie dotyczyło "WIARY", a nie przynależności religijnej naukowców.
      pokaż całość

    •  

      @Czesiek_God_Usopp:

      Rzeczywiście trochę się zagalopowałem z tym "identyczne". Lepiej pasuje "podobne". Rozumiem to doskonale. Tylko czy czytelnik Boga Urojonego będzie tego świadom? W końcu badanie nr. 2 dotyczy mniejszego odsetka naukowców w USA.

      Nie, nie rozumiesz tego wcale. Drugie badanie dotyczy takiego odsetka jakiego dotyczy, bo wykonane było na inaczej zdefiniowanej grupie demograficznej (której mniejsza liczebność nie była jedyną, a na pewno nie najważniejszą cechą). Równie dobrze można przeprowadzić badanie na naukowcach niebieskookich albo lubiących herbatę.

      Tak. Czytelnik o tym będzie wiedział, bo Dawkins w kółko to powtarza. Na co podałem cytaty. Ale widzę, że nie czytaleś nawet ich...

      Ja zacytowałem. Przeczytaj mój pierwszy komentarz jeszcze raz.

      Przeczytalem. Poza pustymi zarzutami o "oczywistościach", "ogólnikach" i "pustosłowiach" żadnego pytania tam nie zacytowałeś.

      Zmieniłoby w ten sposób, że czytelnik by wiedział do jakiego rodzaju "wiary" odnosili się ankieterzy.

      Niby z jakiej racji przenosisz własne wrażenia na innych czytelników? Czemu tak nisko ich oceniasz?

      Pewnie do żadnego, nie wiem. Ja nie zaliczam ich do osób religijnych. Tylko do osób wierzących. Pytanie dotyczyło "WIARY", a nie przynależności religijnej naukowców.

      Nie. Pytanie dotyczyło wiary w osobowego Boga. A nie bezosobowego, czyli deistycznego czy panteistycznego.

      Możesz po prostu przyznać, że Cię poniosło i skończyć ten temat? Nic tu nie ugrasz.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    No jak tam neuropiaki, przygotowani na srogie oranko ( ͡° ͜ʖ ͡°)?
    #dawkins #nye #billnye #neuropa #4konserwy #nauka

    źródło: i.4cdn.org

  •  

    Kojarzycie Dawkinsa, prawda? Najsłynniejszy popularyzator darwinizmu i wróg religii. Polecam więc fragment (od 36:56), w którym Peter Singer potężnie uderza w Dawkinsa darwinizmem, a następnie poprawia religią, rozkłada go na łopatki w jego dziedzinach. A chodzi o weganizm/wegetarianizm, czy po prostu o jedzenie mięsa.

    Singer:

    Myślę, że na pewien sposób lepiej od ciebie przyswoiłem darwinizm, moim zdaniem wciąż mają na ciebie wpływ pozostałości, ślady wierzeń religijnych, które wyodrębniają człowieka spośród zwierząt. Przez niezaprzestanie jedzenia mięsa podzielasz powszechny pogląd, że "w jakiś sposób rzeczywiście przewyższamy zwierzęta przez samą przynależność do gatunku Homo Sapiens" - mimo że tak naprawdę nie podzielasz przekonań, na których opiera się ten pogląd

    To było moje tłumaczenie, oryginał:

    I think in a way I've assimilated Darwinism on this issue better than you have, because I think that you perhaps are still influenced by these vestiges of religious believe that separate us from the animals and by continuing to eat meat you're part of that general view that says "well, we are in some way superior to animals" - even though you don't really believe the foundations of that view

    Warto też posłuchać bardzo kiepskiej moim zdaniem odpowiedzi Dawkinsa.

    #dawkins #ewolucja #weganizm #wegetarianizm #religia #nauka #filozofia
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

    +: P..............n, Kampala +10 innych
  •  

    Dawkins mówi 3-minutowy wykładzik o memach, potem wchodzi jakiś elektro-tranco-kolorowy miks z jego słów, mający chyba odzwierciedlić mutację i rekombinację memów, a następnie wraca Dawkins i gra na elektronicznej fujarce xD 10/10 polecam.

    #ewolucja #heheszki #dawkins i nie wiem jak otagować, a naprawdę warto to obejrzeć. Zaryzykuję #liganauki ze względu na pierwszą część i #reklamakreatywna, bo to jest projekt agencji reklamowej Saatchi & Saatchi pokaż całość

    źródło: youtube.com

    +: j......o, n.....2 +43 innych
  •  

    Zaproszenie dla Richarda Dawkinsa na konferencje sceptykow w Nowym Jorku, na ktorej mial przemawiac, zostalo anulowane, bo retweetnal filmik nabijajacy sie z hipokryzji niektorych feministek odnosnie islamu: #

    Nie rozumiem tych ludzi, sami daja mu argumenty na wysmiewanie regresywnej lewicy. Jeszcze czego sie spodziewaja po najslawniejszym piewcy ateizmu, ze dla niektorych religii bedzie robil wyjatek? Mam nadzieje, ze srodowiska prawdziwie sceptyczne stana za Richardem murem i nie pokaza sie na tym zjezdzie.

    Tu odpowiedz Dawkinsa (ktory zachowal sie bardzo uprzejmie, a jego jedynym zarzutem bylo to, ze nie dali mu znac wczesniej): #
    Link do filmiku: #

    #bekazlewactwa #dawkins #neuropa #4konserwy
    pokaż całość

  •  

    Uwielbiam jak kreacjoniści sami się poniżają.
    W 1989 roku Dawkins w recenzji książki "Rozwiązanie zagadki ewolucji" napisał że jeśli ktoś nie wierzy w ewolucję to musi być "ignorantem, głupcem albo szaleńcem". Teraz przenosimy się 24 lata do roku 2013- Karl L. Dahlstrom wydaje książkę "Zorganizowany Wszechświat" w której "udowadnia" że ewolucja jest nieprawdziwa, oczywiście w środowisku naukowym nikt jej nie bierze na poważnie. W zeszłym roku wysunął pozew sądowy przeciwko Dawkinsowi w którym napisał że Dawkins gdy pisał tamtą recenzję musiał mieć na myśli właśnie Dahlstroma (mimo że Dawkins wypowiedział te słowa 24 lata wcześniej...) i domaga się odszkodowania w wysokości 58 milionów dolarów za straty finansowe i za to że przez niego ludzie go nienawidzili i wyśmiewali. Do tego domagał się usunięcia każdej kopii ww. recenzji z internetu i wszystkich publikacji prasowych które o niej wspominają (lol). Jakbym nie zobaczył tego pozwu na własne oczy to nigdy bym nie pomyślał że można być takim debilem. Pozew został odrzucony przez sąd w zeszłym tygodniu.
    I jak tu brać takich ludzi na poważnie?
    http://www.patheos.com/blogs/friendlyatheist/2016/01/10/the-58-million-frivolous-lawsuit-against-richard-dawkins-is-finally-over/
    #kreacjonizm #ewolucja #dawkins #nauka
    pokaż całość

    +: t......n, M......._ +11 innych
  •  

    W Polsce w śmiesznych tytułach filmików na YT króluje (xD) Korwin. Każdy chyba zna tytuły "Korwin masakruje lewaka", "Korwin miażdzy feministkę" itp. itd. W stanach chyba taką osobą jest Richard Dawkins :P

    Richard Dawkins stunned by stupidity
    https://www.youtube.com/watch?v=j-Eb7k87gO0

    Richard Dawkins irritated by irrationality
    https://www.youtube.com/watch?v=PKe4fshETQ4

    Richard Dawkins Upsets A Mormon
    https://www.youtube.com/watch?v=CtBe_nehW3A

    RICHARD DAWKINS GIVES BILL O'REILLY A BEATING
    https://www.youtube.com/watch?v=IBPn8_KuARM

    XD

    A tak w ogóle to do niedawna nie zdawałem sobie sprawy jaki w USA mają problem z tym kreacjonizmem. Profesor biologii musi się kłócić na wizji z debilami którzy uważają że Ziemia ma 6 tysięcy lat, wierzą w Arkę Noego itp. itd.

    Polska też jest bardzo religijnym krajem, ale nawet zagorzali katolicy uznają ewolucję, wiek Ziemi itp. Kreacjonistów jest minimalna ilość.

    #dawkins #richarddawkins #nauka #biologia #kreacjonizm #religia
    pokaż całość

  •  

    Czy nie starczy, że ogród jest piękny? Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?
    ~ Douglas Adams
    #cytaty #wiara #religia #dawkins #ateizm #bogurojony

  •  

    "Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie. "

    #cytaty #zycie #dawkins #rozplatanieteczy #cytatywielkichludzi
    pokaż całość

    +: ksiak, g.........a +7 innych
  •  

    Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie.

    Richard Dawkins, Rozplatanie tęczy (ang. Unweaving the Rainbow, 1988)
    #dawkins #genetyka #cytatywielkichludzi #smierc #przemyslenia
    pokaż całość

    +: Ex3, m.......y +7 innych
  •  

    "Według badań przeprowadzonych przez Agencję Gallupa już w roku 1954 trzy czwarte amerykańskich chrześcijan (Tak katolików, jak protestantów) nie potrafiło wymienić imienia nawet jednego starotestamentowego proroka, ponad dwie trzecie nie wiedziało, kto wygłosił Kazanie na Górze, a dla znacznej części Mojżesz był jednym z dwunastu apostołów. Już wtedy USA były jednym z najbardziej religijnych państw wśród krajów rozwiniętych." – Richard Dawkins Bóg urojony
    #ateizm #bekazkatoli #religia #dawkins #cytaty #cytatywielkichludzi #ksiazki
    pokaż całość

    +: s......e, G....n +5 innych
  •  

    Cytacik o Dawkinsie i jego Bogu urojonym ze starego numeru Świata Nauki, który zgarnąłem z biblioteki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ta napisana z bliską arogancji pewnością siebie książka autora, który z dumą wyznaje, że nie ma pojęcia o teologii i filozofii, aż prosi się, by ją sparodiować. Jest ona bowiem, dokładnie tak, jak dzieła niektórych lewicowych poststrukturalistów, choć szlachetna w zamierzeniu − świadectwem znaczącego obniżenia standardów intelektualnych, zatruwających niezwykle ważne debaty intelektualne, społeczne i polityczne.

    #ksiazki #dawkins #nauka
    pokaż całość

    +: H....r, kurp +19 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów