Kliknij jeżeli szukasz --> Źródła wpisów

  •  

    Dzisiaj nie taguje bo trochę nie na temat

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Ponieważ sporo osób pyta się mnie w wiadomościach prywatnych, gdzie podział się wpis o Mussolinim, to odpowiadam: Facebook go zdjął, ponieważ ''naruszał standardy społeczności''.

    Oczywiście, standardów tych nie naruszał analogiczny wpis o Stalinie, który popełniłem kilka tygodni temu. Facebook dał mi ostrzeżenie, blokady nie dostałem, a nawet jakbym dostał, to jestem zabezpieczony na taką ewentualność. Wpis też ocalał i zachowam go na lepsze czasy.

    Jednakże, w związku z polityką Facebooka, dopatrującą się rzekomego ''naruszenia standardów'' (bez oczywiście konkretnej przyczyny, w jaki sposób wpis o włoskim dyktatorze te standardy ''naruszał''), zamierzam przenieść się na zewnętrzną stronę. Zwłaszcza, że w ciągu 48 godzin Facebook sprzedał mi dwie blokady po 30 dni na każde konto i zdjął dwukrotnie wpis o charakterze historycznym, gdzie zaznaczyłem, że ma charakter edukacyjny. Kiedy jakiś ładny graficznie blog zostanie postawiony, dam znać - chyba, że ktoś chciałby się podjąć, za oczywiście odpowiednią opłatą, w zorganizowaniu takowej strony. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wtedy ruszy to pełną parą i będę pisał o czym chcę i jak mi się żywnie będzie podobało.

    Ja osobiście niezbyt rozumiem dzisiejsze czasy. Pisanie o historii ''narusza standardy'' (bo to przecież zbrodnia napisać prawdę), posiadanie własnego zdania to ''faszyzm'' (cokolwiek to słowo znaczy obecnie) i w ogóle najlepiej się nie odzywać, bo naruszę czyjś safespace, albo, co gorsza, zburzę czyjś światopogląd, że historia jednak nie jest czarno-biała. Ale za to strony epatujące sierpami i młotami mają się bardzo dobrze, bo one już tych ''standardów'' nie naruszają. Halo, Żelazna logika, albo Logikatory, czy to też już nie jest gwałcenie logiki?

    Chętnie poznałbym osobę, która składa na mnie raporty. To musi być ciekawy człowiek. Pewnie mieszka sam, w domku w środku lasu, bo wszyscy go nienawidzą.

    Tymczasem zdjęcia kwiatków.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Benito Mussolini urodził się 29 lipca 1883 roku. Miał aż trzy imiona - Benito Amilcare Andrea. O jego historii i karierze wiedzą wszyscy, ale jaki był prywatnie?

    Uwielbiał dawać przykład. To, czego wymagał od innych, robił najpierw sam. Doskonale dbał o swój wizerunek, był prawdziwym showmanem. Utrwalał swój wizerunek sportowca, więc chętnie dawał się fotografować podczas jazdy konnej, czy nawet za sterami samolotu. Odsłaniał też swój tors w czasie żniw w Agro Pontino. Swoich oponentów wyzywał na pojedynki szermierki - wygrał wszystkie. Lubił młodzież, uważał, że jest ona kluczem do odbudowy potęgi państwa, cenił ducha i odwagę młodych, dlatego wiele poświęcał na ich kształcenie. Nie przepadał za to za klasami wyższymi - arystokracją zwyczajnie gardził, uważając ją za gromadę nadętych własnym ego bogatych bufonów. Długi czas gardził też pewnym akwarelistą, uważając go za barbarzyńcę i krzykacza. Oburzeniem zareagował na noc długich noży, nazywając owego akwarelistę Attylą. Kiedy naz**ci aresztowali polskich profesorów z UJ, osobiście interweniował, żądając zwolnienia naukowców.

    Książki pochłaniał w zawrotnym tempie. Czytał wszystko - od Machiavellego, poprzez Freuda, kończąc na Marksie. Lubił imponować swoim oczytaniem. Wbrew pozorom, był skromnym człowiekiem. Wywodził się z niskich kast i potrafił szanować każdy zysk. Kochał sport, uwielbiał jeździć na nartach. Specjalnie na jego rozkaz rozbudowano ośrodek w Terminillo, by można było niego korzystać 4 miesiące w roku. Chociaż rzadko dawał po sobie to poznać, to wzruszała go sztuka - Clara Petacci wspominała, że gdy w radio leciała ''Cyganeria'' Pucciniego, to Duce z udawaną marsową miną krył się za gazetą, by nie widziała, że łzy spływają mu po policzkach. Grywał też na skrzypcach i, jak przystało na Włocha, uwielbiał włoskich kompozytorów. Lubił też kino, zwłaszcza komedie. Jego ulubioną był ''Flip i Flap'', śmiał się do rozpuku. Oglądał też kreskówki, chociaż jak sam przyznawał, nigdy ich nie rozumiał.

    Był bardzo dumny zwłaszcza z córki Eddy i syna Bruno. Córka wyszła za mąż za Galeazzo Ciano, za syn szedł konsekwentnie w ślady ojca. Bardzo przeżył śmierć syna w katastrofie lotniczej. Był prawdziwym amantem. Miał wiele kochanek. Najsłynniejszą oczywiście pozostała Clara Petacci - a to dlatego, że jej ostatnim życzeniem było zginąć wraz z nim.

    Kiedy Walter Audisio zapytał Mussoliniego o ostatnie życzenie, ten odparł, patrząc mu w oczy: ''Strzelaj w pierś!'.

    Wpis NIE MA NA CELU PROPAGOWANIA I GLORYFIKACJI IDEOLOGII TOTALITARNYCH. Ma charakter EDUKACYJNY i HISTORYCZNY.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Byli tam wszyscy. Byli falangiści w błękitnych koszulach, ze śpiewem rzucający się do walki, by ocalić swojego przywódcę. Byli karliści w czerwonych beretach i z różańcami przy mundurach, stający w obronie wiary. Byli dziarscy legioniści odsłaniający swe torsy z ich dzielnym przywódcą, jednorękim pułkownikiem Astrayem. Byli smagli marokańscy regulares w fezach i turbanach. Była niemal cała zawodowa armia z plejadą wyższych oficerów. Wszyscy poszli, ''za Boga, ludzkość i Hiszpanię''...

    Sygnałem do rozpoczęcia walk miał być komunikat w hiszpańskim radio: ''Nad całą Hiszpanią niebo jest bezchmurne''. Płomień powstania wybuchł daleko od Madrytu, w marokańskiej Melilli, gdzie dzień wcześniej, 17 lipca 1936 roku spiskowcy, wobec wahania dowódcy garnizonu gen. Romaralesa, błyskawicznie rozbroili podległe mu oddziały, a jego samego wzięli do niewoli. Równie szybko udało się zdobyć bazę hydroplanów Atalayon, gdzie poległo dwóch pierwszych żołnierzy wojny domowej - marokańskich regulares. W Ceucie pułkownik Yagüe zajął całe miasto w jedną godzinę zaledwie, miażdżąc opór milicji robotniczej. Z Tetuanu nadbiegła do Madrytu dramatyczna wiadomość od przerażonego radiotelegrafisty, nadającego meldunek o buncie. Zaraz potem słychać było czyjeś kroki i przerwanie połączenia.

    Wieść o Alzamiento przyjęto w Madrycie z niedowierzaniem. Panował straszny chaos i poszukiwanie winnych. Podawano sprzeczne komunikaty, o rzekomym stłumieniu powstania, a nawet rozstrzelaniu spiskowców. Generałowie zapewne śmiali się do rozpuku, słysząc, że nie żyją... Radio Madryt zmieniało ciągle wersję, ciągle jednak szczekając o ''faszystowskim puczu''. Dolores Ibarruri, fanatyczna komunistka, histerycznie zaklinała rzeczywistość, powtarzając w radio jak mantrę, że ''faszyzm nie przejdzie''.

    Jednak na północy kraju, w Nawarze i Galicji tysiące ochotników przyjęło z radością informację o wybuchu powstania. Nawarscy Baskowie, w wielkich czerwonych beretach garnęli się tak do służby, że zabrakło dla nich broni. Maszerującym tłumy cywilów rzucały pod nogi setki kwiatów. W Oviedo powstanie rozpoczęło się planowo za pomocą pułku piechoty i dwóch baterii artylerii górskiej. Jednak republikanie szybko rzucili maksymalną liczbę sił i rozpoczęli trzymiesięczne oblężenie. W Sewilli (na zdjęciu) żołnierzom i falangistom udało się zdobyć miasto i jakże ważne lotnisko, które pomogło później przerzucić Armię Afryki z Maroko. W górach Guadarramy siedmiu zaledwie monarchistów zdołało zająć strategiczny tunel kolejowy. Utrzymywali go aż do przybycia wojsk gen. Moli. Z siedmiu przeżyło tylko dwóch. Burgos, na północny zachód od Madrytu, uchodziło za najbardziej konserwatywne miasto Hiszpanii. Mówiono, że ''nawet kamienie są tu nacjonalistami''. Zajęto je bez wystrzału. Równie sprawnie zajęto Valladolid, bardziej na południe, gdzie anarchistów zgnieciono bez żadnego trudu. Segowię w Kastylii zajął dziarski falangista, który zagrał va banque i przekonał porucznika milicji, by do niego dołączył. Na placu głównym zebrała się grupka ''antyfaszystów'', która wykrzykiwała swoje hasła i śpiewała Międzynarodówkę. Jednak, jak to bywa, byli mocni tylko w gębach, bo kiedy przybyła kompania piechoty z Valladolid, demonstranci pochowali się w bramach.

    Nie wszędzie jednak było łatwo. Nie w Madrycie, Barcelonie, Santanderze... ale o tym innym razem.

    Alzamiento rozpoczęło się ze słowami: ''Naprzód Hiszpanio!''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    W najbliższych dniach mogę wrzucać posty nieregularnie albo i wcale. Za zaistniałe utrudnienia przepraszam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykańscy spadochroniarze z 82. Dywizji Powietrzno-Desantowej przygotowują się przed inwazją na Sycylię, lipiec 1943 roku. [A]

    Tak, jak wspomniałem poprzednio przy okazji ''Husky'', lądowania morskie poprzedziły desanty spadochronowe. Operacje te nosiły kryptonim ''Ladbroke'' i ''Fustian''. Udział w niej miały wziąć: jeden pułk z 82. DPD pułkownika Jamesa Gavina (ksywa ''Jumping Jim''), wzmocniony batalionem spadochroniarzy, baterią artylerii i kompanią saperów, oraz brytyjska 1. Brygada Szybowcowa brygadiera Philipa Hicksa (ksywa ''Pip''). Celem był most Ponte Grande na południe od Syrakuz. Lądowanie Brytyjczyków miał poprzedzić zrzut pathfinderów z 21. kompanii spadochronowej, mających oznaczyć cele.

    Zrzut był... eee... ciekawy. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Na miejscu okazało się, że wieje tak silny wiatr (72 km/h), że amerykańskich spadochroniarzy rozrzuciło po całej Sycylii, od Syrakuz po Gelę. Co gorsza, nad morzem do lecących samolotów otworzyła ogień artyleria przeciwlotnicza z okrętów Sprzymierzonych (strącając 37 ze 144 szybowców). Po wylądowaniu był taki bajzel, że jeszcze cztery tygodnie po inwazji sycylijscy wieśniacy doprowadzali zgubionych spadochroniarzy do własnych linii.

    Brytyjczykom nie powiodło się lepiej. Ze 144 szybowców zaledwie 12 wylądowało w wyznaczonych miejscach. 69 roztrzaskało się o wodę, 200 ludzi utonęło. Mimo to, brytyjscy spadochroniarze zdołali zdobyć Ponte Grande i odrzucić podobno kilka kontrataków. Do 8:30 mostu broniło zaledwie 39 ludzi. Wściekli Włosi przybyli o 11:30 siłami jednego batalionu z 75. pułku 54. Dywizji Piechoty ''Napoli'' i - wzmocnieni artylerią - wytłukli większość obrońców. Pozostali poddali się, zaledwie 45 minut zanim do ich pozycji dotarły czołówki zbliżającej się brytyjskiej 5. Dywizji.

    Wg zachodnich historyków spadochroniarze wzbudzali chaos za liniami niemiecko-włoskimi, tocząc lokalne boje samotnie, ale to przesada. Większość z nich próbowała się ukryć,zwłaszcza, jeśli działali pojedynczo, i przeczekać pierwszą fazę inwazji. Amerykańscy spadochroniarze, świeży i nieostrzelani zostali łatwo rozproszeni przez ataki włoskiej dywizji ''Livorno''. Lądowanie spadochroniarzy można określić tylko jako kompromitację.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Fiński żołnierz przy zdobytym sowieckim uzbrojeniu, rejon jeziora Ładoga, sierpień 1941 r.

    Rozpoczęta bolszewicką agresją na Finlandię Jatkosota obróciła się na niekorzyść Sowietów. W lipcu rozpoczęto planowaną w końcu czerwca ofensywę. Pierwsza z nich obejmowała atak w kierunku jeziora Ładoga. W tym celu utworzono Armię Karelii, dowodzoną przez gen. Heinrichsa, złożoną z dwóch dwudywizyjnych korpusów (VI i VII) oraz Grupy Oinonen, złożonej z z trzech brygad, w tym stanowiącą szpicę ataku 1. Brygadę Jegierską. W rezerwie zatrzymano jedną dywizję, która miała blokować okupowany przez Sowietów półwysep Hanko. Ogółem front był obsadzony przez cztery korpusy, idąc od zachodniej Karelii: IV, atakujący Viipuri, dalej na wschód II. i VI., atakujące na południe, w stronę Ładogi oraz VII., idący na Sortavala, najbardziej na wschód.Naprzeciw nim rozlokowała się sowiecka 7. Armia, oparta o umocnienia.

    10 lipca VI Korpus ruszył do ataku, szybko przełamując sowieckie linie, dopiero przy jeziorze Jänisjärvi prawa flanka napotkała na silny opór, który zatrzymał ich aż do 16 lipca. Do walki weszła też pozostająca w rezerwie 1. Dywizja, rezerwowa 17. DP oraz niemiecka 163. DP, które miały zająć miasteczko Suvilahti. Niezbyt dobrze radziła sobie Grupa Oinonen, której atak zatrzymał się tuż po tym, jak się zaczął, zatrzymany silnym sowieckim oporem.

    Jednak Finom - siłami wyczerpanej 110-kilometrowym natarciem 1. Brygady - udało się 16 lipca dotrzeć do brzegów Ładogi, 21 lipca zdobyli szturmem graniczne miasteczko Salmi, wybijając okrążony sowiecki 452. pułk zmotoryzowany, zaś 23 lipca dotarli do przedwojennej granicy w pobliżu jeziora Onega. Mannerheim nakazał kontynuowanie natarcia i przygotowanie pozycji obronnych bardziej na południe. Finowie skierowali się na Sortavala i Pietrozawodsk, jednak spora część żołnierzy odmówiła przekroczenia granicy z 1939 roku. Sowieci próbowali kontratakować siłami 198. Dywizji Zmotoryzowanej przez rzekę Jänisjoki, jednak Finowie przechwycili ich plany i zmusili do odwrotu 1 sierpnia. Sortavala została wyzwolona 15 sierpnia, a Finowie okrążyli sowiecką 168. Dywizję Strzelecką nad brzegiem Ładogi, rozcinając sowiecki front na pół (wschodnią i zachodnią Karelię) i zdobywając duże ilości zaopatrzenia, którego Sowieci nie mogli wyewakuować przez jezioro.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Naprzód, przeciw bolszewizmowi! Węgierski żołnierz podczas ataku, rejon Humania, lato 1941 roku.

    Stalowy walec Wehrmachtu przetaczał się przez zachodnie połacie ZSRR. Niemal równocześnie z kotłem smoleńskim miała miejsce bitwa pod Humaniem, która zaczęła się 15 lipca 1941 roku. Niemcy bez trudu zmiażdżyli cztery sowieckie korpusy pancerne w trójkącie dubieńskim i, dowodzeni przez mojego ulubionego generała, starego Prusaka, Gerda von Rundstedta, parli na wschód, do Kijowa. Zdesperowani Sowieci próbowali kontratakować, jednak tak i tutaj ich ataki były źle skoordynowane i odparte bez trudu przez Niemców. Co więcej, Wehrmacht otoczył siły dwóch sowieckich armii - 6. i 12., okrążając je pod Humaniem.

    10 lipca głównodowodzącym frontem południowo-zachodnim został jeden z niewielu starych marszałków Stalina - Siemion Budionny. Tego samego dnia pancerny klin von Rundstedta rozerwał front między Kijowem, a Humaniem. Niemiecka 17. Armia, a wraz z nią jednostki węgierskie, dowodzona przez gen. von Stülpnagela, atakowały na południe, zaś 11. Armia gen. von Schoberta uderzała na północ, spod granicy rumuńskiej. Sowieci uważali, że Niemcy i Węgrzy będą próbowali forsować Dniepr w pobliżu Czerkasów i zlekceważyli kocioł humański. Nie wydano nawet rozkazu o wycofaniu się 6. i 12. Armii, co skazało je na unicestwienie.

    Tymczase Niemcy parli na południe i 2 sierpnia 1. Grupa Pancerna zamknęła kocioł. Tego samego dnia Węgrzy wkroczyli do akcji, następnego dnia łącząc się z 16. Dywizją Pancerną. Walki trwały jeszcze sześć dni, kiedy Niemcy metodycznie wybijali okrążonych w kotle. Kocioł pod Humaniem okazał się być dla Sowietów katastrofą - do niewoli poszło ponad 100 tysięcy żołnierzy, w tym dowódcy obu armii sowieckich. Sowieci stracili też przeszło 100 tysięcy zabitych i rannych, ponad 300 czołgów i 850 dział.
    Duży udział mieli w tym sukcesie także Węgrzy, cechujący się wysoką dyscypliną i odwagą.

    #barbarossa #unternehmenbarbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Mawrycyj: nie rozpowszechniam żadnego mitu. Proszę mi wskazać, gdzie stwierdzam, jakoby Wehrmacht był zmechanizowany (!). Jak bardzo byś się nie starał, to i tak stopień mechanizacji był wysoki, a ty próbujesz odebrać wojskom niemieckim ten przymiotnik. To, że konie w setkach tysięcy były zaprzęgnięte do machiny wojennej (głownie do transportu), nie przyćmiewa w żaden sposób jakości, jaką prezentowały siły mobilne. Niemcy nie atakowali na koniach, po raz kolejny, tylko w czołgach, transporterach opancerzonych, ciężarówkach i samolotach. Wykańczaniem rozbitych sił zajmowała się idąca (o sile własnych mięśni) za pancernym walcem - piechota.

      Jeśli już jesteśmy przy tym temacie, to proszę, powiedz mi, jak z kolei wyglądał poziom zmotoryzowania obu armii. Ja wiem, że sama GA Środek (przed rozpoczęciem inwazji) miała więcej pojazdów samochodowych na stanie niż wszystkie fronty RKKA razem wzięte.

      Epizody kawaleryjskie miały miejsce, ale po stronie sowieckiej i polskiej.
      pokaż całość

    •  

      @drect Masz racje nie stwierdziles tak.

      Oczywiscie ze tak, stopien mechanizacji calej armii nie byl wysoki. Jakosc to jedno, ilosc to drugie. Co do ilosci srodkow transporotwych, nie mam teraz dostepu do zrodel wiec Ci nie odpowiem. Natomiast przybliżone liczby czolgow pamietam, 3k do 23k Armii Czerwonej. Ja z kolei nie napisalem ze atakowano konno, transport i zaopatrzenie owszem, glownie na zwierzakach bazowal.

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykański szeregowiec w mundurze garnizonowym. Zdjęcie pochodzi z sesji dla magazynu ''Life'' z 1940 roku, przedstawiającej wszystkie mundury dla sił zbrojnych.

    Ostatnio wywiązała się ciekawa dyskusja dotycząca wyposażenia żołnierzy, zwłaszcza w kontekście Armii Czerwonej i US Army. Jako, że odtwarzam amerykańskiego żołnierza, to z każdym rokiem coraz bardziej się dziwię, gdy zgłębiam temat.

    Otóż armia amerykańska swoim żołnierzom zapewniała absolutnie wszystko. Pomijam tutaj już kwestię uzbrojenia, wyżywienia, czy środków transportu (których Amerykanie mieli więcej w dywizji, niż Sowieci czasem w całych armiach).

    Każdemu żołnierzowi wydzielano regulaminowo pięć mundurów: polowy, wyjściowy, garnizonowy, letni i roboczy. Do tego olbrzymia różnorodność ubiorów specjalistycznych: parki, kombinezony, płaszcze przeciwdeszczowe. Samych parek powstało siedemnaście (!) typów - żadna armia nie była w stanie zapewnić tylu odpowiednich rodzajów umundurowania swoim żołnierzom. Opracowano nawet kalosze dla żołnierzy na mokrą pogodę, czy lekkie trampki do noszenia w dżungli.

    Mundury to nie wszystko. Pozostawało wyposażenie. Poza tym, co wiedzą wszyscy, czyli oporządzeniem bojowym, były też całe tony innego wyposażenia. Amerykanie dawali bowiem swoim żołnierzom kuchenki (!), po jednej na dwóch, oraz połówki namiotu (każdy żołnierz dostawał jedną). W efekcie dwóch żołnierzy mogło być całkowicie samowystarczalnych na froncie. Armia zapewniała pełne środki higieny osobistej, zawierające nawet takie rzeczy, jak maść w sztyfcie, pilniczki do paznokci, czy woda po goleniu. Nocleg? Od śpiworów, poprzez dmuchane materace, a kończąc na łóżkach polowych. Czas wolny? Proszę bardzo - dziesiątki książek i gazet, karty do gry, kości, a nawet polowe, składane szachy. Dla każdego żołnierza przygotowano sporą ilość broszurek: rozmówki, słowniki, przewodniki dotyczące krajów, gdzie akurat się znajdował. Żołnierzom wydawano nawet chustki do nosa, zapalniczki i portfele - jeśli ktoś przyszedł do armii jako, za przeproszeniem, gołodupiec, to armia dawała mu wszystko, czego potrzebował. A wszystko to trzymał w koszarach w gustownej szafeczce zwanej footlockerem.

    Porównując wyposażenie, to nawet Wehrmacht i SS przy Amerykanach wyglądali jak ubodzy mieszczanie. O Armii Czerwonej i jej podobnych nie wspominając.

    Jednak mogłem wzorem wielu innych rekonstruktorów, pozostać w niewiedzy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Napisałbym jakiś zjadliwy komentarz na temat portretów tych łobuzów, ale sobie daruję. Wracamy do tematu Barbarossy. Żołnierz Waffen-SS ogląda pozostałości po sowieckim kołchozie, rejon Smoleńska, lipiec 1941 r.

    Niemiecka ofensywa pruła bardzo szybko przez sowieckie ziemie. Jak pamiętacie, sowieckie próby oporu były wyjątkowo nieskuteczne i zdezorganizowane, a Niemcy rozbijali w pył całe korpusy i armie. Nie inaczej było na początku lipca w rejonie Smoleńska. Mimo, że Sowieci byli oparci o dwie rzeki - Dźwinę i Dniepr oraz umocnienia Linii Stalina, sowiecki dyktator nakazał przeprowadzić serię kontrataków.

    Radzieckie 5. i 7. KZmech. z 20 Armii gen. Kuroczkina uderzyły na niemieckie linie rankiem 6 lipca 1941 r. Nadziały się jednak na czołgi sławnej 7. DPanc. i w konsekwencji oba korpusy zostały praktycznie unicestwione. 10 lipca Niemcy przeszli do natarcia. Z południa uderzała 2. Grupa Pancerna gen. Guderiana, dziesiątkując osłabioną sowiecką 13. Armię gen. Fiłatowa i okrążając sporo sowieckich jednostek pod Mohylewem. Z północy, 3. Grupa Pancerna gen. Hotha przekroczyła Dźwinę i oskrzydliła Witebsk, zaciskając żelazną obręcz wokół trzech sowieckich armii.

    Od 11 lipca sowieckie 19., 20., 21. i 3. Armie atakowały linie obu niemieckich grup pancernych w rejonie Witebska i Bobrujska. Sowieckie kontrnatarcia były tak źle skoordynowane i słabo przeprowadzone, że Niemcy praktycznie w ogóle nie zwracali na nie uwagi - jeśli jakiejś próby ataku nie zmiotła Luftwaffe, to bez problemu zajmowała się tym artyleria. 3. Grupa Pancerna zajęła Witebsk i Połock, idąc równolegle do wojsk Guderiana, z kolei 29. Dywizja Zmotoryzowana wdarła się do Smoleńska, zajmując większość miasta. Guderian, przewidując sowieckie próby kontrataku, wysłał w rejon miasteczka Jelnia 10. Dywizję Pancerną.

    W końcu, 3. Grupę Pancerną spowolniła pogoda i teren. Moczary i padający deszcz zakopywały pojazdy w błocie. Niemcom brakowało tylko 16 kilometrów do zamknięcia kotła. Nowooddelegowany do walk Rokossowski przeprowadził lokalny kontratak, zatrzymując czasowo 7. DPanc. Kontratak pozwolił jednak utrzymać lukę w okrążeniu, przez którą mogły wydostać się okrążone jednostki. Jednak zmasowane ataki Sowietów nie wywarły na Niemcach większego wrażenia i kocioł udało się ostatecznie zamknąć 30 lipca, odpierając wszystkie sowieckie kontrataki. Części sowieckich sił udało się przerwać okrążenie i wycofać się pod dowództwem 20. Armii, jednak większość sił zamknięto ponownie w kotle i zniszczono. Sowieci ponieśli potworne straty: 400 tys. zabitych i rannych, 300 tys. jeńców i 3 tys. czołgów.

    Mimo, iż bitwa była miażdżącym sukcesem Niemców, to stanowiła pierwszą oznakę groźby niepowodzenia inwazji i podzielenia niemieckich sił w przyszłych bitwach pod Kijowem i Humaniem, co zemściło się pod Moskwą.

    #barbarossa #unternehmenbarbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Grzyb atomowy po eksplozji bomby atomowej nad Nagasaki, 9 sierpnia 1945 roku.

    Dobitnym przykładem, że zrzucenie bomb atomowych było w głównej mierze podyktowane testem bojowym nowej broni było to, że bomba, która miała spaść na Nagasaki miała zapalnik plutonowy, inny od ''Little Boya'' z zapalnikiem ciśnieniowym.

    Nalotu dokonał B-29, zwany ''Bock's Car'' z tej samej, 509. Grupy Bombowej płk Tibbetsa, pilotowany przez mjr Charlesa W. Sweeneya. Samolot, jak i jego poprzednik, wystartował również z Tinianu o 3:47 i skierował się nad Yakushimę, oczekując na eskortę. Początkowym celem było miasto Kokura, jednak nalot odwołano ze względu na złe warunki atmosferyczne (co stanowiło przyczynę japońskiego powiedzenia ''Masz szczęście, jak Kokura'', co oznacza nieświadome uniknięcie katastrofy), więc samolot skierował się nad miasto Nagasaki. Implozyjna bomba z zapalnikiem plutonowym, nazwana po premierze Wlk. Brytanii, Winstonie Churchillu ''Fat Man'', spadła mniej precyzyjnie ze względu na zachmurzenie, 3 km od celu, w dzielnicy Urakami, eksplodując dokładnie o godz. 11:02 z siłą 22 kiloton. Okoliczne wzgórza złagodziły efekt eksplozji, niemniej w promieniu 1,6 km miasto zostało całkowicie zniszczone, w dalszych częściach została wywołana burza ogniowa, ogólnie zniszczono 60 % zabudowy. W wyniku wybuchu zmarło od 40 do 70 tys. osób. Do końca 1945 roku zmarło w wyniku poparzeń i choroby popromiennej około 70 tys. osób. Najbardziej przerażające jest to, że bomba spadła na miasto, w którym znajdowała się największa społeczność japońskich katolików - de facto najmniej radykalnych mieszkańców tego kraju...

    Charles W. Sweeney zakończył służbę w stopniu generała. Do końca życia bronił decyzji o użyciu broni atomowej. Zmarł 16 lipca 2004 roku w Bostonie.

    Nadal pozostaję przy swoim zdaniu, że zrzucenie bomb atomowych było niepotrzebne. Amerykanie po wojnie wmówili światu, że jedyną alternatywą była inwazja na Japonię i śmierć rzekomego ''miliona'' Amerykanów, co jest nieprawdą. Był bardzo tani i skuteczny sposób zmuszenia Japonii do poddania się - była to morska blokada wysp macierzystych. Umierające Imperium już w styczniu cierpiało na niedobory w gospodarce, ale wiosną i latem 1945 roku osiągnęło to dramatyczny poziom. Doszło do tego, że baterie artylerii przeciwlotniczej nie strzelały do wypraw bombowych, bo fabryki nie miały z czego produkować amunicji. Samoloty stały rzędami na lotniskach, bo paliwa - w dodatku na bazie alkoholu i to słabej jakości - starczało dla niewielu. Już nie wspominam o brakach w kauczuku, aluminium, węglu, czy żywności. W lipcu 1945 r. Japończycy nie byli w stanie nawet odpędzić amerykańskich okrętów ostrzeliwujących Tokio. Nie było potrzeby lądowego szturmu Japonii. Co więcej, na Imperium bardziej podziałała wieść o inwazji Armii Czerwonej w Mandżurii, co pozbawiło Japonię jedynego liczącego się kraju, który mógł prowadzić ich mediacje z USA. A mediacji próbowali kilkukrotnie na długie miesiące przed atakami atomowymi - nawet chcąc się zrzec wszystkich zdobyczy terytorialnych, poza wyspami macierzystymi.

    Amerykanie, wbrew rozgłaszanym po wojnie historyjkom, nigdy nie ostrzegli mieszkańców Hiroszimy i Nagasaki. Zrzucenie bomb było zagraniem va banque ze strony USA - zastraszenie Japonii i pokazanie Stalinowi, jaką nową zabawką dysponuje Ameryka.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj bez koloru.

    Oczy, które widziały błysk jaśniejszy, niż tysiąc słońc. Oślepiona przez wybuch nuklearny w Hiroshimie japońska dziewczynka. Jedna z setek tysięcy hikabusha - ''dotkniętych eksplozją''. Ludzi porażonych, rannych, chorujących na chorobę popromienną. Umierających w straszliwych męczarniach, dręczonych do końca życia przez różne schorzenia. W 2008 roku było to ponad 400 tysięcy osób, w tym jedyna oficjalna ofiara obu bomb atomowych - Tsutomu Yamaguchi.

    Według polskich internetowych husarzy/prekariuszy (niepotrzebne skreślić) - jej się należało.

    Nie wiem, jaki gnój trzeba mieć we łbie, żeby napisać, że cywilom - bo to oni padli w głównej mierze ofiarą ataków atomowych - należała się śmierć. A zwłaszcza tak okrutna. W obu miastach większość stanowiły dzieci, starcy, kobiety i mężczyźni niezdolni do służby wojskowej. Nagasaki, którego smutną rocznicę zniszczenia mamy jutro (Dzisiaj - Mleko), było największym skupiskiem japońskich katolików, czyli najmniej radykalnych mieszkańców tego kraju.

    Za co się należało? Za to, co każdy janusz historii, ekspert z artykułów gazetkach potrafi wystękać. Za NANKIN.

    Już pomijam to, że Amerykanie głęboko i szeroko mieli ten Nankin (w 1937 roku ŻADEN kraj nie zająknął się o chińskich ofiarach, a już zwłaszcza Amerykanie), jak i całe Chiny (które tuż po wojnie zostawiono samym sobie na pastwę komunistów, zaś podczas wojny konsekwentnie zlewano). Zwłaszcza po ośmiu latach wojny.

    Już pomijam to, jak bardzo żenujące jest powoływanie się na jeden i ten sam przykład, jak na prawdę objawioną. W dodatku większość tych ''znawców'' zna bardzo zmanipulowany przebieg masakry z książczyny jakiejś chińskiej dziennikarki, która popełniła samobójstwo z depresji, kiedy historycy rozjechali jej bajki w debacie naukowej. Najbardziej żałosne w tym jest sprowadzanie całego ośmioletniego konfliktu do tej jednej zbrodni.

    Już pomijam nawet to, że trzeba mieć wyjątkowo nie po kolei we łbie, żeby napisać, że dziecku, którego nie było nawet na świecie w momencie Nankinu, ''należało się'' takie okaleczenie.

    Po prostu nie jestem w stanie zrozumieć, jak można napisać, że ludziom - jakimkolwiek - należała się śmierć. Myślałem, że etap ''oko za oko'' cywilizowany świat ma za sobą od setek lat. Nie wiem, czy komuś za bardzo odbiło przy ''wstawaniu z kolan'' i ''odzyskiwaniu godności'', czy niektórzy nadal ejakulują, bo prezydent Trump wygłosił przemówienie w Warszawie. Na świecie ataki atomowe postrzega się jako tragedię i horror, a tylko w Polsce pisze się ''dobrze im tak''. Ale ci sami ludzie pisaliby z oburzeniem, gdyby ktoś powiedział, że np. car ''miał prawo'' mordować Polaków i wysyłać ich na Syberię. Ewentualnie Ukraińcy ''mieli prawo'' mordować Polaków za setki lat dominacji. Odrażające.

    Na wykopie napisano bardzo trafny komentarz (pozdrawiam autora): ''Gdyby Amerykanie rzucili bombę atomową na Polskę, to na pewno znaleźliby się tacy, którzy broniliby tej decyzji''.

    PS W związku z wylewem bydła w komentarzach zapowiadam lojalnie, że każdego, kto będzie chciał się bezpodstawnie pokłócić, albo prowokować - zbanuję bez ostrzeżenia. Można dyskutować i się nie zgadzać, ale jakieś ramy dyskusji obowiązują.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      Już pomijam to, że Amerykanie głęboko i szeroko mieli ten Nankin (w 1937 roku ŻADEN kraj nie zająknął się o chińskich ofiarach, a już zwłaszcza Amerykanie), jak i całe Chiny (które tuż po wojnie zostawiono samym sobie na pastwę komunistów, zaś podczas wojny konsekwentnie zlewano). Zwłaszcza po ośmiu latach wojny.

      @Mleko_O: Masz rację... przynajmniej w tym, że Amerykanie nie zrzucili bomb na Hiroszimę i Nagasaki, by pomścić setki tysięcy zamordowanych przez Dai-Nippon Chińczyków i innych Azjatów, których mieli tam, gdzie do 1945 roku mieli mordowanych w Europie Żydów. ( ͡° ʖ̯ ͡°) pokaż całość

      +: Mleko_O
    •  

      @Mleko_O: Jak już wspominałem - tak jak wielu, reprezentujesz strasznie uproszczoną, czarno-białą wizję historii. Jak się siedzi przed komputerkiem 70 lat później to wszystko jest jasne i proste, trudno żeby było inaczej. Jak również wspomniano, nie ma podstaw by sądzić, że blokada mogłaby osiągnąć taki sam skutek, czyli bezwarunkową kapitulację przy minimalnej ilości ofiar.

      Na dodatek jesteś strasznie niekonsekwentny - w typowy dla siebie sposób upraszczasz do granic prymitywnego absurdu kwestię wymiaru sprawiedliwości, pisząc że może być tylko winny albo niewinny, bez półśrodków a dalej bronisz Donitza? Przecież był winny w świetle postawionych zarzutów, brał udział w prowadzeniu wojny agresywnej. Amerykanów nazywasz wprost mordercami ale tutaj już się nagle pojawia cień zrozumienia dla tego czym w rzeczywistości i praktyce była wojna totalna?
      To oczywiste, że kacapy którzy zasiadali na ławie sędziów mogliby zostać skazani za te same i znacznie gorsze czyny, ale kto miał ich oskarżyć i osądzić, Jezus Chrystus? Trochę rzeczywistości.

      Co najistotniejsze - Norymberga to przecież 13 procesów, prawie 200 oskarżonych i podstawa do setek kolejnych z tysiącami oskarżonych, a twoim jedynym zarzutem jakoby była to "porażka" albo "farsa" jest jeden kontrowersyjny przypadek Donitza? Właśnie z tego względu dostał najniższy wyrok, nie został natychmiastowo rozstrzelany jak chcieli postąpić ruscy ze wszystkimi. Zabawne, że z tym jakoby była to "farsa" nie zgodziliby się nawet sami oskarżeni.

      Skazano tych co się po prostu nawinęli
      To kogo twoim zdaniem powinni skazać jeśli nie tylko tych których udało się schwytać czyli "się nawinęli"? Kilka milionów szeregowców i obywateli III Rzeszy?
      Skoro to taka farsa i porażka to powiedz jak twoim zdaniem powinno się po wojnie postąpić? Bo ja tam nie mam wątpliwości, że to najlepsze co było w ogóle wykonalne. No chyba że to tak jak z Amerykańskimi bombardowaniami, takie gdybanie jak "być powinno" w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości.

      Jak pisałem - łatwo, prosto i przyjemnie jest oceniać i osądzać z takiej pozycji. Nie rozumiem tylko jaki to ma cel, sens czy wartość.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (214)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Najbardziej przerażająca chmura świata. Grzyb atomowy po eksplozji ''Little Boya'' nad Hiroshimą, 6 sierpnia 1945 roku. Zdjęcie pochodzi z filmu nagranego z pokładu B-29 ''Enola Gay'', pilotowanego przez płk Paula Tibbetsa, w trakcie zrzutu. Bombę uzbroił o 7:30 rano kontradmirał WIlliam S. Parsons, o 8:15:19 bombardier płk Thomas Ferebree dokonał zrzutu. Bomba, nazwana pieszczotliwie po zmarłym prezydencie Roosevelcie ''Chłopczyk'' eksplodowała 508 metrów, nad dziedzińcem szpitala Shima o godz. 8:16:02. Wybuch miał moc 16 kiloton, osoby znajdujące się w epicentrum wybuchu dosłownie wyparowały, zaś od temperatury topiły się nawet najtwardsze metale. Im dalej od epicentrum, tym skutki były bardziej widoczne: potwornie poparzeni ludzie, ze spływającą z ramion skórą, wypływającymi gałkami ocznymi, z powbijanymi w ciała odłamkami metalu, szkła i drewna, snuli się później po ulicach miasta, powoli umierając. Niektórzy skakali do wody, próbując się chronić przed kulą ognia. Lekkie japońskie domy spłonęły jak papier, zaś wiele zmiotła fala uderzeniowa. Niezliczone liczby ludzi zachorowały na chorobę popromienną, której skutki są odczuwalne u niektórych aż po dziś. W ataku atomowym zginęło około 90 tysięcy ludzi, co stanowiło 1/3 populacji miasta. Z 76 tys. budynków zniszczonych zostało 70 tys.

    Żaden z Amerykanów, stanowiących załogę ''Enola Gay'' nie miał wyrzutów sumienia. Awansowany na generała Paul Tibbets zmarł 1 listopada 2007 roku, płk Thomas Ferebree - 16 marca 2000 roku, adm. William Parsons - 9 grudnia 1953 roku, zaś ostatni członek B-29, major Theodore Van Kirk - 28 lipca 2014 roku. Z mojej perspektywy zrzucenie bomb atomowych było już niepotrzebne i krytykowało je wielu samych Amerykanów - w tym generał MacArthur. Japonia już od kilku miesięcy próbowała się poddać. Daleko od Japonii, w kremlowskich murach wąsaty zbrodniarz zdobył się na bardzo rzadkie u siebie współczucie i chyba jedyne wobec innego narodu. Stalin, chociaż nienawidził Japonii z całego serca, zrzucenie bomby nazwał barbarzyństwem. Twórca bomby A, Robert Oppenheimer ze łzami cieknącymi z oczu czytał później skutki działania swojego dzieła. Nigdy sobie nie darował, że stworzył coś tak potwornego.

    Kiedy patrzę na to zdjęcie, nachodzi mnie refleksja. W 1939 roku świat wkraczał do wojny na koniach, z szablami i lancami, kiedy zaś ją kończył - posiadał samoloty odrzutowe, rakiety, noktowizory i broń atomową. Niebywały jest rozwój techniki... i przerażający.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    +: Cherryblossomya, maks90 +1004 innych
    •  

      @Hound: to cywilie mogą stanowić presję na swoją władzę, nie jakieś tam bomby. wojne wygra ten, kto sobie zjedna ludność. albo ją przestraszy odpowiednio mocno. z tego samego powodu kiedyś wypuszczano więźniów podczas rewolucji, albo rozdaje sie cukierki i wafelki od nestle. nikt nie da rady okupować bez współpracującej ludności. jeżeli pokazać zwykłym ludziom, że będą wyparowywali jeśli stawiać będą nadal opór, to każda władza upadnie. Mamy tego wszystkiego doskonały przykład np. w Syrii. pokaż całość

    •  

      @slx2000 Japończycy byli takimi Niemcami Azji w tamtym okresie. Oczywiście teraz wizerunek Japonia jest inny. Choć Chiny czy Korea nadal za Japonia nie przepada.

    • więcej komentarzy (179)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Potwory. Myśleliście, że te istnieją tylko w bajkach, jednak historia widziała prawdziwe potwory. Bestie w ludzkich skórach, brodzące we krwi swych ofiar.

    Kiedy byłem mały, byłem zafascynowany - jak zapewne wielu amatorów historii - eleganckimi mundurami SS, estymą tej formacji, odwagą jej żołnierzy i sprzętem. Któregoś dnia mój Tato w gniewie wyrzucił z siebie nazwisko Oskara Dirlewangera i jego siepaczy. Od tamtej pory ściska mnie w gardle, kiedy pomyślę o ogromie zła wyrządzonym przez tych łajdaków.

    Pokryty gruzem plac Piłsudskiego pełen był żołnierzy niemieckich różnych formacji. Esesmani, żołnierze Wehrmachtu, policjanci, kozacy od Kamińskiego, chłopcy z Hitlerjugend. Zgromadzeni w pobliżu szubienic, na których kołysze się kilka ciał. Patrzą na pędzone kolbami karabinów młode, nagie dziewczyny. Po ich udach cieknie krew - zostały chwilę wcześniej brutalnie zgwałcone, wielokrotnie. W szpitalach, gdzie hitlerowscy żołdacy zostawili za sobą stosy ciał i kałuże krwi. Jedna po drugiej zmaltretowane sanitariuszki zwisają na szubienicach, kiedy wysoki esesman w płaszczu wykopuje im cegły spod nóg. Za dziewczynami prowadzony jest na sznurze pobity lekarz z koroną cierniową na okrwawionej głowie. Żołnierze wyśmiewają ''Jezusa Warszawy''. Też ginie. Niemcy śmieją się, klaszczą, gwiżdżą. Jakby właśnie oglądali najwspanialszy spektakl.

    Za te zbrodnie odpowiadał niemiecki doktor politologii i bohater I Wojny Światowej. Odznaczony wieloma orderami za wiele ran odniesionych na polu bitwy. Karany przed wojną za molestowanie dziewczynki. Wysoki, chudy, wręcz kościsty. Odziany w długi skórzany płaszcz, z nieodłącznym pistoletem w ręku. Zło absolutne. Niemiec. Oskar Dirlewanger.

    Dzisiaj mija 74. rocznica rzezi Woli - w której zginęło 25-30 tysięcy ludzi, do której skierowano niesławną jednostkę - Pułk Specjalny SS ''Dirlewanger''. Jednostka, pierwotnie złożona z kłusowników i żołnierzy z różnymi przewinieniami w wyniku strat została uzupełniona zwykłymi bandytami. Mordercami, gwałcicielami, podpalaczami i złodziejami. Potworami. Ich pierwszym zadaniem po przybyciu do Warszawy 5 sierpnia było odblokowanie wojsk na placu Piłsudskiego. Ponosząc ogromne straty (700 ludzi w ciągu trzech dni) dirlewangerowcy przebijają się do Pałacu Saskiego. Upojeni alkoholem hitlerowcy idą prosto pod kule powstańców. Ciężkie straty rekompensują sobie rzeziami ludności cywilnej. Na ulicy Wolskiej 43/45 i zakładach Ursusa żołdacy Dirlewangera wymordowali 9 tysięcy ludzi samego 5 sierpnia. Dziewięć tysięcy jednego dnia. Przez cały okres Powstania dirlewangerowcy wymordowali około 30 tysięcy ludzi. Podrzynali gardła brutalnie gwałconym kobietom, wrzucali granaty do zatłoczonych piwnic, palili domy miotaczami ognia, mężczyzn wieszali, gdzie się dało. Ludność cywilną ciągnęli na sznurach w charakterze żywych tarcz. Dzieciom rozbijali głowy o futryny drzwi. Nawet unurzany w polskiej krwi generał SS von dem Bach mówił o nich: ''gromada świń, a nie żołnierze''...

    Matthias Schenk, 18-letni saper Wehrmachtu, spisał wstrząsającą relację z działań dirlewangerowskich zbirów. To tylko jeden fragment:

    ''Za każdym razem, kiedy szturmowaliśmy piwnice, a były w niej kobiety, dirlewangerowcy je gwałcili. Często kilku tą samą, szybko, nie wypuszczając broni z rak. Wtedy, po jakiejś walce wręcz, trząsłem się pod ścianą, nie mogłem się uspokoić; wpadli ludzie Dirlewangera. Jeden wziął kobietę. Była ładna, młoda. Nie krzyczała. Gwałcił ją, przyciskając mocno jej głowę do stołu. W drugiej ręce miał bagnet. Najpierw rozciął jej bluzkę. Potem jedno ciecie, od brzucha po szyje. Krew chlusnęła. Czy wiecie, jak szybko zastyga krew w sierpniu...?''

    Goethe, Schiller, Bach, Kant, Beethoven... nie poznaliby swoich potomków. Naród, o którym mówiono, że jest ojczyzną myślicieli, poetów i kompozytorów, który chwalono za myśl techniczną i precyzję... stał się synonimem zła absolutnego. Volk der Richter und Henker - naród sędziów i katów.

    Marnym pocieszeniem jest to, że w trakcie walk zbiry Dirlewangera straciły gigantyczną ilość ludzi - mówi się o nawet 315 % strat (3771 ludzi), a w walkach z Armią Czerwoną zostali dosłownie rozniesieni. Sam Oskar Dirlewanger został zatłuczony na śmierć przez polskich żołnierzy w Althausen w czerwcu 1945 roku.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Więc mówicie, że flaga Konfederacji jest kontrowersyjna? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Kapitan Julius Dusenberg z 1. Dywizji Marines z dumą wiesza flagę Dixie w zamku Shuri, 29 maja 1945 r.

    Ostatnio opisywałem jak ciężkie zmagania toczono w maju 1945 roku na Okinawie. Generalnie wszystko przeistoczyło się w walki pozycyjne rodem z I WŚ, wszystko w strugach deszczu i potokach błota. Dopiero wyłamywanie kolejnych pozycji obronnych Japończyków pozwoliło na dalsze progresy w natarciu. Kiedy Amerykanie zdobyli blokujące ich wzgórza, nazwane Stożek, Kropla Czekolady i Głowa Cukru, japońska obrona zaczęła pękać. Nacierający ruszyli w pogoń, chcąc zablokować uciekające oddziały, ale zatrzymał ich ulewny deszcz. Japończycy zaś poruszali się utwardzonymi drogami za pomocą 100 skrzętnie skrywanych ciężarówek. Amerykanie klęli na czym świat stoi, bo pojazdy zapadały się po osie w błocie - zdarzało się, że Shermany przejeżdżały po zatopionych w brązowej mazi Jeepach. Kiedy się trochę przejaśniło, ruszyli w pościg, do ataku rzuciło się też lotnictwo. Bombardowano kolumny, wśród nich byli jednak cywile, ginący masowo od amerykańskiego ostrzału. Do udanego odwrotu Japończyków przyczyniła się też odważnie broniąca się 5-tysięczna straż tylna, która sprawiała wrażenie, jakby walczyła cała dywizja.

    Na osłodę Amerykanom pozostało zdobycie centralnego punktu obrony, która powstrzymywała ich ponad miesiąc - zamku Shuri. Zamek był zrujnowany niemal do fundamentów przez ciągły ostrzał. Zaszczyt ten przypadł 1. Dywizji Marines (ku wielkiemu rozczarowaniu 77. DP, w pasie natarcia której leżał zamek). Marines wdarli się na zamkowy dziedziniec i rozbili grupę Japończyków broniących zamku, po czym zatknęli konfederacką flagę ku radości wszystkich chłopaków z Południa. Japończycy bronili się jednak zażarcie na okolicznych wzgórzach i ostrzeliwali drogi dojazdowe, przez co samoloty musiały zrzucać zasobniki dla marines w zamku. „Znaleźliśmy niesamowicie dużo zwłok. Wzgórza, na których walczyli marines, były usiane zwłokami i kawałkami zwłok zabitych marines, było także wielu zabitych Japończyków. Niektórzy leżeli tam tydzień, lub więcej, a smród był tak straszny, że oddychało się z obrzydzeniem.”, wspominał jeden z żołnierzy 7. Dywizji.

    Amerykanie atak wznowili 1 czerwca, kiedy zepchnęli pozostałości japońskiej 32. Armii na niewielki fragment wyspy na południu. Walczono o obsadzony przez japońskich marynarzy półwysep Oroku. Amerykanie wysadzili wówczas bodaj ostatni prawdziwie bojowy desant II WŚ. Japończycy bronili się dzielnie, niszcząc sporo amerykańskich czołgów, mimo braku dział ppanc. Walczyli dosłownie do ostatniego naboju. Ostatni z ocalałych Japończyków, oficer, spokojnie usiadł na brzegu rzeki i zapalił papierosa, czekając aż Amerykanie go zastrzelą. Amerykanie ruszyli do ostatniej ofensywy na wyspie 11 czerwca. Japończycy, mimo, że dysponowali dobrymi liniami obronnymi, to byli już zbyt słabi, by stawiać długi opór. Do jaskiń wlewano wężami benzynę i podpalano, bazooki i działa niszczyły kolejne improwizowane schrony z okinawskich grobowców. W obawie przed pułapkami, Amerykanie strzelali bez litości do wszystkich - do żołnierzy i cywilów... 17 czerwca Amerykanie dotarli niemalże do południowego krańca Okinawy. To był już prawie koniec... prawie.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykański krążownik ciężki USS ''Indianapolis''

    USS ''Indianapolis'' był amerykańskim ciężkim krążownikiem typu Portland, wybudowanym w 1932 roku oraz okrętem flagowym adm. Raymonda Spruance'a, dowódcy 5. Floty. Brał udział w walkach o Nową Gwineę, Aleuty, Wyspy Gilberta, Mariany, Iwo Jimę i Okinawę. Latem 1945 roku skierowano go z tajną misją dostarczenia za wszelką cenę na Tinian ładunku nuklearnego do bomb atomowych, które spadły potem na Hiroshimę i Nagasaki. W drodze powrotnej, w nocy z 29 na 30 lipca 1945 roku okręt został dostrzeżony przez japoński okręt podwodny I-58, dowodzony przez komandora Mochitsurę Hashimoto. Okręt podwodny odpalił salwę torped, z których dwie trafiły w okręt piętnaście minut po północy, powodując eksplozję, przełamanie okrętu na pół i zatonięcie w ciągu 12 minut. Spośród 1195 marynarzy, około 300 zginęło natychmiast, dalszych 900 znalazło się w wodzie.

    Wielu nie posiadało kamizelek ratunkowych ze względu na nagłą ewakuację okrętu, nie spuszczono także dostatecznej liczby szalup i tratw. Kamizelki ratunkowe nasiąkały wodą i po pewnym czasie zwyczajnie ciągnęły rozbitków w dół - wielkiego pecha mieli ci, którzy w nich zasnęli w nocy. Brakowało wody i żywności, wielu miało potworne halucynacje powodujące nawet picie wody morskiej, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Okręt zatonął bowiem w miejscu żerowania rekinów. Rekiny atakowały w dzień i w nocy. Marynarze wspominali, że wielu rozbitków przegryzły na pół, zaś w nocy co kilka-kilkanaście minut rozlegał się krzyk człowieka. Mimo prób ratowania ludzi, poprzez tworzenie kręgów i uderzanie nogami wody, ataki rekinów nie ustawały. Potwory odgryzały nogi i szarpały biodra, a woda była czerwona od krwi, co wzbudzało szał jeszcze większej ilości rekinów i potęgowało ataki. Rozbitkowie spędzili w wodzie cztery dni, mimo, iż miał się zameldować 31 lipca na Filipinach i wziąć udział w ćwiczeniach. Wywiad amerykański wiedział o zatopieniu, ponieważ odebrał meldunek SOS, jednak z niewiadomych przyczyn nie skierowano go do dowództwa Floty.

    Pomoc nadeszła dopiero 2 sierpnia, kiedy porucznik Wilbur Gwynn w samolocie Lockheed Ventura przypadkowo zauważył setki rozbitków wodzie i wezwał na pomoc łódź latającą Catalina, uprzednio zrzucając tratwę i żywność. Kiedy pilot Cataliny, por. Adrian Marks zszedł nad wodę, zobaczył przerażający widok setek wycieńczonych ludzi i pogryzionych ciał przez rekiny. Kiedy samolot się zatrzymał, załoga Cataliny zaczęła strzelać z pistoletów do rekinów, przepłaszając je.

    Amerykanie jeszcze tego samego dnia skierowali wszystkie okręty w pobliżu do ratowania rozbitków. Ocalono zaledwie 327 marynarzy, z których jeszcze dziesięciu zmarło z wycieńczenia.

    Reperkusje po zatopieniu były szczególnie nieprzyjemne dla dowódcy USS ''Indianapolis'', komandora Charlesa B. McVaya III, którego postawiono przed sądem w listopadzie 1945, zarzucając mu niedopełnienie obowiązków służbowych, poprzez m.in. zarzucenie zygzakowania. US Navy poszukiwała kozła ofiarnego, jednak zeznania ekspertów oraz komandora Hashimoto obroniły McVaya, który został ułaskawiony.

    Sprawa miała swój smutny finał, ponieważ McVay przez wiele lat po wojnie otrzymywał telefony i kartki świąteczne od rodzin ofiar USS ''Indianapolis'', na których pisano: ''Wesołych Świąt. Boże Narodzenie byłoby w naszej rodzinie znacznie szczęśliwsze, gdyby nie zabił pan mojego syna.'' Po śmierci żony, osamotniony i zamknięty w sobie McVay popełnił samobójstwo 6 listopada 1968 roku, strzelając sobie w głowę z pistoletu, będąc ostatnią ofiarą USS ''Indianapolis''.

    Sprawa miała swój dalszy ciąg w latach 90. XX wieku, kiedy 12-letni uczeń szkoły podstawowej, Hunter Scott wydobył prawdę na światło dzienne, przeprowadzając wywiady z żyjącymi jeszcze rozbitkami USS ''Indianapolis'' oraz przeglądając 800 dokumentów. Jego działania doprowadziły do tego, że w 2000 roku prezydent USA, Bill Clinton nakazał oczyszczenie McVaya ze wszelkich zarzutów, co nastąpiło w 2001 roku. Obecnie żyje jeszcze 36 rozbitków z USS ''Indianapolis'', ostatniego okrętu zatopionego podczas II Wojny Światowej.

    Co ciekawe, losy okrętu zostały wspomniane w filmie ''Szczęki''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Witam z powrotem, właśnie wróciłem z rekonstrukcji, stąd też brak odpowiedzi.

    ''Bojownicy wolności'' i ich ''kultura'' - żarcie Hostii i picie wina mszalnego z kielichów... wrzesień 1936 r. To zdjęcie doskonale obrazuje przyczyny wybuchu wojny domowej w Hiszpanii. Wykorzystam je zapewne jeszcze do opisania czerwonego terroru (płaczków uspokajam - biały terror też się pojawi). A dzisiaj będzie o przyczynach wybuchu wojny - czyli jedynej rzeczy, o której się mówi w jej kontekście.

    Hiszpania praktycznie od końca I WŚ znajdowała się w stanie ustawicznej anarchii. Nawet ustąpienie niepopularnego króla Alfonsa XIII w 1931 r. nie uspokoiło nastrojów i Hiszpania w ciągu pięciu lat zmieniała rząd trzykrotnie. Co więcej, w 1934 r. podburzane przez lewicę anarchistyczne bojówki doprowadziły do zamachów stanu w Asturii i Katalonii. Dwa lata później ci sami terroryści, próbujący obalić wybrany rząd, będą ''bronić demokracji'' - widocznie demokracja jest tylko wtedy, kiedy wyniki są takie, jak my chcemy. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Broń dostarczał im m.in. późniejszy prezydent Hiszpanii i fanatyczny antyklerykał, Manuel Azana. Anarchistyczni terroryści wymordowali 260 osób, zanim spacyfikowała ich armia.

    W lutym 1936 roku wygrała koalicja partii lewicowych, czyli Front Ludowy. Większość miała w niej partia socjalistyczna PSOE, jednak kłamstwem jest powielany wielokrotnie pogląd, jakoby komuniści zyskali na sile dopiero po wybuchu wojny. Koncepcja tzw. frontów ludowych została sformułowana osobiście przez Stalina i zalecała partiom komunistycznym łączenie się w koalicje z socjalistami, a następnie przejęcie władzy. Co więcej, PSOE była partią radykalną, a jej lider, czyli Largo Caballero wprost mówił, że gdyby Front nie wygrał wyborów, to lewica musiałaby iść na wojnę domową. Wtórował mu główny organ prasowy tej partii, czyli ''El Socialista'', który wprost mówił, że marksizm rewolucyjny jest celem PSOE. Widać więc, na kim wzorowali się hiszpańscy socjaliści, a przezwisko Caballero - ''hiszpański Lenin'' - nie było bezpodstawne.

    Dzięki skomplikowanej procedurze wyborczej i fałszowaniu wyników, Front Ludowy uzyskał blisko 90 miejsc więcej w Kortezach, mimo, że wygrał zaledwie różnicą 140 tysięcy głosów. Wraz ze zwycięstwem lewicy w Hiszpanii nastąpił de facto stan anarchii. Z więzień wypuszczono terrorystów z Asturii i Katalonii, rozpoczęto ograniczanie wojska - w zasadzie jedynej siły, spajającej wówczas Hiszpanię i przystąpiono do reform. W praktyce wyglądało to tak, że po czterech miesiącach rządów Frontu Ludowego lider opozycji z prawicowej partii CEDA, Gil Robles odczytał w Kortezach listę zbrodni: 269 morderstw politycznych, 1287 napadów i zranień, 160 spalonych kościołów. Prezydent Azana skomentował to krótko - ''Wszystkie klasztory Madrytu nie są warte życia jednego republikanina''. Gilowi Roblesowi i jego koledze, Jose Calvo Sotelo wprost grożono śmiercią z mównicy w Kortezach, a celowała w tym szczególnie fanatyczna komunistka, Dolores Ibarruri, wraz z socjalistyczną koleżanką, Margaritą Nelken.

    Oczywiście, prawica nie była dłużna i działania Falangi spotykały się ze słusznym sprzeciwem, o tyle jednak na napaści ze strony lewicowców w ogóle nie reagowano. Niedługo później skończyło się to tak, jak musiało się skończyć. 6 lipca 1936 r. aresztowano i uwięziono Jose Primo de Riverę, przywódcę Falangi. Funkcjonariusze z Guardia de Asalto, milicji utworzonej przez lewicę, wybrali się 13 lipca 1936 r. na rajd po Madrycie, szukając odpowiedniego celu. Próbowali dopaść Gila Roblesa i byłego prezydenta, Niceto Alcala-Zamorę, jednak na szczęście, nie było ich wówczas w domach. Zapukali jednak do drzwi Jose Calvo Sotelo i wywlekli go z domu, a następnie zamordowali. Wszystko przy milczącej reakcji ochraniających dom deputowanego policjantów.

    Mord na członku Kortezów przelał czarę goryczy. Oficerowie hiszpańskiej armii, już znajdujący się na celowniku republikanów, jako ''faszyści'', przyspieszyli planowany zamach stanu. Na jego czele - wbrew pozorom - nie stał gen. Franco, a generał Jose Sanjurjo. Oprócz niego, byli tam prawie wszyscy ważniejsi oficerowie armii: sędziwy gen. Miguel Cabanellas z Afryki, okaleczony, jednoręki gen. Jose Millan Astray, dowódca Legii Cudzoziemskiej, marokański pułkownik Ben Mizzian, który niegdyś ocalił życie samemu Franco, agresywny w działaniu gen. Juan Yagüe, wieczny opozycjonista, gen. Quelpo del Llano i mój ulubiony, zimny pragmatyk, gen. Emilio Mola.

    Zamach miał zacząć się 17 lipca, a sygnałem do jego rozpoczęcia miało być słynne już zdanie z hiszpańskiego radio: ''Niebo nad całą Hiszpanią jest bezchmurne''. Tego dnia do Alzamiento ruszyli niemal wszyscy - legioniści w rozpiętych koszulach, smagli marokańscy regulares, falangiści w błękitnych koszulach, requetes, chlubiący się czerwonymi beretami i różańcami przy mundurach. I niemal cała zawodowa armia wraz z lotnictwem - ''za Boga, ludzkość i Hiszpanię''. Wojna domowa rozpoczęła się.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    +: JestemBoTak, panparowkazbiedronki +159 innych
  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Rany Boskie, cóż za skwar - 32 stopnie i rośnie. Prawdziwie afrykańskie warunki. Pamiętajcie, żeby założyć swoje mundury DAK (albo włoskie ( ͡° ͜ʖ ͡°)) i pić dużo wody chlorowanej, żeby się nie odwodnić. A potem możecie iść szturmować Tobruk.

    Na zdjęciu: medycy Luftwaffe rozdzielają skąpe przydziały wody, Libia 1942 rok. Woda w Afryce była jednym z najcenniejszych skarbów, bo było jej mało. Nieco więcej posiadali żołnierze stacjonujący na wybrzeżu, ale i tak była ściśle racjonowana - po bodaj pól litra na osobę dziennie w armii niemieckiej i włoskiej. Na wybrzeżu żołnierze mogli jeszcze się myć i prać mundury w słonej morskiej wodzie ale ci w głębi lądu mieli jeszcze gorzej - musieli używać piasku. Czasami udawało się wodę przegotować i odkazić, co robili np. Brytyjczycy w Tobruku, jednak smakowała ona jak woda z basenu, ponieważ do odkażania używano chloru. Niejednokrotnie wodę przewożono w kanistrach po paliwie, przez co smakowała ropą. Amerykanie do odkażania kanistrów używali specjalnych tabletek, ale podobno największą skuteczność w czyszczeniu kanistrów miała... lemoniada w proszku z racji żywnościowych, bo była tak żrąca. Właśnie braki w wodzie były poważnym problemem armii włoskiej w 1940 i 1941 roku i bezpośrednio doprowadziły do kapitulacji sporej części oddziałów w Africa Orientale Italiana. Do tych warunków należy doliczyć niemiłosierny żar w ciągu dnia i wielkie chłody w nocy, wdzierający się wszędzie piasek - do broni, za kołnierze i zakamarki mundurów, do ust i nosa, zatrucia pokarmowe oraz roje irytujących much. Afryka była wyjątkowo ciężkim teatrem działań wojennych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    +: panparowkazbiedronki, dzorcz +180 innych
  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Semper Invicta.

    Dzisiaj bez historii. Dzisiaj coroczna chwila refleksji.

    Powiem Wam, że gula mi w gardle rośnie i łza w oku kręci, jak pomyślę, jak bardzo pokrzywdzony był nasz naród podczas II Wojny. Ludzie w moim wieku szli walczyć z bronią w ręku, zostawali ranni, albo ginęli. Od kul, odłamków, bagnetów, miotaczy ognia, przysypani gruzem, rozjeżdżani gąsienicami czołgów. Gnijąc w dziurze w ziemi, bez normalnego pogrzebu, czy choćby krzyża na mogile. Jedni walczyli na odległym niebie Anglii, o normandzkie żywopłoty, o poldery Holandii, inni o błotniste pola na Białorusi, a inni na barykadach na Mokotowie. I ci na Maczudze, i ci pod Anconą, i ci pod Lenino, i ci z Warszawy wszyscy poszli walczyć o Polskę, dając z siebie wszystko. W sierpniu i wrześniu 1944 roku wszyscy myśleli o Warszawie. Spadochroniarze Sosabowskiego byli rozwścieczeni, że nie wysyła się ich w bój, na pomoc Stolicy. Piloci 1586. Eskadry rzucili się w szaleńczą, desperacką próbę ratunku, nie zważając na niemiecką artylerię przeciwlotniczą, ani nocne myśliwce, pragnąc tylko pomóc rodakom. Wybiedzeni żołnierze 8. i 9. pułku 3. Dywizji Piechoty, na przekór wrzeszczącym na nich sowieckim politrukom, rwali przez Wisłę, na Czerniaków, byleby tylko pomóc, wesprzeć, nawet za cenę własnego unicestwienia. Wszyscy, choć z różnych stron frontu, z różnych armii, tak odmiennych wizji Polski, które reprezentowali, wszyscy pragnęli być tam, w Warszawie...

    Bardzo więc proszę. Zachowajmy się dzisiaj jak ludzie. Darujmy sobie dyskusje o sensie wybuchu Powstania. Zamiast tego, pójdźmy pod pomniki, czy mogiły, wesprzyjmy żyjących bohaterów tych dni, pochylmy się i oddajmy hołd wielkim, odważnym ludziom, twardszym niż stal, nie lękających się hitlerowskiej potęgi, i tym, którzy za wszelką cenę próbowali ratować własnych rodaków.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @enforcer no tak, jeśli cos twierdzisz w tak kategorycznych słowach to chyba nie jest problemem pokazanie przykładów

    •  

      @enforcer: Dlaczego się dziwisz, że ludzie okazują wkurwienie skoro podczas całe 2WS zginęło kilkakrotnie więcej niepowiązanych ze sprawą cywili niż tych bohaterskich żołnierzy? Ja w rodzinie nie miałem nikogo, kto by ofiarnie walczył, a i tak straty były. Dlaczego mam świeczki na grobach palić ludziom przez których ucierpiała moja rodzina?
      Większość ludzi chciała normalnie żyć, a nie zabijać się po jakiś monte kasinach.
      Nawet dziś, większość pozytywnie komentujących powstanie nie znalazła by się w szeregach AK, bo zwyczajnie by nie zostali pozytywnie zweryfikowani i będąc w Warszawie zginęliby pod gruzami.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    Od dzisiaj zaczynam urlop, więc pewnie będzie kilka dni przerwy na tagu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykańscy żołnierze w zdobycznym Kübelwagenie, Sycylia, lipiec 1943 roku.

    Operacja ''Husky'', poza wieloma sukcesami militarnymi, niosła za sobą także ciemne plamy amerykańskiej armii, czyli masakry w Canicatti i Biscari.

    Pierwszą bardziej znaną zbrodnią, popełnioną przez amerykańskich żołnierzy, była masakra w Canicatti na Sycylii. Rankiem 12 lipca 1943 roku sztab 45. Dywizji Piechoty otrzymał informację, że w pobliskim miasteczku Canicatti cywile wynoszą ze zbombardowanej fabryki wiadrami jedzenie i mydło. Na miejsce udał się pułkownik Herbert McCaffrey z 45. Dywizji Piechoty wraz z kilkunastoma żandarmami. Kiedy pułkownik przybył na miejsce, kazał tłumowi cywili rozejść się, a kiedy ten nie posłuchał, wydał rozkaz żandarmom do otwarcia ognia. Żaden z żandarmów nie wykonał rozkazu, więc pułkownik osobiście wyszarpnął z kabury swój pistolet Colt i zaczął strzelać w stronę tłumu. Po opróżnieniu magazynka załadował następny, a potem jeszcze jeden. W wyniku strzałów zginęło ośmioro cywili, w tym jedenastoletnia dziewczynka, trafiona w brzuch. Pułkownik McCaffrey nigdy nie został osądzony za swoją zbrodnię, zmarł w spokoju w 1954 roku. Na miejscu dzisiaj stoi pomnik ofiar amerykańskiego oficera.

    Bardziej znanym przypadkiem była masakra na lotnisku w Biscari, zajętym przez 180. pułk piechoty z 45. Dywizji 14 lipca 1943 roku. Masakra ta składała się z dwóch niezależnych incydentów, których ponurymi „bohaterami” zostali sierżant Horace T. West i kapitan John T. Compton. Rankiem, o godz. 10, 1. batalion 180. pułku wziął do niewoli w rejonie Santo Pietro 45 włoskich i 3 niemieckich żołnierzy. Oficer dowodzący, major Roger Denman, polecił sierżantowi Westowi, by zabrał jeńców w stronę drogi, gdzie mieli oczekiwać na przesłuchanie. 33-letni West, wraz z grupą innych żołnierzy, zabrał jeńców i pożyczył od sierżanta Haskella Y. Browna pistolet maszynowy Thompson. Zapytany, po co mu on, odpowiedział, że chce „zabić tych skurwysynów”. Pozostałych żołnierzy West odesłał z powrotem do batalionu. Następnie z zimną krwią wymordował pozostałych jeńców. Tym, którzy się jeszcze ruszali, West strzelał prosto w klatkę piersiową. Pół godziny po masakrze, ciała zostały odkryte przez pułkowego kapelana, ppłk Williama E. Kinga, który zgłosił to do dowództwa pułku.

    W tym samym czasie, podczas walk na lotnisku, żołnierz z kompanii „C” tego samego batalionu, szer. Raymond C. Marlow wziął do niewoli 36 włoskich żołnierzy. Dowodzący jego plutonem porucznik Blanks zapytał się dowódcy, kapitana Johna T. Comptona, co ma z nimi zrobić. Compton odpowiedział krótko: „Zastrzel ich”. Blanks zlecił sierżantowi Hairowi, by zebrał pluton egzekucyjny i wymordował jeńców. Zebrano ich nad okopami, zaś Compton osobiście udał się na miejsce. Jeńcy błagali, by darowano im życie. Compton jednak wydał rozkaz otwarcia ognia. Widząc, że ich los jest przesądzony, kilku jeńców próbowało uciekać, jednak wszyscy zostali zamordowani.

    Wieści o zdarzeniach w Biscari szybko doszły do uszu generała Bradleya, a ten przekazał je Pattonowi. Patton zaś zbagatelizował sprawę i próbował ją zatuszować. Bradley był wstrząśnięty i odrzucił sugestie Pattona, przez co ten zmienił swoje zdanie. Comptona i Westa aresztowano. West próbował się bronić zmęczeniem i stresem bojowym oraz powoływał się na słowa samego Pattona, by nie brać jeńców, pogrążyły go jednak zeznania świadków. West został uznany za winnego i… zdegradowany do stopnia szeregowca oraz karę dożywotniego więzienia. Jednak opuścił więzienie już w listopadzie 1944 roku, wrócił do armii i został honorowo zdemobilizowany. Zmarł w Oklahomie w 1974 roku jako szanowany weteran wojenny. Z kolei kapitan Compton został uniewinniony, chociaż sąd uznał jego ocenę sytuacji za bezprawną, i trafił do 179. pułku piechoty tej samej dywizji. Nemezis jednak dosięgła Comptona i zginął on w listopadzie 1943 roku.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Brytyjski transporter Bren Carrier podczas lądowania na Sycylii, 10 lipca 1943 roku.

    Kilkanaście dni temu minęła 75. rocznica operacji ''Husky'', czyli lądowania na Sycylii. Latem 1943 roku Alianci kontrolowali już całą Afrykę. Problemem był jednak wybór następnego celu. Z jednej strony zasadniczym pozostawała Francja, jednak wydawało się niemożliwym przeprowadzenie operacji desantowej na kontynent w tym okresie. Wybór padł na Sycylię, która stanowiła istotne zagrożenie dla alianckiej żeglugi na Morzu Śródziemnym, pozwalała kontrolować spory obszar w tym rejonie, a której zdobycie być może pozwoliłoby na wyeliminowanie Włoch z wojny. Nie bez znaczenia było to, że Alianci nie czuli się na tyle pewnie, by lądować we Francji, zwłaszcza, że operacja ''Torch'' wykazała znaczną ilość mankamentów amerykańskiej armii.

    Do lądowania przeznaczono dwie armie: amerykańską 7. Armię gen. Pattona z trzema dywizjami piechoty (1., 3. i 45.) oraz jedną pancerną (2.), oraz brytyjską 8. Armię gen. Montgomery'ego z czterema dywizjami piechoty (1. Kanadyjska, dołączona na prośbę kanadyjskiego premiera; 5., 50. i 51.) oraz jedną brygadę (231.). Ich przeciwnikami miała być włoska 6. Armia generała Alfredo Guzzoniego, licząca 170 tysięcy włoskich żołnierzy, wspartych przez 32 tys. niemieckich (z dywizji ''Hermann Goering'' i 15. Dywizji Grenadierów Pancernych) i 30 tys. żołnierzy z obsługi lotnisk Luftwaffe. Mimo imponujących liczb, Niemcy dysponowali zaledwie 159 czołgami i mieli spore braki w ludziach. Z kolei większość włoskich jednostek stanowiły dywizje obrony wybrzeża, źle uzbrojone i wyposażone, złożone głównie ze starszych wiekiem rezerwistów.

    Planowanie inwazji rozpoczęło się już w maju, kiedy jeszcze dogorywały resztki Panzerarmee Afrika. Zdecydowano się lądować na południowo-zachodnich i południowo-wschodnich brzegach wyspy. Szło to w parze ze zmasowaną ofensywą bombową przeciwko włoskim miastom: bombardowano Neapol, Palermo, Messynę, prowadzono ataki nad Grecją, Sardynią i północnymi Włochami, by rozproszyć obronę przeciwlotniczą. Podrzucono Niemcom w ramach operacji ''Mincemeat'' fałszywe plany desantu w Grecji, co spowodowało rozsianie niemieckich okrętów i samolotów po całym wybrzeżu, a Erwin Rommel został wysłany do Aten, nadzorować obronę. Próbą generalną była operacja ''Corkscrew'' i zajęcie wyspy Pantelleria, między Sycylią, a Tunezją. Po ciężkim bombardowaniu wyspy zajęto ją błyskawicznie w ciągu kilku godzin 11 czerwca.

    Operacja ''Husky'' zaczęła się w nocy 10 lipca desantami spadochronowymi (opiszę je w innym poście). Wiał silny wiatr, co spowodowało sporo problemów zarówno u spadochroniarzy, jak i w jednostkach morskich. Włosi nie spodziewali się, że ktoś może próbować atakować w takich warunkach. W wielu miejscach zaskoczeni obrońcy stawili bardzo słaby opór, jak w sektorze brytyjskim, gdzie 243. batalion ppłk Cataldiego, który obsadzał aż 34 km wybrzeża zwyczajnie rozpierzchł się podczas inwazji, równie słabo bronił się 122. pułk na lotnisku Pachino. Jednak, nie wszędzie. Pluton por. Barone ze wspomnianego batalionu bronił się aż do całkowitego unicestwienia. Ciężkie walki aż do wieczora toczył 430. batalion, przeprowadzając nawet lokalne kontrataki. Do walk skierowano tysiąc Czarnych Koszul z dziesięcioma tankietkami, którzy stawili dzielnie czoła 51. dywizji, wspieranej przez 160 czołgów, walcząc aż do wieczora. Gruppo Tattico Carmito, złożona z jednostek dział samobieżnych, motocyklowych i trzech czołgów zdołała pokonać dwa dni później elitarny batalion Royal Marines, zaś 246. batalion odrzucił Brytyjczyków spod Augusty.

    Znacznie ciężej było w sektorze amerykańskim. Tam Włosi w ogóle nie dali się zaskoczyć i w krótkim czasie zniszczyli sporą ilość barek, transportujących żołnierzy 1. Dywizji Piechoty i batalionów rangersów. Bałagan powiększały włoskie rakiety oświetlające, wiatr, rozrzut amfibii na wiele kilometrów. Nawet słaby włoski opór wywoływał panikę wśród załóg okrętów. Wielu Amerykanów utonęło, skacząc do wody. Lądowanie opóźniło się aż o godzinę. W dodatku, włoska dywizja ''Livorno'' rozproszyła spadochroniarzy amerykańskiej 82. Dywizji ruszyła do kontrataku pod Gelą, wraz z grupą pancerną "Niscemi", nieomal wyrzucając Amerykanów z pozycji - jedynie huraganowy ostrzał artylerii okrętowej ocalił Amerykanów od klęski. Na domiar złego przybyło włoskie i niemieckie lotnictwo, atakując okręty i statki przy brzegu. Żeby uciszyć stanowiska ogniowe, wykorzystano pociski z fosforem, demolując włoskie pozycje. Mimo ustawicznych problemów udało się zabezpieczyć przyczółki i zająć wyznaczone cele do wieczora 11 lipca.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Tak zabiegany ostatnio jestem, że nie mam kiedy komentarzy przejrzeć ( ͡° ʖ̯ ͡°) Ale chwila żeby wrzucić post się znajdzie

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Flettner Fl-282 Kolibri podczas lądowania na pokładzie krążownika lekkiego ''Köln", 1943 rok.

    W powszechnej świadomości utarło się, że to Amerykanie byli prekursorami bojowego zastosowania śmigłowców, ale Niemcy nie zostawali w tyle i jako jedni z pierwszych dostrzegli wielkie znaczenie maszyn, które potrafiły zawisnąć w powietrzu. Koliber był rozwinięciem wcześniejszego pomysłu Antona Flettnera, czyli Fl-265. Śmigłowiec nie był uzbrojony, ale zainteresowanie nim wyraziła Kriegsmarine, która dostrzegła szansę w zwalczaniu okrętów podwodnych. Warto tu wspomnieć, że KM wykorzystywała także wiatrakowce Fa-330 ''Bachstelze'', wykorzystywane przez U-Booty.

    W związku z tym, jeden egzemplarz prototypowy Kolibra trafił w 1942 roku na krążownik lekki ''Köln", gdzie przygotowano dla niego lądowisko na rufie. Testy wypadły pomyślnie i Fl-282 trafił - jako pierwszy śmigłowiec w historii - do produkcji seryjnej. Wykorzystywano go do zwalczania brytyjskich okrętów podwodnych na Morzu Śródziemnym, a także do tropienia konwojów. Do 1943 roku przekazano około 20 maszyn. Zainteresowanie wyraziły także wojska lądowe, widząc szansę dla śmigłowców w kierowaniu ogniem artylerii oraz obserwacji i wykorzystywano je w tym celu aż do końca wojny - kilka sztuk Kolibrów pomagało w obronie Berlina w kwietniu 1945 roku, startując z lotniska Rangsdorf. Ponadto, sformowano także pierwszą w historii jednostkę śmigłowcową - Luft-Transportstaffel 40, wykorzystującą Kolibry i większe śmigłowce Fa-223 ''Drache''. Śmigłowce służyły tam do transportu (jedna załoga Fa-223 pobiła rekord w długości lotu) oraz komunikacji, m.in. z oblężonym Wrocławiem. Planowano seryjną produkcję tego rodzaju maszyn oraz wyposażanie w nie U-Bootów, jednak naloty pokrzyżowały te plany. Wojnę przetrwały tylko trzy Kolibry - jeden zdobyli w Berlinie Sowieci, zaś dwa Amerykanie po przejęciu maszyn TS 40.

    Niemieckie doświadczenia, oraz wiedzę Antona Flettnera z wielkim powodzeniem wykorzystali Amerykanie, którzy już w czasie wojny w Korei zaczęli wykorzystywać śmigłowce w szerokim aspekcie - od ratowania rozbitków, poprzez kierowanie artylerią, a na transporcie rannych kończąc.

    Ciekawostka: w polskiej grze ''Mortyr 2: For Ever'' można przelecieć się takim cudem.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Czas już wrócić do poprzedniego porządku postowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Członkinie z brytyjskich służb pomocniczych w ''ogródku'' w zbombardowanym Londynie, 1944 r. Brytyjska stolica cierpiała w tym okresie w trakcie tzw. ''Baby Blitz'', czyli serii niemieckich nalotów odwetowych.

    Czasami odnoszę wrażenie, że w Polsce historię II WŚ postrzega się bardzo prosto, binarnie, dwubiegunowo. Nasi dobrzy, oni źli. Zauważyłem to zwłaszcza w momentach, kiedy opisywałem zbrodnie tych ''dobrych'' i zaraz określano mnie nazistą czy jakimś innym głupkowatym i nieprawdziwym epitetem.

    Wygląda to z mojej perspektywy mniej więcej tak:

    Niemcy byli źli, bo zbombardowali Wieluń, Coventry, albo Belgrad.
    Brytyjczycy, Amerykanie i Polacy byli spoko, bo oni tylko odpłacali Niemcom za ich zbrodnie i mieli prawo. Mieli prawo też strzelać do cywilów, zrzucać bomby z opóźnionym zapłonem, obliczone na perfidne wymordowanie niczego nie spodziewających się cywilów i atakować cele typowo niewojskowe, jak na przykład szpitale. Poza tym mieli też prawo mordować niemieckich lotników na spadochronie.

    Japończycy byli źli, bo Nankin.
    Amerykanie byli spoko, bo palili jedno japońskie miasto za drugim, dla własnej zabawy i eksperymentów z burzami ogniowymi, poziomem sadyzmu dorównującym działaniom hitlerowców w kacetach.

    Włosi byli źli, bo rzucili na biednych napadniętych Etiopczyków gaz.
    Etiopczycy byli spoko, bo wziętym do niewoli Włochom obcinali palce, wyłupywali oczy i rozłupywali czaszki kamieniami, co bezpośrednio spowodowało użycie gazu.

    Państwa Osi były złe, bo wykorzystywały seksualnie kobiety.
    Kanadyjczycy ciągający kobiety na sznurze za jeepami, Marokańczycy z armii francuskiej gwałcący nie tylko kobiety, ale i mężczyzn oraz zwierzęta, oraz Amerykanie, gwałcący dziesiątki tysięcy kobiet byli spoko, bo oni byli po naszej stronie.

    Niemcy byli źli, bo mordowali Polaków.
    Sowieci też mordowali Polaków, dziesiątkami tysięcy i to w czasach, kiedy Goering jeździł na polowania do Białowieży, ale oni są trochę mniej źli, bo przecież nas ''wyzwolili''.

    Nie wiem jak Wy, ale ja nie mam schizofrenii i dla mnie zło jest złem, niezależnie od tego, kto je popełnił. Zło należy potępiać. Nie buduję tutaj sztucznej symetrii między Niemcami, a np. Polską, ale piętnowanie zbrodni tych ''dobrych'' nie oznacza opowiadania się od razu po stronie tych ''złych''. Zaś argumenty ''oni zaczęli'' są odpowiednie dla dzieci z przedszkola, a nie dorosłych ludzi.

    Zresztą, w II WŚ nie było żadnych ''dobrych'' i ''złych''. Była walka zła ze złem, pomiędzy którą wepchnięto albo naiwnie łatwowierne państwa, albo narody walczące w obronie swojej niepodległości i godności. Finlandia, Łotwa, Estonia nie były wcale mniej bohaterskie i szlachetne w swojej walce, niż Polska. Tylko stały po drugiej stronie.

    Aha, i uściślając - nie jestem żadnym nazistą, ani ''proniemiecki''. Co najwyżej prowłoski. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Przez najbliższe kilka dni posty będą pojawiać się nieregularnie albo nawet wcale. Za utrudnienia przepraszam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Jeden z tych samolotów, które nawet stojąc nieruchomo na lotnisku budzą niepokój. Heinkel He-219 ''Uhu'' - czyli ''Sowa''. Chociaż ja osobiście uważam, że ma coś z osy...

    Samolot powstał w zakładach Heinkla jako dalekodystansowy samolot rozpoznawczy. Już w 1940 miał dość wizjonerską koncepcję - z kabiną ciśnieniową i trójpodporowym podwoziem. Jednak wobec nasilenia alianckich nalotów na Niemcy, dowódca nocnych myśliwców, gen. Josef Kammhuber nalegał na przekształcenie samolotu w nocny myśliwiec, by wsparł łowców Jagdwaffe w conocnych bitwach o Niemcy.

    Uhu miał sporo wad wieku dziecięcego... ale rekompensował to swoimi atutami. Potwór. Tylko tak mogę go nazwać. Siła ognia ze dwóch czołgów - dwa działka MG 151 20 mm i cztery (później sześć!) działka MK 108 30 mm - z czego dwa były zamontowane w kadłubie ukośnie w górę. Był to niemiecki sposób zwalczania Lancasterów, pozbawionych uzbrojenia defensywnego od spodu. Niemiecki myśliwiec przelatywał pod bombowcem, pilot obserwował go przez celownik i... Auf Wiedersehen.

    Wyposażenie elektroniczne było nadzwyczaj bogate. Późne wersje dysponowały świetnym radarem FuG 220 Liechtenstein oraz pasywnym systemem ochrony tylnej półsfery FuG 218 Neptun, ponadto IFF (identyfikator swój-obcy) FuG 25a, pozwalający rozpoznać w mroku wrogie maszyny. Do tego opancerzona kabina ciśnieniowa i wyrzucane fotele obu członków załogi. Prędkość - 650 km/h. Powstała również specjalna wersja do zwalczania brytyjskich myśliwców Mosquito, odpowiednio odchudzona. Przy jednej z pierwszych akcji bojowych 12 czerwca 1943 roku mjr Werner Streib (67 zestrzeleń), dowódca I./NJG 1 w ciągu jednej nocy zestrzelił sam pięć Lancasterów.

    Gdybym był członkiem załogi jakiegoś Lancastera i zobaczył to monstrum wynurzające się z mroku, to narobiłbym w portki.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      Głowica torpedy to 400kg

      @funkmess: Bomba uranowa spokojnie mogla by byc mniejszych rozmiarow - zreszta wierze ze Niemcy byli by w stanie zrobic wiksza torpere specjalnie na te okazje.
      Co do porownania Shermana i Tygrysa to chyba ktos zartowal - pomijajac wytrzymalosc pancerza Tygrys mial fenomenalna armate 88mm i rownie fenomenalny mechanizm celowania ktory pozwalal rozniesc kazdy aliancki czolg na odleglosciach 2x wiekszych niz skuteczny zasieg dzial alianckich. Chociaz sam czolg byl wielki i koszrtowny w produkcji i bardziej praktyczna byla Pantera ktora tez sobie dobrze dawala rade (armata 75mm) pokaż całość

    •  

      @John_archer: angielskie spitfire było lepsze pod każdym względem, a mustang to już w ogóle kosmos maszyna w porównaniu z niemieckim szmelcem, więc z czego się śmiejesz? mam ci dać realne cytaty niemieckich lotników na ten temat?

    • więcej komentarzy (58)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Patrzcie go, jaki dumny z siebie. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Pewnie ustrzelił jakiś brytyjski czołg.

    13 czerwca 1944 roku był pogodnym, słonecznym dniem. Nawet w pochmurnej na co dzień Normandii. Żołnierze 4. pułku pancernego County of London Yeomanry wkraczając do miasta Villers-Bocage myśleli w zasadzie tylko o krótkiej przerwie. Właśnie zresztą zbliżała się pora śniadania, więc pojazdy stanęły w nieubezpieczonej kolumnie, a żołnierze i czołgiści o twarzach pokrytych smarem i pyłem tłoczyli się przy kuchniach polowych, by zdobyć kubek gorącej kawy i coś przegryźć przed dalszym marszem. Brytyjczycy byli w dobrych nastrojach, niezbyt przejmowali się jakimś zagrożeniem - bo przecież miasto było zajęte bez walk, jeno zniszczono niemiecki wóz terenowy, a weseli Francuzi powitali zwycięskich sojuszników. Czołgiści nie wysłali zwiadu poza miasto, uznając, że nic im nie grozi. Panowała zresztą cisza radiowa.

    Nic bardziej mylnego.

    Około godziny 9:00 sierżant O'Connor zauważył coś, co zamroziło mu krew w żyłach. W stronę miasta toczył się, rycząc potwornie silnikiem największy koszmar większości alianckich czołgistów od lutego 1943 roku. Samotny Panzer VI ''Tiger''. Z boku wieży widniał wymalowany czerwoną farbą numer: 222. Stalowy potwór ruszył drogą krajową nr 175 i błyskawicznie rozsadził dwa czołgi ubezpieczające tyły Brytyjczyków. Żołnierze próbowali zagrodzić mu drogę działem 57 mm, ale kiedy Tygrys podjechał bliżej, rozpierzchli się w panice. Oba karabiny maszynowe monstrum podpaliły pojazdy transportowe pułku i zniszczyły trzy dalsze lekkie czołgi. W centrum czołgi sztabu rozpaczliwie próbowały uciec na wstecznym biegu, ale i tam je dopadł samotny łowca. Pierwszy czołg desperacko wystrzelił dwa razy, nie czyniąc jednak najmniejszej szkody Tygrysowi. Jeden z czołgów ukrył się w ogródkach, jednak drugi został dostrzeżony i szybko eksplodował od 88 mm pocisku. Ukryty czołg próbował zaszkodzić Tygrysowi strzelając w jego tył. Chyba tylko rozwścieczył kolosa, bo wieża obróciła się i zmiotła Cromwella z drogi. Brytyjczycy rozpaczliwie strzelali też z przodu, ale błyskawicznie cztery pojazdy zostały zniszczone. Dopiero, kiedy stwór wyjeżdżał z miasta został uszkodzony ogniem działa przeciwpancernego. Załoga szybko z niego wyskoczyła. W tym dowódca. Usmarowany sadzą porucznik SS z Krzyżem Rycerskim na szyi. Umundurowani na czarno czołgiści przeskoczyli drogę i zniknęli w lesie.

    W akcji tej Michael Wittmann w mniej niż 15 minut zniszczył 14 czołgów, dwa działa przeciwpancerne i 15 pojazdów. Był to prawdziwy pogrom. O swojej akcji opowiedział w wywiadzie dla niemieckiego radio.

    https://youtu.be/gFtFfHGmgJA

    Dziwnie jest słuchać człowieka, którego moment chwały i śmierci dzieliły niecałe dwa miesiące...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    C-47 Skytrain w Tunezji, 1943 rok. Zdjęcie bardzo dobrze obrazuje łatwość uszkodzeń tego samolotu.

    O pilotach Dakot/Skytrainów mówiło się, że są ''nieuzbrojeni, nieochronieni, nieeskortowani''. Wielu odnosiło się do nich z dużym lekceważeniem - w końcu pilotowali ''powietrzne autobusy'', a nie szybkie myśliwce, czy ciężkie bombowce. Nie zapisywali się na pierwszych stronach gazet, nie błyszczeli w świetle fleszy. Byli... kimś gorszym dla prasy i nawet własnych kolegów z USAAF.

    Jedynie ci, których transportowali - czy to nad żywopłotami Normandii, czy to nad polderami Holandii, czy wreszcie nad szerokimi wodami Renu - wiedzieli, z jakimi ludźmi mają do czynienia. Spadochroniarze im ufali, wierząc, że ci skromni goście dostarczą ich cało w jednym kawałku do strefy zrzutu. Piloci transportowi nie nosili raczej spadochronów. Lecieli na niewielkiej wysokości i za punkt honoru stawiali sobie dostarczenie spadochroniarzy, czy ładunku. Kiedy już to zrobili, najczęściej nie mieli już ani czasu, ani wysokości, by wyskoczyć. ich samoloty, zbudowane z lekkiej blachy, nie były w stanie powstrzymać ani pocisków, ani odłamków. Były zestrzeliwane i uszkadzane setkami. Dziesiątkami ginęli też piloci. Ci jednak do samego końca stawiali nad wszystko swój obowiązek. Najlepiej oddają to słowa porucznika Herberta Schulmana podczas Market-Garden. Ostatnie słowa. ''Nie martwcie się o mnie. Zrzucę chłopaków dokładnie nad strefą zrzutu''. Zrzucił.

    Bardzo negatywnie pilotów transportowych ocenił Stephen Ambrose w swoich książkach. Zarzucał im brak wyszkolenia, niedbalstwo, a nawet tchórzostwo. Według niego, to przez nich dochodziło do takiego rozrzutu spadochroniarzy nad strefami zrzutu. Bardzo negatywnie na jego osądy zareagowali spadochroniarze. Były spadochroniarz z 82. DPD, Bob Murphy powiedział: ''Przykro to mówić, ale dr Ambrose, który nigdy nie był na misji bojowej, oczernił dobre i zaszczytne imię pilotów C-47. Leciałem z nimi trzykrotnie i uważam ich za bohaterskich żołnierzy''.

    Nic więcej nie trzeba dodawać.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Mleko_O zle mnie rozumiesz - to normalne ze wielu koneserów IIWŚ odczuwa sympatię do niemieckiej wojskowości bo w końcu Niemcy radzili sobie na froncie mimo tego że walczyli przeciwko prawie całemu światu, byli dobrze wyszkoleni, III Rzesza niezle orała Sowietów przynajmniej w pierwszym okresie wojny z ZSRR a ponadto Niemcy mieli świetne czołgi.

      Ale fanpage jest stricte proniemiecki, czasem aż fanatycznie. Rzadko autor pokusi się o racjonalne rozliczenie żołnierzy Wehrmachtu którzy w większości (poprzez wykonywanie rozkazów) byli przede wszystkim mordercami pokaż całość

    •  

      @Mleko_O: Czytam Twoje wpisy od dłuższego czasu. Bardzo przyjemna lektura. Pieprzyć hejterów, dla których bohaterscy byli tylko żołnierze alianccy. Bohaterowie byli po każdej stronie. Skurwysyny też.

    • więcej komentarzy (25)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Strzelająca Gwiazda''. Amerykański myśliwiec Lockheed P-80 na lotnisku w USA, 1944 r.

    Amerykanie, będąc pod dużym wrażeniem brytyjskiego samolotu Gloster E.28 również zapragnęli posiadać podobne cudo. Pierwszym projektem był jednak strasznie nieudany Bell P-59 Airacomet, który w symulowanych walkach przegrywał z Mustangiem z silnikiem tłokowym. W konkurencji rozpoczęto więc prace w koncernie Lockheed, gdzie narodził się późniejszy P-80. Samolot miał mieć proste skrzydła i napęd w postaci brytyjskiego silnika turboodrzutowego De Havilland Goblin. Projekt był tak tajny, że brytyjski inżynier, transportujący silnik po zatrzymaniu przez policję nie mógł zostać zwolniony, bo firma Lockheed nie mogła za niego poręczyć. Zaledwie 5 ze 170 inżynierów wiedziało, co budują.

    Kiedy wywiad otrzymał informacje o niemieckich postępach nad Me-262, prace przyspieszyły. Samoloty testowano jesienią 1944 roku - i okazały się bardzo niebezpieczne. Szkoda, że głównie dla pilota. W jednym locie zginął główny oblatywacz Lockheeda, Milo Burcham, w drugim locie inny pilot musiał skakać ze spadochronem. Mimo niezbyt wesołej opinii, cztery samoloty wysłano do Włoch celem przetestowania w warunkach bojowych. Jeden z samolotów rozbił się w styczniu 1945 r., zabijając pilota, co spowodowało uziemienie samolotów do końca wojny. Kolejną ofiarą P-80 był najlepszy amerykański as II WŚ, Richard Bong (40 zestrzeleń), który zginął 6 sierpnia 1945 r. Nie muszę wspominać, że na tym latadle nie osiągnięto żadnych sukcesów bojowych?

    Koniec wojny szczęśliwie spowolnił prace nad tym... samolotem, ograniczając liczbę ofiar. Samoloty wykorzystywano w początkowej fazie wojny koreańskiej, ale tam okazało się, że znacznie ustępują chińskim MiG-15, więc oddelegowano je do zadań rozpoznawczych i szturmowych, gdzie służyły do lat 60.

    Cóż powiedzieć... kiedy amerykańskie P-80 raczkowały we Włoszech, Niemcy testowali już Me-262 C, zwany Heimatschützer i pułap 12 km osiągał w takim czasie, że Jankesi mogli co najwyżej dostać - pardon moi - sraczki, patrząc na to.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dżentelmen na zdjęciu to porucznik Josef ''Joschi'' Pöhs, Expert z 43 zestrzeleniami, odznaczony Krzyżem Rycerskim. Nieszczęśnik miał pecha zostać rozpuszczonym żywcem przez paliwo rakietowe.

    Urodził się w 1912 roku. Latał w składzie JG 76 i JG 54, uzyskując zestrzelenia nad Wlk. Brytanią, Jugosławią i ZSRR. Od jesieni 1941 r. prowadził misje szkoleniowe. W czerwcu 1942 r. dołączył do Erprobungskommando 16 w Rechlinie, gdzie brał udział w testach myśliwca rakietowego Me-163.
    30 grudnia 1943 r. podczas startu odrzucił wózek (Me-163 nie miał własnego podwozia), ten odbił się od ziemi i uderzył w samolot, uszkadzając przewody paliwowe. Silnik automatycznie się wyłączył, a Joschi zawrócił, żeby lądować. Musnął kadłubem wieżę kontrolną, po czym samolot spadł na ziemię i przetoczył się jeszcze 50 metrów. Strażacy i drużyny ratownicze były gotowe i ruszyły do samolotu. Jednak, kiedy otwarto kabinę, okazało się, że... pilota tam nie ma. Szef mechaników opisał to tak: ''Nawet jeśli miał na sobie kombinezon ochronny [pilotom Me-163 wydawano kwasoodporne kombinezony], jego całe prawe ramię zostało całkowicie rozpuszczone przez paliwo. Po prostu go tam nie było. Nie było niczego w jego rękawie, a drugie ramię, tak jak i głowa były niczym więcej, niż papką miękkiej galaretki.''

    Smutna śmierć.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @PawEHO: Twoja ulubiona Wikipedia podaje, że "Podwozie umożliwia postój płatowca na ziemi, wodzie lub konstrukcji (np. pokładzie okrętu), jego przemieszczanie po podłożu (kołowanie), start i lądowanie (lub wodowanie)." a jak wiemy ta płoza służyła tylko do lądowania, czyli nie spełnia definicji. Szybowce które dzisiaj mają płozę (bo są i takie) używają jej do wszystkich wymienionych czynności. Specjalistą nie jestem ale nadal wydaje mi się, że mam rację pokaż całość

    •  

      @Mleko_O: Już Ci zacytuję Rzadko stosowane jest podwozie na nartach lub płozach, głównie w warunkach zimowych, czasami do lądowania na trawiastej nawierzchni. Podwozie takie zwykle występowało w układzie klasycznym, analogicznym do kołowego (zwykle istniała możliwość wymiany nart na koła). Prowadzono także eksperymenty z podwoziem gąsienicowym lub na poduszce powietrznej.

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Taka jest właśnie wojna. Zabity włoski żołnierz przy ciężarówce FIAT, łuk Donu, grudzień 1942.

    Historiografia osądziła bardzo kłamliwie niemieckich sojuszników pod Stalingradem, zarzucając im, że to przez nich doszło do klęski, bo załamali się pod atakiem Sowietów.

    Szkoda tylko, że owi historycy ''zapominają'' wspomnieć, że włoska 8. Armia była rozciągnięta na 270 kilometrów, rumuńska 3. Armia - na 140, a węgierska 2. Armia - na 150. Znacznie to przekraczało schematy organizacyjne. Ponadto, generał Petre Dumitrescu (dowódca 3. Armii, w mojej opinii jeden z najwybitniejszych dowódców rumuńskich w XX wieku) zwracał uwagę Hitlera, że armia jest za bardzo rozciągnięta i prosił albo o skrócenie linii frontu, albo o dosłanie dodatkowych oddziałów niszczycieli czołgów. Niemcy, jak zawsze, nie posłuchali...

    Wojskom koalicji antysowieckiej brakowało dramatycznie środków przeciwpancernych, czołgów i wsparcia lotniczego. Wydawałoby się, że walczyli krótko - bo ''tylko'' trzy dni. Jednak Sowieci do ataku ruszają już 11 grudnia 1942 r. Na odcinku dywizji ''Ravenna'' i ''Cosseria'' naciera przez pięć dni 28 sowieckich batalionów. Mimo, że Włosi dysponowali ogromnymi niedoborami amunicji i broni maszynowej, dzielnie odpierali ataki przeciwnika, wycinając setkami atakujących. Ciał na przedpolach Włochów urosło tyle, że żołnierze musieli w trakcie walk je usuwać, żeby móc dalej się bronić. Sowieci stratami się nie przejmowali - mieli 115 batalionów, a w rezerwie cztery korpusy pancerne, niespodziankę na ''Saturna'' 16 grudnia.
    Wcześniej czoła Sowietom dzielnie stawiali Rumuni. Ich działka przeciwpancerne były kompletnie bezużyteczne przeciw T-34, więc kawalerzyści z 1. Dywizji Kawalerii odważnie rzucili się na sowieckie czołgi z butelkami z benzyną. ''Romania Mare'' - ''Wielka Rumunia'', jak nazywano 1. Dywizję Pancerną heroicznie stawiała czoła na swoich słabiutkich pojazdach przeciw 600 sowieckim czołgom.

    Jednak nawet największa odwaga i hart ducha nie mogą pomóc, kiedy przeciwnik ma miażdżącą przewagę liczebną...

    Kiedy 16 grudnia rozpoczęła się operacja ''Mały Saturn'', Rumunów dosłownie rozjechała. Włosi stawiali bohaterski opór przez trzy dni, kiedy linie obronne zaczęły pękać na odcinku ''Ravenny''. Do ataku ze śpiewem na ustach ruszyły Czarne Koszule, ale niewiele to pomogło. Wspaniałą kartę zapisała moja ukochana 3. Dywizja Alpejska ''Julia'', przez której pozycje Sowieci przebili się dopiero, kiedy wytłukli wszystkich obrońców - z 16 tys. zostały 3 tysiące. Za jej bohaterstwo, dywizja została wymieniona w Wehrmachtbericht. Sowieci przebili się przez włoskie linie i dotarli do Kantemirowki, na dalekich tyłach, gdzie zaskoczyli sztab ''Ravenny'', wywołując panikę. W efekcie cała 8. Armia musiała się wycofać. Niemieccy oficerowie łącznikowi jednak wystawili Włochom taką opinię: ''Twierdzenie, wyrażane przez niektórych, według którego Włosi zwyczajnie uciekli, nie tyle jest przesadą, co zwyczajnie jest nieprawdą.''

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Puter: Gościu napisał o jakiejś randomowej dywizji włoskiej, że jest jego ulubioną, tobie może to nie pasować. Dla to to samo jak ktoś by napisał tak o chorągwi husarskiej Jana Sobieskiego, pułkach Napoleona, 1 Dywizji Wolnych Francuzów czy Gurkhach u Brytoli. Macie jakieś ból dupy bo nie napisał, że każda jednostka niemiecka czy ostfrontu to mordercy i gwałciciele. Najwidoczniej mamy inną definicję patologi

    •  

      @Markizek: Popatrz na styl, kolega jest fascynatem. Rozumiem pasję, ale bez przesady. To nie pierwszy raz w tych wpisach, tak jak w opowieści o bohaterskim dowódcy U-Boota, którego jednym z dokonań buło zatopienie 4 statków cywilnych. Nie przesadzaj. Poza tym nie ulubioną -"ukochaną", "Do ataku ze śpiewem na ustach ruszyły Czarne Koszule" To jakbyś pisał pieśń pochwalną, to nie historia, to zachwyt, tak naprawdę nie nad jakimś bohaterstwem, tylko ideologią... pokaż całość

    • więcej komentarzy (37)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Za ''samostinną Ukrainę''... Dzieło upowskich zbirów, morderców i bandziorów, nazywanych przez pomyłkę ''ludźmi''.

    Dzisiaj mija 75. rocznica (Chyba wszyscy wiemy, że post z wczoraj - Mleko) wydarzeń nazwanych ''krwawą niedzielą na Wołyniu''. Wydarzeń, których nie można nazwać inaczej, niż barbarzyństwem i okrucieństwem. W nocy z 10 na 11 lipca OUN-B - organizacja kierowana przez Stepana Banderę i jej zbrojne ramię - Ukraińska Powstańcza Armia - rozpoczęły zorganizowany mord na ludności polskiej na Wołyniu. Akcja trwała do końca 11 lipca, kiedy upowcy napadli na 167 polskich miejscowości. Dnia nie starczy, by opisać choćby ułamek banderowskiego bestialstwa.

    Schemat był wszędzie podobny. Upowskie bandy okrążały wieś kordonem, a następnie wkraczały do niej, gdzie gromadziły ludność w jednym miejscu i dokonywały masakry. Jak mordowano? Chyba każdy już zna długą listę upowskich sposobów uśmiercania. Obcinanie piersi sierpem, nabijanie na sztachety, rozbijanie głów o futrynę, przepiłowywanie żywcem, rozrywanie końmi, przybijanie do drzwi... Ten kogo zastrzelono, ten miał szczęście. W większości wypadków ofiary zamęczono na śmierć. Mordowano wszystkich, bez wyjątku - mężczyzn, starców, kobiety i dzieci. Upowscy zwyrodnialcy nie darowali nawet swoim rodakom, którzy byli w związkach z Polakami, albo - po bohatersku - nieśli im pomoc. Potem ukraińskie chłopstwo zaczynało plądrować wsie, kradnąc dobytek ofiar, a następnie podpalano zabudowania.

    "Gdy banderowcy podpalili dom, przyszli i znaleźli ojca i tych czterach braci, widziałam jak ojciec ukląkł na kolana i zaczął prosić o darowanie życia. Ale dwóch banderowców podeszło i widłami jeden z jednej strony a drugi z drugiej wbili widły w jego boki i zaciągnęli ojca i wrzucili do ognia. Następnie wrócili po resztę dzieci i również wzięli za ręce lub za nogi i żywcem wrzucili do ognia."

    ''Dzieci bawiły się w piasku. Nagle Ukrainiec podszedł do nich, chwycił jedno z dzieci i nadział na ostry koniec sztachety płotu. Dziecko zaczęło krzyczeć wniebogłosy i zanosić się z bólu, a ten banderowiec stał i z diaboliczną satysfakcją się przyglądał. Coś strasznego. Podbiegła do niego jakaś Ukrainka i zaczęła zaklinać: — Co ty robisz temu maluszkowi?! Po niedługim czasie dziecko zmarło. Jeszcze inni UP-owcy przebijali dzieci widłami. Nabijali je na nie jak snopek. Taka sytuacja miała miejsce 3 km od Łukowca, w Nowosielcach. Ok. 16 maluchów poszło kąpać się nad stawek. Miały po 5, może 6 lat. Ukraińcy zaczaili się na nie jak wilki. Wyczekali moment, gdy dzieci znalazły się na polanie. Powychodzili ze zboża i ruszyli na nie. Gdy tylko znaleźli się przy wyjącej z przerażenia grupce, zaczęli kłuć bez opamiętania. Krew bryzgała im po twarzach. ''

    W jednym dniu wymordowano ok. 10 tysięcy Polaków. Do końca lipca ukraińscy mordercy napadli na 520 wsi i wymordowali około 30 tysięcy osób. Polacy bohatersko bronili się przed bandziorami spod czarno-czerwonej szmaty, warta wspomnienia jest przede wszystkim obrona Przebraża, gdzie tysiąc osób pół roku stawiało czoła bandom UPA.

    W całej Rzezi Wołyńskiej zginęło minimum 70 tysięcy osób. W rzezi w Małopolsce Wschodniej - od 30 do 70 tysięcy. Polaków, wymordowanych przez ukraińskich siepaczy. Z UPA, z policji kolaboracyjnej, z SS.

    ''Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary''...

    Szkoda tylko, że nikt jakoś nie nosi kwiatów lnu, by upamiętnić ten horror. Widocznie żonkile ładniejsze...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Porucznik Herbert Berger, dowódca plutonu w dywizji Feldherrnhalle, prezentuje swoje odznaczenia. Pod szyją mamy Krzyż Rycerski, po lewej stronie - Krzyż Niemiecki, po prawej Odznakę Szturmową Piechoty i Złotą Odznakę za Rany (i coś jeszcze, ale nie widzę), oczywiście Krzyże Żelazne I i II klasy i wstążkę za Kampanię na Wschodzie 1941. Zmarł w 2000 r.

    Co do samych odznaczeń, to czasem natrafiam, jak niemieccy żołnierze określali owe odznaczenia. Co jak co, ale sarkazmu to odmówić im nie można. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zatem Liście Dębu do Krzyża Rycerskiego nazywano ''kalafiorem'', Krzyż Niemiecki - ''jajem sadzonym Hitlera'', albo ''symbolem partyjnym dla krótkowidzów'', a medal za Kampanię na Wschodzie (swoją drogą, bardzo szanowaną i uznawaną wśród żołnierzy za odznaczenie dużo ważniejsze, niż Krzyż Żelazny ze względu na katastrofalne warunki walk pod Moskwą) - ''Orderem Mrożonego Mięsa Armatniego'' (długi czas serio myślałem, że tak się nazywa ten medal ( ͡° ͜ʖ ͡°)). Wstążeczkę czerwono-biało-czarną tłumaczono tak:
    - czarny - droga kołowania samolotu
    - biały - śnieg
    - czerwony (większość koloru wstążki) - Armia Czerwona na prawo i lewo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    +: pestis, panparowkazbiedronki +199 innych
  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dawno nie było nic o Chinach, zatem wracamy do tematu. Japońscy żołnierze piechoty morskiej (?) z 4. Yokosuka Rikusentai na wyspie Hajnan, luty 1939 roku.

    Hajnan to całkiem spora wyspa, leżąca na południu Chin - chyba największa należąca do tego kraju. Miała ona bardzo duże znaczenie strategiczne, bowiem leży pomiędzy Hongkongiem, a ówczesnymi Indochinami Francuskimi. Utrzymanie jej pozwalało kontrolować szlaki zaopatrzeniowe w południowych Chinach. Na wyspie znajdowało się ponad 2 mln ludzi, a jej samej strzegła chińska 152. Dywizja gen. Yu Hanmou, licząca 25 tys. ludzi.

    Oczywistym było, że Japończycy prędzej czy później spróbują ją zająć. Do operacji skierowano 5. Flotę admirał Kondo Nobutake, z okrętem flagowym - krążownikiem ciężkim ''Myoko'' oraz krążownikami lekkimi ''Natori'' i ''Nagara'' wpłynęły do zatoki Tsinghai na północy wyspy o północy 9 lutego. Następnego dnia, w samo południe, Japończycy przeprowadzili lądowanie siłami piechoty morskiej, zajmując stolicę wyspy - Haikou. Z kolei 11 lutego na południu wyspy wylądowały oddziały Tajwańskiej Brygady Mieszanej, wspartej przez górski pułk artylerii i rozpoczęły walki w Sanya. Japończykom bardzo szybko udało się zająć Yulin i Yai-Hsien, kluczowe miejscowości na południu. W walkach Japończycy stracili 1000 ludzi i dwa statki, Chinczycy - 3000 żołnierzy.

    Wyspa trafiła w japońskie ręce i była pod okupacją aż do 1945 r. jako baza lotnictwa i floty japońskiej. W walkach partyzanckich przeciw okupantom brali udział chińscy komuniści, dowodzeni przez Fenga Baiju, oraz ludność Li.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    "Wynik decydującej bitwy zależy od Was. Tysiąc kilometrów od granic III Rzeszy waży się los niemieckiego dzisiaj i jutra.''

    Adolf Hitler

    Führer miał rację - operacja Cytadela nie miała planu B. 75 lat temu, o 5:30 5 lipca 1943 roku rozpoczęła się operacja ''Zitadelle''. Do ataku na Łuku Kurskim ruszyło 900 tysięcy żołnierzy Wehrmachtu i SS, w tym 12 dywizji pancernych, wspieranych przez 2700 czołgów, 10 tysięcy dział i 2000 samolotów. Potężne ''Tygrysy'' - niemal niezniszczalne wówczas monstra z elity elit - Korpusu Pancernego SS - miały rozbić w puch sowiecką obronę. Jeszcze raz zagrano kartą Blitzkriegu. Z północy atakowało 460 tys. żołnierzy GA ''Mitte'' marszałka Günthera von Kluge, zaś z południa - 440 tysięcy żołnierzy GA ''Süd'' najzdolniejszego z niemieckich marszałków - Ericha von Mansteina.

    Jednak Sowieci byli tym razem dobrze przygotowani. Doskonała praca sowieckiego wywiadu, pomoc z brytyjskiego programu ULTRA, zwiad lotniczy oraz niemieccy dezerterzy poinformowali o planowanych pancernych kleszczach. Siły trzech radzieckich frontów- Centralnego gen. Rokossowskiego, Woroneskiego gen. Watutina (w mojej ocenie jednego z najwybitniejszych radzieckich strategów w historii) i Stepowego gen. Koniewa - przygotowały linie obronne, czekając na atak. Rozbudowano gigantyczną sieć umocnień - wybudowano 155 tysięcy(!) umocnień i wykopano 9000 kilometrów okopów. Do pracy zagnano 300 tysięcy cywilów, byleby zdążyć przed atakiem. Obrona sowiecka była głęboka na 300 kilometrów i liczyła osiem pasów umocnień. Obsadzało je 1,33 miliona żołnierzy, wspartych przez 3444 czołgi, 2172 samoloty i aż 19 tysięcy dział i moździerzy.

    Rokossowski wykonał pierwsze uderzenie - kazał otworzyć ogień o 1:20 na gromadzące się na pozycjach niemieckie jednostki. Tysiące dział i moździerzy zahuczało, zaryczały setki Katiusz, demolując niemieckie pozycje. Zaraz potem do walk włączyło się 400 radzieckich samolotów. Niemcy byli tak zaskoczeni, że myśleli, że Sowieci sami zaczną atakować. Dopiero, kiedy jasne się stało, że Sowieci nie atakują, z dwugodzinnym opóźnieniem rozpoczęła się jedna z największych bitew jakie widział świat.

    Niemcy ruszyli pancernym taranem, wbijając się w sowieckie linie. Do ataku ruszyły Tygrysy w formacji Panzerkeil - ''klin pancerny'', gdzie szpicę stanowiły owe pancerne monstra, a flanki chroniły Pantery. Pancerne potwory wzbudziły przerażenie czerwonoarmistów, którzy rozpaczliwie próbowali przebić ich pancerze. Do oczyszczania pól minowych Niemcy pomysłowo użyli zdalnie sterowanych min - słynnych ''Goliatów''. Na południu 4. Armia Pancerna gen. Hotha rozerwała sowieckie linie obronne i wdzierała się wgłąb. Dużą zasługę w tym miał elitarny Korpus Pancerny SS, którego czołgi zadawały Sowietom potworne straty - niektórzy czołgiści rozsadzali po 18-20 wrogich czołgów dziennie. Szczególnie wyławiali wozy dowodzenia, dysponujące radiostacjami. Dużo gorzej szło 9. Armii gen. Walthera Modela na północy - ta wbiła się zaledwie 8 km wgłąb sowieckich pozycji, aż wreszcie zaległa pod wsią Ponyry 7 lipca, powstrzymana przez doskonałe radzieckie armaty ZiS-3 i niespodziankę - ''zwieroboje'', czyli działa SU-152. Obraz tam przedstawiał zresztą apokaliptyczny widok - powietrze czarne jak popiół, płonące łany zbóż, tumany kurzu i eksplodujące z hukiem czołgi przy akompaniamencie krzyku przerażonych żołnierzy obu stron. W wielokrotnie powtarzanych atakach brało udział tysiąc czołgów. W powietrzu do zaciekłego kontrataku ruszyła Luftwaffe, chroniąca swymi skrzydłami kolegów na ziemi, de facto pozbawiając radziecką 6. Armię Gwardii bez osłony lotniczej. Sytuacja na południu była tak zła, że Stalin osobiście nakazał dowódcy elitarnej 5. Armii Pancernej Gwardii, gen. Rotmistrowowi relokację o 370 km na południe, by zabezpieczył flankę.

    Niemiecka ofensywa przynosiła skutki... do czasu...

    #unternehmenzitadelle #zitadelle

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @szkucik14: :) nie, nic się nie zmieniło. Jeżeli chodzi o Mansteina to zacząłbym od "Straconych zwycięstw". Jak napisałem już wyżej biografie trzeba brać z dużą dozą nieufności. Polecam również Bevoora. To naprawdę dobry historyk choć również na swoje sympatie i antypatie.
      Wracając do Mansteina, w czasie chaosu bitwy manewrowej czuł się jak ryba w wodzie i dostrzegał szanse tam gdzie inni widzieli klęskę.
      Natomiast III Rzesza i samo OKH to było polityczne bagno często promujące intryganckie charaktery pokroju Dyzmy. On w tym się nie odnajdował a kiedy próbował, to wynikały z tego potworne problemy na froncie (krwawy szturm na Sewastopol z okazji urodzin Hitlera czy też cała historia z Paulusem).
      pokaż całość

    •  

      @zenon1002: Dziękuje bardzo przeczytałem Daviesa Europa walczy 1939-1945 oraz właśnie Beevora II wojna światowa :D Do straconych zwycięstw na pewno zajrzę oraz do innych książek Beevora :D

      +: Mleko_O
    • więcej komentarzy (25)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Zniszczone niemieckie Ju-52 na lotnisku w Tunezji, wiosna 1943 roku.

    Wiosną 1943 r. sytuacja Niemców była niewesoła. Co prawda Rommel włoił Amerykanom pod Kasserine, siły niemieckie były dużo większe, niż w poprzednim roku, co pozwoliło na utworzenie Heeresgruppe ''Afrika'' i udało się zająć Tunis przed Amerykanami, jednakże Niemców i Włochów trapiły typowe dla afrykańskiego teatru działań bolączki: ustawiczny brak zaopatrzenia. W Afryce brakowało portów, zdolnych przyjąć statki, co więcej, brakowało też samych statków i okrętów do eskorty.W związku z tym zdecydowano się na tworzenie mostu powietrznego, który będzie zaopatrywać oddziały Osi.
    Do mostu skierowano pokaźne siły Luftwaffe: Jagdfliegerführer Sizilien, Fliegerführer Afrika, Fliegerkorps Tunis i sporo innych jednostek. Rzucono w końcu marca '43 r. ponad 400 samolotów transportowych, w tym potężne Messerschmitty Me-323 ''Gigant'', sporo jednostek przerzucono spod Stalingradu. Samoloty miały latać rankiem, w okresie ''lunchu'', jednak braki w jednostkach myśliwskich powodowały, że 1 myśliwiec przypadał na 5 samolotów transportowych.

    Alianci dzięki programowi ULTRA wiedzieli o niemieckich przygotowaniach. Pułkownik James H. Doolittle, bohater nalotu na Tokio, zaproponował zniszczenie niemieckiego mostu powietrznego, kiedy ten już nabierze rozmachu. Myśliwce - brytyjskie i amerykańskie - miały czatować w powietrzu, zaś bombowce miały atakować lotniska i niszczyć samoloty na ziemi. Operacja otrzymała kryptonim ''Flax''.

    Operacja rozpoczęła się 5 kwietnia 1943 r. i z miejsca przyniosła sukces. Nad morzem amerykańskie Lightningi przechwyciły grupę niemieckich samolotów transportowych, zestrzeliwując 11 z nich za cenę 6 P-38. Tego samego dnia amerykańskie bombowce zaatakowały lotnisko na Sycylii, niszcząc 21 i uszkadzając 41 samolotów. 11 kwietnia zestrzelono 17 Ju-52. Jednak 18 kwietnia doszło do tragedii, zwanej Palmsonntag Massaker - Masakra Niedzieli Palmowej. Tego dnia 60 amerykańskich i brytyjskich myśliwców przechwyciło wielką formację niemieckich samolotów. Niemcy, siedzący w Ju-52 w desperacji rzucili się do okien i zaczęli strzelać z wszelkiej broni, by odpędzić napastników. Na próżno. Alianci zgłosili zestrzelenie aż 146 maszyn, po późniejszej weryfikacji zaliczono im 34 zestrzelone samoloty i 35 Ju-52, które zdołały lądować przymusowo. 23 kwietnia australijskie, brytyjskie, afrykanerskie i polskie myśliwce przechwyciły nad Pantellerią formację Me-323. Kiedy Polacy walczyli z eskortą, Brytyjczycy wytłukli wielkie Giganty. Jeszcze przed końcem operacji, amerykańskie Liberatory zbombardowały Bari, niszcząc na ziemi 54 samoloty.

    Goering, zaszokowany stratami, nakazał odwołać most powietrzny. Kesselring go przekonał, że trzeba zapatrywać okrążonych Niemców i Włochów. Marszałek wyraził zgodę, jednak samoloty miały latać od tej pory tylko nocą i nad Sardynią. Było już jednak za późno. W Tunezji Brytyjczycy zajmowali kolejne lotniska, pozbawiając Luftwaffe zaplecza. Jednostki ewakuowały się z Afryki na wszelkie sposoby, byleby tylko nie lecieć w bezbronnym transportowcu. Operacja Flax zakończyła się wielkim sukcesem i masakrą niemieckiego lotnictwa transportowego - utracono łącznie 400 maszyn. Morskim odpowiednikiem ''Flax'' była ''Retribution'', jednak jej jedynym sukcesem było zatopienie dwóch niewielkich statków transportowych w maju 1943 r.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Allons, enfants de la Patrie
    Aux armes, citoyens!
    Entendez-vous dans les campagnes
    Mugir ces féroces soldats?

    Niemieccy żołnierze mijają ciężko rannego francuskiego żołnierza, Lille, 29 maja 1940 roku.

    27 maja 1940 r. Niemcy podchodzili pod miasto Lille w północno-zachodniej Francji, na granicy z Belgią. Wojska w tym rejonie to francuski IV i V Korpus, które zostały okrążone po tym, jak francuski III Korpus oraz Brytyjski Korpus Ekspedycyjny wycofały się za rzekę Lys. Niemcy wówczas ruszyli z zachodu i wschodu, okrążając miasto. W kotle znalazło się 35 tysięcy francuskich żołnierzy z 1. Armii (dwie dywizje półocnoafrykańskie, jedna marokańska, jedna zmotoryzowana i jedna piechoty - a w zasadzie ich elementy). Miasto było oblegane przez siedem dywizji, wliczając w to: 4., 5. i 7. DPanc., oraz cztery dywizje piechoty. Łącznie - ok. 160 tys. ludzi.

    Francuzi próbowali wyrwać się z matni. O 7:30 wieczorem 28 maja 2. i 5. Dywizje Północnoafrykańskie zaatakowały na zachód i południe. Ataki ponawiano i następnego dnia, jednak nie udawało się pokonać niemieckiego pierścienia. Francuzi zaciekle walczyli pięć dni, raz po raz próbując przełamać okrążenie. Podobno udało im się nawet wziąć czasowo do niewoli dowódcę 253. Dywizji Piechtoy, gen. Fritza Kühne. Ostatnie oddziały poddały się dopiero 4 czerwca. W uznaniu obrony, dowodzący niemieckimi siłami gen. Kurt Waeger pozwolił Francuzom przedefilować po głównym placu miasta z bronią na ramieniu. To było coś, co nie miało miejsca od upadku bohaterskiej załogi fortu De Vaux w 1916 roku.

    Uznanie dla obrońców Lille wyraził po wojnie sam Winston Churchill, określając bohaterską obronę jako ''wspaniały hołd'', który pozwolił Brytyjczykom wycofać się do Dunkierki i rozpocząć ewakuację do Wlk. Brytanii. Dzięki uporczywej obronie udało się ocalić ponad 100 tysięcy ludzi.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Spojrzenie w oczy potwora. Reichsführer SS, Heinrich Himmler wizytuje sowiecki obóz jeniecki. Ten wpis z radością dedykuję tym, którzy wyzywają mnie od neonazistów. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Niemcy, przygotowując operację ''Barbarossa'' byli świadomi tego, że Armia Czerwona jest bardzo liczna. Z tego względu zakładano wzięcie do niewoli przynajmniej miliona jeńców. Plany dotyczące postępowania z nimi opracowano już w kwietniu i maju 1941 roku. Wtedy też upoważniono dowódców średniego i niskiego szczebla do wprowadzania terroru na podbitych terenach wobec osób ''wrogich wobec Trzeciej Rzeszy''. Niezależnie od tego, wydano również słynny rozkaz o komisarzach (Kommissarbefehl), nakazujący natychmiastową eksterminację każdego wziętego do niewoli oficera politycznego Armii Czerwonej, bądź przekazywanie ich oddziałom SD. Ponadto, wprowadzono liczne obostrzenia dla jeńców wojennych: ich nazwiska nie miały być udostępniane Czerwonemu Krzyżowi, nie wolno było dopuszczać do nich pomocy ze strony CK, a środki dyscyplinarne pozostawały w gestii komendantów. Jeńcy nie mogli być przetrzymywani na terenie Reichu (z obawy o prowadzenie przez nich agitacji komunistycznej).

    Nawet bardzo surowe założenia sprzed ''Barbarossy'' musiały ulec rewizji, kiedy Niemcy zaatakowali ZSRR - do niewoli trafiła gigantyczna liczba czerwonoarmistów. Niemcy z jednej strony nie byli przygotowani na przyjęcie takiej liczby jeńców, z drugiej zaś - kompletnie im na nich nie zależało. Jeńcy byli bowiem na końcu listy priorytetów Wehrmachtu. Brakowało dla nich środków transportu, opieki medycznej i żywności. O ile od biedy można to zrozumieć w kontekście jednostek frontowych, które faktycznie nie mają czasu na zajmowanie się jeńcami, o tyle postępowanie wobec jeńców na zapleczu było czystym barbarzyństwem. Rannym jeńcom odmawiano udzielenia pomocy medycznej i medykamentów, w efekcie tysiące zmarły z ran i chorób. Ci, którzy byli w stanie iść, byli pędzeni na piechotę dziesiątki kilometrów. Nie wydawano im żadnej żywności, ani nawet wody, a próbującym pomóc cywilom Niemcy grozili rozstrzelaniem. Jeńców ładowano też na odkryte platformy i do bydlęcych wagonów, gdzie marli z zimna, bądź uduszenia - z wagonów zimą wypadały setki zamrożonych ciał... Jeśli jeńcy dotarli do obozów jenieckich, to mieli szczęście, jeśli byli gdzieś zakwaterowani. W wielu wypadkach ''obozy'' stanowiły tylko ogrodzone drutem kolczastym kawałki pola. Jeńcy byli w nich tak stłoczeni, że nie mogli leżeć, ani nawet siedzieć. Z głodu wyrywali trawę i jedli ją, cierpiąc później na dyzenterię - dostawali zaledwie 700 kcal/dziennie. Wielu nie miało siły się odczołgać na bok i leżeli we własnym kale. Jeśli udawało się coś zbudować, to prymitywne nory, kopane gołymi rękami jeńców, bo Niemcy nie dostarczali im narzędzi. Jeńców trapiły choroby: wszawica (bo nie było możliwości umycia się), dyzenteria, tyfus, szkorbut. Marli tysiącami, upodleni do granic możliwości. Niemieccy strażnicy bili ich i dręczyli na wszelkie możliwe sposoby, wielu mordowano za byle przewinienie. W samych Stalagach 307 i 319 w Dęblinie i Chełmie zmarło, bądź zostało zamordowanych 150 tys. jeńców. W Mińsku - 110 tysięcy. Taki to był ten ''rycerski'' Wehrmacht...

    Niezależnie od tego, tysiące jeńców osadzono w obozach koncentracyjnych. W Auschwitz zamordowano ich 20 tysięcy, w Buchenwaldzie - 7 tys., w Sachsenhausen - 26 tys. Przeprowadzano na nich obłąkane hitlerowskie ''eksperymenty'' i zagazowywano w komorach. Mordowano komisarzy politycznych, członków partii i Żydów. Wehrmacht umywał ręce piłatowskim gestem, ''zwalniając'' jeńców - ergo przekazując ich w łapy ludobójców z SS. Ci, którzy przeżyli resztę 1941 roku, też nie mogli mówić o szczęściu - wielu jeńców wysłano do pracy niewolniczej w niemieckiej gospodarce. Ogólnie oblicza się, że zginęło od 1,2 do 3,3 miliona jeńców. Nawet po zakończeniu wojny ich udręka się nie skończyła - wąsaty łobuz z Kremla nie darował ''zdrady'' nikomu. A jeńcy dla niego byli ''zdrajcami''.

    Wiem, że nie uszczknąłem nawet tematu, bo ten nadaje się na grube księgi. Biorąc jednak pod uwagę, jak wielu czerwonoarmistów pragnęło walczyć po stronie Niemiec przeciwko czerwonym oprawcom i jak witało - jak myśleli - swoich wyzwolicieli, postępowanie Niemiec wobec radzieckich jeńców można skomentować tylko cytatem Talleyranda:

    ''To gorzej niż zbrodnia – to błąd.''

    Tym wpisem kończymy czerwcowy cykl o Barbarossie, powrócimy do niego za dwa tygodnie.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Mleko_O:

      Ja słyszałem historię o jedzeniu banana bez obierania

      To było chyba w książce "Zapiski Oficera Armii Czerwonej" - znaleźli te banany w jakimś niemieckim magazynie, myśleli, że to taka wielka fasola i zeżarli je z musztardą xD Były tam jeszcze inne kwiatki, jak np. to, kiedy nie mieli żadnej wody, ale w którymś z magazynów znaleźli mnóstwo butelek wina, więc zrobili sobie ciasto na pierogi z winem.

      Ale gdzieś obiło mi się o oczy, że ta książka to był stek bzdur, taka bardziej humoreska, a na pewno nie prawdziwy pamiętnik ;)
      pokaż całość

    •  

      To pokazuje, że jeśliby tylko odrzucili pogardę i ideologię, mogli mieć niepomijalną, dodatkową ilość żołnierzy znających te tereny, potrafiących się w nich odnajdywać.
      Z resztą jeśli się nie mylę, Niemcy wcale nie byli do końca przygotowani na prowadzenie działań wojennych w aż tak trudnych warunkach. Warunkach, które dla tych setek tysięcy jeńców były stanem normalnym.


      @PrinsFrans: Hiwisów w logistyce i tak wykorzystywali na masową skalę. Ledwie udawało im się zaopatrzyć i uzbroić te wojska, które mieli na froncie, a gdy linie zaopatrzeniowe się skróciły - jest wielce wątpliwe czy radzieckim jeńcom zechciałoby się bronić Rzeszy i przedłużać jej agonię. Tworzenie z nich formacji bojowych kosztem wojsk złożonych z Niemców w 41-43 nie miało wielkiego sensu.
      pokaż całość

      +: Ex3
    • więcej komentarzy (31)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Radzieccy żołnierze weseli z powodów sukcesów Wehrmachtu. A nie, moment...Na zdjęciu mamy słynnych ''Brandenburczyków'' w sowieckich mundurach.

    Niemieckie formacje specjalne są mocno przyćmione przez Brytyjczyków i ich komandosów. Wiele lat myślałem, że Niemcy na polu operacji specjalnych nie robili niczego przez całą wojnę - a to przecież nieprawda. Jedną z nich był pułk ''Brandenburg''. Godłem jednostki był pytajnik i miecz - dobrze oddający charakter siejących zamęt i chaos komandosów. Można byłoby się rozpisywać o akcjach Brandenburczyków i ich szkoleniu, i na pewno zrobię to w jednym z wpisów.

    W momencie operacji ''Barbarossa'' Brandenburczycy byli zgrupowani w trzybatalionowy pułk ''Szkolno-Budowlany Nr 800''. Kompanie porozdzielano po różnych armiach i korpusach jako samodzielne jednostki na niemal każdym odcinku.

    Zanim jasną czerwcową noc rozjaśniły setki luf, a naprzód ruszył stalowy walec Wehrmachtu, przez granicę ruszyli po ciemku komandosi. Jedna z grup została przyłapana przez Sowietów w Augustowie i musiała się wycofać. Wrócili jednak po rozpoczęciu ostrzału i wmieszali się w tłum, a następnie zajęli most, otwierając tym samym drogę na Grodno. Inna, trzyosobowa grupa została niemal wyeliminowana - pozostał tylko jej dowódca, który samodzielnie bronił niewielkiego mostu aż do nadejścia oddziałów Wehrmachtu. Inna grupka została schwytana, bo podała nieaktualne hasło. Komandosów prowadzono do sztabu na przesłuchanie. Byli w radzieckich mundurach, więc groziła im śmierć. Dowódca grupy zachował zimną krew i zastrzelił obu konwojujących go żołnierzy, po czym z drugim żołnierzem zajęli most w Lipsku. Do ataku poszedł nawet pluton spadochronowy Brandenburczyków, który zrzucono niedaleko Lidy na spadochronach z wysokości zaledwie 55 m! Pluton, mimo, że poniósł duże straty, zdołał zająć most i utrzymać go aż do nadejścia czołgów - nie wiem, czy to wydarzenie nie było kanwą dla skądinąd niezłego rosyjskiego serialu ''Ostatni pociąg pancerny''. Było parę innych spektakularnych akcji - w tym przejęcie dokumentów sztabu w Brześciu, rajdy amfibiami Küstenjäger-Abteilung po Bałtyku i Morzu Czarnym, oraz przejęcie mostu w Dyneburgu nad Dźwiną 28 czerwca 1941.

    Oddział szturmowy por. Knaaka na dwóch zdobycznych ciężarówkach miał zająć most i ochronić go przed wysadzeniem. Oddział otarł do mostu, jednak został zdemaskowany, a Sowieci położyli silny ogień zaporowy. Brandenburczycy nie stracili zimnej krwi i zdołali dotrzeć do końca mostu, po czym przecięli kable i odpierali ataki Sowietów aż do nadejścia oddziałów LVI. KPanc. generała von Mansteina.

    Działania Brandenburczyków pozwoliły zająć 7 kluczowych dla przebiegu operacji mostów, ponadto pogłębiały chaos i dezinformację na sowieckich tyłach. Komandosi atakowali posterunki, przecinali linie komunikacyjne i rozsiewali plotki, wydatnie zwiększając bałagan. Duży sukces ugruntował pozycję jednostki w sztabie OKW.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Zdjęcie nie w kolorze, ale pozwolę sobie je wykorzystać. Bo temat trudny - a ważny.

    Niemieccy żołnierze we Lwowie z chusteczkami na twarzach. Oglądają ''dzieło'' zbirów z NKWD.

    Atak niemiecki poza wywołaniem paniki w Moskwie i rozbiciem wielu związków Armii Czerwonej, spowodował jeszcze jeden skutek. W sowieckich więzieniach siedziały dziesiątki tysięcy ludzi - liczbę oblicza się na ok. 50 tysięcy. Tych miano ewakuować na wschód na wypadek konfliktu, ale tak się nie stało. Nikt nie miał do tego głowy, brakowało taborów kolejowych, węgla, jedzenia, nawet wody do lokomotyw.
    W większości byli to ''polityczni''. Polacy, Białorusini, Ukraińcy, Litwini, Łotysze, Estończycy, Rumuni. Co z nimi zrobić?
    Szef NKWD, Ławrientij Beria wydał rozkaz 24 czerwca. Wymordować ''wrogów władzy radzieckiej''.
    Sowieci zwolnili, albo pozwolili uciec więźniom kryminalnym, natomiast politycznych czekał straszny los.

    Zanim Sowieci ich zabili, męczyli ich i katowali godzinami. Oględziny ciał wykazały m.in. zdzieraną skórę dłoni, obcięte palce i genitalia, czy ślady palenia żywcem. W lwowskim więzieniu Brygidki NKWD zamurowywało ludzi żywcem. Niektórych wieszano na hakach rzeźniczych. ''U wszystkich ofiar stwierdzono liczne okaleczenia tępym narzędziem. Kobiety były zgwałcone, miały poobcinane piersi. (...) Zostali zamęczeni na śmierć'', tak określał widok we lwowskim więzieniu przy ul. Łąckiego niemiecki lekarz.

    ''Ciała kobiece były w większości pozbawione ubrań. Na ich brzuchach i narządach rodnych widniały liczne rany, miały piersi nabiegłe krwią oraz ślady uderzeń tępymi i ostrymi przedmiotami. U niektórych ofiar - tak mężczyzn, jak i kobiet - widać było zmiażdżone palce, a skóra na rękach była sztucznie ściągnięta'', wspominał żołnierz Wehrmachtu, Josef Brachetka widok w Brygidkach.

    Więźniów duszono, do cel wrzucano granaty, rozstrzeliwano. W kopalni soli Salina więźniom rozbijano głowy młotami najeżonymi kolcami i wrzucano do szybu. ''Cały szyb był zasypany ciałami. Na górze leżała młoda kobieta. Obcięte piersi... rozpruty brzuch... bardzo pobita głowa'', wspominał świadek.

    W samym Lwowie wymordowano 7 tysięcy ludzi. W Tarnopolu - 1800, w Łucku - 2000, w Czortkowie - 1000, w Stanisławowie - 2500... Tych, których nie zamordowano, to pędzono w marszach śmierci na wschód. Z Mińska, z Wilejki, z Berezwecza. Pchano też polskich jeńców, którzy budowali drogi. Gnano ludzi bez wody, jedzenia, pod bombami i ostrzałem niemieckich samolotów. Konwojenci mordowali bez żadnego powodu. Samych jeńców polskich zginęło 10 tysięcy.

    Liczba ofiar jest trudna do ustalenia. Oblicza się samych zamordowanych w więzieniach na 30 tysięcy i ok. 20 tysięcy zamordowanych w marszach śmierci.

    O ile niemieckie zbrodnie są dobrze znane i udokumentowane, o tyle sowieckie - nie. Dlatego należy je przypominać.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj wpis z dedykacją dla @funkmess bo wspominałeś właśnie o Rumuńskiej flocie

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Rumuński niszczyciel ''Regele Ferdinand'' podczas wejścia do Konstancy, lipiec 1941 roku. [A]

    Rumuńska flota stanowiła trzon sił morskich państw Osi na Morzu Czarnym przez całą wojnę. Nie było to dziwne - w końcu każdy inny kraj musiał swoje okręty transportować drogą lądową, siłą rzeczy nie mogły być to potężne jednostki. Niemcy zdołali przerzucić drogą lądowo-rzeczną sześć małych okrętów podwodnych typu IIB, dziesięć Schnellbootów i 23 uzbrojone promy, Włosi - sześć miniaturowych okrętów podwodnych typu CB i flotyllę ścigaczy torpedowych, zaś powstały latem 1941 r. Chorwacki Legion Morski posiadał ok. 130 jednostek, w większości niewielkich kutrów i trawlerów, oraz parę małych statków.

    Na tym tle Forțele Navale Române prezentowała się niemal jak armada - posiadała bowiem aż cztery niszczyciele i dziesięć fregat i torpedowców. Co ciekawe, spora część sprzętu morskiego, artyleryjskiego i lotniczego była włoskiej proweniencji - w tym będące ozdobą floty niszczyciele typu ''R'' - Regele Ferdinand, o wyporności ponad 1400 ton każdy.

    Siły te były jednak nadal śmiesznie słabe, biorąc pod uwagę potęgę przeciwnika. Sowiecka Flota Czarnomorska dysponowała w rejonie jednym pancernikiem, pięcioma krążownikami i 17 niszczycielami. Całość sowieckich sił wynosiła blisko 200 okrętów - i to realnych, dużych okrętów wojennych, a nie uzbrojonych w karabin maszynowy trawlerów.

    Pierwsze działania morskie podjęto już cztery dni po ataku na ZSRR, ale przygotowania trwały znacznie wcześniej. Zimą 1940/41 w rejonie Konstancy Niemcy wybudowali baterię artylerii nadbrzeżnej ''Tirpitz'', uzbrojoną w trzy działa 280 mm, zaś tydzień przed wybuchem wojny rumuńskie stawiacze min postawiły zaporę przed wejściem do portu.

    Sowieci uderzyli rankiem 26 czerwca 1941 r. na Konstancę. Dysponowali krążownikiem ''Woroszyłow'', liderami ''Charków'' i ''Moskwa'' oraz czterema niszczycielami. Jako rezerwa 100 mil dalej trzymano pancernik ''Pariżskaja Komuna''. Do ataku przyłączyły się też ocalałe z dotychczasowych walk bombowce. Radzieckie okręty otworzyły ogień, zapalając zbiorniki z paliwem i niszcząc zabudowania - oba lidery wystrzeliły ponad 350 pocisków. Ale reakcja była szybka. Rumuńskie niszczyciele ''Regina Maria'' i ''Marasti'' otworzyły ogień z dystansu 22 km i po ośmiu minutach trafiły ''Charków''. Ogniem bluznęła też bateria ''Tirpitz'', trafiając ''Moskwę''. Zaskoczeni oporem Sowieci zaczęli się wycofywać, ale wpadli na zaporę minową. ''Moskwa'' zatonęła, grzebiąc w swoim wnętrzu 268 marynarzy. Kolejna mina uszkodziła ''Woroszyłowa''. Sowieci utracili też 9 bombowców. Rumuńskie ścigacze próbowały atakować uszkodzonego ''Charkowa'', ale odpędził je ogień z krążownika. Dla Sowietów rajd zakończył się gorzką porażką - nie osiągnęli prawie nic, a ponieśli ciężkie straty. Następne walki na morzu nastąpiły dopiero w sierpniu.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Nacisk ze wschodu zawsze jest skierowany na nas''.

    Oficjalne stanowisko Finlandii, 26 czerwca 1941 r.

    Na zdjęciu: fińscy strażacy próbujący ugasić pożar Helsinek, 25 czerwca 1941 r.

    Finlandia, mimo bohaterskiego oporu w 1940 roku, została ograbiona ze swoich najbogatszych ziem przez łobuzów spod czerwonej szmaty. Z okupowanych ziem przeniosło się pół miliona Finów, co zaowocowało niedoborami żywności. Niedaleko Helsinek, na Półwyspie Hanko rozlokowała się sowiecka baza wojskowa, a okupanci chcieli coraz więcej: dostępu do kopalni w Petsamo, zniszczenia umocnień na wyspach Alandzkich.

    Finlandia nie miała żadnych przyjaciół. Była osamotniona w swym upokorzeniu. Do czasu. Kiedy Niemcy zaczęli planować inwazję na ZSRR, zaczęli potajemnie sprzedawać uzbrojenie Finlandii. Zachęcali też Finów do odrzucenia sowieckich żądań. W maju 1941 r. na tereny Laponii trafiła niemiecka AOK ''Norwegen'', chociaż pierwsze oddziały niemieckie w Finlandii stacjonowały już w 1940 r. Fińska armia była znacznie silniejsza, niż podczas wojny zimowej - liczyła teraz blisko pół miliona żołnierzy, wspartych 300 samolotami.
    22 czerwca 1941 r. rozpoczęła się operacja ''Barbarossa'' i niemieckie armie zaatakowały czerwonego kolosa. Ale nie z Finlandii - Finowie nie zamierzali atakować. Rozpoczęli za to operację ''Kilpapurjehdus'' (''Regaty'') i zajęli - siłami trzech kanonierek i 5 tys. żołnierzy - zdemilitaryzowane wyspy Alandzkie, uprzedzając ewentualny atak Sowietów. Ci za to dokonali 25 i 26 czerwca agresji na Finlandię - 460 radzieckich samolotów uderzyło na 19 fińskich lotnisk. Wiele bomb spadło jednak na miasta, powodując poważne straty. Finowie nie stracili ani jednego samolotu, ale agresorzy już tak - 23 samoloty radzieckie zostały zestrzelone. Sowieci rozpoczęli także ostrzeliwać z artylerii fińskie umocnienia i wybrzeże, a pod Parikkala granicę przekroczyły sowieckie oddziały.

    Dla Finów, dyszących od ponad roku pragnieniem odwetu, nadszedł słodki czas zemsty. Wojna otrzymała miano ''Jatkosoty'' - ''Wojny Kontynuacyjnej'', bowiem Finowie chcieli odzyskać to, co w bandycki sposób ukradli im Sowieci, a wojnę traktowano jako kontynuację Wojny Zimowej. W taki oto sposób i napadnięta ponownie Finlandia dołączyła do krucjaty.

    <Säkkijärven polkka intensifies>

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Pedroo: Taki podobny poziom, że zaczynasz od "gadasz głupoty". Nie jest to normalny sposób polemiki, do którego po moim upomnieniu teraz wróciłeś. Ja Ci na razie nie okazałem braku szacunku.

      Poza komentarzami niejakiego Magnolii, który miał w zwyczaju czepiać się słówek (np. krucjaty wyżej - jest to określenie historyczne z tamtego okresu właśnie) to ja nie bardzo widzę tu jakiekolwiek wybielanie. Chyba że masz na myśli brak potępiania - z tym, że to zupełnie co innego. Okej - są wpisy o zbrodniach aliantów. Część osób już tego nie wytrzymuje psychicznie, samo przyzwolenie społeczne na takie zbrodnie jest gigantyczne. Padają argumenty typu sami chcieli, Niemcy też mordowali jeńców (co to ma do rzeczy? Robimy oko za oko? To gdzie była Norymberga dla aliantów?) albo właśnie że to wybielanie.

      Poza tym odpiszę Ci to samo co Magnolii - uważasz, że to wybielanie i manipulacja - rób własne wpisy, gdzie będziesz pokazywał ogeom zbrodni hitlerowskich ew. bohaterstwo np. dzielnych Amerykanów, czy tam innych Rosjan, niech się wyrówna. Szkalowanie i łapanie za słówka jest typowo hejterskie i wnosi bardzo mało.
      pokaż całość

    •  

      @Waspin: nie rozumiem takiego argumentu " nie podoba się to zrób swoje/lepiej" nie poto jest mikroblog żeby właśnie dyskutować na tematy jakie użytkownicy umieszczają? Nacechowanie widać w tych wpisach na kilometr (nie we w wszystkich ale większości), jak wpisy są na temat III Rzeszy czy to Włoch to są rzucane przymiotniki typu "bohaterscy", "rycerscy" natomiast na temat aliantów sa one stonowane. Obserwowałem profil II wojna światowa w kolorze dość długo i wcześniej wpisy były naprawdę ciekawe, mało stronnicze,, wrzucane na prawdę dobre zdjęcia. Teraz wydaję mi się że robione są one specjalnie żeby być podstawą takiej właśnie dyskusji - dywagacji kto był bardziej zbrodniczy a kto bardziej honorowy itp. pokaż całość

    • więcej komentarzy (49)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Najwierniejsi z wiernych. Słowaccy żołnierze przekraczają rzekę podczas operacji ''Barbarossa'', czerwiec 1941 roku.

    O Słowacji w II WŚ myśli się wyłącznie w kontekście ataku na Polskę i tych kilku wsiach, które nam odebrano, jednak zapomina się, że ten kraj niemalże do samego, gorzkiego końca stał u boku Niemiec.

    Słowacka armia była stosunkowo niewielka - w 1939 r. liczyła trzy dywizje piechoty i grupę szybką. Uzbrojenie i umundurowanie przejęto po armii czechosłowackiej. W listopadzie 1940 roku Słowacy również przystąpili do Paktu Trzech i rozpoczęli przygotowania do Barbarossy.

    Do ataku ruszyli 24 (lub 23, wg niektórych źródeł) czerwca 1941 r. Dysponowali dwiema dywizjami piechoty, grupą szybką i jednostkami wsparcia logistycznego. Cały korpus słowacki liczył 45 tys. ludzi, 84 czołgi i samochody pancerne oraz 400 dział i moździerzy. Jednak słowackie siły posiadały stanowczo za mało pojazdów transportowych, przez co większość z nich skierowano do zabezpieczenia szlaków komunikacyjnych. Do walk skierowano wyłącznie grupę szybką (Rychla Skupina) - coś na kształt pułku pancerno-motorowego, liczącego 50 czołgów i 1900 żołnierzy, dowodzoną przez płk Rudolfa Pilfouska. Żołnierzom nakazano namalować niebieskie pasy i symbole narodowe na hełmach, bo były dość podobne do radzieckich.

    Grupa Szybka brała udział w forsowaniu Sanu i przełamaniu Linii Mołotowa w okolicach Sanoka, współdziałając z niemiecką 454. Dywizją Bezpieczeństwa z 17. Armii (tam również była węgierska Grupa Szybka). Zajęła m.in. miasto Stryj. Po 8 lipca jednostkę przemianowano na Brygadę Szybką, a później Dywizję Szybką (1.), natomiast 2. dywizja przemianowana została na Dywizję Ochrony.

    Wybiegając w przyszłość - Słowacy bardzo dzielnie walczyli o Kijów, Kubań i na Kaukazie. Ponieśli ciężkie straty w walkach na Ukrainie. Zapisali się wielką odwagą i poświęceniem - osłaniali bowiem wycofujące się z Kaukazu oddziały i sami zostali okrążeni. Dywizja jednak zdołała się wyrwać, a Niemcy dostarczyli jej już dużo lepszy sprzęt. W międzyczasie Słowacy proponowali utworzenie trzeciej jednostki i sformowanie korpusu słowackiego, jednak Niemcy nie byli zainteresowani. Biło się też słowackie lotnictwo - Ján Režňák, najlepszy słowacki pilot zdobył aż 32 zestrzelenia.

    Byli też w Polsce. Tak jak wielu, brali udział masowo w mszach świętych...

    ''Przybyłem do Ustrzyk i wchodzę do kościoła, a kościół pełen był żołnierzy słowackich w zielonych mundurach, do złudzenia przypominających nasze, polskie.(...) Ludność polska mieszała się w kościele z wojskiem i razem śpiewała pieśni nabożne, a zwłaszcza do Matki Boskiej. Melodie naszych pieśni oraz ich treść były bardzo podobne do słowackich. Tak się utarło, że myśmy zaczynali jedna zwrotkę, a Słowacy śpiewali drugą.(...) Punktem kulminacyjnym było zawsze zakończenie, gdy żołnierze słowaccy gromkim głosem śpiewali swój hymn narodowy. Melodia tego hymnu jest niemalże identyczna z polskim hymnem. Wszyscy wstawali wówczas na baczność''

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Kiedy niemieckie czołgi wdzierały się wgłąb ZSRR, a Luftwaffe szalała na niebie, w huku dział i krzyku przerażonych czerwonoarmistów, na dalekich, odległych krańcach Europy wybuchła radość...

    Wśród tysięcy świętujących ludzi byli i ci, którzy sowiecki ''ład'' znali aż za dobrze. Widzieli ten proletariacki raj, przywleczony do ich kraju niczym dżuma, szczęśliwie pokonany i wykorzeniony do ziemi. W odległej od granic Związku Sowieckiego Hiszpanii na wieść o operacji ''Barbarossa'' zapanowała radość. Świętowali falangiści w błękitnych koszulach; karliści, chlubiący się czerwonymi beretami i pięknym hasłem ''Bóg, Ojczyzna, Prawa Lokalne, Król''. Byli i bohaterscy Viriatos z Portugalii, ciemnoskórzy Regulares, i żołnierze hiszpańskiej Legii Cudzoziemskiej.

    22 czerwca Falanga natychmiast zaproponowała stworzenie formacji wojskowej, która wesprze Niemców w walce. Generał Franco zaproponował to Niemcom już kilka godzin po rozpoczęciu ofensywy. Dwa dni później Adolf Hitler wyraził zgodę.

    Na wieść o tym w Hiszpanii 24 czerwca przetoczyła się fala wielotysięcznych, spontanicznych manifestacji radości. Nawoływano do krucjaty przeciwko bezbożnemu komunizmowi, przypominano sowieckie zbrodnie z Hiszpanii: gwałcone zakonnice i krzyżowanych księży. W samym Madrycie demonstrowało podobno ponad milion osób. Z okrzykiem: Rosja jest winna!

    Entuzjazm Hiszpanów przeraził samego Franco, który obawiał się, że jego wrogowie - a miał ich wielu - mogą przejąć władzę. Początkowo liczono, że jednostka będzie symboliczna, ale rekrutacja przeszła najśmielsze oczekiwania. W samym Madrycie o 4 tysiące miejsc walczyło 40 tysięcy Hiszpanów. W cztery dni zgłosiło się ponad 70 tysięcy ochotników. Niemiecki ambasador w Madrycie napisał, że gdyby potrwała ona kilka dni dłużej, to sformowano by nie jedną, a dziesięć dywizji. Ostatecznie utworzono dywizję liczącą 18 tysięcy ludzi.

    Kogóż tam nie było! Byli studenci, marynarze, robotnicy, intelektualiści, zawodowi żołnierze, politycy, chłopi, księża, prawnicy, lekarze. W koszarach w Saragossie zapytano, czy ktoś chce dołączyć, to wystąpił zgodnie cały batalion.

    Mimo iż oficjalnie jednostce miała patronować armia, a Franco nie zgodził się na przekazanie jej Falandze, to i tak od koloru koszul ochotników nazwa zrodziła się sama - Błękitna Dywizja. Dowódcą jednostki został oficer kompromisowy, akceptowany przez wszystkich - 45-letni weteran walk w Maroko i wojnie domowej, gen. Augustin Munoz - Grandes.

    Co ciekawe, był też związek z Polską - kiedy żołnierze przybyli na Suwalszczyznę pod koniec lata 1941 r., byli witani przyjaźnie przez Polaków. Tłumnie uczestniczyli w mszach świętych i nie pozwalali Niemcom dokonywać rekwizycji. Podobno miejscowe dziewczyny rywalizowały o względy przystojnych żołnierzy z dalekiego kraju, którzy przybyli na antykomunistyczną krucjatę...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''...by wyzwolić i odzyskać rumuńskie dziedzictwo narodowe, zagarnięte niesprowokowaną agresją komunistycznej Rosji...''

    Rumuńscy żołnierze w Konstancy, czerwiec 1941 roku.

    Tak, jak już kiedyś napisałem, Rumunia wystawiła pierwszy i największy kontyngent poza Niemcami w wojnie z ZSRR. Składał się on z dwóch armii - 3. (gen. Petre Dumitrescu) i 4. (gen. Nicolae Ciuperca), liczących łącznie sześć korpusów, z czego po jednym górskim i kawalerii i liczących 325 tys. żołnierzy. Rumunom bardzo zależało na inwazji na ZSRR - w sierpniu 1940 r. Sowieci zagrabili im bogate w złoża terytoria Besarabii i północnej Bukowiny. Armia rumuńska silna była jednak wyłącznie na papierze, miała poważne braki środków transportowych, a jedynym w miarę nowoczesnym związkiem taktycznym była 1. Dywizja Pancerna, uzbrojona jednak w zbieraninę czeskich i francuskich czołgów, dalece słabszych od sowieckich przeciwników. Żołnierze mieli karabiny jeszcze z okresu I WŚ, zaś samo wyposażenie pochodziło z kilku różnych armii - francuskie hełmy, polskie granaty, niemieckie manierki i czechosłowackie karabiny...

    Rumuni jako bodaj jedyni sojusznicy Niemiec wzięli udział w Unternehmen Barbarossa już pierwszego dnia. 22 czerwca Conducator Rumunii, marszałek Ion Antonescu wydał rozkaz przejścia przez Prut - rzeki granicznej, oddzielającej Rumunię od zagarniętej przez ZSRR Besarabii. Kiedy pierwsi rmuńscy żołnierze znaleźli się na wyzwolonym terytorium, przywitał ich standardowy obrazek z czerwca 1941 r.: tysiące ludzi witało swoich wyzwolicieli spod sowieckiej tyranii...

    Niezależnie od tego, na froncie cały czas śmigało rumuńskie lotnictwo (swoją drogą, Forţele Aeriene Regale ale României miały wielką mieszaninę samolotów w swoich szeregach - od niemieckich Bf-109, poprzez włoskie Savoia-Marchetti S.M. 79, polskie PZL-37 Łoś, a kończąc na rodzimych konstrukcjach IAR-80). Pierwszego dnia straciło ono 11 samolotów.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Zniszczony radziecki czołg KW-2. Armia Czerwona dysponowała 334 tymi pancernymi potworami w 1941 r.

    Koncepcja superciężkiego - jak na owe czasy - czołgu zrodziła się pod wpływem wojny zimowej. Stalowe monstra, dysponujące haubicą 152 mm i pancerzem czołowym o grubości 75 mm były niezniszczalne dla ówczesnych dział ppanc. Niemniej, czołgi te trapiły bolączki typowe dla serii KW: niewielka prędkość, usterki techniczne (zwłaszcza zawieszenie, które nie dawało rady utrzymać kolosa) i niska prędkość obrotu wieży. Jednak czołgi tego typu miały udowodnić swoją przydatność na polu walki.

    22 czerwca 1941 r. GA ''Północ'' gen. von Leeba ruszyła do ataku, kierując się na Kowno i Rygę - pierwszego dnia Niemcy pokonali 80 km. Ich przeciwnikiem był Front Północno-Zachodni dowodzony przez gen. Fiodora Kuzniecowa. Niemcy szybko posuwali się naprzód (mimo planowanego sowieckiego kontrataku), najpierw do rzeki Dubissa, a wieczorem tego samego dnia sforsowali Niemen, dokonując wyłomu o głębokości 80 km. Następnego dnia, 23 czerwca w okolicach Rosieni gen. Kuzniecow wydał rozkaz do kontrataku - oddziały z 3. i 12. Korpusu Zmechanizowanego uderzyły na niemiecki XLI. KPanc. Sowieci byli jednak bardzo osłabieni, ponieważ koncentracja ich wojsk została odkryta przez niezmordowaną Luftwaffe, która natychmiast zbombardowała kolumny wojsk. Latające na niskim pułapie Ju-88 siały ogniem z karabinów maszynowych po przerażonych czerwonoarmistach, niszcząc 40 pojazdów i powodując duże straty radzieckiej 23. DPanc.
    Jednak atak się rozpoczął i wtedy Sowieci wyciągnęli swojego asa z rękawa. Radziecka 2. DPanc. z 3. KZ uderzyła na oddziały niemieckiej 6. DPanc. (konkretnie na KG ''Seckendorff'') w rejonie Skaudwili. W ataku wzięły udział KW-2. Trudno sobie wyobrazić, jakie przerażenie musiał wywoływać pancerny potwór, odporny na ogień broni ppanc. Blisko setka niemieckich czołgów próbowała rozpaczliwie powstrzymać 20 KW-2. Niewzruszone ostrzałem monstra dosłownie rozjeżdżały stanowiska działek ppanc., a nawet podobno taranowały czołgi. Niemcy jednak szybko próbowali przeciwdziałać, obracając działa plot. 88 mm i używając ich przeciwko stalowym kolosom. Artylerzyści szczególnie celowali w gąsienice, starając się unieruchomić radzieckie pojazdy. Następnie do ataku ruszali saperzy z granatami i ładunkami wybuchowymi. Niemniej, niemiecka grupa poniosła tak ciężkie straty, że musiała się cofnąć.

    Następnego dnia pojedynczy KW-2 cały dzień powstrzymywał ataki KG ''Raus'' z 6. DPanc., ostrzeliwany ze wszystkiego co się dało, aż wreszcie wysadzili go niemieccy saperzy, używając granatów, wrzuconych do środka przez dziury po pociskach.
    Mimo sukcesów ''tankistów'', Sowieci byli cały czas spychani - 8. i 11. Armia wycofały się do 25 czerwca, co wytworzyło lukę we froncie i spowodowało, że Niemcy okrążyli oba sowieckie korpusy zmechanizowane. Luftwaffe latała non stop, próbując wytłuc radzieckie czołgi, wspomagała je w tym artyleria. Niemalże całkowicie unicestwiono radzieckie 3. KZ i 2. DPanc. 12. Korpus, z ciężkimi stratami, zdołał przebić się z okrążenia.

    Tymczasem LVI. KPanc., dowodzony przez chyba najlepszego niemieckiego generała, Ericha von Mansteina, ruszył naprzód, docierając do Dźwiny, forsując ją bez problemu, bo Sowieci nie wysadzili mostów. 29 czerwca Niemcy byli już w Rydze, a linia frontu się załamała. Niemcy mieli wielką szansę zająć Tallinn, a następnie ruszyć na niemalże niebroniony Leningrad. Jednak niemieccy czołgiści musieli czekać na piechotę, co potrwało tydzień - dając Sowietom bezcenny czas...

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Kiedy rozpoczęła się operacja Barbarossa, świat wstrzymał oddech z podziwu.

    I tak kończył się dzień 22 czerwca 1941 roku. Pełen niespodziewanych zdarzeń, dumy, radości, nadziei, złudzeń, szoku, strachu i niepewności.

    Jedno było tylko pewne.

    Sowieci, okupując przez nieco ponad 1,5 roku wschodnie ziemie RP swymi zbrodniami przewyższali nawet hitlerowskich ludobójców. Wymordowali ponad 100 tysięcy Polaków, a dziesięć razy tyle wywieźli na Syberię i do Kazachstanu. Niewolili, dręczyli i mordowali tysiące obywateli innych narodowości: okupowanych przez nich Litwinów, Łotyszy, Finów, Rumunów, Estończyków, Białorusinów, Ukraińców. Można śmiało przypuszczać, że gdyby zrealizowali swój plan ataku na Niemcy latem 1941 roku, to unicestwiliby do końca ludność na Kresach, a potem realizowaliby swoje ludobójcze praktyki w reszcie Polski. Polski całkowicie zniszczonej przez działania wojenne, bo tutaj planowano unicestwić Wehrmacht i ruszać na zachód.

    W momencie, kiedy w granice ZSRR, na okupowane przez czerwonych łobuzów ziemie, wdarły się pancerne zagony Wehrmachtu, zbiry z NKWD wymordowały momentalnie 30 tysięcy ludzi. Wrzucali granaty do cel, podpalali budynki, rozbijali głowy młotami, wrzucali do kopalni.

    Nic dziwnego, że narody udręczone przez sowiecki ''ład'' witały Niemców jak wyzwolicieli.

    Operacja Barbarossa de facto powstrzymała sowieckie ludobójstwo. Kiedy Sowieci wkroczyli znowu na te tereny w 1944 roku, nie mogli swojej zbrodniczej polityki już realizować. O godzinie 3:15 22 czerwca 1941 roku Stalin przegrał nie wojnę, ale całą ideę komunizmu - ideę, mówiącą o eksporcie rewolucji na zachód, gdzie sowiecki bojec miał chłodzić nogi w wodach Atlantyku.

    Niemcy zachowywali się równie po bandycku, to też fakt. Przegrali i nie zrealizowali swoich obłąkanych, ludobójczych planów. Szkoda tylko, że wraz z nimi ucierpiały niewinne narody, znowu zagarnięte przez sowieckich okupantów.

    Latem 1941 roku mieszkańcy okupowanych przez Sowietów ziem liczyli szczerze na powtórkę z 1914 roku i czekali na rychły rozpad bolszewickiego imperium.

    Gdyby nie zbrodnicza, obłąkana polityka nazistów, cała Europa dolewałaby im benzyny do baków i dostarczała chleb, byleby tylko Wehrmacht przepędził czerwonych morderców. Albo i sama szłaby na Wschód.

    Wspomniany kapitan Hans von Herwarth pisał: „Wielu sowieckich żołnierzy natychmiast po dostaniu się do niewoli wypytywało nas, czy nie mielibyśmy dla nich jakiejś pracy, zdradzali ochotę pomaszerowania dalej z nami. Większość z nich szczerze pragnęła podjąć z Niemcami dzieło zniszczenia znienawidzonego systemu, który skolektywizował ich gospodarstwa i pociągnął za sobą tak wielkie ofiary".

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Mleko_O: Plusowałem twoje wpisy, ale zaczynasz przeginać z fascynacją, przeczytaj swój post. Nie gloryfikuje się bydlaków, tylko dlatego, że walczyli z innymi bydlakami. Nie wszyscy Niemcy tacy byli ( rozumiem i szanuję) ale ty generalizujesz, a tak nie można.

    •  

      @Puter Eh
      a) nie jestem autorem postu
      b) czytałem post więcej niż raz
      c) rozumiem, że "Niemcy zachowywali się ... po bandycku" czy to, że ich plany były "obłąkane" i "ludobójcze" jest formą przesady i gloryfikacji...
      d) jak się podoba to plusuj, jak się nie podoba - nie plusuj, co mam Ci więcej powiedzieć?
      e) nie mierz wszystkich swoją miarą - jednych bawią żarty z JP2 dla innych jest to niezrozumiałe przegięcie pokaż całość

    • więcej komentarzy (114)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Zniszczony sowiecki bombowiec SB-2 w okolicach białostockiego lotniska, 22 czerwca 1941 r.

    Na centralnym odcinku niemieckiego walca doszło do pierwszych starć. Poza bitwą brzeską GA "Środek", dowodzona przez marszałka Fedora von Bocka, dysponująca 2. i 3. Grupami Pancernymi generałów Guderiana i Hotha oraz 4. i 9. Armia. Dysponując 33 dywizjami, wspierani przez 2 Luftflotte stanęli naprzeciwko Frontu Zachodniego generała Dmitrija Pawłowa, liczącego cztery armie: 3., 4. 10. i 13. Sowieci dysponowali trzykrotną przewagą pancerną, w tym minimum 600 czołgami T-34 i KW.

    Pancerne kleszcze Hotha i Guderiana rozwarły się już 22 czerwca, okrążając 3., 4., 10. i 11. Armię (pochodzącą z Frontu Północno-Zachodniego). Celem Niemców był Mińsk. 3. Grupa Pancerna ruszyła przez Niemen, a 2. - przez Bug. Sowieci próbowali wyrwać się z matni, biedny generał Pawłow (bohater ZSRR z wojny domowej w Hiszpanii, pospiesznie awansowany na generała), jednak niemieckie 4. i 9. armie przecięły radziecki kocioł, zmierzając do Mińska. Rozpaczliwie kotratakowała 10. Armia, a później dwa korpusy zmechanizowane i kawalerii, ale oba ataki zakończyły się katastrofą - niewielu jednostkom udało się wyrwać z kotła. Niemcy posuwali się nieubłaganie naprzód, wbijając się klinem między Słonimem, a Wołkowyskiem, zmuszając Sowietów do odwrotu. Ci, porzucając z braku paliwa pojazdy uciekali pieszo. Na darmo.

    27 czerwca Niemcy zamknęli pierścień na wschód od Mińska, wdzierając się na ponad 300 kilometrów wgłąb ZSRR. Było to niesłychane osiągnięcie i rekord, jaki chyba nigdy nie padł. Być może wybitny radziecki teoretyk wojskowości, generał Triandafiłłow, gdyby wówczas żył, z uznaniem patrzyłby na wcielenie jego teorii ''głębokiej operacji'' w życie...

    Następnego dnia, 9. i 4. armie połączyły się na wschód od Białegostoku, rozcinając kocioł na pół. Sowieci jeszcze raz próbowali kontratakować siłami pancernymi i spadochronowymi, ale ponieśli ponownie klęskę, a kocioł został zamknięty. Po pięciu dniach walk - do 3 lipca - niemal wszystkie zamknięte w kotle armie przestały istnieć. Niemcy zniszczyli ok. 20 dywizji i 1700 samolotów. Nieustanne bombardowania, ostrzał artyleryjski, brak paliwa i jedzenia oraz często niechęć do komunizmu zmusiły Sowietów do kapitulacji. Oficer Abwehry, kpt. Hans von Herwarth wspominał: ''Jednym z pierwszych [jeńców] był młody kapitan artylerii, który koniecznie chciał poznać położenie naszych pozycji artyleryjskich. Oświadczyłem mu, że jako jeńca nie powinno go to obchodzić. Na to on: »Chcę panu tylko wyjaśnić, jak powinna celować pańska artyleria, bo w tej chwili wasze działa przenoszą o jakieś kilkaset metrów«''.

    Niemcy do niewoli wzięli blisko 300 tys. jeńców, zniszczyli 1500 dział i 2500 czołgów. Dla generała Pawłowa klęska oznaczała śmierć - mimo, że wyrwał się z kotła, został oskarżony o zdradę (której nie popełnił!) i rozstrzelany. Dla Niemców - droga na Smoleńsk stała otworem...

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''To jest rzeż niewiniątek!'' Tak wiadomości o zniszczonych samolotach Wojenno-Wozdusznych Sił miał skomentować Albert Kesselring. Trudno mu się dziwić - na zdjęciu zniszczone radzieckie myśliwce I-153 Czajka.

    Niemcy uderzyli o 3:15 siłami czterech flot powietrznych na 66 radzieckich lotnisk, m.in. w Odessie, Sewastopolu, Kijowie, Mińsku i Rydze. Uderzenie było potworne w skutkach. Dwie fale ataku zniszczyły na ziemi 1800 samolotów przy stratach własnych zaledwie 61 maszyn! W sztabie sam Goering nie wierzył w te wyniki, uważając, że piloci go okłamują. Niemieccy lotnicy ostrzeliwali cele jak na paradzie, do wyczerpania amunicji, niszcząc w ogóle niezamaskowane sowieckie składy paliw, bomb i amunicji. W ciągu pierwszych trzech dni Niemcy zniszczyli blisko cztery tysiące radzieckich maszyn! Nie niepokojone Stukasy zrzucały potężne, 1800-kilogramowe bomby, nazywane ''Satan'', na Brześć, na drogach szalały szturmowe Henschle Hs-123 i myśliwsko-bombowe Bf-109, ostrzeliwujące długie kolumny wojskowe, bombowe Ju-88 i He-111 unicestwiały lotniska. ''Ledwo co wierzyliśmy własnym oczom. Rząd za rzędem, samoloty rozpoznawcze, bombowce, myśliwce stały wyrównane jak na paradzie'', wspominał Expert Hans von Hahn z JG3. Jeśli jakieś radzieckie samoloty podnosiły się do walki, to zostawały niemal natychmiast zestrzelone, rzadko kiedy mogąc stawić opór. Czasami się udawało - kiedy jeden I-153 staranował Bf-109 pułkownika Wolfganga Schellmanna, weterana z 25 zestrzeleniami. Pułkownik zresztą wyskoczył ze spadochronem i został najpewniej zamordowany przez NKWD z bezsilnej wściekłości i pragnienia zemsty na Luftwaffe...

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Mleko_O: Mam nadzieję, że kiedyś rzucisz coś, tak wiem że skopiowane, odnośnie dwugłosu pt. "Niemcy a naziści". Ból anusa osób nieobeznanych w temacie jest cudny. Sam kiedyś popełniłem taki artykuł, portal już nie istnieje a szkoda, w tym temacie i jedynym zarzutem ludzi negujących tezę o poprawności zwrotu "naziści", ze względu na solidne uźródłowienie z mojej strony, było to, że wybielam Niemców, bo wszakże wiadomo, że Strzałokrzyżowców, Żelaznego Wilka, czy innych wesołych ludzi nie było. W skrócie - tak trzymaj. pokaż całość

    •  

      @Guzkow A dziękuje. Już kiedyś w komentarzu pisałem, że Niemiec!=Nazista. I autor też kiedyś miał post o nazistach, jeżeli znajdę i jeszcze go fb nie usunął to może po cyklu o Barbarossie wrzucę ( ͡º ͜ʖ͡º)

      +: Guzkow
    • więcej komentarzy (43)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Zniszczony sowiecki T-28, oglądany przez Niemców, rejon Łucka, czerwiec 1941 r. Proszę o uszanowanie zdjęcia.

    Temat bitwy w trójkącie Łuck-Dubno-Brody jest mało znany i często lekceważony w historiografii, zwłaszcza zachodniej (to, że na zachodzie w ogóle niewiele wiedzą na temat Ostfrontu, to insza inszość).

    Do ataku w tym rejonie szła niemiecka 1. Grupa Pancerna gen. Ewalda von Kleista, mająca 728 czołgów z GA ''Południe''. Celem podstawowym było Równe, a dalej - natarcie na Kijów. Za swoich przeciwników Niemcy mieli tutaj Front Południowo-Zachodni gen. Michaiła Kirponosa. Dysponował on siłami czterech armii (5., 6., 12. i 26.), liczącymi łącznie 59 dywizji i 4500 czołgów. Kirponos otrzymał rozkaz przeprowadzenia generalnego kontrataku 23 czerwca siłami 5. i 6. armii w kierunku Lublina, a następnie zajęcie go. Rejonem koncentracji było Dubno.

    Sowieci mieli wybitnie przerzedzone siły lotnicze - większość samolotów została wymieciona pierwszego dnia Barbarossy przez szalejące w powietrzu orły Luftwaffe. To, co pozostało, skierowano do wsparcia ofensywy. Niemcy jednak czuwali i wprost zmasakrowali nadlatujące samoloty Sowietów - jednego dnia unicestwiono cały pułk, zestrzeliwując 24 bombowce SB-2.

    Radzieckie siły miały zaatakować 23 czerwca o godz. 22:00. Sytuacja była jednak strasznie chaotyczna - rwała się łączność, oddziały były nieustannie atakowane przez niezmordowaną Luftwaffe, a drogi korkowały długie kolumny uciekinierów i wycofujących się jednostek. Koncentracja następowała bardzo powoli. Z tego względu atak przesunięto na 4:00 24 czerwca. Główne ostrze sowieckiego ataku miały stanowić 4., 8. i 15. KZmech., dysponujące 717 czołgami T-34 i KW.

    Atak... skończył się katastrofą. 15. KZmech. chaotycznie szarpał się całą bitwę między Brodami, a Łuckiem i nie wziął udziału w walkach - jedynie należąca do niego 10. DPanc. ruszyła dwukrotnie do boju z niemiecką 11. DPanc., niszcząc jej aż 43 pojazdy. 22. KZmech po pięciu dniach walk stracił ponad 80 % pojazdów i wycofał się bezładnie na wschód. 4. KZmech. nie zdołał ukończyć koncentracji i jedynie osłaniał wycofujący się 15. KZmech., tracąc blisko 90 % pojazdów. Z kolei 8. KZmech. przełamał niemieckie pozycje przeciwpancerne z XLVIII. KZmot. Podzieliwszy się na dwa zgrupowania, wojska 8. KZmech. 27 czerwca pokonały czołówki niemieckiej 11. DPanc., po czym zdobyły Dubno i odcięła linie zaopatrzeniowe niemieckiej dywizji. Sowieci zatrzymali się w Dubnie... i stracili inicjatywę. Niemcy podciągnęli siły trzech dywizji, w tym jednej pancernej i zaczęli metodycznie wybijać Sowietów, zmuszając ich do wycofania się do 1 lipca.

    Klęskę pogłębił jeszcze bardziej chaos i sprzeczne rozkazy, wydawane przez Kirponosa i Żukowa. Niemcy wówczas uświadomili sobie, jak bardzo bezużyteczne są ich działa ppanc. przeciw KW i T-34, jednakże, potęga pancerna Sowietów została skutecznie zniwelowana przez siły Luftwaffe. Bombowce niemieckie atakowały z niskiego pułapu demolując kolumny pancerne, unicestwiono też sztab 15. KZmech. Poza atakami Luftwaffe, Niemcy odcinali osobno każdy korpus, po czym niszczyli je w odizolowanych kotłach. Niemcy utracili 186 czołgów, ale byli w stanie atakować dalej. Sowieci, tracąc 2500 czołgów, pozbawili się atutu obronnego pod Kijowem.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Kiedy rozpocznie się operacja Barbarossa, świat wstrzyma oddech z podziwu, i nic nie powie.''

    Adolf Hitler.

    Führer miał rację. Świat był zaszokowany rozmachem niemieckiej potęgi. Zapewne sam Cesarz Fryderyk Barbarossa, na którego cześć nazwano operację, byłby zdumiony potęgą swoich potomków, ruszających na krucjatę nie na koniach, lecz na ryczących silnikami pancernych potworach...

    4,7 mln żołnierzy w 164 dywizjach, 3600 czołgów, 12 tysięcy dział i blisko 3 tys. samolotów uderzyło o godz. 3:15 22 czerwca 1941 r. na froncie rozciągającym się od Kłajpedy po Morze Czarne. Oprócz Niemców w ataku brali też udział Rumuni, Włosi i Słowacy, ale dopiero później krucjata nabrała rozmachu i do walk ruszyła plejada narodów w imię walki z bolszewizmem. Do ataku ruszyło 900 samolotów, z czego 600 bombowców, które zaatakowały 66 sowieckich lotnisk, miażdżąc na ziemi 1800 samolotów. W sztabie Luftwaffe nikt nie mógł uwierzyć w te dane - a piloci jak na ćwiczeniach niszczyli ustawione w równych rzędach samoloty, zbiorniki z paliwem i składy bomb. Dowodzone przez najzdolniejszych feldmarszałków w niemieckiej armii trzy grupy armii - ''Północ'' feldmarsz. von Leeba, ''Środek'' feldmarsz. von Bocka i ''Południe'' mojego ulubionego starego Prusaka, żelaznego niemieckiego rycerza, feldmarszałka Gerda von Rundstedta - wdarły się bez problem w głąb radzieckiego terytorium na 200 kilometrów pierwszego dnia. Pomijając pojedyncze wyjątki, jak twierdza brzeska i bitwa pod Rosieniami, a zwłaszcza największa bitwa pancerna II WŚ, czyli tzw. trójkąt dubieński, Sowieci nie byli w stanie stawić jakiegokolwiek zorganizowanego oporu. Ich największa siła tkwiła w oddziałach pancernych, a potężne stalowe potwory, jak KW-1 i KW-2 były wręcz niezniszczalne dla niemieckich czołgów. Jednak Sowieci, targani sprzecznymi informacjami, źle dowodzeni, w chaosie organizacyjnym nie potrafili wykorzystać tego atutu. Czerwonoarmiści z krzykiem rozbiegali się, widząc niemieckie pojazdy i samoloty, porzucając broń. Najbardziej jednak zaszokowany był sam Stalin. Wąsaty car z Kremla nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciel, Adolf Hitler, dopuścił się napaści...

    Jak na ironię, Armia Czerwona od 14 czerwca przechodziła na stopę wojenną i rozpoczęła mobilizację, co - w połączeniu ze zbrodniczą polityką Niemiec na podbitych terenach i problemami logistycznymi Osi - ocaliło ją od totalnej klęski.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Zdjęcie i wpis NIE MAJĄ NA CELU propagowania ideologii totalitarnych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Niemiecki kowal podczas pracy, 1941 r.

    Jak byłem mały, to zawsze wydawało mi się, że wszyscy żołnierze to głównie walczyli. Trochę w tym utwierdzały mnie lektury książek z okresu PRL, gdzie o zapleczu jest bardzo niewiele. Im człowiek bardziej się wgryza w temat, tym mocniej uświadamia sobie, że kolesie biegający z karabinami i strzelający z dział stanowią może 1/3 całej armii (a być może dużo mniej).

    Dobitnie uświadomiła mi to wizyta w muzeum w Overloon w Holandii parę lat temu (bardzo polecam, fantastyczne muzeum, może się kiedyś podzielę zdjęciami), że w zasadzie większość żołnierzy to... służby tyłowe.

    Każda armia potrzebuje zaplecza - im większa armia, tym większe zaplecze. W Overloon można to sobie uświadomić, kiedy idzie się po Moście Baileya (taki most dla wojsk inżynieryjnych) po setkach, tysiącach skrzynek, mających zobrazować ogrom przedsięwzięcia Red Ball Express i zaopatrzenia wojsk na froncie. Przeciętna niemiecka dywizja wymagała minimum 200 ton zaopatrzenia dziennie, żeby móc zachować zdolność bojową (wg standardów - 320 ton). Napoleon rzekł już dawno, że każda armia maszeruje na swych żołądkach. Może to oczywiste, ale jednak w ubogiej Armii Czerwonej i Wojsku Polskim tak nie było (podobno wyżywienie sołdata RKKA w 1942 r. wynosiło 1/3 tego, co dostawał żołnierz brytyjski).

    Już pomijam służby medyczne i sanitariuszy/noszowych, bo to jedna strona medalu (chociaż należy wspomnieć, że w armiach byli także wojskowi dentyści!). Ale każda armia potrzebuje kowali i mechaników. Były warsztaty przyfrontowe i na zapleczu, piekarnie (przeciętna niemiecka dywizja wymagała 11 000 bochenków chleba dziennie!), kuchnie polowe, drukarnie. Do tego jednostki żandarmerii i areszt śledczy (tak, każda dywizja taki posiadała), zarządzane przez wywiad i prawników wojskowych. Musiały też być jednostki budowlane, stawiające mosty, budujące drogi, kładące tory kolejowe. Oczywiście do tego jednostki łączności oraz orkiestry oraz cała gama rzeczy pozornie oczywistych, a jakże potrzebnych: fryzjerzy, kina polowe, krawcy, szewcy, kaletnicy. W armii niemieckiej dochodziły jeszcze wojskowe domy publiczne dla żołnierzy. Dywizje musiały być autonomiczne w wielu sprawach, a i żołnierze często prosili o zrobienie czegoś, czy jakieś przeróbki umundurowania, czy uzbrojenia (oj, widziałem nawet zdjęcia jak amerykańscy krawcy szyli dla swoich kolegów kamizelki skórzane na zimę 1944-45). W przypadku jednostek kawalerii, albo posiadających konie dochodziły jeszcze jednostki zajmujące się żywym inwentarzem.

    Kiedy człowiek sobie to uświadomi dopiero do niego dociera, jak wielką machiną jest walcząca na froncie armia.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Roześmiany Alex Vraciu, jeden z najlepszych pilotów US Navy pokazuje ile samolotów zestrzelił podczas ''wielkiego polowania na indyki'', 19 czerwca 1944 r.

    Wraz z postępami Amerykanów na Pacyfiku, japońskie dowództwo Floty postanowiło wydać im bitwę, zniszczyć ich siły i zatrzymać marsz ku sercu Nipponu. Zorganizowano Flotę Operacyjną pod dowództwem admirała Ozawy. Wiązało się to z zatrzymaniem Amerykanów u brzegów Marianów. Japońska armada, licząca 9 lotniskowców i 5 pancerników ruszyła do ataku.

    Na ich nieszczęście przeciwnikiem była 5. Flota, dowodzona przez wybitnego admirała Spruance'a, który zmiażdżył siły admirała Nagumo pod Midway. Amerykanie dysponowali 15 lotniskowcami i 7 pancernikami - górowali liczbą samolotów. I sprzętem. A zwłaszcza wyszkoleniem lotników. Japończycy zaś liczyli na wsparcie samolotów z wysp Marianów.

    19 czerwca doszło do ataku czterech fal japońskich samolotów. Japończycy chcieli przebić się do okrętów i je zaatakować, jednak Amerykanie przeciwstawili im swoje najbardziej przerażające wynalazki - radary, celowniki tachimetryczne i zapalniki zbliżeniowe. Ponadto, wokół amerykańskich okrętów był silny parasol osłony powietrznej. W efekcie doszło do masakry, nazwanej później ''wielkim mariańskim polowaniem na indyki''. Japończycy choć bohatersko próbowali za wszelką cenę dostać się do amerykańskich okrętów, ginęli dziesiątkami. Nie osiągnęli praktycznie żadnego sukcesu, a zestrzelono aż 243 samoloty jednego dnia. Praktycznie unicestwiono japońskie lotnictwo pokładowe.

    Na morzu nie było wcale lepiej. Po ataku torpedowym w wyniku bardzo głupiego wypadku utracono lotniskowiec ''Taiho'' (ktoś z załogi uznał, że dobrym pomysłem na pozbycie się oparów benzyny będzie włączenie systemu wentylacji, w efekcie lotniskowiec eksplodował i dwie godziny później zatonął, grzebiąc 1600 marynarzy), a okręt podwodny USS ''Cavalla'' zatopił lotniskowiec ''Shokaku'' z 1300 ludźmi. W efekcie admirał Ozawa stracił jeszcze przed rozpoczęciem bitwy dwa z trzech najbardziej wartościowych okrętów.

    Następnego dnia Amerykanie przeszli do kontrataku. Samoloty z lotniskowców admirała Mitschera zatopiły lotniskowiec ''Hiyo'' oraz uszkodzili ''Zuikaku'' i ''Chiyoda''. Admirał Ozawa, widząc, że bitwa jest już przegrana, postanowił się wycofać. Japończycy stracili 315 samolotów, 3 lotniskowce i kilka innych okrętów, straty amerykańskie wyniosły 123 maszyny.

    Bitwa na Morzu Filipińskim, której obchodzimy dzisiaj 74. rocznicę, była ostatnią bitwą lotniskowców. (Post z wczoraj - Mleko)

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Raubritter z zakonu SS.

    Tymi słowy zacząłem swój artykuł o Jochenie Peiperze parę lat temu. Raubritter z niemieckiego znaczy "rycerz rabuś" i oznaczało osoby ze stanu rycerskiego, którzy trudnili się rozbojem. Niewątpliwie byli dzielni, ale splamili się zbrodniami.

    Jochen Peiper był dwudziestowiecznym raubritterem.

    Urodził się w rodzinie wojskowej. Nie zdołał dostać się na studia, więc śladem swojego brata Horsta dołączył do skautów. Marzył o karierze wojskowej, ale obwarowania Traktatu Wersalskiego uniemożliwiały to. Jochen uwielbiał jeździectwo, wobec czego przyjaciel rodziny, generał von Reichenau, poradził mu dołączyć mu do SS, a stamtąd spróbować się przenieść do armii.

    Jednak w SS szybko został dostrzeżony przez Reichsfuhrera Heinricha Himmlera, który uczynił go swoim adiutantem. Już przed wojną otrzymał stopień oficerski, poznał też swoją żonę Sigurd.

    Miał dostęp do wszystkich tajemnic państwowych. Znał wszystkie zbrodnie Niemiec, zwłaszcza w Polsce. Wizytował obozy i getta (w Łodzi Himmlerowi Żydzi mieli wręczyć bukiet kwiatów!). Na swoją prośbę trafił na krótko do jednostki frontowej we Francji, gdzie za zdobycie baterii artylerii otrzymał awans.

    Jego rola zmieniła się po inwazji na ZSRR. Trafił do elitarnej LSSAH. Wielokrotnie dawał wyraz swojej odwagi, jego jednostka walczyła bardzo zacięcie. Ale plamiła się rozlicznymi zbrodniami. Tam, gdzie był batalion Peipera, tam były spalone wsi i stosy ciał. Batalion dostał przydomek "Lutlampa", bo znany był z palenia wsi, zwłaszcza tych, gdzie kryli się partyzanci. Podczas bitwy o Charków batalion Peipera zapisał się ocaleniem okrążonej 320. Dywizji Piechoty. Walczył więc dzielnie, ale bardzo brutalnie.

    Niedługo później batalion Peipera trafił do Włoch, gdzie spacyfikował wieś Boves. Do dzisiaj krążą sprzeczne informacje na temat przebiegu tego wydarzenia i obciążają obie strony. Co ciekawe, pozytywne stanowisko Peiperowi wystawili... Żydzi, których ocalił przed egzekucją. Z kolei w Belgii za obrabowanie cywilów Peiper nakazał rozstrzelać pięciu swoich żołnierzy.

    Później była Normandia i Ardeny, Malmedy, za które akurat nie ponosił odpowiedzialności (nie tylko nie było go na miejscu zdarzenia, ale nawet o nim nie wiedział). Jednak KG Peiper popełniła, wg ustaleń amerykańskich, wiele innych zbrodni -w Stavelot, La Gleize, Trois Ponts...

    Kim więc był ów człowiek. Zbrodniarzem? Dzielnym żołnierzem? Jednym i drugim? W prasie SS był gwiazdorem, uchodził za modelowego "nowego Niemca". Młody, przystojny, wierny, zdecydowany, agresywny w działaniu.

    Po wojnie sądzono go za zbrodnie na jeńcach, wziął całą odpowiedzialność za swoich podwładnych na siebie. Wyszedł w 1956 roku z więzienia, w 1976 r. został zamordowany, najpewniej przez francuskich komunistów.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #iiwojnaswiatowawkolorze

0:0,0:1,0:1,0:0,0:1,0:1,0:1,0:0,0:1,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów