•  

    Najbliższe nawet stosunki dobrowolnej łączności pomiędzy narodami opierają się na traktatach i przymierzach, regulujących wzajemne prawa i obowiązki w imię wspólnych celów. Etyka społeczna wymaga sumiennego wypełniania dobrowolnie przyjętych zobowiązań — oto wszystko. Poza tym, stosunki polegają na wymianie usług, opartej na zasadzie do ut des. To jest jedynie normalne wskazanie zarówno polityki jak i etyki społecznej, w dzisiejszym stanie zwykłych stosunków międzynarodowych. Kto daje ponadto, kto czyni ofiarę z interesów swego narodu, nie otrzymując dla niego nic w zamian, popełnia wobec niego przestępstwo, gwałci zdrowy jego instynkt samozachowawczy, a pogwałcenia takiego nigdy sprawiedliwość dziejowa nie pozostawia bez kary.

    Wdzięczność za doznane przysługi, to najelementarniejsze uczucie altruistyczne, na wzajemności oparte, wyrażać się może w polityce międzynarodowej o tyle tylko, o ile nie pociąga za sobą ofiary z żadnego żywotnego interesu narodu. Długi wdzięczności płacić się powinno cennymi być może dla otrzymującego, ale nie przynoszącymi uszczerbku dającemu usługami. Tego wymaga typ obecny stosunków międzynarodowych.
    Zygmunt Balicki, Egoizm narodowy wobec etyki, 1903


    #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Z racji tego, że to pierwszy wpis w tym roku w #myslnarodowa to wszystkiego najlepszego wam koleżanki i koledzy. Oby również dla naszej Ojczyzny i Narodu to był lepszy rok od poprzedniego.

    Jak rozwój organiczny polega na coraz ściślejszym uzależnianiu wzajemnych tkanek, organów i składających je komórek, tak rozwój społeczeństwa prowadzi do coraz ściślejszej zależności wzajemnej poszczególnych warstw i składających je jednostek. Im społeczeństwo więcej posunięte jest w rozwoju, im więcej jest społeczeństwem, tym mniej jednostka w stosunku do innych członków społeczeństwa jest, czym chce być, a tym więcej, czym być musi. Nie trzeba się tym martwić, bo ten przymus społeczny prowadzi do poddania szablonowi bardziej powierzchownych sfer życia duchowego jednostki, nie naruszając głębszej istoty ducha, i tam, gdzie jest ona silna, ułatwia tylko rozwój jej indywidualnej odrębności na wyższych szczeblach. Anglicy np. są społeczeństwem, w którym przymus społeczny, a stąd sformalizowanie zewnętrznej strony życia jest najsilniejsze, a jednocześnie nigdzie nie spotykamy tak silnych jak w Anglii indywidualności duchowych.

    W społeczeństwie szlacheckim w Polsce wzajemne uzależnienie jednostek było niesłychanie słabe, tak słabe, że nie było to w całym tego słowa znaczeniu społeczeństwo. Dzięki przelaniu całej sfery funkcji społecznych pierwszorzędnej wagi na żywioł obcy, żadnymi węzłami moralnymi z resztą ludności nie związany, to społeczeństwo szlacheckie znakomicie izolowało się od reszty narodu i w nie zwalczanym przez nikogo przywileju wytworzyło sobie warunki egzystencji wprost cieplarnianej, prowadzonej bez współzawodnictwa, bez walki, bez wytężania energii, bez zużytkowania zalet osobistych, bez narażania się na zgubę przez wady i słabości własne. Los przeciętnego szlachcica nie zależał zupełnie od jego zdolności i właściwości charakteru, był on tak obwarowany przywilejem i normą życia, że osobiste przymioty bardzo mało o nim decydowały: mógł on być geniuszem i kretynem, mógł być człowiekiem chrystusowej moralności i nikczemnikiem, mógł być wcieleniem energii i klasycznym niedołęgą, w końcu nawet, w okresie upadku mógł być równie dobrze tchórzem jak rycerzem – zawsze mógł według normy szlacheckiej żyć i zachować swe moralne stanowisko śród braci-szlachty, bo przez to, że był szlachcicem, był członkiem rodziny.

    Tak też było. Obok człowieka światłego przez miedzę siedział ignorant, obok cnotliwego - podły, obok dzielnego – tchórz i niedołęga; często jeden i drugi zajmowali równe śród braci szlachty stanowisko, jednemu i drugiemu jednakowo się powodziło. Porównajmy to położenie społeczne z położeniem np. kupca. Ten nie może być głupi, ale nie wolno mu być zbyt wyrafinowanym umysłowo; nie może być nieuczciwym, ale też źle by wyszedł, gdyby był idealistą; nie może być niedołężnym, ale też zgubiłaby go energia rozpierająca konieczne ramy.

    Słowem, ten musi być czymś, podczas gdy szlachcic polski bardzo mało musiał, a przeważnie był, czym chciał. Chciał siedzieć w księgach – to siedział, chciał gardzić sztuką czytania i pisania – mógł gardzić; chciał być dobroczyńcą swego otoczenia – to był, chciał być jego plagą – mógł także; chciał życie oddać za ojczyznę – to je oddał, chciał ją zdradzać – to zdradzał. W Polsce jak kto chce – mówiło przysłowie.
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1903


    #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Nigdy na młodsze pokolenia nie spadało tak wielkie zadanie, jak w dobie obecnej – zadanie
    względem swego narodu i względem samych siebie. Nigdy im tak nie groziło, że zgubią się w
    chaosie zdezorganizowanego życia, w ogromie wyrastających przed nimi, nie rozwiązanych zagadnień.


    Doba przewrotu, w którym starsze cywilizacyjnie, potężne narody słabną i maleją, otwiera
    młodszym i dotychczas słabym widoki na większą rolę w świecie. Do zdobycia wszakże tej roli nie
    wystarczą im przyjazne warunki zewnętrzne. Trzeba do tego energii zbiorowej narodu i rozumu, tą
    energią kierującego.


    Energia i rozum narodów, to nie są rzeczy przypadkowe. Zjawiają się one tam, gdzie naród
    jest zwarty, mocno moralnie związany, a giną tam, gdzie tradycyjne węzły narodowe ulegają
    rozkładowi. Historia dostarcza wielu przykładów, gdzie naród nieliczny i ubogi zdobywał sobie
    wielkie miejsce w świecie, dzięki temu, że wiązały go wewnątrz ścisłe węzły moralne, które mu
    dawały potężną wolę i mądrość praktyczną.


    Toteż najjaśniejszym zjawiskiem naszego życia jest ten silny prąd w naszych młodszych
    pokoleniach do budowania życia na tradycyjnych podstawach narodowych, do zacieśnienia
    węzłów moralnych, czyniących naród zwartą całością, do wymiecenia z życia pierwiastków
    rozkładu, które duszę narodu plugawią i siły jego paraliżują.


    Spotężnienie tego prądu i konsekwentnie prowadzona przezeń praca da narodowi energię i
    rozum, potrzebne do sprostania wielkim, spadającym nań dzisiaj zadaniom.
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1903


    #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    pokaż spoiler Zachęcam do obserwowania #myslnarodowa i do dopisania się do spamlisty.


    W naszem państwie, które w początku tego okresu zostało powołane do ponownego istnienia, którego nadto położenie geograficzne jest najtrudniejsze ze wszystkich państw europejskich, zagadnienia budowy państwa i jego bezpieczeństwa nazewnątrz przysłoniły nam w znacznej mierze charakter tego nowego okresu dziejów Europy i jego główne rysy. Niemniej przeto odczuliśmy je w swem życiu mocno, i nowe ogólno-europejskie zagadnienia siłą swego znaczenia i dla nas wysunęły się na czoło polityki wewnętrznej.

    W żadnej dziedzinie polityki nie wykazaliśmy dotychczas poważniejszej twórczości, zarówno z braku sił twórczych, gruntowniej do działania politycznego przygotowanych, jak z powodu ogromu zagadnień, który spadł na nasze państwo, zagadnień, domagających się rozwiązania w krótkim czasie. W wielu dziedzinach polityka nasza jest płytkiem naśladowaniem wzorów, dla których grunt naszego kraju jest całkiem nieodpowiedni, wzorów często, które już się przeżyły tam, skąd je czerpiemy.

    Państw o nasze powstało w pewnych warunkach czasu i nie może istnieć, zamykając oczy na zagadnienia, które ten czas przyniósł, które są zagadnieniami ogólno-europejskiemi, a więc i naszemi. Istnieje ono wszakże w pewnych warunkach miejsca, które sprawiają, że te zagadnienia stają przed nami w odmiennej postaci, niż w innych krajach że do rozwiązywania ich nie rozporządzamy wielu środkami, któ­re znajdują się w rękach innych narodów, natomiast posiadamy środki, jakich one nie mają, że wreszcie tym zagadnieniom towarzyszą inne, wyłącznie nasze, które je komplikują.

    Ani nie zbudujemy należycie naszej machiny państwowej, ani nie zorganizujemy tak niezbędnej w naszych warunkach potęgi zewnętrznej państwa , jeżeli nie zabierzemy się z całą energją i konsekwencją do zorganizowania naszej polityki gospodarczej , czyl i do rozwiązywania zagadnienia naszej wytwórczości, oraz do zorganizowania naszej wewnętrznej równowagi politycznej, czyli do rozwiązania zagadnienia rządu.

    Do osiągnięcia tego celu nie doprowadzi nas płytkie naśladowanie tego, co się gdzieindziej robi.
    Roman Dmowski, Zagadnienia rządu, 1927


    #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: racjonalista.tv

  •  

    Cały postęp moralny ludzkości polega na stopniowym podnoszeniu się stosunków społecznych niższego typu na szczeble coraz wyższe: każdy trwały krok w tym kierunku będzie dobrem bezwzględnym, każde cofnięcie się — złem. Na to jednak, aby stan wrogiego antagonizmu, mający swe realne społeczne przyczyny, zamienił się na spokojne pożycie obok siebie lub współdziałanie, nie dość jest nakazów moralnych, właściwych etyce idealistycznej, które mają tego skoku dokonać, a w gruncie rzeczy częstokroć tylko wikłają i opóźniają rozwiązanie kwestii. Na to trzeba usunięcia samych przyczyn antagonizmu i likwidacji sporu. W tym też kierunku idą wskazania etyki społecznej zarówno jak prawa naturalnego, to też vim vi repellere omnes leges omniaque jura permittunt(wszystkie ustawy i wszystkie prawa pozwalają siłę odeprzeć przy pomocy siły - przyp. TbS). Obowiązkiem moralnym jest odeprzeć napaść, gwałt lub bezprawie i zapobiec ich powtórzeniu się w przyszłości, gdyż w ten tylko sposób stosunek jawnego lub ukrytego antagonizmu zamienić się może na stosunek typu wyższego. Odwrotnie, jeżeli pomiędzy dwiema jednostkami lub grupami panuje stan wzajemnego zaufania, pogwałcenie tej równowagi będzie uznane za czyn niemoralny, i to niezależnie nawet od poziomu kultury etycznej środowiska. Dlatego też wiarołomstwo spotyka się z ogólnym potępieniem nie tylko w sferze stosunków cywilizowanych, ale nawet wśród dzikich i kryminalistów.

    Etyka społeczna wymaga, abyśmy przyjaciół nie traktowali jak wrogów, a wrogów jak przyjaciół. Moralnym też będzie antagonizm, wywołany przez przymusowe połączenie odpychających się wzajemnie indywidualności, a niemoralną uległość wobec przemocy, gdyż pierwszy jest wyrazem energii ducha i dąży do usunięcia przyczyn stosunku wrogiego, druga — jest objawem upadku ducha i bierności, zdolnej tylko stan przemocy utrwalić.

    Parafrazując niewystarczającą, a w części wadliwą formułę Kanta, można by postawić następujący powszechny i bezwzględny nakaz moralny: >Postępuj tak, aby postępowanie twoje odpowiadało naturze zachodzącego stosunku, a w ostatecznych swych wynikach prowadziło do wyższego stopnia uspołecznienia<. Tę samą zasadę etyczną wyrazić możemy w innych słowach: >Nie obniżaj samowolnie typu stosunków społecznych, dąż do stałej ich równowagi, a po jej osiągnięciu, zmierzaj do podniesienia tego typu o szczebel wyżej<.

    Tak pojęta etyka społeczna jest wyrazem poczucia moralnego wszystkich czasów i wszystkich ludów, a stosuje się zarówno do życia prywatnego jak i publicznego, obejmuje tak samo postępowanie jednostek, jak grup społecznych i narodów wobec siebie. Taka tylko etyka może być jedną, powszechną i bezwzględną.
    Egoizm narodowy wobec etyki, Zygmunt Balicki, 1902


    #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Prawicowe rozeznanie polityczne w pigułce:

    1933:
    „rewolucja narodowa, burząca rządy demokracji, w miarę swego szerzenia się w Europie niesie Polsce ratunek. Zwyciężyła ona dotychczas tylko w dwóch krajach, we Włoszech i Niemczech, ale wszystko przemawia za tym, że jej zwycięstwo w całej Europie jest nieuchronne”

    Tak, #4konserwy, to wasz ukochany guru, źródło mądrości wszelakiej, Roman Dmowski.
    #historia #polityka #bekazprawakow #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Walka, którą kierunek narodowy rozpoczął na dwa fronty, z jednej strony z kosmopolityzmem socjalistycznym, z
    drugiej — z abdykacją lojalistyczną, miała początkowo za punkt wyjścia jedynie i wyłącznie zachowawczość
    narodową: pierwszy zbijał nie z punktu widzenia konserwatyzmu ekonomicznego, ani interesów klas posiadających,
    drugą — nie w imię taniego antylojalistycznego liberalizmu, ale oba prądy zwalczał ze stanowiska patriotyzmu
    polskiego i polskiej myśli narodowej.
    Rozkładowy radykalizm szedł od młodzieży, na nią więc przede wszystkim zaczęto oddziaływać, by wychować
    nowe pokolenie, stojące mocno na gruncie narodowym, jednolite pod względem swego typu na całym obszarze
    Polski, silne charakterem, wolne od grasującego doktrynerstwa. Od tej młodzieży zaczął się pierwszy odpór dany
    zalewowi kosmopolityzmu, z niej wyszedł zastęp ludzi, zaprawionych w zorganizowanym działaniu, zdolnych całe
    życie poświęcić sprawie publicznej, umiejących „żyć dla Ojczyzny a nie tylko ginąć dla niej”, trzeźwych w polityce
    i nawykłych do mierzenia jej przy pomocy jedynego najwyższego sprawdzianu — interesu narodowego.
    Praca oświaty narodowej, prowadzona w jednej wielkiej organizacji, obejmującej zarówno lud wiejski, jak
    robotników i inteligencję, przyczyniła się do zatarcia uprzedzeń, wyłączności i niechęci klasowych, uchroniła
    włościan przed propagandą rządową i demagogiczną polityką waśni wewnętrznej, sianej w imię carskiej opieki nad
    ludem, dała temu ludowi narodową tradycję, narodowe poczucie, na koniec wprzęgła go do pracy obywatelskiej w
    jedynej organizacji samorządu, jaką posiadamy — w gminie i na tym polu wydala w czasach ostatnich znakomite
    owoce. Działalność na Unii przywróciła polskości znaczną większość tej ludności kresowej, którą do niedawna za
    straconą uważano.
    Kierunek demokratyczno narodowy zwrócił się do ludu wiejskiego, jako do warstwy najsilniejszej, z której
    wypłynąć może odrodzenie narodu, która dostarczy mu nowych zastępów, silnych, zdrowych w swych instynktach,
    zdolnych do organizacji, a zarazem bardziej od innych warstw odpornych na wszelką demoralizację, skądkolwiek
    by pochodziła, zwrócił się więc do ludu w imię zachowawczości narodowej, w rezultatach zaś swej pracy dziś już
    osiągnął znaczny i realny postęp w samodzielności tej warstwy, w jej obywatelskim i narodowym wyrobieniu.
    Zygmunt Balicki, Czynniki zachowawcze i postępowe, 1905


    pokaż spoiler Zapraszam do dopisania się do spamlisty i obserwowania tagu #myslnarodowa


    #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Wiele się mówi dziś o bankructwie parlamentaryzmu. Niewątpliwie ustrój reprezentacyjny w tej postaci, do której w Europie doszedł, przy której rządy wychodzą z parlamentu i przez parlament są w każdej chwili obalane, coraz mniej wytrzymuje krytykę. Kierowanie polityką państwa w całości i w poszczególnych jej działach oddaje się ludziom niekompetentnym, często wprost nieinteligentnym, których całą kwalifikacją jest zdolność demagogiczna lub zręczność w intrygach, którym wszystko jedno jest, co im powierzą - handel i przemysł, oświatę czy marynarkę, byleby zostali ministrami; w chwilach zaś najważniejszych dla losów państwa brak jednego głosu większości wywołuje kryzys i państwo pozostaje na krótszy lub dłuższy czas bez rządu; po załatwieniu zaś kryzysu przychodzi nowy rząd, który w mniejszej lub większej części nagle wywraca to, co poprzedni zrobił. Ten system coraz surowiej jest sądzony przez ludzi myślących i coraz powszechniej go się uważa za klęskę krajów europejskich. Bankructwo wszakże polityczne Europy leży głębiej.
    Zbankrutowała polityka klasowa.
    Źródłem polityki klasowej było oparcie ustroju politycznego państw wyłącznie na prawach jednostki, przeciwstawionej społeczeństwu. Wbrew temu, co o niej twierdzili filozofowie XVIII wieku, przeciętna jednostka ludzka, wyzwolona z więzów religijnych i społecznych, kieruje się przede wszystkim swymi bezpośrednimi, na krótką odległość widzianymi interesami materialnymi. Uczynienie tedy jej podstawą bytu państwowego musiało pociągnąć za sobą w życiu politycznym zapanowanie polityki klasowej, w życiu zaś moralnym skrajne zmaterializowanie.
    Zbankrutowała zasada praw jednostki , tak pojęta , jak ją pojęła rewolucja francuska .
    Nie trzeba zapominać, że nasza cywilizacja, cywilizacja rzymska, wielkość swoją, swą wyższość nad wszystkimi innymi zawdzięcza przede wszystkim temu, że podniosła jednostkę ludzką i uczyniła ją przedmiotem prawa; nasza zaś religia, religia chrześcijańska, jest religią jednostki, ma w pieczy indywidualną duszę ludzką i kształci jej moralną samoistność. Jednakże cywilizacja ta pojmuje jednostkę w rodzinie i w społeczeństwie, a ponad prawa jednostki stawia salus reipublicae - dobro całości społecznej i politycznej oraz siłę węzłów religijnych, moralnych i prawnych, czyniących ze zbiorowiska ludzkiego jedną całość. Zasada wszakże praw jednostki, wyzwolonej z wszelkich krępujących ją więzów, przeciwstawionej społeczeństwu i państwu - pojmowana, jak ją pojęła rewolucja francuska i jak ją pojmuje dotychczas wiek XX - jest zabójczym wypaczeniem podstaw cywilizacji rzymskiej.
    Oparłszy na tej zasadzie swój byt polityczny, narody europejskie tracą szybko swą spójność i siłę wewnętrzną, coraz mniej okazują się zdolnymi do wytworzenia rządu, umiejącego pokierować państwem, sprostać jego zadaniom politycznym i gospodarczym.
    Roman Dmowski, Zagadnienia rządu, 1927


    #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Nacjonalizm zahamowany, zwyrodniały i niezaspokojony, stanowi jeden z ropiejących wrzodów
    naszych czasów. Ale nacjonalizm, prawidłowo pojęty i oroszony opieką, jest wielką silą wznoszącą
    i życiodajną, jest ocloną zarówno przeciw szowinizmowi, jak i przeciw materializmowi - przeciw
    wszystkim silom niszczącym cywilizację i osobowość, które nękają i obniżają umysły i dusze
    współczesnych ludzi.


    Pięknie wyraził tę samą myśl Papież Pius XII w Encyklice "Summi Pontificatus": W miarę jak
    narody się cywilizują, różniczkują się coraz to bardziej w swych sposobach życia i zarządzania
    swymi sprawami. Nie stanowi to jednak powodu, dla którego musiałyby się wyrzec jedności
    ogólnoludzkiej rodziny. Raczej powinny bogacić tę rodzinę, dodając swój wkład do jej
    różnorodnych zasobów, stosownie do swych .szczególnych uzdolnień.


    Również Papież Pius XI w Encyklice Caritate Christi Compulsi wyraził przekonania, że słuszny
    porządek chrześcijańskiego miłosierdzia nie stoi w sprzeczności z prawą miłością do swego kraju i
    z uczuciem usprawiedliwionego nacjonalizmu; wręcz przeciwnie kontroluje je, uświęca i ożywia.
    W literaturze angielskiej spotyka się wyrażenie "enlighted nationalism" - oświecony nacjonalizm,
    na określenie ideału naszych czasów. Tego typu nacjonalizm nie tylko nie szczuje jednego narodu
    przeciw drugiemu, lecz staje się źródłem uczuć ogólnoludzkich.
    Adam Doboszyński, Teoria Narodu 1947


    #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: nop.org.pl

    •  

      @mopo: polecam zapisanie się do listy ( ͡º ͜ʖ͡º)

      @Barnabeu: a moim zdaniem jeszcze bardziej przystaje polski nacjonalizm do obecnych czasów niż tamtych. Wtedy to szowinizm święcił triumfy, gdy prawo silniejszego miało prymat, a dzisiaj to zdrowy nacjonalizm może ocalić Europę. Europę jako kontynent narodów wzajemnie szanujących swoje odrębności i ich pielęgnowanie, ale jednocześnie rozumiejącą wspólne interesy w otoczeniu geopolitycznym. Jakiś czas temu wrzucałem cytat Doboszyńskiego odnośnie Unii Europejskiej, która wtedy nawet jeszcze nie była marzeniem elit europejskich. pokaż całość

    •  

      @TenebrosuS: cały nacjonalizm rozbija się o to ze ludzie (szczególnie ci prości) potrzebują czuć przynależność do grupy. Jeśli jeszcze do tego jest jasno zdefiniowany wróg to już umysł takiego prostaka jest ukojony jak trzyletnie dziecko utulone do snu przez matkę. Taka jest geneza praktycznie wszystkich ludzkich podziałów.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Z okazji Narodowego Święta Niepodległości warto przypomnieć w #myslnarodowa ten cytat z "Myśli nowoczesnego Polaka" Romana Dmowskiego.

    Jestem Polakiem – to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy.

    Jestem nim nie dlatego tylko, że mówię po polsku, że inni mówiący tym samym językiem są
    mi duchowo bliżsi i bardziej dla mnie zrozumiali, że pewne moje osobiste sprawy łączą mnie bliżej
    z nimi, niż z obcymi, ale także dlatego, że obok sfery życia osobistego, indywidualnego znam
    zbiorowe życie narodu, którego jestem cząstką, że obok swoich spraw i interesów osobistych znam
    sprawy narodowe, interesy Polski, jako całość, interesy najwyższe, dla których należy poświęcić to,
    czego dla osobistych spraw poświęcić nie wolno.


    Jestem Polakiem – to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym Jego obszarze i przez
    cały czas jego istnienia zarówno dziś, jak w wiekach ubiegłych i w przyszłości; to znaczy, że czuję
    swą ścisłą łączność z całą Polską: z dzisiejszą, która bądź cierpi prześladowanie, bądź cieszy się
    strzępami swobód narodowych, bądź pracuje i walczy, bądź gnuśnieje w bezczynności bądź w
    ciemności swej nie ma nawet poczucia narodowego istnienia; z przeszłą – z tą, która przed
    tysiącleciem dźwigała się dopiero, skupiając koło siebie pierwotne pozbawione indywidualności
    politycznej szczepy, i z tą, która w połowie przebytej drogi dziejowej rozpościerała się szeroko,
    groziła sąsiadom swą potęgą i kroczyła szybko po drodze cywilizacyjnego postępu, i z tą, która
    później staczała się ku upadkowi, grzęzła w cywilizacyjnym zastoju, gotując sobie rozkład sił
    narodowych i zagładę państwa, i z tą, która później walczyła bezskutecznie o wolność i niezawisły
    byt państwowy; z przyszłą wreszcie, bez względu na to, czy zmarnuje ona pracę poprzednich
    pokoleń, czy wywalczy sobie własne państwo, czy zdobędzie stanowisko w pierwszym szeregu narodów.
    Wszystko co polskie jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to co jest w nim marne.


    Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich
    poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.


    Bo im szerszą stroną mego ducha żyję życiem zbiorowym narodu, tym jest mi ono droższe,
    tym większą ma ono dla mnie cenę i tym silniejszą czuję potrzebę dbania o jego całość i rozwój. Z
    drugiej strony, im wyższy jest stopień mego rozwoju moralnego, tym więcej nakazuje mi w tym
    względzie sama miłość własna. Na niższych szczeblach moralności postępowanie człowieka
    względem bliźnich, o ile nie wypływa z życzliwości dla nich, uzależnia się wyłącznie od obawy
    odwetu, kary, czy to w życiu doczesnym, czy w zagrobowym. W miarę wszakże cywilizacyjnego
    postępu coraz wyższe postacie miłości własnej kierują naszą moralnością. Człowiek cywilizowany
    nie postępuje nikczemnie dlatego przede wszystkim, że zanadto siebie samego szanuje. To
    poszanowanie samego siebie wytwarza też odpowiedni stosunek do własnego narodu. Poczucie swej
    godności, które zabrania człowiekowi kraść lub żebrać, nie pozwala mu również korzystać z dóbr
    narodowych, nie dokładając nic do nich od siebie, nie pracując nad ich pomnożeniem i nie biorąc
    udziału w ich obronie. Pewien stopień inteligencji pozwala człowiekowi zrozumieć, w jakiej mierze
    duchowe bogactwo narodu jest podstawą rozwoju jednostki, jak wiele zatem każdy korzysta z
    narodowego dobra, odpowiednia zaś dojrzałość moralna zmusza go do uznania faktu, że korzystając
    z tych dóbr, a nie dając nic w zamian lub dając za mało, jest na łasce swego społeczeństwa, jak
    żebrak w dobroczynnym przytułku. I sama miłość własna, niezależnie od przywiązania do ojczyzny,
    nakaże mu uznać obowiązki narodowe, pracować dla ojczyzny, walczyć za nią, dawać jej jak
    najwięcej w zamian, za to co od niej bierze.


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis

    fot. PAP
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Nienawidzę ludzi nikczemnych, bez względu na to, czy są Niemcami, Moskalami, czy
    moimi własnymi rodakami, a może najwięcej w ostatnim wypadku. Nienawidzę nauczycieli,
    którzy, mając z powołania swego obowiązek uczyć i wychowywać młodzież, znęcają się nad nią,
    zabijając jej siły fizyczne w zarodku, znieprawiają ją moralnie, powstrzymują lub wypaczają jej
    rozwój umysłowy. Nienawidzę sędziów, którzy miast czynić sprawiedliwość, nadużywają prawa
    do obrony tych lub innych interesów, do prześladowania politycznych przeciwników. Nienawidzę
    urzędników, którzy, będąc organami machiny państwowej, powinni ułatwiać organizację życia i
    przyczyniać się do jego postępu, a tymczasem pracują nad unicestwieniem najlepszych wysiłków,
    nad powstrzymywaniem a nawet cofnięciem życia w jego rozwoju. Nienawidzę duchownych,
    którzy postawieni dla podnoszenia ludu moralnie i zaopatrzeni w tym celu w tak potężne środki,
    jak konfesjonał i kazalnica, używają ich na rzecz bieżących interesów politycznych. Postępowanie
    ich wszystkich poczytuję w większej lub mniejszej mierze za taką samą zbrodnię, jaką byłby czyn
    lekarza, który wezwany do chorego, znalazłby w nim osobistego lub politycznego przeciwnika,
    daje mu zamiast lekarstwa – truciznę. Gdybym na Rusi galicyjskiej spotkał nauczyciela Polaka,
    prześladującego dziecko za to, że jest ono dzieckiem ruskim, że po rusku mówi, czułbym do niego
    nie mniejszy wstręt od tego, jaki budzi we mnie moskiewska i pruska kanalia pedagogiczna...
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1903


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: dzieje.pl

    •  

      @TenebrosuS: Jeśli rzecz się rozchodzi o nomenklaturę, to wolę by kojarzyć Dmowskiego i jego nurt z "obywatelstwem", niż z volkiem-narodem, będącym w całej swej istocie jaskinią wypełnioną tymi samymi poglądami, które są najlepsze bo wszyscy tak myślą; a ci co tak nie myślą, to kula albo grabie w łeb.

      Sęk w tym, że - choć specjalistą od twórczości Dmowskiego nie jestem - raczej kojarzę i tenże kojarzony jest (niesprawiedliwie?) z tym drugim, zwłaszcza jego ostatnie lata życia, kiedy odbiła mu bomba żydożercza.

      Jak będzie mi się chciało, to znajdę "piękne" cytaty, które zaprzeczają Twojemu cytatowi. Z Dmowskim - jak z Biblią: zależy z kiedy dany cytat pochodzi.

      Jednak temu, konkretnemu cytatowi, wypada mi tylko i wyłącznie przyklasnąć i życzyć, by wszystkie ameby w naszej pięknej Polsce, a zwłaszcza wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, tak myśleli i -przede wszystkim - tak działali.
      pokaż całość

    •  

      @pabloooga: Dmowski ostro krytykował przez całe swoje życie tych Żydów, którzy chociaż żyją tu od wieków nie są chociażby szczątkowo zasymilowani np. znając język z Polską i Polakami. Z resztą krytykował dokładnie to samo co dzisiaj krytykuje prawica odnośnie muzułmanów: zamykanie się w gettach, brak chęci do nauki chociażby języka, nieidentyfikowanie się z narodem i państwem w którym się żyje.

      Wybitnym znawcą nie jestem, ale nie kojarzę żadnego cytatu skierowanego przeciw Żydom, Rusinom, czy komukolwiek z samego faktu przynależności do danej grupy.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Ani nie zbudujemy należycie naszej machiny państwowej, ani nie zorganizujemy tak niezbędnej w naszych warunkach potęgi zewnętrznej państwa, jeżeli nie zabierzemy się z całą energią i konsekwencją do zorganizowania naszej polityki gospodarczej, czyli do rozwiązywania zagadnienia naszej wytwórczości, oraz do zorganizowania naszej wewnętrznej równowagi politycznej, czyli do rozwiązania zagadnienia rządu.

    Do osiągnięcia tego celu nie doprowadzi nas płytkie naśladowanie tego, co się gdzie indziej robi.

    Nie doprowadzi nas wzmacnianie i rozwijanie polityki klasowej, po pierwsze dlatego, że ta już na Zachodzie wykazuje swoje bankructwo, po wtóre dlatego, że przy stanie kulturalnym znacznej części naszej ludności polityka klasowa przybiera u pewnych żywiołów naszego kraju postać dzikiej walki na noże, nie znającej żadnego hamulca. Między robotnikiem angielskim, odstępującym od strajku powszechnego, gdy mu dowiedziono, że ten jest nieprawny, a posłem na sejm u nas, który wzywa do odbierania gwałtem cudzego mienia, istnieje duża odległość. Niebezpieczne jest dla krajów zachodnich skrajne zmaterializowanie ich mas, ale to niebezpieczeństwo jest umiarkowane przez cywilizowane instynkty społeczne ludności, przez instynkt ładu, prawa itd. Zapytujemy, w co przy takim zmaterializowaniu zamieniałaby się znaczna część ludności naszego państwa, jaki wtedy mielibyśmy odsetek żywiołów wprost kryminalnych, z którymi państwo musiałoby na każdym kroku toczyć wojnę, o ile by mu sił do niej starczyło. Nad tym winni się poważnie zastanowić wyznawcy skrajnego materializmu w polityce i organizatorowie polityki klasowej nie tylko wśród mas, ale i wśród tych, którzy się przed masami bronią.[...]

    Do niczego również nie prowadzą zachcianki naśladowania metod faszyzmu. Faszyzm jest wielkim ruchem twórczym, ale wielkość jego i twórczość pochodzi stąd, że jest on ruchem narodowym, włoską narodową reakcją na idee XIX wieku, że łączy się z nim odrodzenie życia religijnego. Tej istoty jego nie mamy potrzeby naśladować, co najwyżej możemy w jego zwycięstwie znaleźć zachętę i wzmocnić swą wiarę w przyszłość naszych dążeń narodowych. Możemy też od twórców jego wiele się nauczyć w zakresie pogłębienia naszych pojęć i dania właściwego wyrazu politycznego dążeniom narodowym. Metody wszakże polityczne faszyzmu są specyficznie włoskie, zastosowane szczęśliwie do warunków włoskich i do włoskiego charakteru narodowego. One właśnie stanowią tę stronę faszyzmu, której naśladować nie można. Naśladowanie nadto metod faszyzmu bez jego ducha jest czymś, co stoi na biegunie całkiem przeciwnym, jest bliskie bolszewizmu.
    Roman Dmowski, Zagadnienia rządu, 1927


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: wmeritum.pl

  •  

    Dobrobyt zaś materjalny jest pierwszym, najbardziej nie-
    zbędnym warunkiem pomyślnego rozwoju cywilizacyjnego.
    Chłop, któremu brak nawet kartofli w ilości dostatecznej do
    wyżywienia, musi zawsze zostawać analfabeta; robotnik lub
    rzemieślnik, który, by nie umrzeć z głodu, z całą swą rodziną,
    pracuje tyle, że pozostaje mu zaledwie czas, potrzebny na sen
    i względne pokrzepienie sił, nie może nabywać wiadomo-
    ści niezbędnych do pojmowania warunków swego życia, nie
    może zostać myślącym i biorącym udział w sprawach społecz-
    nych obywatelem; człowiek wykształcony, którego zarobek nie
    wystarcza na najskromniejsze potrzeby życiowe, nie może ku-
    pować książek, prenumerować pism - to zaś musi powodować-
    upadek literatury i zanik życia umysłowego w społeczeństwie.
    Nasz patriotyzm, Roman Dmowski, 1893


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis #gospodarka
    pokaż całość

    źródło: polskieradio.pl

  •  

    Bezczynność polityczna nigdy nie uwalnia od odpowiedzialności za klęski spadające na
    naród z powodu czynów niedojrzałych i lekkomyślnych, bo wtedy jest się odpowiedzialnym za to,
    że się w ważnej chwili dziejowej nic nie robiło. Gdybyśmy nawet uznawali, że ostatnie powstanie
    nie przyniosło krajowi nic prócz nieszczęścia, to któż ma prawo jego twórcom złorzeczyć? Czy ci,
    którzy w tak doniosłej chwili narodowego życia z założonymi rękami patrzyli na to, co się w kraju
    działo?, czy ci, co bierni dali się unosić ogólnej fali? czy ci wreszcie, co próbowali działać w
    innym kierunku, ale działali tak słabo lub nieumiejętnie, że usiłowania ich przeszły bez śladu?...


    Społeczeństwa politycznie bierne zwykle pozostawiają małej garstce ludzi kierowanie
    losami kraju, a później na nich zwalają odpowiedzialność za wszystko, co się stało, zwłaszcza za
    niepowodzenia. Tymczasem za każdy wypadek dziejowy odpowiedzialne jest całe pokolenie, które
    było jego sprawcą lub świadkiem, o tyle, naturalnie, o ile jedno pokolenie może na bieg dziejów
    wpłynąć. Wprawdzie odpowiedzialność jednostek i grup wzrasta w miarę wzrostu wywieranego
    wpływu, ale gdy wpływ się dostał nie dość zdolnym lub nie dość sumiennym, wszyscy są
    odpowiedzialni za to, że mu ulegali lub pozwalali go wywierać.


    Na pytanie: co to jest dojrzałość i zdolność polityczna społeczeństwa? – można
    odpowiedzieć, że jest to stopień udziału przeciętnego obywatela w sprawach ogólnych i jego
    poczucia odpowiedzialności za to, co się w kraju dzieje.
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1904


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: wmeritum.pl

  •  

    Wśród narodów możemy rozróżnić narody etnicznie jednorodne, wywodzące się z jednego ludu, i
    narody złożone, wielorodne, dla których wybrałem termin wielkiego opadu. Wielkie narody
    narastają przez stopy etniczne. Wielki naród ma zawsze odłamy, które obok mowy oficjalnej
    używają jeszcze własnych narzeczy; nieraz będzie to narzecze wrogiego sąsiada. Wielki naród
    jest zawsze w trakcie przyswajania i rozszerzania się. Skoro te procesy zanikną, gdy ustabilizuje
    się jego ludność, wielki naród traci swą aktywność i obumiera.


    Państwa narodowe (tzn. państwa obejmujące naród jednorodny) są bardziej zwarte niż dawne
    imperia dynastyczne, ale są na ogół znacznie mniejsze. Idea narodowa triumfuje często kosztem
    rozbijania większych państw (choć w Niemczech i Włoszech wywarła wpływ całkujący). Triumf idei
    narodowej w roku 1918 doprowadził do powstania szeregu nowych państw, z których niektóre, jak
    np. Łotwa i Estonia, nigdy przedtem nie istniały. Szereg narodowości w Europie domaga się
    jeszcze samodzielnego bytu. Ameryka Południowa rozpadła się w ostatnim stuleciu na wiele
    państw; na Dalekim Wschodzie, od Indii po Oceanię, słychać pomruki rodzącego się
    nacjonalizmu. Czy będą to Burowie, czy Gruzini, Francuzi w Kanadzie, Ukraińcy czy
    Flamandowie, na całej kuli ziemskiej idea narodowa grozi dalszym rozkawałkowaniem ludzkości.


    Użyłem słowa "grozi", bo stan ten pociąga ze sobą, obok pewnych skutków dodatnich,
    niewątpliwie i wiele skutków ujemnych. Narasta coraz to więcej granic, antagonizmów, rozpiętości
    i nierówności. Nic dziwnego, że ludzkość reaguje na to instynktownie i że sama idea narodowa,
    sprawczyni zła, niesie w sobie lekarstwo pod postacią wielkiego narodu. To, co nacjonalizm
    rozłączył, to sam znowu łączy, tworząc stopy narodowe wyższego rzędu. Doktrynerom ii la Wells
    marzy się jedno państwo dla całej ludzkości, inni chcą dzielić ludzkość na federacje, klecone w
    gabinetach ministrów i pyry stolikach kawiarnianych. A tymczasem życie idzie swoim torem i
    żywiołowo, instynktownie przystąpiło na całym obszarze planety do całkowania wielkich narodów.


    Oto ich lista: Brytyjski Commonwealth, USA, szereg krajów Ameryki Łacińskiej, Chiny, Indie,
    ZSRR, Niemcy, Jugosławia, Francja, Hiszpania. Rozpatrzmy je po kolei.
    Teoria narodu, A. Doboszyński, 1943


    Dalej następuje w książce omówienie kolejnych wówczas istniejących wielkich narodów. Dzisiaj już wiemy, że tylko wielki naród USA ma się dobrze i narody Ameryki Południowej. Co więc poszło nie tak u innych? Moim zdaniem to samo co stało się z I RP. Jeden naród w ramach struktur państwowych zaczął dominować wyraźnie nad pozostałymi ograniczając ich prawa i aspiracje. W USA I AmPd nie istniała żadna świadomość narodowa, która mogła zdominować mniejsze narody. Przecież w AmPd Portugalczycy z Hiszpanami wytrzebili do społu z epidemiami wszelką świadomość etniczną podbitych ludów nawet wśród tworzących imperia na tym kontynencie.

    Żaden naród składający się na naród amerykański(poza autochtonami, ale to oddzielny temat) nie domaga się tworzenia własnych państw na terytorium dzisiejszego USA. Nie ma też praktycznie ruchów separatystycznych w AmPd. Z doświadczenia historycznego rysuje się lekcja, że aby stworzyć wielki naród trzeba stworzyć balans w ramach struktur państwowych.

    Na naszym podwórku też jest jeden przykład: Szwajcaria. Pomimo 4 języków urzędowych, którymi posługują się państwa i narody ościenne nikt nie mówi o jakimkolwiek separatyzmie. Skoro jesteśmy przy językach: w USA nie ma zapisanego nigdzie oficjalnego języka urzędowego! Angielski używany powszechnie jest formą wyłącznie konsensusu społecznego, chociaż są miejsca takie jak Nowy Orlean, gdzie używa się również francuskiego i kreolskiego oraz coraz powszechniej na całym południu hiszpańskiego. Nie mówiąc o wielu lokalnych specyfikach jak używanie wśród menonitów na co dzień języka wywodzącego się ze staroniemieckiego.

    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @TenebrosuS: w jakim sensie źle mają się Chiny, Indie, Niemcy czy Francja? Nie wiem też w jaki sposób autor rozumie Commonwealth jako naród.

    •  

      @rudy2007: Indie - Pakistan i Chiny północ muzułmańska i Tybet ( ͡º ͜ʖ͡º)

      Brytyjski Commonwealth narósł z tylu kolejnych nawarstwień, jest tworem tak skomplikowanym,
      że sami Brytyjczycy nie bardzo sobie zdają sprawę, w jakim stadium procesu narodotwórczego
      obecnie tkwią. Dla przykładu zacytuję charakterystyczny ustęp z książki Barkera pt. Charakter
      narodowy i czynniki, które go kształtują. Barker pisze: W stosunkach między narodem a państwem
      obserwujemy całą skalę możliwości. Jeśli na jednym końcu tej skali znajdują się narody, które
      zadowalają się tym, by być grupami społecznymi, a na drugim końcu są narody, które są zarazem
      grupami społecznymi i społeczeństwami w sensie politycznym, mogą być również stopnie
      pośrednie. Można sobie wyobrazić naród, który, jeśli nie jest zarazem państwem, zasługuje w
      każdym razie na miano niby-państwa... Nie będziemy dalecy ad prawdy mówiąc, że Szkocja jest
      narodem, który jest niby-państwem; Wielka Brytania jest państwem, które jest co najmniej niby-
      narodem; a Commonwealth jest wspólnym systemem kultury, który jest również niby państwem i
      ma w sobie zaś z niby-narodu 23 .


      9Barker trochę się plącze, bo brak Anglikom nomenklatury na określenie tych procesów
      narodotwórczych. Używając przyjętych przez nas terminów, powiemy po prostu, że Wielka
      Brytania (obejmująca Anglię, Szkocję, Walię i Północną Irlandię tzw. Commonwealth (obejmujący
      poza Wielką Brytanią również dominia, tzn. Kanadę, Południową Afrykę, Australię i Nową
      Zelandię) jest właśnie w trakcie stapiania się w wielki naród. Błędem natomiast byłoby twierdzić,
      że imperium brytyjskie (obejmujące poza Commonwealthem masę różnych kolonii,
      zamieszkanych przez różnokolorowe ludy, oraz Indie) jest na drodze do stawania się wielkim
      narodem. Wręcz przeciwnie, jak za chwilę zobaczymy, Indie próbują stać się wielkim narodem
      same dla siebie, niezależnie od Wspólnoty Brytyjskiej.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    pokaż spoiler Muszę w końcu wrzucić definicję wielkiego narodu Doboszyńskiego, bo kolejny raz pojawia się to pojęcie w #myslnarodowa ( ͡º ͜ʖ͡º)


    Czy naród tworzy państwo, czy też państwo kształtuje naród? Zdania są podzielone, spotyka się
    zwolenników i jednej, i drugiej tezy.


    Prawda, jak bywa często, leży po środku. Można znaleźć w historii wiele narodów
    ukształtowanych przez państwo, że wymienimy choćby Francją, Anglię, Hiszpanię itp.. Na odwrót,
    znamy szereg przypadków, w których narodom pozbawionym na pewien okres czasu
    samodzielnego bytu państwowego udało się stworzyć własne państwa narodowe (np. w ostatnich
    czasach Polakom, Czechom, Serbom, Bułgarom, Grekom itp.). Bywa również, że państwu nie
    daje się wykształcić narodu (np.. monarchii Habsburskiej). Wreszcie zachodzą wypadki zgoła
    paradoksalne, że wymienię choćby współczesne Włochy czy Niemcy, których świadomość
    narodowa wykrystalizowała się po części skutkiem rozbicia państwowego. Ostrożny badacz
    dziejów, nie upraszczając płynności i różnorodnego przebiegu stosunku między państwem a
    narodem, ograniczy się więc do stwierdzenia: 1. silnej współzależności państwa i narodu, 2.
    reguły, że o ile państwo tworzy naród, będzie to wielki naród, o ile natomiast naród tworzy
    państwo, będzie to zazwyczaj państwo narodowe, jednorodne.


    Krótkowzrocznemu człowiekowi te dwa pojęcia - państwa i narodu - tak się nieraz plączą, że traci
    świadomość ich odrębności. Polsce wersalsko-ryskiej próbowano przez pewien czas narzucić tzw.
    "ideologię państwową”. Głosili ją: A. Skwarczyński, S. Bukowiecki, O. Górka w swym Naród a
    państwo jako zagadnienie Polski; usiłowali ją realizować ministrowie Jędrzejewicze, BBWR itp.
    Zwolennicy tej teorii przeczyli istnieniu narodu niezależnie od państwa, mimo że sam naród polski
    utrzymał się przecież z górą wiek bez własnego państwa!


    Miałem niedawno dyskusję późno w noc z człowiekiem wykształconym i pełnym dobrej woli,
    wyższym wojskowym, kresowcem, szczerze przejętym koniecznością rozwiązania naszych
    problemów narodowościowych. Dyskusja nasza zniechęciła nas jednak obu, ze względu na
    niemożność ustalenia wspólnej metody rozumowania: mój rozmówca, jedna z ofiar Górki i
    Jędrzejewiczów, nie potrafił odróżnić pojęć państwa i narodu i operować nimi oddzielnie. Cóż
    dopiero, gdy przyszło wprowadzić do dyskusji stopniowanie od ludu do narodu, pojęcie
    narodowości niedojrzałej do posiadania własnego państwa, czy też państwa formującego wielki
    naród. "Ideologia państwowa" przejdzie do historii jaka jeden z objawów pomieszania pojęć,
    panującego w Odrodzonej Polsce; na korzyść zwolenników tej ideologii należy zapisać
    zrozumienie, że koncepcja jednorodnego państwa narodowego prowadzi na ślepy tor. Toteż do
    szkoły "państwowej" dołączyło wielu nieświadomych, czy też półświadomych wyznawców
    wielkiego narodu.
    Teoria narodu, A. Doboszyński, 1943


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Zacznijmy od tych ostatnich. Do organizacji świata brali się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu
    lat z reguły internacjonaliści, podczas gdy nacjonaliści przeciwdziałali jak mogli. Rezultat tych
    zapasów musiał być ujemny. Pierwszym warunkiem powodzenia jest przeto wytworzenie kadr
    ludzi, rozumiejących potrzebę organizacji świata w sensie "wielości narodów", ludzi kochających
    własne narody, a zarazem oddanych całym sercem wielkiemu zadaniu łudzenia ludzkości. Odprzyszłej organizacji świata należy wykluczyć wszelkich "zacieraczy granic", kosmopolitów i
    bezpaństwowców. W międzynarodowych władzach powinni zasiadać zwykli Anglicy, Francuzi,
    Polacy, Żydzi, zwyczajnie kochający swe ojczyzny. Ludzie ci nie powinni opierać się na
    kierowanych międzynarodowo konspiracjach, lecz powinni szukać w swych narodach oparcia na
    grupach społecznych i prądach myśli, świadomie łączących nacjonalizm z uniwersalizmem.


    Drugim warunkiem powodzenia organizacji międzynarodowej są jej formy. Ewoluować one muszą
    powoli, nie wyprzedzając narastania kadr i dojrzewania w masach zrozumienia dla korzyści,
    płynących ze współdziałania narodów. Nawet najwięksi entuzjaści federacjonizmu, jak np.
    Clarence Streit, nie uważają w obecnej chwili za możliwe sfederowania więcej niż piętnastu
    państw, najbardziej cywilizacyjnie zaawansowanych. Federacja światowa może dojść do skutku
    dopiero w wyniku długofalowego procesu zbliżania i upodobniania się do siebie narodów; muzyka
    to dalekiej przyszłości. Na obecną chwilę wysuwa się z różnych stron projekty, idące raczej w
    kierunku koordynacji poszczególnych dziedzin życia przez szereg międzynarodowych organizacji.
    Zwolennicy takiej koncepcji powołują się na to, że w ostatnich dziesięcioleciach organizacje takie,
    jak np.: Światowy Związek Pocztowy, Międzynarodowe Biuro Pracy, Trybunaty w Hadze,
    międzynarodowe porozumienia przemysłowe (kartele itp.), Międzynarodowy Instytut Rolniczy w
    Rzymie, Bank Wypłat Międzynarodowych itd. funkcjonowały o wiele sprawniej i skuteczniej niż
    "centralna władza" w postaci Ligi Narodów.


    Niewątpliwie organizowanie się ludzkości na płaszczyznach realnych potrzeb jest metodą
    skuteczniejszą, niż tworzenie zawieszonych w powietrzu ciał ponadpaństwowych. Z drugiej jednak
    strony organizacje takie - nazwijmy je funkcjonalne - wymagają koordynacji i egzekutywy, .które
    czerpią obecnie z konspiracji międzynarodowych, ale które powinny czerpać z jawnych ośrodków
    autorytetu. Toteż jawna, centralna władza ponadpaństwowa jest niewątpliwie pożądana. Rzecz
    oczywista, że w dzisiejszym stadium władza taka mogłaby mieć charakter co najwyżej
    konfederacyjny, tzn. mogłaby wywierać bezpośredni wpływ tylko na rządy, a jedynie pośrednio -
    poprzez rządy - na obywateli poszczególnych państw.


    Dla uniknięcia fikcji równości między wielkimi mocarstwami, a mniejszymi narodami, te drugie nie
    powinny być reprezentowane w centralnym ośrodku władzy bezpośrednio, lecz raczej - jak radził
    Churchill - poprzez związki, obejmujące po kilka czy kilkanaście państw.


    Wśród zadań przyszłej organizacji międzynarodowej, na pierwszy plan wysuwa się
    międzynarodowa obrona przed napadem (przy pomocy kontroli zbrojeń ofensywnych 70 ,
    międzynarodowej siły zbrojnej, umiędzynarodowienia lotnictwa transportowego itp.). Obrona taka
    wymaga silnej egzekutywy światowej oraz nałożenia poważnych obowiązków na poszczególne
    państwa. Jednakże ta obrona będzie skuteczna tylko wtedy, gdy usunie się główne przyczyny
    pchające państwa do zbrojeń i wojen, a więc przede wszystkim niesprawiedliwy rozdział
    surowców oraz terenów do osiedlanie się.


    Szczególnie delikatnym zadaniem naczelnych władz międzynarodowych będzie ochrona małych
    narodów i mniejszości narodowych w sposób nie hamujący narastania wielkich narodów.
    Teoria narodu, A. Doboszyński, 1943


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis #geopolityka
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Powtarzano nam ciągle, że rozwój ekonomiczny kraju jest równoważnikiem strat, w innych sferach życia ponoszonych. Dużo możnaby powiedzieć o rozwoju naszego przemysłu z punktu widzenia interesów narodowych; przedewszystkiem zaś trzeba zaznaczyć, że rozwój ten odbywał się nie pod opieką rządu, ale raczej wbrew jego woli. W ostatnich czasach rząd zajął wprost wrogie stanowisko względem naszego przemysłu i handlu. Za pomocą specjalnych taryf wielu innych środków zbyt naszych wyrobów tamuje, popierając jednocześnie wyroby fabryk rosyjskich. Ileż to dziś widzimy sklepów w Warszawie tyko, handlujących wyłącznie towarami rosyjskiemi. A nie są to wcale wyroby specjalne, ale artykuły niezbędnych potrzeb. Nie poprzestając na tych przywilejach, kupcy i fabrykanci rosyjscy i prasa rosyjska otwarcie mówię o sposobach zgnębienia naszego handlu i przemysłu, podnosząc nawet projekt wskrzeszenia granicy celnej między Królestwem i Cesarstwem, co się widocznie sprzeciwia polityce administracyjnego „objedinieriia”.
    Nasz patriotyzm, Roman Dmowski, 1893


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis #gospodarka #ekonomia
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    pokaż spoiler Po krótkiej przerwie letniej wracam do wrzucania cytatów, dzisiaj będzie długi, ale trzeba go było przytoczyć w całości ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚


    Na miejsce dogmatycznego zakazu >nie kłam<, etyka społeczna postawi inny, mniej wyłączny, mniej formalny, ale głębszy zarazem: >nie bądź kłamcą<, nie bądź typem charakteru fałszywym i niegodnym zaufania, postępowanie twoje niech będzie zawsze prawe, a pozostanie ono takim, gdy w głębokim poczuciu obowiązku wypowiesz bez skrupułów świadome kłamstwo, skoro wymaga tego dobro wyższego rzędu, twoja niezależność wewnętrzna i twój charakter. Czy prześladowany za wiarę, pytany o księdza, który mu potajemnie sakramentów udzielał, nie ma obowiązku moralnego zasłonić go kłamstwem? czy urzędnik, zapytany zręcznie o tajemnicę urzędową, gdy, uchylając się od odpowiedzi zdradzić ją może, nie powinien zmylić domysłów? czy dowódca, przygotowujący fortel, nie ma prawa rozpuszczać fałszywych wieści? czy będąc w posiadaniu wiadomości, któraby drugą osobę zabiła, nie powinienem na jej zapytanie odpowiedzieć kłamstwem? Czy nagabnięty natarczywie przez natręta o moją tajemnicę osobistą nie mam prawa zbić jego domysłów, gdy milczenie mnie zdradzi? Jeżeli zwolennik formalnego zakazu >nie kłam< stanie tu z nim w zgodzie, nie tylko zada kłam i gwałt własnemu sumieniu, ale popełnić może zbrodnię moralną. Mówiąc nieprawdę z całą samowiedzą, pozostaje nie tylko wewnętrznie ale i na zewnątrz prawym i moralnie czystym, bo nie jest kłamcą ten, co unikając wykrętów i faryzeuszostwa, broni niezależności swego sumienia.

    Przed zakazem >nie czyń bezprawia<, etyka społeczna wysuwa na plan pierwszy zakaz — >nie znoś bezprawia<; tamten może być tylko wskazaniem negatywnym, otamowującym co najwyżej popęd do nadużyć, ten jest rzeczywistym regulatorem stosunków społecznych, czynnikiem ustroju, nie znoszącego bezprawia w swym łonie. Porządek prawny, jako pierwszy warunek szczęśliwości ogólnej, nie może polegać na łasce i dobrej woli ludzi, którzy mają często interes w jego naruszaniu, ale na takim powszechnie obowiązującym nakazie, który czyni jego gwałcenie niemożliwym lub przynajmniej szkodliwym dla gwałciciela. Pierwszy zakaz godzi się najzupełniej z tchórzliwą ucieczką przed bezprawiem, a w końcu wyrabia odpowiednią skłonność wśród ogółu, drugi — czyni z mężnej przeciwko niemu walki obowiązek wobec samego siebie i wobec społeczeństwa, stwarza przeto pełen charakteru typ człowieka i obywatela. >Obrońcą praw państwa i narodu, mówi Rudolf Jhering, jest ten, kto poczuwa się do obowiązku obrony praw prywatnych; te same zalety, które nabył w walce o prawo prywatne, są konieczne w walce o prawa państwowe, co zasiane było i dojrzało w prawie prywatnym, to przyniesie owoc w prawie państwowym i narodowym<.

    Przykazanie Tołstoja >nie sprzeciwiaj się złu< jest w świetle etyki społecznej z gruntu niemoralne, gdyż każąc nam zło tolerować, czyni nas jego wspólnikami. Nie wytrzymuje ono nawet kantowskiej miarki moralnej, z chwilą bowiem, gdyby się stało bezwzględnym i powszechnym prawidłem dla wszystkich, przestępstwa, bezprawia i nadużycia nie znałyby hamulca, a społeczeństwo samo uledzby musiało rozkładowi. Jest to hasło beznadziejnego niewolnictwa, zrodzone na gruncie pozostałej we krwi tradycji jarzma mongolskiego, a wzrosłe wśród wiekowego fatalizmu władzy i służące mu bezwiednie.
    Egoizm narodowy wobec etyki, Zygmunt Balicki, 1902


    #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @Movet: Ogólnie tutaj największym problemem jest spór deontologii z konsekwencjalizmem.

    •  

      @Ignacy_Patzer wiesz, z kłamstwa można to rozszerzyć na mnóstwo innych czynności. zobacz, ile rzeczy nagle staje się złych bez kontekstu (zlanie dzieciaka (tj, jakiś klaps, a nie pobicie), kłamstwa, jakieś pierdoły aż do kradziezy(np. Z biedy) czy stanów wyższej konieczności). Świat nie jest czarno-biały ( ͡° ʖ̯ ͡°). I póki nikogo nie krzywdzimy/krzywdzimy nieumyślnie/krzywdzimy by nie cierpiał ktos inny, to przejdzie.

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    Naród duchowo wielki, wielki potęgą samowiednego swego egoizmu, nie poniży się do nadużyć i gwałtów, bo ceni wysoko swą godność, ma poszanowanie dla własnej kultury i cześć dla swego sztandaru, którego jak żołnierz, mordem ani skrytobójstwem nie splami. Mają w sobie taki egoizm samowiedny niektóre narody: nawet gdy prowadzą politykę podbojów, szanują indywidualność krajów opanowanych i barbarzyństwem się nie plamią; nie mają go w sobie inne: w czasie pokoju zarówno jak w czasie wojny, polityce ich towarzyszą wiarołomstwo i bezprawie, nie poszanowanie indywidualności innych, pospolite barbarzyństwo, obłudnie i ze złą wiarą osłaniane prawem; ale te wielkimi narodami nie są. Gotowe zawsze płaszczyć się przed siłą, pełne instynktów służalstwa w życiu wewnętrznym, wykazują zawsze niepohamowane brutalstwo, gdy czują swą przewagę i bezkarność swego bezprawia. Buta i arogancja idą zawsze w parze z brakiem prawdziwego szacunku dla swej godności osobistej i stanowią cechę nieodłączną charakterów płaskich i służalczych, czujących chwilowo siłę za sobą. >Ten tylko jest wielki, kto nie potrzebuje ani słuchać ani rozkazywać, aby być czymś<. Słowa te Goethego rzucają światło na rzeczywistą wielkość charakterów narodowych. Narody, hołdujące egoizmowi zmysłowemu, zawsze muszą ulegać sile zewnętrznej lub wewnętrznej, która je trzyma na wodzy, zawsze muszą sprawować mechaniczną władzę na zewnątrz lub na wewnątrz, bo z niej tylko czerpią poczucie swej siły Z chwilą, gdy nie mają kogo słuchać lub nie mogą skutecznie rozkazywać, przestają być sobą, a wtedy nie znajdują już w sobie żadnego hamulca na popełniane bezprawia, znajdą go tylko w uderzeniu pięści, przywołującej do porządku ich narodowe instynkty urodzonych przestępców.
    Egoizm narodowy wobec etyki, Zygmunt Balicki, 1902


    pokaż spoiler Z "dedykacją" dla wrzucających memy "w pazsczu pisiont, w żopu sto". Zgińcie i przepadnijcie.


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Zdarza się czytać u nas polemiki na temat, kto pierwszy wymówił w ostatnich czasach wyraz „niepodległość", który obóz pierwszy powiedział głośno, że chce niepodległości. Jest to spór dziecinny, niedorzeczny...
    Niepodległość nie dlatego mamy, że ktoś powiedział głośno, iż jej chce, jeno dlatego, że byli ludzie zmierzający planowo do jej odzyskania, orientujący się mniej więcej w warunkach do tego niezbędnych i umiejący te warunki dla postawionego sobie celu wyzyskać.
    Zadowalać się chceniem może przeciętny obywatel kraju nie działający politycznie, ludzie wszakże mający pretensję do kierowania losami narodu muszą wiedzieć nie tylko, co chcą mieć, ale co mają robić, jaką drogą dojść do upragnionego celu. Programy chceń — to tylko jałowe, puste hasła.
    Polityka polska. Odbudowanie państwa, Roman Dmowski, 1924


    Przy okazji gorąco zachęcam do wykopania promocji zacnej inicjatywy: https://www.wykop.pl/link/3869087/zaproszenie-na-v-piknik-militarny-organizowany-przez-ojca-mego-przyjaciela/

    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Polska może rozwiązać wielkie zagadnienia swego bytu, zarówno gospodarcze, jak polityczne, tylko na jednej drodze, tylko przez wzmocnienie i decydujące wysunięcie na czoło naszego politycznego życia tych czynników, które łączą ludzi w jedną, mocnymi węzłami moralnymi związaną całość społeczną, które pogłębiają w człowieku przywiązanie do dóbr duchowych, moralnych i każą mu je stawiać wyżej ponad materialne, które są potężnym hamulcem dla pierwotnego egoizmu jednostki. Tymi czynnikami są religia, katolicyzm i poczucie narodowe, przywiązanie do ojczyzny polskiej.
    Tym czynnikom nie daliśmy dotychczas w naszym życiu politycznym roli, jaka im się należy ze względu na ich doniosłe znaczenie w rozwiązywaniu najważniejszych i najtrudniejszych zagadnień społecznych politycznych, i ze względu na ich siłę w naszym społeczeństwie. Właściwie trzeba powiedzieć, że nie umiały obie one wziąć dotychczas tej roli, jaka im się należy.
    Zagadnienia rządu, Roman Dmowski, 1927


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Wiele się dziś mówi o ludzkości, jako czymś moralnie wyższym od narodu, wiele się deklamuje o
    solidarności między narodami i potrzebie trwałego między niemi pokoju, znaleziono nawet praktyczny wyraz
    tych idei w postaci Ligi Narodów, a przy niej lub obok niej całego szeregu organizacji międzynarodowych,
    mających na celu zbliżać moralnie narody, łączyć je w najróżniejszych dziedzinach pracy, zwłaszcza duchowej, i
    stępić odrębności narodowe: jedna wszakże pozostaje dziedzina, w której o solidarności, o wzajemnej pomocy
    narodów niema mowy: to dziedzina walki gospodarczej, wyzysku jednego narodu przez drugi. Wszystko, co się
    po za tym mówi i robi, jest jakby tylko dekoracją, niejako kwiecistym parawanem, po za którym odbywa się
    bezwzględna, bezlitosna walka na życie i śmierć, w której każdy każdemu jest wrogiem, w której podpatruje się
    wszelkie słabe strony przeciwnika, a nawet usiłuje się wytwarzać mu rozmaitego rodzaju trudności, ażeby z nich
    skorzystać bez żadnych skrupułów dla wyzyskania go, często wyniszczenia, dla zdobycia korzyści jego kosztem
    lub dla usunięcia go z pola współzawodnictwa. W tej walce, jedne narody, bogate, zasobne w kapitał, usiłują
    ratować swe zachwiane gospodarstwo przez wyzysk i niszczenie słabszych, inne - ubogie, wyzute z kapitału,
    bronią się, o ile umieją, przed wyniszczeniem, przed zabiciem ich produkcji, zepchnięciem w nędzę ich ludności
    i, co zatem idzie, przed ruiną ich budżetu państwowego, oznaczającą niezdolność do najniezbędniejszych
    inwestycji, do należytego opłacania funkcjonariuszy państwowych, wreszcie do postawienia obrony państwa na
    odpowiadającej jego położeniu stopie. W tej walce, jeżeli poszczególne narody łączą się, to nie dla wzajemnej
    pomocy, ale dla obalenia, zniszczenia kogoś trzeciego. Dlatego, że tak jest, w dobie, gdy najgłośniej
    rozbrzmiewały w Europie hasła pacyfistyczne, wybuchła najstraszniejsza. najbardziej mordercza wojna, jaką
    świat widział. I dlatego, że tak jest, nie wolno nam się łudzić obiegową frazeologią dzisiejszej polityki
    międzynarodowej. Raczej przewidywać należy, że ta polityka poprowadzi świat do nowych katastrof.
    Zagadnienia rządu, Roman Dmowski, 1927


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis #geopolityka #gospodarka
    pokaż całość

    źródło: racjonalista.tv

  •  

    Bardzo pięknie napisał Barker: Gdyby mi kazano ułożyć formułę na sporządzenie narodu,
    powiedziałbym: "weź najpierw pewien obszar; dodaj pewną formę organizacji (lub państwo) dla
    zespolenia jego mieszkańców; pozwól, by pewien język, o ile nie było go tam na początku,
    stopniowo przeważył; spraw, by wspólnota wierzeń i kultu zjednoczyła duchowo ludzi - a
    następnie z tygla czasu i fermentacji wieków wyłoni się naród 71 .
    Kolejność wymienionych przez Barkera faz nie jest przypadkowa: chcąc stworzyć naród trzeba
    najpierw narządzić ramy terytorialne, polityczne i gospodarcze, w których mogłyby się zespalać
    wartości duchowe; następnie, w miarę kształtowania się języka - narzędzia przekazywania myśli -
    może dopiero narastać wspólnota wierzeń, stanowiąca najgłębszą więź (religio po łacinie znaczy
    więź) narodu. Zsynchronizowanie tych zjawisk w czasie oraz fermentacja psychiczna, to procesy
    przekraczające możliwości oddziaływania najgenialniejszych nawet mężów stanu; zjawiska te
    rozkładają się na wieki i pokolenia i obejmują miliony ludzi, nie uświadamiających sobie
    historycznych zdarzeń, w których biorą udział. Nie znaczy to jednak, by władcy i jednostki
    przywódcze nie mogły tym procesom pomagać lub przeszkadzać. W narastającym wielkim
    narodzie można zawsze kłaść nacisk na to, co rozkł
    Cytowany tekst...ada, albo na to, co zespala.
    Teoria narodu, A. Doboszyński, 1943


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: nop.org.pl

  •  

    To, co się w ostatnich czasach dzieje w świecie, pozwala uważać za rzecz niewątpliwą, że jednym z najważniejszych faktów bliskiej przyszłości będzie emancypacja gospodarcza krajów dotychczas upośledzonych i wyzyskiwanych.

    Wielkie, bogate narody naszej cywilizacji, dla których ta emancypacja jest katastrofą, mają jeszcze liczne sposoby hamowania jej postępu. Mają one stanowisko zdobyte i utrwalone, w ich orbicie cały świat krąży, posiadają najwyższą organizację przemysłu, handlu i bankowości, w ich ręku głównie są komunikacje świata, w ich ręku kapitały i panowanie nad kredytem międzynarodowym. One reprezentują najwyższe potęgi polityczne. Mają też wielką broń moralną w hypnozie, którą wywierają na inne narody, narzucając im swoje pojęcia, upodobania i zwyczaje, dostarczając im wzorów do naśladowania.{...}

    Nie mniej przeto potężne ich środki pozwalają im dotychczas uzależniać od siebie inne państwa w ogromnej mierze i naginać ich postępowanie do swoich celów. Udaje się to tem lepiej, że temi innemi krajami często, rządzą ludzie ograniczeni, nie rozumiejący stosunków świata, pozbawieni i wiedzy, i kultury politycznej, którzy albo robią nietaktowne głupstwa, kompromitujące ich rząd i osłabiające jego pozycję, albo zachowują się wobec wytrawnych kierowników wielkich mocarstw, jak. posłuszni uczniowie wobec mistrzów.

    Stąd kraje, dla których dzisiejsze przemiany w świecie wytwarzają warunki zdobywania coraz większej samodzielności gospodarczej i politycznej, prowadzone są, przez swoje rządy do coraz większej niewoli i nierządu gospodarczego. Miast drogą samodzielnej polityki zyskiwać na odbywającym się w świecie przewrocie gospodarczym, ciągną się one w ogonie tracących na tym przewrocie mocarstw, dzielą ich klęski, często w większej o wiele proporcji.
    Roman Dmowski, Świat powojenny i Polska, 1931


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis #ekonomia
    pokaż całość

    źródło: static.prsa.pl

  •  

    Stara i oklepana prawda, że bezczynność jest głównym źródłem demoralizacji, stosuje się nie tylko do ludzi pojedynczych, ale i do narodów. W pospolitym znaczeniu mówi ona, iż życie czynne jest najlepszym zabezpieczeniem zdrowia duchowego, głębsze jednak wejrzenie w rzecz każe ją jeszcze uzupełnić: zdrowie duchowe człowieka wymaga zakresu życia czynnego, zużytkowującego jego najgłówniejsze zdolności i dającego ujście jego najwydatniejszym skłonnościom, bo nie zużytkowane siły ducha mogą takie same szkody wyrządzać w naszym świecie wewnętrznym, jak w zewnętrznym siły fizyczne, a nie znajdujące dla siebie należytego ujścia. Potok, mający za wąski przepust pod plantem kolejowym, wzbierając, podmywa samą drogę i staje się częstokroć sprawcą katastrof – tak samo władza ducha, gdy za wąską ma drogę do czynu, nurtuje na zewnątrz, burzy równowagę duchową i doprowadza do katastrof, wielkich częstokroć, choć otoczenie może sobie nie zdawać z nich sprawy. Dlatego to redukowanie przez dłuższy czas intensywności życia na zewnątrz nigdy prawie nie odbija się korzystnie na życiu wewnętrznym jednostki.
    Jeżeli to samo prawo obowiązuje w pewnej mierze narody, to wynikałoby z niego, że naród cywilizujący się szybko, pomnażający swe siły duchowe, chcąc w dziedzinie ducha zachować zdrowie, musi w odpowiedniej mierze rozszerzać sferę swego czynu, swych interesów, swej ekspansji wszelkiego rodzaju, tak, ażeby gromadzące się i komplikujące ciągle zagadnienia pochłaniały odpowiednio narastającą energię narodowego ducha.
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1903


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Kompleks Polski jako Mesjasza narodów jest źródłem tylu jadów
    J?Sychicznych, że sam jeden wystarczyłby do zatrucia duszy Narodu.
    Swiętość męki na Golgocie od słusznej kary konających obok Zbawiciela
    łotrów dzieli tylko dobrowolność ofiary i doskonałość poprzedzającego
    mękę żywota . Tak naród jak i człowiek mogą stracić życie czy niepodległość,
    ale męczennikami stają się dopiero wtedy, gdy giną in odore
    sanctitatis. Mesjaniści nasi rozumieli dobrze tę podstawową prawdę, to
    też główny ich wysiłek skierowany był na udowodnienie, że Polska
    wyjątkowym blaskiem swych cnót i doskonałością swych urządzeń ściągnęła
    na siebie pomstę zbrodniczych sąsiadów. Teza ta niemożliwa była do
    udowodnienia na tle rozpaczliwego stanu Polski w wieku XVIII, poprzedzającym
    bezpośrednio rozbiory; przeciwstawianie zwyrodniałego ustroju
    Polski w tym jej smutnym okresie, rządności (choć absolutystycznej,
    ale jednak rządności) jej sąsiadów, nie daje argumentów na korzyść
    naszego mesjanizmu; również sprawiedliwości społecznej (a nawet cnót
    prywatnych) nie było w ówczesnej Polsce na pewno więcej, niż w Austrii
    czy Prusiech, czy nawet Rosji. Jakże "pawio" na tym tle wygląda
    postanowienie Konstytucji Trzeciego Maja, nie dające wprawdzie wolności
    chłopu polskiemu, ale przyznające wspaniałomyślnie tę wolność
    chłopom państw ościennych, zbiegającym na terytorium Polski! Rozglądając
    sie za jakąś pożywką, na której można by zaszczepić mit o naszej
    niewinnie umęczonej świętości, znaleziono jeden tylko epizod naszych
    osiemnastowiecznych dziejów, którym był Sejm Czteroletni, kulminujący
    w Konstytucji Trzeciego Maja. Toteż wysiłek włożony w "ubronzowienie"
    tego zdarzenia, w zatajenie jego niepoważnych, a chwilami wręcz
    kompromitujących stron, był ogromny i trwa do naszych dni. Próba,
    podjęta przez tzw. historyczną "Szkołę krakowską" rzucenia właściwego
    światła na ten okres dziejów, musiała spalić na panewce, choćby dlatego,
    że bez wyświetlenia tajnych kulis tej epoki, wszelkie rozpatrywanie
    zdarzeń wieku osiemnastego (i wieków następnych) jest zwykłą stratą
    czasu, a o tych kulisach historycy nasi wolą zamilczeć. Mit Polski,
    niosącej żagiew sprawiedliwości społecznej w mroki Europy środkowowschodniej,
    niezbędny był dla pasowania narodu, upadającego na skutek
    win własnych (z ważnym dodatkiem niefortunnego położenia geopolitycznego) na męczennika, owianego nimbem świętości. Przepaść między
    Polską, ofiarą własnych błędów, a Polską umęczoną dlatego, że nasi
    sąsiedzi nie mogli znieść blasku jej cnót, należało zasypać niebotyczną
    górą złudzeń . W świetle tych złudzeń zagadnienie odzyskania niepodległości
    sprowadzało się dla przeciętnego Polaka nie do uleczenia się
    z własnych wad, ale do kary na sąsiadów za ich zbrodnie. Ta kara
    przyszła już raz w roku 1918 i gotowa przyjść po raz drugi, ale zastała
    nas nie uleczonych i może zastać nas w stanie jeszc;ze bardziej opłakanym.
    Ci, którzy twierdzą, że mit trzeciomajowy potrzebny był, i potrzeb:
    ny jest nadal, dla podtrzymania Narodu na duchu w mrokach niewoli,
    powinni sobie rozważyć, że mit ten stanowi nieodłączną część kompleksu
    mesjanistycznego i że ułatwia może Narodowi trwanie w niewoli, ale nie
    pozwala mu na wyleczenie się z przywar, uniemożliwiających niepodległy
    byt.
    Blisko z kompleksem Mesjasza graniczy kompleks pawia. Pięknie
    upstrzony ogon,który roztaczamy przed światem, ma dwie strony: na
    jednej, jak na pasie słuckim, złocą się nasze cnoty, na drugiej srebrzą się
    cierpienia. Mało jest cnót, których Polacy nie posiadają, powiedział
    Churchill w parlamencie brytyjskim w chwili gdy szukał najmocniejszego
    argumentu, by nas pogrążyć w opinii świata. Cios Churchilla wymierzony
    był celnie; puszenie się cnotami prawdziwymi czy urojonymi, budzi
    z reguły niechęć; biała dziewica nie budzi sympatii wśród prostytutek.
    W świecie rojącym się od Quislingów, ugodowców i kapitulantów, nasze
    cnoty heroiczne powinniśmy chować dla siebie. Broń Boże nie namawiam
    do ich zarzucania, ale migotanie przed światem ich blaskiem daje
    skutek odwrotny od zamierzonego, bo nie ma przecież innego sprawdzianu
    skuteczności propagandy, jak jej odzew, zamierzony lub odwrotny.
    Kompleks pawia, podobnie jak kompleks Mesjasza, rozrósł się u nas
    ostatnio do rozmiarów zupełnie samobójczych; popełniamy gesty bohaterskie,
    kosztujące nas dużo, w przekonaniu, że podnoszą nas one
    w oczach zagranicy; nie rozumiemy, że dzieje się wręcz odwrotnie.
    Najtragiczniejszym przykładem takiego nieporozumienia jest oddźwięk
    za granicą Powstania Warszawskiego z roku 1944. We wszystkich dyskusjach
    na temat powstania jako główną korzyść z niego wysuwa się
    nadal pozytywny rzekomo oddźwięk jego na Zachodzie. Otóż nie, po
    stokroć nie! Byłem w czasie powstania w Londynie i będę to powtarzał
    do końca życia, że powstanie i ogrom jego ofiary zaszkodziły nam
    w opinii świata, a nie pomogły. Przez pierwsze dwa dni powstania
    Anglicy zastanawiali się nad jego celowością, a poczynając od dnia
    trzeciego taktowniejsi spośród nich przestali w ogóle rozmawiać na ten
    temat z Polakami. Nie mówi się z nikim o siostrze, choćby najcnotliwszej
    i urodziwej, która w przystępie nagłego obłędu wyskoczyła z piątego piętra, ani o szwagrze, który rozdarował ubogim zawartość swego
    przedsiębiorstwa i poszedł do więzienia za złośliwe bankructwo. Ludziom
    trzeźwym nie każe się podziwiać lunatyków, zjadacze chleba sceptycznie
    odnoszą się do świętych, szczególnie jeśli ich świętość wydaje się nie
    zapominać o efektach zewnętrznych . Nie tylko bowiem wśród ludzi
    zwykło się mówić o kimś, że czyni coś dla blichtru; i w gronie narodów
    kompleks pawia nie przechodzi niezauważony i odczuwany jest jako
    swoisty szantaż. Jeśli po to zwiększasz niepotrzebnie swe cierpienia, by
    mnie zmusić do współczucia, myśli jeden naród o drugim, to ja właśnie na
    złość współczuć ci nie będę. Podobnie drażniąco działa naród, roztaczający
    ostentacyjnie swe cnoty. Obie strony pawiego ogona mają tę
    właściwość, że równie szybko się opatrują. I nawet trudno tu o pociechę,
    że świat jest nikczemny a słuszność jest po naszej stronie, boć nawet
    wśród ludzi zdrowych moralnie przywykło się uważać, że rzetelne cnoty
    mówią same za siebie i reklamy nie potrzebują, a cierpienia zasługują na
    współczucie tylko pod warunkiem, że nie są rozmyślne .
    Adam Doboszyński, W pół drogi, 1947


    #myslnarodowa #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    Czy chcecie współczesne teksty, które widzę jako dzisiejszą myśl narodową w wołaniu?

    • 8 głosów (25.00%)
      Tak
    • 14 głosów (43.75%)
      Nie
    • 10 głosów (31.25%)
      lubie placki
  •  

    Jedynym sposobem dostarczenia dóbr, któreby te potrzeby zaspokoiły, jest pociągnięcie jednostek do świadczeń przymusowych – do podatków. Zakres tych potrzeb, to dziedzina gospodarki publicznej. Pozostaje oczywiście kwestją dyskusji, które z nich uznamy za tak ważne, że będą musiały być dostarczone środki dla ich zaspokojenia – jasne jest natomiast określenie negatywne: potrzeby, które powodują popyt, za których zaspokojenie ludzie gotowi są płacić, nie powinny być zaspakajane w drodze przymusowej gospodarki publicznej. Przy przyjęciu tego założenia gospodarka skarbowa, jak słusznie mówi Cassel, zyskuje mocną i wyraziście zarysowaną podstawę. Jest jeszcze inna kategorja potrzeb, które najczęściej zaspakaja gospodarka publiczna. Są to potrzeby, za zaspokojenie których ludzie gotowi są płacić, nie dosyć jednak by pokryć ich koszta produkcji. Jeżeli zaspokojenie tych potrzeb uznaje państwo za szczególnie ważne z pewnych względów – to dostarcza odnośnych dóbr i usług po cenach niższych od kosztów wytwarzania. Różnicę pokrywa z podatków. Przykładami typowemi są: oświata, higjena ludowa, tanie kuchnie it.p.
    Adam von Heydel, ETATYZM PO POLSKU, GOSPODARCZE GRANICE LIBERALIZMU I ETATYZMU, DĄŻNOŚCI ETATYSTYCZNE W POLSCE


    #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis #akap #gospodarka #ekonomia
    pokaż całość

    źródło: mises.pl

  •  

    Nasze młode pokolenie ma poczucie swej wyższości nad starszymi w pojmowaniu spraw narodu i państwa i widzi jej źródło w fakcie, że nie uczyło się w szkole niewoli i wolne jest od trucizn, które nam po niej zostały w spuściźnie. Dotyczy to wszakże całego młodego pokolenia Polski, we wszystkich warstwach narodu. W duszach młodego pokolenia naszego ludu odczuwamy nowe pierwiastki, które często bardzo wyraźnie się manifestują, pierwiastki, które pozwalają mu łatwo się zrozumieć z kształcącą się wyżej młodzieżą. I ono ma ambicje polskie i ono chce widzieć swą ojczyznę wielką i potężną, a każdy kto umie patrzeć, musi się zgodzić, że zjawisko to jest wcale powszechne, jakkolwiek często wypaczone przez agitację partyjną. To też hasło pracy wśród ludu, które często się rozlega w szeregach naszych „młodych”, a które się rozszerza w hasło pracy wśród młodzieży wszystkich warstw społeczeństwa, jest tym hasłem, którego wcielenie w życie da największe i najszybsze wyniki.
    Niewątpliwie obowiązkiem młodzieży uniwersyteckiej jest przede wszystkim poważna praca nad sobą, przygotowanie się do należytego spełnienia obowiązków, które ją czekają. W tej wszakże przełomowej dobie naszego narodowego życia, w której czeka ją wielka rola, w której wcześniej, niż to się dzieje w innych warunkach, będzie ona zmuszona brać na siebie wielką odpowiedzialność, koniecznością dla niej jest przygotować sobie ścisły związek z całym społeczeństwem, ze wszystkimi jego warstwami. Zresztą praca nad innymi jest także pracą nad sobą: uczy ona rozumieć swój naród, kształci poczucie rzeczywistości i daje poczucie siły - najważniejszy warunek .
    Świt lepszego jutra, Roman Dmowski, 1930


    #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Przyczyny te [etatyzmu - tbs] leżą w naszej strukturze socjalno-kulturalnej. W bardzo szczupłej ilości występuje w Polsce typ nowoczesnego przedsiębiorcy – businessmana, „bourgeois” w znaczeniu stanu średniego. W masie reprezentują ten typ w Polsce głównie żydzi (poza Poznańskiem). Włościaństwo nie odgrywa dotychczas czynnej roli w kształtowaniu polityki ekonomicznej. Struktura socjalna Polski to mieszanina trzech typów: szlachcica[nomenklatury - tbs], inteligenta urzędnika i inteligenta z wolnego zawodu. Żaden z nich nie jest typem gospodarza-przedsiębiorcy w nowoczesnem tego słowa znaczeniu. Ideologja feudalna, kult tradycji, tradycyjnego sposobu życia i stopy życiowej, traktowanie ziemi nie jako warsztatu zarobkowego, ale irracjonalnie, z punktu widzenia sentymentu lub ambicji, charakteryzuje często nawet współczesnego ziemianina. Urzędnik nastawiony jest oczywiście etatystycznie. Im więcej ma inicjatywy, ambicji, energji tem silniej chce zaznaczyć swoją indywidualność. Wraz z inteligentem z wolnego zawodu ma na pół, lub zupełnie socjalistyczną wiarę w państwo, myśli „państwowo-twórczo”. Wszystkim tym trzem przeważającym w Polsce typom wspólne jest jedno: pogarda dla zysku, dla dorobkiewiczostwa.
    U jednych wynika ona z socjalistycznej doktryny sprzeczności interesów (zysk jednego, strata drugiego) – i z postulatu produkcji dla zaspokajania potrzeb, a nie dla zysku. Innym, których światopogląd społeczny kształtował się pod wpływem słuszniejszej niewątpliwie doktryny narodowej – brak jednak głębszego zrozumienia harmonji interesów w zastosowaniu do spraw gospodarczych.
    Stąd u wszystkich bezustanne żądania od Państwa „uzgadniania”, polepszania, ochraniania interesów tej czy innej grupy społecznej. Życie gospodarcze to według panującej opinji zło konieczne niosące krzywdę i wyzysk, które trzeba reglamentować i korrygować.
    prof. Adam Heydel, Etatyzm po polsku, 1929
    Adam Zdzisław Heydel (ur. 6 grudnia 1893 w Gardzienicach koło Ciepielowa pod Radomiem, zamordowany 14 marca 1941 w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz za niepodpisanie Volkslisty z polecenia swojego krewnego)


    #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis #akap
    pokaż całość

  •  

    Ostatnio #onr modny wśród #neuropa, więc dzisiaj co myślał o mniejszościach narodowych w państwie Adam Doboszyński, jeden z kluczowych ideologów ONR.

    Obecnie rodzi się inne niebezpieczeństwo. Podnoszą głowę nacjonaliści szczególnego rodzaju, w typie Bismarcka, zwolennicy tępienia odrębności językowych i kulturalnych przy pomocy metod policyjnych. Poszła już po tej drodze Brazylia, nie licząc państw totalitarnych. Skoro mniejszości mają się stopić w wielki naród, rozumują ci ludzie, to im prędzej, tym lepiej dla nich samych. Po co rozkładać na raty to, co można zrobić szybko? Że boli? Że nieludzkie? Któżby się na to oglądał w epoce czołgu i samolotu.

    Takiemu rozumowaniu przeciwstawia się coraz silniej pogląd, że prawo do zachowania odrębności etnicznej, w zakresie niegroźnym dla spoistości państwa i narastania wspólnoty wielkonarodowej, stanowi jedno z zasadniczych praw jednostki ludzkiej. Prawo to można niewątpliwie wywieść z prawa natury, boć fakt, że jednostka rodzi się w pewnej społeczności i bezwiednie przyjmuje jej język, właściwości i obyczaje, wynika z przyrodzonego porządku tego
    świata, a nie z jakichś wadliwych ustaw czy instytucji, ustanowionych przez człowieka. Nie chodzi tu jednak o rozwijanie każdej grupy etnicznej w pełny naród. Cel jest znacznie skromniejszy; chodzi o to, by życie ludzkie uczynić znośniejsze51, który to cel, zdaniem Royal lnstitute for International Affairs, przyświecał twórcom traktatów mniejszościowych. [...]


    Ostatnio wypowiedział się w tej sprawie Papież. Drugi spośród wspomnianych już pięciu punktów pokojowych Papieża, ogłoszonych na Boże Narodzenie 1941, brzmi:

    Żadnego ucisku mniejszości narodowych i ich odrębności kulturalnych.

    W nowym porządku, opartym o zasady moralne, nie ma miejsca tu na ucisk, otwarty czy skryty, odrębności kulturalnych i językowych mniejszości narodowych, na krępowanie i tłumienie ich zdolności gospodarczych, na ograniczanie ich naturalnej płodności. Im sumienniej władza państwa szanuje prawa mniejszości, tym pewniej i skuteczniej może wymagać od ich członków lojalnego spełniania obowiązków, wspólnych wszystkim obywatelom.

    A więc poszanowanie odrębności etnicznej, Przy równoczesnym wtapianiu we wspólnotę wielkiego narodu. Czy taki postulat nie jest sprzeczny sam w sobie, nie stanowi contradictio in adiecto? Jestem głęboko przekonany, że nie. Wszystkie narody naprawdę wielkie narastały w ten właśnie sposób. Tak narastał Rzym, Francja, Wielka Brytania, Rzplita Jagiellonów. Tylko Niemcy narastały metodami margrabiego Gerona, Krzyżaków, Fryderyka, Bismarcka i Hitlera, toteż ciąży na nich przekleństwo i wisi stale groźba utraty wszystkich nabytków.
    Różnolitość etniczna nie rozsadza, lecz bogaci. Pozwala przejść w wielki naród organicznie, bez wyjałowienia ludowego podłoża, które jest podstawą zdrowego społeczeństwa.


    Rozsadzająco działa natomiast odrębność polityczna mniejszości narodowej, jej autonomia wykraczająca poza ramy potrzeb ściśle lokalnych i poza prawo stowarzyszania się dla zaspokojenia potrzeb kulturalnych. Autonomia polityczna stanowi narzędzie do hodowania odrębności narodowej.
    Adam Doboszyński, Teoria narodu, 1943


    #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: nop.org.pl

    •  

      @MartinoBlankuleto: był działaczem SN, ale wśród ONR miał lepszy posłuch i bardzo bliskie związki z ABC i RNR. Dzisiejsze ONR natomiast uważa go za jednego z głównych ideologów.

    •  

      Dobrze wiedzieć. Jestem na wypoku mniej niż 2 lata więc myślałem, że tak było zawsze

      @westberlin: Tylko po trosze tak było. Wojenka była ale na pewno nie z takim nasileniem. Zwiększyło się ono w okolicach początku 2015 r. To nieprzypadkowa koincydencja - establishment III RP walczył wtedy o utrzymanie władzy realnej i rządu dusz. Zaś zbuntowane społeczeństwo wyrażało niezadowolenie.

      Wtedy też ja dołączyłem do tej krucjaty, nawet nie bardzo chcąc. Wtedy po raz pierwszy wyrażając swoje poglądy spotkałem się z pomówieniami i zniewagami, a nawet kneblowaniem (za pomocą moderacji) ze strony agresywnej kosmopolitycznej lewicy, którą nazywam lewactwem. Zrozumiałem wtedy jak lewactwo rozumie głoszone przez siebie "wolności" - jako wolności wyłącznie do bycia tylko takim samym jak oni. I to wzbudziło mój sprzeciw.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Z okazji rocznicy powstania #onr będzie cytat z Jana Mosdorfa, współzałożyciela i lidera ONR, zamordowanego przez Niemców w KL Auschwitz 11 października 1943 za pomoc Żydom.

    Nie jesteśmy faszystami, ani hitlerowcami, przede wszystkim dlatego, że jesteśmy ruchem czysto polskim, nie potrzebujemy obcych wzorów. Nie uważamy się za faszystów ani za hitlerowców również dlatego, że oba te ruchy mają wiele wad, a nawet grzechów, którymi obarczać się nie chcemy. Nie są to wzory, które chcielibyśmy naśladować.

    #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: nacjonalista.pl

  •  

    Myśl nasza we współczesnych pokoleniach ma pewną szczególną właściwość. Znamienne rysy umysłu polskiego – jasność, trzeźwość, realizm, które tak wybitnie występują u pisarzy naszych we wszystkich dobach dziejowych,. zupełnie nie ujawniają się dziś w naszym sposobie traktowania najdonioślejszych zagadnień bytu narodowego. Sprawy narodowe są przedmiotem, wobec którego przeciętny wykształcony Polak przestaje być człowiekiem realnym, dzisiejszym, nowoczesnym.

    W naszej ojczyźnie ludzie, którzy w sprawach techniki, ekonomii, nawet często zagranicznej polityki trzymają się najświeższych wyników ludzkiego doświadczenia, gdy przychodzą na stół sprawy narodowe polskie, kwestie naszej polityki narodowej, zaczynają tak rozumować, jakby dla nich nie istniała druga połowa dziewiętnastego(dwudziestego - przyp.) wieku. O Rosji, Niemczech, Anglii, Francji umieją jeszcze myśleć, biorąc choć w części w rachubę to, co te kraje przez ostatnie pół stulecia przeżyły, przechodząc zaś do Polski, tak rozumują, jakby się razem z nią po półwiekowym śnie obudzili. Stąd wytwarza się dla Polski jakieś wyjątkowe stanowisko: innym narodom wolno mieć najbrudniejsze interesy, dążyć do ekspansji, uważa się za zupełnie naturalne, że posiadają silną organizację państwową; dla Polski zaś byłoby to wszystko w ich przekonaniu nieprzyzwoitym, niezgodnym z jej duchem. Ileż to razy zdarza się słyszeć zdania w tym rodzaju: „wolę, żebyśmy nie odzyskali niepodległości, niż żebyśmy byli zmuszeni wytworzyć wstrętne instytucje państwowe i prowadzić nikczemną politykę z krzywdą innych!", „lepsza niewola, niż panowanie nad innymi"; jak często w tych samych warunkach, w których uważamy za zupełnienaturalne, że ktoś walczy, sobie nakładamy obowiązek umoralniania przeciwnika, pouczania go o zasadach chrześcijańskich...

    Ta nieumiejętność myślenia o sprawach polskich w ten sam sposób, w jaki myślą o swoich inne narody i w jaki częstokroć my sami o ich sprawach myślimy, pochodzi moim zdaniem przede wszystkim stąd, że dla nas kwestie narodowe na innym gruncie są kwestiami żywymi, zmieniającymi się z dnia na dzień pod wpływem zmian w życiu, gdy sprawa polska jest często czymś oderwanym, jest kwestią literacką lub ideą starannie przechowaną i jak dogmat religijny ochranianą od nowych wpływów.
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1902


    #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Ta przemiana wewnętrzna, odbywająca się dzisiaj z ogromną szybkością, wywołała już
    zmianę w stosunku obcych do nas: prócz ludzi, należących do wymierającego w Europie
    pokolenia, nikt się nami nie zachwyca, nikt nas nie uwielbia, ale też coraz rzadziej słyszymy słowa
    pogardy i lekceważenia; w ostatnich zaś czasach, po okresie zupełnego zapomnienia o nas, w
    pokoleniu, które dowiaduje się dopiero teraz o naszym istnieniu, zjawia się nowe o nas pojęcie,
    niewolne jeszcze od reminiscencji, ale już łączące się ze spokojną oceną realnej naszej wartości.
    Tym silniej odbić się musi ta przemiana we własnym naszym pojmowaniu spraw narodowych. Z
    konieczności musimy zacząć myśleć tymi samymi kategoriami politycznymi, którymi myśli
    dzisiejszy człowiek cywilizowany, a mając już w ogromnym zakresie stosunków tę samą miarę dla
    obcych, możemy już do pewnego stopnia oceniać naszą względną wartość, siłę, przydatność do
    życia, zdolność do postępu, zdawać sobie sprawę z tego, na czym polega nasza odrębność, nasza
    indywidualność narodowa, słowem zbliżać się do określenia stanowiska, jakie wśród
    cywilizowanych ludów zajmujemy, i wykreślać sobie drogi przyszłego rozwoju.
    Typ naszego życia narodowego widocznie tak szybko się zmienia, że mózgi ludzkie nie
    mogą za tymi zmianami podążyć, i to właśnie mózgi najinteligentniejszej części społeczeństwa, na
    których ciąży tradycja lat tak niedawnych w czasie, a tak dawnych pod względem treści i
    fizjonomii życia. W warstwach młodych, związanych z tą tradycją słabiej, owe pojęcia powstają w
    ślad za nowymi pierwiastkami życia, podczas gdy sfera inteligencji ex-szlacheckiej roi się od
    donkiszotów, obnoszących uparcie stare ideały, stare koncepcje i stare wypłowiałe frazesy. Z
    nowych przejawów życia umysłowego biorą oni to, co im pomaga utrwalić się w starych
    złudzeniach, biorą pozbawione głębszego znaczenia wytwory chorobliwych indywidualności,
    produkty egzotyczne lub zwyczajną blagę zdawkową. Od tego zaś, co stanowi oś życia
    współczesnego, odwracają się, lub jeżeli widzą coś i rozumieją, to nigdy w zastosowaniu do
    własnego narodu.
    Ludzie, którzy uważają sobie za główny punkt ambicji znać wszystkie najnowsze
    wynalazki i wszystkie najnowsze przejawy życia umysłowego ludzkości, wszystkie prądy i
    prądziki, wszelkich dziedzin modernizmy, którzy by każdą tego rodzaju nowość chcieli
    przeszczepić na nasz grunt, nie umieją i nie starają się wgłębić w to, co stanowi rdzeń dzisiejszego
    życia narodów, ani zastanowić się nad tym, o ile nowoczesnym jest ich własny naród w tym, co
    stanowi najważniejsze życia i myśli współczesnej podstawy. I w tych dziedzinach pozostają o całe
    pół stulecia w tyle, nie mając świadomości, nie zdając sobie sprawy z tego, że ich poglądy – to nic
    innego, jak zakonserwowane bez zmiany myśli poezji naszej lub rewolucji europejskiej z połowy
    ubiegłego stulecia, kiedy układ polityczny Europy opierał się na innych zupełnie podstawach, a
    Polska nawet budowę społeczną miała inną niż dzisiaj.
    Te same pojęcia, które były imponującym przejawem wielkiego ducha w ubiegłej dobie
    narodowego życia lub potężnego ruchu ludów w zamkniętym już od kilku dziesiątków lat okresie
    dziejów europejskich, u ludzi dzisiejszych, w warunkach nowoczesnych, przy nowym typie życia
    są śmiesznymi strzępami, w które się stroi słaby duch, niezdolny do mierzenia się z
    rzeczywistością, z jej zagadnieniami i zadaniami. Zerwać te strzępy, zajrzeć odważnie w oczy
    prawdzie, odsłonić zagadnienia naszego nowoczesnego bytu narodowego – to największe zadanie
    dzisiejszej umysłowości polskiej.
    Myśli nowoczesnego Polaka, Roman Dmowski, 1903


    #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

  •  

    Dla wielu ludzi jest to powodem do zmartwienia: tracimy swą oryginalność, zostajemy
    powoli takim samym szablonowym skupieniem, jakimi są narody zachodniej Europy. Tymczasem
    my raczej tracimy naszą monstrualność i zostajemy powoli zdolnym do życia, zdrowym,
    normalnym społeczeństwem, zdrowym i normalnym o tyle, o ile nienormalne warunki polityczne
    na to pozwalają. Nie dość tego – my powoli stajemy się coraz więcej społeczeństwem w wyższym,
    współczesnym tego słowa znaczeniu, coraz silniejsze są węzły wewnętrzne, łączące nas w spójną
    całość, węzły w istocie swej nie dobrowolne, ale wynikające z układów stosunków społecznych, z
    uzależnienia jednostki od całości, a więc pewniejsze, trwalsze, mniej zależne od chwilowego
    nastroju umysłów.
    Ta przemiana wewnętrzna, odbywająca się dzisiaj z ogromną szybkością, wywołała już
    zmianę w stosunku obcych do nas: prócz ludzi, należących do wymierającego w Europie
    pokolenia, nikt się nami nie zachwyca, nikt nas nie uwielbia, ale też coraz rzadziej słyszymy słowa
    pogardy i lekceważenia; w ostatnich zaś czasach, po okresie zupełnego zapomnienia o nas, w
    pokoleniu, które dowiaduje się dopiero teraz o naszym istnieniu, zjawia się nowe o nas pojęcie,
    niewolne jeszcze od reminiscencji, ale już łączące się ze spokojną oceną realnej naszej wartości.
    Tym silniej odbić się musi ta przemiana we własnym naszym pojmowaniu spraw narodowych. Z
    konieczności musimy zacząć myśleć tymi samymi kategoriami politycznymi, którymi myśli
    dzisiejszy człowiek cywilizowany, a mając już w ogromnym zakresie stosunków tę samą miarę dla
    obcych, możemy już do pewnego stopnia oceniać naszą względną wartość, siłę, przydatność do
    życia, zdolność do postępu, zdawać sobie sprawę z tego, na czym polega nasza odrębność, nasza
    indywidualność narodowa, słowem zbliżać się do określenia stanowiska, jakie wśród
    cywilizowanych ludów zajmujemy, i wykreślać sobie drogi przyszłego rozwoju.
    Myśli nowoczesnego Polaka, Roman Dmowski, 1903


    #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka #myslnarodowa #dmowskinadzis
    pokaż całość

    źródło: romandmowski.pl

  •  

    Nauka uważa dziś nacjonalizm za uchwytną rzeczywistość socjologiczną. Internacjonaliści nie
    mają na swe poparcie argumentów naukowych; ich brak pokrywają pustą wielosłownością
    publicystów w rodzaju H. G. Wellsa. Tymczasem w nauce ustala się pogląd, wyrażony zgodnie
    przez wielu uczonych, o trudności wywołania uczucia zbiorowego obejmującego cały świat, wobec
    nieuniknionego braku jakiejkolwiek zewnętrznej opozycji. W myśl zasad psychologii uczucie
    zbiorowe powstać może dopiero z chwilą uprzytomnienia sobie odrębności od innej zbiorowości.
    Często powtarzające się najazdy z Marsa doprowadziłyby niewątpliwie z biegiem czasu do
    rozpalenia się uczucia ogólnoludzkiego do temperatury uczucia narodowego. Póki jednak planecie
    naszej brak zetknięcia się z zewnętrzną jakąś zbiorowością, należy się obawiać, że uczucie
    "patriotyzmu ogólnoludzkiego" nie wyjdzie nadal poza obecny stan niskiego napięcia, w którym nic
    może być transformowane na energię motoryczną, zdolną wpływać na losy świata.


    Uczucie narodowe - pisze prof. Zimmern10 - doprawdy nie ,jest w stanie przemijania; jest w stanie
    budzenia się. Jest silniejsze obecnie niż było kiedykolwiek. Jest jedną z najmocniejszych sil w
    życiu nowoczesnym. Mało innych form zbiorowego czucia ma mocniejszy lub głębszy wpływ na
    ludzkiego ducha. Socjalizm nie ma; nie ma również internacjonalizm; wątpię, czy ma nawet religia.


    Nauka współczesna prowadzi do nieodpartego wniosku, że dobra ludzkości należy szukać na
    drodze zdrowego współdziałania zdrowych narodów. Uczeni angielscy są zdania, że by istnieć
    bez katastrof, nowoczesne społeczeństwo wydaje się potrzebować zarówno uczucia narodowego,
    które prowadzi do zazdrosnego partykularyzmu, jak i współdziałania na skalę światową.
    Szczytowym problemem obecnego pokolenia jest, jak pogodzić oba te zjawiska.


    Zdaniem autorów pracy Nationalism (s. 340) - nie ma gwarancji, że ludzie, którzy wydostaliby się
    na czoło państwa światowego, należeliby do typu zdecydowanego na wykorzystanie swych
    możliwości dla dobra ogółu. Dopuszczenie do wolności indywidualnej w szerszym zakresie,
    pociągnęłoby za sobą niebezpieczeństwo anarchii; efektywnie zorganizowany jednopaństwowy
    świat mógłby wykazać przygnębiające podobieństwo do jednopartyjnego państwa.


    Ci, co wierzą, że w miejsce narodu wynaleźli grupę lepszego typu, będą pracowali w dalszym
    ciągu dla tego typu i w porównaniu z nim będą potępiali naród. Natomiast ludzie, zajęci
    prowadzeniem spraw międzynarodowych, muszą w obecnej epoce liczyć się z faktem istnienia
    narodu (bez zakładania, że będzie on wieczysty) i pracować dla godzenia rozbieżnych punktów
    widzenia różnych narodów i dla zmniejszenia rozmiarów i częstości uciekania się do gwałtu w
    stosunkach między nimi.


    Oto jedyna droga dla mężów stanu: przez naród do ludzkości. Mogą się oni powoływać i na prof.
    Zimmerna, który uważa, że droga do internacjonalizmu prowadzi przez nacjonalizm, nie przez
    równanie ludzi w dół do poziomu jakiegoś szarego kosmopolityzmu, lecz przez odwoływanie się
    do najlepszych czynników w zbiorowej spuściźnie każdego narodu. Dobry świat to znaczy świat
    dobrych mężczyzn i kobiet. Dobry świat międzynarodowy, to znaczy świat narodów żyjących, jak
    mogą najlepiej... Myślę, że dobrzy nacjonaliści będą lepszymi Ludźmi i lepszymi obywatelami.
    Adam Doboszyński, Teoria narodu, 1943


    #myslnarodowa #dmowskinadzis #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa #publicystyka
    pokaż całość

    źródło: x3.wykop.pl

  •  

    Wśród cech, określających przynależność narodową człowieka, można odróżnić cechy
    obiektywne i subiektywne. Do pierwszych należą: język, obyczaj, wiara, wykształcenie, charakter,
    pochodzenie itp. Cechy subiektywne to świadomość przynależności do danego narodu, gotowość
    ponoszenia dla niego ofiar itp.


    Na ogól cechy subiektywne i obiektywne pokrywają się. Bywa jednak, i to wcale nie rzadko, że
    człowiek cechami obiektywnymi (językiem itp.) należy do jednego narodu, a w swej świadomości
    uważa się za przynależnego do narodu drugiego (wypadki dość częste wśród Alzatczyków,
    Mazurów w Prusach Wschodnich, Ślązaków itp.). W czasie procesów wielkonarodowych ewolucja
    cech subiektywnych wyprzedza na ogół zmiany w cechach obiektywnych; np. Alzatczyk czy Bask
    mówi jeszcze swą mową i zachowuje swój obyczaj, a uważa się już za Francuza. Bywa i na
    odwrót; Irlandczyk przejął wiele cech obiektywnych Anglika (łącznie z językiem), a czuje się
    Irlandczykiem.


    Cechy obiektywne są uchwytne i wymierne i dadzą się zaobserwować, opisać, ująć w statystyki
    itp. Utarło się natomiast przekonanie, że cechy subiektywne - w wypadkach spornych - najlepiej
    określić przy pomocy specjalnie zorganizowanej, masowej wypowiedzi zwanej plebiscytem.
    Przekonanie to jest błędne, gdyż w rzeczywistości nastawienie wewnętrzne człowieka rzutuje się
    również bardzo wyraźnie w świat pięciu zmysłów, dostępny dla obserwacji socjologicznej; zależnie
    od swego poczucia przynależności narodowej, jednostka tak czy inaczej mówi, działa, należy do
    organizacji, składa ofiary itp. Przygotowania do plebiscytu związane są z takim naciskiem
    psychicznym na jednostkę, że głosowanie z reguły nie wyraża jej stanu duchowego sprzed
    rozpisania plebiscytu, lecz w dużej mierze jest tylko miernikiem sprawności aparatu
    plebiscytowego i skuteczności obustronnych propagand. Toteż masowa, naukowo zorganizowana
    obserwacja socjologiczna cech narodowościowych może dać wyniki znacznie bliższe prawdy niż
    plebiscyt.


    Nawet tam, gdzie przeważająca większość jednostek uświadamia sobie swą przynależność
    narodową, na wynik plebiscytu wpływają w dużej mierze czynniki przejściowe takie, jak:
    przypadkowe epizody historyczne, propaganda itp. A cóż dopiero, gdy mamy do czynienia z
    narodowością czy nawet ludem, narodowo mało uświadomionym! Z naszych poprzednich
    rozważań wynika, że grupa etniczna na poziomie ludu czy narodowości (a takie grupy objęte
    bywają plebiscytami) nie jest zdolna do wyrażenia woli zbiorowej, którą spotykamy dopiero "na
    szczeblu" narodu. Ogólne rozczarowanie do plebiscytów dobru wyraził Royal Institute for
    International Affairs w następujących słowach: Próba stosowania zasady samookreślenia
    narodowego w każdym państwie do obszarów, w których nie wytworzyła się jednolita świadomość
    narodowa, wydaje się prowadzić raczej da zguby niż do zbawienia, chyba, że udałoby się znaleźć
    jakaś metodę zapobiegania trudnościom, które z tej zasady wynikają.
    Adam Doboszyński, Teoria narodu, 1943


    #myslnarodowa #dmowskinadzis #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa i w sumie #ukraina #rosja a nawet #ruskapropaganda bo na tym zamieszaniu bazuje np. referndum na Krymie.
    pokaż całość

    źródło: nop.org.pl

  •  

    Ostatnia walka o wolność, będąca właściwie tylko negacją niewoli w przeciętnych swoich
    przedstawicielach, skończyła się klęską. Po niej zapanowała negacja walki, a więc negacja negacji,
    wspierająca się hasłami pracy ekonomicznej itp., nie mającymi nic wspólnego z szerszą myślą
    narodową. Ale naród współczesny, zwłaszcza zaś naród, podlegający tak szybkiej jak nasz
    przeróbce wewnętrznej, nie może długo żyć bez aspiracji, bez myśli przewodniej, przyświecającej
    wszystkim jego pracom i walkom, bo warunki polityczne do nieustannej walki w takiej lub innej
    postaci nas zmuszają. Hasła patriotyczne musiały znów się odezwać, gromadząc koło siebie
    narastające społeczeństwu nowe, lepsze siły...
    Hasła te z początku były znów tylko negacją ucisku i niewoli: łączyło się z nimi wprawdzie
    nawoływanie do pracy wśród ludu, ale pracę tę bądź pojmowano wyłącznie, jako przygotowywanie
    armii do walki o niepodległość, bądź też traktowano je bez związku ze sprawą narodową, idąc
    niewolniczo za hasłami kosmopolitycznymi socjalizmu, przynoszonymi z zewnątrz. W nielicznych
    tylko mózgach uświadamiała się myśl twórczej pracy narodowej, pracy dla narodowej kultury
    przez pomnożenie uczestników kulturalnego życia polskiego, przez wprowadzenie w nie nowych
    pierwiastków ludowych. Z tych zaczątków jął się tworzyć nowy kierunek narodowy, nowy
    patriotyzm, stopniowo rozwijający program szerokiej pracy i walki narodowej, mający również
    doprowadzić do pozbycia się niewoli, do zdobycia niepodległości; niepodległość państwowa
    wszakże nie jest tu traktowana jako cel ostateczny, ale jako środek, jako najważniejszy warunek
    szerokiego narodowego rozwoju.
    Przedmiotem tego patriotyzmu, albo ściślej mówiąc nacjonalizmu, nie jest pewien zbiór
    swobód, które dawniej ojczyzną nazywano, ale sam naród, jako żywy organizm społeczny, mający
    swą na podstawie rasowej i historycznej rozwiniętą odrębność duchową, swą kulturę, swe potrzeby
    do języka, kultury, tradycji, na odczuciu potrzeb narodu jako całości, na zespoleniu się z jego
    interesami. Jego rola nie kończy się z bliższą lub dalszą chwilą odzyskania niepodległości – ta jest
    dla niego jedynie etapem, poza którym praca i walka trwa dalej, posiłkując się nowymi
    narzędziami, nową bronią. Jednostka tu nie występuje, jako walcząca o wolność jedynie –
    głównym jej celem jest rozszerzenie zakresu narodowego życia, pomnożenie materialnego i
    duchowego dobra narodu, zdobycie dla tej całości społecznej, do której należy, możliwie
    wysokiego stanowiska w szeregu ludów.
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1903.


    #myslnarodowa #dmowskinadzis #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa
    pokaż całość

    źródło: niezlomni.com

    •  

      @HaHard: z tego co widzę to pomimo krytyki (słusznej Grossa) i zasygnalizowania obecności Niemców i tak dostałeś mase minusów za napisanie o polskim sprawstwie i bezpośrednim działaniu w Jedwabnym. Sądząc po forach internetowych Polacy nie są w ogóle przygotowani na takie rewelacje. Sprawę pogarszają tacy jak Gross albo J Grabowski ze Żbikowskim, których tych dwóch choć szanuję za badania to jednak są szalenie nieodpowiedzialni z rzucaniem szacunków liczby bez pokrycia, Zydów którzy mieli zginąc z rąk Polaków. pokaż całość

    •  

      @dertom:

      z tego co widzę to pomimo krytyki (słusznej Grossa) i zasygnalizowania obecności Niemców i tak dostałeś mase minusów za napisanie o polskim sprawstwie i bezpośrednim działaniu w Jedwabnym

      Tak, jednak spokojnie - mnie minusy nie bolą :). Minus na Wykopie to broń często "bezbronnego", nie posiadającego, czy nie potrafiącego sformułować własnej opinii, użytkownika. Dlatego ocenę mam w nosie, bo jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia, jednak znajduje czas na czytanie i ocenę cudzych komentarzy, świadczy to o tym, że nie jest gotowy do konfrontacji własnych poglądów (albo ich nie posiada i startuje z góry przygotowanych pozycji), czyli - według mnie waga takiej oceny jest żadna. Wszystkie wpisy czytam, na każdy staram się odpowiedzieć (chociaż nie zawsze daję radę). Więc nie ma żadnego problemu, żadnych przeciwwskazań, by poglądy poddać konfrontacji. W zasadzie na to liczę, w przeciwnym wypadku wieje nudą ( ͡° ͜ʖ ͡°). Sam korzystam z plusa jeśli się z kimś zgadzam (i nie mam nic do dodania)/ wynagradzam za wykonaną pracę, czy doceniam treści z których czegoś się dowiedziałem etc. Minusa natomiast, by negatywnie ocenić, następnie PRAWIE zawsze odnieść się pisemnie do źle ocenionego wpisu (no chyba, że treść zaminusowanego komentarza wskazuje, iż nie ma to najmniejszego sensu. Daremny trud.)
      PS Właśnie przejrzałem całą dyskusję, która wywiązała się pod wpisami do których się odnosisz. Dopiero zauważyłem, że @szurszur podczas tej dyskusji także się wypowiadał. Sorry szur, że przeoczyłem ;)

      Grabowski ze Żbikowskim
      nie kojarzę gagatków (chyba, że są autorami "Miast śmierci"?), zaraz nadrobię zaległości, tzn. zorientuję się kim są.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Pomimo tej głębokiej różnicy w pojęciach, patrioci starego pokroju stanowią
    najłagodniejszą opozycję przeciw nowemu nacjonalizmowi i nawet godzą się z nim często, widząc
    w nowym kierunku dalsze rozwinięcie swoich usiłowań, mające ten sam cel – niezawisłość
    ojczyzny, zdobycie lepszej, szczęśliwszej doli dla narodu.


    Inaczej rzecz się ma z rozmaitymi pseudopatriotami, którzy, zasłaniając się względami na
    dobro ojczyzny, bronią się wszelkimi siłami od obowiązków względem niej, od drobnych, ale
    codziennych na jej rzecz ofiar. Dla tych patriotyzm starej daty jest o wiele dogodniejszy, można
    bowiem w imię jego uprawiać kult przeszłości, mówić o gotowości do wielkich poświęceń na
    przyszłość, „kiedy przyjdzie czas", kiedy zbliży się na ogromną odległość dziś odsunięta chwila
    nowej walki, a w teraźniejszości „być Polakiem w sercu", w życiu zaś spokojnie znosić niewolę,
    ucisk, krzywdy narodowe, osładzając je sobie „staraniem o dobrobyt ekonomiczny". Ten
    pseudopatriotyzm jest bodaj najbardziej rozpowszechnionym sposobem traktowania spraw
    narodowych: widzimy go w rozmaitych sferach, przy najróżniejszych poziomach umysłowych,
    zjawia się w towarzystwie walczących ze sobą nawzajem poglądów i dążeń społecznych.
    Pozostanie on zawsze nieprzejednanym wrogiem takiego kierunku, który walkę narodową uznaje
    za sprawę bieżącą, który nakłada na każdego obywatela obowiązek stałego udziału w tej walce i w
    pozytywnej pracy narodowej, który, nie dając pola do deklamacji o gotowości do wielkich ofiar i
    poświęceń, wymaga mniejszych nie w słowach, lecz w czynach.
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1903


    #myslnarodowa #dmowskinadzis #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka #neuropa
    pokaż całość

    źródło: romandmowski.pl

  •  

    Ta potrzeba czynu, ten brak obawy i wstrętu do ciągłych walk i wysiłków, ta dynamiczność
    programowa – stanowią właśnie rys nowy w narodowym ruchu dzisiejszej doby.


    Dla wielu umysłów podobnie pojęte stanowisko narodowe jest przeciwne zadaniom
    demokracji polskiej. Pogląd taki pochodzi stąd, że skutkiem niesamodzielności polskiego życia
    umysłowego i politycznego w ostatnim stuleciu, demokracja nasza w formułowaniu swych zadań
    szła niewolniczo prawie za demokracją zachodnioeuropejską, nie biorąc pod uwagę zasadniczej
    różnicy między naszym społeczeństwem a zachodnioeuropejskim pod względem tradycyj i
    skłonności politycznych. Powyższe stanowisko narodowe jest przeciwne tylko zasadom
    liberalizmu zachodnioeuropejskiego, nie zaś zadaniom demokracji polskiej. To zaś jest wielka
    różnica. Żeby ją zrozumieć, trzeba się bliżej zastanowić nad istotą kierunków i stronnictw
    politycznych oraz ich stosunkiem do narodu i państwa.


    Byt społeczny opiera się na tym, że jednostki poświęcają część swych osobistych interesów
    w różnej postaci na potrzeby ogólne. Opinia publiczna jest wyrazem przymusu moralnego w tym
    względzie, organizacją zaś przymusu fizycznego jest państwo. Im wyżej stoi opinia publiczna, im
    silniejszy jest przymus moralny ze strony społeczeństwa w zakresie obowiązków obywatelskich,
    tym nie mniej potrzeba przymusu fizycznego, tym mniej ma do roboty państwo, tym bardziej może
    być ograniczony zakres władzy państwowej. Z drugiej strony – i to się już stosuje w szczególności
    do naszego narodu – gdy państwo nie dba o interesy społeczeństwa, gdy nawet zachowuje się
    względem nich wrogo, cała przyszłość narodu leży w silnym rozwoju przymusu moralnego, w
    zdrowej i niewzruszonej opinii publicznej, narzucającej obowiązki obywatelskie tym, którzy do
    poczucia ich nie dorośli.


    Suma obowiązków obywatelskich, ilość interesów jednostki, które winny być poświęcone
    na rzecz narodu, nie jest wielkością stałą, musi ona być różna dla różnych narodów, pozostając w
    związku ze stopniem ich kultury, treścią życia wewnętrznego i trudnościami w stosunkach
    międzynarodowych; musi się zmieniać ciągle wraz ze zmianą warunków, w których dany naród
    żyje. Ścisłe i oczywiste dla wszystkich określenie jej, chociażby w najkonkretniejszej postaci sumy
    niezbędnych ciężarów i powinności względem państwa jest i prawdopodobnie pozostanie zawsze
    rzeczą niemożliwą. Dlatego to wszędzie część obywateli dąży do zmniejszenia powinności
    państwowych, gdy druga część, przeciwnie, stara się je zwiększyć; temu zaś podstawowemu
    zjawisku życia politycznego w sferze moralnej odpowiada istnienie dwóch tendencyj: jednej,
    zwiększającej obowiązki narodowe, żądającej większych ofiar na rzecz narodowego interesu,
    drugiej zaś, ograniczającej te obowiązki w imię interesu i praw jednostki, w imię wolności
    osobistej, lub, jak się często mówi, zasad ogólnoludzkich. Wypadkową z działania tych dwóch sił,
    tych dwóch przeciwnych dążności, jest w polityce budżet państwa, a w życiu społecznym budżet
    moralny narodu. Jak od pierwszego zależy sprawność machiny państwowej, tak drugi decyduje o
    żywotności narodu i jego przyszłych losach.
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1903


    pokaż spoiler Ehh, znowu można przyłożyć kalkę do czasów współczesnych.


    #myslnarodowa #dmowskinadzis #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #polityka
    pokaż całość

    •  

      @bvszky: Czechy i Polska to inne kraje. Dmowski opisuje Polskę, nie Czechy.

    •  

      @TenebrosuS: A czy przypadkiem nie jest tak, że oparcie się narodowości polskiej na katolicyźmie w pewien sposób polskość osłabiło? Nie wykształciła w sobie kompletnej własnej siły, pozwalającej oprzeć się zewnętrznym wpływom i atakom, gdyż poszła drogą na skróty, korzystając już z gotowej ideologii.
      Swoją drogą, o ile katolicyzm mógł być tarczą przeciw prawosławnej Moskwie czy protestanckim Prusom, to w jaki sposób miałby chronić przed arcykatolickim cesarzem Austrii? A wcale nie było widać, by polskość w zaborze austriackim osłabła w jakikolwiek sposób w porównaniu do innych zaborów, mimo warunków aż do 1867 chyba trudniejszych niż w innych zaborach (wyłączają Rzeczpospolitą Krakowską). pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Mireczki, znowu tekst żywcem wyjęty z historii współczesnej...

    Jednym z jaskrawych dowodów rozbicia, duchowego naszego społeczeństwa jest fakt, że historia tego, co się działo u nas w ostatnich dziesięcioleciach, historia odzyskania naszej niepodległości i działań polskich, które je poprzedziły, przedstawiana jest na dwa różne, nawzajem wyłączające się sposoby. To, co jeden pogląd uważa za śmieszny drobiazg bez znaczenia i bez konsekwencji, inny podaje, jako czyn wiekopomny, jako doniosłe zdarzenie dziejowe; w tym, co według jednego było właściwym przygotowaniem niepodległości, inny widzi bezmyślną i szkodliwą robotę, która dlatego tylko Polski nie zgubiła, że się nie powiodła.
    Możnaby spokojnie patrzeć na to karykaturalne zjawisko, pozostawiając zmartwienie ludziom, którzy w tych wypadkach działali, że ich ci lub inni nie doceniają, że nie są zdolni widzieć ich faktycznych, czy urojonych zasług. Możnaby sobie powiedzieć, że przyszli historycy, patrzący na nasze czasy z perspektywy, patrzący beznamiętnie i będący w posiadaniu dokumentów, które dziś ukrywa-ją się po archiwach lub pokryte zostały pyłem zapomnienia w rocznikach gazet, będą umieli oddzielić fakty od urojeń, prawdę od kłamstwa, i napisać istotną historię naszych czasów na miejsce legend, romansów i paszkwilów.
    Niestety, tu chodzi nie tylko o historię. Każdy z tych biegunowo przeciwnych systemów przedstawiania niedawnej przeszłości zawiera w sobie jednocześnie biegunowo przeciwne drugiemu pojęcie moralnego i politycznego stosunku do sprawy narodu: są to nie tylko dwie historie, ale dwie polityki, pomiędzy którymi nie ma możliwego kompromisu. I dlatego właśnie, że są to dwie, tak przeciwne sobie postawy polityczne, a nawet dwa systemy moralne w przedstawianiu przeszłości, istnieje między niemi tak karykaturalne przeciwieństwo. Jedna z tych historii może być nazwana urzędową. Od początku istnienia nasze-go odbudowanego państwa, a zwłaszcza od maja 1926 r.[wystarczy wstawić 1989 - przyp.] zużyła ona niesłychanie wiele papieru i farby drukarskiej. Była i jest rozwijana w książkach, broszurach, artykułach czasopism, w podręcznikach szkolnych, w wydawnictwach dla dzieci i młodzieży, wreszcie w literaturze powieściowej. Dla wbicia jej w umysły urządza się mnóstwo uroczystości, obchodów, parad, uwiecznia się ją w pomnikach, nazwach instytucji, ulic itd.
    Wobec tego wszystkiego mamy uderzający fakt, że kierunek myśli, tak jedno-licie panującej wśród naszej młodzieży, całą tę historię jako fałsz odrzuca. Z dzisiejszego stanowiska kupieckiego, wierzącego w niezawodną skuteczność reklamy, bez względu na wartość towaru, który się reklamuje, fakt ten może się wy-dawać niezrozumiałym. Okazało się, że nasze młode pokolenia mają inne, poza urzędowymi, drogi uczenia się i szukania prawdy. Stawiane przed nimi na każ-dym kroku tablice reklamowe jednak nie decydują o wyborze przez nich takiej czy innej strawy duchowej. Czy możliwe jest, ażeby ta uderzająco jednolita postawa młodzieży była wynikiem propagandy ze strony przeciwnej, propagandy pozbawionej geniuszu reklamiarskiego, nie rozporządzającej nawet w małej części tymi co rządowe środkami, nie mającej sceny, do takich świetnych przedstawień, propagandy, wreszcie, która strasznie mało w porównaniu z tamtą zadrukowała papieru? Tu mamy do czynienia z jakąś inną mistrzynią. Ta młodzież, wyrastająca już we własnym państwie, wolna od wpływów niewoli, patrzy na rzeczy oczyma ludzi, którzy posiadają największy skarb na świecie i są zań odpowiedzialni. Patrzy ona po polsku, i z tego co widzi po polsku wyciąga wnioski. Pomimo wszystkich wad naszej szkoły, szkoła to jednak polska, jednak ucząca myśleć po polsku, i nie tylko dzięki nauczycielowi, nie zawsze dobremu, i systemowi wychowawczemu, w znacznej mierze wadliwemu, ale dzięki wzajemne-mu wychowywaniu się młodzieży między sobą. Te młode pokolenia mają znacz-nie więcej od poprzednich kultury umysłowej, zdolności do logicznego myślenia i nie ulegają one tak łatwo byle wpływom i śmieją się z prób wywierania na nie sugestii, tym bardziej tak naiwnymi, barbarzyńskimi metodami, jakich się względem nich używa.
    Roman Dmowski, "Świt lepszego jutra" felieton w "Gazecie Warszawskiej", 1930.


    #myslnarodowa #dmowskinadzis #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #neuropa
    pokaż całość

    źródło: racjonalista.tv

  •  

    Dzisiaj jeszcze jeden wpis tym razem nietypowy, bo definicja Ojczyzny według dr pdchor. Bohdana Szuckiego ps. "Artur", żołnierza NSZ i represjonowanego przez władze komunistyczne.

    #myslnarodowa #dmowskinadzis #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #neuropa pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    Naród nie składa się z równowartościowych pod względem narodowo-etycznym jednostek.
    W zależności od części kraju i jej historii, od pochodzenia jednostki i dziejów jej rodziny – ludzie
    czują się silniej lub słabiej związanymi z ojczyzną, posiadają silniejsze lub słabsze narodowe
    instynkty. Dlatego etyka narodowa nie pozwala dawać wszystkim równego głosu w narodowych
    sprawach, bo jej pierwszym celem nie jest zadowolenie tych, którzy dziś żyją, jeno przekazanie
    przyszłym pokoleniom nienaruszonych i wzmocnionych podstaw narodowego bytu, tej najdroższej
    spuścizny przeszłości.


    Zwalczanie etyki narodowej ze stanowiska chrześcijańskiego nie dowodzi wcale
    głębokiego zrozumienia zasad chrześcijańskich i mocnego do nich przywiązania, lecz tylko brak
    narodowego poczucia, a częstokroć i logiki. W stosunku do cudzoziemca, dajmy na to do Niemca
    lub Moskala, etyka chrześcijańska tyle mię obowiązuje, ile idzie o stosunek prywatny, o stosunek
    człowieka do człowieka, tam wszakże, gdzie obaj występujemy jako przedstawiciele i obrońcy
    spraw swych narodów, jedynie mię obowiązuje etyka narodowa. W stosunkach osobistych nie
    wolno mi go krzywdzić równie dobrze, jak gdyby był moim rodakiem, bo w tych stosunkach etyka
    nasza, etyka chrześcijańska, nie uznaje różnic narodowych. Ale nawet zabić go mam obowiązek w
    walce za ojczyznę.


    Etyka narodowa nie tylko nie sprzeciwia się etyce chrześcijańskiej czy etyce altruizmu,
    głęboko zrozumianej, nie przeszkadza moralnemu stosunkowi między jednostkami, ale na dłuższe
    okresy stanowi niezbędny warunek trwałej moralności zbiorowisk ludzkich. Entuzjazm dla danych
    zasad, zapał religijny mas, zaciętość sekciarska czyniła ludzi na pewien czas zdolnymi do wysoce
    moralnego życia, do poświęceń nawet i ofiar, ale taki stan danego zbiorowiska nigdy nie był
    zdolny trwać przez długie czasy. Tylko silna organizacja narodowa, na głębokim poszanowaniu
    tradycji oparta, zdolna jest społeczności ludzkiej zapewnić zdrowie moralne na długi szereg stuleci
    ... Tam od złego strzeże świadomy wzgląd na dobro całości lub nieświadomie działający obyczaj
    narodowy, a sam wyraz „moralność" zarówno jak „etyka", z pojęcia obyczaju się wywodzi.
    Dlatego Japończyk, nie będąc chrześcijaninem i nie znając naszych zasad altruizmu, nie
    przejmując się zresztą głęboko ani nauką Buddy, ani Konfucjuszem, jest o wiele moralniejszy od
    Europejczyka; i dlatego Europejczyk współczesny, zwłaszcza w rozkładających się narodach, w
    wielkich miastach i w tych warstwach, w których życiu rola tradycji jest bardzo słaba, cofa się
    moralnie, pomimo tak głośno otrąbywanego ze wszystkich stron cywilizacyjnego postępu.


    Tak etyka narodowa jest podstawą etyki międzyludzkiej. W interesie moralnego postępu
    ludzkości musi być zachowaną i coraz szersze w duszy ludzkiej zdobywać podstawy, coraz
    większą w postępowaniu jednostki odgrywać rolę. Gdzie ona ginie, całe życie społeczne stopniowo
    się rozkłada, społeczeństwo się atomizuje, wszelkie węzły moralne się zrywają, wzajemne
    zobowiązania znikają i staje się homo homini lupus. Pozbawione jej zbiorowiska ludzkie stają się
    bezwładnymi, anarchicznymi masami, czekającymi na obcego pana, który ujmie je w nowe karby
    nie moralnego, ale fizycznego przymusu.
    Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, 1903


    #myslnarodowa #dmowskinadzis #narodowcy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #marszniepodleglosci #4konserwy #neuropa #publicystyka
    pokaż całość

    •  

      @TenebrosuS:

      jeśli nie, to po co nam życie?
      No właśnie...życie bez Boga nie ma sensu. Co Ci z tego jak zostaniesz zapamiętany. Jeśli o mnie chodzi to nie zależy mi na tym by ktoś po mnie płakał, podziwiała mnie...nic mi z tego po śmierci.
      Na świecie każdego dnia umiera wielu wartościowych ludzi, część z nich nie ma osób bliskich, nie jest znana. Odchodzą i zostają na tym świecie zapomniani. Matkę Teresę z Kalkuty każdy kojarzy ale już sióstr które z nią pracują raczej nie. One nie zostaną zapamiętane mimo że odwaliły kawał świetnej roboty!

      I jednocześnie wierzy w Jahwe miłosiernego, który odpuści wszystkie grzechy przy odpowiednim rozgrzeszeniu.

      @TenebrosuS: Wierzy że Bóg przebacza tym którzy pokornie o przebaczenie proszą (warunki dobrej spowiedzi). W ramach Nowego Przymierza z Jezusem dostaliśmy super wypasione narzędzie na drodze do zbawienia i trzeba z niego korzystać. Oczywiście nie każdy miał szczęście urodzić się katolikiem i mieć świadomość istnienia tego narzędzia. Bóg osądzi nas sprawiedliwie. Mam świadomość tego, że jako osoba wierząca, mająca dostęp do sakramentów będę znacznie ostrzej osądzony niż ateista.

      Obaj tak samo potencjalnie, bo zdrada nie zależy od tego czy ktoś patrzy na górze, ale od wartości wyniesionych z domu. Polecam chociażby historię papieża Aleksandra VI, który swoimi bękartami z prostytutką obsadzał urzędy kościelne.

      @TenebrosuS: Zaryzykowałbym tezę że on tak naprawdę był osobą niewierzącą lub kierowały nim motywy nam nieznane. Poczytaj o ojcu Maciel'u-pedofilu. Ten facet odmówił spowiedzi na łożu śmierci bo jak przyznał - nie wierzył. Używał Kościoła jako narzędzia do zaspokajania swoich chorych potrzeb.

      Tu działa dokładnie ten sam mechanizm który znamy z kryminalistyki. Przestępca (grzesznik) może wstrzymać się od przestępstwa z obawy przed karą.

      Tak, w przeciwieństwie do aborcji, gdzie mordowany jest człowiek nie mogący podjąć decyzji ja jestem zwolennikiem eutanazji pod warunkiem, że osoba która ma być jej poddana jest w pełni przytomna i świadoma swoich czynów.
      @TenebrosuS: Sam widzisz, że tu Twój światopogląd rozjeżdża się z chrześcijaństwem. Nie jest to dla mnie zaskoczeniem bo jest to naturalna konsekwencja braku wiary. Jeśli uważasz cierpienie za coś wyłącznie negatywnego i odrzucasz istnienie Boga to jest to logiczne. Ciekaw jestem co sądzisz o aborcji dziecka które będzie psychicznie chore i nigdy nie będzie w stanie podjąć świadomej decyzji o tym czy chce tak żyć.

      Wiara to jest rodzaj łaski, jedni ją dostają inni nie. Szkoda, że się nie załapałeś ;)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (32)

  •  

    Obiecałem ostatnio w #myslnarodowa o Targowicy, ale nie wiedziałem wtedy jeszcze, że się nam #ciamajdan wydarzy po drodze i parodia z rekomendacjami KE ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Targowica była tak dobrze protestem przeciw demokratyzacji społeczeństwa – w imię przywileju, jak przeciw wzmocnieniu państwa – w imię swobód obywatelskich. To był właściwy, wynikający z całego dziejowego rozwoju i z wytworzonego przezeń typu stosunków antagonizm: z jednej strony konserwatyzm, wyrażający się w arystokratyczno-szlacheckim liberalizmie politycznym Targowicy, z drugiej ruch postępowy, reformistyczny, ożywiony silnym duchem demokratycznym i narodowo-państwowym, utrwalonym w świetnym pomniku ustawodawstwa polskiego – w Konstytucji Trzeciego Maja.

    Zdawałoby się, że antagonizm ten powinien był stanowić tło dla rozwoju prądów politycznych polskich z XIX stulecia. Zdawałoby się, że duch narodowo-państwowy, ożywiający patriotów Sejmu Czteroletniego powinien był się wzmocnić w demokratycznych patriotach XIX stulecia, wobec całkowitego upadku Rzeczypospolitej i potrzeby jej odbudowania, a właściwie zbudowania nowego państwa. I tak byłoby niezawodnie, gdyby nasze ruchy demokratycznopatriotyczne posiadały samoistność i realizm, czerpiący programy bezpośrednio z życia, jego potrzeb i niedomagań. Ale demokratyzm nasz w XIX wieku stał się poniekąd filią ogólnoeuropejskiego demokratyzmu, tamten zaś z natury rzeczy odznaczał się przede wszystkim wybitnym politycznym liberalizmem, bo musiał walczyć z absolutyzmem lub jego żywymi tradycjami. I choć życie stawiało naszym demokratom za pierwsze zadanie walkę z tradycjami nierządu, ze szlacheckim liberalizmem, stworzenie silnej idei państwowości polskiej, wyrobienie w członkach społeczeństwa zdolności podporządkowania swych potrzeb, widoków i upodobań interesowi narodowo-państwowemu, bez czego nie ma możności stworzenia zdolnej do życia organizacji państwowej, zwłaszcza w tak ciężkich warunkach walki, w jakich znalazła się Polska – oni poszli w kierunku przeciwnym i, walcząc o niepodległość państwową Polski, nosili w duszach ideały antypaństwowe, wykarmione na liberalizmie demokracji europejskiej.

    Jeden z humorystów naszych w żartobliwym felietonie kiedyś powiedział, że Trzeci Maj zszedł do grobu bezpotomnie. Jest w tym głęboka prawda. Naród instynktownie odczuwał wartość tej wielkiej daty i rocznica Konstytucji stała się świętem niezapomnianym, ale stronnictwa demokratyczne polskie, uległszy wpływom obcym, nie poszły wskazaną przez swych poprzedników drogą. Skutkiem tego idea niepodległości stopniowo zwyrodniała: największymi bodaj wrogami jej stali się dziś ci, co najgłośniej o niej mówią – bo kto powiada, że chce niepodległej Polski, ale zastrzega się, że musi ona być koniecznie rzecząpospolitą socjalistyczną, lub obraża się na myśl, że Polska mogłaby mieć swych żandarmów, policję, więzienia, że mogłaby się opierać na bagnetach i panować nad kimś, co sobie nie życzy jej panowania, ten sobie drwi z idei niepodległości. Takich, co wolą obce panowanie niż silny rząd własny, jest w Polsce o wiele więcej, niż się może zdawać, i niejeden z tych, co szczerze przeklinają pamięć Targowicy, jest sam w istocie przekonań swoich w połowie przynajmniej targowiczaninem.
    Myśli nowoczesnego Polaka, 1903 Roman Dmowski


    Zachęcam do obserwowania #myslnarodowa

    pokaż spoiler a kolegę, który dzisiaj napisał to samo co pisali endecy ponad 100 lat temu do dopisania się do list @microbid


    #dmowskinadzis #polityka #4konserwy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #kukiz #marszniepodleglosci #publicystyka
    pokaż całość

    źródło: romandmowski.pl

  •  

    Najważniejszym faktem, na który tu musimy zwrócić uwagę, jest, że żywioły starsze
    społecznie, na których opierają się stronnictwa zachowawcze, wychowane zostały w Europie w
    szkole absolutyzmu, który drogą przymusu nauczył je przyznawać pierwsze miejsce interesowi
    państwowemu, wytwarzając w tym kierunku nałóg, odbijający się po dziś dzień na ich polityce. Z
    postępem czasu, nałóg ten, co prawda, słabnie, zwłaszcza że w miarę demokratyzacji państwa
    warstwom tym coraz trudniej utożsamiać swój interes z państwowym: nawet tak do niedawna
    karny państwowy żywioł, jak agrariusze pruscy, czynią dziś swe stanowisko wobec państwa
    zależnym od zaspokojenia ich żądań, podyktowanych przez interes klasowy.


    To stanowisko rozmaitych warstw i stronnictw w krajach europejskich względem państwa i
    interesu narodowego – stanowisko zresztą ulegające dziś, z postępem oświaty i kultury politycznej,
    szybkiemu przeobrażeniu, skutkiem braku naszej samoistności umysłowej w polityce przenoszone
    było i jest, w znacznej mierze bez żadnej zmiany, do naszego kraju. Odbywało się to przez cały
    ciąg dziejów porozbiorowych: demokracja nasza, pozostająca w ścisłych stosunkach z demokracją
    europejską, zawsze miała charakter liberalny, wysuwała na pierwszy plan ideały wolności,
    jakkolwiek konieczność zmuszała ją do walki przede wszystkim o państwo polskie. W okresie
    popowstaniowym, w którym antynarodowy system wychowania publicznego dał Polsce pokolenie
    najmniej samodzielne umysłowo, jakie kiedykolwiek po rozbiorach posiadała, szablony
    europejskie do takiego stopnia zostały przeniesione na nasz grunt przez socjalistów, że patriotów
    marzących o niepodległej Polsce lub choćby broniących się przed wpływami rosyjskimi,
    porównywano do rządowych stronnictw w Niemczech, nazywano szowinistami, odsądzano od czci
    i wiary. Dziś jeszcze pomimo wpływu nowej myśli narodowej, wielu ludzi ma głębokie
    przekonanie, że prawdziwa demokracja nie może dbać o takie rzeczy, jak interes narodowy, że do
    niej należy tylko walczyć o wolność, o swobody, przeciwdziałać szerokim aspiracjom narodowym
    i państwowym. Wielu tzw. patriotów, którzy pragną odbudowania państwa polskiego, wysila sobie
    już dziś myśl, jakby najbardziej ograniczyć władzę tego państwa, którego nie ma, a którego
    zdobycie nie jest tak proste i łatwe, jak to się zdaje rozmaitym, wykarmionym broszurkami
    „mężom stanu".


    Cały ten dotychczasowy kierunek demokracji polskiej był drogą fałszywą; jej liberalizm
    polityczny był w połowie naleciałością obcą, nie wywołaną potrzebami kraju, w połowie zaś
    dziedzictwem zboczeń politycznych naszego rozwoju dziejowego.


    Myśmy nie powinni byli przejmować stanowiska demokracji europejskiej względem idei
    narodowej i państwowej, bo zarówno położenie nasze, jak charakter społeczeństwa, był całkiem
    odmienny. Nie stanowi tu wcale najważniejszej różnicy to, że po rozbiorach zostaliśmy narodem
    bez państwa, żeśmy tedy mieli za zadanie stworzyć państwo, a nie walczyć z nim w celu
    ścieśnienia jego władzy, jak demokracja europejska. O wiele ważniejszą różnicę widzieć trzeba w
    charakterze politycznym narodu naszego, będącym źródłem upadku państwa.


    Myśli nowoczesnego Polaka, Roman Dmowski, 1903

    pokaż spoiler następnym razem będzie o Targowicy ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #myslnarodowa #dmowskinadzis #polityka #4konserwy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #kukiz #marszniepodleglosci #publicystyka
    pokaż całość

    źródło: racjonalista.tv

  •  

    Dzisiaj będzie bardzo obszerny fragment, dotyczący Rusi i Litwy z poprzednio już cytowanego dzieła profesora Konecznego ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Cała ta organizacja państwa i społeczeństwa, przedstawiona w poprzednich rozdziałach, tyczy się tylko narodu polskiego; lecz nie żyjemy w izolowaniu, stanowimy część Europy, a do jakiego stopnia związani jesteśmy ze współczesną historią powszechną, wiemy z doświadczenia; co więcej, nawet we własnym państwie jesteśmy jakby wśród narodów.
    Normalne poczucie narodowe mieści w sobie prąd dośrodkowy i odśrodkowy; poszukuje się swojej wyłączności od reszty, lecz także łączności z resztą. Patriotyzm nie pozbawia patrioty poczucia uniwersalizmu; nie ma to związku z kosmopolityzmem; nie przeczy się bowiem istnieniu narodów, lecz zachowując odrębności narodowe, marzy się wiele i trochę się myśli o czymś uniwersalnym, ponadnarodowym. Tak bywa zazwyczaj, co wskazuje, że sprawa znajduje się jeszcze w stanie prymitywności; powinno bowiem być przeciwnie; trochę marzyć a dużo myśleć.
    Mieć w sobie coś ponadnarodowego, coś historycznie powszechnego, stanowczo trzeba. My niesiemy Europie hasła odrodzenia cywilizacji łacińskiej i wprowadzenia etyki totalnej.
    O tym trzeba myśleć realnie, a nie marzyć; trzeba się liczyć z brutalnością polityczną i działać wśród niej, na jej tle – bo inaczej nie postąpimy ani na krok ku ideałom.
    Dzieje Polski załamywały się niestety pod naporem wpływów wschodnich z Litwy i Rusi, aż w końcu zawładnęli Polską „królikowie” (żydzi) ze Wschodu i dporowadzili wszystko do zguby. Nie wolno nam popaść na nowo w te bezdroża. Musimy nasz wschód odsunąć od wpływów na umysłowość polską i od wpływów na państwo, dopóki cywilizacja łacińska nie zapanuje między nimi bez zastrzeżeń. Nie brak Litwinów i Rusinów przekonanych o potrzebie cywilizacji łacińskiej dla siebie. Niechże się skupią i zorganizują około nas. Letuwini i Rusini muszą się zróżniczkować na zwolenników Zachodu i Wschodu, cywilizacja łacińska lub bizantyńska czy też turańska; w rezultacie tedy na przyjaciół i nieprzyjaciół polskości.
    Nie wywierajmy w tym kierunku najmniejszego nacisku. Wiadomo, że również między nami trafiają się bizantyńcy i głowy zmoskwiczone, turańskie według wzoru rosyjskiego. Byłoby pożądanym, żeby się zorganizowali jawnie, jako przeciwnicy „łaciństwa”. Niechby naśladowali przykład popleczników cywilizacji żydowskiej (Żydów i socjalistów), którzy są zorganizowani tak świetnie i nie krępują się niczym.


    Trzeba tylko uświadamiać najszersze warstwy, że każdy należy do pewnej cywilizacji i że to musi pociągać za sobą pewne skutki. Socjaliści zostaną oczywiście przy Żydach, lecz szeregi ich przerzedziłyby się może, gdyby sobie zdali jasno sprawę z zagadnienia cywilizacyjnego. Czy znalazłoby się zaś dużo Polaków zdecydowanych być jawnie bizantyńcami lub turańcami. Może przez uświadomienie cywilizacyjne wzmacniałyby się właśnie hufce „łacinników”.
    Cały ogrom trudności, przez jakie przechodzi Polska, pochodzi stąd, że państwo nasze było i będzie (na długo przynajmniej) tak niejednolitym pod względem cywilizacji. Tylko sama jedna cywilizacja łacińska stanowi u nas siłę dośrodkową; odśrodowych jest aż trzy: bizantyńska, turańska i żydowska, a wszystkie trzy działające na szkodę państwa polskiego.
    Wiążą się z tym odśrodkowe dążności polityczne do zakładania własnych państw. Republika „ukraińska” niemieckiego wyrobu sporządzona została sztucznie „w pokoju brzeskim” w r. 1917, a gdy zaraz niemal przypadło jej zaniknąć, Piłsudski uwziął się, by ją wskrzesić. Nie powiodło się. Gdy atoli na chwilę rozpostarła się na nowo hegemonia niemiecka, toczy się po widnokręgu politycznym znowu „Ukraina”. Z niemieckich też głów wywodziła sie republikańska „Letuwa”, lepiej uposażona od losów niż tamta, bo ciesząca sie poparciem także Rosji.
    Nie brak doktrynerów, przekonanych, że odrębność językowa stanowi zmianę odrębnej narodowości, a zatem dostateczną rację niepodległości politycznej. Tyle państw, ile języków. Może więc ustanowić z filologów trybunał międzynarodowy, żeby rozstrzygał, którzy mają osobne języki, a którzy tylko narzecza? Kryterium zaś jakie? Leksykograficzne czy gramatyczne? Westfalczyk a Styryjczyk nie rozumieją się wzajemnie nic a nic; natomiast Polak a Rusin rozumieją się doskonale. Jakżeż obracają się w niwecz wszelkie rozumowania filologiczno-polityczne! Chorwaci są odrębnym narodem, chociaż język mają wspólny z Serbami. Odrębny język posiadają Flamandowie, Normandczycy, Bretończycy, Walijczycy, Szkoci, Prowensalowie, niemieccy plattdeutsch itd., itd.. Za dużo byłoby państw w Europie i za drobne; żadne z nich nie zdołały wystawić armii na ochronę swej niepodległości.
    Zamiast kombinować na próżno (gdyż na pewno bez stanowczego, niewątpliwego wyniku) ile jest narodów w Europie, zastanówmy się raczej, czy nie ma rozmaitych rodzajów niepodległości.
    Niepodległości są rozmaite szczeble; całkowita polega na prawie wypowiadania wojny innym. Niegdyś posiadał taką zupełną niezawisłość polityczną i odpowiedzialność każdy niemiecki „Reichunmittelbare”. Jeszcze dawniej każdy rycerz, będący właścicielem ziemskim, mógł wojować do woli z sąsiadami, mógł układać koalicje, zwierać rozejmy i stawiać warunki pokoju. Tak było w Burgundii i we Francji i w Niemczech. Ograniczała to treuga Dei, propagowana przez Kościół od XI wieku, ale dopieru Landfriedem cesarza Maksymiliana zakończył z końcem XV w., ten okres nadmiaru i zbytku niepodległości. W Polsce tego nie bywało. Niepodległość przysługiwała tylko całemu państwu w osobie króla.
    Potem książęta dzielnicowi przyswoili sobie niepodległość nieograniczoną, aż stała się udziałem książątek tuzinkowych, spragnionych wojen dla łupów. Jeszcze wcześniej rozpętało się to na Rusi, gdzie najdrobniejszy nawet Rurykowicz posiadał prawo wojny i pokoju, a nie było między nimi żadnej hierarchii; tytuł wielko książęcy powstał bowiem dopiero w Suzdalszczyźnie: w Polsce skończyła się zupełna niepodległość książąt z przywróceniem królestwa. Pozostałe dzielnice mazowieckie utraciły prawo wojowania na własną rękę.
    Książę, będący hołdownikiem, tracił bowiem tę najwyższą cechę niepodległości i mógł wojować tylko za zezwoleniem (często z nakazu) swego zwierzchnika lennego.
    Całkowita niepodległość przysługująca najdrobniejszemu nawet z drobnych państewek, stanowiła poważne niebezpieczeństwo dla społeczeństw; zagrażając bez ustanku życiu i mieniu. Toteż wszędzie pojawiły się dążności do odebrania niepodległości wszelkiemu drobiazgowi; sympatie ogółu stanęły po stronie państw dynastycznych, jak najrozleglejszych. W Polsce idea narodowa oddała niezmierne usługi rozwojowi cywilizacyjnemu, łącząc dzielnice nie w imię dynastii, lecz w imię narodu.
    Nie jest więc pożądanym, żeby niepodległość polityczną posiadały obszary zbyt małe. Nie jest to korzystnym przede wszystkim dla nich samych, choćby ze względu na koszty utrzymania takiej niepodległości, z odpowiednią armią itp. Toteż państewka takie uciekają się do ogłaszania neutralności, a zatem same zrzekają się prawa wojny i pokoju. Neutralność jest bądź co bądź okorojeniem niepodległości. Robi sie to dla zachowania pokoju, lecz doświadczenie wykazało, że się celu nie osiąga. Nie ma rady; kto chce być zupełnie niepodległym musi posiadać armię, jak najliczniejszą oczywiście i jak najlepiej uposażoną, a zatem przerastającą siły i możliwości małego państwa.
    Niedogodnościom i niedostatkom takiej niepodległości zapobiega się przez spółki dwóch lub więcej państw, znajdujących się w podobnym położeniu. Bywają unie personalne, realne, federacje i sojusze wieczyste ze stałymi konwencjami wojskowymi. Związane takimi umowami państwa poręczają sobie wzajemnie, że pomiędzy sobą nie skorzystają z prawa niesienia wojny. Niepodległość staje się o tyle niezupełna wewnątrz związku, a na zewnątrz przysługuje tylko całości, całej spółce.


    W najnowszych czasach poczęły spółki państwowe powstawać nie tylko przez łączenie się drobniejszych, ale też przez rozpadanie się olbrzyma na jego historyczne części składowe. W taki sposób powstały obok Wielkiej Brytanii jej dominia.
    Stanowią one niewątpliwie państwa niepodległe, gdyż każde z nich może umowę z Wielką Brytanią wypowiedzieć jak najlegalniej. Zakres swobody w kwestiach wojny określony jest w umowach. Dominia związane są sojuszami zaczepno-obronnymi, każdy ze wspólników staje za wszystkich i wszyscy za jednego – ale za każdym razem trzeba sprawę wpierw omówić. Korona angielska nie ma prawa narzucić dominiom wojny. Ograniczenie niepodległości polega na tym, że nikt ze wspólników nie może łączyć się orężnie z nieprzyjacielem któregokolwiek drugiego wspólnika.
    Stany Zjednoczone Ameryki Północnej składają się z państw odrębnych, niepodległych, które atoli zrzekły się praw niepodległości w materiach wojny i pokoju na rzecz wspólnego im wszystkim prezydenta i otaczających go centralnych instytucji politycznych, również wszystkim stanom wspólnych.
    Obecnie szerzy się tendencja, żeby jak najwięcej państw zrzekało się pewnych działów swej niepodległości na rzecz spółek państwowych. Jak zawsze przy spółkach, warunki mogą być najrozmaitsze, tyczące się wojska i wojny, ceł, paszportów itp.
    Unia polsko-litewska była nie tylko personalną; należały do niej stały sojusz i dwie konwencje: wojskowa i monetarna. Była związkiem znacznie luźniejszym od tego, co dziś zowiemy federacją, a która wymaga wspólnoty wojska i skarbca. Te miała Litwa odrębne i aż do r. 1791 stanowiła niewątpliwie osobne państwo, ograniczone w niezawisłości swojej tylko o tyle, iż nie mogła prowadzić wojen na własną rękę, iż W. Księcia musiała wybierać wspólnie z Polską i wspólna była moneta.
    Nie podlegała jednak Polsce ani w tych działach; posiadała głos równy na decydującym wspólnym sejmmie walnym.
    Polityka polska polegała na dążeniu, żeby na równinie sarmackiej nie było wojen i dlatego starano się w rozmaity sposób rozszerzyć związek prawno-polityczny nawet na Moskwę – lecz okazało się to utopią.
    Za naszych czasów wiodą do ściślejszych związków z ościennymi sojusze zaczepno-odporne, konwencje wojskowe, wspólność obszaru cłowego itd. Układami rozmaitej treści kroczy się od konwencji do konwencji, zrzekając się wzajemnie niepodległości w pewnych działach. Wszelkie inne drogi są już dziś przestarzałe.
    Nie wymaga się nigdy jakiejś ogólnej konwencji ustawodawczej. Każde z państw Stanów Zjednoczonych Północnej Ameryki posiada własne ustawodawstwo, nie tylko odmienne od stanu sąsiedniego, lecz nieraz z nim nawet sprzeczne. Podobnież dominony angielskie posiadają własne prawodawstwa. Ten rodzaj niezawisłości, prawo rządzenia się prawem własnym, stanowi cechę niepodległości głębszą, niż prawo wojowania.


    Określmy to na przykładzie fikcyjnym. Gdyby zrobiono z Polski nowy dominion angielski, nie uważalibyśmy tego wcale za utratę niepodległości. Utrata prawa wypowiadania wojny na własną rękę byłaby wynagrodzona zapewnieniem nam obrony przez W. Brytanię i wszystkie jej dominiony. Trzeba by dopiero rozliczać i rozstrząsać czy siła Polski zmniejszyłaby się przez to, czy też powiększyłaby się.
    Państwa zrzekające się wzajmnie prawa uprawiania na własną rękę polityki zewnętrznej, zwiększają przez to swe siły na zewnątrz. Tak poucza indukcja historyczna. Gdyby cała Europa mogła mieć dobrowolnie jedno wspólne ministerstwo spraw zewnętrznych i wspólną armię, nie istniałyby żadne wątpliwości co do hegemonii rasy białej nad wszystkimi częściami świata. Wzajmne częściowe wyrzeczenie się niepodległości bywa najlepszym sposobem ubezpieczenia jej.
    Zrzekając się zupełnej swobody w zawiadywaniu swymi sprawami zewnętrzynymi nie jest tedy ani ciężko, ani też upokarzająco. Zupełnie inaczej ma się rzecz w dziedzinie spraw wewnętrznych; tu każde nawet najmniejsze ograniczenie mieści w sobie znamię podległości. Nie ma nic gorszego, jak nie móc się rządzić własnymi prawami. Od podległości politycznej gorsza jest podległość społeczna. Podczas gdy cele i środki polityki zewnętrznej dadzą się stosunkowo łatwo uzgodnić, uzgodnienie wewnętrznej przy rozmaitości stosunków społecznych przedstawia trudności nieprzezwyciężalne.
    Jeżeli dwa narody mają mieć wspólną politykę zewnętrzną, a więc także wspólną armię, a zachować niepodległość społeczną, natenczas powstaje autonomia.
    Dla wielu społeczeństw jest to jedyna możliwa forma niepodległości. Co więcej, autonomia w państwowości wspólnej stanowi dla strony słabszej ocalenie.
    Również dla strony silniejszej kryje się nieraz zysk jak największy w tym, że słabszej przyzna autonomię. Korzyści, odniesione dla polskości przez Agenora Gołuchowskiego miały się następnie okazać nie mniej korzystnymi dla Austrii. Gdyby się zaś utrwaliło dzieło Wielkopolskiego, byłby wstrzymany wzrost potęgi Prus.
    Spółki państwowe w połączeniu z autonomią – ot rozwiązany problem, jak nadawać niepodległość wszystkim narodom. Naród drobny, upierający się przy państwie własnym, odrębnym, może doprowadzić łatwo do tego, iż straci wszystko.
    Na tej podstawie ma się oprzeć nasz stosunek do Litwy i Rusi.
    Pojmowaliśmy ten stosunek zawsze idealnie. Unia horodelska, przyjęcie do rodów i herbów, nadanie polskich praw obywatelskich; na Rusi zaś równouprawnienie schizmatyków z katolikami, uwolnienie od jarzma tatarskiego, robienie szlachty z kozaków, potem wspólny front przeciw Moskwie i opieka nad rozwojem języka literackiego (pisownie „fonetyczna”) i dwa hasła: „za naszą i waszą wolność” – i „wolni z wolnymi równi z równymi”. Braterstwo Polski, Litwy i Rusi ma dawać przykład całej Europie!
    Od r. 1386 tkwi w nas ten ideał, któremu zostaniemy wierni nawet wśród katastrof porozbiorowych. Każdy inteligentniejszy Polak lubiał dużo mówić na ten temat, a mówił z najgłębszego przekonania, z całego serca i najszlachetniejszym zapale, chociaż go… z tamtej strony nikt nie słuchał. Czyż nie na tym schodziła młodość?
    Nagle spadł nam na głowy okrzyk wojenny z Litwy. Osłupieliśmy. Łatwiej byłoby nam zrozumieć, że słońce zaczęło na nowo krążyć koło ziemi, niż pojąć, że Polak może uchodzić za wroga braci Litwinów. Jak wytłumaczyć historycznie taką monstrualność?
    Nasza ekspansja ku Wschodowi pochodziła od unii z Wielkim Księstwem Litewskim, którego 2/3 obszaru stanowiły ziemie ruskie. Przez Litwę rozumiano cały obszar państwowy, który przez pewien czas sięgał aż po Wiazmę, Briańsk. Potem utarło się nazywać Litwę te kraje, które stanowiły Wielkie Księstwo Litewskie w latach 1569-1791. Wyraz „Litwa” był więc pojęciem geograficznym i politycznym, lecz nie etnograficznym. „Litwinami” nazywano wszystkich mieszkańców tego państwa, a język białoruski uchodził za „litewski” i tak nazywany stale w źródłach.
    W dziejach Litwy o Litwinach głucho! Paradoks? Tak w pierwotnym znaczeniu tego wyrazu, gdyż zdanie powyższe wydaje się czymś przeciwnym zdrowemu rozsądkowi, a jednak zawiera prawdę. Chodzi o Litwinów „etnograficznych”. Ażeby uniknąć wielu nieporozumień, nazwijmy ich tak, jak się sami nazywają, Letuwinami. Zdanie paradoksalne będzie brzmiało w tekście poprawionym: W dziejach Litwy o Letuwie głucho (wszakże Letuwa była zaledwie cząstką Litwy).
    Kiedy Jagiełło koronował się na króla Polski, dynastia była już zruszczona i nie letuwski język wnosili z sobą do Polski, lecz białoruski. Witołd, chrzczony i po katolicku i po prawosławnemu, dodawał sobie zawsze we wszystkich dokumentach swe ruskie imię Aleksandra. Pielęgnowali język letuwski tylko księża polscy dla katechizacji i kaznodziejstwa. Aż do końca XVIII wieku nie wydała Letuwa ani jednego autora świeckiego.
    O język swój zgoła nie dbali. W przedmowie do letuwskiego przekładu Postylli Wujka (1599) znajdujemy narzekania, że Litwini lekceważą swój język. Statut litewski XVI w., spisali sobie po białorusku i ten język pozostał aż do końca urzędowym.
    Nigdy nie odezwał się ani jeden głos, że można by zrobić urzędowym język letuwski.
    Gdyby nie unia z Polską, byłoby wszystko zruszczyło się w prawosławiu i w Kirylicy. Natomiast nikt nigdy ich nie polonizował. Szkolnictwa państwowego za owych czasów nie było. Nie ma ani jednego wypadku polskiej imigracji gromadnej, zorganizowanej. Władcy letuwscy sprowadzali załogi polskie za swe grody, a w wieku XVII przyjmowano chętnie dzierżawców z Polski, żeby zaprowadzili postępowe rolnictwo. Chłopa polskiego sprowadzał rząd litewski kilkakrotnie, lecz nie na letuwskie obszary, tylko do Witebszczyzny i Smoleńszczyzny.
    Letuwini nie polszczyli się, natomiast cofali się bez ustanku przed żywiołem etnograficznym białoruskim i cofają się dotychczas.
    W dziejach porozbiorowych zacieśniały się coraz bardziej węzły pomiędzy Polską a Litwą. Miłośnictwo Litwy stało się jakby warunkiem polskiego patriotyzmu.
    Litwa stała się rozkoszą poetów polskich. O wszystkich najwybitniejszych pisarzy letuwskich XIX w., można się spierać, czy byli Letuwinami czy Polakami. W powstaniu 1863 r., brała Litwa żywy udział, najbardziej żaś i najdłużej Żmudź.
    Nastaje okres ruchów ludowych w Europie, co w końcu (z opóźnieniem) dotarło też na Litwę. I wtedy nagle wszystko się zmieniło. Szlachta miała ręce skrępowane (o ile nie przebywała na wygnaniu na Sybirze). Ruch ludowy letuwski rozbudzał się pod opieką rosyjskiego czynownictwa i rosyjskiej szkoły. Nie tylko nie był oparty o żaden historyzm, lecz w przeciwieństwie świadomym (jedyny przykład na świecie!) do własnego historyzmu, nawet z jawną do niego nienawiścią. O Letuwinach można powiedzieć, że oddali się nihilizmowi historycznemu. Natomiast patriotyzm letuwski zaczął być moskalo-filskim, a więc antypolskim.
    Stali się niesłychanie zaborczymi. Kto tylko z Polaków rodził się w granicach W. Księstwa Litewskiego, uchodził w ich oczach za spolszczonego Letuwina, poczynając od samego Mickiewicza. Dlatego też, ilekroć chodzi o ścisłość, musimy odróżniać Letuwę od Litwy. Nie spierajmy się z nimi, że Mickiewicz nie był Litwinem. Owszem, był Litwinem, lecz nie Letuwinem, a języka letuwskiego nie znał „ani na jotę”.
    Za co oni nas nienawidzą? Przyparci do muru przyznają, że nigdy od nas nie doznali niczego złego, lecz oświadczają, że z konieczności muszą budzić przeciwko nam nienawiść i izolować się od nas, bo inaczej zalałaby ich kultura polska.
    Zapewne zmieni się to i kiedyś szczęśliwsze pokolenie będzie się składało z „obywateli obojga narodów” (wyrażenie moje własne z r. 1910). Tymczasem atoli, na razie, Letuwini są najzacieklejszymi wrogami Polski. Zawsze, przy każdej sposobności, państwo letuwskie łączyło się przeciw nam i z Rosją i z Niemcami; na razie nie ma żadnych widoków przypuszczać, żeby to się miało zmienić. Póki istnieje odrębne państwo Letuwa, dopóty Rosja lub Niemcy mają zawsze gotowy i otwarty dla nich na oścież teren wypadowy przeciw Polsce. Gdyby Rosja i Niemcy miały popaść w bezsilność, Letuwa podmówi Szwecję przeciw nam i zaprosi, by się osiedliła po tej stronie Bałtyku. Byle nam rzucić kłodę pod nogi, gotowi bez opamiętania szkodzić nawet Letuwie.
    Państwo letuwskie musi tedy przestać istnieć. Żadnych uni, żadnych federacji.
    Obszar państwa letuwskiego powinien ulec prostemu wcieleniu do Polski. Natenczas może spostrzeżemy nareszcie, że to nic innego nie jest, jak znana nam doskonale z historii polskiej Żmudź, zaludniona w znacznej części przez Polaków.
    Letuwa była tu właściwie od początku fikcją.
    Trudno określić do jakiej cywilizacji należy Letuwa. Być może, że posiada jakąś własną odrębną i archaiczną, podobnie jak język. Wiadomości nasze o tym ograniczają się do dainów, przeżuwanych od czasów Brodzińskiego, a nie opracowanych jeszcze krytycznie. O letuwskim prawie zwyczajowym, zwłaszcza o spadkowym, o ich etyce ekonomicznej, o szczeblu wykształcenia religijnego, o sąsiedztwie a pokrewieństwie w osadnictwie itp., nie wiemy nic. Są to zagadnienia o pierwszorzędnej doniosłości naukowej w kraju, w którym są okolice, gdzie używa się pługów i wozów, w których nie ma ni kawałka żelaza. Przypuszczam, że w Wilnie powstanie poważne polskie stowarzyszenia celem badania kultury letuwskiej (nie w literackim rozumieniu tego wyrazu), a będzie mieć członków zapewne po całej Polsce.


    Kultura współczesnej inteligencji letuwskiej jest czymś zupełnie nowym a stanowi letuwską odmianę moskiewskiej, nową cząstkę cywilizacji turańskiej. Z letuwską cywilizacją nie ma to najmniejszego związku, lecz związek taki może się wytworzyć. Lud często przejmuje się rodzajem cywilizacji wyznawanej przez inteligencję. Wypadek taki może się zdarzyć Letuwie tym łatwiej, jeżeli się okaże, że rodzima jej cywilizacja jest przestarzałą i jeżeli ją lud pocznie opuszczać. Archaicznej swej kultury lud nie zdoła przysposobić do nowoczesnych wymagań życia zbiorowego, jeżeli mu dróg nie obmyśli inteligencja. Wyłania się tu pewna misja Polaków wobec ludu żmudzkiego.
    Zważyć należy, że wcielenie Żmudzi (zwanej Letuwą) do Polski wyrwie lud tamtejszej z izolacji. Kto wie czy w następnym pokoleniu nie będzie już za późno na studia, o których tu mówię. Zapewne, że lepiej byłoby utrzymać nienaruszoną kuturę letuwską na Żmudzi: najlepiej i najprzyjemniej. Oby to nie było utopią!
    Przyjrzyjmy się teraz Rusionom.
    Rusini nazywają się obecnie po rusku Ukraińcami. Nam nic do tego; ale też im nic do tego, że po polsku nazywają się Rusinami, bo tak ich zowiemy od tysiąca lat.
    Patronimicum Rusin oznacza potomków Rusów skandynawskich. W „Prawdzie Ruskiej” przedstawiano w Nowogrodzie W. Rusinów słowiańskim tuziemcom.


    Do ziemi Lachów (mniej więcej województwo lwowskie) przybyli ruscy zdobywcy w r. 988 i dzięki temu chrześcijaństwo pojawiło się tam najpierw w obrządku bizantyńskim. Rusini ograniczali sie długo do załóg na grodach, do części dworzan i niewielu popów; dopiero w drugiej połowie XIII w., (po wielkim najeździe mongolskim) nastało osadnictwo ruskiego ludu rolnego. Od zdobywców i panów swych Rusinów przyjął ich nazwę cały kraj i wszystkie ludy wschodniej Słowiańszczyzny.
    Na ziemi Lachów (zwanej później Rusią Czerwoną) powstała polska struktura społeczna i lud ruski dostosował się do niej. Podobnież autochtonami jesteśmy w Chełmszczyźnie (tam były „grody Czerwieńskie”).
    Słowiańszczyzna wschodnia należy dotychczas na ogół do cywilizacji turańskiej, w której idea narodowa jest zasadniczo nieznana. Podlegając jednak wpływom zachodnim, zwłaszcza polskim, przyswajano sobie tu i ówdzie, w rozmaitych czasach, w rozmaitych krajach Rusi, poczucie narodowe. Po raz pierwszy na przełomie XVI i XVII wieku. Ruch ten dobiegał zaledwie do połowy XVII w., na północy, wytwarzając naród rosyjski (Łomonosow i Derżawin). W połowie zaś XIX w., ozwała się odrębność narodowa ruska w dawnej „Galicji wschodniej” zmierzając do łączności narodowej z Kijowem, potem zaś marząc o jedności narodowej od Sanu aż do Morza Azowskiego.
    Nie należy do dziejów narodowości ruskiej ani kozaczyzna, ani hajdamacczyzna, koliszczyzna, ni przedsięwzięcie polityczne Mazepy. Wojny kozackie miały cechę cywilizacyjną turańską, społeczną, ekonomiczną, wyznaniową, lecz nie narodową. Nigdy kozaczyzna nie nabyła poczucia narodowego, zburzyła zaś dzieło ostrogskie. Inteligencja ruska, pełna wstydu z powodu bezeceństw popełnianych w wojnach kozackich, którym ton nadawał najgorszy motłoch, zacierała za sobą wszelkie ślady jakiegokolwiek związku z kozaczyzną i rzucała tłumnie prawosławie, przechodząc nie na unię, lecz na obrządek łaciński. Wtedy dopiero polszczyła się Ruś południowa na większą skalę, chroniąc się pod skrzydła kultury polskiej.
    Hajdamaczyzna i kiliszczyzna były typowym przejawem cywilizacji turańskiej, stanowiącej bądź co bądź podstawę umysłowości ruskiej. Rusini lubią je idealizować i wmawiają w te ruchy zbójeckie podłoże narodowe. Wydawano nawet czasopismo „patriotyczne” pt: „Hajdamaka”. Znowu dowód jak turańszczyzna stanowi w ich dziwnej mieszance cywilizacyjnej pierwiastek najsilniejszy; lecz na turańszczyźnie narodowość się nie tworzy.
    „Mazepiństwo” bywa rozdymane przez publicystów ruskich. Pod Połtawą było zaledwie 4.500 Kozaków; ogół trzymał się cara. Sam Mazepa ułożył się w r. 1705 z Karolem XII i Leszczyńskim o księstwo na Ukrainie zadnieprzańskiej, ale potem plan zmieniono. Ewentualne zdobycze miały być przyłączone do Litwy i Polski, a Mazepa miał otrzymać księstwo na północy z Witebskiego i Połockiego. Trudno więc uważać go za patriotę „ukraińskiego”.
    Ruchowi narodowemu ruskiemu brak ciągłości historycznej; więc łata się kozakami, hajdamakami i Mazepą, nie oriętując się, jak dalece szkodzą tam swej własnej sprawie. Szacunku tym u nikogo nie pozyskują i nie wydają się nikomu potrzebnymi jedynie tylko wrogom Polski, którzy używają ich czasem do czegoś, jak się nadarzy okazja. Nie jest jednak jeszcze ukończony w nauce europejskiej spór o to, czy Rusini nie są tylko „Małorusinami”, a język ich narzeczem rosyjskiego.
    Nawiasem dodajmy, że „chachoł” jednak nie rozumie „kacapa”, podczas gdy rozumie doskonale Polaka.
    Rusin posiada pewną szczególną cechę dla nas niezrozumiałą musi mu być „kriuda”, inaczej nie uważałby się za patriotę.
    Ileż w dawnej Galicji narzekali na ucisk, nawet ekonomiczny! Lecz posłuchajmy o tym głosu Stefczyka: „Polacy mają dostateczną podstawę w statystyce ludnościowej i podatkowej do stawiania wobec Rusinów żądań znacznie dalej idących niż to czyniły stronnictwa polskie…” „Przeciętne gospodarstwo włościanina polskiego płaciło więcej podatków niż ruskie, mimo że przeciętny obszar gospodarstwa włościanina polskiego w Galicji jest znacznie mniejszy niż ruskiego, gdyż rozdrobnienie rolne najsilniejsze jest w okolicach czysto polskich, a przy tym na terenach mieszanych Polacy są przeważnie właścicielami najmniejszych gospodarstw.”


    W polityce „wielkiej” Rusini proponują nam, byśmy się wynieśli „za San”; gdybyśmy to zrobili, byłaby im krzywda, żeśmy się nie cofnęli za Wisłok, potem za Wisłokę, i jeszcze za Dunajec, a nawet gdzieś za Popradem jeszcze by im była krzywda. Na to nie ma rady.
    Tych „krzywd” podamy tu ilustrację arcywymowną:
    Dnia 14 grudnia 1907 r., na posiedzeniu Krakowskiego Klubu Słowiańskiego omawiano stosunki polsko-ruskie. W dyskusji zabierał głos także obecny na tym zebraniu gość słowacki, którego nazwiska nie można było ogłaszać ze względu na stosunki madiarskie. Dziś możemy wyjawić, że był nim ks. Blaho, późniejszy biskup. Przedrukujemy tu dosłownie wiadomość o tym ze „Świata Słowiańskiego” z zeszytu ze stycznia 1908 r. str. 42-44:
    Gość słowacki wziął udział w dyskusji w sposób mimowolny, ale przez to właśnie nadzwyczaj wymowny, a nawet dosadny.
    Korzystając z obecności gościa, przeprosił go prezes prof. Zdziechowski, żeby udzielił Klubowi pewnych wyjaśnień, zwłaszcza w sprawie duchowieństwa „madiarońskiego”. Gość mówił po słowacku i rozumiano go doskonale. Wywiązało się wśród posiedzenia intermezzo o stosunkach słowackich, z czego korzystając redaktor „Świata Słowiańskiego” i pragnąc nawiązać do właściwego tematu wieczoru, wystosował do szanownego gościa Słowaka zapytanie:


    Co robiliby Słowacy i jak zachowaliby się względem Madiarów, gdyby w całym słowiańskim „okoliu” były słowackie szkoły ludowe, gdyby było pięć gimnazjów słowackich, a nadto w madiarskich w miarę potrzeby i możności palarelki słowackie, gdyby w uniwersytecie w Budapeszcie było siedem katedr słowackich i możliwość dalszych habilitacji słowackich – póki nie powstanie osobny słowacki uniwersytet, gdyby całe społeczeństwo madiarskie, posłowie i prasa, profesorowie i młodzież – zgadzało się na utworzenie uniwersytetu słowackiego, gdyby język słowacki był urzędowym w szkole, sądzie i urzędzie, gdyby odbywały się po słowacku rozprawy sądowe; gdyby każda gmina, która tylko zechce, mogła nie tylko sama po słowacku urzędować, ale z wyższymi władzami korespondować po słowacku; gdyby ogłoszenia urzędowe były i być musiały także po słowacku; gdyby na całych Węgrzech nie można było dostać żadnego blankietu pocztowego bez słowackiego tekstu obok madiarskiego, gdyby wszyscy urzędnicy państwowi i autonomiczni w okolicy znali język słowacki, gdyby stowarzyszenia i instytucje naukowo-kulturalne słowackie otrzymywały subwencje od sejmu budzyńskiego, uchwalone przez madiarską większość, gdyby prezydent budzyńskiego sejmu zagajał sesje nie tylko w madiarskim języku, ale też słowackim, a słowaccy posłowie przemawialiby tam zawsze tylko po słowacku, nie doznając o to najmniejszej przykrości, tak, że madiarska większość uważałaby to używanie słowackiej mowy w parlamencie za proste prawo przyrodzone Słowaków, a sama znałaby język słowacki, i słuchałaby tych mów zupełnie tak samo, jakby madiarskich;
    Czy w takim razie uważaliby Słowacy Madiarów za swych gnębicieli?
    Zapytanie to wywołało efekt niespodziewany. Gość ze Słowaczyzny, przypuszczał, że wyliczono mu postulaty ruskie i począł tłumaczyć, że Słowacy nie mają tak wielkich pretensji, że o takich „koncesjach” mogą myśleć tylko Chorwaci, jako posiadający pewne prawa historyczne, ale Słowacy poprzestaliby i byliby zupełnie zadowoleni, gdyby…i gość zabierał się do sformułowania skromnych postulatów słowackich. Nieporozumienie było widoczne dla każdego, a jakżeż było ono znamiennym. Na prośbę, żeby odpowiedział krótko „tak” lub „nie”, czy Słowacy uważaliby Madiarów wrogami i gnębicielami, gdyby posiedli to wszystko, co redaktor wyliczył – gość okazywał zrazu pewne zakłopotanie, bo się obawiał, czy to nie jest może wyszydzeniem dążności słowackich i znów chciał tłumaczyć, że Słowacy wcale nie tacy wymagający…Poproszony po raz trzeci, żeby dał koniecznie odpowiedź bezpośrednią na zadane pytanie, odparł już trochę zniecierpliwiony: „Ależ w takim razie nazwalibyśmy Madiarów naszymi braćmi!”
    Teraz wytłumaczono słowackiemu gościowi, że redaktor „Świata Słowiańskiego” nie wyliczał bynajmniej postulatów ruskich, ale tylko to, co Rusini faktycznie posiadają.
    Słowak osłupiał – a po dłuższej chwili powiedział:
    „W takim razie nie rozumiem Rusinów”.
    Epizod nadzwyczaj znamienny dla psychologii „Kriudy”. Za daleko trzeba by zbaczać, żeby wyjaśniać ten stan umysłów. Przyjmujemy po prostu pomiędzy założenia naszych projektów fakt, że Letuwini i Rusini są nam zaciekłymi wrogami i że na to nie pomogą żaden dowody przyjaźni z naszej strony. Oni nienawidzą w nas cywilizację łacińską.
    Feliks Koneczny, PAŃSTWO I PRAWO w cywilizacji łacińskiej


    #myslnarodowa #dmowskinadzis #polityka #4konserwy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #kukiz #marszniepodleglosci #publicystyka #ukraina #litwa #bialorus
    pokaż całość

    źródło: antyk.org.pl

  •  

    Ciąg dalszy z PAŃSTWO I PRAWO w cywilizacji łacińskiej profesora Feliksa Konecznego, dzieła napisanego w roku 1941. Feliks Koneczny związany był ze środowiskiem stańczyków w wielu miejscach bliskich ideowo ruchowi narodowemu.

    pokaż spoiler Nawet #neuropa wstanie i zacznie klaskać ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    Zasady zrzeszania się w społeczeństwie i w państwie muszą być jednolite, a zatem pochodzić z jednej i tej samej cywilizacji. Gdy zabraknie wspólnoty ideału i wspólności metod w osiąganiu go, naród rozerwie się jakoby na dwa odrębne społeczeństwa, które niestety mogą być sobie wrogie.

    Przedsłannikiem totalizmu było uwielbienie ślepe dla „rządu silnego”; ślepe, bezkrytyczne, a zgoła nieokreślone. Nikt nigdy nie pragnął, żeby państwo było słabym! Zwolennicy „silnego” wojowali zazwyczaj z wiatrakami. Szerzyli niebezpieczny kult dla frazesu. Z reguły sami nie wiedzą, czego chcą. W praktyce wychodzi na to, że bywają zwolennikami każdorazowego rządu i nie cierpią opozycji może jeszcze bardziej, niż rząd. Co gorsza, wołania ich o siłę na ślepo (bez stawiania wyraźnych warunków) doprowadziły nieraz do takiego wysiłku, iż identyfikowało się rząd z państwem a nawet wprost oddawało się państwo milcząco na łup rządowi. Celem zaś „silnego” rządu stawało się…utrzymać się przy rządach.

    W tym kierunku wykonano sporo robót rzeczywiście niepospolitych.
    W historii polskiej mamy przykład rządów silnych za Sasów; były to najsilniejsze rządy z całych naszych dziejów. Nawet sprowadzili do kraju wojsko obce. Opozycja była tępiona już to wprost, już to rozmaitymi sztuczkami. Doprowadzono nawet do tego, iż nie można było „ani pisnąć”. Społeczeństwo zgnębione, zacofało się i zapadło w „sarmatyzm”. Utorowali drogę następnemu silnemu rządowi, Repina. Z naszych dni odznaczyła się piłsudczyzna ze swym Brześciem i długim szeregiem podobnych dzieł. Nigdy nie gnębiono dokładniej społeczeństwa. Skutki takie same, jak niegdyś. Jakżeż jednak liczne i jak głośne chóry zachwycały się, że Polska weszła na drogę dojrzałości politycznej, bo zdobyła się na „rząd silny” i jest mu posłuszną.


    Nie tu miejsce na wywód genealogi tego obłędu w Polsce. Zajmijmy się raczej określeniem, jaki jest miernik takiego silnego rządu, jakiego wszyscy zawsze pragniemy; rządu służącego Ojczyźnie, a nie swej chuci władzy.
    Chodzi, jak zawsze i wszędzie i przy każdej sposobności, o stosunek państwa a społeczeństwa. Ponieważ w cywilizacji łacińskiej państwo musi opierać się na społeczeństwie, a zatem nie wolno państwu wyrządzać szkód społeczeństwu.
    Rząd ma dbać o siłę państwa na zewnątrz. Zaniedba jej z pewnością, jeżeli będzie zaabsorbowany siłactwem na wewnątrz.
    Na wewnątrz godzi się używać siły tylko przeciwko działaniom antypaństwowym i antyspołecznym, lecz przenigdy przeciwko przeciwnikom rządu. Opozycja ma takie same prawa jak poplecznicy rządu.
    Antypaństwowe i antyspołeczne nastawienie jednostki czy partii, należy określać według cech i wymogów cywilizacji łacińskiej. Państwo musi także należeć do jakiejś cywilizacji. Jażeli rząd nie należy do łacińskiej, jakżeż może rządzić narodem, do tej cywilizacji przynależnym? Sprawy mają się wręcz przeciwnie niż taki rząd mniema. Rząd narodu cywilizacyjnie „łacińskiego” winien okazać się „silnym” przeciwko działaniom i wpływom cywilizacji obcych, żeby od mieszanki wywróciło się państwo.


    Rząd nie powinien mieć nic do czynienia ze sprawami społecznymi. Te mają być pozostawione wyłącznie samorządom społecznym.
    Im mniej ingerencji państwowej na wewnątrz, tym lepiej. Im mniej urzędów, tym lepsze państwo. Gdzie biurokracja urosła na więź państwową, tam musi dojść do tego, że rządziciele będą umysłowo niżsi od przeciętności w danym kraju. Okaże się w całej nagości małość rządu do spraw wielkich. Nawet gdy chcą zrobić coś pożytecznego, nie potrafią tego zrobić dobrze. Ręka rządu, położona na sprawach społecznych staje się ciężką niezdarną łapą rządową, psującą wszystko…nawet przy najlepszej wierze.


    Jednym słowem, krótko a węzłowato: Co robić, żeby głupcy nami nie rządzili?
    „Oto jest pytanie!”.


    Rząd niepowołany poznaje się łatwo po tym, że nie obejdzie się bez cenzury. Ponieważ pochód cywilizacyjny dokonuje się na tle stosunku pomiędzy społeczeństwem a państwem, wynika z tego nadzwyczajna doniosłość nauk politycznych. Swobodna dyskusja polityczna stanowi warunek nieodzowny rozwoju państwa. Twory państwowe, pozbawione tej swobody, zostaną doprowadzone do poziomu azjatyckiego.

    pokaż spoiler ZAPRASZAM DO OBSERWOWANIA TAGU #myslnarodowa ORAZ DO ZAPISYWANIA SIĘ NA SPAM LISTĘ ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #dmowskinadzis #polityka #4konserwy #nacjonalizm #patriotyzm #ruchnarodowy #kukiz #marszniepodleglosci #publicystyka
    pokaż całość

    źródło: pch24.pl

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów