•  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    PGF mówi ci to coś, panie Mirku?
    No mi też nie. A film Pattersona-Gimlina? Też nie? A najsłynniejszy film, na którym uchwycono Wielką Stopę?
    Bo dzisiaj o samym filmie słów kilka.

    Żeby tradycji stała się zadość:

    Film Pattersona-Gimlina (znany również jako film Pattersona lub PGF ) to amerykański krótkometrażowy film o niezidentyfikowanym temacie, który według filmowców był Bigfoot . Materiał filmowy został nakręcony w 1967 roku w Północnej Kalifornii i od tego czasu został poddany wielu próbom uwierzytelnienia lub obalenia go. (via angielska Wklejpedia)

    Sam film trwa niecałą minutę ( w zależności od przyjętej liczby FPSów to albo ~59 sekund przy 16 FPS albo 53 sekundy przy 18 FPS). Dokładna data nakręcenia filmu to 20 października 1967 roku, choć niektórzy twierdzą, że nakręcono to wiekopomne dzieło nieco wcześniej.

    Nie będę opisywał samej treści nagrania, po prostu dołączę filmik dostępny na YT. Chciałbym się natomiast skupić na argumentach za i przeciw autentyczności filmu. A jednych jak i drugich jest sporo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    ARGUMENTACJA ZA:

    - Dimitri Bayanov, Igor Bourtsev i René Dahinden (to ostatnie nazwisko wśród kryptozoologów jest podobno znane, nie wiem, mnie tak czapeczka foliowa jeszcze nie uciska bym znał kogoś poza Danikenem (✌ ゚ ∀ ゚)☞ ) na podstawie badań morfologii uchwyconego stwora i jego ruchów doszli do wniosku, że film jest autentyczny. W swojej książce, którą poświęcili tylko temu jednemu filmowi odpierają zarzut człowieka przebranego w kostium stwierdzeniem, że im bardziej poprawny z anatomicznego punktu widzenia kostium, tym trudniej byłoby się w nim poruszać.

    - Dmitri Donskoy - stwierdził, że sposób chodu bestii byłby praktycznie niemożliwy, a na pewno bardzo trudny, do naturalnego odtworzenia przez człowieka. Przez inny wzrost, masę, najpewniej też inne proporcje kończyn, chód BF nie przypomina ludzkiego kroczenia.

    - Reuben Steindorf - animator, który na podstawie nagrania opracował model komputerowy Wielkiej Stopy, z uwzględnieniem szkieletu kryptydy. Obliczył on wskaźnik IM, czyli stosunek długości kończyny górnej do dolnej i u Sasquatcha wynosił on 88, podczas gdy u człowieka IM=71. o tym wskaźniku pisał również Jeffrey Meldrum z Idaho State University.

    - Grover Krantz - kolejny badacz biomechaniki, który skupił się na sposobie poruszania się Patty (tak uroczo nazwano stwora z filmu). Krantz napisał: "kolano regularnie wygina się pod kątem większym niż 90 °, podczas gdy noga człowieka ugina się poniżej 70 °." Zwrócił także uwagę na o wiele szersze ramiona w stosunku do wysokości stwora, niż u człowieka w stosunku do jego wysokości.

    ARGUMENTY PRZECIW:

    - Bernard Heuvelmans - zoolog i tzw ojciec kryptozoologii (prawdziwy autorytet #pdk) stwierdza, że futro jest zbyt jednolite, że nie przekonuje go występowanie futra na klatce piersiowej (ponieważ u goryli takowe nie występuje)

    - John Napier przez wikipedię nazwany wybitnym ekspertem od naczelnych, również nie uznał autentyczności nagrania. Wg niego podana długość odcisków stóp nie zgadza się z obliczoną wysokością zwierza. Chodzi o długość stóp, którą zmierzono na podstawie odlewów odcisków tam zostawionych.

    - Esteban Sarmiento mówi: "Podeszwa stóp jest zdecydowanie blada, ale dłoń wydaje się ciemna, nie znam żadnego ssaka, w którym podeszwa podeszwowa różni się tak drastycznie od dłoń."
    Oprócz tego twierdzi, że mimo nietypowych proporcji to wszystko to, z IM wcześniej wspomnianym włącznie, mieści się w zasięgu człowieka. Są tak wysocy ludzie i mogliby mieć taki stosunek długości kończyn górnych do dolnych.

    - Były sugestie, że film nagrano w znacznie wyżej liczbie FPSów, a potem odtwarzano w niższej. Dlaczego? Bo człowiek idący stosunkowo szybko przybiera podobną postawę, co mogłoby tłumaczyć osobliwy krok.

    Na koniec wisienka. Oskarżano Pattersona o współpracę z Hollywood. W końcu Planeta Małp weszła do kin zaledwie rok później ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #kryptozoologia #smiesznypiesek #malpapolak #ciekaweciekawe #filmy #twojstary
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #ciekawostki - Czy nadmierna atencyjność niektórych osób jest naturalna i zdrowa? Nie - to zaburzenie osobowości. Nauka nazywa ją osobowością histrioniczną.

    Pełna nazwa to „histrioniczne zaburzenie osobowości” i jest to choroba psychiczna, w przebiegu której chory spodziewa się ciągłej uwagi otoczenia, a kiedy jej nie dostaje, to wykonuje czynność, która atencję zdobędzie. Może to być prowokacyjne zachowanie, ubiór, wstawianie # pokazmorde i # wgw na mirko, czy inna działalność nastawiona na zdobycie jak największej ilości plusów, które prowadzą do zwrócenia na siebie uwagi możliwie jak największej liczby osób.

    Takim zachowaniom bardzo często towarzyszy również przesadne dramatyzowanie, przeżywanie zwyczajnych przeżyć tak, jakby były wielką tragedią i wymyślanie nieistniejących sytuacji, które mogą zostać przedstawione niezwykle dramatycznie. Wszystko to, by - znów - zwrócić na siebie uwagę, zmusić ludzi do współczucia itd.

    Gdyby tego było mało, osoba dotknięta tym zaburzeniem osobowości często jest także wyjątkowo uwodzicielska! Stara się być wyjątkowo seksowna i pociągająca. Może "zareklamować" się jako ktoś, kto jest doskonałym kochankiem, jednak w przeważającej większości histrionicy są zupełnie przeciętnymi kochankami.

    A co, jeśli atencja się nie zgadza? Osoba dotknięta tym zaburzeniem popada najczęściej w depresję i czuje się odrzucona przez społeczeństwo.

    Czy taką przesadną atencyjność można leczyć?

    pokaż spoiler TRZEBA!


    Więcej o tym zaburzeniu dowiecie się z tego artykułu: https://www.wykop.pl/link/4439077/osobowosc-histrioniczna-to-ekscentrycznosc-czy-patologia/

    ---

    Obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe

    ---

    #psychologia #atencja #gruparatowaniapoziomu (dosłownie) #zdrowie #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

  •  

    Ciekawy jestem co sądzi @polaczyna o Pezeciku? toć to okularnik,suchoklates,taki wykopek w sumie,tylko że ma włosy przycięte na 6mm i wychodzi na pole a tak poza tym to gówniak na strzała który nie ma podjazdu do byle średniaka z ulicy XD
    #danielmagical #patostreamy #ciekaweciekawe

    +: Potezny_Baobabun, M.........r +8 innych
  •  

    #ciekawostki - Tygrysy to największe koty, jakie chodzą po Ziemi. Samce często przekraczają 300 kilogramów, a przy takiej masie ciała wciąż są na tyle zwinne, by podskoczyć na 5 metrów! Oznacza to, że z łatwością byłyby w stanie wskoczyć przez okno do mieszkania na pierwszym piętrze.

    Ale dzisiaj nie o tym. Okazuje się, że tygrysy to też prawdziwa #patologiazewsi

    Tygrysy nie tworzą społeczności, są samotnikami i są w pełni niezależne, dlatego nie widuje się zdjęć z tygrysimi rodzinami leżącymi w słońcu, czy w trakcie wspólnego polowania - tak, jak dzieje się to w przypadku lwów. Tygrysy nie utrzymują stałego kontaktu nawet z rodzinami. Samice są bardziej terytorialne, czyli zajmują jakiś teren i w nim żyją. Wychowują tu młode, które po osiągnięciu dojrzałości idą w swoją stronę. Młode tygrysice szukają swojego miejsca, a tygrysy prowadzą tryb mniej terytorialny. Często zapuszczają się na tereny samic w trakcie polowań lub kiedy szukają kandydatki na matkę kolejnego potomstwa. W takim przypadku samce często nie zwracają uwagi na to, czy samica jest im obca, czy jest ich siostrą, lub matką. Zmuszają ją do kopulacji, a jeśli znajdą w jej otoczeniu młode, to starają się je zabić. Naukowcy uważają, że zabijanie młodych ma na celu wyeliminowanie obcych genów i potencjalnych przeciwników w przyszłości.

    Cały artykuł o tygrysach wrzuciliśmy tutaj: https://www.wykop.pl/link/4436967/ciekawe-i-nieoczywiste-fakty-na-temat-tygrysow-kazirodztwo-w-naturze/

    ---

    Obserwuj nasz tag: #ciekaweciekawe

    ---

    #zwierzaczki #natura #mikroreklama #azja #ciekaweciekawe
    pokaż całość

  •  

    Mirki chciałbym opowiedzieć wam historię która wydarzyła się kiedyś mojemu ojcu

    Pamięta ten dzień dzień jak mój ojciec, ze szklanymi oczami opowiadał tą historię. Mój ojciec to rodzony Poznaniak, razem z siostrą i rodzicami mieszkali na Górczynie. Wiedli normalne, spokojne życie. Robert (tak ma na imię) był zwykłym 19-latkiem który nie raz lubił wybrać się na rowerową przejażdżkę. Ba, przez półtora roku jeździł nawet w nieistniejącej już sekcji Warty Poznań (bez większych sukcesów).

    Ojciec jak sam mówił, uwielbiał kiedy przychodziły wakacje. Pomagał dziadkowi w prowadzeniu jego komisu samochodowego. Czyli pucował auta, i grzebał przy jakiś prostych naprawach, lubił to. Często obserwował dziadka jak ten przyprowadza potencjalnych kupców i przekonuje do zakupu. Po pracy często grał z kumplami w nogę, a wieczorem nie wychodził na miasto by upijać się w nieskończoność, tylko po prostu wybierał się na rower. Prawie każdy ciepły wakacyjny wieczór spędzał na dwóch kółkach.

    Jego nominalna trasa wiodła na jezioro Kiekrz, czyli oddalone o jakieś 20 km, które bez problemu można objechać rowerem. Jak sam mówił, brał ze sobą trzy rzeczy: latarkę (tą prostokątną, z okrągłym reflektorem) butelkę picia i parę złotych w razie gdyby musiał prosić kogoś by go podwiózł.

    Dzień w którym wydarzyła się opisywana sytuacja okazał się sobotą. Dziadek sprzedawał wtedy dwa dorodne fiaty, a ojciec do południa sprzątał je, pucując na błysk. Po dwunastej miał jechać do domu by zrobić matce zakupy i zaprowadzić młodszą siostrę do kuzynki.

    Zeszło mu jak mówił do 19. Ostatni jego tydzień był pełen pracy, więc sobota wieczór wydawał się być najlepszym momentem na chwile przejażdżki.

    Wsiadł jak opisywał na swoją "Gazelle" i ruszył na zachód. Zachodzące słońce mocno dawało się we znaki, ale ojciec nie miał zamiaru zawracać. Bez żadnych przerw i na jednym tchu pokonywał 30 kilometrowe trasy.

    Dotarł do Przeźmierowa, gdzie jak mówi mijał trzy wozy strażackie pędzące na sygnałach do pożaru stodoły. Oczywiście ruszył za nimi i w stronę unoszącego się dymu. Czuł żar ognia stojąc prawie 200 metrów dalej, a czas pędził i pędził.

    Kiedy ocknął się, że zapada zmrok, wsiadł ponownie na swoją damkę i popędził w stronę Kiekrzu.

    Mówił, że chyba nigdy tak szybko nie pędził, a jego przednia i tylna lampa napędzana dynamem nigdy nie świeciły tak mocno. Było pusto, głucho i cicho.

    Jeszcze bardziej pusto głucho i i cicho zrobiło gdy zjechał z głównej drogi, by lasami przemierzyć drogę powrotną do Poznania.

    W momencie kiedy wjechał w głąb lasu, słyszał tylko cichy furkot obracającego się dynama. Sytuacja pogorszyła się, gdy przednia żarówka w "Gazelle" postanowiła się po prostu spalić, a ojciec został zdany światło księżyca, które przez korony drzew docierało do ścieżki oświetlając ją tylko momentami. Dróżka wyglądała jak szwajcarski ser.

    "Lampka od dziadka uratowała mi skórę" - mówił, po czym dodał - "nie wyobrażacie sobie, jaką radochę miałem jak zadziałała, była ciężka i nie wygodna, ale chociaż coś widziałem".

    I tak szosowym tempem ojciec przemierzał lasek w golęcinie. Pod kołami było słychać trzask łamanych gałęzi, i pluskanie małych kałuż pozostałych po ostatnich ulewach. Liście mieniły się pod światłem latarki na wyblakłą ciemną zieleń, choć nagle jakieś 10 metrów dalej z spod skarpy wyłoniła się "mała kupa liści".

    "Nie widziałem co jest przede mną, ale widziałem tylko kontury kształtu, jakieś drobiazgi, to coś wchodziło ze skarpy, wdrapywało się na drogę, na ścieżkę" - "z początku myślałem, że to jakiś dzik, przyśpieszyłem, żeby to cholerstwo ominąć, ale musiałem uważać, bo przed sobą miałem potężną kałużę której nie mogłem ominąć".

    "Podjeżdżałem bliżej, słysząc już, że to coś wydobywa się na ścieżkę, wdrapuje się, i nagle dosłownie wstaje jak człowiek siedzący po turecku, po czym wskazało na mnie palcem i powiedziało cichym głosem: prze-przepraszam,t-a-a-m kt-oś l-l-le-ż-ż-y" - wskazując w dół skarpy.

    "Było cholernie ciemno, jak to wyglądało? Nie świeciłem latarką w to, ale na barkach miało jakby liście, to tak jakby taki sweter, albo bluza przyozdobiona dużą ilością liści, to coś wyłaziło z wielkiej kupy liści więc miało wiele liści na swoim ubraniu"

    "Skurwiel był przekonujący, a ja przerażony, ale jeśli tam ktoś jest to musieliśmy mu pomóc. Wziąłem latarkę i zacząłem świecić w dół, patrząc na kupę krzaków i wody z zieloną wyblakłą rosą i co najmniej drugą kupą w gaciach"

    "Grunt był cholernie grząski, a skarpa nie taka mała, w końcu podwinąłem skarpety najwyżej jak sie dało do kolan, żeby nie wleźć w jakieś cierniste krzaki, nadal świecąc w dół, powiedziałem, że gdzie, i że idziemy" - a on na to: t-o t-aa-m n-i-sss-ko

    "Odgarniałem kolejne liście i gałęzie schodząc na dół, widziałem może 3-4 metry dalej, ale za cholere nie widziałem nikogo w dole, ani nikt nie wołał pomocy. Z tyłu słyszałem tylko szeleszczące liście, ale gdy się obróciłem, to kurwa nikogo tam nie było. Ciemno, zielonkawa postać po prostu rozpadła się na części. Akcja działa się szybko, obróciłem się mając tonę gówna w gaciach łapiąc się jakiegoś spróchniałego drzewa, i potknąłem i chyba zacząłem po prostu lecieć w dół"

    W Poznaniu natomiast mój dziadek wrócił do domu. Nie zastał jednak tam całej rodziny, a jedynie swoją żoną (moją babcię) która była nieco zaniepokojona, że mój ojciec (ich syn) nie wrócił od kuzynki. Dlatego też, o 23 ojciec zaczął go szukać. Wsiadł w swojego Poloneza Caro (jedno z lepszych aut na tamte czasu w Poznaniu) i ruszył na poszukiwania.

    Dziadek wrócił o godzinie 2, z nadzieją, że mój ojciecj już wrócił do domu. Jednak zastał tylko zapłakną żonę która ściągała swojego brata i jego synów do szukania mojego ojca.

    Dochodziła godzina 4 kiedy w końcu dziadek znalazł mojego ojca w głębi lasku (wiedzieli gdzie jeździł), który miał siedzieć przy ścieżce wyziębiony uwalony w zielonej mazi w mokrych ubraniach. Ojciec nie potrafił zupełnie wyjaśnić jak się tam znalazł, pamiętał tylko to co opisałem wcześniej.

    Do dziś ojciec opowiada to co się stało tego dnia na rodzinnych spotkaniach. Mówi ze szklanymi oczami, wypełnionymi przerażeniem i zaciekawieniem co dokładnie stało się tamtego wieczoru.

    Mieliście podobne doświadczenia? Nie macie wrażenia, że w lasach żyje coś więcej niż widzimy?

    #kosmici #paranienormalne #zjawiskaparanormalne #poznan #historia #opowiesc #ciekaweciekawe #rodzice #ufo #duchy #rower #rowery #sport #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki Szympansy są w stanie nauczyć się języka migowego, a następnie nauczać kolejne osobniki.

    W latach 60. małżeństwo naukowców adoptowało szympansicę Washoe, którą postanowiło nauczyć amerykańskiego języka migowego. Po kilku latach pracy, w roku 1969 uznano, że eksperyment się powiódł. Szympansica potrafiła w tym czasie używać około 200 znaków, za pomocą których opisywała przedstawioną rzeczywistość. Stała się niniejszym pierwszą istotą posługującą się znanymi nam językami, która nie była człowiekiem. Sukces był spektakularny i zwrócił uwagę całego świata naukowego, a także zapoczątkował kolejne próby nauczania. Od tamtego czasu z mniejszymi lub większymi sukcesami eksperyment powtórzono z udziałem goryli, delfinów, papug i, uwaga: dzięciołów. Warto mieć na uwadze, że w żadnym przypadku nie było to posługiwanie się językiem w strukturze gramatycznej znanej ludziom, przeważnie były to proste znaki, którymi zwierzęta opisywały to, co widzą, czy czego doświadczają, czyli np. po przedstawieniu fotografii łabędzia, zwierzę odpowiadało "ptak, woda, pływanie".

    Więcej ciekawostek o szympansach zebraliśmy w tym znalezisku.

    ---

    Obserwuj tag: #ciekaweciekawe

    ---

    #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama #zwierzaczki #sztuka
    pokaż całość

  •  

    To trochę dziwne, ale od zawsze w snach miałem swój amulet, coś jak te w Incepcji, tylko bardziej hmmm... nietypowy? Tak, to chyba dobre słowo.
    A dlaczegóż to był taki nietypowy? - ktoś może zapytać.
    Ano był to rewolwer, jeden z tych z krótką lufą.
    Jego moc nie polegała na tym, że kręcę nim na palcu i wpada w wir czasoprzestrzennego snu i nie przestaje się kręcić, ani że jego bębenek raz wprawiony w ruch obraca się w nieskończoność.
    Po prostu, w razie koszmaru, a kiedyś męczyły mnie codziennie, przykładałem go sobie między oczy i ciągnąłem za spust.
    Budziłem się od razu.

    Nigdy nie miałem skłonności samobójczych, ani nawet o tym nie myślałem, ale to sen. W śnie wszystko jest inne. Często wiedziałem, że to sen, zwłaszcza, że kiedy sięgałem do prawej kieszeni i nie było w niej telefonu tylko mały gnat to już w zasadzie byłem pewny swego.

    Najdziwniejsze jest to, że mimo iż często miałem świadomość snu to nie mogłem go zmienić, nie mogłem stać się niepokonany czy nieśmiertelny, byłem po prostu jego uczestnikiem. Jedyne co mogłem zrobić to użyć mojego ołowianego biletu do świata jawy.

    pokaż spoiler Też macie jakieś ciekawe historie związane ze swoim snem?


    Także dla własnego bezpieczeństwa chyba nigdy nie wyrobię sobie pozwolenia na broń ¯\_(ツ)_/¯

    #sen #sny #truestory #ciekaweciekawe
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki Kot został współautorem pracy naukowej w dziedzinie fizyki, bo jego właścicielowi nie chciało się przerabiać każdego “my” na “ja”.

    Ta historia to żywa komedia. W 1975 r. profesor Jack H. Hetherington napisał pracę naukową z dziedziny fizyki teoretycznej i chciał ją wysłać do publikacji w naukowym periodyku Physical Review Letters. Zanim to zrobił, jego kolega zwrócił mu uwagę na to, że przecież Jack jest jedynym autorem pracy, a w całym tekście używa liczby mnogiej w odniesieniu do siebie, czyli “zrobiliśmy eksperyment”, “uważamy, że to”, “myślimy, że tamto”. Rzeczywiście, brzmiałoby to dość dziwacznie, a profesor Hetherington to człowiek nauki, nie języka – stąd ten błąd. Poprawienie całej, długiej pracy zajęłoby jednak tak wiele czasu i energii, że profesor postanowił dopisać po prostu drugiego autora.

    Został nim F.D.C. Willard – brzmi jak brytyjski szlachcic, prawda? Rozwińmy więc skrót: “F.D.” to pierwsze litery łacińskiej nazwy kota domowego (Felix Domesticus); “C.” to pierwsza litera kociego imienia (Chester); Willard to imię ojca Chestera. Tym sposobem, kot Chester, syn kota Willarda, stał się F.D.C. Willardem – posiadającym swoją publikację naukową w świecie ludzi.

    Żeby było jeszcze ciekawiej, F.D.C. Willard pięć lat później został współautorem kolejnej pracy i to w języku francuskim! Twórcy artykułu o antyferromagnetykach tak się zakręcili, że nawet nie dopisali do niej Hetheringtona.

    Więcej ciekawych faktów związanych z kotami wykopiesz tutaj.

    ---

    Obserwuj tag: #ciekaweciekawe

    ---

    #koty #gruparatowaniapoziomu #smiesznypiesek #zwierzaczki #heheszki
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki
    Mało znanym faktem jest to, że na modłę Mazurka Dąbrowskiego powstał Hymn Wszechsłowiański stworzony przez słowackiego poetę i pastora Samo (Samuela) Tomasika. Panslawiści zaadaptowali go jako swój hymn w 1848 roku. Oprócz tego, w okresie II Wojny Światowej utwór stał się oficjalnym hymnem Słowacji, a później także Jugosławii. Po rozpadzie Jugosławii hymn Hej slaveni! Obowiązywał w Serbii i Czarnogórze jeszcze do 2006 roku.

    Więcej dowiesz się z tego znaleziska - Wykop.

    ---

    Obserwuj nasz tag: #ciekaweciekawe

    ---

    #gruparatowaniapoziomu #polska #slowianie #mikroreklama
    pokaż całość

  •  
    K....r

    +8

    Potraficie po samej twarzy człowieka go odpowiednio sklasyfikowac?

    Ja potrafię rozpoznać po twarzy patusa, debila, prawiczka, betę, fanaanime i co najciekawsze, homoseksualiste! XD

    W moim przypadku skuteczność 100% jeszcze nigdy mój werdykt nie był błędny xD szufladkowanie ludzi takie płytkie, no ale co zrobisz ¯\_(ツ)_/¯

    #rozkminy #homoseksualizm #ciekaweciekawe #takietam pokaż całość

  •  

    #ciekawostki

    Na zdjęciu widzimy defibrylator AED. Jest tak prosty w obsłudze, że nawet kilkuletnie dziecko może uratować nim ludzkie życie. Stosujemy go, kiedy ktoś w naszym otoczeniu stracił przytomność i nie oddycha - w takim przypadku AED sam zakomunikuje nam, co mamy dalej robić. Jeśli doszło do NZK, czyli nagłego zatrzymania krążenia, to użycie defibrylatora zwiększa szanse na przeżycie takiej osoby z 3% do aż 75%! Znajdziemy je w wielu miejscach, takich jak środki masowego transportu, galerie handlowe, czy dworce - wszędzie tam, gdzie przebywają największe liczby ludzi, a system wciąż się rozwija. Największa sieć defibrylatorów powstała właśnie w Łodzi.

    Dziś wciąż mało ludzi wie o ich istnieniu, dlatego warto o nich mówić, a w tym wywiadzie dowiecie się więcej na temat tego, czym są defibrylatory AED.

    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #medycyna #mikroreklama #gruparatowaniapoziomu #lodz #zdrowie
    pokaż całość

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Ostatnio ktoś mnie prosił bym opisał historię rozwiązaną. Cóż, nasz klient, nasz pan ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Sprawa Rozenmeisje - czyli o Różanej Dziewczynie z Lottum

    Czerwiec 1996 roku, pod Lottum w Holandii znaleziono ciało młodej dziewczyny. Pochowano ją na pobliskim cmentarzu. Biały krzyż, bez tabliczki z imieniem.
    Dziewczynę zgwałcono (znaleziono ją z opuszczonymi spodniami, podwiniętą bluzką, a większość jej ciała byłą ubabrana krwią, precyzując), a potem zamordowano. Ciało porzucono na jednym z różanych pól, z których Lottum słynie. Dlatego też przez lata mówiono o niej "Różana Dziewczyna".

    Do roku 2010 cisza. Nic nikt nie wie. Ale w czerwcu 2010 następuje przełom. Na podstawie badań DNA niemiecka policja trafia na ślad mordercy, a przy okazji na tożsamość dziewczyny - Małgosi. Za pośrednictwem dziennika "Dagblad de Limburger" niemiecka policja zwróciła się do "Gazety Pomorskiej" o pomoc w poszukiwaniu jej bliskich.

    Najpierw opowiem wam o Małgosi. A właściwie Józefie Małgorzacie Wyka (aczkolwiek nie lubiła swojego pierwszego imienia)
    Urodziła się 1976 roku. Swojego ojca pierwszy raz zobaczyła gdy miała 3 lata - gdy Andrzej Wyka wyszedł z więzienia. Ten zabrał Małgosię od matki szybko i zabrał ze sobą do swego domu rodzinnego w Zieleńcu. Mieszkanie z ojcem nie było łatwe. Jedyne co się u jej ojca w domu przelewało to alkohol. Był wypadek z pijanym ojcem, gdy go wiozła będąc nastolatką. Nie skończyła nawet szkoły średniej. Dlatego w końcu stwierdziła, że pojedzie na zachód. Do Niemiec dokładniej. Zacząć od nowa.

    W Niemczech trafiła na Ericha Kurta L. Jej alfonsa, według oficjalnych źródeł, oraz osobę odpowiedzialną za jej śmierć. W 1996 roku Gosia stwierdziła, że ma dość sprzedawania swojego ciała i zamierza odejść. Erichowi było to nie w smak. Ale ta miała silną kartę przetargową - wiedziała o kokainie, którą handluje Erich. Groziła mu, że zgłosi to na policję. Erich zgadał się ze swoimi współpracownikami - Ewą S. i Georgiem K. (jego przyjacielem notabene). Miał spytać Georga, czy on zabije Gosię, a ten miał się zgodzić.

    Sam przebieg morderstwa był następujący. Ewa i Georg zabrali Gosię na wycieczkę samochodem do granicy z Holandią. W okolicach Lottum Ewa stwierdziła, że potrzebuje się przejść, co by kości rozprostować. Georg tym czasem powiedział, że musi coś zrobić przy aucie, ale obiecał, że je dogoni. Gdy Ewa i Gosia szły skrajem lasu Georg dotrzymał obietnicy. Gdy tylko do nich dołączył, uderzył kilka razy młotkiem w głowę Gosię. Jeszcze tego wieczora Georg i Ewa dostali nagrodę za morderstwo od Ericha - kilka gramów kokainy.

    Gdy znaleziono ciało w Lottum rozpoczęło się śledztwo. Ale cóż. Brakowało świadków, dowodów, danych do identyfikacji zamordowanej. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. w 2007 je wznowiono. I we wspomnianym 2010 natrafiono na DNA mężczyzny na jej kurtce...ale nie Georga, a Ericha!

    21 lutego 2010 roku w Kolonii Erich podczas zeznań opowiedział co nieco o sobie (cytat z gazety Lubuskiej):

    Erich Kurt L. urodził się w Kolonii w 1954 r. Życiorys miał burzliwy. Swego prawdziwego ojca widział tylko raz. Ojczym bił jego matkę niemal każdego dnia. Z tego powodu, gdy Erich miał dziewięć lat, zamieszkał u dziadków. W wieku 16 lat opuścił szkołę, poznał 14-letnią dziewczynę, z którą dwa lata później miał już dziecko. Potem ją zostawił, zabierając ze sobą córeczkę. Był oskarżony o gwałt, służył w Bundeswehrze, był kierowcą ciężarówek. W 1993 r. spotkał prostytutkę Michaelę L., która przedstawiła go swojemu szefowi. Ten zatrudnił Ericha do renowacji burdeli. Roboty wykonywał wspólnie z Georgem K., z którym się zaprzyjaźnił. Partnerka przyjaciela, Polka Ewa S., była prostytutką w Barze Napoleona przy Hauptstrasse w Bergisch Gladbach, dawniej małym mieście, a teraz części Kolonii. Dziewczyny, które tam pracowały, codziennie zażywały kokainę, żeby "wytrzymać długie godziny pracy". Erich też zaczął brać, wraz z Ewą i Georgem. Tak odkrył, że można na tym zarabiać: kupował np. 15 gramów, sam zażywał 5, a 10 sprzedawał z dużym zyskiem. Jako ten, który kokę ma zawsze w kieszeni, stał się znany wśród dziewczyn. Woził je swoim dziesięcioletnim porsche do i z Baru Napoleon oraz innych burdeli. Czasami zostawały na noc w jego mieszkaniu w Muehlheim, dzielnicy Kolonii. Była wśród nich Gosia, która sypiała z nim za działkę koki.

    Ale nie powiedział nic więcej o zamordowanej, ani o samym zabójstwie. Tożsamość Gosi ustalono przez udostępnienie jej zdjęcia w mediach. Poznała ją Lidia Lewandowska, żona jej brata - Hieronima Lewandowskiego.

    Niedługo potem ze sprawą powiązano Ewę S. i Georga. Georg miał odczuć ulgę. Nie mógł znieść tylu lat ukrywania morderstwa. Wyznał wszystko. Gdy 9 października 2010 roku policja chciała go przesłuchać ponownie, znaleźli go martwego w jego celi. Atak serca. Nie miał jak dokończyć zeznań.

    Zapewne domyślacie się, gdzie ta historia zmierza. W artykule z 15 kwietnia 2011 roku Gazety Lubuskiej piszą o zwolnieniu Ericha Kurta Lange i Ewy S. Brak mocnych dowodów. Szczególnie, że Georg przed śmiercią zdążył nieźle namieszać. Swojemu prawnikowi przekazał informacje o tym, że Erich wcale mu nie zlecił morderstwa. Erich miał powiedzieć "Ona musi odejść", a według prawnika Georga oraz potem według sądu to za mało by uznać Ericha za zleceniodawcę morderstwa. Co z jego DNA na ubraniach zamordowanej? Cóż, była jedną z jego wielu partnerek, nie muszę tłumaczyć skąd się wziął jego materiał genetyczny.

    Do następnego, Mirki i Mirabelki. Next time: może Dan Cooper, a może o Wampirze z Atlasu. Jeszcze nie wiem.

    #ciekaweciekawe #ciekawostki #historiajednejfotografii #kryminalne #morderstwo
    pokaż całość

    źródło: d-pt.ppstatic.pl 18+

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Do dzisiejszej historii dotarłem za pośrednictwem zaledwie jednego źródła, niestety. Pisała o samej sprawie pewna blogerka, a gdy ją prywatnie spytałem o źródła tej historii to mi nie odpisała. Dlatego sam traktuję to co w swoim wpisie przedstawiła bardziej jak ciekawostkę, może miejską legendę, niż jako pełnoprawną tajemnicę. Normalnie bym coś takiego olał, ale że sam motyw jest dosyć ciekawy to się nim podzielę.

    Musicie mi wybaczyć, że tym razem nie mam skrótowej notki z Wklejpedii, ale naprawdę, poza tym jednym wpisem na blogu, nie mogłem nic w Internetach znaleźć o sprawie :C

    No to przechodząc do tajemniczej historii (miejskiej legendy). Mamy 1985 rok. Bombaj. Policja dostaje powiadomienie o znalezieniu zwłok człowieka na ulicy. Ekspertyza wykazuje, że ofiara, którą był bezdomny została zabita przez zmiażdżenie głowy ciężkim kamieniem. Osobliwa sprawa z dwóch powodów: po pierwsze zazwyczaj modus operandi to nóż, pistolet, czy cokolwiek co jednoznacznie kojarzy się z byciem narzędziem zbrodni, a po drugie nie był to odosobniony przypadek. Ofiar w ciągu dwóch lat naliczono dwanaście. Żadnej nie udało się zidentyfikować (brak dokumentów, brak krewnych).

    Jednemu z zaatakowanych się udało przeżyć, lecz przez szok nie był w stanie ani podać liczby napastników, ani żadnego opisać.
    W 1988 roku morderstwa ustały, tylko po to by po rocznej przerwie pojawiły się kolejne – tym razem w Kalkucie. Sprawca (albo sprawcy) potrzebowali 6 miesięcy by uśmiercić kolejnych 12 bezdomnych, oczywiście w ten sam nietuzinkowy sposób. Ten sam sprawca (sprawcy?) co w Bombaju czy chory naśladowca? Chyba nie muszę powtarzać tej samej śpiewki o problemach z identyfikacją ofiar, braku świadków (albo być może niechęci świadków do mówienia, bo w Indyjskim systemie kastowym bezdomni są na samiuteńkim dole, co niekoniecznie musi się wiązać z tym, że ktoś o nich dba).

    Sprawa ucichła do 2008 roku, kiedy to w mieście Guwahati, ktoś zaczął mordować bezdomnych w ten akurat sposób. Tutaj jednak, hm, killstreak liczył „zaledwie” 7 ofiar, gdyż udało się dorwać sprawcę. A był nim mający 22 lata Krishna Timung, narkoman cierpiący na urojenia.
    Co bardziej spostrzegawczy z was zauważą pewną nieprawidłowość. Timung w chwili aresztowania miał 22 lata, co oznacza, że gdy doszło do morderstw w Bombaju miał ledwo 2 lata. Z tego płynie prosty wniosek, że był naśladowcą naszego „kamieniarza” z lat ’80, a jego nie udało się już złapać.

    Jeszcze raz to podkreślę. Dzisiejsza historia nie jest aż tak pewna, więc potraktuje ją jako ciekawostkę, albo miejską legendę. No ten, to do następnego ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ciekaweciekawe #ciekawostki #morderstwa #indie #harekrishna
    pokaż całość

  •  

    SZWAGIERKA JEST OD KILKU DNI W ELBLĄGU

    Gdyby ktoś z Państwa nadział się na moją Szwagierkę, proszę jej nie mówić - NIE mówić! - o moim występie w Nowym Dworze Gdańskim. Kiedyś, z nieznanego mi powodu, zaczęła się interesować...

    - A co ty właściwie za głupoty wygadujesz na tych swoich występach?

    - Nic, co by ciebie mogło kiedykolwiek zainteresować. Nie lubisz mnie...

    - Prawda.

    - ...nie lubisz tego co robię...

    - Prawda.

    - ...protestowałaś, gdy twój mąż uparł się, bym to ja został ojcem chrzestnym twoich synów...

    - Prawda!!!

    - ... a teraz jakoś musimy z tym żyć i jest nam ciężko

    - Prawda.

    - ... i w tej naszej skomplikowanej sytuacji, chyba lepiej żebyś nie wiedziała co ja robię na moich występach i o czym opowiadam.

    - No nie wiem...

    - Mówię ci: nie chcesz wiedzieć. Po co ci to? Po co masz się męczyć? To są występy dla ludzi, którzy mnie lubią.

    - Zawsze mnie zadziwia, że tacy istnieją...

    Wtedy - a było to kilka lat temu, przed występem w Elblągu - udało mi się Szwagierkę zniechęcić i ostatecznie na występ nie poszła. Ale nie mam pewności, czy ta chęć w niej wymarła, czy jedynie została chwilowo uśpiona. A Szwagierka jest jak śpiąca kobra. Dlatego proszę:

    Szanowni Państwo, Szwagierka jest zielona, je zdrową żywność, szczerze mnie nie cierpi zawsze i za wszystko, a teraz zajechała do Elbląga, gdyż mamy tam Pierwszą Komunię Świętą mojego innego chrześniaka. Nowy Dwór Gdański jest niebezpiecznie blisko Elbląga, a Elbląg to nie jest miasto ogromne - sporo ludzi tam się zna nawzajem, rozmawia ze sobą, a ponadto Szwagierka chodziła tam do szkoły. Więc jeśli ktoś z Państwa nadzieje się na moją Szwagierkę proszę z nią sobie rozmawiać o zdrowej żywności, o wspomnieniach ze szkoły, o ratowaniu padalców w lesie, o przeprowadzaniu żab przez jezdnię, natomiast temat Nowego Dworu Gdańskiego proszę pominąć.

    Bo gdyby przyjechała na występ to... no może się tak zdarzyć, że ja powiem coś o Chrześniakach, a wtedy balanga się skończy. Szwagierka nie może mi niczego zabronić - jej synowie to moi Chrześniacy i mam do nich prawa, ale... Szwagierka ma prawa do swojego męża i gdyby On mnie poprosił, bym zaprzestał publikowania historyjek o Jego żonie i synach, wówczas będę zobowiązany i... Balanga się skończy.

    wc

    #cejrowski #heheszki #ciekaweciekawe #elblag
    pokaż całość

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach #jordanpeterson #ciekaweciekawe #ciekawostki

    Lubię ziomka słuchać. A, że w tym wypadku wypowiada się o seryjnych mordercach, to pomyślałem, że część z was się tym zainteresuje (chociaż pewnie jeśli ktoś jest Mireczkiem/Mirabelką to Petersona kojarzy i już mógł to widzieć).
    Jakoś niedługo zamierzam popełnić wpis o jakimś seryjnym mordercy (chyba najbardziej mnie kusi sprawa Zodiaca, mimo iż maglowana dziesiątki razy to nadal wzbudza sporo emocji).
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach #mirekwposzukiwaniutajemnic

    Chyba moją ulubioną taką tajemniczą (choć już rozwiązaną) akcją jest lądowanie UFO w Emilcinie.
    Zresztą niedawno była kolejna rocznica (10 maja) tego sfingowanego lądowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Jeśli ktoś nie słyszał to tak skrótowo opisując:
    Niejaki Jan Wolski kiedy wracał do domu przez las napotkał dziwne istoty (ufoczki) oraz ich pojazd. Został zabrany na pokład, przebadany i potem puszczony wolno. Samą sprawą zainteresował się Zbigniew Blania-Bolnar ( #bekazpodwojnychnazwisk ), znany socjolog i ufolog z Łodzi. Sam pojazd miał widzieć jeszcze chłopiec - Adam Popiołek.

    Na 99% do tego o czym mówił Jan Wolski nie doszło. Wykazano (przez B. Rudłtowskiego), że dochodzenie Blani było tendencyjne, że zataił informacje, które miały prowadzić do udowodnienia mistyfikacji, że manipulował świadkami podczas rozmów z nimi itp.

    Jeśli ktoś chce poczytać o tym dokładniej to zostawiam odnośnik do strony na Wklejpedii

    Niektórzy pewnie są już oburzeni, że taki wysryw taguję mirkiem w poszukiwaniu tajemnic ( ͡° ͜ʖ ͡°) ale to dlatego, że nie jest moim celem tym razem rozgadać się o czymś. Bardziej chciałbym byście wy się podzielili waszymi ulubionymi historiami z zakresu paranormalne, tajemnicze.

    Czekam na komentarze, Mirusie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    PS. Fundacja Nautilius w 2005 ufundowała pomnik na upamiętnienie tego UFO xD (zostawię zdjęcie pomnika)
    PSS. Pod #mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach będę rzucał takimi luźniejszymi wpisami, prowokował do dyskusji, beczkował, albo opisywał takie cuda, którym akapit tekstu wystarczy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ciekawostki #ciekaweciekawe #ufo #ufoporno #kosmici #kurvinox
    pokaż całość

  •  

    Miałem to dodać jakoś o 8 rano, ale prawdę mówiąc wolałem dłużej pospać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #mierekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Who put Bella in the Wych Elm? is a graffito which first appeared in 1944 following the 1943 discovery of the skeletonized remains of a woman by four children inside a wych elm in Hagley Wood, Hagley (located in the estate of Hagley Hall), in Worcestershire, England. The victim, whose murder is approximated to have occurred in 1941, remains unidentified, and the current location of her skeleton and autopsy report is unknown. (via Wklejpedia PS. Tym razem nie chciało mi się przetłumaczyć, zresztą to tak prymitywny angielski, że nawet ja rozumiem, więc…)

    Był 18 kwietnia 1943 roku. Czwórka chłopców (Robert Hart, Thomas Willetts, Bob Farmer i Fred Payne) wybrała się do lasu Hagley Wood, żeby się pobawić, powspinać po drzewach, czy pomęczyć miejscowe zwierzęta. Jakoś między szukaniem ptasich gniazd, a penetrowaniem koron kolejny drzew mały Bob Farmer wśród gałęzi wiązu (ang. Wych Elm) znalazł czaszkę. Pierwotnie chłopcy myśleli, że to czaszka jakiegoś zwierzęcia, jednak ludzkie włosy i zęby rozwiały ich wątpliwości. Początkowo chłopcy mieli nikomu nie mówić o znalezisku, ponieważ las po którym buszowali był własnością prywatną. Jednak Thomas Willetts czuł się z tym mocno nieswojo, dlatego w końcu powiedział rodzicom o znalezisku.
    Zaraz sprawa trafiła na komendę. Policja we wspomnianym wiązie znalazła niemal kompletny szkielet, but, złotą obrączkę ślubną i strzępki odzieży. Szczególnie cennym znaleziskiem była wspomniana czaszka (zdjęcie będzie w komentarzu), przez wzgląd na włosy i dosyć wyraźny wzór dentystyczny (brakowało kilku zębów). Dalsze przeszukiwanie terenu wokół drzewa przyniosły kolejne znalezisko – ręka zakopana nieopodal drzewa.

    Szczątki trafiły do prof. Jamesa Webstera. Ustalił, że należały do kobiety, która zmarła co najmniej 18 miesięcy temu, określając datę śmierci na październik 1941 roku lub nieco wcześniej. W ustach odkrył kawałek tafty, co zasugerowało, że kobieta zmarła w skutek uduszenia. Z pomiarów drzewa wywnioskował, że kobieta musiała być jeszcze ciepła (wiem jak to brzmi) gdy ją umieszczono w wiązie, ponieważ po rygor mortis kobieta zwyczajnie nie zmieściłaby się między gałęziami. Co jeszcze było wiadomo o tej kobiecie? W chwili śmierci miała ok. 35 lat, byłą raczej niewysoka (152 cm wzrostu), a badania miednicy sugerowały, że urodziła co najmniej jedno dziecko.

    Tutaj pozwolę sobie na malutkie wtrącenie odnośnie roku jej śmierci, czyli 1941, ponieważ właśnie w 1941 roku miało miejsce zgłoszenie pewnego mężczyzny, który zeznał, że słyszał krzyk kobiety z lasu. Policja jednak nic wtedy nie znalazła.
    Na podstawie rzeczy znalezionych przy szczątkach policja próbowała ustalić tożsamość kobiety. Jak się zapewne domyślacie, bezskutecznie. To były czasy wojny, wielu ludzi ginęło. Poza tym, jak się kazało po porównaniu materiału dowodowego z raportami o zaginionych, znaleziona kobieta nie pasowała do żadnego z nich. Czyli nikt nie zgłosił zaginięcia.

    Dochodzimy do punktu kulminacyjnego, czyli graffito na ścianie w Upper Dean Street w Brimingham. „Who put Bella in the Wych Elm?” doprowadziło śledczych do kilku nowych tropów, które miały wyjaśnić kim była Bella. Sam napis pojawił się również na ścianach budynków w miasteczku Stourbride oraz od 1970 roku na Obelisku Hagley’a. Nie znaleziono autora (lub autorów) napisów, sugerowano, że pierwszy mógł być dziełem jakiegoś żartownisia, a potem ten niesmaczny dowcip został podchwycony przez naśladowców. Inni twierdzili, że autorem napisów jest morderca Belli (lub jak głosiły jedne z pierwszych napisów Luebelli), bo sam fakt jak ją nazywał sugerował że znał jej tożsamość (przynajmniej sugerował pomysłodawcom tej teorii).
    Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że potem napis pojawiał się w formie przekształconej na „Who put Bella in the Witch Elm?”, co odnosi się do jednej z hipotez mających wyjaśnić przyczynę śmierci kobiety.

    Więc kim była nasza Piękna denatka?

    Teorii jest całe zatrzęsienie, w większości obalone, a te co pozostały są na ten moment nieweryfikowalne, przez brak materiału dowodowego. Jedna z nich sugeruje, że uduszoną była zaginiona kilka lat wcześniej prostytutka o przezwisku Bella. Natomiast najpewniej to nie była ona, rysopisy obu kobiet niezupełnie się pokrywały.

    Inna z teorii związana jest z postacią Jacka Myssopa. Według tego co powiedział swojej byłej żonie – Unie Myssop – on i van Ralt (kimkolwiek był) przyczynili się do śmierci tej kobiety. Z van Raltem była kobieta – holenderka precyzując. Miała on się upić do nieprzytomności, a panowie w ramach psikusa posadzili ją między gałęziami wiązu. Samego Jacka osadzono w szpitalu psychiatrycznym, gdyż w snach powracała do niego kobieta, która umarła wśród gałęzi drzewa. W tymże szpitalu zmarł, nim jeszcze chłopcy odnaleźli ciało kobiety. Mi się to nie dodaje, szczególnie biorąc pod uwagę znalezioną taftę. No i ręka, która była kawałek od drzewa, zakopana.

    A właśnie, ręka. Jej właśnie dotyczy kolejna teoria. Bellę zabiły czary. Według tej teorii cyganie (a któż by inny?) zabili Bellę podczas okultystycznego rytuału, sama ręka kojarzyła się z Ręką Chwały. Sama teza była na tyle popularna w prasie, że próbowano ją powiązać z tajemniczym morderstwem Charlesa Waltona (o nim może następnym razem). Stąd też wzięła się późniejsza forma graffito, gdzie "Witch elm" zastąpiło "Wych elm".

    Ostatnia teoria, którą omówię pochodzi z odtajnionych dokumentów MI5 o Josefie Jakobie - ostatnim człowieku, który został stracony w Tower of London 15 sierpnia 1941 r. Agent Abwehry , spadł na spadochronie w Cambridgeshire w 1941 r. Złamał kostkę podczas lądowania i wkrótce został aresztowany przez Home Guard. Znaleziono przy nim zdjęcie rzekomo jego kochanki, niemieckiej piosenkarki kabaretowej i aktorki o imieniu Clara Bauerle. Jakobs powiedział, że była szkolona na szpiega, i że gdyby nawiązał kontakt, mogła zostać po nim wysłana do Anglii. Niestety, nie ma dowodów na to, że Clara Bauerle została zrzucona na spadochronach do Anglii. Ponadto Bella miała 5 stóp (152 cm w cywilizowanej skali) wzrostu i kilku świadków twierdziło, że Clara Bauerle była wysoka (około 6 stóp czyli 30 cm więcej). We wrześniu 2016 r. Ustalono, że Clara Bauerle zmarła w Berlinie 16 grudnia 1942 r, zatem nie mogła być Bellą. Aczkolwiek sama teoria niewątpliwie była ciekawa.

    Koniec końców, nie wiemy kim była ta kobieta, jak się znalazła wśród gałęzi wiązu, ani kto pierwszy napisał na ścianie budynku to niepokojące pytanie. Sam napis powraca co raz, jak gdyby domagał się rozwiązania sprawy.

    #ciekaweciekawe #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historiajednejfotografii #morderstwo #kryminalistyka
    pokaż całość

    •  

      @Scorpjon: Czytałem nie tak dawno o tej sprawie (zresztą - było to typowe buszowanie po wikipedii po przeczytaniu jednego z Twoich wpisów, ach to cudo artykułów powiązanych :)) - i z tego co rozumiem, to ta kobieta była tak jakby w środku pnia (tudzież w jakimś wydrążeniu pnia) tego drzewa. No i co do teorii to tam chyba było, że najbardziej prawdopodobna jest ta z prostytutką, ale nie widziałem informacji o porównaniu jej rysopisu z rysopisem "denatki". pokaż całość

    •  

      @gumiorek: na jakimś blogu natrafiłem na info, że rysopisy się nie zgadzały ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    20 lat żyję na tym świecie i dopiero teraz się dowiedziałem, po co są te dziurki w rączkach od patelni / garnków

    #gotowanie #sztucce #ciekaweciekawe

    źródło: fromapp.jpg

    +: monte_rosa, m......_ +137 innych
  •  

    Kurwa.
    Czemu ludzie dookoła są tak głupi?

    Z kim nie gadam, to trzeba mu tłumaczyć proste rzeczy i wyjaśniać sposób, którym mógłby się kierować, aby sam wpadał na rozwiązania (rodzaj szablonu myślowego).

    Tak, oglądałem najnowszy odcinek R. Kotarskiego o "Wiem, że nic nie wiem, ale się wypowiem" - ale to nie o to tutaj chodzi. Po prostu ludzie są leniwi, aby spróbować dojść do pewnych rozwiązań i po prostu gadają to co najdzie im na język, ale nic logicznego z tego wynika. Najbardziej frustrują mnie proste sprawy, które są banalne do rozwiązania (wręcz wystarczy jeden minimalny czynnik do ich rozwiązania) - ale to i tak zbyt trudne dla co niektórych.

    Nie rozumiem jak można nie mieć potrzeby uzupełniania własnej niewiedzy. Chociaż na tyle - by nie musieć polegać na innych. Pytać wypada, a nawet należy. Pytań nigdy za wiele. Istnieć mogą tylko głupie odpowiedzi.
    Ale między pytaniem kogoś, a poleganiem na kimś jest duża różnica.

    W pierwszym przypadku sytuacja wygląda tak, że pytający szuka kolejnych składowych do uzyskania rozwiązania.
    Potrzebna jest mu motywacja, której sam nie może w danej chwili znaleźć. Jestem jak najbardziej za tym postępowaniem.
    W końcu po to mamy możliwość komunikacji, aby za jej pomocą dążyć do polepszenia swojego (a także innych) stanu bytu. Ewolucja.

    W drugim przypadku jest to czyste lenistwo. Stwierdzamy, że najlepszym rozwiązaniem na nasz problem jest przerzucenie go na inną jednostkę. W ten sposób oczywiście można rozwiązać problem, ale gdzie tutaj miejsce na rozwój? Przecież owa jednostka nie będzie wiecznie przyjmowała naszych problemów, aby rozwiązywać je na naszą korzyść. Może w erze robotów takie coś by wystąpiło, ale i tak pewnie na krótki okres czasu. Wtedy jako słabsza jednostka zostaniemy po prostu wyeliminowani. Ewolucja.

    Podsumowując moje wypociny - może chociaż część z Was natchnie ten wpis na nieco większy angaż.
    Moja ex wychowawczyni z czasów liceum wpoiła nam pewną myśl :
    "Każdy problem jest tylko kolejnym wyzwaniem do rozwiązania".
    Gdyby tak każdy z nas chociaż po części wziął sobie te słowa do serca, to Świat stałby się lepszy, a życie łatwiejsze.

    pokaż spoiler Ten wpis mojego problemu/wyzwania nie rozwiąże, ale może chociaż będzie swego rodzaju motywacją do działania dla Was. Pozdrawiam ;)


    #przemyslenia #problemypierwszegoswiata #rozwojosobisty #motywacja #ciekaweciekawe
    pokaż całość

    •  

      @Felynsky: Lenistwo. Sam jak chodzi mi coś po głowie to zamiast siedzieć w google wertować mase stron pytam obeznanego w temacie i on mi to tłumaczy prostym językiem :)
      Czasem po głowie chodzą mi jakieś słowa którego znaczenia nie pamiętam to pytam innych zamiast wstukać w google. Ostatnio ogarnąłem słowa takie jak nawa boczna, nawa główna, presbiterium ? tak się to pisze? Umiem też już różnić kościoły od synagog i cerkwi bo mi kumpel powiedział jak to zrobić.
      Mam kumpla który sam z siebie uczy się nowych języków, czyta nowe ustawy bo robi w urzędzie i ogólnie taki "rozwój" nie wiem ja jakoś nie potrafię tak chyba że coś mnie MEGA zainteresuje to zgłębiam jak tylko trochę albo trochę bardzo ale nie MEGA to wole się znajomych podpytać, mieć na tacy podaną odpowiedź:)
      pokaż całość

    •  

      @Niebadzlosiem ale to jest właśnie sytacja nr 1 którą opisałem. Pytasz, aby uzyskać niezbędną Ci odpowiedź do dalszego rozwiązywania danego wyzwania/problemu. :)

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    W tym tygodniu więcej mnie na wydziale nie ma, niż mnie jest, toteż cierpię na nadmiar wolnego czasu i napisałem o kolejnej ciekawej historii z zaginięciem w roli głównej.

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Zaginięcie Tary Calico

    Tara Leigh Calico (ur. 28 lutego 1969) to Amerykanka, która zniknęła w pobliżu jej domu w Belen w stanie Nowy Meksyk 20 września 1988 roku. Uważa się, że została porwana. (via Wklejpedia)

    Mamy czas i miejsce akcji. Mamy bohaterkę tego dramatu - w dniu zaginięcia dziewiętnastoletnią Tarę Calico. No i mamy przebieg wydarzeń. Tego dnia, jak zawsze, wyszła pojeździć na rowerze. O 9:30 opuściła dom i udała się na swoją trasę, którą najchętniej pokonywała na jednośladzie. Czasami z nią jeździła matka, jednak zaprzestała tego, gdy stwierdziła, że czuje się tam śledzona.

    Tego dnia miała po nią podjechać mama i zawieść na tenisa o 12:30. Ale po przejechaniu całej trasy pani Calico nie mogła jej znaleźć. Skontaktowała się z policją. Po dziewczynie zostały tylko kawałki jej Walkmana i kaseta, znalezione przy drodze.
    Świadkowie mówili tylko o tym, że widzieli Tarę na rowerze. Nikt nie widział samego aktu porwania. Choć warto wspomnieć, że niektórzy w zeznaniach mówili o jasnym vanie.

    I tyle. Śledztwo stanęło w martwym punkcie.

    W czerwcu 1989 roku coś ruszyło. Jakaś kobieta pod sklepem na Florydzie widziała mężczyznę, który wsiadł do sporego, białego vana. To samo w sobie jeszcze nic. Ale na miejscu gdzie parkował zostało po nim zdjęcie z Polaroida, na którym jest Tara i jakiś chłopiec. Oboje skrępowani.

    Chłopca wstępnie zidentyfikowano jako Michaela Henley’a Jr, który zaginął podczas polowania w kwietniu 1988 roku. Co istotne, oba zaginięcia miały miejsce stosunkowo blisko siebie, co mogło by sugerować tego samego porywacza.
    Problemem był fakt, że zdjęcie pojawiło się we Florydzie. To całe 7 stanów od Nowego Meksyku, kawał drogi. Vana, ani jego tajemniczego kierowcy nie odnaleziono. Kolejny martwy punkt.

    I nagle, w 1990, odnaleziono ciało małego Michaela, w Nowym Meksyku. Niedaleko miejsca gdzie zaginął. Sekcja wykazała śmierć z wycieńczenia. Nagle wszystkie teorie na temat obu zaginięć szlag trafił. W końcu skoro go znaleziono tam gdzie zaginął, to nie był porwany, prawda? Ale skoro tak to czemu go nie odnaleziono 2 lata wcześniej podczas poszukiwań zakrojonych na szeroką skalę? Czy porywacz z jakiegoś szalonego i tylko jego wiadomego mu powodu, ciało chłopca odwiózł do Nowego Meksyku? Oczywiście, jeżeli naprawdę Michael został porwany. A jeżeli nie został, to kim jest chłopiec na zdjęciu? Dużo pytań, na które nie uzyskano odpowiedzi.

    Wracając do zdjęcia, specjaliści zaczęli kwestionować to, czy na zdjęciu na pewno znajduje się Tara Calico, wskazując na niezgodność pewnych detali anatomicznych. Jednak matka zaginionej jest pewna, że to jej córka. Mówiła, że blizna na nodze, którą ma sfotografowana dziewczyna jest taka sama jak u Tary – blizny jej dziecko dorobiło się w wypadku samochodowym.

    Tary nigdy nie odnaleziono.

    Warto jeszcze wspomnieć o roku 2009. Dwadzieścia lat po zaginięciu Tary ktoś (z adresu w Nowym Meksyku, dokładniej z Albuquerque, które znajdowało się niedaleko Belen, ktoś rozesłał zdjęcia chłopca nieznanego chłopca, łudząco podobnego do Michaela. Na zdjęciach chłopak miał zamazane na czarno usta. Fotografia dotarła pocztą na kilka różnych posterunków policji i kościołów w okolicy.

    W październiku 2013 r. Powołano sześcioosobową grupę zadaniową, aby ponownie zbadać zniknięcie Calico. Od 2018 r. Nie przeprowadzono żadnych aresztowań, a sprawa pozostaje otwarta.
    I to tyle. Do następnego.

    #ciekawe #ciekawostki #ciekaweciekawe #historiajednejfotografii #tajemnice #zaginieni

    pokaż spoiler Jeżeli chcesz być na bieżąco to zasubuj tę oto listę : https://mirkolisty.pvu.pl/list/wlTiwMq7f5YMgKYz
    pokaż całość

  •  

    #gruparatowaniapoziomu #historia #lotnictwo #iiws

    PZL P.7a – polski samolot myśliwski konstrukcji inżyniera Zygmunta Puławskiego z rodziny myśliwców z polskim płatem, opracowany i produkowany w Państwowych Zakładach Lotniczych.

    Był rozwinięciem konstrukcji PZL P.6. Pierwszy prototyp oblatano w październiku 1930 roku. Pierwsza partia zeszła z taśmy 1932 roku, w '33 była gotowa cała seria 149 maszyn. W tym roku weszły do polskiego lotnictwa, zastępując Avie BH-33 i PWS-10.

    P.7a był pierwszym polskim samolotem w siłach zbrojnych o całkowicie metalowej konstrukcji i wówczas prawdopodobnie najlepszym na świecie (nie mam na to źródła, tak twierdzi Wiki, a wiemy jak to z nią). Natomiast na pewno to dzięki niemu polskie lotnictwo było pierwszym na świecie, które wprowadziło samoloty o w pełni metalowej konstrukcji (a to jest już jakieś osiągnięcie).

    P.7a był też o tyle ważny, że Puławski z niego właśnie wyprowadził najsłynniejszy chyba polski samolot z tego okresu czyli PZL P.11c.

    O samej konstrukcji powiem tyle: górnopłat zastrzałowy, skrzydło to tzw. płat mewi, czy tam płat Puławskiego / płat polski. Podwozie klasyczne, dwukołowe, stałe z amortyzatorami ukrytymi w kadłubie i płozą ogonową. Przednia część kadłuba przed kabiną wykonana jako krata spawana z rur i pokryta blachą duralową, tylna część półskorupowa. Kabina pilota jednomiejscowa, otwarta. Zbiornik paliwa w kadłubie za silnikiem miał postać beczki i mógł być odrzucany w razie zagrożenia pożarem. Uzbrojenie stanowiły dwa karabiny maszynowe Vickersa kalibru 7,92 mm (zapas amunicji po 700 sztuk) montowane w kadłubie. Celownik lunetkowy, potem kołowy z muszką.

    Przednia część kadłuba przed kabiną wykonana jako krata spawana z rur i pokryta blachą duralową, tylna część półskorupowa. Kabina pilota jednomiejscowa, otwarta. Zbiornik paliwa w kadłubie za silnikiem miał postać beczki i mógł być odrzucany w razie zagrożenia pożarem.

    Przednia część kadłuba przed kabiną wykonana jako krata spawana z rur i pokryta blachą duralową, tylna część półskorupowa. Kabina pilota jednomiejscowa, otwarta. Zbiornik paliwa w kadłubie za silnikiem miał postać beczki i mógł być odrzucany w razie zagrożenia pożarem.

    Dane techniczne
    Napęd 1 × 9 cylindrowy silnik gwiazdowy Škoda-Bristol Jupiter VII F
    Moc 480 KM

    Wymiary
    Rozpiętość 10,57 m
    Długość 6,98 m
    Wysokość 2,69 m
    Powierzchnia nośna 17,90 m²

    Masa
    Własna 1090 kg
    Startowa 1476 kg

    Osiągi
    Prędkość maks. 327 km/h na pułapie 4000 m
    Prędkość minimalna 104 km/h
    Prędkość wznoszenia 10,4 m/s
    Pułap 8500 m
    Pułap praktyczny 3000 m
    Zasięg 600 km
    Rozbieg 150 m
    Dobieg 215 m

    #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #ciekaweciekawe
    pokaż całość

    źródło: smartage.pl

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic

    Wyjątkowo dzisiaj są dwa wpisy i oba nie są o tajemniczych morderstwach ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wyregulujcie antenki w waszych foliowych czapkach i wyruszcie ze mną do Abydos w Egipcie. Spotkamy tam kosmitów, helikoptery i tajemną prawdę.
    Właściwie to nie spotkamy ani jednej z wymienionych rewelacji, ale po kolei.

    Helikopterem z Abydos nazywa się hieroglif przedstawiający, no cóż, helikopter. Nazwa właściwie mówi wszystko. Warto jedynie dodać, że foliarze (czy tam ufolodzy, dla mnie to synonimy) w hieroglifach obok doszukują się jeszcze wizerunku czołgu i spodka / łodzi podwodnej. I to ma być dowodem na to, że po pierwsze antyczni byli o wiele bardziej zaawansowani, a po drugie, że od czasów antycznych nawiedzają nas obce cywilizacje. von Daniken boners

    Problem w tym, że nie mamy nawet jednego wraku, nawet jednego śladu sugerującego, że antyczni Egipcjanie posiadali jakikolwiek pojazd poza rydwanem. Mało tego, nie ma nawet jakiegokolwiek innego hieroglifu przedstawiającego maszyny latające. Co wg historyków, egiptologów, jest co najmniej podejrzane, biorąc pod uwagę jak ten lud chętnie chwalił się swoimi zdobyczami militarnymi i cywilizacyjnymi.

    Zatem jak powstały te reliefy? Ktoś po tym pisał ponownie. Dokładniej mówiąc, najpewniej padło polecenie zasklepienia wgłębień po pierwotnym zapisie hieroglificznym i w nowo powstałej powierzchni wydłubano coś innego. Z upływem setek lat woda wymywała tynk, erozja postępowała i to co widzimy jest sumą różnych glifów i figlarnej natury przypadku.

    Oczywiście wersja o erozji przez zwolenników teorii o paleoastronautyce jest odrzucana, bo jak taki nietypowy kształt mógł powstać przez przypadek? Cóż, tutaj odpowiedzią może być zjawisko pareidolii (najsłynniejszym jej przykładem jest dostrzeganie twarzy na Marsie), czyli widzenia znajomych kształtów w przypadkowych szczegółach.

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #ciekaweciekawe #egipt #hieroglify #ufo #ufoporno #foliarze #tagzartownis
    pokaż całość

    źródło: blurppp.com

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Tajemnica Lodowej Przełęczy (albo tragedia Kaszniców) – incydent mający miejsce 3 sierpinia 1925 roku w okolicy Żabich Stawów Jaworowych w Słowackich Tatrach Wysokich, w wyniku którego zmarły 3 osoby: Kazimierz Kasznica (46 lat), jego dwunastoletni syn i doświadczony taternik Ryszard Wasserberger (21 lat).

    Notka autorska, bo Wikipedia nie ma o tym artykułu, tylko gówno-notkę podpiętą pod tekst to Żabich Stawach.

    Mamy początek sierpnia, ale ze wspomnień wynika, że pogoda była jak późną jesienią. Rano padał mokry śnieg, a potem deszcz. Ze schroniska Téryego w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich do Jaworzyny i na Łysą Polanę przez Lodową Przełęcz zamierzała udać się rodzina Kaszniców. Tak, rodzina. Wspomniany pięćdziesięcioletni Kazimierz (któy z zawody był prokuratorem), jego żona Waleria i syn. Prokurator wypytywał o trasę poznanych w chacie Téryego polskich taterników. Był to zespół doświadczonych wspinaczy: Jan Alfred Szczepański, Alfred Szczepański, Stanisław Zaremba, oraz 21-letni wówczas Ryszard Wasserberger. Oni również postanowili ze względu na złe warunki pogodowe, wracać do Zakopanego przez Lodową Przełęcz. W przypadku tej ekipy przejście trasy nie nastręczało żadnych problemów.

    Ewidentnie towarzyszom Wasserbergera niedoświadczeni turyści byli kulą u nogi. Stary Kasznica był krótkowidzem, a w deszczu gdzie co chwilę tracił widoczność przez zalane deszczem okulary opóźniał grupę. Każda chwila postoju oznaczała uciążliwe marznięcie na mrozie. Nie dziwota, że taternicy mieli go dość. Ale młody Ryszard czuł się najwyraźniej za rodzinę Kaszniców odpowiedzialny i w odróżnieniu od swoich kolegów zostawał w tyle by być zawsze w pogotowiu. W pewnym momencie Zaremba i Szczepański stwierdzili, że do prowadzenia turystów wystarczy tylko jeden z nich oraz, że powinni ciągnąć losy o to kto zostania z nimi w tyle, podczas gdy dwóch pozostałych będzie mogła pobiec naporzód. Wasserberger uznał losowanie za zbędę i zadeklarował wolę towarzyszenia Kasznicom.

    Zatem trójka taterników w szybkim tempie ruszyła na Lodową Przełęcz. Po południu byli na Łysej Polanie, wieczorem w Zakopanem. Tymczasem Kasznicowie z Wasserbergerem dotarli na przełęcz dopiero po ok. 3 godzinach marszu od chaty Tery’ego. Dodajmy, że czas przejścia na tej trasie, dla turystów średniozaawansowanych, wynosi 1 godz. 15 minut (według przewodnika „Tatry Słowackie”, Józef Nyka).

    W momencie gdy osiągneli Lodową Przełęcz nasąpiło totalne załamanie pogody. Najpierw nastało silne gradobicie, potem wzmógł się wicher. Taternik pośpieszał turystów w nadzieji, że po drugiej stronie grani, gdy znajdą się poniżej przełęczy to wiatr osłabnie. Gdy byli kilkanaście metrów ponizej grani wiatr począł słabnąć, przycichać. Trudny moment był za nimi.

    Młody Kasznica począł się skarżyć, iż traci oddech. Matka wzięła od chłopca plecak, a Wasserberger pomagał mu iść. Tak doszli około godziny czwartej w pobliże Żabiego Stawu Jaworowego. Wydało się, że najgorsze mają już za sobą, gdy nagle starszy Kasznica usiadł na głazie ze słowami: Jestem bardzo zmęczony... Dalej iść nie mogę... Pierwszym odruchem Kasznicowej było zwrócić się o pomoc do Wasserbergera, jako najsilniejszego i najbardziej doświadczonego w zespole. I wówczas usłyszała przerażającą, niezrozumiałą wprost odpowiedź: Czuję się także bardzo słaby…
    (Wawrzyniec Żuławski, Tajemnica Doliny Jaworowej w: Tragedie tatrzańskie)

    Kobieta w obliczu śmierci bliskich i taternika, który okazał im tyle serca postanawia działać. Aby osłonić syna od wiatru prowadzi go pod duży kamień będący nieopodal szlaku. Taternikowi pomaga przenieść się pod wantę. Gdy biegnie do swego męża ten osłabł osuwa się na ziemię. Kobieta rzuca się do plecaka, gorączkowo szuka butelki koniaku. Nalewa trunku do ust męża w nadziei, że płyn może go rozgrzeje, poruszy jego gasnący oddech. Po parunastu chwilach mężczyzna przestaje oddychać. Kasznicowa wraca do syna. Podaje mu czekoladę. Dziecko traci przytomność. Waleria odwraca się do taternika licząc na jego pomoc, ale on tylko majaczy w malignie, chce wstawać i iść z przyjaciółmi w góry. Kobieta powstrzymuje go przed powstaniem. Gdy powróciłą spowrotem pod kamień gdzie leżał jej syn, ten już nie żył. Zrozpaczona Waleria znowu odwraca wzork w stronę taternika, którego nie ma pod wantą. Ten powstał, ale tylko po to by kilka metrów dalej się osłabiony przewrócić i przy upadku rozbić sobie głowę o kamień.

    Waleria Kasznica została sama w górach z ciałem męża, syna i towarzyszącego im taternika.
    Nie słyszy szumu wiatru. Nie czuje zimna, głodu, pragnienia. Zapada w letarg. Na przemian traci i odzyskuje przytomność. Nie odróżnia dnia od nocy. Nie wie co się z nią dzieje. Porusza się po górskich bezdrożach, kozich perciach, by wreszcie po 37 godzinach i dwóch nocach spędzonych w górach zejść w okolice Łysej Polany. Tam natrafia na naczelnika TOPRu Mariusza Zaruskiego, któremu opowiada o tej tragedii. Natychmiast rusza ekspedycja Pogotowia do Doliny Jaworowej. Transportują trzy ciała.

    Sekcja zwłok wykazała obrzęk płuc i zatrzymanie akcji serca z nieznanych przyczyn u całej trójki. U Kazimierza Kasznicy ujawniono wadę serca i zwapnienie żył, które w trudnych warunkach mogłyby doprowadzić do zawału. U jego syna stwierdzono początki tego samego schorzenia. Ale Wasserberger był zdrowy i radził sobie już w trudniejszych warunkach.

    Zatem, co się tam, kurła, stało?
    Początkowo podejrzewano koniak, którego nie piła tylko Waleria (tak zeznała przynajmniej). Miał być zatruty. Teoretycznie miałoby to sens, Kasznica był prokuratorem, z taką robotą łatwo znaleźć sobie wrogów, szczególnie takich, o których nie wiemy. Być może ktoś mu tę butelkę koniaku doprawił trucizną i podarował w nadziei, że on zdechnie.
    Inni próbowali to wyjaśnić ,,próżnią", która może się wytworzyć przy silnym wietrze, a ta może na tyle utrudnić oddychanie, że możliwe jest uduszenie. Ale jak to miałaby przeżyć Waleria?

    Sprawa od ponad 90 lat pozostaje nierozwiązana.

    #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historiajednejfotografii #ciekaweciekawe #tatry #taternictwo #jebacmorze
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

    •  

      @kornowski: pobliski lodowy szczyt na pewno był polski wiec żabi staw chyba tez
      @Scorpjon: to ze pani Waleria mówi o takiej kolejności zdarzeń to nic nie świadczy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Ale co do ich zachowania jak kutafony - to jest super łatwy odcinek, dla doświadczonego taternika to są 4h spaceru wiec nawet nie pomyśleli ze coś się może stać. A pewnie tam wiele razy byli to czemu maja niańczyć jakichś ludzi. To tak jakbyś z kolegami spotkał rodzine jadąca na rowerach przez las i miał z nimi się wlec cały dzień zamiast szybciutko dojechać do baru i napić się piwka pokaż całość

    •  

      @powiedz: oczywiście, że nic nie mówi ( ͡° ͜ʖ ͡°)ale nic lepszego nie mieli, a nie znalazłem informacji sterujących, że mogło być inaczej, więc jestem zmuszony jej wierzyć ¯\_(ツ)_/¯

    • więcej komentarzy (79)

  •  

    Pod współrzędnymi: 50° 0'38.20"N 110° 6'48.32"W , można zobaczyć kolegę twarzy z Marsa. Wygląda jak Indianin ze słuchawką w uchu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Ta struktura znajduje się w południowo-zachodniej Kanadzie, ok 70 mil od granicy z USA i 180 mil na południowy-zachód od Calgary. W "uchu" postaci znajduje się kopalnia.
    #ciekawostki #ziemia #ciekaweciekawe pokaż całość

    źródło: paranormalne.pl

    +: esc0bar, P...._ +14 innych
  •  

    #gruparatowaniapoziomu #mirekwposzukiwaniutajemnic

    Kobieta z Isdal (norweski: Isdalskvinnen) – kobieta o nieustalonej tożsamości znaleziona martwa w dolinie Isdalen w Bergen, Norwegii, 29 listopada 1970 roku.

    Historia ta uważana jest za jedną z największych tajemnic Norwegii. Od wielu lat jest przedmiotem intensywnych spekulacji. Isdalen jest znana wśród mieszkańców jako „Dolina Śmierci”. Było to miejsce, gdzie w średniowieczu ludzie popełniali samobójstwa, a w latach 60. kilkunastu turystów zmarło, gdy podczas trekkingu we mgle osunęli się ze zbocza. (via Wklejpedia)

    Obiecałem ( ͡° ͜ʖ ͡°) A, że to IMHO jedna z ciekawszych spraw (i pewnie równie przeruchanych jak Natalia Starr) to koniecznie chciałem coś o niej napisać. Szczególnie, że na pewno to nie był wypadek.

    Mamy 29 listopada 1970 roku. Mężczyzna z dwiema córkami wędruje radośnie w okolicy doliny Isdalen. Tam sielska wycieczkę przerywa groteskowe znalezisko. Pod stertą liści i kamieni znajdowało się częściowo zwęglone ciało kobiety. Generalnie znalezisko typowe dla tej okolicy, nazywanej "Doliną Śmierci" gdzie często ludzie udawali się w celu popełnienia samobójstwa. A jednak detale sugerowały, że coś jest nie tak (chociaż nie wiem, że nadpalone ciało to taki sobie "detal"). Ciało było spalone tylko z jednej strony, tak jakby się rzuciła na plecy podczas podpalenia. Z jej ubrań (notabene zdecydowanie za lekkich jak na wyjście w góry tą porą) powycinano wszystkie metki. Obok ciała było opakowanie po tabletkach nasennych, suchy prowiant, kanistry po benzynie, butelka po likierze, srebrna łyżeczka, z której ktoś zeszlifował monogram oraz zegarek i biżuteria.

    Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że kobieta zatruła się tlenkiem węgla. Czyli gdy ją podpalono jeszcze żyła. W żołądku miała ponad 50 pigułek nasennych. Twarz miała na tyle spaloną, że nie można było jej zidentyfikować na tej podstawie. Wokół szyi było widać siniaki, czyli przed śmiercią była duszona (nie dało się z jej szyi ściągnąć żadnych odcisków palców, mimo iż to była ewidentnie robota czyichś łapek). Usunięto jej odciski palców, kolejne utrudnienie w identyfikacji. Stan uzębienia pozwolił jedynie ustalić gdzie mogła być leczona: a Dalekim Wschodzie, w Południowej Europie lub Ameryce Południowej. Ale nic ponadto.

    Kilka dni potem, na dworcu w Bergen, znaleziono dwie walizki, której najwidoczniej należały do zamordowanej. W bagażu było 500 marek niemieckich, 130 koron norweskich, notatnik, peruki, recepta na krem na egzemę z zamazanym nazwiskiem lekarza i datą oraz okulary przeciwsłoneczne. Te ostatnie są o tyle ciekawe, że udało się z nich zdjąć częściowe odciski palców. W walizce był się jeden z istotnych tropów - reklamówka ze sklepu obuwniczego Oscar Rørtvedt w Stavanger. Syn właściciela, Rolf Rørtvedt, pamięta, że sprzedał buty "bardzo dobrze ubranej, ładnej kobiecie z ciemnymi włosami". Buty, który sprzedał wydają się pasować do butów znalezionych w dolinie Isdalen. Z jego pomocą, policji udało się namierzyć hotel St Svithun, gdzie zameldowała się jako Fenella Lorch.

    I tu robi się ciekawie, bo kobitka przebywała w kilku różnych hotelach w Norwegii, często zmieniała pokoje, zawsze chciała pokoju z balkonem i podawała różne nazwiska. W większości hoteli musiała okazać paszporty, dla potwierdzenia tożsamości. Zatem miała kilka dobrze podrobionych dokumentów.

    Genevieve Lancier z Louvain przebywała w hotelu Viking, Oslo od 21 do 24 marca 1970
    Claudia Tielt z Brukseli przebywała w hotelu Bristol, Bergen od 24 do 25 marca
    Claudia Tielt z Brukseli przebywała w hotelu Skandia, Bergen od 25 marca do 1 kwietnia
    Claudia Nielsen z Ghent przebywała w KNA-Hotellet, Stavanger od 29 do 30 października
    Alexia Zarne-Merchez z Lublany przebywała w Neptun Hotel, Bergen od 30 października do 5 listopada
    Vera Jarle z Antwerpii przebywała w hotelu Bristol, Trondheim od 6 do 8 listopada
    Fenella Lorch przebywała w St Svithun Hotel, Stavanger od 9 do 18 listopada
    Pani Leenhouwfr przebywała w hotelu Rosenkrantz, Bergen od 18 do 19 listopada
    Elisabeth Leenhouwfr z Ostendy przebywała w hotelu Hordaheimen, Bergen od 19 do 23 listopada

    Oto lista hoteli wraz z datami i użytymi nazwiskami.
    Zaczyna brzmieć trochę szpiegowsko. I w samym Bergen zaczęły krążyć plotki o tym, że kobieta była szpiegiem. Tej miejscowości nie odwiedzało zbyt wielu turystów, kobieta wydawała się bogata i obyta w świecie, to sprzyjało spekulacjom. Jedna z norweskich stacji radiowych, która opisywałą całą sprawę stwierdziła nawet, że kobieta obserwowała obiekty wojskowe w zachodniej części Norwegii testujące nowe rakiety. Podobno służby bezpieczeństwa były tym wybitnie zainteresowane.

    Było to podczas zimnej wojny i w tym czasie było w Norwegii sporo szpiegów, w tym rosyjskich

    mówi Gunnar Staalesen, autor książek o przestępstwach w Bergen.

    Wspomniałem po drodze o notesie. W nim znajdowały się (a jakże) zaszyfrowane notatki. Na szczęście szyfr nie był szczególnie wymyślny (to nie sprawa Tamam Shud ( ͡º ͜ʖ͡º) ), wiec dosyć łatwo został złamany. Pod szyfrem ukrywały się daty i miejsca, które odwiedziła. W śród wymienionych miejsc były między innymi Paryż, czy Bergen właśnie.

    Pomówmy nieco o świadkach. Większość z nich zwróciła uwagę na to, że kobieta posługiwała się wieloma językami: duńskim, francuskim, niemieckim i angielskim. Personelowi hoteli mówiła, że jest handlarką i kolekcjonerką antyków. Ostatnim hotelem w jakim przebywała był Hotel Hordaheimen (pokój 407, od 19 do 23 listopada). Pracownicy opisali ją jako kobietę będącą między 30, a 40 rokiem życia. Personel zauważył również, że kobieta przebywała głównie w pokoju i wydawała się mieć na baczności. Podczas wymeldowania z hotelu 23 listopada, zapłaciła gotówką i poprosiła o wezwanie taksówki. Miejsce jej pobytu do 29 listopada, kiedy to jej ciało zostało znalezione, jest nieznane.

    Mamy jedną istotną rewelacje, z roku 2005. Pewien mężczyzna po ujrzeniu jej prawdopodobnego rysopisu w gazecie, zgłosił, że prawdopodobnie widział ją na kilka dni przed znalezieniem ciała. Szła z dwoma mężczyznami właśnie w kierunku Doliny, zdecydowanie zbyt lekko ubrana jak na taką wycieczkę. Według jego słów, już miała coś mu powiedzieć, coś krzyknąć, ale ów mężczyźni mieli ją od tego powstrzymać. Samych mężczyzn określił jako typ urody "południowej", cokolwiek to znaczy. Inne źródła mówią o tym, że ten "pewien mężczyzna" sprawę spotkania kobiety w górach zgłosił policji na kilka dni przed odnalezieniem ciała, aczkolwiek służby to zignorowały.

    Warto wspomnieć o jej szczęce. Jej zęby były leczone w sposób nietypowy dla szkoły norweskiej. W 2017 pojawił się nowy trop. Norweskie służby po analizach chemicznych, wywnioskowały, że wychowywała się albo we wschodniej, albo środkowej Europie, a wraz z dorastaniem przenieść bardziej na zachód. Analiza jej sposobu pisania sugeruje, że tę umiejętność nabyła we Francji.

    Oczywiście, sprawców nie znamy, nie odnaleziono ich. Nadal nie ustalono jej tożsamości, choć zachowane jej DNA może kiedyś nam powiedzieć kim była. Było dużo teorii co do samej sprawy. Od takich jak ta, że była Izraelskim szpiegiem (co przez wzgląd na jej pochodzenie wydaje się niezbyt prawdopodobne), radziecką agentką wykrytą przez norweskich tajniaków, po takie jak ta, że była nazistką i dopadł ją Mosad.

    Ciekawe jaka jest prawda.

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #ciekaweciekawe #mordercy #dupeczkizprzypadku
    pokaż całość

  •  

    63% duńskich polityków dojeżdża do pracy rowerem, który stał się naturalnym atrybutem niemal każdego obywatela nie rezygnującego z podróżowania tym środkiem transportu nawet w trakcie śnieżno-deszczowej zimy. To właśnie ścieżki rowerowe odśnieża się w pierwszej kolejności.

    Do 2025r. Kopenhaga chce zdetronizować Amsterdam i ogłosić się królową wśród najlepszych miast dla cyklistów. Już teraz posiada ona ścieżki o łącznej długości 320km. Więcej ciekawostek o rowerowej Kopenhadze tu.

    #ciekawostki #dania #rower #rowery #podrozujzwykopem #podroze #ciekaweciekawe #europa
    pokaż całość

    źródło: powroty.do

    •  

      Chciałbym kiedyś spróbować dojeżdżania rowerem, trasa tak z 5 km, ale co w sytuacji, kiedy w pracy muszę dobrze wyglądać?

      @nietrzezwomyslacy: W upały może być ciężko, bo wtedy to prysznic po nawet tych 5 km będzie konieczny. Mogę jedynie zasugerować, byś w wolnej chwili przejechał sobie tę trasę na rowerze w takim tempie, jakie Ci odpowiada i zdecydował, czy to ma sens.

      +: geuze
    •  

      @nietrzezwomyslacy: no ja jeżdżę wyjątkowo mało elegancko, więc trochę trudno mi doradzić... Dużo zależy od tego jaki rower masz i jakim tempem chcesz to robić :) Na jakiejś holenderskiej kozie spokojnym tempem nie powinieneś się spocić przez większą część roku - a jeżeli nie będzie się udawało to zostaje prysznic/przebieranie się w pracy. Ewentualnie rower elektryczny. Tak jak zasugerował SkeletonKing - warto wybrać się w tę trasę w dzień wolny i zobaczyć jak to wygląda. pokaż całość

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    #ciekawostki W starożytnym Rzymie w toaletach ogólnie dostępne były gąbki zatknięte na patyku - xylospongium i oczywiście służyły one do podmywania. Warto w tym miejscu wspomnieć, że dzięki akweduktom, w rzymskich toaletach woda była bieżąca, więc nieczystości były od razu spłukiwane, a i czystej wody do mycia nie brakowało. Gąbkę w celu dezynfekcji, po użyciu wkładano do naczynia z mocno słoną wodą bądź octem. W starożytnej Japonii używano podobnego urządzenia - chuugi. Natomiast w Chinach poprzedniej ery używano lnianych ściereczek wielokrotnego użytku, nasączanych wodą i aloesem. A od VI w., już regularnie produkowano papier do celów toaletowych w formie arkuszy. W innych miejscach radzono sobie również, jednak nieco bardziej drastycznie - w zależności od części świata i pory roku - używając liści, mchu, piasku, śniegu, kamyków, skórek owocowych, czy po prostu ręki. Do tej pory w wielu kręgach kulturowych, lewa ręka uznawana jest za nieczystą. Prawej nie można było używać, gdyż ta służyła do jedzenia. Niektóre źródła talmudyczne wspominają o kamykach, trawie lub łagodnie zakończonych fragmentach ceramiki, które w ramach higieny trzeba było myć po użyciu i nosić przy sobie w woreczku.

    O wiele więcej ciekawych rzeczy na ten temat mówimy w tym znalezisku

    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe - jeśli nie chcesz oglądać naszych wpisów, to dodaj ten sam hashtag na czarną listę.

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #mikroreklama #gruparatowaniapoziomu #srajzwykopem #gownowpis #pajeet
    pokaż całość

    +: Styrmir, p..................i +23 innych
  •  

    Zastanawialiście się kiedyś co się stanie w 2037 roku, kiedy to wszystkie bany za multikonta zejdą? XD

    #kiciochpyta #ciekaweciekawe #gownowpis #niewiemjaktootagowac

    +: netefre, M....v +24 innych
  •  

    #ciekawostki Ukrzyżowanie - jak naprawdę wyglądała jedna z najokrutniejszych egzekucji?
    Pełna konstrukcja krzyża mierzyła około 210 cm. Nie mogła być wyższa, gdyż utrudniłoby to mocowanie poziomej belki do pionowej i późniejsze zdejmowanie ciała. Jednak zanim skazany skonał, cierpiał niewymowne katusze. Wyciągnięte w górę ramiona unosiły klatkę piersiową, co bardzo utrudniało oddychanie, a brak tlenu we krwi powodował bolesne skurcze mięśni. Często w akcie desperacji, skazany próbował podciągać się, aby złapać nieco więcej powietrza, ale wiązało się to z dodatkowym niewymownym bólem udręczonego katowaniem ciała. Jakby tego wszystkiego było mało, gawiedź i żołnierze często folgowali swoim najczarniejszym zakątkom umysłu i dodatkowo znęcali się nad powieszonym, np. smarując mu twarz bądź genitalia miodem, aby zlatywały się do niej kąsające i zadające ból owady. Częstym elementem tego obrzydliwego festiwalu okrucieństwa, było posypywanie ran solą, polewanie octem, skalpowanie, a nawet obcinanie genitaliów!

    O wiele więcej ciekawych rzeczy na ten temat mówimy w tym znalezisku
    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe - jeśli nie chcesz oglądać naszych wpisów, to dodaj ten sam hashtag na czarną listę.

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #mikroreklama #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #nauka
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki Pierwotnie kieszenie wyglądały zgoła inaczej niż te, które znamy obecnie, a ich wynalezienie przypisuje się Brytyjczykom. Historycy nie są w stanie podać konkretnej daty, ale wiadomo, że w epoce odrodzenia były one już powszechnie używane. Tradycyjne sakiewki były niewygodne, a także łatwe do ukradzenia, a duże workowate torby były po prostu nieporęczne, niedyskretne i nieeleganckie, a poza tym za bardzo zwracały na siebie uwagę. Dlatego też w końcu trzeba było wymyślić coś nowego. Panowie zaczęli używać płaskich kieszonek przytwierdzonych do pasa, które w łatwy sposób mogli ukryć pod kurtkami, a jednocześnie mieli je blisko ciała, panie zaś, woreczki, które również nosiły na pasach tyle, że ukrytych pod spódnicami sukien. Dostać się do nich mogły przez specjalne wycięcia, umieszczone na bokach sukien. Kieszenie uznawano za niezwykle niemoralne, ponieważ gdy panie próbowały coś z nich wyciągnąć, często wyglądały tak, jak gdyby dotykały swoich okolic intymnych, co w czasach pełnych pruderii siało niemałe zgorszenie. Sakwy przytwierdzone do pasa były duże i pojemne. Często poza pieniędzmi i biżuterią, mieściły się tam owoce, chleby i inne rzeczy, które zwyczajnie nie były widoczne pod zgrzebnymi spódnicami.

    O wiele więcej ciekawych rzeczy na ten temat mówimy w tym znalezisku

    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe - jeśli nie chcesz oglądać naszych wpisów, to dodaj ten sam hashtag na czarną listę.

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #mikroreklama #gruparatowaniapoziomu #modameska #modadamska
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki W pierwszej połowie XX wieku Stany Zjednoczone miały plan inwazji na praktycznie każdy kraj na Ziemi, włącznie z nimi samymi. Plan ten zwał się „Plan Wojenny Biały”, który miał na celu uporanie się z „wewnętrznym nieładem” – innymi słowy, walkę z obywatelami Ameryki.

    W tamtym okresie związkowcy na terenie całego kraju walczyli o prawa pracownicze i rząd Stanów Zjednoczonych obawiał się przerodzenia protestów w komunistyczną rewolucję. Plan Wojenny Biały zakładał pozbycie się tzw. „radykalno-lewicowych insurekcji”.

    Wojskowy Korpus Inżynierów miał przejąć każde publiczne narzędzie, podczas gdy marynarka wojenna chroniła sprzęt wojskowy, armia natomiast miała ruszyć na ludzi, próbując zaprowadzić wśród nich porządek. Jednocześnie tajna jednostka policyjna miała udać się do Pensylwanii, skąd miała szpiegować wichrzycieli, aby być przygotowanymi na ich zatrzymanie.

    Zaczęto nawet opracowywać regulacje prawne zezwalające na strzelanie do amerykańskich cywilów, kiedy mogłoby to być uzasadnione i jak daleko mogliby się posunąć. Z czasem, plan przystosowano do nowej ery. Najnowszy, który wyciekł, mówił o amerykańskim wojsku mającym stłumić powstanie czarnoskórych obywateli, walczących o prawa obywatelskie.

    Dowiedz się więcej w tym znalezisku

    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe - jeśli nie chcesz oglądać naszych wpisów, to dodaj ten sam hashtag na czarną listę.

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #mikroreklama #gruparatowaniapoziomu #swiat #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki Według wielu legend na terytorium Polski znajdują się przeróżne "Święte Graale". Wszyscy słyszeliśmy o złotym pociągu, czy bursztynowej komnacie, ale mało kto wiedział, że Chwarszczany - mała wieś na Pomorzu - była przez lata podejrzewana o to, że został w niej ukryty skarb Templariuszy.

    Wiele osób spekulowało, że właśnie w kaplicy Templariuszy w Chwarszczanach ukryto złoto paryskiej komandorii. Wszystko opiera się na legendach, plotkach, lokalnych opowieściach, co jest zupełnie naturalne w przypadku skarbów legendarnych, jednak podejrzenia były tak silnie umotywowane, że w latach 2004-2008 przeprowadzono badania archeologiczne w kaplicy i przylegających terenach. Sprawa zaczyna robić się jeszcze ciekawsza ze względu na silną lokalną opowieść o sekretarzu partii, który w czasach PRL rzekomo odnalazł skrzynie pełne kosztowności i wywiózł je z tego miejsca. Dodatkowym smaczkiem jest to, że okolice kaplicy to miejsce o bagnistym podłożu, a zakonnicy, którzy wszędzie w Europie byli traktowani jak "wyklęci", właśnie w tych okolicach byli tolerowani, a nawet szanowani. Badania archeologiczne nie potwierdziły legendy, jednak nie były ostatnim słowem w tej historii, a lokalne klechdy o skarbie wciąż są żywe i nie wyklucza się dalszych poszukiwań śladów tej legendy.

    Najciekawsze jest to, jak legendy przekładają się na świat nauki. To niby tylko lokalne bajki, ale znamy przypadki, w których takie historie doprowadzały do okrycia prawdziwych skarbów. Żeby daleko nie szukać, jednym z nich był wrak statku General Carleton, odnaleziony po 220 latach od zatonięcia w pobliżu Dębek na Pomorzu. Gdyby nie naukowiec, który "uwierzył w bajki", to do dziś nie wiedzielibyśmy o tym, że wrak się tam znajdował.

    Według wielu opowieści w Polsce może znajdować się także złoto Inków, czy niezwykle interesujący skarb Talleyrandów - o nich przeczytacie w tym znalezisku.

    ---

    Obserwuj nasz autorski tag: #ciekaweciekawe

    ---

    #historia #nauka #polska #archeologia #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki Wszyscy znamy historię Edison kontra Tesla, ale w tym przypadku będzie jeszcze ciekawiej.

    Pewnie kojarzycie z głównej Vantablack - najciemniejszy materiał na Ziemi. Okazuje się, że na podstawie tej substancji wytworzono bardziej dostępną dla śmiertelników farbę, na której użycie pełną licencję wykupił jeden artysta - Anish Kapoor. Przez ten niezwykle kosztowny wybieg nikt inny poza Kapoorem użyć tej farby nie może i... to doprowadziło do wojny między artystami. Najzacieklej przeciwko Kapoorowi występuje Stuart Semple, który na złość bogatemu artyście zaczął sam wytwarzać swoje niezwykle intensywne barwniki. Jest to np. najbardziej różowy róż. Gdzie jest haczyk?

    Osoby kupujące barwnik od Stuarta, muszą złożyć podpis na specjalnym oświadczeniu. Klient pod groźbą kary zobowiązany jest podpisać dokument, w którym oświadcza, że nie jest Anishem Kapoorem, ani żadnym jego wysłannikiem. Nie może on mieć absolutnie żadnych koneksji i relacji z Anishem Kapoorem, a także musi oświadczyć, że nigdy nie przekaże ww. artyście nawet próbki danego pigmentu.

    Kapoor oczywiście nie zniósł tej zniewagi i po jakimś czasie zdobył różowy róż i wrzucił na swojego instagrama zdjęcie z wystawionym środkowym palcem umaczanym w tym właśnie pigmencie.

    Pełny opis tego konfliktu i to, co działo się później, znajdziesz w tym wpisie. Jeśli Cię to ciekawi i chcesz więcej takich historii, to wykop.

    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe - jeśli nie chcesz oglądać naszych wpisów, to dodaj ten sam hashtag na czarną listę.

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #mikroreklama #gruparatowaniapoziomu #nauka #sztuka #heheszki
    pokaż całość

  •  

    #historiajednejfotografii Inżynierowie pracowni Walta Disneya prowadzą regulację mechanicznej lalki w przerwie nagrań.

    Więcej niepokojących zdjęć w tym znalezisku

    Tag autorski: #ciekaweciekawe

    #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki Na zdjęciu widzimy czaszkę sarkozucha.

    To prehistoryczny daleki krewny dzisiejszego krokodyla - bez porównania dużo groźniejszy. Dorosłe osobniki dorastały do 12 metrów i ważyły 8 ton. Stosunkowo wąskie i długie szczęki zawierały 132 masywne, stożkowate zęby. Szacuje się, że te niezwykle długie szczęki wytwarzały nacisk o sile aż 80 kiloniutonów! Dzięki analizie zębów wiemy też, że drapieżniki te nie odgryzały mięsa ze swoich ofiar, tylko mocno je chwytały, a następnie odrywały fragmenty mięśni, mocno potrząsając swoją zdobyczą.

    Brzmi zdecydowanie groźnie i przerażająco, a co najlepsze, zebraliśmy dla Was więcej "koszmarnych" zwierząt z prehistorii i zebraliśmy je w tym artykule.

    ---

    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe

    #mikroreklama #gruparatowaniapoziomu #zwierzaczki #smiesznypiesek
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki na temat perfum

    Według naukowców najbardziej działającym na mężczyzn aromatem jest ten, który wytwarza tuberoza. Badani na ów zapach reagowali niekontrolowanym skurczem mięśni.

    W haremach pełnych kobiet zwykle unosił się zapach ambry, którą to kazano dodawać do zaprawy murarskiej. Unoszący się aromat, działał jak afrodyzjak.

    O wiele więcej ciekawych rzeczy na ten temat mówimy w tym znalezisku

    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe - jeśli nie chcesz oglądać naszych wpisów, to dodaj ten sam hashtag na czarną listę.

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #mikroreklama #gruparatowaniapoziomu #zwiazki #podrywajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki Te kamienie i głazy znajdujące się w Peru, są ułożone na sobie tak dokładnie, że jest niemożliwe, aby umieścić coś pomiędzy mini. Co więcej, mury te mają jeszcze jedną niesamowitą właściwość - są odporne na trzęsienia ziemi. W trakcie wstrząsów kamienie ruszają się względem siebie i cała konstrukcja lekko się trzęsie, jednak kiedy wstrząsy ustępują, to wszystko wraca dokładnie na swoje miejsce. Badacze często mówią, że są to pierwsze znane nam na świecie konstrukcje projektowane z myślą o trzęsieniach ziemi.

    Więcej nadzwyczajnych okryć archeologicznych zobaczycie w tym znalezisku.

    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe - jeśli nie chcesz oglądać naszych wpisów, to dodaj ten sam hashtag na czarną listę.

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #mikroreklama #peru #ameryka #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki Na zdjęciu widoczna jest Tamaryna Cesarska

    Tamaryny Cesarskie znane są ze swojego imponującego owłosienia na mordce. Te urocze małe małpki zawdzięczają swoją nazwę długim wąsom, które wyglądem przypominają te, noszone przez ostatniego niemieckiego Cesarza, Wilhelma II.

    W tym znalezisku przygotowaliśmy dla Was kolejnych 14 zwierząt o niesamowitym wyglądzie i właściwościach.

    ---

    Obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe

    #ciekawostki #zwierzaczki #mikroreklama #smiesznepieski
    pokaż całość

  •  

    Czy to możliwe, żeby ludzie nagle i nieświadomie przenoszą się w miejscu i czasie? I tak, i nie - dziś porozmawiamy o fudze dysocjacyjnej.

    Za przykład weźmy Pana Kowalskiego. W poniedziałek rano we Wrocławiu robi sobie kanapki do pracy, aż tu nagle, między drugą i trzecią pajdką chleba - CYK - Pan Kowalski znajduje się w Bydgoszczy i jest środa - nie wie jak, dlaczego, skąd i po co.

    Nieraz czytaliśmy o podobnych rewelacjach. Niektórzy ludzie twierdzą, że to działanie dziury czasoprzestrzennej, a inni zaklinają się, że to przecież na pewno przybysze z kosmosu porwały człowieka i odstawili w inne miejsce. Oczywiście w Facetów w Czerni też nie wierzymy i podchodzimy do tego od strony naukowej.

    Tak, takie rzeczy się zdarzają, ale tylko pozornie.

    Kwestią kluczową będzie to, że dla obserwatora z zewnątrz Pan Kowalski po prostu odłożył nóż i wyszedł z mieszkania. Wsiadł w pociąg i pojechał do Bydgoszczy.

    Pan Kowalski natomiast, według swojej percepcji, widzi to tak, jak opisano na początku - CYK - i nagle znalazł się 300 km dalej, dwa dni później. W jego pamięci nie ma żadnych wspomnień od poniedziałku aż do środy, kiedy ocknął się w Bydgoszczy. Nie wiedział, skąd się tam wziął i w jakim celu się tam znalazł, ale wcześniej wykonał szereg czynności, które wskazują na to, że musiał mieć władzę nad swoim mózgiem i ciałem - ale ich nie pamiętał.

    Przez te dwa dni Pan Kowalski poruszał się po świecie niczym na autopilocie. Nauka określa tego "autopilota" mianem automatyzmu psychicznego. Automatyzmy często wywoływane są przez traumatyczne przeżycia lub ciężki stres i potrafią przejąć kontrolę nad świadomością na kilka godzin, kilka dni, a w skrajnych przypadkach nawet kilka tygodni. Z całą pewnością nie oznacza to jednak, że Pan Kowalski nagle zniknął w jednym miejscu i czasie i pojawił się w innym miejscu i czasie. Nie mieszajmy w to też niewinnych kosmitów. To po prostu fuga dysocjacyjna - bo właśnie tak nazywamy to zjawisko w psychologii.

    W chwilach, w których fuga występuje i ustępuje, osoby nią dotknięte zmieniają nagle psychiczną tożsamość i doznają amnezji wstecznej. Nie wiedzą, kim byli wcześniej i nie pamiętają, że jeszcze przed chwilą mieli inną tożsamość i byli Panem Kowalskim, robiącym sobie kanapki do pracy.

    To trochę tak, jakbyśmy nagle "obudzili się" przed komputerem w trakcie czytania wpisu na Mikroblogu i uświadomili sobie, że to w ogóle nie nasze konto, nie nasz komputer, siedzimy w nie swoim domu, czy w nieznanym nam biurze wśród obcych nam osób, a na naszej wizytówce widnieje nie nasze nazwisko. CYK - i jedziemy do domu, do Bydgoszczy.

    Więcej na temat tego niezwykłego fenomenu zdradzamy w tym znalezisku.

    ---

    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe - jeśli nie chcesz oglądać naszych wpisów, to dodaj ten sam hashtag na czarną listę.

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej, lub zostawić wiadomość tutaj.

    #ciekawostki #nauka #mikroreklama
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki

    Na fotografii widzimy pracownika ostatniej amerykańskiej fabryki kredek i ołówków. General Pencil jest jedyną firmą, która postanowiła nie zrywać ze swoją wieloletnią tradycją i wciąż produkuje swoje przybory piśmiennicze w mieście Jersey. Pozostali producenci przenieśli swoją produkcję na inne kontynenty, jednak tutaj po dziś dzień wykonuje się doskonałe ołówki w sposób, który wciąż przechowuje dla nas wiele tradycyjnych metod wyrobu.

    Pracownik na zdjęciu przesypuje grafit o konsystencji piasku do pieca, który równomiernie go ogrzeje, by w kolejnym procesie uformować z niego grafitowe rdzenie.

    O wiele więcej zdjęć i skrótowy opis produkcji ołówków znajdziecie w tym znalezisku.

    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #historiajednejfotografii #rysujzwykopem #mikroreklama
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki Pesymiści odnoszą większe i bardziej spektakularne sukcesy od optymistów.. Dlaczego tak jest?

    Naukowcy dowiedli, że osoby o negatywnym nastawieniu są o wiele skuteczniejsze w życiu i odnoszą o wiele większe sukcesy od osób, które są z reguły nastawione pozytywnie do rzeczywistości. To bardzo prosty mechanizm: kiedy jesteśmy ogólnie zadowoleni, wytwarzamy duże ilości oksytocyny, jednego z "hormonów szczęścia". Sprawia on, że popadamy w błogostan i czujemy się wygodnie i bezpiecznie. Jest to ten sam hormon, który jest wydzielany w trakcie przytulania bliskiej nam osoby, więc i zachowanie organizmu jest podobne. W takim przypadku nie chcemy nic zmieniać, ponieważ czujemy się bardzo dobrze. Wniosek jest prosty: jeśli jesteśmy optymistyczni, uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni do świata, to nie mamy motywacji do działania - nie chcemy nic zmieniać.

    Z drugiej strony mamy osoby pesymistyczne, czarnowidzące, negatywnie nastawione do rzeczywistości. Ci ludzie nie są "rozmiękczeni" hormonami szczęścia, więc skupiają się bardzo mocno na potencjalnych zagrożeniach, które mogłyby wystąpić w ich otoczeniu, czy życiu i skutecznie je eliminują. Pesymiści mają o wiele większą motywację do działania, niż optymiści, dlatego ogólnie lepiej radzą sobie w życiu i odnoszą większe sukcesy. To o tyle niesamowite, że od wielu lat powtarza się, że jest zupełnie na odwrót i wystarczy się uśmiechnąć i podchodzić do wszystkiego pozytywnie, żeby "być zwycięzcą" - nic z tych rzeczy.

    Więcej dowiecie się w tym znalezisku.

    ---

    Jesteśmy redakcją Ciekawe.org i przyszliśmy tutaj, by dzielić się z Wami ciekawostkami z całego świata.
    Jeśli chcesz być zawsze na bieżąco, to obserwuj nasz autorski tag #ciekaweciekawe

    Masz dla nas niezwykle interesujący temat? Możesz napisać w wiadomości prywatnej lub zostawić wiadomość tutaj.

    #nauka #ciekaweciekawe #mikroreklama
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #ciekaweciekawe

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0

Archiwum tagów