•  

    Wygląda jak Zgredek. Przed państwem, pałaneczka gruboogonowa :)
    #zwierzaczki #smiesznypiesek #natura #harrypotter #fotografia #heheszki

  •  

    Dementorzy w #harrypotter nie atakowali Rona, ponieważ jest Rudy, a co za tym idzie nie ma duszy.

    #ciekawostki

  •  

    Ciekawe czy istnieją w heri pocie vegan friendly różdżki, bo przecież różdżki zawsze miały włos jednorożca albo pióro feniksa albo włókno ze smoczego serca #harrypotter #gownowpis

  •  

    Poszedłem dzisiaj u fryzjera a tam akurat Lucjusz Malfoy się obcinal ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #harrypotter #heheszki #humorobrazkowy

  •  

    #lotr #starwars #harrypotter #startrek #bekazpodludzi #heheszki

    Beka z podludzi bez dystansu do swoich ulubionych filmów.

  •  

    #generowanietekstu
    Zabawa z lstm, machine learningiem, rekurencyjnymi sieciami neuronowymi oraz z tekstem paru czesci harrego pottera. Troszke przerazajace w jaka strone to idzie ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Siec uczyla sie od poczatku z literki na literke.

    "- tak szept, tak na tak niej nie był nagle nie, jestem zaraził coś nie mam przydzień, w nam w tonem, cały albo ciepli w siebie pani miał ron, podczas nie sposód wystawieniła pani wyrażony się za nimis wysiąła z ron, która w ministerstwa do nim to to potem, w tym harry'ego.
    - nie krokiem.
    - nie wiedział.
    - wiem postacie się trzamie ciężkiem chodził zamienić w tym "

    Jakby ktos mial serwerek ktory chcialby udostepnic w celach "naukowych" to ja z checia pozycze :3 (bo na moim laptopie zabawa z tym strasznie dlugo trwa)

    pokaż spoiler #harrypotter #machinelearning #naukaprogramowania #siecineuronowe #python #programowanie
    pokaż całość

  •  

    Robię porządki i znalazłam trochę niepotrzebnych rzeczy, może ktoś zbiera lub się komuś przyda?
    * 24 pocztówki z Waszyngtonu w książeczce + parę z Nowego Jorku
    * około 70 Starych kart telefonicznych (są ładne ale są tez jakieś zwykłe)
    * kolczyki nowe, jakieś takie z piórkami, niby indiańskie (?)
    * coś dziwnego do ćwiczeń
    * mam jeszcze podkładkę pod obrączki, raz użytą ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    * naklejka na WC dla fanów Harrego Pottera

    Jak ktoś coś chce to piszcie :) wysyłka tylko pocztą, bo do paczkomatu mam za daleko.

    #pocztowki #kartytelefoniczne #slub #harrypotter #oddam #rozdajo
    pokaż całość

  •  

    Nie moje, przeklejam z fb

    BITWA O HOGWART CZĘŚĆ DRUGA

    Ogłuszającą ciszę przerywał tylko odgłos jego kroków. Ich echo rozchodziło się po zimnym i pustym korytarzu. Dudniło i powodowało niepokój. Twierdza była dokładnie taka jak ją zapamiętał. Szara, sterylnie czysta i przerażająco wyludniona. Nigdy nie było mu dane zwiedzić całej siedziby, swoją drogą nie zależało mu na tym. Każdy rozsądny Słowianin starał się omijać to miejsce z daleka. Hol, którym był prowadzony, zaczynał się zaraz przy wejściu i prowadził głęboko w głąb góry. Zdawał się być jednolity i nigdy nie kończyć, jednak Andrzej wiedział, że ściany, pokryte starożytnymi runami i inskrypcjami, były doskonale przygotowaną iluzją i skrywały za sobą kompleks pomieszczeń dostępnych tylko dla bardzo nielicznych.
    - Cholera, ale zimno – pomyślał.
    Szedł powoli. Tempo marszu wyznaczały sunące obok niego dwa wernery. Stworzenia o nieokreślonej płci, były najnowszym wynalazkiem Słowiańskich magów genetyków. Po dekadach prób udało im się połączyć dementora z wiłą, efektem czego uzyskali istotę o przepięknych, kobiecych kształtach, która nie potrzebuje snu. Najwyższa Rada magów Słowiańskich uznała, że doskonale sprawdzą się w roli strażników więzień i obozów pracy. Nie pomylili się, sadystyczne usposobienie wernerów błyskawicznie stało się legendarne. Jako istoty praktycznie nieśmiertelne i niepotrzebujące snu, upodobały sobie oglądanie wszelakiej maści seriali. Zmuszały one później więźniów do przysłuchiwania się wielogodzinnym debatom o wyższości Seksu w wielkim mieście nad Ugly Betty. Tracący zmysły więźniowie, z czasem zapominali, że słuchają morderczych demonów i chcąc ulżyć całemu napięciu towarzyszącemu przebywaniu w zamkniętym budynku, próbowali zbliżać się do wernerów. Szybko tego żałowali, gdyż demony mamiły i po pewnym czasie biedna ofiara nie była pewna czy stojący przed nim stwór w ogóle istnieje i czy kiedykolwiek istniał. Wernery stworzyły między sobą swoistą rywalizację, kto doprowadzi największą liczbę ludzi do samobójczej śmierci – wygrywa. Tyle dobrego, że feministki się wkurwiały. Andrzej wzdrygnął się. Najwyższa Rada nie przebierała w środkach, wyznawała zasadę, że cel uświęca nawet te najgorsze. Choć z drugiej strony, to właśnie Rada postanowiła dawnej dać mu szansę rehabilitacji za zabójstwo. Gdyby nie oni, to siedziałby teraz w obozie pracy i naklejał oryginalne loga na podrabiane adidasy.
    - W mordę, przecież mogłem się tego spodziewać. – Andrzej westchnął. – Przecież ten dzień zaczął się tak pięknie…

    - Chujku, jak daleko możesz się teleportować? – zapytał Andrzej, zaciskając pas i poprawiając plecak.
    - Señor, mogę przenieść się dokładnie tam, gdzie potrzebuje mój pan – odpowiedział skrzat.
    - Zaraz, kurwa, co? Czyli możesz się przenieść na drugi koniec świata, dodatkowo zabierając ze sobą jeszcze kilka osób?
    - Si, tak jest.
    -Ja pierdolę – Andrzej mruknął do siebie. - To po chuj Brytyjczykom te wszystkie latające samochody, pociągi i inne gówna? Jak to możliwe, że nikt nie wpadł na to, żeby teleportować się do skarbca, albo do supermarketu, po zamknięciu? Nic dziwnego, że w Europie centralnej i wschodniej posiadanie skrzata jest karane śmiercią.
    -Andrzej, czy na pewno dasz sobie radę? Może lecieć z tobą? – Cho Chang pojawiła się obok niczym zjawa.
    - Nie trzeba, będzie spoko – Andrzej nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem – Lecę, robię zakupy, zbieram ludzi i wracam. Jeśli dobrze pójdzie, to za dwa dni wrócę.
    - Ludzi? Myślisz, że nie damy sobie rady? – Cho posmutniała.
    - Piękna, spójrz się na mnie. –
    Andrzej przysunął się do niej. Tak blisko, że czuła ciepło bijące od jego ciała. Serce zabiło jej mocniej. Delikatnym gestem chwycił ją dwoma palcami za brodę, odchylił głowę. Zadzierała ją teraz bardzo, wszakże był od niej ponad głowę wyższy. Spojrzała się na niego i poczuła, że serce zaraz wyskoczy z jej piersi. Zmrużył oczy i otworzył usta. Cho nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. Zamknęła powieki i rozchyliła wargi. Czuła jak jego usta się przybliżają. Przełknęła ślinę. Usłyszała jak bierze głębszy oddech.
    - Czyś ty kurwa ocipiała? – powiedział - Jest nas tutaj 43 osoby. Jak według ciebie mamy pokonać nadchodzącą armię? Bądź że poważna, dziewczyno.
    Andrzej odwrócił się i krzyknął do wszystkich:
    - Niebawem wrócę. Pokażemy Czarnemu Panu w jaki sposób walczą Polacy! W 1940 uratowaliśmy wasze brytyjskie, zdradzieckie dupska, i teraz powtórzymy ten sukces.
    - Señor Andrzej, ale czy jest to rozsądne? – powiedział Chujek smarując wąs woskiem. Po co nadstawiać kark za kraj, który nigdy nie pomógł temu, z którego ty pochodzisz? Nie lepiej pozwolić im się pozabijać wzajemnie?
    - Nie, mój mały przyjacielu – Andrzej powiódł wzrokiem po wszystkich zebranych – tak nie postępują potomkowie husarzy. – Joseph, podejdź proszę do mnie, mam sprawę.
    Niewysoki piętnastolatek, podszedł do Polaka, powłóczywszy nogą.
    - Joseph, tobie daję zadanie pilnowania naszego felix. Może wmów po prostu wszystkim, że tylko ja potrafię go dawkować i używanie beze mnie skończy się śmiercią. Mogę na ciebie liczyć? – powiedział Andrzej, kładąc młodzieńcowi dłoń na barku.
    - Spokojnie, dam sobie radę. - Joseph uśmiechnął się – W końcu przez trzy lata byłem przewodniczącym hogwarckiego klubu dyskusyjnego.
    - Fantastycznie – Andrzej uspokoił się – Sprawdźcie jeszcze co ten debil miał przy sobie.
    Gestem wskazał bezkształtną, zakrwawioną masę.
    - Wszystko co ma w kieszeniach przetrzymajcie do mojego powrotu. Zobaczymy czy miał jakieś ciekawostki – powiedział.
    Rzucił jeszcze raz okiem na ludzi, których postanowił uratować. Ludzi, którzy stali się jego dysfunkcyjną rodziną. Na ułamek sekundy zatrzymał wzrok na Cho Chang. Zamknął oczy, chwycił skrzata za ramię i teleportował się. Ciszę, która nastała po jego zniknięciu, przerwał hurgot rozpadającego się piętrowego łóżka.

    - Wiedziałem, kurwa, wiedziałem. – mruknął Andrzej, masując obolałe ramię. Przechodził właśnie obok inskrypcji, która zdawała się liczyć kilkaset lat. Można było się tylko domyślać, co swego czasu oznaczało „Głęboka Rusalna Dziura (wtorek za pół ceny)” – Jak człowiek postanawia w końcu komuś pomóc, to pewnym jest, że dostanie po dupie. Mogłem tylko napisać do Rady o przeniesienie z powrotem do Radomia i pozwolić im się pozabijać w tym Hogwarcie, ale nieee! Kurwa bohatera zachciało się zgrywać. I to w imię czego? No Andrzej, zaskocz mnie i powiedz, że był jakiś inny powód, niż to by pokazać bandzie idiotów jak radzą sobie w życiu Polacy? No! To teraz mam za swoje. -
    Za moment znaleźć się miał przed pomieszczeniem, w którym czaiło się nieprzewidywalne zło. Andrzej wiedział o tym, ołtarz Matki Boskiej, który wyznacza połowę trasy, minęli już jakiś czas temu, a czterometrowy, neonowy krzyż, który właśnie mijali, był znakiem, że zaraz za kolejnym zakrętem skrywać się będą ogromne wrota. Młodzieniec odetchnął głęboko.
    - I oczywiście znikąd pomocy się nie mogę spodziewać. – pomyślał – Te cioty z Hogwartu nigdy mnie tutaj nie znajdą, a na moich przyjaciół też nie ma co liczyć. Nie są samobójcami. Chociaż Siergiejowi nie jest daleko. Siergiej…Serdeczny debil... Tak, to była szybka wizyta.

    Ciemność, przeszywające zimno, potem oślepiające światło i w końcu spotkanie z twardą podłogą. Jak na pierwszą teleportację, młodzieniec poradził sobie bardzo dobrze.
    - Andrzej, dziecko, dobrze cię widzieć! – usłyszał wysoki, donośny głos – Rośniesz jak na drożdżach! Widzę, że moje ziółka dobrze spełniają swoje zadanie.
    Młody Polak potarł oczy i usiadł. Specyficzny głos i duszący zapach sprawiły, że był pewien, iż trafił we właściwe miejsce. Ostrożnie otworzył jedno oko, potem drugie. Ukazała mu się niewysoka, łysa i delikatnie przygarbiona postać w woderach.
    -Siergiej! – krzyknął – Fantastycznie znów cię widzieć.
    Andrzej wstał i chwiejąc się nieco, podszedł do szczerzącego się człowieka. Znali się od dawna, Siergiej był nauczycielem w Radomiu. Młodzieniec zawsze lubił jego zajęcia, uważał, że magiczna modernizacja mugolskich urządzeń i broni była bardzo wdzięczna, dlatego na zajęciach z Praktycznej Magii Stosowanej był zawsze obecny i miał najlepsze oceny. Odkąd trzy lata wcześniej jeden czwartoklasista, zachęcany przez Siergieja, postanowił rozbroić granat ręczny i zamienił siebie, oraz pół klasy w siekane mięso, Ukrainiec zmuszony był zmienić zawód. Udało mu się jednak, mimo wszystko, pozostać w branży, gdyż Rada uznała, że jego doświadczenia z mugolską technologią są bardzo cenne. Zaczął więc on pracować na ich zlecenie. Współpraca układała się dobrze, do czasu gdy kapłani dowiedzieli się, że ten handluje przedmiotami, które wcześniej nie były poświęcone. Ekskomunikowany Siergiej zmuszony został działać w podziemiu.
    - Piwo? – zaproponował Ukrainiec.
    - Boże, tak! – odpowiedział entuzjastycznie Andrzej.
    Młodzieniec chwycił podaną mu butelkę, pociągnął łyk i przypomniało mu się czego tak naprawdę mu brakowało przez te wszystkie miesiące w Hogwarcie.
    - Na wszystkie świętości – spojrzał na butelkę – Harnaś, Boże jakie to jest dobre
    - Ano jest - Siergiej spojrzał się na Chujka – A kim jest twój mały kolega?
    - A, to. To jest Chujek, skrzat domowy, który mi pomaga. – odpowiedział Andrzej. – Swoją drogą, daj mu coś do ubrania, niedobrze mi się robi jak patrzę na tę szmatę, którą się owija.
    - Coś powinienem mieć. – łysy mężczyzna podszedł do szafy. Pogrzebał i po chwili wyciągnął ubranie, które wręczył skrzatowi.
    - Que? Ale, ale, ale to jest przecież – Chujek zająknął się.
    - Bluza i spodnie Addidasa – powiedział Siergiej z uśmiechem.
    - Ubranie… - mały stworek patrzył się na niebieski dres, nie mogąc uwierzyć w to co widzi.
    - O kurwa mać – Andrzej złapał się za głowę – Ja pierdolę, zapomniałem o tych debilnych zasadach. W pizdę palec, dobra, niech będzie. Chujku, od dziś jesteś wolnym skrzatem. Ale mam nadzieję, że nasza umowa nadal aktualna? Pomagasz nam i w zamian dajemy ci możliwość zemsty na ludziach? Chujku?
    - Chujek to było niewolnicze imię. – odrzekł dumnie skrzat, ubierając dres – Od dziś stoi przed wami San Escobar Mortillo Ferenza Gomez Illudio. I on zawsze dotrzymuje wcześniej danego słowa.
    - Chryste… - Andrzej mruknął – A mogę mówić ci San, tak żeby było szybciej?
    - San Escobar Mortillo Ferenza Gomez Illudio się zgadza – skrzat pochylił głowę.
    Nagle zrobiło się zimno. Bardzo zimno. Chłód zdawał sie paraliżować i wyłączać wszelkie zmysły. Czas wydawał się być zatrzymanym i złowrogo czekającym na jakąkolwiek reakcję. Istota, która od wieków była na usługach jedynych, słowiańskich arcymagów, odezwała się leniwie:
    - Andrzej Żegota Bekas? – powiedziała postać siedząca w kącie pokoju. Odziana była w czarny płaszcz, kaptur zasłaniał jej twarz, a pierś zdobił ogromny, złoty krzyż. Dla odmany, nagle powiało żarem. Z każdą wypowiedzianą sylabą stwór ten zdawał się palić i ziębić jednocześnie. Andrzej ujrzawszy istotę, stanął na baczność, jak wryty.
    - Matko Boska – pomyślał – Inkwizytor. Kurwa, czego może ode mnie chcieć inkwizytor?
    - Ja od ciebie nic nie chcę – wycharczała głośno postać, podchodząc powoli – Ale Rada chce cię widzieć.
    Inkwizytor chwycił Andrzeja za ramię. Chłopaka przeszył zimny ból, zakręciło mu się w głowie. Ostatnie co ujrzał, nim jego oczy ogarnęła ciemność, to mały skrzat domowy w bluzie z napisem „Jebać tych co za plecami sieją ferment”.

    Korytarz skończył się, doprowadzając Andrzeja do miejsca jego przeznaczenia. Stał teraz przed gigantycznymi wrotami ze złota, na których przedstawione były wszystkie najważniejsze wydarzenia z Biblii. Wernery pchnęły skrzydła bramy, które otwarły się ukazując pomieszczenie, które tylko nieliczni widzieli więcej niż raz w życiu. Wszedł. Nie miał innego wyjścia, znał procedury, poza tym nie było innej drogi. Doszedł do środka sali, w miejscu, gdzie na podłodze znajdowało się malowidło Krzyża dominującego ponad gwiazdą Dawida i uklęknął, pochyliwszy głowę. Wysoko ponad nim, na loży siedziało kilka osób w różnokolorowych sutannach.
    - Bądź pochwalony Ojcze Święty i bądźcie pochwaleni wy, członkowie wielkiej Rady Czarodziejów Słowiańskich – powiedział głośno – Czym zasłużyłem sobie na zaszczyt, by przed wami stanąć?
    Odpowiedziała mu cisza. Cisza, która przeciągała się bardzo długo. Serce podeszło mu do gardła. I w momencie, gdy już był bliski zemdlenia, ciszę przerwało powolne klaskanie dłoni.
    Oj Andrzej, Andrzej, Andrzej – powiedział uśmiechnięty starzec w białej sutannie – Andrzej Bekas! Patrzcie go państwo, Andrzej Bekas nie wie czemu go wezwaliśmy. Kardynale Spasimirze, bardzo proszę wytłumaczyć temu młodzieńcowi w czym rzecz. Tylko streszczaj się proszę, już niedługo pora podwieczorku. Zabiorę was na najlepsze kremóweczki, jakie kiedykolwiek jedliście, mówię wam, palce lizać.
    - Ekhm – odchrząknął kardynał w czerwonej sutannie – A więc tak. Pogwałciłeś paragraf 21 kodeksu czarodziejów słowiańskich, podpunkt 37. Mówi on jasno, ze czarodzieje słowiańscy nie mają prawa się teleportować. Zostało to ustanowione w roku 1387 na soborze w Baginie, gdzie daliśmy możliwość teleportacji Brytyjczykom, Hiszpanom, Włochom i Grekom. Był to ukłon w ich stronę, jako istotom mniej inteligentnym, by pomóc im rozwijać swoje społeczeństwa. Po drugie i ostatnie planowałeś wykorzystanie technologii słowiańskiej w wewnętrznej walce magów brytyjskich.
    Andrzej klęczał, nie podnosząc głowy. Wiedział już jak to się skończy.
    -Rada już wydała wyrok w twojej sprawie. – kontynuował kardynał Spasimir – Nim ci go przedstawimy, powiedz nam, dlaczego? Dlaczego włączyłeś się w nie swoją walkę?
    - Ponieważ, dużo czasu spędziłem z tymi ludźmi – powiedział Andrzej podnosząc głowę – Oni sami nie są w stanie sobie poradzić, są jak dzieci we mgle… Chciałem im pomóc.
    - Ho-Ho, słyszałeś go Karol? On chciał im pomóc! – zarechotał kapłan w czapce o kształcie dyni – Oczywiście, że oni nie są sobie w stanie poradzić. Dlatego wielka Lechia postanowiła się od nich odciąć. – zwrócił się do młodzieńca – A niech się powybijają nawzajem, co nam szkodzi?
    - Dominik, wiesz niby racja, – odpowiedział Ojciec Święty – ale to tamto to też są ludzie. Malo warci, ale ludzie.
    - Karol, co ty godos? – powiedział kardynał Spasimir – Ile my się znamy? Trzysta lat? Trzysta dwadzieścia? Przecież po to odjebaliśmy tę całą inbę z B16 i F1, żebyśmy mogli w spokoju zająć się rzeczami ważnymi. A do takich nigdy nie zaliczaliśmy niżej rozwiniętych istot z zachodu.
    - Wielka Rado, czy mogę zadać pytanie? – powiedział Andrzej.
    Kapłan w dyniowej czapce zezwolił niedbałym ruchem dłoni.
    - Skąd wiedzieliście, że się teleportowałem? – zapytał młodzieniec.
    - Namiar – odpowiedział kardynał Spasimir – może i magowie z zachodu są mniej rozwinięci, ale nawet i dziobaki miewają dobre pomysły. Nałożyliśmy na ciebie namiar i przez ostatnie miesiące śledziliśmy każdy twój ruch.
    - No nie, no kurwa no nie – pomyślał Andrzej, mając przed oczami wszystkie uczennice, które zaliczył w Hogwarcie.
    -Więc tak? – Spasimir obruszył się – Chociaż, to nie ma już znaczenia, w ogóle nie wiem czemu prowadzimy tę rozmowę. Andrzeju Żegoto Bekas, niniejszym Rada skazuje cię na…
    - Spasiu, poczekaj – przerwał mu najświętszy ze świętych. – Dawno temu, jeden młodzieniec krzyknął do mnie, że jest ateistą i nie wie w co ma wierzyć. Wtedy nie wiedziałem co powiedzieć, a dziś może usłyszę dobrą odpowiedź?
    Oparł brodę na dłoni i zwrócił się do Andrzeja:
    - Młodzieńcze, dlaczego mielibyśmy pozwolić ci pomóc Brytyjczykom? Daj mi proszę dobry powód.
    - Ekonomia – wypalił młody Polak, bez zastanowienia – jeśli Voldemort zwycięży, to zniewoli wszystkich brytyjskich mugoli, wśród nich są nasi, którzy tam pracują. Akcje spadną, będzie chaos!
    Cisza ogarnęła salę. Gdyby dezaprobata mogła wydzielać dźwięki, to brzmiałaby właśnie tak jak to co Andrzej słyszał dookoła siebie.
    - Niepotrzebnie pytałem – powiedział wolno Karol – Spasimirze, kontynuuj proszę.
    - ROWAN ATKINSON! – krzyknął Andrzej – Rowan Atkinson jest mugolem. Pozwolicie by zabili Jasia Fasolę?
    Kardynałowie spojrzeli po sobie. Wymienili po cichu kilka szybkich zdań. Popatrzyli się na siebie, następnie na ogromnego Polaka, który w tej sytuacji zdawał się być nic nieznaczącym pyłkiem. Po chwili kardynał Spasimir powiedział:
    - W świetle nowych okoliczności, wielka Rada postanawia przychylić się do twojej osoby. Niniejszym wydajemy ci oficjalne pozwolenie na pomoc magom w Wielkiej Brytanii. Dajemy ci wolną rękę w doborze swoich ludzi, mamy jednak jedno zastrzeżenie. Pójdzie z tobą jeden z magów aspirujących do zostania członkiem rady. Bardzo potężny czarodziej, który będzie miał na ciebie oko. -
    Andrzej zmartwiał. Zimny pot zalał mu kark i zwieracze zacisnęły się boleśnie. Usłyszał za sobą dudnienie i sapanie, które stawało się głośniejsze z każdą chwilą. Drzwi w kącie sali otworzyły się z hukiem i młodzieniec zobaczył postać, o której krążyły legendy. Zmierzał ku niemu ogromny mag, niesiony w lektyce, przez cztery strzygi. Ogromne fałdy tłuszczu falowały w rytm kroków demonów, czekając tylko na moment, aż staną się podwalinami pod kolejne, jeszcze większe. Mężczyzna odziany był w purpurową szatę, bogato zdobioną złotymi haftami. W ręku dzierżył kostur, którym walił po głowach niosące go strzygi i od czasu do czasu dłubał sobie w nosie. Długie, kasztanowe włosy, spadały wodospadami na piersi, których nie powstydziłaby się Pamela Anderson, w latach swojej świetności, a cera, którą można by smarować kanapki, świeciła z daleka. Demony doniosły ogromnego maga na środek pomieszczenia i postawiły lektykę. Andrzej przełknął ślinę. Ojciec Święty wstał i powiedział głośno:
    - Andrzeju, oto jest twój opiekun i od tej chwili towarzysz broni. Prymas Żyraf Mościcki.
    #pasta #heheszki #harrypotter
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    2 871 - 1 = 2 870

    Tytuł: Harry Potter and the Deathly Hallows
    Autor: J.K. Rowling
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★★★

    Cała seria już za mną. Ta część zdecydowanie różni się od pozostałych, ale wciąż trzyma poziom.

    pokaż spoiler Bohaterowie nie biorą udziału w lekcjach.


    Cała seria to świetna przygoda. Od małego byłem fanem serii i przeczytałem ją wielokrotnie i miałem poważne obawy przed jej przeczytaniem po latach. Bałem się, że okaże się naiwna i skierowana wyłącznie dla dzieci, ale na szczęście moje obawy się nie sprawdziły. Błyskawicznie przeczytałem całą serię (średnio trochę ponad 3 dni na tom). Wielokrotnie się śmiałem. Kilka razy płakałem.

    Teraz prawdopodobnie (po krótkiej przerwie na inne książki) przeczytam Baśnie barda Beedle’a, Quidditch przez wieki i Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Do tej pory czytałem tylko tę pierwszą. No i może jeszcze przeczytam Harry Potter and the Methods of Rationality, bo czytałem o niej dobre opinie.

    #bookmeter #harrypotter #ksiazki
    pokaż całość

  •  

    Harry - horkruks, który został czarodziejem
    #gownowpis #harrypotter

  •  

    2 884 - 1 = 2 883

    Tytuł: Harry Potter and the Half-Blood Prince
    Autor: J.K. Rowling
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★★★

    Ta część jest najsmutniejszą do tej pory. Popłakałem się jak

    pokaż spoiler Fleur powiedziała, że nie obchodzi jej jak Bill wygląda i że jej wyglądu starczy na ich oboje i że jego blizny tylko pokazują, że jej mąż jest odważny i wtedy pogodziła się z Molly. Wzruszyło mnie to bardziej niż śmierci Syriusza i Dumbledore'a.


    Doceniłem też bardziej postać Luny.

    “. . . but now that big Hufflepuff player’s got the Quaffle from her, I can’t remember his name, it’s something like Bibble — no, Buggins —”
    “It’s Cadwallader!” said Professor McGonagall loudly from beside Luna. The crowd laughed.

    Nawiązanie do Tolkiena?

    To chyba jedyna część, która

    pokaż spoiler kończy się bez pozytywnych wydarzeń. Dwie pierwsze zakończyły się bez konsekwencji dla "tych dobrych", trzecia skończyła się przeżyciem Syriusza i hipogryfa (nie uniewinnili ich, ale przynajmniej przeżyli), dobra może jeszcze czwarta kończy się źle, ale Harry wygrał Turniej, więc w sumie jest pozytywne wydarzenie. W piątej jest śmierć Syriusza, ale za to cały świat zaczyna wierzyć w powrót Voldemorta. W tej części ginie Dumbledore, horkruks jest fałszywy, a Voldemort jest jeszcze potężniejszy.


    #bookmeter #harrypotter #ksiazki
    pokaż całość

    •  

      @Dziki-Malz: Zamieniłbym tylko Harrego na maraton marvela lub coś disneya i byłoby najlepiej (。◕‿‿◕。)

    •  

      @Dziki-Malz: buzię widzę w tym deszczu. Ja słuchałem wiedźmina w wersji audiobooka podczas wykopów ziemniaków, dosyć chłodno 8/10 stopni, lekka mżawka, pole niedaleko lasu, wokół pusto i długo utrzymująca się mgła, taka, że na początku z 10 metrów za cholerę nic nie było widać. Klimat 999/10 (。◕‿◕。), do dzisiaj mam ciarki jak sobie to przypominam.

    • więcej komentarzy (37)

  •  
    torskee via iOS

    +2927

    Ciekawostka: ostatnia scena z Insygniów śmierci, kiedy Harry z Ginny i Ron z Hermioną odprowadzają dzieci na peron 9 i 3/4 dzieje się właśnie dziś
    #harrypotter #ksiazki

    źródło: embed.jpg

    •  

      @Rollem171 19 lat później. Lily i James Potter zginęli 31/10/81, Harry miał rok, czyli urodził się w 1980. Siódma część zaczyna się, gdy wchodzi w dorosłość ('97), Voldemort ginie po Nowym Roku, zatem w 1998. 19 lat po 1998 to 2017.

    •  

      @4d1n: Nie podszedłem tak do tego, nie znałem daty śmierci rodziców HP, i byłem pewien, że takiej w filmie nie było więc uznałem, że chodzi o rok wydania. W takim razie przepraszam za wprowadzanie w błąd.

    • więcej komentarzy (91)

  •  

    2 895 - 1 = 2 894

    Tytuł: Harry Potter and the Order of the Phoenix
    Autor: J.K. Rowling
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★★★

    Piąta, najdłuższa część serii za mną. To jedna z tych, które przeczytałem najwięcej razy (mój egzemplarz, który zabierałem ze sobą do zerówki rozleciał się kilka lat temu ( ͡° ʖ̯ ͡°)). Podoba mi się to, że główni bohaterowie nie zawsze się ze sobą zgadzają i nie są nieomylni (Harry, ty idioto!), a ich błędy niosą nieodwracalne, negatywne konsekwencje.

    Zauważyłem też coś, czego nie mogłem zauważyć, gdy jako dziecko czytałem polskie wersje - żarty z Uranus:

    “Harry, we saw Uranus up close!” said Ron, still giggling feebly. “Get it, Harry? We saw Uranus — ha ha ha —”

    Jeden był też w poprzedniej części:

    “It is Uranus, my dear,” said Professor Trelawney, peering down at the chart.
    “Can I have a look at Uranus too, Lavender?” said Ron.
    Most unfortunately, Professor Trelawney heard him, and it was this, perhaps, that made her give them so much homework at the end of the class.


    #bookmeter #ksiazki #harrypotter
    pokaż całość

  •  

    BITWA O HOGWART. CZĘŚĆ PIERWSZA
    W pokoju było duszno. Sięgające sufitu piętrowe lóżka, zdawały się być gotowe, by w każdej chwili runąć na barłóg znajdujący się na środku pomieszczenia. Brak okien i jakiejkolwiek klimatyzacji powodował, że dziesiątki spoconych i brudnych ciał wydawało odór padliny, która już bardzo dobrze zaprzyjaźniła się z poboczem. Migotliwe światło z licznych świec sprawiało, że zacieki na ścianach bezustannie tańczyły, a sparciałe hamaki i prycze, rzucały rozmazane cienie.
    - Mam dość tej bezczynności – powiedział Seamus do Nevilla. – Siedzimy tutaj jak owce czekające na rzeź.
    - Spokojnie Sem, musimy czekać na znak – Neville odpowiedział spokojnie – Nie jesteśmy w stanie pokonać śmierciożerców w otwartej walce. Jeszcze nie. Musimy czekać na Harrego. On na pewno będzie miał plan.
    - Jebać Harrego! – krzyknął Andrzej – Noż kurwa, ludzie, co jest z wami nie tak? Harry to, Harry tamto, Harry sramto! Czy to jest wasz pierdolony bóg? Spójrzcie na to wszystko!
    Andrzej, student z wymiany z szóstego roku, powiódł swoim ogromnym ramieniem po pomieszczeniu.
    - Myślicie, ze wasz bóg, chciałby, żebyśmy żyli teraz jak zwierzęta? Tarzali się we własnym łajnie i takie samo łajno jedli?
    - Właśnie. Jak to jest, że Pokój Życzeń jest w stanie stworzyć wszystko czego możemy sobie zapragnąć, poza czystymi ubraniami i działającym węzłem sanitarnym? – Dodała Cho, spoglądając w kąt pełen przelewających się kubłów, po brzegi wypełnionych efektem wielotygodniowego spożywania przeterminowanych zupek błyskawicznych z gnoma, o smaku dyniowym, oraz chleba, którego głównym składnikiem była glina.
    - Cho, nie bądź taką pesymistką. Nawóz przydaje się do odżywiania warzyw w naszym ogródku – Zawołała Luna, defekując prosto na karłowate marchewki – Swoją drogą nie wiem czemu w ogóle korzystacie z tych wiader. Przecież wiadomym jest, że wiadra tej wielkości emanują złą energią.
    - Luna, na miłość boską – Seamus wykrzywił się – Błagam, załóż spodnie. I nie, nie używaj rękawa! Luna! A ty Neville przestań się gapić.
    - Jeśli jeszcze raz będę zmuszony jeść tę pierdoloną zupę z tych kurwa dyń, to możecie być pewni, że umrę. Zrzygam się, umrę, zrzygam się raz jeszcze dla pewności i idę na korytarz, mordować wszystkich, którzy mi się nawiną! – krzyknął Andrzej. Wszyscy ucichli i spojrzeli się na niego. Część w przestrachu, a część, w czym większość dziewcząt, z nieukrywanym podziwem. Andrzej, szesnastolatek, który cudem uniknął Azkabanu dla nieletnich, za nieumyślne spowodowanie śmierci kibica KSQ Warszawa, podczas finału Polski w quiddithu, wzbudzał szacunek. Wysoki i potężnie zbudowany młodzieniec o brązowych oczach, krótko obciętych blond włosach i aryjskich rysach, swego czasu dostał wybór. Albo trafi do poprawczaka, albo zostanie przeniesiony do szkoły magii i czarodziejstwa w Hogwarcie i będzie studiował różnice pomiędzy polskim i brytyjskim systemem nauczania magii.
    - Neville, posłuchaj. – Andrzej powiedział już spokojniejszym głosem. – Nie możemy tutaj siedzieć w nieskończoność. Wychowałem się w Łodzi, miejscu w którym każdy rozsądny człowiek uczy się dywersji i działań partyzanckich, zanim nauczy się składać zdania. Rozumiem, że jest nas mało, ale wierz mi, mój drogi, opróżnianie kubłów wprost na schody obok naszego pokoju to kiepska partyzantka. Faktycznie ostatnio Amycus Carrow pośliznął się i sobie głupi ryj rozwalił, ale ktoś może w końcu dojść do wniosku, że to nie przypadek, że akurat tylko w tym miejscu na zamku jebie gównem. Albo ten – Andrzej wskazał ruchem głowy na piegowatego młodzieńca o czarnych włosach – Kurwa jebany scaut. Co jakiś czas, faktycznie, pójdzie i ubije jakiegoś skrzata domowego. Zajebista dywersja kurwa. Fajnie mieć jakieś mięsko, ale może ktoś temu debilowi wytłumaczy, że skrzaty domowe są, kurwa, magiczne? Te małe jebaczki potrafią się teleportować, moglibyśmy poprosić takiego, żeby przyniósł nam jakieś normalne jedzenie.
    - Albo by opróżniał wiadra na bieżąco – mruknęła Cho.
    - Ty! – Andrzej bezpośrednio zwrócił się do piegowatego bruneta – Załatw nam tutaj skrzata. Tylko go kurwa nie zabijaj, zrozumiano?
    - A co z hasłami przeciwko Czarnemu Panu, które wypisujemy na ścianach szkoły? – wtrącił Seamus
    - Chryste… Tak, może faktycznie byłby to dobry pomysł. – Andrzej spojrzał się na niego z politowaniem - Ale czy musieliście do tego wyznaczyć Adolfa i Josepha? Oni chyba nie do końca rozumieją przeciwko komu teraz walczymy.
    - Andrzeju, nie denerwuj się – Neville poklepał go po wielkim barku – Na razie musimy czekać. Harry jest już blisko, czuję to.
    - Dobra, koniec. Wytłumacz, dlaczego tak całujecie dupę Harremu? – Andrzej popatrzył się Nevillovi w oczy – Co on dla was kiedykolwiek zrobił? Wygrał parę jebanych meczy? Nie umarł? Bzyknął rudzielca? A kto nie? Zdajecie sobie sprawę, że z Harrym jest Hermiona? Wiecie, że to Hermiona stała za każdym większym planem, który Harry „wymyślił” i gdyby nie ona to oni już dawno by nie żyli? On i ten rudy debil.
    -Hej! Mówisz o moim bracie! – Ginny oburzyła się – Poza tym Hermiona też jest ruda.
    Andrzej obrócił się powoli i spojrzał na dziewczynę.
    - Ginny, kochanie, posłuchaj – powiedział aksamitnym głosem – Rudzi dzielą się na dwa typy. Albo wyglądają zajebiście, albo są paskudni i nieruchable. Hermiona, poza tym, że jest zajebiście mądra, to mogłaby mną obracać jak burą suką, wsadzić mi ogórek w dupę i ja bym jeszcze podziękował z pocałowaniem ręki i jej oblizał stopy. Serio, widziałaś ja ostatnio? Za to Ron wygląda jakby miał kilka chromosomów za dużo. To u was chyba rodzinne. I niestety, widziałem twoją matkę, więc u ciebie lepiej już nie będzie, więc szczym ryj i wracaj do strugania łyżek.
    Dziewczyna skuliła się i powstrzymując łzy, na powrót zajęła się struganiem trzonków mioteł.
    Widziała jak Andrzej, na wrześniowym spotkaniu integracyjnym, wypił siedemnaście piw i podpalił kilka obrazów. Krzyki przerażonych postaci, pochłanianych wolno przez płomienie, nadal śniły jej się po nocach. Wolała się go słuchać i nie dyskutować.
    - Ja kiedyś byłam ruda, wiecie? – Luna wyrosła obok Nevilla – Tak mi się wydaje w każdym razie. Kiedy byłam mała zatrzasnęłam się na parę tygodni w piwnicy mojego taty. Znaczy się brata! Brata. Od tamtego czasu sporo rzeczy mi się wydaje.
    - Kurwa Luna, załóż spodnie! – powiedział Seamus, ściskając nasadę nosa. – A ty Andrzej, może w końcu nam powiesz, co tam przygotowujesz?
    Naczelny pirotechnik hogwarckiego ruchu oporu wskazał palcem na kąt pokoju. Została tam wydzielona mała przestrzeń, której zawartość skrywała się pod zasłoną. Andrzej, do tej pory, nikomu nie zdradził co tam trzyma. Jedyną osobą, która odważyła się zajrzeć za zasłonę bez pytania był trzecioroczniak Thomas Morse. Kiedy został przyłapany przez rosłego Polaka, posłużył za przykład i prezentację, jak człowiek może funkcjonować bez zębów i z jedną tylko przegrodą nosową.
    - Naszą tajną broń – odpowiedział Andrzej - Coś co pomoże nam pokonać armię śmierciożerców. Cierpliwości, niebawem wszyscy doświadczymy jej siły. Na razie musi wystarczyć wam informacja, że my Polacy, jesteśmy mistrzami w warzeniu eliksirów. Dodatkowo od dziecka jesteśmy szkoleni warzenia i uodparniania się na działanie wszelakich trucizn. Widzieliście jak we wrześniu wypiłem łyżkę eliksiru Czarnej Śmierci? U nas nawet bezdomni mugole z pomocą bochenka zwykłego chleba, oraz paru monet, potrafią stworzyć eliksir siły.
    Cho spojrzała się na niego z podziwem. Nigdy nie spodziewała się, że istnieje naród, tak wspaniały, że magią potrafią posługiwać się nawet mugole. Informacja ta dopełniła tylko obraz silnego samca alfa, którego młoda Azjatka widziała przed sobą. Podkochiwała się w nim od wielu miesięcy, jednak teraz była już pewna, że ma ochotę na tę solidną porcję białego ryżu.
    - Zaraz… Coś się pali? – Neville pociągnął nosem
    - Doszłam do wniosku, że morale nieco spadły i przydałaby nam się integracja przy ognisku ze śpiewaniem piosenek. – melodyjnie powiedziała Luna – Patrzcie, nawet udało mi się upolować szczura. Pasta ze szczurzych jąder dobrze robi na…
    - Na gówno!! – przerwał jej Andrzej – Ludzie, kurwa, nie widzicie, że jesteśmy na skraju szaleństwa? Od tygodni nie mieliśmy okazji się umyć. Ciągle chodzimy w tych samych ubraniach i czy muszę w ogóle wspominać o tej jedenastolatce, jak jej tam było, która poszła po zapasy do tego obleśnego Aberfortha? Nie wraca już czwarty dzień, a jest to raptem 40 min w obie strony, zabezpieczonym tunelem. Czy jestem jedyną racjonalnie myślącą tutaj osobą? Może mi wytłumaczycie, dlaczego chowając się w tym pokoju nikt nie zabrał ze sobą telefonu komórkowego? Nie uważacie, że taki wynalazek mógłby być przydatny? W ogóle, czemu czarodzieje w tym kraju nie korzystają z jebanej technologii? U nas w szkole, w Polsce, jest nawet wifi.
    - Zaraz, w sumie nigdy nie mówiłeś gdzie się wcześniej uczyłeś – zauważyła Lavender, która przysłuchiwała się rozmowie.
    Andrzej dopiero teraz ją zauważył. Wcześniej była tłem, częścią brudnej masy. Teraz stanęła przed nim wyprostowana, patrzyła się prosto na niego. Krótkie włosy pasowały jej bardziej niż długie, oczy, przez tygodnie spędzone w zamknięciu, nabrały bezczelnego wyrazu. Andrzej wiedział, że wcześniej była nieco chubby, ale teraz, dzięki diecie w której brakowało wielu składników odżywczychi witamin, stała przed nim wyjątkowo atrakcyjna dziewczyna. Młodzieniec poczuł się dziwnie. Jakby czas się zatrzymał. Kiedy patrzył się w jej brązowe oczy, widział odbicie siebie. Zrozumiał, że nigdy w życiu nie był zakochany, a dziewczyna, która stała przed nim, była wyjątkowa. Widział jak wspólnie pokonują Voldemorta, nabijają jego głowę na pal i idą do domu. Własnego domu. Widział ich ślub, dzieci i w końcu wnuki. Przed oczami przeleciało mu ich całe wspólne życie, które miało się zacząć już za chwilę. Musnął ją delikatnie w policzek, poczuł jej zapach, który okazał się być najpiękniejszym jaki kiedykolwiek uświadczył. Nie była brudna. Pachniała lawendą i bryzą. Wiedział, że ona czuje do niego to samo, patrząc w jego oczy. Wiedział to całym sobą. Kiedy chwycił ją za wygolony kark, poczuł dreszcz, który przeszył cale ciało. Poczuł jak ona się wyprężyła. Pochylił się, by ją pocałować. Zmrużył powieki...
    I wtedy zwymiotował, przypomniawszy sobie, że umawiała się ona wcześniej z Ronem.
    -EKHM, no także tak – powiedział Andrzej, wracając do rzeczywistości i ocierając kąciki ust – Chodziłem do najlepszej szkoły czarodziejstwa w całej Europie centralnej i wschodniej. Szkoły ogromnej, wielkością nie ustępującą normalnemu miastu, a omijanej, przez wszystkich mugoli.
    Centrum Edukacji Magicznej i Wybawienia Astralnego im. Jedynego Króla Polski Chrystusa, przez wschodnich czarodziejów nazywana Radomiem.
    - Brzmi groźnie – Seamus zamyślił się – Czy nauczyłeś się tam czegoś, co mogłoby nam się przydać w walce?
    - Strategii – Andrzej spoważniał – Te! Scout! Sprawa jest. Kiedy następnym razem wyjdziesz na żer to zrób accio telefon. Stawiam, że tylko ja go ze sobą zabrałem na to opuszczone przez bogów odludzie i tylko mój leży, skonfiskowany, w sekretariacie.
    - Co to telefon? – zdziwił się piegowaty brunet.
    - Accio, kurwa, telefon – wycedził Andrzej – Przyleci to będziesz wiedział. Muszę zadzwonić do paru osób. A teraz wypierdalaj i bez niego nie wracaj. I nie zapominaj o skrzacie. Teraz zrobimy to po mojemu. Kochani! – Polak zawołał do wszystkich. Dziesiątki oczu zwróciły się w jego stronę. W dławiącym powietrzu czuć było zgniliznę i napięcie. – Jebać Harrego! Jebać Czarnego Pana! I jak zawsze jebać KSQ Warszawa! Koniec ze sraniem do wiader i jedzeniem syfu. Nie mam zamiaru czekać na żadnego wybrańca, który to zapierdala po świecie i zbiera horkruksy. Po co? Co z tego, że Czarny Pan odrodzi się jeszcze raz? Nie patrzcie się tak na mnie, przecież wszyscy o tym wiedzą. Wystarczy go znów zajebać i tak do skutku. Tak to robimy w Polsce, bez żadnego tchórzliwego pierdolenia i wybrańców - zasrańców. Idziemy spać i rano zaczynamy zabawę!
    Noc minęła szybko. Wszyscy, od dawna, czekali na sygnał do walki, czekali na to, aż cos się zacznie dziać. Jedynie Cho do rana nie mogła zasnąć. Ciągle w głowie wyświetlała jej się projekcja, w której głównym bohaterem był młody Polak o aryjskich rysach i dużym bicepsie.
    Rano wszystkich obudziła głośna defekacja Luny na grządkę z kapustą. Gryzący dym z rozpalonego, obok grządek, ogniska dławił i wymuszał szybkie opuszczenie łóżek. Andrzej zeskoczył z pryczy, przeciągnął się i zobaczył skrzata domowego, żerującego na ludzkim ścierwie.
    - Kurwa…. – Mruknął – Co tutaj się odjaniepawliło? LUNA? Luna, czy możesz mi to wyjaśnić?
    - Mogę – Twarz dziewczyny, jak zwykle nie wyrażała żadnej myśli – W nocy wstałam, żeby podlać kabaczki. Kucnęłam nad roślinką i nagle usłyszałam za sobą trzask. Odruchowo uderzyłam cegłą, którą zawsze trzymam przy sobie i trafiłam w czyjąś głowę. Potem był zduszony jęk, cichy syk, jak się później okazało skrzata domowego i nim się zorientowałam co się stało, nasz mały przyjaciel już ucztował sobie na truchle.
    - Ale jak to możliwe, że nikt tego nie usłyszał? – Zdziwił się Andrzej.
    - Magia – Dziewczyna odpowiedziała, uśmiechając się tajemniczo – A skrzat ma cos jeszcze, porozmawiaj z nim.
    - E! Skrzacie – Andrzej zwrócił się do niewielkiego stworzenia, które aktualnie owijało się jelitem cienkim, wyciągniętym z ciała swojego przewodnika. Dziwnie to wyglądało. Rosły Polak, co najmniej pięciokrotnie większy i piętnastokrotnie cięższy, stał nad małym, zwiniętym w kłębek skrzatem. Stworek z pozoru nie różnił się on niczym od typowego skrzata domowego. Duże, wyłupiaste oczy, sterczące uszy, drobna postura i odzienie ze szmaty. Wyróżniał go jednak kręcony, czarny wąs
    - Jak ci na imię? - zapytał
    - Chujek – Odparł skrzat z meksykańskim akcentem.
    - A więc Chujku, mam pytanie. Jak ci się pracuje na zamku, czy ludzie dobrze cię traktują?
    - Noooo…. – spochmurniał Skrzat – Kiedy tylko mogą kopią i poniżają. Jeden człowiek, kazał ostatnio zrobić coś czego Chujek wcale robić nie chciał. Pan ściągnął spodnie i powiedział żeby Chujek…
    - Dobrze, rozumiem! – przerwał Chujkowi Andrzej – Nie musimy teraz o tym słuchać. Mam dla ciebie propozycję. Jeśli nam pomożesz, załatwimy ci tyle trupów, że nie będziesz wiedział, który bezcześcić jako pierwszy. Dodatkowo musisz mi oddać to co trzymasz teraz w swoich małych rączkach. Co ty na to?
    Skrzat spojrzał się czujnie na wielkiego człowieka. Z początku wydawało się, że teleportuje się z powrotem do swojego starego życia i świadczenia usług wszelakich. Jednak po chwili wyciągnął do Andrzeja rękę w której trzymał zakrwawiony telefon.
    - Doskonale – ucieszył się Andrzej – Witaj na pokładzie. Pamiętaj tylko, że w tym gronie, w którym jesteśmy tutaj, nie mordujemy się wzajemnie. Nie mordujemy również uczniów, którzy chodzą po korytarzach. Mordujemy tylko śmierciożerców. W każdym razie teraz się tego trzymamy. Zrozumiałeś?
    - Si Señor – powiedział skrzat, pochylając głowę i głaszcząc wąs.
    Najwspanialszy z polskich magów, przebywających na ziemi brytyjskiej, poklepał Chujka po główce, po czym odblokował telefon, wybrał numer i zadzwonił.
    - Siergiej? Bracie, sprawa jest. A, u mnie dobrze, w UK wojna, magowie niedołężni się mordują. No i właśnie w tej sprawie dzwonię. Wypadałoby skończyć tę wojnę. Spotkamy się na piwko to pogadamy i opowiem dokładniej. Chciałem się zapytać, czy z Borysem, nadal macie ten fajny garaż z wyposażeniem? O! No i cacy. W takim razie spodziewaj się mnie niebawem. Później się rozliczymy. Bajo.
    Andrzej rozłączył się i powiódł po wszystkich wzrokiem.
    - Już czas – powiedział i podszedł do rogu pokoju, który skrywał się za zasłoną. Gwałtownym ruchem ukazał to, co tak wszystkich ciekawiło.
    - A… Andrzej – zająkał Neville – Ale co to jest?
    - Eliksir, dzięki któremu Polacy przez setki lat odnosili niesamowite zwycięstwa – Andrzej uśmiechnął się szeroko.
    - Dwadzieścia litrów siedemdziesięcioprocentowego felix felicis.
    Nie moja, wzięta z sekcji past na fb, ale takie złoto ze musialem przekleic XD
    #pasta #harrypotter #heheszki
    pokaż całość

  •  

    2 924 - 2 = 2 922

    Tytuł: Harry Potter and the Prisoner of Azkaban
    Autor: J.K. Rowling
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★★★

    Tytuł: Harry Potter and the Goblet of Fire
    Autor: J.K. Rowling
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★★★

    Kolejne dwie części za mną. Moim zdaniem autorka poszła w nich w dobrym kierunku. Druga część trochę kopiowała pierwszą

    pokaż spoiler Ukryte pomieszczenie w szkole, nieudolny nauczyciel Obrony przed Czarną Magią

    Tym razem jest trochę ciekawiej i robi się mroczniej. Autorka też coraz mniej przypomina rzeczy, które były w poprzednich częściach, co uważam za duży plus. W tych częściach dowiadujemy się też więcej o świecie, w którym toczy się akcja i o Pierwszej Wojnie Czarodziejów. Do tego te części są zdecydowanie dłuższe od poprzednich (sama Czara ognia jest dłuższa od 1 i 2 razem wziętych).

    W Czarze ognia podobało mi się to, że dialogi osób z innych krajów były stylizowane.

    “’E ’as ze chance to compete, ’asn’t ’e? We ’ave all been ’oping to be chosen for weeks and weeks! Ze honor for our schools! A thousand Galleons in prize money — zis is a chance many would die for!”

    #bookmeter #harrypotter #ksiazki

    Tym razem wrzucam okładki, które nie spoilują, ale też są ładne.
    pokaż całość

    źródło: 34.jpg

  •  

    Dobra dziś w nocy maraton z wszystkich części. Sen jest dla słabych.
    #harrypotter

  •  

    Oglądam 1 z 10.

    Pytanie do podstarzałej Pani Bogusławy.

    Jak nazywał się Darth Vader przed przejściem na ciemną stronę mocy?

    Bogusia: Voldemort?

    #1z10 #starwars #harrypotter

  •  

    Za oknem deszcz, a ja owinięta w koc jak naleśnik czytam sobie Pottera i piję kawę. No idealnie (ʘ‿ʘ)
    #ksiazki #literatura #harrypotter

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Alternatywna okładka Kamienia Filozoficznego. Reszta w komentarzach.
    Autor: Dylan Pierpont
    #harrypotter #grafika #ilustracja #ksiazki #scarypotter

  •  

    2 953 - 1 = 2 952

    Tytuł: Harry Potter and the Chamber of Secrets
    Autor: J.K. Rowling
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★★★

    Druga część serii o młodym czarodzieju to jeszcze więcej tego samego:

    pokaż spoiler Dursleyowie są jeszcze bardziej nieznośni, Hermiona jest jeszcze mądrzejsza, nauczyciel Obrony przed Czarną Magią jest jeszcze bardziej niekompetentny


    Znowu nie mogłem się oderwać i błyskawicznie przeczytałem całą książkę. Ta część również jest napisana bardzo lekkim językiem i czyta się ją bardzo przyjemnie. Prawie wcale nie musiałem zaglądać do słownika.

    W tej części pojawił się bohater, którego nigdy nie lubiłem - Zgredek. Do tego autorka ma trochę irytujący zwyczaj przypominania tego, co było w poprzedniej części. Mimo to uważam, że druga część dotrzymuje poziomu pierwszej.

    PS Okładki wciąż są cudowne (。◕‿‿◕。)

    #bookmeter #ksiazki #harrypotter
    pokaż całość

  •  

    "Ty już dobrze wiesz co"

    Nie chciało mi się skrina robić
    #gownowpis #haripota #harrypotter

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    - Powiedziałem wyraźnie – nie! Nie naprawię ci komputera, Lilianno, na te urządzenia nie działa nasza magia! Ile razy muszę ci powtarzać to samo? - Proszę cię, Serwerusie, zajrzyj chociaż, wiesz dobrze, że sama nie dam sobie rady. Spojrzałem na nią tak posępnie, że aż zbladła. Ale tylko na chwilę, bo potem rozpromieniła cały loch tak szczerym błagalnym uśmiechem, że wszystkie pokłady mojego oporu znikły…jak za sprawą magii. Lubiłem się z nią przekomarzać, bo ta biedna istota nie miała żadnego pojęcia o tak złożonych urządzeniach. - Zostaw go i spadaj, jutro się nim zajmę. Nawet nie dała całuska na pożegnanie, pewnie pognała do tego swojego Janusza Pottera. Ja ci dam komputer szlamo, ja ci dam…

    Byłem jedynym informatykiem w Hogwarcie. Lubiłem grzebać w różnych rzeczach, ale laptopy i reszta mugolskiego sprzętu jarały mnie przeokrutnie. Zaczęło się w młodości, kiedy dostałem od wujka Osborne’a 1. Co to był za wariat, mówię wam. Ważył 10 kg, a ja nie należałem do osiłków, więc postanowiłem rozebrać go i poszukać i pozbyć się wszystkiego, co jest tam zbędne. Oczywiście komputer się zepsuł, ale to, co leżało wtedy u mnie na biurku, zaczęło mnie fascynować. To było coś nowego – takich rzeczy nie ma w naszym świecie, to znaczy w świecie bezkomputerowych dziadków strzelających patykami do celu. Jestem bardzo dobrym czarodziejem – być może jednym z najlepszych w tej części Anglii, ale to tylko domysły. Pewne jest jedno – jestem najlepszym informatykiem wśród czarodziejów.

    - Co my tu mamy, Lili? – szepnąłem pod nosem wciskając przycisk uruchamiający sprzęt. Zwykła Toshiba, Satellite sprzed kilku lat, bez fajerwerków. Nie będę przecież czekał do jutra, w końcu mam u siebie komputer prefekta.

    Hasło.

    - No bez jaj, Lili… - przecież nie będę teraz za nią ganiał. Co taki mugolak jak ona mógłby ustawić jako zabezpieczenie przed włamaniem…

    Moja przygoda z komputerami trwała w najlepsze, dopóki nie dostałem listu z Hogwartu. Po Osbornie miałem jeszcze dwa inne laptopy: Cambridge’a Z88 i Commodore SX-64, oba oczywiście ukradłem ze słabo strzeżonego sklepu w centrum Cokeworth. Matka wściekała się najpierw na mnie, że nie ćwiczę potajemnie magii, a potem na ojca, że nie zlał mnie kablem za tak mugolskie hobby. Ale ojciec, jeżeli już decydował się otworzyć usta i powiedzieć coś w moim kierunku, to tylko wtedy, kiedy widział mnie zajętego nad częściami komputera. Kiedy więc oznajmiłem im, że idę do szkoły z internatem i dostanę stypendium, bo jesteśmy biedni, ucieszyli się oboje – matka, bo czekała na tę chwilę odkąd zbiłem jej paskudny wazon od którejś ciotki jednym skinieniem palca oraz ojciec, bo jedna gęba do karmienia mniej. Tylko był problem – w Hogwarcie zwykły uczeń nie mógł posiadać komputera osobistego. Ten przywilej przysługiwał prefektom, a przecież nie będę się nikomu podlizywał, żeby sprawować tę funkcję, a bez tego by się nie dało. Co to, to nie. Chodziłem więc na te beznadziejne zajęcia. Nie miałem kolegów, w szkole nie działo się nic ciekawego. Byłem w Slytherinie, nie wiem dlaczego, ale jak tylko ten beznadziejny kapelusz dotknął mojej tłustej czupryny wrzasnął na całą salę, jakby nie mógł zwyczajnie szepnąć mi do ucha. Był przecież na mojej głowie, wszystko bym dokładnie usłyszał. Ale nie, gdzie tam, pewnie nawet całe Hogsmeade słyszało. Nikt mnie nie lubił, bo nie interesowałem się magią, a i tak miałem najlepsze wyniki wśród zielonych pierwszoroczniaków. Wszystko przychodziło mi z łatwością, ale wcale mnie nie cieszyło. Zaklęcie tu, zaklęcie tam, tu jakiś eliksir, tam zmiana kielicha we fretkę, a jeszcze gdzie indziej hodowla magicznych korzonków. No kosmos. Całe życie marzyłem o tym, by hodować kiełki, które mogą mnie zjeść. Ale nie to było najgorsze, o nie. Nie mogłem przeżyć tego, że każdy z nauczycieli miał komputer, a ja mogłem się im tylko przyglądać. Do czasu, aż zdarzył się mały wypadek.

    Kojarzycie pewnie ten moment, kiedy znikąd rozlegał się donośny głos McGonagall, zwołujący wszystkich uczniów do Wielkiej Sali. Myśleliście, że to za sprawą magii? Otóż nie, nie istnieje zaklęcie potęgujące wypowiadane słowa tylko w określonym obszarze. Przypomnijcie sobie Michała Jordana, komentatora tego okropnego sportu, który tu jest tak popularny. Nie krzyczał do różdżki, o nie, tylko do takiego śmiesznego mikrofonu, który przypominał trąbkę odwróconą czarą głosową w stronę ust. Tak, zgadliście – po całym Hogwarcie rozsiane są głośniki. Wszystkie były podłączone do komputera w gabinecie dyrektora razem z podobnym mikrofonem, przez który nadawane były komunikaty. Były, bo jednego poniedziałku sprawa się trochę rypła.

    - HIHIHIHIH OHOHOHOH IHIHIHIH.

    - EHEHEHEH UHUHUHUHU HIHIHIHI.

    Znów się ze mnie śmieją, nic nowego. Pewnie z włosów. Albo z podartej torby. Albo butów bez sznurówek. Pośmieją się i przestaną.

    - AAHAHAHAHA UHUHUH HEHEH.

    Idźcie sobie, ja chcę tylko spać.

    - HEE, HEHEHE AAAHAHAHAHA.

    Otworzyłem oczy, ale wokół nie było nikogo, nikt też nie śmiał się ze mnie. Ten rechot dochodził ze wszystkich głośników, jakie mieliśmy w dormitorium, czyli czterech. Moich współlokatorów nie było, postanowiłem więc zejść na dół, by dowiedzieć się czegokolwiek. Nie musiałem szukać daleko, bo w salonie zgromadził się chyba cały dom. Nikt nie wiedział o co chodzi, a śmiech towarzyszył nie tylko mieszkańcom lochów, ale jak się okazało – całemu Hogwartowi. Z każdej kolumny i z każdego zbiegu ścian dobiegało donośnie nabijanie się i wcale nie zamierzało przestać. Nie wiedziałem, czy ktokolwiek w szkole umie naprawić taki problem, ale niezbyt mnie to obchodziło. Pewnie nie chcieli wszystkich głośników po prostu zniszczyć, bo rozwieszenie takiej siatki kabli po zamku wielkości twojej starej musiało zająć tym dziadkom wieki. Rechot nie ustawał przez cały dzień i stał się okropnie irytujący. Nie dało się prowadzić zajęć, mieliśmy więc wolne. Co miałem robić w wolne? Normalnie zająłbym się swoim hobby, ale teraz siedziałem w pokoju w zatyczkach i patrzyłem jak reszta chlupie się w jeziorze albo migdali pod drzewami. Nie miałem komputera, byłem więc skazany na nudę i nic nie mogłem na to poradzić.

    Zaraz, zaraz.

    Mogłem. I poradziłem. Wiedziałem, że będę w stanie im pomóc, a oni nie poradzą sobie sami za nic w świecie, bo nawet nie wiedzą do kogo się zgłosić. W jednej chwili dotarło do mnie, że najprawdopodobniej jestem jedyną osobą w całym zamczysku, która może przywrócić tu spokój i ład. Obmyśliłem więc plan.

    Nigdy nie byłem w pokoju dyrektora, nie znałem więc tego śmiesznego hasła, ale pod gabinetem zgromadzili się wszyscy nauczyciele i paru ważniejszych uczniów. Przecisnąłem się do tego gołębia akurat w momencie, kiedy ktoś wypowiedział „grzyby i śledzie” i jakimś cudem, ledwo bo ledwo, ale wjechałem windą prosto do pieczary starego Anusa Dumbledore’a.

    Stary siedział nad swoim komputerem, nie wiem nawet co to było, ale przypominał skrzynkę na jabłka, a monitor musiał być tak ciężki, że biurko na pewno było podtrzymywane magią. Stanąłem wśród grupki nauczycieli, którzy akurat mieli swoją kolej na odwiedziny mistrza i powiedziałem głośno: - Naprawię wam te głośniki. Anus wstał, spojrzał na mnie i zapytał: - Kim ty w ogóle kurna jesteś, pajacu? Zaszokował mnie trochę, no bo na tych wszystkich ucztach był taki miły, pełny ogłady i szacunku dla drugiego człowieka. No ale, myślę sobie, sytuacja kryzysowa, to wybaczam. - Jestem Serwerus. Serwerus Snape. Znam się na komputerach i mogę to naprawić. To pewnie wirus. - Siadaj chłopaku, ja już nie wiem… No więc siadłem. Wydawało się, że nic skomplikowanego, usunąłem staremu wszystkie robaki, haoksy, trojany i bindery, ale nie było to proste zadanie, bo śmiech rozbrzmiewał nawet pomimo wyłączenia komputera i odcięcia go od zasilania. Wirus musiał być wspomagany magią. - Konieczne będzie potraktowanie każdego głośnika zaklęciem. Proszę zebrać grupę kilkudziesięciu uczniów, którzy umieją zrobić z różdżką coś więcej, niż podłubać sobie nią w nosie i nauczyć ich prostego zaklęcia. Brzmi ono „Surdus”. Niech każdy dostanie mapę z zaznaczonymi głośnikami, proszę przerobić ją tak, żeby te naprawione odróżniały się od zainfekowanych. Całość zajmie maksymalnie dwie godziny. - Słyszeliście go? No to do roboty, lenie – zagrzmiał stary w kierunku nauczycieli, którzy przez ten czas tylko przyglądali się mojej pracy i ciężko osiadł na swoim zdobionym krześle.

    Po niespełna dwóch godzinach szkoła znów była cicha i to jedynie dzięki mnie. Nie zdziwiło mnie więc, kiedy wieczorem dostałem oficjalne wezwanie do gabinetu Siwego. Siedział sam, chyba nie wstawał z tego krzesła od czasu rozesłania nauczycieli z misją nauczenia uczniów zaklęcia. - Nie wiem chłopaku, jak to zrobiłeś, ale całe ciało pedagogiczne tej szkoły jest ci wdzięczne – zaczął Siwy. - Sytuacja, jaka nas dziś spotkała, była pierwszą tego rodzaju, ale musimy być gotowi na odpieranie takich ataków w przyszłości, bo z pewnością takie nastąpią – kontynuował. – Nie mamy jednak informatyka, a jak widać obsadzenie tego etatu jest więcej niż niezbędne. Roześlemy ogłoszenia, ale nie możemy ryzykować i pozostać bez żadnej ochrony do czasu przybycia kompetentnej osoby. Nigdy nie zatrudniliśmy żadnego ucznia, bo zabrania tego nasz regulamin, zatem mogę jedynie poprosić cię, abyś nieodpłatnie zechciał zajmować się komputerami Hogwartu. Oficjalnie nie zaproponuję ci żadnego wynagrodzenia, ale możesz liczyć na wszelką pomyślność wśród nauczycieli. – zakończył, czekając na moją reakcję. Ty stary pierniku. Nie potrzebuję żadnego wspomagania, bo i bez tego mam najlepsze oceny. Nie będziemy się bawić w ten sposób. - Wasz system komputerowy nie ma żadnej ochrony. Żadnej. Takiego ataku, jakiego świadkiem byliśmy dziś, mógł dokonać nawet Irytek po wysłuchaniu krótkich instrukcji od któregoś pierwszoroczniaka – zakomunikowałem Staremu, a on patrzył na mnie, jakbym mówił po chińsku. - Proszę posłuchać, dyrektorze. Nie obchodzi mnie żadna pomoc ze strony nauczycieli. Nie jest mi ona potrzebna. Jestem w tej chwili jedyną osobą w tym zamku, która może poradzić sobie z problemami informatycznymi. Oczekuję dwóch rzeczy: po pierwsze, własnego lochu z dala od pokoju głównego. Po drugie – komputera. Najlepszego laptopa, na jaki Hogwart może sobie pozwolić. - Ale regulamin… - Sramin. Widziałem pańską historię przeglądania. Nie wiem, czy regulamin zabrania oglądania ostrego gangbangu z hipogryfami i centaurami, być może nie, ale chyba nie chciałby pan, żeby taka informacja opuściła ten gabinet. Siwy zbladł, zamknął oczy i wydusił szybko: - Zgadzam się, na jutro wszystko będzie gotowe. Wynocha.

    Tak zostałem pierwszym uczniem-pracownikiem i pierwszym informatykiem Hogwartu. Miałem własny pokój, w którym mogłem spokojnie pracować, miałem poważanie wśród nauczycieli, bo żaden nie chciał zaleźć mi za skórę oraz wśród prefektów, bo żaden z tych łebskich kujonków nie znał się na tym, co ja uznawałem za sztukę.

    Lilianna była wśród uczniów, między którymi przeciskałem się, by wejść do gabinetu Anusa. Tam też się poznaliśmy, bo czekała na mnie po moim wyjściu. Hasło mogło być tylko jedno. grzybyisledzie Pudło. Pewnie musiała dodać wielką literę i znak szczególny. Grzybyisledzie. Za proste, Lili była zbyt cwana na takie rozwiązanie. grzyby&sledziE Zapraszamy. Ależ dziękuję. Bardzo chętnie wejdę i się rozejrzę.

    #pasta #coolstory #harrypotter
    pokaż całość

  •  

    Jednak faktycznie mi się coś z głową stało. Właśnie zaczynam czytać #harrypotter po białorusku. Jedynym utrudnieniem jest to, że nie znam tego języka.

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Zostaw komentarz, a tiara przydziału powie ci, do jakiego domu w Hogwarcie będziesz przydzielony (na podstawie profilu ( ͡° ͜ʖ ͡°)) #glupiewykopowezabawy #harrypotter

  •  

    Dzisiejszy wpis o czarnej Hermione pod tagiem #harrypotter przypomniał mi, jak bardzo dojrzewanie zmienia ludzi, tutaj na przykładzie Lavender Brown

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    na Brodwayu wystawią swoją wersję przedstawienia opartego na książce "Harry Potter i przeklęte dziecko"

    a Hermiona będzie...

    pokaż spoiler CZARNA
    xD


    #harrypotter #heheszki #lewackalogika

    •  

      @harry-potter Rose jest niemal identyczna z Hermioną

      There’s cheering. Particularly from a nervous-looking girl at the edge of the crowd—this is YOUNG HERMIONE (played by the same actress as plays ROSE). It is noticeable that the cheering for HARRY is slightly less than that for CEDRIC.

      ____

      SCORPIUS: Rose? What are you doing here?
      YOUNG HERMIONE: Who’s Rose? And what’s happened to your accent?
      ALBUS (with a bad accent): Sorry. Hermione. He’s got you mixed up with someone else.
      pokaż całość

    •  

      @adgebworthy: jest też fragment, bodaj w trzeciej części, że Hermiona po powrocie z wakacji we Francji była opalona na ciemny brąz :)

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    "100 powodów, by kochać Ryana Goslinga" - wspaniały, wartościowy content XDD
    #rakcontent #heheszki #logikarozowychpaskow #ryangosling #harrypotter

    •  

      "100 powodów żeby szlochać w poduszkę, bo kochasz Ryana Goslinga." Taka książka dołączona do jakiejś gazety dla pań napewno sprzedawała by się jak te przysłowiowe świeże bułeczki. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      W sumie dobry sposób na biznes. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    Oglądam sobie ilustracje Mary GrandPré i... znów mam ochotę przeczytać Pottera (ʘ‿ʘ)

    (Więcej w kom.)

    #ksiazki #literatura #harrypotter

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #czytajzwykopem #ksiazki #harrypotter

    Skończyłem. Mistrzostwo. KSIĄŻKI >>>> filmy. Polecam każdemu, małemu czy dużemu.

    (ʘ‿ʘ)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    zawsze jak pada deszcz to sobie myślę, że chciałbym takie okulary z wycieraczkami jak Harry miał, super by było #gownowpis #harrypotter

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #harrypotter

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0