•  

    Dziś na #polskiepato prawdziwie patologiczna historia.

    Jeżeli chcesz wesprzeć moje pisanie i pomóc w realizacji dalszych planów związanych z hasztagami polskiepato i rejestrzboczencow, zapraszam na mojego Patronite. Póki co jest tam możliwa tylko jedna (jakaś dziwaczna) forma płatności, w następnym tygodniu będzie już karta i PayPal, tak że jakbyś chciał(a) zrezygnować z jednego piwka podczas zbliżającego się weekendu i przekazać ten skromny pieniądz na kvoczą działalność to będę dozgonnie wdzięczna. ♥

    • • •

    Kamil G. (zdjęcie) został porzucony przez matkę, gdy miał zaledwie kilka lat. Kobieta bez słowa opuściła rodzinę, a jedynymi informacjami o jej aktualnych miejscach pobytu były mandaty przychodzące na adres ich rodzinnego mieszkania w Nakle nad Notecią (woj. kujawsko-pomorskie). Chłopiec wraz z dwójką rodzeństwa pozostał pod nieudolną opieką ojca, a gdy mężczyzna zmarł, dzieciaki trafiły na wychowanie do ciotek. Mimo pomocy asystenta rodziny, nowi opiekunowie nie radzili sobie z Kamilem. Jako nastolatek popadł w szemrane towarzystwo i przysparzał wielu kłopotów, przez co w gimnazjum nie zdał do następnej klasy. Po nieustannych ucieczkach z domu został umieszczony w Ośrodku Wychowawczym w Debrznie, który opuścił w 2013 r. Po powrocie do rodzinnej miejscowości wciąż za nic miał uwagi dorosłych, wagarował i znikał z miejsca zamieszkania na kilka dni. Dlatego też jego kurator we wrześniu wystąpił do sądu z wnioskiem o umieszczenie 16-latka w młodzieżowym ośrodku wychowawczym lub w zawodowej rodzinie zastępczej.

    10 listopada 2013 r. G. znowu uciekł z domu ciotki i zatrzymał się u swojego starszego kolegi Jakuba D., zwanego Dudkiem. Jego matka Wioletta D. właśnie wyjechała do Wielkiej Brytanii, by odwiedzić pracującego tam od pół roku męża. Mająca poważne problemy z alkoholem kobieta zaczęła walczyć z nałogiem, dopiero gdy ten wyjechał za pracą. Wcześniej w domu rodziny D. często dochodziło do głośnych awantur i libacji, a sąsiedzi ich dom nazywali otwarcie "meliną na Jackowskiego" (klik). Pod nieobecność rodziców 19-latek został w mieszkaniu sam, ponieważ jego o rok starszy brat Łukasz wcześniej trafił do więzienia m.in. za kradzieże.

    Znajomi imprezowali przez kilka dni, a gdy skończyły im się pieniądze, sprzedali dekoder telewizyjny. W tym czasie rodzina szukała Kamila, byli nawet w domu przy Jackowskiego 6, gdzie drzwi otworzył im Jakub, który stwierdził, że nastolatka z nim nie ma. We wtorek 12 listopada w mieszkaniu przebywał także 16-letni Jakub R., kolega z klasy Kamila, 23-letni Dawid R. ps. Różko oraz jeszcze dwóch innych młodych mężczyzn, o których niewiele wiadomo.

    Dawid R. był bardzo dobrym kolegą Dudka. Oprócz wspólnych popijaw zajmowali się także drobnymi kradzieżami i włamaniami. Kilka razy brali udział w pobiciach i byli bardzo dobrze znani miejscowej policji. Różko był uzależniony od alkoholu i narkotyków, i chwalił się znajomością z lokalnymi kryminalistami, choć kilka lat wcześniej wydawało się, że wybierze inną życiową drogę, ponieważ przez jakiś czas uczęszczał na spotkania Świadków Jehowy.

    Na imprezie wszyscy pili, palili papierosy, ćpali, a nawet tańczyli. Około godziny 22:00 w mieszkaniu zostali tylko Jakub D., Dawid R., Kamil G. i Jakub R. Różko i Dudek zaczęli słownie dręczyć Kamila. Ubliżali mu, zmuszali do skręcania wszystkim papierosów i przyrządzania jedzenia. Gdy 16-latek odmówił, R. zaczął kopać go po twarzy, a D. rozpędził się i uderzył w niego kolanami. Później przy wielkiej aprobacie i zachętach starszych chłopaków doszło do bójki pomiędzy G. a jego szkolnym kolegą. Po godzinie 23:00 po Jakuba R. przyszła matka i nakazała wracać do domu. Gdy opuścił mieszkanie, Dudek i Różko stali się jeszcze bardziej agresywni w stosunku do Kamila. Zaczęli znęcać się nad nastolatkiem, kopiąc go i bijąc pięściami. W końcu zakrwawionego wrzucili do skrzyni tapczanu i kontynuowali domówkę, co jakiś czas tam zaglądając, by przypalić go papierosem czy wymierzyć następny cios. Po pewnym czasie D. wziął nóż i zaczął ciąć i dźgać Kamila, a gdy ostrze się wykrzywiło, Dawid R. sięgnął po następne, a później po kuchenny tłuczko–tasak (klik). Okładali go nim, aż odpadłdrewniany trzonek. Wtedy Dudek przytrzymał Kamila, po czym drugi z oprawców go zgwałcił. Gdy skończył, zapytał Jakuba, czy też chce, ten jednak odmówił i wepchnął ofierze w odbyt trzonek od tłuczka. Po wszystkim znów zamknęli kanapę, usiedli na niej i pili alkohol.

    Mężczyźni postanowili dobić nastolatka i półprzytomnemu założyli na szyję pętlę z paska od spodni R. Dusili go na zmianę, a później razem, zapierając się o kanapę, bo jak sami przyznali: "ręce od tego duszenia rozbolały". Ściskali tak długo, aż pękła mu kość gnykowa i nastolatek się udusił. Zmasakrowane zwłoki, oprawcy zamknęli w skrzyni tapczanu.

    Po wszystkim, nie próbując nawet zacierać po sobie śladów, Jakub zmienił zakrwawione ubrania i udał się wraz z Dawidem do jego mieszkania. R. przebrał się, spakował dowód osobisty, konsolę x-box, zdjęcie rodzinne i w piątek rano obaj ruszyli w stronę dworca PKP.

    Wychodząc z domu, powiedziałem tacie, że nie wiem, czy się jeszcze kiedyś zobaczymy. Ale tata o nic nie pytał

    – opowiadał później.

    . . .

    W czwartek 14 listopada 2013 r. matka Jakuba D. wróciła do mieszkania, w którym zastała pobojowisko i brak dekodera telewizyjnego. Zadzwoniła na policję, by zgłosić kradzież, a później do syna, który poinformował ją, że jest w Pile. Zdziwiona tym faktem kobieta zaczęła sprzątać walające się po podłodze butelki, porozbijane naczynia i wietrzyć śmierdzące meliną pomieszczenia. Zauważyła też sporo plam krwi i zabarwione na czerwono ubrania, jednak ten widok specjalnie jej nie zaniepokoił. Pomyślała, że po prostu doszło do bójki.

    No, chłopaki. Wie pan, jak to chłopaki... czasem się pobiją, no nie?

    – opowiadała później, rozkładając ręce.

    Dopiero gdy otworzyła wersalkę, krzyknęła z przerażenia i natychmiast wezwała policję.

    Podczas gdy w domu przy ulicy Jackowskiego trwały oględziny, z krążącą wokół budynku zdenerwowaną Wiolettą D. próbowali porozmawiać dziennikarze, ta jednak na widok reportera zaczęła machać gniewnie rękami i krzyczeć:

    Idź pan, bo ci zaraz wypier***ę! I po co ci to?! Wypier****j stąd!

    . . .

    Pierwszym przystankiem Jakuba i Dawida była faktycznie Piła. Potem pojechali do Szczecina, Świnoujścia i Poznania. Gdzieś w trasie Dawid wyrzucił przez okno wagonu swój pasek od spodni, którym udusili Kamila.

    16 listopada policja w Krzyżu Wielkopolskim zatrzymała dwóch mężczyzn, którzy około północy zaczęli walić w dzwon kościoła znajdującego się naprzeciwko komisariatu*. W chwili zatrzymania obaj mieli ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu, jednak nie stawiali oporu. Wkrótce okazało się, że zatrzymani to podejrzani o morderstwo w Nakle D. (zdjęcie) oraz R. (zdjęcie).

    Druga wersja mówi, że mężczyźni sami zgłosili się na komisariat po rozmowach ze swoimi matkami. Wcześniej ustalili między sobą wersję wydarzeń i kto jakie bierze na siebie winy.

    Podczas pierwszego przesłuchania mężczyźni przyznali się do zarzucanych im czynów i ze szczegółami, choć bez emocji, zdali relację ze zbrodni. Postanowili zabić Kamila, ponieważ po tak ciężkim pobiciu i tak nie byłby w stanie samodzielnie funkcjonować i zostałby "roślinką".

    Jakub D. tłumaczył motyw pobicia tym, że "wkręcili sobie", że jest im winny pieniądze.

    . . .

    Rodzinna miejscowość podejrzanych huczała od plotek. Jedni mówili, że Kamil G. zginął z powodu 30 zł, które był winien oprawcom, inni twierdzą, że tamci wściekli się, bo nastolatek nie chciał wykonywać ich poleceń, a jeszcze inni, że poszło o to, że któregoś dnia na policji powiedział za dużo na temat Jakuba R.

    Koledzy G. twierdzili, że to właśnie jego klasowy kolega Jakub zapoznał go ze starszymi kolegami. Nastolatek zaczął często znikać w melinie przy Jackowskiego, mimo ostrzeżeń znajomych.

    Chyba w poniedziałek widzieliśmy Kamila w oknie. Wyglądał na wystraszonego. Dudek nas okłamał, że go tam nie ma, a był. Potem jeszcze raz, może to była środa, wołałem Kamila. Dudek powiedział, że Kamil gdzieś poszedł

    – relacjonował jeden ze znajomych zamordowanego.

    . . .

    Kilka dni po zatrzymaniu podejrzanych odbyła się wizja lokalna z ich udziałem. Mężczyźni ze szczegółami opowiadali o tym, jak katowali nastolatka.

    To się zaczęło w kuchni

    – wyjaśniał Jakub D.

    Kamil patrzył na mnie, bo oczekiwał, że mu pomogę. Ale ja tego nie zrobiłem

    – dodał.

    Ustalono, że katowanie nastolatka trwało od czterech do sześciu godzin.

    Szliśmy pić i znowu wracaliśmy do kanapy

    – relacjonowali, dziwiąc się, że nastolatek po prostu nie uciekł z mieszkania.

    . . .

    Biegli medycyny sądowej znaleźli na ciele Kamila G.wielomiejscowe zasinienia naskórka, rany tłuczone głowy, rany błony śluzowej jamy ustnej, ranę kłutą w okolicy biodrowej, rany cięte na kończynach górnych, szyi, tułowiu i kończynach dolnych, rany błony śluzowej, wylewy krwawe oraz wielomiejscowe podpłynięcia krwawe w tkankach miękkich odbytu i błony śluzowej odbytu. Przyczyną zgonu nastolatka było dwumiejscowe złamanie kości gnykowej, w wyniku czego G. się udusił.

    Zgromadzony materiał dowodowy dał Prokuraturze Rejonowej w Nakle podstawy do postawienia Dawidowi R. oraz Jakubowi D. zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz zgwałceniem (art. 148, par. 2, pkt. 1,2 kk.). Z kolei Jakub R. usłyszał zarzut pobicia.

    Biegli psychiatrzy stwierdzili, że D. i R. byli świadomi swoich poczynań. U obu stwierdzono jednak typ osobowości nieprawidłowej.

    Biegły z dziedziny seksuologii uznał:

    U oskarżonych nie stwierdziłem objawów dewiacji seksualnych w rozumieniu choroby. Czyny, których się dopuścili, nie miały motywacji seksualnej, ale miały na celu upokorzenie ofiary. Tu istotnym czynnikiem był spożywany alkohol, który ma działanie odhamowujące, obniża krytycyzm.

    . . .

    Akt oskarżenia przeciwko Dawidowi R. oraz Jakubowi D. trafił do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy 27 czerwca 2014 r., a 30 września ruszył proces (klik) (klik).

    Jakub D. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) wszedł na salę potrząsając demonstracyjnie łańcuchami i już na początku rozprawy kazał sobie zdjąć kajdanki, na co przewodniczący składu sędziowskiego nie zezwolił.

    Proszę z łaski swojej, oskarżony się nie rusza, bo to przeszkadza. Zrozumiał oskarżony?

    – mówił Marek Kryś, sędzia Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.

    Może nie będę oddychał?

    – odparł Jakub D.

    Słucham?

    – dociekał sędzia.

    Może nie będę oddychał?

    – powtórzył D.

    Oskarżony jest bezczelny

    – powiedział sędzia.

    Co jestem?

    – pytał oskarżony.

    Bezczelny

    – powtórzył sędzia.

    Później już do końca rozprawy Jakub D. uśmiechał się ironicznie, śmiał, poprawiał sędziów, przerywał i dyskutował.

    Dawid R. (zdjęcie) (zdjęcie) robił wrażenie dużo mniej pewnego siebie. Stał z potulnie spuszczoną głową, a na jego twarzy trudno było dostrzec jakąkolwiek emocję nawet wtedy, gdy przeprasza ciotkę zamordowanego:

    Przepraszam panią bardzo. Wiem, że to niewiele zmieni, ale żałuję tego bardzo.

    Życia mu nie oddasz

    – odpowiedziała kobieta.

    Tym razem mężczyźni wyparli się jakoby mieli zgwałcić Kamila i przyznali się jedynie do zabójstwa, mimo tego, że wcześniej kilkukrotnie przyznawali się do obu z zarzutów.

    Brat mi pisał z więzienia, że mam nie brać gwałtu na siebie. Przyznałem się wtedy, bo mieliśmy uzgodnione z Różko, że bierzemy winę po połowie, ale o gwałcie mieliśmy nie mówić. Jak zobaczyłem, że on mówi, no to też powiedziałem, a teraz się wycofuję. Zmyśliłem to

    – tłumaczył Jakub D.

    Ja bym do chłopaka nie stanął, gejem nie jestem. Zabić tak, ale nie zgwałcić. To tak trudno zrozumieć?

    – dodał jeszcze.

    Nic nie uzgadnialiśmy

    – stwierdził R.

    Jak, nie?

    – odparł Jakub D.

    My piliśmy w czasie ucieczki, a jak się pije, to nie można ustalać

    – stwierdził.

    (klik)

    Następnego dnia przed sądem zeznawał Jakub R., który opowiadał co pamięta z nocy z 12 na 13 listopada 2014. Jakub D. ponownie zakłócał przebieg rozprawy, a na zeznania świadka reagował śmiechem. Gdy sędzia spytał co go tak bawi, stwierdził:

    Zeznania. Bo nie są prawdą.

    Na następną rozprawę, która odbyła się także w listopadzie, został doprowadzony z zakładu karnego Łukasz D., brat Jakuba. Mimo wielu upomnień mężczyźni usiłowali uciąć sobie pogawędkę. Starszy z braci nie chciał nic mówić przed sądem i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań. Chwilę później, gdy policjanci wyprowadzili go z sali rozpraw, krzyknął do Jakuba siedzącego na ławie oskarżonych:

    Tylko cicho, nie?!

    . . .

    Na grudniowej rozprawie biegły psychiatra podkreślał, że u Jakuba D. nie stwierdzono choroby psychicznej. Posiada on osobowość nieprawidłową, która jednak nie ma wpływu na poczytalność, a jego cechy osobowości znajdują się pod pełną kontrolą badanego. U Dawida R. także stwierdzono nieprawidłową osobowość, dodatkowo od 14 roku życia był uzależniony od alkoholu i środków odurzających. Występowały u niego cechy zespołu zależności alkoholowej. Psycholog Ewa Napierała stwierdziła jednoznacznie, że u D. sprawność intelektualną ma na poziomie przeciętnym. Natomiast u R. znajduje się ona w dolnych granicach normy.

    Tego dnia na świadków powołane zostały biegłe z Zakładu Medycyny Sądowej w Bydgoszczy, które zgodnie stwierdziły, że Kamila można było jeszcze uratować.

    Nawet, jeśli dojdzie do złamania kości gnykowej, a ucisk na szyję zostałby zwolniony i wdrożone odpowiednie leczenie, istniałaby możliwość odratowania ofiary, jednak ta pomoc musiałaby być natychmiastowa.

    W styczniu 2015 r. na rozprawie puszczono nagranie z wizji lokalnej. Podczas fragmentu, w którym jeden z oskarżonych opowiadał o zgwałceniu Kamila, oskarżony Jakub D. śmiał się szyderczo (zdjęcie).

    . . .

    10 marca 2015 r. w swojej mowie końcowej ciotka Kamila pytała oskarżonych, jakie mieli prawo, by go zamordować.

    Czy pamiętacie jak on wyglądał? Pamiętasz? A jak go pobiłeś też pamiętasz? Bo ja do końca życia nie zapomnę tego widoku

    – mówiła.

    Jemu bólu żeście narobili i mnie też

    – dodała po chwili.

    Adwokat wspierający kobietę, mec. Jerzy Matysiak, nie wierzył w resocjalizację oskarżonych i żądał dla obu dożywotniego pozbawienia wolności. Takiego samego wymiaru kary chciał prokurator, który proponował jeszcze, by zapłacili rodzinie pokrzywdzonego zadośćuczynienia w wysokości 100 tys. zł.

    Obrońcy oskarżonych chcieli niższej kary. Adwokat Jakuba D. mec. Ireneusz Olszewski mówił, że do tej tragedii mogłoby nie dojść, gdyby nie zaniedbania ze strony policji. To, że w mieszkaniu D. trwała impreza zgłosiła na komisariacie matka Jakuba R., jednak mundurowi zlekceważyli jej zgłoszenie. Podkreślił także, że to nie Jakub D. rozpoczął katowanie Kamila:

    Po prostu się przyłączył, nie chcąc pozostać w tyle. Jest to swoisty element młodzieńczej subkultury.

    Inną linię obrony przyjął obrońca Dawida R. mec Bartłomiej Krakowski:

    Oskarżony nie jest zbytnio inteligentny. Jak na tę jego inteligencję niezbyt wysoką wpłynęło to, że był od tygodnia w momencie zdarzenia pijany i naćpany, bez momentów dłuższego trzeźwienia?

    Dawid R. ponownie wyraził skruchę, a Jakub D. prosił o łagodny wymiar kary.

    (klik)

    . . .

    17 marca 2015 r. w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy zapadł wyrok. Jakub D. i Dawid R. zostali skazani na karę po 25 lat pozbawienia wolności. Ich warunkowe zwolnienie nie może nastąpić wcześniej niż po odbyciu co najmniej 20 lat orzeczonej kary.

    Według sądu motyw działania sprawców był banalny:

    Uznali, że po bójce z Jakubem R., który wcześniej był w mieszkaniu, Kamil był jeszcze za mało pobity. Poza tym – nie zrobił oskarżonym kotletów.

    Ich działanie było bezduszne, bestialskie, świadczące wręcz o odczłowieczeniu. Oskarżeni mieli możliwość przerwania ciągu zdarzeń, jednak napawali się agresją wobec bezbronnego człowieka, który nic im nie zrobił. Potraktowali pokrzywdzonego jak worek treningowy, jak śmiecia, który można wrzucić do skrzyni tapczanu, a po wyjęciu dalej gnębić i tłamsić

    – mówiła sędzia sprawozdawca Anna Warakomska w uzasadnieniu wyroku.

    Prokurator żądał dla oskarżonych dożywocia, jednak sędzia Anna Warakomska uzasadniła:

    Kara dożywotniego pozbawienia wolności swą rangą jest zrównana z kiedyś obowiązującą karą śmierci. Można ją wymierzyć wtedy, kiedy w sprawie brak jest jakichkolwiek okoliczności łagodzących.

    Zdaniem sądu okoliczności łagodzących było kilka, z czym nie zgodził się adwokat ciotki zamordowanego Kamila i złożył apelację.

    W październiku 2015 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał stanowisko sądu w Bydgoszczy, jednak dodatkowo zaostrzył wyrok.

    Sąd podtrzymał orzeczenie z marca, uznając, że kara 25 lat pozbawienia wolności za to zabójstwo jest kara adekwatną. Dodatkowo włączył w treść orzeczenia winę za czyn z artykułu 197 kodeksu, czyli dokonanie zgwałcenia

    – mówił mec. Jerzy Matysiak.

    Dlatego Jakub D. i Dawid R. nie będą mogli ubiegać się o przedterminowe zwolnienie z odbywania kary.

    . . .

    W październiku 2014 r. matka Jakuba D., Wioletta udzieliła krótkiego wywiadu "Gazecie Pomorskiej".

    Ja nie wiem, czemu oni wszyscy, te pismaki wypisują takie bzdury o moim Kubie

    – denerwowała się.

    Nigdy nie miałam z nim problemów. Nie pozwalałam kupować alkoholu. To, jak już przestałam pić. Bo ja już nie piję

    – zaznaczała. Wspominała też, że mówiła synowi by się "z tymi gówniarzami" nie zadawał i że najgorszym z nich wszystkich to "był ten Różko".

    Nie wiem, co teraz zrobię. Chyba napiszę do niego list. Do Kuby. Nie widziałam go od zeszłego roku. Robią z niego w sądzie takiego, co to tylko w kącie stał. A on taki nie jest. Oj nie. Nie pozwoliłby, żeby ktoś go przestawiał z kąta w kąt...

    . . .

    Jakub D. ma obecnie około 25 lat, a Dawid R. 29. Do końca kary zostało im jeszcze do odsiedzenia około 20 lat.

    . . .

    *jakby ktoś chciał zobaczyć sobie to miejsce i przekonać się jak bardzo blisko znajduje się od komisariatu policji to proszę —> klik ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego @IgorK.

    • • •

    Zapraszam także na mój drugi hasztag rejestrzboczencow.

    • • •

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd oraz z artykułu Agnieszka Kozak "Cztery godziny piekła", który ukazał się w magazynie "Detektyw" nr. 10/2018 (jeżeli ktoś będzie zainteresowany mogę wysłać na priv zdjęcia, chociaż średnio widzę w tym sens, ponieważ pani Kozak skopiowała fragmenty z "Ekspressu Bydgoskiego" i innych gazet, więc tam macie to samo, istne kopiuj–wklej, tylko w innej kolejności + dodała do tego zmyślone informacje i przeinaczyła kilka faktów).

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #gwalt #zgwalcenie #naklo #naklonadnotecia #bydgoszcz
    pokaż całość

    źródło: hfhfhf.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    KRZYSZTOF ROGUS, rocznik '89
    DAWID PĘDZIK, rocznik '84

    Krzysztof Rogus już jako nastolatek trafił do schroniska dla nieletnich za usiłowanie zabójstwa i dotkliwe pobicie starszej kobiety. Lekko upośledzony i zdemoralizowany chłopak pracował jako stolarz, chociaż ukończył tylko szkołę podstawową, w przeciwieństwie do swojego o pięć lat starszego kolegi Dawida. Pędzik z zawodu był kucharzem, a w swoim 24-letnim życiu był już dwunastokrotnie sądownie karany — za popełnienie przestępstw przeciwko mieniu, bezpieczeństwu w komunikacji i ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii.

    Mężczyźni (zdjęcie) mieszkali w małej podkarpackiej wsi Siedliska-Bogusz. 13 lutego 2009 r. 19-letni Rogus w towarzystwie Pędzika odwiedził męża swojej starszej siostry. 33-letniemu Krzysztofowi Kurczowi w małżeństwie nie układało się najlepiej, dlatego też zażądał rozwodu, a żona wraz z dziećmi wyprowadziła się z ich wspólnego domu na obrzeżach wsi. Tam też tego zimowego dnia pili wódkę. Młodsi mężczyźni już wcześniej uzgodnili między sobą, że zabiją i okradną Kurcza dlatego, gdy już pijany przysypiał na krześle, przystąpili do ataku. Pędzik uderzył go dwukrotnie trzykilogramowym metalowym młotkiem w część ciemieniową głowy, po czym Rogus włączył piłę motorową i przeciął mu kark, prawie ucinając głowę.

    Popatrz, jaką mu zrobiłem ranę!

    — krzyknął do kolegi, po czym wyciągnął martwemu szwagrowi 100 zł z kieszeni.

    Mieszkanie spłynęło krwią. Pędzik spalił swoje zakrwawione buty w piecu, po czym obaj udali się nad rzekę. Gdy narzędzia zbrodni zniknęły pod wodą, poszli do sklepu, a z zakupionym za skradzione pieniądze alkoholem wrócili do domu Krzysztofa Kurcza. Martwego gospodarza przykryli kołdrą, by podczas picia wódki nie musieć patrzeć na jego zmasakrowane zwłoki. Mężczyźni imprezowali tam jeszcze przez kilka dni, a telefony od zmartwionej matki Kurcza odbierał Rogus i zapewniał kobietę, że u jej syna wszystko w porządku.

    Gdy po trzech dniach skończyły im się pieniądze oraz wódka, udali się do sąsiedniego domu, gdzie mieszkała 75-letnia Aniela Kurcz — ciotka zamordowanego Krzysztofa.

    Gdy weszliśmy do domu, zasłoniłem okna, żeby nikt nic nie widział

    — opowiadał później przed sądem Pędzik.

    Mężczyźni grozili staruszce siekierą i nożem oraz dotkliwie ją pobili. Kobieta miała złamany nos z przemieszczeniem, złamane żebro oraz pękniętą ścianę żołądka. Obolałą kobietę Rogus uderzył otwartą dłonią w twarz, zdjął majtki, pociągnął za nogi, a gdy z krzesła upadła plecami na podłogę, Pędzik przytrzymał jej nogi, a Rogus zgwałcił. Po tym jeden z oprawców zaczął okładać ją obuchem siekiery po głowie, powodując jej zgon. Z mieszkania zabrali 2,5 tys. zł i udali się do sklepu po alkohol.

    Już następnego dnia, 17 lutego zapukali do drzwi 79-letniej Zofii N. Poprosili kobietę o wodę, twierdząc, że wyczerpała się w chłodnicy ich auta. Gdy zorientowali się, że jest sama, wtargnęli do domu i grożąc nożem, zażądali wydania pieniędzy. Staruszka oddała im tysiąc złotych, jednak sprawcy nie chcieli uwierzyć, że to wszystkie oszczędności, które posiadała, dlatego związali ją sznurem oraz kablem elektrycznym. N. nie miała więcej gotówki, a nieusatysfakcjonowani mężczyźni, ze strachu przed wydaniem ich policji, postanowili zabić staruszkę. Rogus nakrył jej głowę swetrem, a Pędzik dwukrotnie uderzył obuchem siekiery w głowę. Po wszystkim udali się do sklepu po alkohol.

    . . .

    18 lutego sąsiadka jednej z zamordowanych kobiet razem z pracownicą pomocy społecznej odkryły zwłoki. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) Policjanci interweniujący w związku z tym zgłoszeniem dowiedzieli się od pobliskich mieszkańców, że od kilku dni nie widzieli także mieszkającego obok Krzysztofa Kurcza. Mundurowi zapukali do domu mężczyzny, a gdy nie było odpowiedzi nawet na uderzenia w okna, postanowili wyważyć drzwi i wejść do środka.

    Rogus i Pędzik zostali zatrzymani już pięć godzin później. Przyznali się do morderstw i kradzieży.

    (krótki reportaż)

    Podejrzanych aresztowano na trzy miesiące, a od 19 lutego zaczęły się wizje lokalne z ich udziałem. Podczas jednej z nich mężczyźni przyznali, że gdyby zabrakło im pieniędzy, byłyby kolejne ofiary.

    Zarówno Krzysztof Rogus, jak i Dawid Pędzik zostali uznani za poczytalnych i świadomych swoich czynów w trakcie popełniania zbrodni. Stwierdzono u nich obniżony intelekt oraz nieprawidłowo ukształtowane osobowości, ale nie choroby psychiczne.

    Proces rozpoczął się w marcu 2010 r. (zdjęcie) (zdjęcie) i trwał zaledwie tydzień. Przed pierwszą rozprawą poirytowany Rogus pokazywał wulgarne gesty w kierunku mediów.

    Mężczyźni przyznali się do wszystkich zarzucanych im czynów, ale odmówili składania wyjaśnień. Podtrzymali jednak swoje wcześniejsze wyjaśnienia, złożone w czasie śledztwa, które na pierwszej rozprawie odczytał sąd. Wtedy też Pędzik powiedział, że zabili Kurcza, bo jego żona "miałaby wtedy spokój". Twierdził także, że miał z nią romans, a kobieta chciała i tak się rozwieść.

    Podczas ostatniej z trzech rozpraw prokurator domagał się dla oskarżonych wyroku dożywocia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dla Rogusa po odbyciu 60 lat kary, a dla Pędzika — po 55.

    Według prokuratury, działania sprawców były planowane i ukierunkowane na zysk, a następnie na zatarcie śladów zbrodni. Oskarżeni działali pod wpływem alkoholu, wybierali na ofiary osoby samotne, o których wiedzieli, że otrzymują regularne świadczenia, oraz mieszkające w domach oddalonych od innych zabudowań. Z zebranego materiału dowodowego wynikało, że motywem działania oskarżonych była chęć uzyskania pieniędzy na alkohol, a następnie pozbawienie życia pokrzywdzonych, którzy mogli ich zidentyfikować.

    Obrońcy oskarżonych wnosili o łagodniejsze wyroki, natomiast sami oskarżeni w mowie końcowej przeprosili za swoje czyny.

    Wyrok zapadł 1 kwietnia 2010 r. Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał obu mężczyzn (zdjęcie) (zdjęcie) za winnych zarzucanych im czynów oraz skazał:

    • za zabójstwo (art. 148 § 1 kk) oraz rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia na osobie Krzysztofa Kurcza (art. 280 § 2 kk), na kary po 25 lat pozbawienia wolności;

    • za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia na osobie Anieli Kurcz (art. 280 § 2 kk), na kary po 8 lat pozbawienia wolności;

    • za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem Anieli Kurcz (art. 197 § 4 kk oraz art. 197 § 3 kk) Krzysztofa Rogusa na 8 lat pozbawienia wolności, z kolei Dawida Pędzika na 6 lat;

    • za zabójstwo (art. 148 § 1 kk) Anieli Kurcz na kary po 25 lat pozbawienia wolności;

    • za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia na osobie Zofii N. (art. 280 § 2 kk), na kary po 10 lat pozbawienia wolności;

    • za zabójstwo (art. 148 § 1 kk) Zofii N. na kary po 25 lat pozbawienia wolności.

    Orzeczona kara łączna za ww. przestępstwa dla obu sprawców to dożywotnie pozbawienie wolności. Dla Krzysztofa Rogusa z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po upływie 45 lat, a dla Dawida Pędzika po 40. Obaj mężczyźni mają też zapłacić matce zamordowanego, Danucie Kurcz, po 10 tys. zł.

    Sąd zezwolił także na publikację pełnych danych oraz wizerunków oskarżonych.

    W uzasadnieniu wyroku sędzia Piotr Popek powiedział, że nie ma wątpliwości, iż doszło do zbrodni o dużym stopniu szkodliwości społecznej, dlatego też obaj oskarżeni zasłużyli na kary o charakterze eliminacyjnym, a społeczeństwo należy przed nimi chronić.

    Każda zbrodnia jest tragedią. Jednakże oskarżeni działali z rozmysłem, wyrachowaniem, na zimno, nie okazywali żadnych oznak wyrzutów sumienia. Potrafili wrócić na miejsce przestępstwa, spożywać alkohol obok zwłok. To wszystko świadczy o wysokim zdemoralizowaniu oskarżonych

    — podkreślał.

    Po wyjściu z sali sądowej wujek zamordowanego Krzysztofa Kurcza ze łzami w oczach powiedział:

    Teraz czujemy się bezpieczni. Sędzia wymierzył słuszną karę, ale za takie czyny powinna być śmierć.

    . . .

    Obrońcy oskarżonego złożyli apelację po ogłoszeniu wyroku, domagając się po 25 lat dla każdego ze sprawców.

    Zaniedbania wychowawcze i rodzinne spowodowały, że ma taki charakter. To rzutowało na czyny, które popełnił. Trzeba dać mu szansę, jest młody

    — przekonywał adwokat Pędzika. Z kolei obrońca Rogusa uznał, że okolicznością łagodzącą powinno być to, że przyznał się do winy. Matka zamordowanego oraz prokuratura chcieli utrzymania wyroku w mocy. Prokurator Stanisław Rokita z Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie uznał:

    To są seryjni mordercy. Drapieżnik zabija, by zdobyć pożywienie. Oni zrobili to dla dzikiej przyjemności. Czy można każdego z nich nazwać człowiekiem? Jedyna słuszna kara to całkowita eliminacje ze społeczeństwa.

    Krzysztof Rogus poprosił o ponowne badania psychiatryczne, kwestionując opinie biegłych. Próbował przekonać, że popełniając zbrodnie, nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi. Sąd także miał wątpliwości, czy normalni ludzie są w stanie dopuścić się takich czynów, dlatego przystał na wniosek i wysłał obu mężczyzn na dalsze obserwacje.

    . . .

    8 marca 2011 r. odbyła się ostatnia rozprawa (zdjęcie) (zdjęcie), na której sędzia Zbigniew Śnigórski z Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie przytoczył opinię biegłych, którzy ponownie nie stwierdzili u oskarżonych żadnych chorób psychicznych.

    Psychiatrzy uznali, że byli poczytalni, gdy zabijali. Dlatego sąd nie znalazł żadnych podstaw do obniżenia im kary. Jedyną jest całkowita eliminacja

    — wyjaśniał sędzia.

    Mowę prokuratora skazani zakłócali wulgarnymi odezwaniami. Uciszyli się dopiero po kolejnym upomnieniu przez sędziego i groźbie wyrzucenia z sali.

    Wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie został utrzymany w mocy, a w uzasadnieniu tej decyzji przez Sąd Apelacyjny w Rzeszowie czytamy:

    Wysoki stopień demoralizacji oskarżonych, niekorzystne prognozy resocjalizacyjne wręcz przemawiają za tym, aby takiego sprawcę eliminować z życia społecznego na maksymalnie długi okres czasu, a nawet jak w tym przypadku dożywotnio.

    Tylko przypomnieć należy, że stosowany w przeszłości wobec Krzysztofa Rogusa środek poprawczy za czyn związany z usiłowaniem popełnienia zbrodni zabójstwa, jak też środki karne orzekane w 12 wyrokach wobec oskarżonego Dawida Pędzika okazały się całkowicie bezskuteczne. (...)

    Podobnie, nie mogła mieć istotnego znaczenia na wymiar kary okoliczność wynikająca z faktu przyznania się oskarżonych do popełnienia zarzucanych im czynów i nie tylko dlatego, że ich wyjaśnienia co do przebiegu samych zdarzeń nie zawsze były zgodne. (...)

    Nie można również podzielić twierdzeń apelacji, że oskarżeni wyrazili żal i skruchę za swoje czyny.

    Ich zachowania, a zwłaszcza oskarżonego (nazwisko ocenzurowane) na rozprawie apelacyjnej, w sposób jednoznaczny przeczą temu, co jest podnoszone w apelacjach.

    Na rozprawie apelacyjnej sędzia przewodniczący stwierdził:

    To były trzy egzekucje. Szwagier był tak pijany, że nawet dźwięk piły motorowej go nie obudził. Nie trzeba było go zabijać. Wystarczyło sięgnąć do jego kieszeni. Staruszki można było tylko przytrzymać i też zdobyliby pieniądze. Trudno o tym mówić bez załamania głosu, ciarki przechodzą.

    Na koniec dodał jeszcze:

    Wiedzieli, co robili. Zacierali ślady. Obaj nie dają gwarancji, że po opuszczeniu więzienia po 25 latach nie popełnią kolejnej zbrodni.

    Danuta Kurcz po wyjściu z sali z sądowej odetchnęła z ulgą. Nie mogła liczyć na karę śmierci dla morderców jej syna, jednak zarówno ona, jak i mieszkańcy miejscowości Siedliska-Bogusz oraz okolicznych wsi bali się, że skazani mogą wyjść po 15 latach i wrócić w rodzinne strony.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Rzeszowie oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    Zapraszam też na mój drugi tag polskiepato.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #zgwalcenie #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #siedliskabogusz #podkarpacie #seryjnimordercy #seryjnemorderstwo #krzysztofrogus #dawidpedzik #dozywocie #polskiesprawykryminalne
    pokaż całość

    •  

      @Bezimienny_BeZi: w komentarzach pod artykułami na ich temat, ludzie pisali, że cała rodzina Rogusów to straszna patologia. Podobno to rodzina wielodzietna, kradną i piją do tego. Mieszkali w jakiejś wsi obok i dostali od państwa dom. A ta żona zamordowanego sprowadziła mu do domu kilkoro patologicznych członków swojej familii i "jakiegoś bezdomnego" i urządził na chacie meline. Dlatego ją w końcu pogonił. Nie wiem czy to prawda. pokaż całość

    •  

      Serio, dla pieniędzy stawać w obronie takiego odpadu, które stwarza zagrożenie dla mieszkańców całego miasteczka. Z powodu tych pierdolonych banknotów

      @JEST-SUPER:
      A słyszałeś o czymś takim jak obrona z urzędu?
      Fakt, że każdy oskarżony musi mieć obrońcę, sprawia, że wyrok - w założeniu - jest jeszcze bardziej sprawiedliwy i odpowiedni, bo wynika z okoliczności sprawy, a nie z tego, że oskarżony nie umiał się bronić. Obrońca nie usprawiedliwia czynu, ani sprawcy, tylko gwarantuje klientowi równe szanse wobec aparatu państwowego (prokuratury).
      Kto miałby decydować czy należy Ci się obrońca czy nie? Zbigniew Ziobro? Czy ekspert z portalu wykop.pl? Dlatego należy się każdemu.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (67)

  •  

    Czytam teraz książkę "Polska odwraca oczy". Dopiero zaczynam i jestem na etapie czytania rozmowy z żoną Mariusza Trynkiewicza. Jestem zażenowana jej pierdoleniem. Oglądałam/czytałam już kilka wywiadów z żonami morderców, ale takiego pierdolenia nie słyszałam nigdy. Macie tutaj co lepsze kwiatki od pani Trynkiewicz na zachętę, bo to dobra książka. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Mariusz nie jest psychopatą, ludzie nie biorą pod uwagę, że po pierwsze, te zabójstwa były dawno, a po drugie nie wiadomo, kim obecnie byłyby te dzieci. Może wyrosłyby na zabójców lub złodziei. Kto włóczy się samotnie przy rzece w wieku kilkunastu lat? To jest dopiero brak odpowiedzialności!

    Według mnie w przypadku osiemdziesięciu procent molestowań i gwałtów ofiara sama jest sobie winna. Nikt mi nie wmówi, że jak dzieci idą samotnie do księdza na plebanię to nie przeczuwają że coś złego może się wydarzyć. Dzieci to nie są głupie owieczki. Przecież jak kobieta biegnie po lesie kabackim w legginsach lub czeka na autobus nocny pod wpływem alkoholu, to sama prosi się o gwałt. Mariusz tych chłopców nie ciągnął na siłę do mieszkania. Obiecał im, że postrzelają z wiatrówki. Więc oczywiście w pierwszym odruchu mogli się zgodzić, ale później przeszli długi odcinek drogi. Mieli czas aby ochłonąć, zastanowić się i uciec. Nie zrobili tego. To była ich decyzja, że nie żyją.
    #gwalt #logikarozowychpaskow #lewackalogika #trynkiewicz #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Więcej historii kryminalnych z Polski na #polskiepato oraz rejestrzboczencow.

    • • •

    Gdy Józef Wagner miał cztery lata, jego ojciec popełnił samobójstwo. Od tej pory wspomnienie poczucia strachu towarzyszącego widokowi trumny spuszczanej do wąskiego dołu było z nim już zawsze. Mały Józio został sam z matką, która biła go za najdrobniejsze przewinienia. Czasami zamykała też w ciemnej piwniczce, gdzie siedział skulony na węglu. Ze strachu przed karą często nie wracał do domu i głodny tułał się po ulicach Gliwic. Zaczął włamywać się do domów i mieszkań, aż trafił do domu dziecka. Stamtąd też uciekał, więc został umieszczony w ośrodku wychowawczym. Tam także nie miał łatwego życia – kary cielesne i przemoc seksualna były na porządku dziennym. Bywało, że rozbierano go do naga i wyprowadzano na zewnątrz, gdzie w listopadowym mrozie polewano go lodowatą wodą i bito pasem.

    Po przejściu przez wiele ośrodków wychowawczych spędził lata w więzieniu za kradzieże i rozboje. W końcu założył warsztat stolarski, ożenił się, pogodził z matką, która sama nie radziła sobie z wspomnieniami z własnego dzieciństwa naznaczonego przemocą i gwałtami. Zaczęła uczęszczać na spotkania biblijne, gdzie zabierała syna. Ten nie zrezygnował jednak z kradzieży, w których teraz pomagała mu małżonka. Doczekał się także córki. W końcu firma splajtowała, a on zaczął się imać różnych prac dorywczych i coraz częściej pić alkohol. Leczył się także psychologicznie.

    27 lutego 1992 r. zaprosił do siebie kolegę, a gdy skończyło im się piwo, postanowili udać się do osiedlowego sklepu. Józef wziął ze sobą tłuczek do mięsa, tłumacząc żonie, że to na wypadek awantury. Po drodze spotkał sąsiada, z którym wdał się awanturę, a podczas bójki uderzył go w głowę obuchem, powalając na ziemię. Oprawca wraz z towarzyszem ruszył do sklepu. Po zakupieniu alkoholu zjawili się u znajomych w mieszkaniu przy ulicy Raciborskiej, w którym przebywało trzech innych mężczyzn. Tam Józef przy wódce opowiedział kolegom, jak dwa dni wcześniej wdarł się na mównicę w kościele świętej Barbary i próbował wygłosić kazanie. Wierni zaczęli z niego szydzić, co go rozwścieczyło, dlatego wyjął nóż i zaczął im wygrażać. Potem chciał utoczyć własną krew do kielicha i opowiedzieć o swojej nadludzkiej sile, jednak powstrzymała go policja. Ta historia bardzo rozbawiła jego towarzyszy, co także nie spodobało się Józefowi, który wszczął kłótnię. Doszło do bójki, w trakcie której Wagner sięgnął po tłuczek i siekierę. Mężczyźni błagali go o życie, jeden z nich mówił, że ma żonę i dziecko, jednak nawet to nie przekonało oprawcy. Kazał im uklęknąć i się modlić. Zadawał im ciosy, wykrzykując religijne hasła. Jeden z ranionych mężczyzn zaczął uciekać w stronę drzwi, aż w końcu padł, charcząc krwią. Oprawca podszedł do niego i zadał kilka uderzeń siekierą w tył głowy. Wrócił do pastwienia się nad pozostałymi, nikomu nie pozwalając wezwać pogotowia. Krew tryskała na wszystkie strony, a każda z ofiar otrzymała po kilkanaście ciosów. Trzej mężczyźni zmarli na miejscu. Nie udało się także uratować sąsiada, zatłuczonego w osiedlowej bramie.

    Jedyny ocalały opowiadał później:

    Jego twarz zmieniła się, gdy zabijał, był blady, miał wywrócone białka oczne.

    Policjanci, którzy zjawili się na miejscu, wręcz brodzili we krwi i ludzkich tkankach. Ze względu na silne rozczłonkowanie, trudno było dopasować niektóre części ciała do ofiar. W katowickim instytucie medycyny sądowej zabrakło stołów, aby pomieścić wszystkie fragmenty zwłok. Prasa nazwała zabójcę "wampirem z Gliwic".

    Wagner nie przyznał się do zabicia wszystkich czterech mężczyzn. Obwiniał kolegę, jedną z ofiar. Utrzymywał, że sam jest odpowiedzialny tylko za jedną śmierć i że działał w afekcie. Podczas przesłuchania zachowywał się dziwnie, mówił, że ma dar i posłał go sam Bóg i że "coś mu kazało rąbać". Później odwołał swoje wyjaśnienia, jednak zeznania świadków i dowody pozwoliły ustalić, że to on zabijał. Badania psychiatryczne wykazały, że jest psychopatą oraz charakteropatą.

    W 1993 r. Sąd Wojewódzki w Katowicach skazał go na 25 lat pozbawienia wolności (w kodeksie karnym widniała wtedy kara śmierci, jednak obowiązywał zakaz jej wykonywania, czyli moratorium, o którym pisałam tutaj; nie było ówcześnie kary dożywotniego pozbawienia wolności). Po ogłoszeniu wyroku żona Wagnera powiedziała córce, że jej ojciec nie żyje.

    Według dyrektora Zakładu Karnego nr 2 w Strzelcach Opolskich Józef Wagner "należał do wyjątkowo spokojnych skazanych". Brał udział w spotkaniach religijnych, angażował się w prace społeczne, udzielał się w wolontariacie i uczęszczał na zajęcia kulturalne. Nauczył się na pamięć kodeksu karnego, dzięki czemu pomagał innym więźniom. Wykonywał także prace odpłatne poza murami więzienia, m.in. w przedszkolu: zajmował się ogrodem, remontami i naprawą; (możliwość pracy w zakładzie karnym jest formą nagrody, nie każdy ma taki przywilej, tym bardziej z możliwością wychodzenia poza więzienne mury). Rodzice dzieci nie wiedzieli, za co został skazany mężczyzna pracujący w pobliżu ich pociech. W więzieniu nie brał jednak udziału w żadnej terapii, która pomogłaby mu uporać się ze swoimi cechami osobowościowymi. Przez wszystkie lata spędzone za kratami ukończył jedynie 30-godzinny kurs zastępowania agresji.

    Po odbyciu 15 lat kary Józef Wagner mógł już starać się o przedterminowe zwolnienie (art. 78 k.k.) – ubiegał się o nie aż 13 razy.

    Przesłanką do udzielenia warunkowego przedterminowego zwolnienia jest pozytywna prognoza kryminologiczna, czyli przekonanie, że więzień nie popełni ponownie przestępstwa. Przy jej ocenie brana jest pod uwagę opinia psychologa i wychowawcy oraz postawa skazanego, okoliczności popełnienia przestępstwa czy zachowanie po jego popełnieniu i w czasie odbywania kary (art. 69 k.k.). Dopiero na podstawie tych dowodów sąd może podjąć decyzję i ocenić, czy może udzielić przedterminowego zwolnienia. Jednak mimo pozytywnej prognozy nie musi on podejmować pozytywnej decyzji.

    W przypadku Józefa Wagnera decyzja sądu była każdorazowo odmowna ze względu na negatywną prognozę kryminologiczną, którą więzienny wychowawca wystawiał ze względu na przestępstwa oraz brak krytycyzmu w stosunku do popełnionych morderstw.

    W końcu, 8 sierpnia 2012 r. Sąd Okręgowy w Opolu stwierdził, że Wagner jest gotowy na powrót do społeczeństwa. Prognoza poprzedzająca decyzję sądu była także negatywna, jednak tym razem skazany sporządził pisemne wyrażenie żalu za zabójstwa. Dodatkowo wniosek jego poparli dyrektor i wicedyrektor zakładu, kapelan i psycholog oddziałowy. Nie byli jednak powołani biegli w tej sprawie. Prokurator także nie wyraził sprzeciwu, a w sądzie Wagner sprawiał wrażenie pokornego i skruszonego. Zapewniał, że się zmienił i jest innym człowiekiem.

    Decydując o zwolnieniu, sąd mógł zlecić przeprowadzenie dodatkowych badań psychiatrycznych skazanego, nie wnioskował o to jednak ani prokurator, ani wychowawca. Dlatego w lutym 2013 r. Józef Wagner po 21 latach, w wieku 49 lat wyszedł na wolność. Został mu przyznany jedynie kurator sądowy na 10 lat, czyli na okres próbny. Sąd nałożył na niego także obowiązki: zarabiania, powstrzymania się od alkoholu, zawiadamiania o zmianie miejsca pobytu oraz niekontaktowania się z osobami karanymi.

    . . .

    Po wyjściu z więzienia Wagner otrzymał mieszkanie przy ulicy Zabrskiej w Gliwicach. Zajął się pracami wykończeniowymi — malował mieszkania, układał parkiety i kafelki.

    13 sierpnia 2013 r. znajomi Józefa zabrali go ze do mieszkania ich koleżanki. Towarzystwo piło piwo i rozmawiało, a dialog najbardziej kleił się pomiędzy Wagnerem a 21-letnią Martyną*. Dziewczyna zaszła do swojej przyjaciółki prosto z urzędu pracy. Była rozżalona, ponieważ jedynym proponowanym jej zatrudnieniem było sprzątanie klatek schodowych. Zwierzała się mężczyźnie, że ma dwójkę małych dzieci, którym chciałaby zapewnić jak najlepszy byt, jednak przez ciążę w młodym wieku nie uzyskała odpowiedniego wykształcenia i teraz ciężko jej znaleźć porządną pracę. Józef słuchał jej uważnie i ze spokojem, w ojcowski wręcz sposób pocieszał. Nie podrywał jej, nie prawił komplementów, sprawiał raczej wrażenie psychologa lub księdza z powołania. W końcu towarzystwo zaczęło się rozchodzić. Józef mieszkał nieopodal, więc zaproponował Martynie, by wpadła do niego kontynuować rozmowę. Dziewczyna zgodziła się, nie mając pojęcia, że sprawiający dobre wrażenie mężczyzna w średnim wieku to czterokrotny morderca. Na miejscu poczęstował ją piwem i włączył muzykę. Był bardzo spokojny, a Martyna czuła się bezpiecznie, dopóki po wyjściu z toalety nie zobaczyła, że czeka na nią na korytarzu. Zaczęła czuć się nieswojo, dlatego po niedługim czasie rozmowy podziękowała za towarzystwo i chciała wyjść, jednak okazało się, że drzwi do mieszkania są zamknięte. Józef uśmiechnął się tylko i odparł:

    Już nie wyjdziesz.

    Przestraszona dziewczyna zaczęła płakać i błagać, by ją wypuścił, ten jednak był nieugięty. Zmienił się nie do poznania: z osoby miłej, ciepłej i ujmującej – w potwora. Przystawił jej do szyi nóż i powiedział:

    Bądź cicho. Nie zrobi mi różnicy, jeśli ciebie też zabiję. Już to robiłem.

    Po czym rzucił ją na łóżko i zaczął dusić. Rozkazał jej być grzeczną, wtedy może wypuści ją nad ranem. Zgwałcił ją kilkukrotnie, a później stwierdził, że ją zwiąże i będzie trzymał przez miesiąc. W końcu zamknął dziewczynę w mieszkaniu i wyszedł kupić alkohol i papierosy. Wtedy Martyna, która ciągle miała przy sobie telefon komórkowy, zadzwoniła do męża z prośbą o pomoc. Znała tylko numer budynku, dlatego, gdy przyjechał na miejsce wraz ze znajomymi, dziewczyna uderzała głośno w drzwi. Mężczyźni wyłamali je, a schodząc po klatce schodowej, spotkali wracającego ze sklepu Józefa. Mąż Martyny rzucił się na niego i dotkliwie pobił, po czym odwiózł żonę do domu i natychmiast zadzwonił na policję.

    Myślałem, że przyjedzie pani psycholog z policjantką, ale przysłano siedmiu mężczyzn, którzy zaczęli wypytywać żonę o szczegóły gwałtu. Zadano jej ten ból na nowo. Pojechaliśmy na miejsce. Wagnera już tam nie było. Potem na komisariacie żona znów musiała zeznawać przed mężczyzną. Nie wiem, czemu Wagnera. od razu nie zatrzymano

    – opowiadał.

    Mężczyzna po pobiciu trafił do szpitala z dość poważnymi obrażeniami, skąd w końcu samowolnie się oddalił i ukrył. Mąż poszkodowanej opowiadał:

    Dzwonił potem do żony wielokrotnie. Groził, że skrzywdzi ją i dzieci. Próbował wymusić, by wycofała zeznania. Zdarzyło się nawet, że gdy jechała z córką i teściową autobusem, usiadł naprzeciw niej i się uśmiechał. Znów zadzwoniłem na policję. Dopiero pani prokurator przesłuchała żonę z udziałem psychologa i wydała nakaz zatrzymania.

    Wagner wysyłał jej także SMS-y, w których groził śmiercią jej i jej całej rodzinie. Został zatrzymany dopiero 4 września, po czym stał się pierwszym w historii gliwickiej prokuratury oskarżonym o gwałt, którego przyprowadzono bez kajdanek. Najprawdopodobniej zagadał funkcjonariuszy, którzy uwierzyli, że jest niewinny.

    Zaraz po tym do prokuratury zadzwonił pracownik więzienia w Strzelcach Opolskich, który miał przeczucie, że stanie się coś złego i Wagner nie powinien zostać zwolniony z zakładu karnego. Dodał, że to człowiek bardzo inteligentny, który zyskał przychylność kierownictwa zakładu, tak że wszyscy zapomnieli o zbrodni, której dokonał.

    Józef Wagner nie przyznał się do winy. Zaprzeczył, jakoby miał przetrzymywać Martynę w mieszkaniu i odbyć z nią stosunki seksualne wbrew jej woli. Zapewniał także, że nie stosuje przemocy wobec kobiet.

    Ja myślę, że jestem więźniem przeszłości. Ja muszę siedzieć. Ja nie mam prawa być na wolności, mnie można pomówić o byle co i ja siedzę dlatego, że kiedyś byłem karany

    – powiedział reporterom. Pytany o zabójstwo z 1992 r. odparł, że nie nazywa tego morderstwem i źle się czuje z takim nazewnictwem. Te zdarzenia nazywa po prostu bójką, która zakończyła się tragicznie. A socjopatą nazwali go po to, by go "wsadzić".

    Wagner został umieszczony w areszcie tymczasowym, a prokuratura w Gliwicach oskarżyła go o kilkakrotne zgwałcenie, uwięzienie, grożenie pozbawieniem życia oraz stosowanie przemocy fizycznej.

    . . .

    W mediach zawrzało. Wszyscy zadawali sobie pytanie, jak to możliwe, że czterokrotny morderca, który dzięki lukom w kodeksie karnym w latach 90. zamiast kary śmierci lub dożywocia dostał tylko 25 lat pozbawienia wolności, opuścił teraz więzienie za "dobre sprawowanie".

    Okazało się, że w jednym z więzień – w Jastrzębiu-Zdroju – mówił wychowawcy, że nie czuje się winny tych zabójstw. Ten wtedy doradził mu, że aby wyjść na wolność, musi okazać skruchę i przyznać się do winy, ponieważ sąd już zawierzył wersji świadków. Dlatego właśnie napisał oficjalne pismo i nikt później nie badał, czy sam wierzy w to, co w nim zawarł. Okazało się także, że jego zachowanie analizowali tylko pracownicy zakładu karnego, w którym przebywał, nikt z zewnątrz.

    Psycholog więzienny widział go zaledwie kilka razy, ponieważ najczęściej w zakładach karnych na 200 skazanych przypada jeden psycholog. Z kolei wychowawca ma przydzielone 600-800 osób.

    Kurator Józefa Wagnera widział się z nim w ciągu pół roku (od wyjścia z więzienia do gwałtu) sześć razy. Jego zdaniem podopieczny nie naruszył żadnego z nałożonych na niego obowiązków.

    Tam doszło do bójki. Nie możemy być pewni, że ktoś inny nie zabił, a on za to odbywa karę. W bójce ktoś może stracić przytomność i nie pamiętać całego obrazu sytuacji. Trudno mi uwierzyć, że zabił tylu ludzi. Wagner był uczciwy. Nie robił awantur przez cały okres odbywania kary. W celi jest mała przestrzeń. Osoby o skłonnościach do agresji bardzo szybko ją ujawniają. To moje prywatne odczucia — myślę, że znalazł się w złym czasie i miejscu. Ale nie kwestionuję wyroku.

    Tę rażąco nieprofesjonalną wypowiedź skrytykowali goście magazynu reporterskiego "Państwo w państwie". Na temat sprawy wypowiadał się biegły sądowy, były sędzia i prezes Fundacji "Sławek".

    klik <– "Państwo w państwie", gdzie pokazano m.in. fragmenty wywiadu z Wagnerem, w którym usiłuje minimalizować wszystko to, co się stało i udaje ofiarę systemu. Symuluje nawet, że ma problemy ze słuchem.

    To, że skazany jest grzeczny w zakładzie, o niczym nie świadczy. Człowiek, który morduje siekierą i tłuczkiem do mięsa, powinien siedzieć w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym, mieć dobrego lekarza, intensywną terapię, której nie przeprowadza się w więzieniu

    – komentował w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” były szef więziennictwa Paweł Moczydłowski. Z kolei prof. Piotr Kruszyński, znany karnista z Uniwersytetu Warszawskiego stwierdził:

    Jestem zdumiony tą decyzją, nie mieści mi się to w głowie. W normalnych często banalnych sprawach, bardzo trudno jest uzyskać przedterminowe zwolnienie. Trzeba spełnić szereg warunków, przejść długą, skomplikowaną procedurę. A tutaj mamy sytuację, że człowiek skazany za poczwórne zabójstwo, wychodzi na wolność zdecydowanie zbyt wcześnie.

    Wagner ma silne zaburzenia

    – mówiła prokurator.

    Z jednej strony często się wzrusza, wydaje się subtelny, mówi o poezji, książkach. Ale gdy przedstawiłam mu akt oskarżenia, stał się niezwykle agresywny, używał mocnych wulgaryzmów, twarz mu się wykrzywiła. Tak jakby znajdowały się w nim dwie kompletnie różne osoby.

    Wagner rzuciłby się na nią z pięściami, gdyby nie interwencja policjanta.

    Specjaliści zgodnie twierdzili, że Sąd Okręgowy w Opolu popełnił błąd, udzielając „wampirowi z Gliwic” warunkowego zwolnienia.

    . . .

    Dziennikarzowi TVN24 Józef Wagner opowiadał, że wdarł się na mównicę w kościele po to, by "powygłupiać się" i trafić do zakładu psychiatrycznego, zamiast do więzienia, które groziło mu za wcześniejsze napady i rozboje. A podczas mordowania kolegów po prostu wpadł w amok i "szał bitewny", z którego niewiele pamięta (klik).

    Dziennikarka Gazety Wyborczej, która przeprowadzała z nim kilkugodzinny wywiad, była przekonana, że Wagner nie żałuje tego, co zrobił, nie odczuwa wyrzutów sumienia, co więcej – jak sam mówił – nie jest pewien, czy popełnił przypisane mu zbrodnie.

    Jestem niewinny. Wszystko wymyśliła prokuratura. Na panią prokurator napisałem już kilkadziesiąt skarg: do Ministerstwa Sprawiedliwości, Prokuratury Generalnej, prezesa sądu okręgowego, prezesa sądu rejonowego. Chcę założyć sprawę mężowi kobiety, która mnie pomawia, ale mi odmawiają. Założę sprawę psycholog, bo napisała też, że nadużywam środków psychoaktywnych, a ja nigdy nie brałem narkotyków.

    Na dowód przygotował dla niej stertę pism i skarg na prokuraturę oraz na kierownictwo aresztu.

    Staram się nie marnować czasu. Nie oglądam telewizji, wolę grać w szachy, pisać wiersze, aforyzmy, książki. Wiem, że jestem nadwrażliwy. Płaczę przy filmach jak "Waleczne Serce" lub słuchając muzyki Jean-Michela Jarre'a. Postanowiłem, że sam nauczę się grać. Napisałem pismo do dyrektora zakładu, by pozwolili mi na keyboard. Zaznaczyłem, że rozumiem, iż fortepian nie zmieści się do celi. Dostałem odmowę, więc napisałem kolejną prośbę o dostęp do szkoły muzycznej. Powołałem się na konkretne zapisy prawne i następnego dnia powiedziano, że mogę mieć ten keyboard. W zakładach karnych miałem w celi telewizor, odtwarzacz wideo, kablówkę. Czasem było mi wręcz źle, że posiadam tak wiele, gdy inni ludzie nie mają za co żyć

    – opowiadał.

    Dziennikarka oceniała go jako niezwykle inteligentnego człowieka, z wyjątkowym darem przekonywania ludzi do swojej wersji zdarzeń. Podczas wizyty w więzieniu była zaskoczona, z jaką wyższością odnosił się do strażników, wręcz rozstawiał ich po kątach. Natomiast, gdy została z nim już sama, stał się subtelny, wyważony i ze spokojem odpowiadał na wszystkie pytania. Stwarzał wokół siebie aurę bezpieczeństwa, można było poczuć się z nim bardzo swobodnie.

    Dopiero przy drugiej rozmowie, gdy dziennikarka była uprzednio ostrzeżona przez psychologów, w jaki sposób może zachowywać się wobec niego, by cokolwiek z niego wydobyć, postanowiła kontrolować swoje wypowiedzi. Wtedy wyszła z niego jego druga strona — zaczął się bardzo denerwować, wykazywał niezdrowe pobudzenia, gdy mówił o śmierci i zabijaniu, błyszczały mu oczy. Widać było, że tematy związane z zabijaniem go ekscytują. W nerwach opowiadał dziennikarce, że nie dziwi się ludziom, którzy strzelają do polityków.

    Umiem robić naboje, broń, bomby. Od lat interesują mnie militaria, potrafię zrobić nawet te skomplikowane konstrukcje. Myślałem, aby wejść do budynku prokuratury lub sądu. Posługiwanie się trotylem jest proste i można zabić wielu ludzi. W zamknięciu mój gniew tylko się kumuluje

    – chwalił się.

    klik <- wersja wydarzeń Wagnera

    . . .

    Według opinii psychologów i psychiatrów z 2013 r., Wagnera charakteryzuje wysoki poziom rozwoju intelektualnego, bardzo dobra orientacja w relacjach interpersonalnych oraz wysoka koncentracja na sobie. W celu zaspokojenia potrzeb może być nastawiony instrumentalnie i mieć skłonności do manipulacji. O dziwno, tym razem nie stwierdzono u niego psychopatii, socjopatii czy charakteropatii.

    Psycholog kryminalny Jan Gołębiowski (osobiście jestem wielką fanką tego pana) zajmujący się tworzeniem profili psychologicznych stwierdził jednak:

    Myślę, że Wagner ma wysoką, choć niestabilną samoocenę. Jego postawa wielkościowa zasłania wątpliwości i kompleksy, których pewnie nabawił się w dzieciństwie. Trzeba też pamiętać, że 20 lat w więzieniu bardzo zmienia człowieka, niestety na gorsze. To tam człowiek się socjopatyzuje. Aby przetrwać, musi manipulować, odgrywać rolę, kłamać. Psychopaci potrafią idealnie dostosować się do warunków zamknięcia. To często najlepsi więźniowie. Stają się niebezpieczni na wolności, gdy pozbawi się ich rutyny i kontroli. Często mają ogromne możliwości kreacji. Do perfekcji opanowali przekonywanie innych do swojej wersji zdarzeń.

    W więzieniu w Raciborzu, do którego trafił Wagner, uznano, że nie klasyfikuje się on do terapii, bo nie ma choroby psychicznej.

    . . .

    Na początku sierpnia 2014 r. w Sądzie Okręgowym w Gliwicach odbyła się pierwsza rozprawa (klik). Prowadząca sprawę prokurator nie dziwiła się, że mężczyzna potrafił przekonać do siebie bardzo wiele osób. Była przekonana, że gdyby nie natychmiastowa reakcja męża życie Martyny byłoby zagrożone.

    Na pewno oskarżony jest osobowością skomplikowaną. Z jednej strony sprawia wrażenie osoby bardzo spokojnej, spolegliwej wręcz. Takiej, która chce przekonać do swoich racji. Natomiast w momencie, w którym mu się to nie udaje, kiedy zauważa, że osoba, która go przesłuchuje, lub przeprowadza badania, ma odmienne zdanie, to natychmiast reaguje gniewem, agresją, czy nawet wulgaryzmami. Niewątpliwie jest osobą, która kreuje się, i po części mu się to udaje, na osobę bardzo spokojną, chętną do współpracy. Rozmawiającą. Interesującą się wieloma dziedzinami sztuki

    – powiedziała.

    (zdjęcie) (zdjęcie)

    19 września 2016 r. sąd w Gliwicach, bazując na opinii lekarza chorób wewnętrznych, uniewinnił Józefa Wagnera. Prokurator uznał ten wyrok za niesłuszny i zapowiedział apelację. Jednak od tej pory media milczą w tej sprawie.

    . . .

    *imię wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Wszystkie informacje, które zawarłam w powyższym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #gwalt #zgwalcenie #gliwice #jozefwagner
    pokaż całość

    źródło: jw.png

    •  

      Witam, rok temu z "hakiem" protezowałam Józefa Wagnera - aparat słuchowy. Oczywiście nie wiedzialam kto to jest - dopiero wracajac z pracy zasugerowana przez mamę że złodziejaszka (taka informacje uslyszalysmy od pielęgniarki zakładowej) ponieważ przyjechal w asyscie 4 mundurowych wieziennych-nie prowadzą z kajdankami na nogach (pracowała jako kurator społeczny oraz ławnik) wygoglowalam go - jakie było moje zaskoczenie gdy zaczelam wglebiac się w temat. Wampir zrobił na mnie i kolezance z pracy wrażenie osoby która owszem "zboczyla" na zle tory ale kazdy ma prawo do drugiej szansy i tak do dzisiaj telepie mna jak o tym wspominam- jaj czlowiek może zmanipulowac drugiego i wcielić sie tak jakby w inną osobe. Józek przebywał w areszcie w Gliwicach i z tego co wiem starał się o odbywanie kary - bo za gwałt dostał 4-5lat - na wolności pod warunkiem stalego monitoringu czy cos takiego. Wiem ze aparat sluchowy był mu niezbedny do rozprawy. Był to listopad, grudzień 2017 z poczatkiem 2018 miala odbyc sie rozprawa - czy ktoś coś w8e nowego na ten temat?? pokaż całość

    •  

      @kvoka: A co z zabezpieczeniem nasienia sprawcy? Ta kobieta nie miała zrobionej obdukcji?

    • więcej komentarzy (72)

  •  

    Terlikowski o sprawie ks. Jankowskiego: ..w związku z tym powinniśmy poznać prawdę i wyciągnąć z niej wnioski. I do tego potrzebna jest niezależna kościelna komisja
    No tak wyjasnienia powierzmy zawodowym klamcom, manipulatorom.. niech napisza raport na swoich kolegow. He he dobre ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wiarygodnosc ustalen takiej koscielnej komisji bedzie taka, jak pitolonko tychze koscielnych funkcjonariuszy o nijakim Jezusie jego tatusi, mamie i sw duszku ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #bekazkatoli #pedofilewiary #polska #katolicyzm #kryminalne #gwalt #przestepczosc #polityka #kler #bekazpodludzi #rakcontent
    pokaż całość

    źródło: bi.im-g.pl

    •  

      @sedzia_Stuleya: wobec osoby zmarłej nie prowadzi postępowania, ale w danej sprawie prowadzić może. ( patrz np. zbrodnie komunistyczne..) W przypadku ks Jankowskiego sa ofiary, sa krzywdy do naprawienia. Trzeba by sprawdzić czy byly matactwa/naciski we wcześniejszych dochodzeniach.. itd

    •  

      @robert5502: Nie masz pojęcia o czym piszesz. Zbrodnie nazistów i komunistów nie ulegają przedawnieniu. Sprawy badane są pod kątem historycznych ustaleń przez takie instytucje jak IPN i ich pion prokuratorski.
      Celem zwykłej prokuratora jest postawienie zarzutów i skierowanie sprawy do sądu.
      W tym wypadku czyny się przedawniły a domniemany sprawca nie żyje.
      Nie było też żadnych wcześniejszych dochodzeń a nawet jakby były sprawa uległaby przedawnieniu.
      Równie dobrze włoska prokuratura mogłaby próbować śledztwa przeciwko cesarzowi Kaliguli.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Dziś krótki wpis i – jak zawsze – maksimum informacji, do których udało mi się dotrzeć. Jutro lub za dwa dni wrzucę Wam coś dłuższego.

    Jest to także wpis, do którego po raz pierwszy nie wołam, bo jak wynikło z ankiety –- większość z Was woli, bym z tego zrezygnowała. Zresztą, te Mirkolisty nie działają należycie, i każdorazowo bardzo wiele osób pomijały. Wiem, że nie każdemu będzie się podobała ta zmiana, ale nie jestem w stanie zrobić tak, by wszyscy byli zadowoleni. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Mam nadzieję, że obserwując tag, niczego nie przegapicie!

    • • •

    DARIUSZ BUDA, rocznik '69

    Buda urodził się w Nowym Dworze Gdańskim (woj. pomorskie), gdzie jego dzieciństwo podobno nie należało do łatwych, ale nie doszukałam się szczegółów.

    Został skazany z artykuł 168 § 2 kk/69 (który od 1969 do 1998 r. traktował o zmuszeniu kogoś do "czynu nierządnego") po raz pierwszy już w roku 1993 jako 24-letni mężczyzna. Nie odbył jednak całej kary i zamiast trzech lat w więzieniu spędził tylko półtora roku.

    Kilka lat po wyjściu na wolność, 28 lipca 1996 r. we wsi Laskowice Wielkie (woj. opolskie) zaatakował przypadkowo spotkaną kobietę. Ogłuszył ją kilkoma ciosami w głowę i gwałcił, bijąc po całym ciele. Skatowanej ofierze zacisnął na szyi sznurówkę i udusił. Z martwą odbył jeszcze stosunek analny.

    Prokuratura postawiła mu zarzut morderstwa oraz zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem, co było działaniem w recydywie. Sąd Wojewódzki w Elblągu uznał Budę za winnego zarzucanych mu czynów, a w listopadzie 1998 r. mężczyzna usłyszał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności oraz pozbawienia praw publicznych na okres 10 lat.

    Obrońca oskarżonego wniósł apelację, w której wnioskował o zmianę kary na 25 lat pozbawienia wolności. Adwokat uważał m.in., że sąd nie wziął pod uwagę jednej z ekspertyz wyrażającej pogląd, że w chwili popełniania zbrodni zdolność sprawcy do kierowania swoim postępowaniem była w znacznym stopniu ograniczona. Powołał się także na jego młody wiek, dobrą opinię w miejscu pracy oraz nienaganne zachowanie w więzieniu podczas odsiadywania pierwszego wyroku za zgwałcenie.

    W kwietniu 1999 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku nie uwzględnił apelacji. Wspomniana ekspertyza została zgodnie odrzucona przez dwóch psychiatrów, ponadto wśród jej twórców nie było żadnego lekarza z tej dziedziny. Z kolei dobrą opinię o Budzie sąd dostrzegł, jednak nie nadał jej żadnego znaczenia dla sprawy, ponieważ jej ranga jest zbyt mała w zestawieniu z całym szeregiem okoliczności wyjątkowo obciążających, w świetle których rozpatrywana zbrodnia jawi się jako szczególnie drastyczna i wstrząsająca. Za okoliczności łagodzące nie uznał także faktu, że w momencie popełnienia zbrodni oskarżony miał niespełna 27 lat, ani tego, że przez trudne dzieciństwo był osobą niedowartościowaną, co według obrońcy miało być przyczyną pojawienia się dewiacji seksualnej. Zbrodnię sąd uznał za wyjątkowo odrażającą, a sposób działania Budy za bezlitosny i okrutny, dlatego bezdyskusyjnie występuje potrzeba trwałej eliminacji oskarżonego z życia społecznego.

    . . .

    Dariusz Buda karę pozbawienia wolności zaczął odsiadywać w Zakładzie Karnym w Sztumie, jednak informacja o jego aktualnym pobycie nie jest podana. Pewne jest tylko, że mężczyzna wciąż nie przebywa na wolności.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Elblągu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #zgwalcenie #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #nowydworgdanski #laskowicewielkie
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

    •  

      Adwokat uważał m.in., że sąd nie wziął pod uwagę jednej z ekspertyz wyrażającej pogląd, że w chwili popełniania zbrodni zdolność sprawcy do kierowania swoim postępowaniem była w znacznym stopniu ograniczona. Powołał się także na jego młody wiek, dobrą opinię w miejscu pracy oraz nienaganne zachowanie w więzieniu podczas odsiadywania pierwszego wyroku za zgwałcenie.

      Co ma młody wiek, dobra opinia w miejscu pracy i nienaganne zachowanie podczas odsiadywania pierwszego wyroku do brutalnego gwałtu, morderstwa i recydywy?

      @nexetpl: art. 53 § 2 Wymierzając karę, sąd uwzględnia w szczególności motywację i sposób zachowania się sprawcy, zwłaszcza w razie popełnienia przestępstwa na szkodę osoby nieporadnej ze względu na wiek lub stan zdrowia, popełnienie przestępstwa wspólnie z nieletnim, rodzaj i stopień naruszenia ciążących na sprawcy obowiązków, rodzaj i rozmiar ujemnych następstw przestępstwa, właściwości i warunki osobiste sprawcy, sposób życia przed popełnieniem przestępstwai zachowanie się po jego popełnieniu, a zwłaszcza staranie o naprawienie szkody lub zadośćuczynienie w innej formie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (66)

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Ostrzegam, że opis tej zbrodni jest drastyczny i dotyczy dziecka! Wrażliwsi są proszeni o nieczytanie poniższego tekstu.

    • • •

    KRZYSZTOF PAŃKÓW, rocznik '66

    Rankiem 3 października 1996 roku 9-letnia Kasia G. (zdjęcie) jak co dzień wyszła do szkoły w rodzinnym Byczynie (woj. opolskie), jednak na klatce schodowej spotkała pijanego sąsiada, 30-letniego Krzysztofa. Mężczyzna siłą zaciągnął dziewczynkę do swojego mieszkania (zdjęcie), gdzie skrępował jej ręce i nogi krawatami. Unieruchomioną przyduszał poduszką i wkładał palce do pochwy. W końcu zacisnął na jej szyi materiałowy pasek od sukienki i udusił. Wszystko to trwało około sześciu godzin.

    Matka Kasi nie zmartwiła się, gdy córka nie wróciła do domu po szkole, myśląc, że wybrała się ze swoim ojcem w odwiedziny do chorej ciotki. Rodzice zaczęli poszukiwania dopiero od godziny 16:00, a wieczorem trzecioklasistki szukała już cała Byczyna. Jednak dziewczynka nie żyła już od godziny 14:30 — wtedy Pańków zaniósł jej zwłoki do łazienki, ułożył w wannie i zaczął ćwiartować przy użyciu kuchennego noża i piłki do metalu. Fragmenty ciała spakował w foliowe reklamówki i upychał za szafą.

    Rodzina i mieszkańcy miasteczka przeszukiwali wszystkie pobliskie kamienice, zjawili się także u Krzysztofa, jednak nie zauważyli nic niepokojącego. Mężczyzna nie płacił rachunków za energię, więc elektrownia odłączyła mu prąd, dlatego w ciemnościach panujących w jego mieszkaniu ciężko było dostrzec wszechobecne ślady krwi. Początkowo nikt nie podejrzewał, że Pańków może mieć coś wspólnego z zaginięciem Kasi, ponieważ bardzo dobrze znał zarówno ją, jak i jej rodziców. Od lat mieszkali drzwi w drzwi, a matka i ojciec dziewczynki czasami zapraszali go na obiady i dawali jedzenie, gdy nie miał pieniędzy. Rok wcześniej, podczas komunii córki, jej matka przyniosła mu nawet poczęstunek.

    Wieczorem wyniósł poćwiartowane ciało z domu i porzucił na podmiejskim dzikim wysypisku oraz obok silosów w pobliskich Jaśkowicach. Kiedy tam szedł, zmęczył się, więc postanowił odpocząć i kupić sobie piwo. Stał spokojnie z innymi ludźmi i popijał browarka, mając przy nodze torbę z ciałem dziewczynki.

    Następnego dnia okolicę wysypiska przeszukiwała trójka ochotników. Około godziny 11:00 mężczyźni dojrzeli w krzakach poplamione krwią reklamówki, w których spakowana była głowa oraz kończyny zaginionej. Jeszcze tego samego dnia policja zatrzymała mordercę, którego wskazali okoliczni mieszkańcy. Według ich relacji Pańków nie pomagał w poszukiwaniach Kasi, dodatkowo był widziany z podejrzanie wyglądającymi pakunkami. Gdy mundurowi wyprowadzali Krzysztofa, pod jego kamienicą zabrał się rozjuszony tłum, który chciał go zlinczować.

    Podczas przesłuchania mężczyzna od razu przyznał się do winy i wskazał, gdzie zakopał tułów 9-latki. Decyzję o jej poćwiartowaniu tłumaczył tym, że kiedyś przeczytał, że jest to najlepszym sposobem na pozbycie się zwłok.

    Podczas wizji lokalnej dokładnie pokazał miejsca, w których porzucił zwłoki i precyzyjnie opisał przebieg zbrodni. W trakcie jej trwania ponownie omal nie doszło do samosądu z rąk mieszkańców.

    . . .

    Kasia została pochowana w rodzinnej miejscowości. Jej trumnę nieśli harcerze, a za nimi podążało aż trzy tysiące żałobników.

    . . .

    Proces (zdjęcie) (zdjęcie) wzbudzał wiele emocji, a ludzie żądali dla oskarżonego kary śmierci, na której wykonywanie obowiązywało wtedy moratorium.*

    Kasia była jedynaczką i długo oczekiwanym przez rodziców dzieckiem. Na jednej z rozpraw jej matka powiedziała:

    Miałam w życiu tylko jeden kwiat. Ten kwiat potrzebował opieki, potrzebował troski. Nie potrafił się bronić. Został w brutalny sposób zaatakowany, zniszczony i rozrzucony po polach. Dlatego domagam się jak najwyższego wymiaru kary i żeby ta kara ustrzegła te wszystkie kwiaty, które jeszcze są, jeszcze cieszą nasze oczy. Bo moich oczu już nic nie ucieszy.

    Podczas rozprawy Pańków skorzystał z prawa odmowy składania wyjaśnień, jednocześnie podtrzymując wyjaśnienia, które składał podczas śledztwa.

    . . .

    Krzysztof Pańków został oskarżony o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem oraz morderstwo. 28 sierpnia 1997 roku zapadł wyrok, w którym za pierwszy z czynów został skazany na 8 lat pozbawienia wolności oraz 5 lat pozbawienia praw publicznych, z kolei za drugi otrzymał dożywotnie pozbawienie wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. Orzeczona kara łączna za wszystkie czyny to dożywotnie pozbawienie wolności oraz pozbawienie praw publicznych na 10 lat.

    Przed odczytaniem wyroku oskarżony w swojej mowie końcowej powiedział:

    Nie mogę prosić ludzi o cokolwiek dla siebie, więc zwracam się do sądu o sprawiedliwy wyrok. Proszę o wymierzenie kary śmierci.

    Wyrok nie uprawomocnił się gdyż oskarżony i jego obrońca złożyli apelację, w której wnieśli o łagodniejszy wymiar kary. Adwokat uznał między innymi, że Sąd Wojewódzki w Opolu (w latach 1950-1999 teraźniejsze sądy okręgowe były nazywane wojewódzkimi, ze względu na dawny podział administracyjny na 49 województw) wydał wyrok pod naciskiem opinii publicznej. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał jednak, że nie ma podstaw, by tak twierdzić i utrzymał wyrok w mocy. Podkreślił także, że fakt, iż od zgwałcenia do zabicia Kasi minęły około dwie lub trzy godziny, dowodzi, że oskarżony miał czas na przemyślenie swojego postępowania i dalszych zamiarów. Sąd uznał, że mimo tego, iż Pańków nie był wcześniej karany za zbrodnie na tle seksualnym, są nikłe szanse na jego resocjalizację i sprawia potencjalne zagrożenie dla społeczeństwa.

    . . .

    Dziś Kasia byłaby już Katarzyną i miałaby 31 lat.
    . . .

    W roku 2000 Pańków udzielił wywiadu w programie "Cela nr" —> klik (polecam!)

    . . .

    * moratorium (łac. moratorius, zwlekający) – zawieszenie, tymczasowe wstrzymanie.

    W 1988 r. władza ludowa stwierdziła, że z jakichś przyczyn wstrzymanie wykonywania kary śmierci może przynieść im korzyść (pewnie chodziło o zyskanie przychylności społeczeństwa), dlatego zaczęło obowiązywać moratorium na jej wykonywanie. Tak jak dość częste za PRL-u amnestie. Tym razem jednak nie zawracali sobie głowy uchwalaniem ustaw, tylko po prostu stwierdzili, że wyroki śmierci nie będą wykonywane. Zostawili sobie w ten sposób furtkę na przyszłość, gdyby się okazało, że wykonywanie kary śmierci trzeba przywrócić. Dopiero po zmianie systemu uregulowano tę kwestię ustawowo (zresztą w kiepski sposób, co pokazał przypadek Trynkiewicza). Ponadto to uregulowanie ustawowe było jednym z niezbędnych warunków integracji Polski z UE.

    Już w trakcie obowiązywania moratorium 10 osób zostało skazanych na karę śmierci (klik). Dopiero w 1995 r. niewykonane kary zamieniono na karę 25 lat pozbawienia wolności.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Opolu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście pochodzą stąd, stąd i stąd.

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczencow. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #zgwalcenie #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: pankow.jpg

  •  

    #szwecja #ciekawostki #gwalt #przestepczosc oraz #feminizm

    Dzisiaj krótki news o wynikach narodowego badania bezpieczeństwa w Szwecji.

    Zapraszam do obserwowania lub czarnolistowania tagu #gloszpolnocy

    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Wyniki narodowego badania bezpieczeństwa Szwedzkiej agencji przeciwdziałania przemocy [Brottsförebyggande rådet, w skrócie Brå – przyp. desen] zostaną w całości opublikowane w styczniu, ale już teraz można zauważyć silną tendencję wzrostową dotyczącą przemocy seksualnej wobec kobiet.

    Między 2006 a 2012 rokiem liczba kobiet padających ofiarą przestępstw seksualnych była relatywnie stała. Z rokiem 2013 liczba ta podwoiła się i wzrastała stale (z wyjątkiem 2014) każdego następnego roku.

    Z 2,5% w 2006 do 10,7% w 2017 roku.

    W grupie wiekowej 16-24 liczba wskazywała na 34,4% kobiet dla roku 2017.

    W ogólnym rozrachunku 6,4% ogółu ludności twierdzi, że była ofiarą przestępstwa seksualnego w zeszłym roku. Różnica między płciami jest jednak spora – 10,7 i 1,6 procent. [autor nie podaje jakiej płci dotyczy dana liczba, ale możemy się domyślać, że 10,7 dotyczy kobiet a 1,6 mężczyzn - przyp desen.].

    - Ważne jest by pamiętać, że przestępstwa seksualne są rodzajem przestępstw, które zawierają w sobie szerokie spektrum nadużyć. Poczynając na łagodniejszych incydentach w postaci niewybrednych komentarzy, po bardzo poważne przestępstwa jak gwałt, mówi analityk Brå Maria Söderström.

    Większość badanych najbardziej bało się włamania do mieszkania.

    - Nie ma aż takiej wielkiej różnicy między płciami, kiedy mowa o lęku przed byciem ofiarą różnych typów przestępstw, z wyjątkiem gwałtów i napaści na tle seksualnym. Ten rodzaj lęku jest zdecydowanie częstszy wśród kobiet niż wśród mężczyzn, mówi analityk Brå, Sofie Ahlin.

    Źródło: https://samnytt.se/sexualbrott-mot-kvinnor-okar-kraftigt/
    pokaż całość

    źródło: samnytt.se

    •  

      a wiesz, jakoś mi Szwedów nie szkoda. Te zimne wyniosłe Szwedki i panowie sprowadzenie do parteru. Im wcześniej to państwo upadnie tym szybciej w UE nabiorą rozumu

    •  

      @jusstt: od upadku raczej Szwecja jest jeszcze daleko, co nie znaczy, że nie ma dosyć poważnych problemów. Wolałbym akurat, żeby byli w miarę stabilnym państwem. Tym bardziej, że z nami przez morze sąsiadują.

      +: Daldek
  •  

    Kilka dni temu w Irlandii adwokat (kobieta!) wybroniła 27-latka, który zgwałcił nastolatkę. Jako argument kobieta podała to, że dziewczyna miała na sobie koronkową bieliznę.

    Przypominam. Żadna bielizna czy jej brak nie oznacza zgody na seks. Nie mówię tego, bo uważam, że ktokolwiek tu jest gwałcicielem. Mówię to, bo potem wielu z was broni gwałcicieli mówiąc 'To jej wina. Po co tam szła? Po co się tak ubierała'

    #japierdole #gwalt #irlandia #feminizm no i #logikarozowychpaskow pani adwokat
    pokaż całość

    +: E..........8, z....................r +360 innych
    •  

      @Soojin21: chyba nie ma rzeczy, która mnie triggeruje równie mocno, jak mówienie o samosięproszeniu ubiorem. Nie wiem, jak okropnym człowiekiem trzeba być, żeby w ogóle wpaść na coś równie głupiego.

      @zaklady_miesne_constar mnie tam bardziej bulwersuje sam gwałt. Gadanie o ubiorze to przy tym po prostu zwykłe pierdzielenie, do którego nie ma co przykładać takiej wagi pokaż całość

      +: z....................r
    •  

      @Soojin21: baby to maja problem z glowa, wystawiaja dupe, cyce na wierzch, maluja sie jak k.rewki, chleja do odcinki, pukaja sie z kim popadnie w kiblach a potem krzycza stop seksualizacji kobiet, moja macica moj wybor. To sie w koncu zdecydujcie czy jestescie obiekty seksualne a jezeli nie to skonczcie prowokowac (a potem beczec ze ktos sie dal sprowokowac)

    • więcej komentarzy (102)

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    W swoim życiu czytałam o wielu przerażających zbrodniach i zagłębiałam się w mnóstwo przyprawiających o gęsią skórkę historii, ale żadna z nich nie wzbudziła we mnie takich emocji jak to gdy w 2015 roku pierwszy raz usłyszałam o tym, co zrobił ten człowiek. Sprawa była dość medialna, do opinii publicznej zostało podane sporo informacji, jednak od początku nie chciałam znać jej szczegółów. Bardzo ciężko było mi słuchać wywiadu z ofiarą, oczyma wyobraźni widzieć łzy za jej przeciwsłonecznymi okularami.

    Myślałam, że tej sprawy nie dam rady opisać. Próbowałam nawet się do tego zmusić, ale za każdym razem przyprawiała mnie to o takie mdłości i ścisk w gardle, że ze względu na swoje zdrowie psychiczne postanowiłam nie robić nic na siłę. Najwyraźniej dzięki pisaniu poprzednich postów moje podejście do zbrodni i odporność psychiczna uległy zmianie i dziś już z większym spokojem mogłam przygotować poniższy tekst. Chyba zaczynam rozumieć podejście ludzi, którzy zawodowo zajmują się morderstwami, zbrodniami, sekcjami zwłok itp. To nie jest tak, że człowiek staje się bezuczuciowy i zimny, raczej jego podejście staje się bardziej profesjonalne, w miarę zdobywania doświadczeń i przywykania do pewnych widoków odcina się od większości emocji związanych ze swoim zawodem. Wydaje mi się to naturalną koleją rzeczy.

    • • •

    GRZEGORZ PILARSKI, rocznik '71

    Grzegorz (zdjęcie) mieszkał wraz ze schorowaną matką i bratem w niewielkiej kawalerce na osiedlu Tysiąclecia w Gnieźnie (woj. wielkopolskie). Jako starszy z synów dominował nad resztą domowników, a robił to głównie siłą i groźbami. Był znany w okolicy jako miejscowy awanturnik, bywał agresywny szczególnie po alkoholu i trzymał się w towarzystwie osób, posiadających na swoim koncie pobyty w zakładach karnych. Sam wielokrotnie odbywał kary pozbawienia wolności, między innymi za oszustwa, przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, rozboje, groźby karalne czy pobicie swojej konkubiny, która zaginęła bez śladu w 2012 roku — ale o tym napiszę już na samym końcu. Pilarski spędzał czas głównie na piciu alkoholu z kolegami i bratem pod blokiem, a w zimniejsze dni — w piwnicach. Mieszkańcy bali się go, częstowali papierosami lub "ratowali złotóweczką" dla świętego spokoju.

    W sąsiednim bloku przy ulicy Budowlanych od niedawna zamieszkała 23-letnia Milena * (zdjęcie) wraz z rodzicami, partnerem (zdjęcie) i kilkuletnią córką (zdjęcie).

    Z chłopakiem nie układało jej się najlepiej, a sąsiedzi opowiadali, że kłótnie były na porządku dziennym. Ich zdaniem matką była dobrą, normalną, która zajmuje się swoją córką. Często widywali ją popołudniami z małą w piaskownicy lub na spacerze.

    Według jednego źródła młoda kobieta szukała pocieszenia, przeżywała kryzys, w trakcie którego poznała swojego 44-letniego sąsiada. Według drugiego — Milena bardzo spodobała się Pilarskiemu, jednak odrzuciła jego zaloty, co go rozwścieczyło. Po krótkiej znajomości doszło do sprzeczki, po której mężczyzna zamknął się z Milena w swoim mieszkaniu, schował klucze i bił ją po głowie. Włożył jej także palec do oka. W końcu jej matka wezwała policjantów, którzy zagrozili wyważeniem drzwi. Po uwolnieniu kobieta powiedziała mundurowym, że nic złego się nie stało, nie złożyła także zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Mimo to postanowiła zerwać kontakty z Pilarskim, co bardzo mu się nie spodobało. Zaczął nachodzić jej rodzinę, wielokrotnie groził im śmiercią, dobijał się do drzwi i żądał spotkania z dziewczyną.

    27 października 2015 roku, czyli dwa tygodnie po wypuszczeniu z mieszkania, 23-latka znów spotkała się z Pilarskim. Mężczyzna organizował libację alkoholową w jednej z blokowych piwnic. Po zakończeniu imprezy, gdy wszyscy znajomi się rozeszli, ściągnął tam kobietę pod pretekstem pokazania jej czegoś, a gdy znaleźli się już na miejscu nie chciał jej wypuścić. Zaczął bić, łamiąc jej przy tym zatokę szczękową i kilka zębów. Dusił, przez co straciła przytomność. Był wściekły za to, że w ostatnich dniach go unikała, a gdy przychodził pod drzwi mieszkania, jej rodzice wzywali policję. Mówił, że z nim się tak nie pogrywa, po czym brutalnie zgwałcił. Następnie kciukami, z pełną siłą wcisnął jej gałki oczne w głąb czaszki, przez co złamał ściany oczodołów, spowodował krwotok wewnętrzny i stale oślepił. • Jeżeli ktoś chce znać szczegóły obrażeń to screen z opisu wrzuciłam w komentarzach (1). • Omdlałą z bólu związał sznurem, zakneblował i zamknął w stęchłej piwnicznej komórce. Nazajutrz półprzytomną znów pobił i zgwałcił, następnie już kompletnie ślepą zaprowadził do swojego mieszkania, gdzie ją przetrzymywał przez kilka dni. Kobieta leżała na wersalce i wymiotowała, a Pilarski podawał jej tylko wodę do picia. Ponownie zgwałcił ją i ciągnął za włosy. W mieszkaniu składającym się tylko z jednego pokoju i kuchni przebywała w tym czasie jego matka oraz brat, jednak żadne z nich nie udzieliło cierpiącej kobiecie pomocy. Rodzina jadła, oglądała telewizję, rozmawiała, bracia nawet wspólnie pili alkohol i spali, gdy w tym samym pomieszczeniu leżała zakrwawiona i obolała Milena.

    Kobieta obiecała swojemu oprawcy, że jeżeli ją wypuści nie powie nikomu, co się stało, on jednak pozostawał niewzruszony na jej prośby. W końcu do mieszkania zapukał dzielnicowy, któremu mężczyzna nie otworzył, jednak w obawie o konsekwencje po trzech dniach wypuścił dziewczynę i odprowadził pod jej klatkę schodową.

    29 października drzwi otworzyła jej matka. Milena płakała, miała opuchnięte oczy, a po policzkach ciekła jej krew. Mówiła, że nic nie widzi. Trafiła do gnieźnieńskiego szpitala, a następnie została przetransportowana karetką do Poznania.

    Rokowania od początku były beznadziejne — nie ma możliwości by uratować wzrok pokrzywdzonej. Jeżeli pomoc zostałaby udzielona niezwłocznie po uszkodzeniu oczu, szanse na uratowanie zdolności widzenia byłyby większe, jednak uwzględniając charakter zadanych obrażeń i tak byłyby niepewne.

    Dziewczyna była w stanie ciężkiego szoku pourazowego, nie chciała powiedzieć nic na temat swojego kilkudniowego zniknięcia. Lekarz był przerażony stanem pacjentki, nie miał też wątpliwości, że ma do czynienia z przemocą, dlatego bezzwłocznie zawiadomił policję.

    Jeszcze 30 października Pilarski groził rodzinie Mileny, a następnego dnia został już zatrzymany. Pił piwo z kolegami pod sklepem, nie stawiał oporu, był spokojny i opanowany. Podczas przesłuchania bardzo mało i ostrożnie mówił. Twierdził, że żałuje, ale nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego to zrobił. Przyznał się do wszystkich zarzutów, oprócz gwałtów, twierdził, że kobieta dobrowolnie zgodziła się uprawiać z nim seks.

    . . .

    Mężczyźnie postawiono kilka zarzutów, między innymi zgwałceń ze szczególnym okrucieństwem, przestępstw pozbawienia wolności połączonego ze szczególnym udręczeniem, przestępstw przeciwko czci i nietykalności cielesnej, spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz używanie gróźb karalnych. Po jakimś czasie zmieniono zarzuty przyjmując, że kilka z tych przestępstw popełnionych zostało w warunkach recydywy.

    . . .

    Podczas śledztwa wielokrotnie zmieniał swoje tłumaczenia. Podejrzany został poddany obserwacji psychiatrycznej i według opinii biegłych podczas zbrodni był poczytalny.

    21 października 2016 roku ruszył proces. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) Pilarski przyznał się do sześciu z siedmiu stawianych mu zarzutów, znów zaprzeczył jedynie zgwałceniu kobiety. Pokrzywdzona ze względu na swój stan psychiczny nie pojawiła się w sądzie.

    Obrońca oskarżonego wniósł o wyłączenie jawności rozprawy, tłumacząc to drastycznymi okolicznościami sprawy. Na utajnienie procesu nie zgodziła się jednak prokurator, dlatego pozostał jawny.

    Według biegłych siłę, z jaką oskarżony wciskał gałki oczne, można porównać do wystrzału korka od szampana. Była tak wielka, że złamaniu uległy ściany oczodołów, dlatego lekarz stwierdził, iż nie było absolutnie szans na odzyskanie wzroku. Dodał, iż kobiecie od razu po zdarzeniu powinno się udzielić specjalistycznej pomocy połączonej z podaniem silnych leków przeciwbólowych.

    Ucisk na gałki oczne to było wykorzystywane jako form tortur w średniowieczu, nawet powodująca zgon ofiar.

    — stwierdził biegły.

    Mężczyzna wyraził skruchę, żałował oślepienia Mileny, jednak sędzia uznała, że to tylko próba złagodzenia wyroku, a nie szczera reakcja. Powołała się na opinię psychologów i psychiatrów, ale nie chciała mówić o szczegółach, bo lekarska diagnoza była niejawna. Powiedziała jednak:

    Nie jest w stanie współczuć, odczuwać żalu. Nie ma perspektyw, by skazany mógł swoje zachowanie zmienić.

    Wysoki poziom demoralizacji, kolejne wyroki i pobyty w więzieniu niczego go nie nauczyły. Budził postrach wśród sąsiadów.

    To czyn okrutny. Ofiara miała 23 lata i całe życie przed sobą. Nigdy nie zobaczy swojego dziecka, nie zobaczy, jak dorasta, idzie do szkoły.

    . . .

    10 listopada odbyła się następna rozprawa. Przed sądem zeznawał m.in. biegły lekarz, który odniósł się do działań Pilarskiego, który przemywał oczy kobiety wodą z rumiankiem, co mogło jeszcze bardziej jej zaszkodzić. Mówił także o innych obrażeniach, których doznała pokrzywdzona, co do których nie mieli wątpliwości, że musiały powstać w wyniku co najmniej kilku uderzeń otwartą dłonią lub zaciśniętą pięścią. (klik)

    . . .

    27 lutego 2017 roku zapadł wyrok, którego odczytanie zajęło sądowi aż kilkanaście minut. Oskarżony prosił o łagodną karę ze względu na ciężką sytuację osobistą.

    • Za uderzenie Mileny i włożenie jej palca do oka (art. 217. § 1.), co było działaniem w recydywie (art. 64. § 1.), został skazany na rok więzienia, 5 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 m.

    • Za jej uwięzienie (art. 189 § 1 kk) został skazany na 2 lata pozbawienia wolności, 5 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 m.

    • Za wielokrotne grożenie pokrzywdzonej oraz jej najbliższym (art. 190 § 1 kk), co było czynem popełnionym także w recydywie (art. 64. § 1.), został skazany na 2 lata 6 miesięcy pozbawienia wolności oraz 5 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 m.

    • Za pozbawienie wolności, które łączyło się ze szczególnym udręczeniem (art. 189 § 3 kk w zw. z § 1 kk), spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci pozbawienia wzroku (art. 156 § 1 pkt 1 kk), kilkukrotne (art. 11 § 2 kk) zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem (art. 197 § 4 kk w zw. z § 1 kk), co było działaniem w tzw. multirecydywie (art. 64 § 2 kk) został skazany na 15 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 m., 10 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie za doznaną krzywdę poprzez zapłatę na rzecz pokrzywdzonej kwoty 200 tys. zł.

    Orzeczona kara łączna za ww. przestępstwa to 20 lat pozbawienia wolności, którą Pilarski będzie odbywać w systemie terapeutycznym, ze względu na zaburzenia osobowości i uzależnienie od alkoholu. Po wyjściu z więzienia będą stosowane środki zabezpieczające w postaci elektronicznej kontroli miejsca pobytu oraz terapii. Wyrok nie był prawomocny.

    Wszystkie okoliczności wskazują, że oskarżony wykazuje wysoki poziom demoralizowania. Wieloletnie pobyty w zakładzie karnym nie nauczyły go właściwie niczego. Po odbyciu jednej kary wychodził na wolność, budził postrach wśród sąsiadów. Ludzie boją się mówić o tym, co było udziałem oskarżonego. Linia życiowa oskarżonego była taka, a nie inna, bo sąd ujawnił materiały z innych postępowań Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie, które dotyczyły aktów przemocy, jakich oskarżony miał się dopuszczać wobec swojej poprzedniej partnerki. Te akty przemocy, które są w tamtej sprawie zapisane, wskazują na niepoprawność oskarżonego. Sąd uznał, że przy tym natężeniu okoliczności obciążających, przy niepoprawności, recydywie, opinii psychiatrów i psychologa, z których wynika brak perspektyw na zmianę postępowania, tylko najwyższy wymiar kary jest adekwatny do okoliczności.

    - mówiła sędzia. Podobno Pilarski groził oślepieniem także swojej poprzedniej partnerce.

    (klik)
    (klik)

    . . .

    Obrońca oskarżonego złożył apelację po ogłoszeniu wyroku, a 4 lipca odbyła się ostatnia rozprawa. Po zapoznaniu się z opinią strony skarżącej, a więc prokuratora rejonowego oraz pełnomocnika oskarżonej, sąd nie uznał argumentacji zawartej w apelacji za wystarczającą i podtrzymał wyrok Sądu Okręgowego, uzasadniając to tym iż mężczyzna jest wielokrotnym recydywistą, który dalej może szkodzić społeczeństwu. Tym samym 46-letni obecnie Grzegorz P. spędzi w więzieniu 20 lat.

    . . .

    klik <- reportaż UWAGI na ten temat

    . . .

    Po reportażu UWAGI ze stanowiska Prokuratora Rejonowego w Gnieźnie odwołano Piotra Gruszkę. Uznano bowiem, że nie wyjaśnił on wszystkich okoliczności sprawy, m.in. nieudzielenia pomocy pokrzywdzonej przez osoby znajdujące się w mieszkaniu. Prokurator krajowy Bogdan Świeczkowski mówił:

    Podstawą podjęcia takiej decyzji były błędy, do jakich doszło w toku postępowania prowadzonego przez prokuraturę rejonową w Gnieźnie. W toku postępowania prokurator nie wyjaśnił wszechstronnie okoliczności sprawy, w tym w szczególności okoliczności związanych z nieudzieleniem pomocy Milenie W. przez członków rodziny Grzegorza P., którzy w czasie zdarzenia przebywali w mieszkaniu.

    . . .

    W lutym 2018 roku gnieźnieńska prokuratura postawiła 42-letniemu bratu Pilarskiego zarzut nieudzielenia pomocy pozbawionej wówczas wolności przez swojego brata Grzegorza P. Milenie W., która znajdowała się w położeniu grożącym jej bezpośrednim niebezpieczeństwie poniesienia uszczerbku na zdrowiu. Mężczyzna nie przyznał się do winy, ponadto twierdził, że nie miał pojęcia o zaistniałej sytuacji, bo długo pracował i nie było go w mieszkaniu.

    W czerwcu miał ruszyć proces, na którym oskarżony pojawił się pijany. Sąd wezwał policjantów, którzy przeprowadzili badanie alkomatem, po którym okazało się, że ma około 1. promila alkoholu we krwi. Została zastosowana wobec niego kara porządkowa za uchybienie powagi sądu i mężczyzna trafił do aresztu na siedem dni.

    Na jednej z rozpraw Paweł P. (zdjęcie) (zdjęcie) składał wyjaśnienia:

    Widziałem, że miała oczy wduszone, teraz już to wiem, ale wtedy nie wiedziałem. Myślałem, że została pobita. Zjadłem coś i poszedłem do apteki kupić coś na te oczy, jakieś krople. Jak wróciłem, to podałem bratu te opatrunki, a ja się wykąpałem i poszedłem spać. Na drugi dzień, jak wróciłem, to brata z nią już nie było.

