Kliknij jeżeli szukasz --> Źródła wpisów

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Fiński pancernik obrony wybrzeża ''Ilmarinen''. Finlandia posiadała dwie jednostki tego typu - drugą był bliźniaczy ''Väinämöinen''. Oba okręty nosiły nazwy po bohaterach fińskiego eposu narodowego ''Kalevala'' - Ilmarinen był wielowiecznym kowalem, zaś Väinämöinen - zaklinaczem.

    Okręty te były przewidziane bardziej jako pływające baterie artyleryjskie, a nie realne okręty. Okręty miały niską dzielność morską - płytkie zanurzenie, połączone z bardzo wysoką wieżą artyleryjską i skupionymi nadbudówkami oraz silną artylerią powodowały, że były chybotliwe i kołysały się jak łupinki na morzu. Uzbrojone były w cztery działa 254 mm i osiem 105 mm.

    Jesienią 1941 r. Niemcy podjęli dwie operacje ''Beowulf''. Pierwsza była kopią planu ''Albion'' z I WŚ i doprowadziła do zajęcia całej Łotwy. Druga operacja miała na celu opanowanie wysp Hiuma i Sarema, dużych wysp u wybrzeży Estonii. Na wyspach broniło się 23 700 radzieckich żołnierzy z 3. Brygady Strzeleckiej. Do ataku Niemcy wyznaczyli 61. Dywizję Piechoty, wspartą dodatkowym batalionem saperów i artylerią. Jednostkę zgromadzono na 250 barkach, promach i amfibiach na estońskim wybrzeżu w okolicach Virtsu.

    By odciągnąć uwagę Sowietów, Niemcy rozpoczęli szereg operacji pozorujących, które miały zasugerować, że desant nastąpi od strony morza, a nie lądu. Jedną z nich była ''Nordwind''. Do tego zadania wyznaczono pancernik ''Ilmarinen'' i kilkanaście mniejszych jednostek. 13 września flotylla wypłynęła na południe, jednak jej szlak nie został jeszcze oczyszczony z min, co miało się niedługo zemścić. Jedna mina przyczepiła się do trału morskiego pancernika. Próbowano ją rozbroić, jednak nie udało się to. Wieczorem zespół otrzymał rozkaz zawrócenia. ''Ilmarinen'' wykonał zwrot na sterburtę, by uniknąć wybuchu miny. Jednak ta wybuchła, powodując duży przeciek. Okręt przewrócił się i zatonął zaledwie siedem minut od wybuchu, grzebiąc w swoim wnętrzu 271 marynarzy. Operacja nie udała się, a Sowieci najpewniej w ogóle nie zauważyli zespołu ''desantowego''.

    Porażka operacji ''Nordwind'' nie wpłynęła jednak na operację ''Beowulf II''. 9 września zajęto wyspę Vormsi, a 14 września Niemcy wylądowali na Muhu, połączoną z Saremą (Ozylią). 23 września Sowieci zostali zepchnięci na ufortyfikowany półwysep Sorve, ostatnią linię obrony. Tam do ataku weszli niemieccy saperzy, wsparci silnym ostrzałem z morza krążowników lekkich ''Koln'', ''Emden'' i ''Leipzig'', niszcząc jedno sowieckie działo po drugim. Walki trwały blisko dwa tygodnie, a ostatni żywi Sowieci poddali się 5 października. Walki na Hiumie (Dago) trwały dziewięć dni - od 12 do 21 września. Żaden sowiecki żołnierz nie zdołał uciec z wysp. Zginęło 4700 czerwonoarmistów, 19 tys. poszło do niewoli. Straty niemieckie i fińskie to 2850 ludzi.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Im bliżej zwycięstwa i zdobycia Moskwy, tym więcej działacie. Dobrze! Oby tak dalej!
    Niemieccy żołnierze z działkiem ppanc. 37 mm na ulicach Charkowa, październik 1941 roku. Działka te, ze względu na słabość przeciwko sowieckim czołgom ciężkim, określono w '41 mianem ''kołatek''.

    Po zmiażdżeniu Sowietów pod Kijowem i nad Morzem Azowskim Niemcy musieli przegrupować siły - oddziały od trzech miesięcy rwały naprzód, miażdżąc opór na swej drodze. Oczywiście, pierwszeństwo uzyskała operacja ''Tajfun'', czyli marsz na Moskwę, ale należało zabezpieczyć flanki. Do ataku na Charków przeznaczono 17. Armię gen. von Stülpnagela. oraz 1. Grupę Pancerną gen. von Kleista. Zdobycie Charkowa - ważnego centrum przemysłowego i komunikacyjnego - zmusiłoby Sowietów do cofnięcia się do Rostowa, aż do Stalingradu.

    Główną szpicę ataku stanowił LV. Korpus Armijny gen. Vierowa. Naprzeciw siebie miał poharatane wojska Frontu Południowo-Zachodniego Timoszenki. Z północy miała atakować 101. Dywizja Lekka, z południa 57. DP (wsparta artylerią i batalionem Stugów), zaś 100. DL miała pozostać w rezerwie. 22 października 228. pułk ze 101. DP przeprowadził rozpoznanie, badając sowiecką obronę, po czym został zaatakowany. Silnie wzmocniony artylerią, w tym działami 88 mm pułk, odparł atak i przekazał informacje do sztabu. Po południu ruszyła niemiecka ofensywa. Miasta broniła sowiecka 216. Dywizja Strzelecka i 57. Brygada NKWD. Jednak natarcie 101. DL przetoczyło się po nich jak walec, podobnie atak 57. Dywizji na południu. Walki w samym Charkowie trwały cztery dni, w których Niemcy stracili 1000 ludzi, a Sowieci - 13 tys. (w wyniku ofensywy utracono 96 tys. ludzi) Sowietom jednak, przed upadkiem miasta, udało się wywieźć 320 pociągów z wyposażeniem 70 fabryk.

    Co do samego Charkowa, to warte wspomnienia są znowu miny sterowane radiem. Armia Czerwona, wycofując się, zaminowała część obiektów, wysadzając je w listopadzie. W ten sposób 14 listopada zginął gen. Georg Braun, dowódca 68. DP i część jego sztabu. Atak ten przypisuje się słynnemu radzieckiemu specowi od dywersji, Ilji Starinowowi. Niemcy odpowiedzieli represjami i aresztowaniami, biorąc tysiąc zakładników (część z nich później rozstrzelano).

    Kilka słów trzeba powiedzieć o ewakuacji sowieckich zakładów. O ile prawdą jest, że taka miała miejsce i była zakrojona na szeroką skalę (chociaż i tak Niemcy przejęli sporą część przemysłu), to trzeba wprost powiedzieć, że przecenia się tę operację. Z 700 zakładów ewakuowanych na wschód zaledwie 270 dojechało. Uratowano zaledwie 12 % potencjału przemysłowego. Sowieci olbrzymim nakładem pracy musieli stawiać nowe zakłady, często w chałupniczych warunkach produkując niezbędne rzeczy. Zarzucono produkcję wszystkiego tego, co nie strzelało i nie jeździło, warunki były prymitywne, ale dzięki wielkim wyrzeczeniom, pracy i wzorowaniu się na amerykańskiej produkcji kryzys zażegnano. Chociaż tylko na pewien czas.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Poszliście, że tak powiem, jak Tajfun z lajkami - miło mi, że tak się spodobało. Dzisiaj miało być o Charkowie, ale będzie w nagrodę o czymś innym. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Na zdjęciu: rozpoznawczy Ju-88 z 2.(F)/122, zestrzelony nad Istrą 25 lipca 1941 r. Załoga zdołała przyziemić, ale jej los jest nieustalony do dzisiaj. Pięć dni później samolot wystawiono na Placu Swierdłowa w Moskwie. Do listopada 1941 r. Luftwaffe wykonała 90 nalotów na Moskwę. Wbrew pozorom, niemieckie ataki były dużo słabsze, niż analogiczne na Londyn, i zakończyły się relatywnie niewielkimi zniszczeniami.

    Katastrofa pod Briańskiem i Wiaźmą była przerażająca. Zdarzało się, że Sowieci atakowali tam Niemców z drewnianymi atrapami broni. W nieco ponad tydzień Armia Czerwona została zredukowana o 40 % swej siły. Niemcy do niewoli wzięli 665 tys. jeńców, zdobyli 5 tys. dział i 1200 czołgów, o innym uzbrojeniu nie wspominając. Do murów Kremla czołówki Wehrmachtu miały ledwo sto kilometrów...

    A co tam się działo? Panika. Na przełomie września i października Sowieci w najwyższej tajemnicy przewieźli trupa Lenina z mauzoleum na Placu Czerwonym do Kujbyszewa. W mieście panował chaos. Setki ludzi uciekały. Drogi były zablokowane przez dziesiątki samochodów uciekających bonzów partii bolszewickiej i ich rodzin. Szli także zwykli ludzie, próbując ocalić dobytek. Na rogatkach czekało jednak NKWD z pepeszami gotowymi do strzału i zawracało wszystkich seriami w powietrze. Co bardziej opornych aresztowało i w trybie pilnym skazywało na parę lat łagru.

    Nie lepiej było na dworcach kolejowych. Perony były zawalone ludźmi, próbującymi złapać jakikolwiek pociąg z miasta. Znajdowano całe walizki pełne porzuconych legitymacji partyjnych. Dochodziło do regularnych strzelanin z milicją i NKWD - cywile mieli broń, znalezioną, bądź odebraną siłą. Niedługo potem przestała działać cała infrastruktura miejska - nie jeździły tramwaje, autobusy, metro. Milicjanci zniknęli z ulic, powołani do tworzonych ad hoc jednostek obrony, zastąpili ich sędziwi starcy, pamiętający chyba jeszcze cara Aleksandra. Do obrony powoływano kogo się dało - Armii Czerwonej zaczęło brakować ludzi. Kobiety przymusowo wysłano do prac w kołchozach, bo mężczyźni poszli na front.

    Coraz gorzej było z zaopatrzeniem sklepów - nie można było niczego kupić. Widokiem codziennym stały się długie kolejki po podstawowe towary. Normą stały się też rozruchy i okradanie sklepów, nawet za dnia. Muzea, teatry i kina zostały zamknięte. Padał czarny śnieg - bo na Łubiance hurtowo palono wszystkie akta i archiwa.

    Do NKWD trafiały kolejne skargi i zażalenia dyrektorów fabryk zbrojeniowych - nikt nie odbierał towaru, który zalegał na składach, więc wstrzymywano produkcję. NKWD dyrektorów aresztowało za sabotaż. Robotników trzymano pod kluczem, bo spóźnienie się do pracy traktowano jako sabotaż i karano rozstrzelaniem. NKWD, szukając ''dywersantów'' jeździło po mieście i strzelało nawet do ludzi stojących w kolejkach. Szukano przebranych w sowieckie mundury niemieckich spadochroniarzy, rzekomo zrzuconych na Moskwę. Mówiono, że Beria i jego siepacze nie kładli się spać, bo mieli tyle ''pracy''...

    Zaczęły się czystki na Łubiance. Rozstrzelano sędziwych Christiana Rakowskiego i Mariję Spiridonową - ostatnich przywódców niebolszewickiego proletariatu. Ten sam los spotkał Ninę Tuchaczewską, żonę rozstrzelanego w '37 marszałka, i Olgę Kamieniewą - siostrę Trockiego i żonę Lwa Kamieniewa.

    W mieście panował chaos. Obywatele jawnie wygrażali i wyklinali ''wodzów proletariatu'', nie bacząc na NKWD. Lud Moskwy czekał na Niemców. I karę, jaka miała spaść wraz z nimi na bolszewickich paladynów. A ta jawiła się jak słodka zemsta.

    16 października ludzie stali jak zwykle w kolejkach po chleb. Dzień zaczął się trzeszczeniem szczekaczek na ulicach, a potem głosem Jurija Lewitana, słynnego spikera sowieckiego radia, znanego ze swojego basowego głosu. Lewitan zaczął: „Komunikat Sowinformbiuro. Przez…”...po czym głos nagle się urwał, a z głośników popłynęła melodia marsza. Przechodnie na ulicach wzięli ją początkowo za sowiecki ''Marsz Lotników'', ale nie pasowały słowa. Gdy nagle przetoczyły się przez ulice, niczym zimny powiew wiatru, fragmenty o towarzyszach rozstrzelanych przez reakcję i komunistów, ludzie zrozumieli, że jest to niemiecka ''Horst Wessel-Lied'', słynny marsz NSDAP. Niemcy byli tak blisko, że zdołali zagłuszyć moskiewskie radio. Brzmiało to niczym proroctwo. Po chwili marsz urwał się i Lewitan dokończył audycję, jakby nic się nie stało: „Sytuacja w okolicach Moskwy uległa znacznemu pogorszeniu”.

    Rząd sowiecki ewakuował się do Kujbyszewa. Z zamiarem takim nosił się sam Stalin. Podobno nawet pojechał na dworzec i przespacerował się po peronach, wahając się. Jednak zdecydował pozostać. Przerażony niemieckimi postępami dyktator próbował porozumieć się z Niemcami za pośrednictwem Bułgarii, kazał dowiedzieć się Berii, czego oczekuje Rzesza.

    Gdy pozostał, zaczął błagać o zmiłowanie i pomoc nawet tego, którego lekceważył i zajadle zwalczał przez ostatnich kilkadziesiąt lat. Błagał o pomoc Boga. Przeprosił się z metropolitą Sergiuszem, kazał zamknąć antyreligijne organizacje i czasopisma. Do samolotu polecił wsadzić ikonę Matki Boskiej i trzy razy okrążyć Moskwę.

    7 listopada 1941 r. odbyła się defilada na pamiątkę rewolucji październikowej. Żołnierzy maszerujących przed wąsatym satrapą pognano z Placu Czerwonego prosto na front. Paradę nazwano później ''defiladą strachu''. Stalin, stojąc na pustym mauzoleum Lenina zakończył przemówienie, jakby próbując samego siebie przekonać: ''Śmierć niemieckim najeźdźcom!''.

    Imperium sowieckie wydawało się rozpadać, gdy pancerna pięść Trzeciej Rzeszy rozrywała kolejne linie obrony...

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Niemcy przemierzają pomału sowieckie bagna i rozmiękłe drogi. Pomału zbliżamy się do końca IV. edycji Barbarossy - jeśli chcecie przerwy od tematu, dajcie znać.

    Zmiażdżenie Sowietów pod Kijowem i zwycięstwo pod Smoleńskiem rozpoczęło główne danie niemieckiego ataku - operację ''Tajfun''. Niemcy nieubłaganie zbliżali się w stronę Moskwy.

    30 września 1941 r. oddziały XLVII. Korpusu Zmotoryzowanego przełamały sowieckie linie na rzece Desna, na południe od stolicy ZSRR. Posuwające się dalej oddziały wyłamały linie sowieckiego Frontu Briańskiego. Sowieckiej 13. i 50. Armii zagroziło okrążenie, więc wojska, dowodzone przez gen. Andrieja Jeriomiankę, musiały się cofnąć. Jednak Jeriomianko rozumiał ideę obrony w głąb i przygotował dwie dywizje strzeleckie, jedną pancerną i jedną brygadę pancerną do obrony. Silnym wzmocnieniem było przybycie czołgów T-34. Dla przykładu, 1. Dywizja Gwardii (weteranki spod Jelni, dawnej 100. DS) gen. Leluszenki i 4. Brygada Pancerna gen. Katukowa w rejonie Mcenska zaczaiły się na oddziały niemieckiej 4. DPanc. Zagrzebane T-34 pozwoliły Niemcom przejechać i dopiero potem otworzyły ogień, niszcząc część kolumny.

    Jednak Niemcy nie wystraszyli się tak T-34, jak by mogło się wydawać, chociaż Guderian wydał osobiście instrukcje, jak zwalczać te czołgi. Jednakże, oznaczało to, że Sowieci pomału zaczynają reorganizować swoje wojska. Sowiecki opór zaczął tężeć, a tempo natarcia spadać, także przez pogodę. Jeriomianko wycofał swoje oddziały, chociaż poniosły one bardzo duże straty. Mimo to, Niemcom udało się siłami 2. Armii gen. von Weichsa i 2. Grupy Pancernej okrążyć 13., 3. i 50. Armię 6 października.

    Jeszcze gorzej dla Sowietów było na północ, w rejonie Wiaźmy, gdzie 3. i 4. Grupy Pancerne okrążyły cztery sowieckie armie (19., 20., 24. i 32.) 2 października. Walki w kotle Wiaźmy trwały jedenaście dni, Niemcy musieli ściągnąć 28 dywizji, żeby wytłuc Sowietów. W obydwu kotłach zniszczeniu uległo siedem armii z dwóch frontów. Niemcy wzięli do niewoli 673 tysiące jeńców, poległo ok. 200 tysięcy sowieckich żołnierzy. Wydawało się, że Związek Radziecki rozpada się w oczach... Niemcy byli od zaledwie o sto kilometrów od murów Kremla.

    Jednak to bezsprzecznie wielkie zwycięstwo było już sygnałem dla Niemców, że opór będzie coraz większy. Sowieci wykorzystali kilkanaście dni, kiedy pancerne zagony Wehrmachtu wybijały ich towarzyszy i ściągnęli znaczne siły w rejon Moskwy, w tym przerzucone świeżo siły z Syberii oraz wzmocnili linie obronne w rejonie Możajska i Tuły, co miało stać się problemem już niedługo...

    Ciekawostką jest fakt, że pod Briańskiem walczył pewien młody, 22-letni dowódca czołgu ze 159. brygady pancernej. Został ciężko ranny w bitwie z czołgami 16. DPanc., ale gdy leżał w szpitalu owładnęła go obsesja, by stworzyć karabin, zdolny powstrzymać Niemców i wyrzucić ich z ZSRR.

    Nazywał się Michaił Kałasznikow.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzień dobry! Dzisiaj nie w kolorze, ale okazja jest wyjątkowa. Kawka do ręki.

    George miał tylko 20 lat, gdy został podporucznikiem. Był jeszcze młodszy, gdy się zaciągnął. Zresztą wielu jemu podobnych Amerykanów to zrobiło po japońskim ataku na Pearl Harbor. Miesiąc przed swoimi 19. urodzinami został lotnikiem US Navy. Służył w dywizjonie VT-51. Koledzy trochę się podśmiewali z jego wątłej, mikrej postury. Nadali mu nawet przezwisko - ''Skin'' - ''Skóra''.

    George jednak się nie przejmował i wykonywał swoją pracę dobrze. Larem 1944 roku jego dywizjon wykonywał naloty na Wyspy Bonin, konkretnie na niewielką Chichi Jimę. Poranek 2 września wydawał się dniem jak każdy inny. Pogodnie, słonecznie. Wiał lekki wiatr. George podpiął słuchawki i pogładził przyklejone do deski rozdzielczej zdjęcie jego dziewczyny, Barbary. Poznał ją w Boże Narodzenie 1942 roku, gdy po raz ostatni był w domu. On nie miał jeszcze osiemnastu lat, ona - zaledwie szesnaście. Obiecali sobie, że jeśli wróci, ożeni się z nią. Za fotelem George'a wcisnął się mały John Delaney, jego nawigator. Latali razem od jakiegoś czasu i zaprzyjaźnili się. Z tyłu usiadł tylny strzelec, William White. George kojarzył go, ale nie latali razem wcześniej. Tym razem miał zastępować stałego tylnego strzelca. Na ten jeden lot.

    Cztery Avengery podniosły się ciężko z pokładu lotniskowca USS ''San Jacinto''. Nad celem przywitał ich jednak gęsty ogień przeciwlotniczy. Japońska artyleria strzelała zaciekle, próbując trafić napastników. Samoloty trzymały kurs, unikając czarnych obłoczków eksplozji artylerii. Celem były magazyny i składy wojskowe. Jednak w pewnym momencie celny pocisk z japońskiego działka trafił w silnik Avengera. Samolot George'a zadymił, a następnie ogarnął go pożar. Gryzący w oczy, tłusty dym ogarnął kabinę. ''Dostaliśmy?!'', darł się panicznie z tyłu White. Ogień trawił już skrzydła, gdy George kazał White'owi i Delaneyowi włożyć spadochrony. ''Mój Boże, zaraz wybuchniemy'', pomyślał. Trzymał jednak kurs do samego końca i, kaszląc, zrzucił bomby nad celem, trafiając wieżę radiową. Płonący Avenger chybotliwie kierował się na południe, byle dalej od wyspy i japońskiej artylerii. Gdy oddalili się na tyle, na ile mogli, kazał załodze wyskoczyć. Sam czekał do samego końca, po czym w końcu wyrwał się.

    Samolot spadł do morza. Kołysząc się na spadochronie George widział, że spadają też dwa inne Avengery. Po chwili sam uderzył w wodę. Zrzucił buty, by nie utonąć. Jego kombinezon lotniczy koloru khaki nasiąkł wodą, oczy piekły go od dymu, a z głowy ciekła krew. Ale żył. Udało mu się wdrapać na tratwę ratunkową, zrzuconą przez innego Avengera. Kilka godzin czekał na ratunek, wiosłował, byle dalej od japońskiej wyspy. Wreszcie pojawił się szary, stalowy kształt przed nim. Okręt podwodny. Był to USS ''Finback''. Rzucono mu linę, przyciągnięto. Silne, marynarskie ręce wciągnęły go na pokład. Ktoś okrył go kocem, ktoś inny dał kubek gorącej herbaty. Uśmiechnięty mat zawołał: ''Witamy na pokładzie''.

    Przez miesiąc George pozostał na pokładzie okrętu. Dowiedział się stamtąd, że tylko on przeżył zestrzelenie. Pozostali zginęli, albo zostali zamordowani przez Japończyków. Gdy w listopadzie powrócił na USS ''San Jacinto'', a później został odznaczony Distinguished Navy Cross, nawet gdy zwalniano go ze służby i oświadczył się Barbarze, zadawał sobie ciągle jedno pytanie:

    ''Dlaczego zostałem oszczędzony i jaki Bóg miał dla mnie plan?''

    Młody, chudy, niemal tyczkowaty George Herbert Walker Bush nie spodziewał się, że blisko pół wieku później zostanie 41. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Być może taki był właśnie plan...

    ''Za życia umarł dwa razy. Okazało się, że Pan Bóg miał jeszcze plany dla mojego ojca. Ci, którzy bywają blisko śmierci, lepiej cieszą się życiem'', powiedział łamiącym się głosem na uroczystości żałobnej jego syn, George W. Bush, 43. prezydent USA.

    Jednak dla mnie widokiem, który wrył się w pamięć był hołd jednego weterana dla innego weterana. Ciężko schorowany, wiekowy senator Bob Dole, ciężko ranny w Dolinie Padu w 1945, gdy walczył w szeregach 10. Dywizji Górskiej, z wielkim trudem podniósł się z wózka inwalidzkiego, by oddać hołd zmarłemu prezydentowi.

    ''Freedom is right''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Mleko_O: > George miał tylko 20 lat, gdy został podporucznikiem. Był jeszcze młodszy, gdy się zaciągnął. Zresztą wielu jemu podobnych Amerykanów to zrobiło po japońskim ataku na Pearl Harbor.

      Ciekawe kiedy George sie dowiedzial ze atak na Pearl Harbor byl przewidziany i dzis uwaza sie ze Eisenhower wiedzial o nim ale potrzebwal pomocy zeby spoleczenstwo USA zgodzilo sie na wejscie do wojny. Dlatego w porcie zostaly tylko stare jednostki a wszystkie lotniskowce akurat wyplynely. pokaż całość

    •  

      @rexdexpl: muszę się zgodzić, bo to prawda - zwłaszcza te mrożące krew w żyłach historyjki o zjadaniu zestrzelonych pilotów, na które nie ma żadnego potwierdzenia. ;)

    • więcej komentarzy (24)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Zostały po nich tylko plakaty. Pozostałości po sowieckiej okupacji w Viipuri, wrzesień 1941 r.

    Dzisiaj będzie nietypowo, bo o piosence. Pięknej, ludowej, piosence, którą wygrywali na akordeonach u progu swych chat mieszkańcy Finlandii. Piosence tęskniącej do poprzecinanej jeziorami i rzekami krainy, i tańcu. I przedziwnej bitwie, w której melodia pokonała oręż.

    Mowa oczywiście o Säkkijärven Polkka! Melodia ma co najmniej dwieście lat, ale jej najsłynniejsze wykonanie przypadło Viljo Vesterinenowi, który w 1930 r. zaadoptował ją do swoich koncertów. Skoczna, wesoła piosenka, mówiąca o tęsknocie za utraconą Karelią stała się jeszcze bardziej popularna i modna po agresji Sowietów na Finlandię i zagrabieniu najbogatszych ziem Finów.

    Gdy Sowieci znowu napadli na Finlandię, tym razem Finlandia im oddała i wdarła się w ich granice, zajmując utraconą Karelię. Zdobyto m.in. Viipuri.

    Okazało się jednak, że wycofujący się Sowieci pozostawili na terenie miasta miny odpalane za pomocą fal radiowych. Miny eksplodowały, gdy odegrane zostały trzy dźwięki - każda z nich miała inny sygnał aktywujący (by nie doszło do jednoczesnej eksplozji). Finowie początkowo sądzili, że to wybuchy min z opóźnionym zapłonem, ale gdy pod mostem nad rzeką Kuopio odkryto przypadkiem jeden z ładunków wybuchowych, kpt. Jouko Pohjanpalo stwierdził, że to miny aktywowane radiowo.

    Gdy tylko odkryto, jak działają miny, Yleisradio (główna stacja radiowa Finlandii) dostarczyło samochód radiowy, który miał coś grać, zagłuszając sowiecką częstotliwość. Wybór padł oczywiście na Säkkijärven Polkkę - bo czyż mogłaby być bardziej pasująca piosenka, by ratować fińskie miasto z Karelii? Samochód jeździł po mieście i nieprzerwanie wygrywał melodię w wykonaniu Vesterinena, a saperzy szukali min. Obliczono, że baterie w minach nie wytrwają dłużej, niż trzy miesiące, a przy próbach nadawania czas ten skróciłby się znacznie. Podobne miny znaleźli Niemcy w Kijowie, ale podeszli do tego inaczej - zaczęli wysadzać maszty radiowe.

    Do końca 1941 r. polka rozniosła się ponad 1500 razy, a saperzy znaleźli blisko 4,5 tony materiałów wybuchowych, ratując sporą część miasta przed zniszczeniem. Dzisiaj, chociaż już nie ma fińskiego Viipuri, to Säkkijärven Polkka nadal uznawana jest za wybawcę tego miasta - bo, ''choć już straciliśmy Karelię, nadal mamy naszą polkę''.

    Ale mam szczerą nadzieję, że jeszcze kiedyś ta piękna melodia rozlegnie się pod murami starego, potężnego zamku, na którym znów będzie powiewać biała flaga z niebieskim krzyżem i złotym lwem na czerwonej tarczy...

    Tule, tule, tyttö, nyt kanssani tanssiin
    kun meillä on riemu ja suvinen sää!
    Säkkijärvi se meiltä on pois,
    mutta jäi toki sentään polkka!

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Żołnierze LSSAH traktują sowiecki sztandar z należytym szacunkiem, Ukraina, lato 1941 r. Tak na marginesie - każda GA otrzymała ''swoją'' dywizję SS. 1941 rok był jeszcze czasem, kiedy jednostki SS traktowano lekceważąco i raczej jako dodatek do oddziałów frontowych - była to wprost kontynuacja z Kampanii Polskiej 1939, gdy pułki SS dołączano do dywizji Wehrmachtu. Miały one siłę raczej wzmocnionych brygad i dysponowały słabszym sprzętem. Miało się to zmienić - także i dzięki opisywanej bitwie.

    Po całkowitym zniszczeniu Frontu Południowo-Zachodniego Niemcy ruszyli na południe w kierunku Morza Azowskiego. Celem były Krym i Rostów. Siły niemieckie to 11. Armia, dowodzona przez gen. Eugena von Schoberta, jednak ten zginął 12 września 1941 r. Jego samolot Fi-156, zmuszony ostrzałem lądował na polu minowym i eksplodował. Von Schobert był pierwszym niemieckim dowódcą armii, który zginął w II WŚ. Na jego miejsce mianowano demona Blitzkriegu - generała von Mansteina, odwołanego spod Leningradu.

    Niemcy stanęli przed nieco trudnym zadaniem, bo spora część sił rumuńskich (stanowiących istotną część GA ''Süd'') była nadal zaangażowana w oblężeniu Odessy, a LIV. Korpus Armijny toczył ciężkie boje o Krym. Manstein szybko przeorganizował siły - zluzował LIV. KA siłami mniejszych dwóch korpusów oraz ściągnął siły rumuńskiej 3. Armii gen. Petre Dumitrescu.

    Rumuni zostali jednak zaskoczeni niespodziewaną kontrofensywą sowieckich 9. i 18. Armii z Frontu Południowego 26 września, które uderzyły siłami 12 dywizji. Atak objął też XXX. Korpus, atakujący Krym. Kontrofensywa zagrażała całej południowej flance, ale wtedy do akcji wkroczył XXXXIX. Korpus Górski i dywizja LSSAH. Zaciekły opór esesmanów zatrzymał sowieckie natarcie. Zajęci atakowaniem Sowieci nie zauważyli, że z północy 1. Grupa Pancerna gen. von Kleista przygotowuje się do kontrataku.

    A ten nastąpił 1 października i złamał sowieckie linie obronne. Do kontrnatarcia przeszła też LSSAH z zachodu, rozbijając sztab sowieckiej 30. DS. 5 października zdobyto Melitopol, a 7 - czołówki XIV. Korpusu Pancernego gen. von Wietersheima połączyły się z LSSAH, zamykając sowiecki kocioł, w którym znalazło się 7 dywizji. Wtedy też zginął dowódca sowieckiej 18. Armii, gen. Andriej Smirnow, pochowany później ze wszystkimi honorami wojskowymi przez Niemców. Próbował wyrwać się z okrążenia, odmawiając ewakuacji przysłanym przez Stalina samolotem.

    Cztery dni później bitwa była skończona. 150 tysięcy sowieckich żołnierzy zginęło, albo dostało się do niewoli. Sowieci stracili też ponad tysiąc czołgów i dział. Niemieckie straty to 12 tys. ludzi, ale były zapewne niższe, bo dane dotyczą całej GA, a tylko jej część była zaangażowana w walkę. Po bitwie 11. Armia została skierowana do walk na Krym, a LSSAH, w ramach 1. GPanc., miała nacierać na wschód. Droga na Charków i Rostów stała otworem.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    +: Maldibon, Smutny_memiarz +23 innych
  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Oderwiemy się dzisiaj od tematu Barbarossy, bo dzisiaj opowiem Wam piękną bajkę o rycerzach ze skutej lodem krainy.

    Dawno, dawno temu, za morzem, w pięknej krainie pełnej lasów i jezior, pewnego mroźnego dnia wielki i silny Goliat napadł na słabego i małego Dawida. Walka była długa i ciężka. Ale tylko w Biblii wygrywa słaby Dawid. Z całego serca pragnąłbym, by bajka zakończyła się klęską Goliata. A ta walka odbyła się naprawdę i dlatego Goliat musiał wygrać - i wygrał. Ale do dziś Goliat, patrząc na świat z ponurego, smaganego zimnymi wichrami zamku o czerwonych gwiazdach pragnie zapomnieć o tym ''zwycięstwie''. I marzy, by wraz z nim zapomniał cały świat.

    Bohaterski, maleńki naród, zapomniany na dalekich krańcach Europy, nie uląkł się potęgi bolszewickiego imperium. Nie wystraszył się jego tanków i armat, jak wielu przed nim. Z pogardą odrzucił szantaż Moskwy, broniąc swego domu przed łobuzami spod czerwonej szmaty. Zaciekle bronił się przed agresorem, w ciężkiej walce, w której dopingował go cały świat. Po stronie najeźdźców była technika i miażdżąca przewaga liczebna, po stronie obrońców - ich odwaga i hart ducha.

    Sowieci nieufnie patrzyli na Finlandię od momentu jej powstania. Uwierało ich, że ten kraik zdołał się obronić przed czerwonymi bandami w 1919 roku. Wielokrotnie zapraszali Finów do współpracy, ledwo kryjąc swe groźby. Finowie grzecznie odmawiali raz za razem i mimo, że w 1932 r. zawarto pakt o nieagresji, to Sowieci już sześć lat później wznawiają swoje żądania. Chcą przesunięcia granicy o 25 km na północ od Leningradu, dzierżawy półwyspu Hanko na 30 lat, dostępu do Petsamo i demilitaryzacji Wysp Alandzkich. Bardzo się boją powstałej w 1929 r. Linii Mannerheima. Finowie umiejętnie lawirowali przez całe XX-lecie międzywojenne, ale w końcu lat 30. stało się jasne, że wojna będzie nieunikniona.

    W sierpniu 1939 r. podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow. Los Finlandii zdawał się być przesądzony. Sowieci w październiku zapraszają Finów na rozmowy, ale to tylko pozory. 26 listopada 1939 r. Sowieci oskarżyli Finów o ostrzelanie przygranicznej wioski Mainila. Wystrzelono siedem pocisków, zginęły cztery osoby. Cztery dni później ZSRR zerwał pakt o nieagresji i napadł na Finlandię bez wypowiedzenia wojny. Ta miała być krótka, a czerwonoarmiści przeciwników mieli ''nakryć czapkami''. Tak się jednak nie stało...

    30 listopada 1939 roku. Pogodny, zimny dzień, godzina 9:20. Stolica Finlandii, Helsinki. Pojedynczy samolot z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach zrzuca tysiące ulotek. Zdziwieni przechodnie podnoszą je i czytają odezwy, nawołujące do obalenia rządu fińskiego i wsparcia wkraczającej właśnie Armii Czerwonej, walczącej z "białofińskimi faszystami''. Tak zaczęła się Talvisota, która miała zakończyć się śmiercią dla dziesiątków tysięcy sowieckich sołdatów...

    Na widok morza czerwonoarmistów przekraczających granicę, jeden z fińskich poborowych zawołał z niedowierzaniem:

    - Mój Boże! Tylu Rosjan! Gdzie my ich wszystkich pochowamy?

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @IIWSwKolorze1939-45: Możesz mieć i 5 tysięcy czołgów ale jak działa z nich niewiele to jeden gówniany ale na chodzie jest lepszy :) Nie zgodzimy się i tyle.
      Poza tym nie tylko o czołgi chodzie. 600 dobrze ustawionych armat ze wsparciem bunkrów jest warte więcej niż banda nieogarniętych ludzi z idiotami jako dowódcami.

    •  

      @Darth_Gohan @IIWSwKolorze1939-45

      Ale jałowy spór. Przewagę ma ten, kto w danych warunkach posiada środki wystarczające do realizacji swoich zamierzeń. Finowie byli na tyle dobrze zorganizowani i przygotowani do starcia w zaistniałych warunkach, że mogli zniwelować tym, rozumianą w klasycznych kategoriach, miażdżącą przewagę Sowietów. Ale nie oznacza to, że bunkier, wkopany w ziemię Vickers czy butelki z benzyną będą stanowić przewagę technologiczną. W klasycznych warunkach Finowie nie mieli żadnej przewagi nad ACz, końcówka wojny zimowej pokazała to dość dobitnie. pokaż całość

    • więcej komentarzy (19)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Rumuńscy żołnierze w Odessie, październik 1941 r.

    Rejonu Odessy broniły na początku sierpnia 1941 r.cztery radzieckie dywizje (ok. 34,5 tys. ludzi), jednak liczba ta stale się zwiększała i wyniosła ostatecznie 86 tys. żołnierzy, dowodzonych przez generała Sofronowa. Siły te utworzyły tzw. Samodzielną Armię Nadmorską, wspartą także oddziałami sformowanymi z robotników oraz Flotą Czarnomorską. Sowieci nie zasypiali gruszek w popiele i rozpoczęli, rękami 100 tys. ludzi, sprawną budowę fortyfikacji w trzech liniach, skoordynowano także działania z okrętami. W sierpniu obronę podzielono na trzy sektory. Miasto było silnie bombardowane od 22 lipca przez niemieckie i rumuńskie lotnictwo.

    Naprzeciw nich stanęła rumuńska 4. Armia dowodzona przez generała Nicolae Ciupercę. Liczyła ona 120 tys. żołnierzy w czterech korpusach (V., IV., I. i III.) Rumuńska przewaga istniała wyłącznie na papierze - jak pisałem już kiedyś, brakowało im niemal wszystkiego, zwłaszcza ciężkiej artylerii. Rumunów wsparła niemiecka grupa specjalna płk von Courbiera, złożona z pułków szturmowego, piechoty i dwóch artylerii.

    Po odbiciu Besarabii Rumuni przekroczyli Dniestr 6 sierpnia 1941 r. i próbowali okrążyć miasto od zachodu. Ciężkie walki trwały o miejscowość Bujalik, szturmowaną przez rumuńską 1. DPanc., która jednak poniosła dość duże straty. Sowieckie armaty 76 mm zwyczajnie rozpruwały francuskie i czeskie czołgi Rumunów. Udało się jednak 13 sierpnia ostatecznie zamknąć pierścień okrążenia. Rosyjskie źródła podają, że Niemcy zrzucili kompanię spadochronową w sowieckich mundurach, ale nie znalazłem jakiegoś potwierdzenia tej informacji. Niemiecko-rumuńska ofensywa została zatrzymana i wznowiono ją 20 sierpnia. I tym razem natarcie utknęło, zatrzymane 15 km od miasta huraganowym ogniem artylerii okrętowej. Sytuacja względnie ustabilizowała się - Rumuni stracili 27 tysięcy ludzi i musieli przerwać ataki. Sowieci darowany czas wykorzystali na przerzut jednej dywizji strzeleckiej do miasta. Ewakuowano na bieżąco także rannych i chorych, dzięki czemu linie cały czas były obsadzone. Rumuni z kolei prowadzili ostrzał nękający, chcąc zdemoralizować obrońców. Sowieci zaskoczyli jednak oblegających i 22 września przeprowadzili silny kontratak, odbijając 120 km kwadratowych, odrzucając dwie rumuńskie dywizje i zdobywając całkiem pokaźne ilości wyposażenia. W następnych dniach Sowieci wyprowadzili dalsze dwa kontrataki - oba z sukcesem, a następnie 9 października odrzucili ostatnią próbę szturmu na miasto.

    Ze względu na pogorszenie się sytuacji na froncie, zdecydowano się na ewakuację garnizonu. Ewakuacja drogą morską trwała od 1 października i zdołano wycofać niemal wszystko: 350 tys. żołnierzy i cywilów, sprzęt wojskowy, a nawet wyposażenie fabryk. Miasto upadło ostatecznie 16 października - po 73 dniach oblężenia. Sowieci stracili ok. 69 tys. ludzi. Rumuni - ok. 93 tys. Tuż przed końcem oblężenia odwołano nieudolnego generała Ciupercę.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Some men just want to watch the world burn. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Fiński zdobyczny czołg OT-133 na ulicach Pietrozawodska, 1 października 1941 r. Pojazd to pancerny miotacz ognia na bazie czołgu T-26.

    Dość często pisze się, że Finowie nie zamknęli pierścienia wokół Leningradu, bo zatrzymali się na swoich granicach sprzed 1940 roku. Oczywiście jest to nieprawda.

    Równolegle z podbojem Przesmyku Karelskiego i okolic Jeziora Ładoga, Finowie rozpoczęli ofensywę we Wschodniej Karelii. Finowie na wschód ruszyli siłami VII. Korpusu. Jednak postępy nie były tak dobre, jak ich kolegów na zachodzie - uwikłali się w ciężkie walki, a wspierająca ich trzybrygadowa Grupa Oinoen została zatrzymana niemal natychmiast. Na początku września udało się dotrzeć do granicy sprzed 1940 r.

    Do nowej ofensywy (co ważne, przekraczającej granicę z 1939 roku) Finowie przeznaczyli cztery dywizje w dwóch korpusach (VI. i VII.), jedną w rezerwie (7.), trzy grupy - Lagus, Kuussaari i Oinoen, wsparte niemiecką 163. DP. Sowieci w tym rejonie dysponowali 7. Armią, podzieloną na dwie grupy operacyjne - Pietrozawodską i Ołoniecką GO, z czterema dywizjami piechoty, dywizją milicji i brygadą marynarki.

    Ofensywa rozpoczęła się 4 września największą nawałą artyleryjską, jaką widziała fińska armia. Finowie błyskawicznie przełamali sowiecką obronę i przekroczyli rzekę Tuloksa. Następnie Grupa L, korzystając ze swojej mobilności, dotarła do Ołońca już następnego dnia i zdobyła go. 5. i 7. DP również ruszyły naprzód, niemal okrążając sowieckich milicjantów, którzy w ostatniej chwili uniknęli kotła. Przecięto połączenie z Murmańskiem. Fiński wyłom miał 40 km szerokości i 10 km głębokości.

    Ciężkie walki trwały o Pietrozawodsk. Finowie po raz kolejny użyli swojej ukochanej taktyki motti i zamknęli całą GO w potrzasku. Sowieci, rozpaczliwie próbując się wyrwać, ponieśli potworne straty. Udało im się to resztkami sił, porzucając ciężki sprzęt. Nieprzejęci tym Finowie zgotowali im kolejny motti, zamykając w nim 3. Dywizję Milicji, a następnie ją miażdżąc. Ciężko poharatana sowiecka 313. DS zdołała wymknąć się z okrążenia, głównie dlatego, że fińskie natarcie spowolniły opady deszczu i potoki błota.

    23 września Grupa L dotarła do brzegów jeziora Onega. Pozostałe jednostki dotarły tam na początku października. Pietrozawodsk został zdobyty 1 października i przemianowano go na Äänislinna - ''zamek Onegi''. Upadek miasta przypieczętował klęskę sowieckiej obrony na południu. Finowie dotarli do rzeki Świr i przekroczyli ją, zatrzymując ofensywę na południe. Na północy ofensywę kontynuowano aż do grudnia, gdy zajęto Miedwieżjegorsk i Powieniec na północ od jeziora Onega. Sowieci wycofując się, wysadzili tamy na Kanale Stalina, zatapiając teren. Wówczas to marszałek Mannerheim wydał rozkaz wstrzymania ofensywy, co oznaczało kres fińskich postępów.

    Zemsta za Talvisotę dokonała się.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Samoloty Macchi MC 200 ''Saetta'' (''Strzała'') na froncie wschodnim z 20. Gruppo Caccia. Samoloty mają pomalowane na żółto osłony silnika w celu szybkiej identyfikacji. Rosyjscy jeńcy przetaczają beczki z paliwem. Lato 1941 r.

    ''Saetta'' powstała jako odpowiedź na Hurricane'a. Kiedy wchodził do produkcji w 1939 r. był już nieco przestarzały, zaś największą wadą był słaby 840-konny silnik. Mimo to, samoloty te były lubiane przez pilotów i dawały sobie dobrze radę z brytyjskimi maszynami, mając przewagę w niektórych aspektach, Minusem było słabe uzbrojenie, wynoszące dwa km 12,7 mm.

    W Rosji Włosi wydzielili Comando Aviazione des Corpo de Spedizione, liczące 92 maszyny, mające osłaniać wojska lądowe, w tym 51 myśliwców ''Saetta'', 21 samolotów rozpoznawczych i 20 transportowych Ca. 311. Samoloty operowały z lotniska w Krzywym Rogu i już parę dni po przybyciu Włosi zestrzelili 8 sowieckich samolotów bez żadnych strat własnych. Wybiegając nieco w przyszłość - pod koniec roku włoskie samoloty przebazowano do Zaporoża, gdzie wspierały ogniem kolegów na ziemi. ''Saetty'' bardzo dobrze się spisały, zestrzeliwując 66 na pewno i 16 prawdopodobnie sowieckich maszyn do wiosny 1942 r. Ogółem w ZSRR Włosi zestrzelili 88 maszyn sowieckich i wylatali 2557 misji, tracąc 15 ''Saett''.

    Włosi, siłami dowodzonego przez gen. Messe CSIR, front nad Dnieprem obsadzili po długiej, tysiąckilometrowej podróży 3 sierpnia 1941 r. Niemcy pokpiwali z włoskich sojuszników - ale do czasu, kiedy dywizja ''Pasubio'' po długim i wyczerpującym marszu z miejsca włączyła się do walki i odcięła drogę ucieczki sowieckiemu 469. pułkowi, co wzbudziło uznanie. Jednak to był dopiero przedsmak włoskich możliwości. 16 września reszta sił CSIR dotarła nad Dniepr i od razu spadły na nie silne kontrataki Sowietów, zaciekle próbujących zniszczyć przyczółek. Jednak Włosi wyprowadzili śmiały kontratak, siłami 80. pułku piechoty ''Roma'', tworząc następny przyczółek. Plan zakładał następnie okrążenie miasta Petrikowka - z północy ''Pasubio', z południa ''Torino''. Rankiem 28 września Włosi ruszyli do ataku, napotykając na twardy opór sowieckiej 261. DS, przełamano go jednak tego samego dnia. Wsparcia udzieliła też dywizja szybka ''Duca d'Aosta'', wysyłając dwa bataliony elitarnych bersalierów. O 18 zamknięto pierścień okrążenia. Sowieci szybko się poddali - do niewoli poszło 10 tys. jeńców, zniszczono 450 wrogich czołgów, zdobyto duże ilości zaopatrzenia i uzbrojenia. Włoskie straty wyniosły zaledwie 87 poległych, 190 rannych i 14 zaginionych.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Ambasador Imperium Japonii w III Rzeszy, generał Hiroshi Oshima, podczas koncertu w Monachium, 1942 r.

    Często się mówi, że Japonia nie chciała uderzyć na ZSRR, mimo wielu próśb Niemców. Jest to NIEPRAWDA.

    Japonia w XX-leciu balansowała między sojuszem z Niemcami, a państwami zachodnimi, a za swojego głównego wroga uznawała właśnie ZSRR. Rozpoczęcie wojny chińsko-japońskiej było darem dla Stalina, który zaczął wspierać antykomunistyczny rząd Czang Kaj-szeka. Doprowadziło to do starć japońsko-sowieckich nad jeziorem Chasan w 1938 r. i rzeką Chałchin-Goł w 1939 r. W obu bitwach Sowieci, mając przewagę, ponieśli poważne straty. Japonia więc miała świadomość, jakim kolosem na glinianych nogach rzeczywiście są Sowieci. Upewniła ich w tym ucieczka komisarza NKWD, Gienricha Luszkowa, który zdradził wiele informacji Japończykom.

    Niemcy, rozpoczynając planowanie ''Barbarossy'' w ogóle nie poinformowali o niej Japonii. Nieświadoma tego Japonia zawarła z ZSRR pakt o neutralności wiosną 1941 r. Wizytujący III Rzeszę minister SZ Japonii, Yosuke Matsuoka od Ribbentropa usłyszał, że w ogóle Japonia nie powinna się przejmować ZSRR, bo Niemcy poradzą sobie sami. Co więcej, on i Grofaz namawiali Japończyków do ataku na Singapur, sugerując, że tak bardziej pomogą Niemcom.

    Kiedy Niemcy uderzyli na ZSRR, w Tokio uznano to za upokorzenie, bo pominięto najsilniejszego sojusznika III Rzeszy, dysponującego potężniejszą machiną zniszczenia, niż wszystkie europejskie państwa Osi razem wzięte. Co więcej, Japonia jako jedno z niewielu państw miała doświadczenie bojowe w walce z Sowietami, w dodatku była usadowiona w newralgicznym punkcie.

    Przez następne dwa tygodnie w Japonii trwała burzliwa debata na temat tego, czy Cesarstwo powinno uderzyć na ZSRR. Gorąco przekonywał do tego ww Matsuoka, zwłaszcza, że raporty były obiecujące - szef wywiadu, gen. Kiyotomi oceniał, że Armia Czerwona straciła 70 % swoich sił pancernych i lotniczych i zaczęła przerzut jednostek znad granicy z Japonią do Europy. Matsuoka przytomnie argumentował, że rozpad ZSRR doprowadzi też do zakończenia wojny w Chinach, zaś atak musi być natychmiastowy, by zdążyć zadać cios przed zimą.

    Jednak jego apele pozostały bez odzewu. Japońscy politycy nie byli zainteresowani wsparciem Niemiec, bo nikt ich o nie nie prosił. Co więcej, podnoszono, że atak na ZSRR oznacza całkowite odsłonięcie się przed działaniem Wlk. Brytanii i USA oraz złamanie dopiero co zawartego paktu z ZSRR. Jako że Matsuoka nie przedstawił żadnego zaproszenia ze strony Niemiec (listowne apele Grofaz ledwie tolerował), jego sugestie odrzucono 2 lipca 1941 r., a on sam musiał ustąpić ze stanowiska. Jak na ironię, tuż po tym, 14 lipca, Grofaz, upojony zwycięstwem, przez krótki czas namawiał ambasadora Japonii, gen. Oshimę, do dołączenia do ataku na ZSRR. Jednak wkrótce potem znów wskazał południe.

    Japonia miała skierować ostrze swego miecza na południe - co przypieczętowało klęskę Osi w II WŚ.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Radziecki komisarz polityczny w niemieckiej niewoli, lato 1941 r. Być może już wie, co go czeka...

    Zanim jeszcze rozbrzmiały działa, a pancerna pięść Wehrmachtu rozbiła szeregi Armii Czerwonej, na długo przed tym wszystkim, 30 marca 1941 r. w Berlinie odbyła się konferencja z udziałem Grofaza i najwyższych stopniem niemieckich dowódców. Na konferencji tej Grofaz zapowiedział, że ''Barbarossa'' będzie zupełnie inną wojną - brutalną i krwawą, a jej celem będą główne ogniska ideologii komunistycznej.

    6 czerwca 1941 r. Wilhelm Keitel podpisał dokument pt.: „Wytyczne w sprawie traktowania komisarzy politycznych”, znane szerzej jako ''Kommissarbefehl''. Dokument ten wyłuszczał zagrożenia związane z istnieniem komisarzy politycznych w Armii Czerwonej i nakazywał ich bezwzględną eksterminację lub przekazywanie grupom SD.

    Komisarze polityczni, znani szerzej jako politrucy, w Armii Czerwonej pełnili rolę dyscyplinującą. Funkcja ta istniała, z przerwami, od 1919 roku. Zajmowali się oni propagandą, ''edukacją polityczną'', a w wypadku wojny - kontrolą dowódców i stanem morale w jednostce. Mieli oni prawo dokonywać aresztów, przeprowadzać przesłuchania i egzekucje. Niejednokrotnie wtrącali się w sprawy czysto wojskowe, mimo miernego wyszkolenia i grozili rozstrzelaniem oficerom, którzy chcieli się wycofać. Zabijali też żołnierzy - za dezercję, tchórzostwo, bądź ''wrażą propagandę''. Politruków można śmiało nazwać ideologami komunizmu. Brutalnymi ideologami.

    Po ataku na ZSRR Niemcy z całą bezwzględnością przystąpili do wybijania komisarzy. Tych niejednokrotnie wydawali sami żołnierze - czasem zdarzało się, że jednostka Armii Czerwonej zabijała swoich politruków, by przejść na niemiecką stronę. Niemcy wymagali też od swoich sojuszników, by wyłapywali komisarzy i przekazywali ich Wehrmachtowi. Dopiero jesienią 1941r. próbowano złagodzić podejście do komisarzy, ale bezskutecznie - Grofaz nie wyraził zgody.

    Po wojnie niemieccy generałowie, próbując ratować się przed odpowiedzialnością (rozkaz był nielegalny i łamał Konwencję Haską) zaprzeczali, by rozkaz wykonywano w podległych im jednostkach. Twierdzili tak m.in. Guderian, von Manstein i b. adiutant Grofaza, Nicolaus von Below. Była to oczywista nieprawda, a opozycja zdarzała się rzadko - głównie w postaci piłatowskiego umywania rąk i przekazywania politruków SS. Rozstrzelano ok. 3-4 tys. komisarzy i w większości wypadków - bez żadnego ponaglenia. Raport z 27. pułku podawał: ''Rosjanin zachował podczas egzekucji stoicki spokój, ale komisarz upadł na kolana i błagał o życie. Nic mu to nie pomogło.''

    Od siebie dodam jednak, że ciężko mi wykrzesać współczucie dla komisarzy politycznych. Byli nosicielami dżumy, zarazy, która eksterminowała miliony ludzi - w tym dziesiątki tysięcy Polaków. Tak, jak niezbyt współczuję zabitym nazistowskim paladynom z Gestapo i NSDAP, tak i niezbyt zamierzam żałować politruków.

    Co nie znaczy, że rozkaz był słuszny. Bo nie był.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Radzieccy żołnierze w okopach pod Leningradem, wrzesień 1941 r.

    Ostatnio wspomniałem, że Niemcy stanęli u bram Leningradu. Cel był niemal na wyciągnięcie ręki, ale wojska GA ''Nord'' musiały wstrzymać natarcie i się przegrupować. W połowie lipca natarcie wznowiono.

    1. DPanc., 6. DPanc. i 36. DZmot. atakowały w kierunku Krasnogwardiejska, XXVIII. Korpus, wzmocniony 269. DP i dywizją SS ''Polizei'' nacierały w kierunku Ługi, zaś X. i LVI. Korpus atakowały Nowogród. Natarcie rozwijało się szybko, Niemcy nadal wchodzili w sowieckie linie jak w masło - udało się zabezpieczyć północną Estonię i miasta Narwa oraz Kingisepp. Lecz na odcinku X. Korpusu Sowieci zorganizowali silną obronę. Rejonu miasta Stara Russa broniła 34. Armia. Co gorsza, Sowieci wyciągnęli swojego asa z rękawa - słynne ''katiusze''. Dopiero wsparcie dywizji SS ''Totenkopf'' i 3. DZmot. zmusiło Sowietów do odwrotu. Pod Ługą zaś dywizja ''Polizei'' poniosła wysokie straty - policjanci, gorzej wyposażeni, atakowali w szyku marszowym. Zginął też jej dowódca. Silna obrona była także w rejonie Nowogrodu. Niemcy kilka dni zmiękczali obronę nalotami, a następnie uderzyli siłami dwóch dywizji. Atak powiódł się całkowicie, okrążono w kotle pięć sowieckich dywizji i stopniowo unicestwiono. Niemcy zdobyli 300 czołgów i 600 dział.

    Do Leningradu na początku sierpnia czołówki pancerne gen. Hoepnera miały raptem 30 km. Niemcy byli jednak wyczerpani - np. 12. DPanc. miała zaledwie 42 sprawne czołgi. Uzupełnień brakowało, ale Niemcy mieli wyraźny rozkaz: zdobyć Leningrad.
    Sowieci wpadli w panikę. Przez opóźnienia niemieckiego natarcia zyskali bezcenny czas. 400 tys. mieszkańców gorączkowo budowało umocnienia, a 160 tys. zaciągnęło się do milicji ochotniczych. Chyba nigdzie indziej Armia Czerwona nie dostała takiego zastrzyku poborowych.
    Niemców spowalniała także pogoda. Rozpoczęły się opady deszczowe, zamieniające drogi w potoki błota. Pojazdy grzęzły w nim aż po osie.

    Mimo to, pancerna pięść Wehrmachtu uderzyła raz jeszcze. W ciężkich walkach Niemcy zdobyli Peterhof i nieubłaganie posuwali się naprzód. W zaciętych walkach o Duderhof ciężkie straty poniosły 291. i 58. DP. 1. DPanc. wyszła nad Zatokę Narewską - do Leningradu miała raptem pięć kilometrów, 122. DP przecięła linię kolejową do Moskwy, a 7 września 20. DZmot. zajęła Szlisselburg, odcinając wszelkie połączenia lądowe z Leningradem. W mieście znalazły się siły trzech armii (42., 55. i 8.), wsparte milicją i niemal całą Flotą Bałtycką.

    9 września, w strugach deszczu i błocie, ruszyło generalne natarcie na miasto. Niemcy jednak posuwali się w ślimaczym tempie i ponosili wysokie straty. Było jasne, że szturm bezpośredni pochłonie wiele ofiar i dlatego zniecierpliwiony Grofaz wydał rozkaz 22 września wstrzymania ataku, przesunięcia 3. i 4. GPanc. na centralny odcinek frontu i rozpoczęcia oblężenia.

    Oblężenia, które miało trwać niemal trzy lata i pochłonąć cztery i pół miliona ofiar...

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    +: Smutny_memiarz, Falcon999 +39 innych
  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Niemiecki Gefreiter opatrywany przez kolegów, bitwa o Kijów, sierpień 1941 roku. Wiecie, co to oznacza, prawda? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Tak! Wracamy do naszego sztandarowego cyklu. Czwarta odsłona ''Barbarossy'' przed nami! Zostawiamy płaczków o ich ulubionego generała i halsujemy dalej. Będzie dłużej, bo i bitwa wielka...

    GA ''Mitte'' pruła przez sowieckie pozycje na wschód, mimo pojawiających się gdzieniegdzie trudności. Jednakże, mimo zwycięskiej bitwy pod Humaniem, na południu frontu powstało wybrzuszenie. A w wybrzuszeniu tym znajdował się niemal cały Front Południowo-Zachodni. Istniała zatem groźba ataku z flanki, jeśli Niemcy będą kontynuować natarcie na Moskwę. Zwłaszcza, że wybrzuszenie to było silnie oparte o umocnienia (m.in 750 bunkrów i 100 tys. min), wsparte przez jednostki rzeczne i było największym zwartym ugrupowaniem Armii Czerwonej w tym okresie (zasilonym przez lokalnych rekrutów i nadal mającym łączność z Kremlem). Decyzja, podjęta w następnych dniach w OKH dzieliła już wtedy i będzie dzielić historyków jeszcze przez wiele lat. Być może to właśnie wtedy pogrzebane zostały nadzieje na zwycięstwo...

    Niemcy mogli iść dalej na wschód, w kierunku Moskwy, a mogli też zmienić oś natarcia i skierować się na południe, by wesprzeć GA ''Süd'' w walce z Sowietami i zlikwidować wybrzuszenie. Zdecydowano się na wariant drugi, bo wojska GA ''Süd'' były dużo słabsze od GA ''Mitte''. W związku z tym, wydzielono znaczną część 2. Grupy Pancernej gen. Guderiana, która miała uderzyć z północy, a po zakończeniu operacji wrócić na centralny odcinek frontu.

    Niemcom sprzyjał przeciwnik. Frontem Południowo-Zachodnim dowodził Siemion Budionny, czyli bodaj jeden z najgorszych sowieckich marszałków. Mierny, ale wierny kawalerzysta-półanalfabeta ostał się w czystkach. Mianowany przez Stalina dowódcą, pojechał, zwymyślał szef sztabu, gen. Bagramiana, postraszył plutonem egzekucyjnym i... zwiał do Połtawy, by organizować własny sztab. Tak się bał niemieckich samolotów, że wozem sztabowym uczynił czołg. Zdarzało mu się w nim spać.

    Niemcy atakowali błyskawicznie. 12 września 1. Grupa Pancerna gen. von Kleista sforsowała Dniepr niemal z marszu, a następnie przecięła tyły Frontu, atakując z Czerkasów i Krzemieńczuka. 16 września napotkała oddziały 2. GPanc. w rejonie Łochowicy (190 km na wschód od Kijowa), co oznaczało, że gigantyczne siły Armii Czerwonej zamknięto w kotle - były to siły 21., 26., 5. i 37. Armii. Budionny został złapany w pułapkę, po czym Stalin wreszcie zdjął go ze stanowiska, a jego miejsce zajął gen. Michaił Kirponos. Ten jednak był typowym nieudolnym sowieckim dowódcą lata 1941 roku - niemal do samego końca był przeciwny wycofaniu się za Dniepr, w myśl życzeń Stalina. Niemcy porozcinali front, a gdy 18 września Stalin wreszcie zezwolił na wycofanie się, było już za późno. Kirponos zginął próbując wyrwać się z kotła 20 września wraz z najbliższymi współpracownikami ze sztabu: generałami Tupikowem i Pisariewskim. To oznaczało zagładę Sowietów - pozbawionych jednolitego dowództwa, łączności i sprawnych sił pancernych. W kotle znalazły się tylko 64 sprawne czołgi.

    Krok po kroku, dzień po dniu, kilometr za kilometrem pięć niemieckich armii stopniowo zaciskało żelazny pierścień okrążenia, zaduszając nim czerwonoarmistów. Dowodzący operacją "żelazny rycerz Niemiec", generał Gerd von Rundstedt metodycznie wybijał Sowietów, którzy próbowali stawić opór. STAWKA nakazała utrzymanie Kijowa (ten padł 19 września), groziła sądem, rozkazywała kontrataki. Na próżno. Pozbawione jednolitego dowodzenia siły sowieckie po dziesięciu dniach walk musiały się poddać 26 września. Cały Front został zniszczony. Niewielkiej części wojsk udało się wyrwać, w tym Budionnemu, Timoszence i Chruszczowowi. Przepadło jednak ponad 800 tysięcy żołnierzy - zabitych, rannych, zaginionych, wziętych do niewoli. Niemcy zniszczyli 411 czołgów, 343 samoloty i 28 tys. dział i moździerzy. Straty Wehrmachtu wyniosły 31 tys. poległych i zaginionych.

    Klęska była niesłychana na skalę światową - Sowieci stali na skraju katastrofy.

    Niemcy zaś przygotowywali się do operacji "Tajfun", która miała zmieść czerwone gwiazdy z baszt Kremla...

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    +: pestis, Smutny_memiarz +101 innych
    •  

      I drobne rozważania [tej samej osoby] na temat wagi Moskwy w całej operacji:

      [Do dyskutanta] zakładasz zdobycie Moskwy z końcem roku, kiedy rzecz rozchodzi się o to, że mogła zostać zajęta przez Wehrmacht wczesną jesienią [gdyby nie feralna dyrektywa nr 33 - dotycząca m.in. zwrotu na Ukrainę, omawianego wyżej].

      Większość z 500 fabryk ulokowanych w przestrzeni moskiewsko-gorkiewskiej nie zostałoby ewakuowanych (bodajże najważniejsze skupisko, gdzie ulokowano przemysł ciężki; zakłady odpowiedzialne za c. 15-20% przedwojennej zdolności przemysłowej Sowietów), zajęto by najważniejszą magistralę kolejową i komunikacyjną w zachodniej części ZS (pozostałe fronty zostałyby odizolowane i walczyłyby o swoje przetrwanie - a nie o zatrzymanie Niemców, bo groziłoby im całkowite okrążenie), najważniejszy region gromadzenia i ekwipowania nowo powstałych armii sowieckich (40% użytych w bitwie o Moskwę sił zostało tam sformowanych) oraz główne centra odpowiedzialne za wytwarzanie energii elektrycznej.

      W trakcie kampanii z 1941 r., Moskwa była najważniejszym celem, czego nie chciał na przekór obranej strategii dostrzec Hitler, ponieważ Stalin doskonale o tym wiedział. Dlatego on i jego generałowie robili wszystko, żeby zapobiec utracie Kremla. To nie wymaga wyjaśnień. Wystarczy spojrzeć, że aż 9. armii postawiono na linii obronnej przed stolicą, w okresie, gdy Niemcy unicestwiali kocioł kijowski. 8. z nich zostało zmiecione z powierzchni w pierwszych dwóch tygodniach Tajfuna (Wiaźma i Briańsk). Śmiem twierdzić, że to błoto było głównym czynnikiem, który wykoleił ofensywę zapowiadającą zajęcie głównego ośrodka politycznego ZSRS ze Stalinem wewnątrz (celowo zaryzykował, bo ewakuacja wraz z administracją, która rozpoczęła się 16 października, byłaby ostatecznym dowodem na rozpad silnie scentralizowanego reżimu). Ale tego błota by nie było pod koniec sierpnia, kiedy Niemcy wznowiliby pochód na centralnym odcinku frontu, zamiast zwrotu na Ukrainę.

      Przed zimą 1941/1942 r., Niemcy byliby świetnie umocnieni i gotowi do odparcia serii sowieckich kontrofensyw. Zresztą, jak one by wyglądały, bez zaplecza logistycznego, które gwarantowało posiadanie regionu moskiewskiego? Gdzie skomasowano by te siły i jak zapewniono by im niezbędne materiały, bez transportu kolejowego, na którego kontrolowaniu odbywała się wojna na froncie wschodnim? Kaukaz stałby otworem dla Niemców na przyszłą kampanię. Poważne braki ropy pojawiły się w III Rzeszy dopiero w 1944 r., po kampanii bombardowań (z-alianckich) ośrodków produkujących paliwo syntetyczne. Z faktycznymi zapasami, mogli sobie pozwolić na odłożenie wejścia na Kaukaz do przyszłego sezonu letniego.

      Ale to tylko moje zdanie. :)
      pokaż całość

    •  

      @Mleko_O: świetny artykuł :)

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Generał George S. Patton. Ulubieniec amatorów II WŚ, tuż obok Rommla i innych Andersów i Sosabowskich.

    Patton pierwszy raz na II wojnie pojawił się 8 listopada 1942 r., kiedy jego wojska wylądowały w Maroko. Rozwścieczony francuskim oporem w Casablance planował zetrzeć miasto na proch i powstrzymała go tylko decyzja admirała Darlana, by wstrzymać ogień.

    Po raz drugi pojawił się po klęsce amerykańskiego II. Korpusu pod Kasserine, kiedy zastąpił nieudolnego Fredendalla w Afryce. I już niedługo potem żołnierze go zwyczajnie znienawidzili. Patton bowiem obsypał ich lawiną głupkowatych rozkazów - żołnierzom kazał nosić krawaty w warunkach bojowych i mieć zapięte hełmy nawet w latrynach oraz pielęgniarkom w szpitalach. Amerykańska żandarmeria otrzymała ksywę ''gestapo Pattona'', bo stała na drogach i łapała żołnierzy, karząc ich finansowo za np. zbyt niskie ciśnienie w oponach - kary wynosiły często połowę żołdu. Patton miał obsesję na punkcie regulaminów wojskowych. Jeden z kierowców czołgów powiedział krótko: „Kiedy ten stary skurwysyn wreszcie będzie miał dosyć wojaczki?”

    Ciekawą anegdotkę opisał Ambrose w swojej książce. Patton przyłapał jednego spadochroniarza bez krawata i zaczął mu wymyślać, coraz bardziej krzycząc. Spadochroniarz spokojnie przetrzymał wrzaski generała, po czym pokazał mu dokument od lekarza, w którym zakazano mu noszenia krawata ze względu na ranę szyi.

    Punktem kulminacyjnym jego zaślepienia było pobicie w szpitalach na Sycylii dwóch żołnierzy, cierpiących na nerwicę frontową i oskarżenie ich o tchórzostwo. Sprawa przeszła do historii jako ''incydent ze spoliczkowaniem''. Furiat z generalskimi gwiazdkami wtargnął do namiotu szpitalnego i zaczął obrzucać obelgami żołnierza, który nie miał żadnych widocznych ran, zaraz potem uderzył go w twarz. Sytuacja powtórzyła się jeszcze raz, a oburzeni lekarze złożyli raport na nieobliczalnego generała do Eisenhowera. Patton na Sycylii również tuszował amerykańskie zbrodnie wojenne.

    Był również zadufanym w sobie próżniakiem. Generałów Bradleya i Hodgesa określał mianem ''zer, których cnotą jest nierobienie niczego'', a wspomnianego Monty'ego - ''wypierdkiem''. W Afryce rozwścieczony Patton nakazał dowódcy 1. Dywizji Pancernej, gen. Wardowi atakować wzgórza Meknessy w Tunezji i zabronił wracać żywym, jeśli nie zajmie wzgórza. Generał Ward został ciężko ranny w tym ataku, który nie przyniósł żadnej korzyści.

    Patton miał parę innych minusów, jak nieudana bitwa o Metz (trwające blisko trzy miesiące oblężenie tak rozwścieczyło Pattona, że ten osobiście wyżywał się na niemieckich jeńcach) czy kompromitujący rajd na Hammelburg.

    Spotkałem się z teorią, zaprzeczającą by Niemcy się go ''bali'' - podobno nie wiedzieli nawet, kim on jest.

    I na koniec - nie, Niemczyk nie był jego kierowcą. Najpewniej nigdy go nie spotkał. I nie, Patton nie uważał Polaków za ''najlepszych żołnierzy''. Tę historyjkę przytoczyła niejaka pani Nurowska, która nie podała na jej potwierdzenie żadnych źródeł.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @IIWSwKolorze1939-45 jestem przywołany w dyskusji, a to się wypowiem, co mi szkodzi. Zdecyduj się czy piszesz lekkie felietony o wysokim poziomie ogólności, czy jednak aspirujesz do poważniejszej publicystyki. Jeśli to drugie, to zamiast drazniacych wtrąceń o Sosabowskim rozpisz się czemu Twoim zdaniem Patton schrzanił bitwę o Metz. Moglbys tym wiele udowodnic, a poswieciles temu tematowi jedno zdanie. Wiecej merytoryki, inaczej będziesz toczył wieczne gównoburze o jakieś trywialne kwestie, na które pasjonaci historii nie będą tracić czasu... pokaż całość

    •  

      @Czlowiek_Czanga: dobrze wiesz, że tekst ten powstał raczej w celu zwrócenia uwagi, że Patton ma rysy na swoim obrazie, a nie w celu rzetelnej analizy. Być może kiedyś się pokuszę o wypisanie wszystkich grzechów Pattona - ale jeszcze nie teraz.

    • więcej komentarzy (53)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Marokańscy regulares z Armii Afryki podczas załadunku na niemieckie Ju-52 podczas mostu powietrznego z Maroko do Hiszpanii, wrzesień 1936 r. Był to pierwszy most powietrzny w historii - Niemcy przerzucili drogą powietrzną 40 tys. żołnierzy i 270 ton różnego sprzętu.

    Dzisiaj jednak nie będzie o Legionie Condor, a o najbarwniejszych żołnierzach narodowej Hiszpanii. Kawka do rączki (bo długo) i jedziemy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Byli wszędzie. Szturmowali Badajoz, szli na odsiecz oblężonemu Alkazarowi, z wielką odwagą atakowali czołgi pod Madrytem, marzli w Teruelu. Nie brakło ich ani pod Brunete, ani pod Belchite, ani nad brzegami Ebro. To od nich się wszystko zaczęło - i oni należeli do pierwszych ofiar Alzamiento. I na nich też się zakończyło, gdy wkraczali do kapitulującego Madrytu.

    Hojnie szafowali swoją krwią, dając przykłady niezrównanej odwagi i wierności. Byli jednak bardzo brutalni i okrutni, budząc przerażenie wśród swoich wrogów.

    Mowa oczywiście o Moros - Maurach. Słynnych afrykańskich żołnierzach generała Franco.

    Byli jednymi z najliczniejszych żołnierzy po stronie narodowej. Stawiło się ich przeszło 80 tysięcy, w miażdżącej większości ochotniczo. Swoją wielką odwagę na wszystkich frontach tej wojny przypłacili wielkimi stratami - poległo ok. 12 tysięcy z nich.

    Byli znakomitymi żołnierzami i stanowili trzon ostrza generała Franco - Armii Afryki. Czemu tak tłumnie stawili się na wojnie - i to po stronie tych, których nazywa się faszystami, wrogami wszelkiej odmienności?

    Maroko było bardzo biedną prowincją, jeszcze biedniejszą od kontynentalnej Hiszpanii. Jednak protektorat ten był zarządzany przez oficerów armii hiszpańskiej, którzy niejednokrotnie walczyli ramię w ramię z Maurami, np. podczas powstania Rifenów w 1927 roku. Rozumieli i szanowali odrębność kulturową Maroko, byli z nim zżyci i traktowali marokańskich żołnierzy z szacunkiem. Z kolei nawiedzony rząd w Madrycie nie tylko nie rozumiał Marokańczyków, ale traktował ich jak obywateli drugiej kategorii. W Melilli nie postawiono nawet jednego meczetu. Co więcej, znacząco obcięto wydatki na armię, pozbawiając sporą część Maurów pracy, a komisarzami zostawali ludzie z nadania partyjnego, słabo znający warunki życia i sytuację w protektoracie.

    Na tym tle generał Franco (którego 43. rocznicę śmierci obchodziliśmy wczoraj) czytający Koran i znający arabski jawił się jako oczywisty wybór. Przykład szedł z góry - Ben Mizzian, dowódca oddziałów marokańskich był prywatnie przyjacielem Franco, który miał u niego zresztą dług. Mizzian ocalił mu bowiem życie. Franco nigdy nie zapomniał mu tej przysługi.

    Poszli więc tłumnie za narodową Hiszpanią. Pierwszymi poległymi w tej wojnie byli sierżant Lahasen ben Mohamed i szeregowy Mohamed ben Mohamed ben Ahmed, zabici w walce o bazę wodnosamolotów w Atalayon. Niektórzy, by walczyć z komunis... republikanami przybywali z francuskiego Maroko, Sahary. Byli nawet czarnoskórzy ochotnicy z Gwinei.

    Doskonale podsumował to minister wojny w protektoracie Maroko, Sidi Mohamed Ben Ali Ledama:

    „Zarówno w znaczeniu moralnym, jak i religijnym bronimy tej samej sprawy, co wojsko hiszpańskie, w którym walczą nasi żołnierze. Komunista rosyjski i jego bandy są wrogami Boga i kultury opartej na idei moralnego posłannictwa człowieka. Prawdziwi Hiszpanie za to szanują naszą religię, nie profanują naszych meczetów i wierzą w Boga. Tam, gdzie Hiszpania, tam jest też nasza sprawa.”

    Zresztą szacunek był obustronny, muzułmańskim żołnierzom zezwolono na praktyki religijne (Franco osobiście umożliwiał nawet pielgrzymki do Mekki) i zawsze traktowano ich jako równych sobie żołnierzy hiszpańskich. Caudillo do końca życia mówił, że ''Moros są nasi''. Doszło do tego, że falangiści brali udział w obchodzeniu muzułmańskich świąt, zaś regulares do mundurów przypinali wizerunki Najświętszego Serca Jezusowego. W Sewilli wydzielono nawet cmentarz, by móc pochować poległych regulares zgodnie z rytem muzułmańskim.

    Republika z kolei Moros nienawidziła. Nie tylko za ich brutalność, której niejednokrotnie dawali wyraz, pacyfikując dzielnice robotnicze i mordując cywilów. Nienawidziła ich za ''cywilizacyjną niższość'' i ''prymitywizm'', a Franco - za ''sprzeniewierzenie się Hiszpanii'' i sojusz z muzułmanami. Alfonso Yuste Álvarez w jednym ze swoich wierszy napisał: „Półksiężyce i różańce, muezzini i dzwony (...) łączą się w uścisku, by unicestwić Hiszpanię”.

    Nawet wiele, wiele lat po wojnie udział w Alzamiento był powodem do największej dumy marokańskich weteranów. Niektórzy brali udział w inwazji na Związek Radziecki w ramach ''Błękitnej Dywizji''. Gdy Maroko odzyskało niepodległość, uczestnicy Alzamiento piastowali najwyższe stanowiska - sam Ben Mizzian został twórcą marokańskiej armii i pierwszym ministrem obrony tego kraju.

    Do końca życia z generałem Franco pozostawali w przyjaźni.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Bf-109G-2 z 4./JG 52 nad Kaukazem, lato 1942 roku. Dzisiaj ostatni przed przerwą wpis o Fall Blau.

    Jak wspomniałem poprzednio, niemiecka ofensywa po prostu utknęła. Niemcy nie byli w stanie posunąć się dalej, tak przez braki w zaopatrzeniu, jak coraz silniejszy opór Armii Czerwonej.

    Gröfaz zrozumiał to w październiku i nakazał wszczęcie ofensywy bombowej nie później niż 14 października, zaznaczając, że główne wysiłki Luftwaffe powinny zostać skierowane na Stalingrad. W efekcie IV. Fliegerkorps gen. von Richthofena otrzymał rozkaz uderzenia każdym sprawnym bombowcem na radzieckie rafinerie.

    Zresztą, Luftwaffe i do tej pory miała przerażającą skuteczność. 1 lipca 1942 r. samoloty z I./KG 76, 1./KG 100 i Stukasy z StG 77 zatopiły sowiecki lider ''Taszkient'' i trzy transportowce wojska. Dwa dni później na dno poszedł niszczyciel ''Bditielnyj'', a krążownik ''Komintern'' i sporo niszczycieli zostało uszkodzonych.

    Jednak to, co mogłoby się udać jeszcze dwa miesiące wcześniej, teraz stawało pod znakiem zapytania. IV. Fliegerkorps miał w swoim składzie cztery pułki bombowe (KG 27 ''Boelcke'', KG 51 ''Edelweiß''. KG 55 ''Greif'' i KG 76) oraz elementy dwóch dalszych (KG 26 ''Löwen'' i KG 100), wsparte przez pułki Stukasów - StG 2 i StG 77. W teorii było to 480 bombowców, jednak dotychczasowe walki znacznie uszczupliły niemieckie stany. Von Richthofen posiadał 232 bombowce, z czego 129 sprawnych i zdolnych do lotu. Co gorsza, siły te musiały się rozdzielać między Stalingradem, a Kaukazem - i mimo, że odnosiły wielkie sukcesy (jedna grupa z KG 76 w nalocie pod Stalingradem całkowicie zniszczyła dwie sowieckie dywizje), to osłabiało to znacznie ofensywę bombową.

    Niemieckie naloty przynosiły efekty - ataki na Grozny spowodowały wyłączenie rafinerii z użytku i jej poważne uszkodzenie. Atakowano również Astrachań i żeglugę na Morzu Kaspijskim - 26 października Hansgeorg Bätcher z KG 100 zatopił w swojej 400. misji sowiecki statek (w ciągu kilku następnych dni zatopiono i uszkodzono ponad 20 statków). Atakowano także szlaki komunikacyjne, a nawet odległy Saratow. W jednym z nalotów na Tuapse ciężko ranny został dowódca Frontu Północnokaukaskiego, adm. Iwan Isakow oraz Łazar Kaganowicz, członek Politbiura KC WKP(b), jeden z najbliższych współpracowników Stalina. Jednak głównym źródłem sowieckiej ropy było położone daleko na południe Baku, gdzie wydobywano 90 % tego surowca. Niemieckie bombowce były w stanie tam dolecieć z lotnisk nad rzeką Terek, ale tylko w linii prostej i bez eskorty myśliwców, co narażało je na straty. Sytuację pogorszył atak sowieckich spadochroniarzy na lotnisko w Majkopie, którzy w październiku 1942 r. za cenę własnego unicestwienia zdołali zniszczyć 22 z 54 niemieckich samolotów.

    W połowie listopada, wobec osłabienia stanów jednostek, a także przez rozpoczynającą się pod Stalingradem sowiecką operacją ''Uran'' działania ofensywne wstrzymano.

    Operacja Fall Blau całkowicie stanęła - a wraz z nią zakończyła się era Blitzkriegu...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykańscy żołnierze podczas ćwiczeń w bodaj Fort Knox, 1943 rok. Prezentują oni doraźne środki przeciwpancerne - butelki zapalające i klejące bomby. Muszę użyć tego zdjęcia, bo niestety jest jedyne w kolorze na temat. Będzie dzisiaj dłużej z rana. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Butelki zapalające były najprostszą bronią przeciwpancerną, najtańszą, a przy tym najłatwiejszą w obsłudze. Chodziło o to, by butelką trafić w pokrywę silnika, a płomień miał zostać zassany do środka i spowodować eksplozję. Każdy zna butelkę z zatkniętą w szyjkę szmatką. Wszyscy wiedzą, że ich używano powszechnie podczas II WŚ, ale jak właściwie się to zaczęło?

    Pierwszych butelek zapalających przeciwko czołgom użyli marokańscy regulares w wojnie domowej w Hiszpanii, a dokładniej w bitwie pod Sesena w 1936 r. Tam to, gdy sowieckie czołgi T-26 próbowały rozjechać budynki i ugrzęzły w gruzach, Marokańczycy wspięli się na wozy i kilka zniszczyli. Pisał o tym m.in. polski reporter Ksawery Pruszyński. Butelki pozostały w użyciu dość powszechnie po obu stronach, bo także żołnierze Brygad Międzynarodowych z nich korzystali. Zasada była zazwyczaj ta sama i nie zmieniła się przez lata - były to zwykłe butelki, np. po piwie, lub słoiki, wypełnione benzyną, lub mieszanką benzyny, ropy i oleju, z wetkniętą szmatką w szyjkę, ciasno przywiązaną drutem, lub sznurkiem.

    Butelek zapalających dość szeroko używali także Japończycy na Dalekim Wschodzie w walkach z sowiecką bronią pancerną. Japończycy, nieposiadający dużych ilości broni ppanc. i czołgów, musieli się ratować doraźnymi środkami zwalczania czołgów w postaci butelek z naftą. Całkiem sporo pojazdów zostało w ten sposób zniszczonych w walkach nad jeziorem Chasan w 1938 r. i nad Chałchin-Goł w 1939 r. Japończycy projekt później rozwinęli do poziomu butelek posiadających zapalnik z granatów.

    Nie zabrakło ich także w 1939 roku - kiedy Sowieci napadli na Polskę, na Kresach dramatycznie brakowało broni przeciwko tysiącom czołgów, jakie rzuciła do walk Armia Czerwona. Przeciw czołgom poszły butelki, karafki, a nawet lampy naftowe - tak atakował czołgi polski 101. pułk ułanów pod Kodziowcami 22 września 1939 r. Napomknę tylko, że ułani wykazali się dużą pomysłowością w zwalczaniu czołgów - podkładali miny talerzowe pod gąsienice, a nawet wyłamywali kolbami karabiny maszynowe z jarzm. Równie dzielnie przeciwko czołgom walczyli obrońcy Grodna, rzucając karafkami z balkonów, tudzież wręcz oblewając czołgi benzyną i podpalając.

    Ale to dopiero wojna zimowa przyniosła międzynarodową sławę butelkom zapalającym - od tamtej pory zwanym ''koktajlami Mołotowa''. Nazwa wzięła się od, wg niektórych źródeł, buńczucznej zapowiedzi ministra SZ ZSRR, Wiaczesława Mołotowa, który zapowiedział Stalinowi, że jego urodziny (18 grudnia) uczci koktajlem w zdobytych Helsinkach. Ale że jakoś coś, ajć, nie wyszło, to fińscy żołnierze wymyślili nazwę ''koktajl Mołotowa'' i zaczęli częstować nim sowieckie czołgi. O fińskich ''Molotovi kokteili'' będzie osobny wpis.

    Butelki zapalające znalazły się niemal na każdym froncie tej wojny. W 1940 roku dramatycznie szukający czegokolwiek do obrony przed spodziewaną niemiecką inwazją Brytyjczycy wyprodukowali 6 mln butelek zapalających (i pełno innego, bezużytecznego badziewia). Brytyjczycy opracowali też coś w rodzaju miny zapalającej, którą należało rzucić pod gąsienice czołgu. Pojazd najeżdżał na minę, następowało zgniecenie ampułki z kwasem, który zalewał mieszaninę zapalającą z chloranem potasu. Następował zapłon i jednocześnie eksplozja granatu. Rozwiązanie to wykorzystano później w tzw. minach Hawkinsa, wykorzystywanych przez spadochroniarzy brytyjskich i amerykańskich.

    Sami Sowieci - do tej pory główne ofiary koktajli Mołotowa - w obliczu niemieckiej inwazji zaczęli masowo produkować tę broń i uzbrajać doraźnie żołnierzy.

    Sowieckie koktajle Mołotowa były już znacznie dojrzalszymi wersjami poprzedników. O ile wcześniej była to po prostu benzyna mieszana z ropą, lub olejem, Sowieci zaczęli mieszać biały fosfor zmieszany z dwusiarczkiem węgla w stosunku 4:1. Zajmowały się tym wyspecjalizowane zakłady chemiczne. Po wtłoczeniu mieszanki i substancji izolującej od powietrza (w kontakcie z tlenem mieszanka zapalała się), butelkę zatykano gumowym korkiem, obwiązywano drutem i zabezpieczano taśmą izolacyjną. Nawet najmniejsze pęknięcia butelki mogły być przyczyną tragicznego wypadku. Mieszanka spalała się dwie minuty, a pożytecznym ''skutkiem ubocznym'' było wytwarzanie się gęstego białego dymu. Butelki ustawiano w skrzyniach i zasypywano ziemią, by zabezpieczyć je przed stłuczeniem. Butelki trzeba było nosić w specjalnych torbach z przegródkami i uważać, by nie pękły. Jak niebezpieczna była to broń, przekonał się Michaił Panikachin. Gdy podczas walk o Stalingrad niósł torbę z butelkami zapalającymi, trafił w nią pocisk, oblewając żołnierza płonącą mieszanką. Przeraźliwie krzycząc, Panikachin rzucił się z drugą butelką na czołg niemiecki i rzucić nią w cel. Za ten czyn pośmiertnie odznaczono go Złotą Gwiazdą Bohatera Związku Radzieckiego.

    Butelki nie zawsze były takie skuteczne - Niemcy zazwyczaj w przypadku trafienia ustawiali czołg pod wiatr, który zdmuchiwał płomień. Dlatego butelek używano wobec głównie unieruchomionych już pojazdów. Z braku specjalistycznych butelek wykorzystywano nawet szklane manierki i kawałki onuc. Sowieci tworzyli też całe pola minowe z butelkami zapalającymi. Pod Stalingradem ułożono 30 pól z 200 tysiącami min. Butelki ustawiano w nich grupami, a od góry kładziono kamień jako prymitywny zapalnik naciskowy. Wraz z postępem wojny Armia Czerwona używała coraz mniej butelek zapalających, głównie podczas walk w miastach.
    Jednak z kolei to Niemcy zaczęli ich szerzej używać w latach 1942-43, uzupełniając słabość własnej broni przeciwpancernej. Niemieccy saperzy byli zresztą bardzo pomysłowi w zwalczaniu czołgów. Poza wiązkami granatów i butelkami zapalającymi stosowano też ich większe wersje, czyli kanistry z benzyną z przywiązanym doń granatem. Wraz z pojawieniem się Panzerfaustów, butelki z armii niemieckiej stopniowo znikały, chociaż w ostatnich miesiącach wojny korzystał z nich Volkssturm.

    Szeroko butelek zapalających używali też Włosi w Afryce, m.in. dywizja Folgore pod El-Alamein. Tam wykorzystywano butelki z przywiązanymi do nich granatami Mod. 35

    Chyba finalny i najdojrzalszy projekt butelki zapalającej mieli Amerykanie. Była to nadal butelka, ale posiadająca zapalnik granatu ze ślepym nabojem .38. Po wyciągnięciu zawleczki, druga była wyciągana samoczynnie, a iglica uderzała w spłonkę, powodując zapłon. Broń nie trafiła do masowej produkcji, bo Amerykanie mieli lepsze środki do zwalczania czołgów. Na przykład artylerię okrętową. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Polacy oczywiście nie byli gorsi i butelki stały się najsłynniejsze podczas walk w Powstaniu Warszawskim jako tani zamiennik dla broni przeciwpancernej. Wówczas używano już torebek chloranowych przyklejonych do szyjki butelki, by spowodować samozapłon. Polacy wymyślili nawet katapulty, którymi można było miotać butelki na odległość. Pomysł skopiowali później Niemcy i wykorzystywali m.in. podczas obrony Wrocławia.

    Pod koniec wojny butelki z benzyną stawały się już mało skuteczne przeciwko pojazdom pancernym, bo np. amerykańskie i niemieckie czołgi posiadały filtry wlotu powietrza i gaśnice w komorze silnika, co minimalizowało szanse zapalenia czołgu.

    Koktajle Mołotowa były bardzo szeroko wykorzystywaną bronią, ale w miażdżącej większości pozostały bronią doraźną. Bronią słabszych. Gdy tylko była szansa na użycie czegoś lepszego, natychmiast porzucano butelki - ale te pozostają w użyciu do dziś.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Jest mi wstyd, że o tym jeszcze nie napisałem. Warszawa, po powstaniu...

    Po kapitulacji powstańców 2 października 1944 roku, Reichsführer SS, Heinrich Himmler wydał 9 października rozkaz o zniszczeniu miasta.

    Himmler jednoznacznie wskazał cele: ''to miasto ma całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi i służyć jedynie jako punkt przeładunkowy dla transportu Wehrmachtu. Kamień na kamieniu nie powinien pozostać. Wszystkie budynki należy zburzyć aż do fundamentów.''

    Do działania przystąpiły oddziały TeNo - Technische Nothilfe, oddziały saperskie policji, dowodzone przez gen. Willego Schmelchera. Na terenie Warszawy działały trzy grupy niszczycielskie, głównie na terenie Woli, Żoliborza i Śródmieścia. Do działania przystępowały bardzo precyzyjnie i fachowo. Najpierw opróżniano budynki ze wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość. Następnie wkraczały oddziały z miotaczami ognia - Brandkommandos - podpalające metodycznie dom po domu, kwartał po kwartale. Jeśli pożar wygasł po dwóch dniach - wzniecano go ponownie. Po wypaleniu budynków do działania przystępowali żołnierze Sprengkommando - wysadzając wybrane obiekty. Całkowicie zniszczono Dworzec Główny, Dworzec Pocztowy, elektrownię na Powiślu, Stację Filtrów.

    Ale nie to było celem Niemców. Najbardziej zaciekle niszczono polskie zabytki. Już 25 października spalono - piętro po piętrze - gmach Biblioteki Ordynacji Krasińskich, niszcząc dziesiątki tysięcy bezcennych pism i starodruków. Spalono do cna Archiwum Akt Nowych i Archiwum Miejskie. Wysadzono warszawską Katedrę i Pałac Brühla. 29 grudnia, jakby przypieczętowując zniszczenie Warszawy, wysadzono w powietrze Pałac Saski. 16 stycznia 1945 r., tuż przed wyzwoleniem Warszawy, spalono Bibliotekę Miejską i jej półmilionowe zasoby książek. Z 31 kościołów zniszczono 22. Z Warszawy Niemcy zrabowali dobra, które upchnęli w 23 tysiącach pociągów. Zabudowa została zniszczona łącznie w 84 %. Ilość gruzu pokrywającego Warszawę wynosiła 20 milionów metrów sześciennych.

    Naród, słynący ze swych myślicieli, filozofów, kompozytorów, chwalony za precyzję i myśl techniczną, znany na całym świecie ze swych naukowców, badaczy i konstruktorów... stał się narodem barbarzyńców i rabusiów, równych hordom Dżyngis Chana i Attyli.

    Schiller, Goethe, Bach, Kant, Beethoven... nie poznaliby swoich potomków.

    I tylko Chrystus Zbawiciel, obalony sprzed Bazyliki Świętego Krzyża eksplozjami Goliathów, ręką swą zdawał się wskazywać: Sursum Corda.

    W górę serca.

    ''I wtedy, w tej sytuacji, prorok porwany nagle natchnieniem Bożym, staje na tych ruinach i krzyczy: «W górę serca!» (...) Nic nie szkodzi, że miasta nie ma, że świątyni nie ma, że Bóg odszedł. Nieważne. Wszystko może stać się od początku, od zera, na nowo. Bo Bóg jest wszechmocny, wszystko może uczynić, światy, galaktyki. Wszystko zniszczyć i na nowo je stworzyć (...). Nie trać nadziei, nigdy, nigdy!''

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Podporucznik Janina Błaszczak przesłuchiwana przez żołnierzy KG ''Reinefarth'', 23 września 1944 roku. Dzisiaj wpis, który obiecałem komuś już bardzo dawno temu. Będzie więc dzisiaj wyjątkowo długo - rekordowo wręcz.

    ''Po co się tam pchacie? - krzyczał na nas oficer polityczno-wychowawczy - Tam faszyści biją się z faszystami. Niech się sami pozabijają''.

    Mijały dni i tygodnie, gdy stojąca po prawej stronie Wisły Armia Czerwona bezczynnie przyglądała się, jak Niemcy miażdżą powstańców. Kaprys wąsatego Gruzina nie pozwolił nawet na lądowania amerykańskich i brytyjskich samolotów, zrzucających zaopatrzenie. Tak to, jeszcze jeden raz Sowieci i Niemcy byli zgodni co do tego, że ''bandytów z Warszawy'' trzeba zniszczyć, wypalić do ziemi...

    Dopiero na początku września, dowiadując się, że Komenda Główna AK rozpoczęła rozmowy z Niemcami, prowadząc negocjacje co do kapitulacji, Stalin natychmiast kazał przygotować ''pomoc''. Bynajmniej nie chodziło o ratowanie powstańców, lecz o przedłużenie agonii miasta. Wtedy walki w Warszawie przejęły na siebie frontowe oddziały Wehrmachtu, które zamiast zajmować się pacyfikacjami i mordem, jak siepacze Dirlewangera, przystąpiły do metodycznego niszczenia oporu. 10 września 1944 r. Stalin nakazał zająć prawobrzeżną Warszawę, udzielił też wreszcie zgody na lądowania samolotów i pozwolił na loty z zaopatrzeniem do Warszawy. Te wykonywał m.in. polski 2. Pułk Nocnych Bombowców ''Kraków''. Sytuacja w Warszawie była już bardzo zła - upadła Starówka, a jeden, wąski pas brzegowy utrzymywano na Górnym Czerniakowie, wybity rozkazem płk Mazurkiewicza ze Zgrupowania ''Radosław''. Tam walczyły najlepsze powstańcze jednostki: ''Czata 49'', ''Zośka'', ''Parasol'', ''Miotła''. 15 września 1944 r. wyparto Niemców z Pragi, a grupa sowieckich i polskich zwiadowców przedostała się na Saską Kępę - ok. 60 żołnierzy, kierowanych latarkami przez powstańców. Dwie różne Polski płynęły sobie na spotkanie... Wtedy to poległ słynny por. Andrzej Romocki ''Morro'', legenda Szarych Szeregów i batalionu ''Zośka''. Zginął w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach - najpewniej zastrzelony omyłkowo, wzięty za Niemca przez swoją panterkę.

    Zwiadowcy porozumieli się z pułkownikiem Janem Mazurkiewiczem ''Radosławem'' i wrócili na prawy brzeg z kilkoma łącznikami oraz pismem od pułkownika, proszącym o pomoc.

    Pomoc nadeszła w nocy z 15 na 16 września, gdy na Czerniaków przeprawiło się 400 żołnierzy 9. pułku 3. Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta. Ze sobą dostarczyli 14 ckm, 16 rusznic, 4 moździerze i jedno działko ppanc. Chociaż dowódca 1. Armii, gen. Zygmunt Berling, sobie przypisywał do końca życia próbę udzielenia pomocy powstańcom, to jest to nieprawda. Zachowały się rozkazy gen. Malinina, szefa sztabu 1. Frontu Białoruskiego, wskazujące cele Polakom. Najpewniej był to kolejny z elementów perfidnego planu czerwonego satrapy z Kremla - by przedłużyć agonię powstania i wykrwawić polskie oddziały...

    Chociaż pomoc nie była duża, to podziałała bardzo optymistycznie na powstańców. Przez kolejne noce przypłynęło dalszych 500 żołnierzy. „Plecak ciąży. Zawisam na burcie, lecz ktoś wciąga mnie do środka. Saperzy ciężko pracują przy wiosłach. »Prawa mocniej, prawa mocniej!« – krzyczy sternik. Wszędzie, po bokach i z tyłu, majaczą w zasłonie pontony. Pomagam saperowi wiosłować. Ponton o dno – raz, drugi. Przed nami łacha. Wyskakujemy do wody'' - wspominał Wincent Tucholski.

    Nawiązano kontakt z powstańcami z ''Zośki'': „Nie zapomnę nigdy pierwszego spotkania z powstańcami. Brudni, obdarci, z wyglądu u kresu sił – bardzo byli rozczarowani, że oddaliśmy im tylko tę broń, którą mieliśmy przy sobie, że nie przywieźliśmy więcej. Ale skąd mieliśmy ją wziąć? Niewiele więc mogliśmy pomóc, a sami ponieśliśmy ogromne straty. Z powrotem na nasz brzeg wróciło nas tylko czterech czy pięciu, już dobrze nie pamiętam”. Z kolei Andrzej Wolski ''Jur'' z batalionu ''Zośka'' tak wspominał spotkanie z berlingowcami i panią porucznik ze zdjęcia: „No, to już niedługo. Rusznice ppanc., cekaemy, wprawdzie stare Maximy, ale piorą, nawet działka ppanc. i mnóstwo ludzi. Żołnierze, dowódca major, kapitan zwiadu artyleryjskiego, dwie radiostacje, telefoniści, chłopaki z pepeszami i amunicji do cholery. No i dziewczyna, oficer.''

    Żołnierze Wojska Polskiego jednak nie potrafili walczyć w mieście. Wielu z nich pochodziło z Kresów, z małych miejscowości. Ponosili duże straty w walce z Niemcami. Tadeusz Targoński wspominał: „Nasi z nawyku próbują na zajętych pozycjach okopywać się, a tu wszędzie bruk i asfalt. Powstańcy śmieją się i dziwują, że nie umiemy walczyć w mieście tak jak oni. Chłopcy ze Wschodu gubią się w zajętych domostwach i nie potrafią się sprawnie po nich poruszać. Początkowo miotają się to tu, to tam w panicznym podnieceniu, gdyż wróg jest wszędzie, a tu trudno trafić tam, gdzie trzeba”.

    Jednak nie tylko niedoświadczenie ich powstrzymywało. Wielu przeżyło szok bestialstwem hitlerowskich okupantów. Trwała przecież pacyfikacja Czerniakowa, prowadzona przez bandytów Dirlewangera i Reinefartha. Podczas tej operacji hitlerowcy wymordowali tysiąc osób. „Chłopaki nie wytrzymywali nerwowo. Przez siedemset metrów słyszeliśmy – to był chyba park Krasińskiego – bez przerwy straszne krzyki, rozpacz. Podobno tam się działy wielkie gwałty i mordowanie młodych ludzi, co wychodzili”...

    Mimo to, samego 17 września Niemcy przypuścili 11 szturmów na polskie pozycje. Wszystkie zostały odparte. Zacięcie walczono o każdy dom i każdą pozycję.

    Czerniaków był straconym przyczółkiem, dlatego obmyślono kolejny plan, gdzie się przeprawić. Berling wybrał miejsce - pomiędzy mostami Średnicowym a Poniatowskiego, na niemieckich tyłach, by odciążyć przyczółek czerniakowski i powstańców.

    19 września 1944 r. ruszył drugi desant . Lotnictwo - w tym słynne szturmowiki i kukuruźniki - oraz artyleria ostrzeliwały cele po zachodniej stronie Wisły. Celami były Ogród Saski, Dworzec Główny, Muzeum Narodowe oraz okolice mostów. O 15:30 wojska chemiczne i samoloty zaczęły stawiać zasłonę dymną. O 15:45 rozpoczęła się nawała ogniowa, osłaniająca desant 1. i 2. batalionu 8. pułku 3. DP. Niemcy jednak nie spali. Nad Wisłą posiadali artylerię i umocnienia przy brzegu. Gdy desant ruszył, rozpoczęli morderczy ostrzał. Już wtedy zaczęły się problemy - dramatycznie brakowało środków przeprawowych. Desant obserwował płk Antoni Frankowski, dowódca artylerii 3. DP: ''„Zaatakowali naszych żołnierzy z dwóch stron, w dość krótkim czasie, bez większych trudności, wyszli na brzeg Wisły i okrążyli pierwszy batalion. Potem zaczęli strzelać do nadpływającego drugiego rzutu. Żołnierze odpowiadali chaotycznym ogniem, łodzie szły na dno. Topili jedną po drugiej. Znikały z powierzchni jak bańki mydlane”.

    Przeciwnikami Polaków był batalion grenadierów pancernych z dywizji ''Hermann Goering'' - z miejsca wyprowadził kontrataki z dwóch stron. Mimo, że Polakom udało się wydostać z plaży i zająć dwie linie niemieckich okopów na nabrzeżu, a także przekroczyć ul. Solec, a nawet dotrzeć w rejon Muzeum Narodowego, to Niemcy wprowadzili do walk wozy pancerne, których Polacy - z oczywistych względów - nie mieli... Co gorsza, Polacy nie posiadali łączności, bo jedyna radiostacja przepadła. Już 19 września Niemcy zaczęli rozcinać polskie pozycje i je izolować. Uniemożliwiono połączenie się punktów oporu 8. i 9. pp. Adam Czyżowski z 8. pp wspominał: ''Rano, po prawie nieprzespanej nocy wyszedłem z budynku, by się rozejrzeć i ewentualnie okopać. Znajdowałem się akurat w wykonanym uprzednio przez Niemców, a może powstańców okopie, gdy nagle posypały się strzały. W lewej ręce miałem nagan, w prawej granat, który rzuciłem, ale niezbyt daleko, bo rękę miałem już niesprawną. W pewnej chwili nagan wypadł mi z ręki, bo trafił w nią nieprzyjacielski pocisk. Usłyszałem: - Hande hoch! Z trudem podniosłem obie ręce do góry. Przy obu bokach poczułem lufy karabinów i po chwili zostałem powierzchownie obszukany."

    21 września przyniósł koniec walk 8. pułku. Niemcy metodycznie wybijali polską obronę, dzieląc ją na małe, odizolowane od siebie grupki. To, co było kompaniami, stawało się plutonami. Oba bataliony 8. pułku przestały de facto istnieć - zginęło, bądź zostało rannych lub wziętych do niewoli 660 żołnierzy. 60 ukryło się pod mostami. W nocy z 21 na 22 września resztki oddziałów - 164 ludzi, połowa ranni - wycofały się za Wisłę. W tym samym okresie żołnierze 6. pułku 2. DP sforsowali Wisłę i wylądowali na Żoliborzu, nawiązując kontakt z oddziałami podpułkownika Mieczysława Niedzielskiego ps. „Żywiciel”, jednak nie zdołali połączyć sił z oddziałami 3. DP. Desant został zmieciony - utracono 523 ludzi. Co ciekawe, 8. pułk miał być wsparty przez doświadczony w bojach o Stalingrad radziecki 226. pułk strzelecki 74. Dywizji, ale wobec katastrofy desantu, lądowanie jednostki sowieckiej odwołano 20 września.

    9. pułk piechoty walczył do samego końca, nawet, kiedy powstańcy opuścili już rejon i wycofali się kanałami na Mokotów, a z brzegu trwała ewakuacja, dzień i noc. Na prawy brzeg przedostawano się jak tylko się dało - łodziami, pontonami, amfibiami, wpław. Niektórzy płynęli uczepieni kawałków drewna, czy pustych beczek. Osłonę wycofującym się zapewniało ponad 600 dział i moździerzy. Na lewym brzegu pozostało ok. 150-200 żołnierzy mjr Łatyszonka, kontynuując walki. Dramatycznie brakowało środków opatrunkowych, amunicji, a nawet wody i żywności. Niewiele dostarczono zza Wisły, a zrzuty nie wystarczały. Zresztą te zrzucano byle jak, bez spadochronów, w workach, więc mało co nadawało się do użytku. Ciekawostką może być fakt, że na sam koniec powstania wielu powstańców dysponowało sowiecką bronią.

    Berlingowcy bronili się przy ul. Wilanowskiej i Zagórnej. ''Walczono już nie kulami, lecz kolbą i pięścią. Kto widział w owych chwilach ppor. Błaszczak, z rozwianym jasnym włosem wiodącą swych chłopców do kontrataku, lub rzucającą granaty – ten nigdy tego widoku nie zapomni. Zdawało się, że to jakaś grecka bogini zstąpiła nad brzeg Wisły, by bronić pięknego dzieła”, wspominał Henryk Baczko.

    23 września padł i ten punkt oporu. Do tego momentu starano się wycofać jak najwięcej ludzi na prawy brzeg. 3. DP w ciągu ośmiu dni walk poniosła potworne straty - 2383 ludzi, z czego 1762 zabitych i zaginionych. Setki dostały się do niewoli. Ogółem, WP poniosło straty 4892 ludzi w tym okresie. 9. pułk stracił niemal wszystkich dowódców - wspomniany major Łatyszonek dostał się do niewoli. Porucznik Błaszczak trafiła do niewoli wraz z 81 towarzyszami z ''Legionu Polskiego'', jak nazywali ich Niemcy, przy ul. Wilanowskiej. Wojnę przeżyła.

    Tak to, na przekór krzykom sowieckich politruków, na przekór ich wasalom w polskich mundurach, na przekór dziwacznym kurom na czapkach, na przekór samemu diabłu i śmierci poszli niewątpliwie polscy żołnierze, wybiedzeni i wynędzniali, rzucając się desperacko na ratunek umierającej Warszawie. Ofiarnie walcząc i ginąc w głupiej, źle przygotowanej operacji sowieckiego ludobójcy i jego popleczników...

    Jako komentarz pozostawię słowa Janusza Derezińskiego ze Zgrupowania ''Kryska'': „Dramaturgia tych oddziałów przybyłych zza Wisły (z wielką ochotą wśród żołnierzy) – z pomocą powstaniu warszawskiemu 1944 r. jest szczególnie tragiczna w tym, że ich walka w sumie trwała zaledwie jeden tydzień”.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    El furor de los traidores,
    rumba la rumba la rumba la
    Lo descarga su aviación,
    ¡Ay Carmela! ¡Ay Carmela!
    Pero nada pueden bombas,
    rumba la rumba la rumba la.

    Nie wiem, czy takie ''nic'' mogły im te bomby zrobić zrzucane od ''Moros, mercanerios y fascistas''. :P

    Słynna armata 88 mm - zwana ''Acht-Acht'' - z Legionu Condor podczas ostrzału celów nad Ebro, jesień 1938 roku.
    Dzisiaj obchodzimy 80. rocznicę zakończenia ostatniej wielkiej bitwy wojny domowej w Hiszpanii, więc będzie dłuuugo.. [A]

    Dla Republiki sytuacja w lipcu 1938 r. była katastrofalna. Powstańcy ruszyli z ofensywą w Aragonii i rozcięli front na pół - Katalonię i Walencję. Premier Juan Negrin chciał jeszcze jeden, ostatni raz odwrócić losy wojny - postanowiono zgromadzić wszystkie dostępne środki nad brzegami rzeki Ebro, uderzyć przez nią i przełamać front, licząc na połączenie z Kastylią-Walencją. Do wykonania tego zadania skierowano najlepsze siły republikańskie, złożone z fanatycznych komunistów i anarchistów, wsparte przez 120 czołgów, 200 dział i 200 samolotów. Komuniś... republikanie mieli trzykrotną przewagę liczebną nad siłami narodowymi po drugiej stronie rzeki - 50 tys. (plus drugie tyle rezerw) przeciw 18 tysiącom gen. Yagüego.

    Atak rozpoczął się w nocy z 24 na 25 lipca 1938 r. i był dużym zaskoczeniem dla sił powstańczych, mimo że niezmordowani lotnicy Legionu Condor kilkakrotnie ostrzegali przed możliwością ofensywy. Oddziały republikańskie na łódkach i pontonach sforsowały rzekę, po czym utworzyły szeroki przyczółek po drugiej stronie. Pierwszy dzień był zadowalający - okrążono nacjonalistyczną 50. dywizję i wzięto do niewoli 4 tys. jeńców. Celem następnym było miasto Gandesa. 26 lipca ataki skierowano na wzgórze 481, które ryglowało podejście do miasta. Wzgórze było silnie umocnione i sześć dni zaciekłych kontrataków nie było w stanie wypchnąć powstańców z pozycji. Republikanie ponieśli tak straszne straty (niemal całkowicie unicestwiona została XV. Brygada Międzynarodowa), że cofnęli się na sąsiednie wzgórze 666.

    Armia narodowa nie spała jednak i ściągnęła w zagrożony rejon olbrzymie siły. Legion Condor i Aviazione Legionaria dzień w dzień bombardowały przeprawy i pozycje - przerażającą skuteczność zapisały tutaj Stukasy z klucza ''Jolanthe'', demolując mosty jeden po drugim. W ogóle lotnictwo niemieckie i włoskie zaczęło miażdżyć republikanów - w walkach sowieckie I-16 nie miały szans z doskonałymi Bf-109. Zaczęła się kampania na wyniszczenie - a zwycięzca mógł być tylko jeden...

    Powstańcy trzy miesiące bombardowali i ostrzeliwali republikańskie pozycje, na niektórych odcinkach używając ponad 200 dział i wystrzeliwując 13 tysięcy pocisków dziennie. Z kolei republikanie z trudem panowali nad postępującym rozkładem armii - nawet rozstrzeliwania za wycofywanie się niewiele pomogły. Potworna spiekota i braki w zaopatrzeniu coraz bardziej demoralizowały republikańską armię. Ziemia była za twarda, by wykopać okopy, a co dopiero pochować zmarłych, więc ci puchli w słońcu i strasznie śmierdzieli. Ewakuować rannych można było tylko po zmroku, na małych łódkach, bo w ciągu dnia na niebie panowali Niemcy i Włosi.

    Wojska narodowe wyprowadziły sześć kontrofensyw, wydzierając pozycje jedne po drugich. Ślamazarne tempo natarcia i duży bałagan organizacyjny, dość typowy dla Hiszpanów, irytowały Niemców i Włochów, którzy uważali, że nie ma sensu bawić się w wojnę pozycyjną. 3 września wyprowadzono decydujący atak, który wypchnął republikanów z większości pozycji i odbił miasto Corbera, a miesiąc później odbito wzgórze 666.

    W międzyczasie, zapadły też międzynarodowe decyzje dotyczące Republiki. Juan Negrin zdecydował się wycofać większość Brygad Międzynarodowych (które i tak wówczas składały się głównie z Hiszpanów), a w związku z traktatem w Monachium, ZSRR wstrzymał wsparcie dla przegrywającej Republiki. Nieco ponad miesiąc później oddziały narodowe rozbiły doszczętnie pozostałe jednostki republikańskie, niektóre po bardzo krótkiej walce. 16 listopada 1938 r. ostatnie oddziały wycofały się za Ebro. Ofensywa zakończyła się katastrofą i ogromnymi stratami - republikanie utracili 55 tysięcy ludzi i 150 samolotów. Trzy miesiące po klęsce nad Ebro wojna w Hiszpanii zakończyła się.

    Tak na marginesie. Udało nam się w krótkim czasie przebić próg 30 tysięcy - i idziemy dalej! :D Następny cel - 40 tys. A psy niech szczekają dalej.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Strzelec pokładowy w B-24, jednostka nieznana, 1944 r. Zdjęcie to było już kiedyś u mnie.

    Wielu z Was zapewne oglądało ''Ślicznotkę z Memphis''. Film, mimo niemal trzydziechy na karku (pamiętam, jak w telewizji zapowiadał go niezrównany pan Jan Suzin, głos mojego dzieciństwa), jest nadal świetnym filmem. I bardzo prawdziwym. Że lot nad jakiś cel był przez załogi nieraz odbierany jako wyrok śmierci.

    Mało się w opracowaniach mówi o strzelcach pokładowych ciężkich bombowców - a oni mieli najgorszą robotę. Przed wprowadzeniem kabin ciśnieniowych, utrzymujących ciśnienie i temperaturę na stałym poziomie 20 stopni (to dopiero w B-29 takie luksusy się pojawiły), strzelcy pokładowi musieli ubierać na siebie kilka warstw ubrań, na to szły ogrzewane elektrycznie kombinezony, a na koniec podbite futrem skórzane spodnie i kurtka oraz czapkę i buty. Do tego nakładano kamizelkę przeciwodłamkową, chroniącą krocze, brzuch i klatkę piersiową, specjalny hełm lotnictwa, kryjący uszy i pozwalający nosić słuchawki, gogle, rękawice, kamizelkę ratunkową, spadochron - i można lecieć. Strzelcy rzadko nosili broń i cokolwiek innego ze sobą, bo i tak mieli skrępowane ruchy, a na wysokości 10 km Colt jest mało przydatny.

    Całe te warstwy ubrań niewiele pomagały, na wysokim pułapie temperatura wynosiła poniżej -50 stopni Celsjusza i lotnicy zwyczajnie marzli. Co gorsza, zamarzały im też karabiny maszynowe (szczególnie źle mieli strzelcy boczni, bo mieli otwarte stanowiska strzeleckie).

    Do dzisiaj ludzie się spierają, który strzelec miał gorzej - dolny, czy tylny. Tylny strzelec znajdował się w ogonie samolotu, oddalony od reszty załogi. Do ostatnich wersji B-17G, gdy wprowadzono wieżyczki typu ''Cheyenne'', strzelec musiał klęczeć między wręgami kadłuba. Przez kilka godzin, bo tyle trwał lot. I w przypadku walki był najczęściej skazany na śmierć, więc czasem strzelcy uciekali ze swojego stanowiska.
    Dolny strzelec znajdował się w tej słynnej kulce. Cały lot niewygodnie leżał na plecach z nogami zadartymi do góry. Musiał być mały, żeby się zmieścić. Między kolanami miał celownik karabinów maszynowych i był całkowicie odsłonięty. Jeśli padła elektryka, nie można było wieżyczki wciągnąć do kadłuba, a jeśli samolot musiał lądować przymusowo... los strzelca był przesądzony, bo najczęściej miażdżył go kadłub bombowca.

    Jednak żadne miejsce w samolocie nie było bezpieczne. Lotnicy bardzo bali się ataków czołowych, bo pociski przelatywały przez cały kadłub i zabijały załogę. Tak, jak doceniam odwagę pilotów Jagdwaffe, którzy szaleńczo próbowali stawić opór wyprawom bombowym USAAF, tak załogi bombowców, wystawione na strzał zasługują na to uznanie. Ginęli setkami, od ostrzału Flaku, myśliwców, rozbijając się o ziemię. Nawet po wyskoczeniu z bombowca - co udawało się rzadko - nie byli bezpieczni na ziemi, bo tam linczowała ich ludność cywilna, mszcząc się na sprawcach ich własnych tragedii. Ze 160 tys. zestrzelonych alianckich lotników nad Niemcami przeżyło zaledwie 60 tys.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    A co to się stało temu Tygryskowi? ( ͡° ʖ̯ ͡°) Żołnierze brytyjskiego 3. County of London Yeomanry oglądają zniszczonego Tigera '223' z 2./504. sPzAbt. Kompania dysponowała 17 czołgami tego typu i została dołączona do dywizji spadochronowo-pancernej ''Hermann Goering''. Na Sycylii utracono 16 pojazdów, jeden, o numerze '222' zdołano ewakuować. Belpasso, okolice Catanii, lipiec 1943 r. Dzisiaj będzie ciepło i długo. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Włoskie kontrataki na Sycylii, mimo iż dzielne, nie były w stanie zagrozić Aliantom - Włosi mieli po prostu za słaby sprzęt. Dowodzący włoską armią gen. Guzzoni natychmiast po meldunkach o atakach nakazał relokację swoich najlepszych sił w rejon desantu - KG ''Schmalz'' w rejon Catanii, zaś dywizja ''HG'' i ''Livorno'' - na Gelę, przeciw Amerykanom. Dywizja ''HG'' była elitą, tym cenniejszą, że jej dowódca, gen. Conrath, w stan alarmu postawił ją już 9 lipca. Z szeregów jednostki wydzielono Kampfgruppe ''Links'', złożoną z pułku grenadierów pancernych, batalionu przeciwpancernego i wspomnianej kompanii Tigerów, oraz ''Rechts'', złożoną z pułku pancernego, kompanii rozpoznawczej, pułku artylerii i batalionu saperów. Niemiecka grupa ''Rechts'' miała atakować 10 lipca jak wcześniej włoska grupa z dywizji ''Livorno'' (30 czołgów Renault R-35 pod Gelą, wszystkie zniszczone/uszkodzone). Niemcy ewidentnie nie uczyli się na błędach i - tak jak Włosi - dostali się pod ostrzał artylerii okrętowej i musieli wstrzymać natarcie.

    KG ''Links'' atakowała za rzeczką Acata, natknąwszy się na pozycje 180. pułku 45. DP. Pięć Tygrysów wywołało taki szok, że Niemcy bez trudu przełamali pozycje Amerykanów i rozcięli front między 1. DP i 45. DP, biorąc ponad 50 jeńców. A wszystko pod silnym ogniem artylerii okrętowej. Niemcom brakowało niewiele, żeby doprowadzić do katastrofy... ale wtedy gen. Conrath wstrzymał natarcie, mylnie oceniając celność ostrzału. Być może właśnie ta klęska doprowadziła Amerykanów do wściekłości, której dali wyraz, mordując 74 jeńców w Biscari parę dni później...

    Atak wznowiono następnego dnia siłami dywizji ''HG'' i ''Livorno''. Pod Gela atakował włoski 34. pułk - Włochom udało się przełamać opór amerykańskich rangersów. Nieubłaganie parli do przodu, mimo ostrzału z ciężkich moździerzy, zagrażając całemu desantowi, aż w sprawę wmieszał się Patton i nakazał krążownikowi USS ''Savannah'' zmieść atakujących. Potężny, 20-minutowy ostrzał artyleryjski zmiażdżył Włochów - zginęło około 200, a pozostałych 400 poddało się pod wpływem szoku.

    Atak niemiecki na drodze do Piano Lupo zmiótł Amerykanów z 1. Dywizji. Zaniepokojony Patton udał się na linię frontu osobiście i widział setki żołnierzy z 16. i 26. pułku, wielu bez broni, którzy w panice uciekali i krzyczeli, że pokonała ich dywizja Hermanna Goeringa''. Wściekły Patton ryknął na cały głos: ''Z jakiejkolwiek dywizji są te skurwysyny, zgotujemy im piekło i zatrzymamy ich!''. Natychmiast wsparcia miała udzielić 2. DPanc. - wykorzystano nawet zagrzebane czołgi Sherman, które nakazano obsypać piachem aż po wieżę i stworzyć z nich statyczne punktu oporu. Jednocześnie ogień miał otworzyć USS ''Savannah'', USS ''Glennon'' i USS ''Bloise''. Trwający godzinę ostrzał wywarł na Niemcach piorunujące wrażenie, unieszkodliwiając 3 czołgi i zmuszając ich do odwrotu.

    Z kolei atak II. bpanc. pod Piano Lupo dosłownie rozjechał amerykańskich spadochroniarzy - niektórych znaleziono zmiażdżonych gąsienicami we własnych okopach. Dopiero kontrnatarcie amerykańskich Shermanów zatrzymało Niemców, bo trafione zostały dwa czołgi. Dowódcy i jego zastępcy, co pozbawiło dowodzenia nacierających.

    Z kolei atak KG ''Links'' początkowo pełen sukcesów pod Biazzo obrócił się przeciw Niemcom. Kombinowana grupa bojowa amerykańskich spadochroniarzy i czołgów oraz artylerii zaatakowała odsłonięte skrzydło Niemców. Po godzinie walki Niemcy musieli się wycofać, zostawiając pięć zniszczonych Tigerów. Liczby mogą wydawać się niewielkie, ale w ciągu całego dnia Niemcy i Włosi stracili ok. 60 czołgów.

    Kontratak pod Gela zakończył się klęską i otworzył Amerykanom drzwi w głąb Sycylii.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Torpeda za torpedę. Tonący lotniskowiec HMS ''Ark Royal'' po trafieniu jedną torpedą z U-81 kapitana Friedricha Guggenbergera, 13 listopada 1941 roku.

    HMS ''Ark Royal'' był chlubą brytyjskiej floty. Duma z wielkiego lotniskowca wzrosła jeszcze bardziej, gdy właśnie z niego startujące stareńkie dwupłatowe Swordfishe ugodziły niemiecki pancernik ''Bismarck'' torpedą, uszkadzając mu ster, co doprowadziło w końcu do jego zatopienia. Brytyjczycy jednak nie przeczuwali, że ich Nemezis któregoś dnia nadejdzie i wyda zapłatę.

    Nemezis nazywała się Friedrich Guggenberger i miała 26 lat. Guggenberger pływał U-Bootami od 1939 roku, ale nie osiągnął jeszcze większych sukcesów - zatopił dopiero dwa statki. Ominęły go ''szczęśliwe czasy'', gdy żelazne, szare wilki dziesiątkowały brytyjskie konwoje. Traf chciał, że przerzucono jego okręt - U-81 - na Morze Śródziemne. Za drugim razem się udało. I tuż po wejściu na ten akwen kapitan wygrał los na loterii.

    Dzięki sprawności wywiadu Niemcy dobrze zdawali sobie sprawę z obecności silnego zespołu Royal Navy w rejonie Gibraltaru. Najbliższym okrętem był właśnie U-81.

    O 15:40, 13 listopada 1941 r. znudzony operator sonaru na niszczycielu HMS ''Legion'' wykrył słaby sygnał. Echo nie powtórzyło się, operator popukał palcem w ekran i przekazał meldunek na mostek, jednak nikt się nim nie przejął. Tymczasem minutę później u sterburty lotniskowca HMS ''Ark Royal'' wyrósł słup wody. Okręt niewątpliwie został trafiony torpedą. Cały zespół brytyjski został postawiony w stan alarmu. Niszczyciele zaczęły gorączkowo szukać napastnika, a załoga lotniskowca próbowała ratować okręt. Jednak na darmo. Lotniskowiec bowiem, decyzją ''oszczędnościową'' miał pompy zasilane z głównej kotłowni. Gdy ta padła, padły też pompy. Okręt nabierał coraz więcej wody.

    Agonia okrętu trwała dwanaście godzin. W tym czasie kapitan Guggenberger zdołał umknąć pogoni. Za swój wyczyn otrzymał Krzyż Rycerski i stał się bohaterem U-Bootwaffe jako mściciel ''Bismarcka''. W jednym ataku zdobył 27 000 ton BRT.

    Wstawał blady świt 14 listopada, gdy potężny okręt, spędzający od lat sen z powiek dowódcom Kriegsmarine, budzący bezsilną wściekłość i żądzę zemsty obrócił się stępką do góry, przełamał się i zatonął.

    Tak to jedna torpeda została pomszczona inną torpedą...

    Ciekawostką jest fakt, że na okręcie jako maskotka służył czarny kot, uratowany z ''Bismarcka''. Brytyjczycy, którzy porzucili setki niemieckich marynarzy w wodzie, ocalili zwierzaka, którego nazwano ''Oscar''. Niezatapialny kocur trafił na niszczyciel ''Cossack'', także polujący na ''Bismarcka''. Gdy ''Cossack'' został zatopiony 27 października 1941 r., na pokład wzięli go marynarze z ''Ark Royal''. Zwierzak przeżył i ten okręt, jednak wśród marynarzy zyskał złą sławę i wysadzono go na ląd w Gibraltarze. Przeżył swój macierzysty okręt o 14 lat.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Członkowie przedwojennego ONR na pielgrzymce akademickiej, 1934 rok.

    Dzisiaj będzie ostatni z patriotycznych wpisów i wracamy już do okopów. Będzie długo, więc kawa w rączkę i jazda!

    Dzisiaj znowu będzie refleksja. Ostatnimi czasy próbuje się z ONR zrobić ''nazistów'', nieomal współpracowników Hitlera.

    Tymczasem przedwojenny ONR z nazistami miał tyle wspólnego, że naziści ONR-owców mordowali w obozach. Przedwojenni narodowcy, często zaciekli antysemici (choć ich antysemityzm nie miał nic wspólnego z obłąkanymi hitlerowskimi ''teoriami'' rasowymi) i apologeci włoskiego faszyzmu, zapisali piękne karty podczas II Wojny Światowej. W godzinie próby członkowie ONR wyrazili solidarność z prześladowanymi Żydami. Filip Friedman, więzień Auschwitz tak wspominał o przedwojennym przywódcy ONR, Janie Mosdorfie:

    ''Niektóre otrzymywane od przyjaciół paczki żywnościowe (chrześcijańscy więźniowie mieli ten przywilej) Mosdorf rozdzielał między Żydów. Pracując w kancelarii obozowej, kilkakrotnie ostrzegł Żydów o grożącej im selekcji do gazu.''

    Wolf Glicksman, również więzień Auschwitz:

    ''Przedwojenny przywódca antysemickiego ruchu młodzieżowego w Polsce, Jan Mosdorf, niejednokrotnie ryzykował życie, przenosząc moje listy do krewnej znajdującej się w obozie kobiecym w Brzezince (…) Mosdorf pracował w Birkenau i często przynosił mi warzywa, a czasem kromkę lub coś do ubrania”.

    Mosdorfa docenił nawet komunistyczny premier, Józef Cyrankiewicz:

    „Podam tu przykład, o którym trudno nie wspomnieć z najwyższym szacunkiem. Mówię tu o przywódcy narodowców radykalnych Mosdorfie. (...) Pomagał ludziom innych narodowości, pomagał ludziom innych światopoglądów, Żydom, socjalistom, komunistom, pomagał - że użyję jego przedwojennej terminologii - tzw. żydokomunie”.

    Tenże Mosdorf został zamordowany przez hitlerowców w Auschwitz za swoją pomoc niesioną Żydom.

    Inną piękną postacią był Bolesław Świderski, lider ONR-Falanga w Małopolsce:

    "Głową nas wszystkich był Bolesław Świderski, który (...) roztaczał opiekę nad wieloma ofiarami Oświęcimia. Prośba jego czy słowo traktowane było przez współwięźniów jak rozkaz i spełniane bez zastrzeżeń. (...) Nikt z nim nie może się mierzyć pod względem rozmiarów niesionej pomocy i opieki". (...) Pomagał Żydom, sanatorom, pepeesowcom, ludowcom, a także uczonym, artystom, księżom i innym inteligentom."

    Zamordowano wielu innych działaczy ONR, uważanych przez Niemców za śmiertelne zagrożenie, jak Stanisław Piasecki, Paweł Musioł, Jan Korolec, Jerzy Czerwiński i inni. W Auschwitz, Palmirach, Piaśnicy...

    Nie można nie wspomnieć o zaciekłej przedwojennej antysemitce, Zofii Kossak-Szczuckiej, założycielce ''Żegoty'', którą za ocalenie tysięcy żydowskich istnień odznaczono medalem "Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata". Zachowując swoje poglądy ruszyła na pomoc, przeciwstawiając się obłąkanemu planowi hitlerowskiego Endlosungu. ''Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu — staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia — ten przyzwala. Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. (...) Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni'', pisała oskarżycielsko, ''Ginący Żydzi otoczeni są w swym cierpieniu przez szereg Piłatów, umywających ręce (…) Ci zaś którzy milczą w obliczu mordu stają się współwinni tej zbrodni.''

    Nawet ci nieliczni narodowcy, którzy próbowali kolaborować z Niemcami w ramach NOR (i nie uzyskali większego powodzenia, reszta narodowców zdecydowanie się od nich odcięła), jak Andrzej Świetlicki, Tadeusz Lipkowski i Wojciech Kwasieborski, zostali przez Niemców zamordowani w Palmirach, bo nadal stanowili zagrożenie dla "idei Lebensraumu".

    Przed wojną ONR był agresywny i antysemicki, to fakt, dochodziło do strzelanin z komunistami (którzy zresztą potem kolaborowali z ZSRR), to też fakt. Ale w godzinie próby ONR ''zachował się jak trzeba''.

    Jeśli ktoś mówi, że jego dziadek/babcia walczyli przeciwko ONR, to znaczy, że robili to najpewniej w szeregach SS.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @marcelus: kolego, moja dewiza jest taka: ''historia nie jest czarno-biała''. Obalam mity dot. II WŚ i tak samo u mnie znajdziesz kwestie dotyczące mitów Armii Czerwonej, jak Mussoliniego. Tylko jakoś te pierwsze burzy nie wywołują.

      Niestety, ale jestem uzależniony od kolorowych zdjęć. Jeśli znajdę jakieś kolorowe zdjęcia - to możesz być pewien, że będzie wpis o moim osobistym idolu, Kazimierzu Pużaku i jego GL-WRN. :) Z KPP musiałbym się dokształcić, ale i tam zapewne znalazłbym coś godnego uwagi. pokaż całość

    •  

      @marcelus: Koleżko, w 1934.r Polska miała dobre kontakty z III Rzeszą, a Hitler nie splamił się jeszcze masowymi mordami ludności cywilnej, dlatego oczywistym jest że ONR jak i inne ruchu endeckie patrzyły z podziwem na ruch nazistowski, z którymi miały wiele punktów wspólnych. Nie ma w tym dla nich nic haniebnego

    • więcej komentarzy (23)

  •  

    Post jest z 12.11

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Ojczyznę kocha się nie dlatego, że wielka, ale dlatego że własna.''

    Seneka

    Wczoraj wieczorem zrobiłem sobie przegląd prasowy z uroczystości z okazji 100. rocznicy odzyskania Niepodległości.

    I chociaż sam czasem psioczę na Polskę i Polaków, chociaż nieraz im wymyślam i wyśmiewam, to wczorajszy, niesamowity dzień obfitował w tak piękne obrazki, że trudno się nie wzruszyć. Moment, gdy dziesiątki tysięcy ludzi odśpiewały hymn narodowy w Warszawie. Dziesiątki budynków podświetlonych na biało-czerwono. Piękne, wzruszające życzenia od głów i przedstawicieli całego świata. Litewskie koleje wygrywające Mazurka. Orzeł ułożony z tysięcy zniczy w Kijowie. Chłopak oświadczający się swojej dziewczynie na Marszu. I ćwierć miliona ludzi maszerujących pod biało-czerwoną flagą.

    Poczułem się bardzo dumny z bycia obywatelem tego wspaniałego kraju.

    ''I mówili, w Krakowie, Lublinie, i wszędzie
    Jeszcze nie zginęła, jeszcze jest i będzie''

    Dlatego dzisiaj coś nadprogramowo i trochę dłużej. Trzy flagi. Tak różne. W różnych częściach Europy zatykane. Przez tak różnych Polaków. Z tak różnych wizji Polski. Wszystkie biało-czerwone. Wszystkie symbolami wielkiego bohaterstwa.

    U góry po prawej mamy dobrze znane zdjęcie z Monte Cassino

    ''I wtedy usłyszałem cichy śpiew.
    -Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy...
    To był sierżant Czapliński, a jego głos porwał innych... po chwili śpiewaliśmy już wszyscy.
    -...Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbijemy.
    Bo nagle ta pieśń stała się jedyną cieniutką linią, oddzielającą nas od szaleństwa i rozpaczy.''

    Wzgórze San Angelo, 17 maja 1944 r.

    Rankiem 18 maja 1944 roku do gruzów Monte Cassino wkroczył kilkunastoosobowy patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich. O 9:40 ułan Józef Bruliński zatknął na gruzach zdobytego klasztoru proporczyk pułkowy. Niedługo później załopotała tam polska flaga, a plutonowy Emil Czech odegrał hejnał mariacki, sygnalizując polskie zwycięstwo.

    „Staliśmy wszyscy w milczeniu, salutując polskiej fladze, która stała się w tej chwili flagą wszystkich zjednoczonych narodów” – pisał 18 maja korespondent amerykańskiego dziennika „Chicago Tribune".

    Po prawej na dole mamy polską flagę na pruskiej Siegessäule w Berlinie, 2 maja 1945 r.

    Flagę zawiesiło pięciu żołnierzy Wojska Polskiego. Byli to żołnierze 8. baterii 3. dywizjonu 1. Pułku Artylerii Lekkiej: ppor. Mikołaj Troicki, plut. Kazimierz Otap, kpr. Antoni Jabłoński oraz kanonierzy: Aleksander Kasprowicz i Eugeniusz Mierzejewski. Ostatni żyjący bohater tego wydarzenia, kapitan Jabłoński opisywał to tak:

    ''Godzina druga w nocy, maj, ciemno. Weszliśmy w głąb niemieckich pozycji. Patrzymy; stoi tam wieża jakaś. A dowódca podporucznik Troicki mówi: „Chłopcy, to kolumna Zwycięstwa. Jeszcze koło 1870 roku, gdy Wilhelm wygrał z Francją, na zwycięstwo pobudował tę kolumnę”. Weszliśmy do środka i zobaczyliśmy kable telefonów niemieckich, lecące po schodach. To był punkt obserwacyjny Niemców. Przecięliśmy te kable i schowaliśmy się. Schody kręte, żelazne, ale nikt po nich nie zszedł, żeby skontrolować, dlaczego nie ma łączności. Więc dowódca kazał przygotować automaty i dziesięć metrów jeden od drugiego zaczęliśmy iść w górę. Weszliśmy. Patrzymy, a stoi tylko aparat telefoniczny. Na wieży widać zaś tego anioła, postawionego na znak zwycięstwa. A wysokości miał chyba przeszło trzy metry. (...) Od razu pomyśleliśmy, żeby zawiesić na Kolumnie polską flagę. W parku wisiały różnokolorowe spadochrony, na których Niemcy zrzucali żywność dla berlińczyków. Z czasz wycięliśmy dwa prostokąty: biały i czerwony. Powiązaliśmy je kablami i flaga była gotowa. "Za Polskę, za Warszawę, za zwycięstwo!" - powiedzieliśmy i zapłakaliśmy''

    I ostatnia. Najbardziej poruszająca. Postrzelana. Podarta. Brudna. Ale nadal powiewająca na wietrze. Flaga Powstańców Warszawy. Gladiatorów II Rzeczypospolitej. Flaga wisiała tam 63 dni i widziała zagładę stolicy z dachu powstańczej reduty na Dworcu Pocztowym przy ulicy Żelaznej miedzy ulicą Chmielną a Alejami Jerozolimskimi. Wywiesili ją harcerze z drużyny 16-letniego kpr. Mirosława Biernackiego „Generała". Zdjęto ją dopiero 5 października, a żołnierze rozdzielili materiał jak najdroższy skarb i zabrali ze sobą do niewoli. Jakiż to wymowny symbol, nie tylko Powstania, ale i losów całego Narodu - okrutnie zmaltretowanego i skatowanego przez totalitarne walce. Narodu, który się nie ugiął i przetrwał.

    ''Bo my nie błagamy o wolność. My o nią walczymy''.

    Gen. Witold Urbanowicz

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Post oczywiście nie jest z dzisiaj, ale i tak go wrzucam

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj mija dzień szczególny. Sto lat odzyskania Niepodległości. Tknęła mnie refleksja, jak wspaniałym krajem jest Polska. Trwa od ponad tysiąca lat - i trwać będzie. Tak potwornie doświadczony i zgnębiony naród, przez ostatnie sto lat poniżany, zwalczany, gnębiony, mordowany. Unicestwiany. Groby Polaków ścielą się od Francji po Kołymę i Kamczatkę. Warszawa i cały kraj obrócono w ruinę. Przetaczały się po polskiej ziemi totalitarne walce, zmiatając wszystko na swojej drodze.

    A mimo to - jest Polska.

    ''Jeszcze nie zginęła, jeszcze jest - i będzie''.

    Tradycyjne zdjęcie na rocznicę odzyskania niepodległości - i jej ojców. W kolorze, obok siebie.

    Choć tak różne prezentowali wizje, choć byli sobie nawet nieprzyjaźni, to w ich sercach najważniejsza była Polska. Bohaterowie, mężowie stanu, wizjonerzy. Jedni z wielu - i o wszystkich trzeba pamiętać i każdego docenić.

    Panów nie trzeba przedstawiać, ale i tak to zrobię - Naczelnik Józef Piłsudski, Roman Dmowski i Ignacy Jan Paderewski.

    ''Choć nieraz mówię o durnej Polsce, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę.'' ~ Józef Piłsudski

    ''Jesteśmy różni, pochodzimy z różnych stron Polski, mamy różne zainteresowania, ale łączy nas jeden cel. Cel ten to Ojczyzna, dla której chcemy żyć i pracować.'' ~ Roman Dmowski

    ''Nie zginie Polska, nie zginie! Lecz żyć będzie po wieki wieków w potędze i chwale. Dla was, dla nas i dla całej ludzkości.'' ~ Ignacy Jan Paderewski.

    Wszystkiego Najlepszego z okazji Stulecia Niepodległości. Zwłaszcza Tobie, Polsko.

    Wywieśmy dzisiaj flagi i świętujmy, bo wspaniały to dzień.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Adolf Hitler z Benito Mussolinim podczas wizyty we Włoszech.
    Zdjęcie NIE MA NA CELU propagowania ideologii totalitarnych.

    Ponieważ jutro znowu będzie słychać o ''faszystach'', słusznie, bądź też nie, to wpis na ten temat.

    W dzisiejszym świecie słowo ''faszyzm'' jest stosowane zamiennie ze słowem ''nazizm'', a kiedy ktoś go użyje, to skojarzenia są jednoznaczne: obozy, komory gazowe, rasizm, antysemityzm. Dzięki dekadom propagandy i wpływów sowieckich pojęcia te stały się tożsame.

    Tymczasem Mussolini gardził ''teoriami'' rasowymi nazistów i uważał je za niedorzeczne. „My też mamy naszych Żydów. Jest ich wielu w partii faszystowskiej, są dobrymi faszystami i dobrymi Włochami”, mawiał. Dobrym Włochem mógł zostać każdy - prawosławny Grek, muzułmanin z Somalii, czy Żyd z Mediolanu. Dla faszyzmu nie była istotna narodowość, czy rasa, ale obywatelstwo i poczucie przynależności państwowej.

    Sam Duce dobitnie podsumował nazistowskie brednie:

    „Trzydzieści wieków historii pozwala nam patrzeć z wielką żałością na niektóre doktryny, które są wykładane za Alpami przez tych, których przodkowie nie znali pisma, w dniach, gdy Rzym słynął Cezarem, Wergiliuszem i Augustem.”

    Pod koniec lat 30. Włochy przyjęły tzw. ''Leggi Razziali'' (swoją drogą, wymuszone współpracą z Niemcami, do której niejako zmusiły Włochów Wlk. Brytania i Francja), które Żydów pozbawiały włoskiego obywatelstwa, ale były sformułowane tak nieprecyzyjnie i miały tyle klauzul wyłączających (np. nie dotyczyły one weteranów, członków Partii Faszystowskiej i ich rodzin), że większości Żydów we Włoszech zwyczajnie nie objęły. Wielu Żydów zajęło prominentne stanowiska w rządzie, np. minister Ettore Ovazza, który wydawał dla Żydów specjalne pismo - ''La Nostra Bandiera''.

    Co ciekawe, ''Leggi Razziali'' zostały przyjęte z dużym niezadowoleniem wśród włoskiego społeczeństwa - włoscy historycy podkreślają, że tak, jak większość Włochów była wówczas faszystami, tak antysemityzm był śladowym ruchem, występującym wśród jakiegoś skrajnego marginesu. Sam Mussolini niedługo później przyznał, że uchwalenie ustaw było wyłącznie ruchem politycznym, w dodatku błędnym. Z kolei Joachim von Ribbentrop skarżył się, że ''wojskowe kręgi włoskie nie znajdują właściwego zrozumienia dla kwestii żydowskiej''. 26 czerwca 1938 r. przywódcy społeczności żydowskiej wydali oświadczenie, że włoscy Żydzi pozostaną lojalni wobec Włoch i Mussoliniego niezależnie od tego, jak będą postrzegani.

    Podczas wojny włoscy żołnierze nie traktowali rzekomych ''untermenschów'' gorzej, niż kogokolwiek innego. Do czasu aż Niemcy nie przejęli władzy we Włoszech w 1943 r. ani jeden Żyd nie został wydany nazistom.

    Personalnie Duce Hitlerem przez długi czas zwyczajnie gardził, uważał go za krzykacza i barbarzyńcę, który wymordował swoich podwładnych. I to mimo uwielbienia Fuhrera dla włoskiego dyktatora.

    Największą zbrodnią Benito Mussoliniego było opowiedzenie się po stronie tego austriackiego kaprala i malarza pokojowego.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Republikański pilot, 1938 r.

    Dzisiaj będzie o czymś, czego rocznica minęła wczoraj (7.11 - Mleko). Osiemdziesiąta. Oczywiście nie słyszeliście o tym w mediach. Nikt tego nie podał, bo sprawcami tego wydarzenia byli przecież ci ''dobrzy''...

    Poranek 7 listopada 1938 roku w Cabrze w Andaluzji zapowiadał się całkowicie normalnie. Miasteczko o populacji liczącej 20 tysięcy mieszkańców nie miało powodu do niepokoju. Wprawdzie trwała wojna domowa, ale jej ostatnie płomienie dogasały daleko, daleko na południe, nad Ebro. Front był czymś odległym i wręcz abstrakcyjnym. Zresztą - o co tu było wojować? W miasteczku nie było żadnych instalacji wojskowych i nie miało żadnego znaczenia dla działań wojennych. Ludność szykowała się na targ, który miał odbyć się tego dnia - gdyż był to poniedziałek, dzień targowy.

    Jednak o 7:31 w gwar miasteczka wdarł się inny odgłos. Nieprzyjemny, metaliczny. Zdziwieni mieszkańcy podnieśli głowy i ujrzeli trzy samoloty. Być może część do nich pomachała, myśląc, że są to sojusznicze samoloty. Jednak były to trzy bombowce SB-2 z sił powietrznych konającej na południu Republiki Hiszpanii. Nad miastem otworzyły swoje komory bombowe i zrzuciły sześć ton bomb. Część trafiła w rynek, inne w dzielnicę robotniczą. Nalot skończył się tak szybko, jak się rozpoczął - artyleria przeciwlotnicza nie zdążyła nawet otworzyć ognia. Nadszedł czas podliczania strat.

    W nalocie zginęło 109 osób, ponad dwieście zostało rannych, zabudowa została silnie uszkodzona. Jednak świat zapomniał o ''nacjonalistycznej Guernice'' - w końcu nikt nie namalował obrazu na jej temat, nie napisał książki, żaden zagraniczny korespondent nie przyjechał tego dnia. Po fakcie piloci tłumaczyli się, że targowe namioty wzięli za włoskie czołgi i dlatego zrzucili bomby. W nalocie powtórzono schemat mitu z Guerniki - nalot odbył się w dzień targowy, w mieście nie było żadnych wojskowych instalacji i znajdowało się tak daleko od frontu, że nie miało dlań żadnego znaczenia.

    Kłamstwa wymyślone przez Republikę, aby zdobyć kolejny dowód na bestialstwo nacjonalistów, zostały przeniesione do życia przez tych, którzy tak się przeciw nim oburzali.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Benito Mussolini, okolice 1922 roku.

    Jest pewien epizod, dość dobrze znany w Polsce i związany z moim uniwersytetem, w którym Duce odegrał ważną rolę. Dzisiaj będzie długo, ale i temat jest ważny.

    ''Herr Doktor Müller, in dem Namen des Senats, ich muß stark protestiere!''

    79 lat temu, 6 listopada 1939 r. w sali 66 w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego zasiadło 183 największych uczonych przedwojennej Polski. Wspaniałych umysłów, światłych ludzi, naukowców niekiedy światowej sławy. Wśród nich znajdowali się byli rektorzy, prof. Stanisław Estreicher i prof. Fryderyk Zoll, obaj wybitni prawnicy, światowej sławy astronom, prof. Antoni Wilk i ówczesny rektor, znany slawista, prof. Tadeusz Lehr-Spławiński. Wszyscy oni przybyli wysłuchać wykładu doktora Brunona Müllera, podpułkownika SS i niemieckiego prawnika. Wykład miał dotyczyć funkcjonowania uniwersytetów na ziemiach okupowanych. Sam rektor zachęcał uczonych do stawienia się na wykładzie, profesorowie przygotowali nawet merytoryczne argumenty, spodziewając się naukowej debaty z niemieckim doktorem. Tak to postrzegano Niemców w tym czasie. Jako ludzi kultury i nauki, a nie barbarzyńców...

    Jednak po przybyciu na miejsce, dr Müller wygłosił krótkie oświadczenie, w którym oskarżył władze Uniwersytetu o działanie antyniemieckie i podstępne, oświadczając, że wszyscy zgromadzeni, poza trzema kobietami, zostaną aresztowani, a ci, którzy będą próbowali oponować, zostaną zastrzeleni.

    Mimo takiej groźby, profesor Lehr-Spławiński nie dał się zastraszyć i odważnie, biegłą niemczyzną, w imieniu Senatu UJ oficjalnie zaprotestował przeciwko takiemu postępowaniu. Dr Müller uśmiechnął się cynicznie i powiedział, że rektor zostanie aresztowany jako pierwszy. Zaraz potem do sali wpadło kilkudziesięciu esesmanów i policjantów, którzy przy akompaniamencie wrzasków i gróźb, kierowanych pod adresem polskich profesorów, zaczęli ich wyprowadzać z sali, popychając kolbami karabinów. Niektórzy, jak prof. Estreicher, zostali poturbowani. Przed wejściem do budynku czekały już samochody ciężarowe, na które zapakowano aresztowanych profesorów. Zawieziono ich do więzienia Montelupich, stamtąd do koszar na Mazowieckiej, aż wreszcie, w końcu listopada, wysłano ich, via Wrocław i Berlin, do kacetu Sachsenhausen.

    Barbarzyństwo ze strony narodu znanego z licznych filozofów, poetów i pisarzy, słynącego ze swej precyzji i myśli technicznej, którego naukowcy należeli do najlepszych na świecie, spotkało się z oburzeniem opinii publicznej. Protestowali naukowcy w Hiszpanii, USA, Rumunii, nawet niemieccy uczeni. Murem za uwięzionymi stanął papież Pius XII i oczywiście polscy naukowcy i duchowni.

    Ale największe oburzenie wyraził Benito Mussolini. Włoski dyktator, odznaczony 15 lat wcześniej Orderem Orła Białego i traktowany w Polsce jako jej przyjaciel, nie krył wzburzenia postępowaniem Niemców, nakazał podjąć natychmiastowe kroki hrabiemu Ciano. Rozkazał ambasadorowi włoskiemu w Berlinie interweniować, osobiście naciskał na ambasadorów Francji i Wlk. Brytanii w Rzymie, mimo, że to oni, jako sojusznicy, powinni jako pierwsi interweniować.

    ''I co pozostawiliby po sobie naziści w Polsce? Rzymianie budowali, cywilizowali, uczyli. Ci współcześni konkwistadorzy potrafią tylko niszczyć i dopuszczać się haniebnych postępków w rodzaju przetrzymywania tych profesorów w Oranienburgu. Jeden z nich ma osiemdziesiąt lat. To skandal.'', mówił wzburzony.

    Osobiście wysłał do tego austriackiego kaprala telegram, w którym wprost go ganił: ''Naród, który został w niegodny sposób zdradzony przez swoją klasę polityczną i dowodów wojskowych, a który jednak, jak sami przyznaliście w swoim przemówieniu w Gdańsku, bił się dzielnie, zasługuje na traktowanie należne pokonanym, nie zaś niewolnikom.''

    W końcu, medialna ofensywa odniosła skutek. Niemcy zgodzili się wypuścić profesorów, chociaż dla wielu z nich - starszych, schorowanych ludzi - było już za późno. Umierający w kacecie prof. Estreicher w ostatnich słowach żądał: ''Nie dajcie zmarnować naszej śmierci". Umarło ok. 20 z nich - z zimna, głodu i strasznych warunków, w tym wspomniany prof. Estreicher, prof. Wilk, czy prof. Meyer. Wielu nie doczekało końca wojny. Część z nich zaproszono do Włoch na specjalne życzenie Mussoliniego.

    Jednak znalazł się skromny wyraz wdzięczności do Il Mascellone - Wielkiej Szczęki. Duce otrzymał w prezencie piękne wydanie dzieł Wyspiańskiego z dedykacją:

    „103 profesorów Uniwersytetu Krakowskiego, uratowanych z teutońskiego męczeństwa dzięki Waszemu, Duce, wstawiennictwu, wyraża swoje oddanie i wdzięczność za ponowne ukazanie światu wartości i sławy włoskiej kultury”

    Myślę, że nie wymaga to żadnego komentarza.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Glupiii: ależ tak. Niemcy i ZSRR jako jedyne większe państwa, poza Wlk. Brytanią, nie otrzymały ani jednego oob.

      Tak na marginesie - Czech nie było, była Czechosłowacja i OOB dostał Masaryk, z Belgii - choćby Paul Hymans i Paul van Zeeland, z wymienionych krajów bałkańskich - dostał Paweł Karadziordziewić, z Albanii - Ahmed Zogu.

    •  

      @IIWSwKolorze1939-45 z tych wymienianych chodziło mi o współczesne :v. Z Rzeszą myślałem, że przy ociepleniu stosunków dali komuś a z sowietami obstawiałem komunistyczną propagandę PRL-u.
      Z Pepikami myślałem, że na złość im nie daliśmy bo cały czas się rzucaliśmy do siebie.

      Najwidoczniej myślenie nie należy do najmocniejszych cech.

    • więcej komentarzy (42)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    SdKfz 10/4 z 13. Dywizji Pancernej nad rzeką Terek, Kaukaz, jesień 1942 r. Wybaczcie tygodniowe milczenie, ale wiecie jak to jest - Wszystkich Świętych i dom. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Kontynuujemy temat Fall Blau (jeszcze kilka wpisów, potem idziemy w coś innego ( ͡° ͜ʖ ͡°)). Jak wspomniałem poprzednio, Niemcy zdołali posunąć się naprzód, jednak wiadome było, że ich ofensywa pomału traci impet. Sowieci, siłami 9. i 44. Armii okopali się wzdłuż brzegu rzeki Terek, na północ od Groznego. Luftwaffe nie mogła dostarczać zaopatrzenia tak daleko od własnych lotnisk, więc nastąpił impas. Impas, który doprowadził do ostrej kłótni między marszałkiem Listem, dowodzącym GA ''A'', a Gröfazem. Listowi zarzucono zbyt małe tempo natarcia, w efekcie czego Gröfaz zdjął go ze stanowiska 9 września i sam zaczął dowodzić. To był pierwszy sygnał, że będzie źle...

    Przez Morze Czarne Niemcy i Rumuni przerzucili 30 tys. ludzi, 13 tys. koni i 6 tys. pojazdów. Sowiecka flota, odpędzana przez Luftwaffe, nie zdołała im przeszkodzić. Dostarczone siły pozwoliły wreszcie zdobyć oblegany od miesiąca Noworosyjsk, wreszcie wyłamując ostatnią blokadę Niemców z Krymu na Kaukaz.Walki trwały cztery dni i były niezwykle zaciekłe. Jednak zdobycie portu nie zabezpieczyło komunikacji - pobliskie wzgórza i drogi nadbrzeżne pozostały w rękach sowieckiej 47. Armii. W dodatku Niemcom nie udało się przełamać obrony brzegowej od Noworosyjska do Tuapse i znów nastąpił impas. Co gorsza, rumuńska 3. Dywizja Górska została niemal całkowicie zniszczona podczas sowieckiego kontrataku 25 września.

    O ile nad brzegiem Morza Czarnego postępy były takie sobie, o tyle na wschodzie Niemcy szli naprzód. 1 września zdobyli Chułchutę, w połowie drogi między Elistą, a Astrachaniem - ostatecznym celem ofensywy. We wrześniu niemieckie patrole z 16. Dywizji Zmotoryzowanej dotarły do Kizlar, a niektóre podania twierdzą, że doszły do samego Morza Kaspijskiego. 2 listopada elitarni rumuńscy strzelcy górscy w wielkich czarnych beretach - vânători de munte - dowodzeni przez gen. Ioni Dumitrache, zdobyli Nalczyk, biorąc w dwudniowej bitwie 10 tysięcy jeńców. Jednak sukces ten był łabędzim śpiewem niemieckiej ofensywy - tę zatrzymała sowiecka obrona po dotarciu do Ałagiru 5 listopada 1942 r. - tam zatrzymała się 13. DPanc., niedaleko Władykaukazu. Niemieckie linie były już zbyt rozciągnięte (pomiędzy 1. APanc. na Kaukazie i 4. APanc. w Stalingradzie była tylko 16. DZmot.) i Gröfaz wydał w końcu pozwolenie 22 listopada, by zatrzymać ofensywę do czasu zwycięstwa w Stalingradzie. Do Groznego Niemcom zabrakło ledwie 89 kilometrów.

    Czyż nie było tak, jak niemal rok wcześniej, gdy patrole motocyklowe wjeżdżały na przedmieścia Moskwy...? Tak niewiele brakło, by zadusić brakiem życiodajnej ropy łobuzów spod czerwonej szmaty...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      Przy okazji, przepraszam za drobne literówki pokroju 'Sowiecie nie byliby zdolne'. Redagowanie zajęło mi trochę czasu i nie miałem już ochoty tego sprawdzać.

      +: Mleko_O
    •  

      @drect: bardzo dobre posty. szkoda, że temat jest skazany na zapomnienie ( ͡° ʖ̯ ͡°) piłeczka jest po mojej stronie, i bardzo chętnie wgryzę się w zagadnienie bombardowań o ile dałoby się kontynuować dyskusję na jakimś normalnym forum. aż się prosi - tezy z podanej książki są dziurawe jak sito. na szybko:

      - pominięto kwestie logistyczne: kilka setek bombowców (plus myśliwce eskorty) w Stawropolu musi mieć zapewnione zapasy paliwa, bomb, części zamiennych (!!!) - wszystkiego, czego potrzebują samoloty. niemiecka logistyka w tym rejonie jest naprężona do granic możliwości - komuś trzeba coś zabrać, żeby ktoś miał..

      - pominięto kwestie związane z kampaniami lotniczymi: naloty na przemysł / infrastrukturę muszą być powtarzane by uzyskać efekt. z doświadczeń alianckich wynika, że większość zniszczeń zostanie szybko naprawionych; te naprawdę kosztowne dla obrońców trafienia to zazwyczaj mniejsza część z całości uzyskanych trafień. pożary, dymy, gruzy - to wszystko utrudnia celowanie. czym innym jest zburzyć budynek i zamienić w ruinę, a czym innym jest bezpowrotnie znisczyć cenną maszynę czy instalację. Jednym nalotem raczej tego nie zrobisz.

      - i właśnie, celowanie. im bombowce są niżej, tym lepsza celność - i większe straty od obrony przeciwlotniczej. a pamiętajmy, że naloty trzeba powtarzać, obszar bombardowań też jest duży...

      - ostatnia rzecz: sowieckie przeciwdziałanie. jeden nalot będzie zaskoczeniem, ale później stawka będzie zbyt wielka, by WWS mogło przejść obok... I straty zaczną być dotkliwe. Z Tidall Wave nie wróciła 1/3 bombowców, kolejna 1/3 wrociła uszkodzona. Co z tego, że WWS w rejonie jest słabsze, co z tego, że sowiecki flak nie zatrzyma bombowców - w kolejnych falach nie będzie już miało co latać.

      w kwestii paliwowej będę streszczał się jeszcze mocniej. jest jedna rzecz, która ratuje Sowietów - i jest to amerykański przemysł. a konkretniej przemysł stoczniowy, który w 1943 produkuje do trzech Liberty dziennie. czy są problemy ku temu, by produkcję podkręcić dwu, a nawet trzykrotnie jeśli będzie trzeba? plus zwiększyć dostawy do ZSRR?

      przenieśmy dyskusję gdzieś indziej, to wskoczę do swoich materiałów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Czołg Tygrys z 501. batalionu czołgów ciężkich w Tunezji, 1943 rok. Zdjęcie jest tak dobre, że wykorzystam je niedługo znowu.

    Dzisiaj się trochę wyłamię ze schematu i napiszę o czymś innym.

    Być może niektórzy Fani znają - a niektórzy być może nawet grali - w taką grę, która nazywała się ''Red Orchestra: Ostfront 1941-45'', powstało do niej kilka dodatków, m.in. ten dotyczący frontu zachodniego. Gra ma już trochę lat, ale słynęła i nadal słynie ze swojego realizmu, tak w walce piechoty, jak w zmaganiach pancernych. Ja osobiście bardzo ją lubię (i polecam każdemu), wieczorami sobie lubię jakąś rundkę zapuścić.

    Tak się złożyło, że wczoraj grałem na dwóch mapach, jedna po drugiej - Prochorowka i Przełęcz Kasserine. Na obydwu miałem to szczęście jeździć Tigerem... i po raz pierwszy w życiu złapała mnie refleksja, skąd taka legenda tego czołgu. Pod ''Prochorowką'' naprzeciw siebie miałem w pewnym momencie dwa T-34/76 i trzy działa ZIS-3 kal. 76 mm. Wszystko łupało raz za razem w wieżę i pancerz czołowy... i pięknie rykoszetowało. Wyobraźcie sobie - przez kilkanaście-kilkadziesiąt sekund odgłosy trafień i zrykoszetowanych pocisków, gdy ja starałem się namierzać cele. I neutralizowałem je po kolei, jednym strzałem. Dopiero wezwana specjalnie artyleria zdołała wyeliminować mój czołg z walki.

    Identycznie było pod ''Kasserine'', gdzie sobie wesoło jeździłem po całej mapie, wybijając wszystko, co wlazło mi pod lufę. Dwa Shermany próbowały mnie oflankować, ale zanim stanęły i wymierzyły, to już zdążyłem je zdjąć. Jednym strzałem. Tak i tutaj ''Amerykanie'' musieli wezwać artylerię, żeby unicestwić czołg. Dwa razy, zanim mi go unieruchomili.

    W pierwszej bitwie zdjąłem pięć T-34 i trzy działa 76 mm, w drugiej - pięć Shermanów, dwa M10, jednego Stuarta i dwa działa 57 mm. Plus drobnica.

    Złapała mnie wtedy refleksja, jak wielkie musiało być przerażenie alianckich i radzieckich czołgistów i artylerzystów, którzy widzieli tego potwora, strzelali raz za razem i rozpaczliwie ładowali amunicję, która nic nie mogła mu zrobić od czoła. Radziecka amunicja ppanc. kal. 76 mm UBR-354 i BR-350A z dział ZIS-3 i dział czołgowych F34 T-34/76 nie była w stanie przebić pancerza Tigera - penetracja wynosiła ok. 67-76 mm. To samo przy amerykańskich armatach z wczesnych Shermanów, M3 kal. 75 mm miała nieco lepszą penetrację - 95-90 mm z dystansu 500-750 m, ale i to było za mało, bo pancerz był nieco pochylony i efektywność wzrastała do 180 mm. Każdy pocisk odbijał się jak piłka. Jeden pojazd z 503. batalionu czołgów ciężkich pod Rostowem w 1943 r. otrzymał ponad 250 trafień, z czego 11 z dział 76 mm i żaden pocisk nie przebił pancerza.

    Ja wiem, że Tiger ma swój mit. Że był zbyt skomplikowany. Zbyt kosztowny. Zbyt paliwożerny, powolny i awaryjny. Że nie był taki doskonały.

    Ale wczoraj dotarło do mnie skąd ten mit się wziął. Może to marne doświadczenie i to wszystko znałem z książki Otto Cariusa - ale czytać, a zobaczyć, choćby w grze, to co innego.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Niemieccy żołnierze u stóp Kaukazu, 1942 r.

    Poprzednio wspominałem, że rozpoczęcie walk o Stalingrad odciągnęło większość sił powietrznych z Kaukazu i pozbawiło GA ''A'' bez osłony, co wykorzystali Sowieci. Sowieckie ataki powietrzne, wraz z nasilającym się oporem zwolniły niemiecką ofensywę do 28 sierpnia 1942 r.

    Jednak Niemcy wciąż uparcie parli naprzód. 13 sierpnia zdobyli Elistę, zajęli też sporą część Noworosyjska. 25 sierpnia Niemcy zostali zatrzymani na północ od Groznego, zajęli też Mozdok. Po raz kolejny do akcji włączyli się Brandenburczycy. Tego dnia dziewięciu komandosów z jednostki wzięło udział w operacji ''Schamil'' i zrekrutowali 13 Czeczenów do pomocy. Na przełomie sierpnia i września zrzucono 57 spadochroniarzy, którzy zwerbowali ponad 100 Czeczenów. Celem Niemców było zajęcie Groznego i zabezpieczenie tamtejszej rafinerii. Dywersantom udało się to, jednak musieli się wycofać, gdyż niemiecka ofensywa stanęła.

    Należy tutaj wspomnieć kilkoma słowami o powstaniu w Czeczenii. Walka z bolszewią zaczęła się na długo zanim pojawili się tam Niemcy i skończyła się, gdy złamany krzyż konał już nad Renem i Odrą. Rebelia zaczęła się, gdy Hassan Israiłow i jego brat Hussein, ośmieleni wielkimi stratami ZSRR w Finlandii, zaczęli przygotowywać się do narodowego powstania przeciwko okupantom. W lutym 1940 roku zdołali zjednoczyć różne grupy partyzanckie pod swoim przywództwem, a nawet pokonać ekspedycje karne NKWD. Związek Radziecki nazywali ''Wielkim Imperium Niewolniczym'' i wygłaszali odezwy do ludności. Po inwazji Niemiec na ZSRR zebrali 5 tys. partyzantów w oddziałach zbrojnych i ponad 25 tys. sympatyków. W niektórych miejscach liczba powstańców wynosiła 80 % ludności. Sowieci, kompletnie bezradni wobec rebeliantów, zaczęli wysyłać przeciwko nim bombowce i stosować naloty dywanowe. Skutek był tylko jeden - śmierć wielu kobiet i dzieci. Oraz większa nienawiść do sowieckich okupantów. W 1942 r. liczba partyzantów osiągnęła 68 tys. i nawiązano łączność z Niemcami. Namawiano też do dezercji żołnierzy Armii Czerwonej - i często się to udawało.

    Wybiegając nieco naprzód, partyzanci nie ufali Niemcom i ostrzegali, że jeśli walka u boku Niemców oznacza zamianę jednego kata na drugiego, to narody Kaukazu nadal będą walczyć. Domagali się też uznania niepodległości państw kaukaskich. Mimo to, Czeczeni i inne narody walczyły u boku Niemców nawet wtedy, gdy ci już przegrywali. Utrudniali Sowietom natarcie zimą 1942-43, napadali na ich tyły, byleby odwlec widmo klęski i powrotu łobuzów spod czerwonej szmaty. Ci jednak wrócili i zemścili się okrutnie na niepokornym narodzie. Partyzanci bohatersko walczyli w 1943 r., ale musieli w końcu ulec. Pół miliona Czeczenów i Inguszy zesłano do Kazachstanu i na Syberię. Zniszczono ostatnie klasztory i meczety. Za ''zdradę władzy radzieckiej'' NKWD w latach 1944-48 wymordowało 144 tysiące ludzi wszystkich narodowości - 1/4 ludności Kaukazu. Całość ofiar liczy się na ok. 200 tysięcy zabitych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    +: Smutny_memiarz, Carryemik +103 innych
  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Radzieccy marynarze z Floty Oceanu Spokojnego wywieszają flagę w zdobytym Port Artur, 22 sierpnia 1945 r. Kiedy Sowieci zdobyli port, przyuważyli amerykańskie okręty podwodne, które podobno odpędzono ogniem w powietrze. Wśród ostatnich dymów II Wojny Światowej, zaczynała się nowa - Zimna Wojna. Dziś kończymy Mandżurię, więc będzie dłużej.

    Ostatnio opisałem, że Sowieci wysforowali się naprzód po ogłoszeniu kapitulacji Japonii. Jednak ostatni akord operacji kwantuńskiej rozegrał się nie w Mandżurii, a na wyspach Oceanu Spokojnego. Śladów hańby Rosji z wojny 1905 roku, kiedy flota małej i słabej Japonii pokonała butne mocarstwo cara. I pokonała je tak, że do dzisiaj Moskwa nie chce pamiętać o Cuszimie...

    Za udział w agresji na Japonię Roosevelt przyrzekł Stalinowi Kuryle i południowy Sachalin, będące we władaniu Imperium. Teraz przyszedł czas na ich zagrabienie. Najwcześniej walki zaczęły się na południowym Sachalinie, bo już 11 sierpnia 1945 r. Sowieci siłami 56. Korpusu Strzeleckiego ruszyli na południe. Mieli trzykrotną przewagę nad Japończykami - 100 tys. vs. 28 tys (z czego większość to rezerwiści). Do tego wspierało ich lotnictwo i flota, o czołgach nie wspominając. Specjalnie na tę okazję Amerykanie przeszkolili tysiące sowieckich marynarzy w ramach operacji ''Hula'' i dostarczyli im wiele okrętów (zwłaszcza desantowych, bo tych Sowieci w ogóle nie mieli), wydatnie wspierając Flotę Oceanu Spokojnego. Japończycy zaś mieli tylko 88. Dywizję, opartą o 60 pozycji umocnionych na tzw. linii Karafuto. Japończycy stawili jednak śmiały opór, cztery dni blokując marsz agresorów na linii Karafuto. Sowieci musieli wstrzymać natarcie i dopiero 15 sierpnia ''przełamano'' japońską linię obrony, gdy ponad 3 tys. Japończyków się poddało. Żeby przyspieszyć atak, Sowieci wylądowali w południowej części wyspy i zmiażdżyli odizolowane, słabe garnizony Port Otoro, Maoka i Otomari. Silne bombardowania morskie, które spowodowały śmierć 1000 cywilów i lądowania piechoty morskiej (łącznie 6 tys. ludzi z 365. batalionu morskiego i 113. brygady piechoty) spowodowały japońską kapitulację na Sachalinie 25 sierpnia. Zginęło ponad 1200 Sowietów i 700 Japończyków, 18 tys. dostało się do niewoli. Część Japończyków uciekła w góry, skąd jeszcze kilka lat prowadziło walkę partyzancką z okupantami - ostatnich wymieciono w 1948 r., po przymusowej deportacji mieszkańców na wyspy macierzyste.

    Dużo sprawniej poszło na Kurylach. Te bronione były przez japońską 91. i 89. DP oraz samodzielne 41. pułk i 129. brygadę. Sowieci do ataku rzucili 101. DS, wspartą batalionem piechoty morskiej i pułkiem haubic. Większość wysp zajęto bez walki - ale poza Shumshushimą. Silny garnizon z 91. DP stawił odważnie czoła lądującym 18 sierpnia. Sowieci bez żadnego doświadczenia w operacjach desantowych byli zaskoczeni japońskim oporem. Do ataku ruszyło 20 japońskich czołgów, desperacko próbując zepchnąć Sowietów do morza. Zniszczono 15 z nich - wówczas radzieccy żołnierze ruszyli do kontrataku, zatrzymanego silnym ogniem artylerii japońskiej. Co gorsza, japońska artyleria nadbrzeżna zaczęła ostrzeliwać sowieckie okręty desantowe, zatapiając pięć z nich. Dopiero po nawiązaniu łączności radiowej z okrętami wojennymi uciszono japońskie baterie. Walki trwały jeszcze całe pięć dni, a Sowieci musieli dosłownie wymiatać każdy punkt oporu. Wieczorem zdołano wyładować artylerię, co przyspieszyło zabezpieczanie wyspy. 23 sierpnia japoński garnizon poddał się. Sowieci stracili 1567 ludzi, Japończycy - 1018.

    Japończycy rozpaczliwie próbowali ewakuować cywilów z rejonu działań wojennych - niektórych się udało. Jednak wielu zostało, zwłaszcza alianckich jeńców (w tym Amerykanów) i uciekinierów z ZSRR (m.in. ''białych'' Rosjan, Polaków i Ukraińców). Ich los pozostaje nieznany - po zajęciu wysp Sowieci najpewniej wywieźli ich do GUŁagu...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    +: ShowTimeUszatek, Smutny_memiarz +56 innych
    •  
      S........o

      0

      @Jtekt: Uważam i nie jestem odosobniony w tej kwestii, że zrzucenie bomb uratowało wiele więcej istnień, niż zabrało. Japończycy pokazali jak bezwzględnie potrafią się bronić. Argument, że armia kwantuńska stawiała nikły opór Sowietom mnie nie przekonywuje, bo nastąpiło do po ataku jądrowym i nie działo się na rdzennie japońskiej ziemi. Co więcej chcę zauważyć, że Niemcy broniły się do końca, mimo że byli atakowani z dwóch stron przez wroga, nie skłoniło ich to do kapitulacji.

      Co więcej, idę krok dalej i uważam, że horror Hiroszimy i Nagasaki pokazujący skuteczność bomb, uchronił od ich zrzucenia w latach zimnej wojny (a były takie pomysły - w czasie wojny w Korei, MacArthur chciał by zrzucono je na miasta chińskie, ale administracja się nie zgodziła). W konsekwencji uważam, że największym strażnikiem pokoju na świecie jest właśnie broń masowej zagłady. Nigdy wcześniej w historii, świat nie był wolny od wielkich wojen przez tak długi czas, jak ten od chwili końca II wś.

      Abstrahuję nawet od faktu uzasadniającego zrzucenie bomb jądrowych na Hiroszimę i Nagasaki w postaci oszczędzania życia amerykańskich żołnierzy. To nie oni byli agresorami w tej wojnie, więc dlaczego mieliby poświęcać swoje życie dla ocalenia wrogów.
      pokaż całość

    •  

      Ehh, i jak zwykle powtarzanie bajek. :)

      1) Nie wiem, na jakiej podstawie można w ogóle sądzić, że Sowieci byliby w stanie dokonać inwazji na Japonię. Opisany przeze mnie przypadek Szumszu (jak obecnie nazywa się Shumshushima) dowodzi dobitnie tego, że RKKF nie miała bladego pojęcia o operacjach desantowych. Zresztą całą flotę desantową Floty Oceanu Spokojnego stanowiło 30 otrzymanych od Amerykanów okrętów - czym niby Sowieci mieliby przeprowadzać desant na wyspy macierzyste? Większość historyków jest zgodna, że nawet dramatycznie osłabiona flota Japonii bez trudu zmiotłaby w bezpośrednim boju RKKF w 1945 r.

      2) Operacja ''Downfall'' to mrzonka. Japonia próbowała się poddać, z czego raz oferowała rezygnację ze wszystkich wysp poza macierzystymi. Plan inwazji na Japonię został opracowany do wstępnego oszacowania strat - a wojskowi, zwłaszcza gen. Kenneth Nichols, szef projektu ''Manhattan'' - od samego początku naciskali na użycie bomby A. Bomba atomowa była projektem, w który wpompowano tyle pieniędzy, że nikt nie chciał ich zmarnowania. Nie bez znaczenia było to, że Truman objął stanowisko prezydenta USA z mocnym postanowieniem zakończenia wojny jeszcze w 1945 r. Społeczeństwo nie chciało dalszej wojny, zaczynał się problem gospodarczy (opisuje to m.in. James Bradley w swojej książce) i Amerykanów nie byłoby za bardzo stać na prowadzenie wojny w jakimś 1947-48 roku, zwłaszcza, że napięcia z Sowietami nasilały się od lata 1945 r. Amerykanie chcieli zakończyć wojnę zanim Sowieci zdobędą większy wpływ w Azji - taka walka z kukułczym jajem, pozostawionym przez FDR.

      Amerykanie mieli wiele możliwości zakończenia wojny bez zrzucania bomby atomowej, choćby blokada morska wysp, która zaangażowałaby ułamek sił USA. Problem w tym, że nikt nie chciał czekać, aż Japończycy powymierają z głodu.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Chyba było ciężko. Brytyjscy żołnierze z Durham Light Infantry w rozmowie z amerykańskim spadochroniarzem z 82. DPD, Sycylia, lipiec 1943 r. Trzy operacje będę prowadził równolegle.

    Mimo poważnych problemów i chaosu na plażach, Aliantom udało się zabezpieczyć przyczółki do wieczora 11 lipca. Niemcy i Włosi w takim przypadku mieli kontratakować w rejonie Syrakuz - bo tam spodziewano się desantu - do tego celu wyznaczono KG ''Schmalz'' i włoską 54. DP ''Napoli''. Niemcy jednak nie mogli się porozumieć z Włochami, więc płk Schmalz sam wyruszył do Syrakuz. Nie wiedział jednak, że Włosi sami ruszyli do ataku - 18 przestarzałych czołgów Renault R35 przełamało pozycje brytyjskiego pułku Wiltshire z 5. Dywizji i zostało powstrzymanych wyłącznie huraganowym ogniem artylerii okrętowej na przedmieściach Syrakuz.

    Przez całą noc 11-12 lipca włoski 246. batalion obrony wybrzeża zażarcie bronił Augusty i osłaniał wycofanie się Niemców do Catanii. Niemcy i Włosi generalnie stawiali na działania opóźniające, by wycofać się na lepsze pozycje w rejonie Piano Lupo, Palermo i Catanii.

    Na prawej flance brytyjskiej 5. DP działania opóźniające prowadziła KG ''Schmalz'' i Brytyjczykom dopiero 13 lipca udało się dotrzeć do Augusty - wtedy też wysadzono kolejny desant, okrążając włoską dywizję ''Napoli''. Durham Light Infantry ruszył naprzód i natknął się na pozycje dywizji ''Napoli''. Brytyjczykom udało pochwycić się dowódcę dywizji i jego sztab, a samą dywizję niszczono krok po kroku - utraciła ona 80 % swojej siły. Jeden batalion zdołał wyrwać się z okrążenia i przerwać brytyjskie linie, dołączając do dywizji ''Hermann Goering''. Nieco dalej, natarcie powiodło się także Kanadyjczykom i zabezpieczyli oni lotnisko Pachino na południu, mimo bardzo silnych kontrataków włoskiej 206. dywizji obrony wybrzeża - dość słabej i tylowej jednostki. Włochom udało się nawet czasowo rozciąć front, zanim zostali odrzuceni.

    U Amerykanów było podobnie - 10 lipca zdobyto port w Licata. Żeby przyspieszyć działania, Patton rozkazał zrzut będącego w rezerwie 504. pułku spadochronowego płk Tuckera, wzmocnionego batalionem artylerii i saperami. 144 samolotów C-47 ruszyło w nocy i... zostało znowu ostrzelanych przez własną artylerię przeciwlotniczą. Transport miał miejsce w tym samym czasie, co niemiecki nalot bombowy na przyczółki. 23 samoloty zostały zestrzelone a 37 uszkodzonych, utracono 318 żołnierzy. Zginął przy tym pierwszy amerykański generał w II WŚ - gen. Charles Keerans, zastępca dowódcy 82. DPD, lecący jako obserwator. Katastrofa 504. pułku doprowadziła do wstrzymania dalszych operacji spadochronowych nad Sycylią.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Wicehrabia Montgomery of Alamein, marszałek Bernard Law Montgomery (muszę przyznać, że szalenie podoba mi się ten tytuł, obecnie nosi go tylko jedna osoba - i tak zostanie. Jest nim syn marszałka Montgomery'ego).

    Dzisiaj miało być o czymś innym, ale złapała mnie refleksja, jak bardzo niesprawiedliwie oceniany jest brytyjski marszałek. Mówi się o nim jako o jednym z najgorszych dowódców II WŚ, w dodatku w Polsce optykę przesłania nam własna krzywda, którą miał naszym rodakom wyrządzić Monty.

    Montgomery był jednym z najbarwniejszych dowódców II WŚ. Suchy, ascetyczny, znany z ciętego języka i upartości, jednocześnie próżny (ale któż nie był...?). Był wojakiem z krwi i kości. Szalenie odważnym. Pisałem już kiedyś, że podczas I WŚ, mimo poważnej rany i przestrzelonego płuca oraz zakazu powrotu na front, uparcie wracał do swoich żołnierzy. Kochał armię tak bardzo, że gdy jego adiutant odpowiedział, że nie wiąże przyszłości z wojskiem, to marszałek zaczął się zwracać do niego ozięble. Jednak żołnierze go uwielbiali - w końcu to on zatrzymał pasmo niepowodzeń w Afryce Północnej. Znał słabości swoich ludzi i rozumiał siłę przeciwnika. Podczas II bitwy pod El-Alamein zwyczajnie roztrzaskał włosko-niemiecką obronę. W trzy miesiące odbił to, co Rommel zdobywał dwa lata. Podczas lądowania pod Salerno ocalił przed zniszczeniem amerykańską 5. Armię generała Clarka.

    Nie był na pewno najlepszym z dowódców. Być może plasował się nawet w okolicach przeciętnych. Miał swoje porażki i nieudane operacje, jak walki o Caen, to prawda. Jednak miał swoje sukcesy, jak choćby wspomniane Salerno, Tunezję, czy Ren. Nazywanie go ''najgorszym'', przy pominięciu różnych Percivalów, Lucasów, Clarków (o sowieckich psychopatach pokroju Woroszyłowa, Żukowa, czy Budionnego, którzy życiem swoich żołnierzy szastali na prawo i lewo nie wspominając) to jakieś nieporozumienie. Zwłaszcza, że Polacy też nie błyszczą jakoś na polu generalskim (w 1939 r. 3 z 9 dowódców armii WP zdezerterowało - jedyny taki przypadek w armiach alianckich).

    Nienawidzi się go za Market-Garden, jakby ''zapominając'', że cały szereg alianckich sztabowców plan ten przyjął z radością, w tym wszyscy Amerykanie, z Eisenhowerem na czele. Śmiała i bardzo ambitna operacja byłaby dzisiaj wieńcem laurowym na głowie brytyjskiego marszałka - gdyby się powiodła. Ostatni cykl na jej temat, jaki napisałem, pokazał jednak, że nie powiodła się nie tylko przez Monty'ego, ale przez szereg okoliczności i błędów różnych oficerów.

    Montgomery miał jeszcze jedną zaletę. Był zaciekłym antykomunistą. W 1945 roku kazał zbierać niemiecką broń i konserwować ją, mówiąc, że być może jeszcze się przyda. W swojej strefie okupacyjnej utrzymywał skoszarowane niemieckie oddziały - tak na wszelki wypadek - do 1946 r. Warto o tym pamiętać, skoro tak fetuje się generała Pattona w Polsce za jego ''mówiony'' antykomunizm.

    Historia nie jest czarno-biała - tak, jak i brytyjski marszałek.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Naprzód, przez Elbrus - ku Azji! Niemieccy strzelcy górscy u stóp najwyższej góry Kaukazu, Elbrusu. Wznawiamy serię o Fall Blau - pamiętacie jeszcze? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zdobycie Majkopu w sierpniu 1942 r. przez Brandenburczyków to niejedyny ciekawy występ podczas Fall Blau. Niemcy do walk na Kaukazie skierowali niewiele jednostek górskich, ale wśród nich znalazły się elitarne 1. i 4. DGór. z XXXXIX. Korpusu Górskiego. Celem Niemców było Suchumi - malownicze miasto nad Morzem Czarnym, de iure do dziś część Gruzji. Problemem było pasm górskie leżące na drodze do miasta. Jednak strzelcy górscy cieszyli się na ten atak. Żołnierze obu dywizji rekrutowali się bowiem spośród mieszkańców Tyrolu i Bawarii. Do tej pory maszerowali w skrajnym upale, brakowało wody i paliwa, a przede wszystkim - jakieś tam chodzenie na nizinach dobre jest dla słabeuszy. Wspinanie się na granitowe skały jest dla mężczyzn. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    W połowie sierpnia 1942 r. 1. DGór. ruszyła do natarcia, mając na skrzydłach osłonę 4. DGór. i rumuńskiej 2. DGór. Celem była Przełęcz Kluchorska, pozwalająca na dalszy marsz na południe. Niemcy mieli jeszcze jeden atut w ręku - miejscowi górale, szczerze nienawidzący sowieckich okupantów, którzy gnębili ich i mordowali przez ostatnie 20 lat, z wielką ochotą pomagali Niemcom i pokazywali drogę. 17 sierpnia 2. batalion 98. pułku mjr. von Hirschfelda obszedł sowieckie pozycje i zajął Przełęcz. Niemcy kontynuowali natarcie, ale powstrzymano ich w dolinie Kłydsz. W dodatku na lewej flance wojsk niemiecko-rumuńskich powstała luka. Wysłano tam więc specjalną kompanię wysokogórską, która miała zabezpieczyć dolinę Baksanu, a przy okazji - wejść na Elbrus.

    Kompania kpt. Grotha szła początkowo zalesionymi zboczami, by wspiąć się na gołe, smagane zimnym wiatrem kamienne stoki na wysokości 3 km. Niemcy dotarli do zamku Krugozor, dawnej posiadłości myśliwskiej carów. Kilka dni wcześniej Niemcy męczyli się od żaru - teraz pod ich podkutymi, solidnymi butami skrzypiał śnieg i lód. Na wysokości 4 km napotkano w schronisku ostatnie radzieckie pozycje. Kapitan Groth nieopatrznie zbliżył się do pozycji, jednak zachował zimną krew, wyminął zdziwionego wartownika i oświadczył Sowietom, że są otoczeni i najlepiej jakby się poddali. Sowieci poddać się nie chcieli, ale wycofali się bez walki, a kilku z nich dołączyło do Niemców. Schronisko bardzo przydało się Niemcom, bo nagle rozszalała się dwudniowa burza śnieżna.

    21 sierpnia w nocy Niemcy ruszyli. Mimo padającego śniegu, udało im się do godz. 11 dotrzeć do tego, co uznano za szczyt Elbrusa. Wiatr rozwiał na moment chmury i oczom Niemców ukazał się widok rozpościełający się na cały Kaukaz u ich nóg. Na górze zatknięto sztandar ze swastyką i proporce obu dywizji górskich. Później okazało się, że Niemcy zajęli wierzchołek położony o 38 m niżej, niż szczyt góry. Jednak nawet z taką pomyłką zdobycie liczącej 5642 m n.p.m. góry w warunkach wojennych było dużym wyczynem. Niemcy z dumą pokazywali zdjęcia, a Sowieci byli wściekli...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Miałem mniejszą władzę, niż wartownicy przechadzający się pod murami mojego pałacu''...

    Radzieccy żołnierze na tronie ostatniego monarchy Chin i władcy marionetkowego państwa Mandżukuo - cesarza Puyi w Xinjing, sierpień 1945 roku.

    18 sierpnia 1945 roku zdobyty został Charbin przez radzieckich spadochroniarzy. Walk prawie nie było, Japończycy się wycofali, zresztą trzy dni wcześniej cesarz Hirohito ogłosił kapitulację Japonii. Sowieci parli naprzód, zajmując kolejne miasta, dotarli bez trudu aż do rzeki Yalu na granicy Chin i Korei. Armia Kwantuńska poddawała się masowo - nic dziwnego, skoro spory odsetek jej żołnierzy był pochodzenia chińskiego i koreańskiego, więc nie mieli powodów, by walczyć za Japonię. Do niewoli poszło aż 594 tysiące jeńców - olbrzymia, jak na japońskie standardy, liczba. Będzie jeszcze jeden wpis o Mandżurii - z jej ostatnim akordem.

    W samym Charbinie nie działo się nic wielkiego... gdy zauważono nagle biały samolot. Był to japoński bombowiec, ale nie należał do japońskich sił zbrojnych. Para sowieckich myśliwców zmusiła samolot do lądowania.

    Gdy wylądował, wyszło z niego kilku ludzi w garniturach i mundurach wojskowych. Wśród nich - niewysoki człowieczek w okularach i cylindrze. Był to ostatni cesarz Imperium Chin i władca Mandżukuo, Puyi. Sowieci nie mogli uwierzyć, że pojmali taką figurę. Cesarza zamierzano przetransportować do ZSRR.

    Został uwięziony na Syberii, zaś w 1950 roku przekazano go chińskim komunistom, którzy znowu wtrącili go do więzienia dla zbrodniarzy wojennych na dziewięć lat. Jego jedyną zbrodnią było to, że urodził się jako ostatni cesarz Chin. Wypuszczono go w 1959 roku na mocy ''amnestii'', po czym zatrudniono w Zakazanym Mieście jako ogrodnika. Jego przymusowa żona, pielęgniarka Li Shuxian, wielokrotnie groziła mu rozwodem i znęcała się nad nim. Jej zapędy powstrzymywał komunistyczny premier Zhou Enlai, z inicjatywy którego zawarto to ''małżeństwo''. Wycieńczony, chorowity były cesarz po ''resocjalizacji'' zmarł w 1967 roku, będąc kolejną ofiarą bardzo tragicznego dla Chin okresu.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Szczęśliwi, że przeżyli i wrócili. Niedobitki brytyjskiej 1. Dywizji Powietrzno-Desantowej w Nijmegen, wrzesień 1944 r. Dzisiaj kończymy nareszcie cykl poświęcony Market-Garden, więc będzie trochę dłużej, niż zwykle.

    Jak ostatnio wspominałem, sytuacja w Oosterbeek była coraz cięższa. Niemcy zdołali dostarczyć 60 czołgów Tiger, które metodycznie zaczęły wytłukiwać Brytyjczyków. Ranny został brygadier Hackett, co osłabiło obronę na wschodzie przyczółka. Bitwę można jeszcze było wygrać - zabrakło jednak jednego. Chęci wśród wyższych dowódców. 24 września polskie pozycje w Driel odwiedził gen. Horrocks, dowódca XXX. Korpusu. Doszło wtedy do bardzo nieprzyjemnej rozmowy między generałami Sosabowskim, Browningiem (dowódcą 1. APD) i Thomasem (dowódcą 43. Dywizji Wessex). Spotkanie wyglądało bardziej ''jak sąd wojskowy''. Brytyjczycy naciskali na przerzucenie sił polskich na drugi brzeg Renu, jednak Sosabowski przytomnie im uświadomił, że to przy obecnych środkach nic nie da i siły zostaną zniszczone. Polaków nie wysłano, wysłano za to brytyjski batalion - i okazało się, że polski generał miał rację...

    Spotkanie to stało się później podstawą do obarczenia Sosabowskiego w raportach przez Horrocksa i Browninga winą za niepowodzenie operacji. Marszałek Montgomery, ufny w zdanie swoich - wypróbowanych i zdolnych przecież - oficerów, uwierzył im i ukarał polskiego generała. Być może, gdyby marszałek porozmawiał z Sosabowskim, sytuacja byłaby zgoła odmienna...

    Generał Browning wiedział już, że grunt mu się obsuwa pod nogami. Każdy dzień operacji zwiększał liczbę strat. A on zostanie za nie obarczony. Przestraszony wizją konsekwencji generał przekonał marszałka Montgomery'ego, by zakończyć operację. Popierał go gen. Dempsey, dowódca brytyjskiej 2. Armii. W związku z tym podjęto decyzję o ewakuacji, której nadano dość przykry kryptonim ''Berlin''. Cały wieczór i noc 25 na 26 września ewakuowano pozostałych przy życiu. Rannych amfibiami, resztę łodziami i pontonami. Zdrowi często przepływali wpław. Ewakuację ukrywał też silny deszcz, który spadł wieczorem. Były sytuacje zabawne. Pewien żołnierz w którymś momencie wyszedł ciężko z wody na brzeg i wysapał:

    - Uff! Udało się, przedostałem się!
    Na co odpowiedzieli mu inni spadochroniarze:
    - Ty idioto, jesteś ciągle po tej samej stronie!

    Jednak ogólne nastroje były raczej niewesołe. Ewakuacja trwała całą noc. Ewakuowano 2163 żołnierzy 1. DPD, 160 Polakow, 75 piechurów. Wśród ewakuowanych był też gen. Urquhart. Na drugim brzegu pozostawiono 300 ludzi jako straż tylną, albo zbyt ciężko rannych, by ich ewakuować. W toku ewakuacji zginęło 95 żołnierzy.

    Operacja Market-Garden zakończyła się. Amerykanie stracili 3974 żołnierzy, Holendrzy - 500, a Brytyjczycy - 13 226. Niemieckie straty są rozbieżne, podaje się najczęściej liczbę 6-8 tys. Brytyjska 1. DPD praktycznie przestała istnieć - do niewoli trafiło 3 z 4 jej brygadierów, polegli, bądź zostali ranni niemal wszyscy dowódcy batalionów. Niemcy zaś po operacji zaczęli się mścić na Holendrach - okres 1944-45 jest znany tam jako ''Hongerwinter'' - ''głodowa zima''. W wyniku samego głodu i zimna w zniszczonym kraju zmarło 22 tys. osób. Sama operacja, bardzo ambitna i śmiała, zaaprobowana przez wszystkich bez słowa sprzeciwu - nie przyniosła nic. Gdyby nie błędy poszczególnych dowódców - zwłaszcza Urquharta, Hicksa i Gavina - oraz RAF, być może udałoby się zwyciężyć i - jak obiecywał marszałek Montgomery - zakończyć wojnę przed Bożym Narodzeniem...

    Na zakończenie dodam od siebie, że bardzo smutne wrażenie wywarł na mnie widok cmentarza wojennego w Oosterbeek w 70. rocznicę Market-Garden. Rzędy białych, marmurowych nagrobków młodych, bohaterskich ludzi, którzy oddali najwyższą wartość, jaką było i jest życie. Za ich poświęcenie nie można było dać wiele więcej, niż ten biały marmurowy nagrobek, kawałek holenderskiej ziemi, gdzie spoczęli. I pamięć pokoleń wdzięcznych Holendrów, traktujących Brytyjczyków, Amerykanów, Kanadyjczyków i Polaków jak bohaterów. Jak rycerzy, którzy przybyli aby ich uratować i wyzwolić. W muzeum Hartenstein na podsumowanie zwiedzania pada piękny cytat:

    ''Gdyż o wolność walczy się razem, by razem się nią cieszyć''.

    Myślę, że nie wymaga to żadnego komentarza.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Żołnierze sekcji S-2 (wywiadu) sztabu 506. pułku 101. Dywizji Powietrzno-Desantowej rozmawiają z holenderskimi członkami ruchu oporu, Eindhoven, wrzesień 1944 r. Dzisiaj jest przedostatni post o Market-Garden, jutro podsumowanie i wracamy na Kaukaz i do Mandżurii. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Trochę robimy to nie po kolei, ale nie szkodzi, trzeba wspomnieć i o tym. Jednym z najważniejszych celów 101. DPD w M-G było zdobycie mostu na Kanale Wilhelminy w Son. Jak wiemy, most ten Niemcy wysadzili w ostatniej chwili, gdy oddziały 506. pułku już wchodziły do Son. W związku z tym, generał Taylor, dowódca dywizji, na wszelki wypadek wysłał swoje oddziały do położonego bardziej na zachód Best.

    Most uważano za drugorzędny, dlatego skierowano tam tylko kompanię ''H'' 502. pułku. Taylor nie wiedział, że w rejonie Best znajdują się jednostki ewakuowanej 15. Armii gen. von Zangena, a 10 mil dalej znajduje się sztab generała Studenta, dowódcy 1. Armii Spadochronowej. Gdy Amerykanie dopiero szli do mostu, w Best znajdowało się już około tysiąca niemieckich żołnierzy.

    Kompania kapitana Jonesa dotarła tam od wieczór 17 września. Spadochroniarze znajdowali się już o krok od mostu, gdy spadły na nich ciosy Niemców. Zacięte walki trwały całą noc, na pomoc wysłano kompanię ''G''. W końcu walki zaangażowały cały 3. batalion. Niemcy też dosyłali swoje posiłki - znalazły się tam elementy 59. i 245. DP oraz dwa bataliony policyjne SS. Zażarte walki trwały dwa dni. Niemcy byli silnie wsparci artylerią, zarówno lekką przeciwlotniczą, jak i działami przeciwpancernymi. Amerykanie w końcu dostali wsparcie lotnicze, ale w Best trwał impas. Pluton porucznika Edwarda Wierzbowskiego dotarł do mostu, ale nie mógł posunąć się dalej. W walce poległ podpułkownik Robert Cole, bardzo lubiany dowódca 3. batalionu, barwny i zgryżliwy kawaler Medalu Honoru odznaczony za wielkie męstwo wykazane w Normandii. Zginął, zabity przez snajpera, gdy układał panele identyfikacyjne dla swoich samolotów. Co ciekawe, tego samego dnia poległ dowódca niemieckiej obrony w Best, podpułkownik Rink.

    Niemcy w końcu wysadzili most w powietrze. Przeprawa została uniemożliwiona w Best. Opór niemiecki zaś trwał aż do popołudnia 19 września, gdy do ataku włączyły się oddziały XXX. Korpusu gen. Horrocksa ze wsparciem pancernym. Pojawienie się czołgów złamało niemiecką obronę i w efekcie setki niemieckich żołnierzy poddało się. Jednak opóźnienie w Market-Garden było już znaczne...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Brytyjscy jeńcy z 1. DPD eskortowani przez Niemców z 208. brygady dział szturmowych, Gelderland, 20 września 1944 r.

    ''Przerwijcie ogień. Na godzinę, na dwie. By ewakuować rannych. Potem znów będziecie mogli nas zabijać.''

    Hexenkessel był coraz bardziej wyczerpany. Przede wszystkim, w Oosterbeek ponad 2 tysiące ludzi było rannych w dziewięciu szpitalach polowych, tym brygadierzy Lathbury i Hackett. Jak wspomniałem poprzednio, lekarze dwoili się i troili, by ulżyć rannym - zarówno Brytyjczykom, jak i Niemcom i Holendrom. Brakowało już opatrunków, więc darto prześcieradła. Nie było nawet wody - czerpano ją nawet z kaloryferów. Przyczółek był tak mały, że Niemcy - nawet nie chcąc - ostrzeliwali też przypadkowo punkty opatrunkowe. W jednym wypadku niemiecki czołg ostrzelał dom ze szpitalem polowym. Jeden ze wściekłych sanitariuszy zabrał flagę Czerwonego Krzyża, pognał przez ulicę i dobitnie to wyjaśnił Niemcom. Pięściami.

    Sytuacja była tak zła, że pułkownik Graeme Warrack, lekarz 1. DPD uznał, że nie ma innej opcji, tylko ewakuacja przynajmniej części rannych. Należało się porozumieć z Niemcami. Dziwnym zbiegiem okoliczności do tego samego wniosku doszedł lekarz 9. DPanc. SS, kapitan Egon Skalka. Odwiedził on brytyjskie pozycje, chcąc zaproponować to samo. Natknął się na płk Warracka, który zgodził się pojechać do sztabu niemieckiego ustalić kwestię ewakuacji. Dziwne było to spotkanie. Elegancki, ogolony Skalka w czystym mundurze stał naprzeciw brudnego, zarośniętego i potwornie zmęczonego Warracka. Pułkownik zabrał ze sobą jako tłumacza komandora Arnoldusa Woltersa, który pierwotnie miał być gubernatorem Arnhem po zdobyciu. Wolters, jako Holender, w obawie przed represjami występował jako ''Johnson''. Jechali zdobycznym jeepem, prowadzonym przez Skalkę przez płonące, pokryte pyłem, gruzami i spowite dymem Arnhem, gdzie leżały dziesiątki ciał...

    W kwaterze pułkownika Harzera Brytyjczyków poczęstowano koniakiem i kanapkami, gdy dowódca ''Hohenstaufen'' wzywał generała Bittricha. Dowódca II. KPanc. SS gdy wszedł spojrzał przeciągle na Brytyjczyków powiedział tylko: ''Żałuję, że nasze kraje prowadzą ze sobą wojnę''. Od razu zgodził się na ewakuację, a na odchodne wręczył Warrackowi butelkę koniaku.

    O 3 po południu 24 września nad Arnhem zaległa nienaturalna cisza. Żołnierzy obu stron przestrzeżono przed strzelaniem. Jedynie Polacy nie chcieli się podporządkować. „Mieli wiele starych porachunków do wyrównania i nie widzieli żadnej racji, by nie strzelać”, wspominał gen. Urquhart. Ewakuowano ponad 450 rannych. „Nigdy nie widziałem takich warunków jak w Oosterbeek. Nie było tu nic poza śmiercią i ruinami”, wspominał kapitan Skalka.

    Gdy ewakuacja zakończyła się, Warrack podziękował lekarzowi SS. Tak to, gdy wydawałoby się, że wojna nie ma już w sobie żadnych zasad, rycerskie postępowanie okazali ci, po których najmniej tego się spodziewano. Kapitan Skalka zmarł w 2005 roku. Do dzisiaj istnieje w Austrii klinika nosząca jego imię.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Jan_K: Dzięki! O ten wpis chodziło. Wołam @WujaTHC

    •  

      „Polscy spadochroniarze odegrali w Holandii dużo większą rolę, niż przewidywał to plan i niż wskazywała to ich liczba. (…) Działali zaskakująco sprawnie, skutecznie wspierając wykrwawionych Brytyjczyków i ratując ich resztki przed zniszczeniem. Lądowanie 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej bez wątpienia uratowało 1 Dywizję Powietrznodesantową przed zupełnym zniszczeniem, zmniejszając rozmiar klęski” – pisał o żołnierzach Sosabowskiego Wojciech Markert w publikacji „1 Samodzielna Brygada Spadochronowa w bitwie pod Arnhem” wydanej przez Departament Wychowania i Promocji Obronności MON.

      25 września alianckie dowództwo wydało rozkaz wycofania się spod Arnhem, do którego nie doszły na czas jednostki pancerne brytyjskiego XXX Korpusu.

      Straty aliantów podczas operacji „Market-Garden” były niezmiernie wysokie, większe od tych, które ponieśli podczas D-Day. Ponad 14 tys. żołnierzy zostało zabitych, rannych lub dostało się do niewoli. Straty polskiej 1 SBS wyniosły 418 żołnierzy, czyli 23 proc. stanu.

      Po bitwie pod Arnhem marszałek Montgomery rzucił haniebne oskarżenie, że Polacy bili się źle, więc nie chce mieć ich dłużej pod swoim dowództwem. Generał Browning zarzucił Sosabowskiemu niechęć do współpracy podczas walk i stawianie nadmiernych wymagań.

      Brytyjczykom chodziło nie tyle o zrzucenie na polskiego generała choć części winy za niepowodzenie operacji, ile o to, by pozbyć się dowódcy, który miał swoje zdanie. Nie jest to cecha zwykle dobrze widziana u podwładnych w wojsku. Sosabowski odmówił wysłania w lipcu 1944 roku swojej brygady do walki, gdyż nie była jeszcze dostatecznie wyszkolona. Wskazywał na błędy w planowaniu operacji „Comet”, a także w dowodzeniu podczas operacji „Market-Garden”, dawał wyraz zdumieniu brakiem środków przeprawowych. Tego wszystkiego Brytyjczycy nie mogli znieść.

      Pod ich naciskiem na początku grudnia 1944 roku generał Stanisław Sosabowski został pozbawiony dowództwa brygady, której walki były jednym z jaśniejszych momentów operacji „Market-Garden”.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj krótko, bo jestem chory i nie mam siły czegoś pisać.

    „Jeśli nie doznaliśmy klęski już w roku 1939, należy to przypisać jedynie faktowi, że podczas kampanii polskiej ok. 110 dywizji francuskich i brytyjskich pozostało kompletnie biernych wobec 23 dywizji niemieckich” - generał Alfred Jodl w Norymberdze, październik 1945 roku.

    Poniżej mapka z rozmieszczeniem sił francuskich, 24 września 1939 roku. Każdy sam sobie może policzyć. Wychodzi te rzekome ''110 dywizji''? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      Infantry Division: 91 (30 regular, 13 fortress, 12 North African and 9 colonial)

      @plk_bbl: Nie widzisz tutaj pewnej logicznej sprzeczności? Mowa jest o 91 dywizjach, a wychodzi 64.

      Francja miała może i 110 dywizji ale były to dywizje niezmobilizowane i nie w pełni stanu. Czasami nawet same sztaby. Ich postawienie na nogi musiało potrwać. Możemy Francuzom zarzucić głównie to, że do tej mobilizacji nie przystąpili wcześniej. Już pomiajając to, że jednostki z Linii Maginota miały tam siedzieć cały czas i się nie ruszać.

      Tu masz fajnie opisane. http://portal.strategie.net.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=308:armia-francuska-1938-1940&catid=21:artykuly-historyczne&Itemid=109

      Wojska aktywne, pozostające na terenie metropolitalnej Francji, posiadały więc, obok 22 dowództw korpusów i ich 5 odpowiedników dla wojsk fortecznych, następujące większe jednostki: 25 sektorów obronnych lub fortecznych (20 na granicy z Belgią, Luksemburgiem i Niemcami, 1 ze Szwajcarią i 4 z Włochami), 29 dywizji (w tym 7 zmotoryzowanych, 10 piechoty, 3 górskie, 4 kolonialne, 4 północnoafrykańskie i 1 marokańska), 2 dywizje zmechanizowane, 3 dywizje, 8 brygad i grup kawalerii, 4 brygady i 14 pułków czołgów, 2 brygady piechoty kolonialnej.

      Stan na 9 września:
      1 Armia: 2, 51 DI, 1, 5 DIM, 1 DIC, 1 DINA, w ciągu września nadeszła jeszcze 53 DI.
      Grupa Armijna „Ardeny”: 3 DIM, 1 DLC, 4, 12 DI. W ciągu tego miesiąca wzmocniono ją o 6, 7, 52 DI.
      2 Armia: 3 DINA, 5 DIC, 10 DI, 3DLC. Do końca września do armii dotarły jeszcze 20 i 55 DI.
      3 Armia: 9, 25 DIM, 2 DINA, 42 DI, 146 p. fort. Ponieważ armia ta miała rozpocząć działania zaczepne w kierunku Linii Zygfryda, postanowiono ją poważnie wzmocnić poprzez dodanie 5 DINA, 5 DIC, 26, 32, 36, 58 DI oraz 12 DI z 3 Armii i 5 DIM z 1 Armii.
      4 Armia: 4 DINA, 11 DI. W drugiej połowie września dotarły jeszcze 6 DIC, 18, 21, 23, 45 DI. Ponadto z 2 Armii ściągnięto 10 DI, a z 3 Armii 9 DIM.
      5 Armia: 43 DI, 4 DIC. We wrześniu została wzmocniona jeszcze przez 15 DIM, 3 DIC, 16, 35, 70 DI.
      8 Armia: 2 DLC, 13, 14 DI, 1, 10, 28, 42, 171 p. fort, do połowy września przybyła jeszcze 47 DI.
      6 Armia: 27, 28 DA, 1 DM, 2 DIC, 30, 64, 65 DI, 5 DINA, 2 BSpah. Nieco potem podeszły jeszcze 31, 66 DI.
      Pozostałe oddziały były w trakcie mobilizacji lub zmobilizowane czekały na transport do wyznaczonych rejonów koncentracji.
      pokaż całość

    •  

      @pan_kleks8: Nie widzę sprzeczności, bo czytam nawias jako "w tym" i skoro 30 regularnych to reszta jest zorganizowana ale nie zmobilizowana. Biorąc pod uwagę 30 dywizji regularnych co już jest >23 niemieckie i można je rzucić prawie od razu, jednocześnie mobilizując pozostałe i nie ruszając jednostek z fortec, to wygląda na całkiem spore możliwości przyjścia na pomoc sojusznikowi.

      Z Twojego spisu wynika prawie 70 dywizji gotowych do użycia na 9 września + nieznana ilość "zmobilizowane czekały na transport...".

      Ja nie bronię tezy o 110 dywizjach i zdmuchnięciu zachodniej flanki niemieckiej, ale przewaga w ilości wojska na tym froncie była po stronie aliantów i Jodl nie mylił się co do jednego, gdyby Francuzi poszli w bój to wojna skończyłaby się bardzo szybko. Według mnie tak ok. 1 listopada.

      Zajęcie Saary, parcie przez Nadrenię postępująca mobilizacja 5 mln rezerwistów, 10 dywizji BEF na północy i mobilizacja w UK, tak powinien wyglądać 2 tydz. września '39. W tym czasie Josif wiedziałby, że trzeba poczekać aż Niemcy wykrwawią się w wojnie na dwa fronty... Czy spotkałby nas lepszy czy gorszy koniec... któż wie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Brytyjski spadochroniarz w ruinach słynnego Hotelu Hartenstein, 23 września 1944 r. Hotel, pierwotnie zajęty wraz z pobliskim ''Tafelberg'' jako kwatera Grupy Armii ''B'' marszałka Modela od 17 września 1944 r. był kwaterą główną 1. DPD i gen. Urquharta. Co ciekawe, pierwszą osobą po opuszczeniu Niemców, która odwiedziła ten budynek, był jego właściciel, oburzony stanem pomieszczeń. Był wściekły na Niemców, ale niedługo później przyłapał kilku brytyjskich spadochroniarzy widocznie rozbawionych. Być może miało w tym udział blisko dziesięć pustych butelek po sherry, ''zarekwirowanych'' z piwnicy hotelu. Właściciel widząc to nieomal dostał palpitacji. :v Budynek stoi po dzisiaj i mieści się w nim świetne muzeum.

    Sytuacja w Oosterbeek była raczej już niewesoła. Miejsce to zyskało miano Hexenkessel - kotła czarownic. Przybywało w zastraszającym tempie rannych - w hotelu ''Tafelberg'' brytyjscy lekarze w pocie czoła operowali w blasku świec na... stołach bilardowych. Nie było nawet wody, by się choć trochę przemyć. Kapelan Pare niósł pociechę i śpiewał wraz z okaleczonymi spadochroniarzami. Wśród huku dział, serii broni maszynowej, eksplozji granatów i klekotu gąsienic niosły się psalmy. Przypomina mi się w tym momencie cichy, spokojny i jakże piękny cmentarz w Oosterbeek, pełen białych, marmurowych nagrobków młodych ludzi poległych tam w 1944 roku. 17-, 19-, 22-latków... być może oni też wtedy śpiewali...

    Nad miasteczkiem unosiły się kłęby gryzącego w oczy dymu płonących domów, a wszystko przykrywała gruba warstwa popiołu. W powietrzu amerykańskie i brytyjskie myśliwce atakowały Niemców i toczyły pojedynki z samolotami Luftwaffe. Próbowano zaopatrywać okrążonych spadochroniarzy, ale ich pozycje były tak niewielkie już, że wiele ton zaopatrzenia trafiało w ręce Niemców.

    Nadzieja, jej jedyny promyk był bardzo niedaleko. Po drugiej stronie Renu była już 43. Dywizja Piechoty Wessex. W nocy z 22 na 23 września Polacy mieli się przeprawić przez Ren i udzielić wsparcia. Jednak - nic z tego nie wyszło. Polacy otrzymali pierwotnie... zaledwie cztery dinghy - gumowe łodzie. Dwie dwuosobowe i dwie jednoosobowe zamocowane do lin. Na raz mogły przeprawić raptem sześciu ludzi. Zmudna próba przeprawy zaczęła się o 2 w nocy, gdy nagle rozbłysł gdzieś wystrzał i nocne niebo zajaśniało. Wszystkie łódki zostały zatopione. Później dostarczono jeszcze 16 składanych łodzi - tych samych, w których 504. pułk forsował Waal 20 września. Brakowało innych środków przeprawowych - zaledwie dwie amfibie krążyły w te i z powrotem przez Ren, dostarczając zaopatrzenie. Odważna próba przebicia się Polaków została upamiętniona w filmie ''O jeden most za daleko'' - pod huraganowym ogniem niemieckiej artylerii i karabinów maszynowych zdołano przeprawić zaledwie 153 żołnierzy brygady generała Sosabowskiego. Tej samej brygady, którą tworzono z myślą o wsparciu umierającego właśnie Powstania w Warszawie - a której nie było dane go wesprzeć...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Szumi, hej, szumi las,
    gdzieżeś rzuciła nas?
    Dolo, dolo nasza,
    hej, dolo tułacza,
    gdzieżeś rzuciła nas?''

    Jak byłem w końcu lipca na rekonstrukcji historycznej, to szliśmy polną drogą z kolegą i rzucił do mnie, żebym coś zanucił, bo znam dużo piosenek. Popatrzyłem na drzewa i zaintonowałem ''Okę'', w mojej ocenie bardzo ujmującą pieśń Kościuszkowców. Jakoś ten las przypomniał...

    Dzisiaj (12.10 - Mleko) obchodzimy 75. rocznicę bitwy pod Połzuchami i Trygubową, znaną szerzej jako bitwa pod Lenino. Dzisiaj będzie dłuuugo. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Na moment odrywamy się od epilogu Market-Garden.

    Bitwy tragicznej, ale symptomatycznej dla Wojska Polskiego na Wschodzie. Raz po raz szafowano tam krwią polskich żołnierzy. Okoliczności powstania i sformowania 1. Dywizji znają wszyscy. Dywizja miała stany radzieckich dywizji gwardyjskich z planowanym dodatkowym wzmocnieniem (dołączony pułk pancerny i eskadra lotnicza). Jednostka gotowość bojową miała osiągnąć 15-17 września, ale data ta zbiegała się z rocznicą agresji ZSRR na Polskę. Na wniosek Wandy Wasilewskiej wymarsz przyspieszono na 1 września - był to jeden z wielu aspektów propagandowych, o które silnie dbano w jednostce.

    Polską dywizję dołączono do sowieckiej 10. Armii gen. Gordowa w rejonie Orszy. Polska dywizja miała atakować w centrum, po bokach mając dwie sowieckie jednostki: 42. i 290. DS. Pierwsza miała atakować Sukino, druga Lenino. Obie jednostki były dużo słabsze od polskiej (1. DP liczyła blisko 13 tys. ludzi, sowieckie - po 4 tys.). Kulało rozpoznanie - nie zbadano koryta biegnącej przed pozycjami błotnistej rzeczki Mierei, a dowodzący dywizją gen. Berling nie znał planów operacji i jej celu. Co gorsza, niemieckie pozycje były oparte o dwa ufortyfikowane wzgórza i trzy wsie, które można było zamienić w punkty oporu. Nie wiedziano też, że przeciwnikami Polaków ma być mocno wzmocniona 337. DP, licząca 18 tys. ludzi.

    Polacy atakować mieli w trzech rzutach dwoma pułkami, wcześniej miał nastąpić 100-minutowy ostrzał artyleryjski. Tuż przed bitwą do niemieckich linii zdezerterowało kilkudziesięciu polskich żołnierzy (ich liczba miała wzrosnąć do kilkuset w trakcie bitwy). Powiadomili Niemców o planach ataku. Niemcy dobrze wiedzieli, że przed nimi stoi polska dywizja, przez megafony po polsku zachęcali do rozprawienia się z politrukami, odegrali też polski hymn. Sowieci rozkazali podjąć rozpoznanie bojem 1. batalionem przed operacją, co wywołało protesty polskich oficerów. Rozkaz wydano dwie godziny przed atakiem. Dowodzący batalionem major Lachowicz osiwiał w ciągu jednej nocy (poległ tego samego dnia).

    Bitwa zaczęła się 12 października 1943 r. o 5:55 atakiem batalionu majora Lachowicza, a o 10:30 - pozostałych sił. Polacy ruszyli do ataku po niespodziewanie skróconym ostrzale. Zdecydowane, wyrównane natarcie wzbudzało podziw radzieckich żołnierzy. Niestety - tylko podziw. Obie sowieckie dywizje zaległy daleko za polską, odsłaniając jej skrzydła. W błotnistej Mierzei ugrzęzły czołgi 1. pułku. Niemcy zaś sprawnie wycofali się z pierwszych linii obrony na przygotowane pozycje. Co gorsza, zaczęli kontratakować, a do akcji włączyła się Luftwaffe, a Polacy dostali się pod przypadkowy ogień własnej artylerii. Dowódca 1. pułku, ppłk Derks zwyczajnie porzucił swoje oddziały. Pułk w kilka godzin stracił 3/4 stanu. Ciężkie walki trwały i następnego dnia, a wsie Połzuchy i Trygubowa przechodziły z rąk do rąk. Nawet przerzucone wieczorem czołgi nie pomogły zbyt wiele - zażarta bitwa zakończyła się impasem.

    Bitwa nie przyniosła absolutnie nic. Berling pokłócił się z Gordowem i poharataną w boju o jakieś dwie nic nie warte wiochy polską dywizję wycofano z frontu. Polacy stracili 527 poległych, 663 zaginęło (spora część z nich dostała się do niewoli, albo zdezerterowała), rannych było 1772. Niemieckie straty pozostały nieznane, ale w propagandzie PRL mocno je zawyżono do 1800 ludzi. Tragedia była efektem słabego rozpoznania, wsparcia i łączności. Dla mnie jej symbolami jest dwóch oficerów o tych samych nazwiskach. Obaj byli weteranami walk we wrześniu 1939 r.

    Kapitan Władysław Wysocki, wykazał się wielką odwagą podczas obrony szkoły w Trygubowej, został śmiertelnie ranny. Pośmiertnie otrzymał Virtuti Militari oraz - jako jeden z trzech Polaków - tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.

    Porucznik Adolf Wysocki, podczas walk dostał się do niewoli niemieckiej. W niewoli poszedł na współpracę z Niemcami i opowiadał w radio o sowieckim ''raju''. Co ciekawe, uznano go za poległego i otrzymał on Virtuti Militari, a po wojnie domagał się wydania mu tego odznaczenia.

    Tak różne losy charakteryzują dobrze sytuację tych, którzy ''najkrótszą drogą do Polski wracali'', wyrywając się z nieludzkiej ziemi. Ofiar bezmyślnego, zbrodniczego szafowania życiem przez własnych dowódców, sowieckich kolaborantów, na polach bitew od Lenino po Budziszyn.

    14 listopada 1943 r. Naczelny Wódz Kazimierz Sosnkowski przesłał na falach radio pozdrowienie: „Nie żywimy uczuć wrogich do Polaków, którzy jako prości żołnierze walczą dzisiaj pod obcym sztandarem. Ślemy tym żołnierzom słowa zrozumienia i zapewnienie, że ani na chwilę nie wątpimy w ich polskiego ducha”

    Myślę, że nie wymaga to komentarza.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @rasmor: dobra juz wiem co mnie zmylilo. Nie doczytałem dokladnie i myślałem przez moment ze jacyś Polacy walczyli w momencie inwazji ZSRR, przez wzmiankę o dacie gotowości bojowej, ale tu chodzilo o rocznicę inwazji. Nic mi się nie zgadzalo ale teraz juz wszystko brzmi logicznie, juz sie balem ze mam ogromne braki

    •  

      @Kedlov: w sumie coś takiego o czym pomyślałeś byłoby możliwe gdyby nie wielki głód, akcja polska NKWD, wielka czystka i odejście od tzw. korienizacji. Wielki głód i akcja polska przetrzebiły Polaków którzy zostali za granicą ryską, a wielka czystka wybiła czerwonoarmistów i komunistów polskiego pochodzenia. W wojnie 1920 roku jednostki polskie brały udział w wojnie przeciwko Polsce.

      +: rasmor
    • więcej komentarzy (8)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Jedno z bardziej znanych zdjęć II WŚ. Brytyjscy spadochroniarze ze 156. Batalionu 4. Brygady Spadochronowej, 1. Dywizji Pow.-Des. przemierzają zniszczony dom w Oosterbeek podczas operacji Market-Garden, 23 września 1944 roku.

    4. Brygada brygadiera Shana Hacketta po wylądowaniu została podzielona, ku niezadowoleniu jej dowódcy - 11. batalion wydzielono do wsparcia ataku na most bez poinformowania Hacketta. Pisałem już, że atak ten zakończył się klęską. Hackett w ogóle był traktowany bardzo nie fair przez Urquharta, a już szczególną potwarzą było przekazanie dowództwa ślamazarnemu Hicksowi. Elementy 4. Brygady osłaniały rejon lądowiska Wolfheze, a 7. batalion KOSB z 1. Brygady Szybowcowej - strefę zrzutu w rejonie farmy Johannahoeve, gdzie toczyły zacięte walki z nacierającymi żołnierzami Kampfgruppe ''von Tettau''.

    Kiedy Urquhart łaskawie raczył powrócić do swoich wojsk po 39 godzinach nieobecności było już bardzo źle. Generał wysłał z zadaniem połączenia linii obronnych ppłk Hilarego Barlowa, zastępcę Hicksa, jednak po wyruszeniu... podpułkownik po prostu zniknął. Poległ gdzieś w Arnhem, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. Było to tym bardziej problematyczne, że Barlow miał też nawiązać kontakt z holenderskim ruchem oporu.

    Brytyjczycy cofali się pod naporem niemieckich ataków. Przyczółek kurczył się z godziny na godzinę. W rejonie Wolfheze 150 ludzi ze 156. batalionu, dowodzonych osobiście przez Hacketta, zostało przygwożdżonych do ziemi 400 metrów od Oosterbeek, na zachód od Arnhem. Po całodziennej walce zdziesiątkowany batalion przebił się do miasteczka. Jednostki były już mocno przemieszane i przetrzebione. 21 września przeorganizowano obronę Oosterbeek na dwie grupy - zachodnią i wschodnią, otaczające koliście Oosterbeek, gdzie centrum obrony stanowił sztab w Hotelu Hartenstein. Cały przyczółek miał niecałe 5 km i broniło go 3600 ludzi. Mimo najlepszych wysiłków i odwagi niemieckich żołnierzy - linia frontu nie zmieniła się przez najbliższe pięć dni. Walki były bardzo zażarte - walczono o każdy dom i każde piętro. Kiedy Niemcom udało się zdobyć jakieś pozycje, natychmiast następował śmiały brytyjski kontratak. Co najlepsze - Brytyjczykom wreszcie udało się nawiązać łączność z XXX. Korpusem gen. Horrocksa. 64. pułk artylerii nakrył Niemców huraganowym i bardzo celnym ogniem, co przywitała radość spadochroniarzy. Za to wsparcie generał Urquhart wystosował później wniosek, by żołnierze pułku mogli nosić fioletowo-błękitną naszywkę Pegaza na ramieniu.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Uroczystość wręczenia sztandaru polskiej 1. Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej, Cupar, 15 czerwca 1944 roku. Sztandar wykonano w okupowanej Warszawie, był on darem dla Brygady.

    1. SBS była jedną z dwóch polskich jednostek powietrzno-desantowych podczas II WŚ (drugą był 1. Polski Samodzielny Batalion Specjalny z WP na Wschodzie). W założeniach, jednostka miała wziąć udział w walkach w Polsce, jednak przez stanowisko Brytyjczyków, m.in. gen. Browninga i marsz. Montgomery'ego, podporządkowano ją 1. Armii Spadochronowej 6 czerwca. Niewiele zabrakło, by wzięła udział w D-Day. jej jedyną operacją była Market-Garden.

    Warto wspomnieć, że przed 1940 rokiem Brytyjczycy nie mieli ani jednego przeszkolonego spadochroniarza, a wszystkich brytyjskich instruktorów szkolili... Polacy, wśród których sport ten był dość popularny przed wojną

    Czuję się trochę lepiej, więc trzeba przyspieszyć i skończyć wreszcie Market-Garden, bo sporo rzeczy przed nami do końca października.

    1. SBS docelowo miała lądować po południowej stronie mostu, ale ze względu na to, że Brytyjczykom nie udało się go zająć, Polacy mieli lądować po drugiej stronie Renu, w rejonie Driel. Start Brygady przekładano trzykrotnie. W momencie, kiedy startowała, operacja stawała się już impasem, w którym wynik był niepewny. Generała Sosabowskiego bardzo to irytowało, zwłaszcza, że 20 września odwołano start, kiedy wszyscy byli już w samolotach. „Chciałem już wreszcie lecieć. Sterczenie na lotnisku nie było, moim zdaniem, najlepszą metodą zabijania Niemców”, wspominał kapral Władysław Korob. 21 września 1944 r. nie było wcale lepiej - ze 114 samolotów 41 zawrócono, bo dowództwo 9. Grupy Transportowej uznało, że to zbyt niebezpieczne. Co gorsza, nikt nie potrafił udzielić jakiejś sensownej informacji o stanie 1. Dywizji w Arnhem.

    Polacy wylądowali o 17:00 21 września i z miejsca dostali się pod ostrzał. Samoloty płonęły, Niemcy strzelali do spadochroniarzy w powietrzu, strefę zrzutu okrył dym i eksplozje pocisków moździerzowych. Jednak nie zrobiło to na Polakach większego wrażenia, mimo obecności niemieckich myśliwców i silnego Flaku. Generał Sosabowski wydając rozkazy pod ostrzałem gryzł sobie jabłko, bo tak. Młodziutka Cora Baltussen pobiegła przywitać, jak myślała, Brytyjczyków. Jednak ci nie odpowiadali po angielsku, tylko szwargotali coś w nieznanym jej języku. Od razu ich interesowało, gdzie są Niemcy, gdzie jest prom, gdzie są Brytyjczycy. Usłyszawszy odpowiedź, poszli w kierunku rzeki. Po jej drugiej stronie niemogący się połączyć z Sosabowskim, polski oficer łącznikowy w 1. Dywizji, kapitan Zwolański zdecydował się przepłynąć Ren wpław, prosząc, by Polacy przeprawili się do okrążonego Arnhem. Sześć mil dalej, prowadzący czołówkę Irish Guards, kapitan Ronald Langton z bezsilnej wściekłości łomotał pięściami w pancerz swojego czołgu, widząc, jak Niemcy wprost masakrują spadochroniarzy jeszcze w powietrzu. ''Gdzie są nasze samoloty'', mamrotał do siebie, patrząc jak ''Dakoty'' płoną...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Spotkanie dwóch armii wiosną 1945 r. Dzisiaj znowu krótko, bo nadal jestem chory. Usunąłem post, bo to zdjęcie - chociaż nie w kolorze - jest dużo lepsze od poprzedniego. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ostatnio odbyło się kilka dyskusji, w tym na fp jednego z polskich historyków nt. hipotetycznej wojny USA-ZSRR w 1945 r.

    Nieodmiennie zdumiewa mnie, jak blisko 30 lat po upadku ZSRR nadal są ludzie powtarzający sowiecką propagandę w myśl której Ił-2 najlepszy samolot, T-34 najlepszy czołg itp.

    Z Armii Czerwonej, która z najwyższym trudem walczyła na jednym froncie z de facto jednym przeciwnikiem (walczącym w dodatku na trzech frontach jednocześnie) i była wspierana przez kilka państw robi się siłę, która mogłaby bez trudu pokonać Amerykanów (a tych ocaliłaby tylko bomba atomowa)

    Oczywistym dla mnie jest to, że Sowieci w wojnie tej byliby przegrani. Na dzień dobry w powietrzu dominuje amerykańskie i brytyjskie lotnictwo (USAAF liczyła w tym czasie 100 tysięcy samolotów!!!), znacznie lepsze od sowieckich latadeł, operujące na takich pułapach, o jakich stalinowskie sokoły mogłyby tylko marzyć. Już nie wspominam o porównaniu P-51 Mustanga do Jaka, bo mam litość i godność z rozumem człowieczym. B-29 mogłyby sięgnąć do dowolnego miasta ZSRR w europejskiej części - od Murmańska i Leningradu, przez Moskwę, a kończąc na Kijowie i Stalingradzie. Zasypać Sowietów bombami i napalmem.

    Z flotą też jest słabo. Żałosna sowiecka flota nie dawała sobie rady z rachityczną Kriegsmarine, która przez cztery lata rozstawiała ją tak, jak chciała - a cóż dopiero mówić o potęgach morskich, jakimi były US Navy i Royal Navy.
    Zostają wojska lądowe i największy atut Sowietów. Ale i w artylerii, w organizacji jednostek (choćby osiem! samolotów obserwacyjnych na dywizję piechoty, Sowieci czegoś takiego nie mieli), pełna mechanizacja armii, Fire Direction Centers...

    To może czołgi? I tak, i nie. Tak, bo faktycznie ciężkie IS-2 mogłyby zrobić dużo namieszania w szeregach alianckich wojsk pancernych, i nie, bo Amerykanie mieli niezłą przeciwwagę w postaci Pershingów, a Brytyjczycy dysponowali dobrymi Cometami.

    To może piechota? Cóż, Amerykanie dobrze poradzili sobie z sowiecką taktyką podczas wojny w Korei, amerykańska siła ognia była miażdżąca. Już nie wspominam o uzbrojeniu, wyszkoleniu, zaopatrzeniu - bo w tym Amerykanie bili Sowietów na głowę.
    Kwestie logistyczne - Sowietów na taką wojnę nie było stać. Nie byli w stanie zapewnić dłuższych dostaw, ani zorganizować rozwiniętych linii transportowych, brakowało im własnego wyposażenia, więc musieli brać z Lend-Lease ile się dało. W dodatku ich linie przechodziłyby przez teren pełny antykomunistycznych partyzantów. Dochodziła jeszcze kwestia potencjału ludzkiego - Sowietom zaczęli się w 1944 roku zwyczajnie... kończyć ludzie, musieli pod broń powoływać coraz młodsze i starsze roczniki, RKKA zasilono też milionem więźniów z GUŁagu, podczas gdy Amerykanie nie zmobilizowali nawet 1/4 swoich poborowych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Saperzy z 1. Brygady Spadochronowej, szeregowcy J. Dinnie i C. Drier oraz kapral R. Robb, wzięci do niewoli przez Niemców po południu 20 września 1944 roku. Arnhem, okolice mostu. Jeden z nich ma na sobie niemiecki płaszcz. Siadajcie i bierzcie kawę, bo będzie długo. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Sytuacja na moście była coraz gorsza. Pułkownik Frost utrzymywał początkowo 18 budynków na północnym skraju mostu. Niemiecki ostrzał był precyzyjny. ''Strzelać w dachy, a potem w dół, metr po metrze, piętro po piętrze, dopóki każdy dom nie runie” - mówił artylerzystom dowódca 10. DPanc. SS, gen Heinz Harmel. Niemcy metodycznie, jakby kosili zboże, równali z ziemią każdy budynek. Domy waliły się jakby były z kart. Każdy był zrujnowany, Brytyjczycy odnosili kolejne rany i ginęli pod gruzami. ''Pył i rumowisko zasłoniły wszystko, tak że nie było już nic widać. Hałas był straszliwy, ale mimo to słychać było krzyki rannych'' - wspominał żołnierz SS, Horst Weber. Do ataków ruszała podobno nawet Luftwaffe, bombardując domy.

    Ale nawet wtedy nie opuszczał ich humor. Wielu zapamiętało dowódcę kompanii ''A'', majora Tatham-Wartera, który spacerował po ulicach, kręcąc młynka swoim sfatygowanym parasolem - podobno nosił nawet melonik. W innym budynku, kapelan Egan zagadnął sierż. Spratta. Spratt odpowiedział mu: – No więc, padre, rzucają w nas wszystkim z wyjątkiem pieca kuchennego.
    Tylko gdy wypowiedział te słowa, budynek zatrząsł się od trafienia, zarwał się sufit, a gdy opadł pył, obaj żołnierze zobaczyli przed sobą... piec kuchenny. Spratt pokręcił głową i powiedział: ''Wiedziałem, że dranie są blisko, ale nie sądziłem, że słyszą, co mówimy''.

    Do legendy przeszła niemiecka propozycja kapitulacji, kiedy jeden z esesmanów wyszedł z białą flagą na most i zaoferował kapitulację. ''Czerwone diabły'' z właściwą dla Brytyjczyków uprzejmością odpowiedziały: ''Przykro nam, ale nie możemy pomieścić tylu jeńców, więc odrzucamy Waszą kapitulację'', przy akompaniamencie śmiechu i gwizdów.

    Jednak sytuacja była niewesoła. Niemcy podchodzili do kolejnych ataków i byli kolejno odpierani. Działa i czołgi - w tym ponoć nawet Tygrysy - waliły ogniem na wprost, rujnując kolejne pozycje. Brakowało dramatycznie amunicji, środków opatrunkowych i wody. ''Stój spokojnie ty draniu, te kule drogo kosztują!'' - krzyczał jeden z żołnierzy do uciekającego Niemca. W szkole, będącej głównym punktem oporu, kapitan saperów, Eric Mackay żołnierzom kazał obwiązać buty (by nie ślizgali się na gruzie i szkle) i wydawał benzedrynę. Jednak z jego kompanii zostało tylko 13 zdolnych do walki ludzi. Niemcy podpalali budynki miotaczami ognia, a wokół unosił się smród płonącego mięsa - spadochroniarze próbowali gasić pożary własnymi bluzami. Po pokrytych kurzem, gruzem i szkłem schodach ściekała krew. Spadochroniarze byli potwornie zmęczeni - większość z nich nie spała od wieczora 17 września. Ale nawet wtedy potrafili odgryzać się Niemcom - saperzy Mackaya wielokrotnie odpierali szturmy Niemców na ich szkołę, strzelając z niewielkiej odległości. ''Nie mogliśmy nawet unieść się. Celowali w głowę i żołnierze koło mnie zaczęli padać, każdy z małą, czystą dziurą w czole” - wspominał podoficer SS, Alfred Ringsdorf.

    Jednak brytyjski opór zwyczajnie słabł. Brakowało ludzi - większość nie żyła, albo była ranna. Żywym brakowało amunicji. 20 września pułkownik Frost otrzymał informację od generała Urquharta, że posiłki nie dotrą do mostu. Niedługo później pułkownik został ranny i przekazał dowództwo majorowi Goughowi. Czołgi jednonogiego majora SS, Hansa Knausta zbliżały się - spadochroniarze próbowali przebijać się na własną rękę. Części się udało, ale większość wygarnęli Niemcy, wynosząc z piwnic. Saperzy kapitana Mackaya próbowali się przebijać pojedynczo, ale sam Mackay dostał się do niewoli, kiedy jeden z Niemców dziabnął go bagnetem (udawał wówczas martwego).

    Esesmani krążyli między rannymi, rozdając wymęczonym spadochroniarzom papierosy, czekoladę i koniak - zdobyte ze zrzutów. Pokazano to w, moim zdaniem najsmutniejszej, scenie filmu ''O jeden most za daleko'', gdy generał Bittrich wręcza czekoladę wymęczonemu Frostowi. Mieszane siły pułkownika broniły heroicznie się 70 godzin w całkowitym odcięciu, do popołudnia 20 września, czekając na cud, który nigdy nie nadszedł.

    Co ciekawe, to nie pierwszy raz, gdy Frost heroicznie stawiał czoła niemieckim wozom pancernym w okrążeniu. Blisko dwa lata wcześniej jego batalion walczył w Afryce w okolicach lotniska Pont Du Fahs, gdy został okrążony przez oddziały niemieckiej 10. DPanc. i włoskiej dywizji ''Superga''. Z 500 ludzi zaledwie 180 zdołało wówczas uciec do własnych linii..

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Brytyjscy spadochroniarze rozkładają płachty sygnalizacyjne dla własnych samolotów, żeby nakierować je na zrzutowiska. W tle widoczny Hotel Hartenstein, Oosterbeek, 21 września 1944 roku. Dzisiaj w Hartenstein znajduje się świetne muzeum, poświęcone ''Market-Garden''. Byłem, widziałem i serdecznie polecam każdemu - są świetne dioramy, poświęcone bitwie, duża interakcja, wiele przedmiotów ma swoją historię.

    Brak łączności był tragiczny dla odciętych spadochroniarzy. Brytyjczycy nie mogli porozumieć się nie tylko z samolotami, dostarczającymi zrzuty, ale nawet nakierować wsparcia z powietrza na niemieckie pozycje. 19 września RAF wykonał pierwszą główną operację zaopatrzeniową z udziałem 164 samolotów do Arnhem. Miały zrzucić 350 ton zaopatrzenia dla spadochroniarzy, którzy coraz bardziej odczuwali braki amunicji i środków medycznych. Cała operacja liczyła aż 655 samolotów i 431 szybowców.

    Jednak Niemcy już czekali. W rejon Arnhem z lotniska Deelen przerzucono pięć baterii przeciwlotniczych specjalnie w celu zaatakowania samolotów transportowych. W powietrzu czuwała setka myśliwców Bf-109 i FW-190, czekając na swój cel. W najlepszej sytuacji była 101. Dywizja, bo jej pozycje były najbliżej głównych linii alianckich. Im dalej - tym było gorzej. Niemcy wściekle atakowali strefy zrzutu, ''jako w niebie, tak i na ziemi'', zwłaszcza w okolicach Groesbeek, ruszając z terenu Reichswaldu. 82. DPD z wymaganych 265 ton odebrała tylko 40. Nie przybył oczekiwany 325. pułk piechoty szybowcowej, bo uziemiła go - podobnie jak polską 1. Brygadę - pogoda w Anglii.

    W Arnhem było jeszcze gorzej. Samolotów nie udało się skierować w rejon nowych lądowisk w rejonie Hotelu Hartenstein - kwatery gen. Urquharta (poprzednio była to kwatera części sztabu marszałka Modela). ''Mogliśmy zrobić tylko jedno – patrzeć w osłupieniu na nieuchronną zagładę naszych przyjaciół", wspominał ksiądz Pare, kapelan pułku pilotów szybowcowych.

    Piloci transportowi dzielnie trzymali się kursu, nie zważając na silny ogień Flaku. Symbolem tego dnia była płonąca Dakota, z której załoga niestrudzenie wyrzucała zasobnik za zasobnikiem. Samolot pilotował kapitan David Lord. Tuż po zrzucie rozbił się. Zginęła niemal cała załoga - poza nawigatorem. Ten, gdy wylądował, dowiedział się, że całe, pełne bohaterstwa poświęcenie jego załogi poszło na marne - cały zrzut trafił do Niemców. Kapitan Lord pośmiertnie otrzymał Victoria Cross.

    Niemcy bowiem zdołali od wieczora poprzedniego dnia przejąć kontrolę nad większością Strefy Zrzutu ''V'' i nieustanne ataki oddziałów gen. von Tettaua odniosły skutek. Brytyjczycy otrzymali zaledwie 28 ton, reszta - poszła do Niemców. Ze 164 samolotów 13 zostało zestrzelonych, a 97 rozbiło się przy lądowaniu. Jednak był ktoś zadowolony z tej sytuacji... „Była to najtańsza bitwa, jaką prowadziłem. Mieliśmy w bród żywności, papierosów i amunicji” - wspominał pułkownik SS, Walter Harzer, dowódca ''Hohenstaufen''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #iiwojnaswiatowawkolorze

0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:0,0:1,0:1,0:1,0:1,0:1,0:0,0:1,0:1,0:1

Archiwum tagów