•  

    Poznałem mówiącego po polsku Brazylijczyka o polskich korzeniach. Mówi staropolskim językiem, takim, jakiego nauczyli go dziadkowie i rodzice. O dziwo zna i używa słowa "kurwie". Opowiedział mi, co to znaczy, zobaczcie sami 8)

    O co w ogóle chodzi? Brazylijski portugalski różni się od siebie w poszczególnych regionach kraju. W zależności od regionu język potrafi brzmieć inaczej, przyjmując wpływy języka dawnych imigrantów, którzy w danym regionie stanowili większość. Brazylijski portugalski, w zależności od regionu, ma sporo naleciałości z języka głównej mniejszości - w niektórych miejscach będzie to niemiecki, a w innych włoski czy właśnie Polski.

    Na przykładzie kurwia rozmówca tłumaczy mi, co znaczy to słowo dla lokalnych mieszkańców, a co znaczy w polskich koloniach w Brazylii.

    Video jest fragmentem mojego materiału z Caxias do Sul. Zapraszam do wykopywania znaleziska: Posłuchaj jak Polonia w Brazylii mówi po staropolsku

    ___

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa #podrozujzwykopem #heheszki #naukajezykow

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.
    pokaż całość

    źródło: streamable.com

  •  

    Centrum Porto Alegre, Brazylia

    To jedno z najniebezpieczniejszych miast na świecie. Porto Alegre regularnie trafia do wielu niechlubnych rankingów, na przykład ostatnio jedna z meksykańskich organizacji opublikowała ogólnoświatowy ranking miast, gdzie dochodzi do największej ilości zabójstw. Porto Alegre zajęło 43 miejsce - na każde 100 tysięcy mieszkańców ofiarą zabójstwa pada tutaj 35 osób.

    Statystyki zabójstw są w Brazylii przerażające. W kraju dochodzi codziennie do prawie 200 zabójstw. Większość z nich związana jest z narkotykami lub ma podłoże rabunkowe. Rocznie w Brazylii ginie w ten sposób prawie 65 tysięcy osób. Od niedawna policja ma dużo większe uprawnienia do użycia broni w razie niebezpieczeństwa. W ten sposób, z rąk policjantów ginie codziennie około 12 Brazylijczyków.

    Porto Alegre to zdecydowanie najbrzydsze miejsce, jakie odwiedziłem w Brazylii. Zresztą co tu dużo pisać. maksymalnie ze 3 godziny po przyjechaniu zostałem okradziony ( ͡° ͜ʖ ͡°) Mimo to udało mi się spotkać z kilkoma fantastycznymi osobami związanymi z naszym krajem!

    Zapraszam do wykopywania znaleziska: Polonia w Porto Alegre - najniebezpieczniejszym mieście Brazylii
    ___

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa #podrozujzwykopem

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.
    pokaż całość

    źródło: 20190419_162540.jpg

  •  

    Polska szkoła w Dom Feliciano (stan Rio Grande do Sul, południe kraju) - zwróćcie uwagę na obraz na ścianie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dom Feliciano to jedno z polskich miast w Brazylii. Na niecałe 15 tysięcy mieszkańców prawie wszyscy mają polskie korzenie. Nagrałem tam sporo materiału video: Zapraszam do wykopywania znaleziska: Polak odwiedził polskie miasto w Brazylii
    ___

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #urugwaj #amerykapoludniowa #pokazmorde

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.
    pokaż całość

    źródło: IMG_9383.JPG

  •  

    Z Lucią Topolansky wiceprezydent Urugwaju. Ma polskie korzenie. Jej rodzina pochodzi z Krakowa, emigrowała do Austro-Węgier i stamtąd wyjechała do Urugwaju. Opowiedziała mi trochę o Polsce, co możecie zobaczyć na filmie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zapraszam do wykopywania znaleziska: Rozmowa z Wiceprezydent Urugwaju, Lucią Topolansky, o jej polskich korzeniach

    Bardzo proszę Was o uwagi i opinie ;)
    ___

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #urugwaj #amerykapoludniowa #pokazmorde

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.
    pokaż całość

    źródło: Z Lucią Topolansky wiceprezydent Urugwaju - Monte Video Urugwaj.jpg

  •  

    Mecz KS Cracovia de Uruguay - Patorozu w Urugwajskiej lidze amatorskiej.

    Zespół wzorowany jest na naszej Cracovii, ma identyczne barwy oraz herb i co ciekawe... żadnego Polaka w składzie - to w stu procentach inicjatywa Urugwajczyków. Dlaczego prawie 2 lata temu założyli taki klub? Bo Polacy to walczaki, tak samo jak Urugwajczycy. I nasze zespoły, podobnie jak Urugwajskie, mimo potencjału, nie mogą osiągnąć sukcesu. Szukając klubu, którym chcą się inspirować nie chcieli stawiać na znane marki, bo futbol z pierwszych stron gazet śmierdzi i jest komercją. Padło na Cracovię, poczytali o niej i o Polsce i stwierdzili, że to jest to! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zapraszam do wykopywania znaleziska: Spotkanie z Cracovia de Uruguay - polskim zespołem piłkarskim w Montevideo

    Bardzo proszę Was o uwagi i opinie, subskrypcje i udostępnienia :)
    ___

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa #pilkanozna #ekstraklasa

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

    źródło: IMG_9025.JPG

  •  

    Pierwszy odcinek trafił właśnie na YouTube! Na początek lądujemy w Urugwaju. Ciężko w tym kraju znaleźć polskie symbole i Polonię - w przeciwieństwie do innych krajów, Polonia w Urugwaju prawie całkowicie się zasymilowała.

    Szukam punktu zaczepienia i opowiadam o krzyżu postawionym w Montevideo po wizycie Jana Pawła II - krzyża, który wzbudził aferę w całym Urugwaju.

    Zapraszam do wykopywania znaleziska: Polonia w Urugwaju - czy Montevideo ma polskie miejsca?

    Bardzo proszę Was o uwagi i opinie, subskrypcje i udostępnienia :)
    ___

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa #wiara #religia

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

  •  

    Zgodnie z obietnicą zebrałem w klip kilka rozmów z Polonią z Ameryki Południowej. Posłuchajcie, co mają nam do opowiedzenia obywatele Ameryki Południowej, których dziadkowie lub pradziadkowie przybyli dziesiątki lat temu do Polski.

    Zapraszam do wykopywania znaleziska: Polonia z Ameryki Południowej mówi o Polsce

    Bardzo proszę Was o uwagi i opinie, subskrypcje i udostępnienia :)
    ___

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

  •  

    Trailer z wyjazdu już jest gotowy!

    Zapraszam do wykopywania znaleziska: Śladami Polonii - trailer

    Bardzo proszę Was o uwagi i opinie, subskrypcje i udostępnienia :)
    ___

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

  •  

    Agua Branca, Brazylia - wnętrze drewnianego, zabytkowego, polskiego kościoła wybudowanego przez Polaków w 1900 roku.

    Trailer z podróży się robi, myślę, że zobaczycie go w przeciągu najbliższych dwóch tygodni :)
    ___

    Założyłem Fanpage na Facebooku związany z moją podrożą: https://facebook.com/Śladami-Polonii-276509473302980/

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

    źródło: 20190516_143038.jpg

  •  

    Polski pomnik w centrum miasteczka Itaiopolis w Brazylii (stan Santa Catarina). Na około 25 tysięcy mieszkańców Itaiopolis większość z nich posiada polskie korzenie. W mieście, prócz wielu polskich, tradycyjnych chat znajdziemy również inne, polskie symbole - w głównym parku znajduje się stara, drewniana chata polska (gdzie znajduje się muzeum kultury polskiej), a kawałek za miastem znajduje się polski kościół.

    Wybaczcie, że tak długo nic nie wrzucałem. Nie miałem na to czasu, wyjazd wszedł na wielkie obroty. Wróciłem do Polski i nadrabiam!

    Zgodnie z planami, w każdym z odwiedzonych krajów odnalazłem potomków Polaków, którzy 150 lat temu opuścili Polskę i wyjechali do Ameryki Południowej. Na przestrzeni ostatnich miesięcy odbyłem wiele fantastycznych i poruszających rozmów. Kilka razy zdarzyło się, że razem z rozmówcą płakaliśmy. Bo jak się nie wzruszyć, kiedy słyszysz, że:

    1. Rodzina twojego rozmówcy (mieszkająca pod Lwowem) wypłynęła z Polski chwilę przed wybuchem drugiej wojny światowej. Wchodząc na pokład statku jego obsługa oświadczyła, że ich najmłodsze dziecko, które miało akurat ospę, nie może wejść na pokład. Rodzice zostawili naprędce dziecko u ciotki. Po zakończeniu wojny rodzina wróciła do Polski, aby je odnaleźć. Nigdy im się to nie udało.

    2. Gdy wybuchła II wojna światowa czterech młodzieńców z wioski w Brazylii popłynęła do Europy, żeby walczyć o Polskę. Ich losy to scenariusz na film na miarę "Szeregowca Ryana".

    3. Pod koniec lat trzydziestych do Argentyny wyjechała tylko część rodziny mojego rozmówcy. Reszta pozostała w Polsce. W 1960 roku ojciec mojego rozmówcy odważył się w końcu polecieć do Polski, aby szukać kontaktu z rodziną, która została w Polsce. Przypadkiem w pociągu wpadł na swojego brata.

    Byłem w Urugwaju, Brazylii, Paragwaju i Argentynie. Odwiedziłem prawie 40 miast, miasteczek i wsi. Przed wyjazdem założyłem, że sukcesem będzie, jeżeli w każdym miejscu znajdę chociaż jedną osobę, która będzie chciała ze mną porozmawiać. Rzeczywistość okazała się dużo inna - w znacznej części miejsc spotkałem dużo więcej ludzi, którzy chcą ze mną rozmawiać. Wieść o mnie rozniosła się błyskawicznie, z dnia na dzień dzwonili do mnie ludzie, żebym przejechał tu lub tam. W związku z tym nie udało odwiedzić mi się wszystkich krajów, które chciałem, ale to problem z kategorii tych dobrych problemów. Do Ameryki polecę jeszcze raz, odwiedzić pozostałe kraje. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    To były niesamowite miesiące, mam ponad 50 godzin materiału wideo, drugie tyle dodatkowych rozmów na dyktafonie. Poza wszystkimi spotkaniami, bycie w tych krajach było wspaniałym doświadczeniem. Poznałem dziesiątki osób, zobaczyłem niezwykłe miejsca i przeżyłem niesamowite historie. No i wypiłem niesamowite ilości alkoholu, bo tamta Polonia nie oduczyła się pić i prawie każdy chciał ze mną napić się wódki.

    Zgrałem już materiał, niedługo zacznę powoli montować wszystko. Spodziewajcie się niedługo trailera!

    ___

    Założyłem Fanpage na Facebooku związany z moją podrożą: https://facebook.com/Śladami-Polonii-276509473302980/

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

    źródło: IMG_9602.JPG

  •  

    Kopia bramy głównej szczecińskiego Portu Wolnocłowego w Pomerode w Brazylii!

    Miasto założyli przeszło 150 lat temu Pomorzanie, w większości z okolic dzisiejszego Nowogardu. Przybyli do Szczecina, z którego wyruszyli do portu w Hamburgu, skąd popłynęli już bezpośrednio do Ameryki. Brama Portu Wolnocłowego była jedną z ostatnich rzeczy, jaką widzieli na opuszczanej matczynej ziemi. W 2000 roku potomkowie założycieli postanowili wybudować w Pomerode kopię bramy ze Szczecina.

    Samo Pomerode wygląda jak jedno z małych miasteczek na Pomorzu, dominuje tu europejska zabudowa, praktycznie wszyscy mówią po niemiecku.

    Po muzeum miasta miałem przyjemność przejść się z Prefektem (Burmistrzem), który opowiedział mi o założeniu Pomerode i o swoich dwóch wizytach w Szczecinie (bardzo mu się podobało). Dostałem nawet od urzędu miasta mały prezent dla Prezydenta Szczecina ;)

    Założyłem Fanpage na Facebooku związany z moją podrożą: https://facebook.com/Śladami-Polonii-276509473302980/

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa #szczecin

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

    źródło: 1557776245391.jpg

  •  

    Jestem w Aurea w Rio Grande do Sul w Brazylii. Jest to najbardziej znana Polska miejscowość w kraju. Nazywana jest stolicą Polaków w Brazylii.

    To liczące niespełna 4 tysiące mieszkańców miasteczko zostało założone przez Polaków w 1906 roku. Większość z nich pochodziła prawdopodobnie ze Złotoryi. Mówi się tu po polsku, modli się po polsku, po polsku się tu również pije. Wjeżdżając do miasta mija się polską bramę, na uliczkach zwracają uwagę polskie nazwy sklepów i pubów. Miasto jest bardzo otwarte i gościnne do osób z Polski. Widać, że do dzisiaj funkcjonuje tu ogromna polska gościnność.

    Byłem tu akurat 3 maja - święto te jest bardzo mocno celebrowane przez Polonię na całym świecie. W Aurea zrobiono mszę, na której odśpiewano m.in. Hymn Polski (wszystkie zwrotki) a później ognisko i zabawę do poźnej nocy.

    Aurea jest miejscowością, w której słyszałem najwięcej języka staropolskiego. Dla przykładu, "pokaż swego siura" znaczy "przedstaw nam swojego syna/córkę", a "ruchaj się, dziwko" znaczy nic innego, jak "ruszaj się, dziewczyno".

    Z językiem to w ogóle ciekawa sprawa. Dorośli, czyli przeważnie trzecie i czwarte pokolenie polskich emigrantów mówi po polsku pięknie (większość) bo takim językiem mówiło się w ich domach. Ale ich dzieciaki w dużej mierze nie są tym już zainteresowane i mówią po portugalsku. Czyżby kolejne pokolenia miały przestać mówić po polsku? Do dzisiaj odwiedziłem 3 szkoły języka polskiego, jeszcze kilka szkół mam po drodze. Naukę języka dokładnie kiedyś opiszę. Większość uczących się polskiego to osoby dorosłe, które stwierdziły, że chcą mówić językiem rodziców. Jestem jednak przekonany, że ilość osób mówiących w Brazylii po polsku, będzie coraz mniejsza.

    BTW. W każdym polskim mieście i miasteczku zaczepiam moich rówieśników i pytam o język polski. Patrzcie na filmik :)

    Założyłem Fanpage na Facebooku związany z moją podrożą: https://facebook.com/Śladami-Polonii-276509473302980/

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

    źródło: streamable.com

  •  

    Na wstępie chcę napisać, że założyłem Fanpage na Facebooku związany z moją podrożą: https://facebook.com/Śladami-Polonii-276509473302980/

    Będąc w Nova Prata w Brazylii zostałem zaproszony na spotkanie Polaków w Casca, miejscowości położonej półtorej godziny jazdy dalej.

    Szansa, ze pojawię się na takim spotkaniu była duża. Nova Prata i okolice posiadają sporą ilość polskich Brazylijczyków. Pamiętają oni o swoim pochodzeniu i starają się kultywować swoje tradycje. W Nova Prata istnieje Braspol, organizacja skupiająca Polaków w Brazylii. Istnieje tu również zespół tańca ludowego Kalina. Zobaczcie na filmie, jakie dali przedstawienie.

    Na balu było odśpiewane "sto lat", występ zespołu tańca i polskie jedzenie, czarnina, rosół, pierogi, kiełbasa, pączki i tak dalej. Oczywiście nie zabrakło alkoholu.

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #amerykapoludniowa

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

    źródło: streamable.com

  •  

    Jestem w Nova Prata w Brazylii, a w zasadzie to niedaleko Novej Praty, 8 km od miasteczka. To właśnie w tych okolicach w 1890 roku pojawili się jedni z pierwszych Polaków, którzy w wyniku kryzysu i wielkiej biedy w Polsce postanowi szukać swego szczęścia w Brazylii. Wykarczowali otrzymaną od Stanu Rio Grande do Sul ziemię i zajęli się rolnictwem. Moim gospodarzem jest Kariane Modelski. Jednymi z tych pierwszych przybyłych Polaków byli jej pradziadkowie.

    Rozmawiamy po Polsku, cały dzień i cały wieczór odwiedzamy Polskie kaplice, cmentarze i mieszkających po drodze Polaków. Znaczna część z nich wciąż mówi trochę po Polsku. Opowiadają o ciężkiej pracy na roli i mglistych wspomnieniach ojczyzny, jakie znają od swoich przodków.

    Najlepsze jednak jest w domu Kariane, która pasjonuje się polskim rękodziełem. Od 28 lat szydełkuje i robi pisanki, które zna w stanie Rio Grande do Sul większość Polonii. Nauczyła się tego od babci.

    Zobaczcie film. Niedługo wysyłam paczkę do mojej dziewczyny, więc jak ktoś chce kupić pisankę to Kariane będzie szczęśliwa, jak się pewnie domyślacie, nie zarabia na tym wiele. Oczywiście nie biorę dla siebie nawet złotówki, 1 pisanka kosztuje 35 zł - mój Paypal mat.jakubowski@wp.pl - uzbrojcie się w cierpliwość bo te pisanki wyśle do Was dopiero jak wrócę do Polski, czyli ja kilka miesięcy.

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #brazylia #historia

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

    źródło: streamable.com

  •  

    Wracamy na chwilę do Urugwaju!

    Montevideo, Urugwaj. Jestem na obrzeżach miasta, mijam Campeon del Siglo, nowy stadion zespołu Penarol, jednego z najbardziej utytułowanych klubów piłkarskich na świecie. Ale nie dla mnie te piękne areny i sportowe spektakle tytanów. Jako fan Ekstraklasy idę na przyboczne boiska, na których gra dzisiaj czwarta kolejka amatorskiej ligi piłkarskiej Urugwaju - Liga America.

    Gra w niej zespół Cracovia de Uruguay - klub wzorowany na naszej rodzimej Cracovii. Chłopaki mają identyczne barwy oraz herb. I co ciekawe, nie mają żadnego Polaka w składzie, to w 100% inicjatywa Urugwajczyków. Docieram na miejsce, siadam na trawie na małym wzniesieniu przy boisku. Slońce grzeje, są 23 stopnie, o 11:00 czasu lokalnego (16:00 rano w Polsce) zaczyna sie mecz Cracovia - Patorozu. Jak to się w ogóle stało, że w Urugwaju znajdziemy taki klub? Po meczu porozmawiam z chlopakami, spytam się, co spowodowało, że skromni, piłkarscy amatorzy wzoruja się na znanej na całym swiecie ekipie piłkarskiej z Krakowa. Postaram się również dowiedzieć, dlaczego zamiast ligi hiszpańskiej czy angielskiej śledzą naszą, słynąca z centrostrzalów i niskiego pressingu Ekstraklasę, oraz dlaczego zamiast wzorować się na taktyce Jose Mourinho wolą powtarzać na boisku schematy opracowywane przez jego mniej znanego brata, trenera Cracovii, Michała Probierza.

    Spotkanie będzie oglądać około 20 kibiców. Nie mogę oderwać wzroku od sędziego liniowego - czarnowłosej Urugwajki w podkolanówkach i mini (zdjęcia w komentarzach 8) ). Nikt z kibiców nie pije piwa. Większość z nich ma za to tykwę, bombillę, duży termos z wrzątkiem i siorbie yerbę mate. Tutaj to norma, 1/3 mijanych na mieście ludzi ma ze sobą taki zestaw. Bedziesz ich mijać na ulicy, spotkasz na plaży, w autobusie, czy kolejce do kibla.

    Widowisko nie porywa. Ale, co tu dużo ukrywać, przed wyjazdem do Ameryki byłem na meczu Pogoń Szczecin - Zagłębie Lubin - wydaje mi sie, że poziom dzisiejszego meczu nie jest wybitnie niższy. Cracovia dostała lanie, 5:2 i przez całe, trwające 2x30 minut spotkanie była zespołem slabszym. Tempo typowo ekstraklasowe, ale dużo bardziej agresywne i pełne poświeceń. Niby liga amatorska, ale i jednym i drugim zalezalo. No i ta liniowa... Urugwajczycy walczyli. Pod koniec spotkania byliśmy swiadkiem mocnego wślizgu na piłkarza Cracovii, który zakończył się awanturą i przepychankami kilku piłkarzy. Zawodnicy powoli schodzą z boiska.

    "Wiem, graliśmy gówno, ale uwierz, że normalnie jesteśmy dużo lepsi" - mówi mi największy kibic zespołu, Carlos, ojciec Frana (obrońca) i Andresa (pomocnik) Patrone, dwóch z trzech założycieli klubu.

    Na płocie wisi flaga Cracovii, obok biegają dzieciaki w klubowych barwach. Powoli witam sie z piłkarzami. Wszyscy mają kopie koszulek Cracovii ze swoimi nazwiskami, herbem Cracovia de Uruguay i emblematem Liga Americana. Fran gra natomiast w oryginalnej, ekstraklasowej koszulce, którą dostał w paczce (wraz z masą klubowych gadżetów) od prawdziwej Cracovii. Piłkarze rozmawiają, przebierają się, po chwili dołącza do mnie Fran i kilku innych piłkarzy, w tym trzeci założyciel Cracovii, napastnik Martin Anon. "Powiedz mu, że to wszystko przez grę FIFA" - śmieje się Carlos. Si - odpowiada Fran. - Wszystko zaczęło się od grania z bratem w Fifę. Nudne jest granie najsilniejszymi, Real, Barcelona, to nie jest nasza piłka nożna, to biznes - mówi.

    - Nie wiedzieliśmy wiele o Polsce - mówi Andres - ale wiemy, że patrząc na mape, jesteście między wielkimi krajami i w całej waszej historii musieliście walczyć. "Poland always fight" - wtrąca po angielsku Fran. - Mamy tak samo, jesteśmy wciśnięci między dwie potęgi, Brazylię i Argentynę. Nie mamy długiej historii, ale tak samo musieliśmy walczyć - stwierdza mój rozmówca. Uwielbiam te porównania innych krajów do położenia Polski. Spotkałem się z tym w Armenii i Korei Południowej, gdzie jeden z poznanych mieszkańców tłumaczył mi, że mają podobnie jak Polska, są wciśnięci między Japonię i Chiny, stąd ich równie dramatyczna historia z sąsiadami co historia Polski. Koreańczycy mają nawet specjalne powiedzenie na swoje położenie, mówią, że są "krewetkami pływającymi wśród wielorybów".

    Dlatego stwierdziliśmy, że pogramy kimś z Polski - kontynuują bracia. - Popatrzyliśmy na Ekstraklasę i... wybraliśmy Cracovię. - Dlaczego? - pytam. - Bo nie wiedzieliśmy zbyt wiele o Polsce, ale miasto Cracovia kojarzyliśmy, że to kolebka Polski, królowie, historyczne miejsce. Poczytalismy na Wikipedii i się wkręciliśmy, jako fani historii futbolu stwierdzilismy, że pierwszy mistrz Polski to idealny wybór. Szybko dorzuciliśmy do Fify grę Cracovią w Championship Menager i reszta przyszła sama. Orientujemy się w sytuacji w Ekstraklasie, oglądamy mecze Cracovii przez Internet. Gol jest świetnym zawodnikiem, sądzę, że duża kariera piłkarska czeka Helika, a Wdowiak jest kimś, kto będzie grać w waszej reprezentacji. No i nie ukrywajmy, że dużą różnicę w Cracovii robią Hiszpanie, Javi i Ariam. No i sam trener... Jak wymawia się jego nazwisko, bo każdy z nas mówi inaczej? - Probesth, Probija, Probe - piłkarze Cracovii rzucają swoje koncepcje. - "Probierz" - mówię kilka razy, ale nikt nie potrafi wymówić nazwiska poprawnie. -Dobra, trudno, zostaje Probesth. Podoba nam się jego styl, kojarzy się nam z naszym mistrzem, selekcjonerem Urugwaju, Oscarem Tabarezem, stara się, żeby Cracovia grała podobnie.

    Andres pyta, komu w Polsce kibicuje. Odpowiadam, że Pogoni Szczecin. O dziwo nie wywołuje to jego zdziwienia. - to ci w niebiesko-czerwonych barwach? Tak, odpowiadam, mówiąc, że bardziej dokładnie to granatowo-bordowych. Pokazuje mi w telefonie wyszukane szybko barwy i herb Pogoni. Si, este club.

    - Cracovia jest prawie że w środku tabeli, dzisiaj było słabo bo połowa składu to znajomi, a nie osoby z klubu. Mamy pechowy początek, na start rozgrywek 3 tygodnie temu wygralismy pierwszy mecz 3:0, a teraz trzecie spotkanie pod rząd przegraliśmy. Normalnie jesteśmy lepsi i mimo problemów wciąż celujemy w wygranie ligi. Będzie lepiej. Teraz po prostu część składu wyjechała na wakacje, a dwóch ważnych piłkarzy mamy kontuzjowanych. - mówi Andres. - Dario pokaż mu bliznę! - mówi jeden z piłkarzy. Stojący z nami chłopak podciąga spodnie, pokazując ogromną, pooperacyjną blizne.- To Dario Rojas, nasz najlepszy obrońca - mówi Andres. - Kilka miesięcy temu tak go sfaulowano. - kolano mi poszło, miałem dwie operacje. Już chyba sobie nie pogram. I to wszystko dla Cracovii, rozumiesz? - mówi Dario. - własnie, jak to jest z tą waszą nazwą? - pytam. - Jak Fran I Andre powiedział wam, że chcą nazwać klub Cracovia to pewnie zrobiliście wielkie oczy i pukaliście się w czoło? - nieee, odpowiada Dario. Przyjaźnimy się wszyscy, chłopaki spokojnie wyjaśnili nam jak na to wpadli, że jesteście walczaki i w pewien sposób podobni, stwierdziliśmy, że to w sumie świetny pomysł.

    Pytam, czy ktoś z nich był w Polsce. Odpowiada mi Andres: - Tylko ja i Ernesto Airaldi, nasz drugi kontuzjowany, byliśmy lata temu, w 2010 na Eurotripie i zachaczyliśmy o Polskę, 3 dni, Warszawa i Auschwitz, ale muszę ci powiedzieć, że wsparcie od was z kraju mamy cały czas. To niesamowite, zobacz na Facebooka na nasz fanpage, większość komentarzy jest od Polaków. Dostajemy też od was sporo wiadomości, mamy nawet kontakt z prawdziwą Cracovia, która przysłała nam dużo gadżetów. A od dziennikarzy dostaliśmy koszulkę z autografami całego zespołu. To naprawdę wielki zaszczyt dostać takie wsparcie. A do Polski może kiedyś uda nam się przyjechać, to byłoby wielkie wydarzenie pójść na prawdziwą Cracovię.

    Cracovio, kibice - może pomyślcie nad taką fajną akcją i zaproście waszych urugwajskich przyjaciół na mecz?

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #ekstraklasa #ekstraklasaboners #cracovia #pilkanozna

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ

    PS kilka osób zapytalo, czy mogę im wysłać pocztówkę. Jeżeli ktoś chce, żebym napisał mu i wyslal pocztówkę, może wysłać mi 20zl na PayPal - mat.jakubowski@wp.pl
    pokaż całość

    źródło: 1556108352386.jpeg.jpg

  •  

    Wielkanoc spędziłem u rodziny Siemionko w Dom Feliciano w Brazylii. To liczące 15 tysięcy mieszkańców miasteczko, które niecałe 150 lat temu założyli pradziadkowie Państwa Siemionko wraz z kilkunastoma innymi rodzinami. Uciekli z Polski przed biedą i zaborami. Dzisiaj szacuje się, że 70% mieszkańców ma Polskie korzenie. Mimo że większość mieszkańców nie mówi już po Polsku, pamięć o Polsce jest tu bardzo żywa. I przekonuje się o tym na każdym kroku. Gdy dojechałem tutaj i wysiadłem z autokaru, podchodzili do mnie ludzie. "O dzień dobry, pan z Polska". Widząc mnie ludzie sami podchodzą, szybko rozniosła się wieść, że Polak tutaj przyjedzie. "Mało nas już tutaj, Polaków co mówią po polski" - mówi mi jeden z nich. "9 lat temu ja miałem lecieć do Polski, ale się boję samolotów. Ale ja jeszcze polece" - mówi mi ktoś inny na mieście. Zagadują mnie ludzie starsi, ale młodzi mówią mi "dzień dobry". Tutaj rano mówi się "dzień dobry", a po godzinie 12 po południu "dobry wieczór". Dużo tu Polskich szyldów i nawiązań do Polski. Mijamy hotel "Varsovia", a nad miastem, położonym między górami, króluje "krzyż imigranta" i wielki obraz Matki Boskiej Częstochowskiej". Z dworca odbiera mnie ubrany w koszulkę z napisem "Polska" Paulo Siemionko. Jedziemy do niego do domu. W radio leci "rzeki przepłynąłem, góry pokonałem...".

    Rodzina Siemionko żyje razem z mamą. Mają obok siebie dwa domki. Nowy jest ich, stary jest ich mamy i nieżyjącego już taty - dom ten był z kolei zbudowany i urządzony przez rodziców mamy Pawła, czyli jego dziadków. Wewnątrz wygląda identycznie, jak mieszkania naszych dziadków w Polsce. Kawałek dalej jest chłopska chata, dom pierwszych, przybyłych tu Polaków.

    Gdy przyjeżdżamy, mama Pawła akurat karmi kury. "Dzień dobry! Ale Pan jesteś tłusty!" - słyszę na przywitanie. "Mamo, jaki tłusty, tak się już nie mówi! Dzisiaj się mówi "gruby" - tłumaczy jej Paweł. Mama mówi po staropolsku, trochę jak u Sienkiewicza, a Paweł, samouk współczesnego języka polskiego poprawia ją i uczy nowych słówek.

    Jestem tu już kilka dni, o Dom Feliciano napiszę cały rozdział, bo ilość niesamowitości jest tutaj ogromna. Sposób, w jaki rodzina, a zwłaszcza Paweł kultywuje swoją Polskość jest piękna. Niedługo napiszę, jak wyglądała nasza Wielkanoc. I wrzucę trochę zdjęć i filmów. Powiem tylko, że Wielkanoc wygląda tu rodzinnie, grillowo i bardzo radośnie!

    A Wy zobaczcie, jak wygląda kościół (ile widzicie nawiązań do Polski?) i jak mieszkańcy Dom Feliciano śpiewają niektóre pieśni. Mimo że większość nie mówi już po Polsku, sporo pieśni śpiewa się tu po Polsku. Bo tak mieszkanców nauczyli ich rodzice, których nauczyli tego dziadkowie i pradziadkowie, którzy założyli tę kolonię.

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać klikając na jej nazwę.

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ

    PS mam jeszcze trochę historii z Urugwaju i Brazylii, wszystko powoli będę wrzucać, mam problem z czasem i Internetem.

    PS2 kilka osób zapytalo, czy mogę im wysłać pocztówkę. Jeżeli ktoś chce, żebym napisał mu i wyslal pocztówkę, może wysłać mi 20zl na PayPal - mat.jakubowski@wp.pl
    pokaż całość

    źródło: streamable.com

    •  

      Kiedyś na FB trafiłem na jakies dziwnie brzmiące nazwisko coś Ala Beta Carvalho Kowalski. Okazało się że to kobieta z sao Paulo i w znajomych po wpisaniu "ski" miała ponad 30 osób z takimi polskimi nazwiskami. Większość pewnie nie zna języka PL ale fajna sprawa wiedzieć że tam trochę polskiej krwi jeszcze zostało.

      Dobry wpis autora,czekam na więcej. A może jakieś ama?

    •  

      @mateoaka: O kurde, faktycznie Pan jesteś tłusty ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Świetna rzecz, fajnie że tak pamięć o przeszłości jeszcze żyje. Duży plus colego, oby tak dalej!

      +: Freakz
    • więcej komentarzy (26)

  •  

    Z Lucia (Lucyna) Topolanski, wiceprezydent Urugwaju.

    Co to było za spotkanie! Byłem na nie umówiony już kilka miesięcy temu, pani prezydent zaprosiła mnie do siebie do domu.

    Jej mąż, Jose Mujicia był poprzednim prezydentem Urugwaju. Ich historia jest niesamowita. Gdy w Urugwaju zaczął rządzić reżim wojskowy realizujący politykę i interesy USA, Jose i Lucia wstąpili do partyzantki zwanej Tupamaros. Tam się poznali. Działali jak Robin Hood, napadli na banki i rozdawali pieniądze biednym. Zyskali dużą popularność. Gdy działalność partyzantki nie przynosiła skutków i zmiany w polityce władz, zaczęły się porwania polityków oraz zabójstwo agenta CIA, który szkolił służby urugwajskie w sposobach torturowania więźniów.

    W końcu złapano ich i osadzono w różnych więzieniach. Byli torturowani. Spędzili w więzieniu prawie 15 lat, aż do czasów amnestii politycznej. Po niej partyzantka zamieniła się w partię polityczną i włączyła w odbudowę kraju. Jose Mujica wygrał wybory prezydenckie w 2009 roku.

    Dał się poznać jako niezwykle skromny człowiek. 90% wypłaty prezydenckiej przekazywał na cele charytatywne.
    Nie wyraził zgody na przenosiny do pałacu prezydenckiego mówiąc, że jest rolnikiem, ma dom i pole, którym musi się zająć. Zyskał sobie przydomek najbiedniejszego prezydenta świata.

    I jadę sobie właśnie do tego domu i pola, jestem bardzo daleko od centrum Montevideo. Szutrowej ulicy na ma na mapie Google. Mam być o 10-tej, jest 9:15. Jedziemy przed siebie, aż w końcu zatrzymuje nas policjant, który wychodzi z małego baraku przy drodze. Pyta kim jesteśmy. Zwalniam mojego kierowcę, tłumaczę policjantowi co i jak. "Ok, proszę czekać". Wraca po chwili, mówi, że musimy czekać do 10 bo pan Jose jest jeszcze w polu.

    Siedzimy w baraku i rozmawiamy. Policjant mowi, że ma włoskie korzenie. Pali papierosa i pije yerbe. Nagle drzwi do baraku otwierają się. Wchodzi do nas Pan Prezydent. W dziurawej, rozpiętej koszuli. Ręce ma ubrudzone ziemią, czarne paznokcie. Siada na zniszczonym krześle, bierzę ze stołu bletkę i tytoń i skręca sobie papierosa. Żadnego przywitania. Siedzę i przyglądam się jednemu z najbardziej lubianych prezydentów świata. "To będziecie rozmawiać o polskich korzeniach..." - mówi, bardzo powoli, zaciagając się papierosem i robiąc duże przerwy. "Co ty taki pomalowany?" - rzuca, pytając o znaczenie moich tatuazy. Opowiedział mi o swoim pochodzeniu i o dobrej pogodzie. Przerywa nam policjant, mówiąc, że możemy iść do Pani Lucii. Poszliśmy, usiedlismy w ogrodzie, gdzie zaatakowały mnie 4 żądne głaskania psy.

    Mam 30 minut fantastyczej rozmowy. Ale na jej spisanie przyjdzie czas po moim powrocie do Polski.

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać wchodząc pod link:

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

    źródło: 1555524435256.jpg

  •  

    Pozdrowienia z Montevideo w Urugwaju!

    Od kilku dni jestem w Ameryce Południowej. Zgodnie z zapowiedzią na tagu #podrozemateoaka przyjechałem odnaleźć ślady dawnej emigracji Polaków do Ameryki Południowej.

    Rozbiór Polski, nieudane powstania, kryzys gospodarczy, boom demograficzny oraz rewolucja technologiczna - nałożenie się tych (i nie tylko) wydarzeń spowodowało, że niemal 200 lat temu dziesiątki tysięcy Polaków opuściło tereny dawnej Polski i wyruszyło w świat. Cześć z nich popłynęła do Ameryki Południowej. Niestety ich losy wydają się dzisiaj mocno zapomniane i większość Polaków nie zdaje sobie sprawy, jak wspaniale zapisalismy się na kartach historii Ameryki Południowej.

    Plan na Urugwaj:
    1. Spotkanie z wiceprezydent Urugwaju, mającą polskie korzenie (oraz jej mężem, były prezydent Urugwaju, bez polskich korzeni)
    2. Mecz polskiego zespołu w urugwańskiej amatorskiej lidze piłkarskiej
    3. Spotkania z mieszkańcami Montevideo mającymi polskie korzenie

    Spodziewajcie się kolejnych wpisów.

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu

    Zrobiłem listę na mirkolisty: Podróże Śladami Polaków (kontynuacja #podrozemateoaka) - na listę możesz się dopisać wchodząc na link:

    https://mirkolisty.pvu.pl/list/101xzbXKr1a3QQkZ
    pokaż całość

    źródło: 1555348264702.jpg

  •  

    Agata Grochot dos Santos, Brazylia, Montes Carpatos (Góry Karpaty) - gmina Santo Antonio do Palma. Lipiec 2004

    Brazylia posiada największe skupisko Polonii w Ameryce Południowej. Pierwsi Polacy pojawili się tutaj jeszcze w czasach kolonialnych. Tragiczna historia Polski sprzed dwóch wieków, rozbiory, bieda i kryzys gospodarczy spowodowały, że wielu Polaków, głównie chłopów, postanowiło szukać szczęścia na innym kontynencie. W tym samym akurat czasie Brazylia odzyskała niepodległość i, posiadając ogromne połacie terenu i zacofane rolnictwo, zaczęła się zastanawiać, kogo do siebie zaprosić... 150 lat temu, w sierpniu 1869 roku, do portu Itajai w prowincji Santa Catarina przybyła do Brazylii pierwsza grupa Polaków, składająca się z 16 rodzin z Górnego Śląska. Polacy byli jedną z głównych nacji emigrującej na tereny Brazylii. Do czasu wybuchu II wojny światowej do Brazylii przypłynęło minimum 120 tysięcy Polaków. W chwili obecnej, według szacunków, osób o Polskich korzeniach są w Brazylii 2-3 miliony.

    Wybaczcie, że tyle czasu na tagu było cicho. Mimo, że tego nie widać, ciężko nad nim pracowałem. Za tydzień wyruszam w podróż po Ameryce Południowej - śladami Polaków.

    Plan podróży:
    - Urugwaj
    - Brazylia
    - Argentyna
    - Paragwaj
    - Boliwia
    - Chile
    - Peru
    - Kolumbia
    - Wenezuela
    - Trynidad i Tobago

    Jestem umówiony łącznie z kilkudziesięcioma rodzinami, polskimi potomkami i instytucjami. Jeżeli wszystko wypali... To będę mieć kosmiczny materiał ( ͡° ͜ʖ ͡°) Będę kręcić vloga, a z całej podróży powstanie książka. Trzymajcie mocno kciuki i szykujcie się na dużo większą aktywność na tym tagu.

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu

    PS. Pewnie znajdą się tutaj Mireczki, co mieszkają w Ameryce Południowej - piszcie śmiało, jeżeli chce ktoś wypić ze mną flaszkę 8)
    pokaż całość

    źródło: polska-4.jpg

  •  

    O hui, pozdro z Wietnamu (Ho Chi Minh) 8) kto chce pocztówkę? #rozdajo #podrozemateoaka

    Plusowac, za 24h zrobię losowanie i wyśle komuś pocztówkę :)

    Zielonki out

    źródło: 1541854063741.jpg

  •  

    Mireczki i Mirabelki! Jak niektórzy z Was wiedzą, mam swój tag, #podrozemateoaka. Poza podróżami interesuję się mocno dawnymi baśniami i opowieściami ze świata. Dawne baśnie kojarzą nam się z pozytywnymi historiami, Alladynami czy Sindbadem, podczas gdy te opowieści często wyglądają w oryginale zupełnie inaczej - dla przykładu, Księga tysiąca i jednej nocy wypełniona jest seksem i przemocą, co współcześnie zostało wycięte, bo stwierdzono, że opowieści te niosą przesłanie i będą dobre dla dzieci. Wiele wspaniałych baśni, np. chińskich nie jest za to znana w ogóle...

    Tworzę nowy tag, #opowiescimateoaka, w którym co jakiś czas będę przedstawiać dawne baśnie.

    Na początek spójrzmy na wspomnianą Księgę tysiąca i jednej nocy. Czym w ogóle jest ta księga? Mimo że kojarzy się ze światem arabskim i islamem, w rzeczywistości jest dużo starsza. Większość baśni to staroindyjskie opowieści z czasów przedmuzułmańskich. Potem pojawili się wyznawcy Allaha, którzy dotarli w końcu do Indii, gdzie poznali te przekazywane ustnie baśnie. Z czasem trafiły one do irackiego Bagdadu, centrum ówczesnego świata arabskiego, gdzie nastąpiły pierwsze próby wyboru, redakcji i ich spisania. Stały się one bardzo popularne. W okolicach XV-XVII wieku baśnie dotarły do Egiptu, gdzie przeszły największe przeobrażenie - opowiadacze i kolejni redaktorzy dorzucili do zbioru arabskie akcenty i lokalne opowieści. W XVIII wieku księga trafiła z Egiptu do Europy. Dobrym wydaniem nie robionym pod dzieci jest zbiór wydany przez Państwowy Instytut Wydawniczy w czasach poprzedniego ustroju.

    Mimo że baśnie z Księgi tysiąca i jednej nocy dotyczą najróżniejszych, niezwiązanych ze sobą spraw, cała księga połączona jest fabułą, która zawarta jest w prologu. Wszystko zaczyna się od Opowieści o królu Szahrijarze i królu Szachzamanie oraz o królowej Szeherezadzie.

    Opowieść o królu Szahrijarze i królu Szachzamanie - prolog Księgi tysiąca i jednej nocy
    W starożytnych Indiach był sobie król, który miał wspaniałe królestwo pełne szczęśliwych mieszkańców. Miał ten król dwóch synów - Szahrijar (starszy) i Szachzaman (młodszy). Król dopełniając swojego żywota podzielił królestwo na dwie części i przekazał je synom, którzy mieli od tej pory własne królestwa. Na szczęście okazali się dobrymi władcami i wciąż kochali siebie nawzajem, a oba królestwa w zgodzie i przyjaźni rosły w siłę. Bracia, pochłonięci pracą nie widzieli się wiele lat. W końcu starszy brat uznał, że najwyższa pora spotkać się z bratem i zaprosił go do siebie do królestwa. Zadowolony z zaproszenia brat wyruszył do sąsiedniego królestwa. Po kilku godzinach podróży zorientował się, że zapomniał wziąć ze swojej komnaty kryształowy kamień, prezent dla brata. Wrócił szybko na zamek i wszedł do swojej komnaty, gdzie zastał swoją żonę z kochankiem. Poruszony zabił ją i jej kochanka, wziął kamień i wyruszył do brata.

    Po dotarciu do sąsiedniego królestwa i wizycie ze starszym bratem, Szachzaman był w depresji i nie potrafił się cieszyć z tej wizyty. Odmówił starszemu bratu wypadu do lasu na polowanie wobec czego starszy brat, Szahrijar wyruszył na polowanie sam. Gdy nie było go na zamku, młodszy brat podejrzał, jak żona jego brata puszcza się z wieloma swoimi niewolnikami. Uleczyło to jego serce, poczuł, że nie straszne są jego troski, kiedy inni mają gorzej.

    Gdy starszy brat wrócił z polowania zorientował się, że Szachzaman ma świetny humor. Chciał wiedzieć dlaczego, ale brat milczał i nie chciał mu powiedzieć. Po wielu godzinach wiercenia dziury w brzuchu w końcu powiedział mu, czego był świadkiem. Następnego dnia bracia udali, że jadą na polowanie, a w rzeczywistości przyczaili się i śledzili żonę, która znowu się puszczała. Bracia stwierdzili, że nie nadają się do życia w takim zakłamanym świecie, porzucili wszystko i bez słowa wyruszyli w świat.

    Po wielu tygodniach wędrówki spotkali dżina, który więził w pudle kobietę. Gdy dżin zasnął, udało im się zakraść i porozmawiać z niewolniczką. Okazało się, że taki los spotkał kobietę za to, że dżin zorientował się, że zdradziła go łącznie z prawie 700 mężczyznami. Młodzi królowie stwierdzili, że nie ma co się martwić swoimi problemami, skoro zawsze znajdzie się ktoś, kto ma dużo gorzej i musi z tym żyć. Wrócili do swoich królestw.

    Po powrocie starszy z braci, Szachrijar zabił swoją żonę i jej niewolników. Wpadł na pomysł, aby od tej pory, celem uniknięcia zdrady, każdej nocy brać z królestwa dziewicę z którą się prześpi, a potem każe ją zabić. I tak sobie życie w królestwie trwało, król codziennie bzykał inną dziewicę i słał ją po wszystkim na śmierć. W końcu, po trzech latach w królestwie zaczęło brakować kobiet. Wezyr, przydupas króla, otrzymał polecenie przyprowadzenia kolejnej dziewicy, jednak nie znalazł żadnej. Wtedy odezwała się do niego jego córka, Szeherezada, która chciała uwolnić kobiety od dalszej śmierci z rąk króla. Zaproponowała ojcu, żeby zaprowadził ją królowi. Wezyr nie chciał tego robić, ale w końcu córka namówiła go do tego.

    Nie wiedział, że Szeherezada miała swój plan... Była bardzo oczytana i znała wiele historii, anegdot i opowieści z okolic i ze świata. Stwierdziła, że po seksie zacznie królowi opowiadać znane przez siebie historie - jeżeli zainteresuje króla, to opowieści zna tyle, że będzie mogła opowiadać je całymi nocami, dzięki czemu uda jej się wybawić kobiety od śmierci.

    Szeherezada trafiła do króla i po namiętnym stosunku, z trwogą złapała oddech i zapytała, czy król zna opowieść o ośle, wole i gospodarzu...

    Tak zaczyna się Księga tysiąca i jednej nocy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #opowiescimateoaka #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu

    PS. Aby lepiej się czytało i było krócej, niektóre rzeczy skróciłem, uprościłem
    PS 2. Jeżeli będzie zainteresowanie to na dniach będzie opowieść właśnie o ośle, wole i gospodarzu, która jest absolutnie fantastyczna ;)
    pokaż całość

    źródło: One_Thousand_and_One_Nights26.jpg

  •  

    Dzisiaj przenosimy się do czarnej Afryki i Europy XIX wieku.

    Jak myślicie, czy Polska miała zapędy kolonialne? Chcieliśmy mieć swoje kolonie? Obeznani z tematem pewnie orientują się z koncepcją pozyskania od Francuzów Madagaskaru czy Nową Kurlandię, która pojawiła się na krótko na mapach świata w XVI wieku. Kto wie jednak Stefanie Szolc-Rogozińskim, młodzieńcu ze zdjęcia...

    Urodził się w Kaliszu w 1861 roku jako syn bogatego przedsiębiorcy, w czasach, gdy Polska była pod zaborami. Mimo, że miał zapewnioną fuchę i pieniądze po tatuśku, miał ciekawsze plany - wymyślił sobie, że będzie podróżować. Marzyło mu się zorganizowanie pierwszej polskiej wyprawy badawczej do Afryki. Ojciec go wyśmiał i zapowiedział, że nie da nawet grosza na jego podróże, wobec czego Rogoziński, szukając swojej drogi, zaciągnął się do Akademii Marynarki Wojennej w Kronsztadzie, z którą niedługo po otrzymaniu stopnia oficera (1880) wypłynął w pierwszy rejs - do Władywostoku.

    Po powrocie Rogoziński szukał kontaktów i naszkicował swoją podróż - za cel obrał sobie Kamerun. Rozpowiadał wszystkim o swoich marzeniach, napisał do prasy podróżniczej. Ludzie uważali go za szaleńca, a temat stał się bardzo głośny. Nasz Stefan szybko stał się sławny i o swoim marzeniu opowiadał na spotkaniach podróżniczych, a o młodzieńcu z głową w chmurach mówiły całe polskie elity. Największymi zwolennikami jego wyprawy stał się Henryk Sienkiewicz oraz Bolesław Prus.

    Podróżnikowi udało się uzbierać pieniądze na wyjazd. Większość środków uzyskał ze spadku po matce, która akurat zmarła. Kupił statek „Łucja Małgorzata”, którym 13 grudnia 1882 r. popłynął z Francji w kierunku Afryki. Kilka tygodni później dotarł do wybrzeży Kamerunu, gdzie od lokalnego kacyka odkupił wyspę Mondoleh. Rogoziński kupił wyspę za czarny tużurek (ubiór męski tamtych czasów), cylinder i trzy skrzynki dżinu. Czarni tubylcy dopiero niedawno poznali smak alkoholu, dlatego był on w tamtych czasach traktowany przez lokalnych mieszkańców jak złoto. Za podobne rzeczy Rogoziński kupował później kolejne ziemie. Wyprawa szła do przodu, Rogoziński wraz z zebraną w Polsce ekipą badał m.in. wybrzeże Kamerunu, dorzecze rzeki Mungo oraz lokalne języki.

    W trakcie podróży Stefan Szolc-Rogoziński stał się posiadaczem łącznie 63 wiosek, które otrzymał lub zakupił. Już w 1882 roku założył w Kamerunie polską kolonię. Miał wobec niej wielkie plany, myślał, jak sprowadzić do niej Polaków. Rozważania jednak nie trwały długo. W 1884 roku do wybrzeży Kamerunu dopłynęli Brytyjczycy i Niemcy, którzy chcieli skolonizować te ziemie. Nie mając wyjścia, Rogoziński wybrał Anglików, jako naród, któremu podda swoją kolonię.

    Polakom udało się wrócić do Europy. Rogoziński stał się gwiazdą, podróżował po Starym Kontynencie i opowiadał o swoich przeżyciach. W Polsce na jego przemówienia przychodziły najbardziej znane nazwiska tamtych czasów. Jego znajomość z Bolesławem Prusem oraz Henrykiem Sienkiewiczem zacieśniła się. Jak wielki wpływ na powstanie "W pustyni i w puszczy" miała osoba Rogozińskiego, którą Sienkiewicz był zafascynowany? Pewnie całkiem dużą.

    Kilka lat później Rogoziński wrócił do Afryki, zakupił należącą dzisiaj do Gwinei Równikowej wyspę Fernando Po (mapa) i próbował stworzyć na niej plantację kakao. Pomysł okazał się nietrafiony, podróżnik stracił na nim pieniądze i popadł w alkoholizm. Wrócił do Polski, gdzie przebywał kilka lat.

    Na zaproszenie przyjaciela postanowił się w końcu ogarnąć i popłynął do Egiptu (latach 1892–1893). Jako członek Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie otrzymał w Egipcie kierownicze stanowisko i wielką pensję - kierował na miejscu wykopaliskami. Poznał Howarda Cartera, wielkiego odkrywcę grobowca Tutanchamona. Z powodu śmierci sponsora wyprawy, misja Rogozińskiego została jednak bardzo szybko zakończona.

    Polak wrócił do Europy i zamieszkał w Paryżu. Był 1896 rok. Rogoziński zaczął pracę jako urzędnik i wiódł całkiem przyjemne życie, jednak cały czas myślał o powrocie do Afryki. Po kilku miesiącach pojawił się u niego przyjaciel, z którym podróżnik wybrał się do baru. W barze Rogoziński dowiedział się o planach wznowienia prac wykopaliskowych przez Anglię i chęci zatrudnienia Polaka - Rogoziński otrzymał od przyjaciela propozycję powrotu do Egiptu. Po rozmowie na temat wyjazdu, Rogoziński postanowił wyjść przed bar by zaczerpnąć świeżego powietrza. Wychodząc z baru wpadł pod omnibus (kareta wieloosobowa). Zmarł na miejscu. Miał 35 lat.

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu #historia #historiajednejfotografii

    PS.Wiem, że się powtarzam, ale u mnie naprawdę coraz bliżej wyjazdu 8) Przypominam, że w przyszłym roku wybieram się w podróż po świecie śladami Polaków. Polecam śledzić swój tag: #podrozemateoaka
    pokaż całość

    źródło: Stefan_Szolc-Rogoziński.jpg

  •  

    Mireczki, miałem luźniejszy weekend i mam dla Was nowy wpis :) Udało mi się namówić do pisania świetną @riley24 , autorkę jednego z najlepszych tagów na Wykopie: #historieriley

    Riley napisała dla mnie serie artykułów na temat turystów, którzy zaginęli na wakacjach. Na początek historia zaginięcia Lisanne Froon i Kris Kremers w Panamie. Wiem, że ta historia jest na wykopie dość mocno znana, ale uznałem, że najlepiej zacząć serię właśnie od niej - poza wypokiem nie jest to znana historia.

    Zapraszam do wykopaliska: https://www.wykop.pl/link/4493857/zaginiecie-lisanne-froon-i-kris-kremers-w-panamie/

    #podrozemateoaka #kryminalne #podroze
    pokaż całość

  •  

    Stambuł (no dobra, Konstantynopol xD), ulica Adama Mickiewicza. Mało kto wie, ale ostatnie dni życia nasz narodowy wieszcz spędził w stolicy Turcji. Nie miał pieniędzy na hotel dlatego spał w mieszkaniu po znajomych.

    Trwała akurat wojna krymska między Imperium Rosyjskim a Imperium Osmańskim. Adam Mickiewicz planował utworzyć Legion Polski, który walczyłby po stronie tureckiej przeciwko Rosji. Niestety Mickiewicz nagle zmarł, prawdopodobnie na cholerę lub udar mózgu, chociaż szybko pojawiły się plotki, że został otruty arszenikiem.

    W domu, w którym mieszkał jest małe muzeum jego pamięci. W piwnicy, w której ciało leżało w trumnie do czasu jego zabrania do Paryża, znajduje się symboliczny grób z podpisem: "Miejsce czasowego spoczynku Adama Mickiewicza, 26 listopada - 30 grudnia 1855 roku".

    #podrozemateoaka #podroze #gruparatowaniapoziomu

    PS Wcześniej Adam Mickiewicz przebywał w bułgarskim Burgas, gdzie do dzisiaj znajduje się jego pomnik oraz poświęcona mu ulica. Zrobiłem o tym wykopalisko, jeżeli ktoś jest chętny przeczytać i wykopać, będę wdzięczny: 6 pomysłów na oryginalny i tani wyjazd na weekend

    Miłego wieczoru ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: IMG_0798.JPG

    +: k.....2, shoterxD +941 innych
  •  

    Cześć! Witajcie po dłuższej przerwie. Bardzo dużo się u mnie dzieje, skompletowałem już prawie cały sprzęt audio-video do mojego wyjazdu po polskich wioskach na świecie, na dniach zacznę oswajać się z kamerą, myślę, że nakręcę dla Was jakiś krótki filmik i wrzucę go z prośbą o merytoryczną krytykę. Przypominam, że na wyjeździe będę kręcić vloga, a po powrocie z każdej wioski będzie mega obszerny reportaż. Mój tag: #podrozemateoaka

    Ponadto dzisiaj odebrałem dodruk mojej książki podróżniczej, kto chętny, zapraszam do zakupów - po wpisaniu kodu "tylkomirko" wysyłkę masz gratis i płacisz jedynie za książkę - 49.99zł - tu kupisz książkę.

    No to lecimy, dzisiaj będzie o Polonii w Brazylii. Łapię już kontakty, czytam książki, nie mogę się doczekać wyjazdu (prawdopodobnie wyjadę w pierwszym kwartale przyszłego roku).

    #gruparatowaniapoziomu #historia #podrozemateoaka #podroze #podrozujzwykopem

    Przed wiekami Polacy dołożyli swoją malutką cegiełkę do odkrywania nieznanego lądu. Na pierwszych statkach udających się w podróż do Ameryki Południowej można znaleźć na liście załogi polskie nazwiska, zazwyczaj trochę poprzekręcane lub zlatynizowane, jak Stanislaus zamiast Stanisława czy Jarzeki zamiast Jarecki.

    Pierwszym Polakiem, o którym wiemy na pewno, że brał udział w odkrywaniu Ameryki, był urodzony około 1450 roku Gaspar da Gama, Polski Żyd, który wraz z rodziną opuścił Polskę i mieszkał m.in. w Palestynie, Egipcie i Indiach, do czasu, kiedy został w indyjskim Goa złapany przez Vasco da Gamę i zmuszony do przejścia na katolicyzm. Jako obieżyświat posiadający rozległe znajomości i znający doskonale znaczną część znanego świata, był niezwykle przydatny portugalskim żeglarzom. Potencjał ten widział też sam Vasco da Gama, który został prawdopodobnie jego ojcem chrzestnym i podarował mu swoje nazwisko. Gaspar da Gama aktywnie pomagał Portugalczykom w podróżach do Indii, aż w końcu, 9 marca 1500 roku, sam wziął udział w wyprawie Pedro Alvareza Cabrala do Indii. Podczas podróży, z nieznanych przyczyn statki bardzo mocno zniosło i marynarze płynęli przed siebie. 22 kwietnia dopłynęli, jako pierwsi, do Brazylii. W ten oto sposób symbolicznie rozpoczęła się niesamowita historia Polaków w Brazylii, gdzie w chwili obecnej znajduje się największe (po USA i Niemczech) skupisko Polaków zagranicą (około 1,5-3 mln osób).

    W przeciwieństwie do Gaspara da Gama i wieków XVII i XVIII, kiedy do Ameryki trafiali wyłącznie pojedynczy Polacy, prawdziwy boom na kontynent miał miejsce w XIX wieku. Miało to przede wszystkim powody polityczne. Pierwszą falą byli wojskowi, uczestnicy wojen napoleońskich, rozczarowani i przekonani, że napoleonowi nie chodziło o odzyskanie przez Polskę niepodległości (polecam swoje poprzednie wpisy). Drugą falą byli uchodźcy z polski po upadku powstania listopadowego, a trzecią – uczestnicy powstania styczniowego. Bardzo duży wpływ na emigracyjne fale miała również sytuacja gospodarcza, przez którą nawet chłopi rozważali i popełnili emigrację. Inną, niesamowitą grupą byli żołnierze, którzy walczyli w powstaniach na kontynencie amerykańskim, m.in. u boku Mirandy, Bolivara czy Rodrigueza, tworząc w Ameryce Południowej legendę polskiego, dzielnego wojaka.

    Po upadku powstania styczniowego (1864) coraz większa ilość Polaków zaczęła myśleć o podróży do nowego świata. Skąd w ogóle wziął się taki pomysł? Z powodu władz brazylijskich i działających tam Polaków. Brazylia bardzo chciała zaludnić najżyźniejsze na kontynencie, południowe, niezamieszkałe tereny kraju, ale nie miała do tego ludzi. Już wtedy Polak miał przypiętą łatkę dobrego rolnika. Rozpoczęło się lobbowanie władz przez mieszkających w Brazylii pojedynczych Polaków. Po wielu latach przejść i awantur (na imigrację Polaków nie godzili się mieszkający osadnicy niemieccy) rząd Brazylijski zgodził się na napływ ludności polskiej i zakładanie na terenach Brazylii polskich osad. Zadeklarował się również, że każda rodzina otrzyma ziemię oraz częściowy zwrot kosztów za podróż (w większości przypadków obietnice zwrotu kosztów nie zostały spełnione).

    1871 roku do wybrzeża Brazylii dopłynął statek z 32 rodzinami ze Śląska. Otrzymały ziemię i zgodę na założenie Polskiej osady (pod miastem Kurytyba). Osadnicy w samych superlatywach rozpisywali się o tym w listach do bliskich w Polsce, o sprawie szybko zrobiło się głośno. W kraju nastąpił prawdziwy boom na wyjazd do Brazylii. Niedługo później dopłynął tutaj statek z 750 rodzinami z Tarnowa i okolic, a chwilę później 64 rodziny z Opolszczyzny. Z bardzo skąpych danych statystycznych tamtych czasów wiemy, że do 1889 roku do Brazylii przypłynęło 8000 Polaków. Pojęcie "gorączki brazylijskiej" było powszechnie znane na polskich terenach.

    Polacy przypływali jeszcze przez dziesięciolecia, zakładając osady na obrzeżach miasta Kurytyba. Dzisiaj większość dzielnic podmiejskich wywodzi się właśnie z polskich osad. W mieście żyje do 300 000 tysięcy osób polskiego pochodzenia. Niedaleko centrum miasta jest park polskiej imigracji z zachowaną oryginalną zabudową pierwszych polskich imigrantów (zobacz zdjęcie), a w samym centrum można spotkać budki z fast-foodem - nie tam żadnymi hot-dogami, tylko z pierogami ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: Kurytyba.jpg

  •  

    Lubi tu ktoś Michała Patera z Autostopem Na Koniec Świata? Jak pewnie wielu z Was dobrze wie, Pater jest już na Wykopie passe. Każde wrzucenie nowego odcinka Michała kończy się niechęcią w komentarzach i tekstami o praniu gaci, rześkim poranku, eurosojuzu, wielkiej wojnie ojczyźnianej i tak dalej ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zapraszam do zapoznania się ze znaleziskiem Wywiad z Michałem Paterem z Autostopem na koniec świata. Przeprowadziłem z Michałem bardzo ciekawy wywiad - prawie 10 stron A4, podczas których wydaje mi się, że Michał udzielił bardzo interesujących odpowiedzi. Nie omieszkałem zapytać się go o Wykop, sprzedanie się i bycie komuchem. Sądzę, że wyszedł naprawdę ciekawy materiał.

    Jeżeli macie pomysły na ciekawą osobę, z którą mógłbym porozmawiać, to piszcie propozycję - nie jest to mój pierwszy wywiad ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #podrozemateoaka #podroze #podruzujzwykopem #rosja #autostop

    PS. Prawdopodobnie w niedzielę opublikuję relację z Haiti. Ze względu na rozmiary podzieliłem ją na 2 części, pierwsza część to historia Polaków na Haiti, świetny tekst, który opisałem w oparciu o 6 książek, z czego część była na tyle stara, że musiałem szukać jej po ludziach z internetu i antykwariatach. Będzie to opracowanie, którego w Polsce nikt jeszcze nie przygotował. Druga część to będzie już moja wizyta na Haiti i w Cazale, otrzymałem już tekst z korekty, kilka osób dostało do czytania i podobno jest ciekawie :)
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj z powodu wydarzeń na świecie pierwszy raz w moim tagu #podrozemateoaka będzie o innej miejscówce niż Haiti. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Bardzo lubię to zdjęcie. W 2016 roku miałem okazję być na granicy dwóch Korei - DMZ - w Koreańskiej Strefie Zdemilitaryzowanej. To powstała w 1953 roku strefa oddzielająca Koreę Południową z Koreą Północną. Ma 4km szerokości (po obu stronach linii) i 238 km długości. Jest de facto granicą między państwami. Mimo, że w nazwie "zdemilitaryzowana", jest tak naprawdę najbardziej umocnioną i uzbrojoną granicą na świecie. Podróż do DMZ można zrealizować z biurem podróży, udając się na zorganizowaną wycieczkę. Trzeba ją wykupić wcześniej (cena to około 200 PLN za małą trasę i 300 PLN za dużą, całodniową, ze wszystkimi znanymi miejscówkami) i dostosować się do kilku zasad, między innymi:
    - żadnych dziurawych lub spodni, żeby nie trafić do wiadomości w KRLD jako dowód na to, że w innych państwach sami biedacy
    - żadnych obiektywów umożliwiających duże powiększenie

    Zupełnym przypadkiem miałem przy sobie obiektyw EF 75-300mm f/4-5.6 III. Zapomniałem wyciągnąć go i zostawić w hostelu. Kontroli jednak żadnej nie było, więc miałem tą fantastyczną możliwość zrobienia kilku fotek KRLD w przybliżeniu. Na zdjęciu tzw. Wioska Pokoju, prawdopodobnie fałszywe, propagandowe miasteczko położone po stronie Korei Północnej. Na terenie miasteczka znajduje się ogromna , zawieszona na 160 metrowym maszcie, północnokoreańska flaga. W komentarzach 3 zdjęcia więcej.

    Jako, że Koreą interesuję się od kilku lat, mam dla Was bardzo ciekawy artykuł, a w zasadzie to rozbudowany wywiad, który przeprowadziłem z Emilem Truszkowskim z "Pozdro z KRLD". Dowiecie się z niego co może wydarzyć się teraz między Koreą, a USA ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    http://taniezwiedzanie.com/sites/659/wywiad-emil-truszkowski
    pokaż całość

    źródło: IMG_2093.jpg

  •  

    Pora na kolejny wpis o Polakach na Haiti. Wybaczcie opóźnienie, ale od czasu poprzedniego wpisu moją stronę szlag trafił, hostingodawca niechąco ją wyłączył ¯\_(ツ)_/¯ w związku z czym ostatnio nie miałem do tego zupełnie głowy. Strona już działa, a ja zrobię wszystko, żeby na dniach wrzucić całą relację :)

    Informacyjnie:
    1. przypominam, że założyłem własny tag: #podrozemateoaka .
    2. Na początku przyszłego roku ruszę w świat do kilku polskich wiosek porozrzucanych po świecie. Będę nagrywać vloga, a o wszystkich tych miejscach napiszę reportaże/książkę. Dzięki za Wasze reakcje na wpisy - to Wy mnie zmotywowaliście i podsunęliście pomysł. Powoli zarysowuję trasę podróży i nawiązuje kontakty. O ile Polonia na Haiti zapomniała języka polskiego, o tyle w tracie mojej nowej podróży postaram się dotrzeć do wioski w jednym z sąsiednich państw, gdzie starzy mieszkańcy mówią po staropolsku! :O Charakteryzując vloga - będzie podróżniczo i mocno (ale bez przesady) historycznie.
    ______

    Dzisiaj poruszę temat, o który pytało sporo osób w poprzednich wpisach - Haiti jest pierwszym niewolniczym państwem, które wywalczyło niepodległość, co więc poszło nie tak, że wszystko pierdolnęło i Haiti jest teraz jednym z najbiedniejszych krajów na świecie? Wspominałem, że Francuzi nie mogli pogodzić się z utratą Haiti i postanowili zniszczyć kraj gospodarczo. Zgodzili się pogodzić z niepodległością Haiti pod warunkiem wypłaty Francji odszkodowania za utracone zyski z haitańskich, niewolniczych plantacji. Odszkodowanie miało wynieść 150 milionów franków, co było kwotą niemożliwą do zrealizowania. Tadeusz Łepkowski w książce "Haiti - Początki Państwa i Narodu" wskazuje, że kwota ta była po prostu wzięta z księżyca. Haiti nie miało jednak możliwości zrezygnowania z propozycji. Do wybrzeży Haiti dopłynęła francuska flota, która „nadzorowała” negocjacje. Zgoda zapadła, skarbiec Haiti został w całości opróżniony, większość długu pozostała jednak niespłacona. Resztę odszkodowania Haiti musiało zaciągnąć w formie kredytu we francuskich, amerykańskich i brytyjskich bankach. Haiti znalazło się w tarapatach. Ale w kraju pozostała przecież znaczna część zabudowań kolonistów - wielkie plantacje kawy, trzciny cukrowej i bawełny. To jest myśl! Trzeba wrócić do roli, zakasać rękawy i ruszyć w pole, będziemy sprzedawać plony i dalej będziemy bogatą "Perłą Antyli" - pomyśleli dowódcy powstania. Pojawił się jednak problem. Żaden z Murzynów i Mulatów, którzy wygrali powstanie, nie miał zamiaru na powrót zapieprzać na plantacjach, traktując powrót do pracy jako powrót do starego życia i systemu.

    Znów dali o sobie znać Polacy, którzy chętnie poszli do roli. Ale trzeba było tysięcy rąk do pracy, trzeba było zachęcić ludzi do powrotu na plantacje. Ludzi brakowało tym bardziej, że populacja kraju po powstaniu zmniejszyła się z 900 tysięcy do około 300 tysięcy. W Haiti próbowano realizować kilka koncepcji zagonienia ludzi do pracy - najpopularniejsze okazało się przywiązanie ludzi do ziemi - zaproponowano powrót na rolę na nowych zasadach, już jako wolni ludzie - zaproponowano Haitańczykom, że po roku otrzymają 25% plonów. Znaczna część zgodziła się na to. Dopływ ludzi do pracy zapewniła również inwazja na tereny dzisiejszej Dominikany, skąd Haitańczycy wzięli sporo jeńców i zagonili ich do pracy w polach. W rzeczywistości, pomijając udział w plonach, wszystko wróciło do starego systemu, powracający na rolę często byli bici i zmuszani do wyniszczającej pracy ponad normę. Bardzo szybko Murzyni i Mulaci zaczęli się buntować i m.in. uciekać z plantacji. Z nową mocą wybuchły dawne niechęci między ludźmi różnych odcieni skóry (Haitańczycy po francuzach zostali rasistami, czarni nienawidzili mulatów, a mulaci czarnych). Rozpoczęły się bunty. Już 17 października 1806 roku przywódca powstania, Cesarz Haiti Dessalines został zamordowany, a niedługo później, na początku 1807 roku Haiti zostało podzielone na 2 wrogie sobie państwa, które walczyły ze sobą. Dodatkowym problemem było to, że nikt nie uznał niepodległości Haiti i nie chciał z krajem handlować. Haiti miało wielki problem z pozbyciem się plonów.

    Niestabilna sytuacja doprowadziła w 1915 roku do interwencji USA, która wmówiła sobie i światu, że musi zaingerować w sytuację na Haiti z tego względu, że niestabilna sytuacja może spowodować zaniechanie spłaty zaciągniętych przez kraj pożyczek. Jedną z pierwszych rzeczy, jaką zrobili Amerykanie, było opróżnienie banku Haiti z gotówki i przewiezienie jej do Nowego Jorku. Amerykanie okupowali Haiti przez dziewiętnaście lat. Po wygraniu wyborów prezydenckich Franklin D. Roosevelt podjął w 1934 roku decyzję, aby w ramach „demonstracji dobrej polityki sąsiedzkiej” opuścić Haiti. W ogołoconym kraju (ale z wieloma nowymi drogami, czym chwali się do dzisiaj USA) znów wybuchły dawne, niezatarte konflikty. Przewroty i rasizm. Zmianę przyniosła w 1957 roku rodzina Duvalier, która doszła do władzy w 1957 roku i rządziła krajem w sposób dyktatorski do 1986 roku. W tym czasie Polacy byli mordowani (bo wódz François Duvalier powiedział, że prawdziwy Haitańczyk, to czarny Haitańczyk), a później wynoszeni na ołtarze (przez Jean-Claude Duvalier, który zaprosił do Haiti Jana Pawła II i z którym spotkali się mieszkańcy Cazale). Jean-Claude nawet nie ukrywał się z tym, że budżet Haiti traktuje jako własny. Gdy wyszło na jaw, że prezydent wydał na swoje cele aż 64% produktu krajowego brutto Haiti , w kraju wybuch ogromny bunt. Wprowadzono stan wojenny, a gdy prezydent zdał sobie sprawę, że nie utrzyma władzy, spakował się w helikoptery wraz z rodziną i walizkami z bronią i pieniędzmi i opuścił kraj.

    A potem mieliśmy kolejne awantury, przewroty i trzęsienie ziemi. Pierwszy czarnoskóry wolny kraj nie podniósł się do dziś.

    Potrzebuję informacji zwrotnej - czy taka ilość historii nie jest za duża? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dobrze się czyta, czy nuuuda?

    Na zdjęciu kapliczka przy kościele w sercu wioski Cazale - na placu Jana Pawła II. W jej środku widać kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, która dla wielu osób jest tak naprawdę obrazem Erzulie Dantor, haitańskiej loa (bożek Voodoo), bogini płodności, z którą Maria jest utożsamiana.

    #gruparatowaniapoziomu #historia #podrozemateoaka #podroze #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: IMG_5893.JPG

    +: Atexor, k...c +221 innych
  •  

    Pora na kolejny wpis o Polakach na Haiti. Dzisiaj będzie o dawnej sytuacji Polaków w haitańskim mieście Jérémie. Przeczytałem sporo książek na temat Karaibów, Polaków i Legionów Dąbrowskiego na Karaibach i Ameryce oraz zgłębiłem się w historię Haiti - mam masę nieznanych powszechnie ciekawostek, no bo kto by interesował się historią takiego zadupia... ;) Przypominam, że założyłem własny tag: #podrozemateoaka . Przypominam również, że w tym, albo na początku przyszłego roku ruszę w świat do kilku polskich wiosek porozrzucanych po świecie. Będę nagrywać vloga, a o wszystkich tych miejscach napiszę reportaże/książkę. Dzięki wielkie za Wasze reakcje na moje wpisy - to one mnie do tego zmotywowały i podsunęły pomysł. Jeżeli macie jakieś pomysły lub sugestie - piszcie śmiało!
    ______

    Zamieszkujący wyspę Haiti przed kilkuset laty Arawakowie wierzyli w Boga - niebo i boginię - Ziemię. Na południowo-zachodnim krańcu wyspy, niedaleko dzisiejszego miasta Jeremie, w gęstych lasach z wyróżniającą się, pięknie zakwitniętą i niezwykle słodką morelą łączył się świat umarłych ze światem żywych. W wierzeniach tutejszych plemion to właśnie tutaj trafiało się po śmierci.

    Śmierć przynieśli do tego cudownego raju Hiszpanie, którzy dopłynęli do wyspy pod koniec XIV wieku. Organizator kolonii, następca brata Krzysztofa Kolumba, Nicolas de Ovando obrał za cel podporządkowanie sobie quasi państwa Indian - położonego na niebiańskich terenach królestwa Xaragua. Było to najbogatsze z królestw na wyspie, rządzone przez piękną i wykształconą władczynie Ovando. Hiszpanie wyprawili się na królestwo i złożyli wizytę królowej w liczbie około 300 żołnierzy z Ovando na czele. Zostali przyjęci bardzo życzliwie, na co odpowiedzieli równą życzliwością. Do czasu. Gdy w pałacu pojawiła się cała starszyzna i kacykowie - nadzorcy poszczególnych terenów, Ovando dał sygnał żołnierzom, którzy rzucili się na gospodarzy. Wszystkich ich przywiązano do pali podtrzymujących dach pałacu, który następnie podpalono. Rozpoczęto masową rzeź - Ovando uznał, że w sumie nie ma sensu bratać i układać się z królestwem, które można równie dobrze wybić i mieć problem z głowy. W morelowym raju Arawaków rozpoczął się prawdziwy pogrom - mordowano wszystkich, mężczyzn, kobiety, starców i dzieci. Wymordowano całe królestwo, garstka ocalałych albo uciekła z wyspy, albo została skierowana do niewolniczej pracy.

    Indianie zniknęli z wyspy Haiti, rozpoczęły się w pełni hiszpańskie, a potem francuskie rządy. Kto by pomyślał, że po latach właśnie na tym terenie odległych arawackich zaświatów Polacy będą szturmować niebo, tocząc niezwykle ciężkie walki z haitańskimi powstańcami w 1803 roku.

    Otoczonemu przez powstańców i zablokowanemu miastu Jérémie kończyły się zapasy żywności. Polacy odbierali sobie od ust i solidarnie dzielili się swoją racją żywnościową z miejscowymi. Niektórzy Francuzi, wierzący, że przeżyją wojnę, przysługujące im racje sprzedają miejscowym za bardzo wygórowane stawki. W trakcie dalszego oblężenia miasta część Polaków, miejscowej ludności i mulatów służących we francuskiej armii postanowiła opuścić Jérémie i przyłączyć się do powstańców. Wewnątrz miasta pozostało około stu czterdziestu Polaków oraz czterdziestu Francuzów pilnujących brodu na rzece nieopodal. Francuzi, zdając sobie sprawę, że nie uda się utrzymać miasta, zwołali (bez udziału Polaków) radę wojenną, w trakcie której podjęto decyzję, aby pod osłoną nocy ściągnąć do miasta francuskich żołnierzy z przedpola i ewakuować się statkami na Kubę. Pomysł zrealizowano natychmiast, zabrano nawet kilkuset francuskich rannych. Na pastwę losu pozostawiono owych Polaków oraz Francuzów pilnujących brodu. Dzień później do miasta wkroczyli powstańcy. Część białych powieszono. Czy powieszono Francuzów, a Polakom pozwolono dołączyć do powstańców lub opuścić Haiti? Tego nie dowiemy się już nigdy, na ten temat w źródłach, które czytałem, istnieją trzy poszlaki, mówiące o: przyłączeniu się pozostałych w mieście Polaków do powstańców, ich ścięciu lub ich popłynięciu na Kubę.

    #gruparatowaniapoziomu #historia #podrozemateoaka #podroze #podrozujzwykopem

    PS. Sądzę, że do przyszłej niedzieli powinienem już wyrobić się i wrzucić w internet całą relację.
    pokaż całość

    źródło: Jeremie-Haiti.jpg

    +: rotulador, r......7 +245 innych
  •  

    Pora na kolejny wpis o Polskiej wsi Cazale w Haiti. Na zdjęciu most w centrum wsi. Przypominam, że założyłem własny tag: #podrozemateoaka

    Na wstępie muszę się Wam pochwalić - na potrzeby mojego tekstu o Polakach na Haiti udało mi się porozmawiać z Alexem Storożyńskim i byłą Pierwszą Damą Haiti, która pochodzi z Cazale! Całość wysłałem właśnie do znajomej korektorki (?), która dokona korekty. To już ostatni post przed wrzuceniem relacji. podjąłem decyzję, że w tym, albo na początku przyszłego roku ruszę w świat do kilku innych takich polskich wiosek - mamy ich całkiem sporo na świecie :) Będę nagrywać vloga, a o wszystkich tych miejscach napiszę książkę. Dzięki wielkie za Wasze reakcje na moje wpisy - to one mnie do tego zmotywowały i podsunęły pomysł. Jeżeli macie jakieś pomysły lub sugestie - piszcie śmiało!

    Fragment relacji: Dochodzimy do mostu. Przed nim znajduje się mały bazar, gdzie na około 15 stanowiskach mieszkańcy próbują sprzedać swoje dobra – żywe kurczaki, maniok (amerykański substytut ziemniaka), banany, tamaryndowce, kokosy, dominikańskie wino i rum. Obok stoi mężczyzna z dużymi pojemnikami z mydłem i proszkami, z których oddzielał małe porcje. Nie znaleźliśmy papierosów. Później zorientowaliśmy się, że w Cazale palaczy nie ma chyba w ogóle. To zbyt droga przyjemność. Widać, że znaczna część młodych mieszkańców ma smartfony, a na szyjach zawieszone telefoniczne ładowarki. Widzieliśmy nawet solarne ładowarki. Na bazarze są osoby z naładowanymi powerbankami – za drobną opłatą można podłączyć swój telefon i podładować go. Najczęściej jednak handel polega nie na zapłacie, a na wymianie – ty mi dasz to, ja ci dam tamto. Pieniądz nie ma tutaj, a przynajmniej w Cazale, tak wielkiej wartości jaką my przypisujemy mu w naszych rozwiniętych krajach. Telefon można bez opłat podładować czasem u księdza, jednak chętnych zawsze jest dużo więcej niż możliwości. Przez cały pobyt w Haiti byliśmy pod wrażeniem abstrakcyjności toczącej się wokół telefonów i stanie baterii.
    „La Polone!” – krzyknął do nas starszy mężczyzna podchodząc i podając nam dłoń do uściśnięcia, mówiąc coś po kreolsku. Z pomocą Roobensa zamieniliśmy kilka słów. Przodkami naszego rozmówcy są Polacy, a on sam jest, jak to nazwał, prawdziwym Polakiem, zupełnie jak my. Na moje pytanie, ilu mieszkańców Cazale uważa się za Polaków odparł pewny siebie, że każdy z Cazale to Polak.
    - Nie udało nam się zachować zbyt wielu wspomnień. Musieliśmy pracować od rana do nocy, ciężko w takich warunkach skupić się na przeszłości. Tym bardziej kiedy można było przez nią zginąć – stwierdził. Przy moście znajduje się pomnik upamiętniający mord z 1969 roku, kiedy 23 mieszkańców Cazale zostało zabitych przez brygadę Touton Macoute, która rozochocona hasłami prezydenta o tym, że prawdziwy Haitańczyk to czarny Haitańczyk, szerzyła represje wobec mulatów na wyspie. Między innymi to właśnie wtedy bezpowrotnie zniszczono większość pamiątek po polskich legionistach oraz większość domów w polskim, a raczej europejskim stylu.

    #gruparatowaniapoziomu #historia #podrozemateoaka #podroze #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: cazale most.jpg

  •  

    Pora na kolejny wpis o Polskiej wsi Cazale w Haiti. Na zdjęciu centrum wsi. Przypominam, że założyłem własny tag: #podrozemateoaka

    Fragment relacji: "Po chwili pojawili się sąsiedzi babuszki. Jeden z nich, lekko zawiany, znał nawet angielski. „Jestem pewien, że macie nazwisko kończące się na „ski”, prawda?” – przytaknąłem, podając swoje nazwisko - Jakubowski. „To jedyne co nam zostało” – powiedział, poprawiając się po chwili i dodając, że w zasadzie to nawet i to nie zostało, ponieważ teraz mają już nawet inne nazwiska. Mówi o swoim nazwisku, Belno, które jest skrótem od Belnowski. I bardzo dużo osób ma tutaj to nazwisko. Podobnie jak Poto, które jest skrótem od nazwiska Potocki. „Wiesz, co nas różni?” – zapytał. „Różni nas jedynie kolor skóry. Czyli nie różni nas zupełnie nic. Tak jak w każdym narodzie, nie ma samych Warszawiaków, mieszkańców miast i wsi. Są różne języki, różne pochodzenie, ale wszyscy jesteśmy tacy sami. My jesteśmy Polakami, którzy po prostu mieszkają na Haiti, mówią po kreolsku i są czarni”. Kiwamy głowami. Gdyby was wystawić na słońce Haiti, też bylibyście czarni – dodał po chwili. Skorzystaliśmy z gościny i porozmawialiśmy trochę na temat Polonii. Pan Belno doskonale orientował się w historii Haiti i polskich legionów, opowiedział nam całą historię od początku. Znał jednak wyidealizowaną wersję, mówiącą o tym, że Polacy przypłynęli, większość zginęła na żółtą febrę, a ci co przeżyli, przeszli od razu na stronę powstańców. Nie prostowaliśmy tej pięknej opowieści.

    #gruparatowaniapoziomu #historia #podrozemateoaka #podroze #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: Cazale centrum.jpg

    +: M....s, jozik +190 innych

    Czy odwiedzić inne polskie miejscówki na świecie i zrobić na ten temat vloga?

    • 375 głosów (60.98%)
      Tak
    • 54 głosy (8.78%)
      Nie
    • 186 głosów (30.24%)
      Wal się na cyce, Lahey ( ͡° ͜ʖ ͡°) #pdk
    •  

      @BananowyChleb: Zwalczaliśmy niewolnicze powstanie na rozkaz Napoleona. My, bez państwa i w niewoli, walczyliśmy przeciw innym uciśnionym.

    •  

      Zwalczaliśmy niewolnicze powstanie na rozkaz Napoleona. My, bez państwa i w niewoli, walczyliśmy przeciw innym uciśnionym.

      @NoMercyIncluded: A na naramiennikach legioniści mieli napisane "ludzie wolni są braćmi"... Może dlatego wielu legionistów odwróciło te słowa i stało się braćmi z ludźmi niewolnymi. Straszna była nasza historia. Warto dodać, że legioniści wysłani siłą rozkazu na Haiti w większości nie otrzymywali żołdu od dwóch lat, i traktowano ich jak gówno bo nie mają do kogo iść się poskarżyć. Warto jeszcze pamiętać, że legioniści nie mieli wyjścia i musieli tam płynąć, Francuzi mieli możliwości głęboko ich szantażować. Niektórzy próbowali się wywinąć i im się udało. Są to jednak marginalne przypadki. O trudnej sytuacji legionistów niech świadczy fakt, że ci, którzy po wygranej powstania próbowali uciec na Kubę lub do Europy, byli łapani przez Anglików, którzy zmuszali ich (ale tylko młodych, starszych i schorowanych zazwyczaj topiono) do przejścia do armii brytyjskiej. Niechętnych torturowano i więziono na starych statkach niedaleko wybrzeży Szkocji, Anglii i Walii. Niektórzy spędzili w takim więzieniu więcej niż 10 lat... I nikogo, poza Polakami to nie interesowało.

      A jaka jest nie wyidealizowana wersja?

      @BananowyChleb: Część legionistów do samego końca walczyła z powstańcami.

      Wołasz do tak krótkiego wpisu? Napisz coś dłuższego bo ten brzmi jak zapowiedź.

      @GG99: Jutro albo pojutrze jak coś wrzucę to będzie to dłuższe, obiecuje :)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    W nawiązaniu do tego wpisu kolejne kilka słów o Polskiej wsi na Haiti, Cazale. A na końcu wpisu pytanie do Was. Przypominam, że założyłem własny tag - #podrozemateoaka - na którym będę opisywać różne ciekawe miejsca, które odwiedziłem :)

    Na zdjęciu kościół Eglise Saint Michel Archange (św. Michała) położony na placu Jana Pawła II. W jego miejscu znajdował się najważniejszy budynek, wybudowany niedługo po przybyciu w to miejsce Polaków - kamienny kościółek. Zawalił się w 1995 lub 1996. Mieszkańcy uznali to za magiczną sprawkę – kamienie po prostu osunęły się, zawalając świątynie. Na kilkanaście minut przed rozpoczęciem niedzielnej mszy świętej. Niewiele brakowało, a budowla zawaliłaby się na tłum wierzących zebranych na modlitwę. "To musiał być cud, prawda"? Tym bardziej, jeżeli jedynymi rzeczami, które ocalały, i które są uznawane za dziedzictwo przodków, to stary instrument strunowy, prawdopodobnie skrzypce, które na Haiti znane są tylko tam, gdzie pojawili się Polacy oraz obraz przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem, bliźniaczo podobny do Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, która tutaj znana jest jako bóstwo voodoo, Erzulie Dantor. Instrument zaginął, a obraz, którego oryginał skrywany jest w zakrystii, znalazł swoje miejsce (w formie kopii) w kapliczce przy kościele. Kopia została zakupiona przez Pierwszą Damę Haiti, pochodzącą z Cazale Geri Benoit Belnowski, postaci, która wymaga szerszego omówienia. Idziemy na spotkanie z księdzem, Pascalem Renoncurt, którego przodek był legionistą, a matka Haitanką.

    Relacja jest już prawie na ukończeniu, potrzebuję jeszcze trochę czasu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    No i pytanie do Was - jest na świecie jeszcze kilka takich wsi i miejsc nieznanych, a związanych z Polakami. Jako, że bardzo interesuję się historią (i Polonią) i mam możliwość podróżowania, założyłem, że znaczną część z tych miejsc odwiedzę. Szukam kontaktów w różnych krajach, gdzieniegdzie ogarniam już sprawy na bardziej zaawansowanym etapie. Plan zacząłem od dotarcia do Cazale. W tym roku chciałem dotrzeć do kolejnej takiej miejscówki, położonej na głębokiej Syberii. No, ale widząc, jakie jest zainteresowanie, myślę nad tym, żeby zawiesić swoje sprawy życiowe i ruszyć jeszcze w tym roku na kilka miesięcy w świat, odwiedzić kilka z tych miejsc, zaopatrzyć się w sprzęt i zrobić z tego vloga. Jak myślicie, czy to dobry pomysł? ;) Oglądalibyście?

    #gruparatowaniapoziomu #historia #podrozemateoaka #podroze #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: Cazale kosciol.jpg

    +: pasio_13, n................e +217 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów