•  

    #przyroda #bushcraft #mojezdjecie #kaszuby #turystyka
    Mroźny poranek 1 Listopada po całkiem komfortowej nocy w pod tarpem.

    źródło: WhatsApp Image 2019-11-01 at 08.56.09.jpeg

  •  

    Fajna miejscówka z dobrym widokiem. Można sobie siąść i podumać. GPS: 54.5773, 18.0707
    #trojmiasto #kaszuby

    źródło: luzino.jpg

  •  

    Ciepły weekend w sam raz na spacerek po lesie. Przy okazji trochę grzybków nazbierane. (。◕‿‿◕。)

    #grzyby #kaszuby #grzybobranie

    źródło: 20190928_144227.jpg

  •  

    No i lokalizator się odnalazł (czyli spełnia swoją funkcję, przynajmniej po części).
    Ostatnia lokalizacja pokazywana w historii urządzenia wskazywała na inną wieś, pewnie była zapisana po nadajnikach GSM, a nie GPS. Sprawdziłem jednak wcześniejsze lokalizacje, i okazało się że przed tym logiem, był drugi, który wskazywał z dokładnością do 100m na gospodarstwo w środku lasu pod Skorzewem. Podjeżdżam, sprawdziłem telefonem - w okolicy lokalizatora nie ma. No skucha. Więc dzwonie do bramki, wychodzi babka i pytam czy byli tam a tam tego a tego dnia na grzybach. Ona że tak. No to jej opisuje ten znacznik, a ona:

    - aaa, to pan, hehe, wie pan... hehe, dzieci znalazły, wie pan hehe... dzieci są takie... hehe... przyniosły do domu, a jak sprawdziłam w internecie co to jest, hehe, no natychmiast odwiozłam na miejsce, dokładnie tam gdzie znalazły.
    - jest pani pewna że to tam leży?
    - tak tak, jeszcze w weekend odwieźliśmy, na pewno pan tam znajdzie.

    No dobra, nie mając innych punktów zaczepienia jadę tam na miejsce, rozglądam się - nic nie ma. Odpalam komórkę, obszedłem w promieniu 200m, dupa. Nic nie wykrywa. Wsiadłem do auta i zrezygnowany zrobiłem jeszcze kółko po leśnych drogach. Na jednej z nich znalazłem folię w którą znacznik był zapakowany i nic więcej. No dupa, to wracam. Tak się złożyło że musiałem przejechać przez punkt gdzie to miało się znaleźć. Jadę, patrzę, a tam ta babka z córką, przyjechały nieśmiertelnym passeratim b5 przed liftem.

    - aa, jest pan, hehe, wie pan, sumienie mnie gryzło to przyjechałam jeszcze sprawdzić
    nagle córka się odzywa
    - patrz mama, znalazłam! tu jest!

    I podaje mi rozebrany na części #notione, z wyciągniętą baterią, czyściutki, bez śladów leżenia przez kilka dni na powietrzu i w deszczu... Baterię dokupiłem, urządzenie działa. Ale takie małe zastanowienie, jak z urządzenia, z którego dość ciężko baterię wyciągnąć i trzeba znać sposób na wyciągnięcie, bateria sama wyszła? Albo jeśli faktycznie odwieźli tam w całości i jakoś na miejscu ktoś to wyflaczył (tylko skąd wiedział jak i czemu robił to w polu?), to jakim cudem szukając tam w sobotę i niedzielę nie znalazłem...?

    Tak na serio, to coś czuję że reakcją pani kaszubki na zorientowanie się co zakosili nie było wcale odwiezienie na miejsce, tylko wyciągnięcie baterii by nikt nich nie zlokalizował. Tyle że zanim to zdążyli zrobić, ich własne smartphone'y ich zdradziły i zaraportowały lokalizację do serwera.

    Generalnie temat zamknięty, tyle że w sumie sugestia dla zespołu notiOne - pokazujcie na mapie też poprzednie lokalizacje, i dokładność tych lokalizacji. Tutaj problemem było to, że ostatnia zaraportowana lokalizacja była kompletnie niedokładna, co zmyliło mnie na parę dni.

    #yanosik #notione #kaszuby #stezyca i w sumie troche #gdansk, bo w poprzednim wpisie był.

    Wołam aktywnych w poprzednim wpisie, żeby znali zakończenie historii:
    @Sabunol @piotr-kurowski @Skinnyp @WielebnaMaciorka @darkdancerr @Tractatus @aurelll @lothar1410 @le1t00 @bartoszp @sailor_73
    pokaż całość

  •  

    Mireczki podróżujące po terenach #kaszuby, okolice Klukowa Huta, #stezyca i szczegółnie Skorzewo - jeśli możecie, i macie nowe telefony z Bluetooth v5, podróżujcie z włączonym Yanosikiem lub appką notiOne. Jakaś kaszubska k***a, grzybiarz o czarnym podniebieniu, podpieprzył mi, wraz z całym znacznikiem, lokalizator #notione który używałem do biegu na orientację na kawalerskim kumpla.

    Mam w sumie już jeden namiar, pod Skorzewem, gdzie dziś się wybiorę, ale jakby ktoś dokładniej zlokalizował, to by mi mocno życie ułatwiło.

    Swoją drogą jaką glizdą ludzką trzeba być, by podpieprzać znaczniki biegu na orientację? Cwel co to zrobił jeszcze chyba nie wie że jak skończony idiota ukradł lokalizator... :/

    Dla atencji: #yanosik #gdansk #trojmiasto #pomorskie
    pokaż całość

    źródło: botland.com.pl

  •  

    :--DDDD PRÖÖT PRÖÖÖÖT BURDŻYBAZ :DDD

    #heheszki #spurdo #muzyka #kaszuby

    źródło: streamable.com

  •  

    Najlepsze kaszebsczi jezioro? Żeby dużo ludzi nie było, ładnie i czysto. Mem dla atencji
    #trojmiasto #pomorze #kaszuby #podrozujzwykopem #kaszebsci

    źródło: 1567182540889.jpg

  •  

    219 666 + 100 + 50 + 40 +30 +70 = 219 956
    Kiedy Twoj but nie wypina się z spd, NAJGORZEJ! Scott cały, ja trochę mniej ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
    #rowerowyrownik #chwalesiealetylkotroche #kaszuby

    źródło: 63331.jpg

  •  

    W sobotę pogoda nie miała rozpieszczać, zapowiadano mocniejszy deszcz, ale i to mnie nie zniechęciło do wejścia na Jelenią Górę (220 m n.p.m.), która znajduje się mniej niż godzina spacerem od Bożegopola Wielkiego PKP.
    Widoczność była taka, że było widać wiatraki z okolic Gościęcina i jeden wiatrak z okolic Szemudu (?). W każdym razie z tamtego kierunku mniej więcej.
    W drugim poście zamieszam zdjęcie wieżyczki.
    #trojmiasto #kaszuby
    pokaż całość

    źródło: jeleniagora2.jpg

  •  

    Razem z @darkdancerr oraz Martą, która nie ma konta na wykopie zajęliśmy dzisiaj trzecie miejsce w sporcie znanym jako Trójbój Kaszubski :). Takie dostaliśmy indywidualne nagrody oraz wiele świetnej zabawy! Ja dzięki temu wyjściu mam zaproszenia na imprezy przez następne 5 weekendów. Zdecydowanie polecam. W przyszłym roku liczymy na pierwsze miejsce.

    Kibicowały nam @netefre oraz Basia, którą wszyscy znają chociaż nie ma konta.

    #piwo #gdansk #kaszuby #trojmiasto #trojmiejskiewykopiwo #wodka #sport

    Ps. Tak, to była głupia zabawa, rozrywka prosta, ale było wesoło, śmiesznie, przyjemnie.
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190721_0102572.jpg 18+

  •  

    Przejażdżka na działkę. Przy okazji nazbieralem trochę jagód.
    137309 + 53 = 137362
    #rowerowyrownik #rower #las #jagody #kaszuby

  •  

    @daren13: Mam 49 lat i założyłem, nieco przypadkiem, kanał na YT. Właściwie to syn (lat 10) chciał mieć kanał z grami, jemu przeszło a mnie wkręciło, tylko tematykę mam inną, bo gry mnie nie interesują.
    Z braku pomysłu na nazwę kanał nazywa się HANS KASZA. Hans - od idola mojego dzieciństwa Hansa Klossa a Kasza to stara szkolna ksywka. I tak nawiązałem sobie do lat szkolnych.
    Sam przekonałem się jak ciężko coś na YT wypromować, kiedy kanał jest nowy, nie ma historii i subskrybentów, jest nisko w rankingu YT i Google. Dlatego moja ogromna prośba do trójmiejskiej społeczności Wykopu o wsparcie i subskrybowanie kanału. Mam nadzieję, że znajdziecie tam jakieś filmy, które Was zainteresują. Dla Waszej informacji, wszystkie filmy mają tłumaczenia tytułów i opisów na angielski, wiele filmów również na niemiecki, hiszpański czy francuski, dzięki czemu odbiorcy z zagranicy łatwiej mogą do nich dotrzeć i zrozumieć przekaz i mam satysfakcję z promocji Trójmiasta i Pomorza. Wyświetleń z zagranicy jest naprawdę sporo, czyli system działa. Bardzo dziękuję ! Pozdrawiam wszystkich.

    https://www.youtube.com/c/HansKasza

    #trojmiasto #gdansk #gdynia #sopot #pomorze #kaszuby #baltyk #youtube
    pokaż całość

  •  

    Dawno nir jechałem #pkm z #kartuzy
    Fajny ten parowóz.
    #kolej #pociagiboners #starelokomotywy #kaszuby

    źródło: 20190524_162925.jpg

  •  

    #100smiesznychwiosek

    Sezon 2

    Dzień 13/100

    Jeśli ktoś mnie obserwuje z powodu tagu to przepraszam za wczorajszy spam ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

    W dzisiejszym wpisie wcale nie pechowa trzynastka zabiera nas z powrotem na #kaszuby

    Niepoględzie – wieś w Polsce położona w województwie pomorskim, w powiecie słupskim, w gminie Dębnica Kaszubska

    Pierwsze wzmianki o Niepoględziu pojawiają się już w średniowieczu. W latach 1432 - 1565 roku Niepoględzie i Gałęzów jest lennem rodziny Zitzewizów, ale ziemie te należały do rodziny już w roku 1360, a być może wcześniej; w 1523 r. właścicielem jest Ewalt Czitzeuitzche to Nippeglenze. W latach następnych wskutek zawieranych małżeństw obie wioski należały czasowo do rodziny von Krockow

    Około roku 1650 właścicielem był Georg von Puttkamer, który w roku 1653 zginął wraz sześciorgiem dzieci, w katastrofie statku, podczas przeprawy ze Szwecji na Pomorze. Uratowana z katastrofy żona Georga, poślubiła swego wybawcę szwedzkiego kapitana Simona von Pirch. Simon von Pirch z rąk elektora brandenburskiego w roku 1699 otrzymał Niepoględzie w lenno. Następnym z kolei dziedzicem był jego syn Gneomar von Pirch.

    Zgodnie z przeprowadzonym spisem w roku 1717, majątek Niepoględzie (wspólnie z Gałęzowem) miał jeden folwark, jedną wypalarnię wapna, pięciu chłopów, sześciu półchłopów, jedną kuźnię; w pobliżu, na Młyńskim Potoku, odpływie Jeziora Kunitowskiego był młyn wodny. Do majątku należały folwarki w Plansen i Grabówku oraz drewniane strażnice w Jandrock, Stocken i Mikutten. Do roku 1945 Niepoględzie jest Gminą w skład, której wchodzi 11 miejscowości. Powierzchnia gminy: 2398 ha, liczba gospodarstw: 83 Liczba domów (1925r.): 49. Urząd okręgowy: Budowo, Urząd stanu cywilnego: Budowo, Urząd żandarmerii: Gałęźnia Wielka, Urząd sądowy: Bytów, Stacja kolejowa: Budowo, Linia kolejowa: Budowo-Słupsk, Agencja pocztowa: Niepoględzie.

    W roku 1864 stary dwór został rozbudowany; dobudowano nowe skrzydło, połączone z dotychczasowym dworem, który także został rozbudowany - dodano jedną kondygnację i przebudowano dach, sześciokątną wieżą wejściową, z szerokimi drzwiami wprowadzającymi na holl, gdzie mieściła się duża klatka schodowa z galerią, łącząca wszystkie korytarze. W 1882 Adolf von Zitzewiz i jego żona Mathilde z domu von Sprenger, będąc bezdzietni, zapisali majątek siostrzeńcowi Jesco von Puttkamer (1841-1918), młodszemu synowi Eugena von Puttkamer z Główczyc. Pełnił on służbę państwową - był prezydentem regencji we Frankfurcie nad Odrą i członkiem pruskiego dworu. To właśnie on w roku 1900 zakłada pierwszą na tym terenie szkołę w Gałęzowie.

    W roku 1918 Otto von Puttkamer (1867-1927) odziedziczył majątek po śmierci ojca. Był deputowanym w urzędzie powiatowym. Po jego śmierci w roku 1927 majątkiem zarządza Jesco von Puttkamer (1902- 1947). Jego największą pasją była polityka. Miał charakter narodowego socjalisty; utrzymywał kontakty z grupą oporu i został czasowo aresztowany 20 lipca 1944 roku. 7 marca 1945 roku o godz. 8.00 rozpoczęła się ewakuacja mieszkańców Niepoględzia i Gałęzowa; uciekali przez Unichowo, Czarną Dąbrówkę, Lębork do Redy. Część z nich dostała się do portu w Gdańsku i w Gdyni. Wszystko wskazuje, że ewakuacja była pośpieszna i źle przygotowana; większość wyposażenia i dokumentacji pałacu pozostała na miejscu. Być może Jesco von Puttkamer nie spodziewał się nagłego odwrócenia kierunku frontu bądź liczył na przychylność Rosjan z racji na swoją antyhitlerowską działalność. Tego samego dnia po południu, Niepoględzie zostało zajęte przez oddziały sowieckie. Po jakimś czasie pojawili się nowi mieszkańcy, przywożeni z różnych stron i zajęli domy i gospodarstwa. Jesco von Puttkamer - ostatni właściciel Niepogledzia zmarł bezdzietnie w Berlinie w roku 1947.

    Po wojnie majątek w całości został włączony w skład Państwowego Gospodarstwa Rolnego. Pałac przez pewien czas pełnił funkcje mieszkalno – biurowe. Dzięki staraniom dyrektora PGR był na bieżąco remontowany i zabezpieczany przed zniszczeniem. Niestety bezpowrotnie utracono jego wyposażenie. Chaotyczna ewakuacja była przyczyną utraty praktycznie całej dokumentacji przedwojennego życia pałacu i majątku. Dziś próbuje się otworzyć choć częściowo przedwojenną historię tego miejsca o informacje, które pochodzą od członków rodziny Puttkamerów z okolicznych majątków.

    W latach pięćdziesiątych pałac pełnił funkcję bazy kolonijnej dla jednego z pilskich zakładów pracy. Coroczne przygotowania na przyjęcie kolonistów było cennym elementem chroniącym pałac przed niszczeniem; drobne ale systematyczne remonty bieżące zabezpieczały budynek.

    W roku 1959 pałac wraz z częścią parku wydzielono i przekazano na cele edukacyjne - w budynku powstała szkoła podstawowa.

    #ciekawostki #historia #pomorze
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190519_152538_411.jpg

  •  

    #100smiesznychwiosek

    SEZON 2

    Dzień 10/100

    Wiele osób pytało mnie* kiedy pojawi się ta wioska. Także bez dalszego wstępu na życzenie obserwujących na tagu witamy

    Męcikał – wieś w Polsce położona w województwie pomorskim, w powiecie chojnickim, w gminie Brusy

    Męcikał to miejscowość u wejścia do Parku Narodowego Bory Tucholskie. Jest to miejscowość turystyczna. Na jej terenie znajduje się m.in szlak kajakowy partyzancki czy czerwony szlak pieszy, prowadzący z Chojnic przez Funkę, Bachorze i centralną część w/w parku narodowego.

    Męcikał jest usytuowany na mocno pofałdowanym terenie. Wieś o nieregularnym kształcie dostosowana do rzeźby terenu, zabudowana po północno-wschodniej i południowo-zachodniej stronie rzeki Brdy. Tu przecinały się szlaki handlowe we wszystkich kierunkach. W drugiej połowie XX wieku przebudowa drogi głównej Chojnice-Kościerzyna podzieliła północno-wschodnią część wsi. Południowo-zachodnia część, w zakolu rzeki Brdy nie zmieniła swojego pierwotnego ukształtowania. Zmieniła się tylko struktura zabudowy, domy posadowione są na starych siedliskach, ale odbudowano je po drugiej wojnie światowej, po wielkim pożarze (większość domów była drewniana). Natomiast po północno-wschodniej już w dwudziestoleciu międzywojennym dominowała zabudowa murowana. Tu zachowały się również domy o charakterze małomiasteczkowym.

    Męcikał jest wsią kaszubską. Jego dawne nazwy: Menczykał, Mendczikal, Męcikały. Na podstawie badań archeologicznych można wnioskować, że osada istniała już w średniowieczu być może jako strażnica – tu prowadził szlak północ-południe z przeprawą przez rzekę Brdę. W 1570 r. była tu karczma królewska, natomiast w 1648 r. mieszkańcy płacili czynsze już od czterech karczem i jednego gospodarstwa zagrodowego. W 1868 r. dawna osada karczmarska przekształciła się w dużą wieś, liczącą 212 mieszkańców, 64 budynki, w tym 24 mieszkalne. Obszar wsi wynosił 6792 morgi magdeburskie.

    Na terenie Męcikału odkryto jedno z najważniejszych skupisk osadnictwa z epoki kamienia, przede wszystkim mezolitycznego. Duże skupiska istniały obozowisk w trzech miejscach: bezpośrednio nad brzegami rzeki Brdy i południowym brzegiem jeziora Kosobudno, na południowo-zachodnim brzegu jeziora Trzemeszno oraz nad małymi jeziorkami (m.in. jezioro Rytosice) położonymi na południowy wschód od rzeki Brdy.

    Mezolityczne obozowiska zakładano na piaszczystych terenach rzek i jezior. Najwcześniejsze ślady człowieka, datowane na paleolit schyłkowy, zlokalizowane zostały nad jeziorem Trzemeszno. Cechą charakterystyczną obozowisk mezolitycznych jest współwystępowanie na ich terenie materiałów ceramicznych związanych z okresem neolitu lub wczesną epokę brązu. Wskazuje to na długotrwałe osadnictwo grup ludzkich o gospodarce rybacko-łowieckiej na tych obszarach. Obozowiska są związane z tzw. kulturą komornicką, chojnicko-pieńkowską i grzebykowo-dołkową. Do nielicznych odkryć należą stanowiska datowane na późniejsze okresy chronologiczne. Są to m.in.: ślady cmentarzyska z wczesnej epoki żelaza odkryte na zachodnim brzegu rzeki Brdy, pojedyncze ślady z okresu późnego średniowiecza i czasów nowożytnych.

    W ostatnim czasie wieś doczekała się dwujęzycznej tablicy, która oficjalnie urzędowo nadaje jej zwyczajową kaszubską nazwę - Mãcëkôł.

    Jak zwykle zapraszam do dzielenia się dodatkowymi informacjami w komentarzach jeśli ktoś wie coś więcej ᶘᵒᴥᵒᶅ

    Żródło fotografii

    #pomorskie #kaszuby #historia #archeologia #ciekawostki

    pokaż spoiler * chyba dwie albo trzy
    pokaż całość

    źródło: s3.flog.pl

    •  

      @MechanicznyTurek: uwielbiam nazwy miejscowości w tamtych okolicach

    •  

      @MechanicznyTurek: Kawał życia tam spędziłem.
      W dawnych czasach studenckie wakacje obligo spędzaliśmy pod namiotem na polu pomiędzy Męcikałem a Czernicą, nad jeziorem Dybrzk, niedaleko Wojskowego Ośrodka Szkoleniowego.
      Żywiliśmy się po studencku, to znaczy jagodami, złowionymi rybami i biwakowymi zupami gotowanymi na ogniu z tego, co akurat było pod ręką. Czasem w zupie lądował kawałek kiełbasy, czasem kostka masła, ale najczęściej grzyby i makaron.
      Po piwo wyprawialiśmy się do Brus, bo tam była pijalnia, a bliżej nic nie było. Do Brus jechało się baną, a wracało już pieszo dygając wiadro z piwem na zaś. Jak tylko sięgam pamięcią nigdy nikomu nie udało się donieść piwa do obozu, zawsze wracaliśmy z pustym wiadrem a piwo było wypijane ku pokrzepieniu w trakcie drogi.
      Wieczorami paliliśmy ogniska, graliśmy na gitarach, śpiewali i rwali na potęgę różowe kwiatki.
      Za dnia pływaliśmy w jeziorze albo planowaliśmy niecne rzeczy w odniesieniu do harcerzy, którzy mieli swoją bazę niedaleko.
      No trochę czasu trzeba było przeznaczyć na łowienie ryb i zbieranie grzybów, żeby nie zdechnąć z głodu.
      Z ciekawostek to powiem, że nad Dybrzkiem był kiedyś prywatny sklepik spożywczy, który się spalił. W trakcie akcji gaśniczo-ratunkowej towar wywalano wprost przez okno, a że sklepik stał na samym skraju skarpy to wyrzucane dobra lądowały w jeziorze. Akurat w tym miejscy rynna podchodzi pod sam brzeg i zaraz jest kilka metrów głębokości. Legenda głosi, że utonęły tam cztery osoby próbując wyłowić zatopione dobra, a to w szczególności skrzynki z gorzałką. Nie wiem wszakże, jak duże jest w tej legendzie ziarenko prawdy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

  •  

    Browar Bytów niezłą etykietę strzelił( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Donald T. - Russian Imperial Stout
    #piwo #piwowarstwo #trump #tusk #kaszuby #usa #heheszki

    źródło: 1.bp.blogspot.com

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Budzę się po tygodniu w szpitalu w Gdańsku, próbuję ogarnąć o co chodzi, gdzie jestem a obok pacjent nawija do gościa o strajku nauczycieli. Jak tylko zauważyli, że nie śpię włączyli mnie do dyskusji, w której wcale w tym momencie nie chciałem uczestniczyć.Na szczęście wystarczyło im, tylko moje potakiwanie.
    Człowiek, delikatnie mówiąc nie miał najlepszej opinii o nauczycielach i kliku dość ostro zrecenzował.
    Nauczyciel fizyki, pan Sz. z ekonomika w Kościerzynie jeśli pojawiał się na lekcjach to pijany. Jeśli ktoś obrywał za jego pijaństwo to byli to dyżurni klasy, którzy nie przynieśli z portierni klucza i nie pozwolili się ukryć klasie, żeby nie rzucała się zbytnio w oczy. Najostrzej opierniczał sam dyrektor ekonomika pan C, o którym mój "współlokator" też nie miał zbyt dobrej opinii. "Za 30 godzin nieusprawiedliwionych ucznia to potrafili wywalić ale pijusa nie". Całe szanowne grono pedagogiczne znało sytuację i nikt palcem nie kiwnął.
    Jedyne co na fizyce przerobili przez całe liceum to zamiana jednostek - megawaty na waty, kilogramy na gramy mikrometry na metry itp. Przez wszystkie semestry sprawdziany z zamiany jednostek i jeden jedyny raz wielki sprawdzian z optyki gdzie trzeba było napisać, że kąt padania równa się kątowi odbicia. Przez całe liceum.
    Konsekwencje dla tego człowieka były niezbyt wesołe. Jak był w podstawówce, to wzięli go na wycieczkę do ekonomika, która miała pomóc w wyborze szkoły. Ósmoklasista łyknął bajkę, że idzie do lepszego liceum bo oprócz zwykłych zajęć będzie miał masie dodatkowych. Problem w tym, że politechnika nie uznawała jego liceum za lepsze i oceny z matury mnożyła razy 2 a z ogólniaków razy 2,5 czy 3, już nie pamiętam dokładnie. Człowiek ze średnią z matury "ponad pięć" musiał pisać egzamin wstępny. Również z fizyki. Jak się domyślacie nawet do niego nie przystąpił i poszukał innej szkoły i chyba wylądował w Toruniu czy Słupsku.
    Nie poszedł na studia, na które chciał bo w szkole tolerowali pijaka za nauczyciela.

    "Panie, ja kocham historię, ale dali nam za nauczycielkę, wystraszoną gułę, której chyba matka nauczycielka wybrała zawód. Klasa zazwyczaj spokojna dostawała jakiegoś amoku na lekcjach z nią. Takiego, że człowiek nic nie słyszał a co dopiero tego co ona mamrocze stojąc zestresowana pod tablicą. Mogłeś jej panie na sprawdzianie wszystko ładnie opisać i zawsze trója. Potem się połapaliśmy, że ona wcale tego nie czyta a patrzy na objętość tekstu- duże litery, dużo tekst choćby były to bluzgi i wyzwiska -to cztery. Weź pan tu pałaj miłością do takiej szkoły nauczycieli".

    Podstawówka w Dużym/Wielkim/Wielkich coś tam(nie pamiętam) to też była jazda. Fizyki "uczył" wuefista, z jakim skutkiem nie trudno się domyślić. Był nauczyciel od wszystkiego Sz.- od muzyki gdzie przez całą podstawówkę nauczył grać na cymbałkach gamę, przy okazji naderwał uczniowi ucho, bo wykręcał je regularnie komu popadnie i pod byle pretekstem. tak jak bił kijem. Innym nauczycielom też się zdarzało ale nie tak często. Sz. uczył też polskiego gdzie poprawiał nieistniejące błędy a tych istniejących nie zauważał. Przez całą technikę zrobili jeden łańcuszek na szydełku i jakieś kanapki.
    Najlepsza jednak była pani Teresa P. nauczycielka biologii, aktywistka i działaczka a nawet radna. Zamiast uczyć dzieci kazała im wycinać literki ze styropianu na imprezy, malować jakieś obrazki na konkursy. Nie zapłaciłeś na LOP to trója, zapłaciłeś to piątka. Przyniosłeś jakieś materiały, kwiaty na imprezę to piątka. Z samej nauki biologi przez całą podstawówkę mieli budowę mikroskopu i rysunek pantofelka z opisem. Przez całą podstawówkę, bo pani od biologii była zajęta brylowaniem i autopromocją a nie uczeniem dzieci.

    Matematyczka Ł. - niezrównoważona, sfrustrowana furiatka wydzierająca się na dzieci do tego stopnia, ze te miały ataki nerwicy przed matematyka a jedna dziewczynka zaczęła się moczyć w łóżku. Podobno nawet rodzice napisali anonimową skargę a ta w odwecie przestała się odzywać na lekcji i tylko pisała na tablicy. Nadal uczy.
    Młody matematyk G. swoją aktywność na lekcji ogranicza do włączenia filmu z tematem i przydzielenia zadań...

    Było coś o znęcaniu się i uczniem z uszkodzonym kręgosłupem, którego zebrał śmigłowiec ale już odpływałem i nie kojarzę o co w tym dokładnie chodziło. Podobnie jak o to o co mu chodziło z wójtem i żoną(też nauczyciele?).

    Cały ten jego potok żali przerywało tylko gniewne zdziwienie, ze chcą dać podwyżki wszystkim, bez wyjątku. "Tym co robotę mają gdzieś też? Takim gnojkom bez sumienia też"?

    To tylko urywek tego co opowiedział i w sumie na tle wykopowych "krzywd" edukacji to trochę grubszy kaliber.
    Resztę może dopiszę innym razem. Może nawet opiszę własne historie ze szkoły bo mam też, znacznie ciekawsze.
    Naprawdę pikantne szczegóły i opisy "zawodowych przedmiotów" pominąłem bo by jeszcze ktoś jej/jego personalia ustalił. Tego bym nie chciał bo trochę żal i współczucie wzbudzają takie opowieści człowieka, którego dni są policzone.

    Wyższe pensje niczego nie naprawią. To zdecydowanie za mało. Wielu nauczycieli zwyczajnie nie zasługuje na żadną pensję.

    Może ktoś z #koscierzyna, #kaszuby albo nawet #gdansk, #trojmiasto jest wstanie potwierdzić czy #takbylo :)
    #biologia #matematyka #fizyka #szkola #edukacja #strajknauczycieli #polska

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    Pozdrowienia znad jeziora Raduńskiego. Wiosna w pełni ale woda jeszcze chłodna. #podrozemaleiduze #kaszuby

    źródło: IMG_20190330_132701.jpg

    +: A.........s, stolemy +5 innych
  •  

    #smieci #lasy #kaszuby

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190330_122754_509.jpg

  •  
    g........i via Android

    +10

    #humorobrazkowy #kaszuby

    źródło: 1551526915372.jpg

    +: I.......a, manngoth +8 innych
  •  

    Podróżując ostatnio po Kaszubach, trafiliśmy na taki opuszczony zamek.

    Zamek Łapalice to opuszczona, licząca 5000 metrów kwadratowych budowla, ukryta w kaszubskich lasach.

    Budowa obiektu rozpoczęła się w latach 80-tych, i początkowo miał być to drugi zakład produkcyjny Gdańskiej Fabryki Mebli. Właściciela poniosła jednak fantazja i pomimo braku pozwolenia na budowę postanowił postawić tu dzieło swojego życia - zamek o 12 wieżach i 365 oknach. W latach 90-tych władze zaczęły piętrzyć problemy formalne i wstrzymały budowę, a następnie właściciel zbankrutował (m.in. z powodu powodzi, która zalała jego gdańską fabrykę). Chętnych do kontynuowania dzieła nie brakowało, jednak z powodu braku odpowiednich pozwoleń nie jest to możliwe, a obiekt od wielu lat jest rozkradany i niszczeje.

    Obecnie bramy są otwarte a miejsce stało się nieoficjalną atrakcją turystyczną.

    #podroze #busemprzezswiat #polska #opuszczone #turystyka #ciekawemiejsca #gruparatowaniapoziomu #kaszuby
    pokaż całość

    źródło: zamek lapalice.jpg

    +: hansclock, S.........t +50 innych
  •  

    #100smiesznychwiosek

    Dzień 14/100

    Złe Mięso – wieś w Polsce położona w województwie pomorskim, w powiecie chojnickim, w gminie Czersk

    Miejscowość notowana była w formie niemieckiej w 1480 jako Boszfleyth, w 1495 jako Bösem fleisch. Polskie nazwy pojawiają się w 1585 (Liemieszo) i 1664 (Złe Mięso). Od XVII w. nazewnictwo niemieckie i polskie stabilizuje się w formach Bösenfleisch i Złe Mięso.
    Nazwa wsi wywodzi się od niemieckiego nazwiska właściciela miejscowej karczmy. Forma polska jest wtórna i stanowi jego dosłowne tłumaczenie („böse” – „zły”, „wściekły”; „Fleisch” – „mięso”)

    Co do karczmarza, to obrosła wokół niego pewna upiorna legenda.

    Część z gości zatrzymujących się w lokalnej karczmie na posiłek i nocleg nie docierała później do celu swej podróży.
    Początkowo nikt tego nie zauważył, ale po kilkuletnich wnikliwych obserwacjach odkryto straszliwą tajemnicę. Karczmarz nie tylko mordował i okradał swoich gości, lecz także wykorzystywał zwłoki do sporządzania potraw.
    Zwyrodniały karczmarz miał później zakończyć żywot na szubienicy, a karczmę zburzono. 乁(⫑ᴥ⫒)ㄏ

    Fotografia ilustrująca wpis pochodzi z tej strony.

    #pomorskie #borytucholskie #kaszuby
    pokaż całość

    źródło: s12.flog.pl

  •  

    #100smiesznychwiosek

    Dzień 13/100

    13, podobna pechowa liczba.

    Damy więc coś nieszczęśliwego, bolesnego.

    A nic tak nie boli jak

    Zdrada – wieś w Polsce położona w województwie pomorskim, w powiecie puckim, w gminie Puck

    Podobno jest to nazwa pochodząca z języka kaszubskiego, ale nie znalazłem niestety ani tłumaczenia, ani w ogóle potwierdzenia tejże informacji. 乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ

    No to zamiast pochodzenia nazwy będzie ciekawostka:

    W Zdradzie urodził się Antoni Abraham, znany jako Król Kaszubów. Jak ktoś interesuje się #historia to polecam o nim poczytać,postać bardzo ciekawa z bogatym życiorysem (Antoni Abraham brał nawet udział jako reprezentant Kaszub podczas konferencji wersalskiej po I Wojnie Światowej).

    W samej zdradzie znajduje się jego pomnik z wbudowanym zegarem "symbolicznie odmierzającym czas historii".

    Codziennie o godzinie 12.00 i 15.00 kurant wygrywa Hymn Kaszubski.

    #pomorskie #kaszuby
    pokaż całość

    źródło: zdrada.JPG

  •  

    Cześć! Polecamy nasz nowy film i prosimy o wykopywanie znaleziska Kim są KASZUBI?

    Przez ostatnie kilkaset lat byli dyskryminowani, a ich język i kulturę próbowano zniszczyć. Polacy nie uważali ich za Polaków, a Niemcy nie uważali ich za Niemców. Często traktowano ich jako ludzi drugiej kategorii. W PRL-u swojego języka używali tylko w domu, bo w miejscach publicznych było to niemile widziane, a w szkole karano za jego używanie.

    O kim mowa? O Kaszubach, autochtonicznych mieszkańcach Pomorza, których historię mieliśmy okazję poznać podczas naszej ostatniej podróży na północ Polski.

    P.S. Jeżeli ktoś z Was chciałby być wołany kiedy opublikujemy kolejne podróżnicze filmy to proszę o dołączenie do obserwatorów naszego konta i zaobserwowanie naszego autorskiego tagu #busemprzezswiat :)

    #polska #kaszuby #gruparatowaniapoziomu #podroze #kultura #dokument #mikroreklama #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    źródło: miniatura kaszuby.jpg

  •  

    PIERWSZĄ CZĘŚĆ TEJ HISTORII PRZECZYTACIE TUTAJ.

    • • •

    • Część 2 •

    Latem 2011 r. Ewa związała się z Kazimierzem Ch.*, który zaopiekował się nią i córkami, które po jakimś czasie zaczęły nazywać go tatą. Szynszecki wciąż nachodził rodzinę i żądał spotkania z dziećmi. W 2012 r. Ewa i Kazimierz wynajęli razem mieszkanie, a kobieta zaszła w ciążę. Mimo to Mariusz wciąż nachodził parę średnio co dwa dni. Wydzwaniał do nich także, gdy już wzięli ślub.

    Gdy Lena poszła do szkoły, zaczęły się jej problemy w relacjach z rówieśnikami. Miała też symptomy nerwicowe, tiki nerwowe, bywała agresywna, a jej sprawność intelektualna była niższa niż u rówieśników. Mogło to świadczyć o zaniedbaniach we wczesnym dzieciństwie, choć widać było, że dziewczynka ma bardzo dobry kontakt z matką, jest też czysta i zadbana. Lena została przebadana w poradni psychologiczno-pedagogicznej, gdzie wkrótce trafiła także Amelia, która także zaczęła przejawiać trudności dydaktyczne i emocjonalne.

    Ze względu na trudności w utrzymaniu mieszkania, w październiku 2015 r. Ewa wraz z drugim mężem oraz trójką córek zamieszkali u Janiny G. Dziewczynki bardzo ufały swojej prababci, dlatego podczas jednej z rozmów zwierzyły jej się ze wspomnień z domu w Parszczycach. Ośmioletnia Lena mówiła o tym, jak ojciec dawał jej do picia alkohol podczas zakrapianych imprez z mężczyznami, którzy śmiali się z tego, co wcześniej robili jej mamie w piwnicy. Przyznała też, że na imprezach tych była obecna jej druga babcia, matka Szynszeckiego. Opowiadała, że ojciec kazał jej lizać jego genitalia, a 7siedmioletnia Amelia mówiła, że panowie robili mamie krzywdę i "miała majtki na dole". Zszokowana 80-latka kazała dziewczynkom usiąść przy stole i wszystko z siebie wyrzucić.

    Fragmenty ich wspomnień (całość udostępniłam na swoim Patronite):

    Lena: Tata kleił buzię i wiązał ręce i nogi. A ja razem z tatą Mariuszem robiłam krzywdę siostrze, bo krzyczała za mamą, dlatego moja siostra była obsikana i obsrana. Zaprowadzałam z tatą Mariuszem mamę do piwnicy. Uderzałam mamę w głowę. My z tatą Mariuszem chcieliśmy zabić mamę, aby była nowa czarna mama z braciszkiem. (...) Ja stałam w pokoju to tata Mariusz ściągał mi majtki i rajstopy, i wtedy dotykał mnie w miejscu gdzie robię siku, tym czym tata robi siku - fiut, fujara. (...) Z tym tatą się całowałam w łóżku. (...) W pokoju gdy jest ciemno całuję moją siostrę Amelię. Teraz już tak nie robię. Tylko rozmawiamy o szkole. Gdy mój tata Kazimierz mi zabronił rozwalać drzwi od szafki to powiedziałam, że go wyrżnę nożem, a kiedyś indziej, że go zabiję. (...) Kopałam mamę, gdy była w ciąży. Było nas wtedy dwie, to dlatego kopałam mamę po brzuchu, po to żeby kolejna siostra się nie urodziła.

    Amelia: Ten tata Mariusz robił mi dużo krzywdy, on mnie kleił buzię, wiązał ręce do tyłu i nogi. Jedzenie, okruchy od siostry Leny dawał ten zły tata. (...) Lena tacie Mariuszowi, to co ma między nogami, w spodniach, to się nazywa wiut. Siostra Lena mi to mówiła. Robiła to, żeby tacie zrobiło się dobrze. Lena, kiedy byłam związana to się ze mnie śmiała z tego, że leżałam na podłodze, zesrana i zesikana. Mama była zamknięta w piwnicy. Lena mówiła i pokazała, że mama jadła jak pies. Ja byłam mała. Jak była robiona krzywda, bałam się wtedy mówić. Ale teraz już się nie boję.
    Po rozmowie z prawnuczkami, Janina G. zapytała o wszystko Ewę. Ich matka rozpłakała się, była zszokowana tym, co jej były mąż robił córkom. Kobiety wspólnie uzgodniły, że dziewczynki nie mogą tego w sobie dłużej tłumić.

    . . .

    We wrześniu 2012 r. kochanka Mariusza Aneta A. przystała na jego propozycję i wraz ze swoim synem wprowadziła się do domu w Parszczycach. Podczas gdy A. wyjeżdżała rano do pracy, sześciolatek pozostawał pod opieką konkubenta matki. Mężczyzna krzyczał na chłopca z błahych powodów, wulgarnie wyzywał, bił otwartą ręką po głowie i pupie, co często tłumaczył później jako żarty. Zabrał chłopcu wszystkie oszczędności, nie pozwalał jeździć rowerem ani zapraszać kolegów.

    On ci na głowę nasra, to musi być bity!

    – uzasadniał Anecie A.

    Ponadto zmuszał chłopca, by kładł się z nim w łóżku, a sam rozbierał się do naga i przytulał do niego.

    Szynszecki znęcał się także nad swoją konkubiną – bił ją po głowie, gdy miała odmienne zdanie w jakiejkolwiek kwestii, zmuszał do seksu, gdy tego nie chciała, miał pretensje, że zbyt późno wraca z pracy, szarpał za włosy, gdy musiała rano wyjść i zabraniał zapraszać kogokolwiek do domu, nawet jej rodzinę.

    Dopiero w 2016 r. kobieta wraz z synem wyprowadziła się.

    . . .

    21 lutego 2016 r. o godzinie 6:05 Mariusz Szynszecki został zatrzymany w swoim domu w Parszczycach.

    Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, uznał, że Ewa kłamie, bo chce się na nim zemścić. Przyznał, że uderzył ją tylko raz w twarz z otwartej dłoni, gdy powiedziała mu, że nie jest ojcem Leny i Amelii. Stwierdził też, że ich małżeństwo byłoby udane, gdyby nie teściowa, która "non stop buntowała żonę". Nie przyznał się także do znęcania się nad Anitą A. i jej synem, a na zarzut molestowania Leny odpowiedział, że "nie mógłby z dzieckiem dwuletnim".

    Szynszecki został oskarżony również o znęcanie nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. W grudniu 2015 r. wezwani na miejsce inspektorzy z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami zastali na jego podwórku przywiązanego sznurem do budy kundelka, który leżał na ziemi w konwulsjach. Pinio nie miał nawet obroży, a na szyi liczne otarcia i otwarte rany. Pies nie dostawał jedzenia, ani wody, a sierść miał sfilcowaną i oblepioną błotem. Zwierzę w stanie agonalnym zostało zawiezione do weterynarza i mimo prób ratowania, następnego dnia zmarło śmiercią głodową.

    Oskarżony początkowo przyznał się do zagłodzenia psa, jednak po jakimś czasie odwołał swoje tłumaczenia.

    Szynszecki został poddany badaniu sądowo-psychologicznemu, a jego poczytalność nie budziła żadnych wątpliwości. Biegli stwierdzili także, że jego intelekt mieści się w normie, jednak osobowość jest nieprawidłowa – ma obniżoną uczuciowość wyższą i niskie poczucie własnej wartości, przez co reaguje agresywnie lub impulsywnie na jakikolwiek wyrażony w stosunku do niego sprzeciw czy krytykę. Swoje nieszczęścia, porażki i problemy przypisuje innym, nie biorąc za nie żadnej odpowiedzialności.

    . . .

    Proces rozpoczął się w grudniu 2016 r.

    (zdjęcie) (zdjęcie)

    Tym razem sąd nie dał wiary zeznaniom rodziny oskarżonego i uznał, że usiłują ukryć wiedzę jaką posiadają "na temat zachowania oskarżonego wobec żony, dzieci, a następnie wobec" Anity A. i jej syna. "Wynika to z faktu, że jest to środowisko patologiczne, pozbawione prawidłowych wzorów. Wielodzietna rodzina brata oskarżonego objęta była nadzorem kuratora. Matka Mariusza Szynszeckiego również znana jest w środowisku lokalnym, jako osoba uzależniona od alkoholu".

    Wyrok zapadł 13 czerwca 2017 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał Mariusza Szynszeckiego za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów oraz skazał:

    • za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem (art. 207 § 1 i 2 kk) nad Ewą, Leną i Amelią oraz pozbawienie Ewy wolności na okres dwóch lat, które łączyło się ze szczególnym udręczeniem (art. 189 § 2 i 3 kk), na karę 14 lat pozbawienia wolności, 10 lat zakazu zbliżania się do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 200 m., obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu, 6 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie w łącznej kwocie 60 tys. zł;

    • za wielokrotne zgwałcenie Ewy ze szczególnym okrucieństwem (art. 197 § 4 kk), na karę 12 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzoną, 6 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł;

    • za wykorzystywanie seksualne córki (art. 199 § 2 kk, art. 200 § 1 i 4 kk, art. 201 kk), na karę 10 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 200 m., obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu oraz na zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł;

    • za znęcanie się (art. 207 § 1 kk)) nad Anitą A. oraz jej synem, na karę 3 lat i 6 mies. pozbawienia wolności, 6 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zadośćuczynienie w łącznej kwocie 10 tys. zł;

    • za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad psem Piniem przez co doprowadził do śmierci zwierzęcia (art. 35 ust. 1 i 2 Ust. z 21.08.1997 o ochr. zwierząt Dz.U. Nr 111 poz. 724, art. 35 ust. 3a Ust. z 21.08.1997 o och.zwierz. Dz.U.2003.106.1002, art. 35 ust. 4 Ust. z 21.08.1997 o ochr. zwierząt Dz.U. Nr 111 poz. 724), na karę 2 lat i 6 mies. pozbawienia wolności, 6 lat zakazu posiadania zwierząt oraz 3 tys. zł nawiązki na rzecz Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt "Animals".

    Orzeczona kara łączna za ww. to 25 lat pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe po odbyciu co najmniej trzech czwartych kary, a także 15 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zbliżania na odległość mniejszą niż 200 m, obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych.

    (klik)

    Sąd zdaje sobie sprawę, że to kara o charakterze eliminacyjnym

    – powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Marta Urbańska.

    W grudniu 2017 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał wyrok w mocy.

    W osobnym śledztwie Prokuratura Rejonowa w Gdyni ustalała personalia mężczyzn, którzy razem z Szynszeckim gwałcili uwięzioną kobietę. W grudniu 2018 r. media poinformowały, że zatrzymani zostali dwaj bracia skazanego – Andrzej i Marian Sz. oraz ich kuzyn Tadeusz B. (zdjęcie). Prokuratura postawiła im zarzut wielokrotnego zgwałcenia Ewy między styczniem 2009 r., a grudniem 2010 r. Żaden z nich nie przyznał się do popełnienia zarzuconych im czynów. Wszystkim trzem mężczyznom grozi od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. (klik)

    Bracia Sz. trafili do policyjnego aresztu, a B. oczekuje na wyrok na wolności i nawet rozmawiał z dziennikarzami – klik.

    . . .

    *te imiona wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby mnie wesprzeć bym mogła pozwolić sobie na to, by poświęcić więcej czasu na pisanie dla Was, a w przyszłości zacząć nagrywać podcasty na podstawie swoich tekstów, to zapraszam na mojego Patronite. Działa już płatność kartą, PayPal i inne takie, tak że jakby ktoś jednak chciał zrezygnować z wypicia jednego piwka i przekazać ten skromny pieniądz na kvoczą działalność – będę dozgonnie wdzięczna!

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku oraz jego uzasadnienia (111 stron skanów!), który dostałam od Sądu Okręgowego w Gdańsku oraz wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    pokaż spoiler #rejestrzboczencow #polskiepato #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #puck #parszczyce #gdansk #kaszuby #joseffritzl #gwalt #zgwalcenie
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

    •  

      • za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem (art. 207 § 1 i 2 kk) nad Ewą, Leną i Amelią oraz pozbawienie Ewy wolności na okres dwóch lat, które łączyło się ze szczególnym udręczeniem (art. 189 § 2 i 3 kk), na karę 14 lat pozbawienia wolności, 10 lat zakazu zbliżania się do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 200 m., obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu, 6 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie w łącznej kwocie 60 tys. zł;

      • za wielokrotne zgwałcenie Ewy ze szczególnym okrucieństwem (art. 197 § 4 kk), na karę 12 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzoną, 6 lat pozbawienia praw publicznych oraz zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł;

      • za wykorzystywanie seksualne córki (art. 199 § 2 kk, art. 200 § 1 i 4 kk, art. 201 kk), na karę 10 lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 200 m., obowiązek zgłaszania się na posterunku policji raz w miesiącu oraz na zadośćuczynienie w kwocie 50 tys. zł;

      • za znęcanie się (art. 207 § 1 kk)) nad Anitą A. oraz jej synem, na karę 3 lat i 6 mies. pozbawienia wolności, 6 lat zakazu kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zadośćuczynienie w łącznej kwocie 10 tys. zł;

      • za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad psem Piniem przez co doprowadził do śmierci zwierzęcia (art. 35 ust. 1 i 2 Ust. z 21.08.1997 o ochr. zwierząt Dz.U. Nr 111 poz. 724, art. 35 ust. 3a Ust. z 21.08.1997 o och.zwierz. Dz.U.2003.106.1002, art. 35 ust. 4 Ust. z 21.08.1997 o ochr. zwierząt Dz.U. Nr 111 poz. 724), na karę 2 lat i 6 mies. pozbawienia wolności, 6 lat zakazu posiadania zwierząt oraz 3 tys. zł nawiązki na rzecz Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt "Animals".

      Orzeczona kara łączna za ww. to 25 lat pozbawienia wolności

      @kvoka: Kara łączna to jest kpina. Wynika z tego, że uzbierał 25 lat za pkt 1 i za prawie cały pkt 2 a reszta już była na promocji - w gratisie. Jeżeli zrobiłby jeszcze parę rozbojów czy kradzieży to zapewne też by się złapał na tą samą promocję i kara łączna byłaby taka sama...

      (wiem, że to wszystko uproszczenia ale zawsze się gotuję jak widzę te kary łączne...)
      pokaż całość

    •  

      UAKTUALNIONY TEKST MOŻECIE PRZECZYTAĆ NA MOIM BLOGU PolskiePato.pl. A dokładnie to tutaj.

    • więcej komentarzy (92)

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Do dzisiejszego postu podpinam także mój drugi tag #polskiepato, ponieważ o gorszej patologii jeszcze nie słyszałam. Ostrzegam, że poniższy tekst o tak zwanym polskim Fritzlu może nie nadawać się dla osób o słabych nerwach.

    Historię musiałam podzielić na dwa posty, ponieważ wpis jest zbyt długi jak na wykopowe normy.

    • • •

    • Część 1 •

    MARIUSZ SZYNSZECKI, rocznik '69

    Mariusz był czwartym i ostatnim dzieckiem państwa Sz. i "ukochanym synkiem mamusi". Grażyna Sz.* od lat miała poważny problem z alkoholem, który spożywała nawet w ciąży. Z kolei ojciec, zanim zginął w wypadku samochodowym w 2015 r., stronił od procentów i zajmował się gospodarstwem. Gdy dzieci były już dorosłe, po drugiej stronie podwórza postawił budynek (zdjęcie) w surowym stanie, do którego od razu wprowadził się najmłodszy syn. Nie było tam bieżącej wody, ogrzewania ani kanalizacji. Trzeba było korzystać ze studni i wychodka na podwórku, a do ogrzewania służyła ustawiona w jednym z pomieszczeń westfalka (w komentarzu dodałam skan opisu panujących w domu warunków).

    W rodzinnym domu pozostali rodzice, trzej synowie wraz z żonami oraz jedenaścioro wnucząt. "Na swoim" Mariusz stale urządzał popijawy z kolegami, braćmi i matką. Mimo wszystko, zdaniem mieszkańców Parszczyc (woj. pomorskie) był spokojną osobą. Edukację zakończył już po szkole podstawowej, pracował dorywczo fizycznie. Wiosną 2005 r. zatrudnił się na budowie w jednej z miejscowości na Półwyspie Helskim, gdzie poznał młodszą od siebie o 12 lat Ewę*. Wówczas 24-latka sprzedawała w sklepie, w którym Mariusz robił zakupy. Był zawsze miły i szarmancki, w końcu ich wspólne rozmowy przeniosły się poza miejsce pracy kobiety. Sam na sam mężczyzna był romantyczny, opiekuńczy i zawsze nienagannie ubrany, co imponowało dziewczynie i już w listopadzie tego samego roku para zaczęła rozmawiać o ślubie i wspólnym zamieszkaniu. Ewa zapoznała ukochanego ze swoimi rodzicami, a pod koniec roku wprowadziła się do jego domu na kaszubskiej wsi. Złe warunki mieszkalne miały być chwilowe, Mariusz obiecał, że do lata budynek będzie wykończony. Nigdy jednak tak się nie stało.

    W styczniu 2006 r. Ewę odwiedziła matka Bożena K.* oraz dwaj bracia. Mariusz zapewniał ich o wielkim uczuciu do konkubiny i częstował herbatą drżących z zimna gości. Jednak gdy teściowa zapytała, czy może poznać jego mieszkającą obok rodzinę, kategorycznie odmówił i odrzekł, że jeżeli ma z tym problem, to może już wracać do siebie.

    1 marca para wzięła ślub cywilny, o którym rodzice Ewy dowiedzieli się dopiero po fakcie, ponieważ Mariusz nie życzył sobie ich obecności. Świeżo upieczona pani Szynszecka poprosiła matkę, która z życiowego wyboru córki nie była zadowolona, by od tej pory zawsze zapowiadała swoje odwiedziny. Po ślubie Ewa zrezygnowała z pracy w sklepie, ponieważ z nowego miejsca zamieszkania trudno było jej tam dojeżdżać.

    Po zaślubinach zachowanie Szynszeckiego radykalnie się zmieniło. Pierwszy raz żonę uderzył już po tygodniu.

    Bo chciałam jechać do matki. Gdy ochłonął, przeprosił i zapewnił, że to ostatni raz. Ale to nigdy nie był ostatni raz

    – opowiadała po latach.

    Mężczyzna zaczął krzyczeć na kobietę z byle powodu, wyzywać od "kurew" i "szmat" oraz nadużywać alkoholu, na który wydawał większość zarobionych pieniędzy. Bił ręką po głowie, bo – jak tłumaczył – wtedy nie ma śladów. Ewie nie pozwalał wychodzić na podwórko, awanturował się, gdy choć chwilę spóźniła się z odgrzaniem obiadu, przygotowaniem kawy, czy gdy chciała zadzwonić do matki. Mariusz rzadko pracował, a większość czasu spędzał na zakrapianych libacjach z rodziną. Gdy w kwietniu Ewa zaszła w ciążę, ucieszył się, jednak nie przestał znęcać się nad nią psychicznie i fizycznie.

    Pod koniec ciąży Ewa trafiła na dwa tygodnie do szpitala, jednak małżonek nie odwiedził jej ani razu. W grudniu 2006 r. na świat przyszła ich pierwsza córka Lena*. Gdy Mariusz po raz pierwszy zobaczył dziewczynkę i jej ciemne włoski, uznał, że nie jest jego dzieckiem i wściekły zaczął Ewę okładać rękami po głowie. Chociaż początkowo starał się jej pomagać w nowych obowiązkach, to bardzo szybko z tego zrezygnował. Gdy żona była jeszcze w połogu zaczął siłą wymuszać na niej odbywanie bolesnych stosunków, krzycząc, że jest to jej małżeńskim obowiązkiem.

    Podczas odwiedzin matki, Ewa w końcu zwierzyła się z tego opowiedziała o problemach z mężem. Poprosiła jednak o dyskrecję, licząc na to, że po narodzinach dziecka mężczyzna się zmieni. Zmartwiona kobieta przystała na prośbę córki i ponownie odwiedziła ją dopiero przed świętami Bożego Narodzenia, a następnie w styczniu 2007 r., gdy odbył się ślub kościelny pary. Bożena K. pomogła młodym w przygotowaniu przyjęcia, jednak dzień po weselu wciąż nietrzeźwy Mariusz odprawił teściową z domu, a Ewa poprosiła, żeby mu się nie sprzeciwiać. Mimo tego kobieta ponownie przyjechała na Kaszuby w marcu i zauważyła u córki podbite oko. Nie chciała uwierzyć zapewnieniom pary, że to od przypadkowego uderzenia w szafę. Prosiła Ewę o powrót z nią do rodzinnego domu, ta jednak nie chciała się na to zgodzić.

    W domu Szynszeckich dochodziło do coraz brutalniejszych aktów agresji. Mariusz stopniowo przyzwyczajał Ewę do przemocy, czemu słaba psychicznie kobieta ulegała. Mimo ciągłych zapewnień męża, że i tak nikt nie uwierzy w jej krzywdę, kobieta w końcu odważyła się zadzwonić do matki. Bożena K. przyjechała do Parszczyc zabrać córkę od męża tyrana, ten jednak kategorycznie sprzeciwił się temu, by wzięły ze sobą niespełna półroczną Lenę. Przystał na to dopiero, gdy pod dom przyjechała wezwana przez jego żonę policja. Ewa wraz z dzieckiem zamieszkała z rodzicami, jednak po wielu telefonach męża, błaganiach i obietnicach poprawy, wróciła. Po powrocie tylko pierwsza noc była spokojna, następnego dnia wyzwiska i przemoc znów były na porządku dziennym. Wtedy też Ewa zorientowała się, że ponownie jest w ciąży, jednak tym razem małżonek nie był z tego faktu zadowolony. Wszczął awanturę i z wrzaskiem zarzucił żonie, że to dziecko nie jest jego, tylko jego brata. Od tego czasu agresja Szynszeckiego nasiliła się. Pił, znęcał się nad i wymieniał wszystkich znanych sobie mężczyzn jako potencjalnych sprawców jej ciąży. Bita kobieta pokazała siniaki i rany teściowej, ta jednak zlekceważyła je i uznała, że to tylko chwilowe zachowania i jej syn na pewno się uspokoi.

    Gdy Ewa chciała pojechać z małą Leną do swojej babci Janiny G.*, by ta mogła zobaczyć prawnuczkę, rozwścieczony Mariusz zaczął okładać żonę dłońmi po głowie i kopać po nogach, twierdząc, że należy jej się to za to, że chciała sama opuścić mieszkanie i decydować za swoją rodzinę. Następnego dnia udawał, że nic się nie stało i kazał zjawić się na umówionej wizycie, by nie wzbudzić podejrzeń krewnych Ewy.

    Zachowanie Mariusza nie zmieniło się, nawet gdy kobieta była już w zaawansowanej ciąży. Bił ją po całym ciele, uderzał jej głową o ścianę, a mimo próśb, by oszczędził brzuch i nienarodzone dziecko, które nie było niczemu winne. Prosiła, by uderzał ją tylko w plecy i osłaniała się, jak mogła, jednak ten odpowiadał, że nie będzie nim dyrygować i będzie bił gdzie tylko chce. Kobieta bała się zwierzać matce, która coraz częściej bywała w Parszczycach, mimo ciągłego sprzeciwu zięcia.

    W styczniu 2008 r. na świat przyszła druga córka, Amelia*. Gdy Ewa wraz z noworodkiem wróciła ze szpitala, jej starszą córką zajmowała się teściowa, ponieważ Mariusz uznał, że skoro nie chciał drugiego dziecka, to jego żona musi radzić sobie sama. Niedługo po jej powrocie do domu mężczyzna uderzył ją w napęczniałe od mleka piersi, ponieważ był przeciwny temu, by karmiła nimi córkę. Kobieta z opuchniętym biustem musiała udać się do lekarza, któremu skłamała o prawdziwej przyczynie bólu. W późniejszym czasie mężczyzna zaczął coraz rzadziej bywać w domu i większość czasu spędzał na rodzinnych libacjach u w budynku obok. Gdy wracał do domu, wszczynał awantury i zabraniał żonie uczyć dziewczynki samodzielności, jedzenia łyżką czy korzystania z zabawek.

    Gdy Amelia miała pół roku, Ewa podjęła ponowną próbę ucieczki. Razem z córkami wyjechała do matki, jednak po jakimś czasie znów uwierzyła w zapewnienia o zmianie i wróciła do męża. Sytuacja wcale się nie poprawiła.

    Po pierwszych urodzinach młodszej z córek Mariusz oświadczył Ewie, że jest mu potrzebna tylko do pilnowania dzieci –na czas swoich nieobecności w domu zaczął zamykać ją na klucz. Sam robił zakupy, nakazywał żonie przygotowywać posiłki, których nie pozwalał jej spożywać, za to miała siedzieć i patrzeć, jak on to robi. Ciągle z niej szydził, wyzywał i bił. Pewnego dnia przeciągnął ją za włosy po podłodze, aż uderzyła się w głowę i straciła przytomność. Ocknęła się zamknięta w podziemiach domu.

    To jest twoje miejsce i to ci się należy

    – oświadczył, gdy w końcu pojawił się w zatęchłej piwniczce. Mężczyzna wykręcił w pomieszczeniu żarówkę, a oprócz ciemności kobieta musiała znosić także brud i szczury. Piwnica nie była ogrzewana, a jesienią i zimą Ewa przykrywała się starymi kurtkami, by nie zamarznąć. Nie mogła wychodzić nawet do toalety, a swoje potrzeby załatwiała w kącie. Oprawca nie pozwalał jej także się myć ani zmieniać ubrań, nawet podczas okresu. Gdy krew menstruacyjna kleiła się do jej ciała, pozwolił jej jedynie założyć czyste majtki, musiała jednak pozostać w zesztywniałych od czerwonej cieczy spodniach. Czasami schodził do piwnicy i tam ją gwałcił.

    Mariusz nie uznawał młodszej z córek, dlatego do snu zamykał ją w jednym z nieogrzewanych pokoi. Gdy płakała, zaklejał jej usta taśmą, związywał kończyny i unieruchomioną zostawiał, by tak leżała godzinami w mokrych od moczu i brudnych od kału ubraniach. Obu dziewczynek nie mył, nie przebierał ani nie wypuszczał z domu. Lena mogła jeść normalne posiłki, Amelia dostawała tylko suchy chleb lub okruchy z talerza starszej siostry. Z Leną spał w jedynym ogrzewanym pokoju. Dziewczynka miała ponad dwa latka, gdy zaczął ją obmacywać i dotykać penisem jej krocza. Masturbował się przy niej, nakazywał, by lizała i całowała jego członka, doprowadzając do wytrysku do metalowej miski, w której następnie przygotowywał “posiłki” dla Ewy. Do nasienia dorzucali chleb, zalewali wrzątkiem i raz dziennie, wieczorami zanosili do piwnicy. Gdy po latach kobieta dowiedziała się, co było składnikiem jej kolacji, zwymiotowała.

    Kobieta usiłowała wydostać się z zamknięcia, wybijając szybę w oknie, przez które jednak nie mogła się przecisnąć. Gdy jej oprawca zobaczył potłuczone szkło, związał jej ręce, tłumacząc obecnej przy tym córce:

    Trudno, zwiążemy ją, trzeba, bo tu będzie nam biła szyby.

    Od tej pory kobieta była zmuszona do spożywania posiłków w pozycji klęczącej, ze skrępowanymi na plecach dłońmi. Wieczorami, gdy mąż z córką stawiali jej miskę na środku piwnicznego pomieszczenia, Ewa klękała i pochylała się nad naczyniem.

    Mama je jak piesek

    – mówiła dziewczynka.

    Odtąd związana kobieta musiała załatwiać swoje potrzeby w spodnie, ponieważ nie była już w stanie ich samodzielnie zdjąć.

    Mariusz wypuszczał Ewę na górę tylko wtedy, gdy miała przyjechać do nich Bożena K. albo opieka społeczna, gdy trzeba było przypilnować dziewczynek pod jego nieobecność, przygotować mu posiłek czy pojechać załatwić sprawy w urzędzie. Pozwalał jej się wtedy umyć w zimnej wodzie, przebrać i zająć się dziewczynkami – rozwiązać Amelię, obmyć z fekaliów, przebrać i nakarmić.

    Podczas wizyt członków rodziny Ewa miała zachowywać się, jakby nic się nie stało i pod groźbą śmierci nie opowiadać nikomu o tym, co dzieje się, gdy goście opuszczają dom Szynszeckich. Mariusz nie wychodził z pomieszczenia, w którym przebywała i pilnował, by nie jadła. Sam podczas takich odwiedzin zachowywał się jak przykładny mąż i ojciec.

    Matkę Ewy bardzo martwiła bieda w domu córki, dlatego gdy odwiedzała ją raz lub dwa w miesiącu, zawsze przywoziła jedzenie i zabawki – jednak gdy tylko odjeżdżała, Mariusz palił w piecu prezenty dla dzieci, a jedzenie zabierała do siebie jego matka.

    Teściowa przychodziła do piwnicy, zostawiała tarkę oraz suchy chleb i kazała mi trzeć. Śmiała się, że nie dostanę nic do jedzenia

    – opowiadała później Ewa.

    Początkowo kobieta usiłowała podjadać, gdy tylko znajdowała się na górze, jednak z czasem Mariusz nauczył starszą z córek, by donosiła na matkę, gdy tylko zauważy, że ta próbuje coś jeść. Przyłapana, była za każdym razem dotkliwie bita, dlatego z czasem zrezygnowała z prób zjedzenia czegoś poza swoją wieczorną porcją chleba z wodą i spermą. Szynszecki kazał także Lenie bić matkę drewnianym kijem po głowie. Pokazywał dziewczynce, jak ma ją kopać i poniżać, tłumacząc, że trzeba tak robić. Ewa wiedziała, że córka nie miała pojęcia, że źle robi, toteż bez najmniejszej pretensji znosiła zadawany przez nią ból.

    Po pewnym czasie od uwięzienia, gdy za oknem robiło się już ciemno, Mariusz schodził z Leną do piwnicy, zakładali Ewie na głowę stary, śmierdzący worek po ziemniakach i związaną kładli na podłodze. Wtedy zza kotary wychodzili po kolei mężczyźni i ją gwałcili. Na początku wierzgała i krzyczała, jednak po kilku pobiciach zrezygnowała z prób obrony. Świadkiem wszystkiego była trzyletnia już dziewczynka. Szynszecki zapraszał kolegów także podczas menstruacji Ewy, a za każdy stosunek inkasował po 20 zł, za co kupował alkohol, którym częstował także starszą z córek.

    Bywały dni, że Mariusz pozwalał Ewie wyjść na chwilę na podwórze, gdzie jadła z psiej miski. Na dłużej mogła opuszczać piwnicę dopiero latem 2009 r., gdy mąż wysłał ją do pracy przy zbiorze borówek amerykańskich. Wszystkie zarobione pieniądze zabierał i pilnował, by zastraszona kobieta nie powiedziała nikomu o swojej sytuacji. W 2010 r. pracowała także w sklepie w pobliskiej miejscowości. Tam udawało jej się podjadać, robiąc zakupy "na zeszyt". Mąż dopatrywał, by żona wracała do domu na czas, dręczył ją telefonami i odbierał rowerem. Po powrocie z pracy zawsze musiała wracać do piwnicy.

    Ewa wiele razy chciała popełnić samobójstwo, jednak myśl o dzieciach podtrzymywała ją przy życiu. W szczególności troska o młodszą z córek, której Szynszecki szczerze nienawidził.

    Po jakimś czasie, Mariusz związał się z dawną znajomą swojej matki, a zarazem byłą partnerką jednego z jego braci. Powiedział córkom, że Aneta A.* to ich nowa mama, a jej syn jest ich bratem. Lena i Amelia nazywały nową partnerkę ojca "czarną mamą".

    . . .

    Na początku grudnia 2010 r. Ewie udało się porozmawiać na osobności z pracownicą opieki społecznej, której zwierzyła się, że mąż ją bije i nadużywa alkoholu. Urzędniczka, mimo że widziała, że kobieta jest wychudzona i znerwicowana, poradziła jej jedynie zgłosić sprawę na policję i założyć mężowi "niebieską kartę".

    28 grudnia Ewa musiała zjawić się w Urzędzie Pracy, dokąd zwykle woził ją bratanek Szynszeckiego. Tego dnia jednak nie mógł, dlatego mąż pozwolił jej zadzwonić do matki i poprosić o podwiezienie. Mężczyzna wiedział, że to jedyne wyjście, by nie stracić zasiłku.

    Ewa nie mogła już ustać na nogach, wiedziała, że jeżeli nie ucieknie, to umrze. Zadzwoniła do matki i poprosiła, zanosząc się płaczem:

    Przyjedź po mnie już dziś, jeżeli mnie kochasz.

    Gdy Bożena K. wraz synem dojechali na miejsce, Ewa była bardzo słaba, brudna, a w spodniach miała kał. Oznajmiła Mariuszowi, że wyjeżdża do rodziców na kilka dni i zabiera dziewczynki, by mogły zobaczyć dziadka. Mąż jednak kategorycznie się nie zgodził i wszczął awanturę. Kobieta zabrała dzieci w samych kapciach i uciekła do samochodu. Szynszecki zaczął dobijać się do drzwi, rzucał się na maskę i groził wszystkim śmiercią. Gdy rodzinie udało się odjechać, ten ruszył ich śladem. Na miejscu walił pięścią w drzwi mieszkania, dopóki nie została wezwana policja.

    Gdy awantura ucichła, Ewa wyznała rodzinie, że mąż się nad nią znęcał, jednak nie chciała opowiadać szczegółów. Brat bezzwłocznie zawiózł ją do szpitala na obdukcję, następnie na policję. Jednak ze strachu kobieta nie wyznała całej prawdy, pomijając m.in. wątek o zbiorowych gwałtach.

    Szynszecki nie przyznał się do winy. Jego matka zeznała, że małżeństwo syna było normalne, nie zauważyła nic niepokojącego. Stwierdziła, że nigdy nie była świadkiem, by groził synowej lub ją bił. Widywała się z nimi prawie codziennie i jej zdaniem syn rzadko się upijał.

    Mieszkający z nią dorosły już wnuk potwierdził te zeznania.

    Kłamie!

    – komentowała później Ewa.

    Dzień przed ucieczką dzwoniłam do niego, żeby uspokoił swojego wujka. Nie zasmakował mu obiad. Roztrzaskał talerz o podłogę, wyprosił dzieci do drugiego pokoju, szarpnął mnie za włosy i walił głową o ścianę. Po kilku minutach wyszedł i pojechał do sklepu po wódkę. Wtedy wzięłam telefon, który zostawił na łóżku i zadzwoniłam do bratanka, który mieszkał naprzeciwko.

    Reszta rodziny Szynszeckiego także uznała, że nie widzieli w ich małżeństwie niczego podejrzanego.

    Kilka dni po ucieczce dziewczynki w zabawie zaczęły przejawiać dziwne zachowania – Lena ściągała Amelii rajstopy, mówiąc, że chce zrobić jej to samo, co tata. Starsza z sióstr opowiadała także, że "lizała tacie między nogami", a ten wkładał jej "coś różowego". Pokazywała, gdzie mężczyzna ją dotykał, mówiła, że było to bolesne i że porównywał wielkość ich biustów. Były zlęknione, moczyły się w nocy, a na widok taśmy klejącej wpadały w histerię. Wciąż nękana telefonami i groźbami Ewa postanowiła nie zgłaszać nigdzie swoich podejrzeń. Dzięki wsparciu bliskich i pomocy społecznej wniosła pozew o alimenty oraz rozwód, który zakończył się pozbawieniem Szynszeckiego władzy rodzicielskiej.

    Przez długi czas po uwolnieniu Ewa bała się wyjść z domu, a nawet zasypiać. Do snu kładła się wyłącznie na podłodze. Na śniadanie wystarczało jej ćwierć kromki chleba, a większe ilości pokarmu wymiotowała. Była chorobliwie chuda, znerwicowana, miała obgryzione paznokcie i tiki nerwowe. Jednak już w styczniu 2011 r. udało jej się znaleźć pracę, zaczęła uczęszczać także do psychologa. Lekarz stwierdził u niej nerwicę depresyjną oraz cechy osobowości bierno-zależnej. Przejawiała również symptomy charakterystyczne dla zespołu stresu pourazowego. Obie dziewczynki również zostały przebadane psychiatrycznie, a wiele z ich zachowań mogło świadczyć o molestowaniu – czteroletnia Lena odgrywała w zabawie w stosunku do siostry zachowania przemocowe i seksualne, a Amelia dotykała lalki w okolicach krocza.

    Śledztwo nadzorowała Prokuratura Rejonowa w Pucku. 30 maja 2011 r. asesor (osoba dopiero uczącą się zawodu prokuratora) Małgorzata Koprowska umorzyła postępowanie, a jej decyzję zaakceptowali zwierzchnicy. W uzasadnieniu stwierdziła, że występują dwie sprzeczne wersje, a do zeznań Leny, ze względu na jej wiek, podchodzi z dużą ostrożnością. Ewa odwołała się od wyroku. Śledztwo kontynuował Bartłomiej Konkel, zastępca prokuratora rejonowego w Pucku, który 30 listopada ponownie umorzył śledztwo. Jego zdaniem słowa Ewy "nie znajdują odzwierciedlenia w zeznaniach teściowej, siostrzeńca męża, najbliższego sąsiada i pracownicy socjalnej”, a "zebrany materiał dowodowy nie potwierdza wersji zdarzeń, nie licząc zeznań matki oraz brata, którzy ich treść oparli na relacji zasłyszanej od pozywającej”.

    W grudniu Ewa napisała drugie zażalenie:

    W tej okropnej, ciemnej piwnicy zamykał mnie na kłódkę. W nocy otwierał, związywał ręce, nogi i wtedy gwałcił. Po wszystkim bił mnie po głowie. Przez ten czas moja mama mogła przyjeżdżać tylko na telefon. Przywoziła ciasta i słodycze, a ja z tego nie mogłam nic jeść, bo mąż mi zabraniał. Nawet spałam w tej piwnicy związana i czekałam, aż mnie rano rozwiąże. Wtedy wychodziłam, robiłam dzieciom śniadanie i obiad, którego nie mogłam zjeść. Z głodu byłam zmuszona jeść z wiaderka naszego psa Pinia. Były dni, że musiałam spać w lesie (...) Zawsze brakowało pieniędzy na jedzenie i środki czystości. Dzięki temu, że przez trzy miesiące zbierałam te borówki amerykańskie, mieliśmy za co kupić żywność. A on nawet nie pilnował dzieci ani nie sprzątał, tylko pił ze swoją matką oraz braćmi wódkę i duże piwa 1,5 l Staropolskie Mocne. Za moje pieniądze kupował te duże piwa i papierosy, a dzieci były brudne, głodne i obsrane. A jak wracałam z tych borówek, to musiałam prać ręcznie ubranie, posprzątać pokoje, odkurzyć i ugotować dzieciom coś do jedzenia. Pozwany chodził nietrzeźwy nawet cały tydzień. Przez ten czas źle się czułam, to znaczy słabo z głodu i upałów. A za to, że pracowałam, codziennie byłam bita po głowie i kopana po nogach.

    Pismo to także zostało odrzucone, a Prokuratura Rejonowa w Pucku 23 marca 2013 r. definitywnie zakończyła śledztwo słowami: Brak jakichkolwiek obiektywnych dowodów wskazujących na uzasadnione podejrzenie popełnienia występku, o którym pokrzywdzona zeznaje. (...) Fakt, że do zdarzenia miało dojść w trakcie kłótni małżeńskiej w prywatnym domu – nie zaś w miejscu publicznym – a także rodzaj i rozmiar ujemnych następstw tego zdarzenia, należy stwierdzić, że brak jest przesłanek, które wskazywałyby na to, że interes społeczny przemawia za kontynuowaniem ścigania z urzędu. Zebrane dowody nie wskazują, żeby Ewa Sz. była osobą nieporadną ze względu na wiek, chorobę czy kalectwo i nie mogła skierować do sądu prywatnego aktu oskarżenia.

    . . .

    DALSZĄ CZĘŚĆ TEJ HISTORII PRZECZYTACIE TUTAJ.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #puck #parszczyce #gdansk #kaszuby #joseffritzl #gwalt #zgwalcenie
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    #jezioro #mojezdjecie #wspomnienia #fotografia #kaszuby

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 45280410_2109059019124972_7128248244965998592_n.jpg

  •  

    #pasta
    Co za inba, anony. Wychodzę sobie do kuchni, robię sobie kawę, jajecznicę... chciałem zrobić sobie śniadanie. Wiadomo, kawę trzeba zaprawić cukrem, bo jaki człowiek by to pił. Wszystko sobie już naszykowałem, kiedy ogarnąłem, że zapomniałem właśnie o cukrze, pozdro slowpoke. No to otwieram szafkę, patrzę, a mój współlokator z Kaszub zostawił tam swoją tabakierkę. Nigdy nie wciągałem tabaki, a tu nagle tak złapałem taką chętkę, to pomyślałem sobie, czeeeemu by nie spróbować. Kiedy posłodziłem, a potem wypiłem kawę, nasypałem sobie tabaki koło kciuka, tak jak trzeba, wziąłem porządnego niucha... i nagle zrobiło sã jakbë czórno-mòdro. A wszãdze widzã jantarë.
    ŁOOOO MATIZERNOGA CO ŻEM JEM ÙZDRZÔŁ, CHÙTKÒ JEM ÒSTAŁ OBARKŁI. WTIM ÙKAZUJE SÃ PÒCZESTNY PÒÉTA ALEKSANDER MAJKÒWSCZI, I LENO MIE GÔDÔ COS O REMÙSE Ë JACZI KARZE CO JÃ TOCZIŁ JAK PÒ KASZËBACH JAKNO JACZI RIDOWNIK Ë ŻE KASZËBI ZNÔWÙ BÃDĄ WIÔLDŻI Ë PIÃKNI. STARI Ë PÒRWISTI, MIE SO WIDZY JAKBË ÒN NI MIÔŁ DAWNO NA SMÃTÔRZU LEŻEC! I TERÔ JÔ NICK Z KASZËBSCZÉGÒ JÃZËKA NIE ROZMIEJA. ZDAJE MIE SO, AŻE TA TABAKE BËŁA JAKA SPIEKLONA.

    #kaszuby #tabaka #pasta
    pokaż całość

  •  

    Gowidlino. Proboszcz ZNOWU odmawia pochówku (zaledwie dwa miesiące od poprzedniego skandalu), a Kuria nadal nie reaguje. Prawo kanoniczne mówi:

    Kan. 1176 § 1. Wierni zmarli powinni otrzymać pogrzeb kościelny, zgodnie z przepisem prawa.
    § 2. Pogrzeb kościelny, w którym Kościół wyprasza duchową pomoc zmarłym, okazuje szacunek ich ciału i równocześnie żywym niesie pociechę nadziei, należy odprawiać z zachowaniem przepisów liturgicznych.
    § 3. Kościół usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych. Nie zabrania jednak kremacji, jeśli nie została wybrana z pobudek przeciwnych nauce chrześcijańskiej.


    Zakłamane, zachłanne kiecoki, hipokryci... Dodatkowe źródło: https://expresskaszubski.pl/pl/11_wiadomosci/28107_gowidlino_proboszcz_odmawia_poch_wku_kuria_nadal_nie_reaguje.html#

    #bekazkatoli #patologiazewsi #bekazpodludzi #gowidlino #kaszuby
    pokaż całość

    źródło: expresskaszubski.pl

  •  

    140 lat temu urodził się kaszubski Drzymała, Franciszek Pepliński.

    Z powodu kłopotów finansowych nie był w stanie zapłacić w terminie podatku, wyrokiem sądu w Kościerzynie zmuszony był wystawić majątek na licytację. Uprzedzając wykonanie wyroku sprzedał większość ziemi Kaszubom, spłacił sąd, a za pozostałe pieniądze postanowił wybudować dom. Na podstawie ustawy o osadach z 1904 uniemożliwiającej Polakom zakładania nowych gospodarstw władze pruskie zakazały wzniesienia budynku. W 1905 nabył wóz cyrkowy, w którym zamieszkał. Podobnie jak później Drzymała przez 3 lata co 8 dni zmieniał miejsce postoju wozu, przesuwając go po swoim kawałku gruntu. W 1909 został bezpodstawnie skazany za kłusownictwo na rok i 4 miesiące aresztu

    Źródło

    pokaż spoiler Więcej ciekawostek historycznych (jak również ciekawostek w ogóle) - na stronie głównej Wikipedii

    #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #historia #kaszuby #polska #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    Recenzja filmu Kamerdyner: "W drugiej połowie 2018 roku w polskich kinach pojawiło się kilka filmów dotyczących polskiej historii. Oprócz dwóch produkcji o pilotach 303 Dywizjonu Myśliwskiego, na szczególną uwagę zasługuje „Kamerdyner” w reżyserii Filipa Bajona."
    http://wiekdwudziesty.pl/kamerdyner/
    #historia #ciekawostkihistoryczne #iiwojnaswiatowa #zainteresowania #kino #film #kultura #kaszuby #wiekdwudziesty pokaż całość

    źródło: KAMERDYNER net.jpg

  •  

    No powiem wam, że na #kaszuby jest rewelacyjne muzeum kolei. Warto było.

    Kiedyś tag #pociagiboners cieszył się popularnością to też dodam.

    źródło: 1537034560469.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów