•  

    #anonimowemirkowyznania
    Mam dwadzieścia kilka lat. Byłem przez dwa lata bezdomny. Muszę o tym opowiedzieć.

    Żeby spać, zwiedziłem klatki schodowe, zwiedziłem ławki pod chmurką, zwiedziłem nocną komunikację miejską, zwiedzałem od groma różnych znajomych, zwiedziłem przytułek kościelny, u zakonników, i inny przytułek, prowadzony przez miasto i jego ośrodek pomocy społecznej. Piszę bez nazw miast, bez ulic, bez nazwisk, bo bardzo łatwo jest po tym zidentyfikować konkretną osobę.

    Najpierw nieco o przytułkach.

    Zadziwiająco wiele osób tam jest względnie normalnych i, gdyby tylko miała dowolne mieszkanie, dalej by taka była. Historie są momentami bardzo trywialne, coś komuś nie wyszło, ktoś kogoś zrobił w konia, rodzina kogoś postanowiła się pozbyć na stare lata, komuś siadło zdrowie i stracił pracę, bez możliwości znalezienia nowej. Ciężko w takich przypadkach nawet stwierdzić, czy ten ktoś autentycznie trafił do przytułka z własnej winy, czy dostał wpierdol od kogoś czy od losu. Widziałem wśród ludzi bardzo dużo serdeczności i współczucia, bo koniec końców trafiliśmy wszyscy w srogą dupę świata.

    Tylko mała część z tych bezdomnych jest pierdolnięta. Widziałem u braciszków zdrowo pojebanego i podstarzałego dewotę, który moralizował wszystkich wokoło, cytował katolickie księgi, chciał chyba awansować z mieszkańca przytułka na zakonnika, co nie przeszkadzało mu "znikać" z przytułka na chlanie trwające po kilka dni z rzędu. Widziałem w państwowym przytułku gościa, który miał pretensje do wszystkiego i wszystkich, mógł wykłócać się o wszystko i w jakiś zadziwiający sposób brał na to wszystko energię chyba znikąd, bo procesował się z przytułkiem, sądził się z ośrodkami pomocy społecznej, pisał skargi i zażalenia na sądy i prokuraturę, godzinami potrafił udowadniać wszystkim, dlaczego jego wizja świata jest jedyna i słuszna. Nikt go nie lubił, nikt nie chciał. Był całkiem zablokowany w tym, żeby kłócić się ze wszystkimi. Jakby dostał jakimś cudem mieszkanie, to zamiast się doń wprowadzić, to poszedłby do sądu, bo byłoby nie takie, za małe, w złym miejscu i niedostosowane do niego.

    No i oczywiście sporo cwaniaków, którzy próbują permanentnie ugrać coś na następny dzień, tydzień, miesiąc. Ale tacy nie patrzą dalej. Podstawa to byle mieć za co teraz być cool i cacy i mieć na piwo i wino, a jutro się poprosi braciszka zakonnego rano o bułki. I tak miesiąc w miesiąc, rok w rok. Najgorsze są takie cwaniackie małżeństwa, które zawsze chodzą razem - jeśli jesteś sam, jak ich spotykasz, to od razu masz stosunek sił dwa do jednego, i ich manipulacje stają się tym bardziej uporczywe.

    Są bandziory po zakładach karnych rzucający grypserą, są alkoholicy i ćpuny, którzy kombinują, jak tu się najebać, żeby nikt nie widział. Bo w samych przytułkach panują ostre zasady i teoretycznie nie ma pijanych. Jeśli ktoś się najebał wewnątrz, to ma wypad przynajmniej na kilka dni. Jeśli ktoś się najebał na zewnątrz, to nie jest wpuszczany na noc. W ostateczności trafia na izbę wytrzeźwień, a jak nie, to po prostu idzie spać gdzieś na miasto.

    -----------------------------

    Może krótko o mnie. Rodzina jest ze wsi i prezentuje mentalny zaścianek rodem z XVIII wieku. Jest gotowa wypierdolić kogoś wpizdu, jeśli a) porządnie zachoruje i nie będzie nadawać się do pracy, lub b) podetrze się ich ofertami kawalerów/panien z wielkimi majątkami i wybierze kogoś, kto tej osobie pasuje. Oczywiście przytrafiły mi się obie opcje i, po kilku przeprowadzkach w ciągu roku wraz z moimi betami, zostałem w dupie z kochającą dziewczyną, ciężką i nieleczoną nijak depresją, brakiem jakichkolwiek środków do życia i leczenia iraz wyżywającą się na mnie za wszystkie grzechy świata rodziną, która, zamiast wspierać jak powinna była, szkalowała i mnie, i moją dziewczynę niczym wykop papieża Polaka.

    W jakiś sposób udało mi się jakkolwiek podnieść dzięki psychotropom i psychoterapii - grupowej, a później indywidualnej. Rodzina po miesiącach awantur w końcu poszła po jakiś rozum do głowy i utrzymujemy teraz bardzo chłodne relacje, ale w których już przynajmniej nic nie wybucha. Moja dziewczyna to anioł, weszła w bezdomność ze mną, przeszła ją ze mną, i dzięki niej w ogóle jeszcze żyję. Poniosła wielki koszt, pochorowała się w trakcie tego wszystkiego mocniej ode mnie i straciła od groma pieniędzy. Znalazłem pracę, pracuję w IT. Może kiedyś wrócę na przerwane z powodu rozjebanego życia studia.

    Ale i tak jest chujowo. Usłyszałem od psychiatry po pierwszej diagnozie kilka lat temu, że moje zaburzenia---- wróć, spierdolenie, leczy się co najmniej dziesięcioma latami intensywnej psychoterapii. Do tego kompletnie nie spię w nocy bez leków. I już fizycznie nawet nie jestem w stanie wytrzymać bez jakiegokolwiek mówienia o tym, ale kompletnie nie mam komu o tym mówić, tak, żeby ktokolwiek miał choćby mgliste pojęcie tego, o czym mówię. W pracy o tym nie wiedzą. Na uczelni o tym nie wiedzą. Znajomi o tym nie wiedzą. Nie chcę w ogóle, żeby wiedzieli. Mam już serdecznie dość ludzi oceniających mnie przez jakieś popierdolone własne pryzmaty, a w momencie, w którym zacznę o tym mówić, to od razu dostaję dwie łatki - żula/bezdomniaka/polaka biedaka, i popierdolonego na psychotropach. Już dość się przeżarłem przez sądy z rodziną i utratę wszystkich znajomych i całego systemu wsparcia, żeby ryzykować kolejny raz pierdolenie się z tymi etykietami. Choć jest chujowo, po prostu jak jasny chuj ciężko, to wolę samotność i bezpieczeństwo niż kolejne ryzyko, że mój świat dookoła mnie pierdolnie mi na głowę.

    Spierdolenie, które nabyłem przez ten czas, każdego dnia mi się przypomina. Ciężko patrzeć na tych normalnych ludzi dookoła, którzy w życiu nie spali w jednym pokoju z grupą innych bezdomnych. Ciężko funkcjonować z ludźmi, którzy nie wiedzą, jak to jest spać na klatce schodowej czy ulicy. Ciężko próbować wytłumaczyć swoje spierdolone zachowania osobie, która ma w miarę normalną rodzinę i ma nierozpierdolony mechanizm ufania innym ludziom.

    Mam gdzie mieszkać, mam za co się myć, zarabiam powyżej średniej krajowej, mam umowę o pracę i płacę podatki. Ubieram się normalnie, pachnę przeciętnie, golę się. Jak na mnie spojrzysz, to w życiu nie stwierdzisz, że jestem w stanie ci wyrecytować dane o wszystkich darmowych jadłodajniach w mieście, w które dni, w które godziny są otwarte, czy dają zupy, czy warzywa, czy bułki, czy herbatę do termosu. Gdzie się umyć, gdzie i o której wziąć prysznic, gdzie dostać darmowe leki, gdzie usiąść przy komputerze i popatrzeć w jutube.

    Tylko jest samotność. Samotność i świadomość tego, że mam na sobie piętno, którego nie wiem, jak uleczyć. Moja świadomość jest cały czas wygięta i się nie orientuję sam, że robię coś spierdolonego; dopiero inni ludzie mówią mi, że robię z jakiegoś wspólnego pomieszczenia syf i znoszę rzeczy, które dla mnie "mogą przydać się na potem", ale dla nich, i obiektywnie patrząc, to bezużyteczny złom i objawy zbieractwa. Dziwnie patrzą, kiedy ja, ze wspomnieniami wszystkich wizyt popierdolonych i awanturujących się starych nie chcę nikogo zapraszać do siebie, ba - mówić w ogóle o tym, gdzie mieszkam. Wiedzą i przeczuwają, że pod moją śmiejącą się i puszczającą na lewo i prawo trollujące dowcipy maską kryje się gościu, który nie zaufa nikomu pod żadnym pozorem, prędzej zajebie siebie i innych, i i tak koniec końców będzie robił swoje, bo to dla niego jedyny sposób na to, żeby zapewnić sobie, że nikt inny mu znowu nie rozpierdoli tego, co sobie do tej pory wywalczył.

    Jestem świadomy tego, że już praktycznie na początku dorosłego życia jestem spierdolonym człowiekiem, być może nieodwracalnie, że po traumie mam flashbacki i pojebane i irracjonalne zachowania, które obecnie nie pomagają mi w żaden sposób i tylko rozwalają mi dni i wkurwiają innych wokół mnie. Na psychoterapii można zrobić tylko ileś rzeczy w trakcie jednej wizyty tygodniowo, progres jest powolny jak sam skurwysyn. Reszta to łykanie psychotropów, treningi w biciu się samemu ze sobą i próba samodzielnego ogarnięcia połamanego umysłu między potężnymi niczym gej wahaniami nastroju a nawracającą ochotą rozpierdolenia albo kogoś, albo siebie. Mam świadomość tego, że poprawa, jeśli nastąpi, to perspektywa wielu lat, przez które nie mam co liczyć, że zmieni się wiele, i nagle zacznę być w stanie ze sobą wytrzymywać, czy coś. Nie czuję się normalny, nie czuję się jak człowiek z kategorii tych, którzy chodzą dookoła.

    Mówię o tym po raz pierwszy w tak publiczny sposób, jak post na anonimowym mirko. Kiedyś miałem ranking na wypoku. Byłem w pierwszych dwóch tysiącach userów. Przeszło mi. Nie chcę tym postem wchodzić w żadne gorące. Chcę po prostu sobie ulżyć. Wypowiedzieć to. Być świadomy, że to już nie siedzi tylko w środku, że ktoś to może przeczyta, spojrzy, spróbuje zrozumieć. Może odpowie, może skomentuje. Może stwierdzi, że pierdolę głupoty, po czym zacznie sypać tekstami na poziomie władzy rządzącej w stylu "zmień pracę, weź kredyt" albo "ogarnij się debilu a nie pierdolisz farmazony". Tym ostatnim to chuj w dupę, i zapraszam na piętrowe łóżko w ośmioosobowym pokoju. Niech sobie pośpią tam przez rok, może półtorej.

    Kurwa, jakie to wszystko powyżej bez ładu i składu.

    #bezdomnosc #postbezdomnizm #psychiatria #spierdolenie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: mam nadzieję, że ten wpis Ci pomógł :) Widać, że potrzebujesz się wygadać. Ale po co ci w życiu inni ludzie, kiedy nie możesz/nie potrafisz być przed nimi szczery?
      Ja też byłam bezdomna, pracuję od 15r.ż., mieszkałam na squacie, opiekowałam się dzieckiem za mieszkanie, też jestem podczas terapii i biorę leki Ludzie wokół nie wiedzieli. Jak się przed kimś otworzyłam to z kolei wylewałam całe zło, które mnie spotkało, że dziwię się, że nikogo nie utopiłam. Chyba najlepszym wyjściem jest się nie przejmować tymi etykietami - w końcu nie potrzebujesz nikogo innego - sam dałeś radę, bez tych, którzy przyczepiliby Ci łatkę też dasz.
      Mi też baaaardzo pomógł niebieski, ale nie uzależniaj się tak od różowego - dużo pomogła, zasługuje na wdzięczność i szacunek. Z kolei nie myśl, że bez niej nie dałbyś rady, bo tylko karuzela kręci się dalej.

      Jeśli chcesz pogadać, to zapraszam na priv!
      pokaż całość

    •  

      @Happyhippo: to chyba Ty mało życia znasz i nie wiesz, jacy ludzie są w schroniskach. Pracuję w takim ośrodku i trafiają różni ludzie, nawet z wyższym wykształceniem. Nigdy nie wiesz, kiedy dostaniesz od losu po pysku i jaką zgotuje Ci przyszłość. Życzę Ci, żebyś nigdy nie musiał się znaleźć w takim miejscu, tylko grzejesz dupę w przytulnym gniazdku.

    • więcej komentarzy (148)

  •  

    Ja pierdole wkurwiają mnie bezdomni co pod #mcdonalds stoją i chcą jedzenia.
    Koleś mówi że jest na rencie i jest głodny i że mu na bułkę żałuję. Jak jest tak głodny to mogę mu w biedronce kupić 10 bułek i pasztetową a nie kurwa ON MUSI W MACU bo smaczniej. Jeszcze typ gada że jest na rencie a to był koleś w wieku około 30 lat i wyglądał na całkiem sprawnego że ma siłę chodzić cały dzień i pod makiem stać ALE widać że nie chcę się iść pracować na stróża nocnego czy do ochrony gdzieś woli prosić ludzi o żarcie niż se dorobić. Jeszcze takie chuje DOSTAJĄ RENTĘ z MOJEJ KASY Z ZUSU. #zalesie #bezdomnosc #bekazpodludzi pokaż całość

  •  

    Coś się kończy, coś się zaczyna.Historia #lozkojozefa dobiegła końca, przyjechała po niego rodzina i zabrała go na odwyk. Teraz już od nich i od niego zależy w którą stronę pójdzie. To co sie stało jest sukcesem społeczności Mikrobloga bez nas nie udałoby się zapewnić mu doraźnej pomocy i nagłośnić sprawy na tyle aby rodzina się o nim dowiedziała. Dziękuję wam wszystkim w jego imieniu. W najbliższym czasie zwrócę proporcjonalne kwoty z pieniędzy które pozostały. W komentarzach zdjęcia tego co pozostawił i co pewnie rozbiorą inni bezdomni, ale to już nie jego problem. Udało się! #lozkojozefa #wroclaw #wykopefekt #czujedobrzeczlowiek #wykoppomaga #pomagajzwykopem #bezdomnosc pokaż całość

  •  

    Powiem tak, jestem wkurwiony i zawiedziony. Byłem u Józefa ale widocznie alkohol jest zbyt silny. Obiecał, że nie będzie wcale pić a i tak poszły 2 browary (przyznał się), może więcej. Fakt jest czysty ale co z tego jeśli nie potrafi powstrzymac nałogu? Kontaktowałem się z Sołtysem i we wtorek powinny być jakieś informacje, ale zastanawiam się czy to wgl ma sens? Jutro jak u niego będę to stawiam mu ultimatum: jeśli chociaż będę miał podejrzenie, że pił - koniec pomocy, niech sobie radzi sam, czasem może dam mu jakąś bułkę ale to maks. Jeśli tak się stanie to pieniądze które otrzymałem od was na pomoc zwrócę na te same konta. Przykre to ale widocznie takie jest zycie i nie każdemu da się pomóc. #lozkojozefa #bezdomnosc #wroclaw pokaż całość

    •  

      @archlord: Tak jak pisali koledzy wyżej, z nałogiem nie ma lekko, moim zdaniem warto mu "przypominać", że poniekąd przez alkohol znalazł się tu gdzie jest i że powinien z tym walczyć, ale dwa piwa to nie tragedia - raczej bym go próbował wspierać, niż stawiał ultimatum, bo może ono zadziałać wręcz odwrotnie. Jeśli nic się nie zmieni za jakiś czas, to można wyciągać wnioski i zastanawiać się czy pomoc ma sens, ale póki co bym nie przesadzał - krok po kroku :-)

      Wspominałeś też, że jacyś sąsiedzi przynosili mu piwo - jeśli wiesz kto, to moim zdaniem także z nimi warto porozmawiać i wyjaśnić sytuację. Jeśli mają trochę mózgu, to zrozumieją. Gorzej, jak to jakieś tłuki pt. "hehe, żulik sobie siedzi w śmietniku, dam mu piwko, niech się ucieszy!"
      pokaż całość

    •  

      @archlord: kiedyś pomagałem kumplowi wyjść z nałogu.. potrafił po 10 piw dziennie obalać, jak nie więcej. Marchewką była praca w fabryce, ale w utrzymaniu ruchu, więc ciekawe stanowisko. Ultimatum to było nie chlać przez 2 tygodnie. Udało się tego dokonać po 3 miesiącach. Gość popracował tam 2 lata, niby życie sobie ustabilizował i znów zaczął chlać.

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Sprawa #lozkojozefa się rozwija, dostałem odpowiedź i w lokalnej gazecie Krotoszynskiej będzie o nim artykuł, dodatkowo okazało się, że w domu rodzinnym Józefa nikt już nie mieszka ale sołtys wsi chodził razem z nim do szkoły i go zna. Wzrosły więc znacznie szansę na odtworzenie dokumentów które na chwilę obecną są mu najbardziej potrzebne. Otrzymałem również przelewy od kilku mirkow którymi opłacę koszt ewentualnego transportu do Krotoszyna i formalności. Jesteśmy na dobrej drodze i mam nadzieję doprowadzić sprawę do końca przed zimą. Dziękuję wszystkim za pomoc w imieniu Pana Józefa :) #pomagajzwykopem #pomoc #wroclaw #bezdomnosc #wykopefekt #czujedobrzeczlowiek #krotoszyn pokaż całość

  •  

    Zabrakło mi 10 groszy do sześciu piw. Akat byłem z kumplem i chciałem aby było śmiesznie. Idąc do samochodu po pieniądze niedaleko szedł bezdomny, zaniedbany typ. Rzuciłem tekstem "kierowniku poratuj 10 groszy bo suszy", wiecie co ten typ zrobił? Sięgnął do kieszeni i dał mi te 10 groszy.
    I tak wziąłem z samochodu dodatkowe pieniądze i zamiast 6 to kupiłem 7 piw. Bezdomny odrzekł, że ostatnio żywca nie pamięta kiedy pił a od 12 lat żyje i mieszka gdzie popadnie. Takie pyszne ale takie drogie więc nie kupuje, a 10 groszy chciał dać bo i tak to są pieniądze od ludzi.

    #bezdomnosc #czujedobrzeczlowiek
    pokaż całość

  •  

    Dostałem dziś od jednej mirabelki paczkę, niestety nie zastalismy Józefa, poszedłem do niego później. Pogadałem z nim i wyciągnąłem dodatkowe informacje na temat rodziny, jak się nazywa itd. Trzeba ustalić jego tożsamość żeby wyrobić mu dokumenty. Ktoś przyniósł mu 30 litrów wody do picia i był u niego żeby zrobić mu zdjęcia do dowodu więc nie tylko ja angażuje się w pomoc. Napisałem do proboszcza i lokalnej gazety w Krotoszynie żeby spróbowali ustalić czy pozostały po nim jakieś dokumenty. Co do paczki to miał łzy w oczach jak ją przeglądał, widać po nim, że chce zmiany, najlepiej jakiejś łatwej i lekkiej pracy na parę dni, sprzątanie czy coś podobnego #lozkojozefa #bezdomnosc #wroclaw #krotoszyn #wykoppomaga #pomagajzwykopem pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Prawda zawsze leży pośrodku. Rozmawiałem dziś z Józefem z poprzednich wpisów. Generalnie to co można zauważyć od razu to to, że ma problem z komunikacją, nie wiem czy to kwestia niskiej inteligencji, walenia wódy przez 40 lat czy czegoś innego, ciężko się z nim dogadać. Do zeznań dodał to, że ostatnie kilka lat był w Niemczech, rozwalił sobie tam kręgosłup, więc nie bardzo może ciężko pracować. Rany na nogach to blizny po jakiejś starej infekcji. Później przyjechał na rok do jakiejś kobiety ale uciekł od niej z Marcinkowic do Wrocławia. We Wrocławiu miał załatwioną pracę, okradli go ale poszedł do niej, wytrzymał w niej jakiś czas ale miał problem z współpracownikami-Ukraińcami więc ją rzucił. Miał dobrą ofertę ale nie miał dowodu, potem szukał ale wszędzie wymagali od niego dowodu. W końcu się załamał i jest gdzie jest. Co do jego picia to ciężko mi postawić jednoznaczną diagnozę. Zastałem go z piwem w ręce ale jedna z dwóch butelek domowego wina którą mu przynieśli była nietknięta więc wydaje się, że w miarę to kontroluje. Na pewno dba o czystość, ma nawet zmiotkę i szufelkę. Czy jest mu sens pomagać? Nie mi to oceniać, jeśli ktoś będzie chętny w jakikolwiek sposób go wesprzeć to tej osobie pomogę, nie mniej nie mogę obiecać, że będzie to dobry pracownik, nie będzie pił itd. Mówiłem mu o tym i twierdził, że rozumie ale, że będzie grzeczny. Czy można mu wierzyć? Też nie mi oceniać. Ciężko było wyciągnąć od niego infromacje co jest mu potrzebne, bo twierdzi, że wszystko ma. Na pewno przyda się jedzenie, skarpety i bielizna. Trzeba zabrać go do fryzjera lub chociaż ogolić włosy. Trzeba wyrobić mu dowód i później poszukać mu jakiejś pracy, pokoju, zadbać o jego zdrowie. Jeśli komuś się chce to zakładam tag #lozkojozefa żebyście mogli sobie wrzucić na #czarnolisto Wołam tych co chcieli z poprzednich wpisów i zaraz idę spać bo rano do roboty ( ͡° ͜ʖ ͡°) #wroclaw #pomoc #bezdomnosc #wykopefekt
    @Usunelem_Konto
    @Makku11
    @Dzej_Kej
    @mlody_czyzyk23
    @empty_silence
    @halucynke
    @MirabelleCooper
    @kulpiotr
    @karolajjnn
    @Sielana
    @FenkSzui
    @basatrd
    @haaaeee
    @StareAvokado
    @KEjAf
    @devPie
    @methanex
    @Skju
    @djKris
    @Muk_Use_Acid
    @paweo
    @blumbyd
    @kanclerz_krolestwa_paprotnikow
    @Regis86
    @srand: @ameliniowyguzik: @djKris: @Michotok: @oiio: @enjoyy: @Vandal83: @czinczinatti: @gardan: @Pettev: @zottwisnia: @vvorgutto: @izawoj: @Perlo: @adikadik: @tomosano: @blumbyd: @cdwdj: @Krx_S: @StareAvokado:
    pokaż całość

  •  

    Bylem u Pana Józefa z wpisu @Michotok rozmawiam z nim i historia tego człowieka jest bardzo smutna, ma 55 lat i jest murarzem z Krotoszyna, życie tak mu się potoczyło, że nie założył rodziny, miał mieszkanie ale stracił je, powiedział mi dlaczego ale na razie nie chce bym o tym pisał. W 2015 roku jeździł w okolicy Wrocławia za pracą, w grudniu 2016 wylądował we Wrocławiu i tu zaczął się jego koszmar, miał ustawiona pracę i zaczynał na drugi dzień od przybycia. Idąc przez osiedle spotkał 2 facetów którzy poprosili go aby pomógł im wnieść meble, kiedy to zrobił, zaproponowali mu żeby się z nimi napił. Zgodził się i obudził się na klatce bez pieniędzy, dokumentów i okularów. Policja nic mu nie pomogła a on od tego czasu jest bezdomny. No ale daje rade, zbiera zlom, puszki, codziennie idzie w teren, potem odpoczywa. Ma problem z kregoslupem, poranione nogi. Kilka razy go napadnieto, po ostatnim ma przekrwione oko ale jako tako daje sobie rade. Chce wyjść na prostą ale żeby dostać pracę musi mieć adres a żeby mieć adres musi mieć pieniądze a żeby mieć pieniądze musi mieć pracę i kolo się zamyka. Twierdzi, że nie pije (nalogowo) w sumie w to wierzę bo butelek nie widziałem a sam alkoholem nie śmierdzial. Ludzie mu pomagają, dają jedzenie, jakieś stare rzeczy. Jest czysty, widziałem proszek do prania, maszynkę do golenia. Mam kilka pytań do niego ale zadam je dopiero jutro. Tymczasem wrzucam jego zdjęcie i wołam tych co się zainteresowali. @Usunelem_Konto
    @Makku11
    @Dzej_Kej
    @mlody_czyzyk23
    @empty_silence
    @halucynke
    @MirabelleCooper
    @kulpiotr
    @karolajjnn
    @Sielana
    @FenkSzui
    @basatrd
    @haaaeee
    @StareAvokado
    @KEjAf
    @devPie
    @methanex
    @Skju
    @djKris
    @Muk_Use_Acid
    @paweo
    @blumbyd
    @kanclerz_krolestwa_paprotnikow
    @Regis86
    #wroclaw #bezdomnosc #pomoc #wykopefekt
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Od kilku miesięcy, w śmietniku mamy cichego lokatora, ale powiem szczerze że jest to porządny Pan. Łóżko zawsze pościelone, we śmietniku czysto, wcześniej było sto razy gorzej. Z tygodnia na tydzień coraz to bardziej rozwija sobie swoją siedzibę(nowy dywanik, kortony, nowa pościel, itd). Lokatorzy doceniają również tego Pana, bo często przynoszą mu jakieś fanty i jedzenie, zazwyczaj nie ma go przez cały dzień,pewnie nie chcę wchodzić innym w paradę.. Miła odmiana wizerunku wśród meneli/ludzi bezdomnych. Można powiedzieć że mamy swojego opiekuna śmietnika ( ͡° ͜ʖ ͡°).
    #ludzie #smietnik #bezdomnosc
    pokaż całość

  •  

    Po raz drugi w tym roku bezdomność zagląda mi w oczy. Trzymajcie kciuki mirki.
    #oswiadczenie #bezdomnosc

  •  

    Już nie jestem bezdomna, ale mam chujowy widok z okna #wroclaw #bezdomnosc #widokzokna

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    W sieci pojawiło się zdjęcie kobiety, która myje bezdomnemu nogi. Czytajcie, bo dzisiaj nic lepszego nie zobaczycie.
    #wiarawludzimotzno

    no dobra, to co widzicie na zdjęciu to jest Sopot. Tam działa Zupa na Monciaku.
    Dziś przyszła na Zupę Dorota. Dorota jest wrażliwa, ciepła i czuła.
    I po co przyszła tam Dorota? Dorota przyszła, żeby umyć nogi bezdomnym!!!!!!
    Przyszła tam z miską. Ciepłą wodą. Mydłem. Siadła i spytała, czy komuś trzeba umyć nogi. I myła te nogi!!!
    Musicie wiedzieć, że w kwestii nóg bezdomni mają dramat. Po pierwsze zdarza się, że chleją tzw. F16, czyli alkohol przemysłowy i spożycie jego sprawia, że to rzuca się na problemy ze stopami. Po drugie natomiast, oni chodzą w tych samych skarpetkach i butach przez jakieś pół roku, rzadko się zdarza, żeby zdejmowali buty, więc to tam wszystko gnije, rodzą się różne dziwne bakterie, które żrą stopy. Dlatego tak ważne jest dawania czystych butów i skarpet organizacjom, które niosą pomoc bezdomnym.
    Tak serio, serio, buty i skarpetki - świeże, nowe, wygodne - mogą uratować życie.

    No, chyba że jest się bezdomnym w Sopocie i tam jest Dorota, która opiekuje się bezdomnymi stopami!
    To jest jakiś obłęd! To są ludzie, którzy odwalają dla potrzebujących kawał dobrej roboty!

    źródło.
    #bezdomnosc #sopot #dobrowraca
    pokaż całość

  •  

    Kto jutro rano musi opuścić mieszkanie, a nie ma dokąd iść, bo go wyruchano bez mydła?

    1. @Kynareth
    2. Mąż @Kynareth
    3. #aferka
    4. #pixon

    Dajcie plusy na pocieszenie, niedługo będę was zaczepiac na ulicy o drobne.

    Ma ktoś wynająć jakieś małe mieszkanie we #wroclaw?

    #japierdole #bezdomnosc
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Dobra, już obiecuje od dawna, zwodzę, kręcę i majaczę, czas w końcu zrobić #ama o #bezdomnosc Było tego aż lub tylko 4 lata w londonistanie #zagranico 2010-2014. Rozpocznę wykopalisko jak nic mi nie rozpieprzy planu dnia o godzinie 15 czasu polskiego. jak coś to dajcie swoje loginy, zawołam jak zacznę. W przypadku problemów lub nietypowej nieobecności - nie panikować, ale jak mówię raczej nie będzie niespodzianek...

    pokaż spoiler zawsze sie troche dziwkuje atencyjnie...
    pokaż całość

  •  

    Wracam se z sylwestrowym wiktem i opierunkiem od owada i podchodzi do mnie gościu i z reklamówką i się pyta gdzie może piwo se kupić no to mu mówię że o tam najbliżej a on że nie chce tam bo jacyś goście nastukani zaczepiają ludzi to pokazuję mu kacusia - taki łódzki zaopatrzeniówek - i idziemy bo tam był mój przystanek. Zatrzymujemy się i się mnie pyta czy nie wiem gdzie mógłby się przespać bo bezdomny jest, że może jeśli mieszkam w bloku to mógłbym go na klatkę wpuścić a on nie będzie przeszkadzał itd. (mieszkam w jednorodzinnym to odpada). Opowiedział mi historię swego żywota:
    - o tym że mieszkał z mamą i tatą co nie wylewał za kołnierz a matce od tego siadały nerwy,
    - o tym że po śmierci ojca sam zaczął pić, wpadł w beznadziejne towarzystwo i na maxa się rozpił (był na odwyku i opowiadał jakie leki brał ze szczegółami),
    - o tym że jego kolega po pijaku poszedł w mróz po ćwiartkę a po jej wypiciu nie czuł nóg i je mu amputowali,
    - o tym że wylądował w kryminale i niedawno wyszedł (mówił że wstydzi się tego),
    - o tym że jeden chłop się nad nim ulitował i jakieś ciuchy mu dał,
    - o tym że nie potrzebuje niczego innego poza miejscem do noclegu i jakąś pracą,
    - o tym że inny chłop kazał mu spierdzielać po tym jak poprosił o jakąkolwiek robotę:"Weź się najpierw porządnie ubierz to wtedy dam ci robotę.
    Powiedziałem mu że niech idzie do Brata Alberta to na pewno go przyjmą na to on że po piwie jednym co go niedawno wypił na pewno nie i nie dały przekonania że musiałby się kiwać by tego nie zrobili. Gadamy se tak i gadamy - z 15 minut upłynęło - opowiadał o matce co na pewno go nie przyjmie po tym że się rozpił itd. aż w końcu się popłakał. Szczerze powiedziałem mu, że ma 3 wyjścia:
    - Pójdzie do Brata Alberta i może mu pomogą,
    - Weźmie sznur i się powiesi,
    - Kazałem mu się wziąć w garść - niech zachowa jakieś grosze jakie tam ma (dałem mu zyla na tego browara - wiem frajer), niech wraca do matki (opowiadał że da mu przez łeb szmatą za to pijaństwo) a ja na to że a niech da a Ty na kolanach ją proś o wybaczenie i oddaj jej te pieniądze (grosze) jakie masz, znajdź jakąkolwiek robotę fizyczną i zrób coś ze swoim życiem a i unikaj poprzedniego towarzystwa byś się nie stoczył. #bezdomni #bezdomnosc #wiara #nadzieja #truestory bo wydaje mi się że to prawda bo na poczekaniu aż tyle szczegółów za zyla nie wymyślisz. Mam nadzieję że mówił prawdę i się ogarnie bo zawsze warto walczyć pomimo tego że los rzuca nam kłody pod nogi ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    •  

      Mam nadzieję że mówił prawdę i się ogarnie

      @patrzpan: http://margineszycia.blogspot.com/
      Poczytaj... mała szansa.

    •  

      @pietryna123: Że patologia rodzi patologię? Mam nadzieję że był na tyle zdesperowany by się ogarnąć. Zważywszy że na stopach miał naprawdę letnie trampki jak na ten wieczór. Jeśli to co powiedział jest prawdą, zwłaszcza to że mama go kocha, to życzę mu by się zaparł, skończył chlać, rzucił towarzycho i coś zrobił ze swoim życiem. Nie napisałem jeszcze jednego - powiedziałem mu o sobie że sam miałem ciągi (przez kłopoty w pracy) a to nie pomaga a nawet doprowadza do większej deprechy i to by po robocie poszedł na wolontariusza do hospicjum - wiem naiwny jestem ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

  •  

    #truestory #bezdomnosc #alkoholizm #ratownictwo #smiesznypiesek

    Spotkałam dzisiaj znajomego rodziców mojej koleżanki, emerytowanego ratownika górskiego, bardzo fajnego faceta, którego znam raczej z widzenia. Zdziwiło mnie, że mnie zaczepia, ale że mam szacunek dla starszych wdałam się w grzecznościową pogawętkę. Od słowa do słowa dowiedziałam się, że ma suczkę w ciąży i musi uśpić szczeniaki, bo niedawno stał się bezdomny (nie wnikam w osobiste powody) i nie stać go na pokój, bo mu ściągają pieniądze z emerytury, że nie mają dla niego mieszkania w urzędach, że wszystkie tanie pokoje są zajęte przez Ukraińców, że jego kolega popełnił samobójstwo, że ma depresję, że córka też popełniła samobójstwo, w międzyczasie rozmowy suczka się oszczeniła (śliczny szczeniaczek), wysłuchałam szczegółów makabrycznych akcji, kiedy brawurowo ratował górników (nieraz zbierając urwane kończyny do reklamówki), że w lesie są piękne prawdziwki, że ma problem z alkoholem, że pieska chyba zatrzyma, ale jak wtedy na ryby i grzyby, i że idzie sobie kupić piwo za dychę, którą ode mnie dostał.

    Nie wiem jak to skomentować. Doradziłam mu żeby spróbował na parafii, bo przyjmują teraz pielgrzymów, to może i jego też by mogli, póki nie znajdzie pokoju.

    Dodaję to, ponieważ po pierwsze wstrząsnęła mną ta rozmowa dużo bardziej niż informacje o wszystkich zamachach, które się tu pojawiają. I też dlatego, że wiem, że większość z was nie rozmawia z bezdomnymi, tylko ich ocenia (akurat w tym przypadku nie powiedziałabym, że Pan ma taki problem, gdyby mi nie powiedział), a tuż obok, równolegle do naszego wygodnego życia dzieją się prawdziwe dramaty.

    pokaż spoiler Kurwa mać
    pokaż całość

  •  

    Kto miał spędzać święta sam, ale zaprosił bezdomną i nie będzie sam? :)

    1. JA

    A kto będzie dziś szczęśliwszy?

    1. Pani Dorota!

    #swieta #bezdomnosc #wigilia

  •  

    Jestę lifehackerem. Korzystając z prawa do niebycia zameldowanym - wymeldowałem się ze swojego rodzinnego domu. W tej chwili jestem bezdomny i zaczynam kompromitacje systemów państwowych.

    Wczoraj miałem już problem w NFZ'cie, dzisiaj idę do urzędu załatwić pozwolenie do głosowania oraz do pracy usunąć swój adres z kartoteki. Planowane na ten miesiąc: nowy dowód, nowy rachunek bankowy, nowa karta z NFZ'etu. Będzie ciekawie, bo pod koniec czerwca wyprowadzam się też z obecnego miejsca zamieszkania. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #nfz #urzedasstory (?) #panstwowpanstwie #bezdomnosc
    pokaż całość

  •  

    #bezdomnosc #feels #truestory
    Od lat wchodzę na wykop, na mirko nieco ponad rok. Przeczytałam tu wiele różnych historii, a między nimi wpisy tych, którym w życiu po prostu powoli brakowało już kamieni. Dzisiaj napiszę coś i ja, bo nie mam gdzie wyrzucić tego co jest we mnie w środku. Potrzebuję bardziej niż wody czyjegokolwiek słowa, które pomoże mi nie wpaść w największe gówno, potrzebuję porady jak nigdy w życiu... Tekst jest trochę długi, jeśli ktoś chce przejść do sedna, to dwa ostatnie akapity.

    Od zawsze wiem, że powinnam się urodzić w innych czasach, przed pierwszą wojną światową albo i dawniej. Po prostu nie pasuje do dzisiejszego świata, ale nie o tym chcę pisać. Całe życie żyłam gdzieś poza tym całym, ogólnym wszechobecnym gównem, od którego trzymałam się zawsze z dala. Wolałam całe dni spędzać choćby w stajni, mając gdzieś wszystkie te rzeczy, jakie robili rówieśnicy, a które uważałam za złe.

    Mając 19 lat byłam naprawdę czystą (nie chodzi tu tylko o seksualność) i dobrą osobą - i do tamtej pory oprócz chwilami zbyt surowych rodziców, nikt nie wyrządzał mi większej krzywdy. Do czasu. Mimo, że ze względu na liczne pasje rzadko bywałam w domu, to jednak zawsze byłam grzecznym dzieckiem, nie było nigdy ze mną problemów wychowawczych. Fakt, w szkole kujonem ani orłem nie byłam (jechałam na czwórkach, co rodzicom nie odpowiadało), ale zawsze sobie radziłam, właściwie ze wszystkim, co tydzień sprzątałam dom itd, nie było się czego uczepić. W lutym, kilka miesięcy przed maturą (wtedy miałam 18 lat) mojego tatę, który nigdy nawet nie przeklnął, jakby coś trafiło. Zupełnie bez powodu, wrzeszczał na mnie i rozkazał: "WYPIERDALAJ". Od tamtego czasu wszystko się zmieniło. Od wtedy przestał być moim 'sponsorem', nie poprosiłam go do dziś o nic. W związku z tym oprócz opłat za mieszkanie z rodzicami, jeszcze przed napisaniem matury sama opłacałam sobie (pracowałam odkąd pamiętam) wszystko co on do tej pory opłacał mi, czyli dojazdy do szkoły, lekarzy, leki, korepetycje, jedzenie, książki, ubrania, kosmetyki i wszystko czego tylko potrzebuje osoba przed maturą. Po 3 miesiącach od 'wypierdalaj' zdałam maturę. Do tej pory nie odzywaliśmy się do siebie słowem. Nie złożył mi nawet życzeń na urodziny. Do sedna...

    Wszystko zmieniło się dziś. Zebrałam trochę rzeczy dla jednej potrzebującej rodziny, które leżały na dole w domu od tygodnia, a jakie miałam jutro dla tej rodziny zawieźć. Tacie te dary zaczęły przekazać. Siedziałam w pokoju, kiedy wpadł do niego on. Nie chcę do tego wracać... Ale wydarzyło się coś, co gdyby ktoś mi powiedział, że będzie kiedykolwiek w moim życiu miało miejsce, to dałabym sobie odciąć wszystkie swoje kończyny, że nigdy coś takiego się nie wydarzy. A jednak.

    Drzwi od mojego pokoju otworzyły się i wpadł do środka ojciec. Chciał mnie pobić. Wpadł w furię, krzyczał, że miałam zabrać te rzeczy, przeklinał co drugie słowo albo i częściej (gdzie całe życie w ogóle tego nie robił) i chociaż nic nie odpowiadałam ani nie robiłam żadnych min, tylko słuchałam, to krzyczał, że mnie rozjebie, że nie może się powstrzymać żeby mi nie zapierdolić w tą głupią mordę i wiele, wiele innych. To trwało jakby nieskończoność. Rzucił moim laptopem, w końcu wyszedł z mojego pokoju, po czym wrócił po 3 sekundach i krzyknął "i co kurwa? wpierdalaj stąd!". Poszłam wynieść wszystkie rzeczy, a on przyszedł do mnie i mówi "i co ty kurwa gnoju? od dzisiaj kurwa nie masz na co liczyć, nic kurwa, nigdy w życiu kurwa, czuj się tak, jakbyś nie miała kurwa ojca, rozumiesz to?" na co odpowiedziałam tylko"czuję się tak nie od dziś."i wtedy myślałam, że go rozpierdoli. Zamachnął się. Prawdę mówiąc miałam gdzieś, czy mnie zajebie nawet na śmierć, czy nie. Nie uderzył. Wrzasnął, że żałuje, że ma takie dziecko, a ja powiedziałam, że żałuję, że nie mam ojca.

    To mój koniec w tym 'domu', jest mi wszystko jedno co będzie dalej.
    Zrobię wszystko, żeby stąd uciec, i uciekam stąd nad ranem - bo bałam się od tamtego momentu ruszyć, choć bardzo chciałam wyjść. Problem w tym, że po tych 2 latach płacenia sobie samej za wszystko pokończyły mi się oszczędności, nie mam póki co za co wynająć mieszkania. Nie mam też już pieniędzy dalej studiować, zwłaszcza, że muszę codziennie na studia dojeżdżać 60km pociągiem do innego miasta. Nie wiem co będzie jutro, co jutro zrobię. Mam tylko przyjaciółkę u której mogę spać póki co. Mam ochotę zniknąć. Albo wsiąść jutro w autostop byle gdzie, choć nie wiem co dalej, bo nie mam pieniędzy. Moje życie nie ma jakiegokolwiek sensu. Nie mam po co żyć, nie mam dla kogo żyć. Nie mam za co żyć. Nie wiem jak to wszystko naprawić, z ojcem już prawdopodobnie nigdy się nie pogodzę.
    Przychodzi Wam na myśl co mogę zrobić, żeby nie skończyć źle?
    pokaż całość

  •  

    #jankostory #menele #bezdomnosc #bezdomni #poznan

    Bezdomność jest jak jazda zatłoczonym pociągiem - kiedy nie masz gdzie usiąść i stoisz w tym przedsionku koło kibla na końcu wagonu. Tyle że w prawdziwym pociągu możesz sobie odliczać czas, masz stację docelową, za ileś tam godzin wysiądziesz. W bezdomności tak nie ma, nie ma żadnego celu, po prostu stoisz permanentnie w tym przejściu między wagonami, marźniesz, wkurwiasz się na każdego kto przechodzi z tobołami i musisz się przesuwać, na każdego kto nie zamknie drzwi, na świadomość, że nigdy z tego pociągu donikąd nie wysiądziesz.

    * * *

    Pisałem kiedyś, jak naspidowany łaziłem nocami po mieście i szukałem wrażeń wśród wykolejeńców. Skumałem się wtedy z takim żulem, który był trochę księciem meneli - załapał się na wywiad w lokalnej poznańskiej gazecie. Chodził z egzemplarzem tej gazety za pazuchą, i chwalił się innym bezdomnym, jaka to z niego jest znana i szanowana persona. Gość miał gadane, optymizm, dużo humoru, więc fajnie się czasem na słoneczku wypiło piwko i powymieniało newsami między światami bezdomnych a studentów. Siadaliśmy na ławce przy skejtparku na Batorego i śmieszkowaliśmy, a to z przechodzących panien, a to ze spiętych chłopaczków, a to z zadufanych moherowych staruszek, albo po prostu kontemplowaliśmy chmury. Takie montypajtonowskie to trochę było, że żulą na jednej ławce zadbany chłopaczek idący na uniwersytet i obskurny brodacz, który nie mył się od kilku tygodni. Miło się spędzało czas, ale na jakiś wyższy poziom relacji nigdy nie weszliśmy. Bo tak się nie da, jak się ma dom. Można gadać o wszystkim, wyzewnętrzniać się, zwierzać - ale jeśli chodzi o bezdomność/alkoholizm/ogarnianie się - to ściana. Gdzieś u trzewi zawsze taki bezdomny traktuje cię jak tego z innej bajki, jako potencjalną ofiarę, źródło profitów, kogoś do oszwabienia. No i prawie przy każdym naszym spotkaniu, prędzej czy później dochodziło do momentu, gdy menel próbował coś ode mnie wycyganić. Zwisają mi słuchawki zza bluzy - o, radyjko, on kiedyś miał radyjko, fajnie mu się zbierało złom z radyjkiem, może mógłbym mu sprezentować radyjko. I tak ze wszystkim. No ale byłem niewzruszony, i twardo stawiałem granicę - mam jakieś drobne, to się zrzucę na nalewkę, ale siana na rachunki nie będę przepierdalał. Mam jakieś fanty z hasioków od panków, to się podzielę, ale rzeczy na które zapracowałem lub dostałem od rodziny, zostają moje. Nie wiem, czy pomimo tej postawy, a może właśnie dzięki niej, stopniowo się ten bezdomny zaczął otwierać i całkiem sporo o życiu biedaków na ulicach Piątkowa się od niego dowiedziałem. Raz na parę tygodni robił sobie kilkudniowy detoks, wtedy wbijał do jakiegoś ośrodka opieki społecznej, żeby go umyli, ogolili, spiłowali pazury. Potem wracał na meliny. Jakoś przed latem rozjebała mu się noga, gangrena, czy coś, i zawziął się ogarnąć na dłużej, żeby załapać się na jakieś leczenie. Ja wyjechałem na wakacje na wieś, i tak się moja pierwsza przygoda z bezdomnymi skończyła.

    * * *

    Samemu pierwszy raz byłem bezdomny po tym koncercie, na który kiedyś jechałem z koleżanką na stopa, co nas taki koleś zawinął na kradzieży ze stacji benzynowej, co opisywałem. Dojechaliśmy na ten koncert, pobawiliśmy się, ona gdzieś zniknęła i ruszyła w trasę ze starymi znajomymi, no a ja zostałem w stolicy bez grosza przy duszy i pomysłu na jutro. Niby są skłoty - poszedłem na taki, ale ja jestem nieśmiały i w ogóle nie za bardzo ogarniam zbratywanie się z obcymi ludźmi. Pokręciłem się trochę, jakiś koleś mi się wydał z ryja znajomy. Podbijam, pytam czy ma na imię Paweł i czy się przypadkiem nie znamy - ale to był chyba jakiś antifowiec, bo zaciągnął kaptur na uszy, i nie, nie ma żadnej neuropy, coś mi się pomyliło. Pokręciłem się trochę bez celu, chyba nawet wysępiłem ze dwa browary, ale bez sensu się tak czuć obcym i podejrzanym, więc zawinąłem trampki na stare miasto. Myślę sobie, jest lato, jest wielkie miasto, mam notes i długopis w plecaku, zostanę wędrownym poetą i poszlajam się trochę po nocnych ulicach.

    Połaziłem trochę, powzdychałem, popisałem wierszy do manekinów na wystawach, posiedziałem i poleżałem na ławkach. Mijają mnie ludzie, zamyśleni albo roześmiani, samotni albo w grupach, rozleniwieni albo spieszący się - ale wszyscy w jakimś celu, wszyscy gdzieś zmierzający, wszyscy mający jakiś plan. A ja co, posiedzę na tej ławce, może przejdę na tamtą, może potem wrócę na tą. Można stawiać sobie jakieś iluzoryczne zadania, że dojdę do tamtej wieży kościoła na horyzoncie, albo poczekam aż zaczną bić dzwony, albo dotrwam świtu. Ale przecież to nic nie zmienia - myślałem sobie - może jakbym się ogłupił alkoholem, to widziałbym w tym jakiś sens, ale tak na trzeźwo to tylko jakiś obłędny dzień świstaka, w którym co prawda co chwilę robisz co innego, ale tak naprawdę to co innego jest wciąż takie samo.

    Nie dziwię się, że bezdomni piją. Wiele stresujących sytuacji miałem w życiu, coś mi się nie udało, coś zawaliłem, na coś nie zdążyłem. Ale nie ma nic bardziej paraliżującego niż świadomość, że nic nie może się nie udać, nic nie możesz zawalić i na nic nie możesz nie zdążyć - bo po prostu nic nie ma. Siedzisz na tej ławce, i nic cię nie czeka, nie ma żadnego deadline, żadnego egzaminu, żadnej chwili która o czymś przesądzi, żadnej weryfikacji. Po prostu trwasz, i nawet to twoje trwanie nie ma żadnego znaczenia, równie dobrze mógłbyś przestać istnieć i nie być, i nic by to nie zmieniło (w sumie i tak tak jest, nawet jak się nie jest bezdomnym). Pół biedy, jeśli jesteś debilem, i myślisz tylko o tym co by tu jutro zajebać albo czym się nażreć. Ale jak masz trochę oleju w głowie, jakiś twórczy umysł, to jest przejabane, bo cokolwiek ciekawego byś nie wymyślił to zdajesz sobie sprawę, że i tak nikt o tym nie usłyszy. To tak, jakbyś miał odgórnie czarnolisto u wszystkich, nawet u modów. Pozornie może się to wydawać zbawienne - och, wolność, mogę napisać co zechcę i nie dostanę bana. Po dłuższej chwili jest to przerażające - możesz być geniuszem, wpaść na odkrywczą myśl, przeżyć niesamowitą historię - ale i tak nikt nie przeczyta twojego wpisu. Bezdomni, którzy sikają pod siebie w tramwajach i brendzlują się na przystankach to jest chyba właśnie krzyk wariata, który zdał sobie sprawę, że nie istnieje - ej, patrzcie, ja tu łamię regulamin, ale nikt mi nic nie zrobi, bo mnie po prostu nie ma.

    Nie wytrzymałem długo na ulicach tej Warszawy, mówię sobie: pierodlić bycie poetą, wziąłem telefon i zadzwoniłem do ziomka z ławki jeszcze z podstawówki, o którym wiedziałem że tam mieszka i sobie radzi. Siema ziomuś, trafiłem w twoje rejony, bez owijania w bawełnę, przygarnij. Ziomek był akurat na jakims clubbing, jeszcze tylko uzgodniłem, że jestem bez grosza przy duszy więc poczekam, a jak mam gdzieś dołączyć, to na jego konto. No ale nalegał, więc przebalowałem po knajpach resztę nocy, nawet troche poromansowałem. Tyle, co mnie tamten ziomek ze wsi wspomógł (przede wszystkim na duchu) w takiej rozjebanej chwili to mi chyba nawet wszystkie miejskie skłoty nie pomogły, pozdro Konrad.

    * * *

    Stoję raz sobie pod skłotem, w środku był koncert czy coś, a na zewnątrz, wiadomo, ludzie wychodzą się przewietrzyć, poszukać guza czy spalić blanta. Dużo tam ferajny stało w grupkach, no i widzę, że podszedł i zaczął się przyglądać taki starszy, na oko 40-50 lat facet. Chwilę tak postał, i podszedł nieśmiało do jednej z grupek.
    - Czy tu jest jakiś klub, muzyczka, czy tu można wejść? - pyta grzecznie. Ale tamci obcięli go wzrokiem i lekceważąco ofuknęli:
    - Tu nie ma żadnego klubu, tu nie ma żadenej muzyczki, proszę się rozejść. - jak w mojej przygodzie wyżej, że nie ma żadnej neuropy. Typ się speszył i odsunął. Zlustrowałem go szybko wzrokiem - niby się mówi, że człowieka poznaje się po oczach, coś w tym jest, ale są też przecież dranie o oczach aniołków i na odwrót, ludzie dobrego serca o oczach zabójców. Dłonie za to nie kłamią, bardzo trudno podrobić ręce. Ten typ miał dłonie bezdomnego: grube, jakby spuchnięte, nalane, ogorzałe od słońca, osmagane wiatrem, popękane od mrozu. Policjant-tajniak może się przebrać w menelskie ciuchy, może sobie zapuścić brodę i opić się gorzały, ale takich dłoni nie wyhoduje sobie nawet jakby kilka tygodni żył na ulicy. Więc podbijam do tego typa, i zagaduję:
    - Pan ich nie słucha, oni tylko na pozór tacy gruboskórni, nie znają pana i stąd ta awersja.
    Częstuję gościa piwem, bo miałem akurat na dnie butelki (tak to bym przecież z kimś obcym z gwinta nie pił, po prostu chciałem mu dać resztę), ale ten odmawia, że on alkoholu w ogóle nie pije. Śmiechłem trochę, bo widać było, że jest lekko najebany, no ale nic. Od słowa do słowa go namawiam, że jak chce, to chodźmy do środka, zobaczy sobie, ogrzeje się, potańczy trochę, na dziewuszki popatrzy, że nic mu się w takim miejscu nie stanie. Ale on mi na to, że on śmierdzi, że się wstydzi. Że tak podszedł zapytać, ale że w gruncie rzeczy to chyba nie wypada, żeby tam wszedł. Było coś w nim takiego, może jakaś duma, może elokwentny sposób wysławiania się, że uznałem, że gość od niedawna jest na ulicy i nie za bardzo się na niej odnajduje, że jeszcze nie jest za późno, żeby wrócił do ludzi. Zresztą, nigdy nie jest na to za późno.

    W końcu namówiłem tego gościa, dobra, pójdziemy, zobaczymy, ja go wprowadzę, ma się nie przejmować jak ktoś będzie coś gadał czy się gapił, tylko iść na pewniaka za mną, jak do siebie. Idziemy, mijamy te pierwsze grupki, obcinka, wchodzimy w wejście, mijamy bramkę jakbyśmy mieli bilety - i wtedy jeden z bramkarzy się spojrzał spode łaba na tego bezdomnego - a ten ziuu! - w tył zwrot i już go nie ma. Truchtam za nim, wołam, czekaj! Stanęliśmy paredziesiąt metrów z boku, i dalej go namawiam, że czemu taki wystraszony, że dawaj jeszcze raz spróbujemy. Ale gość jak moja Łyżwa, gdy czegoś nie chciała - osiołek, i ani kroku z miejsca. Chwilę nie mogłem tego zrozumieć, ale typ zaczyna tłumaczyć: że ja nie wiem jak to jest, jak człowiekiem się pomiata, kopie bez powodu, przegania jak psa z kąta w kąt. Że od kiedy (kilku tygodni) jest na ulicy, nie spotkał jeszcze żadnej życzliwości od ludzi. Za to budzono go kopniakami, szczaniem na twarz, zdzieraniem ubrania i butów. Że w życiu nie sądził, że tak szybko można nauczyć się strachu, nieustającego lęku przed każdym ludzkim spojrzeniem.

    Zbiłem się trochę z tropu, na szczęście nie czekał aż coś powiem, tylko nawijał dalej. Czy ja go zapraszam do siebie? No nie, ja tam nie mieszkam. Że do mnie by poszedł, że mi już zaufał, ale tamci są obcy, że ja go zapraszam w gości samemu będąc gościem. Że on długo się wahał, żeby pójść pod ten skłot, że czytał plakaty, i ulotki, i że strasznie marzył, że tam będzie inaczej - wierzył, że tam są jacyś inni ludzie, że podejdą, uśmiechną się, zagadają, że chociażby nie spojrzą z góry. Ale nie - mówi - oni patrzą i gardzą tak samo. Idź do nich - mówi mi - a ja pójdę sobie w swoją stronę. Chwilę tak staliśmy bez słowa, nie wiedziałem co wymyślić, ale znów on zainicjował - i mówi mi: chyba, że idziesz ze mną na browar, ja stawiam. Chętnie! - odpowiadam, tym bardziej, że standardowo byłem akurat biedakiem i musiałbym sępić na tym skłocie.

    No i poszliśmy na browary. Idzie z naprzeciwka jakaś grupka młodzieży - gość zwierzęcy strach w oczach, ciągnie mnie za rękaw, chodź przechodzimy na drugą stronę. Czemu, pytam, przecież oni tylko... - ale idę posłusznie za nim, bo widzę, że on już w transie, program ucieczka w mózgu, byle jak najdalej od roześmianej młodzieży. Jedzie patrol policji - a my natychmiast hyc! w bramę, bo policjanci, mówi ten bezdomni, są najgorsi. Do sklepu też ja wchodzę, bo jemu nie sprzedadzą, albo okradną, że wezmą hajs i wyśmieją, że przecież bezdomny, to nic nie miał.

    Doszliśmy w końcu na murek za parkingiem na początku Chwaliszewa, sam tam czasem się meneliłem, więc miejsce obu nam pasowało. Nie uwierzycie, o czym zaczęliśmy gadać - o równaniu Schrodingera. Jak pamiętacie, studiowałem kiedyś ścisły kierunek. Ten bezdomny gość miał wiedzę po conajmniej kilku latach studiowania fizyki. Kminiliśmy sobie o tajemniczej niezwykłości kwantowego świata, szukaliśmy analogii w bezkresie gwiazd nad nami, snuliśmy wizje wielkiej unifikacji, która pozwoliłaby nam tymi samymi wzorami opisać te cząsteczki, te gwiazdy, tych rozbiawionych ludzi przechodzących w dali, i nas samych. Trochę mu się mieszało, czegoś nie pamiętał, ale generalnie rzadko z kim miałem okazje pofascynować fizyką na takim poziomie, nawet wśród ziomków na studiach tylko nieliczni mieli taki zapał. Nie mam jak zweryfikować opowieści tego gościa, mógł oczywiście to wszystko zmyślić, ale tak jak pisałem wyżej - miał wiedzę, której nie był w stanie zdobyć w szkole średniej albo na jakimś kursie dla bezrobotnych. Więc według jego opowieści, był ten bezdomny niegdyś inżynierem. Kierował dużymi projektami - chyba państwowymi - i wdrażał polskie technologie w Indiach - budował fabryki, modernizował je, analizował ich pracę. Mówi mi ten bezdomny - stary, ja miałem setki ludzi pod sobą. Wiozłem ze sobą przez ćwierć świata ekipę kilkudziesięciu inżynierów, techników i tłumaczy z Polski, ludzi wykształconych, kulturalnych, po studiach. Na miejscu dostawałem pod komendę drugie tyle wykształocnych Hindusów. Decydowałem o wydawaniu setek tysięcy złotych, zarządzałem budową zakładów pracy o strategicznym znaczeniu dla regionów, byłem odpowiedzialny za kontrakty decydujące o stosunkach między państwami. Wiesz co jest dzisiaj? Ja się muszę pytać pielęgniarki w przytułku, czy mogę iść się odlać. Ja się nie mogę nawet piwa napić, jeśli chcę mieć gdzie spać i co zjeść.

    Oczywiście zapytałem, jak to się stało, że znalazł się na ulicy. Już wam zresztą kiedyś pisałem tę odpowiedź, zwięźlej i w innym kontekście. Że to po prostu, jak często, przez picie. Że wydaje ci się, że wszystko kontrolujesz. Masz robotę, szacunek, rodzinę. Że w najczarniejszych snach nie spodziewasz się, jak szybko to może prysnąć. A to się sypie jak domek z kart, niby zahaczysz tylko jedną, ale cała misterna konstrukcja się wali. Gdzieś się poślizgniesz, wpadniesz, wyrzucają Cię z pracy, żona wystawia walizkę za drzwi, koledzy nie odbierają telefonów, za to dzwoni prawnik żony i komornik. Że myślisz, że to chwilowe, że przecież zaraz się wszystko wyjaśni, rozwiąże, że to przecież jakaś głupia pomyłka systemu, że to nie może być tak, że jeszcze wczoraj byłeś tam, a dzisiaj tu. Błąkasz się, początkowo pewny siebie, bo przecież to zaraz minie. Ale oczekiwana zmiana nie nadchodzi. Odbijasz się od kolejnych drzwi, coraz bardziej zatrzaśnietych. Zaczynasz sobie zdawać sprawę, że całe twoje wykształcenie, doświadczenie, wiedza i pomysły nikogo nie obchodzą. Że cała twoja wartość pieczołowicie budowana przez lata, z każdym kolejnym dniem spada do zera. Aż wreszcie przychodzi dzień zero - dzień, w którym odkrywasz, że zacząłeś śmierdzieć, że ludzie zaczynają od ciebie uciekać. I przychodzi dzień minus jeden - w którym nagle odkrywasz, że wcale nie jesteś jeszcze na dnie swojego człowieczeństwa. Że nieubłaganie, dzień po dniu, spadasz coraz niżej.

    Wypiliśmy po trzy piwka, przywołałem temat, że może jednak pójdziemy na ten skłot, wierzyłem, że ten gość się tam odnajdzie. Ale on dopił ostatniego łyka, pokręcił głową, i mówi: teraz odchodzę. Chciałem zaprotestować, ale uciął: chociaż ty potraktuj mnie jeszcze jak człowieka, i daj mi wolną wolę. Uszanuj, że mogę decydować o sobie i pozwól mi odejść. I odszedł.

    * * *

    Parę lat, jeszcze wcześniej, rozdawałem żarcie w ramach food not bombs. Różni tam bezdomni przychodzili. Jedni bezwstydnie zezwierzęceni, wziąć szybko jak najwięcej na talerz i ukryć się gdzieś, żeby nikt nie zabrał. Inni szarzy i nijacy, jakby wciąż pielęgnujący w sobie człowieka i starający się ukryć przed sobą i innymi ból swojego losu. Jeszcze inni jakby nie robiący sobie nic z tego, śmieszki jak z mirko, flirciarze podrywający dziewczyny i pokpiwający z jakości "ulicznej restauracji". Zapamiętałem dobrze takiego chłopaka, który przychodził z matką, taki wyrośnięty byczek, chyba upośledzony trochę. Czasem tam jacyś łysi czy inni narodowcy podbijali trochę powyzywać od lewaków i poszukać zadymy, więc panki rzucały czasem hasło do bezdomnych, kto nas będzie bronił, jak znowu przyjdą. No i wtedy ci śmieszni bezdomni, i ten chłopak, ohoczo wznosili pięści do góry, że oni będą kucharzących panków bronić do ostatniego dechu swojego śmierdzącego życia. Miło. Nie mam pojęcia, jakie oni mieli historie, ilu z nich było cwaniakami jak ten pierwszy bezdomny z dzisiejszej opowieści, a ilu zagubionymi kłębkami lęku na skraju obłędu, jak ten drugi. Byli pewnie jak ludzie z dowolnie innej wyodrębnionej ze społeczeństwa grupy - mądrzy i głupi, dowcipni i ponurzy, praktyczni i marzycielscy. Po prostu ludzie.

    * * *

    Dzisiaj znów jestem trochę bezdomny. Wiecie, tak jak w poprzednich historiach zastrzegam, że w porównaniu do prawdziwych ćpunów, wariatów czy meneli, to ja jestem pączkiem w masełku, i gdzie mi tam do prawdziwych tragedii. Tak jest i tutaj. Więc tak: sporo czasu spędzam u rodziców na wsi, tam mam swój cieplutki pokój, miskę, zajęcie przy gospodarstwie i internet na nocne zmiany. Stamtąd też chyba najwięcej tych historyjek wam wrzuciłem, bo prócz powyższych dóbr materialnych mam też tam ciszę, spokój i harmonię. Ale ile można wytrzymać ze starymi, ciągnie wilka do lasu, i wracam tu regularnie na poznańskie śmieci. Wysiadam z tego pociągu, poprzeklinam na zjebany dworzec, powkurwiam się na nie działający przystanek, zajebię facepalma stwierdzając, że kaponiera wciąż rozjebana. I idę tymi dziurawymi chodnikami przed siebie, nie mając żadnego celu. Siadam gdzieś na murku, odpalam piwko zza pazuchy, i błądzę palcem po kontaktach w telefonie zastanawiając się, komu by się tu zwalić na łeb. Noc spędzę tu, noc gdzie indziej, zamelinuję się gdzieś na dobę, albo przełażę i przesiedzę na ławkach cały boży dzień. Wbiję gdzieś, i czuję, że to nie jest dobry moment, że nie dziś, więc udaję, że tylko na chwilę, i błąkam się dalej. Oczywiście przyjmie mnie ktoś wreszcie z otwartymi ramionami, stół zastawi i wino ściągnie - ale wiecie, człowiek by chciał siąść przed kompem, ponerdować nockę, popisać, albo tylko zwyczajnie jebnąć się na wyro i porozmyślać w ciszy. Ale weź tu powiedz ziomkowi, że tak, wiem że się nie widzieliśmy dwa miesiące, ale w sumie o tym co u ciebie to byśmy jutro pogadali, bo dziś bym poplusował głupie komentarze obcych gimbów w internecie. O ściągnięciu czy kupieniu jakiegoś rpga i torby jarania i wsiąknięciu na parę dni w jakieś postapokaliptyczne pustkowia czy fantastyczne krainy to już w ogóle można zapomnieć. Marnuję więc masę czasu na przemieszczanie się tu i tam, dźwigam non stop tego lapka (maszynę do pisania) w plecaku, bo a nuż mi się zachce coś naskrobać. O rysowaniu to w ogóle nie ma mowy, weź znajdź tu kogoś kto ci udostępni biurko i kredki. Bez sensu tak, a może jedyny sens to taki, że człowiek w takiej tułaczce nabiera ochoty, żeby się jednak wziąć do roboty. Teraz się trochę wycwaniłem, bo jeżdżę do pracy w delegacje, i śpimy po hotelach, więc na przykład dzisiaj mam komfort naskrobać wam te parę słów.

    Dobra, to tyle, bo zacząłem się rozczulać nad wyimaginowaną niedolą swojego losu. Morały z dzisiejszej bajki są chyba dwa: mniejszy, że mireczki, dbajcie o te swoje daszki nad głową, doceńcie je i wiedzcie, że brak swojego kąta jest dokuczliwy prawie tak samo jak głód. No i to drugie, którego chyba nie muszę pisać, że nie patrzcie wilkiem na drugiego człowieka. Nawet nie dlatego, że kiedyś to możecie być wy, albo, co gorsza, ja:). Tylko tak po prostu. Pozdro i peace.
    pokaż całość

    •  

      @jankotron: ah no i osobiście z Panami z Wielkiej nie miałem dużo styczności, ale ziomek tam mieszkał i jak wpadałem na imbe do niego to spotykaliśmy ich w bramie i zawsze jakieś drobne na piwko dostawali.

    •  

      @cookiemonsta: Po dziarach nie znam. Znałem takiego Mario, co bodajże był wychowany przez siostry zakonne, albo w jakimś katolickim domu dziecka, dość, że z jednej strony dużo tym siostrom zawdzięczał i dobrze o nich mówił, z drugiej jak popił to klnął księży i im wygrażał na ulicy. No i ogólnie jego opowieści o spotkaniach z "obrońcami czystej rasy polskiej" były nieciekawe, może to ten sam.

    • więcej komentarzy (50)

  •  

    Stoję sobie na przystanku na pl. Jana Pawła II a tu nagle podjeżdża do mnie bezdomny na wózku i mówi...

    pokaż spoiler Siema mały, chcesz się przewieźć?

    A nie, to nie ta historia.

    Podjeżdża do mnie, a wcześniej do innych, ale go olali, i pyta czy dałbym mu jakieś rękawiczki albo ewentualnie kupił.

    Zimno max, mi jak jestem kilka minut na dworze, jest zimno, a co dopiero jemu. Wiec mu mówię, że nie mam, ale 3 m. od przystanku jakiś nielegalny biznesman sprzedaje rękawiczki, to mu mówię 'Wciskaj gaz i jedziemy kupić'.

    Poleciłem panu straganiarzowi dać rękawiczki bezdomnemu i zapłaciłem mu za nie, tyle, że w drobnych miałem o złotówkę, więc o tyle stargowałem cenę.

    O TAKI JESTEM KUHWA DOBRY.

    #bezdomnosc #dobro #karma #zima #zimno #truestory ale taguje #coolstory bo trochę też. I #wroclaw bo akcja się dzieje w stolicy Polski A.

    pokaż spoiler PS: Kierowca autobusu nie widział i nie bił braw :<
    pokaż całość

  •  

    Przywałęsał się latem do gospodarstwa mojej babci. Bardzo ufny pieszczoch o pięknym, gęstym i białym futrze. Jedno oko niebieskie, a drugie zielone dodaje mu niezwykłości i urody. Widać, że poprzednio był domowym kanapowcem, bo szukał okazji żeby wejść do domu. Niestety ma jedną "wadę" bardzo gubi sierść.
    Podejrzewamy, że ktoś go wyrzucił kiedy słodki, mały kotek okazał się kłopotliwym zwierzakiem. :-| Obecnie Biały już się przyzwyczaił i grandzi na podwórku. Chyba mu dobrze. Stał się ulubieńcem całej rodziny, ale pozostaje na dworze.
    Kupując zwierzęta zastanówcie się czy podołacie obowiązkom. To żywe istoty, które czują i pewnie tęsknią za swoimi właścicielami.
    PS. Na zdjęciu wygląda jakby coś knuł, ale to tylko pozory. :-)

    #zwierzeta #kot #bezdomnosc #bezdusznosc
    pokaż całość

    źródło: bialy.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #bezdomnosc

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1