•  

    W Holandii tam gdzie mieszkam 4 tygodnie bez kropli deszczu, cały czas ukrop, dziś np 32.5 w cieniu 31 na chacie...
    Zna ktoś jakieś zaklęcia, tańce czy rytuały? XD
    Nie wołam mirkomodlitwa chociaż mogli by się wykazać pierwszy raz jakąś skutecznością :D
    #holandia #taniec #magia #indianie
    Zdjęcie paru tesli w deszczu dla zachęty

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Szlak Łez nazywany także Szlakiem Łez i Śmierci to droga, jaką przymusowo musieli przebyć Indianie zamieszkujący południowo-wschodnie części kraju, aby przenieść się na nowo przyznane ziemie.

    Nazwa wywodzi się od ilości przelanej krwi rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Podczas tego przesiedlenia ogromna ilość osób zmarła na skutek trudów podróży, a także związanych z nią chorób. Indianie, którzy zostali deportacji, to członkowie tzw. Pięciu Cywilizowanych Narodów. Nazywani są tak ze względu na to, że przejęli bardzo dużo od swoich białych sąsiadów. Są to między innymi: zwyczaje, sposoby hodowli zwierząt czy uprawy roli. W skład tej grupy wchodziły plemiona: Krik, Seminole, Czirokezów, Czoktawów, Czikasawów. Powodem, dla którego musieli udać się w tę morderczą i wyczerpującą podróż, była potrzeba znalezienia nowych terenów dla osadników, którzy świeżo przybyli na kontynent północnoamerykański. W 1830 roku prezydent Andrew Jackson ogłosił Indian Removal Act, pierwszy dokument prawny odchodzący od polityki respektowania Indian, a także akt od którego wszystko się zaczęło. Całe przesiedlenie odbywało się w latach 1830-1850. W tym czasie przesiedlonych zostało około 100 tys. Indian. Szacuje się, że tylko 70% ludzi uczestniczących w tej podróży dotarło do celu.
    #indianie #historia
    pokaż całość

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia #historiajednejfotografii

    Część II -Zagłada Siuksów leśnych (Santee)

    Gdzie i kiedy miała miejsce największa zbiorowa egzekucja w USA?

    Może po zakończeniu wojny secesyjnej?
    Może w czasach wojny o niepodległość?
    A może jednak w czasach II wojny światowej?

    Nie, nie, nie.

    Największa zbiorowa egzekucja odbyła się w Mankato (stan Minnesota) 26 grudnia 1862 roku. Powieszonymi byli walczący o swoją niepodległość wojownicy z plemienia Siuksów Santee.
    A jak do tego doszło?

    Z poprzedniego wpisu wiemy, że niewywiązanie się z umowy rządu USA wywołało głód i umieranie Santee. Nie mogli oni samodzielnie zaopatrzyć się w żywność ponieważ ten sam rząd odebrał im ich tereny łowieckie.

    Na załączonej poniżej mapce można zobaczyć, że Indianie traktatem z roku 1851 (Treaty of Mendota) zostali zmuszeni do oddania ponad 90% swoich ziem – ponad 90 ty km2 skazując siebie tym samym na łaskę USA. Oficjalnie Indianie swoją siemię sprzedali za 1,4mln USD płatne w rocznych ratach (na dziś to kwota ponad 7 mld USD mierząc udziałem w GDP). USA zapłaciły średnio 3 centów za akr Indiańskiej ziemi. Ten sam akr sprzedawały osadnikom za 1,3 USD (trochę to przypomina prywatyzację w Polsce). Mimo wszystko kwota 1,4 mln USD była sumą ogromną. Problem w tym, że Indianie otrzymali tylko niewielką jej część. Rząd nie wywiązywał się także z umów na dostarczenie narzędzi i ziarna służących prowadzeniu upraw. Nie dostarczano także ustalonych dostaw bydła hodowlanego.

    Indianie nie mając wyjścia postanowili szukać pożywienia na własną rękę kradnąc dobytek osadników, którzy nielegalnie osiedlali się na terenie rezerwatu. W jednym z takich napadów wywiązała się walka i zginęło kilku białych. W reakcji na to wydarzenie władze Minnesoty przejęły ratę odszkodowania należną Indianom, za którą mieli oni nadzieję kupić potrzebną im żywność. Skutkiem był wybuch powstania którem swoim zasięgiem objęło teren zachodniej Minesoty. Na jego czele stanął m.in. wódz Mała Wrona. Był on jednym z sygnatariuszy traktatu z roku 1851. Podpisał także inny traktat w Waszyngtonie. Znał siłę USA i zdawał sobie sprawę, że w starciu z nimi Indianie nie mają szans. Był przeciwny walkom z białymi wśród, których miał też wielu przyjaciół. Jak jednak wiemy Indianie nie uznawali jednolitego przywództwa. To była jedna z wielu przyczyn z powodu których ponosili klęski w bitwach. Dopiero Czerwona Chmura i Szalony Koń nauczyli się walczyć tak jak robili to biali ale o tym później..

    Pierwszymi osobami, które poczuły gniew Santee byli handlarze z Dolnej Agencji Handlowej, w tym wspomniany Myrick. Wysłany na pomoc 45 osobowy oddział milicji został w większości wybity w zasadzce zorganizowanej przez Siuksów. Zachęceni sukcesami Indianie rozpoczęli na masową skalę najazdy na posiadłości osadników. Mieli nadzieję, że w ten sposób usuną ich na zawsze. Kolejnym celem ataków było miasto New Ulm. Mieszkańcy ponieśli ciężkie straty, a same miasto zostało spalone ale atak udało się odeprzeć. Niestety czas stracony na mordowanie cywilów (głównie nieznających realiów „dzikiego zachodu” niemieckich imigrantów) zemścił się dwa dni później podczas ataku na Fort Ridgely. Placówka ta składała się z szeregu zabudowań w większości z drewna nie okrążonych palisadą. Gdyby Indianie zaatakowali Fort zaraz po rozbiciu oddziału wojska mieliby dużą szansę go zdobyć. Tym bardziej, że dysponowali znaczną przewagą liczebną (około 10 krotną) niwelującą siłę dział rozmieszczonych w forcie. Kilka dni zwłoki pozwoliło na wzmocnienie oddziałów broniących fortu do 200 ludzi. To wystarczyło do jego obrony. W ataku zginęło ponad 100 Indian i kilku żołnierzy.

    Był to kulminacyjny moment powstania, które od tego wydarzenia chyliło się ku upadkowi. Nie zmienił tego kolejny atak na New Ulm (zakończony ewakuacją mieszkańców) ani rozbicie kolejnego oddziału wojsk USA. Wraz z nadejściem głównych oddziałów interwencyjnych gen Sibley’a w liczbie 1400 żołnierzy walka była przegrana. Ostatnia bitwa nad Wood Lake przyniosła kolejną porażkę i poddanie się Santee Amerykanom. W całym powstaniu szacuję że zginęło około 900 białych (90% cywile) oraz 200 Indian (straty były na pewno większe ale kto by ich tam liczył).

    Zemsta Amerykanów był wielka. Ponad 1000 Indian było przetrzymywanych w areszcie (zdjęcie poniżej) a 300 z nich skazano na karę śmierci. Procesy były jednostronne i prowadzone z pogwałceniem wszelkich zasad cywilizowanego prawa. Na podstawie sprzecznych zeznań skazywano ludzi, których nawet w miejscu zdarzenia nie było. Ponieważ nikt nie chciał wziąć na siebie podpisania decyzji o powieszeniu takiej liczby osób po tak przeprowadzonych procesach finalną decyzje miał podjąć prezydent Lincoln. Rozkazał on przeprowadzenie dochodzenia i w jego wyniku większość wyroków anulowano. Ostatecznie wyrok wykonano na 38 przeważnie przypadkowych Indianach. Była to od tego momentu i także po nim największa jednorazowa egzekucja w USA (nie licząc rzezi urządzanych w świetle prawa przez wojska USA na wioskach indiańskich). Pozostali uwięzieni byli przetrzymywani w obozie (widoczny na zdjęciu - pierwowzór obozów koncentracyjnych). Przez kolejne kilka lat. 1/3 z nich zginęła od chorób.

    Ostatnim epizodem wydarzeń było anulowanie traktatu z 1851 i tym samym utrata przez Indian rezerwatu oraz odszkodowań (ciekawe czemu w takim razie nie zwrócili im także ich ziem). Pozostałych przy życiu Santee usunięto z Minnesoty do mikroskopijnego rezerwatu Crow Creek. Jak zwykle w takich przemarszach zginęło kilkuset ludzi. Rezerwat okazał się być terenem, który raz na kilka lat stawał się pustynią więc w wyniku chorób z 1400 ocalonych (10% staniu sprzed dwóch lat) po pierwszej zimie zostało 800. Okoliczne wzgórza szybko zaroiły się od świeżych grobów.

    Pewnego razu rezerwat Crow Creek odwiedził młody wojownik z plemienia Siuksów Teton. Słuchał opowieści o wydarzeniach w Minnesocie oraz jak biali złamali traktaty, zniszczyli i wygnali plemię Santee z ich ziem. Doszedł do wniosku, że biali są jak rzeka, która wylewa z brzegów i niszczy wszystko na swej drodze. Postanowił, że będzie z nimi walczyć. Człowiek ten nazywał się Tatanka- Yotanka – Siedzący Byk.

    Literatura:

    Komiks o tych i innych wydarzeniach tutaj: http://www.famous-trials.com/dakotaconflict/1530-fearing
    Dee Brown: Pochowaj me serce w Wounded Knee
    Miloslav Stingl - Indianie bez tomahawków
    Tom Clavin, Bob Drury: Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów
    Maciej Jarkowiec: Powrócę jako piorun. Krótka historia Dzikiego Zachodu
    Aleksandra Ziółkowska-Boehm: Otwarta rana Ameryki
    Wikipedia – głównie angileskie
    YouTube– głównie angileskie
    pokaż całość

  •  

    @ajatollah_chomeini:
    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia #historiajednejfotografii

    Część I - Początki plemienia Siuksów,

    Jeśli są głodni to dla mnie mogą jeść własne gówno.
    To słowa handlarza Andrew Myrick’a, który odmówił wydania dwunastu tysiącom głodujących Indian zapasów żywności , które wcześniej były im zagwarantowane traktatem. Kilka dni później został znaleziony martwy z ekskremantami w ustach. Były to pierwsze dni powstania Małej Wrony (1861 – 1862).

    Terytorium Siuksów wszystkich odłamów, na którym miały miejsce opisywane tutaj wydarzenia było wciąż ogromnym terenem obejmującym 9 dzisiejszych północnych stanów USA. Ich centralnym obszarem były terytoria Dakoty Północnej i Południowej (miejsca gdzie w szczątkowej formie są dziś zlokalizowane rezerwaty Siuksów). Tereny te jako położone na zachód od rzeki Missisipi były w myśl wcześniejszych traktatów „na wieki wieków przynależne Indianom”. Potwierdzał to także ostatni z traktatów zawartych w forcie Laramie w roku 1851 (miejsce to jeszcze wiele razy pojawi się w tym cyklu wpisów). W tamtych czasach, 40 lat po zakupie terenów Luizjany od Francji osadnictwo białych skupiało się jeszcze w północnych stanach lecz szybko przesuwało się w kierunku terenów Siuksów. Impulsem do zawarcia traktatu było odkrycie złóż złota w Kalifornii. Podpisanie porozumienia było konieczne gdyż Siuksowie byli w tej części Ameryki ciągle potęgą. Ich liczebność była szacowana na kilkadziesiąt tysięcy ludzi, mieli bardzo sprawną organizację plemienną i przeciągu kilkudziesięciu wcześniejszych lat podporządkowali sobie większość tutejszych plemion (m.in. Arikara, Czejenowie, Arapaho, Kiowa). Sami też pierwotnie zostali wypchnięci z terenów położonych bardziej na południowy wschód przez Odżibwejów (tych z kolei wyrugowali biali). Skutkiem tych wymuszonych kontaktów było pozyskanie dostępu do broni i koni co pozwoliło zachodnim odłamom (Teton, Yankton) na podbój Wielkich Równin i eksploatowanie stad bizonów. Historia opisana w tej i kolejnej części dotyczyć będzie kontaktów z cywilizacją białych najbardziej na wschód wysuniętego plemienia Siuksów - Santee. Traktat z 1851 zmusił ich do sprzedaży 90% swoich terenów stłoczył ich w rezerwacie położonych po obu stronach rzeki Minnesota. W zamian za rezygnację z dotychczasowego tryby życia oraz za prawo do przejazdu osadników przez ich (oraz pozostałych Siuksów) terytorium mieli oni otrzymywać odszkodowanie przez następne 50 lat. Kwota odszkodowania była stosunkowo wysoka (kilkaset tysięcy dolarów rocznie) i w założeniu Indianie mieli za nią kupować od lokalnych handlarzy pożywienie dla swoich ludzi (zabrano im wszak ich tereny łowieckie). W praktyce system był tak skorumpowany, że do Indian docierały szczątkowe kwoty pieniędzy a kupowana żywność była złej jakości. Indianie musieli w dużej mierze polegać na własnych uprawach, których się dopiero uczyli..
    W 1860 r. po wyjątkowo słabych zbiorach Indianie głodowali oczekiwali na coroczną sumę odszkodowania. Ta jednak nie nadchodziła. Trwała wojna secesyjna i rząd USA w ostatniej kolejności interesował się życiem Indian. Zdesperowani wodzowie Siuksów Santee (w tym Mała Wrona) widząc swoje umierające w szybkim tempie plemię stawili się w lokalnej agencji w Minnesocie i zażądali wydania z magazynów rządowych zapasów żywności. To tu miała miejsce odpowiedz opisana na początku tej historii. Wodzowie wrócili z pustymi rękami ale głodujących ludzi nie udało się utrzymać w spokoju. Kilka dni później wybuchło powstanie, które zakończyło się śmiercią około tysiąca białych odsadników i całkowitym wyniszczeniem plemienia Santee.

    Literatura:
    Dee Brown: Pochowaj me serce w Wounded Knee
    Miloslav Stingl - Indianie bez tomahawków
    Tom Clavin, Bob Drury: Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów
    Maciej Jarkowiec: Powrócę jako piorun. Krótka historia Dzikiego Zachodu
    Aleksandra Ziółkowska-Boehm: Otwarta rana Ameryki
    Wikipedia – głównie angileskie
    YouTube– głównie angileskie
    pokaż całość

  •  

    Mój umysł chyba tego nie ogarnia, że jeszcze 66 lat temu w USA można było kupić młodego człowieka za 10$. Zwrot "You can have him anytime you desire" tłumaczy chyba wszystko.

    #historia #historiajednejfotografii #indianie #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

    źródło: asd.jpg

  •  
    Lord6Infamous

    +13

    Skazani na skansen

    Cel był szlachetny. Pierwotni mieszkańcy ziem zagarniętych przez białych osadników mieli je odzyskać i wrócić do dawnego trybu życia. Przyznano im wiele przywilejów: od zwolnień podatkowych po wyłączenie spod przepisów dotyczących ochrony środowiska, handlu, polowań. Gdy w latach 60. XX wieku amerykański Sąd Najwyższy potwierdził ważność tzw. traktatów indiańskich, a dekadę później w Australii weszła w życie Ustawa o Ziemi Aborygenów, uznano to za akty dziejowej sprawiedliwości. Dziś po dawnym optymizmie nie ma już śladu. Nadzieje idealistów, że ktoś z własnej woli zamknie się w skansenie i zacznie żyć jak pradziadowie, okazały się koszmarną utopią.
    Tańczący z żetonami

    Do dwóch milionów Indian żyjących w rezerwatach należy dziś ponad 225 tys. km2 ziemi (dwie trzecie obszaru Polski!). Za prawo do jej posiadania nie płacą ani centa podatku. Mogą się na niej rządzić po swojemu, powoływać własne władze, prowadzić biznes i kultywować tradycje. Żadne z 550 oficjalnie uznanych amerykańskich plemion nie rozbiło jednak na prerii wigwamów i nie przesiadło się z samochodów na konie. Natomiast aż 200 zajęło się… hazardem.

    Trudno orzec, czy wodzowie sami wpadli na ten pomysł, czy podsunęli go im specjaliści z branży, których ograniczały przepisy federalnego prawa. W rezerwatach żadne restrykcje nie obowiązywały, o wszystkim samodzielnie decydowali indiańscy przywódcy, więc przed inwestorami otwierały się nieograniczone możliwości.
    Za prekursorów indiańskiego hazardu uchodzą Seminole z Florydy, którzy w 1976 r. uruchomili salon gry w bingo dla bogatych emerytów i turystów. Władze stanowe uznały ich działalność za sprzeczną z przepisami regulującymi hazardowy biznes, ale sądy orzekły, że na swoich ziemiach Indianie mogą prowadzić dowolną działalność gospodarczą. Lawina ruszyła. Największymi szczęściarzami okazały się plemiona, które odzyskały ziemie w pobliżu wielkich miast. Ich kasyna miały gwarancję, że klientów nigdy nie zabraknie.


    Pomysł od początku budził wątpliwości, ale takie szczepy jak Oneida z Connecticut czy Choncktaw z Missisipi dopilnowały, by część dochodów z kasyna zainwestowano w muzeum, dom kultury i szkołę, uczącą dzieci języka przodków. Podobną troską wykazało się jednak nie więcej niż 20 plemion. W pozostałych zyski przechwytuje elita, a zwyczajni wojownicy i ich squaw żyją z zasiłków socjalnych i spekulacji. Korzystając z przywilejów podatkowych, Indianie nauczyli się handlować tanią benzyną i papierosami.

    Jeszcze większym sprytem wykazał się Richard Hayward, prawnuk dwóch ostatnich mieszkanek malutkiego rezerwatu między Bostonem i Nowym Jorkiem. Po śmierci kobiet rezerwat zamknięto, jednak Hayward udowodnił, że jest ich spadkobiercą i wywojował zwrot utraconych ziem. By uwiarygodnić swoje roszczenia, reaktywował plemię o nazwie Mashantucket Pequot liczące 300 członków. Była to przypadkowa zbieranina Metysów i Mulatów niemających pojęcia o przeszłości tego ludu, nieznająca nawet słowa w jego języku. Pragnienie wynagradzania krzywd mniejszościom było jednak tak silne, że Mashantucket Pequot dołączono do listy indiańskich plemion, co pozwoliło Haywardowi na wybudowanie kasyna. Uruchomił jeden z największych tego typu obiektów na świecie. Jego Foxwood Casino przynosi 2–3 mln dol. zysku… dziennie.

    Sukces finansowy garstki spryciarzy nie ma jednak żadnego wpływu na ogólną sytuację Indian, którzy pozostają najbardziej upośledzoną grupą społeczną w Stanach Zjednoczonych. Ziemia i przywileje prawne miały przyczynić się do odrodzenia ich kultury. Efekt okazał się dokładnie odwrotny, bo przecież nic nie jest bardziej odległe od indiańskich tradycji niż liczenie żetonów i puszczanie w ruch ruletki.
    Niedźwiedzia przysługa

    W sąsiedniej Kanadzie nie eksperymentowano z hazardem. W ramach rekompensaty za lata dyskryminacji wypłaca się autochtonom świadczenia i pozwala na kultywowanie plemiennych obyczajów. Eskimosi, zwani też Inuitami, zachowali na przykład monopol w polowaniach na białe niedźwiedzie. „To jest część naszej kultury, naszego stylu życia. Gdyby zabrakło nam niedźwiedziego mięsa, tęsknilibyśmy za nim tak samo jak wy za stekiem z wołowiny” – tłumaczył Lootie Toomasie, szef Zrzeszenia Myśliwych i Traperów na Wyspie Baffina, podczas niedawnej konferencji prasowej. Zwołano ją po ogłoszeniu wyników badań, które wykazały, że zmniejsza się populacja niedźwiedzi polarnych – że co najmniej 120 zwierząt – przemierzających regularnie szlaki między północną Kanadą i Grenlandią, nagle zniknęło. „Dopóki Inuici polowali wyłącznie dla zdobycia pożywienia, problem nie istniał” – wyjaśnia Paul Watson z dziennika „The Star”. „Ustrzelenie zwierzęcia wymagało czasu, łowy nie zawsze kończyły się powodzeniem”.

    Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Myśliwi zamienili psie zaprzęgi na sanie motorowe, strzelby – na karabiny z celownikami optycznymi.
    http://www.focus.pl/artykul/skazani-na-skansen
    #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #indianie
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

    •  

      @Lord6Infamous: bzdura. Rezerwaty to w większości totalnie bezużyteczna ziemia. Poza dosłownie kilkoma gdzie zostały odkryte zasoby i pozwolono Indianom czerpać z nich jakieś korzyści (Navaho, Osage) nie dają one podstaw do samodzielnego funkcjonowania i rozwoju. Ludzie żyją tam cały czas na garnuszku państwa. USA w zamian to co zrobili tym ludziom powinni wypłacić odszkodowania w wysokości co najmniej bilionów USD. I nie pisze tu o odszkodowaniach za całe ziemie Ameryki Północnej ale tylko o tych które zostały Indianom przyznane traktami a później odebrane. pokaż całość

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia #historiajednejfotografii

    Obiecali nam oni wiele rzeczy, więcej, niż mogę spamiętać. Lecz słowa dotrzymali tylko raz. Zapowiedzieli, że odbiorą nam nasze ziemie, i zrobili to. Makhpiya-luta (Czerwona Chmura), Wódz plemienia Oglala Teton (Dakota)

    Plemię Dakota (lub Lakota w zależności od dialektu) zwane także plemieniem Siuksów (nazwa ta pochodzi z języka francuskiego) dało początek tak wielkim postaciom świata Indian jak Siedzący Byk, Szalony Koń, Mały Kruk, Amerykański Koń, Wielka Stopa czy wspomniany Czerwona Chmura. Przeważnie nie zdajemy sobie z tego sprawy ale większość popularnych filmów, książek opartych jest o wydarzenia związane z budową linii kolejowych, wytyczaniem szlaków czy wojny o Góry Czarne, które miały miejsca na terenach niegdyś należących do Dakotów. Dzicy polujący na bizony i atakujący dyliżanse to nie kto inny tylko Indianie zamieszkujący te tereny. Historia Dakotów to opowieść o zwycięstwach Indian i łamanych traktatach. To opowieść, w której potężny niegdyś naród był eksterminowany i stopniowo spychany do coraz mniejszych rezerwatów. To opowieść, trwająca nadal, w której ostatnie powstanie Dakotów miało miejsce w 1973 roku, a rząd USA podobnie jak w latach 1868 czy 1876 dalej łamie własne postanowienia. Wojna o Góry Czarne trwa nadal.

    Dziś plemię to liczy ponad 170 tys ludzi z czego tylko 2 tys nadal mówi językiem przodków. Niewielka część z nich zamieszkuje rezerwaty w Dakocie Południowej i Północnej które są obszarami największej nędzy w całym USA.

    W kolejnych wpisach:
    Początki plemienia, zagłada Siuksów Santee
    Wojny Czerwonej Chmury (największe zwycięstwo Indian w historii Ameryki Północnej)
    Wojna o Góry Czarne, złamanie traktatów przez USA, śmierć najważniejszych wodzów Siuksów, koniec świata Indian pod Wounded Knee.
    Siuksowie dzisiaj, nędza rezerwatów, powstanie w roku 1973, wygrany proces o zwrot Gór Czarnych

    Literatura:
    Dee Brown: Pochowaj me serce w Wounded Knee
    Tom Clavin, Bob Drury: Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów
    Maciej Jarkowiec: Powrócę jako piorun. Krótka historia Dzikiego Zachodu
    Aleksandra Ziółkowska-Boehm: Otwarta rana Ameryki
    Wikipedia
    pokaż całość

    źródło: Lakota.JPG

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia #historiajednejfotografii

    Rzecz się stała niesłychana. W wyniku serii militarnych klęsk wojsk USA, rząd w Waszyngtonie musiał prosić Indian o pokój. I to pokój na warunkach Indian. Jedyny raz w historii zawarto traktat, w którym ustalono, że wojska USA nie tylko muszą zostać wycofane z ziem Indian, a forty, które wcześniej zajmowały muszą być spalone ale przede wszystkim ustalono, że Indianie zachowają swoje ziemie. Rząd USA pozostawił im ogromny teren doliny rzeki Powder. Teren wielkością porównywalny z powierzchnią I Rzeczpospolitej w czasie jej potegi. Wszystko to stało się za sprawą jednego ale bardzo wojowniczego plemienia i talentowi ich przywódcy.

    W kolejnej serii wpisów, historia Siuksów oraz wojny Czerwonej Chmury.
    pokaż całość

    źródło: Teton_siuox.JPG

    +: farmaceut, r......7 +44 innych
  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia #historiajednejfotografii #cytatywielkichludzi #18+

    Widziałem pięć kobiet szukających schronienia pod nawisem skarpy. Gdy zbliżyli się do nich wybiegły i błagały o litość w nadziei ze darują im życie lecz zostały zastrzelone. Widziałem kobietę z nogą rozszarpaną przez pocisk. Zbliżył się do niej żołnierz z wyciągniętą szabla. Podniosła rękę aby się osłonić, a on uderzył i ją odciął. Upadła na bok osłaniając się drugim ramieniem i wtedy uderzył powtórnie i odciął jej drugą. Odszedł nie dobijając jej. Około 40 kobiet schroniło się w wykopanej jamie. Wysłały stamtąd sześcioletnią dziewczynkę z białą flagą lecz udało jej się przejść zaledwie kilka kroków nim padła ugodzona pociskiem. Wszystkie kobiety wraz z chroniącymi je młodymi chłopcami zostały zabite i oskalpowane. Widziałem kobietę z rozciętym brzuchem, a nienarodzone jeszcze dziecko leżało u jej boku. Widziałem pięcioletnią dziewczynkę ukrytą w piasku. Żołnierze wywlekli ja i zastrzelili. Widziałem wiele niemowląt które zginęły w ramionach matek. Wiem, że kilkumiesięczne niemowlę zostało wrzucone do żłobu na wozie, a po przejechaniu paru mil wyrzucone by zginęło. Wreszcie widziałem kobiety z wyciętymi intymnymi częściami, które potem rozpinano na łękach siodeł lub noszono przy kapeluszach w czasie jazdy.

    Czy to opis zbrodni UPA, a może chodzi o jakieś wyczyny Islamistów? Nie, to relacja Charlesa Benta z 1864 roku i dotyczy legalnej akcji wojsk USA nad Sand Creek. To wtedy 700 kawalerzystów zaatakowało niegroźną wioskę Indian, w której przebywały głównie kobiety z dziećmi (wojownicy byli na polowaniu). Indianie byli wcześniej zapewnieni o swoim bezpieczeństwie przez dowództwo pobliskiego fortu, które wydało pozwolenie na obozowanie w tym miejscu.Wojskiem dowodził John M. Chivington - pastor Metodystów (zdjęcie w załączeniu). Podejście tego człowieka do brania jeńców wyrażało się w jego powiedzeniu "z gnid wyrastają pchły".

    W masakrze zginęło ponad 200 Indian z plemion Cheyenów i Arapaho.
    pokaż całość

    źródło: Chivington.jpg

    +: r......7, enron +174 innych
  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia #historiajednejfotografii #cytatywielkichludzi

    "Gdzie są dzisiaj Pequotowie? Gdzie Narragansettowie, Mohikanie, Pokanokeci i wiele innych potężnych niegdyś plemion naszych braci? Zniknęli od chciwości i ucisku białych, tak jak śnieg znika od letniego słońca. Czy możemy bez walki pogodzić się z tym, by nas po kolei niszczono, zmuszano do porzucenia naszych domów, naszego kraju przekazanego nam przez Wielkiego Ducha, grobów zmarłych i wszystkiego , co jest nam drogie i święte?
    Wiem, ze zawołacie wraz ze mną:

    Nigdy! Nigdy! Nigdy!"

    Tecumseh z plemienia Shaunisów.
    pokaż całość

    źródło: Tecumseh.JPG

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiawgpis

    Część XIX Nawaho (ostatnia)

    15 czerwca 1868 roku 7300 Dine opuściło rezerwat. Na tyle na ile pozwalały możliwości wojska Indianie zostali zaopatrzeni w koce, konie i pożywienie na drogę powrotną. Kilkukilometrowej kolumny strzegła eskorta kawalerii USA. Rozpoczął się 35 dniowy eksodus do nowego rezerwatu. Był on tylko namiastką ich wcześniejszych ziem ale był ich i leżał w centrum Świata Nawaho (na jego terenie znalazł się np. kanion de Chelly).

    Osadzeni razem z nimi Apache Mascalero uciekli z rezerwatu kilka miesięcy wcześniej. Carleton kazał ich ścigać i wielu z nich zabił. Apacze zastosowali swoja taktykę i podzielili się na bardzo wiele grup a potem na pojedyncze osoby i tym sposobem, rozdzielając nawet rodziny, nie dali się złapać żołnierzom. Większości z nich także udało się dojść do swojej ojczyzny.

    Na miejscu w nowym forcie (Fort Wingate) każdy Dine otrzymał dwie owce. Nie trzeba pisać jaka to była radość dla plemienia pasterskiego, które utraciło swoje wszystkie stada i przez lata próbowano zmusić do bycia rolnikami. Zgodnie z ustaleniami traktatu z Bosque Redondo Indianie zaprzestali najazdów na ludność meksykańską. Zajęli się głownie hodowlą owiec. O tym jak byli w tym dobrzy może świadczyć liczba owiec, która z 15 tys w roku 1879 wzrosła do 1 mln w roku 1935. Konieczność pozyskania nowych pastwisk była jedną z przyczyn negocjacji z rządem w sprawie dalszej ekspansji rezerwatu. Powiększył się on w drodze aktów prawnych Kongresu lub zarządzeń Prezydenta z 13 tys km2 w roku 1878 do 71 tys km2 obecnie. Ciągle trwają wykupy gruntów od prywatnych właścicieli. Trwają także procesy z Rządem USA oraz prywatnymi przedsiębiorstwami o odszkodowania za eksploatację surowców na terenie rezerwatu. Gra idzie o około 2mld USD.

    Po opuszczeniu Bosque Redondo przyszłość Nawaho nie rysowała się lepiej niż innych plemion indiańskich zmuszonych do porzucenia swojego dotychczasowego życia. Mieli jednak szczęście, że na ich czele stanęli odpowiedzialni ludzie (Manuelito i Barboncito). W czasach gdy plemiona Wielkich Równin dalej roiły o ziemi bez białych, a Geronimo organizował partyzantkę Apaczów, to oni zadecydowali o porzuceniu walki i budowaniu podstaw pod dalszy rozwój plemienia. Nie bez znaczenia było też, że Dine po wyjściu z rezerwatu nie byli już zlepkiem różnych plemion mówiących tym samym językiem. Traktat w Bosque Redondo został podpisany oficjalnie pomiędzy Rządem USA a narodem Nawaho i Indianie sami uważali, że są jego częścią (Navajo Nation).

    Obecnie na terenach Rezerwatu zlokalizowanych jest wiele inwestycji nastawionych na wydobycie surowców (min ropa naftotwa). Indianie, jako właścicieli tej ziemi pobierają rynkową prowizję od wartości ich wydobycia. Mają własny uniwersytet, w którym profesorem jest m.in. potomek Manuelito. Są najliczniejszą grupą rdzennych Amerykanów. Aktualnie jest to prawie 300 tys ludzi, których oboje przodków stanowili Nawaho. Średni dochód na rodzinę stanowi 27 tys USD co jest najwyższym poziomem z wszystkich Indian USA.

    Poniżej jeszcze kilka innych ciekawostek, na które natrafiłem czytając o Nawaho

    W jednym z budynków Fortu Sumner (Bosque Redondo ) Pat Garret zabił Billego the Kid’a
    Po upadku Fortu Sumner został on nabyty przez Lucien Maxwella który nawał go Maxwell House
    Thriller Incydent (1997r) z Kurtem Russelem został nakręcony w rezerwacie Nawaho.

    Źródła:
    Hampton Sides. Blood and thunder.
    Dee Brown: Pochowaj me serce w Wounded Knee
    http://wlodekfenrych.bloog.pl/id,341042195,title,Skad-Nawajowie-maja-taki-duzy-rezerwat,index.html?_ticrsn=5&smoybbtticaid=61ac20
    pokaż całość

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiawgpis

    Część VIII Nawaho

    Pewnego ranka strażnicy z przerażeniem zauważyli że wszyscy Nawaho zgromadzili się kilkadziesiąt metrów poza granicą rezerwatu. Było dla nich oczywiste, że Indianie podnieśli bunt i zaraz rozpoczną się zamieszki. Z bronią w rękach zajęli pozycje na palisadzie rezerwatu i patrzyli na rozwój wydarzeń. Sytuacja rozwinęła się jednak w innym kierunku. Dine trzymając się za ręce utworzyli olbrzymi ludzki krąg. Był ona tak duży że ludzie po jego drugiej stronie byli ledwie zauważalni. Miał ponad dwa kilometry średnicy. W jego środku „zamknięty” był mały kojot. Po chwili ludzie zaczęli się do siebie zbliżać i krąg stawał się coraz mniejszy. Gdy był już tak mały, że kojot, coraz bardziej przestraszony, miotał się od jednego krańca do drugiego z szeregu Indian wyszedł szaman, podszedł do kojota i włożył mu do pyska magiczny kamień (biali twierdzili, że była to zwykła muszelka). Potem Indianie przerwali krąg, cofnęli się i w napięciu patrzyli, którą stronę ucieknie kojot. Zwierzę przez kilka chwil było zdezorientowane lecz później, pewnym krokiem udało się na północny zachód – w kierunku Dineath. Wróżba wypadł pomyślnie. Indianie oczekiwali więc, że niedługo zapadną ważne decyzje dotyczące ich przyszłości..

    Wiadomości o tym co się dzieje w rezerwacie dotarła w końcu do Waszyngtonu i do Bosque Redondo został wysłany gen. W. Sherman. Przechodząc przez rezerwat był otaczany przez Indian, kobiety dotykały jego ubrania. Widziano w nim półboga (swoją drogą to scena jak z wizyty Himmlera w Auschwitz). Postać generała przewija się przez historie większości dużych plemion na zachód od Missisipi, przeważnie w kontekście mordów i zmuszania Indian do oddawania białym swoich ostatnich terenów łowieckich. Nawet taki człowiek jak on, po kilkudniowej wizycie był zdania, że funkcjonowanie pozostałej przy życiu reszty Nawaho w tym miejscu nie ma sensu. Nowym pomysłem była relokacja Dine na terytorium indiańskie w Oklahomie i stłoczenie ich tam razem z innymi rdzennymi mieszkańcami Ameryki. Ponieważ przeniesienie Dine jeszcze bardziej na zachód od ich świata miałoby prawdopodobnie dalsze katastrofalne skutki i efektem takiej decyzji byłaby prawdopodobnie totalna anihilacja plemienia, Sherman (o dziwo) wzdragał się przed jej podjęciem. Na nardzie z wodzami Dine (całość została zaprotokołowana więc wiemy co mówił każdy jej z uczestników) będąc wyraźnie poruszony wcześniejszą przemową jednego z nich (Barboncito) powiedział do niego w ten sposób:

    - Mamy tu mapę i jeśli Barboncito ją zrozumie o chciałbym mu coś na niej pokazać.
    Na mapie był zarys Świata Nawaho z zaznaczonymi najważniejszymi miejscami, które wódz Indian natychmiast rozpoznał.
    - Jeśli się dogadamy narysujemy na niej linie graniczną, poza którą nie będzie wolno wam wychodzić. Chyba że w celach handlowych. Musicie dokładnie znać swoje miejsce. Koniec z wojnami. To siły zbrojne USA będą za was walczyć. Wy musicie żyć w pokoju.
    Po czym pokazał Barboncito granice nowego rezerwatu mieszczącego się w obrębie czterech świętych gór Świata Dine.

    Barboncito nie był w stanie ukryć wzruszenia i odpowiedział:
    Raduje mnie wielce to co usłyszałem. Jesteśmy gotowi przestrzegać wszystkich rozkazów jakie otrzymaliśmy. Nie chcemy iść ani w prawo ani w lewo, chcemy wyruszyć prosto do naszego kraju!

    W rejonie kanionu De Chelly szczęśliwie nie znaleziono złota ani żadnych cennych na tamta chwilę zasobów, większość terenów nie została jeszcze rozparcelowana więc powrót Indian był nadal możliwy. Generał Carleton został pozbawiony stanowiska (stanął przed komisją Senatu ale większych konsekwencji swoich decyzji nie poniósł) i nowe władze były przychylne powrotowi Indian. Nawet społeczność meksykańska czekała z niecierpliwością na powrót Dine ponieważ liczono na świeży strumień niewolników, który po ich wypędzeniu ustał..

    Traktat został zawarty. Indianom pozwolono na powrót do swoich ziem. Nowy rezerwat nie obejmował żadnej z czterech świętych gór, był niewielka częścią Świata Dine. Ciągle był jednak ogromnym terenem wielkością dorównującym stanowi Ohio.

    Źródło:
    Hampton Sides. Blood and thunder.
    pokaż całość

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia

    Część VII Nawaho (jeden z moich ulubionych cytatów)

    "Pozwól, że powiem Ci co o tym myślę. Kiedy jesteście jeszcze mali, zaczynacie ciężko pracować. A gdy stajecie się mężczyznami, budujecie wielkie domy, potężne miasta i wszystko inne tak żeby zachować odpowiednie proporcje. A, potem kiedy już to wszystko macie, umieracie i zostawiacie to innym. My nazywamy takie życie niewolnictwem. Stajecie się niewolnikami, kiedy tylko nauczycie się mówić i zostajecie niewolnikami aż do śmierci. Z kolei my jesteśmy wolni niczym wiatr. Mamy niewiele pragnień i łatwo je zaspokajamy. Rzeka, las i równina dostarczają nam wszystkiego czego potrzebujemy. Nie będziemy niewolnikami. Nie będziemy posyłać naszych dzieci do waszych szkół, żeby uczyły się tam żyć jak wy"

    Z rozmowy wodza Apaczów Mascalero Cadete z kapitanem Johem Cremonym w rezerwacie Bosque Redondo (Overland Monthly 1868)

    Było to w końcowej fazie pobytu Indian w rezerwacie. Rozmowa dotyczyła posyłania dzieci do szkół co Indianie na początku chętnie robili.

    pokaż spoiler Bo biali dawali takim dzieciom darmowy obiad...
    pokaż całość

    źródło: Long_March_1.JPG

    •  

      @Rijel: nie idź do pracy to zobaczysz czy jesteś wolnym człowiekiem. Z drugiej strony gdyby nie biali to by się do teraz uganiali za Bizonami. Pytanie czy to źle. Długość życia była wśród Indian większa niż wśród białych. Czerwona chmura umarł w wieku chyba 87lat, Narbonę zabili (!) w wieku 83 lat a oni byli wyniszczeni wojną. Nikt statystyk nie prowadził ale chyba źle im nie było. Więc po co ta cywilizacja?? Teraz masz dostęp do najnowszej medycyny a co roku 100 tys ludzi w Polsce umiera na raka. pokaż całość

    •  

      @ajatollah_chomeini: @Rijel: Wolność kończy się gdy do władzy dochodzi toksyczne ego, które przyszło wraz z cywilizacją starego kontynentu. Nic nie jest do końca czarne, albo białe. Niektórych "rzeczy" się po prostu nie dotyka.

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia

    Część VII Nawaho

    Długi Marsz – tak Nawaho nazywają rozpoczęte w 1863 roku najbardziej dramatyczne wydarzenie w swojej historii. Była to trwająca kilka tygodni, licząca ponad 530 km wędrówka przez pustynie poza świat Dineath, poza świat 4 świętych gór Nawahów. Celem wygnania był rezerwat Bosque Redondo (zdjęcie w komentarzu).

    Z Fortu Defiance do Fortu Sumner zbudowanego na terenach rezerwatu wyruszyło 9000 Nawahów. Kilkaset Indian ciągle pozostawało w kanionie ukrywając się przed wojskiem USA (resztki z nich dotrą do miejsca przeznaczenia po kilku latach). Tylu pozostało z plemienia liczącego 20 000 – 25 000 ludzi. Reszta wymarła z głodu, zimna i chorób wywołanych taktyką spalonej ziemi oraz ciągłymi działaniami wojennymi.

    2000 Indian ze wspomnianych 9000 zginęło w drodze do rezerwatu. Rozciągnięta na wielu kilometrach, kolumna ludzi była wielokrotnie atakowana przez Meksykanów i Komanczów, setki dzieci zostały porwane przez handlarzy niewolników. Skala tego procederu była tak duża, że Amerykanie musieli wzmocnić straże żeby jakiekolwiek dziecko mogło dotrzeć na miejsce przeznaczenia. Starców niedotrzymujących tempa pozostawiano tam gdzie upadli, kobiety były gwałcone przez żołnierzy. Po latach zarówno Marsz jak i pobyt w rezerwacie staną się częścią mitu założycielskiego narodu Nawahów.

    Rezerwat Bosque Redondo - obiecana Indianom przez Carletona ziemia obiecana szybko okazała się mirażem. Wszystkie drzewa zostały natychmiast wyrąbane na budowę prowizorycznych budynków więc drzewo na opał trzeba było sprowadzać z lasów oddalonych o kilkanaście kilometrów. Indianie ogrzewali się czym popadnie np. korzeniami. Uprawy kukurydzy, w których pokładano duże nadzieje w kolejnych latach padały klęską pasożytów, powodzi lub susz. Wysoka zasadowość ziemi nie pozwalała na utrzymanie na stabilnym poziomie jakichkolwiek upraw. Indianie głodowali i utrzymywali się tylko dzięki wydawanym racjom żywnościowym. Rodziny żyły z prostytucji córek (żołnierze płacili dodatkowymi racjami żywności). Szalała dezynteria (nienadającą się do picia woda rzeki Pectos) i syfilis. W przeciągu pierwszego roku wyginęło ponad 30% mieszkańców rezerwatu.

    Po kolejnych latach nieudanych zbiorów żaden Indianin już w pole nie wyruszył. Dine porzucili swoje obowiązki, narzędzia gniły na polach w błocie. Ludzie bez woli życia wegetowali. Stało się jasne, nikt ich tam z własnej woli nie utrzyma. Coraz częstsze stawały się ucieczki (mimo tego, że złapany bez dokumentów pozwalających na opuszczenie rezerwatu Indianin był zabijany). Informacja o sytuacji w Bosque Redondo dotarła w końcu do Waszyngtonu gdzie stała się przedmiotem obrad licznych komisji. Ich skutkiem było wysłanie w 1868 roku Generała W.T. Shermana (bohatera walk z Indianami) na osobistą inspekcję rezerwatu.

