•  

    Nie zna życia ten kto chociaż raz nie miał do czynienia z tym chujkiem.
    Płyn do mycia naczyń Tymek z Biedry.
    Jak boga kocham jest to najbardziej zjebany płyn do mycia naczyń jaki można dostać w Polsce. Pierwszy raz miałem z nim do czynienia kiedy wprowadziłem się do nowego mieszkania i trochę go zostało po poprzednich lokatorach. KURWA MAĆ czemu oni go wtedy nie wyjebali?! Czemu ja go nie wyjebałem?! Wewnętrzna cebula mi na to nie pozwoliła. Dwa tygodnie mordęgi, jebany myje gorzej niż woda, lejesz go tak dużo, że gąbka osiąga nim pełne nasycenie a ten skurwiel nawet się nie pieni. I jeszcze ten limonkowy zapach skomponowany przez homeopatę. Ja pierdole, dobrze, że się szybko skończył i przerzuciłem się na Fairy, którego półlitrowa butelka starcza na 3 miesiące komfortowego mycia naczyń.

    Niestety, ale mój współlokator nie doznał takiego urazu do Tymka. Dzień, w którym skończył się Fairy, a współlokator przyjął pod nasz dach Tymka był dniem kiedy po prostu się załamałem. No musicie mi uwierzyć, że zrobiło mi się słabo kiedy po raz kolejny zobaczyłem go koło zlewu. Zrobiło mi się po prostu, po ludzku przykro.
    Jeśli chcecie spróbować jak to jest kiedy jebany płyn do mycia naczyń odbiera wam smak życia to polecam Tymka z biedry.

    pokaż spoiler Tymek ty chuju


    #zycie #oswiadczenie #biedronka #gorzkiezale #pasta
    pokaż całość

    źródło: skurwysyn.jpg

  •  

    Wczoraj zjadlem u Libanczyka. Nie spie od 3.00, goraczka, rzygalem 5 razy (podloga, 2x kibel, 2x miska). Jutro mam egzamin na maszyne, na ktory czekalem 3 miesiace, ledwo moge sie podniesc, jeszcze nic nie jadlem. Oplata w plecy i czekanie kolejnych kilka tygodni. Also, przez miesiac ciezkim wysilkiem i przestrzeganiem diety nabij 2kg - strac w 2 dni. Zycie jest sUPeR.
    Jak tu nie myslec o #samobojstwo? #zycie #depresja pokaż całość

    źródło: i.kym-cdn.com

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Dopóki nie przeprowadziłem się do dużego miasta, dopóty nie miałem pojęcia jakim robakiem jestem. Wiedziałem, że nie pochodzę z bogatej rodziny a z popegerowskiej wiochy, ale nie miałem pojęcia jakim dziadem jestem. Chodzi mi tu głównie o kupno nieruchomości. Ceny za m2 są kosmiczne i wciąż rosną. Mam przejebane, całe życie będę mieszkał jak robak w pokoju z kilkoma obcymi ludźmi. No bo jak zarobię na mieszkanie? Programistą nie jestem bym odłożył w kilka lat, rodzice nie mają ani kasy ani pola żeby je sprzedać. Zostaje jedynie małżeństwo na 30 lat z bankiem i modlenie się o niezwolnienie z pracy. Ewentualnie emigracja i robaczenie kilka lat by jak najwięcej odłożyć. Teoretycznie można wziąć kredyt z partnerką, ale po pierwsze jaka zechce gołodupca ze wsi, a po drugie nigdy nie miałem powodzenia i raczej się to nie zmieni. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak zazdroszczę tym, którym rodzice kupili mieszkanie lub dorzucili się do niego oraz tym którzy dostali je w spadku od babci.
    Wykopki mówią, że na rynku nieruchomości jest bańka i że ceny będą lecieć na łeb na szyję za kilka lat. Może i racja, ale tyczyć się to będzie tylko wsi i małych miasteczek powiatowych, gdzie ktoś kto zarabia średnią krajową jest traktowany niczym drugi Kulczyk. Dlatego wolałbym się nie przeprowadzać do mniejszego miasta. Niestety w większych miastach będzie tylko gorzej, tym bardziej że niedługo będą sprowadzać kosmitów z Jowisza tylko żeby ktoś robił za grosze gdy Ukraińcy i Hindusi wyjadą. I tak źle i tak niedobrze.
    Czarno widzę swoją przyszłość. Nawet nie marzę o nowym deweloperskim osiedlu, zadowoliłbym się klitką w jakiejś zadbanej wielkiej płycie. Ale nie dla wieśniaka to. inb4 rób tak by twoje dzieci miały lepiej od ciebie - jakie dzieci, mam świadomie skazywać kogoś na bycie robakiem?
    #przegryw #gorzkiezale #mieszkanie #dom #zarobki #zycie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Zazwyczaj ludzie robią dzieci jako element radzenia sobie z przemijaniem, takie sytuacje jak śmierć rodzica tylko potęgują chęć posiadania potomka..a ja..jestem najmłodszy z rodzeństwa (choc już nie młody) i jako jedyny nie mam dzieci..bo jakoś tak ogolnie lekko i wesoło mi się żyło, nie bylo jakichś tragedii w rodzinie itp. ale w zeszłym tygodniu zdiagnozowana u mojego ojca raka mózgu, niewiele czasu mu zostało i ogólnie cała ta sytuacja mnie mocno zdołowała...i tak prawdę mówiąc to potwierdza mnie w przekonaniu, że nieposiadanie dzieci to świetna decyzja. Życie jest krótkie i czeka na tylko śmierć więc wolę je przeżyć dla siebie nie dla jakiegoś dzieciaka którego może i pokocham ale nie chciałbym mieć świadomości, że ono mnie kiedyś straci i że samo będzie musiało umrzeć. wolę przerwać tę spiralę spierdolenia. takie przemyślenie..pozdrawiam. #zycie #dzieci #antynatalizm #rozkminy #rozkminy

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mireczki nie wiem co mam zrobić ze sobą. Dzięki swojemu lenistwu zmarnowałem sobie 5 lat życia. Jestem 24 lvl i nadal nie mam żadnego zawodu ani doświadczenia w pracy.
    tl;dr nie mam żadnego pomysłu na siebie i nie wiem co z sobą zrobić, bardzo byłbym wdzięczny jakby ktoś mi coś doradził.
    Po ogólniaku poszedłem na uczelnię techniczną (nic związanego z IT) w jednym z większym miast w Polsce. No z matematyki byłem całkiem niezły (z matury p 100% + r >90%, wiem, że do tego testu można było się nauczyć robiąc zadania, ale ja nawet do przedmiotów ścisłych się nigdy nie uczyłem, co tak btw. jest moim największym problemem). Z fizyki trochę słabiej, jednak jestem w stanie się czegoś nauczyć, jeśli mnie coś zainteresuje. A że nie miałem żadnych zainteresowań, a coś musiałem z sobą zrobić, poszedłem na politechnikę. Nie wybrałem IT, bo po prostu angielskiego (niemiecki hier, niestety od czterech lat nie używany) nigdy się na poważnie nie uczyłem, a poza tym, mój daleki znajomy polecił mi ten kierunek. Niestety nie zainteresowało mnie to, więc powolutku marnowałem swój czas na uczelni. Olewając sobie całe sesje, budowałem sobie ogromne deficyty, przez które brałem dziekanki. Przez to na drugim semestrze drugiej dziekanki (czy jak ktoś woli na semestrze bez wpisu po dziekance), miałem bardzo złą sytuację. Wtedy też zobaczyłem, że mogę nie skończyć tych studiów, więc zacząłem się uczyć i nawet polubiłem swój kierunek (ma związek z termodynamiką, dla dociekliwych). Niestety uwaliłem jeden przedmiot, (w bardzo głupi sposób, ale akurat nie lenistwo), przez co nie zmieściłem się w deficycie, a dziekan ze względu na bieg moich studiów nie wyraził zgody na dalsze kontynuowanie studiów, ale zalecił mi ponowną rekrutację i powiedział, żebym przepisał sobie dorobek.
    Postanowiłem to zrobić. Niestety zmienił się plan studiów i większość moich przedmiotów nie zostanie przepisana. Mniej więcej będzie to wyglądało tak, że przez trzy następne semestry będę musiał zrobić po 15 pkt ECTS, na 4 i 5 po 20 ECTS, a 6 i 7 będą już normalne.
    Najgorsze też jest to, że przez konflikt z rodzicami straciłem jakąkowliek szansę na finansowanie mnie (nie dziwię im się). O ile na pierwszym roku (jeżeli zapisy dobrze pójdą) dam radę pójść na etat do pracy, to w następnych semetrach będę miał coraz gorzej, a z pracy na weekend to opłacę co najwyżej sobie pokój. Z oszczędności to aktualnie mam może z 2,5k. Mam jeszcze ukryte dodatkowe 5k, ale nie jestem w stanie ich w najbliższym czasie wybrać (najblizej za pół roku).
    No i wracając do pierwotnego pytania, co byście zrobili na moim miejscu? Z jednej strony chciałbym skończyć te studia, bo zaczeły mnie interesować. Z drugiej jak je skończę to będę miał 29 lvl i brak doświadczenia. Nie mam aktualnie żadnego zawodu, więc czeka mnie co najwyżej jakaś gównorobota, nie chciałbym tak skończyć. Myślałem też nad IT i nauką angielskiego (zacząłem go we wrześniu ostro kuć, jak sobie zdałem sprawę, że dziekan nie przepisze mi wszystkich przedmiotów i jestem w dupie). Z jednej strony, jak zaczynałem się uczyć Java (tak trzy lata temu, poświęciłem na to może z 70 godzin) to fajnie mi to wchodziło i dość szybko pisałem sobie fajne (jak na świeżaka) kody. Z drugiej, ciężko będzie pewnie mi znaleźć po tym pracę, w moim wieku, poziomie doświadczenia i braku studiów.
    Przepraszam, ale jestem w ogromnym smutku i depresji i nie wiem co z sobą zrobić. Jeszcze raz proszę o radę i dziękuje za każdą odpowiedź
    #studia #zycie #zalesie #przegryw

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Zkropkao_Na
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

  •  

    Opowiem wam historię o największym przegrywie jaki się teraz toczy na ziemi. Otóż wielu ludzi haruje i bierze nadgodziny latami, tak samo w Polsce jak i w jukej. Polacy również za granicą harują i zbierają kasę żeby wyjebać ją na fajny samochód żeby pokazać że się dorobił. Sąsiadowi oko zbieleje xD W efekcie przez kolejne 2 lata jeżdżą fajnym samochodem, później kasa z jukej się kończy, jeżdzą samochodem z 300k przebiegu, który jest prawie gruzem. I później tacy ludzie mówią, że pieniądze szczęścia nie dają. Jasne że nie dają, jeśli pracujesz ciężko tylko po to żeby coś komuś pokazać, i na głupoty. Pracujesz żeby wydać i zjeść. A na emigracji serio można odłożyć, myśle że 1k€ spokojnie można odłożyć miesięcznie, zakładając że się mieszka z kumplami i nie szasta forsą nawet mając zwykłą fizyczną prace. Ludzie w Polsce tak harują całe życie często za 2/3k pln, więc 5 lat na emigracji za spoko kasę to nie jest nic złego.

    5*12=60k€ po 5 latach, 250k pln czyli nieduze mieszkanie na obrzeżach za gotówkę
    a drugie na hipotekę pierwszego.

    więc po 5 latach masz mieszkanie na własność i drugie mieszkanie które spłaca się samo w dobrym tempie. Teraz najlepiej jeszcze popracować i spłacać żeby mieć na kolejne- z tym że mając jedno na wlasnosc i drugie na kredyt i pracując splacisz te drugie pewnie w 3 lata. w tej chwili masz 2 na własność, możesz wziąc powiedzmy już tylko jedno, mając czynsz z 3 mieszkan do splaty tylko jednego kredytu więc możesz już siedzieć na dupie i kasa sama spływa a Ty masz 3 mieszkania.

    takie są możliwości, można to zrobić nawet lepiej i szybciej,
    tylko łatwo można sobie zamknąć takie możliwości, wystarczy nowy iphone co rok, i jakiś fajny samochód klasy premium niekoniecznie nowy. i już nic nie zrobisz, kasy nie ma, możliwości wzięcia kredytu też, jesteś niewolnikiem, a Twoim Panem jest koncern VAG czy Apple. I jeszcze po kilku latach skończysz z długami jak przestaniesz zapierdalać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #zycie #emigracja #pieniadze
    pokaż całość

  •  

    Smutna historia mojego życia.
    Idzie rak, nieborak. Jak uszczypnie, będziesz SAM.

    Wychowałam się w biednej rodzinie, rodzice nie zwracali na mnie większej uwagi. Skończyłam liceum i wyjechałam do dużego miasta. Szok- studia zaoczne, pierwsza praca w dużej firmie załatwiona po znajomosci. Długo nie umiałam się odnaleźć ale dałam rade. Potem wyprowadzka z domu- bardzo zle relacje w rodzinie.
    Było super. Drzwi do mojego malutkiego, wynajmowanego pokoju się nie zamykały, było jak na dworcu. Miałam wielu przyjaciół, fajnych współlokatorów. Ciagle ktoś u mnie przesiadywał. Byłam takim terapeutą- problem w pracy? Samotność? Bolesne zerwanie? Zawsze byłam. Można było napisać do mnie: „może jakiś film dzisiaj?” i za godzinę już miałam gościa. Nie czułam się samotna. Zawsze uśmiechnięta, szczera, co w sercu to na języku. Mam sporo zainteresowań o których nie mówiłam, nie chciałam się wymądrzać ani nikogo zanudzać. Słuchałam.
    Miałam torbiele. Nagle okazało się, że rak. Podejrzewano to wcześniej ale wykluczono z powodu błędu w diagnostyce. No i się zaczęło. Płacz, dezorientacja, strach. Operacje. Wznowa. Szukanie leczenia. Powrót do domu. Radioterapia zbyt niebezpieczna, bo może dojść do transformacji nowotworowej. Lek, który miałam brać okazał się opcją nie dla mnie. Kolejna wznowa- kolejny guz. Decyzja- amputacja. Płacz, złość, pogodzenie się z sytuacją. Wyjazd po skierowanie na operację- nowina. Jest eksperymentalna chemioterapia w ramach badań klinicznych. Wlewy. Skutki uboczne, pobyty w szpitalu. Moje ciało jest wyniszczone. W tych badaniach bierze udział około 60-ciu osób z całego świata. Jestem druga w Polsce.
    W międzyczasie dużo działo się w mojej głowie. Nie byłam sobą ale starałam się jak mogłam. Postanowiłam ograniczyć liczbę „znajomych”. Zostało kilka osób, na palcach obu rąk można policzyć. To i tak dużo. Cieszyłam się, że nie byłam sama. Im mogłam powiedzieć. Niestety z upływem czasu ich straciłam. Odeszli. Nie wiem co zrobiłam nie tak. Przestałam wysłuchiwać, podsuwałam rozwiązania ale nie byłam już terapeutką. Wprost zaczęłam mówić co mi leży na sercu, jeśli ktoś traktował mnie w sposób nieodpowiedni. Nagle zostałam sama. Trochę walczyłam ale ostatecznie się poddałam.

    Za kilka dni mam urodziny. Miała być impreza. Sporo osób się miga, niektórzy nie wiedzą czy będą. Wkurzyłam się. Rozczarowałam. Dziś odwołałam wszystko w cholerę. Powiedziałam DOŚĆ.

    Rok temu- szczęśliwa na swój sposób. Miałam plany, ambicje.

    Dziś- mam raka, depresję. Kilka dni temu lekarze potwierdzili- guzy się zmniejszają. Organizm wyniszczony ale nie jest źle. To ogromny sukces. Za kilka dni urodziny- nie mam z kim ich świętować.
    Moja siostra i kumpel na messie- ostatni raz widzieliśmy się jakiś rok temu. Tylko oni nie mają mnie gdzieś.

    Ale wiecie co? Ja to ogarnę. Za rok zakończy się moje leczenie. Potem operacja i miejmy nadzieję, że będę zdrowa. Wrócę do pracy. Skończę studia. Pójdę na aplikacje. Jeszcze będę szczęśliwa. Jedno jest pewne- ludzie, których nie ma teraz przy mnie już nie wrócą. Teraz ich potrzebuje. Za rok już nie będę.

    Chciałam się wyżalić, pomogło.

    Nie zapominajcie o przyjaciołach, odezwijcie się do nich, może Was potrzebują.

    Dziękuje @Tison, mój messengerowy przyjacielu.

    Wybaczcie błędy i brak polskich znaków, ale pisze na komórce, na szybko i na lekach.

    #przegryw #rak #medycyna #depresja #przyjaciele #zycie #urodziny #cotusieodjaniepawla #gdzieonisa
    pokaż całość

  •  

    Jeszcze na początku studiów myślałem, że mam jakąśtam przyszłość, ogarnę się, nie będę sam, będę miał z kim rozmawiać o pierdołach gdy będę wracał z pracy do domu ... ale już nie mam złudzeń. Koniec studiów, znajomi idą w rozsypkę, codziennie 8h w pracy która okazała się udręką (choć nie za grosze) ... zastanawiam się ile jeszcze tak wytrzymam ... boję się że niedługo ...

    #gownowpis #zycie #depresja #przegryw pokaż całość

    •  

      @zly_wuj:

      Dziś uważam to za pewien dar

      zelaboruj proszę

    •  

      @matka_boska_w_klapie: widzisz, ja już jestem pod 30. Kiedyś miałem zajebiste kompleksy i dzięki temu nie związałem się z żadną dziewczyną. Nie powiem, bolało. Tym bardziej jak pierwsza dziewucha z końca studiów rzuciła mnie w bardzo niemiły sposób po bardzo krótkim czasie. W tamtym okresie problemy finansowe i uczelnianie. Efekt - depresja pół roku. Potem się ogarnąłem. Praca. W pracy poszedłem trochę w górę, zacząłem jakoś tam pracować nad sobą. Nie powiem że mam mega branie, ale coś tam zaczęło się trafiać. Natomiast ciekawe jest porównanie ze znajomymi w dawniej szczęsliwych związkach. Wiele osób tkwi po kilku latach w chujowym marazmie: taka se praca, taka se płaca, kredyt, żona traci szybko na atrakcyjności, dziecko. Związki powypalane po kilku latach. Ciężko zmienić robotę bo dziecko. Ciężko się rozwieść bo kredyt, dziecko. Albo znajomy od dwóch lat zabagniony w niekończącym się rozwodzie. Widząc te sytuację cieszę się ze swojego małego luksusu - kończę robotę i robię co chcę. Trenuję sobie brazylijskie jiu-jitsu( piękny sport, polecam), czytam, podróżuję. Jak mnie wykurwią w robocie albo wypierdolą to pójdę gdzie indziej, trudno. Nauczyłem się żyć ze swoją samotnością i specjalnie się nie nudzę. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Mirki i Mirabelki, pijcie ze mną śmieciarkę i wzywajcie kompot czy jak to tam młodzi teraz mówicie ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
    Po andruciku dla każdego (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #urodziny #zycie #chwalesie #niebieskiepaski

  •  

    Mam dalszego znajomego, miał dwie śliczne córeczki, jedną w wieku sześciu, drugą w wieku trzech lat, piszę że miał, u młodszej zdiagnozowano raka i po roku ciężkiej walki, mała zmarła, sam mam trzy letnią córkę, nie wiem czy byłbym w stanie, się po takiej katastrofie pozbierać, życie jest tak kurwa niesprawiedliwe. Ta historia dała mi do zrozumienia, że moje problemy, to nic istotnego i muszę się cieszyć z tego, że mam kochającą i zdrową rodzinę, a reszta się jakoś zawsze ułoży. #zycie #rak #dzieci pokaż całość

  •  

    Wracam do mieszkania a tu zong bo nie mam klucza. No wiec wracam do każdego miejsca w którym wyciągałem portfel(w portfelu mam miejsce na klucze) no ale nigdzie nie ma. Dzwonię po slusarzach i każdy mi wola 150zl za sam przyjazd, to pożyczyłem wiertło od sąsiada i przewiercilem te gerde w pare minut. Wchodzę dumny do mieszkania, ściągam spodnie i cyk z tylnej kieszeni wypada klucz
    #gownowpis #historia #zycie #taktowlasniebywa pokaż całość

    źródło: x3.wykop.pl

  •  

    #studbaza #geografia #awf #sport #zycie
    Hej wielu z was pyta mnie przez pw czy tutaj co sprawiło, że zdecydowałem się w roku akademickim 18/19 rozpocząć studia na kierunku geografii.

    Jak część z was wie studiuję aktualnie na kierunku humanistyczno-społecznym i choć kierunek ciekawy, jak to często w przypadku takich kierunków bywa - perspektywy zawodowe nie powalają.

    Jako iż w najbliższym roku zajęć mam mieć naprawdę mało postanowiłem rozpocząć drugi kierunek studiów i studiować dwa jednocześnie.

    Mój wybór padł na AWF - kierunek sportowy, ale nie WF.

    Testy sprawnościowe przeszedłem pozytywnie, zakwalifikowałem się i zacząłem obwieszczać światu, że idę na AWF.

    Wtem jedna koleżanka (mirabelka pozdrawiam, kto wie ten wie) zadała mi jedno strasznie ważne pytanie "Co da ci ten kierunek?".

    I gdy leżałem wieczorem w łóżeczku sam zadałem sobie to pytanie. No i faktycznie - kierunek ciekawy, taki "życiowy" mocno powiązany z moimi zainteresowaniami, no ale jednak co mi da? wuefistą po nim nie zostanę bo to nie WF, na wszystkie uprawnienia typu: trener personalny/motoryczny/aqua-aerobik nie muszę specjalnie studiować 3/5 lat a wystarczy mi jakiś kilkumiesięczny zaoczny kurs.

    No i stwierdziłem, że skoro iść na te studia to może na coś co faktycznie da mi uprawnienia, które nie uzyskałbym niczym innym?

    Zadałem sobie pytanie "Ralesku, co ty chciałbym w życiu robić?"

    I stwierdziłem, że bardzo chętnie zostałbym nauczycielem geografii. Bardzo lubiłem w szkole ten przedmiot, jeszcze często na obozy dla młodzieży jako wychowawca, uważam się nieskromnie za dobrego pedagoga, po prostu czułbym się dobrze w tym zawodzie.

    No i jako, że jeszcze był otwarty 2 nabór zapisałem się i jestem! rozpoczynamy nową przygodę! (。◕‿‿◕。)
    pokaż całość

  •  

    Mirki, pijcie ze mną kompot ( ͡° ͜ʖ ͡°) W 18 dzień tego miesiąca obchodzę swoją 18 rocznicę bytu.

    #urodziny #niebieskiepaski #zycie

  •  

    Jeden Mirek ostatnio pisał, że wychowanie w polackiej, konformistycznej patologicznej rodzinie zniszczyło w Polsce więcej żyć niż bomby w Dreźnie. Czytając te słowa myślałem o sobie i swoich dwóch siostrach. Opowiem Wam historię swojego życia, z której wynika, że niezależnie co zrobisz demony przeszłości i tak nie dadzą o sobie zapomnieć.

    Mówiąc o patologii nie mam na myśli pijanego konkubenta napierdalającego dzieci i konkubinę kablem od prodiża. Patologia niejedno na imię. Patologia to też stan umysłu, intelektualna gnuśność, bezmyślne trwanie w stanie z którego wiadomo, że nic nigdy nie doprowadzi do zmiany. Patologią jest bezmyślna napierdalanka w postaci ciężkiej pracy fizycznej, która w ostatecznym rozrachunku da wynik 0. Patologią jest pozostawienie dzieci samym sobie bez nawet prób zrozumienia ich problemów oraz trosk.

    Do sedna, wyobraź sobie największą dziurę w Polsce B pod granicą z Ukrainą, gdzie psy dupami szczekają a codzienną rozrywką lokalnych żuli dla niepoznaki zwanych rolnikami jest wypierdolenie kilku piwek po wydojeniu krówek. Nieszczęściem, które spowodowało mnóstwo zgonów w tej miejscowości było zamknięcie lokalnego sklepu spożywczego, co oznaczało konieczność przejścia 2 kilometry w kierunku trasy szybkiego ruchu aby zakupić olkohol na okolicznej stacji paliw. Z drugiej natomiast strony znajdowała się kolejna przeszkoda naturalna w postaci sporej rzeki. Jak się pewnie domyślacie pogłowie żuli z powodu tych dwóch przyczyn znacząco zmalało.

    W samym środku tej dziury mieści się mój dom, gdzie jak mój stary opowiadał jak Niemcy przechodzili podczas wojny to urządzili sobie tutaj stołówkę. W drewnianej chacie bez łazienki, na jednym pokoju żyłem sobie ja, moi rodzice, moje dwie siostry oraz dziadek. Jak się zaczęliśmy nie mieścić to dziadek został wypierdolony do piwnicy bez okien, gdzie później mieszkały zwierzęta. W pokoju obok mieszkał sobie wujek olkoholik, który ostatecznie został ubezwłasnowolniony. Wujek miał schizofrenię. Zdarzały się więc awantury i różne dziwne akcje. Przykładowo pewnej nocy kiedy nad moją głową przeleciała cegła wlatująca z okna, stary zabrał nas i załadował wszystkie rzeczy na przyczepę i wywiózł do budowanego, jeszcze nawet nieogrzanego domu.

    Skądinąd, kwestia domu zasługiwałaby na odrębną historię. Wspomnę tylko, że w wyniku różnych komplikacji dom o mało nie został zlicytowany. Sama budowa domu już wiele mogłaby powiedzieć o mentalnym poziomie moich rodziców. Powiem tylko, że nie mając w omawianym czasie żadnej konkretnej pracy ani zawodu zdecydowali się zbudować dom na ok. 500 mkw. Do dzisiaj dnia mimo, że upłynęło już ponad 20 lat nie został on dokończony nawet w połowie.
    W domu odkąd pamiętam był brud, syf, brak poszanowania dla przedmiotów. Łazienki nie było, bo na co to komu? Komu to potrzebne? Po co się myć? Coś co mogło przypominać łazienkę zostało zbudowane jak już się dawno wyprowadziłem z tego miejsca. Ojciec pracuje jako cieć od ponad 20 lat, matka z kolei jako sprzątaczka. Oprócz tego prowadzą jeszcze jakieś gospodarstwo.

    Jedno czego nie mogę im wybaczyć, to tego, że pogodzili się z tym marnym losem ludzkiego śmiecia, że nigdy nie spróbowali żyć inaczej. Były ku temu różne okazje. Nie wiem co to śniadanie, nigdy jako dziecko go nie miałem. Jeszcze jak mieszkałem w chacie drewnianej pamiętam, że chodziłem cały brudny do szkoły z czarnymi kolanami. W zimie przecież pod spodniami nikt nie zauważy. Jak trafiłem do szpitala, bo miałem ostre zapalenie płuc to nawet nie potrafiłem się jako dziecko umyć. Myślałem, że słowo „wykąpać się” oznacza przetarcie wodą twarzy.

    W wieku 7 lat musiałem wyprowadzać krowy na pastwisko do sąsiedniej wsi, pilnować świń. Niekiedy zdarzały się różne śmieszne sytuacje jak np. ucieczka świn z zagrody, które rzuciły się do pobliskiego stawu. Płakałem przed stawem sądząc, że przez moją nieuwagę wszystkie świnie się potopią. Na szczęście tak nie było, bo tego dnia odkryłem, że świnie potrafią pływać. Mojemu szczęściu nie było końca, kiedy widziałem małe warchlaki wychodzące z wody.\

    Koniec końców jako dziecko pomimo buntowniczego charakteru zawsze czułem się gorszy i inny. Nigdy nie czułem się równy innym dzieciom z „normalnych domów”. Jak się pewnie domyślacie moje wychowanie polegało na oglądaniu telewizji. Telewizja stanowiła takie okno na świat, dzięki któremu bardzo szybko chłonąłem informacje. W szkole od zawsze byłem najlepszym uczniem. Pomimo problemów domowych, do gimnazjum włącznie zawsze miałem najwyższe wyniki, bijąc rekordy szkoły. Od tej pory każdy szczebel edukacji pokonywałem jako laureat konkursów olimpijskich, mając w drugiej klasie liceum indeks na każdą uczelnię w Polsce.

    Dzięki swoim sukcesom oraz stypendiom udało mi się zgromadzić pieniądze, które pozwoliły mi wyrwać się z gowna zwanego moim domem. Za namową mojej nauczycielki ruszyłem więc do Krakowa, aby studiować na renomowanej uczelni jeden z tzw. „prestiżowych” kierunków. Największym złem, które się tłucze młodym ludziom jest to, że na studiach dziennych nie da się pracować, a na niektórych kierunkach wręcz nie wypada. Idąc na studia przekonany byłem, że będzie to straszna harówka. Nauczonymi przykładem swoich rodziców bezmyślnie napierdalałem podręczniki zapominając o pozostałych kwestiach takich jak doświadczenie, uczestniczenie w kołach, konferencjach itp. Koniec końców, ukończyłem studia w terminie, jednak z niemal zerowym doświadczeniem oraz zrujnowaną psychiką a także kredytem studenckim na kilkanaście tysięcy złotych. Jak się domyślacie od rodziców na wielką pomoc liczyć nie mogłem, co najwyżej na pierdolamento, że już dawno powinien wyjechać do Kanady, kraju w którym kiedyś pracował ojciec jako sprzątacz, bo tam to było życie. I chuj.

    Jedyną receptą moich rodziców na sukces swoich dzieci było polecenie im wypierdolenia zagranico. Ja tak nie chciałem. Nie chciałem robackiego życia na emigracji, które po powrocie do kraju wiązałoby się z jeszcze gorszym życiem w Polsce. Chciałem mieć zawód. Po studiach imałem się różnych prac byle związać koniec z końcem. W końcu postanowiłem wrócić na drogę kierunku, do którego się kształciłem. Zdałem ciężki egzamin państwowy i … dostałem wypowiedzenie z pracy. Jako ten mądry nie byłem już im potrzebny. Pogrążyłem się w smutku i depresji, ale wtedy można powiedzieć, że pojawił się w moim życiu anioł, dziewczyna, która w znacznej mierze odmieniła moje życie. Motywowała mnie i pokazała, że można żyć inaczej. Na nowo uczy mnie żyć oraz cieszyć się drobnymi rzeczami.

    Tuż po zdaniu egzaminu, musiałem zatrudnić się za minimalną u pewnego Janusza. Aby przeżyć musiałem kraść znaczki pocztowe i koperty, w które pakowałem wyprzedawane z pokoju rzeczy. Mimo, że dziewczyna widziała moją tragiczną sytuację nie opuściła mnie, a stanowiła wsparcie, którego tak bardzo potrzebowałem. Nigdy też nie mówiłem jej o swoich kłopotach finansowych, które zwiększyły się jak musiałem zacząć spłacać kredyt studencki.

    Po krótkim czasie rzuciłem w pizdu pracę u Janusza, który groził mi konsekwencjami dyscyplinarnymi i zatrudniłem się w obecnej, gdzie zarobki dla kogoś, kto wpierdalał w dzieciństwie szczaw i smażony chleb są bardzo dobre. W perspektywie zwyczajnego człowieka przeciętne. Niestety praca nie rozwija mnie zbytnio, więc raj ten może być krótkotrwały.

    Wracając jednak do sedna, pomimo posiadania obiektywnie dobrego zawodu, zarobków powyżej średniej krajowej oraz przede wszystkim pięknej ambitnej kobiety, moje wewnętrzne spierdolenie daje o sobie znać. Czuję niepokój, smutek, niepewność, która uniemożliwia mi cieszenie się z życia. Mam żal do rodziców, że nigdy nie mogłem na nich liczyć. Mam żal, że moje dwie siostry nadal muszą trwać w tym gównie. Czuję bezsilność, że nie mogę ich wyciągnąć z tego piekła, które codziennie przeżywają. Nadal muszą mieszkać w brudzie i syfie, gdzie ojciec jako pan domu, nawet po sobie nie posprząta, gdzie jako ciężko pracującemu cieciowi należy się dozgonny szacunek oraz dostarczanie żarcia do miejsca spania, tj. pracy.

    Ciemnota intelektualna wzbogacona o codzienne dawki tvpis powoduje, że wszelkie zaszczepienie jakichkolwiek prób refleksji nad sensem wykonywanych zajęć spalają na panewce. Lepiej jest bowiem w ich ujęciu napierdalać bezmyślnie rzeczy, które zysk dadzą na poziomie 0, ale skutkują zmarnowaniem czasu na ciężką pracą fizyczną niż np. zafundowanie moim siostrom nauki angielskiego. Lepiej jest bowiem kupić sejf za 1500 zł, w którym przechowuje się dowód osobisty niż dać pieniądze na wesele mojej siostry. Wiecie jaka jest moja największa obawa? To, że kiedyś będę musiał swojej kobiecie pokazać miejsce, gdzie się wychowałem.

    Pointując, boję się, że przez to gowno, w którym się wychowałem nigdy nie będę szczęśliwy a szala spierdolenia jednak zwycięży. Pomimo tego zamierzam dalej walczyć, bo patrząc na to z jakiego punktu życiowego startowałem to całkiem sporo osiągnąłem. Jak mówiła Frytka, co Cie nie zabije to Cię wzmocni. Pamiętajcie o tym, myśląc o kimś jako o przegrywie, chuja wiecie, z którego miejsca w życiu on startował. Wychowanie się w polackiej rodzinie, to tak jakby w biegu na 1000 m, miałbyś do przebycia 1300 m.
    #zalesie #przegryw #wygryw #zycie
    pokaż całość

    •  

      @Otis_skryba: Pisałem ten post kilka miesięcy temu, natomiast dopiero teraz opublikowałem. Mam takie szczęście, że moja dziewczyna jest psychologiem. Od czasu kiedy pisałem tego posta sporo rzeczy jej opowiedziałem o przeszłości. Codzienna styczność z nią stanowi dla mnie swego rodzaju terapię. Dużo też rozmawiamy ze sobą, więc ja takie wsparcie mam, czego i wykopkom spod tagu życzę. Jestem już z nią d wa lata i widzimy się niemal w każdy weekend pomimo 300 km odległości.

      Psychiatra nie jest dla mnie. Farmakologia może często w lżejszych przypadkach wyrządzić więcej złego niż dobrego. Trzymam za Ciebie kciuki cumplu i pisz o swoich sukcesach, tych mniejszych i większych!
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Klątwa jeziora Tukum (Siepacze)

    Dlaczego nie mieszkają tam ludzie ?
    Malutka miejscowość Siepacze. Dziś opustoszała kiedyś podobno mieszkało tam kilkadziesiąt osób.
    Historia nie o miejscowości tylko o pewnym małżeństwie, które właśnie tam mieszkało.
    Typ był z okolic syn drwala, żona jakaś przyjezdna poznana na zabawie, niewiele o niej kurwa wiadomo.

    Zakochali się, ale to były takie czasy, że aby tam coś było i mieszkanie razem to się musieli hajtnąć.
    To były czasy komuny.
    Nie tak jak dziś kurwa, że młodzi robią co popadnie, rypią się usuwają wiadomo.
    Wielka miłość - ślub szybko i chuj. Po chwili małżeństwa się okazało, że nie bardzo kurwa się układa w małżeństwie.
    Jacyś kurwa dziwni, chodzą struci, ludzie ich razem nie widują o chuj tak naprawdę chodzi ?
    Okazało się że facet impotent, a najgorzej dla niego, że ta panna młoda miała takie libido jak na tamte czasy, wręcz niespotykane. Lubiła się ruchać, wiadomo, że takie rzeczy sypią związek.

    Pewnego dnia typ wraca z roboty do domu, a jego żona go zdradza z jego własnym kuzynem w ich kurwa łóżku, na jego oczach normalnie ją dyma.
    Każdy facet w tej sytuacji by powiedział wiązankę w stylu :
    - Wypieraj szmato, zejdź mi kurwa z oczu.
    Ale on nie ! A ten kurwa :
    - Kocham cie wybaczę Ci to co zrobiłaś, wiem to moja wina.
    Kuzyn z którym go zdradziła zaczął go wyzywać :
    - Ty cwelu, impotencie, wypierdalaj !
    No i po tych słowach gość wyszedł i się załamał.
    Postanowił pójść nad to jezioro Tukum i się kurwa zabić.
    Powiesił się i chuj. Historia powinna się zakończyć w tym miejscu, ale życie lubi płatać dziwne figle.
    I typ powiesił się ale feralnie się nie zabił kurwa, pękł mu jeden z kręgów szyjnych.
    Stracił kurwa czucie w rękach nogach ale przeżył.
    I jak taka kurwa bombka na choince wisiał , dyndał tam przez siedem dni na gałęzi kurwa.
    Srał szczał tak przywieszony i kurwa tyle bo czucia nie miał. Robaki po nim chodziły normalnie.
    Sobie myśli tak wisząc :
    - siedem dni bez wody wytrzymam, w końcu zdechnę i chuj.
    Ale na jego szczęście bądź nieszczęście znalazł go jakiś myśliwy.
    I zaniósł go do domu, okazało się że to on.

    Żona się ucieszyła na jego widok, że się znalazł ?
    - Oczywiście, że kurwa nie !
    Ona myślała, że nakrył ją z tym szwagrem czy tam kuzynem, sobie poszedł w pizdu i już nie wróci.
    Kuzyn w domu został, a tu feralnie typ wrócił do domu.
    Niepełnosprawny, chory, wycieńczony, najgorzej.
    A wiadomo to były czasy komuny to dostawałeś kurwa rentę i tyle.
    Nie to co teraz rentka kurwa 300 złotych i chodzisz na komisje czy aby Ci ta noga nie odrosła.
    A komuna to wiadomo całkiem konkretna renta.

    I oczywiście kuzyn z jego żoną co wykombinowali ?
    Że on tu będzie sobie siedział na wózeczku kurwa, oni się będą ruchać a kasa z renty będzie wpływała.
    I jak wykombinowali kurwa, tak zrobili.
    Ten siedzi na wózku a kuzyn pokój obok mu dyma żonę.
    Taki kurwa klimat. Nie możesz kurwa nic zrobić, siedzisz przykuty do wózka jak ten dziadek w breaking bad a tu Ci kuzyn dyma żonę i tylko słyszysz skrzypiące łózko.
    A ona jak już napisałem suka lubiła sex, to się tak całym dniami z nim dymała.
    Szybko się okazała, że jak ona taki popęd miała, to ten kuzyn też nie sprostał wszystkim kurwa oczekiwaniom. Więc wołała sobie kolejny chłopów.
    A że w tamtych czasach to kobiety raczej były takie porządne nie to co teraz Roksa, Tinder i inne.
    To wiadomo chłop, chłopu powiedział. Potem z wsi do wsi, gmina do gminy i się kurwa rozniosła informacja po całym powiecie, że to niezła suka te klocki jest.
    Więc plotki plotkami, a kolesie nowi się złazili. Wiadomo normalny facet nie przyjdzie do takiej ale jakieś takie lumpy kurwa, jak lumpy to wiadomo, że alkohol. A jak alko to melanż i taka melina przez trzy lata.

    W domu stado żuli, wóda albo coś innego. I do tego wszyscy Ci ruchają żonę, a Ty siedzisz sparaliżowany na wózku inwalidzkim. Ona się rozpiła, mniej o niego dbała.
    Raz na tydzień go tylko umyła, żeby tylko pierwszego on wyglądał dobrze, żeby do pierwszego przeżył listonosz sprawdzi - żyje, renta i nara. Resztę dni srał po siebie, żywili go tylko, żeby przeżył.
    Jedynego przyjaciela jakiego miał to kota, kot lubi sobie przyjść na kolana posiedzieć bo ciepłe, ten się nie ruszał, nie mógł go kurwa pogłaskać, a kot mu cały czas siedział na tych jajach. Ten kot był jedynym stworzeniem w domu, które go traktowało w porządku.

    No i któregoś dnia na imprezę, ktoś przyniósł wódkę z niewiadomego pochodzenia.
    Wszyscy trafili do szpitala oprócz niego. Jak nie było pierwszego to go trzymali w piwnicy, jak wpadło pogotowie, to jego nie zabrali, nie znaleźli go on tam został. Żona i kuzyn przeżyli ale ludzi z imprezy albo oślepła albo umarła. Nie wiadomo co to był za alkohol, jakieś gówno nie wiadomo skąd.
    On w domu sam przez trzy tygodnie sam siedział na wózku inwalidzkim w tej piwnicy, sam z kotem.

    Kot go zaczął wpierdalać, no i kot z głodu mu palce u stóp zjadł, bo go na tym wózku na boso bez butów, skarpet trzymali.
    Żona wróciła ze szpitala, chora, wątroba prawie rozjebana, kuzyn ledwo widział od tego spirytusu.
    Weszli tam zobaczyli go na tym wózku, pomyśleli sobie, że jak oddadzą go w takim zaniedbanym stanie do szpitala to będą kurwa same problemy. Pomyśleli, że lepiej go zajebać i może jakoś tą rentę uda się brać jakiś czas, bo listonosz nie sprawdzał za bardzo - nie chciał kurwa wchodzić do meliny.
    No to jak pomyśleli tak zrobili, wzięli go nad jezioro Tukun i wpierdolili do wody.
    To jezioro jest meromiktyczne poniżej 13 metrów nie ma tam kurwa życia.
    Wjebali go żywcem tam, on nie pływał bo wiadomo inwalida bez czucia w kończynach.
    Utonął i jego życie na szczęście się zakończyło.

    No i on po śmierci jego duch grasuje właśnie w tej miejscowości i morduje facetów.
    Według legend wygląda tak samo cały czas, bo wiadomo nie ma życia w jeziorze robaki go nie wpierdoliły. Zaraz po tym wydarzeniu, po zamordowaniu go, były tam same problemy marnie zboże rosło kurwa, kisła kukurydza, czereśni nie było kurwa, krowy dawały chujowe mleko, młode jagnięcia rodziły się ślepe, koślawe i tak dalej. Takie same kurwa nieszczęścia spotkały mieszkańców.
    Długie zimy, lato bez deszczu susza, wszystko szło chujowo dodatkowo zaczęli znikać faceci, jeden drugi.
    Jak kobieta bez faceta na roli zostanie to jeszcze bardziej przejebane. Kobiety zaczęły wyjeżdżać, miejscowość wyludniała się, lasy porosły, chałupy kurwa poniszczone.
    Nikt tam nie mieszka już, miejscowość dawno temu zlikwidowana.

    #pasta #heheszki #gownowpis #wuwunio #zycie #logikarozowychpaskow #zycie #zwiazki
    pokaż całość

    źródło: glamrap.pl

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Wyobraźnia to g*wno. Nie ma nic gorszego niż wyobrażanie sobie jak wyglądałoby nasze życie gdyby nie to całe zło, które w nim namieszało. Też tak macie? Myślicie czasem gdzie bylibyście teraz gdyby nie porażki, choroby, pech, złe zachowanie w danej sytuacji. Tworzycie w myślach wyimaginowane sytuacje, w których wy toczycie normalne, szczęśliwe życie, takie, o którym marzycie? (╥﹏╥) #feels #przegryw #depresja #psychiatria #psychologia #zycie #czlowiek

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    W tworzeniu zycia nie ma nic szlachetnego. Trzeba cos jeszcze dodawac?
    #antynatalizm #takaprawda #zycie #oswiadczenie

    •  

      @Boreas_Linvail:

      Dziwne, że względem mnie zarzucasz brak sceptycyzmu a sam głosisz co jest prawidłowe na prawo i lewo. Widzę tutaj jakąś sprzeczność.

      Z perspektywy niewiedzy nie podejmuje się decyzji, która przekreśla możliwość wypróbowania wszystkich innych opcji.

      Jeśli jesteśmy już w tym sceptycznym punkcie razem to odrzućmy taką gadanine bez argumentów i zacznijmy od pytań podstawowych i na nowo rozważmy wszystkie opcje z perspektywy niewiedzy. Tak więc...

      Wróćmy do podstawowego pytania czy uznajesz, że złe jest powodowanie cierpienia dającego się uniknąć? Jeśli się zgadzasz antynatalizm jest uzasadniony. Jednak piszesz dalej że...

      antynatalizm jest nieracjonalny ponieważ nie możemy być pewni czy położy kres cierpieniu, czy w efekcie wywoła nawet większe problemy w sferze o której nic nie wiemy

      Jakie działania w takim razie możemy podjąć skoro każde działanie może mieć skutek negatywny bądź pozytywny w sferze metafizycznej? Możemy robić wszystko czy wręcz odwrotnie nie możemy zrobić niczego ponieważ nie znamy skutków naszych działań w sferze metafizycznej? Mam nadzieję, że w tym miejscu zauważasz już absurd tego co głosisz jeśli nie to rozwiń swoją myśl lub popraw mnie.
      pokaż całość

    •  

      @Boreas_Linvail: Pytanie drugie jakie "wszystkie inne opcje" chcesz wypróbować i czemu kolejne generacje ludzi mają dla tych wszystkich innych opcji cierpieć? Czekasz na trzecią wojnę światową, tsunami, czystki komunistyczne czy jakiś inny event.

      Co jest natomiast pewne, to że z sukcesem wprowadzony w życie antynatalizm, eliminując gatunek ludzki kładzie kres możliwości eksploracji przezeń wszelkich innych rozwiązań. Tak więc jego wybór jest wysoce niewskazany.

      Szukanie jakich konkretnie rozwiązań miałoby uzasadniać cierpienie i dlaczego je uzasadnia to jest tu kluczowe pytanie. Dlaczego chcesz żeby ludzie dalej cierpieli. Czy samo szukanie jest w stanie uzasadnić cierpienie bez pewności znalezienia rozwiązania?
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (37)

  •  

    Ja pierdolę, babka próbowała przez tydzień nie pić alkoholu, nie jeść słodyczy, chodzić 5 razy w tym tygodniu na siłkę (tylko przez 30 minut xDD), przygotowywać sobie wszystkie posiłki w domu i nie jeździć taksówką, a i tak jej się nie udało. xD
    Przecież to są takie podstawy normalnego, zdrowego trybu życia. Rozumiem, gdyby musiała chodzić na treningi 4h dziennie, w międzyczasie pracować i jeszcze się uczyć I DO TEGO robić to co sobie zaplanowała... A myślałem, że to ja jestem leniwym kutasem.

    LINK

    #zycie #mikrokoksy #przegryw
    pokaż całość

  •  

    #dobrywieczor
    na wieczór moja animacja z 2013 roku pełna błędów i niedoróbek, ale ponoć sama historyjka jest ciekawa i występuje tam mnóstwo mniej lub bardziej znanych postaci, takich jak #marilynmanson #drhouse #hitman czy #krzysztofkrawczyk

    jeśli ciekawi Cię więcej moich animacji i komiksów obserwuj: #w8jek

    pokaż spoiler #animacja #animacjanadzis #przyslowia #gdybykaczkabyladyktatorem #tworczoscwlasna #rysujzwykopem #zycie #przemyslenia #heheszki #suchar #smiesznypiesek #problemypierwszegoswiata
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    więcej pod tagiem: #w8jek
    #dziendobry
    dzisiaj krótka historyjka z morałem,
    jest jedna z moich pierwszych animacji poklatkowych i chyba najbardziej popularna na moim kanale (nie jestem pewien czy to dobrze świadczy( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #smieszekpozakontrolo #animacja #tworczoscwlasna #zycie #polskiemiasta #klaunpsikus #heheszki #pirotechnika #looneytunes #prank #dupa #patologia pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Nie żal mi jak słyszę, że ktoś zmarł, bo ćpał. Szkoda, to ludzi dbających o siebie, którzy giną, bo jakiś idiota wjechał w przystanek, albo na chodnik. Tych, którzy giną w katastrofach lotniczych, podczas tsunami czy trzęsienia ziemi, a wcale ginąć nie chcieli. To jest ogromna szkoda i strata. Nieraz ambitni ludzie z planami na życie. Później wielki smutek bo jakiś ćpun którego życie kręci się wokół ruchanka i balangi przedawkowuje xD. Jak ktoś tańczy ze śmiercią na własne życzenie no to trudno, nie żal. Można mu najwyżej współczuć słabego charakteru.

    #gownowpis #zycie #rap #niepopularnaopinia
    pokaż całość

  •  

    Młodszer roczniki tego nie zrozumieją ale jest to mega przekaz z anime. Dawno nic mnie tak nie wbiło...

    #anime #randomanimeshit #zycie

    źródło: Beztytułu.jpg

  •  

    Raz ruchałem taką osiemnastkę w pupe a tu nagle jak ona nie pierdnie to aż pitok mi opadł. Musiałem przerwać, bo śmierdziało strasznie
    #przegryw #oswiadczenie #rozowepaski #seks #zycie #gownowpis

  •  

    @thedevcritic: Chcę wyrwać się od toksycznej rodziny i uciec za granice Uk, może Holandia, Irlandia. Mam dość przemocy psychicznej i czasami nawet fizycznej. Moja pytanie brzmi czy rodzina może mi jakoś w tym celu przeszkodzić ? Jestem osobą pełnoletnią mam już 20lat.. Czy składać jakieś oświadczenie na policji że nie życzę sobie kontaktów i żeby mnie nie szukali w razie czego ? Pomóżcie bo jestem w desperacji i nie wiem jak to rozegrać...Chce mieć święty spokój. Zregenerować się psychicznie i rozpocząć nowe życie. Za granicą na pewno będę czuć się bezpieczniej bo jurysdykcja itp. Mam już dość ciągłe wyzwyska, krytyka nie chcę się nad tym rozpisywać, ale jestem na takim etapie w życiu i tak daje być nie może. Po prostu nie dogodzisz...Mam trochę odłożonej maniany... Pierwsza moja myśl to była Canada ale nie dostanie się już na International Experience Canada... #pomoc #uk #anglia #irlandia #holandia #pytaniedoeksperta #zycie #problem #zagranico #prawo #polska #canada pokaż całość

    •  

      @thedevcritic jak chcesz to pw i pomogę :) bo niektórzy mimo że żyją w Irlandii to pier d0lą jak potluczeni. :) sam się z takiego gówna wyrwalem i lepiej być nie moze.

    •  

      @thedevcritic: Wyslij CV do duzych holenderskich agencji.Randstad czy Tempo Team.Nie bierz pierwszej lepszej oferty tylko wez taka ktora ci bedzie odpowiadala.
      Dobrze zebys mial prawo jazdy i znal jezyk,wtedy bedziesz calkowicie niezalezny od polskiej patoli.Niekiedy daja samochody sluzbowe.
      Nie potrzebujesz duzo kasy na start i nie musisz sie martwic czy znajdziesz gdzies mieszkanie.Potem mozesz starac sie ogarniac temat bedac na miejscu.
      Takie duze agencje nie oszukuja.Najbardziej trzeba uwazac na malych pracodawcow zwlaszcza Polakow.Tam z reguly jest praca bez umowy i roznie to bywa z zarobkami
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    Co myślicie o takim życiu?

    Kiedy męczy was depresja od ponad dekady i nie znajdujecie sensu w życiu? Pracowaliście, uczyliście się. Mieszkaliście i utrzymywaliście się sami i nie udało wam się znaleźć sensu w życiu. Każdy dzień to dla was mordęga, a codzienne czynności pozbawione dla was sensu, prędzej czy później, sprawiają, że chcecie się zajebać. Mija prawie rok. Idziecie na terapię. Nadal jest chujowo i w końcu wymyślisz jak chcesz żyć:

    Chcesz całe dnie grać na kompie, nie wychodzić z domu. Nie chcesz zakładać rodziny, nie chcesz mieć mieszkania, ani nic. Dochodzisz do wniosku, że byłeś nieszczęśliwy, bo przez te wszystkie lata spełniałeś cudze marzenia i plany, żyłeś dla kogoś. Twoja mama chciała wnuków, twój ojciec oparcie i pomoc na stare lata. ITP nigdy w tym wszystkim nie było JA, tylko ONI.

    Teraz siedzisz sam w domu, grasz, poznajesz ludzi przez różne komunikatory głosowe i powoli stwierdzasz, że takie życie ci pasuje (ʘ‿ʘ) jedynym problemem jest kasa. Więc postanawiasz wyjechać za granicę, żeby przemęczyć się kilka miesięcy na jakiejś gównopracy (bo i tak nie ma takiej pracy, która da ci satysfakcję( ͡° ʖ̯ ͡°) ) wracasz do domu i żyjesz jak żyłeś do tej pory, aż kasa się skończy i znów wyjeżdżasz. Najlepiej by było, jakbyś mógł w ogóle nie pracować, ale tak się nie da xd

    Co myślicie o takim życiu?

    #depresja #wygryw #zycie #przegryw
    pokaż całość

  •  

    Dziś pierwsze praktyki w szpitalu. Oby było jak w Leśnej Górze( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #lekarz #medycyna #szpital #zdrowie #zycie

  •  

    Robie u jebanego Janusza za 1600 zł netto miesięcznie,
    na dodatek musze oddawać wypłate matce bo z nią mieszkam...
    #praca #przegryw #oswiadczenie #gorzkiezale #feels #zycie

  •  

    Jesteś na spacerze z różowym paskiem, dookoła pełno ludzi, słońce świeci, ptaszki śpiewają, a letni wiaterek chłodzi umęczone od upału ciało. I kiedy tak sobie romantycznie spacerujecie, nagle mijacie kobietę z wózkiem. Wszystko byłoby dobrze, gdyby ów brzdąc w wózku nie spojrzał na Ciebie i z sku*wysyńską (jak inaczej można to nazwać? Nie da się.) premedytacją rzuca: "Tata!".

    W tym momencie, widzisz jak różowy obok zatrzymuje się, jak wryty i patrzy na Ciebie wzorkiem: OszTyKurwo.png. Kobieta z wózkiem również przystaje i uśmiecha się. "No i chuj stary, nie wybrniesz chociaż to i tak nie twoje" – czujesz, lepiej wrobiony, niż Al Kaida w WTC.
    Sytuację uratowała tylko babka, która poprawia dzieciaka i mówi z uśmiechem "Nie skarbie, to nie tata".

    Świat rusza dalej, Ty się śmiejesz, różowy się śmieje.Czasem jednak Ci to wypomina, jakby chciała wywołać wyrzuty sumienia, żebyś się przyznał do czegoś. (ʘ‿ʘ)

    Ps.: Tak właśnie to mnie spotkało. Polecam, jeśli ktoś chce dostać zawału i rozmów czy czasem nie kłamiesz.

    #niepasta #heheszki #gownowpis #zycie #dzieci #rozowepaski #zwiazki
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #zwiazki #zycie #przemyslenia troche też #depresja
    wiecie mirki, życie to jednak przewrotne jest. dzisiaj rano gdzieś na mieście jadąc do pracy widziałem od x czasu moją byłą, moją pierwszą jak to się mówi... "tru lowe"? Pewnie wielu z was wie o czym mówię. Pierwsze głupie zakochanie na zabój w okresie studia-liceum, w zasadzie to pierwszy poważny związek, mieszkanie razem, plany na przyszłość itd. a na końcu wszystko jebło XDDD Cholera, jak ja za nią długo dogorywałem... kilka lat !!! No i jak ją właśnie dzisiaj zobaczyłem, to tak mnie naszła refleksja z rana, że cholera!! to rozstanie, to było najlepsze co mi się w życiu przytrafiło!! Wierzcie lub nie, ale bym sobie z nią życie zmarnował. Tak naprawdę dopiero potem się ogarnąłem, zmądrzałem, poznałem wielu fajnych ludzi (w tym moją przyszłą żonę ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) No bo jak po czasie człowiek na to wszystko trzeźwo spojrzał to uświadomił sobie, że tamta była to 10/10 nie było, że charakter też średni, że nowobogacka rodzina była jednak dziwna i toksyczna, że wymagania w stosunku nas (tzn. mnie) były spore, ogólnie nie ta liga i mieliśmy zupełnie inne spojrzenia na świat (m.in. ze względu na wspomniane pieniądze - ja w wakacje myślałem gdzie by tu wyjechać żeby zarobić XD, ona? gdzie by tu wyjechać na zasadzie "chuj kurwa, lubię podróże, lećmy Grecji... " - tylko kogo przeciętnego na to stać?) - to nie miało prawa się udać. Szczerze to laska nie dorasta mojemu obecnemu różowemu do pięt, uważam, że takie drugie zakochanie jest bardziej dojrzałe, mamy podobne spojrzenia na świat, gusta i wspólne plany. Byliśmy teoretycznie z tej nieco biedniejszej grupy społecznej ale sobie spokojnie dochodzimy do wszystkiego razem. Może rodzic nie kupi nam mieszkania "na dobry start" ale czy to jest naprawdę takie ważne? Już lepiej być szczęśliwym przeciętniakiem (kiedyś tak nie myślałem).

    W każdym razie zrobiłem szybki risercz przy kawie z rana no i mam! Facebook, instagram, linkedin dalej nawet kilka wpisów na jakimś forum czy tam resztki starego bloga (ehh, ludzie w ogóle nie dbają o swoją prywatność). Okazuje się, że ja w kilka lat skończyłem studia, ogarnąłem się, mam aktualnie stałą prace i jakoś daję radę. A tamta laska? Dwa razy zmieniła studia i podróżuje.... XDD (jesteś taka wyjątkowa ( ͡º ͜ʖ͡º) ) Może i mam mały #boldupy bo przecież skoro lubi to, to niech sobie jeździ (szkoda tylko, że nie za swoje pieniądze, tylko rodziców xD) W każdym razie człowiek utwierdza się w tym, że tamten związek nie miał szans, że nadawaliście na zupełnie innych falach, że wasze priorytety były zgoła odmienne, że nawet jeśli byście razem żyli i podróżowali to dla Ciebie podróże to autostop, namiot, mało kasy i nietuzinkowe kierunki, natomiast dla niej to samolot, apartament i hiszpania... XD Podsumowując mam mały apel do wszystkich, którzy myślą, że ich życie się zawaliło bo różowy czy niebieski ich zostawił. Jeśli jesteście normalni i nie siedzicie w piwnicy to na bank kogoś z sobie (najczęściej przypadkiem) znajdziecie i będzie 100 razy lepiej niż było. Serio.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    #tldr
    Ale mi się historia przypomniała :D. Byłem wtedy jakoś w 3 klasie podstawówki. Moja klasa zaliczała się do tej bardziej patologicznej. Na 9 chłopaków, tylko ja nie wciągałem kredy nosem, nie ozdabiałem polskiej mowy wulgaryzmami oraz dobrze się uczyłem (jako jedyny miałem średnią powyżej 3.5 xDD). Właśnie przez takie dobre, rodzicielskie wychowanie zostałem wybrany przed patusów na kozła ofiarnego. Dokucznie, wyzywanie, zabieranie wszystkiego było na począku dziennym. Na szczęście nauczyciele reagowali i to ze skutkami, ale "prześladowania" i tak się powtarzały. I tutaj historia właściwa xD Było to podczas lubianej przez wykopków lekcji #religia. Ja już miałem serdecznie dość tych debilii, rage we mnie był mocny. W pewnym momencie poczułem, że moja bluza już nie wisi na oparciu od krzesła. Pierwsza myśl? Patus za mną ją zabrał. Żyłka mi pękła, odwróciłem się do niego, poleciał siarczysty gong na ryj, że aż odbił się od blatu xD Wszyscy cisza, bo jak to grzeczny KamRadz uderzył kogoś innego. Najlepsza była reakcja księdza (był bardzo w porządku, znał moją sytuacje, dodatkowo byłem ministranem (HAJS Z KOLĘD ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°))), który jeszcze opierdolił patusa xDDDD

    pokaż spoiler Bluza była na podłodze, spadła ¯_(ツ)_/¯. Ale ja miałem już większy spokój, a i jaka satysfakcka :3.

    #historia #zycie #szkola no i #religia bo lekcja.
    pokaż całość

  •  

    Wyobrażacie sobie, że niedługo będą takie czasy, że na spotkaniach czy to rodzinnych czy innych małolaty będą miały tak mówione, że wujek będzie mówi „hehe taka pannica, że niedługo będzie kolby opierdzielala chłopakom, jak nie już” #podludzie #zycie #rozowepaski #niebieskiepaski #tinder #badoo #grazynacore #janusze pokaż całość

  •  

    Postanowiłam poświęce swoje życie na bycie kierowcą ciężarówki...
    mam skończone tylko gimnazjum #pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #bekaztransa #praca #zycie #przegryw #codziennysynbozy

    źródło: kiero.jpg

  •  

    Ja pierdole jak mam nie być #przegryw jak bycie spierdolonym jest chyba wpisane w moją rodzine od pokoleń. Przeprowadziłem wywiad rodzinny. Brat mojego taty wygląda jak jakiś uczestnik chłopaków do wzięcia - ma jakoś około 35-38 lat, mieszka nadal z mamą, a z dziewczynami nikt go nigdy w życiu nie widział, ciągle siedzi w domu na wsi. To samo dwoje braci mojej mamy - jeden uzależniony od alkoholu, bez pracy, zakola, mieszkają z rodzicami, prawie 40 lat już. Każdy z nich ma mniej niż 175 cm wzrostu. No i ja totalna ciamajda, oferma i do niczego nie nadająca się spierdolina życiowa. Mi jest pisany taki sam los, jak się szybko nie ogarnę to zgnije na tej wsi.
    #zycie #feels
    pokaż całość

  •  

    Mirki pijcie ze mną kompot. Dziś wyprowadziłem się od rodziców i zrobiłem pierwszy krok w #doroslosc
    A już w poniedziałek czeka mnie pierwszy dzień w nowej pracy. Trzymajcie kciuki żeby wszystko się udało

    pokaż spoiler trochę mi łezka popłynęła jak żegnałem się z rodziną ale cóż taka kolej rzeczy (╯︵╰,)

    #lodz #zycie #oswiadczenie #gownowpis i trochę #pokaznogi XD
    pokaż całość

    źródło: canvas.png

  •  

    W gorących znowu wpis na temat tego, jaka to szkoła była zła i straszna, a później to dopiero życie, tym razem od @niemamnicku0 - sprowokowało mnie to do napisania tego, co już dawno miałem napisać.

    Zazwyczaj takie opinie pochodzą od osób w specyficznej sytuacji. Koniec szkoły, pierwsza niezła praca, usamodzielnienie, pieniądze tylko dla siebie, brak jakichkolwiek zobowiązań. A nawet jak jakieś są, to są nowe i ekscytujące, więc sprawiają bardziej przyjemność, niż są obowiązkiem.

    Sam świetnie wspominam ten okres i faktycznie był chyba "najlepszy". Cudzysłów, bo tego się nie da porównać, ale o tym później. Rzeczywiście było to beztroskie życie, odkrywanie wszystkiego, pełna wolność. Ale to jest okres przejściowy.

    Teraz oczywiście napiszecie, że hehe ja to się nigdy nie spętam obowiązkami, zawsze będę żyć bez zobowiązań, bez kredytów, domu, rodziny itd. Cóż... z tym nie będę polemizować. Statystyki pokazują, że jednak zdecydowana większość ludzi wskakuje po kilku latach na wyższy level. Wy może akurat nie, ale...

    Nawet jeśli, to i tak sytuacja się zmieni. Pamiętam moje pierwsze mieszkanie. Nawet głupie sprzątanie go było przyjemnością, bo MOJE! Hura, nareszcie na swoim! Mogę sobie poustawiać wszystko po swojemu, mogę korzystać dowolnie nie patrząc na zdanie rodziców. Mam swoje rzeczy na swoich miejscach. Mycie kibla, naprawianie cieknącego kranu czy cokolwiek jest fajne, bo moje. Gotowanie, sprzątanie, załatwianie spraw urzędowych, kontakt z administracją, płacenie rachunków - wszystko jest nowe, ekscytujące, fajne.

    Tyle, że po kilku latach staje się codziennością i obowiązkiem. I dopiero wtedy odkrywa się, że wcale nie jest tak, że leżę i robię co chcę, tylko tych spraw jest jednak sporo. I coraz więcej. I są dużo poważniejsze, niż brak pracy domowej w szkole.

    Efekt tego, co się ma w pamięci z ostatniego okresu. Kończąc szkołę ma się w pamięci egzaminy, wejściówki, referaty, opracowania itd. Potem tego nie ma, więc się wydaje, że jest lepiej. W rzeczywistości zostaje to zastąpione innego typu obowiązkami. Znowu mija kilka lat, wspomnienie tych egzaminów i nauki zaciera się. Zostaje tylko codzienność.

    Jak wracam pamięcią do szkolnych lat, szczególnie tych z okresu LO, to moje obowiązki były śmieszne. Prace domowe? Litości. Chodziło się do szkoły, czasem jakieś odpytywanie, czasem kartkówka. Tyle. W domu jakieś obowiązki domowe, ale wszystko dzieliło się na rodzinę. Coś tam czasem trzeba było zrobić. 99% rzeczy ogarniali rodzice. Moim światem było pojechać do kolegi, posłuchać muzyki, ustawić się na imprezę, pożyczyć nową grę. Świat w sumie nie istniał poza tym.

    A potem? Podstawowe rzeczy już opisałem i z czasem ich ciężar zaczyna tylko się zwiększać. To naprawdę nieważne ile masz pieniędzy. Chyba, że stać kogoś na służbę, która wszystko ogarnia. Jeśli nie, sprawy rosną lawinowo.

    Paradoks - większość z nich to efekt wolnych wyborów. Tu trzeba zrozumieć, że w życiu nic nie jest czarno-białe, ma swoje wady i zalety. Zalety i korzyści zdecydowanie przeważają nad wadami. Dlatego większość z nas decyduje się na rodzinę, dzieci, dom itd.

    Dziś jesteście w jakimś nieformalnym związku, nie? Spoko, jesteście sobie i już. Potem niby się nic nie zmienia, ale jednak... no wiesz, jej/jego rodzina staje się po części Twoją. Ich sprawy na Ciebie wpływają. A to ten ma chrzest dzieciaka, tamten urodziny, ten wyjeżdża i mu ktoś musi kwiatki podlać, a to ktoś gumę złapał i mu pomóż, a to coś jeszcze innego.

    Zbudowałeś dom? Spoko, to teraz zajmuj się tym. Zajebiście mieć piękny trawnik, altanę, basen, grilla. No ale ten trawnik to trzeba skosić i podlewać, kupować nawozy itd. Basen trzeba napełniać, czyścić, dodawać chemię. W samym domu też ciągle się coś dzieje, tu klamka skrzypi i warto przesmarować, tam listwa odpada. Wezwij serwisanta nich sprawdzi piec przed zimą, tu kominiarz, tam coś jeszcze. Nie ma dnia, żeby się coś nie wydarzyło.

    Chcesz mieć zwierzątka? No to tak samo, pieska wyprowadź, kup karmę, jedź do weterynarza, zaszczep. Jak na dworze, to zajmij się jego budą, posłaniem, miską.

    Rachunki? Jasne, pracujesz i masz kasę. Ale kiedyś to był prąd i woda i koniec. A teraz zastanów się, bo kończy się umowa na telewizję, trzeba podpisać na wywóz śmieci, jest net, telefony, jakieś dodatkowe rzeczy, serwisy itd. Lista rośnie, nie wystarczy polecenie przelewu i heja. To samo dotyczy np. zakupów.

    Na koniec zostawiam dzieci, bo z góry wiem jaka będzie odpowiedź przy obecnych nastrojach na mirko - ja nie będę mieć dzieci. Aha, spoko. Część w tym wytrwa na pewno, ale większość nie. Nawet nie opisuję ile obowiązków jest związanych z dziećmi, bo z tego chyba każdy mniej więcej zdaje sobie sprawę.

    A praca? Tu też jest zasada, że im mniej odpowiedzialna (i zwykle gorzej płatna), tym mniej obowiązków generuje. A już szczególnie jak ktoś się zdecyduje na własny biznes. To ogromna przyjemność i szereg korzyści, ale też mnóstwo obowiązków.

    I jeszcze naczelny argument - no ale to ode mnie zależy czy posprzątam czy coś zrobić, nikt mnie nie zmusza. Taa, jasne. Dokąd tych obowiązków jest trzy na krzyż, to na pewno. Ale potem rosną. I nie da się ich odkładać w nieskończoność, jak się nie chce żyć w syfie i żyć w ogóle.

    Czy żałuję? Absolutnie nie! Tak jak pisałem, zdecydowana większość z tych spraw to skutek moich świadomych wyborów. Nie żałuję niczego, bo uwielbiam spędzać czas w moim domu, uwielbiam korzystać latem z tarasu, grillować i popijać zimne drinki w basenie. Uwielbiam przestrzeń, jaką daje dom. Kocham też moją rodzinę i przyjmuję wszystko, co ze sobą niesie.

    Ale bawi mnie mówienie, że dorosłość to mniej obowiązków i mniejsza odpowiedzialność niż szkoła, bo to jest po prostu zwyczajnie nieprawda. Tak się może wydawać na początku. Też mi się tak wydawało.

    Mimo wszystko jednak dorosłość jest zajebista z miliona powodów. Tyle, że akurat brak obowiązków nie jest jednym z nich.

    #pracbaza #szkola #zycie #dzieci #rozkminy #przemyslenia
    pokaż całość

  •  

    #poniedzialek
    tym razem mam dla Was optymistyczny komiks ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    jeśli ktoś ciekawy, taguję swoje rzeczy #w8jek
    miłego dnia, niech Was nie napierdala za bardzo
    #zycie #komiksy #humorobrazkowy #korposwiat #tworczoscwlasna #rysujzwykopem #papierosy #zalesie #bolistnienia #pracbazaproblems #przegryw pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #zycie

0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,1:1,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:2,1:2,0:0,0:2

Archiwum tagów