•  

    Niewidomy kibic klubu Bohemians Praga...nie widzi, ale może poczuć atmosferę meczu i to jest dla niego najważniejsze.. #historiajednejfotografii #mecz #sport #czechy #pilkanozna #kibice

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Leżysz na plecach częściej niż siostra Paddocka'' #pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°). Żołnierz 101. Dywizji Powietrzno-Desantowej z holenderskimi cywilami, okolice Son, 17 września 1944 r. Kontynuujemy M-G, do Barbarossy wracamy za tydzień.[A]

    Słynne ''Skrzeczące''... nie, chyba ''Płaczące ( ͡° ͜ʖ ͡°) Orły'' dostały raczej łatwiejsze zadanie w Market-Garden. Ich celem było opanowanie rejonu Son, Eindhoven, Veghel i St. Oedenrode. Mostów do zdobycia 101. miała aż nadto: po cztery w Eindhoven i Veghel oraz po jednym w Son, Best, St. Oedenrode. Teren był płaski, ale poprzecinany kanałami i rzeczkami. Jako strefę zrzutu, dowódca dywizji, gen. Maxwell Taylor wybrał trójkąt pomiędzy Eindhoven, Veghel i Son, o 1,5 mili od głównych celów. Zrzucić tam miano dwa pułki: 502 i 506 502 miał za zadanie zająć się mostami w St. Oedenrode i Best, a 506 - w Son. 501. pułk miał lądować na północ i zachód od Veghel, kilkaset metrów od mostów.

    101. DPD, w odróżnieniu od pozostałych dywizji, leciała trasą południową, nad lądem. I nadziała się na dość silny ogień artylerii przeciwlotniczej. Mimo wcześniejszych bombardowań, nie udało się zniszczyć wszystkich stanowisk. W niektórych samolotach spadochroniarze wprost musieli skakać przez ogień, albo przechodzić ponad ciałami zabitych kolegów. Był przypadek, że pozbawiony kontroli C-47 zmasakrował łopatami śmigła spadochroniarzy opadających ku ziemi.

    Niemniej, nie było to straszne dla spadochroniarzy i miażdżąca większość z nich wylądowała bez problemu na ziemi dzięki dużej odwadze pilotów transportowych, do końca pewnie trzymających stery. Wylądowało 6669 spadochroniarzy i około 80 % sprzętu.

    Wielka kawalkada samolotów wzbudziła podziw generała Kurta Studenta, który ze swojej kwatery w Vught oniemiały obserwował przelot. 'Żeby choć raz dysponować taką siłą', mówił pod nosem. Sztabowcy z jego 1. Armii Spadochronowej (napiszę o niej w następnym wpisie) natychmiast wybiegli i zaczęli ostrzeliwać przelatujące samoloty z każdego możliwego rodzaju broni. Generał Student jeszcze wtedy nie wiedział, jaki prezent sprawią mu alianckie szybowce...

    Amerykanom błyskawicznie udało się zabezpieczyć Veghel St. Oedenrode. Amerykanie szybko odkryli sposób na łączność i za radą Holendrów wykorzystywali telefony, mogąc połączyć się ze wszystkimi oddziałami. Już po godzinie od wylądowania spadochroniarze połączyli się z Valkenswaard. Większy problem stanowiły mosty w Son i Best. W Son 506. pułk płk Sinka był już na przedmieściach, kiedy odezwało się pojedyncze działo 88 mm i rozpoczęły się walki uliczne, w których szybko zniszczono działo. Spadochroniarze ruszyli biegiem do mostu i byli o zaledwie 45 metrów od niego, kiedy Niemcy go wysadzili. Utrata mostu była poważnym problemem dla przebiegu operacji. Kilku żołnierzom udało się przeprawić na drugą stronę i zlikwidować niemiecki opór. Środkowe przęsło mostu było nieuszkodzone, więc żołnierze wykorzystali dostępne materiały i zbudowali kładkę, którą mógł się przeprawić cały batalion gęsiego.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Oficer Waffen-SS rozmawia ze spadochroniarzami i żołnierzami Wehrmachtu, Oosterbeek lub Arnhem, 21 września 1944 roku. Kontynuujemy wątek Market-Garden - trzeba trochę się sprężyć, bo nie wiem, czy zauważyliście, ale staram się pisać rocznicowo. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Wbrew większości opinii, Niemcy akurat zdawali sobie sprawę z możliwości desantu. Niedługo przed operacją dowódca sił myśliwskich w Holandii, gen. Kreipe, przestrzegał sztab Grupy Armii ''B'' marszałka Walthera Modela przed desantem. Na pytanie szefa sztabu, gen. Krebsa, gdzie Alianci mieliby wylądować, Kreipe odparł, że gdziekolwiek w pobliżu Arnhem i Nijmegen, prawidłowo wskazując strefy zrzutu.

    Dobre informacje przekazał też osławiony ''King Kong'', czyli niejaki Christiaan Lindemans, członek ruchu oporu i... niemiecki agent. Przedostawszy się do Antwerpii, dowiedział się, że 17 września ruszy operacja powietrzno-desantowa w okolicach Eindhoven. Przekazał tę wiadomość do zastępcy dowódcy Abwehry w Holandii, mjr. Ernstowi Kiesewetterowi, który w nią jednak nie uwierzył, a ufny w zdanie King Konga dowódca Abwehry, płk Hermann Giskes, był akurat nieobecny...

    Swoje przypuszczenia snuł też wiekowy marszałek von Rundstedt. Żelaznemu rycerzowi Rzeszy nie umknęło, że z linii frontu zniknęły doborowe alianckie dywizje spadochronowe. Domyślał się, że może dojść do desantu. Wysłał rozkaz do sztabu Modela, nakazujący sprawdzić możliwość desantu w Holandii, w rejonie Arnhem i Nijmegen. Rozkaz ten dotarł do Modela, kiedy alianckie samoloty były o godzinę drogi od celów...

    Niemcy otrzymali jednak pewien prezent od Aliantów. Sztab gen. Studenta, dowódcy 1. Armii Spadochronowej, znajdował się w Vught, na północ od korytarza ''Garden''. Traf chciał, że opodal jego sztabu rozbił się jeden z szybowców sztabu gen. Browninga. Szybko odnaleźli go niemieccy żołnierze. Znaleziono na nim jeden z numerowanych, ściśle tajnych planów operacji Market-Garden. Któryś z oficerów sztabowych zlekceważył zakaz zabierania takich materiałów w powietrze.

    Na planie było wszystko: trasy przelotów, strefy zrzutów, marszruta oddziałów naziemnych, OdB jednostek... Student kazał natychmiast łączyć z Modelem. Przypomniał sobie wówczas sprawę mjr. Hoenmannsa, który w 1940 r. przewożąc tajne materiały dopuścił do utraty ich na rzecz wroga. Nemezis!

    Marszałek Model jednak zlekceważył ów plan, uważając go za fałszywkę. Generał Student nie mógł uwierzyć. Marszałek pokazał ten plan tylko jednej osobie - płk Walterowi Harzerowi, dowódcy dywizji SS ''Hohenstaufen'' i to przypadkiem. Student zaś zameldował o nim dowódcom Luftwaffe. Mimo zlekceważenia planu, część niemieckich dowódców wzięła go jak najbardziej serio. Niemieckie myśliwce z Deelen ruszyły w niebo, poszukując samolotów transportowych, a jednostki w okolicach Nijmegen i Arnhem dobrze wiedziały, gdzie uderzać, by przeciąć życiodajną arterię spadochroniarzy - strefy zrzutu...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Mleko_O: Co ciekawe znamy słowa tego dowódcy którymi przemówił do żołnierzy, pozwolę sobie je przytoczyć:

      Jak wylądują to wchodzimy na nich na takiej kurwie, że ich zmiatamy z powierzchni ziemi, jest pierwsze pierdolnięcie oni kurwa nie żyją, jest pierwsze pierdolnięcie, zresztą to już później powiem, jeden do drugiego dochodzi jeden drugiemu pomaga, idźcie zróbcie tam selekcje, tak ale na takiej zasadzie, że to jest w tempo, że dolatujesz kopiesz go w zęby ale to jest w tempo nie robisz nie skaczesz po nim tylko skaczesz mu centralnie najlepiej nie kopmy, skocz do gardła skocz go za pysk i wal go wpizde, na glebie, pamiętajcie bijemy łokciami. Nie wolno, tak się umówiliśmy, nikt się kurwa, nikt po nikim nie skacze kurwa, jeżeli się przewróci, przewróci się z drugim patrzcie co się dzieje, nawet będziesz widział, że ktoś leży pomóż koledze wypierdol mu bułe. Pamiętajcie jeżeli będzie pierwsze to wejście, jeżeli będzie pierwsze to jest nisko głowa, nisko głowa i jest puch puch! pokaż całość

    •  

      @Dziki_Odyniec: Tak właśnie było ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    #historiajednejfotografii #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

    Francuscy żołnierze wywieszają białą flagę w geście poddania się - linia Maginota/Francja 1940

    Niemieckie uderzenie na Francję rozpoczęło się 10 maja 1940 roku o godz. 4.00 nad ranem. Dowództwo Wehrmachtu w porę dostrzegło furtkę belgijską i dostosowało swój plan agresji do tego rejonu. Pokusa była wielka, ryzyko nieco mniejsze. Francuzi spodziewali się uderzenia poza głównymi umocnieniami Linii Maginota, jednak nie wierzyli w możliwość wykorzystania przez wroga masywu górskiego Arden. Tymczasem to właśnie belgijskie góry (o ile można nazwać to górami, gdyż szczyt ma ok. 650m) stać się miały przepustką do pola walki dla niemieckich dywizji pancernych i piechoty

    Niemcy nie zawracali sobie głowy problemem neutralności państw europejskich i bez wahania wkroczyli na terytorium Belgii, Holandii i Luksemburga. Słabiutkie armie tych krajów rozbite zostały bardzo szybko. Chaos związany z rozpoczęciem walk pogłębiały desanty niemieckich spadochroniarzy, którzy swoimi akcjami dezorientowali a w niektórych miejscach rozbijali siły sojusznicze. Na szczególną uwagę zasługuje zajęcie fortu Eben Emael znajdującego się w Liége przez grupę 78 ludzi pod dowództwem por. Witziga. Jak więc widzimy, Niemcy nie zaprzątali swoich myśli przebijaniem się przez Linię Maginota

    14 czerwca zwycięscy Niemcy wkroczyli do Paryża. W następnych dniach wojnę toczono przede wszystkim na froncie politycznym. Kapitulacja armii nie objęła jednak części obrońców Linii Maginota, którzy nie wierzyli w audycje radiowe i nie ufali Niemcom. Dopiero po otrzymaniu relacji swoich współpracowników dowódca frontu północno-wschodniego otrzymał rozeznanie w sytuacji. Rokowania francusko-niemieckie, jakie prowadzono w drugiej dekadzie czerwca, doprowadziły do wydania rozkazu zaprzestania obrony fortec. Dowódcy francuscy nie zdawali sobie nawet sprawy, jak wielu żołnierzy wciąż trwało na pozycjach i ile sektorów było w stanie nadal walczyć. Dla przykładu - forteca Fermont obsadzona była do 26 czerwca, 30 czerwca poddała się forteca Immerhof (po wyczerpującej walce), 30 czerwca kapitulację podpisali dowódcy sektorów Thionville, Boulay i Faulquemont. Tego samego dnia poddała się forteca Schönenbourg. Znaleźć można więcej przykładów dowodzących, iż kapitulacja Francji była przedwczesna. Mimo powszechnego przekonania, Linia Maginota również uczestniczyła w walce. Szkoda tylko, iż dowódcy nie potrafili jej odpowiednio wykorzystać.

    + w komentarzu dwa kolejne zdjęcia, z tego samego miejsca tuż po otwarciu drzwi przez francuzów
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    #historiajednejfotografii #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

    uwolniony więzień bije strażnika obozu koncentracyjnego z Dachau, tuż po oswobodzeniu obozu przez aliantów (w tle, w hełmie amerykański żołnierz) 1945 rok

    "Obóz z 33 tysiącami więźniów (w tym 15 tys. Polaków) został wyzwolony przez Amerykanów 29 kwietnia 1945 r. Po dotarciu na miejsce, ich oczom ukazał się makabryczny widok – stosy trupów leżały przed barakami (na spalenie w krematoriach czekało ogółem 7,5 tys. ciał). Aby unaocznić skalę nazistowskich zbrodni, Amerykanie pokazywali zamordowanych więźniów mieszkańcom Dachau.

    Ci, którym udało się doczekać wyzwolenia, straszyli swoim wyglądem zewnętrznym – byli wychudzeni do granic wytrzymałości, zarośnięci, brudni. "Ponad kilkunastotysięcznym tłumem więźniów odzianych w pasiaki unosiły się opary z oddechów, przykra woń chorych ciał i bez przerwy stłumiony kaszel cierpiących płuc (…). I tak ludzie stali w milczeniu posępni, owrzodziali na ciele"

    Jak się później okazało, dzień, w którym doszło do oswobodzenia obozu miał być datą jego likwidacji. Decyzję w tej sprawie podjął 14 kwietnia 1945 r. Himmler. „Żaden więzień nie może dostać się żywy w ręce nieprzyjaciela” – rozkazywał nazista.

    Wyzwolenie Dachau na tyle zaskoczyło personel obozu, że nie zdążył on uciec przed nadejściem wojsk amerykańskich. W związku z tym część esesmanów przebrała się w obozowe drelichy, licząc na to, że nie zostaną rozpoznani.

    Szacunki mówią, że w dniu oswobodzenia obozu życie straciło nawet 560 nazistowskich strażników i żołnierzy Waffen SS. Część z nich padło ofiarą samosądów ze strony więźniów, jednak zdecydowaną większość zastrzelili amerykańscy żołnierze. Wydarzenie to przeszło do historii jako tzw. masakra załogi w Dachau.

    Śmierci nie uniknęło także 36 wysokich rangą esesmanów (w tym komendant obozu Martin Weiss), sądzonych od 15 listopada tego roku przez Amerykański Trybunał Wojskowy w Dachau. 13 grudnia usłyszeli oni wyroki śmierci przez powieszenie; wykonano je w maju następnego roku."

    + w komentarzu bonus
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia #historiajednejfotografii

    Część IV - Wojna Czerwonej Chmury

    Miało być tak jak zwykle. My Wam dajemy górę kawy, cukru, trochę starej broni i amunicji a Wy stawiacie krzyżyk pod nic nie wartym (dla was) dokumentem. Dla nas ten dokument jest bardzo ważny bo zrzekacie się w nim praw do części swoich ziem i dajecie podstawę prawną do zabrania wam reszty gdy zmusimy was do załamania jakiegoś z jego punktów. Tak maiło być i w tym przypadku ale tym razem stroną nie byli przetrzebieni przez plagi i wewnętrzne wojny Czejenowie, Arikara czy Arapacho. Tym razem rząd zawarł traktat z ludem Lakota. Plemieniem o dużym zapleczu ludzkim, które podbiło wymienione wcześniej grupy i było siłą dominującą na ogromnym obszarze Wielkich Równin. Siuksowie nie tylko byli w stanie szybko zmobilizować kilkutysięczne, stosunkowo dobrze uzbrojone oddziały wprawionych w bojach wojowników i co ważniejsze, mieli wyśmienitego dowódcę, który bardzo szybko zrozumiał na czym polega różnica w strategii wojennej białych i Indian. Szybko wyciągnął wnioski z porażek i z sukcesem zaczął stosować taktykę białych dowódców. Czerwona Chmura, bo o nim tu mowa, był nie tylko dobry strategiem ale i genialnym politykiem, który umiał przekuć zwycięstwa militarne na sukces polityczny. Tym razem złamanie zapisów traktatu przez białych zostało wykorzystane nie przez białych ale przez Siuksów.

    Warto w tym miejscu szerzej poruszyć temat tzw. traktatów, które rząd USA zawierał z przedstawicielami władz różnych odłamów rdzennej ludności Ameryki Północnej, a w omawianej tu historii z Lakotami. Metoda działania USA była standardowa, wypracowywana od momentu postawienia nogi przez pierwszego białego na ziemi Indian. Ponieważ terytorium zakupione od Francji lub później zdobyte na Meksyku było tak duże, to nie mogło być szybko spacyfikowane przez ograniczone siły militarne USA. W miejsca gdzie narastał opór rdzennych mieszkańców Ameryki przed osiedlaniem się kolonistów z Europy wysyłane było wojsko. Wysyłane było głównie z fortów wybudowanych wcześniej w kluczowym miejscach na szlakach ze wschodu na zachód kontynentu. Gdy jednocześnie w inne walki z Indianami lub wewnętrzne konflikty w USA zaangażowana była większość sił to w miejscu gdzie ginęli osadnicy, a rząd nie miał chwilowo czym spacyfikować tubylców zawierany był traktat. Zwoływano tzw. reprezentację Indian, obiecywano im wieczyste prawo do ziemii tylko po to żeby na te dwa-trzy lata zapanował spokój. Po jakimś czasie osadnicy znowu łamali zapisy traktatu i osiedlali się lub przechodzili przez tereny łowieckie należących do Indian. Indianie musieli zbrojnie ich odpierać (bo przepędzali z tych terenów zwierzynę łowną) co było bezwzględnie wykorzystanie przez wojsko USA, które odzyskało już do tego czasu swoje zdolności bojowe. Pretekstem do ataku było zwykle łamanie zapisów traktatu bo Indianie zabijali przecież białych. Dlaczego to robili, nikogo nie obchodziło. Sytuacja patowa. Czegokolwiek by Lakotowie nie zrobili mieli ponieść klęskę i stracić ziemię. Omawiana tutaj Wojna Czerwonej Chmury (1866 – 1968) była tak jak i we wcześniejszych przypadkach wynikiem złamania wcześniejszych ustaleń z Indianami. Jej wynik był jednak wyjątkowy w skali wszystkich wojen jakie USA toczyły z rdzennymi mieszkańcami Ameryki.

    Literatura:

    Tom Clavin, Bob Drury: Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów
    Dee Brown: Pochowaj me serce w Wounded Knee
    Miloslav Stingl - Indianie bez tomahawków
    Wikipedia – głównie angileskie
    pokaż całość

    źródło: Lakota_2.JPG

  •  

    Chciałbym się odnieść do dzisiejszego postu mojego ulubionego kolegi z tagów historycznych

    W Polsce, tradycyjnie, lekceważy się to, co Polski nie dotyczyło i stąd niewielka, o ile nie zerowa wiedza o istnieniu innych armii, takich jak armia chińska, walcząca najdłużej podczas II WŚ i która osiągnęła liczebność kilkukrotnie większą, niż kiedykolwiek udało się Polakom. Często-gęsto pomija się też Francję (no bo wiecie, hehe, ona się poddała), a Kanadę i Australię wlicza do Wielkiej Brytanii z niewiadomych powodów (to tak, jakby wliczać do polskiej armii Czechów).....
    Co ma armia chińska do koalicji antyhitlerowskiej? Pewnie to samo co armia polska do wojny z Japonią czyli nic. Ciekawe dlaczego wlicza się Kanadę i Australię do Wielkiej Brytanii - pomyślmy. Bo dopiero w 39 zniesiono im statusy dominium brytyjskiego czyli terytorium zależnego Wielkiej Brytanii.

    Po wypowiedzeniu przez Wielką Brytanię wojny Niemcom, postawa dominiów była różna. Większość dominiów uznała, że deklaracja ta ich nie wiąże, jedynie rząd australijski uznał, że Australia znajduje się tym samym w stanie wojny. Niemniej jednak, Nowa Zelandia zadeklarowała swoje przystąpienie do wojny równocześnie z Wielką Brytanią, a Południowa Afryka i Kanada wypowiedziały wojnę Niemcom po akceptacji parlamentów, odpowiednio 6 i 10 września. Do wojny przystąpiła też Nowa Fundlandia. Irlandia natomiast pozostała neutralna...
    Inaczej mówiąc rząd australijski uznał że przystąpią do wojny w imię powiązań z koroną brytyjską. A co do Kanady która mogła zapewne odmówić to zajrzyj na banknoty lub monety tego kraju - znajomy wizerunek? Co to ma do Czechów czyli obcego państwa? kompletnie nic.

    Obecność Rumunii może zdziwić i dodałem ją celowo nieco przewrotnie, ale faktem jest, że Królestwo Rumunii w 1945 r. walczyło po stronie Aliantów i wystawiło całkiem spore siły, a w walkach z Niemcami straciło blisko 170 tys. żołnierzy....
    Nie dziwi znając manipulacyjne ciągoty autora. Może powiesz ile liczyła antyhitlerowska armia rumuńska w 39, 40, 41, 42, 43 roku? równe zero bo walczyli po stronie hitlerowców od 41 a wcześniej starali się być neutralni.

    Faktycznym porównaniem byłoby napisanie wyłącznie o PSZ na Zachodzie, ponieważ Wojsko Polskie w okresie 1943-45 - mimo, iż niewątpliwie złożone w dużej mierze z Polaków - to nie było reprezentantem Polski do lipca 1945 r. W świetle prawa międzynarodowego było armią nieuznawanego na świecie rządu, ergo było czymś podobnym do utworzonej przez Sowietów w Finlandii ''Fińskiej Armii Ludowej'' Kuusinena....
    Nie ma to żadnego znaczenia w kontekście tego wpisu.

    Podobnym mitem jest też mit ''walki na wszystkich frontach'', co jest całkowitą nieprawdą, ponieważ Polacy nie walczyli na większości odcinków Frontu Wschodniego (Finlandia, Kraje Bałtyckie, Ukraina, Kaukaz), na Bałkanach, w południowej Francji, na Bliskim Wschodzie. Nie wspomnę o Dalekim Wschodzie, gdzie Polaków na palcach można policzyć, poza pojedynczymi przykładami z Birmy i Chin. Nie jest to bynajmniej zarzut - po prostu, mając tak niewielką armię nie można było być wszędzie....
    Kompletne niezrozumienie albo celowe działanie. Walki na wszystkich frontach oznaczają front wschodni, zachodni, Afrykę itp a nie każdy odcinek frontu wschodniego który da się wydzielić jako osobny.

    Na koniec odniosę się do tego wymieniania liczebności armii - uwaga w 1945 roku !!! Nie dość że dla Polski wojna zaczęła się najszybciej i już w 39 mieli prawie 100k zabitych i 600k jeńców to autor twierdzi że nie należy sił łączyć w jedno bo nie była to jedna scalona armia ( ͡° ͜ʖ ͡°) choć sowietów tam umieszcza. Samo AK w 44 według szacunków liczyło nawet 390k, Bataliony Chłopskie miały mieć nawet 170k, do tego inne organizacje jak NSZ, AL czy choćby niewielkie lokalne jak Gryf Pomorski. Oczywiście wszystkie maksymalny stan osiągnęły w 1944 a autor aby udowodnić swoją tezę o Polsce jako 9 sojuszniku wziął na tapet 1945 rok. Tyle ode mnie. Myślcie i nie łykajcie bezkrytycznie tego co wrzuca. Ma sporo fajnych materiałów ale często wrzuca propagandowe treści. Zapewne jakbym sprawdził resztę liczb to bym również znalazł nieścisłości. Polska może nie była 4 sojusznikiem ale na pewno nie 9.
    Na zdjęciu Stanisław Sosabowski
    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii
    pokaż całość

  •  

    Przez kilka dni postów może nie być ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Żołnierze 1. Samodzielnej Kompanii Komandosów podczas ćwiczeń.

    Ten post jest nieco nadprogramowy, ale wymuszony okolicznościami. Otóż, wrzesień pełen jest wspominek o polskim żołnierzu - wiadomo, rocznice Września 1939 r., Powstania Warszawskiego i jeszcze Arnhem. Niestety, ale w tym miesiącu najwięcej widać powtarzania mitów na forach. Jednym z najsłynniejszych jest mit ''czwartej armii''.

    W telegraficznym skrócie: Polska rzekomo miała ''czwartą armię koalicji antyhitlerowskiej'' i była ''czwartym aliantem''. Otóż nie, nie była. W 1945 roku, kiedy Polskie Siły Zbrojne osiągnęły największą liczebność (194 tys. żołnierzy) statystyki przedstawiały się tak:

    1) USA - 11,2 mln żołnierzy
    2) ZSRR - 10,7 mln żołnierzy (dwie pierwsze liczby się różnią w zależności od źródeł)
    3) Wlk. Brytania - 6,4 mln
    4) Chiny - 4,6 mln
    5) Francja - 1,25 mln
    6) Kanada - 810 tys.
    7) Jugosławia 800 tys.
    8) Australia - 700 tys.
    9) Rumunia - od 550 do 585 tys.
    i ex aequo
    9) Polska - przy całkowicie nieprawdziwym zsumowaniu ze sobą dwóch wzajemnie nieuznających się i zwalczających ośrodków władzy - od 570 do 585 tys.

    W Polsce, tradycyjnie, lekceważy się to, co Polski nie dotyczyło i stąd niewielka, o ile nie zerowa wiedza o istnieniu innych armii, takich jak armia chińska, walcząca najdłużej podczas II WŚ i która osiągnęła liczebność kilkukrotnie większą, niż kiedykolwiek udało się Polakom. Często-gęsto pomija się też Francję (no bo wiecie, hehe, ona się poddała), a Kanadę i Australię wlicza do Wielkiej Brytanii z niewiadomych powodów (to tak, jakby wliczać do polskiej armii Czechów). Obecność Rumunii może zdziwić i dodałem ją celowo nieco przewrotnie, ale faktem jest, że Królestwo Rumunii w 1945 r. walczyło po stronie Aliantów i wystawiło całkiem spore siły, a w walkach z Niemcami straciło blisko 170 tys. żołnierzy.

    Faktycznym porównaniem byłoby napisanie wyłącznie o PSZ na Zachodzie, ponieważ Wojsko Polskie w okresie 1943-45 - mimo, iż niewątpliwie złożone w dużej mierze z Polaków - to nie było reprezentantem Polski do lipca 1945 r. W świetle prawa międzynarodowego było armią nieuznawanego na świecie rządu, ergo było czymś podobnym do utworzonej przez Sowietów w Finlandii ''Fińskiej Armii Ludowej'' Kuusinena.

    Podobnym mitem jest też mit ''walki na wszystkich frontach'', co jest całkowitą nieprawdą, ponieważ Polacy nie walczyli na większości odcinków Frontu Wschodniego (Finlandia, Kraje Bałtyckie, Ukraina, Kaukaz), na Bałkanach, w południowej Francji, na Bliskim Wschodzie. Nie wspomnę o Dalekim Wschodzie, gdzie Polaków na palcach można policzyć, poza pojedynczymi przykładami z Birmy i Chin. Nie jest to bynajmniej zarzut - po prostu, mając tak niewielką armię nie można było być wszędzie.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @IIWSwKolorze1939-45: Uuu, antypolono-anglosaso-sowietyzm ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Mit Shermana

      Czyli, że tak naprawdę był najlepszym czołgiem dwś? ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

      Mit nieskończonych zasobów ludzkich ZSRR

      Tu dobrze byłoby dodać, że po zajęciu przez Wehrmacht witalnych połaci zachodniego ZS, gospodarka niemiecka była dwukrotnie większa od sowieckiej i że słynne 'outproduced' odonosi się tylko do kilku dziedzin, ponieważ produkcja III Rzeszy przeznaczona była przede wszystkim na wojnę powietrzno-morską z aliantami zachodnimi (wojna na lądzie pochłonęła w ostatecznym rozrachunku nieco więcej niż 30 procent przeznaczonych środków). pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

      +: drect
    • więcej komentarzy (62)

  •  

    #historiajednejfotografii #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

    Defeated German soldier in front of burning Reichstag, Berlin, 1945 - Mark Redkin

    "Sowieci przypisywali Reichstagowi olbrzymie znaczenie (Od czasu pożaru gmachu w 1933 r. w budynku nie obradował nawet marionetkowy parlament Rzeszy, dla hitlerowców gmach Reichstagu nie miał żadnego symbolicznego znaczenia: podczas wojny zamurowano w nim okna, a wnętrze wykorzystywano do produkcji radioodbiorników. Urządzono tu też lazaret, a nawet prowizoryczny oddział ginekologiczny pobliskiego szpitala).

    Po ponad tygodniu walk o Berlin generałowie obiecali Stalinowi, że to "legowisko faszystowskiej bestii" wpadnie w radzieckie ręce jeszcze przed Świętem Pracy – tak aby wódz mógł to ogłosić na pierwszomajowym pochodzie w Moskwie. Radzieccy żołnierze 3. Armii Uderzeniowej – nieustannie lekko pijani dla podtrzymania ducha bojowego – spierali się o to, który oddział umieści flagę na dachu Reichstagu. Sowieci ruszyli do szturmu rankiem 30 kwietnia. Ponosili ciężkie straty, bo ostrzeliwano ich nie tylko z opery Krolla, ale i z wielkiej wieży przeciwlotniczej w Tiergarten. Dopiero pod osłoną zapadającego zmroku i gęstego dymu do ostatecznego ataku ruszyły trzy pułki piechoty pod osłoną czołgów.

    Berlin skapitulował nocą z 1 na 2 maja. Jewgienij Chałdej, porucznik Armii Czerwonej, pojawił się w gmachu Reichstagu trzy godziny po zawieszeniu broni. W mieście tu i ówdzie słychać było jeszcze strzały, ale Chałdej zamierzał już tylko naciskać na spust migawki swojej nieodłącznej leiki.

    Miał przy sobie czerwony sztandar z sierpem i młotem. Spotkał jakiegoś żołnierza i poprosił go o zapozowanie z flagą na dachu budynku. Dołączyło do nich dwóch innych czerwonoarmistów. Na dachu Reichstagu Chałdej zużył całą rolkę – 36 zdjęć.

    Jeszcze tego samego dnia Chałdej wrócił samolotem do Moskwy. 13 maja jego zdjęcia ukazały się w tygodniku "Ogoniok". Jedno z nich obiegło cały świat". - zdjęcie w komentarzu niżej
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

    •  

      @zakowskijan72: 3 zegarki z czego dwa na prawej ręcę ( ͡º ͜ʖ͡º) wklejam ciekawy tekst dotyczący retuszu

      Kiedy już zdjęcie Chałdeja trafiło do redakcji, okazało się, że nie można go opublikować bez retuszu. Jeden ze sfotografowanych żołnierzy miał na obu nadgarstkach zegarki – bez wątpienia trofiejne, tj. zagrabione żywym i martwym żołnierzom i cywilom podczas marszu na Berlin i w samym mieście.

      Oficjalnie temat nie istniał. Armia Czerwona niosła Europie wyzwolenie, a jej żołnierze nie kradli i nie gwałcili. Tymczasem grabież wojenna była codziennością – dowódcy wysyłali do ZSRR całe wagony kolejowe mebli, fortepianów, radioodbiorników, dywanów. Szeregowcy mogli wysłać do domu tylko niewielką paczkę z trofiejnymi dobrami, więc "nagrodą pocieszenia" były dla nich gwałty na niemieckich kobietach oraz drobne kradzieże – najczęściej właśnie zegarków.

      Nosili po kilka na jednym przedramieniu, nastawione na czas już to berliński, już to moskiewski. Szturchano cywilów, często grożąc im bronią i powtarzano: Uri, Uri (od Uhr – zegarek). Roztropniejsi oddawali od razu. Za to od kul rozpasanych sołdatów ginęli czasem ci cywile, którzy zegarka nie mieli, bo już zdążył im go ukraść inny czerwonoarmista. Nawet komunista Markus Wolf (późniejszy szef enerdowskiej Stasi, w 1945 r. przywieziony do Berlina "w radzieckiej walizce") odnotował po powrocie do kraju: "Wszystkie kobiety zgwałcone. Żaden berlińczyk nie ma już zegarka".

      Jeden z takich trofiejnych zegarków Jewgienij Chałdej usunął ze swoich negatywów osobiście przy pomocy szpilki. Pytany po latach o to i inne upiększenia słynnej fotografii, odpowiadał: "Zrobiłem dobre i bardzo ważne zdjęcie. Następne pytania poproszę".
      pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Torebka śniadaniowa, która utrzymała ją przy życiu.

    Pixie urodziła się 28 tygodnia ciąży cesarskim cięciem. Pixie przestała przybierać na wadze w 20 tygodniu ciąży, ponieważ łożysko i pępowina matki nie działały prawidłowo i pomimo najlepszych starań lekarzy o opóźnienie porodu, ryzykowne cesarskie cięcie stało się jedyną możliwością.

    Z reguły okres ciąży dziecka wynosi 40 tygodni, dziecko przyszło na świat w szóstym miesiącu ciąży o masie 500 gramów lub 1,1 funta. Dzieci urodzone przedwcześnie często mają olbrzymie problemy zdrowotne. Lekarze martwią się nie tylko masą urodzeniową, ale także organami, krwią, oddychaniem, temperaturą ciała i mnóstwem innych komplikacji.

    Pixie była tak malutka i delikatna, że lekarze zastosowali niezwykły sposób, aby uchronić ją od spadku temperatury ciała: umieścili ją w woreczku śniadaniowym. Może to brzmieć niekonwencjonalnie, ale nie jest niczym niezwykłym w przypadku dzieci w krytycznych sytuacjach.
    Od klatki piersiowej w dół, jej ciało zostało umieszczone w torebce, aby ją ogrzać. Przewieziono ją na oddział intensywnej terapii noworodków, aby zapobiec hipotermii.

    Ta metoda jest wspólna dla wcześniaków ważących poniżej 3,3 funta (1,5kg), gdzie dzieci były owinięte sterylną, plastikową folią, aby ich temperatura ciała nie spadła. Dodatkową korzyścią było to, że dzieci nie cierpiały z powodu przegrzania lub wysypki podczas stosowania tej techniki. W środowisku, w którym dzieci mogłyby ucierpieć z powodu utraty ciepła, okazało się, że był to niedrogi, ale skuteczny sposób na ratowanie ich życia.

    Pixie dostała szansę walki o swoje życie. Była w inkubatorze przez trzy miesiące, dopóki nie stała się silniejsza. Jednak to nie koniec jej problemów.
    W ciągu 5 miesięcy, kiedy Pixie była w szpitalu, walczyła z wieloma infekcjami i musiała otrzymać prawie 10 transfuzji krwi. Miała również wahania wagi, co skutkowało okresami izolacji od rodziców, dopóki nie mogła dojść do siebie.
    W czasie, gdy mała Pixie została zwolniona ze szpitala w wieku pięciu miesięcy, ważyła 7,5 funta (3,4 kg). Jej imię nie jest przypadkowe, zostało wybrane ze względu na jej mały rozmiar, ale jest jasne, że Pixie miała ogromną wolę przetrwania i mnóstwo szczęścia.

    Źródło: klik

    #medycyna #gruparatowaniapoziomu #historiajednejfotografii #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: pixie.jpg 18+

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Żołnierze z brytyjskiego Pułku Pilotów Szybowcowych w bazie RAF Down Ampney, we wrześniu 1944 r. Stąd wyruszyli ku Holandii. Tym wpisem zaczynamy krótki cykl poświęcony Operacji Market-Garden (wpisy z innych tematów też będą, spokojnie).

    Wczoraj (17 września - Mleko) minęła 74. rocznica rozpoczęcia operacji Market-Garden. Najsłynniejszej, największej i najbardziej ambitnej operacji powietrzno-desantowej w historii.

    Śmiały, ambitny plan opracowany przez 1. Aliancką Armię Powietrzno-Desantową w zaledwie kilka dni, a zlecony przez marszałka Montgomery'ego zakładał przejęcie najważniejszych mostów na Renie przez brytyjskie i amerykańskie dywizje spadochronowe. Miały być one niczym dywan, po którym przejdą wojska brytyjskie - 2. Armii gen. Milesa Dempseya, a konkretniej XXX. Korpus, dowodzony przez gen. Briana Horrocksa. Na 64-milowym pasie lądować miały (licząc od odległości do linii frontu): 101. DPD, 82. DPD i 1. DPD, wsparta polską 1. SBS. Razem - 34 tys. żołnierzy, 1/3 z nich lądowała w szybowcach, reszta miała skakać. W operacji miało wziąć udział 1760 samolotów transportowych i 5 tysięcy szybowców. Szybowcami miano dostarczyć 1736 pojazdów i 321 dział. Zadania poszczególnych dywizji opiszę w następnych postach.

    Rzut naziemny miał być prowadzony przez Dywizję Pancerną Gwardii, której Gwardia Irlandzka (dowodzona przez słynnego Joe Vandeleura) miała prowadzić cały XXX. Korpus, wraz z nią posuwały się najlepsze brytyjskie dywizje: 43. Wessex i 50. Northumbrian.

    Plan był bardzo ambitny, zarysowany z wyobraźnią i podobał się większości sztabowców. W teorii mógł doprowadzić do wkroczenia w Zagłębie Ruhry i zakończenia wojny. W teorii.

    Już w trakcie planowania pojawiły się na nim rysy. Dzięki nadgorliwości majora wywiadu, Briana Urquharta - młodego, ambitnego człowieka (co ciekawe, żyjącego do dziś), który nakazał zwiadowczym Spitfire'om sfotografować rejon desantu, odkryto (na zaledwie pięciu zdjęciach) obecność niemieckich jednostek pancernych - bardzo groźnych dla lekko uzbrojonych spadochroniarzy. Niestety, ale gen. Frederick Browning, zastępca dowódcy 1. Armii Pow.-Des., zwyczajnie zignorował te informacje. Podobnie jak wiadomości od holenderskiego ruchu oporu, który meldował o pojawieniu się 9. i 10. DPanc. SS w rejonie Arnhem, Apeldoorn i Doetinchem. Brytyjczycy w ogóle nie chcieli słuchać Holendrów, ani przyjmować od nich pomocy, co miało się straszliwie zemścić...
    Zastrzeżenia próbowali też zgłaszać sami oficerowie alianccy, ale albo ich zagłuszano, albo nie dopuszczano do głosu. Co gorsza, nie wiedziano też o obecności wzmocnionych sił niemieckich na froncie w Holandii, złożonych z przerzuconej 15. Armii gen. von Zangena i słabej, ale istniejącej 1. Armii Spadochronowej gen. Studenta.

    W rejonie desantu bowiem, całkowicie przypadkowo znalazł się wycofany z frontu II. KPanc. SS gen. Wilhelma Bittricha, skierowany w ten spokojny rejon działań w celach odpoczynku i reorganizacji. Korpus, którego obecność całkowicie zlekceważono.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj przenosimy się do czarnej Afryki i Europy XIX wieku.

    Jak myślicie, czy Polska miała zapędy kolonialne? Chcieliśmy mieć swoje kolonie? Obeznani z tematem pewnie orientują się z koncepcją pozyskania od Francuzów Madagaskaru czy Nową Kurlandię, która pojawiła się na krótko na mapach świata w XVI wieku. Kto wie jednak Stefanie Szolc-Rogozińskim, młodzieńcu ze zdjęcia...

    Urodził się w Kaliszu w 1861 roku jako syn bogatego przedsiębiorcy, w czasach, gdy Polska była pod zaborami. Mimo, że miał zapewnioną fuchę i pieniądze po tatuśku, miał ciekawsze plany - wymyślił sobie, że będzie podróżować. Marzyło mu się zorganizowanie pierwszej polskiej wyprawy badawczej do Afryki. Ojciec go wyśmiał i zapowiedział, że nie da nawet grosza na jego podróże, wobec czego Rogoziński, szukając swojej drogi, zaciągnął się do Akademii Marynarki Wojennej w Kronsztadzie, z którą niedługo po otrzymaniu stopnia oficera (1880) wypłynął w pierwszy rejs - do Władywostoku.

    Po powrocie Rogoziński szukał kontaktów i naszkicował swoją podróż - za cel obrał sobie Kamerun. Rozpowiadał wszystkim o swoich marzeniach, napisał do prasy podróżniczej. Ludzie uważali go za szaleńca, a temat stał się bardzo głośny. Nasz Stefan szybko stał się sławny i o swoim marzeniu opowiadał na spotkaniach podróżniczych, a o młodzieńcu z głową w chmurach mówiły całe polskie elity. Największymi zwolennikami jego wyprawy stał się Henryk Sienkiewicz oraz Bolesław Prus.

    Podróżnikowi udało się uzbierać pieniądze na wyjazd. Większość środków uzyskał ze spadku po matce, która akurat zmarła. Kupił statek „Łucja Małgorzata”, którym 13 grudnia 1882 r. popłynął z Francji w kierunku Afryki. Kilka tygodni później dotarł do wybrzeży Kamerunu, gdzie od lokalnego kacyka odkupił wyspę Mondoleh. Rogoziński kupił wyspę za czarny tużurek (ubiór męski tamtych czasów), cylinder i trzy skrzynki dżinu. Czarni tubylcy dopiero niedawno poznali smak alkoholu, dlatego był on w tamtych czasach traktowany przez lokalnych mieszkańców jak złoto. Za podobne rzeczy Rogoziński kupował później kolejne ziemie. Wyprawa szła do przodu, Rogoziński wraz z zebraną w Polsce ekipą badał m.in. wybrzeże Kamerunu, dorzecze rzeki Mungo oraz lokalne języki.

    W trakcie podróży Stefan Szolc-Rogoziński stał się posiadaczem łącznie 63 wiosek, które otrzymał lub zakupił. Już w 1882 roku założył w Kamerunie polską kolonię. Miał wobec niej wielkie plany, myślał, jak sprowadzić do niej Polaków. Rozważania jednak nie trwały długo. W 1884 roku do wybrzeży Kamerunu dopłynęli Brytyjczycy i Niemcy, którzy chcieli skolonizować te ziemie. Nie mając wyjścia, Rogoziński wybrał Anglików, jako naród, któremu podda swoją kolonię.

    Polakom udało się wrócić do Europy. Rogoziński stał się gwiazdą, podróżował po Starym Kontynencie i opowiadał o swoich przeżyciach. W Polsce na jego przemówienia przychodziły najbardziej znane nazwiska tamtych czasów. Jego znajomość z Bolesławem Prusem oraz Henrykiem Sienkiewiczem zacieśniła się. Jak wielki wpływ na powstanie "W pustyni i w puszczy" miała osoba Rogozińskiego, którą Sienkiewicz był zafascynowany? Pewnie całkiem dużą.

    Kilka lat później Rogoziński wrócił do Afryki, zakupił należącą dzisiaj do Gwinei Równikowej wyspę Fernando Po (mapa) i próbował stworzyć na niej plantację kakao. Pomysł okazał się nietrafiony, podróżnik stracił na nim pieniądze i popadł w alkoholizm. Wrócił do Polski, gdzie przebywał kilka lat.

    Na zaproszenie przyjaciela postanowił się w końcu ogarnąć i popłynął do Egiptu (latach 1892–1893). Jako członek Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie otrzymał w Egipcie kierownicze stanowisko i wielką pensję - kierował na miejscu wykopaliskami. Poznał Howarda Cartera, wielkiego odkrywcę grobowca Tutanchamona. Z powodu śmierci sponsora wyprawy, misja Rogozińskiego została jednak bardzo szybko zakończona.

    Polak wrócił do Europy i zamieszkał w Paryżu. Był 1896 rok. Rogoziński zaczął pracę jako urzędnik i wiódł całkiem przyjemne życie, jednak cały czas myślał o powrocie do Afryki. Po kilku miesiącach pojawił się u niego przyjaciel, z którym podróżnik wybrał się do baru. W barze Rogoziński dowiedział się o planach wznowienia prac wykopaliskowych przez Anglię i chęci zatrudnienia Polaka - Rogoziński otrzymał od przyjaciela propozycję powrotu do Egiptu. Po rozmowie na temat wyjazdu, Rogoziński postanowił wyjść przed bar by zaczerpnąć świeżego powietrza. Wychodząc z baru wpadł pod omnibus (kareta wieloosobowa). Zmarł na miejscu. Miał 35 lat.

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #historia #historiajednejfotografii

    PS.Wiem, że się powtarzam, ale u mnie naprawdę coraz bliżej wyjazdu 8) Przypominam, że w przyszłym roku wybieram się w podróż po świecie śladami Polaków. Polecam śledzić swój tag: #podrozemateoaka
    pokaż całość

  •  

    Nie mogę uwierzyć w to, co się stało...
    Objawił mi się dziś sam Jezus Chryszczur. A wszedłszy na nogę rzekł "i zrodzi leszczyna orzecha, a ty złożysz go w domu szczurzym"

    #historiajednejfotografii #szczury #religia #heheszki

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1537277404060.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Oderwiemy się na chwilę od Barbarossy, Kaukazu, Mandżurii - bo dzisiaj o czymś znacznie ważniejszym.

    Przyjaciele znad Bugu. Żołnierze Wehrmachtu przy rozmowie ze swoimi sowieckimi sojusznikami z 29. BPanc., wrzesień 1939 r. Trudno o bardziej wymowne zdjęcie.

    Bolszewiccy agresorzy po raz kolejny sięgnęli po polskie ziemie. Zgodnie z tajnym protokołem do paktu Ribbentrop-Mołotow ziemie na wschód od Wisły należeć miały do ZSRR.

    O 3 w nocy 17 września ambasadorowi RP w Moskwie, Wacławowi Grzybowskiemu dostarczono notę, przepełnioną bełkotem o rozpadzie Polski, o anulowaniu zawartych traktatów, konieczności ochrony ludności na ziemiach polskich... Ambasador Grzybowski dzielnie zaprotestował, jednak nie mógł nic wskórać. Klamka zapadła - w tym momencie Sowieci już przekraczali granicę.

    Do agresji na Polskę wyznaczono dwie grupy armii - Front Białoruski, dowodzony przez gen. Michaiła Kowalowa i Front Ukraiński, dowodzony przez gen. Siemiona Timoszenkę. Liczyły one sześć armii, w tym 12 brygad pancernych. Do ataku skierowano 620 tysięcy żołnierzy, wspartych przez 4,7 tys. czołgów i 3,3 tys. samolotów - sprzętu dwa razy tyle, ile mieli Niemcy...

    Czerwony, żelazny walec ruszył 17 września w nocy, prowadzony przez swoich agentów - Żydów, Ukraińców, Białorusinów, którzy niejednokrotnie mordowali Polaków, strzelając im w plecy. Ale polskie siły, mimo że wielokrotnie słabsze, nie ulękły się potęgi sowieckiego Goliata i stawiły mu czoła. Bohaterski opór Sowietom stawił pułk KOP ''Sarny'', trzy dni się broniąc w rejonie Sarn i Stolina. Mimo uszczuplonych załóg i braku doświadczenia, polscy pogranicznicy walczyli często do ostatniego naboju. Wspaniałą kartę zapisało Grodno, dwa dni broniąc się przed agresorami, niszcząc im 20 czołgów rękami harcerzy, lotników i policjantów. Już nie wspominam o nocnym boju pod Kodziowcami 22 września, gdzie 110. pułk ułanów w heroicznym ataku zniszczono 22 sowieckie czołgi. Ułani odseparowali piechotę od czołgów, a następnie z wielką odwagą niszczyli sowieckie maszyny - butelkami z benzyną, granatami, minami, a nawet lampami naftowymi. Niektórzy kolbami karabinów wyłamywali karabiny maszynowe z jarzm. Nieco dalej, 28 września pod Szackiem toczył walki sławny gen. Orlik-Rückemann, wciągnąwszy w pułapkę sowieckie oddziały, a następnie przeprowadził odważny kontratak na bagnety, de facto rozbijając radziecką 52. DS. Nie brakowało innych bohaterskich przykładów odwagi polskiego żołnierza. Odważna szarża policjantów pod Husynnem. Wzruszająca obrona cmentarza na wileńskiej Rossie, gdzie kilku żołnierzy stojących na warcie przy grobie matki Piłsudskiego broniło się aż do swojej śmierci. Bohaterska obrona Wytyczna, którą Sowieci nagrodzili wymordowaniem obrońców. Pod Lwowem przez pewien czas Niemcy i Sowieci wspólnie prowadzili oblężenie miasta. Wszędzie tam żołnierz polski walczył z ''władzą sowiecką''.

    Bo tam, gdzie przyszła ''władza sowiecka'', tam zaraz wypełniły się groby setek pomordowanych Polaków. ''Panów i oficerów''. W Grodnie wymordowano 600 osób, w tym sporo młodzieży. Pod Wytycznem wymordowano 300 polskich żołnierzy. Niektóre sowieckie jednostki, jak 146. pułk strzelecki, wymordowały wziętych jeńców z dział. Ze wspomnianego pułku ''Sarny'' bolszewicy wymordowali 280 żołnierzy. Pełno jest relacji z bestialstwa sowieckich żołdaków i ich kolaborantów. Ci zresztą - głównie w postaci Żydów, Ukraińców i Białorusinów - bardzo się cieszyli z upadku ''pańskiej Polski'', witając transparentami czerwonych najeźdźców.

    Ale świat zapomniał o sowieckiej inwazji. Wlk. Brytania i Francja pokusiły się wyłącznie o wysłanie not protestacyjnych, którymi ZSRR - rządzący z pozycji siły, rewolweru i pięści - raczej się nie przejął. Churchill mówił podobno, że zajęcie Kresów było dziejową koniecznością. Wieczorem 17 IX wobec klęski polskich oddziałów granicę w Kutach przekroczył marszałek Rydz-Śmigły, nakazując w swoim ostatnim rozkazie wycofanie się polskim oddziałom do państw neutralnych, popełniając najpoważniejszy swój błąd - nie wypowiadając wojny Sowietom.

    Koloryzacja: Mirek Szponar

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      Dobra taktyka. Pieprzyć trzy po trzy, jakieś bałwochwalstwo nazioli robić, a wszelką trudniejszą polemikę zbijać tekstem "ja tylko cytuję" ze mną nie dyskutujcie a z autorem( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    •  

      @Ciuliczek, jesteś w stanie podać przykład, kiedy Polacy w 1920 roku:

      - rozstrzeliwali jeńców z dział (bo w 1939 roku takie ekscesy miały miejsce, kiedy Sowieci rozstrzeliwali polskich jeńców)?
      - przywiązywali dzieci do czołgów (i to miało miejsce, w Grodnie - Tadeusz Jasiński, lat 13)?
      - rozstrzeliwali jeńców w stanie spoczynku za posiadanie pamiątek (sprawa z rozstrzelania oficerów batalionu KOP ''Sarny'' i kmdr w st. spocz. Brodowski zamordowany za posiadanie pamiątkowego rewolweru)?
      - rozstrzeliwali nastolatków za domniemany udział w walce (ponownie Grodno, na tzw. Psiej Górce zamordowano 200 nastolatków)?

      I tak dalej, i tak dalej.

      @hohohohoho, ano tak, dlatego, że im było źle w przedwojennej Polsce, to mogli sobie kolaborować do woli, mordować, donosić i okradać. Ale jak Polacy współpracowali z Niemcami to już źle. Typowe podwójne standardy.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Niemieccy żołnierze na ulicach Tallinna, sierpień 1941 r. Dzisiaj będzie długo. :3 [A]

    Śmiała niemiecka ofensywa nie pozostała bez wpływu na sowiecką Flotę Bałtycką. 26 czerwca 1941 r. Niemcy zajęli bez trudu port Liepaja na Łotwie. Sowieci byli zmuszeni zatopić siedem okrętów i porzucić olbrzymie ilości materiałów wojennych, m.in. 700 min. 3 lipca Niemcy wkroczyli do Rygi, co w zasadzie ograniczyło bazy Floty Bałtyckiej tylko do Leningradu, niewielkiej bazy Hanko i właśnie okupowanego Tallinna.

    Niemieckie postępy budziły takie przerażenie, że już 9 lipca miasto było zapchane sowieckimi żołnierzami - dotarło tu aż 75 tys. Sowieci gorączkowo rozpoczęli rozbudowę linii obronnych, zmuszając do pracy 25 tys. cywilów. Linii było trzy - pierwsza przebiegała 40 km od miasta. Niemcy, do tej pory skupieni pod Pskowem, ruszyli do ofensywy 20 sierpnia, bez trudu przełamując pierwszą linię obrony. Obrońców desperacko próbuje wesprzeć czerwona flota, ale skutki są raczej mizerne - ciężki krążownik ''Kirow'' w ciągu tygodnia wystrzelił łącznie 270 pocisków (dla porównania - niemieckie okręty w obronie Kołobrzegu wystrzelić potrafiły 1000 pocisków).

    Niemcy pomału zdobywali miasto, a sytuacja obronna stawała się tragiczna. Admirał Tribuc, dowódca Floty Bałtyckiej, i komisarz obrony, Klimient Woroszyłow, błagali wręcz Stalina o zezwolenie na ewakuację. Wąsaty satrapa udzielił jej wreszcie 26 sierpnia. Następnego dnia, pod ostrzałem artylerii, wśród kłębów dymu, w ogniu pożarów, wśród ryku silników niemieckich samolotów zaczyna się ewakuacja. Sowieci spychają wagony i parowozy do wody, nie mogąc ich ewakuować. Na ''Kirowa'' załadowano zrabowane złoto z Banku Estonii. W porcie zostaje 38 okrętów i statków - zabiera się tylko te największe. Liczba uciekinierów to ok. 28-30 tys. ludzi, z czego 20 tys. wojskowych.

    Jednak nemezis czekała. Niemcy i Finowie doskonale wiedzieli, że czerwoni będą próbowali uciec. Ze względu na słabość własnych sił morskich, postawili na najtańszy sposób unicestwienia konwoju - miny. Niemieckie i fińskie stawiacze postawiły łącznie blisko 1400 min w zaporze nazwanej ''Juminda''. Wszystko pod okiem potężnej sowieckiej floty, która nie zdecydowała się odpędzić powolnych i słabo uzbrojonych okrętów...

    Ruch spod Tallinna jest duży. Codziennie w obie strony kursują kolejne statki. Nie ma w zasadzie dnia, by jakiś nie zatonął - do rozpoczęcia ewakuacji na zaporach minowych zatonęły 33 jednostki. Ewakuacja rozpoczęła się 28 sierpnia - wtedy to 129 statków, podzielone na 4 konwoje próbowały przebić się do Leningradu. Długi na prawie 27 kilometrów ''łańcuch'' statków jest doskonale widoczny z powietrza - do ataku rusza Luftwaffe. Sowieckie statki, unikając bomb, wpadają na miny - pierwszy z nich, ''Ella'', tonie wraz z 900 ludźmi na pokładzie. Do północy jego los podzieliło 29 innych jednostek. Mimo bliskości baz, sowieckie lotnictwo nie pojawia się, a Junkersy z KGr. 806 i KG 77 szaleją, wybierając co ''tłustsze'' kąski. Atakuje dzielnie wielką armadę również słaba fińska flota. Nikt nie ratuje rozbitków. Sowieckie okręty wojenne, w tym ''Kirow''... stchórzyły i ruszyły naprzód, porzucając resztę konwoju. Ten, całkowicie zdewastowany, dociera z dużym opóźnieniem - ostatnie statki przybywają 2 września. Jeszcze przez tydzień zbierano rozbitków z okolicznych wysepek.

    31 sierpnia Niemcy zdobyli Tallinn, wywieszając triumfalnie flagę ze swastyką na zamku. Zdobyto olbrzymie ilości zaopatrzenia, w tym 7500 min i torped. Wzięto do niewoli 11 tys. jeńców. Konwoje zaś... poniosły potworne straty. Ze 165 jednostek łącznie zatopiono od 65 do 85. Wiele było poważnie uszkodzonych. Straty w ludziach wyniosły minimum 12 tys. zabitych, choć niektóre źródła podają nawet liczę 25 tys. (!). Na czterech statkach - ''Bałchasz'', ''Viron'', ''Everita'' i ''Naissaar'' zginęło 10 tys. ludzi. Z 29 dużych statków transportowych do Leningradu dotarł jeden. Ocalały głównie niewielkie jednostki. Utracono też 9 okrętów wojennych, w tym 5 niszczycieli. Niemcy nie ponieśli ŻADNYCH strat

    Tak to, za śmieszną sumę, jaką warte było 1400 min Niemcy spowodowali jedną z najkrwawszych bitew morskich w historii...

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Jest 21 maja, 2008 rok. 18-letni Rob Knox przeżywa największy sukces w swojej, długiej jak na młody wiek, karierze aktorskiej. Po 6 latach mało znaczących ról jako statysta, młody Brytyjczyk kończy dni zdjęciowe do Harrego Potera - Książe Półkrwi, gdzie wciela się już w nieco łatwiejszą do zauważenia rolę Marcusa Belby. Nastolatek podpisał do tego kontrakt na wystąpienie w kolejnych, wówczas zaplanowanych częściach kultowej serii.

    Trzy dni później, postanawia opić ten sukces w londyńskim barze Metro, do którego wybiera się razem, ze swoim młodszym, 16-letnim bratem Jamiem. Tego samego dnia do tej knajpy wybrał się Karl Bishop. Jeszcze przed przybyciem braci wywołał ogromną awanturę, oskarżając losowych gości o kradzież jego telefonu komórkowego. Gdy ochroniarze wyrzucili go z Metro za fraki, niebezpieczny chłopak odgrażał się, że wróci z kolegami. I wrócił, dokładnie z pięcioosobową obstawą. Sam doposażył się w dwa noże kuchenne. W międzyczasie do baru weszli bracia Knox.

    Podbiegł chwilę po wejściu do knajpy do baru, krzycząc "no, to kto mi poprawi humor?". Wyjął oba noże i zaczął wygrażać, ponownie, losowym osobom. Jedną z nich był Jamie Knox, który zdążył wymknąć się Bishopowi i pobiegł do starszego brata. Rob dostał szału, że ktoś atakuje jego "małego braciszka" i poszedł za młodym bandytom, który kierował się do wyjścia.

    Zaczepił Bishopa, który bez zastanowienia pchnął Knoxa nożem 4 razy. Nastolatek upadł, krwawiąc intensywnie na chodnik przed barem. Przyjaciel Knoxa, który był tego samego dnia w barze, był też świadkiem zdarzenia. Próbował tamować krwotok swetrem, jednak na nic to się nie zdało. Obiecujący aktor zmarł na miejscu z wykrwawienia się. Nie dożył premiery Księcia Półkrwi.

    Karl Bishop został prędko schwytany przez policję. Proces, który ruszył następnego roku, nie wywołuje na młodocianym mordercy żadnego wrażenia - nie wyraża żadnej skruchy. 4 marca 2009 roku sąd skazuje go na dożywocie. Chłopak cieszy się, bo w więzieniu "będzie miał darmową siłownię i posiłki". O warunkowe zwolnienie będzie mógł się domagać najwcześniej w 2029 roku. Pół roku wcześniej, zdjęcia zalanej łzami rodziny Knoxa na pogrzebie obiegają świat. Dzisiaj zbliżałby się 29. urodzin.

    #fotohistoria #historia #film #harrypotter #historiajednejfotografii #gruparatowaniapoziomu #historiekazacha
    pokaż całość

    źródło: Rob-Knox.jpg

  •  

    David Barron Corona (sicario wysokiej rangi z Arellano-Félix Organization AFO albo Kartel z Tijuany) zabity przez rykoszet pocisku jednego z jego pomagierów, 27 listopada 1997 roku. Odłamek trafił go w oko i Corona zmarł natychmiastowo podczas próby morderstwa dziennikarza Jesúsa Blancornelasa. Corona by przeżył i dopiął swego, gdyby nie to, że chciał podejść jak najbliżej, bo zawsze chciał, by jego ofiary go widziały i miały świadomość, że to koniec. Po jego śmierci wielu członków gangu uciekło z Tijuany i osłabiło organizację na rzecz kartelu z Sinaloa. Blancornelas przeżyje (choć został postrzelony) próbę zamachu i umrze w szpitalu w 2006 roku. Jak się zrobi więcej czasu, to będzie długi artykuł kiedyś o całym tym szaleństwie.

    Artykuł

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #historiajednejfotografii #meksyk #narkotykizawszespoko #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: 1.bp.blogspot.com 18+

  •  

    Byliście kiedyś w Ogrodzieńcu? Piękny zamek, polecam zwiedzić i dowiedzieć się trochę historii. Poniżej zdjęcie z 1486 roku, koloryzowane
    #historiajednejfotografii

  •  

    Jutro postu nie będzie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Parada wojsk fińskich w wyzwolonym spod bolszewickiej okupacji Viipuri, 31 sierpnia 1941 r. [A]

    Poprzednio, hu hu czasu temu, wspominałem, że Finowie ruszyli w trzech ofensywach przeciw agresorom. Pierwszą opisałem - było to przecięcie frontu i dotarcie do brzegów jeziora Ładoga. Drugą - dzisiaj opisywaną - atak na okupowaną Karelię Zachodnią.

    Przesmyk Karelski atakować miały również dwa korpusy - II. i IV., dowodzone przez generałów Laatikainena i Oescha (ten drugi był chyba najzdolniejszym z fińskich generałów). Oba korpusy posiadały sześć dywizji piechoty (jedna jako odwód) i jeden wzmocniony pułk piechoty. Naprzeciw nim stanęły dwa radzieckie korpusy - 19. i 50., ale większość tego drugiego wycofano w końcu lipca pod Leningrad, gdyż zagrażało mu uderzenie niemieckie. W efekcie Sowieci dysponowali trzema dywizjami piechoty, jedną zmotoryzowaną i jednym pułkiem zmotoryzowanym.

    Fiński atak zaczął się 31 lipca 1941 r. i natychmiast rozciął front, okrążając sowiecką 115. DS. Niemniej, absolutny brak dróg mocno spowalniał natarcie i Finowie musieli iść przez lasy. Fińscy wojownicy jeszcze raz sięgnęli po swoją przerażającą taktykę ''motti'' i rozcięli sowiecką obronę na odizolowane od siebie kotły, a następnie, metodycznie, wybijali jeden po drugim. Sowietom udało się, rozpaczliwym wysiłkiem, wyrwać przez Ładogę 26 tys. ludzi, ale reszta trafiła do fińskiej niewoli 23 sierpnia. Dwa dni później fińska 18. Dywizja dosłownie rozjechała dopiero co przybyłą na front 265. DS i ją doszczętnie rozbiła - sowiecka jednostka straciła 6 tys. ludzi. Fiński sukces pozwolił na opanowanie większości Przesmyku, a 18. Dywizja przekroczyła graniczną rzekę Vuoksi.

    Przyszedł czas zemsty i odzyskania swojej własności - miasta Viipuri. Kiedy IV. Korpus ruszył do ataku, Sowieci już byli w fazie wycofania się, a 115. DS ruszyła do kontrataku. Sowiecki atak ruszył 24 sierpnia siłami dwóch dywizji i spadł na Lekką Brygadę T (o sile de facto pułku piechoty - złożona z batalionu jegierskiego, batalionu pancernego, trzech kompanii niszczycieli czołgów i kompanii saperów, dowodzona przez płk. Tiiainena, poległ następnego dnia). Brygada, nie będąc w stanie powstrzymać Sowietów, musiała się cofnąć. Ale wtedy do ataku poszły odwody i odpędziły napastników, przecinając ich linie zaopatrzeniowe. Tego samego dnia wszystkie trzy sowieckie dywizje znalazły się w - a jakże! - motti. Część 115. i 123. DS uciekły przez Karelię, ale 43. DS została unicestwiona pod Porlampi (napiszę i o tym). Finowie popędzili na południe siłami trzech korpusów (w tym nowym I.) i wyzwolili Viipuri (31 sierpnia). 2 września zajęli Koivisto i wieś, od której zaczęła się sowiecka agresja - Mainila. 9 września, po dotarciu do granic przedwojennych, Finowie zatrzymali ofensywę.

    Finowie także stanęli u bram Leningradu.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Z cyklu "nigdy się nie poddawaj" oraz #historiajednejfotografii

    Hugh Herr (na zdjęciu w roku.. 1982) utracił obie nogi w wyniku gangreny. Wcześniej był wspinaczem i alpinistą. Studiował na MIT.

    Po amputacji nie poddał się - rozpoczął pracę nad protezami, które pozwolą mu kontynuować swoje pionowe pasje.

    Jednym z jego najważniejszych osiągnięć jest bioniczna kostka (BiOM Ankle System), która to, wg. publikacji z roku 2011, pozwala na osiąganie bardzo zbliżonych doznań do tych, które towarzyszą zdrowym ludziom (dosłownie: the BiOM Ankle System has been clinically shown to be the first leg prosthesis to achieve biomechanical and physiological normalization, allowing persons with leg amputation to walk with normal levels of speed and metabolism as if their legs were biological once again).

    W dniu dzisiejszym prowadzi swoją grupę naukową Biomechatroniki w MIT Media Lab. Jego opublikowane projekty można oglądać na stronie grupy. Dzięki całej swojej pracy (w tym też wielu publikacjom) w roku 2011 został ogłoszony przez czasopismo TIME jako "Przywódca Epoki Bionicznej" (Leader of the Bionic Age).

    Historia Hugh została opowiedziana w produkcji National Geographic "Ascent: The Story of Hugh Herr", której zajawkę można oglądnąć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=rkw_OJ2nto4

    Historię Hugh zauważyłem na profilu FB Climbing Porn, po czym doszukałem się informacji na jego temat na stronach wydziału, na którym pracuje.

    #wspinanie #sport #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    "Boisz się Mike? To dobrze. Jakbyś się nie bał, to powiedziałbym, że kłamiesz, albo odesłałbym Cię do lekarza. Strach jest dobry. Naucz się go kontrolować, bo to uczucie zostanie z Tobą na zawsze. Ale jeśli kontrolujesz swój strach, jeśli umiesz go wykorzystać, to twoje ręce będą szybsze, ciosy celniejsze. Musisz coś wiedzieć Mike, twój przeciwnik boi się tak samo. On też nie spał całą noc, a w szatni trzęsły mu się ręce. Najgorzej jest przed pierwszym gongiem, ale jak wyprowadzisz pierwszy cios, paraliż minie. Będziesz wiedział co robić” – Cus D’Amato. #sport #miketyson #cytatywielkichludzi #boks #historiajednejfotografii pokaż całość

  •  

    #gruparatowaniapoziomu

    Tak na szybko

    Jako ze @Mleko_O przedrukowuje (parafrazujac) wikipedie i do tego mieni się ekspertem tejze encyklopedii oraz grozi mi #czarnolisto , postanowiłem napisac (zeby krytyka byla rowniez konstruktywna) i pokazac troszkę, jak to naprawdę było w tych dniach lipcowych 1941 w okolicach Ostrowa

    29 czerwca 1941– szef sztabu generalnego Zukow wydaje rozkaz gen. Czerniawskiemu (dowodzi 1 Korpusem Zmechanizowanym – w pełni skompletowanym z 1039 czolgami, a w prezencie dostanie 10 ciezkich KV1 [lub KV2 - niepewne zrodla] prosto z fabryki z Leningradu, które wlasnie zrobia robote w Ostrowie za pare dni, ale o tym za chwile), aby zablokowal droge na Leningrad. Pomoc w tym ma 41 Korpus Strzelecki, który 1 lipca wyladuje się z pociągu w Pskowie oraz 22 i 24 Korpus Strzelecki, które już sa w tych rejonach. W sumie to 10 swiezych dywizji.

    Tyle na papierze, bo w realu Czerniawski dysponowal tylko 3 Dywizja Pancerna generala majora Kuzniecowa – reszte mu zabrano na polnoc (wiadomo, Finlandia).

    Do 3 lipca dzieje się taka sympatyczna rzecz: dowództwo Frontu Polnocno-Zachodniego (w tym gen.maj. Kuzniecow), gdzies się zawieruszylo. W związku z tym dowodzenie nad nad całym Frontem Polnocno-Zachodnim przejal 4 lipca gen.maj. Sobiennikow. Beztalencie Kuzniecow potem się gdzies znalazł w sierpniu na tylach tlumaczac, ze zawierucha wojenna – taka sytuacja...

    Niemcy oczywiście nie spia w tych dniach, i wlasnie 4 lipca, kiedy Sobiennikow przejmuje dowodzenie, to 1 Dywizja Pancerna gen.maj. Kruegera, nad ranem, wkracza do Ostrowa, zajmując 2 nienaruszone mosty…

    W związku z tym Sobiennikow rozkazuje natychmiast Czerniawskiemu uderzenie na Ostrow silami 3 Dywizji Pancernej i 111 Dywizji Strzeleckiej. Daje mu 10 w/w ciezkich czolgow w prezencie i obiecuje wsparcie lotnicze (i chyba tylko na obietnicy się skonczylo, bo nie slyszalem, żeby ktoś zobaczyl jakiegoś Szturmownika latającego w tych dniach, ale tu mogę się mylic). Sobiennikow rozkazuje przeprowadzić atak po 24 godzinach, czyli 5 lipca.

    Czerniawski maszeruje z 3 Dywizja Pancerna cala noc z 4/5 lipca i o 0530 rozpoczyna uderzenie na Ostrow. Tez nie jest to błyskotliwy general (za pare miesięcy go zdegraduja i prawie rozstrzelają za nieumiejętne dowodzenie), ale trzeba przyznać, ze w tym wypadku nawet niezle to rozkminil. Uderzyl 10 ciezkimi KV1 i oskrzydlal średnimi oraz lekkimi. Dwukrotnie wdzieral się do Ostrowa i za pierwszym razem prawie odbil mosty. Co zatem poszlo nie tak?

    Oddajmy glos dowódcy 5 pulku czolgow, Posienczukowi (relacja przedstawiona przez Korespondenta gazety Krasnaja Zwiezda, Kosariewa):

    Z jego [Posienczuka] relacji wynika, ze sil niemieckich na kierunku ostrowskim jest bardzo mało i ze nasze wojska nie zdolaly zajac miasta tylko dlatego, ze z pola walki haniebnie zdezerterowala 111 Dywizja strzelecka. Jej dowódcy uciekli pierwsi po odpruciu naszywek i usunieciu oznak stopni. Pod Ostrowem skoncentrowano bardzo wiele naszych sil, ale wszystkie one dzialaja na wlasna reke, bez zadnego wspoldzialania.

    Czerniwaski przegrupowuje i kontratakuje tego samego dnia, 5 lipca, o 1525 po polgodzinnym przygotowaniu artyleryjskim. Choc ten atak jest lepiej przygotowany, to jednak Niemcy sa na niego tez gotowi – sciagneli części 6 Dywizji Pancernej i zaatakowali Czerniawskiego z flank. Po stracie 50% sil Rosjanie przyrywaja walke. Zapada noc z 5/6 lipca. Stalin osobiście dzwoni do Sobiennikowa, ze ten ma zablogowac droge na wschod, na Pskow-Leningrad, nie ważne jakim kosztem. Czerniawski kontratakuje zatem jeszcze 6 lipca, potem musi się wycofać bez wsparcia piechoty i po stracie ciezkich czolgow rozbitych przez 10-cio centymetrowe niemieckie haubice.

    Od 7/8 lipca Rosjanie zaczna walczyc o Pskow, pierwsze miasto już na wlasciwym terenie Rosji Radzieckiej… 3 Dywizja Pancerna jeszcze da popalic Niemcom...

    #iiwojnaswiatowa #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: ostrov.jpg

    •  

      @marcus1a:

      Opieralem sie akurat na zrodlach anglo-jezycznych (nie na wikipedii), ale niewykluczone (a raczej nawet pewne!), ze przemycaja one opinie panujace po dzis dzien w Rosji na temat Wojny Ojczyznianej (no bo skad mamy miec informacje, jak nie od Rosjan? Przeciez to ich dywizje walczyly i oni to opisuja... nie bylo tam korespondentow zachodnich).

      Czy zasugerowałem coś innego? Napisałem, że wzbogaciłeś opis o sowiecką optykę na tamte wydarzenia (nie znaczy to, że opierasz się na radzieckim opracowaniu). To logiczne, że zachodni historycy operują na sowieckich źródłach (szkoda tylko, że mają do nich mniejszy krytycyzm niż np. do niemieckich), bo w jaki inny sposób mogliby przedstawić plany Stawki, jeśli nie odwołując się do samego centrum operacyjnego?

      Dziękuję za opis dalszych działań 3 DPanc. Nie wiedziałem, że byli to głównie weterani wojny zimowej. A mój komentarz "biedna" odniósł się do sytuacji, w której została postawiona oraz strat, jakie odniosła.

      Nemcow, ktorzy dopiero manewrem oskrzydlajacym wejda do Pskowa, tracac cenne dni i dajac Rosjanom czas na przygotowanie Leningradu do obrony.

      Ja z kolei nie przypisywałbym temu poświęceniu aż takiej wagi. Niemcy walczyli na Północy dość zapobiegawczo. Zresztą i tak Hitler miał inne plany wobec Leningradu, o których raczył poinformować na początku września.

      Naprawde? Schizofrenia? Zdales mature, nie zaczales jeszcze studiow, a juz chcesz mnie diagnozowac?

      Walczysz z wyimaginowanym wrogiem, a to już jakieś preludium. Zamiast skomentować w ten sposób, wzbogacając wpis, bez powodu rzucasz się na "copy-pastera". Masz nadal swobodę komentowania pod jego wpisami, więc po co dodajesz tego typu informatywny komentarz w osobnym miejscu? Tak na prawdę, nie wykazałeś, gdzie autor napisał coś nieprawdziwego, a wszystko się sprowadza do tego, że TY nie zrozumiałeś małego wycinka. Praw słuszne uwagi, a nie kręć sztuczne afery. Przy okazji bombardowania Rzymu miałeś rację, ale tutaj wyszedłeś przez swoje uprzedzenie do serii wpisów na zwykłego mąciciela.

      A ludzi nie oceniam, dopóki nie dają mi do tego powodów. Wiek nie jest czynnikiem, żeby zauważyć nieprawidłowość w czyimś działaniu i ją otwarcie skrytykować. Skomentowałbyś w sposób jak tutaj, ALE pod wpisem, nie byłoby problemu. Ty za to, wolisz szukać poklasku, walcząc z sytuacją, do której sam doprowadziłeś. To ty miałeś problem, więc to ty powinieneś sprostować na czym on polega. Zwykłe "nie rozumiem tego" albo "przekleja z Wikipedii" to żadne argumenty, co już ci wyłożyłem pod postem Mleka.
      pokaż całość

    •  

      @drect: No niestety, ale sugerowales w poprzednich postach pod innym wpisem:

      odezwał się typ, który sam namiętnie kopiuje wały tekstu z Wikipedii.

      A teraz na podstawie jednego tylko zdania pokaze Ci, jak "copy-paster" przemyca bledne opinie o wydarzeniach historycznych, o ktorych tak naprawde nie ma pojecia (bo je bezmyslnie kopiuje):

      Sowieci rozpaczliwie ruszyli do kontrataku, próbując odbić mosty siłami 3. DPanc

      Jak, w swietle tego, co napisalem o dzialaniach 3 Dywizji Panc., mozna nazwac te slowa o "rozpaczliwym kontrataku"? To jest po prostu nieprawda. 3 Dywizja Panc. walczyla akurat w sposob, ktory na pewno nie byl rozpaczliwy. A juz przywolany przeze mnie Posienczuk wprost pokazuje, ze na tle innych jednostek jego ludzie naprawde dobrze wykonali swoja robote.
      To zdanie akurat powinno brzmiec: Sowieci z poswieceniem ruszyli do kontrataku Wtedy jest prawdziwe, nie sadzisz?

      To nie jest walka z wyimaginowanym wrogiem, a z niechlujstwem i nieprawda, ktore zapewne biora sie z ignorancji i pobieznego traktowania tematow (bo raczej nie podejrzewam "copy-pastera" o celowa manipulacje).

      Ja z kolei nie przypisywałbym temu poświęceniu aż takiej wagi. Niemcy walczyli na Północy dość zapobiegawczo.

      Oczywiscie, ze nie przypisuje tym wydarzeniom pod Ostrowem i Pskowem jakiejs znaczacej wagi. Niemniej jednak suma takich wydarzen (jak np. ciekawy epizod z dobrze ustawionym jednym czolgiem KV1, ktory przez caly dzien wstrzymal niemiecka ofensywe, blokujac wazne skrzyzowanie az do skonczenia amunicji) powoduje, ze jak sie zamelduja juz pod Leningradem, to miasto okaze sie taktycznie gotowe do obrony.

      To prawda, ze Niemcy walczyli zapobiegawczo - bez zadnego problemu mogli wejsc do niebronionego Leningradu, gdyby przycisneli mocniej.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Ale jak to się wycofali? Zakurzeni Niemcy w przerwie od ofensywy. Prawdopodobnie okolice Pskowa, lipiec 1941 r.

    Bajzel, jaki wywołał Żukow swoim odwoływaniem rozkazów ciągnął się przez kolejne dni. Z dowództwa Frontu odwołano gen. Kuzniecowa. Na jego miejsce mianowano dowódcę 8. Armii, gen. Sobiennikowa. Niemcy 4 lipca 1941 r. siłami 1. DPanc. dotarli do Ostrowa i zajęli go niemal bez walki wraz z prowadzącymi przez rzekę Wielika mostami - w mieście był tylko sowiecki 398. pułk piechoty i 154. batalion karabinów maszynowych. Sowieci rozpaczliwie ruszyli do kontrataku, próbując odbić mosty siłami 3. DPanc., ale na ich nieszczęście Niemcy do tej pory nauczyli się już rozbijać ataki formacji pancernych. Kiedy dziesiątki radzieckich czołgów ruszyły do ataku, niemal natychmiast nakrył je ogień niemieckiej artylerii, a następnie przetoczył się wał ogniowy, miażdżący wszystkie pojazdy. Co gorsza, mająca atakować wraz 3. DPanc. 111. Dywizja Strzelecka... zwyczajnie nie ruszyła do ataku i własne, spóźnione natarcie rozpoczęła kilka godzin później. Sowieci dwa razy zdobywali miasto, ale bez wsparcia piechoty musieli się wycofać, tracąc 140 czołgów. Niemcy wykorzystując wyciągnięcie przeciwnika z umocnionych pozycji wyprowadzili swój kontratak i zajęli dotychczasowe linie sowieckie. Czerwoni ponawiali swoje ataki, tym razem siłami 28. DPanc., ale i tym razem bez skutku. Resztki sowieckiego 1. KZmech. stopniały do pułku motocyklowego, który włączono do 41. Korpusu Strzeleckiego.

    Wspomniany 41. KS gen. Kosobuckiego przejął zadanie powstrzymania niemieckiego XLI. KPanc. gen. Hansa Reinhardta - biły się więc dwa związki o tym samym numerze. Niemiecki korpus, wspierany przez 8. DPanc. i 3. DZmot. szedł na Tartu. Kiedy 41. KS przygotowywał się do ataku, Niemcy wznowili swoją ofensywę i rozbił koncentrujące się oddziały sowieckie. Czerwonym artylerzystom na tyłach brakowało amunicji, a co gorsza, wielu z nich zdezerterowało, przyłączając się do uciekających z pierwszej linii. Całość była notorycznie nękana przez niezmordowaną Luftwaffe. Radziecka 11. Armia była armią już wyłącznie na papierze, próbując się bronić w okolicach Pskowa. Jednak Niemcy ominęli miasto i skierowali się na wschód, rozbijając do reszty pozostałości 41. KS, porzucone przez dowódców. Resztki korpusu odnaleziono dopiero po tygodniu, porozrzucane po lasach. Generał Kosobucki podzielił los wielu innych oficerów - i został rozstrzelany za poniesienie klęski.

    Klęska Sowietów pod Pskowem oznaczała, ze GA ''Nord'' wypełniła swoje zadanie zasadnicze - dotarła do granic obwodu leningradzkiego. W zaledwie 18 dni Niemcy pokonali ponad 600 kilometrów. Sowieci stracili 90 tys. ludzi, 2523 czołgi, 3651 dział i 990 samolotów. Klęska pod Pskowem oznaczała też, że cała Flota Bałtycka i pozostałe w Estonii i na Łotwie jednostki są okrążone, a Front Północno-Zachodni się rozpadał jak domek z kart.

    Niemcy stali u bram Leningradu.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @marcus1a Ale nawet jeśli, to kto wyszukuje sobie po południu czy tam rano w drodze do pracy czy na uczelnię, Atak Niemiec na ZSRR? No ja nie. Wolę wejść na tag, i trochę sobie poczytać bo po pierwsze jest wygodniej, a po drugie, Czy serio nigdy nic nie kopiowałeś z internetu czy chociażby z "nielegalnego" źródła? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Hę? Wyluzuj trochę kolego. Pozdrawiam.

    •  

      @drect: Wybacz, cenię twoją wiedzę lub niewiedzę (nie znam sie na tyle by oceniac), ale przeszkadza mi twoj dość agresywny styl odpowiadania oponentom ( ͡° ͜ʖ ͡°) oczywiście cieszę się że jest ktoś taki jak ty kto pisze w komentarzach na temat wpisu!
      @Mleko_O: Kopiowanie, wrzucanie - jak dla mnie jeden czort. Nie no czytam zarówno jedno i drugie bo po raz: mało ostatnio wartościowych wpisów, a po dwa: czasem fajnie czyta się pękających dup ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Niemieccy żołnierze podczas walk na terenie Litwy, lipiec 1941 r. Wracamy do tematu Barbarossy - edycja III.

    Jak pamiętacie, Niemcy na terytorium Łotwy wdarli się jeszcze w czerwcu po zmiażdżeniu Sowietów pod Rosieniami i rozerwaniu frontu 8. i 11. Armii (album poniżej). Mosty na Dźwinie w okolicach Dyneburga zdobyli niezastąpieni brandenburczycy. LVI. KPanc. gen. von Mansteina po zdobyciu mostów wzmocniono dywizją SS ''Totenkopf''. Dowódca nowo-utworzonego Frontu Bałtyckiego, gen. Fiodor Kuzniecow nakazał 21. KZmech. odbicie Dyneburga. Korpus liczył dwie (42. i 46.) dywizje pancerne, wzmocnione jedną zmotoryzowaną (185.). Dodatkowo, do walk skierowano ''paraszutistów'' - czyli spadochroniarzy z 5. Korpusu Spadochronowego oraz jednostki sąsiedniej, 22. Armii.

    Kiedy sowiecki atak się rozpoczął, esesmani z dywizji ''Totenkopf'' musieli się cofnąć. Żeby front nie uległ przerwaniu, odważne kontrataki z dwóch kierunków wykonały 3. Dywizja Zmotoryzowana i 121. DP. Niemiecki atak był tak zaskakujący, że Sowieci nie tylko przerwali natarcie, ale okazało się, że część ich jednostek... sama znalazła się w okrążeniu. Po krótkiej walce 21. KZmech został unicestwiony - na polu walki pozostało 100 czołgów sowieckich. Zdesperowany Kuzniecow próbował do walk ściągnąć mocno poharatany 12. KZmech., ale natarcie Sowietów skończyło się, zanim się zaczęło - II. i L. Korps, wraz z LVI. KPanc. rozbiły formację. Niemcy wzmocnili swoje siły przybyciem 290. Dywizji Piechoty, a następnie sforsowali Dźwinę. Sowieci, upokorzeni klęską, 30 czerwca chcieli ustanowić nowe pozycje na linii Psków-Noworżew-Porchow. Chcieli, bo rozkaz ten został odwołany przez Gieorgija Żukowa z Ludowego Komisariatu Obrony.

    Wprowadziło to jeszcze większy zamęt, niż był (coś podobnego), a sowieckie jednostki bezładnie jeździły wte i wewte. Dopiero 5 lipca udało się ustabilizować chaos. Niemcy nie czekali natomiast, bo do tego momentu pancerne zagony Mansteina nie tylko sforsowały Dźwinę, ale wdarły się 60 km w głąb ZSRR. Co gorsza, nowe linie obronne też były za słabe i niemiecka 36. Dywizja Zmotoryzowana przerwała je po krótkim boju, zmuszając znowu cały front do odwrotu. Niemiecka 18. Armia dotarła do Tartu w Estonii i jeziora Pejpus, gdzie 699 lat wcześniej klęskę ponieśli Kawalerowie Mieczowi w starciu z Aleksandrem Newskim... Dla Sowietów to była ich klęska, a Niemcy stali u bram Tallinna, w którym kilka tygodni później odniosą druzgocące zwycięstwo.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Na początku dziękuję wszystkim za zainteresowanie poprzednim postem :)
    Dziś spełniam Wasze pojedyncze prośby i wrzucam kolejne zdjęcie. Fotografia z okresu II WŚ, wykonana w Gracji. Wydedukowałam to z napisu na odwrocie. Nie ma na nim nikogo z mojej rodziny, jednak jego autorem jest wujek mojej babci. Zdecydowałam się zrobić zdjęcie, bo mój skaner nie nadaje się do skanowania tak małych zdjęć. Ma ono wymiary ok 5x10 cm. Czekam na kolejne reakcje :) #genealogia #fotografia #starezdjecia #historiajednejfotografii pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Sowieci w Charbinie/Harbinie, jednym z największych miast Mandżurii, 20 sierpnia 1945 r. Zdjęcie to niestety tylko wycinek większej całości, ale innego nie mam.

    Jak wspomniałem w poprzednim poście, Sowieci weszli w Mandżurię jak w masło, omijając japońskie umocnienia. Po tygodniu znaleźli się już 180 km od granicy. Japończycy stawiali głównie niezorganizowany opór. Wyjątkiem była czterodniowa bitwa o Mudanjiang, duże miasto przemysłowe, do którego prowadziły tylko dwie drogi w górskich przełęczach. Do ataku 12 sierpnia Sowieci wykorzystali dwie armie - 1. Armię Czerwonego Sztandaru, atakującą od północy, i 5. Armię, atakującą od południa.

    Japończycy jednak już tam czekali, siłami trzech dywizji - 135., 126. i 124. Mimo braków w uzbrojeniu i wyposażeniu nie brakowało im jednego - woli walki. Przeciwko Sowietom wystawili nie tylko działa przeciwpancerne, ale i żołnierzy-samobójców, mających rzucać się pod czołgi. Sowieci, swoim zwyczajem, na miasto uderzyli potężnymi siłami pancernymi, ale atak ten został odparty przez odważnych Japończyków - sama 257. BPanc. z 65 czołgów utraciła 58. Samobójcy zbierali wysokie żniwo - na jednego zabitego przypadało 5 Sowietów. Ale i japońskie straty były wysokie: jadący do miasta pociąg z japońskimi żołnierzami ze 135. Dywizji został zaskoczony przez sowieckie czołgi - zginęło 900 żołnierzy, a wraz z nimi duże ilości sprzętu wojskowego. Japończycy zajęli też okoliczne wzgórza, ostrzeliwując nadchodzących Sowietów. Ci musieli zdobywać wzgórze jedno po drugim - jedna walka była tak zażarta, że wierzchołek jednego ze wzgórz został wysadzony w powietrze.

    Sowieci w końcu odpuścili walki, uznając, że miasto należy obejść, a nie je zdobywać. Ruch ten zagrażał japońskiej obronie, więc dowodzący gen. Shimizu nakazał wycofanie się, pozostawiając tylko niewielką straż tylną. Sowieci w tym czasie podciągnęli Katiusze i zmasowanym ostrzałem przydusili obrońców do ziemi. Potem ruszyły czołgi i wdarły się do miasta, gdzie rozpoczęły się walki z japońskim 278. pułkiem piechoty. Zażarte walki trwały cały dzień, a ostatni Japończycy ruszyli do śmiałego ataku banzai, woląc zginąć, niż się poddać. Wieczorem rozgłośnie radiowe nadały komunikat Cesarza o zakończeniu wojny.

    Krwawa bitwa dobiegła końca. Japończycy stracili 9 tys. poległych i 104 działa, zaś Sowieci - 10 tys. i 600 czołgów. Ciekawym aspektem jest polski wątek - pod Mudanjiang w składzie 69. pułku piechoty 97. DS walczył Polak, sierż. Kazimierz Kowalski, który po wojnie wrócił do Polski jako oficer WP. Co bardziej ciekawe, jeden z fanów pod ostatnim wpisem wspomniał, że jego dziadek - również Polak - walczył w Mandżurii! Co do Charbinu - miasto zajęto bez walki 20 sierpnia. Jednak i tam pojawili się Polacy. 18 sierpnia przedstawiciele Polonii chińskiej w Charbinieutworzyli 120-osobowy oddział ochotniczy, który zajął i utrzymał kluczowe obiekty aż do nadejścia wojsk radzieckich. Ot, dolo tułacza, gdzie żeś rzuciła nas... ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #fotohistoria #historiajednejfotografii #afryka
    Jego Ekscelencja, Wieczny Prezydent, Marszałek Polny i Zdobywca Imperium Brytyjskiego w Afryce, Generał Ugandy, Idi Amin, podczas ceremonii hołdu składanego mu przez zachodnich dyplomatów. Uganda, 02 października 1975 r.

    pokaż spoiler Jego całkowite tytułowanie brzmiało: His Excellency President for Life, Field Marshal Al Hadji Doctor Idi Amin, VC, DSO, MC, Lord of All the Beasts of the Earth and Fishes of the Sea, and Conqueror of the British Empire in Africa in General and Uganda in Particular
    pokaż całość

    •  

      @kuxter: warto byłoby dodać, że hołd był wymuszony

    •  

      Jego całkowite tytułowanie brzmiało: His Excellency President for Life, Field Marshal Al Hadji Doctor Idi Amin, VC, DSO, MC, Lord of All the Beasts of the Earth and Fishes of the Sea, and Conqueror of the British Empire in Africa in General and Uganda in Particular

      @kuxter: przecież to się inaczej tłumaczy. To "in general" to nie chodzi o tytuł generała (wojsko) bo wcześniej ma wojskowy tytuł marszałka polnego, tylko o poziom podboju/upokorzenia imperium brytyjskiego xD

      "Jego ekscelencja, pan życia, marszałek polny Al Hadji doktor Idi Amin, VC, DSO, MC, pan i władca wszystkicg bestii na ziemi oraz ryb w oceanach, pogromca Imperium Brytyjskiego w Afryce w ogóle i w Ugandzie w szczególe"
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Może to nic zabójczo ciekawego, ale jestem w posiadaniu wielu starych zdjęć mojej rodziny, a to jedno z moich ulubionych. Na zdjęciu moja babcia (z lewej) i jej siostra bliźniaczka. Zawsze myślałam, że to jej kuzynka, bo według mnie nie są wcale do siebie podobne. Fotografia zrobiona w 1952 roku, ewentualnie 1953, w każdym razie nie później i ewidentnie zimą. Nie kryje się za nią żadna powalająca historia - ot, były na potańcówce. Mają takie same sukienki, bo jedna drugiej bardzo zazdrościła, więc kupiła sobie identyczną, co moim zdaniem, w tamtych czasach było 'szalone'. Chciałam Wam je pokazać, tak po prostu. Równie dobrze może okazać się, że tylko dla mnie ma ono coś w sobie. #historiajednejfotografii #fotografia #starezdjecia pokaż całość

  •  

    Czaszka żołnierza z kapturem kolczym spod murów obronnych Visby, 1361 rok. Los pospolitego ruszenia, które postawiło się najeźdźcy jest bardzo smutny, ponieważ mieszczanie z Visby postanowili zamknąć bramy i nie wspomóc małego kontyngentu starców, inwalidów i chłopów. Słabo uzbrojeni i opancerzeni mężczyźni zostali zmasakrowani w odległości 300 metrów od murów miejskich, a ich ciała zostały wrzucone do masowego grobu. O dziwo (ekwipunek był słabej jakości) ciała nie zostały zszabrowane i dzięki temu mamy wgląd jak wyglądało uzbrojenie "niższych" klas społecznych

    "Od 1905 r. pod Visby na Gotlandii odkryto pięć masowych grobów, a w nich setki szkieletów wojowników poległych w bitwie pod murami tego miasta 27 lipca 1361 r. Król Danii Waldemar na czele 2,5 tys. zbrojnych w dobrych kolczugach i zbrojach ujarzmiał wtedy Gotlandię. Miejscowi chłopi zerwali się do walki z najeźdźcą, ale zostali zmasakrowani pod murami Visby. Przejęci lękiem mieszczanie ukryli się za murami i nie przyszli im z pomocą. W krwawej łaźni poległo około 800 wieśniaków i tylko stu ludzi Waldemara. Badania szkieletów pozwoliły zrozumieć przyczyny tak druzgoczącej klęski obrońców wyspy – jedna trzecia chłopskiej armii składała się ze starców, inwalidów i dzieci. Specjaliści naliczyli na szkieletach 456 ran ciętych zadanych mieczem lub toporem oraz 126 ran kłutych, śladów po grotach strzał, włóczni oraz ostrzach „porannych gwiazd” (poranna gwiazda to maczuga, której grubszy koniec obity był dużą liczbą gwoździ lub zaostrzonych kawałków żelaza). Niektóre czaszki, przeszyte już strzałami z łuków, roztrzaskano uderzeniami młotów bojowych."

    Artykuł
    Wiki

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #militaria #historiajednejfotografii #archeologia #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: Sandro.jpg 18+

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Marszałek Pietro Badoglizda... przepraszam, Badogayo... no kurde, Badoglio! ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dzisiaj (8 września - Mleko) obchodzimy 75. rocznicę zdrady, nazywanej eufemistycznie ''kapitulacją Włoch''.

    Wojna w 1943 roku szła bardzo nie po myśli Włoch, a zwłaszcza Mussoliniego. Aliantom udało się wypchnąć Oś z Afryki, pod Stalingradem została zniszczona włoska 8. Armia. Niedługo potem Alianci wylądowali na Sycylii i było wiadome, że niedługo pojawią się w kontynentalnych Włoszech. Amerykanie zwiększali liczbę terrorystycznych nalotów na Włochy, bombardując barbarzyńsko Rzym (w wyniku bombardowań zginęło ok. 40 tys. mieszkańców). Sytuacja wojenna, braki w żywności, naloty i bieda w kraju coraz bardziej podburzały ludność przeciwko Mussoliniemu. Nie chodziło o znienawidzenie go, lecz naród pragnął pokoju i zakończenia wojny.

    Gdy trwały walki na Sycylii (wiem, pamiętam, jeszcze dokończę wątek), w nocy z 24 na 25 lipca 1943 r. Wielka Rada Faszystowska (organ pełniący rolę rządu) zebrała się w Rzymie i po burzliwym głosowaniu obaliła Mussoliniego, a następnie się rozwiązała. Władzę przekazano królowi Wiktorowi Emanuelowi III, a premierem został jegomość ze zdjęcia. Mimo, że nowy rząd zapewniał Niemców, że obalenie Duce nie oznacza wycofania sojuszy, to Rzesza była czujna. I nie na darmo, bo Badoglio od razu podjął potajemne rozmowy z Aliantami. Długie rozmowy i negocjacje ciągnęły się cały sierpień. Kiedy włoscy żołnierze dzielnie walczyli, tchórzliwy marszałek kupczył ich losem... Wreszcie, 31 sierpnia podpisano dokument, który zobowiązywał Włochy do przerwania działań wojennych, przekazania floty, oraz oddanie do dyspozycji Aliantów baz zaopatrzeniowych i portów. Badoglio i król wrócili do Rzymu, oczekując spodziewanego lądowania pod Salerno i desantu spadochroniarzy pod Rzymem.

    Jednak Niemcy od samego początku wiedzieli. Czekali cierpliwie. Abwehra przechwyciła komunikaty radiowe i w Berlinie zaplanowano operację, nazwaną ''Alaryk'', nawiązując do wodza Wizygotów, który złupił Rzym w 410 r. Kiedy 8 września ogłoszona została kapitulacja Włoch, operacja zaczęła się. Badoglio kompletnie zlekceważył fakt, że Włosi stacjonują setki kilometrów od Rzymu - we Francji, na Bałkanach, Dodekanezie, Korsyce. Licząca 1,5 miliona ludzi włoska armia została postawiona przed faktem dokonanym. Nie było rozkazów. Badoglio i król ukryli się, a potem uciekli przysłanym im przez Aliantów samolotem, pozostawiając na pastwę losu i niemieckiej zemsty miliony rodaków.

    A zemsta była straszna. Tam, gdzie włoscy żołnierze próbowali stawiać opór Niemcom, tam ''nagrodzono'' ich egzekucjami. Na wyspie Kefalonia niemieckie zbiry wymordowały 5 tys. żołnierzy dywizji ''Acqui''. Leros i Kos z brytyjską pomocą walczyły aż dwa miesiące, ale i tam obrona padła, a Niemcy wymordowali włoskich oficerów. Na Bałkanach bandziory z oddziałów SS rozstrzelały 400 włoskich oficerów, kiedy włoskie dywizje ''Marche'' i ''Emilia'' stawiły opór. Tych, których nie zamordowano, tych statkami odesłano do Europy jako jeńców. Ponad 15 tys. z nich zginęło na morzu. Niemcy nie darowali też włoskiej flocie - 9 września najnowszym wynalazkiem Luftwaffe, bombą Fritz X, zatopiono pancernik ''Roma'', zabijając 1300 ludzi. W wielu wypadkach Włosi nie podejmowali oporu, zwłaszcza, jeśli wcześniej walczyli wspólnie z Niemcami - tak było na północy kraju. Dwudniowe walki w Rzymie zakończyły się zduszeniem włoskiego oporu. Potem szybko zmontowano linię obronną przed Rzymem - Linię Gustawa - i na ponad pół roku zatrzymano Aliantów.

    Niemcy włoskich jeńców traktowali jak zdrajców. Poniżali ich i bili, mimo, że nie ponosili najmniejszej odpowiedzialności za działania Badoglio i Wiktora Emanuela (a wielu żołnierzy określiło je jako zdrada). Ci zaś w spokoju siedzieli bezpiecznie na alianckich tyłach. Ceną za to były życia 20 tysięcy włoskich żołnierzy.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj (7 września - Mleko) mija 79. rocznica kapitulacji obrony Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Opisywałem obronę, dzisiaj epilog. Na zdjęciu: oficerowie WST po kapitulacji, od lewej: por. Stefan Grodecki, kpt. Mieczysław Słaby, kpt. Franciszek Dąbrowski, ppor. Zdzisław Kręgielski po kapitulacji, 7 września 1939 r.

    Jak potoczyły się losy bohaterów Westerplatte?
    Major Sucharski z oflagu II C Woldenberg przedostał się na Zachód, do II Korpusu, gdzie spotkał Melchiora Wańkowicza. Opowiedział historię WST, ciągle wysuwając siebie na pierwszy plan - przez co on stał się głównym bohaterem obrony. Zmarł w Neapolu w 1946 roku.

    Inaczej potoczyły się losy bohaterskiego kpt. Dąbrowskiego. Po wyzwoleniu oflagu wrócił do Polski, od razu wstąpił do Wojska Polskiego i PPR, awansowano go do stopnia komandora podporucznika. Był jednym z najlepiej ocenianych oficerów WP. Jednak i on nie uchronił się przed prześladowaniami jako ''sanacyjny oficer''. W 1950 roku zwolniony z wojska bez emerytury, później wyrzucony z partii na wniosek jakiejś przewodniczącej PPR (przedwojennej sprzątaczki, notabene...) jako ''wróg klasowy'' i ''sanacyjny faszysta'', szył chałupniczo kapcie, mieszkając w malutkim, zapuszczonym mieszkanku. Dopiero interwencja gen. Bolesława Kieniewicza poprawiła sytuację komandora, dostał odszkodowanie, lepsze mieszkanie i pracę w atrakcyjnym miejscu na krakowskich Plantach. Jednak pobyt w niewoli i trudne, powojenne lata odbiły się na zdrowiu komandora. Zmarł na gruźlicę w 1962 roku. Pochowano go na Cmentarzu Rakowickim, tam, gdzie powinien być - na Alei Zasłużonych. Niedaleko mnie znajduje się dom, gdzie mieszkał.

    ''Może kiedyś znajdzie się dokumentalista, który film [o Westerplatte] uzupełni historią o tym, jak „czujność” partii zdemaskowała w jej szeregach wroga w postaci bohaterskiego oficera i jak to ruski generał odnalazł w swoich żyłach tę jedną kroplę polskiej krwi, której zabrakło krakowskim działaczom.''

    Warto tu jeszcze wspomnieć o jeszcze jednym oficerze - kpt. lek. Mieczysławie Słabym, wielkim opiekunie chorych i rannych na WST, który również po wojnie wstąpił do WP. W 1947 roku został aresztowany przez UB za domniemaną przynależność do WiN i nieludzko skatowany przez ubeckich zbirów w nieodległym od mojego mieszkania krakowskim więzieniu Montelupich, w wyniku czego zmarł w 1948 roku. I on spoczął na Rakowicach. Z wojska wyrzucono też ppor. Kręgielskiego, zwanego ''Małym'', jako ''element klasowo niepewny''.

    Ostatni z Westerplatczyków, mjr Ignacy Skowron (notabene, walczący podczas wojny w ZWZ-AK), zmarł w 2012 roku. Słynne stały się jego słowa, wypowiedziane podczas obchodów 70. rocznicy wybuchu II WŚ: ''Nigdy więcej wojny!''.

    Na temat WST rozpisywano się wiele, wiele razy, powstał film z 1967 roku, wysuwający nieco za bardzo naprzód postać Sucharskiego (lecz nadal to bardzo dobry film). Losy obrońców wspomniano też w popularnej książce i serialu ''Czterej Pancerni i Pies''. Ironią losu jest to, że bohaterowie tak czczonej przez ludową władzę placówki byli przez nią najmocniej represjonowani...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Spielberg spotyka boga.
    2018 niekoloryzowane
    #rap #historiajednejfotografii #kanyewest ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Niezwykła historia Edwarda Mordrake’a od lat budzi zaciekawienie i przerażenie. Ten angielski szlachcic miał przyjść na świat z drugą twarzą umiejscowioną na potylicy. Podobno "dodatkowe oblicze" prześladowało go i wykrzywiało się w szyderczym uśmiechu, kiedy płakał. Nocami zaś szeptało mu "rzeczy, o których mówi się tylko w piekle". Mordrake, nie mogąc nic z tym zrobić, stopniowo tracił zmysły i popełnił samobójstwo w wieku zaledwie 23 lat.

    Historia Edwarda Mordrake’a (niekiedy także Mordake’a) zyskała popularność dzięki internetowi. Fotografie woskowego modelu jego głowy zobaczyć można na wielu portalach poświęconych "wybrykom natury". Nie jest to jednak współczesna mistyfikacja ani tzw. creepypasta. Opowieść ta liczy sobie ponad 120 lat i przez ten czas wielokrotnie podejmowano próby ustalenia, czy jej główny bohater istniał w rzeczywistości.

    Pierwsza książkowa wzmianka na temat Mordrake’a pojawiła się w opracowaniu "Anomalie i ciekawostki medyczne" z 1896 r., którego autorami byli George M. Gould – znany amerykański lekarz oraz Walter L. Pyle. Dowiadujemy się od nich, że Mordrake był potomkiem "jednego z najznamienitszych rodów angielskich" oraz że był wybitnie inteligentny i uzdolniony muzycznie. Matka Natura nie poskąpiła mu też urody, przez co porównywany był do Antinousa – greckiego chłopca, dworzanina cesarza Hadriana i antycznego ideału młodzieńczego piękna. Niestety, pewna wrodzona cecha sprawiała, że żył w odosobnieniu i rzadko spotykał się nawet z najbliższymi.

    "Z tyłu głowy miał on bowiem drugą twarz. Niektóre wersje mówią, że jego ‘demoniczny bliźniak’ był kobietą. (…) Zajmował on ‘niedużą część tylnej partii jego czaszki i wykazywał oznaki inteligencji, tyle że raczej złośliwej’. Widziano, jak śmiał się lub szyderczo uśmiechał, kiedy Mordrake płakał. Oczy bliźniaka wodziły za palcem, a usta bezustannie się poruszały, nie wydając jednak żadnego dźwięku" – czytamy we wspomnianej książce.

    Prawdziwy horror zaczynał się dla Mordrake’a nocami. Kiedy kładł się spać, jego druga twarz zaczynała go dręczyć psychicznie.

    "Gdy udawał się na spoczynek, jego ‘demoniczny bliźniak’ (jak mówił o nim sam Mordrake), który nigdy nie zasypiał, zaczynał niekończący się dialog o rzeczach, ‘o jakich mówić można chyba tylko w piekle. Nie można wyobrazić sobie pokus, na jakie mnie wystawiał. Wskutek jakichś nieprzebaczonych win moich przodków jestem przywiązany do tego demona, bo tym on naprawdę jest’ – takie były słowa Mordrake’a do Manversa i Treadwella – jego lekarzy" – wspominali Gould i Pyle.

    Medycy nie potrafili w żaden sposób pomóc młodzieńcowi. Nie mogąc dłużej znieść swojej sytuacji, Edward popełnił samobójstwo, zażywając truciznę. Przed śmiercią napisał list, w którym poprosił, by przed pogrzebem wyciąć mu drugą twarz, aby "nie szeptała swoich bezeceństw w grobie". 23-latek miał zostać pochowany w nieoznaczonej mogile. Rodzina nie postawiła mu nawet nagrobka.

    To w zasadzie wszystko, co wiadomo o Edwardzie Mordrake’u. Gould i Pyle wspomnieli, że informacje o nim zaczerpnęli z artykułu o ludziach-wybrykach natury wydrukowanego w "Boston Post" w 1895 r. Autorem tekstu (w którym omówiony został także przypadek "człowieka-raka") był niejaki Charles Lotin Hildreth. Twierdził on, że wzmiankę o Mordrake’u znalazł w archiwum mało znanego towarzystwa naukowego.

    Istnienia "Anglika o dwóch twarzach" nie potwierdzają jednak żadne inne źródła. W 1958 r. bezskutecznie próbował dowiedzieć się o nim czegoś więcej folklorysta Paul Brewster. Nie wiadomo nawet, kiedy dokładnie Mordrake żył i czy było to w epoce wiktoriańskiej, czy znacznie wcześniej. Poszukiwania utrudniał fakt, że nazwisko, pod jakim występował mogło być pseudonimem (zaczerpniętym z "Henryka IV" Szekspira), a rodzina nieszczęśnika, pragnąc zachować anonimowość, skazała Edwarda na "damnatio memoriae" – wymazanie z pamięci i historii.

    To, że nie odnaleziono materiałów potwierdzających istnienie takiego człowieka jak i to, że został on rzekomo pochowany jako N.N. czynią tę historię niemal niemożliwą do pozytywnego zweryfikowania.

    Sprawa Mordrake’a mogła jednak opierać się na faktach, co sugerują przypadki ludzi o podobnym co on problemie. Podobnym, gdyż eksperci nie potrafią dokładnie ustalić, na jaką wadę wrodzoną cierpiał mężczyzna. Bez wątpienia była to deformacja czaszki – albo rzadko występująca forma rozdwojenia twarzy (diprosopus), albo craniopagus parasiticus tj. "twarz-pasożyt" pozostała po nieprawidłowo ukształtowanym w życiu płodowym bliźniaku.

    Żadna z nich nie pasuje jednak w stu procentach do przypadku Anglika. Diprosopus obejmuje zdwojenie całej twarzy albo poszczególnych jej elementów na jednej głowie, prowadząc do poważnych deformacji twarzoczaszki i nieprawidłowości w budowie mózgu (często letalnych). Craniopagus parasiticus powoduje wykształcenie się drugiej twarzy, tyle że najczęściej jest ona osadzona na drugiej głowie zakończonej szczątkowym tułowiem.

    Przypadki drugiego z wymienionych schorzeń są bardzo rzadkie i jak dotąd w annałach medycyny zanotowano ich zaledwie 10, przy czym tylko trzy nie zakończyły się śmiercią płodu w łonie matki.

    Najsłynniejszą osobą, która przyszła na świat z drugą twarzą był chłopiec urodzony w 1783 r. w indyjskim Bengalu. Przyszedł na świat w ubogiej rodzinie. Jego matka, przerażona wyglądem noworodka, wrzuciła go do paleniska, jednak został stamtąd szybko wyciągnięty. Chłopiec posiadał dwie zrośnięte czubkami głowy, przy czym ta "dodatkowa" była zwrócona do tyłu i kończyła się kikutem – szczątkowym karkiem.

    Mimo niezwykłej wady, dziecko rozwijało się w miarę normalnie. Co ciekawe, tak jak u Mordrake’a jego druga twarz wydawała się żyć własnym życiem. Choć nie mówiła, stroiła miny, a kiedy chłopiec był karmiony, jego drugie usta produkowały ślinę. Kiedy spał, dodatkowa para oczu była otwarta i uważnie lustrowała otoczenie. Wieść o niezwykłym dziecku szybko rozniosła się po regionie, a malec był prezentowany przez rodziców na pokazach w Kalkucie. Niestety zmarł on w wieku 4 lat w wyniku ukąszenia kobry. Z grobu jego czaszkę wykradł pewien Anglik i do dziś jest ona prezentowana w londyńskim Hunterian Museum.

    Innym człowiekiem o dwóch twarzach, o którym często można przeczytać w internecie jest Meksykanin Pasqual Piñón (1889-1929). Na zdjęciach widać sterczącą mu nad czołem dodatkową niewielką twarz o groteskowym wyrazie. W tym przypadku była to jednak dość makabryczna mistyfikacja. "Drugie oblicze" Piñóna było w rzeczywistości maską z wosku lub aluminium przytwierdzoną do wydatnego nowotworu na jego czaszce. Po kilku latach występów w cyrku Piñón poddał się zabiegowi jego usunięcia.
    Przypadek Mordrake’a był jednak nieco inny. Nie był on człowiekiem o zdeformowanej ani podwójnej głowie, lecz na pozór normalnym mężczyzną z dwiema twarzami. Sceptycy sugerują, że jego historia może być literacką fikcją stworzoną przez Hildretha, który zainspirował się chłopcem z Bengalu, a także opowiadaniem o dr. Jekyllu i Panu Hyde wydanym w 1886 r. Przedwczesna śmierć dziennikarza w 1896 r. sprawiła, że nie zdążył odpowiedzieć na narosłe pytania. Dodatkowe wątpliwości budzi gadatliwość drugiej twarzy Mordrake’a. Z medycznego punktu widzenia wydaje się niemożliwe, by mogła ona posiadać odrębną świadomość i zdolność mówienia.

    #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #historia #straszne #medycyna #historiajednejfotografii Źródło: strefa tajemnic
    pokaż całość

    źródło: viralbox.pl

  •  

    Sam, Wolton, Prom Challenger podczas burzy (STS-8), 1983 rok.

    "On August 30, 1983, leading up to the launch of the Challenger on mission STS-8, a powerful electrical storm lit up the skies around the Kennedy Space Center in Florida. This photo was captured as the rain and lightning danced around the Challenger and striking near the orbiter stack. Sam Walton of United Press International is credited with this image that was taken by a remote camera. Not long after, the storm died down and the Challenger preceded with its launch at 2:32 a.m. (it was the first shuttle night launch and night landing). Included in this six day mission to release an Indian communications and weather observation satellite was Guy Bluford, the first African-American in space."

    NASA

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #usa #kosmos #nasa #historiajednejfotografii #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: space.jpg

  •  

    Koncert The Doors w Amsterdamie w 1968 roku
    Jim Morrison zbytnio pojechał z używkami, spał na scenie, zespół grał bez niego, Jima zabrano do szpitala i wypuszczono dzień później
    ------
    #historiajednejfotografii

    źródło: jim.jpg

  •  

    Jutro postu nie będzie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Radzieccy żołnierze w Mandżurii ze zdobytymi japońskimi flagami, tradycyjnie dawanymi przez rodzinę na pożegnanie żołnierza, sierpień 1945 roku. Dzisiaj zaczynamy krótki i nieco zaległy cykl o Mandżurii - spokojnie, cały czas pamiętam o Barbarossie i Kaukazie.

    Ofensywa w Mandżurii, nazywana w literaturze zachodniej Operacją ''Sierpniowa burza'' (w nomenklaturze rosyjskiej: Mandżurska Strategiczna Operacja Ofensywna), była jedną z najlepiej przeprowadzonych radzieckich operacji podczas II WŚ.ZSRR zobowiązał się do rozpoczęcia działań przeciwko Japonii w trzy miesiące po kapitulacji Rzeszy, chociaż przez większość okresu wojny obie strony bardzo unikały jakichkolwiek starć na mocy paktu o nieagresji z 1941 r. Japonia zresztą kilkukrotnie prosiła ZSRR o mediację w rozmowach pokojowych z USA, a oba kraje utrzymywały poprawne stosunki. Dochodziło do tego, że Japończycy nie ośmielali się zatapiać płynących w pobliżu ich wysp amerykańskich statków z zaopatrzeniem z Lend-Lease dla ZSRR.

    Od 8 maja 1945 r. na Daleki Wschód przerzucono duże siły (w tym zasłużoną w walkach z Niemcami 6. Armię Pancerną Gwardii, która walczyła na Węgrzech i zdobywała m.in. Wiedeń), a liczebność wojsk wyniosła aż 83 dywizje, skoncentrowane w trzech frontach: Zabajkalskim i dwa Dalekowschodnie, liczących dwanaście armii i cztery korpusy. Sowieci dysponowali 1,577 mln żołnierzy, 27 tys. dział, 1152 katiuszami, 5556 czołgami i działami samobieżnymi oraz 3721 samolotami. Dowódcą został jeden z najzdolniejszych radzieckich strategów, marszałek Aleksander Wasilewski.

    Mimo, że przewaga sowiecka w ludziach wynosiła ''tylko'' 300 tys., to górowali oni nad Armią Kwantuńską (liczącą 1,2 mln ludzi w siedmiu armiach) w sprzęcie, zwłaszcza w artylerii i broni pancernej (5:1). Armia Kwantuńska była złożona ze słabo wyszkolonych i uzbrojonych żołnierzy, o niskim morale, w większości pochodzenia koreańskiego i chińskiego, którzy niespecjalnie mieli ochotę umierać za Cesarza. Doświadczonych żołnierzy przeniesiono albo na Pacyfik, albo do Chin. Japończycy posiadali dość dużo czołgów (1155) i dział (5360), ale były to w większości przestarzałe konstrukcje, nieszkodliwe dla radzieckich wozów pancernych. Jednostki miały niepełne stany, a wyposażenie oscylowało na poziomie 1/3 regulaminowego, co powodowało, że Armia była raczej formacją wartowniczą i garnizonową, aniżeli bojową. Japończycy nie sądzili, by Sowieci uderzyli przed jesienią 1945 r. (choć liczyli się z tym), ale ruch Kolei Transsyberyjskiej przykuł ich uwagę, więc rozpoczęto opracowanie nowych planów obronnych, których zakończenie planowano na wrzesień...
    Sama operacja zaczęła się na dobre po zrzuceniu bomb atomowych, kiedy większość japońskich oficerów uważała, że to koniec, a sowiecka ofensywa pogrzebała nadzieje na mediacje z Aliantami.

    Sowieci, po uprzednim wypowiedzeniu wojny, uderzyli 9 sierpnia na całej szerokości frontu - Mandżuria i okolice była olbrzymim terenem, odpowiadającym całej zachodniej Europie - samo Cesarstwo Mandżukuo liczyło ponad 1,5 mln km kw. Armia Czerwona uderzyła przez góry Wielki Chingan, daleko od swoich linii zaopatrzeniowych, zaskakując całkowicie japońskich obrońców i omijając ich umocnienia, oraz przez graniczną rzeki Ussuri i Sungari za pomocą piechoty morskiej. Wielu japońskich oficerów było w trakcie wdrażania planu obronnego, daleko od swoich jednostek i nie zdołali już do nich powrócić. Sowieci weszli jak w masło, nie napotykając zorganizowanego oporu, choć były wyjątki... ale o tym innym razem.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Frankfurt - 1946r.

    niemiecki żołnierz który był przetrzymywany jako więzień, wraca do swojego rodzinnego domu w Frankfurcie i dowiaduje się że nie ma w nim rodziny, a sam dom został totalnie zniszczony w wyniku bombardowań aliantów

    co ciekawe, szacuje się że na Frankfurt spadło ok 12-16 tys. bomb, a jak na tak duże miasto odnotowano 5.5 tys śmierci w wyniku nalotu, natomiast w Warszawie tylko 27 września czyli przez jeden dzień nalot luftwafe spowodował śmierć 10 tys. cywili i 35 tys. rannych

    w komentarzu załączam zdjęcie jak wyglądało samo miasto po zakończeniu bombardowań, niemcy do dzisiaj ubolewają nad zniszczeniem jednego z najlepiej zachowanych i największych zabudowań w stylu średniowiecznym(?) oraz całego starego miasta i rynku

    #historiajednejfotografii #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    •  

      ale pretensje może mieć do swoich władz.
      @ediz4: w komentarzach wszyscy są tacy pewni ze ten żołnierz akurat nie miał pretensji do swoich władz, własnoręcznie mordował dzieci i głosował na Hitlera. Przypisywanie wszystkim ludziom cech danego narodu i ich odczłowieczanie jest bardzo proste i karmi głód zemsty, ale w żadnym wypadku nie powinno się tak robić. Na zdjęciu mamy ludzka tragedie, trzeba być debilem żeby się z niej cieszyć. pokaż całość

    •  

      @a665321: A co mnie obchodzą inne komentarze. Piszesz konkretnie do mnie to odnoś się do moich wpisów.

    • więcej komentarzy (69)

  •  

    W trumnie znajdują się szczątki króla Zygmunta II Augusta. Z innych interesujących postaci to przy trumnie stoją od lewej m.in.: prof. Tadeusz Estreicher, wiceprezydent Krakowa Witold Ostrowski, metropolita krakowski ks. arcybiskup Adam Sapieha . Od prawej stoją m.in.: ówczesy dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie, prof. UJ ks. Tadeusz Kruszyński, prof. Kazimierz Władysław Kumaniecki (na prawo za ks. Kruszyńskim).
    Dla mnie jednak najbardziej interesująca postacią jest mój ten ksiądz z widocznym krzyżem a dokładniej biskup pomocniczy krakowski Stanisław Rospond, który był bratem mojego pradziadka.
    #starezdjecia #historiajednejfotografii
    pokaż całość

    źródło: ekshumacja.png 18+

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Wasz [A]dmin nie ma za bardzo czasu ostatnio, więc dzisiaj tylko grafika i krótki wpis. Obiecuję, że będą lepsze rzeczy na dniach.

    Grafika porównująca osiągi francuskiego myśliwca Dewoitine D.520 oraz niemieckiego Messerschmitta Bf-109. D.520 był najnowocześniejszym francuskim myśliwcem i jedynym, który miał osiągi porównywalne do Bf-109E. Pierwszy samolot seryjny został oblatany w listopadzie 1939, w maju 1940 dysponował nimi jeden dywizjon w oszałamiającej ilości 36 sztuk. Do końca kampanii francuskiej udało się jeszcze wyposażyć 4 dywizjony. Samolot miał raczej słabe uzbrojenie i niewielki udźwig, górował głównie zasięgiem nad Bf-109 (900 km vs 660 km).

    To by było tyle w temacie "nowoczesnego francuskiego lotnictwa w 1939 i 1940, które zgniotłoby Niemców, tylko się im nie chciało".

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Manchester, Wielka Brytania, 2007 rok. 17-letni wówczas Ryan Florence układa dłoń w kształt broni i celuje w Davida Camerona, ówczesnego przewodniczącego Partii Konserwatywnej, który odwiedził miasto, aby rozmawiać z młodzieżą o niebezpieczeństwach związanych z bronią.

    Pech chciał, że polityk wracając do samochodu był akurat w ogniu fleszy, przez co chuligański gest "trudnego chłopaka" z Wythenshawe uchwycono w świetnym kadrze. W rozmowie z mediami tłumaczył potem, że w jego okolicy każdy posiada broń, czasami ktoś się postrzeli, ale nikt tego nie zgłasza. Florence nie widział w tym nic złego. Parę miesięcy później stanął przed sądem za posiadanie marihuany oraz rozboje i napady.

    8 lat później, w sierpniu 2015 roku jego brat został postrzelony przez policję w nogi podczas napadu na dom z bronią. Media ponownie usłyszały o Ryanie, który groził na Facebooku, że zabije tego, kto strzelał do jego brata. Rodzeństwo ponoć dalej żyje.

    #historiajednejfotografii #historia #fotohistoria #wielkabrytania #manchester #gruparatowaniapoziomu #historiekazacha
    pokaż całość

  •  

    1988, Véronique Le Guen na 111 dni zamieszkuje samotnie w podziemnej jaskini na południu Francji. Jest pod dyskretną obserwacją naukowców, ale praktycznie nie wchodzi z nimi w interakcje. Pozbawiona zegarka i dopływu światła słonecznego zaczyna naturalnie funkcjonować w rytmie trzydziestu godzin czuwania i dwudziestu godzin snu. Swój stan opisze potem jako „kompletny brak synchronizacji psychicznej, który sprawił, że zapomniałam o wartościach i celach w życiu”. Powrót do rzeczywistości jest również bardzo trudny, kobieta boryka się z poczuciem wszechogarniającej pustki. Po roku popełnia samobójstwo. W ostatnim wywiadzie, na dwa dni przed śmiercią, miała powiedzieć, że liczyła się z tym, że to doświadczenie może doprowadzić do „częściowego obłędu”.

    #historia #historiajednejfotografii #ciekawostki #dziendobry #gruparatowaniapoziomu #psychologia Źródło: krótka historia jednego zdjęcia.
    pokaż całość

  •  

    Rok 1950, Wrocław, wagon - żłobek. Codziennie rano o 6.00 , odbierano dzieci tramwajarek z zajezdni Ołbin i zawożono je do zakładowego żłobka na Zalesiu. W środku ogrzewanie, łóżeczka. #historiajednejfotografii #wroclaw #dzieci #szkola #polska #historia

    •  

      @RuskiMaszynista: @runnerrunner: "Po połączeniu zajezdni przy ul. Ołbińskiej i Słowiańskiej Zakłady Komunikacyjne miasta Wrocławia otrzymały na żłobek pracowniczy budynek przy al. Młodej Gwardii 7 (obecnie al. L. Różyckiego 7). Z uwagi na koszty zrezygnowano z transportu dzieci samochodami i zaproponowano stworzenia tramwaju-żłobka.
      1 maja 1949 roku pracownicy Warsztatów Głównych przekazali (oczywiście w ramach majowego czynu) wyremontowany i przebudowany jeden z 48 zachowanych wozów silnikowych typu Falkenried Maximum o nr 2023.
      Zmodyfikowany pojazd umożliwiał przewiezienie 36 dzieci. Wnętrze pomalowano białą farbą dla ułatwienia utrzymania czystości. Oświetlenie zapewniało 9 lamp sufitowych, a ogrzewania w zimie 8 piecyków elektrycznych (po wojnie kabiny pasażerskie w tramwajach nie były ogrzewane). W każdym z rogów przedziału dziecięcego ulokowano piętrowy kojec dla najmłodszych dzieci. Pośrodku wagonu znalazły się 4 kojce dla dzieci raczkujących, natomiast dla nieco starszych przewidziano miejsca na ławeczkach. Ponadto wagon wyposażono w umywalkę z bieżącą wodą , a także szafkę z nocnikiem. Ze względów sanitarnych do pojazdu nie miały wstępu osoby postronne, a dziećmi opiekowała się sanitariuszka.
      Tramwaj-żłobek stacjonował w zajezdni przy ul. Słowiańskiej. Każdego roboczego dnia dowoził na godz 6.00 dzieci do żłobka na Zalesiu. Trasa wiodła przez ul. Słowiańską, ul. Marszałka J. Stalina (Jedności Narodowej), ul. Nowowiejską, ul. Piastowską, ul. H. Sienkiewicza, ul. Grunwaldzką, most Szczytnicki i al. L. Różyckiego. Przy skrzyżowaniu Piastowskiej i Sienkiewicza znajdował się pośredni punkt przyjmowania i odbioru maluchów.
      19.12.1949 przekazano wykonany dla Warszawy drugi egzemplarz. Wizualnie różnił się on numeracją (nr 500) i odbierakiem prądu.
      Na podstawie artykułu Tomasza Sielickiego (MPK Wrocław) „Prywatna i miejska – dwie zajezdnie tramwajowe na Przedmieściu Odrzańskim” [v]

      W dniu 19 grudnia 1949 r. uroczyście przekazano w Warszawie tramwaj – żłobek, dar miasta Wrocławia dla robotników Warszawy. Był to wyremontowany wagon typu L (oznaczenie warszawskie), wyprodukowany w 1901 r. w zakładach Falkenried w Hamburgu, użytkowany początkowo przez BSEG, następnie (od 1911 r.) przez SSB (Städtische Strassenbahn Breslau), a w trakcie wojny przez Breslauer Verkehrsbetriebe.

      W ramach remontu wagon został wyposażony w ogrzewanie, łóżeczka i bieżącą wodę. Wagon pomalowany był na kremowo, na burtach nosił herby Warszawy i Wrocławia oraz napis "wagon specjalny - żłobek". Po przybyciu wagon otrzymał numer taborowy 500 i został przydzielony do zajezdni "Wola".

      Pierwszy kurs odbył się w dniu 22 grudnia 1949 r., następnie przez miesiąc wagon jeździł nieregularnie i dopiero 28 stycznia 1950 r. uruchomiono regularną linię "Żłobek" po trasie Dworzec Wschodni-Targowa-Grochowska-Gocławek (linia kursowała w godzinach 5-7 rano i 15-17 popołudniu). Wagon połączono w skład z dopasowaną kolorystycznie doczepą typu P14 - w pierwszym wagonie pod opieką pielęgniarek podróżowały dzieci (większe dzieci na ławkach, mniejsze w kojcach, niemowlęta w łóżeczkach), w drugim ich rodzice - pracownicy fabryki "E. Wedel", Zakładów Urządzeń Teletechnicznych i Zakładów Przemysłu Gumowego "Rygawar". W połowie 1950. r, po zakończeniu przekuwania torów na Pradze, wagon-żłobek został przeniesiony do zajezdni "Praga".

      W kolejnych latach trasa linii ulegała zmianom - od 5. 04.1951 r. linia kursowała po trasie Stalowa-11 Listopada-Targowa-Dworzec Wschodni-Targowa-Grochowska-Gocławek, natomiast 7. 06. 1952 r. trasę uproszczono likwidując podjazd pod Dworzec Wschodni (od tej pory żłobek jeździł po trasie Stalowa-11 Listopada-Targowa-Grochowska-Gocławek). W drugiej połowie lat 50-tych wagon 500 kursował w składzie z doczepą typu P11 o nr taborowym 1239. W dniu 15 czerwca 1958 r.. zlikwidowano linię "Żłobek". Skład rozłączono, wagon 1239 po krótkim czasie powrócił do ruchu liniowego, natomiast wagon-żłobek odstawiono. W 1959 r. wagon o nr taborowym 500 został skreślony ze stanu. Po przebudowie przez kilka następnych lat służył jako bufet na terenie Warsztatów Głównych, po czym w 1964 r. został złomowany. "
      pokaż całość

    •  

      @Szparag: Dobry człowiek z ciebie (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    • więcej komentarzy (29)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Fińscy żołnierze przeczołgują się pod zasiekami, Półwysep Hanko, jesień 1941 r.

    Jednym z ważniejszych celów Finów podczas walk z sowieckimi okupantami był półwysep Hanko, okupowany (''wydzierżawiony'') od 1940 r. Sowieci założyli tam bazę oraz baterie artylerii nadbrzeżnej, zaś garnizon stanowiła jedna brygada piechoty, silnie wzmocniona jednostkami pancernymi i inżynieryjnymi. Całość była dowodzona przez gen. Dzikowa i liczyła ponad 25 tys. ludzi.
    Finowie do ataku przeznaczyli Grupę ''Hanko'', wydzieloną z 17. DP i wzmocnioną grupą artylerii z setką dział. W składzie grupy walczyli też szwedzcy ochotnicy. Sam Mannerheim rozkazał: ''Zrzucić w morze radziecką morską bazę!''.

    Pierwszy atak lądowy nadszedł 1 lipca 1941 r., jednak radziecka obrona była zbyt silna, spychając fińskich żołnierzy na pozycje wyjściowe. Walka przyjęła charakter pozycyjny, a fińska grupa została uszczuplona i jej aktywność ograniczała się głównie do patroli, wypadów i ostrzału artylerii. Bazę bombardowała jednak Luftwaffe i fińskie lotnictwo. Finowie odesłali większość sił do Karelii, pozostawiając tylko wspomnianą grupę, która miała prowadzić oblężenie. Sowieci jednak wyprowadzili serię kontrataków, m.in. dokonując lądowania na wyspie Morgonland (wzięli do niewoli aż 6 jeńców) i Bengtskär (doszło do zaciętej walki i silnych bombardowań, w której poległo 32 fińskich żołnierzy, jednak zadano dwukrotnie wyższe straty Sowietom). Fińska marynarka wojenne postawiła zapory minowe, ryglując w ten sposób szlak zaopatrzeniowy na półwysep i archipelag.

    Szybkie postępy Niemców, duże straty, oraz pogarszająca się sytuacja aprowizacyjna na półwyspie spowodowały, że Sowieci postanowili się wycofać. Ewakuacja trwała od 16 października 1941 r. do 2 grudnia. Radziecka flota straciła na fińskich i niemieckich minach trzy niszczyciele i dwa transportowce (jeden nosił nazwę - nomen omen - ''Iosif Stalin''). Straty fińskie wyniosły łącznie 961 ludzi, w tym 297 poległych. Sowieckie były wyższe i wyniosły 2 tys., w tym 800 poległych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    pomyślałem że wrócę do postowania starych wojennych fotografii, które nie są zbyt znane w polskiej części internetu, natomiast na zagranicznych forach/stronach są przedstawiane wiele razy i często z dokładnymi i ciekawymi opisami

    "German soldiers arrest a Jewish man in Warsaw, Poland following the ghetto uprising that had recently occurred there, April 1943."

    "mimo że dzielnica żydowska zajmowała zaledwie fragment współczesnego warszawskiego Śródmieścia, Żoliborza i Woli, to zdobycie jej przez niemieckich grenadierów pancernych, kawalerzystów SS, żandarmów, żołnierzy lekkiej artylerii i saperów Wehrmachtu wspartych przez Łotyszy stanowiło spore wyzwanie

    w kwietniu 1943 r. w getcie znajdowało się zaledwie 40 tys. ludzi. Od 22 lipca 1942 r. do 21 września 1942 r. Niemcy zdążyli wywieźć do Treblinki 75 proc. mieszkańców warszawskiego getta. Niemal wszyscy zginęli w komorach gazowych lub zostali zamęczeni w niewolniczej pracy.

    Ci, którzy pozostali, postanowili rozstać się z życiem w walce.

    W raporcie sporządzonym dla Heinricha Himmlera Stroop podaje liczbę 16 zabitych i 85 rannych. Wywiad AK doliczył się w tym czasie aż 86 zabitych i 420 rannych Niemców"

    #historiajednejfotografii #historia #ciekawostkihistoryczne #wojna
    pokaż całość

    źródło: s15858.pcdn.co

  •  

    Mój ulubiony autor wpisów o II wojnie znowu wybiera fakty które mu pasuję kompletnie pomijając resztę która nie pasuje do tezy.

    Podstawą sojuszu Polski z Wlk. Brytanią i Francją były umowy. Z Francją umowę zawarto już w 1921 r. i odnowiono 19 maja 1939 r., z Wlk. Brytanią - 26 sierpnia 1939 r. Obie umowy zobowiązywały strony do udzielenia sobie wsparcia na wypadek ataku Niemiec. Francuska umowa przewidywała rozpoczęcie działań zaczepnych, a następnie ofensywę 15 dni po ogłoszeniu mobilizacji. Ofensywa nie miała ratować Polski, ani szturmować Berlina; miała odciążyć front, żeby Wojsko Polskie mogło się przegrupować i ruszyć do kontrataku. Polacy mieli kupić niezbędny czas. Generał Kutrzeba zakładał, że musi minąć 6-8 tygodni, by Polska odczuła efekty francuskiej ofensywy. Jednocześnie oba państwa zobowiązały się rozpocząć działania powietrzne....
    Zgadza się. Pakt Kasprzycki-Gamelin który zobowiązywał Francję do uderzenia większością sił 15 września. Jak wiemy do tego nie doszło bo 12 w Abeville już zrezygnowano z pomocy Polsce. Ale czy Francja w ogóle zamierzała nam pomagać?

    20 sierpnia 1939 r. z inicjatywą nawiązania bezpośrednich kontaktów między dwoma naczelnymi dowództwami wystąpił gen. M. Gamelin mianując gen. Louis Faury szefem Francuskiej Misji Wojskowej w Polsce. Faury ogólnie zorientowany, że w wypadku niemieckiego ataku na Polskę ta może liczyć na pomoc Francji, poprosił przed rozpoczęciem misji w Warszawie o sprecyzowanie jakie będą rozmiary francuskiego zaangażowania wojskowego i kiedy Polska może spodziewac się ofensywy swego sojusznika. W odpowiedzi usłyszał od naczelnego wodza francuskiej armii znamienne słowa „Il faut que la Pologne dure” (Trzeba żeby Polska trwała)....
    To znamienne bo dokumenty dyplomatyczne pomiędzy Francuzami i Brytyjczykami jasno wskazują że Francja przyjmuje doktrynę defensywną i pod nią przygotowuje plany

    badacz brytyjski Robert Young uważa, że skoro Polacy dobrze wiedzieli, że Francja dawno przyjęła strategię defensywną, to mogli winić tylko samych siebie za to, że zobowiązania francuskie potraktowali poważnie. Można i tak...
    dlaczego Francja podjęła zobowiązanie o charakterze ofensywnym, skoro w rozmowach sztabowych z Brytyjczykami wspólnie uzgodniono strategie czysto defensywną. Zdaniem znanego francuskiego historyka Jean Baptiste Duroselle podjęcie zobowiązań francuskich wobec Polski na wypadek uderzenia niemieckiego jest z polityczno-wojskowego punktu widzenia „ trudne do wyjaśnienia”....

    Tu można mieć pretensje do naszych polityków za naiwność. Liczyli że Francuzi zmienią doktrynę po ostatnim traktacie Kasprzycki- Gamelin. Ale jak to wyglądało po jej wybuchu?

    - Już 1 września ambasador Łukasiewicz zaczyna się domagać działań sojuszników. Jest przekonywany że Francja je wypełni

    - rozpoczęto mobilizację od 2 września

    - Francja po naciskach Brytyjczyków wypowiada wojnę Polsce. Premier francuski miał powiedzieć

    Mówiono mi, że Polska jest koniem, gdy ja byłem pewien, że jest osłem, ale ostatecznie dosiedliśmy ropuchy....

    - 4 września został podpisany w Paryżu protokół interpretacyjny do umów sojuszniczych między Polską i Francja

    - 9 września układ o utworzeniu na ziemi francuskiej polskiej dywizji. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    I na tym kończą się "przyjazne" stosunki. Znamienną datą jest 12 wrzesień. Do tego czasu nasz attaché
    wojskowy w Paryżu płk Wojciech Fyda regularnie składał wizyty we francuskim Ministerstwie Wojny dopominając się o wojskową pomoc. Od tego dnia całował klamkę. Co się stało 12 września ano miała miejsce słynna konferencja w Abeville na którą nie zaproszono (a co) reprezentanta sojuszniczej Polski. Pomimo faktu że ustalano wcześniej że w tego typu konferencjach mają brać wszyscy.

    Gdy później na Downing Street i w Izbie Gmin pojawiły się głosy krytyczne z powodu nieobecności ambasadora >polskiego w Abbeville, nikt nie potrafił wyjaśnić przyczyny, lecz precedens przeszedł w regułę: następne >posiedzenia (najbliższe 22 września) miały oficjalnie charakter konferencji brytyjsko-francuskich.
    Kolega napisał

    Często-gęsto podnoszonym argumentem jest rzekomy protokół z Abbeville - tyle, że istnieją cztery wzajemnie wykluczające się wersje tegoż protokołu. Co więcej, w Abbeville gen. Gamelin, głównodowodzący armii francuskiej, podnosił konieczność udzielenia pomocy Polsce....
    Kompletna bzdura. Nic takiego nie miało miejsca.

    Premier Daladier próbował doszukiwać się oznak stabilizacji na froncie polskim. Kropkę nad i postawił Gamelin, który stwierdził, że los Polski jest już przesądzony, Polakom już nie można pomóc, natomiast celem głównym dla aliantów jest ostateczne pokonanie Niemiec i wygranie wojny. „Miałem wrażenie –pisze w swoich wspomnieniach gen. M. Gamelin że moje wywody zostały przyjęte przez wszystkich z ulgą”....
    To Deladier próbował przekonywać zgromadzonych aby nie skreślali jeszcze Polski. Nie skreślali a nie wysyłali pomoc.
    Oficjalnie według not francuskich front w Polsce przestał istnieć 21 września.
    Pójdźmy dalej

    Uszkodzono wtedy krążowniki ''Admiral Scheer'' i ''Emden''.....
    Nie znalazłem żadnych wzmianek o uszkodzeniu Admirala Scheera. Emden został uszkodzony po powrocie z akcji minowania Morza Północnego. Było to zatem reakcja na wrogie działania wobec Brytyjczyków. No ale po co o tym pisać.

    17 września trzy francuskie armie miały ostrzelać i spróbować przełamać Linię Zygfryda....
    xD Źródło tych rewelacji poproszę.

    Aha i jeszcze to

    Skoro jesteśmy już przy Linii... w Polsce uporczywie ignoruje się słonia w menażerii niemieckiej obrony, czyli Linię Zygfryda. Licząca 15 560 obiektów wojskowych (z czego aż 3800 schronów artyleryjskich), osłonięta 150 tysiącami min była jedną z....
    Popatrzmy co sądzili na temat tych zmyślonych liczb niemieccy dowódcy:

    Heinz Guderian

    Nie posiadaliśmy się ze zdumienia dlaczego Francuzi nie skorzystali z okazji. W owym czasie nie można było zrozumieć przyczyn tej wstrzemięźliwości....
    Alfred Jodl

    Do roku 1939 byliśmy oczywiście w stanie sami rozbić Polskę. Ale nigdy, ani w roku 1938, ani w 1939 nie zdołalibyśmy naprawdę sprostać skoncentrowane-mu wspólnemu atakowi tych państw (Wielkiej Brytanii, Francji i Polski) i jeśli nie doznaliśmy klęski już w 1939 r. należy to przypisać jedynie faktowi, że podczas kampanii polskiej około 110 dywizji francuskich i brytyjskich pozostawało kompletnie biernych wobec 23 dywizji niemieckich...
    Wstrętne szwaby chcą się pewnie wybielić ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    To jeszcze coś od sojuszników

    Harold Macmillan w swoich wspomnieniach pisze, że opinia publiczna w Wielkiej Brytanii, w tym również część posłów Izby Gmin, krytycznie oceniała polityczną i administracyjną działalność rządów obu wielkich mocarstw
    sojuszników Polski. „W kwestii militarnej bała również zniecierpliwiona co zakłopotana”...
    Charles de Gaulle

    Gdy we wrześniu 1939 r. rząd francuski za przykładem rządu angielskiego zdecydował się przystąpić do wojny rozpoczętej już w Polsce, nie miałem najmniejszych wątpliwości, że powziął tę decyzję ulegając złudzeniu, iż Francja mimo stanu wojny nie będzie musiała toczyć poważniejszych walk. Jako dowódca wojsk pancernych 5 armii w Alzacji nie dziwiłem się bynajmniej, widząc jak nasze zmobilizowane wojska trwały w bezczynności, podczas gdy Polska została rozbita w ciągu dwóch tygodni przez niemieckie Panzerdivisions i eskadry Luftwaffe. Gdy siły przeciwnika były niemal w całości zaangażowane nad Wisłą, nie zrobiliśmy w istocie nic, pomijając kilka demonstracji, aby posunąć się nad Ren...
    Sojusznicy - Tak, daliśmy dupy. Polscy pseudohistorycy - Nie, byliście super.
    Niemieccy dowódcy - Dostalibyśmy wpierdziel, Polscy pseudohistorycy - Nie, mieliście elitarne dywizje i byście zatrzymali francuzów.

    Podsumowując
    Jesteśmy głównymi winnymi porażki w 1939 roku. To nie podlega żadnej wątpliwości. Jednakże Alianci Zachodni a głównie Francja nie wypełniła swoich zobowiązań sojuszniczych.

    P.S Sorry za błędy

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    źródło: sww.w.szu.pl

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    1 września 1939 r. Brytyjskie gazety informują o ataku Niemiec na Polskę. Zdjęcie jak zwykle Mikołaj Kaczmarek - Kolor Historii. Dzisiaj za to będzie coś smakowitego, bo właśnie zlecenie z Paryża. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Tak! Dobrze myślicie! Dzisiaj będzie o rzekomej ''zdradzie'' Polski w 1939 r. Ten nazistowsko-komunistyczny mit ma się dobrze, zwłaszcza wśród pseudo-patriotów, którzy, najczęściej słabą polszczyzną, piszą o nim wraz z docinkami typu ''hehehe tchusze ulotki hehehe''.

    Podstawą sojuszu Polski z Wlk. Brytanią i Francją były umowy. Z Francją umowę zawarto już w 1921 r. i odnowiono 19 maja 1939 r., z Wlk. Brytanią - 26 sierpnia 1939 r. Obie umowy zobowiązywały strony do udzielenia sobie wsparcia na wypadek ataku Niemiec. Francuska umowa przewidywała rozpoczęcie działań zaczepnych, a następnie ofensywę 15 dni po ogłoszeniu mobilizacji. Ofensywa nie miała ratować Polski, ani szturmować Berlina; miała odciążyć front, żeby Wojsko Polskie mogło się przegrupować i ruszyć do kontrataku. Polacy mieli kupić niezbędny czas. Generał Kutrzeba zakładał, że musi minąć 6-8 tygodni, by Polska odczuła efekty francuskiej ofensywy. Jednocześnie oba państwa zobowiązały się rozpocząć działania powietrzne.

    Kiedy Niemcy uderzyli na Polskę, Francuzi ustalili datę rozpoczęcia mobilizacji na północ 2 IX. I nie, Francja w tym dniu (ani żadnym następnym) nie miała żadnych ''110 dywizji'' na granicy z Niemcami. Miała ich 12. Generalnie punkt o ofensywie był mrzonką - żadna armia nie była w 1939 r. w stanie przejść od mobilizacji do ofensywy w dwa tygodnie. Brytyjczycy zaś zobowiązali się do udzielenia pomocy - ale nie uściślono, o jaką pomoc chodzi. I nic dziwnego - pakt podpisano ''za pięć dwunasta'', a Albion nie miał żadnych sił do wysłania przeciw Niemcom. Korpus Ekspedycyjny dopiero się formował.

    Wehrmacht zaś do wojny szykował się od dłuższego czasu i był doskonale przygotowany. Niemcy na zachodzie pozostawili Heeresgruppe ''C'' gen. von Leeba, liczącą 42 dywizje, z czego 23 obsadzały bezpośrednie linie obrony. 11 z nich należało do I fali mobilizacyjnej, czyli absolutnej elity Wehrmachtu. Na 9 dywizji obsadzających Linię Zygfryda 5 należało do I fali.

    Skoro jesteśmy już przy Linii... w Polsce uporczywie ignoruje się słonia w menażerii niemieckiej obrony, czyli Linię Zygfryda. Licząca 15 560 obiektów wojskowych (z czego aż 3800 schronów artyleryjskich), osłonięta 150 tysiącami min była jedną z najpotężniejszych linii umocnień świata - przebijała ją tylko chyba Linia Maginota. Warto dodać, że pięć lat później, w 1944 r., mocno przestarzała i zdekompletowana Linia broniła się przed szturmami Amerykanów przez pół roku. Ponadto, Niemcy ''na dzień dobry'' na zachodzie mieli połowę swojego lotnictwa (2 z 4 Luftflotten), w tym gros elitarnych sił myśliwskich, a od 12.09 przerzucono tam kolejną. Niemcy dość szybko zaczęli przerzucać z Polski dywizje - do 16 września wycofano pięć, w tym elitarną 1. Dywizję Górską, mimo, że ta przygotowywała się do natarcia pod Lwowem.

    Francuzi pierwotnie planowali uderzyć z terytorium Belgii, ale kraj ten nie zgodził się na przemarsz wojsk. Został więc jedynie atak bezpośrednio na Linię Zygfryda. Był to niezbyt dobry teren, niepozwalający wykorzystać czołgów i trudny do transportowania artylerii. Działania zaczepne rozpoczęto 7 września siłami 9 dywizji. Francuzi wdarli się na 8 km w głąb Niemiec i dotarli do głównej linii umocnień, wypychając Niemców w kilku zaciętych potyczkach. Walka trwała również w powietrzu - wbrew mitom, Alianci ulotki zrzucili tylko jeden raz - 3 września. Tego dnia rozpoczęto prawdziwe naloty. 4 września do nalotów na Cuxhaven, Dortmund i Wilhelmshaven rzucono 50 maszyn. Uszkodzono wtedy krążowniki ''Admiral Scheer'' i ''Emden''. Słabość brytyjskiego Bomber Command nie pozwalała na wiele więcej - Guy Gibson wspominał, że RAF nie był w ogóle przygotowany do walki. W ciągu trzech tygodni walk Alianci tracą w walkach nad Niemcami prawie 80 samolotów, Niemcy - 56.

    Często-gęsto podnoszonym argumentem jest rzekomy protokół z Abbeville - tyle, że istnieją cztery wzajemnie wykluczające się wersje tegoż protokołu. Co więcej, w Abbeville gen. Gamelin, głównodowodzący armii francuskiej, podnosił konieczność udzielenia pomocy Polsce. 17 września trzy francuskie armie miały ostrzelać i spróbować przełamać Linię Zygfryda. Ale tego dnia do Polski wkroczyła Armia Czerwona, a rząd i Sztab Generalny przeszły do Rumunii. W Paryżu zrozumiano, że niemożliwe jest przeprowadzenie planu ofensywnego, zwłaszcza, że Wojsko Polskie poszło w rozsypkę i kampania przybrała postać wygaszania pojedynczych ognisk oporu.

    Nikt w Londynie i Paryżu nie był przygotowany na to, że potężna polska armia pozwoli się tak szybko pobić. Po dobie Niemcy przełamali obronę graniczną, a po 9 dniach byli już pod Warszawą. 11 września Niemcy przełamali ostatnią nadzieję polskiej obrony - linię Narew-Wisła-San. Lotniska, które miały przyjmować francuskie bombowce i porty, mające przyjąć brytyjskie statki zostały utracone w ciągu tygodnia. Jedyne, co mogłoby ocalić Polaków w '39 to bomba atomowa rzucona na Berlin. Wraz z wehikułem czasu. Rzekoma ''zdrada'' stała się pożywką dla propagandy zarówno niemieckiej (słynne plakaty ''Anglio, twoje dzieło!'') i komunistycznej (choćby w przemówieniach Mołotowa).

    Francuska ofensywa pochłonęła życie 2 tysięcy żołnierzy - tych ''tchórzliwych Francuzów'', którzy poszli umierać za Gdańsk...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #historiajednejfotografii

0:0,0:1,0:1,0:1,0:0,0:0,0:0,0:1,0:1,0:1,0:1,0:1,0:0,0:0

Archiwum tagów