•  

    A prezent ślubny kupiliśmy sobie sami xd @acquen

    #lego #harrypotter

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: received_1105277296305890.jpeg

  •  

    – Jesteś czarodziejem – rzekł Hagrid. Twoje miejsce jest w Hogwarcie.
    – A czym jest Hogwart? – zapytał młodzieniec.
    – To szkoła czarodziejów.
    – Ale to nie szkoła publiczna?
    – Nie. W pełni prywatna.
    – Doskonale. Zgadzam się. Dzieci nie są własnością państwa. Każdy, kto pragnie oferować usługi edukacyjne, ma prawo uczynić to na uczciwych zasadach rynkowych. Nie zwlekajmy zatem.
    ****
    – Malfoy kupił całej drużynie najnowsze Nimbusy! – powiedział Ron – To nieuczciwe!
    – Wszystko, co możliwe, jest uczciwe. – pouczył go młodzieniec – Jeśli może kupić swojej drużynie lepszy sprzęt, to ma prawo tak postąpić, jak każda indywidualna osoba. Czy istnieje różnica między jego wyższą zdolnością nabywczą a moja przewagą w umiejętności chwytania znicza?
    – Chyba nie… – odpowiedział niepewnie Ron
    Młodzieniec zaśmiał się, wkładając w ów śmiech rozwagę i głębię, jak gdyby uśmiechał się do odległych szczytów.
    – Przyjdzie czas, gdy to zrozumiesz, Ronie.
    ****
    Profesor Snape stanął przed salą i przyjrzał się uczniom z błyskiem wyższości w oczach.
    – Na tych zajęciach nie będzie głupiego machania różdżką ani niepoważnych zaklęć. Nie oczekuję zatem, by większość z Was doceniła subtelną naturę nauki i skrupulatność sztuki, którą jest tworzenie eliksirów. Ale tych niewielu, u których dojrzę talent… Mogę pokazać wam, jak oczarować umysł i zniewolić zmysły. Mogę zdradzić Wam wiele sekretów – jak skroplić sławę, odsączyć chwałę, lub nawet – stanąć na drodze śmierci.
    Ręka młodzieńca wystrzeliła w górę.
    – O co znów chodzi? – Zapytał, zirytowany, Snape
    – Jaka jest wartość owych eliksirów na otwartym, wolnym rynku?
    – Co?!
    – Uczy Pan, jak tworzyć cenne produkty na własny użytek, będąc opłacanym z pensji nauczyciela – zamiast próbować, dzięki swym umiejętnościom, zaspokoić istniejący popyt?
    – Ty bezczelny chłopcze…
    – Z drugiej strony, cóż może powstrzymać mnie od wejścia z eliksirami na rynek, gdy tylko poznam sekrety ich warzenia?
    – Ja…
    – To zresztą problem do rozważenia na gruncie ekonomii, nie technologii wyrobu eliksirów. Kiedy zaplanowane są lekcje ekonomii?
    – W tej szkole NIE ma lekcji ekonomii, chłopcze.
    Młodzieniec wstał z miejsca powoli i dostojnie. – Na dziś skończyliśmy. Jeśli ktoś z was pragnie poznać praktyczną wiedzę o potędze rynku – chodźcie za mną.
    Fala uczniów wylała się na korytarz w ślad za nim. Nareszcie odnaleźli kogoś, kto potrafił im przewodzić.
    ****
    Młodzieniec, wraz z Ronem, stanęli naprzeciw Zwierciadła Ain Eingarp. – Boże! – szepnął Ron. – To twoi rodzice, a oni przecież… nie żyją.
    Młodzieniec zamrugał i jeszcze raz spojrzał w lustro. – Tak właśnie jest. Ale dziś ta informacja nie jest już istotna czy produktywna. Opuśćmy to miejsce jak najszybciej. Powinniśmy raczej pomóc Hagridowi w jego szczytnej misji. Powinien wyhodować tyle smoków, ile pragnie, pomimo jawnie niesprawiedliwych regulacji dławiących wolny handel tymi stworzeniami.
    – Ale to twoi rodzice! – odpowiedział Ron. Ron nadal niewiele pojmował.
    – Filarem każdej więzi pomiędzy ludźmi jest cnota przedsiębiorcy, Ronie. – westchnął.
    – Nie rozumiem… – odpowiedział Ron
    – Oczywiście, że nie – rzekł czule – cnota oznacza, że powinniśmy współdziałać na płaszczyźnie wartości, które możemy dobrowolnie między sobą wymieniać. Wartości każdego rodzaju, poczynając od wspólnych zainteresowań sztuką, sportem czy muzyką, poprzez podobne poglądy filozoficzne i polityczne, a kończąc na celu naszego życia. Ludzie, którzy nie żyją, nie mają tych wartości.
    – Ale przecież oni dali ci twoje ży…
    – To ja stworzyłem samego siebie, Ronie. – Przerwał mu z pewnością w głosie.
    ****
    – Oddaj mi swą różdżkę – zasyczał Voldemort.
    – Tego nie mogę uczynić. Ta różdżka to symbol mojej własności, która jest w istocie materialnym dowodem moich osiągnięć. Własność to produkt ludzkiej zdolności myślenia – odpowiedział młodzieniec z odwagą w głosie.
    Voldemort jęknął.
    – Istnieje coś, co zasługuje na większą pogardę niż konformista. Jest to nonkonformista, który podąża za trendem.
    Voldemort topniał w oczach. Młodzieniec odpalił papierosa, bowiem panował nad ogniem.
    – Najmniejszą z mniejszości na tym świecie jest jednostka. Ci, którzy odmawiają jednostce praw, nie mogą nazywać się obrońcami mniejszości. Narzucona płaca minimalna jest niczym innym jak podatkiem od sukcesu. To rynek stworzy uczciwą płacę minimalną bez pomocy rządu, ingerującego by narzucić swe bezwzględne ograniczenia.
    Voldemort zawył.
    – Kopie tej różdżki będę sprzedawał na wolnym rynku, osiągając wielki zysk. I ty również możesz kupić jedną z nich, jeśli zechcesz. Jak każdy.
    Voldemort został pokonany.
    – Nienawidził nas, bo byliśmy wolni – rzekł Ron.
    – Nie, Ronie. Nienawidził nas za to, że działaliśmy wolni.
    Hermiona płonęła pożądaniem do obu, jednak żaden z nich nie odpowiadał. Patrzyli gdzieś daleko przed siebie, a przed każdym z nich czekało imperium, które mieli zbudować.

    pokaż spoiler A młodzieńcem tym był młody Janusz Korwin-Mikke.

    #pasta #harrypotter
    pokaż całość

  •  

    BITWA O HOGWART. CZĘŚĆ PIERWSZA

    W pokoju było duszno. Sięgające sufitu piętrowe lóżka, zdawały się być gotowe, by w każdej chwili runąć na barłóg znajdujący się na środku pomieszczenia. Brak okien i jakiejkolwiek klimatyzacji powodował, że dziesiątki spoconych i brudnych ciał wydawało odór padliny, która już bardzo dobrze zaprzyjaźniła się z poboczem. Migotliwe światło z licznych świec sprawiało, że zacieki na ścianach bezustannie tańczyły, a sparciałe hamaki i prycze, rzucały rozmazane cienie.
    - Mam dość tej bezczynności – powiedział Seamus do Nevilla. – Siedzimy tutaj jak owce czekające na rzeź.
    - Spokojnie Sem, musimy czekać na znak – Neville odpowiedział spokojnie – Nie jesteśmy w stanie pokonać śmierciożerców w otwartej walce. Jeszcze nie. Musimy czekać na Harrego. On na pewno będzie miał plan.
    - Jebać Harrego! – krzyknął Andrzej – Noż kurwa, ludzie, co jest z wami nie tak? Harry to, Harry tamto, Harry sramto! Czy to jest wasz pierdolony bóg? Spójrzcie na to wszystko!
    Andrzej, student z wymiany z szóstego roku, powiódł swoim ogromnym ramieniem po pomieszczeniu.
    - Myślicie, ze wasz bóg, chciałby, żebyśmy żyli teraz jak zwierzęta? Tarzali się we własnym łajnie i takie samo łajno jedli?
    - Właśnie. Jak to jest, że Pokój Życzeń jest w stanie stworzyć wszystko czego możemy sobie zapragnąć, poza czystymi ubraniami i działającym węzłem sanitarnym? – Dodała Cho, spoglądając w kąt pełen przelewających się kubłów, po brzegi wypełnionych efektem wielotygodniowego spożywania przeterminowanych zupek błyskawicznych z gnoma, o smaku dyniowym, oraz chleba, którego głównym składnikiem była glina.
    - Cho, nie bądź taką pesymistką. Nawóz przydaje się do odżywiania warzyw w naszym ogródku – Zawołała Luna, defekując prosto na karłowate marchewki – Swoją drogą nie wiem czemu w ogóle korzystacie z tych wiader. Przecież wiadomym jest, że wiadra tej wielkości emanują złą energią.
    - Luna, na miłość boską – Seamus wykrzywił się – Błagam, załóż spodnie. I nie, nie używaj rękawa! Luna! A ty Neville przestań się gapić.
    - Jeśli jeszcze raz będę zmuszony jeść tę pierdoloną zupę z tych kurwa dyń, to możecie być pewni, że umrę. Zrzygam się, umrę, zrzygam się raz jeszcze dla pewności i idę na korytarz, mordować wszystkich, którzy mi się nawiną! – krzyknął Andrzej. Wszyscy ucichli i spojrzeli się na niego. Część w przestrachu, a część, w czym większość dziewcząt, z nieukrywanym podziwem. Andrzej, szesnastolatek, który cudem uniknął Azkabanu dla nieletnich, za nieumyślne spowodowanie śmierci kibica KSQ Warszawa, podczas finału Polski w quiddithu, wzbudzał szacunek. Wysoki i potężnie zbudowany młodzieniec o brązowych oczach, krótko obciętych blond włosach i aryjskich rysach, swego czasu dostał wybór. Albo trafi do poprawczaka, albo zostanie przeniesiony do szkoły magii i czarodziejstwa w Hogwarcie i będzie studiował różnice pomiędzy polskim i brytyjskim systemem nauczania magii.
    - Neville, posłuchaj. – Andrzej powiedział już spokojniejszym głosem. – Nie możemy tutaj siedzieć w nieskończoność. Wychowałem się w Łodzi, miejscu w którym każdy rozsądny człowiek uczy się dywersji i działań partyzanckich, zanim nauczy się składać zdania. Rozumiem, że jest nas mało, ale wierz mi, mój drogi, opróżnianie kubłów wprost na schody obok naszego pokoju to kiepska partyzantka. Faktycznie ostatnio Amycus Carrow pośliznął się i sobie głupi ryj rozwalił, ale ktoś może w końcu dojść do wniosku, że to nie przypadek, że akurat tylko w tym miejscu na zamku jebie gównem. Albo ten – Andrzej wskazał ruchem głowy na piegowatego młodzieńca o czarnych włosach – Kurwa jebany scaut. Co jakiś czas, faktycznie, pójdzie i ubije jakiegoś skrzata domowego. Zajebista dywersja kurwa. Fajnie mieć jakieś mięsko, ale może ktoś temu debilowi wytłumaczy, że skrzaty domowe są, kurwa, magiczne? Te małe jebaczki potrafią się teleportować, moglibyśmy poprosić takiego, żeby przyniósł nam jakieś normalne jedzenie.
    - Albo by opróżniał wiadra na bieżąco – mruknęła Cho.
    - Ty! – Andrzej bezpośrednio zwrócił się do piegowatego bruneta – Załatw nam tutaj skrzata. Tylko go kurwa nie zabijaj, zrozumiano?
    - A co z hasłami przeciwko Czarnemu Panu, które wypisujemy na ścianach szkoły? – wtrącił Seamus
    - Chryste… Tak, może faktycznie byłby to dobry pomysł. – Andrzej spojrzał się na niego z politowaniem - Ale czy musieliście do tego wyznaczyć Adolfa i Josepha? Oni chyba nie do końca rozumieją przeciwko komu teraz walczymy.
    - Andrzeju, nie denerwuj się – Neville poklepał go po wielkim barku – Na razie musimy czekać. Harry jest już blisko, czuję to.
    - Dobra, koniec. Wytłumacz, dlaczego tak całujecie dupę Harremu? – Andrzej popatrzył się Nevillovi w oczy – Co on dla was kiedykolwiek zrobił? Wygrał parę jebanych meczy? Nie umarł? Bzyknął rudzielca? A kto nie? Zdajecie sobie sprawę, że z Harrym jest Hermiona? Wiecie, że to Hermiona stała za każdym większym planem, który Harry „wymyślił” i gdyby nie ona to oni już dawno by nie żyli? On i ten rudy debil.
    -Hej! Mówisz o moim bracie! – Ginny oburzyła się – Poza tym Hermiona też jest ruda.
    Andrzej obrócił się powoli i spojrzał na dziewczynę.
    - Ginny, kochanie, posłuchaj – powiedział aksamitnym głosem – Rudzi dzielą się na dwa typy. Albo wyglądają zajebiście, albo są paskudni i nieruchable. Hermiona, poza tym, że jest zajebiście mądra, to mogłaby mną obracać jak burą suką, wsadzić mi ogórek w dupę i ja bym jeszcze podziękował z pocałowaniem ręki i jej oblizał stopy. Serio, widziałaś ja ostatnio? Za to Ron wygląda jakby miał kilka chromosomów za dużo. To u was chyba rodzinne. I niestety, widziałem twoją matkę, więc u ciebie lepiej już nie będzie, więc szczym ryj i wracaj do strugania łyżek.
    Dziewczyna skuliła się i powstrzymując łzy, na powrót zajęła się struganiem trzonków mioteł.
    Widziała jak Andrzej, na wrześniowym spotkaniu integracyjnym, wypił siedemnaście piw i podpalił kilka obrazów. Krzyki przerażonych postaci, pochłanianych wolno przez płomienie, nadal śniły jej się po nocach. Wolała się go słuchać i nie dyskutować.
    - Ja kiedyś byłam ruda, wiecie? – Luna wyrosła obok Nevilla – Tak mi się wydaje w każdym razie. Kiedy byłam mała zatrzasnęłam się na parę tygodni w piwnicy mojego taty. Znaczy się brata! Brata. Od tamtego czasu sporo rzeczy mi się wydaje.
    - Kurwa Luna, załóż spodnie! – powiedział Seamus, ściskając nasadę nosa. – A ty Andrzej, może w końcu nam powiesz, co tam przygotowujesz?
    Naczelny pirotechnik hogwarckiego ruchu oporu wskazał palcem na kąt pokoju. Została tam wydzielona mała przestrzeń, której zawartość skrywała się pod zasłoną. Andrzej, do tej pory, nikomu nie zdradził co tam trzyma. Jedyną osobą, która odważyła się zajrzeć za zasłonę bez pytania był trzecioroczniak Thomas Morse. Kiedy został przyłapany przez rosłego Polaka, posłużył za przykład i prezentację, jak człowiek może funkcjonować bez zębów i z jedną tylko przegrodą nosową.
    - Naszą tajną broń – odpowiedział Andrzej - Coś co pomoże nam pokonać armię śmierciożerców. Cierpliwości, niebawem wszyscy doświadczymy jej siły. Na razie musi wystarczyć wam informacja, że my Polacy, jesteśmy mistrzami w warzeniu eliksirów. Dodatkowo od dziecka jesteśmy szkoleni warzenia i uodparniania się na działanie wszelakich trucizn. Widzieliście jak we wrześniu wypiłem łyżkę eliksiru Czarnej Śmierci? U nas nawet bezdomni mugole z pomocą bochenka zwykłego chleba, oraz paru monet, potrafią stworzyć eliksir siły.
    Cho spojrzała się na niego z podziwem. Nigdy nie spodziewała się, że istnieje naród, tak wspaniały, że magią potrafią posługiwać się nawet mugole. Informacja ta dopełniła tylko obraz silnego samca alfa, którego młoda Azjatka widziała przed sobą. Podkochiwała się w nim od wielu miesięcy, jednak teraz była już pewna, że ma ochotę na tę solidną porcję białego ryżu.
    - Zaraz… Coś się pali? – Neville pociągnął nosem
    - Doszłam do wniosku, że morale nieco spadły i przydałaby nam się integracja przy ognisku ze śpiewaniem piosenek. – melodyjnie powiedziała Luna – Patrzcie, nawet udało mi się upolować szczura. Pasta ze szczurzych jąder dobrze robi na…
    - Na gówno!! – przerwał jej Andrzej – Ludzie, kurwa, nie widzicie, że jesteśmy na skraju szaleństwa? Od tygodni nie mieliśmy okazji się umyć. Ciągle chodzimy w tych samych ubraniach i czy muszę w ogóle wspominać o tej jedenastolatce, jak jej tam było, która poszła po zapasy do tego obleśnego Aberfortha? Nie wraca już czwarty dzień, a jest to raptem 40 min w obie strony, zabezpieczonym tunelem. Czy jestem jedyną racjonalnie myślącą tutaj osobą? Może mi wytłumaczycie, dlaczego chowając się w tym pokoju nikt nie zabrał ze sobą telefonu komórkowego? Nie uważacie, że taki wynalazek mógłby być przydatny? W ogóle, czemu czarodzieje w tym kraju nie korzystają z jebanej technologii? U nas w szkole, w Polsce, jest nawet wifi.
    - Zaraz, w sumie nigdy nie mówiłeś gdzie się wcześniej uczyłeś – zauważyła Lavender, która przysłuchiwała się rozmowie.
    Andrzej dopiero teraz ją zauważył. Wcześniej była tłem, częścią brudnej masy. Teraz stanęła przed nim wyprostowana, patrzyła się prosto na niego. Krótkie włosy pasowały jej bardziej niż długie, oczy, przez tygodnie spędzone w zamknięciu, nabrały bezczelnego wyrazu. Andrzej wiedział, że wcześniej była nieco chubby, ale teraz, dzięki diecie w której brakowało wielu składników odżywczychi witamin, stała przed nim wyjątkowo atrakcyjna dziewczyna. Młodzieniec poczuł się dziwnie. Jakby czas się zatrzymał. Kiedy patrzył się w jej brązowe oczy, widział odbicie siebie. Zrozumiał, że nigdy w życiu nie był zakochany, a dziewczyna, która stała przed nim, była wyjątkowa. Widział jak wspólnie pokonują Voldemorta, nabijają jego głowę na pal i idą do domu. Własnego domu. Widział ich ślub, dzieci i w końcu wnuki. Przed oczami przeleciało mu ich całe wspólne życie, które miało się zacząć już za chwilę. Musnął ją delikatnie w policzek, poczuł jej zapach, który okazał się być najpiękniejszym jaki kiedykolwiek uświadczył. Nie była brudna. Pachniała lawendą i bryzą. Wiedział, że ona czuje do niego to samo, patrząc w jego oczy. Wiedział to całym sobą. Kiedy chwycił ją za wygolony kark, poczuł dreszcz, który przeszył cale ciało. Poczuł jak ona się wyprężyła. Pochylił się, by ją pocałować. Zmrużył powieki...
    I wtedy zwymiotował, przypomniawszy sobie, że umawiała się ona wcześniej z Ronem.
    -EKHM, no także tak – powiedział Andrzej, wracając do rzeczywistości i ocierając kąciki ust – Chodziłem do najlepszej szkoły czarodziejstwa w całej Europie centralnej i wschodniej. Szkoły ogromnej, wielkością nie ustępującą normalnemu miastu, a omijanej, przez wszystkich mugoli.
    Centrum Edukacji Magicznej i Wybawienia Astralnego im. Jedynego Króla Polski Chrystusa, przez wschodnich czarodziejów nazywana Radomiem.
    - Brzmi groźnie – Seamus zamyślił się – Czy nauczyłeś się tam czegoś, co mogłoby nam się przydać w walce?
    - Strategii – Andrzej spoważniał – Te! Scout! Sprawa jest. Kiedy następnym razem wyjdziesz na żer to zrób accio telefon. Stawiam, że tylko ja go ze sobą zabrałem na to opuszczone przez bogów odludzie i tylko mój leży, skonfiskowany, w sekretariacie.
    - Co to telefon? – zdziwił się piegowaty brunet.
    - Accio, kurwa, telefon – wycedził Andrzej – Przyleci to będziesz wiedział. Muszę zadzwonić do paru osób. A teraz wypierdalaj i bez niego nie wracaj. I nie zapominaj o skrzacie. Teraz zrobimy to po mojemu. Kochani! – Polak zawołał do wszystkich. Dziesiątki oczu zwróciły się w jego stronę. W dławiącym powietrzu czuć było zgniliznę i napięcie. – Jebać Harrego! Jebać Czarnego Pana! I jak zawsze jebać KSQ Warszawa! Koniec ze sraniem do wiader i jedzeniem syfu. Nie mam zamiaru czekać na żadnego wybrańca, który to zapierdala po świecie i zbiera horkruksy. Po co? Co z tego, że Czarny Pan odrodzi się jeszcze raz? Nie patrzcie się tak na mnie, przecież wszyscy o tym wiedzą. Wystarczy go znów zajebać i tak do skutku. Tak to robimy w Polsce, bez żadnego tchórzliwego pierdolenia i wybrańców - zasrańców. Idziemy spać i rano zaczynamy zabawę!
    Noc minęła szybko. Wszyscy, od dawna, czekali na sygnał do walki, czekali na to, aż cos się zacznie dziać. Jedynie Cho do rana nie mogła zasnąć. Ciągle w głowie wyświetlała jej się projekcja, w której głównym bohaterem był młody Polak o aryjskich rysach i dużym bicepsie.
    Rano wszystkich obudziła głośna defekacja Luny na grządkę z kapustą. Gryzący dym z rozpalonego, obok grządek, ogniska dławił i wymuszał szybkie opuszczenie łóżek. Andrzej zeskoczył z pryczy, przeciągnął się i zobaczył skrzata domowego, żerującego na ludzkim ścierwie.
    - Kurwa…. – Mruknął – Co tutaj się odjaniepawliło? LUNA? Luna, czy możesz mi to wyjaśnić?
    - Mogę – Twarz dziewczyny, jak zwykle nie wyrażała żadnej myśli – W nocy wstałam, żeby podlać kabaczki. Kucnęłam nad roślinką i nagle usłyszałam za sobą trzask. Odruchowo uderzyłam cegłą, którą zawsze trzymam przy sobie i trafiłam w czyjąś głowę. Potem był zduszony jęk, cichy syk, jak się później okazało skrzata domowego i nim się zorientowałam co się stało, nasz mały przyjaciel już ucztował sobie na truchle.
    - Ale jak to możliwe, że nikt tego nie usłyszał? – Zdziwił się Andrzej.
    - Magia – Dziewczyna odpowiedziała, uśmiechając się tajemniczo – A skrzat ma cos jeszcze, porozmawiaj z nim.
    - E! Skrzacie – Andrzej zwrócił się do niewielkiego stworzenia, które aktualnie owijało się jelitem cienkim, wyciągniętym z ciała swojego przewodnika. Dziwnie to wyglądało. Rosły Polak, co najmniej pięciokrotnie większy i piętnastokrotnie cięższy, stał nad małym, zwiniętym w kłębek skrzatem. Stworek z pozoru nie różnił się on niczym od typowego skrzata domowego. Duże, wyłupiaste oczy, sterczące uszy, drobna postura i odzienie ze szmaty. Wyróżniał go jednak kręcony, czarny wąs
    - Jak ci na imię? - zapytał
    - Chujek – Odparł skrzat z meksykańskim akcentem.
    - A więc Chujku, mam pytanie. Jak ci się pracuje na zamku, czy ludzie dobrze cię traktują?
    - Noooo…. – spochmurniał Skrzat – Kiedy tylko mogą kopią i poniżają. Jeden człowiek, kazał ostatnio zrobić coś czego Chujek wcale robić nie chciał. Pan ściągnął spodnie i powiedział żeby Chujek…
    - Dobrze, rozumiem! – przerwał Chujkowi Andrzej – Nie musimy teraz o tym słuchać. Mam dla ciebie propozycję. Jeśli nam pomożesz, załatwimy ci tyle trupów, że nie będziesz wiedział, który bezcześcić jako pierwszy. Dodatkowo musisz mi oddać to co trzymasz teraz w swoich małych rączkach. Co ty na to?
    Skrzat spojrzał się czujnie na wielkiego człowieka. Z początku wydawało się, że teleportuje się z powrotem do swojego starego życia i świadczenia usług wszelakich. Jednak po chwili wyciągnął do Andrzeja rękę w której trzymał zakrwawiony telefon.
    - Doskonale – ucieszył się Andrzej – Witaj na pokładzie. Pamiętaj tylko, że w tym gronie, w którym jesteśmy tutaj, nie mordujemy się wzajemnie. Nie mordujemy również uczniów, którzy chodzą po korytarzach. Mordujemy tylko śmierciożerców. W każdym razie teraz się tego trzymamy. Zrozumiałeś?
    - Si Señor – powiedział skrzat, pochylając głowę i głaszcząc wąs.
    Najwspanialszy z polskich magów, przebywających na ziemi brytyjskiej, poklepał Chujka po główce, po czym odblokował telefon, wybrał numer i zadzwonił.
    - Siergiej? Bracie, sprawa jest. A, u mnie dobrze, w UK wojna, magowie niedołężni się mordują. No i właśnie w tej sprawie dzwonię. Wypadałoby skończyć tę wojnę. Spotkamy się na piwko to pogadamy i opowiem dokładniej. Chciałem się zapytać, czy z Borysem, nadal macie ten fajny garaż z wyposażeniem? O! No i cacy. W takim razie spodziewaj się mnie niebawem. Później się rozliczymy. Bajo.
    Andrzej rozłączył się i powiódł po wszystkich wzrokiem.
    - Już czas – powiedział i podszedł do rogu pokoju, który skrywał się za zasłoną. Gwałtownym ruchem ukazał to, co tak wszystkich ciekawiło.
    - A… Andrzej – zająkał Neville – Ale co to jest?
    - Eliksir, dzięki któremu Polacy przez setki lat odnosili niesamowite zwycięstwa – Andrzej uśmiechnął się szeroko.
    - Dwadzieścia litrów siedemdziesięcioprocentowego felix felicis.

    #pasta #harrypotter
    pokaż całość

  •  

    W pokoju było duszno. Sięgające sufitu piętrowe lóżka, zdawały się być gotowe, by w każdej chwili runąć na barłóg znajdujący się na środku pomieszczenia. Brak okien i jakiejkolwiek klimatyzacji powodował, że dziesiątki spoconych i brudnych ciał wydawało odór padliny, która już bardzo dobrze zaprzyjaźniła się z poboczem. Migotliwe światło z licznych świec sprawiało, że zacieki na ścianach bezustannie tańczyły, a sparciałe hamaki i prycze, rzucały rozmazane cienie.
    - Mam dość tej bezczynności – powiedział Seamus do Nevilla. – Siedzimy tutaj jak owce czekające na rzeź.
    - Spokojnie Sem, musimy czekać na znak – Neville odpowiedział spokojnie – Nie jesteśmy w stanie pokonać śmierciożerców w otwartej walce. Jeszcze nie. Musimy czekać na Harrego. On na pewno będzie miał plan.
    - Jebać Harrego! – krzyknął Andrzej – Noż kurwa, ludzie, co jest z wami nie tak? Harry to, Harry tamto, Harry sramto! Czy to jest wasz pierdolony bóg? Spójrzcie na to wszystko!
    Andrzej, student z wymiany z szóstego roku, powiódł swoim ogromnym ramieniem po pomieszczeniu.
    - Myślicie, ze wasz bóg, chciałby, żebyśmy żyli teraz jak zwierzęta? Tarzali się we własnym łajnie i takie samo łajno jedli?
    - Właśnie. Jak to jest, że Pokój Życzeń jest w stanie stworzyć wszystko czego możemy sobie zapragnąć, poza czystymi ubraniami i działającym węzłem sanitarnym? – Dodała Cho, spoglądając w kąt pełen przelewających się kubłów, po brzegi wypełnionych efektem wielotygodniowego spożywania przeterminowanych zupek błyskawicznych z gnoma, o smaku dyniowym, oraz chleba, którego głównym składnikiem była glina.
    - Cho, nie bądź taką pesymistką. Nawóz przydaje się do odżywiania warzyw w naszym ogródku – Zawołała Luna, defekując prosto na karłowate marchewki – Swoją drogą nie wiem czemu w ogóle korzystacie z tych wiader. Przecież wiadomym jest, że wiadra tej wielkości emanują złą energią.
    - Luna, na miłość boską – Seamus wykrzywił się – Błagam, załóż spodnie. I nie, nie używaj rękawa! Luna! A ty Neville przestań się gapić.
    - Jeśli jeszcze raz będę zmuszony jeść tę pierdoloną zupę z tych kurwa dyń, to możecie być pewni, że umrę. Zrzygam się, umrę, zrzygam się raz jeszcze dla pewności i idę na korytarz, mordować wszystkich, którzy mi się nawiną! – krzyknął Andrzej. Wszyscy ucichli i spojrzeli się na niego. Część w przestrachu, a część, w czym większość dziewcząt, z nieukrywanym podziwem. Andrzej, szesnastolatek, który cudem uniknął Azkabanu dla nieletnich, za nieumyślne spowodowanie śmierci kibica KSQ Warszawa, podczas finału Polski w quiddithu, wzbudzał szacunek. Wysoki i potężnie zbudowany młodzieniec o brązowych oczach, krótko obciętych blond włosach i aryjskich rysach, swego czasu dostał wybór. Albo trafi do poprawczaka, albo zostanie przeniesiony do szkoły magii i czarodziejstwa w Hogwarcie i będzie studiował różnice pomiędzy polskim i brytyjskim systemem nauczania magii.
    - Neville, posłuchaj. – Andrzej powiedział już spokojniejszym głosem. – Nie możemy tutaj siedzieć w nieskończoność. Wychowałem się w Łodzi, miejscu w którym każdy rozsądny człowiek uczy się dywersji i działań partyzanckich, zanim nauczy się składać zdania. Rozumiem, że jest nas mało, ale wierz mi, mój drogi, opróżnianie kubłów wprost na schody obok naszego pokoju to kiepska partyzantka. Faktycznie ostatnio Amycus Carrow pośliznął się i sobie głupi ryj rozwalił, ale ktoś może w końcu dojść do wniosku, że to nie przypadek, że akurat tylko w tym miejscu na zamku jebie gównem. Albo ten – Andrzej wskazał ruchem głowy na piegowatego młodzieńca o czarnych włosach – Kurwa jebany scaut. Co jakiś czas, faktycznie, pójdzie i ubije jakiegoś skrzata domowego. Zajebista dywersja kurwa. Fajnie mieć jakieś mięsko, ale może ktoś temu debilowi wytłumaczy, że skrzaty domowe są, kurwa, magiczne? Te małe jebaczki potrafią się teleportować, moglibyśmy poprosić takiego, żeby przyniósł nam jakieś normalne jedzenie.
    - Albo by opróżniał wiadra na bieżąco – mruknęła Cho.
    - Ty! – Andrzej bezpośrednio zwrócił się do piegowatego bruneta – Załatw nam tutaj skrzata. Tylko go kurwa nie zabijaj, zrozumiano?
    - A co z hasłami przeciwko Czarnemu Panu, które wypisujemy na ścianach szkoły? – wtrącił Seamus
    - Chryste… Tak, może faktycznie byłby to dobry pomysł. – Andrzej spojrzał się na niego z politowaniem - Ale czy musieliście do tego wyznaczyć Adolfa i Josepha? Oni chyba nie do końca rozumieją przeciwko komu teraz walczymy.
    - Andrzeju, nie denerwuj się – Neville poklepał go po wielkim barku – Na razie musimy czekać. Harry jest już blisko, czuję to.
    - Dobra, koniec. Wytłumacz, dlaczego tak całujecie dupę Harremu? – Andrzej popatrzył się Nevillovi w oczy – Co on dla was kiedykolwiek zrobił? Wygrał parę jebanych meczy? Nie umarł? Bzyknął rudzielca? A kto nie? Zdajecie sobie sprawę, że z Harrym jest Hermiona? Wiecie, że to Hermiona stała za każdym większym planem, który Harry „wymyślił” i gdyby nie ona to oni już dawno by nie żyli? On i ten rudy debil.
    -Hej! Mówisz o moim bracie! – Ginny oburzyła się – Poza tym Hermiona też jest ruda.
    Andrzej obrócił się powoli i spojrzał na dziewczynę.
    - Ginny, kochanie, posłuchaj – powiedział aksamitnym głosem – Rudzi dzielą się na dwa typy. Albo wyglądają zajebiście, albo są paskudni i nieruchable. Hermiona, poza tym, że jest zajebiście mądra, to mogłaby mną obracać jak burą suką, wsadzić mi ogórek w dupę i ja bym jeszcze podziękował z pocałowaniem ręki i jej oblizał stopy. Serio, widziałaś ja ostatnio? Za to Ron wygląda jakby miał kilka chromosomów za dużo. To u was chyba rodzinne. I niestety, widziałem twoją matkę, więc u ciebie lepiej już nie będzie, więc szczym ryj i wracaj do strugania łyżek.
    Dziewczyna skuliła się i powstrzymując łzy, na powrót zajęła się struganiem trzonków mioteł.
    Widziała jak Andrzej, na wrześniowym spotkaniu integracyjnym, wypił siedemnaście piw i podpalił kilka obrazów. Krzyki przerażonych postaci, pochłanianych wolno przez płomienie, nadal śniły jej się po nocach. Wolała się go słuchać i nie dyskutować.
    - Ja kiedyś byłam ruda, wiecie? – Luna wyrosła obok Nevilla – Tak mi się wydaje w każdym razie. Kiedy byłam mała zatrzasnęłam się na parę tygodni w piwnicy mojego taty. Znaczy się brata! Brata. Od tamtego czasu sporo rzeczy mi się wydaje.
    - Kurwa Luna, załóż spodnie! – powiedział Seamus, ściskając nasadę nosa. – A ty Andrzej, może w końcu nam powiesz, co tam przygotowujesz?
    Naczelny pirotechnik hogwarckiego ruchu oporu wskazał palcem na kąt pokoju. Została tam wydzielona mała przestrzeń, której zawartość skrywała się pod zasłoną. Andrzej, do tej pory, nikomu nie zdradził co tam trzyma. Jedyną osobą, która odważyła się zajrzeć za zasłonę bez pytania był trzecioroczniak Thomas Morse. Kiedy został przyłapany przez rosłego Polaka, posłużył za przykład i prezentację, jak człowiek może funkcjonować bez zębów i z jedną tylko przegrodą nosową.
    - Naszą tajną broń – odpowiedział Andrzej - Coś co pomoże nam pokonać armię śmierciożerców. Cierpliwości, niebawem wszyscy doświadczymy jej siły. Na razie musi wystarczyć wam informacja, że my Polacy, jesteśmy mistrzami w warzeniu eliksirów. Dodatkowo od dziecka jesteśmy szkoleni warzenia i uodparniania się na działanie wszelakich trucizn. Widzieliście jak we wrześniu wypiłem łyżkę eliksiru Czarnej Śmierci? U nas nawet bezdomni mugole z pomocą bochenka zwykłego chleba, oraz paru monet, potrafią stworzyć eliksir siły.
    Cho spojrzała się na niego z podziwem. Nigdy nie spodziewała się, że istnieje naród, tak wspaniały, że magią potrafią posługiwać się nawet mugole. Informacja ta dopełniła tylko obraz silnego samca alfa, którego młoda Azjatka widziała przed sobą. Podkochiwała się w nim od wielu miesięcy, jednak teraz była już pewna, że ma ochotę na tę solidną porcję białego ryżu.
    - Zaraz… Coś się pali? – Neville pociągnął nosem
    - Doszłam do wniosku, że morale nieco spadły i przydałaby nam się integracja przy ognisku ze śpiewaniem piosenek. – melodyjnie powiedziała Luna – Patrzcie, nawet udało mi się upolować szczura. Pasta ze szczurzych jąder dobrze robi na…
    - Na gówno!! – przerwał jej Andrzej – Ludzie, kurwa, nie widzicie, że jesteśmy na skraju szaleństwa? Od tygodni nie mieliśmy okazji się umyć. Ciągle chodzimy w tych samych ubraniach i czy muszę w ogóle wspominać o tej jedenastolatce, jak jej tam było, która poszła po zapasy do tego obleśnego Aberfortha? Nie wraca już czwarty dzień, a jest to raptem 40 min w obie strony, zabezpieczonym tunelem. Czy jestem jedyną racjonalnie myślącą tutaj osobą? Może mi wytłumaczycie, dlaczego chowając się w tym pokoju nikt nie zabrał ze sobą telefonu komórkowego? Nie uważacie, że taki wynalazek mógłby być przydatny? W ogóle, czemu czarodzieje w tym kraju nie korzystają z jebanej technologii? U nas w szkole, w Polsce, jest nawet wifi.
    - Zaraz, w sumie nigdy nie mówiłeś gdzie się wcześniej uczyłeś – zauważyła Lavender, która przysłuchiwała się rozmowie.
    Andrzej dopiero teraz ją zauważył. Wcześniej była tłem, częścią brudnej masy. Teraz stanęła przed nim wyprostowana, patrzyła się prosto na niego. Krótkie włosy pasowały jej bardziej niż długie, oczy, przez tygodnie spędzone w zamknięciu, nabrały bezczelnego wyrazu. Andrzej wiedział, że wcześniej była nieco chubby, ale teraz, dzięki diecie w której brakowało wielu składników odżywczychi witamin, stała przed nim wyjątkowo atrakcyjna dziewczyna. Młodzieniec poczuł się dziwnie. Jakby czas się zatrzymał. Kiedy patrzył się w jej brązowe oczy, widział odbicie siebie. Zrozumiał, że nigdy w życiu nie był zakochany, a dziewczyna, która stała przed nim, była wyjątkowa. Widział jak wspólnie pokonują Voldemorta, nabijają jego głowę na pal i idą do domu. Własnego domu. Widział ich ślub, dzieci i w końcu wnuki. Przed oczami przeleciało mu ich całe wspólne życie, które miało się zacząć już za chwilę. Musnął ją delikatnie w policzek, poczuł jej zapach, który okazał się być najpiękniejszym jaki kiedykolwiek uświadczył. Nie była brudna. Pachniała lawendą i bryzą. Wiedział, że ona czuje do niego to samo, patrząc w jego oczy. Wiedział to całym sobą. Kiedy chwycił ją za wygolony kark, poczuł dreszcz, który przeszył cale ciało. Poczuł jak ona się wyprężyła. Pochylił się, by ją pocałować. Zmrużył powieki...
    I wtedy zwymiotował, przypomniawszy sobie, że umawiała się ona wcześniej z Ronem.
    -EKHM, no także tak – powiedział Andrzej, wracając do rzeczywistości i ocierając kąciki ust – Chodziłem do najlepszej szkoły czarodziejstwa w całej Europie centralnej i wschodniej. Szkoły ogromnej, wielkością nie ustępującą normalnemu miastu, a omijanej, przez wszystkich mugoli.
    Centrum Edukacji Magicznej i Wybawienia Astralnego im. Jedynego Króla Polski Chrystusa, przez wschodnich czarodziejów nazywana Radomiem.
    - Brzmi groźnie – Seamus zamyślił się – Czy nauczyłeś się tam czegoś, co mogłoby nam się przydać w walce?
    - Strategii – Andrzej spoważniał – Te! Scout! Sprawa jest. Kiedy następnym razem wyjdziesz na żer to zrób accio telefon. Stawiam, że tylko ja go ze sobą zabrałem na to opuszczone przez bogów odludzie i tylko mój leży, skonfiskowany, w sekretariacie.
    - Co to telefon? – zdziwił się piegowaty brunet.
    - Accio, kurwa, telefon – wycedził Andrzej – Przyleci to będziesz wiedział. Muszę zadzwonić do paru osób. A teraz wypierdalaj i bez niego nie wracaj. I nie zapominaj o skrzacie. Teraz zrobimy to po mojemu. Kochani! – Polak zawołał do wszystkich. Dziesiątki oczu zwróciły się w jego stronę. W dławiącym powietrzu czuć było zgniliznę i napięcie. – Jebać Harrego! Jebać Czarnego Pana! I jak zawsze jebać KSQ Warszawa! Koniec ze sraniem do wiader i jedzeniem syfu. Nie mam zamiaru czekać na żadnego wybrańca, który to zapierdala po świecie i zbiera horkruksy. Po co? Co z tego, że Czarny Pan odrodzi się jeszcze raz? Nie patrzcie się tak na mnie, przecież wszyscy o tym wiedzą. Wystarczy go znów zajebać i tak do skutku. Tak to robimy w Polsce, bez żadnego tchórzliwego pierdolenia i wybrańców - zasrańców. Idziemy spać i rano zaczynamy zabawę!
    Noc minęła szybko. Wszyscy, od dawna, czekali na sygnał do walki, czekali na to, aż cos się zacznie dziać. Jedynie Cho do rana nie mogła zasnąć. Ciągle w głowie wyświetlała jej się projekcja, w której głównym bohaterem był młody Polak o aryjskich rysach i dużym bicepsie.
    Rano wszystkich obudziła głośna defekacja Luny na grządkę z kapustą. Gryzący dym z rozpalonego, obok grządek, ogniska dławił i wymuszał szybkie opuszczenie łóżek. Andrzej zeskoczył z pryczy, przeciągnął się i zobaczył skrzata domowego, żerującego na ludzkim ścierwie.
    - Kurwa…. – Mruknął – Co tutaj się odjaniepawliło? LUNA? Luna, czy możesz mi to wyjaśnić?
    - Mogę – Twarz dziewczyny, jak zwykle nie wyrażała żadnej myśli – W nocy wstałam, żeby podlać kabaczki. Kucnęłam nad roślinką i nagle usłyszałam za sobą trzask. Odruchowo uderzyłam cegłą, którą zawsze trzymam przy sobie i trafiłam w czyjąś głowę. Potem był zduszony jęk, cichy syk, jak się później okazało skrzata domowego i nim się zorientowałam co się stało, nasz mały przyjaciel już ucztował sobie na truchle.
    - Ale jak to możliwe, że nikt tego nie usłyszał? – Zdziwił się Andrzej.
    - Magia – Dziewczyna odpowiedziała, uśmiechając się tajemniczo – A skrzat ma cos jeszcze, porozmawiaj z nim.
    - E! Skrzacie – Andrzej zwrócił się do niewielkiego stworzenia, które aktualnie owijało się jelitem cienkim, wyciągniętym z ciała swojego przewodnika. Dziwnie to wyglądało. Rosły Polak, co najmniej pięciokrotnie większy i piętnastokrotnie cięższy, stał nad małym, zwiniętym w kłębek skrzatem. Stworek z pozoru nie różnił się on niczym od typowego skrzata domowego. Duże, wyłupiaste oczy, sterczące uszy, drobna postura i odzienie ze szmaty. Wyróżniał go jednak kręcony, czarny wąs
    - Jak ci na imię? - zapytał
    - Chujek – Odparł skrzat z meksykańskim akcentem.
    - A więc Chujku, mam pytanie. Jak ci się pracuje na zamku, czy ludzie dobrze cię traktują?
    - Noooo…. – spochmurniał Skrzat – Kiedy tylko mogą kopią i poniżają. Jeden człowiek, kazał ostatnio zrobić coś czego Chujek wcale robić nie chciał. Pan ściągnął spodnie i powiedział żeby Chujek…
    - Dobrze, rozumiem! – przerwał Chujkowi Andrzej – Nie musimy teraz o tym słuchać. Mam dla ciebie propozycję. Jeśli nam pomożesz, załatwimy ci tyle trupów, że nie będziesz wiedział, który bezcześcić jako pierwszy. Dodatkowo musisz mi oddać to co trzymasz teraz w swoich małych rączkach. Co ty na to?
    Skrzat spojrzał się czujnie na wielkiego człowieka. Z początku wydawało się, że teleportuje się z powrotem do swojego starego życia i świadczenia usług wszelakich. Jednak po chwili wyciągnął do Andrzeja rękę w której trzymał zakrwawiony telefon.
    - Doskonale – ucieszył się Andrzej – Witaj na pokładzie. Pamiętaj tylko, że w tym gronie, w którym jesteśmy tutaj, nie mordujemy się wzajemnie. Nie mordujemy również uczniów, którzy chodzą po korytarzach. Mordujemy tylko śmierciożerców. W każdym razie teraz się tego trzymamy. Zrozumiałeś?
    - Si Señor – powiedział skrzat, pochylając głowę i głaszcząc wąs.
    Najwspanialszy z polskich magów, przebywających na ziemi brytyjskiej, poklepał Chujka po główce, po czym odblokował telefon, wybrał numer i zadzwonił.
    - Siergiej? Bracie, sprawa jest. A, u mnie dobrze, w UK wojna, magowie niedołężni się mordują. No i właśnie w tej sprawie dzwonię. Wypadałoby skończyć tę wojnę. Spotkamy się na piwko to pogadamy i opowiem dokładniej. Chciałem się zapytać, czy z Borysem, nadal macie ten fajny garaż z wyposażeniem? O! No i cacy. W takim razie spodziewaj się mnie niebawem. Później się rozliczymy. Bajo.
    Andrzej rozłączył się i powiódł po wszystkich wzrokiem.
    - Już czas – powiedział i podszedł do rogu pokoju, który skrywał się za zasłoną. Gwałtownym ruchem ukazał to, co tak wszystkich ciekawiło.
    - A… Andrzej – zająkał Neville – Ale co to jest?
    - Eliksir, dzięki któremu Polacy przez setki lat odnosili niesamowite zwycięstwa – Andrzej uśmiechnął się szeroko.
    - Dwadzieścia litrów siedemdziesięcioprocentowego felix felicis.
    Nie moja, wzięta z sekcji past na fb, ale takie złoto ze musialem przekleic XD
    #pasta #harrypotter #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Do zobaczenia, moje wy skrzaty.
    Za tydzień zobaczymy Ginny wyglądającą jakby miała lat 50, a nie 30.
    #harrypotter

  •  

    wspaniały to był seans, nie zapomnę go nigdy
    do zobaczenia za tydzień przyjaciele ;)
    #harrypotter

  •  

    Supcio było do zobaczenia za tydzień juz ostatni raz (╥﹏╥)(╥﹏╥)(╥﹏╥)
    #harrypotter

  •  

    No i elo za tydzien to bedzie prawdziwe pew pew pew i lasery
    #harrypotter

  •  

    niby mam masę swoich problemów dużo ważniejszych niż postać filmowa, ale zawsze płaczę jak Zgredek umiera (╯︵╰,)
    #harrypotter

  •  

    #harrypotter no kurde, drugą wartościowa postać po hermionie... Jest tyle opcji, ron, wybraniec, cała rodzina wesleyow to nie :/

  •  

    Potężni śmierciożercy, najbliżsi współpracownicy samego Czarnego Pana znowu przegrywają z nastolatkami.
    #harrypotter

  •  

    #harrypotter
    Wygląda jak Ukrainiec, nic dziwnego że go nie poznali

  •  

    #harrypotter bellatrix fajna sztuka ale taki cmentarz w gębie to aż wstyd, skierowanie do rodziców Hermiony natychmiastowe

  •  

    No nikt sie nie orientuje jak wygląda wybraniec, nociekawe
    #harrypotter

  •  

    Jakby biegły trzy Hermiony, zamiast Harry'ego i Rona, dziewczyny wyszłyby zwycięsko ze starcia (╯︵╰,)
    #harrypotter

  •  

    Jak Ronowi czytali takie bajki do snu za gnoja to sie nie dziwie że ma zryta psyche teraz
    #harrypotter

  •  

    - witam prosze dać mi te horkruksy
    - daj te horkruksy człowieku
    - może grzeczniej?
    - poprosze Czarny Panie te horkruksy
    - wkurwił mnie pan na ostro więc panu ich nie dam
    - ty kurwa mieszańcu jebany
    - dawaj te pierdolone horkruksy
    - oszukujesz człowieku uczciwych wybrańców
    - po moim trupie, dawaj napierdalamy się o te horkruksy, kto wygra zabiera wszystko
    - gdzie mieszkasz? Przyśle Hermione z zakonem
    - co zakon, stań ze mną do walki #harrypotter
    pokaż całość

  •  

    Ron jak się jara że coś mu w końcu po tylu latach wyszło XD
    #harrypotter

  •  

    - to długa historia

    no pewnie, przecież jesteście tacy zajęci, w ogóle nie macie przypadkiem za dużo czasu xDDD
    #harrypotter

  •  

    Ech, szkoda że Ron nie poczekał, aż się zaczną bzykać, myślę że sporo osób chciałoby to zobaczyć.
    #harrypotter

  •  

    Ron się zastanawiał - oglądać tego pornosa dalej czy posłuchać Harry'ego...
    #harrypotter

  •  

    najmniej kochany przez matke XDDDDD
    voldemord jaki pocisk XDD
    #harrypotter

  •  

    widziałem twoje marzenia Ronaldzie Łizli

    pierwszy raz ktoś dobrze powiedział jego nazwisko
    #harrypotter

  •  

    #harrypotter
    Wielcy czarodzieje a nie wiedzą że się nie wchodzi do jeziora tylko magnesem się wyciąga miecz takim wyczarowanym
    BTW do chuja ona ma taką zajebista torebkę to mogła wziąć magnes i dźwig

  •  

    #harrypotter broni się przed wężem Nagini w Dolinie Godryka AD 24 grudnia 1997r.; koloryzowane #heheszki #humorobrazkowy #bekazprawakow #bekazkatoli

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #harrypotter

0:0,0:1,0:0,0:0,0:4,0:2,0:0,0:1,0:0,0:0,0:1,0:3,0:1,0:2

Archiwum tagów