•  

    Chyba po raz pierwszy doświadczyłem paraliżu sennego. Przebudziłem się, a przynajmniej tak mi się wydawało. Słyszę, że ktoś otwiera drzwi i wchodzi do mojego pokoju, leżałem na boku tyłem do drzwi więc nic nie widziałem. Zignorowałem to. Po chwili słyszę, że coś się zbliża do łóżka, przesuwa krzesło. Już w lekkim stresie xD próbuje się odwrócić ale nie mogę. Leże na boku i nie mogę zmienić pozycji, ale czuje że jestem w pełni świadomy jakbym nie spał. Czuje że to coś kładzie się na łóżko obok mnie, po chwili czuje dotyk na ramieniu. Panika mocno i po chwili myśl, że to może jest ten cały paraliż senny xD Czuje dotyk nie mogę wykonać żadnego ruchu, po chwili kątem oka widzę nad sobą postać, ubraną na jasno z twarzą zupełnie czarną, której włosy zlewały się w całości z twarzą i przypominały coś jak węże na głowie meduzy nie wiem jak to inaczej opisać xd kto grał w heroes ten wie o co mniej więcej mi chodzi. Z jednej strony czułem srogi strach z drugiej fascynację i ciekawość tego co się dzieje, o ile to był faktycznie paraliż senny, a nie jakieś paranormalne gówno które zacznie nawiedzać mnie regularnie xD #sen #niewiemjaktootagowac #paralizsenny #duchy pokaż całość

  •  

    mirki mam taki pojebany problem jakies 4 lata temu zmarła mi babcia,miałem z nią zajebisty kontakt,jakieś pół roku temu kuzynka powiedziala mi że snila jej się babcia i powiedziała jej żeby ona(kuzynka) mi pomogła,ale nie wiem o co jej chodzilo,kuzynka by nie kłamała bo to dorosla dziewczyna i z takich rzeczy jaj nie robi,wczoraj gdy wstałem w nocy zobaczylem na scianie cien starszej kobiety jakby siedziała na moim łóżku i teraz pytam na serio,zaczęło się to jak zacząłem oglądac wieprza a jak wiadomo grubas podpisal pakt z diablem,ta historia jest prawdziwa wiem ze to pewnie nie ze wzgledu na ogladania meliny,ale odpowiedzcie zmieniło się cos w waszym zyciu jak zaczeliscie ogladac meliniarzy?pytam serio
    #danielmagical #duchy
    pokaż całość

  •  

    tytuł: Nawiedzony dom na wzgórzu ( The Haunting of Hill House )
    liczba odc.: 10 (10/sezon)
    czas trwania odc.: ~60 min
    sezony: 1
    gatunek: Horror, Dramat
    kraj produkcji: USA
    platforma: Netflix
    data premiery: 12.10.2018
    #serialezkr

    Filmy grozy nigdy nie były bliskie mojemu sercu. Nie jestem fanem oglądania przez większość filmu, latających kończyn i widoku wnętrzności, czy tanich chwytów stosowanych do straszenia widza. Zwykle, jeżeli chciałem poczuć ciarki na plecach, napięcie, uczucie niepewności i pewnego rodzaju strachu, to sięgałem po thrillery.
    Gatunek filmowy, jakim są horrory, często nie skupiają się na opowiadaniu historii, tylko wzbudzają odrazę widokiem zmasakrowanych ciał i straszą równie dobrze co wyskakujące z szafy młodsze rodzeństwo.

    Serial "Nawiedzony dom na wzgórzu" opowiada historię rodziny, która zamieszkała w starym... nawiedzonym domu na wzgórzu. Wydarzenia, które się w nim rozegrały, na zawsze odmieniły życie wszystkich członków rodziny. Serial jest luźno oparty o powieść o tym samym tytule, autorstwa Shirley Jackson.

    Już początek pierwszego odcinka rozpoczyna się w stylu filmów Hitchcocka, niby dostajemy finał, pełen niepokoju i duchów, oglądamy ucieczkę rodziny z domu i jakby koniec opowieści. Duchy straszą, a przyglądając się domownikom, można odnieść wrażenie, że to dla nich już nie pierwszyzna. Dzieje się wiele, jednak po chwili, okazuje się, że tragiczny finał jest zaledwie początkiem dla całej historii. Pierwszy odcinek już bardzo dobrze pokazuje, jaki jest ten serial w całości. Twórcy nie spieszą się z opowiadaniem historii i często odsłaniają nam jedynie fragmenty całej opowieści.

    Wydarzenia z serialu przedstawiane są na kilku płaszczyznach czasowych, które przeplatają się wzajemnie. To dlaczego twórcy zdecydowali się podać serial w takiej formie, najlepiej wyjaśnia jego finał.
    Akcja ciągle przenosi nas w przeszłość o kilkanaście lat, by po chwili wrócić do teraźniejszości i znowu cofnąć się tym razem o kilka miesięcy. Pomimo takich skoków w czasie nigdy nie zdarzyło mi się pogubić w fabule serialu. Bardzo umiejętnie i z dużą precyzją aż do samego końca twórcy serialu bawią się czasem.

    Na początku trochę narzekałem na to, że nasi bohaterowie wydają się już tak bardzo obyci z duchami, że nawet zewsząd pojawiające się zjawy i strachy nie robiły już na mnie wielkiego wrażenia a tylko zwiastowały kolejny jump scare. Po prostu od początku dostajemy taką ilość duchów, że zanika strach na samą myślą o tym, że się pojawią, a tylko próbują straszyć swoim wyglądem lub często bardzo nieśmiałym jump scarem (takim w stylu, żeby trochę przestraszyć, ale jednak nie aż tak bardzo). Bo trzeba przyznać, że dosyć często coś wyskakuje na widza i głośno krzyczy, jednak im dłużej się ogląda ten serial, to jest się bardziej wyrozumiałym dla tych zabiegów filmowych. Także z każdym odcinkiem forma pojawiania się duchów, ulega zmianie, bo gdy już zostaliśmy z nimi oswojeni przez nagle straszenie, to twórcy zabierają się do tego, co wyszło najlepiej w tym serialu, czyli do opowiadania historii rodziny i nawiedzonego domu a nagłe wyskakiwanie trupów z szafy przestaje być używane.

    Jest w tym serialu coś dużo ciekawszego niż duchy i straszenie na siłę widza. Poza niemiłymi widokami i jump scarami jest coś jeszcze. Mocną stroną serialu są dobrze napisane postacie i dobra historia o ludziach złamanych przez życie, która powoli wciąga coraz bardziej z każdym odcinkiem. Ciekawie ogląda się problemy, z jakimi boryka się cała rodzina i poszczególne postaci, to jak ich życie zostało zdefiniowane przez wydarzenia, w jakich uczestniczyli, przebywając w nawiedzonym domu i jakie piętno na ich dorosłym życiu odcisnęła tragedia z dawnych lat. Nawet gdyby odjąć od tej produkcji pojawiające się duchy i straszne elementy to serial wciąż mógłby być bardzo ciekawy.

    Trzeba przyznać, że ogólnie aktorzy grający te same postacie sprzed lat i Ci z teraźniejszości są dobrze dobrani i całkiem podobni. Jedynie aktor grający ojca z teraźniejszości wypada w tym zestawieniu najgorzej, bo jego wygląd i pewne różnice w szczegółach sprawiają, że jest raczej średnio podobny do tego z przeszłości. Przy tej postaci trochę nie rozumiem, dlaczego twórcy postanowili zaangażować o 11 lat starszego aktora, zamiast postarzeć przez charakteryzację aktora odgrywającego młodszego Hugh Craina, ale nie jest to coś, co jakoś bardzo przeszkadza w odbiorze serialu, a raczej moje czepialstwo.

    Aktorsko jest bardzo dobrze i od najmłodszej obsady do najstarszej, wszyscy bardzo wiernie odgrywają swoje role, a trzeba przyznać, że w tym serialu, każdy miał coś do odegrania, bo prawie każdy odcinek jest o losach innego bohatera, a zwykle historia każdej postaci jest dosyć rozbudowana i niesie ze sobą coś ciekawego.

    Technicznie serial jest zrealizowany na wysokim poziomie i w każdym odcinku świetnie widać, że wszystko, co oglądamy, zostało naprawę dobrze przemyślane: Ładne Zdjęcia, scenografia i jej kolory, które łączą się z przyjętym kluczem kolorów przy color gradingu, każdy ruch kamery, każda scena i sposób poruszania się aktorów, a nawet sam dom, który już na pierwszy rzut oka z zewnątrz jak i przede wszystkim wewnątrz wygląda jak nawiedzony. Tempo opowieści w serialu jest raczej wolne, bardzo spokojne i nikt tutaj nie spieszy się z opowiadaniem historii, a raczej twórcy dają powoli otworzyć się postaciom i pokazać bardzo dokładnie ich losy i motywy, jakie nimi kierują.

    Dom na wzgórzu podobnie jak cały pierwszy sezon domu z papieru już po pierwszym sezonie wydaje się historią kompletną i zamkniętą. Na pewno po sukcesie, jaki odniósł powstanie kolejny sezon i tutaj trzeba postawić pytanie, czy kontynuacja losów tej samej rodziny byłaby dobrym pomysłem, bo jako zamknięta historia, serial wypada naprawdę świetnie.

    Jeżeli ktoś jest fanem krwi i ogromnej ilości rozczłonkowanych ludzi, a także liczy na jakieś większe strachy, to po obejrzeniu tego serialu może być zawiedziony. Sam jestem zadowolony, bo nie spodziewałem się jakiejkolwiek historii w horrorze a obejrzałem naprawdę świetnie pokazaną opowieść o losach rodziny Crain i skomplikowanych relacjach jej członków z duchami w tle.

    Przez wszystkie odcinki pojawia się pewien motyw muzuczny, który już gdzieś słyszałem w jakimś filmie lub serialu. Może ktoś też skojarzył te melodie, to może napisać w komentarzu gdzie podobny motyw muzyczny występował

    Zapraszam też do sprawdzenia innych moich wpisów na temat seriali które oglądałem:

    Seria niefortunnych zdarzeń
    Black Mirror: Bandersnatch
    Wodnikowe wzgórze
    The Kominsky Method
    1983
    Bodyguard
    Medal of honor
    Narcos: Mexico
    Norsemen
    House of Cards
    Daredevil
    Mindhunter
    Better Call Saul
    Star Trek: Discovery
    Iron Fist
    BoJack Horseman
    Dom z papieru

    #netflix #serialezkr #serial #seriale #nawiedzonydomnawzgorzu #thehauntingofhillhouse #nawiedzenie #duchy #horror #dramat #opetanie #straszenie #tragedia #strachy
    pokaż całość

  •  

    Pewnego razu nocowalam w wynajętym domku mojej matki (który stoi w lesie) i czułam cały czas, jakby ktoś mnie obserwował z rogu pokoju. Tydzień po tym, jej facet spał w tym samym pokoju. Obudził się w nocy, bo słyszał dziwne szmery, a w tym samym rogu zobaczył czyjeś świecące oczy. Wziął telefon i zrobił temu zdjęcie.

    #creepy #duchy #kalkazreddita

  •  

    Stary firmowy solid leży w zamkniętym biurze cała noc, a rano dzwoni wkurwiony klient że wydzwaniam do niego w środku nocy. Sprawdzam i nie wierzę. Duchy czy co.
    #duchy #gsm #telefony

  •  

    U was też dzieją się dziwne rzeczy we wigilię? Lub działy?

    U babci u mnie w domu, wydarzyła się kiedyś najdziwniejsza rzecz w moim życiu.
    Była wigilia 2002 roku, w sierpniu zmarł dziadek na raka.
    Podczas kolacji wigilijnej, usłyszeliśmy wszyscy jak ktoś wyciera buty, wchodzi do ganku i potem puka w drzwi.
    Babcia krzyczy proszę, bo myśleliśmy że to rodzina dalsza przyszła.
    Zero odpowiedzi. Babcia wchodzi do ganku a tam nikogo, na zewnątrz zero śladów butów na śniegu. Zero.
    Ciotki zaraz w płacz itd.
    Sam byłem świadkiem tego wydarzenia, co roku jest opowiadane przy kolacji.
    Wierzę w duchy, wiem że istnieją, bo byłem świadkiem gdy jeden pukał w nasze drzwi...

    #wigilia #bozenarodzenie #swieta #zjawiskaparanormalne #duchy #truestory #dziwne
    pokaż całość

  •  

    #witam serdecznie w poniedziałkowe przedpołudnie. Uff, w końcu udało mi się dokończyć ten długaaaśny wpis! Trochę dłużej niż sądziłam zajęło mi też sklejanie filmiku, bo pierwszy raz używałam nowego programu do montowania i jestem na etapie prób i błędów jeśli chodzi o color grading itp. Chciałam się trochę z tym pobawić, żeby nadać lepszy klimat, ale nic z tego, co robiłam mi nie podobało i ze trzy razy w połowie edycji usuwała wszystko i zaczynałam od zera. Ostatecznie postawiłam na brak szaleństw. Jeszcze sporo pracy w tej kwestii przede mną. Jak wspominałam ostatnio - jestem totalną amatorką, więc proszę o wyrozumiałość, bo tworzenie takich filmów to tylko moje małe hobby. Do tej pory tylko moi znajomi to oglądali, więc będzie debiut :)

    ****

    Gdzie znajduje się najbardziej nawiedzony dom w Australii i skąd w ogóle wziął się ten tytuł? Jaka jest jego historia i kim byli mieszkańcy? Jak wygląda ghost tour i czy po spędzeniu tam nocy uważam, że dom naprawdę jest nawiedzony?
    To wszystko w dzisiejszym wpisie!


    TL;DR Spędziłam noc w domu uznawanym za najbardziej nawiedzony w Australii; nic mnie w nocy nie straszyło, ale nie mogłam zasnąć, bo jakiś typ w pokoju obok ciągle chrapał. Nadal nie wierzę w duchy i, chociaż nocne zwiedzanie było klimatyczne, a przewodnik opowiadał ciekawe historie, to zdania na ten temat nie zmieniłam. Mimo wszystko - fajna sprawa, polecam jako ciekawostka turystyczna :)

    W Australii jest kilka miejsc, które regularnie pojawiają się na listach na "najbardziej nawiedzone miejsce". Większość z nich to budynki, których byłe przeznaczenie może wskazywać na to, że dziś uważane są za nawiedzone. To między innymi byłe więzienie Port Arthur na Tasmanii (tutaj ma miejsce też dość ciekawa sytuacja, ponieważ miejsce było uważane za nawiedzone od dawna, a dodatkowo pod koniec lat 90. rozegrała się tam Port Arthur massacre - współcześnie najkrwawsza masowa strzelanina w Australii, podczas której Martin Bryant zabił 35 osób i ranił 24 kolejne; po tym wydarzeniu zaostrzono w na całym kontynencie przepisy dotyczące posiadania broni), były szpital psychiatryczny (na przykład dzisiejsze Fremantle Art Centre w Zachodniej Australii, które w latach 1861 - 1868 pełniło funkcję zakładu psychiatrycznego dla skazanych Asylum for the Criminally Insane) czy miejsce, do którego na początku XIX zwożono chorych imigrantów w obawie, by nie rozprzestrzeniać chorób takich jak ospa (tak zwane Q Station /czasem Quarantine Station/ na Manly w Sydney - obecnie przerobione na hotel).
    Na wszelakich listach jest jednak jedno miejsce, które zwykle się wyróżnia - pośród wszystkich budynków użyteczności publicznej znajduje się jeden prywatny dom. To Monte Cristo Homestead, położony w Junee, niewielkiej miejscowości około 2 i pół godziny drogi od stolicy Australii, Canberry.

    O Monte Cristo dowiedziałam się z podcastu Lore - w 20. odcinku, zatytułowanym Homestead, pierwsza przedstawiona historia dotyczy domu i jego mieszkańców. Zainteresowana tematem, postanowiłam poszukać więcej informacji i okazało się, że dom można nie tylko zwiedzać, ale i spędzić w nim noc. W każdy piątek, sobotę, niedzielę i poniedziałek (z wyjątkiem Bożego Narodzenia) dom jest otwarty dla zwiedzających między 10 a 16. To tak zwane day tours, podczas których goście mogą swobodnie poruszać się między pokojami uznawanymi za nawiedzane przez duchy - czasem towarzyszą im "przewodnicy", czyli obecni mieszkańcy domu, którzy opowiadają krótkie wycinki z historii domu lub przytaczają perypetie innych gości, którym udało się spotkać zjawy. Bo Monte Cristo to tak naprawdę nie muzeum, ale prywatny dom (nadal zamieszkały!), którego część została otwarta dla żądnych duchów zwiedzających.

    Prawdziwa zabawa zaczyna się w każdą sobotę po godzinie 16. To właśnie wtedy rozpoczynają się tak zwane ghost tours - w jednej z nich, w weekend po Halloween, udało mi się uczestniczyć.

    Ghost tour to nie tylko samo zwiedzanie domu. W jego skład wchodzi: obiad, 2 i pół godzinne zwiedzanie domu po zmroku z przewodnikiem, spędzenie nocy w jednym z pokoi oraz śniadanie i możliwość samodzielnego zwiedzania domu drugi raz, za dnia (o ile do tego dnia się dotrwa :D). Obiad jest przygotowany osobiście przez nestorkę rodu Ryanów, obecnych właścicieli domu. Ale o obecnych mieszkańcach za chwilę. Najpierw musimy się przenieść w czasie do roku 1876, kiedy to Christopher Crawley zakupił ziemię w Junee, ziemię, na której niedługo później stanął jego dom. Dom, którzy przez lata był świadkiem kilku tragedii, a obecnie podobno nawiedzany jest przez duchy zmarłych tam osób.

    W kilka lat Crawley zbił fortunę na wybudowaniu hotelu w pobliżu nowo powstałych torów kolejowych The Great Southern Railway Line. Musimy pamiętać, że to były czasy, w których Australia dopiero "powstawała", więc budowa linii kolejowej sprawiła, że Junee z małej wioski z kilkoma farmami szybko zamieniło się w miasteczko, czyniąc z Crawleya figurę ojca założyciela. Dzięki zgromadzonemu majątkowi mógł on pozwolić sobie na rozbudowę miasta, sponsorując między innymi budowę kościoła czy bardziej rozpustnych przybytków (jak pierwszy w mieście bar ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Monte Cristo (dosłownie Góra Chrystusa) znajdował się na wzniesieniu - dzisiaj nie rzuca się już w oczy, ale jeszcze 100 lat temu, kiedy okolica była mniej zabudowana, gmach zdecydowanie wybijał się ponad miasto.
    Pan Crawley, wraz ze swoją żoną Elizabeth, doczekali się siódemki dzieci - czterech córek i trzech synów. I mogłoby się wydawać, że wszystko w ich życiu układa się pomyślnie, gdyby nie wypadek w którym zginęła najmłodsza córka Crawleyów, 10-miesięczna Magdalene (niektóre źródła podają imię Ethel). Wypadek, który zapoczątkował spiralę przekleństw, jakie spadły na dom.

    Nikt do końca nie wie, co się wydarzyło. Legendy głoszą, że niania przypadkiem potknęła się i upuściła dziecko, które później zmarło w ramionach swojej matki (pani Crowley nie było w domu, gdy wydarzył się wypadek i nikt nie odważył się ruszyć ciałka, dopóki nie wróciła). Niania zarzekała się, że coś siłą wypchnęło dziecko z jej rąk. A może została tylko przekupiona, by upuścić je celowo? Być może dorastające dzieci chciały się pozbyć dużo młodszej siostry, która była oczkiem w głowie matki i której być może przypadłby w spadku cały majątek? Bo wbrew zwyczajowi panującemu w owych czasach, pan Crowley nie zamierzał przepisać spadku na najstarszego syna, lecz na swoją żonę.
    Problematyczną sytuacją było też to, że Elizabeth Crawley była w połowie aborygenką, a małżeństwo z bogatym Anglikiem w oczach postronnych wyglądało na nie lada mezalians. Dzieci mogły się więc obawiać, że po śmierci ojca, majątek zostanie siłą odebrany ich matce.

    Do tego dochodziły liczne gwałty, jakich dokonywał Pan Crowley oraz jego synowie na pracujących w domu służących. Pokojówki, młode dziewczyny z biednych domów które przybywały z Anglii, by służyć w domach bogatych osadników, często zachodziły w ciąże. Opowieść głosi, że jedna z nich umarła w pokoju córek Crowley'ów podczas porodu. Inna zginęła wykrwawiając się na schodach ganku. Niektórzy sądzą, że było to samobójstwo. Według relacji kilku medium, pokojówka wypadła zza balustrady przypadkiem. Są też tacy, którzy upierają się, że została wypchnięta przez Panią Crowley celowo, gdy naiwnie zagroziła jej, że mając dziecko z Panem Crowley, stanie się nową panią domu. Prawdy nie da się ustalić, ale o tym wydarzeniu do dziś przypomina wyblakła plama na schodkach prowadzących do głównego wejścia, powstała w skutek zastosowania wybielacza, którego użyto do wywabienia się śladów krwi.

    To nie koniec tragedii, jakie spotykały służbę w domu. Za najbardziej nawiedzone miejsce uważa się pomieszczenie będące swojego czasu stajnią i "garażem" dla powozów. Morris, chłopiec stajenny, zmarł tam po tym, jak złożony chorobą nie mógł wstać do pracy. Jego przełożony, myśląc że ten jedynie udaje, podpalił materac, na którym młody stajenny spał. Chłopiec przeżył podpalenie, ale w wyniku licznych poparzeń i zakażenia, zmarł kilka tygodni później. Dziś jego duch przemieszczający się między powozami jest zazwyczaj widziany przez dzieci odwiedzające Monte Cristo podczas day tours.

    Pan Crowley zmarł w 1910 w wyniku zakażenia, jakie wdało się w niewielką rankę, którą miał na szyi; rankę spowodowaną tak drobną rzeczą, jak ocieranie się jego szyi o wykrochmalony kołnierzyk. Zmarł w pokoju, który kiedyś był sypialnią jego synów - pokoju uważanym za drugie najbardziej przygnębiające miejsce w domu. Odwiedzający go goście skarżą się na ból głowy czy trudność w złapaniu oddechu. Często da się tam wyczuć też zapach nieżywej myszy, choć - jak usłyszycie w dołączonym do wpisu filmiku - to podobno wcale nie mysz, lecz gnijąca skóra na szyi Pana Crowleya.

    Majątek przypadł w spadku wdowie, która podobno tylko kilka razy opuściła swój pokój po śmierci męża. Jej dzieci kilkakrotnie próbowały namówić ją na wyprowadzkę, by sprzedać dom i podzielić się między sobą pieniędzmi - kobieta jednak nigdy się na to nie zgodziła. Zmarła w 1933 roku, na skutek pęknięcia wyrostka robaczkowego. To jej duch jest podobno dominujący i najczęściej można go spotkać. Szczególnie w niewielkim pokoju na piętrze, tuż obok feralnej balustrady. Pokój ten służył jej za kapliczkę, w której modliła się niemal do końca swoich dni.

    Ponieważ wszystkie dzieci Crowley'ów wyjechały z Junee i pewnie zauważyliście, nie bardzo zależało im na domu, do sprawowania pieczy nad majątkiem zatrudniono kobietę, która zamieszkała tam ze swoim małym synkiem. W wyniku nieszczęśliwego wypadku, chłopiec został przygnieciony przez konar. Nie umarł, ale ponieważ został uderzony między innymi w głowę, zatrzymał się w rozwoju. Dla "jego dobra", przykuto go metalowym łańcuchem do ściany izby. Przez dziesięciolecia nikt nie interesował się jego losem, co więcej, ponieważ w nocy często słychać było jego wycie, bano się zbliżać do posiadłości. Dopiero gdy jego matka przez dłuższy czas nie pojawiała się w mieście, ktoś postanowił ich odwiedzić. Okazało się wówczas, że kobieta nie żyła już od około tygodnia, a przy jej rozkładającym się ciele spał przykuty syn.
    Ostatni zarządca domu również nie miał szczęścia. W 1961 roku, po seansie "Psychozy" Alfreda Hitchcocka, lokalny chłopak postrzelił go w klatkę piersiową, po czym zostawił na jednej ze ścian napis "Die Jack Die" (napis jest podobno nadal widoczny, ale nie mogłam go znaleźć). Mimo że plotka głosi, że zarządca nie przeżył postrzału - nie jest to prawdą, ale jak się pewnie domyślacie, gdy wydobrzał, nie chciał już kontynuować swojej pracy w tym spowitym złą sławą przybytku.

    Nikt nie chciał, dlatego opustoszały wkrótce dom stał się miejscem popularnym wśród bezdomnych. Choć zimy w Australii nie są szczególnie ciężkie, mimo wszystko bywa tu zimno - dlatego meble, schody, a nawet większość dachu były sukcesywnie palone przez bezdomnych, którzy chcieli się ogrzać. W czerwcu 1963 roku, kompletnie zrujnowane szczątki Monte Cristo kupił Reginald Ryan, który jeszcze tego samego dnia przeprowadził się tam wraz z ciężarną żoną i małymi córkami. Czerwiec to w Australii zima, nie dziwi więc fakt, że Olive Ryan, żona Rega, nie wspomina ciepło tej przeprowadzki. Choć być może nie wspomina jej dobrze dlatego, że już od pierwszego dnia czuła tam niepokój, zwłaszcza po tym, jak zauważyła zapalone światło w pokoju na piętrze. Piętrze, do którego nie prowadziły schody, w domu, w którym od lat nie było elektryczności.

    Reginald powoli przeistoczył ruinę w posiadłość, którą niegdyś było Monte Cristo. Załatał sufit, wprawił szkło w okna, dokupywał kolejne meble, by jego żona i dzieci żyły wygodnie. Na tyle, na ile wygodnie można żyć, gdy za współlokatorów ma się duchy byłych właścicieli.
    Lawerence, najmłodszy syn Olive i Rega, podczas nocnego zwiedzania z chęcią przytacza różne sytuacje, w których dzielenie domu z duchami nie należało do najprzyjemniejszych. Bywało nieprzyjemne do tego stopnia, że jego starsze siostry nie chcą mieć dziś nic wspólnego z tym miejscem i zależy im na tym, by domu jak najszybciej się pozbyć. Lecz podobnie jak po śmierci Pana Crawley'a, gdy dom odziedziczyła Pani Crowley, obecnie Monte Cristo należy do Olive, żony Rega (a to nie jedyne podobieństwo rodziny Ryanów do rodziny Crawley'ów). Reginald zmarł kilka lat temu - przedtem to właśnie on oprowadzał gości po domu, jednak gdy zachorował na raka, jego syn przejął pałeczkę. Początkowo miało to trwać tylko kilka miesięcy, zanim ojciec nie powróci do sił, jednak 8 lat później Lawrence nadal się tym zajmuje.

    Jak wspomniałam na początku, ghost tour rozpoczyna się od obiadu. Olive, mimo sędziwego wieku, nadal własnoręcznie przygotowuje wszystkie posiłki. Najedzeni goście rozpoczynają zwiedzanie od seansu 20-kilkuminutowego filmu, zrealizowanego na kształt paradokumentu z pobytu w domu grupy łowców duchów oraz poznania pobieżnej historii rodziny Crowley'ów opowiedzianej przez Rega i Olive.
    Gdy słońce już zajdzie, podążamy za Lawrencem przez kolejne pokoje, poznając więcej szczegółów z makabrycznej historii Monte Cristo. Lawrence na każdym kroku zachęca do robienia zdjęć - za równo w nocy, jak i już później za dnia, żeby porównać, czy przypadkiem coś nie zmieniło swojego miejsca :D Odwiedzamy między innymi pokój, w którym zarówno Crowley'owie jak i Ryanowie zasiadali do posiłków czy byłą sypialnię Lawrenca, będąca tym samym pokojem, w którym umarł Pan Crowley.
    Po zwiedzeniu parteru i piętra, gości "przejmuje" Sophia, córka partnerki Lawrenca (słychać ją na filmiku, więc pewnie zauważycie podobieństwo jej akcentu - dziewczyna jest Słowaczką :). Ta część zwiedzania obejmuje tak zwany "original homestead", czyli część domu wybudowaną najwcześniej (wraz z powiększaniem się majątku Pana Crowley'a, powiększał się jego dom - na początku zajmował tylko kilka izb, które później przerobiono na miejsca dla służby, a rodzina przeniosła się do głównego budynku, który zwiedzamy w towarzystwie Lawrence'a). Sophia prezentuje też przyrządy, których używają łowcy duchów - chętni mogą z nich skorzystać i przekonać się, czy w ich pobliżu nie czai się jakiś duch :D.
    Jeśli chodzi o tytuł "najbardziej nawiedzony" - podobno nie chodzi wcale o ilość duchów, jakie pojawiają się na miejscu, a o częstotliwość spotkań. Według relacji licznych medium odwiedzających przez lata dom, został on zbudowany na ziemi, która działa na duchy w taki sposób, że częściej objawiają się one żyjącym. Chodzi więc o to, że dużo łatwiej doświadczyć spotkania z nimi, nawet jeśli ich liczba jest niewielka. Nie znam się na tym zupełnie i przyznam, że brzmi to jak niezły bullshit, ale z przyznacie, że z marketingowego punktu widzenia "The most haunted homestead in Australia" na pewno brzmi o wiele lepiej, niż po prostu kolejny "haunted house".

    Zwiedzanie kończymy ponownie w jadalni, na słodkim deserze przygotowanym przez Olive - jak mówi Lawrence, powody są dwa. Po pierwsze, dom pełen duchów sprawia, że nasza energia zaczyna się ulatniać, więc trzeba ją jakoś uzupełnić. Po drugie dlatego, że nagły skok cukru we krwi tuż przed spaniem na pewno nie pomoże nam w bezproblemowym i szybkim zaśnięciu ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Do dyspozycji gości przygotowano 6 pokoi na piętrze (gdy chętnych jest więcej, dostępny jest też jeden mały pokój na parterze). To odnowione byłe kwatery służby - ponoć najczęściej odwiedzana przez duchy część domu. Moją największą obawą było to, że na noc są przygotowane jakieś atrakcje, o których się wcześniej nie wspomina (np. w moim pokoju znajdowała się druga para drzwi, która teoretycznie prowadziła donikąd i zakładałam ewentualność, że jest tam wbudowany jakiś mechanizm, który w nocy otwiera nagle drzwi - ale nic takiego nie miało miejsca). Tak naprawdę nie potrzeba żadnych dodatkowych straszaków, ponieważ klimat miejsca sprawia, że naprawdę nie łatwo jest zasnąć. Dodatkowo - jeśli ktoś spał kiedyś w starym domu, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wszystko tam trzeszczy i osiada. Ściany są cienkie, więc słyszałam chrapanie kogoś z pokoju obok. Gdy ktoś z naprzeciwka wychodził do toalety, odgłosy niosły się tak, jakby szedł przez środek mojego pokoju. Ludzi o słabych nerwach, którzy przez ostatnie kilka godzin karmieni byli historiami o duchach, pewnie nie trudno przekonać, że to nie współlokatorka idąca za potrzebą, a zabłąkana dusza byłego mieszkańca.

    Główna brama do Monte Cristo jest otwierana na noc - w razie gdyby ktoś w środku nocy zdecydował, że jednak nie zamierza zostać. Podobno zaczęto ją otwierać po tym, jak kilkukrotnie goście forsowali ją samochodami uciekając w popłochu. Jeśli jednak uda się przeżyć, rano na gości czeka domowe śniadanie przygotowane przez Olive oraz drobny prezent poświadczający, że mamy na tyle mocne nerwy, że udało się nam spędzić noc w najbardziej nawiedzonym domu Australii. Sophia dzieli się też ze zgromadzonymi jej własnymi doświadczeniami z nocy spędzanych w kolejnych pokojach i pyta, czy komuś z gości udało się spotkać ducha (podczas mojego pobytu tylko jedna kobieta zarzekała się, że ktoś leżał obok w niej w łóżku, reszta zgromadzonych nic nie doświadczyła - lub nie chciała się przyznać xD).
    Po posiłku mamy możliwość ponownego przejścia się po pokojach, które odwiedziliśmy poprzedniej nocy i przekonania się, czy w świetle dnia wyglądają równie strasznie. Według słów Sophii i Lawerenca, tak naprawdę dla duchów nie ważna jest pora dnia, pojawiają się z równą częstotliwością zarówno w nocy jak i w ciągu dnia, więc jeśli podczas nocnego zwiedzania nie udało się nam żadnego spotkać, mamy na to jeszcze ostatnią okazję.

    Czy uważam, że tam straszy? Raczej nie. Nie jestem osobą, która wierzy w takie rzeczy i noc w Monte Cristo z pewnością nie zmieniła mojego zdania w tej kwestii. Niemniej, uważam że to było bardzo ciekawe doświadczenie. Lawrence ma talent do opowiadania, wszystkich jego historii słucha się z przyjemnością. Montując film i przesłuchując materiał kilka razy zauważyłam, że niektóre wypowiedzi są mocno wystudiowane, ale jeśli tydzień w tydzień od kilku lat opowiada się tę samą historię, na pewno ma się już wypracowaną manierę mówienia. Jednak nie przeszkadza to zupełnie podczas nocnego zwiedzania. Jedynym minusem według mnie jest to, że jest ono odrobię zbyt długie i pod koniec można odczuć zmęczenie.
    Raczej nie jesteśmy siłę przekonywani, że tam istotnie straszy - przeciwnie, już na samym początku Lawrence podkreśla, że to, co nam opowie to albo fakty (jak historia rodziny Crawley'ów), które łatwo sprawdzić albo rzeczy, których sam doświadczył przez kilka dekad mieszkania w Monte Cristo, ale w które my nie musimy wierzyć, bo to tylko jego wspomnienia. Sam z rezerwą podchodzi do deklaracji gości, że Ci są medium - co prawda według jego słów przez dom przewinęło się ich kilku, ale wierzył słowom tylko tych, którzy mieli w świecie łowców duchów wypracowaną renomę :D. Dla mnie plusem było też to, że nie jesteśmy na siłę straszeni, nic nie wyskakuje znienacka, a mimo to w totalnej ciemności oświetlanej tylko przez nieliczne świece i błysk fleszy aparatów, klimat pomieszczeń nadal jest niesamowity.

    Starałam się ograniczyć wpis do informacji ogólnodostępnych i nie chciałam opisywać bardzo szczegółowo opowieści Lawerence'a i Sophii - bo może ktoś z Was będzie miał okazję i ochotę spędzić noc w Monte Cristo Homestead, więc nie chcę psuć wrażenia, a bardziej zainteresować miejscem. Nawet jeśli nie wierzycie w duchy - sam dom jest też pięknie zachowany i wyremontowany przez Rega i stanowi jeden z najstarszych budynków w Australii, więc wstąpienie za dnia na samodzielną day tour to też fajna ciekawostka.

    ****

    Dodatkowo:
    Kilka programów telewizyjnych na temat duchów nagrało odcinki poświęcone Monte Cristo, między innymi Ghost Hunters International produkowany przez stację SyFy --> S02E08 - w odcinku są dwie sprawy, ta w Monte Cristo zaczyna się w 23. minucie; odcinek jest trochę nudny i przypomina każdy show, który produkuje współczesne Discovery i tego typu kanały.

    Tylko jeden #horror został nagrany w domu - stylizowany na found footage "Muirhouse" (2012, reż. Tanzeal Rahim). W Australii można go streamingować posiadając Amazon Prime (link), ale nie wiem, czy da się go gdzieś zdobyć w Polsce. Chociaż szczerze, oglądałam go i według mnie jest słaby (za to trwa tylko 78 minut, więc może lecieć w tle jako zapychacz czasu :D).

    Oprócz Lore, kilka innych podcastów obrało Monte Cristo za temat odcinka. Były to między innymi Haunted True Crime Podcast: (odcinek 11)[https://thehauntedpodcasts.com/2018/03/29/haunted-true-crime-episode-11-monte-cristo-homestead/] - trzeba podkreślić, że to jest komediowy podcast; odpychające jest to, że narratorki nie radzą sobie z wymawianiem nazw miejsc xD, ale zadziwiająco - odrobiono poprawnie pracę domową i sporo podanych faktów zgadza się z opowieściami Lawrence’a, Haunted Places, którego narratorem jest Greg Polcyn bardziej znany z dwóch innych serii, Serial Killers i Cults (odcinek 40)[https://www.parcast.com/haunted/2018/9/20/e40-monte-cristo-homestead] - tutaj autorów wyobraźnia zbyt mocno poniosła, większość historii jest mocno podkolorowana i prawie żadne fakty nie zgadzają się z rzeczywistością oraz History Goes Bump (odcinek 51)[http://historygoesbump.libsyn.com/history-goes-bump-podcast-ep-51-monte-cristo-homestead] - całkiem fajnie przedstawione fakty plus kilka dodatkowych ciekawostek, o których nie wspomniałam w swoim wpisie.

    ****

    Mam nadzieję, że komuś będzie się chciało przeczytać ten długaśny wpis. Miłego tygodnia Mireczki :)

    //// #australia #podroze #turystyka #ciekawostki #paranormalne #duchy
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Mireczki, udało się! Przeżyłam noc w najbardziej nawiedzonym domu Australii ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    Z reguły nie lubię wpisów będących rodzajem zwiastuna wpisu właściwego, ale mam nadzieję, że to opublikowanie tego zmobilizuje mnie do pracy :)
    Na dniach postaram się wrzucić trochę więcej na ten temat, bo czuję, że to temat na dłuższy wpis, z historią domu i ciekawostkami z ghost tour, dlatego chciałabym się do tego wpisu bardziej przyłożyć. W minionym tygodniu miałam kilka rzeczy na głowie, ale zaraz weekend, więc chcę do tego porządnie przysiąść.

    Po za tym, na miejscu sporo nagrywałam i chciałabym to poskładać w jakiś filmik, bo niektóre rzeczy pewnie lepiej pokazać, niż dać tylko suchy opis :) Zaczęłam to robić już w poniedziałek, ale wybrałam kiepską muzykę w tle i topornie się pod nią cokolwiek montowało, dlatego wszystko skasowałam i wczoraj zaczęłam od nowa (po za tym, niedawno zaczęłam też zabawę z nowym programem do montażu i chcę trochę pogmerać w color gradingu itp).
    To nie będzie żadne arcydzieło, bo jestem amatorką, ale to trochę takie moje małe hobby. Robię krótkie relacje z większych i mniejszych wycieczek po Australii, żeby pokazać je rodzinie i znajomym, ale wszystko jest na bardzo rzemieślniczym poziomie (bo wiecie, różowe paski nie mają zainteresowań hehe ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). To będzie dla mnie dodatkową motywacją, żeby się bardziej postarać, jeśli decyduję się tym podzielić z większym gronem niż mama, tata i kilkoro przyjaciół :D Ale jak wspomniałam, robię to mocno amatorsko, więc to będzie takie urozmaicenie wpisu, a nie żadna superprodukcja.

    PS Swoją drogą, znacie może jakieś fajne poradniki dotyczące DaVinci Resolve 15, pomijające absolutne postawy w stylu sklejania klipów, a skupiające się bardziej na nodes i jak się nimi posługiwać, żeby nie zwariować ;)?

    #australia #duchy #ciekawostki #montaz
    trochę chyba pasuje też tag #chwalesie, bo w końcu przeżyłam tę noc, chociaż budziłam się kilka razy (-‸ლ)
    pokaż całość

    •  

      @pauleene: dzięki za obszernym opis. Na muzea nie mogę sobie pozwolić, bo mam samochód na 17 dni i jedziemy z Sydney do Cairns. Jeśli chodzi o zoo to w Brisbane chcemy odwiedzić Zoo Steve'a Irvina. Blue Mountains koniecznie zobaczymy. Ogólnie mamy 17 dni, ale jeśli da się przedłużyć wynajem auta bez wcześniejszej informacji, to pewnie tak zrobimy. Teraz mieszkam w NZ, ale niedługo przeprowadzka do Kanady. Długo już w AU mieszkasz? pokaż całość

    •  

      @yeloneck: Ponad półtora roku.
      W lutym kończy mi się wiza z pozwoleniem na pracę, ale chcę zostać do połowy marca na wizie turystycznej i zrobić dokładnie taką samą trasę! Ale mam swój samochód, więc chcę na to poświecić mniej więcej cały miesiąc. O Kanadzie też myślałam, jak już mi się skończy australijska wiza ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Jeśli w Sydney będziecie tylko „przejazdem”, to tak na szybko (oprócz Opery i Harbour Bridge), popłyńcie promem na Manly i przejdzie costal walk Bondi to Coogee. To chyba takie najbardziej popularne must see/must do jeśli czas nagli :) pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    OBECNOŚĆ - HISTORIA PRAWDZIWA

    Ed i Lorraine Warrenowie byli najbardziej znanymi badaczami zjawisk paranormalnych na terenie Ameryki. Przez całą swoją karierę, zajęli się ponad czterema tysiącami nawiedzeń i manifestacji demonów, ale to właśnie stara posiadłość Arnoldów, zakupiona przez rodzinę Perron zimą 1970 roku, okazała się najbardziej niepokojącym i najgroźniejszym miejscem, w jakim małżeństwo Warrenów kiedykolwiek postawiło stopę.

    Posiadłość, jaką kupili państwo Perron, była urokliwie piękna. Na liczącej dwieście akrów ziemi stanął w 1736 roku wspaniały, dziesięciopokojowy dom. Dużo przestrzeni do zabawy dla pięciorga dziewczynek i relaksu ich rodziców. Było aż nazbyt dobrze. Kto mógł podejrzewać, że aż osiem pokoleń różnych rodzin, zmarło w tragicznych okolicznościach na terenie posiadłości. Przez cały okres istnienia „uroczego” domku, ludzie ginęli popełniając samobójstwa, gwałceni, topieni w pobliskiej zatoczce, albo przez nagłe zamarznięcia. Znana jest też nierozwiązana sprawa morderstwa jedenastoletniej Prudence Arnold. O tym wszystkim jednak nowi lokatorzy nie mieli pojęcia.

    Początkowo duchy zostały ciepło przyjęte przez rodzinę Perron – same zjawy były bowiem przyjazne, pomagały w pracach porządkowych, czy bawiły z dziećmi, jak „Manny”, pojawiający się koło dzieci, wesoło się do nich uśmiechając. Przyjaźni z duchami nie popsuły nawet tak dziwne zjawiska, jak lewitujące łóżka, czy lewitujące przedmioty przemierzające korytarze.

    Wkrótce jednak sielanka miała się skończyć. W środku nocy dziewczynki budziły się, szarpane za nogi, albo włosy, zamykały i otwierały się drzwi i okna. Niektóre z bytów krzyczały, inne szeptały dziewczynkom o ciałach w ścianach. Niektóre miały być tak złe, że członkowie rodziny Perron opowiedzieli o nich dopiero po latach, albo też przemilczeli, zadowalając pytających jedynie insynuacjami. Jedynie Andrea Perron opisała cały horror, jaki przeżyła w książce „House od Darkness, House of Light”:

    „Powiedzmy, że w domu z pięcioma małymi dziewczynkami był zły duch mężczyzny” – powiedziała w jednym z wywiadów.

    Kiedy do domu zawitali Warrenowie, sytuacja była już tak zła, że sterroryzowana, bita i kaleczona rodzina zdawała się zaprzeczeniem jakiejkolwiek jedności i miłości, a nawet człowieczeństwa. W noc, w której doszło do egzorcyzmu, Carolyn Perron miała mówić głosami, zaś potężna siła rzucała jej ciałem na odległość około sześciu metrów. Inaczej, niż to zaprezentowano w filmie „Obecność”, Warrenowie nie przezwyciężyli demonów, a wręcz pogorszyli sprawę, ostatecznie zostając wygnani przez ojca rodziny.

    Środki finansowe uniemożliwiły rodzinie Perronów ucieczkę, zmuszając ich do znoszenia tortur przez dziesięć lat. W 1980 roku w końcu udało im się przeprowadzić do Georgii.

    Duchy zostały i po dziś dzień, na zmianę z natrętnymi turystami, dręczą obecnych właścicieli.

    Zapraszam na funpage poświęcony duchom i nawiedzeniom: https://www.facebook.com/DuchyiNawiedzenia/

    #cedrikpisze

    #duchy #ciekawostkihistoryczne #film #ciekawostki #historia I w sumie może dodam #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: obecność.jpg

  •  

    Cześć Mirki i Mirabelki.

    Dwa lata temu kiedy mój mały różowy miała 2 latka zaczęły się w jej pokoju dziać dziwne rzeczy.
    Zaczęło się od tego, że mała mówiła, że kogoś widzi i dosłownie wykręcało jej głowę jakby na siłę starała się odwrócić wzrok. Bała się przy tym okropnie. Razem z żoną uznaliśmy, że może przypomniało się jej coś strasznego.
    Niestety później było tylko częściej ale mniej "nachalnie".

    Córka nie chciała się bawić w swoim pokoju i często przybiegała do nas na kolana bo mówiła, że zobaczyła ducha. Było widać niepokój na jej twarzy lecz im częściej sytuacja miała miejsce tym bardziej traktowała to uśmiechem.
    Myśleliśmy, że już po wszystkim. Niestety myliliśmy się.

    W pokoju naszego dziecka zaczęły włączać się zabawki. Były stoliki grające, piloty, komórki, misie, płaczące lalki itp. Wszystko prawie zawsze około 3-ciej w nocy.
    Żona miała najdziwniejszą sytuację. Poszła czytać bajkę na dobranoc i z krzykiem mnie zawołała. Wpadam do pokoju, a tam samochodzik zdalnie sterowany jeździ miarowo przód tył. Złapałem go, cyk wyłącznik na off i szukam pilota bo może gdzieś leży przyciśnięty. Dupa... pilot na szafce. Tłumaczyłem to sobie, że ściągał fale z jakiegoś innego urządzenia. Spoko nawet bardzo możliwe. Uwierzyłem

    W głowie pytanie. Jeżeli to jakaś dusza/duch to kto ? Dziadek przed śmiercią tylko raz widział i trzymał na rękach moją córkę (swoją prawnuczkę). Tylko to przychodziło mi do głowy

    Styczeń kolęda.
    Rozmowa z księdzem o sytuacji w pokoju córki. Czarny trochę nie dowierzał ale miał podobny przypadek w swoim życiu. Modlitwa za zmarłego miała pomóc.
    Nie mówiłem nic żonie ale przez około 3 tygodnie dzień w dzień modliłem się za dziadka. W życiu nie był może najgorszym człowiekiem ale swoje za skórą miał.

    Od tamtego czasu ZERO dziwnych sytuacji, grających zabawek itp.
    Do dzisiaj..... Znowu zabawki....
    Od pół roku prawie nie chodzimy do kościoła... Na wszystkich Świętych córka zachorowała i odłożyliśmy odwiedziny na cmentarzach...
    Najgorzej żona przeżywa, nie może spać więc jutro jedziemy odwiedzić zmarłych...

    W Boga wierzę, w Kościół niestety coraz mniej. W rodzinie różowej to w ogóle inba katolicka się dzieje ale to już może innym razem opiszę.

    Mirki i Mirabelki może ktoś z was miał podobnie ??

    #truestory #paranormalne #duchy #religia i trochę #logikarozowychpaskow #mirkomodlitwa #historiezplay
    #heheszki
    pokaż całość

    •  

      @DADIKUL na razie cisza. Wczoraj w nocy moja różowa podskoczyła kiedy, jak sie później okazało w szafie wąż od odkurzacza spadł na podłogę. Najgorzej, że za miesiąc wyjeżdżam na 4 miesiące i chyba córka się do łóżka naszego przeprowadzi ;p bo jak nie to pewnie psychoza się odpali.

    •  

      @malczan999: hej, obczaj to wideo tutaj https://m.youtube.com/watch?v=jGoiiHZOiPc

      Gosc ogolnie zajmuje sie okultyzmem i magia, moze to byc daleko od twojej wiary w boga- no wlasnie, jakiego boga i tak dalej, ale sprobuj, bo tkwi w tobie duzo mocy o ktorej nie masz pojecia. Mozesz rowniez odprawiac modly do Michala, jednego z aniolow, proszac o pomoc w poradzeniu sobie z tym co cie dreczy. Te rozne rzeczy moga tez sie dziac z negatywnej enegii ktora moze byc tworzona nieswiadomie przez ciebie i twoja lube. pokaż całość

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    LŚNIENIE - HISTORIA PRAWDZIWA

    To, że hotel „Panorama” jest tylko wymysłem Stephena Kinga wie chyba każdy, kto choć trochę interesuje się tematem. Filmowe wnętrza adaptacji Kubricka wyprodukowano w studiach filmowych Elstree Studios. Fasadę hotel „Overlook” zawdzięcza hotelowi Timberline Lodge. Nie znaczy to jednak, że nawiedzony hotel wziął się „znikąd”. W roku 1974 król horroru spędził w pokoju 217 tylko jedną noc, która stała się inspiracją do napisania „Lśnienia”.

    Kiedy King i jego żona, Tabitha, zameldowali się w hotelu, od razu udali się do pokoju, zostawić bagaże. Potem wszyli na prawię godzinę. Kiedy wrócili, zastali swoje rzeczy rozpakowane. Przez całą noc słyszeli też małą dziewczynkę, która nieustannie nawoływała swoją nianię. Jak później dowiedział się pisarz, nie były to jedyne paranormalne wydarzenia, jakie dzieją się w tym hotelu.

    Czterogwiazdkowy „Stanley Hotel” ma obecnie sto trzydzieści osiem pokoi i od oddania go do użytku w 1909 roku gościł takie sławy, jak Theodor Roosevelt, cesarz i cesarzowa Japonii, Johna Philipa Sousa i wiele gwiazd i gwiazdeczek Hollywoodu. W tym gronie King był po prostu „jeszcze jednym sławnym człowiekiem”. Z tym, że miał nieszczęście (albo szczęście) nocować w jednym z najbardziej nawiedzonych hotelowych pokoi.

    Był czerwcowy wieczór 1911 roku, kiedy nagła burza wywołała przerwę w dostawie elektryczności. Szefowa pokojówek, Elisabeth Wilson, zapalała w pokojach lampy gazowe. W felernym pokoju 217 lampa wybuchła, dotkliwie raniąc kobietę, która po śmierci w 1950 roku ma nieustannie nawiedzać to miejsce, dbając o gości, podgrzewając im wodę, czy – tak jak w przypadku małżeństwa Kingów – rozpakowując im bagaże.

    Zresztą, nie tylko duchem pokojówki może się pochwalić hotel. W całym budynku widuje się dziwne zjawy, odczuwa nagłe zmiany temperatury, korytarzami zaś spaceruje sam założyciel – Freelan Stanley i jego żona Flora. Czasem na korytarzach rozlegają się kroki, czasem w okolicy pokoju 418 niewidzialne dzieci całe noce bawią się w berka, nie dając spać gościom. Widuje się też ducha dziecka, które woła swoją nianię – szczególnie w okolicach drugiego piętra. Co szczęśliwsi z gości mają zaś możliwość posłuchać bali, jakie duchy urządzają sobie w opustoszałych salach balowych.

    Sam hotel do dziś odwiedzany jest przez badaczy zjawisk paranormalnych, którzy często mają okazję cyknąć duchowi zdjęcie aparatem.

    Zapraszam na funpage poświęcony duchom i nawiedzeniom: https://www.facebook.com/DuchyiNawiedzenia/

    #cedrikpisze

    #duchy #ciekawostkihistoryczne #film #ciekawostki #historia I w sumie może dodam #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: lsnie.png

  •  

    Tradycyjny obrzęd dziadów. Miałem przyjemność uczestniczyć w tym ważnym dla wszystkich święcie. W noc gdy cześć osób była na imprezach haloweenowych albo nigdzie, ja wolałem oddać się tradycyjnym obrzędom które od dawna zapewniają nam przychylność zmarłych.
    Teoretycznie nie powinno się fotografować no ale żyjemy w XXI wieku. Pic or didn't happend.
    Na zdjęciu duch małej Wiktorii. Zaledwie pięciolatka.
    #dziady #krakow #swietozmarlych #swieta #tradycja #fotografia #mojezdjecie #duchy
    pokaż całość

  •  

    "UDRĘCZENI" - HISTORIA PRAWDZIWA

    30 czerwca 1986 roku, rodzina Snedekerów wprowadza się do starej rezydencji nazywanej przez mieszkańców The old Hallahan Funeral Home położonej w Southington, w stanie Connecticut. Allen i Carmen mają sześcioro dzieci – po równo, trzech synów i trzy córki, z czego dwie najstarsze pochodzą z poprzedniego związku Carmen.

    Snedekerowie wprowadzają się tu z powodu najstarszego ich syna, Philipa, chorującego na ziarnice złośliwą. Stąd mają bliżej do kliniki, gdzie chłopiec odbywa długotrwałą i niepewną w skutkach kurację. To właśnie Philip, już parę dni po przyjeździe, opowiada im o duchach, które miał widywać nocami. Rodzice zwalają to na karby branych przez niego leków. Do czasu. Wydarzenia, które mają się tu rozegrać będą inspiracją do książki Raya Gartona (oraz współautorów) „In A Dark Place: The Story of a True Haunting”, później do filmu „Udręczeni” w reżyserii Petera Cronwella.

    Nie bez znaczenia zdaje się być fakt, iż posiadłość miała być wcześniej domem pogrzebowym (co sugeruje sama nazwa). Zarówno jednak Al, jak i Carmen Snedekerowie twierdzą, iż nic o tym fakcie nie wiedzieli.

    Philip Snedeker staje się najsilniej związanym z „drugą stroną” członkiem rodziny. Jest to o tyle logiczne, iż to on właśnie w młodym wieku doświadczył swojej śmiertelności, stając na brzegu własnego grobu. Niemniej jego stan fizyczny się polepsza, lecz równolegle pogarsza się stan jego psychiki – zaczyna ubierać się na czarno, wykazuje silne zainteresowanie bronią, wkrótce też włamuje się do sąsiada, by ją zdobyć. Za wszystko mają ponosić odpowiedzialność widziane przez niego postacie.

    Przez dwa lata zarówno on, jak i reszta domowników doświadcza na sobie działania demonicznych mocy, nierzadko o podłożu seksualnym. W końcu do Southington przybywa najsłynniejsze amerykańskie małżeństwo demonologów; Ed i Lorraine Warrenowie, by przez następne dziewięć tygodni badać tajemnice nawiedzenia domu pogrzebowego, czego wynikiem będzie książka napisana wraz z Rayem Gartonem.

    Tak, jak w historii domu z pobliskiej Long Island, tak i tu przy nagłośnieniu sprawy, wszystko rozbija się o pieniądze. Nie można oczywiście zweryfikować, co konkretnie działo się w domu w Southington, niemniej trudno zlekceważyć fakty, iż bardzo nadwątlony budżet Snedekerów został załatany, kiedy otrzymali jedną trzecią zysków ze sprzedaży książki, zaś po śmierci Eda Warrena, jego wspólnicy przyznali, iż w tej sprawie namawiał ich do mistyfikacji niektórych ze zjawisk, by jeszcze bardziej nakręcić plotkę. Sam Ray Garton, popularny autor horrorów, przyznał, iż cieszy się, że książka nie jest wznawiana:

    „Główni bohaterowie książki zmagali się z licznymi i poważnymi problemami, takimi jak uzależnienie od leków czy alkoholu – mówi. Nie potrafili utrzymać jednej wersji swej historii, byłem więc tym sfrustrowany. Bardzo trudno napisać książkę opowiadającą o prawdziwych wydarzeniach, jeśli ludzie o których opowiada za każdym razem opowiadają ci inną historię” – mówił.

    Zapraszam na funpage poświęcony duchom i nawiedzeniom: https://www.facebook.com/DuchyiNawiedzenia/

    #cedrikpisze

    #duchy #ciekawostkihistoryczne #film #ciekawostki #historia
    pokaż całość

    źródło: udręczeni.jpg

  •  

    Hi there.
    Dziś byłem świadkiem działalności #duchy -a.
    Ale nie istoty efemerycznej, mgiełki, czy czegoś na wzór postaci z bajki, Casper. Czegoś, co może pojąć umysł 'materialistyczny'. O nie. Żeby zrozumieć o czym napiszę, należy wiedzieć, że pojęcie 'Duch', jest bliskie znaczeniu, "Świata Iedei", o którym pisał Platon.

    Pierwszy raz od kiedy zainteresowałem się #psychologia , #filozofia i #okultyzm 'em, bezpośrednio zaobserwowałem wpływ ze "Świata Ducha", na umysł młodego człowieka (przy okazji pojąłem, że nie jesteśmy "tabula rasa").

    Odwiedziłem dziś, wraz z moim 2 letnim siostrzeńcem, moją babcię.
    Młody podczas zabawy wyciągnął worek ze starymi zabawkami. W worku tym był, m. in zabawkowy model samoloto-helikoptera ( ͡° ͜ʖ ͡°) o obłym kształcie, z oderwanymi skrzydłami i urwanym wirnikiem.
    Pomimo braku tych ważnych i szczególnych elementów dla pojazdów latających, młokos uniósł zabawkę do góry i zaczął wydawać dźwięk naśladujący dźwięk przelatującego samolotu.

    Zdumiałem się, dlaczego 2 latek uznał te starą, niekompletną zabawkę za pojazd latający, a nie np. za łódź podwodną, czy rodzaj samochodu (u dołu są doczepione koła)? Babcia powiedziała, że 'od zawsze, tak się tym bawi'.
    Skąd młody umysł pozyskał informacje, by tak, a nie inaczej zaklasyfikować zabawkę?

    Ta obserwacja od razu nasunęła mi myśl o istnieniu świata 'idei'. W jakiś tajemniczy sposób nasz umysł może się kontaktować z tym 'światem' i czerpać z niego wzorce.
    Dlaczego dzieciak, właśnie tak zinterpretował niekompletny model?

    Weźmy za przykład słoik. Istnieje ogromna ilość słoików o różnych kształtach, rozmiarach, kolorach, z nadrukiem, z napisem, z różnymi sposobami zamykania, ale gdy widzimy je, nasz umysł od razu klasyfikuje przedmiot, jako słoik. Z tego wynika, że musi istnieć jakiś 'idealny wzorzec', do którego się odwołujemy automatycznie.

    Mówi się, że "czuć w tym samochodzie ducha lat '80." Czy "widać ducha minionej epoki". Zeitgast.

    https://gazetawroclawska.pl/cztery-duchy-wroclawia-polaczyly-sie-na-rynku-esk-oficjalnie-rozpoczeta-filmy-zdjecia/ar/9298773

    #przemyslenia
    było o duchach, więc #halloween ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

  •  

    Myślicie, że da się wywołać demona z księgi Pseudomonarchia Daemonum tak na serio? Może ktoś próbował ? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Ciekawość.

    pokaż spoiler Nie zrobię tego bo jednak się cykam xd


    #demony #duchy #paranormalne #ksiazki #horror #okultyzm pokaż całość

  •  

    Dzień dobry Mireczki :)

    Za prawie równy tydzień wypada #halloween! Od ponad dekady mam taką tradycję, że w noc między 31/10 a 1/11 oglądam horrory. Odkąd pamiętam lubiłam ten gatunek, nie ze względu na walory artystyczne, ale oglądanie ich sprawiało mi po prostu frajdę. Sporo filmów wywołało raczej śmiech niż strach (może dlatego, że często trafiałam na te nienajlepszej jakości), a w całym życiu tylko raz zdażyło mi się nie przespać nocy po seansie (a nie byłam już wtedy mała, byłam nastolatką - to było krótko po premierze DVD sequela amerykańskiego The Ring. Moja mama też lubi horrory i kupiła obydwie części, więc urządziliśmy sobie "rodzinny" podwójny seans. Pierwszy raz w życiu nie mogłam zasnąć przez film, a potem przez kilka następnych nocy miałam koszmary).

    Mimo kilku wyjątków, zwykle wolałam te horrory, w których główne skrzypce grały duchy, zjawy, nawiedzone miejsca itp. Sama nigdy nie wierzyłam w żadne nadnaturalne zjawiska, nigdy też nic niezwyczajnego mi się nie przytrafiło. Wydaje mi się, że dużo sytuacji da się racjonalnie wyjaśnić, chociaż lubię czytać na AskReddit wątki, w których ludzie opowiadają o niewytłumaczalnych zdarzeniach, które przeżyli.
    Bardzo lubię też słuchać podcastu „Lore" i moimi ulubionymi historiami są te, które zapowiadają się jako paranormalne, a na końcu zawsze znajduje się jakieś przyziemne wytłumaczenie.

    W jednym z odcinków przedstawiona została historia pewnego domu - Monte Cristo Homestead, który jest uważany za jeden z najbardziej nawiedzonych domów w Australii. Obecnie w każdą sobotę wieczorem odbywają się tam „ghost tours", a do tego można tam także przenocnować, co prawda nie w samym domu, ale na terenie posiadłości. Znajduje się on w Junee, NSW, około 5h drogi na zachód od Sydney.

    W tym roku postanowiłam więc nieco urozmaicić sobie halloweenową tradycję i spędzić noc w owym przybytku ( ͡° ͜ʖ ͡°) Co prawda nie w samo Halloween, ale w weekend wypadający zaraz po nim. To będzie dla mnie pierwszy raz spędzony w miejscu, które przez wielu uważane jest za nawiedzone, dlatego nie zamierzać tracić czasu na spanie!

    Mireczki, jakie horrory według Was koniecznie muszę obejrzeć spędzając noc w miejscu, w którym podobno straszy ʕ•ᴥ•ʔ ? Macie ulubione tytuły, które możecie polecić? Absolutne klasyki, które każdy fan horroru powinien znać? Filmy, które nie przebiły się do mainstreamu, a powinny? Nowości, których jeszcze nikt poza Wami nie docenił? Pytam już teraz, bo internet w Australii jest tak tragiczny, że zaopatrzenie się w odpowiednie tytuły zajmie mi "chwilę" i wolę odpowiednio wcześnie się tym zająć.

    A może ktoś z Was spędzał kiedyś noc w domu, w którym (podobno) straszy? Jakie są Wasze doświadczenia? Wierzycie w paranormalne zjawiska, przytrafiło się Wam kiedyś coś niewytłumaczalnego?

    Jeśli ktoś jest ciekawy, tutaj trochę zdjęć i informacji na temat Monte Cristo Homestead: http://canyouactually.com/the-notorious-monte-cristo-homestead-the-most-haunted-house-in-australia/ .
    Mają też swoją stronę internetową: https://www.montecristo.com.au/ - ale skupiają się tam głównie na informacjach na temat noclegu.
    Nie pamiętam, który to był odcinek "Lore", bo to była jedna z pobocznych historii, tylko wspomniana, ale mam podejrzenia, że to był numer 20 pt. "Homestead".

    Trzymajcie kciuki, żebym przeżyła tę noc hehe ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

    #horror #filmnawieczor #australia #paranormalne #duchy
    pokaż całość

    +: Eckouss, k...............k +13 innych
  •  

    Mirki - co to może być?
    Drzewo w środku lasu, świeżo obłupana kora a w środku tupanie. Nie ma otworów, wysokość ze 20 metrów bez igieł już. Duchy, czy co? :)

    Las jakieś 60 km od Warszawy na północny wschód.

    #csiwykop
    #las
    #duchy
    #przyroda

    źródło: youtube.com

  •  

    Niebawem słowiańskie święto zmarlych - noc 23-24 października.
    Z czego i jak przygotowuje się rytualny obiat dla zmarłych?
    Posiada ktoś receptę?

    #slowianie #rodzimowierstwo #mistycyzm #paranormalne #zjawiskaparanormalne #channeling #duchy #swietozmarlych #alternatywneteorie #gotujzwykopem pokaż całość

  •  

    Krzysztof KononoWITCH

    i wy się ludzie dziwicie że on ma dom opętany, siła zawarta jest w nazwiskach
    #kononowicz #duchy

    źródło: witch.jpg

  •  

    Kurwa dzisiaj w nocy znowu usiadla na mnie strzyga. Ma ktoś podobne doświadczenia z tym gównem i wie jak to przępedzic?
    #przegryw #horror #koszmar #zmora #strzyga #duchy #demony

    +: bitcoholic, fleeeps +86 innych
  •  

    Moja rodzinka, ciotki, kuzynki itd, itp, urządziła sobie dzisiaj wieczorną pogawędkę o duchach, kościele i ogólnie wierze. Ciotka mocno wierząca, tak typowo, nie wie za bardzo o czym mówi, ale mówi. No i opowiadali sobie jakieś ponoć dziwne zjawiska, typu migający telewizor, jakieś postacie w nocy, pies ze złotym łańcuchem (WTF? xD) i inne tego typu pierdoły. Dużo z tych rzeczy możnaby jakoś wyjaśnić, ale jak próbowałem to powiedzieć to się trochę obruszali. Stwierdziłem,z że nie będę się wypowiadał, tylko posłucham. No i nie wiem, tak posłuchałem, że w końcu sam zacząłem się zastanawiać nad takimi akcjami. Mam znajomego, który bierze udział w egzorcyzmach i też opowiada, możnaby rzec niestworzone historie. A wy co sądzicie o takich zwidach, dziwnych zjawiskach, czy cuś? Przydarzyło wam się kiedyś coś dziwnego? Ja raczej nie wierzę w takie rzeczy, ale jak się posłucha to brzmi to trochę creepy.

    #gownowpis #duchy
    pokaż całość

    •  

      @vDanny: w wyszkowie moim rodzinnym miescie przy rondzie na ul. Daszynskiego (mozna sprawdzic w google maps) jest budynek niezamieszkaly. Podobno tam straszy bo w czasie wojny stala tam szubienica i 3 niemcow powiesili. Nie weryfikowalem tego osobiscie ale wielce odwazni ksieza z naszej parafi kiedys remontowali plebanie. Ludzie im zglaszali rozne rzeczy ale oni mieli to w d... a ze dom o ktorym pisze jest 100m od kosciola to na czas remontu go wynajeli. Nie wiem co tam bylo ale jednego dnia widzialem jak targali toboly tam a 2 dni pozniej widzialem ich jak targali rzeczy do hotelu 600m od kosciola. Ile w tym prawdy ze tam straszy to nie wiem ale wiem ze ksieza zbroje najwidoczniej obsrali. pokaż całość

  •  

    Mirki chciałbym opowiedzieć wam historię która wydarzyła się kiedyś mojemu ojcu

    Pamięta ten dzień dzień jak mój ojciec, ze szklanymi oczami opowiadał tą historię. Mój ojciec to rodzony Poznaniak, razem z siostrą i rodzicami mieszkali na Górczynie. Wiedli normalne, spokojne życie. Robert (tak ma na imię) był zwykłym 19-latkiem który nie raz lubił wybrać się na rowerową przejażdżkę. Ba, przez półtora roku jeździł nawet w nieistniejącej już sekcji Warty Poznań (bez większych sukcesów).

    Ojciec jak sam mówił, uwielbiał kiedy przychodziły wakacje. Pomagał dziadkowi w prowadzeniu jego komisu samochodowego. Czyli pucował auta, i grzebał przy jakiś prostych naprawach, lubił to. Często obserwował dziadka jak ten przyprowadza potencjalnych kupców i przekonuje do zakupu. Po pracy często grał z kumplami w nogę, a wieczorem nie wychodził na miasto by upijać się w nieskończoność, tylko po prostu wybierał się na rower. Prawie każdy ciepły wakacyjny wieczór spędzał na dwóch kółkach.

    Jego nominalna trasa wiodła na jezioro Kiekrz, czyli oddalone o jakieś 20 km, które bez problemu można objechać rowerem. Jak sam mówił, brał ze sobą trzy rzeczy: latarkę (tą prostokątną, z okrągłym reflektorem) butelkę picia i parę złotych w razie gdyby musiał prosić kogoś by go podwiózł.

    Dzień w którym wydarzyła się opisywana sytuacja okazał się sobotą. Dziadek sprzedawał wtedy dwa dorodne fiaty, a ojciec do południa sprzątał je, pucując na błysk. Po dwunastej miał jechać do domu by zrobić matce zakupy i zaprowadzić młodszą siostrę do kuzynki.

    Zeszło mu jak mówił do 19. Ostatni jego tydzień był pełen pracy, więc sobota wieczór wydawał się być najlepszym momentem na chwile przejażdżki.

    Wsiadł jak opisywał na swoją "Gazelle" i ruszył na zachód. Zachodzące słońce mocno dawało się we znaki, ale ojciec nie miał zamiaru zawracać. Bez żadnych przerw i na jednym tchu pokonywał 30 kilometrowe trasy.

    Dotarł do Przeźmierowa, gdzie jak mówi mijał trzy wozy strażackie pędzące na sygnałach do pożaru stodoły. Oczywiście ruszył za nimi i w stronę unoszącego się dymu. Czuł żar ognia stojąc prawie 200 metrów dalej, a czas pędził i pędził.

    Kiedy ocknął się, że zapada zmrok, wsiadł ponownie na swoją damkę i popędził w stronę Kiekrzu.

    Mówił, że chyba nigdy tak szybko nie pędził, a jego przednia i tylna lampa napędzana dynamem nigdy nie świeciły tak mocno. Było pusto, głucho i cicho.

    Jeszcze bardziej pusto głucho i i cicho zrobiło gdy zjechał z głównej drogi, by lasami przemierzyć drogę powrotną do Poznania.

    W momencie kiedy wjechał w głąb lasu, słyszał tylko cichy furkot obracającego się dynama. Sytuacja pogorszyła się, gdy przednia żarówka w "Gazelle" postanowiła się po prostu spalić, a ojciec został zdany światło księżyca, które przez korony drzew docierało do ścieżki oświetlając ją tylko momentami. Dróżka wyglądała jak szwajcarski ser.

    "Lampka od dziadka uratowała mi skórę" - mówił, po czym dodał - "nie wyobrażacie sobie, jaką radochę miałem jak zadziałała, była ciężka i nie wygodna, ale chociaż coś widziałem".

    I tak szosowym tempem ojciec przemierzał lasek w golęcinie. Pod kołami było słychać trzask łamanych gałęzi, i pluskanie małych kałuż pozostałych po ostatnich ulewach. Liście mieniły się pod światłem latarki na wyblakłą ciemną zieleń, choć nagle jakieś 10 metrów dalej z spod skarpy wyłoniła się "mała kupa liści".

    "Nie widziałem co jest przede mną, ale widziałem tylko kontury kształtu, jakieś drobiazgi, to coś wchodziło ze skarpy, wdrapywało się na drogę, na ścieżkę" - "z początku myślałem, że to jakiś dzik, przyśpieszyłem, żeby to cholerstwo ominąć, ale musiałem uważać, bo przed sobą miałem potężną kałużę której nie mogłem ominąć".

    "Podjeżdżałem bliżej, słysząc już, że to coś wydobywa się na ścieżkę, wdrapuje się, i nagle dosłownie wstaje jak człowiek siedzący po turecku, po czym wskazało na mnie palcem i powiedziało cichym głosem: prze-przepraszam,t-a-a-m kt-oś l-l-le-ż-ż-y" - wskazując w dół skarpy.

    "Było cholernie ciemno, jak to wyglądało? Nie świeciłem latarką w to, ale na barkach miało jakby liście, to tak jakby taki sweter, albo bluza przyozdobiona dużą ilością liści, to coś wyłaziło z wielkiej kupy liści więc miało wiele liści na swoim ubraniu"

    "Skurwiel był przekonujący, a ja przerażony, ale jeśli tam ktoś jest to musieliśmy mu pomóc. Wziąłem latarkę i zacząłem świecić w dół, patrząc na kupę krzaków i wody z zieloną wyblakłą rosą i co najmniej drugą kupą w gaciach"

    "Grunt był cholernie grząski, a skarpa nie taka mała, w końcu podwinąłem skarpety najwyżej jak sie dało do kolan, żeby nie wleźć w jakieś cierniste krzaki, nadal świecąc w dół, powiedziałem, że gdzie, i że idziemy" - a on na to: t-o t-aa-m n-i-sss-ko

    "Odgarniałem kolejne liście i gałęzie schodząc na dół, widziałem może 3-4 metry dalej, ale za cholere nie widziałem nikogo w dole, ani nikt nie wołał pomocy. Z tyłu słyszałem tylko szeleszczące liście, ale gdy się obróciłem, to kurwa nikogo tam nie było. Ciemno, zielonkawa postać po prostu rozpadła się na części. Akcja działa się szybko, obróciłem się mając tonę gówna w gaciach łapiąc się jakiegoś spróchniałego drzewa, i potknąłem i chyba zacząłem po prostu lecieć w dół"

    W Poznaniu natomiast mój dziadek wrócił do domu. Nie zastał jednak tam całej rodziny, a jedynie swoją żoną (moją babcię) która była nieco zaniepokojona, że mój ojciec (ich syn) nie wrócił od kuzynki. Dlatego też, o 23 ojciec zaczął go szukać. Wsiadł w swojego Poloneza Caro (jedno z lepszych aut na tamte czasu w Poznaniu) i ruszył na poszukiwania.

    Dziadek wrócił o godzinie 2, z nadzieją, że mój ojciecj już wrócił do domu. Jednak zastał tylko zapłakną żonę która ściągała swojego brata i jego synów do szukania mojego ojca.

    Dochodziła godzina 4 kiedy w końcu dziadek znalazł mojego ojca w głębi lasku (wiedzieli gdzie jeździł), który miał siedzieć przy ścieżce wyziębiony uwalony w zielonej mazi w mokrych ubraniach. Ojciec nie potrafił zupełnie wyjaśnić jak się tam znalazł, pamiętał tylko to co opisałem wcześniej.

    Do dziś ojciec opowiada to co się stało tego dnia na rodzinnych spotkaniach. Mówi ze szklanymi oczami, wypełnionymi przerażeniem i zaciekawieniem co dokładnie stało się tamtego wieczoru.

    Mieliście podobne doświadczenia? Nie macie wrażenia, że w lasach żyje coś więcej niż widzimy?

    #kosmici #paranienormalne #zjawiskaparanormalne #poznan #historia #opowiesc #ciekaweciekawe #rodzice #ufo #duchy #rower #rowery #sport #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Mirki słuchajcie jaka historia!
    Koleżanka mojej przyjaciółki ma ciocię (✌ ゚ ∀ ゚)☞, która pracuje w szpitalu na ortopedii i widziała prawdopodobnie #duchy ! Zrobiła zdjęcie (będzie poniżej) i opowiedziała dokładnie jak to wyglądało.
    Pytanie do ekspertów ( ͡º ͜ʖ͡º) od #fotografia #photoshop Czy da się sprawdzić czy to zdjęcie jest prawdziwe? (podobno zrobiła je ciocia która ma ponad 50 lat, ledwo telefon odsługuje więc na pewno nie umie into photoshop). Trochę #creepystory pomimo że nie wierzę w takie rzeczy :D
    Dajcie znać co sądzicie
    #kiciochpyta #pomoc #niewiemjaktootagowac #szpital

    Sorry za ilość tagów ale naprawdę mnie to ciekawi i chciałabym wiedzieć :D (poza tym nie umiem into wykop ( ͡° ʖ̯ ͡°) )
    pokaż całość

    źródło: duch.jpg

  •  

    #duchy #paranormalne
    Chyba kupie sobie spirit boxa, nagram sesje gdzies na zadupiu a później będziemy się wspólnie doszukiwać przejawów paranormalnych manifestacji

    +: LAU-RA, Freakz +4 innych
  •  

    Witam szukam odpowiedzi na pewne zjawisko, otóż kiedyś pisałem sennik tak by zapamiętywać swoje sny dokładnie ale nie piszę go już parę lat. A mimo to dobrze je zapamiętuję mogę spamiętać 2-7snów na noc rekord 9 pytanie czy zmęczenie po tym jest normalne? czasami czuję się gorzej zmęczony po śnie niż przed i to nie jest zawsze? możliwe że coś mnie nawiedza od czasu do czasu? Taki wampir energetyczny? Kiedyś praktykowałem oobe oraz ld niestety nie mam już tego spokoju by robić to dalej... czy można się przed tym bronić? Dodam od siebie jako młody chłopak lat 18 przyciągnąłem ducha od rodziny 100km aź do swojego domu nawiedzał mnie dwa tygodnie. A to co widziałem w rejonach moich bliskich do dziś przyprawia mnie o ciary nigdy nie bałem się wracać w nocy bez latarki przez cmentarz w lesie potem las, dziś bym się zastanowił widziałem tyle strasznych rzeczy w tamtym miejscu i to nawet przed zachodem słońca. w lipcu pyknie 24latka i nie chcę tam jeździć trochę się cykam że tak powiem bo pierwszą sytuację jaką tam miałem pamiętam do dziś zjechała się duża rodzina a prześpimy w stodole na słomie miałem z 12lat wstaję rano rano może 4 i w stodole jest tak jakby okno gdzie można z dołu wrzucać siano, wszyscy śpią ja wychodzę popatrzeć a na podwórzu stoi kobieta w czerni z taką siatką czarną na głowie i centralnie patrzy na mnie i zatkało mnie.. aż uciekłem to co widziałem parę lat później to był pikuś przy tej damie :x

    #pytanie #ezoteryka #duchy #strach #smierc #psychologia #parapsychologia #bojesie
    pokaż całość

  •  

    Mirki, będę dzisiaj w #radio Kraków się udzielał w audycji o 12:00 - będę mówił o #zjawiskaparanormalne #duchy i o mojej #ksiazki :)

    Zapraszam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: mapa.jpg

  •  

    Od lat mam takie hobby, że próbuję uchwycić zjawiska paranormalne: duchy, projekcja astralna, medytacja i inne gówna. Zresztą nawet w to nie wierzę, ale zawsze można naukowo to sprawdzać. Np. wziąć dyktafon na cmentarz, aparat czy inne pierdoły i wiecie co? Racjonaliści mają kurwa świętą rację, nie ma żadnych zjawisk paranormalnych. Mogę pójść o 3 w nocy na cmentarz jak spać nie mogę, nic, null, zero - cisza jak makiem zasiał, nie nagrywa się nic. Nie mam problemu, żeby iść w nocy lasem, cmentarzem, jakimiś podziemiami, dupa, wszystko jest normalne do bólu, a nie paranormalne. Wiele bym dał by "coś zobaczyć", a tak to gówno. Wychodzi na to, że jesteśmy tylko świadomymi zwierzętami ;)

    Jedynie medytacja zdaje się działać, ale to biochemia mózgu, fajnie pomaga przed pracą.

    #paranormalne #duchy #religia
    pokaż całość

  •  

    Wrozka mi mówiła zeby zapalic swiece a jak zgasnie i dlugo bedzie sie ten knot dymił to mam ducha w mieszkaniu. No i zapalilem patrze a dymi juz jakies 30 sekumd. No duch jak nic. Od tej pory jak wracam do domu to witam sie z duchem. Roboczo nazwalem go Janek. Od tego czasu jak sie budze to czuje na czole jakby mi ktos kielbase polozyl. I nawet czuje jej zapach. Na taką kiełbase mówili czujna. Myślałem że ta kiełbasa to jakiś znak ale nie wiem. Co o tym myśleć.
    #pytanie #duchy #jedzenie #kielbasa
    pokaż całość

  •  

    Mirki wybaczcie ścianę tekstu, ale muszę się z wami podzielić historiami mojego domu.

    Mirki, opowiem wam historię o moim domu i to co się w nim dzieje, a dzieją się różne cuda, otóż mój dom jest nawiedzony przez moją babcię, która była strasznie do niego przywiązana. Jest to duży dom położony na peryferiach miasta. Wszystko zaczęło się po śmierci mojej babci to były lata 80 mnie jeszcze wtedy na świecie nie było pierwszą sytuację miała moja mama kiedy w nocy sprzątała kuchnie na parterze przy zamkniętych drzwiach w niej, na korytarzu jak i głównych drzwi wejściowych na zamek, była to godzina około 1 w nocy. W pewnym momencie ktoś otworzył drzwi wejściowe otwierając przy tym zamek i słyszy kroki, że ktoś wchodzi na korytarz otwierając kolejne drzwi, mama zamarła i stała bez ruchu z mopem w ręce słysząc, że ktoś się zbliża do kuchni (kroki ustały dosłownie przed wejściem do kuchni) oczywiście jak mama otworzyła drzwi od kuchni to nikogo nie było. Kolejną przygodę z babcią miałem ja gdyby byłem jeszcze gówniak lvl 9 (aktualnie mam 23) byłem sam w pokoju na piętrze bo brat pojechał po mamę odebrać ją z pracy bo kończyła 2 zmianę było to około 22. Ojciec już spał na drugim końcu domu w innym pokoju, leżałem na łóżku czytając komiks Kaczora Donalda mając zasłonięte okno, była to cicha, spokojna noc, gdy nagle ktoś zaczął mi pukać w okno. Nie wiedziałem co to było, ale na pewno nie żadne drzewo ponieważ przed tą stroną domu nie ma żadnych drzew byłem strasznie obsrany, leżałem sztywny na łóżku i nie wykonywałem żadnych ruchów do momentu aż brat nie wrócił do domu i nie otworzył drzwi. Kolejną akcję miałem kilka lat później kiedy byłem w gimnazjum, była to ostatnia noc w tym domu ponieważ kolejnego dnia mieliśmy się wyprowadzać do miasta (rodzice kupili mieszkanie w bloku). Obudziły mnie kroki w środku nocy jak ktoś wchodził na piętro i szedł korytarzem, pomyślałem, że to mój ojciec wracał z parteru i szedł do swojego pokoju tylko mankamentem było to, że ktoś chodził od jednego końca korytarza na drugi przez około 15 minut przy zgaszonym świetle. Wtedy się zorientowałem, że to nie był mój tata. Nie miałem tyle odwagi by wyjść na korytarz i sprawdzić kto to i nie wiem jakim cudem udało mi się jeszcze usnąć. Kolejne sytuacje były stosunkowo niedawno bo jakieś 2-3 lata temu i tutaj akcję z moja babcia się bardziej nasilił. Pewnego dnia pojechałem z dziewczyną do domu na peryferiach na kilka dni bo mój kolejny brat tam teraz mieszka, ale musiał wyjechać służbowo więc dom stał pusty. Zabraliśmy ze sobą PS3 i wieczorem sobie pykaliśmy w Gran turismo przy piwie wszystko fajnie pięknie gdy nagle ktoś wyłączył telewizor tylko z tym, że ktoś cpyknał wyłącznik od telewizora. Często też robiłem imprezy i grille w tym domu bo działka też całkiem duża. W ten dzień zaprosiłem znajomych i kiedy grill się już skończył kiedy wszyscy udali się do swoich pokoi( jest ich 5). Jeden z moich kolegów Kuba nie mógł zasnąć i spał w takim pokoju gdzie nie było szyby w drzwiach i miał widok na korytarz. Światło na korytarzu było włączone, gdy nagle sam włącznik światła sam pstryknął i światło zgasło (Kuba do dziś jak jest w tym domu boi się sam spać w pokoju xD). Inną sytuację mieli parka moich znajomych, którzy spali w tym pokoju w którym ja czytałem Kaczora Donalda. Dziewczyna kolegi obudziła się w nocy i kątem oka zobaczyła jak przez pokój przemyka postać, przenikając przez drzwi. Dziewczyna zaczęła się drzeć i płakać. Poprzedniej zimy byliśmy z dziewczyną w tym domu, siedzieliśmy, graliśmy w klasyczne Heroes III ( ͡° ͜ʖ ͡°). Była to godzina około 3 w nocy, poszedłem do kuchni coś zjeść (kolejna kuchnia była na piętrze). Robię sobie tosty i nagle słyszę jak Natalia otwiera drzwi z gałką i napierdala nimi 3 razy i je zamyka. Ja wychodzę wkurwiony i zastanawiam się co ona odpierdala, wchodzę do pokoju, a Natalia śpi. Szybko zabrałem tosty z kuchni i zamknąłem się w pokoju okrutnie zmarszczony xD. Mój brat mieszka tam sam, rozszedł się z żoną, mają 12 letnią córkę Laurę. Laura w wakacje przyjechała do niego na miesiąc, my też przyjechaliśmy się z nimi zobaczyć. Co najlepsze, Laura zaczęła nam opowiadać, że w domu grasują złodzieje bo słyszy nocą jak ktoś chodzi po domu.
    Przyzwyczaiłem się do tego, że moja babcia grasuje nocą w domu, że nawet przestałem się już tego bać i wiem, że będąc w tym w domu nic mi nie grozi, tylko moja babcia lubi sobie pomykać nocą po domu. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    EDIT: tych historii jest wiecej xd

    #duchy #nawiedzonababka #dom #nawiedzonydom
    pokaż całość

  •  

    Na mirko jest historia gościa, który twierdzi, że ma nawiedzony dom i widzi demony.

    Przypomniała mi się pewna prawdziwa historia, opisana z resztą już na mirko przez jakiegoś wykopka, który już tu nie ma konta. Poniżej cały tekst. Przeczytajcie, bo może kiedyś kogoś uratować.

    pokaż spoiler Pozwolę sobie na koniec zawołać plusujących [wpis ](https://www.wykop.pl/wpis/30272227/wolam-wszystkich-spod-nocnego-wpisu-o-ucieczce-z-k/) @Vaviec


    Cisza i brak odgłosów w domu pana H. były przygnębiające i niepokojące. Wkrótce sytuacja miała się zmienić. Pan H. i jego rodzina zaczęli słyszeć odgłosy ludzi, których wcale tam nie było.

    Doktor William Wilner praktykował w Waszyngtonie na początku XX wieku. Był w tym czasie najlepszym i najbardziej poważanym w mieście specjalistą od chorób oczu. Jego pacjentami byli biznesmeni i politycy, między innymi prezydenci William Mc Kinley czy Franklin Roosevelt, a także znany lotnik Charles Lindberg i potentat prasowy Joseph Pulitzer. Temu szanownemu lekarzowi udało się zaskoczyć wszystkich, gdy w 1921 roku renomowane pismo medyczne American Journal of Ophthalmology opublikowało rozmowę z doktorem. Wilner opowiadał w niej o swoim pacjencie, który miał kontakt z duchami. Lekarz nie chciał podać prawdziwego nazwiska tego człowieka, żeby chronić jego prywatność. W tekście nazwano go "panem H.".

    W 1912 roku pan H. wraz z rodziną przeprowadził się do dużego, starego domu. Budynek wcześniej przez dziesięć lat stał opuszczony. Nie było w nim elektryczności, oświetlany był lampami gazowymi, a ogrzewany starym piecem, który znajdował się w piwnicy.

    Po remoncie podłogi domu wyłożono grubymi dywanami, które tłumiły dźwięki kroków. Pan H. twierdził jednak, że cisza i brak odgłosów były tu wręcz przygnębiające i niepokojące. Domy, które znał wypełniały dźwięki i ten kontrast mocno go raził. Wkrótce sytuacja miała się zmienić. Pan H. i jego rodzina zaczęli słyszeć odgłosy ludzi, których wcale tam nie było.

    Pewnego dnia pan H. siedział w pokoju na dole. Nagle z sypialni na piętrze dobiegły go głośne kroki. Zdumiony pobiegł na górę i zajrzał do pomieszczenia, nikogo tam jednak nie było. Zaniepokojony obszedł wszystkie pokoje na piętrze. Dom był pusty.
    Zaraz po tym wydarzeniu rodzina pana H. zaczęła źle się czuć. Atmosfera w domu stała się przygnębiająca. Wszyscy zaczęli cierpieć na silne migreny. Byli nieustannie zmęczeni i smutni. Szczególnie duże zmiany zaszły w dzieciach. Stały się ciche i blade, a ich oczy były zaczerwienione i podkrążone. Straciły apetyt, stały się apatyczne i płaczliwe. Początkowo chętnie spędzały czas w swoim pokoju bawialnym, jednak wkrótce błagały rodziców, żeby nie musiały tam chodzić. Nie umiały wytłumaczyć, w czym tkwi problem. Po prostu bały się.


    Pan H. opowiadał, że obecność duchów odczuć można było w każdej części domu. Kiedy siedział w jadalni miał wrażenie, że nie jest sam. Był pewny, że ktoś stale jest za jego plecami. Ta niewidzialna istota była do niego wrogo nastawiona. H. próbował szybko odwrócić się na krześle, żeby zobaczyć intruza, jednak nikogo nie zobaczył.

    W grudniu żona pana H. zdecydowała, że wraz z dziećmi opuści dom i wyjedzie do jakiegoś bezpiecznego miejsca, w którym trochę odpoczną. Pan H. został w domu sam. Wtedy sytuacja jeszcze się pogorszyła. W nocy wiele razy był budzony przez dzwoniący dzwonek - raz do drzwi frontowych, raz do wejścia z tyłu domu. Kiedy otwierał drzwi, nikogo za nimi nie było. Wiele razy słyszał również odgłos dzwoniącego telefonu. Jednej nocy obudziły go syreny strażackie. Był przekonany, że w sąsiedztwie wybuchł jakiś pożar. Pobiegł do okna. Ku jego zdumieniu na ulicy było cicho, pusto i spokojnie.

    W styczniu pani H. i dzieci wróciły do domu. Rodzeństwo dobrze czuło się na wyjeździe, jednak kiedy tylko wróciło do domu, zaczęło chorować. Początkowo wydawało się, że to przeziębienie i wystarczy, że dzieci przez kilka dni zostaną w łóżkach i wyzdrowieją. Jednak szybko okazało się, że kiedy opuszczają dom, są zdrowe, a wszystkie objawy występują tylko wtedy, gdy wracają do domu.

    Niedługo po tym budynek zaczął żyć swoim życiem. W kuchni słychać było trzaskanie garnkami, a szafki same otwierały się i zamykały. Pewnej nocy małżeństwo obudzone zostało przez odgłosy biegania po schodach. Co ciekawe, hałas słychać było zza ściany, za którą w rzeczywistości wcale nie było schodów.

    Służba państwa H. również skarżyła się na to, że nieustannie czuje czyjąś obecność. Przedmioty znikały i pojawiały się w innym miejscach, szafki zamykały się i otwierały, niewidzialne ręce przesuwały meble. W nocy słychać było dzwonienie dzwonka i brzęczenie porcelanowych naczyń. Służąca powiedziała również, że ktoś pchnął ją na ścianę.

    Dziwne zjawiska w domu pana H. trwały, lecz żaden ze świadków nie widział duchów. Sytuacja zmieniła się w styczniu 1913 roku. Pan H. przechodził wieczorem przez salon do jadalni, kiedy nagle zobaczył ciemnowłosą, ubraną na czarno kobietę, która szła w jego stronę. Nagle postać zniknęła. Kobieta pokazywała się panu domu jeszcze trzykrotnie. Innej nocy służąca spała w swoim łóżku. Nagle obudziła się i zobaczyła pochylonego nad sobą starszego mężczyznę, a na jej łóżku siedziała młoda kobieta i wpatrywała się w nią. Przerażona służąca nie mogła się poruszyć. Nagle niewidzialna dłoń poklepała ją po ramieniu i postaci zniknęły.

    Innej nocy państwo H. udali się do opery, a dzieci zostały pod opieką niani. Syn państwa H. spał w swoim pokoju, kiedy nagle obudził go wysoki, gruby mężczyzna, który bardzo krzyczał. Przerażony chłopiec uciekł do pokoju niani i został tam aż do rana. Opowiadał później, że tajemniczy mężczyzna siedział mu na klatce piersiowej i dusił go. Sytuacja nie poprawiła się, kiedy rodzice wrócili z opery. Pana H. w środku nocy obudziły upiorne dłonie, które zaciskały się na jego szyi. W domu słychać było nieustanne dzwonienie. Z różnych części domu dochodziły odgłosy świadczące o tym, że ktoś tam jest. Pan H. sądził, że może to włamywacze, jednak nikogo nie znalazł. Jego żona opowiadała, że dokładnie w tym momencie wszystkie rośliny doniczkowe, które hodowała pousychały.

    Państwo H. podjęli decyzję o tym, żeby skontaktować się z poprzednimi mieszkańcami domu. Ku ich zdumieniu okazało się, że ich również spotykały te same niewyjaśnione zdarzenia. To właśnie z ich powodu opuścili dom. Dodatkowo widywali oni ubrane na czerwono i biało zjawy, które pełzały po ich łóżkach. Poprzedni pan domu cierpiał na bardzo poważne dolegliwości, jednak żaden lekarz nie umiał powiedzieć, co mu jest. Po opuszczeniu domu choroba ustąpiła.

    W tym samym czasie z panem H. skontaktował się jego brat. Wiedział o problemach w domu i powiedział, że czytał o podobnym przypadku i być może cała rodzina H. zatruła się tlenkiem węgla. Radził, by brat skonsultował się z lekarzem. Tak też zrobił. Jednocześnie zrobił inspekcję całego domu i zauważył, że znajdujący się w piwnicy piec jest w bardzo złym stanie. Lekarz poradził, żeby dzieci nie spały w domu, gdyż tlenek węgla może je w każdej chwili zabić.

    Państwo H. wyprowadzili się z domu na jakiś czas i zrobili generalny remont. Do budynku wrócili dopiero po wymianie pieca. Okazało się, że wszystkie nadprzyrodzone zjawiska skończyły się tak nagle, jak się pojawiły. W ich domu już nikt nigdy nie odczuł obecności duchów.

    Tlenek węgla jest bardzo niebezpieczny. Nie ma smaku ani zapachu i trudno go wyczuć. Jest przyczyną zatruć, a nawet śmierci. Czasopisma medyczne zanotowały również przypadek 23-letniej kobiety, która będąc pod prysznicem zobaczyła ducha. Przerażona szukała pomocy. Okazało się, że w jej domu nieprawidłowo zainstalowano piec i ona również zatruła się tlenkiem węgla.

    wołam
    @zygmunt3Waza @F4eddy @nie_swiruj @alorotom @lubielizacosy @steve__mcqueen @julianna_cebulanna @FajnyTypek @dzejzon @BQP @kaeres @Raja @Zdradzony_O_Swicie @husaryn @sebusik @menelus @lukaszcba1989 @Vydra @ibeafraidi @marcin-kosobudzki @F___J @dlaczegomitorobisz @200wewisni @Kuejk @unstyle @wilq1337 @Maltanczyk @Gamling @teoria_wielkiego_przegrywu @laczka @PawEHO @ZohanTSW @srul2016 @kapitan_pesymista @Mortheus @Luminek @Krugerz @Seamaster @k___b @Lisor @koowalsky @ewiak @nofink @burnik @druppi @resuf @Reezu @ciasteczkowy_,monster @zlymorgbebebok @multigatawny @zawisza @-PPP! @czuly_pstrong @Ganja-Man @YZF-R1 @dizzydom @szczery_czlowiek @matteow @bin0 @Pan_wons @krolwsi @danek01 @dan3k

    oryginalny wpis tutaj:
    https://www.wykop.pl/wpis/24226109/przypadek-pana-h-cisza-i-brak-odglosow-w-domu-pana/

    #alternatywne #ciekawostki #duchy
    pokaż całość

  •  

    Mirki szukam logicznego wytłumaczenia , szedłem do łazienki która jest na piętrze, gdy byłem na schodach usłyszałem jak drzwi się zamknęły i przekrecil się zamek , myślę sobie pewnie różowa mnie uprzedzila. Mówię do niej aby mnie puściła pierwsza , a ona krzyczy z pokoju że nie jest w łazience , to miałem mindfucka , otworzyłem ten zamek nożyczkami a tam nikogo nie było. #duchy #trustory #creepy pokaż całość

  •  

    #mistycyzm #paranormalne #channeling #teoriespiskowe #duchy

    Autorski tag #alternatywneteorie

    Kolejna część różnych alternatywnych teorii pochodzących z channelingów. Poprzednia.

    :::::::::: 329. Poltergeist.
    W naszej kulturze przyjęło się że Poltergeist do duch. Jednak według channelingu Poltergeist to w rzeczywistości zjawisko "zawirowań energetycznych" u człowieka o pewnych zdolnościach, przez co przedmioty wokół takiego człowieka mogą lewitować.
    Tak więc to nie obcy byt porusza przedmiotami tylko człowiek, nieświadomie.
    Niemniej jednak samoczynne poruszanie się przedmiotów nie musi wykluczać ingerencji obcych bytów jak np. duchy.

    :::::::::: 330. Wiara w Boga.
    Jak pisałem tutaj wszyscy jesteśmy cząstką Boga/Źródła tylko rozdzielonym na osobne życia.

    Trudno w naszym ludzkim życiu całkowicie uświadomić sobie że jesteśmy Bogami, dlatego można użyć afirmacji w postaci WIARY w Boga. Możemy wierzyć w to że ktoś nas wspiera i zawsze jesteśmy z nim podłączeni. I tak właśnie jest, lecz w rzeczywistości tym Bogiem jest nasz wyższy aspekt.
    Afirmacja w postaci "wiary" może dać nam lepsze samopoczucie, a samopoczucie da nam więcej energii, energia z kolei pozwoli nam działać, i w ten sposób polepszamy jakość życia.
    Wiara to po prostu jeden ze sposobów na połączenie swojego umysłu ze swoim "wyższym JA".

    Religie robią sobie monopol na wiarę w Boga, wtrącając przy okazji swoje paradygmaty, ale to już inny temat.
    Ateizm to także inny temat. Ateizm przeważnie wynika z niezrozumienia czym jest Bóg i skupianie się jedynie na religijnej wersji wiary w Boga.

    :::::::::: 331. Tabliczka Ouija.
    Tabliczka Ouija jest tylko narzędziem. Nie ma w sobie żadnej magicznej mocy. Jest to tylko symbol opierający się na przekonaniu. Tak więc jeśli ktoś nie ma przekonania o jej działaniu to np. wywoływanie duchów będzie bezskuteczne.
    pokaż całość

  •  

    Witam, chciałem wam powiedzieć bardzo ciekawą historię oraz się was poradzić co mam robić dalej po takich wydarzeniach, historia jest jak najbardziej autentyczna i dzieje się w moim domu i ze mną w roli głównej, oto ona:

    Mieszkam sam w jedno piętrowym domu tzw. parter i piętro, dziś mam 29lat początek tej historii zaczyna się gdy miałem 16lat.

    Październik 2005r. mam 16lat
    Wtedy mieszkałem z rodzicami (obecnie się wyprowadzili) miałem własny pokój zaraz obok sypialni rodziców, nie pamiętam dokładnie który to był dzień października ale w tą noc wszystko się zaczeło, był wieczór po 23 godzinie, o tej godz. zwykle grałem na komputerze, musiałem iść za potrzebą do toalety która znajdowała się na parterze, mama już spała (tata był w pracy) z mojego pokoju do schodów prowadził korytarz, gdzię po lewej stronie pierwsze drzwi były do sypialni rodziców, drugie do pokoju gościnnego który zazwyczaj stał otwarty, szedłem korytarzem powolnym krokiem, mijając pokój gościnny zauważyłem coś w ciemności, cofnołem się, zauważyłem czarną postać siedzącą na kanapie, była cała czarna bez nosa oczu miała tam ciemność, kształt ciała przypominał mi człowieka, myślałem że w pokoju siedzi mama ( a że ciemno w pokoju to nie widać rysów twarzy itd.) , zdziwiłem się czemu siedzi po ciemku i zaświeciłem światło po zaświeceniu kanapa była pusta, ahh jak ja pamiętam wtedy gdy zacząłem się drzyć z całej siły ile tylko miałem... krzyczałem jak małe dziecko, obudziłem mamę, a nawet u sąsiadów zaświeciło się światło (musiałem ich też obudzić) mama wpadła do pokoju, potrząśneła mną i pytała co się stało, ja powiedziałem żę w pokoju ktoś jest, pokój gościnny był w kształcie kwadratu do którego prowadziły jedne drzwi, więc mama nawet nie wchodząć mówi ze przecież nikogo nie ma, ja powiedziałem żeby poszukałą w szafie i za kanapą, mama sprawdziłą kanapę, szafy, zasłony i nic, nikogo nie było.
    Tamtejszej nocy nic się już nie wydarzyło, po tamtym zdarzeniu zapytałem się mamy czy kiedyś coś takiego widziała, powiedziała że dzieją się tutaj dziwne rzeczy czasami, opowiadała mi że leżąc przed telewizorem ze zgaszonym światłem, samo się zapaliło w tym pokoju co ona oglądała a włącznik od światła jest daleko od drzwi żeby ktoś mógł go włączyć, od tamtego czasu zagłębniłem się w świat filmowych horrorów, dziennie oglądałem po kilka, na początku bałem się bardzo ale wraz z wzrostem liczy oglądniętych horrorów wzrosła moja odwaga, i za każdo kolejnym horrorem mniej się bałem...

    Na przełomie października - marca 2005-2006r.
    W tych miesiącach po tym zdarzeniu z tą postacią, tak jak wyżej napisałem oglądałem dużo horrorów dzięki czemu mniej się bałem, jednak po kilkunastu dniach od tego wszystkiego w nocy zacząłem słyszeć różne hałasy, kroki po schodach, stukanie w ścianach jednak mówię własnie że dzięki oglądaniu horrorów nie bałem się tego tak bardzo. O wszystkim informowałem mamę która coraz bardziej się o mnie martwiła.

    Kwiecień 2006r. mam 17lat

    Jedna z kwietniowych nocy, znów ten sa motyw, gra na komputerze gdzieś do 01:00 w nocy i znów musiałem iść za potrzebą, tym razem drzwi od pokoju były zamknięte (zawsze mama zamykała na noc ;D) załatwiłem potrzebę w toalecie idę już do mojego pokoju jestem w połowie schodów nagle z dołu gdzie światło za mną było zgaszone, usłyszałem jak ktoś głośno wypowiedział 2 razy moje imię po czym dodał "proszę cię", uciekłem i zamknąłem sięw pokoju, nie krzycząłem ani nie budziłem już mamy, nazajurz poinformowałem mamę o zdarzeniu, powiedziała ona że coś się ze mną dzieje i że zapisze mnie na wizyte u lekarza, ja się zgodziłem ale również zacząłem szukać inforamcji o moim domię oraz miasteczku w którym mieszkam, okazało się że dom jest całkiem nowy przed nami nikt tam wcześniej nie mieszkał, został postawiony specjalnie dla mojej mamy po czym się wprowadziliśmy gdy miałem 1 rok, nic ciekawego, jednak bardziej zainteresowała mnie historia mojego miasteczka w której wyczytałem, żę moje miasto ma bardzo bogatą historię, leży nad wisłą , dlatego przebiegały przez nie dużę szlaki handlowe, oraz wodne, pierwsze osady pojawiły się już w neolicie, przetrwały długo potem zostały zniszcone, znów powstały osady celtyckie i wtedy gdy była tu osada celtycka , na miejscu gdzie stoi mój dom powstał średni kościół drewniany, jest o nim bardzo mało wzmianek nawet w księgach w parafi (sprawdzałem) w którymś tam wieku osada ta została zniszczona jednak zachował się jedynie ten kościół, przez 2 wieki stał na polach jeden kościół drewniany, a wokół pola, tak jak wspomniałem ze względu na otoczenie , na ten teren wprowadzili się nowi osadnicy, podobno wybudowano chaty koło kościoła, jednak ludzie z tych pobliskich domów zgłaszali żę w kościele po nocach dzieją sięstraszne rzeczy słaychać jęki itp. za dzień przy kościele zbierało sie dużo kotów i psów, z czego psy wyły, a koty miałczały, osądzono że kościół jest pod władaniem szatana i go spalono, na jego miejscu powstało pole uprawne, po wielu wielu latach w przed II wojną światową dziąłkę tę kupiła moja prababcia, na miejscu tego kościołą wybudowała stajnie, zaś koło stajni dom, po II wojnie światowej stajnia została zniszczona, i takie gruzy leżały aż do 1989 roku gdzie wybudowaliśmy się my...
    Po tej histori i materiałach przeze mnie zebranych przestraszłyem się, no ale cóż mogłem zrobić, w maju poszedłem do lekarza który zapisał mi leki i powiedział żeby my się wyprowadzili z tego domu, tak też i moji rodzice zrobili.

    Styczeń 2017r. mam 28 lat

    Nudziło mi się już od paru lat mieszkaliśmy w nowym domu, ja jeszcze nadal z rodzicami, włączyłem sobię horror Egzorcyzmy Emilly Rose w którym dziwne zjawiska które były pokazane bardzo przypomniały mi stary dom, a co najbardziej pasowały do zjawisk dziejących się w nim (prócz opętania) gdy zobaczyłem scenę w filmie z czarną postacią natychmiast skojarzyłem ją z tą co widziałem w starym domie, w filmie przedstawiona byłą jako szatan, dlatego bardzo się wystraszyłem ale pomyślałem że to przypadek a film to film mimo iż oparty na faktach...
    Byłem dość stary 28lata na mieszkanie z rodzicami, wiadomo starszy to odważniejszy  więc postanowiłem sam wrócić do starego domu...
    W lutym wróciłem do starego domu, przeprowadziłem się, pierwsza noc powiem wam że miałem dreszczyk i nie mogłem usnąć ale nic się nie działo, po paru dniach znów powróciły szmery, kroki na schodach itd... jednak już w pewnym stopniu się do nich przyzwyczajiłem.

    Luty 2018r. mam 29lat

    Dziś gdy pisze tego posta mamy 19 lutego wczoraj w nocy co mi się wydarzyło było znów bardzo straszne, (nie wspomniałem wcześniej ale jeszcze jak rodzice jeszcze ze mną mieszkali to był w domu pare razy ksiądz i go poświęcal ale nic nie zadziałało) nie chcę tego domu opuszczać a dzieją się w nim straszne rzeczy... dobra wróćmy do histori co się stało dnia wczorajszego:
    Wieczór, 20:30 włączam LoL'a i sobie gram z kumplami, jest 22:45.
    Nagle monitor sam mi zgasl. Na poczatku nic sobie z tego nie robilem, tylko ponownie go uruchomilem i gralem dalej.
    Po paru minutach monitor znowu sie wylaczyl.
    Po ponownym uruchomieniu moim oczom ukazaly sie dziwne artefakty.
    Przestraszylem sie i po dluzszych ogledzinach doszedlem do wniosku, ze gpu poszlo, w zwiazku z tym jaka karte polecicie do 500zl?

    #duchy #heheszki #humor #pasta
    pokaż całość

  •  

    Szkoda, że tak mało ludzi dodaje wpisy pod #duchy czy #paranormalne .
    Uwielbiam sobie przed spaniem poczytać czy obejrzeć o takich pierdolach

  •  

    "Późną jesienią 1931 roku na stacją kolejową w Brodnicy wjechał pociąg, od którego tutejsi kolejarze odpięli wagon pocztowy i odstawili na bocznicę (za kilka godzin miano go podpiąć do innego transportu). Dwaj strażnicy weszli do budynku dworca, aby nieco odetchnąć, cały czas mając wagon na oku. Gdy po jakimś czasie znów weszli do niego chcąc objąć służbę zobaczyli w środku otwarty sejf, z którego zniknęła gotówka w olbrzymiej kwocie 7200 złotych. Wszczęto alarm, wezwano policję, powiadomiono Dyrekcję Poczty Polskiej w Bydgoszczy, z której to ramienia wkrótce dotarła spora delegacja urzędników z niejakim inspektorem Piotrem Kornem. Policjanci robili swoje, aliści po całym dniu niczego nie ustalili. Tymczasem wściekły jak osa Korn „robił piekło” w gmachu brodnickiej poczty rozstawiając po kątach wszystkich pracowników. Tak się tym nieborak umordował, że postanowił wieczorem „zalać stresa” w pobliskiej knajpie. Traf chciał, że wybrał knajpkę Cieplińskiego, w której chlali wszyscy (no prawie) listonosze. Tam w trakcie pijackiej rozmowy dowiedział się, że jeden z nich ma 18 letnią córkę Krysię, zaś ta córka czasem widzi… duchy. Tu inspektorowi Kornowi błysnął koncept, że skoro dziewczyna widzi duchy, znaczy jest wrażliwa – nadaje się na medium - a on potrafi hipnotyzować, to zaraz zagadka kradzieży zostanie rozwiązana. Przykazał listonoszowi rankiem przyprowadzić pannicę do gmachu Poczty. Raz dwa wprowadził wystraszoną Kryśkę w trans, zaś ta w malignie wyklepała że widzi jak dwóch oprychów wynosi rzeczony wór z pieniędzmi do pobliskiego lasu, a potem ukrywa w je w dwóch gospodarstwach miejscowości Drużyny (rzut czapką od Brodnicy). Podała nawet nazwiska rolników - Grajkowski i Grabowski. Inspektorowi Kornowi tego było trzeba – natychmiast pomknął na policję i dwa patrole na rowerach wparowały do wsi. Szybko jednak wyszło, że ani Grajkowski, ani Grabowski nic wspólnego z rabunkiem nie mieli, choć z Krysią… No ale to już inna sprawa. Ostatecznie sprawę wykrył zwykły przodownik policji Jan Gołuński, który skierował śledztwo na dwóch braci sezonowo pracujących na dworcu kolejowym. To ich pod koniec stycznia 1932 roku sąd wsadził do paki. Jednak sprawa użycia hipnozy w śledztwie wyszła na jaw i stała się przedmiotem dziennikarskich kpin „Słowa Pomorskiego”. Dyrekcja Poczty w Bydgoszczy jeszcze długo wyginała się w tłumaczeniach, że to była samowolka inspektora Korna, którego wywalono na zbitą twarz. Tak więc faktyczni złodzieje poszli do pudła, policjant Jan awansował, a Kryśka?... Oooo! Kryśka została gwiazdą sezonu!"

    Piotr Grążawski
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2438804863011943&set=a.1433161820242924.1073741828.100006473589269&type=3&theater

    #brodnica #ciekawostkihistoryczne #piotrgrazawski #kryminalistyka #duchy
    pokaż całość

  •  

    Wczoraj w nocy rozmyślałem o samobójstwie mojego kolegi - i też równo po trzeciej zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy u mnie w mieszkaniu - telewizor sam się włączył kilka razy, uruchomił mi się komputer, zaczęły świecić telefony - czy to może sprawa dla egzorcysty - a może po prostu jakieś wyładowania słoneczne uderzyły w ziemię? #niewiemcomyslec #duchy #elektronika

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #duchy

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów