•  

    Mireczki nie boli Was życie? Nie przeszkadza Wam branie udziału w tej grze, gdzie 2 rzeczy są pewne śmierć (Wasza/co gorsze Waszych przyjaciół) i cierpienie(choroby, strata, podatki, smutek etc.)? Ja nie widzę żadnych powodów do życia (nie pod takim względem że chcę się zabić, bardziej nie widzę powodu żeby się starać, pracować, skoro i tak wszyscy umrzemy, a nasze ,,dziedzictwo" przepadnie/zostanie zapomniane po kilku wiekach (najwyżej spędzę życie na spaniu, braniu używek i okazjonalnej pracy)). Boję się strasznie zmian ( #autyzm #asperger ). Może rzeczywiście #buddyzm ma rację i źródłem cierpienia jest przywiązanie?
    Zaraz ktoś powie - jesteś młody, osiągaj sukcesy, znajdź pasję - bo będziesz żył kolejne 50-70 lat - tia, tylko w każdej chwili mogę/możemy(nawet głupi wybłysk gamma i całe życie ginie) umrzeć/spędzić końcówkę życia w strasznych agoniach(w sumie już trochę spędzam - dzięki #depresja za ból psychiczny i lęk przed stratą przyjaciół)/mimo pracy mogę wylądować pod mostem(głupi wypadek).
    Chciałbym być człowiekiem bez takich rozkmin ( ͡° ʖ̯ ͡°). #smutnazaba #filozofia #feels #pytanie #nihilizm #ateizm #rozkminy
    pokaż całość

    źródło: 1579596343916.jpg

  •  

    Czy ateista może być dobrym człowiekiem?
    Czy pojawiające się co jakiś czas w pewnych środowiskach pytania bądź zarzuty o brak moralności u ateistów mają jakikolwiek sens i jak na nie odpowiadać? Znalezisko: https://www.wykop.pl/link/5299925/czy-ateista-moze-byc-dobrym-czlowiekiem/

    #ateizm #religia #wojnaidei #kultura #filozofia
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Mój syn (lvl6) nie chodzi na lekcje religii w przedszkolu, i ostatnio dyrektorka mówi do mnie że muszę napisać oświadczenie, że nie chcę by syn uczestniczył w lekcjach religii. Odpowiedziałem że to chyba pomyłka, bo to chyba ci co chcą uczestniczyć mają pisać oświadczenia, ona na to że jestem w błędzie, bo jeśli lekcje religii będą w środku planu lekcji, to kto się nim będzie zajmował?
    Taki mnie wkurw wziął, że już tego nie skomentowałem, ale jeśli lekcje religii naprawdę ustalą w środku zajęć, to będę go odbierał przed religią i na pozostałe nie będzie chodził, i jeśli dyrekcja coś zacznie gderać, to powiem że lekcja religii jest ostatnią według ustawy, więc zajęcia później są nieobowiązkowe. #zalesie #dzbanywiary #ateizm
    pokaż całość

    •  

      @S_____: @Jonn:

      Mi to wygląda na ostatnie podrygi zdychającej ostrygi, naprawdę musi być źle z frekwencją skoro indoktrynują przedszkolaki.

    •  

      @wiecejszatana: Niestety religia w przedszkolach to przykra rzeczywistość. Parę ładnych lat temu jak młody jeszcze chodził do przedszkola, to była nawet taka scenka rodzajowa, na zebraniu dla rodziców przedszkolakóœ na początku "sezonu". Pani derektór gadała swoje pierdoły a na końcu rzuciła tekstem: "tu jeszcze proszę podpisać państwo musicie zgodę na naukę religii". Na to moja żona żywiołowo skomentowała na całą salę "nic nie musimy, na szczęście religia jeszcze w tym kraju nie jest obowiązkowa". Co spowodowało pewne poruszenie na sali i początek szlaku bojowego z panią derektór, o różne inne sprawy. Ale młody i kilkoro innych dzieci na religię nie chodziły, tylko siedziały sobie z inną panią w innej sali. Ponoć pierwszy raz w historii tego przedszkola była taka sytuacja że ktoś wyłamał się z systemu i panie przedszkolanki zamast mieć dodatkową godzinę czy dwie wolnego musiały użerać się z gówniakami. pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Córka (lvl 13) właśnie dała mi i żonie znac, że nie będzie chodzić na #religia w szkole i mamy ją od kolejnego semestru wypisać. Krew mnie zalewa najbardziej, bo żona jej jeszcze przyznała rację. Według niej skoro nie chodzimy do kościoła i w sumie to jesteśmy raczej #ateizm to nie dziwota, że dziewczyna nie chce tam chodzić. Dziadkowie mieszkają w małych miejscowościach, mocno naciskają na to, żebyśmy małą wychowali w wierze i wiem jak się to skonczy. Żona nie potrafi zrozumieć, że lepiej mieć chociaż z tej strony spokój.

    #jakzyc #gorzkiezale #zalesie #zwiazki
    pokaż całość

    źródło: 1579353965747.jpg

  •  

    Nie rozumiem stwierdzeń, że niekatolik nie może być Polakiem.
    Przecież to absurd. Powiedziałbym wręcz, ze ateista o rodzimowiercach nawet nie wspominając może być dużo lepszym patriotą żeby nie powiedzieć nacjonalistą niż katolik.
    Zastanówmy się nad tym głębiej.
    Wiele się mówi, ze katolicyzm to istota ducha naszego narodu. Ale czy na pewno? W końcu to, ze ktoś jest katolikiem nie sugeruje wcale bycia Polakiem. Katolikami mogą być Hiszpanie, Brazylijczycy, a nawet Chińczycy. Jest to dość globalna religia i nie ma charakteru narodowego w przeciwieństwie to rodzimowierstwa. Do tego została nam narzucona siłą. Jej zasady są też często sprzeczne z ideą nacjonalizmu.
    Już sam akt nadstawania drugiego policzka sugeruje, ze zamiast walczyć o naszą niepodległość podczas zaborów powinniśmy zaakceptować nasz los. Doprowadziło to zresztą do powstania dziwnych idei mesjanistycznych które głosiły, że Polska jest Chrystusem narodów i musi swoje wycierpieć za grzechy świata.
    Absurd i to szkodliwy.
    Sam kościół również jest organizacją międzynarodową i to często o sprzecznych interesach z Polskimi.
    Wielu narodowych radykałów głosi, ze dla nich wiara jest najważniejsza. A wiec interesy własnego kraju sa drugorzędne. To daje przewage ateistom którzy nie muszą wybierać miedzy interesem narodowym i religijnym oraz mogą się lepiej skupić na tym pierwszym.
    Religia rzeczywiście może spajać naród ale nie jest to jedyny czynnik. Innymi są przecież język, kultura, pochodzenie itp.
    Ktoś więc może spokojnie czuć się spokojnie związany z naszym narodem nie będąc katolikiem.
    No i najważniejszy argument. Choć Dmowski wspierał kościół sam był deistą. Czy ktoś mógłby odmówić bycia Polakiem albo patriotom? Nie wydaje mi się.
    #4konserwy #neuropa #polityka #nacjonalizm #rodzimowierstwo #wiara #patriotyzm #katolicyzm #religia #bekazkatoli #kosciol #ateizm
    pokaż całość

  •  

    Przypominam, że w polskiej szkole, która miała być świecka i niezideologizowana, fakt wzięcia chrztu przez księcia Mieszka Pierwszego nazywamy bezczelnie CHRZTEM POLSKI, manipulując, jakoby to Polska, kraj i ludzie wzięli w jakiś ogólny sposób chrzest, a kraj cały stał się katolicki.

    #bekazkatoli #ateizm #antyklerykalizm #historia

  •  

    Katolicy wierzą że po śmierci będzie niebo czyli zjednoczenie z Bogiem, ustanie cierpienia, błogie szczęście itp.
    Wielu twierdzi też że świat(wiec także i czlowieka)
    stworzył bóg, ponieważ jeśli człowiek powstał z niczego to życie jest pozbawione wszelkiego sensu i wartości.

    Ciekawi mnie czy myślą oni nad tym czy niebo faktycznie jest takie wspaniałe jak twierdzi religia i dlaczego, lecz dlaczego miała by to być opcja lepsza od nicości.

    Bo jeśli się nad tym zastanowić to niebo przestaje być taką piękną wizją.
    Przykładowo w niebie mamy wielbić i poznawać boga, ale dlaczego to miałoby być coś fajnego czy wartościowego, pozatym wielbienie boga kojarzy mi się z sytuacją w której poddani wielbią swojego pana a nie widzę w tym nic nobilitujacego dla człowieka.
    Jeśli na ziemi życie nie ma sensu choć jest pełne wielu doznań, to jaki sens ma egzystencja w miejscu wiecznej szczęśliwości która wydaje się dość monotonna.
    Co w sytuacji jeśli trafimy do nieba a np. nasza matka do piekła(mniejsza o to za co)?
    I co z naszym czlowieczenstwem w takiej sytuacji?
    Czy patrzyli byście spokojnie jak wasza matka cierpi w piekle, i olali to, czy też próbowali jej pomóc? Bo ja bym próbował nawet wbrew zasadom w tym niebie panujących(jesli jakieś konkretne sa) a jeśli nie to znaczy że bóg zmienił coś w mojej osobowości.
    Czy byłbym więc sobą? czy naprawdę byłbym człowiekiem czy tylko marionetkami która jedyne co ma robić to składac pokłony bogu i być jego zabawka.

    Nie uważam że jeśli po śmierci nic ie ma to życie nie może mieć sensu i jedyna droga w takiej sytuacji jest niezależna i nie wiem czemu miałbym się bać nicości.

    Wiem że wiara w to że wszyscy po śmierci będą szczęśliwi, dobro i zło zostaną odpowiednio nagrodzone daje nadzieję ludziom wierzącym i jest kuszące. Sam w do niedawna w to dość mocno wierzyłem.
    Ale może jednak nic było by lepsza opcja bo co prawda nie było by wspomnień, świadomości, piękna ani szczęścia ale nie było by też cierpienia
    samotności i smutku. Porostu niczego by nie było.
    I może to paradoksalnie ale w tej przytłaczające wizji widzę pewna wartość.
    W takiej sytuacji życie było by szansa na bycie najlepszym człowiekiem jak to możliwe nie dla nagrody ale tak porostu, chociażby tylko dla własnej płytkiej satysfakcji i pokretnej próby nadania sensu życiu.

    Jeśli ktoś dał radę to przeczytać to gratuluję cierpliwosci( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Taki tam potok myli który wyszedł z mojej głowy.

    Chciałbym poznać waszą opinię a jeśli ktoś to uzna za bełkot to niech scroluje dalej i nie zwraca uwagi...

    #przemyslenia #religia #ateizm #ciekawosc #filozofia #nudy
    pokaż całość

  •  

    Byłem bardzo sceptyczny, ale obejrzałem sobie w końcu #stacjaateizm, konkretnie odcinek 53 Czy ufasz Kościołowi? Naszła mnie taka refleksja dotycząca wywodu Karola Fjałkowskiego, który idzie mniej więcej tak:

    Katolicy gdy postawi się ich przed faktem niemoralnych działań hierarchii czy kleru często odpowiadają, że boleją nad tym, ale oni są w kościele dla wiary i praktyki a nie biskupów i księży. Problem polega jednak na tym, że o tym w co mają wierzyć katolicy i jak praktykować jest konsekwencją decyzji tejże hierarchii. Każda decyzja hierarchii co do doktryny czy praktyki po prostu MUSI być przyjęta, a hierarchia odpowiada TYLKO przed Boge (podał konkretne przepisy z KKK).

    Kontynuując, Karol mówi coś w stylu: mając w pamięci niemoralne zachowania hierarchii jaką katolicy mają pewność, że decyzje w sprawach wiary są zawsze dobre? Dlaczego ten sam Watykan, który np. udzielił schronienia tuszującemu skandale pedofilskie w archidiecezji bostońskiej kardynałowi Law (co więcej- pozwolił mu utrzymać ciepłe posadki w kongregacjach i tytuł kardynała dzięki czemu wziął on udział w konklawe) zasługuje na zaufanie gdy ogłasza, że Niepokalane Poczęcie jest od teraz dogmatem i jako takie musi być wyznawane przez katolików?

    I teraz odpowiedź katolicka, która idzie mniej więcej tak:
    Boge (konkretniej w osobie Ducha Świętego) prowadzi swój kościół (tak obiecał a Boge nie kłamie) co pozwala zachować Jedynie Słuszną Wiarę mimo wszystkich niedoskonałości ludzkich.

    Można w to wierzyć lub nie- ciężko tutaj o jakieś rozstrzygnięcia, bo jest to absolutnie niesprawdzalne stwierdzenie, ale...

    prowadzi ono do ciekawych wniosku i rzuca trochę światła na osobę Boge (jeśli wziąć te tłumaczenia na poważnie) i jego priorytety. Otóż- z jakiegoś powodu Boge interweniuje (przynajmniej skutecznie) tylko w przypadku doktryny. Jak kościół mylił się* i prześladował waldensów czy hugenotów, ogłaszał krucjaty, zezwalał na najazdy na innowierców i zamienianie ich w niewolników albo brał udział w rozgrywkach politycznych prowadzących do wojen domowych, czystek etnicznych, wysiedleń etc. to Boge nie uznał za stosowne interweniować tak żeby zapobiec gehennie setek tysięcy (a zbiorczo nawet milionów) ludzi.

    Konkludując- w świetle takiego rozumowania dla katolickiego Boge i jego kościoła najważniejsze jest poprawne wierzenie w np. wieczne dziewictwo Maryi i relację osób Trójcy. Jest to daleko bardziej ważne od np. życia i dobrostanu milionów ludzi. W końcu gdyby było na odwrót (albo te sprawy były by równie ważne) to Boge skutecznie uniemożliwiałby popełnianie błędów innych niż tylko doktrynalne.

    *na podstawie faktu, że KK ustami swoich dostojników przepraszał za wiele z tych zbrodni mniemam, że uznano, że to były pomyłki. Prośba do apologetów- nie piszcie mi, że kościół nic złego na sumieniu nie ma, bo skoro jego najwyżsi zwierzchnicy co jakiś czas przepraszają to chyba jasno dowodzi, że wiedzą, że są winni tych rzeczy i nie jest to czarna legenda dorabiana przez wrażych ateuszy.

    #bekazkatoli #religia #ateizm #chrzescijanstwo
    pokaż całość

    •  

      @niedoszly_andrzej: jasne, ja tylko wtrąciłem tak zupełnie pobocznie bo mi się przypomniał ten cytat:

      Chrystocentryzm przyjmuje, że w religiach może być dostępne zbawienie, lecz zaprzecza ich zbawczej autonomii z powodu jedynego i powszechnego zbawienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa. Stanowisko to jest niewątpliwie najpowszechniejsze wśród teologów katolickich, jakkolwiek istnieją między nimi różnice. Próbuje ono pogodzić wolę Boga w odniesieniu do powszechnego zbawienia z faktem, że każdy człowiek realizuje się jako taki w ramach określonej tradycji kulturowej, która swoje najwyższe wyrażenie i ostateczną podstawę ma we własnej religii.#

      i próbowałem go dopasować do tego co przywołałeś
      pokaż całość

    •  

      historycznym chrześcijaństwie najwyższą wartością jest wiara i tylko wierzący poprawnie w Jezusa mogą być zbawieni

      @niedoszly_andrzej: Zdecydowana nieprawda.

      Rzeczywiście pismo mówi, że "jesteśmy zbawieni przez wiarę", ale żaden człowiek nie może być pewny co do tego czy będzie zbawiony ponieważ jest to suwerenna decyzja Boga.

      Nie ma w istocie żadnego powodu, żeby człowiek troszczył się o zbawienie innych dusz, a przede wszystkim wskazywanie przez człowieka kto zostanie zbawiony a kto zostanie potępiony, albowiem gdy człowiek dokonuje takiego wskazania popełnia grzech pychy.

      Katolicy

      @niedoszly_andrzej: =/= chrześcijanie
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Wyobrażacie sobie jakie to byłoby pojebane, jakby te religijne bzdury były prawdą?

    Walisz sobie kapucyna do jakiegoś pojebanego porno, a temu wszystkiemu przyglądają się twoi zmarli dziadkowie/babcie z nieba...

    #ateizm #bekazkatoli #religia

  •  

    O zabójstwie Sulejmaniego, szkole "Annales", historii śmierci i niewiary i nie dość spopularyzowanych dziedzinach nauki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    A co tam, machnę jeszcze jedną długą notkę, bo to ważne i od dawna za mną chodzi.

    Wstęp
    (długi i prawdopodobnie już o tym czytaliście, sedno i nowe - niżej)

    Truizmem będzie stwierdzenie, że wielkim problemem współczesności jest kłopot z przenikaniem rzetelnej wiedzy wypracowanej przez ludzkość do szerokiego obiegu przy jednoczesnej hiperdemokratyzacji wykorzystywanej przez demagogów i utracie zaufania do ekspertów i instytucji. Owszem, ludzie w swojej masie zawsze byli nieoświeceni, ale w świecie zachodnim poza krótkimi okresami (jak lata 30.) i obecnym albo byli rządzeni odgórnie, albo bez poważnych oporów delegowali swoją władzę w ramach demokracji liberalnej nieco bardziej merytokratycznej niż obecnie reprezentacji (co zaowocowało wielką powojenną prosperity; zarówno centroprawicowa chadecja jak i centrolewicowa socjaldemokracja radziły sobie tutaj równie dobrze).

    Czemu się posypało to długa historia (rewolucja komunikacyjna, słabnący wzrost gospodarczy i wzrost Azji, zmiany demograficzne, zatarta pamięć o wojnie, itd.), podobnie można by wiele pisać o tym, jak temu zaradzić, ale ja się czuję zainteresowany konkretnie pewnym fragmentem spektrum, czyli osobami, którym nic nie brakuje intelektualnie, ale które z różnych przygodnych powodów mają bardzo głupie poglądy, co w łagodnej formie i mnie dotyczyło (a i pewnie tu i ówdzie wciąż dotyczy). Wierzę w kulturotwórczą siłę "intelektualnej klasy średniej" - gdyby nie ona, obecne zawirowania nie byłyby IMHO możliwe, więc może warto naprawę zacząć od niej.

    Skąd tak dużo pomieszania? Wydaje mi się, że jakkolwiek z popularyzacją twardej "science" są problemy, to jest też spory ruch przeciwny - całe serwisy i sporo ludzi prostujących na bieżąco różne bzdury w temacie szczepionek i globalnego ocieplenia, również tutaj, na wykopie. Walka nie jest łatwa, ale się przynajmniej toczy.

    Gorzej jest w humanistyce. O ile filozofia jest jakoś tam popularna i jest sporo różnych ofert (i dobrze, sam z np. odrodzenia zainteresowania starożytnymi moralistami i eudajmonistyczną platońsko-arystotelesowską etyką cnót mocno czerpię), to socjologia i spore połacie historii są w zasadzie niedotknięte. Pełno jest literatury i czytelników zajmujących się historią II WŚ, Zimnej Wojny, itd., ale na tym się poprzestaje i jeśli idzie o poważniejsze odkrycia nauk społecznych, to są one w zasadzie masowo nieznane. Owszem, np. Tok FM spopularyzuje czasem jakiegoś Wallersteina, czy wspomni o Ariesie, ale niesystematycznie i często obok kontrowersyjnego Ledera czy innych nazwisk zahaczających o dyskusyjną filozofię kontynentalną (Lacan, megapopularny na polskiej lewicy Zizek, itp.). Nie ukrywam, że sam mam do filozofii kontynentalnej pewną słabość, operuję np. pojęciem resentymentu, ale staram się mieć do tego dystans ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Może to niedostateczne spopularyzowanie ma jakiś związek z tym, że humanistyka jest mniej dookreślona niż twarde nauki ścisłe, ale szkoda zgromadzonej wiedzy i mądrości. Nie wiem też czy słabe popularyzowanie przez specjalistów to raczej przyczyna czy efekt tak płytkiego rynku na takie rzeczy.

    Sedno

    Ostatnio miało miejsce "wydarzenie historyczne" - zabito generała Sulejmaniego. Dziennikarze już stwierdzili, że o tym będą pisać przyszłe podręczniki historii. To całkiem naturalne, że tak działa historiografia, prawda? Bo w liceum uczyli o tym, że historia to następstwo takich zdarzeń - tam jedna bitwa, tu król wstępuje na tron, potem zostaje obalony i znowu jakaś bitwa. I tak się te dzieje ciągną od jednego wydarzenia do drugiego. Ale w XX wieku Fernand Braudel (jeden z największych historyków wszechczasów, za całokształt swojej pracy nazywany przez wielu "księciem historyków") - wpadł na pomysł, że istnieją różne czasy w historii. I owszem - istnieje czas wydarzeń - ale akurat on jest najmniej ważny. Oprócz tego historia toczy się w innych skalach czasowych. I tak nad wydarzeniami istnieją koniunktury trwające od kilku lat do kilku dekad. Słowo to zostało wzięte z nauk ekonomicznych i jeżeli myślicie o cyklu gospodarczym, to dobrze myślicie - historycy wykorzystali to pojęcie z ogromnym powodzeniem do swoich celów - bo czyż nie ważniejszy dla człowieka w XVI wieku był wzrost cen i jego wahania niż zmiana na tronie? A jeszcze wyżej mamy do czynienia z długim trwaniem (fr. longue durée) - historią prawie nieruchomą, która rozciąga się na całe stulecia. Między innymi na tym spostrzeżeniu opiera się rewolucyjny, a praktycznie nieobecny w popularnej świadomości, nurt historyczny - szkoła Annales. W sporze o znaczenie jednostki w historii przedstawiciele szkoły Annales stoją więc raczej na stanowisku, że jednostka niewiele lub zgoła nic nie może, ważne są głębokie zmiany kulturalne i mentalnościowe.

    To może na przykładzie. Czytam ostatnio (tak, wciąż, bo to cegła) książkę "Człowiek i śmierć" innego przedstawiciela tej szkoły, Philippe Ariesa, i jest to próba zrekonstruowania stosunku człowieka Zachodniej Europy do #smierc na przestrzeni półtora tysiąclecia, od późnej starożytności do XX wieku. Aries, próbując wgryźć się w mentalność człowieka odległych stuleci, odwołuje się do wszystkiego, co się da: od dzieł literackich (analizuje np. "Pieśń o Rolandzie"), przez księgi parafialne (mnisia robota, ale bardzo dużo można z tego wyciągnąć), po teksty testamentów, agreguje je też liczbowo. Patrzy też np. które z zasadniczo niezmiennych nauk eschatologicznych chrześcijaństwa w którym okresie były uwypuklane (np. w sztuce sakralnej), a które - schowane, co może nam sporo powiedzieć o "duchu czasów". Mówimy tu o całej metodologii wypracowanej i rozwijanej przez tę szkołę (porównajmy to choćby z filozofią, która nie ma tego typu źródeł empirycznych).

    W efekcie Ariesowi udaje się coś w zasadzie niemożliwego, tj. - choć to oczywiście nieweryfikowalne - daje pewną namiastkę wczucia się w umysłowość poprzednich epok, jak to tylko możliwe odległą od anachronizmów (które np. niestety zdarzają się nagminnie np. Harariemu). Pochodzę z prowincji, z południowej Polski i Aries mi się sam weryfikuje jako piszący prawdę, gdy opisuje np. przekonanie ludzi średniowiecza, że śmierć można przewidzieć i że się zapowiada, które to przeświadczenie wśród starszych ludzi na polskiej prowincji jest jeszcze palpacyjnie wręcz obecne (a teraz gwałtownie zanika). Albo opisuje jak ludzie chcieli być pochowani koło "swojej" ławki w kościele, o którym to zwyczaju (donacji przez "wykup" miejsca siedzącego w kościele) też jeszcze osobiście słyszałem. Daje więc wejrzenie w całej (możliwej) okazałości w świat, którego resztki w Polsce zginęły nie tak dawno (co jest swoją dowodem na potęgę "długiego trwania"). Niesamowicie rozwijające i pozwalające wiele zrozumieć z szerszej perspektywy. No i last but not least - wszystko to napisane jest klarownym i pięknym, rzadko już spotykanym, językiem.

    Inny przykład to nieprzetłumaczona na polski praca The problem of unbelief in the sixteenth century, the religion of Rabelais Luciana Febvre'a, który przez bardzo szczegółową analizę słów i struktur, których brakowało w łacinie i XVI-wiecznej francuszczyźnie (tutaj zdjęcia kluczowego fragmentu) pokazuje, że #ateizm, choć do pomyślenia (św. Tomasz uznaje nieoczywistość istnienia Boga) nie był realnie dostępnym wyborem intelektualnym przed i za Rableaisa, dopiero stopniowo - co trwało kilka wieków - odsłaniała się realna możliwość jego przyjęcia przez elity i stopniowo schodziła niżej (dziś już nawet do klasy ludowej). Mieliśmy o tym dyskusję na wykopie, ale @niedoszly_andrzej usunął wpis - dlaczego? - i jest tylko w google cache :().

    To oczywiście nie jest tak, że np. o Ariesie w Polsce nikt nie słyszał, w końcu wydano go po raz pierwszy jeszcze za komuny. Ja jego "Historię dzieciństwa" (inne bardzo głośne dzieło, którego tl;dr jest takie, że cały koncept "dzieciństwa" to coś nowego, nowoczesny wynalazek), znam ze słyszenia od dawna, wiem też, że np. niektórzy poloniści tego typu rzeczy czytają, ale brakuje pewnej świadomości istnienia całego nurtu, jego metodologii, itd. W skrócie - spopularyzowania "szkoły Annales" jako nazwy osobno funkcjonującej.

    Jaka z tego wszystkiego nauka? Ano może taka, że patrząc na bieżący regres Polski łatwo nam przeoczyć, że ostatnie 30 lat to gigantyczne zmiany naszego społeczeństwa w kierunku modernizacji. Nie oznacza to końca problemów, ale niewykluczone, że obecne rządy - czy potrwają jeszcze rok czy dekadę - są ostatnim podrygiem starego świata (np. z tak poważną rolą kulturowego katolicyzmu) u nas. Coś się ostatecznie i nieodwołalnie kończy.

    Trudno się oprzeć wrażeniu, że jest pewne przeczucie i zapotrzebowanie na takie produkcje intelektualne, stąd np. popularność Ledera (lewica) czy #geopolityka (prawica). U Bartosiaka widzę nawet pewne - świadome bądź nie - echa Wallersteina (podział na centrum, półperyferie i peryferie) i świadomość istotności procesów średniookresowych i realiów geograficznych, ale mimo wszystko odpowiedź geopolityczna jest zbyt wąska i nieco przestarzała (geopolityka jest z ducha XIX-wieczna i skłania Bartosiaka do operowania zwrotami typu "biologiczna substancja narodu", dawno odrzuconymi i to nie tylko z powodów estetycznych i politpoprawnych).

    Oczywiście szkoła Annales to przykład, rzeczy wartych czytania tego typu jest więcej. Polecam np. książkę w zakresie "średnio-długiego trwania" Historia XIX wieku. Przeobrażenie świata, a także różne produkcje Wydawnictwa Aletheia, które publikuje sporo takich rzeczy (ale nie tylko ono oczywiście). Choć nie byli filozofami, Weber, Durkheim czy Eliade dają co najmniej tak samo dobre, a może i lepsze (a na pewno - komplementarne), rozumienie świata, jak wielcy klasycy filozofii.

    No, więc zamykamy wykop i idziemy do księgarni. Smacznego! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    PS: Notka jest efektem długich i pouczających rozmów z pewnym byłym użytkownikiem tego portalu, któremu należą się tu poważne creditsy i copyright na wiele spostrzeżeń (i za recenzję i poprawki).

    #anatomiapopulizmu #ksiazki #czytajzwykopem #historia #rozwojosobisty #neuropa #szkolaannales i #gruparatowaniapoziomu (ze względu na nazwiska, które polecam)
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

  •  

    Mam wspolokatorke katoliczkę i jakoś dzisiaj rano wywiązała się rozmowa odnośnie chodzenia po kolędzie. Ja powiedziałem, że nie jestem katolikiem i mnie to nie interesuje czy ksiądz przyjdzie czy nie.
    Zapytała mnie jednak czy po 100 zł zamierzam się złożyć by błogosławił dom. Oczywiście zaprzeczylem i w tym momencie powstała gówno burza, że ona nie będzie mieszkać w domu z osobą która nie przyjmuje księdza, żebym się zastanowił nad sobą i przestał żyć w grzechu (bo mieszkam z dziewczyna)
    Co ci katolicy niektórzy mają w głowach to ja nie wiem...
    Okazało się przy okazji, że bez mojej wiedzy weszła do pokoju i powiesiła krzyż, który wcześniej zdjąłem. Po prostu jakiś katoliban. Dziewczyna chce iść na ugodę i dać na księdza, ale ja nie będę ustępował takim ludziom.
    Mialo ktoś podobnie? Ktoś odgryzł w fajny sposób?
    #gimboateizm #gimbokatolicyzm #katolicyzm #ateizm
    pokaż całość

  •  

    Znany ateista i sceptyk Matt Dillahunty wziął tym razem pod lupę antynatalizm. Jak mu poszło? Cóż... zobaczcie sami. Osobiście najbardziej uderzył mnie argument, że "żeby uznać cierpienie za złe, najpierw trzeba zaistnieć". Zupełnie, jakbyśmy nie mieli wyobraźni i nie byli w stanie zapobiec czemuś, co w naszej ocenie jest złe. Już nie mówiąc o wyświechtanym "a może kiedyś rozwiążemy wszystkie problemy ludzkości". Jak widać, nawet zadeklarowanemu sceptykowi ciężko przychodzi podważanie podstaw własnych wierzeń...

    #antynatalizm #dyskusja #ateizm #przemyslenia
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      Na tym muszę zakończyć. Powodzenia we wszystkim. Bez odbioru.

      @mr_D: Fajnie, że odniosłeś się do tego, co powiedziałam...

    •  

      @mr_D:

      Wartościujesz nieistnienie ponad istnienie.

      wartościujesz nieistnienie jako coś lepszego....

      Słusznie, bo jeśli mowa o nigdy nieistnieniu, to nie da się inaczej.

      Wygląda na to że nie dostrzegasz symetryczności swoich poglądów z przeciwnymi

      To ty nie dostrzegasz asymetrii pomiędzy istnieniem (zaistnieniem), a nieistnieniem (nigdy niezaistnieniem) i na tym powinieneś się skupić.

      powinniśmy wysterylizować wszystkie żywe istoty by uchronić je od cierpienia

      Bardzo dobry pomysł, z tym że uchronić nowe istoty, bo tych już istniejących się nie da.

      Zaraz zaraz, sam napisałeś że procenty Cię nie interesują a podajesz przykład 9 nieszczęśliwych i 1 szczęśliwego (cheery piking). Dlaczego nie wspomnisz o 1 nieszczęśliwym i 9 radosnych dzieciach?

      Nie wiem, gdzie widzisz ten przykład. Ale skoro tak bardzo chcesz, żeby ktoś się odniósł do twojego "1 nieszczęśliwego i 9 radosnych dzieci", to tak - nie jest tajemnicą, że taki układ jest nieakceptowalny. Nic nie usprawiedliwia istnienia jednego nieszczęśliwego dziecka, nawet i miliardy radosnych dzieci, które przecież wcale nie musiały zaistnieć...

      Czy dla Ciebie samego podróż która się nie udała jest powodem by nie wychodzić z domu? Czy z nawet nieudanej podróży nie wyciągasz nauki i doświadczenia?

      A te pytania od czapy, to czemu mają służyć? Chyba nie chcesz powiedzieć, że poważnie je zadajesz w kontekście płodzenia nowych ludzi...

      zauważ, że mając wybór, większość ludzi w tym i Ty, wybierasz istnieni ponad nieistnienie

      Ale o czym ty znowu majaczysz? Że niby "wybór" kontynuowania życia przez większość ma być argumentem za natalizmem?

      Dla twojej wiadomości, to nieistnienie, o którym piszesz w tym cytacie, to nie jest to samo nieistnienie, co z początku komentarza (pic rel do refleksji).

      Boimy się śmierci (bardziej niż cierpienia, gdyż jesteśmy gotowi cierpieć by żyć).

      I dlatego robimy sobie nowe trupy...?

      Na tym muszę zakończyć

      Szkoda, że akurat w momencie, kiedy osiągnąłeś szczyt natalistycznej głupoty ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

      źródło: wykop.pl

    • więcej komentarzy (29)

  •  

    Tak wymyślono chrześcijaństwo (2003) – Leo Zen
    Ciekawa wyważona opinia z LC - autor Gracjan

    „Jedynie odczytanie zapisów Ewangelii między wierszami i pod światło umożliwia wydobycie na jaw wszelkich sprzeczności i dostrzeżenie możliwej prawdy historycznej” (str. 71).

    Treścią książki są dociekania o prawdziwej naturze zajść sprzed dwóch tysięcy lat, tj. żywocie i śmierci Joszue Ben Josefa, który przeszedł do historii jako Iesus Christus – Syn Boży, oraz tego co zrobił z tym św. Paweł (Szaul ha-Tarsi, Szaweł z Tarsu), a później jego następcy, klecąc atrakcyjne New Age tamtych czasów, które szybko podbiło serca i umysły maluczkich, a także tych którzy wiedzieli jak użyć nowego kultu do realizacji swoich celów.**

    W notce biograficznej na lewym skrzydełku pada, że Leo Zen przez czterdzieści lat był nauczycielem i wykładowcą – odbija się to na konstrukcji tekstu, który ma charakter prelekcji, wykładu, i ma bardzo edukacyjną rolę w sensie praktycznym, tj. nie jest to literatura o solidnie przemyślanej konstrukcji, nastawiona na zachwycenie czytelnika formą, a jedynie sposób na konkretne, zapadające w pamięć przekazanie określonej wiedzy (liczne powtórzenia, podkreślenia, przypomnienia****) – niemniej jest to język poprawny i przyjemny w odbiorze.

    Tłumaczenie wypadło dobrze, ale w samym tekście znajdziemy sporo drobnych błędów redaktorskich, drobiazgów które umknęły korekcie (błędne końcówki, luki po opuszczonych słowach, literówki)*****. Nie przeszkadza to w lekturze, ale można było się bardziej przyłożyć. (Tłumaczka to według informacji wydawcy Beata Badyńska, Google podpowiada że to Beata Badyńska-Lipowczan, tłumacz przysięgły z języka francuskiego i włoskiego, książkę oddano do rąk czytelników w 2019).

    Leo Zen nie tyle skłania do zadania sobie paru pytań, co raczej wykłada pewną wizję wprost, w gotowych kształcie, z niemałym (i niekiedy zaskakującym) przekonaniem o słuszności swoich dociekań. Niektóre wątki przedstawia z taką pewnością, jak gdyby nie były to spekulacje oparte na nie do końca jasno zarysowanych przesłankach, a treści odczytane z jakichś wiarygodnych źródeł. Niestety da się odczuć że nierzadko naciąga fakty na potrzeby swoich tez, a co gorsza, robi czasem przy tym błędy. Bywa że zdania autora mają zapalczywy charakter, podszyte są gniewem i w swej krytyce mogą wydawać się nieco przesadzone. Kąsa wtedy jak rozjuszony jamnik, kierując emocjami, a uzasadnienia merytoryczne stają się wówczas tylko pretekstem do wyrażenia niepochlebnych opinii. Lepiej wypada kiedy uderza seriami, niczym sprawny bokser, który nie daje przecinkowi chwili wytchnienia, kładzie na deski, a kiedy wstanie, konsekwentnie posyła na nie z powrotem. Włoch nie kryje swoich poglądów, i dobrze, ale wypadłby z nimi lepiej gdyby częściej uciekał się do ironii, ze świadomością że ludzi inteligentnych bardziej uwodzi humor i ciekawe, niestandardowe spojrzenie, intrygujące ujęcie, niż powiedzenie wprost że X albo Y jest matołem. Ogólny zamysł autora jest właściwy, wiarygodny i sensowny, i nie odstaje od tego co mówią uczciwe inni badacze Biblii, nawet ci związani niekiedy z KK czy kościołami protestanckimi – jednak w detalach bywa zbyt śmiały, co odrealnia jego dociekania (a co jest punktowane w polskich przypisach******).

    Dla osoby niewierzącej będzie to zapewne ciekawa lektura, kolejna próba odszukania ziarnka prawny w legendzie towarzyszącej nam od dwóch tysiącleci, doszukania się faktów rozmytych pod natłokiem przeinaczeń (czynionych z rozmysłem i nie).

    Dla osoby wierzącej płytko („wierzącej-niepraktykującej”) – będzie to solidny bodziec do porzucenia krępującego fałszu który zniekształca postrzeganie samego siebie i innych.

    Zadeklarowany katolik-papista raczej tego nie przeczyta. A jak przeczyta, to wyprze ze świadomości, zignoruje, albo wyszydzi. A najpewniej nie zrozumie.

    * L’invenzione del cristianesimo – pierwsze skojarzenie polskiego ucha: inwencja, innowacja chrześcijaństwa/innowacja-chrześcijaństwo; Google Translator proponuje kaleczący uszy „Wynalazek chrześcijaństwa”. Raczej nie w znaczeniu innowacyjnej idei wyrosłej w ramach myśli chrześcijańskiej, ale wykreowania, wydumania tego zestawu norm i obyczajów – zatem polski tytuł jest jak najbardziej na miejscu.
    ** Joszue syn Józefa – Jehoszua/Joszue/Jozue/Jeszua/Iesus, później Christos (mesjasz). Warto zaznaczyć że imię Jezus było i jest zwyczajnym imieniem, bardzo popularnym w Izraelu i żydowskiej diasporze, na Półwyspie Iberyjskim i w całej Ameryce Łacińskiej. Oznacza Jahwe jest zbawieniem – jest więc konstrukcyjnie podobne do naszego Bogumiła, Czesława itd. Nie ma w nim nic oryginalnego. Zatem jest to dobre imię dla proroka, którego Bóg sobie szczególnie umiłował, kogoś naznaczonego szczególną łaską spośród ogółu, ale nie dla Syna Bożego, któremu wypadałoby mieć jakieś wyjątkowe miano. Na końcu książki autor twierdzi że legendę o Jezusie zainspirował żywot Jana z Gamli.
    *** W pierwszym stuleciu naszej ery na Ziemi żyło ogółem jakieś 250 000 000 (250 milionów) ludzi, dziś to 7000 000 000 (7 miliardów). A zatem wtedy znacznie mniejszych procent populacji musiał zachłysnąć się wiara w Chrystusa aby było to uważane za zjawisko masowe. Warto też zauważyć że kultyści którzy mają dzieci, od razu, hurtem, „produkują” nowych wyznawców. Jeśli ktoś zastanawia się nad sukcesem tej religii, nie powinien pomijać tych faktów.
    **** Autor dosyć często wraca do już przedłożonych informacji, ale w natłoku zagadnień można uznać to za plus, zwłaszcza jeśli potraktujemy książkę jako tekst użytkowy. Jeżeli książkę Leo Zena czytamy bardziej rekreacyjnie, chcemy poobcować z kulturą wysoką, która uwiedzie nas stylem, metaforą, zaskoczy narracyjnie i będzie stymulować do dalszego zgłębiania podobnych tworów, możemy poczuć się zawiedzeni.

    Jest to typowe dla książek wydawanych w małych oficynach.Błędy i uwagi: str. 19 – lub co? przypis się urywa; str. 22 – błąd w składzie tekstu; str. 24 – 6 linijka od końca, przyimek „w” do skasowania; str. 26 – mirze (mirrze); str. 29 – który (które); str. 38 – stylu (styl); str. 45 – że banita?; str. 62 – po „w 70 roku” nie ma kropki (a to koniec zadania); str. 72 – wsparcie ze strony kogo? (to nie pada); str. 84 – w 4 linijce „zjedzono” PRZED; str. 89 – Pomacaniec (pomazaniec); str. 93 – pogrzeby (pogrzebu); str. 99 – potwierdzone (potwierdzonych); str. 102 – „poprzez zjedzenie jej ciała” – do usunięcia, oczywistość dublująca to co zakomunikowano kilka wyrazów wcześniej w tym samym zdaniu; str. 111 – podżeganie (podżegani); str. 116 – a co z koncepcją Szeolu?; str. 117; str. 127 – przez (wobec); str. 130 – powstałych (powstających); str. 132 – nie kościoła włoskiego a italskiego – Włochy to nazwa która pojawił się dopiero w średniowieczu, podobnie jak sami Włosi (a mająca korzenie w prasłowiańskim określaniu ludności rzymskiej, ogółu ludów romańskich); Italia jako zbiorcze określenie ziem Półwyspu Apenińskiego jest nierozerwalnie związana ze starożytnością, tak samo jak Germania, którą potem zastąpił termin Niemcy; str. 171 – a nie 21? W dniu przesilenia zimowego (co było zbieżne z kilkudniowymi saturnaliami), a potem wraz reformą kalendarza, uległo przesunięciu?; str. 173 – zwykle mówi się o chrześcijańskim motłochu, klimat tamtych czasów dobrze oddaje film „Agora” (2009) – miejscami film rozmija się z prawdą, ale ogólnie jest tam pokazane to co w pewnym momencie zaczęło się dziać w basenie Morza Śródziemnego, a o czym współcześni chrześcijanie woleliby nie pamiętać; str. 176 – sposób (sporów); str. 182 – jak (jako); str. 198 – chcieli (chciał) + zjedzone NIE w tym zdaniu; str. 199 – „gwałt setek kobiet” (gwałty na setkach kobiet?); str. 200 – waldensi raz pisani z małej, raz z dużej litery (powinno być oczywiście z małej); str. 212 – syndrom Downa (syndrome w wersji angielskiej, w polskiej zespół); str. 216 – kiepsko wypadające powtórzenie odnośnie ampułek z mlekiem matki, fakt że za drugim razem są „aż” trzy nie brzmi wcale zaskakująco, mimo że z kontekstu wynika że tak miało brzmieć; str. 248 – w ostatnim zdaniu brakuje czasownika MA; str. 249 – w 14 linijce brakuje przecinka; str. 280 – brak kropki przed słowem „Senat”; str. 283 – Inie?; str. 288 – rokuratora (prokuratora); str. 297 – w zdaniu drugiego akapitu zjedzono słowo INNE + uznane (uznano); str. 306 – w przypisie nie uzupełniono numeru strony (z tej książki!).

    Polskie wydanie, obok bardzo przydatnych przypisów, posiada także kilka słów wstępnych od tłumaczki, wydawcy i posłowie autorki przypisów.

    „Słowo od tłumaczki” wypada troszkę słabo, nie zapowiada dobrego przekładu, na szczęście tak nie jest.

    „Słowo od wydawcy” – napisane jest natomiast bardzo zgrabnie. Bezsprzecznie zachęca do lektury – jednak kiedy pada tam, że „Książkę, pomimo jej popularnonaukowego charakteru, czyta się lekko” (str.9) – można się zdziwić, bo przecież właśnie po to pisze się książki popularnonaukowe (a nie stricte naukowe: opracowania branżowe, specjalistyczne, akademickie) aby były przystępne i ciekawe dla ogółu.

    Posłowie od WK – która jest religioznawcą – jest zbędne i w zasadzie niczego nie wnosi (w przeciwieństwie do jej przypisów).

    ****** Przypisy kontestujące treści przedkładane w publikacji: str. 32 – czy aby na pewno oni mieli taką wiedzę, tak szeroki ogląd na te kwestię i przyszyły wymiar tego co tworzą, czy byli aż tak wyrachowani?; str. 61 – ale w listach apostolskich już pojawia się zachęta do celibatu, że nie ma sensu pakować się w małżeństwo bo koniec świata i tak już jest bliski, że może warto się przemęczyć „w czystości” (oczywiście rzekome słowa Jezua i jego wyznawców z Imperium Romanum to dwa różne stanowiska); str. 62 – tutaj autor stawia pewną tezę, ale zaraz potem ją prostuje, i słusznie – pacyfista Gandhi czy Lenon jednak zostali zamordowani; to co Autor pisze nt. Łazarza na str. 59-60 i utrzymuje na kolejnych, wydaje się solidną nadinterpretacją; przypis 62 (str.91) – ale jeśli wziąć pod uwagę że o tym wszystkim (w tym o domniemanych współuczestniczkach) opowiedziała Maria Magdalena – wtedy teza autora ma sens; przypis 63 – słuszne uwagi, autor po raz kolejny mocno się zagalopował; przypis 65 – !!!; str. 168, przypis 145 – świetny przykład tego jak autor przeinacza to co zapisano źródłach; str. 175 – autor mówi o katolikach, w przypisie zaś wyjaśnienie że tekst źródłowy odnosi się do jednej z sekt; str. 192, przypis 172 – kolejny sprostowujący przeinaczanie faktów; str. 286 – przypis 240! Brawo dla KW która zwróciła uwagę na te kwestie.

    Aby zrozumieć jak duże mamy zapotrzebowanie na tego typu książki, warto poczytać co piszą na temat zbiorczego wydania ST i NT użytkownicy naszego serwisu:

    https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4803408/pismo-swiete-starego-i-nowego-testamentu-biblia-tysiaclecia

    Pośród nielicznych trzeźwych wypowiedzi i zabawnych komentarzy, większość umieszczonych tam opinii stanowi smutne świadectwo intelektualnego rozkładu trawiącego nasze społeczeństwo, potwornej ignorancji i zwykłej głupoty. Ciężko powiedzieć co bardziej przykro czytać, egzaltowane pochwały pozbawione jakiejkolwiek argumentacji, czy też bzdurne wywody rozmijające się z prawdą?

    Jeśli ktoś naprawdę zapoznał się z całością, i jednocześnie twierdzi że zbiór starożytnych praw, mitów i legend oraz wielokrotnie przeredagowywane New Age autorstwa św. Pawła i ludzi skupionych wokół jego nauk reprezentuje jego osobistą, prywatną duchowość i stanowi zarazem jej opokę, to:

    a) nie umie czytać ze zrozumieniem
    b) jest niespełna rozumu
    c) nie przeczytał całości albo zna tylko fragmenty (które i tak powinny wzbudzić jego niepokój), ergo: jest nie tylko ignorantem, ale i kompromitującym się kłamczuchem

    Książka autora ukrywającego się pod pseudonimem Leo Zen powstała oczywiście z myślą o czytelnikach włoskich, ale Polacy, którzy podobnie jak Włosi deklarują się w miażdżącej większości jako katolicy jadą na tym samym wózku. Mimo iż autor odwołuje się do historii swojego kraju, z uwagi na fakt że i nas Rzym trzymał trochę za mordę, że i my zależeliśmy od kaprysów kolejnych papieży (aczkolwiek z racji odległości nieco mniej) – nie czujemy się podczas lektury jak osoby spoza grupy docelowej.

    Szereg myśli i faktów omawianych w książce można odnaleźć na Wikipedii, w hasłach poświęconych bohaterom Nowego Testamentu (i okołotematycznych) a także między innymi w takich książkach jak „Prawda i fikcja w Kodzie Leonarda da Vinci” czy „Tajemnice Nowego Testamentu” (oraz zapewne szeregu poważniejszych, specjalistycznych opracowań, na które potrzeba nieco więcej czasu). Obie w sposób bardzo przystępny, i jednocześnie mniej pochopny niż Lao Zen, wskazują że chrześcijaństwo ma nieco inne korzenie, naturę i charakter niż w wersji którą serwuje swoim wiernym Kościół. Jeśli ktoś zada sobie minimum trudu aby zapoznać się z tym o czym piszą autorzy wspomnianych tytułów, przestudiuje Stary i Nowy Testament oraz będzie dysponował jakąś minimalną wiedzą historyczną, choćby i nawet tą wyniesioną ze szkoły, wspomaganą doczytywaniem z leksykonu/encyklopedii, szybko dojdzie do wniosku że wiara w chrześcijańskiego boga burzy i ognia, jego syna, kochankę oraz całe zastępy świętych które zastąpiły tabuny pomniejszych bogów (niezależnie od tego czy to płytka, czy głęboka) wynika (w różnych proporcjach i kombinacjach): z niewiedzy, ignorancji, strachu, źle ukierunkowanych pragnień duchowych, nieumiejętności spojrzenia na świat takim jaki on jest (pogodzenia się z nim). A w najmniejszym nawet stopniu nie jest to tzw. „łaska wiary”

    https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4895804/tak-wymyslono-chrzescijanstwo
    #ksiazki #literatura #religia #chrzescijanstwo #ciekawostki #historia #przemyslenia #neuropa #kultura #ateizm
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    Przerażają mnie ludzie, którzy nie robią czegoś złego bo pójdą do piekła, a nie z powodu wewnętrznego poczucia moralności. Czy można w ogóle nazwać taką osobę dobrym człowiekiem? Dlaczego tacy mają iść do nieba, a ateista kierujący się współczuciem miałby trafić do piekła tylko dlatego, że nie wierzy?

    #katolicyzm #religia #ateizm #gimboateizm #bekazkatoli pokaż całość

  •  

    #dobrazmiana i #pis to tylko przedśmiertne podrygi konserwatystów. O ile nie popieram komunistycznych zapędów lewicy (pis nie lepszy), o tyle konserwatyzm zostanie zjedzony przez liberalizm światopoglądowy. Widać to jak zachowują się młodzi, nie są zatruci tym konserwatywnym smrodem. Nacjonalizm dla młodych nie ma już takiego znaczenia, co najwyżej kilku patusów w patriotycznych szmatach, które obrażają symbole. Zawsze to musi być jakiś łysy szczyl słuchający polskiego hip hopu. Normalni młodzi mają to gdzieś. Religia traci na znaczeniu, praktycznie już nie istnieje wśród młodych. Podejście do "tradycyjnych" wartości typu ślub, dzieci, rodzinne święta, kościółkowe obrzędy już praktycznie zdechło. Młodzi interesują się światem, mają otwarte umysły. Za dekadę nie będzie śladu po konserwatyzmie w polskim życiu publicznym.

    #polska #bekaznarodowcow #bekazprawakow #bekazkatoli #ateizm
    pokaż całość

    •  

      Za dekadę nie będzie śladu po konserwatyzmie w polskim życiu publicznym.

      @jvmaxxjv: Bardzo bym chcial aby tak bylo, lecz niestety tak sie nie stanie. Konserwatyzm bedzie przyciagal wszelkiej masci przegrywow i inceli, dla ktorych bedzie mial wygodne wytlumaczenie wlasnego spierdolenia w postaci rozmaitych teorii spiskowych, niestworzonych bajek ekonomiczmych typu korwinowskiego a to wszystko podlane nacjoksenofobicznym sosem. Jedynie pierwiastek religijny jest skazany na wymarcie i to jest jedyny pozytyw. pokaż całość

    •  

      Podejście do "tradycyjnych" wartości typu ślub, dzieci, rodzinne święta, kościółkowe

      @jvmaxxjv: nie zdechło, aw szytsko na pokaz i właśnie bo tyadycja każe - a wyjebaka na to.

  •  

    Jak jeszcze byłem dzieckiem, to hipokryzja kleru była pierwszym co odrzuciło mnie od kościoła, a w konsekwencji i religii.
    No bo sorry, jak inaczej jak nie cynizmem nazwać fakt, że ich bóg nawołuje ubóstwa, skromnego życia i pomocy innym, a tacy dostojnicy kościelni żyją niczym bizantyjska arystokracja?

    ,,No, ale nie ślubowali ubóstwa!”. No nie ślubowali. A więc w jednej z najważniejszych kwestii nie podążają za naukami swojego boga, ale będą twierdzić, że mają moralne prawo pouczać i nauczać innych. Hipokryzja.

    #katolicyzm #ateizm #bekazkatoli
    pokaż całość

    •  

      @GROM1717 niektóre z rzeczy na pewno przeszkaszają ale nikt.nie wymaga zeby księża byli biedakami, no poza ludźmi spoza wspólnoty bo oni to wiadomo że mają wysokie wymagania co do spraw które ich nie dotyczą.

      Co do topu hierarchów to pewnie jest konsensus że sie za dużo nachapali ale też jak jesteś korporacją która ma miliard klientów to inaczej nie będzie.

    •  

      @pokustnik my kiedyś jak nie mieliśmy na chleb, to wrzucaliśmy na tacę po 50 groszy. Ksiądz jak dostawał 2 złote albo piątkę to głaskał dzieciaków po głowach i też tak zawsze chciałem, ale zanim się dorobiłem złotówki to zdążył wygłosić kazanie gdzie powiedział że 50 groszy to nie są pieniądze i on tego przyjmować i liczyć nie będzie. I wtedy semicka część mojej duszy stwierdziła że choćby ten parch z krzyża zszedł i mnie prosił na dziurawych nogach to ja już ten interes Pie...dole. Zresztą to co odwalał potem też było dobre, straszył ten emerytalny motłoch że im pomniki porozbija (autentyczne słowa) jeśli nie opłacą starych grobów przed jego emeryturą, potem się okazało że wprowadzając się z plebanii wyrwał nawet umywalki (jak Cimoszewicz z leśniczówki). Wiem tylko że ma córkę w Żyrardowie, jeśli czyta to jakaś jego wnuczka to chciałbym serdecznie pozdrowić Włodarczyka, ukierunkował mnie trochę ten pies pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    pytanko do colegi @Chedorlaomer, które mniej więcej od świąt chodzi mi po głowie:

    Otóż często podnoszonym przez apologetów argumentem za Biblią jako prawdą i chrześcijaństwem jako jedyną słuszną religią są starotestamentowe proroctwa a raczej ich wypełnienie się w osobie i życiu Jezusa z Nazaretu. Na wykopie nawet Brzytwa takie coś wrzucał co jakiś czas, a ostatnio spotkałem się z tym w prawdziwym życiu.

    Oczywiście osoba sceptycznie nastawiona od razu pomyśli: "przecież oni z łatwością mogli skrajać postać Jezusa pod te proroctwa. Jak pisali swoje teksty to mieli na celu udowodnienie tego, że Jezus był mesjaszem. Skoro to był ich cel i znali Stary Testament to nie było wielkim problemem spisanie tego tak żeby się wszystko zgadzało". Zresztą w niektórych fragmentach NT widać jak bardzo chcą żeby Jezus wypełniał te proroctwa- np. narodziny w Betlejem*.

    Wiem, ze to może prostackie, ale bardzo zastanawia mnie dlaczego ówcześni Żydzi, którzy w swojej masie wierzyli w starotestamentowe proroctwa mesjańskie i wręcz wyczekiwali przyjścia mesjasza, masowo nie poszli za Jezusem? Wiara w te proroctwa była wśród Żydów tamtych czasów powszechna (chyba, że się mylę). Skoro na horyzoncie pojawił się człowiek który tak idealnie spełniał wszystkie proroctwa to czemu mało kto to zauważył? Nagle przestali wierzyć w te proroctwa? Przestraszyli się?

    Przecież to mniejszośc Żydów nawróciła się na nauki Jezusa i apostołów. Co więcej- Żydzi szybko zaczęli czepiać się zwolenników Jezusa (tutaj kamieniowanie, tam prześladowanie etc.) Jak to możliwe, że gro uczonych w piśmie, kapłanów, faryzeuszy, liderów religijnych (którzy przecież znali proroctwa jak własną kieszeń) i zwykłych Żydów (którzy czekali na mesjasza) nie zobaczył tego, że Jezus ewidentnie jest mesjaszem?

    Nawet jeśli argument apologetów mówiący o tym, że wcale nie rozumieli (jak to świadczy o JHWH i prorokach, że dali tak cieńkie proroctwa, które mało kto potrafił zrozumieć?) to jakim cudem tymi którzy poprawnie zrozumieli była mniejszość Żydów na czele z analfabetami z Galilei (i prawdopodobnie nawet nie znającymi greki i hebrajskiego)?

    Daję tagi, bo może ktoś ma jakieś przekonujące wyjaśnienie (i piszę to nieironicznie, naprawdę jestem ciekaw).

    #religia #starozytnosc #zydzi #chrzescijanstwo #bekazkatoli #ateizm
    pokaż całość

  •  

    Poniższy tekst jest tłumaczeniem fragmentu artykułu opublikowanego w Outlook Magazine.

    Dlaczego chrześcijaństwo poniosło klęskę w Indiach?

    Jeśli w ciągu kilku ostatnich miesięcy śledziłeś indyjskie media lub serwisy społecznościowe zapewne nie uszedłeś przed narracją prawicowej Hindutvy [nacjonalistyczne nurty polityczne łączące “indyjskość” z hinduizmem]. Idzie ona mniej więcej tak:

    “chrześcijaństwo jest coraz większym zagrożeniem dla hinduizmu, bo w wyniku agresywnych akcji misjonarskich wielu hindusów przechodzi na tę właśnie religię. Akcje te są finansowane przez zachodnie organizacje, które postrzegają Indie jako miejsce gdzie można nałapać mnóstwo konwertytów. Jako, że hinduizm i wszystkie inne religie, które pochodzą z Indii nie są nastawione misyjnie, nasze rodzime wiary są w trudnym położeniu. Powoduje to kontrowersje i niepokoje społeczne, co często prowadzi do wybuchów przemocy”.

    Narracja ta składa się z czterech odrębnych twierdzeń. Pozwólcie zatem, że przyjrzymy się im po kolei i zestawimy je z danymi statystycznymi i historycznymi żeby sprawdzić czy faktycznie są one uzasadnione.

    Indyjscy chrześcijanie

    Chrześcijaństwo jest poważnym zagrożeniem dla hinduizmu

    Mówiąc wprost- to stwierdzenie byłoby śmieszne gdyby nie fakt, że ma ono tak destrukcyjne społecznie skutki. Fakty są bowiem takie, że historia działalności chrześcijańskiej w Indiach to, ujmując rzecz demograficznie, historia klęsk i niepowodzeń. Oczywiście żaden chrześcijanin nie będzie chciał się do tego przyznać, ale takie są fakty- Indie po prostu olały chrześcijaństwo- ciężko w ogóle wskazać drugi kraj, który byłby tak odporny na ewangelizacyjne dążenia [ja bym wskazał choćby Japonię].

    Ten stan rzeczy nie jest wcale efektem braku starań ze strony chrześcijan czy braku uwagi ze strony Indusów. Mało który kraj był historycznie tak tolerancyjny dla chrześcijan jak Indie i w mało którym podjęto tak olbrzymi wysiłek ewangelizacyjny przez tak długi czas - około 2 tysięcy lat żeby być precyzyjnym, czyli przez prawie połowę czasu istnienia samej indyjskiej cywilizacji.

    Zatem jakie są efekty wzmożonej działalności misyjnej na przestrzeni dwóch mileniów? Praktycznie żadne- odsetek chrześcijan oscyluje na granicy błędu statystycznego i waha się między 2 a 3% ogółu populacji. Co więcej- odsetek ten cały czas spada- spis w 1971 roku podawał 2.6% a ten w 2001 już 2.34%. Dane dla spisu z 2011 roku nie zostały jeszcze opublikowane, ale przecieki wskazują na kolejne spadki chrześcijańskiej populacji [w 2015 roku dane te zostały opublikowane i faktycznie, odsetek chrześcijan spadł na 2,30%]. Demograficzna porażka chrześcijaństwa wynika z tego, że indyjska cywilizacja nie prześladowała masowo innych religii ani nie widziała nic szczególnego w idei mesjasza.

    Nie takie te Indie chrześcijańskie

    Żeby mieć lepszą perspektywę proponuję zestawić sytuację chrześcijan w Indiach z sytuacją hindusów w Londynie. Pierwsi hindusi przybyli tam około 200 lat temu (nie 2k). Jaki odsetek ludności będą zatem stanowić? 0.5%? 1? 2? W rzeczywistości jest to około 5%. Ktoś może powiedzieć, że Londyn to tylko jedno miasto. Ok, biorąc całe UK mamy 1.3%. Jeśli doliczyć do tego sikhów (tak jak proponują zwolennicy Hindutvy, głoszący, że wszystkie indyjskie religie to jedno) to mamy już około 1.9%- co jest wielkością porównywalną z udziałem chrześcijan w populacji indyjskiej. Warto przy tym wspomnieć, że w przeciwieństwie do chrześcijan w Indiach, udział hindusów w populacji brytyjskiej stale rośnie. Wielka Brytania nie jest żadnym wyjątkiem, inne przykłady to Nowa Zelandia (2%), Kanada (1.6%), Australia (1.28%), Malezja (6.3%) czy Indonezja (1.69%). Nie wspomnę nawet o krajach takich jak Bhutan, Sri Lanka, Fidżi czy Mauritius gdzie procenty są zdecydowanie wyższe.

    Zamiast pytać czemu chrześcijaństwo rozwija się w Indiach należałoby raczej zastanowić się dlaczego się NIE rozwija. Pełna odpowiedź na to pytanie jest poza zakresem tego artykułu, ale jeśli miałbym wybrać jeden czynnik to powiedziałbym, że chrześcijaństwo w Indiach po raz pierwszy zetknęło się z filozofią i kulturą, które nie czuły potrzeby prześladowania nowej religii ani nie postrzegały jej nauk i mesjasza jako czegoś nadzwyczajnego i jedynego w swoim rodzaju. W wyniku mało kto widział potrzebę konwersji. Jakby nie patrzeć kościół rozwijał się najlepiej tam gdzie był prześladowany i nieprzypadkowo żyjący w II wieku Tertulian powiedział, że “krew męczenników jest zasiewem nowych chrześcijan”*.

    Myślę, że ciężko lepiej oddać tę sytuację od cytatu Monier Williamsa, uczonego specjalizującego się w sanskrycie i wielkiego orędownika chrystianizacji Indii, który w 1878 roku napisał: “Największą przeszkodą dla chrześcijaństwa wśród Indusów jest nie tylko duma jaką pokładają oni we własnej religii, ale sama natura tejże. Panteizm jest najsubtelniejszym, najsensowniejszym i najpojemniejszym systemem, który może bez problemu włączyć chrześcijańskie wierzenia jako jedno ze zjawisk wszechświata. Pewien uczony indyjski miał powiedzieć, że hindusi nie potrzebują chrztu bo już teraz są czymś więcej niż chrześcijaństwo”.

    Buddyjski mnich Nagasena debatuje z greckim królem Milindą

    To ostatnie zdanie, według Williamsa, najlepiej opisuje sytuację i co rusz widać jego aplikację w osobach kolejnych indyjskich intelektualistów którzy, choć interesowali się chrześcijańskim nauczaniem, to nie widzieli dobrego powodu aby nawracać się na tę religię. Sam Ghadni jest znakomitym przykładem. Przyznawał, że jezusowe Kazanie na Górze było jednym z najważniejszych czynników formujących jego poglądy, ale na próby prozelityzmu ze strony chrześcijan odpowiadał otwartym tekstem “Nie jestem zainteresowany odwodzeniem was od chrześcijaństwa i nie w smak mi wasze próby, jeśli je macie, aby nawrócić mnie. Kłóciłbym się także, że chrześcijaństwo jest JEDYNĄ prawdziwą religią”. Ciężko się zatem dziwić, że jedynymi grupami wśród których chrześcijanie znaleźli posłuch byli w Indiach ludzie żyjący poza mainstreamowym hinduizmem- głównie plemiona w centrum i na północnym- wschodzie.

    Żeby w pełni uświadomić sobie rozmiar klęski poniesionej przez chrześcijaństwo w Indiach wystarczy spojrzeć na inne azjatyckie kraje- a Azja sama w sobie jest trudnym misyjnie terenem dla chrześcijaństwa w przeciwieństwie do Czarnej Afryki i Ameryk. Garść statystyk z Azji- Indonezja- 9.8%; Korea Płd- 29.3%, Filipiny 85.5%, Sri Lanka 7.5%, Birma 7.9%. Nawet gigantyczne Chiny, gdzie chrześcijaństwo dotarło wieki później i było tłamszone przez komunistyczne rządy mają wyższy udział chrześcijan w populacji, szacowany na 4-5%, czyli dwa razy więcej niż w Indiach.

    Chrzest w Nagpurze

    A co jeśli rzucimy okiem na cały glob? Czy hinduizm naprawdę jest tak zagrożony? Nie. Hindusi stanowią dzisiaj 15% światowej populacji, buddyści 7.1%, muzułmanie 23.3% a chrześcijanie 31.5%. Procent hindusów cały czas rośnie- sto lat temu stanowili 14% [chrześcijanie 35%]. Innymi słowy- jeśli ktoś tutaj musi się martwić o przyszłość to chrześcijanie a nie hindusi.

    Coraz więcej chrześcijan w Europie i USA porzuca religię na rzecz ateizmu, agnostycyzmu i alternatywnych duchowości (pomyślcie o Deepaku Chopra, Harishi Maheshu Yogi, Swamim Dayananda). Już teraz w UK procent ludzi identyfikujących się z chrześcijaństwem wynosi zaledwie 59.3% [nowsze dane z 2015 podają już zaledwie 42%]. Kościoły w Europie są zamieniane na centra handlowe czy biura jako, że liczba praktykujących cały czas spada. Wobec braku powołań duchowni służący w Europie są coraz częściej brani ze społeczeństw azjatyckich i afrykańskich. Szybko kurczący się udział chrześcijan w populacji Stanów Zjednoczonych wynosi 77% [i znów- według nowszych danych z 2016 odsetek ten wynosii 73.7%]. Czyli USA i UK są dzisiaj mniej chrześcijańskie niż Indie hinduskie z 78.3%. Co ważniejsze- będą już tylko mniej i mniej chrześcijańskie.

    Jeśli następnym razem zobaczysz zwolennika Hindutvy straszącego dynamicznym rozwojem chrześcijaństwa, które zagraża hinduizmowi, możesz założyć dwa scenariusze. Albo osoba ta nie zadała sobie najmniejszego trudu żeby dowiedzieć się czegoś na ten temat albo, zna ona fakty, ale po prostu kłamie w celach prowadzenia kampanii nienawiści.

    [Resztę przetłumaczę później, jak coś jest w linku]

    *moim zdaniem to bzdura, tam gdzie mniej lub bardziej zwalczano chrześcijaństwo) albo nigdy nie stało się religią naprawdę
    masową (Persja, Chiny, Japonia) albo szybko się zwijało (ZSRR, Albania)]

    #bekazkatoli #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #zainteresowania #religia #rodzimowierstwo #chrzescijanstwo #katolicyzm #buddyzm #indie #ateizm [tagi dla zasięgu]
    pokaż całość

  •  

    Domagam się koncertu zespołu Behemoth w największym kościele w Polsce - Bazylika Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski w Licheniu Starym.

    Dlaczego tam? Ponieważ cytując wypowiedź Pani Joanny Doleckiej, rzecznika prasowego Opery w Białymstoku na temat koncertu Zenka:

    Dlaczego król disco polo świętował właśnie tu? – Duża scena OiFP jest jedyną w regionie salą, która mogła sprostać wymaganiom organizatorów – odpowiada Joanna Dolecka.

    #bekazpisu #bekazkatoli #ateizm
    pokaż całość

  •  

    #ejmordo Kiedyś ludzkości uda się importować świadomość w wirtualne chmury i już nie będzie śmierci. To właśnie nazwiemy niebem.

    #katolicyzm #ateizm

  •  

    Dasz Wiarę? Odc. 53 w którym uciekamy przed inkwizycją do Indii przez co niechcący przyczyniamy się do założenia inkwizycji także tam.

    Inkwizycja, nie wiedzieć czemu, zazwyczaj kojarzy się ludziom wyłącznie z Europą a jej ofiary identyfikowane są jako heretycy. Być może wynika to z tego, że “koszula bliższa ciału” i propagowaniem (a często przerysowywaniem) jej zbrodniczej historii zajmowali się głównie protestanccy autorzy. Ludzie ci, piszący od mniej więcej XVI wieku, skupiali się na współwyznawcach i ludziach, których uważali za prekursorów protestantyzmu. Niechrześcijańskie ofiary często ich po prostu nie obchodziły- w tamtych czasach chrześcijanie od prawa do lewa uważali, że inne religie to zło wcielone a ich wyznawcy zostaną na wieczność ukarani przez miłosiernego Boga. Z tego tytułu historia inkwizycji z Goa jest prawie całkowicie nieznana. Ale od czego mamy #daszwiare ?

    7 lipca 1497 roku, dwa tygodnie po wymuszonej konwersji portugalskich żydów na katolicyzm, Vasco da Gama wypłynął z Lizbony z zamiarem opłynięcia Przylądka Dobrej Nadziei i dotarcia do Indii. W 1498 roku flota dotarła do Goa, miasta na zachodnim wybrzeżu subkontynentu. Bogactwa jakie ze sobą przywieźli doprowadziły do podboju Goa i okolic oraz ustanowienia tam regularnej kolonii portugalskiej. Dążenia te popierało papiestwo. Już w 1454 roku papież Mikołaj V opublikował bullę Romanus Pontifex w której przyznawał portugalskiemu władcy wszystkie afrykańskie ziemie na południe od przylądka Bojador w Maroku (papież jako namiestnik Chrystusa ma prawo dzielić ziemie pogan między katolickich władców). Bulla zachęcała też do podboju ziem muzułmańskich i pogańskich a na zachętę, zezwalała na grabieże i zamienianie innowierców w niewolników*.

    Vasco da Gama

    Goa szybko stała się nie tylko gospodarczym, militarnym i politycznym centrum portugalskich kolonii w Azji, ale także misyjnym. Pojawił się jednak pewien problem- część Portugalczyków, zamiast radować się okazją do niesienia Dobrej Nowiny podbitym ludom upatrywała w Goa szansę na odcięcie się od zbawczej wiary. Mowa tutaj o tak zwanych Nowych Chrześcijanach- żydach i muzułmanach (oraz ich potomkach), których portugalskie władze przymusowo nawróciły na katolicyzm a którzy potajemnie praktykowali starą religię. W kontynentalnej Portugalii pilnowała ich inkwizycja i najmniejsze podejrzenie o trzymanie się starej religii kończyło się dochodzeniem, które mogło doprowadzić nawet do kary śmierci. W Goa tymczasem inkwizycji nie było.

    Stąd też przedsiębiorczy Nowi Chrześcijanie wykorzystali okazję aby dać dyla do Indii**. Duszpasterze ze zgrozą zauważyli, że wielu Nowych Chrześcijan dorabia się potężnych majątków na handlu z Azją oraz wykorzystuje nieobecność Świętego Oficjum (inna nazwa inkwizycji) i nie tylko przestaje praktykować katolicką wiarę, ale wręcz otwarcie wraca do religii przodków. Było to tym łatwiejsze, że w Indiach istniały sięgające korzeniami starożytności wspólnoty żydów. Rząd zauważył problem i w 1532 roku uchwalono prawo, które zabraniało Nowym Chrześcijanom migracji z Portugalii pod groźbą kary śmierci. Nie zatrzymało to jednak migracji oraz nie zlikwidowało wspólnot które już mieszkały w koloniach.

    Franciszek Ksawery, orędownik utworzenia inkwizycji w Goa, święty kościoła katolickiego

    Duchowni i administracja kolonialna radziły sobie póki co na własną rękę. W 1543 roku miał miejsce proces niejakiego Jeronimo Diasa. Był on lekarzem, potomkiem przymusowo nawróconych żydów. W trakcie rozmowy ze znajomymi wygłosił opinie sprzeczne z, jak donosi źródło, “naszą świętą wiarą”. Został aresztowany a na przesłuchaniu potwierdził twierdzenia “starego przymierza” (judaistyczne). Za ten występek, rada dostojników kościelnych i państwowych skazała go na śmierć przez spalenie na stosie. Nie można im jednak odmówić miłosierdzia- wyrok głosił bowiem, że “w wypadku gdybyś szukał przebaczenia i odpokutował i przyznał się do błędu i wyraził pragnienie odejścia jako Chrześcijanin, zostaniesz uduszony przed spaleniem, tak abyś nie cierpiał w płomieniach”.

    Grafika z epoki ukazująca egzekucję heretyków w Goa

    Nowi Chrześcijanie nie byli jedynym problemem. Indyjskie kolonie zamieszkiwały liczne grupy hindusów, muzułmanów i żydów. Wielu portugalskich osadników było ciekawych lokalnych wierzeń i zwyczajów, zwłaszcza rozlicznych grup hinduistycznych. Za namową kleru król Jan III wydał w 1546 roku zakaz praktykowania wszelkich form “tubylczej idolatrii” (czyli hinduizmu) we wszystkich portugalskich posiadłościach w Indiach. Nakazał także zniszczenie miejsc kultu, wygnanie kapłanów, karanie bałwochwalców i zabronił obchodzenia lokalnych świąt. Święty Franciszek Ksawery uważał, że to nie wystarczy. W 1546 roku napisał list do króla w którym stwierdził wprost:

    Drugą koniecznością dla chrześcijan jest to aby Wasza Wysokość utworzyła Świętą Inkwizycję gdyż jest wielu którzy żyją według żydowskiego prawa lub mahometańskiej sekty bez strachu przed Bogiem i bez wstydu przed światem. I jako, że są oni rozsiani po całej twierdzy potrzebujemy Świętej Inkwizycji i wielu kaznodziejów. Wasza Wysokość powinna zapewnić te niezbędne rzeczy waszym lojalnym i posłusznym poddanym w Indiach.

    Dwór długo opierał się podobnym żądaniom, ale w końcu uległ. Bezpośrednią przyczyną było śledztwo dotyczące Leonory Caldeiry. Pochodziła ona z rodziny przymusowo nawróconych żydów. Mieszkając w Kochinie weszła w kontakt z lokalną społecznością żydowską. Rzekomi świadkowie donieśli, że ona i miejscowi żydzi mają specjalny rytuał w trakcie którego krzyżują uprzednio przygotowane lalki przedstawiające Hamana. Po zdjęciu z krzyża lalki te są palone. Świadkowie zeznali, że lalki te są tak naprawdę przedstawieniem Jezusa a Haman oznacza diabeł po hebrajsku. Leonora i 19 innych Nowych Chrześcijan zostało przetransportowanych do Lizbony i tam postawiono ich przed trybunałem inkwizycyjnym. Rezultaty nie trudno przewidzieć- wszyscy zostali zabici.

    “Logo” inkwizycji z Goa

    Sprawa Leonory odbiła się szerokim echem i na Nowych Chrześcijan w portugalskich Indiach padł blady strach. Zebrali oni 570k reali i przekazali je papieżowi Pawłowi IV prosząc go o amnestię. Papież przyjął pieniądze, ale odmówił prośbie twierdząc, że decyzja należy do korony portugalskiej. Ta zaś ugięła się w końcu pod presją kleru i w 1560 roku zgodziła się na utworzenie Inkwizycji w swoich indyjskich posiadłościach. Według dekretu fundującego głównym celem inkwizycji miało być pilnowanie Nowych Chrześcijan i konwertytów z hinduizmu. Pod lupą znaleźć mogli się wszyscy mieszkańcy jako, że hinduizm był oficjalnie zakazany w portugalskich Indiach (chociaż nie przeprowadzono przymusowej chrystianizacji na masową skalę).

    Z czasem problem indyjskich konwertytów stał się bardzo poważny. Wielu miejscowych nawracało się na chrześcijaństwo z czysto ekonomicznych powodów- ułatwiało to zdobycie wykształcenia, pracy oraz otrzymywanie darów charytatywnych. Konwertyci często potajemnie praktykowali stare wierzenia. Aż 74% wszystkich, którzy zostali skazani przez inkwizycję w Goa było oskarżonych o potajemne wyznawanie hinduizmu. Elementem walki z lokalną religią było burzenie świątyń. Do 1566 liczbę zburzonych miejsc kultu szacuję się na 160. W wyniku późniejszych kampanii, do końca XVI wieku zburzono jeszcze około 600 świątyń. Zawierają się w niej także budynki sakralne buddystów i dżinistów, których Europejczycy często po prostu nie rozróżniali. Prawa z 1566 i 1577 roku zakazywały odbudowywania zniszczonych miejsc.

    Portugalski rysunek przedstawiający żydów z Malabaru

    Hindusi łamali prawo gdy odwodzili od konwersji na katolicyzm, próbowali propagować swoją religię lub pomagali ściganym przez inkwizycję. Nowe przepisy nakazywały chrzcić wszystkie sieroty i dzieci urodzone poza legalnymi małżeństwami i oddawać je do katolickich sierocińców. Do tego istniał obowiązek chrzczenia dzieci, których ojciec zmarł (nawet gdy rodzina nie była chrześcijańska). We wspomnianych sierocińcach obowiązywał surowy zakaz używania indyjskich języków oraz praktykowania lokalnych zwyczajów. Hindusi byli także dyskryminowani. Prawo spadkowe faworyzowało chrześcijańskich członków rodzin. Hindusi nie mogli także obejmować żadnych urzędów a lokalne wspólnoty mogły podejmować decyzję ignorując głosy swoich hinduskich członków. W sprawach sądowych ich zeznania miały mniejszą wiarygodność niż zeznania chrześcijan.

    W indyjskich posiadłościach Portugalczyków oprócz żydów, hindusów, muzułmanów, buddystów i dżinistów mieszkali także indyjscy chrześcijanie, zwani chrześcijanami Świętego Tomasza (znani także jako Nasrani). Ich historia sięgała pierwszych wieków chrześcijaństwa a organizacyjnie byli związani z “nestoriańskim” Kościołem Wschodu. Portugalczycy zmusili ich na synodzie w Diamper (1599) do dołączenia do kościoła katolickiego, a inkwizycja miała się upewnić, że te wspólnoty porzucą zwyczaje, księgi, nauczania i praktyki niezgodne z nauczaniem katolickim. Tych którzy nie chcieli porzucać swoich zwyczajów i wierzeń prześladowano. Co gorsza- spalono także bardzo dużo lokalnych dzieł chrześcijańskich przez co historia indyjskiego chrześcijaństwa sprzed przybycia Portugalczyków jest bardzo ciężka do zrekonstruowania.

    Szkic z XVIII wieku przedstawiający człowieka skazanego na śmierć przez inkwizycję

    Trudna do zrekonstruowania jest też dokładna działalność inkwizycji z Goa. Miała pod swoją jurysdykcją wszystkie terytoria portugalskie w Chinach, wschodniej Afryce, Indiach i Azji Południowo-Wschodniej. Niestety wiele z jej archiwów została spalona przez Portugalczyków po tym jak wycofano inkwizycję. Ponadto część dokumentów, które przetrwały są po dziś dzień niezbadane***. Stąd także ciężko dokładnie określić liczbę ofiar śmiertelnych (egzekucja lub śmierć w więzieniu), nie mówiąc już o wszystkich tych, których aresztowano, torturowano, pozbawiono pracy, majątku, wygnano, odebrano dzieci etc. Historycy są zatem zmuszeni podawać niepełne liczby, uzupełniane szacunkami. Dla wielu miejsc brak jakichkolwiek danych.

    Szacuję się, że do 1774 roku przez trybunały inkwizycyjne w samym Goa przewinęło się około 16 tysięcy 172 osób. Prawie ¾ z nich było lokalsami. Połowa była ochrzczona. Dla pierwszych stu lat działania inkwizycji podaję się liczbę 121 ofiar śmiertelnych i 4k 46 skazanych na więzienie, publiczne ośmieszenie, grzywny, przymusowe prace etc. Warto też pamiętać, że celem inkwizycji było przede wszystkim złamanie heretyka i zmuszenie go do powrotu do kościoła. Stąd ci którzy przyznali się do winy ( i była ona niewielka, na przykład kultywowanie pojedynczego, zabronionego zwyczaju) otrzymywali krótkie kary więzienia i musieli odbyć pokutę. Ostatecznie inkwizycję w Goa rozwiązano w 1820 roku, ale nie był to wcale koniec dyskryminacji innowierców w portugalskich koloniach.

    #daszwiare #katolicyzm #chrzescijanstwo #religia #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #zydzi #gruparatowaniapoziomu #buddyzm #indie #hinduizm #ateizm #bekazkatoli (dla zasięgu)
    pokaż całość

    •  

      @niedoszly_andrzej: Czyli ten autor relatywizował przewinienia katolickiego kleru (w tym Aloisa Hudala), zatem stosował w tej kwestii relatywizm moralny - który podobno Kościół potępia. A już na pewno katoliccy apologeci bardzo chętnie przypisują relatywizm moralny wrogom Kościoła - rzeczywistym i domniemanym.

      Spotkałem się kiedyś ze stwierdzeniem, że we wrogach najbardziej drażnią nas nasze własne wady - cóż, może to prawda.
      W ogóle to chrześcijańskie nakazy moralne jak najbardziej można nazwać relatywnymi - tyle że są takie w relacji do rozkazów Boga, a nie do natury człowieka. Według chrześcijan, określone rzeczy są złe (np. zabijanie i prześladowanie), chyba że nakazuje je Bóg. To wtedy są dobre, bo Bóg zawsze ma rację i z Bogiem się nie dyskutuje. No ale to problem praktycznie każdej religii monoteistycznej i henoteistycznej.

      Tak jak słynna kwestia: "czy bogowie lubią to, co zbożne, dlatego, że ono jest zbożne, czy też ono jest dlatego zbożne, że je bogowie lubią".
      pokaż całość

    •  

      @Trojden: ten problem o którym mówisz (Bóg raz każący mordować każdego kto wierzy inaczej, po to żeby za chwilę stwierdzić, że jednak trzeba kochać każdego) jest problemem dla samych chrześcijan. Historycznie istniało wiele (i były bardzo silne) odłamów, które wprost twierdziły, że JHWH nie jest tożsamy z Bogiem, który posłał Jezusa tylko jest szatanem udającym Boga. Co nieco o tym pisałem tutaj

      W sumie jak zacząłem czytać Biblię to nie mogłem oprzeć się wrażeniu (jeśli miałbym ją brać na poważnie), że faktycznie JHWH faktycznie jest jakimś pustynnym demonem, który zwodzi Żydów żeby oddawali mu boską cześć.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (57)

  •  

    Przypominam:
    „Katolicyzm nie jest ani religią, ani kultem - jest pełnym, kompletnym ustrojem. Katolicyzm ma religijne, polityczne, ekonomiczne oraz filozoficzne komponenty. Komponent religijny jest podstawą dla wszystkich innych komponentów.

    Katolizacja następuje, kiedy na danej grupie jest wystarczająco dużo katolików, aby zaczęli się domagać swoich tak zwanych "praw religijnych". Kiedy poprawne politycznie i multikulturalne społeczeństwa zgadzają się na "rozsądne" katolickie żądania o ich "prawa religijne", po cichu przechodzą także pozostałe komponenty. Tak właśnie to działa.
    Dopóki populacja katolików pozostaje w okolicach 1%, są oni postrzegani jako miłująca pokój mniejszość. W komentarzach podkreślana jest ich barwna odmienność.
    W zakresie 2% do 3% katolicy zaczynają odróżniać się od innych mniejszości. Zaczynają być widoczni jako członkowie gangów tomistów i neoplatonistów. Pojawiają się pierwsze symptomy nadużywania zgłaszania komentarzy do Facebooka. Powyżej 5% zaczyna być zauważalny silny (nieproporcjonalny do ich liczebności) wpływ na życie grupy. Naciskają na wprowadzenie zakazu obrażania ich uczuć religijnych, dzięki czemu wymuszają pojawienie się dużej imigracji z normickich grup. Pojawia się seria żądań do administracji o bany dla bluźnierców.
    Powyżej 20% zaczynają się demonstracje siły, rajdy postów, profili i fanpejdżów. Większość zbanowanych za wyzwiska to katolicy.
    Powyżej 40% można się spodziewać regularnych festiwali tomizmu. Organizacje tomistyczne rządzą niektórymi postami wg. własnego widzimisię. Trwają także akcje zgłaszania niewiernych, raporty do Facebooka oraz utajone jeszcze próby wejścia do administracji grupy.
    Powyżej 60% następują niczym nie ograniczane prześladowania niewiernych, sporadyczne masowe bany, wprowadza się Kodeks Kościoła Katolickiego w skali całej grupy. Niewierni są zmuszani do odejścia z administracji grupy, często kasowane są ich posty. Masowy exodus nie-katolików z grupy.
    W pobliżu 100% następuje tzw. pokój boży. Wg wojennej doktryny katolicyzmu powinien być wtedy pokój, gdyż wszyscy są już katolikami i nie ma powodów do walki. Oczywiście tak się nie dzieje. Aby spełnić swoją żądzę krwi, katolicy zaczynają prześladować siebie nawzajem z różnych powodów, np. "bycia neonem", "bycia tradsem" czy innych.”

    #ateizm #gimboateizm #katolicyzm #religia #neuropa #4konserwy
    pokaż całość

    •  

      @neib1: ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Polonizacja zaczyna się wtedy, gdy w danym kraju jest wystarczająca ilość polaków, aby poruszyć sprawę ich przywilejów.
      Gdy politycznie poprawne, tolerancyjne i kulturalnie różnorodne społeczeństwa zgadzają się na żądania zapewnienia im przywilejów, wślizgują się również niektóre inne składniki.
      Oto jak to funkcjonuje:
      Dopóki populacja Polaków w danym kraju pozostaje w okolicy 2% i poniżej, będą oni uważani przez większość za miłującą pokój mniejszość, a nie jako zagrożenie dla innych obywateli
      - Kanada
      - Norwegia
      - Szwecja
      Gdy jest ich 2-5% zaczynają pojawiać się gangi handlujące kradzionymi samochodami i narkotykami, następuje gwałtowny przyrost polaków w więzieniach
      - Belgia
      - Francja
      - Niemcy
      Zaczynając od 5% posługują się nieproporcjonalnym do ich procentowej populacji wpływem. Na przykład, zaczynają naciskać na powstawanie Polskich osiedli, sklepów, zaczynają wydawać własną prasę, w okolicznych świątyniach rządzą księża przez nich wybrani. Zaczyna się demonstrowanie swojej inności poprzez parady, noszenie biało-czerwonych koszulek i śpiewanie hymmu w miejscach publicznych przez pijanych sebiksów.
      - Wielka Brytania
      - USA
      Po przekroczeniu 10% zaczynają się żądania uznania języka Polskiego językiem urzędowym, obowiązkowej nauce tego języka w szkołach publicznych, dwu dwujęzycznych tablic z nazwami ulic oraz własnych wzorów dowodów osobistych
      - Litwa
      Po przekroczeniu 50% zaczynają się wewnętrze walki o władze, przejmowanie prokuratury, wojska, mediów, szeroko zakrojona propaganda oraz dzielenie obywateli na lepszy i gorszy sort
      - Polska
      100% wprowadza tzw. Polski KatoTaliban, niestety, pokój nigdy nie zostaje osiągnięty, ponieważ te państwa mające 100% najbardziej radykalnych polaków zastraszają, szerzą nienawiść i zaspokajają swoją żądzę krwi, zabijając mniej radykalnych Polaków z różnych przyczyn.

      Należy uświadamiać zachodnie społeczeństwa czym kończy się multikulti i niekontrolowane wpuszczanie Polaków do swoich krajów
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Nie rozumiem wyśmiewania i wyzywania zjawiska jakim jest "gimboateizm". Jak głoszenie racjonalnych poglądów może być infantylne i niedojrzałe? Mamy uciekać od prawdy, bo komuś będzie przez to smutno? Wyśmiewanie ateistów, którzy na przykład na święta przy stole mówią, że Boga nie ma i nazywanie tego infantylnym to tak, jakbyście wyzywali Kopernika od gimbonaukowców bo ciągle coś pierdoli o jakimś słońcu i obraża tym uczucia (ówczesnych) katoli wokół. Change my mind.
    #ateizm #bekazkatoli
    pokaż całość

    •  

      @hehexdlollmao: No ale nie chodzi o litość dla Kościoła ale dla bliskich. To tak samo jak z tym wujkiem co w każde święta zaczyna gadać o polityce i jak mu się nie każe przymknąć wystarczająco szybko to ropzętuje się gównoburza.
      Akurat krytyka Kościoła to zupełnie co innego niż ateizm bo akurat Polska to o tyle śmieszny kraj że większośc uważa się za katolików ale jest też bardzo krytyczna wobec Kościoła. Ludzie nawet bardzo religijni potrafią sobie zdawać sprawę z problemów Kościoła: zawłaszczania polskości i moralności, chciwość biskupów, ambicje polityczne itd. tylko że idąc cały czas na takie ostre konfrontacje nikogo się nie przekona.
      Oczywiście wyrażać swoje przekonania warto ale nie zawsze i wszędzie.
      pokaż całość

    •  

      @hehexdlollmao: ale działa w porównaniu do konstruktu ktorym jest Bóg. Zresztą sama filozofia nic nie wnosi nigdy do tematu. Miesza, dopisuje ideologie i na tym sie konczy

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    #bekazprawakow #bekazlewactwa #bekazprzegrywow #bekazpodludzi #neuropa #4konserwy #bekazantyszczepionkowcow #antyszczepionkowcy #bekazgimboateistow #gimboateizm #ateizm #bekazkatoli

    Z okazji świąt składam serdeczne życzenia:

    Skrajnym prawakom - zesrajcie się swoim pierdoleniem, że homoseksualizm to choroba i bronieniem kleru ruchającego dzieci i przez PiS ssącego kasę z naszych podatków. Przestańcie być debilami mówiącymi, że jesteście dumni z bycia Polakiem, bo nawet nie mieliście wpływu na to gdzie się urodzicie, a tym bardziej na osiągnięcia Polaków przed waszym urodzeniem. Bądźcie dumni ze swoich osobistych osiągnięć, byle nie były to osiągnięcia typu: grupowe skopanie kogoś na marszu równości jak jebane zwierzęta. Aha i nie każcie ludziom rodzić genetycznie zjebanych dzieci, a jeśli już to życzę żeby wam się takie urodziło, byście się zastanowili nad zkazem aborcji.

    Skrajnym lewakom - zesrajcie się pierdoleniem o 5279 płciach, chorą poprawnością polityczną i zmuszaniem do akceptacji waszej odmienności, bo tolerowanie a akceptowanie i zrównanie praw to dwie inne sprawy. Zrozumcie w końcu, że w państwie gdzie większość ludzi ma konserwatywne poglądy i deklaruje się jako wierząca robienie parad równości to nawet nie wsadzanie kija w mrowisko a gołego penisa w gniazdo szerszeni.

    Wojującym ateistom - nie zesrajcie się swoim pierdoleniem, że wszyscy wierzący to idioci i nauczcie się rozmawiać ze stroną przeciwną, bo prawda jest taka, że większość z was wychowanych od dziecka w katolskich domach nie doszła sama do ateizmu, analizując Biblię, ale dlatego, że was wkurwiał ksiądz na religii w gimnazjum. Jak nie wierzycie w Boga, to nie wierzcie i tyle, bo o to chodzi w ateizmie - żeby religię mieć w dupie, a nie pultać się w antyteistycznych wojenkach.

    Ultrakatolom - odpierdolcie się od niewierzących. Wasza magiczna książka napisana wieki temu przez beduinów na pustyni ma trochę fajnych fragmentów, ale większość jej treści (szczególnie stary testament) to fantasy klasy B i jeśli myślicie, że to wszystko prawda i należy każde słowo z tego rozumieć dosłownie to zacznijcie używać mózgu w końcu. I pamiętajcie, że wasz wspaniały Bóg kazał miłować bliźniego, a to jaki hejt jaki wylewacie na ateistów raczej się z tym gryzie.

    Antyszczepionkowcom - przestańcie wierzyć we wszystko co piszą w internecie. Jeśli nie, to wypierdalajcie na bezludną wyspę, bo lekarz studiujący medycynę 6 lat (albo i więcej) dostaje dyplom i odpowiada przed prawem za zdrowie i życie ludzkie nie chce temu zdrowiu i życiu zaszkodzić. Fałszywe badania czy niezgodne z prawem poczynania koncernów farmaceutycznych się zdarzają, ale od patologii nie jest w pełni wolne żadne środowisko - nawet naukowe, ale żaden inżynier górnictwa czy tam hutnictwa nie będzie nigdy autorytetem w medycynie, jeśli nie uzyska dyplomu z tej dziedziny, a co gorsza będzie przeczył faktom. Ogarnij cię się bo nas kurwa pozabijacie.

    Przegrywom - skończcie pierdolić na portalu ze śmiesznymi obrazkami o tym jak świat jest niesprawiedliwy i jak rodzice czy los spierdolił wam życie i weźcie się za siebie, chociaż minimalnie. Od depresji są terapeuci i lekarze, od pomagania w trudnych chwilach rodzina - jaka by kurwa nie była dysfunkcyjna. Sens i przyjemność z życia można czerpać nie tylko z górą kasy i zajebistą różową u boku. Nie siedźcie pod swoim tagiem z resztą ludzi z waszymi problemami bo tylko pogłębiacie swoje spierdolenie. Macie rację - chujowi rodzice, otoczenie i start w życiu rzutują na jego resztę, ale wasze postępowanie też. Więc zamiast wyzywać wszystkie kobiety od p0lek, Polaków od Januszu i winić rodziców za to, że nie nauczyli was zaradności to róbcie cokolwiek. Cokolwiek wbrew sobie i temu co mówi wam wasz wewnętrzny głos spierdolenia.

    WESOŁYCH ŚWIĄT :)
    pokaż całość

  •  

    Tak wymyślono chrześcijaństwo, autorem jest włoski badacz historii religii – Leo Zen.

    Odkąd zacząłem interesować się religiami, przeczytałem mnóstwo książek apologetycznych jak i religioznawczych. A pośród nich, te wnoszące dużo do moich poglądów, napisane przez tzw. „nowych ateistów” (czyli autorów mających odwagę pisać prawdę o religiach, bez zakłamania nazywanego „poprawnością polityczną”). Jednakże dopiero teraz po lekturze książki Leo Zena poznałem odpowiedzi na już dawno temu zadawane sobie pytania: Dlaczego jest tak wiele sprzeczności w wizerunku Jezusa z Ewangelii? Czy tak powinna wyglądać Prawda objawiona ponoć ludziom przez Boga? Przecież te sprzeczności czynią ją niewiarygodną (przynajmniej dla mnie). Skąd one się biorą?

    Oczywiście, te pytania nie padały w próżnię, znałem na nie odpowiedzi o różnym stopniu dokładności, jak choćby ta z książki Jerzego Cepika Jak człowiek stworzył bogów:

    „Jezus jako postać łącząca Stary Testament z Nowym, łączył w sobie wszystkie cechy starych bogów, także to, że tak często występowali oni pod postacią Trójcy, czyli jednego boga w różnych postaciach działającej. /../ Matka Jezusa była niepokalaną dziewicą, prastare pojęcie bogini Matki, dawczyni życia. /../ Na życiorys Jezusa składają się bogate stare mity i rytuały świata starożytnego, sięgające nawet w prehistorię. /../ Fakty te mówią z ilu mitologii musieli czerpać autorzy NT /../ cała historia Judasza, Sądu Żydowskiego, wydania Jezusa Rzymianom i Golgota, to jest droga męki i ukrzyżowanie – były przenośnią literacką tego nowego mitu.”


    Aż po odpowiedź o wiele bardziej szczegółową, którą zawiera książka Michela Onfray’a zatytułowana Traktat ateologiczny i w której m.in. znajdują się poniższe fragmenty:

    "Imię Jezusa wyraża mesjanistyczne dążenia epoki, postać Jezusa jest zaś zlepkiem antycznych toposów cudowności. Narodzić się z dziewicy powiadomionej o zaszczycie jaki ją spotka, przez niebiańską lub anielską istotę, dokonywać cudów, być obdarzonym charyzmą, budzić żarliwy entuzjazm uczniów, wskrzeszać zmarłych – wszystko to są tropy w literaturze starożytnej występujące nagminnie. /../ Gatunek ewangeliczny ma charakter performatywny: /../ czyli wypowiedź tworzy prawdę. O prawdziwość, wiarygodność czy prawdopodobieństwo dbano tyle, co o zeszłoroczny śnieg /../ Ewangeliści lekceważą historię. Mogli sobie pozwolić na taki pogardliwy stosunek do prawdy historycznej, gdyż wybrali drogę apologetyki. /../



    Konstruowanie mitu trwało kilka stuleci, a w tym zbożnym dziele pióro maczali liczni, nie zawsze jednomyślni pisarze. Ściągali od poprzedników, dodawali, wykreślali, pomijali, trawestowali świadomie lub bezwiednie. W rezultacie powstał bogaty zbiór wzajemnie sprzecznych tekstów. Aby uzyskać w miarę spójną opowieść, trzeba było dokonać ostrej selekcji. Starannie oddzielano więc ewangeliczny miód od apokryficznego dziegciu /../ Kto dokonał selekcji i ustanowił kanon? Kościół, sobory i synody pod koniec IV wieku. /../ Jezus jest więc figurą konceptualną.Owszem, istniał, lecz nie jako postać historyczna /../ Istniał jako synteza mesjanistycznych dążeń epoki i cudowności, w której lubowali się autorzy starożytni”.


    Podobnie i ja uważałem, do czasu przeczytania książki Leo Zena: Jezus jako historyczna postać nie istniał w rzeczywistości. Teraz wiem, że Autorzy na których się powoływałem mylili się, a przy okazji ja także. Prawda jest inna: Jezus istniał jako postać historyczna, lecz nosił inne imię, miał braci i siostry, był żonaty i miał prawdziwą rodzinę (a nie wymyśloną, świętą), pochodził z innej miejscowości i był zupełnie, ale to zupełnie innym człowiekiem (co bardzo starano się ukryć i należy przyznać, iż bardzo długo się to udawało), od tego, który został wykreowano z różnych powodów w Ewangeliach.

    Jednakże na szczegółowe informacje przyjdzie czas, postaram się zachować chronologię wydarzeń przedstawioną w omawianej publikacji. Do rzeczy zatem.

    ------ // ------


    Już od samego początku ta książka mi się spodobała, czyli od „Słowa od tłumacza”, w którym tłumaczka tej pozycji p. Beata Badyńska zwróciła uwagę na parę istotnych problemów związanych z zakłamaną religijnością katolicką. Np. na to, że najważniejszy sakrament tej religii – chrzest, jest udzielany bez zgody samego zainteresowanego (choć trudno mówić w tym przypadku o jakimś zainteresowaniu u niemowlaka), i który odbywa się całkowicie poza jego świadomością. A przecież łączy on go/ją na całe życie z Kościołem! „W jego imieniu decydują rodzice. To pierwszy akt pozbawienia wolności. /../ ktoś robi coś za nas, żywiąc głębokie przekonanie, że /../ wie lepiej co jest dla nas słuszne i właściwe” – pisze p. Beata.

    Dalej wylicza powody jakimi kieruje się większość rodziców decydujących się na chrzest swego dziecka i między innymi podaje ten, że „chrzest oczyszcza z grzechu pierworodnego”. Ciekawa koncepcja, tyle że całkowicie bałamutna (jak i inne religijne rytuały) i wystarczy tylko się zastanowić, aby sobie to uświadomić: gdyby tak miało być, to każdy ochrzczony człowiek byłby oczyszczony z grzechu pierworodnego, czyli byłby tak doskonały, jak jego doskonali protoplaści w raju przed upadkiem, prawda? A więc byłby także nieśmiertelny, bo „to przez upadek człowieka w raju na świat weszła śmierć”, jak uczy religia.

    Ale co więcej, dzieci ochrzczonych rodziców automatycznie byłyby oczyszczone z grzechu pierworodnego (nie trzeba by ich chrzcić), bo logicznie biorąc niemożliwością byłoby, iż bezgrzeszni rodzice mieliby rodzić grzeszne dzieci, nieprawdaż? Biorąc pod uwagę jak długo istnieje chrześcijaństwo, już dawno temu znaczna część ludzkości powinna istnieć jako ta „oczyszczona z grzechu pierworodnego” i swoją doskonałością i moralną prawością wyraźnie się odróżniać od reszty rodzaju ludzkiego, który nieszczęsnym zbiegiem okoliczności nie ma możliwości (albo nie chce przez głupotę) stosować tego „oczyszczającego” sakramentu.

    Niestety, jeśli prześledzi się historię chrześcijaństwa, pełną przemocy, przelanej krwi oraz hipokryzji i obskurantyzmu, od razu widać fałsz tej zakłamanej koncepcji. Chrześcijanie nie wyróżniają się bowiem niczym szczególnym na korzyść od innych wyznań (szczególnie katolicy, którzy także uważają się za chrześcijan, choć jest to Kościół bardziej Pawłowy niż Jezusowy), jeśli idzie o moralność. Dodajmy: obłudną moralność, którą Kościół bezwzględnie realizował wg maksymy jezuitów: „Cel uświęca środki”. Doskonale ten zakłamany problem ujął Lew Tołstoj i podał przyczyny tego stanu rzeczy:

    „Tołstoj nazwał prymitywnym czarownictwem sakramenty chrztu i namaszczenia, a także kult obrazów i relikwii, potępił kapłaństwo i przystępowanie do komunii. /../ Nauka Chrystusowa polega nie na owych czarnoksięstwach, modlitwach, mszach, świecach, obrazach, lecz na tym, by ludzie miłowali się wzajem, nie odpłacali złem za zło, nie osądzali i nie zabijali wzajemnie. /../ Nikomu z obecnych nie przychodziło do głowy, że wszystko co tutaj robiono, było największym bluźnierstwem i naigrywaniem się z tego właśnie Chrystusa, w imię którego wszystko to się działo”. (wg Oblicza religii chrześcijańskiej Edmunda Lewandowskiego).


    Wracajmy jednak do meritum. Ciekawe jest też przesłanie od tłumaczki (a przede wszystkim warte zastosowania w życiu), skierowane do Czytelników owej książki:

    „Większość jest wręcz przerażona swobodną dyskusją nad źródłami i wiarygodnością podstaw chrześcijaństwa, a co dopiero katolicyzmu. Jakby czegoś lub kogoś się obawiali. Lecz pamiętajmy, że strach to wróg wolności. Strach to wróg otwartego umysłu. A wolność i otwarty umysł to największe dobro, jakie jest nam dane. Jednakże korzystania z tych dobrodziejstw powinniśmy uczyć się od narodzin. Wolności powinni uczyć nas rodzice. Frank Zappa powiedział, że mózg jest jak spadochron – żeby zadziałał, trzeba go otworzyć. Czytajmy więc i otwierajmy mózgi. Bądźmy wolni”.


    Ba! Łatwo powiedzieć: „Bądźmy wolni!”. Czy religia także nie uważa, iż czyni swych wyznawców wolnymi?: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwymi moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,31). A przecież wolność nie równa pozorom „wolności”, czyż nie? Ale to tak na marginesie rozważań o tym problemie. Następny rozdział omawianej tu książki nosi tytuł „Od wydawcy”, w którym p. Stanisław Pisarek dorzuca „garść” swych przemyśleń o naturze religii w jakiej został wychowany.

    Opisuje np. swoje „przebudzenie” w trzynastym roku życia, kiedy uczestnicząc w mszy katolickiej (oczywiście świętej, jakże by inaczej!), uświadomił sobie, iż ów religijny rytuał w wykonaniu księdza wymachującego kadzidłem, z którego wydobywał się pachnącym dym, bardzo przypominał indiańskie obrzędy przy ognisku z udziałem tamtejszego szamana, ubranego w dziwaczny strój i mamroczącego niezrozumiale zaklęcia podczas rytualnego tańca. Szamana, który tak umiejętnie przechytrzył wodza i resztę plemienia, o czym jako chłopiec przeczytał w jednej z książek o Indianach, którymi pasjonował się w młodości.

    Dalej p. Stanisław pisze, iż obecnie do kościoła chodzi tylko z okazji ważnych uroczystości bliskich sobie osób (chrzty, komunie, śluby, pogrzeby), a przy okazji zauważa jak Kościół katolicki mocno wtargnął do każdego ważnego momentu ludzkiego życia. Ba! O to właśnie chodziło! Bodajże to Hitchens w swojej książce napisał, że w pewnym momencie historii kapłani zorientowali się, iż zainteresowanie wiernych samym Bogiem nie wystarczy. Trzeba czegoś więcej by mieć powód do nieustającej „ewangelizacji” ludzkości. I tak zajęto się „grzesznym” życiem człowieka i „naprawą” jego moralnej kondycji. To był strzał w 10-tkę!

    Na tym właśnie polega to „perfekcyjne opanowanie przez księży techniki wodzenia owieczek za nos”. Czy Pius X nie stwierdził kiedyś: „Co do tłumu, nie ma on innych obowiązków jak dać się prowadzić i jak trzoda posłuszna iść za swymi pasterzami”? Jednakże nie byłoby to możliwe, gdyby nie ta „bezwolność i bezmyślność religijnego tłumu”, jak p.Stanisław to ze smutkiem zaobserwował, stając gdzieś z tyłu, nie klękając, nie bijąc się w piersi i nie śpiewając pieśni. Tak się dziwnie złożyło, iż niedawno pisałem o tym samym w odniesieniu do siebie, kiedy wspominałem swoje młodzieńcze, sporadyczne kontakty z kościołem, które z czasem stawały się coraz rzadsze w miarę nabywania wiedzy o historii tejże religii.

    Jak słusznie zauważa p. Stanisław w swoim wstępie: „Dane jest nam bowiem być jednym z pierwszych pokoleń, któremu w ogóle wolno jest swobodnie krytykować religię czy z niej oficjalnie rezygnować”. Co prawda nie wszędzie tak jest, a jedynie w krajach, w których religia została „okiełznana” przez kulturę podczas Oświecenia. Natomiast w większości krajów (a już szczególnie w krajach muzułmańskich), jej władza nad wiernymi nadal jest bardzo silna i nadal decyduje o ich życiu i śmierci, a nawet o stylu życia: sposobie ubierania i odżywiania się, ale co najważniejsze – o sposobie myślenia (a raczej niemyślenia).

    Swój artykuł p. Stanisław kończy dość enigmatycznym podsumowaniem książki: „Tak, Leo Zen jest świetnym detektywem historii. Szukał Jezusa, a znalazł…” i tu pojawia się zagadkowe pytanie: „No właśnie! Kogo znalazł?”. Otóż to! Kogo też mógł znaleźć Autor tej ciekawej publikacji podczas poszukiwania historycznego Jezusa? Ja już to wiem i muszę przyznać, iż ta wiedza była dla mnie dużym zaskoczeniem. I bynajmniej nie dlatego, że spodziewałem się po religii czegoś lepszego. Wręcz odwrotnie!

    Wiedziałem dobrze, że religie są jednym wielkim oszustwem (mówiąc ogólnie, gdyż w istocie są to tysiące różnych dużych i małych oszustw) powodowanych rzekomo dobrem człowieka. Lecz nie spodziewałem się aż tak daleko idącej mistyfikacji, tworzonej, poprawianej i doskonalonej przez wiele wieków, w którym to procederze zaangażowana była wielka ilość ludzi, kierujących się zazwyczaj korzyścią własną. Na szczęście już Abraham Lincoln przewidział takie zjawisko: „Czasem można oszukać wszystkich ludzi, a niektórych można oszukiwać przez cały czas, ale nie można oszukiwać wszystkich ludzi przez cały czas”. I jak widać, to się sprawdza, choć nie całkiem: wszystkich na pewno nie, ale większość ludzi z łatwością daje się oszukiwać do końca (swojego).

    #religia #katolicyzm #ciekawostkihistoryczne #neuropa #ksiazki #chrzescijanstwo #ateizm
    http://www.listyznaszegosadu.pl/m/nowy-ateizm-i-krytyka-religii/najdluzej-trwajaca-mistyfikacja-w-dziejach-ludzkosci
    pokaż całość

    źródło: listyznaszegosadu.pl

  •  

    Wigilia i święta to bardzo ciężki okres dla ateistów. Muszą jechać do rodziny i jeść wigilię że swoją rodziną. A potem dawać prezenty pod choinka. Muszą przestrzegać tego co kościół nakazał. Dlatego każdym plusik będzie oddany w intencji jakiegoś ateisty który został zmuszony nie iść do pracy i przestrzegać katolickiego święta.
    #ateizm #bekazkatoli #przegryw

  •  

    Zgłaszanie apostazji nie ma sensu przy obowiązującym zasadach. Dopóki nie zmieni się prawo i moje dane nie zostaną całkowicie usunięte z ksiąg kościelnych to nie mam zamiaru jej składać. Moja deklaracja spowoduje tylko, że przy dacie chrztu zastanie dopisana odpowiednia notka, a moje imię i nazwisko wyląduje na ogólnokrajowej liście apostatów. To niezłe RODO ¯\_(ツ)_/¯

    #apostazja #bekazkatoli #ateizm #przemyslenia pokaż całość

    •  

      @MuItikonto_: @wysysacz_glebinowy: ja się nie będę wypisywać z czegoś do czego się nie pchałam tylko mnie zmuszono wbrew mojej woli i świadomości. Druga sprawa, ten cały kwitek to wymysł kościoła i mam gdzieś jakieś akty apostazji, tym bardziej, że nadal będę w statystykach i po dwóch dniach nawet ksiądz o mnie zapomni, że byłam w takiej sprawie.
      Nic się nie zmieni bo nadal jesteś w statystykach więc oficjalne dane są mocno zakłamane, zresztą naczelni katolicy wykopu ci powiedzą, że ponad 90% ludzi w Polsce jest wiary katolickiej xD Niech apostazja ma w końcu sens, czyli usunięcie z wszelkich baz danych, wywalić religię ze szkoły. Ale do tego trzeba dobrej władzy... u władzy. Każdy się boi to zrobić bo zaraz byłby płacz i marsze przeciwko szatanom co próbują religii pozbawić biednych polaków. Do tego zakaz chrzcin czyli wstępowania do wspólnoty dopóki dzieciak nie osiągnie wieku decyzyjnego, opłaty za bycie we wspólnocie.
      Wiara w tym kraju wygląda tak: "do kościoła tylko w święta bo tradycja, no kolędę trza przyjąć bo tak zawsze było. 7 grzechów głównych? yyy eee no teraz nie pamiętam, co ty. "
      Wprowadzić powyższe i zaraz by się okazało, że wierzących jest mniej niż 15%
      pokaż całość

    •  

      @Wejszlo: Już się dużo zmienia na lepsze. Na religię chodzi coraz mniej uczniów, zdarzają się rodzice, którzy nie chcą ochrzcić dziecka (a kiedyś by to było nie do pomyślenia). Jak ktoś mnie pyta o wiarę i mówię, że jestem po apostazji, to jest wielkie zdziwienie i pytanie: co to jest? Tłumaczę i raczej spotyka się to ze zrozumieniem. Póki co, to jedyna wymierna wartość, edukacyjna;)

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    No jak tam ateiści? Przygotowani na obchodzenie świat stricte związanych z katolickimi wierzeniami? Tak, tak wiem, że te święta, symbole itd. są synkretycznymi tworami co nie zmienia faktu, że są umocowane w religijnych praktykach. Nie możecie obchodzić swoich własnych nonteistycznych uroczystości? A zapomniałem... nie posiadacie takich XXDDDDDDDD
    #bekazkatoli #bekazbekazkatoli #lewackalogika #bekazlewactwa #4konserwy #neuropa #katolicyzm #chrzescijanstwo #ateizm pokaż całość

  •  

    W końcu jak co roku przyszedł od narodów upragniony Duch Święty – Gołomb Pocztowy i przyniósł Mi #wykopaka. W tym roku paczka odbiegała nieco zawartością od tego, co dostaje zazwyczaj. Mirra jakaś dziwna, zapach dziwnie znajomy, w środku torebka strunowa z napisem MIRRA-JUANA. Nie wiem o co chodzi, wiec wziąłem fajkę i nabiłem. Jara się przyjemnie i tak jakoś Mi teraz śmiechowo i lajtowo, mam teraz wywalone na wszystko bardziej niż zazwyczaj, hehehe. Co do kadzidła to nie bardzo wiem jak mam się tym obsługiwać, 2k lat temu miałem inny sprzęt. Ktoś coś? Złoto też inne niż rok temu, przede wszystkim płynne i pieniste. W smaku wyborne, normalnie napój bogów, choć mam wrażenie, że lekko chrzczony, ważne, że klepie jak Onan kapucyna.
    Z Góry chciałem podziękować mirkom @Kacper @Melchior i @Bulbazaur za wspaniałą paczkę.

    #

    pokaż spoiler #chwalesie #wykopaka #heheszki #pokazmorde #religia #ateizm
    pokaż całość

    źródło: bogu.jpeg

  •  

    #oswiadczenie #religia #bekazkatoli #ateizm #takaprawda #przemyslenia #bekazpodludzi

    W religii, wszelkiej nowożytnej, najbardziej rozwala mnie naiwny pogląd, że każdy bóg lub inny absolut jest miłością i źródłem dobra XD. Jakim trzeba być dzbanem, żeby mieć w ogóle zuchwałość, żeby narzucać swoje pobożne życzenia na istotę nieskończenie od niego wyższą. Co istotę wieczną, doskonałą i nieśmiertelną obchodzą jakieś ludziki na jakieś planetce wędrującej po otchłani kosmosu w jakieś galaktyce na obrzeżach wszechświata? Dla boga, dla absolutu, w najlepszym wypadku, ludzie są jak mrówki. Czy wy zamartwiacie się nad ich losem? Są wam obojętne.

    A wy się łudzicie, że po śmierci ten absolut i perfekcyjny byt wam jeszcze poświęci swoją uwagę i pozwoli wstąpić do jego wiecznej, doskonałej krainy szczęśliwości XDDD
    pokaż całość

  •  

    Komentarze pod znaleziskiem "Netflix pokaże w święta film o Jezusie-geju?", to jest złoto XD

    Gdyby tylko Jezus był prorokiem wg muslimów, to może i ich udałoby się obrazić ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Prawacy tak bardzo domagają się filmu o pedofilach we wspólnocie religijnej, a gdy taki nakręcono, nawet w Polsce, to im się nie spodobał ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Dodatkowo śmieszy mnie sformułowanie "Netflix pokaże w święta", tak jakby on chciał to wyemitować 24 grudnia o godzinie 16, specjalnie dla Polaków, pod wigilijną wieczerzę, a nie był cały czas dostępny na ich platformie XD

    #bekazkatoli #bekazprawakow #neuropa #ateizm #4konserwy #bekazpodludzi
    pokaż całość

    źródło: prawackjefiksacje.png

  •  

    Powiedzcie mi, czy tak tutaj wyglądają rozmowy z polakami-katolikami, prawdziwymi patriotami? Infantylne odwracanie kota ogonem i denializm? Zastanawiałem się nad piątkowym wpisem a nawinęło mi się takie coś. Mój interlokutor to @Strzelec_Kurpiowski

    skąd wiesz, że teraz nauka jest wolna od rzeczy, które mogą zakrzywiać jej obraz?

    Wiem, że jest w lepszej kondycji niż 5 tys. lat temu i zaprzeczanie temu to marudzenie dziecka, które nie wie co odpowiedzieć jak ojciec każe mu założyć skarpety. Takie są fakty katoliku.

    Napisałeś, że dowodów nie ma i to zamyka sprawę.

    To zamyka w takim razie też sprawę Boga. tzn nie ma go i klepanie formułek modlitwy to marnowanie czasu. Badania wskazują na to tak samo jak w przypadku szkodliwości szczepionek tzn. Nie są szkodliwe a człowiek nie ma wolnej woli.

    Bóg nigdzie nie kazał miłować pseudointelektualniej gadki powołującej się na naukę mimo braku dowodów naukowych na daną tezę.

    Wyparcie prawda? Na brak wolnej woli masz takie same dowody jak na brak szkodliwości szczepionek albo smażenie mózgu przez 5G albo istnienie Boga. Empirycznie możemy z całą pewnością stwierdzić, że NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO. To mi przypomina ojca, któremu syn powiedział, że nie wierzy a ten w ramach miłowania bliźniego zaczyna go tłuc pasem po ryju.

    A czemu miałbym przyjmować tą inną możliwość? W końcu nie ma na nią żadnych dowodów, a nauka determinizm obaliła już ponad 100 lat temu przy pomocy fizyki kwantowej.

    Nie za bardzo wiesz o czym piszesz prawda? Wiesz, że kwestia braku wolnej woli w żadnym razie nie powoduje konieczności akceptacji metafizycznego determinizmu? Oczywiście, że nie, bo twoje obskuranckie, antynaukowe stanowisko opiera się dziecięcych próbach podważania naukowego konesusu w myśl zabobonu. Szczepionki nie powodują autyzmu, 5G nie smaży mózgu, wolnej woli nie ma – DEAL WITH IT.

    Na jakiej podstawie oddzielasz mózg człowieka od tego człowieka?
    Oddzielam procesy świadome od nieświadomych

    Te badanie dowodzi, że proces podejmowania decyzji jest długi, a nie tego, że człowiek nie ma wolnej woli.**

    To po prostu znaczy, że go nie czytałeś. Ani właściwie prawie nic, o ile cokolwiek w tym temacie.

    Jeszcze raz pytam czemu oddzielasz mózg od świadomości.

    Właściwie to nie musiałem i sam dobrze to zauważasz. Tylko ludzie są tak uczepienia tej kulturowej dystynkcji, że kiedy ktoś im powie, że sami w rzeczywistości sami nie podejmują decyzji to zapierają się rękami i nogami.

    Nic nie zrobili, powinieneś uznać, że procesy elektrochemiczne kazały mi to napisać, zamiast się do mnie przywołać o to.

    Uznaję tak, ale to nie znaczy, że znosi to pojęcie odpowiedzialności. Inaczej się nie da.
    Jeszcze coś w przedmiocie dowodu i sugestii. Jeśli ktoś uważa, że wolna wola oznacza, że człowiek sam, autonomiczne jest w swojej świadomości w stanie podejmować decyzje, które nie są efektem wcześniejszych już procesów elektro-chemicznych ani dziełem Boga ani demiurga wyniki badań naukowych wielokrotnie już ukazywały, że jest to nieprawda, tak samo jak szkodliwość 5G albo szczepionek to znaczy, że mamy do czynienia z ideologicznym systemem wyparcia. Owszem możesz powiedzcież, że to nie jest hehe ,,dowód”, ale to nie jest matematyka. Tak samo nie przeprowadzisz ,,dowodu”, że jak skoczysz z 100 piętra na poziom gruntu to będą cię zgrzebywać z ziemi. Natomiast taki eksperyment apodyktycznie sugeruje co to w praktyce oznacza, nawet jeśli nie ubierzesz go w fartuch pozbawiony nieostrości języka naturalnego.

    #bekazkatoli #filozofia #bekazprawakow #religia #przemyslenia #4konserwy #neuropa #ateizm
    pokaż całość

    •  

      @pyroxar: Dlaczego do mnie to piszesz? Przecież to kolega wyżej pisał o tym, że nauka udowodniła nieistnienie wolnej woli, nie ja.

    •  

      @pyroxar:

      wiedzę pewną i nieodwołalną daje tylko metafizyka.

      Jaką wiedzę pewną i nieodwołalną daje ci metafizyka?
      @misterbrian:

      Na gruncie neurokognitywistyki oczywiście wolnej woli nie ma.
      Na tym właściwie można skończyć

      Problem polega na tym że u fundamentów tej dziedziny wiedzy leży parę paradygmatów na których dowodów mamy równie mało co właśnie na wolną wole.

      Owszem, nauki mają swoje założenia wstępne, ale to nie znaczny, że w jakiś sposób usprawiedliwia to czyjekolwiek rojenia.

      Nie ma dowodu na to na przykład że myśli powstają w mózgu. Poważnie. Wiemy, że dochodzi do pewnych procesów mózgowych w momencie dokonywanie decyzji, ale gdzie swoje źródło mają nasze ruminacje jedna cholera wie.

      Jeśli nawet tak jest, to aż do czasu poznania źródła myśli nie będę myślał, że tworzy je Bóg, albo Duch Świata, tylko, że odpowiada za to jakiś proces fizyczny. Gdybym wybrał pierwszą możliwość tj. Bóg to ten aspekt rzeczywistości automatycznie znalazł by się poza sferą empirycznych badań.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    Jak myślicie, skoro Boga nie ma i demonów też to czym są Waszym zdaniem egzorcyzmy?
    Np przypadek Annalise Michelle, która podczas egzorcyzmow mówiła w różnych językach, mimo że nigdy się ich nie uczyla albo w ogóle mówiła innym głosem. Męskim.
    Jak to wytłumaczyć?

    #egzorcyzmy #religia #katolicyzm #ateizm #pytanie pokaż całość

    •  
      Chedorlaomer

      0

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      @Kutaszaniec: Możemy być częścią tego bytu, jeśli potrafi tylko modyfikować swój własny kod. Równie dobrze mógł wydzielić część siebie pod budowę Świata lub stworzyć całkowicie niezależny Świat. Może być tak, że nie jest ani wszechmogący, ani wszystkowiedzący.
      Otóż to przypadek, to czysta inteligencja, która zyskała świadomość. Człowiek również posiada inteligencję i świadomość, ale do powstania człowieka są niezbędne wszystkie inne rzeczy, aby żył, dlatego szansa na takie przypadkowe powstanie jest dużo mniejsza. Tu mówimy wyłącznie o inteligencji i świadomości, a takie rzeczy już teraz potrafi robić człowiek za sprawą komputera i sztucznej inteligencji. Z tym, że świadomości i wolnej woli nikt nie chce dać maszynom, a jest to bardzo proste w wykonaniu, wystarczy naśladować naturę. I zgodnie z zasadą od prostoty do złożoności tworzyć rdzeń takiej sztucznej inteligencji.

      W tym rzecz, że rozgryzłeś moje motto. Spędziłem wiele lat nad zastanawiam się nad tym i dlatego jestem w tym taki pewny. A przeważnie dyskutuję z osobami, które nie kierują się tym mottem i stanowczo mówią, że Bóg jest, albo go nie ma. Skąd taka osoba ma to wiedzieć, jeśli nie ma na to dowodów. Właśnie dlatego często używam słowa może, potrafię powiedzieć, że czegoś nie wiem. Wyciągasz mylne wnioski, przebyłem długą drogę od ignoranta do osoby, którą jestem teraz.

      On opisuje działanie przypisanych jej leków, które wywoływały halucynacje, depresje, brak apetytu itp. Leczyli ją na epilepsję prawdopodobnie przez złą diagnozę, bo miała mary senne czyli to co wiele osób. I to wiele lat zażywała te leki, a później przypisano jej leki o jeszcze gorszych skutkach ubocznych. Zobacz najlepiej cały materiał, albo chociaż do 25 minuty. Największy wpływ na całą historię miały właśnie te leki, bo początkowo to była normalna dziewczyna. Jej rodzice przecież zaufali lekarzom, myśleli, że wyleczą ich córkę z epilepsji, a było coraz gorzej. Więc nic dziwnego, że zgłosili się do Księży, a ci z dobroci serca chcieli pomóc tak jak potrafi. Chociaż jeszcze raz podkreślam, gdyby nie przepisali jej tych leków to ciągle byłaby normalną dziewczyną, więc dlaczego mam nie winić tych lekarzy, jeśli to oni są przyczyną tego całego zamieszania.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (209)

  •  

    Dzieje się ;)

    #heheszki #ateizm #kosciol #humorobrazkowy #humor #bekazpisu #polska

    źródło: 78685618_3053070158038634_6999431300901765120_n.jpg

  •  

    Jesteś ateistą. Wierząca rodzina prosi cię o obchodzenie świąt z nimi:

    a)odmawiasz. Wykopki:

    ale z ciebie ch00j, babci odmawiasz, co ci szkodzi pujść na te godzine do kościułka. Taguj #gimboateizm

    b)zgadzasz się. Wykopki:

    huehuehue tyle warty jest ten wasz atejizm. Jak tam atEiŚĆi prezenty dane bo mamusia kazała xDDDd #gimboateizm

    Paragraf 22 według wykopowych katoli
    #bekazkatoli #bekazprawakow #ateizm
    pokaż całość

    •  

      Od początku jest mowa, że zwyczaje nijak mają się do religii.

      @van-der-staas: Nie bardzo - od początku jest mowa, że zwyczaje mają się nijak do religii katolickiej, ale z jakiegoś powodu mają wszystko wspólne z pogaństwem

      Skoro z dnia na dzień zmieniono oficjalną religię, a święta pozostały w niezmienionej formie, w narodzie, dla którego przyjmowanie nowych bóstw było na porządku dziennym to oczywistym jest fakt, że wierni świętowali to samo, co wcześniej. Pod innym imieniem.

      @van-der-staas: Zmieniono oficjalną religię - ale ludzie nadal wyznawali hellenizm, który zresztą był później prześladowany. Nie było tutaj synkretyzmu.

      Z wczesnym chrześcijaństwem instytucja kościoła też ma mniej wspólnego niż z pogaństwem, od którego pochodzą jego tradycje.

      @van-der-staas: Bzdura, katolicyzm ma oryginalną teologię, która trwa właśnie od antycznego kościoła. Tutaj niewiele się raczej zmieniło.

      Nie musiał, ale miał i dlatego stał się tym, przed czym Jezus ostrzegał.

      @van-der-staas: Co za bzdura :D Czy Ty jesteś po prostu protestantem, który próbuje ostrzegać ludzi przed "córą Babilonu" w tym temacie? ;D Teologia katolicka raczej jest spójna od samego początku.

      I myślę, że założycieli kościoła powinno obchodzić kiedy będą święta bo za tym szło to, jaki dla wiernych będą mieli charakter. A dzięki ich zabiegowi ten pozostał pogański.

      @van-der-staas: Nie pokazałeś ani jednej pogańskiej rzeczy w świętowaniu Bożego Narodzenia.

      Jeszcze inna kwestia jest to czy wcześni chrześcijanie w ogóle świętowali narodziny Jezusa. Tego nie wiem, ale byłoby śmiesznie gdyby wcale tego nie robili. :)

      @van-der-staas: Pierwsi chrześcijanie byli zbitką niezorganizowanych sekciarzy, którzy kryli się po grobach by praktykować swoją religię. Niektóre grupy nawet dalej praktykowali obrzezanie, inne grupy były pod wpływem gnostycyzmu. To co praktykowali zwykle miało się nijak do chrześcijaństwa - dopiero po czasie zaczęli formalizować swoją religię.

      A ja mam wrażenie, że ciężko jest uznać, że zostało się wychowanym jako członek kościoła, będącego ściemą.

      @van-der-staas: Trochę to śmieszne. Czy Ty po prostu szukasz "prawdziwego chrześcijaństwa"? ;d To jest religia jak każda inna, i w takiej oryginalnej formie chrześcijaństwo przetrwało w katolicyzmie i kościele wschodnim. Odłamy protestanckie to inba średniowieczna, która kompletnie wywróciła teologię chrześcijańską do góry nogami.
      pokaż całość

    •  

      @Tyraxor: debile nie odróżniają ateizmu od antyteizmu i satanizmu.
      Ateista to osoba która zlewa to wszystko i jest jej obojętne.
      Dla ateisty nie istnieje takie coś jak Bóg itp.,
      Osoba podająca się za Ateiste nie ma problemu uczestniczyć przy kolacji wigilijnej, bo traktuje to jak czas spędzony z rodziną i po prostu kolacje.
      Kościół? Czemu by nie... To zwykle pomieszczenie (budynek nic nie znaczący) i z szacunku do rodziny (jeśli rodzina też idzie) można się przejść. pokaż całość

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    Dobra wiadomość dla #bekazkatoli i #ateizm, ponieważ Stacja Ateizm wkrótce wznawia nadawanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    Do wszystkich ludzi wątpiących w życie wieczne:
    Wam się oczy otworzą, jak wam się oczy zamkną.

    #heheszki #bekazlewactwa #ateizm #religia #gownowpis

    +: Isilmo, Nobber_ +1779 innych
  •  

    Katolicy twierdzą zwykle, że pomimo kultu świętych i kultu maryjnego, katolicyzm jest religią monoteistyczną. Że święci i Maryja to tylko pośrednicy między człowiekiem a Bogiem. Taka jest oficjalna narracja, a co widzimy w praktyce?

    Taką oto pieśń śpiewamy w maju na cześć Maryi:

    Chwalcie łąki umajone,
    Góry doliny zielone
    Chwalcie cieniste gaiki
    Źródła i kręte strumyki.

    Co igra z morza falami
    W powietrzu buja skrzydłami
    Chwalcie z nami Panią świata,
    Jej dłoń niech nam wieniec splata.

    Ona dzieł Boskich korona
    Nad Anioły wywyższona
    Choć jest Panią nieba, ziemi,
    Nie gardzi dary naszymi.

    Kto jest w końcu Panem świata, Bóg czy Maryja? A może razem władają światem - nieskończony, wszechmocny Stwórca i jakaś kobieta? Czy składanie darów i wychwalanie pod niebiosa nie jest czymś, co należy się wyłącznie Bogu?

    Druga przesłanka za boskością Maryi w katolicyzmie: nazywanie Maryi naszą Matką. Jak Maryja może być naszą Matką, skoro Bóg jest naszym Ojcem? To stwarza relację równości między Bogiem-stwórcą a ziemską kobietą. Dlaczego takiego Eliasza, który także został wniebowzięty (i to nie tylko według tradycji - sama Biblia nam o tym mówi), nie nazywamy Ojcem?

    #katolicyzm #chrzescijanstwo #religia #ateizm #mirkomodlitwa #mikromodlitwa #dyskusja
    pokaż całość

    źródło: a.allegroimg.com

    •  

      Przecież to oczywiste, że Maryja została otoczona szczególnym kultem i czcią ze względu na to, że urodziła Jezusa.

      @tojestmultikonto: I dlatego należy jej się tytuł Pani Świata, ten sam, który nosi sam Bóg? Stworzenie całego świata jest zasługą równą urodzeniu dziecka?

      Pokaż mi jakiegoś świętego, który został wybrany do chociażby podobnej roli.

      Henoch i Eliasz, według Biblii, zostali wniebowzięci za swoje zasługi. Może nie urodzili fizycznego ciała Boga, ale cokolwiek zrobili, Bóg uznał to za równie wybitne. Czy powinniśmy nazywać Eliasza naszym Ojcem, Panem Świata?
      pokaż całość

    •  

      @tojestmultikonto: sformułowanie "Pani Świata" odnosi się do tego, że my katolicy uważamy ją za Królową. Bycie Królem czy Królową jest czymś zupełnie innym niż boskość. W Boga się wierzy (albo nie wierzy), a Maria z Nazaretu to postać historyczna

    • więcej komentarzy (30)

  •  

    Dasz Wiarę? Odc. 50 w którym próbujemy zreformować starożytną religijność i przekonać ludzi do przedkładania tego co moralne nad to co doczesne.

    Dzisiaj opowiem wam o niesamowitej osobistości żyjącej w I wieku n.e. Już przed narodzinami jego matce objawiła się niebiańska istota i zapowiedziała, że dziecko które powije dokona rzeczy wielkich. Same narodziny były cudem a szybko dorastający młodzieniec zwracał uwagę swoją bystrością. W wieku zbliżonym do dorosłości opuścił rodzinny dom i poświęcił się wędrownemu nauczaniu. Szybko zdobył sobie popularność. Przemawiając do tłumów, wzywał ludzi do skupienia się nie na gromadzeniu doczesnych bogactw, ale na sprawach duchowych i moralnym życiu. Nie był jednak zwykłym mędrcem- nie ograniczał się do pouczeń, ale czynił także rozliczne cuda- uzdrawiał chorych, uwalniał nękanych przez złośliwe duchy a nawet wskrzeszał martwych. Obserwujący go ludzie szybko doszli do wniosku, że jest on kimś więcej niż człowiekiem. Niestety- nie wszystkim podobało się jego nauczanie i popularność. Przeciwnikom udało się go w końcu zaskarżyć przed rzymskimi władzami…

    Niespodzianka!!!

    Stop! Zapewne myślisz sobie coś w stylu “Dobra Andrzej, nie po to marnuje czas na czytanie Twoich wypocin żeby po raz tysięczny słuchać o Jezusie.” Rzecz w tym że ten wstępniak dotyczy niejakiego Apolloniusza z Tyany. Najważniejszym i najbardziej obszernym źródłem dotyczącym jego życia jest Żywot Apolloniusza, autorstwa Flawiusza Filostrata. Historycy mają z nim jednak duży problem gdyż jest naładowany nadnaturalnymi wątkami, powstał przeszło sto lat po opisywanych wydarzeniach a jego autor był mocno na bakier z filozofią. Istnieje przez to spore ryzyko, że niewiele rozumiał z faktycznego nauczania swojego “mistrza”. Nie jest to bynajmniej opinia współczesnych hiperkrytyków* tylko uwagi choćby autorów bizantyjskich. Mit, legenda i wiara będą się zatem mieszać z mrówczą pracą historyków próbujących jakoś oddzielić ziarno od plew.

    Zacznijmy od narodzin. Wiemy, że nasz bohater urodził się w zamożnej greckiej rodzinie, żyjącej w kappadockiej Tyanie. Według wierzeń jego narodziny zwiastował bóg Proteusz, który na pytanie matki “kim zatem będzie moje dziecko?” odpowiedział “mną”. Apolloniusz miał zatem być wcielonym bogiem. Jego narodziny były nie mniej cudowne- matka poszła z przyjaciółkami na pole, gdzie ucięła sobie drzemkę w trawie. Obudził ją dźwięk wydawany przez fruwające nad nią łabędzie i wówczas porodziła syna. Towarzyszył temu wielki piorun z niebios, który nie uderzył jednak ziemi. Zatrzymał się nad nią i powrócił skąd przyszedł. Dla wielu starożytnych piorun był znakiem od samego Zeusa, że oto narodził się jego syn. Wracając do bardziej przyziemnych rzeczy- jako członek zamożnego rodu Apolloniusz odebrał klasyczne wykształcenie, które obejmowało między innymi retorykę, filozofię, matematykę i historię. Jako nastolatek miał się zainteresować Pitagorasem i jego naukami. W świecie starożytnym Pitagoras był znany bardziej jako guru niż filozof czy matematyk (w dzisiejszym tych słów znaczeniu).

    Miasta jakie miał odwiedzić Apolloniusz

    Przypisywano mu wiele ezoterycznych doktryn nadających matematyce i filozofii duchowy wymiar. Pitagoreizmy były różne, ale jedną z cech wspólnych były na przykład wegetarianizm oraz wiara w reinkarnację. Pitagorejczycy mieli swoje wspólnoty, gdzie praktykowano tajemnicze obrzędy oraz przekazywano sekretną wiedzę, niedostępną dla “maluczkich”. Młody Apolloniusz wkręcił się tak mocno, że został pustelnikiem. Nie golił się, nie jadł mięsa, spał na ziemi i ubierał się tylko w lniane tkaniny. Wyrzekł się rodzinnego majątku, zostawiając sobie tylko niezbędne do egzystencji minimum. Po oddaniu dobytku starszemu bratu Apolloniusz miał jakoby rozpocząć pięcioletni okres izolacji. Ten autentyzm i poświęcenie sprawiły, że zaczął być popularny wśród ludzi szukających przeżyć duchowych. W trakcie odosobnienia Apolloniusz uzyskał rzekomo zdolność do czytania w myślach i posługiwania się każdym ludzkim językiem.

    W przeciwieństwie do klasycznych pitagorejczyków, młody Apolloniusz stwierdził, że powinien przekazywać wiedzę, którą zyskał poprzez swoją praktykę i kontemplację. Ponadto był żywo zainteresowany wymianą poglądów i spostrzeżeń z innymi. Został więc wędrownym mędrcem i podróżował po Wschodzie. Wersja minimum mówi o tym, że odwiedzał miasta leżące na wybrzeżach Azji Mniejszej, Syrii i kontynentalnej Grecji. Istnieją jednak tradycje mówiące, że zwiedził on szmat Azji. Przypisuje się mu odwiedzenie Egiptu, Mezopotamii a nawet dotarcie aż do Indii. Przekaz ten był nawet często uznawany za prawdziwy i nie budzący większych kontrowersji zwłaszcza, że odnaleziono indyjskie źródła traktujące o Apolloniuszu. Dzisiaj jest on jednak powszechnie odrzucany- wykazano, że rzekome źródła są tak naprawdę XIX- wiecznymi falsyfikatami.

    Posąg identyfikowany z Apolloniuszem

    W swoim nauczaniu Apolloniusz zwracał uwagę na fakt, iż wielu ludzi zbyt mocno koncentruje się na dobrach materialnych i zapomina o tym co jest faktycznym celem człowieka- moralne i dobre życie. Nawoływał do “nawrócenia” i odrzucenia niektórych praktyk religijnych. Krytykował na przykład ofiary ze zwierząt jakie starożytni składali bogom. Ponadto miał uważać, że wszystkie obrzędy, modlitwy, ofiary czy inne tam cuda na kiju są tak naprawdę bezwartościowe. Nauczał, że Najwyższa Siła rządząca i stanowiąca wszechświat ma te rzeczy za nic i nie potrzebuje ich. Apolloniusz twierdził, że Najwyższy Byt nie ingeruje w sprawy ludzkie i jest bardziej bezosobową ideą i siłą. Jedyną drogą do jego poznania są zatem nie modlitwy, ale nous (tak grecy nazywali racjonalny aspekt duszy ludzkiej- umysł). Postulował wiarę w reinkarnację, która miała wznosić dusze na coraz to wyższe stadium rozwoju. “Awans” duszy był zależny od poprzedniego wcielenia- jeśli dusza żyła moralnie, to wcielała się w wyższą formę życia, a jeśli niegodnie, to była degradowana.

    Tradycje ludowe (a za nimi Żywot) chciały jednak widzieć w Apolloniuszu przede wszystkim cudotwórcę i nadprzyrodzoną istotę. Flawiusz podaje na przykład, że znał on języki ptaków i potrafił się z nimi komunikować. Apolloniusz miał także posiadać zdolność obserwacji wielu odległych od siebie miejsc równocześnie. Flawiusz opisuje, że w trakcie jednej z przemów przed ludem w Efezie, wielki filozof nagle zamilkł po czym zaczął krzyczeć “zabij tyrana!”. Następnie obwieścił słuchającym, że właśnie był świadkiem zabójstwa cesarza Domicjana. Przytacza też proroctwo Apolloniusza, ostrzegającego Efezjan przed nadciągającą epidemią i późniejsze egzorcyzmy, których finałem było wygnanie demona zarazy. Apolloniusz był ceniony za uzdrowienia. Jego rodzinna Tyana stała się czymś w rodzaju małoazjatyckiego Lourdes- ciągnęły tam sznury pielgrzymów z nadzieją na wybawienie od choroby. Maksym z Tyru pisał, że Apolloniusz był w młodości adeptem w świątyni Asklepiosa. Mamy kilka historii o uzdrowieniach z Tarsu, Lebadeai czy Koryntu (gdzie Apolloniusz dojechał także wampira).

    Posąg przedstawiający Asklepiosa

    Do naszych czasów zachowała się pokaźna kolekcja listów Apolloniusza. Istnieją poważne wątpliwości co do tego, kto jest ich rzeczywistym autorem. Wiarygodności nie dodaje fakt, że kompozycja wielu z nich jest podejrzanie podobna do tej z Żywotów. Historycy przyjmują jednak, że część listów została napisana przez naszego bohatera albo chociaż sfabrykowano ją na podstawie rzeczywistych nauk. Listy prezentują Apolloniusza jako neopitagorejskiego filozofa i czempiona greckiej kultury, który czasem negatywnie odnosi się do Rzymian. Wątek ten nie występuje w Żywotach, co dodaje nieco wiarygodności listom. Uwiarygadnia je także zapis polemik ze stoickimi filozofem- Muzoniuszem Rufusem. Wskazują one na to, że spór wygrał ten drugi (czego fani Apolloniusza raczej by nie przyznali gdyby od początku do końca fabrykowali źródła). Generalnie listy są mniej naszpikowane magią i czarami, ale… paradoksalnie sam Apolloniusz określa się w nich mianem czarownika.

    Niektórzy badacze uważają go wprost za postać mityczną, ale generalnie przyjmuje się, że Apolloniusz faktycznie istniał i był religijnym myślicielem, który chciał zreformować religię swojego otoczenia. Fakt, że “cud ściele się gęsto” w relacjach o nim jest tłumaczony tym, że umysłowość starożytnych domagała się czarów i wrzucała je do opowieści o ludziach wybijających się zdecydowanie na ponadprzeciętność. Apolloniusz jest często porównywany do innego religijnego nauczyciela z I wieku- Jezusa z Nazaretu. Ich historie mają wiele podobieństw- cudowne narodziny, nadprzyrodzone pochodzenie, cuda, skierowanie uwagi na moralność i duchowość zamiast skupienia na rzeczach materialnych, fakt posiadania uczniów etc. Porównania te nie są nowe- pogańscy krytycy chrześcijaństwa często przeciwstawiali postaci Jezusa postać Apolloniusza, twierdząc, że przewyższał on mądrością, moralnością i mocą Nazarejczyka. Chrześcijanie zresztą nie zaprzeczali znakom i naukom Tyańczyka- po prostu uważali, że był opętany przez potężne demony, stąd miał moc czynienia cudów.

    Ale jakie podobieństwa?!

    Podobne do starożytnych polemistów poglądy (z pominięciem metafizyki) przypisuje się niektórym oświeceniowym myślicielom. Motyw ten jest zresztą do dzisiaj obecny w literaturze neopogańskiej a czasem nawet świeckiej (gdzie oczywiście pomija się element nadnaturalny). Warto dodać, że zwolennicy teorii “mitycznego Jezusa” (niezależnie od tego czy uważają, że Jezus został totalnie wymyślony czy istniał jakiś rzeczywisty pierwowzór, który później modyfikowano tak żeby pasował do proroctw i celów późniejszych wspólnot) powołują się na postać Apolloniusza, jako przykład tego jak mitologizowano nauczycieli moralnych i duchowych w czasach starożytności. Uważają, że taki sam proces zaszedł w przypadku Chrystusa.

    Należy jednak zaznaczyć, że między Jezusem a Apolloniuszem istnieją pewne znaczące różnice. Przede wszystkim Jezus głosił osobowego Boga, podczas gdy Apolloniusz skłaniał się bardziej ku panteizmowi. Ponadto Jezus przepowiadał rychłą apokalipsę i z powodu wiary w bliski koniec świata był o wiele bardziej wymagający w stosunku do swoich wyznawców. Apolloniusz zaś nie był apokaliptycznym prorokiem i nie odnosił się do końca mającego rzekomo być “tuż za rogiem”. Kolejną różnicą będzie fakt, że dla historii Jezusa kluczowa jest jego męczeńska śmierć na krzyżu (w ujęciu historycznym będąca efektem konfliktu z elitą kapłańską współpracującą z Rzymem). Apolloniusz zaś zamęczony nie został. Miał wprawdzie konfrontacje twarzą w twarz z Domicjanem, cesarzem rzymskim, ale dzięki nadprzyrodzonym mocom wyszedł z niej cało.

    #daszwiare #religia #rodzimowierstwo (wiem, że to nie słowiańskie, ale dla zasięgu) #ateizm #katolicyzm #chrzescijanstwo #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #zainteresowania
    pokaż całość

  •  

    Prosta grafika daje odpiwiedz na nurtujace pytanie..
    #przemyslenia #religia #ateizm #bekazkatoli

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Wiecie jak przekonałem się do ateizmu? Po prostu życie zwerifkowało. Słuchałem uważnie księdza na mszach, że zło nie popłaca, ze trzeba nastawiac drugi policzek, że trzeba być dobrym i to sie opłaci. Otóż nie, zawsze byłem dobry, zawsze stawałem na głowie, zeby ludzie mieli jak najlepiej. Jak skończyłem? Z tak bardzo zjechaną psychiką, że aż powoli wysiadam, nic juz nigdy nie bedzie lepiej, nie chce się wyhuśtać bo wiem, ze NIC NIE MA PO ŚMIERCI. Bóg nie okazał mi łaski za to, że byłem dobry bo BÓG NIE ISTNIEJE. Ja serio grzechów nie popełniałem ale jednak może sie wydawac, ze bylem najwiekszym grzesznikiem patrząc na mój los. Pamiętajcie, nigdy nie wierzcie w brednie, ze byc dobrym sie popłaca, dla tych którzy sa dla was dobrzi też tacy bądzie, innych pierdolcie i zgarniajcie jak najlepiej dla siebie bo inaczej skonczycie jak ja, nie polecam tego, nie polecam wiary w boga, jak cos to wierzcie w siebie bo to najwazniesze, zaden pan stwórca wam nie bedzie klękał i magicznie wasze zycie nie stanie sie #wygryw bo chodzicie do kosciola i jestescie dobrymi ludzmi, nie ma takiej opcji.
    #wiara #bekazkatoli #gimboateizm #ateizm #przegryw #depresja #oswiadczenie #przemyslenia #filozofia
    pokaż całość

    źródło: pics.me.me

  •  

    O Boże. Mama do mnie dzwoni, że w Opolu Lubelskim aresztowali księdza, który przygotowywał mnie do komunii. Oczywiście za pedofilię. Niezłą miał podróż, bo na początku dekady służył w Łęcznej, potem w Wólce Lubelskiej, a potem (tego nie potwierdzę na pewno) w Sernikach, aż trafił do Opola.

    https://kurierlubelski.pl/ksiadz-z-opola-lubelskiego-z-zarzutami-molestowania-dwoch-nastolatkow-duchowny-trafil-do-aresztu/ar/c1-14601831

    #bekazkatoli #neuropa #ateizm #bekazprawakow #60groszyzawpis
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #ateizm

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów