•  

    #anonimowemirkowyznania
    #emigracja #emigrujzwykopem
    Witam
    Mirki mam taki problem, że chce emigrować z kraju na początek do UK. Mam 38 lat, żonę i 2 dzieci. Żona również jest za emigracją. Ogólnie obydwoje mamy stabilne prace ale już raczej nie rozwojowe, w których przepracowaliśmy około 15 lat nasz miesięczny dochód to około 8k PLN Od jakiś 3 lat uczymy się języka angielskiego ja jestem podobno ( ͡° ͜ʖ ͡°) na etapie B2/C1, żona dobija do B1. Ja pracuję w IT - administracja, żona - bankowość. Ogólnie obydwoje już jesteśmy wypaleni zawodowo. Wiadomo możemy zmienić pracę w Polsce ale już to próbowaliśmy i ciągle jakieś niezbyt satysfakcjonujące oferty. Ale wolałbym świeży start już bez komputerów, itd. Chcemy również rozwinąć nasz angielski bo jednak szkoła językowa to za mało i stąd nasz pomysł na UK. Synowie są w wieku 4 i 9 lat, no i wiadomo na początek ja i później ich ściągam. Chcę zdążyć przed tym całym Brexitem. Mam do kogo tam jechać, pomogą mi. Co o tym myślicie warto próbować, ryzykować? Decyzję już zapadła ale chciałbym poznać wasze zdanie na ten temat. Nie jest to żadna prowokacja i zarzutka!

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: akado
    pokaż całość

  •  

    Znalezione na fb.

    "Bus firmy>" Dunool" jak zwykle zajechal na miejsce spozniony.
    Smierdzi piwem i papierosami. Jeden kierowca, ledwo zywy, drze ryja: jestesmy na miejscu !!!!!
    Uff, nareszcie , Dania, dlugo sie jechalo az mnie dupa rozbolala, przeszlo 12 godzin, ale to nic w porownaniu do 8 lat ktore musialem odrobic po cela. Przed pudlem robilo sie rozne bajki, jumy i dziesiony. Slyszalem od ziomka , ze Dania, to kraj miodem i mlekiem plynacy, coz nie bylo wyjscia musialem sprobowac, wiec jestem. Bron boze zeby grabic, mialo byc uczciwie , dlatego wziolem ze soba kumpla, co bym nie zszedl na zla droge. Wyluzowany jak zwykle, po browarku z animuszem rano ruszam, od rolasa do rolasa, zeby sie gdzie zahaczyc.
    Jest! , wielka gospodara, smierdzi niemilosiernie ale wbijamy, dre ryja po podworku ale nikt nie odpowiada, cisza, kumpel stuka mnie w ramie,:
    patrz wszystko pootwierane, majatek czeka. No rzeczywiscie, towaru sporo, co robic?
    Luzuje bo podchodzi do mnie wielki chlop i cos tam nawija, gebe rozdziawiam, bo ni chuja nie moge zrozumiec, mialo byc podobne do niemieckiego a tu zmyłka. Szybko przerzucam sie na angielski,sluchalo sie przebojow na mtv i vivie.
    . :Sorr misteer job?
    kumpel zdziwko ze sie jezyki zna, ale Dun przerzut na anglika zrobil, to sie znowu zdziwilem, no chyba jakis lepszy poziom skonczyl. Za nic nie moglem go pojac, ale mialem przeciez jeszcze jeden atut:jezyk migowy, w koncu sie smigalo pare latek. Migam , pisze , nic, nie kuma. Masakra!
    .Gosc macha mi przed dziobem rekami,cos wspomina o jakies politi, mowie Zenek zwijamy sie , zabieraj toboly.
    Zenus odpalil maszyne ja rzeklem :auf widersehen. Pierwsza porazka.
    Smigamy dalej , dokola woda , wszedzie pelno łódek , nie zeby plywac mi sie chcialo ale juz liczylem kase za silnki , ktore moglibysmy zawinac.
    Wreszcie dojechalismy do jakiejs szklarni spory parking, a na nim litweskie, polskie, bulgarskie wozki stoja. No nareszcie nasi , jestesmy uratowani.
    Ubrani w nowe dresiki adasia, wbijamy na teren, slyszymy polska gadke, ach ! to dwie nasze slicznostki. Zenus zeby szczerzy na sama mysl o kobietach, ale laseczki jakies takie oporne. Pytam o prace o one ze teraz nie ma co , ze roboty nie ma ,ze bez jezyka nie da rady.
    Ustawilismy sie na browarka kolo 18, bo paniusie po 12 godzin pracuja, to pewnie beda zarobione.
    -Jasiu to co dzisiaj imprezka darmowa moze sie wreszcie wykapiemy?
    -tylko sie nie zakochaj jak bzykniesz!
    Odjebani na maxa wbiamy sie na adres.
    O kur, toz to jakis margines, kociol niesamowity, duzy dom, pelno ludzi, nasze gwiazdy zabunkrowane w jakiejs klitce, placa po 3 kola za lozko.
    Na trzezwo nie ogarne, rozlalismy flaszke i jakos milo sie zrobilo. Zenek juz z panienka w ramionach, moja tez sie klei, no to jeszcze jedna flaszka. , jest wesolo , a mowili ze za granica to Polacy sobie wrogami sa. Nigdy w zyciu! Zenek juz z panna w lozku kamasutre cwiczy, moja jakby przytomnosc tracila, cos tam gada, ze Polska tylko dla Polakow, a mnie sie akurat lac zachcialo. lazienki nie moglem znalesc, no trach prze okno, nagle jakis, darcie mordy, wpada do pokoju jakis brudas z mokra glowa i krzyczy,nie zdazylem rozporka zapiac a ten do mnie z lapami, ,i dostalem strzala w pysk.
    Zenek,widzac co sie dzieje , rzuca sie na klienta, moze rozumu to nie mial, ale najlepsze uderzenie na dzielni.
    Raz ,dwa, trzy uspakajacze lądują na gebie brudasa.Spokoj, wzialem go za szmaty i za drzwi. No to po jeszcze jednym, bzykac sie juz nam odechcialo,zajaralismy po szludze gdy zobaczylem migajacego koguta w oknie.
    Spierdalamy!!!!
    Umeczeni po nocy w samochodzie, zahaczamy na budowe, a co !
    w Polsce nie takie domy sie budowalo.Wyszedl jakis mistrz w kasku na bialo ubrany, jak jakis piekarz.
    -Job?ok no problem.
    -No ale za ile ?
    -50 kr
    Chyba ci sie w bani pojebalo, Zenek slyszales, 50 , hahah
    -Fuck you.
    No to sie narobilismy, ale czy my wygladamy na czarnych?
    Panowie szlachcice z Polski, za mniej jak 100 robic nie bede.
    Dziewczyny wspominaly cos o jakis agencjach zatrudnienia, to jedziemy . No teraz to pelna kultura, kawusia, za darmo, cukiereczki, no jeszcze zajarac by dali bo nasze szlugi juz sie skonczyly.
    -co umiemy robic?
    -wszystko, na wszystkim sie znamy, tylko zeby nie bylo ciezko i nie mniej jak 100 za godzine
    Szybki kwestionariusz, zdjecia , no i te , zaswiadczenie o nie karalnosci mamy dostarczyc, hah, no dobry zart.Mamy czekac odezwa sie, no to czekamy.
    Juz tydzien , nie dzwonią, dobrze ze w MCdonaldzie wii-fi za darmo maja. Wchodzimy na rozne poradniki, jak wyludzic kase w Danii, ze na dzieciaka, na samotna matke,na lewy meldunek. Normalnie cuda,sami magicy,och widac ze Nasi.
    Sobota a my dalej kimamy w namiocie, hajs sie konczy, trzebaby cos zarobic , na balety wskoczyc. Raz sie zyje, idziemy.
    -Podaj skarbie dwa browarki
    -????
    - ze co? za nie kumasz? aj lont tu biry, tuborgi daj bo zywca nie macie przeciez!
    Swiatla swieca, muza gra, nie tak taneczna jak nasza, ale gra, lyczek , papierosek i czas leci. No i dupencje sie pojawily nie lada,jakby po naszemu nawijaja. Zenus wypachniony podbija,usmiech szeroki. Nawija bajere, znaczy sie nasze!, Wrocil taki jakis zniesmaczony.
    -co jest Zenek, nie masz brania?
    -Platne!
    -hah, no widzisz biednemu to zawsze wiatr w oczy, napij sie!
    Nad ranem glowa peka, deszcz leje, mokro wszedzie. Kasy nie ma,tyle co na paliwo.
    -Janusz , kariery nie bedzie , wracamy.
    - Szybko , Zenek, nie ma co , wracamy.
    -Ziomus ale chyba nie na pusto?
    -No skąd, pamietaj podroz musi sie zwrocic.
    Wieczorkiem, gdy juz ksiezyc byl wysoko, zrobilismy jakis pusty domek, troche sprzetu i gotowki, calkiem sprawnie nam to poszlo. Potem szybko na dworzec po rowerki, a co? dobrze w Polsce schodza. Rach ciach i szybko do granicy ,a potem to juz niech nas w dupe caluja.
    No i pocalowali, na granicy zwezenie, kurwa kontrola, caly plan poszedl w blizej nie okreslnym kierunku(czytaj w pizdu). Szlag by to trafil. Trzy miesiace wczasow , no ale w Danii, nie jest zle
    . Minely 3 miesiace,
    wyszedlem, choc wcale mi sie nie chcialo, bylo normnalnie pieknie, ciepla woda czysciutko, gorace posilki do wyboru, ciasteczka, telewizja, silownia, normalmnie bajka, nawet kasa na wyjscie.-
    Stoj nie ruszaj sie! zadrzalem, no nie!
    Zenuss, tos mnie wystraszyl, no chodz daj mordy!Alez chlopie wyrosl, widze ze jakies 20 kilo zlapales na dunskim zarciu,
    -chlopaczyno rewelka, hotel! nie to co nasze zawszone pudla
    To co po browarku?
    -jasne ja tylko naszego tuborga
    -naszego ? pogielo Cie, po 3 miechach w Danii, widze ze berecik zryty.
    Bo widzisz Janusz, ja tu sie bardzo , zzylem i juz malo po Polsku potrafie,tak sie mna koledzy zajeli
    -Ty sie dobrze czujesz? Pij
    Jedno, drugie, trzecie, malo, Zenek skocz po flaszke, do aldika , najtansza jest
    Się robi mistrzuniu!
    cale szczescie ze , po alkoholu zaczal sie zachowywac normalnie, dunczyk po trzech miesiacach mi sie tu zrobil.
    -Ja nie wiem jak ty ale ja zostaje u dunoli, poznalem taka jedna lale , Polke co tu juz siedzi 3 lata, wszystko wie co i jak. Bedziemy bogaci, ona gdzies tu na szmacie lata a ja bede jej pomagal!
    Spojzalem na niego z politowaniem, biedny, juz stracony.
    Wstawaj jedziemy do mojej niuni.
    Wysiedlismy na stacji na jakims zadupiu, mala miescina, idziemy na parking,bo niunia tam miala czekac.
    Jest!
    smok, znaczy sie niunia, jakies 120 kilo, zywego ciala, znaczy miesa, Zenek w sline juz polecial, tfuu, obrzydzenie mnie juz bierze.Kochanie poznajcie sie to Janusz, tez byl w hotelu, znajomy z Polski. Niunia wyciagnela grabe, o , kurwa az przysiadlem, taki uscisk miala. Jedziemy na salony, ja z tylu, Zenek kolo swojego smoka, auto ledwo sie toczy , ze 20 lat ma jak nic, ot sie chlopak ustawil.
    Salon okazal sie piwnica, co prawda z kiblem i kuchnia, ale piwnica, wilgoc, syf i bieda. No ale kolacja szykownie, flaszunia na stole, jakies mielone, ziemniaki, no i zajebsta atmosfera, amory tak iskrzyly, ze az mnie sie udzielilo.
    Po kilku rozlaniach, patrze i jeszcze raz patrze , ze ten smok , taki brzydki nie jest. Zeniowi, juz baterie siadaja, za duzo juz w krwioobieg przyjal.No smok, znaczy sie Ania, moze duzo wiecej, wiec leje, zblizajac sie delikatnie, niby przez przypadek ocieram sie o biust, zwilzam wargi od dzioba, zeby w koncu poczuc kobiete, i juz prawie, gdy nagle liscia dostalem!, coz za udezenie, gebe otworzylem zdziwiony, oczy szeroko, i juz mnie dusi, o ja , o ja pierdole
    -jeszcze raz mnie dotkniesz, to cie mamusia nie pozna
    -tak , oczywiscie przepraszam Aniu
    cdn kiedys nastapi
    Zbieznosc wydarzen, osob, imion, zupelnie przypadkowa.
    Aut. R.D."

    #heheszki #emigracja #dania
    pokaż całość

  •  

    Jeden z głupszych memów ever.

    Jesteś do dupy, bo nie chcesz tyrać po 12h dziennie za minimalną i spać z ośmioma kolegami na jednym materacu w jakiejś klicie, spod której Janusz biznesu wywozi was vanem o 6 rano do pracy.

    Wszystko byłoby dobrze, gdyby imigranci wykazywali jakieś poczucie własnej godności w kontekście płac i traktowania przez pracodawcę, bo nie cofaliby cywilizacyjnie rynku pracowniczego do XIX wieku.

    No ale imigranci najpierw godzą się na obozy pracy, a potem tacy Janusze biznesu twierdzą, że ty też masz się na to godzić, bo mają "dziesięciu Polaków/Ukraińców na wasze miejsce".

    Gdybyście zobaczyli jak potrafią się gnieździć Sebki w Holandii czy w Wielkiej Brytanii, albo Ukraińcy w Polsce, oraz jakie traktowanie znosić, nie pisalibyście, że normalni ludzie powinni z nimi konkurować na tych polach, bo z takim czymś konkurować się nie da.

    Znam typa, co w Holandii robił po 16-17 godzin na dobę, po to żeby do Polski przywieźć 10 tysięcy złotych po 7 tygodniach pracy, bez wolnych sobót.

    Spali w jakimś baraku, a myli się pod szlauchem z zimną wodą, tylko po to, żeby zarobić na starą beemkę z Niemiec i wozić się przed kumplami.

    Żeby nie paść z wycieńczenia, doprawiali się amfetaminą.

    Idź teraz do losowego Holendra i powiedz mu, że ma konkurować z takim czymś.

    Z Ukraińcami w Polsce nie bywa lepiej, zwłaszcza bliżej wschodu.

    Żeby ściągać imigrantów, trzeba by dbać o to, żeby przestrzegali prawa pracowniczego, zarówno oni jak i Janusze.

    A z tym ciężko, jak jakiś czas temu Polacy próbowali wykiwać szwajcarskie związki zawodowe w kwestii limitów nadgodzin i robili na czarno po kryjomu, bo bez tego pracodawca nie chciał ich zatrudnić, skoro mieli pracować tak jak miejscowi.

    #emigracja #patologiazewsi #ukraina #polska #truestory
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @Lawrence_z_Arabii: To co opisujesz to smutna prawda ale tak to działa wszędzie. Według mnie trzeba edukować ale nie tylko pracowników lecz głównie Januszy ( nie tylko tych w Polsce ) Każdy pracodawca powinien zacząć od siebie. Zatrudniam garstkę ludzi od kilkunastu lat i godnie ich traktuje, polecałem wszystkim których znam i tłumaczę, że na dłuższą metę się opłaca i na swoją mordę w lustrze można ze spokojem patrzeć. Niestety już od lat tego nie robię, nikt nie słucha. :) Ukraińcy popsuli rynek w Pl okrutnie ale to wina rządu i socjalu, każdy ma prawo szukać lepszego życia...zresztą sam będąc emigrantem nie mógłbym inaczej napisać. Pracownikom tez można tłumaczyć żeby się szanowali, jak grochem w ścianę czasami. Czasem zdaje mi się, że już widzę jakieś postępy ale wróciłem właśnie z Dubaju i wysłuchałem kilka taksówkarskich opowieści 14h tryby pracy z ust Pakistańczyków i wiem, że nigdy się to nie zmieni. Okrutna morda kapitalizmu :)) pokaż całość

    •  

      @Bethesda_sucks: Nie wiem z kim masz do czynienia ale trzeba inaczej znak ustawić.
      Praca Polaka 16h to równowartość 8 godzin pracy Ukraińca.

      Dlaczego tak się dzieje? Bo Okił z Nazarem nie mają potrzeby przejść się przez cały zakład powiedzieć Ryśkowi
      "Moja grażyna odjebała wczoraj taki zajebisty obiad z....."
      "Dojebał wczoraj ten Kubica/Lewy/Stoch....."

      W każdym zakładzie gdzie pracowałem jest taki Jaś Wędrowczyk z zawodu gawędziarz. Chodzi i pierdoli żeby popierdolić.

      Jak nie było Ukraińców to "Jaśki" brały na tapetę świeżo przyjętych "Patrz Józek, Ty coś umiesz i robisz, Ja znam życie i prace szanuje a ten młody będzie zapierdalał za psie pieniądze, gówno umie, gówno wie. Widziałeś Ryśka? Takie tam muszę z nim załatwić"

      Taki nosacz 2.0
      Zdobyłby świat intelektem ale życie rzucało mu tylko kłody pod nogi.
      Coś ala "Wiesz dorobiłem się na bitcoinach zbierałem i na początku świecy mówię ALL IN na tydzień i nie będę już musiał pracować ale oni nienawidzą wolnego pieniądza. Zniszczyli kurs i dzisiaj tyram z podludźmi jak ten Seba i Ukr, a mogłem być sponsorem Kubicy"
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (56)

  •  

    Witam społeczność portalu ze śmiesznymi obrazkami w kolejnym wpisie dotyczącym kraju kangurów. Tym razem będę pisał o tym jak zorganizować się do wyjazdu, co ze sobą zabrać i od czego w ogóle zacząć. Generalnie mógłbym skwitować ten wpis jednym zdaniem: nie trzeba nic ze sobą zabierać, bo tu wszystko jest… ale to nie do końca prawda.

    Australia to cywilizowany kraj, mimo iż jest odcięty od reszty świata przepastnym oceanem, a jego jedyną lokalną konkurencją w dziedzinie gospodarki jest malutka Nowa Zelandia to i tak dużo rzeczy tu brakuje i nie jest popularnych lub znanych.

    Jako ciekawostkę napisze, że byłem kiedyś w miejscowości Hebel, która jest na granicy stanu NSW i Queensland i tam w lokalnym parku (zapuszczonym jak place zabaw w Polsce lat 90-tych), była tabliczka informacyjna, że pierwszy telefon stacjonarny zamontowali dopiero w 1988 roku. Tak więc można samemu śmiało wyciągnąć wnioski, że Australia poza większymi skupiskami ludzi jest daleko w tyle za Europą i momentami przypomina prymitywne miejsce, gdzie ludzie walczą codziennie o przetrwanie.

    1. Co spakować do bagażu
    Zakładam, że 99,5% osób, które chcą polecieć do Australii będzie docelowo lądować w Sydney lub innym większym mieście i tam się osiedli. W miastach sprawa wygląda inaczej niż na wsiach i jest łatwo o niemal każdy produkt niezbędny do życia. Dla ludzi z Polski lub Europy najistotniejszą rzeczą będzie specjalna wtyczka do kontaktów. Druga ważna rzecz to telefon z mapami offline – przydatne jeśli jesteśmy pierwszy raz w Sydney. Miasto nie było projektowane z sensem (a przynajmniej nie wszystkie dzielnice) i o ile w centrum jeszcze da się jakoś łatwo odnaleźć, tak już poza nim jest ciężko. Mapy przydadzą się na pewno jeśli mamy zamiar podróżować komunikacją miejską a w szczególności autobusami, które nie mają nazw przystanków, a większość jest na żądanie. Mapy też przydadzą się poza miastem i tak jak w parkach narodowych szlaki są dobrze oznaczone, tak już w głąb outbacku lepiej mieć i sprawny telefon z mapą offline (brak zasięgu) i dobry power bank.
    Pakujemy się dalej… i zabieramy ubrania. Tylko nie warto zagracać sobie bagażu ciepłymi ubraniami typu kurtka lub buty zimowe, bo tu praktycznie non stop jest lato (kiedy to piszę jest środek jesieni i około 28 stopni na zewnątrz). Jeśli ktoś przylatuje zimą (od połowy maja do połowy września), to warto zabrać jakąś cieplejszą bluzę. Resztę ubrań można kupić na miejscu w dobrych cenach.
    Niektórzy pewnie będą musieli zabrać ze sobą leki – można wziąć je z Polski, ale trzeba je zadeklarować (o tym później). Zwykle deklaruje się te na receptę (i trzeba ją mieć od lekarza), te bez recepty są dostępne w Australii tylko pod innymi nazwami, więc jeśli nie ma takiej potrzeby nie warto ich zabierać.

    Jedzenie. Oczywiście głupim pomysłem byłoby zabieranie do Australii kiełbasy lub szybki w plasterkach, bananów, nasion owoców i warzyw czy przetworów babci – produkty, które nie są zapakowane fabrycznie, nie przekroczą z nami granicy Australijskiej. Z jedzenia da się zabrać „suche” rzeczy – jakieś zupki, kisiele w proszku, makarony, ewentualnie pakowane kabanosy, etc – tylko że jest to trochę bez sensu, bo tutaj takie rzeczy są. Jedyne co bym proponował to Polskie słodycze, które smakują nieco inaczej niż te z AU.

    A ile można zabrać papierosków i wódeczki? Tych pierwszych dwie paczki – jeszcze niedawno prawo zezwalało na wwiezienie całego kartonu, ale trochę to zaostrzyli. Można ryzykować przewiezienie większej ilości ale jest szansa, że zapłaci się cło (co przełoży się na podobną cenę paczki z Polski do tej Australijskiej). Z alkoholem też nie jest wesoło, bo zabierzemy tylko 2250ml.

    Gotówka – nie ma limitu pieniędzy które chcemy wwieźć w gotówce. Jeśli mamy powyżej 10 000AUD należy zadeklarować kwotę w specjalnym dokumencie celnym (za chwilę o tym będzie, spokojnie). Pieniądze w portfelu są niezbędne na czas pierwszej wizyty w Australii (no chyba, że założymy sobie wcześniej konto, poczekamy na kartę debetową, przelejemy na to konto kasę…).

    Kosmetyki – dużo ludzi pakuje pasty do zębów, szampony, jakieś inne rzeczy tak jakby tutaj ludzie się nie myli i tego nie produkowali – wszystko jest na miejscu. Można zabrać, jeśli nie chcemy na start wydawać dolarów na na przykład pastę do zębów, która kosztuje nie 10PLN a 10AUD – ale wszystko w granicach rozsądku. To co polecam wziąć to jakieś ulubione kosmetyki, ja mam problem żeby kupić na przykład pastę do układania włosów. Są niby tu jakieś ale kiepskie w porównaniu do ulubionej z Polski.

    Podczas pakowania się ważne jest aby sprawdzić wcześniej na stronie linii lotniczych jakie rzeczy można zabrać do bagażu podręcznego a jakie do nadanego. W przypadku baterii czy powerbanków trzeba je spakować do podręcznego. Ja pakując się zawsze wrzucam całą elektronikę do plecaka, a ciuchy, jakieś kosmetyki, jedzenie, alkohol czy pamiątki do nadanego – nigdy nie miałem problemu. Dobrze jest też przestrzegać wagi bagażu – w liniach Emirates zwykle nie robią problemu jeśli przekroczy się wagę o ten 1-2kg, ale w tych tanich potrafią doprowadzać do absurdalnych sytuacji.

    Książki – w Sydney ciężko o Polską literaturę zwłaszcza jeśli ktoś lubi buszować po półkach bibliotek i wyszukiwać jakiś niszowych dzieł w rodzimym języku. Z drugiej strony, można nabyć sporo ciekawych książek w języku angielskim – więc jeśli komuś to nie przeszkadza, może śmiało odstawić Polskojęzyczne dzieła literatury na regał.

    Na czas lotu polecam kupić przejściówkę ze słuchawek na wejście audio samolotowe. Słuchawki które dają w samolocie są kiepskie, więc zwykle zabieram swoje. Do tego książka i jakieś orzeszki lub paczka czipsów. Kanapek nie zabierać! Na długich odcinkach serwują obiad dwa razy podczas lotu, a jak ktoś lubi sobie zjeść może śmiało dokupić jedzenia na pokładzie (chyba nawet można kartą płacić).

    2. Dokumenty
    Już jedną nogą jesteśmy w samolocie, ale żeby wejść tam na 100% trzeba przebić się przez ścianę papieru. Oto lista najważniejszych rzeczy, bez których nasza podróż do Australii w najlepszym wypadku zakończy się na lotnisku w Sydney:
    - Wiza – niby jest elektroniczna i mają to w systemie, ale lepiej mieć kopię na telefonie lub wydrukowaną, był przypadek kiedy pytali się mnie o wizę na lotnisku a ja nie miałem nic przy sobie. Uparłem się, że znajdę w mailu (co było bez sensu) robiąc jednocześnie niesamowitą kolejkę – tłum wywarł chyba presję na panią która mnie zatrzymała, bo w pewnym momencie mnie puściła dalej :D Ważne jest też załatwienie wizy wcześniej, zanim kupimy bilety lotnicze, czytałem ostatnio o przypadku kobiety, która wysłała rodziców do Australii na wizie turystycznej. Kupiła im najpierw bilety, a później złożyła wniosek o wizę – matka dostała, ojciec musiał dosłać stertę dokumentów. Niby w dwa tygodnie da się to załatwić, ale po co się stresować. Tak więc, wiza musi być, dopiero wtedy wsiadamy do samolotu ;)
    - Paszport – wiem, że to głupie ale niektórzy przyzwyczajeni do latania po Europie na dowód osobisty mogą zapomnieć go zabrać. Warto też zwrócić uwagę na datę ważności paszportu – jeśli jest dość krótka, to lepiej go wymienić na nowy jeszcze w Polsce, bo wymiana w Australii kosztuje około 200AUD i czeka się około 3 miesięce na nowy.
    - Bilety lotnicze – to chyba jasne
    - Długopis – żaden to dokument, ale przyda się aby wejść w interakcje z pewnym papierkiem który dostaniemy podczas lotu (lub na lotnisku), o tak to wygląda i za każdym razem kiedy wlatujemy do Australii wypełniamy coś takiego.
    - Prawo jazdy i Polski dowód osobisty – prawo jazdy jest niezbędne do prowadzenia pojazdu, dowód osobisty lepiej ze sobą mieć bo czasem się przydaje (np. jako potwierdzenie, że my to my jeśli nie mamy paszportu przy sobie). Z prawem jazdy jest o tyle ciekawie, że można na nim jeździć maksymalnie 3 miesiące, ale z doświadczenia swojego i innych wiem że nie ma to znaczenia i można jeździć dłużej. Australijskie prawo jazdy przyda się w momencie kiedy będziemy chcieli wynająć samochód. Nie ma też potrzeby ubiegać się w Polsce o wydanie międzynarodowego prawa jazdy, bo nasze Polskie jest tu normalnie akceptowane.
    - CV, listy referencyje, etc – polecam zabrać wszelkie dokumenty którymi jesteśmy w stanie udowodnić swoje doświadczenie i edukację w danym kierunku.

    3. Niezbędne formalności
    Przy składaniu wniosku o pierwszą wizę do Australii niezbędne jest spełnienie pewnych warunków. Nie mówię tu o wszystkich wizach, ale w przypadku np. studenckiej będą to badania lekarskie, dostarczenie dowodu na wystarczającą ilość pieniędzy aby utrzymać się w Sydney, etc (więcej poczytać można o tym we wpisie o wizach lub dowiedzieć się u agenta imigracyjnego). Nie wymagane są żadne szczepienia.

    W zależności od tego ile będziemy czekać na wizę i jak szybko dostarczymy wymagane dokumenty cały proces (od wysłania wniosku do wejścia na pokład samolotu), może potrwać od kilku tygodni do kilku miesięcy. Dużo zależy od wizy i terminu w jakim aplikujemy, a także od typa co przyjmuje wnioski. W tym czasie najlepiej zamknąć bieżące sprawy w Polsce, warto zamknąć stare konto bankowe, zrobić imprezę pożegnalną dla znajomych i zjeść ostatni Polski obiad przed wylotem. Nie chcę, żeby brzmiało to tak jakbym wciskał do tego wpisu coś na siłę, ale już były przypadki gdzie ludzie musieli wracać do Polski, bo okazało się że jakiś urząd ich ściga, mają sprawy w sądzie etc. i nie są w stanie zrobić pewnych rzeczy online. Tak więc dobrym pomysłem jest wyjeżdżać z kraju z czystym kontem.

    4. Zwierzaki
    Chyba najsmutniejszy punkt tego wpisu, ponieważ zwierzaka można zabrać ale odradzam – przynajmniej w momencie kiedy lecimy do Australii z myślą o powrocie do Polski lub ten pobyt nie jest do końca pewny (nie mamy wizy stałego pobytu lub obywatelstwa). Są odważni, którzy biorą ze sobą kotki i pieski, ale jest to męczarnia dla tych zwierząt. Nie wiem jak dokładnie wygląda procedura w takim przypadku, ale z grubsza jest na pewno obowiązkowa wizyta u weterynarza, który wystawia specjalny dokument, że zwierz może lecieć. Na lotnisku pupil zostaje uśpiony na czas lotu. W Sydney przejmuje go kontrola celna, która zabiera nieszczęśnika na kwarantannę, która może trwać nawet pół roku (nie znam dokładnych ram czasowych i od czego to zależy). Po tym czasie – jeśli Azor o nas jeszcze pamięta – możemy odebrać go ze specjalnego miejsca. Lepiej zostawić je w Polsce jeśli mamy gdzie i dopiero po podjęciu decyzji o pozostaniu w Australii na dłużej lub zdobyciu dokumentów uprawniających nas do stałego pobytu przetransportować zwierzaka.

    5. Czego brakuje w Sydney?
    Cóż, najłatwiej mi będzie opisać tu trochę własnych doświadczeń. Pierwsze co przychodzi mi do głowy to kuchnia Polska. Brakuje mi jej tutaj bardzo, a to dlatego że Australijczycy nie potrafią gotować tak dobrze jak w Polsce. Oczywiście Sydney jest pełne restauracji z całego świata w tym dwie Polskie, ale po pierwsze – nie mam czasu na wychodzenie do restauracji codziennie czy nawet raz w tygodniu, po drugie – ceny trochę porażają. Tak więc, nasza rodzima kuchnia jest dostępna, ale dla kogoś kto nie gotuje i jest singlem (to ja) staje się bardziej egzotyczna niż kuchnia Tajska. Jeśli już jesteśmy przy jedzeniu – nie spodziewajcie się, że w sklepie znajdziecie duży wybór produktów. W Polsce wchodząc do marketu, mógłbym przez bardzo długi czas kupować codziennie inny zestaw produktów, tu natomiast już dawno temu spróbowałem wszystkich dostępnych wędlin jakie ma do zaoferowania Woolworth, pieczywo jest czerstwe i niejadalne po dniu (chyba, że się je mrozi i odgrzewa w mikrofalówce), wybór przekąsek można porównać do tego co znajdziemy w wiejskim sklepie na Koziej Wólce w 1993 roku… Nie chcę żeby ktoś odebrał to jako narzekanie, więc teraz druga strona medalu czyli małe sklepiki, które oferują mnóstwo różnych produktów. Najczęściej są to sklepy Azjatyckie, ale znajdziemy też piekarnie, czy rzeźnika który pełni funkcję sklepu mięsnego. Dzięki temu można odnieść wrażenie, że jest mnóstwo produktów spożywczych do wyboru.

    Tak więc, przylatując tutaj trzeba się nastawić na gotowanie albo pożegnanie z kuchnią Polską na co dzień.

    Coś czego nie da się przywieźć do Sydney z Polski to wydarzenia. W Warszawie dzieje się tyle, że nie wiadomo gdzie iść… w Sydney jest słabo pod tym względem – jest dużo wydarzeń, ale ukierunkowanych na konkretne kultury i za bardzo nie da się tego zrozumieć lub po prostu trudno się dostać w takie miejsce. Z drugiej strony są wydarzenia robione z rozmachem czyli np. Vivid Festiwal, czy Chiński nowy rok.

    6. Podsumowanie
    Mam nadzieję, że wyczerpałem temat jak należy. Głównie zależało mi, żeby pokazać iż Australia nie jest trzecim światem i nie trzeba pakować się jak na jakiś dziki obóz przetrwania. Wiadomo, że można coś zawsze zapomnieć, ale jest to cywilizowany kraj i brakującą rzecz dokupimy – ewentualnie ktoś nam przyślę lub zabierze z Polski. Jeśli macie jakieś pytania lub nie jesteście pewni czy daną rzecz zabierać to piszcie w komentarzach, postaram się rozwiać wszelkie wątpliwości.

    Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę, że prawo celne w Australii jest surowo przestrzegane, to że czasem celnik przymknie oko na przywiezienie większej ilości papierosów lub alkoholu to nie znaczy, że będzie tak zawsze. Tu braki w dokumentach, zabranie ze sobą narkotyków lub jakiś innych cudów o których wolę nie myśleć kończy się kiepsko. Cóż, pozostaje mi tylko życzyć wysokich lotów i zapraszam do kolejnej ankiety oraz komentowania wpisu!

    Spis treści:
    1. Początki
    2. Wizy
    3. Koszty życia
    4. Flora i Fauna cz.1
    5. Flora i Fauna cz.2
    6. Vademecum robola

    #wietnamwaustralii #australia #emigracja #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    Czego powinien dotyczyć kolejny wpis o Australii?

    • 260 głosów (29.68%)
      Życie codzienne w Sydney - przeciętny dzień
    • 13 głosów (1.48%)
      Okolice Sydney - czyli gdzie jechać na weekend
    • 25 głosów (2.85%)
      Sport
    • 106 głosów (12.10%)
      Życie nocne
    • 94 głosy (10.73%)
      Aborygeni
    • 21 głosów (2.40%)
      Wakacje i dni wolne
    • 103 głosy (11.76%)
      Multi-kulti w praktyce
    • 29 głosów (3.31%)
      Azjaci w Sydney
    • 181 głosów (20.66%)
      Kryminalna strona Australii
    • 44 głosy (5.02%)
      Pogoda - nietypowe zjawiska w Australii
  •  

    Nie ma to jak dostać mega komplement od kogoś kto nawet nie jest świadomy ile dla ciebie takie słowa znaczą!
    "Carpetknight97 it's so easy to forget that you are not native speaker!" (tak łatwo jest zapomnieć, że twoim pierwszym językiem nie jest angielski) #uk #szkocja #emigracja

  •  

    Wsiadasz do pociągu.
    Praktycznie wszystkie dwójki zajęte przez jedną osobę rozjebaną na obydwa siedzenia i oczywiście obowiązkowo plecak / torebka na drugim siedzeniu, żeby przypadkiem i tak ktoś nie chciał usiąść.
    Podchodzisz do gościa i mówisz, że chcesz usiąść.
    Gość z wielkim westchnieniem zabiera plecak z siedzenia ale rozjebania nie raczył zmniejszyć więc siedzisz w połowie w powietrzu ...
    Myślisz, że tak to tylko w Polsce bo #zalesie ?
    Nie, to #emigracja #uk i połowa tych ludzi to 100% Brytyjczycy.
    Zjeby są wszędzie bez względu na kraj ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Tak piszę jak jest bo zawsze mnie wnerwia jak pisanie, że takie akcje to tylko w Polsce, że na zachodzie to ludzie się zachowują itp. Gówno prawda. Ludzie są ludźmi i zjeby zawsze się znajdą bez względu na narodowość.
    Najlepsze, że Ci co to tak prześmiewają właśnie sami pokazują najgorsze zachowanie i to, że ślepo są zaślepieni tym co poza Polską, a pałują się każdą wadą i złym zachowaniem którym jest w Polsce.
    pokaż całość

  •  

    Kiedy emigracja wejdzie za mocno ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Odzież patriotyczna już dostępna w angielskich primarkach!

    #zakazhandlu #patriotyzm #neuropa #4konserwy #polska #heheszki #humorobrazkowy #bekazprawakow #emigracja #uk pokaż całość

    źródło: primark.jpg

  •  

    Wczoraj w makecie widzialem goscia, który rozrywal worki z pakowaną cebulą, aby wybrac kilka sztuk i zaplacic za nie jak za te ważone i sprzedawane luzem... Oszczednosc prawdopodobnie na poziomie 5 pensów... Gdybym nie widzial tego na wlasne oczy to bym nie uwierzyl, ze takie rzeczy dzieja sie na prawde... #cebuladeals #januszebiznesu #uk #emigracja

    źródło: freshdirect.com

  •  

    Opowiem wam moją historię. Kilkanaście lat temu byłem na praktyce studenckiej w Szkocji. Pracowaliśmy w fabryce jakimś korpo zajmującym się warzywami. Ja pracowałem przy sortowaniu cebuli xD razem z moimi znajomymi z wymiany, oczywiście polakami.. Na przeciwko mnie, po drugiej stronie taśmy przez którą ,przelawtywała cebula, stała taka Gosia. Widziałem, że jest smutna, chyba tęskiniła do domu, uśmiechałem się do niej (nie mogłem nic powiedzieć, bo mieliśmy zatyczki w uszach z racji głośności maszyn), próbowałem jakoś rozbawić, więc brałem te cebule, które widziałem, że nie nadają się do pakowania odrzucałem do pojemnika na odpady w jakichś taki zabawny sposób, dosłonie kilka sztuk, aby się chociaż trochę rozweseliła, a ta szmira na drugi dzień znajomym naopowiadała, że ja wcale nie przeglądam tej cebuli tylko wyrzucam jak leci.

    #takbylo #emigracja #logikarozowychpaskow #zalesie
    pokaż całość

  •  

    Mireczki.Jutro chcąc,niechcąc mam dyżur w #pracbaza. Dawajcie propozycje co puścić przez szczekaczke robakom? Wybierajcie z mojej ulubionej aplikacji. Za 2k plusów zdobęde się na nagrane ich reakcji ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) Tanio skóry nie sprzedam #pdk

    #polska #polak #niemcy #emigracja #kiciochpyta pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 30688657_1911316472226356_2857435329642627072_n.jpg

  •  

    Zawsze po każdym incydencie jestem przekonany że juz nic więcej nie będzie mnie w stanie zaskoczyć. Ależ ja jestem naiwny :( Ten tydzień przyniósł nam 2 dyscyplinarne zwolnienia Polaków i 1 ostateczne ostrzeżenie.

    Pracuje w firme multi-kulti:

    -Niemcy
    -Polacy
    -Bułgarzy
    -Rosjanie i pochodne,bo ich nie rozrózniam ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
    - Turcy
    -Syryjczycy
    -Węgrzy
    -Chorwaci
    -Amerykanie
    -Hiszpnie
    -Porugalczycy
    -Rumuni

    Wszyscy lepiej lub gorzej sie dogadujemy ale ten tydzień był wyjątkowy.

    Zwolnienia dyscyplinarne za kradzież dla 2 Polaków. Normalka powiecie.Też tak sądzę (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) oczywiście w ich mniemaniu niewinni - ktoś im podrzucił ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    To wszytko wuj bo na własne czułki widziałem i słyszałem tłumaczenia trzeciego.
    Uwierzcie mi że sie popłakałem ze smiechu,posmarkałem i wpadłem pod biurko kierownika zmiany jak musiałem to tłumaczyć...

    Robak nie pojawił sie w robocie.
    kierownik do niego dzwoni co sie stało.
    E.E.E KRANK
    kajne krank masz sie ubierac i byc w pracy bo inaczej po ciebie przyjadę
    no ok. będę
    3h później....
    Tel. gdzie jesteś>
    Idę
    Ok.czekamy
    5,5h później
    Tel. gdzie jesteś?
    IDE,będe za 15min
    12:30 chodź ze mna przetłumaczysz dlaczego nie przyszedłem na 6 do pracy

    Bo panie kierowniku wczoraj był mecz,Grała moja ulubiona druzyna -Juventus i przegrała,z tego wszystkiego musiałem sie napić.Jak byłem pijany to sie przewróciłem i nie moge dzisiaj pracować ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
    ale przyszedłem dzisiaj do pracy żeby się wytumaczyc i pokazać jak mi zależy na niej ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
    ale nie mogę dzisiaj pracować.
    Schichtleiter nie podzielał mojego rozbawienia i był mocno wkurwiony.
    Po 5 min wykładzie że powino sie pic w wekend a nie w tygodniu powiedział:
    w sumie co mnie interesuje że wczoraj piłeś,wyspałes sie do 12to teraz pracuj

    - ALE to był sen wymuszony a nie wypoczynkowy i ja nie moge dzisiaj pracować ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    w tym momencie wyobraźcie sobie jak leże i kwicze posmarkany pod biurkiem bo nie mogłem ustać ze smiechu.

    #polskawstajezkolan #polak #emigracja #niemcy #polska #pracbaza #takbylo #ociepleniewizerunkupolaka

    Mniej więcej wiecie teraz dlaczego za granica mamy taka a nie inna opinię (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Teraz se pomyslcie o sytuacji na niemieckim rynku pracy, że go nie wyjebali.Kolo dostaje 5000zł po przeliczeniu na rękę netto.
    pokaż całość

  •  

    Mireczki,

    Trochę przypadkiem natrafiłem na facebooku na stronę Stowarzyszenia Polaków w Wenezueli. Wbrew pozorom, kiedyś państwo to było miejscem, do którego emigrowało wiele osób, z różnych zakątków świata, bo panował tam dobrobyt - także z Polski. Teraz, przez socjalistyczne rządy Chaveza, a obecnie Maduro, poziom życia jest fatalny. Kiedy zacząłem czytać posty na tym fanpage z prośbami o leki, o najbardziej podstawowe rzeczy zrobiło mi się najzwyczajniej w świecie przykro.

    Co sądzicie, żeby naszych rodaków trochę wspomóc? Możne jakiś #wykopefekt, zbiórka albo cokolwiek innego, co przyniosłoby realną pomoc?

    Link do fanpage: klik

    Link do kanału YT pewnego Polaka, który mieszka w Caracas (dla zobrazowania poziomu życia) - KLIK

    Sam zaraz napiszę do nich wiadomość, jak można byłoby ich wspomóc. Jak będzie zainteresowanie, to poinformuję czego się dowiedziałem.

    #wenezuela #oswiadczenie #emigracja
    pokaż całość

  •  

    Kurde, zawsze się paskudnie czuje jak z kimś gadam o jakiś technicznych - profesjonalnych sprawach i nie wiem jak coś powiedzieć po polsku bo po prostu nigdy nie słyszałem / czyytałem o tym po polsku... Mimo, że to nie moja wina, to mi głupio wtedy bo się czuję jakbym zgrywał cfaniaka jak jeden manadżer kiedyś w #korposwiat który został oddelegowany do USA na jakiś czas i jak przyjechał do biura po 3 miesiącach to opowiadał coś tam i nagle "Jak to się mówiło po polsku... aaa! grzejnik" ...

    #emigracja
    pokaż całość

  •  

    W Tajlandii właśnie rozpoczął się Songkran, czyli obchody tajskiego Nowego Roku.

    Ludzie od rana ganiają się po ulicach i oblewają wodą. Taki Śmigus Dyngus do kwadratu :D Wyszedłem na szybkie śniadanie, wróciłem przemoczony do suchej nitki, dobrze, że byłem też uzbrojony w pistolet na wodę :D
    Dzisiaj jest impreza sylwestrowa, a główne obchody Songkranu potrwają jeszcze do niedzieli. Wyjeżdżamy na imprezę do Bangkoku, tam to się dopiero musi dziać miazga :D

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również do obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #swieta #emigracja
    pokaż całość

    źródło: songkran 2.jpg

  •  

    I za chwilunię będzie małe ładowanko na stateczek ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #emigracja #belgia #bekaztransa

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Dla tych wahających się ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Chociaż to stare dane bo teraz minimalna to £7.50 ( ͡£ ͜ʖ͡£)

    #uk #emigracja #polska #wolnyrynek #pracazagranica

  •  

    Mirki nie raz już czytałem historie jak to trzeba trzymać się od Polaków za granicą z daleka bo zawsze Cię wychujają albo coś jednak ja tam zawsze wierzyłem, że jak z każdą nacją jedni będą spoko, ale doo rzeczy. Śledzę kilka grup facebookowych zrzeszających miłośników detailingu, tam też wyhaczyłem Maćka. Jak się okazało od kilku lat prowadził swoją działalność z mobilnym valetingiem a od około 3 lat zajmuje się również detailingiem. Pogadaliśmy trochę na fb i napisał, że jak mam ochotę to mogę do niego wpaść, pokaże jak wygląda praca i podyskutujemy sobie na żywo. W sumie czemu nie, jedyna przeszkoda to 500km, ale zawsze miło porozmawiać z kimś bardziej doświadczonym więc po rozmowie z kumplem z którym działam ustaliliśmy datę wyjazdu i zapakowaliśmy się do samochodu, trasa prawie 6h, dojechaliśmy na miejsce i wiecie kurwa co?

    pokaż spoiler Nic


    pokaż spoiler ale nie takie nic, że nic nie było. Było właśnie wszystko tak jak sobie ustaliliśmy, a nawet fajniej niż planowaliśmy.


    Maciek podzielił się z nami swoimi doświadczeniami i wiedzą (a tą ma solidną). Podziałaliśmy trochę w terenie, trochę pobawilismy się w garażu i potestowaliśmy kilka rzeczy. Nawet chciał nam dać pieniądze za auta które ogarnialiśmy przy tym jak pokazywał nam jak wygląda valeting. Dodam też, że nie chciał nawet funta za cały czas jaki nam poświęcił (a było to 3dni).

    Wniosek jest taki, że przestańmy szkalować sami siebie, bo jak wszędzie trafi się na ludzi fajniejszych i tych mniej.

    #uk #emigracja #anglia #szkocja #detailing
    pokaż całość

    źródło: Szkocja.jpg

  •  

    Wiem, że już dzisiaj was raczyłem dawką historii ale wybaczcie mi, że jeszcze raz was zawołam.

    Jednak jest to bardzo smuta i ważna wiadomość. Na wieczną wartę odszedł Stefan Mustafa Abramowicz. Ostatni Ułan Rzeczypospolitej ze słynnego 1. Szwadronu Tatarskiego 13. Pułku Ułanów Wileńskich. Przeczycie więcej o nim w znalezisku a i znajdziecie również informację o ostatnim pożegnaniu.

    Link do znaleziska Zmarł Stefan Mustafa Abramowicz. Ostatni Ułan ze sławnego 1. Szwadronu Tatarskiego

    Dodatkowe Tagi: #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #ciekawostkihistoryczne #wojsko #geografia #polityka #anglia #kultura #militaria #polska #patriotyzm #zainteresowania #swiat #uk #emigracja
    pokaż całość

    źródło: timthumb.png

  •  

    Pamiętam jaki był hejt na Izraelczyków że robią syf jak gdzieś jadą. A tutaj jak wygląda dom po Polakach. Myślę że spokojnie dorównują izraelskiej młodzieży
    #neuropa #polacy #emigracja #holandia #izrael

    źródło: youtube.com

  •  

    Kilka przykladów nielogicznego wspierania patologii / nierobów w #uk z publicznych pieniędzy:
    - płatny parking pod szpitalem - zwrot za bilet parkingowy możesz otrzymać jeśli jesteś bezrobotny lub pobierasz jakis zasiłek z szerokiej listy / uczciwie pracujesz i nie pobierasz zasiłków wtedy płacisz za parkowanie nawet jesli jestes pacjentem.
    - wizyta u dentysty - jesteś bezrobotny lub pobierasz zasiłki wowczas masz calkowice darmowe leczenie / w innym przypadku płacisz (pomimo tego ze pracujac placisz rowniez skladki na nhs).
    - urodzi ci sie dziecko - jestes bezrobotny lub pobierasz zasiłki - dostajesz 500 funtow na zakup wyprawki. Uczciwie pracujesz - sam sobie wszystko kup.
    Znacie inne ciekawe przyklady?
    #emigracja #patologia #socjalizm #wielkabrytania
    pokaż całość

    •  

      @mat1984: lol w sumie w uk da sie byc w ogole biednym, ze serio nie starcza do pierwszego ?

    •  

      @mat1984 Zamiast postulatow ideologicznych proponuje kalkulacje ekonomiczna - w jaki sposob spoleczenstwu oplaca sie tworzyc bariery w dostepie do uslug medycznych osobom bezrobotnym? Zaniedbanie zebow jest powiazane z chorobami serca, jeden zawalowiec duzo bardziej wydrenuje sluzbe zdrowia niz 1000 plomb.
      W jaki sposob utrudnianie dziecku startu w zyciu (rowniez przez niedozywienie) sprawia, ze komukolwiek w spoleczenstwie jest lepiej?
      Pacjenci odwiedzani w szpitalu zdrowieja szybciej, szybciej zwalniaja lozka i krocej sa kosztem dla szpitala - widocznie obecna oplata nie zniecheca pracujacych, ale jest problemem dla bezrobotnych.

      Sam pewnie tez wyjmiesz z systemu spolecznego wiecej, niz do niego wlozysz - bo ponad polowa mieszkancow UK wiecej wyjmuje niz wklada.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Kiedy idziesz się wyluzowac do klubu a tam Ronaldinho siedzi jak gdyby nigdy nic i rozmawia z ludźmi :) (niektórzy myśleli, że to Jay Z lol)

    #dubaj #pilkanozna #zerogravity #emigracja

  •  

    Ja pierdole pracuje na produkcji w holandii z polakami, czasem jest tak ze linia idzie wolniej i wtedy zaraz ci debile z polski zaczynaja ziewac i oznajmiac calemu swiatu jak to oni sie nudza i jak to lubia jak cos sie dzieje. Potrafia nawet powiedziec to kierownikowi. Dodam ze tam jest taki zapieprz ze trzeba tanczyc na tej linii zeby nadazyc. Ale niee nie moze byc chwili oddechu bo karynka sie nudzi i lubi jak cos sie dzieje bo jej leci. Narod niewolnikow. Zero poszanowania dla swojego zdrowia
    #emigracja #holandia
    pokaż całość

    •  

      @zdzisuaw: Więc jesteś jednym z tych buntowników systemu wyzysku, niestety prawda jest taka, że przy takich normach ciężko w życiu dla szanujących samych siebie i pracę ;)

      @johnmorra: Przerabiałem już biznesplan, za duża konkurencja w okolicy, a renomy brak, poza tym własny bizneZ jest patologią januszy i wyzyskiwaczy, mentalnie do nich nie nalezę (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

      @dnasstorm: W skrócie nie poukładało się, zresztą historie swojego otoczenia wskazują, że lepiej być singlem niż ciągle się rozwodzić ( ͡° ͜ʖ ͡°). Co do gastronomi, taki miałem plan jak wracałem do Polski, otworzyć katering i już... mimo, że z wykształcenia jestem daleko od tej branży i jedynie co mnie łączy z żywnością to praca w markecie i magazynach... A może nie ma i norm (ta jasne ;D ) ale za to jest zapierdziel bo klient czeka. Po prostu nie wyobrażam sobie klienta, który widzi jak siekam cebulę z własnymi paluchami aby wyrobić się na czas...
      pokaż całość

    •  

      Zrezygnowałem i znowu leże brzuchem do góry i czytam wykopy ( ͡° ͜ʖ ͡°). Lvl 36 i zastanawiam się do jakiego obozu trafię w następnej kolejności

      @Sidroff: jak masz prawko, sprobuj poszukac roboty kierowcy. po kierowcach z mojej pracy widze, ze opierdalaj sie niezle. xd

    • więcej komentarzy (33)

  •  

    -->> #innvwszkocji #innvwanglii <<--

    Pamiętacie mnie jeszcze? ostatnio pyknęło mi 4 na emigracji. Chyba byłem jednym z pierwszych mirków, który miał tag o emigracji - czasy odległe ( ͡º ͜ʖ͡º). Ostatnio założyłem swój kanał i chciałem poopowiadać o tym jak się żyje z persperktywy podróżnika, emigranta i domorosłego "filmowca-amatora". Może kogoś zainteresuje a mosze nie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #emigracja #uk #polskiyoutube
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Pojechałem sobie dzisiaj na wycieczkę pozwiedzać wschodnie Niemcy (Locknitz oraz Frankfurt nad Odrą) i siedząc na ławce przy Rewe w Locknitz przysiadl się do mnie stary Niemiec (tak na oko kolo 70) i zagaduje, co tutaj robię, skąd jestem itp. No i pytam jak tam się im relacje układają z sasiadami ze wschodu, na co ten stary Niemiec mi mówi że w Locknitz to jest jakas masakra, bo polacy wykupują wszystkie mieszkania w okolicy (użył nawet słów "mają dużo pieniędzy") i zabierają pracę niemcom, którzy siedzą na zasiłku. Przyznam że srogo rykłem przy nim w tym momencie, nie sądziłem że doczekam czasów iż ludzie z kraju kwitnącej cebuli zaczną wykupując helmutów, mówię na koniec do tego starego szwaba "Aaa widzisz, gdybyście nas Żydów nie gazowali i dali nam prowadzić swoje biznesy, to mielibyście tutaj dzisiaj eldorado, a teraz za karę jesteście wykupywani przez cebulową szlachtę".
    #polakicebulaki #zydzi #niemcy #polska #emigracja
    pokaż całość

  •  

    Mieszkam sobie ze szkocką rodziną. Zrobiłam na obiad makaron z suszonymi pomidorami i szpinakiem. Babeczka zapytała mnie co to jest to zielone (przypuszczam, że szpinak widziała tylko w Popeyach) po czym zawołała męża, żeby zobaczył i mówi "pierwsze widzę, żeby ktoś dodawał szpinak do makaronu", a on dodaje "ohyda". Musielibyście widzieć ten grymas obrzydzenia na ich twarzach...

    Przypomniałam sobie wtedy te wszystkie niedzielne obiadki z nimi, przy których najważniejszą umiejętnością jest prawidłowe włożenie mrożonki do piekarnika. Musielibyście widzieć te trzy ogromne zamrażarki pełne żarcia. Myślę, że tak ma w domu lwia część narodu :) #szpinak #szkocja #uk #emigracja #jedzenie #ciekawostki
    pokaż całość

    •  

      @dnasstorm: Catering dla firm/biur

    •  

      @dob3k: Wiadomo, że nic nie jest czarno białe ;p skomentowałam tu moje odczucia co do kuchni brytyjskiej jak i Szkotów z którymi mieszkam, którzy są... chyba lower class. Babka siedzi w domu całymi dniami i ma obsesje na punkcie sprzątania. Co do jej gotowania to jestem pewna że nie ma żadnych kompleksów. Ogólnie wychodzę z założenia, że to na jakim jedzeniu się wychowaliśmy bardzo rzutuje na nasze kubki smakowe. A obiektywnie patrząc Brytyjczycy to naród karmiony mrożonkami, wystarczy spojrzeć na sukces sklepów typu Iceland czy Farmfoods ;)

      Wiadomo, że są osoby z wielkim talentem do gotowania na tej wyspie i zapewne mnóstwo rodzin, które jedzą smakowite dania, ale jestem pewna że to nie jest jakaś znaczna większość.

      I nie twierdzę, że w Polsce się jakoś zdrowo je ;p chodzi mi głównie o brak jakiejś wyobraźni kulinarnej niektórych wyspiarzy ;)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    Na wstępie do kolejnego tekstu chciałbym podziękować za pozytywne komentarze i podsuwanie pomysłów na spisywanie moich historii czy to w postaci bloga z prawdziwego zdarzenia czy też video… sprawę przemyślę :) Tymczasem wracamy do tematyki nad którą głosujecie w ankietach i tym razem będę pisał o pracy w Sydney.

    1. Kim jest pracownik w Sydney?
    To dość istotne pytanie z punktu widzenia przyszłego emigranta, bądź kogoś kto chciałby zobaczyć jak bardzo Australia różni się w tej kwestii w stosunku do Polski. Punktem wyjścia do zobrazowania całej sytuacji niech będzie fakt, że w Sydney panuje rynek pracownika – mam tu na myśli głównie branżę budowlaną, bo w biurach bywa różnie. Nie jest to jednak utopijna dyktatura, gdzie pracownik robi co chce a pracodawca mu na kolanach przynosi wypłatę. Szacunek między obiema stronami jest wzajemny co da się szybko zauważyć: kiedy pracodawca przestaje wypłacać pieniądze na czas lub zalega ludziom spore sumy, opinia na jego temat jest na tyle rozpowszechniana wśród pracowników, że ciężko mu później znaleźć ludzi chętnych do pracy. Po drugiej stronie zaś jest pracownik, który za słabą jakoś pracy, regularne chlanie i spóźnianie się narobi sobie kiepskiej opinii przez co trudniej będzie mu znaleźć pracę. Działa to oczywiście w dwie strony – dobra jakoś firmy/wykonywanej pracy jest powodem do łatwiejszego znajdywania dobrych fachowców lub pięcia się po szczeblach kariery.
    Podsumowując, pracownik budowlany w Sydney jest dobrze opłacany oraz szanowany pod warunkiem, że wykonuje swoją pracę dobrze i uczciwie. Znam oczywiście przypadki, gdzie fani zaszywania się z flaszką znajdują regularne zatrudnienie czy dwie lewe ręce dostają normalną wypłatę. Spowodowane jest to faktem, że w Sydney brakuje ludzi… jakichkolwiek, żeby tylko czegoś się nauczyć i pracować.

    Zajrzyjmy na chwilę do biura, dosłownie na sekundę ponieważ w tym temacie nie orientuję się za dobrze. To co najbardziej rzuca się w oczy to zarobki, które na przeciętnym stanowisku są o wiele niższe niż te na budowie, które otrzymamy na start. Druga istotna kwestia to zdecydowanie mniejsze poszanowanie pracownika – akurat ja spotkałem się ze świetnymi ludźmi, którzy doceniali moją pracę, ale poznałem też historię ludzi którzy spotkali się ze zbędnym krytykowaniem ich, mobbingiem czy nawet rasizmem albo udowadnianiem, że kwalifikacje i doświadczenie nabyte w Polsce jest nic nie warte w porównaniu do tego, które można zdobyć w Australii (pozostawię to bez komentarza).

    To co na pewno wyróżnia Sydney spośród innych miast jakie miałem okazję zobaczyć to fakt, że wygląda jak jeden wielki plac budowy. Niemal na każdej ulicy coś się buduje a przynajmniej remontuje – to sprawia, że rano wchodząc do pociągu, około 70% ludzi tam będzie jechało na budowę w charakterystycznych pomarańczowych lub żółtych koszulkach, pozostałe 30% wraca z imprezy albo jedzie na budowę i tam się przebiera ;) To sprawia, że widok ubabranego w farbie lub cemencie typa w komunikacji miejskiej jest normalny i nikogo nie dziwi.

    Odpowiadając na pytanie „kim jest pracownik w Sydney?”, mogę śmiało stwierdzić że szanowanym człowiekiem, który nie boi się ciężkiej pracy ale za to ma profit w postaci fajnych zarobków :)

    2. Praca na budowie – podstawy
    Wyobraźmy sobie, że lądujesz w Sydney i chcesz zacząć pracować. Dajesz ogłoszenie na grupie na facebooku lub szukasz na własną rękę dobrze płatnej pracy. Oto jak to wygląda w praktyce.
    Dokumenty to jest coś, co musimy załatwić zanim zaczniemy pracę. W przypadku wizy studenckiej (pewnie w przypadku każdej innej z możliwością pracy też), załatwiamy numer ABN oraz TFN (Tax File Number). Ten pierwszy uprawnia nas do wystawiania faktur, a ten drugi do rozliczenia podatku. Najczęstsza forma zatrudnienia na budowie to właśnie ABN, czyli własna działalność gospodarcza. Pracodawcę zwalnia to niemal z każdej opłaty jaką ponosiłby w momencie zatrudnienia kogoś na umowę o pracę, pracownik za to ma wolną rękę i może (a w zasadzie powinien) brać kontrakty od innych firm.

    W trakcie załatwiania powyższych trzeba jeszcze wyrobić White Card, czyli przeszkolenie do pracy na budowie. Każdy to musi mieć niezależnie czy będzie robił hydraulikę czy malował ściany. W przypadku niektórych zawodów firma do której aplikujemy może wymagać od nas więcej papierów – oczywiście jak zaczynamy pracę w kompanii malarskiej nie potrzebujemy nic poza w/w, a z czasem (jeśli firma jest duża lub zależy jej na pracownikach) wyśle nas na dodatkowe szkolenia na przykład z jazdy „boom liftem” czy pracy na wysokościach. W momencie gdy sami świadomie aplikujemy do firmy która zajmuje się np. myciem okien na wysokościach i nie posiadamy odpowiednich uprawnień, no to może być słabo z pozytywnym rozpatrzeniem CV ;)

    Wróćmy jeszcze na chwilę do ABN i Tax number, ponieważ zaraz będą pytania „jak to założyć?”, „mi nie działa”, etc… Otóż, we wpisie o wizach pisałem o agencjach imigracyjnych – i to jest jeden z powodów dla których warto przez takową wyjechać do Australii, bo dobra agencja wyśle za nas wniosek o Tax File Number i ABN, a nawet pomoże w zapisaniu się na kurs z White Card. Samemu też można to wykonać, ale nie mam pojęcia jak to się robi i czy jest to trudne.

    Załóżmy, że mamy już za sobą całą procedurę, numerki założone, white card gotowy, pracę zaczynamy od przyszłego poniedziałku. Teraz czas udać się do sklepu. Najbardziej znaną mekką dla budowlańców jest Bunnings Warehouse – czyli takie Australijskie Obi. To sklep gdzie znajdziemy praktycznie wszystko potrzebne do remontu domu. Niezależnie od pracy jaką będziemy wykonywać, w naszym ekwipunku powinny znaleźć się: buty z kapslami (taki utwardzany czubek) czyli tzw. safety shoes, kamizelka odblaskowa oraz kask (najlepiej biały, bo czasem się czepiają o kolor), to co jest nie obowiązkowe ale warto mieć przy sobie to: okulary ochronne, rękawice, nauszniki (do tłumienia hałasu) lub zatyczki do uszu, maski przeciw kurzowe, gumowe podkładki na kolana. Nie muszę chyba wspominać, że aby wyglądać dobrze w pracy (czasem jest to nawet wymagane) należy posiadać specjalne ubranie robocze. Spodnie i koszulki można nabyć w w/w sklepie, specjalnych sklepach dla pracowników budowlanych lub np. BigW – który jest sklepem oferującym elektronikę, odzież i słodycze. W BigW kupimy też safety shoes za bardzo dobrą cenę, a przy tym świetne jakościowo.
    Z dodatkowych rzeczy warto zaopatrzyć się w krem przeciwsłoneczny, okulary przeciwsłoneczne, Esky (taka torba lub pudełko na lunch lub wodę) i dobry cover na telefon.
    Całość ekwipunku zależy od tego jaką pracę wykonujemy, bo oprócz spodni trzeba też mieć narzędzia do pracy. Nikt nie będzie wymagała zakupu zestawu wkrętarek czy pędzli za 300AUD już pierwszego dnia, ale z czasem trzeba liczyć się z faktem zainwestowania trochę w takie zabawki. Oczywiście w idealnym świecie to firma powinna zapewniać taki sprzęt i czasem tak się dzieje – ale z drugiej strony, kupienie go za własne pieniądze daje nam pewną wolność w użytkowaniu takowym i możemy wykonywać „własne” kontrakty bez wyrzutów sumienia, że zużywamy właśnie sprzęt firmowy.
    Tak jak wspomniałem, część firm może zakupić nam potrzebny podstawowy sprzęt do pracy, większość jednak kupuje pracownikom koszulki lub całe komplety ubrań z logo firmy.

    3. Sposoby zarabiania
    Mając numer ABN, mamy możliwość wystawiania faktury. To daje nam pełną wolność na rynku pracy, ponieważ sami możemy zbierać własne kontrakty lub zagnieździć się w jakiejś firmie która nam zapewni robotę. W przypadku pracowania dla jednej firmy, zarobki będą zwykle na stałym poziomie i nie będzie trzeba się martwić o kontrakty. Jeśli zdecydujemy się na zarabianie na własną rękę to jest duża szansa na złoty strzał – czyli zarobienie dobrej kasy w jeden dzień, ale też szansa na pracę za grosze jeśli źle wycenimy robotę (co zdarza się początkującym). Kontrakty są fajną opcją jeśli planujemy w przyszłości otworzyć swoją własną firmę – szczególnie jeśli uda nam się nawiązać znajomość z jakimś majstrem (builder), który będzie nam zlecał malowanie całych domów. Sposobów zarabiania na budowie jest mnóstwo – nie ma przymusu zakładania firmy i rozwijania jej, bo wykonując kontrakty samemu też można zarobić niesamowite pieniądze, zwykle spędza się więcej czasu na początku takiej działalności, ale po zdobyciu renomy i referencji oraz dobrze wykonanej pracy, polecenia od klientów same napędzą nam nowych.

    4. Jak tu się pracuje?
    W Polsce kiedy chcemy wyremontować dom czy mieszkanie, dzwonimy do Mietka fachowca, ten zbiera swoją ekipę i przyjeżdżają rano jednym vanem do którego jakimś cudem upchali wszystkie materiały, betoniarkę i pudełka z lunchem. Chłopaki będą robić wylewki, położą płytki i pomalują wszystko od a do z, zostawiając chatę gotową do wstawienia mebli. W Sydney sprawa wygląda zupełnie inaczej. Jeśli potrzebujemy wykonać mały remont typu przemalowanie pokoju, to najłatwiej jest zadzwonić do firmy malarskiej i poprosić o wycenę. Następnie ekipa wpada do domku i maluje ściany nieznacznie je tam poprawiając (np. łatając pęknięcia czy wypełniając malutkie ubytki w ścianie). Malarze nie tykają się pracy, która normalnie wykonuje ktoś inny i na przykład malowanie ścian to jest już inna dziedzina niż malowanie podkładu nie przepuszczającego wody w łazience.
    Załóżmy teraz, że chcemy wykonać duży remont całego domu. Zostają gołe ściany, zrywamy podłogi, płytki i niektóre sufity. W tym przypadku najłatwiej zadzwonić do buildera (taki odpowiednik majstra na budowie). Builder jednak to nie byle kto, bo jest to koleś z licencją na wykonywanie remontów lub stawianie domów, jest on odpowiedzialny za dobranie odpowiedniej ekipy, koordynowanie pracy na budowie, zamawianie materiału i pilnowanie jakości oraz bezpieczeństwa na terenie budowy. Żeby zostać kimś takim, wystarczy zrobić odpowiednią licencję. Majster po ocenie i potwierdzeniu przez klienta co dokładnie ma zostać zrobione w domu, dobiera ekipy: specjaliści od płyt gipsowych – którzy zrobią od nowa sufit lub ścianki, elektrycy, hydraulicy, malarze, stolarze – odpowiedzialni za wstawienie futryn i drzwi, joinerzy (goście od budowania mebli na wymiar), specjaliści od podłóg – w zależności od rodzaju podłogi wpadają goście albo od wykładziny albo od podłóg drewnianych, płytkarze, tynkarze i ogrodnicy. Na końcu zwykle zostają właśnie malarze i sprzątacze, którzy usuwają cały syf pozostały po całej reszcie, malarze zostają dlatego, że do malowania potrzebny jest niemal idealny porządek.
    Tak więc, sporo ludzi przewija się przez taką budowę – dosyć często można spotkać wyjątki i na przykład płytkarz może robić też wylewki pod wykładzinę. Pewnie zastanawia was dlaczego jeszcze nikt z Polski nie wpadł na to, żeby otworzyć firmę ogólnobudowlaną i trzaskać wszystko naraz? Bo to nie ma większego sensu, ponieważ w Sydney jest tyle pracy przy jednej specjalizacji, że praca przy wszystkim naraz zwiększa tylko koszta potrzebne na sprzęt czy opłacenie bardziej wykwalifikowanych ludzi – w ostateczności wyjdzie się na tym podobnie, a stresu i odpowiedzialności jest zdecydowanie więcej.

    W Polsce większość ludzi przyzwyczajona jest do pracy w systemie 8 godzin przez 5 dni w tygodniu. Tu jest inaczej. Większość firm budowlanych pracuje od poniedziałku do soboty, z tym że sobota jest zwykle dniem bardziej luźnym. Z godzinami pracy jest też różnie, można robić jednego dnia 5 godzin, a innego godzin 10, ale najważniejszy jest fakt, że każda godzina jest płatna i nie ma czegoś takiego jak darmowe nadgodziny. Większe firmy budowlane płaca nawet większe stawki za pracę w soboty czy niedziele albo powyżej 8 godzin dziennie. Oczywiście to co napisałem wyżej nie jest regułą, a raczej najczęściej dogadywaną z szefem formą pracy, ponieważ pracując na ABN sami możemy decydować czy będziemy siedzieć danego dnia w pracy godzinę czy osiem. Znam ludzi, którzy w jeden z firm pracując od poniedziałku do piątku po maksymalnie 8 godzin dziennie (chyba że serio coś się sypie to zostają dłużej), ale w tej samej firmie są ludzie którzy pracują od poniedziałku do soboty i jest to dla wszystkich w porządku.
    W moim przypadku, obliczyłem sobie stawkę jaką chciałbym osiągać tygodniowo i przeliczyłem na ilość godzin – jeśli wypracuję daną sumę szybciej to włączam sobie luz na resztę tygodnia i albo chodzę dalej do pracy robiąc nadwyżkę budżetu albo siedzę w domu lub jadę do buszu. System godzinowy pozwala fajnie zarządzać kasą i czasem, tym bardziej jak zarabiamy coraz więcej.

    A jak dostać podwyżkę? Zacznijmy może kwestię stawki jakie panują na budowie. Nie mam pojęcia ile teraz się dostaje na start z racji tego że każda firma inaczej płaci, ale myślę, że 25AUD na godzinę na start to jest dobra kwota wyjściowa, żeby nauczyć się czegoś i iść po podwyżkę lub gdzieś dalej. O podwyżkę nie jest jakoś bardzo trudno, pracodawcy chcą zachować pracownika u siebie, więc sami z siebie często proponują wyższą kasę jeśli widać staranie się i jakość. Zdarza się zasiedzieć w firmie krzak, która może i nie traktuje źle pracowników ale prosperuje średnio, o podwyżkę ciężko… więc wtedy zmienia się firmę na inną. Podając stawkę jaką mieliśmy poprzednio zwykle przyszły szef zaproponuje nam przynajmniej te 2AUD na godzinę więcej. Mniej więcej tym sposobem w ciągu pół roku podbiłem sobie stawkę o 10AUD ;) Najważniejsze w tym całym procederze to pozbycie się strachu przed zmianą pracy, bo jest to naturalny proces w tej branży i nikt nikomu nie ma nigdy za złe takiego ruchu (chyba że wywinie się jakiś głupi numer lub pracodawca ma coś z głową). Pracodawcy też inaczej podchodzą do ludzi i nie próbują ich wyzyskiwać lub oszukiwać bo jest to działanie na krótką metę. Każdy przejaw januszerstwa jest piętnowany i mocno odbija się na wizerunku firmy jak i na jej opinii – a o tym drugim czasem sam właściciel firmy może nie do końca wiedzieć.

    Drążąc dalej temat relacji pracownik-szef natknąłem się na ciekawe opinie rodaków, aby zaraz po przylocie do Sydney szukać pracy wśród Australijczyków a omijać Polaków z daleka. Nie do końca się z tym zgadzam, ale też nie mogę zanegować. Polacy, a w szczególności ci którzy przybyli do krainy kangurów około dwie dekady temu lub wcześniej, zabrali ze sobą cały bagaż januszerstwa co skutecznie serwują pracownikom, żyjąc mentalnie jeszcze w latach 90-tych. Ci natomiast zlewają to ciepłym moczem lub jeśli jest to coś grubszego to odchodzą z takiej firmy, a biedny janusz nie wie dlaczego. Z drugiej strony nie każdy z naszych rodaków taki jest i zrobiłbym krzywdę tym ludziom pisząc o nich same złe słowa. Jest wielu pomocnych szefów, którzy urodzili się tutaj ale nadal mówią po Polsku – wśród tych przyjezdnych też zdarzają się wyjątki :) Jednak nikt tak szybko i sprawnie nie zmieni naszej mentalności niż rodowity Australijczyk.

    5. Jak pracują Australijczycy?
    Tak jak w każdym kraju, po skończeniu szkoły średniej można iść na studia lub podjąć się pracy. Część decyduje się na pracę – z różnych powodów nie tylko kiepskich wyników w szkole – część idzie na studia co otwiera im drzwi na stanowiska biurowe, ale także budowlane. Bo nie wiem czy wiecie, ale w Australii można skończyć coś w rodzaju studiów ukierunkowanych na konkretny zawód np. malarza. Trwa to dwa lata i jest zakończone egzaminem, który uprawnia do wykonywania zawodu – coś jak Polska zawodówka, ale na uczelni :)
    Nie ważne, skupmy się na tym co jest dalej. Australijczycy są bardzo leniwi, to powoduje ogromne braki w kadrze budowlanej lub rolniczej. Wielu z nich boi się ciężkiej pracy mimo dobrych zarobków od samego początku. Jeśli już, któryś Aussie zapuści korzenie w pracy budowlanej będzie i tak pracował wolno, robił sobie przerwy na kawę czy papierosa co chwilę i kończył robotę o 14:00 zaraz po obiedzie. Praca w firmie Australijskiej = przyjęcie ich trybu roboty, co mi osobiście przeszkadza, bo wolę coś robić niż siedzieć pół dnia na dupie i pić kawę. Przeciętny dzień w pracy to przyjazd na 7:00 na budowę, rozmowa i ewentualnie pierwsza kawa tak do 7:30. Później przerwa o 9:00 na kawę i ciastko, to trwa od 15 minut nawet do godziny jak się rozmowa klei ;) Kolejna przerwa jest o 11:00 lub o 12:00 i trwa od 30 minut do godziny. Zwykle pracę kończy się koło 14:00 lub w porywach do 15:00. Tak więc nie da się zmęczyć. W Polskich firmach jest podobnie z tym że szef jak ma zły humor może się zdenerwować o siedzenie na dupie. Czasem odpada kawa poranna czy o 9:00, ale też często nikomu nie chce się pić kolejnej kawy i wydawać bez sensu kasy. Lunch czy też obiad jest rzeczą świętą i chociażby się walił budynek to każdy idzie go jeść.

    Aussie też nie przywiązują zbyt dużej wagi do pracy jako czegoś co jest już do końca życia. Dla nich siedzenie 50 lat za jednym biurkiem w urzędzie to jest jakaś abstrakcja. Dobrym przykładem niech będzie pewien Australijski stolarz (zapomniałem imienia, chyba Tonny), rozmawiałem z nim kiedyś na temat pracy, ile czasu już pracuje w swoim zawodzie. Odpowiedział mi, że pół roku co trochę mnie zdziwiło zwłaszcza, że chłop miał około 50 lat. Zapytałem go czym zajmował się wcześniej i dlaczego zmienił pracę. Spodziewałem się, że będzie to budowlanka, ale okazało się że pracował jako ratownik na jednej z plaż niedaleko domu i mu się ta praca po prostu znudziła – a że majsterkował coś sobie w garażu po godzinach to postanowił znaleźć pracę jako stolarz. I tak się właśnie tu znalazł, docinając listwy do ram na drzwi.

    Z pracy biurowej wyciągnąłem jeden ciekawy „rytuał” końca tygodnia. W piątek pracę kończy się wcześniej np. o 13:00, do biura wpada zakupiona przez firmę skrzynka piwa, czasem z całym zestawem do grillowania i przy piwku i grillu spędza się piątkowe popołudnie. Pierwszy raz też spotkałem się z tym, żeby pół biura w tym szef naciskali na mnie, żebym zostawił to co mam do zrobienia i poszedł na piwo, bo robota może poczekać do poniedziałku.

    6. Praca dla kobiet
    Płeć piękna nie ma co narzekać na brak pracy w Sydney. Często pada pytanie: co mogą tam robić kobiety? Generalnie to wszystko. Nie ma ograniczeń co do pracy kobiet na budowach – sam z widzenia znam kilka które malują. Zwykle jednak kobiety szukają zawodów w innych branżach np. gastronomii i zostają baristkami parząc świetne kawy z czego Sydney słynie. Niektóre decydują się na karierę w kuchni zaczynając od zmywaka albo – jeśli mają doświadczenie – od pomocy kuchennej czy też jakiś innych nieznanych mi tam stanowisk. Wracając do parzenia kawy, jest to zawód który cieszy się dużą popularnością nie tylko wśród kobiet, ale jest to też jeden z zawodów gdzie pracownicy są bardzo zadowoleni z tego co robią, więc jeśli któraś dziewczyna lubi przebywać z ludźmi i prowadzić z nimi jakiś small-talk to jest to idealne miejsce do pracy. Oczywiście do parzenia kawy nie jest się oddelegowanym samemu, zwykle widzę od 2 do nawet 4 osób, które przygotowują napoje dla klientów.
    Innym dość specyficznym zawodem obleganym przez kobiety i Australijskich dziadków jest Traffic control – czyli sterowanie ruchem na budowie lub poza nią jeśli fragment ulicy jest zamknięty. Do tego zawodu trzeba mieć na pewno White Card o którym pisałem wyżej i sprzęt typu kaski i kamizelki oraz – co jest najważniejsze – telefon z wytrzymałą baterią. Telefon jest potrzebny, ponieważ taka osoba cały dzień stoi ze znakiem „Stop/Slow” i przekręca go tylko z jednej strony na drugą w zależności czy puszcza ruch czy go zatrzymuje. Niemal wszystkie dziewczyny z TC jakie widzę, mają w rekach telefon i coś tam sobie w nim robią słuchając tylko komend z krótkofalówki. Czasem zdarza się większy ruch lub coś bardziej skomplikowanego i wymaga to dużej uwagi, ale zwykle stoją gdzieś na małej uliczce i wychodzą jak nadjedzie jakiś zabłąkany samochód.
    Kolejnym zawodem który może wykonywać kobieta i jest ich tam przewaga to opiekunka do dziecka. Na początku może to być praca dorywcza, ale są agencje zrzeszające pracowników i zapewniające im ciągłość pracy. Do tego na pewno będą potrzebny dodatkowe papiery jak np. zaświadczenie o niekaralności wyciągnięte z rejestru policji w Australii (koszt chyba 90AUD).
    Dużo kobiet pracuje też na recepcjach, przy sprzątaniu czy w biurach wykonując jakieś proste zadania (piszę tu o początku kariery).

    Podsumowując: kobiety mogą pracować praktycznie tak samo jak faceci, część zawodów jest bardziej oblegana przez mężczyzn, ale część przez kobiety co moim zdaniem tworzy równe szanse na znalezienie zatrudnienia niezależnie od płci.

    7. Nacja a zawód
    W Sydney można w pewnym momencie zauważyć jedną ciekawą rzecz – każda nacja ma swoje zawody w których pracuje najwięcej jej obywateli. Na stacjach benzynowych, w taksówkach, w sklepach 7-11 i w dostawie jedzenia najczęściej spotkamy Hindusów i Pakistańczyków. W kebabach i lokalach z kurczakami będą Arabowie, tak samo jak i w tanich salonach fryzjerskich czy rzeźniach (ale tylko tych halal). Arabów też spotkamy w warsztatach samochodowych – ale to nie jest raczej reguła. Azjaci zwykle siedzą w sklepach z elektroniką (tych sieciowych i tanich) oraz na Paddy’s market czyli takim centrum handlowym, które mógłbym porównać do stadionu 10-lecia tylko że nie kupimy tu AK-47. Japończycy prowadzą lokale z sushi, Chińczycy każdy inny. Filipińczycy najczęściej sprzątają biura, Tajlandczycy najczęściej prowadzą salony masażu (te z happy-endem też). Rosjanie są konkurencją dla Polaków w malowaniu, jednak ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Ukraińcy pracują jako stolarze lub monterzy płyt gipsowych, Włosi za to bardzo lubią płytki i powłoki wodoodporne. Maorysi i inni wyspiarze zwykle stoją na bramkach w barach, pracują przy rozbiórkach lub przy budowie rusztowań. Chińczycy – jeśli nie prowadzą lokalu z żarciem – inwestują w nieruchomości lub jeśli mają mniej pieniędzy pracują przy płytach gipsowych, jednak są takim tanim zamiennikiem bo ich jakość pracy to często dramat. Niemcy i Irlandczycy lubią dachy. Australijczycy pracują praktycznie wszędzie, ale mi najbardziej kojarzą się z zawodem farmera – jest ich tu dużo lub kierowcy TIR-a.

    Oczywiście nie jest to reguła, w każdym zawodzie znajdziemy ludzi z różnych zakątków świata, ale z moich obserwacji wynika, że w w/w pewnych narodowości jest jakby więcej niż pozostałych.

    8. Na koniec
    Rynek pracy w Sydney ma się dobrze, w przeciwieństwie do innych miast w Australii – gdzie też znajdziemy pracę ale będzie trudniej. Najważniejsze jednak jest znalezienie takiego zawodu, z którego będziemy zadowoleni, a szukanie właściwego miejsca dla siebie to podstawa w tym mieście. Nic tak bardzo nie ogranicza człowieka jak przywiązanie do jednego miejsca i szukanie miliona wymówek na temat zmiany pracy czy otoczenia, jeśli tego nie uda się pojąć przed przyjazdem tutaj, to jest ryzyko że będzie ciężko (mentalnie, a nie zarobkowo).

    Jak co wpis (no prawie), dorzucam ankietę – głosujcie na następny temat, a ja już nagrzewam klawiaturę :)

    Spis treści:
    1. Początki
    2. Wizy
    3. Koszty życia
    [4. Flora i Fauna cz.1](
    https://www.wykop.pl/wpis/30835845/zaledwie-czterema-glosami-w-ankiecie-zwyciezyla-fl/)
    5. Flora i Fauna cz.2

    #wietnamwaustralii #australia #emigracja #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    Czego powinien dotyczyć kolejny wpis o Australii?

    • 257 głosów (28.40%)
      Organizacja wyjazdu, co zabrać do Australii
    • 112 głosy (12.38%)
      Życie codzienne w Sydney - przeciętny dzień
    • 14 głosów (1.55%)
      Okolice Sydney - czyli gdzie jechać na weekend
    • 18 głosów (1.99%)
      Sport
    • 79 głosów (8.73%)
      Życie nocne
    • 96 głosów (10.61%)
      Aborygeni
    • 21 głosów (2.32%)
      Wakacje i dni wolne
    • 91 głosów (10.06%)
      Multi-kulti w praktyce
    • 33 głosy (3.65%)
      Azjaci w Sydney
    • 184 głosy (20.33%)
      Kryminalna strona Australii
    •  

      @shadowsof2: też bym nie chciał mieć za sąsiada sebkow i januszy, trochę zrozumienia dla nich

    •  

      tak szczerze to spływa po mnie ta cała niechęć do Polaków w UK, wiem, że to częsty temat na wypoku ale każdy inteligentny człowiek ma w dupie skąd jest inna osoba tak długo jak wykazuje, że potrafi myśleć samodzielnie, takie obrazki są tworzone przez patologie Angielską, odpowiednik 500-plusowiczów i sebiksów na wyspach z którymi ani się nie utożsamiam ani ich nie szanuję

      @czternastaczydziesci: dobrze powiedziane, ogólnie takie hasła jak na powyzszym zdjęciu powstają przez angielską patologię i nizinę społeczną w kierunku ich polskich odpowiedników którzy robią to samo. Patrzac jakie menelstwo i patola polska przesiaduje za granicą to nawet mnie to nie dziwi.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Mireczki właśnie siedzę w autobusie i jadę do Niemiec. W zasadzie pierwsza praca fizyczna w życiu. Będzie to pakowanie blatów kuchennych. Jakieś rady? Dopiero do mnie dotarło, że będę tam zupełnie sam. :(
    Niby stary chłop, ale troche stres mnie złapał.

    #zagranico #praca #emigracja

  •  

    Ostatnio widziałem wpis dot. #uk i #emigracja
    że ludzie brzydcy, domy zagrzybiałe, w komentarzu pojawiły się też opinie o wegetacji polaków, pewnie poczęści prawdziwe.
    A ja chciałem dla odmiany napisać, że mieszkam w przepięknej okolicy, a wokół mnie mieszkają sami fajni ludzie.
    Sąsiad mój np prawie 90 letni skosił mi trawnik przed domem, ot tak! Pomyśleliśmy z żoną, że może tu jest jakaś niepisana umowa między sąsiadami, że trzeba coś od czasu do czasu zrobić dla drugiego, ale Pan Brian powiedział, że nie, żeby się nie martwić, że tu tak po prostu jest i trzeba sobie pomagać.
    Z kolei Pan Tim co tydzień podcina gałązki i karmi ptaki na drzewie przed moim oknem :)
    No to w rewanżu ja zabieram im kubły na śmieci pod drzwi do ogrodu, też co tydzień.
    A na święta Bożego Narodzenia każdy sobie wrzucał do skrzynki życzenia w kopercie :))))
    No... i tak się powoli żyje na tej emigracji. :)
    Wszystko jest w głowach miaraski, a jak mieszkacie w chujowym miejscu, to pamiętajcie, że nikt Was nie trzyma na siłę i możecie poszukać czegoś fajnego.
    #oswiadczeniezdupy #przemyslenia
    pokaż całość

  •  

    To będzie ciekawy miesiąc. Tydzień temu złożyłam wypowiedzenie w #pracbaza, za tydzień jadę na krótką wycieczkę pożegnalną po #szkocja, szybko muszę sprzedać samochód, wysłać rzeczy, poszukać pracy w Polsce i pod koniec kwietnia jestem w domu :) trochę się cykam kolejnej wielkiej zmiany w życiu, zwłaszcza pod kontem zawodowo-finansowym, ale w sumie... co tam! #powrotzemigracji #dobrazmiana #emigracja pokaż całość

  •  

    Może mi ktoś wyjaśnić logikę tych co głupszych wykopków, którzy porównują ukraińskich imigrantów w Polsce, do polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech?

    Z tego co ostatnio sprawdzałem, zarówno Polska, Niemcy jak i Wielka Brytania były w UE i miały umowy dotyczące swobodnego przepływu osób i kapitału, a Ukraina w UE nie jest.

    Czy to znaczy, że ta cała Unia Europejska jest gówno warta jak twierdzi Korwin i możemy sobie z niej spokojnie wystąpić, a Wielka Brytania i Niemcy i tak powinni przyjmować masowo Polaków, bo Brytyjczycy i Niemcy mogą sobie emigrować do Francji?

    Już pomijając skalę, bo Polaków w Wielkiej Brytanii i w Niemczech jest gdzieś po milionie, a wedle różnych źródeł Ukraińców w Polsce jest tyle samo co Polaków w obu tych krajach, ale u nich jest łącznie 2 miliony Polaków na 145 milionów obywateli obu tych państw, a w Polsce jest 2 miliony Ukraińców na zaledwie 36 milionów Polaków, zatem procentowo mamy 4 razy więcej imigrantów w Ukrainy, niż Wielka Brytania i Niemcy mają imigrantów z Polski.

    Naprawdę nie wiem, czy to zwykła głupota stoi za takimi porównaniami, czy raczej nienawiść do własnego kraju, powoduje tak skrajnie niesprawiedliwe porównania.

    Przecież za to, że Polacy mogą emigrować na zachód, my pozwoliliśmy zachodowi swobodnie robić interesy w Polsce i zarabiać na Polakach i naszej taniej sile roboczej, stąd też tyle u nas Lidlów, Biedronek i innych Carrefourów.

    Polacy z kolei nie mogą prowadzić takich interesów na Ukrainie, a Ukraina skutecznie chroni swój rynek przed polskimi przedsiębiorcami, a nawet wprowadza embarga, takie jak na mięso, więc gdzie tu adekwatność i sprawiedliwość?

    Zachód przyjął garstkę Polaków za pełne otwarcie polskiego rynku na którym mają przewagę kapitałową i technologiczną, a my przyjęliśmy procentowo 4 razy tyle Ukraińców za dosłownie nic, no chyba, że liczyć ustawę gloryfikującą UPA.

    A potem będzie hurr-durzenie jak to w Polsce źle, a na zachodzie dobrze, bo Zachód dba o swoje interesy, a Polska wręcz się brzydzi tym "okropnym" procederem jakim jest dbanie o własne dobro.

    Już nawet takie Czechy, które startowały z podobnego, postsowieckiego poziomu co my, sporo nas przeganiają, bo nie postanowili utrzymywać u siebie niskich płac i spowalniać innowacyjności masowym przyjmowaniem taniej siły roboczej, przez co wielu Polaków z południa zwyczajnie jeździ do Czech do pracy, bo zarabiają tam 3500-4000 zł w pracy, w której w Polsce musieliby się ścigać o 2200 zł z Ukraińcami.

    #rakcontent #polska #ukraina #emigracja #uk #gospodarka #ekonomia #polityka
    pokaż całość

    źródło: reader.gr

  •  

    Dzisiaj w Niemczech dużo ładnych Arabek wyszło na spacer bo w u mnie w Monachium 15 stopni i tutaj to można se na ładne dziewczyny popatrzeć a w #polska to dajcie spokój, same karyny wygladajace jak siedem nieszczęść pewnie na ulicy chodza i jeszcze Ukrainki w większych miastach są to se na nie już można oczy zawiesić. Na zachodzie to są beauty girls a w Polsce to juz tylko kobity imigrantki ze wschodu ratują honor
    #rozowepaski #niebieskiepaski #emigracja #niemcy
    pokaż całość

  •  

    Nie wiem jak wam ale mi UK się kojarzy z ogólnym syfem. Ludzie brzydcy (grubi, krzywe zęby, bladzi), domy stare zapleśniałe i zagrzybiałe (remont u nich polega na położeniu nowej wykładziny na tą starą zagrzybiałą), okropne jedzenie (chleb z chipsami, fasolka z puszki i parówki to u nich popisowe danie). #emigracja #uk

    •  

      @ethics mieszkań w Londynie, ostatnio byłem "u siebie" w Wawie i już sam nie wiem co gorsze. Ten chów klatkowy na polskich okno-w-okno blokowiskach czy niedorobione, nieocieplone szeregowce w UK.

      Ludzie może bladzi ale w Polsce ponurzy.
      Zęby nie są mocną stroną żadnej z porównywanych nacji.
      Jedzenie - w UK jest wszystko z różnych krajów, więc nikt nie zmusza jeść chipsós z chlebem-watą oraz pseudo-kiełbasek z tektury. Każdy przeciętny pub ma zaś często kilka lepszych dań niż niejedna wielce restauracja w PL. pokaż całość

    •  

      @ethics: Jeśli chodzi o urodę, to zależy gdzie mieszkasz. Siedzę nad morzem na południu i dziewczyny tutaj są śliczne, a chłopy przystojne. Jedzenie? Fakt, niedobre, oprócz słodyczy, ale wszędzie są restauracje z całego świata, a w sklepach można wszystko dostać. Chujowe chaty to fakt.

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Właśnie mi nie sprzedali Monstera bo wyglądam na 16lat a dozwolony jest od 25 XD mam 28 lat.
    #uk #emigracja #zalesie

  •  

    W robocie dostaję ostatnio kurwicy na ostro przez zjebana organizację pracy. Zaczęło się od zabrania mi licencji na Visio, później doszła konieczność troszczenia się o kurwa wszystko (robimy certyfikację i okazało się, że w firmie nie ma nawet jednego skalibrowanego na wodór przepływomierza masowego i dwa dni mi zleciały na szukaniu firmy która zrobi kalibracje plus kolejny dzień na paczki i papierologię wewnętrzną), co spowodowało kolejny poślizg kiedy pojawili się audytorzy. Musialem przez to przełożyć sobie wolne bo nie było opcji przerzucenia wolnego na ten rok... ... Dzisiaj kolejny wkurw bo pałowałem się z firmware, które miało status release a było zabugowanym devem ...

    Nagle dzwoni do mnie rekruter który zwerbował mnie do tej firmy trzy lata temu (a zwolnilem się sam na fali odejść dobrowolnych) z informacją, że inna firma dla której robiłem kiedyś projekt szuka inżyniera testu za 1/5 większą kasę.

    Jutro interview kompletnie z partyzanta. Jak w takich sytuacjach zazwyczaj pokazuje życie, kolejna zmiana pracy prawdopodobnie mnie czeka.

    #emigracja #uk #pracbaza #chwalesie
    pokaż całość

  •  

    dobra nie ma chuja zaczynam uczyć się język #niemiecki i jade za rok/dwa do #niemcy podobno pracy od chuja tam jest

    #emigracja

  •  

    W #uk podobno bagiety przesiadly sie do double deckerow zeby szpiegowac kierowcow, ktorzy korzystaja z telefonu podczas jazdy... XD
    Sprytne skurwesyny.
    #policja #emigracja #motoryzacja

  •  

    Jak obchodzić Wielkanoc w Tajlandii?

    Po tym, jak osiedliśmy w Hua Hin, wiedzieliśmy, że chcemy spędzić Wielkanoc w sposób jak najbardziej zbliżony do polskich obrzędów. Ja delikatnie mówiąc z kościołem mam nie po drodze, ale lubię tradycyjne obchody świąt.

    Całe szczęście mamy niedaleko mieszkania kościół katolicki. Zrobiliśmy zakupy świąteczne i udaliśmy się na mszę po angielsku. W kościele było dosyć dużo osób, głównie biali, ale trafiło się również całkiem sporo lokalsów (i to nie tylko młode żony białych emerytów). Oprawa była bardzo fajna, szczególnie chór (który na przykład w trakcie komunii śpiewał „Hallelujah” Leonarda Cohena). Cały rozkład mszy był do przeczytania na kartkach, więc można było łatwo się we wszystkim zorientować.

    Na koniec ksiądz rozdawał wszystkim wodę święconą i jajka, które były schowane w takich uszytych kurach, bardzo fajny gest. Na zewnątrz kościoła były ławki i stoliki, gdzie zrobiliśmy sobie mały piknik, taką namiastkę śniadania wielkanocnego. Mieliśmy jajka, chleb (niewielki bochenek w przeliczeniu za 8 zł, ale za to smakował bardzo w porządku), masło, wasabi jako odpowiednik chrzanu, kiełbasę (która okazała się niejadalna), parówki (te na szczęście były lepsze) i trochę słodyczy i owoców. Ogólnie obchodzenie świąt na miejscu okazało się znacznie łatwiejsze i pełniejsze, niż myśleliśmy.

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Zapraszam również do obserwowania profilu na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    #podroze #podrozujzwykopem #tajlandia #emigracja
    pokaż całość

  •  

    W poprzednim wpisie, któryś z Mirków słusznie zauważył, że brakuje flory – tak więc czas się poprawić i tym właśnie wpisem chciałbym to zrobić. Oto jakie krzaczki są popularne w Australii.

    Zacznijmy od tego, że Australia posiada swój osobny system roślinny tj. Australis – co oznacza, że większość roślin jaka tu występuje jest nie do znalezienia w innych częściach świata w naturalnym środowisku. Kontynent jest w większości pustynią, ale nie oznacza to że nie znajdziemy tu pełnych życia lasów i łąk. Wybrzeże – a szczególnie wschodnie – jest bogate w lasy podrównikowe i namorzynowe. Nie będę tu sypał nazwami drzew i krzaków niczym z lekcji geografii, bo nie o to chodzi, ale opiszę to co sam zauważyłem chodząc do buszu.
    Okolice Sydney jak i cała Australia jest bogata w parki narodowe które mogą obejmować obszary wielkości województwa. Najczęściej odwiedzanym przeze mnie parkiem narodowym jest teren zajmowany przez Blue Mountains. Ogromne połacie dzikich gór porośniętych w głównej mierze Eukaliptusem. Drzewo to charakterystycznie pachnie i jest pożywieniem dla miśków Koala. Oprócz tego w oczy rzucają się iglaki, dęby czy akacje – czyli drzewa charakterystyczne dla Europy ale nie ma ich zbyt wiele. Specjalnie dla Was, wrzuciłem pod ten adres około 200 zdjęć z jednej wyprawy właśnie w Blue Mountains. Jest to o tyle ciekawy trip, że miałem okazję przejść się klifami jak i wąwozem. Na szczycie dominują krzaczki i drzewa, w wąwozie natomiast można poczuć klimat Parku Jurajskiego z ogromnymi paprociami, mchami i zapachem wilgoci. Do tego wysoko rosnące drzewa i krzaki skutecznie chronią dolne partie przed słońcem, tak więc w wąwozie panuje półmrok.

    Jednym z popularniejszych drzewek jest Bottlebrush tree, przyjemne w dotyku i sporych rozmiarów kwiatki wyglądające jak z innej planety, praktycznie wcale nie pachną ale za to ładnie wyglądają i wyróżniają się na tle innych roślin. Kolejnym kosmicznym kwiatkiem jest Greavillea, rzadziej spotykana niż w/w roślinka i także nie pachnie zbyt intensywnie.
    Kiedy wejdziemy do lasu na południu w okolicy Góry Kościuszki zobaczymy znaczną różnicę we florze, mimo iż nie odjechaliśmy od Sydney zbyt daleko. Klimat tam jest nieco bardziej zbliżony do tego Europejskiego (zdarzają się też opady śniegu) przez co las przypomina bardziej ten który mamy w Polsce z tym, że 95% drzew liściastych to Eukaliptus.
    Jeśli ruszymy na północny-zachód od Sydney, czeka nas taki o to widok, brunatne skałki i piach oraz kępki trawy rozdzielone gdzieniegdzie drzewami… Eukaliptusa. Sunąc wybrzeżem od Sydney w kierunku północnym napotkamy lasy bogate w liany, figowce czy też palmy. W Sydney tereny zielone są w głównej mierze projektowane od zera lub wydzielane z obszarów zielonych i przerabiane na parki, dzięki czemu roślinność jaką tu spotkamy znajdziemy też poza miastem. Popularnym miejscem do zobaczenia każdego możliwego krzaczka i gatunku rośliny jest Botanic Garden przy samej Operze. Jest to spory park w którym hoduje się różne gatunki roślin jakie można spotkać na terenie całej Australii. Oczywiście nie samym Eukaliptusem ten kraj żyje i jest tu dużo drzewek owocowych – niektóre nawet spotykane w mieście. Najpopularniejsze są Mango, banany, winogrona, arbuzy, melony, etc… dzięki czemu w sklepach sporo tych owoców jest w miarę tania i dostępna przez cały rok. To samo dotyczy kokosów z których jest pod dostatkiem, co przekłada się np. na produkcję pysznego soku kokosowego :) Na podwórkach niektórych mieszkańców Sydney można natknąć się na drzewka cytrynowe albo brzoskwinie.

    Interesującą rośliną są pirofity – od razu zaznaczę, że Australia nie jest jedynym miejscem gdzie tego typu krzaki występują. Czym są pirofity? Są to rośliny które rozmnażają się z pomocą ognia na terenach które regularnie płoną. Jak wiadomo, Australia lubi się zapalić a szczególnie w lato. Zasada działania jest prosta – pod wpływem płomieni szyszka czy też inny owoc rozszerza się wysypując nasionka. Niektóre gatunki pirofitów są bardziej wrażliwe na działanie ognia – co nie zmienia faktu, że występują właśnie na terenach narażonych na pożary. Jedną z roślin którą można zaliczyć do tej grupy jest Punk Tree inaczej nazywany Paperbark tree, to z racji tego że jego kora jest bardzo miękka i rozchodzi się na cienkie warstwy przypominające papier.
    Powróćmy jeszcze na chwilę do palm. Z Fan Palm wiąże się historia jednej z moich pierwszych wypraw do Royal National Park (pierwszy park narodowy w Australii i drugi na świecie). W skrócie: część trasy pokonywałem w nocy na resztkach baterii w telefonie (który później i tak padł i zostałem całkiem bez światła). Świecąc na krzaki co jakiś czas natykałem się na właśnie ten gatunek krzaczka, problem polegał na tym, że na niemal każdej z nich liść lub dwa od strony ścieżki drgały tak jakby ktoś przed momentem obok tego drzewka przechodził i go trącił. Kiedy zobaczyłem to pierwszy raz szukałem dookoła czy aby na pewno jestem tu sam, a jak nie to co trąca liście na mojej trasie, jednak po zobaczeniu kilku takich „trzęsących” się liściach na trasie dałem sobie spokój, a jak się później okazało wiatr wprawiał je w tak dziwny ruch. Trochę creepy przeżycie.
    Na trasach poza miastami spotkamy też Grass Tree, charakterystyczne kulki rosnące zwykle nisko przy ziemi. Mają długie i cienkie liście z ostrymi końcówkami – jednak ich ukłucie nie jest bolesne, a raczej denerwujące.

    Rośliny w Australii w przeciwieństwie do fauny nie chcą nas same z siebie zabić i ewentualnie zjeść ;) jest dużo pięknych kwiatów, drzew i krzewów których tutaj nie opisałem z jednego powodu: nie chcę odkrywać Australii za Was, a rośliny to nie jest coś na co trzeba zwracać szczególną uwagę aby nie ulec wypadkowi. Dla zainteresowanych tematem odsyłam do wrzuconej wcześniej galerii zdjęć z wyprawy na jedną z tras do Blue Mountains albo pod ten adres gdzie jest ciekawy zbiór zdjęć różnych roślin.

    To co mnie najbardziej urzekło w roślinności Australijskiej to niesamowicie zielone wąwozy oraz pustynie na których jednak jakieś drzewa lub trawy sobie rosną.

    A jako bonus fotografia wykonana przez Lewisa Fogerty w jednym z najbardziej zielonych miejsc w Blue Mountains: ^klik^

    Spis treści:
    1. Początki
    2. Wizy
    3. Koszty życia
    4. Flora i Fauna cz.1

    #wietnamwaustralii #australia #emigracja #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    •  

      @wietnam67: Myślę, że w wielu przypadkach to byłby świetny materiał na lekcję geografii/przyrody i zdecydowanie lepszy, niż niejedna jałowa gadanina ;) Dzięki takim wpisom warto tu jeszcze zaglądać.

      Na marginesie i zupełnie z czapy: czy będąc tam, udało ci się kiedykolwiek wypatrzeć naszego Fiata 126p, który w chyba dość sporych ilościach był w Australii sprzedawany? Chyba FSM Niki się tam nazywał ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @PrinsFrans: widziałem gdzieś zaraz po przyjeździe identycznego Fiata 126p jaki jeździł po Polskich drogach (miał nawet kierownicę po właściwej stronie ( ͡º ͜ʖ͡º)), jak jakiegoś jeszcze będę widział to zrobię foto.

      Dzięki za komentarze, nie wiedziałem że aż tak pozytywny odbiór będą miały moje wpisy! :)

    • więcej komentarzy (22)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #emigracja

0:0,0:3,0:1,0:2,0:0,0:0,0:2,0:1,2:2,0:0,0:0,0:0,0:0,0:2

Archiwum tagów