Grupa promująca interesujące znaleziska naukowe, ciekawostki, zainteresowania. Dołącz do tagu i promuj lepszy Wykop.

  •  

    RZYMSKI SPOSÓB NA KACA

    Rzymianie na kaca zalecali zimnego drinka ze zmiksowanych surowych sowich jaj, smażonych jelit owcy, przyprawionych ekstraktem z ostropestu plamistego oraz zwęglonego pieczywa.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/ciekawostka/rzymski-sposob-na-kaca/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #rzym #ciekawostki

    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: j.jpg

  •  

    #dziendobry dziś z cyklu #dzielnipolacy Marek Petrusewicz . Zachęcam do obserwowania, a także samodzielnego dodawania postaci Polaków dzielnych i odważnych w różnych dziedzinach życia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Marek Petrusewicz ur. 22 stycznia 1934 r. w Wilnie, zm. 3 października 1992 r. - pływak Stali Pafawagu #wroclaw, wychowanek trenera Józefa Makowskiego. Specjalista w stylu klasycznym.

    Pierwszy polski rekordzista świata w pływaniu na 100 m stylem klasycznym. Pierwszy rekord świata ustanowił w dniu 18 października 1953 r. wynikiem 1:10.9 min., następny rekord na tym samym dystansie pobił 23 maja 1954 r. wynikiem 1:09.8 min. Jako pierwszy Polak wywalczył srebrny medal na Mistrzostwach Europy w Turynie w 1954 roku. Olimpijczyk z Helsinek (1952).

    Po zakończeniu kariery, na skutek choroby Buergera przeszedł amputację prawej nogi. Losy Marka Petrusewicza posłużyły jako inspiracja #film u Filipa Bajona "Rekord świata". Był również bohaterem reportażu radiowego "Głębokie zanurzenie" Krystyny Melion, który był pierwszym polskim reportażem nagrodzonym na festiwalu Premios Ondas w Barcelonie.

    We wrześniu 1980 r. wstąpił do NSZZ Solidarność. Z ramienia Wojewódzkiej Federacji Sportu został członkiem Zarządu Regionu Dolnośląskiej Solidarności. Należał do najbardziej bezkompromisowego skrzydła Solidarności, blisko współpracował z Kornelem Morawieckim. 13 grudnia 1981 r. został pobity przez oddział ZOMO. Dwa tygodnie spędził we wrocławskim więzieniu, w nieogrzewanej celi, co przyczyniło się do dalszego rozwoju choroby.

    Po dwóch latach stracił drugą nogę, a w 1986 r. doznał prawostronnego wylewu.

    W 1990 r. zostały zorganizowane we Wrocławiu pierwsze zawody pływackie Puchar Marka Petrusewicza, które w 1992 r. przerodziły się w jego Memoriał. Pomysłodawcą zawodów był Witold Wasilewski z Fundacji HOBBIT we Wrocławiu. Od 1992 r. współorganizatorem został Grzegorz Widanka i klub MKS Juvenia Wrocław.

    Jego pierwszą żoną w latach 1957-1962 była pływaczka Halina Dzikówna, z którą miał córkę Danutę, a drugą piosenkarka Joanna Rawik. W roku 2006 w kadrze narodowej Polski w pływaniu startował z sukcesami wnuk Marka Petrusewicza - Łukasz Wójt.

    We Wrocławiu, niedaleko dworca pks znajduje się ulica jego imienia.

    #sport #plywanie #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: petrusewicz.jpg

  •  

    Układ nerwowy bezpośrednio kontroluje namnażanie komórek macierzystych

    Namnażanie komórek macierzystych jest bezpośrednio kontrolowane przez autonomiczny układ nerwowy (AUN).

    Gdybyśmy znaleźli sposób na obranie na cel i kontrolowanie namnażania komórek macierzystych w organizmie, uzyskalibyśmy [wymierne] korzyści medyczne, w tym możność wyłączania namnażania nowotworowych komórek macierzystych lub wywołania namnażania somatycznych komórek macierzystych w miejscach, gdzie zależy nam na powstaniu nowej tkanki - tłumaczy Elizabeth Davis, doktorantka z Uniwersytetu Illinois.

    Przed badaniami Davis naukowcy wiedzieli, że autonomiczny układ nerwowy jest zaangażowany w namnażanie komórek macierzystych, nie było jednak wiadomo, czy wpływ ten ma charakter pośredni, czy bezpośredni. Wpływ bezpośredni oznaczałby zaś większe implikacje dla farmakoterapii różnych chorób.

    Gdyby się np. chciało zmienić potencjał regeneracyjny narządu, nie trzeba by stymulować bądź hamować aktywności neuronów. Zamiast tego wystarczyłoby ustalić, jakie neuroprzekaźniki kontrolują namnażanie i później podać je komórkom macierzystym na drodze celowanej aplikacji - opowiada prof. Megan Dailey.

    Podczas eksperymentów, których wyniki opisano na łamach Physiological Reports, Amerykanie skupili się na komórkach macierzystych z nabłonka jelitowego myszy. Okazało się, że mają one receptory neuroprzekaźników AUN i że neuroprzekaźniki zmieniają ich zachowanie (tego właśnie należało się spodziewać w przypadku zależności bezpośredniej).

    Wiedzieliśmy, że nerwy AUN wchodzą w bliski kontakt z komórkami nabłonka jelitowego, w tym z komórkami macierzystymi, ale nie mieliśmy pojęcia, czy neuroprzekaźniki mogą się wiązać z komórkami macierzystymi. Kiedy wyizolowaliśmy komórki macierzyste i stwierdziliśmy, że są one wyposażone receptory neuroprzekaźników AUN, zdobyliśmy brakujący element układanki - dodaje Davis.

    By zademonstrować, że zachowanie komórek macierzystych zmieniło się w wyniku stymulacji przez AUN, naukowcy hodowali komórki nabłonka jelitowego i wystawiali je na oddziaływanie wysokich stężeń 2 neuroprzekaźników: acetylocholiny i noradrenaliny. Acetylocholina jest neurotransmiterem układu przywspółczulnego, a noradrenalina układu współczulnego (bierze udział w reakcji walki lub ucieczki).

    Kiedy symulowaliśmy aktywację któregoś z tych układów, widzieliśmy spadek namnażania komórek macierzystych - wyjaśnia Dailey, która uważa, że organizm może unikać wkładania energii w produkcję nowych komórek, gdy aktywny jest układ odpowiedzialny za mobilizację organizmu. Szczytowe okresy odpoczynku i trawienia także nie wydają się dobrym czasem na tworzenie nowych komórek; procesy komórkowe związane z trawieniem tworzą bowiem wolne rodniki, które grożą uszkodzeniem nowych komórek.

    Choć badanie skupiało się na nabłonku jelitowym, Davis i Dailey sądzą, że AUN bezpośrednio kontroluje namnażanie komórek macierzystych także w innych częściach ciała.

    znalezisko https://www.wykop.pl/link/4598497/uklad-nerwowy-bezposrednio-kontroluje-namnazanie-komorek-macierzystych/
    #nauka
    #zdrowie
    #medycyna
    #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: zdrowie.tvn.pl

    •  

      @RedRight: To jest przeciez ultra logiczne. Akcja tworzyi reakcje. Dzisiaj wiekszosc zrobi wszystko dla pieniedzy takze skoro ulegli jeden raz to juz bedzie latwo wyciagnac od nich kolejne pieniadze. Teraz takich apraw moze wychodzic setki niekoniecznie prawdziwych. Jestem za najsurowszymi karami dla takich ksiezy ale serio czy po takim ciezkim zdarzeniu jak spojrzymy na konto bankowe to zapomnimy o takiej krzywdzie???

    •  

      @Lechu1777: Czyli Komenda też kasy nie powinien dostać bo będzie taką dziwką.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    O tym jak skutecznie przekonywać czyli technika drzwiami-w-twarz

    Rok temu XD spytałam się, czy byliby chętni na wpisy z zakresu psychologii, błędów poznawczych, sposobów dyskusji. Odzew przekroczył moje najśmielsze oczekiwanie, jednak pomimo kilku prób, które spaliły na panewce, nie udało mi się niczego sensownego sklecić i Wam dostarczyć. Dzisiaj jednak, 20 października roku pańskiego 2018 jednak się to zmienia i postaram się względnie systematycznie wrzucać coś z zakresu psychologii/filozofii/nauk społecznych, jako że są to dziedziny które studiuje, fascynują mnie i warto je popularyzować.

    Dzisiaj weźmiemy na tapet jedną z technik manipulacji-technikę drzwiami-w-twarz. Czemu? Żeby nikt nas na dudka nie wstrychnął, co najwyżej byśmy my to robili ( ͡° ͜ʖ ͡°) Sposób działania jest bardzo prosty: jeśli chcemy zwiększyć szansę na to by ktoś spełnił naszą prośbę, musimy ją poprzedzić o wiele większą prośbą, czyli na przykład gdy chcecie by mama dała wam 300zł na Red Dead Redemption 2, spytajcie się wpierw o 500zł. Jeśli jesteście spod tagu przegryw i chcecie się umówić z loszką, o której wiecie, że za wysokie progi na te nogi, spytajcie się wpierw czy spędzi z wami weekend. Po tym jak odmówi, spytajcie się czy w takim razie może chociaż pójdzie wieczorem na piwo. W obu przypadkach (chociaż nie jestem taka pewna co do drugiego hehe) będziecie mieli o wiele większą szansę na spełnienie swojej prośby, niż gdybyście spytali o nią prosto z mostu.

    Pewnie sobie myślicie “czy to naprawdę działa? XD nie można być tak głupim”. Ja też tak sobie momentami myślę. No, ale działa i zostało to pokazane wieloma eksperymentami w psychologii społecznej. Pierw opisał tę technikę Robert Cialdini et al. W roku 1975 w pracy pod tytułem “Reciprocal Concessions Procedure for Inducing Compliance: The Door-in-the-Face Technique”, co w bardzo wolnym tłumaczeniu znaczy “Procedura wzajemnego ustępstwa w wywoływaniu podporządkowania się: Technika drzwiami-w-twarz”. Praca składa się z trzech eksperymentów, ale dla zwięzłości opiszę tylko pierwszy z nich, który i tak wydaje mi się ogromnie ciekawy, ze względu na kuriozalność próśb, nawet w tym bardziej umiarkowanym przypadku. Trzech studentów-badaczy zaczepiło łącznie 72 osoby idące samotnie po przyuczelnianych ścieżkach. Każdy z nich przestawił się jako członek County Youth Counseling Program (Programu pomocy młodzieży na poziomie hrabstwa). Badani zostali losowo przydzieleni do jednej z 3 grup. W pierwszej, najpierw poproszono o bardziej wymagającą prośbę, a następnie o mniej wymagającą; w drugiej zapytano tylko o tą właściwą, mniej wymagającą prośbę; w ostatniej przedstawiono dwie propozycje z których pytana osoba mogła wybrać jedną. Pierwsza, bardziej skrajna prośba pytała o chęć wolontariatu jako doradca w zakładzie poprawczym przez okres 2 lat, około 2 godziny tygodniowo. Druga, umiarkowana prośba pytała o chęć zaopiekowania się grupą chłopców lub dziewczynek z zakładu poprawczego podczas wycieczki do zoo, co zajęłoby około 2 godziny jednego popołudnia. Badania pokazały, że w pierwszej grupie badanych, połowa z nich zgodziła się na wykonanie mniejszej przysługi; w drugiej grupie, gdzie spytano tylko o właściwą przysługę, 16.7% osób zgodziło się na jej wykonanie; a w ostatniej grupie, gdzie badani mogli wybrać funkcję, 25% zgodziło się zaopiekować wycieczką do zoo.

    Eksperymenty na temat techniki drzwiami-w-twarz były wielokrotnie powtarzane w różnych wariantach i jest w psychologii konsensus co do jej skuteczności. Jaki jest więc ich mechanizm działania? Wysunięto wiele wytłumaczeń i myśle, że każda z nich ma ziarnko prawdy. Polega on w dużym stopniu na zasadzie wzajemności, która jak pewnie domyślacie się, mówi, że posiadamy potrzebę odwzajemniania się. Zrezygnowanie z pierwszej prośby jest odbierane jako ustępstwo, za które należy się odwdzięczyć i zejść trochę z własnego stanowiska. Tusing i Dillard (2000) pokazali, że osoby na których użyto tą technikę, postrzegały ją bardziej jako pomaganie, a nie targowanie się. Dalej, wykorzystywany jest tutaj efekt kontrastu. Poprzez zestawienie dwóch próśb, ta druga wydaje się na o wiele mniejszą. Inne wytłumaczenie związane jest ze zjawiskiem dysonansu poznawczego. Lubimy uznawać się za osoby społeczne, uczynne, dlatego odmawianie prośbom wzmaga w nas dysonans poznawczy, ponieważ pokazuje, że nie jesteśmy pomocni. Zgoda na drugą, mniejszą prośbę jest próbą zminimalizowania dysonansu poznawczego i poczucia winy. Niektóre badania pokazują większość skuteczność tej techniki jeśli jest użyta na przyjaciołach niż obcych (Millar, M. G. (2002) ), co związane jest z potrzebą dobrego zaprezentowania się.

    Technikę drzwiami-w-twarz myślę najłatwiej spośród innych zaobserwować i zastosować w życiu. Zacznijmy od szkoły. Zrobienie 15 zadanek z majzy jest mniej bolesne, gdy na początku facetka kazała zrobić 20, niż gdyby od początku kazała zrobić 15. Drewniana ciupaga z napisem “MIĘDZYZDROJE” za cenę 20zł brzmi jak dobry deal, gdy usłyszymy ostatecznie “Ale ta cena to tylko dla Pana, bo normalnie to po 50zł sprzedaję, ale pan to swój człowiek jest”. Pożyczyć kumplowi 50zł zamiast 200 jeszcze da się przeżyć. Dobra, to jednak nie. Jak też wyżej pisałam, można spróbować wykorzystać tą technikę w wychodzeniu z przegrywu, chociaż za skuteczność nie ręczę.


    Pozdrowienia i do usłyszonka

    PS jestem ciekawa, znacie przypadek, że ktoś świadomie używał tej techniki w takich casualowych relacjach ze znajomymi, rodziną, współpracownikami i udalo im się coś ugrać? Bo mnie prawdę mówiąc kusi spróbować dla samego testu, ale moralność mi nie pozwala.

    PS2 nie wiem czemu mi tak wykop sformatował tekst dopiero po opublikowaniu, ale następnym razem spróbuję coś z tym zrobić.

    Źródła, których wiem, że tak się nie pisze poprawnie, ale nie chce mi się

    Cialdini, R. B., Vincent, J. E., Lewis, S. K., Catalan, J., Wheeler, D., & Darby, B. L. (1975). Reciprocal concessions procedure for inducing compliance: The door-in-the-face technique. Journal of personality and Social Psychology, 31(2), 206.

    Millar, M. G. (2002). The effectiveness of the door-in-the-face compliance strategy on friends and strangers. The Journal of social psychology, 142(3), 295-304.

    Noba textbook, Persuasion: So Easily Fooled

    Wikipedia: Door-in-the-face technique

    Tusing, K. J., & Dillard, J. P. (2000). The psychological reality of the door-in-the-face: It’s helping, not bargaining. Journal of Language and Social Psychology, 19(1), 5-25.

    #psychologia #nauka #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki
    pokaż całość

    •  

      @PyszneBuleczki: to brzmi trochę jak tanie techniki manipulacji rodem z jakichś mistrzów podrywu czy innych guru motywacji, a przedstawianie jako przykładu badania przeprowadzonego na 3 grupach po 24 osoby prosi o popukanie się w czoło, ale chętnie poczytam jeszcze jakieś wpisy pod tagiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @MarianKolasa: to są techniki które działają i ludzie najczęściej są ich nieświadomi. Na codzień działają w sprzedaży na przykład, najpierw dajesz cenę za produkt o 200-300 procent większą a potem odpowiednio schodzisz dając przy tym klientowi pozorną przysługę :) techniki te, najlepiej działają w combo z innymi

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Nicolas Noël Boutet, Para pistoletów skałkowych (13.8 cm), Francja 1810. Bardzo ładny czarny kamieni na kurkach.

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: jjj.jpg

  •  

    Lewak (40 cm, 340 g.), Niemcy 1585-1615.

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: rr.jpg

  •  

    Miecz (93.4 cm, 830 g.), Niemcy 1580

    Kolekcja Wallacea, ale linki nie działają, nawet zakładki się nie wczytują po załadowaniu.

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 00.jpg

  •  

    Zaginiona cywilizacja Anasazi

    W dość zacisznym i niezbyt często odwiedzanym zakątku stanu Kolorado mieści się park narodowy Mesa Verde. Kryje on w sobie nigdy nie wyjaśnioną tajemnicę wczesnej historii Ameryki Północnej. Zagadka ta dotyczy indiańskiej kultury Anasazi, której pierwsze ślady pojawiły się na amerykańskim kontynencie w I wieku przed naszą erą...

    W Mesa Verde można dziś podziwiać niezwykłe, indiańskie miasto wykute w całości w pionowej skale. Jest ono nawet obecnie trudno dostępne, bo żeby je oglądać trzeba wspinać się po szeregu drabin i przeciskać się przez wąskie tunele. Można sobie zatem wyobrazić, że przed wiekami była to w zasadzie twierdza, której mieszkańcy mogli się czuć bardzo bezpiecznie.

    Problem w tym, że nie znamy odpowiedzi na trzy zasadnicze pytania. Skąd w ogóle wzięli się Indianie Anasazi, dlaczego porzucili w pewnym momencie swoje domostwa w dzisiejszym Nowym Meksyku i zaczęli budować skaliste miasta i dlaczego ok. XIII wieku naszej ery nagle przepadli bez śladu.

    „Egipski” kontakt

    Słowo „Anasazi” w języku Navajo znaczy „starożytni wrogowie”, co samo w sobie jest dość intrygujące. Naukowcy nie wiedzą, jaki jest rodowód tych Indian i w jaki sposób zasiedlili oni obszar okolic tzw. „Czterech Narożników” (Four Corners), czyli miejsca, w którym dziś zbiegają się granice Kolorado, Utah, Arizony i New Mexico. Istnieje jednak przedziwna hipoteza, która jak dotąd nie została w żaden sposób potwierdzona.

    5 kwietnia 1909 roku na pierwszej stronie Arizona Gazette ukazała się relacja o ekspedycji archeologicznej do Wielkiego Kanionu, którą zorganizował Instytut Smithsona. Rezultatem wyprawy miało być odkrycie przedmiotów pochodzących rzekomo ze starożytnego Egiptu.

    Niestety, od tego czasu nic więcej nie słyszano o tym odkryciu. Każdego roku Wielki Kanion odwiedza kilka milionów turystów i spodziewać się można, że jeśli kryłby on jakąś tajemnicę, już dawno zostałaby ona odkryta. Większość ze zwiedzających koncentruje się jednak na obszarze tzw. krańca południowego (South Rim), gdzie znajduje się gros turystycznej infrastruktury, podczas gdy znaczna większość tego obszaru pozostaje całkowicie bezludna i nie jest obiektem codziennego zainteresowania turystów.

    Co bardziej gorliwi zwolennicy teorii spiskowych twierdzą, że odkrycie egipskich śladów zostało skutecznie zamaskowane, aby utrzymać obowiązujący wówczas i dziś kanon mówiący, że Egipcjanie nigdy nie zapuszczali się na tak dalekie wyprawy. Tak czy owak, oryginalna historia dotycząca odkrycia mówi o grupie ludzi, która udała się do podziemnej sieci tuneli zawierających różnego rodzaju przedmioty, w tym posągi i mumie. Dziś jednak Instytut Smithsona nie posiada żadnych informacji na ten temat.

    Możliwe jest jednak to, że korytarze wydrążone w Wielkim Kanionie istotnie znaleziono, ale mogły one nie mieć nic wspólnego z Egiptem. Indianie cywilizacji Anasazi przykładali dużą wagę do pochówku zmarłych, których ciała umieszczano często w wykutych w skałach otworach, zazwyczaj skierowanych w stronę wschodzącego słońca. Miejsce, gdzie znajdować miał się podziemny system korytarzy i sal, leży niedaleko centrum ludu Navajo, którego przedstawiciele są żyjącymi przodkami Anasazi. W okolicy Canyon de Chelly znajduje się tzw. Jaskinia Mumii – ostatnie z miejsc zajmowanych przez przedstawicieli kultury Anasazi. W dwóch jaskiniach, które znajdowały się 100 m. od dna kanionu, odnaleziono domostwa, w skład których wchodziło 55 pokoi i cztery okrągłe sale ceremonialne stworzone około roku 1050 n.e.

    Wydaje się bardzo prawdopodobne to, że cywilizacja Anasazi zajmowała tereny zarówno w okolicach Mesa Verde, jak i Wielkiego Kanionu. Nie wyjaśnia to w żaden sposób źródeł tej cywilizacji, a liczne spekulacje na temat migracji z północy lub kontaktów z przybyszami z odległych stron, a nawet z kosmitami, są po prostu niemożliwe do naukowego potwierdzenia.

    Tak czy inaczej pozostały do naszych czasów ślady osadnictwa Anasazi. Wszystko wskazuje na to, że w I wieku p.n.e. ludzie ci żyli w typowych indiańskich wsiach, a przez pierwsze wieki zajmowali się głównie łowiectwem i wyplataniem koszy. Około siódmego wieku naszej ery kultura Anasazi rozwinęła się na tyle, iż zaczęli oni uprawiać ziemię. W tym też okresie pojawiły się pierwsze wyroby ceramiczne i w miarę wyszukane narzędzia. Ceramika Anasazi była jedną z najwcześniejszych na terenach kultur południowego zachodu i charakteryzowała się polerowaną powierzchnią o brązowym kolorze. Dużą popularnością cieszyły się też naczynia wyplatane z włókien roślinnych.

    Przeprowadzka

    Z przyczyn, które pozostają do dziś zagadką, Indianie Anasazi porzucili nagle swoje wsie i zaczęli budować imponujące miasta, kute w pionowych skałach. Stało się to mniej więcej w IX wieku naszej ery. Materiałem budowlanym tych przedziwnych domostw była cegła produkowana z suszonego i sprasowanego błota.

    W Mesa Verde można dziś oglądać kilka zespołów architektonicznych z dobrze zachowanymi wnętrzami. Poszczególne pomieszczenia połączone są korytarzami i systemem drabin. Wejście do takiego miasta możliwe było tylko przez wspinaczkę od dołu albo też zejście ze szczytu skały przy pomocy lin.

    Dlaczego jednak Indianie Anasazi przeprowadzili się do tych domostw? Czy czegoś się bali i szukali jakiegoś niedostępnego schronienia? A jeśli tak, to czego?

    Hipotez na ten temat jest sporo. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych opracował przed ponad 30 laty antropolog Christy Turner, który w Muzeum Północnej Arizony natknął się na kartonowe pudło połamanych i popalonych ludzkich kości. Były to szczątki z okresu kultury Anasazi, a naukowca zastanowiło to, że wyglądały one na coś, co pozostało po jakiejś uczcie. Zrodziło to w nim podejrzenie, że ktoś praktykował wtedy kanibalizm.

    W związku z tym opracował drobiazgowe kryteria ustalania, czy dana kość nosiła na sobie ślady „konsumpcji”, a potem zaczął badać szczątki ludzkie, jakie archeolodzy odkryli w 76 różnych miejscach zasiedlonych przed wiekami przez Anasazi. W ten sposób obliczył, że we wszystkich tych miejscach w sumie zjedzono co najmniej 286 ludzi.

    Te dość bulwersujące dane doprowadziły go do hipotezy, że cywilizacja Anasazi została w swoim czasie zaatakowana przez tzw. meksykańskie kulty wojenne, w których kanibalizm uprawiany był w ramach obrządków religijnych. Intruzi z południa mogli szybko zrozumieć, że są w stanie skutecznie zastraszyć pokojową, agrarną ludność Anasazi swoimi ludożerczymi obrządkami. A jeśli tak, argumentuje Turner, to nie ma nic dziwnego w tym, iż Indianie wycofali się pochopnie w zacisze skał, skąd mogli się bronić.

    Teoria Turnera nie jest w żadnym wypadku powszechnie akceptowa. Liczni badacze twierdzą, że jego wnioski są przedwczesne i słabo udokumentowane. Ma on jednak również swoich sprzymierzeńców, którzy nie są przekonani co do hipotezy o inwazji meksykańskich kultów z południa, ale na serio biorą podejrzenia o to, iż Anasazi uciekli do skalnych twierdz w obawie przed wrogami, którzy ich zabijali i jedli. Mogli to być równie dobrze jacyś pobratymcy ze spokrewnionego plemienia.

    Dowód na to znaleziono przed kilkoma laty, kiedy to grupa archeologów znalazła w Cowboy Wash w stanie Kolorado skamielinę ludzkich odchodów, w których znajdowała się „strawiona ludzka materia”. Niektórzy naukowcy nadal twierdzą, że to przypadek, który o niczym nie świadczy. Jednak teoria Turnera znalazła w ten sposób przynajmniej częściowe potwierdzenie.

    W związku z tym, badacze wydają się być dziś zgodni co do tego, że ok. IX wieku naszej ery Indianom Anasazi przydarzyło się coś bardzo złego i na tyle dla nich strasznego, iż nie zawahali się przed natychmiastową ucieczką w niedostępne tereny.

    Zniknięcie

    Budowa osiedli w pionowych skałach była z pewnością niezwykle trudna i zabrała wiele lat. Trzeba pamiętać o tym, że Anasazi dysponowali dość prymitywnymi narzędziami. Mimo to, udało się im skonstruować niezwykle skomplikowane osiedla, które do dziś zachwycają swoją pomysłowością i dość szczególnym majestatem.

    Jednak Indianie w swoich skalnym „pueblo” mieszkali tylko przez ok. 250 lat. Porzucili te domostwa niemal tak samo szybko, jak je wcześniej stworzyli i zasiedlili. Nie wiemy do dziś, dlaczego tak się stało. Niektórzy przypuszczają, że pod koniec XIII wieku tereny te nawiedziła katastrofalna susza, która zmusiła Anasazi do szukania nowych miejsc zamieszkania. Teoria ta zakłada, iż cywilizacja tych Indian rozproszyła się po znacznym obszarze południowego zachodu USA i dziś jej śladami są plemiona Navajo i Hopi. I to właśnie te plemiona aktywnie współpracują z archeologami i antropologami, tak by wykopaliska prowadzone były w odpowiedzialny sposób i by doprowadziły ostatecznie do wyjaśnienia wszystkich tajemniczych aspektów kultury ich przodków.

    http://www.superkalejdoskop.com/index.php/news-feeds/234-zaginiona-cywilizacja

    #gruparatowaniapoziomu
    #ciekawostki
    #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: desertusa.com

  •  

    Szyszak (3,8 kg), Polska 1680 rok

    Muzeum

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #polska #myrmekochoria pokaż całość

  •  

    Krew też ma termin ważności. Jak długi?

    Przechowywane dłużej niż trzy tygodnie czerwone krwinki zaczynają tracić zdolność dostarczania tlenu do komórek- informuje pismo Anesthesia & Analgesia.

    Zgodnie ze standardowymi wytycznymi przyjętymi przez banki krwi, nadaje się ona do przetoczenia przez sześć tygodni od pobrania.

    Tymczasem niewielkie badanie przeprowadzone przez zespół prof. Stevena M. Franka z Johns Hopkins University School of Medicine dostarcza kolejnych dowodów, że krwinki czerwone w zbyt długo przechowywanej krwi mogą tracić zdolność do dostarczania tlenu tam, gdzie jest najbardziej potrzebny, ponieważ stają się mniej elastyczne i nie mogą się już przeciskać przez najmniejsze naczynia krwionośne, by dostarczyć tlen do komórek.

    Ma to szczególne znaczenie w przypadku ofiar urazów i osób po operacjach, które potrzebują dużej ilości krwi. - Gdybym miał być jutro operowany, chciałbym możliwie najświeższej krwi - zauważa prof. Frank. Przyznaje, że banki krwi nie mają zapasów wystarczających dla każdego, zaś skrócenie terminu ważności jeszcze je ograniczy - jednak należy rozważyć poprawę zarządzania tymi zasobami. Zwykle najświeższą krew dostają dzieci.

    Banki krwi w pierwszej kolejności starają się wypchnąć krew, której termin ważności się kończy - dokładnie tak, jak sklepy pozbywają się mleka na granicy przeterminowania - zauważa Frank.

    Badania dotyczyły 16 pacjentów, u których przeprowadzano operację zespolenia kręgów kręgosłupa, wymagającą przetoczenia krwi. Sześciu potrzebowało przetoczenia pięciu lub więcej jednostek, podczas gdy 10 - trzech lub mniej jednostek . Z każdej z 53 wykorzystanych woreczków z krwią pobierano próbki badano elastyczność krwinek. Po przetoczeniu pobrano także próbki krwi od pacjentów - jak się okazało, krwinki nie odzyskiwały elastyczności i pozostawały niepełnowartościowe aż do rozpadnięcia się (typowa krwinka istnieje około 120 dni).

    Wcześniejsze badania na dużą skale przeprowadzone przez New England Journal of Medicine wykazały, że pacjenci po operacjach serca, którym przetoczono krew przechowywaną przez więcej niż trzy tygodnie umierali niemal dwa razy częściej od pacjentów, którym przetaczano krew przechowywaną tylko 10 dni.

    znalezisko - https://www.wykop.pl/link/4598213/krew-tez-ma-termin-waznosci-jak-dlugi/

    #nauka
    #ciekawostki
    #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: s7.dziennik.pl

    •  

      @Poro6niec no to trzeba usprawnić ten system i wprowadzić obowiązek oddawania krwi przez osoby zdrowe o ile chcą być leczone cudzą krwią w razie wypadku czy operacji. zwłaszcza czynni kierowcy powinni regularnie oddawać krew bo w tej grupie mamy największe ryzyko wypadku i potrzeby przetaczania krwi. krew powinna być pobierana przede wszystkim od ludzi młodych do 41 r. ż.

    •  

      @Poro6niec nie ma chyba jak na razie możliwości technicznych do tego by namnażać krwinki w warunkach laboratoryjnych na skalę przemysłową więc w świetle obecnej wiedzy medycznej wydaje się, że to jedyna słuszna droga do poprawy jakości przetaczanej krwi.

  •  

    Mireczki i Mirabelki! Jak niektórzy z Was wiedzą, mam swój tag, #podrozemateoaka. Poza podróżami interesuję się mocno dawnymi baśniami i opowieściami ze świata. Dawne baśnie kojarzą nam się z pozytywnymi historiami, Alladynami czy Sindbadem, podczas gdy te opowieści często wyglądają w oryginale zupełnie inaczej - dla przykładu, Księga tysiąca i jednej nocy wypełniona jest seksem i przemocą, co współcześnie zostało wycięte, bo stwierdzono, że opowieści te niosą przesłanie i będą dobre dla dzieci. Wiele wspaniałych baśni, np. chińskich nie jest za to znana w ogóle...

    Tworzę nowy tag, #opowiescimateoaka, w którym co jakiś czas będę przedstawiać dawne baśnie.

    Na początek spójrzmy na wspomnianą Księgę tysiąca i jednej nocy. Czym w ogóle jest ta księga? Mimo że kojarzy się ze światem arabskim i islamem, w rzeczywistości jest dużo starsza. Większość baśni to staroindyjskie opowieści z czasów przedmuzułmańskich. Potem pojawili się wyznawcy Allaha, którzy dotarli w końcu do Indii, gdzie poznali te przekazywane ustnie baśnie. Z czasem trafiły one do irackiego Bagdadu, centrum ówczesnego świata arabskiego, gdzie nastąpiły pierwsze próby wyboru, redakcji i ich spisania. Stały się one bardzo popularne. W okolicach XV-XVII wieku baśnie dotarły do Egiptu, gdzie przeszły największe przeobrażenie - opowiadacze i kolejni redaktorzy dorzucili do zbioru arabskie akcenty i lokalne opowieści. W XVIII wieku księga trafiła z Egiptu do Europy. Dobrym wydaniem nie robionym pod dzieci jest zbiór wydany przez Państwowy Instytut Wydawniczy w czasach poprzedniego ustroju.

    Mimo że baśnie z Księgi tysiąca i jednej nocy dotyczą najróżniejszych, niezwiązanych ze sobą spraw, cała księga połączona jest fabułą, która zawarta jest w prologu. Wszystko zaczyna się od Opowieści o królu Szahrijarze i królu Szachzamanie oraz o królowej Szeherezadzie.

    Opowieść o królu Szahrijarze i królu Szachzamanie - prolog Księgi tysiąca i jednej nocy
    W starożytnych Indiach był sobie król, który miał wspaniałe królestwo pełne szczęśliwych mieszkańców. Miał ten król dwóch synów - Szahrijar (starszy) i Szachzaman (młodszy). Król dopełniając swojego żywota podzielił królestwo na dwie części i przekazał je synom, którzy mieli od tej pory własne królestwa. Na szczęście okazali się dobrymi władcami i wciąż kochali siebie nawzajem, a oba królestwa w zgodzie i przyjaźni rosły w siłę. Bracia, pochłonięci pracą nie widzieli się wiele lat. W końcu starszy brat uznał, że najwyższa pora spotkać się z bratem i zaprosił go do siebie do królestwa. Zadowolony z zaproszenia brat wyruszył do sąsiedniego królestwa. Po kilku godzinach podróży zorientował się, że zapomniał wziąć ze swojej komnaty kryształowy kamień, prezent dla brata. Wrócił szybko na zamek i wszedł do swojej komnaty, gdzie zastał swoją żonę z kochankiem. Poruszony zabił ją i jej kochanka, wziął kamień i wyruszył do brata.

    Po dotarciu do sąsiedniego królestwa i wizycie ze starszym bratem, Szachzaman był w depresji i nie potrafił się cieszyć z tej wizyty. Odmówił starszemu bratu wypadu do lasu na polowanie wobec czego starszy brat, Szahrijar wyruszył na polowanie sam. Gdy nie było go na zamku, młodszy brat podejrzał, jak żona jego brata puszcza się z wieloma swoimi niewolnikami. Uleczyło to jego serce, poczuł, że nie straszne są jego troski, kiedy inni mają gorzej.

    Gdy starszy brat wrócił z polowania zorientował się, że Szachzaman ma świetny humor. Chciał wiedzieć dlaczego, ale brat milczał i nie chciał mu powiedzieć. Po wielu godzinach wiercenia dziury w brzuchu w końcu powiedział mu, czego był świadkiem. Następnego dnia bracia udali, że jadą na polowanie, a w rzeczywistości przyczaili się i śledzili żonę, która znowu się puszczała. Bracia stwierdzili, że nie nadają się do życia w takim zakłamanym świecie, porzucili wszystko i bez słowa wyruszyli w świat.

    Po wielu tygodniach wędrówki spotkali dżina, który więził w pudle kobietę. Gdy dżin zasnął, udało im się zakraść i porozmawiać z niewolniczką. Okazało się, że taki los spotkał kobietę za to, że dżin zorientował się, że zdradziła go łącznie z prawie 700 mężczyznami. Młodzi królowie stwierdzili, że nie ma co się martwić swoimi problemami, skoro zawsze znajdzie się ktoś, kto ma dużo gorzej i musi z tym żyć. Wrócili do swoich królestw.

    Po powrocie starszy z braci, Szachrijar zabił swoją żonę i jej niewolników. Wpadł na pomysł, aby od tej pory, celem uniknięcia zdrady, każdej nocy brać z królestwa dziewicę z którą się prześpi, a potem każe ją zabić. I tak sobie życie w królestwie trwało, król codziennie bzykał inną dziewicę i słał ją po wszystkim na śmierć. W końcu, po trzech latach w królestwie zaczęło brakować kobiet. Wezyr, przydupas króla, otrzymał polecenie przyprowadzenia kolejnej dziewicy, jednak nie znalazł żadnej. Wtedy odezwała się do niego jego córka, Szeherezada, która chciała uwolnić kobiety od dalszej śmierci z rąk króla. Zaproponowała ojcu, żeby zaprowadził ją królowi. Wezyr nie chciał tego robić, ale w końcu córka namówiła go do tego.

    Nie wiedział, że Szeherezada miała swój plan... Była bardzo oczytana i znała wiele historii, anegdot i opowieści z okolic i ze świata. Stwierdziła, że po seksie zacznie królowi opowiadać znane przez siebie historie - jeżeli zainteresuje króla, to opowieści zna tyle, że będzie mogła opowiadać je całymi nocami, dzięki czemu uda jej się wybawić kobiety od śmierci.

    Szeherezada trafiła do króla i po namiętnym stosunku, z trwogą złapała oddech i zapytała, czy król zna opowieść o ośle, wole i gospodarzu...

    Tak zaczyna się Księga tysiąca i jednej nocy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #opowiescimateoaka #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu

    PS. Aby lepiej się czytało i było krócej, niektóre rzeczy skróciłem, uprościłem
    PS 2. Jeżeli będzie zainteresowanie to na dniach będzie opowieść właśnie o ośle, wole i gospodarzu, która jest absolutnie fantastyczna ;)
    pokaż całość

  •  

    Według badań na ponad 1/3 Chin kontynentalnych regularnie spadają kwaśne deszcze. Problem jest na tyle poważny, że w niektórych miejscach każdy deszczowy dzień jest dniem kwaśnego deszczu, a wapienne budynki rozpuszczają się pod jego wpływem. Obszar Guangdong-Guangxi-Guizhou-Sichuan na południe od Jangcy jest największym pojedynczym obszarem na świecie dotkniętym zanieczyszczeniem kwaśnymi deszczami. Badanie przeprowadzone na początku 2000 roku wykazało, że jedna trzecia upraw w rejonie Chongqing została uszkodzona przez kwaśne deszcze. Mogłoby się wydawać, że to tylko chiński problem, ale nie - dwutlenek siarki, tlenki azotu oraz inne zanieczyszczenia wytwarzane przez chiński przemysł spadają w postaci kwaśnych deszczy w okolicznych krajach (m.in. w Japonii, Korei oraz na Tajwanie), a nawet w Ameryce Północnej.

    Na załączonej mapce możecie zobaczyć jak wygląda aktualny stan powietrza w Pekinie (1) w porównaniu do Krakowa (2), Amsterdamu (3) oraz Saitamy (4).

    Ze względu na duże zainteresowanie zdecydowałam się na założenie autorskiego tagu - #wielkismogchinski. Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami to zapraszam do followania (。◕‿‿◕。)
    #gruparatowaniapoziomu #smog #ekologia #chiny #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Tajemnicza Wyspa Wielkanocna

    Wiadomo o niej na pewno tyle, że jest najbardziej na świecie oddalonym od ludzkich osad miejscem. Leży na Oceanie Spokojnym, ponad 3600 km od wybrzeży Chile, któremu administracyjnie podlega. Najbliższym zaludnionym kawałkiem lądu jest wyspa Pitcairn. Dzieli je jednak ponad 2 tys. kilometrów morskiej przestrzeni. Wyspa Wielkanocna, choć egzotyczna i warta zobaczenia, nie ściąga wcale wielkich rzesz turystów. Dostać się na nią można tylko jednymi liniami lotniczymi. No, chyba że ktoś znajdzie się na pokładzie amerykańskich wahadłowców penetrujących kosmos, które od 1986 r. mają tu swoją bazę ratowniczą… Brzeg wielkanocny Dziś już zupełnie schrystianizowana (po zabiegach hiszpańskich misjonarzy, którzy zjechali tu w XIX wieku), nazwę związaną z największym ze świąt katolickich zyskała długo przed tym, nim stanął tu krzyż. Pierwszym Europejczykiem, który postawił stopę na tej niewielkiej, bo liczącej nieco ponad 160 km kwadratowych wyspie, był Holender, Jacob Roggeven.

    Do jej brzegów dobił 5 kwietnia 1722 r., dokładnie w wielkanocną niedzielę. Na cześć tego wydarzenia Rapa Nui, jak nazywają Wyspę Wielkanocną miejscowi, zyskała swoje europejskie imię. Już wtedy, kiedy holenderski żeglarz pojawił się przypadkowo w tym odległym zakątku świata, nad brzegiem morza rzędem stały setki kamiennych kolosów. Moai, czyli niezwykłe rzeźby, do dzisiaj są największą atrakcją i tajemnicą wyspy.

    Gdy Roggeven dobił do Rapa Nui, posągi stały dumnie "twarzami" w stronę wody, wpatrując się kamiennymi oczodołami w bezkresny ocean. W roku 1770, podczas wizyty hiszpańskich żeglarzy, też były jeszcze w należytym porządku, czyli zwrócone ku morzu. Liczna ludność wyspy, przyjaźnie nastawiona do przyjezdnych, uprawiała żyzną ziemię i zbierała obfite plony. Gdy 52 lata po odkryciu Roggevena i zaledwie cztery po wizycie Hiszpanów, na wyspę przypłynął angielski żeglarz, kapitan James Cook, wszystko tu już było zupełnie inne. Ziemia zaniedbana, ludzie nieufni, wręcz wrodzy, a kamienne kolosy w większości poprzewracane. - Co się wydarzyło na Rapa Nui przez te cztery lata, do dziś pozostaje nie wyjaśnioną zagadką tego miejsca - mówi Elżbieta Dzikowska, legendarna polska podróżniczka. Wyspę Wielkanocną po raz pierwszy odwiedziła w latach 70. Potem była tam jeszcze w latach 80. i 90. - I za każdym razem byłam pod ogromnym wrażeniem tych niesamowitych posągów. Wielkich, pozornie prymitywnych, budzących ogromny szacunek w każdym obserwatorze - stwierdza Dzikowska. - Kiedy ogląda się taką postać z bliska, wyczuwalny staje się jej swoisty magnetyzm - dodaje Marek Śliwka, zapalony podróżnik z Poznania. Swoją globtroterską pasję przekuł na biznes i prowadzi biuro podróży Logos Travel, organizujące wyjazdy m.in. właśnie do Chile i na Wyspę Wielkanocną. - Ich zaciśnięte, nieme usta milczą, natomiast wyłupiaste oczy patrzą półprzytomnie ponad obserwatorem w otwartą przestrzeń - dodaje pan Marek. - Odnosi się wrażenie, że ich wzrok sięga hen, gdzieś za horyzont.

    Tajemnicze giganty

    Kamiennych kolosów wykutych z wulkanicznego tufu na tej niewielkiej wyspie doliczono się blisko 900. Około 200 znajduje się wzdłuż jej brzegów. Stoją (wciąż nie wszystkie, choć sporo z nich mieszkańcy podnieśli specjalnie dla turystów) pojedynczo lub rzędami. Umieszczone zostały na kamiennych cokołach zwanych atu. Reszta rozproszona jest po całej wyspie. Wyglądają, jakby je ktoś w pośpiechu porzucił wraz z narzędziami, którymi je wykuwano. Czy tak było - nie wiadomo. Część z nich leży, część do połowy przysypana jest ziemią i zarośnięta trawą. Jeszcze inne nigdy nie wydostały się poza kamieniołom Rano Raraku, w którym powstawały. Te rozrzucone na wyspie i nad morzem mają najczęściej 5,5 - 7 metrów wysokości i ważą po 20 i więcej ton. Największy ze stojących gigantów ma 10 metrów wysokości i około 75 ton wagi.
    > Olbrzym, który nigdy nie opuścił kamieniołomu, ma natomiast wysokość ponad 21 metrów i wagę 270 ton. - Niektóre z nich na kamiennych głowach mają jeszcze w dodatku ciosane z czerwonego kamienia, 3-tonowe kapelusze - opowiada Elżbieta Dzikowska. - Jak zakładano je rzeźbom, nie wiadomo.


    Tak samo jak tajemnicą pozostaje to, jak kolosy transportowano na brzeg morza, a potem stawiano do pionu. Według jednej z teorii rzeźby, przedstawiające postaci bogów lub przodków rdzennej ludności (co do tego też nie ma pewności), ciągnięto na brzeg za pomocą płóz lub rodzaju drewnianych sań. Naukowcy są podzieleni. Jedni twierdzą, że potrzeba było do tego zaledwie 15-20 mężczyzn, a dzięki specjalnej konstrukcji sań mogli oni spokojnie ciągnąć posąg. Inni dowodzą, że do przewiezienia jednego moai potrzeba było co najmniej 90 ludzi. Rzeźby miały być natomiast stawiane dzięki żmudnemu podsypywaniu ich żwirem i piaskiem, który potem usuwano, aż do spionowania. Z kolei Erich von Daeniken, szwajcarski pisarz, wysnuł teorię, iż powstanie i ustawianie kamiennych postaci z Rapa Nui nie mogło się obyć bez ingerencji wyższej inteligencji, która przybyła na ziemię z kosmosu.

    Ziemia bez życia

    Przy okazji tłumaczą też za jej pomocą kolejną zagadkę wyspy - brak zadrzewienia i bujnej roślinności podzwrotnikowej, jałowe gleby i niemal zupełny miejscami brak życia. Według uczonych to masowa produkcja posągów i potrzebnych do ich transportu drewnianych maszyn oraz wykorzystanie drzew do budowy niezbędnych rybakom łodzi przyczynić się miała do całkowitej wycinki lasów. To z kolei doprowadziło do wyginięcia zwierzyny, wyjałowienia gleb i ruiny wyspy. - Wycinka lasów spowodowała kompletną degradację fauny i flory, to doprowadziło do głodu, a głód do plemiennych, bratobójczych walk, które wyniszczyły pierwotną ludność - wyjaśnia znana polska podróżniczka.

    Legenda mówi o tym, że Rapa Nui zamieszkiwały klany Długo- i Krótkouchych (kamienne postaci mają być na to dowodem - jednym wyrzeźbiono bowiem normalne, a innym bardzo wyciągnięte małżowiny uszne). Skąd i kiedy przybyli - pozostaje bez odpowiedzi. Pojawiają się tezy, że wyspa została zasiedlona już w 300-400 roku n.e. lub w 700-800 n.e. Są i takie, które wskazują dopiero na lata 1200-1300. Norweski badacz i podróżnik Thor Heyerdahl twierdził, że mieszkańcy tego skrawka lądu mogli tu dotrzeć nie z Azji, jak wcześniej zakładano z Azji, ale z Peru. By dowieść prawdziwości swojej tezy, w 1947 roku zorganizował wyprawę na trzcinowej tratwie Kon-Tiki wyposażonej tylko w radiostację i przepłynął ponad 4 tys. mil morskich w 101 dni, dobijając w końcu do wysp Oceanii. Długousi mieszkańcy Rapa Nui mieli być wyspiarską arystokracją, klanem dominującym i uciskającym Krótkouchych. Aż wreszcie, podczas klęski głodu po wycince drzew, gnębieni niewolnicy podnieśli bunt i w pień wycięli Długouchych

    https://nto.pl/wyspa-wielkanocna-pelna-tajemnic/ar/4146785

    #ciekawostki
    #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: ajjwaj.jpg

  •  

    Taki to wygląd światowego imperatora. Czy większy odsetek osadzonych na 100 tysięcy niż w Rosji (jest to 402 osoby, inb4 #ruskapropaganda) to ten słynny amerykański sen? Czy tak byłoby w "a"kapie - przypominam, że za więziennictwo znajduje się tam w znacznej mierze w sektorze prywatnym, co zapewnia korporacją tanią quasi-niewolniczą siłę roboczą (surowe prawo przewiduje pozbawienie wolności nawet za najlżejsze przestępstwa). Imo to nic innego jak kapitalistyczne gułagi, przypominam że tamtejsze więzienia nie należą do bezpiecznych i łagodnych...

    Aktualne dane. Jak widać w Stanach liczba spadła na przestrzeni kilku ostatnich lat tylko do 655. Za to lewacka Szwecja (albo lepiej Finlandia) pokazują, że można ograniczyć tą liczbę do lekko ponad 50-60 osób. Wbrew prostackiemu myśleniu wykopków ich polityka jest skuteczna, częstsze stosowanie alternatywnych form nadzoru (przykładowo nadzór kuratorski, prace społeczne czy nadzór elektroniczny) sprawdzają się bez zwiększenia poziomu przestępczości, jest wręcz przeciwnie bo sprzyja to integracji skazanych ze społeczeństwem.

    Za Wikipedią:

    Według danych z grudnia 2008 amerykański system penitencjarny przetrzymuje 2 310 984 osób, co rocznie kosztuje ok. 60 miliardów dolarów. Pieniądze te generują duże zyski przede wszystkim trzem firmom: Corrections Corporation of America, GEO Group i Cornell Companies. Przykładowo Corrections Corporation of America zwiększyła w roku 2008 zysk o około 300 milionów dolarów do sumy 1,6 miliarda. Większość z więźniów to stosunkowo młodzi mężczyźni. W Stanach Zjednoczonych w 2014 około 4% mężczyzn – czarnych lub pochodzenia latynoskiego – przebywało w więzieniu. W miastach takich jak Waszyngton i Baltimore ponad połowa czarnych mężczyzn w wieku od 18 do 30 lat przebywa w więzieniach, na zwolnieniu warunkowym lub jest w trakcie probacji, a odpowiednio dla całych Stanów Zjednoczonych – średnio co osiemnasty dorosły mężczyzna. Statystycznie czarni trafiają do więzień pięciokrotnie częściej niż biali i trzykrotnie częściej niż Latynosi.
    W 37 stanach za najcięższe przestępstwa orzekana i wykonywana jest kara śmierci. Ciągła tendencja wzrostowa liczby więźniów jest zupełnie przeciwna statystykom przestępczości, które pokazują w latach 1988–2008 ponad 25% spadek.


    Widać tu wyraźnie efekty dyskryminacji rasowej, wykluczenia ekonomicznego oraz wojny z narkotykami (przypominam że była ona wszczęta z pobudek rasistowskich).

    Następnie: [btw, bardzo dobre opracowanie na temat łamania praw człowieka w imperium zła, polecam całość]

    W Stanach Zjednoczonych jest wysoki stopień przestępczości. Liczba więźniów jest najwyższa w świecie a ok. 12 mln osób rocznie przechodzi przez lokalne izby zatrzymań. Część stanów nadal wykonuje wyroki śmierci. Wykonywane są one w różny sposób.
    Afroamerykanie, którzy stanowią 13% mieszkańców kraju, stanowią 29% skazanych za użycie narkotyków.
    W więzieniach amerykańskich często dochodzi do naruszenia praw więźnia, zarówno przez współwięźniów, jak i strażników. W USA jest 5100 więzień i aresztów. Jest wiele przypadków użycia siły, zwłaszcza wobec więźniów z dolegliwościami mentalnymi. Ubożsi podejrzani są dłużej przetrzymywani w areszcie, ponieważ nie stać ich na zapłacenie kaucji. Zdarzają się wówczas samobójstwa.
    Często dzieci są sądzone w sądach dla dorosłych i skazywane na wyroki jak dorośli. W 14 stanach nie ma określonego wieku od którego dziecko może być sądzone jak dorosły. Stany Zjednoczone są jedynym prawdopodobnie krajem, w którym 18-letnia osoba skazana na dożywocie nie może ubiegać się o wcześniejsze zwolnienie.


    W więzieniach przebywa 1 więzień na 136 obywateli amerykańskich. Większość więźniów przebywa w wieloosobowych celach. Tylko ok. 80 tys. zajmuje jednoosobowe cele. W więzieniach panuje znaczna przestępczość. Według danych „Human Right Watch” 21% więźniów twierdzi, że byli obiektem różnych aktów przemocy ze strony innych więźniów, a 7% twierdzi, ze byli zgwałceni w ich własnej celi. Stosunkowo duży odsetek więźniów stanowią obcokrajowcy, zwłaszcza w Kalifornii, Arizonie i w Teksasie, gdzie 40% więźniów to są Meksykanie. W USA rzadko stosuje się wobec więźniów warunkowe zwolnienia, a w więzieniach federalnych w ogóle nie ma warunkowych zwolnień.

    W bazie amerykańskiej na Kubie – Guantanamo – przetrzymywani są od lat więźniowie bez aktu oskarżenia, bez procesu sądowego. Taka sytuacja byłaby sprzeczna z prawem na terytorium Stanów Zjednoczonych. Próby osadzenia tych więźniów na terenie Stanów Zjednoczonych podjęte przez prezydenta Baracka Obamę zakończyły się niepowodzeniem. Przetrzymywanie i traktowanie więźniów w Guantanamo „Amnesty International” określiła jako „skandal z punktu widzenia praw człowieka”. Specjalna delegacja ONZ, która wizytowała Guantanamo potwierdziła stosowanie metod przesłuchiwania tam więźniów jest niezgodna z „Konwencją Przeciw Torturom”.
    I jeszcze zbaczając nieco z tematu - #wojsko:

    Mamy przykłady choćby z wojny w Iraku czy w Afganistanie stosowania przez CIA i wojsko amerykańskie tortur i różnych niestandardowych metod wymuszania zeznań (np. podtapiania aresztowanych). Zdarzały się przypadki samobójstw osób zatrzymanych w czasie wojny w Iraku czy Afganistanie i poddanych różnym metodom przesłuchań. Nadużycie tych metod jest uważane w Stanach Zjednoczonych za przestępstwo w myśl „US Uniform Code of Military Justice”. Stosowanie metod okrutnego traktowania więźniów przez wojsko amerykańskie w więzieniu Abu Ghraib w Iraku, spotkało się z powszechną krytyką w Stanach Zjednoczonych. Również Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Louise Arbour orzekła, że stosowanie przez Amerykanów w Iraku jest sprzeczne z ONZ-owską Konwencją Przeciw Torturom i powinno być karane. Organizacja „Physicians for Human Rights” oskarżyła administrację George’a W. Busha o stosowanie zakazanych metod przesłuchiwania osób podejrzanych o terroryzm.

    Nie idźmy tą drogą.

    #antykapitalizm - zapraszam do obserwowania tagu
    #prawo #gruparatowaniapoziomu #neuropa #bekazprawakow #4konserwy #socdem #usa #wiezienie #bekazlibertarian prawicowych #libertarianizm #akap
    #bekazpisu - i Ziobry rzucającego populizmy pod publiczkę zamiast pójścia w kierunku racjonalnym a zarazem humanitarnym. A raczej nie beka bo skutki jego polityki mogą być opłakane.
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Żołnierze sekcji S-2 (wywiadu) sztabu 506. pułku 101. Dywizji Powietrzno-Desantowej rozmawiają z holenderskimi członkami ruchu oporu, Eindhoven, wrzesień 1944 r. Dzisiaj jest przedostatni post o Market-Garden, jutro podsumowanie i wracamy na Kaukaz i do Mandżurii. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Trochę robimy to nie po kolei, ale nie szkodzi, trzeba wspomnieć i o tym. Jednym z najważniejszych celów 101. DPD w M-G było zdobycie mostu na Kanale Wilhelminy w Son. Jak wiemy, most ten Niemcy wysadzili w ostatniej chwili, gdy oddziały 506. pułku już wchodziły do Son. W związku z tym, generał Taylor, dowódca dywizji, na wszelki wypadek wysłał swoje oddziały do położonego bardziej na zachód Best.

    Most uważano za drugorzędny, dlatego skierowano tam tylko kompanię ''H'' 502. pułku. Taylor nie wiedział, że w rejonie Best znajdują się jednostki ewakuowanej 15. Armii gen. von Zangena, a 10 mil dalej znajduje się sztab generała Studenta, dowódcy 1. Armii Spadochronowej. Gdy Amerykanie dopiero szli do mostu, w Best znajdowało się już około tysiąca niemieckich żołnierzy.

    Kompania kapitana Jonesa dotarła tam od wieczór 17 września. Spadochroniarze znajdowali się już o krok od mostu, gdy spadły na nich ciosy Niemców. Zacięte walki trwały całą noc, na pomoc wysłano kompanię ''G''. W końcu walki zaangażowały cały 3. batalion. Niemcy też dosyłali swoje posiłki - znalazły się tam elementy 59. i 245. DP oraz dwa bataliony policyjne SS. Zażarte walki trwały dwa dni. Niemcy byli silnie wsparci artylerią, zarówno lekką przeciwlotniczą, jak i działami przeciwpancernymi. Amerykanie w końcu dostali wsparcie lotnicze, ale w Best trwał impas. Pluton porucznika Edwarda Wierzbowskiego dotarł do mostu, ale nie mógł posunąć się dalej. W walce poległ podpułkownik Robert Cole, bardzo lubiany dowódca 3. batalionu, barwny i zgryżliwy kawaler Medalu Honoru odznaczony za wielkie męstwo wykazane w Normandii. Zginął, zabity przez snajpera, gdy układał panele identyfikacyjne dla swoich samolotów. Co ciekawe, tego samego dnia poległ dowódca niemieckiej obrony w Best, podpułkownik Rink.

    Niemcy w końcu wysadzili most w powietrze. Przeprawa została uniemożliwiona w Best. Opór niemiecki zaś trwał aż do popołudnia 19 września, gdy do ataku włączyły się oddziały XXX. Korpusu gen. Horrocksa ze wsparciem pancernym. Pojawienie się czołgów złamało niemiecką obronę i w efekcie setki niemieckich żołnierzy poddało się. Jednak opóźnienie w Market-Garden było już znaczne...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Mleko_O: kolega @Fugi88888: zapomniał o tagu #pdk jego post to nawiązanie do gry Battlefield V która osadzona jest w realiach drugiej wojny światowej która z drugą wojną światową ma chyba tylko nazwę wspólną ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @suseu: @Fugi88888: Takie buty. Ja jestem jednym z tych dziwnych ludzi, którzy kupili BFV przed premierą ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jakoś mnie to specjalnie nie boli. Jasne wpływa to na immersję, ale jakoś da się z tym żyć. To nie jest gra, która aspiruje do miana symulatora (bardziej w tą stronę polecam Red Orchestra 2 a z nie fpsów Men of War, tam jak żołnierz zabije 3 innych to ma z 300% skuteczności ( ͡° ͜ʖ ͡°)), to po prostu Battlefield ubrany na wzór II Wojny Światowej i tak właśnie tą grę powinno się traktować. Kiedyś (chyba w Wolfensteinie) strzelało się do robohitlera i nikt nie marudził ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Papiestwo- prawosławny punkt widzenia cz. IV

    Jest to ostatnia część z danej serii. W poprzednich omówiliśmy sobie:
    cz. I- przyczyny schizmy 1054 roku oraz „Filioque”,
    cz. II- starożytne pojmowanie prymatu biskupa Rzymu,
    cz. III- inne nowości dogmatyczne papiestwa wraz z naukami ich świętych, a także poznaliśmy starożytne cuda Ziemi Świętej.

    Dziś zapraszam do zapoznania się z opiniami prawosławnych świętych na temat papizmu oraz moimi własnymi doświadczeniami.

    Zachęcam do śledzenia mojego profilu lub tagu--- > #orthodoxia

    Cytaty świętych
    „Nie chcę, aby heretycy męczyli się i nie cieszę ich złu- Boże uchroń! Lecz szczególnie raduję się ich nawróceniem! Albowiem cóż wiernym może być milsze, od rozproszonych dzieci Bożych, zebranych w jedno. Nie straciłem rozsądku, aby radzić cenić niemiłosierdzie ponad miłość do człowieka. Przeciwnie, radzę z uwagą i gorliwością czynić dobro wszystkim ludziom i wszystkim wiernym być wszystkim dla potrzebujących. Lecz przy tym mówię: niewolno pomagać heretykom w utwierdzeniu ich głupich wierzeń, tutaj trzeba być ostrym i bezwzględnym. Albowiem nie nazywam miłością, lecz nienawiścią do człowieka i odpadnięciem od Bożej miłości to, kiedy ktokolwiek utwierdza heretyków w ich zbłądzeniach na nieuniknioną zagładę tych ludzi.
    Św. Maksym Wyznawca- asceta, mistyk, teolog, obrońca wiary

    „Najdawniejszą Tradycję i uczenie, i wiarę Katolickiej Cerkwii, które Pan darował, Apostołowie głosili, i Ojcowie przestrzegali. Na nich zbudowana jest Cerkiew i kto odpadnie od nich, ten nie może być nazywany chrześcijaninem.”
    Św. Atanazy Wielki- asceta, mistyk, teolog, obrońca wiary

    „Lepszy jest konflikt z powodu czegoś godnego pochwały (jak wiara), aniżeli pokój, który nas oddala od Boga.”
    św. Grzegorz Teolog- asceta, mistyk, obrońca wiary

    „Jak ma nie pójść do piekła ten co widzi, że cerkiewne kanony są deptane a on udaje, że nie widzi i nie słyszy.”
    „Jak raz to jest przyczyną wszelkiego zła: nie wypowiadać oburzenia w obronie małego. Przecież największe ze zgrzeszeń zdarzają się wtedy, kiedy małe nie otrzymało potrzebnej poprawy. Jak ci, którzy nie zwracają uwagi na małe rany ciała, później chorują gorączką lub gangreną, i umierają, tak i w przypadku duszy. Ci, którzy ignorują małe, ci pozwalają na wielkie. Gdyby ci, którzy ośmielili się odejść od bożych postanowień i zmienić chociażby coś małego, z samego początku dostali odwet według czynów, to nie ogarnęłaby Cerkwi dzisiejsza dżuma i dzisiejsza burza. Gdyż ten, kto nawet najmniej zauważalne odrzuca w zdrowej wierze, ten we wszystkim się psuje.”
    „Co jest przyczyną takich rozdarć w Cerkwi? Sądzę, że od niczego innego, jak od tego, że wybór i przeznaczenie hierarchów jest bez rozsądku i jak popadnie. Głowa powinna być silną... a kiedy ona sama po sobie jest słaba i nie może unikać chorobowych wpływów, to i sama staje się jeszcze słabsza i razem ze sobą gubi całe ciało.”
    „Kto z Cara-Chrystusa wrogami przyjaźni się, Cara- Chrystusa przyjacielem nie może być, lecz z wrogami [Jego] zginie.”
    „Gdy wszyscy mamy tę samą wiarę, wówczas istnieje jedność”
    św. Jan Złotousty – asceta, mistyk, obrońca wiary i obyczajów

    „Są trzy rodzaje ateizmu- ateista, heretyk oraz ten co widzi, że wiara jest w niebezpieczeństwie i nie robi nic.”
    „Nie przyjmiemy was do obcowania do póki, do póty wy będziecie mówić, że Duch Święty pochodzi od Syna.”
    „Łacinników nie mogą nawet aniołowe poruszyć i pobudzić do przyjęcia lekarstwa od ich pseudowiary.”
    „Jak zaś wy macie czelność przyjmować to (Filioque)... o czym nie świadczy i o czym nie głosi swoim ukochanym On (Chrystus), powiedziawszy wszystko, co On słyszał od Ojca i przyszedł bezpośrednio przez wzgląd na to, aby zaświadczać o prawdzie (Jn 18,37). Jak macie czelność wprowadzać cudze dodatki w ustalenia wiary, które duchowo napisali wybrani Ojcowie na wspólnym Soborze i przekazali nam.”
    św. Grzegorz Palamas- asceta, mistyk, cudotwórca, teolog oraz obrońca wiary

    „Każdy mówiący ponad to co ustanowiono, choćby był godnym zaufania, choćby pościł, choćby dziewictwo zachowywał, choćby cuda czynił, choćby prorokował, niech będzie dla ciebie jak wilk w owczej skórze, działający na zgubę owiec”. Św. Ignacy Bogonosec, uczeń św. ap. ew. Jana

    „Łacinnicy nie tylko wnieśli inne przestępstwa, ale doszło do takiego nadmiaru czelności, że nawet święty Symbol Wiary, który wszystkimi soborowymi decyzjami postanowiono chronić niezmiennym, mieli czelność wprowadzić kłamstwo (o, pułapki podstępnego!), jakoby Święty Duch nie tylko od Ojca, ale i od Syna pochodzi, i tym skazili podstawowy dogmat o Świętej Trójcy”
    „Kto by nie stał zatykać swoje uszy, aby słuchać to przesadne bluźnierstwo (Filioque), które jest sprzeczne z Ewangelią, sprzeczne ze świętymi Soborami, odrzuca błogosławionych i świętych Ojców... To bluźnierstwo i przeciw Bogu walczący głos, który zbroi się przeciw wszystkim wziętych prorokom, apostołom, świętym, męczennikom i nawet samym słowom Pana... Tych oszustów i bluźnierców my soborowo i Bożym głosem osądzamy... My znów przybiegliśmy do światła i my przedstawiliśmy wszystko, co było postanowione na poprzednich Soborach i twierdzeniach apostolskich postanowień... Tak i tych, na ile oni upierają się w swoich wielorakich zbłądzeniach, my ich odłączamy od wszelkiego chrześcijańskiego obcowania... tylko z powodu bluźnierstwa na Świętego Ducha... i to wystarczy, aby objąć ich niezliczonymi anathemami... abyśmy oddzielili od Ciała Cerkwii gangrenę bluźnierstwa..., aby wykorzenić wzrost zła”
    Św. Foncjusz Wielki- obrońca i głosiciel wiara (który wysłał Słowianom śww. Cyryla i Methodego) oraz cudotwórca

    „Ponownie wyjaśnię to Waszej Wielebności na przykładzie owego artykułu (Filioque), wokół którego powstał skandal w Cerkwiach Chrystusowych; niech będzie wiadome o nas, że nie tylko nie mówimy, że Duch pochodzi od Syna, lecz i tych, którzy ośmielili, w swojej własnej głupocie znaleźli odwagę by to zrobić, ogłaszamy wiarołomnymi słów Bożych i wypaczycielami teologii Władcy Chrystusa i Boskich Ojców, którzy zgromadzili się na Soborze i przekazali nam ten Symbol, uznajemy ich za równych Judaszowi”
    papież Jan VIII w liście do św. Foncjusza Wielkiego

    „Papiestwo podobnie jak owoc, którego skórka chrześcijańskiej Cerkwii, odziedziczona ze starożytności, stopniowo się rozpada, aby odkryć jego antychrześcijański środek.”
    św. Filaret Moskiewski

    „Prawosławna Wschodnia Cerkiew z czasów apostolskich do współczesności przestrzega niezmiennie i nieskażenie nowościami zarówno uczenie Ewangelii i Apostołów, jak i Tradycji Świętych Ojców i postanowień Powszechnych Soborów... Rzymska zaś cerkiew dawno wpadła w herezję i nowości... Rzymska cerkiew ponieważ nie zachowuje święto Soborowych i apostolskich postanowień, a odchodzi w nowości i nieprawidłowe mędrkowania, w ogóle nie należy do Jedynej, Świętej i Apostolskiej Cerkwi.”
    „Prawdziwie zaświadczam, że rzymska cerkiew odpadła od Prawosławia.”
    „Czy rozsądnie byłby szukać zjednoczenia z katolikami? Czy warto dziwić się domniemanej gorliwości i domniemanej ofiarności tych działaczy, to znaczy łacińskich misjonarzy i sióstr miłosierdzia? Oni starają się nie ku Chrystusowi nawracać i przyprowadzać ludzi, a ku swojemu papieżowi.”
    Św. Amboroży Optyński- asceta z wieloma darami jak proroctwo

    „Zaklinam wszystkich świeckich, którzy są prawdziwe dzieci Prawosławnej Katolickiej Cerkwi, uciekajcie pospiesznie od kapłanów, którzy podporządkowali się łacinnikom, i ani w cerkwi z nimi nie zbierajcie się, ani jakiegokolwiek błogosławienia od nich z ich rąk nie bierzcie. Lepiej módlcie się Bogu w waszych domach oddzielnie, niżbyście mieli zbierać się w cerkwi z łacinnikami. Jeśli innaczej, to pójdziecie do tego samego piekła co oni.”
    Św. Germanos II, patriarcha Konstantynopolski w liście do Cypryjczyków, którzy podpisali unię z papistami

    „My nie przez nic innego oddzieliliśmy się od łacinników, jak przez to, że oni nie tylko są schizmatykami, ale i heretycy. Dlatego w żadnym wypadku nie powinno się jednoczyć z nimi. Nie bywa ulgi w sprawach wiary.”
    Św. Mark Efeski- asceta, teolog oraz obrońca wiary

    „Ja w swoich dziełach piętnuję wszelką łacińską herezję i wszelkie bluźnierstwo żydowskie i pogańskie”
    św. Maksym Grek- asceta i obrońca wiary

    „Ja wyznaję, że Cerkiew jest Jedna i katolicy dla mnie nie są Cerkwią, a w konsekwencji i nie są chrześcijanami, gdyż chrześcijaństwa nie ma bez Cerkwii.”
    św. męczennik Hilarion (Troickij)

    „Łacinnicy są przestarożytniejszymi heretykami, z czego od razu wynika, że są nieochrzczeni, zgodnie Wielkiemu Bazylemu.”
    św. Nikodim Hagioryta- asceta oraz wielki autorytet w dziedzinie cerkiewnych kanonów i Tradycji

    „Była jedna Cerkiew na ziemi z jedną wiarą. Lecz przyszła pokusa i papież ze swoimi wciągnął się w przemądrzanie i odpadł od Jedynej Cerkwi oraz wiary.”
    Theofan Zatwornik

    O papizmie odpawszym od Cerkwii, które „upadło w otchłań herezji i iluzji oraz leży w nich bez żadnej nadziei powstania [...] (papiści) nie są chrześcijanami.”
    św. Paisjusz Wieliczkowski- wielki mistyk i asceta

    „Jednym antychrystem jest papież; innym zaś jest ten, który jest w naszej głowie.”
    „Papieża przeklinajcie, gdyż on będzie przyczyną zła.”
    św. Kosma Etolijski- asceta i misjonarz obdarzony szczególnie silnym darem proroctwa

    „Z wiarą łacińską nie miejcie nic wspólnego, obyczajów ich nie podtrzymujcie, od komunii ich uciekajcie i wszelkiego nauczania ich wystrzegajcie się, a moralności ich brzydźcie się”
    „Mnogością herezji swoich całą ziemię zbezcześcili... Nie ma życia wiecznego w wierze łacińskiej.”
    św. Theodosij Kijewo-Pieczerskij

    „Historia człowieczego rodu zna trzy główne upadki- Adama, Judasza i upadek papizmu.”
    „W przypadku innowacji kościoła zachodniego nie mamy po prostu jakiejś nowej „herezji” w łonie chrześcijaństwa, lecz radykalne zdeformowanie samego jądra prawdy cerkiewnej. Żadna wcześniejsza herezja nie zmieniła w tak radyklany sposób stylu chrześcijańskiego życia, nie stworzyła cywilizacji z odwróconymi zasadami chrześcijańskiej Ewangelii”.
    „Cóż za absurd! Aby wyznaczać zastępcę i namiestnika dla wszędzie obecnego Boga! [...] W relacji do Prawdziwej Cerkwi Chrystusowej dogmat o nieomylności papieża jest nie tylko herezja, ale herezja herezji, gdyż ani jedna herezja tak zdecydowanie i głęboko nie przeciwstawiła się Bogoczłowiekowi i Jego Cerkwii. Bezspornie, jest herezją nad herezjami, koszmarem nad koszmarami, złośliwym wygnaniem Pana Jezusa Chrystusa z ziemi, nową Jego zdradą, nowym rozpięciem Chrystusa, tylko nie na drewnianym Krzyżu, a na złotym krzyżu papskiego humanizmu. A to jest to, co człowiek nazywa piekłem.”
    „Papizm używa polityki i tylko tak dochodzi do władzy. Luteranizm używa filozofii i nauki i tak zamierza dojść do rozumu. Tak chuć rozpętała wojnę przeciw rozumowi, a rozum- przeciw chuci. To jest nowa babilońska wieża. To jest Europa. W naszych czasach wyrosło nowe europejskie pokolenie, zaślubiwsze chuć i rozum w ateizm i odrzuciwsze papieża i Lutra.”
    „Protestantyzm jest legalnie zrodzone i wierne dziecko papizmu, swoją racjonalistyczną scholastyką wiekami wpadające w herezje i ciągle zdychające się pod wpływem różnorakich trucizn swoich heretyckich błędów. Przy tym papskie dumne-mędrkowanie i „nieomylna” głupota absolutnie pustoszeją dusze wierzących. W sumie każdy protestant- jest niepodległym papieżem, nieomylnym papieżem we wszystkich kwestiach wiary, a to zawsze prowadzi z jednej duchowej śmierci do drugiej, i tak bez końca, gdyż nie ma końca duchowym śmiercią człowieka”
    „Nie ma różnicy pomiędzy papizmem i protestantyzmem i innymi sektami, których imię- legion.”
    „Rzymski -katolicyzm jest mnogością herezji”
    Św. Justin Popowicz – asceta i teolog

    „Natworzyli papieże w swojej papskiej cerkwi różnych sztuczek, różnych kłamliwych dogmatów wiodących ku fałszowi zarówno w wierze jak i w życiu. To jest w pełni heretycka cerkiew”.
    „Papieże i papiści- trzcina wiatrem kołysana, i doszczętnie wypaczyli prawdę Chrystusową i w nauczaniu, i w nabożeństwach, i w rządzeniu zniewoliwszy swoją herezją cały katolicyzm i uczyniwszy go nie do poprawienia, gdyż papież, przy wszystkich swoich herezjach, uznany jest za nieomylnego przez katolicką cerkiew, co znaczy- nie do poprawienia, przeciwnie myślącym”.
    „My zgodzić się z ich heretyckimi naukami nie możemy bez szkody dla swojego duchowego zbawienia... Nie można zjednoczyć to co jest niezjednane- kłamstwo z prawdą”
    „Katolicy, luteranie i reformatorzy odpadli od Cerkwi Chrystusowej... Oni otwarcie idą przeciw Chrystusowi i Jego Cerkwii... Nie szanują postów, przekręcają zbawcze dogmaty wiary. Oni nie są z nami, są przeciw nas i przeciw Chrystusowi”
    „Papiestwo w swoim rozwoju jest wyśmiewanie się nad prawdą Bożą, prawdą Pisma Świętego, natchnionego Duchem Świętym, nad prawdą słów Zbawiciela. On jasno powiedział, że Duch Święty pochodzi od Ojca, i nigdzie nie mówił, że On pochodzi i od Syna; a papieże na złość tej nauce, tej prawdzie, przyjęli kłamstwo, że Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna i wywyższyli tą naukę do dogmatu i ogólnej wiary i wyznania rzymskich katolików, i jak w tej nauce, tak i w wielu innych naukach, sprzeciwiających się Ewangelii, nazwali siebie nieomylnymi; a my nazywamy ich nie do uwierzenia pysznymi i niekajającymi się grzesznikami, nie chcącymi zrozumieć swoich oczywistych i obrzydliwych grzechów, np.: że rzymski biskup jest głową Cerkwii, tymczasem w Piśmie wszędzie Głową Cerkwii jako Ciała Swojego nazywa się Samego Pana Jezusa Chrystusa itd.. Takim sposobem papiestwo wpadło w bluźnierstwo na Ducha Świętego, dopuściwszy i zatwierdziwszy oczywiste kłamstwo, wymiotując bluźnierstwem na Chrystusowe nauki, jak na niezmienne głoszenie Ducha Świętego, przyjmując obrzydliwe nauki za prawdę Bożą i obrażając przez to Ducha Prawdy„
    Św. Jan Kronsztadzki- żonaty kapłan żyjący w dziewictwie, asceta, cudotwórca, uzdrowiciel z darem prorokowania

    „Papizm- tak nazywa się herezja, opanowawsza Zachód, od którego pochodzą, jak od drzewa gałęzie, różne protestanckie nauki. Papizm przypisuje papieżowi cechy Chrystusa i tym wyrzeka się Chrystusa. Niektórzy zachodni pisarze prawie otwarcie wypowiedzieli takie wyrzeczenie, mówiąc, że dużo mniejszym grzechem jest wyrzeczenie się Chrystusa niż grzech wyrzeczenie się papieża. Papież jest bałwanem papistów; on- bożek ich. Przez to straszne pobłądzenie łaska Boża odeszła od papistów; oni zostawieni są sami sobie i szatanowi- twórcy i ojcu wszystkich herezji, w grupie których jest i papizm. W tym stanie zaślepienia oni skazili niektóre dogmaty i sakramenty, a Boską Liturgię pozbawili jej istotnego znaczenia, wyrzuciwszy z niej przyzywanie Świętego Ducha i błogosławienie ofiarowanego chleba i wina, w czasie którego przeistaczają się w Ciało i Krew Chrystusowe... Żadna herezja nie odzwierciedla tak otwarcie i bezczelnie nie wyraża pychy swojej, bezwzględnej pogardy do ludzi i nienawiści do nich”
    „Nie bawcie się swoim zbawieniem, nie bawcie się! Inaczej będziecie wiecznie płakać. Zajmijcie się czytaniem Nowego Testamentu i Świętych Ojców Prawosławnej Cerkwii, w żadnym wypadku nie Teresy, nie Franciszka i innych zachodnich szaleńców, których przez ich heretycką cerkiew pokazuje się jako świętch!; badajcie wśród Świętych Ojców Prawosławnej Cerkwi, jak prawidłowo rozumieć Pismo, jakie życie, jakie myśli i uczucia przystoją chrześcijaninu.”

    „Podobnie jak Małpas, osiągnął w samotnym życiu potężnego demonicznego zbłądzenia Franciszek z Asyżu, Ignacy Loyola i inni asceci latynizmu, uznani w jego łonie za jego świętych. „Kiedy Franciszek był porwany na Niebo – mówi pisarz jego życia, – to Bóg Ojciec, widząc go, przez chwilę był zakłopotany, nie wiedząc komu dać pierwszeństwo, czy Synowi Swojemu z natury, czy też swemu synowi z łaski - Franciszkowi”. Co może być straszniejsze, potworniejsze niż to bluźnierstwo, smutniejsze od tego zbłądzenia!?”

    „Inny kierunek otrzymali asceci Kościoła Zachodniego i jego pisarze o ascezie od czasu rozdzielenia tego Kościoła od Cerkwi Wschodniej i jego odpadnięcia do zgubnej ciemności herezji. Święty Benedykt, Święty Papież Grzegorz Dialogos (Wielki) jeszcze są zgodni z ascetycznymi nauczycielami Wschodu; ale już Bernard różni się od nich ostrą granicą; późniejsi odstąpili jeszcze bardziej. Od tamtego czasu wloką się i wloką swoich czytelników na wysokości niedostępne dla początkujących, niesie ich i niesie. Rozgrzana, często nieprzytomna marzycielskość zastępuje u nich wszystko duchowe, o czym nie mają oni żadnego pojęcia. Ta marzycielskość jest przez nich uznawana za łaskę. „Po owocach ich poznacie” – powiedział Zbawiciel. Wiadomo wszystkim, jakimi zbrodniami, jakimi potokami krwi, jakim zachowaniem, zdecydowanie antychrześcijańskim wyrazili zachodni fanatycy swój wypaczony sposób myślenia, swoje wypaczone uczucie serdeczności. Święci Ojcowie Wschodniej Cerkwii prowadzą czytelnika swojego nie w objęcia miłości, nie na wysokości wizji – prowadzą go do rozważania grzechu swojego, swego upadku, do spowiedzi Odkupicielowi, do płaczu nad sobą przed miłosierdziem Stwórcy.”

    „Wielu ascetów, przyjmując naturalną miłość za Boską, rozpaliło krew swoją, rozpaliło również i marzycielskość… Wielu było takich ascetów w Zachodnim kościele od czasu, gdy wpadł on w papizm, w którym bluźnierczo przypisuje się człowiekowi Boskie cechy… wielu z tych ascetów napisało książki z ich rozgorączkowanego stanu, w którym szalone samozłudzenie wydawało im się Boską miłością, w którym rozstrojona wyobraźnia malowała dla nich mnóstwo wizji, oszukuąc ich samolubie i dumę.”

    „Większość ascetów Zachodniego kościoła, ogłoszonych przez niego za największych świętych – po odpadnięciu go od Wschodniej Cerkwi i po odejściu Świętego Ducha z niego– modliła się i osiągała wizje, oczywiście, fałszywe, w sposób, o którym wspomniałem (wyobraźnia i marzycielstwo). Ci rzekomi święci byli w strasznym diabelskim zwiedzeniu. Zbłądzenie jest już naturalnie wznoszone na podstawie bluźnierstwa, którym u heretyków jest wypaczona dogmatyczna wiara. Zachowanie się ascetów łaciństwa, objętych zbłądzeniem, zawsze było nieprzytomne z powodu niezwykłego, materialnego, namiętnego rozgorączkowania. W takim stanie znajdował się Ignacy Loyola, założyciel zakonu jezuitów. Jego wyobraźnia była tak rozgorączkowana i wyrafinowana, że, jak sam twierdził, wystarczyło mu jedynie zechcieć i użyć pewnego napięcia, jak zjawiały się przed jego oczami, na jego życzenie, piekło lub raj”
    Św. Ignacy Brianczaninow-asceta, mistyk, teolog, obrońca wiary

    „Komuniu od heretyka odwraca od Boga i oddaje diabłu”
    „chleb heretycki nie jest Ciałem Chrystusa”
    „Jaka jest różnica pomiędzy światłem i ciemnością, taka zaś i między Prawosławną i heretycką komunią. Prawosławna oświeca, heretycka omracza; jedna jednoczy z Chrystusem, druga- z diabłem; jedna ożywia, druga zabija”
    „Komunia z heretyckich rąk jest trucizną, a nie zwykły chleb”
    „Milczeniem zdradza się Boga. A milczenie przeciw herezji jest po części zgodą...”
    „Boskie i niebiańskie decyzje są zarezerwowane nie dla kogo innego, jak dla tych komu Słowo Boże powiedziało: cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane niebiosach, i cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebiosach. (Mt 18,18). Kim są ludzie, którym zostało wydane to polecenie? – Apostołowie i ich następcy. A kim są ich następcy? – Ten, kto zasiada na tronie Rzymu i kto jest pierwszy; ten, który zasiada na tronie Konstantynopola i który jest drugi; a potem ci z Aleksandrii, Antiochii i Jerozolimy. Oto pentarchiczna władza Cerkwii.”
    Św. Theodor Studit

    „Piotr, pierwszy z Apostołów, członek świętego i katolickiego Kościoła, Paweł, Andrzej, Jan – kimże oni byli, jeżeli nie głowami poszczególnych wspólnot … żaden z nich nie życzył sobie by nazwano go powszechnym.”
    „Teraz ja śmiało mówię, że ktokolwiek nazywa siebie, lub chce być nazwany, <<biskupem powszechnym>> jest w swoim zapale poprzednikiem antychrysta, bo dumnie wywyższa się ponad wszystkich innych.”
    św. Papież Grzegorza Dialogos Wielki

    „Komu Cerkiew nie jest Matką, temu Bóg nie jest Ojcem.”
    św. Cyprian Kartagiński

    Osobiste doświadczenie
    „Nie mówią o przebóstwieniu, jako celu życia człowieka, ale o moralnym doskonaleniu się; że musimy stać się lepszymi ludźmi, ale nie bogami według łaski. W konsekwencji Kościół nie może być wspólnotą przebóstwienia, lecz instytucją udzielającą ludziom usprawiedliwienia w pewien jurydyczny i prawodawczy sposób za pośrednictwem stworzonej łaski. To znaczy, w ostatecznym rozrachunku, likwiduje się samą prawdę Cerkwii, jako rzeczywistości Bogoludzkiej wspólnoty” Georgios, zmarły igumen I.M. Grigoriu na Świętej Górze Athos

    Dosyć długo nie wierzyłem w Boga. Kiedy uwierzyłem przeanalizowałem wiele religii i szybko zorientowałem się, że tylko Ewangelia nie kieruje się ludzką czy demoniczną logiką. Spośród wyznawców Chrystusa niemal od razu wykreśliłem protestantów, monofizytów czy nestorian, gdyż ich wiara nijak nie przypominała mi tej starożytnej. Ponieważ żyłem w Polsce i byłem wychowany w rodzinie papistów zacząłem chodzić do kościoła, regularnie przystępować do spowiedzi i komunii, jednocześnie czytając wszelakie teologiczne i ascetyczno-mistyczne książki. Pod wpływem rozmów z księżami wydawało mi się, że jesteśmy kontynuatorami starożytnego, apostolskiego Kościoła. W międzyczasie doświadczyłem kilku cudów, utwierdzających mnie w wierze (samej w sobie, nie papieskiej), jednak sumienie zawsze było niespokojne, gdyż musiałem usprawiedliwiać pogmatwaną logiką dogmaty i praktyki mojej religii.

    Komunia pod jedną postacią i to z niewłaściwego chleba, różaniec gdzie używa się wyobraźni i uczuć, czego starożytni surowo zakazywali, gdyż diabeł gra na nich jak na fortepianie- to tylko nieliczne przykłady wypaczeń papistów, które na codzień mi przeszkadzały. Odwiedziłem różne małe wspólnoty, byłem na odnowie w duchu świętym, gdzie jednak dusza nie zaznawała spokoju, a raczej trwogę. Nigdzie u świętych nie znajdziemy takich praktyk, a prawdziwy dar języków miał św. Paisjusz Hagioryta (zm. 1994r.) czy św. Porfiriusz Kawsokaliwita (zm. 1992r), którzy mówili do obcokrajowców po grecku, a ci rozumieli i odpowiadali w swoich językach co także ci święci rozumieli. Dogmaty i praktyki mojej religii nie dawały mi spokoju, natomiast czytanie i praktykowanie rzeczy prawosławnych dawało mi niebywały komfort duchowy, wolność i nasycenie.

    Jednak ostatecznie do przejścia na prawosławie przekonała mnie kwestia dogmatyczna, a mianowicie sprawa Filioque. Niestety decyzję o konwersji odwlekało głęboko zakorzeniona wiara w papieża jako głowy Kościoła. Demon papizmu pozwala na krytykowanie wszystkich praktyk i dogmatów prócz autorytetu samego papieża. Jest to fundament i korzeń wszystkich herezji papizmu, który z wielką, bo demoniczną siłą zapisany jest w sercu każdego papisty.

    Papizm jest bardzo, bardzo dobrze zorganizowany, wszystko scholastycznie jest wyjaśnione, usystematyzowane, zorganizowane i zaszufladkowane jak w armii czy bibliotece. Prawosławni wydawali mi się przed konwersją bardzo nieogarnięci, co silnie mnie od nich odpychało. Tymczasem w prawosławiu jak najbardziej istnieje porządek! Są niezliczone kanony i ich hierarchia, nauczania świętych, którzy wyjaśniają jak te kanony rozumieć, jak ich używać, kiedy można od nich dokonać wyjątku dla większego dobra, a kiedy jest to niedopuszczalne. Nie mamy centralnej władzy jak monarcha-papież, który może z dnia na dzień zmienić prawo kanoniczne i wszystko poprzestawiać jak świeckie prawo. Kanony były pisane pod natchnieniem Ducha i mają zbawczy charakter, dlatego nie wolno dobrowolnie ich interpretować, stosować czy zmieniać.

    Mój nieoświecony i zeuropeizowany rozum był nienasycony intelektualnie po rozmowach z prawosławnymi. Niby używaliśmy tego samego języka, tych samych pojęć, lecz rozumieliśmy pod nimi całkiem różne rzeczy. Np. pewien kapłan powiedział mi, że prawosławni żyją beztrosko jak dzieci, kiedy papiści żyją wg. logiki i wiary we własny rozum i siły, wszystko próbują wyjaśnić, ogarnąć i zaszufladkować, przez co nie ma miejsca tam na Boga i mistykę, człowiek stał się samowystarczalny i pyszny. Wtedy rozumiałem te słowa jako ich infantylność, niewykształcenie, a naszą dojrzałość duchową, bo my wiemy, wnikamy w sedna spraw, a oni są powierzchowni. Po chrzcie prawosławnym doświadczenie pokazało mi jak bardzo się myliłem. Kiedy Bóg żyje w tobie nie polegasz na rozumie, na logicznych rozwiązaniach problemu, nie bierzesz spraw w swoje ręce, lecz oddajesz je Bogu, uciekając najpierw w modlitwę, dając się Mu prze to prowadzić, a dopiero potem zabierasz się do działania i roztrząsania, co jest oznaką pokory wobec Stwórcy.

    Najważniejszym dniem w moim życie jest dzień prawosławnego chrztu. W Polsce przyjąłem prawosławie bez chrztu i szczerze mówiąc oprócz psychologicznej różnicy nic nie poczułem, przez co byłem ideowym ekumenistą chcącym pomóc budować mosty pomiędzy prawosławnymi i papistami. Niestety polska Cerkiew została zdominowana przez herezję ekumenizmu, więc nasi hierarchowie nie chcą chrzcić konwertytów, uznając sakramenty heretyków. Dlatego, gdy zapoznałem się z nauczeniem starożytnych świętych, dosłownie prowadzony przez „Kogoś”, postanowiłem przyjąć chrzest na Świętej Górze Athos.

    Chrzest odmienił całe moje życie. Doświadczyłem w praktyce tego co mówią o nim święci- otwiera duchowe oko znajdujące się w sercu, a nie na czole jak w naukach ezoteryków, przyobleka realnie w Chrystusa, oświeca, umacnia, przemienia, oczyszcza. Nie są to puste i wzniosłe słowa, lecz realne doświadczenia. Duchowość stała się bardziej realna od materialności. Po chrzcie nieznajomi ludzie mówili mi, że moja twarz świeci oraz, że emanuję blagodatju (boską energią/łaską). Faktycznie, po czasie, gdy widziałem chrzest innych ludzi na Świętej Górze ich twarze się zmieniały i świeciły, a oni sami wyciszali się i jakby dojrzewali.

    Jako papista byłem chrzestnym dorosłej osoby i na jej „chrzcie” nie stało się kompletnie nic, żaden cud, żadna zmiana, żadnej Boskiej energii, jedynie emocjonalne uniesienia, które nie mają nic wspólnego z duchowością. Poszliśmy po mszy jeść, pić, żartować, tymczasem po prawosławnym chrzcie Chrystus tak mocno przenika człowieka, jego umysł jest tak głęboko w sobie samym, że nie da się mówić, jedynie można odpowiadać ludziom uśmiechem.

    Po chrzcie zmieniło się wszystko. Bóg stał się w pełni doświadczalny i żywy, blagodat’ odczuwalna tak samo realnie jak woda spływająca na rękę. Czujesz nie tylko Boskie, ale i demoniczne energie, tak jak woda w kranie może być ciepła i zimna. Nie są to uczucia/ emocje, ale doświadczania prawdziwsze od tych fizycznych.

    Ikony stały się żywe. Pamiętam jak przed chrztem modliłem się przed Iwirską ikoną Bogorodzicy i nie czułem kompletnie nic. Miałem szacunek do starożytnej, pięknej ikony, ale nie była ona dla mnie żywa. Po chrzcie emanuje i poraża swoją energią, za każdym razem, gdy ją odwiedzam.

    Spowiedź u papistów dawała mi ulgę, ale jedynie psychologiczną. Ta po (prawosławnym) chrzcie jest doświadczeniem czysto mistycznych, procesy które zachodzą w duszy przed, podczas i po spowiedzi są nie do opisania. Podobnie Ewcharystia stała się wielkim cudem, który dzieje się za każdym razem po Jej przyjęciu. Chrystus tak potężnie wpływa na duszę człowieka, że rośnie duchowy apetyt, chęć zdobywania i zachowania łaski, każdy grzech, który pozbawia duszę bliskości Chrystusa staję się gorzki i pragnie się go unikać z całych sił, aby nigdy więcej nie tracić tego duchowego nasycenia, pokoju, radości i jedności z Chrystusem z którym w Ewcharystii się jednoczymy. Ile to razy widziałem jak ludzie po tym sakramencie się zmieniają, zarówno fizycznie jak i w zachowaniu. Wyciszają się, zamykają jakby w sobie, jednocześnie świecąc i emanując radością, nie tą emocjonalną, lecz duchową.

    Pewien chłopak z Polski, który po modlitwie przed Iwirska ikoną na Athosie postanowił się ochrzci, choć jeszcze rano był zagorzałym papistą, powiedział mi, że zaskakujące jest poczucie jedności wszystkich prawosławnych. To, że stanowimy Jedną Cerkiew, Jedno Ciało po prostu się czuje, doświadcza w mistyczny sposób. Serce czuje w innych ochrzczonych brata w Chrystusie. Często nie trzeba pytać czy ktoś jest, czy nie jest prawosławnym, to się czuje, to widać.

    Uważam, że jak mało kto mam prawo mówić, gdzie jest, a gdzie nie ma blagodati (łaski) i sakramentów, ponieważ przeszedłem zarówno przez ezoterykę, religie wschodu, papizm, konwersję bez (prawosławnego) chrztu oraz sam (prawosławny) chrzest. Choćby wszyscy biskupi świata, naukowcy i scholastyczni „teolodzy” chcieli by mi wmówić, że istnieje zbawienie, sakramenty i Kościół poza Cerkwią Prawosławną to moje namacalne doświadczanie nie pozwoli mi w to uwierzyć. W ramach pokory mógłbym powiedzieć, że osobiste doświadczenie może być iluzją, lecz na szczęście pokrywa się ono przede wszystkim z starożytnym nauczaniem świętych oraz doświadczeniem innych osób, które tak jak ja przechodziły na prawosławie bez chrztu, a potem z chrztem.

    Konsekwencje schizmy 1054 roku
    „Katolicyzm- wiara niechrześcijańska! Niechrześcijańska wiara po pierwsze, a po drugie katolicyzm rzymski jest nawet gorszy od samego ateizmu, takie mam zdanie! Ateizm tylko głosi zero, a katolicyzm idzie dalej: on wypaczonego Chrystusa głosi, im zaś obmówionego i zhańbionego, Chrystusa przeciwległego! On antychrysta głosi, przysięgam wam, zapewniam was! Rzymski katolicyzm wierzy, że bez światowej, państwowej władzy kościół nie ustoi na ziemi i krzyczy „Non possumus!”. Według mnie, rzymski-katolicyzm to nawet nie wiara, a zdecydowanie kontynuacja Zachodniego Rzymskiego Imperium, i w nim wszystko podporządkowane jest tej myśli, zaczynając z wiary. Papież zagarnął ziemię, ziemski tron i wziął miecz; z tego momentu wszystko tak i idzie, tylko ku mieczowi dodał, kłamstwo, szalbierstwo, oszustwo, fanatyzm, przesąd, nikczemność; grano najświętszymi, najprostoduszniejszymi, najbardziej płomiennymi uczuciami ludu, wszystko, wszystko zdradzili za pieniądze, za ziemską władzę. I to ma nie być nauka antychrystowa? Jak nie miał wyjść od nich ateizm? Ateizm od nich wyszedł, z samego rzymskiego-katolicyzmu! Ateizm przede wszystkim od nich samych rozpoczął się; czy mogli oni wierzyć sobie samym? On umocnił się od obrzydzenia do nich; on jest owocem ich kłamstw i niemocy duchowej. Ateizm! U nas nie wierzą jeszcze tylko warstwy wyjątkowe, korzeń utraciwsze; a w Europie, już straszne masy samego narodu zaczynają nie wierzyć- wcześniej od ciemności i kłamstwa, a teraz już od fanatyzmu, z nienawiści do kościoła i do chrześcijaństwa! ... Przecież socjalizm to owoc samego katolicyzmu i jego istota! On także, jak jego brat ateizm, wyszedł z rozpaczy, na przeciwieństwo katolicyzmu w sensie moralnym, aby zamienić sobą utraconą moralną władzę religii, aby ugasić pragnienie duchowe spragnionej ludzkości i zbawić ją nie Chrystusem, a także gwałtem! To także wolność poprzez gwałt, to także zjednoczenie poprzez miecz i krew! „Nie śmiej wierzyć w Boga, nie śmiej mieć własności, nie śmiej mieć indywidualności, fraternit ou la mort dwa miliona głów!” Po czynach ich poznacie ich- to powiedziano! I nie myślcie, aby to było wszystko tak niewinne i niestraszne dla nas; o, nam potrzebny jest odpór, i szybciej, i szybciej! Trzeba, aby rozbłysł na odparcie Zachodu nasz Chrystus, Którego my zachowaliśmy i Którego oni i nie znali!”
    F. Dostojewski

    „Bóg umarł, wiara w chrześcijańskiego Boga nie jest już przekonywująca...”
    Nietzsche

    Z powodu objętości wpisu, jego kontynuacja znajduje się w komentarzach poniżej.

    #orthodoxia #prawoslawie #cerkiew #katolicyzm #kosciol #chrzescijanstwo #papizm #papiez #protestantyzm #ekumenizm #wiara #teologia #jezus #bog #religia #4konserwy #historia #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #filozofia #bizancjum #rosja #serbia #ukraina #rzym #watykan #naukowcywiary #gruparatowaniapoziomu #mikromodlitwa #mirkomodlitwa #sredniowiecze #braun #nwo #bekazkatoli
    pokaż całość

    •  

      @diwmaron: Oczywiście, w Polsce również chrzest może być dokonany w sposób prawidłowy, napisałem o nieprawidłowościach, bo i takie bywają i mają wpływ na siłę sakramentu. Każdy z nas rozważa te kwestie wg. własnych doświadczeń, dlatego kto jest gotowy, tego zapraszam do doświadczenia prawosławia, do porównania w praktyce, nie tylko na piśmie. Ja byłem wiele lat twoim współwyznawcą i różnica jest dla mnie tak ogromna, że (jeśli Bóg da mi siły) za nic w świecie nie odejdę od prawosławia.

      Również przypominam, że święci otrzegają przed poleganiem jedynie na swoim doświadczeniu, które może mieć demoniczne wpływy. Wyzncznikiem prawdy było trzymanie się ortodoksji:

      „Każdy mówiący ponad to co ustanowiono, choćby był godnym zaufania, choćby pościł, choćby dziewictwo zachowywał, choćby cuda czynił, choćby prorokował, niech będzie dla ciebie jak wilk w owczej skórze, działający na zgubę owiec”. Św. Ignacy Bogonosec, uczeń św. ap. ew. Jana

      „Najdawniejszą Tradycję i uczenie, i wiarę Katolickiej Cerkwii, które Pan darował, Apostołowie głosili, i Ojcowie przestrzegali. Na nich zbudowana jest Cerkiew i kto odpadnie od nich, ten nie może być nazywany chrześcijaninem.”
      Św. Atanazy Wielki- asceta, mistyk, teolog, obrońca wiary

      Jeśli pamiętasz, w pierwszym wpisie z danej serii mówiliśmy o św. Wincentym i tym jak rozpoznać wiarę prawdziwie katolicką.
      pokaż całość

    •  

      @orthodox: wspaniale, ale musisz być świadomy, że tak ortodoksyjnie można mówić o każdej wierze. Mogę podać podobne cytaty o prawidłowości drogi poznania Boga przez Kościół Rzymsko-Katolicki autorstwa św. Jana Pawła II np. w encyklice Fides et Ratio .

      Natomiast nawet przez moment nie próbowałem Tobie, Bracie, narzucać ponownej konwersji.

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    SENTENCJA ŁACIŃSKA NA DZIŚ

    Consuetudinis vis magna est
    - Wielka jest siła przyzwyczajenia
    - opis: sentencja łacińska

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/zlote-mysli-rzymian/

    #imperiumromanum #historia #cytaty #cytatrzymiannadzis #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #sentencjalacinska #rzym #ciekawostki

    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

  •  

    CEMENT RZYMSKI WZMACNIANY WINEM

    Niejaki Lucjusz Aureliusz Awianiusz Symmachus – prefekt Rzymu z roku 364 n.e. – nadzorował budowy m.in. powstające pod wodą. W celu osiągnięcia wytrzymałości cementu pod wodą, dodawano do niego pewne ilości wina.

    Takie jednak wykorzystanie wina spotkało się z dużą krytyką ze strony społeczeństwa rzymskiego, które cierpiało w tym czasie na duże niedobory winogron. Z czasem pojawiły się rozruchy w mieście (m.in. podpalono dom Symmachusa), które zmusiły prefekta do opuszczenia Rzymu. Powrócił dopiero w roku 376 n.e., kiedy to senat wydał stosowny dekret.

    Warto też wspomnieć, że jego syn – Kwintus Aureliusz Symmachus spotkał się z podobną sytuacją, kiedy dostawy żywności z Afryki zostały chwilowo przerwane.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/ciekawostka/cement-rzymski-wzmacniany-winem/

    #rzym #antycznyrzym #imperiumromanum #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #rzym #ciekawostki

    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: c.jpg

  •  

    Pentagram oznacza Wenus

    Pentagram grecki

    Planeta Wenus, nazwana na cześć rzymskiej bogini miłości, jest drugą w kolejności, licząc od Słońca, planetą w Układzie Słonecznym, a jednocześnie trzecim pod względem jasności ciałem niebieskim (po Słońcu i Księżycu) widocznym na niebie. Gdy tylko się pojawi, nie sposób jej pomylić z innymi gwiazdami, gdyż jest wyraźnie najjaśniejsza. Jest widoczna tylko wieczorem i rano, gdyż nie odchyla się dalej niż 48° od Słońca, widać ją więc po zachodzie, zanim zajdzie za horyzont, lub przed wschodem Słońca, zanim nie zniknie w jego blasku. Z tego powodu doczekała się także innych nazwy: Jutrzenka, Gwiazda Poranna lub Gwiazda Wieczorna. Starożytni Grecy nazywali ją odpowiednio: Phosphorus (niosący światło) i Hesperos (zapowiadający zmrok). Początkowo uważali, że są to dwa różne ciała niebieskie i dopiero w 500 r. p.n.e. Pitagoras odkrył, że to ten sam obiekt. W filozofii do dziś używa się powiedzenia Hesperus jest Phosphorusem (zapowiedź światłości jest zapowiedzią mroku) na określenie wiedzy odkrywanej, a nie posiadanej a priori.
    Wenus jest też nazywana "wędrującą gwiazdą", ze względu na pozorny ruch, jaki wykonuje na sklepieniu niebieskim w ciągu ośmiu lat. Tor ten jest właśnie w kształcie pentagramu


    Pentagram babiloński

    Najstarsze znane przedstawienie pentagramu pochodzi z Ur - centrum cywilizacji Mezopotamii. Datowane jest na okres ok. 3500 lat p.n.e. Pięcioramienna gwiazda w kole była prawdopodobnie używana jako pieczęć królewska i amulet ochronny. W tych celach wykorzystywano pentagram także w czasach późniejszych. Dla ochrony przed złymi duchami używał go biblijny król Salomon, pieczętował się nim także cesarz Konstantyn Wielki III-IV w.

    Ślady tych wierzeń można odnaleźć we współczesnej radiestezji. Tu cytat: pentagram uruchomiony siłą woli, odpycha agresorów, broni integralności ciała, odsuwa złe myśli i stwarza barierę energetyczną przed radiestezyjną emanacją zieleni ujemnej, co znacząco wpływa na wzmocnienie odporności. Ciekawe, co to jest "ujemna zieleń"?

    Pentagram pitagorejski

    Był symbolem prawdy i doskonałości, a to za sprawą "boskiej proporcji" - linie tworzące boki pięcioramiennej gwiazdy dzielą się w złotym stosunku (tzn. że całość tak się ma do większej części, jak większa część do mniejszej).

    Pentagram pogański

    Gwiazda pięcioramienna od czasów wczesnogreckich związana z planetą Wenus, stała się w wielu kulturach znakiem miłości, kobiecości i symbolizujących je bogiń (rzymska Wenus, grecka Afrodyta, celtycka Morgana, egipska Izyda, słowiańska Kore) - wiadomo: kobiety są z Wenus. Symbolem kobiecości jest też jabłko. Kiedy przekroi się je wzdłuż równika, gniazdo nasienne ma kształt pentagramu, a w każdym z jego ramion umieszczone jest nasienie. Cyganie nazywają tę część jabłka gwiazdą wiedzy.

    Pentagram chrześcijański

    W religii wczesnochrześcijańskiej pentagram uznawany był za symbol prawdy i religijnego mistycyzmu. Kojarzono go z gwiazdą Betlejemską (tzw. gwiazdą Trzech Króli) oraz z pięcioma ranami Chrystusa (2 na przegubach dłoni, 2 na kostkach i 1 na boku). Podczas wypraw krzyżowych rycerze nosili ten symbol na tarczach jako symbol pięciu cnót rycerskich: wielkoduszności, odwagi, czystości, rycerskości i pobożności.

    W czasach Inkwizycji pentagram był zakazany jako symboliczne wyobrażenie głowy diabła Bafometa przedstawianego pod postacią kozła i czczonego rzekomo przez templariuszy (w Rennes le Chateu we Francji znajduje się najsłynniejsza budowla związana z tym zakonem - zbudowana na planie ogromnego pentagramu uformowanego przez okoliczne wzgórza.To negatywne skojarzenie było też prawdopodobnie związane z łacińskim tłumaczeniem greckiej nazwy phosphorus jako lucifer (lucis - światło, ferre - nosić).

    Pentagram Leonarda

    Z pentagramem związany jest również tzw. człowiek witruwiański, najbardziej znany rysunek Leonarda da Vinci (zwany też Anatomią człowieka). Powstał ok. roku 1490 jako ilustracja do traktatu Witruwiusza O architekturze ksiąg dziesięcioro, poświęconego proporcjom ludzkiego ciała. Przedstawia figurę nagiego mężczyzny w dwóch nałożonych pozycjach, wpisaną w okrąg i kwadrat. Wynika z niego, że wysokość dorosłego człowieka równa się w przybliżeniu szerokości jego rozstawionych ramion. Rysunkowi towarzyszy tekst Leonarda sporządzony pismem lustrzanym.

    Figura narysowana na planie pentagramu sprawiła, że stał się on w okresie Odrodzenia symbolem człowieka. Cztery dolne ramiona to ręce i nogi, a górne ramię to głowa. Mogą one również symbolizować pięciopalczastą dłoń, pięć ludzkich zmysłów (wzrok, słuch, smak, powonienie, dotyk) i pięć otaczających nas światów (fizyczny, ezoteryczny, astralny, mentalny i duchowy).

    Od XVIII w. symbol ten stał się znakiem masonerii. Umieszczona w środku litera G oznaczała Boga (God) lub geometrię. W kolorze czerwonym został później spopularyzowany przez Lwa Trockiego-Bronsteina - członka loży masońskiej Wielki Wschód, jako symbol bolszewizmu.

    Pentagram satanistyczny

    W XIX w. okultysta i były ksiądz Alphonse Louis Constans (znany jako Eliphas Levi) wprowadził podział na pentagramy 'dobre' lub 'białe' - ustawione jednym wierzchołkiem pionowo do góry - i 'złe' lub 'czarne' - ustawione jednym wierzchołkiem pionowo w dół. W 'dobrym' pentagramie cztery ramiona symbolizują cztery żywioły, a piąte - górujący nad nimi umysł, w pentagramie odwróconym, to materia góruje nad intelektem.

    'Zły' pentagram jako symbol czcicieli diabła wykorzystał po raz pierwszy Anton Szandor LaVey - autor "Biblii Szatana". Od tej pory symbol ten kojarzony jest często z satanizmem i czarną magią. Widnieje na karcie "diabeł" w talii tarota.

    #gruparatowaniapoziomu
    #ciekawostki
    #satanizm
    http://www.matematyka.wroc.pl/doniesienia/pentagram-oznacza-wenus
    pokaż całość

  •  

    Kanibalizm wśród zwierząt

    Samice pająków, które zjadają swoich partnerów wydają zdrowsze i liczniejsze potomstwo. Warto jednak przyjrzeć się temu zachowaniu bliżej.

    Zespół naukowców z instytutu Estacion Experimental de Zonas Aridas pod kierunkiem dr Jordi Moya-Larano zbadał tarantule włoskie (Lycosa tarantula).
    Obserwacje zwyczajów pająków przyniosły ciekawe informacje: otóż samice chętnie zjadały samce, ale nie koniecznie te z którymi kopulowały. Warto zatem zastanowić się dlaczego wyewoluowało właśnie takie zachowanie.


    Dobór naturalny doskonale obrazuje, że na przestrzeni lat pozytywnie selekcjonowane są tylko takie cechy, które ewolucyjnie przynoszą korzyść. Dotyczy to zarówno lepszej, bardziej dostosowanej do środowiska budowy ciała, sprawniejszych procesów metabolicznych jak i określonego zachowania. Każdy gen zwiększający szanse na przeżycie sprawia, że więcej młodych osiąga wiek rozrodczy i wydaje na świat swoje młode. A zatem geny korzystne dla zwierzęcia pod względem określonej cechy, stopniowo będą zwiększały swój udział w puli genów całej populacji. Geny są nośnikiem informacji – równie dobrze mogą kodować produkcję określonego białka, określony szlak metaboliczny jak i przynajmniej w sposób pośredni zachowanie.

    O tym że pewne zachowania także są dziedziczne świadczy selekcja prowadzona w sposób sztuczny, czyli przez człowieka. Hodowcy zwierząt już dawno zauważyli, że potomstwo łagodnych i ufnych rodziców jest bardziej przyjazne i ufne. A zatem świadomie pod kątem także tej cechy selekcjonują zwierzęta i do dalszej hodowli dopuszczają tylko takie o odpowiadających im cechach. W efekcie otrzymujemy łagodne (lub agresywne zależy od preferencji) rasy psów czy spokojne kotów. Ludzie otrzymują zatem zwierzę o określonych cechach. Rozważając zagadnienie w kategoriach biologicznych geny kodujące określone cechy odniosły sukces, bo zwiększył się ich udział w populacji.

    Oczywiście selekcja prowadzona w sposób świadomy szybciej przynosi efekty, stąd tak szybkie powstawanie nowych ras psów czy bydła. Dobór naturalny działa co prawda znacznie wolniej, ale równie bezwzględnie jak wprawne oko selekcjonera. W efekcie na przestrzeni tysięcy lat powstają rośliny i zwierzęta coraz lepiej przystosowane do środowiska. Takie adaptacje są niekiedy na tyle „małe” że zwiększają „tylko” udział danych genów w populacji. Z czasem określone cechy mogą na tyle ewoluować, że powstają nowe gatunki.

    Skoro określone zachowania mogą stać za większym sukcesem ewolucyjnym zwierząt, nic nie stoi na przeszkodzie, by były utrwalone i przekazywane dalej. Z biologicznego punktu widzenia kanibalizm wśród pająków (ale nie tylko u nich) ma swoje uzasadnienie. Samica w lepszej kondycji, dobrze odżywiona z pewnością wyda na świat więcej, zdrowych młodych. Jednak każde polowanie oznacza wydatek energii a nie zawsze zdobycz jest na tyle duża, by samica się najadła. Ponadto wydatki energetyczne związane z budową jajeczek i ich składaniem są wysokie. A zatem prościej jest upolować samca swojego gatunku, który nie tylko jest duży (więc pożywny) ale i sam często poszukuje samicy. Nic więc dziwnego, że samice będące kanibalami wydawały na świat więcej młodych a takie zachowanie było promowane ewolucyjnie.

    U niektórych gatunków, jak np. osławiona czarna wdowa (Latrodectus mactans) w trakcie samej kopulacji samiec wykonuje przewrót, w efekcie którego jego odwłok znajduje się tuż pod szczękoczułkami samicy. Ta wykorzystuje sytuację i zaczyna pożerać partnera. Obok zapewnienia pokarmu samicy, takie zachowanie przynosi korzyści, co paradoksalne także samcowi. Dłuższa kopulacja to więcej zapłodnionych jajeczek i w efekcie także większy sukces genów ojca. Budowa układu nerwowego umożliwia zaś funkcjonowanie układu rozrodczego samca, nawet gdy ten jest już zjadany.

    Hiszpańscy naukowcy dowiedli to, co od lat obserwuje wielu terrarystów hodujących pająki ptaszniki. Łączenie pająków w pary, poza nielicznymi wyjątkami niesie ze sobą ryzyko zjedzenia samca. Rzecz jasna w hodowli każda strata samca jest niekorzystna, zwłaszcza że hodowca dba o to, by samicy nie zabrakło pokarmu. Jednak samica nie wie o tym, dla niej samiec to kolejny łatwy posiłek. Oczywiście korzyści ewolucyjne i większa ilość potomstwa to jedno a instynkt samozachowawczy drugie. A zatem samiec o ile to możliwe stara się uciec spod kłów jadowych samicy. Między innymi dlatego tak ciekawe jest zachowanie czarnych wdów, gdzie samce dokonują wyrafinowanego samobójstwa.

    Czy zatem możliwy jest jakiś kompromis między kanibalizmem a instynktem samozachowawczym samca? Okazuje się że tak, przynajmniej częściowo. Jak zaobserwowali hiszpańscy naukowcy badający tarantule, samice najchętniej pożerały samce, z którymi nie odbywały godów. A zatem samica była najedzona, samiec zalotnik przeżywał, a mimo to jego potomstwo było liczne. Najmniej szczęścia miał rzecz jasna zjedzony samiec, który zginął nie przekazując nawet swoich genów. W całej tej historii zastanawiające są dwie sprawy. Po pierwsze dlaczego samce mimo wszystko padają ofiarą samic? Być może w okresie godów samce, wiedzione chęcią przekazania genów, mało zwracają uwagę na otoczenie i łatwiej padają łupem samic. Zastanawiające jest także, dlaczego nadal utrzymuje się kanibalizm u tego gatunku? Być może to utrwalone ewolucyjnie zachowanie nie zdążyło się jeszcze zmienić, a być może nadal łatwiej jest upolować samca niż inną, odpowiednio dużą ofiarę. Jak widać zachowanie zwierząt ma przed nami jeszcze dużo tajemnic.

    #nauka
    #ciekawostki
    #gruparatowaniapoziomu
    https://www.ekologia.pl/srodowisko/przyroda/kanibalizm-a-korzysci-biologiczne,5126.html
    pokaż całość

    źródło: img.sadistic.pl

  •  

    Uczenie maszynowe "zwalcza" raka

    Oczywiście tylko w przenośni. Jak zwykle, quality materiał i angielski wymagany.

    Link do znaleziska: https://www.wykop.pl/link/4596925/uczenie-maszynowe-zwalcza-raka/

    Coś fajnego nam umyka? Poinformuj mnie @botpoziomu
    Jeżeli chcesz obserwować osobny tag dla tych wpisów, obserwuj: #botpoziomu

    Ten wpis to inicjatywa podnoszenia poziomu na wykopie przez wołanie do znalezisk o merytorycznych treściach. Jest nas już ponad 200 osób. Zeby dolaczyc nalezy kliknac na ten link https://mirkolisty.pvu.pl/list/1UH8sCyT1AtCCdXr nastepnie zalogowac sie swoim kontem wykop.pl i kliknac dolacz w tej grupie. Przepraszam jak troche wymagajace nie my to wymyslalismy :(

    #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #nauka #rakcontent #medycyna #komputery
    pokaż całość

  •  

    Odwrócony proces starzenia. Niesamowite meduzy

    Pod koniec XX wieku doszło do niezwykłego odkrycia. We włoskim laboratorium student biologii morza prowadził badania nad Turritopsis dohrni (wcześniej nazywanym Turritopsis nutricula) – gatunkiem stułbiopława, maleńkiego parzydełkowca żyjącego w Morzu Śródziemnym (ryc. 1). Gatunek, który obserwował charakteryzuje się metagenezą, czyli przemianą pokoleń i występuje w dwóch postaciach: wolno pływającej meduzy rozmnażającej się płciowo lub osiadłego, bezpłciowego polipa. Cykl życiowy stułbiopława rozpoczyna wolno pływająca larwa – planula, która osiada na dnie i daje początek przytwierdzonej do dna kolonii polipów. Kolonia rozrasta się wskutek pączkowania, będącego rozmnażaniem bezpłciowym. Także wskutek pączkowania powstają postaci dorosłe – meduzy, które dorastają do 4,5 mm średnicy, a po osiągnięciu dojrzałości płciowej uwalniają one do wody jaja i plemniki. Po zapłodnieniu, do którego dochodzi w wodzie powstaje zygota, a z niej rozwija się larwa planula (ryc. 2 – część górna). Zwykle rozmnażanie płciowe jest zakończone degeneracją meduzy i śmiercią.

    W laboratorium obserwowany był cykl życiowy wspomnianego stułbiopława Turritopsis dohrni. Do pewnego momentu przebiegał on bez niespodzianek – delikatne kolonie polipów hodowane były na szalkach Petriego i karmione drobnymi larwami skorupiaka Artemia salina. Następnie doszło do uwolnienia meduz. Młode meduzy pływały przez kilka dni, nie pobierały jednak pokarmu. W końcu osiadły na dnie szalki i wówczas nastąpił przedziwny proces regresji meduzy. Zanikły czułki i całe ciało uległo kontrakcji. Po kilku dniach dało się zauważyć rosnącą rurkę i powstał zawiązek polipa, z którego wypączkował polip i uformowała się cała kolonia. Cykl życiowy uległ uwstecznieniu (ryc. 3). Początkowo młody naukowiec nie zdawał sobie sprawy z wagi swojego odkrycia.

    Po kilkuletnich dalszych badaniach laboratoryjnych zauważono, że jest to pierwszy przypadek organizmu w całym królestwie zwierząt, który na każdym etapie rozwoju w niekorzystnych warunkach (takich jak stres środowiskowy, spadek lub wzrost temperatury, brak pokarmu, starzenie, zranienie), może powrócić do stadium młodocianego i że proces ten może się powtarzać dowolną ilość razy (Piraino i in., 1996). Co ciekawe, moment osiągnięcia dojrzałości płciowej uważany był dotąd za punkt nieodwracalny w rozwoju ontogenicznym (osobniczym) wszystkich żywych organizmów (Stearns, 1992). Autorzy posunęli się do stwierdzenia, że naturalna śmierć organizmu nie dotyczy Turritopsis, u którego odwrócenie cyklu życiowego pozwala uniknąć starzenia się i śmierci, a więc daje potencjalną nieśmiertelność.

    To tak jakby człowiek, po wydaniu na świat potomstwa zamiast naturalną koleją rzeczy ulegać starzeniu, wracał do etapu dzieciństwa, przy czym nie byłby już tą samą osobą, a klonem.

    Jak to jest możliwe?

    Zdolność rozwoju wstecznego zaobserwowana u Turritopsis po raz pierwszy, po dalszych badaniach laboratoryjnych została również wykryta u kolejnego gatunku stułbiopława Laodicea undulata. Zjawisko to jest wyjątkowe, ponieważ dochodzi do całkowitej rearanżacji wyspecjalizowanych struktur i komórek. Proces przeprogramowania i przekształcenia się jednych komórek w inne nosi nazwę transdyferencjacji. Następuje redukcja wszystkich typowych dla meduzy organów i tkanek, za którą podąża wyróżnicowanie się nowych typów komórek specyficznych dla polipa i wykształcenia się planu ciała polipa (ryc. 2 – część dolna). Odwrócenie cyklu życiowego wymaga obecności dwóch typów komórek: komórek eksumbrelli – wypukłej części dzwonu meduzy, które przeobrażają się w komórki ektodermy polipa oraz komórek systemu radialnego, które dają początek komórkom endodermy polipa.

    Odkrycie to wskazuje, że Turritopsis jest doskonałym organizmem modelowym do dalszych badań nad czasem trwania cyklu życiowego, mechanizmami starzenia, ewolucyjną biologią rozwoju, różnicowaniem się komórek, a nawet może inicjować nowe badania nad nowotworami i mechanizmami odnowy chorych komórek ciała.

    http://www.eduscience.pl/artyku%C5%82y/czy-stara-meduza-mo%C5%BCe-sta%C4%87-si%C4%99-znowu-niemowlakiem?id=277
    #nauka
    #ciekawostki
    #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: nextews.com

  •  

    TESTER ŻYWNOŚCI W RZYMIE

    Pregustator była to osoba (najczęściej niewolnik), która próbowała jedzenia lub napitku przed podaniem. Władcy posiadali całe zastępy takich testerów, bojąc się bycia otrutym.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/ciekawostka/tester-zywnosci-w-rzymie/

    #archeologia #imperiumromanum #historia #liganauki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #rzym #ciekawostki

    --------------------------------------------------------------------------------------
    Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!
    https://www.imperiumromanum.edu.pl/dotacje/
    pokaż całość

    źródło: j.JPG

  •  

    Leopold II – belgijski arcyoszust i jego zbrodnie w Kongu

    Swoje zainteresowanie skierował na środek afrykańskiego kontynentu – Kongo. Nie miał zbyt dużego wyboru, bowiem reszta świata była już zajęta przez Francuzów, Brytyjczyków, Hiszpanów, Rosjan i Holendrów. W owym czasie tereny Konga były ledwo znane i mało kto o nie zabiegał, choć Francuzi zaczynali powoli tam węszyć. Leopold II, jako król niewielkiego kraju o niezbyt dużym znaczeniu na arenie europejskiej, musiał znaleźć dobry powód do zajęcia afrykańskich ziem. Nie mógł ich po prostu kupić, bo żadne nie były na sprzedaż. Musiał je zdobyć w zupełnie inny sposób. Chęć nawracania niewiernych i szerzenia cywilizacji była marną wymówką, więc padło na humanitarną potrzebę walki z niewolnictwem w Afryce. Tym sposobem belgijski władca zbudował swój wizerunek filantropa w oczach świata. Łatwo przekonał wszystkich, że kieruje się wyłącznie altruizmem i nie myśli o możliwych zyskach.

    Leopold II – portret oszusta

    Skąd ta obsesyjna potrzeba posiadania kolonii? Z jednej strony była to chęć nieodstawania od europejskiej czołówki. Leopold II w żadnym razie nie był władcą drugoligowym. Z pochodzenia Niemiec, był spokrewniony z brytyjską rodziną królewską. Na jego nieszczęście, do rządzenia przypadł mu niewielki i mało znaczący kraik. Pogardzał połową swoich poddanych, którzy byli rolnikami i mówili po flamandzku. Nigdy nie nauczył się ich języka i na co dzień mówił po francusku i niemiecku. Jego wybujałe ambicje i przekonanie o własnej wielkości pozostawały niezaspokojone w granicach Belgii.

    Z drugiej strony jego życie rodzinne było pasmem porażek – ożenił się bez miłości i wręcz nienawidził żony, jego ukochany syn w wieku 9 lat utopił się w stawie, a do trzech córek przestał się odzywać, by przed śmiercią je wydziedziczyć. Swoje niepohamowane skąpstwo objawił nawet w tak tragicznych okolicznościach jak pogrzeb syna. Zażądał wówczas od parlamentu, aby z państwowej kasy pokrył koszty pochówku. Do niepoukładanego życia rodzinnego należy dodać liczne romanse, głównie z bardzo młodymi kochankami, do których miał słabość. Za sprawą łóżkowych ekscesów zyskał więcej przeciwników niż w wyniku afrykańskich okrucieństw, do jakich dochodziło w Kongu z jego inicjatywy.

    Wielką miłością obdarzył 16-letnią Francuzkę Caroline, z którą ożenił się po śmierci żony. Był o nią na tyle zazdrosny, że wolał opóźnić godzinę odjazdu pociągu z Paryża do Brukseli, aby mogła na niego zdążyć, niż pozwolić jej zostać na noc w stolicy Francji. Na stare lata stał się hipochondrykiem, co skrzętnie wykorzystywała jego ukochana, aby mieć czas dla siebie i odseparować go od innych kobiet. Mówiła mu, że mają katar, a sama udawała kaszel. Część dochodów z kolonii szła na jej suknie, zachcianki i rezydencje.

    Droga do zdobycia kolonii

    Ucieczką od wszelkich niepowodzeń i spełnieniem życiowych ambicji miało być dla Leopolda II zdobycie kolonii. Pomógł mu w tym Henry Morton Stanley, znany z tego, że odnalazł w Afryce doktora Livingstone’a, witając go słowami „Dr Livingstone, jak mniemam?”. Stanley podawał się za Amerykanina, był sławnym podróżnikiem i wielkim odkrywcą. Pod koniec życia pisywał książki, które przyniosły mu ogromne pieniądze i jeszcze większy rozgłos. Ukrywał przed światem fakt, że tak naprawdę nazywał się John Rowlands, był z pochodzenia Brytyjczykiem, urodził się jako bękart i opuszczony przez matkę dorastał w ośrodkach wychowawczych. Ponadto panicznie bał się intymnych kontaktów z kobietami, dlatego swojego małżeństwa nigdy nie skonsumował. To on na polecenie Leopolda II kierował misją eksploracyjną w Kongu, a dzięki swojej sławie przekonał cały świat o humanitarnych pobudkach belgijskiego władcy, zjednując mu światową opinię publiczną.

    Jako przykrywkę do swoich działań Leopold II powołał do życia Międzynarodowe Stowarzyszenie Afrykańskie, które miało walczyć z niewolnictwem i sprzedażą Afrykanów przez Arabów. Zorganizował też międzynarodową konferencję odkrywców i geografów. W tym samym czasie w Afryce Stanley z rozkazu króla zaczął podpisywać traktaty pokojowe z lokalnymi wodzami. Przekazali oni Stowarzyszeniu wszystkie tereny oraz drogi rzeczne i lądowe, a na dodatek zgodzili się wspierać go pracą. Od tej chwili prawo pobierania ceł, prawo do polowań, połowów i eksploatacji lasów były wyłączną własnością Stowarzyszenia, czyli de facto samego Leopolda. Teraz najważniejszym celem było zalegitymizowanie tego stanu posiadania przez resztę świata.

    Tym razem pomocnikiem Leopolda był amerykański arystokrata i przedsiębiorca generał Stanford. To on przekonywał Amerykanów, że będą mieć możliwość kupowania ziemi w Kongu, a amerykańskie towary będą zwolnione z opłat celnych. Gdy przyszła pora na podpisanie porozumienia i tym samym uznanie roszczeń Leopolda wobec Konga, przedstawiony traktat został odpowiednio zredagowany i usunięto z niego wzmiankę o belgijskim monopolu handlowym w kolonii. Co więcej, Stanford w czasie lobbowania w Waszyngtonie rozdawał dokumenty, które mieszały nazwy Międzynarodowego Stowarzyszenia Konga i Międzynarodowego Stowarzyszenia Afrykańskiego. To drugie już wówczas nie istniało, ale pamiętano o jego dobroczynnej misji. Jednak umowa handlowa dotyczyła Międzynarodowego Stowarzyszenia Konga należącego do Leopolda II.

    Kolejnym państwem, które poparło belgijskiego władcę, była Francja. I tu nie obyło się bez małego oszustwa, gdyż zaproponowano Francuzom prawo pierwokupu kongijskich ziem. Ci natychmiast się zgodzili, przekonani, że robią świetny interes. Liczyli na to, że z powodu wysokich nakładów na budowę infrastruktury kolejowej w Kongu Leopold w końcu zbankrutuje i będzie musiał sprzedać swoją kolonię. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Z kolei Bismarck zgodził się uznać nowe kongijskie państwo w zamian za gwarancję wolnego handlu w Afryce oraz z powodów politycznych. Wolał, aby trafiło ono w ręce małej i słabej Belgii niż zostało przechwycone przez Francuzów. Natomiast Brytyjczycy zostali przekonani dzięki groźbie przejęcia tych ziem przez Francję zgodnie z obowiązującym prawem pierwokupu. Leopold II stwierdził, że jeśli nie dostanie całego terytorium, wycofa się z Afryki i sprzeda te ziemie.

    Kolonialny terror i wyzysk

    Za pomocą tego typu oszustw król zyskiwał poparcie kolejnych państw, przekształcając Kongo w kolonię będącą jego osobistą własnością i zarządzaną tylko przez niego. W 1885 roku ochrzcił ją mianem Wolnego Państwa Konga, które otrzymało swoją flagę i hymn państwowy. Nareszcie, w wieku 50 lat, Leopold spełnił swoje wielkie marzenie. Zdobył kolonię. I był jej jedynym właścicielem. Ale najlepsze miało dopiero nadejść i wiązać się ze światowym boomem na kauczuk, który wybuchł w latach 90. XX wieku. A Kongo znajdowało się w samym jego centrum.

    W afrykańskim lesie równikowym dzikie pnącza kauczuku oplatały wysokie drzewa, które pokrywały niemal połowę Leopoldowej kolonii. Kauczuk stał się głównym towarem eksportowym z Konga i ogromnym źródłem dochodu. Aby go zebrać, nacinano pnącze nożem i zawieszano garnek, do którego spływała ciecz. Można też było przeciąć pnącze całkowicie, co dawało więcej kauczuku, ale zabijało roślinę. Ta metoda była zabroniona. Ze względu na trudność i długotrwałość zbierania tego surowca, brakowało rąk do pracy. Rozwiązaniem była praca przymusowa, a kartą przetargową – zakładnicy w postaci kobiet i dzieci porywani ze swoich domów. Przetrzymywano ich w zamkniętych obozach do chwili, aż cała wioska nie dostarczy odpowiedniej ilości kauczuku (3-4 kg w ciągu dwóch tygodni na osobę). Ale i to nie gwarantowało wolności, gdyż najpierw zakładnika trzeba było wykupić za cenę kilku kóz. Przetrzymywane osoby skąpo karmiono, a co ładniejsze kobiety padały ofiarami gwałtów.

    Prócz brania zakładników inną cechą charakterystyczną Leopoldowego terroru było ucinanie dłoni. Miał to być dowód, że naboje wydawane żołnierzom i strażnikom faktycznie były wykorzystywane w celu zabicia kogoś, a nie zmarnowane na polowanie. Jednak dłonie odcinano nie tylko trupom, ale też żywym ludziom w celu zamaskowania zmarnowania naboju. Gdy sprawa z odcinanymi dłońmi wyszła na jaw, Leopold II bronił się, twierdząc, że były to nieszczęśliwe ofiary raka dłoni, którym musiano amputować kończyny w prostej, chirurgicznej operacji. Innym razem, gdy zobaczył w gazecie swoją karykaturę, na której odcina dłonie Afrykanom, stwierdził, że to absurd, bo przecież dłonie to jedyna rzecz, jakiej potrzebuje w Kongu.

    Kukułcze jajo

    Król dbał, aby jego kolonia przynosiła jak najwięcej zysków, ale w jak największej tajemnicy. Obawiał się, że belgijski rząd zażąda spłaty zaciągniętych przez niego kredytów. Leopold II postanowił wypuścić obligacje, które dawały mu niemal tyle samo dochodu, co kauczuk. Pieniądze z nich płynące bynajmniej nie szły na rozwój Konga, a na budowę lub remont królewskich pałaców i rezydencji, wznoszenie pomników lub innych dziwactw architektonicznych. Niestety, Leopold II nie miał zbyt dobrego gustu. Wiele z tych budowli oficjalnie przekazał w darze swojemu krajowi, choć w dalszym ciągu w nich bywał. Chodziło o to, aby państwo zaczęło płacić na ich utrzymanie.

    W końcu Leopold II postanowił sprzedać swoją kolonię Belgii. Transakcji dokonano rok przed jego śmiercią – w 1908 roku. W zamian za Kongo rząd zgodził się przejąć długi króla, w większości pod postacią obligacji, oraz dokończyć jego wszystkie projekty budowlane. Wreszcie, wypłacono Leopoldowi 50 mln franków w dowód wdzięczności za poświęcenie się dla Konga. Trzeba przyznać, że był z niego prawdziwy mistrz interesów. Umierał parszywie bogaty i nie przejmował się tym, że zadłużył swój kraj oraz pozbawił córek środków do życia. Swoje pieniądze i rezydencje przekazał w posiadanie kilku tajnym organizacjom. Archiwa państwowe Konga spalono, aby zatrzeć wszelkie ślady działalności Leopolda. Rodzime podręczniki piszą o nim w dobrym świetle, podkreślając jego misję walki z niewolnictwem oraz wpływ na rozwój Belgii.

    A jak było naprawdę? Wolne Państwo Kongo istniało 23 lata. Trudno ustalić ostateczną liczbę ofiar, jaką pochłonęły Leopoldowe rządy, ale waha się ona od 5 do 10 mln. Całe wioski grabiono i palono, jeśli nie dostarczyły odpowiedniej ilości kauczuku. Ten sam los spotykał zakładników w obozach – głównie kobiety i dzieci. Afrykanie padali też ofiarami chorób, czemu sprzyjało wyczerpanie fizyczną pracą i niedożywienie. Szerzyły się klęski głodu, a gwałtownie spadająca liczba narodzin przyczyniła się do wyludnienia kraju. Kongo było areną okrutnych zbrodni, przejawem ludzkiej chciwości i wyzysku na niespotykaną skalę.

    #ciekawostkihistoryczne
    #gruparatowaniapoziomu
    #rasizm

    http://www.writeandtravel.pl/leopold-ii-belgijski-arcyoszust-jego-zbrodnie/
    pokaż całość

  •  

    Początkujący kanał, ale warto wykopać, ciekawie poruszony temat, warto, też zweryfikować.

    MIty na temat zwierząt

    Czy kameleony upodabniają się do tła? Myszy uwielbiają ser? A może jeże noszą jabłka na grzbiecie? Czyli o najpopularniejszych mitach na temat zwierząt

    Link do znaleziska: https://www.wykop.pl/link/4597293/kameleony-jeze-i-inne-mity/

    Coś fajnego nam umyka? Poinformuj mnie @botpoziomu
    Jeżeli chcesz obserwować osobny tag dla tych wpisów, obserwuj: #botpoziomu

    Ten wpis to inicjatywa podnoszenia poziomu na wykopie przez wołanie do znalezisk o merytorycznych treściach. Jest nas już ponad 200 osób. Zeby dolaczyc nalezy kliknac na ten link https://mirkolisty.pvu.pl/list/1UH8sCyT1AtCCdXr nastepnie zalogowac sie swoim kontem wykop.pl i kliknac dolacz w tej grupie. Przepraszam jak troche wymagajace nie my to wymyslalismy :(

    #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #nauka #zwierzaczki #natura #przyroda
    pokaż całość

  •  

    Urodziny! :D
    Dzisiaj swoje 23 urodziny obchodzi szósty blok Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej, największej elektrowni jądrowej w Europie!
    Blok ten był pierwszym jądrowym blokiem energetycznym oddanym do użytku w niepodległej już Ukrainie. W ciągu 23 lat niezawodnej pracy wyprodukował ponad 158 miliardów kWh energii elektrycznej.
    "Twadzieścia trzy lata bezpiecznej eksploatacji potwierdza profesjonalizm tych, którzy budowali i uruchamiali elektrownię, jak również tych, którzy obecnie zajmują się jej eksploatacją" - powiedział Oleksand Ostapoweć, dyrektor elektrowni.

    Jak to czasowo wyglądało?

    Budowa rozpoczęła się w 1987 roku.
    20 czerwca 1988 roku - rozpoczęto wylewanie betonu pod obudowę bezpieczeństwa reaktora.
    Marzec 1989 rok - zainstalowano zbiornik ciśnieniowy reaktora
    14 sierpnia 1995 roku - w korpusie reaktora zostaje umieszczona pierwsza kaseta paliwowa.
    6 października 1995 roku - przeprowadzane jest uruchomienie reaktora, moc reaktora znajduje się na minimalnym poziomie.
    19 października 1995 rroku - reaktor zostaje podłączony do sieci.

    Tylko czekać na rocznicę uruchomienia Polskiej elektrowni jądrowej!

    pokaż spoiler oh wait...


    #ejdlakazdego <- mój tag, nie chcesz czytać jądrowych niusów - czarnolistuj
    #energetyka #energetykajadrowa
    #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: 6blok.jpg

  •  

    Po raz pierwszy naukowo udowodniono przewagę komputera kwantowego nad konwencjonalnym.

    Link do znaleziska (dodałem tłumaczenie w komentarzu) https://www.wykop.pl/link/4597207/po-raz-pierwszy-udowodniono-przewage-komputera-kwantowego-nad-konwencjonalnym/

    Jeśli chcesz być na bieżąco z najlepszymi znaleziskami to zapisz się na MikroListę. https://mirkolisty.pvu.pl/list/1UH8sCyT1AtCCdXr i dodaj Swój nick do listy #swiatnauki.
    Wystarczy, że klikniesz "dołącz" na stronie listy.

    #nauka #fizyka #fizykakwantowa #komputery #informatyka #programowanie #programista15k #technologia #gruparatowaniapoziomu #liganauki #ligamozgow
    pokaż całość

  •  

    Lepiej być MĄDRYM czy INTELIGENTNYM?
    "Człowiek Absurdalny" i "Wojna Idei" w rozmowie o tym czym się różni mądrość od inteligencji i co jest bardziej przydatne w życiu. Znalezisko: https://www.wykop.pl/link/4597059/lepiej-byc-madrym-czy-inteligentnym-czlowiek-absurdalny-i-wojna-idei/

    #filozofia #psychologia #ciekawostki #kultura #wojnaidei #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    ZUS jest państwową instytucją społeczną, więc nie może być przestępczą. Jest natomiast zorganizowana, ponieważ administracja stanowi mały procent zarządzanych środków, o wiele mniejszy niż zysk prywaciarza.
    #korwin #jkm #libertarianizm #liberalizm #komunizm #ekonomia #gospodarka #historia #4konserwy #bekazlewactwa #neuropa #gruparatowaniapoziomu #antykapitalizm #heheszki #humorobrazkowy pokaż całość

    źródło: img7.dmty.pl

  •  

    W Chinach zanieczyszczenie powietrza doprowadziło do wzrostu przedwczesnych porodów oraz urodzeń niemowląt o niskiej masie ciała. Chiński smog jest również odpowiedzialny za rosnące wskaźniki nowotworów. Rak płuc jest obecnie główną przyczyną śmierci w Chinach. W ciągu ostatnich pięciu lat liczba zgonów na ten nowotwór wzrosła o 18,5 procent do 34 na 100 000 mieszkańców. Zanieczyszczenie powietrza wiąże się również z innymi chorobami układu oddechowego. W niektórych chińskich fabrykach wskaźnik astmy wynosi 5 procent. Szacuje się, że 26 procent wszystkich zgonów w Chinach jest spowodowanych chorobami układu oddechowego (w porównaniu do 2 procent w USA). Sytuacja jest tak zła, że nawet na obszarach wiejskich choroby dróg oddechowych są zabójcą numer jeden.

    Na załączonej mapce możecie zobaczyć jak wygląda aktualny stan powietrza w Pekinie (1) w porównaniu do Warszawy (2), Madrytu (3) oraz Fukuoki (4).

    Ze względu na duże zainteresowanie zdecydowałam się na założenie autorskiego tagu - #wielkismogchinski. Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami to zapraszam do followania (。◕‿‿◕。)
    #gruparatowaniapoziomu #smog #ekologia #chiny #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Głowy z brązu z założonymi złotymi maskami z cienkiej złotej folii, Chiny XII - XI wiek przed naszą erą.

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #chiny #myrmekochoria pokaż całość

  •  

    Mozaika z psem z Aleksandrii, Egipt ptolemejski 200-150 rok przed naszą erą.

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #psy #myrmekochoria pokaż całość

  •  

    Rękawice (845 g) ze zbroi Fryderyka Ulryka, księcia Brunszwiku, Anglia 1610–12. Wykonane w królewskich zakładach w Greenwich.

    Muzeum

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #gruparatowaniapoziomu #militaria #myrmekochoria
    pokaż całość

  •  

    Miecz (waga z pochwą 1,4 kg 97 cm), Tyber XVIII/XIX wiek

    Muzeum

    #smoczautopia - Tag do obserwowania. Przegląd przedmiotów z różnych muzeów czasem z dłuższym komentarzem.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #artefaktnadzis #militaria #gruparatowaniapoziomu #myrmekochoria
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: images.metmuseum.org

  •  

    Dziś pod tagiem #polskiepato prawdziwe patologiczna historia. Proszę zaparzyć dużo czaju, wołać sąsiadów, wkładać stopy do miednicy z wodą i musztardą (podobno zdrowe) i rozsiąść się do czytania!

    Ciężko było mi tę historię poskładać w jedną całość, bo doniesienia medialne nieco się od siebie różniły i wszędzie panował straszny chaos informacyjny. Mam nadzieję, że cała opowieść trzyma się kupy i nie pomyliłam kolejności zdarzeń.

    • • •

    Joanna pochodziła z małej wsi w powiecie ostródzkim, z rodziny z trudnościami finansowymi, ale nie patologicznej. Gdy miała 16 lat związała się z 12 lat starszym od siebie mężczyzną, z którym dość szybko założyła rodzinę i zamieszkała w okolicach Olsztyna. Niestety, ich związek nie należał do udanych i jak wynika z relacji kobiety, partner bił ją, znęcał się nad ich wspólnymi dziećmi i nadużywał alkoholu. W 2010 roku niespełna 26-letnia ciężarna Joanna uciekła od swojego oprawcy i wraz z czwórką dzieci znalazła schronienie w Ośrodku Interwencji Kryzysowej w Olsztynie (warmińsko-mazurskie). W tym samym budynku mieścił się punkt Caritasu Archidiecezji Warmińskiej, w którym pomagał 28-letni Piotr G. (zdjęcie)

    Piotr jako dziecko przeszedł nieudaną operację kręgosłupa, przez co został inwalidą i poruszał się na wózku. Mimo swojego upośledzenia fizycznego był aktywnym i zaradnym życiowo człowiekiem - ukończył studia teologiczne, jeździł samochodem, był lektorem, działał w ruchu studenckim pomagającym potrzebującym i angażował się w życie swojej dzielnicy. Był osobą bardzo lubianą i popularną, właśnie ze względu na swoje charytatywne działalności. Służył także do mszy, ponieważ był człowiekiem głęboko wierzący, a jego marzeniem było pójście do seminarium, na co nie pozwoliła mu jego niepełnosprawność.

    Mężczyzna zaangażował się w pomoc Joannie i jej dzieciom, usiłując stworzyć im jak najlepsze warunki do życia. Szybko zaprzyjaźnił się z kobietą, a szczególna więź powstała także między nim, a jej dziećmi, którym poświęcał sporo czasu, troszczy się i wozi na kolanach. Po kilku miesiącach znajomości Piotr oświadczył się kobiecie, mimo sprzeciwu jego bliskich. Przyjaciele odradzali mu ten związek, jednak mężczyzna był po raz pierwszy w życiu zakochany i nie zważał na niczyje słowa. Kobieta wraz z piątką swoich dzieci wprowadziła się do mieszkania Piotra jesienią 2010 roku, a niecały rok od pierwszego spotkania para pobrała się.

    Po niedługim czasie wspólnego życia Joanna przestała przypominać tą miłą i zagubioną dziewczynę, którą była na początku znajomości z Piotrem. W domu nieustannie wybuchają awantury, a kobieta stała się roszczeniowa, miała pretensje do męża, że nie spełnia jej oczekiwań i wymagań. Zaczęła coraz częściej wychodzić z domu i spotykać się z innymi mężczyznami, a mężowi kazała w tym czasie opiekować się dziećmi. Sprowadzała kochanków nawet do ich wspólnego mieszkania. W końcu związała się z sąsiadem Jackiem P. i specjalnie nie kryła się z tym związkiem przed swoim mężem. Uprawiała nawet seks z P., gdy w drugim pokoju przebywał Piotr. Mąż czuł się upokorzony, a konflikty między małżonkami narastały. Joanna w kłótniach stawała się coraz bardziej agresywna, przez co dochodziło nawet do rękoczynów. Wyzywała męża, zastraszała, biła i zrzucała z wózka inwalidzkiego.

    . . .

    O kochanku Joanny wiem tylko tyle, że był pracownikiem oponiarskiej firmy Michelin i wcześniej był notowany za jazdę pod wpływem alkoholu.

    . . .

    Jacek P. wprowadza się do mieszkania Piotra i Joanny, co doszczętnie załamuje psychicznie niepełnosprawnego mężczyznę. Zaczyna często bywać poza domem i tułać się samotnie po Olsztynie, a nawet żebrać, ponieważ momentami nie miał co jeść.

    W lutym 2013 roku Piotr wnosi pozew o rozwód i eksmisję niewiernej małżonki z mieszkania.

    Joanna zachodzi w szóstą ciążę, a ojcem dziecka jest jej kochanek. Gdy Piotr dowiaduje się o tym, prosi żonę by zostawiła Jacka P. i deklaruje, że wychowa jej kolejne dziecko. Kobieta jednak planuje ułożyć sobie życie z nowym partnerem, choć nie chce stracić mieszkania, które jest własnością jej męża, dlatego groźbami próbuje nakłonić go do wycofania sprawy z sądu. Joanna staje się jeszcze bardziej agresywna, a Piotr żalił się znajomym, że nawet grozi mu nożem. Mężczyzna obawiał się o swoje życie, dlatego wyprowadza się z mieszkania i przez pewien czas przebywa w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. Składa też zawiadomienie przeciwko Joannie o popełnienie przestępstwa z art. 207 § 1 k.k. czyli znęcanie się fizycznie lub psychicznie, jednak odmówiono wszczęcia dochodzenia w tej sprawie.

    W marcu 2013 roku Piotr sporządza testament, w którym wydziedzicza żonę oraz jej dzieci.

    . . .

    29 kwietnia 2013 roku Joanna (wtedy 29-latka) i Jacek P. (41) spotkali się ze swoim znajomym Łukaszem K. (31).

    . . .

    Łukasz K., słabo znał Jacka i Joannę. Jego zdaniem, tego dnia chciał się tylko upić, ponieważ musiał uczcić to, że jego dziewczyna miała niedługo urodzić dziecko, do tego za kilka dni (lub według innego źródła - już kilka dni temu) kończył mu się dozór elektroniczny, który miał zasądzony za jazdę pod wpływem alkoholu. A przynajmniej sam tak twierdzi i przedstawia trochę inną wersję wydarzeń -> klik
    Polecam przeczytać jego relację po przeczytaniu mojego tekstu.

    . . .

    W trakcie wspólnej alkoholizacji wpadli na pomysł pozbycia się Piotra (31). Joanna zadzwoniła do swojego męża i zasugerowała, że przemyślała jego propozycje i chciałaby z nim na ten temat porozmawiać. Późnym wieczorem małżonkowie udają się na spacer przez osiedle Nagórki. Kobieta wywozi Piotra na wózku w okolice starego parku, gdzie w krzakach czekali już na nich Jacek i Łukasz. Dwaj bandyci zrzucają mężczyznę z wózka i brutalnie biją. Najpierw próbują skatować go na śmierć, potem dusić rekami, jednak mężczyzna wciąż oddychał. Zacisnęli mu więc na szyi pętlę z paska od spodni. Następnie rozebrali ciało Piotra G., a ubrania usiłowali spalić w opuszczonej ruderze. (zdjęcie) (zdjęcie) Druga wersja wydarzeń mówi, że próbowali spalić zwłoki, jednak udało im się zwęglić tylko ciuchy denata.

    Nagie zwłoki Piotra porzucili w krzakach, a w drodze powrotnej wrzucili do studzienki kanalizacyjnej telefon ofiary, który wraz z portfelem zabrali z miejsca zbrodni, by upozorować motyw rabunkowy. Po morderstwie cała trójka udaje się do mieszkania Joanny i jej martwego już męża, gdzie urządzają zakrapianą imprezę oraz orgię, ponieważ kobieta proponuje im seks w trójkącie, na który podobno już wcześniej mieli się umawiać.

    Następnego dnia w południe przypadkowy przechodzień zauważa ciało mężczyzny w okolicach placu zabaw przy ulicy Barcza i natychmiast wzywa policję.

    Martwy mężczyzna leżał pod drzewem, ale podczas przeszukiwania terenu znaleziono portfel ofiary (...) W portfelu był dowód osobisty z adresem, więc policjanci zaraz się tam pojawili i zastali żonę Piotr G. oraz "przyjaciela domu" Jacka P. Oboje udawali, że nie mają o niczym pojęcia.

    - opowiadał rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie.

    Gdy biegli stwierdzili, że Piotr został uduszony, natychmiast zatrzymano jego żonę i jej kochanka. Przyciśnięci przyznali się do winy oraz wskazali trzeciego sprawcę. Łukasz K. także przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Cała trójka trafia do aresztu, a Joanna, z uwagi na to, że była w ciąży, do specjalnego oddziału aresztu w Ostródzie.

    Na początku maja odbyła się wizja lokalna z udziałem sprawców.

    Zdjęcia Jacka P. podczas wizji lokalnej -> klik, klik, klik, klik

    Podejrzani o morderstwo zaczęli zmieniać zeznania. Po tym, jak początkowo przyznali się do winy, później każdy przedstawia inną wersję wydarzeń, co zaczyna komplikować sprawę.

    . . .

    Tłumy przyjaciół i znajomych uczestniczyły w pogrzebie Piotra na cmentarzu w Dywitach, który odbył się 9 maja.

    klik <- relacja z pogrzebu
    klik <- wypowiedzi bliskich zamordowanego

    . . .

    W grudniu 2013 roku prokuratura rejonowa Olsztyn-Południe przesłała do sądu akt oskarżenia, w którym zarzuca zabójstwo całej trójce oskarżonych. Jak czytamy w komunikacie z ich strony internetowej:

    W dniu 16.12.2013r. Prokurator Rejonowy Olsztyn – Południe w Olsztynie skierował do miejscowego Sądu Okręgowego akt oskarżenia p – ko Joannie G., Jackowi P. i Łukaszowi K.

    Zostali oni oskarżeni o to, że w dniu 29.04.2013r. w Olsztynie, działając wspólnie i w porozumieniu z zamiarem bezpośredniego pozbawienia życia Piotra G., w ramach ustalonego podziału ról, zgodnie z którym Joanna G. przekazała Jackowi P. i Łukaszowi K. materiały do owinięcia rąk, aby nie zostawili śladów, a następnie wyprowadziła poruszającego się na wózku inwalidzkim Piotra G. z mieszkania w ustalone miejsce, gdzie wymieniony został zaatakowany przez Jacka P. i Łukasza K., którzy po wepchnięciu go w krzaki i zrzuceniu z wózka inwalidzkiego bili go pięściami i kopali po całym ciele oraz dusili paskiem, w następstwie czego doznał on licznych obrażeń ciała powodujących zatrzymanie krążenia i oddychania oraz aspiracje krwi do górnych dróg oddechowych, co skutkowało jego zgonem.

    . . .

    Joanna została pozbawiona praw rodzicielskich, a jej pięcioro dzieci trafiło do rodzin zastępczych i do Domu Dziecka.

    W 2014 roku urodziła w areszcie szóste dziecko, które zaraz po przyjściu na świat zostało adoptowane przez ludzi, którzy nie wiedzieli, że jego rodzicami jest para morderców.

    . . .

    (zdjęcie)

    . . .

    Proces ruszył 28 lutego 2014 i jak podaje olsztyńska gazeta:

    Ze względu na drastyczność sprawy i konieczność ochrony dobrych obyczajów sąd utajnił przebieg procesu na czas składania wyjaśnień przez oskarżonych.

    Wiadomo jedynie, że Joanna nie przyznała się do winy, zaś oskarżeni mężczyźni przyznali się tylko pośrednio, bo nie do zamierzonego zabójstwa, lecz tylko do pobicia ze skutkiem śmiertelnym.

    W jawnej już części procesu zeznawał biegły lekarz sądowy. Stwierdził, że ofiara przez kilka minut była duszona. Miała też poważne obrażenia głowy: złamaną szczękę, oczodół, kość jarzmową, a także krwiaki mózgu. Wszystko to razem było przyczyną śmierci Piotra G.

    (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    . . .

    14 maja 2014 zapadł pierwszy wyrok - Joanna oraz Jacek P. zostali skazani na dożywocie. Natomiast Łukasz K. na 15 lat pozbawienia wolności, co według strony internetowej Sądu Apelacyjnego w Białymstoku zostało uargumentowane w ten sposób:

    Sąd uznał, że podejmowane przez Łukasza K. czynności nie miały charakteru wiodącego i nie nosiły drastycznego charakteru. Jego rola w zdarzeniu była dopełniająca, nie miał on też pełnej wiedzy na temat motywów kierujących pozostałymi oskarżonymi. Zatem orzeczona wobec niego kara winna być niższa.

    Sędzia nie miał wątpliwości co do winy skazanych. Nie pomogły łzy i zapewnienia morderczyni, że jest niewinna.

    Po ogłoszeniu wyroku widownia na sali Sądu Okręgowego w Olsztynie zaczęła bić brawo.

    Przewodniczący składu sędziowskiego powiedział, że kara dożywotniego więzienia dla dwójki oskarżonych jest karą adekwatną do popełnionej zbrodni.

    Joanna G. i jej przyjaciel planowali zabójstwo Piotra. Jednym z motywów było przejęcie jego mieszkania, w którym planowali wspólne dalsze życie. (...) Oskarżona doznała samej dobroci od Piotra G., przyjął ją i jej piątkę dzieci pod swój dach, żebrał na ulicach, by utrzymać całą rodzinę, a ona nie potrafiła tego docenić.

    - mówił, uzasadniając wyrok sędzia.

    (tutaj są zdjęcia z tego procesu)

    Wyrok nie był prawomocny, a apelację wnieśli obrońcy całej trójki oskarżonych. Domagali się dla nich niższych kar, argumentując to następująco:

    Obrońca Joanny G. uważa, że powinna ona ponieść odpowiedzialność jedynie za pomocnictwo do czynu popełnionego przez pozostałych oskarżonych, ewentualnie w przypadku uznania jej za współwinną zabójstwa, z uwagi na poboczną rolę, złożenie obszernych wyjaśnień, wcześniejszą niekaralność i młody wiek należy wymierzyć jej karę znacznie łagodniejszą.

    Obrońca Jacka P., domagając się uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania sądowi I instancji zarzucił naruszenie szereg przepisów procedury karnej oraz błąd w ustaleniach faktycznych polegający na przyjęciu m.in., że oskarżony ten działał z zamiarem bezpośrednim zabójstwa. Z ostrożności procesowej, na wypadek nieuwzględnienia tych zarzutów, wniósł o złagodzenie wymierzonej oskarżonemu kary.

    Natomiast obrońca Łukasza K. wniósł o zmianę wyroku poprzez uznanie, że oskarżony ten wypełnił swoim zachowaniem znamiona przestępstwa z art. 158 § 1 k.k. bądź wymierzenie mu kary znacznie łagodniejszej.*

    (Art. 158. § 1. - Kto bierze udział w bójce lub pobiciu, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienie skutku określonego w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.)

    5 listopada odbył się proces apelacyjny, w którym zapadł już prawomocny wyrok. Sąd Apelacyjny w Białymstoku złagodził karę dla Joanny i Jacka P. z dożywocia na karę 25 lat więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 15 latach. Wyrok Łukasza K. pozostał bez zmian.

    Dożywocie jest karą eliminacyjną i nie daje szansy na wyjście z zakładu karnego. Stosuje się je wobec osób zdemoralizowanych, które nie poddają się resocjalizacji. Sąd uznał, że Joanna G. i Jacek P. nie są na tyle zdemoralizowani, że powinni być trwale wyeliminowani ze społeczeństwa.

    - tak sędzia opisywał uzasadnienie wyroku.

    Wyjaśnił także, dlaczego kobiecie został przypisany współudział w zabójstwie, a nie jedynie pomocnictwo. Przypominał, że współsprawcą może być także osoba, która własnoręcznie "nie zabija, nie zadaje ciosów, nie kopie, nie strzela, nie topi, nie dusi". Sędzia mówił, że jeżeli oskarżonej "przyświecał" zamiar zabicia męża, cała trójka miała taki plan, a rolą żony był "udział w istotnym elemencie tego planu" (m.in. zwabienie męża do domu i wyprowadzenie go w ustronne miejsce) - jej współdziałanie w tej zbrodni było ewidentne.

    Sąd apelacyjny wziął pod uwagę m.in. niekaralność sprawców. - Nie są ludźmi zdegenerowanymi do cna, których należy traktować jako sprawców o małym procencie (szans na) poddanie resocjalizacji - powiedział sędzia, przywołując opinie psychologów i psychiatrów.

    Sąd ocenił też, iż zbrodnia nie została dokonana z premedytacją, bo pomysł "pozbycia się" męża kobiety zrodził się nagle, gdy ten nie chciał zostać w domu z dziećmi kobiety (z innego związku); nie było też szczególnego okrucieństwa. Nie wiadomo, kto pomysł zabójstwa podsunął. **

    . . .

    To przerażające i zadziwiające zarazem ile upokorzeń jest w stanie znieść człowiek by zmusić kogoś by go kochał. I gdzie jest granica pomiędzy szlachetnością, dobrocią, a zwykłą głupotą, naiwnością i brakiem doświadczenia?

    . . .

    klik <- ciekawy artykuł na ten temat, rozbudowany o wiele wypowiedzi znajomych Piotra G.
    klik <- reportaż UWAGI na ten temat
    klik <- odcinek serii dokumentalnej "Polskie zabójczynie" z telewizji kryminalnej Crime+Investigation Polsat na temat tej zbrodni, mało szczegółowy, ale z inscenizacją wydarzeń

    • • •

    Wszystkie informacje, które zawarłam w tym tekście pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd

    * źródło
    ** źródło

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu polskiepato. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    . . .

    Zapraszam także do obserwowania mojego drugiego hasztagu rejestrzboczencow, gdzie przedstawiam sylwetki gwałcicieli i pedofili z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #olsztyn #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: tooooooo.jpg

  •  

    Jan Paweł II w kabriolecie Ferrari Mondial podczas wizyty w fabryce Ferrari, 4 czerwca 1988 roku.

    Galeria

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #motoryzacja #myrmekochoria pokaż całość

  •  

    Procesy czarownic w Rzeczypospolitej Obojga Narodów

    10 czerwca 1692 r. w miasteczku Salem w Nowej Anglii na szubienicy kończy życie Barbara Bishop, pierwsza ofiara słynnych purytańskich polowań na czarownice. Tego samego dnia wiele tysięcy kilometrów od amerykańskiego miasteczka, w małej wsi Falmierowo w Wielkopolsce, płoną na stosie cztery niewinne kobiety: Katarzyna Błachowa, Katarzyna Derlina, Regina ze wsi Gromadno oraz Barbara, sędziwa pracownica szpitala w tej samej miejscowości. Jeszcze dwa tygodnie wcześniej, zanim zaczął się proces, żadna z nich nie powiedziałaby o sobie, że jest wiedźmą. Niektóre załamują się jednak w trakcie tortur, zaczynają nawet wierzyć, że naprawdę zbratały się z szatanem, inne walczą o sprawiedliwość do końca. Patrzą na siebie z nietłumioną nienawiścią, mając świadomość, że męczarnie sprawiły, iż podczas śledztwa wzajemnie się oskarżały. Każda z nich umiera w cierpieniu, bo zgodnie z tradycją procesów o czary płomienie, w których giną „oblubienice diabła", podsyca się wilgotnym chrustem, aby kaźń trwała dłużej.

    Upiorne przedstawienie, którego finałem są płonące stosy w Falmierowie, rozpoczyna się tuż po Zielonych Świątkach w 1692 r. we wsi Młotkowo. To wtedy zbiera się po raz pierwszy przybyły z Łobżenicy sąd i rozpoczyna przesłuchania kilku kobiet z okolicznych wsi, na które padło oskarżenie o uprawianie czarów (obok Błachowej, Derliny, Reginy i Barbary przed obliczem trybunału staje jeszcze Anna z Żelaznego). Oskarżenie wnieśli ludzie, których dobrze znały – sąsiedzi albo były pracodawca, jak w wypadku Reginy. Wszystkie kobiety utrzymują, że są niewinne. Tłumaczenia jednak nic nie dają, dlatego zgodnie proszą o próbę wody. Jak skrzętnie notują sędziowie w aktach sprawy, pławione kobiety za każdym razem niczym kaczki utrzymują się na powierzchni wody. Regina i Anna sugerują, że kat podciągał je do góry „stryczkiem", ale kto by tam wierzył ubogim dziewczynom, skoro mistrz małodobry zaprzecza. Po pławieniu sędziowie są już niemal pewni, że mają do czynienia z osobami, które parają się magią, ale prawo wymaga, aby oskarżone same przyznały się do zarzucanych im czynów. A do tego niezbędne są tortury. Pierwsza seria tormentów trwa dwa dni, lecz nie przynosi oczekiwanych efektów. Przypalane i rozciągane na kole kobiety uparcie zaprzeczają, że są czarownicami. „Ogniem przez siarkę była palona na bruszczach łokciowych, od ramion począwszy, znowu na piersiach, także i pod kolanami, pytana różnemi sposobami nic nie zeznała" – notuje pisarz sądowy podczas przesłuchania Barbary. Ból musi być jednak ogromny, skoro Anna prosi, aby „przebito ją szablą, żeby nie musiała dalej cierpieć".

    Pierwsza załamuje się Barbara, która przyznaje, że przed trzema laty pewna kobieta z Młotkówka zadała jej „pokuśnika" w chlebie. Poddaje się także rybaczka Katarzyna, która „skoro na drabkę wzięta" opowiada, jak nieżyjąca już sąsiadka oddała jej kiedyś pożyczoną mąkę, a z niej najpierw zrobił się ptak „jak kur wielki", a następnie „pokuśnik", który był w szatach niemieckich, pod piórem w kapeluszu, na kurzych nogach. „Zaraz mnie namawiał, abym mu powolna była, co mu się udało, gdyż sypiam z nim" – wyznaje. Bywa też na Łysej Górze w okolicach Młotkówka. W trakcie sabatów tańczy, a na skrzypcach przygrywa jej Jan Papieżów, który dostaje za to od diabła o imieniu Jakub po 3 grosze. Katarzyna zaczyna także sypać inne „czarownice", w tym sądzone razem z nią Barbarę i Derlinę. Również Regina przyznaje się do bywania na Łysej Górze pod Młotkówkiem. Ponieważ Derlina uparcie trwa przy swoim, twierdząc, że jest niewinna, dochodzi do konfrontacji z Reginą i ta w oczy jej mówi, jak to Derlina po nią przyjechała w złocistej kolasie zaprzężonej w piękne gniade konie i zabrała ją na Łysą Górę. Katarzyna stwierdza, że jej oskarżycielka bredzi, więc ponownie trafia w ręce kata. Zanim ten sięga po narzędzia, przerażona kobieta wymyśla na poczekaniu własną historię zgodną z oczekiwaniami sądu. Ponieważ i ona oskarża Jana Papieżnika, mającego na Łysej Górze grywać jej na igle do tańca, bogu ducha winny chłop zostaje wzięty najpierw na próbę wody, podczas której oczywiście utrzymuje się na powierzchni, a następnie na tortury, na których przyznaje się do bywania na sabatach czarownic. Sędziom to nie wystarcza, ale Papieżnik „tak pociągniony, że już dalej ciągnąć kat nie mógł, nic więcej nie zeznał, tylko lada co bajał".

    Z „czarownic" sądzonych w Młotkowie tylko Anna z Żelaznego wykazuje niezwykły hart ducha i mimo wielokrotnych tortur do niczego się nie przyznaje. Ratuje jej to życie, bo ostatecznie właściciel Łobżenicy uniewinnia ją, ale nakazuje wygnać ze swoich dóbr. Pozostałe kobiety płoną na stosie. Co się stało z sabatowym muzykantem Papieżnikiem, do dzisiaj nie wiadomo.

    Polska specyfika

    Proces w Młotkowie ma scenariusz typowy dla procesów czarownic w Polsce. Wzorzec ten ukształtował się jednak na zachodzie Europy, która ma zdecydowanie największe „zasługi" w tej dziedzinie. Panuje przekonanie, że płonące na stosach wiedźmy to charakterystyczny element historii średniowiecza. Nic bardziej mylnego. Polowania na czarownice rozpoczęły się na dobre w epoce nowożytnej. Aż do XIII w. oficjalne stanowisko Kościoła głosiło, że magia i ci, którzy się nią parają, to raczej wytwory sennych majaków. Sporo zmieniła w tym względzie dopiero słynna bulla papieża Innocentego VIII z 1484 r., nakazująca surowe karanie osób zajmujących się czarami. Wskazówki papieskie sprawiły, że machina inkwizycyjna ruszyła pełną parą, a stosy najchętniej rozpalano w czasie XVI-wiecznych wojen religijnych, przede wszystkim w Cesarstwie Niemieckim, gdzie zamordowano w ten sposób około 25 tys. ludzi. Do Polski fala prześladowań, znacznie słabsza niż na Zachodzie, dotarła dużo później, co – jak twierdzi prof. Janusz Tazbir – było wynikiem „młodszości cywilizacyjnej" naszego kraju.

    Pierwszą ofiarą polskich procesów czarownic była nieznana z imienia kobieta, którą spalono na stosie w Chwaliszewie w 1511 r. Wówczas miasteczko to słynęło z warzelni piwa i gdy pewnego dnia mieszkańcy Poznania zatruli się przywiezionym stamtąd piwem, zaczęto szukać winnego. Znaleziono go w osobie miejscowej zielarki. W kolejnych latach podobne przypadki zdarzały się coraz częściej. Było to wynikiem coraz silniejszego oddziaływania na miejską praktykę sądową wzorców zaczerpniętych z Zachodu, przede wszystkim niemieckich. Najpierw więc procesy rozpowszechniły się w tych rejonach, które miały największą styczność z kulturą niemiecką, w Wielkopolsce i Prusach Królewskich, w późniejszym okresie, tj. pod koniec wieku XVII i na początku XVIII, nieszczęście to dotknęło Mazowsze. Najmniej procesów czarownic było w Małopolsce i na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej. Bardzo trudno oszacować liczbę skazanych za czary w Polsce. Małgorzata Pilaszek w pracy „Procesy o czary w Polsce w wiekach XV–XVIII" twierdzi, że spośród 1316 oskarżonych życie straciło 558 osób (42 proc.). Częstotliwość zasądzania wyroków śmierci upodabnia więc Polskę do reszty Europy, gdzie na około 110 tys. procesów przypada około 60 tys. egzekucji. Proporcje są podobne, tyle że skala inna.

    #gruparatowaniapoziomu
    #bekazkatoli
    #polska
    https://www.rp.pl/Rzecz-o-historii/310149995-Procesy-czarownic-w-Rzeczypospolitej-Obojga-Narodow.html
    pokaż całość

  •  

    Demolition Derby podczas Arizona State Fair, USA 1979

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #usa #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: 11q.jpg

  •  

    Mumia mężczyzny, Egipt ptolemejski 323 - 30 rok przed naszą erą.

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #warhammer #archeologia #smoczautopia #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: khemri.jpg

  •  

    Szkielet jednej z 68 kobiet poświęconych podczas królewskiego pogrzebu w Ur, Sumer 2600-2500 p.n.e. . Ciało odkopano po 4500 lat.

    Strona

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #archeologia #myrmekochoria pokaż całość

  •  

    Kolejny list rozpieszczonego syna do ojca z okresu staro-babilońskiego

    Powiedz Uzalum: Twój syn Abad - abum wysyła następującą wiadomość:

    Niech bogowie Szamasz i Wer utrzymują cię w wiecznym zdrowiu

    Nigdy wcześniej nie pisałem do Ciebie w sprawie drogocennych przedmiotów, których pragnąłem, ale jeżeli chcesz być dla mnie jak ojciec, to załatw mi sznur drogocennych koralików na sznurku, które nosi się wokół głowy. Opieczętuj je swoją pieczęcią i daj posłańcowi, który przyniesie tą wiadomość. Jeżeli nie masz nigdzie pod ręką tych przedmiotów, to wykop je z ziemi, gdziekolwiek, gdzie takie przedmioty się znajdują i wyślij je do mnie. Bardzo ich pragnę, nie wzbraniaj mi tego podarunku. W ten oto sposób przekonam się czy kochasz mnie jak prawdziwy ojciec powinien. Oczywiście, ustal dla mnie cenę w ostateczności, zapisz ją i wyślij w tabliczce. Młody mężczyzna, który przyniesie wiadomość nie powinien zobaczyć sznura z koralikami. Zapieczętuj przesyłkę i daj mu ją. Powtarzam. Posłaniec nie powinien widzieć ani sznurka ani koralików. Sznur powinien być wypełniony po brzegi kamieniami i mają one być piękne. Jeżeli naszyjnik dojdzie do mnie, ujrzę go, i mi się nie spodoba, to odeślę go z powrotem!

    P.S. Wyślij mi płaszcz, o którym z Tobą rozmawiałem.

    Artykuł

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #archeologia #smoczautopia #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    TEGO DNIA W RZYMIE

    Tego dnia, 202 p.n.e. miało miejsce decydujące zwycięstwo wojsk Republiki Rzymskiej nad siłami Kartaginy w bitwie pod Zamą. Przegrana pod Zamą oznaczała koniec silnego państwa kartagińskiego. Dzięki zreformowaniu armii rzymskiej przez Scypiona stała się ona od tamtego momentu niemal nie do pokonania. Rzym stał się największą potęgą basenu Morza Śródziemnego, a nie mając godnych konkurentów rozpoczął ekspansję, by stać się w przyszłości wielkim Imperium Rzymskim.

    https://www.imperiumromanum.edu.pl/tego-dnia-w-rzymie/#19-10

    #liganauki #antycznyrzym #imperiumromanum #wydarzenia #gruparatowaniapoziomu #historia #tegodnia #tegodniawrzymie #rzym #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: w.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #gruparatowaniapoziomu

0:1,1:4,1:5,0:4,0:4,1:4,0:3,0:3,0:3,0:5,0:4,0:7,1:4,2:2

Archiwum tagów