•  

    Biedny #whatever. Sprawcą poszukiwany, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie..
    #blahaj #morderstwo #afera #heheszki
    Już ze dwa lata miałem za to się zabrać bo pobrudził się plus trzeba dopchnąć mu pierza by na nowo był puchaty. Ech, co ta kwarantanna robi z ludźmi.

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: rSaved8427282548768094069.0

  •  
    N......n via iOS

    +8

    Nie znam bardziej #creepy Piosenki. Jest w tym coś niepokojącego, prawdopodobnego.

    #muzyka #morderstwo

    źródło: youtu.be

  •  

    a w UWAGA znowu: JEZUS MARIA UZALEŻNIONY OD BRUTALNYCH GIER I INTERNETU NASTOLATEK PLANOWAŁ ZBRODNIĘ.
    Czyli jak robić kurwę z logiki po tym, jak spierdoliło się wychowanie dziecka i nie widziało, co się z nim dzieje. o/
    #bekazprawakow #bekazlewactwa #kurwazlogiki #uwaga #oswiadczeniezdupy #chujowirodzice #morderstwo pokaż całość

  •  
    K...S

    +8

    Po przeczytaniu fragmentu historii seryjnego mordercy znanego jako "Wampir z Bytomia" widzę wśród psycholi udzielających się na tagu #p0lka duży potencjał:

    "Na podstawie zeznań Joachima Knychały powstała książka „Pamiętniki Wampira” Eddy’ego Kozaka, w której zamieszczone są nie tylko relacje skazanego, ale również opinie psychologów, milicjantów, ludzi, którzy mieli osobisty kontakt z mordercą. Joachim miał dzieci i żonę. Według opinii psychologów jego zachowania miały podtekst psychoseksualny; w rzeczywistości bał się kobiet, już na początku książki widać jego negatywny stosunek do tej płci. Morderstwa, które najbardziej na niego wpłynęły, tyczyły się właśnie dziewczynek, po śmierci których dręczyły go straszne wyrzuty sumienia, gdyż ciągle identyfikował je z własnymi dziećmi. Joachim podkreślał, że kocha swoją żonę, przedstawiał swoją osobę jako głęboko zakorzenioną w miłość i oddanie rodzinie. Wychowywany w patologicznym środowisku, od małego przejmował negatywne wzorce, a obserwując prostytucję wśród rówieśnic, nabywał awersji do kobiet. Jego ulubionym narzędziem była, jak określał, „ukochana siekierka”, którą popełnił pierwsze morderstwo na młodej kobiecie, uderzając ją w tył głowy i miażdżąc czaszkę. Twierdził, że dopiero, gdy gwałcił martwe ciała i widział je zmasakrowane, czuł się spełniony seksualnie i tylko wtedy osiągał satysfakcję. Uważał kobiety za prowokatorki – przyczynę zagubienia każdego mężczyzny. Swoją postawą okazywał do nich wstręt i obrzydzenie. Drażniło go zarówno ich zachowanie, fizyczność, jak i mentalność. Z szacunkiem odnosił się jedynie do żony."
    #przegryw #incel #mizoginia #stulejacontent #bekazpodludzi #mordercy #morderstwo #gwalt #kryminalne #kryminalistyka #4konserwy #nekrofilia
    pokaż całość

  •  

    Na spotkanie promocyjne książki „Powrót do Jedwabnego” przybyły tłumy.

    "Podczas spotkania autorzy publikacji tj. Wojciech Sumliński, dr Ewa Kurek oraz Tomasz Budzyński mówili o analizie dokumentów historycznych, które mówią o mordzie w Jedwabnem. Podkreślali, że dziś jednym z ważnych źródeł informacji o tych feralnych zdarzeniach jest niestety książka Jana Tomasza Grossa. Dr Ewa Kurek tłumaczyła, że konsekwencją tego jest przekazywanie kłamstw na temat wydarzeń w Jedwabnem. Autorka zwracała uwagę na to, że Jan Tomasz Gross pisząc swoją książkę opierał się na nierzetelnych materiałach źródłowych."

    #polska #jedwabne #gminazydowska #sumlinski #ksiazki #literatura #zydzi #morderstwo #holokaust #historia #4konserwy
    pokaż całość

    źródło: pressmania.pl

  •  
  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. Złe kobiety.

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl Tam znajdziecie też więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć moją działalność, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    Pod koniec lat 90. niewyróżniająca się kobieta po czterdziestce postanowiła odmienić swoje życie. Florentyna N. – z wykształcenia technik chemik, z zawodu laborantka w tarnowskich zakładach azotowych, a po pracy matka i żona. Miała męża jakich wielu na polskich wsiach – za kołnierz nie wylewał i rękę miał ciężką. Okładał ją pięściami, złamał nos i rozciął łuk brwiowy, ta jednak tkwiła przy nim, aż do 1998 roku, gdy złożyła papiery rozwodowe, spakowała walizkę i ruszyła przed siebie. By zrzucić swoją dotychczasowa skórę, zerwała kontakty z córką i wiekowymi już rodzicami oraz znajomymi. W Katowicach imała się różnych zajęć – pracowała w sklepie i dworcowym barze, opiekowała się dziećmi i osobami starszymi. Oprócz tego, pod pseudonimem "Nina" świadczyła usługi seksualne. Nie stroniła od towarzystwa ludzi z marginesu społecznego, pomieszkiwała na melinach. Na dłużej zatrzymała się u jednego z miejscowych pijaków, z którym się związała i który niejednokrotnie podnosił na nią rękę. Tam też poznała Tomka. 18-latek od kilku miesięcy włóczył się po śląskich ulicach, spał na śmietnikach, aż przypadkowo poznany menel przygarnął go pod swój dach. Chłopak w zamian za kąt chodził po alkohol do podejrzanych spelun. Pomiędzy nowym lokatorem, a o 25 lat starszą kobietą wywiązała się dziwna relacja – stali się kochankami, parą, a zarazem Florentyna mu matkowała. Gdy pierwszy raz pojechali razem do jego rodzinnego Jaworzna, krewni młodego mężczyzny nie byli zachwyceni faktem, że kocha on kobietę w wieku swojej matki. Z czasem jednak, widząc zaangażowanie chłopaka, zaakceptowali Florentynę. Ta zaś, mimo związku z Tomkiem, nie zrezygnowała z prostytucji. Partner godził się z jej życiowymi wyborami, a ona sama nie uznawała sprzeciwów. Para pomieszkiwała razem aż do 2002 roku, do czasu gdy 46-latka postanowiła zakończyć ich dotychczas zażyłą relację. Powodem był inny mężczyzna.

    Stanisław Wawak był spokojnym i cichym człowiekiem, raczej ciamajdowatym i można by stwierdzić, że niezbyt dobrze radził sobie w życiu. Większość czasu spędzał w domu na peryferyjnej bielskiej dzielnicy Lipniki, gdzie mieszkał wraz ze swoim ojcem. Mężczyźni utrzymywali się z rolnictwa i renty starszego z nich. Mimo majątku w postaci domu z działką oraz 2,5 hektara ziemi w atrakcyjnej lokalizacji, żyli skromnie. Stanisław co jakiś czas wyjeżdżał do Cieszyna po czeski alkohol, którym handlował w rodzinnej Bielsko-Białej. Sam był abstynentem. Aby przywieźć kilka butelek wódki, jechał najpierw autobusem, potem pociągiem, następnie kilka kilometrów pokonywał pieszo, co w sumie zajmowało mu cały dzień. Bywał też w Katowicach, gdzie regularnie odwiedzał ciotkę. Właśnie tam pod koniec lat 90., w dworcowym barze szybkiej obsługi poznał o trzy lata starszą od siebie Florentynę. Nie domyślał się, czym trudni się po pracy w knajpce, a ciotce chwalił się, że spotyka się z wykształconą kobietą po technikum chemicznym. Mężczyzna szybko się zauroczył.

    Florentyna porzuciła Tomka oraz swój złej renomy zawód i wyjechała z Katowic, by zamieszkać ze Stanisławem. Nowa lokatorka została szybko zameldowana w domu przy ulicy Polnej i wraz ze swoim partnerem planowała ślub. Plany jednak trzeba było odłożyć na później, bo na początku marca 2003 roku niedoszły teść Florentyny niespodziewanie zmarł.

    ...zmarłego żegna syn wraz z synową

    – kazała napisać Florentyna na klepsydrze 82-latka, a Stanisław jak zawsze posłusznie wykonał jej polecenie. Z czasem pogrążony w żałobie mężczyzna zaczął jednak wątpić w dobre intencje narzeczonej, podejrzewał nawet, że otruła jego ojca.

    Ona chce tylko moich pieniędzy

    – żalił się ciotce, gdy jego partnerka coraz bardziej naciskała, by sprzedał swoją część działki.

    Wygoń ją z domu, bo cię zamknie w komórce, zabije i zakopie

    – ostrzegała starsza kobieta.

    W końcu Stanisław zorientował się, że konkubina zdradza go ze swoim dawnym partnerem, Tomaszem, który pod jego nieobecność przyjeżdżał do ich domu. Zagroził, że jeżeli kobieta nie zakończy romansu, będzie musiała się wyprowadzić. Ta jednak nic sobie z tego nie robiła i regularnie uprawiała seks z młodszym kochankiem. Dawała mu też znaczne sumy pieniędzy należących do Wawaka. Zamiast Florentyny, latem 2003 roku z pola widzenia mieszkańców Lipnik zniknął nagle Stanisław. Na pytania sąsiadów narzeczona 44-latka odpowiadała, że wyjechał do pracy do Niemiec.

    Na początku sierpnia daleka krewna Wawaka, radna Barbara Waluś zauważyła, że mężczyzna po raz pierwszy nie zapłacił raty w KRUS, a poza tym od dawna nie widziała go w okolicy. Zaczęła rozpytywać sąsiadów, którzy zgodnie powtarzali wersję Florentyny – Stasiek wyjechał na saksy. Kobieta zdziwiła się nieco, jednak nie podejrzewała, że mogło stać się coś złego. W tym samym miesiącu Florentyna usiłowała sprzedać jedną z działek konkubenta, którego przed potencjalnym kupcem udawał nieustalony wtedy mężczyzna. Niedoszły nabywca ziemi wiedział, jak wygląda prawdziwy właściciel gruntu, dlatego nie dał się nabrać krętaczom i zgłosił próbę oszustwa na policję. Służby dopiero wtedy dowiedziały się, że Wawaka dawno nikt nie widział i jakoby wyjechał za granicę. Według Florentyny, pod dokumentem dotyczącym sprzedaży działki podpisał się on osobiście i przyjechał do kraju właśnie w tym celu. Miał być w Polsce tylko jeden dzień, bo śpieszył się na budowę w Niemczech, dał więc swojej konkubinie pełnomocnictwo do sprzedaży części jego ojcowizny. Za uzyskane pieniądze mieli wspólnie urządzić się na obczyźnie. W opowieść Florentyny nie uwierzył sąsiad Stanisława, który wcześniej pożyczył od niego drabinę.

    Gdyby Stasiek wrócił

    – mówił

    zaraz by się upomniał o nią. On bardzo pilnował swego.

    Ekspertyza grafologiczna potwierdziła podejrzenia mężczyzny i wykazała, że podpis nie należał do Wawaka. Za próbę oszustwa Florentyna trafiła na półtora roku do więzienia. Organy ścigania z góry przyjęły wersję, że Stanisław faktycznie wyjechał i nie prowadziły poszukiwań. Tygodnie mijały, a mężczyzna nie pojawił się na mszy w intencji swojego ojca, nie ustroił też grobu rodziców na 1 listopada. W małym Lipniku, w którym mieszkał od urodzenia, coraz bardziej huczało od plotek. Zaniepokojona Barbara Waluś 21 grudnia udała się z wizytą do Katowic, by odwiedzić ciotkę mężczyzny. Staruszka przyznała, że nie widziała go od lipca, mimo że wcześniej bywał u niej regularnie. Wspomniała też, że na ostatnim spotkaniu żalił się na swoją narzeczoną i miał co do niej niepokojące podejrzenia. Już następnego dnia 55-letnia radna poinformowała policję o zaginięciu kuzyna i o swoich podejrzeniach dotyczących zamordowania go przez partnerkę. Florentyna wciąż mieszkała w domu przy ulicy Polnej, do którego wróciła po wyjściu na wolność.

    Niedługo po zniknięciu Wawaka Tomasz na półtora roku trafił do więzienia za kradzież samochodu. Po odbyciu kary ułożył sobie życie już bez Florentyny. Ożenił się i wraz z małżonką wyjechał na Podkarpacie, gdzie urodziły mu się dzieci. Jego dawna kochanka także ponownie się związała – dwanaście lat młodszy od Florentyny Bronisław, podobnie jak zaginiony Stanisław, miał podmiejskie gospodarstwo po rodzicach. Podzielił je na kilkanaście działek budowlanych, na które już czekali inwestorzy z Bielska-Białej. Mężczyzna pomieszkiwał z partnerką w domu przy ulicy Polnej, co nie podobało się Barbarze Waluś, która niezależnie od działań policji szukała dowodów na winę kobiety. Mundurowi do tej pory niewiele wskórali w tej sprawie, nie do końca wierzyli też w to, że mogło dojść do morderstwa. Waluś wysyłała do nich liczne pisma, z czasem zaczęła też wystukiwać na swojej starej maszynie do pisania wnioski do wyższych instancji – komendanta głównego policji, ministrów sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Śledziła Florentynę, dopytywała o nią sąsiadów, fotografowała ją i odwiedzających dom ludzi. Zebrane dowody dostarczała policji. W końcu utworzono specjalną grupę śledczą, która zajęła się sprawą zaginięcia Stanisława. Do poszukiwań włączył się również Interpol, który z czasem wykluczył wyjazd 44-latka za granicę. Florentyna wciąż uparcie twierdziła, że jej były narzeczony pracuje w Niemczech, podała nawet, że pracę załatwił mu jej brat. Po rozmowie z nim okazało się, że mężczyzna nie znał nawet konkubenta siostry, a sam pracuje w tarnowskich azotach i nigdy nie wyjeżdżał za chlebem. Śledczy jednak wciąż nie mieli podstaw do zatrzymania kobiety.

    Policjanci zwrócili się o pomoc do jasnowidza i bioenergoterapeuty, po wskazaniach których przeszukali kilka miejsc, jednak bezskutecznie. Śledczy latami obserwowali podejrzanych i gromadzili dowody na winę Florentyny i jej byłego kochanka, aż w 2011 roku antyterroryści z Rzeszowa i Katowic zatrzymali Tomasza w jednej z miejscowości pod Krosnem. W sieci znalazłam kilka wersji na temat powodów aresztowania mężczyzny. Jedna z nich mówi, że antyterroryści zostali skierowani do realizacji ze względu na podejrzenia, że 30-latek przetrzymuje materiały wybuchowe z czasów II wojny światowej. Doniesienia ponoć okazały się prawdą. Przeczytałam też, że Tomasz chciał sprzedać jedną z działek należącą do zaginionego Stanisława. Ostatnia wersja mówi, że przyznał się komuś do zamordowania Wawaka, a w jednym z artykułów autorka opisała nawet, że potencjalnym kupcem ziemi miał być policjant pod przykrywką, a rzecz działa się na Dolnym Śląsku. Jedno jest pewne – po zatrzymaniu, mężczyzna opowiedział śledczym swoją wersję wydarzeń z lata 2003 roku.

    . . .

    31 lipca 2003 roku Tomasz, po wcześniejszym umówieniu się z Florentyną, przyjechał do Lipnika. Kobieta kilka dni wcześniej przedstawiła mu swój plan zamordowania Stanisława, by zająć jego dom przez zasiedzenie i sprzedać działki. Mimo że nie byli małżeństwem i Florentyna nie miała praw do jego ziemi, a w najlepszym wypadku zasiedziały dom stałby się jej własnością dopiero po upływie ponad dwudziestu lat, plan najwyraźniej wydawał jej się realny.

    Ja byłem tutaj schowany

    – pokazywał Tomasz podczas późniejszego eksperymentu procesowego w domu przy ulicy Polnej.

    A w kuchni... Nina próbowała...Powiedziała, że dosypała coś do zupy i próbowała gościa otruć.

    Trucizna nie zadziałała jednak tak, jak spodziewała się tego laborantka.

    Usłyszałem takie tępe uderzenie i ona krzyczała do mnie, żebym przyszedł.

    Tomasz wbiegł z dobudówki do korytarza. Stanisław słaniał się już na nogach, opierał o ścianę i zszokowany krzyczał do narzeczonej:

    Co ty robisz?!

    Florentyna ponownie się zamachnęła i uderzyła go w głowę metalowym narzędziem. Zamroczonego gospodarza Tomasz złapał i próbował uderzyć, 44-latek jednak wciąż się bronił. W końcu osunął się na schody. Młody mężczyzna wciąż stał za nim, ściskając umierającemu krtań.

    Czułem, że ten człowiek się już nie rusza. Nina powiedziała, żebym go puścił, że on już nie żyje

    – mówił.

    Ciało mężczyzny przenieśli do piwnicy. Florentyna wzięła dwie łopaty, jednak posadzka okazała się zbyt twarda, by wykopać grób. Przeciągnęli ciało do garażu, a dalszych wydarzeń z tego dnia Tomasz już nie pamiętał. Jego dalsza opowieść ciągnie się dopiero od następnego ranka. Wtedy Florentyna przyniosła butelkę wódki i kazała mu pić.

    Musimy pociąć ciało

    – oznajmiła przy kieliszku.

    Chłopak odmówił. Kazała więc przynieść mu cement i pomóc przenieść martwego mężczyznę z powrotem do piwnicy, gdzie wrzucili go do stojącej tam metalowej wanny. Mężczyzna przytaszczył około pięciu worków szarego proszku, resztą miała zająć się Florentyna. Następnego dnia pokazała wspólnikowi swoje dzieło – po Stanisławie nie było ani śladu. W pomieszczeniu stała tylko wanna po brzegi wypełniona miękkim jeszcze spoiwem i oparta o nią ociekająca krwią piła łańcuchowa. Kobieta opowiedziała, że musiała obciąć mu tylko nogi, które wystawały poza prowizoryczną trumnę. Rozkawałkowane zwłoki przed zabetonowaniem zalała chemicznym roztworem, w skład którego wchodziłoa m.in. szkło wodne i wapno. Według innych źródeł była to mieszanina wapna, lepiku, cementu i kwasu krzemowego.

    Co dalej?

    – zapytał Tomasz.

    Florentyna odparła, że teraz musi zostać tak jak jest, a gdy przyjdzie zima, spali wszystko w piecu. Według ustaleń śledczych, pozostałości po Stanisławie miały być w końcu umieszczone w workach i zakopane pod budującą się autostradą. Tomasz miał wywieźć je skradzionym autem. Po morderstwie Florentyna podarowała młodszemu kochankowi rzeczy po Wawaku – kosiarkę, aparat i inne sprzęty.

    Po złożeniu obszernych wyjaśnień przez Tomasza, 21 września 2011 roku Florentyna została zatrzymana. Tego dnia kobieta wraz ze swoim partnerem wróciła z wczasów w Sopocie. Gdy rankiem wysiadła z auta przy domu na ulicy Polnej, antyterroryści zakuli ją w kajdanki. Nieświadomy przeszłości ukochanej i zszokowany Bronisław został przewieziony do prokuratury, a po przesłuchaniu wypuszczony na wolność.

    . . .

    Florentyna nie przyznała się do zarzucanych jej czynów. Uważała, że Stanisław ją porzucił, wyjeżdżając za granicę, a Tomasz mści się na niej, bo dawno temu odrzuciła jego miłość. Sąd uznał jednak zeznania mężczyzny za wiarygodne ze względu na to, że opowiadając o morderstwie, sprowadził odpowiedzialność karną także na siebie. Zeznania Tomasza oraz badania kryminologiczne stanowiły podstawę do sporządzenia aktu oskarżenia przeciwko Florentynie. Po przeprowadzeniu bardzo szczegółowego postępowania i zebraniu wielu dowodów, śledczy byli pewni, że mimo nie odnalezienia zwłok, Stanisław Wawak został zamordowany.

    Po 11 latach od zaginięcia mężczyzny, w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej rozpoczął się proces. Była to pierwsza w historii tej placówki rozprawa dotycząca morderstwa bez odnalezienia ciała. Śledztwo było poszlakowe, a dowody opierały się głównie o badania kryminologiczne i zeznania Tomasza. Na polecenie prokuratora część świadków zeznawała incognito. Barbara Waluś, która zdaniem sądu nie była osobą poszkodowaną, nie dostała statusu oskarżyciela posiłkowego, występowała w procesie w charakterze świadka.

    Chciałem tylko przeprosić za to, co zrobiłem. Przeprosić rodzinę Stanisława Wawaka oraz swoją żonę i dzieci, bo teraz to oni ponoszą konsekwencje mojego czynu. Przepraszam

    – powiedział przed ogłoszeniem wyroku Tomasz.

    Florentyna, która uparcie nie przyznawała się do winy, stwierdziła, że w całości podtrzymuje to, co w mowie końcowej powiedział jej obrońca.

    Jest mi tylko przykro, że naraziłam na taki stres moją córkę i mojego tatę

    – ucięła.

    Sąd skazał 58-latkę na 25 lat pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po odbyciu 20 lat kary.

    To osoba zdemoralizowana, której resocjalizacja jest wątpliwa

    – ocenił sędzia, który nie znalazł żadnych okoliczności łagodzących i uznał, że zbrodnia była szczegółowo zaplanowana.

    33-letni Tomasz K. ze względu na współpracę z organami ścigania, dzięki której można było rozwikłać tę sprawę, za pomocnictwo w morderstwie został skazany na karę 10 lat pozbawiania wolności.

    Na rok więzienia Sąd skazał także Bogusława F., który u notariusza podawał się za Wawaka, gdy miesiąc po jego śmierci Florentyna sfałszowała dokumenty, by sprzedać działkę.

    Barbara Waluś uznała wyrok za sprawiedliwy i satysfakcjonujący.

    . . .

    Przychodziłem do domu i było czysto – było wyprane, było posprzątane

    – zachwalał Florentynę Bronisław w 2018 roku w jednym z odcinków "Opowiem ci o zbrodni", w którym przedstawiono sprawę morderstwa w Lipniku.

    Pieniądze były wspólne

    – kontynuował.

    Ani złotówka mi nigdy nie zginęła, nigdy.

    Mężczyzna wciąż nie wierzył w winę swojej partnerki i w to, że mogłaby być zdolna do czynów, za które skazał ją sąd. By bronić ukochanej, sprzedał kawałek ojcowizny i wszystko wydał na adwokatów. Zapewniał, że wciąż ją kocha, a lata spędzone z nią były najpiękniejszym okresem w jego życiu. Jeszcze przed jej aresztowaniem, para zdążyła się zaręczyć, a Bronisław kupił Florentyny samochód i upoważnił ją do odebrania polisy na wypadek jego śmierci.

    Mimo zapewnień o wielkiej miłości, Bronisław jeszcze przed aresztowaniem narzeczonej korzystał z usług pań lekkich obyczajów. Tak też w 2010 roku poznał o dwadzieścia lat młodszą od siebie Annę Ś.

    Poszedłem do tej agencji, żeby odreagować

    – tłumaczył się już po zapadnięciu wyroku w sprawie Florentyny.

    Więcej jak zabawy to chciałem porozmawiać. A ona dobrze słuchała i mówi: "A, ty jesteś Bronek, ja cię pamiętam".

    Okazało się, że oboje pochodzą z Międzyrzecza Górnego, małej miejscowości pod Bielsko-Białą. Zaczęli się spotykać, a mężczyzna łożył spore sumy pieniędzy na młodą kochankę. Od lipca 2010 r. dawał jej "pożyczki", gdy tylko go o to prosiła. Po kilku miesiącach znajomości Anna oświadczyła, że ma raka i potrzebuje pieniędzy na leczenie. Zatroskany Bronisław udzielał jej następnych "pożyczek", nawet gdy ich sumy znacznie wzrosły, a przypadek 25-latki okazał się beznadziejny i musiała szukać pomocy w zagranicznych klinikach. Para kontaktowała się tylko telefonicznie, aż pewnej nocy Anna zadzwoniła po raz ostatni.

    Dziękuję

    – wymamrotała do słuchawki, zanim połączenie zostało zerwane.

    Po kwadransie do Bronisława zadzwoniła przyjaciółka Anny, by przekazać mu, że wykorzystanie eksperymentalnego leku nie pomogło i dziewczyna zmarła w klinice w Chicago. Jakiś czas po rozmowie Monika Z. zjawiła się u niego, by prosić o zapłacenie reszty rachunków, które nagromadziły się po wizycie zmarłej w Stanach oraz na sprowadzenie jej zwłok do Polski. Pogrążony w rozpaczy mężczyzna wykonał wszystkie zlecone przelewy. Monika pocieszała go w tej trudnej dla niego chwili, aż przywiązał się do niej tak bardzo, że zostali parą.

    Pewnego dnia do drzwi Bronisława zapukała kobieta, która przedstawiła się jako ciotka zmarłej Anny. Niejaka Dagmara twierdziła, że gdy jej chora siostrzenica leczyła się w jednej z klinik w Poznaniu, ona w tym czasie w prywatnych gabinetach lekarskich konsultowała diagnozy o stanie zdrowia krewnej. Anna za życia miała jej obiecać, że koszty z tym związane pokryje jej ukochany. Bronisław nie prosił o paragony, poszedł do banku i wypłacił kilkadziesiąt tysięcy złotych, które przekazał Dagmarze.

    W 2013 roku na Bronisława spadła następna straszna wiadomość – u Moniki także wykryto nowotwór. Kobieta rzekomo pojechała leczyć się do kliniki w Monachium, gdzie jej pobyt sponsorował Bronisław. Po tygodniu mężczyzna otrzymał wiadomość, że dziewczyna zmarła. Zrozpaczony, nawet nie zapytał o adres jej rodziców mieszkających w innej części Polski.

    Po pewnym czasie zaczął szukać grobu Anny, jednak bezskutecznie. Skontaktował się więc z jej wujkiem, który zdziwiony oświadczył, że dziewczyna żyje i ma się dobrze – wyprowadziła się do Katowic, wyszła za mąż i otworzyła kwiaciarnię. Monika także była cała i zdrowa, mieszkała gdzieś na północy kraju. Upokorzony Bronisław skontaktował się z oszustkami i zaproponował polubowne rozwiązanie. Anna napisała oświadczenie, że zwróci przywłaszczone pieniądze w kwocie 350 tysięcy złotych w ustalonych ratach, a Monika Z., która wyłudziła ponad 100 tysięcy, także zobowiązała się do zwrotu. Jednak cała wyłudzona kwota mogła oscylować w granicach 400-500 tysięcy złotych, co przez to, że pieniądze były też wręczane w gotówce, nie było do dokładnego ustalenia i udowodnienia. Kobiety jednak nie zwróciły niczego ze skradzionych pieniędzy, więc Bronisław wszedł na drogę sądową. Podczas przesłuchania Anna kilkukrotnie zmieniała swoją wersję wydarzeń, ale ostatecznie przyznała się do winy. Wyszło na jaw także, że to ona udawała ciotkę Dagmarę. Gdy zdumiony prokurator zapytał poszkodowanego, jak mógł nie poznać swojej byłej partnerki, ten wyjaśnił, że faktycznie przyszło mu na myśl, że jest podobna do Anny, jednak nie przyglądał się jej zbytnio, bo twarz miała zakrytą czarnymi, długimi włosami. Nie miał czasu na zastanowienie, bo kobieta bardzo śpieszyła się na pociąg.

    W 2016 roku zapadł prawomocny wyrok – Sąd nakazał kobietom zwrot pieniędzy i skazał Annę Ś. na 3,5 roku więzienia, a Monikę Z. na 2 lata. Do 2018 roku poszkodowany odzyskał tylko 5 tysięcy złotych, a Anna ze względu na zagrożoną ciążę nie trafiła za kratki. Po porodzie ponownie zaszła w ciążę, która w opinii powołanego biegłego także okazała się zagrożona.

    Sąd może odroczyć wykonanie kary skazanemu, jeżeli przemawiają za tym okoliczności, które skutkowałyby jakimiś ciężkimi konsekwencjami dla niego bądź jego najbliższej rodziny

    – tłumaczył Jarosław Sablik z Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej.

    W tej sprawie zachodzą takie okoliczności, zweryfikowane obszerną dokumentacją medyczną, już nie pochodzącą z jakichś fikcyjnych opowiadań, tylko pochodzącą z rzeczywistych przychodni zawierającą rzeczywiste badania medyczne.

    Monika Z. od stycznia 2017 roku trafiła do więzienia, a o Annie Ś. nie znalazłam żadnych dalszych informacji. Sąd odroczył wykonanie jej kary do 31 grudnia 2017 r., jednak w stosunku do skazanej kobiety ciężarnej, sąd może odroczyć wykonanie kary do 3 lat po urodzeniu dziecka.

    Po utraceniu wszystkich oszczędności oraz pieniędzy z ojcowizny, Bronisław znalazł się w trudnej sytuacji finansowej. Podczas gdy Anna za jego majątek założyła firmę, wyprawiła huczne wesele i zwiedzała Egipt, on uległ wypadkowi, przez który nie mógł wrócić pracy. Utrzymywał się z niewielkiej renty i mieszkał w wynajmowanym pokoju w Bielsko-Białej.

    . . .

    W 2008 roku po emisji programu "Opowiem ci o zbrodni", Florentyna N. poprzez Bronisława skontaktowała się twórcami. Kobieta wciąż upiera się przy swojej niewinności i chciała w mediach przedstawić swoją wersję wydarzeń. Wojciech Chmielarz, autor odcinka poświęconego jej sprawie, wraz z ekipą z telewizji Crime + Investigation Polsat udał się do Zakładu Karnego w Krzywańcu, gdzie po wcześniejszym przygotowaniu przez najsłynniejszego polskiego profilera, Jana Gołębiowskiego, przeprowadził rozmowę ze skazaną. "Nina" nie zgadza się z wersją śledczych, uważa się za niewinną i podważa wszelkie dowody.

    . . .

    Na zdjęciu Florentyna N. w 2018 roku.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z rozdziału "Portret kobiety nad brzegiem morza" autorstwa Wojciecha Chmielarza z książki "Opowiem ci o zbrodni" oraz odcinka 2 z pierwszego sezonu programu o tym samym tytule. Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #bielskobiala #lipnik #katowice
    pokaż całość

    źródło: screeeeeeeeeeeeeen.jpg

  •  

    #kryminalistyka #policja #zbrodnia #morderstwo #usa #usarmy #sierza
    znacie angielski? chcecie zobaczyć powaloną akcję? Typ zostaje zaproszony by odpowiedzieć na kilka rutynowych pytań by pomóc w rozwiązaniu serii włamań w okolicy.
    Silny charakter, szanowany w okolicy(domki jednorodzinne, dużo wojskowych). Dowódca jednostki czy coś, pułkownik, typ któremu nikt nie podskakuje, zobaczcie jak w ciągu godziny wszystko się zmienia, tak to godzina, ale ogląda się jak 15 minut, ogląda się lepiej niż dokumenty kryminalne, seriale i filmy kryminalne(bo to prawdziwość;)) na kanale i w powiązanych inne podobne przesłuchania. Na tym kanale polecam też przesłuchanie koleżanki po fachu(też detektywa) z której podczas tego przesłuchania wyłazi socjopatia przy każdej minie, każdej odpowiedzi.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    "Podaję Ci kod PIN do karty. Weź pieniądze. Przepraszam. Głosy w głowie każą mi to zrobić. Was nie mogę skrzywdzić. Oni wszyscy chcą mnie zabić. Andrzej". Taki list zostawił żonie Andrzej Górka, dyrektor Zakładu Karnego w Sztumie. Był 9 października 2011 roku.

    Ppłk Andrzej Górka przychodził do pracy codziennie o 7.30 rano. Nigdy się nie spóźniał. Ubierał się elegancko, lubił jasne marynarki i koszule. - Tym nasz dyrektor wyróżniał się spośród innych - mówi mi funkcjonariusz Zakładu Karnego w Sztumie. - Elegancja, kontrola, spokój. Zachowywał się jak anioł.

    Tamtego dnia dyrektor miał wolne. Była niedziela, dzień wyborów do parlamentu. Andrzej Górka przyjechał do Zakładu Karnego koło 10.30. Podwładni zauważyli, że był uśmiechnięty i rozluźniony. Powiedział, że chce zrobić obchód. Strażnik otwierał mu kolejne cele, a on pytał więźniów, jak przebiegają wybory i czy już głosowali. Później poprosił strażnika, by wrócił do swoich obowiązków i wziął klucz do celi nr 46, w której przebywało dwóch więźniów - Wojciech oraz niepełnosprawny Józef, na wózku inwalidzkim. Wojciech poderwał się z łóżka, był zaskoczony wizytą dyrektora, zdarzyła się po raz pierwszy od dwóch lat. Dyrektor Górka spokojnym głosem poprosił Wojciecha, by wyszedł z celi. - Proszę iść trochę dalej, aby nie podsłuchiwać - dodał.

    Przymknął za nim drzwi, wyjął nóż i poderżnął gardło Józefowi. Jego ruchy były tak szybkie, że więzień nie zdążył nawet wydobyć z siebie krzyku. W zakładzie nadal panowała cisza. Dyrektor wymierzał Józefowi kolejne ciosy nożem: w twarz, szyję, ręce, ramiona. Mężczyzna zmarł z wykrwawienia.

    Po kilku minutach stojący na korytarzu Wojciech zauważył, że dyrektor Górka idzie w stronę pokoju oddziałowego. Wrócił więc do celi. Zobaczył Józefa we krwi, a na łóżku duży nóż z drewnianą rękojeścią.

    Zielona herbata i głosy

    Tymczasem Andrzej Górka usiadł w pokoju oddziałowego. - Proszę wysłać faks ze zdaniem "dyrektor zabił więźnia" - oznajmił. Kierownik działu ochrony spytał, czy dyrektor napije się herbaty. Przeprosił, że nie ma zielonej. Górka zawsze pił zieloną, a w pokoju była tylko owocowa. Dopiero gdy dyrektor usiadł z herbatą w ręku, kierownik spytał: - Szefie, co się właściwie stało?

    - Zabiłem skazanego.

    - Wezwać lekarza?

    - Po co? Nie jestem chory.

    - To może psychologa?

    - Przecież to ja jestem psychologiem.

    Kierownik ochrony zadzwonił jednak do córki, psychologa i terapeutki z pobliskiej Poradni Zdrowia Psychicznego w Sztumie. Karolina Szot przybiegła po kilkunastu minutach.

    - Tato, co się stało? - spytała.

    - To ja - odpowiedział dyrektor Górka. - Zabiłem skazanego.

    Dyrektor patrzył w okno. Kołnierzem jasnej marynarki próbował zasłonić brunatne plamy krwi na koszuli. Krew była też na spodniach. Karolina Szot poprosiła ojca, by wszyscy funkcjonariusze wyszli z pokoju.

    - Ale ja nie chcę rozmawiać - zapowiedział dyrektor Górka.

    Psycholog spytała więc dyrektora, jak powinno się parzyć zieloną herbatę. Pojaśniał na twarzy. Zaczął przekonywać, że nie powinna pić kawy, tylko herbatę parzoną przez trzy minuty. Opisywał, które rodzaje herbat są najzdrowsze. Uporczywie próbował przy tym zatrzeć z kolan brunatne plamy.

    - Moja żona także jest terapeutką. Ale jej już nie ma. Chyba ją zabiłem - powiedział nagle.

    Poprosił, by przekazała prokuratorowi, że oddziałowy nie jest niczemu winien, bo nóż schował za marynarką.

    - Czy pan się boi? - spytała psycholog.

    - Mogę bać się tylko głosów. Są przerażające! Przepraszam, może moje wypowiedzi nie są logiczne. Jakoś trudno mi się teraz skupić. Leki mi już nie pomagały.

    - To pan brał leki? Jaką miał pan diagnozę?

    Nagle dyrektor stał się radosny, uśmiechnięty: - Leki nie działały. Ale już nic nie muszę! Jestem wolny. Nie muszę już się kontrolować. Zabiłem i dostanę dożywocie. Będę idealnym więźniem! Pomogę funkcjonariuszom i skazanym. Będę pracował w radiowęźle, puszczał skazanym muzykę. Jazz! Uwielbiam jazz. Nareszcie będę miał czas na książki. Nadrobię wszystkie zaległości. Może dostanę pracę w bibliotece? Fantastycznie! Zawsze wiedziałem, że mogę żyć w celi. Wreszcie nie muszę być psychologiem, dyrektorem.

    To była niemal euforia. Dyrektor wykrzykiwał: - Głosy zaraz odejdą. I już nigdy nie będą mi przeszkadzać. Tylko muszę trochę odpocząć.

    - A jak wcześniej radził pan sobie z głosami?

    - Pomagała muzyka klasyczna. Ale ostatnio sobie nie radziłem. Najgorzej było na wyjeździe służbowym na Litwę. To było osiemdziesięciolecie Zakładu Karnego w Mariampolu. Głosy słyszałem prawie cały czas. Były straszne. Ale jest pani pierwszą i ostatnią osobą, z którą o tym rozmawiam. Dyrektor i psycholog przecież nie może słyszeć głosów.

    - Dlaczego zabił pan akurat tego skazanego?

    Ale dyrektor już nie odpowiedział. Ponownie zastygł, patrząc w okno.

    Potem, gdy do pokoju weszli dwaj policjanci, serdecznie uściskał psycholog i spytał: - Czy pani mnie odwiedzi? To znaczy wtedy jak posprzątam już swoją celę i wstawię kwiaty?

    Powołując się na opinię biegłych, że nie istnieje "wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego", prokurator Ziółkowska uchyliła areszt w marcu 2012 roku, czyli zaledwie po kilku miesiącach od zabójstwa. W czerwcu umorzono śledztwo. Prokurator uzasadniła umorzenie "brakiem winy w przypadku niepoczytalności sprawcy" oraz brakiem "niebezpieczeństwa sprawcy dla porządku publicznego".

    Andrzej Górka wrócił do domu. Według Prokuratury jest "wolnym człowiekiem".
    #kryminalne #zbrodnia #morderstwo #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: 4f7050b1c39a0_o_large.jpg

  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. Zbyt dużo mówiła.

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato. Ale wyjątkowo nie tym razem, bo dostałam bana na tydzień. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    W wielkopolskim Dąbczu trwało lato 2010 roku. Wakacje Agnieszka Jankowiak spędzała w domu, gdzie wyręczała chorą mamę w codziennych obowiązkach.

    Ukochajmy się

    – mówiła, obejmując matkę osłabioną po kolejnej chemioterapii.

    Kobieta nie musiała o nic prosić, nastolatka sama garnęła się do pomocy. Najbardziej lubiła przygotowywać posiłki i piec ciasta, zastanawiała się nawet nad nauką w technikum gastronomicznym. We wrześniu miała iść do trzeciej klasy gimnazjum, a więc przed nią był cały rok na podjęcie decyzji o profilu szkoły średniej.

    26 lipca około godziny jedenastej Agnieszka wyszła z domu w stronę dawnego PGR-u. Mamie powiedziała, że umówiła się z koleżanką i niedługo wróci, jednak prawda była nieco inna – po drodze czekał na nią Kamil. 16-latek mieszkał nieopodal, a rok młodszą dziewczynę znał ze szkoły w Jabłonnej, do której razem uczęszczali. Nikt ich wcześniej nie widywał razem, a bardzo nieśmiała i skryta dziewczyna nie zwierzała się nikomu ze swoich uczuć do starszego kolegi.

    Ty nie masz dziewczyny, ja nie mam chłopaka. Może będziemy razem?

    – napisała w SMS-ie, po którym umówili się na rozmowę w cztery oczy.

    Gdy po kilku godzinach Agnieszka nie wróciła do domu, a w jej telefonie włączała się poczta głosowa, mama z siostrą zaczęły się niepokoić. Ojciec nastolatki objechał rowerem wieś, jednak poszukiwania nie przyniosły skutku. Po godzinie dwudziestej mundurowi wraz z psami tropiącymi rozpoczęli przeczesywanie okolicy i przesłuchiwanie okolicznych mieszkańców. Po zapadnięciu zmroku zaprzestano poszukiwań, jednak pracy nie przerwali funkcjonariusze z leszczyńskiego wydziału kryminalnego, usiłujący wytypować osoby mające związek ze sprawą. Następnego ranka wznowiono akcję poszukiwawczą, którą wsparli strażacy z pobliskiej OSP. Wciąż prowadzono rozmowy z Dąbczaninami, podczas których ustalono, że ostatnią osobą, która mogła widzieć zaginioną, był Kamil P. Podejrzany został szybko zatrzymany (zdjęcie) i podczas przesłuchania przyznał, że spotkał się z dziewczyną i doszło między nimi do kłótni.

    Sugerował, że najprawdopodobniej mógł ją nawet uśmiercić

    – mówi mł. insp. Henryk Kasiński, komendant policji w Lesznie.

    Nie wiedzieliśmy, czy dziewczynka jeszcze żyje.

    16-latek wskazał policjantom miejsce, gdzie zostawił Agnieszkę. (zdjęcie) (zdjęcie) Ciało znaleziono o godzinie trzynastej w rowie melioracyjnym, około kilometra od rodzinnego domu nastolatki.

    Jechały pod domem karetki, na sygnale. Ale wracały powoli, nie spieszyły się. Już wtedy wiedzieliśmy, że stało się coś strasznego

    – wspominała zapłakana siostra zamordowanej.

    Kamil P. przyznał się do morderstwa, tłumacząc, że zrobił to bez żadnego powodu i wcześniejszego planu. Miał się zezłościć na dziewczynę, bo zbyt dużo mówiła, irytowała go.

    Kiedy po raz kolejny zapytała, czy nie możemy być razem, coś we mnie wstąpiło

    – opowiadał.

    Najpierw zamknąłem jej ręką usta, żeby przestała, następnie zacząłem uderzać ją pięściami po głowie i twarzy. Prosiła, żebym tego nie robił.

    Rzucił ją na trawę i bił, a nastolatka broniła się wytrwale. P. w końcu zdjął ze swojej ręki bandaż elastyczny, owinął wokół szyi Agnieszki i zaciskał pętlę tak długo, aż przestała się szarpać. Po wszystkim wrzucił dziewczynę do rowu z wodą i odszedł. Przez jakiś czas po morderstwie krążył jeszcze po wsi, potem wrócił do domu, gdzie według zeznań babci zachowywał się normalnie i nie wzbudzał żadnych podejrzeń. Po jakimś czasie wrócił na miejsce zbrodni, by zobaczyć, czy nastolatka żyje.

    Podejrzany trafił do policyjnej izby dziecka w Poznaniu, a 28 lipca decyzją III Wydziału Rodziny i Nieletnich Sądu Rejonowego w Lesznie został umieszczony w schronisku dla nieletnich. Przyznano mu także obrońcę z urzędu.

    Sekcja zwłok wykazała, że Agnieszka zmarła na skutek uduszenia, około godziny po wyjściu z domu. Wykluczono motyw seksualny oraz działanie podejrzanego pod wpływem jakichkolwiek środków odurzających czy alkoholu. (reportaż)

    Mieszkańcy Dąbcza byli w szoku. Agnieszka była znana ze swojego spokojnego usposobienia i nieśmiałości, nikt nie spodziewał się, że mogłaby się komuś narazić. A tym bardziej Kamilowi. Sąsiedzi 16-latka zgodnie stwierdzili, że chłopak był "normalny" – grzeczny, małomówny, z rodziny jakich wiele w okolicy, dobrze się uczył, a po wakacjach miał iść do jednego z leszczyńskich techników.

    Agnieszka została pochowana 1 sierpnia na cmentarzu w Dąbczu. (zdjęcie) (zdjęcie)

    W schronisku dla nieletnich Kamil P. został poddany badaniom psychiatrycznym, a w styczniu przewieziono go do szpitala w Międzychodzie na jeszcze wnikliwszą obserwację. Po kilku tygodniach biegli wykazali, że w trakcie popełnienia przestępstwa był poczytalny oraz miał zdolność rozpoznawania swoich czynów. W oparciu o ich opinię, Sąd Rodzinny w Lesznie orzekł, że P. może odpowiadać jak osoba dorosła, a jego sprawę przejmie Prokuratura Rejonowa w Braniewie. Oskarżonemu nie groził już tylko pobyt w zakładzie poprawczym do 21 roku życia, ale także kara umieszczenia w zakładzie penitencjarnym nawet na 25 lat. Jako osoba młodociana, nie mógł zostać skazany na dożywocie.

    Prokuratura zakończyła śledztwo w listopadzie 2011 roku, a po dwóch miesiącach, 19 stycznia w Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) Kamil P. przyznał się do winy, odmówił jednak składania wyjaśnień i odpowiedzi na jakiekolwiek pytania.

    Nie wiem, co we mnie wstąpiło

    – usprawiedliwiał się.

    Prokurator wnioskował o najwyższy wymiar kary dla nastolatka, co rodzicom zamordowanej nie wystarczało. Jankowiakowie wystąpili do Sądu z powództwem o zadośćuczynienie w wysokości 80 tys. zł.

    Cztery dni po osiemnastych urodzinach Kamila zapadł wyrok. 27 stycznia 2012 roku poznański Sąd skazał nastolatka na 15 lat pozbawienia wolności.

    Wina oskarżonego nie podlega wątpliwości

    – mówiła sędzia Małgorzata Susmaga.

    Orzekła także wobec oskarżonego obowiązek zapłaty rodzicom Agnieszki 5 tys. zł za postawienie pomnika na cmentarzu oraz po 40 tys. zł z tytułu zadośćuczynienia. Sąd wziął pod uwagę młody wiek sprawcy oraz to, że wcześniej nie był agresywny i nie sprawiał kłopotów. Zdaniem Sądu P. jest emocjonalnie zrównoważony i nie miał skłonności do impulsywnych zachowań, a zasądzona wobec niego kara ma go wychować, a nie przekreślać życie.

    Z takim uzasadnieniem nie zgodziła się jednak prokuratura, która zwróciła się do Sądu Apelacyjnego o podwyższenie wyroku do 25 lat. Poznański Sąd wyższej instancji jeszcze w kwietniu tego samego roku utrzymał wyrok w mocy.

    Oskarżony dotychczas nie miał kłopotów z prawem i nie jest osobą zdemoralizowaną. Sąd uznał też, że miał niedojrzałą osobowość, a podczas postępowania sądowego wyrażał skruchę

    – uzasadniała decyzję sędzia Elżbieta Fijałkowska.

    Według Sądu kara 15 lat więzienia jest adekwatna, bo Kamil swoją ofiarę pobił i udusił, a po zabójstwie wrócił na miejsce zbrodni, co świadczy o działaniu wyrachowanym.

    W 2014 roku skazany skierował prośbę do Prezydenta RP o darowanie mu kary lub jej częściowe złagodzenie. Zarówno prokuratura, jak i Sąd Apelacyjny zaopiniowali negatywnie jego wniosek.

    . . .

    Dziś, 21 sierpnia Agnieszka Jankowiak obchodziłaby swoje 24 urodziny.

    • • •

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #dabcze #leszno
    pokaż całość

    źródło: vuqktkpTURBXy84Y2YzM2VkNjhmYTBhMjljYmU0ZjRlM2I2OWZlY2ZmNS5qcGeSlQLNA8AAwsOVAgDNA8DCww.jpg

  •  

    #prawo #mordercy #morderstwo
    Lubię oglądać przesłuchania morderców. Ich ostatnie chwile wolności, kiedy jeszcze mają nadzieję, że uda im się wykiwać policję, kiedy myślą, że są sprytniejsi od przesłuchujących. To jak detektywi stosują psychologiczne metody, żeby złamać przesłuchiwanego.
    Ale w sumie ja nie o tym chciałem mówić.
    Często jak oglądam takie filmy, to dużym szokiem dla mnie jest, gdy patrzę z perspektywy polskiego prawa, jak w innych krajach przestępcy mają niewiele praw. Wiemy jak to u nas wygląda - zasłanianie twarzy, nie podawanie nazwiska itd. Wszyscy pamiętają jaka była debata na całą Polskę, gdy policja założyła kajdanki na nogi podejrzanemu o zabójstwo dziewczynki na śląsku.
    Tutaj przykład z Kanady. Russel Williams, wojskowy, morderca. Zabijał samotne kobiety, robił im zdjęcia i kradł ich bieliznę, w której później sam się fotografował. Oczywiście zdjęć ofiar z wiadomych względów nie upubliczniono, ale zdjęcia samego Russela w różowych majteczkach? Czemu nie? xD
    Przesłuchanie https://www.youtube.com/watch?v=jJZv3z7FOt0
    Więcej zdjęć: https://murderpedia.org/male.W/w/williams-russell-evidence-photos.htm
    pokaż całość

    źródło: murderpedia.org 18+

  •  

    Równo 50 lat temu, nocą 8 na 9 sierpnia 1969 roku, członkowie sekty "Rodzina" Charlesa Mansona dokonali brutalnego mordu na żonie Romana Polańskiego, amerykańskiej aktorce Sharon Tate, jej przyjaciołach, nienarodzonym dziecku oraz przypadkowym mężczyźnie.

    Tragiczna sierpniowa noc

    Roman Polański przebywał wówczas w Londynie. Stale odwlekał swój powrót do Los Angeles, co nie podobało się Sharon. 8 sierpnia 1969 roku po posiłku w restauracji El Coyote, o godzinie 22:30 Sharon Tate, Jay Sebring, Wojciech Frykowski oraz Abigail Fogler wrócili do posiadłości Polańskich. Kilka godzin później zostali zamordowani przez członków sekty Charlesa Mansona: Charlesa Watsona, Lindę Kasabian, Patricię Krenwinkel i Susan Atkins. Zginął także przypadkowy mężczyzna - Steven Parent. Ciała zamordowanych znalazła rano gospodyni Polańskich - Winifred Chapman. Steven Parent został zastrzelony w samochodzie. Ciała pozostałej czwórki miały rany kłute. Frykowski i Fogler leżeli przed domem, natomiast Tate i Sebring byli przywiązani sznurem przerzuconym przez belkę sufitową w bawialni. Jedynym, który przeżył zajście był dozorca William Garretson zajmujący domek dla gości. Został pierwszym podejrzanym. Potem jednak zwolniono go. To jego gościem był Steven Parret zastrzelony w samochodzie. Łącznie tej nocy zginęło 6 osób: Steven Parret - rany postrzałowe, Sharon Tate, Jay Sebring, Wojciech Frykowski, Abigail Fogler - rany kłute oraz Paul Richard Polański - nienarodzony syn. Tate wielokrotnie błagała, by zabili ją po porodzie, do którego zostało około 2 tygodnie.

    Roman Polański po tych wydarzeniach popadł w paranoję. Podejrzewał nawet swoich najbliższych współpracowników. By śledztwo ruszyło zdecydował się na sesję w tygodniku LIFE. Na jednym ze zdjęć widać Polańskiego przed drzwiami, na których krwią jego żony napisano słowo PIG - świnia, co było pogardliwym określeniem bogatych osób. Krok ten był krytykowany, jednak Polański zrobił to, by poruszyć kogokolwiek, kto ma jakieś informacje, by podał je organom ścigania. Psychoza zapadła też wśród tamtejszych bogaczy. Posiadłości były uzbrajane na wypadek powtórki wydarzeń z 8/9 sierpnia 1969. Za Dominickiem Dunne: Groza, jaka zdjęła miasto, była czymś, z czym nigdy wcześniej się nie spotkałem. Ludzie byli przekonani, że wszyscy bogaci i sławni są w niebezpieczeństwie. Dzieci wysyłano z dala od miasta. Wynajmowano ochronę. Wybierając się na pogrzeb Jaya Sebringa Steve McQueen zabrał ze sobą broń. Pierwotnym celem ataku był Terry Melcher - muzyk, który porzucił projekt muzyczny Mansona.

    Sekta Mansona

    Powstała w 1967 roku, gdy Manson opuścił więzienie. Był to czas erupcji wielu sekt. Skupiała się na przepowiedni o armagedonie polegającym na rzezi białych dokonanej przez murzynów. "Rodzina" miała przeczekać ten czas w Dolinie Śmierci, po czym odebrać owym murzynom władzę i uczynić ich niewolnikami. Kiedy minął termin rozpoczęcia rzezi, Manson stwierdził, że sekta sama musi ją rozpocząć. Oprócz zbrodni w domu Polańskich zamordowali też małżeństwo LaBianca i Gary'ego Hinmana. Oprócz tego kradli też samochody.

    Susan Atkins zatrzymana w innej sprawie, w listopadzie 1969 roku pochwaliła się współwięźniom swoim "osiągnięciem". To przyczyniło się do aresztowania pozostałych członków sekty. Rozpoczęty w 1970 roku proces zakończył się w 1971 wyrokami dożywocia. Manson twierdził, że inspirowali go Beatlesi, którzy w tekstach piosenek mieli przemycać treści straszące pogromem.

    Konsekwencje sprawy

    Sprawa zabójstwa Sharon Tate przyniosła zmiany w prawie karnym, przede wszystkim w sferze przedterminowych zwolnień. Twarzą tych zmian została Doris Tate - matka Sharon.

    Sharon Tate w chwili śmierci miała 26 lat. Dziś miałaby lat 76, a Paul Richard 50. Wszystko jednak zostało zniszczone przez urojenia Mansona.

    #usa #kryminalne #60s #polanski #morderstwo #smierc #sekta #historia #xxwiek #film #losangeles #chore
    pokaż całość

    źródło: Sharon_Tate_Valley_of_the_Dolls_1967.jpg

  •  

    Kiedy znowu w dyskusji światopoglądowej ktoś wam strzeli argumentem, że przemoc ma płeć męską #pdk a kobiety nie są zdolne do okrucieństwa, polecam przykłady z życia. Dziś w cyklu „Bo to zła kobieta była”: Theresa Knorr.
    To brzydka historia, jest już po dobranocce, więc nieletni sio.

    * Wyszła za mąż po raz pierwszy mając zaledwie 16 lat, wkrótce potem zachodząc w ciążę. Małżeństwo było trudne z powodu jej zazdrości i ciągłych oskarżeń męża o zdrady. Dwa lata po ślubie Theresa zgłosiła policji, że mąż rzekomo uderzył ją podczas kłótni, jednak odmówiła złożenia doniesienia. Niespełna miesiąc później, po kłótni z mężem – który spędził swoje urodziny z kolegami zamiast w domu – wzięła strzelbę i wypaliła idącemu do drzwi mężczyźnie w plecy, zabijając go. Mimo zeznań świadków (wśród nich była siostra Theresy), którzy potwierdzali jej chorobliwą zazdrość i dementowali, jakoby kobieta działała w obronie własnej, będąca w kolejnej ciąży Knorr została uniewinniona.

    * Po urodzeniu drugiego dziecka Theresa zaczęła ostro pić. Wtedy poznała niepełnosprawnego weterana, z którym się związała. W trakcie ich związku często zostawiała dzieci z partnerem, a sama szła imprezować. Relacja zakończyła się, gdy mężczyzna odkrył romans Theresy z jego najlepszym przyjacielem.

    * Wkrótce potem Theresa poznała szeregowca Marines, z którym zaszła w ciążę i wzięła ślub. Z trwającego 4 lata małżeństwa poczęła się w sumie czwórka dzieci. Małżeństwo zaczęło się psuć gdy Theresa zaczęła oskarżać męża o rzekome zdrady. Zmęczony sytuacją małżonek opuścił Theresę, a rok później dostał rozwód. Jednak gdy chciał utrzymywać kontakt z dziećmi, Knorr nie pozwoliła na to.

    * Później Theresa wychodziła za mąż jeszcze dwukrotnie: pierwsze małżeństwo rozpadło się, gdy Knorr zaczęła zostawiać dzieci z małżonkiem na całe noce, by pić i imprezować, drugie przerwała sama Theresa z zazdrości o męża, który mocno zżył się z jedną z jej córek – choć oficjalnym powodem wniesienia o rozwód były nagie zdjęcia, jakie rzekomo mężczyzna miał wykonywać różnym kobietom.

    *Theresa znęcała się nad swoimi dziećmi fizycznie i psychicznie przez lata. Biła je, przypalała papierosami, karmiła na siłę, rzucała w nie nożami. Gdy biła jedno z dzieci, zmuszała pozostałe do przytrzymywania go. Po rozpadzie jej ostatniego małżeństwa jej zachowanie stało się jeszcze gorsze: otyła i coraz więcej pijąca, odłączyła telefon i nie pozwalała dzieciom przyjmować żadnych gości, zabrała też całą gromadkę ze szkoły, w efekcie czego skończyły edukację co najwyżej na ósmej klasie.

    * Zdarzyło się, że Theresa przyłożyła pistolet do głowy najmłodszej córce, Terry i groziła, że ją zabije. Jednak nienawiść Knorr skupiała się głównie na starszych córkach, Suesan i Sheili. Wierzyła, że ostatni mąż zmienił Suesan w czarownicę, zaś dziewczyna rzuca na nią zaklęcia, przez które kobieta tyła. Z tego powodu przykuła kajdankami córkę do łóżka i głodziła całymi dniami. Gdy Suesan zaprzeczała, jakoby robiła cokolwiek, rozwścieczona Theresa postrzeliła dziewczynę w podbrzusze z pistoletu kaliber 22. Knorr nie zgodziła się na wezwanie pomocy medycznej, jednak szczęśliwie Suesan przeżyła... tylko po to, by po powrocie do zdrowia zostać zmuszoną przez matkę do uprawiania prostytucji przez krótki czas.

    * Po kłótni, podczas której matka dźgnęła Suesan nożyczkami w plecy, zmęczona przemocą i głodzeniem dziewczyna postanowiła odejść z domu. Theresa zgodziła się na to jedynie pod warunkiem, że wcześniej usunie kulę, nadal tkwiącą w ciele dziewczyny po feralnym postrzale. Knorr nie chciała, żeby córka użyła jej jako dowodu przeciwko niej. Po użyciu jako znieczulenia alkoholu i leków przeciwpsychotycznych, Theresa nakazała jednemu z synów, 15-latkowi Robertowi, wyciąć kulę z ciała siostry nożem introligatorskim. Jak można się domyślić, po tej amatorskiej operacji u Suesan rozwinęła się sepsa, którą Knorr próbowała leczyć ibuprofenem i antybiotykami. Gdy stan dziewczyny się pogarszał, Theresa przykuła ją do kuchennego stołu i tam pozostawiła bez jedzenia i wody. Tylko raz, gdy matka była zajęta, Terry udało się przemycić kubek wody z cukrem i podać siostrze. Kilka dni później Knorr zapakowała rzeczy Suesan do worków na śmieci, związała i zakneblowała umierającą córkę taśmą klejącą i kazała synom załadować siostrę do samochodu. Wywieźli ją do oddalonej o ponad 100 mil miejscowości, gdzie chłopcy na żądanie matki ułożyli Suesan na stosie worków z jej rzeczami. Theresa oblała córkę benzyną i podpaliła. Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że dziewczyna wtedy jeszcze żyła. Miała 17 lat.

    * Po śmierci Suesan Knorr skupiła swoją nienawiść na Sheili. Przymuszała córkę, podobnie jak wcześniej jej siostrę, do prostytucji. Choć początkowo – zadowolona z otrzymywanych pieniędzy – pozwalała dziewczynie na różne swobody, z czasem zaczęła przykuwać Sheilę do łóżka i kuchennego stołu. Z czasem Theresa oskarżyła córkę o zajście w ciążę i chorobę weneryczną, którą Knorr miała rzekomo zarazić się od niej poprzez deskę klozetową. Gdy Sheila zaprzeczyła, matka pobiła ją, związała i zamknęła w ciasnej, nie wentylowanej szafie, w której dziewczyna nie mogła się ruszać. Zabroniła też pozostałym dzieciom przynoszenia siostrze jedzenia czy picia. Terry znów złamała zakaz matki i raz przemyciła Sheili piwo. Wyczerpana dziewczyna w końcu przyznała się do zarzutów Theresy, ta jednak stwierdziła, że córka kłamie i nie wypuściła jej z szafy. W końcu 20-letnia Sheila zmarła z głodu i odwodnienia. Knorr dopiero po trzech dniach odkryła jej śmierć. Nakazała synom pozbycie się ciała, które zaczynało już się rozkładać i śmierdzieć. Chłopcy załadowali zwłoki siostry do kartonu i wywieźli w okolice lotniska.

    * Chcąc się pozbyć zapachu rozkładającego się ciała, jak również śladów mogących wskazywać na jej wkład w śmierć Sheili, Theresa wyniosła wszystkie rzeczy i nakazała Terry podpalić ich mieszkanie. Pożar zniszczył niewielką część lokalu dzięki szybkiej reakcji sąsiadów. Po tych wydarzeniach Knorr zaczęła się ukrywać. Jej dorosłe już dzieci zerwały kontakty z matką, podobnie jak 16-letnia Terry, która używała dokumentów zmarłej Sheili, by uchodzić za pełnoletnią. Wyjątkiem był Robert, który został z Theresą. Kilka lat później chłopak został skazany na 16 lat więzienia za zastrzelenie barmana w Las Vegas.

    * Cała historia nigdy nie wyszłaby na jaw, gdyby nie upór Terry. Zarówno policja, jak i terapeuta, którego odwiedziła, uznali jej opowieść za nieprawdziwą. Dziewczyna zgłosiła się do telewizyjnego programu kryminalnego, gdzie skontaktowano są z policją stanu, w którym znaleziono niezidentyfikowane wówczas zwłoki Sheili. Policjanci potraktowali zeznania Terry bardzo poważnie i połączyli je z dwoma nierozpoznanymi ciałami odkrytymi parę lat wcześniej. Aresztowano Theresę i jej drugiego syna, Williama. Knorr została skazana na podwójne dożywocie, również dzięki zeznaniom osadzonego Roberta. William otrzymał dozór kuratora i został wysłany na terapię. Roberta skazano na dodatkowe trzy lata więzienia za pomocnictwo.

    * Theresa Knorr będzie mogła starać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie w 2027 roku.

    Pisane w oparciu o niezawodną anglojęzyczną Wikipedię.

    #kryminalne #botozlakobietabyla #nsfw #morderstwo #ameryka
    pokaż całość

  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. Ciocia Olga.

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Tam znajdziecie też więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    Aneta wychowywała się na przestrzeni lat 80. i 90. w małym mieszkaniu na obrzeżach mazurskiego Węgorzewa. Niewielki pokój dzieliła z młodszym o rok bratem, a salon zajmowali rodzice. Ojciec w wypadku samochodowym stracił jedno oko, na drugie widział słabo. Czas na bezrobociu zajmował sobie piciem alkoholu. Rzadko bywał trzeźwy, a w stanie wskazującym stawał się agresywny, bił dzieci i żonę. Gdy wszczynał kolejną awanturę, kobieta uciekała z maluchami na klatkę schodową, gdzie godzinami nasłuchiwali odgłosów z mieszkania. Cisza oznaczała, że ojciec w końcu zasnął i wreszcie mogą wrócić do łóżek. Zdarzało się, że mężczyzna pił długo po powrocie do domu, a przestraszona rodzina musiała nocować na strychu lub na zimnych schodach.

    Starsza córka Barczuków nigdy nie uczyła się zbyt dobrze, ale zawsze udawało jej się zdać do następnej klasy. Szybko poznała smak papierosów i alkoholu, za którym jednak nie przepadała. Za to pod koniec siódmej klasy szkoły podstawowej zaczęła wąchać klej i rozpuszczalnik. Rok później już regularnie wagarowała i uciekała z domu. Za pierwszym razem matka szybko ją znalazła, później jednak Aneta znikała coraz częściej i na dłużej – zdarzało się, że nie było jej nawet miesiąc. W 1995 roku towarzystwo "klejarzy" zapoznało ją z Grześkiem. 15-latka po uszy zakochała się w starszym o siedem lat mężczyźnie i za wszelką cenę chciała pomóc mu wyjść z nałogu – heroiny.

    Było mi go szkoda. On nie miał nikogo

    – mówiła.

    Rodzice Grzegorza nie interesowali się synem – matka była alkoholiczką, pracowała na dwie zmiany jako stróż, rzadko bywała w domu. Ojciec też nieczęsto się zjawiał. Zanim całkiem opuścił rodzinę i wyjechał do Niemiec, był pracownikiem budowlanym.

    Aneta po skończeniu podstawówki rozpoczęła naukę w szkole zawodowej o profilu kelnerskim. Po pierwszej klasie została wyrzucona za niewłaściwe zachowanie i przeniosła się na profil cukierniczy. Mimo próśb matki, nastolatka rzadko chodziła do szkoły i całymi dniami przesiadywała u swojego chłopaka. Gdy wyjątkowo zjawiała się na lekcjach, Grzegorz wyczekiwał na nią pod szkołą, paląc papierosa za papierosem. Razem szli do jego mieszkania, gdzie zwykle oglądali telewizję i palili marihuanę. To z nim nastolatka po raz pierwszy spróbowała amfetaminy, a później heroiny. Pierwszą dawkę kompotu podał jej dożylnie. Drugi raz wzięła po dwóch tygodniach, później już ćpała co najmniej raz w tygodniu. Uzależniła się po pół roku. Kleju już nie wąchała, za to dużo eksperymentowała, np. z domieszkami Relanium i amfetaminy.

    Dzięki temu miałam trzy wejścia

    – tłumaczyła.

    Najpierw błogość (Relanium), potem dreszcze (kompot), a na koniec gwałtowne bicie serca i trudności z oddychaniem (amfetamina).

    Grzesiek był o Anetę chorobliwie zazdrosny, miał pretensje nawet o krótką rozmowę z kolegą w jego towarzystwie. Z czasem zaczął próbować podporządkowywać sobie młodszą partnerkę przemocą. Wpadał w szał nawet bez powodu, po czym zawsze przepraszał i obiecywał, że to był już ostatni raz. Nigdy nie był. Po niecałym roku znajomości Aneta postanowiła odejść, co rozzłościło mężczyznę. Wydedukował, że zatrzyma ją przy sobie poprzez ciążę. Krótko potem nastolatka nie dostała miesiączki.

    Matka Anety, która od początku była przeciwna związkowi córki ze starszym mężczyzną, szybko zorientowała się o jej stanie.

    Nie będę chował twojego bękarta!

    – wykrzykiwał ojciec nastolatki.

    Po głośnej awanturze ciężarna uciekła na działki. Ukrywała się tam dwa dni, aż znalazła ją zapłakana matka, prosząc o powrót do domu. Trafiła na detoks do Olsztyna, skąd po dwóch tygodniach uciekła i mimo nalegań ojca nigdy nie wróciła. Po powrocie do Węgorzewa udawała przed rodzicami, że zerwała nałogiem, choć tak naprawdę brała rzadziej i mniejsze dawki. Po pół roku wymknęła się z domu i pojechała przeszło dwadzieścia pięć kilometrów, by odwiedzić znajomych. Na "gigancie" chwyciły ją bóle porodowe i w giżyckim szpitalu urodziła córkę – Zuzię. Dziewczynka była wcześniakiem, ważyła tylko 1,4 kg, miała bardzo dużą wadę wzroku i prawie miesiąc leżała w inkubatorze w Suwałkach. 16-letnia matka wraz z rodzicami regularnie ją odwiedzała, jednak gdy noworodek w końcu wrócił z nimi do Węgorzewa, straciła zainteresowanie. Grzegorz także nie interesował się córką, a trzy miesiące po jej przyjściu na świat, Aneta wróciła zarówno do byłego partnera, jak i do regularnego ćpania. Jej prawa rodzicielskie zostały ograniczone, a opiekę nad Zuzanną przejęła babcia dziewczynki, którą sąd ustanowił rodziną zastępczą.

    Matka Anety z wykształcenia była księgową. W swojej karierze pracowała w banku, urzędzie miasta i gminy, na koniec jako kadrowa w szkole. Mimo problemów wychowawczych miała dobry kontakt z córką, według której tylko ona trzymała rodzinę w kupie i walczyła o jak najlepszy byt dla swoich dzieci i wnuczki. W 1997 roku kobieta jak co dzień przygotowywała dla domowników posiłek i z pozoru niegroźnie oparzyła się w palec. Z czasem na jej ciele zaczęły wyskakiwać wypełnione wodą pęcherze. Dermatolog uznała objawy za zwykłe uczulenie i kazała kobiecie wrócić do domu. Gdy bąble zaczęły się coraz bardziej rozprzestrzeniać, trafiła do olsztyńskiego szpitala, gdzie zdiagnozowano u niej pęcherzycę. Po siedmiu tygodniach niespodziewanie zmarła, nie doczekawszy się odwiedzin córki.

    Aneta przerwała szkołę zaraz po pogrzebie matki. Coraz więcej ćpała i gorzej dogadywała się z ojcem. Pewnego dnia, po prostu wsiadła w autobus i odjechała. Do Węgorzewa już nigdy nie wróciła.

    Nie mogłam już z nim wytrzymać, czepiał się o wszystko

    – tłumaczyła swoją decyzję.

    Wysiadła na Dworcu Centralnym w Warszawie, gdzie szybko trafiła na grupkę narkomanów. Z czasem zamieszkała u jednego z dilerów na Ochocie, dla którego w zamian za dach nad głową sprzedawała amfetaminę. Codziennie brała narkotyki, często niemałe ilości.

    Kiedyś stałam w Warszawie pod Rotundą, jest tam apteka z szybą jak weneckie lustro, że od zewnątrz możesz się przejrzeć. Spojrzałam na siebie i wydawało mi się, że widzę na twarzy krostę. Próbowałam ją wycisnąć. W pewnym momencie wyszła z apteki kobieta i zapytała, co mi się stało. Okazało się że stałam tam ponad trzy godziny. Straciłam kompletnie poczucie czasu

    – opowiadała.

    Niedługo po przyjeździe do stolicy zaraziła się wirusem HIV. Mimo tego wciąż eksperymentowała i regularnie brała Clonazepam. Kilkukrotnie miała zapaść na ulicy. Nie bała się śmierci, twierdziła, że było jej wszystko jedno i nie interesowała się swoim dalszym losem. Była wręcz wyprana z uczuć. Nie obeszła jej nawet wiadomość o samobójczej śmierci Grzegorza. Nie pojechała na pogrzeb, rzadko też dzwoniła do domu, by zapytać o córkę.

    Któregoś razu włóczyłam się po mieście. Nie padało, więc szłam do domu na piechotę. Stałam przed przejściem, a obok mnie kobieta z siatkami plastikowymi

    – wspominała.

    Wyraźnie się spieszyła z tymi zakupami. Zanim zielone się zapaliło, już weszła na jezdnię. Nagle nadjechał samochód, uderzył ją w połowie przejścia. Z butów normalnie wyskoczyła. Pękły jej te siatki i wszystkie przedmioty się rozsypały. Nie rzuciłam się na ratunek, nawet na nią nie spojrzałam. Tylko na jej portfel. Upadł obok mnie. Nie zastanawiałam się. Wzięłam go i schowałam się do budki telefonicznej. Wyjęłam osiemdziesiąt złotych, portfel zostawiłam w budce i uciekłam. Potem dopiero był przebłysk. Może ona nie żyje. Może do dzieci szła. Ludzie to wszystko widzieli. Biegłam. To przecież mogłam być ja. To ja mogłam wejść na przejście. A może mama już nade mną nie czuwa? Ale zaraz się naćpałam i już nie pamiętałam niczego.

    Aneta całymi dniami tułała się po Warszawie, kradła w sklepach i żebrała. Ludzie chętnie jej pomagali, potrafiła wzbudzić litość i umiejętnie grała pokrzywdzoną przez los. W przeciwieństwie do wielu narkomanów z jej otoczenia, dbała o swój wygląd i nie wyglądała na uzależnioną. Miała talent do zjednywania sobie przychylności obcych ludzi. Posiadała stałych sponsorów i sponsorki, którymi byli tknięci litością nad młodą dziewczyną starsi ludzie.

    Z czasem z Ochoty wyprowadziła się na Żoliborz, gdzie mieszkał jej nowy chłopak – Dariusz Uba. Mężczyzna był od niej o pięć lat starszy i także ćpał. Rachunki za mieszkanie płaciła jego matka, która razem z konkubentem mieszkała w Legionowie. Ojciec mężczyzny popełnił samobójstwo, najprawdopodobniej z bólu spowodowanym chorobą nowotworową. Darek parał się kradzieżami, często znikał na całe dnie i noce. Zawsze wracał z pieniędzmi i narkotykami, dlatego Aneta nie musiała już organizować dla siebie towaru.

    Na początku jedna działa brownu starcza ci na cały dzień, ale potem okazuje się, że jest ci mało. To w zależności od tego, jak często bierzesz. Na początku jedna działka starczała na nas oboje, a później już nie. Było tak, że jak Darek zarobił więcej pieniędzy i było dużo narkotyków, to bez oporu się brało. Potrzebowałaś zapalić czy nie, to i tak paliłaś.

    Z czasem sama zaczęła produkować kompot, za co później miała kolegium. Była też karana za drobne kradzieże w supermarketach, rabunki kieszonkowe w autobusach i fałszerstwo.

    . . .

    Latem 2001 roku Aneta poznała 71-letnią Olgę, zwaną przez bliskich Oleną. Pogodna i towarzyska staruszka mieszkała w bloku na ulicy Andersa i często spacerowała po okolicznych skwerkach.

    W 1955 roku Olga Koszutska-Listkiewicz ukończyła studia reżyserskie na PWST w Warszawie. Pracowała jako aktorka oraz reżyser teatralny i telewizyjny. Robiła spektakle w całej Polsce, jej aranżacje pojawiły się także w Teatrze Telewizji. W latach 70. była wykładowcą w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie, ponadto wraz z literaturoznawcą Witoldem Kochańskim oraz swoim mężem Zygmuntem wydała poradnik dla recytatorów. Nieżyjący od 1989 roku Zygmunt Listkiewicz także był aktorem i reżyserem. Mieli jednego syna, Michała – sędziego piłkarskiego, działacza sportowego, a w latach 1999–2008 prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej.

    Aneta organizowała spotkania z Olgą tak, by wyglądały na przypadkowe i co kilka dni wpadały na siebie na trasie spacerów staruszki. Często przychodziła do okolicznego baru mlecznego "Sady", gdzie starsza pani przesiadywała ze znajomymi oraz prowadziła żywe dysputy ze spotkanymi ludźmi o sztuce, kulturze czy literaturze. Kobietę wzruszyła przedstawiona przez 22-latkę historia życia – opowiadała o sobie jako córce alkoholika, znajdującej się w trudnej sytuacji materialnej i mającej na utrzymaniu małą siostrę. Olga szybko polubiła Anetę, która nazywała ją ciocią. Z czasem ich znajomość przerodziła się przyjaźń – a przynajmniej tak myślała emerytka. Opiekowała się i troszczyła o młodszą przyjaciółkę, dawała jej pieniądze, częstowała jedzeniem, kupowała ubrania i najpotrzebniejsze przedmioty. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia Aneta zadzwoniła do Olgi i opowiedziała zmyśloną historię, że nie ma pieniędzy na prezenty świąteczne dla najbliższych. Staruszka zaprosiła ją do siebie, zrobiła herbatę, dała trzysta złotych i zaoferowała, że jeżeli będzie w pobliżu, niech zawsze ją odwiedza, by porozmawiać. Dziewczyna skwapliwie to wykorzystywała. Z czasem wymyśliła historię o siostrze w Berlinie, do której chciała pojechać, a "ciocia" Olga postanowiła jej tę podróż sfinansować. Sąsiedzi, znajomi i syn kobiety wiedzieli, że kobieta ma serce na dłoni i uwielbia pomagać, dlatego jej znajomość z młodą dziewczyną nikogo specjalnie nie dziwiła. Kobieta była bardzo wrażliwa i nigdy nie przywiązywała większej wagi do kwestii materialnych. W końcu Michał Listkiewicz z żoną poprosił mamę, by przeprowadziła się bliżej nich, na Ochotę. Przeprowadzka była już przygotowana, ale Olga nie chciała opuszczać ulubionego miejsca i ludzi, z którymi codziennie się widywała.

    Darek wiedział o znajomości swojej partnerki z hojną "ciocią" i śmiał się z jej naiwności. Gdy w 2002 roku nastąpiło załamanie pogody, a bardzo niskie temperatury uniemożliwiły Oldze spacery i zarazem zmniejszyły Anecie szanse na jej spotkanie i wyłudzenie pieniędzy, Uba postanowił, że muszą okraść kobietę. Ustalili, że Aneta poda staruszce środki nasenne, a gdy ta zaśnie, ograbią mieszkanie.

    8 lutego 2002 roku Aneta zadzwoniła do Olgi pod pretekstem problemów z ojcem alkoholikiem i poprosiła o spotkanie. Wieczorem kobieta zaprosiła ją do siebie, zaparzyła herbaty i od razu dała sto złotych. W tym czasie partner Anety czekał na półpiętrze klatki schodowej. Dziewczyna spytała czy może zadzwonić, po czym wyszeptała do słuchawki, że dostała pieniądze i mogą już odwołać akcję.

    Ile?

    – spytał Darek.

    Za mało!

    – skwitował po usłyszeniu kwoty.

    Wsyp jej te tabletki. A jak uśnie, poszukaj więcej pieniędzy

    – zarządził.

    Aneta rozkruszyła i wrzuciła do herbaty staruszki dwie tabletki Clonazepamu, jednak kobieta nie zasnęła i wciąż żywo prowadziła rozmowę. Po jakimś czasie dziewczyna znów zadzwoniła do Darka.

    Co mam robić? To wcale nie działa

    – skarżyła się.

    Chłopak kazał jej wrzucić więcej tabletek, co najmniej sześć. Aneta się nie zgodziła, bała się, że w ten sposób może zabić Olgę. Mimo to wrzuciła do jej szklanki kolejne dwie pokruszone pigułki. Kiedy i te nie poskutkowały, postanowiła odpuścić. Pożegnała się i wyszła z mieszkania. Wychodząc, zauważyła, że starsza pani stała się ospała, pomyślała, że może leki w końcu zaczęły działać. Postanowiła, że wrócą do kobiety nocą. Pojechała z Darkiem po towar, zażyli swoje działki i zasnęli. Około drugiej w nocy Anetę obudził krzyk jej chłopaka.

    Zaspaliśmy!

    – potrząsał nią.

    Udali się pod blok staruszki, Aneta zadzwoniła domofonem. Kobieta otworzyła przyjaciółce drzwi i mimo późnej godziny przywitała uśmiechem. Dopiero gdy zobaczyła za jej plecami Darka, przeraziła się.

    Kto to?

    – spytała i cofnęła się w stronę kuchni.

    Mężczyzna ruszył w jej kierunku. Chwycił drewniany młotek do mięsa, który leżał na blacie i zaczął uderzać. Ofiara osunęła się na podłogę.

    Daj kabel!

    – krzyknął do partnerki.

    Usiadł okrakiem na staruszce i owinął wokół jej szyi przewód od radia. Chwycił jeden koniec, a Aneta za drugi i z całych sił zacisnęli pętlę. Po kilku minutach Olga Koszutska-Listkiewicz przestała się ruszać.

    Ona już chyba nie żyje

    – wyszeptała Aneta.

    Dariusz sprawdził puls kobiety, podniósł głowę, pokręcił nią.

    Jeszcze żyje

    – stwierdził i sięgnął po nóż.

    Zadawał ciosy z tak dużą siłą, że aż złamało się ostrze. Uderzał w klatkę piersiową, twarz, szyję, ramiona. Odwrócił ofiarę na brzuch, by dźgać w plecy. Na koniec poderżnął jej gardło.

    Para przeszukała mieszkanie, Darek w wełnianych rękawiczkach i foliowych siatkach nałożonych na buty, Aneta bez wcześniejszego przygotowania. Ukradli biżuterię, medale okolicznościowe po ojcu kobiety i pieniądze w kwocie około dziesięciu tysięcy złotych. Po wyjściu Aneta zamknęła drzwi na klucz, który znalazła w jednej z szuflad i udali się na postój taksówek. Po drodze Darek wyrzucił do kontenera narzędzia zbrodni, które Aneta wcześniej zapakowała w reklamówkę. Po powrocie do swojego mieszkania na Sadach Żoliborskich wyrzucili ubrania, które mieli tej nocy na sobie – oprócz skórzanej kurtki Darka. Przebrali się i poszli spać. Rano Uba pojechał po narkotyki, których kupił bardzo dużo. Pieniądze wydali także na ubrania, pierścionek dla Anety, telefony komórkowe, nowy telewizor oraz Playstation. Większość jednak przećpali.

    Po kilku dniach sąsiadów zaczęła niepokoić nieobecność Olgi. Dzwonili i pukali do jej drzwi, ale oczywiście nikt nie otwierał. Wracając ze spaceru, jedna z sąsiadek zauważyła, że od kilku dni w mieszkaniu staruszki bez przerwy widać odblask telewizora, zawiadomiła więc syna Olgi. Michał Listkiewicz przebywał akurat na Cyprze, gdzie reprezentacja Polski rozgrywała towarzyski mecz z Irlandią Północną. Prezes PZPN poprosił więc swojego przyjaciela oraz syna, by sprawdzili, co dzieje się w mieszkaniu jego matki. Mężczyźni pojawili się na miejscu 14 lutego. Okazało się, że wzięli niepasujący do zamka klucz, dlatego jeden z nich wspiął się na oblodzony balkon. Tam przez przeszklone drzwi zobaczył wystające z kuchni nogi.

    Policjanci zabezpieczyli wiele śladów linii papilarnych i DNA na niedopałkach papierosów. Znaleźli też notes zamordowanej, w którym było imię "Anetka". W momencie znalezienia ciała kobieta miała otwarte oczy. Sekcja zwłok wykazała dwadzieścia osiem ran tłuczonych głowy, złamanie kości czaszki, dwie rany kłute, trzy cięte, dwie punktowe rany skóry, ranę kłutą policzka i lewego przedramienia, głęboką ranę ciętą szyi z przecięciem krtani, czternaście ran kłutych klatki piersiowej oraz innych narządów, złamane żebra. We krwi denatki nie znaleziono śladów Clonazepamu, ani innych środków odurzających, co może oznaczać, że ofiara nie wypiła herbaty. Biegli nie byli w stanie określić daty jej śmierci.

    Aneta Barczuk i Dariusz Uba zostali zatrzymani 20 lutego w swoim mieszkaniu. Podczas przeszukania znaleziono skórzaną kurtkę Dariusza oraz dwudziestoszylingowy banknot ze śladami krwi Olgi Koszutskiej-Listkiewicz. Aneta od razu przyznała się do udziału w morderstwie, Darek zasłaniał się niepamięcią spowodowaną narkotykami. Przy drugim przesłuchaniu, oskarżona usiłowała już umniejszyć swoją rolę w zabójstwie i uważała, że "nie była do końca świadoma tego, co robi, bo była na prochach". Mówiła, że bardzo żałuje tego co się stało. Uba całą winę zrzucał na swoją partnerkę. Przesłuchany został także jego brat, który od jakiegoś czasu, po wyjściu z więzienia mieszkał z parą. Mówił, że nie zauważył, by w zachowaniu jego współlokatorów cokolwiek się zmieniło i by mógł coś podejrzewać. Po morderstwie łatwo przeszli do porządku dziennego. Przypomniał sobie jedynie, że zaczęli prowadzić rozrzutny tryb życia, jeździli wszędzie taksówkami, a Aneta nosiła pierścionek zaręczynowy. Dwa dni przed wtargnięciem policji odwiedziła ich matka braci Uba, która także nie zauważyła żadnych zmian.

    Nie pamiętam swojego życia przez kolejne dwa tygodnie, aż do zatrzymania. Byłam naćpana, chciałam się zaćpać

    – mówiła Aneta.

    Ćpałam po to, żeby nie myśleć o tym, co się stało. Nie wiedziałam, co mam robić, czy wezwać policję, czy komuś o tym powiedzieć, czy się zaćpać. Wybrałam ten trzeci wariant. W końcu znalazła nas policja.

    Zeznania składali także taksówkarze, którzy feralnej nocy stali na postoju, po którym kręcili się mordercy. Jeden z nich zeznał, że Aneta miała błędny wzrok, jakby była w szoku lub czymś zrozpaczona.

    Biegli psychiatrzy nie stwierdzili u Barczuk choroby psychicznej. Rozpoznano, że ma nieprawidłową osobowość, jest silnie egocentryczna i hedonistyczna, a zarazem posiada znacznie rozwinięte umiejętności społeczne. "To osoba obdarzona niezwykłą łatwością nawiązywania kontaktów z ludźmi, wzbudzania zaufania oraz traktowania ludzi w sposób instrumentalny, dla zaspokojenia własnych celów". Umiejętnie manipulowała innymi, dlatego tak skutecznie żyła z żebractwa. Jej znajomości nigdy nie były bezinteresowne, jest osobą nastawioną tylko na zaspokajanie własnych potrzeb. Na obserwacji psychiatrycznej była bardzo lubiana, miła w obejściu, wzbudzała współczucie i opiekuńczość. Inne pacjentki oddawały jej nawet swoje ubrania. Starała się wywrzeć dobre wrażenie na lekarzach i demonstrowała przeżywane poczucie winy. Biegli stwierdzili, że okazana przez nią skrucha mogła mieć jedynie na celu pozytywne kształtowanie jej wizerunku w oczach innych. U takiej osoby wszystko może być manipulacją, jednak ciężko stwierdzić obiektywnie, co jest szczerą reakcją, a co manipulowaniem. Mimo daleko posuniętego egocentryzmu, mogła być podatna na wpływ drugiego człowieka. Z drugiej strony ma bardzo silną osobowość i nie jest osobą, która łatwo się podporządkowuje. Ma zdolności organizatorskie, jest stanowcza i zdecydowana. Biegli zauważyli także jej dużą podatność na frustrację, co oznacza, że gdy jej potrzeby nie były zaspokajane, dążyła do tego, by je jak najszybciej spełnić. Była konsekwentna w dążeniu do swoich celów, jednak nigdy niczego nie planowała. W swoim życiu nie spełniła żadnej roli psychospołecznej – nie radziła sobie z byciem córką, siostrą, matką.

    Olga Koszutska-Listkiewicz została pochowana na Cmentarzu Wawrzyszewskim. Kilka miesięcy po zatrzymaniu morderców zmarł ojciec Anety. Mężczyzna miał problemy z sercem i cukrzycę, przez co nie mógł pić alkoholu, mimo tego nie zmieniał swojego trybu życia. Syn mężczyzny zerwał kontakty z siostrą, gdy dowiedział się, czego się odpuściła. Nie spełniał też wymogów, by adoptować Zuzię, która trafiła do domu dziecka.

    . . .

    Mama była osobą niesamowicie ufną

    – mówił Michał Listkiewicz podczas procesu, który rozpoczął się w maju 2003 roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie.

    Na rozprawie wiele mówiono o niezwykłych cechach ofiary. O jej dobroci i niezwykłej wrażliwości na ludzką krzywdę.

    Ja stałem na korytarzu, Aneta weszła do mieszkania. Usłyszałem krzyk, potem wszedłem do środka. Zobaczyłem, jak Aneta uderza nożem panią Listkiewicz. Położyłem kobietę na podłodze i razem z Anetą zacisnąłem sznur na jej szyi. Potem poderżnąłem jej gardło.

    – opowiadał tego dnia swoją wersję wydarzeń Darek.

    Dlaczego pan to zrobił?

    – spytał przewodniczący składu orzekającego, sędzia Marek Celej.

    Nie wiem, chyba dla pewności.

    Kiedy Uba opowiadał, Aneta z dezaprobatą kręciła głową. Sąd nie dał jednak wiary wyjaśnieniom oskarżonego, a wydane orzeczenie oparł na wersji wydarzeń Barczuk, którą uznał za wiarygodną i znajdującą potwierdzenie w zebranym materiale dowodowym.

    Mój pobyt w areszcie codziennie uświadamia mi rozmiar tragedii, w której uczestniczyłam. Chcę wyrazić głęboki żal przed wszystkimi bliskimi pani Listkiewicz i prosić o wybaczenie

    – błagała w sądzie kobieta, tłumacząc przy tym, że wszystko co się stało, było spowodowane jej silnym uzależnieniem od narkotyków. Jednak wina oskarżonych nie budziła żadnych wątpliwości, dlatego 23 maja 2003 roku zapadł wyrok. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    To była okropna, ohydna i zupełnie niepotrzebna zbrodnia

    – mówił sędzia Celej.

    Należy brać pod uwagę to, że zaplanowali wszystko. Chcieli okraść starszą panią i zabili świadka

    – dodał.

    Mimo iż byli pod wpływem narkotyków, nie mieli zniesionej poczytalności, ani ograniczonej zdolności rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Ich role w zbrodni były podzielone, a przedmioty użyte świadczyły o tym, że chcieli zabić staruszkę. Mimo tego, obrońca Anety, mec. Andrzej Morawski stwierdził:

    Śmierć człowieka w takich okolicznościach jest zawsze dramatyczna i nie można tego zaakceptować. Ale prawdą jest, że na ławie oskarżonych powinny zasiąść środki odurzające i narkotyki.

    Sąd skazał Anetę Barczuk oraz Dariusza Ubę na karę po 25 lat pozbawienia wolności, podkreślając przy tym, że mężczyzna będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po 20 latach, a kobieta po 15. Sąd na korzyść Anety wziął pod uwagę jej przyznanie się do winy, wyrażoną skruchę, złożenie przez nią wyczerpujących wyjaśnień i sytuację osobistą i zdrowotną – to, że jest nosicielką wirusa HIV. Fakt, że nie otrzymali kary dożywocia, spowodowane było "chęcią dania im szansy". Sędzia dodał jeszcze:

    Społeczeństwo nie może odtrącać ludzi. Być może kiedyś będą mogli normalnie żyć. Wszystko zależy od resocjalizacji.

    Na sali sądowej Michał Listkiewicz powiedział:

    Nie szukam zemsty. To kara bardzo surowa. Daje jednak tym młodym ludziom szansę na powrót do społeczeństwa.

    Odszukał także córkę Anety, której pomagał finansowo, dopóki nie została adoptowana przez rodzinę nauczycieli na Mazurach, którzy zaczęli się nią odpowiednio zajmować. Swój gest tłumaczył chęcią sprawienia, by Zuzanna nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji jak jej matka.

    Na sali sądowej, matka Dariusza krzyczała:

    To ona ją zabiła! Ona wzięła wszystkich na litość!

    Prokurator Rafał Zawalski nie zgodził się z wyrokiem i zażądał dla oskarżonych kary dożywotniego pozbawienia wolności.

    Oskarżeni przyznają się do czynu. Przygotowywali się do niego i działali bestialsko. Nie ma tu okoliczności łagodzących

    – stwierdził Zawalski, który nie dał wiary w skruchę oskarżonej.

    Obrońcy chcieli dla Barczuk i Uby po 15 lat więzienia. Przerzucali się argumentami, kto bardziej przyczynił się do zbrodni.

    Sąd Apelacyjny utrzymał jednak wyrok sądu niższej instancji, dodając, że Aneta będzie mogła ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po upływie 20 lat. W orzeczeniu czytamy:

    Oskarżeni działali w sposób wyjątkowo okrutny i bestialski. W ich działaniach wystąpiło wielokrotne przekroczenie stopnia przemocy koniecznej do pozbawienia życia pokrzywdzonej. (...) Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że pokrzywdzona okazywała oskarżonej troskę i współczucie. Do końca nie wiedziała, że była oszukiwana. Powyższe wskazuje na fakt degradacji uczuć i zwykłych ludzkich odruchów w oskarżonej i współdziałającym, Dariuszu Ubie.

    . . .

    W 2005 roku Barczuk wysłała do Michała Listkiewicza listy pełen skruchy i z przeprosinami, ale i z prośbą o wsparcie rzeczowe i finansowe. Gdy w kwietniu zmarł papież Jan Paweł II, syn zamordowanej odpisał:

    Aneto! Dziękuję za list z 28 marca. Jak wiesz, ja już Ci wybaczyłem. Moja Mama, spoglądająca na nas z nieba – też. W tych szczególnych dniach, wielkiej żałoby po śmierci Ojca Świętego, wszystkie sprawy wyglądają zupełnie inaczej. Jesteśmy życzliwi, bardziej dla siebie serdeczni, uspokojeni. (...) Jeżeli mogę Ci pomóc, przysyłając ubranie, lekarstwa lub jedzenie, proszę o wiadomość. Pozdrawiam. Nie załamuj się, walcz ze złem i wierz. Michał Listkiewicz

    Mimo sprzeciwu żony, większości rodziny i przyjaciół, mężczyzna postanowił wybaczyć morderczyni swojej matki oraz udzielić jej wsparcia. Wysyłał jej do więzienia środki czystości, podręczniki do nauki, kosmetyki, pieniądze na leczenie zębów.

    Wybaczyłem, bo mama by tak postąpiła

    – uzasadniał Listkiewicz.

    Wybaczyłem, bo nienawiść zatruwa nam życie, dewastuje nas. A ja wierzę, że każdy człowiek ma w sobie pokłady dobra. Nie ma ludzi z gruntu złych.

    O Dariuszu Ubie powiedział:

    To on był inspiratorem morderstwa. W pierwszym odruchu też mu wybaczyłem, ale z dużo mniejszym przekonaniem niż Anecie, której życzę, by stała się dobrym człowiekiem. On mnie nie interesuje.

    Po kilku latach Listkiewicz zerwał kontakty z Anetą, zdał sobie sprawę, że nie może wiecznie się z nią identyfikować, w pewnym sensie uzależnić od niej jak ofiara od oprawcy. Na problem zwrócili mu uwagę adwokaci, którzy pomagali mu w kontaktach z osadzoną. Proponowali nawet, by poddał się specjalnej terapii psychologicznej.

    Zrozumiałem problem i dałem sobie spokój

    – mówił.

    . . .

    Aneta Barczuk (zdjęcie) ze względu na stan zdrowia korzystała z przerw w odbywaniu kary. Nie miała wsparcia w rodzinie, która definitywnie się od niej odwróciła, dlatego wróciła do Warszawy i zamieszkała u swojego chłopaka, którego poznała listownie w więzieniu. Próbowała swoich sił jako fotomodelka, jednak nie udało jej się zdobyć żadnych zleceń. Po zakończeniu przepustki zdrowotnej wróciła do zakładu karnego, jednak z następnej w 2010 roku już nie. W listopadzie został wysłany za nią list gończy. Policja zatrzymała ją w maju 2012 roku w lesie koło Nowego Dworu Mazowieckiego. Była zaskoczona i nie stawiała oporu. Podczas nielegalnego pobytu na wolności miała dopuścić się oszustwa.

    Aneta co jakiś czas wysyła wnioski o ułaskawienie, argumentując je przede wszystkim tym, że jest nosicielką wirusa HIV:

    Nie wiem, kiedy śmierć zajrzy mi w oczy, bo choć chodzę jeszcze o własnych siłach, to boję się jutra, bo zwykła złapana infekcja może mnie zabić.

    Pisze także o tym, że w czasie popełnienia zbrodni była młoda i o tym, że syn ofiary jej wybaczył. Uważa, że jej proces resocjalizacji przebiega poprawnie, więzienie ją zmieniło i chciałaby móc już normalnie żyć, założyć rodzinę. W swoich wnioskach przedstawia Dariusza jako jedynego winowajcę i nie do końca akceptuje siebie jako zabójczynię. Do swoich pism dołączała listy, które otrzymała od Michała Listkiewicza, jednak Sąd uznał, że przedstawiona korespondencja jest przez nią nadinterpretowana i nie świadczy o tym, że syn ofiary chciał jej ułaskawienia. Sam Listkiewicz odniósł się do tego słowami:

    Uważam to za pewnego rodzaju wykorzystanie, nadużycie. Z mojej strony był to jednorazowy akt przebaczenia.

    Aneta ma obecnie 39 lat. W związku z przerwami w odbywaniu kary oraz ucieczką, jej zakończenie wyroku przypada na 17 czerwca 2029 roku.

    . . .

    Z ostatnich informacji o Zuzannie, córce Anety, do których dotarłam, wynika, że dziewczyna nie wie, kim jest jej biologiczna matka i nie pamięta swojego wczesnego dzieciństwa. Nie nosi nazwiska ani Anety, ani Grzegorza. Aktualnie ma około 23 lat.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z rozdziału "Samotność" z książki Katarzyny Bondy "Polskie morderczynie". Informacje z prasy, które zawarłam w tej historii, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd. Sąd zgodził się na publikację danych osobowych skazanych.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #wegorzewo #warszawa #narkotykizawszespoko #pzpn
    pokaż całość

    źródło: abarczuk.jpg

  •  

    5 kwietnia 1963 roku w spokojnym mieście Reno (Nevada) 24-letnia Sonja McCaskie, brytyjska narciarka alpejska, została brutalnie uduszona, zgwałcona i pozbawiona głowy w swoim mieszkaniu przez 18-letniego studenta Thomasa Lee Beana. Funkcjonariusze znaleźli nagie ciało Sonji w kufrze w jej sypialni, a jej serce w pobliżu drzwi wejściowych. 13 kwietnia sprawca sam się zgłosił i przyznał do winy, został zatrzymany i skazany na śmierć w komorze gazowej, lecz został ostatecznie uwolniony z celi śmierci w 1972 roku kiedy Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uchylił wszystkie wyroki śmierci w Stanach Zjednoczonych, wyrok Beana został zmieniony na dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego.

    Thomas nie lubił rozmawiać o motywie morderstwa. Nic nie łączyło go z ofiarą, wybór akurat jej był przypadkowy. Gdy miał 6 lat, w jego domu przewijało się wielu obcych mężczyzn, uważał, że już w tamtych chwilach jego chore fantazje zaczęły się rozwijać. Gdy po raz pierwszy uprawiał seks, podświadomie pragnął zabić partnerkę. Niemoralne pragnienia męczyły go przez 12 lat. W pewnym momencie nie mógł się powstrzymać i postanowił urzeczywistnić fantazję.

    Gdy obudził się dzień po zabiciu Sonji, nie był do końca pewny czy wszystko działo się w jego głowie, czy zdarzyło się naprawdę ("He did not know he had done it, whether it was a dream that he had done it, or if it was a continuation of his fantasy."). Zgłosił się na komisariat, bo chciał być pewien.

    więcej: [x]

    #mordercy #seryjnimordercy #morderstwo #kryminalne #kryminalistyka #przestepczosc #policja #prawo #psychologia #moralnosc trochę też #dziennikarstwo (chciałam dać spoiler by czytali tylko maniacy, ale wykop ssie i nie działa tak jak chciałam)
    pokaż całość

    źródło: 2.bp.blogspot.com

    +: mull, m............y +37 innych
  •  

    Bianca Devins

    https://pbs.twimg.com/media/D_hfhvzXsAAE_r1.jpg

    Sądzę, że to morderstwo nigdy by nie miało miejsca, gdyby matka bardziej ogarniała czym zajmują się jej dzieci. Bianca Devins, która została zamordowana kilka dni temu przez betaorbitera, kolegę, a w przeszłości ponoć nawet i chłopaka, od młodzieńczych lat trafiła w złe towarzystwo. Zaczynała od pokazów na skype dla trzydziesto, czterdziestolatków. Na discordzie oferowała swoje nagie fotki za kasę, chodziła do łóżka z faetami z neta, głównie za narkotyki.

    Dziewczyna przejawiająca zachowania typowe dla nastolatki w okresie buntu (sama potrafiła wymienić niezliczone zaburzenia psychiczne), brak wzorców w domu, brak odpowiedniej ilości atencji rodziców, spowodował, że szukała jej w internecie... na stronach typu #4chan itp., a także na discordzie.

    Nie zmienia to faktu, że morderstwo, które popełnił Brandon Clark nie powinno mieć miejsca. Odrzucenie, złe zachowanie, bawienie się uczuciami, to nie powód do zabijania drugiej osoby. Incel zamiast dać sobie spokój, postanowił - jak sam stwierdził - przerwać zabawę. Ponoć był w niej zakochany, bez wzajemności, mimo relacji intymnej, która miała miejsce w przeszłości. Chory z zazdrości nie mógł znieść, że został odrzucony. A może też wpływ na decyzję, by zamordować dziewczynę miały zaburzenia psychiczne? To ustalą już śledczy, którzy nie mogą doczekać się, aby przesłuchać Brandona. Po zabójstwie Bianki, próbował popełnić samobójstwo podcinając sobie szyję.

    Poczytałam trochę boardów, tt na temat wydarzeń i nie trudno odnieść wrażenia, że gdyby nie złe towarzystwo, brak odpowiednich wzorców, to tej tragedii mogłoby nigdy nie być. Nie wiem, czy tam nie było ojca w domu (rozwód, śmierć?), ale ewidentnie brak odpowiedniej ilości uwagi ze strony matki skończył się tragedią. Bardzo pogubiona dziewczyna, która od młodzieńczych lat oferowała swoje ciało (zdjęcia i/lub w postaci seksu) za pieniądze/narkotyki.

    Z jednego z chanów /r9k/:

    I've known Bianca since before her 4chan days years ago. I'm writing this post to give the normies crying over her a first person account of who Bianca was as a person from being in her circle for so long. First of all, the posts saying she's been browsing 4chan since 13 are false and whatever mental illnesses she had got worse once she found this website. A conventionally attractive girl with BPD that was starved for attention meant /r9k/ and /soc/ were prime feeding grounds for her. She went to counselors, therapists, psych wards, and nothing helped.

    Bianca was not a good person to lots of us. She'll get you hooked with cute selfies, reel you in with stories of her traumatic past, then move on once she got bored of you. Classic BPD egirl behavior. If you stuck around after that, she'll use you as a constant attention source whenever she gets bored of her current bf of the week. If you ever decide to pull away, she'll double down on the affection and apologize for being abusive to try to get you to stay.

    The last time I asked her how many boyfriends she had was when she was 15 and the number was in the 30s. She started young and claimed to have camwhored for adult men in their 30s on Skype when she was 12 years old because she liked the attention.

    https://is2.4chan.org/r9k/1563139552352.jpg

    pokaż spoiler Bianka, 2 października skończyłaby 18 lat.


    Takie zachowania trochę przypominają te polskich nastolatek, które szukają w internecie atencji, narkotyków, łatwych i szybkich pieniędzy, jak chociażby ta Dianka od #gargamel'a, która będąc nastolatką umieszczała anonse oferując swoje usługi seksualne. Zaburzenia psychiczne to kiepska sprawa, a w połączeniu z brakiem samoakceptacji mogą doprowadzić do nieszczęścia (np. samobójstwa).

    Bardzo poruszyła mnie ta historia i uświadomiła, że jak ważne jest to, aby w młodości otaczać się dobrymi ludźmi, mieć właściwe wzorce i przede wszystkim rodziców, którzy zawsze będą, gdy będziesz tego potrzebować oraz będą interesować się Twoim życiem. Ważne jest tym bardziej w dzisiejszych czasach, w których internet i dostęp do różnych chorych treści jest powszechny. W czasach, w których m.in. twitch czy youtube dał głos patologii i wszelkiego rodzaju elementowi. W czasach, w których lajki są walutą i a Twój prestiż mierzony jest liczbą followersów. Smutne czasy. Dziękuję Bogu za dobrych rodziców, na których zawsze mogłam liczyć i nie musiałam się obawiać, że zostanę skrytykowana lub obarczona winą za coś, co sprawiało mi trudność, kłopot. Za to, że zachęcali zawsze, żeby nie poddawać się po jednym potknięciu.

    Zabójstwo Bianki Devins to kolejne w ostatnim czasie morderstwo kobiety "z internetu". Nie tak dawno zamordowana została studentka szukająca na tinderze #sugardaddy: https://www.wykop.pl/wpis/42336115/

    Garść linków:
    Ciekawy wątek nt. Bianki na twitterowym profilu:
    https://twitter.com/NewsChute/status/1150746909608488961
    zwłaszcza ten, screeny z zapisem rozmowy z gościem, który znał Biankę, a do którego Bianka chwilę przed śmiercią wysłała wiadomość, że "jest upalona i chce się z nim pieprzyć".
    https://twitter.com/NewsChute/status/1150804266719895554

    https://is2.4chan.org/v/1563228197702.png - już jako 15-latka wykazywała się dosyć lekceważącym i zarozumiałym stylem bycia wobec osobników płci przeciwnej

    https://heavy.com/news/2019/07/brandon-clark/ - artykuł o zabójcy
    https://heavy.com/news/2019/07/bianca-devins/ - artykuł o Biance

    https://www.instagram.com/beegtfo/ - jedno z wielu kont na instagramie
    https://www.instagram.com/oxiecontin/ - i kolejne

    Treści wiadomości najprawdopodobniej od mordercy do Bianki (data części z nich nie jest bliżej znana):
    https://assets.rebelmouse.io/eyJhbGciOiJIUzI1NiIsInR5cCI6IkpXVCJ9.eyJpbWFnZSI6Imh0dHBzOi8vYXNzZXRzLnJibC5tcy8xOTkyOTgwNS85ODB4LmpwZyIsImV4cGlyZXNfYXQiOjE1NjM4NTY1NDV9.az53hOXugcJOi1kcSjdPF3fuJ1YWTN5z6ZsVmFukTX0/img.jpg
    https://assets.rebelmouse.io/eyJhbGciOiJIUzI1NiIsInR5cCI6IkpXVCJ9.eyJpbWFnZSI6Imh0dHBzOi8vYXNzZXRzLnJibC5tcy8xOTkyOTgwNi85ODB4LmpwZyIsImV4cGlyZXNfYXQiOjE1NjM3MjE4OTB9.2gsnsIEMByMKipz6zfXNpnSFn7L6CnROc8fyxG8Xj1Q/img.jpg
    https://assets.rebelmouse.io/eyJhbGciOiJIUzI1NiIsInR5cCI6IkpXVCJ9.eyJpbWFnZSI6Imh0dHBzOi8vYXNzZXRzLnJibC5tcy8xOTkyOTgwOS85ODB4LmpwZyIsImV4cGlyZXNfYXQiOjE1NjMzNjk3NzV9.BwAnLdNOhgrBS36dosNx4rLHzlxXd_GDzJgg4PD6Okk/img.jpg
    https://assets.rebelmouse.io/eyJhbGciOiJIUzI1NiIsInR5cCI6IkpXVCJ9.eyJpbWFnZSI6Imh0dHBzOi8vYXNzZXRzLnJibC5tcy8xOTkyOTgxMi85ODB4LmpwZyIsImV4cGlyZXNfYXQiOjE1NjMzOTU2MDh9.aebBB4okA6n1alh9FiDEbsl0VMsbnZI04HDE3KkBqDs/img.jpg
    https://assets.rebelmouse.io/eyJhbGciOiJIUzI1NiIsInR5cCI6IkpXVCJ9.eyJpbWFnZSI6Imh0dHBzOi8vYXNzZXRzLnJibC5tcy8xOTkyOTgxNy85ODB4LnBuZyIsImV4cGlyZXNfYXQiOjE1NjM1MDMyNjl9.udtb0AwukqZhDaCylTAQiIbH3FXSfReOUgVzqUxCCrU/img.png

    https://www.wykop.pl/link/5046519/ - znalezisko na głównej

    #usa #morderstwo #atencyjnyrozowypasek
    #instagram #tinder #discord #4chan
    #przegryw #betaorbiter #incel #stulejacontent
    pokaż całość

  •  

    Głośno jest teraz o Biance - Alternatywna modelka z tumblr i znana "atencjuszka" 4chana, która wczoraj została poszlachtowana - przez jak to go nazywaj "przegrywa" (chociaż na moje wygląda on mocno ponadprzeciętną)
    https://twitter.com/hashtag/ripbianca
    https://www.instagram.com/escty/
    https://www.instagram.com/yesjuliet Morderca

    Facet krótko po morderstwie relacjonował wszystko na instagramie, włącznie z tym jak wbija sobie nóż w szyje i ją rozcina - dokładnie jak japoński samuraj, a wszystko to w imie własnego honoru i tego że owa dziewczyna nim manipulowała i traktowała jak śmiecia, a mu było przykro.

    Cała relacja oczywiście jest na 4chanie - nie moge nic wiecej wkleić bo sceny są zbyt brutalne. ale jak chcecie zobaczyć to piszcie priv
    #morderstwo #zbrodnia #przestepczosc #4chan #ciekawostki #kryminalne #samobojstwo
    pokaż całość

    źródło: 66803976_2530931756937380_8013995180006834176_n.jpg

  •  

    Przesłuchania Morderców- odcinek 3
    Realisyczne przesłuchania - Czyli jak profesjonalni śledczy wykorzystują techniki psychologiczne żeby dojść do poznania prawdy.
    Świetnie się to ogląda, polecam ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #policja #przesluchania #mordercy #morderstwo #detektyw #gruparatowaniapoziomu #sledztwo #psychologia #socjologia pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Ale natrafiłem na fajny content na Polskim YT
    Przesłuchania Morderców, realistyczne przesłuchania, świetnie się ogląda to, jak prawdziwi spece od przesłuchiwania rozbijają tą sztukę na atomy i doprowadzają do rozwiązania sprawy. Przesłuchanie w Ottawie, ale napisy są po Polsku i wszystko jest fajnie wytłumaczone przez autora.
    Zasięg : #policja #przesluchania #mordercy #morderstwo #detektyw
    #gruparatowaniapoziomu bo content świetny a subów tylko ponad tysiąc
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #rozowepaski uważajcie na #tinder szukając #sugardaddy

    Niech za przykład posłuży przypadek 23 letniej studentki z #utah, Mackenzie Lueck. Dziewczyna umawiała się na randki z tindera z facetami powyżej 35 roku życia. Pochwaliła się na grupie facebookowej (hmm amerykańskie #dziewczynybeztabu?), jak szuka "sugar daddies":

    "mam jakieś tam doświadczenia w poszukiwaniu relacji przez internet, na tinderze i obecnie mam dwie lol"

    17 czerwca poleciała do #saltlakecity na jedno z takich spotkań, na lotnisku wynajęła samochód i... zaginęła.
    Policja sprawdzając jej aktywność m.in. na tinderze, ustaliła podejrzanych. Po przeszukaniu w domu jednego z podejrzanych, odnaleziono jej rzeczy osobiste. Postanowiono przeszukać również podwórko, co pozwoliło ujawnić ślady benzyny oraz świeże ślady "zakopania czegoś". Jak się później okazało podejrzany spalił ciało Mackenzie i zakopał je w swoim ogrodzie.

    Mordercą okazał się Ayoola Ajayi
    https://www.thesun.co.uk/wp-content/uploads/2019/06/NINTCHDBPICT000501421261.jpg

    Zdjęcie: Mackenzie Lueck, facebook, za me.
    #usa #stanyzjednoczone
    #zwiazki #socialmedia
    #dupeczkizprzypadku #morderstwo
    pokaż całość

    źródło: thesun.co.uk

    +: MiotaNimJakSzatan, C.....................c +63 innych
  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. Domowy dramat.

    Możecie ją przeczytać tutaj lub na moim blogu, klik. Tam znajdziecie też zdjęcie mordercy.

    Lajkujcie fejsbukowy fanpejdż Polskie Pato, gdzie wrzucam zawsze info o nowym wpisie. I różne inne rzeczy.

    • • •

    Jolanta Ś. ostatni raz widziana była rzekomo 31 maja 2016 r. Trop urywał się pod jednym z bloków przy ul. Szkotniej w Dębicy, gdzie mieszkała z koleżanką. Współlokatorka była przekonana, że 25-latka wyjechała do rodzinnej Lubziny, z kolei jej bliscy myśleli, że przebywa na stancji. Z podkarpackiej wsi wyprowadziła się dwa lata wcześniej i nie utrzymywała regularnych kontaktów z rodzicami. Jednak gdy pod koniec lipca minął jej termin porodu, a telefon milczał, rodzina zaczęła szukać jej po okolicznych szpitalach. Nie znali ojca dziecka, jego personalia dziewczyna skrzętnie ukrywała. Gdy okazało się, że żaden z oddziałów położniczych nie ma informacji o porodzie Jolanty, 3 sierpnia matka zgłosiła jej zaginięcie na komisariacie. Dębicka policja za pośrednictwem Narodowego Funduszu Zdrowia bez skutku próbowała ustalić, czy gdzieś w Polsce nie urodziło się dziecko poszukiwanej.

    Pod koniec sierpnia matka zaczęła dostawać z numeru zaginionej tajemnicze SMS-y. Jolanta (lub ktoś podający się za nią) przekonywała, że wyjechała i sprzedała swoje dziecko, czuje się dobrze i nie chce, by jej szukano.

    Wiesz dobrze, że nie zaginęłam. Sprzedałam swoją córkę, a twoją wnuczkę. Jestem surogatką.

    Nadawca wiadomości zaznaczył, że będzie robił tak z każdym kolejnym dzieckiem, by zapewnić sobie dostatnie życie. Miał też pretensje, że sprawa zaginięcia została zgłoszona na policję, bo przez to dziewczyna może trafić do więzienia.

    Dysponent telefonu nie odbierał połączeń. Matka zaginionej była przekonana, że to nie jej córka jest autorką wiadomości. Mundurowi wraz z psychologiem po przeanalizowaniu treści i języka z poprzednich SMS-ów byli niemal pewni, że ktoś podszywa się pod Jolantę.

    Sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie, która rozszerzyła poszukiwania poza granice Polski, biorąc pod uwagę możliwość handlu ludźmi. Dla wyjaśnienia sprawy powołano specjalną grupę śledczą, złożoną z policjantów kilku wydziałów KWP w Rzeszowie i kryminalnych z Dębicy. Zaczęli przyglądać się wszystkim znajomym zaginionej i wytypowali osoby, które ich zdaniem mogły mieć związek z zaginięciem.

    Jedną z nich był Grzegorz G., mąż starszej siostry Jolanty, Marii. Powodem był jego rzekomy romans ze szwagierką. Mężczyzna został zatrzymany 25 listopada, jednak brak było materiału dowodowego, który pozwoliłby przedstawić mu jakiekolwiek zarzuty. Po przesłuchaniu w charakterze świadka został zwolniony do domu. Policja jednak ukierunkowała swoje dalsze działania na zbieranie dowodów przeciwko niemu.

    21 listopada żona Grzegorza G. zgłosiła jego zaginięcie. Na portalach społecznościowych zaczęły pojawiać się apele o pomoc w poszukiwaniach. Policjanci ustalili, że mężczyzna może mieć związek nie tylko z zaginięciem Jolanty, ale także z kradzieżą sprzed kilku dni – z firmy, w której pracował, zniknął sprzęt elektroniczny o dużej wartości.

    G. wpadł w zasadzkę policji 30 listopada, gdy w nocy wracał do domu w Lubzinie. Śledczy nie ujawnili, w jakim celu się tam zjawił. Zabezpieczono przy nim dużą kwotę pieniędzy, a później odzyskano sporą część skradzionego sprzętu. Podczas jednego z przesłuchań przyznał, że to on zamordował Jolantę i wskazał miejsce ukrycia zwłok. Mówił o nieszczęśliwym wypadku podczas kłótni i o tym, że kobieta sama spadła z nasypu. Ciało ukrył jakoby ze strachu przed odpowiedzialnością za nieudzielenie pomocy.

    Zwłoki Jolanty Ś. zostały odnalezione 2 grudnia w lesie w Ropczycach, około 8 km od rodzinnej miejscowości ofiary. Były zakopane na głębokości pół metra, a ziemia wokół została polana środkami chemicznymi. Wykonana na drugi dzień sekcja zwłok wykazała, że kobiecie zadano kilka ciosów w głowę i ran kłutych szyi. Wykluczono możliwość wypadku.

    3 grudnia Sąd Okręgowy w Rzeszowie wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Grzegorza G. za kradzież. Pięć dni później w Prokuraturze Okręgowej w Rzeszowie postawiono mu także zarzut zabójstwa.

    Wyniki badań DNA wykazały, że Grzegorz G. był ojcem nienarodzonego dziecka Jolanty. To właśnie nieplanowana ciąża była motywem zbrodni.

    . . .

    7 grudnia 2016 r. w Lubzinie odbył się pogrzeb Jolanty. W kondukcie żałobnym uczestniczyła niemal cała wieś. (zdjęcie)

    Maria tuż po pochowaniu siostry wniosła pozew o rozwód.

    . . .

    Grzegorz G. pochodził z wielodzietnej rodziny z Bobrowej Woli koło Dębicy.

    Był najmłodszy w domu, przekochany Grzesiu. Wszyscy do niego mówili: Grzesiu, Grzesiu. Grzeczny

    – opowiadał sąsiad rodziny G.

    Rodzina mężczyzny była bardzo pobożna, a jedna z sióstr została nawet zakonnicą. Z przyszłą żoną, Marią, chodził na pielgrzymki do Częstochowy. Po ślubie zamieszkali w jej rodzinnej Lubzinie.

    Kieliszka wódki nie wypił. Nikomu nie ubliżył, nie przeklął. Dobry dla dzieci, do przedszkola woził

    – mówiła o nim mieszkanka miejscowości.

    Gdy na świecie pojawiła się ich pierwsza córka, mieszkająca po sąsiedzku siostra Marii zaczęła często u nich bywać. Marysia szła do pracy, a Jola zajmowała się dzieckiem. Gdy mieszkający obok teściowie Grzegorza zauważyli, że młodszą córkę z zięciem coś łączy, natychmiast interweniowali. Po awanturach romans miał się skończyć.

    Teściowie Grzegorza są bardzo pobożni. Oboje należą do kółka różańcowego. Chcieli ratować małżeństwo córki. Zależało im, by wnuczka miała normalną rodzinę

    – opowiadali znajomi.

    Kiedy Maria zaczęła się spodziewać drugiego dziecka, Jolanta wyprowadziła się do Dębicy. Małżeństwo wkrótce przeprowadziło się do nowego domu po drugiej stronie podwórka. Po około roku Grzegorz zaczął odwiedzać Jolę, która wkrótce zaszła w ciążę. 25-latka ostatni raz odwiedziła rodziców w maju 2016 r. Grzegorz wynajął mieszkanie w Dębicy, gdzie miała wprowadzić się jeszcze przed porodem. Obiecał, że z nią zamieszka. 20 maja 2016 r. część jej rzeczy była już przewieziona, gdy wieczorem po nią przyjechał, by wspólnie oglądać gwiazdy. Pojechali na nasyp w Borowej niedaleko zjazdu z autostrady A4, 15 km od Straszęcina. Tam G. poświęcił się swojej fascynacji, fotografował rozgwieżdżone niebo i pędzące auta. W końcu pomiędzy kochankami wywiązała się kłótnia. Grzegorz nie chciał składać obietnicy, że będzie z Jolą i w końcu przestaną się ukrywać. Nagle mężczyzna zepchnął dziewczynę z 15-metrowej skarpy. Zbiegł na dół, chwycił za połówkę cegły i kilkakrotnie uderzył w głowę nieprzytomną już kobietę. Jeszcze żywą włożył do bagażnika i pojechał do firmy elektronicznej w Dębicy, gdzie pracował. Wziął nóż i wbił go ciężarnej kobiecie w szyję. Jak później pokazały badania, cios nie był śmiertelny, bo o milimetry ominął tętnicę główną. Jednak krew, która dostała się do dróg oddechowych, spowodowała uduszenie. Przez kilka kolejnych dni mężczyzna jeździł do pracy z ciałem w bagażniku. Wysokie temperatury spowodowały, że zwłoki rozkładały się szybko, więc Grzegorz G. podjął decyzję o ich zakopaniu w okolicach Ropczyc i Ostrowa. Ziemię w miejscu ukrycia zwłok polał wybielaczem, by zwierzęta nie wyczuły ciała i nie rozkopały tego miejsca.

    Kiedy trwały poszukiwania zaginionej szwagierki, G. wiódł normalne życie. Pracował jako technik elektronik, nadal mieszkał z żoną i dziećmi. To on z telefonu zamordowanej wysyłał SMS-y do teściowej, która mieszkała za płotem. Zniszczył dowód osobisty i prawo jazdy zamordowanej kochanki, sprzedał jej sprzęt RTV, laptopa i samochód. Z jej karty kredytowej wypłacił pieniądze, lecz z bankomatów, z których Jola nigdy wcześniej nie korzystała. Zawsze były to bankomaty bez monitoringu. Próbował oszukać też jej rzekomych dłużników – podając się za dziewczynę, wysyłał do jej znajomych SMS-y i MMS-y, w których żądał spłaty długu. Od jednej osoby próbował wyciągnąć w ten sposób tysiąc złotych, od drugiej pięć tysięcy. Do oszustwa ostatecznie nie doszło, bo potencjalne ofiary nie były pewne, czy faktycznie kontaktuje się z nimi Jolanta. We wrześniu, za skradzione pieniądze zabrał żonę i dzieci na wycieczkę do Hiszpanii. Po powrocie z wakacji został po raz pierwszy zatrzymany na przesłuchanie. Gdy został wypuszczony, rodzice zaginionej także zaczęli podejrzewać, że ma coś wspólnego ze zniknięciem ich córki. Coraz bardziej naciskali na zięcia, dochodziło do coraz częstszych kłótni. Presja była tak duża, że G. wybudował wokół domu betonowy mur. Odgrodził się od sąsiedztwa. (zdjęcie)

    Teraz już wiadomo, nie miał odwagi spojrzeć zrozpaczonej teściowej w oczy

    – mówili mieszkańcy Lubziny.

    Grzegorz G. wiedział już, że policja depcze mu po piętach. Zaczął planować ucieczkę za granicę. Aby zabezpieczyć się finansowo, ukradł elementy automatyki przemysłowej z firmy, w której pracował i sprzedał je paserom za pół miliona złotych. Później się ukrył. Był bardzo ostrożny w swoich działaniach – nie korzystał na przykład z telefonów komórkowych. Wtedy też Maria zgłosiła jego zaginięcie. Dziewięć dni później mężczyzna został zatrzymany w policyjnej obławie.

    Zwiódł nas tym, jak się zachowywał. Okazał się zupełnie kimś innym, niż sądziliśmy

    – mówiła jedna z osób, która znała go przez wiele lat.

    . . .

    Grzegorz G. przyznał się do morderstwa, jednak z czasem odwołał swoje zeznania, upierając się przy wersji z nieszczęśliwym wypadkiem. Śledczy podejrzewali jednak, że zaplanował zabójstwo, a przewożenie rzeczy Jolanty do innego mieszkania miały zapewnić mu alibi i ewentualnie potwierdzić, że po urodzeniu dziecka chciał z nią zamieszkać. Ich zdaniem już od dawna myślał o pozbyciu się ciężarnej kochanki.

    Jak stwierdzili w swojej opinii biegli, mężczyzna w chwili popełnienia zbrodni był poczytalny.

    Złożona postać. Bardzo spokojny, grzeczny, kulturalny, opanowany, nigdy nie podnosi głosu, troszczy się o innych. Na pewno nie jest zdemoralizowany. I może to źle zabrzmi, ale jest ciepły w kontaktach z ludźmi. Do tego jest otwarty i sprawia wrażenie erudyty. Ma też wysoką inteligencję emocjonalną i prawdopodobnie potrafi manipulować ludźmi

    – mówił o nim rzeszowski prokurator Łukasz Harpula.

    Oprócz zarzutu kradzieży sprzętu o znacznej wartości oraz morderstwa, oskarżono go także o kradzież mienia zmarłej partnerki, sfałszowanie umowy sprzedaży samochodu oraz usiłowanie wyłudzenia pieniędzy od jej znajomych. Mimo, iż ofiara była w zaawansowanej ciąży, prokurator nie zdecydował się oskarżyć mężczyzny o podwójne morderstwo, ze względu na ujawniony w trakcie śledztwa stan rozwoju płodu, który nie był jeszcze gotowy do życia poza łonem matki.

    26-letnia Maria M. i 29-letni Dariusz K. z Krakowa, którzy kupili od G. skradziony sprzęt, usłyszeli zarzut paserstwa. W 2019 r. zostali skazani przez Sąd Okręgowy w Rzeszowie na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Oboje mają również zapłacić po 30 tys. zł grzywny.

    Grzegorz G. przedłożył im sfabrykowany dokument, który miał potwierdzić legalne źródło pochodzenia mienia. Podejrzani mieli świadomość, że dokument nie jest oryginalny, a cena, za jaką kupują mienie, znacznie odbiega od jej wartości rynkowej

    – tłumaczył Harpula.

    . . .

    17 marca 2017 r. Grzegorz G. był konwojowany z aresztu śledczego na rozprawę cywilną związaną z jego prywatnymi sprawami rodzinno-majątkowymi. Po wyjściu z budynku Sądu w Ropczycach, skuty w kajdanki rzucił się do ucieczki. Po krótkim pościgu i oddaniu strzałów ostrzegawczych mężczyzna został zatrzymany. Po tym incydencie został postawiony mu następny zarzut – samouwolnienia.

    Ta ucieczka zupełnie nie pasuje do obrazu człowieka

    – mówi prokurator, który wcześniej opisywał G. jako spokojnego i opanowanego.

    . . .

    Proces ruszył 25 stycznia 2018 r. w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) Na wniosek adwokata oskarżonego i pełnomocnika oskarżycieli posiłkowych (rodziców ofiary) część dotycząca zabójstwa została utajniona.

    Podczas procesu będą ujawniane sprawy prywatne żony oskarżonego i najbliższej rodziny, a upublicznianie tego mogłoby naruszyć interes prywatny tych osób.

    – uzasadnił decyzję Tomasz Wojciechowski, przewodniczący składu sędziowskiego.

    Wyrok zapadł 8 marca 2019 r. Sąd zmienił kwalifikację czynu z zabójstwa na zabójstwo z motywacją zasługującą na szczególne potępienie.

    Działając umyślnie, w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia, zadał pokrzywdzonej kilkakrotnie uderzenia w głowę narzędziem tępym, czym spowodował u niej liczne rany w okolicy czołowo-ciemieniowej i potylicznej, skutkujące narastającą niewydolnością krążeniowo-oddechową, spowodowaną krwotokiem zewnętrznym z licznych ran i zachłyśnięciem się krwią do dróg oddechowych i płuc, skutkujące zgonem pokrzywdzonej, przy czym czynu tego dopuścił się w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie

    – mówił sędzia.

    Grzegorz G. został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Ma także wypłacić po 250 tys. zł zadośćuczynienia dla każdego z rodziców zmarłej Jolanty Ś. oraz naprawić szkodę pracodawcy, którego okradł.

    Rodzice zamordowanej kobiety byli obecni na sali przy ogłaszaniu wyroku. Nie było za to samego oskarżonego.

    Ku naszemu zaskoczeniu z dnia na dzień okazywało się, że Grzegorz G. to co najmniej dwulicowy człowiek. Z pozoru grzeczny i uprzejmy. Z czasem okazało się, jak bardzo dużo zła wyrządził wokół siebie

    – mówił prokurator po zakończeniu rozprawy.

    Uznaliśmy, że taka osoba nie powinna żyć w społeczeństwie, a przede wszystkim społeczeństwo powinny być chronione przed taką osobą. Sąd podzielił nasze stanowisko.

    Wyrok nie był prawomocny.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także bloga z dodatkowymi informacjami o zbrodniach, których temat aktualnie poruszam.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #debica #lubzina #rzeszow
    pokaż całość

    źródło: do wrzucenia gedghrfshrtfhtfgbh.png

  •  

    Gazeta Żydowska słowami Wielińskiego rypła o co chodziło w oświadczeniu Bodnara. Chcieli zepsuć PiS sukces w złapaniu podejrzanego głośnego morderstwa na dziesięcioletniej dziewczynce.

    #swidnica #mrowiny #morderstwo #gazetawyborcza #adambodnar #polityka #4konserwy.pl #neuropa.ru #bekazlewactwa pokaż całość

    źródło: Screenshotbodnar.png

    +: FlaszGordon, w......s +9 innych
  •  

    Rzecznik policji:

    Podejrzany został wyprowadzony bez obuwia ponieważ podczas zatrzymania miał sandały i skarpety. Chcieliśmy oszczędzić mu wstydu.

    A to śmieszek z tego rzecznika.
    #policja #faszynfromraszyn #mrowiny #swidnica #morderstwo

    +: w.................i, Anty_Chryst +17 innych
  •  

    Pamiętajcie, jak będziecie mieli ująć podejrzanego o brutalne morderstwo, to tylko tak.

    #neuropa.ru #4konserwy.pl #adambodnar #policja #mrowiny #swidnica #morderstwo #bekazlewactwa

    źródło: pbs.twimg.com

    •  

      , bo ktoś w tvn tak powiedział,

      @M1r14mSh4d3: Nie posiadam telewizora a z telewizji to głównie oglądałem Wrealu24 bo był wspaniały festiwal kucowego płaczu, więc kiepski strzał.

      Jeśli tobie się wydaje, że zostało naruszone prawo,

      @M1r14mSh4d3: mógłbym pisać w jaki sposób naruszono prawo, przede wszystkim EKPCz, ale po co, jeżeli dr Bodnar dokładnie to opisał w swoim oświadczeniu.

      Ale spoko, szykuj podateczki, jak temu okrutnemu mordercy zapłacisz odszkodowanie, jeżeli ci to nie przeszkadza. Hajsy pewnie mu się przydadzą.
      pokaż całość

      +: retall
    •  

      @Kjedne: XD
      żegnam, nie trawię lewactwa, a Ty, wyborca Wiosny, udowadniasz dlaczego tak jest. :-)

    • więcej komentarzy (8)

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów