•  

    A tymczasem w typowej polskiej przychodni... Nie wszyscy mają maseczki. Niby zapisy na godzinę a półtorej godziny opóźnienia.
    #rezimsanitarny #covid19 #nfz #polska #jakzyc

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20200709_160012.jpg

  •  

    Wiecie ile NFZ płaci za badanie kwalifikacyjne pacjenta z podejrzeniem COVID-19 prezentującego objawy infekcji?

    21,00
    Dwadzieścia jeden złotych polskich

    I jak w tym kraju mamy miec dobrą służbę zdrowia jak szpital za taką usługe dostaje tyle monet, że nawet nie pokrywa to kosztu jednorazowego kombinezonu potrzebnego do wykonania badania XD

    #ciekawostki #sluzbazdrowia #polska #nfz #koronawirus pokaż całość

  •  

    Ponad 3,5 miesiąca temu próbowałem się dodzwonić na infolinię NFZ, bo źle się czułem i mogłem mieć #covid19
    Przez godzinę się nie dodzwoniłem, ale tak jak zachęcali, zostawiłem numer żeby oddzwonili. Pisałem o tym na mirko
    No i właśnie przed chwilą oddzwonili XDDDDD
    #koronawirus #nfz #sluzbazdrowia #bekazpisu
    pokaż całość

    źródło: scontent.fpoz3-1.fna.fbcdn.net

  •  

    Dziś mija miesiąc od mojego wypadku. Ręka jak na obrazku. Oto nasi lekarze.

    - 31 maj niedziela, wpadek i nastawienie na sor + skierowanie do ortopedy + nakaz noszenia temblaku

    - pierwszy termin na #nfz 26 czerwca XD

    - prawdopodobnie pierwszej nocy lub następnego dnia kość znowu wypada ze stawu

    - zapisuje się prywatnie na 10 czerwca do #arsmedical

    - w między czasie ogromny ból, chwilowe utraty czucia w ręku.

    - dzwonie do rodzinnego i na sor mówią że to normalne przy takim urazie. Ze trzeba czekać

    - wizyta prywatna, lekarz nie zauważył że mam kurwa wyjebany staw. Zapisuje lek przeciwzapalny i zastrzyki (inni lekarze mówią potem że zastrzyki zupełnie nie potrzebne) robi usg mówi że wszystko ok. Dalej mam temblak nosić i iść tego 26 do lekarza na kontrolę. 400 zł prawie w plecy.

    - 26 piątek wizyta na fundusz. Lekarz załamany wręcz. Widzi odrazu że coś jest nie tak. No staw wyjebany dalej dodatkowo złamana głowa kości promieniowej (wcześniej 2 lekarzy nie widziało tego na rtg) Bada i dzwoni odrazu do szpitala aby natychmiast w trybie pilnym przyjęli mnie, bo po 4 tygodniach wszystko się zrosło tam.

    - przyjmują mnie w sobotę o 9 (wszystko dzieje się na oiom w sor bo nie mam badań na covid i na oddział nie mogę iść) proba. Próba nastawienia w znieczuleniu ogólnym nie powiodła się

    - skierowanie do kliniki do Szczecina na operację

    #pila #zalesie #patologia #wkurw #wypadek
    pokaż całość

    źródło: 5885E8CE-A15D-452F-9160-D14C43E54B85.jpeg

    +: Michukogz, darek-jg +36 innych
  •  

    drogie mirki,

    w nawiazaniu do tego wpisu:

    https://www.wykop.pl/wpis/50279877/drogie-mirki-jest-sprawa-moja-babcia-miala-wczoraj/

    jako ze zainteresowanie bylo duze, i wpis zebral duzo wpisow, wrzucam update co do stanu zdrowia babci.

    Po okolo 24 godzinach pojawil sie negatywny wynik na koronawirusa. Lekarze przeniesli babcie na oddzial wewnetrzny i zaczeli badania. Babcia juz w tamtym momencie czula sie podobno lepiej i objawy troche ustapily. Tomografia nie wykazala sladow udaru. Badania krwi wykazaly duza anemie oraz niski sod i potas. Na ten moment lekarz prowadzacy uwaza, ze powodem objawow podobnych do udaru bylo zahwianie rownowagi elektrolitowej w organizmie.

    Babcia na ten moment czuje sie dobrze, natomiast nie pamieta nic co sie dzialo dzien wczesniej. Nie ma z nia kontaktu niestety, tylko telefonicznie z lekarzem prowadzacym mozna rozmawiac.

    Podsumowujac, wszystko wskazuje na to, ze to nie byl udar. Babcia pewnie juz limit szczesnia na ten rok wykorzystala, bo gdyby to byl jednak udar to juz bylaby martwa, albo w najlepszym wypadku niepelnosprawna.

    Daje to bardzo smutny obraz naszej sluzby zdrowia, gdzie czlowiek zderza sie z systemem. Przez te cala pandemie bylismy kompletnie odcieci od informacji, a babcia byla sama zamknieta w izoltce, bez mozliwosci skorzystania z toalety, zmiany ubran, zadzwonienia czy czegokolwiek innego. Nie chce nawet myslec co by bylo jakby to byl udar.

    Na ten moment wyglada to w miare dobrze.

    dziekuje za wszystkie rady i dobre slowa

    w komentarzu wolam plusujacych

    #medycyna #udar #choroby #szpital #nfz #zdrowie #bielskobiala
    pokaż całość

    •  

      @bartdziur: miesiąc temu miałem praktycznie identyczną sytuację, wyszła anemia i niedobory witamin z grupy B. Po tygodniu w szpitalu i 8 jednostkach krwi babcia wróciła odmieniona, z lepszym apetytem, mniej śpi w dzień. Lekarz przepisał witaminę B, co 3 miesiące zastrzyk żeby utrzymać odpowiedni poziom w organizmie. Teraz jeszcze bardziej zwracam uwagę na to co je i ile pije. Warto zwrócić uwagę na leki jakie się przyjmuje, niektóre przeciwbólowe (w tym wieku często konieczne ze względu na zwyrodnienie stawów) powodują anemię. Będzie dobrze :) pokaż całość

    •  

      @bartdziur: jeśli to byłby udar, to po takim czasie albo babcia byłaby warzywem, albo byłby dzisiaj pogrzeb
      Szczęścia mieliście sporo

      pokaż spoiler co nie zmienia faktu, że procedury pojebane delikatnie mówiąc i ktoś może to przypłacić życiem

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    drogie mirki, jest sprawa

    moja babcia miala wczoraj najprawdopodobniej udar mozgu. Pogotowie zabralo ja kolo 17 do szpitala kolejowego w #bielskobiala. Objawy:

    - dezorientacja
    - oslabienie lewej reki i nogi
    - hiperwentylacja
    - brak koordynacji ruchowej lewej czesci ciala
    - nudnosci

    niestety przez te sytuacje z #koronawirus do teraz (po prawie 20 godzinach) nie zrobiono jej nawet tomografii. Siedzi w jakiejs izolatce i nie ma z nia kontaktu. Lekarz przez telefon powiedzial, ze nie zrobia nic do momentu otrzymania negatywnego wyniku na covid-19.

    Czy ktos z was ma moze jakies wtyki w tym szpitalu i moze dac mi znac na priv czy cos mozna z tym zrobic?

    Druga sprawa, czy to serio jest teraz normalne postepowanie z osobami z udarem? Przeciez tutaj kazda godzina jest wazna, zeby babcia nie byla niepelnosprawna. A ona tylko lezy w izolatce i nie podaja jej zadnych lekow.

    Bede wdzieczny za rady co mozna z ta sytuacja zrobic

    #medycyna #udar #choroby #szpital #nfz #zdrowie #bielskobiala
    pokaż całość

  •  

    Poszłam do kardiologa ze skierowaniem na badanie i rozmawiam z Panią w rejestracji
    - Dzień dobry, ja bym chciała się umówić do kardiologa, tutaj mam skierowanie
    - Ale termin wolny mam na przyszły maj
    - XD A prywatnie?
    - To zapraszam dziaiaj na 14:20

    Fajny ten nfz taki mało pomocny.
    #nfz #medycyna #gownowpis

  •  

    Spotkaliście się kiedyś z testem rysowania zegara? A może sami go przeprowadzaliście?

    Rysowanie zegara może kojarzyć się z zabawą z dziećmi lub nauką w szkole. Jest także jednym z narzędzi wykorzystywanych w medycynie.

    Test rysowania zegara to prosta metoda, która służy wczesnemu rozpoznawaniu demencji u osób starszych. Ma on na celu wykrycie upośledzenia sprawności poznawczych. Ma duże znaczenie w przesiewowym rozpoznawaniu zaburzeń występujących już na wczesnym etapie choroby Alzheimera, zanim zostanie osiągnięty poziom otępienia. Można go przeprowadzić niemal w każdych warunkach, nie wymaga kosztownego sprzętu i zajmuje niewiele czasu.

    Istnieje kilka odmian testu rysowania zegara:

    Test Shulmana – zadaniem pacjenta jest wpisanie godzin w narysowane koło i narysowanie wskazówek oznaczających godzinę trzecią

    Modyfikacja Shulmana – osoba badana musi wskazać górę strony z narysowanym kołem, wpisać godziny i narysować wskazówki przedstawiające godzinę dziesięć po jedenastej

    Wersja Sunderlanda (rekomendowana przez Polskie Towarzystwo Alzheimerowskie) - pacjent nie dostaje gotowego koła narysowanego na kartce, lecz musi sam wykonać cały rysunek zegara

    Wersja Watsona – w tym teście najbardziej istotne jest rozmieszczenie cyfr na tarczy zegara

    Wykonując ten test należy pamiętać o tym, że nieprawidłowy wynik może być związany z innymi schorzeniami, które prowadzą do uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego. Niepoprawnie narysowany zegar nie jest równoznaczny z otępieniem, a poprawne wykonanie nie wyklucza tej choroby. Do oceny deficytu funkcji poznawczych wykorzystuje się również krótką skalę oceny stanu psychicznego (MMSE) i test MOCA.

    Więcej ciekawostek na: https://www.instagram.com/dwa__fartuchy/

    #dwafartuchy #medycyna #zdrowie #ciekawostki #lekarz #alzheimer #nfz #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: post (2) (1) (1) (1) (1) (1) (1) (2).png

  •  

    No i weekend jak każdy poprzedni kompletnie stracony i w większości przespany. #depresja mnie wykańcza. Tak dalej być nie może. Zaległe sprawy się piętrzą, nic nie zrobione, hobby się kurzy, sprzęty walają się po mieszkaniu, lodówka pusta, cała wanna naczyń, od piątku nawet ubrań z siebie nie zdjąłem, o jakimś ogarnięciu higieny osobistej nie wspomnę. Długi rosną, a mi się walczyć nie chce. I jeszcze po wczorajszym obżarstwie mam wyrzuty sumienia i problemy z żołądkiem. Sam się wykańczaniam mimo iż tego nie chcę. Wiem, że bez powrotu do psychiatry i leków się nie obejdzie. Pomocy bo nie wyrabiam! (╥﹏╥)

    Ktoś może polecić jakiegoś "miłego" i "słuchającego" #psychiatra w #krakow ? Tylko na #nfz bo mnie na nic innego finansowo nie stać. Dobrze by było w okolicach Krowodrzy (+-5km) ale to nie jest warunek konieczny. Pilne!

    #pytanie #pytaniedoeksperta #przegryw #makeprzegrywgreatagain #pilne
    pokaż całość

    źródło: eew9p.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Leżę w szpitalu na NFZ. Trochę jestem zszokowany bo wszystko po remoncie, ładnie, czysto, smacznie, lekarze uprzejmi, pielęgniarki pomocne, troskliwe luzik i git. Europa. Natomiast wszelkie sprawy "bytowe" tj. sprzątanie plus jedzenie załatwiają dwie brygady: polki i #ukrainki.
    Nosz kurwa nie muszę mówić, że cały oddział czeka na ukraińską zmianę? Śniadanie - #polki na odpierdol rzucą Ci dwie kromki chleba i już. Zjadlbys kromeczkę wiecej? Zapomnij (dodam ze nie lezymy na dietetycznym, mamy kuchnie ogolną). Ukrainka przyjdzie, po cichu zapyta czy chleba starczy, ona może dołożyć jeśli co. Jeszcze jej zostało trochę powideł;)Polki po rozniesieniu żarcia idą w długą, ukrainki wracając pytają się czy ktoś dokładkę może, bo zostało.
    Przywiezli na oddział chłopaka z ulicy. Nawet torby nie miał. Załapał się na obiad, a nie ma swoich sztućców. Polka mu mowi ze trzeba miec sztucce swoje, dała mu zupę i poszła. Dala mu talerz bez łyżki i załatwione. Ukrainka odpowiedziała "dawaj, sczas podumaju" i co prawda po godzinie, ale skąś mu zestaw sztuccow przyniosła.
    Ja rozumiem, że zarobki tego personelu są chujowe i nikt nie oczekuje huraoptymizmu od pracowników, no ale....
    I niech mi jakiś debil powie ze Ukraincow nie mozna przyjmowac do PL bo zabierają miejsca pracy. Chuja tam, biorą to czego nikt w zasadzie nie chce i pracują uczciwie i sumiennie na chleb. Ale oczywiście banderowców jebać-na szczęście większość pracujących ma tego bandytę głęboko w dupie, albo co interesujące ma go za zdrajcę( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #pracbaza #gownowpis #zalesie #nfz #praca #szpital

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5ed38aac1487ee2d07aa7a23
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Wesprzyj projekt
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: nasza minimalna to ponad dwie ukraińskie minimalne. Zawsze się człowiek uśmiecha jak dostanie "godziwe" wynagrodzenie. Do tego wyjeżdżając z postsowieckiego syfu.

      +: Jurix
    •  

      To jest standard kraju trzeciego świata, a nie Europa.

      @ms93: to jest normalne jak przez 30 lat się okrada państwo na prawo i lewo a służbę zdrowia traktuje jak niechciany biznes który zabiera to co mogłoby iść na premię.
      Przyszła postkomuna i polikwidowali kuchnie, wprowadzili zewnętrzne firmy żeby tanio było i jest tylko, że przy okazji byle jak.
      Co to za absurd żeby szpital nie był samowystarczalny...
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Witam, rozdrapałem strup w pępku i teraz mam tam płyn ale to nie krew. Nie boli, nie śmierdzi i nie wiem co z tym zrobić, mam to od 3 do 6 dni.
    #lekarze #pomocy #pytaniedoeksperta #nfz

    źródło: IMG_20200522_002147.jpg 18+

  •  

    Kontrolujecie swoje ciśnienie? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Prawie każdy z nas zna kogoś, kto choruje na nadciśnienie. Szacuje się, że ponad połowa Polaków mających zbyt wysokie ciśnienie nie jest tego świadoma.

    Klasyfikacja nadciśnienia tętniczego według aktualnych wytycznych europejskich (2018 r.) na obrazku w komentarzu.

    W Stanach Zjednoczonych za ciśnienie prawidłowe uznaje się wartości <120/80 mm Hg. Nadciśnienie rozpoznaje się już od 130/80 mm Hg.

    W celu zdiagnozowania i odpowiedniej kontroli tej choroby istotny jest prawidłowy pomiar wartości ciśnienia tętniczego krwi. Poniżej napisaliśmy Wam kilka zasad pomiaru (z wykorzystaniem automatycznego ciśnieniomierza naramiennego):

    ✅Rozmiar mankietu powinien być dobrany do wielkości ramienia pacjenta

    ✅Minimum 30 minut przed pomiarem nie wolno pić kawy i palić papierosów

    ✅Bezpośrednio przed pomiarem pacjent powinien odpocząć przez kilka minut

    ✅Ciśnienie należy mierzyć w pozycji siedzącej z mankietem na wysokości serca

    ✅Wykonuje się po 2 pomiary w kilkuminutowych odstępach, bezpośrednio przed przyjęciem leków, natomiast rano, przed pierwszym posiłkiem

    ✅W przypadku wykonywania badania po raz pierwszy, pomiaru trzeba dokonać na obu ramionach, natomiast kolejne wykonuje się na tym, na którym zmierzona wartość ciśnienia była wyższa

    ✅Jeśli stosuje się ciśnieniomierz nadgarstkowy trzeba pamiętać, żeby nie opuszczać badanej ręki. Nadgarstek z aparatem powinien opierać się o przednią powierzchnię klatki piersiowej na poziomie serca.

    Jaki ciśnieniomierz wybrać?

    Do domowego użytku najlepszym wyborem będzie automatyczny ciśnieniomierz naramienny. Jest on łatwy w obsłudze, więc nawet osoby starsze nie będą miały problemu z samodzielnym pomiarem. Ciśnieniomierze nadgarstkowe są z reguły mniej dokładne i wiele z nich nie przeszło procesu walidacji. Czasem warto wydać trochę więcej pieniędzy i kupić sprzęt, który zapewni nam prawidłowy pomiar, co może mieć wpływ na nasze zdrowie. Polecamy zakup w aptece lub sklepie medycznym, nie na bazarze.

    Lista rekomendowanych ciśnieniomierzy: http://www.dableducational.org/sphygmomanometers/devices_2_sbpm.html#ArmTable

    Więcej ciekawostek na: https://www.instagram.com/dwa__fartuchy/

    #dwafartuchy #medycyna #zdrowie #ciekawostki #lekarz #nadcisnienie #nfz #szpital #porady
    pokaż całość

    źródło: post (2) (1) (1) (3).png

  •  

    Ja pierdolę. Wkurwiłem się. W tych przychodniach nic się załatwić nie da.
    Mam znajomego z Ukrainy. Typ legalnie pracuje, składki opłacane itd. Od kilku dni bardzo bolą go plecy, leki nie pomagają. We wszystkich okolicznych przychodniach odpowiadają, że go nie przyjmą. Dopiero jak ja zadzwoniłem, a nie mam wschodniego akcentu, to bezproblemowo umówiłem się na wizytę. Kolega poszedł w wyznaczone miejsce i czas. W recepcji masa wymówek wobec niego, bo załapali, że to ukr i nie wie jakie ma prawa. No i zaczęło się:

    a to ona nie wie czy aby na pewno on ubezpieczony,
    a może to PESEL podrobiony i że będzie nas ścigać NFZ jak nie ma ubezpiecznia,
    a czemu nie ma wydrukowanej karty z ubezpieczeniem (może sprawdzić poprzez PESEL...)
    a może niech on najpierw jeszcze więcej leków na ból przyjmuje,
    a w ogóle to czemu on przyszedł bez tłumacza, tylko Aryo do telefonu,
    a tak w ogóle, to oni teraz mają koronawirus i nie mają na nas czasu.

    W danej przychodni nie ma żadnych łóżek dla chorych na koronawirusa. Myślałem, że zacznę jej kurwami rzucać przez telefon. Ha tfu

    #nfz #sluzbazdrowia #ukrainiec
    pokaż całość

    •  

      a może to PESEL podrobiony i że będzie nas ścigać NFZ jak nie ma ubezpiecznia,

      @Aryo: pisze oświadczenie, przychodni pieniądze zwrócą, NFZ będzie ścigał jego w razie czego

      Ale się zagotowałem, u mnie przyjmuje m.in. lekarz Ukrainiec - stare baby stoją w kolejkach do innych lekarzy bo uprzedzone, do niego wejście od razu - jeden z niewielu który się faktycznie jeszcze interesuje leczeniem a nie pracą - przed epi pokaż całość

    •  

      @login-jest-zajety: No coś przebąkiwała o oświadczeniu i zacząłem się z nią spierać, że przecież może sprawdzić po numerze PESEL, a ona mi, że nie ma tu pod ręką komputera. To jej kazałem pójść do najbliższego komputera. O dziwo zajęło jej to aż 3 minuty

  •  

    Wiecie, że najmłodszy polski felczer ma 80 lat? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Macie wiedzę na temat tego czym zajmował się w przeszłości felczer?

    Wyobraźcie sobie, że macie 18 lat, kończycie trzyletnią szkołę felczerską i ruszacie do pracy. Jest rok 1958, brak jest telefonów, teleporad czy internetu. Jesteście tylko wy i wasz pacjent. Czasami jest to rodząca kobieta, niekiedy umierające dziecko na chorobę, na którą szczepionka zostanie odkryta dopiero za kilka lat. Zdarza wam się też wyrywać pozostałości zębów, których w tych czasach się po prostu pozbywa, kiedy ból jest już nie do zniesienia.

    Tym właśnie w latach powojennych zajmowali się felczerzy. W wielu miejscach zastępowali oni lekarzy. Dla wielu byli jedynym ratunkiem. Dziś to zawód zapomniany, z którego pojęciem, najczęściej możemy spotkać się podczas studiowania prawa medycznego czy historii medycyny. Co ciekawe jednak ten zawód w Polsce nadal praktykuje około 210 osób.

    Nam udało się porozmawiać z najmłodszym polskim felczerem, Panem Stefanem Torczyńskim. Nadal czynnym zawodowo felczerem z województwa podlaskiego. I właśnie o studiowaniu medycyny w trzy lata, metodach leczeniach w latach 60. XX wieku, pierwszych antybiotykach, szczepionkach i o historii najmłodszego polskiego felczera usłyszycie w naszym podcaście o zapomnianym zawodzie felczera.

    Podcastu wysłuchacie w takich platformach jak: iTunes, Spotify, Google Podcast.

    Link: https://open.spotify.com/episode/2j2tsV2DviDFTtwwtTSYsy?si=5DD3qMrdQIyCA5hwf-Pr-g

    A może wy macie jakieś ciekawe historie związane z zawodem felczera?

    #felczer #ciekawostki #polska #medycyna #historia #lekarz #podcast #spotify #ciekawostkihistoryczne #nfz #zdrowie #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: 49290817_762343327473412_3715298277546815432_n.jpg

  •  

    Plusujcie wykopki Szumowskiego

    Wraz z PISem dobił służbę zdrowia, która nie daje rady z umiarkowaną ilością przypadków zakażeń wirusa, wielce prawdopodobne może być może jeszcze zaniżają liczbę zgonów i nowych zakażeń by nie wyglądało tak tragicznie po to by przeprowadzić wybory.
    Polska dzięki niemu i PISu, jest krajem który jest w grupie gdzie najsłabiej sobie radzą sobie z epidemią.

    Za to bardzo i szanowany przez wykopowych prawaków
    bo ma podkrążone oczy i w 2018 zawierzył służbę zdrowia matce Boskiej i spotkał się z matką Teresą.

    #koronawirus #nfz #sluzbazdrowia #lekarze #polska #rakcontent #polityka #polska #neuropa #4konserwy #dobrazmiana
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @Kamil1509: co z tego skoro te obostrzenia byly w wielu miejscach glupie(zamkniecie calkowite biznesow zamiast ograniczenia liczby klientow + procedury sanitarne) a zdejmuje w momencie kiedy jest coraz wiecej zakazen xD

    •  

      @Kamil1509: a gdyby nie sraczka informacyjna to może by ludzie rozumieli że to otwarcie może być przejściowe i po co to wszystko było, może ludzie by się dostosowali jeśli trzeba to będzie powtórzyć. Niestety wolał kupić maski od ziomka i polegać na instytucie danych z dupy i ich tajnych modelach. Gdyby robili prawo z głową to może by nie było tyle kretńskich interwencji policji, a gdyby wreszcie mieli wspólną linię i on miał jaja to może mielibyśmy legalnie przełożone wybory a nie pośmiewisko i burdel. pokaż całość

      +: Viking
    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Dziś chyba największe upokorzenie ze strony służby zdrowia #nfz. Przez moją chorobę dorobiłem się lęków i depresji. Co tydzień telewizyty u psychologa, a przyjdzie taka baba z #psychiatria która nie chciała ze mną rozmawiać i podwyższyła mi dawkę #mirtor, choć dopiero biorę 3 pełne tygodnie. Chuj z tym, że gorączkuję, dreszcze, suche gardło od czasu zażywania. Zamiast teleporady jest telewypisywanie recept, bo co ją interesuje mój stan. A na dodatek rejestratorka (bo lekarka nie zadzowniła do mnie) kwikła "widocznie lekarka uznała, że to będzie właściwy lek", jak podawała kod do e-recepty.

    Jak można zwiększać dawkę bez konsultacji z pacjentem (bez zapytania o stan zdrowia), tym bardziej że dopiero niedawno biorę ten lek! (po akcji z #trittico gdzie straciłem przytomność po 1/3 dawki 150)
    #depresja #zalesie
    pokaż całość

    •  

      @10129: jednak należy zawsze omówić pierwsze tygodnie stosowania (nawet na ulotce tak rekomendują). Dzielić dobrze się nie da tabletki, a stosowanie mam 1x1 dziennie (z e-recepty).

      Gdybym chciał to samo, to bym do POZ zadzownił i poprosił o wypisanie, ale tu jest ryzyko agranulocytozy i objawy infekcyjne (takie jak gorączka) trzeba weryfikować przy mirtorze.

    •  

      @Timmy_Turner: no dobra ale co poradzisz, lekarz ma Cie w dupie. Albo nie bierzesz tego sam i zmieniasz lekarza albo jesz i cierpisz

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Kamica pęcherzyka żółciowego jest dość częstym schorzeniem. Występuje u około 20% populacji Europy Zachodniej, częściej u kobiet. Mimo, że częstość występowania rośnie wraz z wiekiem, to może ona również dotyczyć dzieci (0,13-1,9% populacji).

    Kamica żółciowa charakteryzuje się obecnością złogów w pęcherzyku żółciowym, które zbudowane są ze składników obecnych normalnie w żółci (cholesterol, jony nieorganiczne – sole wapnia, barwniki żółciowe, białka). W zależności od proporcji tych składników wyróżnia się różne typy kamieni. W krajach rozwiniętych obserwuje się kamienie złożone głównie z cholesterolu, natomiast w krajach rozwijających się najczęściej są to kamienie barwnikowe.

    Możemy mieć w swoim pęcherzyku kamienie przez wiele lat i nawet o tym nie wiedzieć, jeśli nie będą one dawały żadnych objawów. Nagły, ostry ból zwany kolką żółciową jest najczęściej występującym objawem. Silny ból zlokalizowany w nadbrzuszu może promieniować do prawego barku lub okolicy międzyłopatkowej. Spowodowany jest zatkaniem przewodu pęcherzykowego przez kamień i występuje przeważnie po tłustym, obfitym posiłku. Mogą mu towarzyszyć nudności, wymioty, potliwość. Dłużej trwające zatkanie przewodu może doprowadzić do zapalenia pęcherzyka żółciowego i wodniaka pęcherzyka (rozdęty, powiększony pęcherzyk żółciowy wypełniony jest śluzem).

    Kolkę żółciową leczy się lekami rozkurczowymi (drotaweryna, hioscyna) i przeciwbólowymi (paracetamol, metamizol – ma oba te działania, NLPZ). Gorączka, dreszcze i inne poważne objawy są wskazaniem do konsultacji lekarskiej. Przy długotrwałych dolegliwościach lub ryzyku powikłań rozważa się opcje leczenia chirurgicznego. Pęcherzyk żółciowy usuwa się całkowicie wraz ze znajdującymi się w nim kamieniami. Można to wykonać metodą tradycyjną lub laparoskopową. Istnieje jeszcze opcja farmakologicznego rozpuszczania kamieni cholesterolowych za pomocą kwasu ursodeoksycholowego, ale trwa ono co najmniej pół roku i bardzo często wytwarzają się nowe kamienie po odstawieniu leków.

    Do czynników ryzyka rozwoju kamicy pęcherzyka żółciowego należą m.in. predyspozycje genetyczne płeć żeńska, starszy wiek, hipercholesterolemia, otyłość cukrzyca, mukowiscydoza, czynniki hormonalne i niektóre leki.

    Po usunięciu pęcherzyka bardzo ważna jest dieta - niskotłuszczowa, wysokowęglowodanowa i z ograniczeniem ostrych przypraw. Posiłki powinny być mniejsze, ale spożywane częściej. Zaleca się ograniczyć smażenie i pieczenie, na rzecz gotowania i duszenia.

    Inne fotki w komentarzach
    Więcej ciekawostek na: https://www.instagram.com/dwa__fartuchy/ i filmiki pokazujące pęcherzyki z kamyczkami w środku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #dwafartuchy #medycyna #zdrowie #ciekawostki #lekarz #operacja #nfz #szpital #medyczneobrazki
    pokaż całość

    źródło: kam3.png

  •  

    Plusujcie Szumowskiego

    Wraz z PISem dobił służbę zdrowia, która nie daje rady z umiarkowaną ilością przypadków zakażeń wirusa
    Za wszelką cenę popierał wybory prezydenckie w tym terminie

    Mimo tego prawaki go szanują
    bo ma podkrążone oczy i w 2018 zawierzył służbę zdrowia matce Boskiej

    #koronawirus #nfz #sluzbazdrowia #lekarze #polska #rakcontent #polityka #polska #neuropa #4konserwy #dobrazmiana
    #dobrazmiana
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Przepuklina to inaczej przemieszczenie się zawartości jam ciała poza ich fizjologiczne położenie przez otwory pierwotne lub wtórne. Najczęściej występują przepukliny pachwinowe, udowe i pępkowe.

    Znacznie rzadziej występuje przepuklina pooperacyjna. Jest to powikłanie po przebytej operacji. Im większa rana, tym większe ryzyko jej wystąpienia. Ma też na to wpływ zbyt duża odległość między założonymi szwami, nadmierne napięcie szwów lub uszkodzenie naczyń krwionośnych, a także porażenie lub zwiotczenie mięśni brzucha i nadmierne ciśnienie w jamie brzusznej spowodowane przez wymioty, kaszel, czkawkę lub wysiłek fizyczny. Ten typ przepukliny występuje częściej u osób, u których doszło do zakażenia rany pooperacyjnej, ponieważ utrudnia to prawidłowy zrost tkanek. Dlatego tak ważna jest odpowiednia rekonwalescencja po przebytych operacjach.

    Przepukliny mogą być wrodzone, nabyte lub urazowe. Podstawowym czynnikiem mogącym doprowadzić do jej rozwoju jest osłabienie ściany jamy brzusznej. Duży wpływ ma również zwiększone ciśnienie w jamie brzusznej, które powoduje, że jelita silniej napierają na ścianę brzucha od wewnątrz. Do rozwoju przepukliny mogą się przyczynić intensywne ćwiczenia na siłowni, a także choroby związane ze zwiększonym ciśnieniem w jamie brzusznej, takie jak przerost gruczołu krokowego, choroby jelita grubego lub choroby z towarzyszącym kaszlem.

    Najskuteczniejszym sposobem leczenia przepuklin brzusznych jest operacja. Najczęściej wykonuje się operację klasyczną, która polega na odprowadzeniu worka przepuklinowego z zawartością do prawidłowego położenia we wnętrzu jamy brzusznej oraz naprawieniu ubytku w ścianie jamy brzusznej. Odtworzenie ściany jamy brzusznej może zostać przeprowadzone z wykorzystaniem siatek z tworzywa sztucznego lub poprzez wykorzystanie tkanek własnych pacjenta.

    W przypadku przepukliny, największym niebezpieczeństwem jest możliwość uwięźnięcia jej zawartości. Upośledzenie ukrwienia uwięźniętej przepukliny może doprowadzić do martwicy, sepsy i nawet zgonu.

    Więcej ciekawostek na: https://www.instagram.com/dwa__fartuchy/ i filmik z obrzydliwą przepuklina też, bo nie umiem go wkleić tutaj ¯\_(ツ)_/¯

    #dwafartuchy #medycyna #zdrowie #ciekawostki #lekarz #operacja #nfz #szpital #medyczneobrazki
    pokaż całość

    źródło: przep.png

  •  

    #koronawirus i #lekarze odsłona druga.
    Od lutego próbuję wykonać biopsję tarczycy.
    Covid - nie robimy
    premier odmraża gospodarkę.
    Ale diagnostyki dalej zrobić nie można.
    Potrzebuję wykonać biopsję tarczycy, mam osobiście wrażenie, że powiększony płat zwiększył swoją objętość. W Instytucie Onkologii aktualnie tego nie mogę zrobić, bo wstrzymali przyjęcia nowych pacjentów. Potencjalnie jestem pacjentem onkologicznym.
    Prywatnie nie zrobię, bo covid.
    Na #nfz nie zrobię, bo covid.
    Na kontrolę do endokrynologa mam się zgłosić z wynikami biopsji guzków.
    Czyli raczej nie prędko.

    Smutek.
    Mogłoby się #ministerstwozdrowia pochylić nad tym tematem - nad tematem upadku ochrony zdrowia i wzrostu śmiertelności w chorobach, które można z powodzeniem leczyć, a raczej można było przed #covid.

    Ktoś w ogóle ogarnia ten burdel w MZ?

    #zalesie #medycyna
    pokaż całość

  •  

    Kamica nerkowa zaliczana jest do chorób cywilizacyjnych. Częstość występowania waha się od 1 do nawet 20% w zależności od populacji, z czego 2-10% chorych to dzieci. Pierwszy napad kolki nerkowej przypada zazwyczaj na wiek 20-40 lat. Najwyższa zapadalność obserwowana jest w Arabii Saudyjskiej i wynosi 20,1%.

    Kamica układu moczowego to skutek tworzenia się złogów (tzw. kamieni nerkowych) z substancji chemicznych obecnych w moczu. Na ryzyko powstawania tych złogów wpływa wiek, płeć, miejsce zamieszkania (pod względem regionu geograficznego), choroby przewlekłe, rasa, czynniki genetyczne oraz dieta i styl życia. Wystąpieniu kamicy sprzyjają również zakażenia układu moczowego, zastój moczu np. na skutek przerostu gruczołu krokowego, przyjmowanie zbyt dużych dawek witaminy C lub D oraz wysokie stężenie substancji litogennych w moczu.

    Kamienie powstają ze związków takich jak: szczawiany, fosforany lub wapń (najczęściej), ale także kwas moczowy oraz cystyna. Gdy próg rozpuszczalności zostanie przekroczony, to zaczynają tworzyć się początkowo drobne kryształki - “piasek”, a następnie powstają z nich coraz większe złogi, czyli kamienie nerkowe, które możecie zobaczyć na zdjęciach. Mogą one nie dawać żadnych objawów przez długie lata.

    Kolka nerkowa to typowy objaw kamicy. Jest to nagły, bardzo silny ból spowodowany przemieszczaniem się kamienia z nerki do moczowodu, któremu mogą towarzyszyć nudności i wymioty, częste oddawanie moczu w niewielkich ilościach, gorączka (przy zakażeniu) lub omdlenia. Jeśli kamień ma średnicę <5 mm, to powinien dość szybko przesunąć się do pęcherza. Natomiast w przypadku większych złogów, może to trwać znacznie dłużej, a niekiedy nawet jest wymagana interwencja chirurgiczna.

    Inwazyjne leczenie kamicy nerkowej polega na rozdrobnieniu złogów na skutek działania fal uderzeniowych, lasera lub za pomocą specjalnego urządzenia wprowadzanego endoskopowo. Mniejsze kawałki mogą wówczas zostać usunięte razem z moczem. Rzadziej usuwa się złogi w całości lub całą nerkę.

    Kamicy nerkowej można w dużym stopniu zapobiegać stosując się do odpowiednich zasad. Przede wszystkim trzeba pić dużą ilość płynów (min. 2 litry/dobę). Zaleca się ograniczenie spożycia soli oraz mięsa, a jeśli kamienie zawierały szczawiany, to powinno się również zmniejszyć spożycie pokarmów bogatoszczawianowych. Są to m.in. orzechy, szpinak, rabarbar, kawa, herbata, czekolada. Ważne jest również leczenie zakażeń układu moczowego i kontrola prawidłowego odpływu moczu.

    Zdjęcie kamieni w komentarzu.
    Więcej ciekawostek: https://www.instagram.com/dwa__fartuchy/ (są tam filmiki z usuwania kamieni)

    #medycyna #zdrowie #lekarz #nerki #ciekawostki #zdrowie #nfz i nasz tag #dwafartuchy
    pokaż całość

    źródło: nerka.png 18+

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Jestem oburzony, że Polacy robią zbiórki na służbę zdrowia i szpitale. Jest to podtrzymywanie na kroplówce zdychającego ciała, którego nikt nie chce tak naprawdę wyleczyć. Rząd się cieszy, że nie musi robić reform i - nie daj Boże - przeznaczyć na służbę zdrowia więcej pieniędzy, a P0lacy się cieszą, że wydali trochę piniążków i zrobili (w ich mniemaniu) coś dobrego. Tymczasem za kilka miesięcy służba zdrowia wróci do stanu wyjściowego, czyli będzie miernie, kolejki aż po horyzont, przepracowani lekarze i brak finansowania współczesnych metod leczenia. Los dał nam niesamowitą szanse jaką jest zaoranie tego syfu i wprowadzenie reform. Przyszedł koronawirus, zaczął wychodzić na światło dzienne tragiczny stan służby zdrowia, wszystkie braki i ułomności systemu. Wystarczyło podkręcić atmosferę i zmusić rząd do wprowadzenia reform (które są gotowe, leżą i się kurzą). Tymczasem to własnie lekarze zaczęli krzyczeć najgłośniej, że oni nie chcą reform, że oni "walczą" (xDDD tak krzyczeli w 1 tyg. - walczą z 5 przypadkami koronawirusa xD), że są na pierwszej linii "frontu" xD. I dzięki tym lekarzom obudzimy się w miernym, niewydolnym systemie, gdzie pomimo wydanych tylu pieniędzy z naszych podatków, leczenie jest luksusem. Cofniemy się do lat 2000 gdzie normą było dawanie koperty pod stołem, żeby jaśnie pan lekarz chciał zabrać się do roboty. Szansa została zmarnowana, temat już się ludziom przejadł. Ha tfu na lekarzy, jesteście skorumpowanymi leniami, którzy nie chcą działać dla dobra Polaków. Ha tfu na ludzi, którzy dają kasę na zbiórki zamiast żądać reform. Przez was wszystkim żyjemy w nędznym kraju i umrzemy nędznie w nędznych szpitalach.
    #koronawirus #999 #sluzbazdrowia #lekarz #ratownikmedyczny #nfz #polska #szpital #medycyna #zdrowie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Precypitat
    Roczny koszt utrzymania Anonimowych Mirko Wyznań wynosi 235zł. Wesprzyj projekt
    pokaż całość

    •  

      AnalogowyZboczeniec: @Diamorfina:

      Czego dokładnie oczekiwałeś od lekarzy? Mieli odejść od łóżek? Wtedy to dopiero byście ich opluwali.

      Tak, mieli odejść od łóżek (cały czas mowa jest o początkach i pierwszych aferach szpitalnych). Tak, mieli protestować, że brak jest sprzętu i procedur i że pracują w tragicznych warunkach. Tak, powinni sprzedać klapsa na otrzeźwienie wszystkim Polakom, żeby się w końcu obudzili i zobaczyli, że jest źle. Nie, nie opluwałbym, ale dołączył do protestów razem z lekarzami. Chcę lepszej służby zdrowia, chcę reform. Robiąc ściepy tylko wszystkim szkodzicie bo rząd palcem nie kiwnie póki ludzie nie protestują. Jest kupa pieniędzy w budżecie, które rozchodzą się na prawo i lewo, ale posłowie mają swój szpital i im powszechna opieka zdrowotna zwisa. Ludzie nie protestują bo na co dzień liczba chorych to mały procent. Koronawirus sprawił, że każdy był przez chwilę na celowniku. Idealny moment na reformy. A wy zmarnowaliście szansę. Jak zwykle w Polsce "nie da się", lepiej żyć byle jak niż walczyć o lepsze. Nie szanuję. Żryjcie teraz oklaski bo nie widzę powodu, żeby teraz się za wami wstawiać i płacić większą składkę.

      Zaakceptował: Precypitat
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Pierwsze większe afery się skończyły wraz ze zwolnieniami z pracy. Ci ludzie mają rodziny, ułożone życie, nie mogą zazwyczaj ot tak rzucić wszystkiego. Jest spora szansa że wywołałoby to pożądany skutek ale na pewno opinia lekarzy jako tych bez empatii zostawiających swoich biednych, chorych pacjentów wisiałaby nad nimi latami. Pomyśl chociażby o jakiś głupich wyjściach na wagary w klasie/kontrowersyjnych pomysłach- zawsze się znalazła jakaś osoba lub kilka które nie chciały z całą grupą tego robić bo się bały konsekwencji bądź uważały to za niesłuszne postępowanie. W tym przypadku zdania też byłby na tyle podzielone że nie ma szans żeby każdy się na to zgodził a efekt byłby tylko wtedy gdyby było to 100 procent albo prawie 100%. Spora część jest już na emeryturach albo ledwo przed, myślisz że mają jeszcze siłę walczyć z systemem skoro zawsze się kończy tak samo? Oni mogą się masowo zwolnić,odpocząć już i dzięki temu pomóc w zawaleniu się tego systemu. W dodatku pomyśl o ludziach którzy w momencie protestu potrzebowaliby jakiegoś zabiegu ratującego życie, gdyby był to Twój ojciec/babcia nie sądzę że patrzyłbyś na odejście od łóżek jako idealne rozwiązanie.
      Rozumiem Twoją frustrację i ją podzielam. Ale problem jest na tyle złożony że nie ma na to prostego rozwiązania. Ludzie nie chcą płacić większych składek, uważają że płacą ogromne pieniądze na ochronę zdrowia co jest zupełną nieprawdą. Dlatego uważam,że powinni zawsze po jakiejkolwiek wizycie, badaniach i zabiegach dostawać rachunek żeby uświadomić sobie ile to wszystko kosztuje.
      Dopóki lekarze oraz generalnie ludzie wykształceni nie przestaną w tym kraju być "wykształciuchami za nasze piniondze" i nie będą chcieli mieć porządnej ochrony zdrowia zamiast ochłapów w postaci 500+ to nie do końca widzę szanse na jakieś większe zmiany.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Byłabym dużo spokojniejsza gdybym mimo braku pracy była ubezpieczona.
    Samodzielne ubezpieczenie się nie wchodzi w grę. Najkorzystniejsza opcja to wyjść za mąż i podpiąć się pod składki męża albo wolontariat, w którym jest możliwość bycia ubezpieczonym.
    No a już szczytem marzeń jest znalezienie pracy i bycie ubezpieczoną z racji pracy.
    #gownowpis #zus #ubezpieczenie #nfz pokaż całość

    +: T...............o, SarahC +4 innych
  •  

    Plusujcie wykopki Szumowskiego

    Wraz z PISem dobił służbę zdrowia, która nie daje rady z umiarkowaną ilością przypadków zakażeń wirusa, wielce prawdopodobne może być może jeszcze zaniżają liczbę zgonów i nowych zakażeń by nie wyglądało tak tragicznie po to by przeprowadzić wybory.

    Jest bardzo i szanowany przez wykopków
    bo ma podkrążone oczy i w 2018 zawierzył służbę zdrowia matce Boskiej a jutro pozwoli wejść do parku i lasu

    #koronawirus #nfz #sluzbazdrowia #lekarze #polska #rakcontent #polityka #polska #neuropa #4konserwy #dobrazmiana
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @Lukardio: Menda najwyższych lotów. Własne słowo ma za gówno. Zmienia zdanie z dnia na dzień, opowiada niestworzone historie nie podając źródeł. W połowie marca mówił o kilkunastu tysiącach zachorowań do kwietnia, kilkudziesięciu tysięcy w 2 miesiące, maski niepotrzebne. Szczyt epidemii dopiero przed nami, w połowie kwietnia, nie w połowie maja, nie, do lipca, już za nami, może przed nami, nie wiadomo. Noście maski, to podstawa! Ale od lasów i parków wara bo dużo ludzi choruje, jakieś 4 tysiące. No dobra, jest lepiej, 10 tysięcy chorych, lasy i parki otwarte, nie dziękujcie. Trzeba nauczyć się żyć z epidemia przez najbliżesze miesiące, lata, może dekady, na pewno nie wcześniej niż do przyszłego czwartku. A na jesień druga fala, do tego jeszcze najgorsze czego się boimy - grypa. Kiedy kurwa grypa była w tym kraju problemem? Chyba w 1920. Głupi, zakłamany gad, jest w kompletnym amoku, nie wie co się dzieje i improwizuje a tutaj są jeszcze tacy którzy go bronią bo ma zmęczone oczy. HA TFU! pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Czy to jest zgodne z prawem?
    Mam umowe zlecenie zawartą do 22. kwietnia. Z racji wirusa nie pracujemy jakoś od początku marca, jakoś od 7. marca mniej więcej, ale umowy nie były rozwiązane.
    I dzisiaj się okazało, że 15. kwietnia moja praca mnie wyrejestrowała z ubezpieczenia z datą wsteczną 1. marca. Tak można? Przecież skoro mam umowę powinnam być ubezpieczona do końca umowy + jeszcze 30 dni po jej zakończeniu. Co to ma być? Tak można?
    #prawo #praca #prawopracy #zus #nfz
    pokaż całość

  •  

    Cura te ipsum, czyli opieka medyczna w USA

    Część 4 (ostatnia). Tęsknota za NFZ?

    Mam nadzieję, że po moim cyklu wiecie już niemal wszystko o funkcjonowaniu amerykańskiej służby zdrowia. Liczę również, że zauważyliście, iż starałem się opisywać, a nie komentować czy wyrażać opinie. W tym wpisie przedstawię krótko pewne refleksje, z którymi można się zgadzać lub nie. Są to moje subiektywne osądy, dlatego mogę się mylić. Albo mieć rację.

    Czy mając doświadczenia z amerykańską opieką zdrowotną tęsknisz za NFZ?

    To bardzo złożone pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Muszę przede wszystkim zaznaczyć, że ogólne zasady systemu publicznej służby zdrowia w Polsce są zdecydowanie mniej bezwzględne, niż reguły opieki zdrowotnej w USA. Oczywiście, w NFZ jest wiele patologii, które należy bezlitośnie wytykać i tępić. Lekarze są przepracowani, szpitale – niedofinansowane, kolejki do specjalistów - bardzo długie. Co dostajemy w zamian? Gwarancję, że jeżeli opłacimy składkę, to pomoc medyczna będzie co do zasady bezpłatna w każdym momencie naszego życia. Jak widzieliście, w USA nie jest to takie oczywiste: po 65. roku życia zaczynają się duże schody, wtedy bowiem leczenie staje się de facto możliwe dla naprawdę zamożnych. Amerykańska służba zdrowia to system bezwzględny, który nie baczy na jakiekolwiek przesłanki humanitarne: jak płacisz, to masz. Dodatkowo jest on bardzo zawiły i zmusza do znajomości wielu zagadnień, które w przypadku polskiej służby zdrowia w ogóle nie istnieją. Ubezpieczenie, choć kojarzy nam się z bezpieczeństwem, nie ma z nim nic wspólnego: co-pay, deductible i leczenie poza siecią potrafią zrujnować. Brak ubezpieczenia zmusza do rozpaczliwych decyzji, jak na przykład rezygnacja z wizyty na izbie przyjęć, nawet w skrajnych przypadkach.
    Odpowiadając zatem na to pytanie: tak, tęsknię za prostotą NFZ, za tym, że po opłaceniu składki, wiem, na co mogę liczyć. Ktoś powie: przecież NFZ to loteria, endokrynolog za półtora roku, a prywatnie za trzy dni. OK, odpowiem, ale w Stanach endokrynolog w ramach ubezpieczenia kosztuje mnie 40 dolarów, czyli tyle samo, co w Polsce prywatnie. Oczywiście, w grę wchodzi przelicznik, ale nie zmienia to faktu, że Amerykanin nie zna pojęcia bezpłatnej służby zdrowia.

    Przesadzasz. Jestem wolnorynkowcem i dla mnie system USA, choć ma minusy, działa.

    Ja nie jestem wolnorynkowcem, ale chyba rozumiem, skąd odmienność zdań pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami systemu amerykańskiego. Ów system stworzony jest dla zdrowych i bogatych: jeżeli masz 30 lat i zarabiasz owe mityczne 15 000, to wtedy najpewniej powiesz „ja dałbym sobie w tym systemie radę, a miałbym z pewnością lepszą opiekę niż w ramach NFZ”. Tak, zgadzam się: jeżeli chodzi o poziom usług, to wiadomo, iż w USA jest on wyższy. Jednak pewnego dnia przychodzi starość; nagle okazuje się, że nie ma emerytury (trzeba żyć z oszczędności), a do tego pojawiają się choroby. Co robi wtedy Amerykanin? Idzie do pracy. Sam widziałem osoby po osiemdziesiątce pracujące jako kurierzy USPS, zapewne właśnie dla ubezpieczenia zdrowotnego. Jeżeli natomiast jesteś starym i schorowanym człowiekiem, który w systemie amerykańskim sprowadzony jest do roli niechcianego balastu, a wręcz śmiecia, to z pewnością będziesz krytykował tutejszą opiekę zdrowotną, zaś NFZ wyda Ci się rajem. Niestety, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
    Można zatem podsumować: dla zwolenników darwinizmu społecznego system USA będzie wzorcowy lub do wzorca zdążający, natomiast dla krytyków takiego podejścia – będzie po prostu niehumanitarny. Jakie jest moje zdanie? Spotkałem zbyt wielu bardzo przyzwoitych, ale biednych Amerykanów, by nie widzieć, jakie szkody wyrządza ów darwinizm.

    Czyli jesteś za nacjonalizacją!

    Cóż, częściowo tak. Dlatego, choć nie jestem fanem ObamaCare, to uważam, że to był krok w dobrą stronę. O co chodziło z ObamaCare? Otóż była to interwencja państwa w poczynania zakładów ubezpieczeniowych, które potrafiły odmówić ubezpieczenia chorym, zaś starszym osobom (czyli po pięćdziesiątce) narzucały absurdalne ceny składek. W efekcie wykluczało to wielu pracujących ludzi z systemu opieki zdrowotnej. Prowadziło to do paradoksów, w których lepszą opiekę zdrowotną miały zwierzęta w schronisku, niż ciężko pracujący Amerykanie i ich rodziny. Moja landlady rozmawiała kiedyś ze mną na ten temat: była oburzona, że obozami bezdomnych nikt się nie zajmuje, choć tyle osób pomaga zwierzętom. Trudno jej było zrozumieć, że całe współczucie ukierunkowane jest na psy czy koty, zaś ludzie żyją nadal w liczących setki osób obozach, na przykład w okolicach autostrad międzystanowych, gdzie bez żadnej nadziei spędzają kolejne dni. Nawiasem: wierzcie mi albo nie, ale amerykański bezdomny to na ogół człowiek bardzo inteligentny, po liceum, który miał w życiu po prostu pecha – rodzice wyrzucili go z domu, albo cała rodzina straciła mieszkanie, najczęściej w 2008 roku.
    Dlatego uważam ObamaCare za w zamyśle dobrą, ale źle zrealizowaną regulację. Tak naprawdę służbę zdrowia w USA powinno się zaorać i postawić od początku, na zdrowych fundamentach. Ale to się nigdy nie stanie.

    Dlaczego?

    Dlatego, że status quo nikomu nie przeszkadza na tyle, by domagać się rewolucji. Amerykanie wiedzą, że system nie spełnia ich oczekiwań, ale pogodzili się z tym. Właściwie od urodzenia znają zasady gry, więc przypominają żabę w podgrzewanej do stanu wrzenia wodzie. Mimo wszystko widać jest pewne ruchy agend federalnych, aby szczególnie skandaliczne regulacje prywatnych firm – jak na przykład sztuczne zawyżanie cen insuliny, o czym pisałem wczoraj – ograniczać. Być może to właśnie te drobne zmiany, zamiast rewolucji, przyczynią się do częściowego uzdrowienia rynku. Pytanie, jak zareagują Amerykanie. Obecnie służba zdrowia opiera się na pewnego rodzaju elitarności i wysokim stopniu finansowania, przez co może ona stać na bardzo wysokim poziomie. Jednak wraz z umasowieniem system zacznie się krztusić. Jak na to zareagują bogatsi Amerykanie? Kto to wie…

    Ja jednak wierzę, że wolny rynek by się obronił.

    A ja nie wierzę, Amerykańska służba zdrowia to system bardzo wielu naczyń połączonych, przez co zmiana jednego elementu nic nie da. Obecnie jest ona obciążona takimi ograniczeniami, że trudno nazwać ją wolnorynkową. Jak jednak miałoby wyglądać jej urynkowienie? Ponadto: gdyby było to tak proste i dochodowe, to czemu żaden ichniejszy Elon Musk nie założył jeszcze sieci szpitali albo własnej firmy ubezpieczeniowej? Ja sam nie znam pełnej odpowiedzi na to pytanie, ale wydaje mi się, że stanowi to najlepszy dowód trudności, z jakimi borykałyby się nowe projekty biznesowe w tym obszarze. W grę wchodzi tu nie tylko nieuczciwa konkurencja i regulacje, ale również system sądownictwa (ogromne odszkodowania przy pomyłkach medycznych), masakryczne niekiedy koszty edukacji, pobieranej na kredyt, koszty startowe takiej działalności, etc.
    Otto Neurath mówił o naszej wiedzy, że jest ona jak łódź: nigdy nie zawijamy do portu, żeby ją całkowicie rozmontować i naprawić od podstaw. Jesteśmy raczej zmuszeni ulepszać ją w trakcie rejsu, kawałek po kawałku. Takie samo porównanie można odnieść do amerykańskiej służby zdrowia. Jeszcze przed nią długa droga…

    Jakieś podsumowanie?

    Amerykańska służba zdrowia odwzorowuje całe Stany: pełna kontrastów, stworzona dla bogatych, pomijająca biednych, pogłębiająca społeczne nierówności. A zarazem skuteczna, wydajna i na wysokim poziomie. Jedno kosztem drugiego. Czy ten koszt jest do przyjęcia, zależy chyba od wrażliwości i poglądów każdego z osobna. Tyle ode mnie!

    Bardzo dziękuję wszystkim tym, którzy śledzili ten krótki cykl. Pojawiały się propozycje, aby zrobić z niego wykop. Jeżeli rzeczywiście jest taka potrzeba, to proszę bardzo: każdy z Was może to zrobić. Nie pisałem moich postów po to, żeby dostać bordo czy nabić sobie obserwatorów – choć tym ostatnim bardzo dziękuję – ale po to, żeby uczciwie pokazać Wam amerykańską służbę zdrowia. Mam nadzieję, że mi się to udało. Dzięki za wszystkie plusy i komentarze. Trzymajcie się zdrowo, kwarantanningujcie się dalej i do następnego :)

    Jacek

    The End

    #curateipsum #zdrowie #nfz #usa #wolnyrynek
    pokaż całość

    +: 9...9, Naiken +589 innych
  •  

    Cura te ipsum, czyli opieka medyczna w USA

    Część 3. Jack idzie do dentysty

    Wstęp

    Dokładnie dwa lata temu, podczas mojej poprzedniej wizyty w Stanach, zaczął mnie boleć ząb. Nie mocno, ale dokuczliwie. Jako że jednak byłem w Ameryce po raz pierwszy, nie uśmiechało mi się chodzenie po dentystach. Postanowiłem, że wybiorę się w Polsce. Wróciłem do kraju, ale w międzyczasie ząb przeszedł, więc – he he - „wybiorę się”…
    W ostatni poniedziałek znowu zaczęło boleć, nie za mocno, ale zawsze. Mówię: przeżyję. We wtorek prawie przeszło, tyle, że wieczorem dostałem wysokiej gorączki. Nie wiem, ile miałem stopni, bo termometr był ostatnią rzeczą, o jakiej myślałem pakując bagaż. Wiem, że w domku miałem około 27 stopni – to był ciepły dzień – a trząsłem się jak galareta. Myślałem nawet, czy nie jechać na ER, ale jak pomyślałem o pożegnaniu się z sześcioma stówkami, to stwierdziłem, że może jednak się nie przekręcę. (Parę miesięcy w USA i myślę jak prawdziwy Amerykanin).
    Decyzja była jednak nieuchronna: trzeba iść do dentysty. Super, zwłaszcza, że na czas pandemii Amerykańskie Stowarzyszenie Stomatologów zasugerowało zamknięcie gabinetów. No nic, środa rano wstaję i dzwonię do ubezpieczyciela, z pytaniem, co i jak. BlueCross dysponuje fajnym systemem telefonicznym: zamiast wybierać numerek tonalnie, możesz go powiedzieć na głos. Musisz też powiedzieć automatowi, z czym dzwonisz. W końcu następuje połączenie z konsultantem. Okazuje się, że lista dentystów in-network w mojej okolicy jest długa, o czym zresztą doskonale wiem, bo sprawdzałem. Na pytanie, co zrobić, jeśli żaden z nich nie przyjmuje, gość mówi, że mogę iść gdziekolwiek, ale poziom co-pay będzie określany na miejscu. No OK, nutka ryzyka, czemu nie.
    Zaczynam dzwonić po dentystach w ramach mojej sieci: w większości odzywa się automatyczna sekretarka, że zamknięte. W jednym miejscu dostaję informację, że jest otwarte, ale mają wolny termin za tydzień. Mówię, że za tydzień mogę się przekręcić, na co pani mówi, że w takim razie zostaje ER. W końcu jeden z lekarzy kieruje mnie do stomatologicznej kliniki chirurgicznej. Dzwonię, krótki wywiad, czy aby nie mam korony, pytanko, czy robimy narkozę, i jestem umówiony na 14.00, czyli za trzy godziny. Dostałem jeszcze e-mailem długi formularz do wypełnienia (leki, choroby, adresy, etc.), podpisywany oczywiście po amerykańsku, czyli na zasadzie „wpisz w to okienko imię i nazwisko”. Do kliniki daleko nie mam, bo autobusem dziewięć przecznic i dwie ulice na piechotkę.

    W klinice

    Pierwsza rzecz po przyjściu: papierologia. Podpisy, nie podpisy, kartek chyba siedem. Godzę się na wszystko jak leci, bo tego jest naprawdę sporo. Oczywiście najważniejsze: ubezpieczenie. Osoba, która rejestruje pacjenta, ma obowiązek każdorazowo dzwonić do firmy ubezpieczeniowej i określać, co i w jakim zakresie jest pokrywane. W poczekalni ludzi zero, mimo że, jak się dowiedziałem później, ruch tego dnia był nieziemski. Czeka się pięć minut i wychodzi gość w kitlu. Myślę sobie: dentysta. Błąd – asystent. Tutaj funkcja asystenta polega na przygotowaniu od A do Z do zabiegu, a także uczestnictwie w nim. A więc najpierw prześwietlenie, które trwa 10 sekund i kosztuje 120 dolarów. Potem wycieczka do gabinetu. Amerykański gabinet dentystyczny wygląda naprawdę bardzo ascetycznie. Fotel, lampa, sprzęt do EKG, maska do narkozy, komputer i jeden duży wózek z narzędziami. Nie ma nawet tacek na narzędzia: te w trakcie zabiegu leżą na pacjencie, na czymś w rodzaju gumowej maty.
    Mój asystent pyta, o co chodzi. Więc mówię, że wysoka gorączka, wysokie tętno, ogólnie samopoczucie jak przy grypie, po czym dodaję przezornie, że bez kaszlu, kichania i duszności. Facet patrzy na zdjęcie i mówi, że z zewnątrz wszystko gra, ale jest stan zapalny, który sięga już szczęki, więc – sorry Winnetou – ale można wydać kasę na leczenie ze skutkiem mocno wątpliwym, albo zdecydować się na rwanie. On poleca opcję numer dwa. Ciężka sprawa, ale zdecydowałem, że nie będę wydziwiał. Godzę się. Gość mierzy ciśnienie i gdzieś znika. Wraca pięć minut później, niosąc antybiotyk i ibuprofen. Za nim wchodzi pielęgniarka: okazuje się, że moje co-pay za prześwietlenie zębów wynosi 10%, ale za rwanie – 50%. Łącznie mój rachunek, który muszę opłacić z własnej kieszeni, wyniesie 233 dolary. W pełną cenę wlicza się prześwietlenie ($152), zabieg ($324) i koszt za przyjęcie tego samego dnia ($120). Nie jest źle: godzę się na te warunki. Chcę płacić kartą, więc pani mi ją zabiera i idzie sobie nabić na terminal. Asystent żartuje: „Zabierz mu wszystkie pieniądze z konta”. Dla mnie to śmieszne nie jest.
    Gadamy sobie nieco z tym asystentem, bo lubię rozmawiać z ludźmi w Ameryce. (Mogę Wam kiedyś opowiedzieć o mojej godzinnej rozmowie z bezdomnym z 6th St., który stracił dom mając 18 lat; w takich chwilach odzywa się we mnie socjalista). Gość mówi, że ma rodzinę w Nowym Jorku, więc gadamy o Nowym Jorku. Ma też kolegę, który hodował gazele „z wolnego wybiegu” na ranczu w Teksasie. Następnie urządzał na nie polowania i robił z nich szynki oraz kiełbasy.
    Wkrótce zostaję sam. Doktor, który będzie się mną zajmował, a którego jeszcze nie poznałem – choć w e-mailu z potwierdzeniem wizyty dostałem jego dane i możliwość zmiany, gdyby mi się coś nie podobało – przyjmował innego pacjenta. Więc leżę i myślę, co ja tu robię. Po piętnastu minutach wreszcie zjawił się doktor z asystentem. Przywitanie, parę pytań. Najważniejsze: ile znieczulenia – jedno czy dwa? Dla jasności: jedno znieczulenie to trzy zastrzyki. Mówię, że chyba jedno załatwi temat. Ach, no to OK.
    I powiem tak: dostałem w życiu mnóstwo zastrzyków. Pamiętam, że jak miałem pięć lat, to dostawałem całe serie antybiotyków w zastrzykach, bo byłem chorowitym dzieckiem. I za każdym razem jakaś gruboskórna, nienawidząca bachorów pielęgniarka specjalnie chyba robiła tak, żeby bolało jak najbardziej. (Nie płakałem, bo się wstydziłem). A ten dentysta był tak delikatny, że prawie nic nie poczułem. Nie wierzyłem, że można zostać zastrzyk od dentysty i stwierdzić, że mrówka, która ugryzła mnie tydzień wcześniej, sprawiła mi więcej bólu.
    No dobra, szczęka zaczyna drętwieć, ale trzeba poczekać, więc gadka z lekarzem tym półgębkiem, który jeszcze pracuje. Pyta się, skąd jestem (on od 40 lat mieszka w USA, ale jest Włochem). Mówię, że Lublin, uczelnia, etc. Więc sobie od razu wrzucił do Google, skąd jestem, pooglądał zdjęcia, stwierdził, że bardzo ładnie. Następnie pyta, co wolę: współczesny pop czy złote lata 80? Mówię, że to drugie. Więc zaraz z głośników poleciało „Karma Chalemelon”. W takich warunkach odbywa się rwanie.
    Jak wygląda proces usuwania zęba, każdy pewnie wie, więc napiszę tylko o tym, co mnie zaskoczyło. Zabieg wykonują dwie osoby: lekarz i asystent. Narzędzia – jak już mówiłem – leżą na pacjencie. Dentysta pyta się co dwie sekundy, czy boli, a ty leżysz i nic nie czujesz, bo naprawdę nic nie boli. Wszystko trwa jakieś 10 minut, nikt się nie spieszy i nie gorączkuje. Profeska. Mówiąc szczerze, gdyby nie natura całego zajścia, to powiedziałbym, że było nawet przyjemnie.
    Dziękuję, stuknięcie się łokciami z lekarzem, pan stomatolog wychodzi.

    Apteka

    Mam dostać cztery leki: antybiotyk, Ibuprofen w dawce 600 mg do brania co sześć godzin (w kraju z oporami brałem 400 co 12 godzin), płyn do ust o smaku piwa Żubr i Tramadol z Apapem, czyli opioid wzmocniony 300 mg paracetamolu. Ten ostatni, mówi asystent, tylko gdyby naprawdę bolało. Ja mówię, że nie będę brał, na co on: to nie bierz, ale ja i tak przepiszę.
    Jak wygląda wykup leków w Stanach? To było jedno z moich większych zaskoczeń. Najpierw wskazujesz swoją aptekę. Jak wiecie, aptek w Austin nie ma zbyt dużo, ale całe szczęście jedna - przy Hancock Shopping Center – jest blisko mnie. Następnie lekarz wysyła receptę właśnie do tej apteki. Na odbiór leków ma się sześć godzin. Nie, nie chodzi o to, że leki dostępne są po sześciu godzinach – one po tym czasie przestają być dostępne. (Oczywiście zapytałem, czy są papierowe recepty: są, ale mało kto ich używa, bo to niewygodne). No dobra, to już koniec, wziąłem jeszcze wizytówkę i w drogę.
    W aptece kolejne zaskoczenie. Tu nie jest tak jak w Polsce, że farmaceuta ściąga pudełko z lekiem z półki. Leki na receptę dostaje się w identycznych fiolkach, na których napisane są dane przyjmującego, dawkowanie i inne informacje. (Pic rel). We fiolkach znajduje się dokładnie odmierzona liczba tabletek. Ważne: leków, zwłaszcza narkotyków, nie można udostępniać innym osobom. Za złamanie tego zakazu grozi nawet 40 lat odsiadki (Źródło). Do każdego z leków dostaje się parę kartek formatu A4. Jest tam informacja, co kupiliśmy oraz coś, co u nas nazywa się ulotką, a także – oczywiście – reklama apteki.
    Czy leki są drogie… Dla ubezpieczonego? Nie. Mój co-pay do leków to maksymalnie 15 dolarów, więc się za bardzo nie martwię. Zresztą za swoje cztery produkty dałem całe dziewięć dolców. Mało tego: nawet gdybym nie miał ubezpieczenia, to majątku bym nie stracił. Antybiotyk to koszt 5 dolarów, Ibuprofen – tyle samo. Niektóre niezbędne medykamenty są jednak absurdalnie drogie, na przykład insulina. Miesięczna kuracja kosztuje 450 dolarów, przy czym ta cena w ciągu czterech lat podwoiła się bez żadnego powodu. (Źródło). Ogólnie leki bez ubezpieczenia potrafią zrujnować, zwłaszcza te stosowane w bardziej złożonych schorzeniach.

    Podsumowanie

    Dziwi mnie, z jaką łatwością można w Stanach dostać opioidy. Mówiąc szczerze, mimo że zapowiedziałem lekarzowi, iż nie będę ich brał (i nie brałem, bo nie miałem żadnych dolegliwości bólowych), to i tak mi je wcisnął. Jeden z Mirków pisał tymczasem, że na jakieś mocne bóle kostne dostał w Polsce zalecenie fizjoterapii… Oto właśnie różnica w podejściu do pacjenta. Mam wrażenie, może się mylę, że w Polsce pokutuje mit, iż choroba musi boleć i koniec. W USA odwrotnie: ma nie być bólu w ogóle. Mam wrażenie, że są to dwie skrajności: w naszym kraju powoduje to niepotrzebne cierpienie, w Stanach natomiast mnóstwo ludzi uzależnionych jest od właśnie środków znieczulających oraz psychotropów.
    Na koniec: gdyby ktoś z Was, będąc w Stanach, zastanawiał się, czy czekać z dentystą do powrotu do Polski, czy nie, to powiem krótko – jeżeli masz ubezpieczenie, które pokryje Twoje wydatki, idź do dentysty w Stanach. To mimo wszystko inny świat.

    Dobra! Na dziś tyle. Jutro ostatnia część, czyli moja subiektywna opinia o służbie zdrowia w Stanach Zjednoczonych. Będzie krótko i zwięźle.

    Trzymajcie się wszyscy zdrowo!

    #curateipsum #usa #zdrowie #nfz #wolnyrynek
    pokaż całość

    źródło: Tramadol XD.jpg

    •  

      @JackTheDevil90:

      Pierwsza rzecz po przyjściu: papierologia. Podpisy, nie podpisy, kartek chyba siedem. Godzę się na wszystko jak leci, bo tego jest naprawdę sporo. 

      U nas też już się tak robi. Niestety jest coraz więcej pacjentów roszczeniowych i takich próbujących zarobić na dentyście, pozywając go o jakąś bzdurę. W związku z tym trzeba mieć na wszystko pisemną zgodę pacjenta.

      120 dolarów za zdjęcie punktowe, duuuużo ( ͡€ ͜ʖ ͡€)
      pokaż całość

    •  

      @JackTheDevil90 xD to inny świat. Faktycznie. W Polsce każdy dentysta ratowałby zęba, zwłaszcza u młodego człowieka, a za kanałówkę prywatnie zapłaciłbyś kilka stów. Bezbolesne znieczulenia, nowoczesny sprzęt to jest standard. Ostatnio jak byłem u dentysty, na pierwszej wizycie zrobił mi zdjęcie i przez pół godziny tłumaczył ząb po zębie, co trzeba zrobić i jaka będzie kolejność działań.

    • więcej komentarzy (97)

  •  

    Plusujcie Szumowskiego

    Wraz z PISem dobił służbę zdrowia, która nie daje rady z umiarkowaną ilością przypadków zakażeń wirusa, wielce prawdopodobne może byc może jeszcze zaniżają liczbę zgonów i nowych zakażeń by nie wyglądało tak tragicznie

    Jest na szczycie zaufania społecznego i szanowany przez wykopków
    bo ma podkrążone oczy i w 2018 zawierzył służbę zdrowia matce Boskiej

    #koronawirus #nfz #sluzbazdrowia #lekarze #polska #rakcontent #polityka #polska #neuropa #4konserwy #dobrazmiana
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Cura te ipsum, czyli opieka medyczna w USA

    Część 2. Chcę iść do lekarza

    Mam grypę. Co teraz?

    Gratulacje, właśnie odblokowałeś swoje pierwsze osiągnięcie, brązowe, bo to najprostsza choroba. Pierwsze, co możesz zrobić, to iść do sklepu i zaopatrzyć się w lekarstwa. Tak, do sklepu, a nie do apteki, bo w Austin, gdzie mieszkam, nazwa „apteka” skrywa sklep przypominający wielkością dużą Biedronkę. Na milionowe miasto tych aptek jest kilkanaście, może nieco ponad dwadzieścia – po dwie-trzy na dzielnicę; kto nie wierzy, może sprawdzić w mapach Google. Ale również w każdym osiedlowym sklepie półki zawalone są lekami, głównie przeciwbólowymi: ibuprom, naproxen, paracetamol i – co ciekawe – kilka substancji, o których nigdy nie słyszałem. Uwaga dla przyjeżdżających do USA: jeżeli bierzecie jakieś leki, których nie zaaprobowała Food and Drug Administration (FDA), to lepiej weźcie świstek od swojego lekarza i przetłumaczcie na angielski. Podczas kontroli mogą wam kazać wyrzucić leki, bo ich wwóz do USA jest w teorii zakazany. Oczywiście na 99% nic takiego się nie wydarzy, ale jeśli ktoś z Was jedzie na dłużej i wiezie zapas leków na cztery miesiące, to lepiej nie ryzykować. Ogólnie różnic pomiędzy zcentralizowanym rynkiem leków w USA, trzymanym w ręku przez FDA, a zdecentralizowanym systemem europejskim, jest mnóstwo: większość wypada na korzyść tego drugiego. Kto chce się dokształcić, może sięgnąć po to naukowe opracowanie
    Co jeszcze można kupić na półce z medykamentami w przeciętnym sklepie w Teksasie? Mnóstwo suplementów CBD, ponadto czekoladę z CBD, wodę z CBD, ciasteczka z CBD… Od czasu legalizacji olejku sklepy dosłownie zalały tego rodzaju produkty. Jest też trochę standardowych suplementów diety, ale bez przesady. Na pewno nie ma tu „leków” na syndrom niespokojnych nóg czy halitozę. Natomiast spokojnie wyleczysz sobie grypę, z której nikt tu nie robi wielkiego halo.

    Ja jednak koniecznie chcę do lekarza!

    No dobrze, w takim razie masz kilka opcji. Załóżmy, że nie masz jeszcze swojego lekarza pierwszego kontaktu. Jak go wybierasz? Wchodzisz na stronę swojego ubezpieczyciela i uruchamiasz wyszukiwarkę. Następnie szukasz sobie lekarza: jak masz szczęście, będzie przyjmował trzy mile od Ciebie. Jak masz pecha, będziesz jechał dziesięć mil. Dlaczego? Bo wyszukiwarka pokazuje wszystkich lekarzy – ale część z nich jest spoza Twojej sieci.

    Spoza sieci?

    Tak. Każdy ubezpieczyciel ma sieć placówek medycznych, czyli lekarzy czy przychodni, które podpisały z daną firmą kontrakt. Na ogół w dużych miastach ta sieć jest całkiem gęsta. Natomiast wiadomo, że w mniejszych miejscowościach jest gorzej. (Ale od czego Amerykanie mają po trzy samochody na rodzinę?). Najlepiej więc zdecydować się właśnie na lekarza w ramach sieci. Płaci się wtedy po prostu mniej za wizytę.

    Ale zaraz? Dlaczego mam płacić za wizytę, skoro jestem ubezpieczony i idę do lekarza, który ma kontrakt z ubezpieczycielem?

    Bo tu jest USA i tu za leczenie się płaci. Prawie zawsze. Rozważmy najpierw, w jakich okolicznościach płacisz za leczenie w ramach sieci. Po pierwsze, może być to związane z czymś takim jak deductible (mirek @zasadzka01 podał polskie tłumaczenie: franczyza redukcyjna – ja jednak będę dalej kaleczył język polski, minusy tutaj). Deductible to kwota, jaką musi osiągnąć wartość usług medycznych, aby ubezpieczenie zaczęło obowiązywać. To znaczy, że za pierwsze wizyty u lekarza płacisz całkowicie sam. Moje niemałe przerażenie budzi fakt, że deductible dla jednej osoby wynosi przeciętnie w Stanach $4,328, zaś dla rodziny - $8,352 (Źródło, nieco inne niż wczoraj). Tutaj pojawia się pytanie: co musi się stać, żeby jednak nie płacić za lekarza? No cóż, to jest praktycznie niemożliwe. Musiałbyś mieć naprawdę drogie ubezpieczenie. Ale skoro stać Cię na drogie ubezpieczenie, to i na pokrycie deductible.
    Mało tego, poszczególne zabiegi, a także zakup lekarstw objęte są także klauzulą co-pay, czyli udziału w płatności. Oznacza to, że jeżeli szczęśliwie już dobijesz do progu, od którego ubezpieczenie Ci się należy, to nadal płacisz za opiekę medyczną. Ja akurat mam tę kwotę wbitą na karcie ubezpieczeniowej: patrz poprzedni wpis. Czyli na przykład za OV (Office Visit) płacę 20 dolców, a za specjalistę 40. Izba przyjęć to portfel lżejszy o 150 dolców. Do tego płacisz też za leki. I tak dalej, i tak dalej. Dzięki ObamaCare wprowadzono limity na co-pay: po wyłożeniu $6,600.00 (indywidualnie) albo $12,700.00 (w pakiecie rodzinnym) wydanych rocznie nie płacisz już co-pay. W załączeniu macie zdjęcie co-pay z mojej polisy studenckiej odnośnie do usług dentystycznych.
    Uwaga: deductible i co-pay to dwie różne rzeczy. Niektórzy ubezpieczyciele wliczają deductible jako co-pay, inni nie. W rezultacie, jeśli masz pecha, to za ubezpieczenie przestajesz płacić całkowicie po wydaniu z własnej kieszeni 10 000 dolarów w ciągu roku (na siebie) lub 20 000 dolarów na całą rodzinę.

    Mój lekarz z sieci jest za daleko i nie chce mi się do niego iść. Dwie ulice stąd jest ten spoza sieci.

    To idź, ale najpierw upewnij się, że masz ubezpieczenie PPO (Preferred Provider Organization). Jest to takie ubezpieczenie, które pozwala Ci korzystać z usług lekarzy poza siecią, ale musisz się wtedy liczyć z dodatkowymi kosztami. Uwaga: koszty te poznajesz dopiero w przychodni, idziesz zatem w ciemno. Może się okazać, że Twój ubezpieczyciel pokryje 90%, a może się okazać że 50% ceny.
    Gorzej, jeżeli masz ubezpieczenie HMO (Health Manage Organization). Jeżeli masz ubezpieczenie tego typu, to wtedy owszem, możesz iść do dowolnego lekarza, ale płacisz 100%. Dlatego dobrze się zastanów.
    Sieci obejmują nie tylko lekarzy i dentystów, ale też szpitale. Dlatego, jeśli nie umierasz, ale akurat zbierają Cię z ziemi, to z noszy krzyczysz: „Tylko nie do św. Jana! On jest poza siecią! Wieźcie mnie do św. Hildy!”. To nie żart, tak to niestety działa. Dlatego ubezpieczenie należy mieć zawsze przy sobie. Nie wiadomo, kiedy się przyda. Uwaga: kolega @Medevacs słusznie zwrócił moją uwagę na jedną rzecz. Nawet jeżeli jedziesz do szpitala, który jest w sieci, to może Cię leczyć doktor – internista czy anestezjologii - spoza sieci. A wtedy płacisz jego stawkę jak za lekarza spoza sieci. (Źródło).

    Jest sobota, a ja fatalnie się czuję. Gdzie mogę iść?

    W nagłych przypadkach, kiedy potrzebujesz pomocy, zaczyna się prawdziwa zabawa. Do wyboru masz teoretycznie dwa miejsca: Urgent Health Centers (UHC) oraz izby przyjęć (będę je zwał ER). UHC to takie nasze przychodnie nocne i świąteczne: zrobią diagnostykę, rentgen, zapewnią leki. I oczywiście wystawią rachunek. Nie są one dużo droższe od normalnych lekarzy, zaś jeżeli trafi się na UHC ze swojej sieci, to płaci się – powiedzmy – grosze. Gorzej, jeżeli musisz jechać na ER. Tam trzeba się udawać tylko w absolutnej ostateczności, ponieważ w szpitalach wszystko jest tak absurdalnie drogie, że w najlepszym wypadku wychodzisz lżejszy o kilkaset dolarów. Koszty? Ból ucha: $400. Zaczerwienione oko? $370. Zapalenie zatok? $617. (Źródło). Oczywiście, jeżeli jesteś ubezpieczony, to płacisz mniej; moja stawka to maksymalnie 150 dolców. Ale jeśli nie jesteś ubezpieczony, to masz problem. No i pamiętaj: jak masz HMO, a trafisz na ER poza siecią, to płacisz pełną stawkę.
    Ciekawostka historyczna z powyższego źródełka: do lat 90. nie było w USA UHC, przez co jak zachorowałeś w sobotę, to zostawało pogotowie – i wysoki rachunek.

    To ja może lepiej zostanę w domu…

    I bardzo dobrze, bo firmy ubezpieczeniowe coraz częściej uruchamiają telewizyty. Nie, nie jest to związane wyłącznie z obecną pandemią. Po prostu o wiele taniej wychodzi, kiedy pacjent dokładnie powie, co mu jest, niż jak będzie musiał iść do swojego lekarza, albo – nie daj Boże – jechać na izbę przyjęć. Powiedzmy sobie zresztą szczerze: sporo pierdół naprawdę da się ogarnąć przez Skype. Tylko uwaga: myli się ten, kto myśli, że telekonsultacje są bezpłatną alternatywą dla wizyty u lekarza. Płaci się normalną stawkę, tyle, że lekarz pyta, o co chodzi, co się dzieje, a następnie wystawia receptę przez Internet.

    Jest zaraza. I co teraz?

    I teraz jeszcze więcej rzeczy odbywa się online. Na przykład online przyjmują lekarze w Academic Health Center. Również wybór dentystów jest bardzo ograniczony, głównie do medyków spoza sieci. W tej sytuacji posiadanie ubezpieczenia PPO daje naprawdę duży komfort.

    No dobrze, a jakieś pozytywy?

    Słuchajcie, może i narzekam na amerykańską służbę zdrowia, lecz moje dotychczasowe doświadczenie mówi, iż jedynym, ale za to największym jej problemem są koszty, które ponoszą chorzy. OK, jest to dla wielu rzecz dyskwalifikująca. Bądźmy jednak świadomi, że cała „otoczka” to coś, co zdecydowanie należy zaliczyć na plus. Na przykład na mojej tylko uczelni działa 24/7 pielęgniarska pomoc telefoniczna, centrum zdrowia kobiet (Wykopki, wiecie, co z tym zrobić), centrum medycyny sportowej, centrum żywienia czy laboratorium do testowania chorób wenerycznych. Ogromny nacisk kładzie się tu też na zdrowie psychiczne, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że w Teksasie każdy może nabyć broń. Na przykład na mojej legitymacji studenckiej jest numer do Behavior Concerns Advice Line, gdzie można zgłosić problem swój lub kogoś nam bliskiego. Pomoc, nawet w podbramkowych sytuacjach, jest na wyciągnięcie ręki. Należy jednak dodać dla większości przypadków formułkę: o ile Cię na nią stać.
    UHC to nie spęd, jak nocna i świąteczna pomoc w Polsce, gdzie ludzie tłoczą się, bo im się o 21.00 w piątek przypomniało, że skończyły im się leki na porost włosów. Tu wchodzisz do Internetu, wyszukujesz centrum ze swojej sieci, rejestrujesz się online. Dostajesz info, że za 20 minut masz być na miejscu, a pielęgniarki i lekarz już na Ciebie czekają. Wszystko przebiega sprawnie i w miłej atmosferze, z żarcikami, maksymalną redukcją stresu i ciągłym pytaniem, czy nie boli. Fakt, na izbie przyjęć swoje trzeba odsiedzieć, ale to dlatego, że tam nie mogą odmówić ci pomocy, więc niektórzy nieubezpieczeni Amerykanie jadą tam z pierdołą, której nie będą im leczyć za darmo nigdzie indziej, z myślą „jakoś to będzie”. System się przez to krztusi, choć nie tak jak w Polsce. Ogólnie wygląda to dobrze.
    Mało tego: kiedy chcesz iść do lekarza i szukasz go w wyszukiwarce, otrzymujesz nie tylko jego imię i nazwisko, ale również oceny innych ubezpieczonych (nie podejrzewam przekrętów, bo to serwis tylko dla zalogowanych), a do tego rok ukończenia studiów, uczelnię i zdobyte nagrody. Jesteś więc w pełni świadomy, kogo wybierasz. W Polsce? ZnanyLekarz (powodzenia życzę) albo jakiś random, który akurat ma dyżur.

    Ostatnia uwaga. Pod ostatnim wpisem pojawiło się kilkanaście komentarzy, że życie w Stanach musi być straszne. W rzeczywistości jest ono takie samo jak w każdym innym miejscu na świecie: straszne dla biednych lub chorych i piękne dla zamożnych i zdrowych. Nikt tu nie skarży się na swój los, ale nierówności społeczne kłują w oczy. Od razu mówię: nie oceniam, czy należy je zasypywać interwencją państwa. O dyskusję w tej kwestii na pewno zadbają drodzy Mircy :)

    To co, moi mili? Na dziś wystarczy. Jutro część ostatnia „opisowa”, czyli moje prywatne doświadczenia.

    Dobrych Świąt Wielkiej Nocy życzę tym, którzy je obchodzą. A tym, którzy nie obchodzą – udanej reszty niedzieli!

    #curateipsum #usa #nfz #zdrowie #wolnyrynek
    pokaż całość

    źródło: BC.png

    •  

      @JackTheDevil90 Powtórzę się: problemy, które opisujesz w tym poście są związane z tym, że ubezpieczasz się u pośrednika, a nie w służbie zdrowia, czyli np. w Keiser Permanente. Większość problemów, które opisałeś w części 1 i 2 Cura te ipsum nie występują w przypadku, gdy pominiesz pośrednika. Z tego też względu tak dużo osób pomija pośrednika od wielu już lat i nie znam nikogo już teraz, kto nie jest ubezpieczony w Keiserze, a mieszka w Kalifornii. pokaż całość

    •  

      @JackTheDevil90: apropo deductible, w Holandii istnieje coś na podobnej zasadzie, z tym że tutaj to się nazywa Eigen risico w tłumaczeniu ryzyko własne, w zależności od tego jak wysokie płacisz ubezpieczenie zawsze je masz (do momentu do kiedy byłem w NL minimalne ryzyko własne wynosiło 350e),ja płaciłem miesięcznie 105e miałem 350e ryzyka, kumpel płacił składkę w wysokości 60e już miał 1000e, jest to kwota która musisz Zawsze płacić w przypadku leczenia zabiegowego i/lub operacyjnego,czyli - masz zabieg kosztujący 5000 a płacisz składkę w wysokości 105 - płacisz z własnej kieszeni 350e resztę pokrywa ubezpieczyciel i analogicznie do niższej stawki, wyższe eigen risico - więcej płacisz podczas zabiegu/operacji. pokaż całość

    • więcej komentarzy (136)

  •  

    Cura te ipsum, czyli opieka medyczna w USA.

    Część 1. Teoria i statystyka

    System opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych jest niezwykle skomplikowany. I mówiąc to nie mam na myśli faktu, że Amerykanie są nieogarnięci i zbyt leniwi, aby czytać umowy. Ta kwestia jest naprawdę potwornie złożona i pełna kruczków, których nieznajomość na każdym kroku wyciąga pieniądze z kieszeni. Zacznijmy zatem od podstaw teoretycznych. W kolejnych częściach praktyka.

    Co to jest ubezpieczenie zdrowotne?

    Ubezpieczenie zdrowotne jest to dobrowolne ubezpieczenie, zawierane z wybraną, prywatną firmą lub firmami, które pokrywa część kosztów, jakie pacjent ponosi w wyniku choroby lub leczenia. Sytuacja, w której ubezpieczenie pokrywa 100% kosztów praktycznie się nie zdarza, ale o tym zdążę powiedzieć…

    Co się dzieje, jeśli nie masz ubezpieczenia, a zachorujesz?

    Cóż, to zależy od Ciebie. Jeżeli zgłosisz się na do lekarza lub na izbę przyjęć nieubezpieczony, a jesteś w stanie zagrożenia życia, to zostaniesz przyjęty, ale dostaniesz rachunek do zapłaty. A wynosi on – bagatela – od kilkunastu tysięcy do kilku milionów dolarów. W rezultacie horrendalne rachunki za opiekę zdrowotną to główna przyczyna upadłości konsumenckiej w USA. Dla wielu ludzi jest to sytuacja tragiczna: nikt im nie wynajmie mieszkania, nie pozwoli wziąć abonamentu na telefon, ani nie podłączy kablówki. Dlatego niejednokrotnie biedni Amerykanie ryzykują życiem, żeby nie płacić za szpital czy leczenie. Mimo wszystko nie jest tak, jak mówią niektórzy: w USA nie „zdycha się pod płotem”. Natomiast widmo choroby, zwłaszcza przewlekłej, to dla nieubezpieczonych koszmar. Dla ubezpieczonych zresztą też, co wynika z faktu, że aby ubezpieczenie w ogóle zaczęło działać (tzw. deductible), przeciętnie w ciągu roku trzeba z własnej kieszeni wydać prawie 4500 dolarów. (Źródło).

    Jak wielu Amerykanów jest nieubezpieczonych?

    To zależy od stanu. W północnych stanach ubezpieczonych jest więcej; liczba nieobjętych ubezpieczeniem sięga kilku procent. Wynika to z faktu, że mniej jest tam imigrantów z Meksyku, których na ogół nie stać na ubezpieczenie, a także więcej etatów (przemysł). Natomiast na południu, na przykład w Teksasie, gdzie przebywam, ubezpieczenia nie ma prawie 30% ludzi. Innymi słowy, co trzeciej osoby nie stać, aby chorować. W przypadku jakiegokolwiek zdarzenia w rodzaju zawału / wylewu / raka / ugryzienia przez kojota (do czego zaraz wrócę) taka osoba jest praktycznie rzecz biorąc skończona. Dla jasności: szpital ją przyjmie, ale potem zlicytuje. Średnia dla kraju to 11%.

    Jaka wolność! Każdy może się nie ubezpieczyć?

    Otóż nie. Tacy ludzie jak ja, czyli na przykład zagraniczni studenci i pracownicy naukowi, mają nałożony przez władze federalne (inaczej: ogólnokrajowe) obowiązek zgłoszenia posiadania ubezpieczenia na cały czas pobytu. Mało tego: to ubezpieczenie musi spełniać konkretne warunki. Są to mianowicie:

    Ubezpieczenie od wypadku lub choroby: $100,000
    Koszty transportu medycznego: $50,000
    Transport zwłok: $25,000
    Deductible: nie więcej niż $500
    (Źródło)

    Na Orientarion Meeting – obowiązkowym spotkaniu dla nowych studentów i pracowników naukowych – osoba prowadząca podkreśla zawsze, że te stawki są śmiesznie małe. $100,000 można spokojnie wydać po przewróceniu się na ulicy: sam rezonans magnetyczny może w niektórych przypadkach kosztować $20,000! (Źródło). Jeżeli natomiast będziesz miał pecha i ugryzie Cię kojot, to przemycie rany, opatrunek i cztery zastrzyki na wściekliznę, kosztują kolejne $20,000. (Źródło z mojej okolicy). Wyobrażacie sobie combo: kojot + upadek? Dlatego zaleca się wyższe stawki ubezpieczenia. Całe szczęście w każdym przypadku, który nie jest nagły, każdy - nieważne czy GP (General Practice), czy UMC (Urgent Medical Center) czy ER (Emergency); wyjaśnię niebawem – podaje wycenę zabiegu przed jego wykonaniem. Dzięki temu na ogół obywa się bez zaskoczeń.

    No dobra Jack, to ile dałeś za ubezpieczenie?

    Za półroczne ubezpieczenie medyczne i dentystyczne – uwaga, one są oddzielne: to drugie nie jest obowiązkowe nawet dla scholars – dałem 1521 dolarów, czyli ponad 6000 zł. Jest to ubezpieczenie „grupowe” (uczelniane), jakie najczęściej dostają pracujący Amerykanie właśnie przez fakt, że są zatrudnieni i można im je pobierać z pensji. I choć za ubezpieczenie można płacić w miesięcznych ratach, to mnie pociągnęli jednorazowo – za pół roku. Jest to zatem niemały wydatek, ale jak Ci się nie podoba, to idź do innego ubezpieczyciela.

    Sporo...

    Wcale nie! Ja płaciłem za siebie, ale absurdalnie drogie są ubezpieczenia dla rodziny. Szacuje się, że przeciętny roczny koszt ubezpieczenia (składka + co-pay, czyli to, co się dopłaca do usług medycznych + deductible, czyli próg od którego ubezpieczenie zaczyna działać) to dla typowej amerykańskiej, czteroosobowej rodziny koszt rzędu $28,166 (źródło). Czyli średnio dwa i pół tysiąca dolarów miesięcznie. To jest naprawdę sporo, pieniędzy, połowa jednej sporej pensji. Do tego dochodzi kilka faktów. Ubezpieczenie z wiekiem jest coraz droższe, bo dla osób 45-64 osiąga trzykrotność tego, co dla osób 18-24 (patrz niżej). Nierówne są także stawki pomiędzy poszczególnymi stanami (Alaska ma stawki średnio trzy razy wyższe niż Ohio). Dodatkowo jest to wyłącznie ubezpieczenie, które nazywamy w Polsce zdrowotnym. Nie chroni ono zatem przed niemożliwością pracy: dlatego wirus ma takie używanie w Stanach – nikt nie chce iść na zwolnienie, bo nie jest ono płatne.

    Ale Ty głupi jesteś, Jack! A nie lepiej wykupić ubezpieczenie podróżne w Polsce?

    Jak jedziesz na tydzień, to spoko. Jak na pół roku, to nie bardzo. Dlaczego? Bo na ogół wygląda to tak, że jeżeli jesteś ubezpieczony w jakimś PZU, AXA czy TU Europa, to w przychodni gówno ich ten świstek obchodzi. Musisz płacić z własnej kieszeni, a potem słać pisma do ubezpieczyciela, żeby Ci oddali. Mało tego: na ogół jest tak, że w OWU widnieje obowiązek kontaktu z ubezpieczycielem przed pójściem do lekarza. Dajmy na to, że łamiesz nogę, wzywasz kartkę, jedziesz na Emergency. Nie dość, że za wszystko płacisz z własnej kieszeni, to potem ubezpieczyciel może Ci powiedzieć: „No ale wie pan, nie było dzwonione do nas, a pan złamał nogę, a nie – nie wiem – palec, którym się wybiera numer, więc my tego nie możemy zapłacić”. I pupa zbita. Mało tego: ostrzeżenie dla Was moi Mircy. Zwróćcie uwagę że większość OWU ma bardzo dużo wyłączeń – choroby psychiczne, nasilenie objawów posiadanych już chorób albo wypadki po spożyciu alkoholu. Dlatego starajcie się, jeżeli wyjeżdżacie na dłużej, kupować lokalne ubezpieczenia. Na ogół są dużo lepsze. Ja za pierwszym razem kupiłem ubezpieczenie w Polsce i nosiłem polisę cały czas, bo takie jest zalecenie. Za drugim stwierdziłem, że nie ryzykuję – zapłaciłem trochę więcej i kupiłem ubezpieczenie lokalne.

    Jak wyglądał Twój zakup ubezpieczenia?

    Śmiesznie. Wypełnia się świstek PDF. I teraz uwaga. Wpisuje się na nim dane karty kredytowej (razem z numerem i CVV). A następnie wysyła się faksem. Ktoś powie: to jest nienormalne. Ale musicie obie zdać sprawę, że Amerykanie są technologicznie zacofani. Nie ma Blika, nie ma PayU. Jest PayPal, który działa jak działa i służy głównie do e-zakupów, są czeki… I karty kredytowe. Wyprzedzając fakty: kiedy chcesz, żeby ściągnięto Ci kasę z karty, np. u lekarza, pielęgniarka po prostu zabiera Ci ją i zanosi sobie do uzupełnienia danych. Kradzież kasy? No, trudno, panie. Ach, a wiecie, jak się podpisuje PDF? Nie jakimś podpisem cyfrowym czy innym cudem. Bierzesz funkcję „Maszyna do pisania” i wpisujesz swoje imię i nazwisko. (Ostatnio na jednej ze stron podpisałem tak rachunek: śmieszne było to, że czcionkę Times New Roman zmieniło mi na jakiś odręczny font – i to tyle, jeżeli chodzi o definicję podpisu). Dla mnie, który na Szafir czekał chyba dwa tygodnie, to jest szok.
    Tak więc wysłałem ten PDF kontem na MyFaksie (metody jak za króla Ćwieczka), a za kilka dni otrzymałem… Dwie przesyłki od firmy BlueCross BlueShield. W obu karty. Jedna medical insurance, druga dental insurance. (Pic rel).

    Ej, chwila, nikt nie sprawdzał Twojego stanu zdrowia?

    Nie! Ubezpieczyciel nie widział mnie na oczy. Nie pytał o wagę, wzrost, choroby. Wiem, że wraz z wiekiem ograniczenia nakładane przez ubezpieczycieli są coraz większe. Jednak po wprowadzeniu Patient Protection and Affordable Care Act (znanego jako ObamaCare) – czyli częściowej nacjonalizacji służby zdrowia – pojawiły się pewne warunki: nie można wykluczyć nikogo z ubezpieczenia, a dla osób 45-64 stawka może być maksymalnie trzy razy wyższa niż dla osób 18-24. Nie można ten podnosić kosztu ze względu na pre-existence conditions, czyli wcześniejsze choroby. Aż strach pomyśleć, co działo się wcześniej, skoro wprowadzone obostrzenia i tak wydają się stosunkowo liberalne…

    A co z osobami po 65. roku życia?

    Mają problem. Nawet jeżeli wykupiły ubezpieczenie w ramach Term Life Insurance, czyli na całe życie, to z czasem składki rosną tak dramatycznie, że praktycznie nie ma możliwości ich opłacania. Szacunki mówią, że osoba, która kończy 65 lat, musi mieć co najmniej $280,000 na leczenie, aby mogła mieć zapewnioną opiekę zdrowotną. (Źródło). Jeżeli kogoś nie stać, to – znowu – nie umiera w męczarniach, bo istnieje federalny program Medicare (jeżeli przepracowało się co najmniej 10 lat) oraz programy stanowe. Wiadomo oczywiście, że finansowane w ten sposób usługi są niższej jakości, ale nikt przynajmniej nie umiera na ulicy.

    Na razie nie widzę w tym nic skomplikowanego…

    Bo dopóki nie zachorujesz, to nie wiesz, jaki ten system jest powalony. W rzeczywistości nie wiesz, ile zapłacisz za jakikolwiek zabieg i wizytę u lekarza, dopóki nie wiesz: (a) kto Cię przyjmie (in-network/out-of-network); (b) czy masz ubezpieczenie PPO (Preferred Provider Organization) czy HMO (Health Manage Organization); (c) czy masz możliwość jechać do GP, czy może do UMC albo, nie daj Boże, największego nemezis każdego Amerykanina i jego ubezpieczyciela – Emergency. Mało tego: na razie mówimy o lekarzach i usługach medycznych, a dochodzi jeszcze koszt zakupu lekarstw, które bez ubezpieczenia bywają koszmarnie drogie. O tym też zdążę powiedzieć.

    Ale na razie tyle wystarczy, ciąg dalszy jutro. Idę teraz zarzucić Tramadol XD Dziękuję za uwagę!

    PS. Nie chcecie trailerów, to nie powiem, co będzie w odcinku 2 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #curateipsum #usa #zdrowie #wolnyrynek #nfz
    pokaż całość

    źródło: IN2.jpg

  •  

    Jeżeli jesteście zainteresowani tym, jak działa amerykańska służba zdrowia - ile kosztuje ubezpieczenie, co pokrywa, a czego nie oraz jak łatwo dostać narkotyki opioidowe, nawet jeśli się ich nie chce - to sporządzę dłuższy wpis w tej sprawie. Najpierw chciałbym jednak wiedzieć, że w ogóle jest zainteresowanie. 25 plusów (nie jestem pazerny), a w ciągu dwóch dni pod tagiem #curateipsum opiszę swoje przygody, wrzucę może jakiś rachunek etc. No to jak robimy? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #usa #nfz #ubezpieczenie #zdrowie #wolnyrynek (powiedzmy) i troszeczkę #zebroplusy
    pokaż całość

  •  

    Zaplusuj Szumowskiego

    Służba zdrowia w ruinie dzięki jego partii ale marnie wygląda

    #koronawirus #nfz #sluzbazdrowia #lekarze #polska #rakcontent #polityka #polska #neuropa #4konserwy #dobrazmiana pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      więc nie mam już pomysłów

      @Deska_o0: ale zauważyłeś, że nieprzystąpienie szumowskiego do tego przetargu opisałem jako minus a nie wychwalanie? piszesz że szumowski się zrzekł czyli było tak, że był juz w tym przetargu ale zrezygnował? ok może być dla mnie nadal to minus.

    •  

      @VrubeL: miał możliwość przystąpienia, ale zrzekł się tej okazji, według słownika taka czynność oznacza rezygnację
      Wracaj do wrzucania przekazu dnia gdzie indziej, jeszcze napisz że nie głosowałeś na PiS ale, oraz że masz rodzinę w służbie zdrowia i sytuacja jest zajebista

    • więcej komentarzy (28)

  •  

    Plusujcie Szumowskiego

    Wraz z PISem dobił służbę zdrowia, która nie daje rady z umiarkowaną ilością przypadków zakażeń wirusa

    Mimo tego prawaki golubią
    bo ma podkrążone oczy i w 2018 zawierzył służbę zdrowia matce Boskiej

    #koronawirus #nfz #sluzbazdrowia #lekarze #polska #rakcontent #polityka #polska #neuropa #4konserwy #dobrazmiana pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Plusujcie jeśli chcecie szkalować wielbionego przez prawaków ministra Szumowskiego
    Gdy była pełnia możliwości, to zamiast ratunku służby zdrowia to nic nie wiele robił a jedynie zawierzył ją Matce Boskiej

    Teraz zdobywa szacun bo ma podkrążone oczy od nie wyspania
    https://twitter.com/K_Stanowski/status/1243129247474073600

    #koronawirus #nfz #sluzbazdrowia #lekarze #polska #rakcontent #polityka #polska #neuropa #4konserwy #dobrazmiana
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Szumowski bohater konserw i #4kuce

    Wraz z PISem był grabażem służby zdrowia, która przy niewielkie ilości chorych już nie wyrabia

    Ale ma podkrążone oczy i w 2018 zawierzył służbę zdrowia matce Boskiej

    #koronawirus #nfz #sluzbazdrowia #lekarze #polska #rakcontent #polityka #polska #neuropa #4konserwy #dobrazmiana pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Patrzcie i płaczcie. To, że system się zawali jest kwestią czasu. Mówię to w pełni świadomie jako ratownik pracujący w systemie ratownictwa medycznego oraz dodatkowo w szpitalu.

    Ministerstwo prosi pracowników ochrony zdrowia o zaprzestanie pracy w innych jednostkach ochrony zdrowia celem ograniczenia transmisji zakażeń. Do tego trwają prace mające na celu ulokowanie tego prawnie.

    Teraz pytanie do Was.
    Kto zgadnie co się stanie jak ludzie pracujący niekiedy w 2-3 jednostkach ochrony zdrowia wyrabiający średnio 200-300 godzin miesięcznie zostaną przy jednym etacie w jednym szpitalu czy pogotowiu?

    Sam pracuję 14-15 dyżurów w pogotowiu i 5 dyżurów w szpitalu. Myślicie, że Pani salowa albo konserwator będzie chętny wziąć moje dyżury w szpitalu?

    Miłego dnia i nie chorujcie. A jak chcecie chorować to nie za ciężko bo niedlugo nie będzie miał wam kto pomóc.

    Ależ to pierdolnie z hukiem. Kupujcie czipsy i batony

    #koronawirus #covid19 #zdrowie #nfz
    pokaż całość

    źródło: IMG_20200327_081252.png

    •  

      @raklez: dzięki za głos rozsądku i zrozumienia. Umysłowe ameby i tak nie zrozumieją. Mam nadzieję że kiedyś przyjdzie taki czas że będziemy pracować na jednym etacie za godne pieniądze. Póki co gdyby wszyscy poszli tylko do jednej roboty to byłby masowy pomór a ludzi w systemie braklo by jakieś 30-40%

      +: raklez
    •  

      @fakjubicz86: Jakość świadczonych usług podczas dyżuru 24-godzinnego zdecydowanie jest niższa, niż chociażby 12-godzinnego. Organizm jest zmęczony, problemy z koncentracją, dolewanie litrów kawy, brak odpowiednich odpoczynków. Wydaje mi się, że służba zdrowia powinna zapewniać usługi jak najwyższej jakości, ale rzeczywistość, chociażby bazując na twoim wpisie, pokazuje co innego. ( ͡º ͜ʖ͡º)
      PS. Na przykład w transie są ograniczenia i nikt nie robi z tego problemów.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #nfz

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1

Archiwum tagów