    Z kolei poszkodowana zeznawała:

    Nie przypominam sobie, by on kupował jakieś krople. W domu nie był cały czas, przychodził wieczorami i było go słychać. Policja, kiedy była pod drzwiami, to ich nie otwierali. Pamiętam, że był w domu i jak leżałam to wtedy na pewno pili. Na pewno widział, że byłam zakrwawiona, bo miałam białą bluzę i była cała we krwi.

    klik <- tutaj jest relacja z pierwszej rozprawy

    22 października odbyła się następna rozprawa, której streszczenie znajdziecie tutaj.

    Matka Pilarskiego prawdopodobnie nie usłyszy zarzutów. Kobieta cierpi na chorobę psychosomatyczną. Kontakt z nią jest utrudniony, przez co mogła nie być świadoma tego, co działo się w mieszkaniu w październiku 2015 roku. Opinię w tej sprawie wydadzą jeszcze powołani biegli.

    Na początku listopada 2018 zapadł wyrok w sprawie Pawła P. — 3 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności, 9 miesięcy ograniczenia wolności, podczas których będzie wykonywał prace społeczne w ilości 40 godzin w miesiącu. Ponadto, jest zobowiązany do zapłacenia kwoty 30 tys. zł zadośćuczynienia Milenie W. Jest to kwota niższa od postulowanej przez oskarżyciela posiłkowego, ale wyższa od tej proponowanej przez prokuratora. Paweł P. ma także zwrócić Milenie W. koszty wynajęcia pełnomocnika. Wyrok nie jest prawomocny.

    . . .

    Zaginiona Wioletta Tepper (2) (zdjęcie) ostatni raz widziana była w 2012 rok na terenie Gniezna, Poznania oraz Pomorza. Od tej pory nie odzywa się ani do matki, ani do nastoletniej córki. (klik)

    Przed zaginięciem żyła w konkubinacie z Grzegorzem Pilarskim. Mężczyzna wielokrotnie ją bił, katował i wybijał zęby. Ogolił jej też głowę na łyso — na zdjęciu opublikowanym przez policję jest w peruce. Kobieta często szukała pomocy u sąsiadów, którzy pozwalali jej się u siebie obmyć z krwi, wzywali pogotowie i policję.

    W postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową w Gnieźnie Pilarski był jednym z podejrzanych o zabójstwo swojej konkubiny. Zabrakło jednak dowodów, by go skazać, a sprawa została w końcu umorzona. Jednak po kilku latach akta postępowania zostały dołączone do akt w sprawie zgwałcenia, oślepienia oraz uwięzienia Mileny. Połączenie wątku zaginięcia Wioletty Tepper i sprawy Mileny miało dać pełen obraz profilu psychologicznego oskarżonego.

    Nie znalazłam informacji na temat dalszego śledztwa w tej sprawie. Kobieta do dzisiaj pozostaje osobą zaginioną, nie wiadomo także czy została zamordowana, czy uciekła przed swoim oprawcą.

    klik <- reportaż na ten temat

    . . .

    * ofiara zdecydowała się nie ukrywać swojej tożsamości. Mecenas reprezentujący pokrzywdzoną mówił:

    Gwałt to temat tabu. Wstydliwy. Gdy kobieta mówi o gwałcie, naraża się na pytania w rodzaju: a dlaczego nie uciekła, a po co się z nim zadawała, a może sama z nim poszła? Zgwałcone kobiety często wolą więc nawet nie wspominać nikomu o tym, co się stało. Duszą to w sobie latami. A jeśli już zdecydują się złożyć zeznania i sprawa zaczyna się toczyć, to chcą wyłączenia jawności. Nie znam przypadku, by było inaczej. Myśmy postanowili to zmienić. Choć ona zdaje sobie sprawę, że emocjonalnie będzie ją to bardzo dużo kosztować, postanowiła się z tym zmierzyć. Uznała, że trzeba skończyć ze wstydem ofiary. Niech się wstydzi oskarżony.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Poznaniu oraz z wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    Informację z prasy, które zawarłam w tym tekście pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stad, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczencow. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Od 1 stycznia 2018 działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wystalkować.

    • • •

    Tym razem informacje do wpisu czerpałam nie tylko z artykułów z prasy, ale głównie z zanonimizowanego wyroku i jego uzasadnienia, który dostałam od Sądu Okręgowego w Częstochowie.

    Mam zamiar ubiegać się o wszystkie skany wyroków spraw, o których będę w przyszłości pisała na hasztagu rejestrzboczeńców. To na pewno zwiększy ilość faktów zawartych w opisywanych przeze mnie historiach i ludziach, ale także łączy się z większą ilością pracy, co będzie skutkowało mniejszą częstotliwością wpisów. Postaram się jakoś pogodzić pisanie z obowiązkami z życia poza-internetowego, chociaż w przypadku dzisiejszego wpisu, który tworzyłam na podstawie kilku artykułów internetowych oraz 72. kartek wyroku - nie było łatwo! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    . . .

    A... Chciałam jeszcze podziękować za każde miłe słowo odnośnie mojej działalności na Wykopie, każdą ciekawą dyskusję pod moimi wpisami, każde niecierpliwe wyczekiwanie, każdą sugestię co, jak, o kim czy o czym pisać - to mega motywuje i uczy.

    A najbardziej dziękuję @IgorK za poprawianie moich błędów w "około sądowym" słownictwie (dzięki niemu w końcu wiem, że PODEJRZANY SKŁADA WYJAŚNIENIA, A NIE ZEZNAJE!) oraz @TerazMnieWidac za czuwanie nad moim laictwem w kwestiach poprawnego pisania.

    Tego tekstu nikt mi nie sprawdzał, także sorka za ewentualne błędy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    . . .

    Ostrzegam, że w poniższym tekście są dość obrzydliwe opisy aktów seksualnych (a przynajmniej mnie obrzydzają ( ͡° ʖ̯ ͡°) ). Nie chciałam ani przepisywać, ani pisać po swojemu wielu z nich, dlatego dla bardziej ciekawskich w komentarzach wrzucam fragmenty screenów, które dostałam. Przyszły do mnie już ocenzurowane, jednak postanowiłam je jeszcze bardziej zanonimizować i zamiast inicjałów ofiar zostawiłam tylko po jeden literze, od której zmyśliłam ich imiona. Nie chciałabym by ktokolwiek wystalkował pokrzywdzone dziewczyny lub kogoś z rodziny sprawców (dlatego m.in. nie podałam płci dziecka oskarżonej).

    . . .

    Ok, można już wstawiać cysternę czaju i rozsiadać się wygodnie do czytania.

    • • •

    JACEK "MAGILLA" SZYMONIK, rocznik '65

    Szymonik był dobrze znany w Blachowni - małym mieście pod Częstochową (woj. śląskie), gdzie od wielu lat mieszkał wraz z żoną i już dorosłym synem lub dorosłą córką. Okoliczni mieszkańcy śmiało nazywali go gangsterem, a on sam miał już na swoim koncie kilka wyroków, którymi został między innymi skazany za przestępstwa przeciwko mieniu, dokumentom, broni, amunicji czy przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. W 2009 roku zasiadł na ławie oskarżonej wraz z innymi członkami tak zwanej mafii paliwowej, która trudniła się handlowaniem mieszanym paliwem i oszustwami podatkowymi. (klik)

    Długo przed swoim ostatnim wyrokiem był podejrzany o odurzanie dziewcząt w wieku 16-19 lat i filmowanie ich w pornograficznych ujęciach. Mężczyzna chwalił się swoim bogactwem wśród nastolatek, proponował pomoc w zrobieniu kariery w modelingu. Ostentacyjnie wyjmował przy nich grube pliki pieniędzy, dawał prezenty i grał dobrego wujka. Potem gdy uznał, że dziewczyny są już z nim zaprzyjaźnione, zapraszał do domu, częstował narkotykami i gwałcił przy włączonych kamerach. (klik)

    W 2010 roku otrzymywał kilkukrotnie przerwy w wykonywaniu kary, natomiast na początku 2011 roku został przedterminowo zwolniony z więzienia. Powodem była choroba wątroby. Mężczyzna cierpiał także na cukrzycę i przewlekłe zapalenie wątroby typu C (WZW).

    Podczas jednego ze zwolnień w odsiadywaniu kary, we wrześniu 2010 roku pod pretekstem urządzenia domówki, zaprosił do siebie 17-letnią Ewelinę *, którą od dłuższego czasu podrywał i usiłował doprowadzić do spotkania poprzez naciskanie na ich wspólną znajomą - starszą kuzynkę nastolatki. Zawiózł dziewczyny do hotelu, gdzie poczęstował licealistkę drinkiem, po którym straciła przytomność. Obudziła się leżąc w drugim pokoju, całościowo ubrana, jednak z lekko zsuniętymi spodniami. Szymonik przyniósł otumanionej dziewczynie pizzę i wręczył prezenty - telefon komórkowy, buty i ubrania, po czym odwiózł do domu.

    . . .

    Ewelina pochodziła wielodzietnej rodziny, gdzie najmłodsze z piątki dzieci miało zaledwie 5 lat. Matka była bezrobotna, a ojciec opuścił rodzinę i nie utrzymywał z nimi kontaktu. Nastolatka wagarowała i niejednokrotnie powtarzała klasę. Według psychologów poziom jej rozwoju wskazywał na pogranicze upośledzenia umysłowego.

    . . .

    Kilka dni później, podjechał do idącej przez ulicę Eweliny i zaproponował odwiedzenie go w jego mieszkaniu, co argumentował posiadaniem filmów z jej udziałem, które rzekomo nagrał, gdy była nieprzytomna. Jakiś czas później czekał na nią pod szkołą, chociaż nigdy wcześniej nie mówiła mu gdzie się uczy. Zastraszona nastolatka wsiadła do auta Szymonika i z nadzieją na odzyskanie nagrania, pojechała z nim do jego mieszkania w Częstochowie. Na miejscu mężczyzna podał jej do picia napój, po którym ponownie straciła świadomość. Dopiero wtedy mężczyzna nagrał stosunek, który ponownie odbył z nieprzytomną 17-latką. Dziewczyna ocknęła się ubrana w pustym mieszkaniu, nie pamiętając niczego co się zdarzyło i czym prędzej uciekała.

    Przy następnym spotkaniu odtworzył jej prawie godzinne nagranie z ich udziałem i zagroził pokazaniem filmu rodzicom nastolatki, a w zamian za odstąpienie od tego zamiaru zażądał sprzątania i gotowania w jego mieszkaniu. Szantażowana dziewczyna zgodziła się i zaczęła przez kilka godzin, od poniedziałku do czwartku pracować u swojego oprawcy. Podczas wykonywania prac domowych Szymonika nie było w mieszkaniu, więc czasami dziewczynie pomagała jej przyjaciółka Dominika.*

    . . .

    Dominika poznała rok starszą Ewelinę w gimnazjum w Blachowni. 16-latka pochodziła z malej miejscowości, gdzie mieszkała razem z siostrą, mamą i ojcem, który często się awanturował i nadużywał alkoholu. Nastolatka ma krótszą jedną rękę, a według psychologów jej sprawność intelektualna kształtowała się poniżej przeciętnej.

    . . .

    Podczas jednej z takich wizyt w mieszkaniu pojawił się Szymonik. Mężczyzna zagaił dziewczyny i poczęstował herbatą, po której stały się otępiałe, a na otaczającą je rzeczywistość reagowały z opóźnieniem. Mężczyzna, wykorzystując ich nieświadomość, odbył z obiema stosunki seksualne.

    Do następnego spotkania doszło na przełomie listopada i grudnia 2010 roku, a uczestniczył w nim także 44-letni Wojciech S.

    . . .

    Wojciech S. od 14 lat był w związku partnerskim, nie ma dzieci. Ma wykształcenie zawodowe, jest górnikiem, utrzymywał się jednak z prac dorywczych.

    . . .

    Cała czwórka piła wspólnie szampana, aż Szymonik zaproponował Ewelinie narkotyki, na co nastolatka przystała. Powyżej łokcia zawiązała sobie pasek od szlafroka, a Jacek wstrzyknął w jej żyłę przezroczystą substancję. Wojciech S. także zaaplikował sobie narkotyk, jednak Dominika zdecydowanie odmówiła. Obecni usilnie namawiali 16-latkę, aż w końcu siłą go jej zaaplikowali. Następnie, Jacek Sz. polecił dziewczynom się wykąpać. Po wyjściu z łazienki ponownie wstrzyknął im substancję, kazał się rozebrać i włożyć pończochy. Nastolatki były odurzone i co chwilę traciły świadomość, a mężczyźni wykorzystując ich stan rozkazali się im wspólnie dotykać, lizali je po narządach płciowych, a Szymonik odbył stosunek płciowy zarówno z Eweliną, jak i z Dominiką. Mężczyzna wiedział, że jest zarażony wirusem WZW, jednak mimo to nie używał prezerwatywy. Po stosunku, młodsza z dziewcząt uciekła do toalety i chciała jak najszybciej wrócić do domu, co rozwścieczyło gospodarza, który wyrzucił ich z mieszkania i kazał wracać pieszo.

    Następnego dnia Jacek zadzwonił do Eweliny by przekazała Dominice informacje, że jest w posiadaniu nagrań z jej udziałem.

    Na początku 2011 roku, Ewelina zaproponowała Dominice udanie się z nią do mieszkania Szymonika w Częstochowie, zapewniając, że mężczyzny nie będzie wtedy w domu. Dziewczyna przystała na propozycje znajomej, jednak na miejscu okazało się, że gospodarz także się pojawił. Pomimo nalegań i gróźb mężczyzny, młodsza z dziewczyn nie skorzystała z propozycji zażycia narkotyków i uciekła.

    Ewelina zażywała środku odurzające, nawet gdy sama udawała się do mieszkania. Z jej zeznań wynika, że Jacek Sz. zmuszał ją do tego, a ona w obawie przed upublicznieniem nagrań zgadzała się na wszystko, co proponował. Mężczyzna samodzielnie aplikował jej narkotyki. Pewnego razu usiłowała uniknąć wkłucia się w żyle i odsunęła rękę, wtedy Szymonik uderzył ją w twarz. Po wszystkim zgwałcił nastolatkę szepcząc jej do ucha, że warto być grzeczną dziewczynką.

    . . .

    Mieszkanie w Częstochowie Szymonik wynajął by jego dawna kochanka Ksenia miała gdzie zamieszkać gdy opuści mury więzienia.

    KSENIA ANTES, rocznik '80

    Antes jest rozwiedziona od 2009 roku i ma jedno dziecko w wieku 6 lat, którym prawnym opiekunem jest matka Kseni.

    Od listopada 2008 roku odbywała karę roku i 6. miesięcy pozbawienia wolności za m.in. znęcanie się nad swoją matką oraz dzieckiem (dla ciekawskich to dokładnie za: 207 § 1 kk, 157 § 2 kk, 210 § 1 kk, 160 § 2 kk w zw. z art. 11 § 2 kk). Szymonik odwiedzał Ksenię w więzieniu i często rozmawiali przez telefon.

    W marcu 2011 roku Antes wyszła z zakładu karnego i zamieszkała w mieszkaniu swojego dawnego kochanka. Po kilku dniach zadzwoniła do Eweliny przedstawiając się fałszywym imieniem, zaproponowała spotkanie oraz pomoc w rozwiązaniu sprawy szantażowania jej przez Szymonika. Jednak w umówionym miejscu pojawili się razem, a Ksenia groziła nastolatce, że jeżeli chce mieć z nią dobre relacje ma robić to, czego ona od niej żąda. Następnego dnia kazała stawić się dziewczynie w mieszkaniu, gdzie ustawiła kamerę, do której kazała nastolatce oświadczyć, że lubi ćpać. Po zakończeniu nagrania kazała wstrzyknąć jej sobie w żyły przezroczystą substancję oraz dała jej do połknięcia małą, białą tabletkę, po której zamroczoną, wspólnie z Szymonikiem gwałciła. Do takich spotkań dochodziło wielokrotnie, a gdy nastolatka odmawiała wykonania jakiś czynności seksualnych lub nie chciała mówić, co podnieca ją w Kseni, była bita rekami po twarzy czy drewnianą łyżką po stopach.

    W końcu Antes zażądała pojawienia się w mieszkaniu także Dominiki. Na miejscu zaaplikowała dziewczynom narkotyki, kazała wziąć przyrznic i położyć się w łóżku. W sypialni pojawiła się naga wraz z Szymonikiem i zażądała od przestraszonej i otumanionej młodszej z dziewczyn włożyć sobie wibrator do pochwy. Następnie mężczyzna zgwałcił nastolatkę, mimo jej płaczu i próśb. Gdy któraś odmawiała wykonywania jego poleceń bił je z całej siły w twarz, co je trochę ocuciło i wywołało jeszcze większy lament. Mimo tego kazał im wzajemnie wkładać sobie wibratory do pochwy. Zapłakane dziewczyny, w końcu uciekły do łazienki i zostały wyrzucone z mieszkania. Otumanione, krążyły po mieście aż do świtu obiecując sobie, że już więcej nie pojawią się w tym mieszkaniu.

    Szantażowana ujawnieniem nagrań z jej udziałem, Ewelina wciąż posłusznie zjawiała się w częstochowskim mieszkaniu na każde żądanie Jacka lub Kseni. Kobieta często gwałciła nastolatkę be udziału Szymonika, kazała całować i dotykać ją po narządach płciowych, używać wibratorów. Raz zakleiła dziewczynie usta, owinęła taśmą nogi i ręce, a następie biła po twarzy i pośladkach.

    Wszelkie próby zerwania kontaktów z oprawcami spełzły na niczym. Nie pomogły nawet zmiany numerów telefonów przez nastolatki.

    . . .

    Około maja 2011 roku Szymonik zaczepił na ulicy 14-letnią Paulinę * pytając o jej miejsce zamieszkania.

    . . .

    Paulina pochodziła z rodziny o ciężkiej sytuacji materialnej. W domu odcięto dopływ wody, warunki mieszkaniowe były bardzo złe, a jedynymi źródłami utrzymania była pomoc z MOPS-u i prace dorywcze ojczyma nastolatki. Biologiczny ojciec Pauliny opuścił rodzinę gdy ta miała 10 lat, nie płacił także alimentów, za co odsiadywał wyrok. Z aktualnym partnerem jej matka miała troje dzieci w wieku od 4 lat do 4 miesięcy, a z poprzednich związków również troje w wieku od 16 do 5 lat. Rodzina, wraz z ojcem i bratem ojczyma Pauliny mieszkali w Częstochowie. Dziewczyna miała przyznanego kuratora, uczyła się źle, a według psychologów jej sprawność intelektualna kształtowała się na pograniczu upośledzenia.

    . . .

    Dziewczynka miesiąc temu poznała Jacka poprzez Ewelinę, dlatego się go nie bała. Jednak gdy ten razem z Ksenią zaczął czekać na nią pod szkołą, proponował wycieczki i prezenty, przestraszona nastolatka poskarżyła się swojemu ojczymowi i od tej pory rodzice zaczęli odprowadzać ją do szkoły.

    We wrześniu Jacek i Ksenia udali się do miejsca zamieszkania dziewczynki, by porozmawiać z jej ojczymem, z którym Szymonik odbywał kiedyś wyrok w tym samym więzieniu. Mężczyzna zaproponował, by Paulina zajmowała się dzieckiem Kseni i sprzątała jej mieszkanie, za co matka 14-latki miała otrzymywać po 100 zł. Pożyczył także opiekunom Pauliny pieniądze, które obiecali oddać, gdy ojczym dziewczynki znajdzie lepiej płatną pracę.

    Para zaczęli zabierać dziewczynkę na wycieczki, lody i usiłowali zbudować jej zaufanie. Ksenia zaprosiła ją do domu, ugotowała obiad i słuchała z nią muzyki. Podarowała także bieliznę, którą kazała założyć dziewczynce, a następnie robiła jej zdjęcia w wyzywających pozach. Dziewczynka za zgodą rodziców kilkukrotnie nocowała w mieszkaniu Jacka, zwykle spała w jednym łóżku z Ksenią, jednak do niczego pomiędzy nimi nie dochodziło. Do czasu. Pewnej nocy wspólnie zgwałcili dziewczynkę, grożąc, że jeżeli powie o tym komuś to źle się to dla niej skończy. Paulina próbowała krzyczeć i uciekać, jednak jej oprawcy zamknęli drzwi na klucz. Jeżeli ktoś chce znać szczegóły tych wydarzeń to screen opisu wrzuciłam w komentarzach (1).

    Po wszystkim Szymonik dał dziewczynce 100 złotych. Później Ksenia wielokrotnie do niej dzwoniła i proponowała spotkania, jednak ta za każdym razem stanowczo odmawiała. W końcu, we wrześniu 2011 roku Jacek i Ksenia czekali na Paulinę pod jej gimnazjum. Groźbami zmusili ją do wejścia do samochodu i zawieźli do swojego mieszkania. Podczas drogi Ksenia zadzwoniła do matki dziewczynki informując, że przebywa z nią oraz że odwiezie ją wieczorem do domu. Tego dnia także zgwałcili 14-latkę. Jeżeli ktoś chce znać szczegóły tych wydarzeń to screen opisu wrzuciłam w komentarzach (2). Tym razem dostała od oprawców 150 zł i prezenty.

    . . .

    Jesienią 2011 roku Ksenia Antes zadzwoniła do Dominiki i zażądała spotkania. Przestraszona dziewczyna przystała na to, jednak jedynie pod warunkiem, że kobiety zobaczą się w miejscu publicznym. Spotkały się w okolicach dworca w Częstochowie, gdzie Antes oświadczyła, że posiada nagrania z ostatniej wizyty nastolatek w mieszkaniu Szymonika. Poleciła dziewczynie pojawić się u siebie w sobotę wieczorem, by uzyskać więcej informacji. Przed zaplanowaną wizytą wielokrotnie dzwoniła do Dominiki, grożąc, że jeżeli nie wykona jej polecenia film z jej udziałem pokaże dyrektorowi szkoły, matce i chłopakowi nastolatki. W mieszkaniu zastała tylko Ksenię, która oświadczyła jej, że musi wykupić film poprzez spełnianie jej rozkazów. Kazała jej umyć się i przebrać w wcześniej przygotowaną bieliznę. Następnie, wraz z Szymonikiem zgwałciła nastolatkę. Mimo jej płaczów i próśb mężczyzna odbywał z nią stosunek analny, a Ksenia kazała zadowalać się oralnie. Jeżeli ktoś chce znać szczegóły tych wydarzeń to screen opisu wrzuciłam w komentarzach (3).

    Gdy dziewczyna wkładała buty i zbierała się do wyjścia, Szymonik powiedział, że ma przychodzić do nich co tydzień, a do Kseni dzwonić codziennie i pytać jak się czuje.

    Po tych wydarzeniach Dominika postanowiła nigdy więcej nie spotykać się z Ksenią i Jackiem, którzy mimo to usilnie naciskali na kontakt, wciąż wydzwaniali i nękali nastolatkę SMS-ami. Po wiadomości o treści

    odbierz ty suko bo twój chłopak dowie się o filmikach

    wyrzuciła i zniszczyła kartę sim. Spotkała się z Eweliną i zalewając się łzami pytała koleżankę, dlaczego ją w to wciągnęła. Starsza z nastolatek zwierzyła jej się, że dwukrotnie została wciągnięta przez Szymonika i Antes do samochodu i zgwałcona. Dziewczyny postanowiły pójść na policję, jednak zanim się na to zabrały oprawcy zostali aresztowani za sprawą gwałtu na 14-latce.

    . . .

    30 września Ksenia zadzwoniła do Pauliny i zapraszała do swojego mieszkania. Gdy dziewczynka odmówiła, kobieta zadzwoniła do jej matki, a ta skontaktowała się z córką. Wtedy 14-latka opowiedziała jej wszystko co wydarzyło się z udziałem Szymonika i Antes. Matka powiadomiła o słowach córki swojego partnera, jednak żadne z nich nie zgłosiło sprawy na policję. O dziwnych relacjach dziewczynki z dużo starszym mężczyzną poinformowała kuratora dopiero matka partnera matki Pauliny (mam nadzieję, że się nie pogubiliście ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Pracownik socjalny przeprowadził rozmowę z pokrzywdzoną i jeszcze tego samego dnia ona jak i jej rodzeństwo zostało odebrane matce i umieszczone w Ośrodku Opiekuńczym.

    . . .

    Jacek Szymonik, Ksenia Antes oraz Wojciech S. zostali zatrzymani. Żadne z nich nie przyznało się do zarzucanych im czynów oraz złożyli obszerne wyjaśnienia. Wobec nich został zastosowany środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące.

    . . .

    Prokurator całej trójce postawił zarzuty. Prócz gwałtów Szymonikowi postawiono zarzut narażania poszkodowanych młodocianych kobiet na zarażenie chorobą zakaźną. Zostały przeprowadzone także badania psychologiczne oraz seksuologiczne.

    Biegli lekarze psychiatrii nie stwierdzili u Jacka Szymonika objawów choroby psychicznej ani cech upośledzenia umysłowego. Stwierdzili natomiast cechy osobowości nieprawidłowej i w przeszłości nadużywanie środków psychoaktywnych. Jego biologiczna siła popędu seksualnego znajduje się w granicach dolnej normy. Oskarżony w swoich zachowaniach wykazuje cechy dewiacyjne - oglądactwo, ekshibicjonizm, uczestnictwo w seksie grupowym, zachowania sadystyczne wobec uwodzonych partnerek. (...) Biegły u J.S. nie rozpoznał pedofilii jako preferowanego sposobu zaspokajania potrzeb seksualnych.

    Z kolei z opinii sądowo-seksuologicznej na temat Kseni Antes wynika, że jej potrzeby seksualne są dość wyraźne. W hierarchii potrzeb życiowych seks zajmuje u niej pozycję wysoką, przy czym uprawianie seksu samo w sobie jest tu ważniejsze niż związki uczuciowe z partnerami. K.A. nie jest osobą absolutnie pruderyjną. W miarę upływu lat i nabywania coraz to nowych doświadczeń seksualnych pojawiają się u niej tendencje do wyrafinowania seksualnego czy skłonności do poszukiwania nadzwyczajnych bodźców podniecających dla zwiększenia napięć emocjonalnych. Wyrafinowanie seksualne może wieść do opisanych w zarzucie zachowań dewiacyjnych, a konkretnie triolizmu i seksu grupowego (...). Jest to odmiana ekshibicjonizmu skojarzonego z oglądactwem z cechami sadomasochistycznymi. Stwierdzili także, że jej sprawność intelektualna mieści się w normie. Natomiast jej osobowość jest zaburzona, a ponadto jest uzależniona od środków odurzających.

    Z opinii seksuologa wynika, że Wojciech S. ma ograniczoną zdolność w odbywaniu stosunku dopochwowego, co jest potwierdzeniem rodzaju wykonywanych czynności seksualnych z pokrzywdzonymi. W zakresie ogólnej sprawności intelektualnej funkcjonuje on na poziomie normy, jednak jego osobowość funkcjonuje nieprawidłowo w sferze emocjonalno-motywacyjnej.

    . . .

    Według psychologa u Eweliny występują cechy niedojrzałości emocjonalnej i społecznej, spowodowane najprawdopodobniej niekorzystnym wpływem środowiska wychowawczego. Symptomy te mają postać nadmiernej drażliwości, chwiejności emocjonalnej, reaktywności, braku poczucia bezpieczeństwa. Niska jest zdolność tolerancji na stres i umiejętności radzenia sobie w sytuacjach trudnych. Nie potrafi przewidzieć skutków swoich zachowań i wyprowadzać praktycznych wniosków ze swoich doświadczeń. Przejawia niedojrzałe formy obronne. Ma niską samoocenę, poczucie niekompetencji, permanentny brak pewności co do swoich możliwości. Zależy jej na społecznej aprobacie, oczekuje od innych uczucia, uznania, akceptacji. W trakcie badania pozostawiała pod wpływem negatywnych czynników stresujących. Reaguje nadmierną czujnością i lękiem. Na tle przeżytej sytuacji pojawiają się myśli suicydalne. Przeżywa poczucie winy.

    Przemoc seksualna oparta była na wykorzystywaniu przez sprawcę swojej pozycji ekonomicznej, intelektualnej, emocjonalnej. Bardzo szybko potrafił uzależnić opiniowaną od siebie, również poprzez szantaż. Sprawca początkowo uwodził. Wybierał dziewczyny odrzucone, spragnione bliskości i miłości, z biednych rodzin, z problemami osobowościowymi i niskimi zasobami intelektualnymi. Stwarzał możliwości, przyciągał prezentami lub ich obietnicami.

    Biegła psycholog stwierdziła, że Dominika podczas badania reagowała nadmierną czujnością i lekiem. Ciężar odpowiedzialności spadł na niedojrzałą dziewczynę, która boryka się ze strachem, wstydem, poczuciem winy i skrzywdzenia oraz bezsilnością. Pojawiają się objawy stresu pourazowego w postaci koszmarów nocnych, ponownego przeżywania urazu we wspomnieniach, braku koncentracji i przygnębienia.

    Z kolei w opinii o Paulinie, czytamy, że w słabym stopniu ujawnia własne przeżycia i emocje, co wynika z jej możliwości intelektualnych oraz z obawy przed kompromitacją. Opiniowana wychowała się w niekorzystnej atmosferze rodzinnej (rozstanie rodziców, częste zmiany miejsca zamieszkania, niewłaściwe oddziaływania wychowawcze). W takiej rodzinie nie było możliwości zaspokojenia jej podstawowych potrzeb psychicznych, a mianowicie potrzeby bezpieczeństwa, miłości i akceptacji. Pozostawał w niej niedosyt związany z niezaspokojeniem powyższych potrzeb. Stąd łatwość z jej strony ulegania osobom, które mają choćby częściowo zaspokoić jej potrzeby. (...) Dziewczyna była wciągana w relacje seksualne poprzez stopniowe przełamywanie w niej poczucia wstydu - przebieranie w erotyczną bieliznę, robienie jej zdjęć. Sprawca aby zniewolić dziewczynę i przygotować do uległości podczas zachowań seksualnych stosował wobec niej przemoc fizyczną.

    . . .

    Matka Pauliny została pozbawiona praw rodzicielskich do córki.

    . . .

    W lutym 2012 roku zapadł wyrok.

    Jacek Szymonik za 7 czynów został skazany na 12 lat więzienia. Dodatkowo 15 lat zakazu zbliżania się do pokrzywdzonych dziewcząt na odległość 100 metrów.

    Ksenia Antes, której dowiedziono 6 przestępstw pomocnictwa w gwałtach i zastraszania, otrzymała także wyrok 12 lat oraz 10 lat zakazu zbliżania się do określonych osób na odległość 100 metrów.

    Wojciech S. za jeden gwałt zbiorowy miał odsiedzieć 3 lata.

    . . .

    W 2015 roku Szymonik otrzymał zwolnienie z odsiadywania kary, ze względu na swój stan zdrowia. Jednak do aresztu nie wrócił, a za oskarżonym został wysłany list gończy. (klik)

    Dopiero w maju 2018 roku został zatrzymany w Hiszpanii i przywieziono go do Polski. (klik)

    . . .

    * te imiona wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Niektóre z formacji, które zawarłam w powyższym tekście pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd i stąd

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj, by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu rejestrzboczencow. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem. Polecam też śledzić hasztag, bo jednak to wołanie nie zawsze działa jak trzeba i może kogoś pominąć...

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #czestochowa #blachownia
    pokaż całość

    źródło: sz.jpg

  •  

    @Moderacja czy możecie dodać wymóg opisywania znalezisk takich jak te: https://www.wykop.pl/link/4623931/zbiorowy-gwalt-we-fryburgu-sprawcow-bylo-jeszcze-wiecej/ tagiem #gwalt? Naprawdę nie chce czytać codziennie o gwałtach, a nie ma nawet jak tego zablokować. Oczywiście można zablokować tag #uchodzcy ale jak wiadomo gwałty nie są tylko popełniane przez imigrantów.

    #moderacjacontent #wykop #pytanie
    pokaż całość

    •  

      @dudi-dudi: śledzimy te same wpisy na grupach graficznych na fejsie

    •  

      @trevoz: no wlasnie dobrze zauwazyles, ze dla chada to. Jesli jest chemia, jesli dziewczynie podoba sie facet, to moze sie droczyc i wtedy moze byc, ze mowi nie, ale mysli tak. Tylko, ze to bardzo ograniczone przypadki i najczesciej wtedy tez to widac - dziewczyna, ktora mowi to pewnym siebie glosem, zadziornie i usmiechajac sie to zupelnie inna sytuacja niz kiedy dziewczyna mowi to niepewnie, drzacym glosem. Albo jak mowi pewnie, ale bez usmiechu. I czasem sie zdarza, ze przez twierdzenie, ze nie to znaczy tak, nie wystarczy powiedziec, ze sie nie chce. Tak bylo w moim przypadku, dlatego strasznie jestem wyczulona na punkcie "nie znaczy tak". W sumie za kazdym razem jak czytam rozne takie rzeczy, co powinna zrobic kobieta, zeby nie zosrac zgwalcona, to szczerze sie czuje, jakby to co mnie spotkalo, to byla moja wina. Nie krzyczalam - za bardzo bylam w szoku. Mowilam, ze nie chce, ale czesto slysze, ze za malo przekonujaco to mowilam (zwlaszcza od mojej mamy to slysze...), ze trzeba bylo zareagowac ostrzej. Albo, ze prowokowalam, bo wczesniej z nim tanczylam, albo ze bylam zbyt pijana, mimo ze bylam jedna z najbardziej trzezwych osob w pomieszczeniu... przepraszam, troche sie rozklejam na temacie gwaltow i po prostu bardzo mi zalezy na tym, zeby jak najmniej osob to spotkalo. Jesli dzieki mojemu gadaniu chociaz jeden facet po prostu zastanowi sie chwile przed seksem, czy dziewczyna na pewno tego chce, a najlepiej zapyta, to juz to bedzie dla mnie sukces pokaż całość

      +: dioxyna
    • więcej komentarzy (242)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #gwalt

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,2:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów