•  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    74 lata temu, 19 lutego 1945 roku (Post oczywiście z wczoraj - Mleko)...

    Wydawało się, że będzie to spacerek. Ot, kolejna wysepka do bogatej kolekcji już zdobytych przez amerykański korpus piechoty morskiej. Zwłaszcza, że desantować się miała wręcz ścisła elita Korpusu - doświadczeni weterani z walk o Bougainville, Guam, Saipan, Tinian, Kwajalein.

    Maleńka wyspa z archipelagu Bonin, o powierzchni zaledwie 21 kilometrów kwadratowych, kształtem przypominała kotlet, albo kurze udko, zwężając się ku południowemu zachodowi. Była czarna jak węgiel, bo pokrywał ją pył wulkaniczny, a w powietrzu unosił się smród siarki. To wszystko za sprawą góry, wznoszącej się nad wyspą. Góry, która symbolem pozostaje do dzisiaj.

    Góry Suribachi na wyspie Iwo Jima.

    Wyspa miała duże znaczenie strategiczne. Znajdował się na niej radar oraz lotnisko 53. Hikodan Sentoki, jednostki myśliwców przechwytującej wyprawy bombowe. To z niej płynęły ostrzeżenia o zbliżających się do serca Japonii Superfortecach. Zdobycie wyspy pomogłoby ograniczyć straty, zapewniłoby eskortę myśliwską i pozwoliło ratować załogi, które musiałyby wodować w morzu.

    Amerykanie nie spodziewali się dużego oporu. Zakładali, że zdobycie wyspy zajmie cztery dni. Według ich informacji, na wyspie było tylko parę tysięcy żołnierzy, chorych na dyzenterię, wygłodzonych, słabych.

    Do ataku przeznaczono trzy dywizje piechoty morskiej: 4. i 5., mające lądować w pierwszym rzucie, oraz 3., która miała pozostać w odwodzie. Wszystkie posiadały po pułku artylerii i batalionie pancernym. Wspierały ich po cztery bataliony amfibii i czołgów pływających oraz dwa bataliony ciężkich haubic jednostek korpuśnych. Jednostki wzmocniono na wypadek strat. Lądować miało 70 647 marines V. Korpusu gen. Hollanda ''Howlin' Mad'' Smitha. Zgromadzono potężną armadę 495 statków transportowych, wiozących tyle jedzenia, że starczyłoby dla półmilionowego miasta przez miesiąc, oraz 100 milionów papierosów. Nad naprawami uszkodzeń miało czuwać 10 batalionów Seabees. Były trzy okręty szpitalne, bank krwi i cztery barki specjalnie przystosowane do transportu rannych. Osłonę zapewniało 26 lotniskowców z 1213 samolotami, 8 pancerników, 8 krążowników ciężkich i 77 niszczycieli admirała Spruance'a, pogromcy admirała Nagumo spod Midway. Wszystko to liczyło ćwierć miliona ludzi. Na każdy kilometr kwadratowy wyspy przypadało po 60 samolotów i 1500 marines...

    ''To nie wyglądało na prawdziwą wojnę, tylko na inscenizację zrobioną specjalnie na użytek kina'', wspominał por. John McClain. Miał rację. Sprowadzono ponad setkę reporterów wojennych. Wśród nich był i najsłynniejszy korespondent wojenny Ernie Pyle, i laureat Pulitzera z ''Harper's'', John Marquand, przybył i Joe Rosenthal z ''Associated Press'', który miał zapewnić sobie nieśmiertelną sławę.

    Waszyngton chciał ostatecznie zmazać hańbę Pearl Harbor desantem na japońską ziemię. Wyspę bombardowano zaciekle od czerwca poprzedniego roku. Trzy dni przed desantem huraganowy ogień położyły niemal wszystkie okręty wojenne. Strzelali w dzień i w nocy, przez trzy dni, z każdego kalibru. ''A wyspa tkwiła tam w ciemnym, burzliwym morzu, odbierając tę chłostę bezgłośnie i po stoicku'', napisał John Marquand. Trałowano miny, niszczono przeszkody podwodne, przygotowywano podejście, oznaczano granice stref widocznymi bojami.

    19 lutego nadszedł dzień desantu.

    Marines podano solidne śniadanie (jajka i steki), po czym o 6 rano zaczęli schodzić do barek i amfibii. Dzień był bardzo pogodny. Do 8 rano strzelały okręty, potem położono jeszcze ostrzał rakietowy i do ataku ruszyło 120 samolotów. O 9 rano wylądowała I fala desantu. W ciąg godziny na plaży znalazły się dwa pułki. Największym problemem był miękki pył wulkaniczny, w którym żołnierze i pojazdy się zapadały. Kładziono specjalne maty, by można było się poruszać. Wyładowywano pojazdy, zaopatrzenie, paliwo, amunicję. Amfibie kursowały do brzegu i z powrotem. Cisza dzwoniła w uszach. Gdy zaczęła lądować druga fala, marines na plaży ruszyli w głąb lądu.

    I wtedy rozpętało się piekło.

    Każdy pagórek, każdy załom terenu, wszystko ziało ogniem. Góra Suribachi bluznęła burzą ognia i żelaza, zasypując stłoczonych na plażach marines gradem pocisków. Spadały granaty moździerzowe, seriami siały ukryte karabiny maszynowe, prowadzono ostrzał nawet z małych jednoosobowych stanowisk. ''Gdziekolwiek ulokowali pocisk - trafiał on w coś'', napisał repoter ''Newsweeka''. Skrzynie z amunicją i pojazdy wylatywały w powietrze w wielkich snopach ognia. Płonęły amfibie, tonęły barki, przerażeni marines deptali po sobie, próbując się kryć. W ciągu 20 minut Amerykanie stracili przeszło tysiąc ludzi. Wśród nich - niespełna 30-letni sierżant John Basilone, bohater walk na Guadalcanal, odznaczony Medalem Honoru.

    Tak to zaczął się ''spacerek''...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Tym razem po sąsiedzku w Sopocie - scena ze "Snu nocy letniej", wystawionej w 1911 w Operze Leśnej. Scena pod gołym niebem powstała niedługo przed tym wydarzeniem - w 1909 r. -z inicjatywy Paula Walther-Schaffera, kapelmistrza z gdańskiego Teatru Miejskiego.

    Fotografia pochodzi z albumu szwedzkiego kupca Oswalda Gullbringa - ze zbiorów cyfrowych Muzeum Gdańska.

    Gedanarium FB / Blog

    #gdansk #sopot #historiajednejfotografii #historia
    pokaż całość

    źródło: 1911.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Roześmiany kapral ''Wypad'' ze świeżo zdobytym niemieckim karabinem maszynowym MG 08/15 z pułku ''Baszta'', 23 sierpnia 1944 roku.

    ''Około 10 atakujemy budynek... Mój siedmioosobowy zespół był pierwszy i udało nam się zdobyć broń porzuconą przez Niemców. Chwytam ciężki karabin maszynowy, do torby wkładam granaty. Zbieramy wszystko i biegniemy do kwatery, żeby tę broń ukryć. W chwili wybuchu powstania na 17 osób mieliśmy jeden pistolet. Strasznie się cieszyliśmy, że mamy tyle broni. I nagle widzimy trzyosobową grupę i oni mnie fotografują''.

    Pod koniec Powstania otrzyma Order Virtuti Militari i awans na porucznika. Uniknąwszy niewoli, trafi w łapy NKWD, do łagru w Krasnowodsku, daleko, hen daleko w Turkmenistanie, gdzie spędzi ponad rok w towarzystwie niemieckich i japońskich jeńców wojennych (z jednym lotnikiem się nawet zaprzyjaźni).

    ''Istotnie, wkrótce przyjechali chorzy jeńcy japońscy, świetnie wyekwipowani, ale większość ciężko rannych, niektórzy beznadziejnie. Po paru dniach przybyła też grupa jeńców Wehrmachtu, niezwykle owacyjnie witana przez Japończyków.''

    Wróci do Polski na mocy ''amnestii'' i zaangażuje się w działalność naukową, zostając profesorem nauk ekonomicznych.

    Tak, Witold Kieżun z pewnością wówczas nie wiedział, ile niespodzianek zgotuje jeszcze mu życie...

    Tydzień temu Pan Profesor obchodził 97. urodziny. (6 lutego - Mleko) W ubiegłym roku wysłałem do niego kartkę z życzeniami i podziękowaniami za walkę - choć głupio to brzmi od kogoś, kto urodził się niemal pół wieku po wojnie...

    Zapytany, co chciałby przekazać młodemu pokoleniu odpowiedział:

    ''Żeby się cieszyli, że mają Polskę. Żeby Ją kochali, tak jak ja kocham, niezależnie od wszystkich historii, jakie się dzieją - złe i dobre. Żeby czuli, że my walczyliśmy dla nich, z myślą o przyszłości.''

    Wzruszające życzenia. Więcej niż 100 lat, Panie Profesorze!

    Koloryzacja: Mikołaj Kaczmarek - Kolor Historii.

    Z ogłoszeń parafialnych: stwierdziłem, że istniejąca grupa IIWŚwK powinna ożyć. Dlatego też wszystkich Fanów zapraszam, by rozpalili na niej płomień dyskusji. Wstęp wolny, link w komentarzu.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    John Jones to człowiek z usa który sobie chodził po ciasnych jaskiniach. Pewnego razu zaklinował sie w jednej w pozycji do góry nogami i nie mógł wyjść. Umarł po 28 godzinach. Przez cały ten czas trwała akcja ratunkowa. Oficjalnie zmarł z powodu zbyt dużej ilości toksyn w mózgu spowodowanych podobno stresem i pozycją. Ratownicy nie chcieli łamać mu nóg bo mógł umrzeć z szoku z bólu. Po śmierci też go nie wydobyto a "jego" część jaskini zalano betonem. Nie nadaje sie na nagrodę Darwina bo miał dwójkę dzieci. Piszę to bo widziałem wpis na głównej z podobnym panem, a zanim zobaczyłem myślałem zeby Johna opisać. Podobno jest jakiś pełnometrażowy film na podstawie tej historii podobny do 127 godzin.

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #sportyekstremalne #nagrodadarwina
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Żołnierze Brazylijskiego Korpusu Ekspedycyjnego podczas załadunku na statki, Rio de Janeiro, lipiec 1944 r.

    Wspomniałem jakiś czas temu, że Brazylia była jedynym państwem Ameryki Pd., który wysłał swoich żołnierzy w zwartej jednostce do walki z Niemcami.

    Brazylia lawirowała na początku II WŚ. Brazylia handlowała na potęgę z obiema stronami konfliktu, sprzedając kawę, drewno i tytoń, a przede wszystkim - bezcenny dla wszystkich kauczuk. Po upadku Holenderskich Indii Wschodnich w 1942 r., zajętych przez Japonię, Brazylia stała się ostatnim źródłem tego surowca dla Aliantów. Nic dziwnego, że USA próbowały przeciągnąć kraj na swoją stronę. Jednakże, w Brazylii bez trudu funkcjonowały włoskie linie lotnicze LATI, które przerzucały włoskich i niemieckich agentów do Ameryki Południowej, korzystając z licznej diaspory w tym kraju. Brytyjski wywiad doprowadził do skompromitowania linii i zamknięcia ich. W końcu prezydent Vargas zerwał stosunki z Niemcami i zezwolił Amerykanom na stacjonowanie w swoim kraju oraz atakowanie niemieckiej żeglugi.

    W odpowiedzi Niemcy i Włosi ruszyli do ofensywy podwodnej, w krótkim czasie zatapiając 13 statków, na których zginęło 1700 Brazylijczyków. To przeważyło szalę. Vargas w sierpniu 1942 r. wypowiedział Niemcom wojnę.

    Większość społeczeństwa była jednak przeciwna udziałowi w wojnie. Mówiono, że ''prędzej węże zaczną palić, niż Brazylia wyśle swoich żołnierzy do Europy''. Sceptykom sprzyjały fakty - brazylijska armia była bardzo zacofana. Cała broń pancerna to kilkanaście starych Renault FT. Większość uzbrojenia pochodziła z I WŚ z zapasów armii francuskiej. Brazylia w 1942 r. mogłaby stawić czoła co najwyżej Kolumbii, a nie Wehrmachtowi.

    W reorganizacji armii pomóc mieli Amerykanie. Początkowo zakładano wysłanie 100 tys. Brazylijczyków do Europy, ale ostatecznie wybrano jedną dywizję, liczącą 25 tys. ludzi. Jednostka liczyła trzy wzmocnione pułki (1., 6., 11.) piechoty, pułk artylerii, kompanię rozpoznawczą i batalion saperów. Dowódcą jednostki został gen. João de Moraes. Szkolenie przeciągało się, bo Brazylijczycy - w większości rolnicy i plantatorzy - nie mieli bladego pojęcia o walce.

    Jako emblemat jednostki wybrano właśnie naszywkę z palącym wężem - by udowodnić sceptykom, że Brazylia jednak pójdzie na wojnę.

    Dopiero w 1944 r. zaczęto etapowo przerzucać dywizję do Włoch. Jako pierwszy przybył 6. pułk, który i tak trzeba było doszkolić i doposażyć na miejscu. Jednostka weszła do walki w połowie października i... z miejsca poniosła ciężkie straty (290 ludzi) po niemieckim kontrataku. W listopadzie przybył 1. pułk i obie jednostki wzięły udział w krwawych bojach o Monte Castello od listopada 1944 r. do lutego 1945 r., tracąc 417 ludzi. Wtedy przybył ostatni, 11. pułk, który zdążył wziąć udział w końcowych walkach.

    W toku walk Brazylijczycy wzięli 20 tys. niemieckich i włoskich jeńców (większość w ostatnim boju o Collecchio w kwietniu 1945 r.). W walce zginęło i zostało rannych 2100 ''Palących Węży''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Jarosław "Pasha" Jarząbkowski
    Zdjęcie przedstawia tak zwanego "Pashę" czyli bliskiego współpracownika mafii Pruszkowskiej przy swoim nowym Mercedesie. Tak zwany Pasha w Pruszkowie odpowiadał za wyłudzanie pieniędzy od ludzi którzy nie chcieli ich oddawać. Dzis Jarząbkowski jest na wolności.
    #historia #mafia #csgo #historiajednejfotografii #heheszki pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    A teraz szybko do skupu. Żołnierze dywizji spadochronowo-pancernej ''Hermann Goering'' ze swoimi zdobyczami, Anzio, luty 1944 r.

    Poprzednio pisałem, że w nocy z 29 na 30 stycznia 1944 r. miało ruszyć ogólne natarcie z przyczółka pod Anzio. Brytyjczycy mieli nacierać na Campoleone - skrzyżowanie na drodze Cisterna-Rzym na północy - a Amerykanie - miasteczko Cisterna na południu.

    Do ataku na Cisternę skierowano 6615. pułk specjalny, złożony z 1., 3. i 4. batalionu rangersów oraz 509. batalionu spadochronowego. Byli to bardzo doświadczeni w boju i świetnie wyszkoleni żołnierze. Z kolei na północy miała nacierać brytyjska 24. brygada, wsparta ogniem amerykańskiej 1. DPanc.

    Jednak czas Lucasa już bezpowrotnie minął. Niemcy nie byli tacy słabi, jak tydzień wcześniej.

    Do ataku skierowano 1. i 3. batalion rangersów, którzy mieli przejść parowem Pantano wzdłuż drogi do Cisterny. 4. batalion pozostał w rezerwie, mając czekać na dotarcie reszty do Cisterny, a potem zaatakować. Poczernieni sadzą, z kieszeniami wyładowanymi amunicją i granatami rangersi przechodzili tuż obok niemieckich stanowisk, niekiedy słysząc nawet niemieckie komendy i rozmowy. Pod osłoną nocy, amerykańscy komandosi dotarli do wylotu parowu tuż przed świtem. Mieli do przebycia 700 metrów otwartej przestrzeni. Amerykanie wyszli z jaru i... natknęli się na grupę niemieckich łącznościowców, obozujących pod gołym niebem.

    Rangersi desperacko rzucili się na Niemców, zabijając część z nich za pomocą kolb i noży, ale kilku zdołało uciec, krzycząc o pomoc. Rangersi weszli dosłownie w sam środek zgrupowania dywizji ''Hermann Goering''. Momentalnie okolica zaroiła się od Niemców, z każdego budynku, każdego stogu siana, każdej sterty desek – bluznęła mordercza palba. Rangersi próbowali wyrąbać sobie drogę odwrotu, ale jako lekko uzbrojona piechota nie mieli szans. W pewnym momencie dało się usłyszeć chrzęst gąsienic. Amerykanie, myśląc, że to własne czołgi, zaczęli wychodzić ku nim. Jednak czołgi były niemieckie i odpowiedziały ogniem i ruszyły do natarcia, miażdżąc rangersów. Jeden z nich osobiście zniszczył dowódca 1. batalionu, major Jack Dobson. Amerykanom udało się nawet opanować dwa czołgi, zostały jednak zniszczone przez nieświadomych sytuacji innych żołnierzy.

    Walka zamieniała się w rzeź. Rangersi skontaktowali się z dowództwem i błagali o wsparcie, jednak go nie otrzymali, a okrążeni mieli się przebijać do własnych linii. Niemcy zaś metodycznie rozcinali okrążone bataliony, a następnie chwycili się haniebnego sposobu. Ustawili wziętych do niewoli rangersów jako żywe tarcze i nawoływali pozostałych do kapitulacji. Siedmiogodzinna bitwa zaczęła przygasać. Z 767 ludzi zaledwie 6 wróciło do własnych linii. 450 dostało się do niewoli, reszta zginęła. W jeden dzień US Army utraciła połowę swoich komandosów. Zdjęcia setek maszerujących jeńców po ulicach Rzymu obiegły prasę całej Europy, dobitnie sygnalizując klęskę operacji „Shingle”.

    #shingle #anzio

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Tłumy protestujące przeciwko Wielkiemu Kryzysowi, 1931, USA

    Wielka Depresja spowodowała masową imigrację do Związku Sowieckiego, głównie z Finlandii i Niemiec. ZSRS początkowo był z tego powodu zadowolony ponieważ wierzono, że imigranci są ofiarami kapitalizmu, które pomogą sowieckiej sprawie. Jednakże, kiedy ZSRS wszedł do wojny w 1941 to większość z tych Finów i Niemców została wywieziona na Syberię a ich dzieci umieszczone w domach dziecka. Ich los pozostaje nieznany.

    #ciekawostki #historia #rosja #gruparatowaniapoziomu #historiajednejfotografii
    pokaż całość

  •  
    nint via iOS

    +16

    #fotografia #konie #nationalgeographic
    #ciekawostki #historiajednejfotografii

    Ice Rider, Siberia, 2005
    Matthieu Paley

    Najpierw są miłośnicy koni - ludzie ze szczególnym zamiłowaniem do wszystkich rzeczy związanych z końmi - a następnie sa Kozacy tacy jak oficer Dmitri Peshkov, który w 1889 r., gdy miał 17 lat, przejechał koniem przez Syberię. 9000 kilometrów. Zima.

    Zrobił to, mówi fotograf Matthieu Paley, aby pokazać carowi Aleksandrowi III, jak silne i cenne są małe rodzime konie Syberii. "Byly masowo zabijane w tym czasie, aby zrobić kiełbasę dla żołnierzy budujących linie kolejowe," mówi Paley.

    Koń był Jakutem, teraz rzadką rasą przypominającą wielkiego kucyka szetlandzkiego. Jakut to odporna rasa przystosowana do ekstremalnego chłodu i zdolna do pożywienia nawet w głębokiej pokrywie śnieżnej.

    Epicka podróż została odtworzona w filmie Serko z 2006 roku, nazwanym imieniem konia Peshkova. Na tym zdjęciu, wykonanym widzimy aktora grającego Peshkova, który jedzie po zamarzniętej powierzchni jeziora Bajkał, najgłębszego i najstarszego jeziora świata. Jezioro zaczyna zamarzać w grudniu i topi się w maju, chociaż w ostatnich latach, gdy syberyjskie zimy były coraz zimniejsze, lód Baikalu trzyma się dluzej.
    pokaż całość

    źródło: x3.wykop.pl

  •  

    Post z wczoraj

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj nie będzie wpisu historycznego. Opowiem za to o niezwykłych ludziach.

    Wracając dziś do domu, dostałem dwie wiadomości. Dobrą i złą.

    Dobra była taka, że w skrzynce znalazłem dwa listy z Niemiec. Kilka tygodni temu postanowiłem napisać do dwóch kolejnych, jednych z ostatnich, kawalerów Krzyża Rycerskiego. Do Hugo Brocha, porucznika pułku myśliwskiego JG 54 ''Grünherz'' (jednostki tak wytrawnych Expertów, jak Erich Rudorffer, Walther Nowotny i Otto Kittel), asa z 81 zwycięstwami na koncie. Oraz do Ludwiga Bauera, również porucznika, tyle, że z 9. Dywizji Pancernej, weterana walk pod Moskwą, na Kaukazie i w Ardenach.

    Obaj odpowiedzieli, napisali do mnie krótkie listy (muszę szybko je przetłumaczyć). Pan Broch dwa lata temu zasłynął, tym, że mając 95 lat, wsiadł do Spitfire'a. W Kurlandii poznał majora Rudorffera, do którego także napisałem list parę lat temu. Pan Bauer wysłał mi swój album na temat swojej służby. W Ardenach ledwo uszedł z życiem z płonącej Pantery. Siedem razy ranny.

    Obaj, w momencie dokonania tych niezwykłych czynów mieli odpowiednio 23 i 22 lata. Mniej, niż ja mam teraz.

    Zła wiadomość była taka, że Pan Generał Tadeusz Bieńkowicz z AK potrzebuje pilnie krwi.

    Pana Generała poznałem, gdy jeszcze miał podpułkownikowskie szlify na naramiennikach. Kilkukrotnie byłem na jego wykładach, jeden sam prowadziłem. Mam z nim kilka zdjęć i kilka jego autografów. Gdy przy nim stałem, moją uwagę rozpraszały dwa ordery na jego mundurze.

    Virtuti Militari i Krzyż Walecznych.

    Odznaczenia rycerza Rzeczypospolitej, który własną piersią, mając nieco ponad 20 lat, bronił Jej przed potworami, antyludzkimi monstrami spod znaku swastyki i czerwonej gwiazdy.

    Pan Generał błyszczy blaskiem dawno minionych czasów. Innej Polski, innego pokolenia. Pokolenia Kolumbów, którym my nie dorastamy do pięt. Mówił ze swadą, ale i z powagą, opowiadał swój wspaniały życiorys, godzien świetnego filmu. O zamachach na gestapowców, odbijaniu więźniów, o walce na Kresach. Życiorys bohatera.

    Moją dumą jest, że mogłem go poznać.

    Pan Generał pilnie potrzebuje krwi. Dowiedziałem się o tym w pociągu, więc, gdy tylko dojechałem, wyskoczyłem z wagonu i pojechałem pierwszy raz w życiu oddać krew. Przede mną była masa ludzi, w tym żołnierze z garnizonu.

    Jeśli zatem są tu patrioci, którzy nie słowami, lecz czynem, chcą uhonorować żyjących bohaterów, apeluję.

    Idźcie oddać krew.

    Ktoś może mi napisać, że to skandal, że piszę listy do hitlerowców. Że jestem nazistą i pewnie volksdeutschem.

    Jestem historykiem. Ci ludzie to bezcenni świadkowie historii. Za 10, 15 lat ich już nie będzie. Odejdą z tego świata. Jeśli ktoś będzie ich sądzić, to sam Najwyższy.

    Ci, którzy wyzywają mnie od nazistów, też szybko zapomną. A ja będę pamiętał, że pisałem do weteranów walk, że spotykałem się z nimi, że mam - teraz - 100 podpisów weteranów z różnych krajów. Polski, Wlk. Brytanii, Kanady, Niemiec, USA. I jestem, i zawsze będę dumny z tego, że upamiętniłem ich imiona.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Straszny kryminalista, jeszcze się cieszy ze swojej zbrodni ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #historiajednejfotografii #heheszki

    •  

      @d4t4: toz ci podalem jakie oprogramowanie jest bardzo czesto stosowane przez dj, jak nie wiesz co to pomosty systemowe to odrazu wiadomo ze napewno nie rozmawiam z osoba majaca dosc wiedzy by mogla przekonac mnie o "profesjonalnosci" maca. sa to moduly przetwazania danych lub ich struktory tak aby w czasie rzeczywistym robic je kompatybilnymi z innymi systemami jest to np niezbedne w wiekszosci przypadkow do kontroli maszyn czy calych procesow gdzie uzadzenia wykozystuja rozne platformy(nie istnieje zaden robot przemyslowy pod mac a ok 40% jest pod winde) pokaż całość

    •  

      @obk: no robot przemysłowy nie. Tu masz rację. Akurat od 14 lat jestem sysadminem/DevOpsem i pochodnymi i o pomostach systemowych jakoś nie słyszałem. A o różnych rzeczach słyszałem. Generalnie osobiście wolę Gentoo czy Arch Linuxa, ale nie mam już serio czasu na zabawy. Pozostaje coś w miarę podobnego ale nie irytującego czyli macos. Windows to najgorsze zło.

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Post oczywiście z wczoraj

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Ja wiem, że dzisiaj są Walentynki (najlepszego zakochanym!), jednakże, podczas II WŚ było to typowo anglosaskie święto i w zasadzie nie ma o czym pisać na ten temat.

    Radzieckie Iljuszyny Ił-2, czyli słynne ''Szturmowiki'' podczas lotu, sierpień 1944 r.

    Ił-2 powstał bezpośrednio pod wpływem niemieckich dokonań na polu lotnictwa. Sowieci byli zafascynowani samolotami bezpośredniego wsparcia wojsk. Już w latach 20. w Lipiecku wraz z Niemcami testowali samoloty Junkers J.I i uznali, że potrzebują podobnego samolotu. Przekonanie to pogłębiły sukcesy użycia dwupłatowych Henschli Hs-123 przez Legion Condor w wojnie domowej w Hiszpanii.

    Radziecki samolot powstał w biurze Siergieja Iljuszyna pod oznaczeniem CKB-55. Początkowo samolot miał być dwumiejscowy, ale na osobisty rozkaz Stalina zrezygnowano z tylnego strzelca, wymuszał to również zbyt słaby silnik Mikulina.

    Gdy rozpoczęła się niemiecka inwazja, Stalin osobiście nakazał przyspieszenie prac i rozpoczęcie produkcji samolotu, mówiąc ''Szturmowiki są nam potrzebne jak powietrze, jak chleb''. Lotnictwo ZSRR posiadało wtedy tylko 249 maszyn tego typu.

    W toku walk okazało się jednak, że samolot bardzo odstaje od pola walki. Szturmowiki były za wolne (z trudem 400 km/h, tyle, co krytykowany za prędkość i dużo starszy Stukas) i zbyt ociężałe w locie. Nie udało się tego wyeliminować do samego końca wojny. Co więcej, miały niewielki udźwig zaledwie 400 kg, co odpowiadało możliwościom myśliwców jednosilnikowych (jak Bf-109), mogąc zabrać dwie bomby 100 kg i cztery rakiety. Co gorsza, nie posiadał on celownika bombowego. Poligonowe testy wykazały, że zrzut z 50 m na obiekt o wielkości 2000 metrów kwadratowych ma 3,5 % szans trafienia. Jeszcze gorzej wypadały testy broni pokładowej - w Moskwie przy testach działek SzWAK okazało się, że zaledwie 1,1 % pocisków trafił cel, nie wyrządzając mu przy tym żadnej szkody. Niewielki wagomiar (50 i 100 kg) bomb pozwalał na zniszczenie celu tylko wtedy, gdy ta wybuchła 5-8 metrów od niego, co było praktycznie niemożliwe. Rakiety, mając bardzo niewielką głowicę bojową (niecały kilogram, śmiesznie mała ilość w porównaniu do np. amerykańskich rakiet HVAR z głowicami o masie 21 kg) również były nieskuteczne Działka 20 i 23 mm były całkowicie nieszkodliwe dla większości niemieckich czołgów. Jedyną w miarę skuteczną bronią były niewielkie bomby kasetowe PTAB o masie 2,5 kg. Ił-2 zabierały 192 bomby tego typu w dwóch kasetach pod kadłubem i, lecąc nisko, obsypywały niemieckie pojazdy setkami bomb, zdolnych przebić górny pancerz czołgów. Samoloty jednak były wówczas bardzo narażone na ostrzał przeciwlotniczy. Pod Kurskiem Iły zgłosiły zniszczenie 270 czołgów niemieckiej 3. DPanc. Problem w tym, że jednostka miała przed bitwą... 80 czołgów. Podobne zgłoszenie dotyczyło 17. DPanc., która - mając 67 czołgów - miała stracić ich 240.

    Ponadto, mimo, że opancerzone, Szturmowiki ponosiły olbrzymie straty. Brak tylnego strzelca we wczesnych wersjach, powolność i mała zwrotność powodowały, że były one bardzo narażone na ogień artylerii plot. Ponadto, wielki wpływ miał fakt, że większość pilotów nie miała w początkowym okresie bladego pojęcia, jak używać tych maszyn. Pierwszą jednostką był 4. SzAP (pułk lotnictwa szturmowego), który po dwóch tygodniach walk (22 czerwca-10 lipca 1941) utracił 55 z 65 Ił-2. Wysokie straty w 1941 r. doprowadziły do zmodyfikowania samolotu i dodania stanowiska tylnego strzelca.

    Co więcej, zdarzało się, że Niemcy, wiedząc, że ogon samolotu nie jest w żaden sposób opancerzony, na nim koncentrowali swój ogień. Wśród lotników Luftwaffe powstały nawet zespoły, specjalizujące się w zwalczaniu Szturmowików, atakując od dołu. Najlepszym z nich był Otto Kittel, który ze swoich 267 zestrzeleń miał aż 94 Ił-2. Poległ zresztą w walce z nimi w lutym 1945 r. Inni to Joachim Brendel (88 zestrzelonych Ił-2), Johannes Wiese (70 zestrzelonych) i Erich Rudorffer (58 zniszczonych Szturmowików).

    Niemcy nazywali samolot ''Zementbomber'' (''cementowy bombowiec''), a Finowie - ''maatalouskone'' (''traktor''). Podczas walk w Karelii w 1944 r. Niemcy i Finowie w miesiąc zestrzelili 174 Ił-2. Warto tutaj dodać, że nawet jeśli samolot nie został zestrzelony, to bywało i tak, że przy lądowaniu uszkodzonej maszyny kadłub się łamał w miejscu łączenia drewnianego, słabego ogona z opancerzonym przodem samolotu.

    Miał bardzo przestarzałą konstrukcję (większość państw poszła ścieżką myśliwców bombardujących - nie tylko dysponujących lepszym udźwigiem, ale przede wszystkim prędkością i zwrotnością, której Szturmowik nie miał), awaryjną i słabo uzbrojoną. Było tak źle, że za 10 lotów na Ił-2 nadawano tytuł Bohatera ZSRR. Był to najczęściej zestrzeliwany typ samolotu WWS - utracono ich w walce 10 765. W walce masowo ginęli strzelcy pokładowi, bo ich stanowiska nie były tak dobrze chronione - współczynnik śmierci wynosił jednego pilota do siedmiu poległych strzelców.

    Bohater ZSRR i pilot Ił-2, Walentin Awerjanow wspominał samolot: ''Nurkować nie mógł, ale na małej wysokości był bardzo skuteczny. Braliśmy 400 kg bomb, rzadko 600 – bo nie chciał wystartować. Prawdę mówiąc możliwości bombowych w Szturmowikach nie było. Dlaczego? Nieraz nie trafialiśmy w cel! Тo samo z rakietami RS – poleciały i postraszyły. Najbardziej dokładną bronią były działka.''

    Sowieci byli świadomi wad Ił-2 i dlatego, kiedy tylko nadarzyła się okazja, to wprowadzili unowocześnioną wersję, zwaną Ił-10.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Muhammad Ali negocjujący z niedoszłym samobójcą

    W poniedziałek, 19 stycznia 1981 roku, fotograf New Jork Times, Boris Yaro (autor słynnej fotografii) usłyszał w radiu doniesienia o potencjalnym samobójcy. Jego redaktor nie był zainteresowany historią ale Yaro i tak udał się do Miracle Mile w Los Angeles, gdzie jego oczom ukazał się wystający z dziewiątego piętra młody czarnoskórego mężczyzna w szerokich dżinsach i bluzie z kapturem, nazwany umownie przez reporterów Joe. Według raportów policji wydawało mu się, że jest w Wietnamie a w jego kierunku zmierzają wojska Wietkongu

    Najlepszy przyjaciel Aliego - Howard Bingham, również znajdował się na miejscu całego zamieszania. Zapytał się policji czy Ali mógłby im pomóc lecz funkcjonariusze nie wyrazili zgody. Tak czy inaczej zadzwonił do boksera, który mieszkał niedaleko i poprosił o przyjazd. Po kilku minutach zgromadzony pod budynkiem tłum ujrzał nadjeżdżającego Rolls Royce'a z którego wysiadł legendarny sportowiec i czym prędzej udał się do środka.

    Policjanci, psycholog i kapelan policji bezskutecznie przez kilka godzin próbowali przekonać mężczyznę do zmiany swojej decyzji. Aliemu negocjację zajęły 20 minut. Joe był zszokowany postacią którą ujrzał w oknie. Krzyknął "To naprawdę Ty?" a chcąc mu się lepiej przyjrzeć, oparł ręce o filar, ryzykując (o ironio) upadek. Ali wychylił głowę przez balkon i krzyknął "Jesteś moim bratem. Kocham Cię. Nie mógłbym Cię okłamać. Chcę, żebyś wrócił ze mną do domu i poznał moich przyjaciół"

    Po wszystkim bokser wyprowadził mężczyznę z budynku, ignorując tłumy wiwatujących gapiów, i udali się na posterunek policji. Ali towarzyszył mu również w szpitalu Veterans Administration Hospital gdzie przeszedł 72 godzinną obserwację psychiatryczną. Rzecznik policji z Los Angeles przyznał, że Muhammad to jedyna osoba, która jest odpowiedzialna za pozytywny finał całej operacji. Tożsamości 21 latka nigdy nie udało się ustalić

    Robert Lipsyte, dziennikarz NYT, zastanawiał się co mogło kierować bokserem w tamtym dniu. "Jaki facet wsiada w samochód i udaje się w kierunku potencjalnego samobójcy aby uratować życie człowiekowi, którego nigdy nie znał? Ali był narcyzem, potrzebował być kochanym i gromadzić wokół siebie nieustanną uwagę ludzi"

    Innym powodem mógł być temat wojny w Wietnamie. Być może Bingham zaczerpnął u policjantów wiedzy dotyczącej powodów tak desperackiej decyzji Joeya i przekazał ją w rozmowie Aliemu, któremu odmowa służby wojskowej zabrała ponad 3 lata kariery.

    Po co mam tam lecieć?

    Wszystko zaczęło się 28 kwietnia 1967 roku. Amerykańskie media obiegła informacja o buncie Aliego i jego sprzeciwie wobec powołania do armii, która wysyłała swoich żołnierzy na wojnę do Wietnamu. 25-letni Cassius Marcellus Clay Jr. stał w kolejce z jedenastoma innymi mężczyznami, którzy mieli złożyć przysięgę w budynku starej poczty w Houston (Teksas). Kiedy mistrz świata usłyszał swoje nazwisko wypowiedziane przez oficera, nie zareagował. Jak sam potem tłumaczył "nie widzę powodu dla którego miałbym zakładać mundur i lecieć 10 tysięcy mil tylko po to aby zrzucać bomby na biednych ludzi"

    W 1967 roku sąd skazał pięściarza na karę 5 lat więzienia w zawieszeniu. Odebrano mu dodatkowo tytuł mistrza świata i licencję bokserską przez co nie mógł wychodzić na ring, oraz zabrano paszport uniemożliwiając wyjazd z USA. To właśnie wtedy zaangażował się na rzecz zakończenia bezsensownej wojny jaką amerykanie toczyli w Azji. Spór z armią skończył się w 1970 roku, kiedy po procesie apelacyjnym został uniewinniony. W tym samym roku gubernator stanu Georgia wydał mu zezwolenie na odbycie pojedynku z Jerrym Quarrym, którego pokonał w trzeciej rundzie przez KO. Następnie, 30 października 1974 roku, po zwycięstwie z Georgem Foremanem odzyskał tytuł mistrzowski, który przed laty został mu niesłusznie odebrany.

    #poro6niec - obserwuj
    #gruparatowaniapoziomu
    #ciekawostki
    #historiajednejfotografii
    pokaż całość

    źródło: s.yimg.com

  •  

    "Gate of hell", pustynia Karakum obok wioski Dervaza, Turkmenistan.

    Początkowo uważano, że jest to pokaźne pole naftowe. Radzieccy inżynierowie w 1971 roku utworzyli platformę wiertniczą aby ocenić ilość oleju dostępnego na miejscu. W czasie wykonywania geologicznych prac, przewiercono płytko położone złoża gazu, tzw kieszeń gazową. W wyniku dramatycznego obniżenia ciśnienia złożowego, podłoże na którym znajdowała się wiertnia zapadło się, pozostawiając zapadlisko o głębokości ok. 30 m i średnicy 70 m tworząc szeroki otwór. Aby zapobiec ujściu gazu do atmosfery zdecydowano się go spalić. Początkowo uważano, że ogień zużyje całe paliwo w przeciągu kilku dni lecz mijały tygodnie, miesiące, lata a krater tętni życiem aż do dziś. W 2013 roku Prezydent, Gurbanguly Berdimuhamedow, ogłosił część pustyni Karakum rezerwatem przyrody. Miejsce cieszy się ogromnym zainteresowaniem turystów, od 2009 roku odwiedziło je ponad 50 tysięcy osób

    Na zdjęciu widzimy George Kourounisa, który w 2014 roku, jako pierwszy człowiek w historii, postawił stopę na jego dnie. Po 15 minutach został wyciągnięty. W serii "Die Trying" stacji National Georgaphic w specjalnym kombinezonie (temperatura dochodzi tam do 1000 stopni) zsunął się w otchłań aby zebrać ze skał próbki ekstremofilnych bakterii

    Zdjęcia z tego niesamowitego miejsca zostały też użyte do traileru filmu "Godzilla" z 2014 roku

    #poro6niec - obserwuj
    #historiajednejfotografii
    #gruparatowaniapoziomu
    #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    A dzisiaj coś, co zna chyba każdy fan II WŚ i Finlandii. Fiński snajper ze zdobycznym Mosinem z celownikiem PE.

    W Polsce jeśli chodzi o Finów, to każdy zna dwie postaci - marszałka Mannerheima i... Valkoinen Kuolema. Najsłynniejszego snajpera świata. Simo Häyhä.

    Dobrze strzelać potrafił chyba każdy mężczyzna w Finlandii. Myślistwo było popularnym zajęciem w zalesionym kraju. W latach 20. jako karabin dla armii i Gwardii Obywatelskiej wybrano karabin Mosina, produkowany przez firmę Sako pod oznaczeniami m/27 i m/28. Ponieważ uznano, że należy wykorzystać koncepcję snajperów, postanowiono przetestować celowniki optyczne. Zamówiono w lokalnej firmie Oy Physica 230 celowników pryzmatycznych, jednak nie były one zbyt udane (były zbyt delikatne i wrażliwe na spadki temperatur) i tylko 150 przystosowanych egzemplarzy trafiło na front.

    W związku z tym, większość fińskich snajperów, nie posiadała celowników optycznych, korzystając wyłącznie z muszki i szczerbinki. Jednak, gdy była tylko okazja, przejmowali zdobyczne, nawet uszkodzone, sowieckie karabiny wyborowe z dobrymi celownikami PEM i PE, opartymi o niemieckie celowniki Zeissa. Co więcej, wbrew sowieckim przekazom, Finowie raczej rzadko strzelali z drzew. Pozycja ta była nielubiana, bo nie pozwalała strzelcowi na szybki odwrót. Wykorzystywano je głównie w celu obserwowania nieprzyjaciela i kierowania ognia artylerii.

    Nie istniały żadne szkoły snajperskie, ani podręczniki do walki tego rodzaju. Większość snajperów była całkowitymi samoukami. Działali najczęściej w dwuosobowych zespołach, przenikając przez sowieckie linie, albo wspierając ogniem kolegów na froncie. Jeden strzelał, drugi obserwował. Wykorzystywali swoją znajomość terenu i narty do szybkiego przemieszczania się. Przygotowywali sobie kilka stanowisk, zmieniając je po kilku strzałach. Były to najczęściej wydrążone jamy, nazywane przez Rosjan ''finskij sugrob''. Fińscy strzelcy strzelali z ich wnętrza, by nie zdradzał ich płomień wystrzału.

    Długie kolumny zmotoryzowane, uwięzione w motti były doskonałym celem. Strzelali niespiesznie, jakby delektując się chwilą. Piechotę zostawiali najczęściej w spokoju, to szarże były ich celem. Dziesiątkowali całe jednostki.

    Jeden z dziennikarzy zapytał fińskiego snajpera, czy strzelanie do czerwonoarmistów sprawiało mu jakieś osobiste ''kłopoty''. Fin, po krótkim namyśle odparł: ''Owszem, wie pan, starali się robić uniki, chować za osłoną i biec zygzakiem''.

    Najsłynniejszym oczywiście pozostał Häyhä, mając 700 Sowietów na koncie (są co do tego wątpliwości, jak co do istnienia innego snajpera, zwanego Sulo Kolkka), ale byli i inni:
    - ppor. Kalle Moilanen - ponad 200 zabitych w dwa miesiące;
    - kpl. Kaarlo Aarnio - 150 zabitych;
    - Toivo Maukonen - 150-200 zabitych.

    #talvisota

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Chiński żołnierz ćwiczy w przerwie od walk, Szanghaj, sierpień 1937 r.

    Zauważyłem znamienną rzecz - piszę o kolejnych bitwach wojny chińsko-japońskiej, ale dość często pojawia się pytanie ''czemu Chińczycy przegrywali''. Dlatego dzisiaj pokuszę się o wyjaśnienie podstaw, bo faktycznie - pisanie o bitwach nie oddaje całego obrazu. Dzisiaj będzie długo, bo temat jest ważny.

    Żeby zrozumieć słabość Chin w II WŚ, trzeba cofnąć się o przynajmniej 40 lat, czyli do pierwszej wojny chińsko-japońskiej 1894-95. Japonia, która stosunkowo niewiele wcześniej otworzyła się na świat, wybrała prostą drogę do budowania potęgi i obrony własnej niezależności: atak na osłabionego sąsiada. Chiny zaś były idealnym przeciwnikiem. Od lat trawione wewnętrznymi sporami i wojnami, eksploatowane i grabione przez europejskie mocarstwa nie mogły się obronić przeciwko świetnie wyszkolonej, nowoczesnej armii japońskiej. Klęska Chin zachęciła inne potęgi europejski do grabienia Państwa Środka. W 1898 r. Niemcy szantażem wymusili dzierżawę Półwyspu Szantung z miastem Qingdao, w tym samym roku Rosja wymusiła przejęcie Port Artur, Francja - Kuangczouwan na południu, a Wlk. Brytania - Hongkong. Kryzys pogłębiło powstanie bokserów, brutalnie spacyfikowane przez europejski korpus ekspedycyjny w 1900 r., oraz wojna rosyjsko-japońska.

    I WŚ nie zmieniła zbytnio sytuacji Chin. W 1915 r. Japonia wymusiła na Chinach prawo do budowania fabryk i kopalń na terenach chińskich. Co więcej, mimo, że Ententa obiecała Chinom zwrot niemieckich koncesji, w 1919 r. zostały one przekazane Japonii. Oburzone zdradą Chiny nie uznały Traktatu Wersalskiego. Co więcej, w tzw. ''Traktacie Czterech Potęg'' z 1921 r. Chiny potrzebowały zgody banków USA, Francji, Wlk. Brytanii i Japonii na uzyskanie pożyczek zagranicznych. Potęgi europejskie drenowały Chiny, łamiąc wszystkie wartości, w obronie których rzekomo później walczyli z Japończykami...

    Należy też wspomnieć, że Chiny nie były jednolitym państwem. W 1915 r. doszło do rozpadu armii Chin na frakcje Anfu i Zhili, które toczyły ze sobą wojnę (do której dołączyła frakcja Fengtian i Guangxi), która trwała aż do 1929 r. Potem doszła jeszcze wojna domowa z komunistami i ogólne rozbicie dzielnicowe Chin. Ogółem - jeden wielki chaos.

    Dopiero w 1930 roku rozpoczęto modernizację armii we współpracy z Niemcami. Niemcy okazali się być najbardziej wartościowym dla Chin sojusznikiem (bo reszta świata niezbyt była zainteresowana Chinami, licząc, że jeszcze słabsze Chiny staną się doskonałym rynkiem zbytu i kolonią europejskich mocarstw), ale ambitne plany utworzenia 80 dywizji elitarnych, opartych o wzorce Wehrmachtu pokrzyżował wybuch wojny z Japonią.

    W praktyce Chiny w 1937 roku dysponowały zaledwie ośmioma regularnymi dywizjami piechoty, wyszkolonymi na wzór niemiecki. Pisałem o nich kiedyś - i większość z nich wymiotła bitwa o Szanghaj w 1937 roku. Ponadto, Chiny posiadały jedną dywizję pancerno-motorową - była to 200. Dywizja, posiadająca włoskie tankietki i niemieckie samochody pancerne oraz - później - sowieckie czołgi.

    Czym więc była reszta? Normalnie chińska dywizja piechoty miała siłę brygady i liczyła 4-5 tys. ludzi, przy czym uzbrojenia strzeleckiego starczyło dla połowy. Reszta miała się doposażać w trakcie walk, lub tworzyła korpusy samobójcze, uzbrojone w miecze (jak dadao na zdjęciu) i ładunki wybuchowe. Chińczycy mieli poważne braki w broni maszynowej i artylerii, nie wspominając o środkach transportu i czołgach. Co więcej, nawet dywizje ''niemieckie'' były słabsze od swoich japońskich odpowiedników, licząc 10 tys. ludzi i odpowiadając siłą dywizjom lekkim w innych państwach. Chińska dywizja składała się w teorii z dwóch brygad, a każda z trzech batalionów.

    Chińczycy dysponowali uzbrojeniem z całego świata - produkowane w kraju chińskie kopie karabinów Mausera, stare karabiny zakupione w Japonii, skupowali czeskie, szwajcarskie, austriackie, francuskie, polskie, fińskie i belgijskie konstrukcje, później używali także amerykańskich i brytyjskich oraz sowieckich. Zaopatrzenie w amunicję było koszmarem logistycznym.

    Żołnierze byli kiepsko szkoleni, bo brakowało zwyczajnie kadr - większość wyszkolonych oficerów, lub podoficerów albo zginęła w walce, albo przeszła na służbę do chińskiej armii, walczącej po stronie Japonii (armia Wanga Jingweia). W toku późniejszych działań w walce wręcz Chińczyków szkolili japońscy jeńcy, bo ci byli niezrównani w walkach na bagnety i starciach okopowych.

    Zatem, mimo iż Armia Narodowo-Rewolucyjna (jak nazywały się siły Kuomintangu i komunistów) miała 4,3 mln żołnierzy w 515 dywizjach, to ich siła była dużo mniejsza niż japońskich armii w Chinach. Co gorsza, pobór do chińskich dywizji wyglądał jak łapanka (''poborowych'' ciągnięto skutych łańcuchami przez wiele kilometrów, głodzono, bito, a nawet zabijano) i pochłonął wiele ofiar (mieszkańcy Chin wspominali, że bali się jednakowo Japończyków, jak i swoich żołnierzy, bo ci kradli, mordowali, palili i gwałcili równie okrutnie jak agresorzy).
    W wyniku ''poboru'' zginęło około trzech milionów Chińczyków. Podkreślmy to - trzech milionów.
    Co więcej, tworzone były jednostki karne, których żołnierze byli kierowani do rozminowania nieoznakowanych pól minowych, albo samobójczych szturmów.

    Japończycy zaś w dywizji mieli 20 tys. ludzi, dysponujących dużą brygadą piechoty, pułkiem artylerii i pułkiem kawalerii. Jednostki mogły być wsparte doraźnie batalionami pancernymi. W efekcie, Japończycy dysponując elastycznie dowodzonymi, niewielkimi siłami, potrafili rozbijać całe chińskie armie.

    Co więcej, Chiny praktycznie nie otrzymywały ani zagranicznych pożyczek od USA i Wlk. Brytanii, ani zaopatrzenia Lend-Lease. Chiny były zresztą długo lekceważone na arenie międzynarodowej, bo mocarstwom nie zależało na powstrzymaniu Japonii, dopóki nie zagrażała ona ich własnym interesom. Należy tu jednak podkreślić, że walka w Chinach angażowała ponad połowę sił japońskiej armii, a Japończycy - mimo wielkich zwycięstw i kolejnych podbojów - nie zdołali rozbić sił chińskich do końca wojny. W interesie Aliantów było wspieranie Chin.

    Widocznie tego nie zrozumieli...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Mój dziadek to był gigachad... Chciałbym być choć w połowie taki jak on. Wykształcony, inżynier elektryk. W czasach PRL polski MSZ, w ramach współpracy zagranicznej, wysłał go na placówkę do Indii na cztery lata. W jego biurku wciąż można znaleźć piękne, odręcznie rysowane plany.
    Babcia mówila że był głównym projektantem instalacji elektrycznej mostu Grota-Roweckiego.
    Palił jak smok. Zmarł na raka płuc, gdy miałem 3 lata.
    Wybudował własnoręcznie domek letniskowy w delcie Pilicy. Mam kilka przebłysków, jak jeździliśmy tam maluchem. Tęsknię za dziadkiem...

    #feels #dziadek #historiajednejfotografii
    pokaż całość

  •  

    Ostatnio, jak byliśmy w Piwnicy we Wrocławiu, w poszukiwaniu ciekawych piw na weekend, znalazłam piwo Sat-Okh. Przypomniało mi się, że znam to imię. U babci w domu wisiał obraz, który został namalowany przez niego, a ciocia znalazła zdjęcie, na którym wspólnie pozują moja ś.p. babcia z Sat-Okhiem.

    To było w latach 60'. Babcia z dziadkiem byli na wakacjach w Sopocie, gdzie poznali państwa Danielowskich z Czech. Pan Danielowski, dziennikarz, pisał reportaż o Sat-Okhu i zaproponował dziadkom, że weźmie ich ze sobą, żeby poznali Długie Pióro (w języku plemienia Shawnee). Zrobił też babci zdjęcie, na którym jest z Sat-Okhiem, ubranym w strój swojego plemienia.

    Sat-Okh, to Stanisław Supłatowicz (1925-2003). Był synem polskiej uciekinierki z Syberii - Stanisławy Supłatowicz i wodza plemienia Szaunisów: Karko-Ono-Ma (Wysokiego Orła). Wychowywał się wśród indian w Kanadzie. W latach 30' przybył z matką do Polski i zamieszkali w Radomiu.

    Za Wiki:

    Po klęsce polskiej armii w czasie wojny obronnej Sat-Okh podjął naukę na tajnych kompletach oraz zaangażował się w działalność w SZP i ZWZ. W 1940 roku został aresztowany przez gestapo i skierowany do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, jednak podczas transportu do obozu wyskoczył z wagonu bydlęcego i uciekł. W czasie ucieczki został ranny, ukrywał się na wsi. Następnie został żołnierzem Armii Krajowej (ps. „Kozak”), walczył w III batalionie 72 pułku piechoty AK w rejonie Częstochowy, w Okręgu AK „Jodła”. Wielokrotnie ranny, za męstwo w walce odznaczony Krzyżem Walecznych.

    Po wojnie Supłatowicz za przynależność do AK został aresztowany i uwięziony. Po uwolnieniu przez wiele lat pływał jako marynarz na statkach Polskich Linii Oceanicznych, w tym na MS Batory. Osiadł na stałe w Gdańsku Wrzeszczu (przy ul. Wojska Polskiego), założył rodzinę.

    W 1958 roku zaczął pisać książki odnoszące się do swojej indiańskiej przeszłości, tłumaczone na wiele języków świata. W latach 70. uczestnik licznych spotkań autorskich i telewizyjnych programów dla młodzieży („Teleranek”, „Ekran z bratkiem”). Uważany za jednego z pionierów ruchu indianistów w Polsce, współtwórcę i czołową postać nieformalnego Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian (PRPI). Zajmował się także wyrobem indiańskiego rękodzieła, malował, pisał też wspólnie z Yackta-Oya.

    Supłatowicz zmarł 3 lipca 2003 roku w Szpitalu Marynarki Wojennej w Gdańsku, a 8 lipca został pochowany na gdańskim Cmentarzu Srebrzysko.

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #pokazbabcie (。◕‿‿◕。) #indianie
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Kompania Leibstandarte w czarnych mundurach, Berlin, 1938 r. Zdjęcie i wpis NIE PROPAGUJĄ IDEOLOGII TOTALITARNYCH.

    Na pewno spotkaliście się chociaż raz z obrazkami z wyliczanką ochotników do Waffen-SS i krąglutkim zero przy Polakach. Oraz podpisem, że Polacy nie służyli w SS.
    Wyliczanka ta, jak większość pseudo-historycznych obrazków w internecie, oczywiście jest nieprawdą. Tak na marginesie, to z niewiadomych powodów w tego rodzaju zestawieniach pomija się jakoś Węgrów, którzy utworzyli dwie pełne dywizje SS - 25. i 26. Dywizje Grenadierów.

    Po pierwsze, poza tym, że są tam liczby z czapki, to nie jest prawdą, że Polacy jako jedyni nie mieli swoich jednostek Waffen-SS. Nie mieli ich także Szwajcarzy, Portugalczycy, Irlandczycy, Litwini i Grecy - to tak z ważniejszych. Istniały formacje kolaboracyjne z niektórych tych krajów (jak Litwa, czy Grecja, ale w Polsce także), niebędące jednak częścią SS.
    Podstawą takich wymysłów była książka Chrisa Bishopa ''Zagraniczne formacje'', w których przy Polakach umieścił on liczbę 0.

    Po drugie, nie jest też prawdą, że Polacy w ogóle w SS nie służyli. Zachowały się raporty z 1. Dywizji Pancernej generała Maczka, mówiące o jeńcach wziętych pod Falaise w sierpniu 1944 r. Stoi w nich jasno, że zarówno w LSSAH, jak i 12. DPanc. SS ''Hitlerjugend'' służy pewna liczba Polaków. Skąd się wzięli? W 1944 roku Waffen-SS i Wehrmacht po prostu walczyły o rekrutów i W-SS często... zwyczajnie kradła poborowych do Wehrmachtu, zabierając ich z punktu zbornego do koszar SS. Wśród nich niejednokrotnie zdarzali się wcieleni przymusowo Polacy. Być może byli polscy ochotnicy do SS, ale to kwestia wymagająca dalszego zbadania.

    Pomijam oczywiście tutaj kwestię tzw. Goralenvolku, bo nie jest zbyt istotna, a także tzw. Legionu Orła Białego, co do którego istnienia są poważne wątpliwości i w zasadzie brak jakichkolwiek dowodów.

    Zresztą, od zawsze jestem przeciwnikiem potępiania kogokolwiek tylko za to, jaki mundur nosił. Potępia się zbrodnie wojenne i inne niegodne czyny, a nie to, że ktoś na mundurze miał jakieś symbole. Zwłaszcza, że spośród 38 dywizji W-SS zbrodnie popełniła mniej, niż połowa (mogę tę kwestię opisać w przyszłości, jeśli będzie życzenie). Przykładowo, estońscy esesmani walczyli o niepodległość swoich krajów, a w 1950 roku nawet USA uznały, że członkowie tych formacji nie byli wrodzy wobec Stanów. Bywało nawet tak, że byli estońscy esesmani... w Norymberdze pilnowali w amerykańskich mundurach zbrodniarzy niemieckich.

    Wielonarodowość tej organizacji jednocześnie udowadnia, że Niemcy nie mieli problemu z przyjmowaniem tzw. ''podludzi'' w szeregi swoich elitarnych formacji. Istniała bowiem zarówno białoruska (30.), jak i ukraińska (14.) dywizje SS, byli także Hindusi (Legion Hinduski), Bośniacy (13.), Serbowie (24.), Albańczycy (23.), Rosjanie (RONA), czy Azerowie (Wschodnioturecki Związek Bojowy SS).

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @IIWSwKolorze1939-45: Prosta kwestia. Jest zdanie:

      Po pierwsze, poza tym, że są tam liczby z czapki, to nie jest prawdą, że Polacy jako jedyni nie mieli swoich jednostek Waffen-SS.
      Skąd wziąłeś tę tezę? Na obrazku jest mowa o braku Polaków w SS i o braku kolaboracji. Nie ma na obrazku mowy, że w żadnym innym państwie nikt nie utworzył jednostki SS. Jest konkretnie zdanie: "Polska jest jedynym państwem, które nie kolaborowało ani z sowieckim ani z niemieckim zaborcą.". Rozciąganie tego na "Polska jest jedynym europejskim państwem, którego obywatele nie współpracowali z III Rzeszą i ZSRR." jest nadinterpretacją, bo chociażby z definicji nie można kolaborować z państwem, które nie jest okupantem. I mówienie, że nie, chodziło o wszystkie państwa, bo podano też przykład Finlandii znowu jest jak dla mnie nadinterpretacją, dużo sensowniejsze jest uznanie, że Finlandia to tutaj przykład państwa, które nie było okupowane, a mimo to współpracowało. Ale to dalej nie znaczy, że obrazek sugeruje, że oprócz Polaków obywatele żadnego innego europejskiego państwa nie współpracowali z III Rzeszą, czy ZSRR. Jaśniej nie potrafię. IMHO do obrazku, który już jest uproszczeniem i nieprawdą dopisujesz rzeczy, których tam nie ma i z nimi również walczysz, co nie ma najmniejszego sensu. pokaż całość

    •  

      @IIWSwKolorze1939-45: On chyba jest Portugalofobem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      +: drect
    • więcej komentarzy (34)

  •  

    Plakat reklamowy wyprodukowany dla Brooklyńskiego Muzeum w 1974 roku. Przedstawia on humorystyczne spojrzenie na dynamikę i różnicę między artystami a modelami.

    Od 1841 r. Muzeum W Brooklynie(jedno z najstarszych i największych muzeów sztuki w Stanach Zjednoczonych) zapewnia praktyczne kształcenie artystyczne poprzez organizowanie zajęć rysunkowych.

    źródło
    #sztuka #rysunek #historiajednejfotografii #usa #fotografia #castellanocontent
    pokaż całość

  •  

    Zdjęcie tylko na pierwszy rzut oka może wydawać się tajemnicze. Wystający z kamiennej ściany dziób statku nie jest prawdziwy. To pomnik upamiętniający bitwę zwaną Liinakhamari Landing w czasie II WŚ i poświęcony jest żeglarzom radzieckim, którzy stracili życie podczas starcia z nazistami

    Liinakhamari to port znajdujący się na północnym krańcu Laponii, bezpośrednio na granicy rosyjsko-norweskiej. Pierwotnie było to miasto portowe należące do Wielkiego Księstwa Finlandii aż do bolszewickiej rewolucji w czasie której Sowieci zajęli całą Finlandię w ramach Związku Radzieckiego, co doprowadziło do fińskiej wojny domowej. Swój koniec miała miejsce w 1920 gdy Sowieci na mocy Traktatu z Tartu zwrócili tereny poprzednim właścicielom. W następnych latach nieraz przechodził z rąk do rąk, będąc istotnym punktem strategicznym (Dla Finów i Szwedów była to jedyna trasa jaka wiodła przez niemieckie i sowieckie obszary wpływu)

    W okresie 1941-1944 został zajęty przez siły niemieckie. 12 października 1944 roku 600 wojskowych wylądowało w Liinakhamari i zaatakowało nazistowski fort okupujący zatokę. 54 żołnierzy radzieckich poniosło śmierć i zostało pochowanych w masowym grobie na tych terenach. Ofiarami byli zarówno radzieccy członkowie piechoty morskiej oraz piechoty okrętowej, nazywani potocznie "Czarną śmiercią" z uwagi na swoje czarne berety
    Pamiątka została otwarta w 30 rocznicę, 12 października 1974 roku. Cały obszar jest obecnie skansenem z wieloma wojennymi reliktami i miejscem odwiedzin turystów

    #gruparatowaniapoziomu
    #historiajednejfotografii
    #ciekawostkihistoryczne
    #poro6niec
    pokaż całość

    źródło: 09.jpg

  •  

    Dawno nie widziałem ładniejszego zdjęcia.
    Dwupłatowiec pilotuje kapitan Paul Engelhard. Zdjęcie zrobił Otto Haeckel w Johannisthal (dzisiejsza dzielnica Berlina) 12 sierpnia 1910. Engelhard niemal dokładnie rok później (29 sierpnia 1911) zginie w wyniku obrażeń odniesionych w katastrofie lotu testowego na tym samym lotnisku przy którym zrobiono zdjęcie.
    #historiajednejfotografii #lotnictwo #fotohistoria pokaż całość

  •  

    Tak to ja na koniu z tatą, początek lat 70. Rodzice pochodzą z gór a ja mieszkam na śląsku i niestety nie mam konia. Takie trochę #pokazmorde #historiajednejfotografii

    źródło: GGGnbyb.jpg

  •  

    Na zdjęciu widzimy zamarznięty jacht o nazwie Mar Sem Fin, należący do João Lara Mesquity. Brazylijski dziennikarz wraz z 4 swoich towarzyszy w kwietniu 2012 roku postanowił wybrać się na Antarktydę w celu nakręcenia filmu dokumentalnego. Niestety łódź uderzyła w lód i konieczna była ewakuacja za pomocą chilijskiej marynarki wojennej. Widok jak na fotografii można było podziwiać przez kilka miesięcy po akcji ratunkowej (łajba znajdował się 9 metrów pod wodą)

    Rok później właściciel powrócił na miejsce w celu uratowania statku. Nurkowie owinęli go grubymi liniami oraz przywiązali nadmuchane boje po obu stronach, które umożliwiły wynurzenie a następnie odholowanie z powrotem na brzeg. Pomimo ubezpieczenia na ponad 700 tysięcy dolarów, uszkodzenia yachtu (m.in. zniszczony kadłub na skutek kompresji) okazały się nie do naprawienia

    #ciekawostki
    #historiajednejfotografii
    #gruparatowaniapoziomu
    #poro6niec
    pokaż całość

    źródło: 9oO0.jpg

  •  

    Zwycięzca #lotto na Jamajce odbiera nagrodę.

    W wielu miejscach odbiór wysokiej nagrody w loteriach odbywa się publicznie, nawet z udziałem prasy i zdjęcia zwycięzców z wielkimi czekami trafiają do prasy. Tak musi być zgodnie z regulaminem aby uniknąć oskarżeń o manipulowanie losowaniami i zachować przejrzystość. Z drugiej strony zdarzało się, że w związku z tym zwycięzcy padali ofiarami rabunków i morderstw (szczegóły można znaleźć w komentarzach w źródle).

    Na szczęście w naszym lotto odbiór wysokiej nagrody odbywa się z zachowaniem anonimowości. Trzeba się udać z kuponem do najbliższego oddziału Lotto w dużym mieście, gdzie zapewne szczęśliwca przyjmuje i obsługuje dyrektor w swoim gabinecie. Wskazuje się konto/konta do wypłaty i podpisuje jakieś papiery. Jest gdzieś w sieci opisane to szczegółówo przez kogoś kto trafił szóstkę. Podobno podchodzi też jakiś pan i dyskretnie podsuwa listę instytucji charytatywnych, na które można od razu przekazać część wygranej, oczywiście dobrowolnie.

    #ciekawostki #historiajednejfotografii #zajebanezreddita #reddit #gruparatowaniapoziomu #pieniadze #milionerzy

    pokaż spoiler źródło: https://old.reddit.com/r/funny/comments/apaees/jamaican_super_lotto_winner_taking_no_chances/
    pokaż całość

    •  

      @mango2018 Kwestia tego, że nie ma żadnych dodatkowych zabezpieczeń jeżeli chodzi o wgląd do profilu klienta, wiadomo, że jakieś dane trzeba znać żeby wejść do folderu, ale często wystarczy sam numer telefonu. Przy private banking bank dodatkowo rejestruje ruch na profilu klienta, ale tak naprawdę nic z tym nie robi, można latać po kontach jak się chce. To prawda, obowiązuje tajemnica bankowa, dlatego pracownik banku nic nie zrobi z informacją, że ktoś ma w chuj pieniędzy na koncie, ale to też trzeba mieć świadomość, że te dane klienta są jakieś ściśle strzeżone i wgląd do nich mają nieliczni :p pokaż całość

    •  

      Ja to bym sie chyba bał taką kase wygrać bo zaraz by sie znaleźli życzliwi co by mnie chcieli oskubać a tak to mniejsze kwoty sie wygrywa w total casino na necie i nikt o niczym nie wie.

    • więcej komentarzy (61)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Japońskie czołgi Typ 89 z japońskiego 1. batalionu pancernego podczas bitwy pod Xuzhou, kwiecień 1938 r.

    Po zwycięstwie w Nankinie w grudniu 1937 r. Japończycy skierowali się na południe. Chińska sytuacja była raczej dramatyczna - większość bardziej wartościowych jednostek została wymieciona podczas bitwy o Szanghaj. W tej sytuacji, gubernator prowincji Szantung, Han Fuju, wolał się cofać i zachować swoje oddziały, aniżeli pozwolić się zniszczyć Japończykom. Jednak po upadku Quingdao, Czang Kaj-Szek nakazał go aresztować i rozstrzelać za niesubordynację.

    Japończycy nieubłaganie parli naprzód. Japońska Armia Północnych Chin, wsparta przez Armię Ekspedycyjną Chin Centralnych, dowodzonych przez świetnych generałów Isogaia Rensuke i Seishiro Itagakiego, dosłownie rozcięła chińską obronę na Rzece Żółtej. Chińczycy, siłami aż 64 dywizji rozmieścili się wokół Xuzhou. Generał Itagaki ruszył na południe, nie okrążając miasta. Dotarł do Taierzhuang, gdzie został pokonany przez gen. Li Zongrena.

    Ostatecznie, Japończycy w rejonie Xuzhou dysponowali siedmioma dywizjami i dwiema brygadami piechoty oraz dwoma batalionami pancernymi. Część sił miała odciąć chiński odwrót na zachód. Chińczycy wyprowadzili jednak kontratak pod Lanfeng 21 maja 1938 r. siłami swojej najlepszej jednostki - 200. Dywizji Piechoty, jedynej zmechanizowanej dywizji w armii chińskiej (dysponowała ona sowieckimi czołgami, włoskimi tankietkami i niemieckimi samochodami pancernymi). Jednak japońska 14. Dywizja nie dała się zaskoczyć i odrzuciła chiński kontratak (bardzo źle skoordynowany i dowodzony) huraganowym ogniem artylerii. 200. DP musiała się wycofać, a samą próbę kontrataku Czang Kaj-Szek skomentował jako ''zapas śmiechu na wieki''.

    Japońskie postępy były jednak na tyle groźne (17 maja zaczęli ostrzeliwać miasto i wykonali desant na południe, niemal zamykając pierścień), że Czang nakazał wycofanie się. Żeby spowolnić nacierające armie japońskie i zyskać czas, przygotowując obronę Wuhan zdecydowano się wysadzić tamy na Rzece Żółtej. Udało się to, jednak ceną były zniszczone setki tysięcy domów i około 800 tysięcy zabitych przez powódź. 3 miliony ludzi opuściło swój rejon zamieszkania, a milion pozostał bez dachu nad głową. To tak w temacie strat w Chinach...

    Japończycy w walce bezpośredniej zwyczajnie zmietli chińską obronę, jednak mieli za mało sił, żeby zamknąć pierścień okrążenia, co pozwoliło się wymknąć części wojsk chińskich, część przeszła do działań partyzanckich. Ci, którzy się wymknęli, stawili opór pod Wuhan. Straty były jednak znowu na korzyść Japonii: 100 tys. Chińczyków i 30 tys. Japończyków.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    W miejscu dzisiejszej Bagateli, jednego z punktu orientacyjnego w Krakowie - dawniej było kino Scala.
    Foto z 1940 roku.
    Szczerze to nie wiedziałem. Sądziłem, że tam zawsze był Teatr.

    #ciekawostki #krakow #historiajednejfotografii

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''With Molotov cocktail in hands
    No fear of their tanks!''

    Finowie prezentują swoją broń przeciwpancerną - wiązki granatów i butelki zapalające.

    Sowieci miażdżyli Finów czołgami - mieli przewagę 50:1. Finowie jednak, niewzruszeni tą potęgą, sięgnęli po sprawdzony sposób zwalczania czołgów - butelki z benzyną. Pierwszy raz użyli ich marokańscy Regulares w wojnie domowej w Hiszpanii, miotali nimi polscy obrońcy Grodna i Wilna, ale to w rękach Finów stały się sławne na cały świat.

    Finowie stwierdzili, że butelki zapalające należy ulepszyć - szmatka wetknięta w szyjkę ma tendencję do gaśnięcia, lub, co gorsza, oblewania płonącą mieszanką rzucającego. Dlatego butelki były zaczopowane, a po bokach przymocowywano dwie długie sztormowe zapałki z draską. Żołnierz najpierw zapalał zapałkę, która paliła się przez 30 sekund, a dopiero potem rzucał. Butelki zapalające rzucano z tyłu czołgu, na pokrywę silnika. Przy odrobinie szczęścia wlot powietrza mógł zassać do silnika płonącą ciecz i spowodować eksplozję paliwa. Z reguły do unieszkodliwienia jednego sowieckiego czołgu potrzebne były tylko dwie butelki zapalające.

    Fińskie butelki były zresztą produkowane na bazie benzyny i smoły lub nafty, alkoholu i smoły. Zdarzały się wersje z wewnętrzną ampułką z kwasem siarkowym, które zapalały się przy rozbiciu. Główną fabryką, która je tworzyła była... gorzelnia Rajamäki, należącą do państwowej wytwórni alkoholów Alko. Co ciekawe, początkowo butelki posiadały nakrętki z napisem ''Alko-Rajamäki''. Na sowiecką reakcję nie trzeba było długo czekać, bo wywiad szybko zlokalizował obiekt i gorzelnia była wielokrotnie bombardowana. Mimo to, Rajamäki wyprodukowała ponad 540 tys. butelek zapalających.

    Butelki zapalające zresztą niedługo później przybrały swoją słynną nazwę, pod którą znane są po dziś dzień. Wiaczesław Mołotow, minister spraw zagranicznych ZSRR chełpił się przed Stalinem, że uczci jego urodziny (18 grudnia) koktajlem w zdobytych Helsinkach. Ale ponieważ coś tak jakby nie wyszło, to Finowie stworzyli swoje ''koktajle'' i zaczęli częstować nimi Sowietów. Z przerażającą skutecznością.

    Obok koktajlu jest widoczny klockowaty Käsigranaatit - granat przeciwpancerny, oparty luźno o niemieckie Geballteladung z I WŚ. Głowica była wypełniona trotylem, lub amatolem. Były wersje polowe, jak i produkowane w fabrykach o masie 2, 3 i 4 kg.

    Finowie zresztą w walce z czołgami wykazywali się olbrzymią pomysłowością: między koła jezdne wsuwali grube belki, by unieruchomić pojazd, a potem wspinali się na czołg i wrzucali granaty do środka. Podczas bitwy pod Summa w grudniu 1939 r. szeregowiec Einar Schadewitz wskoczył na sowiecki czołg i próbował otworzyć właz swoim nożem puukko. Kiedy spostrzegł, że to raczej nie działa, zapukał grzecznie granatem we właz i zaczął krzyczeć. Kiedy Sowieci wreszcie otworzyli, poczęstował ich granatem. Później koledzy go pytali, co krzyczał.

    Odpowiedział: ''Otwieraj Iwan, śmierć do ciebie puka''.

    #talvisota

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Taka jest właśnie wojna. Zabity włoski żołnierz przy ciężarówce Fiat, łuk Donu, styczeń 1943 r. Dzisiaj będzie dłużej.

    Niemcy, jak wszystkie potęgi II WŚ, winą za swoje niepowodzenia obarczali swoich sojuszników. Nie inaczej było pod Stalingradem, gdzie niemieccy dowódcy, a wraz z nimi propaganda i różni historycy winę zwalili na Włochów, Węgrów i Rumunów. Że to przez nich, przez ich ''tchórzostwo'' doszło do klęski.

    Szkoda tylko, że owi historycy ''zapominają'' wspomnieć, że włoska 8. Armia (będąca w centrum) była rozciągnięta na 270 kilometrów. Znacznie to przekraczało schematy organizacyjne. Wojskom koalicji antysowieckiej brakowało dramatycznie środków przeciwpancernych, czołgów (Włosi mieli tylko 50 lekkich czołgów L6, całkowicie niegroźnych dla T-34) i wsparcia lotniczego. Już nie wspominając o środkach transportu i łączności, chociaż dowódca rumuńskiej 3. Armii, gen. Dumitrescu już w listopadzie sygnalizował, że Rumuni nie zdołają obronić pozycji, jeśli Niemcy nie wyślą wsparcia czołgów.
    Włoskie siły to II. Korpus (dywizje ''Sforzesca'', ''Ravenna'' i ''Cosseria''), Korpus Alpejski (dywizje ''Julia'', ''Tridentina'' i ''Cuneense''), XXXV. Korpus (dywizje CSIR: ''Pasubio'', ''Torino'' i ''Celere'') oraz rezerwowa dywizja ''Vicenza''. Jednostki wspierał batalion narciarski ''Monte Cervino'', 63. Legion Czarnych Koszul, 6. pułk bersalierów i 120. pułk artylerii.

    Wydawałoby się, że Włosi walczyli krótko - bo ''tylko'' trzy dni. Jednak Sowieci do ataku ruszają już 11 grudnia 1942 r. Na samym odcinku dywizji ''Ravenna'' i ''Cosseria'' naciera przez pięć dni 28 sowieckich batalionów. Sowieci stratami się nie przejmowali - mieli 115 batalionów, a w rezerwie cztery korpusy pancerne. Razem - 450 tys. ludzi i 1200 czołgów. A wszystkim dowodził jeden z najzdolniejszych sowieckich generałów - Nikołaj Watutin.
    Mimo, że Włosi mieli ogromne niedobory amunicji i broni maszynowej, dzielnie odpierali ataki przeciwnika, wycinając setkami atakujących. Ciał na przedpolach Włochów urosło tyle, że żołnierze musieli w trakcie walk je usuwać, żeby móc dalej się bronić.

    Jednak największa nawet odwaga i hart ducha nie mogą pomóc, kiedy przeciwnik ma miażdżącą przewagę liczebną...

    Kiedy 16 grudnia rozpoczęła się operacja ''Mały Saturn'', wymęczonych dotychczasowymi bojami Rumunów dosłownie rozjechała. Włosi stawiali bohaterski opór przez trzy dni. W marznącej mżawce Sowieci gubią się i wpadają na pola minowe. Od ognia dział, ładunków wybuchowych i granatów, a nawet ataków z butelkami z benzyną Sowieci tracą setki czołgów. W końcu linie obronne zaczęły pękać na odcinku ''Ravenny'', a potem ''Cosserii''. Do ataku ze śpiewem na ustach ruszyły Czarne Koszule, ale niewiele to pomogło. 63. Legion został niemal całkowicie zniszczony w odważnych kontratakach (jednostka otrzymała Złoty Medal Waleczności). Sowieci przebili się przez włoskie linie (w tym zaciekle walczącej ''Julii'', za co wymieniono dywizję w Wehrmachtbericht) i dotarli do Kantemirowki, na dalekich tyłach, gdzie zaskoczyli sztab ''Ravenny'', wywołując panikę. W efekcie cała 8. Armia musiała się wycofać. Niemcy odmawiali udzielenia pomocy sojusznikom i kradli włoskie środki transportu. Pomocy kolegom na ziemi niezmordowanie udzielali włoscy piloci, ostrzeliwując sowieckie oddziały i zrzucając zaopatrzenie. Ducha włoskich żołnierzy oddaje postawa syna dowódcy armii. Podczas odwrotu gen. Italo Gariboldi wysłał samolot po swojego syna, Mario. Ten, na usilne nalegania pilota, odpowiedział, że nie opuści swoich żołnierzy. Najżałośniej wypadli Niemcy, konkretnie esesmani z 14. SS-Polizei-Regiment i grupy ''Fegelein'', których obronę Sowieci zmiażdżyli już pierwszego dnia, zmuszając esesowców do panicznej ucieczki.
    Włosi cofają się w dwóch grupach - północnej i południowej, tocząc zaciekłe boje pod Arbuzowką i Krasnojarskiem. W połowie stycznia 1943 r., gdy Sowieci szturmują już linie Korpusu Alpejskiego, wymęczona włoska armia przebija się do Charkowa, utraciwszy około 60-70 tysięcy ludzi. Sowieci w operacji ''Mały Saturn'' stracili ok. 100 tysięcy ludzi i 900 czołgów.

    Niemieccy oficerowie łącznikowi jednak wystawili Włochom taką opinię: ''Twierdzenie, wyrażane przez niektórych, według którego Włosi zwyczajnie uciekli, nie tyle jest przesadą, co zwyczajnie jest nieprawdą.''
    Ciekawe świadectwo Włochom wystawił też sam Nikita Chruszczow: "Walczyłem przeciwko Włochom w rejonie Doniecka, gdzie miałem na przeciwko sobie Czarne Koszule, których uważałem za najbardziej walecznych wśród nich. Walczyli bardzo dobrze i myślałem, że dzieje się tak z powodu niechęci do nas. Jednak po przesłuchaniu wielu jeńców, stwierdziłem, że nie żywią wobec nas nienawiści."

    Ot, znowu... ''tchórzliwi makaroniarze''...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Z twittera: Pamiętne zdjęcie. J. Kaczyński głosuje przeciwko odwołaniu rządu J.Olszewskiego. Mina TUSKA bezcenna.
    #olszewski #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historiajednejfotografii #tusk #kaczynski #4konserwy #polityka pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Witajcie Mirki i Mirabelki

    Startujemy z własnym projektem dotyczącym Elektrowni Jądrowej w Żarnowcu. Cała nasza ekipa miała okazję eksplorować kilkukrotnie zamkniętą strefę budowy oraz każdy z nas był w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia.

    Na chwilę obecną prowadziliśmy fanpage na FB: EJ Żarnowiec na FB

    Mamy bardzo dużą ilość zdjęć z czasów budowy, dużo filmów, projektów, dokumentów i gadżetów związanych z tym zaniechanym projektem. Dodatkowo mamy strefę wywiadów z pracownikami, którzy budowali EJ, min. z opiekunem linii kolejowej prowadzącej do Żarnowca oraz z zastępcą kierownika budowy EJ który nadzorował budowę reaktorowni, budynku odpadami radioaktywnymi.

    W późniejszym czasie chcemy jeździć i robić wystawy oraz prelekcje dotyczące właśnie tej budowy w której zmarnowano miliardy złotówek.

    28 lutego startujemy ze stroną internetową www.ejzarnowiec.pl .
    Dla przypomnienia mamy stworzone wydarzenie do którego możesz się tutaj dopisać: Premiera strony o EJ Żarnowiec

    W późniejszym czasie chcemy zrobić dla Was oficjalne AMA na wykopie! :)

    Z góry dziękuje za wszystkie plusy oraz dołączanie do wydarzenia i za polubienie strony o EJ.

    #elektrowniaboners #elektrowniaatomowa #elektrownia #energetyka #energetykajadrowa #startup #technika #technologia #historia #historiajednejfotografii #prl #komunizm #ciekawostki #urbanexploration #urbex #czarnobyl #prypec #atom #radio #opuszczonemiejsca #opuszczone #wyprawyleona #energia #radioaktywnosc #polska #historiapolski #historiapolitycznaiiirp #reaktorjadrowy
    pokaż całość

    źródło: c.jpg

  •  

    Wenezuelski ksiądz podczas mszy prosi o interwencję wojsk amerykańskich w taki o to sposób.
    #ciekawostki #historiajednejfotografii #wenezuela #4konserwy #marvel

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Brytyjskie Shermany z 46. pułku pancernego posuwają się drogą w kierunku Campoleone, towarzyszy im piechota z pułku Irish Guards. Anzio, 25 stycznia 1944 r.

    Wracamy do tematu Anzio. Tutaj pytanie - nie mam niestety kolorowych zdjęć z działań lotniczych, a te są dość ciekawe. Będę się musiał posiłkować grafikami, albo czarno-białymi zdjęciami. Może być?

    Zachowanie gen. Lucasa, dowódcy VI. Korpusu było niezrozumiałe. Zamiast iść i rozbić słabą niemiecką obronę, ten umacniał przyczółek niczym fortecę. Budował okopy, zakładał miny. Stracił niepowtarzalną szansę. Na jego lekkie usprawiedliwienie można powiedzieć tylko, że trochę spowolnił go gen. Clark, mówiąc: ''Nie wychylaj się, Johnny''.

    Dopiero 25 stycznia 1944 roku podjęto jakiekolwiek działania. Niejako Lucasa zmusiło do tego przeludnienie niewielkiego przyczółka - nagromadzenie ludzi i sprzętu zaczynało po prostu wypychać jednostki naprzód. Do ataku ruszyła brytyjska 24. brygada z 56. Dywizji Piechoty.

    Celem był niewielki zespół budynków z czymś, co wyglądało, jak komin, dlatego obiekt zaczęto przezywać ''fabryką''. Była to jednak Aprilia, wioska-osiedle, budowana za rządów Mussoliniego. Osiedla posiadały własne kina, kościoły, ratusze, sklepy, ośrodki zdrowia, garaże i nieodzowną siedzibę komitetu partii faszystowskiej.

    Jednak Niemcy nie byli już słabi - naprzeciwko Brytyjczyków stanęła niemiecka 3. Dywizja Grenadierów Pancernych. Mimo, że w początkowym starciu Brytyjczycy dobrze sobie radzili (wzięli 110 jeńców), to Niemcy zdołali się wycofać, a pod osłoną nocy obsadzili zabudowania wokół Aprilii. Rankiem przeszli do kontrnatarcia.

    Z samego rana grupy Niemców szturmowały zabudowania. Pojawiły się działa szturmowe, a nawet Tigery. Te ostatnie zaczęły po prostu burzyć osiedle ogniem swoich 88-milimetrowych dział. Brytyjskie Cromwelle były przeważnie bezradne. Dopiero, gdy jeden z niemieckich czołgów stracił gąsienicę i, mimo, że nadal prowadził ogień, został dobity strzałem z Piata, to pozostałe wycofały się. W ich miejsce przybyła silna niemiecka artyleria, obracając w gruzy Aprilię i sąsiednie Carroceto.

    Wcale nie lepiej było w sektorze amerykańskim - tam 3. Dywizja Piechoty, mimo wspacia 504. pułkiem spadochronowym i huraganowego ognia artylerii okrętowej z krążownika ''Brooklyn'' zwyczajnie zaległa przed swoim celem - miasteczkiem Cisterna. Tam z kolei zażarty opór stawiała dywizja pancerno-spadochronowa ''Hermann Goering''.

    Ciężkie walki trwały dwa dni i w zasadzie nie przyniosły rozstrzygnięcia. Te niepowodzenia martwiły w zasadzie wszystkich alianckich dowódców - oznaczały, że sytuacja się zmieniła. Po tygodniu Niemcy mieli pod Anzio więcej ludzi, niż Alianci. Jednak Lucas nadal zwlekał. Winston Churchill później napisał rozgoryczony: ''Myślałem, że wypuściliśmy rozżartego rysia, a tym okazał się nieruchawy wieloryb, wyrzucony na plażę''.

    Duże natarcie zaplanowano na noc z 29 na 30 stycznia. I to miało okazać się znamienne.

    #shingle #anzio

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Brazylijski klub Flamengo grający na słynnej Maracanie, 15 grudnia 1963 roku.
    194.603 kibiców.

    #zdjeciednia #historiajednejfotografii #pilkanozna #ciekawostki #sport #fotografia

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Murzyński kapral podczas układania kanistrów z benzyną.

    Alianci pod koniec sierpnia 1944 roku stanęli przed dużym problemem - większość portów była w rękach niemieckich, którzy zamienili je w twierdze, zaś zaopatrzenie na front transportowano z plaż i jedynego, zrujnowanego portu w Cherbourgu. Do pewnego momentu zaopatrzenie transportowano wprost z plaż, jednak błyskawiczny odwrót Niemców znacznie wydłużył linie zaopatrzeniowe i jednostki na froncie stanęły w obliczu braku żywności, mundurów, a przede wszystkim paliwa, amunicji i części zamiennych, wobec czego kontynuowanie ofensywy było niemożliwe. Zaś na plażach leżały odłogiem całe zbiorniki materiałów pędnych i góry skrzyń z amunicją i jedzeniem. Planowano położenie rurociągu, transportującego benzynę, ale nie było na to czasu - front potrzebował zaopatrzenia ''na już''. Zniszczenia sieci kolejowej tuż przed inwazją zmusiły Aliantów do jedynego wyjścia - kołowego transportu.

    Z jednostek pozabierano maksymalne ilości ciężarówek, jeden brytyjski korpus zajmował się wyłącznie transportem, zaś do służby skierowano tysiące ludzi, którzy musieli dostarczyć dziennie 20 tysięcy ton zaopatrzenia dla walczących wojsk. Jedna dywizja podczas działań ofensywnych ''konsumowała'' dziennie minimum 600 ton zaopatrzenia - paliwa, amunicji, żywności, środków medycznych.

    Po drogach poruszało się blisko 6 tysięcy ciężarówek, niezmordowanie jeżdżących w obie strony, przewożąc 12,5 tys. ton zaopatrzenia. Konwoje liczyły maksymalnie pięć ciężarówek, ze względu na niebezpieczeństwo ataków Luftwaffe, był eskortowane przez Jeepy, zaś na drogach rozmieszczono spore ilości żandarmerii (w tym specjalnie powołany do tego celu 793. batalion żandarmerii) i tyłowych jednostek, pilnujące szlaku. Do poruszania się wytyczono tylko dwie drogi jednokierunkowe - północną pojazdy jechały z Cherbourga do bazy w Chartres z zaopatrzeniem, a południową wracały puste po następne towary. Tak przeprowadzono operację ''Red Ball Express'' - nazwa nawiązywała do XIX-wiecznej lokomotywy, a nadzorował ją płk Loren Albert Ayers, zwany ''Małym Pattonem'' ze względu na energiczność i zdecydowanie w działaniu. 75 % żołnierzy, biorących udział w operacji, było murzynami, którzy pełnili służbę w jednostkach transportowych. Wielu z nich otrzymało tylko godzinne przeszkolenie w jeździe za kółkiem. Zdarzało się, że przemęczeni kierowcy dopuszczali się sabotażu, by zyskać chociaż chwilę snu. Operacja trwała od końca sierpnia aż do połowy listopada 1944 roku, kiedy zdobyto ujście Skaldy i umożliwiono zaopatrywanie wojsk przez port w Antwerpii.

    Bardzo dobrze wysiłek logistyczny Aliantów obrazuje muzeum w Overloon, gdzie idzie się po składanym moście Baileya, rozstawionym nad setkami, tysiącami skrzyń. Dopiero wtedy człowiek uświadamia sobie ogrom tego przedsięwzięcia.

    Po II WŚ, w Korei, również zorganizowano podobną operację i ją również nazwano ''Red Ball Express''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Japończycy wkraczają do Taiyuan, listopad 1937 r.

    Gdy jeszcze trwała batalia o Szanghaj, Japończycy uderzyli na prowincję Shanxi, położoną w północnych Chinach. Jest to teren bogaty w złoża węgla kamiennego, nic więc dziwnego, że była to pożądana zdobycz.

    Japończykom niemal z marszu udało się zająć trzecie duże miasto prowincji - Datong. Chińczycy w desperacji zjednoczyli się ze znienawidzonymi komunistami i zorganizowali obronę w rejonie Wielkiego Muru. Japończycy, wsparci oddziałami mongolskimi, ominęli jednak pozycje obronne, idąc przez położony z boku wąwóz Niangziguan pod koniec października. Oskrzydlili tym samym leżącą w centrum stolicę prowincji - miasto Taiyuan.

    W tym samym czasie, trwała bitwa o skrzyżowanie Xinkou. Chiński generał Yan Xishan zgromadził swoje wojska - 280 tys. ludzi - w tym miejscu, chcąc wydać Japończykom walną bitwę. Chińczycy mieli dobrze przygotowane pozycje obronne, otaczały ich góry, a jedyna droga prowadziła do bronionego Taiyuan - byli więc niemal niepokonani. Frontalną obronę skrzyżowania stanowili żołnierze Xishana, zaś prawą flankę bronili komuniści Zhu De, oparci o rzekę Sutou.

    Japończycy, w osobie generała Seishiro Itagakiego, byli świadomi silnej linii obronnej, dlatego 13 października uderzyli zmasowanymi siłami - 140 tys. ludzi, wspartych przez 500 czołgów i 300 samolotów, a także liczne okręty rzeczne. 16 października Chińczycy wyprowadzili zaciekły kontratak, w walce odrzucając na chwilę Japończyków. W ruch poszły koktajle Mołotowa, bo chińskim żołnierzom dramatycznie brakowało artylerii. Poległ dowódca chińskiej 9. Armii, gen. Hao Mengling. Zażarte walki trwały dzień w dzień. Japończycy górowali sprzętem i siłą ognia, ale Chińczycy mieli lepsze pozycje obronne. Trwały wypady partyzanckie i dywersyjne na japońskie tyły. Chińczykom udało się nawet zwyciężyć w starciu w wąwozie Pingxingguan, gdzie komuniści ze 115. dywizji zrobili zasadzkę na dwie japońskie kolumny zaopatrzeniowe i rozbili je, przejmując trochę zaopatrzenia (100 karabinów, jedno działo, 2 tys. pocisków). Straty wyniosły po 400 ludzi po obu stronach. Był to ważny sukces propagandowy - bodaj pierwsze zwycięstwo Chińczyków. Z kolei 19 października 769. pułk piechoty ze 120. dywizji zaatakował lotnisko w Yangmingbao, niszcząc 24 samoloty na ziemi.

    Jednakże japoński walec był nieubłagany - po dwóch tygodniach ciężkich walk wzmocnieni Japończycy (sprowadzono cztery bataliony specjalne) 26 października skruszyli chińską obronę.Na niektórych odcinkach Japończycy po prostu rozjechali czołgami chińskie linie. Po wdarciu się na wąwóz Niangziguan chińskie armie rozpoczęły odwrót. Niedługo potem, 9 listopada Japończycy zajęli Taiyuan i objęli kontrolę nad prowincją. Ich sukces był zupełny. Obie strony poniosły wysokie straty, ale chińskie były pięciokrotnie wyższe - 100 tys. ludzi. Ważny był jednak skutek - dzięki współpracy Kuomintangu i komunistów Japończycy ponieśli straty. Był to przyczynek do dalszej współpracy obu sił.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #fotografia #historiajednejfotografii #nsfw #medycyna

    Obrzęk limfatyczny – obrzęk tkanek wywołany zastojem chłonki, prowadzący do przewlekłego stanu zapalnego.
    Zastój chłonki, czyli niemożność prawidłowego odprowadzenia chłonki z tkanek organizmu, wywołany jest wrodzonym lub nabytym uszkodzeniem naczyń chłonnych.
    pokaż całość

    źródło: qqq.jpg 18+

  •  

    Za profilem ポーランド広報文化センター Instytut Polski w Tokio.

    W lutym 1901 roku zorganizowano pierwszą w Polsce wystawę sztuki japońskiej w warszawskiej galerii „Zachęta”. Dzieła pochodziły z kolekcji Feliksa „Manggha” Jasieńskiego (1861-1929). Studiował w Paryżu i Berlinie ekonomię, filozofię, literaturę, historię sztuki i muzyki. W Paryżu zafascynował go nurt sztuki zw. japonizmem. Zebrał w sumie ok. piętnastu tysięcy dzieł, wśród których sześć tysięcy pięćset stanowiły dzieła sztuki japońskiej. Sam ani razu nie był w Japonii. Podróżując po Europie dogłębnie poznawał sztukę tego kraju.

    Kiedy wrócił do Warszawy na początku lat 90-tych XIX wieku opublikował szereg artykułów dot. przede wszystkim sztuki japońskiej, a w pierwszym roku XX wieku zrobił wystawę sztuki japońskiej, która jednak spotkała się z chłodnym przyjęciem widzów i krytyków. Rozczarowany Jasieński osiedlił się w Krakowie, gdzie z czasem zyskał sławę jako mecenas sztuki. W 1920 przekazał swoją kolekcję miastu Krakowa w darze. Zbiór Jasieńskiego przez lata przechowywano bez miejsca stałej ekspozycji. W drugiej połowie lat 80-tych XX w. Andrzej Wajda, reżyser filmowy i teatralny, otrzymawszy (1987 r.) Nagrodę Kioto, wystąpił z propozycją utworzenia Fundacji Kioto-Kraków. Fundacja ta później zajmowała się uzyskiwaniem zarówno funduszy publicznych, jak i prywatnych organizacji i osób na założenie Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, co zostało uwieńczone otwarciem w listopadzie 1994 r. tego Muzeum.

    #historiajednejfotografii #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #japonia
    pokaż całość

  •  

    Ciekawostka na #dziendobry. Przed nastaniem ery budzików, mieszkańcy korzystali z innych sposobów aby wstać na czas. Jednym z nich było zatrudnianie profesjonalnych "wstawaczy", którzy za pomocą długiego patyka wędrowali od domu do domu i stukali w okno aby obudzić pracowników. W latach dwudziestych był to popularny zawód w Wielkiej Brytanii. Zarabiali tygodniowo kilka pensów a specjalną premię otrzymywali za natarczywe pukanie do momentu, aż upewnią się, że domownik wstał. Zwyczaj ten umarł śmiercią naturalną wraz na początku 1940 roku
    #gruparatowaniapoziomu
    #historiajednejfotografii
    pokaż całość

    źródło: 990.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Niemieccy spadochroniarze z 4. Dywizji Spadochronowej na motocyklach BMW R75, rejon Anzio, koniec stycznia 1944 roku.

    Plan generała Clarka opiewał na desant 110 tys. żołnierzy. W pierwszym rzucie lądować miały dwie dywizje - brytyjska 1. na lewym skrzydle, amerykańska 3. na prawym. Pozostałe siły stanowiły: amerykańskie 45. DP, 1. DPanc., 6615. pułk specjalny (złożony z 1., 3. i 4. batalionów rangersów i 509. batalionu spadochronowego) oraz 504. pułk spadochronowy, oraz brytyjskie: 56. DP i 2. brygada specjalna (złożona z komandosów z 9. i 43. batalionu). Wsparcia udzielały, jak wspomniano, 5 krążowników, 24 niszczyciele i 60 innych okrętów wojennych. Wśród pozostałych jednostek pływających znalazły się polskie statki - S/S ''Narwik'' i S/S ''Sobieski''. Z powietrza pomocy udzielało osiem dywizjonów myśliwskich (po trzy Spitfire'ów i Kittyhawków, dwa Mustangów) i siedem bombowych (jeden Bostonów, sześć Mitchelli).

    Dobra, a co mieli Niemcy?

    Nic.

    No takie nic, to nie do końca. W rejonie Anzio-Nettuno Niemcy posiadali jeden batalion grenadierów pancernych, trzy kompanie saperów, baterię armat przeciwlotniczych i kompanię włoskich dział pancernych. Może tysiąc ludzi. Tyle.

    Jednak dowodzący od listopada 1943 r. marszałek Kesselring zdawał sobie sprawę z możliwości przeprowadzenia desantu za Linią Gustawa. Dlatego zlecił opracowanie planu alarmowego ''Richard'', polegającego na przerzucie jednostek w rejon zagrożony. Opracowano trasy marszruty, składy paliw, miejsca postojów, ale musiało potrwać, zanim jednostki trafiły na miejsce. Niemcy, patrolujący wybrzeże, byli w stanie alarmu od kilku tygodni. Akurat 22 stycznia alarm odwołano, by wartownicy mogli się przespać. Obudziło ich dopiero szturchanie lufami amerykańskich Thompsonów...

    Jednak już o 3 w nocy (godzinę po desancie), Niemcy złożyli meldunki, a o 5 rano poinformowano Kesselringa. Ten natychmiast rozkazał przerzut 4. DS i dywizji ''Hermann Goering'' w rejon Anzio. Ciężkie zniszczenia infrastruktury, spowodowane nalotami poprzedzającymi inwazję (ucierpiał bardzo port w Civitavecchia oraz główne lotnisko Luftwaffe w tym rejonie - Ciampino) spowalniały jednak przerzut.

    Tymczasem dowodzący VI. Korpusem gen. Lucas do końca dnia wyładował już 36 tys. żołnierzy i 3200 pojazdów. ''Muszę najpierw mocno stanąć na nogach i nie robić żadnych głupstw pod wpływem chwili'', napisał w dzienniku. Alianci więc, zamiast iść naprzód... zaczęli się okopywać, a nawet stawiać zapory minowe. Pierwszego dnia utracono 13 zabitych i 97 rannych, głównie od min. Lucas był głuchy na prośby i apele swoich podwładnych, którzy prosili go, by przeprowadzić chociaż silne rozpoznanie. Nie zgadzał się. Atmosfera była mało wojenna - żołnierze się okopali, rozstawiali namioty, organizowali składy, a nawet grali w karty, myszkowali w ruinach okolicznych wiosek i pisali listy.

    ''Uśmiechnięty Albert'' już 22 stycznia wieczorem powiedział zadowolony: „Anglicy i Amerykanie przegrali już pierwszą rundę tego starcia”.

    #shingle

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Jimi Hendrix odprężający się w wojskowych koszarach. Do wojska trafił wybierając mniejsze zło - za kradzież samochodu mógł trafić albo tam albo do więzienia. 31 maja 1961 roku został wcielony do 101 Dywizji Powietrznodesantowej. Służbę odbył w Fort Campbell w stanie Kentucky. Jego pobyt był podobny do tego z udziałem Elvisa Presleya - stawiał na zabawę, granie na gitarze i wygłupy. 3 letni pobyt został skrócony do zaledwie roku, rzekomo przez kontuzję kostki (podobno chodziło o krnąbrny charakter muzyka)
    #gruparatowaniapoziomu
    #muzyka
    #historiajednejfotografii
    pokaż całość

    źródło: 0oO.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #historiajednejfotografii

0:0,0:2,0:1,0:0,0:0,0:1,0:1,0:1,0:2,0:1,0:0,0:1,0:2,0:1

Archiwum tagów