    Źródło:
    Hampton Sides. Blood and thunder.
    pokaż całość

    źródło: Long_March_0.JPG

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia

    Część VI Nawaho

    James H. Carleton zasłużył się w trakcie wojny secesyjnej. Idąc forsownym marszem z Kalifornii w kierunku Arizony pomógł oddziałom Unii w walkach z przeważającymi siłami Konfederatów. Po wojnie, będąc na stanowisku głównodowodzącego wojskami Nowego Meksyku był znany ze swojej skrupulatności i dbałości o każdy szczegół czym doprowadzał podwładnych do pasji. Miał poczucie wyższości nad innymi i poczucie swojej misji dziejowej. Szczególnie w stosunku do Indian. W zasadzie nie chciał ich eksterminacji lecz nie godził się też na ich życie w dotychczasowej formie. W trakcie jednego z rekonesansów terenów lezących na południe od terenów Nawaho odkrył zielona oazę w zakolu rzeki Pecos. Teren ten był stosunkowo duży, pokryty lasem, wydawał się być żyznym i był oddzielony od reszty świata kilkuset kilometrami pustyni. Uroił sobie w głowie, że będzie to doskonałe miejsce na odizolowanie w nim wszystkich wojowniczych grup Indian z terenów Nowego Meksyku w tym Nawahów. Miejsce to nazwał Bosque Redondo (okrągły las). Można go teraz znaleźć tutaj:

    https://www.google.pl/maps/place/Bosque+Redondo+Park,+Fort+Sumner,+NM+88119,+Stany+Zjednoczone/@35.0094507,-106.1432949,9.25z/data=!4m5!3m4!1s0x871cfef2c24b37c3:0x425fe3a9c1a8fd9b!8m2!3d34.4310347!4d-104.2192475

    Pomysł wziął z początkowo udanych projektów reedukacji Indian i przystosowania do życia w stylu białych jakie były prowadzone w Kalifornii. Działały one na zasadzie komuny, w których Indianie uczyli się uprawiać ziemię i hodować zwierzęta. Były ostatnimi miejscami gdzie stłoczono resztki rdzennych mieszkańców po uprzednim wymordowaniu całych plemion przez białych poszukiwaczy złota. Tępo tej eksterminacji było tak szybkie, że nawet biali poczuli potrzebę jego spowolnienia. Mordy te zdarzały się jeszcze na początku XXw kiedy to rdzennym mieszkańcom tych ziem przyznano obywatelstwo USA.
    Misja reedukacyjna z jednej strony ale z drugiej Carleton chciał wyrzucenia Indian ze swoich ziem bo liczył na odkrycie także tam cennych surowców. Teren kanionu De Chelly miał być wydzierżawiony poszukiwaczom złota.

    Mając na zapleczu swoich fortów regularną wojnę z Indianami Carleton ostro zabrał się do pracy. Ponieważ Indianie jawnie łamali postanowienia traktatu (ataki na Meksykanów) wydał im ultimatum. Wszyscy Indianie Nawaho (ale także pozostałe wojownicze plemiona tamtych ziem) mają stawić się w forcie do określonego dnia w celu przesiedlenia do rezerwatu Bosque Redondo. Po upływie tego terminu każdy Indianin będzie traktowany jako wróg i zostanie zabity. Termin szybko upłynął, nikt się nie stawił, można więc było rozpocząć legalną wojnę z Indianami. Do realizacji swojego celu zatrudnił Kita Carsona. Osoba to jest postacią na osobny wpis. Generalnie wychowywał się wśród Indian (miał żonę z plemienia Arapaho potem Chejenów). Znał ich zwyczaje i traktował ich z szacunkiem. Co nie przeszkadzało mu jednak także ich mordować. Carson mimo oporów (wiedział, że wypełnienie tej misji oznacza zagładę dla Nawaho) zgodził się zrealizować zadanie Carletona. Dzięki swojemu autorytetowi udało mu się (nie bez użycia siły) przekonać pierwszą grupę Indian (pięciuset Apachów Mascalero) do przeniesienia do rezerwatu. Byli już tak zrezygnowali ciągłą wojną z USA, Meksykanami a na dodatek atakami Komanczów, że wydawało im się to najlepszą z opcji.

    W kampanii przeciwko Nawahom nie było wielkich bitew. Zginęło w walkach kilkudziesięciu Indian i jeden biały. Carsonowi nie udało się sprowokować Indian do walnej bitwy. Jak zwykle ukryli się w zaułkach kanionu De Chelly. To w tym okresie miało miejsce oblężenie Fortecy Nawahów opisanej w pierwszym wpisie. Wojna przybrała postać spalonej ziemi. Carson wybijał stada owiec, niszczył pola kukurydzy, zmienił nawet bieg rzeki aby pozbawić Indian wody. Dine nie poddawali się lecz żołnierze coraz częściej znajdowali zamarznięte i wygłodzone ciała w kanionie. Gdy wydawało się, że zima dobiega końca i cała kampania skończy się bez rezultatu, do obozu żołnierzy przyszła grupa Dine. Zostali dobrze przyjęci. Nakarmiono ich i rozdano koce. Miał być to przekaz dla pozostałych, że ten kto walczy zginie lecz poddający się są traktowani dobrze. To był przełom. Kolejne grupy Indian przychodziły do obozu. Carson chwycił wiatr w żagle i ze zdwojoną mocą szukał Indian i niszczył ich zapasy. W apogeum akcji wyrąbał święty sad z brzoskwiniami, który był od setek lat przedmiotem wyjątkowej troski Nawaho. Po tym wydarzeniu Indianie ostatecznie zrezygnowali z dalszego oporu. Nie widzieli już jego sensu. Setki ludzi skierowały się w stronę Fortu Defiance.

    Rozpoczął się Długi Marsz Nawahów..

    Źródło:
    Hampton Sides. Blood and thunder.
    pokaż całość

    źródło: IMG_0036.jpg

  •  

    Thomas Yallup, wódz rady plemienia Yakima, odwiedza swojego syna, kaprala Billa Yallupa, służącego na czołgu M48A3 Patton.
    Źródło: Broń Pancerna
    #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #czolgi #miltaria #militaryboners #indianie

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiazyanosky

    Część V Nawaho

    Terror Dine rozpętał się na dobre i ogołocone z wojska USA tereny stały się areną potężnych najazdów, w których życie straciło kilkuset amerykańskich osadników i Meksykanów. Po pewnym czasie walki ustały ale koszt utrzymania stanu Nowy Meksyk był tak duży, że przy braku jakichkolwiek korzyści rząd USA chciał go nawet odsprzedać Meksykowi. Wojna o niepodległość południowych stanów (zwana wojną secesyjną) pozbawiła forty najlepszych żołnierzy. Część placówek została opuszczona, tak jak Fort Defiance położony w centrum Dineath. W pozostałych obsadę stanowili Meksykanie. Dorastali oni w nienawiści do Dine i prawie każdy z nich w rodzinie miał osobę zabitą przez Indian. O dalsze zaognianie konfliktu nie było więc trudno.

    Rząd w Waszyngtonie próbował załagodzić konflikt. Nie był jeszcze gotowy na otwartą wojnę więc próbował rozwiązać problem przez jego standardowe odwlekanie w czasie - czyli przez zawarcie kolejnego traktatu. Udało się to w momencie największej od lat suszy, która wywołała u Indian klęskę głodu. Ogólnikowy traktat, zawierał tak abstrakcyjne terminy jak jurysdykcja USA na terenach Dineath, przyszłe działania (Indianie nie rozumieli chronologii czasu w taki sposób jak biali), jednolite przywództwo Indian, a przede wszystkim to, że Meksykanie są od teraz obywatelami i przyjaciółmi USA więc jeśli Dine, będą ich atakować to staną się automatycznie wrogami Amerykanów. Nikt nie wnikał, że przyczyny konfliktu leżały po obu stronach. USA stanęły po stronie "cywilizowanej" części swojego społeczeństwa. W traktacie, który został przedstawiony nieumiejącym czytać i pisać Indianom poprzez dwóch tłumaczy (amerykańsko-hiszpański + hiszpańsko-nawahijski) najważniejszym punktem był to, że Indianie zgadzają się pod groźbą interwencji na objecie swoich terenów władzą USA. Tym samym potwierdzili, że USA mają nad nimi władzę zwierzchnią i tym samym dali pretekst do przyszłej wojny, która wybuchnąć musiała.

    W zamian za przydział żywności Dine oddelegowali osobę, która w żaden sposób Indian nie reprezentowała i podpisała coś czego oni nie rozumieli. Mimo to, traktat pozwolił na chwilę odprężenia we wzajemnych stosunkach. Indianie masowo pojawiali się przy forcie, otrzymywali niewielkie racje żywnościowe, kwitnął handel. Zorganizowano nawet wyścigi konne. Napięcie jednak było wyczuwalne i wraz z rosnącą liczbą obozujących Indian amerykanie (pochodzenia meksykańskiego) czuli się że siedzą a beczce prochu. Gdy Nawahów było już kilka tysięcy beczka wybuchła. Iskrą była sprzeczka o zdaniem Indian niesłusznie przegrany zakład. Ktoś wystrzelił, zginął Indianin, biali zamknęli fort, a protestujących Indian ostrzelali z … dział. Rozpoczęła się paniczna ucieczka tłumu ludzi. Ludziom strzelano w plecy. Kobiety, dzieci i starcy ginęły od wybuchów szrapneli. Byli zakłuwani bagnetami żołnierzy, którzy uderzyli na nich od strony fortu.

    Tyle w temacie pokojowych rozwiązań. Potem było już tylko gorzej. Dowódcą wojsk Nowego Meksyku został weteran wojny secesyjnej General James H. Carleton.

    Źródło:
    Hampton Sides. Blood and thunder.
    W komentarzach autentyczne zdjęcia Nawaho z albumów Curtisa
    pokaż całość

    źródło: IMG_0033.JPG

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiazyanosky

    Sytuacja zaczęła robić się dosyć niekomfortowa gdy oddział USA liczący 25 ludzi został otoczony przez kilkuset Indian. O wycofaniu się nie było mowy, pozostało więc kontynuować misję i brnąć w samo serce krainy Nawahów (Dineath). Po kilku dniach żołnierze otrzymali informację, że o poranku spotkają się z Narboną. Zamiast tego przybyły kolejne grupy Dine i łącznie było ich ponad 2000. Ich zamiary wydawały się być oczywiste jednak po pewnym czasie faktycznie na miejsce przybył stary wódz Indian. Miał wtedy ponad 80 lat i z trudem znosił ciężar podróży (zdjęcie w komentarzu). Na miejsce przybył z rodziną. Rozpoczęły się rozmowy pokojowe roku 1946. Kapitan John Reid z drżącym głosem przedstawił swoje żądania. Biorąc pod uwagę okoliczności spotkania jak i fakt próby narzucenia warunków odwiecznym gospodarzom przez niedawnych przybyszów były one bezczelne (w skrócie, zgoda na podległość kraju Dine rządom w Waszyngtonie). Po krótkiej ciszy głos zabrała żona Narbony (kobiety u Nawaho miały równe prawa z mężczyznami!). W języku, którego nie rozumieli Amerykanie zaczęła krzyczeć w kierunku zebranych, że zostali obrażeni, że białych należy zabić, że nie są w stanie im nic zrobić że Indianie mają przewagę liczebną i że są na ich terenie. Młodsi wojownicy się z nią zgodzili. Głos zabrał Narbona i to co powiedział potwierdziło kompetencje przywódcze starego wodza. Opisał swoją ostatnią podróż na pogranicze i budowę nowego fortu prowadzoną przez Amerykanów. Widział setki żołnierzy, ćwiczenia w strzelania z karabinów i dział. Wiedział z jaką łatwością Amerykanie zniszczyli wojska meksykańskie, z którymi Nawahowie walczyli od zawsze i nie mogli ich pokonać. Wiedział, że ten mały oddział jest ledwie posłańcami armii o nieskończonych zasobach i wojnie z nimi nie mają szans. A żona widziała tylko wycinek prawdy odpowiadający horyzontom myślowym większości Indian. Tak czy inaczej nie odpuszczała i małżonkowie wdali się w sprzeczkę, której biali nie rozumieli i dla których wydawała się zabawna, a w której faktycznie chodziło o ich życie. Koniec końców większość stanęła po stronie Narbony i traktat został zawarty. Jak każdy z poprzednich i kolejnych, nie był więcej wart niż papier, na którym został spisany i już w następnym roku Indianie dopuścili się serii najazdów. Najazdów w odwecie oczywiście na wcześniejsze zbrodnie Meksykanów – w tej trwającej setki lat wojnie nikt już nie wiedział kto był pierwszy...

    Wojsko amerykańskie pojawiło się na tych terenach wraz z atakiem USA na Meksyk w roku 1846 dużo wcześniej przybyli osadnicy amerykańscy i ich liczba rosła w tempie geometrycznym. W ciągu dekady liczba białych osadników kilkukrotnie przerosła liczbę Indian. Z uwagi jednak na siłę Dine biali nie próbowali ich skolonizować. Ograniczali się tylko do wypadów po niewolników lub w odwecie za najazdy Indian, które znacznie nasiliły się w momencie wybuchu wojny secesyjnej. W tym czasie nie było już kim negocjować bo Narbona został kilka lat wcześniej zabity w bezsensowny sposób przez Amerykańskich żołnierzy. Nie wiedząc o tym zabili jedynego człowieka, z którym można było się porozumieć, który rozumiał aktualne realia, i który miał jakikolwiek posłuch wśród Indian...

    Źródło:
    Hampton Sides. Blood and thunder.
    pokaż całość

    źródło: IMG_335995.JPG

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia

    Część III Nawaho

    Nie macie oczu, jesteście ślepi. Niczego nie widzicie! Krzyczała stara nawahijska kobieta w kierunku hiszpańskich żołnierzy idących po dnie kanionu. Działo się to w trakcie interwencji roku 1805 w odnodze kanionu de Chelly nazywanej Muerto (martwy). Prawdopodobnie myślała, że ona i grupa 114 matek, dzieci i starców jest bezpieczna w szczelinie skalnej położonej wysoko w pionowej ścianie kanionu (zdjęcie w komentarzu). Wszyscy wojownicy walczyli z w tym czasie w innej jego części. Hiszpanie zauważyli kobietę i zaczęli wspinać się po ścianie. Jednemu z nich udało dostać się na szczyt gdy broniąca prawdopodobnie swoich dzieci kobieta w desperacji rzuciła się na niego i razem kilkadziesiąt metrów w przepaść ginąc na miejscu. Widząc to Hiszpanie zaczęli ostrzeliwać zagłębienie w którym ukryli się Nawaho. Wystrzelili tysiące kul, które odbijając się od ścian i sklepienia trafiały Indian. Trwało to tak długo aż ostatni z nich zginął. Miejsce to zwane jest „The place where two fell off” i kości 115 ofiar wraz tysiącami kul lezą tam do teraz. Z tamtych czasów zachowały się malunki Indian na ścianie kanionu przedstawiające Hiszpanów na koniach w płaszczach z krzyżami z pikami w rękach. Widać także podróżujące z nimi psy (zdjęcie w komentarzu).

    Nawaho ze względu na swoje położenie, swój pierwszy kontakt mieli z Hiszpanami już w drugiej połowie XVIw. Konkwistadorzy poszukując „złotych miast” zapuścili się i na tereny lecz nie natrafili tu na nic cennego (brak złóż złota i srebra). Populacja Nawahów w tamtych czasach była najwyższa z wszystkich plemion indiańskich w całej Ameryce Północnej (około 20 000) i stanowili lokalną potęgę. Władza Hiszpanów w tym rejonie była czysto formalna i zapuszczali się tutaj sporadycznie w ramach ekspedycji karnych w odwecie za najazdy Nawahów, których nie brakowało. Po uzyskaniu przez Meksyk niepodległości sytuacja była podobna. Meksykanie wjeżdżali na teren świata Nawaho i porywali niewolników (Kit Carson miał np. trzech). Nawaho odwzajemniali się kradzieżami owiec i mordowaniem osadników, których z każdym rokiem było coraz więcej. Kolejne interwencje nie odnosiły żadnego skutku z powodu nienapotkania na wroga lub kończyły się pogromem interweniujących. Tak jak wyprawa do Kanionu de Chelly gdzie wojownicy pod przywództwem Narbony zmietli w zasadzce na początku XIX wieku prawie wszystkich Meksykanów. Tereny te bez większych zasobów były też więc zawsze biedne przez ciągłe najazdy Indian. Rząd w Meksyku się nimi nie interesował, ludzie byli pozostawieni sami sobie. Po części to może też tłumaczyć wynik wojny amerykańsko-meksykańskiej i żenujący sposób w jaki Meksyk utracił tą prowincję razem z Teksasem i Kalifornią.

    Wojna wybuchła w 1846 roku na skutek dążeń USA do zbudowania państwa pomiędzy oceanem atlantyckim i Pacyfikiem. Metoda działania USA była na tamte czasy nowatorska ale jej sukces spowodował, że jest stosowana przez ten kraj aż do dzisiaj. W skrócie: w obronie pewnych roszczeń części mieszkańców jednej z meksykańskich prowincji (Teksas) USA zaatakowały Meksyk i włączyły w granicę połowę jego terytorium. To tak jakby grupa Polaków niemieckiego pochodzenia wystąpiła z hasłem autonomii Śląska, a nasi dzielni zachodni sąsiedzi w obronie ich praw zajęliby tereny aż do Wisły. Ciekawe narzędzie do śledzenia przebiegu działań w tej wojnie i powiększania się zasięgu terytorium USA tutaj: http://omniatlas.com/maps/northamerica/18460818/

    Tak czy inaczej władzę w całym północnym Meksyku przejęło USA. Wcześniej, w trakcie działań wojennych przez ziemie, które nas tu interesują przeszły wojska generała Kearn’ego, który chcąc zjednać sobie Meksykanów obiecał im ochronę przed najazdami Nawaho…

    Źródło:
    Hampton Sides. Blood and thunder.
    pokaż całość

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia

    Część II Nawaho

    W latach 20stych XXw grupa Nawaho została zaproszona na jedną z wystaw światowych, która miała miejsce w Chicago. Ze zdziwieniem zauważyli, że grupa Indian z Kanady mówi bardzo zbliżonym językiem do ich własnego. Przysłuchiwali się im przez pewien czas wszystko rozumiejąc. Potem przełamali się i podeszli. Po dłuższej wymianie zdań okazało się, że Kanadyjczycy pochodzą z tego samego plemienia co oni i że Nawaho oddzielili się od nich wieki temu. Było to sprzeczne z ich odwieczną ustną tradycją mówiącą, że Nawaho przyszli z północy...

    Tak jak w przypadku większości plemion USA i Kanady wszystkie informacje sprzed pojawienia się białych owiane są mgłą tajemnicy. Tylko nieliczne narody Indian umiały przekazać swoją historię w inny sposób niż ustnie. Dzisiejsza badania potwierdzają wersję Indian z Kanady. Nawaho po opuszczeniu Alaski skierowali się w stronę Wielkich Jezior. Tam z nieznanych przyczyn nastąpił podział. Grupa, o której tu mówimy skierowała się południowy zachód w kierunku Wielkiego Kanionu Kolorado i Kanionu De Chelly. Tu natrafiła na chyląca się ku upadkowi cywilizacje Indian Anasazi i zajęła ich miejsce ostatecznie też tą cywilizację dobijając.

    Nawaho prowadzili półosiadły tryb życia. Zajmowali się uprawą głównie kukurydzy (ale też sadzili rzepę i zboża), hodowali tamtejszy gatunek owcy, z której pozyskiwali wełnę na swoje niemające konkurencji koce. Były one ich głównym towarem eksportowym i zawsze był na nie ogromny popyt. To się zasadniczo nie zmieniło do teraz bo jeden z takich koców został w zeszłym roku sprzedany na aukcji za 1.5 mln USD. Wiele z dzisiejszych koców ma bardzo zbliżone do nawahijskich wzory (zdjęcie w komentarzu).

    Mieszkali w hoganach, czyli szałasach z drewna pokrytych grubą warstwą gliny. W tamtejszym klimacie dawały one dobrą izolację od gorąca i zimna. W środku umieszczone było palenisko (zdjęcie w komentarzu). Hogan był położony zawsze wejściem w stronę wschodu słońca i był zawsze burzony po śmierci jednego z jego mieszkańców. Było to związane z ich wierzeniami, w których duch zmarłego przebywał dalej w okolicy miejsca, w którym zmarł i choć nie był groźny dla Dine to lepiej było go unikać.Było to jedno z tabu Nawahów.

    Jak większość plemion nie posiadali struktury hierarchicznej. Przy czym demokracja u nich była znacznie bardziej posunięta niż u innych plemion. Nie było jednego wodza wszystkich odłamów Nawaho, nie było nawet wodzów plemiennych. Nawet przywódcy na poziomie grup rodzin nie byli wybierani na dłużej niż doraźnie. Raz na jakiś czas pojawiał się człowiek o dużym autorytecie, którego Nawaho mogli posłuchać lecz nigdy nie nazwaliby go swoim wodzem. Wyjątkiem był Narbona, o którym w kolejnym wpisie.

    Brak jednolitego przywództwa pomagał im w obronie przez białymi. W przypadku dużego zagrożenia dzielili się na setki grup i znikali w zaułkach Kanionu. Oddziały Hiszpanów, Meksykanów czy USA nie miały wtedy z kim walczyć. W plemieniu kobiety miały status równy mężczyźnie co było rzadkie wśród Indian. Świetnie jeździły konno i brały udział w działaniach wojennych oraz naradach plemiennych.

    Świat Nawaho mieści się w granicach czterech szczytów wyznaczających 4 strony świata. Będą w centrum zawsze było widać na horyzoncie przynajmniej jeden z nich. Tu czuli się bezpiecznie, tutaj działały leki szamanów poza ten świat nigdy się nie zapuszczali. Wyjątkiem była wojna ale nawet tutaj tego unikali bo przecież poza światem nie działały czary szamanów i wojownicy tracili swoją moc. W centrum świata znajdował się Kanion De Chelly, który był dla nich miejscem świętym, w którym zawsze znajdowali ratunek i do którego biali nie chcieli się zapuszczać. Do czasu.
    pokaż całość

    źródło: IMG_3355.JPG

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu

    Część I Nawaho

    Jesienią 1863 roku, około 300 Nawaho zgromadziło się na płaskim szczycie skalnej fortecy. Przez wcześniejsze tygodnie gromadzili zapasy wody oraz pożywienia aby móc przetrwać oblężenie prowadzone przez odziały USA pod dowództwem Kita Carsona. Późnym latem przeprowadzili renowacje sekretnej drogi wyżłobionej jeszcze przez Indian Anasazi, która teraz pozwoliła całym rodzinom w tym starcom i dzieciom wdrapać się po pionowych skałach na szczyt skały. W jej zagłębieniach, w środku zimy, zawinięci w ciepłe koce czekali na odejście białych, którzy kilka miesięcy wcześniej wtargnęli na ich święte ziemie niszcząc wszystko co spotkali na swojej drodze.

    Skała dzisiaj zwana Fortecą Nawahów (Navajo Frotress) była samotną formacją kanionu De Chelly będącego centrum świata Nawahów. Na jej szczyt prowadziły pionowe ściany. Przypominała żydowskaą Massadę i jej obrona w przypadku niepowodzenia miała się skończyć w podobny sposób. Biali nie mogą ani wziąć jej szturmem z dołu ani ostrzelać z krawędzi kanionu postanowili wziąć Indian głodem. Nie wiedzieli, że Indianie umierali z pragnienia...

    Będąc na skraju wyczerpania, w księżycową noc w lutym 1864 Indianie opracowali plan, o którym po dziś dzień najstarsi z nich opowiadają z dumą. Utworzyli ludzki łańcuch, który maleńkimi stopniami zszedł do strumyka Tsaile Creek u stóp skały. Przez całą noc pod nosem śpiących wartowników napełniali pojemniki zimną wodą i przekazywali sobie z rąk do rąk aż na sam szczyt. Do świtu odnowili zapasy i dzięki temu przetrwali oblężenie. Nigdy nie zostali schwytani przez Amerykanów.

    To niestety jedyny optymistyczny epizod, na który można natrafić czytając o historii wojny wypowiedzianej Nawahom przez rząd USA. Potem wydarzenia miały zbliżony przebieg do innych historii kontaktów Indian z białymi. Ale od początku..

    Indianie Nawaho (o sobie mówią Dine) są dziś najliczebniejszą grupą rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. W 2010 roku około 287 tys obywateli USA zadeklarowało pochodzenie wyłącznie Nawaho a łącznie z osobami będącymi między innymi Nawaho było ich ponad 330 tys. Zamieszkują największy rezerwat w USA, który ma powierzchnię zbliżoną do Czech i jest większy niż 10 z 50 stanów USA. Jest znanym miejscem występującym często w filmach i serialach (zdjęcia w komentarzach)

    https://www.google.pl/maps/place/Nawahowie,+Utah,+Stany+Zjednoczone/@39.5311364,-102.6275228,4.75z/data=!4m5!3m4!1s0x872538e0dfdd873d:0x64330822ef7f044c!8m2!3d36.0672173!4d-109.1880047

    Jest to generalnie wyjątek od reguły, w której po większości plemion indiańskich w USA pozostały już tylko nazwy na mapach nie mówiąc już o żywych reprezentantach mówiących językiem przodków czy samodzielnie funkcjonujących rezerwatach i to o tak dużej powierzchni oraz zasobach.

    W kolejnych wpisach:

    Skąd pochodzą Nawaho, czym się zajmowali przed nadejściem białych
    Historia kontaktów z Hiszpanami oraz pierwsze kontakty z osadnikami USA
    Wojna z USA i upadek plemienia – długi marsz Nawahów
    Czasy obecne - odrodzenie
    pokaż całość

    źródło: De_Chelly.JPG

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu

    Ponieważ sporo osób było zainteresowanych historiami o Indianach Ameryki północnej
    (link: https://www.wykop.pl/wpis/29405223/indianie-nativeamerican-gruparatowaniapoziomu-czy-/104493353/#comment-104493353)
    postaram się przynajmniej raz w tygodniu napisać coś co Was zainteresuje i może będzie dla Was nowe. Nie będę miał czasu na rozpisywanie się w szczegółach tak więc jeśli macie pytania to piszcie w komentarzach. Postaram się odpowiedzieć na tyle na ile pozwoli mi wiedza lub odwołać Was do źródła. Wpisy, które będę robił pod tagiem #nativeamerican będą miały na celu zainteresowanie tematem jak największej grupy osób.

    Wpisy będą robione głownie w oparciu o literaturę amerykańskich autorów z końca XXw. Zdjęcia pochodzące ze zbiorów Edwarda S. Curtisa są autentycznymi zdjęciami często już wymarłych kultur z przełomu XIX i XXw.

    Tematem cywilizacji prekolumbijskich interesuję się z przerwami około 20 lat. Od dłuższego czasu miałem zmienić te zainteresowania bo ile można czytać o historiach, które zawsze kończą się w podobnie smutny sposób. Co chwilę jednak pojawiają się jakieś ciekawe pozycje i od pewnego czasu widać odradzanie się tego nurtu. W kolejce mam jeszcze 3 książki i 10 albumów ze zdjęciami i chyba na tym zakończę ( ͡° ͜ʖ ͡°). Na tej ostatniej prostej pomyślałem, że dobrze byłoby się tym zainteresowaniem z Wami podzielić.

    Pierwszy z serii wpisów, który pojawi się w przyszłym tygodniu będzie dotyczył historii najliczniejszego plemienia żyjącego dziś na terenach USA - Indian Nawaho. Temat powinien być bliski tym, którzy śledzili losy pewnego chemika ponieważ zarówno Nawaho jak i Heisenberg żyli w tym samym miejscu..

    Na zdjęciu wojownik plemienia Nawaho - zdjęcie z około 1905 roku.
    pokaż całość

    źródło: IMG_3357.JPG

  •  

    #indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu

    Czy ktoś byłby zainteresowany serią wpisów dotyczących Indian Ameryki północnej przed i po pojawianiu się Europejczyków. Opisałbym główne postacie po obu stronach konfliktu, więcej i mniej znane plemiona, najważniejsze bitwy, wydarzenia oraz to jak wygląda aktualna sytuacja rodowitych mieszkańców Ameryki. Postaram się też przybliżyć przyczyny jednej z największych ludobójstw w historii świata. pokaż całość

    źródło: zz.JPG

  •  

    Do wodza Indian przychodzi wojownik:
    – Wodzu, mam dwie wiadomości: złą i dobrą.
    – OK, zaczynaj od złej.
    – Obok nas rozbił się tabor cygański.
    – To straszne, trzeba na nich bardzo uważać… No, a ta dobra wiadomość?

    pokaż spoiler – Smakują jak bizony…


    #pasjonaciubogiegozartu #czarnyhumor #indianie pokaż całość

  •  

    Czas na kontynuację mojego poprzedniego wpisu, a mianowicie historii Wielkiego Marszu Navajo. W tej części skupimy się na zarzewiu konfliktu pomiędzy europejskimi najeźdźcami, a zamieszkującymi surowe, pustynne tereny Indianami. Jednocześnie przekonamy się, jak szybko potrafi być zerwany dopiero co podpisany traktat pokojowy - ale o tym za chwilę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Część I - spotkanie z Armią Stanów Zjednoczonych oraz narastające konflikty.

    Pierwszy kontakt Navajo z Armią USA nastąpił przypadkowo i miał miejsce w 1846 roku w trakcie wojny amerykańsko - meksykańskiej, kiedy to generał Stephen Kearny zaatakował miasto Santa Fe na terenie Meksyku. Po podbiciu miasta, siły "amerykańskie" rozpoczęły przemieszczenie się w kierunku centrum Meksyku, wkraczając coraz głębiej na terytoria Navajo, okazyjnie pacyfikując ich zbrojnie.

    Po kilku mniejszych i większych bitwach z tubylcami, 21 listopada 1846 roku w Bear Springs doszło do podpisania pierwszego traktatu pokojowego pomiędzy ludem Navajo a siłami USA. Podpisanie go nie przyniosło jednak zbyt wielkich efektów - obie strony często naruszały jego postanowienia. Amerykanie widzieli w Navajo dobry materiał na potencjalnych niewolników, których to można byłoby wykorzystać przy ciężkich pracach, a Indianie odwdzięczali się uporczywymi podjazdami oraz uprowadzaniem zwierząt hodowlanych.

    Niedługo po tym wydarzeniu, wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem zakończyła się. W jej wyniku Meksyk utracił ponad połowę swojego terytorium (które to zamieszkiwała znaczna część Navajo) na rzecz USA. Kwestia Navajo oraz właściwie martwego traktatu pokojowego wciąż jednak pozostawała nierozwiązana, a wizja zbrojnych napadów Indian tuż po zakończeniu ciężkich działań wojennych nie napawała optymizmem.

    Sprawę tę postanowiono rozwiązać (jak się za chwilę okaże, wybitnie nieudolnie) 3 lata później, 16 sierpnia 1849 roku. Wtedy to siły zbrojne Stanów Zjednoczonych, dowodzone przez pułkownika Johna Washingtona wyruszyły na ekspedycję wgłąb terytorium Navajo. Jej celem było w założeniu przeprowadzenie rozeznania oraz zmapowanie terenu.

    Pod koniec miesiąca, po ponad dwóch tygodniach eksploracji nieprzyjaznego terenu, ekspedycja zaczęła mieć problemy z dostępem do wody oraz żywności. Postanowili oni splądrować pola kukurydzy należące do Indian, co, jak się domyślacie, nie pozostało bez ich odzewu. Washington postanowił załagodzić powstałą sytuację poprzez wynegocjowanie spotkania pokojowego z tubylcami, których to interesy miał prezentować Narbona, jeden z najbardziej wpływowych i szanowanych Navajo. Spotkanie miało nastąpić w Kanonie De Chelly, jednym z najbardziej symbolicznych miejsc dla zamieszkujących ten teren Indian.

    Kilka dni później doszło do spotkania obu stron. Traktat pokojowy miał zagwarantować Navajo „dotacje oraz inne hojne i humanitarne środki, które będą uważane za stosowne i odpowiednie", w zamian za możliwość budowy fortów oraz osad handlowych na ich terytoriach. Po podpisaniu traktatu doszło jednak do niespodziewanej, tragicznej w skutkach potyczki, której to powodem był... koń.

    Jeden z żołnierzy armii amerykańskiej oskarżył Indian o kradzież konia, którego zauważył u członków plemienia obecnych na spotkaniu. Koń ten był łudząco podobny do tego, który został uprzednio uprowadzony oddziałowi. Dowódca oddziału poparł żołnierza oraz zażądał jego zwrotu.

    Jeździec Navajo, będący właścicielem owego konia, postanowił oddalić się z miejsca spotkania, co jeszcze bardziej zagęściło, już niezbyt pokojową, atmosferę. Amerykanie postawili ultimatum - koń wraz z jeźdzcem powraca, albo zostanie użyta siła. Tubylcy odmówili.

    Rozległy się strzały. Indianie widząc swój brak szans w walce przeciwko liczniejszemu i lepiej uzbrojonemu przeciwnikowi postanowili ratować się ucieczką. Kilku Navajo padło martwych - wśród nich znalazł się Narbona, który to prezentował Navajo w trakcie spotkania. Jego śmierć znacząco wpłynęła na nastroje wśród plemion. Wodzowie, tacy jak Manuelito, którzy optowali za zmasowanym oporem wobec najeźdźców, zyskywali coraz większe poparcie.

    Dalsze walki stały się coraz bardziej zaciekłe. Pod coraz większym naporem sił USA, oraz po druzgocących suszach i surowych zimach, Navajo zaczęli stopniowo poddawać się oraz ulegać żądaniom Amerykanów.

    Jednym z nich była gwałtowna, przymusowa relokacja plemion Navajo do rezerwatu Bosque Redondo w Fort Sumner w Nowym Meksyku.

    cdn.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #indianie #indianskieopowiesci #gruparatowaniapoziomu #usa
    pokaż całość

  •  

    Cześć!

    Tym wpisem chcę rozpocząć publikowanie pod tagiem #indianskieopowiesci. Jak sama nazwa wskazuje, będę pod nim umieszczał ciekawostki oraz historie związane z plemionami Indian Ameryki Północnej.

    Aby nie przedłużać, zacznijmy od plemienia Navajo, a dokładniej rzecz biorąc - Wielkiego Marszu Navajo (1864), czyli akcji zorganizowanej przez Rząd Federalny Stanów Zjednoczonych mającej na celu przesiedlenie tego plemienia z zasiedlonych przez nich terenów, aż do Fortu Sumner we wschodnim Nowym Meksyku.

    Wpis podzielę na 3 części - wstęp, w którym to pokrótce nakreślę kim właściwie byli Indianie z plemienia Navajo, opis pierwszych spotkań z europejskimi najeźdzcami, oraz opis samego Wielkiego Marszu.

    Wstęp - kim właściwie byli Navajo?

    Navajo ( Diné) są drugim (tuż po Cherokee) plemieniem indiańskim pod względem wielkości. Zgodnie z starożytnymi wierzeniami Navajo, które oni sami zwali Diné Bahane, granice ich ojczyzny były wyznaczone przez cztery szczyty : Sisnaajiní (Blanca Peak) i Dibé Nitsaa (Hesperus Mountain) w Kolorado, Tsoodził (Mount Taylor) w Nowym Meksyku oraz Dookʼoʼoosłííd (San Francisco Peaks) w Arizonie.

    Posługują się oni piekielnie trudnym językiem ( Diné bizaad), niepodobnym w żaden sposób do żadnego z języków indoeuropejskich. Spędził on sen z powiek niejednemu lingwiście, próbującemu poznać tajniki tego indiańskiego języka. Amerykanie postanowili to sprawnie wykorzystać w trakcie drugiej wojny światowej, wykorzystując szyfr oparty na języku Navajo w komunikacji radiowej na froncie Pacyfiku. O tym więcej wspomnę w oddzielnym wpisie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Prowadzili zbieracko-łowiecki tryb życia, aż do spotkania sąsiedzkiego plemienia Pueblo, od którego to szybko "podpatrzyli" m.in metody uprawy kukurydzy i fasoli. Po przybyciu Hiszpan pod koniec XVI wieku, rozpoczęli również hodowlę owiec oraz kóz. Oba te zwierzaki szybko zajęły stałe miejsce w ich diecie jak i handlu, stając się swojego rodzaju walutą oraz wyznacznikiem statusu społecznego.

    Zarówno spotkanie z Pueblo jak i Hiszpanami miało bardzo duży wpływ na styl życia Navajo. Dzięki uzyskaniu odpowiedniej wiedzy na temat rolnictwa i hodowli zwierząt ( co umożliwiło pozyskanie stałego źródła pożywienia) mogli sobie pozwolić na przejście na bardziej osiadły tryb życia. Wyraźnie odróżniło ich to od ich sąsiadów, którzy wciąż woleli wędrować w poszukiwaniu jedzenia oraz schronienia.

    Wełna pozyskiwana z owiec dała również impuls do rozwoju ważnej części kultury Navajo, którą było tkactwo. Navajo wykonywali z niej wzorzyste, kolorowe tekstylia jak koce, czy dywany, które potrafiły osiągnąć całkiem wysokie jak na ówczesne realia ceny.

    cdn.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #indianie #indianskieopowiesci #gruparatowaniapoziomu #usa
    pokaż całość

  •  

    #cytaty #indianie #konie
    "- Gdzie twoim zdaniem, biały człowiek popełnił błąd?
    Wódz wpatrywał się w urzędnika po czym odpowiedział: "Kiedy biały człowiek odnalazł ląd, Indianie już tu rządzili, bez podatków, długu publicznego, z mnóstwem bawołów, bobrów i czystą wodą. Pracowały tylko kobiety, opieka medyczna była za darmo. Mężczyźni spędzali cały dzień na polowaniu i łowieniu ryb; a w nocy uprawiali seks. Tylko biały człowiek mógł być na tyle głupi, aby myśleć, że może to ulepszyć." pokaż całość

  •  

    Już dziś czerwcowa pełnia Księżyca, która nazywana jest Truskawkowym Księżycem

    Nazwa wywodzi się z kultury indiańskich plemion Algonkinów. Nie odnosi się jednak do koloru Księżyca, ale do faktu, że w tym okresie zbierano owoce truskawek.
    W Europie czerwcową pełnię nazywano Różanym albo Miodowym Księżycem.
    Tak czy owak warto w piątek spojrzeć w niebo. Pełnia wypadnie 9 czerwca o godz. 15.10. W tym dniu nasz naturalny satelita wzejdzie około godziny 21. Pełnia zbiegnie się z przejściem Księżyca przez apogeum, czyli punkt orbity znajdujący się najdalej od Ziemi, co nastąpi o godz. 0.21. Odległość Ziemia-Księżyc wyniesie wtedy 406407,8 km. Tarcza Księżyca widoczna na niebie będzie więc nieco mniejsza niż zwykle.
    Co prawda Księżyc nie przybierze truskawkowej barwy, ale może mieć nieco zmieniony kolor, ponieważ będzie widoczny nisko nad horyzontem. Taka sytuacja może zachodzić nie tylko w trakcie pełni, ale przy każdym wschodzie lub zachodzie Księżyca. Później, gdy obiekt wznosi się coraz wyżej na niebie, wraca do swojego normalnego blasku, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Są jednak sytuacje, w których barwa Księżyca zmienia się w czerwoną nawet gdy jest wysoko na niebie – taka sytuacja występuje podczas zaćmień Księżyca.
    Choć blask Księżyca w pełni przeszkadza w obserwacjach innych obiektów astronomicznych ma niebie, ale tym razem można wykorzystać Księżyc do zidentyfikowania na niebie planety Saturn. Będzie bowiem wtedy wieczorem widoczna dość blisko tarczy Księżyca (poniżej). Najmniejsza odległość między Księżycem a Saturnem nastąpi 10 czerwca o godz. 3.18. Oba obiekty będzie wtedy dzielić na niebie 3,1 stopnia.
    Saturn świeci na tyle jasno, że widać go dobrze gołym okiem. Dodatkowo w tym okresie zbliży się do maksimum swojego blasku. Właściciele teleskopów mogą dostrzec pierścienie tej planety.
    W amerykańskim folklorze istnieją różne określenia dla kolejnych pełni Księżyca.
    Plemiona Algonkinów nadały nazwy pełni dla każdego miesiąca:

    styczeń: Wilczy Księżyc
    luty: Śnieżny Księżyc
    marzec: Robaczy Księżyc
    kwiecień: Różowy Księżyc
    maj: Kwiatowy Księżyc
    czerwiec: Truskawkowy Księżyc
    lipiec: Księżyc Poroża
    sierpień: Jesiotrowy Księżyc
    wrzesień: Kukurydziany Księżyc
    październik Księżyc Myśliwych
    listopad: Bobrowy Księżyc
    grudzień: Zimny Księżyc.
    źródło

    Odkrywaj świat z wykopem ---> #exploworld

    #fotografia #ciekawostki #earthporn #astronomia #natura #kosmos #gruparatowaniapoziomu #exploworld #ksiezyc #indianie
    pokaż całość

  •  

    Wódz Ga-Be-Nah-Gwey-Wence aka John Smith z plemienia Chippewa, Cass Lake (Minnesota). Uważany jest za nastarszego rdzennego Amerykanina. Uważa się że żył 140 lat.

    Źródło

    #indianie #ameryka #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #ciekawostka pokaż całość

  •  

    Zebrał wódz indiański "Siedzący Pies" całe swoje plemię na naradę wojenną:
    - Czerwonoskórzy! Jesteśmy wielkim narodem?
    - Taaaaak!
    - To dlaczego nie mamy własnej rakiety z ładunkiem nuklearnym?
    - Taaaa... Zbudujemy? Huurraaa!!!
    Ścięli tomahawkami największą sekwoję w okolicy, wydrążyli ją w trudzie i znoju, według starej, indiańskiej recepty wyprodukowali proch, napchali do wydrążonego pnia, zapletli linę z lian i jako lont wyprowadzili na zewnątrz rakiety.
    - Gdzie ją wystrzelimy?
    - Na Erewań!
    - A dlaczego na Erewań?
    - Innych miast nie znamy...
    Napisali na rakiecie "Na Erewań", zbili się w gromadę i podpalili lont. Jak nie pierdolnęło!!! Prawdziwy Armagedon! Dym, swąd, wszystkich rozrzuciło w promieniu kilkunastu metrów... Wódz bez nogi, bez ręki otrzepuje się z kurzu i mówi:
    - Ja pierdolę!!! Wyobrażacie sobie, co się dzieje w Erewaniu???

    #heheszki #dowcip #indianie #armenia
    pokaż całość

    +: Nadox, J......m +9 innych
  •  

    W Północnej Dakocie narasta opór przeciwko budowie ropociągu. Sprzeciwiają się głównie rdzenni mieszkańcy Ameryki, zamieszkujący rezerwat Standing Rock.

    9 września 2016 r., Największy od lat protest Indian w USA – http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/09/najwiekszy-od-lat-protest-indian-w-usa/

    #usa #dakota #indianie #standingrock #nodapl #ciekawostki
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #indianie

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0,1:0,0:0

Archiwum tagów