•  

    No i powiem wam, nie wiem. Niby Slaanesh jest nieco jest wężowy, więc moje sparowanie go z Yigiem było dobrym pomysłem. Ale jednak znowuż Yig nie daje jebania o sojusze, a z Tsathogguą to się wręcz nienawidzi XD Ojca węży obchodzi tylko, by na jesień grać mu na bębnach i nie deptać jego zwierzątek.
    Chyba jednak Y'golonac jest nieco lepszą opcją, bo to kompletny dewiant. Z tym, że zachowuje się mało wykwintnie. Wręcz jest nieco bardziej psujem, koruptorem, niż wyrafinowany Slaanesh.
    Jak sądzicie?
    #przymyslenia #warhammer40k #lovecraft #fanfiction #swiatotworzenie
    pokaż całość

  •  

    Jaki najdziwniejszy fanfiction czytaliście?

    Mnie najbardziej w pamięć zapadł "Ostatni Bastion" i trójkąt Tom&Sybilla&Remus. To co przeczytałam, już nie odczytam ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #harrypotter #fanfiction

  •  

    Szukam fanfików z #harrypotter o alternatywnej rzeczywistości gdzie rodzice Harrego nie zginęli. Istnieje coś takiego? Polecacie jakieś inne fanfiki?
    #fanfiction #fanfik

  •  

    Mój piękny ciemno skręcony gospel. Kreatywność #yeezymafia nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
    #kanyewest #rap #fanfiction

    źródło: youtube.com

  •  

    Mam pytanie, zna ktoś jakieś dobre fanowskie kontynuacje, albo prequele HP? Najlepiej po polsku, bez dziwnych związków i mniej więcej trzymające się kanonu. Czytałem Harry Potter i Pentakl Wężoustych i bardzo mi się podobał, ale zastanawiam się czy jest coś jeszcze na poziomie.
    #harrypotter #fanfiction

  •  

    #eso #teso #skyrim #fantasy #fanfiction

    Proste opowiadanie, tak dla rozrywki, nic więcej.

    Ku chwale Nocnej Matki.

    Z tymi słowami i myślą, Rhalin Aelsinerith pozbawiał życia niewiernych i każdego, kto ośmielił się splunąć na Sithisa. Jednakże wbrew temu, co mówili inni, nie czynił zbrodni dla własnej satysfakcji, czy skrzących monet, o nie. Jedynie głupcy i naiwni mogliby tak myśleć. Zabijał dla swej mrocznej pani, opiekunki wszystkich jego Mrocznych Braci i Sióstr. Nie mógł przynieść jej ujmy, bowiem to przyciągnie Gniew Sithisa.

    W tym dniu, choć raczej nocy, miało być to samo. Nałożył swoją czarną szatę, nalał truciznę na przygotowane ostrze, i zmówił wszystkie modły ku czci Pani Śmierci - zrobił wszystko co potrzeba dla spełnienia woli jej, jak i Pana Nicości. Błysk białego księżyca był jedyną przeszkodą, na którą natrafił. Klęska nie wchodziła w grę, albowiem byłaby to zdrada Mrocznego Bractwa, a ta przyciągnęłaby Gniew Sithisa.

    Przezwyciężył każdą przeszkodę na swojej drodze, unikając zgubnego światła pochodni i straż na wysokich murach zamku. Kilku z nich stało mu na drodze. Każdego spotkał ten sam los - powrót na łono bezkresnego Chaosu. Przeniknięcie w głąb królewskiej twierdzy nie było zresztą tak trudne. Spędził siedem nocy tylko na obserwacji ruchów wartowników zakutych w swoje bohaterskie zbroje i zamknięte hełmy, a cztery pozostałe na poznaniu zapomnianych ścieżek dawnego pałacu. Czarny Sakrament musiał zostać wykonany. Okazanie nieposłuszeństwa wobec starszego przyciągnęłoby Gniew Sithisa.

    Siostrzane księżyce wisiały wysoko na nocnym niebie, gdy skrytobójca dotarł na miejsce i zarazem koniec swojej drogi, nie, nie koniec. Pozostawała jeszcze tylko jedna rzecz, jedna prosta czynność, która zadowoli nie tylko Słuchacza, ale i Nocną Matkę. Rhalin służył im obu z nienawiścią i bezgraniczną miłością. Jego ofiara leżała prosto przed nim, zakryta pod kurtyną szerokiego łóżka. Przeszedł bezszelestnie jeszcze krok, dzierżąc w jednej dłoni święte ostrze, w drugiej - prostą szmatkę. Był gotowy dla przyniesienia chluby swojej rodzinie. Niektórzy wybraliby szybszą ścieżkę, kradnąc i zabierając na drodze wszystko, ale nie on. To bowiem przyciągnęłoby Gniew Sithisa.

    Lecz nic nie przygotowało go na cenę, którą przyszło mu zapłacić. Odsłonił prześwitującą zasłonkę, wzniósł sztylet w górę i nie ruszył się z miejsca. Jego oczy widziały już wiele, ale nigdy wcześniej nie ujrzał innej świętości, nie tak pięknej jak ona. Jasna, opalona na policzkach cera ciągnęła się pod samą szyję. Długie włosy, wypuszczone na wolność zalśniły na tle księżyców. Dziewczyna była młoda, być może w jego wieku - rozpoznał to od razu.

    Cały jego trud poszedł na marne, a poprzednie modlitwy stały się bezużyteczne. Rhalin poczuł jak po plecach ścieka mu fala dreszczy, mięśnie na całym ciele napinają się mocno oraz ucisk w dłoniach zaczyna słabnąć. Nie liczył czasu, który wydał tylko na swobodnym wpatrywaniu się w złotowłosą świętość. Była księżniczką, w jej żyłach płynęła błękitna krew, tak samo jak we wszystkich, o których słyszał w opowieściach, które opowiadała mu matka przy cieple domowego ognia.

    Kto mógł prosić o jej odejście z tego świata? Jaki bezduszny potwór odprawił sakrament, przez który miała dziś umrzeć? Tego nie mógł się dowiedzieć. Sekrety Mrocznego Bractwa były święte i otwarte tylko dla Słuchacza.

    Nieznana imieniem księżniczka ruszyła się, wtulając się głębiej poduszki. O czym śniła? Czy był to koszmar, czy wymyślne marzenia? Do jakich krain właśnie zawitała? Rhalin ani drgnął, wpatrzony w cienką tkaninę koszuli nocnej, której dotyk był niezdatny do wypowiedzenia w znanych mu słowach. Wystarczyłoby małe światło, by odkryć wszystko.

    To nie było sprawiedliwe. Dlaczego ona, a nie ktoś inny? Sithis znał wszystkich śmiertelników i martwych, wiedząc o ich czynach i występkach, tak więc dlaczego? Nie zasłużyła na ten los. Nikt nie zasłużył.

    A jednak sakramenty musiały zostać wykonane, mroczne błogosławieństwa zesłane, a ręka Pana gotowa na spełnienie jego woli. Wtem księżniczka poruszyła dłonią. Jej powieki powoli uniosły się mozolnie w górę. Budziła się, wyczuwał to. Sama myśl, że niewinna dusza mogła odejść tak wcześnie wprawiała zakątki jego zmysłów w bezład.

    W przeciwieństwie do niego i reszty jego rodziny, nie należała do bractwa, które przyjęłoby każdego, kto był gotów wypełnić wole Matki. Wówczas nic nie byłoby potrzebne. Nie mógłby pozbawić życia swojej Mrocznej Siostrze. To bowiem ściągnęłoby gniew Sithisa.

    A ona była niewinna, czysta od krwi. W tym życiu księżniczka nie należała do jego rodziny. Rhalin Aelsinerith był już gotów na przyniesieniu chluby swoim najbliższym.

    "Może w następnym - powtarzał. - Może w następnym".

    Ku chwale Nocnej Matki.
    pokaż całość

    źródło: DB_Keyart1_1920x1080222.jpg

  •  

    Jak byście chcieli zobaczyć best super giga odjechany crossover ever w historii?
    #fanfiction #fantastyka #literatura #fantasy #film #ksiazki #komiksy #gry #crossover

  •  

    Okej. Właśnie skończyłem czytać fica Timeless, którego opis przetłumaczyłem kilka dni temu (tamten wpis zaraz usunę, bo na co on, skoro opis zawrę niżej, wraz z moimi przemyśleniami? ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Powiem tak... To pierwszy dłuższy tekst (56 649 słów), jaki czytałem po angielsku. Dziesiątki, albo wręcz setki słówek widziałem pierwszy raz na oczy, kilka zdążyłem już zapamiętać. A idiomy i phrasal verbs, szkoda gadać... Myślałem, że mam wystarczający zasób słownictwa XD

    Czas jest niezależny. Nie bierze stron, ani jeńców. Tak to wygląda w teorii... Ale nawet najlepsza pułapka nie jest stuprocentowo skuteczna.
    Tajemniczy przybysz udaremnia zamach na Księżniczkę Lunę. Alikorn wyczuwa coś więcej w tym kucyku, a prawda przerasta jego oczekiwania.
    Umysł Księżniczki zaprząta jedna myśl: ten ogier, jego serce i umysł... Jak to jest, gdy jedno poddaje się upływowi czasu, a drugie wciąż mu umyka? Co się dzieje z sercem, które traci swoją dobroć, marnieje z każdym popełnionym błędem?


    Brzmi dość mrocznie, prawda? Szczerze mówiąc, lubię poczytać coś dramatycznego, łatwiej jest mi wczuć się w bohatera - w tym ficu jest nim OC, Shifting Sands. Postać ma dość ciekawe backstory, do którego najlepiej pasują słowa: poświęcenie, klątwa, altruizm. Więcej nie mogę zdradzić, nie chcę psuć radości z odkrywania zamysłu autora.
    Tutaj znajdziecie fica, możecie go sobie pobrać, albo czytać bezpośrednio ze strony. Jest jeszcze sequel, ale nie wiem, czy chce mi się go czytać... Jeszcze nie jest dokończony, został mi jeden egzamin do napisania, do tego - w celu polepszenia mojego słownictwa - postanowiłem zaznaczać sobie niezrozumiałe słowa bądź zdania, by potem w wolnej chwili się nimi zająć.

    pokaż spoiler Na początku chciałem przetłumaczyć całego fica, ale odpuściłem sobie, gdy znalazłem żart niemożliwy do przełożenia na polski ( ͡° ʖ̯ ͡°)


    pokaż spoiler @Timer_555: dzięki za grafikę w wyższej jakości ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    Ogólnie polecam, miejscami można się uśmiechnąć, a sama historia jest dość wciągająca. I sorry za taki długi wpis XD

    #mlp #mylittlepony #kucyki #fanfiction
    pokaż całość

    źródło: comment_1581196421x8Lkm2JiwTYA2EuhsHPNWf.jpg

  •  

    Dziękuję wszystkim za komentarze, konstruktywną krytykę, merytoryczne uwagi a przede wszystkim poświęcony czas! Przed wami drugi odcinek, mam nadzieję, że i tym razem wam się spodoba. Nowi czytelnicy znajdą poprzedni odcinek w linku poniżej a tymczasem wołam @nalia91 @jata12 @HeroesIV @thymotka @quidsy @Green81 @arem_arem_ @czurczil @Rapsii @rasterson @reddevilet @abdonaty @resuf @EkgScam @CXLV @khaes

    Gra o tron s09e01 https://www.wykop.pl/wpis/41453221/w-przyplywie-weny-i-pewnym-poczuciu-straty-postano/

    GRA O TRON ** s09e02

    Scena 1 WN. KRÓLEWSKI PAŁAC. RETROSPEKCJA.
    Retrospekcja z 6 odcinka, 8 sezonu. Drogon zabiera martwą Deanerys z pałacu i odlatuje w przestworza, znikając we mgle.

    Scena 2 PL. MORZE DOTHRAKÓW, STEPY. DZIEŃ
    Bezkresne dothrackie stepy. Stary pasterz przed kimś ucieka. Po chwili zza horyzontu wyłaniają się galopujące rumaki, na których siedzą młodzi dothraccy wojownicy. Wydając bojowe okrzyki ścigają mężczyznę, który nie ma szans przed nimi uciec. Młodzi barbarzyńcy otaczają pasterza, w ruch zaraz pójdą szable. Nagle na ziemi pojawia się wielki skrzydlaty cień. Dothraki i pasterz patrzą w niebo. Nad ich głowami przelatuje smok. Przerażeni wojownicy wycofują się, uciekają w popłochu, pasterz leży na ziemi, nawet nie drgnie.

    Drogon ląduje na stepie. Uważni widzowie rozpoznają to miejsce. To tu w ogniu wykluły się smoki. Drogon składa ciało swojej matki na kamieniach po czym rycząc odlatuje. Zatrzymujemy się przy ciele Deanerys. Stepowy wiatr delikatnie rozwiewa jej srebrne włosy. W pewnym momencie jak znikąd pojawiają się tajemniczy ludzie w drewnianych polerowanych maskach.

    Scena 3 WN. STAROŻYTNA ŚWIĄTYNIA. NOC
    Mrocza porośnięta bluszczem i mchem świątynia, w tle ruiny dawnej, upadłej cywilizacji. Niebo jest czarne, rozświetlają je tylko błyski piorunów. Ludzie w maskach odprawiają nad zwłokami Deanerys leżącej na kamiennym podeście bluźnierczy rytuał. Recytują jakieś zaklęcia w starożytnym języku. Wokół podestu pojawia się ogień, czarnoksiężnicy się cofają, płomienie rosną. Po chwili z płomieni wyłania się naga postać. To zmartwychwstała DEANERYS. Zdezorientowana patrzy na ludzi w maskach, nie może wydusić z siebie słowa. Gdzieś w oddali słychać ryk nadlatującego smoka.

    Wydarzenia z przeszłości obserwuje stojący za plecami czarnoksiężników Bran.

    Scena 4. WN. KOMNATA MAŁEJ RADY. DZIEŃ
    Tyrion, Davos, Brianne, Sam patrzą na Brana, który siedzi na swoim wózku opowiadając o wskrzeszonej Deanerys. Lanninster jest wstrząśnięty, ciężko mu uwierzyć, że Dany żyje, Sam poddaje w wątpliwość wizje króla, jednak Davos przypomina mu, że przecież jego najlepszy przyjaciel też był kiedyś martwy. Davos najlepiej z wszystkich znał Mellisandre i widział rzeczy, o których wolałby zapomnieć. Wie, że magia pochodząca z Essos jest potężna, zdążył się o tym przekonać na własnej skórze. Tyrion pyta Brana, czy wie gdzie dokładnie znajduje się teraz Deanerys. Widać, że się boi. Bran odpowiada, że przebywa w Asshai przy Cieniu. Wszyscy patrzą na Sama, licząc, że popiszę się wiedzą na temat tego miejsca, ale oczytany maester bezradnie wzrusza ramionami. Rzadko kto dociera tak daleko, wszystkie przekazy to niepotwierdzone plotki, żadnemu maesterowi podróżującemu po Essos nie udało się dokładnie opisać tego miejsca. Ci którzy próbowali nigdy nie wrócili do Westeros. Tyrion nalewa sobie wina. Wszyscy wiedzą o czym myśli karzeł. W końcu poruszona Brianne podnosi się z miejsca. Gotowa jest wyruszyć do Essos, jeszcze dziś. Zbierze swoich najlepszych ludzi. Lannister ją ucisza. Przyjdzie czas by znaleźć rozwiązanie tego problemu. Wciąż nie zostali odnalezieni zabójcy Bronna. Tyrion liczy na pomoc Brana. Bran przytakuje, jego oczy zachodzą bielmem…

    Scena 5. WN. BURDEL, POKÓJ ROZKOSZY. NOC
    Bran stoi przy Bronnie, który masowany jest przez czarnoskórą piękność. Po chwili dziwka wychodzi, Bron zostaje sam. Drzwi do pokoju się otwierają, do środka wchodzi kilka małych zakapturzonych postaci z nożami w rękach. Na oczach Brana sztyletują byłego najemnika, po czym wycofują się z powrotem do drzwi. Bran idzie za nimi.

    Scena 6. PL. ULICE KRÓLEWSKIEJ PRZYSTANI. NOC
    Bran wychodzi za mordercami z burdelu, śledzi ich. Zakapturzone postaci uciekają uliczkami, przemykając w ciemnościach. Dobiegają do zakratowanego tunelu prowadzącego do miejskich kanałów. Kraty w tunelu są przepiłowane, zabójcy przeciskają się przez wąską szczelinę, znikają w mroku.

    SCENA 7. PL. ULICE KRÓLEWSKIEJ PRZYSTANI. DZIEŃ
    Tyrion, Davos, Lady Brianne stoją przed zakratowanym tunelem do którego uciekli zabójcy Bronna. Tyrion spoglądając w mrok tunelu zastanawia się czy te dzieci wciąż tam są, czy też znalazły inną, czyściejszą kryjówkę. Karzeł gotowy jest wziąć obstawę i to sprawdzić, w żartach wspomina, że jest specjalistą od kanałów i czuje w nich jak ryba w wodzie, w Casterly Rock pełnił odpowiedzialną funkcję zarządcy kanałów. Lady Brianne obiecuje wzmocnić patrole w mieście i wysłać paru ludzi żeby sprawdzili tunele. Po chwili cała trójka odchodzi. W ciemnościach kanałów ktoś ich obserwuje.

    SCENA 8. PL. CZARNY ZAMEK NOCNEJ STRAŻY, DZIEDZINIEC. DZIEŃ
    Na dziedzińcu trwają ćwiczenia, którym przygląda się lord dowódca, BRANDON RIVERS. Jeden z młodych adeptów, DASTYN, mimo że najmłodszy, ma zaledwie czternaście lat, wyróżnia się zaciętością w walce, dzielnie stawia opór większemu przeciwnikowi. W pewnym momencie strażnik na Murze krzyczy z góry, żeby otworzyć bramę. Adepci przerywają trening, Lord Dowódca patrzy w kierunku tunelu, z którego wyłania się Jon Snow na koniu, w towarzystwie Ducha. Jon przejeżdża przez dziedziniec, DASTYN patrzy na niego zafascynowany, Jon wyłapuje jego spojrzenie, zsiada z konia.

    SCENA 9. WN. CZARNY ZAMEK, KOMNATA LORDA DOWÓDCY. DZIEŃ
    BRANDON RIVERS podkłada drew do kominka, Jon siedzi przy stole, opowiada dowódcy o thennach dokonujących ataków na wioski dzikich. Snow próbuje zainteresować Riversa tematem, ten pozostaje obojętny, dopóki dzicy nie zbliżają się do Muru i nie napadają na osady należące do królestwa Północy nie będzie się wtrącał w ich sprawy. Jon niepocieszony, uważa, że Rivers popełnia błąd, armia thennów rośnie w siłę, to kwestia czasu jak przejdą za Mur. Lord Dowódca odpowiada, że nawet gdyby chciał pomóc nie potrafi. Za mało ludzi, Nocna Straż prawie przestała istnieć, Winterfell nie dostarcza praktycznie żadnych zapasów. Sugeruje, żeby Jon wysłał list do królowej Sansy i poprosił ją o wsparcie. Jemu siostra przecież nie odmówi. Przypomina, że Snow wciąż jest bratem Nocnej Straży, mimo, że opuścił Mur i żyje wśród dzikich. Rivers mógłby to uznać za dezercję, ale nie zrobi tego z szacunku dla jego dokonań. Jon odpowiada, że Sansa rządzi samodzielnie i sama decyduje na ile może pomóc. Nie chce jej stawiać w niezręcznej sytuacji.

    SCENA 10. PL. CZARNY ZAMEK, DZIEDZINIEC. DZIEŃ
    Jon siodła konia, szykuje się do opuszczenia Czarnego Zamku. Czuje na sobie czyjeś spojrzenie, odwraca się i zauważa DASTYNA. Bez słowa wsiada na konia, kraty w murze się podnoszą, Jon odjeżdża, DASTYN odprowadza go wzrokiem.

    SCENA 11. PL. KRÓLEWSKI TRAKT, PRZED GOSPODĄ. WIECZÓR
    Sansa i jej świta w trakcie podróży do Królewskiej Przystani. Dojeżdżają do gospody na rozdrożu, gdzie czeka już na nich karczmarz. Rycerze zsiadają z koni, jeden z nich pomaga Sansie, karczmarz w ukłonach wita królową, zapewnia, że w jego przybytku czekają na nią same wygody, wszystko jest już przygotowane. Sansa przy stajniach zauważa kulejącego PAROBKA. Wzrok królowej i PAROBKA się spotyka, Sansa zamiera, wygląda jakby go rozpoznawała…W końcu blada wchodzi do gospody.

    SCENA 12. WN. GOSPODA. WIECZÓR
    Wieczerza. Sansa siedzi w towarzystwie maestra GRIFFINA i swoich rycerzy posilających się gulaszem z dzika. Maester zauważa, że Sansa nic nie zjadła, pyta co się stało, królowa jednak milczy, coś ją gryzie. Po chwili wstaje, każe swoim rycerzom iść za nią. Ci zdziwieni przerywają ucztę, posłusznie wychodzą za królową z gospody.

    SCENA 13. PL. STAJNIE, PRZY GOSPODZIE. WIECZÓR
    PAROBEK troskliwie zajmuje się końmi gości, karmi je i czyści. W pewnym momencie do stajni wchodzi Sansa w towarzystwie swoich rycerzy. Parobek zamiera, Sansa pyta jak się nazywa, mężczyzna nie może wydusić z siebie słowa. Sansa powtarza pytanie, chłopak próbuje rzucić się w panice do ucieczki, jednak rycerze j łapią go i przytrzymują. Do stajni wbiega maester GRIFFIN. Pyta Sansy co się dzieje. Sansa jest zimna, ale widać, że z trudem panuje nad emocjami. Patrząc na przerażonego parobka, mówi, że Ramsey Bolton uwielbiał otaczać się potworami takimi jak on sam. Miał w Winterfell błazna, którego nazywał Kulasem. Bolton nie tylko gwałcił, ale też lubił się przyglądać jak robią to inni. „Prawda Kulasie?” pyta Sansa , patrząc parobkowi w oczy. Ten zanosi się płaczem, przeprasza, przysięga, że się zmienił, żyje w zgodzie z ludźmi i bogami. Sansa zauważa wiszący na boksie powróz. Zdejmuje go i podaje jednemu ze swoich rycerzy. Wychodzi ze stajni.

    SCENA 14. PL. PRZED GOSPODĄ. DZIEŃ
    Ranek. Sansa i jej świta szykują się do dalszej podróży. Wsiadają na konie, odjeżdżają. Na jednym z drzew wisi martwy parobek, kruki wydziobują mu oczy. Orszak Sansy mija na koniu JON CONNINGTON, zmierzający na Północ.

    SCENA 15. WN. KRÓLEWSKA KOMNATA. DZIEŃ
    Król Bran i Tyrion przyjmują na audiencji lordów Reach, HARLANA FLORENTA i MERNA REDWAYNE’A, wasali Bronna. Harlan wylewa krokodyle łzy nad Bronnem, gburowaty Mern nie ukrywa, że odczuł ulgę po jego śmierci. Nie godzi się by nisko urodzony najemnik rządził starym rodem Radwaynów. Harlan odpowiada, że Florentowie są starsi od Radwaynów, wybucha kłótnia, którą musi przerwać zniecierpliwiony Tyrion. Karzeł podpuszcza lordów, sugerując, że śmierć Bronna to ich sprawka, ci gorączkowo zaprzeczają i zmieniają temat. Bronn nie zostawił żadnego dziedzica, lordowie domagają się by król wyznaczył nowego władcę Reach. Bran przygląda się mężczyznom, ale nic nie mówi, po chwili Tyrion odprawia ich z komnaty, obiecując, że niedługo król podejmie decyzje. Patrzy na milczącego Brana i pyta o czym myśli. Bran odpowiada że już wie, kto zabił Bronna.

    SCENA 16. PL. KRÓLEWSKA PRZYSTAŃ, PLAC. DZIEŃ
    Na prowizorycznej scenie trwa przedstawienie, w którym biorą udział komedianci poprzebierani za Deanerys, Cercei, Tyriona, Jaimiego Lanninstera, Jona Snow. Komedianci odtwarzają moment w którym Deanerys wygraża się mieszkańcom Królewskiej Przystani, że tych których jeszcze nie spaliła, wyrżną Dothraki. Widzowie buczą na Deanerys a po chwili na scenę wchodzi Jon Snow. Wbija Deanerys nóż w pierś, wygłaszając płomienną przemowę, która w rzeczywistości jest sprytnie ukrytym manifestem – królowie i lordowie mają władzę nad ludzkim życiem, uważają za lepszych w oczach bogów, za zbrodnie nie spotyka ich nigdy kara. Prostaczki oglądający przedstawienie podchwytują słowa, widać jak narasta w nich pewien bunt. Nagle wśród tłumu pojawiają się żołnierze. Rozpędzają motłoch i wbiegają na scenę. Komedianta grającego Jona Snow powalają na ziemię, ściągają mu maskę, pod którą ukrywa się młody mężczyzna z siwymi włosami. Tłum niezadowolony, buczy na żołnierzy, zaczyna rzucać kamieniami. Komediant zostaje zabrany ze sceny.

    SCENA 17. WN. MIEJSKIE LOCHY. DZIEŃ
    Mężczyzna aresztowany przez żołnierzy króla siedzi w celi zakuty w kajdany. Po chwili do środka wchodzi Tyrion. Pyta jeńca jak ma go nazywać, ten odpowiada, że kiedyś nazywał się Aerys, rodzice dali mu tak na imię na część Szalonego Króla (gdy jeszcze nie oszalał), teraz jest po prostu BEZIMIENNYM. Tyrion wie, że Aerys jest nie tylko zdolnym komediantem, ale także literatem. Czytał jego sztukę i choć nieładnie w niej przedstawił królewskiego namiestnika nazywając go kurwiarzem i pijakiem, uznaje, że to całkiem sprawnie napisane dzieło. Tyrion ma jednak pewne zastrzeżenia. Aerys pod płaszczykiem humoresek wyśmiewających władców podburza lud. Ktoś wziął jego słowa zbyt poważnie i jeden z jego przyjaciół, członek królewskiej rady nie żyje. BEZIMIENNY nie odpowiada na zarzuty, raczy za to Tyriona historią swojego życia. Kiedy był dzieckiem, w czasie rebelii Roberta, wpuszczeni przez Aerysa do miasta Lanninsterowie urządzili rzeź, zabijając jego ojca i matkę. W czasie Wojny Pięciu Królów, w bitwie nad Czarnym Nurtem zginęli jego bracia. W dniu którym Deanerys Targaryen przybyła na swoim smoku do Królewskiej Przystani, żona BEZIMIENNEGO na jego oczach została gwałcona przez dothraków a on w tym czasie próbował gasić płomienie z pleców swojego synka. Nie nauczył się walczyć, jego bronią są tylko słowa. Ludzi jak on, z każdą kolejną wojną wielkich tego świata jest coraz więcej. Uświadamia Lanninstera, że to dopiero początek. Ziarno zostało zasiane. Zbliżają się Zmiany.

    SCENA 18. WN. GOSPODA W KRÓLEWSKIEJ PRZYSTANI. DZIEŃ
    Lordowie Florent i Redwayne ucztują w gospodzie spierając się, któremu z nich bardziej należy się tytuł władcy Reach. Gospodyni co chwila donosi wina i jadła, dyskusja nabiera rumieńców, szlachcice gotowi zaraz rzucić się sobie do gardeł. W pewnym momencie Mern Rydwane zaczyna się dusić, żyły na jego twarzy czarnieją, oczy zachodzą krwią. Florent wzywa pomocy, z przerażeniem obserwując śmierć towarzysza. Za jego plecami dziecko w płaszczu z kapturem przemyka się niepostrzeżone i korzystając z zamieszania wychodzi z gospody.

    SCENA 19. WN. MROŹNE PUSTKOWIA ZA MUREM. WIECZÓR.
    Jon, konno, w towarzystwie Ducha wraca do domu bezdrożami mroźnej północy. Po chwili zatrzymuje konia i patrzy w mrok. „Wiem, że tam jesteś. Wyjdź”, mówi. Po chwili z ciemności wyłania się DASTYN, chłopak z Nocnej Straży. Jon pyta dlaczego go śledzi, Dastyn zsiada z konia i klęka przed Jonem. Mówi, że wychował się w wiosce pod Winterfell, cała jego rodzina zginęła w bitwie z Nieumarłymi, Dastyn został sierotą, dlatego postanowił wstąpić do Nocnej Straży. Chce złożyć przysięgę Nocnej Straży przed Królem Północy. Jon odpowiada, że nie jest już królem, każe chłopakowi wracać do Czarnego Zamku. Zawraca konia i odjeżdża.

    SCENA 20. WN. KRÓLEWSKI TRAKT. WIECZÓR.
    Sansa i jej świta w dalszym ciągu podróżują królewskim traktem. Nadjeżdża zwiadowca, który informuje Sansę, że traktem zbliżają się do nich zbrojni. Na chorągwiach mają herb obdzieranego ze skóry człowieka. Rycerze wyciągają miecze, gotowi bronić swojej królowej. Po chwili zbrojni Boltonów podjeżdżają bliżej, przewodzi im młody przystojny mężczyzna, lord PATRIK BOLTON. Patrik z wyglądu przypomina Ramseya, ten sam uśmiech, ten sama przebiegłość w oczach. Patrik jest siostrzeńcem Roose’a Boltona i nowym panem w Dreatford. Lord domaga się od królowej wyjaśnień, dlaczego powiesiła jednego z jego poddanych. Sansa odpowiada, że parobek był ukrywającym się przed sprawiedliwością zbrodniarzem i spotkała go zasłużona kara. Patrik stwierdza, że królowa nadużyła swojego prawa, według zwyczajów zbrodniarz powinien być osądzony w Dreadfort przez swojego pana. Sansa złośliwie odpowiada, że uczyniła przestępcy przysługę, każdy przecież wie jak kończą jeńcy Boltonów. Patrik zapewnia, że nie jest podobny do swojego wuja ani tym bardziej jego bękarta. Wie, że między Boltonami i Starkami jest wiele złej krwi, ale on zamierza żyć z Sansą w pokoju. Udowodni to. Zaprasza Sansę i jej rycerzy do Dreadfort, gdzie ugości ich z honorami na jakie zasłużyła królowa. Będą mieli okazje przedyskutować sprawy ważne dla Północy. Rycerze Sansy protestują, ale królowa po chwili namysłu przyjmuje propozycję Patrika.

    SCENA 21. PL. LAS, WIOSKA DZIKICH. NOC
    Jon w trakcie dalej podróży. Zauważa unoszącą się w oddali nad drzewami łunę ognia. Po chwili wahania spina lejce i rusza sprawdzić co się stało. Gdy wyjeżdża za linię drzew, zauważa thennów, którzy palą chałupy i mordują mieszkańców osady. Jon wyciąga Długi Pazur i rusza konno na odsiecz. Udaje mu się sieknąć jednego z napastników, drugi chcąc go zrzucić z siodła zostaje powalony przez Ducha, który rozgryza mu szyję. Kolejni thennowie skupiają się na Jonie. Jon jeździ w koło nich, paruje mieczem ciosy i sam kontruje. W pewnym momencie jeden z thennów zrzuca go z siodła. Napastnik powala Jona na ziemię, w rękach trzyma nóż z kości, którymi próbuje go zabić, jest dwa razy większy i silniejszy od Snowa. Nagle z ust wychodzi mu ostrze miecza. Thenn pada martwy na ziemię, za nim stoi DASTYN, który przybył Jonowi na pomoc. Jon niewiele myśląc podnosi się z ziemi, razem z Dastynem walczą z kolejnymi barbarzyńcami. Jeden z nich rzuca się do ucieczki, znikając w lesie, resztę thennów Jon, Dastyn i Duch zabijają. Gdy walka się kończy Jon skinieniem dziękuje bratu z Nocnej Straży po czym rusza na pomoc rannym.

    SCENA 22. PL. LAS, POD CZARDRZEWEM. NOC
    Dastyn klęczy pod czardrzewem, obok niego stoi Jon. Dastyn składa przysięgę Nocnej Straży „Nadchodzi noc i zaczyna się moja warta (...)". „Klękałeś jako chłopiec, powstań jako brat Nocnej Straży” mówi Jon i podaje chłopakowi jego miecz.

    SCENA 23. PL. OBÓZ THENNÓW. RANEK
    Obóz Thennów. Wojownicy palą ogniska, ostrzą broń. Przed namiotem siedzi PŁACZĄCY KRUK. Wódz plemienia rozebrany jest do pasa, jego tors pokrywają głębokie blizny, na szyi nosi kości pokonanych wrogów, twarz ozdobiona tatuażami przypominającymi strumienie łez. Szamanka maluje na twarzy kolejne elementy tatuażu. Z lasu nadbiega zmęczony thenn, który ocalał po walce z Jonem Snow. PŁACZĄCY KRUK gestem ręki odsyła szamankę, thenn klęka przed nim wycieńczony i opowiada o Wronach, które go zaatakowały. „Mój brat?” pyta wódz, a thenn kręci głową dając do zrozumienia, że zginął. Dodaje, że jeden z jego zabójców był Jon Snow. PŁACZĄCY KRUK milczy, jego pięść zaciska się na ostrzu miecza z ludzkich kości.

    #graotron
    #fanfiction
    #tworczoscwlasna
    #got
    #got9
    pokaż całość

  •  

    W przypływie weny i pewnym poczuciu straty, postanowiłem stworzyć zarys dziewiątego sezonu Gry o tron. Poniżej znajdziecie drabinkę do pierwszego odcinka, postaram się regularnie wrzucać kolejne. Miłej lektury, jeśli komuś zechce się czytać taką ścianę tekstu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    GRA O TRON S09E01

    Scena 1 WN. ZAMKOWY KORYTARZ. NOC
    Noc. Mrocznymi korytarzami królewskiego pałacu kroczy Tyrion, oświetlając sobie drogę lampą oliwną. Przed drzwiami do sypialni stoi ser Podrick Payne, rycerz Królewskiej Gwardii. Bez słowa wpuszcza Tyriona do środka.

    Scena 2 WN. KRÓLEWSKA KOMNATA. NOC
    Przy łóżku nieprzytomnego Brana czuwa Wielki Maester, Samwell Tarly. Bran gorączkuje, majaczy przez sen, jego oczy są pokryte bielmem. Tyrion pyta sama, czy są jakieś postępy, Sam smutno kręci głową. Z dialogu dowiadujemy się, że król Bran kilka tygodni temu próbując szukać smoka Deanerys zapadł w letarg. Sam przeczytał wszystkie dostępne mu księgi o wargach. Boi się, że Bran zatracił się i już na zawsze zostanie w ciele zwargowanego zwierzęcia. Tyrion prosi go, żeby na razie nikomu nie wspominał o stanie zdrowia króla. Wychodzi.

    Scena 3. PL. KRÓLEWSKA PRZYSTAŃ/BRUKOWANA ULICA. DZIEŃ
    Ranek. Panorama Królewskiej Przystani. Widzimy, że miasto jest odbudowywane, robotnicy pracują w pocie czoła, noszą cegły, mieszają zaprawę, w porcie cumują statki. Miasto żyje, na targu głośne rozmowy, pokrzykiwania handlarzy. Do miasta wjeżdża na koniu MĘŻCZYZNA w kapturze. Koń powoli kroczy brukowanymi uliczkami, zatrzymuje się nieopodal królewskiego zamku. Człowiek ten ściąga kaptur, widzimy twarz starszego, doświadczonego życiem mężczyzny. Ma pewną mądrość w oczach, szlachetne rysy twarzy, długie włosy opadają na ramiona, pokryte są siwizną, policzki zarasta gęsta ruda broda. Wpatruje się zamyślony na pałac a po chwili rusza dalej. Widzimy, że na płaszczu ma wyszyty symbol GRYFA.

    Scena 4. WN. KOMNATA MAŁEJ RADY. DZIEŃ
    Zebranie Małej Rady. Bronn, Davos, Sam, Brianne obradują w sprawie obchodów pierwszej rocznicy koronowania Brana. Z tej okazji w Królewskiej Przystani na jego cześć organizowany jest rycerski turniej, na który zjadą najznamienitsi rycerze Sześciu Królestw i Północy. Wszyscy są zaniepokojeni przedłużającą się nieobecnością króla. Bronn snuje dziwne przypuszczenia, podejrzewa, że Brann nie żyje a w jego imieniu rządzi karzeł. Samwell przysłuchuje się rozmowie, ale się nie odzywa. Bronn wychwytuje jego spojrzenie, domyśla się, że maester coś wie, naciska go, Sam już ma dać za wygraną, ale wtedy do sali wchodzi Tyrion, który go uprzedza. Informuje Radę o stanie zdrowia Brana. Boi się, że kiedy władcy Dorne, Żelaznych Wysp, Dorzecza i Doliny dowiedzą się prawdy, rozpocznie się kolejna gra o tron. Prosi przyjaciół o dyskrecję.

    Scena 5. PL. PLAC W WINTERFELL. DZIEŃ
    Winterfell. Sansa wraz ze swoja strażą przyboczną i MAESTREM GRIFFINEM wychodzi na zamkowy dziedziniec, gdzie żołnierze przetrzymują mężczyznę w czerni. To jeden z braci Nocnej Straży, który rzekomo dopuścił się gwałtu. Sansa wymienia z jeńcem kilka krótkich zdań, pyta o Jona Snow, ten odpowiada, że od roku nikt go nie widział, odkąd odszedł z dzikimi na Północ. Sansa skinieniem daje znać jednemu ze swoich żołnierzy, że może dokończyć egzekucję. Więzień błaga o litość i jeszcze jedną szansę. Po chwili przywołuje Neda Starka, który sam wymierzał sprawiedliwość ludziom których skazywał na śmierć. Sansa odpowiada, że nie jest swoim ojcem, odchodzi, żołnierze ścinają mężczyznę.

    Scena 6 WN. ZAMEK WINTERFELL, SALA TRONOWA. DZIEŃ
    Sansa w komnacie rozmawia z maestrem Griffinem, omawiają sprawy ważne dla królestwa Północy, maester odpowiada, że fragment Muru zburzony przez Nocnego Króla został już prawie odbudowany, nie widzi jednak w tym większego sensu, skoro zagrożenie minęło a Dzicy przestali najeżdżać Północ. Trzeba również rozważyć dalsze istnienie Nocnej Straży będącej pod protektoratem Winterfell. Sansa odpowiada, że Mur odbudowała na prośbę Brana, po za tym zbudowali go jej przodkowie więc robi to z szacunku dla ich dokonań. Po chwili maester schodzi na inny, krępujący temat. Sansa jest w najlepszym wieku, żeby zostać matką, Winterfell potrzebuje dziedzica. Zbliżający się turniej rycerski w Królewskiej Przystani to okazja by wybrać odpowiedniego kandydata na męża. Sansa szybko ucina dyskusję, miała już dwóch mężów i nie śpieszy jej się z trzecim.

    Scena 7. PL. PORT W STARYM MIEŚCIE, STATEK RYBACKI. DZIEŃ.
    Stare Miasto, panorama na wielki port. FELICIA pomaga swojemu ojcu zwijać sieci na jego kutrze . W pewnym momencie FELICIA patrząc w stronę morze widzi wpływające do zatoki statki z wizerunkami krakenów na masztach. Ludzie stojący na plaży zaczynają w popłochu uciekać, statki Żelaznych Ludzi otaczają mniejsze łodzie, trwa abordaż, piraci mordują żeglarzy, ojciec każe się ukryć FELICII pod pokładem, jednak dziewczyna decyduje się walczyć. Na pokład kutra wchodzą Żelaźni Ludzie, na oczach dziewczyny zabijają ojca a Felicię pozbawiają przytomności.

    Scena 8. PL. ŻELAZNE WYSPY, PLAŻA. DZIEŃ.
    Yara Greyjoy idzie plażą. Na plaży klęczą jeńcy pojmani przez Żelaznych Ludzi, większość to kobiety, które zostaną morskimi żonami rzezimieszków. Yara podchodzi do OWENA GOODBROTHERA, który zorganizował łupiecką wyprawę. Jest wściekła, gdyż kapitan znów zdecydował się na samowolkę atakując zachodnie wybrzeża Westeros, Goodbrother, który służył najpierw z jej ojcem, a potem Euronem zarzuca, Yarze słaby charakter niegodny mieszkańców Żelaznych Wysp. „My nie siejemy” powtarza dewizę Greyjoyów, przypominając Yarze jej korzenie, wypomina że zdradziła Deanerys, że jest pod butem uzurpatora z Winterfell. Yara wściekła, ledwo się powstrzymuje, by nie oddać kapitana w objęcia Utopionego Boga. W pewnym momencie klęcząca wśród jeńców FELICIA wyciąga nóż zza pasa pilnującego ja żeglarza i rzuca z nienawiścią na Yarę próbując wymierzyć sprawiedliwość. Zostaje powstrzymana, jeden ze strażników, chce jej roztrzaskać głowę, ale Yara go powstrzymuje. Przygląda się Felicii, jej zawziętym oczom i decyduje zabrać ze sobą na Pyke.

    Scena 9. PL. PORT, KRÓLEWSKA PRZYSTAŃ. DZIEŃ
    Królewska Przystań, port. Davos nadzoruje budowę królewskiej floty. Pojawia się Tyrion, który informuje Cebulowego Rycerza, że Żelaźni Ludzie znów zaatakowali, tym razem Stare Miasto. Robią się coraz zuchwalsi, Davos przekonuje, że niebawem stolica będzie dysponować wystarczającą ilością statków żeby podjąć walkę z piratami. Do Tyriona i Davosa podchodzą strażnicy. Przyprowadzają mężczyznę z GRYFEM wyszytym na płaszczu, który zażądał spotkania z namiestnikiem. Davos zdziwiony, zastanawia się kim jest ten tajemniczy człowiek z ulicy, Tyrion patrząc na twarz mężczyzny i herb zszokowany odpowiada, że to JON CONNINGTON, były namiestnik Szalonego Króla, Aerysa Targaryena.

    Scena 10 PL. KRÓLEWSKA PRZYSTAŃ, MUR ZAMKOWY. DZIEŃ
    Tyrion i Jon Connington spacerują traktem, wzdłuż muru skąd rozciąga się widok na królewską przystań. Connington opowiada, że po tym jak został skazany przez Aerysa na wygnanie, uciekł do Essos, gdzie dołączył do Złotej Kompanii. Nie brał udziału w bitwie o Królewską Przystań, dzięki temu pewnie wciąż żyje. Jako, że Złota Kompania już nie istnieje a Gryf został bez domu i armii, liczy, że w końcu zostanie ułaskawiony przez nowego króla i będzie mógł wrócić do Westeros. Tyrion słusznie podejrzewa, że powrót Conningtona nie jest przypadkiem. Ten potwierdza, że przyjechał, gdyż dowiedział się, że jego ukochany przyjaciel, książe Rheagar i Lyanna Stark mieli dziecko, które teraz jest dorosłym mężczyzną, nazywa się Jon Snow. Były namiestnik zamierza go odnaleźć, uważa że to dziecku Rheagara należy się tron. Tyrion przypomina jak skończyły się dla Westeros rządy Targaryanów. Gryf przyznaje mu rację, ale po chwili wskazuje na rozciągające się w pełnej okazałości miasto. Nie byłoby Siedmiu Królestw, nie byłoby Królewskiej Przystani gdyby nie Aegon Zdobywca i jego następcy. Z tego co wie Westeros pod rządami Brana znacznie osłabło, Bran nie posiada silnej armii a po odłączeniu się Północy inne królestwa też myślą o secesji . To kwestia czasu jak Dorne i Żelazne Wyspy odłączą się od stolicy i wybiorą swoich własnych królów. Tyrion studzi zapał Conningtona. Jona Snow od roku nikt nie widział i raczej nie jest raczej chętny by zostać królem.

    Scena 11 PL. PRZED LEŚNĄ CHATA. DZIEŃ
    Mroźna północ. Drewniana chatka na skraju lasu, zupełne odludzie. Mężczyzna odziany w zwierzęce skóry, ciężko pracuje, rąbie drewno. Gdzieś z boku stoi i czuwa biały wilkor. Zaczyna warczeć, mężczyzna patrzy na niego, następnie odwraca się, spoglądając w tym samym kierunku co zwierz. To JON SNOW. Jon przez chwilę nic nie dostrzega, w końcu z lasu wybiega ciężko ranna młoda kobieta. Udaje jej się przebiec parę kroków po czym pada w śnieg. Jon natychmiast rusza na pomoc, podbiega do niej, bierze na ręce, zanosi do chaty.

    Scena 12 WN. LEŚNA CHATA. NOC
    Wieczór. Jon podkłada drew do kominka, troskliwie opiekuje się nieprzytomną dziewczyną, opatruje jej rany. Dzika w końcu odzyskuje przytomność, z przerażeniem patrzy na swojego wybawiciela, Jon ją uspokaja, dopytuje co się stało. Dziewczyna z płaczem opowiada o masakrze, której dokonali w jej wiosce thennowie. Ona jedyna ocalała z rzezi, udało jej się uciec do lasu. Jon słucha z przejęciem.

    Scena 13 PL. ZNISZCZONA WIOSKA. DZIEŃ
    Wczesnym rankiem Jon i Duch przebywają do wioski dzikich po której zostały jedynie zgliszcza. Snow przechadza się między ciałami zabitych – dorosłych, kobiet, dzieci. W pewnym momencie dołącza do niego Tormund i jego ludzie. Opowiada Jonowi, że thennowie mają nowego wodza, PŁACZĄCEGO KRUKA, to kolejna wioska zdziesiątkowana przez dzikich barbarzyńców. Tormund próbował zjednoczyć plemiona, ale nie jest Mancem Ryderem. Wie kto jednak mógłby nim być. Jon odmawia. Nie zamierza nikim ani niczym rządzić. Tormund przekonuje go, że to kwestia czasu jak Płaczący Kruk i jemu podobni zaczną zapuszczać się coraz dalej na południe . Jon milczy, odchodzi.

    Scena 14 WN. WINTERFELL. KOMNATA SANSY. DZIEŃ
    Winterfell. Komnata Sansy. Sansa szykuje się do podróży, wybiera się turniej do Królewskiej Przystani. Zwierza się ze swoich przemyśleć przyjaciółce ALICE POOLE. Wspomina ojca i swoją pierwszą wizytę w stolicy, gdzie również odbywał się turniej a Loras Tyrell obwołał ją swoją damą. Niedługo potem Ned Stark stracił głowę, a ona stała się zakładniczką Lanninsterów i zabawką w rękach Joffreya. Alice przekonuje Sansę, że historia się nie powtórzy, że to co najgorsze Sansa ma za sobą.

    Scena 15. PL. KRÓLEWSKI TRAKT, PRZEDPOLE WINTERFELL. DZIEŃ
    Sansa, konno, w obstawie żołnierzy wyrusza z Winterfell. Żegnana przez poddanych, ostatni raz ogląda się za siebie, patrząc na mury otaczające siedzibę Starków.

    Scena 16. WN. ZAMEK GREYJOYÓW, LOCHY. NOC
    Pyke. Yara schodzi do wilgotnych lochów, gdzie przetrzymywani są jeńcy. Kieruje się do celi, w której uwięziona została Felicia. Yara przynosi dziewczynie jadło, ta jednak ostentacyjnie odstawia talerz. Yara pyta kogo straciła, w końcu dziewczyna odpowiada, że Żelaźni Ludzie zabili jej ojca i spalili statek, którym codziennie wyruszali z przystani na połowy. Yarze jest przykro, zapewnia, że nie miała z atakiem na Stare Miasto nic wspólnego, dziewczyna nie chce jej jednak słuchać.

    Scena 17 WN. ZAMEK GREYJIYÓW, KORYTARZ W LOCHACH. NOC
    Yara wychodzi z celi, pod którą czeka na nią maester Ambrose. Informuje Yarę, że z Królewskiej Przystani przyleciał Kruk, pokazuje wiadomość od Tyriona Lanninstera, który stawia Żelaznym Ludziom ultimatum. Zaprzestaną ataków, albo spotka się to ze zdecydowaną odpowiedzią Królestwa. Yara wściekła, nie podobają jej się groźby karła, które jak uważa władczyni Pyke nie mają żadnego pokrycia.

    Scena 18. WN. LEŚNA CHATA. NOC.
    Jon i dzika dziewczyna spożywają kolację, królika upolowanego przez Jona. Jon niechętnie opowiada o sobie, większość czasu milczy. Gdy zbliża się pora spania, Jon rozbiera się i kładzie pod futrami. W pewnym momencie czuje czyjś dotyk, odwraca się i widzi dziką, która naga położyła się obok niego. Kobieta chce odwdzięczyć mu się za pomoc, Jon jednak prosi, żeby wróciła na swoje miejsce. Dziewczyna zawiedziona, przekonana, że jest nieatrakcyjna, Jon wyprowadza ją z błędu. Złożył przysięgę, że nie weźmie żony ani nie spłodzi dzieci, ale jego odmowa ma też drugie dno. Wciąż leczy złamane serce. Dziewczyna w końcu zasypia obok niego.

    Scena 19. WN. LEŚNA CHATA. DZIEŃ
    Rankiem Jon budzi się sam na posłaniu, dzika zniknęła.

    Scena 20 WN. BURDEL, POKÓJ UCIECH. DZIEŃ
    Bronn korzysta z uciech cielesnych w nowo wybudowanym przybytku rozkoszy. Jest masowany przez piękną czarnoskórą dziewczynę z Wysp Letnich. Dziewczyna na chwilę wychodzi, Bronn czeka bycząc się na plecach w wielkim łożu. Po chwili słyszy jak drzwi się otwierają, uśmiecha się. Nie wie jednak, że zamiast dziwki do sypialni wszedł ktoś inny. Napastnicy, wyglądający jak dzieci dźgają go nożami, były najemnik próbuje się bronić, lecz ciosów jest zbyt wiele…napastnicy wycofują się po cichu, wychodzą. Bronn wykrwawia się w łożu.

    Scena 21 WN. BURDEL, POKÓJ UCIECH. DZIEŃ
    Zwłokom martwego Bronna przygląda się Tyrion sprowadzony do zamtuzu przez straże. Lanninster z trudem powstrzymuje emocje, nie chciał przyznać, ale Bronn był jego przyjacielem. Po chwili do królewskiego namiestnika dołącza Davos i Lady Brianne. Zastanawiają się kto miał motyw i sposobność. Tyrion odpowiada, że dziwka z którą się zabawiał jest już przesłuchiwana, ale wygląda na to, że nic nie wie. Karzeł podejrzewa, że w zbrodnię mogą być zamieszani lordowie z Reach, którym trudno się pogodzić, że nowym panem Wysogrodu został nisko urodzony najemnik. Za punkt honoru Tyrion bierze znalezienie i ukaranie sprawców. Pojawia się posłaniec z wiadomością. Król Bran odzyskał przytomność. Tyrion, Davos i Brianne patrzą po sobie, wychodzą z izby.

    Scena 22. WN. KOMNATA KRÓLA. DZIEŃ
    Tyrion, Davos, Brianne wchodzą do królewskiej komnaty gdzie czeka już na nich Samwell i król Bran na wózku. Bran wydaje się odzyskać pełną świadomość, znów jest tym samym poważnym chłopakiem co wcześniej, Trójoką Wroną. Tyrion pyta co się z nim działo przez ostatnie tygodnie, dlaczego tak długo nie wracał do swojego ciała? Bran odpowiada, że znalazł w końcu smoka.

    Scena 23. PL. KRĄG CZARNOKSIĘŻNIKÓW. DZIEŃ
    Asshai za Cieniem. Mroczna kraina gdzie słońce nigdy nie wschodzi, nie zachodzi, niebo przysłaniają czarne jak noc chmury, co chwila gdzieś na horyzoncie błyskają pioruny. Kamera przebija się przez chmury, widzimy z lotu ptaka wielki plac otoczony dziwnymi kręgami, pełen kolumnami ze starożytnymi runami. Na środku placu uwięziony Drogon. Smok przypięty jest setkami grubych łańcuchów, w szale rzuca się, zieje ogniem, łańcuchy ledwo wytrzymują napór tej nieposkromionej siły. Wokół Drogona stoją tajemniczy ludzie w polerowanych drewnianych maskach, rzucają zaklęcia w starożytnym języku, próbują ujarzmić bestię, Drogon próbuje ich spalić. W pewnym momencie smok coś wyczuwa, pociąga nozdrzami, patrzy swoimi gadzimi ślepiami na mgłę. Warczy. Z mgły wyłania się powoli kobieta. Widzimy najpierw delikatny zarys, po chwili więcej szczegółów. To DEANERYS. Ubrana w przewiewną, półprzezroczystą białą szatę, podchodzi do smoka, głaska go łbie, bestia się uspokaja.

    #graotron
    #fanfiction
    #tworczoscwlasna
    #got
    #got9
    pokaż całość

  •  

    To fantastyczne, że dzięki fanfiction możemy zmusić do seksu osoby, które nigdy nie byłyby sobą zainteresowanie. Prawdziwa magia literatury. ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚
    #fanfiction #seks #oswiadczenie #literatura

    źródło: Screenshot_20190520-0048042.png

  •  

    Mirki, jak sie nazywa w #fanfiction połączenie postaci z różnych filmów czy książek. #kiciochpyta #cosplay
    Konkretnie, muszę zrobić parę z Jacka Sparrowa i jednego dziecięcego supetbohatera

  •  

    Jeśli ktoś nie może się doczekać Wichrów Zimy to polecam fanfica po angielsku Dragons of Ice and Fire. Lepszego chyba nigdy nie czytałem. Co by było gdyby Jon znalazł za Murem lodowego smoka. Moment oddzielenia od kanonu to nieco przed tym jak Nocna Straż dostała wpierdol od Innych.
    Tak się jaram tym fanficiem, że niemal zapomniałem o Martinie.
    https://www.fanfiction.net/s/12200320/1/Dragons-of-Ice-and-Fire

    #graotron #fanfiction
    pokaż całość

  •  

    #heheszki #youtube
    Klasyka #fanfiction My Immortal. Piękny troll, arcydzieło na miarę naszych czasów. Zapoznaję się pierwszy raz w takiej formie bo czytanie tego to jeszcze większe wyzwanie umysłowe, ja nie dałem rady.

    źródło: youtube.com

    +: Cronox
  •  
    L.........r

    +4

    Robię sobie przerwę od rysowania, za to biorę się za fanfiction. Pewnie ujowe, ale może ktoś się skusi. Póki co, dwa krótkie ujopowiadania, zapraszam wszystkich spod szyldu #gothic gdyż zabiorę was w daleką podróż na wschodnie rubieże znanego nam świata. Witajcie na Wschodnim Archipelagu! #fanfiction #opowiadanie

    "Cienie na wschodzie"

    Król spoglądał na spokojne morze przez pałacowe okno. Był upalny, letni poranek, niczym nie wyróżniający się od innych letnich dni na Wschodnim Archipelagu. Monarcha wiedział jednak, że ten spokój to tylko złudzenie. Co rusz dochodziły do niego raporty o widywanych na granicznych wodach orkowych okrętach. Wizja walk z takim przeciwnikiem napawała go przerażeniem. Doskonale wiedział jak wygląda sytuacja u jego sąsiadów. Wiedział, że armia Rhobara ustępuje pola na całym froncie. Wiedział, że myrtańska marynarka ugina się pod naporem czarnych galer. Podświadomie czuł, że zbliża się koniec. Koniec jego królestwa, koniec ery ludzi.

    "Król Wschodniego Archipelagu, Pan Morza Wschodniego, Protektor Laran, Juan III!" - zagrzmiał herold, gdy władca wkraczał do sali tronowej.

    Właśnie przybyło poselstwo z Rhobara II. Stary król usiadł ciężko na tronie. W jego kierunku ruszyło trzech bogato odzianych mężczyzn. Musieli być to jacyś nowi dyplomaci, bo ich twarze nic nie mówiły władcy. Mężczyźni zatrzymali się w odpowiedniej od tronu odległości ustalonej etykietą i oddali monarsze pokłon. Król gestem ręki pozwolił im przemówić. Głos zabrał najstarszy z nich ubrany w piękny karmazynowy płaszcz podbijany lisimi futrami:

    "Miłościwie panujący królu. Mój pan, król Rhobar II, pan Myrtany i Varantu, protektor Khorinis, przesyła ci wyrazy najszczerszego współczucia z powodu śmierci twej zacnej małżonki. Pragnie też zapewnić cię o jego przyjaźni i dobrych zamiarach..."

    Król zaklął w myślach na wspomnienie o swojej żonie. "Suka prześladuje mnie nawet po śmierci..." – pomyślał. "Dobrze, że kazałem ją otruć, nadstawiła rzyci połowie dworu, przynosiła mi tylko wstyd... Suka!"

    "Tak, tak...mów lepiej pośle, jeśli łaska, co też Rhobar ode mnie chce. Nie bawmy się w etykietę. Nie czas na to. Konkrety!" - zniecierpliwił się władca.

    "Mój pan przysyła nas by prosić cię o pomoc w walce przeciw orkom. Wojna wiele nas kosztuje, flota przegrywa, wojska na kontynencie się cofają. Król Rhobar składa przez nas propozycję sojuszu, który umocni nasze państwa przeciwko wspólnemu wrogowi. Nasz wywiad donosi o orkowych galerach na wodach granicznych waszej miłości. Mój władca chce połączyć floty Myrtany i Wschodniego Archipelagu, by wspólnie odeprzeć zagrożenie. Lada dzień, a ta plaga ludzkości ruszy także na Archipelag. Zaś połączone armie mają większą szansę na wygraną." - odrzekł spokojnie emisariusz.

    "Rhobar chce moich okrętów...przez te wszystkie lata na zachodniej granicy aż wrzało, prawie doszło do wojny, a teraz przysyła tu swoich posłów i chce sojuszu...czyż jest aż tak źle? Czy wielki pogromca Varantu rzeczywiście przegrywa z dzikimi hordami z północy? Czy zdobywca Wysp Południowych ugina się przed dzikimi najeźdźcami? Czy jest aż tak zdesperowany, że potrzebuje pomocy swego największego rywala?" - pomyślał król Juan.

    "Więc...Rhobar chce zawrzeć sojusz...doprawdy, nie spodziewałem się tego po waszym królu. Załóżmy, że jestem skłonny przyjąć jego propozycję. Czego w zamian chce Pogromca Południa?"

    "Mój pan oczekuje jedynie słusznej decyzji, miłościwy królu. Jest głęboko przekonany, że dokonasz mądrego wyboru. Jako potwierdzenie swoich szczerych intencji składa na twe ręce ten oto miecz wykonany z magicznej rudy, prawdziwe arcydzieło sztuki kowalskiej. Ponadto, na okręcie którym przybyliśmy, znajduje się sto skrzyń z magiczną rudą, która, jak wierzy, pomoże w wzmocnieniu potęgi Wschodniego Archipelagu." - powiedziawszy te słowa poseł skinął w kierunku towarzysza stojącego po jego prawicy. Dostojnik przybrany w zielony kontusz, odsłonił ukryty za połą płaszcza miecz, schowany w bogato zdobionej pochwie. Ukłoniwszy się ponownie, wystąpił trzy kroki przed swojego przedmówcę.

    "Wielmożny królu, przyjmij z mych rąk te oto ostrze. Pan mój, król Rhobar II pragnie, by wszelkie spory jakie miały do tej pory miejsce między naszymi królestwami odeszły w zapomnienie."

    "Jak cię zwą, dostojny gościu?" - zapytał stary władca.

    "Jestem lord Cesius, konsul z rozkazu króla Rhobara." - przedstawił się dostojnik, kłaniając się po raz trzeci.

    "Doprawdy, bardzo zależy waszemu władcy na tym sojuszu. Zakładam, że reszta twoich towarzyszy szlachetny Cesiusie to również lordowie?"

    Usłyszawszy to, dwaj pozostali legaci ukłonili się lekko na znak potwierdzenia słów władcy.

    "Przyjmuję te dary, jako zapowiedź poprawy naszych wzajemnych stosunków. Pozwólcie szlachetni goście, że z odpowiedzią na prośbę waszego króla poczekam do jutra. Dostaniecie wygodne kwatery. Niczego wam na mym dworze nie zabraknie." - powiedziawszy to, król klasnął w dłonie. Z głębi sali wyszło dwóch paziów. Jeden z nich odebrał podarunek z rąk lorda Cesiusa, drugi zaś podszedł do posłów. Trójka wysłanników zrozumiała wymowny sygnał. Po raz kolejny ukłoniła się władcy i pozwoliła odprowadzić się do swych nowych kwater w pałacu.

    Krótka, ale treściwa audiencja zmęczyła starego władcę. Już dawno temu stracił młodzieńczy zapał i siły. Im dłużej rządził, tym dotkliwiej odczuwał ciężar królowania. A ostatnie lata panowania, drugi najazd orków na Myrtanę, kłopoty z piratami, którzy panoszą się po jego wodach i wizja wojny na jego ziemiach całkowicie uszczupliły już i tak nadszarpnięte zdrowie króla.

    Monarcha skrył twarz w dłoniach. Nie miał wyboru. Był zapędzony w ślepą uliczkę. Jeśli nie przyjmie oferty Rhobara, będzie musiał sam walczyć z orkami. Jeśli zaś ją przyjmie, sojusz trzeba będzie dopełnić małżeństwem. Na wydaniu miał tylko swojego najmłodszego syna Juana Diego. Małżeństwo z córką Rhobara oznaczało dwie rzeczy. Albo Juanowi uda się przeżyć Pogromcę Południa i objąć tron obydwu królestw, albo zginie w najbliższym czasie, czy to zasztyletowany, czy też otruty. A wtedy córeczka Rhobara stanie się marionetkową królową Wschodniego Archipelagu. Władca czuł, że i jego dni są policzone, czuł się coraz gorzej, ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Mógł poczuć oddech śmierci na karku. Bał się. Bał się nie o siebie, ale o to, co stanie się z królestwem. O to, czy syn nie dołączy do niego po śmierci, podstępnie zamordowany na rozkaz Rhobara, by ten mógł zapewnić sobie całkowitą dominację na morzu.

    Musiał też zmobilizować wszystkie siły, jakie mogło powołać królestwo. Potrzebny był każdy mężczyzna. Czasu było mało. Orkowie bez wątpienia szykowali się do najazdu na jego ziemie. Jedyne co mógł teraz uczynić, to wprowadzić stan wojenny i zaciągać przymusowo do armii wszystkich mężczyzn zdolnych do walki. Cała flota musiała jak najszybciej ściągnąć do stolicy na przegląd. Szlachta też musi stawić się na wezwanie króla.

    Jutro przyjmie propozycję Rhobara. Ale dziś musi spisać odpowiedni dekret i wydać rozkazy do rozpoczęcia poboru. W tej chwili król poczuł się jak tyran. Co prawda jego nowy dekret nie mógł równać się z tym co wyprawiał Rhobar na zachodzie, bo nie da się porównać przymusowego poboru z wtrącaniem do kolonii karnej za najdrobniejsze przewinienia, tylko po to, żeby królestwo miało nieprzerwane dostawy magicznej rudy. Żeby to była jeszcze zwykła kolonia karna. Rhobar kazał ją otoczyć jakimś magicznym polem, żeby zapobiec ucieczkom. To wydarzenie odbiło się szerokim echem po całym kontynencie i morskich królestwach wschodu.

    Teraz dopiero do starego monarchy dotarło, jak bardzo zdesperowany jest jego nowy sojusznik. I z całą mocą zrozumiał jak straszna będzie nadchodząca wojna, skoro sam wielki Rhobar chwyta się każdego sposobu, by tylko odeprzeć orków.

    Wiedział jednocześnie, że podjęta przez niego decyzja wywoła gniew ludu. Do tej pory cieszył się renomą szorstkiego, ale dobrego władcy. Miał świadomość, że nie wszyscy zrozumieją powagę sytuacji . A może jednak zrozumieją? Zrozumieją, że od tego zależą losy królestwa? Że to dla większego dobra? Monarcha czuł, że nad jego ziemiami zbierają się cienie. Cienie, które mogą pochłonąć całe jego dziedzictwo i marzenia. Cienie przybierające kształt orkowych toporów. Cienie na wschodzie...

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    "Zasłyszane w Zielonej Baryłce"

    Tawerna portowa jak zwykle pękała w szwach. Odgłosy pijackich śmiechów i skocznej muzyki słychać było aż z przystani, gdzie cumowały statki kupieckie z Khorinis, kontynentu, czy Wysp Południowych. Między banderami krain ościennych dało się dojrzeć nawet kilka pochodzących z dalekich królestw wschodu. Poza tym dziwiła ilość wojennych galer, które zaczęły ściągać do stolicy. Wśrod mieszkańców od dłuższego czasu chodziły plotki o wojnie. Jedni mówili o wojnie z Myrtaną, drudzy o wojnie z orkami, a jeszcze inni, że to tylko zwykły przegląd wojsk i nie ma czym się martwić. W stolicy jednak czuć było rosnące napięcie, gdyż nikt nie wiedział czego się spodziewać. Niepokój potęgowało też niedawne poselstwo z dworu Rhobara II.

    Do Zielonej Baryłki weszło dwóch mężczyzn ubranych w skórzane kurty i płaszcze z wilczych futer. Przy pasach nosili miecze, a zaschnięte błoto świadczyło o tym, że tych dwóch dopiero co zakończyło długą podróż.

    "Piwa gospodarzu!"- zakrzyknął jeden z nich zbliżając się do szynkwasu.

    "Ah! Moi ulubieni łowcy nagród! Za wami pewnie długa podróż, co panowie? Owocna mam nadzieję!"- odkrzyknął gruby, wąsaty oberżysta, wyraźnie ucieszony widokiem gości.

    "Długa. I tylko tyle Frederico..."- odparł niższy mężczyzna, chwytając za kufel spienionego piwa.

    "To była strata czasu i pieniędzy. Mówiłem Julio, żeby nie brać tej roboty, ale się uparł. A jak wiadomo, ja tu nie mam nic do gadania."- wyższy mężczyzna popatrzył spod byka na swojego towarzysza upijając solidny łyk piwa.

    "A kto ci kazał, gamoniu, iść ze mną? Sam żebrałeś o to żebym cię zabrał. Skąd miałem wiedzieć, że ten gość gryzie ziemię? Był list gończy, była jego morda, była nagroda. Sam mi mówiłeś, że to będą łatwe pieniądze, więc nie łżyj teraz żeś mi odradzał, bo z wywalonym jęzorem leciałeś na drugą stronę wyspy jak tylko zobaczyłeś na liście czterysta monet w nagrodę za dostarczenie tego śmiecia."

    "Ejże! Julio, no już, nie bocz się, było minęło, przynajmniej świeżego powietrza zażyłeś, a nie tego zgniłego od ryb smordu portowego, co go tak uwielbiasz. Źle ci było jak córeczkę sołtysa z tej rybackiej wiochy bałamuciłeś?"

    "Cicho bądź Sancho...teraz mam ochotę na piwo i przerwę od twojego ględzenia. Muszę odreagować jakoś ten wypad, bom tylko się nerwów najadł. Frederico, masz może jakąś strawę dla zmęczonych wędrowców?"

    Gruby karczmarz zaśmiał się w głos. Wiedział, że nie zobaczy pieniędzy za strawę, ale dzisiejszy utarg i sympatia do tej dwójki nie pozwalała mu odmówić.

    "Wy darmozjady...a niech wam będzie, na koszt firmy! Macie, ciepły kurczak. Jedzcie, bo niedługo to wszycy będziemy tylko podpłomyki żreć..."

    "Ej, Frederico, co ty gadasz? Przecież miastu niczego nie brakuje, nawet plony w tym roku są nadzywaczaj udane. A z tego co wiem, to zboża z kontynentu i Khorinis nie brakuje."- odrzekł Julio, zdziwony spoglądając znad talerza na karczmarza.

    "Widziałeś wojenne galery w porcie? Myślisz po co ich tyle? A słyszałeś o poselstwie z Myrtany? Po co tutaj poselstwo Rhobara? Mówię wam, wojna się szykuje, tylko patrzeć jak stary Juan wici każe rozsyłać."

    "I że niby szykuje się wojna z Myrtaną? Bzdura...przecież kontynent ledwo radzi sobie z orkami, to mają jeszcze z nami walczyć? Pomyśl logicznie Frederico..."- odpowiedział Sancho, biorąc kolejny łyk piwa.

    "Obawiam się panowie"- wtrącił Sancho -"że to poselstwo z Myrtany nie było tu po to, by wypowiadać nam wojnę, tylko żeby nasz staruszek pomógł Rhobarowi z orkami. Rybacy już od dawna mówią o czarnych galerach na północny. Ja wam mówię, jak już, to wojna będzie, ale z tymi śmierdzielami."

    Trójka rozmówców spoważniała, nie zwracając uwagi na to, że cała tawerna aż trzęsła się od muzyki, tańców i głośnych rozmów. Mimo, że w stolicy wszystko wydawało się być po staremu, to coś budziło niepokój wśród mieszczan i podróżnych. Zamorscy kupcy mówili o nadzwyczaj spokojnych szlakach handlowych, o tym, że piraci przestali nagle napadać, mimo, że do tej pory praktycznie nie było dnia by jakiś statek kupiecki nie musiał się bronić przed tą chołotą.

    Rybacy z całego archipelagu zarzekali się, że na wodach granicznych natykali się na pojedyńcze orkowe okręty. Wszystkich dziwiła też taka ilość królewskiej armady w stolicy. Coś wisiało w powietrzu, a niewiedza tylko potęgowała niepokój i strach o to, co przyniesie los.

    "Panowie, nie ma co się martwić na zapas! Może to zwyczajny przegląd marynarki? Toż to nic nowego, przecież co kilka lat armada zawija do portu."- milczenie przerwał Julio, który niezbyt miał ochotę przyznać sam przed sobą, że to nie jest zwykły przegląd królewskiej floty.

    "Przecież takie przeglądy są ogłaszane, a teraz cisza, nikt nic nie wie. Nie podoba mi się to panowie, bardzo nie podoba..."- rzucił karczmarz.

    "Eh...co będzie to będzie. Nawet jak przyjdzie wojować z orkami, to takiej aramdy nie pokonają. Sam Rhobar prędzej by się obsrał na swoim tronie, niż pokonał nas na morzu. A co dopiero taka banda śmierdzących małp na tratwach!"- rzekł podekscytowany i lekko podchmielony Sancho.

    Konwersację przerwało wkroczenie to tawerny pięciu żołnierzy z jakimś urzędnikiem na czele. Wszyscy skierowali wzrok na nietypowych gości, muzycy przerwali skoczną melodię, a tańczący zatrzymali się w dziwnych pozach. Nastała głucha cisza.

    "Z rozkazu miłościwie nam panującego króla Juana III, ogłoszony został stan wojenny. Wszyscy mężczyźni w wieku od szesnastu, do sześćdziesięciu lat mają stawić się w koszarach wojskowych. Z rozkazu króla Juana III całe królestwo wezwane zostało do pospolitego ruszenia. Do stolicy zawinie cała armada, by przejść isnpekcję i wyruszyć do walk przeciwko nowemu wrogowi królestwa, barbarzyńskim orkom z północy. Ponadto, ogłaszcza się zawarcie sojuszu między Archipelagiem Wschodnim, a Królestwem Myrtany, które przypieczętuje ceremonia zaślubin najmłodszego syna naszego umiłowanego władcy, z nadobną córką pana Myrtany, Rhobara II."- wypowiedziawszy donośnie wyuczoną formułkę urzędnik omiótł wzrokiem zebranych w tawernie ludzi.

    "Każdy, kto uchylać się będzie przed służbą wojskową, zostanie uznany winnym za dezercję i skazany na śmierć."- rzucił na odchodne królewski oficjel kierując się do wyjścia. Tak szybko jak ta niespodziewana piątka pojawiła się w portowym przybytku, tak szybko zniknęła, pozostawiając oniemiały tłum.

    Po sali przeszedł głośny szmer. W oczach młodych chłopców widać było strach, a w oczach ich wybranek, łzy. Starsi mężczyźni zasępili się, milcząco spoglądając po sobie.

    "A więc wojna..." - głucho odparł jakby sam do siebie Juan.
    pokaż całość

    +: Slazgu, s.......e +2 innych
    •  
      s.......e

      0

      @LordDrathar: jest potencjał ( ͡° ͜ʖ ͡°) myślę, że musiałbyś podszlifować trochę składanie zdań, płynne rozmowy między bohaterami i będzie spoko. Ponadto, w języku polskim, dialogi zaczynają się od myślników, w cudzysłowach to po angielsku. Myśli zaznaczać można pochyloną czcionką. Jeśli to twoja pierwsza przygoda z pisaniem, to wyszło bardzo spoko ʕ•ᴥ•ʔ

    •  
      L.........r

      +1

      @sturninae: poprawiałem to że sto razy, a wciąż widzę błędy. Muszę przysiąść nad tym w wolnej chwili bo czuję niedosyt, tak czy siak dzięki za miłe słowa (。◕‿‿◕。)

      +: s.......e
  •  

    "Goku × Anne Frank: Until the End of Time" (。◕‿‿◕。)
    #dragonball #goku #annefrank #fanfiction #crackfic #heheszki #hitler

    źródło: youtube.com

  •  

    #bonzo #klejnotmopsu #fanfiction
    Mateusz lubił strzelić sobie wieczorem parę browarów. Już litr tego złocistego trunku rozplątywał mu język, upiększał żonę – Małgorzatę, a nawet dodawał miękkości jego łóżku. Mateusz był wątłej postury, więc zazwyczaj poprzestawał na dwóch puszkach. Każda kolejna byłaby zresztą przekroczeniem granicy, którą wyznaczyła mu żona jednocześnie grożąc rozwodem. Jednakże wczorajszego wieczoru Małgorzata pojechała do szpitala na badania prenatalne. Mateusz dobrze wiedział, że była to jedna z jego niewielu szans, by poczuć prawdziwe procenty. „Młody ojciec jego mać” – pomyślał. „Trzecia puszka nic nie zmieni, a przecież należy mi się”. Wyciągnął z lodówki jeden z dwóch czteropaków, które wczoraj kupił na promocji. „6 zł sztuka, kurwa, co za fart, akurat wczoraj” – pomyślał. Usiadł z nim na swoim ulubionym fotelu. Fotel ten, nadgryziony zębem czasu, wyglądał jak najgorsze siedziska w zgierskich empekach. Mateusz lubił jednak to miejsce – było ono ostoją jego indywidualności, gniazdkiem przyjemności. Mateusz odpalił telewizor i otworzył pierwszą puszkę, która nieśmiało syknęła pod jego brudnymi palcami. Wziął długiego łyka. Później drugiego, wcale nie krótszego. Kolejne łyki siorbał z łatwością i satysfakcją. Nie minęło 10 minut, a już otworzył drugą puszkę. Następnie trzecią i czwartą. W pijackim zapomnieniu wypił nawet drugi czteropak, który jak gdyby znikąd pojawił się przed jego oczami właśnie wtedy, gdy go potrzebował. Boazeria na ścianach wirowała wesoło to w lewo, to w prawo. Ludziki w telewizorze coś bełkotały. Mateusz zamknął oczy i usnął.

    Obudziły go odgłosy potężnego uderzania w drzwi. Mateusz zaspanymi oczami zerknął za okno – było już widno, a słońce wisiało gdzieś wysoko. „Komornik skarbowy, proszę natychmiast otworzyć drzwi!” – krzyknął facet. Mateusz zerknął przez wizjer. Stał tam łysawy grubasek w towarzystwie jakiegoś policjanta. Mateusz założył pierwsze lepsze spodnie i otworzył drzwi. „Dzień dobry, Marek Rutkowski, komornik skarbowy” – powiedział grubasek. „Dostałem nakaz przeprowadzenia egzekucji w Pana domu. Czemu nie odebrał Pan zawiadomienia?”. Poborca zaczął rozglądać się po domu – wszedł najpierw do kuchni, później do salonu. Zajrzał również do łazienki. Mateusz z żoną nie mieli zbyt wielu rzeczy, a te które mieli, nie przedstawiały żadnej istotnej wartości. Komornik jednak odnotował coś w swoim notesiku i wrócił do Mateusza. Wyciągnął plik druczków, napisał coś na jednym z nich i podniósł błąkającego się pod jego nogami kota. „Tego skurczybyka zabieram” – powiedział. Wręczył Mateuszowi wypisany druczek zajęcia komorniczego i wyszedł trzymając biało-czarnego kota pod pachą. Mateusz poczuł wtedy swoją bezsilność. Osłabł pod ciężarem emocji, ale i własnej głupoty. Wiedział, że Rambo był ukochanym kotem Małgorzaty. „Zabije mnie” – pomyślał. Na odwrocie karteczki, którą dostał od komornika, napisał niedbale „przepraszam”. Do kieszeni schował telefon, klucze i dokumenty. Wybiegł z domu. Wciąż odczuwał skutki wczorajszej libacji i wiedział, że gdyby żona go teraz zobaczyła, to byłby koniec jego życia takim, jakie znał. Usiadł na ławce w parku, łokcie oparł o uda, a twarz schował w dłonie. Tego dnia płakał. Płakał jak nigdy. Szlochając położył się i zasnął.
    pokaż całość

  •  

    OK, małe fanfiction z Doctor Who:

    SPOILER! NIE POWTÓRZ BŁĘDU DRAKALENA!!!oneone

    Wszyscy wiemy, jak profesor River Song

    pokaż spoiler umarła. A właściwie, jak jej życie zostało przedłużone, przez uploadowanie jej zasave'owanego stanu do biblioteki. Przy czym tu zakładam, tak jak to jest w epie, że River Song została faktycznie 'saved', a nie zostało uploadowane wyłacznie jej 'life echo'. Pytanie pojawiające się w dyskusjach brzmi: skoro inni uploadowani do biblioteki mogli być zdownloadowani ponownie, to czemu nie zrobić tego samego z River Song?


    Obecne fanfiction piszą o tym, że

    pokaż spoiler skoro River Song umarła przed uploadowaniem, to Biblioteka nie ma informacji o jej ciele. To wygląda na bzdurę, bo w epie widzimy, że posiada ona takie ciało, jak przed śmiercią. Inne teorie rozważają o kwestii moralnej oraz o ewentualnej stabilności molekularnej klonu jej ciała, do którego miałaby być ściągnięta jej świadomość z biblioteki. Jak dla mnie wygląda to na upychanie na siłę rzekomej dziury w scenariuszu, jaką wydaje się być brak ratunku dla tej fajnej postaci w trakcie kolejnych odcinków.


    Wydaje mi się, że bardzo naturalne jest, aby

    pokaż spoiler Doktor (we wcieleniu 10, 11 i 12, obecnie) najzwyczajniej uszanował ostatnią prośbę River Song, którą było, by "nie ważył się zmieniać jej przeszłości i ratować jej życia" (w tej sytuacji, która miała być ich ostatnim spotkaniem, wedle wiedzy River Song). Jedynym do rozpracowania pozostaje fakt, że Melody wiedziała, że będą *zawsze* się spotykać w odwrotnej kolejności w czasie. Można to obejść przez ściągnięcie tej postaci z biblioteki... dopiero po jej narodzinach a jednocześnie po dokonaniu się wszystkich ich spotkań. Zakładając (i tu jest twarde założenie, na którym opiera się cała hipoteza), że River Song nie zna twarzy doktora od 12. wcielenia (poznała ją dopiero w przedostatnim ich spotkaniu, według epa "Wszyscy mężowie River Song"), można się spodziewać, że dowolne wcielenie Doktora od wcielenia 12. (10. sezonu) włącznie może ściągnąć postać Melody z Biblioteki do jej ciała. Tym sposobem można by ominąć każdy paradoks związany ze spotkaniami Rover Song oraz Doktora w dowolnym czasie między wcieleniami Doktora 1-12 (przed 10. sezonem). Jest to o tyle oczywiste, że fakt ściągnięcia (uratowania?) tej postaci będzie się wiązała z równoległą przyszłością zarówno River Song, jak i Doktora. Co więcej, obydwie postaci mogłyby zacząć żyć w tym samym czasie, a nie w antyrównoległym, jak dotychczas. Tu wciąż operuje założenie, że Melody, aż do przedostatniego ich wspólnego spotkania NIE WIE, że Doktor ma więcej wcieleń (sławetny cytat: 'He has limits').


    Pytanie tylko, czy obecne rozwiązanie nie jest aby na tyle dobre, by znów poruszać temat Rover Song? Może lepiej by było aby jej postać nie była wciągana ponownie do serialu. W końcu każdy chyba pamięta

    pokaż spoiler idealne zakończenie pary 10. Doktora oraz Rose w ostatnim epie drugiego sezonu nowej serii...


    ... oraz ich niepotrzebne, imho spartolone...

    pokaż spoiler ponowne pożegnanie na końcu czwartego sezonu.


    #justsayin #doctorwho #fanfiction
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    +: T...i, Drakalen +6 innych
  •  

    Właśnie odkryłam, że nawet Tetris nie uchronił się od porno fanficków O_O
    #wtf #tetris #fanfiction

    +: Cronox
  •  

    Od kilku tygodni szaleję sobie na blogu, tworząc opowiadanie, w którym wrzucam bohaterów z filmów, gier, seriali itp. Początkowo chciałem z tego zrobić zbiór niezwiązanych ze sobą historyjek, ale teraz nawet bardziej podoba mnie się dopasowywanie postaci do historii i podejmowanie prób tworzenia spójnej opowieści. Szału może nie ma, ale jak komuś się nudzi i szuka lektury to zapraszam http://www.gralingrad.pl/spisani-9-nowy-bohater-marvela-sunset-limited/ #opowiadanie #blog #fanfiction pokaż całość

  •  
    K......a via Android

    +2

    #fanfiction #moje wolam milosnika mojej tfurczosci @Ktos27 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    ostatni fragment rozdzialu nr 4 #pdk

    http://archiveofourown.org/works/6965737/chapters/19318081

  •  
    t.....4

    +3

    http://avrland.it/warcraft-fanfiction-garrosh-sowa-przyjaciele/
    Garrosh Hellscream trafia do współczesnej Warszawy. Stolica taka sama jak dziś, ale jednak inna. Jak sobie w niej poradził? Kogo spotkał? Check it out! Takie moje #fanfiction które pisałem kiedyś na konkurs battlenet ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #worldofwarcraft #warcraft #blog #januszeblogowania #opowiadnie #avrland
    pokaż całość

    źródło: maxresdefault.jpg

  •  

    Co wy na to, że w #got Snow ożyje dzięki czerwonej kapłance, ale jako takie pół-zombie, tzn. ciało będzie się poruszało jak taki ociężały olbrzym, wykonując podstawowe, nieskomplikowane ruchy. Jedynie w obecności zwierząt zaczyna normalnie funkcjonować, a może mówić tylko gdy jest zwierzęciem w bezpośrednim kontakcie np. orzeł na ramieniu czy przytulający się wilkor. Jonowi oczywiście cały czas będą towarzyszyć te białe oczy, które mają wargi, gdy wchodzą w dusze innych zwierząt.
    To rodzi niezłe możliwości. np kontrola kilku zwierząt jednocześnie, widzenie ich oczyma itp.
    Podoba wam się taka koncepcja? ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #pytanie #gameofthrones #got #snow #zombie #inni #georgerrmartin #fanfiction #rozrywka #hbo #telewizja #ksiazka #rozkminy
    pokaż całość

    źródło: images.vcpost.com

  •  

    Mireczki, szukam jakiegoś fajnego fan-fiction, w długości mniej-więcej książkowej, który byłby jakby kontynuacją fabuły z poprzednich części. Wiem o polskim nowypotter.eu i główny wątek z niego naprawdę jest fajny, ale wszystko inne, typu: [jak nie czytałeś, a masz zamiar to nie otwieraj spoilera]

    pokaż spoiler Potterowie mieli jeszcze córkę (James i Lily, rodzice Harry'ego w sensie), Voldemort miał dziecko, Harry'emu zaczęła się inna laska podobać, ale też nie do końca, Ginny dostała pierdolca na punkcie quidditchu itd. No to mi się nie widzi

    Dlatego szukam czegoś co by było fajnie połączone z poprzednimi częściami, a jednocześnie nie miało wad, które wskazałem wyżej. Naprawdę dobrze by było, gdyby Ginny też miała swój udział w tej historii, bo zawsze uważałem, że jest jej trochę za mało w książce, a Harry w oryginalnej sadze miał na nią lekko wyjebane, oprócz krótkich, jednozdaniowych wspomnien typu: "I wtedy pomyślał o Ginny". Jak na osobę, którą kochał, a potem wziął ją za żonę, to jego myślenie o niej i jej bezpieczeństwu było dosyć bardzo ograniczone. Także to tyle, prosiłbym o propozycje.
    #harrypotter #hp #jkrowling #fanfiction
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów