•  

    Kurwa xD #podlasie to jednak stan umysłu XD sąsiad ciągnie samochody z Belgii i sprowadził audi A8 z 2017 roku na handel. Zarejestrował, zrobił przegląd no i jeździ póki się nie sprzeda. Dziś miejscowy menel spuścił mu w nocy powietrze z kół. Wszystko się oczywiście nagrało na kamere, pan uszkodził wentyl w jednym kole. Pan menel po zobaczeniu nagrania oczywiście wszystkiego się wypiera no i ogólnie mu niczego nikt nie udowodni. Sprawa zgłoszona na policję, ale od tygodnia cisza. Ubezpieczalnia rozkłada ręce, było tylko OC i czekają na działania policji. Ogólnie to trochę już parodia bo ceny tych felg z oponami to koszt 15 letniego samochodu marki premium i to takiego w dobrym stanie z fajnym silnikiem. Opony już naprawione, felgi odnowione, wszystko z własnej kieszeni. Policja niby utrzymuje, że nie będzie problemu ze znalezieniem sprawcy skoro jest nagranie, ale jakoś cisza jest.

    pokaż spoiler Dziś w nocy znowu mu spuścili powietrze z kół


    pokaż spoiler Tak, ten sam menel XD

    #historiazycia #truestory #coolstory #takbylo
    pokaż całość

  •  

    Wczoraj na stacji benzynowej, Pani po zatankowaniu auta, powąchała końcówkę pistoletu i odłożyła na miejsce ( ಠ_ಠ)

    #takbylo #historiazycia

    •  

      @kolekcjonerblaszanychszyb: przypomniało się

      pokaż spoiler Przychodzi syn do ojca i prosi o 200 zł na dziwki. Ojciec w końcu się zgadza, ale zapowiada kontrolę po ruchaniu. Syn chcąc nie chcąc idzie na ten układ. Wraca wieczorem do domu, a ojciec mówi "Gacie w dół, chuj na stół - wąchamy!" Ojciec wącha, zaciąga się papierosem i mówi z pewnością w głosie " Kasia ". Syn się zdziwił, że ojciec taki fachowiec i rozpoznał od razu, ale cóż miał powiedzieć poszedł do swojego pokoju. Następnego dnia sytuacja się powtarza, syn wziął kasę na kurwy od ojca i wybrał się na miasto. Po wszystkim wraca i w drzwiach czeka na niego już ojciec "Gacie w dół, chuj na stół - wąchamy!" Ojciec wącha, zaciąga się papierosem i mówi z pewnością w głosie "Basia ". Syn znów się zdziwił, ale nic nie powiedział tylko poszedł do swojego pokoju. Następnego dnia znów zachciało mu się ruchać więc pożyczył kolejne 200 od ojca, ale w drodze wpadł na pomysł, że tym razem przechytrzy ojca. Zastanawia się jak to zrobić, gdy nagle widzi na poboczu krowę, postanowił ją wyruchać "wtedy ojciec na pewno nie pozna" -pomyślał. Jak wymyślił tak zrobił i zadowolony wrócił do domu. Od progu powitał go ojciec i mówi "Gacie w dół, chuj na stół - wąchamy!" Ten wącha, wącha z niedowierzaniem. W końcu prostuje się i krzyczy "DAWAJ BABKA DWIEŚCIE, NOWA KURWA W MIEŚCIE"
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (22)

  •  

    Apropo natknięcia się na Doskozzzę, przypomniała mi się jedna sytuacja za gówniaka ze Stachurskim. Kiedyś jak byłem na dniach Nowego Dworu (gdzie Stachur był gwiazdą wieczoru, rok 2009 - PROOF) z matką na występie blisko sceny. Jacek Łaszczuk, wykonując wtedy swojego szlagiera pt."Niepokorny" podczas drugiej zwrotki zwrócił na mnie swój przeszywający wzrok i powiedział do mikrofonu "no, patrz na mnie!". Ja z zabawkowym mieczem swietlnym w rękach myślałem, że zesram się na rzadko, nie zapomne tego nigdy.
    #truestory #historiazycia #stachursky #muzyka #takasytuacja #dziecinstwo to nie jest #pasta
    pokaż całość

