•  

    Najmniejszy szczegół

    Jan van Eyck

    W odległej Brugii, na smaganej deszczami równinie w zachodniej części Europy, artyści nie mogli oczywiście czerpać natchnienia z rzymskich ruin. Zresztą czy sztuka zawsze musi być współzawodnictwem z wielkimi dziełami przeszłości?
    - Witaj, przyjacielu. Wchodź, wchodź. - Giovanni Arnolfini wydawał się zadowolony z widoku gościa, choć miał dla niego niewiele czasu. - Jadę w podróż do Włoch. - powiedział. - Zajmuję się właśnie... nieważne, dość, że to duża rzecz. Dlatego sprawę portretu musimy załatwić jak najszybciej, mistrzu.
    - Zajęty z ciebie człowiek, Giovanni.
    Jan van Eyck znał dobrze tego kupca i jego zwyczaje. Obaj służyli Filipowi Dobremu, księciu Burgundii. Arystokrata lubił się otaczać najbardziej utalentowanymi muzykami, pisarzami i malarzami (takimi jak van Eyck). Arnolfini natomiast dostarczał na dwór książęcy rozmaite dobra - na przykład aksamity i jedwabie na ubiory dworzan, a także zamorskie towary.
    - A to co znowu? - Artysta wskazał owoc leżący na parapecie. - Teraz sprowadzasz pomarańcze?
    - Och, to tylko tak... nadarzyła się sposobność. Spróbuj. Pomarańcze były w Brugii niemal tak egzotyczne jak małpy i pawie. I bardzo drogie. Na van Eycku zrobiło to wrażenie. Przestąpił próg.
    - Mogę się rozejrzeć?
    Giovanni Arnolfini i jego młodziutka żona chcieli, by namalować ich portret w scenerii najbardziej eleganckiego pokoju w całym domu. To tutaj przyjmowali gości, tu też znajdowało się najbardziej wystawne łoże.
    "Znajdzie się parę przyjemnych dla oka drobiazgów" - ocenił malarz.
    Drogocenne zwierciadło z malowaną ramą, dywan perski, dobrej jakości szyby w oknach, mosiężny świecznik. A także szaty małżonków. Jako kupiec sukienny Arnolfini mógł zapewnić swojej żonie stroje, których pozazdrościłaby jej księżniczka. Na przykład tę suknię z gładkiego zielonego aksamitu obszytą gronostajem.
    - Ile to będzie kosztować? - zapytał gospodarz.
    Van Eyck zapisał jakąś kwotę w swoim szkicowniku i wyrwał stronę.
    - Hmmm. - Arnolfini podniósł brew. To była niemała suma, lecz kupiec słyszał, że książę Filip bardzo ceni van Eycka. Podniósł mu niedawno wynagrodzenie. Siedmiokrotnie!
    We Włoszech, w ojczyźnie Arnolfiniego, ludzie zawsze wychwalali pod niebiosa Giotta. Lecz, prawdę mówiąc, choć kupiec oglądał freski malarza z Vespignano w kaplicy w Padwie, większe wrażenie zrobił na nim Ołtarz gandawski van Eycka. Rzeczywiście, widz czuł się częścią sugestywnych scen malowanych przez Giotta, lecz to van Eyck zauważał dosłownie wszystko. Czy był to kolor skóry na kobiecym policzku, czy słoje w deskach podłogi, malarz poświecał tyle samo uwagi każdemu szczegółowi. Pracę zawsze zaczynał od skomplikowanych obrazków w szkicownikach - precyzyjnych jak małe klejnoty.
    Lecz to nie była tylko kwestia zamiłowania do szczegółu. Chodziło też o przeświadczenie, że można by wyciągnąć rękę i dotknąć każdej rzeczy na obrazach van Eycka. Artysta malował na deskach, nie zaś na tynkowanych ścianach, a używał najlepszych pędzli oraz specjalnej farby zmieszanej z olejem lnianym. Farba olejna schła znacznie dłużej niż ta używana do fresków. Dopiero kiedy pierwsza warstwa była dostatecznie sucha, van Eyck kładł na nią kolejny kolor, a potem jeszcze jeden - niekiedy pięć lub sześć cieniutkich warstewek farby.
    - Spójrz na dłoń swojej pani - powiedział malarz. - To nie jest jednolity kolor. Pod bielą widać przeświecający różany odcień, a sama skóra ma delikatny połysk...
    - Chcesz powiedzieć, że pocą mi się dłonie? - spytała młoda kobieta ze śmiechem.
    - Ależ skąd! To barwa życia. Podczas gdy... - Van Eyck rozejrzał się po pokoju. - Podczas gdy ten sandał na podłodze to tylko nudny, zwyczajny przedmiot.
    - Lepiej żeby na obrazie nie był nudny, skoro tyle płacę - prychnął Arnolfini.
    Van Eyck wzruszył ramionami.
    - Zobaczymy.
    Ukończenie portretu zajęło dużo czasu. Malarz zaczął od rysunku stojącej w pokoju pary. Potem wykonał bardziej szczegółowe szkice głów oraz niektórych przedmiotów - na przykład zwierciadła czy mosiężnego świecznika. Zanotował, jak padały cienie. A kiedy skończył pracę, pokój na portrecie wyglądał niczym w chwili, gdy drzwi się otworzyły i artysta zauważył własne odbicie w lustrze wiszącym na ścianie. Nad namalowanym zwierciadłem napisał: "Jan van Eyck był tutaj, 1434".
    W późniejszych latach, gdy Arnolfini spoglądał na obraz, przypomniał sobie tamten moment, jakby to było wczoraj. Ten zwariowany rozszczekany piesek, którego kupił dla żony w Gandawie, już od dawna nie żył. We włosach młodej wówczas kobiety - tak pięknej na portrecie - zaczęły pojawiać się srebrne nitki. Van Eyck natomiast poszedł w końcu na tę pielgrzymkę, o której ciągle mówił. Ludzie twierdzili, że to najlepszy malarz w historii, lepszy od wszystkich Włochów. A co do pomarańczy... cóż, sprzedawały się tak samo dobrze jak zawsze.

    Fragment książki "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci" autorstwa Michaela Birda z ilustracjami Kate Evans.

    #ksiazki #ksiazkidladzieci #czytajzwykopem #literatura #sztuka #historiasztuki #malarstwo #janvaneyck
    pokaż całość

    źródło: Jan van Eyck - Portret małżonków Arnolfinich.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów