•  

    R O Z W Ó D (u mnie już dawno postanowiony, zanim ja zostałem poinformowany przez ex+ patologiczna otoczka wokół niej).
    U mnie jest taka sytuacja, że nawet już mi nie zależy, żeby ex coś tam "zrozumiała", odczuła czy cokolwiek.
    Jedyne, o co jeszcze będę walczył- to NORMALNE, zgodne z prawem i elementarnym poczuciem sprawiedliwości potraktowanie mojego przypadku... Nie tylko mojego tak naprawdę, bo jednocześnie i ex i naszej córeczki, z którą obecnie nie mam żadnego kontaktu (za sprawą całej rodziny ex + jej wynajętego papugę z powiązaniami nieformalnymi w tzw. "wymiarze sprawiedliwości" na poziomie Wrocławia).
    Nie zagłębiając się w szczegóły, powiem tylko tyle: była żonę poznałem w 1997, byliśmy para/ narzeczonymi do 2007, potem ślub, urodziny naszej Tosi i jeszcze ponad 9 lat małżeństwa...
    Ogółem: razem z ex przeżyliśmy wspólnie 20 lat. I nagle -dosłownie nagle, zdecydowała o koniecznym rozwodzie: natychmiast!
    Początkowo nic nie rozumiałem (odcierpialem swoje), ale jej wszystkie działania sprawiły, ze po paru miesiącach straciłem nadzieje na uratowanie RODZINY. Tak, bo rozstanie z samą żoną byłbym w stanie jakoś gładko przeżyć, to nie dramat. Ale przecież założyliśmy rodzinę: (w moim odczuciu, po przyjściu na świat naszej wspaniałej córeczki).
    Rodziny się nie przekreśla- to tak: bo koleżanka była na wczasach w Egipcie/ Chorwacji, a my nie. Bo sąsiedzi mają 2 fajne auta, a my jednego grata. Bo w domu masa rzeczy do poprawy/ zmiany/ remontu...
    Ale przecież nie wszyscy obywatele Polski (38 milionów ludzi) jeżdżą do Egiptu co roku, nie wszyscy maja po 2-3 nowe auta i ładne, nowoczesne mieszkania.
    Tak naprawdę: wcale nie mieliśmy (jeszcze będąc rodzina) złej sytuacji. Nie byliśmy nowobogackimi, ale całkiem fajnie i bez większych zmartwień żyliśmy przez pierwsze lata naszej wspólnej drogi w życiu.
    Aż przyszły jakieś rozbuchane oczekiwania (nie wiem: może trochę podsycane przez "życzliwe" towarzystwo) i coraz częstsze pretensje o to, że ja nie mogę zapewnić jej tego- co "wszystkie koleżanki mają"...
    Mniejsza z tym: w każdym razie, mimo braku jakichkolwiek RZECZYWISTYCH przesłanek- podczas rozwodu zostałem uznany "winnym rozkładu pożycia małżeńskiego". Co ciekawe: pani sędzia nie tylko nie rozpatrywała faktycznego stanu, ale nawet zaprzeczała niektórym OBIEKTYWNYM faktom, np. poszczególnym zapisom Kodeksu Rodzinnego, które miałem wydrukowane i najbardziej czytelne fragmenty cytowałem podczas rozpraw. Pani sędzia już na pierwszej rozprawie pozwoliła sobie stwierdzić "Nie widzę najmniejszej szansy na porozumienie małżonków" (jeszcze zanim zdążyłem wypowiedzieć pierwsze zdanie...)
    Generalnie: bardzo dziwnie to wszystko wyglądało, pani sędzia sprawiała wrażenie- jakby PRACOWAŁA (specjalnie to słowo podkreślam, bo są niuanse oddzielające PRACĘ od np. przysługi, uprzejmości czy kaprysu) w kancelarii ADWOKACKIEJ wynajętej przez powódkę = moją ex, w celu przeprowadzenia szybkiego rozwodu o takim charakterze, żeby czasami stronie wnoszącej o rozwód nie zarzucono jakichkolwiek uchybień -BEZ WZGLĘDU NA STAN FAKTYCZNY!
    ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #kasta #sadowehistorie #sadstory #rodzina #rozwod #jebackurwywtogach #jebackurwypolicyjne #jebackurwy
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    WRESZCIE SIĘ ROZWIODŁEM
    Ratowanie związków to jest ułuda, to jest coś najbardziej popierdolonego w życiu co można sobie zaserwować. Lubisz tracić czas i siły? Lubisz czuć się jak popychadło? Lubisz poczucie zmarnowanych lat?
    Walcz o martwy związek!

    Wreszcie, WRESZCIE to skończyłem. Związek? Tak, ale nie to skończyłem przede wszystkim - skończyłem się oszukiwać.
    Latałem za tą pindą od dwóch lat. Latałem, bo byliśmy małżeństwem, bo wierzyłem w wyższość tego świstka i dodałem temu magiczne moce. Nie powiem, że małżeństwo jest gównem - może kiedyś uda mi się znaleźć Żonę przez duże Ż, teraz mi dane nie było ale wierzę że znajdę. To tkwienie w chujowym małżeństwie jest gównem i oszukiwanie się, że kiedyś znowu ogień zapłonie.
    Ile kasy wydałem na terapie małżeńskie (z tego miejsca pozdrawiam pewną panią terapeutkę, która od początku mi dała do zrozumienia że szkoda życia na to, ja ją potępiłem i jeszcze nasmarowałem opinię w internecie, wstyd mi jak chuj - miała kobieta rację a ja jestem dwa lata w plecy).
    Ale wracając do kasy. Chodziliśmy na terapię małżeńską 2 razy w tygodniu, każda taka impreza kosztowała nas 180 zł, czyli 360 zł na tydzień. Chodziliśmy tak prawie 12 miesięcy. Potem pajacowałem z jakimiś wyjazdami, zakupami, na siłę szukałem nam jakiegoś hobby (kilka zajęć z salsy bo niby taka erotyczna i nawet na jebane szydełkowanie byłem w stanie iść z nią byle to ratować). Tak naprawdę to wszystko to jest chuj i nic, żal mi każdego grosza który mogłem wydać na realizację siebie (odmówiłem sobie wymarzone studia na które chciałem wrócić po latach.)
    Ja wiem że w momencie kiedy skończył się między nami seks - to skończyło się wszystko. Teraz dopiero to widzę. Czasem się bzykaliśmy, oczywiście, przecież musiała zachować pozory. Ale iskry w tym żadnej nie było, to było zaspokojenie się obustronne, nic więcej.
    Jestem zły na siebie że wmówiłem sobie, że małżeństwo trzeba ratować, że rozwód to ostateczność. Teraz dopiero dotarło że rozwód to żadna ostateczność, to początek nowego, lepszego życia dla mnie. Wyjebane mam na to, co powie rodzina, wyjebane mam na to, co powiedzą znajomi. Grunt że nie miałem z nią dzieci, nie zdążyliśmy na szczęście.
    Kurwa mirki, jaki ja się czuję teraz wolny, jak mi kamień z dupy spadł jak jej powiedziałem "chcę rozwodu". Co zabawne zaczęła histeryzować, no kurwa, myślałem że umrę. Odpierdalam jakiś szajs w którym ona może i bierze jakoś udział ale zupełnie biernie, bez emocji, bez zaangażowania. Na zasadzie - ok fajnie, wyjazd do Tunezji zajebiście - no bo się za Twój hajs pobyczę ale i tak to gówno zmieni w naszej relacji. Tak to było. Tak to zmarnowałem 2 lata na skakanie jak pajac dookoła nieambitnej i wiecznie sfochowanej baby.
    Popłakała jeden dzień i po miesiącu już nowo narodzona XD wielka miłość kurwa mać małżeńska.
    Nie róbcie tego błędu co ja, nigdy. Małżeństwo to nie jest obowiązek, małzeństwo to nie jest wasze jedyne wyjście. Jak się chrzani to walczcie, ale jak się chrzani, powalczycie i gówno z tego - posłuchajcie starego idiotę - nic z tego nie będzie.
    Szkoda życia.
    Żeńcie się, wychodźcie za mąż, ale jak się sra i nie przestaje srać - idźcie dalej szkoda życia!

    PS. może jakaś różowa z #katowice ma ochotę wyskoczyć gdzieś czysto rekreacyjnie, bo przez tamtą mendę kontakty też jakiekolwiek z płcią przeciwną zaginęły i zostały mi jej psiapsióły dla których teraz jestem persona non grata.

    PS2. Uważajcie na rozwódkę Monikę, całkiem ładna, może trochę dupa za duża, po ślubie zrobi wam z życia piekło.

    #zwiazki #rozwod #rozowepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

    •  

      Wiesz, ze mozna zyc bez szukania sobie dupy na sile? Polecam sprobowac. Widze cuckowanie masz w genach.

      @Dalniak: Po rozwodzie, czujesz się jak gówno nie facet (pewnie laski mają to samo). Warto sobie przypomnieć jak to było wyrywać laski, uświadomić sobie, że jeszcze jesteś w grze i potrafisz. Nie wiem jak to napisać, ale zakładam, że OP chce z randomowym różowym poflirtować, dobrze się bawić, a przedewszystkim utwierdzić się w przekonaniu, że nie wszystkie baby to chuje. Z tego spotkania za pewne nic się rozwinie, ale samo spotkanie mocno pomoże OPowi.

      @AnonimoweMirkoWyznania: Powodzenia OPie!

      @NieJedynaNaWykopie: Pewnie miałabyś zupełnie inny obraz człowieka. Ja się o sobie sporo dowiedziałem z jej pozwu rozwodowego. Ale czuję się dumny, że na jej zarzuty, nie odpowiedziałem na nie, potwierdziłem tylko w piśmie przedsądowym, że nastąpił rozpad małżeństwa w trzech wymaganych aspektach, że w przypadku braku ożekania o winie nie zamierzam wywlekać na zewnątrz rzeczy niekoniecznych do uzyskania wyroku, jednak zastrzegam sobie prawo do wywlekania w przypadku zmiany powództwa z "braku orzekania o winie" na "rozwód z orzeczeniem o winie".
      pokaż całość

    •  

      dessperro: Witajcie mirki,

      Chcialbym napisac ten wpis dla smutnych przegrywow z ktorego sam wyszedlem.
      Jak bylem mlodszy (okolo 10-12 lat) bylem przecietnie wygladajacy. Zawsze ciotki mowily, ze mam ladny usmiech. Nie patrzylem wtedy za dziewczynami bo kazdy chyba facet wie, ze mialo sie inne priorytety niz kobiety. Przyszlo dojrzewanie to ch*j bombki strzelil. Na ryju masa pryszczy, zeby sie przekrzywily no i niski wzrost bo tylko 163 cm w 2 liceum. Nawet wygladalem bardzo dzieciego w szkole, przez co bylem wiele razy wysmiewany. W skali dalbym sobie 2/10, moze 3 jak jakos ulozylbym fryzure. Dziewczyny nawet na mnie nie spogladaly xD. Mialem nogi tak chude, ze nie znalem zadnej dziewczyny, ktora moglaby miec chudsze od moich. Mialem mase kompleksow przez to, bylem wykluczany z roznych imprez organizowanych przez kolegow z klasy. Social life dla mnie nie istnial. Ale istnialy gry mmo. Nie zaluje, duzo sie w nich nauczylem. Mase fajnych ludzi poznalem. Jednak brakowalo mi bliskosci. Po zakonczeniu nauki w szkole postanowilem pojsc na silownie (tak, cwiczylem wtedy dla dziewczyn xD). To byla lokalna silownia, dosyc mala i zawsze byly tez lokalne koksiki. To bylo gdzies w 2013-2014 roku. Jeden byl naprawde dobrze i fajnie zbudowany ale z charakteru byl gownem. Nie zapomne tego nigdy, jak podszedl do mnie jak dzwigalem hantelkami 3kg i sie nabijal, szydzil przy swoich kolegach z mojego wygladu, wzrostu. Bardzo przykro mi sie zrobilo. Poszedlem do toalety i sie poplakalem. Juz mialem szczerze dosc wszystkiego. Bylem mega zawiedziony ludzmi i mialem niesamowicie duzo gniewu w sobie. Zacisnalem zeby i postanowilem nie odpuscic. Po jakis 2 miesiacach od tego incydentu, widzialem swoje pierwsze zyly na rekach i to mnie bardziej zmotywowalo do tego, zeby cwiczyc dalej ale nie mialem zbytnio pieniedzy. Szukalem pracy lokalnie i nie moglem znalesc wiec wyjechalem do holandii zbierac warzywa xD. I nagle po wyjezdzie zdarzyl sie dla mnie cud. Zaczalem rosnac, zauwazylem dopiero kiedy ludzie w wiekszosci byli mi na rownii albo mniejsi. do 20 roku zycia juz mialem 182 cm. Z twarzy zaczal schodzic baby fat, pojawily sie mocne rysy kosci policzkowych i tradzik powoli ustepowal. Kiedy zaczalem zarabiac to zainwestowalem pieniadze, zeby wyleczyc tradzik wyprostowac zeby i ogolnie w siebie. Po 2 latach w holandii ogarnalem sie. Z 3/10 zrobilem sie na mocna 8-9/10 Przybralem dosyc duzo na masie miesniowej i zaczalem sie schludnie bierac.. Nigdy nie mialem zdjecia profilowego na fb. Postanowilem wstawic i znajomi ze szkoly i z sasiedztwa wogole mnie nie poznawalo. Wiekszosc komentarzy bylo napisane trescia "czy to napewno ty?" Nawet dwie znajome twarze, zaczely mnie zapraszac na jakis wspolny wypad lub impreze. Nie moge ich nazwac kolezankami skoro spogladaly na mnie z pogarda w szkole. Ignorowalem je. W niedlugim czasie poznalem swoja obecna dziewczyne, ktora bardzo kocham i nie wymienilbym na zadna inna.

      Nie zmienilbym nic w moim zyciu. Te wszystkie przykrosci, ktore spotykaja utrwalaja charakter i pozwalaja zrozumiec przez co inna osoba przechodzi. Trzymajcie sie i glowa do gory.

      #rozowepaski #niebieskiepaski #anonimowemirkowyznania #zwiazki

      Zaakceptował: kwasnydeszcz}

      pokaż spoiler Wołam obserwujących: @RandomowyMirek
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (31)

  •  

    Co sie odjebalo, to ja nawet nie. Na szczescie nie jestem bohaterem zajscia, a jedynie widzem, ktory zna aktorow. Zeby nie pierdolic i nie meczyc nikogo nedznymi historiami, to przejde od razu do epilogu, a w sumie do pointy.

    Minowicie, nikt nie jest w stanie wykrzesac w sobie tak wielkiej nienawisci i pogardy, jak kobieta, ktora odchodzi od swojego dotychczasowego partnera, kiedy poczuje, ze 'moze'. To jest wrecz przerazajace. Jak i przerazajacym jest fakt, iz dopiero wtedy - przy rozstaniu, mezczyzna dowiaduje sie, kim byla ta 'mala', usmiechnieta, uczynna dziewczyna, ktora ujela go swoim dobrym sercem.

    Nie jestem przesadnie emocjonalny, ale takie widowiska rozkladaja skutecznie moje morale. I ma to raczej nieodwracalny charakter.

    #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #zwiazki #rozwod
    pokaż całość

    •  

      @karabli: ze niby mezczyzni nie odwalaja?
      Oj robaczku, to bys sie zdziwil.

      To po prostu chodzi o pewien typ czlowieka, ktory nie potrafi rozstac sie z klasa.
      Nie ma tu znaczenia, czy ten czlowiek ma genotyp XX czy XY.

    •  

      @karabli a jakby miała nie móc od ciebie odejść? Chyba każdy ma prawo skończyć związek jeśli uważa, że ta osoba nie jest odpowiednia dla niej. Tak samo ty mogłeś z nią zerwać. Wiesza się tutaj psy na kobietach, rozumiem w przypadku zdrady, ale przy odejściu. Kobieta nawet powinna dobrze wybrać partnera bo od tego zależy jej przyszłość. Wybierze jakiegoś stuleje, przegrywa co na dodatek ani żenić się nie będzie chciał, dzieci nie będzie chciał itd. To nie jest deal dla kobiety. pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Chciałbym poznać Waszą opinię na temat rozwodów/rozstań z fajnymi osobami, którym jednak czegoś brakuje.

    Jesteśmy w związku 15 lat, małżeństwem od prawie 5-ciu. Dwójka dzieci. Ja pracuję, żona nie, zajmuje się dzieciakami i domem. Dogadujemy się, nie ma awantur, kochamy się i dobrze poznaliśmy przez tyle lat. Sex też bardziej niż spoko, nie szukam przygód czy kobiet na boku. Dzieci mają szczęśliwy dom, niczego więcej im nie trzeba. Od kilku lat jednak czegoś mi brakuje. Możecie powiedzieć, że mi odbija z powodu kryzysu wieku średniego, ale to było coś czego brakowało mi od zawsze. Nie kombinowałem wcześniej bo byłem zbyt zajęty pracą i budową firmy i swoje potrzeby odkładałem "na kiedyś". Teraz kiedy to "kiedyś" nastało, nie mogę ich realizować. Dlaczego?

    Żona nie tyle jest typem domatora co osoby, która sama nie chce wychodzić ze strefy komfortu i jednocześnie twierdzi, że martwi się o drugą osobę na tyle, że nie chce żeby ona też to robiła. Mamy kasę na podróże po całym świecie, mamy też na to czas. Ona nie chce, a jak już uda się ją na coś namówić to popularne kierunki na kilka dni. Im bliżej i mniejsze ryzyko tym lepiej. Do tego zawsze mam wrażenie, że "ciągnę ją za sobą". Prawie zerowy entuzjazm, wyszukiwanie problemów, blokowanie ryzykowniejszych rozrywek itp. Ja za wszystko płacę, ja wszystko ogarniam i czuję się jak nauczyciel na wycieczce szkolnej, tylko tam dzieciaki przynajmniej potrafią go docenić jak jest fajny. Chciałbym pojechać gdzieś z kimś na zasadach partnerskich, wspólnie przeżywać i cieszyć się otoczeniem.

    Chcę lecieć do USA - nie ma szans, nawet nie ma dyskusji o wizie. Azja? Australia? Zapomnij. Na propozycje z mojej strony, że w takim razie może skoczę sam lub z jakimś znajomym od razu pojawia się kategoryczne NIE, albo "rób co chcesz" wypowiedziane głosem matki 15-latka.

    Lubię sport, tylko przy jego uprawianiu za każdym razem mam wyrzuty z jej strony. Jedziesz na rower? Ktoś Cię potrąci, jesteś skrajnie nieodpowiedzialny! Idziesz na siłownię? Zrobisz sobie krzywdę! Rajdy? Licencja pilota? Taaa, jasne. Czuję po prostu, że ciągnie mnie w dół swoim pesymizmem. Zawodowo mnie mocno wspiera, ale kiedy chcę zrobić cokolwiek innego to wsparcie się kończy i zaczynają się pretensje.

    I teraz siedzę zablokowany, moja jedyna rozrywka to wykop czy inny netflix mimo, że spokojnie mogę sobie na hobby czy podróże wydawać z 10-15 tys zł na miesiąc. Nie jest to fortuna, ale pozawala na uzyskanie jakiejś satysfakcji z życia. I teraz co? Robienie wszystkiego wbrew niej, dopuszczanie awantur albo dąsów w domu i przy dzieciakach? Rozwód? Rozwalić rodzinę, która ma szczęśliwy dom tak długo jak nikt nie rusza z niego tyłka bo mamusia nie pozwala tatusiowi lecieć samolotem? No jak to brzmi ;). Zresztą sam przed sobą miałbym wyrzuty sumienia wiedząc, że straciłem codzienny kontakt z dzieciakami tylko dlatego, że zachciało mi się powyciskać na siłowni.

    Wszystko brzmi śmiesznie i wygląda na to jakbym nie nosił spodni. Zapewniam Was, że w 90% spraw je noszę. Żona po prostu jest mocno znerwicowana. Jednocześnie jak się domyślacie, na każde wspomnienie o terapii czy lekach pojawiają się dąsy i oskarżenia, że robię z niej wariatkę i że to mi odbiło, bo zamiast siedzieć jak wszyscy na tyłku to mi się zachciało "młodzieżowych rozrywek".

    Rozwiedlibyście się na moim miejscu? Nie pytam wykopków co zrobić i nie szukam tu ostatecznego rozwiązania. Chcę poznać opinie innych osób. Najchętniej innych rodziców/ludzi w związku, bo wiem, ze z perspektywy studenta odpowiedź jest tylko jedna ;).

    Sprawa męczy mnie już kilka lat, rozmów inicjowałem wiele. Zawsze ja kapituluję bo chcę zachować spokój w domu i radość dzieciaków. Ja ich serio kocham i sporo dla nich poświęciłem. Żona nie musiała nigdy pracować, nawet przed dziećmi. Zawsze nas utrzymywałem, mogła robić co chciała. Teraz kiedy mnie stać chciałbym też mieć coś od życia i czuję, że jak nic się nie zmieni to to życie stracę. Nie potrafię czerpać satysfakcji tylko i wyłącznie z życia rodzinnego, chociaż to właśnie poradził mi jeden przyjaciel. Że mając rodzinę powinienem nauczyć się czerpać radość tylko i wyłącznie z niej, tak aby do szczęścia nie były mi potrzebne inne rzeczy.

    A może to ja się nadaję na terapię, żeby się tego nauczyć?

    #zwiazki #dzieci #rozwod #rodzina

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

  •  

    O to jak gazety z faceta, ktory chce wreszcie zmotywowac zone do dzialania, bo siedzi i żeruje, przedstawia go w taki sposob jak ją tam bil, molestowal,. Widac po nagraniu, ze zostało coś wyciete, a pewnie to co bardziej kompromituje kobietę. Z drugiej strony to cena brania mlodej, ktora chce latwego zycia. To info dla frajerow 180+, IT, itp co jaja zostawili u mamusi. Tak samo bedziecie wygladac, gdy myslicie nie tym co trzeba. Czy takim powinno sie pomagac? Oczywiacie, ze nie, niech oskubie was rozowa i zyjcie jak biedaki. Jak teraz nie zaczniecie myslec, to potem bedziecie jak ten czy inny z dobrym zapleczem.
    #rozowepaski #logikaniebieskichpaskow #zwiazki #pieniadze #rozwod
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    Pytanie do #niebieskiepaski w #malzenstwo czy jesli moglibyscie cofnac sie w czasie zdecydowalibyscie sie jeszcze raz?

    Plusy malzentwa:
    - Wspolne rozliczanie podatku
    - Seks 4x w roku
    - Dzieci?

    Minusy
    - Musisz dzielic sie swoimi dochodami
    - Musisz brac pod uwage zdanie drugiej osoby
    - Wizyty rodziny ktorej nie lubisz
    - Pelno niepotrzebnych wydatkow
    - Nie mozesz bez problemu odejsc gdy Cie druga osoba nie szanuje i wkurwia
    - W razie rozwodu tracisz majtek + alimenty
    - Zdrada?

    #zwiazki #rozwod #stulejacontent #przegryw
    pokaż całość

  •  

    Chuj. Napisałem bardzo długi tekst i wszystko skasowałem, bo stwierdziłem, że to zbyt prywatne sprawy.
    Jedyne co mogę powiedzieć to, że chyba będzie #rozwod , na który zanosi się od dłuższego czasu,

    #zalesie

  •  

    Procent rozpadających się małżeństw w państwach Europy #ciekawostka #rozwod #mapporn
    Bardzo interesujące są kraje płw. iberyjskiego, gdzie przebywając odniosłem wrażenie, że relacje międzyludzkie są wśród mieszkańców na pierwszym miejscu. A może to w niczym nie pomaga, a wręcz przeszkadza w utrzymaniu długotrwałego małżeństwa...?

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Witajcie Mirki i Mirabelki,
    Pisze w sprawie porady, moze ktos mial podobna sytuacje
    Zona zlozyla pozew o rozwod Niby nic bo rozmawialismy o tym wczesniej i doszlismy do wniosku ze ona zlozy pozew bez orzekania o winie Brak dzieci oraz wspolnego konta wiec wszystko niby proste, 5 min. w sadzie i po bolu
    Problem w tym ze w uzasadnieniu co prawda napisala ze bez orzekania o winie ale, postawila mnie w zlym swietle: naduzywalem alkoholu oraz pozno wracalem do domu itp.
    Boje sie troche o to bo sad moze mnie uznac winnym rozpadu malzenstwa a to prosta droga do uzyskania ode mnie alimentow (tak, nie majac dzieci zona moze mnie podac o alimenty)
    Rozwod byl poklosiem sytuacji w ktorej przylapalem ja na zdradzie, przyznala sie ale ja nie mam na to dowodow, tylko imie i nazwisko delikwenta oraz miasto w ktorym mieszka (gdy sie dowiedzialem za kij bym nie pomyslal zeby zbierac dowody - mialem inny stan emocjonalny, szok i niedowierzanie)

    I tu meritum sprawy, wydaje mi sie ze mimo dogadania sie z zona w sprawie rozwodu czuje ze ona cos kombinuje W uzasadnieniu pokazala mnie w zlym swietle a to ona zdradzila, a ja chce zaoszczedzic nam stresu i sie rozstac w zgodzie
    Chyba musze powiedziec o tym tylko jak sad na to spojrzy bez dowodow z mojej strony? Mysle nad adwokatem bo obawiam ze na sprawie bede jak niewidomy
    Licze na pomoc, rade oraz wskazowki wykopkow

    Milego wieczorka:)
    #rozwod #zdrada #oswiadczenie #pomocy

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Limonene
    pokaż całość

  •  

    Jak to jest, że rozwodów jest coraz więcej? Np. W takim Szczecinie w 66% przypadków o rozwód występują kobiety, czyli 2 na 3 przypadki. I teraz tak się zastanawiam, czy to faktycznie #niebieskiepaski są tak przyjebane, że nie można z nimi wytrzymać czy jest coś tutaj na rzeczy w kwestii #logikarozowychpaskow. Mam kilku znajomych starszych od siebie co właśnie przechodzą przez rozwód lub są juz po. W żadnym wypadku nie są to ludzie nieogarnięci. Dobra praca, względnie dobra aparycja, z charakteru ciężko mi oceniać. Zazwyczaj z ich opowieści wynika, że powodem rozwodu jest #bolecnaboku co tym bardziej dziwi z uwagi na wiek żony (30+), bo na chuj komu taka stara prukwa w dodatku z dzieciakiem?!

    I teraz trochę trzeźwego spojrzenia na to z perspektywy #niebieskiepaski. Statystyka jest bezlitosna dla nas jak widać i to na pewno może działać na nas niekorzystnie. No bo skoro 2 na 3 przypadki to jednak kobieta wnosi o rozwód, przypadków takich jest coraz więcej mimo znaczącego spadku zawieranych małżeństw to czemu mialoby nie paść na ciebie? I teraz tak, nie dość, że statystyka rucha w oczy to dochodzą do tego sprawy około rozwodowe no bo tak: dziecko jeśli jest zabiera matka, wspólny majątek, w który więcej włożył facet (no nie oszukujmy się....) dzielony jest na pół - jesteśmy stratni, do tego zszargane nerwy, bo przecież ten kto chce ten nic nie traci.

    Inb4 #mizoginia #gniewstulejarzy bo to trzeźwe spojrzenie na instytucje małżeństw i płynące z niego korzyści dla #niebieskiepaski

    #zwiazek #rozowepaski #malzenstwo #rozwod
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #feminizm #theredpill #zwiazki #zdrada #rozwod

    Wyobraźcie sobie taką historię.
    Jest sobie pewne małżeństwo. Różowy pracuje na pełen etat, niebieski zajmuje się dziećmi w wolnym czasie, ale też coś tam sobie pracuje, z tym, że zarabia tylko na swoje hobby i nie dokłada się do wydatków. Laska ma swoja mieszkanie, spłaca kredyt, płaci za wszystko. Jak to zwykle bywa, po jakimś czasie wkrada się nuda. Różowy dalej w pracy bo bo kredyt itp, za to niebieski zaczyna się spotykać z innymi laskami, chwilowe fascynacje itp. Próbują chodzić razem na terapię bo Różowy zakochany, więc jakoś może uda się to naprawić.
    Taka sytuacja trwa mniej więcej 5 lat. Każda terapia kończy się kolejną zdradą niebieskiego.

    W pewnym momencie Różowy mówi - dosyć. Chcę rozwodu, wyprowadzaj się.

    Teraz wyobraźcie sobie opinie znajomych, rodziny itp.
    "Dobrze zrobiłaś Różowy Pasku, w końcu zaczniesz żyć!"
    "Zasługujesz na kogoś lepszego!"
    "Bardzo dobrze, czemu masz go utrzymywać skoro on ma Cię zdradzał?"
    "Składaj pozew o rozwód z orzekaniem o winie!"

    A teraz odwróćcie role w tej historii. Wiecie, jakie wtedy są opinie? Bo ja wiem. Bo słucham ich co dzień.
    "Jak możesz wyganiać z domu matkę swoich dzieci?"
    "Jak nie chcesz z nią mieszkać to sam się wyprowadź"
    "No tak, ale ona była zagubiona, teraz już będzie inaczej"
    "Ale chyba będziesz płacił alimenty?"
    "Ale jak ona się teraz ma sama utrzymać, biedna?"

    Równość płci...

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    Dodatek wspierany przez: mZakupy.com
    pokaż całość

  •  

    https://www.wykop.pl/link/3942439/narodowa-debata-a-w-niej-pomysl-zalozenia-oswiadczenia-wylaczajacy-rozwod/

    Członkowie debaty wpadli na pomysł nowelizacji kodeksu rodzinnego, który by uniemożliwiłby rozwiązanie małzeństwa

    Rozwody są polską plagą i należy jej przeciwdziałać m.in. poprzez powrót do rozpraw pojednawczych, dobrze opracowane programy terapii dla par i stworzenie finansowanych przez samorządy sieci lokalnych poradni rodzinnych – uznali uczestnicy dyskusji panelowej towarzyszącej Narodowej Debacie o Rodzinie.

    Zorganizowało ją Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Zdaniem Marka Grabowskiego z Fundacji Mamy i Taty, o wciąż złej sytuacji demograficznej Polski nie można mówić w oderwaniu od tego, w jakich rodzinach rodzą się polskie dzieci.

    Jak stwierdził, szczególną ostoją rodziny jest trwałe małżeństwo, tymczasem jak podaje GUS, w miastach wskaźnik rozwodów wynosi aż 43 proc., co daje nam jedno ze środkowych miejsc w tej statystyce wśród krajów Unii Europejskiej.

    Rozwody są jedną z plag polskiego życia społecznego. W ostatnich 20 latach państwo zezwoliło na zbyt duże poluzowanie przepisów zarówno odnośnie do dokonywania rozwodów, jak i nieudzielania wsparcia małżeństwom. W efekcie Polska ma wciąż ujemny bilans małżeństw – więcej się ich rozpada niż zawiera nowych. Ponadto, co czwarte polskie dziecko rodzi się poza małżeństwem.

    Grabowski argumentował, że owszem, utrwaliło się powiedzenie, że zawarcie małżeństwa to tylko nic nie znaczący papierek, ale jest to opinia błędna. To w małżeństwach rodzi się średnio więcej dzieci, to one są trwalsze niż konkubinaty, a dzieci wychowane przez małżeństwa osiągają lepsze wyniki w nauce niż dzieci ze związków nieformalnych.

    Jego zdaniem, skoro środowiska neomarksistowskie od dawna nie myślą już o małżeństwie i rodzinie jako sferze prywatnej i wdrażają programy programy mające na celu kształtowanie jej modelu wedle własnej ideologii, potrzeba zatem konkretnych rozwiązań kontrujących tę politykę oraz w ogóle konieczna jest pozytywna narracja wokół małżeństwa i rodziny.

    Wśród propozycji wymienił tzw. family mainstreaming, czyli budowanie strategii polegającej przede wszystkim na realnym wdrożeniu w życie art. 18 konstytucji, który mówi o pozostawaniu małżeństwa-związku kobiety i mężczyzny oraz rodziny pod opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

    Konieczna jest także promocja małżeństwa i rodziny, nie tylko za pośrednictwem mediów, ale i w sferze kultury. Innym rozwiązaniem jest stworzenie prorodzinnego i promałżeńskiego programu edukacji dzieci i młodzieży, w zakresie m.in. odpowiedniego doboru lektur szkolnych.

    W polityce społeczno-ekonomicznej dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zasady wspólnego rozliczenia podatkowego rodziców z dziećmi.

    A co z plagą rozwodów? Konieczny jest powrót do modelu rozpraw pojednawczych, wprowadzenie małżeńskich mediacji oraz rzetelnego programu terapii dla par borykających się z problemami we wzajemnych relacjach.

    Andrzej Szczepaniak ze Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar” (skupia ona sakramentalne pary małżeńskie przeżywające kryzys na każdym jego etapie) zaproponował trzy rozwiązania, które mogłyby jego zdaniem przyczynić się do ograniczenia liczby rozwodów w Polsce.

    Pierwsza to wzmocnienie instytucji separacji poprzez nowelizację ustawy o pomocy społecznej. Została ona przygotowana wraz ze Stowarzyszeniem Na Rzecz Niepełnosprawnych „Spes”. Chodzi o wyłączenie małżonka pozostającego w separacji z obowiązku wnoszenia opłat za pobyt w domu pomocy społecznej oraz zwrotu wydatków poniesionych na świadczenia z pomocy społecznej drugiego małżonka.

    Te zmiany likwidowałyby lukę prawną, która powodowała, że separacja, mająca w założeniu chronić pokrzywdzonych przed krzywdą współmałżonka nie gorzej niż rozwód, w wymienionych wyżej przypadkach nie spełniała tego założenia.

    Druga propozycja polega na możliwości złożenia oświadczenia wyłączającego rozwód. Polegałaby na nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego poprzez dopisanie w art. 1 paragrafu 5, który wyjaśniałby, że oświadczenie o wstąpieniu w związek małżeński może zostać uzupełniony o dobrowolne oświadczenie woli każdego z małżonków, iż w czasie trwania związku nie wystąpi o jego rozwiązanie. Orzeczenie rozwodu między tymi osobami jest wówczas niedopuszczalne.

    Trzecia propozycja to program szkoleń dla wszystkich służb i instytucji zaangażowanych w rozwiązywanie problemów małżeńskich, w tym wychowawców, doradców rodzinnych, pedagogów, mediatorów, prokuratorów, policjantów – w celu ograniczenia liczby rozwodów. Np. pracownicy MOPS czy GOPS (ośrodków gminnych) mogliby brać udział w szkoleniach organizowanych przez urzędy wojewódzkie lub regionalne ośrodki polityki społecznej.

    Ks. dr Stanisław Paszkowski, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Rodzin z Wrocławia, duszpasterz z ponad 30-letni doświadczeniem i założyciel najmocniej rozwiniętej w Polsce sieci specjalistycznych poradni rodzinnych, zaapelował o tworzenie podobnych instytucji w całym kraju.

    Poradnie rodzinne, dofinansowane z budżetów samorządowych, byłyby powoływane przez organizacje pozarządowe, a najlepszym miejscem ich działania byłyby parafie. - Takich poradni potrzeba zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, do 20 tys. mieszkańców, duże miasta, jak Wrocław, zawsze sobie poradzą – mówił ks. Paszkowski.

    W ciągu 10 lat funkcjonowania wrocławskiej sieci poradni z różnych form wsparcia skorzystało prawie 20 tys. osób, udzielono 33 tys. porad, w wykładach i warsztatach wzięło udział prawie 3 tys. osób. W 2017 r. pracuje w tamtejszych poradniach specjalistycznych 55 psychologów, 29 pedagogów, 17 doradców życia rodzinnego oraz kilku psychologów i seksuologów. Na pracę poradni przeznaczono w tym roku 740 tys. zł.

    Ks. dr hab. Paweł Landwójtowicz z Uniwersytetu Opolskiego tłumaczył, że małżeńska terapia jest ważną formą wysoko wyspecjalizowanej pomocy, a nawet leczenia, ale nie powinna być pierwszą formą pomocy małżonkom. Pierwsza powinna być profilaktyka relacji małżeńskich.

    Zaproponował propagowanie takich form terapii, które pozwalają na zbadanie nie tylko małżeńskiego „tu i teraz”, ale też na sięgnięcie głębiej, odnowienie sytuacji, które nawarstwiły się od kilku pokoleń, a właśnie tam trzeba szukać rozwiązania problemów.

    Narodową Debatę o Rodzinie zorganizowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jej celem jest rozpoczęcie społecznej dyskusji na temat głównych potrzeb polskiej rodziny, w tym wskazanie najpilniejszych obszarów, które z punktu widzenia rodziny trzeba wspierać.

    ann/KAI

    https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/359746-narodowa-debata-o-rodzinie-przeciwko-rozwodom-polskiej-pladze

    #polska #rakcontent #neuropa #malzenstwa #rozwod #rodzina #bekazkatoli #tysiacurojenniezaleznychmediow
    pokaż całość

  •  

    Tak sobie myślę Murki,że rozwody to chujowa sprawa. Dwoje ludzi,którzy przysięgali sobie miłość,stają na sali,żeby na pierwszej,czy którejś z kolei rozprawie usłyszeć beznamiętną formułkę o tym,że już małżeństwem nie są i w sumie to jużkoniec. I wychodzą z tej sali rozpraw, budynku sądu, jako dwoje obcych dla siebie ludzi. Strasznie to przykre.
    Dbajcie Mirki o swoje drugie połówki,o małżeństwa i związki.
    #zwiazki #przemyslenia #rozwod #malzenstwo #gownowpis
    pokaż całość

    •  

      @Czotojamam: Nie o wszystkie relacje należy walczyć, bo wiele związków nigdy nie powinno było się zawiązać. Nie są rozsądnym wyborem i uprawomocnieniem wieloletniego związku i więzi, a szybkim skokiem w otchłań zauroczeń. Jak motylki świdrują brzuch to nie jest jeszcze czas na takie decyzje.

      Dodatkowo - ludzie się zmieniają. "Na dobre i na złe" odnosi się do chorób, czy gorszego czasu finansowego, a nie sytuacji w której partnerowi odwaliło. Na ślubnym kobiercu można mówić "tak" fajnemu człowiekowi, a za 10 lat rozwodzić się ze śmierdzącym alkoholikiem, który po alkoholu terroryzuje rodzinę.

      Życie jest skomplikowane i każdy przypadek jest inny. Nawet para próbująca usilnie utrzymywać dobre relacje może zwyczajnie mieć mimo wszystko inne cele w życiu - bo i one się zmieniają jak ludzie.

      Zazwyczaj rozwód jest mimo wszystko dobry. Nie ma sensu tkwić w złym wyborze. No i często ciężko ludziom wygrać z samym sobą i tym, że zwyczajnie wolą kogoś innego. Nie dlatego, że chcą skrzywdzić obecnego partnera, ale po prostu na swojej drodze spotkali kogoś kto jest odpowiedniejszym partnerem.

      I owszem zgadzam się, że po takich przysięgach rozwód jest smutnym wydarzeniem. Nie tak przecież miało być. Jednak jak się żyje już te kilka lat to się zauważa, że przyjaciel którego się nie widziało od lat, bez którego się nie wyobrażało ówczesnego życia - dziś cię nie pozna, a ty jego. Że kobieta za którą się niegdyś przygryzało wargi z podniecenia, dziś wzbudza obrzydzenie. Że kiedyś nie dało się nadążyć w wyścigu szczurów za super utalentowanym kolesiem, a dziś go widzisz zmierzającego ku bezdomności w alkoholowym otumanieniu.

      Alem się rozpisał nie wiem po co ;) Nawiasem to mógłbym tak o tym pisać jeszcze z tydzień i wyszłaby książka, no ale skoro nikt nie przeczyta to idę wziąć jakiś rozwód, coś. Choć wypadałoby się najpierw ożenić.
      pokaż całość

    •  

      @turbo7:

      najgorzej jak dla ratowania związku robią sobie kolejne dziecko. Znam takie pary. Żadna nie przetrwała związku...
      Ktoś tak robi? Nie wierzę. xD Ciekawe rozumowanie musi za tym stać, pewnie coś tego rodzaju: "żyje nam się tak źle, że przydałby się ktoś jeszcze, żeby pocierpiał razem z nami".

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Siedzę sam w pustym mieszkaniu, Ona u jej Rodziców. Sam i nie mam do kogo japy otworzyć, wyżalić się, mijają minuty, tak ku.wa powolnie, kolejny przechylony kieliszek, za chwile mój ślub no własnie czy na pewno? po raz kolejny kłótnia po raz kolejny o rodziców jej, po raz kolejny wpie..alanie się w życie nasze, teraz temat wesela, co musimy, co sobie sami ustalili BEZ KU.WA Mojej czy Jej wiedzy! co będzie na naszym weselu. Różowy pasek ciągle po ich stronie, choć wcześniej w wielu przypadkach wiem, że by sama tego nie chciała. Meczę się, meczę się w chu., Mają ją za służącą, sprzątaczkę. Tak sobie ją wytresowali. Ona jest niewinna, mądra i piękna ale strasznie uzależniona od innych. Kocham Ją, chcę ją bronić. Też przed innymi, mają ją jako służącą od wszystkiego. Ona ma przemyśleć czy warto, czy warto ku.wa. brać ślub ze Mną! Ku.wa Zawsze byłem za nią, chodź często się myliła, zawsze byłem za nią niż za kimś innym. Broniłem Ją. Bo zawsze trzeba byś RAZEM bez względu na wszystko i stać po jej stronie przy obcych. Później porozmawiać ale nie mówić przy obcych, że się myli! Ona nie, była zawsze przeciwko, najważniejsi wszyscy inni, Ja na samym końcu tego pi..olonego łańcucha ważności. Zawsze chciałem aby miała najlepiej, żeby walczyła o siebie w pracy, bo zostaje nadgodziny bez płacenia a i za to płacz, bo obwiniam jej pracodawce. Nosz Ku.wa pie..olona m.c. Wszystko co powiem to źle. Czy naprawdę trzeba być chu.em żeby kobieta Cię ceniła? Boje się, mam komórkę przy sobie i boje się napisać, po kilku głębszych że ułatwię jej decyzje. Nie będzie ślubu. Napisać? #bojesie #rozowypasek #rozwod

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

  •  

    753 katolickich par zlozylo w Niemczech w zeszłym roku wniosek o unieważnienie ślubu koscielnego
    A dla tych co pytają " a ile w Polsce ?!" Znalazłem dane za 2012 rok ,wtedy było 2646 wniosków o unieważnienie ślubu koscielnego.A na pytanie " ile katolików jest w Niemczcech?" Mówię: 24 miliony , w Polsce 35 milionów.

    #ciekawostkizniemiec mój tag twój sub !

    http://www.t-online.de/leben/liebe/id_82157410/immer-mehr-katholiken-moechten-ihre-ehe-annullieren-lassen.html

    https://wiadomosci.wp.pl/coraz-wiecej-polakow-stara-sie-o-uniewaznienie-slubu-koscielnego-6027682532741761a

    #malzenstwo #katolicyzm #wiara #religia #rozwod #polska #statystyka
    pokaż całość

    •  

      @biliard: Mówisz o sofizmatach a dowodzisz przez sylogizm erystyczny; wykaż błędy w orzeczeniach Kościoła albo spadaj na drzewo.

    •  

      @biliard: jest różnica - aby małżeństwo było ważne, muszą być spełnione określone kryteria.

      I teraz stwierdzajac niewaznosc, sady kościelne orzekają, że któryś warunek nie został okreslony, przez co małżeństwo nie zaistniało wcale.

      Unieważnienie zas oznacza, że przy ślubie były wymagania spełnione, a coś, co było ważne, zostaje uniewaznione.

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki, błagam pomóżcie mi, bo żona wyciska ze mnie ostatnie soki (i pieniądze). Nie wiem co mam robić. Myślę nawet o wyprowadzce za granicę. Jesteście moją ostatnią nadzieją.

    TL;DR

    pokaż spoiler Żona robi problemy z rozwodem. Nie przychodzi na rozprawy po to abym dalej spłacał kredyt. Zasłania się chorobą psychiczną aby wyłudzić jak najwięcej pieniędzy przedłużając sprawę rozwodową do granic możliwości. Spłacam kredyt, który wzięliśmy na jej firmę, która okazała się nierentowna. Nie mogę wejść do własnego mieszkania. Straszy mnie policją, nie przychodzi na spotkania sądu. Dostałem ostatnio wezwanie do uregulowania zaległości czynszowych w naszym mieszkaniu, które ona zajmuje. Wezwanie do zapłaty za pół roku. Prawdopodobnie skończy się to zajęciem mojej pensji. Nie wiem co robić.


    Poniżej pokazuję przebieg zdarzeń:

    Rok temu złożyłem pozew rozwodowy. Motywami były brak pożycia, brak potomstwa, różnice charakterów, konflikty i różne cele życiowe. Żona w latach młodzieńczych miała za sobą kilka prób samobójczych, samookaleczenia i hospitalizację z tych powodów. Kiedy się poznaliśmy około 25 roku życia nic nie wskazywało na to, że jest to niezamknięty rozdział. Około rok przed złożeniem pozwu przez ponad pół roku oboje uczęszczaliśmy na terapię małżeńską. W trakcie miała miejsce separacja, czyli moja wyprowadzka z domu trwająca aż do dnia obecnego.

    W trakcie małżeństwa byłem wielokrotnie inwigilowany poprzez logowanie się na moje konta i sprawdzanie ich zawartości.

    W czasie trwania małżeństwa żona prowadziła także działalność, sklep który szybko okazał się nierentowny. Wziąłem kredyt żeby spłacić zadłużenie lokalu i spłacam ten kredyt do dziś. Sklep tzn. jego zawartość trafiła do naszego wspólnego mieszkania i pozostaje w nim do dziś. W mieszkaniu nie było normalnych warunków do życia. Kartony po sufit. Ona nie zgadzała się na zamknięcie działalności ani na jej ograniczenie. Żyliśmy więc jak w magazynie.

    Po pozwie.

    Żona popełniła próbę samobójczą, była hospitalizacja. Stwierdziła, że to z powodu problemów w życiu i małżeńskich. W domu był dowód na to, że włamała się na moje konto i śledziła mnie przez aplikację "znajdź mój telefon".

    Odwiedzałem ją w szpitalu z poczucia obowiązku, proponując pomoc przy zamknięciu działalności. Smsem poinformowała mnie, że lekarz odradza kontakt ze mną. Więc się wycofałem. Pół roku poza kredytami regulowałem także czynsz i bieżące rachunki w mieszkaniu żeby miała czas, aby stanąć na nogi. Później w swoich odwołaniach zarzuciła mi brak kontaktu i zainteresowania.

    Pierwsza rozprawa - jej niestawiennictwo i zwolnienie lekarskie. Sąd odracza.

    W międzyczasie: jej wniosek o alimenty wysokości 3 tysięcy zł na jej "podstawowe potrzeby" pod warunkiem, że będę opłacał kredyt za mieszkanie w którym ona przebywa, oraz regulował opłaty. Zaznaczam, że nie mamy dzieci. Sąd oddalił.

    **Druga rozprawa - jej niestawiennictwo i zwolnienie lekarskie. **

    W międzyczasie chciałem zabrać resztę swoich rzeczy, które zostały w mieszkaniu. Ubrania, pojedyncze sprzęty, których używałem tylko ja. Uprzedziłem, że przyjadę.

    Ona odmówiła i groziła mailowo, że wezwie policję, insynuowała, że pogorszenie jej stanu emocjonalnego nie leży w moim interesie. Jednocześnie na Facebooku opublikowała prośbę, aby ktoś z nią posiedział, bo "ja zamierzam przyjść w asyście policji". W niedługim czasie otrzymałem powiadomienie, że jestem wymeldowany, a zamki są zmienione. Odesłała mi to co sama uznała za moje choć podałem listę z prośbą o konkretne rzeczy.

    Zażądała także abym zwrócił samochód. Nie zrobiłem tego. Ona zajmuje mieszkanie, którego kredyt ja spłacam. Spłacam również kredyt z tytułu zadłużenia lokalu pod jej działalność.

    W końcu miała miejsce rozprawa o rozdzielność majątkową z mojej inicjatywy - wyrok zaoczny prawomocny.

    Pozew został zmieniony na - z orzeczeniem o jej wyłącznej winie.

    Żona odwołała się do sądu apelacyjnego odnośnie alimentów. Sąd apelacyjny odrzucił wniosek, jednakże dał furtkę do dalszego ubiegania się jeśli dostarczy dowody na swoje potrzeby. Ona wskazywała, że w każdej chwili mogę wrócić do mieszkania co trąci już paranoją zważywszy na wymeldowanie i groźby. Tłumaczyła się z inwigilowania, szeroko opisywała jak to dbała o mnie na inne sposoby chcąc odeprzeć zarzut o braku więzi emocjonalnej i pożycia. Rozpisywała się jak to była zaskoczona, że z dnia na dzień złożyłem pozew przemilczając jednocześnie długi okres terapii i separacji. Odpowiedziałem na to dostarczając dowody w postaci jej maili, zdjęć, publikacji z facebooka, dostarczyłem także zawiadomienie o wymeldowaniu.

    **Trzecia rozprawa - jej niestawiennictwo **- sąd wezwał do przedstawienia opinii lekarza biegłego, którą dostarczyła i tym samym uzyskała kolejne cztery miesiące odroczenia.
    Opinia mówi o terapii na oddziale dziennym, depresji, nawracających myślach samobójczych. Nic nie wspomina o tym, że leczyła się długo wcześniej z tych samych problemów kiedy jeszcze mnie nie znała.

    W międzyczasie - wezwanie do uregulowania zaległości czynszowych w naszym mieszkaniu, które ona zajmuje. Wezwanie do zapłaty za czas pół roku. Prawdopodobnie skończy się to zajęciem mojej pensji.

    **Czwarta rozprawa niebawem **- myślę, że się nie stawi i sąd odroczy po raz kolejny. Zwolnienia są tak brane, że nie ma ciągłości co pozwala jej dostarczać kolejne i kolejne.

    Moje pytania do was:

    1. Czy nic naprawdę nie da się zrobić żeby skłonić sąd do przesłuchania mnie bez niej i wydania wyroku zaocznie? Czy nie ma żadnej metody nacisku, która nie zostanie natychmiast obrócona przeciwko mnie? Ponoszę coraz większe koszty, widmo alimentów nie ma żadnego sensownego zakończenia a nie mamy dzieci a wspólnym majątkiem jest tylko mieszkanie w kredycie i samochód. Sąd jednak pozwala temu trwać.

    2. Czy fakt, że posiadam rozdzielność majątkową oraz jej słowa "na piśmie", że nie mieszkam w naszym mieszkaniu od ponad roku są jakkolwiek do użycia żeby oddalić ode mnie egzekucję zaległości czynszowych?

    #pytaniedoeksperta #logikarozowychpaskow #prawo #rozwod #malzenstwo #zwiazki #pomocy #sadownictwo

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

    •  

      OP: @Trzcionka Kredyt na mieszkanie jest wspólny, wzięty jeszcze przed małżeństwem. Ona jest współkredytobiorcą. Mieszkanie jest własnościowe.
      Przesłała odpowiedz na mój pozew a później obficie odpowiadała na odrzucenia kolejnych wniosków o alimenty, ale te sprawy toczyły się równolegle, a obecnie są połączone.
      O roszczeniu regresowym słyszałem i zamierzam złożyć pozew. Dzięki za odzew, ale niepokojące jest to co piszesz. Prawnik mi tłumaczył, że jak sąd w końcu nie da wiary kolejnym zwolnieniom to dojdzie do przesłuchania bez jej obecności.

      Ten komentarz został dodany przez osobę dodającą wpis (OP)
      Zaakceptował: Asterling

      pokaż spoiler Wołam obserwujących: @chawerut, @folxuxd
      pokaż całość

    •  
      T.......a

      0

      Komentarz usunięty przez autora

    • więcej komentarzy (28)

  •  

    Ale mam dzisiaj tęgie rozkminy. Ostatnimi czasy, wśród moich znajomych(oraz znajomych, znajomych)będących w długoletnich związkach, coraz częściej widzę, że coś się pierdoli i biorą rozwód. Na początku myślałem, że po prostu dopadła ich nuda, pojawił się bolec na boku, lub po prostu zaczęły im się rozbiegać cele w życiu. A może po prostu ludzie się tak diametralnie zmieniają po latach i zaczynają być dla siebie obcy? Mam kumpla, z którym widzę się codziennie od X lat. Kiedyś przez kilka lat przyjaźniliśmy się i rozumieliśmy bez słów. Pomimo jakiś większych problemów, dziś jesteśmy tylko znajomymi, którzy muszą się jakoś znosić nawzajem. Zmienił się on, zmieniłem się ja.
    #zwiazki #rozwod #tegierozkminy
    pokaż całość

    +: Samica_Alfa, purrbea +4 innych
  •  
    c....................a

    +15

    Wiecie, trzeba coraz większą uwagę zwracać na słowa. Człowiek myśli o jednym, mówi co innego i w efekcie może fatalnie się przejęzyczyć. Przejęzyczenie może być bardzo niebezpieczne. Ostatnio miałem taką sytuację. Siedzę z żoną przy śniadaniu, bardzo przyjemnie. Grzanki, kawa, jajko. W pewnym momencie poprosiłem żonę o sól, ale, że byłem bardzo zamyślony, zamiast powiedzieć "poproszę o sól", powiedziałem "Ty stara kurwo zmarnowałaś mi dwajścia lat życia". No i jestem sam.
    #zwiazki #rozwod #rozowepaski #tfwnogf
    pokaż całość

    +: K....r, chalwaklb +13 innych
  •  

    Chcą mi prawko zabrać że nie płacę alimentów, a płacę.
    Ale będzie chryja.

    Chuja dostanie a nie extra pieniadze, ja pierdole, ale wkurwiony jestem.

    #alimenty #zwiazki #rozwod #logikaniebieskichpaskow

  •  

    #zwiazki #rozowepaski #zdrada #feels #rozwod i raczej #tfwnogf (jeżeli źle użyłem któregoś tagu, to z góry przepraszam)

    TL;DR Rozwodzę się po 7 latach związku (i prawie 2-letnim małżeństwie) z moją pierwszą miłością. Ona miała problemy z wiernością, ja wg. niej byłem leniwy/zaniedbywałem obowiązki domowe. Chcę się po prostu wyżalić, więc nie wiem jak to streścić.

    Wczoraj postowałem to jako #anonimowemirkowyznania, ale niestety tempo akceptowania moich odpowiedzi było zbyt wolne, żebym prowadził tam jakąkolwiek dyskusję, dlatego dziś powracam jako zielonka przybita, w chuj załamana. Uwaga, poniżej ściana tekstu. Niestety, to nie pasta ani zarzutka.

    Mirki i Mirabelki,

    Właśnie kończy się mój ponad 7-letni związek (i prawie 2-letnie małżeństwo). Mamy rocznikowo po 26 lat, ona dla mnie była pierwszą i jedyną partnerką - ważny szczegół - ja byłem jej bodajże trzecim partnerem, ale w sumie to pierwszym "poważnym".

    Było świetnie poza pewnymi problemami. Nie pamiętam, po ilu latach to było, ale bodajże ok. po 2 latach związku zauważyłem, że moja dziewczyna sporo lubi pisać z innymi osobami spotkanymi przez gry online (dużo grywaliśmy wspólnie). Jako, że byłem i w sumie nadal jestem chorobiliwie zazdrosnym typem, bardzo negatywnie wpływało to na moje samopoczucie, widząc jak ona porusza z tymi osobami tematy, których nie powinna była poruszać. Potem standardowe chichranie się do telefonu, chowanie rozmowy jak wchodziłem do pokoju i półprawdy z jej strony, gdy wypytywałem.

    Postanowiłem, że skoro od niej nie mam co liczyć na szczerość, to muszę sam zacząć weryfikować fakty, więc zacząłem śledzić ją na własną rękę.

    Pewnego wieczoru wracała jakiegoś spotkania ze znajomymi ze szkoły i była trochę wstawiona (wymienialiśmy SMSy). Wróciła do siebie do domu i od razu zobaczyłem że weszła na Steam, a było dość późno. Wydało mi się to podejrzane, więc wbiłem na jej konto bodajże przez telefon, tak, że byliśmy na nim obydwoje zalogowani (ona o tym początkowo nie wiedziała) i widziałem na żywo jej rozmowy. Chwilę później stałem się świadkiem seks czatu pomiędzy nią, a jakimś gościem, którego nawet nie kojarzyłem. Ogólnie jedno z najgorszych uczuć, jakie doświadczyłem. Po jakimś czasie, gdy nie miałem wątpliwości co do tego, co się dzieje, nie wytrzymałem i wyleciałem na nią. Natychmiast przerwali rozmowę (napisała gościowi "czekaj" xd) i zaczęła mi się tłumaczyć. Następnego dnia przyjechałem do niej przeprowadzić rozmowę. Wtedy po raz pierwszy brałem pod uwagę zostawienie jej, ale standardowo z jej strony pojawił się płacz, obiecanki że już to się nie powtórzy, itp. Pomimo, że czułem się jak gówno i nie patrzałem na nią jak na niewinną osobę, jaką przed tym incydentem dla mnie była, postanowiłem że dam jej szansę.

    Ok. 2-3 lata do przodu, po zaręczynach. Widzę powrót jej zachowania, że dużo pisze z innymi osobami (mieszkaliśmy już razem). Pewien nick pojawia się nader często, więc zapala się mi lampka ostrzegawcza. W międzyczasie znowu chodzę przybity, bo ten schemat wydarzeń był mi już znany. Wspominałem, że jestem w takich sytuacjach zazdrosny? Nie wiem ile to trwało, nie dochodziło między nimi do erotycznych rozmów, ale widziałem, w jakim kierunku to zmierza, więc pewnego razu znowu jej to wygarnąłem, po czym obiecała natychmiast zerwać z gościem kontakt i nigdy więcej już tego nie robić. Nie jestem pewien czy moja pamięć mnie nie myli, ale wtedy być może ostrzegłem ją, że przy następnej takiej sytuacji to będzie koniec związku, nie ważne czy przed ślubem, czy po. Więc jako tako tym razem do niczego nie doszło, ale nie podobało mi się, że znowu musiałem ją pilnować. Kilka miesięcy później na jej mailu znalazłem, jak próbowała się z nim skontaktować ponownie - z jakim skutkiem, to nie wiem.

    Apropo pilnowania, dodam że za każdym razem po jej przeprosinach, itd. starałem się obdarzać ją pełnią zaufania. Śledzenie/pilnowanie partnerki nie jest ani trochę przyjemne i bardzo czasochłonne, poza tym co to za związek, gdzie nie ma się do siebie zaufania, prawda? Zawsze gdy chciała wyjść na imprezę/dancing/piwo z koleżankami, NIGDY nie miałem do niej o to pretensji, nie robiłem wyrzutów. Jedynie, jak robiło się późno, np. 1-2 w nocy to wykonywałem telefon kontrolny, czy wszystko w porządku i kiedy mniej więcej planuje wrócić. Nie chciałem, żeby czuła się ograniczana/kontrolowana. I naturalnie nie sprawdzałem jej czatów/telefonu. Po prostu widziałem, że jest ze mną szczera. Jednocześnie NIGDY nie podejmowałem działań, przez które ona mogłaby się poczuć zazdrosna (flirtowanie z innymi kobietami w realu/online, w ogóle dopuszczanie do sytuacji, które mogłyby sprowokować coś więcej). Bardzo mnie bolało gdy ona mi to robiła, a nie jestem mściwy więc nie odwzajemniałem jej tej wątpliwej przyjemności. I byłem kompletnie transparentny. Miała nieograniczony dostęp do mojego telefonu i komputera - bo wiedziałem, że nie mam nic do ukrycia i z wiernością nie miałem nigdy problemów. Był to dla mnie pewien powód do dumy, tym bardziej, że wydawało mi się, że ona to docenia.

    To, co opisałem do tej pory, pamiętam trochę przez mgłę. Teraz przejdę do punktu kulminacyjnego, czyli ok. 2 miesiące temu (ok. 1.5 roku po ślubie).

    Ostatnimi miesiącami obydwoje byliśmy zapracowani (ona znalazła sobie słabo płatną i raczej niezbyt przyszłościową pracę biurową, pomimo to, że wielokrotnie mówiłem jej, że nie musi pracować, bo bez problemu utrzymywałem nas obojga - ona zarabiała ok. 1500zł netto, a ja w zależności od miesiąca od 5-15 razy tyle). Po prostu zamiast robić cokolwiek innego, wolała pójść do pracy, w której moim skromnym zdaniem była wyzyskiwana niekiedy z koniecznością robienia nadgodzin (to ważne, bo potem będzie miała pretensje do mnie, że się od siebie oddaliliśmy). Naturalnie, mieliśmy przez to mniej czasu dla siebie. Jak to zimową porą u nas bywa, sporo czasu spędzaliśmy na graniu online. W sumie to można by powiedzieć, że obydwoje złapaliśmy konkretną fazę. Ona, jak to osoba bardziej towarzyska z naszego dwojga, znalazła sobie grupkę osób, z którymi rozmawiała na TeamSpeak, ale była dla mnie bardziej otwarta, pokazując mi, że od początku uświadamia osoby, które wysyłają je jakieś sygnały, że ma męża więc raczej nie mają na co liczyć. Bardzo mnie to cieszyło, bo w końcu zobaczyłem u niej jakąś pozytywną zmianę w tej kwestii. I siedząc obok, faktycznie widziałem że były tym razem niewinne rozmowy, więc byłem spokojny.

    Z pracy wypadła mi delegacja na weekend, wyjazd w piątek rano i powrót w poniedziałek po południu. Pożegnaliśmy się, i generalnie przez cały wyjazd pisaliśmy do siebie. W dzień powrotu napisała mi, żebym nie był zły ale zalała laptopa martini. To tylko rzecz, a laptop się nie zepsuł, tylko klawiatura się pokleiła, nawet mnie to rozśmieszyło, bo wiem że ona bywa trochę niezdarna i zdarza się jej coś przewrócić/upuścić (jak widziałem że trzyma picie w pobliżu laptopa, to jej to z automatu przestawiałem, więc "a nie mówiłem?"). Potem pomyślałem, że czemu ona będąc sama w domu pije martini? I nie dawało mi to spokoju, miałem złe przeczucia.

    Gdy przyjechałem do domu, pierwsze co zrobiłem to uruchomiłem jej laptopa i zacząłem sprawdzać maila/czat na Steam w poszukiwaniu wiadomo czego. Nic nie znalazłem - ale przypomniałem sobie, że po jej ostatnim wybryku włączyłem w TeamSpeaku opcję zapisywania czatu do pliku i tak już zostało. Znalazłem zapisane czaty, w tym jeden z datami, gdy byłem na delegacji... Szybko przejrzałem jej wielogodzinne rozmowy z gościem, bo było tego sporo, a ona mogła lada chwila wrócić, i momentalnie złapałem doła. Pamiętam, że pierwsze co zrobiłem to wziąłęm tydzień wolnego w pracy. Bez wątpienia zdradziła mnie z gościem, tym razem nie był to tylko czat, ale także seks przez kamerkę... A poznali się zaledwie 2 tygodnie przed tym incydentem, więc tylko tyle czasu potrzebowała. Skopiowałem tylko wszystkie rozmowy (dla bezpieczeństwa w kilka miejsc) i położyłem się do łóżka, pod pretekstem zmęczenia. Ona przyszła jak gdyby nigdy nic, przytulanie, seks i wszystko super. Pewnie zapytacie, skoro gadali głosowo, to czemu pisali? Otóż on mieszkał razem z żoną i dzieliła go od niej tylko ściana, więc dlatego oglądali się przez kamerkę, a konwersacja odbywała się pisemnie, na moje szczęście. Maskowała się z tym perfekcyjnie, byliśmy w tym samym pokoju, ale ona czekała aż ja zasnę i siedziała np. do 5:00, gadając z nim - w ogóle szkoda gadać.

    Wieczorem gdy weszła do domu, zapytałem się jej, czy ma mi coś do powiedzenia. W tym momencie ona już wiedziała, że ja wiem, więc zaczęła od "tak, w sumie chciałam o tym porozmawiać" - w co oczywiście nie wierzyłem i nie wierzę. Rozmowa była krótka, ale powiedziałem jej, że dla mnie to oznacza rozwód i zależy mi na szybkim załatwieniu sprawy. Że kasę podzielimy po równo, chociaż nie uważam że ona się przyczyniła w takim stopniu do powstania tego majątku. Nie posiadamy żadnych nieruchomości na własność, ani kredytów czy innych zobowiązań, ani dzieci, więc sytuacja idealna do rozwodu.

    Nastały ciche dni, ona chodziła do pracy, a ja generalnie następne 4 dni spędziłem w łóżku. Miałem trochę czasu żeby dokładniej zaznajomić się z jej rozmowami. Gość, z którym mnie zdradziła, był żonatym Polakiem, mieszkającym w Norwegii. I generalnie zadurzyli się w sobie, chociaż dla mnie nie różniło się to niczym od naszych początków. Potem odkryłem, że pisała też równolegle z drugim gościem z Polski. W podobny sposób, ale ostatecznie do czegoś konkretnego tutaj nie doszło (albo nie zdążyło dojść). Więc skupmy się na Polaku z Norwegii, a raczej na fakcie, że był żonaty. W jego związku się nie układało, ogólnie miał plan się rozstać z żoną ale czekał na wygodny dla siebie moment. Postanowiłem go w tym uprzedzić. Z rozmów niestety nie wynikało na korzyść tej sprawy zbyt wiele - miałem jego nick, imię, kraj zamieszkania i jedno stare zdjęcie. Po kilku godzinach gromadzenia faktów i przeczesywania Internetu znalazłem jego Facebooka, potem Facebooka jego żony. Jak się potem okazało, trudniejsze od znalezienia jego żony było nawiązanie z nią kontaktu. Nie mogłem zaprosić jej do znajomych z mojego konta, bo wyświetlenie się faktu o zawarciu znajomości na jej tablicy mogłoby wzbudzić podejrzenia jej męża. Nie mogłem napisać bezpośrednio nie będąc znajomym, bo wtedy rozmowa wyświetla się w miejscu, gdzie praktycznie nikt nie zagląda. Użyłem fake'owego konta, niestety nie akceptowała mojego zaproszenia. Jej siostra natomiast miała stronę firmową, gdzie mogłem napisać do niej przez czat. Prawie zostałem olany (fake'owe konto widocznie nie wyglądało zbyt wiarygodnie, ale udało mi się ją przekonać, żeby dała cynk swojej siostrze). Powiem wam, że po raz pierwszy od kilku dni przestałem czuć się jak gówno, gdy mi podziękowała za te informacje. W czwartek wieczorem postanowiłem, że zagram sobię partyjkę w CSa. Mniej więcej w tym samym czasie obok mnie siadła moja żona chyba z podobnym zamiarem. W tym momencie widzę, że pisze do niej ten gość, i mówi że muszą jak najszybciej pogadać. Ona mu pisze, że ja widzę, że on do niej pisze xD. A on żeby mu dała numer telefonu i wyszła z nim pogadać, co też zrobiła. Nie było jej chyba z pół godziny, ale wróciła wkurzona na mnie. "Nie sądziłam, że jesteś do tego zdolny" xDDD. Ogólnie miała do mnie pretensje, że śmiałem powiedzieć jego żonie, bo on przecież miał zamiar sam to zrobić!!!!1. Nie będę przytaczał tej rozmowy, pamiętam tylko że moja mimika przypominała ( ͡° ͜ʖ ͡°), a mój mózg rapował (generalnie miałem mega satysfakcję). Moja żona wzięła walizkę i powiedziała, że jutro wróci po resztę rzeczy. Powiem wam, że czułem się z tym mega dobrze.

    Rozpisałem się trochę w sumie, a sporo czasu mi na to idzie. Tak czy owak przejdę szybko do tego jak sytuacja wygląda teraz. Żona najpierw wróciła z podkulonym ogonem i prosiła o przebaczenie. Powiedziałem, że warunki konieczne do kontynowania tego związku to a) wprowadzamy rozdzielność majątkową (oczywiście prawnie), b) żadnych dzieci przez najbliższe 5 lat, bo nie mam zamiaru przez jej wyskoki spieprzyć życia niewinnej osobie, c) chcę zobaczyć u niej chęć poprawy. Potem przez 2 tygodnie było bardzo dobrze, aż do czasu aż pokłóciliśmy się, w sumie o pierdołę. Ale prawie nie rozmawialiśmy i unikaliśmy się przez ostatnie tygodnie, Wielkanoc spędziliśmy oddzielnie. Kilka dni temu mieliśmy krótką rozmowę, ona teraz też chcę rozwodu. Mówi, że nie podoba jej się, że zaniedbuję obowiązki domowe, że ona nie dość że pracuje, to musi jeszcze większość rzeczy robić w domu. Że poświęcam jej za mało czasu, a za dużo swojej pasji (kodowanie). Przyznaję, że też jestem winny, ale jeżeli jest aż tak nieszczęśliwa, to czemu po prostu wcześniej mnie nie zostawiła, tylko bawiła się w skok w bok? W przyszłym tygodniu zmieniam miejsce zamieszkania, podpisujemy ugodowo podział majątku wspólnego i idę do sądu złożyć pozew o rozwód.

    Co do osób, które twierdzą, że była ze mną dla kasy. Jak mieliśmy po 18 lat i zaczęliśmy być ze sobą, to nie zarabiałem nic, ani nawet nie wiedziałem że będę tak dużo zarabiał (ona tym bardziej). Ona twierdzi, że zależy jej tylko na pieniądzach, żeby oddać jej rodzicom kasę za ślub (choć oni i tak pewnie jej nie przyjmą). I że wolała, żeby u nas się nie przelewało, bylebyśmy się kochali. Kontynuowanie związku po wprowadzeniu w życie rozdzielności majątkowej zaproponowałem, bo nie chciałem w przyszłości zostać wydymanym na połowę mieszkania/jeszcze większego majątku niż mam teraz.

    Co do jej ostatniego wybryku, to teoretycznie do seksu nie doszło, jedynie masturbacja. Ale szczerze mówiąc, gdyby nie dystans to co by ich powstrzymywało od spotkania się i normalnego seksu? Po tym jak ona z nim gadała przez telefon 30 minut, on jej kupił bilety na pociąg i samolot do Norwegii, więc planował się z nią spotkać. Ona jak się zeszliśmy chwilowo z powrotem, to odmówiła mu spotkania. A, jeszcze zapomniałem dodać, że żona tego typa kazała mu natychmiast się spakować i wypierdalać z mieszkania i ponoć dali sobie 7 dni na przemyślenie sprawy - co dalej, to nie wiem, bo nie gadałem z nią już. We wpisie skupiłem się na jej braku wierności, ale też jestem w jakimś stopniu winny rozpadowi tego związku. Tak jak mówiłem, zaniedbywałem obowiązki domowe, spędzaliśmy ze sobą mało czasu, obydwoje zapracowani. Ale moim zdaniem zdrada to największe skurwysyństwo jakie można drugiej połówce zrobić. Jak jej się nie podobało, to trzeba było skończyć za wczasu.

    Ja dla niej się sporo zmieniłem - przed związkiem byłem typowym przegrywem, potem sporo zaczałęm nad sobą pracować. Dużo się uczyłem/wkładałem serca w zawód, żeby zapewnić jej i naszym przyszłym dzieciom bezpieczną finansowo przyszłość i godne życie. Jestem introwetyczny, a w jej rodzinie jest impreza za imprezą - czy to czyjeś urodziny, imieniny, itp. Problem polega na tym, że ja nie lubię chodzić na imprezy, gdzie nie mam wspólnego tematu z 90% towarzystwa, ale robiłem to dla niej, bo widziałem, że jest przez to szczęśliwa. Potrzebowała samochodu, żeby mieć wygodniejszy dojazd do pracy/rodziców to kupiłem jakiegoś złoma żeby miała wygodniej, ja osobiście bym się bez tego obył bo dla mnie to kolejna niepotrzebna rzecz. Miałem okazję przeprowadzki dla lepszej pracy do innego miasta ale na widok jej szklanych oczu że nie, bo ona ma tutaj znajomych, bo ma tutaj pracę, zrezygnowałem i zostaliśmy tu gdzie jestem. Zawsze lubiła zwierzaki, osobiście nigdy bym nie chciał, bo wiem że nie miałbym czasu się tym zajmować. Ale ona chciała, to kupiła. Potem pretensje do mnie, że jej nie pomagam ze sprzątaniem zasyfionej klatki. Wspólne wypady do kina, ile filmów widzieliśmy razem to nie mam pytań. Nawet grać staraliśmy się wspólnie, a jeśli nie w tej samej rozgrywce, to starałem się zawsze siedzieć obok i cieszyć się wzajemnym towarzystwem. Poza tym nie krzyczałem po niej, nigdy nie skrzywdziłem, nie byłem agresywny.

    Rozwodu chcę bez orzekania o winie, bo wiem, że zabrzmi to śmiesznie w zaistniałej sytuacji, ale nie sprawi mi satysfakcji pozostawienie kogoś bez kasy. Moje zarobki w ciągu ostatnich lat rosły wykładniczo i raczej taki trend się utrzyma, więc majątek, który posiadamy teraz, choć niezły, to będę w stanie szybko odrobić/przebić, zwłaszcza będąc samemu.

    Co sądzicie o tej sytuacji? Czy waszym zdaniem osoba, która żałuje zdrady, losowo wspomina o fakcie, że ona gadała z X, i ta osoba X, że to w ogóle śmieszna sytuacja bo samo pisanie z kimś (tutaj wygodnie pominięty fakt masturbacji przez kamerkę) to przecież nie zdrada?
    pokaż całość

    •  

      @mariegold:
      Dzięki cumplu, nie zamierzam szukać związku w najbliższym czasie, prędko nikomu nie zaufam, żeby na stałe się wiązać. A pojęcie małżeństwa chyba na zawsze wykreślę z mojego słownika, jeżeli dwie osoby się kochają, to raczej nie potrzebują niczego formalizować. Wiem, że to kwestia sporna, ale na razie tak na to spoglądam - sporo się ostatnio u mnie zmieniła opinia na ten temat. Dla nas ślub praktycznie niczego nie zmienił, wcześniej żyliśmy praktycznie tak samo. Ja nigdy mógłbym się z nią nie żenić, ale w pewnym momencie odczuwałem presję otoczenia z jej strony - miałem na uwadze jej poprzednie występki, ale z drugiej strony nadzieję, że fakt podjęcia się ślubu wybije jej z głowy głupie pomysły.

      No niby ogólnie było jej dobrze przez większość tego czasu, ale twierdzi, że przez ostatnie pół roku traktowałem ją jako osobę do seksu i służącą. Z tym pierwszym się nie zgodzę, bo przez większość związku to ja domagałem się żebyśmy robili to częściej, ale stwierdziłem że może po prostu nie ma takiego popędu jak ja i po czasie dałem sobie z tym spokój - trudno, nie było to dla mnie konieczne. A jak już doszło do seksu, to zawsze skupiałem się w pierwszej kolejności na niej, a dopiero potem na sobie. Szkoda, bo bardzo mnie pociągała/była w moim typie. Przed i po ślubie seks był średnio raz, dwa razy na tydzień, ostatnimi czasy nawet rzadziej, bo obydwoje byliśmy przepracowani, zmęczeni.

      Co do drugiego, ona faktycznie robiła więcej w domu - ale nigdy jej do niczego nie zmuszałem, moja zasada numer 1 to nie wymuszać na partnerce czegoś, co ją czyni nieszczęśliwą. Tutaj bywałem leniwy, zwłaszcza podczas okresu, gdy dłużej pracowałem - i to mam sobie do zarzucenia. Ale moim zdaniem to niezbyt dojrzałe z jej strony, żeby szukać pocieszenia u kogoś innego za każdym razem, jak w związku zaczyna dziać się źle. Co to za związek, który jest tylko "na dobre".

      Po naszej próbie pogodzenia się, ona obraziła się na mnie, bo uwaga: w nocy wróciłem późno bo byłem na piwie z kolegami, przez co obudziłem się trochę późno, lekko zmarnowany i nie chciało mi się wstać i pozmywać naczyń/wyjść gdzieś z nią. Kij, że przez całe 2 tygodnie robiłem wszystko jak należy i nawet ją odciążałem gdy np. trzeba było powiesić pranie po skończeniu, a ona już zasnęła.
      pokaż całość

    •  

      @maselniczkowy: Dzięki, wcześniej brałem pod uwagę rozwód bez orzekania o winie/bez prawnika, ale jeżeli po jakimś czasie ta decyzja miałaby się za mną ciągnąć, to chyba muszę jeszcze zrobić rozeznanie w temacie.

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Dziś wieczorem rozmowa życia. Różowa błagała "daj mi drugą szansę". Wczoraj odkryłem, że zarabia tylko 2k w porównaniu do moich 12k. Ale nie w tym rzecz. Kto chce znać wynik rozmowy?
    #klamstwaklamstewka #zdrada #zwiazki #malzenstwo #rozwod #rozowepaski #logikarozowychpaskow #pdk pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Drogie Mirabelki i Miraski

    Konkretnie bez użalania się i wypłakiwania na mirko co teraz czuję bo tego smutku nie da się opisać i nie istnieją słowa, które wyrażają ból jaki mi teraz towarzyszy. Opiszę sprawę krótko bez szczegółów bo szczegóły są nieistotne a fakty. Niestety moje małżeństwo trwa niespełna rok, dopiero się zaczęło a już musi się skończyć (ze swoją partnerką przed ślubem byłem ponad 6 + w związku), po ślubie niestety bardzo się zmieniła, pojawiło się masę problemów, które nie chciała wspólnie rozwiązać tylko postanowiła uciec od dorosłego życia i napotkanych problemów i to świeże małżeństwo (mimo mojej kilkumiesięcznej samotnej walki o dalszy związek) jest nie do uratowania i OSTATECZNIE zmierza do rozwodu. Przechodząc do meritum.

    Proszę osoby, które znają procedurę rozwodu bez orzekania o winie (doszliśmy do porozumienia i chcemy żeby wszystko trwało krótko - nie mamy dzieci, nie mamy kredytu więc o tyle lżej) żeby napisały mi jak to wygląda mniej więcej krok po kroku, jaki jest orientacyjny czas trwania rozwodu od czasu złożenia pozwu, jakie są koszta, jakie papiery się wypełnia i skąd je wziąć, czy dość ogarnięta osoba sama sobie poradzi z wnioskiem czy trzeba brać jakiegoś prawnika etc. Może to wszystko brzmi trochę chaotycznie, słaba składnia ale od kilku miesięcy czuję się nie do życia, wypłukany z emocji, uczuć a stres odbiera resztki sił, więc proszę o wyrozumiałość wobec tego co skleiłem.
    #anonimowemirkowyznania #pytanie #prawo #kiciochpyta #zwiazki #rozwod #malzenstwo #oswiadczenie #boldupy #pomocy

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

  •  

    #zwiazki #rozowepaski #podrywajzwykopem #rozwod #rodzice

    Zawsze jak zaczynam się spotykać z nową loszką to dopytuje o kontakt z ojcem. Gdy mówi, że wszystko jest ok ciągnę to dalej. Gdy rodzice się rozwiedli, to wycofuje się rakiem. Nie ważne jaki był powód czy matka zdradziła czy ojciec, czy on pil, bił etc. Laska ma zazwyczaj nawalone do gara na maksa. Albo sam brak ojca tak ja skrzywił, albo matka wariatka nasrala jej do bani. Potraktujcie to jako pewny #protip na przyszłość. pokaż całość

    źródło: 3.bp.blogspot.com 18+

  •  

    Cześć
    Mam kochani problem z żoną. Może napiszę jak wygląda sytuacja.
    Otóż jesteśmy małżeństwem 11 lat, mieszkamy w mieszkaniu własnościowym które żona otrzymała w spadku po ojcu. Rozdzielności nie mamy, jesteśmy tu zameldowani ona, ja i córka. Na mieszkaniu jest hipoteka i spłacam ją ja od 6 lat, małżonka nie pracuje. Od początku ja ją utrzymuje.

    Żona chce rozwodu.

    I teraz pytanie czy może mnie wypierdolić z mieszkania. Czy jestem w czarnej dupie czy mam jakieś prawa tu mieszkać po rozwodzie. Bo to że utrzymuje rodzine i spłacam kredyt a ona nawet się nie dokłada chyba jest bez znaczenia w naszym kraju.

    Napiszcie proszę jak się przygotowac.
    #anonimowemirkowyznania #pytanie #prawo #kiciochpyta #zwiazki #rozwod #malzenstwo #oswiadczenie #boldupy #pomocy
    pokaż całość

    +: s....r, spammaster +13 innych
  •  

    Kumpel wlasnie po rozwodzie. Ex malzonka wyjebal4 go na mieszkanie i alimenty. Dzieci oczwiscie zostaja z matka. Kochanek rozwodki dzien po zakonczeniu sprawy rozwodowej wprowadzil sie do mieszkania ktore kupil kumpel.

    Bycie facetem w dzisiejszych czasach to sport ekstremalny. Pracujemy dluzej, umieramy szybciej a kobiety dymaja nas na kase. I potem jakas feministka chce rownouprawnienia.
    #logikarozowychpaskow
    #rozwod
    #feminizm
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Kochani, jest taki problem i bardzo was proszę o radę. Nieukłada mi się z mężem. Jesteśmy po ślubie kilka miesięcy, ale czuję, że to nieto i nietak to sobie wyobrażałam.
    Co więcej na naszym ślubie ksiądz był wyraźnie pod wpływem... Ceremonia zakończyła się niby normalnie, ale w jej czasie ksiądz sobie "łyknął" specjalnie się niekryjąc. Obie rodziny religijne, nie zareagowały w ogóle :( ! Czy ślub jest nieważny?? Pomocy!
    #zwiazki #malzenstwo #rozwod #help #rozowepaski
    pokaż całość

    +: PyraPrzeznaczenia, WybaczMiOjczeBoZgrzeszylem +6 innych
  •  

    I po sprawie. Doszedłem do porozumienia z żona i Sąd przystał na mój wniosek o zabezpieczenie. Wiec czuje sie dobrze ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #jatheksierozwodzi #rozwod #zwiazki #oswiadczenie

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #rozwod

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0,0:1

Archiwum tagów