•  

    Mogłem zabrać maczetę...
    #kajaki #podlasie #podroze

    źródło: 1632294223373.jpg

  •  

    Pilica checked, ewidentnie do powtórzenia. 30km polecam ( ͡° ͜ʖ ͡°) #kajaki

    źródło: IMG_20210910_130059.jpg

  •  

    Cześć,

    O ile pogoda czegoś nie odwinie to wracają ciepłe dni i podrzucamy pomysł na ciekawego spędzenie czasu w kajaku. Spływ kajakiem przez Olsztyn to zaskakująco ciekawa atrakcja, ponieważ Łyna ma tu momentami charakter górski. A na obrzeżach miasta można poczuć się jak w puszczy. Łyna płynie bowiem przez Las Miejski, największy las w Europie, w granicach administracyjnych miasta. Jest silnie pofałdowany, z licznymi wąwozami przez co największa, warmińska rzeka nabiera tu niezłego przyspieszenia. A do tego po drodze mamy naprawdę piękne widoki. Polecamy.

    Zapraszamy też do wykopek ZNALEZISKA

    Kajakiem przez Olsztyn - pomysł na niebanalne spędzenie czasu

    Polecamy też obserwację hasztagu #szalonewalizki jeśli chcecie być na bieżąco z naszymi treściami

    #kajaki #polska #rzeki #warmia #warmiamazury #olsztyn #aktywnosc #podroze #podrozujzwykopem #turystyka
    pokaż całość

    źródło: GOPR0193.jpg

  •  

    Hej mirasy poniżej wstawiam podsumowanie mojej ostatniej #wyprawakajakowa #kajaki Minęły już ponad dwa tygodnie od tego ale wreszcie mam chwile czasu i weny żeby to skończyć. Był to stosunkowo krótki trip w porównaniu do wcześniejszych wyprawa ale jednak sporo kilometrów mimo to udało się zrobić (prawie 180 km). Płynąłem 3 pełne dni, jak zawsze drobnymi przerwami w trakcie oraz obozowaniem na dziko przy rzece. Trasa już mi znana bo płynąłem identyczną na początku maja. Jest to oczywiście trasa Bystrzycą z Lublina do Wieprza i dalej Wieprzem za Dęblin (no i kawałem Wisłą). Różnica taka miedzy tymi wyprawami że tu miałem lepszą pogodę i wydaje mi się że lepszy kajak (bardziej zwrotny i wytrzymalszy co na Bystrzycy jest szczególnie ważne). Oczywiście jak zawsze miałem ze sobą sporo sprzętu kempingowego, co by uprzyjemnić sobie podróż i oczywiście jak zawsze zabrałem za dużo rzeczy i jedzenia, których potem w cale nie użyłem/nie zjadłem. Ogólnie co wyprawę obiecuje sobie że będę kupował jak najmniej żarcia, żeby mieć motywacje do odwiedzania okolicznych wiosek i sklepów i poznawania tychże wiosek i ludzi tam mieszkających, jednakże zawsze przed wyprawą ostatecznie się zaopatrzam jak jakiś preepers , chyba robie to podświadomie xD.

    Dodam że wyprawa oprócz aspektu rekreacyjnego miała też cel logistyczny. Mianowicie po pierwszej wyprawie jeden z moich kajaków został w Lublinie u mnie na stancji (kolega zrezygnował z płynięcia). Więc jako że zbliża się jesień a właściciel stancji miał robić jakiś remont w garażu w którym trzymałem kajak, to trzeba było go przetransportować na leże zimowe do mnie do domu. Dlatego pomyślałem że czemu by nie połączyć pożytecznego z przyjemnym i nie zrobić sobie krótkiego tripa kajakowe, wystarczy jeden dzień wolny w pracy i powinno się udać, jak pomyślałem tak też zrobiłem, a teraz możecie o tym poczytać ;)
    Przechodząc do sedna tego postu, poniżej macie podsumowania tych 3 dni plus współrzędne lokalizacji.

    Dzień 1: Trasa 54 km.
    Był to piątek, piateczek, piątunio a ja dodatkowo wziąłem sobie urlop w pracy aby moc już tego dnia zacząć. Z tym że tego tygodnia miałem 3 zmiany w robocie, więc od razu z pracy pojechałem do mechanika oddałem samochód i poszedłem na stancje po kajak i rzeczy. Po spakowaniu wszystkiego na kajak, przy pomocy wózka transportowego, dociągnąłem całość nad brzeg rzeki w okolicach jazu przy ulicy firlejowskiej. Ludzie którzy rano jechali do pracy w #lublin musieli mieć dobrego mindfucka jak zobaczyli typa w kapoku ciągnącego kajak xD.

    Do rzeki zwodowałem się w okolicach 8 rano i ruszyłem w drogę ku niewdzięcznej Bystrzycy (jej dolnego biegu) by znowu zmierzyć się z przeszkodami, które na mnie tam czekały. Po drodze jeszcze w Lublinie spotkałem sporo wędkarzy, jeden się nawet mocno zdziwił że kajakarz w tym rejonie rzeki pływa xD. Po około 1 godzinach spokojnego i przyjemnego płynięcia dotarłem do mostu na obwodnicy Lublina, gdzie miała zacząć się znowu ciężka przepraw przez śmieci i zawalone drzewa. Wtedy jeszcze liczyłem że może jednak Wody Polskie trochę udrożniły rzekę i uda się ją pokonać bez aż tak dużego wysiłku. Jednak oczywiście się myliłem, mimo początkowych dobrych znaków (brak pierwszej przeszkody z maja)i po około pół godziny dotarłem do pierwszej tamy śmieci. Tym razem już tak nie straszyła, gdyż cała była porośnięta trawą i badylami. Oczywistym było że nie uda mi się przez nią przebić ani przerzucić kajaka, gdyż nie było się na czym oprzeć a jej długość kilku metrów wymagała by dość długiego ciągnięcia kajaka pod tak niestabilnym „gruntem”. Pozostałą tylko jedna opcja czyli przejście bokiem, jednak tu mi się poszczęściło, bo przedmą jakaś grupa nieszczęśników zapusiciła się w ten rejon i wyrobiła przejście w trawie i krzakach. Idąc ich śladem przytargałem kajak i ruszyłem dalej ku kolejnym tamą. Ślady po wcześniejszych eksploratorach skończyły się przy miejscowości Bystrzyca, czyli gdzieś tam postanowili sobie odpuścić dalszą męczarnie. Ja ruszyłem dalej by pomimo przeszkód i tracenia cierpliwości oraz bliskiej utraty oka (sucha gałąź uderzyła w okolice oka i porysowała twarz) około 14:30 dotrzeć do zbawiennych wód Wieprza.

    Dalsze płyniecie tego dnia to już była czysta przyjemność, w Zawieprzycach nawet spotkałem grupę kajakarzy, którzy startowali ze swoim spływem rekreacyjnym. Ja szybkim tempem ruszyłem w stronę Lubartowa, wcześniej przed miastem robiąc sobie przerwę obiadową. Po 18 dopłynąłem do plaży Lubartów, jednak tym razem nie zatrzymałem się tam jak to miałem w zwyczaju, gdyż było już późno a mi zależało na znalezieniu spokojnego miejsca snu. Ostatecznie takie miejsce znalazłem na łące niedaleko Szczekarkowa (20 minut drogi od mostu), i tam rozbiłem mój obóz i zjadłem kolacje (jajecznica z 6 ocalałych po Bystrzycy jajek). Tu niestety miałem nieciekawą akcję bo rozbiłem się na brzegu gdzie była wykoszona trawa z ostrymi łodygami. Pech chciał że gdy napompowałem materac i na niego siadłem, łodyga przebiła go na wylot i musiałem spać na flaku, bo było za ciemno żeby znaleźć dziurę (a powietrze po zaklejeniu następnego dnia i tak schodziło).

    Start: 51.243235, 22.579572
    Śmieciowa zapora 1 51.281260, 22.655461
    Śmieciowa zapora 2 51.283909, 22.657406
    Śmieciowa zapora 3 51.284370, 22.660053
    Drzewna zapora 51.340061, 22.748383
    Przerwa obiadowa: 51.460140, 22.633410
    Obóz: 51.49262450866094, 22.64666669462611

    Podsumowanie dnia pierwszego: https://www.wykop.pl/wpis/59755519/ja-to-chyba-jestem-masochista-ze-sie-zdecydowalem-/

    Dzień 2: Trasa 64 km
    Tego dnia wstałem koło 7 i powoli zacząłem ogarniać siebie i ekwipunek by około 8:30 wypłynąć w dalszy rejs. Celem było dopłyniecie za Jeziorzany, czyli całkiem solidny kawałek. Szybkim tempem udało mi się dopłynąć do Leszkowic, gdzie spotkałem grupę kajakarzy, szybko ich wypłynąłem i ruszyłem dalej. Jako że była to sobota to spodziewałem się dużych ilości kajakarzy na spływach tego dnia ale o dziwo spotkałem potem jeszcze jedną grupę, która rozbijała się w Jeziorzanach i to właśnie też była jakaś dłuższa ekspedycja rodziców z dzecimi (w sumie fajny sposób żeby dzieciaki przeżyły dobra przygodę).
    Dalej płynąłem już trochę spokojniej, by oszczędzić siły na resztę dnia. Około 12:30 dopłynąłem do Sułoszyna, gdzie wybrałem się na wyprawę do sklepu, gdyż koniczyna mi się woda (był to dość upalny weekend) i przy okazji po piwka ( ͡º ͜ʖ͡º). Kajak standardowo zostawiłem przy brzegu a ze sobą wziąłem jedynie portfel i wiosło. Po zakupach i powrocie na brzeg spotkałem dwóch gości, którzy akurat podjechali ciągnikiem (mieli ładować jakieś drzewo), po krótkim przedstawieniu mojej podróży, wypiliśmy wspólnie piwko i pogadaliśmy o sprawach około kajakowych i lokalnych. Uwielbiam takie spotkania z randomowymi ludźmi, zawsze można sobie przyjemnie porozmawiać, wypić piwko i powymieniać się doświadczeniami. Po około 30 minutach musiałem ich jednak opuścić i ruszyć w dalszą drogę w stronę Woli Sromowkiej a potem przez dzikie ostępy Wieprza do Jeziorzan. Za Wolą, w okolicy jednego z moich starych obozów z majowej wyprawy, zrobiłem sobie przerwę obiadową (kuskus z pulpetami ze słoika). Piękno tamtych rejonów Wieprza jest urzekające, rzeka pięknie meandruje a w około rozciągają się zielone łąki niekiedy przecięte zagajnikami drzew lub pojedynczymi drzewami (głownie wierzbami).

    Po 30 minutowej przerwie ruszyłem w dalszą drogę w głąb tych urokliwych rejonów. Po drodze wśród meandrów i trzcin rzeki napotkałem gości płynących pontonem z silnikiem (prawie na mnie wpadli jak wychyliłem się z zakrętu). Pomachaliśmy sobie i każdy ruszył w swoją drogę. Po drodze udało mi się ujrzeć parę czapli białych praz sporo kaczek. Dodatkowo standardowo ślady bytności bobrów ale oprócz tego nic niestety niezwykłego. Około 18 dopłynąłem w końcu do Jeziorzan, gdzie nad tamtejszymi łąkami pasły się krowy i konie, naprawdę świetny widok, żałuje ze nie zrobiłem zdjęć).Nie zatrzymywałem się w wiosce, gdyż miałem wszystko co potrzebne a wieczór się zbliżał i wolałem dopłynąć jak najdalej niż niepotrzebnie tracić czas. Ostatecznie tego dnia udało się dopłynąć za wioskę Blizocin i tam rozbić namiot na skoszonej łące ale tym razem sprawdziłem miejsce rozbicia, żeby znów nie przebić materaca xD.

    Wyprawa do sklepu: 51.597786, 22.509507
    Przerwa obiadowa: 51.600847, 22.378103
    Obóz: 51.582852, 22.206914

    Dzień 3: Trasa 61 km
    Tego dnia wstałem po 5 żeby zrobić siku i po wyjściu z namioty moim oczom ukazała się potężna mgła, na tyle duża że ciężko było cokolwiek zauważyć w promieniu 3 metrów (nie było widać drugiego brzegu rzeki). Z tego powodu położyłem się dalej i poczekałem aż mgła opadnie i wyjdzie pełne słońce. Ostatecznie udało się ruszyć chwilę po 8 rano. Celem tego dnia była oczywiście meta w Prażmowie. Jak zawsze z rana ruszyłem żwawo, dzień zapowiadał się naprawdę pięknie. Po drodze spotkałem kajakarkę w obozie (najwyraźniej tez robiła długi trip bo miała sporo rzeczy i dmuchany kajak), która się właśnie rozciągała, ale niestety nie odpowiedziała na moje dzień dobry i się nie zapoznaliśmy ( ͡° ʖ̯ ͡°).
    Około 10 byłem już w Drązkowie i ruszyłem w stronę Białek Dolnych, co ciekawe na tym etapie nie spotkałem więcej kajaków, pomimo że około 10 grupy na ogół startują. Dopiero przy altanie w białkach dolnych napotkałem startującą grupę, okazało się ze są z mojej gminy, bo używali kajaków gminnych (takie jak mój z ostatniej wyprawy), jednak nikogo z nich nie kojarzyłem (jakieś małolaty).

    Około12-13 dotarłem do mostu na trasie S17 i w okolicy spotkałem kolejne grupki kajakarzy, którzy płynęli do Bobrownik i Dęblina. Około godziny 14 dotarłem na miejsce mojego starego obozu z majowej wyprawy, gdzie tym razem zrobiłem sobie przerwę obiadową (Kus Kus +gołabki ze słoika+ mięso z słoika). Po zjedzeniu ruszyłem dalej ale pogoda zaczęła się psuć i pojawiły się burzowe chmury. Podczas podpływania do mostu w Bobrownikach, rozpoczęła się ostra ulewa i wraz z innym kajakiem rozpoczęliśmy morderczy wyścig pod most ale ostatecznie nim tam dopłynęliśmy to ulewa się skończyła. Ja za to trochę zwolniłem by pogadać sobie z napotkanymi kajakarzami, którzy płynęli pod Dęblin. Pytali mnie o sporo szczegółów dotyczących wyprawa długodystansowych i widać że spodobała im się taka opcja. Dałem nawet jednemu gościowi numer telefonu jak by miał jakieś dodatkowe pytania. Niedaleko ujścia Wieprza do Wisły rozstaliśmy się, oni dobili do brzegu a ja popłynąłem dalej. Po drodze też napotkałem cos Ala festyn albo imprezę poprawioną z wesela, puszczali głośno muzykę i chlali xD.

    Ostatecznie około 16 dotarłem do Wisły a około 18 dotarłem do Prażmowa, gdzie zakończyłem swój krótki spływ. Było bardzo miło i mimo że burza złapała mnie pod koniec to i tak byłem zadowolony.

    Przerwa obiadowa: 51.548619, 21.970775
    Meta: 51.573705, 21.695366

    No i to by było na tyle, z fartem mirski ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #podruzujzwykopem #podroze #pokazmorde
    pokaż całość

    źródło: 2.jpeg

    +: n........y, Pitrowski +84 innych
  •  

    Fajny ten spływ kajakowy w Brodnickim Parku Krajobrazowym. 10km w 3h luźnym tempem (。◕‿‿◕。).
    #kajaki

    źródło: IMG_20210821_123519.jpg

  •  

    Elo Mirki lecimy trzeci i ostatni dzień #wyprawakajakowa

    Jestem za miejscowością Blizocin i zostało mi do celu około 60 km. Także dziś wale na metę xD

    Podsumowania wczoraj nie było ale to zrobię już takie jedno z trzech dni, co by spamu nie robić bo i tak ta trasa już 3 raz przezemnie będzie opisywana.

    Pogoda dziś zapowiada się fenomenalna więc liczę będzie się przyjemnie płynęło.

    Do zobaczenia na mecie i z fartem miraski ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #kajaki #podrozujzwykopem #podroze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1629007744882.JPG

  •  

    Hej mirasy lecimy z drugim dniem #wyprawakajakowa

    Cel na dziś to Jeziorzany, oby udało się dalej ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Pogoda zapowiada się ładna więc spływ powinien przebiec gładko

    Z fartem ( ͡º ͜ʖ͡º) #kajaki #podrozujzwykopem

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: JPEG_20210814_083019_3522942814797309138.jpg

  •  

    Ja to chyba jestem masochistą że się zdecydowałem jeszcze raz Bystrzyce z#lublin do ujcia przepłynąć kajakiem ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Zapraszam na krótkie podsumowanie pierwszego dnia #wyprawakajakowa z Lublina do Dęblina rzekami Bystrzyca, Wiprzem i kawałek Wisłą. Ogólnie w maju robiłem już dłuższy wariant tej trasy więc raczej się nie będę za bardzo rozwodził nad tematem trasy. Spływam drugi raz bo na stan i w Lublinie został mój kajak, po tym jak mój koleszka zrezygnował w czasie pierwszego tripu, więc teraz chce kajak od holować do domu xD.

    Ogólnie dziś zaraz po powrocie z roboty (miałem 3 zm) i odstawieniu fury do mechanika, spakowałem mandżur na kajak i zachlowałem wszystko na brzeg Bystrzycy w okolicach jazu na firlejowskiej (w tamtych okolicach am stancje). Około 8 rano byłem gotowy do startu (energetyk działał na nie bardzo dobrze bo miałem energię i nie chciało się spać - wypiłem litre xD).

    Ogólnie start bez przypału, szybko osiągnąłem most na obwodnicy Lublina i liczyłem że Wody Polskie oczyściły rzekę i łatwiej będzie przepłynąć (w maju odjebałem małą imbe w lokalnych mediach i samorządzie odnośnie zanieczyszczenia rzeki) ale oczywiście tak się nie stało ( ͡° ʖ̯ ͡°). Na odcinku od Lublina do ujścia naliczyłem ponad 40 przeszkód wymagających wyjścia z kajają lub przeciskania się między/pod drzewami w tym 4 przenoski bo nie dało się pokonać zatorów śmieciowych (tych samych co w maju tylko że zamaskowanych roślinnością). Na jednej przeszkodzie omal nie wydłubałem sobie oka na suchej gałęzi i teraz mam ryj pozdzierany xD

    Ostatecznie udało mi się około 14:30 opuścić tą koszmarna rzekę i ruszyć dalej szerokim i szybkim Wiprzem. Niestety przeprawy przez Bystrzyce nie przetrwała część prowiantu (5 jajek i dwa pomidory zgniecione ( ͡° ʖ̯ ͡°)). Mimo tych trudności ruszyłem dziarsko do przodu by zrobić jak najwięcej kilometrów, gdyż w poniedzłek muszę do pracy na 2 zmianę a trasy sppory kawałek został. Dzięki zmotywowaniu udało mi się ostatecznie dostać za szczerkaczów, co myślę że jest nawet sukcesem (ciężko powiedzieć ile zrobiłem kilometrów ale pewnie koło 40-50. Dodatkowo miałem trudności że znalezieniem miejsca na obóz, co wydłóżyło mój rejs.

    Po rozbiciu sie i zjedzeniu wreszcie mogłem się położyć ale mimo 24h bez snu coś nie mogę zasnąć ¯\(ツ)/¯ dlatego piszę teraz to podsumowanie leżąc w namiocie na materacu z którego uszło mi powietrze bo gdzieś się dziura zrobiła. Boli mnie twarz i trochę ręce a w nocy pewnie będzie zimno i zmarznę ale jestem szczęśliwy bo kurna kocham takie akcje xD

    W komentarzach postaram się rzucić jakieś zdjęcia choć nie mam ich za wiele a i internet jest dość słaby ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Z fartem mirasy isorka za niespójny tekst ale słabo mi się myśli ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #kajaki #podrozujzwykopem #podroze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1628883948450.JPG

  •  

    Hej #lublin spadam z tego miasta, może więcej szczęścia znajdę na północy ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #wyprawakajakowa czas zacząć trasa Lublin - Dęblin- Prażmów, na oko około 160 km z tego co pamiętam. Płynę kawałek Bystrzyca, potem wieprz i na koniec kawałek Wisłą.

    Życzcie szczęścia miraski, oby Bystrzyca była czysta ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Z fartem

    #kajaki #podrozujzwykopem #podroze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1628834525278.JPG

  •  

    #czujedobrzeczlowiek #natura #wakacje #kajaki #zielonomi

    Mirasy, Mirabelle, relaksujcie się urlopowo albo w weekend, ewntualnie na "łorkejszyn", ale łapcie dla siebie chwile.

    Oddech...

    Zielono mi.

    (⌒(oo)⌒)

    źródło: 20210731_122557.jpg

  •  

    Aligatorów nie było ale żółwi i ptaków setki, piękna woda ale zimna :-) #lajstawusa #natura #przyroda #kajaki

    źródło: IMG_4067.jpg

  •  

    #gif #kajaki #relaks A woda jest bardzo czysta.

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    Dziś ładna pogoda to #kajaki w #norwegia
    A za tydzień zaczynamy dwutygodniowy trip po norwegii

    źródło: IMG_20210711_125035__01.jpg

  •  

    A Wy co, pewnie w janussexach odliczanie tylko godziny do 16? Ha, nawet mi Was nie żal.
    Tak trzeba żyć! (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    Jeszcze tylko 10km spływu i ognisko (。◕‿‿◕。)
    Wasze zdrowie! ;)
    #kajaki #splywkajakowy #wakacje #chwalesie

    źródło: IMG_20210625_114731.jpg

  •  

    Dwudniowy spływ Pisą kajakiem pneumatycznym
    #kajaki #kajak #splyw #podroze #podrozujzwykopem #urlop #mazury

    źródło: consent.youtube.com

    •  

      @marcintom: jak oceniasz stabilność tego kajaka? Zamówiłem wersję dwuosobową, jestem z Mazur i chciałbym bezpiecznie pływać po dużych akwenach typu Mamry czy Śniardwy. Radzi sobie na większej fali?

    •  

      @cezeterson: Na tych jeziorach nie pływałem, nie przepadam za tłokiem na wodzie ;) Kajak jest stabilny (prawie metr szerokości robi swoje) i ciężko go wywrócić. Wiadomo, sporo zależy od umiejętności kajakarza, jak radzi sobie z mocną falą boczną bo ta jest najgroźniejsza, czołowa/rufowa to pikuś - nic się nie stanie, pływałem przy takiej przelewającej się do kajaka i problemu nie było. W mojej opinii te kajaki są stabilniejsze od "plastiku i więcej wybaczają błędów przy balansowaniu na fali pokaż całość

    • więcej komentarzy (32)

  •  

    Pozdro 600 (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    #kajaki #roztocze #podrozujzwykopem #podroze

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: embed.jpg

  •  

    Pływamy ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #kajaki

    źródło: JPEG_20210611_092317_2119586966408374141.jpg

  •  

    Chwila przerwy
    Swoją drogą w życiu tak ch..owym kajakiem nie płynąłem, nie ma szans żeby utrzymał kierunek( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #kajaki

    źródło: 1622977382133.jpeg

  •  

    Podsumowanie akcji EkoKajak
    W nawiązaniu do tego wpisu https://www.wykop.pl/wpis/57668225/akcja-ekokajak-na-zabim-kruku-motlawa-na-szybko-o-/
    Łącznie, przez caly maj, udalo sie zebrac 3830 litrów śmieci, o wadze 974 kg. Jeszcze lepszą informacją, jest to, że akcja zostala przedłużona do końca sierpnia, jedynak jedynie w dni robocze. Polecam wszystkim odwiedzającym Gdansk w ramach wakacji. Mi i mojej dziewczynie sprawilo to mega frajdę, a poczucie zrobienia czegos dobrego towarzyszlo nam przez dlugi czas
    EkoKajak o co chodzi- na Żabim Kruku (przystań w centrum Gdańska na Motławie) mozna za darmo na 2h wypożyczyć kajak/rower wodny/łódkę. W tym czasie trzeba zapełnić śmieciami 30l worek. Chwytaki i worki są zapewnione.
    #gdansk #trojmiasto #gruparatowaniapoziomu #kajaki #podroze #sprzatamylasy
    pokaż całość

    źródło: m288_gdansk_002.jpg

    +: 6th_Sense, r...............m +177 innych
  •  

    Natura. Śpiew ptaków, szum strumyka i ta cisza.
    #kajaki

    źródło: IMG_20210530_084834__01.jpg

  •  

    Hej mirasy poniżej wstawiam podsumowanie mojej #wyprawakajakowa #kajaki rzekami Bystrzycą, Wieprzem oraz kawałek Wisłą . Podsumowanie to będzie miało raczej formę wskazania punktów na mapie, w których byłem, gdzie spotkałem przeszkody lub gdzie się zaopatrzałem. Dodatkowo do każdego dnia w kleje link z oddzielnego podsumowania dziennego (jak by kogoś interesowało), tam są też zdjęcia z danego dnia.

    Wypraw rozpoczęła się w poniedziałek 03.05.2021 około 16:30. Wcześniej jednak zorganizowałem transport kajaków oraz prowiant. To była pierwsza długa wyprawa w której, wyruszałem z kompanem. Znajomy, który był mocno napalony bushcraftem, chciał się sprawdzić w kajakach i poćwiczyć obozowanie. Miejscem startu były okolice miejscowości Zakrzówek, kawałek za zaporą w tejże miejscowości.

    Poniżej współrzędne różnych lokacji, które odwiedziłem. Jeśli mowa o przenoskach to są tu uwzględnione tylko przenoski architektoniczne, przenoski spowodowane zawalonymi drzewami ciężko mi określić gdzie były a w dodatku było ich tak wiele że nie sposób było to zapamiętać. Dodatkowo w drugim dniu pokonaliśmy kilka jazów ale udało się je pokonać w kajaku przepływając przez nie.

    Dzień 1: Trasa 3,3 km. Jak wspominałem powyżej wyprawa z pewnych względów zaczęła się dość późno. Wodowaliśmy się można powiedzieć że na skraju miejscowości Zakrzówek przy starym mostku w lesie. Napotkany rybak od razu oznajmił nam że czeka nas kilka zwalonych drzew po drodze i trasa w tej okolicy jest dość uciążliwa ale mimo to uznaliśmy że nie powinno być tak źle. Warto w tym miejscu dodać że dzień wcześniej nad Lubelszczyzną przeszły silne wichury, które trochę drzew naprzewracały i częściowo odpowiadały za przeszkody na rzece. Ten krótki odcinek, który tego dnia pokonaliśmy był przedsmakiem tego co będzie nas czekać dnia następnego oraz w środę. Ilość przeszkód i kombinacji żeby je pokonać była ogromna, pierwszy raz się spotkałem z aż tak dużą ilością przenosek na tak krótkim odcinku (czy to przerzucenie kajaka przez przeszkodę, przepchnięcie pod drzewem czy przejście lądem). Ostatecznie pomimo że płynęliśmy 2 godziny to zrobiliśmy trochę ponad 3 km więc bardzo słabo. Obóz rozbiliśmy nieopodal jakieś wioski po drugiej stronie rzeki, przy przeprawie rzecznej (płyty ustawione po szerokości do przejazdu dla ciągników i wyższych samochodów). Zjedliśmy kolację, rozpaliliśmy ognisko i na sen uraczyliśmy się butelką Jim Beam’a ( ͡º ͜ʖ͡º).
    Start: 50.968205, 22.397712
    Obóz: 50.990841, 22.414113

    Dzień 2: Trasa 23 km Po śniadaniu i zwinięciu obozu, wypłynęliśmy około 8:30 w dalszą drogę dziką rzeką Bystrzycą. I niestety zaraz po starcie napotkaliśmy na przeszkody w postaci obalonych drzew. Na ogół trzeba było zejść z kajaka i przerzucić go przez drzewo lub przepchnąć dołem. Ja z racji doświadczenia radziłem sobie w ten sposób że stawałem na przeszkodę (powalone drzewo) i przeciągałem kajak. Niestety kolega miał większe trudności ze złapaniem równowagi w takich sytuacjach i musiał często wchodzić do wody (która na początku maja jest jeszcze dość zimna). Mimo to niestudzenie pokonywaliśmy kolejne kawałki trasy. Przeszkody pojawiały się co 200, 300 metrów. Raz były to obalone drzewa, innym razem mostki w poprzek rzeki stworzone przez ludzi a jeszcze innym razem krzaki zwisające z brzegu. W miejscowości Borkowizna trafiliśmy na pierwszy stary młyn na rzece, który niestety blokował płyniecie i trzeba było przenieść kajaki około 200 metrów. W między czasie zamieniłem się z kompanem na kajaki, ja wziąłem wypożyczony kajak z laminatu (który był dłuższy i cięższy) a jemu oddałem mojego aquariusa (polietylen o długości 4 metrów). Pozwoliło mu to na szybsze płynięcie. Około 13 dotarliśmy do kolejnego starego młyna, gdzie również konieczna byłą przenoska. Tam zrobiliśmy przerwę obiadową i tu niestety kompan oświadczył mi że chyba nie da przepłynąć całej trasy i jeśli będzie taka możliwość to chciał by zakończyć spływ Lublinie. Po 14 udało się dopłynąć do Strzyżewic, gdzie jak miałem nadzieje trasa się poprawi. Jednak moje nadzieje okazały się płonne. W tej części rzeki może było trochę mniej drzew ale za to pojawiło się jak by więcej mostków i dodatkowe sporo małych jazów (które na szczęście udało się pokonać w kajaku). W okolicach 17 dotarliśmy przed Osmolice, gdzie czekała nas kolejna przenoska a już za nią trasa okazał się całkiem przyjemna (normalnie organizowane są tu spływy kajakowe). Przed 19 udało się dotrzeć do ostatniej tego dnia przenoski w Prawiedniku, gdzie trzeba było przenieść kajaki przez dość ruchliwą drogę na zaporze. Ostatecznie około 20 minut za Prawiednikiem, pod lasem sosnowym rozbiliśmy obozowisko. Tym razem skupiliśmy się na szybkim ogrzaniu, zjedzeniu i pójściu spać, gdyż ten dzień był dość męczący. Przyrodniczo było to bardzo piękny obszar, w dużej mierze brzegi rzeki są pokryte drzewami, bobry na pewno tu bytują bo po drodze spotkaliśmy jedno żeremie i sporo powalonych przez nie drzew. Dodatkowo niezliczone odgłosy różnych gatunków ptaków zachwycały swymi koncertami.

    Przenoska 1 51.011652, 22.422716
    Stary młyn i przerwa obiadowa: 51.030390, 22.426516
    Przenoska 3: 51.103812, 22.496693
    Przenoska 4: 51.140484, 22.500801
    Obóz: 51.148550, 22.497406

    Podsumowanie dnia 1 i 2: https://www.wykop.pl/wpis/57275141/hej-mirasy-ponizej-podsumowanie-pierwszego-i-drugi/

    Dzień 3: Trasa 38,5 km Podobnie jak dzień wcześniej, rozpoczęliśmy od śniadania i ogarnięcia się. Kolega podjął już decyzje o zakończeniu a ja dograłem plan pozostawienia kajaka u mnie na stancji (mieszkam w Lublinie). Wyruszyliśmy podobnie ja ostatnio około 8:30. Rzeka w tym miejscu była stosunkowo szeroka i powolna. Po drodze natknęliśmy się na ekipę która wycinała powalone drzewa, co pokazuje że ten odcinek jest regulowany w celu organizacji spływów. Po 9:00 udało się dopłynąć do mostu w Zemborzycach i tym samym wpłynąć do zalewu Zembrzyckiego. Fajne było to uczucie przepływać przez kanał do zalewu, ze świadomością że na ogół przejeżdżam tamtędy rowerem i zawsze marzyłem żeby kajakiem też tą trasę zrobić. Pomimo moich obaw co do płynięcia zalewem, udało się go pokonać całkiem sprawnie i już przed 10 byliśmy na tamie. Dalej trzeba było przenieść kajaki na drugą stronę tamy, co na szczęście nie było takie trudne, gdyż można je było ciągnąć po trawie za ścieżką rowerową. W tym miejscu kolega @ubeusz zaproponował mi pomoc przy pilnowaniu jednego kajaka, gdy z kompanem z wyprawy będziemy chować drugi. Za tamą nad zalewem zaczynał się #lublin i naprawdę bardzo miło mi się płynęło przez znajome okolice, które tak często przemierzałem czy to rowerem czy pieszo (aż się łezka w oku zakręciła ( ͡º ͜ʖ͡º)). Chwile po 11 udało się dopłynąć do jazu przy ulicy Firlejowskiej, gdzie czekał już @ubeusz Po szybkim przywitaniu, przeszliśmy do spraw organizacyjnych. Przenieśliśmy mojego aquariusa do mnie na stancje, następnie zrobiłem zakupy i wróciłem nad rzekę. Tak pożegnałem się z kolegami i ruszyłem w dalszą podróż. Z miasta wypłynąłem około 12 :30. Za miastem rzeka wyglądała całkiem spoko (tj brak żadnych przeszkód, dość szeroko i nurt niczego sobie), jednak zaraz za przekroczeniem ostu na obwodnicy rozpoczął się prawdziwy horror kajakarza. Rzeka zaczęła mocno meandrować a za każdym prawie zakrętem były powalone drzewa, które zagradzały całe koryto. Co gorsza na drzewach osiadały tony śmieci, które tworzyły śmieciowe tamy nie do przepłynięcia (przez drzewo przynajmniej da się kajak przerzucić a jak są śmieci to się nie da do tego drzewa dopłynąć). Dodatkowo rzeka w tym rejonie jest dość głęboka więc trzeba być maksymalnie skupionym bo każdy zły ruch podczas pokonywania przeszkody może się skończyć bardzo źle. Co gorsza około 17 złapała mnie ulewa, która jak się potem okazało trwała prawie przez cała noc. W okolicach Spiczyna natrafiłem na kilka powalonych drzew, w taki sposób że ani nie przerzucił bym przez nie Kajka ani nie przepchnął go pod nimi. Skutkowało to tym że w deszczu musiałem przeciągać kajak około 100 metrów, przez pokrzywy i po dość stromym brzegu. Po tym wysiłku doszedłem do wniosku że już nie ma coś męczyć i moknąć tylko trzeba szukać miejsca na obóz. Ostatecznie znalazłem takie w Spiczynie (jak się potem okazało na czyjejś działce). Pomimo pewnych trudności (uszkodzony pałąk) udało się rozbić namiot, nadmuchać materac i zabezpieczyć ważniejsze rzeczy oraz przebrać i coś zjeść w namiocie. Po tym jakoś udało mi się usnąć mimo zimna i wilgoci.

    Przenoska 1: 51.193597, 22.538540
    Przenoska 2 i rozstanie z kompanem: 51.242689, 22.578260
    Śmieciowa zapora 1 51.281260, 22.655461
    Śmieciowa zapora 2 51.283909, 22.657406
    Śmieciowa zapora 3 51.284370, 22.660053
    Drzewna zapora 51.340061, 22.748383
    Obóz: 51.345769, 22.747569

    Podsumowanie dnia 3: https://www.wykop.pl/wpis/57320369/hej-mirasy-ponizej-podsumowanie-trzeciego-dnia-wyp/

    Dzień 4: Trasa: 71,5 km. Cóż tego dnia wreszcie mogłem wypłynąć na szerokie wody Wieprza i przyspieszyć trochę tempa na szerokich wodach tej rzeki. Jednak pierw jak co dzień było trzeba się ogarnąć przed startem. Tego ranka wstałem dość wcześnie ze względu że było mi deka zimno po wczorajszej ulewie. Deszcz przestał padać ale trochę wody wdarło się do namiotu (dzięki Bogu na tą wyprawę zabrałem nowy duży materac dmuchany na cały namiot (2mx2m) więc woda była pod materacem). W czasie organizowania się na nowo i sprawdzania strat po ulewie, odwiedził mnie właściciel działki na której się rozbiłem. Na szczęście okazał się sympatyczny i poopowiadał trochę o rzece i swojej działce. Po zjedzeniu, wstępnym osuszeniu materaca i namiotu i spakowaniu się, około 7:30 ruszyłem w drogę. Ranek był słoneczny i wietrzny, taki też okazał się cały ten dzień. Po pokonaniu jeszcze kilku przeszkód na Bystrzycy dotarłem przed 8 do ujścia rzeki do Wieprza. Wielka to była dla mnie ulga gdyż wiedziałem że od tej pory dużych problemów z zaporami mieć nie będę i stąd prosta droga do domu. Ruszyłem pełna parą, prawie ciągle wiosłując by nadrobić stracony czas na Bystrzycy. Pokonywałem kolejne miejscowość i mosty które wskazywały mi mniej więcej obszar w którym się znajduje. Brzegi na tym odcinku Wieprza są raczej niskie i porośnięte drzewami. Mogłem przypominać sobie moją podróż tą rzeką z przed dwóch lat, odwiedzając stare miejsca postoju. Takim starym przystankiem była plaża w Lubartowie, gdzie zrobiłem sobie przerwę obiadową (dwie puszki śledzi i puszka pasztetu plus suchary). Następnie ruszyłem w stronę Luszawy, gdzie dwa lata temu rozbiłem obóz. Celem na ten rok było popłyniecie dalej, by pokonać dystansowo siebie z przed dwóch lat (wtedy startowałem z Kijan, wiec podobne miejsce startu). Po drodze mogłem oprócz przyrody, podziwiać również piękne rezydencje jakie ludzie pobudowali nad rzeką przy wyższych zboczach. Niektóre były naprawdę cudowne z dużymi oknami skierowanymi na rzekę, aż w człowieku budzi się zazdrość xD. Do Luszawy dopłynąłem około 15:30 a więc miałem około 3,5 godziny przewagi nad sobą z przeszłości xD. Zjadłem tam batona i wypiłem piwo by uczcić to zwycięstwo nad samym sobą i ruszyłem dalej by jak najdalej dopłynąć. Dość szybko minąłem Serock i zaraz potem dopłynąłem do mostu na krajowej 19 (przyszłą via Carpatia). Zaraz za tym mostem, zacumowałem przy pobliskiej wsi żeby dokupić sobie coś do jedzenia jednak niestety sklep okazał się zamknięty. Robiło się coraz chłodniej i powoli zapadał wieczór, przed 19 zacząłem rozgladać się za miejscem na nocleg. Problemem okazało się to że ciężko takowe miejsce było znaleźć gdyż brzeg zrobił się troszkę wyższy a co gorsza pokryty pokrzywami. Jednak około 19:30 udało mi się znaleźć ładną łakę przy rzece, nieopodal jakieś wsi. Tam tez rozbiłem obóz i przygotowałem jedzenie. Byłem mega szczęśliwy bo wiedziałem że tego dnia wyrównałem albo pobiłem swój rekokr dprzebytej trasy jednego dnia (70 km- jak widać pobity xD)
    Przerwa obiadowa : 51.468081, 22.630926
    Przerwa w dawnym obozie: 51.571238, 22.568868
    Wyprawa do sklepu (sklep zamknięty): 51.612059, 22.458066
    Obóz: 51.605404, 22.391632
    Dzień 5: Trasa 59,5 km. Tego dnia przywitał mnie lekki deszczyk ale nie było tak źle jak dzień wcześniej. Wyspałem się i byłem gotowy na kolejne zmagania. Mimo delikatnej mżawki, okolica w której się rozbiłem prezentował się naprawdę pięknie. Mogę uznać że to miejsce było najlepszym obozem podczas całej trasy. Mimo to musiałem opuścić to piękne miejsce, bo przedmą jeszcze sporo kilometrów do pokonania. W drogę wyruszyłem około 8:30, moim pierwszym celem była miejscowość Jeziorzany. By się tam dostać musiałem pokonać około 10 km naprawdę dzikiego rejonu. W drodze do Jeziorzan mogłem podziwiać masę różnych ptaków, które w tych okolicach gniazdują jak i ssaków (bobry sarny). Ilość saren oraz łabędzi jakie spotkałem z rana w drodze do Jeziorzan była ogromna, chyba jeszcze tyle tych stworzeń w jeden dzień nie widziałem. Dodatkowo masa innych gatunków, których nazw nie kojarzę, naprawdę magiczna krajna, szczególnie o tej porze roku. Około 10 dotarłem do miasteczka, gdzie udałem się do sklepu po jedzenie i płaszcz przeciwdeszczowy. Dodatkowo zrobiłem sobie tam przerwę śniadaniową i podziwiałem rozlewiska Wieprza w tym rejonie. Następnie około 11 ruszyłem w dalsza drogę w stronę Blizocina i Osmolic (Białek Dolnych). Tą część Wieprza znam już dość dobrze bo 3 raz tędy płynąłem, rzeka ma tu zarówno wysokie skarpy orane przez nurt (meandry), jak i plaże z osadzonego materiału niesionego przez wodę. W dodatku rzeka jest szeroka i pojawiają się pierwsze małe wyspy lub rozwidlenia rzeki. Pogoda niestety nie dopisywała bo co i rusz zrywał się deszczyk (na szczęście miałem dość dobrą pelerynę z Jeziorzan) i wiał wiatr, który utrudniał płyniecie. Pomimo tych uciążliwości około 16 dotarłem do altany w Białkach Dolnych. Był to kolejny mój stary obóz, który odwiedziłem. W tym miejscu podjadłem trochę kiełbasy kupionej w Jeziorzanach i chwilę odpocząłem. Następnie ruszyłem w stronę mostu na s17, z którego prawie co tydzień zdarza mi się obserwować rzekę jak przejeżdżam tamtędy samochodem w drodze z lub do Lublina. Dotarłem tam około 18 i ostatnim celem miała być miejscowość Bobrowniki ale z racji że robiło się chłodno doszedłem do wniosku że nie ma co się forsować i rozbiłem obóz w okolicy wsi Sędowice. Na miejscu się rozbiłem i przygotowałem kolację. W miedzy czasie odwiedził mnie miły starszy Pan, który mieszkał we wsi od urodzenia i opowiedział mi trochę historii ze swojego życia. Zawsze to miło spędzony wieczór.

    Wyprawa do sklepu i drugie śniadanie: 51.600064, 22.278576
    Przerwa obiadowa w dawnym obozie: 51.573599, 22.060639
    Obóz: 51.549928, 21.972618

    Podsumowanie dnia 4 i 5: https://www.wykop.pl/wpis/57371537/hej-mirasy-ponizej-podsumowanie-czwartego-i-piateg/

    Dzień 6: Trasa 26 km. Był to ostatni dzień mojej wyprawy i raczej nie zapowiadał się że będzie on długi. Można powiedzieć że byłem już rzut beretem od Dęblina a stamtąd do domu to już chwila ;). Zwinąłem obozowisko dość wcześnie i wypłynąłem około 7:30. Tym razem zdecydowałem się na płynięcie w spodniach i butach gdyż doszedłem do wniosku że nawet jeśli się zmoczą to i tak dziś dopłynę wiec nie będzie to miało znaczenia. A po nocce było mi dość zimno, gdyż dzień należał do chłodniejszych 9a przynajmniej ranek nad rzeką). Po starcie dość szybko dopłynąłem do Bobrownik stamtąd dalej w stronę Dęblina. Po Dorze spotkałem ciekawego kompana , a był nim bocian czarny, który gdy zauważał że płynę w jego kierunku odlatywał 100 metrów dalej i tak w koło przez pół godziny. Ostatecznie udało mi się od niego odczepić (albo jemu ode mnie xD) w miejscu gdzie rzeka opływała wyspę, on schował się w jednym kanale a ja popłynąłem drugim. Po tym rozstaniu, w okolicach Dęblina (ale jeszcze na wieprzu) zacumowałem na siku i małe co nieco, po czym ruszyłem w stronę dwóch mostów na Wieprzu i ujściu rzeki. Do Wisły dopłynąłem około 10, powitały mnie silne fale wsteczne i porywisty wiatr, czyli coś czego najbardziej nie lubię na królowej polskich rzek. Dość szybko przepłynąłem przez most kolejowy a następnie most samochodowy na Wiśle i ruszyłem w stronę Stężycy, w drodze niestety również delikatnie pokrapywało ale pokazywało się też słonko. Fale były naprawdę silne i żeby płynąć we właściwym kierunku, trzeba było non stop wiosłować, było to dość męczące i dwa czy trzy razy zrobiłem sobie przerwę przy brzegu. Ostatecznie do celu udało się dopłynąć około 12:20. Na koniec jeszcze musiałem zamoczyć nogi w Wiśle bo trzeba było przeciągać kajak przez płyciznę do brzegu.

    Przerwa na drugie śniadanie i siku: 51.534810, 21.878358
    Meta: 51.573598, 21.695224

    Podsumowanie dnia 6: https://www.wykop.pl/wpis/57388203/hej-mirasy-wyprawakajakowa-kajaki-zostala-zakonczo/

    Pozdrawiam i gratuluje tym którzy przebrnęli przez tą zbyt długą ścianę tekstu. Niestety żeby cos opisać chyba krócej się nie dało xD. Podróż taka jak ta niesie ze sobą wiele ciekawych przygód i zdarzeń i by wszystko zapamiętać a potem spisać to można by książkę napisać xD. Sądziłem że w tym roku to będzie moja pierwsza i jedyna podróż kajakowa ale ze względu na to że w Lublinie mi został jeden kajak to pewnie powtórzę skrócony wariant tej trasy jakoś w wakacje xD.

    Cóż ogólnie jak co wyprawa, tak i teraz serdecznie was zachęcam do tego typu aktywności fizycznej, bo to dodaje hartu ducha i poszerza horyzonty ( ͡º ͜ʖ͡º). Jak raz na jakiś czas się odwali taka podróż to na starość się nie będzie narzekać jak ten Janusz z pasty co nigdy nic nie widział, nigdy nigdzie nie był i nigdy nie żył….
    No i podstawowe przesłanie z tej wyprawy NIE ŚMIEĆCIE PROSZĘ!!11, dbajmy o naszą ziemie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Pozdro z fartem mirasy ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

    źródło: 1621539364946.jpg

  •  

    Hej mirasy, #wyprawakajakowa #kajaki została zakończona ( ͡º ͜ʖ͡º). Poniżej podsumowanie ostatniego dnia wyprawy.

    Tego dnia wstałem chwilę przed 6 i trochę poleżałem po czym powoli zacząłem się ogarniać. Namiot oraz materac od spodu były mokre, ale ostatecznie zdecydowałem się ich nie suczyc bo i tak to ostatni dzień i wysuszy się w domu. W dodatku pogoda również nie była najlepsza na suszenie. Na śniadanie tradycyjnie zupka chińska ale tym razem dodatkowo kanapki z pasztetem, bo nie zamierzałem stawac na jedzenie tego dnia więcej. Po w miarę sprawnym pakowaniu wyruszyłem w drogę około 8.

    Na kajak pierwszy raz podczas tego spływu założyłem spodnie bo nie dość że było chłodno i deszczowo to jeszcze co i rusz wiało w twarz. Spawanie tego dnia było dość trudne ze względu na silny wiatr właśnie ale mimo to dość sprawnie dopłynąłem do Bobrownik a potem dalej w stronę ujścia. Po drodze udało i się zobaczyć, chyba pierwszy raz w życiu na żywo bociana czarnego (skubany był przy mnie przez bite 30 minut, bo ilekroć ja płynąłem w dół rzeki i się do niego zbliżałem to on odlatywał kilka metrów dalej w kierunku mojego spływu). Ciekawe ptaszysko.

    Wieprz na końcowej części przypomina mega długie jezioro i niekiedy wsteczną fala jest silniejsza niż nurt co utrudnienia pływanie. Plusem jest to że rzeką jest już naprawdę szeroka i gdzie nie gdzie powstają nawet wyspy (jak na Wiśle). Nie zatrzymałem się na rządnej z nich ale fajnie było opływać takie wysepki.

    Około 10 dopłynąłem do ujścia i od razu w oczy rzuciły się dwa mosty w Dęblinie ( kolejowy i samochodowy. Z ciekawostek to Dęblin w sumie ma cztery mosty, bo dwa są jeszcze na Wieprzu przy samym ujściu). Dodatkowo w oczy ale i w ręce rzucił się silny wiatr i fala wsteczna na królowej polskich rzek. Pływanie w takich warunkach jest bardzo ciężkie szczególnie że co i rusz kąpał deszcz.

    Po minięciu miejscowości Stężyca, zaczęła się jeszcze większa wichura i co gorsza zaczął przez chwilę nawet padać grad. Warunki tego dnia były naprawdę słabe. Mimo spodni i płachty przeciwdeszczowej i tak było mi zimno, w dodatku zaczęły boleć ręce gdyż praktycznie non stop musiałem wiosłować, gdyż jeśli przestawałem to kajak się momentalnie zatrzymywał.

    Ostatecznie po godzinie 12 udało się dotrzeć do wypragnionej mety w miejscowości Prazmow. Trudny to był spływ, szczególnie jego początkowa faza (przenosi) ale i później że względu na słaba pogodę. Mimo to cieszę się że się udało bo pokazało to też mi że się łatwo nie poddam przez byle deszcz czy wiatr.

    Pozdrawiam mirki, a na koniec #pokazmorde w żółtym płaszczu ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

    źródło: 1620485259898.jpg

    •  

      Ale z drugiej strony na pewno naturalnym nie są góry/tamy śmieci które napotkaliśmy i tu myślę że czy wody polskie czy samorząd w jakimś stopniu powinien reagować, bo indywidualne osoby nawet gdyby chciały to nie są w stanie tego ogarnąć

      @szaman136: Niestety nie całkiem masz rację. Te góry śmieci to w naszym "klimacie" element niestety naturalny. To nie jest przypadek że natknąłeś się na nie poniżej miasta. To są śmieci Lublina oczywiście. Żyje tu wszak ponad 300k ludzi, a jesteśmy ciągle niestety narodem śmieciarzy. Co do lokalnego samorządu to na wiele bym nie liczył. Jeśli byś znalazł kogoś do pozbierania tego w worki, to pewnie pozbierali by je z najbliższej drogi i wywieźli. Są gminy gdzie i z tym był by problem. W tym przypadku akurat by mnie to strasznie nie dziwiło. Ciężko oczekiwać od podmiejskiej gminy by cyklicznie utylizowala śmieci napływające z wojewódzkiego miasta. Piszę cyklicznie bo nawet po wyzbieraniu sytuacja bardzo szybko się powtórzy. Kompleksowe rozwiązanie problemu w wydaniu polskim to oczywiście wyciągnięcie drzew z rzeki. Rzeka wtedy bardzo ubożeje biologicznie, spływ wody jest szybszy, co w ujęciu całej zlewni zwiększa ryzyko powodzi, ale śmieci już nie ma, bo... nie mając się gdzie zatrzymać płyną dalej, do sąsiada, więc to już jego problem. Przykra to sprawa, ale w tym temacie nieprędko się jeszcze coś zmieni... pokaż całość

    •  

      @wiatrodewsi tzn te śmieci nie są naturalne bo jak ludzie by ich byle gdzie nie wyrzucali to nie było by problemu a na pewno nie w takiej skali.

      Rozwiązaniem jest dalsze edukowanie ludzie ze wyrzucanie śmieci pod siebie to zlo przyczynia się do takich sytuacji.

      Co do działań natychmiastowych to wybieranie tych śmieci jest jedyną opcją bo one ciągle napływają i ten kożuch ciągle się będzie powiększał. Kto to ma zrobić, to już trudniejsza sprawa ale myślę że instytucja która powołano do zarządzania środowiskiem wodnym w naszym kraju czyli Wody Polskie powinna się zainteresować tym aspektem. pokaż całość

    • więcej komentarzy (34)

  •  

    Hej mirki, dziś ostatni dzień #wyprawakajakowa #kajaki

    Jestem w okolicy #deblin obok wsi Bobrowniki, do Wisły zostało może z 15 km, potem jeszcze z 5/10 km Wisłą i koniec mojej przygody. Liczę że o 12 będę już w domu

    Pozdrawiam i dziękuję za liczne słowa wsparcia w trakcie wyprawy.

    Z fartem ( ͡º ͜ʖ͡º)

    źródło: JPEG_20210508_072732_2668964041283197356.jpg

  •  

    Hej Mirasy, poniżej podsumowanie czwartego i piątego dnia #wyprawakajakowa #kajaki

    W czwartek wstałem dość wcześnie rano i zacząłem ogarniać mandżur po ulewie która mnie złapała w środę. Okazało się że do namiotu nakaplo sporo wody i materac dmuchany od spodu się zamoczył. Dodatkowo ubrania z środy były mokre i trzeba było je porozwieszac. Musiałem to wszystko powycierac i osuszyć. Dodatkowo ogarnąłem siebie bo byłem dość mocno zmarznięty ale dwie gorące zupki chińskie pomogły.

    W międzyczasie ogarnąłem że rozbiłem się na czyimś podwórku xD. Podczas ulewy widziałem że stoi tam jakiś złom ale myślałem że ktoś to poprostu postawił na nieużytku. W sumie to nie ja ogarnąłem tylko przyszedł miły Pan i się spytał co tu robię. Opowiedziałem że złapała mnie ulewa i musiałem się gdzieś rozbić. Na szczęście nie robił kłopotów, poprostu kiedyś często zwalali mu się na teren kajakarze i robili syf, więc jest wyczulony żeby sprawdzać. Opowiedział mi trochę historii o tym że jeszcze kilka lat temu (chyba 3,)Bystrzyca za Lublinem była czyszczona i nawet organizowano spływy kajakowe (sam po drodze widziałem przystań kajakową) ale z jakiegoś powodu przestano to robić i szybko bobry w połączeniu z wichurami przejęły inicjatywę i zablokowały trasę. Ktoś w komentarzu pod poprzednim wpisem pisał właśnie że przestano czyścić ta część rzeki gdyż duża populacja bobra szybko nadrabiała to co oczyszczono). Powiedział mi że na ostatnim kawałku rzeki też jest kilka zapór ale ostatecznie jakoś udało mi się je przepłynąć. Pan wspomniał również o tym że jego staw nawiedzają wydry, co znaczy że też musi być tu ich sporą populacja (był wkurzony szczególnie tym że wydry potrafią wyłowić wszystkie ryby ze stawu i zjeść każdej tylko głowę a resztę zostawić).

    Po pogawędce i spakowaniu się i o 7:30 ruszyłem w dalszą drogę. Z drobnymi utrudnieniami (powalone drzewa) dotarłem do Wieprza i ruszyłem w podróż w stronę Jeziorzan (cel dalekosiężny tamtego dnia). Około 9:30 dotarłem do kładki rowerowej w Rokitnie skąd zaczęła się numeracja wysokości rzeki. Rokitno było na 128 km. Że spiczyna do rokitna myślę że zrobiłem z 15km. Początkowo wiosłowało się całkiem dobrze mimo nienajwyższej temperatury. Jednak wraz z upływem dnia nasilał się wiatr, który na ogół Wisła mi w twarz albo w bok (zależnie jak rzeka meandrowala) utrudniając mi płynięcie. Niekiedy powstawały fale wsteczne, z którymi musiałem się zmagać.

    Po 11:30 dotarłem do plaży w #lubartow gdzie zrobiłem sobie przerwę na obiad (2 puszki śledzia w pomidorach, pasztet drobiowy ten żółty i paczka sucharów), ogarnąłem lokalizację i przewidywane cele ( pomocne przy tym były zdjęcia i wpisy z wyprawy Wieprzem dwa lata temu, mogłem porównać ile mniej więcej zajęło mi pokonanie danego odcinka) oraz zarejestrowałem sięg na szczepienie przeciw COVID ( ͡º ͜ʖ͡º).

    Po 15 dotarłem do miejsca mojego obozowania z przed dwóch lat (wiele się tam nie zmieniło),na tej podstawie wiedziałem że wyprzedzam siebie z przeszłości o jakieś 4 godziny i wiedziałem że do Jeziorzan dziś nie dotrę ale za most na drodze nr 19 raczej powinno się udać. Ostatecznie tak też się stało.

    Zakończyłem spływ po 19, dość mocno zmęczony gdyż zrobiłem tego dnia około 70 km (jeszcze będę musiał sprawdzić dokładnie na google mapie ale to na spokojnie w domu przed kompem). Rozbiłem się nieopodal wsi Bożniewice, na skraju rzeki przy polnej drodze i łąkach. Łąki wokół tej wioski były naprawdę urokliwe, do tego nie dość że obok płynie rzeka to za wioską jest starorzecze. No trafiła się mieszkańcą tej wsi piękna okolica (ง✿﹏✿)ง. Po rozbiciu namiotu i zjedzeniu kolacji (pulpety wieprzowe że słoikaz ryżem) położyłem się spać bo byłem naprawdę wypompowany.

    Następnego ranka wstałem po 6 i niestety przywitał mnie deszcz (mżawka) powoli ogarnąłem jak zawsze siebie i rzeczy i o 8 ruszyłem w drogę. Cel długoterminowy był finiszu a taktyczny to dostać się do Jeziorzan i zrobić zakupy. Przez cały ranek mżawilo więc delikatnie przemokłem (nie miałem już płachty przeciwdeszczowej) a w dodatku niebo było zachmurzone i było chłodno. Poranny spływ nie należał do najprzyjemniejszych, tyle dobrze że zdecydowałem się dziś spływać w butach i skarpetkach a nie nagich stopach, zawsze to trochę cieplej.

    Droga do Jeziorzan jak i same Jeziorzany to piękny pokaż przyrody. Nie nadarmo nazywają tą część Wieprza lubelską Biebrzą a Jeziorzany lubelskim Jagłowem. W rozlewiskach rzeki oraz okolicznych łąkach gniazdują i żyją różne gatunki ptaków, rozpoznałem takie jak krzyżówki, czaple siwe, żurawie, perkozy, łabędzie, trawniczki (pomogła apka birdnet), jaskółki (setki gniazd mają na moście w Jezioranach), bociany białe. W dodatku było wiele innych gatunków które nie potrafiłem zidentyfikować. Ponadto tego dnia widziałem chyba najwięcej sarn w swoim życiu, co chwilę widziałem jakieś stadka lub pojedyncze osobniki. Na ogół pasły się na żyznych łąkach zalewowych. Mnogość odgłosów i widoków niesamowity, myślę że wpływ na to ma też pora roku wiosna-czas gniazdowan).

    Około 10:30 dotarłem do Jeziorzan gdzie zrobiłem zakupy (jedzenie, płaszcz przeciwdeszczowy, monkey) i przerwę obiadowa. Bardzo lubię tą wioskę za jej wiejską klimatyczność (wieś gminna można by rzec że na końcu świata, wszystkie urzędy i sklepy na jednej ulicy, wszyscy ciekawi jak ktoś nowy się pojawi itp) i ciekawy aspekt przyrodniczy.

    Po przerwie ruszyłem w dalszą drogę przez Blizocin (bar Blizocin mnie rozwala xD), drążków i Białki dolne (osmolice). Zaraz po wypłynięciu z Jeziorzan, przydała się zakupiona peleryna przeciwdeszczowa, gdyż poranny deszcz powrocil i to w silniejszej formie. Na szczęście padało przelotnie i krótkotrwale.W białkach się zatrzymałem dwa lata temu na nocleg (jest tam przystań kajakowa z altaną) i tym razem rownież zrobiłem sobie tam przerwę ale tym razem krótką na zjedzenie kiełbasy zakupionej w Jeziorzanach. Przystań jest na 28 kilometrze rzeki czyli od Rokitna (czwartek 9:30) do białek (przypłynałem około 16) zrobiłem równo 100 km + około 15 że spiczyna.

    W białkach już w 100% uświadomiłem sobie że dziś nie skończę podróży i trzeba będzie kontynuować jutro. Dlatego też celem na koniec dnia było dopłynięcie jak najdalej, by w sobotę jak najwcześniej wrócić do domu (trzeba ogarnąć rzeczy po wyprawie, odpocząć a poniedziałek praca). Pełen optymizmu (po zarzyciu monkey) ruszyłem w dalszą drogę. Chmury ustąpiły i nawet pokazali się słonko, które zaczęło ocieplać otoczenie oraz mnie na koniec dnia. Mimo to nie zdejmowałem peleryny przeciwdeszczowej, gdyż dawała ona dodatkowe ciepło. Około 18 udało mi się dotrzeć do mostu/mostów na s17, które często sam pokonuję w drodze do lub z Lublina. Tym razem pokonałem mosty trochę w innym kierunku i sensie.

    Jako że dziś nie chciałem się tak forsować jak wczoraj to zdecydowałem się na rozbicie obozu przed 19. Tak też uczyniłem i roxzbiłem się w okolicach wsi Bobrowniki. Na miejscu podczas rozbijanie się, zaszedł do mnie starszy Pan, który mieszkał w tych stronach całe życie i przy kolacji (ryż z sosem azjatyckim ze słoika i konserwa wojskową) opowiadał mi jak dawniej wyglądał tutaj wieprz (więcej wody w tym okresie, inny bieg rzeki, brak bobrów) oraz ogólnie o swoim życiu (miał około 80). Bardzo ciekawa postać, umiliła mi wieczór. Dziwił się że jak mogę wytrzymać w spodenkach jak jemu w kalesonach i spodniach zimno xD. Po jego odejściu położyłem się zacząłem pisać to podsumowanie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Jeszcze zawrę aspekt przyrodniczo-terenowy. Otóż jak wygląda wieprz na tych odcinkach? Jest znacznie szerszy od Bystrzycy i mocno meandruje w wielu miejscach, zakola które tworzy są bardzo duże a w niektórych miejscach przecinają się tworząc wyspy. Brzegi są na ogół wysoki, choć przy tym poziomie wody nie jest to aż brak widoczne/doskwierające. Bliżej Dęblina często pojawiają się naturalne plaże/łachy piasku.

    Brzegi rzeki porośnięte są na ogół wierzbą, ale też jest i olcha czarna, sosny sokory (topola kanadyjska) czy inne drzewa liściaste. Ślady bytowania bobrów, jak i same bobry łatwo można zobaczyć. Co kilka metrów na stromych brzegach wydeptane są ścieżki na górę, dodatkowo widać nory i żeremia. No i oczywiście masa obgryzionych i przewróconych drzew, które jednak nie blokują całej rzeki, gdyż ta jest tu zbyt szeroka.

    Ogólnie aspekt przyrodniczy Wieprza jest naprawdę bogaty i moim zdaniem bogatszy od zasyfionej Bystrzycy (na Wieprzu widać o wiele mniej śmieci). Dlatego polecam spływy pradoliną Wieprza, mimo że woda może i nie jest najczystszą ale natura w około i tak tętni życiem i jest ci podziwiać.

    Pozdro
    pokaż całość

    źródło: 1620416938940.jpg

  •  

    Hej mirki, dziś startuje z 5 dniem #wyprawakajakowa #kajaki

    Dziś odważnym celem będzie dopłynięcie na metę ale może być ciężko zostało ponad 70 km a pogoda jest kapryśna (teraz lekko mżawi)

    Wczoraj nie było podsumowania gdyz bylem padnięty bo pokonałem około 70 km.

    Z fartem mirasy

    źródło: 1620367489428.jpg

  •  

    Hej mirasy, lecimy z czwartym dniem #wyprawakajakowa #kajaki

    Dziś wreszcie doplyne do Wieprza (mam nadzieję że za pół godzinki) a celem całodniowym jest miejscowość Jeziorzany.

    Pozdrawiam i z fartem

    źródło: 1620278996881.jpg

  •  

    Hej Mirasy, poniżej podsumowanie trzeciego dnia #wyprawakajakowa #kajaki

    Wstaliśmy około 7 rano i zaczęliśmy się ogarniać, śniadanie, higiena i pakowanie. Z racji że mój towarzysz już podjął decyzję o rezygnacji ze spływu w #lublin to rzeczy swoje spakowałem na stałe do kajaka który pożyczyliśmy a mój kajak miał trafić do mnie na stancje w Lublinie.

    Około 8:30 wyruszyliśmy w rejs, rzeką za prawiednikiem jest szeroka ale nurt jest nadal dość silny. Po około 45 minutach dotarliśmy do Zalewu zemborzyckiego. Tu zaczynał który znam dość dobrze, gdyż często spędzam w okolicy czas jeżdżąc rowerem w około tego zbiornika (pewnie jak większość lublinian).

    Fala na zalewy była bardzo korzystna dla nas, gdyż wiało w plecy i pchało nas do przodu. Zakładałem że przepłynięcie zbiornika zajmie około godziny, jednak dzięki korzystnym warunkom udało się to zrobić w 30 minut. Dopłynęliśmy w okolice łączki obok Słonecznego wrotkowa. Następnie przenieśliśmy kajaki na drugą stronę tamy i spuściliśmy je do rzeki. W międzyczasie skontaktowałem się z mirasem @ubeusz który miał nam popilnowac jeden z kajaków w trakcie przenoszenia drugiego do mnie na stancje.

    Droga przez Lublin była bardzo ładna, widać że rzeką jest tu zadbana, choć na brzegach zdarzają się śmieci. Rybacy na początku Lublina przy ścieżce na zalew nie byli do konica zadowoleni z naszej obecności (jeden z nich komentował że po co tu pływamy skoro mamy cały zalew, inni krzywo się patrzyli) ale jestem już przyzwyczajony do takich sytuacji z rybakami ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Przepływając przez miasto udało mi się ustrzelić kilka fajnych zdjęć "kultowym" obiektom w okolicach rzeki, z poziomu rzeki. Dodatkowo fajnym uczuciem było odwiedzanie znanych sobie miejsc z innej perspektywy. Sporo osób robiło nam zdjęcia po drodze, pewnie wynika to z tego że kajaki przez Lublin przepływają rzadko (sam widziałem tylko raz).

    Po około półtorej godziny od przepłynięcia zalewu dopłynęliśmy do jazu na ulicy firlejowskiej. Tam też czekał kolega @ubeusz Wyciągnęliśmy kajaki na brzeg i zrobiliśmy szybki rozładunek i podział "majątku" do mnie na stancje poszedł kajak i worek ze śmieciami. Wraz z kompanem zanieśliśmy go, po czym zaszłem jeszcze do sklepu po zapasy. Następnie przenieśliśmy kajaki za jaz i pożegnałem się z kolegami i popłynąłem dalej. Miałem zajechać na kebaba na turystycznej ale ostatecznie to nie wypaliło i około 12:30 wypłynąłem z Lublina.

    Za Lublinem rzeka nadal była dość szeroka i czystą, lecz brzeg robił się wyższy i tylko gdzie nie gdzie były łagodne zejścia. Dość szybko dopłynąłem do obwodnicy i pełen nadziei ruszyłem dalej, jednak mój optymizm szybko zbladł gdy zobaczyłem pierwszą zaporę tego dnia. Otóż było to przewrócone drzewo przez szerokość rzeki, które normalnie mógłbym przepłynąć przerzucając kajak przez nie. Jednak w tym przypadku nie dało się dopłynąć do tego drzewa gdyż dzielił mnie od niego 10 metrowy kordon zbitych śmieci. Nie było wyjścia trzeba było przeciągać kajak lądem po stromym brzegu. Jakoś się to udało i ruszyłem dalej by przy kolejnym zakręcie spotkać kolejna taka przeszkodę i znowu powtarzać operacje. Oprócz tego typu przeszkód, było masa powalonych drzew które blokowały cały przepływ i trzeba było albo przenosić kajak nad nimi albo przepływać pod nimi. Ostatecznie przez cały odcinek który tego dnia przepłynąłem musiałem pokonać ponad 20 takich przeszkód (po 10 przestałem liczyć) w tym 4 gdzie musiałem przeciągać kajak lądem.

    Co gorsza po 17 zaczął padać deszcz ale mimo to zdecydowałem się płynąć dalej by choć spróbować dopłynąć do ujścia rzeki. Około 18 dotarłem pod Spiczyn, gdzie napotkałem jedną z największych przeszkód czyli kilka drzew obalonych obok siebie i tu też musiałem przeciągać kajak po lądzie i co gorsza dość duży dystans i w deszczu. Po tym zabiegu byłem już mega zmęczony i szukałem miejsca na nocleg, które znalazłem po kilkudziesięciu metrach. Spływ zakończyłem około 18:30.

    Rozbicie namiotu w deszczu również okazało się dość trudne, szczególnie że jeden z pałąków napreżajacych mi się uszkodził. Ostatecznie jakoś mi się to udało, szybko wniosłem do namiotu wszystko co potrzebne resztę zostawiłem w kajaku. Rozebrałem się wytarłem i zmieniłem ciuchy na suche. Okryłem sie szczelnie i i zjadłem zimna kiełbasę z chlebem (która kupiłem w Lublinie z myślą o ognisku), przejrzałem trochę internetu i poszedłem spać zmęczony.

    Teraz piszę to o 4 rano bo się przebudziłem. Przestali już padać ale słychać wiatr. Jest mi średnio ciepło ale jakoś daje radę. Poleżę jeszcze do 7 a potem zacznę się zwijać.

    Słów kilka o rzece na tym odcinku. Otóż bardzo ona przypomina mi Wieprz w górnym odcinku (za nieliszem), jest mega kręta i ma dość strome brzegi. Widać tu też że populacja bobra musi być sporą bo widać sporo ich śladów bytowania. Drzew nie jest za wiele ale są to głównie wierzby. Niestety drzew jest dużo w wodzie, część wyglądała na świerze ale część już musi leżeć w wodzie kilka lat. Ogólnie cała Bystrzycą to dla mnie kraina martwych i obalonych drzew. I to chyba najtrudniejsza rzeką jaką do tej pory płynąłem (a napewno najwięcej energii trzeba na nią było włożyć)

    Pozdrawiam z mokrego namiotu ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

    źródło: 1620271509252.jpg

    •  

      @G_O_ chciałem przepłynąć rzekę.

      To prawda jest syf ale rzeki jednak mają też swoje walory estetyczne i przyrodnicze, w szczególności Wieprz więc jak najbardziej warto nimi pływać. Nie myje się w tej wodzie więc nic mi się nie dzieje. Druga sprawa że jednak te wody bogate są w różnego rodzaju organizmy (rośliny zwierzęta) które mimo nienajlepszej jakości estetycznej tej wody sobie radzą

      +: G_O_
    •  

      jakie organizacje zajmują się ochotniczym sprzątaniem

      @szaman136: nie mam pojęcia, ale sama jak na to patrzę to mam ochotę zebrać te śmieci xD

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    Startujemy z trzecim dniem #wyprawakajakowa #kajaki

    Dziś w planach #lublin i ujście Bystrzycy do Wieprza.

    Btw. Czy ktoś z Lublina był by wstanie pomoc przy przenosce kajaka z rzeki przy ulicy firlejowskiej? Kolega kończy tam spływ i kajak musimy schować na mojej stacji a 3 osoba by pilnowała drugiego kajaka? Będziemy tam około 11- 12 może wcześniej.

    Pozdro mirasy
    pokaż całość

    źródło: 1620196384088.jpg

  •  

    Pływam se na kajakach
    #rzeszow #googlestreetview #kajaki

    źródło: B6A5751A-41A4-48B6-9FB7-E5AB2440C8FB.jpeg

  •  

    #kajaki #wyprawakajakowa powoli trzeba zaczynać sezon. Pozdro mirki ( ͡º ͜ʖ͡º)

    źródło: 1616322827114.jpg

  •  

    Na co zwracać uwagę przy kupnie kajaka?

    #kajaki #sportywodne #sport #rekreacja #pytaniedoeksperta

    źródło: scontent-cph2-1.xx.fbcdn.net

    +: m..........................1, Or3z +4 innych
  •  

    #kajak #kajaki

    źródło: Kayaking-in-Finland.jpg

    +: G...............r, Or3z +5 innych
  •  

    #kajak #kajaki

    źródło: minneapolis-boat-share-sharing-economy-kayak.0.jpg

  •  

    #kajak #kajaki Aleksander Doba

    źródło: IMGP0357.jpg

    +: MLeko29, S..............p +17 innych
  •  

    Świetnie zachowany miecz z XVI w. odkryty w Jeziorze Zuryskim Link do znaleziska:
    https://www.wykop.pl/link/5844829/swietnie-zachowany-miecz-z-xvi-w-odkryty-w-jeziorze-zuryskim/

    Bardzo dobrze zachowany XVI-wieczny miecz został odkryty przez kajakarza w Jeziorze Zuryskim. Wypatrzył go na dnie i zgłosił do odpowiedniego urzędu, teraz wydobyli go archeolodzy.

    Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii - tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii - plusując ten komentarz bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

    Sprawdź też mój blog WWW firmowy SKLEP ZH oraz kanał na YT

    #artefaktnadzis #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #militaria #archeologia #historia #nurkowanie #szwajcaria #kajaki #miecze #zabytki #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: zwiadowcahistorii.pl

  •  

    Byłem sceptyczny że plytko, średnio ciekawie, dużo ludzi itp. ale zostałem pozytywnie zaskoczony bo jednak fajna nawet trasa szczególnie dla początkujących Wola Karczewska Otwock Mladz. 12km niby 3-4h ale 3 spokojnie da się ogarnąć. Jak ktoś lubi atrakcje typu przenioski przez drzewo to są ze 2, omijanie kamieni też ok. Bardzo niewymagająca trasa a milo można spędzić dzień. Tylko oczywiście nie w weekend. No i polecam riversquad, zajebista obsluga. Jak macie coś do polecenia pod #warszawa to poproszę, w Warkę jeszcze celuje, tam chyba też spoko #kajaki pokaż całość

    źródło: IMG_20200828_124904.jpg

  •  

    Hej mirasy poniżej wstawiam podsumowanie mojej #wyprawakajakowa #kajaki . Podsumowanie to będzie miało raczej formę wskazania punktów na mapie, w których byłem, gdzie spotkałem przeszkody lub gdzie się zaopatrzałem. Dodatkowo do części dni wkleję link z oddzielnego podsumowania dziennego (jak by kogoś interesowało), tam są też zdjęcia z danego dnia. Dla części dni nie było podsumowania ze względu na problemy z telefonem, więc dodam te podsumowania tu.
    Wypraw rozpoczęła się w środę 05.08.2020, kiedy to wyruszyłem z domu do Radomia. Z stamtąd przesiadłem się w pociąg do Krakowa i po 19 byłem na miejscu. Z Krakowa planowałem z rana wyruszyć busem do Szczawnicy w Pieninach by tam zakupić kajak (w umówionej wypożyczalni). W krakowie przenocowałem w tanim hotelu, gdzie wraz z poznanym gościem dla lepszego snu wypiliśmy litr whisky xD… Z rana delikatnie wstawiony poszedłem na busa do Szczawnicy, Na miejsce dojechałem około 9. Po wybraniu kajaka, zapłaceniu i zrobieniu dodatkowych zakupów, wyruszyłem wraz z osobami wypożyczającymi na miejsce startu spływu w miejscowości Szwaby Wyżynne/ Sromowce Wyżynne.
    Poniżej współrzędne różnych lokacji, które odwiedziłem. Jeśli mowa o przenoskach to są tu uwzględnione tylko przenoski architektoniczne ewentualnie duże bystrza/kaskady skalne. Przenosek spowodowanych przewalonymi drzewami itp. Nie uświadczyłem wcale.

    Dzień 1: Trasa 57 km. Wystartowałem około 11:30 ze miejsca startu turystycznych spływach kajakowych do Szczawnicy. Cała trasa a szczególnie jej początek zachwycały pięknymi górskimi widokami oraz piękną naturą. Prąd na rzece był bardzo silny, dzięki czemu w stosunkowo krótkim czasie udało się przepłynąć dość dużą odległość. Mimo że dzień był bardzo pozytywny to zakończył się już bardzo źle gdyż przed nowym Sączem wpadłem w duże bystrze (przy elektrowni wodnej), gdzie straciłem wiosło, sporo prowiantu i mocno powyginałem kajak (co skutkowało drobnym pęknięciem). Ostatecznie interweniować musiała straż pożarna. Po akcji rozbiłem obóz niedaleko miejsca awarii i poszedłem spać od razu po rozbiciu namiotu, zmęczony i demotywowany.
    Start: 49.405011, 20.369080
    Miejsce wywroty : 49.597802, 20.657774
    Obóz: 49.598762, 20.659613
    Info o kraksie: https://www.wykop.pl/wpis/51223649/wyprawakajakowa-hej-dzis-bez-podsumowania-bo-jeste/

    Dzień 2: Trasa 32 km To był dzień ogromnego spadku motywacji, spowodowanego kraksą dnia poprzedniego. Udało zdobyć mi się kawałek deski, która posłużyła mi jako wiosło prawie do końca dnia. Wystartowałem chwilę po 8, oczekując rozrzedzenia się mgły. Liczyłem że jeszcze uda znaleźć się zaginione wiosło, niestety moje poszukiwania były bez skuteczne. Po 9 dotarłem do Nowego Sącza, gdzie zacząłem dzwonić i chodzić po sklepach w celu zakupu nowego wiosła. Ostatecznie nie udało się znaleźć nic konkretnego i zdecydowałem się na dalszą podróż z deską. W miedzy czasie udało mi się dodzwonić do wypożyczalni kajaków za Jeziorem Czchowskim i umówić zakup wiosła. Dalsza droga za Nowym Sączem oraz przez jezioro Różnowskie byłą prawdziwą męczarnią, deską wiosłowało się niewygodnie i wolno. Mimo to po 17 udało się dopłynąć do Różnowa, gdzie właściciel tamtejszej wypożyczalni (polecam tą wypożyczalnie z całego serca) nie dość że sprzedał mi wiosło to jeszcze przewiózł kajak busem za tamę, do miejsca wodowania (a było ono znacząco oddalone). W między czasie w Różnowie kupiłem sobie obiad. Po 18 ruszyłem w stronę jeziora Czchowskiego , już z nowym wiosłem, które było o wiele bardziej komfortowe od deski. W połowie drogi zauważyłem ciekawą miejscówkę na obóz i postanowiłem się zatrzymać, nieco pocieszony zakończeniem dnia.
    Przerwa w Nowym Sączu i wyprawa do sklepu: 49.624634, 20.705642
    Przenoska 1 i przerwa obiadowa: 49.760657, 20.668043
    Obóz: 49.790029, 20.692151
    Podsumowanie dnia 1i 2: https://www.wykop.pl/wpis/51242775/hej-miraski-dzis-podsumowanie-z-pierwszego-i-drugi/

    Dzień 3: Trasa 69,5 km Tego dnia byłem mocno zmotywowany by po porażkach dni wcześniejszych nadrobić stracone kilometry i popłynąć za Tarnobrzeg. Wystartowałem jeszcze przed 8, by jak najwcześniej pokonać zaporę w Czchowie. Jezioro Czchowskie było znacznie mniejsze niż Różnowskie, dlatego jego pokonanie było łatwiejsze. Około 9 udało mi się dotrzeć pod zaporę i z delikatnymi trudnościami wyciągnąć kajak na brzeg. Niestety okazało się że droga do miejsca wodowania kajaka jest dość daleka (nie aż tak długa jak na wcześniejszej zaporze ale na pewno było by ciężko samemu). Miałem jednak szczęście bo spotkałem gości, którzy płynęli pontonem (Rak- właściciel wypożyczalni w Różnowie wspominał że ich przewoził dzień wcześniej niż mnie) Z pomocą jednego z nich udało się przenieść kajak dość szybko i bez szorowania nim o asfalt, za zaporę. Dodatkowo chłopaki poczęstowali mnie śniadaniem (jajko z avokado) z kolei ja odwdzięczyłem się perełkami xD. W międzyczasie wykonałem zakupy w pobliskim sklepie, i po pożegnaniu z ziomeczkami z pontonu, około 10 ruszyłem w dalszą drogę. Nurt w tej części rzeki był silniejszy niż na jeziorach dlatego też i ja przyspieszyłem tempa. Po drodze spotkałem kilka grup kajakarzy rekreacyjnych (w końcu sobota) oraz całe chmary plażowiczów, korzystających z pięknej aury nad Dunajcem (rzeka w tej części, co jakiś czas ma rozległe płycizny, na których są idealne warunki do kąpieli i wypoczynku). Przed 14 udało mi się dotrzeć w okolice Tarnowa, co było nie lada sukcesem i zachęciło mnie do jeszcze większego zaanagazowania by zbliżyć się jak najbliżej Wisły. Po drodze trafiłem na ostatnią przenoskę podczas tej wyprawy, a mianowicie duże kamienne bystrze (mniejsze niż to przed Nowym Sączem) i nauczony doświadczeniem postanowiłem przenieść kajak by nie ryzykować większych strat. Po 15 dotarłem do mostu na autostradzie A4 i już byłem naprawdę blisko Wisły. Postanowiłem że nie będę robił dłuższych przerw, jedynie postoje na wylanie wody z kajaka i szybką przekąskę (batony lub banany). Około 18 w okolicach Żabna zauważyło mnie dwóch chłopaków, na oko młodszych ode mnie i zaprosili mnie na kiełbaskę z ogniska, które rozpali przy brzegu. Z propozycji skorzystałem bo już byłem trochę głodny i brakowało treściwego pokarmu. Po krótkiej rozmowie popłynąłem dalej w stronę Wisły. Około 19 zacząłem szukać miejsca na nocleg i ostatecznie wybrałem przeprawę promową w miejscowości Siedliszowice. Tam pomógł mi kierownik promu z wydostaniem na brzeg i pozwolił spać na miejscu. Dodatkowo sporej pomocy udzielił mi jeden z okolicznych mieszkańców, który po krótkiej rozmowie dał mi szarą taśmę do zaklejenia kajaka (proponował nawet sklejenie ale już nie chciało mi się targać do niego kajaka bo było koło 20). Po zjedzeniu kolacji położyłem się spać, niestety w okolicy której nocowałem lokalna młodzież zrobiła sobie posiadówkę przez co miałem kłopoty z uśnięciem bo było głośno.
    Przenoska 1: 49.810984, 20.677570
    Śniadanie z chłopakami z pontonu: 49.812779, 20.681507
    Przenoska 2: 49.954765, 20.875627
    Chłopaki z ogniska w Żabnie: 50.131259, 20.865707
    Obóz: 50.197845, 20.774142
    Podsumowanie dnia 3: https://www.wykop.pl/wpis/51267277/hej-mirasy-czas-na-podsumowanie-trzeciego-dnia-moj/

    Dzień 4: Trasa: 41 km. Mimo słabo przespanej nocy, nadal czułem w sobie energię do dalszej podróży. Szczególnie pozytywne było to że udało mi się naprawdę daleko dopłynąć (niemal do ujścia Wisły- gdyby nie kraksa to w trzy dni spokojnie pokonał bym cały Dunajec). Tym razem za cel obrałem sobie #sandomierz (okazał się to cel znacząco nad wyrost). Ruszyłem w dalszą drogę zaraz po godzinie 8, by już po 9 dostać się do ujścia Dunajca do Wisły. Połączenie rzek jest całkiem ciekawe bo wydaje się że rzeki są niemal tych samych rozmiarów (końcówka Dunajca jest już dość szeroka i głęboka) nawet z przewagą Dunajca. W miejscu ujścia po prawej stronie Wisły znajduje się miejscowość Opatowiec, do której zabiłem w celach uzupełnienia prowiantu (chleb, kiełbasa, ciastka, piwa). Po 9:30 ruszyłem w dalszą drogę, podjadając zakupione frykasy i popijając piwerkiem (pełen relaks). Prąd rzeczny okazał się być na Wiśle już znacznie słabszy (końcówka Dunajca zresztą tez była dość leniwa) niż w górze Dunajca, dlatego teraz żeby pokonać większe dystanse potrzebne było więcej wysiłku fizycznego. W międzyczasie na Mirko rozgorzała dyskusja pod moim postem porannym i jeden z Mirków @Pesa_elf napisał że wyjdzie mi na spotkanie za ujściem Nidy. W okolicach przeprawy promowej i nowo budowanego mostu w Nowym Korczynie spotkałem innego kajakarz- Czarka, z którym jak się później okazało będę podróżował już do mojego miejsca docelowego. Czarek również płynął Dunajcem ale startował za zaporą w Czchowie. Płynął na lekkim kajaku pneumatycznym wysokociśnieniowym (trochę mały i bagaże musiał mieć miedzy nogami ale plusem na pewno była waga). Jego celem było dopłynąć do Morza a co najmniej do Warszawy. Po zapoznaniu się i rozmowie na różne tematy ruszyliśmy w wspólną podróż w stronę Mireczka z wykopu, który czekał na nas z piwerkami. Okazało się że Mireczek jest trochę dalej niż sadziłem bo jeszcze kilka kilometrów za ujściem a wiec musiał na nas trochę dłużej poczekać. Ale ostatecznie udało mi się dotrzeć około 13:30 do @Pesa_elf wypislismy po piwku, w miedzy czasie kolega Czarek sam pojechał do sklepu by zakupić piwko. Kolega Mirek dał się podładować Czarkowi z powerbanka i panelu słonecznego. Pogadaliśmy, popiliśmy trochę browarów i pośmieszkowaliśmy o życiu na Mirko. I ostatecznie około 16 wyruszaliśmy z Czarkiem w dalszą podróż. Na tym momencie już wiediząłem że nie dotrzemy do #sandomierza ale nadal liczyłem przynajmniej na Połaniec. Ostatecznie za Szczucinem złapała nas burza i trzeba było pospiesznie rozbić obóz i schować się przed deszczem. Okazało się Czarek zniszczył swój namiot na początku podróży (wywrotka, która kosztowała go też 3 powerbanki) i od dwóch dni śpi w kajaku osłonięty plandeką. Rozpaliliśmy ognisko zjedliśmy kolacje i przy rumie poszliśmy w kimę.
    Wyprawa do sklepu: 50.243754, 20.722182
    Miejsce spotkania z Czarkiem : 50.290570, 20.803627
    Miejsce spotkania z @Pesa_elf : 50.299780,20.940093
    Obóz: 50.336724, 21.087469
    Wpis poranny https://www.wykop.pl/wpis/51274825/hej-miraski-dzien-czwarty-wyprawakajakowa-czas-zac/
    Wpis @Pesa_elf https://www.wykop.pl/wpis/51284399/no-i-w-pizdu-poplynal-szaman136-dzieki-za-odwiedzi/
    Podsumowanie https: https://www.wykop.pl/wpis/51293483/hej-miraski-jak-co-wieczor-podsumowanie-mojej-wypr/

    Dzień 5 Trasa 59 Km Tego dnia miałem spore ciśnienie żeby jednak dotrzeć do Sandomierza a przynajmniej do Tarnobrzega, bo dzień wczorajszy był stosunkowo lajtowy. Wraz z Czarkiem wyruszyliśmy przed 9, z rana odkryłem główną wadę mojego współtowarzysza a mianowicie trochę zbyt długie jak na mnie poranne zorganizowanie się. Ale nie było to aż tak mega męczące i tak kolega się starał żeby wystartować jak najszybciej mógł. Pierwszym celem jakim sobie obraliśmy był Połaniec. Kilkanaście minut po starcie zaobserwowaliśmy dziwne zwierze poruszające się pod powierzchnią wody pod prąd, niestety nie udało się zaobserwować jego sylwetki, leczy przypuszczam że mógł być to morświn. Mam film z tego zdarzenia i postaram się to wstawić na YT. Przed 13 udało nam się dotrzeć w okolice starej przeprawy promowej w Połańcu (przed mostem i elektrownią). Tam zrobiliśmy sobie krótką przerwę na przekąskę i udaliśmy się w stronę elektrowni. Przy elektrowni widniały znaki ostrzegające przed progiem spiętrzającym oraz o zakazie żeglugi. Obawialiśmy się że konieczna będzie kolejna przenoska ale koniec końców próg okazał się stosunkowo łagodny i dało się go bez problemu przepłynąć kajakiem. Dalej płynęliśmy w stronę Baranowa Sandomierskiego ale po drodze na mapie znalazłem sklep, w którym chcieliśmy zrobić drobne zakupy. Sklep znajdował się niedaleko mostu kolejowego w miejscowości Zaduszniki. Po wejściu an wies znaleźliśmy tablice i pomnik mówiący o tym że w tej wsi urodził się Ignacy Łukasiewicz. Dla mnie Ajko fana historii był to fajna ciekawostka historyczna, która urozmaiciła ten dzień. Sama wioska, jak i wieś była typowa jak na Polskę wschodnią (czułem się jak u siebie na wiosce xD). W sklepie niestety nie dało się płacić kartą więc musiałem pożyczyć gotówkę od Czarka. Kupiłem sobie dwa piwka, dwa chleby i kiełbasę. Następnie ruszyliśmy dalszą drogę, której celem był #tarnobrzeg . Już bez większych przerw ruszyliśmy prosto w stronę miasta. Czarek miał kolegę z Tarnobrzegu, który ogarnął mu podładowanie się w mięście z Powerbanka. Do miasta dotarliśmy po 19:30. Rozbiliśmy się za przeprawą promową na końcu opaski anty powodziowej. Niestety miejsce było bardzo słabe, bo było mało miejsca, podłoże było nierówne i twarde, brakło drewna na ognisko i było masę komarów z pobliskich krzaków. Po rozbiciu się poszliśmy do biedry po zakupy (wreszcie kupiłem sobie nowe klapki- stare utonęły podczas kolizji a buty do wody po pięciu dniach się już rozpadały). Czarek spotkał się ze znajomym kolegi, który użyczył mu na chwile powerbanak, po czym wróciliśmy do obozu. Rozpaliliśmy ognisko przy pomocy zakupionego brykietu i usmażyliśmy sobie kiełbasę.
    Postój: 50.421326, 21.313651
    Wyprawa do sklepu: 50.463932, 21.457382
    Obóz: 50.575809, 21.660444
    Podsumowanie dnia 5: https://www.wykop.pl/wpis/51318423/hej-miraski-czas-na-podsumowanie-dnia-piatego-moje/

    Dzień 6 Trasa 41 Km Ten dzień by dość ciężki szczególnie z rana i szczególnie dla Czarka, który coraz mocniej odczuwał brak namiotu. W nocy atakowały go komary i ciągle budził się z zimna i musiał dokładać do ogniska. Ponadto jego śpiwór namakał od wilgoci z mgieł i rosy. Co gorsza kończyła nam się energia. Moje Power banki już przestały działać (jeden z nich się wyłączył po kraksie- w domu się cudownie naprawił cały naładowany xD). Wyruszyliśmy w rejs około 9 rano i celem było dopłynięcie do #sandomierz i podładowanie się w tamtejszym MOSIRze, dodatkowo Czarek postanowił kupić tam namiot. Na miejsce udało się dotrzeć około 11, dostaliśmy się do Mosiu przy brzegu Wisły i Pan pozwolił podładować się za darmo. Ja pilnowałem ładującego się sprzętu a Czarek poszedł kupić namiot i powerbanak. Po jego powrocie zabraliśmy sprzet i szykowaliśmy się do powrotu. Niestety miałem mega pech bo mój telefon, który ładował się w biurze u Pana zarządcy obiektu z nieznanych przyczyn prawie w cale się nie naładował, to samo było z powerbankiem. Przez co już na wieczór nie miałem dostępu do telefonu bo mi padł. Po około dwóch godzinach ruszyliśmy dalszą drogę w stronę Annopola, przed wypłynięciem zakupując po lodzie od Pani z budki xD. Zbliżając się do Zawichosta natknęliśmy się oddział harcerzy na kajakach, którzy robili sobie akurat przerwę, okazało się że wypłynęli z Sandomierza krótko po naszym przybyciu i kierują się do Kazimierza dolnego. Zostawiliśmy ich kawałek w tyle i w Zawichoście zrobiliśmy przerwę na pójście do sklepu (piwka, chleb, kiełbasa). Następnie ruszyliśmy dalej by około 19 zatrzymać się niedaleko mostu w Annopolu na wyspie na rzece (jadąc z Lublina na Kraków zawsze marzyłem żeby przepłynąć się na tym odcinku i rozbić na tej wyspie i wreszcie się udało… marzenia się spełniają). Ogólnie krajobraz wyspy za Sandomierzem już znacząco się zmienił, do Wisły wpłynął San i stał się ona naprawdę duża (taka jaką znam ze swoich okolic), pobawiły się wyspy na których jest pełno suchego drzewa i można spać, to Wisłą jaka naprawdę lubię. Nasza Wyspa byłą dość duża, co prawda nie daleko był most samochodowy i trochę huczało ale za to było dużo drewna i spora plaża z płytką wodą. Rozbiliśmy się, rozpaliliśmy ogień i zaczęliśmy gotować, w między czasie nasi koledzy harcerze przepłynęli koło nas dalej, jak widać postanowili nas prześcignąć xD. Mieliśmy nadzieję że rozbiją się z nami na wyspie ale popłynęli dalej. Tymczasem po kolacji my zaczęliśmy się raczyć rumem jak prawdziwi marynarze. Rum mnie jednak pokonał i usnąłem xD
    Postój w Sandomierzu: 50.673789, 21.749317
    Postój 2 Zawichost: 50.804601, 21.862291
    Obóz: 50.882192, 21.833872
    Podsumowanie dnia 6: Brak- padł telefon

    Dzień 7 Trasa 51 Km Tego dnia byliśmy pełni energii, ze względu na wcześniejsze zakończenie dnia poprzedniego i udaną noc (szczególnie Czarek bo wreszcie spał w namiocie). Cele na dziś był Kazimierz Dolny, do którego mięliśmy kawałek drogi. Tam chcieliśmy się podładować i przenocować. Wystartowaliśmy około 9, pomogłem Czarkowi w pakowaniu i ruszyliśmy. Za mostem w Annopolu obóz rozbili harcerze poznani wczoraj. Szykowali się do dalszej podróży. My nie czekając, ruszyliśmy dalej w stronę Józefowa i ujścia Kamiennej. Od tego miejsca znałem Wisłę już całkiem dobrze, bo była to trasa mojej poprzedniej podróży. Około 12-13 dopłynęliśmy do starego przejścia promowego w Józefowie. W tamtym miejscu na środku rzeki stała barka pompująca wodę i prowadząca ją wielką rurą na pobliską, chyba betonownie. W tamtym miejscu postanowiliśmy się zatrzymać na przerwę obiadową oraz piwko. Na tego typu postojach na ogół je kanapki z jakąś konserwą, bo średnio mi się chce gotować ( a zapasy też już mocno topniały i zostały tylko na jeden obóz, kolacja+śniadanie). Po koniec naszej przerwy dogonili i przegonili nas harcerze. Lecz my długo nie czekając pognaliśmy za nimi i wyprzedziliśmy ich, tym razem już na dobre. Prawdopodobnie rozbili podróż z Sandomierza do Kazimierza na 3 dni. Przed 14 dotarliśmy w okolice ujścia kamiennej oraz do mostu w Kamieniu. Przy poprzedniej wyprawie byłem w tym miejscu z godzinkę wcześniej, wiec na tym etapie wiedziałem że pewnie nie dopłyniemy do Kazimierza ale w jego bliskie okolice. Za kamieniem ponownie się zatrzymaliśmy na krótki postój, sprawdzenie mapy i wylanie wody z kajaka poczym ruszyliśmy dalej. Po drodze mięliśmy sporo piaszczystych wysp i łach, często trzeba było wysiadać z kajak i przepychać go przez płyciznę, jednocześnie uważając żeby nie wpaść w uskok i głęboką wodę. Wisła na tym odcinku już jest naprawdę szeroka i głębina jest tylko w miejscach gdzie płynie główny nurt. Około 19 dopłynęliśmy w okolice krowiej Wyspy i tam spostrzegłem wysepkę na której obozowałem podczas wcześniejszej podróży. Wspólnie zdecydowaliśmy że nie ma co dalej płynąc aż do Kazimierza bo to jeszcze około godzina drogi tylko lepiej będzie rozbić się tu i z rana wpłynąć do miasta. Krajobraz mojej wysepki nie zmienił się znacząco, ale wydaje mi się ze tym razem było trochę więcej wody. To już drugi raz jak nocowałem w tamtym miejscu i obóz był ponownie udany. Do trzech razy sztuka, wtedy będę mógł tą wyspę ogłosić swoja kolonią xD. Niestety nie mam żadnych zdjęć z tej części rejsu bo telefon od rana był padnięty.
    Postój 1: 51.043306, 21.823052
    Postój 2: 51.136388, 21.789398
    Obóz: 51.298613, 21.870648

    Dzień 8 Trasa 49 KmTego dnia moim celem było dotarcie do mety czyli za Dęblin do miejscowości Prażmów. Najpierw jednak trzeba było dotrzeć do Kazimierza i podładować tam baterię co by udało się nawiązać jakiś kontakt z ludźmi, że żyje xD. Wystartowaliśmy ponownie około 9 rano i w około 10 byliśmy już w mieście. Tam już każdy na własną rękę zaczął szukać miejsca na ładowanie telefonu. Czarek dogadał się z Panią z miejskiego szaletu a ja znalazłem stoisko z kwasem chlebowym, w którym miła Pani poratowała mnie energią. W między czasie trochę połaziłem po mieście i zrobiłem podstawowe zakupy (chleb, parówki, piwko). Po około godzinie telefon odebrałem, niestety naładował się bardzo mało a do tego z nieznanych przyczyn (zanieczyszczenie w gnieździe, uszkodzenie mechaniczne) załączył się tryb słuchawkowy i nie dało się go wyłączyć (pisząc ten post nadal mam ten problem pomimo czyszczenia gniazda i podłączania słuchawek i odłączania- działa przez chwile a potem znów się władcza ten tryb, głośnik jest sprawny bo da się rozmawiać w trybie głośnomówiącym). Po ogarnięciu się mięliśmy już wyruszać dalej, ja jeszcze skorzystałem z wc, gdy Czarek czekał przy kajaku, jednak jak się okazało on również miał problem z telefonem bo włączał się a potem pojawiał się ciemny ekran. W między czasie Czarek zagadał do gości którzy płynęli kajakami dmuchanymi Gumotexa z Soliny. Jednak nie zdążyłem przyjść by z nimi zagadać bo popłynęli. My również popłynęliśmy dalej, po kilku nieudanych próbach naprawienia telefony Czarka. Gości w dmuchawcach wyprzedziliśmy zaraz za Kazimierzem, ale byli po drugiej stronie rzeki wiec niestety obyło się bez spotkania. Po 12-13 dotarliśmy do Puław, któ®e pokonaliśmy całkiem sprawnie, płynęło się dość dobrze mimo upału. Jak płynałem ten odcinek w maju to były straszne fale i wiatr, tym razem było spokojnie. W połowie drogi do Dęblina zrobiliśmy sobie postój na piwko i jedzenie. W miedzy czasie próbowaliśmy naprawić telefon Czarka. Gdy się nim bawiłem dostrzegłem niewyraźną cyfrę 0 w miejscu klawiszy. Okazało się że telefon miał włączony tryb oszczędzania baterii oraz jasność zmniejszoną do minimum, co przy dużej jasności w dzień powodowało że wyglądało jak by był całkowicie czarny ekran (widać było tylko logo na początku, a potem ekran wygaszał się do minimum). Po tym sukcesie naprawienia telefonu, ruszyliśmy dalej po drodze spotykając Pana który z kazimierz do #deblin płynął na tratwie z desek, styropianu i z membrany dachowej jako dachu, Bardzo fajny środek transportu, niestety nie mam zdjęcia gdyż oszczędzałem baterię. Przed mostem w Dęblinie zroiblismy kolejny kró™ki postój po czym wpłynęliśmy do miasta. Około 17 byliśmy już w Dęblinie i do calu zostało bardzo blisko. Końcówka była dość męcząca bo co chwile trzeba było wysiadać z kajaka i prowadzić go przez płycizny. Ostatecznie około 19 dopłynąłem do mety. Niestety po drodze przy samej końcówce Czarkowi telefon wpadł do wody… Mimo że na początku działał i wszystko było Ok., to następnego dnia przestał zakończył swój żywot. Ja zabrałem się do domu z kolej Czarek rozbił się nad rzeką. Około 21, przyjechałem do niego i skoczyliśmy jeszcze do Dęblina po zakupy dla niego oraz na kebsa. Potem wróciliśmy do obozowiska i wypiliśmy kilka piwek. Następnego dnia ponownie musiałem mu pomóc ze względu na uszkodzony telefon, nie udało mu się kupić nić w Dęblinie ale umówił się ze znajomymi w Wawie że ogarnoł mu telefon. Z jego relacji wiem że dopłynął do wawy zdobył nowy telefon i tam został na dłuższy odpoczynek i spotkania ze znajomymi. Ostatecznie jednak zakończył tam rejs bo jakiś żul ukradł mu torbę z nowym telefonem oraz zatyczkami do kajaka (miał nadmuchiwany kajak i spuścił powietrze z niego podczas pobytu w Wawie). Szkoda bo miał ambitne plany dopłynięcia aż do morza i myślę ze był by w stanie to zrobić.

    Postój 1:51.324454, 21.944739
    Postój 2: 51.469516, 21.898769
    Postój 3: 51.539739, 21.835715
    Meta: 51.573594, 21.695137

    Podsumowując muszę uznać że niedoszacowałem potęgi Dunajca (a szczególnie jej pierwszego odcinka). Zbyt duża pewność siebie kosztowała mnie trochę ekwipunku i siły. Mimo to oceniam podróż jako bardzo udaną, to była moja najdłuższa wyprawa jak dotąd i chyba najbardziej szalona. Gdyby nie kraksa pierwszego dnia to pewnie był bym jeszcze bardziej zadowolony ale ten wypadek na pewno też sporo mnie nauczył i dał trochę pokory.
    Zachęcam również was do wyjścia czasem z domu i sprawdzenia siebie podczas jakieś ekstremalnej wyprawy. Nie musi być to 8-dniwoa wyprawa kajkowa ale nawet głupi wyjazd w góry czy jakaś wyprawa rowerowa może być naprawdę fajną atrakcja, która wiele was nauczy, pokaże jak dużo możecie wytrzymać i którą będziecie pamiętać do końca życia. Resumując: przekraczajcie granice swojej wytrzymałości i wychudzicie z strefy komfortu, dzięki temu staniecie się lepsi.

    Pozdrawiam i z fartem Mirki
    #wyprawakajkowa #podroze #podrozujzwykopem #pokazmorde
    pokaż całość

    źródło: 117971165_3313916345334318_1524125875210848425_o.jpg

  •  

    Wczoraj znalazłem psa zamkniętego w gorącym aucie przy stawach dojlidzkich w #bialystok
    Popytalem ludzi dookoła, nikt nie kojarzył właściciela samochodu. Telefon na #strazmiejska i szybkie wyjaśnienie sytuacji. Po 10 minutach na miejscu jest ekopatrol straży miejskiej i trzech policjantów; wybijają szybę, chłodzą psiaka wodą, a po chwili pojawia się właściciel auta w asyście policjanta. Gościu w kapoku, poszedł popływać na #kajaki albo rowerem wodnym; prawdopodobnie nie byłoby go z godzinę albo dłużej.

    Nie piszę tego by się chwalić, ale zwrócić uwagę na totalną obojętność mnóstwa ludzi, którzy przechodzili obok. Dopiero kiedy zadzwoniłem po służby, to ktoś się zainteresował.

    Dbajcie o swoje #zwierzaczki #zwierzeta #psy i inne #smiesznypiesek
    #bekazpodludzi
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20200816_192436.jpg

  •  

    #wyprawakajakowa #kajaki hej dziś 8 ostatni dzień moich kajakowych zmagań, wczoraj miałem cały dzień padnięty telefon bo w Sandomierzu prawie mi się nic nie naladowalo dziś jestem w #kazimierzdolny

    Z fartem mirki

    Ps
    Podsumowanie ostatnich dni zrobię jedno bo bateria słaba i muszę telefon w domu ogarnąć

    źródło: JPEG_20200813_110147_4775691468293202811.jpg

    +: emerjot, f.........y +7 innych
  •  

    Mirki dziś zaczynam dzień szósty #wyprawakajakowa #kajaki

    Dziś w planach odwiedzić #sandomierz (itam się podładować bo wszystkie power banki już wyładowane) następnie kierunek Annopol i Józefów nad Wisłą

    Z fartem mireczki #podrozujzwykopem #podroze #wisla

    źródło: JPEG_20200811_083954_5523537151355699209.jpg

  •  

    Elo miraski, dziś początek piątego dnia mojej #wyprawakajakowa #kajaki tym razem start z towarzystwem kolegi Czarka który płynie do Gdańska

    Dziś mam nadzieję że juz uda się do #sandomierz albo i dalej.

    Po drodze #polaniec #tarnobrzeg

    Z fartem miraski

    źródło: 1597040942231.jpg

  •  

    No i w pizdu popłynął @szaman136 dzięki za odwiedziny i lekkości w dalszej podróży #kajaki #wyprawakajakowa #podroze #podrozujzwykopem #wykopowaintegracja

    źródło: 1596982289367.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów