•  

    kto siedzi w brytyjskich wiezieniach?
    Nationalities of foreign prisoners, top 10,
    December 2017
    Nationality Number % of all

    Polish 917 9.4%
    Irish 746 7.7%
    Romanian 654 6.7%
    Albanian 572 5.9%
    Jamaican 514 5.3%
    Lithuanian 430 4.4%
    Pakistani 412 4.2%
    Indian 373 3.8%
    Somalian 335 3.4%
    Nigerian 320 3.3%

    Source: MoJ, Offender Management
    Statistics Quarterly, July to September
    2017 , 12 January 2018

    #neuropa #uk #imigranci #statystyka #przestepczosc #katolicyzm #polandstrong #ojkofobia
    pokaż całość

  •  

    #heheszki #katolicyzm #bekazkatoli #bekazpodludzi #neuropa #4konserwy #polityka

    Turbokatolik dał głos ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Mirki, znów widzę jakąś gównoburzę o nic i znów pada to kretyńskie stwierdzenie:

    to tylko teoria

    Nie, to nie tylko teoria, to AŻ teoria

    https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Teoria_naukowa

    Tak, tak, na was patrzę, Teoria ewolucji, Teoria wielkiego wybuchu to fakty, nie losowy bełkot.

    Nie strzymię :/

    #nauka #religia #katolicyzm
    pokaż całość

  •  

    #polandball #4konserwy #neuropa #heheszki #humorobrazkowy #katolicyzm #watykan #bareja
    Nie to ściana była łysa więc kazałem coś tam powiesić z magazynu( ͡° ͜ʖ ͡°)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Ajpw0pS.png

  •  

    Grupa byłych muzułmanów napisała do papieża Franciszka w liście otwartym: „Skoro islam według papieża jest religią dobrą samą w sobie, to dlaczego ryzykowaliśmy życiem, aby zostać katolikami”?

    Nie da się ukryć braku spójności w rozumowaniu papieża Franciszka.
    Ciekawe, czy będzie jakakolwiek reakcja na ten list.

    #4konserwy #religia #chrzescijanstwo #przemyslenia #katolicyzm #islam #takaprawda pokaż całość

  •  

    Filozofia Trójcy Świętej

    Różnice między Allahem a Bogiem

    Celem niniejszego wpisu jest rozróżnienie semantyczne terminu który w cywilizacji łacińskiej zrobił zawrotną karierę i niewątpliwie jest jednym z najczęściej używanych słów obok "i". Allah zaś który odpowiada Bogu Koranicznemu jest najważniejszą postacią i Duchem cywilizacji muzułmańskiej, znacznie innej od łacińskiej, ale także bardzo silnej. W tym tekście zastanowię się nad różnicami językowymi, filozoficznymi i prawnymi które wynikają z różnic które dzielą Boga i Allaha.

    Zacznę od różnic i przejdę potem do ich konsekwencji które wydadzą się znaczące. Zgodnie z zasadą od słabego do mocnego zaczniemy od prawnego kryterium i przejdziemy do filozoficznego kończąc na, w mojej opinii bardzo przenikliwej, koncepcji Trójcy Świętej. Koran dzieli się na sury tj. rozdziały które są spisane poetyckim językiem arabskim. Jest napisany tak pięknie, że twórcy poezji muzułmańskiej nie próbują nawet wznieść się wyżej. Jest to znacząca różnica między Biblią a Koranem ponieważ Biblia jest tekstem w gruncie rzeczy prozaicznym (oprócz Psalmów i wielu wierszy) chociaż Pięcioksiąg Mojżesza był za pewnie długo przekazywany ustnie. Rdzenie - spółgłoski w słowach- rzeczowników i czasowników z pierwszych rozdziałów księgi Rodzaju są powiązane z eposami sumeryjskimi.

    Allah jest prawodawcą i od chrześcijańskiego Boga różni się tym, że prawo religijne łączy stricte z państwowym. Jest to niewątpliwa naleciałość z koncepcji Izraelskich gdzie etyka była pośrednia od prawa religijnego. Dla Jezusa jednak Bóg przede wszystkich tworzy etykę tj. ogólne prawa zachowania się i na tej etyce można tworzyć uniwersalne prawo. Tę różnicę pokazuje podejście Mahometa i Jezusa do Dekalogu. Dla Mahometa zdanie - Nie zabijaj - jest ogólną zasadą która istnieje tylko w środowisku muzułmanów a jej celem jest wieczny pokój, który można osiągnąć przez walkę. Dla Jezusa - Nie zabijaj - jest konkretną zasadą uniwersalistyczną która odnosi się do wszystkich ludzi z wyjątkiem wojny sprawiedliwej tj. obrony swojego życia w sytuacji kryzysowej. Widać tutaj wpływ relatywizmu żydowskiego na koncepcje Mahometańskie, w Talmudzie bowiem jest napisane, że Prawo Dekalogu odnosi się tylko do plemienia Judy a nie do gojów. Takim, relatywistycznym postrzeganiem prawa będą gardzili czczeni przez chrześcijan prorocy - Izajasz i Micheasz i wielu innych którzy karcili Żydów i ich pseudo-wierzenie w Boga.

    Tyle prawo. Jeszcze większą różnicą semantyczną jest różnica filozoficzna, oto bowiem Bóg chrześcijański jest Bogiem o trzech esencjach, Allah bowiem nie wcielał się w Mahometa. Za pewne znane jest wszystkim zdanie:

    "A Słowo stało się Ciałem"

    To tekst bardzo stary i napisany pierwotnie po starogrecku. Słowo jest tutaj Logosem (λόγος) i znaczy Myśl, Umysł. Trójca Święta opiera się właśnie na filozoficznej analizie historii i życia Jezusa. Przejdźmy do rozjaśnienia tej koncepcji dla wielu ludzi może ona bowiem wydawać się nierozsądna.

    Przyroda posiada prawa, zasady i jest celowa. Duch jej przeto i zasada (Stworzyciel) jest Bogiem Chrześcijańskim. Jest Duchem Świata, ale nie Światem bowiem chrześcijaństwo nie wierzy w panteizm i w to, że Przyroda jest Bogiem. Jest to, że tak się wyrażę, platonizm wysokiego poziomu, bardzo ciekawa koncepcja dotycząca struktury świata. Jezus jak pisałem został zapowiedziany przez wkurzonych na Żydów doradców króla - przede wszystkim przez Izajasza i Micheasza. Obaj pisali 750 lat przed Jezusem i być może byli przyjaciółmi, ale na to nie ma dowodu. Pewne jest jednak i nie potrzeba wiary, że Izajasz napisał w ósmym rozdziale swojej księgi, że narodzi się Mesjasz z rodu Dawida, z młodej kobiety nie będącej matką, będzie on rządził duszami i będzie to w czasie kiedy Prowincja Judea, proszę wybaczyć za wyrażenie, będzie miała przerąbane. Micheasz o tym samym Mesjaszu pisze w rozdziale piątym swojej księgi, że narodzi się z plemienia Betlejem i będzie miał władzę od krańców do krańców świata.

    "A Słowo stało się Ciałem"

    To co zostało objawione prorokom stało się 750 lat później, zgodnie z naszym kalendarzem gregoriańskim. Urodził się Jezus, w Betlejem, nauczał, mówił, że królestwo jego nie jest z tego świata (bowiem dla Żydów Mesjasz ma władze polityczną a nie etyczną) i w końcu, z wielu różnych powodów o których nie będę teraz pisał, stał się najbardziej rozpoznawalną i czczoną jednostką na Ziemi. Licząc z muzułmanami czci go ponad 55 % ludności Ziemi a liczba ta rośnie. Ostatnio do krajów chrześcijańskich dołączyła Korea i być może zaraz Chiny (110 mln chrześcijan i 7 % wzrost roczny). Słowo w związku słów "A Słowo stało się ciałem" można rozumieć na dwa sposoby. Pierwsze oznacza, że Jezus wypełnił Słowo czyli proroctwa wkurzonych Żydów - Proroków. Drugie oznacza, że Jezus jest emanacją Boga, jego myśli, Prawa. I tak jak Bóg jest Prawem Przyrody, tak Jezus jest Prawem Ludzi - uniwersalnym dla wszystkich a nie relatywistycznym. Ale jeszcze jest jeden składnik Trójcy Świętej - Duch Święty. Czym to jest?

    Jest to coś w rodzaju pneumy stoickiej. Jest to narzędzie którym Bóg działa w świecie. Jak działa grawitacja i dlaczego światło leci z taką a taką prędkością? Duch Święty jest więc Przyczyną właściwych Zasad. Czy jest Bogiem? Tak. Dlaczego go rozróżniamy? Dlatego, że Bóg emanując w Jezusa użył Ducha Świętego - tj. Jako Zasada użył Przyczyny do stania się Prawem. Filozoficznie spójne, piękne i rozróżnialne.

    Allah jest w takim rozumieniu Bogiem i Prawa (Jezusem) i Świata (Bogiem Chrześcijańskim) ergo Prawo Shariatu - czyli współżycia społecznego - nie jest dane przez emanację Boga, ale przez samego Boga.
    Dlatego też istnieje duża różnica w spaleniu Koranu i Biblii. Spalenie Biblii to spalenie Dekalogu i historii spełnienia proroctw wkurzonych Żydów - spodobało mi się to określenie - a spalenie Koranu to spalenie samego Prawa Bożego podobnego do grawitacji i zasady zachowania energii.

    Dla muzułmanów więc Prawo religijne jest podobne prawu fizycznemu. Dla chrześcijan zaś prawo religijne jest pochodzenia etycznego - Jezusa - a nie fizycznemu.

    Obserwuj #ockham

    Inne moje wpisy:
    ***
    O trzech magach z Persji - https://www.wykop.pl/wpis/29144037/trzej-magowie-sledztwo-historyczne-wyobrazmy-sobie/

    O wychowaniu fizycznym - https://www.wykop.pl/wpis/28714753/o-potrzebie-wychowania-fizycznego-czy-silownia-jes/
    ***

    #gruparatowaniapoziomu #fizyka #teologia #ciekawostki #historia #biblia #katolicyzm #mirkomodlitwa (Czy mogę tagować we wpisie? #publicystyka #socdem #4konserwy #mikromodlitwa (Czy mogę tagować we wpisie?) #ciekawostkihistoryczne #neoreakcja (Czy mogę tagować we wpisie?) #filozofia #socjologia #islam
    pokaż całość

  •  

    TAKI Z CIEBIE ATEISTA - TO ZŁÓŻ WNIOSEK O APOSTAZJĘ I ODEJDŹ OD KOŚCIOŁA HEHE

    Najbardziej żałosna rzecz jaką można tutaj ostatnio przeczytać. Zwolennicy apostazji ostatnio na wykopie wyszli na powierzchnię zachęcając Was do aktu apostazji jednocześnie obrażając, że jesteście hipokrytami, skoro narzekacie na Kościół Katolicki i nie wierzycie, a nie złożyliście jeszcze aktu apostazji.

    Tworzę ten post opisując w jednym miejscu to co wcześniej pisałem w komentarzach, aby naprostować sytuację. Prawda jest taka, że apostazja nic nie znaczy, kler się z tego śmieje, a apostaci myślą, że zrobili coś pożytecznego. Stworzono ten akt dla zaspokojenia gawiedzi, która sama do końca nie wie o co chodzi z tym papierkiem wydrukowanym z jednej z dwóch stron o apostazji, które od razu wyskakują po wpisaniu apostazja w Google.

    Czym jest apostazja? Nie, to nie jest akt wystąpienia z Kościoła Katolickiego. To świadome, dobrowolne WYRZECZENIE SIĘ SWOJEJ WIARY wraz ze wszystkimi konsekwencjami. Przecież nie masz wiary, to czego chcesz się wyrzec? Więc jeżeli zaniesiecie oświadczenie woli zatytułowane jako "rezygnacja z członkostwa w Kościele Katolickim" to proboszcz danej parafii ma nawet prawo nie przyjąć takiego oświadczenia. Dlaczego? Tak jak mówię, nie ma czegoś takiego jak FORMALNA REZYGNACJA z członkostwa w Kościele Katolickim. Po dokonaniu aktu apostazji następuje odnotowanie w Księdze Chrztu, że jesteś apostatą i nakładasz na siebie ekskomunikę latae sententiae. Więc dalej będziesz w statystykach jako katolik, dalej będziesz w Kościele Katolickim, dalej będziesz tak liczony. Różnica jest tylko taka, że jak ktoś zajrzy do Księgi Chrztów to będzie stosowna adnotacja.

    Zaraz, zaraz, ale Konstytucja... I co z nią? Naczelny Sąd Administracji przed laty coś tam jeszcze próbował wchodzić w polemikę, ale sami wiedzą, że to walka z wiatrakami. Dla nich to proste jak budowa cepa - apostazja istnieje tylko i wyłącznie "w świetle prawa kościelnego". Wasze dane dalej będą w GIODO i nie da się ich wymazać, Kościół Katolicki dalej dysponuje nimi i to jest fakt. NSA również używa argumentu, że w Konstytucji Rzeczypospolitej Polski nie jest jasno określona taka czynność jak apostazja, a Państwo Polskie chce być neutralne w takich sprawach. Po prostu nie chcą stać po żadnej stronie "barykady".

    Więc złożenie apostazji wcale nie świadczy o tym, że porzucacie Kościół Katolicki i od niego odchodzicie. W statystykach jesteście dalej katolikami. Państwo nawet nie ma pojęcia, że jesteście apostatami, bo jedyny dowód na to będzie widniał w zakurzonej Księdze Chrztów.

    Oficjalne stanowisko Watykanu jest podobne jak NSA. Nie ma czegoś takiego jak formalne wystąpienie z Kościoła Katolickiego, gdyż trzeba dać "zagubionym owieczkom" szansę powrotu do Wspólnoty i można nałożyć co najwyżej ekskomunikę latae sententiae.

    Wniosek? Nie warto, bo to nic nie daje.

    Mimo wszystko chcesz dokonać aktu apostazji, chociaż po nim będziesz dalej katolikiem? Dobrze, nikt nie broni. Zależnie od tego gdzie mieszkasz i gdzie byłeś chrzczony procedura trwa dłużej, albo krócej. Po pierwsze potrzebujesz aktu chrztu i jego kopię, oraz trzy kopie oświadczenia woli. Wzory do znalezienia w internecie. Nie potrzebujesz świadków jak przed laty, gdyż decyzją Episkopatu Polski z dnia 19 lutego 2016 roku procedura została w zupełności uproszczona do minimum. Niektórzy używają argumentów, że i tak trzeba się najeść wstydu przed księdzem, ale słuchajcie. Jak już jesteście na tyle dojrzali do złożenia tego wniosku to czemu odczuwacie wstyd przed zwykłym facetem? Teraz musisz się umówić z proboszczem parafii w miejscu swojego zamieszkania. Dosyć spotykaną praktyką jest to, że gdy przyjdziesz na plebanię to każą Ci się pojawić za tydzień, bo on musi doczytać dokładnie o co chodzi z apostazją, gdyż niecodziennie ktoś o to prosi. Nie musicie mu wtedy ubliżać, że się nie zna. Po prostu przyjdźcie za tydzień. To jest ten taki czas, który się daje kandydatowi na apostatę na przemyślenie swojej decyzji. Kiedy się pojawisz po tym czasie dostaniesz pytanie czy jesteś pewny i możecie zasiąść do formalności. Musisz w obecności księdza podpisać trzy kopie oświadczenia woli, nie przedtem! I to w sumie tyle, oddajesz to razem z aktem chrztu i jego kopią. Jest też rozmowa, tutaj zależy od proboszcza. Jeden przeczyta Tobie wytyczne, zapyta czy rozumiesz i koniec. Inny będzie chciał przeprowadzić dogłębną analizę co jest przyczyną Twojej apostazji. Nie muszę mówić, że w tematach teologicznych zagnie Was jak Wilder Szpilkę? Także odpuście sobie. Po wszystkim wyśle odpowiednie papiery tam gdzie trzeba. Ile to zajmie? Nie ma określonej ramy czasowej. W okresie świątecznym może nawet wyjść dwa miesiące, w skrajnym wypadku może nawet zgubić ten papier i nigdzie go nie wysłać. Taka prawda. Kiedy wszystko jednak dotarło tam gdzie trzeba to zostaje w Księdze Chrztów odnotowana odpowiednia adnotacja o Waszej apostazji. Od tej pory nie możesz być chrzestnym, brać ślubu kościelnego, mieć pogrzebu chrześcijańskiego. Tego typu "przywileje" już Ciebie nie dotyczą. Mimo to jesteś dalej katolikiem, więc wystarczy wyrazić skruchę i ekskomunika zostaje z Ciebie zdjęta.

    A więc chcecie coś zmienić? Nie chrzcijcie swoich dzieci, wtedy na pewno Kościół Katolicki straci na ilości wiernych, bo raz ochrzczone dziecko będzie na zawsze "katolikiem" :)

    #religia #katolicyzm #chrzescijanstwo #ateizm #braciawniewierze
    pokaż całość

  •  

    Tak widzę #katolicyzm w Polsce, Papież powiedział, że należy uważać, żeby lęk nie zamienił się w nienawiść, fala debilnych komentarzy oczywiście. Koleś napisał coś co jest podatawą katolicyzmu a odpowiedź, że dobrem jest zabijanie xdd
    #neuropa #4konserwy

  •  

    #katolicyzm #chrzescijanstwo #bekazprawakow #bekazpodludzi #polityka #neuropa #4konserwy #polityka #prawica #patriotyzm

    Konto Grochów Patriotyczny na FB właśnie spadło z rowerka. Poniżej jedno ze zdjęć z tego konta, a inne można obejrzeć tutaj (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) pokaż całość

    źródło: gro.jpg

  •  

    Ok, obiecałem, że skrobnę coś o tym czym jest dyscyplina zwana historią, czemu nie jest nauką i dlaczego mimo wszystko może nam coś powiedzieć o przeszłości. Tak się jednak składa, że w międzyczasie napatoczył mi się artykuł napisany przez Tima O’Neila na bardzo podobny temat.

    Pomyślałem- po co mam się trudzić i pisać wszystko od podstaw skoro ktoś już to zrobił w bardzo dobry i przystępny sposób? Na dodatek poruszył kwestię, która jest mocno powiązana z przedmiotem naszych rozważań i do której kilkukrotnie nawiązywałem.

    Dlatego też postanowiłem pójść na skróty i po prostu przetłumaczyć artykuł O’Neila. W tym wypadku pójście na łatwiznę absolutnie nie ma negatywnego wpływ na jakość przekazu. Myślę nawet, że autor artykułu który za chwilę przeczytamy wyłożył całą rzecz lepiej i sprawniej niż ja bym to zrobił.

    Tłumaczenie nie jest dosłowne. Koncentruję się na tym żeby jak najlepiej przekazać i uwypuklić interesujące nas zagadnienia (stąd czasem dodaje przykłady etc.). Motyw przewodni artykułu, czyli instrumentalne używanie „historii” w dyskusjach światopoglądowych, też jest ciekawy dlatego zostawiłem całość.

    W tekście często dodaje coś od siebie. Wiem, że nie powinienem i, że może to zaburzać przekaz autora, ale czasem prostu nie mogłem się powstrzymać. Mam nadzieję, że wybaczycie. Dla porównania podam link do oryginału.

    W tekście dostaje się głównie ateistom, ale uczciwość nakazuje powiedzieć, że nie mają oni monopolu na, mówiąc brzydko, kurwienie historii. Zamiast ateistów i ich bajek możecie tam wstawić kogokolwiek i ich przekazy. Tak się jednak składa, że autora akurat głupota tej grupy boli najbardziej, bo sam się z nią utożsamia (grupą, nie głupotą).

    Zanim zaczniemy, przybliżmy sylwetkę autora. To swoją drogą jedna z pierwszych rzeczy, którą należy zrobić przy krytyce źródłowej. Tim O’Neill jest magistrem literatury średniowiecznej, historykiem- hobbystą i bloggerem który zajmuje się głównie recenzowaniem prac historycznych poświęconych starożytności i średniowieczu. Jest aktywnym członkiem Australian Atheist Foundation i Australian Skepticts.

    Polecam tego Pana i jego twórczość, linki na koniec tekstu. A my tymczasem, zaczynamy!

    W kwietniu zeszłego roku, Grundy, autor bloga Deity Shmeity napisał posta pod tytułem „Historia to nie moja działka”. Był to komentarz do niedawno wydanej książki Barta Ehrmann’a „Did Jesus Exist? The Historical Argument for Jesus of Nazareth”, w której autor krytykował hipotezę Mitycznego Jezusa. W przeciwieństwie do współczesnych historyków, wielu ateistów uważa tę hipotezę za przekonującą i nie spodobała im się książka bardzo szanowanego Ehrmann’a, która ją krytykuje. Grundly napisał „Szczerze mówiąc mam nikłe pojęcie na temat tego czy Jezus istniał czy nie”, ale dodał „przychylam się do tego, że nie istniał”. Dał też do zrozumienia, że odrzuca to co mają na ten temat do powiedzenia historycy i inni uczeni zajmujący się tematem.

    Napisał:

    „Historia jest chujowa. Ok, to nie fair, ale to nigdy nie była moja działka. Moja pewność co do prawdziwości historycznych wydarzeń jest niska z powodu natury źródeł. Historia jest pisana przez zwycięzców i przekazuje głownie ich wersje. Książki są palone. Zapiski znikają. Komu mam ufać gdy chce się dowiedzieć co stało się 2 tysiące lat temu?”

    Jako, że historia jest moją dyscypliną odpowiedziałem za pomocą krytycznych komentarzy wymierzonych w takie nastawienie i za pomocą argumentów o tym jak robi się historię (rozumianą tutaj jako dyscyplina akademicka). Grundy nie obraził się, a po zapoznaniu się z moimi wypowiedziami, poprosił o rozwinięcie argumentacji co niniejszym robię tym tekstem.

    Ateiści i analfabetyzm historyczny

    Powinienem zacząć od tego, że jestem ateistą. Byłem ateistą całe swoje dorosłe życie i nadal nim pozostaję. Jestem także członkiem kilku ateistycznych i sceptycznych organizacji i mam udokumentowane 21 lat brania udziału w dyskusjach jako niewierzący. Zaznaczam to bo zauważyłem, że gdy zaczynam krytykować ateistów za ich brak zrozumienia historii albo historiografii, ludzie niejako automatycznie klasyfikują mnie jako teistycznego apologetę. Nie jest to prawda, ale dzieje się to cały czas.

    Po 30 latach obserwowania i brania udziału w debatach historycznych z innymi ateistami mogą spokojnie powiedzieć, że większość z nich to historyczni analfabeci. Nie jest to cecha charakteryzująca tę grupę, bo historyczny analfabetyzm jest raczej normą niż wyjątkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy większość ateistów wypowiada się na tematy historyczne albo co gorsza próbuje używać argumentów wywiedzionych z historii w debatach na temat religii, prezentują wiedzę na poziomie ucznia szkoły średniej.

    Nie jest to jakoś bardzo niezwykłe zważywszy na fakt, że większość ludzi po skończeniu szkoły średniej nie uczy się więcej na temat historii. Niestety, ale znaczy to, że ich zrozumienie historycznych postaci, tematów lub wydarzeń jest oparte na wpół zapomnianych lekcjach, dokumentach z TV i kulturze popularnej, przede wszystkim książkach i filmach.

    Co gorsza znaczy to także, że ateiści (podobnie jak większość ludzi) mają pojęcie o tym jak robi się historię i jaka jest jej metodologia również na poziomie szkoły średniej. Czyli nie ma jej wcale albo prawie wcale. Poza kilkoma chwalebnymi wyjątkami, nauczyciele historii ograniczają się zazwyczaj do zmuszania ludzi do wkuwania dat i wydarzeń dotyczących tematu, który aktualnie omawiają na lekcji.

    Na tym poziomie w zasadzie nie porusza się tematu skąd wiemy to co wiemy, jak do tego doszliśmy i jakie jest prawdopodobieństwo tego, że ta rekonstrukcja może mieć coś wspólnego z rzeczywistością. Prowadzi to do tego, że z czasem przeciętnemu ateiście (tak jak innym ludziom) zaczyna świtać, że skoro historia nie jest taka prosta, jasna i oczywista jak przekazywał to pan Wilikins, nauczyciel, to znaczy, że jest jednym wielkim szwindlem i należy ją całkowicie odrzucić.

    To odrzucenie może być nawet częstsze wśród ateistów ponieważ wielu (oczywiście nie wszyscy) z nich jest zainteresowana nauką. Nauka, w porównaniu z historią jest o wiele pewniejsza w swoich założeniach. Możesz stworzyć hipotezę i przetestować ją w praktyce. Możesz faktycznie czegoś dowieść. Hipotezy naukowe żeby były naukowe, muszą być falsyfikowalne. W tym zestawieniu historia wygląda na „hand-vawing” [nie miałem pojęcia jak to dobrze przetłumaczyć jednym słowem- jest to udawanie że efektywnie robi się coś ważnego, podczas gdy tak naprawdę nie robi się nic albo tylko pozoruje działania] gdzie każdy może mówić co chce i jak chce.

    Historia i Nauka

    Tymczasem jednak historia jest pełnoprawną, rygorystyczną dyscypliną akademicką ze swoimi własnymi regułami i metodologią, czym przypomina naukę. Nie znaczy to jednak, że JEST nauką. Czasem jest określana jako nauka, zwłaszcza w Europie, ale ma to sens tylko w szerszym znaczeniu tego słowa, czyli „systematyczne i metodyczne dochodzenie do wiedzy”. Zanim jednak przejdziemy do tego jak działa historia rzucimy okiem na naukę [Oczywiście opis metody naukowej tu zawarty jest sporym uproszczeniem i spłyceniem].

    Nauka jest w dużej mierze oparta na zasadach rozumowania indukcyjnego i prawdopodobieństwa logicznego. I tak na przykład: myszy, które otrzymały zastrzyk pewnej substancji tracą na wadze. Na tej podstawie można wyciągnąć wniosek, że substancja ta redukuje apetyt. Prawdziwość tego wniosku można sprawdzić za pomocą doświadczeń, w trakcie których wyklucza się inne wytłumaczenia- na przykład, że ta substancja zwiększa szybkość przemiany materii albo, że myszy traciły apetyt bo zestresowały się zastrzykiem.

    To wszystko jest możliwe dzięki oparciu nauk o pewne dobrze sprawdzone prawa, co z kolei pozwala na stosowanie indukcji. Dlatego też jeśli coś działa w określony sposób na nasze przykładowe myszy dzisiaj, to spokojnie możemy przyjąć, że będzie działać w ten sam sposób jutro. Eksperymenty te mogą potwierdzić inni badacze. Jest to możliwe dzięki temu, że przedmiot badań jest mierzalny, a eksperyment można kontrolować i powtarzać. To z kolei pozwala nauce wyciągać daleko idące wnioski i konstruować teorie naukowe [nie są to jednak teorie w potocznym tego słowa znaczeniu].

    Niestety, ale żadna z opisanych wyżej rzeczy nie ma zastosowania przy historii. Wydarzenia, niezależnie od tego czy wielkie czy małe, wydarzają się raz i już ich nie ma. Historycy mogą coś o nich powiedzieć tylko na podstawie śladów, które pozostawiły w źródłach (jeśli akurat mamy farta). Niestety, ale w przeciwieństwie do badaczy myszy, historyk nie może dokonać serii laboratoryjnych testów symulujących przyczyny i okoliczności upadku Rzymu.

    W większości przypadków nie może nawet obserwować zjawisk i na tej podstawie wyciągnąć wniosków. Taki zoolog tymczasem może obserwować zachowanie grupy goryli i je analizować. Jakby tego było mało to prawa i zasady rządzące procesami historycznymi nie są dobrze poznane (o ile w ogóle istnieją i da się je zdefiniować). To z kolei nie pozwala przeprowadzić symulacji. Nie możemy, na przykład, sprawdzić tego jak upowszechnienie się prasy drukowanej wpłynęło na upadek Napoleona. Fizyk teoretyczny tymczasem może zrobić symulację dla powiedzmy ruchów planet w bardzo odległym układzie albo dla zjawisk związanych z gwiazdami, które dawno przestały istnieć.

    Wszystko to sprawia, że wielu ateistów [i ludzi w ogóle] odrzuca historię jako coś czego nie da się udowodnić naukowo. Automatycznie uznają zatem, że jej związki z rzeczywistością są bardzo wątłe albo wręcz żadne. To bardzo radykalne podejście do sprawy i bardzo rzadko jest ono konsekwentne. Wielokrotnie mówiłem osobom, które deklarowały takie poglądy, że jakoś nie przeszkadzają im one czytać prasy i, do pewnego stopnia, wierzyć w to co przeczytały. Tymczasem w myśl tych poglądów powinni być tak samo sceptyczni co do relacji o wypadku ze wczoraj jak i do rewolucji sprzed 400 lat. [Albo do tego co mówi koleżanka z pracy o swoim wakacyjnym wypadzie na Majorkę].

    Metoda

    To, że historia nie jest nauką nie znaczy jednak, że nie może i nie jest wstanie powiedzieć nam czegoś o przeszłości z dużą dozą prawdopodobieństwa. Już pierwsi historycy, tacy jak Herodot, zastanawiali się jak oddzielać ziarno od plew, skąd brać informacje i jak je weryfikować. Dzisiejsza, systematyczna metodologia zaczęła się na dobre rozwijać dopiero w XVIII wieku i bazuje na technikach Bartholda Niebuhra i Leopolda von Ranke. Jest ona oparta na trzech fundamentalnych krokach, z których każdy ma swój własny zestaw technik.

    1. Heurystyka- polega na identyfikowaniu materiału który może być istotny jako źródło informacji na dany temat. Tyczy się zarówno tych najbardziej oczywistych, jak na przykład źródło z epoki opisujące wydarzenia którymi chce zająć się historyk czy późniejsza kronika zawierająca tego typu informacje.

    Równie dobrze mogą to jednak być mniej oczywiste, a nie mniej przydatne źródła- na przykład dominujące wówczas mody literackie, które mogą pomóc zidentyfikować na ile przekaz z interesującego nas źródła jest odbiciem sposobu w jaki opowiadano wówczas o wydarzeniach, a na ile próbą spisania autentycznych wydarzeń [i stąd mamy na przykład turbosłowiaństwo, bo przecież hurrrr Kadłubek, durr Prokosz].

    Źródła nie muszą być pisane i równie dobrze mogą to być na przykład monety, dzieła sztuki czy przedmioty codziennego użytku. Ba! Źródła nie muszą być nawet materialne- przysłowia, ustne przekazy albo wierzenia z epoki to też pełnoprawne źródła. Czasem wierniejsze od pisanych.

    Słowo klucz w tym wypadku to istotne. Określenie tego co przydatne i istotne oraz idące za nimi ustalenie wiarygodności i hierarchii wymaga doświadczenia, obycia i wiedzy. No ogólnie, dużego skilla.

    2. Krytyka- jest to proces w którym historyk bierze zebrany materiał pod lupę i stara się oddzielić ziarno od plew, czyli zbadać autentyczność działalności ludzkiej (źródła) które go interesują i które uznał za istotne.

    Autentyczność dzieła gra tutaj kluczową rolę. Historyk zadaje takie pytania jak: czy źródło jest tym czym się prezentuje? Czy jest wiarygodne? Jak ma się do toczonych wówczas sporów? Jakie są uprzedzenia i ograniczenia autora źródła? Jaki są okoliczności powstania źródła? Z jakich środków korzysta autor? Pytań jakie zadać musi historyk żeby dojść do czegoś sensownego jest oczywiście o wiele więcej.

    Jeśli chodzi o źródła archeologiczne, sztukę i architekturę to kluczowe jest osadzenie ich w kontekście czasów które nas interesują i społeczeństwa w jakim funkcjonowały. Do tego z kolei potrzebujemy ogólnej wiedzy o epoce.

    3. Synteza i przedstawienie- polega na zebraniu materiału i konkluzji wynikających z pracy ze źródłami i spójne ich opisanie, przy zadbaniu o to, żeby tworzone stwierdzenia miały swoje oparcie w źródłach poddanych krytyce.

    Zasadnicza różnica między metodami uprawiania historii a tymi stosowanymi w nauce polega na subiektywizmie. Zarówno naukowcy jak i historycy dochodzą do efektów swoich badań w sposób metodyczny i usystematyzowany. Historycy w o wiele większej mierze są jednak skazani na subiektywną ocenę efektów swojej pracy. I ten subiektywizm jest czymś co bardzo mocno odróżnia historię (i inne dyscypliny wiedzy oraz nauki społeczne) od nauki [też niedługo wrzucę kilka tekstów na ten temat].

    Dlatego historia nie polega wcale na określaniu tego co bezdyskusyjnie stało się w przeszłości. Jest to po prostu niemożliwe, poza suchymi faktami w stylu ”Adolf Hitler urodził się 20 kwietnia 1889 roku”. To co można ustalić ponad wszelką wątpliwość jest jednak mocno ograniczone.

    Jeśli chodzi o całą resztę to historycy starają się dać jak najlepszy, najprostszy, najbardziej zgodny z tym co wiemy o epoce, okolicznościach, ludziach, społeczeństwie i świecie oraz, last but not least, najbardziej prawdopodobny obraz zdarzeń. Innymi słowy starają się dać jak najlepsze wyjaśnienie dla zebranego materiału przy jak najmniejszej liczbie wstępnych założeń. Oznacza to, że zasada ekonomii myślenia, zwana również @Brzytwa_Ockhama jest kluczowa w analizie historycznej.

    Historyk zawsze powinien przedkładać najprostsze wyjaśnienie, biorące pod uwagę zgromadzone dowody, nad wszystkie inne.

    To z kolei prowadzi nas z powrotem do punktu od którego wyszliśmy, czyli historyczności Jezusa. O wiele prostszym i znajdującym lepsze odbicie w źródłach i naszej wiedzy jest wyjaśnienie, że chrześcijańskie pojmowanie Jezusa jest oparte na autentycznie istniejącej postaci, będącej [w ujęciu historycznym, sekularnym] kimś w rodzaju żydowskiego świętego męża/ proroka/ nauczyciela religijnego, który został zabity w okolicach 30 roku po narodzeniu Chrystusa [ehh, te błędy w datowaniu].

    Ludzie tymczasem podejmują inne próby mające tłumaczyć to zjawisko. Początków wierzeń w Jezusa doszukują się w przekonaniach hipotetycznie istniejącej żydowskiej sekty, która oddawała cześć pewnej czysto niebiańskiej istocie. Ich zdaniem w wyniku ewolucji wierzeń i historycznych przeinaczeń, ta rzekomo istniejąca niebiańska istota została niejako „uhistoryzowana” i tak powstał Chrystus.

    Problem polega na tym, że nie ma dobrych dowodów na istnienie sekty wyznającej tego typu przekonania. Brak również przekonywujących dowodów na to, że sekta taka zniknęła by bez najmniejszych, łatwych do prześledzenia tropów. Dlatego też cała hipoteza Mitycznego Jezusa jest odrzucana przez historyków- takie myślenie po prostu nie jest zgodne z zasadą ekonomii myślenia i wymusza na nas myślenie ad hoc i „a, co jeśli”.

    [Ważna uwaga: nikt nie mówi, że nie mogło tak być. Jasne, że mogło- my jednak nie mamy wiarygodnych źródeł wskazujących, że mogło. Bez tego ciężko w ogóle mówić o historii i ktoś może zapytać: “hej czemu nie uznać, że Jezus był wielbłądem, który ocalił grupę żydów ofiarując im swoje mleko jako kolację i ratując zagrażającego im gada? Potem mitologia poszła w ruch i zrobiła z niego zbawcę świata”.]

    Dlaczego ateiści (czasami) nie rozumieją historii?

    Ogarnięcie opisanego przed chwilą procesu analizy historycznej wymaga przygotowania [wiedzy], praktyki i w pewnym stopniu, umiejętności. Bez tego łatwo można skończyć z czymś co nieco przypomina analizę historyczną, ale kończy się totalnie wadliwymi [ja bym powiedział, że odjechanymi] wnioskami.

    Weźmy pierwszy krok, heurystykę. Spotkałem wielu ateistów którzy odrzucają historyczność Jezusa gdyż „brak wiarygodnych wzmianek o nim z jego czasów, a te które są to późniejsze pogłoski” albo „nie ma żadnych relacji naocznych świadków”. W skrócie- odrzucają wszystkie źródła traktujące o Jezusie gdyż nie pochodzą one dokładnie z czasów w których żył i\lub nie są dziełem naocznych świadków.

    [Pomijają przy tym fakt, że ewangelie, jakkolwiek niedoskonałe bo są tekstami religijnymi, powstały na bazie m.in. ustnych przekazów o Chrystusie].

    Problem polega na tym, że gdy zastosujemy tę samą zasadę do innych postaci historycznych z czasów przed nowożytnych to… okaże się, że musimy niemal całkowicie wyrzucić do kosza studiowanie historii świata przed XVI wiekiem. Tak się składa, że źródeł spełniających wspomniane przed chwilą kryteria nie ma prawie wcale dla czasów średniowiecza i starożytności. Jeśli chcemy być konsekwentni to musielibyśmy odrzucić niemal wszystkie z nich, a to jest totalnym absurdem.

    Tak na szybko- nie mamy żadnych źródeł spełniających w/w kryteria dla osób daleko znaczniejszych dla czasów w których żyli. I tak na przykład musielibyśmy powiedzieć „żegnajcie!” wszystkim pracom dotyczącym na przykład Hannibala. Zgodzicie się chyba, że wywarł on większy wpływ na świat w okresie swojego życia niż wiejski kaznodzieja Jezus [żeby nie było- ostatecznie to Jezus wywarł XXX razy większy wpływ na dzieje świata no, ale mówimy tutaj o wpływie za życia]?

    Bardzo podobne, podstawowe błędy są często udziałem ateistów w przypadku drugiego kroku czyli krytyki źródłowej. I tak na przykład internet i publikacje papierowe są zapchane ponurymi obrazami bestialstwa inkwizycji. Mamy całe książki wypełnione szczegółami na temat dzikich tortur i smutnych losów setek tysięcy niewinnych ofiar skazanych na stos przez bezlitosny kościół katolicki.

    Cały cymes polega na tym, że przed XX wiekiem powstało dużo literatury która totalnie pomijała krytykę źródłową i brała informacje zawarte w źródłach za pewnik. Było to szczególnie widoczne wśród autorów anglosaskich (to jest protestanckich). Źródła na których się opierali pochodziły głównie z XVI i XVII wieku i były paszkwilami pisanymi przez angielskich protestantów. Anglia znajdowała się wówczas w ostrym konflikcie z Hiszpanią na niemal każdym polu (politycznym, religijnym i ekonomicznym).

    Branie tego co pisali anglosascy/ protestanccy autorzy za wiarygodne bezkrytycznie i bez konfrontacji z innymi źródłami, jest nie najlepszym pomysłem. Zaowocowało mocno wykrzywionym obrazem. Na szczęście studia nad innymi źródłami, w tym nad archiwami samej inkwizycji, pomogły zrewidować ten obraz.
    W rezultacie wiemy, że 160 lat działania inkwizycji w Hiszpanii zostało okupione od 3 do 5 tysiącami egzekucji. Wbrew temu co pisali tacy geniusze jak Henry Charles Leas, którzy bezgranicznie ufali swoim źródłom, ofiar nie było kilkaset tysięcy. Ateiści przejęli te poglądy bo pasowały im do tezy, ale fakt jest taki, że są one mało historyczne.

    [Chyba, że uznamy, że inkwizytorzy i ramię świeckie domyślili się, że za X wieków ktoś zacznie szperać w archiwach dlatego postanowili je sfałszować. Godna podziwu zapobiegliwość].

    Wreszcie synteza i przedstawienie wymagają chociaż próby obiektywnego spojrzenia na sprawę. Osobnik analizujący źródła może mieć swoje własne, mocne przekonania na sprawę, co bardzo negatywnie wpływa na rzetelność i prowadzi do przedkładania prawdopodobnych wniosków zgodnych z jego światopoglądem nad inne, nieraz bardziej prawdopodobne. Co gorsza te przekonania mogą sprawić, że cały proces został przeprowadzony pod z góry założoną tezę i autor na dzień dobry wykluczył wszystko co mu do niej nie pasowało.

    Historycy dwoją się i troją żeby uniknąć tego typu rzeczy albo chociaż zminimalizować ich wpływ [przynajmniej powinni jeśli chcą być wydawani przez prestiżowe wydawnictwa i publikowani w dobrych periodykach]. Niestety, nie zawsze można to powiedzieć o osobach biorących aktywny udział w dyskusjach światopoglądowych [albo, co gorsza, internetowych gównoburzach].

    Zbyt często wielu ateistów przy okazji polemik dotyczących przeszłości selekcjonuje materiały tak aby wspierać swoją antyreligijną narrację. Jednocześnie pomijają albo lekceważą wszystko co może wskazywać, że nie było tak jak twierdzą albo, że kwestia jest bardziej złożona. Nie można tego traktować jako rzetelnego podejścia do historii- w zasadzie jest to propaganda której funkcją jest nawracanie na jedynie słuszne poglądy (zazwyczaj i tak jest skierowana do już nawróconych).

    Dobrym przykładem jest historia nauki. Do początków XX wieku popularne było przekonanie, że można ja streścić jako zmaganie racjonalnego postępu z religijną ciemnotą. Narracja wyglądała mniej więcej tak: przez wieki grupa oświeconych i myślących uczonych/ naukowców, motywowanych szlachetnymi pobudkami, chciała pchnąć ludzkość do przodu. Niestety przeszkadzała im w tym tępa tłuszcza sterowana przez głupców opętanych religijnymi urojeniami.
    W XX wieku, kiedy historia nauki na dobre się narodziła [jej początki sięgają XIX wieku], poglądy te zostały zrewidowane a conflict thesis [mniej więcej streszczona w akapicie wyżej] została w dużej mierze odrzucona. Wśród współczesnych historyków dominuje inne podejście. Jest ono bardziej zniuansowane, próbujące uwzględnić szerszy obraz i nieufne wobec wielkich narracji budowanych na kilku wątkach.

    Historycy skłaniają się do zdanie, że choć dochodziło do konfliktów, to rzadko można je ująć w proste ramy „ciemna religia vs oświecona nauka”. Ponadto były to raczej wyjątki, a nie reguła [nie wspominając już o tym jak głupie jest przenoszenie stosunków chrześcijaństwo- nauka na kategorię religia- nauka. Co z buddyzmem, tao, hinduizmem, bon, szinto i ich niezliczonymi odnogami/ nurtami?].

    Obiektywizm, Uprzedzenia i Historyczne Bajki

    My ateiści i wolnomyśliciele często nabijamy się z wierzących jako tych którzy nie myślą racjonalnie, nie są w stanie krytycznie podejść do tematu i mają tendencję do kurczowego trzymania się swoich idei nawet gdy dowody jednoznacznie wskazują, że jest inaczej. Niestety, o wiele łatwiej jest gadać o byciu racjonalistą i krytykować innych za przeciwną postawę, niż faktycznie być racjonalnym. Każdy ma swoje uprzedzenia i każdy podlega efektowi potwierdzenia- tendencji do faworyzowania informacji które potwierdzają nasze przekonania.

    Jest to po prostu wrodzona cecha i ciężko od niej uciec nawet gdy jesteśmy jej w pełni świadomi. To znaczy, że ateiści mogą zachowywać się dokładnie tak jak wierzący w przypadkach gdy chodzi o atrakcyjne dla nich idee. Często są gotowi przyjmować je bezkrytycznie, bronić przed dowodami albo przesłankami, że było albo mogło być inaczej. Ateiści tak samo lubią proste, pasujące im do tezy historie i przedkładają je nad bardziej szczegółowe, zniuansowane i skomplikowane, ale nie pasujące im do światopoglądu.

    Stąd bajka o średniowiecznym kościele nauczającym, że Ziemia jest płaska i bohaterskim Kolumbie, który płynąc do Ameryk udowodnił, że prymitywne biblijne przesądy są nieprawdziwe, ma się dobrze. Niestety- ma ona mało wspólnego z rzeczywistością. Jest naprawdę źle. Sam znam wielu inteligentnych i wyedukowanych ateistów, którzy jak katarynki powtarzają nieprawdziwe historie bez żadnej dozy krytycyzmu.

    Choćby tę o zacofanym kościele, rzucającym się Rejtanem na drodze postępowi. Co gorsza- gdy kontrowałem te błędne wyobrażenia przedstawiając dowody, na przykład na to, że katolicy epoki średniowiecza wiedzieli i nauczali, że Ziemia jest sferą, a mit Płaskiej Ziemi został wymyślony przez pisarza Washingtona Irvinga w 1828 roku, spotykałem się ze sprzeciwem i niechęcią do przyznania się do błędu.

    Pasujące do tezy baśnie, takie jak ta o chrześcijanach dewastujących Bibliotekę Aleksandryjską (nie zrobili tego) albo zabijających Hypatię ponieważ kochała ona naukę i wiedzę (też nieprawda) mają bardzo dużą siłę perswazji. Dlatego też wielu ateistów jest gotowych dać się pokroić żeby tylko nie przyznać, że opowieści te mają raczej mało wspólnego z rzeczywistością. Nawet gdy przedstawi im się dowody. Cóż religijni fundamentaliści nie mają wyłączności na bycie dogmatycznymi jeśli chodzi o wiarę w mity.

    Jednym z głównych celów historii jest zrozumienie czemu świat w którym żyjemy wygląda tak jak wygląda i co i dlaczego mogło mieć na to wpływ. Żeby miało to jednak jakikolwiek sens i było choć trochę możliwe to musimy co nieco wiedzieć o tym jak działa historia, jak ją badamy i jak używamy materiałów źródłowych.

    Jest jeszcze jeden warunek: na zebrany materiał musimy patrzeć najobiektywniej jak to możliwe. Podchodzenie do niego ze z góry założoną tezą nie da nam dobrych rezultatów. Ateiści którzy próbują instrumentalnie używać historii w swoich dyskusjach robią to źle i wyglądają na tak samo niedoinformowanych albo dogmatycznych jak fundamentaliści. I nie jest to przyjemny widok.

    Link do oryginalnego artykułu

    Link do starego bloga Tim’a

    Link do nowego bloga Tim’a

    PS. Tekst bez zwyczajowej korekty u @robson7, chciałem wrzucić jak najszybciej. Wyczaisz błąd? Zgłoś (pięknie proszę).

    PS.2 Jak ktoś ma jakieś zażalenia do tekstu co do zawartych w nim opisów i prezentacji to kierować je tutaj

    PS.3 Mam nadzieję, że nikt nie powiesi mnie za wstawki i brak wierności w tłumaczeniu

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa #ateizm #zainteresowania

    Tim O'Neill patrzący z niesmakiem na poziom świadomości historycznej wśród internetowych dyskutantów (koloryzowane)
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    •  

      @ja_nie_lubie: nie wiedziałem, że mamy taki zwrot w polskim :)

    •  

      @niedoszly_andrzej: dlatego ja głównie opieram się na błędach w argumencie moralnym czy też na teorii, że wszechświat musi mieć przyczynę, gdy dyskutuję z teistami. To, ze Jezus istniał jeszcze nie prowadzi do udowodnienia tego, że twierdzenia w Biblii o jego boskości są prawdziwe. Nie rozumiem potrzeby udowodnienia nieistnienia Jezusa, wystarczy sam fakt, że ciężko mówić o dowodach zmartwychwstania (a to podstawa wiary). Wiele innych argumentów całkowicie wystarcza by poddać w wątpliwość istnienie Boga chrześcijańskiego. Boga w ogóle to już inna sprawa. pokaż całość

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    #katolicyzm #chrzescijanstwo #bekazprawakow #bekazpodludzi #polityka #neuropa #4konserwy #polityka

    Takie tak typowe katolickie zgromadzenie "białej Europy" w Częstochowie na Jasnej Górze. Nawet na zdjęciu znajdziecie duszpasterza kiboli, dość znana postać w Gdańsku.
    Ja tylko przypomnę, że Hitler też odłam religii chrześcijańskiej zaadaptował na swoje potrzeby za przyzwoleniem jednego z kościołów. Czy zrobili to duchowni ze strachu czy z wyrachowania to i tak złamali podstawowe zasady chrześcijaństwa.
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #kiciochpyta #ateizm #agnostycyzm #katolicyzm

    Kiedy przestaliście chodzić do Kościoła?

    Co w waszym życiu było takim przełomowym momentem, że zaczęliście się zastanawiać, czy to w ogóle ma sens?

    U mnie to chyba końcówka podstawówki. Nie przekonywała mnie argumentacja osób, uczących religie w podbazie. Zadawałem pytania dotyczące poszczególnych fragmentów Biblii, a w szczególności starego testamentu. Rodzice trochę pod przymusem wysłali mnie potem do gimnazjum katolickiego i mimo początkowych oporów trafiłem na dość fajną grupę ludzi, z którymi do teraz utrzymuje stałe kontakty. Jednak podejście księży, a w szczególności księdza dyrektora nie zachęcała mnie do poszerzania wiary.

    Najbardziej czułem odrazę do religii, jak musiałem iść do spowiedzi. Starałem się unikać tego sakramentu jak diabeł wody święconej( ͡° ʖ̯ ͡°). Ostatni raz spowiadałem się tuż przed bierzmowaniem, a minęło już prawie 10 lat od tamtego momentu. Nie wyobrażam sobie w tym momencie, aby zrobić to znowu. Czułbym do siebie odrazę.

    Sporo moich rówieśników z tamtej szkoły również zrezygnowało z uczestnictwa w życiu KK. Na szczęście trafiłem na kobietę, która nie potrzebuje ślubu kościelnego (zobaczymy co powie za kilka lat :)).
    pokaż całość

    •  

      @Maliszak: Przestałem chodzić do kościoła w pierwszej klasie gimnazjum kiedy to chory wymysł parafii (przymus zbierania podpisów w książeczce do bierzmowania) sprawił, że straciłem wszelkie chęci na uczęszczanie na msze i odsunąłem się od wiary.

    •  

      @Maliszak jako dzieciak uczęszczalem na oazy, kościół od tamtej pory co niedzielę, do jakoś... Drugiej gimnazjum.
      Od dziecka uważalem czas w kościele za czas zmarnowany, ale czasem chodziłem sam z siebie, czasem kazali rodzice. Później(koora to było w 2010-11) wyszła beta minecrafta i wolałem cały wolny czas napierdalac z kolegami w tą gierkę xD
      Ale zainteresowałem się wierzeniami, byłem pewny, że nie może być tak, że osoby które urodziły się w innej części świata i nie miały okazji poznać Jezusa są skazani na potępienie. Tak samo z tymi ludźmi którzy żyli przed nim.
      Doszedłem do wniosku, że Bóg jest ale to żaden z tych które są dla człowieka znane. Później dowiedziałem się o agnostycyzmie ( ͡º ͜ʖ͡º)
      Na studiach liznalem dużo filozofii, byłem wręcz orłem, dysputy z doktorami filozofii to były moje ulubione zajęcia w całym pierwszym roku. Spostrzegalem wtedy ciekawe wnioski.

      Mama nie mogła tego przeżyć. Podczas jednej z rozmów pod tytułem "czemu ty do kościoła nie chodzisz" poplakala się, to jej wyjaśniłem jak to wszystko widzę, poczytalismy pismo Święte(mama raczej nie czytajaca, a jeśli już to bez refleksji) , pokazałem jej znane sprzeczności, pozadawalem filozoficzne pytania i... Jak machniecie czarodziejska różdżka, od tamtej pory zamilkła. Swojej wiary nie zmieni, i dobrze, ale przynajmniej rozumie mój punkt widzenia i szanuje go.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (116)

  •  

    Dobrze, że ta gówniana religia krytykująca materializm i konsumpcyjny styl życia powoli zdycha.

    #katolicyzm #bekazkatoli

    •  

      @Mannaz_Isaz_Raido_Kaunan_Othala: błagam Cię. Za dużo filmów się naoglądałeś.

    •  

      @lordus2: Nigdy nie można wykluczyć takiej możliwości.

      A wracając do Breivika... no siedzi to swoje "dożywocie" - maksymalnie 21 lat, ale ponieważ głosi, że jak wyjdzie, będzie dalej zabijał, można mu to przedłużyć w nieskończoność...

      pokaż spoiler I...?


      pokaż spoiler Żyje sobie komfortowo w trzech pokojach, żyje sobie za pieniądze innych, śmie narzekać, że ma tego wszystkiego za mało, i w imię "humanitaryzmu" jeszcze dają mu tego więcej... Kpiąc w żywe oczy z państwa, systemu i prawa, które go skazało.


      pokaż spoiler Nie, nie.
      Każde rozsądne europejskie państwo powinno mieć w swoim kodeksie karnym oprócz "standardowych" kar dożywocie w ciężkich, zdecydowanie "niehumanitarnych" warunkach (aby szybciej pozbyć się "lokatora" więzienia) oraz karę śmierci (dla beznadziejnych, niereformowalnych i niebezpiecznych dla otoczenia nawet w uwięzieniu przypadków - o ciężkich zbrodniarzach już nie wspominając.)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (28)

  •  

    W dzisiejszym odcinku pójdziemy tropem z poprzedniego i omówimy sobie mniej więcej relacje między wczesnym chrześcijaństwem, a „mądrością tego świata”. Mówiąc o tejże mądrości mamy na myśli antyczną filozofię, a termin ów był w czasach starożytnych o wiele bardziej pojemny niż dzisiaj.

    Był to efekt tego, że mianem filozofii określano nie tylko rozważania i spekulacje na temat „podstawowych problemów i idei” (dziękuje Pan wikipedia), ale także dociekania, które z perspektywy czasu nazwalibyśmy naukami przyrodniczymi, ścisłymi i społecznymi.

    Do tego filozofia przesiąknięta była mistycyzmem i wierzeniami, które dzisiaj uznalibyśmy za religijne. Pitagoras, znamy nam głównie jako matematyk był w świecie starożytnym postrzegany przede wszystkim jako mistyk. To znaczy filozof. To znaczy matematyka, mistyka i filozofia lądowały do wspólnej kategorii z napisem filozofia. Miejmy w pamięci, że używamy tutaj tego słowa w jego antycznym, a nie współczesnym znaczeniu.

    Z poprzedniego odcinka wiemy już, że Kelsos, a w raz z nim inni mieszkańcy cesarstwa, oskarżał chrześcijan o odrzucanie rozumowego dążenia do poznania prawdy i pogardę dla filozofii. Wielu wykształconych pogan widziało chrześcijan jako przygłupią tłuszczę, która chce wszystko zastąpić wiarą w Jezusa. Swoją drogą niektórzy podnoszą takie zarzuty po dziś dzień.

    Czy mieli rację? I tak i nie. Faktycznie, wśród niektórych wspólnot chrześcijańskich funkcjonowało przekonanie, że “mądrość tego świata” nie przynosi nic dobrego i że, objawienie zawarte w „świętych tekstach” wystarczy za całą wiedzę.

    Korzeni tego chrześcijańskiego antyintelektualizmu wielu dopatruje się w pawłowych listach i sformułowaniach typu „Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” czy „Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga”.

    Na całą sprawę należy również patrzeć w kontekście historycznym. Wiem, że wracamy do tego któryś raz, ale starożytność generalnie nie była epoką rozumu i nauki. To znaczy nikt nie zaprzecza osiągnięciom starożytnych, ale jeśli chodzi o całokształt, to wspólnoty starożytne były głęboko przesiąknięte irracjonalizmem, wiarą w magię i różnego rodzaju zabobony.

    Jak pisałem w którymś z komentarzy pod poprzednim odcinkiem - chrześcijanie nie przylecieli do Rzymu z kosmosu - byli Rzymianami (niekoniecznie obywatelami, ale mieszkańcami imperium). To, że wielu z nich było niewykształconych i przykładało większą wagę do guseł i czucia niż do „mędrca szkiełka i oka” to nie chrześcijańska inwencja, tylko norma społeczeństwa w którym żyli.

    Żeby się o tym przekonać wystarczy zobaczyć jakie zarzuty stawiała im szersza publika, a nie tak zwani mędrcy. Ludzi nie bolało to, że chrześcijanie nie zgadzają się z poglądami jakiegoś filozofa czy ich stosunek do filozofii jako takiej. Problemem była ich amoralność, ateizm, bezbożnictwo, czczenie głowy osła, paranie się magią, konszachty z czarownicami i współpraca z demonami. Przynajmniej tak myślało wielu prostych ludzi.

    Stosunek do filozofii i osiągnięć rozumu należy raczej rozpatrywać przy uwzględnieniu pochodzenia i pozycji społecznej. Chrześcijanie nie wywodzący się z elit społecznych i intelektualnych generalnie nie widzieli swojej nadziei w filozofii i wiedzy. Podobnie bowiem jak większość żyjących wówczas „prostych ludzi” nie mieli o niej pojęcia. Ciężko więc mówić o odrzuceniu czegokolwiek gdy ma się tego nie zna albo zna bardzo kiepsko.

    Jeśli chodzi o chrześcijan wywodzących się z bardziej świadomych i wyższych warstw (niekoniecznie mowa tu o arystokracji), to tutaj można wyróżnić wiele różnych podstaw w stosunku do dorobku filozofii i dziedzictwa niechrześcijańskich przodków oraz rozumu jako takiego.

    Część odrzucała filozofię i jej metody jako wywodzące się i związane z pogaństwem. I tutaj należy poczynić ważne zastrzeżenie - gdy autorzy wczesnochrześcijańscy piszą lekceważąco o „mądrości Greków”, to niekoniecznie znaczy, że odrzucają filozofię jako taką (rozumianą jako pogłębiona, rozumowa refleksja) tylko, że nisko cenią sobie greckie wierzenia. Jako się rzekło: filozofia była wówczas przesiąknięta mistycyzmem i wierzeniami religijnymi.

    Wracając jednak do różnic we wczesnochrześcijańskim podejściu do filozofii. Poza tymi, którzy całkiem ją odrzucali istnieli także tacy, którzy niekoniecznie mieli z nią problem, ale z racji wspomnianego przed chwilą związku między filozofią a wierzeniami, byli nieufni i mieli wiele obiekcji. Chcieli odrzucenia religijnych i mistycznych konotacji wywodzących się z innych wierzeń.

    Istnieli także tacy chrześcijanie, którzy uważali wręcz, że nie ma żadnego problemu, a filozofia jest tym co Grecy dostali od Boga w ramach przymierza. Innymi słowy Żydzi dostali Prawo, a Grecy filozofię. Wśród tych ostatnich, z biegiem czasu wykształcił się pogląd bardzo podobny do tego wyznawanego przez Kelsosa i innych medioplatoników - że rozum i rozważania jest jedną z dróg prowadzących do Boga. To jednak późniejsze dzieje.

    Jest jednak faktem, że w chrześcijaństwie od samego początku aż po dzień dzisiejszy jest wiele nurtów albo otwarcie odrzucających naukę (rozumianą jako owoc intelektualnych dociekań), albo mocno wobec niej nieufnych, postrzegających ją jako zagrożenie dla wiary. Tyle, że na drugim biegunie znajdują się grupy, które uważają dokładnie odwrotnie.

    Chrześcijańskie zapatrywanie się na rozum i owoce jego pracy to bardzo rozbudowany temat, ale tutaj (pobieżnie) przedstawimy sobie relację tylko między wczesnym chrześcijaństwem, a antyczną filozofią. Dla Greków z wyższych sfer (rozumianych tu jako ludzie wychowani w kulturze helleńskiej) filozofia i intelekt były bardzo ważne. Jeśli chrześcijaństwo miało na trwale zadomowić się w tym gronie, to po prostu nie mogło być zbiorem przesądów i prawd branych tylko na wiarę.

    Czasy o których mówimy, czyli II-IV wiek, to wbrew wcześniejszym poglądom, okres bardzo ożywionej działalności intelektualnej. Żyjący wówczas filozofowie (czyli także „naukowcy”), zarówno poganie jak i chrześcijanie, byli bardzo dobrze zaznajomieni z osiągnięciami klasycznej greckiej cywilizacji i potrafili również dołożyć się do jej osiągnięć.

    Przybliżmy sobie zatem świat ówczesnych elit. I tak, w procesie kształcenia najważniejsze były dwie rzeczy: retoryka i znajomość klasycznych tekstów. Retorykę należy w tym kontekście rozumieć jako sztukę prowadzenia sporu i konstruowania argumentów. Elity ceniły sobie dyskusję jako bardzo istotną w procesie wykuwania wiedzy i przekonań.

    Ważna była również znajomość klasycznych tekstów. Mówimy tutaj o społeczeństwach tradycyjnych, w których starożytność danej opinii była istotnym argumentem przemawiającym za jej słusznością. Wystarczy sięgnąć chociażby do Kelsosa i przypomnieć sobie jak zarzuca chrześcijanom, że ich poglądy to nowinki, które nie mogą się równać wiedzy Egipcjan, Greków czy ludów Bliskiego Wschodu.

    Jeśli chodzi o ścisłą elitę intelektualną i ludzi, którzy poświęcali życie, jak byśmy to dzisiaj nazwali, rozkminianiu, to przechodzili oni bardziej rygorystyczny trening. Wymagało to znalezienia szkoły filozoficznej (niekoniecznie budynku), gdzie grupka adeptów pobierała nauki od mistrza.

    Proces ten był ważny nie tylko dla formacji intelektualnej danego zawodnika, ale także jako okazja do nawiania przyjaźnie i kontaktów, które mógłby ułatwić późniejszą karierę. Mistrz, będący zazwyczaj osobą wpływową, polecał na przykład uczniów na wysokie stanowiska w administracji.

    Uczniowie studiowali filozofię po starożytnemu, czyli nie tylko teksty które dzisiaj nazwalibyśmy stricte filozoficznymi, ale także te, dotyczące geografii, historii, literatury, nauk przyrodniczych i matematyki. Od upadku cesarstwa na Zachodzie i kryzysu na Wschodzie w V wieku, świat musiał czekać aż do czasów pełnego średniowiecza (albo, jak twierdzi Freeman, do czasów Renesansu), żeby móc cieszyć się podobnym systemem i taką jego powszechnością.

    Większość mistrzów należała do jakiegoś nurtu filozoficznego i miała poglądy bardzo zbliżone do tych przewodnich. Platon i jego szkoła pozostawali najbardziej popularnymi. Centralną częścią jego poglądów był kontrast między zmiennym i niedoskonałym światem materialnym a idealnym i niezmiennym światem idei, znanych też jako formy.

    Nauka u mistrzów związanych z platonizmem zaczynała się od logiki i matematyki, które ich zdaniem były niezbędne aby zmierzyć się z wyzwaniem zrozumienia i poznania form. I tak na przykład rozważając wszelakie formy odwagi w świecie, człowiek mógł z czasem spróbować zrozumieć czym jest odwaga jako Forma, czyli odwaga sama w sobie.

    W myśl poglądów platońskich idealne formy egzystowały w świecie idei, a ich przejawy w świecie materialnym były tylko niedoskonałymi odbiciami. Formy, podobnie jak całe istnienie, można ustawić w hierarchicznym porządku. Z tego też powodu zakładano istnienie Najwyższej Formy, jako (jakkolwiek głupio to brzmi) najbardziej idealnego ideału, zawierającego w sobie wszystko to co dobre.

    W czasach o których mówimy idea Najwyższej Formy miała już dodatkowe konotacje i wiele osób zaczęło ją utożsamiać z bogiem, ale nie takim jak Zeus czy inny olimpijczyk - Bogiem przez wielkie „B”, najwyższym bytem we wszechświecie. Bóg zaś miał komunikować się ze światem materialnym za pomocą pośredników (niższych form), które z kolei człowiek może zrozumieć za pomocą rozumu.

    Oczywiście spłycamy tutaj mocno platonizm, ale nie ma innej drogi jeśli chcemy przybliżyć ten system w nie więcej niż kilku krótkich akapitach. Z biegiem czasu opracowany przez Platona system ewoluował i dlatego w II wieku mówi się zazwyczaj o medioplatonizmie.

    Rozróżnienie to ma podkreślać różnice między ideami z II wieku, a oryginalnymi pomysłami Platona. Większość medioplatoników uważała, że o ile niemożliwe jest zrozumienie Najwyższego Bytu, to człowiek może spekulować czym jest, a czym nie. Może też rozważać relację, jaka łączy go z Bogiem i w ten sposób nawiązać z nim indywidualny stosunek.

    Zdaniem medioplatoników Bóg był wiecznym i absolutnie doskonałym stwórcą, który ciągle znajdował się w procesie stwarzania. Medioplatonicy wierzyli, że ostatecznym celem całego stworzenia jest osiągnięcie perfekcji takiej, jak jego autor. Postęp zaś jest możliwy dzięki myśleniu i rozważaniu, a Bóg wspiera ludzi za pomocą pośredników, którzy inspirują.

    Generalnie medioplatonizm był bardziej mistyczny niż oryginalny system, z którego się wywodził. Medioplatonicy z większą nieufnością patrzyli na pokusy związane z materią. Byli zdania, że odciągają one człowieka od rozważań i myślenia przybliżającego go do Najwyższego Bytu. Dbałość o obyczaje szła w parze z filozofią.

    Inna szkoła związana była z systemem stworzonym przez Arystotelesa. Był on uczniem Platona i w początkowym okresie pozostawał pod jego wpływami, ale z czasem rozwinął swoją filozofię w innym kierunku. Odrzucał istnienie Form, które można zrozumieć poprzez rozważania.

    Jego zdaniem kluczem do poznania była pieczołowita obserwacja tego co występuje w świecie materialnym. Wiedza powinna wynikać z nagromadzenia sprawdzanych empirycznie faktów i refleksji nad nimi. Arystoteles praktykował to co głosił i prowadził własne, jakbyśmy to dzisiaj nazwali, prace badawcze. Z tego tytułu jest uważany za ojca biologii i zoologii. Zasłynął także jako logik.

    Arystoteles uważał także, że wszystko co żyje podlega zmianom. Jego zdaniem każda żyjąca istota dąży do osiągnięcia najwyższego dla niej stadium. Najwyższy stan dostępny dla człowieka określał eudajmonią. Dosłownie tłumaczy się ją jako szczęście albo dobrobyt, ale proponuje się także określenie „rozkwit człowieka”, jako tłumaczenie lepiej oddające sens pojęcia.

    W myśl założeń Arystotelesa wszystkie zjawiska istnieją w świecie, którego najwyższy byt, Nieruchomy Poruszyciel sprawia, że cały kosmos działa jak należy, utrzymując go w harmonii. Zdolność do kontemplacji i doceniania całego stworzenia i harmonii, która je wypełnia, jest, według Arystotelesa, najwyższym stadium eudajmonii.

    Arystoteles był mniej popularny niż Platon z kilku powodów. Po pierwsze jego dzieła były pisane bardzo trudnym do zrozumienia językiem. Ponadto często nie były to żadne dzieła, a raczej zapiski i szkice. Rozumienie ich bez komentarzy bardziej doświadczonych i oczytanych ludzi było ciężkie. W dodatku nacisk jaki kładł na empirię i logikę wyprzedzał jego epokę. Grecka miłość do spekulacji i hipotez brała póki co górę nad metodycznym, żmudnym badaniem i sortowaniem obserwowalnych faktów.

    Kolejnym wpływowym nurtem był stoicyzm. Odłamów było wiele, ale generalnie stoicy uważali, że wszystko co istnieje jest materią i jest ze sobą ściśle powiązane w wielkim cyklu zmiany, narodzin, rozwoju i śmierci. Siłą, która napędza świat jest pneuma, żywioł utożsamiany z logosem. Ludzka dusza jest również ożywiona dzięki pneumie (możliwe, że stąd wywodziła się gnostycka idea „boskiej cząstki” uwięzionej w człowieku).

    Stoicyzm przechodził różne koleje losu i potrafił adaptować się do coraz to nowych wyzwań i idei. Stoicy cieszyli się opinią filozofów nie uciekających od trudnych pytań. System ten wywarł duży wpływ na cesarstwo, a cesarz Marek Aureliusz jest powszechnie znany z bycia jego zwolennikiem.

    Najstarszym nurtem, który można określić jako znaczący, byli pitagorejczycy. Były to bardzo mistyczne grupy, same przedstawiające się jako spadkobiercy ich mistrza i depozytariusza prawd o świecie, które odkrył i wyjawił. Pitagoras żył w VI wieku przed Chrystusem. Pochodził on z Azji Mniejszej, ale znaczną część życia spędził w Wielkiej Grecji, gdzie zdobył zwolenników dla swoich poglądów.

    Oprócz tego istniało wiele pomniejszych nurtów i szkół, będących często oryginalnym efektem miksu poglądów wielkich mistrzów, lokalnej tradycji i inwencji mniej znanych myślicieli. Znajomość klasyków i trening filozoficzny były nieodzowną częścią paidei, dobrego wychowania niezbędnego do bycia człowiekiem „na poziomie”.

    Mimo, że może brzmieć to dziwnie, część rzeczonych ludzi „na poziomie” bardzo szybko zaczęła interesować się chrześcijaństwem (pamiętacie Apollosa, o którym mówiliśmy przy okazji odcinka traktującego o Pawle?). Wydaje się jednak, że na szerszą skalę zaczęło dziać się to dopiero w II wieku.

    Jednym z takich przypadków był wspominany już wcześniej Tacjan, autor „Diatessaronu”. W swojej „Mowie do Greków” pisał wprost, że jest “tym, który myśli jak barbarzyńcy, urodził się na ziemiach Asyryjczyków, studiował waszą wiedzę [filozofia] a później tę, którą teraz wyznaje [chrześcijaństwo]”.

    Tacjan przedstawia się zatem jako osoba wyedukowana w klasycznej wiedzy, ale uważa, że chrześcijaństwo jest nadrzędne. Dalej w tekście wyjaśnia, że chrześcijaństwo bardziej do niego przemawia, gdyż chrześcijanie postępują lepiej niż filozofowie. Nie podoba mu się zwłaszcza, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, „klasizm” (pamiętacie Kelsosa?).

    Mamy tutaj przykład chrześcijanina, który choć poznaje „greckie mądrości”, to przedkłada nad nie objawioną prawdę swojej nowej religii. Nie poprzestaje jednak na tym i stara się wykazać wyższość swojej prawdy, mówiąc iż filozofowie ciągle się między sobą kłócą, a chrześcijanie zgodnie czczą Najwyższego Boga (tak jakby chrześcijanie nie prowadzili niekończących się dysput w co i jak wierzyć).

    Inne podejście przedstawia inny wykształcony chrześcijanin, Justyn Męczennik. Opisuje swoje życie sprzed nawrócenia, jako ciągłe poszukiwanie i studiowanie osiągnięć różnych szkół filozoficznych. Żadna jednak do niego nie przemawiała, nie widział czegoś, co do końca odpowiadałoby na trapiące go pytania.

    Sytuacja ta trwała dopóki pewien „mądry starzec” nie przedstawił mu chrześcijańskiego nauczania. Justyn dostrzegł w nim zwieńczenie dążeń greckich filozofów. Innymi słowy przedstawiał on wiedzę pogan jako w dużej mierze dobrą i prawdziwą i uważał, że Bóg w jakiś sposób pozwolił dojść do niej Grekom.

    Widać tutaj nawiązanie do motywu, który występował już wcześniej u Filona, a który omówiliśmy w tekście poświęconym Listowi do Hebrajczyków. Filon zasadniczo uważał, ze Bóg objawił prawdę i dał narzędzia do jej poznawania wszystkim nacjom, tyle że Żydzi najlepiej ją pojęli i przechowali. Stąd jego słynne „Kim jest Platon jeśli nie Mojżeszem mówiącym po grecku?”.

    Justyn zamieniał tylko żydów na chrześcijan i uważał, że misja Chrystusa przyczyniła się do poszerzenia wiedzy i świadomości ludzi. Posunął się nawet do twierdzenia, że ci spośród pogan, którzy szukali prawdy (czyli byli natchnięci przez logos) to tak naprawdę „honorowi chrześcijanie”. I tak na przykład, chrześcijaninem był dla Justyna Sokrates. Freeman uważa, że tego typu poglądy otworzyły drogę do asymilacji znacznej części przedchrześcijańskiego dziedzictwa w ramach nowej religii, która z czasem zaczęła wyznaczać porządek rzeczy.

    Z poprzedniego odcinka wiemy już o podejściu Orygenesa, który w ramach odpowiedzi Kelsosowi pisał, że chrześcijanie wcale nie odrzucają dziedzictwa starożytnych, nie zgadzają się jednak z jego całością, a rozumowe rozważanie wiary i jej prawd jest jak najbardziej mile widziane.

    Dlaczego o nim wspominam? Robię to, ponieważ w podobnym duchu wypowiadali się inni wykształceni chrześcijanie z Aleksandrii. Wielu badaczy przypisuje to tradycji wspominanego przed chwilą Filona, którego twórczość była poświęcona próbie połączenia helleńskiej myśli z religią i tradycją żydowską.

    Weźmy na przykład Klemensa Aleksandryjskiego, Ojca Kościoła. Outler uważa wręcz, że był on najbardziej zanurzony w greckiej filozofii ze wszystkich autorów wczesnochrześcijańskich. Urodził się w Atenach, w pogańskiej rodzinie. Miasto to wciąż było ważnym centrum intelektualnym starożytnego świata. Prym wiodła jednak Aleksandria, do której Klemens ostatecznie wyemigrował, szukając odpowiedzi na trapiące go pytania.

    Prace Klemensa ukazują bardzo dużą wiedzę na temat tradycji, literatury i filozofii helleńskiej. Jego krytyka religii pogańskich jest w bardzo dużym stopniu oparta o poglądy medioplatoników. Twierdził, że ci, którzy żyli przed objawieniem Chrystusa, ale starali się poznać bożą prawdę mogą być uznani za „honorowych chrześcijan”.

    Zdaniem Klemensa kimś takim był na przykład Platon. Klemens pisał wprost: „ [filozofia] jest jakby wstępem dla tych, którzy żyli przed Chrystusem” i „możemy powiedzieć, że została [filozofia] dana Grekom dla tego celu; filozofia jest dla nich bowiem tym, czym Prawo dla Żydów - nauczycielem mającym doprowadzić ich do Chrystusa”.

    W myśl tych poglądów objawienie Chrystusa było nie tylko wypełnieniem Prawa, ale i czymś co miało rozwinąć filozofię grecką. Zdaniem Klemensa, Chrystus był czymś co zamienia tlącą się w filozofii iskierkę prawdy w płomień. Uważał, że studiowanie filozofii powinno być niezbędną częścią chrześcijańskiej edukacji.

    Zdaniem Klemensa wiara była czymś co rozbudzało umysł i umożliwiało rozumowanie i trzeźwy osąd. Freeman twierdzi, że poglądy Klemensa na relację wiary z rozumem i poznaniem można streścić w następujący sposób - gdy masz już rdzeń w postaci wiary, możesz iść dalej i poznawać prawdę za pomocą logiki lub duchowego oświecenia.

    Bardzo ważnym elementem teologii Klemensa był obowiązek pracy nad rozwinięciem cnoty, będącej ostatecznym wyrazem Boga. Podlegać mu mieli wszyscy ochrzczeni. Natura tej cnoty, była jego zdaniem możliwa do poznania rozumem. Czuć Platona? Różnica była jednak taka, że metaforą świetlistej prawdy było u Platona słońce, a u Klemensa - Chrystus.

    Podsumowując - wiara potrzebuje rozumu aby iść dalej przez świat i osiągać kolejne stopnie rozwoju duchowego na ścieżce do zbawienia. Klemens twierdził, że Chrystus dał wzorzec postępowania i chrześcijanie powinni starać się go naśladować w swoim życiu.

    Ciekawe są jego poglądy na inne kwestie. Jeśli chodzi o cielesność, to Klemens nie był surowy i uważał, że jak najbardziej należy (jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli) „szanować się”, ale w żaden sposób nie potępiał on ani nie przedstawiał ciała i jego potrzeb jako czegoś obrzydliwego i grzesznego.

    Potępiał za to „dobrowolnych męczenników” czyli ludzi, którzy wiedząc o prześladowaniach sami wystawiali się na widok prześladowców. Uważał, że nie są oni prawdziwymi męczennikami i są współodpowiedzialni za swoją śmierć, gdyż nie szukali aktywnie schronienia i ratunku.

    Jeśli chodzi o wpływ platonizmu i jego relację z chrześcijaństwem, to bardzo podobne poglądy miał Euzebiusz z Cezarei, ojciec historii kościelnej. Był również głęboko zanurzony w tej szkole filozofii. W „Praeparatio evangelica” znajduje się mnóstwo odniesień do poglądów Platona i dzieł medioplatońskich.

    Ok, to zobaczmy jak wyglądał przeciwny biegun. Wspominaliśmy już wcześniej o Tacjanie, jednak o wiele żarliwszym oponentem „mądrości tego świata” był Tertulian. Bardzo mało wiadomo o tym wczesnochrześcijańskim pisarzu. Urodził się w Afryce w okolicach 160 roku i spędził większość życia w Kartaginie. Pochodził z rodziny rzymskiego centuriona, a na chrześcijaństwo nawrócił się jako dorosły.

    Swoją działalność pisarską rozpoczął pod koniec II wieku. Na początku III jego poglądy teologiczne zaczęły bardzo mocno zbiegać się z tymi głoszonymi przez montanistów. Według przekazów zmarł w zaawansowanym wieku, być może dożył nawet osiemdziesiątki. Jest znany jako twórca wielu terminów używanych dzisiaj w teologii i filozofii (ze wskazaniem na tę pierwszą dyscyplinę - np. pojęcie Trójcy po łacinie).

    Jego podejście można streścić w jego słowach: „wierzę ponieważ to absurd”- Tertulian przedkładał wiarę w objawienie nad rozumowe dociekania. Dodatkowo oskarżał filozofię o tworzenie herezji. To właśnie w helleńskim spojrzeniu na świat dopatrywał się źródeł herezji takich jak na przykład gnostycyzm. Jego zdaniem dla każdej herezji istniejącej w ramach chrześcijaństwa można wskazać szkołę filozoficzną będącą jej źródłem.

    I tak np. poglądy Walentyniana o eonach, były żywcem wyjęte z platońskiej nauki o pośrednikach między Bogiem a ludźmi. Marcjon zaś miał, według niego, zaczerpnąć swoją idee Najwyższego Boga i pomniejszego demiurga od stoików. Heretycy, którzy głosili śmierć duszy mieli wywieść swoje poglądy od Epikurejczyków. Wszystkich filozofów oskarżał o zaprzeczanie zmartwychwstaniu ciała, w które bardzo głęboko wierzył i którego z zacięciem bronił przed zwolennikami innych poglądów.

    Kolejnym cytatem, którym można podsumować jego nastawienie do filozofii i jej metod jest: „Co mają wspólnego Ateny z Jerozolimą? Jaka zgodność jest między Akademią Platona a Kościołem? Jaka między chrześcijanami a heretykami? … Przecz ze wszystkimi próbami chrześcijaństwa wymieszanego ze stoikami, platonikami i dialektyką! Nie chcemy żadnych dyskusji po tym jak posiedliśmy Jezusa Chrystusa…”.

    Żadne z podejść, które tu opisaliśmy i pokazaliśmy na przykładach, ostatecznie nie zwyciężyło innych. Przez całą historię chrześcijaństwa kotłowały się one i rozpychały, raz górę brało jedne, raz drugie, innym razem jakieś jeszcze inne. Po dziś dzień wśród chrześcijańskich wyznań istnieje całe spektrum poglądów dotyczących związków wiary z rozumowymi rozważaniami i „mądrością tego świata”, którą dzisiaj nazywamy nauką.

    Na szczęście (albo i nie, zależy z jakiej perspektywy patrzeć) obóz postrzegający dziedzictwo przedchrześcijańskich pokoleń jako wartościowe, okazał się na tyle silny, że z powodzeniem włączył znaczną część minionego dziedzictwa w chrześcijaństwo i jego rodzącą się wówczas teologię.

    Było to o tyle prostsze, że wśród wyedukowanych współczesnych chrześcijanom pogan, popularność zdobywała koncepcja Najwyższego Bóstwa. Jej różne odbicia i interpretacje widać w Najwyższym Bycie medioplatonizmu, Nieruchomym Poruszycielu Arystotelesa czy stoickiej pneumie. Szlaki przetarł także Filon, a po nim Justyn Męczennik.

    Oprócz wspominanego już logosu, dla chrześcijan atrakcyjny był koncept stworzenia przedstawiony przez Platona w Timajosie. Jego poglądy na temat istnienia stwórcy, wielkiego architekta, zbiegły się z wierzeniami w Stwórcę. Opis stworzenia jako czegoś z gruntu dobrego również pasował.

    Justyn Męczennik pisał nawet, że chrześcijanie są prześladowani za swoje wierzenia mimo, że ich wiara nie różni się wiele od platoników. Dlaczego zatem jedna grupa jest prześladowana, a druga nie?

    Chrześcijańska teologia zawdzięcza wiele platonikom także w kwestii poglądów związanych z duszą. Platon pisał, że dusza istniała przed wcieleniem i jest „boską iskrą” w człowieku. Uważał także, że dusza może się ćwiczyć w trakcie życia i wchodzić niejako na „wyższy poziom”. Chrześcijanie odczytywali to jako drogę do połączenia duszy z Bogiem w Niebie.

    Kolejnym punktem, w którym chrześcijańskie poglądy spotykały się z platońskimi była nauka o pośrednikach i logosie. Nie będziemy wchodzić w szczegóły bo było to omawiane przy okazji Filona i listu do Hebrajczyków. Dość powiedzieć, że chrześcijanie zreinterpretowali idee logosu jako Chrystusa.

    Inni pośrednicy, o których wspominał Platon, zostali utożsamieni z Duchem Świętym i aniołami. Chrześcijanie wierzyli, że Bóg nadal działa na świecie poprzez Ducha i wykorzystuje anioły do przekazywania swojej woli, tak jak zrobił to z Gabrielem i Maryją.

    Pozostawała drażliwa kwestia stosunków między tymi pośrednikami a Bogiem. Wydaje się, że aż do początków IV wieku wśród chrześcijan (przynajmniej tych żyjących na terenie cesarstwa) dominowały różne formy subordynacjonizmu. Jego zwolennicy wierzyli, że choć Chrystus i Duch są w jakiś sposób „boscy” to są podporządkowani Bogu Ojcu i niejako „stoją niżej w hierarchii”.

    Odmian tego poglądu było wiele, a jego zwolennikami byli (przynajmniej tak się odczytuje ich dzieła) nie jacyś tam marginalizowani heretycy, ale takie tuzy jak Klemens Rzymski, Ignacy Antiocheński, Justyn Męczennik, Tertulian czy papież Dionizy. Subordynacjonizm widać także w wielu apokryficznych (ale ważnych dla wczesnych wspólnot) dziełach, takich jak „Didache”.

    Spory o stosunki między osobami Trójcy i relację z grecką filozofią były tylko wierzchołkami góry lodowej. W obrębie chrześcijaństwa kotłowało się mnóstwo poglądów i sposobów patrzenia na świat. Póki co, mogły one koegzystować, gdyż nie było jeszcze sposobu na wypracowanie szeroko akceptowalnego konsensusu.

    Zresztą nawet gdyby dało się go wypracować, to wciąż nie było możliwości narzucenia go wszystkim zainteresowanym (niezainteresowanym tym bardziej). Możliwości zawarcia zarówno konsensusu jak i narzucenia go powoli zaczęły się jednak pojawiać począwszy od IV wieku.

    I temu niedługo się przyjrzymy. Wcześniej jednak wypadałoby napisać co nieco na temat nawróceń i działalności misjonarskiej.

    PS. Mam nadzieję, że nie ma miliarda błędów. Wielkie dzięki za pomoc dla @robson7 . W razie jakby jednak były (jakiekolwiek) proszę o zgłaszanie

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa #ateizm #zainteresowania

    Ilustracja przedstawiająca Klemensa Aleksandryjskiego
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj ważny test dla PiSu. Mam nadzieję że poprą zakaz zabijania dzieci ze względu na potencjalną chorobę.
    W smutnym kraju żyjemy gdzie zwolennicy walki o "wolność" (ObywateleRP) są za tym żeby wolność dzieciom odbierać.
    Jeszcze smutniejsze jest to że lewica chce przepchać ludobójcze praktyki zabijania dzieci na życzenie.
    Proszę o modlitwę za wszystkie dzieci których życie jest zagrożone ze względu na czyjeś chore poglądy.
    W tym wpisie jest cenzura więc zwolenników zabijania dzieci uprasza się o omijanie.
    #mikromodlitwa #katolicyzm #4konserwy #nacjonalizm
    pokaż całość

  •  

    Wczoraj został wyburzony kościół St. Lambertus w Immerath. Świątynia pochodzi z XII wieku.Kościół został sprzedany koncernowi energetycznymu.Cala wioska została już wcześniej przeniesiona w inne miejsce.W miejscu świątyni i wioski będzie wydobywany węgiel brunatny.
    Co ciekawe, przeciwko wyburzeniu kościoła protestowali aktywiści z Greenpeace.

    #ciekawostkizniemiec mój tag o Niemczech

    http://www.zeit.de/gesellschaft/zeitgeschehen/2018-01/erkelenz-immerather-dom-abriss-greenpeace-protest-braunkohletagebau

    #religia #katolicyzm #4konserwy #wegiel #energetyka
    pokaż całość

  •  

    #kosciol #katolicyzm #ateizm #oswiadczenie

    20 lat byłem katolikiem, zawsze mnie szlag trafiał od tego klękania na mszach czy innych uroczystościach. Niestety mam krzywe kolana i jest to dla mnie nad wyraz bolesne. Rzuciłem wiarę (nie tak od razu) bo okazało się, że zawsze ona była słaba i teraz jestem szczęśliwy - współczuję ludziom, którzy dostają sraki ze strachu "co powie rodzina" i całe życie do usranej śmierci robią to czego robić nie chcą. Także apeluję o ogarnięcie się - nie chcesz to nikt Cię do wiary nie zmusza, odejdź z Kościoła i nie rób wstydu tym co naprawdę, szczerze wierzą. Będę to powtarza jak mantrę. pokaż całość

    źródło: so_good.jpg

  •  

    Papież Paweł VI ogląda transmisję z lądowania misji Apollo 11 na Kieżycu, 20 Lipca 1969
    #vaticanoarchive #nasa #esa #apollo11 #ksiezyc #katolicyzm

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #religia #zalesie #katolicyzm #patriotyzm #ateizm
    Kurdebele, jak patrzę na niemal 10% spadek liczby uczęszczających na Msze, to się dziwię, że tak wolno spada.
    Idę dziś na spotkanie z Jezusem, może na ciekawą naukę na kazaniu, a wychodzę tak wkurwiony, że nie jestem się w stanie uspokoić.
    Mamy uroczystość Objawienia Pańskiego. Można powiedzieć tyle pięknych kazań - o początku działalności, o poddaństwu Jezusa Bogu Ojcu, można nawet o słowach "Oto mój Syn umiłowany", o tym ilu z nas słyszało je od ojców i ilu powtarza je dzieciom. A o czym było?
    Najpierw dwa zdania o Papieżu (JP2 oczywiście, potem już nie było papieży) iiiii szybciutki przeskok na Polskę! A stąd już jazda - ukrzywdzony naród wybrany, Polska najbardziej ukochana, Powstanie Warszawskie, Baczyński przedmurze chrześcijaństwa, że Pan Jezus ma koronę z orzełkiem #pdk, że wszyscy jesteśmy Polakami i mamy Obowiązki Polskie Oczywiście wiersze, wierszyki, skończyliśmy wierszykiem "Kto ty jesteś" więc kazanie zakończyły słowa "A w co wierzysz? W Polskę wierzę!"
    Oczywiście zaraz po kazaniu mamy wyznanie wiary: "Wierzę w Boga..." więc było ultra śmiesznie i nawet się cieszę, że zostałem, bo chciałem wyjść w trakcie.
    Jak dalej tak będzie, zamiast kazania będzie TVPiS i propaganda i nierozerwalny związek Kościoła z Państwem i Narodem to wierni będą szybciutko odchodzić, a zostający przestaną wierzyć w Boga a zaczną w Państwo. Nie każdy w kościele ani Kościele musi być Polakiem i na takim ścisłym związaniu Kościół tylko straci. Ciekawe tylko, czy obudzimy się zanim dorównamy do 10% poziomu communicantes jak w Niemczech, czy może wcześniej.
    Będziemy jeszcze gorzko płakać, jak kościoły będą wyprzedawane na burdele i skateparki. Pewnie jeszcze nie w tej dekadzie, ale może już w następnej. I wtedy trzeba będzie głosić Boga, żeby mieć co jeść i gdzie mieszkać.
    pokaż całość

  •  

    Kto był dziś w kościele ten plusuje.
    #mapporn #mapy #katolicyzm

    pokaż spoiler PS. Co to środkowe pomorze?

  •  

    Dziś prawosławne Boże Narodzenie.

    Zdajemy sobie sprawę z ogromu miłości Boga do nas? Z Jego pragnienia bycia blisko z każdym i dla każdego? Że został jednym z nas Ten, Który jest nieosiągalny i niepoznawalny w Swej Istocie, nieobjęty i niedościgniony, Który stworzył wszechświat, fizykę, logikę, aniołów, świadomość i piękno, wszystko dobre co znamy i nie znamy? Chwała Bogu za wszystko!

    Zapraszam do przesłuchania prawosławnego, bożonarodzeniowego chorału XVI- XVII ww.

    https://predanie.ru/muzhskoy-hor-izdatelskogo-otdela-moskovskoy-patriarhii-drevnerusskiy-raspev/rozhdestvo-hristovo-monastyrskie-raspevy-xvi-xvii-vekov/slushat/

    #prawoslawie #cerkiew #chrzescijanstwo #wiara #religia #filozofia #katolicyzm #teologia #polska #rosja #grecja #bizancjum #kresy #bialorus #ukraina #swiat #historia #4konserwy #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki
    pokaż całość

    •  

      @ajron_men:
      Nie ma to dla zbawienia żadnego znaczenia. Ważne jest, że Bóg stał się człowiekiem. Jeśli Cerkiew ustanowi nową datę np. w czerwcu lub w ogóle jakieś nowe święto powstanie, to znaczy, że jest taka potrzeba i Bóg tak chce. Kiedyś każda cerkiew/parafia w Konstantynopolu miała różne święta i różne ich daty. I co? Nic! Ważne jest natomiast, że wyznaję wiarę apostołów, nie jestem przeklętym przez Boga heretykiem, żydem, mohametaninem czy innym poganinem. Że jestem ochrzczony, walczę, na ile umiem, z namiętnościami i grzechem oraz żyję aktywnie tajemnicami (sakramentami) Cerkwi. pokaż całość

    •  

      @orthodox: czyli ludzkie tradycje ważniejsze od Słowa Bożego.

      A jeśli cerkiew (skąd w ogóle została wzięta ta nazwa?) zadecyduje, że Przykazania Boże przestają być ważne i można kłaniać się i koronować obrazy i ikony, a zachowanie szabatu nie jest już ważne, to też pójdziesz za cerkwią czy za Słowem Bożym?

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Trzej magowie

    Śledztwo historyczne

    Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się w Jerozolimie w VIII wieku przed naszą erą. Nasi starzy znajomi - Żydzi mają problemy, od północy grozi im zagłada z powodów państwa asyryjskiego. Na dworze królów, którzy nie będą nas dużo interesować, kręcą się dwaj rodzaje doradców którzy w przyszłości będą nazwani - fałszywymi prorokami i prorokami. W gruncie rzeczy, nie umniejszając mocy nazewnictwa Kościoła Katolickiego, fałszywi prorocy to po prostu łasi na pieniądze doradcy którzy powiedzą wszystko królowi jak on zapragnie. W przeciwieństwie do nich działają prawdziwy prorocy, doradcy którzy nie tylko zapowiadają upadek moralny Izraela, ale także jego upadek polityczny. Musimy pamiętać, że zawsze kiedy Żydzi odwracali się od swojego Boga dostawali srogie baty od różnych przeciwników.

    No, ale Panie Ockham - ktoś napisze z bruzdą na czole - jak się ma to do Trzech Królów lub Magów? Zasadne pytanie na które trzeba szybko odpowiedzieć. Magowie ze Wschodu - ponieważ tak powinniśmy ich określać pochodzą najpewniej z terenów Perskich lub Mezopotamskich i są uczeni w piśmie tj. są elitą intelektualną która czyta, pisze, myśli i rządzi. W ustępie Mateusza są oni przedstawieni jako wiedzący. Ale w gruncie rzeczy co oznacza, że są wiedzący? Co wiedzą?

    Magowie i Jezus urodzili się 700 lat po problemach Żydów z Asyryjczykami. Jednakże w VIII wieku stało się coś co uderza w każdy trochę rozsądniejszy umysł - prorocy, prawdziwi nie podrabiani, napisali, że w Betlejem (Micheasz) i z rodu Dawidowego (Izajasz) narodzi się mężczyzna mającym władzę nad całą Ziemią która też będzie rządziła Izraelem. Nie potrzeba tu wiary bowiem wiara nie ma nic do czytania.

    Dlatego też jeśli chcemy zrozumieć jak to możliwe, że chrześcijaństwo tak szybko się rozwijało musimy ogarnąć jego stosunek do państwowości. Dla Żydów bowiem Mesjasz miał sprawować władzę polityczną, nie intelektualno-etyczną więc Jezus był dla nich kimś niezrozumianym - Moje królestwo nie jest z tego świata. Ci z żydów którzy zrozumieli jego koncepcje (jak Paweł) byli najsilniejszymi jego orędownikami. Państwo umysłowe stało się później potężniejsze niż Państwo administracyjne i Jezus zrobił nam wspaniałą rewolucję - to nie państwo kreuje koncepcje intelektualno-etyczne jak to było w każdym państwie starożytnym (oprócz szlachetnych Ateńczyków) ale koncepcje intelektualno-etyczne tworzą nam państwo.

    Przejdźmy więc bezpośrednio do opisu podróży Medrców (magus po łacinie to kapłan, mag perski lub kapłan-astrolog). Chcieli przybyć oni do Betlejem ponieważ wyczytali u Micheasza (proroka 700 lat przed Chrystusem), że "Betlejem będzie miejscem narodzin władcy całego Izraela" Ciekawostką niech będzie, że Izrael to też lud i Państwo. Jednak najbardziej przekonujący a zarazem rozbijający głowę jest Izajasz. Pisze, 750 lat przed Chrystusem, te słowa - Pan da wam znak, Panna (w oryginale almah - młoda kobieta nie będąca matką) urodzi syna i nazwie go Emmanuel (imię symboliczne bo znaczy Bóg z Nami), będzie spożywać miód i śmietanę (jadło pasterzy). Cała przepowiednia jest skierowana do rodu Dawidowego - tego samego z którego pochodził Jezus, był to ród królewski. Mniejsza już o inne proroctwa typu - "Zanim Chłopiec będzie potrafił odrzucać zło a wybierać dobry (czyli będąc młodym) zostanie opuszczona kraina" - mimo iż odnoszą się do późniejszej blisko 800 lat później ucieczki Józefa z Marią do Egiptu. Ważne zaś są ustępy dotyczące problemów Izraela które, być może, wykorzystali Magowie przy analizie swojej sytuacji. Czy już spełnia się proroctwo?

    Izajasz opisuje swoją mowę do króla - "Pan sprowadzi na ciebie i na twój lud i na dom twojego czasy, jakich nie było od chwili odpadnięcia Efraima od Judy" Krótko pisząc - będą to okropne czasy dla żydów i nie będzie istniało państwo żydowskie, dalej pisze on o innych bolączkach ludu żydowskiego. W istocie Judea była jedną z najbiedniejszych prowincji w Starożytnym Rzymie. Ale co jeszcze ważniejsze - Galilea była najbiedniejszym regionem w Judei. Być może więc Mateusz ma rację pisząc w innym swoim tekście, że Bóg nie objawia się rozkapryszonym kapłanom i fałszywym, przekupnym doradcom, ale prostym ludziom.

    Mędrcy ze Wschodu są więc symbolem Wiedzy o tekście, tutaj - starożytnym tekście hebrajskim. Musieli znać Izajasza, Micheasza, być może znali też księgę Rodzaju, choć nie jest to pewne z racji jej starości. Co jest pewne, jasno zrozumieli, że proroctwa wypełnią się w czasach które teraz znaczymy symbolicznie jako początek naszej ery (początek chrześcijan)

    Początkowe chrześcijaństwo nie skupiało się tylko na boskości Jezusa. Skupiało się na tym, żeby było przekonywujące i żeby nie trzeba było do niego wielkiej ilości dowodów. To z tego powodu, Nowy Testament tak często odwołuje się do Starego Testamentu. W końcu Jezus - jak sam mówi o sobie - wypełnia te proroctwa i daje się zabić Izraelowi jednakże jego nauki rozprzestrzeniają się w zadziwiającym tempie. Już Swetoniusz piszący o Neronie (lata 70te I wieku) jako zasługę dopisał mu mordowanie chrześcijan. W 30 lat więc od śmierci Jezusa chrześcijanie byli grupą w Rzymie. Jerozolima jest oddalona od Rzymu o 2300 kilometrów.

    Nie sądzę aby każdego to przekonało do intertekstualnego czytania Biblii. Biblii bowiem nie można czytać od A do Z i w gruncie rzeczy nie ma to większego sensu. Czytając więc ewangelię Mateusza trzeba wracać do tekstów 700 lat wcześniej, przerzucać kartki i zastanawiać się jak to możliwe, że prorocy żydowscy pisali o narodzinach Mesjasza którego panowanie będzie wielkie (Izajasz, rozdział 9) i będzie rządził aż po krańce ziemi (Micheasz, rozdział 5)

    Dzisiaj Jezusa czci ponad 50 % ludzi świata. Jego wyznawcy znajdują się w Argentynie, Kanadzie, Norwegi, Republice Południowej Afryki, czci go cały świat muzułmański, 100 milionów Chińczyków i większość Korei Południowej. Jego władza nad duszami jest niesamowita i zaskakuje to, że przepowiedzieli go mądrzy ludzie żyjący w małym kraju w środku świata w czasach kiedy największym problemem żydów była Asyria i kult Molocha.

    Wszystkiego dobrego w Dzień Trzech Mędrców!

    Obserwuj #ockham

    Inne moje wpisy
    ***
    O greckim wychowaniu fizycznym - https://www.wykop.pl/wpis/28714753/o-potrzebie-wychowania-fizycznego-czy-silownia-jes/

    O sytuacji Żydów w ZSRR - https://www.wykop.pl/wpis/27387329/zydzi-i-koncepcja-zsrr-o-zydowskiej-manii-stalina-/

    O Herbercie Marcuse - https://www.wykop.pl/wpis/22699971/o-aktywnej-mniejszosci-i-leniwej-wiekszosci-na-wyk/
    ***

    Zdjęcie: przedstawienie Izajasza ręką Michała Anioła
    #religia #swieta #chrzescijanstwo #islam #4konserwy #historia #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #filozofia #gruparatowaniapoziomu #religia #katolicyzm #publicystyka #mirkomodlitwa #mikromodlitwa #biblia
    pokaż całość

  •  

    Hej mirki uważacie kogo przyjmujecie do domu bo możecie stracić portfel.

    #religia #katolicyzm #bekazkatoli

    Chociaż właściciel portfela sprawę zgłosił na policję i szybko zablokował kartę, to jednak złodziejowi udało się dokonać transakcji. Za 80 złotych kupił w sklepie internetowym grę komputerową. I to pomogło policjantom wytypować podejrzanego o dokonanie kradzieży. Jak informuje polsatnews.pl już następnego dnia u 16-letniego ministranta znaleźli oni portfel i kartę okradzionego mężczyzny.

    Ministrant przyznał się do kradzieży. Będzie odpowiadał przed Sądem Rodzinnym.

    pokaż spoiler i jak zawsze #4konserwy #neuropa
    pokaż całość

    źródło: portfel.png

  •  

    Wiara w jakiegokolwiek boga to największy hazard. Szansa na istnienie jakiegokolwiek boga osobowego waha się na skraju błędu statystycznego. Statystycznie rzecz biorąc większe szanse macie wygrać w totka, kilka razy pod rząd.

    Po pierwsze - współczesne nam religie, Jezus, Jehowa, Allach, Budda itd. to tylko małe pierdnięcie w historii ludzkości. Ci bogowie to niemowlaki, no, gimby, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko źródła pisane.

    Wszystkich tych bogów łączy jedna rzecz - każdy, co do jednego, umarł. Wraz ze śmiercią ostatniego wyznawcy był po prostu zapominany i przestawał istnieć. Jeżeli miał szczęście to był chowany na cmentarzu mitologii.

    Wśród setek tysięcy bogów ludzkości każdy dotychczas okazywał się śmiertelny. To wynik rzędu 99,9X % Ten błąd statystyczny to istniejące wiary, których bogowie jeszcze posiadają wyznawców i potencjalnie mogą zmienić statystykę. Tak jak i potencjalnie można wygrać w totolotka.

    pokaż spoiler Kilkaset razy pod rząd - dodając.


    Jak to więc jest. Wasz istnieje? Wasz jest prawdziwy? Inni to bałwany, złe duchy, szatany? Wszyscy wyznawcy umarłych bogów mówili tak samo... Nie daje to do myślenia? Ich wiara nie była słabsza niż wasza, drodzy wierzący. Dlaczego macie się za takich... wyjątkowych? Pośród tych wszystkich liczb i umarłych bogów, skąd ta wiara, że akurat Wy macie rację.

    Stąd pytanie: dlaczego? Piję także do nekromantów-rodzimowierców. Przecież wasze wierzenia to... rekonstrukcja.

    Nie chcę nikogo obrazić, po prostu mnie to ciekawi, cały ten boży hazard jakim jest wiara. Jak widzą to osoby wierzące.

    #katolicyzm #wiara #chrzescijanstwo #ateizm #rodzimowierstwo #ateizm
    pokaż całość

  •  

    Mam bekę.

    Dzieci przebierające się za kościotrupy są złe, dynie są złe, świeczki są złe, ale...

    STARZY LUDZIE ZAKŁADAJĄCY KORONĘ I UDAJĄCY, ŻE SĄ JEBANYM HERODEM, SĄ ZAJEBIŚCIE SPOKO xD

    #halloween #wiara #katolicyzm #chrzescijanstwo #polska #polakirobaki

  •  

    Zabawne są te wypociny xandra (nie taguje, bo zaraz będzie mnie wyzywać od idiotów a nie chcę śmietniku w tym wpisie tylko merytorycznej dyskusji) i ludzi jej przyklaskujących. Bo większość wojujących ateistów (proszę odróżnić ich od tych co sami wybrali swoją drogę i sobie nią konsekwentnie idą, tymczasem wojujący ateista to taki który musi na każdym kroku walidować swój wybór i ścieżkę bo widocznie nie jest zbytnio tego pewien lub może mieć jakieś kompleksy) jak ich zapytać dlaczego właściwie są ateistami to dostaje kuriozalne powody. Moja wykładowczyni filozofii, skądinąd bardzo wpływowa i zasłużona postać (ale nie o tym jest ten wpis) na pytanie dlaczego jest taka antyklerykalna odpowiedziała że katolicy to hipokryci. Więc logiczne jest, że pytam dlaczego są takimi hipokrytami i czy były jakieś statystyki w tym celu albo chociaż przesłanki że faktycznie katolicy to hipokryci - pamiętając że jako profesor filozofii powinna znać znaczenie słowa hipokryzja i znać również choć trochę to do czego pogardliwie odnosi się jako "filozofia chrześcijańska". Odpowiedź mnie trochę rozśmieszyła, bo uwaga argumentem było to, że kobiety zachodzą w ciążę i dopiero potem biorą ślub i to jest hipokryzja wg tej pani.
    Może zacznijmy od tego, że katolicyzm jest wiarą grzeszników, i kościół otwarcie mówi, że wiele grzechów będziemy popełniać wielokrotnie i nie jest celem stać się ideałem (bo nikt nigdy się nie stanie i to jest też w porządku) tylko dążyć do ideału, a to już trochę co innego.
    Nie wiem co trzeba zrobić w tej sytuacji co ta hipotetyczna para która wzięła ślub bo akurat pojawiło się dziecko. Może to był powód dla którego zwlekali z tą decyzją? Mają teraz abortować dziecko i się przestać widywać żeby wyszło na nie hipokryzję? Swoją drogą argument w postaci KATOLICY SĄ ŹLI zakłada to, że każdy ateista jest moralnie wyższy (i intelektualnie też) i w ogóle ocenianie ludzi jest złe, co notabene uczy filozofia chrześcijańska, ale jak widać ateiści wszystko o niej wiedzą więc nieocenianiem innych pewnie też się brzydzą skoro jest składową tejże.

    Reasumując, ateiści znają bardziej Biblie, kościół i wiernych od ich samych, są moralnie i intelektualnie wyżsi, no to ja temu przyklaskuje. Ale to jest klasyczny dylemat w stylu: jak byłbym na miejscu Hitlera/Stalina to bym rządził lepiej i nie mordowałbym ludzi. Już pomijam to, że taki Hitler wykorzystał nastroje społeczne, wiedząc widocznie o tym, że taki wewnętrzny "hitler" jest w każdym z nas tj. zło zawsze siedzi w człowieku, ale zwyczajnie na miejsce Hitlera trafilby się drugi Hitler (tudzież Himmler) i eksperyment więzienny wyraźnie to pokazuje co pisze wyżej - wszystko zależy od okoliczności w jakich się znajdujemy. Dlaczego na wojnę brani byli młodzi ludzie, którym łatwo było wierzyć w to co mówił autorytet? Tu mamy kolejne badanie, gdzie ludzie zwyczajnie wierzą autorytetom, często nawet ślepo (wybaczcie, zapomniałem nazwy tego badania ale też coś takiego jest) i taki żołnierz wracając z frontu ma PTSD - bo z jednej strony wzięli go czesto z jakiejś farmy gdzie był dobrym przykładnym chłopakiem a jednocześnie to co robił na wojnie nie pasuje zupełnie do jego wizerunku, stąd też problem z rozdwojeniem niejako osobowości i brakiem zaakceptowania tych dwóch osób w jednej. A to jest zwyczajnie to co napisałem wyżej - w każdym z nas jest pierwiastek zła i dobra, chrześcijaństwo też zakłada że już od początku jesteśmy grzeszni i grzechy popełniamy - i to jest dość logiczne.

    Z kolei osoby które stawiają się wyżej nad innymi, czy to moralnie czy intelektualnie (nawet posiadając faktycznie przewagę tu czy tam) kojarzą mi się jednoznacznie negatywnie, tj. o ile nie żywię do takich osób urazy, o tyle nie darzę ich specjalnie sympatią.

    #religia #katolicyzm #wiara
    pokaż całość

  •  

    6 stycznia:
    1286 roku - Filip IV Piękny został koronowany na króla Francji. Zasłynie z podporządkowania sobie papieża, nałożeniu podatków na duchowieństwo oraz rozprawienia się z Zakonem Templariuszy. Wielki Mistrz Jakub de Molay został spalony na stosie. Jak głosi legenda stojąc w płomieniach przeklął swych oprawców: "Papieżu Klemensie, królu Filipie, rycerzu Wilhelmie! Nim rok minie spotkamy się na Sądzie Bożym!". Już po miesiącu zmarł papież Klemens V, a po ośmiu 46-letni król Filip Piękny
    1389 roku - rozpoczęły się pierwsze zajęcia na Uniwersytecie w Kolonii, jednym z najstarszych w Europie i jednym z największych w Niemczech
    1449 roku - Konstantyn XI Paleolog został wybrany na ostatniego cesarza bizantyńskiego
    1494 roku - Została odprawiona pierwsza msza święta w Nowym Świecie na wyspie Hispaniola (dzisiejsze Haiti)
    1535 roku - Konkwistador Francisco Pizarro zakłada Limę, stolicę i największe dziś miasto Peru
    1540 roku - Henryk VIII Tudor żeni się ze swoją czwartą żoną Anną z Kleve
    1877 roku - przyszły ojciec Adolfa Hitlera, Alois, dokonał urzędowej zmiany nazwiska (z Schicklgruber na Hitler)
    1912 roku - Alfred Wegener zaprezentował teorię "Wędrówki Kontynentów"
    1912 roku - Nowy Meksyk dołącza jako 47 stan do Unii
    1919 roku - Rozpoczęto formowanie Freikorpsów w Niemczech. Ochotniczych, paramilitarnych i nacjonalistycznych formacji. Ich członkami byli niektórzy późniejsi członkowie NSDAP jak Ernst Röhm oraz Rudolf Höss
    1919 roku - Powstańcy wielkopolscy odnieśli zwycięstwo w bitwie o Ławicę, zdobywając w ten sposób największy łup wojenny w historii polskiego oręża (sprzęt wartości około 200 milionów marek niemieckich)
    1924 roku - powstała Niemiecka Nadwołżańska Autonomiczna Socjalistyczna Republika Radziecka. Jej tereny były miejscem osadniczym przybyszów z Niemiec od XVIII wieku. Republika została zlikwidowana po ataku Niemiec na Związek Radziecki w 1941 roku
    1926 roku - założono niemieckie linie lotnicze Lufthansa
    1929 roku - Heinrich Himmler zostaje szefem SS
    1929 roku - 19 letnia siostra Maria Teresa (późniejsza Matka Teresa) przybywa do Kalkuty
    1929 roku - król Aleksander I Karadziordziewić rozwiązuje parlament i wprowadza dyktaturę w Królestwie Serbów, Chorwatów i Słoweńców (SHS)
    1939 roku - Otto Hahn informuje o odkryciu zjawiska rozszczepienia jądra atomowego
    1972 roku - Zdzisław Marchwicki zostaje aresztowany w Dąbrowie Górniczej
    2001 roku - Adam Małysz wygrywa jako pierwszy Polak Turniej Czterech Skoczni (49 turniej)
    Na zdjęciu (a raczej obrazie) Filip IV Piękny. Możecie sami ocenić czy zasługuje aktualnie na swój przydomek.
    #datyhistoryczne

    pokaż spoiler #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #gruparatowaniapoziomu #francja #niemcy #nauka #fizyka #chemia #geografia #katolicyzm #chrzescijanstwo #skoki #iiwojnaswiatowa #powstaniewielkopolskie #dziendobry
    pokaż całość

  •  

    Dzień dobry wszystkim w tę świąteczną sobotę :)
    Dziś obchodzimy dwa, nietypowe święta:

    Dzień Filatelisty

    Dzień Filatelisty upamiętnia powołanie w 1893 roku w Krakowie „Klubu Filatelistów". Mimo upływu lat, znaczki, datowniki czy unikatowe koperty nadal stanowią cenne łupy dla kolekcjonerów.

    Światowy Dzień Misyjny Dzieci

    Światowy Dzień Misyjny Dzieci został ustanowiony w 1949 roku przez papieża Piusa XII. Jego przesłaniem jest podkreślenie łączności duchowej wszystkich dzieci świata. W Polsce po raz pierwszy obchodziliśmy je 8 stycznia 1984 roku. W tym dniu wielu małych misjonarzy uroczyście wstępuje do Papieskiego Dzieła Misyjnego Dzieci.

    #swietazkapelusza #ciekawostki #filatelistyka #katolicyzm
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #katolicyzm

0:0,0:1,0:0,1:3,0:3,1:0,1:0,1:0,0:0,3:2,1:2,1:0,1:0,1:0,1:0

Archiwum tagów