    źródło: i.wpimg.pl

  •  

    #90dnizchodakowska
    #wyzwaniebebetter

    Dzień 38/90 - trening zaliczony.
    To co się dzisiaj działo to jakiś obłęd. Kolejna #historiazycia czy coś Dzień był tak Świetny, że aż można napisać przez aieljow "Ś". Rano załapałam trochę, a później idąc na autobus pierwszy uciekł mi dosłownie przed nosem. Teoretycznie mogłam biec i bym zdążyła, ale w obawie przed zbędnym dla mnie wzrokiem gapiów postanowiłam grzecznie poczekać na kolejny. ( #logikarozowychpaskow ). I tutaj się okazuje, że to była najlepsza rzecz jaka mogła mnie spotkać. Okazało się, że kolejnym autobusem jedzie mój znajomy, taki do którego z jakiego powodu boję się zagadać. Ogólnie wysiadamy na tym samym przystanku. Opuszczając autobus stanął obok mnie, ja się przełamałam i się przywitałam. Potem jak już wyszliśmy zaczęłam z nim rozmowę. Tak po prostu. Nie wiem co się odwaliło, że nagle po pół roku ciszy tak nagle się wszystko odmieniło, ale podoba mi się to. Co prawda oboje spóźniliśmy się na zajęcia, ale chociaż nawet dla samej rozmowy i faktu przełamania, myślę, że warto. Po co ta historia i do czego zmierzam? (Poza #chwalesie xD) Mam wrażenie, że im dłużej ćwiczę i pracuje nad sobą, tym bardziej mam odwagę na nowe rzeczy, coraz mniej boję się rzeczy, które kiedyś wprawiały mnie o zawał, czuję, że się zmieniam. Dodatkowo dziś przez przypadek zostałam po lekcjach (czekałam po prostu na znajomą, która się pakowała i ni z gruszki, ni z pietruszki nauczycielka z którą miałyśmy zaczęła coś rozmawiać). Koleżanka oczywiście się ulotniła, a ja zostałam. Nie żałuję. Nie dość, że Pani było milej, to jeszcze nieświadomie ta Pani tylko dolała oliwy do mojego ognia zmian. Przez jej słowa wyrzuciło moje ego w kosmos, a motywacja i nadzieja na powodzenie wzrosły po +100. Obie sytuacje - zaledwie kilka minut, a może wpłynąć na człowieka niesamowicie. Przepraszam, za tak długi tekst, ale tak to na mnie wpłynęło, że czułam, że muszę to napisać. Niesamowity dzień. I mimo, że zaczęłam go znów od błędu i że zawaliłam w popołudnie (po obiadku chciałam się na "chwilę" położyć, a obudziłam się po kilku godzinach...) jestem pełna entuzjazmu.
    Co do treningu... po tej felernej przerwie w dniu byłam wyjątkowo padnięta. Uważam, że mogłam to zrobić znacznie lepiej, ale jednocześnie uważam, że dałam z siebie 100%. Strasznie mnie bolały mięśnie na początku, ale potem po rozgrzewce ból znacznie ustąpił. Co więcej dodać? To chyba wszystko. Jeżeli jakimś cudem ktoś dotarł do końca, bardzo mu dziękuję. Może to zabrzmi banalnie, ale sama świadomość, że ktoś mi tutaj kibicuje czy wierzy, tak mnie motywuje, że nawet jak mam gorszy dzień myślę sobie "nie, muszę to zrobić. Nie mogę zawieść nikogo". Miłego wieczoru kochani! <3

    #wyzwanie
    #gownowpis
    pokaż całość

    źródło: 1550082561316.png

  •  

    Mirki, noszę się z zamiarem uruchomienia bloga, na którym spontanicznie zamieszczałbym swoje liczne przemyślenia na różne tematy. Z drugiej jednak strony gryzie mnie, że nikt go nie znajdzie, a tutaj mam Was całą masę.

    Dzisiaj chce wyrzucić z siebie temat problemu złapania w życiu równowagi, poukładania sobie wartości i celów, złapania jakiegoś rytmu, wiatru w żagle. Nie wiem jak Wy, ale stale mam takie odczucie i pewnie tak jest, że gdy tylko dostrzegam, że w jednym z obszarów mojego życia (np. kontakt z najbliższą rodziną) mi ucieka albo w ogóle przestaje istnieć to zaczynam się w niego angażować. Co się okazuje po czasie? Kosztem uwagi poświęconej naprawianiu ucieka mi inny obszar, np. skupienie na swoich celach osobistych takich jak sport czy inne zainteresowania. Co się dzieje wtedy? Chyba się już domyślacie.

    Zaliczyłem już sporo takich błędnych kół i chyba dopiero teraz zaczynam dojrzewać (26 lvl here) do tego by obniżyć swoje oczekiwania (krótkoterminowe) względem siebie i zacząć małymi kroczkami układać wszystko na nowo w trwających chaosie.

    Wychowałem się w domu gdzie miałem różne wzorce - te dobre i złe. Moja mama to osoba, która mogła spokojnie usiąść dopiero jak wszystko, co miało być zrobione to było. Po pracy nigdy nie siadała na dupie przed TV i pachniała. Zawsze dba o dom, zawsze myśli, co w nim poprawić, zawsze myśli o innych - jest moim wzorem pod kątem samodyscypliny i wykrzesywania w sobie energii do działania.

    Z kolei mój tata to osoba, która jak wykonała swoją pracę to resztę dnia spędzała na kanapie. Podejrzewam, że już w pracy myślał o kanapie i nie mógł się doczekać. Oprócz kanapy oczywiście 24/7 leciał sport. Każdy sport. To mnie najbardziej zadziwia. Piłka nożna, piłka ręczna, tenis, tenis stołowy, skoki, olimpiady, biegi, f1, raidy, walki - wszystko, dosłownie wszystko.

    Niestety, ale mocno nasiąkłem jego postawą. Ile razy łapałem się na tym, że jak tylko pojawiał się cień zmęczenia we mnie to pierwsze o czym marzyłem to, żeby jebnąć się na łóżku i bezmyślnie leżeć. Przeglądać telefon, odpalić film, słuchać muzyki, grać w gry. Nie byłoby to problemem gdyby nie fakt, że olewałem podstawowe rzeczy by zajmować się właśnie tymi łatwymi przyjemnościami. Totalna masakra. Jak tylko łapała mnie chwila refleksji to czułem ogromne wyrzuty sumienia i czułem do siebie baaardzo mało szacunku. Widziałem lenia i panikowałem, że będę robolem.

    Najzabawniejsze było to, że równoległe słuchałem Briana Tracy i innych osób tego pokroju. Wpędzało mnie to w jeszcze większe poczucie winy, ale jednocześnie pokazywało mi, że to jak postępuje jest złe, że mam na to wpływ, że mogę coś ze sobą zrobić itd. tylko, że poziom mojej dyscypliny i mentalnej dojrzałości był tak bardzo niski, że powinienem zaczynać od drobnych, malutkich, najmniejszych rzeczy.

    A co robiłem? Nie ćwiczę więc od teraz robię to 5 x w tygodniu, pompki, bieganie, przysiady, podciąganie itd. ogień ma być i oczywiście postępy 200% każdego tygodnia. Nie czytam? Od dzisiaj każdego dnia czytam godzinę dziennie. Słabo się uczę? Od teraz będę mieć średnią 4.0, odrabiać codziennie lekcje itd. Takich planów miałem setki. Setki też miałem planów dnia, harmonogramów, spisanych celów itd. Tyle razy samo setek nic z tego nie wychodziło. Nooo, może czasem łapałem tydzień czy dwa jakiegoś rytmu.

    W końcu zacząłem się zastanawiać, co we mnie jest takiego spierdolonego, że nie potrafię się wziąć za najłatwiejsze rzeczy (wtedy takie mi się wydawały). Zacząłem dostrzegać, że mam na ogół mało energii, motywacji, że tak na prawdę to ja mam nie małą depresję. W dodatku to nie był najmocniejszy okres mojej rodziny. Mieliśmy poważne problemy finansowe, rodzinne. Było źle, a ja czułem się jak jebany robak.

    Mimo wszystko zawsze we mnie budziła się ta myśl, to poczucie, że ja to zmienię, że będzie lepiej, że poradzę sobie, że zacznę zarabiać więcej, że będę mieć zajebistą formę, że będę mieć zajebistą cerę (ryj jak pizza xD), że będę mieć dziewczynę (chociaż wtedy uważałem sam przed sobą, że jestem zbyt wielkim gównem by ją mieć) i to mnie jakoś napędzało. Dziesiątki razy spisywałem plany, cele i wizje i dziesiątki razy upadały, ale koniec końców, po tygodniu, miesiącu, czy kwartale, znowu wracałem do tematu, znowu mi brzydło to jak jest i znowu podnosiłem się do walki.

    W miarę jak czas płynął moje sparingi ze sobą były co raz dłuższe, cały czas czytałem, rozmawiałem, praktykowałem i jednocześnie cały czas się opierdalałem, nic nie robiłem, gniłem. Dwa kroki do przodu i dwa kroki wstecz. Przynajmniej zawsze tak myślałem.

    Dzisiaj patrzę na to z perspektywy jakichś 10 lat - i wiecie co? Zawsze coś z tego zostawało, zawsze.Tylko, że w środku mnie, odciskało się to na mojej psychice, na moim doświadczeniu, na moim postrzeganiu świata, na nawykach. Na swój pojebany sposób się kształtowałem z gówna za które tak bardzo się miałem.

    I jak tak sobie teraz myślę to każdy rok był inny, lepszy. Mimo, że z perspektywy roku tego nie widziałem tak teraz widzę, że każdy był schodkiem, a teraz jestem piętro wyżej i wszystko wygląda już znacznie inaczej.

    To daje mi wiarę, że uda mi się ogarnąć to, co mnie tak teraz dręczy, ale jednocześnie uczy mnie to pokory, że zmiany wymagają olbrzymiej ilości czasu. Jako gówniarz myślałem, że od tak mogę się zmienić, a teraz widzę i czuję, że to proces na całe życie. Zawsze byłem niecierpliwy, teraz też jestem, ale świadomie staram się to kontrować i przypominać sobie, że droga jest kręta i długa. Odnośnie tego, że jest kręta..

    Nie mam pojęcia, co w świecie jest prawdą, a co nie i co jak działa i dlaczego działa, ale...

    Często używałem afirmacji, wizualizacji, powtarzania sobie najważniejszych dla mnie rzeczy w myślach (np. w drodze do pracy) i mimo, że zapominałem o tych rytuałach itd. z perspektywy kilku lat uświadamiam sobie, że wypełniło się dokładnie to o czym tak marzyłem. Najśmieszniejsze, że do wszystkiego doszedłem w zupełnie inny sposób niż sobie wyobrażałem. To kolejne doświadczenie, które pozwala mi sobie ufać, że mimo, że teraz nie rozumiem dlaczego jest jak jest i że nie widzę sensu w tym, co się dzieje, to ufam, że to po prostu etap, moment, rzeka, przez którą trzeba przejść. Pamiętajcie o tym w chwilach zwątpienia - to napawa mocą.

    Dziś mam u boku piękną narzeczoną, tak bardzo się dogadujemy ^^. Nasz związek jest moją perełką w życiu. Jesteśmy ze sobą kilka lat, od niedawna mieszkamy razem, a nadal potrafimy się kochać jakby to były początki. Piękna jest siła miłości. Miłość odmienia jakość życia. Warto dbać o ten kwiat, bo jak dla mnie to jest jednym ze składników długotrwałego szczęścia i sukcesu.

    Materialnie się wciąż odbijam, ale żyje mi się już bardzo wygodnie pod tym kątem. To czego chce teraz to zachcianki i życie ponad stan - jednak nie to dominuje w mojej głowie.

    Aktualnie jestem na etapie, w którym pogłębiam wgląd w siebie i zaczynam dostrzegać ile destrukcyjnych mam nawyków, zachowań, schematów, przekonań, iluzji, badziewi, które mącą mi w życiu. Moim najsilniejszym pragnieniem jest wyplewić te chwasty i urządzić w środku piękny ogród. To jest aktualnie przygoda mojego życia. Cała reszta to tylko wynik tego, co we mnie rośnie. Uwielbiam ten (nie)banalny motyw, który prawdopodobnie w tym momencie mocno zniekształcę, ale zachowam sens. W naszym wnętrzu żyją dwa wilki, które od zawsze ze sobą walczą - zły i dobry - każdy odpowiada za jakieś cechy i zachowania. Pytanie - który wygra - ten, którego karmisz? Od nie dawna ma to dla mnie dużo głębsze i poważniejsze znaczenie.

    Kiedyś słyszałem i czytałem masę takich przypowiastek, ale nigdy ich nie dopuszczałem do swojego serca i świadomości. Czytałem zapominałem, a teraz gdy słucham nawet piosenek (np. Grubsona) to uderza mnie ile razy już o czymś słuchałem, a byłem głuchy. Czasem tak proste rzeczy mogłyby nam pomóc w poradzeniu sobie (o ironio) ze sobą, że wprawia mnie to w zadumę.

    Zdecydowanie kluczowe jest to jaką mamy percepcję, na co się nastawiamy, w co wierzymy, jakie mamy cele, jaki mamy pogląd na siebie, ale nie ten, który dyktuje nam EGO. Jak bardzo chce mi się śmiać gdy przypominam sobie sytuację typu

    Jesteśmy na boisku, widzę osiedlowego cwaniaczka, który tańczy z piłką po czym mówi, ale nie no, ja to słaby jestem. Minutę później podpuszczasz go rzucając hasło "ale lamisz", a on odwdzięcza się przemową na temat swojej wspaniałości. To jak to w końcu jest z tą samo oceną? Wydaje mi się, że najwięcej odpowiedzi na swój temat można uzyskać leżąc w łóżku, przed spaniem. Z dala od szumu informacyjnego, który zakłóca nasz wgląd w siebie. Szczerze? Byłem w takim stanie, że nie mogłem zostać sam ze sobą ani minuty, bo meksyk, który we mnie się kłębił doprowadzał mnie do szaleństwa (dosłownie). Na myśl o tym, że zbliżał się czas spania, spinałem się niesamowicie. Czuje ogromną wdzięczność, że to już za mną.

    Właśnie, wdzięczność to coś, co warto w sobie wzbudzić. Zwłaszcza za drobne rzeczy. Ile razy słyszeliście - naucz cieszyć się z małych rzeczy, bo nie będziesz umieć z dużych? Czy jakoś tak :) Zawsze to mówiłem, a potem miałem to w dupie. Ocknąłem się gdy zrozumiałem jak bardzo nieszczęśliwy jestem. Tak więc wdzięczność, za pyszną kawę, za leniwy dzień na kanapie bombardując netflixa z ukochaną, za pyszny posiłek, za słońce za oknem, za to, że mam zdrowie i pracę, i kochaną rodzinę i masę innych rzeczy, których trzeba szukać powoduje, że człowiek czuje się szczęśliwy, a radość z tytułu większej sprawy jest wtedy jak spełnienie.

    Ekscytuje się na myśl, że to dopiero początek tej drogi, drogi, która odsłania moją naturę, tą złą i dobrą. W sumie nie ważne jaka ona jest, najważniejsze jak ją ukształtuję.

    Czemu to napisałem? Bo lubię gadać i kocham pisać, mam tendencje do roztrząsania wszystkiego na czynniki pierwsze i składania tego znowu. Do skakania w przyszłość i przeszłość (tylko z lądowaniem tu i teraz mam problem). Dla przyjemności stukania w klawiaturę, dla chęci dzielenia się tym czego się dowiedziałem, mam też małą nadzieję, że znajdzie się jakiś #przegryw który znajdzie w tym coś dla siebie. No i dla oczyszczenia głowy, w której dzisiaj się kotłuje.

    Czemu tutaj? A czemu nie :D Tutaj jak w moim środku jest wszystko i nic.

    #historiazycia #truestory #tldr #rozwojosobisty #wygryw (moja wciąż niska samoocena mówi, że nie zasługuje na ten tag, ale chrzanić to xD) #pamietnik #wtf no i trochę #heheszki

    PS: nie mam ochoty na korektę tekstu i ortografii - surowa forma to najlepsza forma xD

    PS2: nie wiem czemu, ale jestem zadowolony, że to napisalem

    PS3: Wiem, że penis was to obchodzi

    PS4: bo tak xD
    pokaż całość

  •  

    Bądź mno
    Leżysz sobie na leżaczku
    przeglądasz vikop
    dchylasz się
    codokurwy.jpg
    Wypierdalasz łbem o ziemię
    Boli motzno
    Wywijasz nogami jak debil żeby spróbować wstać
    W końcu prosisz ziomka żeby Ci pomógł
    #truestory #gownowpis #historiazycia #niepasta

  •  
    f....y via Android

    +12

    Parę lat temu spałam u już byłej dziewczyny mojego brata, poszła do pracy i zapomniała zostawić mi klucza, więc zostałam na cały dzień sama z jej psem w mieszkaniu. W końcu psu zachciało się siku, a że w mieszkaniu nie było balkonu no to nasikał na podłogę, w łazience leżał jakiś szary ręcznik wyglądający jak szmata, więc wytarłam nim podłogę i odłożyłam w to samo miejsce. Na drugi dzień kiedy się obudziłam w kuchni siedział mój brat z dziewczyną, która miała na głowie właśnie ten ręcznik. Nie lubiłam jej, więc nic nie powiedziałam. #historiazycia #gownowpis #anonimowewyznania ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

  •  

    Jak mnie irytują stare baby, które myślą, że wszystko im wolno.

    Siedzę przed gabinetem stomatologicznym i czekam na swoją kolej. Siedzi przede mną "ona" w berecie 50 plus (tak to mogła być moja matka z tym, że moja matka nie niszczy cudzej własności) czyta pismo, które leżało do użytku ogólnodostępnego. Zatrzymała się na jednej ze stron i zaczęła urywać kawałek jej, bo coś jej się spodobało i głośno przy tym komentując swój uczynek (jakby miała się przy tym usprawiedliwiać):
    -O wezmę sobie, takie fajne.

    Jako, że wkurwia mnie niszczenie cudzej własności...nie pozostałem obojętny.

    -A to Pani gazeta, że ją Pani niszczy?
    -Ale ja tylko kawałek...

    -Rozumiem, że jak niczyje to znaczy, że można zabierać czy niszczyć tak?
    -Nie powinno to Pana interesować.

    -Szybę w samochodzie też Pani wybije, bo przecież to nie Pani?
    -To nie Pański interes.

    -Właśnie, że mój. Że niczyje to nie znaczy, że można to niszczyć, jak kostka się Pani spodoba to też sobie ją Pani weźmie, bo przecież wszystkich to znaczy niczyje?

    Obruszona do granic czerwoności, spojrzała na mnie swym wzrokiem mającym źródło u podstaw piekła i parsknęła jak dziki koń i dodała:

    -Patrzcie go, jaki mądry się znalazł (chcąc pokazać mi kto tu jest górą, bo w końcu ona lat ponad 50 może swym wskazującym paluchem pokazywać każdemu gdzie jego miejsce, jej mość to Pani i nie należy zwracać jej uwagi), niech Pan się zajmie swoimi sprawami, a nie wtrąca się w coś co Pana nie dotyczy.

    Konwersacje przerwały otwierające się drzwi od gabinetu i wychodzący z niej pacjent. Wstałem podszedłem i zapytałem czy można? Pani doktor na to:
    -Na którą Pan?
    -Na 17.
    -Proszę niech Pan siada.

    Nie wytrzymała, złość zalała jej mózgowe zwoje...:
    -Ale Pani doktor ja tu siedzę od 40 minut, dlaczego ten Pan wszedł...
    -Tak ale ten Pan jest na godzinę, a Pani poza kolejką...

    -To ile ja mam czekać! Ten Pan przyszedł i się wpycha...

    Nie wytrzymałem tego głęboko zakorzenionego komunizmu, zaszłości z epoki kamienia i milicyjnej pały:

    -Proszę Pani, nie wepchałem się tylko przyszedłem na umówioną godzinę, proszę się zająć gazetą, którą Pani niszczy...
    Zwracając się do doktor...:
    -Wie Panie, że ta Pani postanowiła zniszczyć gazetę, którą Państwo położyliście aby każdy mógł z niej skorzystać?

    -Ale ja tylko kawałek chciałam, bo...
    Doktor:
    -To dla wszystkich, a nie tylko dla Pani, ładnie to tak?

    Zamknęła się jak zawekowany słoik, trzasnęła drzwiami i usiadała potulnie pod gabinetem czekając na swoją kolej.
    Kiedy wychodziłem później z gabinetu jej wzrok oznaczał, że najchętniej by mnie zakopała w lesie.
    Jej wzrok spotkał się z moim szerokim uśmiechem, który mówił jedno: Tiaa, tu już się nic nie poradzi, nic nie zmieni, nieuleczalna choroba zwana głupotą.

    Nie akceptuję ludzi, którzy niszczą cudze lub niczyje. Nie ważne, że coś może być warte 2 zł. Jeśli sami nie będziemy dbać to nikt tego nie zrobi za nas.
    #starebaby #heheszki #glupota #niszczenie #stomatologia #historiazycia #prl #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Dziś miałam egazmin ustny z agnielskiego, pierwsze zadanko, porozmawiać z kolegą o imprezie dla nauczycieli, ok.
    Jeden z podpunktów zaplanuj niespodziankę na imprezie dla nauczycieli, no to mówię zróbmy album z wspólnymi zdjęciami, egazminatorka zanegowała pomysł no to ok, chwilę myślę... mam ! kupimy tort z ktorego wyskoczy facet :D w komisji dwie laski, śmieszkowały przez 10 minut.
    Na koniec jak dostałam wyniki, jedna z nich stwierdziła że jestem strasznie muzykalna bo jak się zastanawiałam to nuciłam.
    #coolstory #historiazycia #matura #matura2014 #angielski #smieszki #heheszki #humor
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #historiazycia

Archiwum tagów