•  

    Ludzie powinni umierać jak wikingowie, w pelni sił, kiedy testosteron i libido jest w szczytowym okresie, umysł bystry jak brzytwa, a nie jak teraz jako żyjące, wolne warzywa ktorym już nie staje i rozum już jest zamroczony.
    #oswiadczenie #historia #wikingowie #przegryw #eutanazja

    źródło: viking.no

    •  

      @windows95: sam zacząłeś temat wraz z tym drugim użytkownikiem, a teraz twierdzisz, że jednak gmo nie czyni go gorszym... Skoro straszy się ludzi, że gmo zmieni ich dna, to równie dobrze zmienia dna zwierząt i nas, którzy te zwierzęta jemy...

      Poza tym czyni gorszym, ale z tej przyczyny, że różni się choćby profilem tłuszczowym. Krowy powinny jeść trawę i zioła, a nie zboża i soję... Zdrowa krowa to omega 9, omega 3 kwas cla, witaminy A,E, a taka na paszy ze zboża to omega 6 i tłuszcz nasycony. Ja jem masło kerrygold, bo u nas ciężko dostać prawdziwe masło.

      Krowa tak naprawdę jest na diecie tłuszczowej, bo pobiera kwasy tłuszczowe, które wydalają bakterie w jej jelitach karmione tą trawą.
      pokaż całość

    •  

      @windows95: poza tym gmo nie jest złe samo w sobie. Np trwają prace, żeby rośliny produkowały pełen profil omega 3, nie tylko kwas ALA, ale też EPA i DHA. Można też tworzyć rośliny bogate w witaminy czy inne składniki odżywcze. W wielu krajach może to podreperować zdrowie publiczne.

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    #pytaniedoeksperta #prawo #religia #bekazkatoli #aborcja #eutanazja #antynatalizm

    Czy publiczne negowanie i atakowanie doktryny Kościoła Eutanazji zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat dwóch?

    Art. 196 KK: Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2
    pokaż całość

  •  

    Mirki, czy osoba z depresją może dostać zezwolenie na eutanazję w Belgii? Znajoma się odgraża że wkrótce się tam wybiera i to zrobi, zastanawiam się na ile to jest w ogóle możliwe? Dodam że siedzi w Holandii i tam chodzi po lekarzach. #belgia #holandia #eutanazja

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1535007176435.jpg

    •  

      @Damasweger nie da rady, nawet Polski lekarz nie ma takiej władzy, może ją skierować dalej ale i tak jej odmówią, depresja to choroba dzięki której człowiek może być w domu, nie pracować ale musi chodzić na spotkania i brać lekarstwa, ostrożnością będzie zamknięcie jej w zakładzie psychiatrycznym ma leczenie.

      Ale eutanazji nikt jej nie zrobi, chyba że sama się zabije, ale jeżeli mówi o tym to raczej błaga o pomoc, nie o śmierć.

      Postaraj się załatwić dane lekarza, ale prawdopodobnie on wystawił jej papier na dalsze konsultacje, przed nią daleka.droga do decyzji która i tak będzie negatywna
      pokaż całość

    •  

      @v1lk Ten lekarz to z pewnością był Holender. Mozliwe że tak jak piszesz wysłał ją gdzieś "wyżej" bo jego kompetencje dalej nie sięgają.

      +: v1lk
    • więcej komentarzy (70)

  •  

    Hej #4konserwy, #katolicyzm i #mirkomodlitwa! Cześć #neuropa, #ateizm i #bekazkatoli!

    Co powiecie na wyjście poza własny bąbelek informacyjny? Chętnie przyjmę rekomendacje książek/wykładów/audycji (preferowane grubsze i poważniejsze treści), które mają szansę przekonać mnie do Waszej wizji świata (przykład - czytałem kiedyś Chestertona i całkiem mnie wciągnęło!).

    Zaczynam. Oto moje neuropejskie rekomendacje:

    * http://lubimyczytac.pl/ksiazka/36061/etyka-praktyczna - najlepsze kompendium cywilizacjośmierciowej #etyka, jakie znam, jeśli nawet nie przekona was do #aborcja i #eutanazja, to będziecie mieli niezłą rozkminę, zapewniam
    * http://justiceharvard.org/ - kurs #fiolozofia (#filozofiapolityczna), wykłady 14-17 dają dość mocne argumenty za #socjalizm i #redystrybucja
    * https://oyc.yale.edu/death/phil-176 - świetne wprowadzenie we współczesną filozofię (z perspektywy anglosaskiej), przedstawia świeckie spojrzenie na #smierc i #senszycia w obliczu jego (życia) skończoności
    * http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4801423/sapiens-od-zwierzat-do-bogow - historia człowieka oczami #neuropa ( ͡° ͜ʖ ͡°). Wciągające!
    * https://czytam.pl/k,ks_735552,Wegry-Anatomia-panstwa-mafijnego.-Magyar-B%C3%A1lint.html - opis tego, co dzieje się na #wegry, może wyleczyć z #dobrazmiana
    * http://lubimyczytac.pl/ksiazka/301093/po-poludniu-upadek-elit-solidarnosciowych-po-zdobyciu-wladzy - #historia III RP; odbrązowienie polityków wszystkich opcji pozwala inaczej spojrzeć na politykę i uodparnia na narracje o "układzie"

    #ksiazki #wyklady #gruparatowaniapoziomu #kiciochpyta #rozwojosobisty
    pokaż całość

  •  

    Jak poinformowała dziś po południu szwajcarska fundacja Exit International, wiekowy naukowiec australijski „odszedł w pokoju” po legalnej w Szwajcarii procedurze wspomaganego samobójstwa. Wczoraj, przed dziesiątkami dziennikarzy z całego świata, Goodall zaśpiewał mocnym głosem „Odę do radości” Beethovena, by dać do zrozumienia, że opuszcza scenę bez wahania i smutku.
    https://strajk.eu/smierc-na-zyczenie-104-letni-david-goodall-mial-dosc/
    #neuropa #eutanazja #religia

    ciekawe że polskie prawaki nie kręciły takiej akcji jak z Alfiem( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    •  

      @desensitization: ale ja znaku równości nie stawiam. Faktem jest że organizacje katolickie i prawicowe stanowczo sprzeciwiają się eutanazji na życzenie i do tego piję.

    •  

      @BojWhucie: katolickie owszem, ale wpływy kościoła katolickiego są raczej nikłe w Australii. Poza tym trudno się spierać z kimś (w takiej sprawie), kto przeżył tyle lat i jest naukowcem o wciąż sprawnym umyśle.

      Co do prawicowych - tutaj różnie z tym bywa. Libertarianie są raczej podzieleni. Sam Krul mówi o dopuszczaniu do eutanazji, ale tylko w przypadkach kiedy osoba jest 100% świadoma swojej decyzji. Innymi słowy - każdy ma prawo do samobójstwa, o ile sam może o tym zadecydować. I moim zdaniem również (jako "prawaka"), to jest najlepszy kompromis. pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Polska, rok 2044, legalnie mozesz się poddać eutanazji. Idziesz do kliniki, podpisujesz papier, i nie istniejesz w ciągu godziny. O nic się nie pytają, po prostu usługa jak fryzjer.
    Skorzystałbys?

    #eutanazja #depresja #samobojstwo

    +: r......7, Mawak +17 innych
  •  

    104 letni Australijczyk przyleciał do Szwajcarii by poddać się eutanazji. Nie jest śmiertelnie chory po prostu już nie ma ochoty żyć ...Eutanazji podda się jutro .

    #eutanazja #smiec #szwajcaria

  •  

    #alfieevans #uk

    Strasznie smutna jest ta historia.

    Światopoglądowo w takich sytuacjach jestem gdzieś po środku. Aborcja, eutanazja - nie powinny być zakazane. Wiele przypadków, które konserwatyści uznają za zwykłe morderstwo, tak naprawdę jest zabiciem przyszłości rodziców. Wybór tych, którzy świadomie decydują się na aborcję, gdy dziecko np. ma stwierdzony zespół downa powinien być uszanowany, bo w przeciwnym wypadku nikt w tej sytuacji nie wygrywa. Eutanazja, gdy człowiek jedynie cierpi, a wszystkie opcje się wyczerpały - też ok.

    Ta sytuacja jednak jest dla mnie inna. Nie wiem, może ze względu na totalnie nieludzkie podejście sądu. Rozumiem - Alfie nie ma szans na normalne życie (chyba, że zdarzy się medyczny cud), być może w tym momencie jedynie cierpi.
    Nie rozumiem jednak tego, że kiedy włosi oferują transport do szpitala, opiekę, nawet kiedy jest to przypadek beznadziejny - brytyjczycy odmawają w obawie o zdrowie(?!) dziecka.

    Co do chuja, ja się pytam. Czy nie ci sami brytyjczycy wcześniej popełnili błąd sądząc, że umrze po trzech minutach po odłączeniu od aparatury? Czy ci sami brytyjczycy absolutnie niehumanitarnie odmawiają jakiegokolwiek leczenia, podania wody? Czy ci sami brytyjczcy nie chcieli wcześniej podać mu leku nasennego i innego środka, powodującego spokojną śmierć? Jedyne, do czego do tej pory próbowali doprowadzić, to do jego śmierci, a teraz boją się o jego zdrowie. No przecież to jest robienie kurwy z logiki.

    Do tego zakaz zbliżania się ojca, matce też to utrudniają.
    Sam jestem ojcem. Jakby w takich okolicznościach zabroniliby mi DOTKNĄĆ dziecka to autentycznie bym ich tam wszystkich na miejscu zabił.

    Być może jego rodzice naiwnie wierzą, że można go jeszcze jakoś uratować. Być może nie i po prostu chcą, by nawet w takim stanie był z nimi jak najdłużej. Jest to egoistyczne, owszem. Być może Alfie się męczy i najlepszym wyjściem jest spokojna śmierć.

    Podziwiam go jednak i łza mi się w oku kręci, kiedy widzę, że tak walczy. Te kilkanaście godzin oddychania bez aparatury. Jest mi po ludzku smutno.

    Wiem, dzieci w Afryce umierają codziennie z niedożywienia, przypadków smutnych jest na pęczki. Ten ma w sobie nutkę wyjątkowości. Stąd o nim tyle się mówi.

    Nie znam się na medycynie. Jeśli jednak jest jeszcze ten jeden krok, który można zrobić w tak beznadziejnej sytuacji - blokowanie go, podpierając się idiotyczną obawą o zdrowie dziecka, o którym mówi się, że w sumie już jest martwe… No to jest podręcznikowa pojebana akcja.

    Ja chyba widzę tylko dwie opcje. Albo sąd podejmuje decyzje o podaniu środków [eutanazja] lub zezwala na transport do Włoch. A nie kurwa, męczy jeszcze bardziej tego dzieciaka odpinając go od aparatury i odmawiając możliwości asysty medycznej. To jest po prostu torturowanie fizyczne dziecka, a psychiczne rodziców i wszystkich, którzy ich wspierają. Okrutne torturowanie.

    Otaguje też #neuropa #4konserwy #eutanazja #medycyna - czasami lubie czytać jak tam sie kłócicie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    •  

      to nie argument, tylko zbicie pieprzenia, że będzie wożony po całym świecie. Nie twórz błędnych parafraz.

      @aintgod: pieprzenie to jest gadanie, że Włochy nie są daleko i w sumie można go zawieźć. zresztą rodzice dokładnie to chcą robić "wozić go po świecie". myślisz, że gdyby następny szpital, który by chciał go przyjąć był w Australii to by nie chcieli tam pojechać?

    •  

      @6c6f67696e: Może i by chcieli, nie wiem. Odległość ma znaczenie - przecież to logiczne, że im krótsza podróż, tym mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia niechcianych powikłań.

      Poza tym - nigdy nie twierdziłem, że należy to zrobić. Uważam, że nie powinno odbierać się takiej możliwości. To też różnica.

      Proszę, nawet sam siebie zacytuje z posta nieco wyżej.

      Nie mówię, że transport ma być. Mam mieszane uczucia, bo jest bez sensu. Nie lubie rzeczy, które są bez sensu. Jednak nie lubię również odbierania wolności.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    Siostra zakonna, lekarka, feministka, zwolenniczka eutanazji, aborcji, komunistka i przeciwniczka szczepień

    Poranek, centrum Barcelony. Rozmawiamy w samochodzie, bo siostra Teresa nie ma gdzie zaparkować. Krążymy więc w poszukiwaniu miejsca.

    http://www.fronda.pl/a/zakonnica-chce-legalizacji-aborcji-i-eutanazji-oraz-zniesienia-kapitalizmu,30971.html

    Dopiero 9.30, a jest to już drugi wywiad siostry dzisiaj.

    Przyjechałam prosto z radia. Słyszałaś?

    Nie, byłam w drodze.

    Szkoda, bardzo dobra ta dziennikarka. Rozmawiałyśmy o niepodległości Katalonii. Potem mam kolejny wywiad, w telewizji.

    A o której siostra wstała?

    Dzisiaj późno, o siódmej. Spałam u matki w Barcelonie, bo nie zdążyłam wczoraj dojechać do zakonu [klasztor leży na szczycie góry Montserrat, 60 km od Barcelony]. Jechałam na spotkanie na temat niepodległości, ale po drodze trafiłam na wypadek. Jako lekarka mam obowiązek udzielić pierwszej pomocy, więc zostałam z kierowcą, póki nie przyjechała karetka.

    Intensywne życie.

    Tak, ale tylko raz w miesiącu. Od października mieszkam w Berlinie. Uniwersytet Humboldta zaprosił mnie na wykłady z teologii feministycznej. Dobrze się złożyło, bo chciałam uciec od tego zamieszania wokół mojej osoby. Przyjeżdżam co miesiąc do Barcelony, rozmawiam z dziennikarzami, biorę udział w spotkaniach. Ale mam też wreszcie momenty ciszy i spokoju. Gdyby nie one, w ogóle nie miałabym nic do powiedzenia.

    Mało jest takich zakonnic jak siostra. Liderek zabierających publicznie głos.

    Wielu ludzi niewłaściwie pojmuje swoją lojalność wobec Kościoła - jako milczenie.

    Może milczą, bo boją się dostać knebel?

    Myślę, że dzięki nowemu papieżowi powieją w Kościele nowe wiatry. Już wieją. Watykan orzekł niedawno, że lokalne konflikty powinno się rozwiązywać na miejscu, a nie skarżyć się papieżowi. I dobrze. Papież nie jest centralną agencją kontroli. Poza tym każda osoba należąca do Kościoła ma prawo myśleć, co tylko chce. Nie ma w nim miejsca na mentalną policję. OK, parkujemy.

    Ulubiona kawiarnia siostry jest zamknięta, więc siadamy w pierwszym lepszym ogródku. "W głębi, bo inaczej będą nam przeszkadzać" - mówi. Jak na zawołanie pojawia się mężczyzna, który ściska jej dłoń i życzy powodzenia. Paru młodych chłopaków krzyczy z daleka po katalońsku: "Endavant, Forcades!" (Naprzód, Forcades!).

    Zwolennicy niepodległości Katalonii siostrę uwielbiają.

    Tak, ale nie chodzi tylko o niepodległość. Stoję na czele ruchu [Procés Constituent], który oprócz tego, że opowiada się za niepodległym państwem, działa też na rzecz zmiany społecznej.

    Czyli?

    Społeczeństwa, w którym władza ekonomiczna nie stałaby ponad polityczną. Niepodległa Katalonia - tak, ale nie taka, która jest dla odmiany rządzona przez banki. Tylko wtedy możliwa jest prawdziwa demokracja. Inaczej mamy dyktaturę finansową.

    Wywłaszczenie prywatnych banków, skrócenie dnia pracy, likwidacja przywilejów politycznych, państwo bez armii. Chce siostra rewolucji?

    To nie rewolucja, to zdrowy rozsądek. Ze słowem "rewolucja" jestem ostrożna. Mówię: zrobimy rewolucję, a potem będziemy ją robić od nowa. Nad demokracją trzeba pracować cały czas. Tylko wtedy damy radę stawić czoło nadużyciom kapitalizmu.

    Na czym polega problem z kapitalizmem?

    To problem natury etycznej. Zwolennicy kapitalizmu przedstawiają się jako obrońcy wolności i definiują ją tak: "Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się twoja". Ta definicja promuje rywalizację i indywidualizm. Jeśli ja chcę więcej, ty będziesz mieć mniej. Wolę definicję anarchistów: "Nie będę wolna, dopóki wszyscy nie będą wolni". Kapitalizm mówi o wolności, ale nigdy w swojej historii nie pracował na rzecz wolności wszystkich, tylko małej uprzywilejowanej grupy. Druga sprawa: zasada maksymalnego zysku. Jest na przykład coś takiego jak planowane starzenie. Wiesz, co to jest?

    Nie.

    Produkowanie rzeczy tak, żeby się szybko zepsuły. Rajstop, żarówek, drukarek, telefonów. Tworzy się w ten sposób mało inteligentne ekonomicznie społeczeństwo z górami odpadów, z którymi nie wiadomo, co począć. Chcę innego systemu.

    Jakiego?

    Nazwijmy go roboczo ekonomią kooperacyjną. Systemu, w którym byłoby miejsce dla indywidualnej inicjatywy, ale który opierałby się na współpracy i uniemożliwiał kumulację kapitału w rękach wąskiej grupy. Własność prywatna - tak, ale jeszcze lepiej zbiorowa grupowa własność prywatna jak w spółdzielniach, których członkowie sprawiedliwie dzielą się zyskami. Poza tym kontrola nad podatkami. Teraz, gdy wielkie firmy mają więcej władzy niż państwo, to niemożliwe. Wiesz, że gdyby skutecznie zająć się ściganiem oszustw podatkowych w Hiszpanii, nie byłyby potrzebne cięcia budżetowe?

    To nie utopia. Wiemy, jak zmienić świat na lepsze. Brakuje tylko politycznej woli.

    Czy to rola benedyktynki - walczyć o nowy system?

    W latach 60. i 70. Kościół był pionierem, jeśli chodzi o obronę praw społecznych i ekonomicznych. To on upomniał się o płacę minimalną w USA. Teraz wydaje się, że katolika definiuje jego stosunek do antykoncepcji, homoseksualizmu i pigułki "dzień po". Panuje w Kościele rodzaj moralności, który mówi, że zdrada to większy grzech niż wyzysk ekonomiczny. Nie wydaje mi się, żeby to była właściwa perspektywa.

    No, ale zakonnica na czele ugrupowania politycznego?

    To nie partia, to platforma społeczna, który skupia wiele różnych ugrupowań i nurtów. Poza tym nie kandyduję w wyborach.

    To co siostra robi?

    Przyszła do mnie grupa ludzi poszukujących twarzy dla ruchu, który właśnie tworzyli. Kogoś znanego, kto podzielałby ich idee.

    Zapytałam samą siebie: czy ma to sens, żebym była w polityce, będąc zakonnicą? Z Biblią w ręku odpowiedziałam sobie, że tak. Ewangelia wymaga od nas, żebyśmy się angażowali społecznie. Przecież już Mojżesz postawił się politycznej i ekonomicznej potędze, jaką był faraon, żeby wyzwolić swój lud z niewolnictwa. Ale musiałam to skonsultować z przeoryszą. Nie była zachwycona. Powiedziała: "Porozmawiaj z biskupem". Miała pewnie nadzieję, że się nie zgodzi i będzie miała problem z głowy (śmiech). On odparł szczerze: "Nie widzę tego". Nie jest jednak człowiekiem autorytarnym, więc decyzję zostawił mnie.

    "Zapytajmy w takim razie o zdanie inne siostry" - powiedziała ze skwaszoną miną przeorysza. Jest nas w zakonie 35 i mamy pełny pluralizm. Lewica, prawica, nacjonalistki katalońskie, antynacjonalistki. Jedne powiedziały: cudownie. Inne, że nie ma mowy. Stanęło na głosowaniu. Decyzja była taka: wesprzeć ruch - tak, kandydować w wyborach - nie.

    A co z siostrami, które były przeciw?

    Wciąż są przeciw (śmiech). Piękne w życiu wspólnoty jest to, że chociaż masz swoje zdanie, kiedy przychodzi do podejmowania decyzji, akceptujesz wolę większości. Niektóre siostry cierpią z powodu mojej aktywności, ale ja też cierpię z powodu innych rozwiązań. To demokracja w praktyce.

    Lubi siostra wsadzać kij w mrowisko? To, co siostra mówi, często wzbudza emocje.

    Mam zmysł wyłapywania sprzeczności. Często zapala mi się w głowie żaróweczka: oho, coś tu się nie zgadza. Mówię, co myślę, i nie kieruję się przynależnością do żadnej grupy ani instytucji. Dlatego brzmi to świeżo. Ludzi przyciąga to, że mówię, iż można robić rzeczy inaczej. Nie idealnie, ale lepiej.

    Na przykład?

    Weźmy medycynę - temat, na którym dobrze się znam. Jestem lekarką z wykształcenia i obroniłam doktorat ze zdrowia publicznego.

    W 2009 roku byłam przeciwna szczepieniom przeciw świńskiej grypie. Uważam, że rzekoma pandemia była wymysłem firm farmaceutycznych, które chciały zarobić na szczepionkach. Nawiasem mówiąc, zainspirowała mnie Ewa Kopacz. Bardzo ją podziwiam. Polska jako jedyna w Europie stawiła czoło korporacjom farmaceutycznym i nie kupiła szczepionek. I co? Mieliście tyle samo albo mniej zachorowań niż inni, chociaż straszyli was, że poumieracie. Jest też inny aspekt tej historii. Światowa Organizacja Zdrowia mówi: "wielka epidemia", "stan alarmowy". Po czym daje patent na szczepionkę czterem firmom. Tak nie może być. Jeśli sytuacja jest rzeczywiście poważna, wszystkie laboratoria w kraju powinny się zabrać do produkowania darmowych szczepionek. Interesy czterech firm nie mogą być ważniejsze niż zdrowie milionów ludzi.

    Film, w którym wyjaśniam, dlaczego jestem przeciw szczepionkom na świńską grypę, obejrzało na YouTubie 1,2 mln osób. To samo może nastąpić w polityce. Kiedy zacznie się rewolucja, nikt jej nie powstrzyma.

    Siostra chce robić rewolucję, ale czy do zakonu nie idzie się po to, żeby się trochę zdystansować od świata?

    Jestem zakonnicą, bo wezwał mnie Bóg. Nigdy się nie zatrzymałam się i nie powiedziałam sobie: chcę się zdystansować od hałasu świata. Wtedy mogłabym wyjechać na wieś, ale powołanie religijne działa inaczej. Niczego nie kalkulujesz.

    Tak naprawdę na początku myślałam: co ja tam będę robić? Miałam 28 lat, kończyłam medycynę, robiłam praktyki w szpitalu w USA i równocześnie studiowałam teologię na Harvardzie. Chciałam się zajmować bioetyką. Byłam zadowolona z życia, moja kariera nabierała rozpędu. Przytrafiło mi się jednak coś nieoczekiwanego. Coś, co, jak sądzę, pochodziło od Boga. Sądzę, bo papierów na to nie mam.

    Może na Sądzie Ostatecznym stanę twarzą w twarz z Jezusem, a on mi powie: "To nie ja cię wezwałem" (śmiech). Ale mam już na to odpowiedź. Powiem: "Myślałam, że to ty, i to mi wystarczyło".

    Wyrastała siostra w religijnej rodzinie?

    A gdzie tam! Do kościoła chodziliśmy tylko przy okazji chrztów i innych uroczystości rodzinnych. Zwykle przychodziliśmy spóźnieni i stawaliśmy gdzieś z tyłu. Mówili mi: "Kościół katolicki to przestarzała instytucja jak monarchia. Wciąż istnieje, ale jest skazany na wymarcie, nie ma nic ciekawego do zaoferowania". To nie był wojujący antyklerykalizm, raczej obojętność.

    Dziadek cytował swojego ojca: "Ludzie chodzą na mszę, żeby myśleć o złu, które wyrządzą" (śmiech). Ojciec mawiał: "Dzięki Bogu, jestem ateistą".

    Kiedy matka postanowiła mnie zapisać do szkoły średniej prowadzonej przez zakonnice, powiedziałam więc: "Do zakonnic? Nigdy!".

    Dlaczego do zakonnic?

    W Hiszpanii trwała transformacja i nauczyciele ciągle strajkowali. Mama nie chciała, żebym z tego powodu straciła rok, więc wysłała mnie do sióstr.

    To był dla mnie nowy świat. Jeszcze w czasach Franco skończyłam katalońską podstawówkę. Uczyli nas nie tylko języka, który oficjalnie był zabroniony, ale też kultury demokratycznej, mieliśmy zgromadzenia, głosowania, debaty. Kiedy trafiłam do sióstr, myślałam z rozpaczą: gdzie ja jestem? Przezywali mnie "czerwona", komunistka.

    W drugiej klasie mieliśmy weekendowy wyjazd. Pojechałam, bo nikt mnie nie uprzedzał, że będzie o Bogu. Tematem spotkania miał być sens życia, a ja miałam 15 lat i byłam spragniona takich rozmów. Drugiego dnia przyszedł facet w dżinsach - potem okazało się, że jezuita - i powiedział, że porozmawiamy o Jezusie z Nazaretu. Na tablicy wypisał cytaty z Biblii do odszukania. Nie wiedziałam, co to jest i że na przykład "Łk" to Łukasz.

    Usiadłam z Biblią pod jabłonią. Bardzo symboliczne, prawda? I przydarzyło mi się TO.

    TO, czyli co?

    Czytałam i byłam coraz bardziej oburzona. Poczułam się oszukana, że przez 15 lat nikt mi nie powiedział, że istniał ktoś taki jak Jezus!

    Dlaczego?

    Pamiętam, że myślałam mniej więcej tak: przychodzi Bóg i mówi rzeczy, które wydają mi się fantastyczne. O miłości bliźniego, biedzie, sprawiedliwości. Zabijają go, ale okazuje się, że jego miłość jest silniejsza od nienawiści, i to nadaje sens całemu światu. A ja o tym nic nie wiem!

    No dobrze, wymyślam to teraz, bo tak naprawdę pamiętam tylko totalny szok. Zakochałaś się w kimś kiedyś nagle? To właśnie tak wyglądało. To najbardziej uczciwe, co mogę powiedzieć.

    Jaka wtedy siostra była?

    Pełna energii. Krytyczna. Nie wychowano mnie w szacunku dla autorytetów. Mój ojciec nigdy nie chciał odgrywać tej roli, woli ironizować, żartować, robić przytyki. Matka może trochę bardziej, ale ma duże poczucie humoru. Grałam na gitarze, chciałam się angażować. Z przyjaciółmi założyliśmy grupę Ekologia i Pacyfizm. W centrum Barcelony zrobiliśmy "Pogrzeb choinki", krytykowaliśmy wyrzucanie drzewek świątecznych na śmietnik. Hiszpania wstępowała wtedy do NATO, więc w całym mieście malowaliśmy murale: "Nie dla NATO, nie, nie nie!" (śmiech).

    Jezuita, który prowadził weekendowe spotkanie, był członkiem ruchu Chrześcijanie dla Socjalizmu. Trafiłam do parafii w biednej dzielnicy, gdzie wierni pomagali imigrantom, organizowali narady, walczyli o lepsze życie w dzielnicy. To cudowne, tak chcę żyć - myślałam.

    To do niego siostra poszła, kiedy uciekła z domu.

    Skąd wiesz?

    Przeczytałam w jakimś wywiadzie.

    Poszłam do niego tylko dlatego, że byłam odpowiedzialna za zbieranie funduszy na wycieczkę. "Uciekam z domu, więc przyszłam oddać pieniądze" - oświadczyłam mu. Przekonał mnie, żebym wróciła.

    Pokłóciła się siostra z rodzicami?

    Tak. Rodzice byli już wtedy po rozwodzie, matka drugi raz wyszła za mąż. Miałam konflikty z jej mężem. Jak przystało na nastolatkę, widziałam w starych wszystko, co najgorsze. Oni myśleli z kolei, że wpadłam w szpony sekty. Kiedy szłam do parafii, mówili: "Zostaw to, co ty wyprawiasz". Broniła mnie siostra: "Niech robi, na co ma ochotę!". Ale obyło się bez wielkich dramatów. Rodzice poszli do parafii i zobaczyli ludzi godnych zaufania. Zaczęli mnie lepiej rozumieć. Prawdziwy szok przeżyli dopiero wtedy, kiedy zdecydowałam się wstąpić do zakonu. Ale to było już wiele lat później.

    Drugi raz rozmawiamy w Berlinie, na Wydziale Teologii Uniwersytetu Humboldta. Tym razem siostra Teresa przyjeżdża na szarej damce. "Jak autochtonka" - śmieje się. Kolor roweru pasuje do jej popielato-czarnego welonu.

    Co robi benedyktynka na protestanckim uniwersytecie?

    Tradycją wydziału jest zapraszanie katolickich teologów. Nie jestem tu jednak po to, żeby przedstawiać katolicki punkt widzenia, tylko żeby zastąpić profesorkę, która tak jak ja zajmuje się teologią feministyczną.

    Katedra teologii i gender studies. Ciekawie się składa, bo w Polsce trwa wojna Kościoła z "ideologią gender".

    Kiedy Kościół posługuje się tym hasłem, pokazuje, że kompletnie nie rozumie tej debaty. W teologii musi istnieć taka perspektywa, choć ja bym ją raczej nazwała feministyczną. Musi, bo uwrażliwia wierzących na ważne kwestie.

    Jakie?

    Wynosimy z dzieciństwa pewne schematy myślowe i emocjonalne związane z płcią. Sprowadzają się z grubsza do tego: kobieta jest tą, która opiekuje się innymi, mężczyzna jest tym, który opiekę przyjmuje. Jeśli w dorosłym życiu kierujemy się wzorcami z dzieciństwa, jesteśmy niedokończonym, niedojrzałym projektem osoby, także w relacji z Bogiem, który jest ponad płcią.

    Można się jednak z nich wyzwolić. Jeśli nie umrzesz, nie będziesz żył - mówi Ewangelia. Pośród rzeczy, które muszą umrzeć, bo blokują duchowy rozwój, jest kurczowe trzymanie się roli przypisanej płci. To widać u mistyków - używają rodzaju męskiego, żeńskiego, jest im to obojętne, ponieważ poruszają się w innym wymiarze, tam, gdzie płeć nie ma znaczenia, bo liczy się tylko to, że każdy z nas jest niepowtarzalną cząstką.

