•  

    Czy warto jeszcze w XXI wieku czytać książki?

    W końcu nie od dziś "nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nic nie pamięta.". A współcześnie do tego mamy ultra dynamiczny świat i mnóstwo skrótowców pod ręką - artykuły, vlogi, "5 minute videos", Reddit, Wykop. Po co ten książkowy fetysz? To w końcu tylko forma przekazywania wiedzy, nie? Nie każdy musi lubić czytać.

    Ano nie do końca. Pominę książki z fabułą, bo to trochę osobna (też pożyteczna, ale w inny sposób) kategoria i skupię się na literaturze faktu. Otóż uważam, że krótkie formy nigdy nie dorównają książkom. W dzieciństwie i wczesnej młodości czytałem na tony, potem - jak myślę wielu - praktycznie przestałem, a od paru lat znowu do tego wróciłem i mam na ten temat parę przemyśleń.

    Dobra książka to efekt wytężonego wysiłku kogoś najprawdopodobniej inteligentniejszego i mądrzejszego niż Ty czy ja przez co najmniej parę miesięcy, częściej parę lat, czasem całe życie. Ktoś "poświęcił się" (oczywiście nie za darmo), by zdać Wam jak najlepszą relację z danego tematu. Jeśli spotka się to z Waszą skupioną uwagą, paroma czy paronastoma godzinami z wyciszonym telefonem i bez nieustannego zmieniania kontekstu, ciężko sobie wyobrazić coś bardziej efektywnego i rozwijającego.

    Ale to nie tylko to. Działają tu też insze siły, np. ekonomia. Ludzie obeznani w temacie (np. Orliński na swoim blogu) nie ukrywają, że jakkolwiek prasa papierowa ma się coraz gorzej, bo żeby się opłacała, trzeba mieć dziesiątki albo setki tysięcy czytelników, to książka sprzedana już w 10 tys. egzemplarzy daje utrzymanie autorowi i wydawnictwu. Książki bardziej pasują do "świata nisz" niż Internet.

    Muszę się przyznać, że miałem niezłą satysfakcję, że wrzucane przeze mnie wpisy w tagach o książkach Krasowskiego o historii polityki w III RP ( #historiapolitycznaiiirp ) i - początkowo - oparty na książce Balinta Magyara tag o Węgrzech ( #postkomunistycznepanstwomafijne ), podobnie jak różne wrzutki z książek w temacie, cieszyły się relatywnie (jak na tematykę) dużym powodzeniem. Niby dziesiątki albo setki osób pod #4konserwy i #neuropa siedzą tutaj i śledzą na bieżąco wszelkie informacje, jakie się pojawiają w sieci, a jednak cytaty z książek wydanych nawet parę lat temu wniosły do dyskusji coś ożywczego i szerzej nieznanego.

    Bo "mądrość internetowa" jest dość płytka i polega na wałkowaniu tych samych tematów z tych samych źródeł w kółko. Tak jak uczący się o korwinizmie Wykopowicz jeszcze parę lat temu wkurzał się na "telewizyjny mainstream" swoich rodziców, tak internetowe sieci społecznościowe dorobiły się tej samej papki, tyle że tym razem "alternatywnej".

    Tak więc gorąco zachęcam do zmiany diety. Jeśli nie czytacie za dużo, albo mieliście przerwę, to uczciwie ostrzegam, że na początku będzie ciężko i zniechęcająco. To dobrze! Dobre rzeczy nie są łatwe. Wybierzcie sobie zatem coś w miarę lekkiego na początek, żeby się nie zniechęcić, bo nie ma nic gorszego niż ciężka książka, która nie porywa. Nie ma co chwytać się za podręczniki, książki "popularno-" też mogą być na poziomie, a jednocześnie strwane. Może kupcie sobie Kindla, chyba że wolicie papier, co też jest OK. Książki są tanie, a często nawet "darmowe". Możecie też np. czytać po angielsku i będą dwie pieczenie na jednym ogniu.

    Pozostaje jeszcze pytanie, co konkretnie czytać. Na pewno nie Ziębę, Danikena itd. :). Szkoda sobie zapychać głowę tym, co i tak macie za darmo w Internecie. Parę rekomendacji mam w swoim profilu. Cóż, może po prostu czytajcie w tematach, które Was interesują? Na pewno się coś znajdzie. Ważne żeby wybierać rzeczy jakoś zweryfikowane i godne spędzenia z nimi czasu.

    W epoce buntu przeciwko autorytetom pewnie tradycyjnie mi się dostanie za lemingozę, ale dobre dzienniki czy tygodniki może najbardziej się właśnie przydają do tego, żeby wyłapać przy ich pomocy nowości na rynku wydawniczym. Magazyny "Wyborczej", The Economist, NY Times, itp. często piszą o głośnych książkach. Jeśli kogoś interesują tematy "okołopolityczne" to może śledzić rekomendacje i wywiady w pasującym mu ideologicznie think tanku. A w niszach pomocne będą fora/reddity/grupy/itp.

    Oczywiście, dobry wykład uniwersytecki (taki, co ma jakiś program i co się go słucha 12 godzin) jest niezłym substytutem. Uniwersytety z ligi bluszczowej wydały tego mnóstwo. Polecam też wykłady "Great courses", najlepszy chyba o starożytnym Egipcie :). Moje marzenie to żeby każdy na Wykopie wypowiadający się w tematach politycznych przesłuchał wykładów światowej sławy filozofa polityki, prof. Sandela z Harvardu. Gdyby dyskutanci wiedzieli co to utylitaryzm, a co deontologia i co w temacie miał do powiedzenia Arystoteles, to byłoby tu dużo bardziej cywilizowanie.

    Tak się oczywiście nie stanie, ale każdy może przynajmniej zadbać o swój ogródek we własnej głowie.

    #ksiazki #rozwojosobisty i trochę nieśmiało #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    No więc (przynajmniej tak to na dziś wygląda) doczekaliśmy się PiSowskiego odpowiednika afery Rywina. Jest wszystko: łapówka na dziesiątki milionów, dłubanie w legislacji, podsłuchy, wpływanie na media ("rekomendowany" prawnik pracuje u Solorza, a Polsat zmienił ostatnio wyraźnie kurs).

    Przypominam, że komisja ds. afery Rywina została powołana 10 stycznia 2003 na wniosek PiS, ale przy przyzwoleniu koalicji rządzącej, bo opozycja - jak to opozycja - nie miała większości. Udział organów rzekomo przeżartego Układem państwa w demaskowaniu zjawisk korupcyjnych ówczesnej władzy jest zresztą jednym z trzech głównych argumentów Roberta Krasowskiego ( #historiapolitycznaiiirp ) że Układ nie istniał.

    Byłoby chichotem historii, gdyby Kaczyński przez całe życie walczący z "Układem" był pierwszym, który - własnymi działaniami - doprowadził do jego powstania. A będzie to jedyny słuszny wniosek, jeśli PiSowskie państwo nie wyjaśni tego jak trzeba, najlepiej włącznie z powołaniem komisji śledczej.

    #afera #aferaknf #neuropa #4konserwy #polityka #dobrazmiana
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

  •  

    Chyba nie da się więcej zrozumieć z polityki w krótkim czasie, niż oglądając 20-minutowy filmik CGP Greya "The Rules for Rulers". Znajdziecie tam opis wewnętrznej dynamiki w zasadzie wszystkich głównych systemów władzy, od zachodniej liberalnej demokracji po oparty na jednym czy dwóch surowcach afrykański bantustan. Tłumaczy też, dlaczego tak ciężko przejść z jednego modelu w drugi, zwłaszcza, jeśli ruch jest w stronę "demokratyzującą" (który reżim upada, gdy terroryzuje? najczęściej początkiem końca jest próba liberalizacji). Omawia też dylematy władzy stojącej przed wyborem "czy idziemy na twardo i wprowadzamy autorytaryzm"? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler Podobny (głębszy, choć mniej szeroki) wgląd w to jak to jest "być politykiem" od strony praktycznej, konkretnych ludzi i wydarzeń, daje trylogia polityczna Krasowskiego - #historiapolitycznaiiirp, ale to prawie 1000 stron.


    PS: Opis jest tak uniwersalny, że stosuje się w sumie do każdej organizacji hierarchicznej.

    #gruparatowaniapoziomu #rozwojosobisty #4konserwy #neuropa #polityka #cgpgrey
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #historiapolitycznaiiirp - podsumowanie i chronologiczny spis treści tagu:

    Kaczyński w 1990:
    * https://www.wykop.pl/wpis/34716549/po-latach-kaczynski-dowodzil-ze-w-1990-roku-wszysc/
    * https://www.wykop.pl/wpis/34380663/wracajac-do-niecheci-jaka-zywiono-wobec-kaczynskie/

    Kaczyński z Pawlakiem powołują rząd Olszewskiego:
    * https://www.wykop.pl/wpis/34637661/ostatnio-pod-tagiem-historiapolitycznaiiirp-wkleja/

    "Nocna zmiana":
    * https://www.wykop.pl/wpis/34557589/czym-naprawde-byla-oslawiona-nocna-zmiana-i-obalen/

    Rządy Pawlaka:
    * https://www.wykop.pl/wpis/35023305/jak-od-srodka-wygladaja-rzady-trzydziestokilkuletn/

    Zapomniana sprawność polityczna Wałęsy:
    * https://www.wykop.pl/wpis/34409607/jaki-jest-leszke-kazdy-widzi-wiadomo-tez-co-ma-za-/
    * https://www.wykop.pl/wpis/34638807/malo-kto-w-polsce-pamieta-ze-walesa-jako-urzedujac/
    * https://www.wykop.pl/wpis/34404719/malo-kto-pamieta-ale-andrzej-duda-nie-byl-pierwszy/

    Balcerowicz jako wicepremier u Buzka:
    * https://www.wykop.pl/wpis/34785637/mozna-sie-z-balcerowiczem-nie-zgadzac-ale-wyglada-/

    Kampania prezydencka i debata Wałęsa - Kwaśniewski:
    * https://www.wykop.pl/wpis/34565635/panu-to-ja-moge-noge-podac-jak-to-bylo-z-ta-lewa-n/

    Grzegorz Kołodko:
    * https://www.wykop.pl/wpis/35016731/pamietacie-najbardziej-ekscentrycznego-ministra-fi/

    Upadek SLD - czy "układ" istniał?:
    * https://www.wykop.pl/wpis/35004861/jeszcze-raz-o-nie-istnieniu-postkomunistycznego-uk/
    * https://www.wykop.pl/wpis/34805575/czy-postkomunistyczny-uklad-istnial-czy-kaczynski-/

    Strach Kaczyńskich przed Marcinkiewiczem:
    * https://www.wykop.pl/wpis/34982243/w-styczniu-2006-po-upadku-idei-po-pis-i-na-fali-po/

    Mariusz Kamiński i CBA:
    * https://www.wykop.pl/wpis/34880623/gdy-mariusz-kaminski-obejmowal-wladze-nad-cba-nie-/

    Rządy Tuska:
    * https://www.wykop.pl/wpis/34864645/jak-historia-to-historia-krasowski-o-mialkosci-tus/

    PS: Na tagu wrzuciłem też tekst Kalukina i Matyi:
    * https://www.wykop.pl/wpis/34855189/rafalowi-kalukinowi-w-najnowszej-polityce-udalo-si/
    * https://www.wykop.pl/wpis/35019353/jesli-ktos-zastanawia-sie-dlaczego-emeryci-sa-tak-/

    PS2: Jeśli ktoś chce więcej, to do księgarni/biblioteki marsz - http://lubimyczytac.pl/autor/57976/robert-krasowski

    #4konserwy #neuropa #polityka #historia #iiirp #ksiazki
    pokaż całość

  •  

    Jak od środka wyglądają rządy trzydziestokilkuletniego premiera z przypadku? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Pawlak nigdy nie decydował od razu, wysłuchiwał oferty, aby potem skonsultować ją ze swoimi doradcami. Polityka jednak nie zawsze daje czas na namysł. Często więc sytuacja zmuszała Pawlaka do szybkich deklaracji. Kłopot w tym, że on potem swoich słów nie traktował jako wiążących. Wracał do URM, dyskutował z doradcami i robił, co nakazała mądrość zbiorowa. To jednak prowadziło do narastających konfliktów, bo zbyt często Pawlak co innego mówił, a co innego robił. Ta z pozoru drobna przypadłość doprowadziła Pawlaka do upadku. I SLD, i prezydent po roku mieli dość nieprzewidywalnego partnera. To nie była osobista pretensja. Na przykład Kwaśniewski dobrze rozumiał naturę problemu. Rozgryzł młodego technokratę wierzącego, że na rozgadaną politykę nakłada lepszą logikę dobrze przemyślanego czynu. Co z tego jednak, skoro w praktyce premier wychodził na małego krętacza.

    (...) Zaczęło się jeszcze przed powołaniem rządu, kiedy Pawlak zawiózł do Belwederu listę ministrów inną niż ta, którą ustalił z Kwaśniewskim. Ten drugi był wściekły, wymusił na Pawlaku aneks do umowy koalicyjnej dający mu prawo do współdecydowania o wszystkich ruchach personalnych w rządzie. Po podpisaniu tej umowy zaczęto nazywać lidera SLD superpremierem, co Pawlaka wyraźnie irytowało. Pawlak postanowił więc raz jeszcze zmierzyć determinację rywala. Zdymisjonował koalicjantowi wiceministra finansów, a kiedy w odpowiedzi do dymisji podał się wicepremier Borowski, Pawlak ostrzegawczą dymisję zamienił w dokonany fakt. I dymisję przyjął. SLD aż zakipiał z oburzenia. Dramatycznie niemądry ruch Borowskiego, za który partia miała do niego olbrzymie pretensje, znowu pozwolił Pawlakowi ustawić się w roli rozgrywającego.

    (...) Po każdym koalicyjnym kryzysie ustalano jeszcze surowsze rygory współpracy, które Pawlak łamał, aby nie być zakładnikiem silniejszego partnera. I byłaby to zręczna gra, gdyby nie to, że co któryś raz Pawlak zamiast być brutalnym, był po prostu bezczelny i bezsensownie okłamywał partnera. W polityce różnica między brutalnością a bezczelnością jest olbrzymia; pierwsza budzi szacunek, druga jedynie gniew. Pierwsza jest odwagą poszerzenia swoich wpływów, druga niepotrzebnym upokarzaniem partnera. SLD nie zostawał więc dłużny, od samego początku grał nielojalnie wobec ludowców, wysyłając kolejne oferty współpracy do Unii Wolności. Dochodziło do takich sytuacji, w których SLD wykorzystywał opozycję do wspólnej krytyki własnego premiera. Również w kwestiach ideowych pojawiło się coraz więcej napięć. Wbrew konserwatywnemu premierowi postkomuniści zliberalizowali ustawę aborcyjną oraz zablokowali ratyfikację konkordatu. I tak wyglądał pierwszy rok wspólnych rządów. Co chwila jedna strona ostro grała przeciw drugiej. Było w tym coś irracjonalnego, obie strony targane były niedającymi się rozładować kompleksami: Pawlak ciągle czuł się niedoceniony, zaś SLD ograny przez tych, którym przez pół wieku nawykł wydawać rozkazy.

    #historiapolitycznaiiirp

    Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.

    #polityka #neuropa #4konserwy #historia #polska #psl #pawlak #sld
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    Jeśli ktoś zastanawia się, dlaczego emeryci są tak w Polsce dopieszczani ( ostatni przykład na wykopalisku: https://www.wykop.pl/link/4516047/zabiora-bogatym-dadza-biednym-seniorom-pis-szykuje-nowe-500-plus/ ), to oprócz rozważań o tym które elektoraty jak głosują warto spojrzeć na wiek polityków, których powoływały do władzy PiS i PO.

    Rafał Matyja w swojej nowej książce podjął się tego wysiłku i policzył średnią wieku w różnych rządach:

    Co więcej, zmiana, do której doszło w 2015 roku, nie miała charakteru pokoleniowego, inaczej niż w przypadku pierwszego okresu rządów Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005–2007. Średnia wieku w funkcjonującym wówczas rządzie Kazimierza Marcinkiewicza była niższa od średniej gabinetu Beaty Szydło o prawie cztery lata. W przypadku działającego w latach 2006–2007 rządu Jarosława Kaczyńskiego różnica ta jest większa i wynosi blisko sześć lat. Mało tego, średnia wieku utworzonego pod koniec 2017 roku rządu Mateusza Morawieckiego była rekordowa w skali całej III Rzeczypospolitej i przekracza pięćdziesiąt sześć lat (po rekonstrukcji zaś spadła do poziomu pięćdziesięciu trzech lat). Była o prawie dziesięć lat wyższa od średniej najmłodszego po 1989 roku – drugiego rządu Tuska, powołanego w 2011 roku.

    W tamtym gabinecie znalazło się zresztą kilkoro polityków przed czterdziestką: Jacek Cichocki (ukończył czterdzieści lat miesiąc po objęciu urzędu), Sławomir Nowak, Mateusz Szczurek, Rafał Trzaskowski, Joanna Mucha czy Władysław Kosiniak-Kamysz.

    (...) Dlaczego sprawa jest tak istotna? Gdyby szukać dekady, w której rodziło się w Polsce najwięcej dzieci, to przypada ona na lata 1976–1985. W każdym jej roku przychodziło na świat ponad sześćset pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców, ze szczytowym rokiem 1983, w którym urodziło się ponad siedemset dwadzieścia trzy tysiące dzieci. Dla porównania, ostatnie lata przynoszą około trzysta siedemdziesiąt, trzysta osiemdziesiąt tysięcy urodzeń. Jest zatem coś niezwykle symptomatycznego w nieobecności ludzi należących do roczników wyżu demograficznego w polskiej polityce. Zwłaszcza że najstarsi przekroczyli już czterdziestkę, a najmłodsi mają trzydzieści parę lat. Dawno już opuścili mury uczelni.

    Mamy dziś tylko dwóch liderów partyjnych reprezentujących pokolenie wyżu demograficznego – Władysława Kosiniaka-Kamysza i Adriana Zandberga (trzydzieści sześć i trzydzieści osiem lat). We władzach największych partii ich rówieśnicy są w mniejszości – wiceprzewodniczącym PO jest Borys Budka (trzydzieści dziewięć lat). Najmłodszymi wiceprzewodniczącymi PiS są zbliżający się do pięćdziesiątki – Mariusz Błaszczak i Joachim Brudziński.

    Cytat za: Rafał Matyja, Wyjście Awaryjne, Kraków 2018.

    #historiapolitycznaiiirp

    #4konserwy #neuropa #polityka #gospodarka #ekonomia #polityka #gruparatowaniapoziomu #emerytury #dobrazmiana #demografia #socjologia
    pokaż całość

    źródło: s.tvp.pl

    •  

      @eoneon: Ogółem problem globalny, w USA dominują "Baby Boomers" urodzeni od zakończenia II Wojny Światowej do poł. lat 60, w UK rządzą roczniki 40+ w Izbie Gmin, w Niemczech i Francji wiek polityka też nie powala, reszta naszego regionu to też ludzie parający się polityką od 1989.

      Co do PiS, to wykorzystuje na swoją korzyść polski fatalny podział administracyjny premiujący wieś i małe miasteczka, kosztem większych ośrodków miejskich. W ostatnich 20 lat wsie i małe miasteczka się wyludniają (młodzi po prostu spieprzają od wiecznej biedy, braku perspektyw, neofeudalnych stosunków społecznych i problemów społecznych) do większych miast oraz zagranicę. Zostają tam wyłącznie emeryci którzy często są półanalfabetami którzy co najwyżej ukończyli mierną przykołchozówkę i mentalności że "ludziom pracy się należy, a młodzi sobie jakoś poradzą". pokaż całość

    •  

      @eoneon: stare pierdziele, które ukradły nam przyszłość

  •  

    Pamiętacie najbardziej ekscentrycznego ministra finansów w dziejach państwowości polskiej? Oto historia jego zaprzysiężenia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Gdy szef kancelarii premiera do niego zadzwonił, aby umówić spotkanie z premierem, Kołodko oświadczył, że się z Millerem nie spotka. Nie ma na to czasu, jest na wakacjach, nie chce mu się jechać do Warszawy, nie ma też ochoty na rządowe posady. Po kilku dniach dał się ubłagać, przyjechał z ociąganiem, na dwa dni przed planowanym zaprzysiężeniem. Na spotkanie z Millerem przyszedł w sandałach, w letniej kraciastej koszuli. Grając rolę człowieka, który nie chce żadnego urzędu, aby chwilę potem przedstawić najdłuższą listę warunków, jaką od kandydata na ministra słyszała polska polityka. Oprócz funkcji wicepremiera chciał nadzoru nad wszystkimi resortami gospodarczymi, prawa do obsady szefów wszystkich instytucji oraz agencji, a także zorganizowania spotkań z każdą z czołowych osób w państwie – wymienił prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu oraz szefów koalicyjnych partii – aby od każdego dostać poparcie dla swoich pomysłów.

    Miller wysłuchał Kołodki i wszystko mu obiecał. Dwa dni później razem z Kwaśniewskim czekali na niego w Pałacu Prezydenckim. Na godzinę przed zaprzysiężeniem Kołodko zjawił się w gabinecie prezydenta i oświadczył: „Nie przyjmuję nominacji”. Wystraszony Miller mówi: „Grzegorz, zwariowałeś?! Widziałeś kamery?! Ten tłum dziennikarzy?! Wszyscy na ciebie czekają. Wiedzą, że otrzymałeś propozycję. Sprawa jest oczywista”. „Może dla ciebie, bo nie dla mnie” – odpowiedział Kołodko. Oznajmił, że nie zdołał odbyć wszystkich konsultacji, więc nie może się podjąć zadania.

    Kwaśniewski próbował Kołodkę namawiać, znając jego próżność, silnie go komplementował, ale ten prezydenta zignorował. Zirytowany Kwaśniewski gabinet opuścił, a przez pozostałą godzinę Miller próbował Kołodkę namówić. Ten jednak pogardliwie milczał. Gdy wybiła godzina ceremonii, Miller oznajmił: „No to sobie porozmawialiśmy, a teraz, drogi premierze i ministrze, proszę udać się na salę”. „No to sobie idź, ja zostaję” – odparł Kołodko. Miller wyszedł, udał się po Kwaśniewskiego. Kilka minut później, gdy stremowani premier i prezydent wyszli do dziennikarzy, zobaczyli, że przed nimi stoi Kołodko i jak dawniej opowiada mediom, że za chwilę „produkcja będzie rosnąć, a bezrobocie i inflacja spadać”. Gdy zobaczył prezydenta i premiera, uśmiechnął się do nich trochę porozumiewawczo, trochę kpiąco. „Chyba nie wykręci już żadnego numeru?” – spytał z nadzieją Kwaśniewski. „Na tej sali nie. Ale co będzie dalej, zobaczymy” – odpowiedział Miller.

    #historiapolitycznaiiirp

    pokaż spoiler Za: Robert Krasowski, Czas gniewu. Rozkwit i upadek imperium SLD, Warszawa 2014.


    PS: Ja z kolei pamiętam z dzieciństwa, jak kroił w telewizji tort, żeby wyedukować na tym przykładzie społeczeństwo w sprawach ekonomii. Niestety nie znalazłem zdjęcia :).

    #polityka #4konserwy #historia #ksiazki #ciekawostki #sld #kolodko #kwasniewski #miller #gospodarka #ekonomia
    pokaż całość

    źródło: d-pt.ppstatic.pl

  •  

    Jeszcze raz o (nie)istnieniu postkomunistycznego układu:

    Bohaterowie afer, nie pojmując nastroju epoki, dalej podgrzewali emocje, podsycali domysły. Harde zachowanie Millera po aferze Rywina, arogancja Czarzastego, lekceważenie komisji przez Michnika, prowokacyjne gesty Kulczyka – to wszystko było dramatycznie niemądre. Piętnowani przez media wykonywali gesty, które im samym wydawały się dumne. Ale nie były dumne, były zuchwałe. Sami wydawali wyrok na siebie. W oczach Polaków dowodzili istnienia układu. Byli zbyt pewni tego, że nie spotka ich kara. To był wielki paradoks epoki. Wszystkie znaki ułożyły się w potwierdzenie czegoś, co było nieprawdą. Bo układu nie było z trzech co najmniej powodów.

    Po pierwsze, choć skala afer była olbrzymia, to większość z nich wytropiły nie media, nie opozycja, lecz państwo. Służby specjalne oraz prokuratura. Większość bohaterów stanęła przed sądem, mając przeciw sobie mocne dowody. Zebrane profesjonalnie, metodycznie, uczciwie. Zupełnie to nie pasuje do teorii układu. Co to za układ, który z jednej strony rządzi, a z drugiej sam siebie ściga?

    Po drugie, układu nie było, bo Sojusz się poddał bez walki. Gdyby istniało potężne postkomunistyczne imperium, jego upadek byłby bardziej burzliwy. Gdyby było tak bezwzględne, jak mówił Kaczyński, usłyszano by strzały, zobaczono ofiary. Przecież układ to nie była grupa kolegów od squasha, lecz gang, syndykat, mafia.

    Po trzecie – i najważniejsze – przez dwa lata Kaczyński, Ziobro, Kamiński, Wassermann i Macierewicz szukali postkomunistycznego układu. Szukali wytrwale, starannie i obsesyjnie. Korzystając z całej mocy państwa, powołując nowe instytucje, likwidując stare, wdzierając się we wszystkie tajemnice państwowe. I nie znaleźli nawet cienia układu. Wielkie przedmioty zostawiają po sobie wielkie ślady. To, co znalazła ekipa Kaczyńskiego, było miarą wielkości

    Za: Robert Krasowski, Czas gniewu. Rozkwit i upadek imperium SLD, Warszawa 2014.

    Tag: #historiapolitycznaiiirp

    #historia #polityka #neuropa #4konserwy #sld #bekazpisu #korupcja #komunizm #postkomunizm
    pokaż całość

    źródło: bi.gazeta.pl

  •  

    W styczniu 2006, po upadku idei PO-PiS i na fali popularności Marcinkiewicza pojawiła się szansa rozpisania przedterminowych wyborów pod pretekstem przekroczenia terminów uchwalenia ustawy budżetowej. Według wszelkich znaków na niebie i na ziemi cała władza dla PiS była do wzięcia. Dlaczego bracia Kaczyńscy tego nie zrobili? Oddajmy głos Ludwikowi Dornowi, ówczesnemu wicepremierowi z PiS:

    (tl;dr - odpowiedź na końcu)

    Dorn: I właśnie chwilę potem, w styczniu 2006 roku pojawiła się możliwość wyjścia z tego pata. PiS miał nadal wielkie społeczne poparcie. Marcinkiewicz został premierem. Rząd został skonstruowany na osłabienie i rozbicie PO, bo taki sens miały nominacje Gilowskiej, Religi, Sośnierza. I wtedy rozwiązanie samo do nas przyszło. Okazało się, że parlament spóźnił się z uchwaleniem budżetu. Poprzedni premier Marek Belka kilka miesięcy wcześniej skierował do Sejmu swój projekt budżetu, przyszedł nowy premier, zaproponował autopoprawki. I pojawiła się prawna luka. Od kiedy liczyć trzymiesięczny czas, jaki ma parlament na uchwalenie budżetu? Czy od wpłynięcia projektu budżetu Belki do laski marszałkowskiej, czy od autopoprawki Marcinkiewicza? Zdania prawników były podzielone. Co oznaczało, że rozwiązanie Sejmu dałoby się wybronić.

    Zaczyna się o tym mówić, PO dostaje histerii, bo widzi, że śmierć zagląda jej w oczy. W tamtym okresie PiS wybory wygrałby ze znacznie lepszym wynikiem. Platforma zostałaby rozłożona na obie łopatki, a PiS zebrałby większość wystarczającą albo do samodzielnego rządzenia, albo do rozbicia osłabionej Platformy i stworzenia sobie spolegliwego koalicjanta. Tusk wtedy się totalnie pogubił. Pierwsze skrzypce zaczął odgrywać Bronisław Komorowski. Wystraszona Platforma zaczęła popadać w coraz większą panikę. Zaplanowała posiedzenie 2/3 Sejmu w auli Politechniki i wybór własnego marszałka. Czyli zaproponowała groteskowy, karykaturalny wygłup, bo atuty były przecież w naszych rękach. Przecież my proponujemy rozwiązanie Sejmu nie po to, aby stworzyć radę ocalenia państwa z dwugłową kaczką na czele, tylko po to, aby przeprowadzić demokratyczne wybory. Mamy też mocne argumenty: powstała patowa sytuacja polityczna, nie ma budżetu, więc rozwiązujemy parlament.

    Cała logika tamtej sytuacji pracowała na naszą rzecz. Po jednej stronie była koalicja Platformy, Samoobrony i LPR, koalicja warchołów, która wyprowadzała politykę z Sejmu do auli Politechniki, aby stamtąd blokować legalne instytucje polskiego państwa. A po naszej stronie mamy naturalny charyzmat polityki państwowej w postaci niedawno wybranego prezydenta, niedawno powołanego prezesa Rady Ministrów oraz niedawno powołanego marszałka Sejmu. Czego można chcieć więcej? Nic, tylko rozpisać wybory, które Platforma by przegrała, a przed PiS pojawiłaby się droga do powołania prawdziwego obozu władzy. Jeśli kiedykolwiek IV RP miała wielką szansę powstania, to wtedy i tylko wtedy. No ale wtedy Lech do spółki z Jarosławem Kaczyńskim IV RP złożyli do grobu.

    Krasowski: Jaki był powód?

    Dorn: Lęk przed Marcinkiewiczem. Przecież on byłby twarzą kampanii wyborczej PiS. I wiem to od samego Jarosława Kaczyńskiego. Kiedy go wprost spytałem, dlaczego nie doprowadziliśmy do nowych wyborów, on mi odpowiedział: „Wiesz, kto wtedy był najważniejszy? Marcinkiewicz!”.

    Za: Ludwik Dorn i Robert Krasowski, Anatomia słabości, Warszawa 2013

    #historiapolitycznaiiirp

    #polityka #4konserwy #neuropa #ksiazki #kaczynski #dorn #bekazpisu #ksiazki #historia
    pokaż całość

    źródło: bi.gazeta.pl

  •  

    Mariusz Kamiński: przerażający tropiciel korupcji czy beznadziejny fajtłapa?

    Gdy [Mariusz Kamiński] obejmował władzę nad CBA, nie chciał nękać niewinnych ludzi, lecz bezkarnych oligarchów, sprzedajnych polityków, skorumpowanych sędziów. Chciał łowić grube ryby. Chciał, lecz nie potrafił.Kaczyński mianował go szefem CBA, bo uważał, że w tej służbie kompetencja jest sprawą wtórną. Korupcję w Polsce postrzegał jako tak powszechną i ostentacyjną, że jedyny problem widział w odwadze stawienia jej czoła. To staw tak pełen ryb, że nie trzeba umieć łowić, wystarczy chcieć. Jednak było inaczej. To były ryby myślące, inteligencją przerastające wędkarza. Po kilku miesiącach nieudanych połowów Kamiński zaczął się miotać, podobnie jego ekipa. Wtedy zaczęło się podchodzenie do ludzi niewinnych. Nie było w tym cynicznej logiki, szukania kozłów ofiarnych. CBA zbyt długo potem sprawdzano, aby taki fakt ukryć. Wszystko się odbywało trywialnie. Nie potrafiąc złowić dużych ryb, zaczęli polować na mniejsze, potem jeszcze mniejsze, aż w końcu sięgnęli po tak drobne sieci, aby cokolwiek w nie wpadło. Nawet nie zauważyli, kiedy na celowniku pojawili się ludzie niewinni. Praca funkcjonariuszy CBA polegała na tropieniu korupcji, więc tropili, jak potrafili. A że nie potrafili, więc zaczęli wszystkim wręczać łapówki. Kilkuset agentów przemierzało Polskę, oferując napotkanym ludziom walizkę z pieniędzmi. Byli przy tym tak niezdarni, że tylko kilka osób dało się nabrać

    (...) W [głośnych operacjach CBA] operacjach można dostrzec bezwzględność policyjnego państwa, które wciągało w pułapkę niewinne osoby. I to jest jedna prawda o CBA. Ale istnieje też druga. W kraju pełnym korupcji CBA nie potrafiło znaleźć skorumpowanych ludzi. Musiało kusić niewinnych, co było kosmiczną porażką. Kto oceniał Kamińskiego przez pryzmat nadużyć, niepotrzebnie mu dodawał wielkości. Czynił Brudnym Harrym kogoś, kto był raczej inspektorem Clouseau. W walce Kamińskiego z korupcją istotniejsze było nie to, że stratował kilku niewinnych, lecz że nawet jednego winnego nie dopadł. Kto spojrzy na Kamińskiego bez oburzenia, zobaczy największą ofermę w dziejach III RP. Miesiąc po miesiącu kompromitował swój obóz. Jedna nieudana akcja goniła drugą, zaś ostatnią – przeciw Lepperowi – obalił swój rząd.

    pokaż spoiler Robert Krasowski, "Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt", Warszawa 2016


    #historiapolitycznaiiirp

    #historia #polityka #4konserwy #neuropa #kaminski #cba #sluzbyspecjalne
    pokaż całość

    źródło: 0.s.dziennik.pl

    •  

      O aferze gruntowej:

      Jedynie powaga wydarzenia – prowokacja przeciw wicepremierowi – nie pozwoliła dostrzec błędów Kamińskiego. Uważano, że cynicznie wykonał polityczne zlecenie, więc cynizm brano pod lupę. Ale tego cynizmu nie było, bo i nie było zlecenia. Premier był akcji mocno niechętny, co we wspomnieniach potwierdza jego brat. Prawdziwą kanwą tej historii był nie cynizm, lecz niezdarność.

      Kamiński wierzył, że wpadł na trop układu. Wierzył naiwnie, bo jedynym „dowodem” były słowa pośrednika, że milion łapówki trafi do Leppera. Kroki CBA od początku były niezdarne. Źle wytypowano działkę, pośrednikowi zaproponowano łapówkę za grunt, który można było odrolnić za darmo. Gdyby pośrednik sprawą się zajął, od razu by zrozumiał, że to prowokacja. W ostatniej chwili agenci musieli ingerować u lokalnych władz, aby spreparować odmowę. Ale zrobili to nieprofesjonalnie – nie dość, że zdradzili wójtowi termin akcji, to wzbudzili w nim tak wielką podejrzliwość, że doniósł na nich do prokuratury.

      Kiedy prowokacja się nie udała, Kamiński powinien sprawę zakończyć. Ale szef CBA był równie sprawny jak jego ekipa. Wysłał agentów do gabinetu Leppera w nadziei, że tam znajdą dowody. Bezmyślność operacji była niezwykła – Kamiński kazał zrewidować gabinet jednej z najważniejszych osób w państwie, nie mając żadnych dowodów, jedynie w nadziei, że tam znajdzie dowody, które po fakcie uzasadnią rewizję. Nie znalazł. To już była kompletna porażka. Jednak zamiast sprawę zakończyć, okłamać Leppera, że akcję podjęto nie przeciw niemu, lecz jego urzędnikowi, Kamiński zrobił coś niebywałego. Nadal nie mając dowodów, zapewnił premiera, że Lepper jest winny. Więc Kaczyński Leppera zwolnił. Opozycja zażądała dowodów. Gdyby Kamiński je miał, rząd by ocalał. Ale ich nie miał, więc rząd musiał upaść. Gdyby nie to, że Kamińskiego otoczyła legenda niezłomnego szeryfa, Kaczyński by go z hukiem wyrzucił.
      pokaż całość

    •  

      @eoneon: dzięki za wrzucanie tych fragmentów

  •  

    Jak historia to historia, nie będzie cały czas surowo tylko o Kaczyńskim. Robert Krasowski o miałkości Tuska i rządzeniu zastąpionym niewolnictwem sondaży:

    Zanim Tusk wziął władzę, techniki społecznej manipulacji były już dobrze znane polskiej polityce i miały w niej ważne miejsce. Ale jako instrument wygrywania wyborów, wychodzenia z politycznego kryzysu czy reperowania nadszarpniętego wizerunku. Natomiast Tusk tych narzędzi użył jako głównej metody rządzenia. Poza wysiłkiem administracyjnym energia premiera koncentrowała się na manipulowaniu społecznymi emocjami. Różnie się udawało, raz lepiej, raz gorzej, ale ważniejsza była przyjęta metoda. Gdy pojawiał się problem, ekipa Tuska słyszała od szefa pytanie: „Czym to przykryć?”. W ten sposób rodziły się pomysły, czym nakarmić społeczną uwagę. Mogła to być zapowiedź kastracji pedofilów albo wyprawa premiera do Afganistanu. Z początku takie gry wydawały się nie tyle cynizmem, co dziwactwem. Wywracały wyobrażania na temat polityki, wiarę w mądrość demosu i w powagę władzy. Jednak po latach stało się jasne, że Tusk poznał demos i władzę dużo lepiej niż jego krytycy. Okazało się, że polityka od wieków się nie zmieniła. Jeśli władza nie musi, nie opiekuje się masami, lecz nimi manipuluje. Dla Tuska, podobnie jak dla Kaczyńskiego, manipulacja społeczną świadomością była zawsze pierwszym odruchem. Natomiast realia – czyli instytucje, warunki życia, społeczne praktyki – mało ich obchodziły. Tusk uważał, że państwo jest zbyt słabe, aby próbować rzeźbić rzeczywistość, więc o niej nawet nie myślał. Kaczyński postępował inaczej, sporo o rzeczywistości myślał, ale w trybie publicystycznym, tworząc na jej temat kolejne teorie, natomiast jako polityk nigdy się z nią nie mierzył. Obaj wyłącznym polem swej aktywności uczynili społeczne emocje.

    (...) Największą zręcznością wykazał się w organizowaniu własnego zaplecza. Jako lider partii i rządu miał sytuację trudniejszą, niż miał Kaczyński. Brakowało mu jego charyzmy i wyjątkowości, przez długie lata szefem Platformy równie dobrze mógł być Olechowski, Piskorski, Gilowska czy Rokita. Wypracowanie pozycji, jaką miał Kaczyński, wymagało więcej wysiłku, więcej bezwzględności i więcej zręczności. Również dlatego, że centrowy wyborca Platformy miał – jak powszechnie mówiono – inną wrażliwość. Miał nie tolerować despotycznych jednostek. Miał się brzydzić czystek, w których się wyrzuca najzdolniejszych ludzi. Miał się burzyć, gdy państwo się obsadza miernymi kadrami. Poprzedni gospodarze politycznego centrum – Mazowiecki, Geremek, Kwaśniewski – mieli pewność, że takie praktyki byłyby politycznym samobójstwem. Nawet Miller, który łamał wiele reguł, nie odważył się wyrzucić Oleksego, Borowskiego czy Cimoszewicza. Albo odesłać ich na ławkę rezerwowych, a państwo obsadzić drugim garniturem. Tymczasem Tusk się odważył. Poszedł za swoją intuicją, bo rozumiał, że masy są masami, wszystko jedno, czy są prawicowe, centrowe, czy lewicowe. Zlekceważył wyobrażenia na temat centrowego elektoratu, bo uznał je za wymysł elit. Projekcję własnej wrażliwości na masy.

    pokaż spoiler Robert Krasowski, "Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt", Warszawa 2016


    #historiapolitycznaiiirp

    #historia #polityka #4konserwy #neuropa #tusk #pr #ksiazki
    pokaż całość

    •  

      @eoneon: Krasowski jest świetny, gorąco polecam jego serię o historii politycznej III RP.

      +: eoneon
    •  

      (...) Największą zręcznością wykazał się w organizowaniu własnego zaplecza. Jako lider partii i rządu miał sytuację trudniejszą, niż miał Kaczyński. Brakowało mu jego charyzmy i wyjątkowości, przez długie lata szefem Platformy równie dobrze mógł być Olechowski, Piskorski, Gilowska czy Rokita. Wypracowanie pozycji, jaką miał Kaczyński, wymagało więcej wysiłku, więcej bezwzględności i więcej zręczności. Również dlatego, że centrowy wyborca Platformy miał – jak powszechnie mówiono – inną wrażliwość. Miał nie tolerować despotycznych jednostek. Miał się brzydzić czystek, w których się wyrzuca najzdolniejszych ludzi. Miał się burzyć, gdy państwo się obsadza miernymi kadrami. Poprzedni gospodarze politycznego centrum – Mazowiecki, Geremek, Kwaśniewski – mieli pewność, że takie praktyki byłyby politycznym samobójstwem. Nawet Miller, który łamał wiele reguł, nie odważył się wyrzucić Oleksego, Borowskiego czy Cimoszewicza. Albo odesłać ich na ławkę rezerwowych, a państwo obsadzić drugim garniturem. Tymczasem Tusk się odważył. Poszedł za swoją intuicją, bo rozumiał, że masy są masami, wszystko jedno, czy są prawicowe, centrowe, czy lewicowe. Zlekceważył wyobrażenia na temat centrowego elektoratu, bo uznał je za wymysł elit. Projekcję własnej wrażliwości na masy.

      @eoneon: Jeżeli TUSK jest miałki to kim jest DUDA?
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Rafałowi Kalukinowi w najnowszej "Polityce" udało się chyba trafnie uchwycić sedno siły Kaczyńskiego, polityczne arcydzieło wrzucenia - tak przecież odległych od siebie jak Wałęsa i Kwaśniewski - wrogów do jednego worka za pomocą umiejętnego kształtowania języka:

    [W II RP] wyróżniała się zwłaszcza propaganda endecka, która lansowała dwubiegunowy podział sceny politycznej. Po jednej stronie obóz narodowy, po drugiej – „konserwatywno-radykalno-socjalistyczno-ludowy podszyty masonerią i idący pod ramię z żydami i z Niemcami”. Skumulowanie rozproszonych dotąd wrogów w ramach jednej formacji nie było oczywiście takie proste. Wymagało teorii spiskowych oraz nienawistnej retoryki. Tak szkaradne monstrum kwalifikowało się do całościowej eliminacji. Gdy jednak faktycznie doszło do przesilenia, akurat to nie endecy okazali się jego beneficjentami.

    Podobnej operacji na języku polityki dokonał w III RP Jarosław Kaczyński. Jego największym osiągnięciem i źródłem politycznej długowieczności jest ujednolicenie obrazu wroga. Wyciągnął wnioski z własnej klęski w latach 90. Tak dalece zaangażował się wtedy w osobistą wojnę z Lechem Wałęsą, iż siłą rzeczy – będąc zdeklarowanym antykomunistą – stał się cichym sojusznikiem Aleksandra Kwaśniewskiego w rozgrywce o prezydenturę. Za tę małostkowość wyborcy ukarali wtedy Kaczyńskiego odsunięciem.

    Toteż gdy otrzymał drugą polityczną szansę, poprowadził rozgrywkę tak, aby symboliczny Wałęsa i symboliczny Kwaśniewski znaleźli się teraz w jednym wrogim obozie. Upchnął do niego historycznych przywódców Solidarności i formację postkomunistyczną, a także liberałów, niepisowskich konserwatystów, ludowców. Elity intelektualne i liderów społeczeństwa obywatelskiego („salon”, „łże-elity”) zbełtał w jednym kotle z elitami biznesu, dawnymi peerelowskimi służbami i mafią („układ”). Odtąd miejsce każdego, kto kwestionował ten podział, było tam, gdzie „kiedyś stało ZOMO”.

    Perswazja Kaczyńskiego, choć na bakier z racjonalnością, okazała się sugestywna. Ale Hannah Arendt już dawno zauważyła, że masy nie pragną racjonalności, lecz spójności. Stąd skuteczność konstrukcji spiskowych. Język Kaczyńskiego naprawdę więc zmienił rzeczywistość. Sprawił, że Wałęsa pogodził się z Kwaśniewskim. Wymazał z politycznej mapy obszerne centrum. Trwale upolitycznił polski katolicyzm. Brutalność tego języka była zresztą kwestią wtórną. Używane przez Kaczyńskiego epitety trwale weszły do polszczyzny, choć prezes traktował je użytkowo. Stanowiły wartość służebną wobec totalizacji podziału.

    ( https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1761614,1,brutalny-jezyk-wladzy.read )

    #historiapolitycznaiiirp

    #polityka #neuropa #kaczynski #dobrazmiana #historia #jezykpolski #socjologia
    pokaż całość

    źródło: dorzeczy.pl

  •  

    Czy "postkomunistyczny układ" istniał? Czy Kaczyński tropiąc go zwariował? Niesztampowa ocena bezstronnego historyka epoki, Roberta Krasowskiego:

    Kaczyński był wielki, gdy jako pierwszy dostrzegł patologie transformacji i nauczył innych je tropić. Jednak sam nie zdołał ich trafnie zrozumieć. Najbliższy prawdy był w pierwszej fazie transformacji, tej najbardziej dzikiej. Gdy państwo, właściciel wszystkiego, przekazywało majątek w prywatne ręce. Wtedy było tak, jak mówił Kaczyński – kradzież lub wyłudzenie były główną metodą podziału. Politycy, urzędnicy, prokuratorzy nawet nie próbowali temu zapobiec, albo nic nie widzieli, albo sami byli ogarnięci gorączką złota. Trudno im się dziwić, to była największa wyprzedaż w polskiej historii. Objęła nie koszule i buty, lecz fabryki, sklepy, domy, a nawet dwory i pałace. W drugiej fazie transformacji sytuacja się uspokoiła, bezwstydna kradzież zeszła na drugi plan, bo już niewiele zostało do rozdrapania. Jednak ludzie, którzy doszli do fortun na skróty, biznes prowadzili podobnie. Silni gracze niszczyli konkurencję, jeszcze silniejsi kupowali państwowe decyzje, a na słabych polowali urzędnicy nawykli do pobierania haraczu.

    W krytyce patologii drugiej fazy Kaczyński już nie był samotny. Opisywano ją różnymi pojęciami – afrykańskiej korupcji, kapitalizmu politycznego, oligarchii czy wreszcie postkomunistycznego układu. Bez względu na to, jaka to była choroba, w trzeciej fazie zderzyła się z mocami większymi od siebie. Wchodzące na polski rynek zachodnie koncerny – banki, ubezpieczyciele, koncerny zbrojeniowe – zażądały czytelnych reguł. Chwilę potem przyszły unijne standardy, wymuszone na rządzie jako warunek akcesji. Za sprawą presji zewnętrznej patologie zostały wciśnięte w bardziej cywilizowane ramy. Co nie znaczy, że polscy przedsiębiorcy nie mieli na co się skarżyć. Wieczna bierność państwa sprawiła, że w pierwszej fazie przegrali wyścig o własność ze złodziejami, w drugiej nie dostali ochrony przed dyktatem urzędników i oligarchów, w trzeciej bez żadnego wsparcia musieli stawić czoła światowym korporacjom.

    Kaczyński trzecią fazę zmian kompletnie przegapił. Co sprawiło, że afery Rywina oraz Orlenu, w swojej naturze anachroniczne, przynależne do dwóch pierwszych faz, potraktował jako objawy zaostrzenia choroby. Tymczasem kiedy brał władzę, polski kapitalizm nie był już bardziej chory niż włoski, grecki, węgierski czy bułgarski. Co ważniejsze, polski kapitalizm nie cierpiał już na lokalne dolegliwości związane z wychodzeniem z komunizmu, lecz na najbardziej powszechną na świecie chorobę. Na brak silnego państwa potrafiącego wymusić zdrowe reguły zachowań. Bo zdrowie w świecie społecznym nie jest stanem naturalnym, lecz sztucznym. Nie układ je odbiera, lecz państwo je narzuca. Kaczyński zamiast naprawiać to, co realne, czyli słabe państwo, ścigał to, czego nie było, czyli wszechmocny układ.

    pokaż spoiler Robert Krasowski, "Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt", Warszawa 2016


    PS: Diagnoza, mimo że dość empatyczna dla Kaczyńskiego, jest smutna. Bo walcząc z UE i zachodnimi standardami prawnymi niszczy jedyną siłę w kraju, która zaleczyła problem, który tak go bolał w latach 90.

    #historiapolitycznaiiirp

    #historia #polityka #kaczynski #neuropa #4konserwy #gospodarka #ksiazki #komunizm #gospodarka #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: i.wpimg.pl

    •  

      na żądanie Jarosława Kaczyńskiego

      @GordonLameman3: Marian Zacharski w "Rosyjska ruletka" też przywoływał jakieś spotkanie z bodaj Jarosławem, który przyszedł ze swoimi towarzyszami i oznajmił, że oni to przejmują. Tylko nie pamiętam o przejęcie czego chodziło, bo Zacharski w tamtym czasie chyba w Pewex pracował, a Pewexu Kaczyńscy nie przejęli (może jakiś tytuł prasowy?). Niestety nie posiadam teraz tej książki. pokaż całość

    •  

      Oczywiście opisana sprawa to skandal. Zapytam więc, czemu nigdy nikt nie został za to rozliczony,
      czy skazany? Czyżby odbyło się to wszystko zgodnie z obowiązującym wtedy/teraz prawem?

      To jest tylko kropla w morzu ówczesnej wyprzedaży wszystkiego co się dało komu się dało za bezcen. Tysiące ludzi w Polsce porobiło na tym majątki z twojej ulubionej partii również.

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    @eoneon wielkie dzięki za świetny tag #historiapolitycznaiiirp, natrafiłem na niego akurat jak sam się chciałem bardziej zainteresować latami 1980-1995, chyba na dniach będę musiał polecieć do biblioteki po Krasowskiego ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    robisz kawał dobrej roboty.

  •  

    Można się z Balcerowiczem nie zgadzać, ale wygląda że jego obawy z czasów premierowania Buzka właśnie się spełniają - uznaliśmy w połowie drogi do dobrobytu, że już jesteśmy Zachodem, i zaczęliśmy w nadmiarze (bo czymże jest nasz nowy-stary wiek emerytalny) konsumować owoce dotychczasowych wyrzeczeń:

    Było w Balcerowiczu wiele liberalnej wiary, może wręcz fanatyzmu. Jednak nie tylko. U podstaw jego myślenia leżała zimna diagnoza, najbardziej brutalna, jaką w Polsce postawiono. Że większość biednych państw na zawsze pozostaje biedna i że z Polską też tak może być. Że wyjdzie z komunizmu, ale zmarnuje swoją szansę. Zatrzyma się w pół drogi między Wschodem a Zachodem. Bogatsza, niż była, ale biedniejsza, niżby chciała być. Dlatego Balcerowicz nie chciał słuchać o braku społecznej odporności. Bo widział w ludziach silny głód materialnego sukcesu, dający politykom możliwość sięgnięcia po odważniejsze metody. „Społeczeństwo na dorobku”, jak często nazywał Polaków, może zaakceptować więcej niż syty i rozkapryszony Zachód.

    Logika Balcerowicza była prosta. Stawiał sobie pytanie, co może być największym narodowym celem. Nie celem prawicowym czy lewicowym, nie celem grupy społecznej czy zawodowej. Ale celem wszystkim Polaków, prowadzącym do celów pomniejszych. I odpowiadał: „Wieloletni rozwój gospodarki w tempie co najmniej 6 procent rocznie”. A zatem błyskawiczna pogoń za Zachodem. Jak to osiągnąć? Zdaniem Balcerowicza, zdejmując z gospodarki 40-procentowy ciężar wydatków publicznych. Bo to jest poziom zachodni. Z takim garbem mogą żyć zamożne społeczeństwa (zwykle za cenę stagnacji). Ale z takim garbem nie mogą rozwijać się biedne. Balcerowicz rozumiał, że oznacza to dalsze zaciskanie pasa, ale uważał, że społeczeństwo na dorobku można zmusić do większej cierpliwości.

    (...) Planowana przez niego obniżka podatków miała być największą operacją od czasu rewolucji podatkowej Reagana. Problem był jeden – w ten plan wierzył tylko Balcerowicz. Po wyborach budził się zatem w trudnej sytuacji, mając tyleż wielkie ambicje, ile szczupłe zasoby. Szedł na liberalną krucjatę na czele małej partii, która sama w tę krucjatę nieszczególnie wierzyła, a jego koalicyjnym partnerem byli związkowcy. Gdyby przynajmniej Balcerowicz stał na czele rządu... Ale nie, był tylko jednym z dwóch wicepremierów. Mało tego, naprzeciw niego stała silna lewicowa opozycja, wobec liberalnych recept nastawiona wrogo, oraz prezydent wobec tych recept sceptyczny. Jednak Balcerowicz zdecydował się grać o swoje. Zdecydował się pójść na wojnę z całym światem.

    Więcej: #historiapolitycznaiiirp

    pokaż spoiler Robert Krasowski, Czas gniewu. Rozkwit i upadek imperium SLD, Warszawa 2014.


    #polityka #neuropa #dobrazmiana #wolnyrynek #historia #polska #ksiazki #balcerowicz #gospodarka #podatki
    pokaż całość

    źródło: i.iplsc.com

    •  

      @eoneon: Gdzie ja we wpisie sprzed 4 miesięcy napisałem że Pan Balcerowicz jest lewakiem? Nie napisałem nigdzie że transformacja była zła. Napisałem jedynie iż mam mu za złe że w okresie kiedy był ministrem wprowadził podatek PIT zamiast na przykład podatku liniowego.

      PS Dzieki kolego @Tytanowy: za zawołanie (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    •  

      Fajnie, ale to nie Balcerowicz i jego kolesie mieli zaciskać pasa. Ludzie mają w dupie biedowanie przez całe swoje życie i życie swoich dzieci po to, żeby za 100 lat Polska dogoniła zachód.

      @Daleki_Jones: To samo można powiedzieć o rozdającym kasę na lewo i prawo PiS - pewnie już nie oni będą powaleni atakiem kryzysu emerytalnego w 2030 roku, który zaostrzali obniżką wieku em. Dlatego już bardziej szanuję polityka wystawiajacego się na gniew ludu, niż takiego, co mu schlebia szepcąc "żyjmy tu i teraz". pokaż całość

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    Po latach Kaczyński dowodził, że w 1990 roku wszyscy stanęli przeciw niemu, bo naruszył dominujące interesy, bo chciał rozbić zawiązujące się układy, bo jako jedyny sprawiedliwy wystąpił przeciw rodzącemu się złu. Jednak prawda była inna – niechęć do Kaczyńskiego brała się stąd, że to właśnie jego uznano za symbol zepsucia, za oportunistę, za skończonego karierowicza, który omotał Wałęsę i dzięki brutalnym intrygom chce przeskoczyć w hierarchii bardziej zasłużonych polityków. Sam Kaczyński dobrze o tym wiedział. Niesmak do siebie pozostał mu długo, jeszcze po latach maskował dawną aktywność, budując naciągane teorie, które dawne intrygi przeciw Geremkowi zamieniały w merytoryczny spór. Jednak na zawsze pozostała w nich poetyka donosu i insynuacji. Wszystko, co mówił Kaczyński o Geremku, było albo dramatycznie małostkowe, albo logicznie naciągane. Twierdził na przykład, że Geremek chciał zbudować koalicję z komunistami, a za cały dowód służył mu fakt, że był na ty z Jerzym Wiatrem i Januszem Reykowskim. Opowiadał, że Geremek wymuszał, aby ustępować mu miejsca przy stole. Że grał arystokratę, ale kiedy dowiedział się, że ma zostać szefem MSZ, „kazał skoczyć po flaszkę”. Albo że kiedyś przyszedł z psem do weterynarza, do kobiety, której jako partyjny funkcjonariusz ponoć zablokował drogę na studia. Spytany, dlaczego to zrobił, odpowiedział, że takie były czasy, a potem „szybko wyszedł. W dodatku nie zapłacił”. Dawna potrzeba oczerniania Geremka, będąca ceną za wejście do pierwszej ligi, przetrwała swój kontekst. Może ze wstydu, a może z przyzwyczajenia, Kaczyński nie potrafił się od niej uwolnić. Nigdy nie był w stanie mówić o Geremku trzeźwo i sprawiedliwie. Nawet wytoczona piętnaście lat później z pozoru merytoryczna wojna z „dyplomacją Geremka” była mieszaniną celnych uwag i jawnej obsesji.

    Więcej: #historiapolitycznaiiirp

    pokaż spoiler Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.


    #polityka #neuropa #historia #polska #ksiazki #kaczynski #bekazpisu
    pokaż całość

    źródło: 7.s.dziennik.pl

  •  

    Mało kto pamięta, ale #leszke (jako urzędujący prezydent) był w 1991 roku bliski wysunięcia swojej kandydatury na premiera (tak, chciał mieć oba urzędy naraz), tylko zabrakło paru głosów ( ͡° ͜ʖ ͡°):

    Inaczej wyglądała sytuacja z perspektywy Wałęsy. Teza o beznadziejności polskich partii została udowodniona, a jego przewaga nad nimi została zagwarantowana. Już na starcie prezydent miał zapewnioną wygraną, żaden mniejszościowy rząd w epoce recesji, bezrobocia i strajków nie miał szans na długie trwanie. Musiał więc albo prosić Wałęsę o wsparcie, albo zginąć od jego ciosu. Sam wynik wyborów sprawił, że pierwszy krok do francuskiego modelu prezydentury został spełniony. Wałęsa postanowił pójść dalej i… samemu zostać premierem. Brzmiało to ekscentrycznie, ale było zgodne z prawem.Wałęsa wykorzystał fakt, że ustawodawca takiego rozwiązania wyraźnie nie zakazał. Politycznie ruch był ryzykowny, bo Wałęsa brał całą odpowiedzialność za działanie rządu. Z drugiej jednak strony taka była cena systemu prezydenckiego, o który Wałęsa walczył. Wcześniej czy później Wałęsa musiał podjąć to ryzyko. Zdecydował się zrobić od razu, oswoić Polaków z systemem prezydenckim, a potem utrwalić go w konstytucji. Zbudować stabilną władzę, której nie obala złożony z partii parlament, ale społeczeństwo. Raz na pięć lat, w wyborach prezydenckich.

    Wałęsa zagrał z pełnego zaskoczenia. Wezwał do siebie Kuronia i zaproponował: „Ja zostaję premierem, ty wicepremierem. Pierwszym wicepremierem, więc tak naprawdę to ty jesteś premierem. Zaraz tu zawołam dziennikarzy i powiem im, że skierowałem cię do misji tworzenia rządu. I jeszcze powinieneś wziąć Bieleckiego. On jest dobry, wykazał się, a poza tym na Zachód będzie sygnał, że robimy ten sam kurs polityki”. Kuroń zaoponował. Dowodził, że Wałęsa jako premier może się szybko zgrać, stracić społeczne poparcie. Że lepsza jest koncepcja premierów jako zderzaków. Prezydent odpowiedział: „Nie mam innego wyjścia (…) muszę zagrać osobiście. Ty wiesz, jakie jest skłócenie, żadna partia sama rządu nie złoży i tego nie przeskoczymy”.

    (...) Rozmowy z kolejnymi partiami przekonały Wałęsę, że nie ma szans na wariant prezydent-premier, że wszystkie domagają się budowy rządu w oparciu o sejmową arytmetykę. Okazało się, że choć Wałęsa ma silniejsze karty, brakuje mu jednej – zmuszającej partie do podpisania wyroku na siebie, do wykonania kroku legalizującego system prezydencki. Wałęsa odłożył więc pomysł na później i postanowi przedłużyć aktualny stan, czyli zachować gabinet Bieleckiego.

    Więcej: #historiapolitycznaiiirp

    Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.

    #polityka #historia #polska #ciekawostki #neuropa #ksiazki #walesa #leszke #ddd
    pokaż całość

    źródło: mojrower.pl

  •  

    Ostatnio pod tagiem #historiapolitycznaiiirp wklejałem fragmenty o tym jak odwoływano rząd Olszewskiego (tzw. "Nocna Zmiana"). No to może teraz troszkę o tym jak go powoływano, a pomógł w tym Kaczyńskiemu nie kto inny tylko...

    pokaż spoiler Waldemar Pawlak


    Wałęsa jednak nie rezygnował. Poinformował posłów, że powoła kolejnego premiera dopiero po przyjęciu przez Sejm nowej konstytucji, wprowadzającej system prezydencki. Sejm się nie ugiął, przyjął dymisję Bieleckiego, zignorował projekt konstytucji, więc Wałęsa zdecydował się desygnować Olszewskiego. Nie było to jednak ustępstwo. Wałęsa wiedział, że sklecona naprędce koalicja nie stworzy rządu. Miał rację, wystarczyło kilka dni rozmów, aby koalicję opuściły KLD i KPN, a PL rozpadło się na dwie części. Koalicja rządowa przestała istnieć, parlament okazał się bagnem, na którym nic trwałego stanąć nie może.

    Olszewski przegrał. Następnego dnia zwrócił się do prezydenta o zwolnienie go z misji tworzenia rządu.I wtedy wydarzyło się jedno z tych pikantnych wydarzeń, pokazujących skalę talentu Kaczyńskiego, a zarazem skalę jego hipokryzji. Po rezygnacji Olszewskiego Wałęsa był już zwycięzcą. Zastanawiał się, czy postawi na Bieleckiego, czy znowu zaproponuje siebie na premiera. I w tym momencie Kaczyński wykonał ruch, za który każdego innego skazałby na banicję: zerwał z izolacją postkomunistów, spotkał się z Waldemarem Pawlakiem i namówił go do głosowania przeciw rezygnacji Olszewskiego. Antykomunistyczny premier przeżył dzięki głosom postkomunistycznego PSL. Pierwszym owocem polityki przyspieszenia było zalegalizowanie PSL, na oczach całego Sejmu Kaczyński dziękował potem Pawlakowi.

    Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.

    #polityka #historia #neuropa #ksiazki #olszewski #nocnazmiana #kaczynski #bekazpisu #pawlak #dobrazmiana #tvpis (bo autor mitu Nocnej Zmiany to teraz szef TVP)
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

  •  

    "Panu to ja mogę nogę podać"!

    Jak to było z tą legendarną "lewą nogą" zaproponowaną przez Wałęsę Kwaśniewskiemu podczas debaty? Ano tak:

    tl;dr:

    pokaż spoiler Kwaśniewski wynajął legendarnego PRowca z Francji, który doradził mu, by spóźnił się na debatę i przywitał wszystkich oprócz Wałęsy. Wałęsa się zagotował i zaproponował Kwaśniewskiemu podanie nogi oraz przez całą rozmowę był wytrącony, wypadł fatalnie, czym przegrał wybory.


    Kwaśniewski w tych wyborach występował w komfortowej roli. Nie musiał ich wygrać. Zmierzenie się z Wałęsą w drugiej turze było już wystarczającym sukcesem. Mimo to ruszył do kampanii z dziką energią. I z profesjonalizmem, jakiego nad Wisłą nigdy nie widziano. Zatrudnił sławnego francuskiego konsultanta Jacques’a Séguélę, autora sukcesu wyborczego Mitteranda. Seguela wprowadził do kampanii zachodnie standardy – Kwaśniewski został odchudzony, ubrany, uczesany. Ustalono, co ma mówić, jak ma mówić, jak się uśmiechać, jak patrzeć w kamerę. Kwaśniewski miał naturalny urok, świetnie przemawiał, ale gdy do tego doszły piarowskie chwyty, efekt okazał się zdumiewający. Nie sposób go było nie lubić. O ile w 1990 roku Wałęsa podbił serca Polaków tym, że rozumiał ich problemy, to z kolei w 1995 roku Kwaśniewski podbił serca swoją normalnością i bezpośredniością. Na tle nudnych i sztywnych rywali wypadał rewelacyjnie. Wyglądał jak zachodni polityk: młody, wysportowany, wesoły, znający języki, mający ładną żonę. Do tego tryskający optymizmem, mówiący o szansach, a nie zagrożeniach, o przyszłości, a nie o przeszłości.

    I wtedy polska polityka zobaczyła prawdziwe możliwości spin doktorów. Séguéla zaproponował Kwaśniewskiemu, aby wystąpił z pomysłem debat telewizyjnych. Oczywiście Wałęsa się zgodził, w przekonaniu, że zmiecie rywala. W istocie Wałęsa miał świetny społeczny słuch, jednak w uwodzeniu ludzi przed telewizorami większym specjalistą był Séguéla. **Świetnie sformatował Kwaśniewskiego, aby debata okazała się starciem nowoczesnego i kulturalnego polityka z rozjuszonym i zgorzkniałym emerytem. **Séguéla podrzucił też Kwaśniewskiemu stary trik, czyli pomysł na zirytowanie przeciwnika. Świadomie spóźniony Kwaśniewski wszedł do studia w ostatniej chwili i przywitał się ze wszystkimi poza Wałęsą. Chwilę potem, kiedy debata się rozpoczęła, Kwaśniewski wstał, podszedł do Wałęsy i przekazał mu swoje oświadczenie majątkowe z komentarzem: „Jestem człowiekiem uczciwym i apeluję do prezydenta, by uczynił to samo”. Kompletnie tym zaskoczył Wałęsę i całkowicie wyprowadził go z równowagi. Wałęsa stał się arogancki i stracił swoją lekkość.Na koniec debaty Kwaśniewski zadał ostateczny cios. Próbował się pożegnać z rywalem, a Wałęsa burknął, że może mu podać nie rękę, lecz nogę. Widzowie nie znali kontekstu, nie wiedzieli, że wcześniej Kwaśniewski nie podał Wałęsie ręki. Byli oburzeni chamstwem Wałęsy. 76 procent Polaków uznało, że Kwaśniewski debatę wygrał. Tylko 12 procent przymknęło oko na zachowanie Wałęsy.

    Wałęsa natychmiast zrozumiał skalę błędu. Drugą debatę telewizyjną zaczął od przeprosin. „Prowadziłem kampanię pozytywną. Dopiero pierwsza debata zburzyła ten obraz. Pan Kwaśniewski zachował się nie fair. Ale wszystkich zdegustowanych przepraszam”. Ale było już za późno. Jeden zręcznie sprowokowany gest sprawił, że Wałęsa prezydenturę przegrał. Prosty, podręcznikowy trik Séguéli sprawił, że Kwaśniewski zamieszkał w pałacu.

    Więcej: #historiapolitycznaiiirp

    Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.

    #polityka #4konserwy #neuropa #ksiazki #walesa #kwasniewski #historia #pr
    pokaż całość

    źródło: ngopole.pl

  •  

    Czym naprawdę była osławiona Nocna Zmiana i obalenie rządu Olszewskiego:

    W legendzie na temat upadku rządu Olszewskiego powiada się, że powodem odwołania rządu była akcja lustracyjna. Nic bardziej błędnego. Los rządu Olszewskiego został przypieczętowany długo wcześniej, w pierwszych dniach maja, gdy okazało się, że wrodzy są mu zarówno prezydent, jak i Sejm. Kaczyński tak potem opisywał ten moment: „O tym, że ten rząd padnie, wiedzieli wszyscy. Nawet dwudziestoletni dziennikarze biegający po Sejmie”.
    Rząd Olszewskiego był już politycznym trupem. Trwał na kredyt. Pozwolono mu działać jeszcze kilka tygodni, bo nie potrafiono uzgodnić, jak ma wyglądać następne rozdanie. W tym darowanym czasie Olszewski i jego ekipa gorączkowo się naradzali. Ale nie nad tym, jak ocaleć, ale nad tym, jak upaść. Jakie sztandary wznieść w chwili klęski, aby idąc z nimi do wyborów, władzę odzyskać. Pomysłów nie było wiele; został wybrany jedyny, który wydawał się skuteczny. Potem Macierewicz spotkał się z Kaczyńskim i powiedział: „Mamy tylko miesiąc, żeby to zrobić”. Chodziło o ujawnienie agentów.


    Więcej: #historiapolitycznaiiirp

    pokaż spoiler Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.


    #polityka #4konserwy #neuropa #ksiazki #olszewski #nocnazmiana #kaczynski #bekazpisu #dobrazmiana #tvpis (bo autor mitu Nocnej Zmiany to teraz szef TVP)
    pokaż całość

    źródło: static.prsa.pl

    •  

      @instalacja: Wg Krasowskiego zawsze na jednej płaszczyźnie był niewykształconym prostakiem ze wsi, a na drugiej naturalnym geniuszem politycznym. Polityka go wypluła i został tylko cham :(. No i myślę że unikanie rozliczenia się z przeszłością nie pomogło mu i walka na noże z Kaczyńskim doprowadziła go ostatecznie tam gdzie jest.

    •  

      @eoneon: motywacja Wałęsy wydaje się jasna, jego mocno rozbudowane ego nie mogło mu pozwolić żeby tamten dzień zakończył się inaczej niż pozbycie się Olszewskiego, natomiast nie widzę szansy powodzenia tak jak się sytuacja potoczyła, bez strachu o własną przyszłość ludzi którzy pojawiali się na listach współpracowników.

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    Jaki jest #leszke, każdy widzi, wiadomo też, co ma za uszami. Tym bardziej dziwi charakterystyka specjalizującego się w politycznej historii III RP Roberta Krasowskiego (od razu uspokoję #4konserwy, że za drugi w tej epoce polityczny geniusz uznaje Kaczyńskiego, więc to nie jest opinia pod poglądy):

    Ze szkolnego punktu widzenia Wałęsa był nieukiem: zawodówka, brak elementarnej wiedzy, nawet gdy rządził państwem, czytał tylko kolorowe czasopisma. Erudycję posiadł w stopniu, jakiego wymagały krzyżówki, które pasjami rozwiązywał. Zarazem był Wałęsa wielkim politycznym talentem. Skomplikowane równania polityczne, w których krzyżowały się liczne niewiadome, od nastrojów tłumu po intencje przeciwnika, rozwiązywał bezbłędnie, w intuicyjny sposób. Często nie potrafił dowieść własnych intuicji, wtedy wymuszał swoją wolę i okazywało się, że miał rację. To był trudny do zrozumienia fenomen; Andrzej Celiński twierdził, że Wałęsa był aż „nieludzki” w swoich zdolnościach. Kiedyś w trakcie internowania liderzy KOR zrobili test – wzięli wszystkie większe spory, jakie toczyła „Solidarność” przez 16 miesięcy, i postanowili sprawdzić, którzy politycy mieli najczęściej rację. To, że wygrał Wałęsa, było oczywiste. Ciekawe było co innego – okazało się, że Wałęsa nie pomylił się ani razu. Nawet Jarosław Kaczyński, już po konflikcie z Wałęsą, oddawał mu wielkość: „W latach 1988–1990 miewał chwile iluminacji politycznej, prawie geniusz”.Wałęsa był wodzem nie dlatego, że ruch „Solidarność” potrzebował lidera robotnika, ale ponieważ miał do polityki szósty zmysł. Swoje intuicje uzasadniał bełkotliwie, jego zdolność mówienia nie nadążała za sprawnością myślenia, jednak do 1989 roku nie było to problemem. Kto chciał, ten Wałęsę rozumiał. Dopiero potem jego przeciwnicy z inteligencką wyższością będą się ironicznie dopytywać, o co mu chodzi, co będzie Wałęsę doprowadzać do pasji.

    Więcej: #historiapolitycznaiiirp

    pokaż spoiler Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.


    PS: Przykład sprawności Wałęsy: https://www.wykop.pl/wpis/34404719/malo-kto-pamieta-ale-andrzej-duda-nie-byl-pierwszy/

    #polityka #4konserwy #neuropa #ksiazki #walesa #leszke #ddd #historia
    pokaż całość

    źródło: dzieje.pl

  •  

    Mało kto pamięta, ale Andrzej Duda nie był pierwszym w III RP prezydentem przypisującym sobie dziwne kompetencje ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Gdy na fotel zwolniony przez wicepremiera Borowskiego Sojusz zaproponował swojego kandydata, Wałęsa odmówił podpisania nominacji. Falandysz oznajmił, że przepis, iż na wniosek premiera „prezydent podpisuje” nominację, nie znaczy, że prezydent musi to zrobić, ale że zrobić to może. Z pozoru była to jałowa obstrukcja, Wałęsa nie miał prawa do recenzowania decyzji personalnych. Jednak wyczuł, że Pawlak nie chce kolejnego liberalnego wicepremiera i zaakceptuje decyzję Wałęsy. Nieświadomie przyznając mu w ten sposób przywilej weta wobec rządowych nominacji.

    Ruch był zręczny, a Pawlak dał się złapać. Pretensja SLD zwróciła się w stronę PSL, od którego zażądał poparcia dla eseldowskiego kandydata. Pawlak zwlekał, więc Wałęsa wbił w koalicję jeszcze szerszy klin. Oświadczył, że mianuje kandydata SLD, pod warunkiem że zechce tego premier. A że Pawlak nadal kluczył, konflikt przerodził się w koalicyjny spór, w którym upływ czasu legalizował prezydenta w roli osoby współdecydującej o składzie rządu. Gdy więc po kilku dniach Kwaśniewski zmusił wreszcie Pawlaka do poparcia kandydata Sojuszu, Wałęsa miał silne karty. I wysłał do koalicji list zaczynający się od słów: „Uprzejmie informuję, że odmawiam…”. A jego rzecznik oświadczył, że Wałęsa czeka na kolejne kandydatury. W ten sposób Wałęsa wygrał kolejną kompetencję.

    #historiapolitycznaiiirp

    pokaż spoiler Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.


    Więcej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Falandyzacja_prawa

    #polityka #4konserwy #neuropa #ksiazki #walesa #prawo
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

  •  

    Wracając do niechęci, jaką żywiono wobec Kaczyńskiego. Otóż tamtej emocji z 1990 roku nie można mylić z późniejszymi ideowymi sporami. W tamtym okresie Kaczyński nie był ideowym przeciwnikiem, dla solidarnościowej lewicy był kolegą o bliskich jej poglądach. Potem, gdy drogi się rozejdą, Kaczyński będzie dowodził, że on i lewica pochodzili z dwóch odmiennych planet – on był niepodległościowy, oni zaś wyszli z tradycji KPP. Prawda tymczasem jest taka, że choć ta różnica istniała, wcześniej nie była ważna ani dla Kaczyńskiego, ani dla środowiska korowskiego. Kaczyński pochodził z tego samego świata warszawskiej lewicującej opozycji. Prawicowe środowiska owszem poznał, ale mocno go rozczarowały. Kaczyński nie znosił wówczas klerykalizmu, w ogóle jego stosunek do religii był chłodny; większość znajomych nie wiedziała nawet, że jest wierzący. Nie lubił też Kaczyński tradycji endeckiej, szydził także z romantycznego patriotyzmu, z czołobitnego stosunku do narodowej tradycji. Antykomunizmu nie uczył się z papieskich encyklik ani z książek Friedricha Hayeka, ale na seminariach byłego marksisty Stanisława Ehrlicha.Powiedzmy to dobitnie – Kaczyński był typowym działaczem postępowej opozycji. Owszem, miało znaczenie, że jego droga nie wiodła przez Marzec 1968, że lęk przed antysemityzmem nie był jego traumą, ale nadmierne podkreślanie różnicy między nim a środowiskiem Geremka było zbudowaną post factum ideologią.

    #historiapolitycznaiiirp

    pokaż spoiler Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.


    #polityka #4konserwy #neuropa #kaczynski #ksiazki #bekazpisu
    pokaż całość

    źródło: bi.gazeta.pl

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów