•  

    Sen o Halep, czyli jak Turcja przejmuje kontrolę nad syryjską rebelią

    Obecnie Turcja jest jednym z najważniejszych graczy biorących udział w syryjskiej wojnie domowej. Każda operacja rebeliantów w północno-zachodniej Syrii, która ma mieć szanse powodzenia, najpierw musi zostać uzgodniona z Ankarą. Jednak nie zawsze tak było. Dzisiaj postaram się przybliżyć jak turecka polityka względem rebelii ewoluowała i jak to się stało, że Ankarze udało się zyskać tak duże poparcie ze strony rebelii. Zapraszam na „Sen o Halep, czyli o tym jak Turcja przejmuje kontrolę nad syryjską rebelią” - drugi artykuł z serii Idlibistan.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Al-Assad musi odejść
    W początkowym okresie syryjskiej wojny domowej głównym celem Turcji było obalenie Assada i ustanowienie w jego miejsce rządu sunnickiego, który zostałby wciągnięty w turecką strefę wpływów. W tym okresie Ankara prowadziła iście makiawelistyczną politykę i zgodnie z zasadą „cel uświęca środki” współpracowała z niemal każdym ugrupowaniem rebelianckim – w tym z Nusrą. Ankara liczyła, że dzięki bliskiej współpracy z rebeliantami i dostarczaniu im ton sprzętu wojennego, ostatecznie uda jej się przejąć kontrolę nad całą rebelią. Wkrótce jednak okazało się, że tureckie plany są zupełnie oderwane od rzeczywistości.

    Gdy 28 marca 2015 roku Armia Podboju dumnie wkroczyła do Idlib w Ankarze strzelały korki od szampanów. Turcy uważali, że upadek Idlib to pierwszy, duży krok na drodze do zwycięstwa. Kolejnym celem rebelii miało być Halep (turecka nazwa miasta Aleppo) i marsz, przez Hamę i Homs, na Damaszek. Jednak tureckie plany nigdy nie doczekały się realizacji. Po wypędzeniu armii rządowej z prowincji Idlib, rebelianci skoczyli sobie do gardeł i zaczęli walczyć między sobą o rolę lidera. Nikt nie chciał już słuchać Ankary i jej wezwań do zachowania jedności.

    Konflikty wewnętrzne rebelii świadczyły o porażce ówczesnej polityki Ankary wobec Syrii. Dotychczas Turcy skupiali się na formowaniu jak największych sojuszy powstańczych, które tworzono z ugrupowań zarówno umiarkowanych, jak i radykalnych. Turcy byli świadomi, że takie działanie jest obarczone ogromnym ryzykiem, ale liczyli że uda im się zachować jedność rebelii poprzez skupienie jej na walce z Assadem. Jednak wydarzenia, które rozegrały się po upadku Idlib pokazały, że tureckie stanowisko było błędne.

    Prezydent Syrii, Baszszar al-Asad, źródło: kremlin.ru

    Podpatrzone w Arabii Saudyjskiej, aby Turcja rosła w siłę
    Pod koniec 2015 roku Turcja znalazła się w bardzo złej sytuacji. Nusra i Ahrar, czyli dwa bardzo radykalne ugrupowania, nad którymi Turcja nie miała zbyt dużej kontroli wybiły się na liderów rebelii w północnej Syrii. Jednocześnie na południu kraju coraz większe wpływy zyskiwała Armia Islamu (Jaish al Islam) – wspierana finansowo i materiałowo przez Arabię Saudyjską. Jaish al Islam była bardzo ciekawym przypadkiem. Z jednej strony JaI było potężnym ugrupowaniem, które siało postrach we wschodniej Gucie pod Damaszkiem – ich defilada wojskowa przeszła do historii syryjskiej wojny domowej jako jeden z największych pokazów siły ze strony rebeliantów. Z drugiej jednak strony JaI działało zgodnie z wytycznymi otrzymywanymi od mocodawców z Rijadu.

    Wydaje się, że to właśnie działalność Armii Islamu doprowadziła do rewizji tureckiej polityki względem Syrii. Ankara odrzuciła ideę tworzenia szerokiej koalicji, która objęłaby całą rebelię na rzecz stworzenia własnej wersji Armii Islamu. Zadanie to było o tyle łatwe, że Turcja – w odróżnieniu od Saudów – bezpośrednio graniczyła z terenami kontrolowanymi przez rebeliantów.

    Parada Armii Islamu w Gucie, 2015 rok, źródło: JaI

    Początki pro-tureckiego stronnictwa
    Zimą 2015 roku Turcy zaczęli wprowadzać swój plan w życie. Zamiast tworzyć „frakcję pro-turecką” od zera, postanowiono stworzyć ją na kanwie mniejszych, bardziej umiarkowanych ugrupowań, które zostały zmarginalizowane przez Nusrę i Ahrar. Ugrupowania te, czując zagrożenie ze strony Nusry, szybko przyjęły pomocną dłoń wyciągniętą przez Ankarę. Pierwszym ugrupowaniem, które Turcy zaczęli przeciągać na swoją stronę było FSA, które dotychczas podchodziło do sąsiada z północny ze stosunkowo dużym dystansem. Jednocześnie Turcy zacieśnili jeszcze – i tak już szeroką – współpracę z tzw. Brygadami Syryjskich Turkmenów – głównym i najbardziej znanym członkiem BST była Dywizja Sułtana Murada.

    W efekcie, w Idlib, w cieniu Nusry i Ahraru, zaczęły tworzyć się zaczątki frakcji „pro-tureckiej”. Ankara podeszła do tego sojuszu bardzo poważnie. Wkrótce szeroki strumień zaopatrzenia płynącego z Turcji dla rebelii został skierowany do grup pro-tureckich. W rezultacie oddziały lojalne Ankarze, mimo że mało liczne i rozbite rozbita na wiele drobnych ugrupowań, stały się jedną z najlepiej uzbrojonych grup w północnej Syrii.

    Już wówczas – tj. pod koniec 2015 roku – Turcja zaczęła wykazywać duże zaangażowanie sojuszem z Ahrarem. Porozumienie się z tym ugrupowaniem było o tyle istotne, że była to druga – po Nusrze – najpotężniejsza grupa w Idlib. Ponadto to Ahrar kontrolował przejścia graniczne, przez które Turcja chciała przerzucać sprzęt dla FSA i Turkmenów. Jednak Ahrar odrzucił sojusz z Turcją. Póki co grupa nr 2 w Idlib wykazywała dużą niezależność i starała się balansować między Ankarą a Rijadem – swoimi głównymi sponsorami. Jednocześnie jednak Ahrar miał wyrazić duże zrozumienie dla tureckich działań i zagwarantować Turcji swobodny transport broni przez granicę.

    Przejście graniczne Bab al-Hawa przed wojną, źródło: Patrickneil, wikimedia.org

    Niespodziewani goście
    Rosnąca rola Nusry i walka o wpływy z Suadami nie były jedynymi trudnościami, z którymi w 2015 roku musiała zmierzyć się Turcja. 30 września 2015 roku Rosjanie weszli do Syrii a tureckie możliwości działania zostały znacznie ograniczone. Wejście Rosjan wywróciło do góry nogami turecką politykę względem Syrii. Wcześniejszy cel Ankary, czyli wyeliminowanie Assada i instalacja w jego miejsce pro-tureckiego rządu, stał się niemożliwy do osiągnięcia. Nic też dziwnego, że napięcie na linii Ankara-Moskwa zaczęło rosnąć, czego kulminacyjnym punktem było zestrzelenie przez Turków rosyjskiego bombowca Su-24M 24 listopada 2015 roku.

    Trudno przewidzieć do czego doprowadziłyby dalsze turecko-rosyjskie tarcia, gdyby nie noc z 15 na 16 lipca 2016 roku, gdy w Turcji doszło do nieudanego zamachu stanu. Do tej pory trwają ostre dyskusje czy zamach ten był zainscenizowany/sprowokowany przez stronnictwo pro-erdoganowskie w armii. W każdym razie jedno jest pewne. Od lipca 2016 roku pozycja prezydenta została znacznie wzmocniona a sama Turcja zaczęła coraz bardziej przypominać państwo autorytarne. Przemiany w Turcji wywołały stanowczą krytykę ze strony krajów członkowskich NATO i UE. Odpowiedź Turcji była równie ostra – Ankara zaczęła oskarżać rządy państw europejskich i USA o wspieranie spisku Gulena. Jednocześnie jeden człowiek dostrzegł w tym całym zamieszaniu okazję – Władimir Putin. Prezydent Erdogan uznał, że chwilowy sojusz z Putinem to idealna odpowiedź na zaostrzającą się krytykę ze strony zachodnich sojuszników. W ten sposób Ankara rozpoczęła niebezpieczną grę, w której stara się balansować między Moskwą a Waszyngtonem. Wkrótce ta gra miała doprowadzić do turecko-rosyjskiej współpracy w Syrii.

    Opancerzone transportowce Ejder Yalçın 4X4 przekazane przez Turcję Legionowi Szamu, źródło: SL

    Kwestia kurdyjska
    Jednak póki co, Turcy musieli sami zmierzyć się z zagrożeniem, które zaczęło zbliżać się do ich południowych granic. W sierpniu 2016 roku Kurdowie, z amerykańską pomocą, zaczęli dążyć do połączenia swoich sił stacjonujących pod Afrin i Manbij. Gdyby im się udało cała północna granica syryjsko-turecka zostałaby opanowana przez Kurdów. Turcja musiała działać. W ciągu kilku dni tysiące członków „tureckiego skrzydła” zostało ewakuowanych z Idlib do południowej Turcji. 24 sierpnia 2016 roku rozpoczęła się operacja „Tarcza Eufratu”. Mimo wielu błędów w sztuce wojennej, turecka operacja zakończyła się ogromnym politycznym sukcesem – ryzyko połączenia się sił kurdyjskich zostało zażegnane.

    Jednocześnie jednak Turcja wygrywając w Al Bab, przegrała w Idlib. Większość mudżahedinów z „tureckiego skrzydła” wzięła udział w „Tarczy Eufratu” a w Idlib pozostały tylko oddziały rezerwowe. Po zakończeniu operacji duża część bojowników nie chciała wracać do Idlib, gdyż przebywając pod opieką Turków nie musieli martwić się rosyjskimi bombardowaniami, walkami wewnętrznymi i uśpionymi komórkami IS. Ci którzy zdecydowali się na powrót nie mogli liczyć na ciepłe przyjęcie, gdyż zaraz po przekroczeniu granic Idlib byli rozbrajani przez JFS/HTS. Turcja była świadoma utraty wpływów w Idlib i, nie mogąc liczyć na powrót swoich sojuszników do Idlib, postanowiła zacieśnić stosunki z Ahrarem, który z coraz większym przerażeniem patrzył na, rosnącą w siłę, ex-Nusrę.

    Początkowa faza operacji „Tarcza Eufratu”, źródło: MrPenguin20, OpenStreetMap contributors, openstreetmap.org

    Astana, czyli nowe rozdanie
    Tymczasem Rosja – widząc, że Turcja bardziej niż Assadem jest zainteresowana pacyfikacją Kurdów – zaproponowała Ankarze współpracę. Tak właśnie, w grudniu 2016 roku, powstał tzw. „format astański”, w skład którego weszły Rosja, Iran i Turcja. To właśnie Astana ma być miejscem, gdzie zostanie uzgodniony status powojennej Syrii.

    Zgadzając się na współpracę z Moskwą i Teheranem, Ankara zrezygnowała z obalenia Assada za pomocą siły. Od teraz Turcja postanowiła dążyć do uzyskania jak największego wpływu na losy powojennej Syrii – to czy Assad zostanie w Damaszku stało się kwestią drugoplanową. Jednak cel ten miał zostać osiągnięty nie tylko przy pomocy zręcznej dyplomacji, ale także – a może i przede wszystkim – siły zbrojnej.

    Po ogłoszeniu powstania „formatu astańskiego”, rebelianckie ugrupowania z Idlib zrozumiały, że jeśli chcą przetrwać to muszą zacząć bliżej współpracować z jednym z 3 partnerów z Astany. Nie mogąc liczyć na pomoc ze strony Rosji czy Iranu, rebelianci zwrócili się o pomoc do Ankary. Tym samym Turcy powrócili do gry o Idlib i tym razem to oni rozdawali karty. Dzięki Astanie, Turcja nie musiała już starać się o poparcie ze strony rebeliantów – teraz to oni musieli starać się o poparcie Turcji.

    Turcja postanowiła nie zaprzepaścić swojej szansy na objęcie dowództwa nad rebelią. Na swojego głównego sojusznika w Idlib Turcy wybrali Ahrar. O ile wcześniej Ahrar i Ankara współdziałały w ramach układu partnerskiego, to po powstaniu „formatu astańskiego”, Ahrar całkowicie uzależnił się od tureckiego sojusznika.

    Widząc zbliżenie swojego największego rywala z Turcją, Nusra/JFS postanowiła działać. 20 stycznia 2017 roku, na 2 dni przed rozpoczęciem pierwszej tury rozmów w Astanie, Julani wydał rozkaz do rozpoczęcia prewencyjnego ataku. Tego samego dnia bojownicy JFS zaatakowali posterunki oraz magazyny Ahraru i jego sojuszników. Ahrar odpowiedział ogniem. Od tamtej pory Ahrar i Nusra cały czas pozostają w stanie wojny, który przeplatany jest krótkimi okresami rozejmu. Szala zwycięstwa przechyla się to na jedną, to na drugą stronę, lecz żadna z grup nie jest na tyle silna, aby całkowicie wyeliminować przeciwnika. Strategiczne lokacje, jak np. Saraqib, przechodzą z rąk do rąk. Obok regularnych walk między HTS-em a Ahrarem, nieustannie dochodzi do zamachów bombowych organizowanych prawdopodobnie przez IS, co wprowadza jeszcze większe zamieszanie w prowincji.

    [Prezydenci: Rouhani, Putin i Erdogan, źródło: kremlin.ru](https://steemitimages.com/0x0/https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e2/Vladimir_Putin%2C_Hassan_Rouhani%2C_Recep_Tayyip_Erdoğan_02.jpg/1280px-Vladimir_Putin%2C_Hassan_Rouhani%2C_Recep_Tayyip_Erdoğan_02.jpg)

    Idlib, czyli rebeliancki kurort
    Przed wojną prowincję Idlib zamieszkiwało ok. 1,5 mln osób. Na skutek działań wojennych i ucieczek cywilów z terenów kontrolowanych przez rząd liczba ta znacznie zwiększyła się i według szacunków wynosi obecnie od 2,5 do nawet 3,3 mln osób. Większość z tych „nowych mieszkańców” Idlib to uchodźcy wojenni, ale nie wszyscy. Część trafiła tu za pomocą rządu z Damaszku i „zielonych busów”.

    Po zdobyciu Aleppo w 2016 roku, SAA przystąpiła do likwidacji „rebelianckich worków” istniejących w różnych częściach kraju. Część z tych kotłów znajdowała się w terenie mocno zurbanizowanym (tak było np. w Damaszku) – tym samym atak na nie oznaczałoby ogromne straty po stronie atakujących. Dlatego też armia wpadła na ciekawy pomysł. Przystępując do likwidacji każdego z kotłów, siły rządowe dawały rebeliantom wybór – poddajcie się i jedźcie do Idlib albo walczcie i gińcie. Zdecydowana większość rebeliantów wybierała tę pierwszą opcję. W ten sposób armii udało się odzyskać wiele strategicznych pozycji – czasami nawet bez strat własnych. Jednak likwidacja kotłów nie była jedynym celem jakim kierowała się armia oferując „wywózki” do Idlib. Przede wszystkim liczono, że „zielone busy” doprowadzą do eskalacji napięć istniejących w Idlib.

    Wkrótce ewakuacje stały się powszechne. Worek za workiem poddawał się a jego obrońcy, wraz z całymi rodzinami, wyjeżdżali do Idlib. Ewakuacje prowadzone były w charakterystycznych busach koloru zielonego, co szybko stało się obiektem żartów ze strony armii i pro-rządowych aktywistów np. gwiazdy na flagach FSA zaczęto zamieniać na zielone busy.

    Początkowo ewakuowani rebelianci byli witani w Idlib jak bohaterowie. Jednak gdy liczba ewakuacji zaczęła gwałtownie wzrastać, szybko się to zmieniło. Ugrupowania rebelianckie z Idlib zaczęły dostrzegać, że napływ bojowników z różnych części kraju prowadzi do zachwiania równowagi sił panujących w prowincji. Najbardziej na „zielonym procederze” traciła Nusra/JFS, gdyż jej bojownicy, stanowiący i tak mniejszość poza Idlib, najczęściej odrzucali układy z armią i wybierali walkę do końca. Dlatego też po kilku „wywózkach”, Nusra zaczęła rozbrajać rebeliantów przybywających do Idlib (armia pozwala wywożonym zatrzymać broń osobistą). Ponadto duża część ewakuowanych oficerów „zaginęła” po przybyciu do Idlib – prawdopodobnie trafili oni do więzień Nusry.

    „Zielone ewakuacje” jeszcze bardziej zaogniły już i tak napiętą sytuację w prowincji. HTS stara się uniemożliwić ewakuowanym dołączanie do Ahraru czy tworzenie nowych frakcji., jednak ludzie Julaniego działają na oślep. W efekcie represje dotykają nawet tych, którzy nie mają negatywnego stosunku do HTS-u. Tymczasem część ewakuowanych zupełnie nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Często przyjeżdżający do Idlib przeżywają szok kulturowy (dotyczy to zwłaszcza bojowników FSA z południa kraju) – myślą, że po ewakuacji znajdą się w jedynej wolnej prowincji w kraju, lecz w rzeczywistości trafiają do samozwańczego „emiratu” rządzonego prawem szariatu. Mówiąc o ewakuacjach do Idlib warto wspomnieć o ciekawym kazusie Jaish al Islam (Armii Islamu). Jej głównym regionem działania była wschodnia Guta. Gdy na początku 2018 roku armia rządowa przystąpiła to likwidacji tego kotła, JaI rozpoczęło negocjacje dotyczące ewakuacji. Początkowo rebelianci zgodzili się na warunki zaproponowane im przez armię, jednak gdy usłyszeli że jadą do Idlib odrzucili umowę. W Idlib struktury Armii Islamu prawie nie istnieją – lokalna filia była bardzo mała i została wchłonięta przez Ahrar. Ponadto w Gucie wielokrotnie dochodziło do walk między Nusrą a Armia Islamu. Dlatego też JaI zaproponowała rządowi, aby – zamiast do Idlib – wywieziono ich na tereny kontrolowane przez wojska „Tarczy Eufratu”. Na to jednak armia nie chciała się zgodzić, gdyż dałoby to Armii Islamu szansę na dołączenie do stronnictwa „pro-tureckiego” i reorganizację pod tureckim nadzorem. Cała sprawa zaczęła wyglądać jak niskobudżetowy czeski film, gdyż przez około 1 tydzień armia i JaI w kółko ogłaszały rozejmy i wznowienia walk. Ostatecznie Armia Islamu została wywieziona do Idlib. Tam potwierdziły się ich obawy – jej szeregowi członkowie zostali rozbrojeni przez HTS a dowódcy osadzeni w więzieniach. W efekcie, trzęsąca niegdyś wschodnim Damaszkiem, JaI przestała istnieć.

    Tymczasem Ankara nie oceniała „zielonych ewakuacji” w tak jednoznacznie negatywny sposób jak HTS. Turcy zaczęli dostrzegać plusy całej sytuacji. Julani zupełnie nie wiedział jak radzić sobie z masami ludzi napływającymi do Idlib. Fala aresztowań, która miała chronić HTS, doprowadziła do serii protestów ludności cywilnej. Rządy Nusry zaczęły tracić społeczne poparcie i w coraz większym stopniu opierać się na terrorze. Ankara postanowiła wykorzystać tę sytuację i zachęcać napływających bojowników do wstępowania w szeregi pro-tureckich bojówek. W rezultacie „zielone busy” stały się kolejnym punktem zapalnym w stosunkach HTS-u i frakcji pro-tureckiej.

    Ewakuacja rebeliantów z Aleppo, źródło: Ruptly, youtube.com

    Nusra wobec rosnących wpływów Turcji

    Tureckie plany przejęcia kontroli nad rebelią nie uszły uwadze HTS-u. Wcześniej Julani nie postrzegał Turcji jako swojego wroga. Mało tego, HTS wielokrotnie zgadzał się na ograniczoną współpracę wojskową z Turcją przeciwko wojskom rządowym. Jednak Astana zmieniła wszystko. Od pierwszego spotkania przedstawicieli Moskwy, Ankary i Teheranu, wiadome jest, że konfrontacja HTS-u z siłami pro-tureckimi jest tylko kwestią czasu.

    Julani próbuje grać na czas. Z jednej strony stara się pomagać Turkom np. to bojownicy HTS-u eskortowali tureckie konwoje gdy te wjeżdżały do Idlib, aby założyć tu – zgodnie z postanowieniami z Astany – 12 posterunków monitorujących zawieszenie broni. Z drugiej strony – gdy tylko jest ku temu dogodna okazja – HTS atakuje ugrupowania pro-tureckie. Ciężko powiedzieć na co liczy Julani – niemal w każdym scenariuszu końca wojny w Syrii nie ma miejsca na dalszą obecność HTS-u.

    Według różnych niepotwierdzonych informacji Julian wysyła do krajów europejskich i arabskich tajnych wysłanników, którzy mają wystarać się o protekcję tych krajów. Jeśli to prawda, to jest to bardzo ciekawa inicjatywa, lecz – moim zdaniem – od początku zdana na klęskę. Nikt nie będzie chciał negocjować z ugrupowaniem dowodzonym przez mężczyznę wpisanego na listę poszukiwanych terrorystów przez USA i Rosję. Jeśli HTS chce zachować jakiekolwiek szanse na przetrwanie to – moim zdaniem – musi skupić się na utrzymaniu status quo i liczyć na kolejne – podobne do tego z Astany – przetasowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie.

    Abu Mohammad al-Julani, źródło: JFS

    Marsz na Idlib

    W lipcu 2017 roku Ankara poczuła się bardzo pewnie. Od kilku miesięcy tureckie ciężarówki, wyładowane sprzętem wojennym, codziennie przekraczały przejście graniczne Bab al-Hawa. Dwa miesiące wcześniej, w maju 2017 roku, w Astanie, uzgodniono, że Idlib będzie jedną z 4 stref deeskalacji, które nie będą już dłużej atakowane przez siły pro-rządowe.

    Turcja uznała, że jest to idealny moment na konfrontację z HTS-em i zaczęła coraz mocniej naciskać na Ahrar, wówczas już bardzo mocno związany z Ankarą, aby ten w końcu podjął zdecydowaną akcję przeciwko ugrupowaniu Julaniego. Jeśli Ahrar odniosłoby sukces to Turcja mogłaby zaprezentować się w Astanie jako jedyny legalny przedstawiciel rebelii. 14 lipca 2017 roku Brygady Suqour al-Sham (część Ahraru) zaatakowały posterunki HTS-u w okolicy Saraqib i w górach Zawiya. HTS dało się zaskoczyć, lecz sukcesy Ahraru nie trwały długo. W ciągu kilku kolejnych dni HTS zmobilizował setki bojowników i przeprowadził szeroką kontrofensywę przeciwko Ahrarowi w różnych częściach Idlib. W rezultacie, po zaledwie 9 dniach walki, HTS przejęło kontrolę nad: całym miastem Idlib, przejściem granicznym Bab al-Hawa, którym Turcy zaopatrywali swoje bojówki, strategicznymi miastami Saraqib oraz Atarib oraz niemal całą granicą Idlib z Turcją.

    Porażka z lipca 2017 roku była bardzo dotkliwa, nie tylko dla Ahraru, ale dla całego stronnictwa pro-tureckiego, które utraciło dogodne pozycje w północnym Idlib i zostało niemal całkowicie zepchnięte na równinę al-Ghab. Oddziały, którym udało się utrzymać na północy, schroniły się w trudno dostępnych miejscach np. w górach Zawiya. Porażka uświadomiła Turkom, że póki co jej bojówki są zbyt słabe, aby stanąć do walki z HTS-em jak równy z równym. Ponadto zauważono, że jednym z powodów porażki były chaotyczne działania Ahraru i FSA, które nie potrafiły skoordynować swoich natarć. W żadnym wypadku tureckie bojówki nie mogły mierzyć się ze dyscyplinowanym i świetnie zorganizowanym HTS-em. W związku z tym Ankara zdecydowała się przeprowadzić radykalne zmiany i przekształcić skrzydło pro-tureckie w jednolitą formację z centralnym systemem dowodzenia.

    Walki w Idlib w lipcu 2017 roku, wersja HD, źródło: archiwum autora

    Syryjski Front Wyzwolenia

    Plany Ankary zmaterializowały się 18 lutego 2018 roku. Tego dnia Ahrar oraz Nour ad Din Zenki powołały do życia Syryjski Front Wyzwolenia (SLF). Zenki była wówczas trzecią, pod względem liczebności, grupą w Idlib – ok. 7000 bojowników. Ruch Zenki odznacza się daleko idącą radykalizacją ideologiczną, co zresztą widać w działaniach grupy – pierwotnie Zenki weszło w skład HTSu. Ponadto Zenki posiada też wiele rys na swoim wizerunku – chyba najbardziej znanym „incydentem” z ich udziałem było morderstwo, którego dopuścili się w 2016 roku w Aleppo – ich bojownicy ucięli głowę ok. 12-letniemu chłopcu oskarżonemu o członkostwo w Liwa Al. Quds, pro-rządowej milicji, werbowanej z palestyńskich uchodźców.

    Powstanie SLF było przełomowym momentem w historii Idlib. Po raz pierwszy Zenki tak wyraźnie opowiedziało się po stronie Turcji. Co prawda już wcześniej członkowie tego ugrupowania wykazywali pewną dozę sympatii względem Ankary np. brali udział w operacji Tarcza Eufratu, lecz ich współpraca z Turcją był luźna. Jednocześnie sformowanie SLF-u spotkało się z ostrą reakcją ze strony HTS-u – nota bene Zenki było członkiem HTS-u do lipca 2017 roku. O ile wcześniej ex-Nusra nie postrzegała tureckich bojówek w kategorii zagrożenia dla swojego istnienia, to po powstaniu SLF-u musiała zrewidować swoje stanowisko.

    Logo Syryjskiego Frontu Wyzwolenia, źródło: SLF

    Gdy kosa trafi na kamień

    Widząc, że sytuacja wymyka się spod kontroli Julani postanowił działać. 19 lutego 2018 roku bojownicy HTS-u zaczęli atakować posterunki SLF w całym Idlib. Pretekstem do rozpoczęcia walk było zabójstwo wysoko postawionego członka HTS, Abu Aymana al-Masriego (nie mylić z Ahmedem Hassanem Abu al-Khayrą al-Masrim, który był bohaterem poprzedniej części), o które oskarżono Ruch Zinki. Walki trwały ponad 2 miesiące – do 24 kwietnia 2018 roku. Szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą z wojujących stron. Niektóre miasta kilkukrotnie przechodziły z rąk do rąk a siedziby walczących nieustannie nękane były zamachami bombowymi.

    Ostatecznie walki zostały uznane za nierozstrzygnięte. Jednak moim zdaniem ten epizod walk o Idlib zakończył się strategicznym zwycięstwem SLF-u. Co prawda Ahrarowi i Zenki nie udało się rozbić HTSu, lecz w końcu – po wielu wcześniejszych porażkach – „skrzydło pro-tureckie” pokazało, że jest w stanie walczyć z ex. Nusrą jak równy z równym.

    Na początku starć wydawało się, że HTS odniesie łatwe zwycięstwo nad rozproszonymi siłami SLF-u, które na wielu odcinkach musiały działać samotnie, odcięte o kilkadziesiąt kilometrów od swoich głównych sił. Jednak SLF wykazało się nadzwyczajnymi zdolnościami koordynacji swoich działań, co wyraźnie zaskoczyło ludzi Julaniego. Ponadto Ahrar i Zinki nie ograniczały się wyłącznie do obrony przed HTS-em. W wielu miejscach podjęły one ambitne działania zaczepne, a prawdziwym popisem stało się przebicie rebeliantów z równiny Al-Ghab do oblężonych gór Zawiya i odblokowanie walczących tam mudżahedinów, a następnie wspólny atak na Marat al-Numan zakończony zdobyciem miasta.

    Wynik wspomnianych walk odbił się szerokim echem w całym Idlib. SLF postanowiło maksymalnie wykorzystać swój sukces i rozpoczęło akcję propagandową wśród innych ugrupowań, która miała zachęcić je do stworzenia wspólnego bloku rebelianckiego, który będzie w stanie przejąć władzę w Idlib. W ten sposób 28 maja 2018 roku, z inicjatywy SLF, powstał Narodowy Front Wyzwolenia (NFL). W jego skład weszły m.in.: Legion Szamu, Wolna Armia Idlib, 1. Dywizja Przybrzeżna, Jaysh al-Nasr, 23. Dywizja. 1 sierpnia 2018 roku dotychczasowi członkowie SLF – Ahrar oraz Zinki – także dołączyli do NFL.

    Obecnie Narodowy Front Wyzwolenia liczy ok. 50-60 tysięcy mudżahedinów (szacunki autora). Taka siła jest w stanie nie tylko stanąć do walki z HTS-em jak równy z równym, lecz także zniszczyć ugrupowanie Julaniego. NFL stworzyło ramy organizacyjne, w które wciągnięte zostały niemal wszystkie liczące się ugrupowania rebelianckie, które nie zostały jeszcze wchłonięte przez HTS. Narodowy Front Wyzwolenia jest potężnym narzędziem, które – w odpowiednich rękach – jest w stanie zniszczyć dotychczasowe Idlib i zaprowadzić nowe porządki. Jak? O tym w kolejnej części.

    Walki w Idlib w styczniu-marcu 2018 roku, źródło: MrPenguin20, OpenStreetMap contributors, SuriyakMaps, openstreetmap.org

    -----------------------------------------------

    Dzisiejszy artykuł miał pojawić się wczoraj, ale zabrakło mi mocy przerobowych - za co przepraszam tych, którzy czekali na post (m.in. kolega @Liesbaum). Jutro jest święto, także trzecia część pojawi się już terminowo. Jutro zajmiemy się podsumowaniem obecnej sytuacji w Idlib i porozmawiamy na temat ewentualnej ofensywy wojsk rządowych na Idlib. Prośba @Martwiak o źródła także zostanie spełniona - wrzucę wszystkie źródła jutro i przyporządkuję je do poszczególnych artykułów. Miałem to zrobić dzisiaj, ale to jeszcze bardziej opóźniłoby wstawienie tekstu. Grafika przypięta do posta pochodzi z kremlin.ru
    -----------------------------------------------

    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #syria #bitwaoidlib #geopolityka #turcja #bliskiwschod #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

  •  

    Al-Julani - ojciec chrzestny syryjskiej rebelii
    Od dwóch tygodni trwają medialne spekulacje na temat nadchodzącej ofensywy syryjskiej armii na prowincję Idlib – „twierdzę” syryjskiej rebelii. Pro-rządowi aktywiści twierdzą, że będzie to największa operacja od czasów zajęcia Aleppo w 2016 roku. Niestety często artykuły poświęcone planowanemu atakowi na Idlib zupełnie pomijają skomplikowane podziały wewnętrzne istniejące wśród rebeliantów z Idlib, a także fakt że Idlib pozostaje tureckim protektoratem. Właśnie dlatego zdecydowałem się na publikację serii „Idlibistan", czyli trzech artykułów poświęconych rywalizacji wewnętrznej w obozie rebeliantów, roli Turków w Idlib i wpływie tych czynników na przyszłą ofensywę wojsk rządowych. Nie przedłużając, zapraszam na pierwszy odcinek z serii poświęcony najważniejszemu rebelianckiemu ugrupowaniu - Hay'at Tahrir al-Sham.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Armia Podboju
    Aby zrozumieć obecną sytuację w północnej Syrii należy cofnąć się do 2015 roku, gdy syryjska rebelia święciła największe sukcesy. Był marzec 2015 roku. Damaszek kontrolował prowincję Idlib ostatkami sił. Większość miast i baz wojskowych w regionie została już opanowana przez rebeliantów. Siły pro-rządowe (SAA) kontrolowały już tylko dwa miasta – Idlib oraz Dżisr asz-Szughur – oraz wąski korytarz zaopatrzeniowy łączący rządową część Idlib z resztą kraju.
    24 marca 2015 roku ugrupowania rebelianckie powołały do życia Armię Podboju (Jaish al-Fatah), która miała położyć kres władzy Damaszku w prowincji Idlib. W skład ugrupowania weszły zarówno „umiarkowany” Ahrar asz-Szam, jak i – powiązany z Al Kaidą – Dżabhat an-Nusra, a także wiele innych, mniejszych ugrupowań (np. Legion Szamu). Nowa formacja nawiązała także ścisłą współpracę z Wolną Armią Syrii, która dysponowała nowoczesnym uzbrojeniem dostarczonym przez Zachód. Ta niebywała – jak na warunki syryjskie – solidarność legła u podstaw sukcesów, które już wkrótce miała odnieść Armia Podboju.

    28 marca, zaledwie 4 dni po jej utworzeniu, Armia Podboju wyparła siły rządowe z Idlib – w tym elitarną 11 Dywizję Pancerną. Rebelianci nie spoczęli na laurach i rzucili się w pościg za wycofującym się wrogiem. Kolejnym celem rebeliantów stało się miasto Dżisr asz-Szughur. Tutaj także siły rządowe nie potrafiły stawić rebeliantom zorganizowanego oporu i wkrótce zostały zepchnięte aż w góry północnej Latakii. Wśród wycofujących się kolumn wojsk rządowych znajdował się – wówczas jeszcze niemal nieznany – pułkownik Suheil al-Hassan, który uznał porażkę w Dżisr za swoją osobistą klęskę.

    Solidarność rebeliantów nie trwała jednak długo. Zaraz po wyparciu sił rządowych, poszczególne ugrupowania zaczęły walczyć o rolę lidera w prowincji Idlib. Początkowo wewnątrz rebeliancka rywalizacja przybierała wyłącznie formy lokalnych potyczek, lecz w końcówce 2016 roku zaczęło dochodzić do pełnoskalowych bitew, które przetoczyły się niemal przez całą prowincję. Od tamtej pory krwawe walki wewnętrzne w Idlib to standard, który powtarza się średnio co kilka miesięcy.
    Głównym powodem tak dużych napięć między rebeliantami jest fakt, że pozostają oni rozbici na różne ugrupowania, których ideologia i cele polityczne diametralnie się od siebie różnią. W Idlib istnieją zarówno umiarkowane ugrupowania np. niedobitki FSA, jak i grupy ekstremistyczne np. HTS. Ponadto działają tutaj także grupy „pośrednie” np. Ahrar czy Zenki. Obok tego wszystkiego mamy jeszcze grupy zagranicznych mudżahedinów np. Ajnad al Kawkaz czy Islamska Partia Turkiestanu. Jeśli ktoś chce zrozumieć Idlib, to musi – przynajmniej w ograniczonym stopniu – znać te ugrupowania i ich cele – i właśnie tym teraz się zajmiemy. Zapraszam Państwa w podróż po światowej stolicy terroryzmu – Idlib.

    Członkowie Jaish al-Fatah, od lewej flagi: Ahraru, FSA a i Nusry, źródło: Jaish al-Fatah

    Dzihadysta z Dary

    Od lat najbardziej wpływowym człowiekiem w Idlib jest Ahmed Hussein al-Shar’a – Syryjczyk, urodzony w Darze na południu kraju. Shar'a rozpoczął swój dżihad jeszcze w 2003 roku, gdy dołączył do tzw. Irackiej al-Kaidy dowodzonej przez Abu Musaba al-Zarqawiego. Wtedy też przyjął pseudonim Abu Mohammad al-Julani, który miał nawiązywać do – okupowanych przez Izrael – Wzgórz Golan. Julani świetnie odnalazł się w świecie światowego dżihadu i stopniowo awansował na coraz wyższe stanowiska w organizacji.

    W 2011 roku Zarqawi już nie żył, a „iracka al-Kaida” przybrała nazwę „Państwa Islamskiego w Iraku” (ISI), na którego czele stanął emir Abu Bakr al-Baghdadi. Jednym z jego zaufanych współpracowników był 27-letni Julani. To właśnie 2011 rok miał być przełomem w karierze Julaniego.

    Julani podczas narady wojskowej, okres walk o Hamę, 2017 rok – źródło: Ebaa News

    Tajna misja

    Pod koniec 2011 roku Abu Bakr al-Baghdadi, ówczesny emir ISI, polecił Julaniemu udać się do Syrii i tam stworzyć filię Państwa Islamskiego. Między październikiem 2011 a styczniem 2012 roku Julani odbył kilka spotkań z syryjskimi ekstremistami, którzy zostali niedawno zwolnieni z więzień w ramach wielkiej akcji amnestyjnej przeprowadzonej przez rząd Assada. Rezultatem tych spotkań było ogłoszenie 24 stycznia 2012 roku powstania Dżabhat an-Nusry. Już w manifeście Nusra jasno określiła swoje cele: obalenie rządu Assada i przekształcenie Syrii w islamski emirat.

    Jako Syryjczyk, Julani bardzo szybko odnalazł się w nowych realiach. Nusra, zacieśniając współpracę z syryjskimi radykałami i otrzymując wydatne wsparcie z Iraku od ISI, szybko rosła w siłę i zaczęła wybijać się na najsilniejszą grupę rebeliancką w Syrii.

    W 2013 roku Baghdadi postanowił utworzyć ISIS („Państwo Islamskie w Iraku i Syrii”), które miało wchłonąć, wykazującą coraz większą niezależność, Nusrę. Julani odmówił podporządkowania się Baghdadiemu. Jednocześnie szef Nusry złożył bezpośrednią przysięgę (bay'a) na wierność Zawahiriemu – przywódcy Al Kaidy. Zawahiri przyjął przysięgę Julaniego i skrytykował Baghdadiego (formalnie nadal podległego Al-Kaidzie) za przekształcenie ISI w ISIS. Już wkrótce Al-Kaida całkowicie odcięła się od ISIS a Jolani i Baghdadi stali się największymi wrogami.

    Po zerwaniu kontaktów z ISI/ISIS, Nusra nadal rosła w siłę i zdobywała coraz większe wpływy. Na początku 2015 roku, gdy Armia Podboju wkraczała do Idlib, Julani był już powszechnie znany jako jeden z liderów rebelii.

    Bojownicy Dżabhat an-Nusry, źródło: Agencja al-Manarah al-Bayda

    Czarne chmury nad Idlib
    Po wyrzuceniu lojalistów z Idlib, rebelianci zaczęli planować kolejne duże ofensywy. Jednak wraz z pojawieniem się rosyjskiego kontyngentu w Syrii, szanse rebelii na ostateczne zwycięstwo znacznie zmalały. Spośród wszystkich ugrupowań rebelianckich, sytuacja Nusry była szczególnie niekorzystna, gdyż – szukając wspólnego mianownika – USA i Rosja zaczęły rozważać wspólne operacje przeciwko ugrupowaniom terrorystycznym, do których zaliczono nie tylko ISIS, ale także i Nusrę.

    W efekcie inne grupy rebelianckie zaczęły jeszcze z większą rezerwą podchodzić do Julaniego, któremu i tak cały czas wypomniano powiązania z Al Kaidą. Ponadto wewnątrz samej Nusry zaczęło dochodzić do pierwszych sporów. Saleh al-Hamawi – bliski współpracownik Julaniego – zaczął wzywać kierownictwo Nusry do zerwania kontaktów z Al Kaidą i zbudowania własnej, niezależnej organizacji. Co prawda Hamawi został za swoje stanowisko wydalony z Nusry, ale jego poglądy stawały się coraz popularniejsze. „Reformatorzy” uważali, że odcinając się od Al-Kaidy, Nusra będzie mogła bardziej wtopić się w środowisko rebelianckie i tym samym będzie trudniejsza do zidentyfikowania dla Rosjan i Amerykanów.

    Problemy syryjskiej przybudówki nie uszły uwadze kierownictwu Al Kaidy. Prawdopodobnie w końcówce 2015 roku rozpoczęły się dyskusje, co jeśli Nusra zerwałaby z Al Kaidą i rozpoczęła działać jako samodzielna organizacja – przynajmniej oficjalnie. Cała sprawa nabrała tempa, gdy w maju 2016 roku ukazało się nagranie Zawahiriego zatytułowane „Go forth to al-Sham”. Jeden z fragmentów tego przemówienia zasługuje na szczególną uwagę: „al-Qa`ida is not seeking authority, but rather seeks “the rule of sharia … We do not wish to rule the Muslims, but rather we wish to be ruled as Muslims by Islam”. Julani uznał te słowa za zielone światło dla odcięcia się od Al Kaidy i stworzenia niezależnej organizacji.

    Teraz już wszystko potoczyło się szybko. 28 lipca 2016 roku al-Manara al-Bayda – „agencja prasowa” Nusry – opublikowała nagranie zastępcy Zawahiriego – Ahmeda Hassana Abu al-Khayra al-Masriego. „Numer Dwa” Al-Kaidy wezwał Julaniego do ochrony dzieła dżihadu, wskazując, że solidarność mudżahedinów jest ważniejsza niż jakiekolwiek polityczne powiązania. W kilka godzin później Julani ogłosił likwidację Nusry i powstanie w jej miejsce Jabhat Fatah al-Sham – organizacji, która miała być pozbawiona jakichkolwiek związków z zewnętrznymi organizacjami.

    Powołanie JFS spotkało się ze stosunkowo ciepłym przyjęciem ze strony pozostałych grup rebelianckich. Nawet Ahrar – jak się później okaże główny rywal Julaniego – pochwalił ruch Nusry, a nawet stwierdził, że od tej pory USA i Rosja nie mogą bombardować bojowników JFS pod pretekstem walki z Al Kaidą. Jednocześnie rebranding nie wpłynął na zmianę nastawienia mocarstw w stosunku do JFS – zarówno Rosja, jak i USA, ogłosiły, że JFS to tylko zmiana nazwy a ugrupowanie nadal ma silne związki z Al Kaidą.

    Jednocześnie rebranding wydatnie poprawił wizerunek Nusry w samej Syrii. Julani przestał być postrzegany wyłącznie jako człowiek Al-Kaidy i zaczęto w nim dostrzegać Syryjczyka walczącego z Damaszkiem, dzięki czemu zyskał dużo większą legitymację w oczach mieszkańców Syrii. Tym samym „zerwanie” z Al-Kaidą wydatnie wpłynęło na możliwości werbunkowe dzihadystów. O ile pod koniec 2015 roku Nusra liczyła około 10 000 członków, to pod koniec 2016 roku, już po rebrandingu, liczba ta miała wzrosnąć do około 20 000.

    Ogłoszenie powstania Jabhat Fatah al-Sham, od lewej Abu Faraj al-Masri, Abu Mohammad al-Julani i Abu Abdullah Al Shami- źródło: JFS

    Rebranding nie każdemu smakuje

    Powołanie JFS nie spodobało się wielu członkom Nusry – w tym części ścisłego dowództwa. O ile wcześniej Julani miał problem z „reformatorami” takimi jak np. Hamawi, to teraz musiał rozprawić się z „radykałami”, którzy zaczęli oskarżać Julaniego o pogwałcenie zasad Al Kaidy. W sprawie wypowiedział się nawet sam Zawahiri i stwierdził, że nigdy nie udzielił błogosławieństwa powołaniu JFS, a jego słowa z przemówienia „Go forth to al-Sham” zostały mylnie zinterpretowane.

    W efekcie, w zaledwie kilka tygodni po rebrandingu, członkowie Nusry/JFS wdali się w ideologiczną dysputę czy Julani sprzeciwił się Zawahiriemu czy też nie. Spór był ostry i nie dotyczył tylko napięć na linii Julani-Zawahiri, ale także podziałów wewnątrz samej organizacji. W efekcie JFS stanęła przed perspektywą walk wewnętrznych.

    Osama bin Laden i Ayman al-Zawahiri, listopada 2001 roku - źródło: Hamid Mir, centralasiaonline.com

    „Garnizon Jerozolimy”
    Tymczasem sytuacja w Idlib stawała się coraz trudniejsza. Ugrupowania rebelianckie, po początkowym entuzjazmie, coraz mniej przychylnie patrzyły na JFS, twierdząc że nadal utrzymuje ona zbyt bliskie kontakty z Al Kaidą. Jednocześnie, widząc wewnętrzne problemy JFS, rebelianci rozpoczęli konsolidację władzy w Idlib.

    To właśnie w takiej atmosferze doszło do pierwszych pełnoskalowych walk w obozie rebeliantów z Idlib. W październiku 2016 roku Ahrar asz Szam oskarżył Dżund al Aksę („Garnizon Jerozolimy”) o współpracę z IS i rozpoczął aresztowania jej członków. Aksa była wówczas małym – liczącym około 1000 członków – ugrupowaniem, znanym ze swojego radykalizmu i fanatyzmu. Aksa stawiła zażarty opór, lecz – na dłuższą metę – nie była w stanie samodzielnie obronić się przed Ahrarem. Chcąc uniknąć niechybnej porażki, bojownicy Aksy złożyli przysięgę na wierność JFS. W ten sposób Aksa została wchłonięta przez ugrupowanie Julaniego a ataki ze strony Ahraru ustały.

    Ruch Julaniego szybko okazał się błędem. Aksa faktycznie miała powiązania z IS i prawdopodobnie współpracowała z emisariuszami Baghdadiego przy organizowaniu zamachów bombowych na siedziby Ahraru i JFS w Idlib. Ponadto wchłonięcie Aksy znacznie pogorszyło stosunki JFS-u z Ahrarem, który zaczął oskarżać Julaniego o udzielanie schronienia terrorystom.

    Sprawa wchłonięcia Aksy jest o tyle istotna, że już w kilka miesięcy później – na przełomie stycznia i lutego 2017 roku – doszło do walk między członkami Aksy a JFS. Ugrupowaniu Julaniego nie udało się całkowicie zniszczyć Aksy – po części ze względu na to, że część jej członków działa w ukryciu. W lutym 2018 roku resztki Aksy przegrupowały się i stworzyły nowe ugrupowanie – Organizację Strażników Religii (OSR). Ugrupowanie ma liczyć ok. 3 tysiące członków, którzy pochodzą nie tylko z Aksy, ale także z innych radykalnych ugrupowań np. JFS. OSR głosi wierność ideałom Al Kaidy i uważa Julaniego za zdrajcę. OSR jest co prawda małą grupą, lecz bardzo niebezpieczną – ze względu na, zaczerpnięte od Aksy, umiejętności działania w konspiracji. Istnienie resztek Aksy jest szczególnie groźne dla JFS/HTS, gdyż OSR deklaruje wierność Al-Kaidzie i tym samym zachęca „radykałów” z ugrupowania Julaniego do przechodzenia na swoją stronę.

    Czołg Jund al-Aksy, zdjęcie pochodzi z okresu gdy Aksa działała jeszcze w ramach Armii Podboju, 2015 rok - źródło: JaF

    Rebrandingowa recydywa
    Wróćmy jednak do przemian, jakie na przełomie 2016 i 2017 roku przechodziła syryjska przybudówka Al-Kaidy. Jak już wspomniano, w lipcu 2016 roku doszło do rozwiązania Nusry i powołania JFS-u, co jednak spotkało się z ostrym protestem ze strony „radykałów”. Julani, widząc że jego ugrupowanie znajduje się na krawędzi rozpadu a rywale rosną w siłę, postanowił działać. W styczniu 2017 roku utworzono nowe ugrupowanie - Hayʼat Tahrir al-Sham. HTS powstało z połączenia JFS-u a także innych grup o równie radykalnej ideologii.

    Powołanie nowego ugrupowania było niezbędne dla przetrwania JFS-u. Po połączeniu z ugrupowaniami, które nie miały tak bliskich związków z Al Kaidą, Julaniemu udało się stłumić radykalne skrzydło wewnątrz organizacji. Jednocześnie przywództwo HTS-u zaczęło bardzo mocno akcentować zerwanie relacji z Al Kaidą – nawet pierwszym liderem ugrupowania został nie Julani, lecz Hashim al-Shaykh (Abu Jaber), szef Ahraru w latach 2014-2015.

    Co prawda jeszcze przez pewien czas w Idlib toczyła się dysputa ideologiczna na temat legalności działań Julaniego, lecz ostatecznie Abdurraheem Atun (Abu Abdullah Al Shami), główny ideolog Nusry/JFS, położył jej kres. W grudniu 2017 roku opublikowano przemówienie Atuna, w którym stwierdził on, że o ile wcześniej mogły być wątpliwości co do tego czy JFS jest nadal częścią Al Kaidy czy też nie, to po utworzeniu HTS takie dyskusje są już bezprzedmiotowe, gdyż JFS nie odłączyło się od Al Kaidy aby działać samodzielnie, lecz aby wejść w szerszy sojusz (jakim jest HTS) z innymi frakcjami syryjskiej rebelii – tu znowu odwołano się do przemówienia Zawahiriego „Go forth to al-Sham”, w którym postawił on solidarność mudżahedinów nad politycznymi powiązaniami.

    Odchodząc od tych ideologicznych rozważań, trzeba przyznać że ostatecznie Julani osiągnął swój cel i zapanował nad radykałami z JFS-u – chociaż ciężko powiedzieć, czy wpływ na ich postawę miało przemówienie Atuna czy może marginalizacja ich stronnictwa po dołączeniu do HTSu innych ugrupowań – często równie radykalnych, ale niemających powiązań z Al Kaidą.

    Na marginesie trzeba zaznaczyć, że posunięcia Julaniego nadal spotykają się z ostrą krytyką ze strony Zawahiriego. Ciężko także stwierdzić czy HTS faktycznie nie utrzymuje już żadnych kontaktów z Al Kaidą.

    Julani ogłaszający powstnaie HTS - źródło: HTS

    Królowie Idlib
    W tym miejscu warto zastanowić się jak to się stało, że w ciągu zaledwie kilku lat Jualniemu udało się stworzyć jedną z najbardziej niebezpiecznych grup dzihadystycznych na świecie.

    Przede wszystkim Nusra, i jej następcy, przywiązują ogromną wagę do wyszkolenia swoich mudżahedinów. Świetnie wyszkolone i odnoszące ogromne sukcesy skrzydło zbrojne było siłą napędową organizacji i przyczyniło się do wciągnięcia w swoje szeregi tysięcy nowych rekrutów. Co istotne Julani zawsze chciał przedstawiać swoje ugrupowanie jakie "syryjskie" a nie „kosmopolityczne” – około 70-80% bojowników Nusry było pochodzenia syryjskiego. Skład narodowy organizacji wydatnie wpłynął na postrzeganie jej przez lokalną ludność.

    Jednocześnie Julani nigdy nie stronił – w przeciwieństwie np. do IS – od współpracy z innymi organizacjami. Sojusznicy, którzy razem przelewali krew z mudżahedinami Nusry, później często sami przechodzili na stronę Julaniego.
    Jednak siły zbrojne to nie jedyny aspekt, na którym skupia się Nusra. Organizacja przywiązuje bardzo istotną rolę do religii. Każdy rekrut – przed przystąpieniem do sił Nusry – musi przejść specjalne szkolenie ideologiczne – dopiero potem jest kierowany na szkolenie wojskowe. Teren kontrolowany przez Nusrę dzieli się na dystrykty, na czele których stoją: komendant, dowodzący wojskiem, oraz szejk – nadzorujący przestrzeganie pryncypiów religijnych przez komendanta. Na czele organizacji stoi emir a obok niego działa Rada Szury, która jest organem konsultacyjnym, w którym często zasiadają duchowni.

    Ponadto Nusra prowadzi na terenie Idlib szkoły, w których przygotowuje dzieci do przyszłej walki w imię islamu. Jednocześnie ludzie Julaniego wprowadzają w północnej Syrii prawo Koranu. Wszelkie przejawy opozycji są natychmiastowo i brutalnie tłumione przez służby porządkowe. Do więzień Nusry trafiają nawet powiązani z FSA czy Ahrarem aktywiści, którzy publikują w sieci komentarze nieprzychylne Julaniemu lub jego organizacji. Wszystko to sprawia, że tereny kontrolowane przez Nusrę stały się islamskim emiratem rządzonym terrorem i strachem.

    Czołg T-90 przejęty przez HTS podczas walk w Hamie w 2017 roku, źródło: Ebaa news

    -----------------------------------------------

    Na dzisiaj to wszystko. W kolejnym artykule, który pojawi się już jutro, skupimy się na wpływie Turcji na syryjską rebelię i rywalizacji między HTS-em a ugrupowaniami pro-tureckimi.

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #syria #bitwaoidlib #geopolityka #bliskiwschod #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

  •  

    Podczas wojny trzydziestoletnie Francja wspierała w Europie protestantów, a u siebie ich gnębiła.
    Podczas IIWŚ Hitler wspierał Żydów w Palestynie, a w Europie wiadomo jaki był ich los.
    ZSRR zwalczało hipisów u siebie, natomiast na zachodzie byli oni głosicielami marksistowskiej rewolucji.
    Thatcher i Jaruzelski w latach 80 urządzali sobie igrzyska w pałowaniu związkowców. Co nie przeszkadzało im wspieranie związkowców za granicą.

    Dzisiaj mamy taką sytuacje, że Putin zwalcza lgbtowców u siebie bo słusznie umie zauważyć, że te środowiska destrukcyjnie wplywają na społeczeństwo. Myslicie, że Putin wielki wróg zachodu wspiera obecnie organizacje lgbt w Europie i Stanach?
    #geopolityka #wojnainformacyjna #putin
    pokaż całość

    Czy Rosja wspiera organizacje LGBT w Europie i USA?

    • 28 głosów (75.68%)
      Oczywiście
    • 9 głosów (24.32%)
      Nie
  •  

    Rezerwy złota: Rosja zbliża się do „rekordu Stalina”

    Rosja i Chiny nadal aktywnie skupują złoto, aby uzupełnić rezerwy. Bank Centralny Rosji działa umiejętnie i inteligentnie – powiedział w wywiadzie dla Sputnika ekspert ds. rynku złota Dmitrij Szpek. – Moskwa staje się tym samym coraz bardziej niezależna od dolara amerykańskiego – dodał.

    Według Światowej Rady Złota, zrzeszającej kraje wydobywające złoto, Rosja w pierwszym kwartale 2018 roku posiadała prawie 2000 ton tego kruszcu w swoich rezerwach. Ponadto trzyma w złocie 17,6% rezerw. Porównując: w przypadku Chin udział złota w rezerwach wynosi około 2,4%. Aktualnie posiadają one 1800 ton.

    Z kolei USA mają 8000 ton złota w rezerwach, będąc tym samym największym właścicielem tego kruszcu na świecie. Na drugim miejscu są Niemcy (3400 ton). Udział złota w amerykańskich rezerwach wynosi około 75%, a w niemieckich – 70,3%.

    #ekonomia #geopolityka #rosja #chiny #usa #zloto
    pokaż całość

  •  

    Premier Kanady, Justin Trudeau:
    - Jeśli Saudowie nie odwołają swoich słów wszystkie nasze firmy i obywatele spierdolą z ich kraju
    - A co powiedzieli Saudowie?
    - Żebyśmy spierdalali

    #swiat #geopolityka #heheszki #kanada #arabiasaudyjska #pdk

    źródło: livemint.com

  •  

    Dla znających język rosyjski.

    Adresowane do Rosjan bardzo obiektywne opracowanie dot. geopolityki Polski. Polska jest przedstawiona jako realistyczny gracz próbujący przetrwać pomiędzy Rosją i Niemcami. Film jest ciekawym z polskiej perspektywy rosyjskim spojrzeniem na sprawy polskie bowiem nie jest obciążony typową dla Rosjan antypolską propagandą. Ciekawe są też dyskusje Rosjan pod filmem.

    #rosja #polska #geopolityka
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Erdogan poprosił liderów państw BRICS o przyjęcie Turcji do sojuszu.

    W czasie spotkania na marginesie szczytu BRICS w Johannesburgu prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan poprosił liderów bloku, by pozwolili Turcji dołączyć do organizacji — podaje gazeat Hurriyet Daily News.
    „Powiedziałem, jeśli przyjmiecie nas do sojuszu, blok będzie nosić nazwę BRICST" — powiedział Erdogan dziennikarzom i dodał, że członkowie BRICS „ciepło przyjęli" jego propozycję.


    „My z tymi pięcioma państwami (BRICS — red.) wchodzimy w skład G20, chciałbym, aby podjęły niezbędne kroki na rzecz przyjęcia nas do organizacji" — powiedział turecki prezydent.
    Jak donoszono wcześniej, prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że BRICS nie planuje jak na razie powiększenia, ale zauważył, że liderzy państw grupy nie wykluczyli poszerzenia grona uczestników bloku. Putin dodał, że pretendenci do wstąpienia do BRICS wyrażają chęć, ale wszyscy partnerzy z organizacji odnoszą się do tego ostrożnie. Według słów rosyjskiego prezydenta „organizacja jest otwarta", ale kwestia przyjmowania nowych członków wymaga „dodatkowej analizy".


    #geopolityka #turcja #bliskiwschod #ekonomia #ruskapropaganda
    pokaż całość

  •  

    Zhu Que 2 (Szkarłatny Ptak 2) to budowana przez prywatną chińską firmę Landspace rakieta nośna, która dorównać ma Falconowi 9 firmy SpaceX. Ma być także w części odzyskiwana. Napędzana zaś przez ciekły metan (LNG) i ciekły tlen (LOX) - rozwiązanie nad którym SpaceX pracuje dla nowych rakiet.

    Link do znaleziska: Szkarłatny Ptak - chińska odpowiedź na Falcon 9

    Interesujące? Dziękuję Ci za wykop! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rakiety #kosmos #ciekawostki #technologia #eksploracjakomosu #gruparatowaniapoziomu #spacex #elonmusk #ciekawostki #chiny #azja #swiat #azja #kosmosboners #liganauki #geopolityka
    pokaż całość

    źródło: zhu-que-2.jpg

  •  

    Poważne kłopoty Bundeswehry

    W maju 2018 odbyło się badanie na grupie 1245 żołnierzy służby czynnej w wieku od 18 do 62 lat. Okazało się, że aż 58 procent badanych byłoby gotowych zrezygnować z podwyżki żołdu, jeżeli oznaczałoby to zakupy nowoczesnego sprzętu. Następne pytanie dotyczyło dofinansowania takich zakupów z własnej kieszeni - pozytywnej odpowiedzi udzieliło 45 procent respondentów.

    #mikroreklama #bundeswehra #niemcy #geopolityka #wojsko
    pokaż całość

    •  

      @Goglez: nie ma się co dziwić.lepiej mniej zarobić a mieć lepszy sprzęt i większa szansę przeżycia.Co do zakupów z własnej kieszeni żołnierze jezdzacy na misje i tak to robią.Rekawice,okulary,buty itp.

    •  

      @WiesniakzPowolania: Prawda, jak z historii pamiętamy Rzymianin kupował sobie wyposażenie, biedni nie mogli być żołnierzami. Osobiście też uważam, że otrzymanie sumy na zakup wyposażenia byłoby lepsze niż czekanie w nieskończoność za mundurem w dodatku wątpliwej jakości, co do jakości z reguły jak coś ma w labelu wojskowe to jest gówniane, cywilne wyroby są z reguły lepsze.

  •  

    #geopolityka #rosja #uk #lolcontent #ruskapropaganda

    Brytyjka "spryskała się" nowiczokiem. Myślała, że to perfumy
    https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-brytyjka-spryskala-sie-nowiczokiem-myslala-ze-to-perfumy,nId,2610561

    Mężczyzna przyznaje w wywiadzie, że znalazł niewielką buteleczkę. Przyniósł ją do domu i - myśląc, że to perfumy - dał ją w prezencie swojej partnerce.

    Kobieta nieświadoma niebezpieczeństwa, zużyła na raz, całą zawartość opakowania.

    Jak donosi dziennik "The Sun" - brytyjska baza wojskowa na Cyprze przechwyciła zakodowaną wiadomość, jaką domniemani sprawcy ataku na Skripalów przesłali do Rosji po wykonaniu zadania.
    pokaż całość

  •  

    Fala protestów w Iraku! - wieczorny ekspres Pulsu Lewantu! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Przez południe Iraku przelewa się obecnie fala protestów. Manifestanci oskarżają rządzących o korupcję, wznoszą anty-irańskie okrzyki i atakują rafinerie ropy naftowej. W wyniku starć z policją i wojskiem zginęło już ponad 16 osób, a ok. 500 zostało aresztowanych. Tymczasem, 2 miesiące po wyborach, Irak nadal nie ma nowego rządu. Mało tego, iracki parlament rozwiązał się 30 czerwca a komisja wyborcza zarządziła ponowne liczenie głosów. O co chodzi protestującym? Czy Irak jest w stanie przezwyciężyć kryzys? O tym wszystkim w dzisiejszym „wieczornym” wydaniu „Pulsu Lewantu”.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Gdzie jest prąd?
    Obecnie temperatura w Iraku dochodzi do blisko 50 stopni Celsjusza – nawet dla Arabów jest to zbyt gorąco. Wyższe temperatury oznaczają większe zapotrzebowanie na energię elektryczną, która w Iraku uważana jest za „towar deficytowy”.

    Aby zaspokoić krajowe zapotrzebowanie na energię Irak musiałby produkować ok. 23,000 MW prądu na godzinę. Obecnie jednak jest w stanie wyprodukować tylko ok. 15,700 MW. W związku z tym Irak pozostaje uzależniony od importu energii – w głównej mierze od Iranu. Duży wpływ na irackie problemy z energią ma system dystrybucji. Według irackiego ministerstwa energetyki aż 65% krajowej produkcji jest zużywane przez osoby nielegalnie przyłączone do sieci. Ponadto sytuację pogarsza przestarzała infrastruktura energetyczna. W Iraku zawodzi także pobór opłat – w 2015 roku ministerstwo szacowało, że udaje mu się pobrać tylko 12% należności. Problem dostaw energii staje się jeszcze poważniejszy latem – wtedy zapotrzebowanie na energię jeszcze rośnie.

    Jak już wspomniano, to Iran jest głównym dostawcą energii elektrycznej do Iraku. Na początku lipca Iran przestał wysyłać energię do Iraku. W kilka dni później, 9 lipca, mieszkańcy miasta Basra (południowy Irak) wyszli na ulice, aby zamanifestować swoje niezadowolenie. Jedynym postulatem protestujących w Basrze nie jest energia elektryczna, ale z pewnością braki w dostawach prądu były iskrą, która doprowadziła do wybuchu protestów w Basrze.

    9 lipca, w dniu rozpoczęcia protestów, premier Abadi stwierdził, że problemy z dostawami energii są spowodowane wysokimi temperaturami, które wywołały większe zapotrzebowanie na energię także po irańskiej stronie granicy. Jednocześnie premier stwierdził, że Irańczycy pracują nad rozwiązaniem problemu i w ciągu kilku dni import energii zostanie wznowiony. Jednak dzień wcześniej, 8 lipca, rzecznik irackiego ministerstwa energetyki stwierdził, że problemy z dostawami wynikają z zaległości Bagdadu w płatnościach. Według danych, do których dotarł Al-Monitor, Irak jest winien Iranowi ponad 1 miliard dolarów z tytułu dostaw energii elektrycznej.

    Czy to oznacza, że Premier albo Ministerstwo kłamią? Nie, ich wersje się wzajemnie nie wykluczają. W przeszłości wielokrotnie dochodziło do sytuacji, gdy Irańczycy wstrzymywali dostawy energii do Iraku, żądając chociaż częściowej zapłaty zaległości. Jednocześnie Abadi ma rację, że kryzys – przynajmniej po części – jest wywołany wysokimi temperaturami, które obecnie dochodzą na południu Iraku do 50 stopni Celsjusza. Trzeba jednak zwrócić uwagę na kilka innych problemów, o których nie wspomniał ani Premier, ani Ministerstwo.

    Wysokie temperatury odbiły się także na irańskim zapotrzebowaniu na energię. W niektórych miejscowościach Iranu zaczęło dochodzić do przerw w dostawie prądu. Rząd w Teheranie obawia się, że kryzys energetyczny może doprowadzić do protestów – irańskie społeczeństwo i tak jest już mocno niezadowolone z rządzących. Od momentu wycofania się Trumpa z umowy nuklearnej irański rial spada mocno w dół a ceny żywności szybują w górę. Dlatego też Irańczycy skupiają się na swoich własnych problemach. Dostawy energii do Iraku zostaną wznowione dopiero wtedy, gdy Teheran poradzi sobie z własnym kryzysem energetycznym. Na marginesie warto zauważyć, że irańskie problemy nie wynikają ze zbyt małej produkcji, lecz z przestarzałej infrastruktury, która nie jest w stanie uciągnąć tak dużej produkcji.

    Okres oczekiwania na prąd z Iranu może się jeszcze wydłużyć. Jak donoszą nieoficjalne źródła, obecnie prowadzone są dyskusje w jaki sposób płacić Iranowi za energię, aby ominąć amerykańskie sankcje wymierzone w Teheran.

    Elektrownia w Bayji, prowincja Salah Ad Din - źródło: USACE, commons.wikimedia.org

    Bezrobocie

    Kolejnym problemem, który jest podnoszony przez protestujących jest bezrobocie. Według oficjalnych danych ok. 10,8% Irakijczyków nie ma pracy. Ten odsetek jest jeszcze większy wśród osób poniżej 24 roku życia (stanowią one blisko 60% populacji Iraku) – w tej grupie pracy nie ma aż ok. 22%. Jednocześnie ok. 25% mieszkańców kraju żyje poniżej minimum egzystencji (w niektórych prowincjach jest to nawet 45%).

    Szczególne napięcia powoduje eksport ropy naftowej. Irakijczycy uważają, że rządzący zagrabiają dla siebie wszystkie dochody pochodzące z handlu ropą. Aż ok. 89% PKB Iraku pochodzi z eksportu ropy naftowej. Jednocześnie w przemyśle naftowym zatrudniony jest tylko ok. 1% mieszkańców Iraku – z czego bardzo dużo osób to zagraniczni eksperci. Tymczasem „szarzy” obywatele nie mają żadnych korzyści z eksportu ropy – w przeciwieństwo np. do krajów Zatoki Perskiej, gdzie część dochodów z ropy jest redystrybuowana wśród obywateli.

    Szczególnie mocno widać ten kontrast – między biedotą lokalnej ludności a ogromnym eksportem ropy naftowej – w Basrze. To właśnie w regionie Basry wydobywane jest ok. 3,5 miliona baryłek ropy dziennie. Jednocześnie jednak Basra – dawniej nazywana „Wenecją Bliskiego Wschodu” jest jednym z najbiedniejszych miast w Iraku. Prąd, bieżąca woda to towary luksusowe dla mieszkańców miasta. Podstawowe potrzeby Basry są lekceważone przez rządzących od lat.

    Nic też dziwnego, że już od początków protestów, Irakijczycy organizują manifestacje przed polami naftowymi. Rządzący obawiają się, że dalsza eskalacja protestów może doprowadzić do przerw w wydobyciu ropy. Aby temu zapobiec na południe kraju wysłano armię, która ma zająć się ochroną pól naftowych. Póki co protestującym nie udało się opanować żadnego z pól naftowych, lecz zagraniczne firmy wolą chuchać na zimne i – według nieoficjalnych źródeł – miały ewakuować część swoich pracowników z terenów gdzie protesty są największe.

    Premier Haider al-Abadi, źródło: foreignoffice, flickr.com

    Problemy w rolnictwie

    Warto także wspomnieć o bolączkach irackich rolników. Na początku lipca Ministerstwo Zasobów Wodnych zakazało rolnikom sadzenia nowych roślin. Jest to spowodowane rekordowo niskim poziomem wód Tygrysu w tym roku. Sytuacje pogarsza jeszcze fakt, że iracki system melioracyjny jest bardzo niewydajny, co powoduje że duża część wody jest marnowana. Ministerialny zakaz odbił się dużym echem w irackim społeczeństwie. Sam ajatollah Sistani interweniował w tej sprawie w Bagdadzie. Dopiero w wyniku nacisków ministerstwo zdecydowało złagodzić zakaz co do uprawy ryżu – pozwolono na jego uprawę na ok. 1.236 akrów. To jednak tylko ok. 3% powierzchni uprawnej ryżu z zeszłego roku.

    W relacjach jakie docierają z południa Iraku nie ma mowy o protestujących rolnikach, ale bardzo możliwe, że już uczestniczą oni w protestach lub właśnie planują przyłączenie się do nich. Biorąc pod uwagę, że aż ok. 1/5 Irakijczyków utrzymuje się z rolnictwa, to farmerzy mogą powiększyć szeregi manifestantów o tysiące osób niezadowolonych z polityki Bagdadu.

    Susza - źródło: Hydrosami, commons.wikimedia.org

    Wsparcie z Nadżafu

    13 lipca protestujący zyskali potężnego sojusznika. Tego dnia szejk Abdel Mehdi al-Karbalai, odprawiał piątkowe modły w Karbali. Szejk wyraził swoją solidarność z protestującymi i stwierdził: „to niesprawiedliwe i nieakceptowalne, że ta wspaniała prowincja (Basra) jest najbardziej ubogą w całym Iraku”. Al-Karbalai to prawa ręka ajatollaha Sistaniego – duchowego przywódcy szyickich Irakijczyków. To właśnie Al-Karbalai, gdy wojska IS zbliżały się do Bagdadu, odczytał fatwę Sistatniego, w której ajatollah wzywał Irakijczyków do zakończenia sporów i stawienia islamistom zjednoczonego oporu.
    Po piątkowym ogłoszeniu Al-Karbalaiego protesty nabrały na sile i zaczęły rozszerzać się na kolejne miasta. Jeszcze tego samego dnia protestujący zablokowali wjazd do portu Umm Qasr, z którego eksportowana jest iracka ropa naftowa. Rozpoczęły się także ataki na budynki rządowe. Protestujący wdarli się do lotniska w Nadżaf i otoczyli dom gubernatora w Nasiriyah. Zablokowano także przejście graniczne z Iranem w Shalamjah.

    Ajatollah Ali Sistani - źródło: IsaKazimi, commons.wikimedia.org

    „Wyjdź do nas, Ty tchórzu”.

    Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Pod wieczór, 13 lipca, do Basry – prosto ze spotkania w Brukseli – przyleciał premier Abadi. Gdy jego samolot lądował na lotnisku, do miasta weszły siły antyterrorystyczne, które miały zabezpieczyć budynki rządowe i pola naftowe. Abadi liczył, że jego wizyta i ściągnięcie dużej liczby wojska doprowadzi do załagodzenia sytuacji – tak się jednak nie stało. Na wieść o przybyciu Abadiego protesty wezbrały tylko na sile. Protestujący zebrali się pod hotelem, w którym się zatrzymał i zaczęli wykrzykiwać „Wyjdź do nas, Ty tchórzu”.

    Jednak Abadi nie wyszedł do tłumu. Premier spotkał się wyłącznie z przywódcami lokalnych plemion, którzy stali się liderami protestujących – spotkanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Abadi obiecał przeznaczyć 2 miliardy dolarów na rozbudowę wodociągów w Basrze oraz zwiększyć dostawy energii do miasta. Jednocześnie obiecano stworzenie 10 000 miejsc pracy dla mieszkańców Basry. Obietnice te nie maja jednak żadnego pokrycia. Obecnie w Iraku nie działa żaden ośrodek władzy politycznej, który byłaby w stanie je spełnić.

    Sala obrad irackiego parlamentu

    „Bezkrólewie”

    12 maja w Iraku miały miejsce wybory parlamentarne. W ich toku stwierdzono ponad 1000 naruszeń prawa wyborczego. W efekcie 6 czerwca Parlament zdecydował o ponownym, ręcznym przeliczeniu głosów. W kilka dni później zaczęło dochodzić do ataków na magazyny, w których składowane są karty wyborcze. Tymczasem 30 czerwca skończyła się kadencja dotychczasowego parlamentu. Co prawda parlament chciał wydłużyć swoją kadencję, lecz iracki Sąd Najwyższy stwierdził, że taka decyzja byłaby niezgodna z obowiązującą konstytucją.

    Ręczne przeliczanie głosów rozpoczęło się 3 lipca i nadal nie wiadomo kiedy się zakończy – być może w połowie sierpnia. Tym samym jedynym ośrodkiem władzy politycznej w Iraku jest obecnie rząd, z Abadim na czele. Aby przeznaczyć jakiekolwiek kwoty na ulżenie ludności Basry należy wpierw zmienić ustawę budżetową, a to może zrobić tylko parlament. W tej sytuacji wszystkie obietnice Abadiego z Basry są bezwartościowe. Mieszkańcy Basry są tego świadomi i dlatego nie zaprzestali protestować.

    14 lipca protesty rozpoczęły się w stolicy – Bagdadzie. Rząd obawiał się zamieszek i odciął stolicę od internetu. Jednak wkrótce okazało się, że obawy te były nieuzasadnione. Protesty w Bagdadzie są dużo mniejsze niż te w Basrze - głównie dlatego, że nie poparł ich Muktada as-Sadr.

    Muktada as-Sadr to syn ajatollaha Muhammada Sadika as-Sadra. Po inwazji USA na Irak, Sadr powołał tzw. armię Mahdiego, która prowadziła wojnę partyzancką z wojskami koalicji – to właśnie ludzie Sadra atakowali polski garnizon w Karbali w 2004 roku. Obecnie Sadr porzucił ideę walki zbrojnej i skupił się na walce politycznej. Ruch Sadrystowski wykorzystuje hasła nacjonalistyczne i odrzuca podziały religijne (np. na szyitów i sunnitów). Sadr głosi także potrzebę ukrócenia wpływów amerykańskich i irańskich w Iraku. Sadryści są popularni zwłaszcza wśród biedoty. Na Sadra patrzy przychylnie sam ajatollah Sistatni, który poparł Sadrystów w tegorocznych wyborach.

    Wpływy Sadra są tak duże, że można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby Sadr chciał to mógłby wykorzystać obecne protesty, obalić Abadiego i przejąć władzę. Jednak potencjalnie mogłoby to doprowadzić do wojny domowej. Sadr jest świadomy, że protesty mogą doprowadzić tylko do dalszego pogorszenia się sytuacji w kraju i dlatego, póki co, stara się trzymać na uboczu.

    Sadr ani nie wezwał swoich stronników do udziału w protestach, ani nie potępił protestujących. Póki co ograniczył się on do wygłoszenia krótkiego komunikatu, w którym stwierdził, że dopóki żądania mieszkańców Basry nie zostaną spełnione, dopóty nie może być mowy o stworzeniu nowego rządu.

    [Muktada as-Sadr (po lewej) i Ali Taliqani - źródło: مالهوترا, commons.wikimedia.org](https://steemitimages.com/0x0/https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/19/سماحته_مع_سماحة_حجة_الاسلام_والمسلمين_السيد_القائد_مقتدى_الصدر%28دام_عزه%29_في_الحنانة.jpg)

    Barwy walki

    Warto zwrócić uwagę, że protesty w Basrze są dobrze zorganizowane. Na czele protestujących stoją liderzy lokalnych plemion. Obecnie protesty rozlewają się na kolejne miejscowości południowego Iraku. Co ciekawe protesty maja silne zabarwienie antyirańskie. W kilku miastach doszło nawet do spalenia portretów ajatollaha Chameneiego i wznoszenia okrzyków typu „precz z Iranem”.

    W niektórych miejscowościach doszło także do protestów przed bazami szyickich milicji, które – mimo oficjalnego rozwiązania PMU – nadal utrzymują bliskie kontakty z Iranem. Niechęć do wpływów irańskich jest na tyle duża, że spalono biura niektórych milicji np. Kata’ibu Hezbollah i Asaib Ahl al-Haq. Odpowiedź bojowników była bardzo ostra. Przedstawiciel Asaib Ahl al-Haq, niczym iracki Cyrankiewicz, powiedział, że jeśli ktoś podniesie rękę na budynek należący do jego milicji, to może być pewien, że milicjanci mu tę rękę odrobią („any hand that approaches our offices and the headquarters of Asaib Ahl al-Haq will be cut off”).

    Członkowie pro-irańskich milicji - źródło: Mahmoud Hosseini, asnim News Agency

    Depesza z Rijadu

    Według nieoficjalnych informacji, rząd Iraku prowadzi rozmowy z Saudami dotyczące importu energii elektrycznej z Królestwa. Jednak póki co niewiele wiadomo o tych negocjacjach. Moim zdaniem, jeśli takie rozmowy faktycznie są prowadzone, to Saudowie będą grali na czas. Nic nie wskazuje na to, aby Iran w najbliższym czasie wznowił dostawy prądu do Iraku. Im dłużej protesty trwają, tym ich wymiar jest bardziej antyirański. Saudom jest to na rękę i będą pewnie czekać na eskalację protestów. Dopiero gdy protesty będą dostatecznie duże, i skrajnie anty-irańskie, Saudowie zawrą umowę z Irakiem, czym odniosą ogromne propagandowe zwycięstwo.

    MBS - saudyjski następca tronu - źródło: The White House, flickr.com

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    Dzisiaj tekst wrzucam później niż zwykle, ale - tak jak zaznaczyłem - to jest wieczorne wydanie. Poza tym komunikacja miejska w Bagdadzie to jakaś pomyłka. ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    #geopolityka #bliskiwschod #irak #iran #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

  •  

    #geopolityka #syria #gruzja #rosja

    Syria i Osetia Południowa nawiązały stosunki dyplomatyczne
    (za Sputnik:)

    Syryjski minister spraw zagranicznych Walid Muallem i jego południowoosetyjski odpowiednik Dmitrij Medojew podpisali w Damaszku porozumienie w sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy państwami.

    Syryjska agencja krajowa SANA informuje, że podczas spotkania ministrowie omówili rozwój stosunków dwustronnych w wielu obszarach. Muallem opowiedział o podpisaniu kilku umów dwustronnych w interesie obu krajów.

    Minister spraw zagranicznych Osetii Południowej wyraził wdzięczność w imieniu władz republiki za stanowisko Damaszku w związku z uznaniem państwa, zaznaczając, że Osetia Południowa liczy na rozwój współpracy w dziedzinie gospodarki, polityki i kultury.

    Pod koniec maja Syria uznała niepodległość Osetii Południowej i Abchazji. Władze Osetii Południowej obiecały, że rozważą otwarcie swojej ambasady w Damaszku.

    USA potępiły decyzję władz syryjskich i oświadczyły, że Osetia Południowa wraz z Abchazją pozostają częścią Gruzji. Gruzja rozpoczęła procedurę zerwania stosunków dyplomatycznych z Syrią.
    pokaż całość

  •  

    Wielka Brytania będzie miała własny kosmodrom, z którego startować będą brytyjskie rakiety w kosmos. Powstaje w Szkocji.

    Link do znaleziska: Wielka Brytania buduje własny kosmodrom!

    Interesujące? Dziękuję Ci za wykop! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #uk #szkocja #rakiety #kosmos #ciekawostki #technologia #geopolityka #polityka #kosmosboners #eksploracjakosmosu #zaintersowania #londyn #gruparatowaniapoziomu #gospodarka #ekonomia
    pokaż całość

    źródło: uk-kosmodrom.png

  •  

    Z tego co donoszą media oraz ukraiński Naftogaz na trójstronnym spotkaniu (UE-Ukraina-Rosja) Ukraińska strona odmówiła wszelkich negocjacji z Gazpromem w sprawie anulowania długów, które Gazprom musi zapłacić zgodnie ze Sztokholmskim arbitrażem. Mowa tu o 2,56 mld $ + 75 mln $.

    Nieoficjalnie do zgodzenia się na rosyjskie warunki mieli namawiać Niemcy. Chodzi tu głównie o to, że Ukraina z użyciem zasądzonego długu, drogą sądową zamraża aktywa Gazpromu związane z Nord Stream 2, a to może opóźniać prace nad rurociągiem po dnie Bałtyku. Jedyne co zaproponowała Ukraińska strona to zwiększenie tranzytu przez swoje terytorium do poziomu 141 mld3 za 20% zniżkę do poziomu 2,17$ za 1000m3, za 100km tranzytu.

    Równolegle z tym w USA pojawiła się ustawa o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego z sojusznikami w Europie, która ma zapewnić członkom NATO stabilne zasoby energii z terenu USA. Dokument przewiduje też możliwe nałożenie sankcji na NS2 czy inne rosyjskie gazociągi. Eksperci twierdzą, że Trump nie będzie chciał tego podpisać.

    Niemcy starają się zachować jakiś balans i niezależność dostaw od sąsiadów. Problem w tym, że USA dążą do dominacji rynku Europejskiego, a Ukraina czuje się zagrożona. No i Ukraina dopiero od niedawna nauczyła się grać w brudną grę z Gazpromem, więc łapią się każdej możliwej okazji do blokowania Rosjan. Co zresztą widać i po innych rzeczach. Mimo akcesji do UE to decyzje Ukraińcy podejmują z Amerykanami, a nie z Niemcami.

    ---------

    18 lipca pojawiła się informacja, że Naftogaz złożył kolejną skargę na Gazprom w Trybunale Arbitrazowym w Sztokholmie i domaga się rewizji taryf za tranzyt na podstawie umowy podpisanej z Gazpromem. Przedstawiciele Naftogazu wyjaśniają, że kontrakt na trazyt między Naftogazem i Gazpromem pozwalają stronom wymagać zmiany taryf jeśli na rynku gazowym nastąpiły istotne zmiany, a także gdy opłaty nie odpowiadają cenom rynkowym. Już 28 lutego Arbitraż w Sztokholmie odrzucił pozew Ukrainy z przyczyn proceduralnych (umowa wymaga najpierw próby negocjacji między stronami). Tym razem Naftogaz wysłał Gazpromowi wniosek o zmianę taryfy i zainicjował negocjacje zgodnie z umową. Naftogaz przedstawił Gazpromowi żądania zmiany oraz wskazał, że nastąpiły zmiany na rynku gazowym Europy. Gazprom odmówił negocjacji. W związku z tym Naftogaz (oczekując takiego obrotu spraw) znowu złoży pozew do Arbitrażu w Sztokholmie i tym razem nie zostanie on odrzucany, a zostanie już rozpatrzony. W sumie za zaniżone taryfy oraz spodziewane zatrzymanie tranzytu przy zakończonym NS2 Ukraina żąda 11,6 mld $.

    W międzyczasie trwają jeszcze dwa inne spory arbitrażowe "o umowę na dostawy i przesyłu gazu przez Ukrainę".

    #aryoconcent #ukraina #ukrainainfo #rozja #gazprom #naftogaz

    pokaż spoiler Tak pamiętam o komentarzu w sprawie odbioru przez opinię publiczną i media spotkania Trump-Putin.


    ---------------------------
    Dalej już tylko moje gdybania i domysły z #geopolityka

    W bonusie infografika. Od 2014 roku Ukraina stara się nie kupować gazu bezpośrednio od Gazpromu aby uniknąć szantanu gazowego.

    Tu też i na znaczeniu zyskują sąsiedzi Ukrainy tacy jak Polska, Słowacja i Węgry. Niemcy mogliby naciskać na Ukrainę ograniczając rewers gazu poprzez tych "wasali".Pytanie tylko co jest im bardziej opłacalne oraz jak skora do ugięcia się jest np. Warszawa, która aktualnie w moich oczach wygląda jak przedłużenie polityki Waszyngtonu. Ze strony Rosjan taktyka pozostaje bez zmian. Wszystkie rosyjskie media czy też grupy związane lub opłacane przez Rosjan bardzo chętnie rozpowszechniają wszelkie zdarzenia, które mogłyby pogorszyć stosunki dyplomatyczne z Ukrainą, a czasem jak nic się nie dzieje to je kreują (patrz. chociażby ta grupa z Polski, która specjalnie do Ukrainy jechała żeby podpalić węgierski ośrodek, seria niszczenia pomników po obu stronach granicy etc.). Złe stosunki dyplomatyczne mogłyby spowodował zatrzymanie rewersu, a wtedy Kijów znów musiałby siadać do negocjacji z Moskwą na ich warunkach, dlatego Rosja działa tu najaktywniej.
    pokaż całość

  •  

    Arabowie i nowy jedwabny szlak, czyli jak wykoleić lokomotywę

    10 lipca w Pekinie odbył się szczyt Chińsko-Arabskiego Forum Współpracy Międzypaństwowej. Podczas rozmów dyskutowano nad zaciśnięciem wzajemnej współpracy i budowie nowego jedwabnego szlaku. Prezydent Xi obiecał przeznaczyć 21 miliardów dolarów na pożyczki dla arabskich partnerów oraz 106 milionów dolarów na bezzwrotną pomoc. Pekiński szczyt pokazał, że Chiny przywiązują coraz większą wagę do Bliskiego Wschodu. Dlaczego te region jest dla Chin tak ważny? Jak Arabowie podchodzą do Chińczyków? Kto zagraża chińskim planom względem Bliskiego Wschodu? Na wszystkie te pytania odpowiemy w dzisiejszym wydaniu „Pulsu Lewantu”.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Wojna o surowce
    Ropa naftowa odgrywa ogromną rolę we współczesnej gospodarce Państwa Środka. Do lat 90. XX wieku Chińczycy byli w stanie samodzielnie zaspokoić swoje zapotrzebowanie na ten surowiec. Jednak w 1992 roku chińskie zapotrzebowanie na ropę naftową przekroczyło krajowe możliwości produkcyjne. W związku z tym Pekin zaczął poszukiwać zagranicznych dostawców i bardzo szybko ich znalazł. W efekcie chiński import ropy naftowej zaczął rosnąć w ekspresowym tempie. W 1989 roku Chiny importowały zaledwie 3.3 miliony ton ropy rocznie. W 1999 roku było to już 36.6 milionów. W 2017 roku Chiny importowały aż 429 milionów ton ropy naftowej – tym samym Państwo Środka wyprzedziło USA i stało się największym na świecie importerem ropy naftowej.

    Lata 90. Chińczycy spędzili na poszukiwaniu odpowiednich dostawców ropy. Początkowo próbowano zaopatrywać się „bliżej domu” np. w Indonezji, Malezji, lecz zasoby ropy naftowej były zbyt małe w tych krajach, aby zaspokoić chińskie potrzeby. Dlatego też ostatecznie zdecydowano, że to kraje arabskie powinny zostać głównymi dostawcami ropy na rynek chiński. W związku z tym w 2004 roku utworzono Chińsko-Arabskie Forum Współpracy Międzypaństwowej. W jej skład weszły Chiny oraz 22 państw członkowskich Ligi Państwa Arabskich. Początkowo ta współpraca była bardzo luźna, lecz – w miarę wzrostu chińskiego zapotrzebowania na ropę naftową – wzajemne relacje nabierały coraz wyraźniejszych kształtów.

    Porównanie importu i eksportu ropy naftowej przez USA i Chiny (w mln baryłek) - źródło: U.S. Energy Information Administration, flickr.com

    Arab policy paper
    Prawdziwym przełomem był rok 2016. Wtedy prezydent Chin Xi Jinping po raz pierwszy odwiedził Bliski Wschód. W tym samym roku chiński rząd opublikował tzw. „Arab policy paper” – dokument strategiczny określający cele chińsko-arabskiej współpracy. Zgodnie z tym dokumentem wzajemne relacje mają skupić się na 3 sektorach:
    1) współpracy energetycznej – to ma być podstawa,
    2) infrastruktura, handel i inwestycje
    3) współpraca w zakresie nowych źródeł energii (w tym energii atomowej) oraz eksploracji kosmosu.

    Punkt 1 jest realizowany już od lat. Enigmatycznie brzmiący punkt 2 oznacza w praktyce budowę nowego szlaku jedwabnego, w którym Bliski Wschód odgrywa bardzo ważną rolę. Punkt 3 jest obecnie w fazie konsultacji.

    Chińczycy nie skupiają się jednak jedynie na umysłach Arabów, ale także na ich sercach. Od lat prowadzona jest międzypaństwowa wymiana najzdolniejszych studentów, lekarzy, inżynierów, oficerów itd. Chińczycy nie szczędzą pieniędzy na ten projekt. Uważają, oni że ci zdolni młodzi ludzie za kilka, kilkanaście lat będą stanowić elitę w swoich krajach i mieć duże wpływy w kręgach rządzących. W związku z tym Chińczycy już teraz próbują zaskarbić sobie ich sympatię. Jednocześnie Chińczycy próbują docierać także do mas. W 2009 roku założono stację telewizyjną CGTN Arabic, której filia znajduje się w Dubaju. Stacja ta jest nadawana satelitarnie i dzięki temu dostępna w każdym z arabskich krajów. Cała ramówka tego kanału jest w języku arabskim. Oficjalnie CGTN Arabic ma przybliżyć Arabom chińską kulturę, zwyczaje i politykę.

    W „Arab Policy Paper” Chińczycy mocno podkreślają swoją neutralność względem arabskich konfliktów na Bliskim Wschodzie i potrzebę ich rozwiązywania w sposób pokojowy. Chińska praktyka nie różni się zbytnio od teorii zarysowanej na kartach „APP”. Chiny starają się przede wszystkim zachęcić Arabów do współpracy obietnicami szybkiego rozwoju gospodarczego. Jednocześnie faktycznie nie angażują się w arabskie spory. Dobrze pokazała to już pierwsza wizyta Xi Jinpinga na Bliskim Wschodzie w 2016 roku. Prezydent Chin odwiedził wtedy Egipt oraz dwóch arcywrogów – Arabię Saudyjską i Iran. Tym samym Xi dobitnie pokazał, że Chiny nie zaangażują się w konflikt KSA-Iran. Wydaje się, że Chińczycy wybrali bardzo słuszną taktykę. Jednocześnie jednak, takie stanowisko – w perspektywie długofalowej – jest bardzo trudne do utrzymania, zwłaszcza w obecnych czasach.

    Szczyt APEC, 2014 rok, Pekin - źródło: presidenciamx, flickr.com

    Błędy Obamy i „korekty” Trumpa
    Podczas prezydentury Obamy, USA ogłosiły pivot na Azję. Tym samym amerykańskie zainteresowanie Bliskim Wschodem znacznie zmalało. Przesłanie Obamy dla Arabów było jasne – „musicie sami zająć się swoimi problemami, my (Amerykanie) mamy na głowie Chiny”. Tymczasem polityczne próżnie nigdy nie istnieją długo, a zwłaszcza w przypadku Bliskiego Wschodu – który zawsze będzie zainteresowany współpracą z państwami G7, ich technologiami i inwestycjami. Tym samym próżnia stworzona przez Amerykanów została momentalnie wypełniona przez Rosję i Chiny. Oczywiście obecność Rosji na Bliskim Wschodzie jest znacznie bardziej widoczna – głównie ze względu na wojnę w Syrii – jednak nie można nie dostrzegać chińskich zakusów w tym regionie, które stają się coraz śmielsze.

    „Błędy” administracji Obamy próbował naprawić Trump. Widzi on wyraźnie, że Arabowie wcale nie zajęli się sami swoimi sprawami, lecz zajmują się flirtowaniem – raz z USA a innym razem z Rosją lub Chinami. Próbując zatrzymać wzrost wpływów chińsko-rosyjskich w regionie, Trump postanowił zacieśnić więzi Waszyngtonu z jednym z państw arabskich, które – jako ścisły sojusznik USA – stałoby się hegemonem w regionie i tym samym umocniło amerykańskie wpływy na Bliskim Wschodzie. Trump, jak można się było tego spodziewać, na swojego głównego sojusznika namaścił Arabię Saudyjską. Wybór ten był ogromnym błędem. Saudowie postanowili skupić wokół siebie kraje Zatoki nie dzięki skrzętnej dyplomacji, lecz za pomocą siły – na to natomiast sąsiednie kraje nie chcą się zgodzić. Saudyjska polityka doprowadziła do – trwającego już ponad rok – kryzysu katarskiego i niemal całkowitego paraliżu Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Na to wszystko nakłada się jeszcze rywalizacja saudyjsko-irańska.

    Amerykańsko-saudyjskie wybryki nie pozostają bez znaczenia na relacje chińsko-arabskie. Zarówno obóz saudyjski, jak i irański, chcą przeciągnąć Chińczyków na swoją stronę, co sprzeczne jest z założeniami, które legły u podstaw „Arab policy paper”. Póki, co Chińczykom udaje się balansować między tymi wrogimi obozami, jednak nie wiadomo jak długo będzie to nadal możliwe.

    Saudyjski następca tronu - źródło: kremlin.ru

    Byleby tylko „somsiad” się nie wzbogacił, czyli modlitwa Araba

    Bliski Wschód jest istotny dla Pekinu nie tylko ze względu na uzależnienie chińskiego przemysłu od ropy naftowej, ale także ze względu na rolę jaką ten region ma odegrać w stworzeniu nowoczesnej wersji szlaku jedwabnego. Główne połączenie lądowe, w ramach tego projektu, ma przebiegać przez Iran i Turcję. Natomiast połączenie morskie ma przechodzić przez cieśninę Bab al-Mandab, która oddziela Afrykę od Azji. Dlatego też Chińczykom ogromnie zależy na rozwoju infrastruktury Bliskiego Wschodu oraz zakończeniu arabskich wojen, które od lat ciągną region w dół.

    Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Arabowie bardzo przychylnie patrzą na chiński projekt, gdyż związane z nim korzyści ekonomiczne będą ogromne. Jednak w rzeczywistości arabscy liderzy podchodzą do projektu z odrobiną rezerwy. Co prawda nie kwestionują oni zysków jakie otrzymają ich kraje po dołączeniu do projektu, jednak nie podoba im się to, że jednym z beneficjentów chińskiej inicjatywy będzie także Iran. Takie głosy stały jeszcze liczniejsze po ogłoszeniu przez Trumpa powrotu anty-irańskich sankcji. Arabowie uważają, że Iran tym razem nie wytrzyma ekonomicznej presji i „reżim Ajatollahów” #pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°) upadnie – taki scenariusz jest stosunkowo prawdopodobny, co podkreślają nawet sami irańscy ekonomiści.

    Jeśli ktoś może uchronić Iran przed upadkiem to jest to następująca trójka: UE, Rosja i Chiny. Unia co prawda deklarowała chęć pomocy, lecz w praktyce okazała się niezdolna do jakichkolwiek działań, które faktycznie mogłyby zabezpieczyć irańską gospodarkę. Rosja natomiast postanowiła wykorzystać irański kryzys dla własnych korzyści. W efekcie jedynym liczącym się graczem, na którego Iran może nadal liczyć są Chiny. To właśnie Państwo Środka nie boi się amerykańskich sankcji i przejmuje – po uciekających europejskich firmach – kontrakty na realizację strategicznych projektów np. Chińczycy mają przejąć kontrakt francuskiego Total S.A. na obsługę South Pars – największego pola gazu ziemnego na świecie.

    W związku z powyższym Arabowie postrzegają Chiny jako wybawiciela Iranu i dlatego sceptycznie podchodzą do współpracy nad nowym szlakiem jedwabnym, który jeszcze bardziej umocni gospodarczą pozycję ich arcywroga.

    Prezydent Iranu, Hassan Rouhani - źródło: Tasnim News Agency

    Rozładować napięcie
    Chińczycy dostrzegają te obawy i dlatego postanowili zorganizować szczyt Chińsko-Arabskiego Forum Współpracy – głównym celem było ostateczne przekonanie Arabów do inicjatywy „pasa i drogi”. Dyplomaci z Pekinu bardzo dobrze przygotowali się do tego spotkania. Dzień przed szczytem – 9 lipca – doszło do spotkania ministrów spraw zagranicznych Chin i KSA. Podczas tego spotkania Wang Yi – szef chińskiego MSZ-u – nazwał Saudów „głównymi” partnerami w budowie nowego szlaku jedwabnego. Chińczycy obiecali pomóc Królestwu w realizacji programu „Saudi Vision 2030”, który stanowi oczko w głowie saudyjskiego następcy tronu i jednocześnie cierpi na brak wystarczających źródeł finansowania. Jednocześnie Saudowie i Chińczycy mieli rozmawiać na temat wspólnego stanowiska w kwestii protekcjonistycznej polityki USA. Do niedawna polityka gospodarcza Trumpa przeszkadzała głównie Chińczykom. Jednak kilka tygodni temu Kongres zaczął pracować nad NOPEC („No Oil Producing and Exporting Cartels Act”). Zgodnie z tą ustawą OPEC może zostać uznany za kartel, który narusza amerykańskie przepisy antymonopolowe i będzie mógł być pozywany przed amerykańskie sądy. W efekcie Arabowie nie mogli by – tak jak robią to obecnie – dogadywać się co do zmiany poziomu wydobycia ropy, co ma bezposrendie przełożenie na ceny tego surowca. Chińczycy mieli obiecać Saudom całkowite poparcie w lobbyingu na rzecz odrzucenia NOPEC. Co prawda arabskie sterowanie ceną ropy nie jest korzystne dla Chin, ale zdecydowanie większym zagrożeniem dla nich jest protekcjonistyczna polityka USA niż monopolistyczny OPEC.

    Wydaje się, że chińsko-saudyjskie spotkanie było bardzo owocne, gdyż dzień później – podczas chińsko-arabskiego forum – wszyscy arabscy liderzy mówili o „konieczności” współpracy z Chińczykami.

    Ahmed Al-Jubeir, saudyjski minister spraw zagranicznych - źródło: U.S. Department of State, flickr.com

    Wytrawny gracz

    Pekiński szczyt pokazał jak wytrawnym i niebezpiecznym graczem jest Państwo Środka. Chińczycy dobrze wiedzą kto rozdaje karty w Zatoce Perskiej. Doskonale zdawali sobie sprawę, z tego że jeśli Saudowie ich poprą to tak samo postąpi także reszta państw Ligi Arabskiej. Jednak nie tylko to świadczy o kunszcie Chińczyków. Najbardziej zdumiewające jest to, że Chińczykom udało się sprowadzić do Pekinu także delegację z Kataru i nie spotkało się to z żadnymi szykanami ze strony KSA. Co prawda nie może być mowy o żadnym przełomie w katarskim kryzysie, ale warto odnotować że Chińczykom udało się zebrać w jednej sali przedstawicieli tych zwaśnionych nacji. Wydaje się, że rywalizacja w obrębie krajów Zatoki potencjalnie może mieć bardzo duży wpływ na chińską inicjatywę „pasa i drogi” – o czym poniżej.

    Prexydent Xi Jinping - źródło: kremlin.ru

    Brama łez
    Chiński jedwabny szlak to nie tylko droga lądowa, ale także droga morska. Szlak morski ma przechodzić przez cieśninę Bab al-Mandab („Brama łez”) leżącą między Jemenem a Dżibuti. Cieśnina ta jest bardzo wąska – w najwęższym miejscu jej szerokość wynosi zaledwie 26 km. W efekcie Bab al-Mandab jest jednym z najbardziej newralgicznych miejsc na mapie chińskiego szlaku. Pekinowi zależy, aby region ten był stabilny i nic nie zakłócało przepływu towarów przez cieśninę. Dlatego też Chińczycy porozumieli się z władzami Dżibuti i założyli w tym kraju bazę wojskową, która ma ochraniać chińską flotę handlową.

    Cieśnina Bab al-Mandab - źródło: NASA

    Róg Afryki

    Jednocześnie jednak zabezpieczenie cieśniny Bab al-Mandab jest o tyle trudne, że leży ona w bezpośrednim sąsiedztwie Somalii. Co prawda nie ma tu już piratów, ale nadal jest to jeden z najbardziej zapalnych regionów świata, który obecnie stał się polem walki Zjednoczonych Emiratów Arabskich i, wspieranego przez Turcję, Kataru.

    Na wstępie trzeba podkreślić, że rząd federalny Somalii nie panuje nad całością swojego terytorium. Na północy, u wybrzeży Zatoki Adeńskiej, znajduje się Somaliland, który w zasadzie stanowi odrębne państwo – jednak nie jest uznawany przez społeczność międzynarodową. Tymczasem na południowym wybrzeżu władzę przejęli islamscy bojownicy – głównie z organizacji Asz Szabab. Pozostały teren pozostaje pod kontrolą rządu federalnego, ale jest to raczej luźna kontrola, bo Somalia posiada kilka regionów autonomicznych np. Puntland i Jubaland.

    Mimo tego rozdarcia wewnętrznego Somalia nadal stanowi region o bardzo istotnym znaczeniu strategicznym. Dla Krajów Zatoki Perskiej region ten ma szczególne znaczenie, bo leży w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku morskiego, którym eksportują ropę na zachód. Dlatego też kraje te coraz częściej mieszają się w sprawy wewnętrzne Somalii. Jednocześnie jednak kraje arabskie nie prowadzą wobec Somali ujednoliconej polityki i wspierają różnych somalijskich graczy.

    Katar oraz Turcja wspierają prezydenta rządu federalnego. Natomiast ZEA wspierają Somaliland, który nie chce podporządkować się władzy centralnej. Co istotne Somaliland poparł Saudów w ich konflikcie z Katarem. Jednocześnie Turcja oraz ZEA posiadają – odpowiedni w Somalii i Somalilandzie – stałe bazy wojskowe, w których trenują lokalne milicje. Póki co walka Kataru i ZEA ma wymiar ekonomiczny, ale ciężko powiedzieć czy w dalszej perspektywie to się nie zmieni. W efekcie Somalia stała się krajem rozdartym nie tylko ze względu na podziały wewnętrzne, ale także ze względu na wpływy zagranicznych „mocarstw”.

    Obecna sytuacja w Somalii - źródło: Ingoman, commons.wikimedia.org

    Chińczycy na ratunek

    Dobrze, dobrze panie Laguna, gadasz pan tu o jakichś Somalijczykach, ale co to ma wspólnego z Chińczykami? Już przechodzę do meritum. Rosnące napięcie w Rogu Afryki w żadnym wypadku nie leży w interesie Chin. Przedłużanie się regionalnej rywalizacji między Katarem a ZEA tylko powiększa ryzyko militarnej konfrontacji Somalilandu z rządem centralnym. Jeśli do takich walk dojdzie to będzie to oznaczało poważne zagrożenie dla nowego jedwabnego szlaku, a już na pewno zwiększy koszty jego budowy. Dlatego też Chińczycy próbują zbliżyć do siebie zwaśnione kraje Zatoki Perskiej. Jednocześnie jednak Chiny chcą pozostać neutralne i nie stawać jednoznacznie po żadnej ze stron. Prawdopodobnie Pekin liczył na to, że saudyjska koalicja i Katar mogą wykorzystać pekiński szczyt jako platformę, która w przyszłości zostanie wykorzystana do rozwiązania katarskiego kryzysu. O ile możliwe, że jednym z chińskich celów podczas forum było wpłynięcie na katarski kryzys to dyskutowanie na temat efektów tej akcji byłoby czystą spekulacją – dlatego w tym miejscu autor musi uciąć wątek.

    Doha, stolica Kataru - autor: jchoate7, pixabay.com

    Podsumowanie

    Chiny i kraje arabskie łączy coraz więcej. Początkowo chodziło wyłącznie o ropę naftową, lecz teraz Bliski Wschód może odegrać decydującą rolę w chińskim projekcie stulecia. Pytanie tylko czy Arabowie będą chcieli w końcu zrezygnować z wyniszczających wojenek na rzecz wspólnego bogacenia się. Stawką, o którą toczy się tu gra nie jest tylko to czy Arabowie będą się bogacić z Chińczykami czy też nie. Stawka jest dużo większa. W najgorszym wypadku to Arabowie, swoją emocjonalnością, nieprzewidywalnością i odwiecznymi wojenkami mogą sami wykoleić chińską lokomotywę o nazwie „nowy jedwabny szlak”.

    Zachód słońca nad meczetem - autor: xegxef, pixabay.com

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #geopolityka #bliskiwschod #rosja #chiny #iran #somalia #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

  •  

    ciekawy filmik jak wyglad eksport broni od lat 50 XXwieku przez USA

    jak zmieniali sie beneficjenci dostaw uzbrojenia w roznych latach

    Niemcy, Iran, Irak, Wietnam etc

    Iran najwiekszy przyjaciel USA w latach 70, bo najgorszego wroga

    #militaria #wojsko #wojna #usa #bliskiwschod #geopolityka pokaż całość

    źródło: vimeo.com

    •  

      @KingFight: odwrocenie sojuszy, Iran najwiekszy przyjaciel na bliskim wschodzie, po uniezaleznieniu sie od USA po rewolucji ajatollahow, stal sie najwiekszym wrogiem

    •  

      @KingFight: W Iranie 1941 - 79 rządził szach Reza Pachlawi, który był marionetką na sznurkach Anglii i USA. Sprzedał im za grosze złoża ropy (BP i Texaco) oraz wprowadził rządy policyjne. Sam żył w dobrobycie, ale przeciętny Irańczyk nie miał za co żyć. Rzecz jasna wtedy Iran był najlepszym frendem USA i UK, bo bez gadania brali ropy ile chcieli.

      Na gruncie tego wyrosła parta islamska z ajatollahem Chomeinim, który głosił powrót do tradycyjnych, islamskich wartości, oddanie Iranu w ręce Irańczyków, wypędzenie Pahlawiego oraz koncernów naftowych.

      Czyniąc długą historię krótką: w końcu mu się to udaje, a Pahlawi musi wiać, gdzie pieprz rośnie. Iran staje się republiką islamską, przywrócone zostają burki i takie tam. Do dziś jeszcze żyją ludzie, którzy pamiętają Iran jako kraj urządzony na modłę zachodnią: żadnych burek, kobiety chodziły w krótkich sukienkach, a Allahem i koranem nikt za bardzo się nie przejmował.

      Zdjęcia do mody kobiecej sprzed rewolucji islamskiej. Niektóre stroje, nawet wg obecnych standardów, są dość wyzywające.

      Oczywiście po tym wszystkim Iran stał się wrogiem nr 1.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Będzie poważnie

    Pis kumpluje się z ludźmi którzy mają powiązania z putinem, czy to węgry czy turcja czy trump
    Pis w tym samym czasie zarzeka się że się że rosja to wróg
    Pis w tym samym czasie zlewa niebezpieczeństwo geopolityczne jakie niesie ze sobą trump
    Pis w tym samym czasie powołuje się na media pro rosyjskie i anty europejskie [czy to na twitterze czy przez niezależną, w polityce itd.]

    sorry, ale jeśli #4konerwy z palcem w dupie wywęszyli platformę na pasku niemiec

    to CZYM W TAKIM RAZIE JEST PIS?!

    napiszę wprost, ruskie mają agentów na całym świecie, nie wierzę w to by z polski od tak sobie odeszli [sprawa seryjnego samobójcy dziwnie wiąże się z ruchami pisu]

    pis to są ruskie w przebraniu, koniec kabaretu, pytanie otwarte; czemu prawicowcy udają że tak nie jest?

    #polityka #neuropa #bekazlewactwa #polska #geopolityka #alarm #afera #zalesie
    pokaż całość

  •  

    Gnije niemiłosiernie z Cia i ich hipokryzji. Nie przepadam za Putinem i nawet jestem gotów uwierzyć w rosyjskich trolli. Byłbym nawet gotów uwierzyć w to, że Rosja wpływała na wynik wyborów. Tyle, że USA od wielu lat stosuje podobne, a nawet gorsze praktyki wobec innych krajów.
    Obalenie Ngo Dinha Diema, przywódcy Wietnamu południowego, obalenie Abdala-Karima Kasima, premiera Iraku, Operation 40, Zatoka świń, MK-ULTR, Echelon czy Operacja Kondor to tylko kilka przykładów takich działań do jakich dopuszczało się Cia oraz inne agencje wywiadowcze.
    Oczywiście o tym się za bardzo nie mówi bo nie byłoby to ani korzystne dla proamerykańskich pisiorów ani dla nienawidzących Putina oraz Trumpa lewaków.
    No ale rosyjskie trolle i tak są najgorsze co nie xD
    #4konserwy #neuropa #bekazdebili #antyneuropa #bekazpodludzi #bekazlewactwa #bekazneuropy #bekazsocjalistow #bekazkomunistow #kabaret #polityka #geopolityka #wincyjtagow #takaprawda #3centryny #lewactwo
    pokaż całość

  •  

    Jeśli Trump dogada się z Putinem przeciw Chinom i UE (co jest bardzo prawdopodobne), to jaki będzie los Polski pod rządami #dobrazmiana, która w USA upatruje głównego sojusznika?

    W obozie "niemieckim" (=niemiecko-chińsko-...), będziemy przez Niemców dopieszczani jako bezpośredni bufor ich granic i strefa gospodarcza marki niemieckiej (jak to nazywa Varoufakis), czyli będziemy mieli solidny status półperyferii (PKB w PPP na poziomie 2/3 niemieckiego jak obecnie osiągalne bez problemu).

    Co nam daje obecność w obozie amerykańskim (=amerykańsko-rosyjskim), gdzie ciągnie nas obecna władza, to jaka będzie nasza rola? Nagrody dla Rosji w jakichś bieżących rozliczeniach jeśli akurat zabraknie drobnych? Jacyś znawcy geopolityki z #4konserwy mi wyjaśnią?

    #geopolityka #polityka #neuropa #rosja #usa #trump #niemcy #putin #bekazpisu
    pokaż całość

    źródło: pixel.nymag.com

    Polska skonfliktowana z Niemcami w sojuszu z USA

    • 30 głosów (12.20%)
      Przeżyje Wspaniałe Stulecie
    • 203 głosy (82.52%)
      Zostanie sprzedana Putinowi w razie potrzeby
    • 13 głosów (5.28%)
      Coś innego (co?)
  •  

    Wielka Brytania będzie miała myśliwiec własnej konstrukcji, zdolny do lotu zarówno załogowego jak i bezzałogowego. Pierwszy lot prototypu Tempesta odbyć się ma już za 7 lat.

    Link do znaleziska: Tempest - nowy brytyjski myśliwiec

    Interesujące? Dziękuję Ci za wykop! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #uk #anglia #wielkabrytania #samoloty #lotnictwo #militaria #technologia #wojsko #geopolityka #mysliwce #awiacja #aeronautyka #aircraftboners
    pokaż całość

    źródło: tempest.jpg

  •  

    Z okazji 70 lat powstania państwa Izrael izraelski lądownik SpaceIL wyląduje na Księżycu. Jeśli się uda, Izrael zostanie 4 krajem na świecie, któremu się to udało. Wyniesie go rakieta SpaceX. Lądowanie już w lutym 2019 roku.

    Link do znaleziska: Izrael leci na Księżyc!

    Interesujące? Dziękuję Ci za wykop! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #eksploracjakomosu #ciekawostki #nauka #technologia #izrael #swiat #spacex #elonmusk #musk #ksiezyc #rakiety #nauka #geopolityka #zydzi #astronautyka #kosmosboners #kosmos #gruparatowaniapoziomu #bliskiwschod
    pokaż całość

  •  

    https://www.wykop.pl/link/4415837

    Stany Zjednoczone oskarżyły Koreę Północną o złamanie nałożonych na ten kraj sankcji ONZ

    Natychmiast należy wstrzymać sprzedaż i jakikolwiek transfer ropy do Korei Północnej” – apeluje do ONZ Waszyngton, nie podając jednak, które kraje nielegalnie dostarczały ropę.
    #geopolityka #koreapolnocna #wtfcontent
    pokaż całość

  •  

    Trump i Putin razem przeciwko Iranowi?

    16 lipca w Helsinkach spotka się dwóch potężnych liderów – Donald Trump i Władimir Putin. Wśród przewidywanych tematów rozmów przewijają się: sytuacja na Ukrainie, relacje na linii Moskwa-Waszyngton, a także – co ciekawe – irańskie wpływy w Syrii. Wiele wskazuje na to, że sytuacja w kraju rządzonym przez klan Assadów wkrótce może zmienić się o 180 stopni. Po długiej przerwie, zapraszam wreszcie na kolejny odcinek "Pulsu Lewantu". ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Iran out
    Amerykańskie i rosyjskie źródła twierdzą, że jednym z głównych tematów rozmów w Helsinkach ma być sytuacja w Syrii. Jak twierdzą anonimowi członkowie administracji Trumpa, prezydent USA ma zaproponować Putinowi bardzo lukratywną ofertę współpracy. USA zakończyłoby wsparcie dla rebelii, wycofało swoje wojska z Syrii i zgodziłoby się na zatrzymanie władzy przez Assada. Jednak nie ma nic za darmo. W zamian za te amerykańskie ustępstwa, Rosjanie musieliby "wyrzucić" z Syrii Irańczyków. Jeśli te doniesienia są prawdziwe, a wiele na to wskazuje, to już wkrótce może nas czekać kolejne wielkie przetasowanie na Bliskim Wschodzie. Co ciekawe, te rewelacje zostały pośrednio potwierdzone przez Mike'a Pompeo, amerykańskiego sekretarza stanu, który na ostatniej konferencji prasowej powiedział „jeśli Rosjanie będą w stanie wyrzucić Irańczyków z Syrii, to z chęcią im przyklasnę”.

    Szczegółowe propozycje nie są znane, ale najprawdopodobniej Amerykanie będą naciskać na całkowite wyrzucenie Iranu z Syrii. W zamian Amerykanie mają być gotowi na wiele – mówi się nawet o całkowitym wycofaniu wojsk US Army z Syrii i poparciu dla Assada. Otwartą kwestią ma pozostawać nawet wycofanie się Amerykanów z północnej Syrii, a dokładnie z terenów opanowanych przez SDF. Co prawda jest to nieco szokujące, ale administracja Trumpa przyzwyczaiła nas już do takich spektakularnych zmian sytuacji. Według arabskiej prasa Damaszek i Kurdowie już rozpoczęli tajne rokowania, w ramach których ma być ustalony przyszły status północnej Syrii. Inni twierdzą natomiast, że taka umowa już została wynegocjowana – niestety, obecnie nie jest możliwe sprawdzenie prawdziwości tych informacji.

    Według części źródeł, zwłaszcza arabskich, w Helsinkach ma być omawiana jeszcze kwestia sankcji nałożonych na Rosję po inwazji na Ukrainę. Według arabskich dziennikarzy jeśli Rosja zgodzi się na wyrzucenie „Irańczyków” z Syrii, to USA zniesie cześć antyrosyjskich sankcji. Moim zdaniem te rewelacje są dużo mniej prawdopodobne niż informacje o wycofaniu się Amerykanów z Syrii. Jednak z drugiej strony administracja Trumpa wiele razy zaskakiwała – być może zrobi to i tym razem.

    Bye, bye Iran - źródło: kremlin.ru

    Gest dobrej woli
    Warto także zaznaczyć, że Amerykanie wykazali już dużo dobrej woli dla potencjalnego antyirańskiego porozumienia z Rosją. Obecnie na południu Syrii trwa rządowa operacja wojskowa. Po jej zakończeniu Syria odzyska kontrolę nad swoją północną granicą (oczywiście z wyjątkiem okupowanych Wzgórz Golan). Operacja ta nie byłaby możliwa, gdyby nie poparcie jej przez USA i Izrael. Jednym z warunków tego porozumienia było zagwarantowanie przez Rosjan, że z operacji zostanie wykluczony Iran. Sami rebelianci z Frontu Południowego przyznali, że skontaktował się z nimi amerykański emisariusz, który dał im wyraźnie do zrozumienia, że rebelia z południa Syrii nie może już dłużej liczyć na militarne wsparcie Ameryki.

    USA chcą za wszelką cenę ukrócić wpływy Iranu na całym Bliskim Wschodzie i doprowadzić do jak największej izolacji Iranu. „Wyrzucenie” Irańczyków z Syrii byłoby ogromnym ciosem dla Teheranu, który – według de Mistury – wydaje około 6 miliardów dolarów rocznie na wsparcie dla klanu Assadów. Iran liczył, że w zamian za wsparcie dla Damaszku, otrzyma zgodę na utworzenie na terenie Syrii stałych baz, co przypieczętuje wciągnięcie Syrii do strefy irańskich wpływów. Jednocześnie Syria działałaby jako kanał przerzutowy „z” i „do” Libanu. Ponadto irańskie bazy w Syrii miałyby działać jako środki nacisku na Tel Awiw.

    Amerykańskie propozycje to woda na młyn Władimira Putina. Prezydent Rosji robi wszystko, aby wyciągnąć swój kraj z izolacji politycznej, w której znalazł się po kryzysie ukraińskim. Putin uważa, że właśnie teraz – w dobie ogromnych napięć na linii UE-USA – jest idealny moment, aby dogadać się z Amerykanami. Ponadto sytuacja, w której Rosjanie pozostają jedynym liczącym się mocarstwem w Syrii jest dla Kremla bardzo kusząca. Nie jest żadnym sekretem, że rosyjska i irańska wizja przyszłej Syrii znaczenie się od siebie różnią.

    Ponadto zgrzyty między Rosją a Iranem na innych płaszczyznach także stają się coraz wyraźniejsze – szczególnie widać to w związku z wystąpieniem USA z irańskiej umowy nuklearnej. Początkowo rosyjska dyplomacja twierdziła, że jest gotowa wziąć czynny udział w uratowaniu umowy. Jednak w praktyce Rosjanie pozostali całkowicie bierni i przyglądali się europejskim i amerykańskim umizgom wobec siebie, czekając kto zaoferuje im więcej. Mało tego, Rosjanie dogadali się z Saudami co do zwiększenia wydobycia ropy naftowej – co jest policzkiem dla Teheranu.

    Prezydenci Putin i Rouhani - źródło: kremlin.ru

    Rosja gwarantem izraelskiego bezpieczeństwa
    Także bliskowschodni sojusznicy USA bardzo przychylnie patrzą na wspominane rewelacje. Głównym zainteresowanym jest tutaj Izrael, dla którego "wyrzucenie" Irańczyków z Syrii staje się coraz bardziej palącą kwestią – zwłaszcza, że wojna coraz szybciej zbliża się ku końcowi. Izrael nie uważa się za wroga Assada i rządów Baath. Głównym zagrożeniem dla Tel Awiwu jest przede wszystkim obecność Irańczyków w Syrii. Dopóki w Syrii panował chaos i żadna z walczących stron nie mogła zdobyć znaczącej przewagi, Izrael pozostawał stosunkowo bierny. Jednak gdy w zeszłym roku szala zwycięstwa zaczęła coraz wyraźniej przechylać się na stronę Assada, Irańczycy zaczęli działać w Syrii dużo swobodniej. Sprzęt wojskowy, który wcześniej był dostarczany przez Iran prawie wyłącznie na bieżące potrzeby Assada, teraz zaczął być wysyłany do Libanu – a Syria została przekształcona w kanał przerzutowy. Nie mogąc liczyć na interwencję zbrojną ze strony USA, Izrael wziął sprawy we własne ręce. Od 2017 roku izraelskie lotnictwo regularnie bombarduje irańskie cele w Syrii. W ten sposób Tel Awiw chce „wykurzyć” Irańczyków z południowej Syrii, lecz póki co rezultaty tych działań są dość marne. Izrael potrzebuje w Syrii, i w dodatku po stronie rządowej, stronnika, który „zaatakuje” Irańczyków od wewnątrz.

    Co ciekawe, Rosja – mimo dysponowania przez rosyjski kontyngent nowoczesną obroną przeciwlotniczą – od samego początku nie reagowała na izraelskie naloty. Ponadto Rosja wielokrotnie zapewniała władze z Tel Awiwu, że nie będzie wspierać sprzętowo Hezbollahu, którego elementy stacjonują w Syrii. W efekcie doprowadziło to do sytuacji, gdy Izrael stosunkowo przychylnie patrzy na rosyjską obecność w Syrii i postrzega ją bardziej w kategorii gwaranta izraelskiego bezpieczeństwa narodowego niż zagrożenia. Zwłaszcza w ostatnim czasie stosunki między Rosją a Izraelem uległy wyraźniej poprawie. Najlepiej świadczy o tym fakt, że Putin i Netanyahu spotkali się w 2018 roku już 2-krotnie. Co ciekawe, kolejne spotkanie tych przywódców wyznaczone zostało na 11 lipca (dzisiaj) – zaledwie kilka dni przed wspomnianym spotkaniem w Helsinkach. Nic też dziwnego, że – jak twierdzą anonimowe źródła w Białym Domu – plan Trumpa został w całości zaakceptowany przez Tel Awiw.

    Prezydent Netanyahu podczas Parady Zwycięstwa w Moskwie w 2018 roku - źródło: kremlin.ru

    Tymczasem w „Zatoce Majętności”
    Izrael nie jest jedynym krajem z regionu Bliskiego Wschodu, który przychylnie patrzy na „wyrzucenie” Irańczyków z Syrii. Według nieoficjalnych informacji plan był wstępnie omawiany z krajami Zatoki i spotkał się z ich aprobatą. O ile kraje Zatoki, w odróżnieniu od Izraela, już w 2011 roku bardzo mocno zaangażowały się w wojnę w Syrii, to ich celem w samym sobie nie było nigdy odsunięcie od władzy Assada. Kraje Zatoki chciałby przede wszystkim zlikwidować irańskie wpływy w Syrii. Assad był i nadal jest postrzegany przez te kraje bardziej jako narzędzie w rękach Teheranu niż samodzielny przywódca. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, kraje Zatoki wyraziły nawet chęć zainwestowania dużych sum pieniędzy w odbudowę Syrii – pod warunkiem, że wpływy Iranu zostaną ukrócone.

    Warto także zaznaczyć, że według informacji, do których dotarli dziennikarze gazety New Yorker, plan antyirańskiej umowy Trump-Putin został opracowany właśnie przez kraje Zatoki i Izrael. Według tych rewelacji ZEA, KSA i Izrael już od 2016 roku nakłaniały Trumpa do dogadania się z Rosją kosztem Iranu.

    Mike Pompeo podczas wizyty w Rijadzie - źródło: U.S. Department of State, flickr.com

    Co na to Baszszar?
    Co ciekawe wiele wskazuje na to, że nawet sam Damaszek jest zainteresowany pogłębieniem sojuszu z Rosją i ukróceniem wpływów Iranu. Co prawda Iran odegrał ogromną rolę w utrzymaniu Assada przy władzy, lecz obecnie Iran jest dla Syrii ciężarem a nie wsparciem. W ostatnim czasie, zwłaszcza po ogłoszeniu przez Trumpa wycofania się z umowy nuklearnej, Iran nie ma „dobrej prasy”. Jednocześnie Syria jest traktowana przez Zachód jako "przybudówka" Iranu, co bardzo utrudnia jej aktywny powrót na arenę międzynarodową. Damaszek prawdopodobnie obawia się, że gdy amerykańskie sankcje względem Iranu zostaną przywrócone, Teheran znajdzie się w tragicznej sytuacji ekonomicznej – w takiej sytuacji Syria nie będzie już mogła liczyć na wsparcie z Teheranu w takich rozmiarach jak wcześniej, a tym samym sojusz z Iranem stanie się bezużyteczny. Co prawda obeznani obserwatorzy mogą zauważyć, że do 2015 roku Iran był obłożony dolegliwymi sankcjami a i tak nadal wspierał Assada. To prawda. Jednak obecnie wiele wskazuje na to, że – paradoksalnie – obecnej irańskiej gospodarce będzie dużo ciężej "przeżyć" amerykańskie sankcje. Nie chodzi wcale o ich dolegliwość, lecz o fakt, że Irańczycy – po zniesieniu części sankcji – w dużym stopniu zadłużyli się licząc na szybki wzrost gospodarczy. Tym samym lokalna gospodarka stała się bardzo wrażliwa na jakiekolwiek zawirowania.

    W związku z powyższym Assad próbuje zmienić stronę i dogadać się z Rosjanami – co zresztą zauważyli już irańscy dziennikarze. W interesie prezydenta Syrii jest, aby zrobić to jak najszybciej, póki jeszcze dysponuje jakimikolwiek atutami. Momentem krytycznym, do którego Assad ma czas na „zmianę obozu”, jest powrót amerykańskich sankcji przeciwko Iranowi. Później będzie już za późno i Syria będzie zdana na łaskę Rosjan.

    Prezydent Syrii - Baszszar al Assad - źródło: kremlin.ru

    Jak pozbyć się irańskiego lokatora?
    Czy pozycja Rosji w Syrii jest na tyle silna, aby wprowadzić w życie ewentualne porozumienie z Helsinek? Część osób twierdzi, że nie np. Michael McFaul – były amerykański ambasador w Moskwie. Podkreślić należy, że wpływy Iranu w Syrii są ogromne. Stacjonuje tam wiele ugrupowań, które są ściśle powiązane z reżimem ajatollahów. Harakat al Nujaba (tzw. Iracki Hezbollah), Liwa Fatemiyoun (Beygady Fatymidzkie), czy Hezbollah to tylko niektóre z tych grup. Jednocześnie Irańczycy, de facto, posiadają w Syrii stałe bazy wojskowe np. pod Damaszkiem, w okolicach granicy z Libanem, na Pustyni Syryjskiej, pod Aleppo i w okolicach Deir Ezzor. Ponadto, jak wskazują nieoficjalne informacje, Irańczycy przekazują członkom swoich stronnictw pieniądze na zakup ziemi w Syrii.

    Z drugiej strony wpływy rosyjskie w Syrii rosną z dnia na dzień. Obecnie można zaryzykować stwierdzenie, że to Rosjanie stali się stroną dominującą w obozie rządowym. Od czasów ofensywy na Pustyni Syryjskiej, Irańczycy zostali wykluczeni z większych operacji wojskowych, które przeprowadzane są wyłącznie pod nadzorem Rosjan. Ponadto Rosja coraz bardziej wybija się na wyłącznego "adwokata" Syrii na arenie międzynarodowej.

    Rosyjski kontyngent stacjonujący w bazie Humajmim (Syria) - źródło: kremlin.ru

    Podsumowanie
    Pytanie tylko czy rosyjskie wpływy są na tyle silne, aby doprowadzić do całkowitego „wyrzucenia” Iranu z Syrii. Moim zdaniem nie. Reżim Ajatollahów owinął Syrię swoimi mackami i za nic w świecie nie będzie chciał jej puścić. Jeśli Rosjanie będą chcieli pozbyć się Iranu to będą musieli wpierw porozumieć się w tej kwestii z Assadem. Bez błogosławieństwa Damaszku cała operacja jest – moim zdaniem – zdana na porażkę. Zagadką pozostaje tylko jak silne wpływy posiada Iran w syryjskich kręgach rządowych. Nie wybiegajmy jednak zbyt daleko w przyszłość – póki co musimy poczekać na wynik rozmów Putina i Trumpa.

    Rosjanie w Aleppo - źródło: mil.ru

    Po ponad miesiącu przerwy wracam na wykop - co prawda wpadałem tu od czasu do czasu i widziałem, że spamowaliście na "moim tagu" pewnym cudem francuskiej motoryzacji. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Najpierw zajmowałem się sesją a potem odpoczywałem. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Od tej pory będę regularnie wstawiał artykuł - myślę, że minimum 1 na tydzień. We wrześniu moja aktywność prawdopodobnie zwiększy się, może będą wtedy jakieś "super ekstra materiały". ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #geopolityka #bliskiwschod #syria #rosja #iran #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

  •  

    Jacek Bartosiak o negocjacjach Amerykańsko-Rosyjskich 09.07.2018

    #bartosiak #geopolityka

    źródło: youtube.com

  •  

    Służby specjalne / Geopolityka / dr Leszek Sykulski

    Dr Leszek Sykulski dobitnie mówi o fatalnym stanie polskiego wywiadu i kontrwywiadu, o tym czego po '89 nie zrobiono chociaż powinno być zrobione i dlaczego Polska na polu bezpieczeństwa jest obecnie bezbronna.

    https://www.wykop.pl/link/4410725/sluzby-specjalne-geopolityka-dr-leszek-sykulski/

    #mikroreklama
    #polska #geopolityka #nauka #bezpieczenstwo #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    +: b.............l, Cantrustme +9 innych
Ładuję kolejną stronę...

Popularność #geopolityka

0:0,0:1,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,2:0,0:0,0:0

Archiwum tagów