    W perspektywie duchowej gender płeć społeczna i kulturowa to trampolina, od której mogę się odbić wyżej. Do życia bardziej nago, w zgodzie z czymś, co nie ma formy.

    Można być lepszym katolikiem, znając tematykę gender?

    Oczywiście! Nie można żyć w XXI wieku i mówić o duchowości, nie biorąc pod uwagę seksualności i płci. W historii chrześcijaństwa była tendencja do platonizacji, myślenia, że ciało jest więzieniem dla duszy. Ale to nie jest zgodne z korzeniami naszej religii. Przecież Jezus też miał ciało.

    Na pytanie, czy gender ma coś wspólnego z teologią, odpowiadam: jak najbardziej. Odpowiada na pytanie, kim jesteśmy.

    To wymiar metafizyczny, a konsekwencje praktyczne?

    Nie ma żadnego sensu ograniczanie funkcji z powodu płci - w żadnej instytucji, z Kościołem na czele. Oczekuję więc od nowego papieża, żeby powołał kobiety na kardynałów.

    Powiedział jednak niedawno, że nie popiera kapłaństwa kobiet.

    Ale kardynał to funkcja administracyjna, nie ma więc żadnego problemu, żeby były nimi osoby, które nie mają święceń. To przykład, który pokazuje, że problem nie leży w teologii, ale w społeczeństwie i strukturach władzy.

    Nie ma też zresztą żadnych przeszkód, żeby kobiety były kapłanami. Stwierdziła to już komisja biblijna za czasów Pawła VI, kiedy w Kościele anglikańskim wyświęcano na kapłanki pierwsze kobiety. Papież stwierdził jednak, że to nie jest dobry moment, co podtrzymali Jan Paweł II i Benedykt XVI. Teologicznych argumentów jednak brak, więc uważam, że Watykan w końcu zmieni zdanie.

    Papież Franciszek ma na swoim biurku oficjalną petycję z prośbą o to, by powołał kobiety na kardynałów. Wiem, bo ja też ją podpisałam.

    To w ogóle możliwe - być zakonnicą i feministką? Jest w końcu siostra częścią strasznie patriarchalnej instytucji.

    Nie uważam, żeby bycie zakonnicą i feministką było dziwne. Dziwne jest być zakonnicą i nie być feministką.

    Kościół jest patriarchalną, mizoginistyczną i archaiczną instytucją i potrzebuje radykalnej odnowy. Ale jest też grupą ludzi wiernych Ewangelii, a ja uważam, że feminizm to bycie wierną Ewangelii. Dlatego czuję się w nim jak w domu. W całej jego historii pojawiały się nasiona prawdziwej równości. Coraz lepiej znana jest postać Marii Magdaleny. Wiele wskazuje na to, że była taką samą apostołką jak inni i że też zakładała wspólnoty religijne. Wymazano ją jednak z historii.

    Ale to tylko nasiona. Przez dwa tysiące lat nie przyniosły wielkich owoców.

    Wierzę w to, że życie w zgodzie z Ewangelią ma sens. Nie tylko wierzę, ale mi się ono podoba, nawet jeśli to życie z walką w tle. Ale po co mamy ręce, jeśli nie po to, by wziąć się do roboty? Byłoby cudownie, gdyby nagle zniknęły konflikty, ale wtedy bylibyśmy już w raju.

    Nie prościej byłoby reformować Kościół z zewnątrz?

    Na zewnątrz czułam takie same albo i większe ograniczenia. W szpitalu i na uniwersytecie - dwóch środowiskach, które znam - seksizm jest bardzo obecny. To było dla mnie trudniejsze do zniesienia niż mizoginia w Kościele.

    Na przykład?

    Cały ten stereotypowy erotyzm. "Gdybym nie miał zajętych rąk, tobym cię dotknął" - mówił chirurg z mojego szpitala do pielęgniarek. Komplementowanie kobiet za wygląd. Szklany sufit. Niby nigdzie nie ma zinstytucjonalizowanej mizoginii jak w Kościele, ale w Hiszpanii wśród wykładowców na wydziale medycyny jest tylko 13 proc. kobiet. Średnia pensja kobiet w Hiszpanii w 2011 roku była o 16,4 proc. niższa od tego, co zarabiają mężczyźni.

    Te same sprawy, o które trzeba walczyć w środku Kościoła, są na zewnątrz. W Kościele znalazłam dużo zdrowsze relacje między kobietami i mężczyznami, na przykład w relacjach z zakonnikami z Montserrat, którzy mieszkają 3 km od naszego klasztoru. Zero lekceważenia, wyższości, tylko zdrowa przyjaźń równych sobie ludzi.

    Ale kiedy wstąpiła siostra do zakonu, miała siostra problemy ze zrobieniem doktoratu tylko dlatego, że była kobietą. Oni mogli się uczyć.

    Masz rację, nie pomyślałam o tym. Wiesz dlaczego? Bo problem dawno zniknął. Teraz nie mam żadnych ograniczeń naukowych. Mało tego, gdybym była zakonnikiem, byłoby mi teraz trudniej. Oni są bardziej na cenzurowanym. W męskim zakonie na Montserrat jest szkoła teologiczna, która ma oficjalną linię nauczania. Muszą się do niej dostosować.

    Droga siostry do zakonu była dość nietypowa.

    Szukałam miejsca, gdzie mogłabym się przygotować do egzaminu ze specjalizacji na medycynie. Trafiłam do zakonu na Montserrat, który udostępniał swoje pomieszczenia takim jak ja. Chciałam się zaszyć w męskim zakonie, ale nie mieli już miejsc. Na siostry patrzyłam trochę z góry, bo myślałam, że to wspólnota. jak by to powiedzieć. mało stymulująca intelektualnie.

    Tam, pośród notatek, wkuwania do egzaminu i codziennych modlitw, usłyszałam, że wzywa mnie Bóg.

    Tak po prostu?

    Dla mnie samej to był wstrząs. Objawienie pod jabłonią, gdy miałam 15 lat, to jedno, ale życie w zakonie? Nie wyobrażałam sobie życia w celibacie. Na dodatek było to zawodowe samobójstwo. Od 11 lat studiowałam, a teraz chciałam to wszystko wyrzucić na śmietnik i zostać mniszką zajmującą się malowaniem ceramiki. A ja przecież nawet nie umiem malować!

    Podejrzewałam, że to może być wymówka, żeby nie wkuwać do egzaminu. W głębi duszy wiedziałam jednak, że to coś więcej. Poszłam do przeoryszy i powiedziałam, że chcę wstąpić do zakonu. Ona: "Ty?". I dostała ataku śmiechu. Kiedy się uspokoiła, dała mi radę: "Najpierw skończ studia, a potem porozmawiamy". Miałam stypendium na kolejne dwa lata na Harvardzie, ale byłam gotowa je rzucić. Przeorysza, kobieta mądra i praktyczna, przekonała mnie, że jeśli to naprawdę głos Boga, to za dwa lata nie zniknie. Dodała też: "Jeśli młody zakonnik chce się uczyć, jest fiesta. U nas to nie takie łatwe. Na wszelki wypadek, gdyby biskup się nie zgodził na twoje studia, lepiej skończ je teraz, zanim włożysz habit".

    Wróciła siostra po dwóch latach?

    Tak. Pierwsze pół roku było jak miesiąc miodowy. Potem zaczęłam dostrzegać ograniczenia tego życia. To była intelektualna pustynia. Malowałam garnuszki i myślałam: umrę tu! Bolały mnie plecy, zbladłam, zaczęłam tracić na wadze. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie popełniłam błędu swojego życia.

    Uwierało mnie życie bez celu. Z życia, w którym ciągle podążasz za nowymi celami, żyjesz od projektu do projektu jak ten osiołek goniący za marchewką, przestawić się na takie, którego jedynym celem jest żyć. Świetnie, ale jak? Największą torturą było półtorej godziny cichej modlitwy, kiedy nie mogłam się niczym zająć.

    Uratowało mnie pisanie listów do Jezusa.

    ?

    Zawsze zaczynały się od tego samego pytania: "Panie, jak się mam?". Wydaje się to idiotyczne, ale ja naprawdę nie miałam pojęcia, jak się mam. Wiedziałam, że istnieje świat wewnętrzny, ale myślałam, że składa się z myśli. Ignorowałam emocje. Zamykałam więc oczy i zaczynałam badanie. Napięcie w klatce piersiowej. Żołądek - ciepły? Zimny? Jaki ma kolor? Czasem zaczynałam płakać. Albo się wściekałam. Próbowałam to racjonalizować, ale zrozumiałam, że nie chodzi o rozum, tylko o otwarcie przestrzeni dla uczuć.

    Nietypowa forma modlitwy.

    Nie wiem, czy to była modlitwa, ale czułam, że muszę nad sobą popracować. Stawić czoło wewnętrznym demonom. Mimo to wciąż czułam się egzystencjalnie znudzona. Kiedy mistrzyni nowicjuszek pytała mnie: "Tereso, wyobrażasz sobie siebie tutaj za dziesięć lat?", robił mi się supeł w gardle, bo w ogóle sobie tego nie wyobrażałam. Myślałam: dotrwam do ślubów, a potem zobaczymy.

    Kiedy pozbyła się siostra wątpliwości?

    Po jakichś siedmiu latach, w okolicy ślubów wieczystych. Jednak już po dwóch latach przeszłam decydującą próbę. Zakochałam się. Związek był możliwy, gdybym opuściła zakon, wszystkie drzwi były otwarte. Stwierdziłam jednak: nie jest to dla mnie ważniejsze. Zostaję.

    Potem zakochałam się jeszcze zresztą dwa razy.

    Jak się zakochuje zakonnica?

    Normalnie. Jak każdy. Uczucia to uczucia. Są emocje, jest pożądanie, zdajesz sobie sprawę, że tęsknisz za pocałunkiem, przytulaniem.

    Mówi już o tym święta Teresa z Ávili w swojej książce "Droga do doskonałości" z XVI wieku. Tytuł IV rozdziału to: "Kiedy zakonnica zakochuje się w spowiedniku". Jak widać, problem nie jest nowy. Święta Teresa potwierdza: to normalne. I mówi, że nie ma potrzeby zmieniać spowiednika, bo siostra znowu się zakocha. Ale, dodaje Teresa, lepiej mu nic nie mówić (śmiech).

    A siostra o tym komuś mówiła?

    Zawsze o tym otwarcie rozmawiałam z mistrzynią nowicjuszek i przeoryszą. To dojrzałe osoby. Mistrzyni była przeszczęśliwa. "Teraz będziesz mogła podjąć naprawdę wolną decyzję - mówiła. - Bo wiesz, bycie zakonnicą to albo wolny wybór, albo w ogóle nie ma sensu".

    Można otwarcie mówić o miłości, będąc zakonnicą?

    Trzeba. Kobiety w zakonach są poddane wielkiej presji, idealizuje się je. To bardzo źle.

    Zakonnica jako istota aseksualna.

    Nie tylko bez płci, ale też bez gniewu, gwałtownych uczuć. A tak nie jest. Zakonnica to pełny człowiek, odczuwający czasem agresję, mający porywy i pragnienia, także seksualne. Z całym tym "balastem" doświadcza wezwania Boga i decyduje się na życie we wspólnocie, by dać świadectwo pewnym wartościom. Ale pozostaje normalną osobą.

    Jak sobie siostra poradziła z zakochaniem?

    Nauczyłam się nie absolutyzować swoich uczuć. "Bez paniki, za dwa lata się zobaczy" - jak mi na samym początku powiedziała przeorysza.

    Rzeczywiście, emocje opadały i wszystko wracało do normy. Najważniejsze było to, że nigdy nie czułam nacisków. Sama doszłam do tego, że zakochanie - pięknie, ale ja spróbuję zostać tu, gdzie jestem. Po pierwszych ślubach, kiedy byłam jeszcze trochę blada, przeorysza zapytała: "Tereso, może chciałabyś się zająć pracą intelektualną?".

    Udało się.

    Kiedy cierpiałam przy ceramice, myślałam sobie, że są dwie opcje. Albo wszechmocny Bóg mnie zmieni i będę szczęśliwa, malując dzbanuszki, albo zmieni zakon i będę mogła się zająć tym, czym chcę. Stanęło na opcji numer dwa. Zrobiłam dwa doktoraty, z medycyny i teologii. Mój głos coś znaczy i cieszę się z tego. Intelektualna praca to moje powołanie.

    To, co siostra mówi, wzbudza często kontrowersje. Za poglądy na temat aborcji dostała siostra reprymendę z Watykanu.

    Mówiłam tylko, że widzę ją jako decyzję nierozłączną z wolnością osobistą matki. Dopóki płód nie może przeżyć poza jej ciałem, to do niej należy odpowiedzialność moralna i decyzja o jego przyszłości.

    Ilustruję to przykładem ojca, którego syn potrzebuje przeszczepu nerki. Ojciec może być dawcą i to jest moralnie słuszne. A co, jeśli nie chce? Zmusimy go? Kościół mówi: nie. Moje pytanie brzmi: dlaczego w tym wypadku szanujemy jego wolę i decyzję dotyczącą własnego ciała, a w przypadku kobiety w ciąży - nie? Człowiek, osoba ludzka, nie może być nigdy środkiem, by uratować kogoś innego.

    A co z ochroną życia poczętego?

    W żadnym razie nie kwestionuję ochrony życia. Pytanie nie dotyczy tego, czy aborcja jest czymś złym, czy dobrym. To zawsze coś negatywnego. Problemem jest wybór mniejszego zła. Zmuszanie kobiety, by donosiła ciążę, której nie chce, i przyznawanie państwu władzy, by ją karało, nawet zamknęło w więzieniu - to jest większe zło. Kościół powinien jasno bronić życia, ale trzymać się z daleka od rozwiązań prawnych. Chodzi w końcu o interioryzację wartości, a nie lęk przed karą.

    Co to oznacza w praktyce?

    Jestem za regulacją kwestii aborcji. Okoliczności, które ją uzasadniają, to: gwałt, poważne uszkodzenia płodu, zagrożenie życia matki.

    A co, jeśli zdrowa kobieta chce się pozbyć ciąży?

    Nie popieram tego, żeby państwo mogło ją za to wysłać do więzienia.

    A to, by umożliwiło jej przeprowadzenie zabiegu?

    Tak, jeśli odbywa się to w pierwszych tygodniach ciąży. Żadne państwo nie może sobie przypisać prawa do zmuszenia kobiety, by została matką.

    Jak się ma do tego przykazanie "nie zabijaj"?

    Nie przekonuję, żeby Kościół przestał szanować życie, które się zaczyna. Podkreślam: aborcja jest zawsze czymś negatywnym. Mówię tylko, że w skomplikowanej strukturze społecznej, w jakiej funkcjonujemy, ochrona determinacji matki jest mniejszym złem. Alternatywą jest przemoc wobec kobiety, często żyjącej w kontekście, który sam w sobie jest pełen przemocy.

    Równocześnie trzeba pracować nad przemianą społeczeństwa. Nad tym, jak postrzegane są relacje między mężczyznami i kobietami. Wciąż słyszę głos jednej z moich pacjentek w USA, która przekonywała mnie: "Nie mogę powiedzieć swojemu chłopakowi, żeby użył prezerwatywy, bo on tego nie zrozumie". Trzeba upowszechniać wiedzę o antykoncepcji.

    A co z pigułką "dzień po"?

    To rozwiązanie w przypadkach przemocy. W USA oferowaliśmy ją w ramach protokołu wszystkim ofiarom gwałtu. Kobieta musi mieć oczywiście wybór. Jest przecież możliwość, że uzna ciążę za błogosławieństwo, nawet jeśli jest efektem gwałtu. Jak w Ewangelii: z przemocy może urodzić się miłość. Musi to być jednak wolny akt, inaczej to pogwałcenie jej wolności i godności.

    Jakie ma siostra poglądy na homoseksualizm?

    Magisterium Kościoła jest dziś w tej sprawie niekonsekwentne. Mówi: nie ma nic złego w tym, że pociągają cię osoby tej samej płci. Grzechem jest dopiero realizacja pragnienia seksualnego. Jeśli homoseksualizm sam w sobie nie jest zły, dlaczego czymś złym mają być pocałunki, uściski? To nie do utrzymania. Chciałabym, żeby Kościół uznał, że to nie tylko coś akceptowalnego, ale prawdziwe błogosławieństwo. To, że istnieją osoby, które przełamują binarny podział na męskie i kobiece, to dar w świetle tego, co mówiłam o gender i rozwoju duchowym. To bardzo pozytywne, że nie ma tylko jednego sposobu, by kochać.

    Kościół mówi jednak, że to wbrew naturze.

    Argument jest taki, że dwaj mężczyźni albo dwie kobiety się nie uzupełniają. Jeśli weźmiemy pod uwagę budowę narządów płciowych, to może nie, ale przecież to jakaś mechaniczna, zwierzęca wizja seksualności. Czy kiedy "Pieśń nad pieśniami" mówi o relacji erotycznej jako przejawie miłości Boga, ma na myśli biologiczną reprodukcję? Dopasowanie organów? Czy może raczej otwarcie się na inną osobę, intymny kontakt, w którym odzwierciedla się Boska miłość? To jest sakrament i tego jak najbardziej mogą doświadczyć osoby homoseksualne.

    Czy z takimi poglądami można przetrwać w Kościele? W Polsce na wielu niepokornych księży i zakonników albo nałożono nakaz milczenia, albo sami odeszli z Kościoła.

    Myślę, że gdybym była księdzem albo zakonnikiem, spotkałabym się z surowszą reakcją. Dlaczego? Bo przywiązuje się większą wagę do tego, co mówi mężczyzna.

    Brzydko mówiąc, góra siostrę olewa, bo siostra jest kobietą?

    Sytuacja na pewno byłaby inna, gdybym była kapłanem albo uczyła teologii. Teraz daję lekcje w swoim klasztorze, ale nie wykładam w żadnej szkole, tylko tu, w Berlinie, na protestanckim uniwersytecie. Nie można pozbawić mnie stanowiska, bo go nie mam.

    Trzeba jednak coś wyjaśnić. Wszystkie tematy, które tu poruszamy, to kwestie niezwiązane z dogmatami. Ja się z wszystkimi dogmatami w stu procentach zgadzam. Trzeba pozwolić, żeby Kościół ewoluował w sprawach niedogmatycznych. Zmiany były zawsze. Pomyśleć, że Kościół stał kiedyś na straży stanowiska, że niewolnictwo to część planu Bożego. Albo że kobiety powinny być podporządkowane mężczyznom.

    Nie martwi się siostra, że kiedyś jednak każą jej być cicho?

    Był czas, kiedy z różnych instancji docierały do mnie sygnały, że jestem problemem. Siostry pytały: "Co robimy, jak przyjdzie nakaz milczenia?". "Najpierw poczekajmy, czy w ogóle przyjdzie" - odpowiadałam. Nie przyszedł. Na razie.

    Co by siostra zrobiła, gdyby jednak przyszedł?

    Nie uważam, żeby moje słowo było nieodzowne w świecie. Ale musiałabym to przemyśleć, zobaczyć, co da się zrobić, co na to wspólnota. I trochę powalczyć. Potraktowałabym to jak wyzwanie sportowe.

    Czuję jednak, że napięcie opadło, odkąd papieżem został Franciszek. Jakby wszyscy zamarli w oczekiwaniu, w którym kierunku to wszystko pójdzie. Już nie myślą o mnie: problem, częściej myślą: a może to obowiązująca tendencja? W Kościele wszystkie zmiany przychodzą z dołu. Chodzi tylko o to, czy na górze jest osoba, która chce słuchać. Jan XXIII taki był i wydaje się, że Franciszek też.

    Nie wścieka się czasem siostra, że zmiany tak powoli następują? Mówiła siostra, że zakonnice nie są święte, więc gniew ją chyba czasem dopada.

    Nie, bo punktem odniesienia jest dla mnie to, co dzieje się poza Kościołem. Świat na zewnątrz potrzebuje takiej samej reformy. Nie tylko w kwestii równouprawnienia, ale także równości ekonomicznej, systemu politycznego.

    Kiedy myślę o Kościele, nie myślę o instytucji, tylko o małych, anonimowych miejscach, gdzie ludzie słuchają tego, co usłyszałam ja, kiedy miałam 15 lat. Wszystko, co mnie w życiu inspiruje, dostałam właśnie tu. Jego strukturę trzeba zmienić, owszem, bo jest patriarchalna i archaiczna. Ale ja też jestem częścią tej struktury. Aktywną cząstką.

    Jest siostra szczęśliwa?

    Tak. Spokojna. Można to nazwać pokojem wewnętrznym. Z drugiej strony jestem coraz bardziej nieprzewidywalna.

    Bardziej radykalna?

    Wolna. Coraz łatwiej przychodzi mi mówienie tego, co myślę. A że moje poglądy mogą się czasem wydać nietypowe, trudno.

    W Hiszpanii oskarżają siostrę o to, że lubi być w centrum uwagi.

    Nie jestem święta. Wiem, że muszę uważać, bo jeśli za bardzo mnie chwalą, w końcu w to uwierzę. Ale to działa też w drugą stronę: krytyka mnie bardzo boli. To znak, że mam jeszcze spore pole do rozwoju.

    Kończymy? Zrobiło się późno, a ja muszę jeszcze dokończyć artykuł o fałszywych demokracjach.

    Przy przygotowywaniu wywiadu korzystałam z książki "Diálogos con Teresa Forcades" Eulálii Tort (wyd. Ediciones DAU, Barcelona)

    #nauka #medycyna #teologia #aborcja #eutanazja
    pokaż całość

  •  

    Poszedłem dzisiaj do kościoła. Czego dowiedziałem się na kazaniu? Że in vitro to zabójstwo i grzech. A potem że mieszkanie razem przed ślubem to też grzech. Co ksiądz miał na myśli? Że oba są jak strzelenie komuś w łeb (tak, użył dokładnie tego porównania) ( ͡° ͜ʖ ͡°) a po komunii jakiś jeden z #janusze przy mnie usiadł i jebało od niego jak z gorzelni. Miłej reszty niedzieli Mircy ( ͡° ͜ʖ ͡°) #kosciol #chrzescijanstwo #katolicyzm #neuropa #4konserwy #invitro #homoseksualizm #eutanazja pokaż całość

    •  

      tyle razy już o tym pisałem i tłumaczyłem pod tagiem #katolicyzm,

      @yrfbyiv: XD taa, wszyscy czytają twoje wpisy pod tym tagiem, no każdy. + zielonka od 1 dnia na wykopie XDDDD

      że nie będę już strzępił ryja na debili bez wiedzy

      @yrfbyiv: No prawdziwy katolik, wszędzie debile.

      nie rób z nas idiotów i nie sugeruj, że mieszkanie razem polega na tylko mieszkaniu pod jednym dachem i istnieje jakaś para, która mieszka razem, ale się nie seksi.

      @yrfbyiv: To jest piękne, jak łatwo można oceniać wszystkich swoją miarą i zarzucać im grzechy, gdzie nie masz pewności ani żadnych dowodów że coś takiego się wydarzyło.
      Ja uważam że po to człowiek jest dorosły i wolny żeby sam decydował co dla niego dobre, a nie jakiś gość w sukience mówił mu że hur dur nie możecie mieszkać razem bo będziecie uprawiać SEX.
      To jest ich sprawa czy będą grzeszyć czy nie, słowo klucz: wolna wola.

      trwała okazja do grzechu ; brak żalu za grzechy

      @yrfbyiv: No kolejna piękna ocena, że ktoś nie żałuje, jak dobrze wejść w czyjś umysł i wiedzieć lepiej niż on, nie?
      A co do twałej okazji to może użyję starego powiedzenia: "każdy facet to gwałciciel przecież ma chuja między nogami"
      pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez moderatora

    • więcej komentarzy (49)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Nawiązując do tego wpisu to dziwią mnie ludzie którzy wręcz nakazują ludziom cierpieć poprzez skazywanie ich na uporczywą terapię. Mój ojciec chory na raka otwarcie nas prosi o jedno - o pozostawienie opakowania leków nasennych na wyciągnięcie ręki w przypadku pojawienia się ogromnych bóli, czy stałego przykucia do łóżka. I czy to zrobimy? Tak. Dlaczego? Ponieważ każdy ma prawo do godnej śmierci z jak najmniejszą ilością cierpienia.Sztuczne podtrzymywanie przy życiu nieuleczalnie chorego człowieka wbrew jego woli, który nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować bez rokowań na wyleczenie jest czystym znęcaniem się nad drugą osobą. I żaden człowiek nie ma moralnego prawa nakazywać komuś, aby ten kilka miesięcy konał w męczarniach tylko i wyłącznie dlatego że wierzenia czy system wartości jakiegoś polityka czy duchownego nie uznaje eutanazji. Dlatego jeszcze bardziej mnie dziwi, że ktoś odmawia temu gościowi prawa do przeżycia ostatnich miesięcy / lat swojego życia najlepiej jak może. Widocznie taka osoba nigdy nie widziała jak perspektywa patrzenia na świat przez człowieka chorego zmienia się po usłyszeniu wyroku.

    #zalesie #chroba #przemyslenia #eutanazja #smierc #zycie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

  •  
    trapped

    +109

    Po przeczytaniu wpisu Mikra o koledze chorym na raka, po raz kolejny zaczęłam zastanawiać się nad kwestią eutanazji.
    Czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć dlaczego jest ona zakazana?

    Jak pojawiają się plany odnośnie ograniczenia prawa do aborcji, to możemy zauważyć setki komentarzy o tym, że aborcja pozwala na niedopuszczenie do cierpienia dzieci i pozwala rodzicom na uniknięcie patrzenia na męki ich dziecka. Słynna sprawa Chazana, który odmówił aborcji i skazał dziecko na tortury przez kilka dni jego życia. oczywiście Chazan do tej pory jest krytykowany za to w mediach i nie tylko.
    A o eutanazji nie mówi się praktycznie wcale. w tej chwili w szpitalach są tysiące osób cierpiących tak bardzo, że żadne leki nie są w stanie im pomóc, a patrzenie na ich katusze jest nie do zniesienia.

    Dlaczego odmawia im się prawa do godnego odejścia z tego świata i skazuje na wegetację w bólu? Do podjęcia decyzji jak mają żyć i umrzeć.
    "zwykłe" samobójstwo nie jest rozwiązaniem, osoby ciężko chore(np. sparaliżowane) często nie są w stanie go wykonać, a dodatkowo zostawia się zbędny bałagan. Śledztwo w prokuraturze, sekcje zwłok itd. po samobójstwie mojego kolegi rodzina czekała miesiąc, żeby móc urządzić pogrzeb.
    Kiedy myślę o ciężkiej chorobie, to nie boje się śmierci, a właśnie skazania na wegetację i cierpienie tak wielkie, że śmierć będzie nadzieją na uwolnienie od bólu.

    Podkreślam, że eutanazja nie jest obowiązkiem, a możliwością.
    #eutanazja #przemyslenia #rak #medycyna #zapraszamdodyskusji
    pokaż całość

    •  
      trapped

      +1

      znalazł się sąd, który nie uznałby postawienia np. prawa własności nad prawem do życia złodzieja za przekroczenie granic obrony koniecznej.

      @corteon93: tak, napisałeś że w Twojej ocenie, sąd może skazać za obronę własności. jeżeli sąd uzna przekroczenie granic obrony to może skazać. dobra kończymy dyskusję, bo zaprzeczasz sam sobie, a nie będę Cie ciągle cytować.
      co to moich słów to proszę art.25 § 1. "Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem." to nie są moje słowa tylko kodeks karny.
      przekroczenie obrony koniecznej może polegać na spóźnionej obronie koniecznej lub użyciu nieproporcjonalnych narzędzi, w żadnym wypadku na uznaniu, że jakieś dobro chronione jest mniej ważne niż dobro naruszone.
      pokaż całość

      +: Freakz
    •  

      @trapped: ok, ostatnim zdaniem mi rozjaśniłaś sprawę i przyznaję Ci rację, dobranoc :)

      +: trapped, Freakz
    • więcej komentarzy (66)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dobra anony, chce się zajebać, mam już dość.

    Od ponad roku toczę nierówną walkę ze spierdoleniem, jak tylko usunąłem nowotwór zacząłem się ogarniać, ale koślawo mi to idzie. Klasyk: 19 lat, prawiczek, bez znajomych, spierdoks, brak ojca i wychowania, neurotyczna, katolicka matka, która zawsze miała mnie w dupie i nie dbała o mój wygląd, noszenie ubrań z lat '90 i krzywe zęby jak u menela w wieku 15 lat były dla niej czymś normalnym, byłem wtedy dosłownym 1/10, a ona zawsze miała ból dupy kiedy prosiłem o jakąś pomoc czy pieniądze.

    Teraz noszę aparat i jestem w porywach 5/10. Mam depresję, fobię społeczną i coś na kształt derealizacji, depersonajizacji. myśli samobójcze co dnia od 5 lat, kończe dobre liceum, ale chujowy humanistyczny profil, mój intelekt się zdegenerował, bo wogóle się nie uczyłem, mimo tego wyniki z przedmiotów humanistycznych mam bardzo dobre, ale z matmy jestem ułomny, bo ona wymaga przecież robienia zadań, a ja ten czas mogę poświęcić na oglądanie liveleaka albo bestgore, bo odczuwam ulgę gdy widzę jak inni umierają, chuj wie dlaczego, może empatia w stylu Schopenchauer'owskim?

    Myślę, że dałbym radę z tego wyjść, ale bozia przygotowała dla mnie gówno, którego nie da się obejść. Wprawdzie stulejkę można zoperować, tak samo deformacje moszny mogące w przyszłości prowadzić do tzw. skrętu jądra, ale mam też wadę wrodzoną jednej z tętnic kręgowych(hipoplazja),a lekarz mnie straszył, że prawdopodobieństwo powrotu nowotworu kości, który miałem wynosi ok. 30%, pomimo, że był łagodny i może nawet na niego zdechnę (pic related). Jestem także dumnym łysiejącym.

    Planuję pograć jeszczę trochę w gry, pomasturbować się, a potem dokonać "an hero", żeby się już nie męczyć i zdechnąć bez bólu. Pewnie kurwy wykopowe będą się nabijać, ale ja naprawde bym chciał, żeby w Polsce eutanazja była legalna, ludzie ciężko chorzy mogliby umrzeć z godnością a nie się kurwa męczyć. Zamiast tego będe musiał dokonać "an hero" jakąś inną metodą, jak szczur.

    ♯pytanie #przegryw #depresja #eutanazja #samobojstwo #tfwnogf #stulejacontent #zdrowie ♯ankieta ♯lysienie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    Czy eutanazja powinna być w Polsce legalna?

    • 91 głosów (43.96%)
      Tak, dla chorób śmiertelnie chorych
    • 87 głosów (42.03%)
      Tak, nawet dla osób z depresją
    • 29 głosów (14.01%)
      Nie
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dobra wykopki, krótka piłka:
    Humanista, mam raka kości, matematycznie ułomny, bez znajomych, prawiczek, bez perspektyw na pracę, od gimnazjum znienawidzony przez wszystkich ludzi, krzywy, złośliwy ryj, dziewczyny mnie unikają i nie odpowiadają jak im coś prosto w ryj mówie, uciekają z miejsc w których siedzę (nie śmierdzę, myje się i używam perfum), nie umiem jeździć na nartach, nie umiem pływać. Rodzina same janusze i grażyny, same spierdoliny życiowe na utrzymaniu bliskich, bezrobotni, nikt mnie nie wychowywał, historia była jedyną ucieczką od patoli i bycia "hehe sebkiem", dlatego jestem chujonistą teraz, a chuja mi da opisywanie "fall gelb" czy innej war of the roses, to nie są szeklowe umiejętności. Oczywiście suchoklates, bo sam nie miałem jak(a raczej z kim) grać w piłkę czy inne, a na siłownie jestem zbyt spierdolony.

    Nie pytam nawet czy, ale jak bezboleśnie popełnić seppuku czyli "an hero", żeby zakończyć życiowe męki, ten jebany weltschmerz. Docencie to, że sam chce się wyeliminować ze społeczeństwa i nie piszcie gówno porad czy podśmiechujek, tylko poważne porady. Np. jak wygląda dostępność eutanazji w Belgii i Szwajcarii dla polacka? wiem, że dla belgów jest już od depresji, ale może kostniak by się na szwajcarię kwalifikował.

    Moje życie to jebana via dolorosa.(╯︵╰,)

    #przegryw #tfwnogf #tfwnobf #feels #depresja #samotnosc #samobojstwo #eutanazja #eutanazjainfo #porady #pytanie

    pokaż spoiler Mode pls dodaj, to poważne pytanie, nie zarzutka


    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

    źródło: img.memecdn.com

  •  

    W 2014 roku (ostatnie dane) w Szwajcarii 742 osoby poddały się eutanazji (nazywanej tutaj samobójstwem wspomaganym). "Normalnych" samobójstw było 1029 (na lekko ponad osiem milionów mieszkańców).
    Artykuł po #francuski, ale wykresy łatwe do odczytania.
    http://www.rts.ch/info/suisse/8081200-en-suisse-plus-de-deux-personnes-par-jour-ont-recours-au-suicide-assiste.html
    #szwajcaria #eutanazja #samobojstwo #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: rts.ch

    +: u..............r, B................i +6 innych
  •  
    B...................m

    +14

    DEATH - "Pull the Plug - Remastered" #muzyka #deathmetal #metal #eutanazja

    Memories is all that's left behind
    As I lay and wait to die
    Little do they know
    That I hear their choice of life...

    źródło: youtube.com

  •  

    Czy popierasz eutanazję? Jeśli tak, to kto według Ciebie powinien decydować o jej wykonaniu?
    #smierc #eutanazja #pytanie #ankieta

    źródło: ff3.xcdn.pl

    Czy popierasz eutanazję?

    • 182 głosy (8.03%)
      Nie, to zabójstwo
    • 1472 głosy (64.93%)
      Tak, powinna decydować o niej wyłącznie osoba chcąca się jej poddać
    • 385 głosów (16.98%)
      Tak, powinna decydować o niej chora osoba lub jej rodzina
    • 159 głosów (7.01%)
      Tak, powinna decydować o niej chora osoba, jej rodzina lub lekarz tej osoby
    • 69 głosów (3.04%)
      Tak, uważam że ciężko chore osoby powinny być przymusowo jej poddawane
    •  

      @stan-tookie-1: Ciężko powiedzieć, jak osoba przykuta do łóżka ma zarządzać majątkiem.
      Ale tak, cholerny materialisto. To jego pieniądze, on je zarobił. Niech spędza ostatnie dni życia tak, jak zawsze marzył. A Ty to byś ostatnie pieniądze rodzicom odebrał, bo starzy są, to im się pieniądze nie przydadzą.

    •  

      @ostrzyjnoz: np może zapisać komuś cały majątek. ostatnio czytałem o przypadku gdzie starsza osoba na koniec życia przepisała wszystko na kościół. Teoretycznie miała prawo robić ze swoim majątkiem co chce, jednak często w rodzinie nie jest tak że każdy ma swój oddzielny i jakoś to się przeplata. Oczywiście rodzina zaskarżyła taką decyzję - nie wiem jak się sprawa skończyła. Moim zdaniem ludzie na starość często stają się ludźmi bardzo naiwnymi, którzy sami by się nie podejrzewali kilkadziesiąt lat wcześniej o podejmowanie tak głupich decyzji (choćby przykładowe garnki za ileś tam tysięcy najdujące zainteresowanie wśród starszych ludzi).
      Jeżeli akceptujemy, że w takich przypadkach rodzina ma się prawo domagać unieważnienia ostatniej woli (ws majątku) osoby skrajnie chorej to tym samym powinniśmy poszerzyć grupę osób podejmujących decyzję np o lekarza+rodzinę
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (39)

  •  

    Hej Mireczki.

    Jest nas tu bardzo dużo, na pewno wielu z Was ma lub miało swojego ukochanego psa. W życiu prawie każdego właściciela pojawia się też ten przykry moment - starość, choroba i konieczność podjęcia ostatecznej decyzji. Niektórzy mają "szczęście" i psiak po prostu któregoś dnia zasypia na swoim posłaniu i już się nie budzi. Inni niestety, w tym ja - muszą sami zadecydowac kiedy jest już ten czas.

    Nikt ani nic nie było w stanie przygotowac mnie na sytuację, w której aktualnie się znalazłam. Mafi ma już 14 lat. Morze mało morze durzo, nie wiem #pdk. Pewnie mogłaby jeszcze pożyć parę lat gdyby nie paskudna choroba zdiagnozowana u niej parę miesięcy temu - niewydolność nerek. Pewnie byłoby mi łatwiej, gdyby leżała i skomlała z bólu albo nie chciała jeść. A tymczasem jednego dnia wygląda na prawie zdrowego psa - cieszy się na widok dawno niewidzianych ludzi, łasi się na widok smakołyków. Innego zaś - leży apatyczna na posłaniu, wejście na 4 piętro nawet przy użyciu specjalnych szelek zajmuje jej 20 minut (sama nie wejdzie nawet i w 5 godzin), je coraz mniej, przy codziennych kroplówkach skamle, piszczy, widać, że cierpi.

    Jakiś czas temu kiedy wydawało mi się, że jest jeszcze słabsza niż zwykle postanowiłam zrobić jej ostatnie badania krwi i przysięgłam sobie, że jeśli chociaż jeden nerkowy parametr będzie gorszy to się nie zawaham. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wyniki ma duzo lepsze (choć nadal nie dobre) niż miała wcześniej - wet powiedział, że to mój ogromny sukces. Przyczyną osłabienia okazała się być postępująca anemia. Doszły też paskudne biegunki.

    Powiem szczerze - nie mam już siły. Mój ojciec ostatnio stwierdził, że moja opieka nad psem coraz bardziej przypomina znęcanie się. Czy ktoś był kiedyś w podobnej sytuacji? Co robić Mirki? Czuję, że ostatnio nie zyję a wegetuję z dnia na dzień i budzę się przy najlżejszym szmerze dochodzącym z posłania. Kiedy powiedzieć sobie że to już? Wet nie pomaga, mówi, że to musi być moja decyzja.

    #eutanazja #pokazpsa #trudnedecyje
    pokaż całość

    źródło: mafs.jpg

    •  

      @Vilyen: Współczuję, sam mam podobny problem. Mam kota który jest śmiertelnie chory, w sumie już jest na zejściu, przestał jeść... ale nie mam siły zawieźć go na uśpienie...

      +: Vilyen
    •  

      @Vilyen: byłem w bardzo podobnej sytuacji, suczka chorowała na wątrobę, było coraz gorzej ( ͡° ʖ̯ ͡°) w końcu się pochorowała na poważnie, straszne wymioty całą noc, rano do weterynarza i pod kroplówkę. 4 dni z nią siedzieliśmy każdego wieczora pod kroplówką w klinice, ostatniego wieczora była poprawa ale nad ranem sytuacja zrobiła się na tyle krytyczna, że pojechaliśmy na dyżur i musieliśmy uśpić ( ͡° ʖ̯ ͡°) płakałem jak bóbr, to było rok temu i dalej mi przykro jak o tym myślę.
      Wiem, że to była dobra decyzja ale dalej nie daje mi to spokoju. No i sam fakt straty psa, który był w rodzinie 15 lat, jest jednak bolesny. W zasadzie we wszystkich wydarzeniach w życiu gdzieś tam w tle był ten pies, na wakacjach, imprezach rodzinnych... a teraz tak pusto u rodziców w mieszkaniu, nikt nie przylatuje w wywalonym jęzorem jak przyjeżdżam i się tak nie cieszy jak mnie widzi ( ͡° ʖ̯ ͡°)
      pokaż całość

      +: N........e, Vilyen +1 inny
    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #lewackalogika
    1. #karasmierci NIE bo przecież nikt nie ma prawa decydować o życiu innego człowieka
    2. #eutanazja - ależ owszem czemu nie.

    #4konserwy

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Od razu mówię, że to co napiszę będzie mocno kontrowersyjne.
    Zawsze gdy widzę zbiórki na chore dzieci, przelatuje mi przez głowę budząca dreszcze myśl - "niech umrze". Możecie mówić, że jestem okrutna. Być może tak jest, podejrzewam, że będziecie mieli rację, ale...

    - Sens -

    Nie chcę tutaj używać konkretnych przykładów, ale zazwyczaj jest tak, że choroba jest genetyczna i nieuleczalna. To oznacza, że do końca życia, chory będzie zdany na drogie aparatury, ciężką terapię, prawie niedostępne leki i... dobrą wolę innych.
    Oprócz oczywistego cierpienia z powodu fizycznych defektów, dzieci takie mają bardzo malutką szansę na normalność w przyszłości. Pomijam już fakt, że kosztowne leczenie spoczywa na barkach społeczeństwa, bo rodziców zwyczajnie nie stać na finansowanie terapii. Jedno z rodziców z powodu upośledzenia dziecka rezygnuje z pracy, a drugie, zwykle z powodu takiego balastu, nie ma siły piąć się po drabinie kariery. Przypomnijcie też sobie jakie dzieci potrafią być okrutne względem siebie nawzajem. Sami na pewno byliście kiedyś ośmieszeni przez rówieśników z jakiegoś błahego powodu. A jak jest traktowane dziecko z widoczną chorobą? Chyba potraficie sobie wyobrazić. Jedynymi przyjaciółmi takich dzieci są ich rodzice. Rodzice, których w każdej chwili może zabraknąć. Których nie będzie przez całe życie dziecka, ze względu na wiek. Którzy być może w przyszłości nie będą w stanie dłużej opiekować się takim dzieckiem. Którzy kiedyś mogą przestać dłużej chcieć poświęcać własnego życia. Wiem, nie jestem rodzicem, więc zdaję sobie sprawę, że pewnie większość nie żałuje czasu i troski poświęconej własnemu dziecku. Tylko czy naprawdę warto w takim skrajnym przypadku oddawać wszystko?

    - Wykluczenie -

    Przesuńmy się trochę dalej. Powiedzmy, że nasze dziecko z nieuleczalną chorobą znalazło dobrego sponsora finansowego i dzięki ciężkiej pracy rodziców, zestawu pielęgniarek i paru lekarzy nawet trochę podrosło. Zaczyna samodzielnie myśleć. A o czym myśli? Dobrze zdaje sobie sprawę, że jest inne, że jest odrzucane przez inne dzieci. Niby nic, przecież dalej ma swoje marzenia. Tylko, że jego marzenia są niespełnialne. Choroba sama nie ustanie. W szkole zawsze będą na szarym końcu, nigdy nie będą mieli szans na dobrą pracę. Nawet część rodziny nie chce mieć nic wspólnego z chorym dzieckiem, bo musiałaby się "dorzucać". Wykluczone ze społeczeństwa. To już trochę poważniej brzmi. Wykluczenie i samotność to główne powody samobójstw. Kiedyś słyszałam, przy okazji jakiejś kolejnej zbiórki, że chora dziewczynka zapytała: "Mamo, po co żyję?". Nie wyobrażam sobie usłyszeć czegoś takiego od jakiegokolwiek dziecka. Co dopiero własnego. Do czego prowadzi depresja u małego dziecka? Raczej nie sprzyja rozwojowi. Stawiam, że częściej kończy się próbą samobójczą.

    - Medycyna -

    Bez całego podtrzymywania na życiu takie dziecko umarłoby dość szybko. Są to naturalne przyczyny. Czy to nie jest przypadkiem kolej rzeczy? Skoro rolą ludzi jest m.in. przekazywanie życia, czy nie lepiej pozwolić umrzeć słabym genom i skupić się na kolejnych - zdrowych? Wokół nas, w przyrodzie takie rzeczy dzieją się cały czas. Przypomina mi się też przypowieść z biblii:

    Siewca zaczął siać ziarno. Część padła na drogę, część na grunt skalisty, część między ciernie, część na ziemię żyzną. Pierwszą część rozdziobały ptaki, druga wydała szybko plon, ale spaliła się na słońcu, bo nie miała korzeni, trzecia nie wydała owoców. Jedynie czwarta część wydała wielokrotny plon

    Jak duży nakład sił jest potrzebny do podtrzymywania przy życiu nieuleczalnie chorego dziecka? Zobaczcie ile czekacie w kolejkach do lekarzy. Nawet prywatnie do dobrego lekarza trzeba czasem czekać parę miesięcy. Lekarzy - jak sami zauważają - jest za mało. Czy gdyby ta część personelu zajęła się leczeniem uleczalnych chorób, nie zrobiłaby czegoś lepszego dla społeczeństwa?

    A teraz spójrzmy w przeszłość. Być może ktoś z was miał kiedyś pieska, który rozweselał jego życie przez kilka dobrych lat. Niestety w miarę upływu czasu, pies zaczął wykazywać symptomy jakiejś choroby. Okazało się, że jest nieuleczalnie chory. Macie do wyboru życie z kalekim zwierzęciem lub zakończenie jego narastającego cierpienia. Założę się, że zdrowy rozsądek podpowiedział wam, że lepiej będzie ukrócić cierpienia przyjacielowi. Ze łzami w oczach żegnacie swojego towarzysza, który zachowaniem okazuje pewien spokój i żegna się z wami po raz ostatni...

    Czemu w wypadku człowieka jest inaczej? Czemu skazywać go na cierpienie, kiedy nie może decydować o sobie? Może właśnie to jest grzech?
    Może można lepiej wykorzystać pieniądze i przeznaczyć je na jakiś cel, który ma większe szanse powodzenia?

    Nie oceniajcie mnie zbyt surowo.

    #medycyna #nieuleczalnechoroby #pomocdladzieci #dzieci #eutanazja

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    Po co to?
    Dzięki temu narzędziu możesz dodać wpis pozostając anonimowym.
    pokaż całość

    źródło: dobrebadanie.pl

    +: m......4, GoracyStek +9 innych
  •  

    Dlaczego 18 letniego przyjaciela rodziny, psa. Jedzie się uśpić aby się nie męczył. A eutanazja u człowieka to tak kontrowersyjny temat? Może pies też chce cierpieć, ale nadal być z bliskimi?

    #kiciochpyta #psy #eutanazja #refleksja

    •  

      czy lekarz jako instytucja może uśmiercać swoich pacjentów. Odpowiedź jest prosta: Nie może.

      @look997: Wydaje mi się, że zamiast autorytatywnie orzekać, wypadało by się zapytać poszczególnych lekarzy. Wielu z nich zapewne napatrzyło się w życiu na cierpienie innych i nie miało by problemu z tym by na ich życzenie pomóc im godnie odejść, bez bólu, zgodnie z ich najlepszą wiedzą lekarską.

    •  

      @NieRozumiemIronii: To może podać ktokolwiek. Nie musi lekarz. Szukasz problemu na siłę. Wszystkim chodzi przecież o rozwiązanie problemu tak żeby każdy był możliwie najbardziej zadowolony.
      A poza tym to raczej nawet nie powinno być na terenie szpitala.

      @RejczelMakAdams: Podałem uzasadnienie, czytaj całość. :)
      @Palwed: Jak wyżej.

      I dodam że nie jestem w niczym ortodoksyjny. Chodzi o najlepsze rozwiązanie dla wszystkich.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (22)

  •  

    Co sądzicie? Eutanazja w tym wypadku byłaby słuszna czy jednak należy walczyć o zachowanie życia póki to jeszcze się tli?

    #heheszki #eutanazja #lamiacewiadomosci #smierc #zycie #moralnosc ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    źródło: youtu.be

    +: j..........7, DynPydro +6 innych
  •  
    T...........n

    +7

    Mocny film o dziewczynie zmagającej się z ekstremalną postacią depresji. Dzięki temu, że żyje w Belgii, ma dostęp do eutanazji, o którą poprosiła.

    Obejrzyjcie do końca. Moim zdaniem jest to bardzo mocny głos za tym, żeby każdy człowiek miał dostęp do godnej śmierci na własne życzenie.

    #depresja #eutanazja #samobojstwo

    źródło: youtube.com

    +: a...c, i......e +5 innych
    •  

      @TarzanLaVolan: mimo, że na zajęciach uwrażliwiają nas na cierpienie osób chorych na ciężką depresje, to mimo wszystko w wymiarze ludzkim większe współczucie wzbudza we mnie ból jej przyjaciół i rodziny. Mieliśmy długą dyskusję samobójstwie na kilku przedmiotach i mimo, że ja jako która zawsze lubiła skrajny egzystencjalizm i skrajny nihilizm, zawsze broniłem prawa o decydowania o swoim życiu, to zdaję sobie sprawę, że mimo wszystko z największych psychicznych kryzysów jest jakieś wyjście.

      Należy pamiętać, że w syndromie suicydalnym jest taki termin jak zawężenie poznawcze, gdzie ludzie dosłownie nie są w stanie dostrzec nic poza rzeczami związanymi z melancholią i samobójstwem. Stąd te osoby na swój sposób można uznać za niepoczytalne i moim zdaniem pozwolenie na eutanazje takim ludziom to jak skazanie na karę śmierci 7 letniego dziecka.
      pokaż całość

      +: T...........n
    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Holandia zalegalizuje "pigułki ostatniej woli"?

    Z inicjatywy Niderlandzkiego Stowarzyszenia na rzecz Dobrowolnego Zakończenia Życia (NVVE) w Holandii rozpoczęto dyskusję nad zalegalizowaniem tzw. pigułki ostatniej woli pozwalającej popełnić samobójstwo nawet bez zgody lekarza na eutanazję – pisze „Spiegel”.
    #medycyna #etyka #eutanazja #farmacja
    pokaż całość

    +: kannabinoid, p....k +5 innych
    •  

      @Polacus: @xylorinn: może nie znalazłam składu "pigułki ostatniej woli" stosowanej w Holandii, ale znalazłam info, że doustnie stosuje się nembutal (pentobarbital):

      Nembutal is currently the drug of choice for human euthanasia in countries where that is legal, making it an unsurprising choice for people wishing to end their own lives in other countries. Given it is highly effective, its use is tightly controlled, and thus it is extremely difficult to get hold of at all, and almost impossible to obtain legally. One of the reasons why many people resort to less effective drugs.[...] A concentrated oral solution of 100 ml containing 9 grams of pentobarbital sodium along with sugar syrup in a 20% ethanol solution is a standard solution used for self-administration by patient. [...]The oral dosage of pentobarbital indicated for physician-assisted suicide in Oregon, US is typically 10 g in liquid form. This is considerably higher than the dose for the management of status epilepticus.

      Jak jeszcze coś znajdę to dam znać.
      pokaż całość

      +: x......n
    • więcej komentarzy (5)

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów