•  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzień dobry. Zasiądźcie wygodnie, bo dzisiaj będzie długa i niezwykła opowieść o niezwykłym człowieku.

    Stany Zjednoczone miały w szeregach swojej armii wielu ludzi, których celem nie była walka, ale niesienie radości innym. Osobiście cenię dwóch z nich najbardziej. Genialnego Glenna Millera, mistrza big bandu (jego utworów słucham sobie w wolnych chwilach) i Boba Hope'a.

    Bob Hope był aktorem scenicznym i słynnym komikiem. Jego droga do sławy była pokrętna - początkowo dorabiał sobie jako uliczny aktor, parodiujący Chaplina, potem trafił do gimnazjum dla trudnej młodzieży. W latach 20. dołączył do trupy aktorskiej, później pracował solo. Młodego komika szybko dostrzegło Hollywood i w przededniu II WŚ był już znanym aktorem komediowym.

    Jego nazwisko idealnie pasowało do tego, co robił (ang. ''nadzieja''). Kiedy doszła do niego wieść, że wybuchła wojna, znajdował się na pokładzie transatlantyku ''Queen Mary''. Żeby uspokoić zdenerwowanych pasażerów statku zaproponował, że odegra swój show komediowy. Występ się udał.

    W maju 1941 r. USO - organizacja dostarczająca rozrywek dla żołnierzy - zaproponowała mu wystąpienie na lotnisku w Kalifornii dla kilkunastu tysięcy żołnierzy. Bob zgodził się, zebrał swoją ekipę i odegrali pierwsze show. Pierwsze z setek, jeśli nie tysięcy.

    Przez następnych pięć lat Bob i jego trupa odwiedzali amerykańskich żołnierzy wszędzie. Jeździli po Stanach, Wlk. Brytanii, Kanadzie, odwiedzali maleńkie atole na Pacyfiku, jak i wielkie miasta Europy. Nie było chyba amerykańskiego żołnierza, który choć raz nie zobaczyłby jego wystąpienia. Dla nich - był namiastką domu, kawałkiem normalności w nienormalnych czasach.

    Kiedy wojna się skończyła - ani myślał przestać. Zawsze znalazł czas dla umundurowanych Amerykanów. Odwiedzał garnizony na Filipinach, w Japonii, w Niemczech. Był nawet na Grenlandii. W samym 1945 r. przebył 50 tysięcy kilometrów.

    Kiedy wybuchła wojna w Korei - był tam i Bob Hope, podnoszący na duchu walczących z komunizmem żołnierzy. Zdarzyło się nawet, że przez przypadek jego grupa przyjechała do opuszczonego przez Koreańczyków miasta - i czekała na armię dwa dni. Był u szczytu swojej sławy, kiedy wybuchła wojna w Wietnamie.

    Dla każdego żołnierza najtrudniejszym okresem są Święta Bożego Narodzenia. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo je przeżywają ci, którzy są z dala od rodzin. Bob Hope od lat 50. każde swoje święta spędzał z żołnierzami. Z nieodłącznym kijem golfowym i czapeczce sypał dowcipami jak z rękawa. Pod koniec każdego świątecznego show intonował kolędę ''Silent night'' i życzył widowni wszystkiego najlepszego. Prawie zawsze show kończyło się kaszlem i chrząknięciami widowni. Tysiące zaprawionych w boju mężczyzn próbowało ukryć płacz...

    Bob równie często odwiedzał szpitale wojskowe, dodając otuchy rannym, czasem robiąc improwizowane show w salach rannych.

    Pojawił się w Panamie, Grenadzie, Libanie. Ostatni swój występ miał w 1991 roku podczas operacji ''Pustynna burza''. Miał wówczas 88 lat, ale nadal potrafił rozbawić publiczność do łez.

    Był jedynym artystą, który występował dla żołnierzy nieprzerwanie przez pół wieku. Bawił trzy pokolenia żołnierzy - tych walczących podczas II Wojny, ich synów, walczących w Wietnamie i wnuki z Zatoki Perskiej.

    Armia go doceniła. Za najcenniejszą nagrodę uważał tytuł Honorowego Weterana. Zawsze czuł się jednym z żołnierzy, mimo, że nie nosił munduru.

    Kiedy po zamachu na WTC Amerykanie wkroczyli do Afganistanu, mający 98 lat Bob chciał jechać z nimi. Niestety, nie pozwoliło mu już na to zdrowie.

    Zmarł w 2003 roku w wieku 100 lat. Jego ostatnie słowa wyrażały całą jego postać. Zapytano go, gdzie chce zostać pochowany. Bob tylko się uśmiechnął, mrugnął i wyszeptał:

    ''Zaskoczcie mnie.''

    God bless you, Bob.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Krata, o którą się opieram, to symbol życia wiecznego tułacza - tak na odworcie tego zdjęcia napisał Feliks Dzierżyński

    Fotografię wykonano w Zurychu w 1910 roku, tuż po kolejnej ucieczce Dzierżyńskiego z zesłania, na którym przebywał raptem tydzień. Uciekłby jeszcze szybciej, ale swój fałszywy paszport wręczył innemu więźniowi, któremu groziła kara śmierci. Tym samym go ratując.

    #historia #historiajednejfotografii #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Płaczący chłopiec z getta''. Jedno z najsłynniejszych zdjęć z powstania w getcie warszawskim. Ze wszystkich osób obecnych na nim przeżyły tylko dwie osoby.

    Kat i jego ofiara.

    Chłopiec został zidentyfikowany jako Tsvi Nussbaum. Przeżył wojnę jako jedyny ze swojej rodziny. Został po wojnie fizjologiem i zamieszkał w USA. Zmarł w 2012 roku.

    Żołnierz za nim to osławiony SS-Rottenführer Josef Blösche. Nazywano go ''Frankensteinem'' za jego bestialstwo. Powieszono go w Lipsku w 1969 roku.

    Dzisiaj obchodzimy 75. rocznicę powstania w getcie warszawskim. Mimo, że niezmiennie potępiam decyzję o wybuchu powstania, to należy oddać hołd żydowskim powstańcom, którzy stanęli przeciwko obłąkanemu hitlerowskiemu planowi ''ostatecznego rozwiązania'', a na Placu Muranowskim zawiesili dwie flagi. Polską i żydowską.

    Powstanie to ma w sobie coś z romantycznego mitu, ale twarde liczby nie pozostawiają złudzeń. Niemcy nie stracili ''kilkuset'' zabitych, ani żadnych mitycznych czołgów. Niemieckie straty były znikome, a zemsta nowo mianowanego dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski, SS-Brigadeführera Jürgena Stroopa... była potworna.

    Po pierwszej nieudanej próbie spacyfikowania getta przez dotychczasowego dowódcę, płk. von Sammern-Frankenegga, Stroop podciągnął artylerię i oddziały z miotaczami ognia. Zamiast wdawać się w walki uliczne, obracał w perzynę całe budynki. Esesmani i Askarysi - żołnierze kolaboracyjnych jednostek łotewskich i ukraińskich - wrzucali granaty do piwnic i przez okna. Z lubością celowali w ''spadochroniarzy'', Żydów skaczących przez okna z płonących budynków. Nie oszczędzali nikogo, nawet kobiet i dzieci. Złapanych w większej ilości Żydów Niemcy odstawiali na Umschlagplatz - a stamtąd - już tylko prosto do Treblinki...

    Polacy próbowali pomagać Żydom, wyprowadzali grupy kanałami, atakowali Niemców, dostarczali broń. Ale nie mogli wygrać tej bitwy. Niemcy mając olbrzymią przewagę zmiażdżyli sił powstańców. Wg Eli Gata, ocalałego z Holocaustu, wyjątkowo negatywnie zachowała się lewicowa ŻOB, której członkowie uciekli z getta, pozostawiając Żydów na pastwę Niemców. Odwrotnością ŻOB było zachowanie prawicowego ŻZW, którego niemal wszyscy członkowie polegli w walce.

    Powstanie uwieńczył sam Brigadeführer Stroop, osobiście wysadzając synagogę na ul. Tłomackie.

    W powstaniu zginęło lub zostało złapanych 56 tys. Żydów.

    Zdjęcie to Tsvi Nussbaum powiesił w swojej poczekalni w Rockland County w USA.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia #historiajednejfotografii

    Część II -Zagłada Siuksów leśnych (Santee)

    Gdzie i kiedy miała miejsce największa zbiorowa egzekucja w USA?

    Może po zakończeniu wojny secesyjnej?
    Może w czasach wojny o niepodległość?
    A może jednak w czasach II wojny światowej?

    Nie, nie, nie.

    Największa zbiorowa egzekucja odbyła się w Mankato (stan Minnesota) 26 grudnia 1862 roku. Powieszonymi byli walczący o swoją niepodległość wojownicy z plemienia Siuksów Santee.
    A jak do tego doszło?

    Z poprzedniego wpisu wiemy, że niewywiązanie się z umowy rządu USA wywołało głód i umieranie Santee. Nie mogli oni samodzielnie zaopatrzyć się w żywność ponieważ ten sam rząd odebrał im ich tereny łowieckie.

    Na załączonej poniżej mapce można zobaczyć, że Indianie traktatem z roku 1851 (Treaty of Mendota) zostali zmuszeni do oddania ponad 90% swoich ziem – ponad 90 ty km2 skazując siebie tym samym na łaskę USA. Oficjalnie Indianie swoją siemię sprzedali za 1,4mln USD płatne w rocznych ratach (na dziś to kwota ponad 7 mld USD mierząc udziałem w GDP). USA zapłaciły średnio 3 centów za akr Indiańskiej ziemi. Ten sam akr sprzedawały osadnikom za 1,3 USD (trochę to przypomina prywatyzację w Polsce). Mimo wszystko kwota 1,4 mln USD była sumą ogromną. Problem w tym, że Indianie otrzymali tylko niewielką jej część. Rząd nie wywiązywał się także z umów na dostarczenie narzędzi i ziarna służących prowadzeniu upraw. Nie dostarczano także ustalonych dostaw bydła hodowlanego.

    Indianie nie mając wyjścia postanowili szukać pożywienia na własną rękę kradnąc dobytek osadników, którzy nielegalnie osiedlali się na terenie rezerwatu. W jednym z takich napadów wywiązała się walka i zginęło kilku białych. W reakcji na to wydarzenie władze Minnesoty przejęły ratę odszkodowania należną Indianom, za którą mieli oni nadzieję kupić potrzebną im żywność. Skutkiem był wybuch powstania którem swoim zasięgiem objęło teren zachodniej Minesoty. Na jego czele stanął m.in. wódz Mała Wrona. Był on jednym z sygnatariuszy traktatu z roku 1851. Podpisał także inny traktat w Waszyngtonie. Znał siłę USA i zdawał sobie sprawę, że w starciu z nimi Indianie nie mają szans. Był przeciwny walkom z białymi wśród, których miał też wielu przyjaciół. Jak jednak wiemy Indianie nie uznawali jednolitego przywództwa. To była jedna z wielu przyczyn z powodu których ponosili klęski w bitwach. Dopiero Czerwona Chmura i Szalony Koń nauczyli się walczyć tak jak robili to biali ale o tym później..

    Pierwszymi osobami, które poczuły gniew Santee byli handlarze z Dolnej Agencji Handlowej, w tym wspomniany Myrick. Wysłany na pomoc 45 osobowy oddział milicji został w większości wybity w zasadzce zorganizowanej przez Siuksów. Zachęceni sukcesami Indianie rozpoczęli na masową skalę najazdy na posiadłości osadników. Mieli nadzieję, że w ten sposób usuną ich na zawsze. Kolejnym celem ataków było miasto New Ulm. Mieszkańcy ponieśli ciężkie straty, a same miasto zostało spalone ale atak udało się odeprzeć. Niestety czas stracony na mordowanie cywilów (głównie nieznających realiów „dzikiego zachodu” niemieckich imigrantów) zemścił się dwa dni później podczas ataku na Fort Ridgely. Placówka ta składała się z szeregu zabudowań w większości z drewna nie okrążonych palisadą. Gdyby Indianie zaatakowali Fort zaraz po rozbiciu oddziału wojska mieliby dużą szansę go zdobyć. Tym bardziej, że dysponowali znaczną przewagą liczebną (około 10 krotną) niwelującą siłę dział rozmieszczonych w forcie. Kilka dni zwłoki pozwoliło na wzmocnienie oddziałów broniących fortu do 200 ludzi. To wystarczyło do jego obrony. W ataku zginęło ponad 100 Indian i kilku żołnierzy.

    Był to kulminacyjny moment powstania, które od tego wydarzenia chyliło się ku upadkowi. Nie zmienił tego kolejny atak na New Ulm (zakończony ewakuacją mieszkańców) ani rozbicie kolejnego oddziału wojsk USA. Wraz z nadejściem głównych oddziałów interwencyjnych gen Sibley’a w liczbie 1400 żołnierzy walka była przegrana. Ostatnia bitwa nad Wood Lake przyniosła kolejną porażkę i poddanie się Santee Amerykanom. W całym powstaniu szacuję że zginęło około 900 białych (90% cywile) oraz 200 Indian (straty były na pewno większe ale kto by ich tam liczył).

    Zemsta Amerykanów był wielka. Ponad 1000 Indian było przetrzymywanych w areszcie (zdjęcie poniżej) a 300 z nich skazano na karę śmierci. Procesy były jednostronne i prowadzone z pogwałceniem wszelkich zasad cywilizowanego prawa. Na podstawie sprzecznych zeznań skazywano ludzi, których nawet w miejscu zdarzenia nie było. Ponieważ nikt nie chciał wziąć na siebie podpisania decyzji o powieszeniu takiej liczby osób po tak przeprowadzonych procesach finalną decyzje miał podjąć prezydent Lincoln. Rozkazał on przeprowadzenie dochodzenia i w jego wyniku większość wyroków anulowano. Ostatecznie wyrok wykonano na 38 przeważnie przypadkowych Indianach. Była to od tego momentu i także po nim największa jednorazowa egzekucja w USA (nie licząc rzezi urządzanych w świetle prawa przez wojska USA na wioskach indiańskich). Pozostali uwięzieni byli przetrzymywani w obozie (widoczny na zdjęciu - pierwowzór obozów koncentracyjnych). Przez kolejne kilka lat. 1/3 z nich zginęła od chorób.

    Ostatnim epizodem wydarzeń było anulowanie traktatu z 1851 i tym samym utrata przez Indian rezerwatu oraz odszkodowań (ciekawe czemu w takim razie nie zwrócili im także ich ziem). Pozostałych przy życiu Santee usunięto z Minnesoty do mikroskopijnego rezerwatu Crow Creek. Jak zwykle w takich przemarszach zginęło kilkuset ludzi. Rezerwat okazał się być terenem, który raz na kilka lat stawał się pustynią więc w wyniku chorób z 1400 ocalonych (10% staniu sprzed dwóch lat) po pierwszej zimie zostało 800. Okoliczne wzgórza szybko zaroiły się od świeżych grobów.

    Pewnego razu rezerwat Crow Creek odwiedził młody wojownik z plemienia Siuksów Teton. Słuchał opowieści o wydarzeniach w Minnesocie oraz jak biali złamali traktaty, zniszczyli i wygnali plemię Santee z ich ziem. Doszedł do wniosku, że biali są jak rzeka, która wylewa z brzegów i niszczy wszystko na swej drodze. Postanowił, że będzie z nimi walczyć. Człowiek ten nazywał się Tatanka- Yotanka – Siedzący Byk.

    Literatura:

    Komiks o tych i innych wydarzeniach tutaj: http://www.famous-trials.com/dakotaconflict/1530-fearing
    Dee Brown: Pochowaj me serce w Wounded Knee
    Miloslav Stingl - Indianie bez tomahawków
    Tom Clavin, Bob Drury: Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów
    Maciej Jarkowiec: Powrócę jako piorun. Krótka historia Dzikiego Zachodu
    Aleksandra Ziółkowska-Boehm: Otwarta rana Ameryki
    Wikipedia – głównie angileskie
    YouTube– głównie angileskie
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Stukasy Ju-87B ze Stukageschwader 77 we Francji, 1940 r.

    Okres 1939-41 to czas kiedy Stukasy święciły swoje największe triumfy. Charakterystyczna sylwetka, ze skrzydłami załamanymi na kształt litery ''W'', nurkująca niczym jastrząb na pozycje wroga przy akompaniamencie syren jerychońskich stała się symbolem niemieckiego Blitzkriegu.

    Samoloty pierwszy raz w walce wzięły udział w wojnie domowej w Hiszpanii podczas bitwy o Teruel, a później nad Ebro, gdzie dowiodły swojej przerażającej skuteczności w niszczeniu celów - przy dobrym celowaniu bomby spadały w krąg o średnicy 20 metrów. Nad Ebro Stukasy były odpowiedzialne za zniszczenie wszystkich mostów i przepraw budowanych przez republikanów.

    Ale to nie Hiszpania, Polska, Norwegia były popisem Stukasów - tylko Fall Gelb. Podczas ataku na Kanał Alberta w Belgii Stukasy zniszczyły mały budynek we wsi Lanaken, w którym składowane były materiały wybuchowe. W efekcie zaledwie jeden z czterech mostów został zniszczony przez Belgów. Stukasy atakowały też Holendrów - i udzieliły wydatnego wsparcia podczas walk pod Waalhaven, zatapiając dwa holenderskie niszczyciele.

    W samej Francji Stukasy wykonały 300 misji bojowych, z czego aż 201 przypadło StG. 77. Miały zresztą co bombardować - podczas alianckich kontrataków pod Arras, Boulogne, Montcornet i Calais to właśnie Stukasy zatrzymały wroga. Duży wkład w te sukcesy miała koordynacja działań wojsk lądowych i lotnictwa - oficerowie łącznikowi Luftwaffe na ziemi naprowadzali Stukasy na cele.

    Pod Dunkierką także Stukasy przyjęły na siebie większość działań, zatapiając sporą ilość statków i okrętów. RAF był trzymany na dystans, a Ju-87 szalały, bombardując cele. Alianci utracili pod Dunkierką 89 statków i 29 z 40 niszczycieli - w tym, jako pierwszy, francuski niszczyciel L'Adroit, któremu bomba urwała dziób.

    Większość strat Stukasów przypadła na ogień przeciwlotniczy, ale bywały i takie przypadki, jak np. pod Sedanem, gdzie 6 francuskich myśliwców Hawk H-75 zestrzeliło 6 z 12 Stukasów, lecących bez osłony. Był to wstęp do bitwy o Anglię - jednak Stukasy, mimo, że poniosły straty, to nie takie, jak się opisuje. Nad Anglią zestrzelono 80 Stukasów. A i Anglicy ponieśli ciężkie straty - Ju-87 zniszczyły 20 statków i okrętów, 7 lotnisk i 3 stacje radarowe plus 50 samolotów...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Kobieta z Woodlawn

    12 Października 1976 roku ok godziny 10 rano w Woodlawn w stanie Maryland znaleziono ciało młodej kobiety zawinięte w białą tkaninę. Dziewczyna została pobita, brutalnie zgwałcona i uduszona. Miała około 20 lat. Jej ciało znaleziono na ulicy obok cmentarza przy Dogwood Road, choć ustalono że nie było to miejsce jej śmierci. Godzinę wcześniej widziano tam vana marki Ford, którym prawdopodobnie przywieziono tam jej ciało. Jej twarz zakryta była dwoma bandanami, jedna z nich miała wycięte otwory na oczy i nos, druga była zawiązana wokół szyi. W gardle znaleziono woreczek z nasionami trawy. Była skrępowana, miała związane ręce za plecami. W jej żołądku znaleziono duże ilości Chloropromazyny, leku na schizofrenię. Tkanina którą była owiniętą pochodziła prawdopodobnie ze szpitala psychiatrycznego, co sugerowało że ofiara lub morderca byli pacjentami takiej instytucji. Z ciała pobrano odciski palców, jednak nie znaleziono żadnych dopasowań. Torba z nasionami została wyprodukowana w Buffalo w stanie Nowy Jork. Była sprzedawana wyłącznie w Massachusetts, w miastach Waltham, Rochdale, Lowell, South Weymouth, oraz Greenfield. Produkcja i sprzedaż tych nasion została zaprzestana pare lat przed morderstwem, śledczy doszli do wniosku że morderca musiał tam niegdyś mieszkać. W 2015 roku wznowiono śledztwo ponieważ Policja otrzymała anonimową wiadomość sugerującą że ofiara to Puertorykańska lub Kolumbijska nastolatka która wprowadziła się z rodziną do dzielnicy Jamaica Plain (Co by tłumaczyło amatorski tatuaż na jej ramieniu który przedstawiał inicjały JP). Wytypowano również szkoły do których ofiara mogła uczęszczać. Policja po jakimś czasie wstrzymała śledztwo z powodu trudności ze zlokalizowaniem rodziny ofiary.

    Od 42 lat nieznana jest tożsamość dziewczyny oraz mordercy.
    #gruparatowaniapoziomu #historiajednejfotografii #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Eksplozja pancernika Yamato, 7 kwietnia 1945 roku.

    Podczas walk o Okinawę Japończycy przygotowali swojego ostatniego asa – operację „Ten-go”, czyli „Niebiosa”. Do ataku miał ruszyć najpotężniejszy pancernik w historii - „Yamato”. Było to prawdziwe pancerne monstrum, stalowa twierdza, nazwana na cześć ducha japońskiego narodu – dzielnego, śmiałego i niezwyciężonego. Ducha samurajów. Duma japońskiej floty o wyporności 65 000 ton, długości 263 metrów, uzbrojona w dziewięć dział 460 mm, sześć kal. 155 mm i 24 kal. 127, z pancerzem na burtach o grubości 41 cm i 65 cm na wieżach artylerii głównej, dysponująca 7 wodnosamolotami i z załogą liczącą 2800 marynarzy. Jego oczy stanowiły cztery radary, najlepsze w całej Flocie, jak i osiem reflektorów przeciwlotniczych. 1460-kilogramowe pociski mógł miotać na odległość 50 kilometrów, daleko poza zasięgiem amerykańskich dział. Solidny system grodzi wodoszczelnych sprawiał, że okręt był niemalże niezatapialny. Niemalże. Na całym świecie nie było pancernika zdolnego stawić mu czoła. Okręt, który miał stanowić przeciwwagę dla amerykańskiej i brytyjskiej floty, spędzający sen z powiek alianckim oficerom przez ostatnie cztery lata ruszał w swój ostatni bój. Tak, jak samurajowie przed wiekami ruszali bronić w straceńczej walce Japonii przed agresorami zbliżającymi się do ich kraju.

    Superpancernik był osłaniany przez krążownik lekki „Yahagi” i osiem niszczycieli. Zadaniem pancernika było dotarcie do Okinawy i rozbicie amerykańskiej floty inwazyjnej korzystając z potężnej artylerii głównej, a następnie sztrandować na wybrzeżu i walczyć do ostatecznego zniszczenia jako bateria artylerii. Japończycy zakładali, że okręty poruszają się na tyle szybko, że unikną ataków okrętów podwodnych (co było po części prawdą) i że dysponują dostateczną obroną przeciwlotniczą. 29 marca na okręcie uzupełniono zapasy amunicji do pełna, napełniono zbiorniki olejem palmowym w 60 %, po czym cała grupa operacyjna, dowodzona przez wadm. Seiichi Ito, wyruszyła z Tokuyamy w południowo-zachodniej części Honsiu 6 kwietnia po południu.
    Jednak Amerykanie dobrze wiedzieli, że do Okinawy zbliża się „Yamato”, ponieważ przechwycono japońskie komunikaty, potwierdzenie uzyskano od patrolujących akwen okrętów podwodnych. Admirał Spruance natychmiast postawił w gotowość sześć pancerników i siedem krążowników, by w każdej chwili były gotowe stanąć do walki z japońskim pancernikiem. Jednak do walki nie doszło ze względu na reakcję dowódcy TF 58, admirała Marca Mitschera, który zaalarmował osiem swoich lotniskowców.

    Rankiem 7 kwietnia zespół został wykryty przez amerykańskie samoloty. Pancernik cztery godziny opędzał się przed intruzami, zanim przybyło jego nemezis. O 12:30 nad „Yamato” pojawiło się 280 samolotów bombowych i torpedowych, które przystąpiły do ataku. Krążownik „Yahagi” dzielnie próbował ratować kolosa, przyspieszając w nadziei na odciągnięcie części napastników. Jednak Amerykanie skoncentrowali się na pancerniku, który starał się manewrować, unikając bomb. Udawało mu się to przez cztery minuty, gdy dwie pierwsze bomby zniszczyły dwa stanowiska działek plot., chwilę później trzy kolejne zniszczyły jedno z dział 155 mm i radar. Zaraz potem otrzymał trzy trafienia torpedami w okolice maszynowni i jednego z kotłów, co spowodowało spadek prędkości okrętu i przechył na prawą burtę. Artylerzyści heroicznie ostrzeliwali samoloty, jednak te nurkowały i siekły ogniem karabinów maszynowych po pokładzie, wybijając doszczętnie niczym nie osłonięte obsługi działek. O 13:00 nastąpił kolejny atak. Artylerzyści „Yamato” ostrzeliwali samoloty z dział artylerii głównej z zapalnikiem ustawionym na eksplozję sekundę po wystrzale, jednak nie przyniosło to żadnych rezultatów. Okręt otrzymał pięć trafień torpedami – cztery w lewą i jedną w prawą burtę, co spowodowało silny przechył. Starano się wyrównać trym poprzez zalanie pomieszczeń na prawej burcie. Pancernik utrzymywał się na wodzie, jednak uszkodzenia spowodowały spadek prędkości do 18 węzłów. Trzeci atak rozpoczął się o 13:40 i był najbardziej niszczycielski. „Yamato” otrzymał cztery kolejne trafienia bombami, które zmasakrowały ciągle ostrzeliwujących się artylerzystów na pokładzie, chwilę później w kadłub uderzyły cztery torpedy, z czego trzy w lewą burtę, powiększając przechył. Okręt doznał uszkodzeń steru, wobec czego mógł płynąć ze sterem zablokowanym w pozycji skrętu na prawą burtę. Setki japońskich marynarzy zostało uwięzionych pod pokładem, gdyż trafienia torpedami przyspieszyły zalanie dolnych partii okrętu. O 14:02 wydano rozkaz opuszczenia okrętu. Na pokładzie szalały pożary, prędkość spadała, a temperatura w magazynach amunicji rosła w zastraszającym tempie, grożąc eksplozją. O 14:05 zatonął dzielny „Yahagi”, trafiony siedmioma torpedami i 12 bombami, w tym też czasie do ataku ruszyła ostatnia grupa samolotów torpedowych, zrzucając bomby i torpedy. Przechył o 14:20 był już tak duży, że torpedy trafiały w dno okrętu, działka przeciwlotnicze zaczęły zsuwać się do morza, a wieże artylerii głównej wypadły z barbet. O 14:23 okrętem wstrząsnęła potworna eksplozja – wybuchły magazyny amunicyjne. Grzyb po wybuchu osiągnął wysokość 6 km i był widziany 160 km dalej, na Kiusiu. Wraz z okrętem zginęło 2 tysiące marynarzy, w tym wiceadmirał Seiichi Ito. Oprócz niego zatonął „Yahagi” i cztery niszczyciele. Zginęło łącznie 3745 japońskich marynarzy. Straty Amerykanów wyniosły zaledwie 10 samolotów i 12 lotników.

    Dzielny okręt, który nie doczekał stawienia czoła amerykańskim pancernikom, był smutnym proroctwem przyszłości Japonii, symbolem upadku dumnego Cesarstwa, a jego zatopienie oznaczało kres ery pancerników.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Włoski bombowiec średni Savoia-Marchetti S.M. 82 Canguru. Samoloty tego typu dokonały jednego z najbardziej śmiałych ataków II WŚ.

    Prawie każdy amator II WŚ słyszał o amerykańskim nalocie na Tokio w 1942 roku - ale mało kto słyszał o włoskim ataku daleko, daleko na brytyjskich tyłach w Zatoce Perskiej.

    W czerwcu 1940 r. oficer włoskiego lotnictwa, kapitan Paolo Moci zasugerował przeprowadzenie nalotu na brytyjskie zaplecze w celu zakłócenia dostaw ropy dla brytyjskich okrętów na Morzu Śródziemnym.

    Zadanie polegało na uderzeniu czterema bombowcami S.M. 82 na Królestwo Bahrajnu, konkretnie na rafinerie w stolicy tego kraju - Manamie. Plan był ambitny. Samoloty wystartowały w nocy 19 października 1940 z Rodos, prowadzone przez kpt. Mociego, a misją dowodził ppłk Ettore Muti, słynny lotnik-polityk i sekretarz Partii Faszystowskiej. Lot trwał 15 godzin, samoloty przebyły w powietrzu 4200 kilometrów - gigantyczny jak na ten czas dystans.

    Tuż przed piątą po południu piloci samolotów dostrzegli rzęsiście oświetloną Manamę. Nikt nie spodziewał się tak śmiałego ataku. Nie tutaj - tysiące kilometrów od frontu. W komorach bombowych każdego samolotu było 1500 kg bomb. Samoloty zrzuciły swoje bombowe prezenty prosto na rafinerie, niszcząc dwie. Nalot, mimo iż niewielki skalą, wzbudził przerażenie. Napastnicy oddalili się, przez nikogo nie niepokojeni - zdumieni Anglicy nie oddali nawet jednego strzału - i odlecieli w kierunki Włoskiej Afryki Wschodniej, lądując w Zuli o ósmej wieczorem.

    Warto nadmienić, że Włosi prowadzili i później naloty na Manamę i Hajfę, a nawet planowali ambitny nalot na Nowy Jork, zaplanowany na jesień 1943 r.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Kuuuurła, ale kiedyś były kobiiiityyyy, kuuuurła!!! Nie wyczymam!!!
    #ladnapani #historiajednejfotografii
    PS. Linda Harrison na planie filmu Planeta Małp, rok 1967.

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj na drodze wyjątku coś z innej wojny. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    1 maja 1915 roku z Nowego Jorku do Liverpoolu wyszedł transatlantyk ''Lusitania''. Była to chluba brytyjskiej floty handlowej - największy i najszybszy transatlantyk, który cieszył się sławą zdobycia czterokrotnie Błękitnej Wstęgi Atlantyku za pokonanie oceanu w rekordowym wówczas czasie. Był to luksusowy statek, oferujący takie luksusy, jak elektryczne windy, salon wypoczynkowy, pokój muzyczny, dwupoziomową jadalnię z ogromną, dekorowaną freskami kopułą, czy czytelnię dekorowaną jedwabiem, mahoniem i kopułą z rżniętego szkła. Na pokładzie statku znajdowało się 1959 pasażerów, w tym takie sławy, jak milioner i sportowiec Alfred Vanderbilt, czy aktorka Rita Jolivet.

    Statek jednak nie na darmo zbudowano za pieniądze brytyjskiej Admiralicji. Posiadał system grodzi wodoszczelnych i pokryte węglem bunkry w burtach, zaś na pokładzie można było zamontować 12 dział. Z tego powodu w rejestrach Lloyda figurował on jako okręt pomocniczy Royal Navy. Wiedzieli o tym wszyscy - poza pasażerami statku. Niemiecka ambasada w USA przed wyjściem statku wykupiła ogłoszenia w 50 amerykańskich gazetach, wręcz prosząc, by ludzie powstrzymali się przed rejsem statkiem w rejon objęty działaniami wojennymi. Ale armator chełpił się, mówiąc, że jego statek jest tak szybki, że ucieknie niemieckim okrętom.

    Cóż, mylił się.

    7 maja 1915 roku niemiecki as podwodny, kapitan Walther Schwieger, dowódca U-20, o 14:10 nakazał odpalić jedną torpedę, która bez problemu trafiła w cel. Celem była właśnie ''Lusitania''. Chwilę po trafieniu torpedą statek zatrząsł się od drugiej, silniejszej eksplozji i zatonął, grzebiąc w swoim wnętrzu 1198 pasażerów, w tym 90 dzieci.

    Prasa światowa i opinia publiczna zawyły z wściekłego, tępego oburzenia. Ignorując fakt, że Niemcy ostrzegali przed rejsem, jak i to, że sami pasażerowie wykazali się straszną naiwnością (pewnie myśleli, że wojna to fajna przygoda) wybierając się w rejs, ochrzcili zatopienie statku mianem barbarzyństwa. Amerykanom powiedziano, że w Niemczech dzieci dostały dzień wolny, żeby uczcić zatopienie ''Lusitanii''. Kapitana Schwiegera określono mianem ''mordercy dzieci'' i grożono mu sądem wojennym. Ten zaś bardzo przeżył zatopienie statku. Na szczęście kapitan Schwieger nie dożył zapowiadanej parodii procesu. Zginął marynarską śmiercią w 1917 roku.

    Dopiero 60 lat po wojnie ciekawscy nurkowie zbadali wrak statku. I odkryli, że pod pokładem przewoził on amunicję i materiały wybuchowe, które były przyczyną drugiej eksplozji i zatonięcia. Brytyjczycy zaprzeczali, ale kiedy wypłynęły zdjęcia nurków z garściami nabojów karabinowych - musieli się przyznać, że statek transportował nielegalnie materiały wojenne i zasadne było jego zatopienie.

    Tuż po zatopieniu statku najszczęśliwsi byli Brytyjczycy. Winston Churchill cynicznie skomentował: „Biedne dzieci, które zginęły tam na morzu, wyrządziły niemieckiej potędze większą krzywdę niż sto tysięcy żołnierzy walczących przeciw niej na froncie”.

    Zabite dzieci zawsze będą wzruszać opinię publiczną, prawda?

    Post absolutnie nie ma najmniejszego związku z czymkolwiek.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądały początki kart kredytowych?

    Mimo iż koncept zaistniał już w powieści sci-fi z 1887, pierwsze próby wprowadzenia ich na rynek podejmowane były dopiero w międzywojniu.

    W 1928 pojawiły się tzw. charga-plates - bezpośredni przodek kard kredytowych. Były one niczym innym, niż stalowymi pieczątkami (wzorowanymi na żołnierskich "nieśmiertelnikach") wraz z wzorcem podpisu w uchwycie z drugiej strony.

    Płatności dokonywało się poprzez odciśnięcie swoich danych tuszem, w postaci imienia, nazwiska, stanu oraz miasta na fakturze/rachunku, wraz z podpisem właściciela - zgodnym ze wzorcem. Stąd też specjalne pokrowce na nie - by nie ubrudzić resztkami tuszu spodni/koszuli.

    W użyciu były do końca lat 50-tych, wyparte przez karty przypominające te dzisiejsze, które zaistniały w latach 1958-1959

    Poniżej charga-plates z lat 50-tych, Stany Zjednoczone. Rewers w komentarzu

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #pieniadze #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: i.imgur.com

  •  

    "Zamrożona" mumia Johna Torringtona, uczestnika tragicznej wyprawy Franklina z 1845 roku. Trumne z ciałem odnaleziono w 1984 na wyspie Beechey.
    #historiajednejfotografii #historia #terror

    źródło: 8774794.jpg 18+

  •  

    Żony poszukiwane oraz o "zamawianiu" żon pocztą. Dwaj pierwsi panowie od lewej znaleźli żony. Pewnie zasługa kotów.

    "These four men in Montana (near Lake McDonald in Glacier National Park) at the turn of the 20th century advertised their want for wives on the side of a cabin. From left-to-right they were: Bill Daucks, Frank Geduhn, Esli Apgar, and Dimon Apgar. Frank, and Dimon eventually married, but not mail-order brides. "

    Artykuł: Go West, Young Woman! A Short History of Mail-Order Brides of the Wild West

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #zwiazki #usa #historiajednejfotografii #myrmekochoria
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Sekretarz Stanu Cordell Hull - człowiek odpowiedzialny za wybuch wojny na Pacyfiku.

    W Polsce w ciągu ostatnich lat zmieniła się, niestety, optyka - na bardzo pro-amerykańską wizję II WŚ. Tymczasem prawda jest bardziej złożona, niż podział na ''dobre'' USA i ''złą'' Japonię.

    Amerykanie od końca I WŚ uważali Japonię za konkurenta w ich interesach na Pacyfiku. Dali temu wyraz zmuszając Japonię do podpisania bardzo niekorzystnego dla niej Traktatu Waszyngtońskiego, który ograniczał potęgę japońskiej floty do 3/5 siły floty USA. Dodatkowo, w traktacie tym dołączono kilka wyjątków, zezwalających na powiększenie floty - ale dla wszystkich, poza Japonią. Traktat przedłużono na mocy traktatu londyńskiego z 1930 r.

    Cesarstwo, opierające swoją niezależność na silnej flocie, było wyjątkowo niezadowolone z postanowień i mocno odsunęło się od USA. Prawdziwa przyczyna wojny nadeszła wraz z nałożeniem na Japonię embargo paliwowego przez USA, Wlk. Brytanię i Holandię w 1941 roku. Dla prowadzącej wojnę w Chinach Japonii był to ciężki cios, który zmusił premiera Hidekiego Tojo do zwrócenia uwagi na inny kierunek działań wojennych. Niedługo potem Amerykanie wystosowali ostatni, wyjątkowo perfidny akt wobec Japończyków - ultimatum Hulla.

    Ultimatum Hulla stanowiło dziesięć punktów dotyczących polityki japońskiej, których domagało się USA. Punkty te były tak sformułowane, by Japonia nie była w stanie ich spełnić. Amerykanie - nadal podobno neutralni - domagali się m.in. zawarcia paktu o nieagresji z ZSRR oraz unieważnienia wszelkich traktatów podpisanych przez Japonię z państwami trzecimi. Dokument był nie do przyjęcia przez Japończyków, w dodatku kontrastował z poprzednimi zapewnieniami Amerykanów, że USA nie będą ingerować w konflikt chińsko-japoński.

    Amerykanie wykorzystali Chiny jako pretekst do wystosowania ultimatum. Kiedy Chiny przestały być potrzebne - to USA się od nich odwróciły. Niemal całą wojnę front w Chinach był traktowany z lekceważeniem, a Chińczycy dostawali szczątkowe ilości zaopatrzenia. Tuż po wojnie USA zostawiły Chiny samym sobie - na pastwę komunistów.

    Siłą rzeczy ultimatum nie mogło zostać zaakceptowane przez Japonię. Cesarstwo do ostatniej chwili wstrzymywało się z atakiem na Pearl Harbor, dopiero 2 grudnia 1941 r. wydano sygnał, że utrzymanie pokoju jest niemożliwe i flota ma zaatakować.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    wpis będzie długi, polecam czytać częściami żeby się nie przemęczyć ( ͡º ͜ʖ͡º)
    Sprawa Tamam Shud
    Zapewne wielu z was słyszało o nierozwiązanej sprawie niezidentyfikowanego mężczyzny znalezionego 1 Grudnia 1948 na plaży Somerton 11 kilometrów od Adelaide. Postaram się objaśnić sprawę tym, którzy się w nią nie zagłębiali.
    Ciało owego mężczyzny zostało znalezione w pozycji siedzącej, oparte o falochron, z wyprostowanymi nogami. Ubrany był w białą koszulę, czerwono-niebieski krawat, brązowe spodnie, skarpety i buty oraz gustowny płaszcz. Przy jego zwłokach znaleziono wiele przedmiotów - nieużyty bilet pociągowy, nieużyty bilet autobusowy z Adelaide, mały aluminiowy grzebień, opróżnione do połowy opakowanie gum Juicy Fruit, paczkę papierosów Army Club oraz zapałki.
    Wszystkie metki z jego ubrań zostały usunięte, jego uzębienie oraz odciski palców nie pasowały do żadnej żyjącej osoby figurującej w bazie danych.
    Po przeprowadzeniu sekcji patolog Dr. Dwyer stwierdził że mężczyzna prawdopodobnie popełnił samobójstwo Barbituranami lub silnymi lekami nasennymi, choć nie był w stanie tego udowodnić. Policja nie była nic w stanie ustalić, śledztwo staneło w miejscu.

    Ustalenie przyczyny zgonu
    14 Czerwca 1949 wybitny patolog John Burton Cleland jeszcze raz przebadał ciało mężczyzny. Rzucił on nowe światło na sprawę, zauważył między innymi iż buty w które ubrany był mężczyzna były czyste i wypolerowane, nie zgadzało się to z wersją policji która myślała że szwendał się on cały dzień w okolicach plaży, twierdził on że mężczyzna musiał tam zostać przyniesiony. Chemik Cedric Stanton Hicks stwierdził natomiast że mężczyzna mógł zostać otruty glikozydami - konkretnie Strofantyną lub silnym wyciągiem z Naparstnicy, trucizny te nie zostawiają żadnych śladów w organizmie i w latach 40 były dosyć łatwo dostępne dla chemików. Nadal jednak nie można było jednoznacznie określić przyczyny śmierci.

    Tamam Shud
    W okresie ponownego badania mężczyzny odkryto również przeoczony wcześniej bardzo ważny dowód, malutką karteczkę z napisem "Tamam Shud" znaleziono w zaszytej kieszeni w spodniach mężczyzny. "Tamam Shud" oznaczana "Zakończony" w języku Perskim. Wycinek ten pochodził ze zbiorów Rubajjatów autorstwa Omara Chajjama, XI wiecznego Perskiego astronoma i poety. Policja zwróciła się do prasy o pomoc w zlokalizowaniu egzemplarza z którego pochodził wycinek, co się udalo. Na policję zgłosił się niejaki "Francis" z dokładnie tym egzemplarzem, twierdził on iż ukradł go z tylniego siedzenia otwartego samochodu stojącego na parkingu przy Jetty Road w Glenelg, blisko plaży Somerton. Na tyle księgozbioru zapisane były odręczne notatki - numer telefonu, jeszcze inny numer, oraz zaszyfrowana wiadomość która wyglądała tak:

    WRGOABABD
    M̶L̶I̶A̶O̶I̶
    WTBIMPANETP
    MLIABOAIAQC
    ITTMTSAMSTGAB

    Żaden łamacz kodów do dziś nie zdołał wymyślić rozwiązania, kryptografowie twierdzą że nie da się znaleźć "satysfakcjonującego rozwiązania" ponieważ owy tekst jest za krótki

    Numer telefonu znaleziony w książce należał do pielęgniarki Jessici Allen Thomson (1921-2007) która podczas przesłuchania przez Policję stwierdziła że nie ma pojęcia dlaczego mężczyzna miał jej numer telefonu oraz dlaczego jego ciało znajdowało się niedaleko jej miejsca zamieszkania.
    Niemniej jednak policja zdecydowała się naciskać na kobietę, przedstawiono jej odlew gipsowy twarzy martwego mężczyzny, Thomson stwierdziła że nie jest w stanie go zidentyfikować. Detektyw Leane prowadzony przesłuchanie zanotował jednak że kobieta była "kompletnie zaskoczona, wyglądała jakby miała za chwilę zemdleć". Paul Lawson, twórca odlewu który był obecny podczas przesłuchania stwierdził iż Thomson nie chciała ponownie spoglądać na odlew i ciągle odwracała wzrok.
    Thomson zeznała również że kiedyś posiadała kopię Rubajjatów, jednak oddała ją żołnierzowi Australijskiemu Alfowi Boxallowi, podpisała się na pierwszej stronie jako "JEstyn". Po tym jak policja odnalazła Boxalla okazało się iż nadal posiada on Rubajjaty z owym podpisem.

    Na tym praktycznie kończy się historia człowieka z Somerton. W śledztwie nie poczyniono dalszych postępów, aż do 2011 roku:
    Wtedy też pojawiły się dwie duże poszlaki, po pierwsze - do Polskiego antropologa Macieja Hennenberga zgłosiła się mieszkanka Adelaide która znalazła dowód osobisty niejakiego H.C. Reynoldsa, wydana podczas pierwszej wojny światowej dla Brytyjskiego marynarza. Hennenberg stwierdził że pomimo podobieństw w kształcie nosa, ust i oczu, nic nie było tak uderzające jak niemal identyczny kształt uszu oraz identyczne umiejscowienie pieprzyka na obu zdjęciach. Hennenberg stwierdził że jest duże prawdopodobieństwo iż H.C. Reynolds to właśnie Mężczyzna z Somerton

    Po drugie - prof. Derek Abbott przeprowadził badania genealogiczne krewnych Jessici Thomson i odkrył że jej najstarszy syn urodzony w 1948 Robin miał nie tylko większą górną część muszli od dolnej (1-2% populacji tak ma u rasy białej) to również chorował na bardzo rzadką chorobę genetyczną - Hipodontię. Tak samo jak mężczyzna z Somerton. Abbott stwierdził że prawdopodobieństwo takiego zbiegu okoliczności wynosi 1:20000000. Abbott wnosił o ekshumację Robina Thomsona oraz Mężczyzny z Somerton w celu porównania ich materiału genetycznego, jednak prokurator odrzucił wniosek twierdząc iż potrzeba więcej dowodów niż tylko takie poszlaki.

    na zakończenie - Kate Thomson twierdziła że jej matka oraz mężczyzna z Somerton mogli być radzieckimi szpiegami. Jessica Thomson nauczała imigrantów angielskiego, sama znała rosyjski i nigdy nie chciała powiedzieć gdzie i dlaczego się go nauczyła oraz była zagorzałą komunistką.

    Jeśli ktoś się przemęczył przez tą ścianę tekstu to pozdro xD
    #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #historiajednejfotografii #kryminalistyka #tajemnice
    pokaż całość

    źródło: SomertonMan2.jpg

    •  

      Czyli ta zaszyfrowana wiadomość może być odczytana przez rosyjskich agentów którzy siedzą na wykopie? No to teraz przekazales wiadomość dalej bo ich tu dużo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      @Influ3nD: no dobrze, rozszyfruję Wam, mam nadzieję że góra się nie dowie:

      pokaż spoiler op to pedał

    •  

      @Seiki: Obejrzalem kilkanascie jej filmow i bardzo ciekawe, fakt (chocby ta babka z WTC, polecam). Ale jej maniera mowienia, mlaskanie, powtarzanie sie co chwile (a materialy moglyby trwac 30 min) tak mnie irytowalo ze sobie odpuscilem jej kanal, niestety.

    • więcej komentarzy (26)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Republikańscy piloci przy swoim myśliwcu Polikarpow I-16, okolice Barcelony, 1938 rok.

    Po wybuchu wojny domowej miażdżąca większość pilotów hiszpańskich opowiedziała się po stronie generała Franco. W efekcie w powietrzu niemal od samego początku dominowali powstańcy. Republikanie sięgnęli więc po zagranicznych ochotników - a ci zaczęli przybywać już w sierpniu 1936 roku. Jednak przestarzałe samoloty nie miały szans z nowoczesnymi włoskimi myśliwcami Fiat CR 32.

    Było to jednak nadal stanowczo za mało i dlatego też o pomoc zwrócono się do Związku Radzieckiego. Sowieci bardzo szybko udzielili dużej pomocy w postaci myśliwców I-15 oraz I-16 - jednych z najnowocześniejszych w tym okresie. Nazywano je ''Chato'' (''Tępy'') i ''Mosca'' (''Muszka''). Samoloty te były podstawowymi maszynami lotnictwa Republiki do końca wojny domowej. Do grudnia 1936 r. dostarczono przeszło 70 tych maszyn. I stanowiły one nieprzyjemne zaskoczenie dla Niemców z Legionu Condor. Okazało się, że sowieckie samoloty górują nad niemieckimi myśliwcami, ba, nawet bombowce były szybsze od niemieckich He-51. Sowieckie myśliwce dominowały na niebie przez dłuższy czas, zmuszając Niemców do zmiany taktyki i przeprowadzania ataków nocą. Jednak i w nocy zdarzały się ataki republikańskich myśliwców.

    Gros pilotów Republiki stanowili oczywiście Sowieci. W Hiszpanii walczyło ich blisko 800. Zginęło 93. Czterech uzyskało tytuły asów - Lew Szestakow i Siergiej Gricewiec zajmowali dwa miejsca na podium asów. Oprócz nich, byli też piloci innych narodowości, m.in. Amerykanie. Wśród nich gwiazdą był Frank Glasgow Tinker - awanturnik, pijak i świetny pilot. Zestrzelił w Hiszpanii 8 samolotów. Był hojnie opłacany, za każdy miesiąc służby otrzymywał 1500 dolarów i dalsze 1000 za każde zestrzelenie - stanowiło to fortunę w tym czasie (50 $ miesięcznie dostawał dobry robotnik). Oprócz niego, służyli też Ben Leider (który konsekwentnie odmawiał wynagrodzenia za służbę), przyszła gwiazda ''Latających Tygrysów'' i as z 5 zwycięstwami, Albert Baumler, czy Harold Dahl, który w walce został zestrzelony przez niemiecki myśliwiec, a od egzekucji wybawiła go osobista interwencja jego dziewczyny u gen. Franco.

    Warto tu wspomnieć, że zdarzały się przypadki linczowania pilotów. Jeden z radzieckich lotników nieopatrznie wylądował po stronie narodowej. Został zamordowany. Piloci narodowi wykazali się iście czarnym humorem, bo do jego ciała przywiązali tabliczkę z napisem: ''Podarunek od Franco'' i zrzucili na jego macierzyste lotnisko.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Zachęcam do obserwowania tagu: #nowastrategia

    12 kwietnia 1945 roku pułkownik Stanisław Koszutski, dowódca 2 Pułku Pancernego 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka otrzymał meldunek o obozie jenieckim niedaleko wioski Oberlangen. Z powodu przemieszczania się jednostki dowódca dysponował niewielką częścią sił, ale na wieść o tym, że w obozie mogą znajdować się Polacy podjął śmiałą decyzję o wypadzie na niemiecki obóz. Dysponując jednym czołgiem, dwoma samochodami zwiadowczymi, motocyklem i jeepem Polakom niemal z marszu udało się wyzwolić obóz Stalag 6C i zgarnąć do niewoli kilkunastu niemieckich żołnierzy.
    W obozie znajdowało się ponad 1700 kobiet kobiet i dziewczyn, uczestniczek Powstania Warszawskiego, a także 7 niemowląt. W ciągu kolejnych dni obóz był odwiedzany przez żołnierzy 1 Dywizji Pancernej, którzy wśród jeńców odnajdywali rodziny, przyjaciół ale także zawiązywali bliższe znajomości. To właśnie w Oberlangen początki miały liczne żołnierskie związki zakończone małżeństwami. Ten z pozoru długi wstęp jest związany ze zdjęciem o które widzicie.

    Na fotografii widzimy majora Jerzego Wasilewskiego, dowódcę 10 Pułku Strzelców Konnych wraz ze świeżo poślubioną małżonką przechodzących przez dosyć specyficzny szpaler utworzony przez żołnierzy z oddziału, którym dowodził popularny wśród żołnierzy "Wasyl". Wybranką majora, została jedna z kobiet z oswobodzonego obozu w Oberlangen dwudziestodwuletnia Danuta Ołubiec "Medyczka", która w czasie powstania warszawskiego walczyła w batalionie Bełt. Ślub szczęśliwej pary odbył się 30 kwietnia 1946 roku. Po wojnie małżeństwo pozostało w Anglii i nie zdecydowało się na powrót do Polski.

    #historia #iiwojnaswiatowa #fotohistoria #powstaniewarszawskie #2wojnaswiatowa #historiajednejfotografii
    pokaż całość

  •  

    Zachęcam do obserwowania tagu #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykański piechur przypala papierosa. Okinawa, maj 1945 roku.

    Jeśli ktoś myśli, że na Okinawie atakowali wyłącznie Amerykanie - to jest w grubym błędzie. Japończycy wielokrotnie uderzali na wroga. Z czego przynajmniej jeden raz przeprowadzili zakrojoną na szeroką skalę ofensywę.

    Zastępca dowódcy japońskiej 32. Armii, gen. Isamu Cho, przekonał głównodowodzącego, gen. Mitsuru Ushijimę, do przeprowadzenia ofensywy przeciw Amerykanom i odbicia utraconych terenów.

    Japończycy dobrze maskowali swoje działania, Amerykanie nie zdawali sobie sprawy z przygotowań. Do nacierających jednostek doprowadzono kable telefoniczne, przygotowano punkty opatrunkowe, a niewielkie grupki Japończyków przenikały na tyły Amerykanów. Atak miał się zacząć w nocy z 3 na 4 maja 1945 r. Wtedy dwa bataliony saperów miały załadować się na niewielkie łodzie i motorówki i dokonać desantów na wybrzeża wyspy z obu stron, a do frontalnego ataku miała iść cała dywizja, wsparta pułkiem pancernym.

    Atak zaczął się planowo - saperzy przystąpili do desantu, ale przywitały ich rakiety oświetlające, a potem morderczy ostrzał z broni maszynowej. Części z 2 tys. żołnierzy udało się przeniknąć na tyły marines i zająć niektóre punkty, ale większość zginęła na plażach. Tej samej nocy w centrum wyspy na amerykańskie pozycje spadło 13 tys. pocisków - był to najsilniejszy ostrzał artylerii, jakiego doświadczyli Amerykanie na Pacyfiku. Z powietrza atakowały japońskie samoloty, bombardując amerykańskie magazyny i tyły. O 5 rano 4 maja Japończycy ruszyli do ataku i osiągnęli pewne sukcesy, m.in. przenikając na tyły jednej z amerykańskich dywizji.

    Amerykanie jednak szybko zebrali się w sobie i odpowiedzieli ogniem. 30 batalionów amerykańskiej artylerii strzelało niemal bez przerwy do każdego zauważonego celu. Huraganowy ogień prowadziły także okręty amerykańskie, wsparcia udzielało lotnictwo. Niemal całkowicie unicestwiony przez ogień artylerii został japoński 27. pułk pancerny. Zaledwie jeden japoński batalion zdołał zająć wyznaczone cele, ale i on został szybko wyparty. Natarcie załamało się, chociaż walki trwały jeszcze do nocy 5 maja. Poległo ponad 3 tys. Japończyków. Amerykanie utracili 1400 żołnierzy. Japońska ofensywa była klęską, która zmarnowała sporo rezerw, a przede wszystkim - większość czołgów, nie osiągnąwszy żadnego sukcesu.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    @ajatollah_chomeini:
    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia #historiajednejfotografii

    Część I - Początki plemienia Siuksów,

    Jeśli są głodni to dla mnie mogą jeść własne gówno.
    To słowa handlarza Andrew Myrick’a, który odmówił wydania dwunastu tysiącom głodujących Indian zapasów żywności , które wcześniej były im zagwarantowane traktatem. Kilka dni później został znaleziony martwy z ekskremantami w ustach. Były to pierwsze dni powstania Małej Wrony (1861 – 1862).

    Terytorium Siuksów wszystkich odłamów, na którym miały miejsce opisywane tutaj wydarzenia było wciąż ogromnym terenem obejmującym 9 dzisiejszych północnych stanów USA. Ich centralnym obszarem były terytoria Dakoty Północnej i Południowej (miejsca gdzie w szczątkowej formie są dziś zlokalizowane rezerwaty Siuksów). Tereny te jako położone na zachód od rzeki Missisipi były w myśl wcześniejszych traktatów „na wieki wieków przynależne Indianom”. Potwierdzał to także ostatni z traktatów zawartych w forcie Laramie w roku 1851 (miejsce to jeszcze wiele razy pojawi się w tym cyklu wpisów). W tamtych czasach, 40 lat po zakupie terenów Luizjany od Francji osadnictwo białych skupiało się jeszcze w północnych stanach lecz szybko przesuwało się w kierunku terenów Siuksów. Impulsem do zawarcia traktatu było odkrycie złóż złota w Kalifornii. Podpisanie porozumienia było konieczne gdyż Siuksowie byli w tej części Ameryki ciągle potęgą. Ich liczebność była szacowana na kilkadziesiąt tysięcy ludzi, mieli bardzo sprawną organizację plemienną i przeciągu kilkudziesięciu wcześniejszych lat podporządkowali sobie większość tutejszych plemion (m.in. Arikara, Czejenowie, Arapaho, Kiowa). Sami też pierwotnie zostali wypchnięci z terenów położonych bardziej na południowy wschód przez Odżibwejów (tych z kolei wyrugowali biali). Skutkiem tych wymuszonych kontaktów było pozyskanie dostępu do broni i koni co pozwoliło zachodnim odłamom (Teton, Yankton) na podbój Wielkich Równin i eksploatowanie stad bizonów. Historia opisana w tej i kolejnej części dotyczyć będzie kontaktów z cywilizacją białych najbardziej na wschód wysuniętego plemienia Siuksów - Santee. Traktat z 1851 zmusił ich do sprzedaży 90% swoich terenów stłoczył ich w rezerwacie położonych po obu stronach rzeki Minnesota. W zamian za rezygnację z dotychczasowego tryby życia oraz za prawo do przejazdu osadników przez ich (oraz pozostałych Siuksów) terytorium mieli oni otrzymywać odszkodowanie przez następne 50 lat. Kwota odszkodowania była stosunkowo wysoka (kilkaset tysięcy dolarów rocznie) i w założeniu Indianie mieli za nią kupować od lokalnych handlarzy pożywienie dla swoich ludzi (zabrano im wszak ich tereny łowieckie). W praktyce system był tak skorumpowany, że do Indian docierały szczątkowe kwoty pieniędzy a kupowana żywność była złej jakości. Indianie musieli w dużej mierze polegać na własnych uprawach, których się dopiero uczyli..
    W 1860 r. po wyjątkowo słabych zbiorach Indianie głodowali oczekiwali na coroczną sumę odszkodowania. Ta jednak nie nadchodziła. Trwała wojna secesyjna i rząd USA w ostatniej kolejności interesował się życiem Indian. Zdesperowani wodzowie Siuksów Santee (w tym Mała Wrona) widząc swoje umierające w szybkim tempie plemię stawili się w lokalnej agencji w Minnesocie i zażądali wydania z magazynów rządowych zapasów żywności. To tu miała miejsce odpowiedz opisana na początku tej historii. Wodzowie wrócili z pustymi rękami ale głodujących ludzi nie udało się utrzymać w spokoju. Kilka dni później wybuchło powstanie, które zakończyło się śmiercią około tysiąca białych odsadników i całkowitym wyniszczeniem plemienia Santee.

    Literatura:
    Dee Brown: Pochowaj me serce w Wounded Knee
    Miloslav Stingl - Indianie bez tomahawków
    Tom Clavin, Bob Drury: Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów
    Maciej Jarkowiec: Powrócę jako piorun. Krótka historia Dzikiego Zachodu
    Aleksandra Ziółkowska-Boehm: Otwarta rana Ameryki
    Wikipedia – głównie angileskie
    YouTube– głównie angileskie
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Zapytacie się pewnie, czemu ten Sherman tak sobie leży i wygrzewa się. Otóż Sherman ten wycofywał się z ataku na linię Machinato w okolicach wzgórz Kakazu 20 kwietnia 1945 roku i... najechał na minę morską (!), zakopaną w ziemi. Efekt - jak widać.

    Linia ta blokowała ataki Amerykanów aż 9 dni. Trzy amerykańskie dywizje zaatakowały rankiem 19 kwietnia po 40-minutowym ostrzale artyleryjskim. 324 działa położyły potężny ogień osłonowy, wsparcia udzieliło także 650 samolotów – na japońskie pozycje spadło 19 tys. pocisków, zbombardowano także miasto Shuri i port Yonabaru. Był to najsilniejszy ostrzał podczas wojny na Pacyfiku. Amerykańscy żołnierze wyszli do ataku, kryci przez wał ogniowy artylerii, mając szczerą nadzieję, że nikt nie przetrwał takiej nawały. Nadzieja ta prysła, kiedy atakujący w centrum 105. pułk z 27. DP nadział się na bardzo silny ogień obrońców. Do walki wkroczyło 30 wspierających dywizję Shermanów i haubic samobieżnych M7 Priest ze 193. batalionu pancernego. W ataku wzięły też udział czołgi z miotaczami ognia. Ale Japończycy byli gotowi i odseparowali czołgi od piechoty, a następnie dosłownie roznieśli atakujące pojazdy. Mimo że armia japońska nie dysponowała ręcznymi środkami przeciwpancernymi, to jej żołnierze wykazywali się ogromną pomysłowością w zwalczaniu czołgów: używali wiązek ładunków wybuchowych, granatów nasadkowych, min, a nawet wsadzali bagnety w wizjery czołgów. Od ognia artylerii, min, wiązek granatów i ataków samobójczych zniszczono 22 czołgi, co unicestwiło cały batalion, poległ także jego dowódca, ppłk Walter Anderson. „Serce bolało od rozpaczliwych wołań o pomoc odciętych, okrążonych i bez przerwy atakowanych czołgistów”, wspominał por. Bob Green, czołgista z 96. DP. Natarcie 27. Dywizji całkowicie się załamało, utracono 720 ludzi. Na pozostałych odcinkach natarcia nie wiodło się wcale lepiej – pozostałe dywizje w ogóle nie posuwały się naprzód. Amerykanie ponawiali szturmy raz za razem, wzywali artylerię i lotnictwo, z uporem próbując rozbić obronę japońską. Zajęło im to cztery dni, kiedy japońskie siły – bardzo już wykrwawione w walkach – zaczęły pękać. Sformowana pospiesznie przez gen. Williama Bradforda, dowódcę 27. DP grupa operacyjna, złożona z dziewięciu batalionów piechoty, kompanii rozpoznawczej i dwóch kompanii pancernych, wzmocnionej batalionem saperów zdołała wybić dziurę w japońskiej obronie i zająć Kakazu 24 kwietnia . Także 96. DP dokonała postępów, wobec czego Japończycy rozpoczęli wycofanie na linię Shuri. Amerykanie posunęli się o 1-2 tys. metrów, ale zostali zatrzymani na przedpolu następnej obrony – Linii Shuri.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Życie pisze najlepsze scenariusze. Ironia zaistniałej sytuacji polega na tym, że na drugim planie jest możliwość dojrzenia potrąconego przez kierowcę Kimiego Raikkonena (Ferrari) mechanika tegoż zespół któremu jest udzielana pomoc a w oddali na telebimie w tym samym czasie można dojrzeć "FIA action for road safety"
    #f1 #historiajednejfotografii

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj będzie długo i nieco kontrowersyjnie. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Adolf Hitler to postać budząca skrajne emocje, wręcz fascynację. Pełno powstało publikacji na jego temat: książek, filmów, broszur, artykułów chyba nikt nie jest w stanie zliczyć. Efektem tego jest pełno absurdalnych teorii, przedstawiających Führera jako niskiego szaleńca, na okrągło wrzeszczącego, obsesyjnego maniaka-ascetyka, który nigdy nie pił alkoholu i nie jadł mięsa, neurotyka z cuchnącym oddechem, dewiacjami seksualnymi i mitycznym ''magnetyzmem'', którym niczym jakiś druid z podrzędnej gry działał na swoich rozmówców. Obraz ten został sfałszowany do granic możliwości, tylko i wyłącznie dla doraźnych potrzeb politycznych, a wszystko dlatego, że Rzesza wojnę przegrała, więc można łgać bez jakichkolwiek konsekwencji. Diabłem w ludzkiej skórze można straszyć niezależnie od sytuacji.

    Tymczasem Adolf Hitler nie był ''małym kapralem'', miał 176 cm wzrostu - normalny wzrost, nawet nieco wyższy, niż większość ówczesnych mężczyzn. Ze wspomnień (i nagrań) wynika, że w prywatnych rozmowach był bardzo spokojnym człowiekiem. Uwielbiał perorować na różne tematy, jednak cierpliwie i uprzejmie słuchał swoich rozmówców, nie naciskając na nich. Zdumiewał otoczenie swoim głodem wiedzy - czytał książki na wiele tematów, w ogóle niepokrywających się ze sobą - i doskonałą pamięcią. Podczas wizytacji fabryk zadziwiał inżynierów swoją pamięcią do drobiazgów technicznych.

    Mitem też jest jego abstynencja i wegetarianizm. Hitler zwyczajnie nie lubił alkoholu, ale zdarzało mu się okazjonalnie wypić np. kieliszek wina. Z tym wiąże się pewna anegdotka - otóż, gdy jeden z niemieckich oficerów podarował Führerowi butelkę doskonałego francuskiego wina, kanclerz spróbował i skrzywił się, uznając, że wino jest za kwaśne. Po czym je dosłodził dwiema łyżeczkami cukru. Z jego miłością do łakoci wiąże się też mit wegetarianizmu - Hitler nie jadł mięsa, bo uwielbiał słodycze, a że były kaloryczne, to musiał z czegoś zrezygnować. Z papierosów zrezygnował dla... skąpstwa (wolał pieniądze wydać na książki i słodycze), chociaż podejrzewał, że palenie ma związek z rakiem płuc i walczył z tym uzależnieniem.

    Historyjek o jakichś fantazjach seksualnych niektórych niespełnionych ''historyków'' nie skomentuję, bo na to nie ma żadnych dowodów, a bełkot o koprofilii jest zwyczajnie żenujący.

    To ważne, żebyśmy wiedzieli, jaki Hitler był naprawdę. To nie urojony potwór, maniak seksualny, czy niezrównoważony neurotyk jest odpowiedzialny za cierpienie milionów ludzi. Bardziej przeraża to, że Hitler był zwykłym człowiekiem.

    W doskonałym filmie ''On wrócił'' (na podstawie jeszcze lepszej książki) dziennikarz Sawatzky i Hitler na samym końcu rozmawiają:

    - Jest Pan potworem!
    - Czyżby? Więc musi Pan również potępić tych, którzy wybrali tego potwora. Wszyscy byli potworami? Nie. To byli zwyczajni ludzie, którzy postanowili wybrać niezwykłego człowieka i złożyć w jego ręce losy narodu. [...] Nigdy się Pan nie zastanawiał dlaczego ludzie mnie popierają? Bo w głębi duszy są tacy sami jak ja. Podzielają moje wartości. [...] Jestem częścią Pana. Jestem częścią Was wszystkich.

    Zdjęcie NIE MA na celu propagowania ustrojów totalitarnych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    "Tak wygląda klub bokserski, w którym od początku swojej kariery do walk przygotowuje się mistrz świata Deontay Wilder. Kiedy smukły Amerykanin przyszedł pierwszy raz na zajęcia, a miał już wtedy 20 lat, główny trener klubu Jay Deas rzucił do niego: boisko do koszykówki jest na końcu ulicy!" - ciekawostki o boksie, o których nie miałeś pojęcia.

    #boks #ciekawostki #historiajednejfotografii pokaż całość

  •  

    Mój umysł chyba tego nie ogarnia, że jeszcze 66 lat temu w USA można było kupić młodego człowieka za 10$. Zwrot "You can have him anytime you desire" tłumaczy chyba wszystko.

    #historia #historiajednejfotografii #indianie #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

    źródło: asd.jpg

  •  

    Gdzie dwóch się bije... czyli Nagroda Nobla z Medycyny lub Fizjologii w 1906

    Mikroskop i techniki barwiące stały się podstawą do badania budowy mózgu a w zasadzie tego, jak wyglądają komórki nerwowe.

    Dwóch naukowców: Santiago Ramón y Cajal (gość od komórek Cajala) oraz Camillo Golgi (ten od aparatu Golgiego) po wielu latach badań nad preparatami i dochodzeniu do wniosku jak to wszystko działa - stwierdzili dwie przeciwstawne rzeczy.

    Nie ujmując Golgiemu - to on wymyślił barwienie tkanki nerwowej metalami ciężkimi - ale stwierdził, że przekaźnictwo impulsów nerwowych związane jest ze ścisłym ich połączeniem (czyli jest wyłącznie impulsem elektrycznym).

    Z kolei Cajal tak obserwował, tak rysował, że stwierdził, iż nie ma ścisłego połączenia komórek nerwowych. Zachodzi zamiana impulsu elektrycznego na chemiczny (działanie synapsy). Z racji odrębnych poglądów powstał między nimi niemały konflikt, Golgi robił wszystko, by podważyć prawdziwość twierdzeń Cajala.

    Oprócz tego odkryli wiele innych fantastycznych rzeczy, ale to notka nie o tym ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    W 1906 przyznano Nagrodę Nobla obu naukowcom (pierwszy raz w historii nagrody). Nie byłoby w tym nic aż tak ciekawego, gdyby nie sama ceremonia wręczenia nagrody. Golgi rzucił się na Cajala. Po rozdzieleniu i wysłaniu obu do szpitala, tłukli się nadal. (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    Zdj - Cajal odbiera Nagrodę Nobla.

    #przedzabawologia <- tag do obserwowania, gdzie będę wrzucać ciekawostki medyczne i okołomedyczne

    #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #medycyna #historiajednejfotografii
    pokaż całość

    źródło: cajal.JPG

  •  

    Mechanik Ferrari potrącony przez Kimiego Raikkonena leży na stanowisku serwisowym swojego zespołu. Nieudany pitstop ekipy skończył się złamaniem kości piszczelowej i strzałkowej lewej nogi Włocha.
    #f1 #historiajednejfotografii #wypadek

    źródło: i.iplsc.com

  •  

    Letni obóz naukowy olimpiady matematycznej, Dom Wczasowy "Zgoda", Zwardoń, Polska, 1997 r. Autorem zdjęcia jest nauczyciel Jerzy Bednarczuk.
    Na zdjęciu uczniowie: Jan Pelc, Tomasz Czajka, Piotr Przytycki, Marcin Petrykowski. Jeden z bohaterów mema "szalona impreza informatyków", programista Tomasz Czajka (na zdjęciu bez okularów), pracuje w firmie Elona Muska, SpaceX, i ma swój udział w wystrzeleniu w kosmos rakiety Falcon Heavy z kabrioletem Tesla na pokładzie.
    Dziennikarzom udało się nawiązać kontakt z Marcinem Petrykowskim (na zdjęciu pierwszy z prawej).
    Petrykowski powiedział, że na obóz kwalifikowali się uczniowie, którzy zdobyli najwięcej punktów podczas polskiej olimpiady matematycznej. W Zwardoniu przez kilka dni przygotowywali się do międzynarodowej olimpiady i wędrowali po górach. Petrykowski przez cztery lata pracował na Uniwersytecie Wrocławskim, a obecnie pracuje w dziale rozwoju w Tieto.
    Piotr Przytycki (na zdjęciu drugi z prawej) mieszka w Kanadzie z mężem, polskim matematykiem. Przytycki wykłada na Uniwersytecie McGill w Montrealu. O czwartym bohaterze mema, Janie Pelcu, nic nie wiadomo (przynajmniej nam). via #joemonster #historiajednejfotografii
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Niemieckie Messerschmitty Bf-109 nad Cap Gris Nez. Niestety, to jedyne zdjęcie w kolorze związane z tym miejscem, ale wykorzystam je by opowiedzieć o niezwykłym człowieku, wiernym wychowanku hasła ''Ils ne passeront pas!''.

    Gabriel August Ferdinand Ducuing był oficerem marynarki wojennej i pilotem. Miał za sobą trzydzieści lat służby we francuskiej armii. Brał udział w I WŚ jako pilot samolotu, latał także na balonach. Dwukrotnie ranny, później służył w szkole lotniczej. W 1940 roku francuskie dowództwo jeszcze raz chciało wykorzystać starego żołnierza i zlecono mu obronę Cap Gris Nez, gdzie znajdowała się bateria artylerii nadbrzeżnej, blokująca wyjście z Pas de Calais. Podpułkownik otrzymał 100 ludzi i trzech oficerów do wykonania tego zadania. Okazało się jednak, że żołnierze dysponują zaledwie 20 karabinami i sześcioma rewolwerami. Wobec tego, Ducuing uzbroił 24 ludzi, którzy byli pod jego osobistym dowództwem i stanowili ariergardę obrony. Pozostali mieli pilnować baterii nadbrzeżnych. Oprócz tego, stworzył stanowiska obronne, pozwalające bronić się w okrążeniu. 24 maja 1940 r. nadeszli Niemcy siłami kolumny zmotoryzowanej z dwoma samochodami pancernymi i lekkim czołgiem. Obrońcy otworzyli ogień ze wszystkiego, co mieli, w ruch poszły improwizowane ładunki wybuchowe. Kolumnę motocykli wymieciono od razu, niemiecki czołg dostał z lekkiego działka ppanc i zapalił się. Niemcy nie spodziewali się tak silnego oporu - cała kolumna została zniszczona. Francuzi przejęli nawet samochód pancerny, którego wyposażenie wspomogło obronę. Wieczorem Niemcy złożyli propozycję kapitulacji. Ducuing odmówił. Niemcy ponownie ruszyli do ataku, ale zostali odepchnięci. W końcu jego jednostka została okrążona. W nocy z 24 na 25 maja Ducuing zorganizował ewakuację marynarzy z zatopionego nieopodal niszczyciela ''Chacal'', wycofał też część swoich ludzi. Wydano pozostałą amunicję, a nawet niemieckie granaty, znalezione w wozie pancernym.

    25 maja rankiem nadeszła niemiecka dywizja pancerna, która ruszyła do ataku siłami 150 ludzi. Francuzi stawili opór, ale było jasne, że nie zatrzymają czołgów. Niemcy nawoływali raz po raz do kapitulacji, ale stary pułkownik odmawiał. Kiedy Niemcy byli już blisko i zabrakło amunicji, Ducuing kazał wycofać się swoim ludziom. Sam pozostał, by wysadzić w powietrze działa. Następnie podniósł francuską flagę i wciągnął ją na maszt.

    Wtedy też zginął, zastrzelony z bliskiej odległości.

    Pośmiertnie awansowano go na komandora, odstępując od zasady Marine Nationale o nieawansowaniu poległych. Odznaczono go też Legią Honorową. Miejsce bohaterskiej obrony upamiętnia kamienna tablica postawiona w tym miejscu.

    Allons enfants de la Patrie
    Aux armes, citoyens!
    Entendez-vous dans les campagnes
    Mugir ces féroces soldats?

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Opowiem wam historyjkę o tym jak brak pędzla doprowadził do wynalezienia najdoskonalszego wzoru wojskowego kamuflażu...w którego skuteczność prawie nikt nie wierzy.
    Na zdjęciu jest pierwszy na świecie pojazd pomalowany w tzw "digital camo", a właściwie w "texture match" - bo tak nazwał ten wzór jego wynalazca Timothy O'Neill. W 1976 r osobiście i "od ręki" pomalował ten transporter używając wałka do malowania. Zrobił to by przekonać wojskowych, że kwadraty, które nie występuj powszechnie w przyrodzie, są jednak dobrym sposobem na maskowanie. Nie do końca mu się udało.

    Większości osób jak widzi tego typu wzór maskowania, kojarzy to z komputerami, technologiami cyfrowymi...no generalnie musi być to coś bardzo "digital". W rzeczywistości z technologią cyfrową nie ma to nic wspólnego. Wzór powstał przez przypadek. O`Neill pracując nad nowymi wzorami maskowania malował deski w różnokolorowe plamy, zawoził gdzieś do lasu czy inną dzicz i tam sprawdzał jak się sprawdza wzór w terenie. Pewnego razu chciał wypróbować kilka połączeń kolorów, ale okazało się, że zgubił gdzieś pędzel. Jedyne co miał to wałek do malowania. Ok, chciał tylko sprawdzić czy kolory pasują, więc pomalował deski wałkiem malując na nich właśnie różnej wielkości i kolorów kwadraty. No bo wałkiem trudno się maluje nieregularne plamy. Kiedy postawi dechy w lesie i zaczął zaczął oglądać raz z bliska raz z daleka to, jak sam opowiada przez półgodziny powtarzał w kółko "holy crap"...co tak naprawdę odkrył?

    Ano Świętego Grala wszystkich speców od projektowania wzorów kamuflażu. Sposób na to by wzór maskował skutecznie zarówno z bliska jak i z daleka. Problem z wzorem maskowania jest taki, że duże plamy są skuteczne z dużej odległości a małe z małej. Jak pokryjesz pojazd czy mundur małym wzorem i spojrzysz z daleka to twój mózg nie będzie się pierdoli w rozpoznawanie tych drobiazgów tylko zmiesza wszystkie plamy razem i diabli wzięli całe maskowanie. Widzimy jeden kolor do tego często wyróżniający się od tła. To ma nawet fachową nazwę "problem 100 yardów". Natomiast kwadraty o odpowiednim układzie i wielkości są postrzegane przez mózg inaczej. Z bliska pojedyncze małe są interpretowane jak liście itp a z daleka "łączą" się w większe ale ponieważ to kwadraty to mózg nadal je wyróżnia bo nie są typowe dla otoczenia...taki bug ewolucyjny.

    Dlaczego więc tzw "Digital Camo" nie opanowało wszystkich armii na świecie. Sam twórca mówi, że powodem jest psychologia całe lata trwało przekonywanie ludzi, że kwadraty maskują, ale większość i tak w to nie wierzy. Nawet jak uda się to gdzieś wprowadzić to za chwile jest wycofywane bo pojawia się jakiś ważniak, który to wyśmiewa. Jak widać sposób w jaki działa ludzki mózg jest jednocześnie największym sprzymierzeńcem i wrogiem tego wynalazku.

    Wzory podobne do "texture match" były i są stosowane ale przyjmują się z dużą trudnością. Amerykanie malowali tak swoje pojazdy w Europie pod koniec lat 70. Chińczycy stosują teraz. Wzory CADPAT i MARPAT również wywodzą się z tego pomysłu.
    #militaria #ciekawostki #historiajednejfotografii #stahs
    pokaż całość

    źródło: ichef.bbci.co.uk

    •  

      @stahs: Ciekawe. Tylko się zastanawiam, bo tutaj przedstawiłeś skuteczność takiego "Digital Camo" w kontekście rozpoznawania przez człowieka. A obecnie chyba też duża rolę na polu bitwy odgrywają różne komputerowe systemy rozpoznawania obrazu, ciekawe jak tutaj wygląda sprawa. Chociaż z drugiej strony, jak ktoś ma już elektronikę pod ręką to sobie włączy podczerwień i cześć.

    •  

      @eskejp_: Taki wzór nazywa się po angielsku Splinter. Niemcy go wymyślili w 1920.
      btw to jest grafika komputerowa.
      @Voraz: Przecież ich nie widać z daleka( ͡º ͜ʖ͡º)

      +: eskejp_
    • więcej komentarzy (30)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Radziecki Ił-2 Szturmowik podczas startu, Praga, lipiec 1945 roku.

    Kiedyś wspominałem o tym, że te maszyny były poronioną konstrukcją, to mnie zakrzyczeli fani bzdurnych programów z Discovery i amatorzy komunistycznej propagandy. Podtrzymuję to, co powiedziałem. Szturmowiki były ślepą uliczką w rozwoju maszyn latających, porzucono je praktycznie od razu po wojnie na rzecz Ił-10. Wykorzystano je podczas wojny, bo Sowieci nie posiadali nic lepszego do atakowania celów naziemnych - ich myśliwce miały komiczny udźwig i uzbrojenie pokładowe, a bombowce dwusilnikowe niespecjalnie się do tego nadawały.

    Szturmowika przepchnięto na osobisty rozkaz Stalina, zaś po wojnie wykiełkowała jego legenda, jako ''najlepszego samolotu II WŚ''. Ił-2 był samolotem ciężkim, mało zwrotnym, o przezabawnym udźwigu, równie śmiesznym uzbrojeniu pokładowym, niewielkim zasięgu, wyjątkowo niskiej prędkości i długim czasie wznoszenia. W samych latach 1943-44 Niemcy zestrzelili ich 16 tysięcy sztuk (!). Jedyne, co było jego zaletą, to opancerzenie dolnej części samolotu, jednakże podatna na uszkodzenia była wystająca osłona chłodnicy.

    Udźwig - 400 kg bomb
    Uzbrojenie - 2x23/20 mm działka, 2x7,62 mm km (w wersji m3 były to dwa działka 37 mm, jednak wersja ta nie przenosiła bomb)
    Zasięg - od 600 do 740 km
    Prędkość max. - 390 do 410 km/h
    Czas wznoszenia na 1000 m - 2 min 12 s

    Normalne państwa poszły w rozwój myśliwców bombardujących, czego świetnym przykładem są brytyjskie Typhoony i Tempesty, amerykańskie Lightningi, Mustangi i Thunderbolty oraz niemieckie FW-190.

    Dla porównania, Hawker Typhoon, jeden z moich ulubionych myśliwców:

    Udźwig - 1128 kg
    Uzbrojenie - 4x20 mm działka
    Zasięg - 980-1600 km
    Prędkość max. - 663 km/h
    Czas wznoszenia na 1000 m - 1 min 10 s

    P-47 Thunderbolt, pogromca korpusów pancernych SS i Wehrmachtu z Normandii:

    Udźwig - 1200 kg
    Uzbrojenie - 8x12,7 mm km
    Zasięg - 1300 km
    Prędkość max. - 714 km/h
    Czas wznoszenia na 1000 m - 1 min

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Źródło

    Po ostatnich wyrokach sądów, niektórzy zastanawiają się skąd te sądy są takie mądre i skąd lepiej od IPN-u wiedzą, kim byli Dąbrowszczacy.

    Wydaje nam się, że odpowiedź jest banalnie prosta. Być może sąd, w przeciwieństwie do IPN-u, zajrzał po prostu, choćby pobieżnie, do archiwów polskich ochotników hiszpańskiej wojny domowej. Tam bowiem zachowały się fragmentaryczne ewidencje żołnierzy z podziałem na ich polityczne afiliacje. Jak widzicie na dwóch ewidencjach z roku 1937, członków i sympatyków partii komunistycznych ("K.P.") jest pośród nich odpowiednio 43,5% i 41%. Trochę jest tam też członków i sympatyków partii socjalistycznych, a ponad połowa ochotników albo wprost zadeklarowała bezpartyjność, albo w tę rubrykę w dokumentach nic nie wpisała.

    Wyjaśnijmy też, co to za organizacje. To barwna mozaika, bowiem Dąbrowszczacy przybywali do Hiszpanii z niemal 30 krajów. Najczęściej byli to polscy emigranci ekonomiczni mieszkający wcześniej we Francji.

    Pośród komunistów mamy więc ludzi m.in. z Komunistycznej Partii Francji, Komunistycznej Partii Polski, Komunistycznej Partii Kanady, Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, Komunistycznej Partii USA, czy Komunistycznej Partii Palestyny. IPN upiera się dramatycznie, że większość Dąbrowszczaków "dążyła do budowy w Hiszpanii państwa stalinowskiego". Tylko nie wiadomo skąd bierze tę pewność, skoro nawet pośród komunistów nie każdy był stalinistą.

    Pośród dąbrowszczackich socjalistów mamy ludzi z Polskiej Partii Socjalistycznej, żydowskich organizacji Poalej Syjon i Hitachdut, francuskiej SFIO, Belgijskiej Partii Pracy, Bundu, czy Szwedzkiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej.

    Mamy tam też pojedynczych członków innych organizacji, np. polskiego Stronnictwa Ludowego.

    W teczkach wielu ochotników znajdują się bardzo szczegółowe informacje i wiemy stąd, że pośród Dąbrowszczaków było też np. przynajmniej 49 członków Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego założonego przez Ignacego Daszyńskiego. Wydaje się przy tym, że widoczne na zdjęciach statystyki zostały odrobinę przekręcone przez ich komunistycznego autora. Do "komunistów" wlicza się tam także członków komunistycznych organizacji młodzieżowych, natomiast np. owych TUR-owców chyba wcale nie doliczono do "socjalistów".

    Jeżeli ktoś więc pyta, skąd czerpać wiedzę o Dąbrowszczakach - odpowiedź jest prosta: Najlepiej zacząć od dokumentów! Niestety IPN uparcie nie chce do nich zajrzeć, bo dobrze wie, że nie przypasują mu odpowiedzi, które tam znajdzie.

    #komunizm #dabrowszczacy #dekomunizacja #dobrazmiana #bekazpisu #bekaznarodowcow #bekazprawakow #neuropa #4konserwy #historia #historiajednejfotografii #zolnierzewykleci #ipn
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Sierżant Armii Czerwonej, Ilia Amielin z 15. Gwardyjskiej Dywizji Strzeleckiej pozuje z Panzerfaustem 60 m w wiosce Niklasdorf, kwiecień 1945 r.

    Armia Czerwona cierpiała na dramatyczny brak ręcznych środków przeciwpancernych - była to jedna z niewielu armii, która nie dysponowała granatnikami przeciwpancernymi. W początkowym okresie wojny (1941-43) jako broń przeciwpancerna służyły karabiny PTRD i PTRS kal. 14,5 mm. Pociski z nich wystrzeliwane były zdolne przebić 25-35 mm pancerz, w niektórych przypadkach nawet 40 mm, co pozwalało walczyć z większością ówczesnych niemieckich czołgów. Jednak wraz z rozwojem Panzerwaffe i zwiększeniem opancerzenia w czołgach Panzer IV Ausf. F i G, o powstaniu Panter i Tygrysów nie wspominając, karabiny przeciwpancerne stały się bezużyteczne. Zaczęto je wówczas wykorzystywać do zwalczania umocnień i lżej opancerzonych pojazdów, ale zarówno dla STAWKI, jak i szeregowych żołnierzy stało się jasne, że Armia Czerwona nie posiada ręcznej broni przeciwpancernej.
    Co prawda dysponowano granatami ppanc. typu RPG (40 i 43), ale ich wykorzystanie zmuszało użytkownika do podejścia do celu na odległość maksymalnie 25 metrów, co było zadaniem niemalże samobójczym i sprawdzało się głównie wobec odseparowanych od piechoty pojazdów. Problem braku ręcznej broni próbowano załatać dostarczając duże ilości dział ppanc., ale oczywistym jest, że nie jest to broń, którą można byłoby wykorzystać w każdej sytuacji i miejscu (choćby ze względu na gabaryty).
    Wobec takiej tragedii rozglądnięto się po polach bitew - i dostrzeżono spore ilości niemieckich Panzerfaustów, w które natychmiast uzbrojono jednostki szturmowe Armii Czerwonej (konkretniej brygady inżynieryjno-saperskie, wykorzystujące np. pancerze SN-42). W brygadach utworzono specjalne sekcje ''faustników'', których zadaniem było niszczenie umocnionych punktów oporu i pojazdów pancernych wroga. W jednej sekcji znajdowało się ok. 80 Panzerfaustów. Jednostki te brały udział w walkach o m.in. Wrocław, Gdańsk, Budapeszt i Berlin. Wnioski z użycia Panzerfaustów były tak zadowalające, że Sowieci już w końcu 1944 r. opracowali klona niemieckiej ''pięści'' - RPG-1, który wyznaczył kierunek rozwoju radzieckiej broni ppanc. aż do współcześnie produkowanego granatnika RPG-7.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @szkucik14 W pełni się zgadzam z tym co napisałeś :). Na pochwałe zasługuje również umiejętnoś maskowanja umocnień przez Sowietów. Gdzieś czytałem, że umocnienia na Łuku Kurskim dorównywały tym, na które Amerykanie natknęli się na Okinawie. Fajnie znaleź taką dyskusje na wykopie. W sumie to ciekawe czy gdyby Hitler nie odwlekał cytadeli to czy wynik byłby inny. O ile pamiętam to pogoda i tak spowolniła niemieckie natarcie.

    •  

      @Moty: Ja bardzo żałuję ,że ten tag odkryłem dopiero teraz. Obserwuje go stosunkowo mało ludzi w porównaniu do innych tagów. Będę tutaj często zaglądał bo fajne dyskusję się tutaj tworzą ,każdy z nas coś wie jedni więcej jedni mniej ale razem swoją wiedzę możemy pogłębiać wszyscy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (28)

  •  

    Obecna w największym samolocie pasażerskim Airbus A380 koncepcja 2 pokładów pasażerskich nie jest niczym nowym w lotnictwie. Już wcześniej latały pasażerskie dwupokładowce. Poznaj je już teraz.

    Link do znaleziska: Samoloty pasażerskie z 2 pokładami

    Jeśli Cię zainteresowało to dziękuję Ci za wykop. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #lotnictwo #samoloty #aircraftboners #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historiajednejfotografii #historia #technologia #technika #gruparatowaniapoziomu #inzynieria #podroze
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Członkowie Hitlerjugend trzymają tablice z nazwiskami poległych żołnierzy Legionu Condor w Hiszpanii, parada w Berlinie, maj 1939 roku. Jako ciekawostkę można dodać, że rząd hiszpański do dzisiaj wypłaca emerytury wdowom i sierotom po poległych członkach Legionu. W Hiszpanii zginęło ich lub zmarło 298.

    Dzisiaj chciałem przyjrzeć się jednemu z najsłynniejszych mitów wojny domowej (w ramach wyjątku) - nalotowi na Guernikę 26 kwietnia 1937 roku. Legion Condor, dzięki lewicowej propagandzie, jest ''znany'' głównie z przeprowadzenia terrorystycznego nalotu, podczas którego miano ostrzeliwać cywili z karabinów maszynowych, zaś cała akcja rzekomo była zaplanowanym mordem, który przyniósł śmierć 1600 osób, a Legion w Hiszpanii zajmował się wyłącznie mordowaniem cywili.

    W rzeczywistości przyczyny były dużo bardziej prozaiczne. Pierwsza fala nalotu, skierowana na główny cel, czyli most Renteria nad rzeką Oca, zrzuciła bomby niezbyt dokładnie m.in. przez silny wiatr na miejscu i spadły one wokół mostu i w pobliżu zabudowań, wywołując pożary. Następne fale bombowców z powodów kłębów dymu zrzucały bomby w sam ich środek, na ślepo, nie wiedząc, że trafiają w miasto, a nie w most. Żadnego ostrzeliwania cywilów z karabinów maszynowych nie było. W bombardowaniu zginęło - wg różnych źródeł (m.in. urzędu miejskiego Guerniki) - od 90 do 300 osób.

    Tuż po bombardowaniu republikańska propaganda podchwyciła temat, znajdując doskonały pretekst do upokorzenia frankistów. Mocno przyczynił się w tym brytyjski lewicowy dziennikarz George L. Steer, korespondent Timesa, który opisał rzekomy przebieg nalotu, chociaż nie było go nawet na miejscu zdarzenia. Znacznie zawyżono liczbę ofiar, podając 1600 (!) zabitych, opisując, jakoby samoloty z zimną krwią ostrzeliwały cywili. Również propaganda radziecka kilka dni po nalocie rozdmuchała liczbę zabitych, podając liczbę 800 ofiar. Żeby dodatkowo powiększyć skalę, podano, że nalot odbywał się w dzień targowy i mogło w nim być 10 tys. ludzi (lecz nalot odbył się dopiero po godz. 16, kiedy targ już dawno się skończył). Swoją cegiełkę dołożył też komunista i malarz, Pablo Picasso, malując swój obraz, zaprezentowany w Paryżu. Sprawę propagandzie republikańskiej ułatwiło stanowisko frankistów, którzy początkowo zaprzeczali, że nalot w ogóle miał miejsce.

    Jednakże, nawet świeżo po nalocie niektórzy mieli wątpliwości co do wersji republikanów. Podawano m.in., że zniszczenia były zbyt dokładne i niemożliwym było, by niemieckie samoloty z taką pieczołowitością zbombardowały całe miasto, omijając najważniejszą dla Basków dzielnicę historyczną. Zwrócono również uwagę na to, że pożar spokojnie szalał przez dwa dni, co dawało podejrzenia, że republikanie bynajmniej nie gasili pożarów, a być może jeszcze je wzniecali.

    Nie zaprzeczam, że nalot się odbył i był karygodnym czynem, jednakże wokół Guerniki narosło zbyt wiele mitów autorstwa lewicy, by móc kupować wersję o zbrodniczym Legionie Condor. Warto wspomnieć, że po nalocie Legion otrzymał zakaz atakowania celów niewojskowych po stronie republikańskiej i konsekwentnie tego zakazu wystrzegał się aż do końca wojny.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @szkucik14: Nazizm to odmiana faszyzmu wykreowana przez Hitlera i jego otoczenie, na odmianę tą wpływ też miały lokalne niemieckie czynniki jak np. volkizm. Tak samo możesz rozróżnić trockizm, stalinizm albo maoizm, też się różnią ale mają te same podstawy i cechy wspólne. Dla faszyzmu to m.in. silne państwo, naród [ albo rasa panów ] który państwu służy i jest przez to państwo kreowany, nacjonalizm, interwencjonizm państwowy z pozostawieniem inicjatywy prywatnej w gospodarce, antykomunizm.

      Wehrmacht nie był aż tak przesiąknięty ideologią ale ludzie tam służący byli przesiąknięci propagandą nazistowską. Wehrmacht był odpowiedzialny za wiele zbrodni chociażby na terenie ZSRR więc przeciwstawiam to jego idealizacji jaką widać często na Wykopie gdzie to rozpowiadają się ludzie jak to im babciom Niemcy cukierki dawali.

      A z ciekawości co jest nieprawdą? Bo tak to napisałeś że ciężko zrozumieć, ale jeśli chodzi Ci o to że tylko je sprowadzono do bitwy pod Moskwą, bo do tego się pewnie odnosisz, to nie przypominam sobie żeby wskazywał że było to jedyne wsparcie.
      pokaż całość

    •  

      @Szczykawa: W książkach Beevora zarówno "II wojna światowa" jak i "Stalingrad" zostało napisane ,że ZSRR wygrało bitwę pod Stalingradem w głównej mierze dzięki oddziałom przybyłym z Syberii (świetnie wyszkolonymi i wyekwipowanymi). Jest to nieprawda ponieważ oddziały te pochodziły z całego terenu ZSRR jest na to szereg dokumentów. Jeśli zaś idzie o Wehrmacht w głównej mierze jego postrzeganie zależy od strefy w jakiej się ktoś znalazł: inne było postrzeganie tych wojsk w okupowanej Warszawie (szczególnie podczas Powstania Warszawskiego: 36 dywizja SS złożona z recydywistów oraz jeńców wojennych z ZSRR). U nas na Górnym Śląsku o tych żołnierzach zdanie jest jak najlepsze choćby z tak prozaicznego powodu jak to, że blisko 300 tysięcy mężczyzn służyło w szeregach Wehrmachtu, Luftwaffe, Panzerwaffe, Kreigsmarine itd... Moja babcia również wspominała o rozdawaniu czekolad przez tych żołnierzy oraz osoby z mojej okolicy ;) pokaż całość

    • więcej komentarzy (24)

  •  

    #ipn fałszuje historię?

    Dziś, w odpowiedzi na wyroki sądów przywracające ulice Dąbrowszczaków na mapy polskich miast, gdański IPN najpierw zapowiedział "konferencję naukową", demaskującą rzekome zbrodnie Dąbrowszczaków, a potem ... wrzucił to zdjęcie.

    Przedstawia żołnierzy pozujących przy sprofanowanych zwłokach.

    Oczywiście zdjęcie to wcale nie przedstawia Dąbrowszczaków, ale IPN się takimi drobiazgami nie przejmuje. Wrzucił pierwsze lepsze zdjęcie, by stworzyć propagandową zbitkę między nim, a rzekomymi "zbrodniami Dąbrowszczaków".

    [...]
    ---


    Post został już skasowany, ale w internecie nic nie ginie.

    A tym jegomościom (tym z IPN-u, nie tym ze zdjęcia) płacimy rocznie prawie 400 milionów złotych z naszych podatków. Tak właśnie wydają te pieniądze.
    Źródło
    #historia #dabrowszczacy #historiajednejfotografii #fakenews #neuropa #4konserwy
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent-frt3-2.xx.fbcdn.net

  •  

    Auto polo, USA 1910 - 1915 rok. Przy prędkości 64 km na godzinę różne rzeczy mogą się wydarzyć.

    Four photographs depicting dramatic scenes from an “auto polo” match, a version of polo played using cars rather than horses. The sport – thought to have been invented as a publicity stunt by a Ford automobile dealer from Topeka to sell Model Ts – was popular at fairs, exhibitions and sports venues across the United States and several areas in Europe from 1911 until the late 1920s. A seat-belted driver would be accompanied by a malletman that held on to the side of the car and would attempt to hit a regulation-sized basketball toward the goal of the opposing team, the cars reaching a top speed of 40 miles per hour (64 km/h) and while making hairpin turns."

    Wiki
    Artykuł

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu #historiajednejfotografii #motoryzacja #sport #myrmekochoria
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Parę dni temu minęła pewna wspaniała rocznica. Na trybunę wszedł niski, łysawy człowieczek z wąsikiem i cienkim głosem powiedział historyczne słowa ''La guerra ha terminado!''. Wojna jest skończona.

    Po przegranej nad Ebro cała Republika zaczęła się sypać w gruzy. Armia narodowa podbiła szybko Katalonię, ograniczając terytorium republikanów do 1/3 kraju z Madrytem na czele. Większość zwolenników Republiki rzuciła się do panicznej ucieczki przez granicę z Francją. Żołnierze dezerterowali, jednostki topniały w oczach. Powstańcy pozwalali uciekać swoim przeciwnikom - w końcu pozbywali się w ten sposób problemu. W międzyczasie nastąpiła ostatnia duża ofensywa republikanów - bitwa pod Valsequillo. Resztki armii republikańskiej - 90 tys. ludzi, wspartych przez 200 dział i 40 czołgów - próbowało ostatni raz uniknąć tego, co nieuniknione. Republikanom szło początkowo dobrze, wbili się na 8 km w głąb obrony nacjonalistów, ale zła pogoda i połączone ataki niemieckiego i włoskiego lotnictwa odrzuciły ich siły. Powstańcy wyprowadzili kontratak i odrzucili republikanów. Ofensywa, zakończona w lutym, była kompletnym fiaskiem - utracono na darmo 6 tys ludzi.

    Nie miało to już żadnego znaczenia. Niedługo później powstańcy zajęli Minorkę, a w Kartagenie wybuchło powstanie przeciwko rządom Republiki. W marcu w samym Madrycie nastąpił zamach stanu przeciwko komunistom - wojna domowa w wojnie domowej. Oficerowie republikańscy skoczyli sobie do gardeł - jedni, przewodzeni przez płk Segismundo Casadę, chcieli zakończyć wojnę, drudzy - dowodzeni przez płk Luisa Barcelo - chcieli walczyć do końca. Nacjonaliści stanęli przed Madrytem i spokojnie czekali, aż wróg sam się wykrwawi. Po kilku dniach krwawych walk wygrało stronnictwo Casady, a oddziały armii narodowej rozpoczęły ostatnią ofensywę w kierunku Madrytu. Nie napotkały żadnego oporu. Republikanie poddawali się tysiącami, wszędzie wisiały białe flagi. 1 kwietnia 1939 r. wojna zakończyła się.

    Wtedy to generał Franco wypowiedział te słowa.

    ''Hemos pasado''. ''Przeszliśmy.''

    Gdzież była wówczas butna Dolores Ibarruri, wrzeszcząca: ''No pasaran!''? Ah... zapomniałem... uciekała tchórzliwie do sowieckich przyjaciół, wbrew swojemu hasełku o umieraniu stojąc...

    Mimo, że Generalissimus nie jest z mojej bajki i uważam, że sam popełnił wiele zbrodni, to uratował Hiszpanię. Ocalił ją przed katastrofą - czy to bolszewizujących rządów republikanów, czy to widmem II WŚ, i zapewnił ponad 30 lat stabilnych rządów.

    W dalekim Rzymie, z balkonu w Palazzio Venezia, po upadku Barcelony ktoś inny wypowiedział tubalnym głosem inne słowa.

    ''Hasło czerwonych było takie: ''nie przejdą''.
    A my przeszliśmy i mówię wam... i mówię wam, że przejdziemy!''

    Salud, Generale i cała narodowa Hiszpanio. ¡Arriba España!

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #f1 #historiajednejfotografii
    Kierowca Lotusa Martin Donnelly chwilę po potężnym wypadku na torze Jerez podczas kwalifikacji do GP Hiszpanii, wrzesień 1990. Uderzenie było tak silne, że kierowca został wyrzucony wraz z siedzeniem z bolidu.
    Donnelly przeżył wypadek, jednak odniesione obrażenia uniemożliwiły mu dalsze starty w F1.

    +: Mald, pablonzo +13 innych
  •  

    Był wrzesień 1972 roku. Oczy świata w tym okresie zwrócone były w dużej mierze na Monachium , gdzie trwały właśnie Letnie Igrzyska Olimpijskie. Sukcesy sportowców, jednak, miały wkrótce zostać przesłonięte przez wydarzenia, które na zawsze miały zapisać się w historii Niemiec i świata.

    Była noc 5 września. Wioskę olimpijską w Monachium spowijały cisza i spokój – większość sportowców spała. Około godziny 4:30 przez płot odgradzający kompleks olimpijski od reszty miasta przeskoczyło 8 mężczyzn ubranych w dresy i niosących materiałowe torby. Pomogła im przy tym grupa kanadyjskich sportowców – z pewnością myśleli oni, że mężczyźni byli jedną z wielu grupek atletów wykradających się z wioski celem spędzenia wieczoru w Monachium a następnie wracającymi nad ranem do swoich kwater. Mężczyźni ci byli w rzeczywistości terrorystami należącymi do palestyńskiej organizacji Czarny Wrzesień. W torbach zaś ukryte były karabiny AK, pistolety TT-33 oraz granaty ręczne. Po przeskoczeniu płotu swoje kroki skierowali w stronę budynku mieszczącego się przy Conollystraße 31. Wybór celu nie był przypadkowy – to właśnie w tym budynku w mieszkaniach numer 1, 2 i 3 zakwaterowana została kadra sportowców izraelskich. Korzystając ze skradzionych kluczy szybko weszli do środka.

    Pierwszą osobą która zorientowała się, iż coś jest nie tak był sędzia zapaśniczy Jusef Gutfreund. Ze snu zbudził go odgłos drapania w drzwi mieszkania numer 1, gdzie spali trenerzy oraz sędziowie. Gdy Gutfreund chciał sprawdzić, co się dzieje, zauważył, iż drzwi do mieszkania otwierają się, a na korytarzu stoją uzbrojeni i zamaskowani mężczyźni. Widząc to Gutfreund rzucił się w stronę drzwi, starając się je zablokować. Jego opór został szybko przełamany, ale dało to czas trenerowi sztangistów – Tuwji Sokołowskiemu – na wyskoczenie przez okno i ucieczkę. W stronę napastników rzucił się również trener zapaśników Mosze Weinberg, starając się wyrwać im broń. Jeden z terrorystów postrzelił go jednak w policzek. Terroryści zmusili rannego Weinberga do zaprowadzenia ich do mieszkań, gdzie spali inni członkowie zespołu izraelskiego. Weinberg zaprowadził ich do mieszkania numer 3, kłamiąc przy tym, iż w mieszkaniu numer 2 nie było Żydów. W mieszkaniu numer 3 terroryści wzięli za zakładników 3 sztangistów i 3 zapaśników, których zaskoczyli we śnie. W trakcie prowadzenia nowych zakładników do mieszkania numer 1, Weinberg ponownie zaatakował porywaczy – udało mu się zranić dwóch z nich nim został zastrzelony. Taki sam los spotkał sztangistę Josefa Romano. W zamieszaniu zapaśnik Gad Cobari zdołał wymknąć się terrorystom i uciec przez podziemny parking. Obudzeni przez hałasy w korytarzu sportowcy z mieszkania numer 2 zdołali uciec. Ostatecznie, terroryści wzięli 9 zakładników – trenera strzelectwa Ketaha Szorra, zapaśników Eliezera Halfina i Marka Slawina, sztangistów Dawida Bergera i Zewa Friedmana, szermierza Andre Spitzera, trenera lekkiej atletyki Amicura Szapira, sędziego sztangistów Jakowa Springera i Jusefa Gutfreunda.

    Rankiem 5 września wioska olimpijska została otoczona przez monachijską policję. Terroryści, w większości rekrutujący się z obozów dla palestyńskich uchodźców w Libanie, Syrii i Jordanii, wystosowali żądania. Były jasne – domagali się zwolnienia 234 palestyńskich więźniów przetrzymywanych na terenie Izraela oraz zwolnienia z niemieckiego więzienia Ulrike Meinhof i Andreasa Baadera, założycieli lewicowej organizacji terrorystycznej Frakcji Czerwonej Armii. Rząd Izraela prawie natychmiast odmówił udziału w negocjacjach. Rząd RFN przyjął zupełnie inną taktykę, oferując terrorystom okup bądź też wymianę zakładników na wysokich urzędników rządu RFN. Terroryści nie zgodzili się jednak na te warunki. Negocjacje, prowadzone pomiędzy przywódcą terrorystów Lutiffem Afifem (pseudonim „Issa”) a komendantem policji monachijskiej Manfredem Schreiberem, ministrem spraw wewnętrznych Bawarii Bruno Merkiem i ministrem spraw wewnętrznych RFN Hansem-Dietrichem Genscherem trwały praktycznie przez cały 5 września. Ostatecznie, wieczorem terroryści zmienili zdanie. Zgodzili się na opuszczenie terytorium RFN wraz z zakładnikami na pokładzie samolotu, który miał zabrać ich do Kairu. Co prawda rząd Egiptu nie zgodził się na przelot, ale negocjatorzy nie zamierzali tak naprawdę w pełni wykonać woli porywaczy – planowali za to wciągnąć ich w zasadzkę.

    Porywacze oraz zakładnicy zostali wieczorem przetransportowani na lotnisko wojskowe Fürstenfeldbruck na zachód od Monachuim na pokładzie dwóch śmigłowców UH-1 Huey Bundeswehry. Na płycie lotniska stał również samolot Boeing 727, mający w teorii zabrać terrorystów i zakładników do Kairu. Po wylądowaniu obu śmigłowców o godzinie 22:30, „Issa” oraz jego zastępca Yussuf Nazzal (pseudonim „Tony”) ruszyli w stronę samolotu i weszli na jego pokład. Po chwili, jednak, obaj wybiegli z powrotem na płytę lotniska, krzycząc coś do swoich towarzyszy, którzy pozostali przy obu śmigłowcach. Wtedy, ze strony wieży kontroli lotów lotniska padł strzał - „Tony”, trafiony w udo, upadł na ziemię. To niemieccy strzelcy rozmieszczeni w wieży kontroli lotów i na płycie lotniska otworzyli ogień do terrorystów. W ciągu kilku minut od niemieckich kul zginęli Ahmed Chic Taah i Afif Ahmed Hamid, którzy pozostali w śmigłowcach, aby pilnować zakładników i pilotów. Pozostali terroryści, zaskoczeni i zdezorientowani odpowiedzieli ogniem na ślepo, skupiając się w dużej mierze na wieży kontroli lotów. W wyniku ich ostrzału zginął niemiecki policjant Anton Fliegerbauer. Strzelanina przybierała na sile z minuty na minutę, zaś około północy na lotnisko dotarły policyjne wozy opancerzone. Ich widok najprawdopodobniej uświadomił terrorystom, iż ich czas dobiegł końca.

    Cztery minuty po północy 6 września jednym ze śmigłowców wstrząsnęła eksplozja. Jak się później okazało, jeden z terrorystów (najprawdopodobniej „Issa”) otworzył ogień do związanych w środku zakładników, a następnie wrzucił do środka odbezpieczony granat. Przywódca terrorystów zginął od ognia niemieckiej policji zaledwie kilka minut później. Po chwili jego los podzielił inny terrorysta – Khalid Jawad. W tym samym czasie kolejny Palestyńczyk – najprawdopodobniej Adnan Al-Gashey – zamordował pozostałych zakładników, strzelając do każdego z nich co najmniej czterokrotnie. Niedługo po tym, bitwa na płycie lotniska zakończyła się. Niemieckim policjantom udało się aresztować trzech terrorystów – Adnana Al-Gasheya, Jamala Al-Gasheya i Mohammada Safady'ego. Ostatni z porywaczy – ranny Youssuf Nazzal – zbiegł w stronę parkingu lotniska, gdzie zginął po krótkiej wymianie ognia z niemiecką policją ok. godziny 1:30. Operacja odbicia zakładników zakończyła się całkowitą klęską.

    Późniejsze śledztwa i opracowania na temat masakry w Monachium ujawniły szereg kompromitujących i tragicznych błędów ze strony władz RFN, Bawarii oraz działań niemieckiej policji. Wioska olimpijska w Monachium była bardzo słabo strzeżona, kiepsko zabezpieczona i rzadko patrolowana przez policję. Izraelska delegacja, zmartwiona niskim poziomem zabezpieczeń apelowała o przydzielenie dodatkowej ochrony – prośbę tą zignorowano. Po rozpoczęciu kryzysu, monachijska policja i funkcjonariusze Straży Granicznej próbowali już po południu 5 września dokonać próby oswobodzenia zakładników z budynku przy Conollystraße. Funkcjonariusze ci byli jednak nieprzygotowani i nieprzeszkoleni do prowadzenia tego typu działań. Przygotowania do akcji były również transmitowane na żywo przez telewizję, gdyż policja nie usunęła mediów z terenu działań – przez to terroryści mogli w czasie rzeczywistym śledzić niemieckie przygotowania. Po tym, jak porywacze zagrozili zabiciem zakładników, akcję odwołano.

    Operacja odbicia zakładników na lotnisku Fürstenfeldbruck również spotkała się z ogromną falą krytyki. Planujący akcję źle oszacowali liczbę terrorystów – bazując na zeznaniach Waltera Trögera, który został wpuszczony przez terrorystów do budynku w celu sprawdzenia stanu zakładników uznano, iż terrorystów było jedynie 4 lub 5. Nawet, gdy przy transporcie na lotnisko okazało się, że jest ich więcej, plan nie został zmieniony. Według planu, w podstawionym samolocie Boeing 727 mieli oczekiwać policjanci przebrani w mundury stewardów i pilotów, których zadaniem było obezwładnienie porywaczy wchodzących na pokład. Policjanci ci byli kompletnie nieprzygotowani do prowadzenia akcji antyterrorystycznych i tuż przed przylotem śmigłowców uciekli z samolotu, nie informując o tym nikogo ze sztabu dowodzenia. W tym momencie przeciwko ośmiu terrorystom pozostało jedynie pięciu strzelców wyborowych rozmieszczonych w wieży kontroli lotów i na płycie lotniska. Strzelcami wyborowymi byli jednak jedynie z nazwy – żaden z nich nie był odpowiednio przeszkolony, a ich wyboru dokonano na podstawie wyników strzelań rekreacyjnych (jeden z funkcjonariuszy, znany jako”Snajper Numer 2” miał później stwierdzić, iż „Jest zdania, iż nie jest strzelcem wyborowym.”). Strzelcy nie byli również odpowiednio wyposażeni – nie mieli na sobie kamizelek kuloodpornych czy hełmów oraz nie wyposażono ich w radia, przez co nie mogli skoordynować działań między sobą czy dowództwem. Ich uzbrojenie stanowiły jedynie karabiny Heckler & Koch G3, których nie wyposażono w celowniki optyczne czy noktowizyjne. Pozycja, w jakiej wylądowały śmigłowce również działała przeciwko nim – wylądowały one pośrodku pasa startowego i z nosami skierowanymi w stronę wieży kontroli lotów. Taka pozycja sprawiła, iż terroryści byli w stanie schować się za lub pod kadłubami maszyn, a strzelcy znajdujący się na płycie lotniska znaleźli się w linii ognia policjantów na wieży kontroli lotów. Strzelcy na wieży nie otrzymali również informacji o tym, gdzie znajdowali się strzelcy na płycie lotniska – w trakcie wymiany ognia od kul strzelców ranny został snajper numer 2 i pilot śmigłowca Gunnar Ebel.

    Trójka schwytanych terrorystów osadzona została w więzieniu w Monachium w oczekiwaniu na proces. Do tego, jednak, nigdy nie doszło. 29 października 1972 roku terroryści Czarnego Września porwali lecący z Damaszku do Frankfurtu samolot Lufthansy i skierowali go do Zagrzebia, grożąc wysadzeniem go, jeśli schwytani w Monachium porywacze nie zostaną zwolnieni z więzienia. Niemiecki rząd przystał na te warunki prawie natychmiast. Już o godzinie 21:03 tego samego dnia samolot z zakładnikami i uwolnionymi więźniami wylądował na lotnisku w Trypolisie. Do dziś istnieje wiele teorii mówiących, iż porwanie to było jedynie przykrywką, mającą maskować umowę zawartą rzekomo między Czarnym Wrześniem a rządem RFN – terroryści z Monachium za brak nowych ataków terrorystycznych na terenie Niemiec Zachodnich. Na potwierdzenie tych teorii nie ma jednak jednoznacznych dowodów.

    Masakra w Monachium miała jednak również inne konsekwencje. Pokazywała, jak bardzo nieprzygotowane do wojny z terroryzmem były państwa zachodnie. Reakcja była szybka – 17 kwietnia 1973 rząd RFN powołał do życia jednostkę antyterrorystyczną GSG 9 (Grenzschutzgruppe 9), podlegającą Niemieckiej Policji Federalnej. Na jej czele stanął podpułkownik Ulrich Wegener, jeden ze świadków masakry na Fürstenfeldbruck. Jednostka ta przeszła udany chrzest bojowy w nocy z 17 na 18 października 1977 roku, gdy jej operatorzy odbili z rąk porywaczy samolot Boeing 737 Lufthansy, uprowadzony w trakcie lotu z Palma de Mallorca do Frankfurtu i zmuszony do lądowania w Mogadiszu. W roku 1973 rząd francuski powołał do życia jednostkę antyterrorystyczną GIGN (Groupe d'Intervention de la Gendarmerie Nationale), również w odpowiedzi na atak w Monachium. Powstanie nowych jednostek antyterrorystycznych w Europie i rozwój antyterrorystycznych Drużyn Projektów Specjalnych brytyjskiej jednostki SAS (Special Air Service) zainspirował amerykańskiego pułkownika Charlesa Beckwitha do stworzenia amerykańskiego odpowiednika takich jednostek – w roku 1977 w Fort Bragg powstała jednostka SFOD-D, znana również jako „Delta”.

    Izraelska odpowiedź na Monachium nie kazała na siebie długo czekać. Już 8 września 1972 roku samoloty Izraelskich Sił Powietrznych dokonały nalotów na bazy Organizacji Wyzwolenia Palestyny w Syrii i Libanie – dokładna liczba ofiar tych nalotów nie jest znana. Niedługo po tym premier Golda Meir zaaprobowała rozpoczęcie operacji „Gniew Boży”. Jej celem było uderzenie w struktury Czarnego Września i Organizacji Wyzwolenia Palestyny, celem zapobieżenia „kolejnemu Monachium”. Operacja ta uważana była również niejako za zemstę za śmierć 11 zakładników. Już 16 października 1972 roku w Rzymie agenci Mossadu zastrzelili Waela Zwaitera, reprezentanta OWP we Włoszech. 8 grudnia w eksplozji bomby zamontowanej pod biurkiem w swoim paryskim mieszkaniu śmiertelnie ranny został Mahmoud Hamshari, reprezentant OWP we Francji. 24 stycznia 1973 roku w eksplozji bomby ukrytej pod łóżkiem w pokoju hotelowym w Larnace zginął Hussein Al Bashir, członek organizacji Fatah operujący na Cyprze. 9 kwietnia 1973 roku izraelscy komandosi dokonali udanego rajdu na kryjówkę OWP w Bejrucie w ramach operacji „Jutrzenka Młodości”. W wyniku szturmu wśród zabitych znalazło się trzech wysokich funkcjonariuszy organizacji terrorystycznych. Byli to Muhammad Youssef al-Najar – dowódca operacyjny Czarnego Września, Kamal Adwan – dowódca operacyjny Organizacji Wyzwolenia Palestyny i Kamal Nasser – członek egzekutywy OWP i jej rzecznik prasowy. Jednym z głównych celów operacji „Gniew Boży” pozostawał jednak Ali Hassan Salameh, dowódca Brygady 17 ruchu Fatah i członek Czarnego Września uważany za „mózg” zamachów w Monachium. W lipcu 1973 roku norweska policja aresztowała w Lillehammer sześciu agentów Mossadu podejrzewanych o zamordowanie Ahmeda Bouchikiego – pochodzącego z Maroka kelnera, błędnie zidentyfikowanego jako Salameha. Pięciu agentów zostało skazanych na kary więzienia, jednak już w roku 1975 zostali zwolnieni i wydaleni z powrotem do Izraela. Przez następne lata Mossad kilkukrotnie próbował dokonać zamachu na Salameha, między innymi w Szwajcarii i Hiszpanii. Ostatecznie, Salameh zginął 22 stycznia 1979 roku w Bejrucie w eksplozji samochodu-pułapki. Operacja „Gniew Boży” miała trwać aż do lat 90. i pochłonąć dziesiątki ofiar.

    Można być pewnym, iż wśród celów operacji „Gniew Boga” znaleźli się również trzej ocaleli terroryści z Monachium. Dziś znany jest los tylko jednego z nich – Jamala Al-Gasheya. Po zwolnieniu zaszył się gdzieś w Afryce Północnej – najprawdopodobniej w Tunezji, gdzie być może żyje do dziś. Po raz ostatni Al-Gashey pokazał się publicznie w roku 1999, gdy udzielił wywiadu wykorzystanego w filmie dokumentalnym „Jeden Dzień w Monachium” w reżyserii Kevina MacDonalda. Los pozostałych dwóch porywaczy – Mohammada Safady'ego i Adnana Al-Gasheya – nie jest znany. Według niektórych pogłosek, oboje zostali zabici przez Mossad kilka lat po masakrze. Inne źródła mówią, iż al-Gashey zmarł na atak serca w latach 70., a Safady zginął z rak Falangistów w czasie wojny domowej w Libanie w latach 80. Inna teoria mówi, iż Safady żyje po dziś dzień w ukryciu w jednym z państw arabskich. Prawdy o losie tych ludzi, jednak, najprawdopodobniej nie dowiemy się nigdy.

    #kronikakryminalnafranka #historia #historiajednejfotografii #terroryzm #niemcy #izrael #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: imgur.com

  •  

    Zatopiony w porcie transatlantyk Normandie (1942)

    Francuski liniowiec SS Normandie był jednym z najpiękniejszych i największych statków pasażerskich świata. Tak o to skończył żywot podczas wojny w nowojorskim porcie.

    Odnośnik do znaleziska: Zatopiony w porcie transatlantyk Normandie (1942)
    Jeśli Cię zainteresowało dziękuję Ci za wykop. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #statki #morze #historia #historiajednejfotografii #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #technologia #ciekawostki #qualitycontent #zdjeciazwojny #usa #nowyjork
    pokaż całość

  •  

    Wróciłem, tęskniliście? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Jeżeli ja jestem to jest i kolejny post z serii #iiwojnaswiatowawkolorze

    Każdy amator II WŚ wie o amerykańskich i niemieckich spadochroniarzach. Co lepsi wiedzą o brytyjskich i sowieckich. Elita zna spadochroniarzy włoskich. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale o spadochroniarzach japońskich słyszeli nieliczni.

    Ze spadochroniarzami podczas II WŚ było trochę tak, jak z modą na bezglutenowe ciastka. Każdy chciał ich mieć, ale nikt nie wiedział po co. Doszło do takich kuriozów, że swoje jednostki spadochronowe miała Bułgaria, Rumunia, a nawet Słowacja. Nie trzeba dodawać, że żadnych nie wykorzystano w boju zgodnie z przeznaczeniem.

    Także i Japonia była pod wrażeniem niemieckich wyczynów spadochronowych i zapragnęła mieć własne jednostki tego typu. Ale doszło do tradycyjnego w Japonii konfliktu na linii Armia-Flota. Każda z tych formacji uważała się za kluczową i rywalizowała z drugą. Tak nawiasem, warto wspomnieć, że pod koniec wojny Armia budowała... własne okręty podwodne, byleby pozostać niezależnym od znienawidzonej Floty.

    We Flocie utworzono trzy bataliony wchodzące w skład sił piechoty morskiej - Rikusentai. Nazywano je od miejsc, w których je utworzono, np. Yokosuka. Sporo wyposażenia było pochodzenia armijnego, ale większość dostarczała Flota. Spadochroniarze Floty brali udział w lądowaniach na Menado w Holenderskich Indiach Wschodnich, oraz w Timorze w 1942 r.. O ile pierwsze lądowanie zakończyło się dużym sukcesem, o tyle drugie Japończycy przypłacili potwornymi stratami ze strony broniących się Australijczyków. Po walkach w Indiach Wschodnich bataliony Floty wycofano do Japonii.

    Inaczej potoczyły losy armijnych spadochroniarzy - Teishin Shudan. Jednostka była dużo silniejsza i odpowiadała dywizji. Składała się z brygady spadochronowej, dwóch pułków szybowcowych i brygady przerzucanej samolotami, wspartych dodatkowymi jednostkami. Brali oni udział w kampanii na Holenderskich Indiach Wschodnich, jak ich odpowiednicy z Floty, ale ich służba trwała dużo dłużej. Tak, jak ich odpowiednicy z innych krajów, japońscy spadochroniarze ponieśli straszne straty, a ich potencjał zmarnowano.

    Na zdjęciu mamy spadochroniarzy armijnych, którzy ładują się na pokład samolotu Ki-57 przed atakiem na Filipiny. W nocy 6 grudnia 1944 r. 750 japońskich spadochroniarzy miało zaatakować trzy amerykańskie lotniska na Leyte i Luzonie. Japończycy liczyli na efekt zaskoczenia - udałoby im się to, gdyby nie przypadek. Ich przeciwnikami była amerykańska 11. Dywizja Powietrzno-Desantowa, której desant spadochronowy bynajmniej nie zaskoczył. Większość samolotów została zestrzelona. Kilkudziesięciu spadochroniarzom udało się wylądować w pobliżu lotniska Burauen, gdzie zniszczyli sporo samolotów i narobili dużo zamieszania, zanim ich unieszkodliwiono. Po utracie 300 ludzi, Japończycy wycofali się w głąb wysp i połączyli z innymi oddziałami. Walczyli tam do końca wojny.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Fidel Castro podczas wizyty w Chile w 1971, podczas rządów Salvadora Allende. A ten po prawej to jakiś tam generał. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #historia #historiajednejfotografii #amerykapoludniowa #zimnawojna #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #heheszki pokaż całość

  •  

    2011, Sachalin, mała uchatka albinos, porzucona przez stado z powodu rudego koloru futra i niebieskich oczu, dodatkowo praktycznie ślepa. W tej sytuacji jej szanse przeżycia byłyby zerowe, gdyby nie odnalazł jej fotograf Anatolij Strakhov. Uchatka otrzyma imię Nafanya, na cześć postaci z popularnej sowieckiej kreskówki i trafi do delfinarium niedaleko od Soczi, gdzie zostanie prawdziwą gwiazdą

    via https://www.facebook.com/krotkahistoriajednegozdjecia/photos/a.169313763524161.1073741828.169301163525421/421928454929356/?type=3&theater

    #fotohistoria lub #historiajednejfotografii #smiesznypiesek
    pokaż całość

  •  

    Czołg Abrams przed płonącym ośrodkiem Gałęzi Dawidowej, USA 1993 rok

    "Sekta z Waco - oblężenie farmy w Teksasie, na której zabarykadowali się członkowie tej kontrowersyjnej grupy religijnej trwało ponad 50 dni i zakończyło się masakrą. Śmierć z rąk komandosów FBI poniosło ponad 80 osób, w tym kobiety i dzieci. FBI na długo zapamięta tę wyjątkowo nieudaną akcję. Doszło do strzelaniny, pożaru, agenci zastosowali gaz. Dramat rozegrał się podczas ataku na budynek, w którym zabarykadowali się członkowie sekty zwanej Gałęzią Dawidową. Wyznawcy sekty głosili bliski koniec świata, a przy okazji trudnili się podobno nielegalną produkcją narkotyków i alkoholu... Nic więc dziwnego, że w końcu znaleźli się na celowniku FBI. W lutym 1993 roku podjęto próbę zaaresztowania lidera sekty, Jej przywódcą był David Koresh - człowiek, który uważał się za Mesjasza. A poza tym był mistrzem w manipulacji, przemawianiu i robieniu prania mózgu...

    Gdy Koresh w obronie własnej zabarykadował się na farmie wraz z około setką swoich wyznawców, rozpoczęło się oblężenie prowadzone przez FBI. Akcja zakończyła się całkowitym fiaskiem i blamażem służb specjalnych. W jej trakcie wybuchł pożar, okazało się także, że wyznawcy Gałęzi Dawidowej byli bardziej przywiązani do swojej wiary i bardziej zdeterminowani niż mogło się wydawać. W wyniku nieudanej operacji śmierć poniosło ponad 80 osób. A może po prostu ta akcja była źle przygotowana i fatalnie przeprowadzona? O jej całkowitym fiasku mogło zadecydować to, że członkowie Gałęzi Dawidowej wierzyli w zbliżającą się wielkimi krokami apokalipsę. Skoro zatem koniec świata ma nadejść lada dzień, nie ma sensu bać się śmierci! Ale równie dobrze o blamażu agentów FBI mogła zdecydować ich indolencja, zbytnia pewność siebie, zła organizacja i złe przygotowanie operacji, nieumiejętność adekwatnej reakcji w zmieniających się okolicznościach?"

    Artykuł
    Artykuł

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu #historiajednejfotografii #religia #myrmekochoria
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #historiajednejfotografii

0:0,0:0,0:1,0:2,0:1,0:1,0:1,0:1,0:0,0:0,0:2,0:1,0:1,0:1

Archiwum tagów