•  

    #tatacontent #tata #ojciec #smierc #rak #nowotwory #bialaczka #chloniak #clostridium #oswiadczenie

    Wczoraj pochowałem ojca po jego 7 miesięcznej walce z białaczką, chłoniakiem i clostridium difficile.
    Jest mi bardzo źle z tego powodu, mam 27 lat i nigdy nie myślałem że tak szybko się z nim pożegnam.

    Mam tutaj dwie rady dla innych:
    1) Róbcie zdjęcia swoim rodzicom. Z dorosłego życia z ojcem, na tą chwilę mam tylko 6 jego zdjęć, z tego 4 ze szpitala. Mimo iż wszyscy w rodzinie mają smartfony. Przeszukuję teraz stare komórki i zdjęcia u rodziny, żeby zebrać jego zdjęcia i mieć do czego wracać.
    2) Badajcie siebie i wysyłajcie swoich rodziców na prewencyjne badania. Wystarczy zwykłe badanie krwi. Gdyby u mnie w rodzinie ktoś to robił, możliwe że ojciec byłby po chemii i przeszczepie szpiku.
    pokaż całość

  •  

    No i przyszła pora na kolejny wpis. Dzisiaj było dużo spokojniej. Wizyta u Onkologa odbyła się w spokojnej atmosferze. Pani bardzo szczegółowo wypytała mnie o przebyte choroby, czy występują symptomy mogące świadczyć o chłoniaku, czy w rodzinie były przypadki zachorowań na raka. Na wszystko, zgodnie ze stanem faktycznym odpowiedziałem przecząco. Później przyszła pora na "macanko". Szczegółowo sprawdzony każdy węzeł chłonny, okolice podbrzusza, plecy. Zapytałem w końcu czy jest coś niepokojącego. Może nie sama odpowiedź, ale mina Pani Onkolog była budująca. Oczywiście nie popadam w "huraoptymizm". Pani Elke stworzyła taką atmosferę zaufania, że nawet gdyby coś tam rzeczywiście było to i tak nie da mi za szybko opuścić tego padołu. Obiecała jutro zadzwonić kiedy tylko zapozna się z wynikami krwi i będzie mogła spokojnie obejrzeć moje zdjęcia z kontrastem. Uprzedziła, że prawdopodobnie wyśle mnie na kolejne prześwietlenie z kontrastem, ale z uwzględnieniem podbrzusza. To nic więcej nie pisze i czekam do jutra.
    Aaa... Za namową żony i przyjaciela zacząłem biegać. Nie damy się tak łatwo temu skurczybykowi.

    #chloniaktonierak #rak #chloniak #onkologia #lekarze #nadzieja
    pokaż całość

    •  

      @spokojnie_to_ja ogólnie wszystko skończyło się dobrze. Po MRT pod pachą zdiagnozowali najzwyczajniejszego w świecie żylaka. Po kilku dniach jednak zadzwonili ze szpitala z informacją, że znaleźli coś w głowie. Najprawdopodobniej tętniaka i że mam błyskawicznie stawić się na konsultacje do angiologia. Tam zostałem poinstruowany, żeby na siebie uważać i dostałem termin na angiografię. Jest to badanie stacjonarne, które trwa około 3 dni. Znaczy się sam zabieg trwa jakieś 20 minut, ale jeden dzień na przygotowanie (papierologia, rozmowa z lekarzami, anestezjologiem, itp.), potem zabieg i po nim 24h przykuty do łóżka. Sam zabieg jest bezbolesny, ale dosyć nieprzyjemny. Przez nacięcie tętnicy udowej została wprowadzona sonda, która wędrowała po całym ciele. Doskonale wiedziałem w którym miejscu się teraz znajduje, np. kiedy sonda znajdowała się w okolicach oczu, to raziło mnie światło od wewnątrz. Po nim miał nastąpić zabieg "naprawienia" tego tętniaka. Jednakże badanie wykazało że to nie jest żaden tętniak tylko jakieś dodatkowe naczynko krwionośne. "Taki urok osobisty" powiedział lekarz. Tak jak pisałem wcześniej, po badaniu leży się w bezruchu 24h, żeby nie nastąpiło wykrwawienie tętnica udową. Oczywiście na łączonym oddziale angiologiczno-kardiologicznym średnia wieku pacjentów oscylowała w granicach 60 roku życia, więc zaniżyłem im ją zdecydowanie. Przy wypisie zostałem powiadomiony, że nic mi nie jest, mam co roku przychodzić na prześwietlenie tego dodatkowego naczynka i kiedy żylak pod pachą rozrośnie się do przeszkadzających mi rozmiarów to mam się zgłosić na zabieg mający na celu podniesienie poziomu komfortu. Cokolwiek miałoby to znaczyć. Dzięki Mireczku za zainteresowanie! Pozdrawiam serdecznie! pokaż całość

    •  

      @danielinho ostatnie pytanie w tej kwestii.
      Czy ta cała przygoda zmieniła trochę twoje nastawienie do życia, w końcu myślałeś że to coś bardzo poważnego a skończyło dobrze.Czy inaczej patrzysz teraz na życie,problemy czy cele w życiu?

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Drogie Mirki bardzo się boję!
    Miałem poczekać z tym wpisem do jutra, żeby dorzucić piękna fotkę, ale dzisiaj przeszła mi ochota na heheszki i zaczynam poważnie się bać.

    Tak krótko o sobie: mam 26 lat, wspaniałą żonę i cudowne dziecko. Od ponad roku mieszkamy w Niemczech. Wyjechaliśmy jak wszyscy młodzi: za pieniędzmi, marzeniami, normalnością. Wszystko powoli się normalizuje i zaczyna nam powszednieć. Niby nic nadzwyczajnego. Zwykłe "robacze" życie na emigracji. Nam to jednak wystarcza i czujemy się szczęśliwi. Mimo problemów językowych mamy znajomych wśród Niemców i asymilacja przebiega dosyć prężnie.

    Moja historia zaczęła się od pomysłu zmiany pracy. Złożyłem wypowiedzenie w swojej firmie i poprosiłem o tydzień wolnego, coby do nowej pracy nie iść jakoś szczególnie wypalonym i przemęczonym. Oczywiście w okresie urlopowym i przy pięknej pogodzie, gdzie zachorowań jest więcej, kierownik odmówił mi grzecznie i zaproponował tylko jeden dzień wolnego. Przeczuwałem, że tak będzie i postanowiłem wyciągnąć asa z rękawa. Od dawna mam po pachą takie dziwne coś. Niby żylaki, które po jakimś dłuższym wysiłku robiły się większe, ciemniejsze i trochę pobolewały. Lekarz w Polsce stwierdził, że nie ma pojęcia co to może być i raczej nic poważnego. Badania krwi, moczu i kału w normie. W dniu kiedy kierownik odmówił mi L4 naciągnąłem sobie ścięgno w tej ręce i stwierdziłem, że co mi szkodzi - idę do lekarza po L4. Takie trochę na wyrost, ale po ponad roku bez żadnej "bumeli", więc należało się jak mało komu. Myśl zamieniłem w czyn. Następnego dnia przyszedłem do przychodni. Poszła że mną moja żona. Bałem się trochę bariery językowej, więc pełniła rolę wsparcia. Po roku w DE nie czuję się jeszcze na siłach, żeby swobodnie wytłumaczyć Pani doktor co mi dolega. No ale jakoś to poszło. Pokazałem przy okazji tego swojego "żylaka" i doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie się upewnić co to tak na prawdę jest. Dostałem skierowanie na prześwietlenie z kontrastem. Termin na następny dzień. Bardzo nieprzyjemne badanie. Robi się człowiekowi najpierw bardzo zimno, później gorąco i ma się uczucie "posikania" w majtki. Dostaliśmy płytę ze zdjęciami, a opinia Pani doktor, której zadaniem jest interpretacja obrazu miała przyjść do przychodni faxem. Termin do przychodni na wczoraj (26.07). Byliśmy pierwsi w kolejce. Oznaczało to jakieś pół godziny siedzenia w poczekalni i później jeszcze kwadrans w samym gabinecie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie było moje zdziwienie, kiedy zostałem zawołany do gabinetu zanim zdążyłem się dobrze rozsiąść. Pani doktor już tam czekała. W ręku miała fax, a tam: podejrzenie chłoniaka. Ścięło nas z nóg i odebrało mowę. Zapewnienia lekarza, że to wcale nie musi być nic poważnego wcale nie uspokoiły. Potrzebna jest wizyta u onkologa i biopsja. Termin ustawiony na jutro. Domyślamy się, że nie bedzie decydującego werdyktu. Badania, laboratorium... Na wszystko potrzebny jest czas...
    Jeszcze nie wiem jaki finał będzie tej historii, ale kurewsko się boję. Boję się w typowo egoistyczny sposób. Nie chcę stracić moich bliskich. Bardzo ich kocham i nie chce zostawiać teraz, za rok czy nawet 30 lat.
    Jeżeli mogę rościć sobie prawo do pouczania kogokolwiek to apeluje: nie olewajcie żadnych symptomów i ze wszystkim co was niepokoi, oraz utrzymuje się przez dłuższy czas MARSZ DO LEKARZA!!! Jak was oleje to WALIĆ DO INNEGO!!!
    Jeżeli interesuje was ciąg dalszy historii, to będę dodawał ja pod tagiem #chloniaktonierak

    #chloniak #nowotwor #medycyna #lekarze #onkologia #strach
    pokaż całość

    +: k........a, dzieju41 +21 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów