•  

    Zgodnie z obietnicą w dzisiejszym odcinku będzie Jezus, tylko Jezus i jeszcze więcej Jezusa. Kim była owa tajemnicza postać, która na dobre zmieniła losy świata i we wszystkich rankingach najbardziej wpływowych ludzi w dziejach ląduje na pierwszym miejscu? Czy był romantycznym buntownikiem przeciwko obowiązującemu porządkowi? Szaleńcem? Świętym? Prorokiem? Bojownikiem o prawa kobiet? Protoekologiem walczącym o poszanowanie dla natury? Wszystkim po trochu? Niestety, ale muszę was rozczarować. Jedyna szczera odpowiedź na to pytanie musi brzmieć: nie wiemy i raczej nigdy się nie dowiemy. Dlaczego? Nie jest to efekt watykańskiego spisku, po prostu historia, jako nauką bazująca na krytyce źródłowej, jedyne co może, to rozłożyć ręce bo w przypadku Jezusa... brakuje źródeł.

    Jezus nigdy nie napisał żadnego tekstu na temat swoich nauk czy życia (ba! nie napisał żadnego tekstu, przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo). Problem jest tym poważniejszy, że żadne źródło opisujące dzieje Jezusa, nie zostało spisane przez naocznego świadka wydarzeń ani nie powstało w czasach jego działalności. Na to nakłada się fakt, że poza Ewangeliami, jedynie dwa, mniej więcej współczesne mu źródła, wspominają o jego życiu (Tacyt i Józef Flawiusz), a na domiar złego, nie poświęcają mu zbyt wiele miejsca. Ot, odnotowują istnienie, piszą co nieco o cudach jakich miał dokonać, zwolennikach jakich wokół siebie zebrał oraz o tragicznym końcu jaki stał się jego udziałem.

    Chcąc nie chcąc, zostajemy zatem z Ewangeliami. Tyle, że tutaj także pojawia się problem, bo Ewangelie są tekstami religijnymi i mimo, iż zawierają nieco materiału historycznego, to nie chodzi w nich o wydarzenia i ich szczegóły, tylko o ich teologiczne znaczenie. Rozróżnienie tego co jest historycznym wydarzeniem a co dodatkiem mającym podkreślić sens nauczania Jezusa, stanowi nie lada wyzwanie. Warto nadmienić, że jest to w zasadzie nierozwiązywalna zagadka. Ponadto wiele wydarzeń zostaje pominiętych lub zniekształconych, tak aby uzyskać pożądany wydźwięk tekstu. Z tego też powodu, brak w nich krytyki źródłowej, której zaczątki widać w pisanych w mniej więcej, tym samym czasie, pracach greckich czy rzymskich.

    Jakby tego było mało, to z około dwudziestu spisanych Ewangelii, do naszych czasów zachowały się tylko cztery. Reszta zaginęła lub została umyślnie zniszczona. Owe cztery Ewangelie przypisywane są apostołom Markowi, Mateuszowi, Łukaszowi i Janowi. Szczęście w nieszczęściu- są to najstarsze Ewangelie, spisane w przedziale czasowym około 30 do 70 lat po śmierci Chrystusa. Kanoniczne Ewangelie zostały spisane przez wyedukowanych hellenistycznych żydów, raczej na pewno żyjących w diasporze, którzy nie mieli większego pojęcia o Judei. Wydaje się, że autorzy opierali się na opowieściach, które naoczni świadkowie wydarzeń, opowiedzieli swoim współwyznawcom.

    Wspomniane „pozostałe” Ewangelie budzą dużo niezdrowych emocji, spekulacji i spiskowych teorii dziejów. Wiele z nich jest raczej na pewno mało warta jako źródło do szukania historycznego Jezusa, gdyż powstały bardzo późno i z tego powodu ich wiarygodność jest niska. Na uwagę zasługuje na pewno tzw. Ewangelia wg. Piotra, która powstała w pierwszej połowie II wieku. Zachowane fragmenty w dużej mierze pokrywają się z czterema kanonicznymi Ewangeliami, ale jest także kilka opisów które występują tylko u Piotra. Czas spisania tej Ewangelii sprawia, iż istnieje cień szansy na to, że jest ona odbiciem faktycznie istniejących tradycji, opartych być może na prawdziwych wydarzeniach a nie wymysłach autora, szukającego uzasadnienia dla swoich poglądów teologicznych. Nieco mniej wiarygodna, ale również zasługująca na uwagę jest Ewangelia wg. Tomasza (a raczej to co z niej zostało).

    Następnym problemem dotyczącym Ewangelii jest fakt, iż zostały one spisane po grecku, podczas gdy Jezus, jego otoczenie i uczniowie, posługiwali się na co dzień językiem aramejskim. Aramejski był lingua franca obszaru położonego na wschód od syryjskiego i palestyńskiego wybrzeża Morza Śródziemnego, aż do Mezopotamii. Część źródeł dotyczących życia i nauczania Jezusa powstała także w tym języku, niestety nie zachowały się one do naszych czasów i nic nie wskazuje na to, żeby korzystano z nich przy pisaniu Ewangelii. Greka i aramejski są zupełnie różnymi, niespokrewnionymi ze sobą językami. Autorzy, jak już wspominaliśmy, nie byli raczej mieszkańcami Judei, tylko ludźmi z zewnątrz a ich pierwszym językiem była greka. Wśród tych którzy szli za Jezusem było raczej mało greckojęzycznych, gdyż jego zwolennicy rekrutowali się głównie z prowincjonalnych regionów Galilei, gdzie język ten był w zasadzie nieobecny. Ile przeinaczeń, strat, błędnych tłumaczeń i interpretacji przyniósł proces tłumaczenia opowieści po aramejsku na grecki tekst, nie dowiemy się nigdy.

    Wspominałem już o czasie spisania Ewangelii, ale teraz głębiej wejdziemy w temat. Najstarsza jest ta przypisywana Markowi, badacze wskazują, że została ona spisana około 65 roku n.e, czyli ponad trzydzieści lat po ukrzyżowaniu Jezusa. Niektórzy twierdzą, że istnieje spora szansa na to, że autor mógł zebrać materiał od naocznych świadków wydarzeń. Problem w tym, że nawet jeśli tak było to, jest prawie pewne, że po trzech dekadach, ich wspomnienia były mocno zniekształcone. Badań działania ludzkiej pamięci jest sporo i wszystkie z nich wskazują na to, że upływ czasu może skutkować pojawieniem się sporych przeinaczeń. Jest raczej mało prawdopodobne aby któryś ze świadków życia Jezusa dożył spisania pozostałych Ewangelii, aczkolwiek nie można tego wykluczyć. Tym niemniej, autorzy nie spisywali „na świeżo”, tylko po upływie kilku dekad, co sprawia, że do treści ich prac musimy podejść z jeszcze większą ostrożnością i sceptycyzmem.

    Poza Ewangeliami (a raczej w nich) mamy jeszcze jedno źródło dotyczące Jezusa. Mowa tutaj o tak zwanym Q, od niemieckiego „Quelle”, źródło. O istnieniu Q wiemy z analizy trzech synoptycznych (czyli, z greki, „patrzących wspólnie”) Ewangelii: Marka, Mateusza i Łukasza. Mateusz i Łukasz mocno bazowali na wcześniejszym Marku, ale zawierają również treści, które nie pojawiają się u Marka. Jako, że treści te pokrywają się ze sobą, wiemy, że autorzy korzystali z jeszcze innego źródła, prawdopodobnie starszego niż Marek- i tak dochodzimy do Q. Około 220 wersów z Mateusza i Łukasza jest opartych na Q.
    Z analizy tych wersów wiemy, że Q składało się głównie z zapisanych wypowiedzi Jezusa. Q zostało prawdopodobnie spisane po grecku, wśród greckojęzycznych żydów-chrześcijan (mowa tutaj o czasach gdy podział ten jeszcze nie zaistniał, a zwolennicy Jezusa modlili się w Świątyni i synagogach) żyjących w Jerozolimie. Z rekonstrukcji tego źródła wyłania się obraz Jezusa który przedstawia się jako posłaniec Boga, mający przynieść moralną odnowę narodu wybranego. Nie wiemy czy Q wspominało o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu, także nie możemy określić czy była to jakaś wczesna forma Ewangelii.

    Nie wygląda to wszystko obiecująco, prawda? Wielu badaczy uważa, że poznanie historycznego Jezusa jest totalnie niemożliwe i jesteśmy skazani na życie wyobrażeniami albo braniem ich na wiarę. Na ten temat wciąż pojawia się sporo, mniej lub bardziej poważnych, publikacji, debata trwa a spekulacje i fantazja mają się świetnie. Celnie ujął to Georg Tyrell, mówiąc, iż szukanie prawdy historycznej w Piśmie przypomina zaglądanie do głębokiej studni a to co zobaczymy w cieniu, to, to tak naprawdę nasze odbicie (dla niekumatych- odczytamy je tak jak chcielibyśmy żeby było odczytywane) . Tym tropem poszli uczeni którzy w 1985 roku uformowali tzw. Jesus Seminar.

    Grupa ta była swojego czasu bardzo głośna, chociaż nie w naszym kraju. Jej założeniem było poddanie bardzo rygorystycznej krytyce wypowiedzi przypisywanych Jezusowi w Ewangeliach. Krytycy grupy twierdzili, że nie potrafiła ona właściwie osadzić wypowiedzi Jezusa w kontekście. Tak czy inaczej efekty jej pracy były dosyć rozczarowujące- zaledwie 16 procent wypowiedzi Jezusa zostało uznane za wiarygodne. Grupa lubowała się w medialnym raportowaniu swoich prac. Stąd sensacyjne nagłówki w stylu „uczeni ustalili, że modlitwa Ojcze nasz nie pochodzi od Jezusa”, co, wielu innym uczonym, dało asumpt do twierdzenia, iż grupa ta po prostu szukała sensacji na siłę i w jej działaniu chodziło o demistyfikację dla przyjemności samej demistyfikacji. Coś jak "odbrązawianie mitów narodowych". Pożyteczne i potrzebne, ale często kończy się wyścigiem na to, kto w najmniej korzystnym świetle przedstawi swoją narodową historię.

    To, że zrekonstruowanie całej historii, ze szczegółami, jest niemożliwe, nie oznacza jednak, że nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic. Wiemy, że Ewangelie zawierają liczne zniekształcenia i przeinaczenia oraz, że są skupione na religijnym, a nie faktograficznym, aspekcie życia i działalności Jezusa. Z tego powodu obraz jaki uzyskamy będzie fragmentaryczny i niepełny, ale coś wiedzieć będziemy. Może być to rozczarowujące dla ludzi, którzy w osobie Jezusa szukają uzasadnienia dla wyznawanych przez siebie ideologii, ale jeśli interesują nas fakty i chcemy być uczciwi, nie mamy innego wyjścia.

    Co zatem wiemy na pewno albo prawie na pewno (na tyle na ile pozwalają nam ograniczenia nauki zwanej historią)? Materiał którym dysponujemy pozwala nam stwierdzić, że Jezus, nieco paradoksalnie, narodził się około 4 roku przed narodzeniem Chrystusa, mniej więcej w czasie gdy zmarł Herod Wielki. O jego pochodzeniu możemy powiedzieć tylko tyle, że był synem Maryi. Nie jesteśmy także pewni gdzie się narodził, wielu uczonych, z uwagi na dziwaczną chronologię wypadków w opisie Łukasza, poddaje w wątpliwość wersję o Betlejem. Raczej na pewno wychowywał się w Nazarecie, w rodzinie posiadające kilkoro dzieci.

    Galilea w czasach dzieciństwa i młodości Jezusa była częścią królestwa Heroda Antypasa. Jego państwo miało gęstą sieć osadniczą i było tętniącym życiem ośrodkiem handlu i rolnictwa. Oprócz tego wielu mieszkańców utrzymywało się z połowu ryb. Galilejczycy byli żydami, chociaż nieco różnili się od swoich współwyznawców z Jerozolimy i okolic. Posługiwali się innym akcentem a ich wierzenia nieco odbiegały od standardu ustalonego przez kapłanów Świątyni.

    Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, Galilea czasów Jezusa przeżywała poważne problemy społeczne. Klika skupiona wokół Heroda Antypasa i jego stronników szybko doszła do bogactwa i zażyłości z Rzymianami (np. stolica państwa mieściła się w Tyberiadzie, nazwanej tak na część panującego cesarza). Elita rządząca zaczęła dystansować się od swoich biedniejszych poddanych, co więcej bogaci rekwirowali ziemie należącą do indywidualnych rolników. W dzisiejszym świecie fakt istnienia różnic społecznych i sprzecznych interesów klasowych może nie brzmi strasznie, ale dla Galilejczyków, przyzwyczajonych do tego, że wszyscy żyją na mniej więcej tym samym poziomie i w związku z tym mają mniej więcej te same cele i sposób życia, było to bardzo niepokojące zjawisko. Klimat rosnącego napięcia społecznego i nawoływania do powrotu do starych porządków odcisnęły piętno na Jezusie.

    Opowieść o wyprawie do Jerozolimy i naukach jakie Jezus miał wygłosić do wiernych jako dziecko, jest raczej późniejszym dopowiedzeniem, wynikającym z próby ukazania Jezusa jako prawowiernego członka społeczności żydowskiej (obowiązkowa pielgrzymka do Świątyni) i zapowiedź jego misji (nauczanie). O wiele prawdopodobniejszy wydaje się fragment o chrzcie Jezusa przeprowadzonym przez Jana Chrzciciela. Chrzest nie jest wynalazkiem chrześcijaństwa, tylko o wiele starszym rytuałem, zazwyczaj związanym z oczyszczaniem. Od tego momentu zaczyna się publiczna działalność Jezusa. Dobiera on sobie uczniów i razem z nimi odwiedza miasta i wsie Galilei, głosząc swoje nauki.

    Ważną częścią tychże nauk, była zapowiedź bliskiego nadejścia Królestwa Bożego, ucieleśniającego marzenia rozdartej konfliktami społecznymi Galilei, o równości, wzajemnym szacunku i przedkładaniu dobra ogółu nad swoje własne. Jezus był najprawdopodobniej bardzo charyzmatyczny i umiał porwać ze sobą tłumy. Widać również, że dysponował, rzadką jak na tamte czasy, umiejętnością wyjaśniania kompleksowych problemów za pomocą anegdoty i metafory. Prawdopodobnie to decydowało o jego popularności, gdyż sposób w jaki Faryzeusze i kapłani interpretowali pismo, był ciężki do zrozumienia dla przeciętnego Żyda.

    Jezus przywiązywał dużą wagę do ubogich, kobiet, celników i innych grup znajdujących się na marginesie ówczesnego społeczeństwa (co nie znaczy, że były to mniejszości). Można to odczytywać, jako próbę znalezienia odpowiedzi na problemy trapiące ówczesne społeczeństwo i fakt ten mocno osadza Jezusa w kontekście społecznym. Wydaje się, że Jezus nigdy się nie ożenił, co było absolutnie niespotykane wśród ówczesnych Żydów. Z tego powodu był z pewnością traktowany jako dziwak i to nie tylko przez obcych. Marek donosi o bliżej niesprecyzowanych tarciach w obrębie jego najbliższej rodziny.

    Mimo często nieortodoksyjnego prowadzenia się (tzn. brak żony, przestawanie z kobietami i celnikami) ciężko w nauczaniu Jezusa znaleźć coś co mogłoby poważnie obrazić religijnego Żyda. Wydaje się to wysoce nieprawdopodobne, zwłaszcza, że jak już wspominaliśmy, zwolennicy Jezusa rekrutowali się z niedużych miast, miasteczek i wsi, środowisk najbardziej konserwatywnych ze swojej natury. Jezus wydaje się być generalnie oddany Prawu i nigdy nie nawoływał do robienia rzeczy które stały w otwartej sprzeczności z jego nakazami.

    Częste dyskusje z kapłanami, faryzeuszami czy szeregowymi wiernymi nie wynikały, jak moglibyśmy sądzić, z kontrowersyjności nauczania Jezusa a raczej z faktu, iż podobne dyskusje na temat interpretacji Prawa czy innych tekstów religijnych były czymś absolutnie normalnym i powszechnym. To, że Jezus wzbudzał obawy elit nie wynikało z „heretyckości” jego nauczania religijnego a raczej tego, że kanalizował uczucia religijne poza oficjalnym systemem i tym, że głosił głębokie przemiany społeczne, mogące potencjalnie zagrozić warstwie rządzącej. We wszystkim co robił, ciężko jednak znaleźć coś, co w sposób rażący wykraczało poza tradycję żydowską.

    Jest raczej pewne, że Jezus znakomicie znał Pismo. Jako Żyd uczęszczał przecież do synagogi, gdzie było ono czytane przynajmniej raz w tygodniu. Ponadto z przekazu ewangelicznego wiemy, że zwracano się do niego per „Rabbi”, co sugeruje, iż był uważany za uczonego w Piśmie. Wskazuje na to także fakt, iż często cytował proroków, fragmenty Księgi Powtórzonego Prawa i Psalmy, co było normalną praktyką wśród ówczesnych nauczycieli religijnych.

    No dobra, powie ktoś, ale jak to możliwe, że niby ortodoksyjny Żyd podaje się za Pana, Mesjasza i Syna Bożego? Wywyższenie człowieka do statusu Boga jest czymś absolutnie obcym tradycji żydowskiej. Oczywiście, tradycja żydowska odnotowywała ludzi którzy zostali wywyższeni do poziomu osobistego kontaktu z Bogiem, lub też uzyskali dary takiej jak uzdrawianie czy wypędzanie demonów, ale żeby człowiek Bogiem? No jak to tak? Zdaniem wielu uczonych, takich jak choćby Geza Vermes, pogląd, iż Jezus przedstawiał się jako Bóg to późniejsza innowacja a nasze postrzeganie jest wypaczone, głównie przez błędne odczytywanie przypisywanych mu tytułów.

    Jak to? Problem deifikacji Jezusa przez niego samego lub jego zwolenników na razie pominiemy (tym zajmiemy się kiedy indziej) i omówimy kwestię tych nieszczęsnych tytułów. Problem z nimi to, zdaniem Vermes’a klasyczny przykład anachronizmu, niehistorycznego rozumowania. To znaczy odczytujemy tytuły jakie przypisywano Chrystusowi, albo takie których on sam używał, jako sugerującego boski status, bo jesteśmy osadzeni w innej tradycji niż Chrystus i jemu współcześni. Coś jak demokracja ateńska i współczesna demokracja liberalna albo królowa Elżbieta II i król Wilhelm Zdobywca.

    I tak tytuł Syna Człowieczego, który pojawia się w Biblii tak często, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że używał go sam Jezus, w tradycji żydowskiej służył do podkreślenia nędznego statusu człowieka wobec potęgi jaką jest Bóg. Tytuł „Pana”, mógł oznaczać Boga, ale także po prostu kogoś, do kogo zwracamy się z szacunkiem, podobnie jak w języku polskim, angielskim czy hiszpańskim. Syn Boży w tradycji żydowskiej jest tytułem który również nie nosi znamion boskości- synami Boga byli po prostu wszyscy Żydzi, wszak Bóg stworzył ludzi na swój obraz i podobieństwo. Metafora ludzi jako „dzieci Boga” była więc jak najbardziej uzasadniona i czytelna. Mesjasz, to inaczej namaszczony, wybrany przez Boga. Jakkolwiek jest to tyłu zaszczytny i w tradycji żydowskiej przysługiwał królom i wodzom, nie oznaczał on wcale że osoba nosząca go była w jakiś sposób boska.

    Co więcej, mamy poważne przesłanki aby sądzić, że Jezus nie podawał się za Mesjasza. Słowo Mesjasz nie pada ani razu w zrekonstruowanym Q, a pierwsze wzmianki o „Christosie” (namaszczony po grecku) pochodzą ze społeczności helleńskich Żydów z Antiochii, nie Jerozolimy. W tradycji żydowskiej osoba mesjasza była utożsamiana z jakimś sukcesem politycznym i/lub militarnym a nie z działalnością stricte religijną. Jezus tymczasem dystansował się od takich konotacji a panowanie Królestwa, które zapowiadał, miało być efektem bezpośredniej interwencji Boga a nie ziemskiego podboju.

    Kwestia boskości Jezusa i ewentualnego sposobu jej postrzegania, jest bardzo kontrowersyjna i oczywiście jej pełne rozstrzygnięcie jest niemożliwe. Istnieją jednak dobre przesłanki żeby twierdzić, iż Jezus nie przedstawiał się publicznie jako Bóg. Jak już wspominałem, Żydzi chlubili się wierzeniem, iż są narodem wybranym przez jednego, prawdziwego Boga i zazdrośnie strzegli najwyższego statusu Jahwe. Osobnik który otwartym tekstem podawał by się za Boga... no wiadomo co by się stało. Na pewno nie zgromadziłby tylu zwolenników i nie byłby witany i fetowany przez tłumy. Istnieje natomiast możliwość, że Jezus nauczał tak w zamkniętym gronie swoich najbardziej zaufanych zwolenników i oni przekazali później tę wiedzę następnym pokoleniom, z różnych powodów, bardziej otwartym na tego rodzaju innowacje. Hipoteza świetna, tyle, że nie ma jej jak zweryfikować.

    Wróćmy zatem do nauczania Jezusa. Oprócz nawoływania do miłości, szacunku, życia podług prawa i troski o najsłabszych, widać w nim wątki apokaliptyczne, mianowicie zapowiedź nadejścia Królestwa Bożego. Jako, że był to czas transformacji tradycyjnego społeczeństwa żydowskiego, pojawienia się dużych nierówności społecznych, ucisku ze strony butnych Rzymian etc., zapowiedzi apokalipsy były czymś powszechnym. Jak to, co ma piernik do końca świata? I tutaj znowu wchodzimy na grunt różnic między tradycjami i pojęciami jakie w nich funkcjonują. My rozumiem apokalipsę jako dni ostateczne, bo najsłynniejsza, znana nam Apokalipsa o tym traktuje, tymczasem słowo to oznacza wyjawienie rzeczy sekretnych, dotyczących końca lub wielkich zmian.

    W tym kontekście apokalipsa powinna być rozumiana jako zapowiedź wielkich zmian, potężnej transformacji, która zmieni stan obecny. Królestwo, które zapowiadał Jezus, miało być ucieleśnieniem głoszonych przez niego cnót- nastaniem pokoju, sprawiedliwości i miłosierdzia. Ci którzy cierpieli mieli radować się, ci którzy byli głodni mieli zostać nakarmieni, spragnieni mieli otrzymać wodę etc. Jego nadejście było rdzeniem nauk Chrystusa i przysporzyło mu sporo popularności bo było to coś, czego wielu Żydów z utęsknieniem wyglądało. Jest bardzo prawdopodobne, że pierwsi zwolennicy Jezusa wierzyli, że królestwo nadejdzie jeszcze za ich życia, ale wraz z biegiem czasu, wierzenie to ewoluowało do bardziej wysublimowanych form, na przykład utożsamiono je z rajem, do którego po śmierci trafią sprawiedliwi.

    Sukces Jezusa wynikał także z pewności i otwartości z jaką występował mimo, iż za krytykowanie istniejącego porządku politycznego i społecznego mogły go czekać srogie kary. Zdaniem badaczy, to właśnie ta pewność, odwaga i nieomal triumfalizm były czymś, co wyróżniało Jezusa na tle innych religijnych nauczycieli. Jego zwolennicy szli za nim bo widzieli w nim kogoś kto wie co mówić i czemu tak a nie inaczej, kogoś kto ma autentyczny kontakt z Bogiem. Widzieli w nim „proroka, jak jednego z dawnych proroków”. I z jego osobą wiązali swoje nadzieje i pragnienie zmiany świata na bardziej sprawiedliwy i lepszy dla dobrego, bogobojnego Żyda.

    Kolejną rzeczą którą wiemy na pewno jest fakt, że Jezus udał się do Jerozolimy, aby tak kontynuować swoją misję. Po co to zrobił i dlaczego Jerozolima? Tutaj nie mamy innego wyjścia jak spekulować. Może faktycznie był Synem Bożym (w znaczeniu wziętym z tradycji chrześcijańskiej) i wiedział co musi zrobić żeby wypełnić swoje ziemskie posłannictwo. Może był prorokiem, ale w swojej pewności siebie nie zauważył, że głoszone przez niego poglądy godzą w rządzącą elitę społeczną, albo przeszacował swoje poparcie. Może był szaleńcem. Może kimś jeszcze innym. Tak czy inaczej dalszą część historii i jej uwarunkowania już znamy. To o czym jeszcze nie wspominaliśmy, a co wynika z poprzedniego akapitu- śmierć Jezusa była czymś niesamowicie wstrząsająca i traumatycznym dla tych którzy za nim szli.

    Rozczarowani? Ja też. Chciałbym opisać wam bogatą i pełną szczegółów historię Jezusa, najlepiej taką która mocno różni się od oficjalnych, jest mocna i obrazoburcza. Taką, żeby każdy gimboateusz mógł zagiąć katechetkę albo księdza przy okazji kolędy (zamiast chować się w toalecie albo symulować chorobę) :). Tyle, że wtedy nie byłoby to w żaden sposób uczciwe, a seria zamiast Historia Wczesnego Chrześcijaństwa musiałaby się nazywać Fantazje na temat Wczesnego Chrześcijaństwa. To co napisałem w tym odcinku jest w zasadzie zebraniem wszystkiego co historia, jako nauka, może nam opowiedzieć. To jednak nie koniec, bo ci którzy poszli za Jezusem, nie mieli takiego problemu jak my i byli święcie przekonani, że rola ich mistrza nie kończy się wraz z ukrzyżowaniem.

    PS. Tradycyjnie proszę o wytykanie błędów, przyda się jak będę wrzucał na stronę którą prędzej czy później zrobię.

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa

    Graffiti przedstawiające Jezusa jako rewolucjonistę
    pokaż całość

  •  

    Byłem dziś w #kosciol na mszy. Msza była dla dzieci, więc i ksiądz miał dla nich kazanie, chociaż tutaj mam poważne wątpliwości.

    Ogólnie kazanie był nt. szukania Boga, ksiądz nie był wielkim kaznodzieją, a juz na pewno jego podejście z historiami do dzieci było hmm... co najmniej dziwne. Jedna z historii brzmiała tak:
    Był sobie Krzysiu, lat pięć, no i przychodzi do niego Jezus, a Krzysiu do niego "Nie mam czasu, mam klocki LEGO i inne zabawki".
    Jezus przychodzi drugi raz w podstawówce, a Krzyś "eee, mam trening, prace domowe, nie mam czasu". Jezus postanawia przyjść w liceum "Jezu, mam randkę z najpiękniejszą dziewczyną w szkole, nie dziś". Jezus przychodzi, gdy Krzysztof ma już żonę, dzieci "Jezu, mam tyle spraw, nie mam czasu".
    Finalnie Jezus przychodzi do schorowanego, starego wdowca Krzysztofa, ale ten - i tutaj puenta inspirowana chyba #czlowiekskurwiel - byl chory na raka krtani i nie mógł odpowiedzieć Jezusow xD WTF!?

    Poza tym, dzieci w wieku 2-6 lat usłyszały historię o ministrancie, który wykradał hostie dla satanistów, którzy ją profanowali. Pewnego dnia przyniósł im zwyklu opłatek, za co został ciężko pobity i leżał na OIOMie.

    Dawno nie byłem tak zażenowany...

    #truestory #tldr #katolicyzm #chrzescijanstwo
    pokaż całość

    •  

      @pan-audytor: o, u nas też dzisiaj o satanistach było.
      Ta pierwsza historia fajnie się zaczynała. W sumie - jakby Pan Jezus do tego Krzysztofa schorowanego przyszedł tuż przed śmiercią, to mogłaby być podobna historia do tej z dzisiejszej Ewangelii: że pracowali krótko, a mimo to, dostali taką samą zapłatę (Krzysztof by tym razem pewnie nie zbywał Jezusa). Tylko nie wiem co by dzieci z tego zrozumiały (jaki morał?).

    •  

      @pan-audytor: Jak byłem w przedszkolu to nam mówili raczje takie rzeczy jak chłopak który usłyszał we śnie głośne SIEDEM. I sądził że po 7 sekundach, minutach a potem dnaich umrze. Dlatego się ogarnął i zaczał byc dobry, a po 7 miesiącach nadal był ale o 7 już zapomniał xd

  •  

    Ej katolicy, wyobraźcie sobie że jutro na mieście zobaczycie ludzi wierzących w Neptuna, idących z trójzębem śpiewając wychwalające Neptuna piosenki, pojeby co nie?

    pokaż spoiler A teraz zastanówcie się co robicie na procesji Bożego Ciała

    #katolicyzm #bekazkatoli #religia #bozecialo pokaż całość

  •  

    #polityka #4konserwy #neuropa #katolicyzm #studbaza #polska

    Z ciekawego miejsca trzeba mieć opinię żeby podjąć studia. Zła ta UE aż do kości ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Czy istnieją jakiekolwiek pozareligijne argumenty przeciwko:

    1. masturbacji
    2. uprawianiu seksu przed ślubem
    3. stosunkom oralnym/analnym
    4. homoseksualizmowi

    Sprzeciw wobec tych rzeczy ma jakieś logiczne uzasadnienie czy to tylko sprawa wyznania?

    #religia #ateizm #katolicyzm #seks #masturbacja pokaż całość

    •  

      @Cepion:

      W średniowieczu też ludzie się masturbowali codziennie przez wiele lat.
      Bzdura

    •  

      3. stosunkom oralnym/analnym
      4. homoseksualizmowi


      @UrbanShadow: wypowiem się w tych dwóch kwestiach. Na obie odpowiem: nie mam nic przeciwko jeżeli ktoś lubi takie zabawy, niech się bawi. Zresztą "oral" mnie nie boli, wręcz przeciwnie, analnego i homo nie próbowałem i raczej nie spróbuję, bo mnie zwyczajnie brzydzą.

      Mitem jest, że ludzie wierzący mają coś przeciwko homoseksualizmowi (no, może poza tymi najbardziej ortodoksyjnymi moherami). Stanowisko sporej części ludzi, z którymi rozmawiam (a nawet części księży) jest takie, że niech sobie robią co chcą. Mogą zatem: mieszkać razem, uprawiać seks, chodzić po ulicy za ręce, spotkać się na randce, całować się publicznie, przyjść z chłopakiem jako osobą towarzyszącą na imprezę itp. (niektórzy tych praw są skłonni przyznać więcej, niektórzy mniej - dla mnie osobiście wszystkie one są OK). To, że ksiądz twierdzi, że takiemu nie należy się komunia (bo podkreślmy od razu, jest to grzech, jawnie sprzeciwiający się biblii i nauczaniu KK) o niczym nie świadczy. Głupotą za to jest wymaganie od Kościoła, aby dopuszczał gejów do ślubów czy komunii - ich cyrk, ich małpy, ich prawa. Kto powiedział, że wszyscy muszą do Kościoła należeć? Istnieje życie poza KRK, sam praktykuję i wszystkim polecam.

      W zasadzie te prawa, o których napisałem powyżej, sprawiłyby przeciętny homoseksualista 100 czy nawet 30 lat temu - skakałby z radości, bo niczego więcej w sumie nie chcieli, tylko TOLERANCJI i AKCEPTACJI. I to dostali. Też mnie boli kiedy w mieszkaniach homoseksualistów smarują klamki gównem, a w niektórych krajach za to rozstrzeliwują.

      Problem pojawia się w dwóch miejscach - po pierwsze, prawnym uznaniu takiego związku i zrównaniu go z małżeństwem (adopcję litościwie pominę) - zaprzeczenie kompletne idei małżeństwa, wywrócenie kilku tysięcy lat cywilizacji do góry nogami, dawanie przywilejów zupełnie bez powodu i tworzenie sztucznych tworów nieodpowiadających tym potrzebom, dla których cywilizacje od zarania dziejów na całym świecie stworzyły instytucję małżeństwa. Nawet "zgniły Rzym" (i jeszcze gorsza Hellada) związki homoseksualne uznawali jedynie za uzupełnienie małżeństwa dwupłciowego.

      Po drugie, w definicji samego homoseksualizmu. Dla mnie to ZBOCZENIE i tyle, choroba - upośledzenie popędu seksualnego. To jest naturalne (bo pojawia się w naturze), to jest akceptowalne (jak rzekłem, nie przeszkadza mi to), ale absolutnie NIE JEST normalne. Stwierdzenie, że homoseksualizm jest "alternatywną wersją seksualności" odpowiada stwierdzeniu "urodzenie się bez nóg jest alternatywną wersją fizjologii ludzkiej". I dopóki homolobby będzie nas karmić propagandą o jakichś orientacjach, dopóty będzie u mnie na cenzurowanym.

      Parady to temat na inną dyskusję, powiem tylko tyle, że bardzo cenię tych homoseksualistów, którzy się od tego odcinają. Moim zdaniem takie coś robi środowisku więcej szkody niż pożytku.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (43)

  •  

    W poprzednim, wprowadzającym odcinku, nieco po macoszemu potraktowaliśmy jednego z głównych bohaterów naszej historii i skupiliśmy się raczej na tle i opisie wydarzeń poprzedzających ukrzyżowanie. Tymczasem wypadałoby chociaż mniej więcej zapoznać się z Jezusem. Jezusem, który, jakby nie patrzeć, jest centralną postacią chrześcijaństwa. Kim w ogóle był, skąd się wziął, co mogło wpłynąć na jego formację, co robił i co sprawiło, że robił to co robił? W tym odcinku skupimy się na kulturze i historii które go ukształtowały.

    Mimo, że Jezus jest postacią centralną dla chrześcijaństwa i kultur na które ma/ miało ono wpływ, tak naprawdę nie wiele o nim wiemy. I to pomimo upływy lat i pojawienia się setek mniej lub bardziej poważnych prób opracowania tematu. Baaa! Można śmiało powiedzieć, że jesteśmy bardzo daleko od konsensusu. Jezus bywał już przedstawiany jako wywrotowiec nawołujący do obalenia obowiązującego porządku, szaleniec zapowiadający apokalipsę, protomarksista dążący do rewolucji ekonomicznej i społecznej, protofeminista dążący do podniesienia statusu kobiet, świątobliwy mąż- cudotwórca czy nawet jako reprezentant greckiego cynizmu. Kim więc był Jezus? Zwłaszcza, że role które wymieniliśmy to tylko wierzchołek góry lodowej?

    Przede wszystkim: Jezus był Żydem. Banalne stwierdzenie? Niekoniecznie. Przez wiele, wiele lat, fakt ten był marginalizowany albo wręcz pomijany i to przez mainstreamowych badaczy, a także prominentnych chrześcijan. Ten unik ma bardzo długą tradycję, której początków badacze dopatrują się w działalności apostoła Pawła. Jej zarodki widać także w piśmiennictwie wczesnych wspólnot chrześcijańskich. W rozdziale 8 Ewangelii Jana, napisanej jakieś 60 lat po śmierci Chrystusa, przedstawiona jest scena sprzeczki Jezusa z grupą Żydów. Historia ta była często interpretowana jako przykład dystansowania się Jezusa od żydowskiej tradycji. W II wieku Melito, biskup Sardis, pisał o Żydach którzy „odrzucili Chrystusa” podczas gdy „goje i nieobrzezani obdarzyli go uwielbieniem”. Rozjazd postaci Jezusa z tradycją żydowską stał się w świadomości wielu chrześcijan tak znaczący, że Renan, autor słynnego „Życia Jezusa”, nazwał Chrystusa „niszczycielem judaizmu”.

    Chrystus był Żydem. Co to jednak znaczy być Żydem? Żeby to choć nieco zrozumieć, musimy przybliżyć sobie dzieje żydowskie. Żydzi uważali się za potomków Abrahama, którzy pod przywództwem Mojżesza opuścili Egipt, Dom Niewoli i dotarli do Ziemi Obiecanej, czyli czegoś, co dzisiaj nazywamy Palestyną. Tutaj, pod przywództwem Dawida, stworzyli królestwo Izraela, jednoczące dwanaście plemion, które za pośrednictwem swoich patriarchów, zawarły przymierze z Bogiem. Stolicą Izraela była Jerozolima, w której Saul, ojciec Dawida, zbudował Świątynię.

    W dziesiątym wieku przed Chrystusem doszło do podziału Izraela na dwie części. Południowa, nazwana Judą, zachowała Jerozolimę i ziemię w okół niej. Północna, zatrzymała nazwę Izraela. Na południu mieszkały dwa plemiona, północ jednoczyła pozostałe dziesięć. Przez dwa wieki państwa te współistniały obok siebie, aż do zniszczenia północy przez ekspansywnych Asyryjczyków. Juda przetrwała do 587 roku p.n.Ch, kiedy to została najechana przez Babilończyków, którzy zdobyli Jerozolimę. Upadek Judy oznaczał koniec okresu tak zwanej Pierwszej Świątyni. Znaczna część Żydów, zwłaszcza wywodzących się z elit, została przymusowo przesiedlona przez zdobywców wgłąb ich państwa, do Mezopotamii.

    Niewola babilońska (bo tak ten okres jest nazywany) była czasem wielkiego ożywienia intelektualnego. Wynikało ono najprawdopodobniej z faktu utraty dominującej pozycji (bo Żydzi nie byli już samorządnym etnosem z własnym państwem) i otoczenia przez ludy o odmiennej kulturze i religii. Żeby przetrwać, nie rozpłynąć się w masie grup etnicznych zamieszkujących państwo babilońskie, Żydzi musieli zdefiniować swoją tożsamość, zrewidować kulturę, prawa i zwyczaje. Najważniejszym procesem jaki zaszedł podczas tego okresu jest ukształtowanie się prawa żydowskiego, Tory. Tora była swoistą odpowiedzią na pytanie trapiące wygnańców, stykających się na co dzień z obcymi wpływami, kulturami i wierzeniami. Mianowicie: co to znaczy być Żydem? Od tamtego momentu nie trzeba było łamać sobie nad tym głowy. Być Żydem, to znaczy, postępować zgodnie z przepisami zawartymi w Torze. Okres „niewoli” kończy się w latach 30. VI wieku p.n.Ch, kiedy to Król Królów, Cyrus, podbija państwo babilońskie i zezwala Żydom na powrót do Palestyny.

    I tak zaczyna się okres tzw. Drugiej Świątyni. Żydzi nie tworzą niezależnego państwa, ale nowi władcy Bliskiego Wschodu, Persowie, nie ingerują zbytnio w sprawy wewnętrzne swoich poddanych i podchodzą do ich zwyczajów i religii z dużym szacunkiem i tolerancją, przynajmniej dopóki podatki płacone są na czas. Żydzi nie narzekają. Prorok Izajasz posuwa się wręcz do nazwania Cyrusa „posłańcem Boga” i utożsamia jego zwycięstwo ze zwycięstwem Żydów. Nic co dobre nie trwa jednak wiecznie. W IV wieku p.n.Ch państwo Achemenidów (którzy nie byli Achemenidami, ale to temat na inną historię) upada pod ciosami Aleksandra Macedońskiego, a po jego śmierci, Palestyna dostaje się w ręce Diadochów. Grecy nie są tak mili jak Persowie, uważają się za najbardziej rozwinięty etnos i prowadzą politykę, którą dzisiaj nazwalibyśmy imperializmem kulturowym.

    Żydzi stawiają opór. W końcu znajduje on ujście w rewolcie machabejskiej, która wybucha w 141 roku p.n.Ch. Państwo Seleucydów nie było już taką potęgą jak w dwa wieku temu i ostatecznie rebelia kończy się sukcesem, utworzeniem niepodległego państwa żydowskiego pod egidą dynastii Hasmodeuszy (z której to wywodził się, znany i lubiany, Herod). Machabeusze na trwałe wchodzą do kultury i religii żydowskiej, stając się symbolem męczeństwa za sprawę i dowodem na to, że Żydzi są w stanie stawić czoła każdemu. Okazuje się jednak, że nie do końca każdemu bo, jak już wiemy, w 63 roku p.n.Ch Pompejusz narzuca rzymską władzę Judei. Rzymianie niby są tolerancyjni, ale... w oczach żydowskich, nieokrzesani. Ich lekceważenie żydowskich zwyczajów i tabu, doprowadza podporządkowanych Żydów do wrzenia.

    Od czasów niewoli babilońskiej, a może nawet wcześniej, Żydzi zaczęli migrować z Palestyny i osiedlać się na innych terenach. Głównym celem ich migracji były znaczące miasta wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Największe społeczności żydowskie zamieszkiwały Aleksandrię i Antiochię. Szczególnie ciekawy był właśnie przypadek stolicy Egiptu. Mimo powtarzających się co jakiś czas napięć etnicznych, Żydzi stali się nierozerwalnie związani z miastem. Jako, że był to słynny ośrodek naukowy świata starożytnego, zainspirował on niektórych Żydów do wzmożonych wysiłków intelektualnych. Najsłynniejszym przykładem jest chyba filozof Filo, który podjął próbę zharmonizowania wierzeń żydowskich z filozofią grecką. Mimo, iż religia żydowska nie cieszyła się zbyt dużym zrozumieniem ze strony Rzymian i Greków, to była szanowana z uwagi na starożytne pochodzenie. Istniały nawet grupy tzw. bogobojnych, tzn. gojów zainteresowanych judaizmem i w różnym stopniu udzielających się we wspólnotach żydowskich.

    Mimo oporów ze strony Żydów, kultura hellenistyczna wywarła pewien wpływ na judaizm. Było to nieuniknione choćby z uwagi na fakt, że wielu Żydów żyjących w diasporze, nie posługiwało się językiem hebrajskim tylko greką. Odbierali również edukację wg. modelu greckiego i oprócz Tory znali też Homera czy Sofoklesa. Żydzi ci utrzymywali kontakt z Jerozolimą, którą odwiedzali w czasie wielkich świąt religijnych. Proces ten pogłębiany był przez kontakty handlowe i fakt, że wielu nieżydowskich kupców odwiedzało Jerozolimę. Ponadto Żydzi nie byli jedynymi mieszkańcami Judei, a część jej semickich ludów uległa daleko idącej hellenizacji. Nie wszystkie rejony miały jednak duży kontakt z kulturą helleńską, np. prowincjonalna Galilea z której pochodził Chrystus.

    Jest jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz o której nie wspomniałem. Mianowicie: Żydzi nie byli jakimś tam etnosem z własnymi wierzeniami i kulturą, jakich milion pałętało się po tym łez padole. Żydzi byli narodem wybranym przez najpotężniejszego Boga i złączonego z nim specjalnym przymierzem. Skoro Bóg, i to, podkreślam, Bóg, a nie jakiś tam bóg, z nami, to któż przeciwko nam? Ok, ale skąd zatem klęski, rzezie i przesiedlenia? Otóż, przymierze to było bardzo kruche, a Bóg był wrażliwy i czuły na swoim punkcie niczym rasowa primabalerina (przynajmniej tak sprawę widzieli Żydzi). Jedyną drogą żeby rzucił łaskawszym okiem na lud Izraela była pobożność, skrucha i pokuta.

    Tak długo jak Żydzi czczą swojego Pana i żałują zniewag którymi go obrazili, tak długo Przymierze, a wraz z nim naród, mogły istnieć. Żydzi żyli więc w permanentnym strachu, że któregoś dnia obrażą Boga na dobre i zerwie on pakt, a wtedy... no cóż, nie będzie więcej domu Izraela. Stąd też skupienie się na posłuszeństwie boskim nakazom i przestrzeganiu religijnego prawa. Obecnie nie brzmi to oryginalnie, ale była to dosyć niespotykana cecha jak na tamte czasy. Większość wierzeń pogańskich zasadzała się przede wszystkim na wypełnianiu nakazanych czynności kultowych, a nie na trosce o właściwe prowadzenie się. Koncepcja grzechu była znaaaaacznie bardziej rozwinięta w judaizmie niż w innych, współczesnych mu, systemach wierzeń.

    Nie znaczy to jednak, że kult schodził na dalszy plan. Jego centrum była świątynia w Jerozolimie, którą bogobojny Żyd powinien odwiedzać przynajmniej 3 razy do roku- podczas Paschy, Pięćdziesiątnicy (Szawout) i Święta Namiotów. Na co dzień życie religijne (a wraz z nim społeczne, bo podział na sprawy religijne i świeckie wtedy nie istniał) koncentrowało się w synagogach, w których modlono się i czytano pisma, stąd też niemal wszyscy Żydzi, nawet ci niepiśmienni, wiedzieli o co w całej zabawie chodzi. Podstawą dla Żydów była znajomość Tory, która, wbrew powszechnym wyobrażeniom, nie jest tylko zbiorem bezdusznych zakazów i nakazów, ale także kompleksowym wykładem na temat miłości Boga do wszelkiego stworzenia (w tym do gojów). Stąd na przykład obowiązek pomagania ubogim, który nie istniał w większości ówczesnych wierzeń.

    Dbanie o powszechną znajomość zasad i zwyczajów było znakomitym mechanizmem konserwującym. Pogaństwo, a raczej pogaństwa, były luźnymi zbiorami wierzeń, do których nieustannie coś dodawano, usuwano, asymilowano etc.. Judaizm natomiast (a co za tym idzie, Żydzi jako etnos), był w o wiele większej mierze zuniformizowany i z tego też powodu, mniej podatny na rozpłynięcie się w innych wierzeniach. Było to o tyle ważne, że znakomitą część swojej historii Żydzi spędzili jako lud poddany władzy zewnętrznych ośrodków.

    Inną cechą która odróżniała Żydów od innych nacji było obrzezanie, zwyczaj którego Rzymianie i Grecy nie potrafili zrozumieć. Obrzezanie było niejako symbolem włączenia do wspólnoty narodu wybranego, potwierdzeniem przymierza z Bogiem. Kolejną, dziwną dla obcych, cechą żydowskich wierzeń był bezwzględny nakaz odpoczywania w Szabas. Zakaz pracy był czasem posunięty do tego stopnia, że ziemia uprawna nie była zasiewana raz na siedem lat, bo też musiała odpoczywać.

    To, że judaizm był daleko bardziej zdefiniowany na tle wierzeń pogańskich, nie jest tożsame z tym, że był jednorodny. Istniało w nim kilka, mniej lub bardziej sformalizowanych nurtów, do tego dochodzili „święci mężowie”, dokonujący cudów i głoszący swoje nauki, ale nie mający większej grupy stałych zwolenników. Ton mainstreamowemu judaizmowi, skupionemu wokół Świątyni (co nie oznacza jednak, że inne grupy marginalizowały jej znaczenie), nadawała arystokracja kapłańska, której przedstawiciele mogli poszczycić się pochodzeniem od starożytnych rodów. W jej obrębie działali tak zwani Saduceusze, którzy wykształcili nieco odmienne od reszty wierzenia. Na przykład- całkowicie odrzucali możliwość zmartwychwstania ciała. Wpływy Saduceuszy zostały nieco ograniczone przez Rzymian, ale nadal mieli oni najwięcej do powiedzenia w społeczności żydowskiej, choćby z tego powodu, że to z ich grona rekrutowali się członkowie Sanhedrynu.

    Bogactwo elit kapłańskich i często wystawny styl życia jaki prowadzili, doprowadziły do pojawienia się wiele głosów krytyki ze strony mniej zamożnej części społeczności żydowskiej. Częścią tej opozycji byli, tak zwani, Faryzeusze. Wydaje się że początki tej formacji są związane z opozycją żydowską przeciwko próbom hellenizacji. Faryzeusze, pochodzący głównie z uboższych warstw społeczeństwa, działali przede wszystkim w lokalnych synagogach na terenie Judei i Galilei. W trakcie powstania Machabeuszy, stanęli po stronie rewolty. Zła sława jaką cieszą się przez biblijne opisy jest trochę niezasłużona. Byli bowiem bardziej otwarci na dysputy i cechowali się większą elastycznością w interpretowaniu prawa niż sugerują to Ewangelie. Ich nauczanie i podejście nie różniło się jakoś drastycznie od tego które przypisywane jest Jezusowi (po za poglądami na rozwody).

    Oprócz bardziej formalnych ugrupowań, istnieli także „wolni strzelcy”: nauczyciele religijny, święci mężowie i prorocy. Największym prestiżem cieszyli się prorocy, bo, jak wierzono, mieli oni bezpośredni kontakt z Bogiem. Dzięki temu mogli nawet modyfikować Prawo. Żeby nie było za miło- zostanie prorokiem nie było łatwe. To znaczy, poza osiągnięciem bezpośredniego kontaktu z Bogiem, należało jeszcze przekonać innych, że się taki kontakt posiada. Większości się to nie udawało i uznawano ich za fałszywych proroków, a więc bluźnierców i jako tacy, kończyli pod stosem kamieni. Świetnie ilustruje to przypadek Świętego Szczepana, który zapytał tłum "Czy był kiedyś prorok którego nie prześladowaliście?", po czym sam został ukamienowany.

    Poza prorokami byli jeszcze Hasidim. Granica między byciem prorokiem a Hasidim była dosyć płynna. Otóż jedyna różnica polegała na tym że prorok rozmawiał bezpośrednio z Bogiem a Hasidi nie. Poza tym jednak, w zasadzie robili to samo- uzdrawiali, wypędzali demony, nauczali, interpretowali prawo. Często w sposób odmienny niż tradycyjnie. Z tego właśnie powodu, zarówno wannabe prorocy jak i Hasidim, traktowani byli z dużą podejrzliwością przez kapłanów. Ich nauczenie, jako godzące w „odwieczny porządek rzeczy”, potencjalnie zagrażało tradycyjnym elitom.

    W pierwszej połowie I wieku n.e Palestyna, z racji napięć społecznych i niezadowolenia wywołanego obcym panowaniem, przeżywała wysyp różnego rodzaju świętych mężów, którzy ze swoimi naukami próbowali znaleźć rozwiązania problemów trapiących społeczeństwo żydowskie a na które odpowiedzi nie udzielały już tradycyjne nurty judaizmu. To jedna z przyczyn dla których pojawienie się i życie Jezusa nie jest odnotowana w zbyt dużej ilości źródeł z epoki. Jak to, zapyta ktoś, pojawia się cudotwórca- egzorcysta i nie budzi to większego odzewu? No nie, bo podobnych mu cudotwórców, nauczycieli i proroków było wówczas setki i na nikim nie robiło to większego wrażenia. Zwłaszcza, że mowa tutaj o społeczeństwie dla którego magia, demony i cuda były integralną częścią rzeczywistości.

    Ciekawym zjawiskiem w żydowskiej religijności były także grupy które decydowały się na działalność „do wewnątrz”. To znaczy ich odpowiedzią na zmieniające się warunki i nowe problemy było wycofanie się z życia społecznego i utworzenie czegoś na kształt wspólnot monastycznych. Sztandarowym przykładem takiego właśnie rozwiązania są Esseńczycy. Wspólnota z Qumran, znana z sensacyjnego odkrycia tzw. Zwojów znad Morza Martwego, była najprawdopodobniej częścią tego ruchu.

    Odnalezione pisma jasno pokazują zmieniającą się rzeczywistość religijną Judei. Nawoływanie do żarliwszej wiary, szukania kontaktu z Bogiem i odnowy moralnej zamiast pustych rytuałów. Nauki jakie płyną ze zwojów są bardzo podobne do głoszonych przez Pawła i tych przypisywanych Jezusowi, dlatego odkrycie to jest uważane za ważne w kontekście zrozumienia chrześcijaństwa. Widać także rosnącą popularność mesjanizmu. Trapiona problemami społeczność żydowska z utęsknieniem wyglądała kogoś kto uporządkuje chaos, odnowi Przymierze i da początek nowemu, złotemu wiekowi.

    Charakter misji mesjasza różnił się zależnie od grupy wiernych. Niektórzy wierzyli że mesjasz będzie, politycznym liderem Żydów, kimś w rodzaju króla, który pokona nieprzyjaciół Izraela i przywróci mu dawną potęgę. Stąd też bardzo modny pogląd że mesjasz będzie wywodził się z rodu Dawida. Inni widzieli go raczej jako kapłana, który położy kres moralnemu zepsuciu, co zaowocuje tym, że Żydzi zyskają przychylność Boga i odnowią z nim Przymierze. Istniała również tradycja mówiąca o tym, że mesjasz będzie cierpiał za swój lud, ale nie łączyła ona jego osoby ze zbawieniem. To była już późniejsza, chrześcijańska interpretacja.

    Jak widzimy (mam nadzieję, bo po to właśnie się produkowałem przez te 5 stron A4) judaizm i społeczeństwo żydowskie w I wieku n.e przechodziło transformacje, oczekiwano zmian, nieraz daleko idących. Ludzie szukali nowych form wyrazu dla swojej religijności, kwestionowali tradycyjne przywództwo i hierarchię, pojawiały się nowe poglądy i idee. Święci i prorocy przemierzali Judeę i nawoływali do oddania się Bogu, część z nich głosiła wręcz zbliżający się kres czasów. Do tego dochodziły napięcia społeczne i atmosfera oczekiwania na mesjasza, mającego dać sygnał do walki przeciwko Rzymianom. Gleba pod nowe ruchy religijne była bardzo żyzna, trzeba było ją tylko zasiać.

    Mam nadzieję, że nie będzie miliarda błędów, jakby co to proszę o info (w przyszłości zrobię jakiegoś bloga czy stronę i tam będę wrzucał upgrade'owane wersje).

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia

    Zdjęcie przedstawia grotę w której żyli członkowie wspólnoty z Qumran.
    pokaż całość

  •  

    Kiedy wchodzisz do kościoła i nie wiesz co robi tam Leszek Miller.

    #heheszki #katolicyzm #malarstwo

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20170917_134557674.jpg

  •  

    Tylko niewolnik żyje na kolanach, tylko sługa ma pana. Czy wyrzekanie się swojej godności i sprowadzanie się do roli robaka to coś dobrego? #katolicyzm #religia #filozofia #bekazpodludzi #pytanie

    •  

      @El_Bundy69: Tak, jak kogoś kochasz to oddajesz się mu w niewolę, w każdej dojrzałej relacji. Oddanie się, zaufanie i pójście w przyszłość trochę po omacku. Dlatego religia to nie są historyjki dla ubogich, tylko prawda o człowieku, o tym kim jest i dokąd idzie. To wydaje Ci się absurdalne, bo sądząc po stylu wypowiedzi masz naście lat i będziesz się kłócił, a ja nie mam ochoty na takie dialogi, ale z wiekiem przyznasz mi rację. pokaż całość

    •  

      @Lawrence_z_Arabii nigdy nie mówiłem że empatia jest tylko wrodzona a jedynie ze jest ona niemal tozsama z moralnością to że zabijano kaleki itd to wiedza powszechna. Robiono to zapewne by oszczędzić im cierpień ale jeśli zapytać to większość chorych i kalekich pragnie żyć.
      Nawet gdyby wrodzone było tylko poczucie sprawiedliwości to tredowatych starano się odizolowac od społeczeństwa w jakichś prosektoriach a nie zabić. Poczucie moralności zmienia się z biegiem czasu ale też nie bierze się z nikąd ważny jest kontekst cywilizacyjny, kultura itd Ale oba czynniki były by puste bez natury ludzkiej i fizycznosci człowieka. Chcemy minimalizować ból i cierpienie bo wiemy jak to jest cierpieć. To co postanowimy zrobić może być uzależnione od kultury np popełnić samobójstwo, cierpieć w pokorze aby otrzymać zbawienie, walczyć do końca plujac na wszystko.
      ......
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    chrześcijanin nie musi być miłosierny. Musi to być sprawiedliwy.

    Hmm...

    Co Jezus miał na myśli wypowiadając następujące słowa?

    Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. (Łk 6, 35)

    Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. (Łk 6, 36)

    Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; (Łk 6, 27)

    #religia #bekazprawakow #katolicyzm #shitwykopsays
    pokaż całość

  •  

    753 katolickich par zlozylo w Niemczech w zeszłym roku wniosek o unieważnienie ślubu koscielnego
    A dla tych co pytają " a ile w Polsce ?!" Znalazłem dane za 2012 rok ,wtedy było 2646 wniosków o unieważnienie ślubu koscielnego.A na pytanie " ile katolików jest w Niemczcech?" Mówię: 24 miliony , w Polsce 35 milionów.

    #ciekawostkizniemiec mój tag twój sub !

    http://www.t-online.de/leben/liebe/id_82157410/immer-mehr-katholiken-moechten-ihre-ehe-annullieren-lassen.html

    https://wiadomosci.wp.pl/coraz-wiecej-polakow-stara-sie-o-uniewaznienie-slubu-koscielnego-6027682532741761a

    #malzenstwo #katolicyzm #wiara #religia #rozwod #polska #statystyka
    pokaż całość

    •  

      @biliard: Mówisz o sofizmatach a dowodzisz przez sylogizm erystyczny; wykaż błędy w orzeczeniach Kościoła albo spadaj na drzewo.

    •  

      @biliard: jest różnica - aby małżeństwo było ważne, muszą być spełnione określone kryteria.

      I teraz stwierdzajac niewaznosc, sady kościelne orzekają, że któryś warunek nie został okreslony, przez co małżeństwo nie zaistniało wcale.

      Unieważnienie zas oznacza, że przy ślubie były wymagania spełnione, a coś, co było ważne, zostaje uniewaznione.

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Nerwica eklezjogenna to nazwa grupy zaburzeń psychicznych wytwarzanych przez religie i kościoły (z gr. ecclesiae – kościół, gignomani – być wytworzonym). Ze względu na to, że źródłem nerwicy kościelnej są głębokie przekonania religijne pacjenta, choroba ta jest bardzo trudna do leczenia.

    #religia #katolicyzm #ateizm #oswiadczenie #ciekawostki oraz oczywiście #gimboateizm chociaż ja już jestem w wieku ~3x gimnazjalnym. #gownoburza pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #heheszki #religia #katolicyzm

    Co to się odjaniepawliło... (ʘ‿ʘ)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

    •  

      @Kempes: otwórz Biblię i mi powiedz gdzie przykazania są ponumerowane. nie mówię że Kościół zmienił na lepsze tylko że Kościół mówi jak jest i to ma więcej sensu niż to co ty proponujesz.

      o procesach kanonizacyjnych nie słyszał? no i chyba nie muszę dowodzić że Jezus szanuje swoją matkę, to ona uprosiła pierwszy cud, została duchową matką Kościoła pod krzyżem, stawić ją będą wszystkie pokolenia - to jest w Biblii ;) pokaż całość

    •  

      @Daleth2202: Chrześcijanie zmienili brzmeinie przykazań boskich, to fakt. Zresztą nie tylko przykazania były zmieniane, bo wykopaliska jednoznacznei pokazują, że nawet brzemieni skiąg starego testamentu zmieniane było na przestrzeni wieków (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

      o procesach kanonizacyjnych nie słyszał?
      Słyszał ale co ma to do rzeczy? Przecież to procesy wymyślone przez ludzi dla ludzi żeby jednych uznawali jednych ludzi za fajniejszych od innych. Przysłowiowego palca bożego w tym nie widać (✌ ゚ ∀ ゚)☞ pokaż całość

    • więcej komentarzy (17)

    •  

      @Kempes: Nie rozumiem czemu jedno kolesiostwo miałoby być powodem do innego kolesiostwa, jedni kradną do pozwólmy kraść wszystkim? Przecież tak głośno śmiejecie się z tekstów "a za peło", a to by było dokładnie to samo ;p

    •  

      @BigMilk: To nie jest żadne kolesiostwo. Znam przykłady, że firmy wypłacają dodatkowo rentę dla dzieci pracowników, którzy zgineli podczas pracy. To takie DODATKOWE zabezpieczenie, płacone oczywiście dobrowolnie przez zakład pracy. Ciekawe, że BOR nie wykazuje takiej dobrowolności wobec swoich pracowników.

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Jakieś 6 miesięcy temu, może mniej, może więcej, zobowiązałem się publicznie do zrobienia serii traktującej o początkach chrześcijaństwa. Dodałem jakiś tam wpis, komuś się spodobał, ktoś chyba zapytał (czy to ja sam zaproponowałem, nie wiem, ginie to w pomroce dziejów), że może warto było by dalej temat pociągnąć, na co ja, że owszem, jasne. Od tamtej pory nie zrobiłem w tym kierunku nic. No nie do końca nic, bo jednak rozmyślałem trochę nad tematem a to zawsze coś. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że byłem mocno zajęty, bo dużo się działo w moim życiu prywatnym. W sumie kogo to obchodzi. Nie jest jednak tak, że zapomniałem i mam mocne postanowienie zająć się tym jak tylko będę miał trochę czasu. No i właśnie mam, więc się zajmuję.
    6 miesięcy to jednak dużo czasu na rozmyślania i w międzyczasie pomysł przeszedł kilka modyfikacji. To znaczy, stwierdziłem, że po co ograniczać się do samego chrześcijaństwa, skoro jest mnóstwo ciekawych pozycji, które przechodzą bez żadnego echa. A jeśli nawet ktoś tam o nich mówi to i tak nie są w stanie na dłużej zaistnieć w debacie publicznej albo chociaż internetowej. Obydwie stoją na żenująco niskim poziomie i polegają na biciu piany na tematy setki razy przerabiane a przy tym nawet nie oferują, choćby nawet, nowego spojrzenia na stare problemy. Czas to zmienić. Czy się uda? Pewnie nie, ale próbować warto.

    Do czego zmierzam? Jako, że czytam całkiem sporo ciekawych rzeczy (przynajmniej w moim mniemaniu), myślę, że warto było by się nimi podzielić z innymi. Na początku miałem pomysł na bloga z omówieniem interesujących mnie książek, prezentacją zawartych w nich idei, tez, wyników oraz sposobów w jakie autorzy doszli do takich, a nie innych rozwiązań. Ewentualnie, w jaki sposób odpierają krytykę. Tutaj pojawia się problem- w pracy siedzę 8 godzin przed komputerem i jak mam później spędzać kolejne godziny przed monitorem tylko, że w domu to... No, nie ukrywam, że średnio mam na to ochotę.

    Potem pojawił się pomysł żeby robić podcasty. Skoro Anglosasi mogą mieć setki swoich na tematy wszelakie, to czemu nie my? Podcast jest w sumie lepszy, bo można go słuchać niejako przy okazji, np. ścierając kurze czy wieszając pranie (pozdrawiam fanów pewnego Kanadyjczyka którego imię zaczyna się na J). Czytanie takiego luksusu nie zapewnia. Niestety, odkryłem, że mój głos brzmi jak wokal rosłego Seby z bramy. Potem stwierdziłem, że w sumie można by połączyć obydwa i pisać tekst oraz nagrywać do niego podcast, w końcu nie każdy ma czas żeby spędzać godziny przed monitorem, a nawet jak ma to niekoniecznie chce. W drugą stronę- nie każdy ma ochotę na słuchanie Seby produkującego się na temat nierówności społecznych czy marginalizacji białej klasy pracującej w krajach anglosaskich.

    Czym chce się zająć? Głównie tematami z pogranicza historii, socjologii i nauk o polityce bo w tych dziedzinach jako tako się odnajduję. Ostatnio zajarałem się psychologią ewolucyjną i, nazwijmy to, tematami z pogranicza filozofii, ale przyznaję bez bicia, że póki co jestem na to za cienki w uszach. To znaczy takie tematy też się pojawią, ale będę do nich podchodził o wiele ostrożniej. Może to i lepiej? Tym niemniej jednak zacznę, zgodnie z obietnicą, o serii poświęconej historii początków chrześcijaństwa.

    Będę bazował głównie (powiedzmy że w 90%) na pracy Charlesa Freeman’a, pod tytułem "A New History of Early Christianity". Rzeczona książka jest o tyle dobrą pozycją, że jej autor szuka racjonalnych wyjaśnień także tam, gdzie inni spuszczają zasłonę milczenia. Nie jest przy tym przegięty w żadną stronę- nie jest ani hiperkrytykiem (tzn. „stronnictwo” które nieomal całkowicie odrzuca Biblię jako źródło historyczne) ani... nazwijmy to „kościelnym historykiem”.

    Ok, zanim zaczniemy na pełnej, wypadałoby odpowiedzieć sobie na pytanie, po co w ogóle zajmować się tym tematem? Nie znam dobrej odpowiedzi, tzn. takiej która mogłaby satysfakcjonować każdego, ale moim zdanie warto, bo znajomość historii chrześcijaństwa pozwala zrozumieć to zjawisko.

    Zjawisko, które, moim zdaniem, jest jednym z najbardziej zadziwiających w historii ludzkości. Oto bowiem cieśla z Nazaretu, razem z kilkoma rybakami, kobietami o wątpliwej reputacji i celnikami (którzy to celnicy byli w powszechnej pogardzie, bo nie dość, że ściągali podatki to na dodatek robili to na rzecz rzymskich okupantów) daje początek ruchowi, który nie dość, że przetrwał około 2 000 lat, to jeszcze zrzesza, w ten czy w inny sposób, około 33 procent obecnej populacji planety Ziemi. Jako, że Ziemia jest jedyną, znaną nam planetą, w całym wszechświecie na której istnieje życie, to możemy bez przesady powiedzieć, że jakieś 33% ludzi we wszechświecie jest chrześcijanami.

    Wyobrażacie sobie coś takiego dzisiaj? Tzn. pana Heńka z Tesco, który zbiera pracowników McDonalda, kilka dziewczyn z Roksy i niskich szczeblem pracowników Skarbówki i tworzy ruch, który po 400 latach od jego męczeńskiej śmierci (tzn. śmierci pana Heńka naturalnie) staje się nagle oficjalną ideologią Unii Europejskiej (czy co tam będzie istniało w przyszłości)? I to nie na drodze podboju ale powolnego i mozolnego marszu z dołów na górę (w przeciwieństwie do islamu). No i jak? Dla mnie to brzmi absurdalnie. A jednak coś takiego się stało. Jeśli to nie jest niesamowite, to nie wiem co jest niesamowite.

    Po za tym chrześcijaństwo wywarło olbrzymi wpływ na historię i kulturę Europy, Bliskiego Wschodu, obydwu Ameryk i znacznej części Afryki (a ostatnio mocno wchodzi do Azji). Nie da się zrozumieć współczesnego świata bez choćby pobieżnego zrozumienia chrześcijaństwa. Co więcej? Uniwersalizm i zdolności adaptacyjne tej religii. Przez około 20 wieków swojego istnienia potrafiła ona dostosowywać się do ciągle zmieniających się warunków, naginać do kultur nowo przyjmujących ją ludów i nieustannie się rozwijać. Jeśli jeszcze was nie przekonałem, to już chyba mi się to nie uda. Tych co przekonałem, zapraszam w podróż.

    Zaczniemy może (no dobra, nie może, tylko na pewno) od wydarzeń które doprowadziły do powstania chrześcijaństwa, a raczej jego zaczątków. To znaczy- do procesu i ukrzyżowania niejakiego Jezusa z Nazaretu. Żeby mniej więcej zrozumieć co się stało i dlaczego stało się tak a nie inaczej, musimy także nieco naświetlić sobie sytuację jaka panowała wówczas w Judei.

    Od 63 roku przed naszą erą albo przed narodzeniem Chrystusa (też głupio brzmi, bo wg. współczesnych historyków Chrystus urodził się w między 8 a 2 rokiem p.n.e albo przed narodzeniem Chrystusa) Judea znalazła się na dobre w orbicie wpływów rzymskich. Nie był to jednak efekt jakiegoś starannie planowanego podboju, a raczej skutek uboczny kampanii Pompejusza przeciwko piratom, którzy zagrażali rzymskiemu handlowi we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Początek relacji rzymsko- żydowskich nie był zbyt udany- rzeczony Pompejusz wszedł bowiem do Świątyni Jerozolimskiej w pełnym rynsztunku, co wywołało olbrzymie oburzenie wśród Żydów.

    W 40 roku przed narodzeniem Chrystusa, rzymskie wpływy w Judei zostały zakwestionowane przez Partów, władających państwem leżącym na wschód od rzymskich posiadłości na Bliskim Wschodzie. Wojska partyjskie dotarły aż do Jerozolimy, ale ostatecznie zostały odparte. Judea nie znajdowała się wysoko na liście rzymskich priorytetów. Graniczyła z o wiele bogatszym Egiptem, który był niejako spichlerzem wschodu, głównym producentem żywności w tej części cesarstwa. Od północy Judea graniczyła z Syrią, przez którą biegło kilka ważnych szlaków handlowych, a jej znaczenie strategiczne dla całej wschodniej części Imperium było nie do przecenienia. Dość powiedzieć, że w okresie który nas interesuje w Syrii stacjonowały 4 pełne legiony a w Judei... zero.

    Judea interesowała Rzym tylko jako zabezpieczenie dla Syrii i Egiptu. Dlatego też po wyparciu Partów, zapadła decyzja o nie włączaniu tego regionu pod bezpośrednią władzę rzymską. Zamiast tego zdecydowano się na utworzenie królestwa klienckiego, którego władca miał mieć szeroką autonomię w zamian za ochranianie interesów Rzymu. Wybór, niespodziewanie dla każdego łącznie z samym nominatem, padł na niejakiego Heroda.

    Rzeczony Herod, mimo iż był żydem, nie był Hebrajczykiem. Jego ród wywodził się z Idumei i nie miał za wiele wspólnego z tradycyjnymi, kapłańskimi elitami społeczeństwa żydowskiego. Te postrzegały go jako parweniusza i nie do końca żyda. No niby wyznawał judaizm, ale Idumea została podbita przez Hebrajczyków dopiero w II wieku p.n.Ch, czyli w świecie gdzie rządziła tradycja- bardzo niedawno. Konwersja lokalsów na judaizm była konsekwencją tego właśnie podboju. Wielu żydów poddawało w wątpliwość prawowierność potomków konwertytów, a spory na temat tego czy Idumejczycy są objęci przymierzem z Jahwe (który wszak zawarł je z Hebrajczykami) czy nie, miały się bardzo dobrze.

    Nie był to jedyny powód dla którego Herod miał na pieńku z elitami żydowskimi. Nie będzie przesadą jeśli powiem że był on okrutny, nie znosił sprzeciwu, a jego ulubioną metodą rozwiązywania konfliktów było morderstwo. Łatwość w zabijaniu ludzi, także członków własnej rodziny, dały wielu historykom asumpt do twierdzenia, że Herod był po prostu chory psychicznie. Próba głośnego sprzeciwu wobec przedsięwzięć władcy, kończyła się tragicznie dla sprzeciwiającego się. Herodowi w relacjach z żydowskimi poddanymi nie pomagał fakt, że miał on także nieżydowskich poddanych.

    To znaczy, to może nie byłby wielki problem gdyby nie fakt, że Herod finansowo wspierał ośrodki propagujące kulturę helleńską (dla ówczesnych, bogobojnych żydów, było to coś jak ta osławiona Cywilizacja Śmierci dzisiaj), a nawet dorzucał się do budowy pogańskich świątyń. Wielu żydów, przekonanych o wyjątkowości swojego etnosu i religii (raczej razem niż osobno, taki podział wówczas nie istniał i wszyscy Żydzi byli też żydami), burzyło się przeciwko takiemu stanowi rzeczy. To jeszcze bardziej napędzało mordercze skłonności Heroda. Co ciekawe, wydarzenie, które stało się synonimem jego okrucieństwa, czyli słynna Rzeź Niewiniątek, najprawdopodobniej nie miało miejsca. Wspomina o niej tylko Ewangelia wg. Świętego Mateusza, nie potwierdzają jej ani inne Ewangelie, ani żadne pisma z epoki, nawet te bardzo krytyczne wobec Heroda (jak na przykład Starożytności Żydowskie Józefa Flawiusza). Po co autor tej Ewangelii wymyślił Rzeź Niewiniątek (albo wymyślił ją ktoś inny za kim autor tę wersję powtórzył)? Może miał to być symbol krwiożerczości i bezwzględności Heroda, niejako uosobienie jego potwornej natury. Spory na ten temat pominiemy, bo nie dotyczą za bardzo treści naszej historii.

    Tradycyjnie, ocena panowania Heroda była bardzo negatywna i nieprzychylna temu władcy (historycy bazowali głównie na źródłach pisanych, a te były dziełem jego przeciwników), ale ostatnie lata to zmieniły. To znaczy nikt nie kwestionuje jego okrucieństwa, ale ocena jest bardziej zbilansowana, ponieważ nie da się nie zauważyć, że za panowania Heroda, Judea stała się integralną częścią śródziemnomorskiego świata wymiany handlowej. Ponadto Herod zainicjował, zakrojony na szeroką skalę program budowy, a wiele z ufundowanych przez niego konstrukcji przetrwało, niechby nawet w szczątkowej formie, ale jednak, do dzisiaj. Ken Sapiro, rabin i historyk, nazwał nawet Heroda „największym budowniczym w dziejach Żydów”.

    Został też po części zrehabilitowany w kontekście religijnym. Współcześni historycy żydowscy zauważyli, że doniesienia o Herodzie, rzekomo romansującym z pogaństwem, są przesadzone, bo na terenach jego królestwa, zamieszkanych przez Żydów, prawo żydowskie było restrykcyjnie przestrzeganie i np. w obiegu nie funkcjonowały monety przedstawiające ludzkie podobizny (które znajdowały się w obrocie w tych częściach państwa, gdzie Żydów nie było). Herod spełniał również wszystkie czynności kultowe przewidziane przez prawo.

    Jaki był, taki był, ale gdy zmarł w 4 roku przed narodzeniem Chrystusa, w Judei rozpętało się prawdziwe piekło. Wszystkie partykularyzmy, dotychczas bezwzględnie tłumione, wyszły na światło dzienne. Wzajemnie zwalczające się stronnictwa doprowadziły do czegoś na kształt wojny domowej. Sprawa była na tyle poważna, że Rzymianie zdecydowali się na bezpośrednią interwencję. Wojska rzymskie wkroczyły do Judei i zaprowadziły porządek (co jest eufemizmem dla „ukrzyżowano każdego kto był podejrzany o wprowadzanie nieporządku”, albo, bardziej współcześnie „sianie fermentu”).

    Po zaprowadzeniu porządku i zakończeniu egzekucji, Rzymianie podjęli decyzję o podziale królestwa Heroda na trzy części, między jego synów. Rozwiązanie to okazało się nie być najszczęśliwsze, gdyż bardzo szybko, do Rzymu zaczęły docierać skargi na Archelausa, rządzącego środkową częścią Judei. Archelaus okazał się, zdaniem niektórych, jeszcze okrutniejszy niż nieboszczyk-tatuś. Rzymianie zadecydowali wówczas o zdjęciu Archelausa z tronu i objęciu jego państewka bezpośrednią kontrolą rzymską. Żydzi, z jednej strony uwalniali się od na pół-obcego okrutnika, z drugiej wpadali w ręce nie mniejszych okrutników (aczkolwiek racjonalniej dozujących okrucieństwo) i do tego zupełnie im obcych. Judea, po za byciem Radomiem Cesarstwa Rzymskiego (czyli głęboką peryferią), stała się też beczką prochu, gotową w każdej chwili eksplodować i potencjalnie zdestabilizować ład na granicach z jednymi z największych rywali Rzymu, czyli Partami.

    Rzymianie zdawali sobie sprawę z sytuacji i nastrojów w Judei, dlatego, mimo że była to prowincja cesarstwa, zdecydowali się na nieco inny system. Mianowicie- rzymski prefekt rezydował w Cezearei a interior, z Jerozolimą na czele, był na co dzień rządzony przez Żydów. To znaczy przez Sanhedryn i arcykapłana. Rzeczony Sanhedryn był czymś na kształt rady starszych, najważniejszą instytucją społeczności żydowskiej w Judei. Zajmował się ustalaniem prawa i jego egzekwowaniem. Ponadto był odpowiedzialny za administrację oraz był najwyższym sądem. W skład Sanhedrynu wchodził crème de la crème elit żydowskich- najbardziej wpływowi i znaczący ich przedstawiciele. Mediatorem między Sanhedrynem (czyli jakby żydowskim samorządem) a prefektem (namiestnikiem reprezentującym władzę Rzymu) był arcykapłan.

    Bycie arcykapłanem było bardzo ciężkim kawałkiem chleba. Oczywiście, wiązało się z ogromnym prestiżem i wpływami, ale sprawowanie tego urzędu miało również swoje minusy. Otóż- arcykapłan nieustannie znajdował się między młotem a kowadłem. Dlaczego? Z jednej strony miał być głową społeczności żydowskiej- to wymagało posłuchu wśród Sanhedrynu i reszty elity. Z drugiej strony, był mianowany przez namiestnika i jako taki, był odpowiedzialny za przestrzeganie rozkazów wydawanych przez Rzymian. Wspominałem już, że Żydzi nie byli zbyt entuzjastycznie nastawieni do rzymskiej okupacji i nieustannie kombinowali jakby tu wybić się na niepodległość?

    Utrzymanie się na stanowisku arcykapłana było arcytrudne. Arcykapłan musiał realizować wolę cesarstwa i jednocześnie przekonać Żydów, że broni i reprezentuje ich interesy. Podejrzenie, że arcykapłan jest rzymskim sługusem (którym de facto był), mogło skończyć się dla niego tragicznie. Podobnie jak cień podejrzenia ze strony Rzymian, że arcykapłan prowadzi swoją grę, obliczoną na interesy Żydów (co de facto robił). Nie brzmi to raczej jak opis pracy marzeń, prawda? Dość powiedzieć, że trzy lata między AD 15 a AD 18, były świadkami rządów 3 arcykapłanów. Jeden na rok nie brzmi imponująco? Przypominam, że mówimy o bardzo tradycyjnych społeczeństwach i dużych odległościach między ośrodkami władzy, co nie sprzyjało szybkim zmianom, zwłaszcza na szczytach.

    Niemożliwe bywa jednak możliwe. Mianowany w AD 18 Kajfasz, utrzymał się na tym stanowisku 18 lat. Był arcykapłanem dłużej niż Piłat namiestnikiem Judei. Jak to się stało? Zdaje się, że Kajfasz do perfekcji opanował sztukę stwarzania pozorów. Co mam na myśli? Otóż, jeśli arcykapłanowi udało się przekonać Żydów, że tak naprawdę reprezentuje właśnie ich (co nie musiało być takie trudne), mogło to prowadzić do rozochocenia elementu, nazwijmy to, niepodległościowego (bardzo znacznego). Skoro arcykapłan z nami, to któż przeciwko nam?! Rozochocony element rzucał się w rzymskie oczy, a rzymski mózg natychmiast myślał, że coś musi być nie tak z arcykapłanem. Jak tego uniknąć, skoro już przekonaliśmy Żydów, że jesteśmy po ich stronie?

    Na szczęście rzymskie oczy są w Jerozolimie baaaardzo rzadko, w zasadzie tylko w czasie Paschy. Jeśli święto Paschy przebiegnie bez większych sensacji, to, przy odrobinie talentu krasomówczego, Rzymianie utwierdzą się w przekonaniu, że wszystko jest ok i wrócą do Cezarei zostawiając arcykapłana w spokoju. Brzmi prosto? Tylko tak brzmi, ponieważ na świętowanie Paschy do Jerozolimy zjeżdżały setki tysięcy Żydów ze wszystkich możliwych stron świata. Utrzymanie tak wielkich tłumów pod kontrolą było niesamowicie trudne. Tym trudniejsze, że tłumy te były nastawione antyrzymsko i wystarczyła najmniejsza iskierka aby wybuchł pożar.

    Dlaczego tak bardzo się nad tym rozwodzę? Mianowicie dlatego, że proces Jezusa, jeśli Ewangelista Jan ma rację (a wydaje się, że ma), odbył się dokładnie na dzień przed Paschą. Dokładnie tę Paschą, w czasie której arcykapłan musiał pokazać Prefektowi, że sytuacja jest pod kontrolą. Jezus był potencjalnym zagrożeniem dla kapłańskiego estabilishmentu i porządku. Gdy wjeżdżał do Jerozolimy (pochodził bowiem z Galilei i to tam spędził większą część swojego życia), witały go tłumy. Nie byłoby to takie straszne gdyby nie fakt, iż jego zwolennicy nazywali go mesjaszem. Postać mesjasza była obecna w żydowskich wierzeniach od dawna, ale panowanie rzymskie doprowadziło do jej reinterpretacji i mesjanizm stał się bardzo popularny. Dla wielu mesjasz miał być tym, który przegoni okupantów i odbuduje królestwo Izraela.

    Obawy podsyciło zachowanie Jezusa w Świątyni, gdzie sprowokował tumult, wyrzucając kupców sprzedających zwierzęta na ofiarę. Niektóre, z głoszonych przez niego nauk, budziły wątpliwości co do zgodności z tradycją. Skoro ktoś przeciwstawia się panującym porządkom, prawdopodobnie bluźni i jest nazywany przez swoich zwolenników mesjaszem, to nie trudno sobie wyobrazić, że Sanhedryn uważał go za zagrożenie. Zapewne największe obawy powodował fakt, iż zbliżała się Pascha, a wraz z nią do Jerozolimy przybywali Żydzi, wzmagał się religijny ferwor- dla nauczycieli religijnych, takich jak Jezus, mógł to być okres „złotych żniw”. Nadchodził również Herod, który na pewno nie będzie szczęśliwy, jeśli dowie się, że po ulicach Jerozolimy kręcą się jacyś wywrotowcy.
    W tej sytuacji zapadła decyzja o aresztowaniu Jezusa. Według Ewangelii, został on pojmany przez oddziały kapłanów wsparte przez Rzymian. Na początku był więźniem Sanhedrynu i został postawiony przed obliczem Annasza. Później zaprowadzono go do Kajfasza. Prawdopodobnie starsi żydowscy chcieli zapoznać się z treścią jego nauczań i poglądami bezpośrednio od ich autora, nie z drugiej ręki. To, co usłyszeli widocznie się im nie spodobało, bo Jezus został postawiony przed Piłatem, a elity świątynne zażądały kary śmierci.

    Piłat najprawdopodobniej niewiele z tej sprawy rozumiał i postrzegał ją jako wewnętrzną rozgrywkę Żydów. Niestety jedynym źródłem dotyczącym procesu Jezusa są Ewangelie, a więc teksty religijne, a nie tylko narracyjne. To znaczy, że opisywane w nich wydarzenia niekoniecznie miały miejsce, a ich wymyślenie mogło być jakąś metaforą, służącą celom religijnym. Wydaje się, że Piłat nie chciał orzekać w tej sprawie, gdyż dotyczyła ona religii i jako taka powinna być rozpatrywana przez samych Żydów. Wówczas Sanhedryn oskarżył Jezusa o uzurpowanie sobie tytułu króla Żydów. Jezus, przynajmniej według Ewangelii, nie zaprzeczył, co czyniło tę sprawę polityczną.

    W międzyczasie pod rezydencją Piłata w Jerozolimie (swoją drogą, została wybudowana jako pałac Heroda), zebrał się tłum Żydów. Nigdy nie dowiemy się, czy było to spontaniczne zebranie, czy też zostało zorganizowane przez żydowską starszyznę (pytanie z pewnością zasadne, nawet, jeśli nie jest się politykiem PiS-u). Rzeczony tłum głośno i wyraźnie domagał się skazania Jezusa na śmierć. Według Ewangelii, Piłat odwołał się wówczas do zwyczaju uwalniania więźnia z okazji Paschy. Problem polega na tym, że jedynymi źródłami, które donoszą o takim zwyczaju, są właśnie Ewangelie, jest więc on raczej wątpliwy. Jeśli jednak istniał, to na niewiele się zdał, ponieważ tłum zażądał uwolnienia niejakiego Barabasza i nadal domagał się kary śmierci dla Jezusa.

    Według relacji ewangelicznej, Piłat pozostawał nieprzekonany i wahał się z wyrokiem dopóki zebrani Żydzi nie zagrozili mu, że jeśli nie skaże Jezusa na śmierć, to doniosą cesarzowi, że jego namiestnik nie radzi sobie z przeciwnikami cesarstwa. Prefekt wydał wyrok i został on wykonany tego samego dnia. Oprócz Jezusa, śmierć poniosło 2 przestępców. Brzmi jak koniec? To dopiero początek naszej historii.

    PS. Taguje #gruparatowaniapoziomu ,#4konserwy i #neuropa mam nadzieję że nikt się nie obrazi (w końcu to na poziomie, o polityce i społeczeństwie, więc pasuje)

    #chrzescijanstwo #historia #niedoszlahistoria (to będzie autorski tag) #katolicyzm
    PS2. Jak są jakieś błędy dawajcie znać, jestem upośledzony jeśli chodzi o pisanie.
    PS3. Wołam @urs6, @flamel i @shadowboxer bo, jeśli mnie pamięć nie myli, to właśnie im obiecałem, że z tym ruszę.
    pokaż całość

    źródło: 1vmshd.jpg

  •  

    W 2014 r. (za rządów Komorowskiego i PO) ks. Małkowski odprawił egzorcyzmy wypędzając "złe duchy z Polski i niektórych budynków (Pałacu Prezydenckiego i rządowych).

    Były śmichy hihi i podśmiechujki ale gdzie dzisiaj jest Tusk i PO?

    Szach mat ateiści.

    https://www.youtube.com/watch?v=_j9WoFseI6A

    #polityka #egzorcyzmy #religia #ateizm #katolicyzm
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mam 22 lata. Jestem pobożnym katolikiem i mam wrażenie, że przez to nie mogę sobie znaleźć dziewczyny. Marzy mi się taka katoliczka, chodząca do kościoła co niedzielę, czekająca do ślubu. Na logikę biorąc to powinienem być dla takich katoliczek idealnym kandydatem, ale niestety nie jestem. Jako prawiczek nie jestem specjalnie śmiały w stosunku do kobiet, ciężko mi inicjować jakiś kontakt fizyczny. A od pewnego czasu zauważam, że mocno katolickie dziewczyny wymagają, aby być bardzo obyty. Ogólnie mają takie przeświadczenie, że facet ma się starać, zaskakiwać, "prowadzić" ten cały związek. W skrócie ma być pewny siebie, pewny tego co robi i być stanowczy. Czyli taki typowy alfa, a nie jakiś prawik. Pewnie zaraz jakiś różowy napisze, że prawictwo nie ma nic do rzeczy, że mimo to można być obytym wśród kobiet. Chyba jednak nie. Autentycznie nie znam takich przypadków.
    Najdziwniejsze jest to, że dziewczyny które są doświadczone seksualnie (np. ateistki albo niezbyt pobożne katoliczki) nie mają problemu, że chłopak jest troszkę nieśmiały i np. czasem trzeba zrobić pierwszy krok. To tak z własnego doświadczenia. Z tym, że nie odpowiadają mi poglądy takich osób, nie chciałbym im marnować czasu, kiedy widzę że i tak nic z tego nie będzie.

    To, że katoliczki nie chcą niepewnych siebie prawików najlepiej widać na chrześcijańskich wydarzeniach dla singli :P Masa fajnych chłopaków, którzy żyją zgodnie z wartościami, których te katoliczki niby tak bardzo szukają, a żadna z dziewczyn nie jest zainteresowana. Fakt, jakieś wyjątki zawsze są, ale ogólnie to dziewczyny szukają kogo innego. Po 3 takim wydarzeniu dałem sobie spokój. Byłem też raz z moim kolegą na takiej chrześcijańskiej potańcówce . Kolega jest mocnym graczem, zalicza laski z klubów i z tindera.
    Od razu widać było, że on jest tutaj alfą. Wszedł na parkiet, pociągnął randomową dziewczynę za rękę, wymacał podczas tańca. Potem nawet nie musiał sam wyrywać, bo laski same się do niego pchały.

    Czasem się zastanawiam czy nie lepiej by było po prostu zaszaleć, poruchać, zdobyć to słynne obycie, a potem wrócić do normalnego życia. Przebywam za granica jeszcze przez 3 miesiące to akurat jest okazja. Mam jakiś tam potencjał, bo mam dużo matchy na tinderze.

    #rozowepaski #niebieskiepaski #tfwnogf #katolicyzm

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

  •  

    "Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym."

    Łk 21, 34-36

    #cytaty #biblia #katolicyzm
    pokaż całość

  •  

    Zabawny fakt - Jezus jest postacią historyczną, jednak istnieją całe masy internetowych bojówkarzy krzyczących że jego życiorys to bzdury a chrześcijaństwo to religia oparta na kłamstwie. Te same osoby nigdy jednak nie podadzą jako identycznego przykładu np. Sokratesa, który również nie zostawił po sobie żadnych pism. Taki to racjonalizm, wcale nie motywowany niechęcią do religii chrześcijańskiej. I oczywiście każdy kto podnosi ten temat jest zaliczany do grona 'katoli', bo przecież wszyscy naukowcy uznający historyczność Jezusa to chrześcijanie. Tak przy okazji, prawie nigdy nikt też nie wysnuwa takich absurdalnych urojeń pod adresem Buddy, Mahometa czy Zaratustry, bo tym ludziom przeszkadza tylko Jezus po seansie filmu Zeitgeist. Ci bojówkarze byliby nawet zabawną grupką krzykaczy gdyby nie fakt że ich "naukowe teorie" szerzą się wśród dużej liczby ludzi.
    #oswiadczenie #religia #wiara #nauka #historia #bekazpodludzi #katolicyzm
    pokaż całość

    •  

      @biliard: Sprawdziłem z Buddą i w sumie rzeczywiście nie ma chyba żadnych bezpośrednich przekazów. Zmyliło mnie to, że raczej powszechnie uważa się go za postać historyczną.
      Niemniej w jego przypadku też, nie ma znaczenia takiego czy buddyzm wymyślił (odkrył?) jeden koleś, czy jakaś grupa, czy nazywał się Siddhartha czy inaczej... Sama specyfika tej religii czyni to mało istotnym.

      W przeciwieństwie do chrześcijaństwa i Jezusa ;) Jednak nigdy nie słyszałem o takim dokumencie ze spisu, który by zawierał dane Jezusa. Historyczność Jezusa również potwierdzają wyłącznie przekazy niebezpośrednie. Zapiski dotyczące wydarzeń, o których autorzy jedynie słyszeli od innych, zwykle dziesięciolecia po owych wydarzeniach. Bynajmniej nie podważam historycznego istnienia Jezusa, ale nie ma na to aż tak twardych dowodów jak spis z danymi: Jezus syn Józefa i Marii (pomijając to, że takich osób mogło być więcej, oni wszyscy nosili pospolite wówczas imiona).
      pokaż całość

    •  

      @kubako: Przy okazji przyjrzę się kwestii spisu ludności.,majątków i samej obecności Jezusa. Nawet jeżeli, to oczywiście, że nie znaczy to, iż chodzi o tę konkretną postać.

      Niemniej w jego przypadku też, nie ma znaczenia takiego czy buddyzm wymyślił (odkrył?) jeden koleś
      Kłaniam się nisko Mirku, bo należysz do tych nielicznych osób, którzy to chwytają. Nawet przeszło mi wcześniej przez myśl, by o tym wspomnieć. Ale zrażony doświadczeniem - tym, jak w naszym kręgu kulturowym często pojmuje się buddyzm, niczym kalkę chrześcijaństwa, zaniechałem tego, uznawszy to za kwestię nieomal niemożliwą do wyjaśnienia... ( ͡° ʖ̯ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    "Wielkim zaś zyskiem jest pobożność wraz z poprzestawaniem na tym, co wystarczy. Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy [z niego] wynieść."

    1 Tm 6, 6-7

    #cytaty #biblia #katolicyzm

    •  

      owszem,jest taka możliwość,ale podczas porodu mogą wystąpić jakieś komplikacje

      @qwertty321: Jak i podczas aborcji, czy każdego innego zabiegu. Oczywiście nikt nie wymaga w tym momencie heroicznej postawy matki by ratować dziecko zamiast niej podczas porodu.

      Do adopcji też jest dużo dzieci ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      Na noworodki jest więcej chętnych niż dzieci.

    •  

      @anwaldt: znowu te chuje pod Batorym, nie pierwszy raz w tym roku tam stali. Nie wiem jak bardzo omamionym religia trzeba być, aby w taki sposób głosić swoje racje

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    "Wrogowie Kościoła katolickiego zarzucają mu, że wprowadzając w obręb wierzeń Trójcę Świętą, dogmaty, zdaje się na łaskę wyobraźni, rezygnując z dobrodziejstwa rozumu. Jednak zapominają, że to właśnie rozum jest pożywką szaleństwa. Jak mawiał Gilbert Chesterton, poeci nie stają się wariatami; szachiści - owszem. Współczesny umysł, powołując się na idee rozumu, zapomina, że wiara jest właśnie wiarą w coś, a nie udokumentowanym przeświadczeniem, wtedy bowiem nie mamy już do czynienia z wiarą, lecz z wiedzą.
    Jeden z najczęstszych zarzutów stawianych naszej religii jest właśnie taki, że wiara chrześcijańska jest po prostu wiarą, a to drażni naukowy charakter współczesnego umysłu. Nieszczęsny niewolnik rozumu oprócz tezy o agnostycyzmie musi przystać też na fatalne postrzeganie wszystkich wkoło, jako przewidywalnego łańcucha przyczyn i skutków, nic ponadto - człowiek wierzący wie dobrze o różnorodności, w każdym tkwi odrobina zwierzęcia, szatana, Boga, człowieka. Ta wybuchowa konsystencja oddaje właśnie różnorodność i bogactwo tego, co nas otacza. Dla materialistów tajemnica nie ma najmniejszego sensu. Tym samym wpadają w dół, który sami sobie wykopali: będąc rzecznikami postrzegania rzeczywistości tylko przez pryzmat rozumu, stają przed ogromnym dylematem, gdy ktoś w otoczeniu doświadcza np. cudownego uzdrowienia, gdy współcześni medycy rozkładają ręce przed fenomenem stygmatów czy egzorcyzmów. Racjonaliści poprzez swą dogmatyczną wiarę, nie mogą przyjąć faktów oczywistych, bo właśnie ich "wiara" im tego zabrania, czyniąc ich wbrew wcześniejszym założeniom niewolnikami.
    Trzeba jasno i wyraźnie stwierdzić, że to właśnie tajemnica trzymała od wielu lat w równowadze psychicznej liczne pokolenia - kiedy niszczymy tajemnicę, niszczymy również równowagę psychiczną. Człowiek jest w stanie zrozumieć świat tylko wtedy, gdy to, czego nie rozumie, podeprze tajemnicą. Tajemnica jest wprawdzie rzeczą kruchą, ale nie nietrwałą - podobnie jak witraż - można go stłuc jednym uderzeniem, ale pielęgnowany przetrwa tysiąclecia."

    "Pod Włos", Roman Konik

    #cytaty #4konserwy #katolicyzm #filozofia
    pokaż całość

    •  

      Uważasz że coś co wynika z zażyłej oddanej relacji z Bogiem, ma taką samą naturę (metafizyczną) jak owoc hipnozy?
      @neilran: Nie mam pewności, czy do końca rozumiem, co masz na myśli przez naturę metafizyczną. Chodziło mi o to, że wymienione zjawiska (egzorcyzmy, stygmaty, ekstaza religijna bez względu na wyznanie, etc.) są zjawiskami w pełni wytłumaczalnymi, a ich poszczególne aspekty są doskonałe zbadane (choć wielu chciałoby, by było inaczej). Czy to znaczy, że Boga nie ma, a rzeczone zjawiska nie pochodzą od Niego? Nie, znaczy to tylko tyle, że gdyby Go nie było, ludzie nadal by doswiadczali tych fenomenów. A może to różne zjawiska, choć w swym przebiegu identyczne (ale nie tożsame)? Nie odpowiem Ci na to pytanie.
      Tu pozostaje miejsce na Twoją wiarę, której podważać nie zamierzam. Natomiast uważam, że osoba dojrzała religijnie może uznać, że zjawiska te występują (również) w naturze. O takie podejście mi tu chodzi. Niektóre osoby boją się przyznać, że fenomeny te mogą być (także) naturalne. Otóż gdyby zjawiska te miały wyłącznie naturalną przyczynę, a ludzie uznawaliby je za istotne dla swego światopoglądu, to właśnie tak by reagowali: poprzez zaprzeczenie. Tak działa ludzka psychika.
      Obawiam się, że dotyczy to również głębi przeżycia (wnoszę, że o to Ci chodziło, gdy wspominałeś o metafizyce). Pewnym tego potwierdzeniem jest fakt, że głębia ta nie jest zarezerwowana dla jednego wyznania. Co więcej jest ona obecna również w tzw religiach ateistycznych (uznających istnienie tylko absolutu nieosobowego czy też pewnej ponadświatowej bądź wręcz światowej "substancji", podczas gdy rolą człowieka jest harmonia, życie w zgodzie z jej esencją). I nie, nie piszę o żadnym okultyzmie.
      Co do ostatniego akapitu Twojej wypowiedzi to tylko dodam, że to znamionuje całą kulturę bliskowschodnią (odległość między człowiekiem a bogami jest na tyle przepastna, iż nie sposób ją pokonać, choć można dążyć do bliskości). W innych rejonach świata często odległość ta postrzegana jest jako całkowicie możliwa do przezwyciężenia, niekiedy nawet za życia, choć nigdy nie jest to łatwym przedsięwzięciem.

      pokaż spoiler Ps: uważam się za osobę zdecydowanie religijną.
      pokaż całość

    •  

      Chodziło mi o to, że wymienione zjawiska(egzorcyzmy, stygmaty, ekstaza religijna bez względu na wyznanie, etc.) są zjawiskami w pełni wytłumaczalnymi, a ich poszczególne aspekty są doskonałe zbadane

      @biliard: no nie wydaje mi się. Z punktu widzenia fizjologii muszą być patologią, jednostką chorobową, tylko że na podłożu psychicznym. A natury ludzkiego umysłu nie potrafimy zdefiniować, zwłaszcza natury świadomości.
      Można się trzymać założeń materialistycznych i utrzymywać hipotezę że świadomość jest jedynie iluzją, choć dla mnie to kompletnie nie logiczne. Bo do zajścia iluzji jest potrzebny obserwator - świadomy byt.

      Ludzie nauki raczej operują materialistyczną wizją człowieka, co wynika z samej natury nauki. Jednak to zbyt mało by mówić o pojęciu jego natury.

      Gdy Platon podał definicję Człowiek jest to istota żywa, dwunożna, nieopierzona” i tą definicją chełpił się i zdobył poklask, Diogenes oskubał koguta i zaniósł do szkoły na wykład Platona, mówiąc: „Oto jest człowiek Platona”.

      Nie twierdzę że te zjawiska są dowodem na istnienie Boga, myślę że pan Roman też, jednak są solą w oku dla empirystycznych racjonalistów.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    #bekazkatoli #katolicyzm #religia #ateizm #gimboateizm #neuropa

    Hurr durr, co cię to obchodzi w co kto wierzy, niech sobie wierzą, niech się modlą, chuj ci do tego

    1. Bądź wykopowym katolikiem
    2 .Oburzaj się, że "gimboateiści" najeżdżają na twoją wiarę
    3. Każ im się odpierdolić.
    4. Idź na wybory.
    5. Głosuj na ultra katoli jak duża część Polaków
    6. Ultra katoliccy politycy narzucają całemu narodowi swoje poglądy.
    7. Ateiści (i wszyscy obywatele) nie mają dostępu do aborcji, w kraju nie ma eugeniki, zakaz handlu w niedzielę, zawirowania
    wokół in vitro, pieniądze z podatków idą na kościoły w kształcie wyciskarek do cytryn, kreacjonizm ma się dobrze
    8. Wejdź na wykop.
    9. Oburzaj się jak ateiści najeżdżają na twoją wiarę.
    10. Każ im się odpierdolić.
    11. Idź na wybory...
    pokaż całość

    źródło: peace.jpg

  •  

    Szczęść Bożę!

    Proszę o wsparcie w modlitwie! Moje życie się sypie. Wszystko się psuje: związek, praca, studia, otaczają mnie ludzie, którzy mnie ranią. Wszystko na raz!

    Proszę o modlitwę o siłę aby przetrwał tą próbę. Po woli tracę zmysły. Muszę to wszystko jakoś przeczekać i rozwiązać te problemy. Nie mam już siły, nie wiem jak sobie z tym poradzić.

    Zwierzam swoje życie Bogu! W Nim Wiara, Nadzieja i Miłość.

    Dziękuję Wam! Bóg zapłać!

    #wiara #katolicyzm #kosciol #religia #chrzescijanstwo #pomocy #anonimowemirkowyznania
    pokaż całość

  •  

    Według stanu na 2007 rok, badania pokazują, że typowy ateista, to osoba mniej autorytarna i słabiej ulegająca sugestii, częściej w związku małżeńskim, bardziej tolerancyjna wobec innych, przestrzegająca prawa, mniej dogmatyczna, mniej uprzedzona, współczująca, sumienna, dobrze wykształcona i o wysokiej inteligencji

    Zmieniło się coś? ( ͡° ͜ʖ ͡°) #gimboateizm #ateizm #chrzescijanstwo #katolicyzm #bekazkatoli pokaż całość

    •  

      @meretz: Masz w artykule odnośniki do źródeł możesz tam sobie poczytać. Ale ok, powiedzmy nawet, że masz rację, przeczytaj drugie zdanie mojej wypowiedzi - próbujesz wmawiać ludziom, że mają inne poglądy, niż mają w istocie, a opierasz się o używaną przez siebie definicję pojęcia, które zdefiniować można bardzo szeroko. Zajdę daleko.

    •  

      @ImInLoveWithTheCoco: Zwłaszcza że ateizm ma korzenie w starożytności więc trochę dłużej niż chrześcijaństwo i pojawił się nie tylko w jednej cywilizacji

    • więcej komentarzy (128)

  •  

    Bardzo często polscy antysemici nazywają Żydów "beznapletkowcami" i generalnie nabijają się z Żydów z powodu ceremonii obrzezania. W związku z tym uprzejmie donoszę, że Jezus także był obrzezany, co jest dosyć oczywiste, ale nie każdy wie, że Kościół Katolicki z napletka Jezusa uczynił relikwię. Tak, Święty Napletek to była jedna z cenniejszych relikwii w KK. W obiegu funkcjonowało wg różnych źródeł od 8, do nawet 18 napletków Jezusa - hajs się musiał zgadzać.
    Jakiś typek z Watykanu miał też teorię, że napletek Jezusa po jego śmierci powędrował do nieba i stał się jednym z pierścieni Saturna ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    http://www.focus.pl/artykul/relikwia-ze-az-wstyd-czyli-gdzie-sie-podzial-napletek-jezusa

    PS Trochę to dziwne, że w naszym głęboko katolickim kraju brakuje polskiej strony na Wikipedii o Świętym Napletku. Drażliwy temat? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #neuropa #religia #katolicyzm #zydzi #4konserwy.ru #napletek #swietynapletek #kultnapletka
    pokaż całość

  •  

    #tysiacurojenniezaleznychmediow #bekazprawakow #islam #katolicyzm #polityka

    http://www.pch24.pl/polska-zostanie-otoczona-rozancem--potezna-bron-duchowa-ma-uchronic-polske-przed-islamizacja,54129,i.html#ixzz4rLR9EeZt

    Polska zostanie otoczona… Różańcem. Potężna broń duchowa ma uchronić Polskę przed islamizacją

    Jego pragnieniem jest otoczenie Polski modlitwą. I w znaczeniu duchowym, i w bardziej dosłownym: Maciej Bodasiński chce bowiem, aby Polacy otoczyli granice swojego kraju i odmawiali modlitwę różańcową.

    Maciej Bodasiński, współorganizator akcji Różaniec do Granic, udzielił wywiadu tygodnikowi „W Sieci Prawdy”. Opowiada w nim o planach otoczenia Polski modlitwą różańcową. – Celem jest otoczenie polski modlitwą, otoczenie całej Polski Różańcem. Jednego dnia, 7 października, Polacy mają stanąć wzdłuż granic kraju i o tej samego godzinie odmówić Różaniec. Za Polskę i za cały świat – tłumacz organizator m.in. „Wielkiej Pokuty” dodając, że inicjatywa ta jest odpowiedzią na wezwanie Matki Bożej, która i w Gietrzwałdzie, i w Fatimie nakazała ludziom odmawiać Różaniec, aby świat uniknął wielkiej kary.

    Europa modliła się przed bitwą pod Lepanto, gdy flota chrześcijańska powstrzymywała Turków. Cała Polska modliła się, gdy Sobieski szedł na Wiedeń. W 1920 roku za plecami żołnierzy Warszawa leżała krzyżem – wymienia Bodasiński zwycięstwa zawdzięczane modlitwom składanym na ręce Maryi.

    (...)

    Ogromny rozmach wydarzenia Maciej Bodasiński tłumaczy brakiem innej możliwości. – Inaczej nie możemy. Nasza historia jest oczywista: Polska wierna Panu Bogu była Polską bezpieczną. Polska, która odchodziła od wiary, upadała. Tak było przed rozbiorami, przed II wojną światową… Spróbujmy choć raz jako naród uprzedzić wypadki. Spróbujmy więcej się modlić, bo za tym idzie wszystko – przekonuje.

    (...)

    Sadowski zwraca uwagę, że przed stu laty, 13 października 1917 roku, czyli w dzień ostatniego objawienia Matki Bożej, świadkami Cudu Słońca było aż 70 tysięcy ludzi. Znaleźli się wśród nich sceptycy, ateiści, komuniści i inne osoby wrogie katolicyzmowi. Niektórzy jednak, pod wpływem wiary ogółu zgromadzonych, nawrócili się. To spektakularne świadectwo mocy modlitwy i odważnej postawy wyznawców Chrystusa.
    pokaż całość

    źródło: bronduchowa.png

  •  

    #heheszki #humorobrazkowy #reklamakreatywna #religia #katolicyzm #logikarozowychpaskow #bekazkatoli

    Moherowa cenzura... same jak były młode to dawały dupy w krzakach i Jezus się nie gniewał a potem jak już dupa na starość nie może więcej kutasów przyjąć to pies ogrodnika przybiega i świętojebliwość. pokaż całość

    •  

      @Arachnofob: z drugiej strony niektórzy postulują usunięcie przydrożnych krzyży, bo odwracają uwagę, a jednocześnie nie mają nic przeciwko wszechobecnemu szczuciu cycem w reklamach

      +: trevoz
    •  

      @zolwixx: Ja dwanaście. I bardzo dobrze, warto było. W każdym razie obciążanie winą dziecka za bycie sobą i piętnowanie prowadzi do rozległych konsekwencji psychologicznych. W szkole powinni oswajać dziecko z własnym ciałem. Niestety wiedza ta wciąż jest tabu, a na lekcjach "o rodzinie" jedynie co robią, to zaszczepiają problemy z poczuciem wartości, za wszelką cenę wzbudzają winę. A potem takie kwiatki, jak wyżej... pokaż całość

      źródło: wykop.pl

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Czy tylko ja uważam że to jest przesada? Co następne? Wielki test wiedzy o świętym Jarosławie zawsze dziewicy?

    #polityka #katolicyzm #neuropa #tvpis

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Gdy grałem w #cs16 to pewien gnojek do mnie poleciał tekstem:
    Jan Paweł II Ciebie j******ł w d*****ę.
    A ja mu na to:
    Wierzysz w Boga?
    On mi odpowiada:
    Bóg to c**j i c***a, bo go nie ma!!!
    Nagle do pokoju wchodzi tatuś i mówi:
    Teraz to sobie synek nagrabiłeś, zabieram Ci laptopa, którego dostałeś na komunię!
    Słychać placz i ryk, po czym gnojek się rozłączył i wszyscy się śmieją ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler #rakcontent #gimboateizm #gimbaza #katolicyzm #heheszki #truestory #takbylo
    pokaż całość

  •  

    "Nie ma piękniejszej rzeczy na Ziemi od miłowania Boga całym swoim sercem. W chwili śmierci największy wyrzut sumienia stanowić będzie fakt, że nie staliśmy się święci. Minuta po minucie stawajcie się świętymi i czyńcie wszystko dla miłości."

    #wiara #katolicyzm #chrzescijanstwo #cytaty

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #katolicyzm

0:0,1:1,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,2:0