•  

    Mirki, rozstałam się z chłopakiem z którym byłam bardzo długo, w bardzo złych warunkach. Ogólnie wydaje mi się ze serce mi pękło i nigdy w życiu nie czułam się tak oszukana i skrzywdzona ale nie o tym. Próbowałam założyć tindera, w sumie to nadal go mam ale pomimo wielu par każdy z tych chłopów wydaje mi się żałosny i w ogóle nie mam ochoty na wyjście.
    Na samym początku zapierdalalam na silke bo było we mnie dużo złości, z czasem jest mi zle czuje się jakby całe moje życie przez ostatnie kilka lat było wielkim kłamstwem i ze ten człowiek nigdy mnie nie kochał a jedynie chciał mnie zniszczyć. Nie umiem sobie z tym poradzić. Teraz mam urlop i w sumie „bawię się” ale prawda jest taka ze wiem ze to nie jest rozwiązanie.
    Niby mam masę przyjaciół, codziennie ktoś ze mną siedzi. Ale mam już dość uczucia które jest ze mną ciagle, potrafię opowiadać żart i w połowie zdania mimowolnie zaczynaja mi lecieć łzy bo coś mi o czymś przypomniało. Wczoraj na imprezie (wspólny znajomy) zaczął jego temat a ja nie mogłam opanować łez. Nie gadam ze znajomymi o tym bo wiem ze nie będę umiała tego opanować, próbuje wymazać to z pamięci ale nie wiem czy nie lepiej byłoby zacząć wyć raz a porządnie. Po jakim czasie człowiek „leczy się” z drugiego człowieka? Bo ja naprawdę nie wiem. #logikarozowychpaskow #zwiazki #rozstanie
    pokaż całość

  •  

    Ja pierdolę dwa dni od zerwania, a ta kurwa już się zaczyna umawiać z innym xD. Co za szmata. Może i dobrze, że się o tym dowiedziałem, to straciłem wszelkie nadzieje i mniej będzie bolało i imniej będę rozpaczać po niej.
    #rozstanie #zwiazki #zalesie #gownowpis

    •  

      @VirusX: o jeszcze żadna laska nie napisała "już nie jesteście razem więc nie powinno Cię interesować co robi" XDDDD

    •  

      @VirusX: Kurde chłopie jesteście w liceum? Teraz po zerwaniu nie będziesz pokazywał się z laskami na mieście przez dwa miesiące, bo nie wypada i co sobie inni pomyślą? Chłopie to tak jak z pizzą, którą przez x lat jadłeś w jednej jedynej restauracji i nagle pewnego dnia dostajesz ostro niesmaczną, albo nie przynoszą ci wcale. I co? I teraz z tego powodu w ogóle nie będziesz już pizzy jadać przez dwa miesiące? Nie. Parę dni później jak masz smaka to idziesz po prostu do innej pizzerii, a tam już nie jadasz. Więc instaluj Tindera i zasmakuj czegoś nowego ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    #zwiazki

    #rozstanie
    Witam, nie wiem czy to odpowiednie miejsce ale potrzebuje się wygadać. Po ponad dwóch latach związku rozstałem się z dziewczyną przez jej zdradę do której się przyznała. Ale zacznę od opisu naszego związku żeby każdy mógł zrozumieć jak okropnie postąpiła. Poznaliśmy się jeszcze w liceum po paru miesiącach przyjaźni weszliśmy w związek na początku jak to z reguły bywa wszystko super. Niestety moja teraz już była dziewczyna w pierwszym roku naszego związku zmagała się ze zdiagnozowana przez psychiatrę depresją i nerwicą. Jak się łatwo domyślić było to dla mnie dosyć ciężkie jednak nie zostawiłem jej po zakończonej maturze kiedy większość osób gdzieś wyjeżdżała czy po prostu spędzała aktywnie czas ona siedziała non stop w domu nie chciała się z niego ruszyć. Prawie każdego dnia kiedy tylko mogłem przychodziłem do niej żeby jej pomóc, pocieszyć, zorganizować jej czas. Jakoś miesiąc przed rozpoczęciem studiów zaczęło być z nią lepiej sama mi powiedziałą że nie wie co by z nią było gdybym wtedy przy niej nie był (pewnie znajdzie się parę osób które wie jak momentami bywa ciężkie życie z osoba która choruje na nerwice). Jakoś mijał następny rok zaczynało być z nią coraz lepiej z tygodnia na tydzień. Niestety na studiach poznała koleżankę która biorą pod uwagę jej priorytety życiowe dostała się na nie chyba na kolanach. I zaczęło się wychodzenie po klubach imprezy masa alkohlu i tego wszystkiego. Oczywiście starałem się z nią być na większości takich spotkać jednak nie przepadam za bardzo za piciem przy każdej okazji wolę spędzać czas w inny sposób i po prostu takie życie mnie męczyło (rozmawiałem z nią o tym bez skutku). Przestałem z nią wychodzić na każde spotkanie czasem spotykałem się z kumplami czasem spedzałem wieczór samemu z gitara, dobrym filmem czy grając w cokolwiek. Niestety już wtedy wyszło jakim byłem debilem że komuś zaufałem. To był początek marca przed dniem kobiet. Kupiłem dla niej prezent już zaplanowałem fajny dzień a ona mi oznajmia że się umówiła z "koleżanka". Wkurzyłem się dosyć ostro ale co mogłem zrobić. Powiedziała że spotkamy się wieczorem. Niestety w piątek wieczór czyli właśnie w dzień kobiet wróciła pijana do domu płacząc w niebogłosy, na moje pytania co się stało zaczeła mi gadać że tak naprawdę jej jedyną miłością jest jej były chłopak (jej pierwszy związek) i że była głupia że się łudziła że coś z tego będzie. Kazałem jej się wynosić i żeby więcej do mnie nie przychodziła. Oczywiście następnego dnia zaczeła mnie przepraszać i mówić ze nie zdradziła mnie ani nic. Po mniej więcej dwóch tygodnia napisał do mnie właśnie ten były chłopak że spotkali się raz na imprezie i to ona za nim potem latała że sam ma dziewczynę i nigdy w życiu by jej nie zdradził. Po tej rozmowie spotkałem się z nią i jak się okazało zrobiłem najgorszy błąd swojego życia. Wybaczyłem jej jak ostatni jeleń. Do lipca się zmieniła zawsze byłem dla niej na pierwszym miejscu. Niestety odnowiła kontakt z tą feralna koleżanka przez co wróciła do starego trybu życia. Mimo rozmów próśb i klotni nie chciała się zmienić. Poznała chłopaka o którego byłem okropnie zazdrosny (wysoki przystojny wygadany typowy ruchacz a ja to raczej z wyglądu 6/10). Poszła z nim na imprezę chuj wie co tam się działo jednak znowu skończyło się kłótnia po której znowu przepraszała mnie pare dni. Ostatni tydzień spędziliśmy praktycznie razem w niedziele pojechaliśmy nad jezioro a w poniedziałek mieliśmy się spotkać. Nagle odwołała o drugiej w nocy wyjście ze mną ponieważ chciała świętować urodziny jakiejś tam koleżanki, zdenerwowałem się troche ponieważ jak każdy nie lubię jak mnie ktoś wystawia ale dobra zdecydowałem się ze urodzin jej przecież nie będę zabraniał. W poniedziałek napisała że musimy się spotkać i żebyśmy do czasu spotkania nie rozmawiali. Wczoraj przyszedłem do niej ona oznajmiła mi że chce się rozstać. Na początku mówiła o różnicach charakteru jednak po czasie przyznała się że wczoraj spotkała się z tym chłopakiem i się z nim prosto mówiąc przelizała. Wyznała mi że przy nim zrozumiałą że już mnie nie kocha. We mnie aż się zagotowało i gotuje do tej pory powiedziałem jej parę może zbyt ostrych słów wypomniałem jej wszystko co dla niej robiłem zabrałem jej również jeden prezent ode mnie (grawerowana róża kryształowa z cytatem) i po prostu wyszedłem. Czuje się okropnie nawet nie napisała do mnie żeby mnie przeprosić to niby dopiero drugi dzień ale dostaje kurwicy nie mogę znaleźć dla siebie miejsca i aż mnie roznosi kiedy myślę o tym że ona się z nim spotyka właśnie w tym momencie. Jutro muszę iść do pracy nie wiem jak sobie poradzę (uczę gry na gitarze w ogniskach artystycznych) . Dziękuje każdej osobie która to przeczytała jedyne co mogę powiedzieć to nikomu nigdy nie ufajcie w 100 %. Możliwe że tyle błędów sam popełniłem dlatego że to był to mój pierwszy poważny związek i te dwa lata naprawdę dużo we mnie zmieniły. Przepraszam za ewentualne błędy składniowe czy ortograficzne ale to ostatnia rzecz jaką się w tym momencie przejmuję. Wszystkim czytającym życzę żeby wasz dzień był lepszy od mojego. pokaż całość

  •  

    Czytając wpisy mirunia którego #p0lka wykiwała z weselem i innych temu podobnych, mi też przypomniała się sytuacja jaki to nasze polskie witaminki potrafią bez skrupułów odwalić maniane jak stąd do tamtąd.

    Jechałem sobie pewnego letniego wieczoru do domu autobusem i za przede mną siedział jakis typ rozmawiający przed tel.
    Słychać było ze rozmawia z laską, gość płakał, prosił, tłumaczył w każdym razie starał się rozmówczynie przekonać do siebie ewidentnie. - No cóż zdarza się myślę.

    Jakis czas później, jade autobusem tej samej linii o tej samej porze i wypatrzyłem koleżankę z podstawówki.
    Nigdy nie była jakos mega ładna, takie 6/10 myślę można by jej dać. No i gadka szmatka, co u mnie co u niej, i zacząłem jej opowiadać o tym kolesiu. A ta ze kiedy to było o której itd. Okazało się ze to był jej gach z którym zerwała będąc z nim w środku urlopu w Hiszpanii na który ją zabrał.

    Nic nie odwalił, po prostu zerwała z nim bo jakoś tego nie czuła już. A tej później jeszcze do niej spermił, żeby dała mu szanse.

    #tinder #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow #zwiazki #rozstanie #trudnesprawy #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

    •  

      @puzonyyx: już Chuj z wyglądem
      Uważam się za 6,5/10

      A jestem w stanie związać się z 4/10 z wyglądu jeśli ma minimum 8/10 z charakteru

      Chady nie mają charakteru

    •  

      Uu, 8/10 z charakteru to dosyć wysoko.
      To musisz szukać tinderowych świeżynek, takich co dopiero konto założyli i ich profile są "tru". Im dłużej na Tinderze, tym więcej cwaniactwa, wyrachowania i zmyślonego życia na pokaz, żeby tylko dostać atencję. Znam to tylko z jednej strony, ale przekonałem bardzo szybko, że umawianie się z bardzo ładnymi ludźmi jest najczęściej straszliwie nudne.

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Jestem zmęczony związkiem.
    Ja jestem typem domownika, można by nawet powiedzieć, że jestem introwertykiem.
    Moja dziewczyna, to wulkan energii, ekstrawertyk pełną gębą.
    Kocham ją i uwielbiam spędzać z nią czas, ale wszystko strasznie mnie męczy. Co kilka dni domówka, grill, koncert, klub etc. Jestem zmęczony głośnymi imprezami, obracaniem się w towarzystwie ludzi których ledwo znam i niespecjalnie zależy mi na tym, żeby ich poznawać (dodatkowo właściwie każde spotkanie to nowe twarze).
    Nie lubię tak spędzać czasu, nie mówię, że jestem jakimś nerdem, ale imprezowanie dzień w dzień i to jeszcze z kiepskim towarzystwem to lipa.
    Dla mnie idealny wieczór, to krótki wypad (kino, restauracja czy przejażdżka w fajne miejsce), a później powrót do domu, dobre jedzenie, wino i film. Sztampowo, rodem z komedii romantycznej, ale tak lubię nic na to nie poradzę.
    Najłatwiej powiedzieć - nie chcesz, nie idź. Ale co to za związek w którym dziewczyna sama lata na imprezy, gdy facet siedzi w domu? Poza tym, to dla niej też forma spędzania czasu ze mną, gdybym odpuszczał wszystkie imprezy, nie wyglądałoby to najlepiej.
    Najłatwiej byłoby otwarcie porozmawiać, ale widzę ile radości jej sprawia imprezowanie, nie miałbym serca jej tego odmawiać, żeby gniła ze mną w domu, bo ja tak lubię. Szczególnie, że jest kochaną osobą i nigdy nie ma takich akcji, że mnie olewa na rzecz znajomych.
    Wydaje mi się, że to jest czubek góry lodowej, a nasze różnice w charakterach na dłuższą metę albo doprowadzą do rozpadu związku albo będziemy się strasznie ze sobą męczyć. Myślałem o tym długo i właściwie decyzję o zerwaniu już podjąłem, tylko nie wiem jak jej o tym powiedzieć. Nie chcę mówić wprost, bo to błędne koło i doprowadziłoby do sytuacji której chcę uniknąć, nie chcę, żeby się dla mnie poświęcała, bo mamy tak odmienne charaktery, że w dłuższej perspektywie byłoby to pasmo poświęceń.

    #zwiazki #rozstanie #logikaniebieskichpaskow

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Oceńcie sytuację, bo juz sam nie wiem.
    Byłem w zwiazku z dziewczyną. Nie był to długi związek, bo kilkumiesięczny głównie zima i wczesna wiosna. Zdążyłem się zaangażować.
    Nie jestem księciem z bajki ale spierdoliną też nie. Będąc w formie, można powiedzieć, że w miarę atrakcyjny. Zawsze przyzwoicie ubrany, czysty, pachnący.
    Starałem się, akceptowałem wszystko, byłem wyrozumiały. W miarę możliwości dawałem z siebie ile mogłem. Przez długi czas była mną wręcz zachwycona. Nie był to dla mnie prywatnie super dobry okres, bo miałem na głowie bardzo dużo pracy, spraw rodzinnych, chorą matkę i szereg problemów z tym związanych, remont swojego domu, czasową wyprowadzkę etc. Mocno mnie to obciążało psychicznie ale robiłem wszystko, żeby nie zaniedbywać tej relacji. Widywałem się z nią dosyć często - odwiedziny, kina, kawiarnie, spacery, romantyczne wieczory. Może bez fajerwerków ale co więcej można zdziałać w zimę, kiedy niewiele się dzieje, dni są krótkie, na wszystko mniej czasy.
    Mimo tego, że w moim odczuciu starałem się jak mogłem, nic nie zostało docenione. Oczekiwała akceptacji, zrozumienia, tolerancji a sama nie dawała mi nic, nawet realnego wsparcia swoją postawą. Po jakimś czasie coraz częściej fochy, jakieś niezadowolenia, skrzywione miny. Niby ciagle miło, czuło i tęskno z jej strony, bo chciała sie ciagle widzieć, ale powoli zaczynało mnie to męczyć, bo dostrzegałem, że wchodzi mi na głowę, wszystko musi byc tak jak ona chce i w ogóle nie docenia tego co ma. Zawsze jakieś ale. Czułem już presję, że nie poświęcam jej 100% czasu, że wszystkiego jest za mało dla niej. Czysty egoizm i niewywiązywanie się ze swojej roli.
    Dziewczyna bardzo ładna ale mówiąc krótko zjebana z charakteru i z problemami.
    Ostatecznie nagle jej się wszystko odwidziało i w krótkim czasie zerwała ze mną po tych kilku miesiącach wcześniej nasilając poziom swojego spierdolonego zachowania. Z wielkiej miłości do nienawiści i nara, zostawiła mnie...

    I teraz pytanie? Czy ja kurwa robiłem za mało czegoś? Za mało się starałem? Nie zapewniłam księżniczce należytych rozrywek? Jakie dzisiaj są standardy, bo juz serio nie wiem?
    Wiem, że byłem ograniczony w wielu kwestiach swoimi prywatnymi problemami z którymi musiałem sie zmagać i wyprostować wszystko, ale to chyba jest normalne, ze tak bywa w życiu. Zwłaszcza, że nie zaniedbywałem jej. Jak można tylko oczekiwać nic nie dając w zamian, nawet odrobiny wsparcia i wyrozumiałości. Chyba jak ktoś twierdzi, że mu zależy, to nawet w dużych kryzysach nie odwróci sie od drugiej osoby. Zwłaszcza, że nic strasznego się nie działo i była perspektywa, ze za chwilę bedzie tylko lepiej jak uporządkuję wszystkie sprawy, skończę remont i złapię oddech w sprawach zawodowych.
    Serio dzisiaj kobiety są juz tak spierdolone, że albo wszystko ma być z miejsca tak jak sobie ubzdurają albo masz iść w diabły i nie jesteś już nic wart?
    Bardzo mnie to wszystko zabolało, wręcz rozbiło emocjonalnie bo wydawało mi się, że się staram, szanuję ją i dbam o naszą relację. Że wszystko rozwija się dobrze i zależy jej na mnie.

    #logikarozowychpaskow #zwiazki #feels #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Pisze z anonima bo wstyd ze swojego konta (・へ・) Jestem z dziewczyna ok. 6 lat w związku (oboje ok.30lvl) i zacząłem się powoli zastanawiać nad #zareczyny i #slub. Chciałem wybadac temat pierscionka dla niej a w rozmowie okazało się, że ona nie chce juz żadnego ślubu, że owszem kiedyś jej się marzył ale teraz już go nie chce, że dobrze jest tak jak jest, ze skoro tyle żyjemy w konkubinacie to po co to zmieniać, że jeśli tyle czasu nie byłem jej pewny to skąd nagle ta pewnosc i ogólnie ona kocha mnie nad życie, ale ślubu już ze mna nie wezmie... Nie powiem, zatkao kakao. Czy możliwe, że przegapilem czas oswiadczyn i tego się nie da już uratować? Taguje #zwiazki i chyba #rozstanie bo ja naprawde chciałem mieć ją kiedyś żonę tylko chciałem się wcześniej wyszalec, mieć czas na granie i bycze życie... Dla ciekawych nie ma zadnego #bolecnaboku - spedzamy cały swój wolny czas ze soba a na tel i laptopie ma key loggery o których nie wie (przezorny zawsze zabezpieczony).

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirasy, zrobię małe #zalesie , bo trochę mi ciężko. Opowiem Wam o moim związku, który rozpadł się po ponad pięciu latach. Zaczęłam się spotykać z X kiedy byliśmy jeszcze w liceum (lvl 23 here). Potem studia, w trakcie których zamieszkaliśmy razem, ja pracowałam i studiowałam zaocznie, on studiował dziennie. Było nam ze sobą bardzo dobrze, nie mogłam wyobrażać sobie lepszego związku, serio. Czułam się przy nim bezpiecznie, dawał mi dużo szczęścia, a wszystkie wspólne chwile, które mogliśmy razem spędzać, były dla mnie najwspanialszymi momentami w życiu. Jeździliśmy razem na wakacje, wspólnie jeździliśmy też gdzieś ze znajomymi, mieliśmy dużo spotkań w dobrym towarzystwie i ogółem była bajka. W tym roku zaczęło się zmieniać. X zaczął podejrzanie się zachowywać, a w lutym pierwszy raz, zaraz po Walentynkach powiedział mi, że chyba już mu nie zależy. Bolało, nawet bardzo. Jednak tak zależało mi na nim, że chciałam za wszelką cenę sprawić, żeby jego uczucie wróciło. Proponowałam wspólne wyjazdy gdzieś na weekend, wyjścia we dwoje na obiad, czy głupi spacer. Mówiłam mu cały czas, ile dla mnie znaczy i jak cieszę się, że go mam. Każda próba wyciągnięcia go gdzieś kończyła się niepowodzeniem, a ja widziałam, że zachowuje się coraz gorzej. Chował telefon, gdy tylko podeszłam, zamykał FB kiedy tylko pojawiałam się w pobliżu jego laptopa. Od wspólnego znajomego dowiedziałam się, że zaczął wkręcać się w znajomość z jedną dziewczyną, która była ode mnie ładniejsza, szczuplejsza. Sam znajomy powiedział mi, że z opowiadań X wynika, że to typowy #atencyjnyrozowypasek, który kopnie go w tyłek jak tylko przestanie poświęcać jej uwagę. Unikał mnie jak ognia, aż w końcu powiedział mi słowa, których nigdy nie zapomnę - nie kocham Cię już. Ciągły płacz, obwinianie się, masa pytań - dlaczego? co zrobiłam źle? jak mam to naprawić? dlaczego nie dasz nam żadnej szansy? Wszystkie pytania pozostały bez odpowiedzi. Po ponad pięciu latach moje życie zamieniło się w jedną, wielką pustkę. Straciłam najlepszego przyjaciela, partnera, kochanka w ciągu kilku miesięcy. Miesięcy, podczas których ja starałam się robić wszystko, żeby jego uczucie do mnie wróciło, albo chociaż żeby zdał sobie sprawę z tego, że jest dla mnie ważny i nie chcę go tracić.Nie zmuszę jednak nikogo do uczuć, nawet nie miałam takich zamiarów. Chciałam po prostu, żeby było jak dawniej. Zostałam sama. Sama w #poznan, gdzie mieliśmy wspólnie żyć, gdzie planowaliśmy przyszłość. Nie mam tu znajomych, a wszystkich, których znałam przez X odwrócili się. Tydzień temu się przeprowadziłam do kawalerki. Zaraz będę tu drugi tydzień, a ja już wiem, że ta pustka jest nie do wypełnienia. Samotność, której całe życie tak cholernie się bałam, teraz stała się moją codziennością. Cały czas mam wrażenie, że to tylko zły sen, z którego wkrótce się obudzę i wszystko będzie dobrze, tak jak było jeszcze ponad pół roku temu. Kochałam go całym swoim sercem, nigdy nie czułam bardziej szczerego uczucia do żadnej osoby. Byłam pewna, że to będzie trwać wiecznie, że razem się zestarzejemy. Na pytanie, czy myśli, że jeszcze kiedyś mogło by nam wyjść odpowiada "pewnie tak". Nie wiem Mirki jak się odnaleźć w tym wszystkim. Złamał mi serce. Serce, które w życiu wiele razy było poddawane próbom, które przeszło naprawdę wiele mimo młodego wieku. Czuję się tak niepotrzebna, tak do niczego, jak zabawka, która znudziła się dziecku i wyrzuca ją do kosza. Chciałabym zacząć normalnie żyć, funkcjonować, ale nie potrafię. Nie mam tu nikogo, kto powiedziałby "ej, przecież dasz sobie radę, głowa do góry", nie mówiąc już o jakimkolwiek wyjściu na spacer, żeby po prostu rozmawiać. Nie mam siły walczyć z samotnością, ona mnie pokonuje.

    #zwiazki #rozstanie #niebieskiepaski #rozowepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

  •  

    #zwiazki #rozstanie #pomocy #samobojstwo #depresja
    Cześć. Urodziłem się zbyt emocjonalny, zbyt uczuciowy, zbyt wrażliwy. Niestety przeszkadza to w normalnym funkcjonowaniu. Po rozstaniu stałem się bardzo słaby, to była moja taka pierwsza ogromna miłość. Myśl o tym, ze dana osoba może mieć kogoś innego powoduje wręcz palpitacje serca. Mam różne myśli samobójcze, nie potrafię poradzić sobie z tęsknotą, brakiem uczuć. Czytając posty innych użytkowników zauważam, ze maja to samo. Pomyślałem... a jakby się spotkać w Katowicach czy w Krakowie w jakiejś restauracji czy innym miejscu gdzie będziemy mogli się nawzajem powspierać? Jeżeli jesteś po rozstaniu, nie możesz sobie poradzić... Każdy z nas ma inne doświadczenia, opowiedzenie tego na głos nie dość, ze pomoże danej osobie to jeszcze może pomoc innej osobie. Przy okazji jest możliwość poznania nowych ludzi. Nieważne czy związek trwał miesiąc, rok, 30 lat. Każdy jest indywidualny i każdy inaczej znosi rozstania. Co sądzicie o tym? Fajnie byłoby stworzyć taką grupkę wsparcia. Grupę życzliwych ludzi. Ja nie radzę sobie ze samotnością, boli mnie cała dusza i nie mam ochoty na życie, mimo ze mam wielkie plany na życie.
    Proszę o poważne potraktowanie tego wpisu. Większość ludzi boi się pytać o pomoc z uwagi na wyśmianie.
    pokaż całość

  •  

    Równo 2 tygodnie temu obudziłem się obok drobnej, słodkiej blondynki. 2 godziny wcześniej niż ona. By patrzeć na nią, naturalną, bez makijażu, mając w dupie niedoskonałości cery czy to, że chrapała tak samo jak ja. Chociaż jeszcze 3 miesiące temu bym tego nie powiedział to stała się dla mnie ideałem. Cudem.
    Dzień później oznajmiła, że to nie to. I od tamtego czasu codziennie usypiałem z farmakologią.
    Dziś pierwszy raz od tamtego dnia nie brałem hydroksyzyny przed snem. I udało mi się usnąć. Chociaż z rana nadal myśli "co dalej", "czy znajdę taką jak ona?", "po co żyć jeśli nie", itd. (╯︵╰,)
    #rozstanie #zwiazki #feels
    pokaż całość

  •  

    Jeśli byłeś/bylaś kiedyś nieszczęśliwie lub bez wzajemności zakochany lub zakochana plusujesz ten wpis ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler spoiler #przegryw #rozowepaski #niebieskiepaski #zwiazki #p0lka #rozstanie #glupiewykopowezabawy
    pokaż całość

    +: Habemuspapam69, N..............n +602 innych
  •  

    12 dzień po rozstaniu,
    Siedzę sobie wygodnie w pracy, piszę pełnomocnictwa i przeklinam na wyszukiwarkę KRSu, popijam redbulla light, i patrzę na Warszawę z góry i sobie myślę, że powolutku mi przechodzi. Teraz jeszcze odnaleźć chęć do życia i będzie git.
    #rozstanie #zwiazki

    +: Terki, maciej__ +6 innych
  •  

    Po co ja czytam stare wiadomości z narzeczoną? Chyba tak z ciekawości, jak się zachowywałem kilka miesięcy wstecz i co mówiłem.

    Że też człowiek mógł się tak płaszczyć, żeby ta osoba wróciła, tylko to mnie wkurwia. ¯\_(ツ)_/¯

    #logikaniebieskichpaskow #gownowpis #rozstanie #zalesie

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    19 lat. Mam wspaniałą dziewczynę i cudowną "kochankę". Ta druga wie o pierwszej, pierwsza nie wie o drugiej nic poza tym, że się znamy i kiedyś mieliśmy kilka zbliżeń, myśli, że to już przeszłość. Po prawie roku trwania takiej chorej sytuacji przyszedł czas, żeby to skończyć. Nie jestem w stanie podjąć decyzji o zakończeniu, ktorejś z relacji. Wiem, że coś takiego jest przynajmniej wątpliwe moralnie, ale podejmując decyzje, nie kierowałem się chęcią zysku ani nie myślałem o seksie. Obiecuje sobie tylko, że więcej nie dopuszcze do takiej sytuacji, chociaż wiem, że mam z tym problem, bo w czasie trwania tych relacji miałem trzy o wiele krótsze przygody. Nigdy więcej.
    #zwiazki #rozstanie #seks

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    Chłopak siostry mojego samca rzucił dzisiaj swoją dziewczynę, nie dość, że po seansie Endgame, to jeszcze w ich drugą rocznicę. Mireczki, tak się nie kończy gry ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    .
    .
    .
    .
    .
    #logikarozowychpaskow #rozstanie #logikaniebieskichpaskow #anonimowemirkowyznania #zwiazki pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    mirasy, mój pięcioletni #zwiazki właśnie padł... jak mam się z tego otrząsnąć? Kocham go najmocniej, a rozstanie jest przyczyną tego, że on stracił do mnie swoje uczucie. Słysząc po tylu wspólnych szczęśliwych chwilach coś takiego... cholerny cios... Przez kilka miesięcy próbowaliśmy robić coś, żeby wszystko naprawiać, ale to wynikało bardziej z mojej strony, no bo jak miało wynikać z jego, skoro mnie nie kochał? To był mój pierwszy związek, jak mam wyleczyć moje serce? Ono po prostu pękło. Ciągle siedzę w domu i płaczę, bo sobie z tym nie daje rady. Jak mam się z tego otrząsnąć?
    #rozstanie #niebieskiepaski #rozowepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Czy otrzymanie L4 na kilka dni jest możliwe z powodu rozstania z dziewczyną? Ciężko byłoby mi pracować na CNC gdy w głowie taki mętlik a nie wiem czy iść do lekarza, żeby nie wyszło, że robie z siebie durnia.
    #rozstanie #rozowepaski #niebieskiepaski #praca #l4 #cnc #zwiazki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

  •  

    Czesc Mirki.

    Opowiem Wam historię, jestem tu prawie 10 lat i wiele przez ten czas przeżyłem, ale ostatnie miesiące były dla mnie decydujące o moim życiu być może. Rozstałem się z #rozowypasek po 3 latach związku, chyba najlepsze lata mojego życia :) Minęło już 6 miesięcy i od tej pory urwałem kontakt dla swojego bezpieczeństwa, bo po prostu nie można go utrzymywać, jeśli uczucie działa w jedna stronę. Prawdopodobnie była w to wmieszana osoba trzecia, ale to już nie mój problem.

    Co zrobiłem? Nic. Rzuciłem prace, piłem, płakałem i nie widziałem przyszłości.

    Wyleciałem do USA i pomimo okropnej depresji powoli wstawałem na nogi, zacząłem prace, która bardzo lubię, zacząłem studiować i trenowac codziennie na siłowni. Cold showers, no fap i zmiana diety postawiły mnie na nogi. Stałem się innym człowiekiem i nadal do tego dążę.

    Chciałbym się tym pochwalić tej dziewczynie sprzed paru miesięcy ile osiągnąłem, ale jej już nie ma. A na kolejna nie jestem gotowy :) Mam 27 lat i uczę się być szczęśliwy ze sobą i wiem, ze podążam dobra droga, pomimo to ze wspomnienia ciagle mnie nawiedzają. Będzie dobrze.

    #zwiazki #rozstanie
    pokaż całość

    +: c....1, LifeWinner +258 innych
    •  

      @Tino: Staram się robić to dla siebie, nie dla kogoś, tym bardziej dla niej :) Zaczynam być szczęśliwy sam i nie mam parcia na miłość, myśle ze przyjdzie sama, trzeba robić tylko swoje. Działam trochę w branży muzycznej to miałem kontakt często z ładnymi pustymi łaskami, ale nie czułbym żadnego pociągu do kogoś z kim nie mógłbym porozmawiać :D Na tej płaszczyźnie myśle, ze się nie pogubiłem nigdy i wiem jak to działa.

      Największą satysfakcję sprawiło mi właśnie to, ze się podniosłem i walczyłem, chociaż było już bardzo zle i musiałem nawet wspomagać się antydepresantami. Czasami trzeba przejść przez piekło w samotności, żeby dostrzec piękno w najprostszych rzeczach i to się udało. Powodzenia Mirku!
      pokaż całość

    •  

      @DawidOko: Współczuję Mirku ( ͡° ʖ̯ ͡°). Sama po 8 latach ciężko przeżywałam. Grunt, że wiesz iż dobrze idziesz w życie! Powodzenia! ❤

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ogółem to jestem różowym paskiem i pewnie połowa z Was przez ten fakt mnie zjedzie bo czemu nie - ale w sumie i tak chciałam się po prostu wygadać:
    Prawdopodobnie spierdole sobie zaraz życie.
    Poznałam go 4 lata temu (teraz lvl26). Zakochałam się w kimś kto jest dla mnie bogaty duchowo, wrażliwy i inteligentny. Mamy ten sam gust i upodobania, podobne marzenia i dodatkowo bardzo podoba mi się wizualnie. Po jakimś czasie, te 5 lat temu wyjechałam za nim kilkaset km od domu bo tam nie działo się dobrze i nie do końca sobie dawałam radę sama.
    W między czasie umarli mi rodzice.
    W między czasie zdobyłam też dobrą pracę i skończyłam studia, na które sama pracowałam, przeżyłam też z nim mnóstwo dobrych chwil jak cudowne zachody słońca, wycieczki rowerowe, autostopy, wakacje, filmy pod gwieździstym niebem, kąpanie się o wschodzie słońca w nagrzanyn jeziorze, urządzanie wspólnie wynajętego mieszkania czy częste wypady w góry. Dodatkowo jego rodzice pokochali mnie jak swoją córkę ale też znajomi średnio zaakceptowali (cóż zdarza się).
    W między czasie z całej sielanki wyłonił się pewien bubel: chłopak zdradził mnie też dwa razy "przez Internet" z kilkoma laskami (o innych nie wiem - może były..?). Przestałam mu doszczętnie ufać. To odbiło się szerokim echem na naszych relacjach, które wyglądały jak sinusoida miłości/wsparcia/opieki a jednocześnie nienawiści/agresji/wyrzutów. Bywało co raz gorzej. Zaczynałam czuć się w swoim związku jak w klatce. Samotna i bezużyteczna i niedoceniona jako kobieta. Spotykałam się z informacją, że gdybym zaszła w ciążę to musiałabym ją usunąć, albo z informacją, że na pierścionek to muszę sobie "zasłużyć". Raz sypał mi róże pod nogi a raz obijałam się o zachowanie egoisty, egotysty i narcyza, który nie reaguje na jakiekolwiek prośby. Dodam, że mimo wszystko zawsze byłam przy nim choć często próbowałam rozmawiać o jego zachowaniu względem mnie co kończyło się kłótniami. Z czasem zaczęłam bardzo gubić się w tej relacji co raz bardziej tęskniąc do przyjaciół i ludzi którzy zostali w miejscu, z którego wyjechałam. Mimo wszystko mając możliwość większych zarobków zatrudniłam się do firmy, w której paradoksalnie czuję się niesamowicie zbędna a szukanie nowej (ambitniejszej) pracy w mieście, w którym żyjemy w sumie ciągnie się już rok aż do dziś. Nie mamy też tutaj żadnych znajomych (to odrębna kwestia i nie jest to spowodowane moją/jego nieśmiałością bo uwielbiamy kontakt z ludźmi i lubimy nawiązywać nowe znajomości). Dodatkowo brakuje mi (bo jemu nie) możliwości "życia kulturalnego", co powoduje, że czuję iż oboje wegetujemy między pracą a domem.
    Jakiś czas temu po kilkudniowym wyciu w poduszkę spowodowanym odczuciem samotności i bezużyteczności jak również poczuciem, że się oddalamy bezpowrotnie poprzez sprzeczki i kłótnie, postanowiłam spróbować coś zmienić. Wyjść w pewien sposób z tej psychicznej uwięzi i wegetacji życia. Chciałam dać sobie poczucie, że mam na coś szansę. Odnowiłam więc stare znajomości (okazało się, że wszyscy przyjęli mnie ciepło z otwartymi ramionami mówiąc że tęsknili i czekali aż wrócę). Zaczęłam też wysyłać sporadycznie CV do miasta, z którego wyjechałam. Odzew jest. Dodatkowo wszyscy bliscy deklarują wsparcie gdy zdecyduje się wrócić.
    Ja jednak stoję w miejscu gdyż wiem, że on nie może przenieść się ze mną. Odbyliśmy setki godzin szczerych rozmów o tym co się dzieje. Wiem, że jeśli odejdę to bedzie to definitywne zerwanie naszej rekacji. To wpływa na fakt, że jestem sparaliżowana tą wizją. Mając może (¿) możliwość lepszego życia: (bo jednak tam mam dalszą rodzinę na miejscu, a tutaj jestem zdana tylko na jego, tam mam przyjaciół od lat, możliwość pracy która mnie będzie rozwijać, życie w większym mieście oferujące wiele więcej, no i może za jakiś czas możliwość zbudowania normalnej zdrowej tj. niezdradzonej relacji) to jednak jestem sparalizowana jak mały chomik bo nie wyobrażam sobie mimo wszystko dnia bez niego. Przyznaję, jak tchórz - panicznie boję się też samotności (nie polepsza tego fakt, że nie mam rodziców...) boję się przeszywającej ciszy i pustego miejsca gdy wrócę z pracy. Samotnych weekendów i nocy pełnych pustki. Wiem, że go kocham ale obecne życie truje mnie jak trucizna. Prawie codziennie płaczę, przesypiam dni, zadaje sobie mnóstwo pytań: czy chce żeby był ojcem moich dzieci? Chce się z nim tutaj zestarzeć? Jestem gotowa na zrezygnowanie z siebie (tj. znajomych rodziny, lepszej pracy, oraz jakiegoś bogatszego życia po pracy) na rzecz miłości jaką go mimo wszystkich przykrości nadal darzę? Czy jestem w stanie zapomnieć po tylu latach zdradę jeśli do dziś się nie udało? (Też minęły lata).
    Nie liczę na wasze odpowiedzi. I tak mi nikt nie doradzi. Po prostu chciałam to wylać. Stoje na rozstaju drog i wyję w środku.
    Dziękuję za uwagę.
    #rozowepaski #zwiazki #zdrada #rozstanie #relacje #gorzkierzale #zalesie #(╯︵╰,)

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: spierdalaj stamtąd, on Cię nie kocha. Wróć do Polski, ogarnij się, pobądź sama, żebyś mogła siebie poznać i pokochać, bo tylko to jest warunkiem omijania takich chorych relacji. Trzymam kciuki!

    •  

      Dziewczyno, spójrz na tę sytuację z innej perspektywy- czy chciałabyś aby ktoś tak traktował twoją przyjaciółkę albo inną bliską osobę?
      Przede wszystkim popracuj nad poczuciem własnej wartości, może warto wybrać się do psychologa? Jeżeli chłopak Cię zdradził to odejdź od niego jak najszybciej. Wydaje Ci się, że mu wybaczyłaś, ale jednak to są na tyle ważne i delikatne sprawy, że zawsze ta sytuacja będzie do Ciebie wracać i nie będziecie mogli zbudować nic zdrowego. Na podstawie tego, co napisałaś można wywnioskować, że Twój niebieski nie jest zbyt odpowiedzialny. Kiedy od niego odejdziesz- będzie ciężko, ale z czasem sobie wszystko poukładasz. Nadal będziesz go pamiętać, ale poczujesz się zdecydowanie lepiej.
      Jeśli chodzi o przyjaciół i znajomych, oni mają swoje własne życie, będą Cię wspierać, ale musisz pamiętać, że nie mogą z Tobą przebywać cały czas i dlatego tak ważne jest poczucie własnej wartości, żebyś lubiła spędzać czas sama ze sobą.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (48)

  •  

    1. Bądź mną.
    2. Obudź się z dobrym humorem oraz z poczuciem, że tego dnia wiele osiągniesz.
    3. Jedź do pracy.
    4. Usłysz w radiu, że już niedługo dzień kobiet.
    5. Zacznij wspominać zeszły dzień kobiet. Jak spędzałeś go z kobietą swojego życia. Ale Ty nie byłeś facetem jej życia (╥﹏╥)
    6. Atak paniki, smutek i mnóstwo negatywnych emocji z powodu wspomnień, bo wiesz, że to już nie wróci.
    7. Łyknij Xanax w samochodzie w drodze do pracy.
    8. Dzień już zepsuty od rana...

    Pewnie znów będę się upijał jak w walentynki (╯︵╰,) Już mija trzeci miesiąc, a wciąż nie mogę się pozbierać ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #depresja #borderline #rozstanie #feels
    pokaż całość

    •  

      @Niedozdarcia: Staram się, aby mi głupstwa nie przychodziły już do głowy (。◕‿‿◕。) Bo jestem po trzech lekkich (w sensie, że nikt nie musiał mnie ratować) próbach samobójczych. Słaba skuteczność, 0/3, nawet tego nie potrafię xd I jak dojdzie do jeszcze jednej to psychiatra już mi zapowiedziała, że nie ma zmiłuj, trafię do szpitala. Jakbym był na UOP to spoko, ale jestem na B2B i szpital jest mi bardzo nie na rękę, bo to oznaczałoby, że nie zarabiałbym, a wątpię, że w szpitalu przyjęliby mnie z laptopem, abym zdalnie pracował ( ͡° ʖ̯ ͡°) pokaż całość

    •  

      @Helenus: Podziwiam cie stary,ja też jestem po rozstaniu ktore było 2 miesiące temu.Staram sobie jakoś radzić,oglądam dziesiątki filmów odnośnie zerwań.Za tydzień mam psychoterapeutę bo sam mam ataki paniki i każdy dzień sprawia mi ciągle trud bo automatycznie mysli wracają do niej.Najgorsze są jednak wieczory i poranki xD

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Co sobotę jeżdżę w okolice mieszkania byłego, bo jest tam mój ulubiony supermarket i lumpeks. Jest to dystans około 5 km, ale traktuję tę trasę jako rozgrzewkę dla aku mojego samochodu (do pracy chodzę z buta). I oto dzisiaj, w prawie 700-tysięcznym mieście spotkaliśmy się na światłach xD co prawda byłam zajęta śpiewaniem wniebogłosy, ale w ostatniej chwili zauważyłam go, a tablice rejestracyjne potwierdziły, że to on. Mirki, myślicie że on mnie widział? Ja na przykład zawsze przyglądam się ludziom w samochodzie obok na światłach xD

    A jeśli zauważył, czy wyszłam na stalkera? Dodam, że przez chwilę chciałam do niego wrócić, a od rozstania minęły 4 miesiące

    #zwiazki #rozstanie #beka #pytanie #kiciochpyta #rozowepaski i trochę #motoryzacja XD

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Jestem głupim idiotą kochającym kobietę, która go zdradzała i potraktowała jak śmiecia.
    1.Kilka miesięcy od rozstania.
    2.Największa miłość.
    3.Życie nie ma już dla mnie sensu, bo straciłem kogoś, przy kim poczułem się pierwszy raz w życiu szczęśliwy.
    4.Moja samoocena jest bliska zeru, bo zostałem wymieniony na nowyszy model o czym oczywiście zostałem poinformowany (wszystko przez SMS).
    5.Jestem głupią uczuciową szmatą, a piszę to wszystko, bo muszę to z siebie wyrzucić.
    6.Nie ufajcie nikomu, nawet żonom i mężom, ja zaufałem, bo przecież to była "miłość"(tak, mówiła to, miliony razy, nawet kilka dni przed).
    7.Związki są przereklamowane, lepiej umrzeć w samotności niż narażać się na ciągłe cierpienia z powodu odrzucenia, braku akceptacji i niezrozumienia.
    8.Jebać złych ludzi, którzy na cudzym nieszczęściu budują swoję szczęście.
    9.Leczenie kompleksów na punkcie swojej męskości i próbowanie zrobienie z siebie "alfy" na tym portalu jest żałosne.Dlaczego? Bo nawet jeśli się wam uda i jakaś kobieta was "zechce" to nie dlatego, że pokochała wasze prawdziwe "ja", tylko jakiś wykreowany twór, to nie jest miłość, tylko zaakceptowanie lepszej transakcji na rynku matrymonialnym przez kobietę.
    W drugą stronę też to idzie, po co udawać przed facetami kogoś kim się nie jest? A statystyka rozwodów sięga potem kilkudziesięciu procent.
    9.Dalej ją kocham i nic z tym nie zrobię
    Pozdrawiam,
    Smutny użytkownik życie.pl
    #zwiazki #rozstanie #gorzkiezale

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki i Mirabelki, muszę coś z siebie wyrzucić.

    Wstęp :
    Jakieś cztery lata temu będąc w nieudanym związku z dziewczyną z która nie do końca trafialiśmy do siebie. Pojechałem do urzędu coś załatwić i w kolejce przede mną stała pewna dziewczyna. Jakoś wyszło, że zaczęliśmy rozmawiać i mimo tego,iż widziałem ją pierwszy raz na oczy rozmawialiśmy ze sobą o wszystkim i o niczym jakbyśmy się znali przez całe życie. Po tych kilku/kilkunastu minutach rozmowy poczułem, że to jest "ta". Może zabrzmi to śmiesznie bo miałem sporą przeszłość związkowo-seksualną (dziewczyny na jedną noc, związki krótsze bądź dłuższe) i do momentu w którym ją poznałem myślałem, że miłość jako taka nie istnieje.
    Wymieniliśmy się numerami, wróciłem do domu gdzie był mój ówczesny różowy i choć pod pewnymi względami była to świetna dziewczyna, ładna (w mojej skali takie 8/10), wierna, dbała o mieszkanie, dbała o związek i czułem, że stara się by było jak najlepiej i nigdy złego słowa bym o niej nie powiedział to był pewien problem przez który męczył mnie ten związek. Nie potrafiłem z nią tak luźno rozmawiać, wkurzał mnie jej brak ambicji i zainteresowań, do tego przesadzała z portalami typu fejs/insta (zdjęcia z każdego wyjazdu, zdjęcia w aucie, zdjęcia z restauracji itd)

    Usiadłem i zacząłem myśleć o tym wszystkim, że być może to tylko zauroczenie w nowo poznanej dziewczynie i szukanie na siłę problemów w różowym. Nie chciałem działać pod wpływem emocji więc nie mówiłem jej o tym wszystkim i dalej żyliśmy razem. Jednak łapałem się na tym,że coraz częściej myślę o tej nowo poznanej dziewczynie, zaczęliśmy ze sobą pisać i czasami dzwoniliśmy do siebie, jednak na gruncie typowo koleżeńskim bez żadnych podtekstów, sprośnych żartów i temu podobnych. Po rozmowie ze znajomymi i własnych przemyśleniach stwierdziłem, że obecny związek nie ma sensu tym bardziej że w głowie cały czas mam tą "drugą". Wyjaśniłem ówczesnej partnerce,że nic do niej nie czuje, że wszystko jest dobrze ale czegoś mi brakuje i tego nie da się zmienić, poprosiłem by się spakowała i wyprowadziła (mieszkała u mnie) i powiedziałem, że zawsze może na mnie liczyć.

    Euforia:
    Jakoś tydzień po tym jak moja już "była" partnerka się wyprowadziła zacząłem spotykać się z swoim aktualnym różowym. Sporo szaleństwa, podróże byłe gdzie byle razem, nocki na plaży bądź gdzieś w górach obserwując zachód i wschód słońca pijąc wino i rozmawiając. Wyjazdy duże i małe, wspólne skoki ze spadochronem czy na bungee. Restauracje ze świecami i pikniki na łonie natury, sporo seksu, rozmów, bliskości. Ogólnie pierwsze pół roku spotkań z nią to był najlepszy moment w moim życiu.
    Co prawda całe to szaleństwo i częste wyjazdy miały też swoje problemy, wyrzucili mnie z fajnej pracy bo przestałem się w niej pojawiać a zdalnie robiłem dużo mniej niż powinienem. Kłótnie z rodzicami o to,że to co robię to przesada, brak czasu dla znajomych i rodziny jednak miałem to w dupie bo liczyła się tylko ona.
    (w kwestii wyjaśnień, nie była zemną dla pieniędzy, sama również organizowała jakieś wyjazdy dla nas, sama często płaciła bądź dokładała się do wyjazdów)

    Stabilizacja:
    Mimo całej tej sytuacji dostałem świetną ofertę pracy z dala od domu, a nie jestem jakimś bananem więc pieniądze szybko uciekały i przyszedł czas na poważną rozmowę. Doszliśmy do wniosku, że chcemy być ze sobą, ja przyjąłem ofertę pracy, ona rzuciła studia i wyjechaliśmy z dala od rodzinnych domów by zamieszkać razem (po 6-8 miesiącach spotykania się). Na początku było jeszcze lepiej, wspólny remont i meblowanie mieszkania, sporo frajdy z tworzenia własnego kąta. Ona znalazła pracę, ja wdrażałem się w nowej pracy, wspólne motywowanie się i zrozumienie, że musimy też zadbać o stabilność. W dalszym ciągu wyjeżdżaliśmy na jakieś weekendowe wyjazdy, zwiedzaliśmy miasta, miejsca, bary, restauracje i hotele jednak coraz rzadziej. Układało nam się zawodowo i finansowo, pchałem ją trochę w kierunku kariery i rozwoju żeby szła jeszcze dalej. Sam w międzyczasie poznałem na imprezie firmowej kolege z którym wpadliśmy na pomysł otworzenia własnej "firmy". Ja miałem znajomości i kontakty w różnych firmach ze względu na pracę (wtedy byłem koordynatorem w agencji pracy), więc znałem większość szefów-klientów z różnych branży, on znów miał świetne umiejętności handlowe, rozeznanie rynkowe i znajomości w innym sektorach. Rozmawiałem, ze swoim różowym i opowiedziałem jej o tym, że mam w planach otworzyć coś ala firmę i na początku czasowo i finansowo będzie słabiej, ona stwierdziła że rozumie i jeśli będzie możliwość to zawsze chętnie pomoże.
    Pierw wynajeliśmy małą hale/magazyn, kupiliśmy lawetę, narzędzia, komputer. Kupowaliśmy jakieś sprzęty typu kosiarki, traktorki, łodzie,przyczepy,skutery,rowery,elektronikę przeważnie z zagranicy, naprawialiśmy,robiliśmy renowacje i sprzedawaliśmy dalej. Pochłaniało to sporo czasu ale w miarę szybko zaczęło przynosić profity mimo kosztów.

    Pracująca codzienność
    Pracowałem w korpo, po pracy przyjeżdżałem na chwilę do domu po czym ruszałem na halę dalej do pracy. Z różowym widywałem się coraz rzadziej, i choć na początku rozumiała sytuację, sama przyjeżdżała nam pomóc typu coś posprzątać, coś ogarnąć.Ja awansowałem w pracy na menadżera, w międzyczasie załatwiłem jej po znajomości pracę żeby mogła się dalej rozwijać, na hali zajmowaliśmy się coraz droższym sprzętem, coraz częściej pojawiały się jakieś weekendowe wyjazdy bo w Francji do kupienia jest to a w Austrii tamto. Różowego widywałem coraz rzadziej, przez większość dnia lawirowałem między pracą i halą, bywały takie dni że przychodziłem do domu kiedy ona spała a wychodziłem nim wstała.
    Różowy prosił o rozmowę, mówiła że już dłużej tak nie potrafi. Że siedzi tu sama bo mnie ciągle nie ma, że nigdzie nie jeździmy, nic nie robimy. Rozumiała, że na początku może tak to wyglądać ale taka sytuacja miała miejsce przez prawie dwa lata, że cieszą ją prezenty które jej kupuje typu markowe torebki, biżuteria, auto które jej kupiłem ale ona nie potrzebuje tego a chce tylko więcej czasu zemną. Ustaliliśmy (a właściwie wymusiłem na niej), że jeszcze góra rok będzie tak to wyglądało bo kończę odkładać na swoje mieszkanie a chce jeszcze dołożyć rodzicom by oni mogli kupić coś swojego i wtedy będę pauzował z tym wszystkim.

    Początek końca

    Różowa w pracy poznała przyjaciółkę z którą zaczęła wychodzić to tu to tam. Na początku cieszyłem się,że w końcu ma kogoś z kim może coś porobić bo jest trochę szarą myszką w kontaktach międzyludzkich. Ja będąc coraz bliżej ustalonego celu zacząłem myśleć co dalej bo nie chciałem całkowicie rezygnować z takiego życia i sytuacji finansowej jednak kochałem ją i zrozumiałem, że czuje się samotna. W końcu osiągnąłem cele, kupiłem sobie mieszkanie, dołożyłem rodzica by mogli kupić swoje, zmieniłem auto ze sportowego na kombi bo miałem gdzieś tam w planach założenie rodziny a przy okazji coraz mniej czasu poświęcałem na pracę na hali.

    Starałem się jej zrekompensować stracony czas, zaczęliśmy planować (a właściwie ja planowałem) co dalej. Chciałem wrócić do siebie do rodzinnego miasta gdzie miałem kupione mieszkanie jednak tam nie było odpowiedzi na moje zapytania o prace, ona chciała wrócić do siebie na wieś. Dostałem jednak ofertę pracy bliżej domów, ona się zgodziła, pojechaliśmy oglądać jakieś mieszkania do wynajęcia "w lepszej okolicy",. Podpisaliśmy umowę wstępną, ogarnąłem ekipę remontową która miała je zrobić pod nas a my powoli mieliśmy zamykać swoje sprawy w mieście w którym byliśmy. Zauważyłem jednak że różowa odpuszcza, brak czułości, brak seksu, coraz częściej zaczęła wychodzić z przyjaciółką. Przyszedł czas na szczerą rozmowę, ona powiedziała że nie chce się przeprowadzać tam gdzie ja a wrócić do siebie na wieś, że uczucie się wypaliło. Nie potrafiłem tego zrozumieć, starałem się byśmy mieli jak najlepiej jednak faktem jest, że mocno ją zaniedbałem. Prosiłem ją o szansę, odmówiłem oferty pracy i zrezygnowaliśmy z mieszkania (za co musiałem zapłacić karę za zerwanie umowy). Starałem się zabierać ją jak kiedyś w różne miejsca i wzbudzić uczucia jednak widziałem, że jej już to nie cieszy.

    Koniec?
    Podczas moich prób walki o nią, gdzieś przypadkiem sprawdziłem jej telefon i okazało się, że pisze z jakimś kolegą. Co prawda nie był to typowy bolec na boku ale żaliła mu się, że jest samotna w tym związku, że nie radzi sobie z tym wszystkim, że dalej wszystko jest jak ja chce, Wyszła z tego kłótnia, zapytałem jej co to ma znaczyć a ona zapytała gdzie ja byłem kiedy ona mnie potrzebowała bo na pewno nie przy niej. Przyznała się, że zależy jej na nim i chce to skończyć.

    I tu dochodzimy do dnia dzisiejszego, mieszkamy razem jednak ona chce się do końca roku wyprowadzić, niby nie ze względu na niego a na to, że uczucie w niej się wypaliło i ona nie chce już dalej tak żyć jednak ja nie potrafię sobie z tym poradzić. Kiedy mam przed oczami moment w którym ona zacznie się pakować i już nigdy jej nie zobaczę to odechciewa mi się żyć, zapierdalałem żebyśmy mieli wszystko, byśmy mieli swoje (moje) mieszkanie, by niczego nie brakowało a ona chce odejść. Rozumiem i jednocześnie nie potrafię zrozumieć, że to koniec. Groziłem jej, że nie pozwolę na to by ona z nim była, że stanie mu się krzywda jeśli dowiem się, że są razem jednak mimo wszystko rozumiem ją w tym wszystkim i to były puste słowa.
    Płakaliśmy razem wyrzucając z siebie uczucia których nigdy sobie nie potrafiliśmy powiedzieć, byłbym gotów rzucić dla niej wszystko co mam i zacząć od nowa gdzie indziej by udowodnić jej że to ona a nie pieniądze są dla mnie najważniejsze jednak ona cały czas powtarza, że już mnie nie kocha.

    Nie potrafię myśleć o życiu bez niej, po tych wszystkich chwilach i wyjazdach razem, po tylu latach mieszkania. Nie wiem co mam robić jednak cały czas słyszę jej pytanie "gdzie Ty byłeś kiedy Cię potrzebowałam" i wiem jak mocno to wszystko zaniedbałem w pogoni za pieniądzem.

    Obecnie staram się spędzić z nią jak najwięcej czasu mimo świadomości że ona odchodzi i w dalszym ciągu mam nadzieje,.że uda mi się to jakoś naprawić chociaż wiem że nic z tego

    Mirki nie popełniajcie mojego błędu, pieniądze są fajne jednak nie może zapominać o osobie która się kocha.
    Przepraszam również za fatalną składnie jednak nie potrafię tego wszystkiego co czuje i co miało miejsce opisać.

    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #zalesie #samotnosc #milosc

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

    •  

      Napisałeś, że za budowanie rodziny bierze się w momencie kiedy ma się stabilne życie, a ja napisałem wcześniej, że o ślubie i dzieciach chciałem myśleć na poważnie kiedy będziemy mieć własne mieszkanie.

      @AnonimoweMirkoWyznania: Odniose sie najpierw subiektywnie do tego fragmentu, chociaz nie mnie wolales. Nie. Stabilne zycie rozumiem jako wystarczajacy poziom finansowy i przede wszystkim silna, stabilna relacje miedzy partnerami.

      A co do reszty, strasznie duzo "Ciebie" w Twych wypowiedziach. Kupiles, zdecydowales, wydawalo ci sie, chciales... Tak szczerze, przegadaliscie wczesniej ten plan? Co ona wlasciwie wiedziala o Twoim podejsciu do pracy, zyciu, planach? Daj same fakty, tylko to co powiedziales jej, zadnego "przeciez widziala na codzien" lub innych "myslalem ze to oczywiste".

      Btw to troche brzmi jakbys Ty wolal klasyczny uklad w ktorym to ostateczna decyzja nalezy do mezczyzny a kobieta sie tak miekko dostosowuje, ufajac ze wiesz dobrze co robisz [troche jakbys Ty byl naczyniem a ona ciecza], a ona w pelni partnerski. Jesli tak, to sie zdecydowanie nie dobraliscie.
      pokaż całość

    •  

      Hela: @AnonimoweMirkoWyznania: Tak czytając ten cały wpis zauważam, że tylko jedna osoba zwróciła uwagę na to, że mimo miło spędzanego czasu w pierwszej fazie związku to wydajecie się po prostu źle dobraną parą (kontekście dłuższego życia) z innymi celami życiowymi. Nie ma tu winy jej czy twojej, tak po prostu się zdarza.

      Zaznaczę, że sam OPie znasz najlepiej swoją sytuacje, swoje potrzeby itd.
      Ja wypowiadam się jako obserwator stojący z boku i wplatający w obserwacje również trochę mojego podejścia do życia czy też doświadczeń.
      W każdym razie w mojej opinii sprawa jest przegrana na dzień dzisiejszy... ta dziewczyna marzy raczej właśnie o spokojnym życiu na wsi ( jeszcze zobaczymy czy to jej czkawką się nie odbije bo łatwo się mówi o skromnym życiu, nie musząc faktycznie się martwić o $). Być może wtedy będziecie mieć jakąś szansę.

      Aczkolwiek wydaje mi się, że nawet nie o same pieniądze czy mało czasu tu chodziło bo przecież ludzie żyją w różnych związkach! Chodzi tu raczej o wasze podejście do sprawy, a szczególnie z twojej strony co wyszło w późniejszych odpowiedziach.

      Dziewczyna zrobiła błąd już na samym początku rezygnując ze studiów dla Ciebie (nie piszesz tego nigdzie wprost, ale jakoś tak emanujesz lekceważeniem względem jej kariery). Mam wrażenie, że lekceważenie przeniosło się na całą dziewczynę (nie oddzwanianie, brak nawet smsa, brak czułości z twojej strony i zainteresowania nią)bo jakie ona może mieć problemy w stosunku do Ciebie. Nie wiem jaki jest wasz poziom intelektualny, ale mam wrażenie że nie traktujesz jej na pozycji partnera.
      To moim zdaniem nie ma nic wspólnego z pieniędzmi tylko z tym, że zachowywałeś się jak arogancki bubek, może nie wprost ale jednak/ a może tyran w każdym razie coś w ten deseń. Bo ten epizod z dyskoteką pokazuje jakieś problemy z kontrolą. Serio 40 połączeń? Aż tak bardzo nie mogłeś uwierzyć, że nie była na skinienie palca? (tak to wygląda... serio jak idzie się na impreze to rzadko kiedy siedzi się przyklejonym do telefonu, a tłumaczenie z tym ze coś jej się stało jest takie średnie, w pracy też mogło Ci coś się stać, no nie?). I o ile rozumiem emocje to zabranie pierścionka już było mega nie halo... bo dziewczyna chciała walczyć o uwagę, pokazać że coś się dzieje a ty jej rąbnąłeś z sierpowego.
      Myślę, że to było coś co przelało czarę i cokolwiek przez ten miesiąc byś nie zrobił to nie pomoże.

      PS. Nie oceniam Cię bardzo negatywnie bo ja akurat jestem wdzięczna, że mój facet chce się rozwijać i nie przeprowadzi się do mnie(ani ja do niego) w tym momencie bo miałby tu gorsze perspektywy. Oczywiście było dużo sporów o to co dalej i gdzie, ale wydaje mi się, że lepiej odbyć takie coś wcześniej niż później. I bliższa jest mi twoja postawa dużej ilości pracy osiągnięcia pewnego poziomu niż rzucania studiów przez zakochanie.

      PPS Chłopak kończy studia i pracuje, wraca do domu późno i jeszcze siedzi i robi projekty ale ZAWSZE znajduje czas by do mnie napisać lub zadzwonić. Tak samo jest z mojej strony. Taka sytuacja to ok 2 lata.(A nawet jakby się okazało, że ma potrwać jeszcze 2 bo coś tam, to trudno, choć oczywiście dążymy do tego by jak najszybciej to zmienić).

      @bardzo-na-chwile
      Smutna ta opowieść, bardzo. Nie umiem sobie wyobrazić siebie na twoim miejscu, bo nie wiedziałabym chyba co robić. Dużo zależałoby od postawy tej 2 strony. Oby jakoś Ci się życie ułożyło.

      Zaakceptował: Eugeniusz_Zua}

      pokaż spoiler Wołam obserwujących: @Wooferek, @bardzo-na-chwile, @Mazman
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (64)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Hej! Mam pytanie odnośnie #zwiazki
    Moja ex odrazu po rzuceniu mnie związała się z innym mężczyzną mimo, że wcześniej zapewniała mnie o swojej miłości, także nie spodziewałem się tego wszystkiego, był to dość duży szok.Jak to możliwe, że ktoś tak szybko radzi sobie z rozstaniem?Czy to oznacza, że nigdy mnie nie kochała skoro tak postąpiła? Pytanie do kobiet: czy jest możliwość, że dalej o mnie myśli i coś czuję, mimo, że tak szybko się z kimś związała?Dodam, że nie było żadnych zdrad itp, raczej brak większych problemów w związku.Bardzo za nią tęsknię i dalej nie rozumiem jak można tak szybko związać się z kimś innym
    #logikarozowychpaskow #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

    +: ZackOscielny, I..........................s +14 innych
  •  
    t......0 via iOS

    +8

    I żadna nie będzie taka sama jak ona..
    (╥﹏╥)

    #feels #przegryw #zwiazki #rozstanie

    +: W.....0, Meteor100 +6 innych
  •  

    ale te wieczory bez #rozowypasek są strasznie chujow. nawet gdy są plany na weekend i siedzę ze znajomymi to myśli nadal błądzą typu "szkoda, że nie ma jej już tu obok"
    prawie 3 miesiące a czego bym nie robił to zawieszony wspomnieniami o niej, dżizes jak mi jej brakuje, czas leczy rany... taa...
    #rozstanie #zwiazki #rozowepaski pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Tkwiłem przez długi czas w toksycznym związku.
    Na początku była sielanka, zakochani po uszy, nie dostrzegałem tego, co się święci.
    Kłótnie pojawiły się szybko, ale tłumaczyłem sobie, że to przez to, że się jeszcze nie rozumiemy. I tak coraz częściej.
    Potem schemat kłótnia-sex-normalność. Przed związkiem czułem się szczęśliwym gościem z dużym poczuciem wartości, teraz jest zupełnie odwrotnie. Straciłem znajomych, przyjaciół, wielu zaniedbałem.
    Sam już nie wiem kogo to była wina. Przez wszystkie kłótnie cierpliwie wysłuchiwałem, że moja. Przepraszałem, obiecywałem poprawe. Ona przyznala się do winy może raz...
    Z czasem kłótnie były coraz częstsze, ciągłe niezadowolenie. Nie pasował jej mój wygląd, zachowanie, znajomi. Nie chciała do mnie przyjeżdżać, jedyna forma spędzania czasu to były rozrywki w jej mieście, a mieszkaliśmy od siebie 60 km. No to dojeżdżałem, siedziałem u niej, skoro ona nie chciała. Często spędzaliśmy słoneczne dni na kanapie przez telewizorem, czułem się jak w klatce. Zawsze wmawiała mi, że to przeze mnie nie przyjeżdża bo nie jestem konkretny. Jak mówilem żeby przyjechała to widocznie nie wystarczało.
    Rozmawialiśmy o problemach, ale co to za dyskusja? Skoro cały czas analizowaliśmy to co ja źle zrobiłem. Nie jestem święty, ale przecież nie tylko ja popełniałem błędy.
    Nie wyzywałem jej w kłótniach, a potrafiłem od niej usłyszeć "spier$dalaj"... Mówiła, że to przeze mnie, bo doprowadziłem ją do tych emocji. Przepraszam za to nie usłyszałem bo to przeze mnie.
    Próbowała mi wmówić chorobę psychiczną, wysyłała do lekarzy. Sam w to wszystko uwierzyłem. Fakt, miałem ciężką sytuacje w dzieciństwie, ale wydawało mi się, że z tego wszystkiego wyszedłem. Odciąłem się, a teraz wszystko wróciło. Ona twierdziła, że nie da się tego pokonać bez rozmowy ze specjalistą. No i tak się stało, teraz demony wróciły, a nie było ich przez długi czas.
    Święty nie byłem, ale nie kontrolowałem jej w żaden sposób, miała dowolność. Ona bywała zazdrosna o koleżanki, które znałem już lata, a po prostu polubiłem ich zdjęcia w mediach społecznościowych. Gdy ja spędzałem czas sam musiałem się tłumaczyć. Gdy podawałem argumenty, typu, że jestem zbyt zmęczony żeby jechać te 60 km to padały hasła o lenistwie i braku zaangażowania. Zaczynały się kłótnie. A potem i tak przeprosiłem, bo przecież to ja byłem winny. To ja ją sprowokowałem.
    Uwolniłem się, czuję ulgę, zerwałem, o jedną kłótnie za dużo. Spotykam się ze znajomymi, od paru dni robię to co lubię, wziąłem parę dni wolnego. Czuję się szczęśliwy. Chce się żyć.
    Ciesze się życiem. Nawet nie jestem zbytnio smutny, może tylko gdy przypomnę sobię jakiś szczęśliwy moment, ale liczę, że to się da zwalczyć.
    Trochę się boję zimowych wieczorów w których mi się wszystko przypomni.
    #zwiazki #gorzkiezale #rozstanie #logikarozowychpaskow #zwiazek #milosc

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    Wieczór piątkowy, napełniłem się już trochę weną, a dym z ćmika odgania komary, można zatem temat pociągnąć dalej.
    Pierwsza Nie-Polka, to całkowity przypadek. Nawet jej nie szukałem. Ukończyła w b.ZSRR mocno zeteserowski kierunek politechniki (branża zbrojeniowa) i przyjechała w Polszu robić szkołę byle jaką i zacząć tu pracę w walucie lepszej niż wschodnia. Ja zostałem poproszony o zaprowadzenie jej do Urzędu, celem pobrania jakiś kwitów. Zwykła, grzeczność na prośbę znajomego.
    Umawiam się z PNP na dany termin. Idzie. No i Ci powiem, że od razu byłem zdziwiony. Nie oszołomiony. Zdziwiony. Pamiętasz, jak pisałem o dwóch latach po PP. Poznawanych koleżanek trochę było i ta PNP była całkowicie inna. Zero tapety, zero wypacykowania, zero wlewu, zero księżniczki, uroda taka też inna. Przepraszam, nie wiem jak to określić. Żadne WOW! Taka Lidka z Czterech Pancernych, ładna, ale nie seksowna. To, że była cicha i lekko speszona to wiadomo. Obcokrajowiec, wszystko nowe. Niemniej, na tle całego mojego dwuletniego "szlamu", była miłą odmianą. Grzeczna, ciepła, ciekawa dziewczyna.
    Ona polskiego znała tyle co nic, ja rosyjskiego wcale. Gadaliśmy po angielsku lub na migi. Ale gadaliśmy. Może to głupie, ale z początku serio jakoś niewytłumaczalnie podobało mi się i rozmiękczało to, że ona mówi "chljep" zamiast "chleb". Ciekawiła mnie. Zero podniecenia, zero motyli w brzuchu. Ciekawość. Po załatwieniu sprawy urzędowej, już miałem w głowie myśl, żeby jakoś jej ułatwić start w Polsce. Taki rycerz się we mnie obudził. Po spotkaniu, dawaj do księgarni. Kupiłem jakiś podręcznik kierowany specjalnie dla rosyjskojęzycznych do nauki polskiego. I dziwnym trafem (bo promocja była), kupiłem analogiczny podręcznik do nauki rosyjskiego...;)
    Tutaj mały OT. Po pół roku, zacząłem gadać po rusku. Teraz gadam biegle, wtedy gadałem tak, że na Białorusi mogłem kupić słoninę i wódkę samodzielnie. Moja obserwacja: dziś mało kto z młodych #rozowepaski mówi po rusku. Jeśli jesteś #przegryw i chcesz się wybić z tłumu w na parkiecie, wyucz się i szepnij do uszka z dwa wersy obojętnie czy Puszkina, Jesenina, Wysockiego czy Lenina. 99% na bank nie zrozumie, ale jakaś część się zaciekawi heh. I nie rzucałbym tutaj takiej pseudorady od starszego kolegi tak bez powodu, ale jedna z bliższych poznanych koleżanek, przyznała mi się, że od razu wyobraziła sobie dzikiego ruska, chlającego spiryt z gołą klatą przy -40 stopniach, ze stalinem w gaciach. Zmiękła. Urzekło mnie to, rozbawiło, zapamiętałem i powtarzam.
    No to jak już wiesz, że mówię teraz biegle w języku Puszkina, to domyślasz się, że znajomość z PNP rozwijała się. I może chuowo zabrzmi, ale często na zasadzie "nie ma co robić, żeby nie siedzieć w domu, gdzieś wyskoczymy, pokaże Ci miasto". Wypełniacz. I to wyskakiwanie na miasto było ciekawe samo w sobie. Folklor maksymalny. Sukienka plus szpilki plus zółty, przeciwdeszczowy kapok zakoszony żywcem z kutra rybackiego w Jastarni. Na palcach tyle złotych pierścieni, że niektóre stawy były unieruchomione. Makijaż na matrioszkę. Nie moja stylistyka trochę ;) ale przyznaję, budziło to bardziej moją sympatię i dalej ciekawość. Trochę przegięcie było w parku, kiedy zapytała czemu ludzie karmią nieswoje kaczki chlebem, czy oni potem je i tak złapią i zjedzą? Ale chj tam, całokształt i tak był nieporównywanie lepszy niż 3/4 #badoo .
    I po jakimś czasie odezwał się we mnie głos, który utożsamia moje skuwienie i niemożność uczenia się na błędach. Głos, który doprowadził mnie do chwili obecnej, kiedy jestem zapijaczonym wrakiem z pojeanymi myślami w głowie. Głos, który mówił mi tak: słuchaj, siedzisz tak sam, wiesz że znaleźć wartościową dziewczynę nie jest aż tak łatwo. A czas jakoś już zacząć normalnie, statecznie żyć. Długo już siedzisz bez celu, chlasz, marnujesz się, zaebiesz się...może by tak bardziej z ROZSĄDKU się związać, przecież fajna dziewczyna? I już Ci mówię, te rozmyślanie o "rozsądku" to była kwintesencja mojego skuwienia. A może prościej. To była wynikowa mojej w sumie desperacji, do której nie chciałem się przyznawać. Wmówiłem sobie zakochanie. Zostaliśmy parą.
    Ale jakbym chciał się lekko chociaż usprawiedliwić, to PNP dzielnie wspierała to wmawianie. Nie że specjalnie. Po prostu tak miała w genach. Śpieszę z tłumaczeniem. Zostawiasz ją w domu na 1,5 godzinki, bo zadzwonił kolega i musisz do niego wyskoczyć. Wracasz i co? A tam kurna błysk. Wymyte wszystko. Kibel, piekarnik i dwuletni kurz na szafie. Chcesz coś zjeść? Kurna trzy opcje do wyboru, a jakby było mało, to jeszcze nalepię Ci pierogów. Albo barszcz zrobię...Ja prdl, to jakaś ukryta kamera??? "taaaka żona", cytując klasyka świra.
    Zdaję sobie sprawę, że jak to teraz czytasz, to sobie myślisz jakim pojeem ja byłem/jestem. Jakimi chuowymi kategoriami ja myślałem. Masz rację, nie bronię się. Byłem maksymalnym przegrywem, żyłem w syfie, nie byłem facetem z jajami, nie mogłem się ogarnąć, więc takie "ciepło" strasznie mnie brało.
    Oczywiście mimo dziur, mózg mi jakoś tam pracował i zdawałem sobie sprawę, że pierogi pierogami, ale życie jest życiem i różne historie się słyszało z koleżankami ze Wschodu. Zacząłem więc testy. Chore, nie? Gdzieś mi tam przypadkowo stówa spadła za sofę. PNP sprzątała, znalazła, oddała. OK. Karta pobytu, nie proponowałem żadnej pomocy, robiła wszystko sama. Nie służyłem zatem jako przewodnik po meandrach ustawy o cudzoziemcach. Utrzymanie materialne: też nic nie musiałem robić, ogarnęła sobie robotę w restauracji, obierała ziemniaki i myła garnki...OK. No i zaczęła studia, na które tu przyjechała. No to chora głowa podpowiedziała mi jeszcze, że na bank chce mnie złapać na dziecko i żyć z "europejskich" alimentów. Zaproponowałem więc chytrze, seks bez zabezpieczeń. Odmówiła! Ty durak, ribjonka choczesz mnie sdielat?! A propos: seks był też inny. Taki jakby z nastawieniem u niej, że chłop wraca z 12 godzinnej zmiany w fabryce czołgów T-72, zmęczony jest, to niech sobie upuści z krzyża. Ja będę leżała, a Ty dawaj! Należy Ci się, bo chłop jesteś. No i oczywiście w międzyczasie, w trakcie zmiany pozycji z misjonarskiej na misjonarską, mogę donieść pierogów. Seks nie podobał mi się.
    Tak bez uczucia, wszedłem w związek z nudów/depseracji/rozsądku/sku*wienia, dla wygody. BŁĄD! Nie rób tak. "Jakoś to będzie" myślałem. No i było. Miło, fajnie, bez fajerwerków, no ale jak nie ma fajerwerków to nie ma też wielkich emocji i spin, prawda? Sobie żyłem i wmawiałem, że jest już ok, a będzie jeszcze lepiej. Wyhamowałem z imprezami, piłem jakby mniej, wywaliłem wszystkie relikty przeszłości (czyt. konta w randkowych aplikacjach), zacząłem się dokładniej czesać. I tak to trwało, aż do momentu kiedy zadzwonił do mnie Filozof...
    @Canova #depresja #zwiazki #zalesie #alkoholizm #niebieskiepaski #rozstanie #seks
    pokaż całość

    +: Sofa, F..................d +5 innych
  •  

    Jest wena, to trzeba ją wykorzystać. Tak jak wspomniałem wcześniej, mój ówczesny #rozowypasek Pierwsza Polka, kilka lat temu, po 7 latach wspólnego płacenia rachunków, rzucił do mnie pewnego lipcowego popołudnia tekst standard: to koniec, wyprowadzam się. Z racji tego, że była to pierwszy poważny #zwiazek , tym samym zaliczyłem pierwsze w życiu #rozstanie
    Oczywiście w to nie wierzyłem, a kiedy już moja Pierwsza Polka zabrała z mieszkania ostatnie swoje rzeczy, przyszedł szok i panika. Tak między nami, to PP miała absolutną rację kończąc ten związek. Zdecydowanie przechodzony i bez jakichkolwiek perspektyw. Przyzwyczajenie, a nie miłość. Jej nigdy nie było. Ale mogę to przyznać teraz, po kilku latach. I telepatycznie PP pozdrowić. Wtedy zareagowałem, tak jak (wiem to dopiero teraz, raz z doświadczenia, dwa z przeczytanych mądrych zdań) absolutnie zachować się nie powinienem. No to jedziemy z #przegryw em: płacz, błagania, szantaż spamowanie smsami, szpiegowanie na fb, wyczekiwanie pod pracą, aranżowanie "przypadkowych" spotkań na mieście...a w nocy znów histeria, przeglądanie do wymiotów wspólnych zdjęć...znasz to? :) no kurna, koszmar! Wraz z odejściem PP, znacznie obniżył mi się poziom życia. Wyprzedzę komentarze: nie, nie byłem zaradnym silnym facetem. Byłem zwykłą pizą. Z początku zacząłem żreć jakieś góna...zupki chińskie, pulpety w sosie pomidorowym, jakieś mrożone pizze...no syf gastronomiczny, który potęgował syf ogólny. Niemniej jednak, problemem największym był nadmiar wolnego czasu w pustej chacie. Oczywiście, można mówić "znajdź sobie jakieś hobby", "zajmij się czymś"...wszystko prawda, ale tak na początku (kto przechodził ten wie) nie masz sił, żeby iść się umyć. No i cóż, nadmiar wolnego czasu, cóż można z nim zatem zrobić? Zapić! Dawaj, piwko. Potem dwa. Potem ćwiarteczkę. A na końcu Borewicz Ciebie nie rusza i czasu nie pożera. Zawsze lubiłem wypić hobbystycznie, towarzysko. Od momentu, o którym teraz piszę picie było sposobem na przeczekanie wieczoru. Żeby szybciej świtało i można było spróbować "iść do ludzi", czyli do pracy. Swoją drogą w pracy, praktycznie same #kobiety , zaraz zorientowały się co jest grane. "Jezuuuu, jak Ty wyglądasz?" Docelowo skończyło się tym, że szef tolerował to, że przychodzę lekko wstawiony nawet: "byleby robota była dobrze zrobiona, jak musisz to musisz". Nie wiem czy zrobił mi przysługę, czy krzywdę. I tak go lubię. No do repertuaru mojego syfu, dodałem pozycję jakże obowiązkową: serwisy randkowe z wiodącym #badoo ( #tinder jeszcze wtedy chyba nie istniał). No i co? No i po miesiącu miałem już nową miłość życia heh. Dziś wiem, że to się nazywa "pocieszanką" lub " klinem". Zaraz wyjazd pod palmy, szaleństwa, wspólne wieczory, wszystko oczywiście na siłę...po dwóch miesiącach nic do niej nie czułem, prócz rosnącego upodlenia. Nie bierz nigdy pocieszanki. Nigdy. No ale z poszukiwania rozpaczliwego dziewczyny nie zrezygnowałem. #desperacja ogromnego przegrywa. Mnóstwo randek, mnóstwo kawek i jak ktoś pisze, że te serwisy randkowe to w 90% szlam, to ja się zgadzam i oburącz podpisuję. Równolegle, rozwijałem "znajomości" realne. Przez moje mieszkanie przewijało się mnóstwo dawno niewidzianych kolegów, zawsze chętnych do strzelenia po małym. Potem, ku mojemu zdziwieniu, zaczęli u mnie nocować jacyś Ukraińcy, swoją drogą spoko goście, ale jacyś tacy w dresach, z tatuażami, bez pełnej klawiatury. Miałem wy*ebane na wszystko. Zaczęły się imprezy. Ja, #facet , który wcześniej w zasadzie nie bywał na mieście, teraz był królem parkietu od piątku do wczesnej niedzieli. Czyste szaleństwo. Przypadkowy seks? Dlaczego nie? W zasadzie, w tym okresie który trwał ponad dwa lata, nie spróbowałem tylko prostytutek. Jakoś mnie ta opcja nie bawiła. Wszystko inne było. Okres czarny. Okres zły. Okres, który skrzywił mnie jeszcze bardziej i który dał mi pretekst do tego, że stałem się jeszcze większym egoistą. Liczyło się tylko to, żebym ja miał dobrze. No i tak sobie żyłem sam dla siebie. Z biegiem czasu otrząsnąłem się z PP. Poczułem, że nie myślę o niej negatywnie, że nie muszę sprawdzać na fb co tam ona robi itp. Ale wieczorki z "piwkiem" i imprezy zostały. Aż pewnej niedzieli, nie szukając nikogo, spotkałem przypadkowo Pierwszą Nie-Polkę, studentkę z b. ZSRR.
    #zwiazki #alkoholizm #depresja #niebieskiepaski #pycha #gnicie
    pokaż całość

  •  

    W piątek mam wizytę u psychiatry. Ogólnie to od trzech lat leczyłem schizofrenię z zadowalającym skutkiem, większość objawów ustąpiła, sporo w wyjściu z tego pomogła mi moja dziewczyna w której miałem wsparcie i zrozumienie. Niestety, kilka dni temu przeżyłem z nią rozstanie i wszystko szlag trafił, czuję się jak śmieć, była dla mnie wszystkim i czuję że miną długie miesiące zanim w ogóle wrócę do normalnego życia. Została mi tylko garstka znajomych i boję się, czy będę w stanie wrócić do normalnego trybu życia, bo mając ją niewiele zadawałem się ze znajomymi, pourywały mi się kontakty ze znajomymi z gimnazjum, a że mam nauczanie indywidualne to nie za bardzo mam kontakt z klasą. Boję się trochę że z tego nie wyjdę, pierwsze dwa dni miałem czarne myśli, ale teraz jest lepiej, na pewno nie chcę sobie robić krzywdy, bo całe życie przede mną, chociaż czuję że bez niej to już nie będzie to samo, nie wiem czy z jakąkolwiek inną będzie mi tak dobrze jak z nią - sporo się między nami popsuło ale to głównie moja wina, że nam nie wyszło, za bardzo naciskałem, za bardzo męczyłem, byłem zazdrosny o byle pierdoły. No ale patrząc na to przyszłościowo doszedłem do wniosku że muszę sobie dać czas by ochłonąć i zwrócić się z tym do specjalisty. Koledzy mówili mi że najlepiej byłoby pogadać o tym z psychiatrą, mój najlepszy przyjaciel miał trochę podobną sytuację i bierze SSRI, mówi że jest o wiele lepiej, że nie martwi się tak bardzo o to co może pójść nie tak, nie ma ataków rozpaczy i melancholii związanych z nieudanym związkiem, no a ja mam problem głównie z tym że kilka razy dziennie łapie mnie na zastanawianie się jak to będzie dalej i co mam teraz zrobić ze swoim życiem. Co byście mi radzili mirki i mirabelki? Serio bardzo mocno przeżywam to rozstanie, schizofrenia to dodatkowo potęguję, od lutego nie biorę leków bo psychiatra stwierdził że mam remisję i tak faktycznie było, ale teraz czuję że to chyba wróci. Doraźnie biorę sobie od kilku dni neuroleptyki które zostały mi sprzed tych kilku miesięcy, śpię po nich do 14 ale swoje zadanie spełniają - nie przejmuję się aż tak. No ale nie mogę w ten sposób żyć, dlatego będę starał się wyżydzić od psychiatry SSRI.
    #depresja #rozstanie #schizofrenia #psychiatria #ssri
    pokaż całość

  •  

    Najlepszy lek na dupresje po rozstaniu. Wpierdalać makaron.

    #depresja #dupresja #zwiazki #rozstanie #tfwnogf #feels #gownowpis

    źródło: 38909557_223628558275609_3815602323896401920_n.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ex (zerwała po 5 latach związku, 2 latach narzeczeństwa) odpier*** na Instagramie i Facebooku. Rozstaliśmy się w niezłych relacjach (uszanowałem jej decyzję), a tydzień po wrzuca zdjęcia w bikini, z klubu z nowymi "kolegami", selfie w lustrze, którymi zawsze gardziła – tak jak kobietami typu attention whore. Tak się zmieniła? Odreagowuje? Chce mi coś udowodnić? Pomijam, że ja zdycham psychicznie, a ona wygląda na zachwyconą.

    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Nareszcie podjąłem decyzję o rozstaniu.

    Długo mi to zajęło, ale w końcu uznałem, że odejście od żony to najlepsza rzecz, którą mogę zrobić dla siebie.

    W końcu to moje życie i chcę je przeżyć szczęśliwy. Z tą kobietą w związku nie było to możliwe.

    Poznaliśmy się 8 lat temu, od 5 jesteśmy(jeszcze) małżeństwem.
    Z początku jak pewnie w większości, wszystko super. No ale z czasem zaczęło się walić.

    Ja mam 31 lat, ona 29. Od ponad roku moja jeszcze małżonka zmieniła się nie do poznania.
    Strasznie zgrażyniała. A dokładnie to bardzo się rozleniwiła, przestała o siebie dbać, ja też poszedłem w odstawkę.

    Od ponad roku nasze małżeństwo to była 100% rutyna.

    Pobudka – Praca – Obiad – Sen czasami jakiś seks.
    Od święta jakieś spotkanie ze znajomymi czy rodzicami. Raz na ruski rok wyjście gdzieś razem, a jak już wyszliśmy to po godzinie albo dwóch marudzenie i wielkie niezadowolenie bo mogłaby w tym czasie zobaczyć 2 odcinki.

    Co do tych odcinków to już w ogóle dramat. A raczej poważne uzależnienie. Cały wolny czas to te jebane seriale. Jak nie paradokumenty to netflix, jak nie netflix to pościągane z neta, a na dokładkę jeszcze telenowele w TV. W przerwach facebook, twitter, blogaski i inne.

    We wrześniu byliśmy na wakacjach na Dominikanie.
    Tak wyglądały te jej wymarzone wakacje.

    Dzień 1. Przylot itp.
    Dzień 2. Wszystko zajebiście, zwiedzanie, pływanie
    Dzień 3. Nadal super, wakacje pełną parą.
    Dzień 4. Już tylko plaża, bo zmęczona
    Dzień 5. Plaża bo zmęczona
    Dzien 6. Basen przy hotelu bo zmęczona
    Dzień 7. Godzinka na basenie, reszta dnia na balkonie albo w okolicach hotelu
    Dzień 8 do końca. Hotel, laptop, czasami ruszyła dupę na basen na chwilke.

    Wiecie jak ja się chujowo czułem? Przez 2/3 wakacji byłem sam. A raczej spędzałem je z obcymi ludźmi, którzy również wypoczywali. Jakoś wszystkie pary które były w tym samym hotelu potrafiły spędzać ze sobą czas, a ja musiałem kłamać, że moja żona się pochorowała bo co miałem powiedzieć, że woli oglądać seriale?

    To też nie tak, że ja te wakacje na niej wymusiłem, ona od ponad roku to planowała. Zresztą to nie był pierwszy raz, bo podobna sytuacja była jak byliśmy na nartach w Austrii. Też przez 2 dni pojeździła, a resztę czasu spędziła w hotelu z laptopem. Oczywiście obiecywała, że tak nie będzie, no ale na moją propozycje żeby nie zabierała laptopa to 2 dni foch bo jej nie ufam. I kurwa miałem racje.

    Ja walczyłem o ten związek przez ponad 2 lata, robiłem wszystko ale i tak jak grochem o ścianę.
    Z jej strony ZERO zainteresowania, a jak już to awanti że się czepiam i mam dać jej spokój.

    Oczywiście kto jest teraz tym najgorszym w oczach znajomych i rodziny?

    No ja.

    Wszystkiemu winny jestem oczywiście kurwa ja. Paulina już na facebooku itp. zdążyła każdemu się wypłakać, nakłamać jaki to ja byłem zły i niedobry, że się nie interesowałem, że nie znałem jej potrzeb(jej jedyną potrzebą jest chyba dożywotnie konto na netflixie) że nie dałem jej tego, co mężczyzna powinien dać kobiecie.

    Dałbym, gdyby nie „nie chce mi się” „nie teraz” „nie mam czasu” „zajęta jestem” „jutro” „pojutrze” „dziś nie” „kiedy indziej”

    Do tego zaczęła się żalić, że ja taki zły bo nie chciałem dziecka, a ona taka biedna bo od lat chce dzidziusia, co jest kłamstwem.

    Bo to ja naciskałem na dziecko, ale ona nigdy nie była gotowa. Od zawsze chciałem być ojcem, jest to jedno z moich marzeń, ale czekałem bo zdaje sobie sprawę jak wielka to sprawa.

    No i tak czekałem 5 lat i pewnie czekałbym kolejne 5 jak nie więcej bo nigdy by nie była gotowa.

    Największe awantury oczywiście wybuchały wtedy, kiedy jej mówiłem że jest uzależniona od tych seriali i ogólnie komputera/internetu i powinna coś z tym zrobić.

    Za każdym razem awantura jak między kibolami Wisły i Cracovii, rękoczyny, tygodniowe fochy itp.

    Same problemy, a człowiek głupi tyle czasu trwał w tym związku z nadzieją na to, że będzie dobrze, chociaż już od dłuższego czasu wiedziałem że to se ne vrati, a mimo to ciężko było mi podjąć decyzję o odejściu od niej.

    Teraz czeka mnie sprawa rozwodowa, majątkowa itp. ale wiem że jak to wszystko się skończy to będzie już tylko lepiej.
    #zwiazki #rozowepaski #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

    +: A........n, dzoli +69 innych
  •  
    f...............t

    +932

    Boję się. Dzisiaj jest dzień, w którym zakończę swój kilkuletni związek. Ale od początku.

    Informacje o początkach związku, jak dla kogoś to istotne w całej tej historii:

    pokaż spoiler Z różowym jesteśmy na levelu 23. Poznaliśmy się przez internet w dosyć niekonwencjonalny sposób, bo ani to przez tindera, ani przez wspólnych znajomych - nic. Po prostu wpadliśmy na siebie na jednym czacie, a że rozmowa się kleiła, to przeszliśmy na portale społecznościowe, a w końcu też na Skype. Mijały tygodnie, poznawaliśmy się coraz lepiej, spędzaliśmy ze sobą ogromną ilość czasu. Niestety to wszystko było na odległość, ponieważ mieszkała ponad 300 km ode mnie. Pewnego dnia postanowiłem w końcu spotkać się z nią w prawdziwym świecie. Zaplanowaliśmy, w który weekend wpadnę, a gdy nastał czas, to wsiadłem do pociągu i jechałem te 6 godzin z postojami. W ten sposób jakimś cudem zaczął się nasz związek. Jeździłem do niej na weekendy co tydzień lub dwa, zależy jak plany nam pozwalały, a na odległość korzystaliśmy ze Skype oraz FB. I tak przez ponad rok. Aż do dnia, gdy udało mi się znaleźć pracę blisko jej miejscowości. Od tamtej pory nasz związek jeszcze bardziej rozkwitał. Spędzaliśmy ze sobą tyle czasu ile tylko się dało. W końcu mogliśmy pozwolić sobie na wiele rzeczy, które wcześniej były nieosiągalne przez fakt ograniczonych spotkań do kilku razy w miesiącu.


    Jak łatwo się domyślić, po jakimś czasie zaczęły się kłótnie.

    Nie były one jakiejś wielkiej skali. Wiadomo - jak są dwie osoby, to nie uniknie się mniejszych czy większych różnic w zdaniu, a przez to też sprzeczek na dłuższą skalę. Z czasem było coraz gorzej. Doszło do tego, że zaczęła wyżywać się na mnie i psychicznie, i fizycznie. Jako facet z honorem nie podniosłem na nią ręki. Może to była trochę naiwność, ale poglądy to poglądy. Im częściej się to zdarzało, tym bardziej się od siebie oddalaliśmy, a ona wpadała w coraz to skrajniejsze emocje. #borderline ? Możliwe, ale jej psycholog (wizyty oczywiście wymuszałem na niej, bo sama nie widziała w sobie problemu) tego nie potwierdził. Chociaż kto wie co ona mu nagadała.

    Po jednej większej kłótni, gdy wylądowałem przez nią w szpitalu (w złości rzuciła jakimś szklanym gównem obok mnie, a że byłem przy samej ścianie, to odpryski zostawiły mi trochę blizn na ramieniu, w tym jedną sporą, która jest mocno widoczna do dziś), zaczęła się ogarniać. I o ile podchodziłem do jej obietnic sceptycznie, tak naprawdę zmieniła swoje zachowanie. Już nigdy nie podniosła na mnie ręki, a następne dwa lata były naprawdę wspaniałe (gdzie kłótnie nigdy nie trwały dłużej niż godzinę, bo potrafiła się przyznać do błędu, gdy jakiś zrobiła).

    Jednak ludzie całkowicie się nie zmieniają. Po tych dwóch latach znów zaczęły się odpały - tym razem tylko na poziomie psychicznym. A to fochy i kłótnie o naprawdę mało ważne rzeczy, wręcz o pierdoły. I nie, to nie było tak, że dla niej może te rzeczy były ważne - to były pierdoły typu "podobają mi się te buty" (gdzie kosztowały one mniej więcej 400 zł) lub "zjadłabym coś słodkiego" (gdzie już trzy dni z rzędu pozwalaliśmy sobie na jakieś śmieciowe jedzenie, a ona sama mówiła co chwila, że musi ograniczać takie jedzenie). Po tych słowach oczekiwała sam nie wiem czego. A słowa przypominające, że ostatnio mieliśmy jakieś większe wydatki, że musimy ograniczać te żarcie, że przecież jak chce, to może sama sobie na to uzbierać, bo ja nie jestem bankomatem, że przecież robimy oszczędności na kosztowny wyjazd - wszystkie kończyły się fochem i odzywkami typu "Spi***alaj".

    Nie jestem sknerą. Często się zdarzało, że coś kupowałem. Nawet potrafiłem pożałować sobie jakiejś przyjemności, byleby tylko mieć więcej hajsu na jej zachcianki. Każdy foch i kłótnia kończyły się jej przeprosinami i słowami, że ona się stara i nie będzie już tak więcej robić. Po czym następnego dnia znów było to samo. Wystarczyło, że miałem swoje zdanie lub nie zgodziłem się na jakiś wydatek z własnej kieszeni. A ona codziennie czegoś chciała, mimo że wszystko mieliśmy. Jak w lodówce było jedzenie, to ona chciała coś innego, nawet jak drzwiczki ledwo można było zamknąć, bo tak ta lodówka była pełna. Gdy były kupowane nowe ciuchy, to i tak po kilku dniach chciała już inne, a na widok ostatnio kupionych rzeczy mówiła, że więcej ich nie założy. Mógłbym tak mnożyć tych przykładów do swojej śmierci. Zawsze coś jej nie pasowało.

    Jako że wpis się strasznie wydłużył, bo przelałem tu cały swój smutek, mętlik w głowie oraz gniew, to postaram się podać jeszcze skrótowo kilka ważniejszych rzeczy.

    Zaczęła nabierać masy - na co sama marudziła, ale i tak potrafiła jeść za trzech. Próby ćwiczeń (w tym ze mną, bo chciałem ją wspierać) kończyły się zazwyczaj po dwóch dniach, bo ona "zapominała" o tym, po czym znów jadła. Powoli z 9/10 (oczywiście subiektywna skala) stała się 4-5/10.

    Zaczął się brak szacunku - już jej to kilka razy wypominałem i mówiłem, że zakończymy ten związek, jeżeli tak dalej będzie. Za każdym razem to na nią działało, ale po jakimś czasie brak szacunku wracał. I tak w kółko.

    Zaczął się brak zaufania oraz ograniczanie wolności - nie, nie miała żadnego #bolecnaboku . Tego jestem pewien, bo mieliśmy swobodny dostęp do swoich telefonów oraz portali społecznościowych. Gdy zaczęły się jakieś losowe zarzuty z jej strony, że pewnie ją zdradzam, to oczywiście zadziałała #logikaniebieckichpaskow i ją dodatkowo sprawdziłem, tak dla spokoju ducha. Częstotliwość seksu też nie zmalała, często to ona go inicjowała. Co do ograniczania wolności, to chciała spędzać ze mną cały wolny czas, aż do nienormalnego stopnia, gdzie zacząłem tracić znajomych i pasje. Nawet jak była kłótnia, to miałem z nią spędzać czas.

    Zaczęło się traktowanie jak bankomat - nie ulegałem kłótniom i nie dawałem się pod tym względem. Stanowcze nie i koniec tematu. Za każdym razem powtarzałem, że sama może sobie na coś zarobić. A jak nie ma już pieniędzy, to na cholerę wydaje je w ciągu tygodnia po wypłacie (a po opłaceniu rachunków zostaje jej jeszcze suma pozwalająca spokojnie poszaleć przez miesiąc).

    Żeby jeszcze uniknąć podstawowych pytań - nie mieszkamy razem (ale blisko siebie, kilka minut drogi pieszo).

    Tu dochodzimy do ostatniego tygodnia i dnia dzisiejszego. Po ostatniej kłótni, gdy znów zaczęła łamać swoje obietnice i słowa, a na koniec rzuciła tekstem "Nigdy nie będę miała dla ciebie szacunku", zacząłem ją ignorować. Może nie w stu procentach, bo odpisałem kilka razy na jej wiadomości, ale przez ostatni tydzień nie widziałem jej na oczy. Przez cały ten czas rozmyślałem czy to zakończyć. Bo mimo że ją nadal kocham (chociaż kto wie, może to tylko przywiązanie), to nie chcę z nią dłużej być. Nie chcę spędzić swojego życia będąc na łańcuchu, przemieniając się powoli w bankomat, byleby tylko dała mi święty spokój i by uniknąć kłótni. A wiem, że im dłużej będę zwlekał, tym mniej będę miał siły, by to skończyć.

    Oczywiście wypisuje mi teraz codziennie, że ona się zmieni, że ona przecież nie zrobiła nic aż tak złego, w pewnym momencie nawet rzuciła tekstem, że to przeze mnie, by po kilku godzinach przeprosić za to i dalej błagać o spotkanie oraz wybaczenie. Ale ja już nie wierzę w ten związek. Nie wierzę, że ona się zmieni.

    Chcę odzyskać swoje życie. Dlatego dzisiaj zakończę ten związek. Mimo, że się boję. Mimo, że mam wątpliwości. Mimo, że serce chce dalej o nią walczyć. Ale tym razem stawiam na rozum.

    Trzymajcie kciuki. I dziękuję za przeczytanie moich żali, wątpliwości oraz reszty tych pisanych przez noc przemyśleń.

    #zwiazki #logikarozowychpaskow #rozowepaski #niebieskiepaski #rozstanie #zalesie
    pokaż całość

    +: p..................i, Kolikowski54 +930 innych
    •  

      Odkrycie, że to nieprawda pojawia się około 25 roku życia. U ludzi pojętnych. U niektórych nigdy. Np. zarzuty, że partnerka jest kłótliwa i robi z siebie ofiarę, pewnie zawsze taka była, ale w kontaktach z koleżankami, czy obcymi osobami, z którymi miała na pieńku. Ludzie nie zmieniają się aż tak bardzo, że OMG za kilka miesięcy to będzie inna osoba. Często sie spotykam z tym, że faceci, którzy narzekają na wredotę kobiet, albo im to pasowało, albo ignorowali, albo wręcz sami sa wredni. Kiedy zdejmujesz siebie odpowiedzialność mówiąc: szok i niedowierzanie, nie miałem pojęcia, to sam siebie oszukujesz i zawsze będziesz kończył w takich ułomnych związkach.

      @grejfrut: Jest w tym duzo prawdy, chociaz u mnie pojawilo sie duuuzo wczesniej I dzieki temu nie musialem wchodzic w zwiazki z dziewczynami, ktore uwazalem za niefajne
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (162)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ehh Mirki i znowu muszę zakończyć swój następny związek.. Nie potrafimy się ze sobą dogadać, ona jest mega zazdrosna, stalkuje mnie w internecie, na bieżąco wie co lajkuje/kogo obserwuje, często się kłócimy o głupoty, ona się lubi mnie o wszystko czepiać, chce żebym był zawsze na jej zawołanie a jak odmówię to jest afera.. jak zrobię coś nie po jej myśli jest awantura.. do tego dochodzi fakt, że na siłę chce skłócić mnie ze znajomymi i rodziną, tak żebym był "tylko dla niej" bo to ona ma być najważniejsza. Nawet jak idę na siłownię to komentuje, że po co mi to potrzebne, pewnie chodzę na inne dziewczyny popatrzeć. Najchętniej to by mnie zamknęła w klatce i miała tylko dla siebie, boje się co to by było np. po ślubie.
    No nic jakoś znowu będzie trzeba przeżyć rozstanie, chociaż ciężko, bo jednak człowiek się przyzwyczaja.. Ona prosi i błaga o ostatnią szansę, tyle, że tych szans było już kilka i za każdym razem po krótkiej zmianie wracaliśmy do punktu wyjścia. Nie wyobrażam sobie życia z kimś takim, nie czerpie radości z tego związku, ona pozbawia mnie energii. Smutno mi, bo myślałem, że to ta jedyna. Życie mi znowu dało pstryczka w nos. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym dał rade się rozstać i żebym po rozstaniu szybko się otrząsnął.
    #zwiazki #rozstanie #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

    +: Rosasharn, Z...........6 +5 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Obudziłam się o 3 nad ranem. Śniłam o nim. To już dwa miesiące, jak zerwał narzeczeństwo i powiedział, żebym się wyprowadziła. Ten moment przebudzenia... Nagle zalewa cię ta potworna fala emocji. Ten ucisk w klatce piersiowej. Płaczesz. Potrzebujesz kilku chwil, by się zorientować, gdzie jesteś, co się stało i że on już nie leży obok. Kiedy to się skończy? #zwiazki #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

  •  

    Półtora tygodnia minęło od rozstania z różowym a ja dalej smutny. Ciągle mam przed oczami piękne chwile które razem spędzilismy. Nie martwię się o to że nie znajdę nikogo innego bo wiem, że na pewno znajdę ale boli mnie ta strata jak cholera. Ehh. Ciekawe za ile mi przejdzie.
    #rozstanie
    #zwiazki
    #zalesie

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Drodzy Wykopowicze,
    Piszę to ze łzami w oczach.
    Zepsułem. Zepsułem wszystko co mogłem.
    Ale po kolei.
    Byłem z dziewczyną (okres tego ile byliśmy razem nie jest w ogóle ważny o czym będzie później). Zakochaliśmy się w sobie. Ona jak i Ja jesteśmy po pewnych przejściach. Było jej bardzo trudno mi zaufać, lecz w końcu się udało. Tworzyliśmy parę. Dużo rozmawialiśmy, podróżowaliśmy. Ja starałem się jej pomagać we wszystkim, a ona dawała z siebie jeszcze więcej, lecz... Lecz coś pękło we mnie. Przestałem ją wspierać. Przestałem zauważać, że Ona też ma swoje problemy. Mieszkaliśmy razem, ale jedyne na czym się skupialiśmy to znowu były moje problemy. Rozmawialiśmy wielokrotnie o tym jak bardzo daje ciała, lecz to niczym nie skutkowało.
    Pochodzę z rodziny w której był alkohol. Ojciec pił, a matka uzależniona od ojca pozwalała mu na wszystko. W domu nie było szacunku, miłości i wspierania.
    I wiecie kurwa co? Ja zacząłem się zachowywać właśnie jak ojciec- bez picia alkoholu czy też bicia, ale po prostu miałem ją w dupie. Chwilę przed tym jak się rozstaliśmy pomyślałem o tym, że może pójdę do psychologa, bo moje zachowanie nie jest normalne i jak się okazało niedawno- DDA.
    Rozstaliśmy się.
    Wyprowadziłem się z mieszkania, które Ja ogarnąłem dlatego, że pierwszy raz w życiu zachowałem się jak facet- zamknąłbym jej drogę na studiach, które są dla niej bardzo ważne.
    Napisałem, że okres jaki byliśmy razem nie ma znaczenia- dalej tak uważam. Bardziej chodzi o to co sobie nawzajem dawaliśmy i to jaką więź między Nami to stworzyło, a było to tak piękne... Tak krystaliczne, że nie potrafiłem uwierzyć, iż jest to prawdziwe.
    Minął tydzień.
    Z rodzicami nie rozmawiam, bo to jaki się stałem jest ich winą. Nie nauczyli mnie niczego. Moje wzorce z dzieciństwa nie istnieją, bo nie mam nawet na czym ich opierać. Nie mam gdzie pójść, a na wynajem nie mam pieniędzy.
    W życiu popełniłem wiele błędów, ale tego w jaki sposób ją traktowałem przez długi okres czasu nie potrafię sobie wybaczyć. Nie umiem patrzeć w lustro, bo zepsułem taką osobę, która tak wiele od siebie dawała by mi pomóc, a Ja niczym pasożyt tylko brałem i jej dokładałem smutków- w końcu pękła.
    Ciągle myślę o tym jak bardzo zjebałem i jak bardzo potrzebuje kontaktu z drugą osobą.
    Pewnie pomyślicie "Przeca załatwił mieszkanie" "Ty je utrzymywałeś, a ona studiowała"- tak, te słowa to prawda, ale nie dawałem jej tego co ona zawsze starała się dać mi- oparcie i zrozumienie oraz zwykłą rozmowę. Nie chciałem być jak ojciec, ale do tego doszło. Stałem się nim- kimś kogo nienawidzę i nie szanuje.
    Dlaczego piszę o tym tutaj i to dodatkowo z Anonimowych? Wstydzę się swojego nicku, samego siebie i wielu innych rzeczy.
    A czy czego od Was oczekuje? Ja już chyba straciłem wiarę w to, że coś mi się należy. Po prostu nie mam nawet do kogo ryj otworzyć. Siedzę sam w McDonaldzie i łzy ciekną mi po policzkach- znajomi nie odbierają telefonów, nie odpisują, a do domu nie potrafię wrócić, bo czuję się tam jak gówno.
    Zapewne tego się czytać nie da, ale ręce trzęsą mi się, a przed oczami mam tylko jej obraz jak ze łzami w oczach mówi mi jak bardzo ją niszczę i jak bardzo wszystko w niej zepsułem.
    Nie umiem sobie już poradzić. Upadłem i wstać nie potrafię.
    Boję się.
    #zwiazki
    #rozstanie
    #dda
    #depresja

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

  •  
    A.....s via Android

    +6

    Mirki jak poradzić sobie z rozstaniem się z laska która była dla Was wszystkim?
    #pytanie #pytaniedoeksperta #rozstanie #psychologia #pomocy #powazne

    +: S.......a, D.....1 +4 innych
  •  

    O kurwa, pierwsze tygodnie po rozstaniu są najgorsze. Czasem wydaje mi się, że jest już dobrze, a nagle to wszystko wraca ze zdwojoną siłą tak, że czuję, jakby mi serce miało zaraz rozpierdolić ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Tak tak, wiem – zacznij biegać, wyjdź do ludzi. Biegać akurat nie lubię aż tak bardzo, a ludzie, cóż... Póki co jestem na etapie tak rozchwianych emocji, że wolałbym nikomu nie truć o swoim stanie psychicznym, poza przyjacielem, który niestety w tym tygodniu pracuje na nocki i nie może mi "towarzyszyć" ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Mówi się, że faceci rozstania znoszą dużo lepiej, a to chyba gówno prawda, to moje czwarte rozstanie i za każdym razem boli bardziej, taka smutna zależność. Za każdym razem wydaje mi się, że to już ta na zawsze, a tu takie gówno ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Mam plan, żeby zabrać się za siebie w najbliższym czasie (lepsza dieta + więcej ruchu), ale póki co jestem tak emocjonalnie rozjebany, że brak mi motywacji. Do tego jeszcze problemy z pracą ostatnio się nawarstwiają, bo jak wiadomo: nieszczęścia chodzą parami. Ja pierdolę, wiem, że się teraz niepotrzebnie użalam nad sobą, ale serio wpadam w taką depresję, że aż przykro mi na siebie patrzeć w lustrze ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Może ktoś #chcepogadac i zająć mi chociaż trochę czas?

    #feels #depresja #rozstanie #zwiazki
    pokaż całość

  •  

    Rozstałam się 3 miesiące temu z chłopakiem, bo przestał mnie kochać. Nie walczyłam, takie rzeczy się zdarzają, a ja i tak bym nic tutaj nie zmieniła. Od dłuższego czasu między nami nie było dobrze, kilka miesięcy męczyliśmy się ze sobą. W pewnym momencie nie mieliśmy nawet o czym rozmawiać, zaczęłam go denerwować wszystkim, co robiłam. A wiecie co jest najgorsze? Że sama do tego doprowadziłam. Początki związku były piękne, nikt nie kochał mnie tak jak on w tamtym momencie. Ja też go strasznie kochałam, ale w którejś chwili zaczęłam się o wszystko czepiać, on dużo znosił i odpuszczał. Miałam skłonności do nadinterpretacji różnych zachowań. W dodatku niedawna wizyta u psychologa uświadomiła mnie, że moje zachowanie wynikało z depresji. Zaczęłam wszystko widzieć w czarnych barwach, nie byłam pewna siebie i to owocowało kłótniami o wszystko, bo byłam tak zakompleksiona. Byłam okropną osobą i nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo chciałabym cofnąć czas. Dopiero teraz widzę te wszystkie moje wady. I wiem, jak bardzo go zniszczyłam i zmieniłam. Zrobiłam z niego zupełnie innego człowieka. Od momentu zerwania rozmawialiśmy kilka razy, mieliśmy się spotkać ale się rozmyślił, a ja sobie odpuściłam proszenie się, bo duma by mi na to nie pozwoliła. Wiem, że nie da się kogoś pokochać od nowa, pogodziłam się z rozstaniem. Z resztą wiem, że zasłużyłam na to wszystko. Teraz mam szansę na nowy związek i wiem, że nigdy nie powtórzę drugi raz tego samego błędu. Żaluję, że tak to zepsułam, ale najbardziej szkoda mi tego chłopaka, który musiał ze mną tyle przejść, bo był cudowną osobą. Życzę mu wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że znajdzie kogoś kto na niego zasługuje. Piszę to dlatego, żeby przestrzec wszystkich w związkach - doceniajcie to, co macie. Nie róbcie spin o byle co. A jeśli wiecie, że jest z Wami źle psychicznie – nie lekceważcie tego i nie wyżywajcie się na drugiej połówce, tylko idźcie po pomoc do profesjonalisty.

    #zwiazki #rozstanie
    pokaż całość

    +: f.....d, JokerMore +5 innych
  •  

    Wczoraj sie rozstałem z narzeczona po paru latach, troche mi jej brakuje ale wkoncu spokoj, bez kłótni i moge robic na czym mi zależy... czy tak to powinno wyglądać?
    #rozstanie #konieczwiazku #wolny

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ehh Mirki.

    Po rozstaniu wyniosłem się ze wspólnie wynajmowanego mieszkania, wróciłem do rodziców. Nie było najgorzej, ale stwierdziłem, że jak pojadę gdzieś daleko - do wielkiego miasta, znajdę pracę i mieszkanie to szybko o niej zapomnę.

    pokaż spoiler Nic bardziej kurwa mylnego. Teraz kiedy jestem zupełnie sam czuję tę pustkę jak nigdy. Płakać mi się chce (╥﹏╥)


    #rozowepaski #niebieskiepaski #zwiazki #rozstanie #tfwnogf #przegryw

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: dope
    pokaż całość

    +: a...c, adam176 +9 innych
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    mam narzeczonego alkoholika :( ma 26 lat i czesto pije, a po alkoholu robi sie z czasem coraz bardziej agresywny. nie wiem co robic, szkoda mi 4 lat wspolnie spedzonych, mieszkamy razem... na trzezwo jest okej ale jak pije to jeat dramat. podejrzewam ze bedzie coraz gorzej, juz widze jak to wyglada... najgorzej to podjac ta decyzje ( ͡° ʖ̯ ͡°) #zwiazki #alkohol #rozstanie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Jestem ze swoim różowym od siedmiu lat. Seks pomiędzy nami był zawsze dość dziwny - na początku do niczego (była dziewicą), później trochę lepiej. Kiedy zaczęło się układać i seks zaczął być akceptowalny, zaczęły się również pojawiać u niej okresy kompletnego braku zainteresowania z nagłymi chcicami 1-2 razy w miesiącu.

    Pomimo wielu rozmów i wielu obietnic nic w tej kwestii się nie poprawiało. Przez ten czas łudziłem się, że przyczyną mogą być jej nerwy, depresja spowodowana brakiem pracy etc. Starałem się rozmawiać i do końca wierzyłem że w końcu wszystko się ułoży bo poza kwestiami seksu to naprawdę dobra kobieta.

    Bywały okresy, kiedy przez 2-3 tygodnie się w ogóle nie kochaliśmy - ona sobie z tego nic nie robiła - nie próbowała rozwiązać problemu, po prostu akceptowała fakt jaki jest a ja zostawałem sfrustrowany. Byłem naiwny wierząc w jej zapewnienia, że to przejściowe.

    Poza kwestiami seksu byliśmy dość dobraną parą.

    Nigdy jej nie zdradziłem.

    Namieszało mi się przez to mocno w głowie.

    Wpadłem w masturbację. Tak, jakkolwiek by to brzmiało - samozaspokojenie się sprawia mi większą przyjemność niż seks. To nie tylko sprawa doznań, to także fakt że po długich staraniach nie zostanę 'na lodzie' (bez skojarzeń..) gdy ona stwierdzi że się jej jednak nie chce.

    Tyle razy taka sytuacja miała miejsce, że na myśl o tym, żeby coś zorganizować (wyjście razem, kolację czy cokolwiek innego) i potem liczyć 'na łaskę', to mi się odechciewa i wolę ten czas poświęcić na coś innego. Seks przez długi czas był jak pierdolona gra w totolotka.

    Tak, to jest chore.

    Kiedy myślę, że mam poświęcić dwie-trzy-cztery godziny czasu, które zakończą się kolejną dawką frustracji to wolę w tym czasie zrobić cokolwiek innego.

    Myślę, że przez te lata znienawidziłem ją z tego powodu.

    Ostatnio sytuacja zaczęła być jeszcze dziwniejsza. Nigdy nie byłem ani ładny ani brzydki, ani przesadnie gruby ani przesadnie chudy. Postanowiłem wziąć się za siebie (30-stka na karku). Praca, po pracy siłownia, wracam do domu, ugotuję coś (albo ona), chwila przy komputerze (i często masturbacja) a następnie spać. Odnalazłem jakieś dziwne spełnienie w tej rutynie.

    Dalej jestem miły, dość opiekuńczy ale kompletnie przestałem być nią zainteresowany fizycznie.

    Teraz nagle role się odwróciły - ona zaczęła zabiegać o moją uwagę i robi mi wyrzuty że z nią nie uprawiam seksu.

    Jestem fizycznie wypompowany (ciężkie treningi na siłowni), kochamy się może raz w tygodniu i celowo robię to na odpierdol - nie chce mi się starać tak jak jej się nie chciało.
    Sytuacja się odwróciła - a ja nie czuję z tego powodu wyrzutów sumienia.

    Za każdym razem kiedy ona czyni mi wyrzuty, przypominam jej, że 'Przez poprzednie lata nie czułaś się z tym źle kiedy ja chodziłem sfrustrowany. Ja teraz też nie mam wyrzutów sumienia. Postaram się żeby było lepiej ale nie spodziewaj się cudów.'.

    Z powodu tych wszystkich lat frustracji zaczęło mi sprawiać przyjemność, kiedy przeżywa (od kilku miesięcy) dokładnie to samo, co ja przeżywałem przez tyle lat (i nie zdradziłem jej). Mam w dupie fakt, że nie sprawdzam się teraz jako facet, skoro ona przez tyle lat nie sprawdzała jako kobieta.

    Tak gdzieś podświadomie czekam, aż w końcu nie wytrzyma i mnie zdradzi - aby mieć powód do rozstania, które będzie naprawdę huczne - właśnie po to aby wynagrodzić jej te lata frustracji, obietnice bez pokrycia i wpędzenie mnie w masturbację.

    Pojabało mi się przez te wszystkie lata w głowie.

    Sorry murki za chujową historię, musiałem się z kimś podzielić.

    #seks #zwiazki #milosc #rozstanie #rozowepaski #niebieskiepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: NowyJa
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #rozstanie

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów