•  

    #polityka #neuropa #4konserwy #bekazprawakow #katolicyzm #chrzescijanstwo

    Kłamstwo ma krótkie nóżki.

    Za tę wypowiedź dwaj synowie premiera Tadeusza Mazowieckiego – Wojciech i Adam – zagrozili księdzu pozwem i ten ostatecznie przystał na ugodę i publikację przeprosin: „Z mojej wypowiedzi może wynikać, że Pan Tadeusz Mazowiecki walczył z bronią w ręku przeciwko Żołnierzom Wyklętym, co nie jest zgodne prawdą. Za zaistniałą sytuację przepraszam słuchaczy wykładu, Dyrekcję i uczniów z Zespołu Szkół Przemysłu Spożywczego w Kielcach oraz bliskich Pana Tadeusza Mazowieckiego, którzy zabiegali o to sprostowanie”. pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Mam takie przemyślenie na temat wyznawców inteligentnego projektu. Chciałbym rozpocząć kulturalną dyskusję, bo chociaż nie mam nic wspólnego z neuropą zbulwersował mnie i zasmucił wpis autorstwa @GhoulPolonofag

    Zastanawiam się jak w ogóle jakikolwiek chrześcijanin, który wszakże wierzy, że Bóg jest wszechmogący i nieskończenie inteligentny, może stać w opozycji to teorii naukowych takich jak teoria ewolucji albo teoria wielkiego wybuchu.

    Sprowadzę problem do absurdu: człowiek ten widzi swojego Boga jako panią Halinkę z sekretariatu, która mając życzenie zamienić wszystkie spacje na podkreślniki w nazwach plików, na każdy z nich klika myszką i przy pomocy klawiatury wprowadza odpowiednie symbole, a nie jako programistę, który przy pomocy prostego skryptu przeprowadza tę operację w ułamku sekundy i dla wszystkich plików jednocześnie. Nie ma wątpliwości, że programista ma większą władzę nad komputerem niż sekretarka Halina.

    Czy nie uważacie, że prawdziwym świadectwem wszechmocy i geniuszu jest stworzenie metody, algorytmu, warunków i praw które pozwalają na powstanie wszystkiego z niczego, a nie "wyklepanie" tego? Tak naprawdę te wszystkie twierdzenia o "samo-powstaniu" są jedyną przesłanką pozwalającą wierzyć w istnienie Boga takiego, w jakiego Wy wierzycie, wszechmocnego i wszechwiedzącego, a pomimo to je odrzucacie. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego. Dla mnie wiara w "inteligentny projekt" jest obraźliwa wobec Boga.
    #wiara #chrzescijanstwo #katolicyzm #filozofia
    pokaż całość

  •  

    W Wielkim Poście dawałem rekolekcje w Oświęcimiu. Opowiedział mi wtedy tamtejszy dziekan i proboszcz, że przed kilku dniami przyjechał z Warszawy pan Boy-Żeleński z odczytem dla robotników miejscowej fabryki, zamienionej później na obóz koncentracyjny, pod tytułem: „Czy jest Bóg?" Na odczyt przyszło ponad 2.000 robotników. Boy z wielką swadą „udowadniał", że Boga nie ma. Na końcu upojony powodzeniem wyciągnął dłoń ku niebu i zaczął bluźnić. Wreszcie powiada buńczucznie: „Gdyby Bóg był na niebie, nie zniósłby moich bluźnierstw, ale zabiłby mnie piorunem z nieba". Popatrzył tryumfalnie po sali. Nastało grobowe milczenie.

    Wtedy podszedł do niego na mównicę miejscowy kowal i mówi: „Panie, wobec Wszechmocnego Boga jest pan nikłym proszkiem. Na pana wystarczy ręka kowala". I trzasnął tak mocno w bluźnierczą twarz, że Boy potoczył się pod mównicę. Wtedy dopiero sala się opamiętała. Zaczęto gwizdać i krzyczeć: „Precz z bluźniercą!" Musiano niefortunnego mówcę wyprowadzić tylnym wyjściem, bo by go sromotnie robotnicy pobili.

    O. Stanisław Skudrzyk, SI, "50 lat w zakonie"

    #katolicyzm #4konserwy #kosciol #boy #gimboateizm
    pokaż całość

    źródło: Boy.jpg

    •  

      @Zdejm_Kapelusz: Józef to największy frajer wszech czasów.
      [M] Kochanie jestem w ciąży.
      [J] Przecież nie uprawialiśmy seksu. Zdradziłaś mnie!
      [M] no co ty Józefie nie zrobiłam bym ci tego.
      [J] to jak to wytłumaczysz?
      [M] Booo... Bo to jest dziecko boga.
      [J] Pieprzyłaś się z bogiem?
      [M] Nie oczywiście, że nie. Bo ten... Zrobił mi dziecko no no bezdotykowo.
      [J] Przepraszam cię Mario, że cię podejrzewałem o taką niegodziwość.
      pokaż całość

    •  

      @Zdejm_Kapelusz: @zielu14: Dlatego Bóg wybrał właśnie Józefa, który przyjął to na wiarę i zaopiekował się Maryją. Poza tym Józef również miał objawienia Anioła który wszystko mu potwierdził. Jeżeli chcecie więcej sensacji, to Maryja w momencie poczęcia miała 14 lat, a Józef był już starcem (na tamte standarty). Mało tego - wdowcem :) Niezła sensacja co nie ;P ?

  •  

    Mamy XXI wiek. Edukacja stoi na wysokim poziomie. Mamy coraz większy zakres informacji odnoszących się do profilaktyki zdrowia. Wielu z Mirków relacjonuje dosyć często stan powietrza w Polsce. Rozmawiamy o służbie zdrowia i jej patologiach. Zastanawiamy się nad zakupem masek przeciwsmogowych. Ogólnie coraz częściej dbamy o to co jemy, jak i w co się ubieramy. Wszystko to byśmy byli zdrowsi i szczęśliwsi.

    Ale tylko do niedzieli!

    Wtedy idziemy do kościoła i wymieniamy się zarazkami z 1000 osób.
    W poniższym linku zobaczycie jak wygląda święta chusteczka do odkażania stópek Jezusa

    https://www.facebook.com/ParafiaSwJozefaWLublinie/videos/1310911732343604/

    Byłem na tej mszy. Cholera, dlaczego księża na to pozwalają?
    Pamiętam jak byłem na mszy w tamtym roku podczas epidemii grypy. Ksiądz mówił "dzisiaj rąk nie podajemy bo mamy epidemię w mieście, skinienie głowy wystarczy".
    #kosciol #sredniowiecze #chusteczkimokre #nauka #wiara #religia #katolicyzm
    pokaż całość

    źródło: glinka.digi.pl

  •  

    #gimboateizm #religia #kiciochpyta #katolicyzm #ateizm
    Jak odróżnić gimboateizm od normalnego? Bo patrząc na komentarze, to wg wykopu każdy ateizm jest gimboateizmem. Jakie są kryteria?

  •  

    Polecam przesłuchanie rozmowy z nihilistą (i po części także ateistą/agnostykiem) Karolem Fjałkowskim (program trwa 1,5 h, jest tam także rozmowa z widzami i nie tylko):

    Co o tym myślicie? Do mnie argumenty Karola w dużej mierze trafiają, mam wrażenie, że bardziej go rozumiem, niż Leszek, który siedział obok. Ale z drugiej strony - podzielam niektóre wątpliwości Leszka.

    Kolejny odcinek już dziś o 18:00: https://www.twitch.tv/stacja_ateizm

    #ateizm #slowonaniedziele #religia #katolicyzm #chrzescijanstwo #agnostycyzm #niedzielneslowo #stacjaateizm #youtube #twitch #filozofia
    no i jednak #gruparatowaniapoziomu - koleś ciekawie mówi, warto posłuchać
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #religia #katolicyzm #manipulacja #racjonalizm #niemoje #bekazkatoli

    Kim był Jezus?

    Zwykle pomija się negatywne cechy charakteru, nauczania i działalności Jezusa, a warto na nie zwrócić uwagę. Nie rozstrzygam, czy istniał naprawdę, czy był tylko postacią mitologiczną. Pokazuję Jezusa na podstawie ewangelii, tak jak na przykład na podstawie „Lalki” Prusa można nakreślić sylwetkę Wokulskiego. Zacznę od niezbyt chwalebnej metody wpływania na ludzi, jaką się posługiwał.

    I. Straszenie ogniem piekielnym

    Jezus wielokrotnie straszył słuchaczy wiecznymi mękami. Z jego słów wyziera wręcz okrucieństwo i sadyzm. Wygląda to na psychiczne znęcanie się nad bliźnimi i nieprzebieranie w środkach, by zyskać wiernych. Straszenie ogniem piekielnym należało do stałego repertuaru nauk Jezusa. Można powiedzieć, że szukał wyznawców strachliwych, łatwowiernych i głupich.

    Przykłady: Jezus mówi, że pod koniec świata „pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 13, 40-42). Podobnymi obrazkami wiecznego cierpienia Jezus raczył słuchaczy wielokrotnie.

    A oto inny werset z Jezusowego nauczania: „Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła” (Mk 9, 47).

    Jasno mówił też Jezus, że większość ludzi pójdzie w ogień piekielny: „Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt 22,14). To nie jedyna wypowiedź w tym stylu.

    Ktoś może powiedzieć, że to metafory, nie można ich brać dosłownie. Ale nawet jeśli tak, to metafory te wygłaszał Jezus po to, by budzić lęk u słuchaczy. Ponadto biorąc pod uwagę skłonność Jezusa do urojeń, trzeba uznać, że najprawdopodobniej wierzył dosłownie w istnienie ognia piekielnego i piekła pełnego płomieni, gdzie – jak mówił –„ogień nie gaśnie” (Mk 9,48).

    Jezus obiecywał też nagrodę: sprawiedliwi mają posiąść niebo. Ale skłonność do straszenie i karania brzmiała niezwykle donośnie i groźnie. Jezus nie złagodził prymitywnej maniery rzucania gróźb, wyzierającej z ksiąg Starego Testamentu.

    Ewangelie i postać Jezusa w głównej chyba mierze odpowiadają za powszechne w chrześcijaństwie straszenie wiecznymi mękami w piekle. W tym duchu w średniowieczu większość teologów i świętych głosiła, że tylko nieliczni chrześcijanie zostaną zbawieni. Już św. Augustyn, wybitny autorytet teologiczny, stwierdzał, że „niewielu jest zbawionych w porównaniu z tymi, którzy będą potępieni”. Podobnie twierdził na przykład św. Anzelm, także wybitny teolog: „niewielu jest tych, którzy są zbawieni”. Dziś teolodzy na ogół starają się złagodzić kościelne nauczanie, „teologię strachu” zastąpić „teologią miłości”. Zamiast straszyć, starają się ugłaskiwać wiernych. Nie idzie im łatwo, bo straszących piekłem nie brakuje.

    Zapytałem moją znajomą, niepokorną teolożkę Celestynę, co sądzić o tych teologicznych kontrowersjach? Odpowiedziała bez wahania: Olewać do parteru!

    II. Urojenia

    Według ewangelii Jezus głosił, podobnie jak wielu nawiedzonych kaznodziejów i założycieli sekt, że otrzymał szczególną misję od Boga. Powtarzał wielokrotnie, że posłał go Bóg i niedwuznacznie sugerował, że jest istotą boską: „Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał”. „Z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał” (J 8,38-42). To podręcznikowy przykład urojeń.

    Psychiatria o urojeniach: „Urojenia to zaburzenia myślenia, czyli przekonanie chorego o istnieniu rzeczy, zjawisk czy wydarzeń wokół niego, które naprawdę nie istnieją. Pewne zdarzenia mogą co prawda mieć miejsce, ale chory nadaje im nieadekwatne znaczenie, nadbudowuje wokół nich chorobowe treści, tzw. system urojeń. (…) nie daje on sobie wyjaśnić, wytłumaczyć, że to, co myśli, nie ma miejsca w rzeczywistości, nie dzieje się naprawdę. Pacjent jest głęboko przekonany o prawdziwości swoich urojeń (…). Zaburzenia urojeniowe charakteryzuje długotrwały i nawrotowy charakter oraz pewna ‚uporczywość’, ciągłość objawów, stąd też ich nazwa: uporczywe zaburzenia urojeniowe.

    Zazwyczaj rozwijają się u osób w średnim wieku, najczęściej pomiędzy 35. a 45. rokiem życia. Szacuje się, że dotyczą około 0,05% populacji, chociaż wielu profesjonalistów uważa, że jest to wynik zaniżony, ponieważ część chorych nie podejmuje leczenia”. Zaburzenia urojeniowe nie są, jak widać, rzadkością. Np. w Polsce mieszka około 30 mln. osób dorosłych, daje to ok.15 tys. osób z uporczywymi zaburzeniami urojeniowymi. Nie ma powodu sądzić, że wśród Żydów w czasach Jezusa odsetek ten był mniejszy.

    Zazwyczaj zaburzeniom urojeniowym „nie towarzyszą zaburzenia struktury osobowości i intelektu. Również zachowanie i funkcjonowanie społeczne danej osoby w obszarach życia niezwiązanych z urojeniami mogą być niezaburzone i dezintegrować jej codzienne życie dopiero w rozwijającym się procesie chorobowym lub okresie jego nasilenia” (link na końcu).

    W przypadku Jezusa mamy do czynienia z zaawansowanym procesem chorobowym, dezintegrującym jego dotychczasowe życie. Jezus opuścił swój dom rodzinny, udał się do Jerozolimy, zaczął głosić, że został posłany przez Boga z wielką misją i jest istotą boską. Nie wrócił do swoich wcześniejszych zajęć. Zaburzenia nie miały charakteru incydentalnego, tylko trwały.

    Nie jest chorobą urojeniową wiara w boga czy w cuda, o ile wierzenia te mieszczą się w przyjętych w danym społeczeństwie ramach i nie pociągają za sobą drastycznych zmian w sposobie życia. Natomiast jeśli ktoś wśród żydów w czasach Jezusa czy obecnie gdziekolwiek nabierze głębokiego przekonania, że jest mesjaszem zapowiedzianym w Biblii, albo istotą boską, która zstąpiła z niebios – to mamy do czynienia z ewidentnym urojeniowym zaburzeniem myślenia. Jeżeli osoba ta zacznie „nauczać” o swej misji, podporządkowując temu swoje życie, świadczy to o głębokiej i ciężkiej chorobie urojeniowej.

    W psychiatrii wyróżnia się urojenia wielkościowe (megalomańskie): to bezpodstawne przekonanie, że jest się kimś wielkim, że odgrywa się wielką rolę w świecie itp. Urojenia wielkościowe mogą mieć charakter religijny i objawiać się przekonaniem, że jest się bogiem, mesjaszem, prorokiem, aniołem, matką boską itp.

    A teraz wyobraźcie sobie, że wasz znajomy zaczyna opowiadać, że zstąpił z nieba, bo Bóg powierzył mu wielką misję do spełnienia. Znajomy porzucił pracę i zaczął nauczać pod kościołami. Co pomyślicie? Że zwariował. Tak samo pomyślało wielu żydów, a nawet najbliższa rodzina Jezusa.

    O traktowaniu Jezusa jako kogoś niespełna rozumu powiem za chwilę, najpierw przyjrzyjmy się bliżej jego urojeniom.

    Urojenia Jezusa: Urojenia, których doświadczał Jezus, wyrastały z wierzeń zawartych w księgach Starego Testamentu. Można powiedzieć, że księgi dostarczyły materiału, z którego Jezus utkał swoje imaginacje, swoją tożsamość, wyobrażenie o tym, kim jest.

    Jak czytamy w ewangeliach, Jezus wyobrażał sobie, że jest wspaniałą postacią pojawiającą się w proroctwach Starego Testamentu, którą w czasach Jezusa żydzi nazywali najczęściej mesjaszem, tj. chrystusem (mesjasz to słowo hebrajskie, jego dokładnym greckim odpowiednikiem jest słowo chrystus). Mesjasz miał z woli Boga odbudować królestwo Izraela i ustanowić wieczne królestwo boże pod swoim panowaniem. W proroctwach owego wybawiciela różnie nazywano i przedstawiano za pomocą poetyckich alegorii i obrazów.

    Wielki prorok Daniel nazywał mesjasza Synem Człowieczym (w znaczeniu syna bożego wcielonego w postać człowieka). Jezus utożsamił się z tą postacią i często nazywał siebie właśnie „synem człowieczym”. W halucynacjach proroka Daniela mamy następującą wizję: „a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,13-14). W księgach Izajasza Bóg mówi: „Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi” (Iz 49,6).

    Według starotestamentowych proroctw mesjasz ma doznać najpierw wielkich cierpień, by następnie z pomocą Boga zwyciężyć. „Wola Pańska spełni się przez Niego” (Iz 53,1-12). Jest to niewątpliwie alegoria cierpień doświadczanych przez Izraelitów i ich nadziei na wspaniałą przyszłość.

    Jezus wyobrażał sobie, że jest istotą boską wcieloną w ludzką postać. Stawiał się wyżej niż Abraham, Mojżesz i prorocy. Ci bowiem mieli być wybrani przez Boga do wielkich zadań, ale byli tylko ludźmi. Natomiast Jezus wielokrotnie dawał słuchaczom do zrozumienia, że jest istotą boską, bogiem-synem. Wręcz utożsamiał się z Bogiem:„Ja i Ojciec to jedno” – miał powiedzieć podczas jednej z awantur (J 10,30).

    Jezus kilkakrotnie mówił, czego to dokona w roli mesjasza/syna człowieczego. Są to wizje zaczerpnięte ze starotestamentowych proroctw. Np. do apostołów powiedział: „Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania”, czyli osądzi ludzi. Przyjście w chwale przedstawiał Jezus groźnie, w duchu starotestamentowych proroctw: „słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku; gwiazdy zaczną padać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy będą narzekać wszystkie narody ziemi”. Straszył Jezus, jak zwykle, ogniem piekielnym i wiecznymi mękami. Porównał czekający ludzi sąd do ukarania Sodomy przez Boga, kiedy to – jak powiedział – „spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi”. Ujawniają się tu sadystyczne cechy Jezusa, często pomijane dziś w kościelnym nauczaniu, bo ukazują go jako okrutnika (Mt 16,27; 24,29-30; 25,31-46; Łk 17,29-30).

    Z ewangelii wyraźnie wynika, że wydarzenia te mają nastąpić niebawem, chociaż Jezus mówił, że daty nie zna nikt poza Bogiem.

    Poniżej zamieszczam wizję powrotu Jezusa w chwale, krążącą po tradycjonalistycznych portalach katolickich.



    Jezusa brano za szaleńca: Jezus zdobywał słuchaczy i wiernych, ale dość często uznawano, że jest niespełna rozumu. Nawet najbliższa rodzina, łącznie z matką, nie bez powodu skłonna była tak go widzieć. W ewangelii św. Marka mamy następującą ciekawą scenę.

    Oto Jezus naucza w otoczeniu tłumu: „Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: <Odszedł od zmysłów>. (…) Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: <Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie>”. Jezus nie posłuchał dobrych rad rodziny i nie zaprzestał nauczania (Mk 3,21-35).

    W ewangeliach jest sporo wzmianek świadczących, że nie chciano uwierzyć w boskie posłannictwo Jezusa. Sądzono, że oszalał, bluźni, lub że opętały go złe duchy. Kilkakrotnie go przeganiano, a nawet chciano zabić. W rodzinnym Nazarecie „wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się” (Łk 4,29-30).

    Podsumujmy: Kim był Jezus? Nie brak publikacji, w których twierdzi się, że Jezus nie istniał. Dużo bardziej prawdopodobne, że był nawiedzonym kaznodzieją, który zdołał zgromadzić grono wiernych. W opowieściach zwolenników i ewangelistów został całkowicie zmitologizowany. Ewangelie zawierają przypuszczalnie łut prawdy, chociaż zatopionej w powodzi fantastycznych opowieści.

    Postać Jezusa, nakreślona w ewangeliach, odpowiada popularnemu dziś pojęciu guru. Można powiedzieć, że Jezus był samozwańczym nauczycielem wiary religijnej, kaznodzieją, guru, który uroił sobie, że jest boską postacią w ludzkiej skórze i ma do spełnienia wielką misję. Guru Jezus okazał się na tyle skuteczny w nauczaniu, że wzbudził obawy kapłanów, którzy być może doprowadzili do jego skazania na śmierć.

    Działalność Jezusa musiała mieć jednak dość skromne rozmiary, skoro nie została odnotowana w źródłach historycznych pochodzących bezpośrednio z tamtego okresu. Np. nie wspomina o nim Filon z Aleksandrii, żydowski teolog żyjący dokładnie w czasach Jezusa (ok. 10 r. przed n.e. – 50 r. n.e.), autor wielu zachowanych dzieł, dobrze znający sytuację panującą w Jerozolimie, gdzie miał rodzinę i gdzie bywał. Natomiast ewangelie powstały kilkadziesiąt lat po śmierci Jezusa. Podobnie znana szeroko notatka o Jezusie w dziele żydowskiego polityka i historyka Józefa Flawiusza (urodził się on kilka lat po śmierci Jezusa, a o dziejach Izraela zaczął pisać po 70 r.n.e). Ta niewielka notatka jest bez wątpienia albo w całości fałszerstwem, tzn. została wpisana znacznie później przez kopistów, albo co najmniej poddawana była poważnym przeróbkom.

    Nie ulega wątpliwości, że dopiero z czasem apostołowie i ewangeliści upowszechnili szerzej wiarę w boską misję Jezusa. W szczególności za sprawą św. Pawła, który był zhellenizowanym żydem, kult Jezusa nabrał charakteru uniwersalnego.

    III. Rys totalitarny

    To, co głosił Jezus, jest doskonałym przykładem totalitarnej ideologii. W ideologii tej wódz, religijny przywódca, założyciel sekty, guru, bóg w ludzkiej skórze, w imię najwyższych racji rości sobie prawo do pełnej władzy nad umysłami i postępowaniem ludzi. Nie kto inny tylko Jezus głosił: Znam prawdę najwyższą, przysłał mnie Bóg, musicie we mnie wierzyć, musicie być mi posłuszni w myślach i uczynkach. Jeśli nie, będziecie odtrąceni i srodze ukarani, skazani na wieczne męki. Ideałem totalitaryzmu jest całkowite panowanie nad umysłami i postępowaniem ludzi. Idee, które głosił Jezus, przyznawały mu taką władzę.

    Przyjrzyjmy się temu nieco bliżej.

    1. „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca (tj. do Boga) inaczej jak tylko przeze Mnie”. „A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca ” (J 14,6,24). Podobnych wypowiedzi Jezusa można by przytoczyć więcej.

    Jezus głosił, że posiada najwyższą prawdę, która pochodzi od Boga, oraz ma monopol na ekspediowanie ludzi do nieba lub karanie wiecznymi mękami. Był przekonany, że jest boską postacią, synem Boga, a na ziemię posłał go Bóg z wielką misją zbawienia i wymierzenia sprawiedliwości. Z ewangelii wynika, że w te urojenia wierzył bardzo głęboko.

    2. Jezus wymagał całkowitego posłuszeństwa, strasząc niepokornych ogniem piekielnym. Utożsamiał posłuszeństwo sobie z posłuszeństwem Bogu, miłość do niego z miłością do Boga, a Bogu należy się najwyższe posłuszeństwo i miłość. Wymóg najwyższego posłuszeństwa wyrażał za pomocą rożnych aforyzmów i przypowieści:

    „Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien” (Mt 10,37).

    „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet życia swego, nie może być uczniem moim”.

    Do słuchaczy Jezus powiedział:"Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem" (Łk 14,33). Jak widać, Jezus głosił ideę tworzenia wspólnoty podległej wodzowi absolutnie.

    Jak ambitny polityk o totalitarnych zapędach Jezus mówi: „kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie” (Mt.12,30). 

    Teolodzy próbują wyjaśniać, że aforyzmy o nienawiści do rodziny, to metafory. Ale metafory mają coś przekazywać. Nie da się w tym wypadku odwrócić kota ogonem, Jezus mówił, że posłuszeństwo i miłość do niego jest ważniejsze niż rodzina. To w totalitarnych ideologiach posłuszeństwo i miłość do wodza/guru stoją ponad wszystkim.

    3. Totalitarne ideologie zawierają obietnicę budowy doskonałego świata dla swoich i unicestwienia obcych. A co głosił Jezus? Mówił, że z woli Boga ustanowi niebiańskie królestwo boże, w którym sprawiedliwi będą żyć szczęśliwie. Niewierni zostaną srodze ukarani. Jezus obiecywał, że strąci ich do piekła. Są to idee zaczerpnięte ze Starego Testamentu.

    Jezus mówił o świecie nadprzyrodzonym, ale jego wizje zawierały charakterystyczną dla ideologii totalitarnych nadzieję na życie wolne od dotychczasowej udręki, na przywrócenie sprawiedliwości, na ukaranie niesprawiedliwych. Apostoł św. Piotr, uczeń Jezusa, pisał do wiernych: „Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość” (2P 3,13). Nadzieje niebiańskie i ziemskie mieszają się ze sobą.

    W wizjach Jezus widzi siebie w roli wszechpotężnej istoty, demiurga tworzącego nową rzeczywistość i mającego totalną władzę nad ludźmi. Wygląda to następująco: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody”. Do jednych powie: „weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!”. A do drugich: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! (…). I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego ” (Mt 25,31-46).

    Moja dobra znajoma, niepokorna teolożka Celestyna powiedziała, że bardziej podobają się jej bajki o smoku wawelskim.

    IV. Dwa słowa na zakończenie

    1. Jezus nie tylko straszył ogniem piekielnym. Wygłaszał także znane wzniosłe moralne maksymy, mówiące o miłości bliźniego, łagodzące okrutną moralność Starego Testamentu: „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!”. „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,38-39,44). W ślad za tym św. Paweł pisał do wiernych: „Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21).

    Jak widać, nauki moralne Jezusa charakteryzują się krańcową zmiennością nastroju. Jezus wygłasza wielkie słowa o miłości, by za chwilę stawiać siebie w roli kata, który będzie wykonywał okrutne wyroki boże. Sprawia wrażenie jakby raz ludzi kochał, a za chwilę nienawidził. Osobiście miałbym większe zaufanie do kogoś, kto nie głosi maksymalistycznych zasad moralnych o miłowaniu nieprzyjaciół, nadstawianiu policzka i zwyciężaniu zła dobrem, ale też nie straszy ludzi na każdym kroku piekłem i wiecznymi mękami.

    2. Biblijne proroctwa nie spełniły się. Jezus, ani żaden inny mesjasz, nie odbudował królestwa Izraelitów pod swoim panowaniem. Dzisiejsze państwo izraelskie nie powstało z mocy mesjasza, tylko w wyniku działalności ruchu syjonistycznego. Religijni Żydzi nie uważają, że spełniło się biblijne proroctwo o królestwie Izraela. Zaś niektóre skrajne odłamy judaistycznych ortodoksów nie uznają obecnego państwa izraelskiego i wręcz odnoszą się doń wrogo.

    Nie nastąpiło też zapowiedziane w proroctwach Jezusa zmartwychwstanie wszystkich ludzi, sąd ostateczny i „koniec świata”. Żaden boski mesjasz nie pojawił się w chwale, nie wymierzył sprawiedliwości niewiernym i nie ustanowił niebiańskiego królestwa bożego.

    Z wypowiedzi Jezusa wynikało, że sąd ostateczny może nastąpić dość szybko. Pierwsze pokolenia chrześcijan spodziewały się, że może nadejść za ich życia. A tu upłynęło prawie dwa tysiące lat i nic.

    Głęboko religijni żydzi, chrześcijanie, Kościół katolicki, ciągle czekają. Wiarę w nadejście sądu ostatecznego, zmartwychwstanie wszystkich ludzi i koniec obecnego świata eksponuje bardzo Katechizm Kościoła katolickiego (KKK 992-1050). Także w szkolnych podręcznikach religii poświęca się temu tematowi sporo miejsca (można mieć nadzieję, że młodzież odnosi się do tych nauk z należnym poczuciem humoru).

    Wbrew pozorom, Kościół katolicki nie bardzo różni się pod względem oczekiwania sądu ostatecznego od świadków Jehowy. Świadkowie Jehowy próbowali kilkakrotnie przewidzieć „koniec świata", ustalajac datę na podstawie Biblii.Wobec niepowodzeń, mówią dziś tak samo jak teolodzy katoliccy, że tylko Bóg to wie. Pod tym względem różnica między świadkami Jehowy a Kościołem katolickim dziś nie istnieje. Moja dobra znajoma, niepokorna teolożka Celestyna mówi, że nie sposób ustalić, kto z nich głosi większe głupoty. – Alvert Jann 

    PS: Jak podkreśliłem na początku artykułu, piszę o Jezusie takim, jak go przedstawiają ewangelie. Wizerunek Jezusa, nakreślony w ewangeliach, jest bardzo ważny, bowiem dla Kościoła i dla wiernych Jezus jest taki, jak mówią ewangelie. Także kościelni teolodzy uznają ewangelie za główne i święte źródło wiedzy o Jezusie. 

    Zwracam przy tym uwagę, że w nauczaniu kościelnym pomija się negatywne cechy charakteru i działalności Jezusa, chociaż w ewangeliach są one wręcz na pierwszym planie. Zwracam też uwagę, że jeżeli Jezus uważał się za mesjasza, syna bożego czy – jak się czasami sądzi – proroka wybranego przez Boga, to są to urojenia i trzeba traktować Jezusa jako cierpiącego na uporczywe zaburzenia urojeniowe.

    Nie dociekam, jaki Jezus był naprawdę. Mimo wysiłków historyków nie można dziś tego ustalić, podobnie jak wielu innych rzeczy z odległej i bliższej historii. Najpewniej zawsze nasza wiedza o rzeczywistym Jezusie będzie bardzo ograniczona ze względu na niewielką ilość źródeł – i trzeba się z tym uczciwie pogodzić.

    Ewangelie są oczywiście źródłem niewiarygodnym, np. Jezus co chwila czyni tam najróżnorodniejsze cuda. To wystarczający argument wskazujący, że ewangelie pełne są fantastycznych opowieści. Bibliści na podstawie analizy tekstów ewangelii, wykorzystując też wiedzę historyczną dotyczącą tamtych czasów, próbują odsiać prawdę od zmyśleń i mitologii. Efekty tego są jednak dość skromne. Bibliści pozostają ciągle w sferze niepewnych interpretacji i domysłów. Nie można się temu dziwić. Raczej trzeba się dziwić, że niektórzy mówią coś z pełnym przekonaniem. Można powiedzieć, że to rzecz ludzka. – Alvert Jann
    pokaż całość

  •  

    Nowy odcinek programu "Unknow o Biblii" jest już na kanale.

    https://www.wykop.pl/link/4056531/pogadanka-biblijna-odcinek-1/

    pokaż spoiler Wpis służący do wołania ludzi z mirkolisty


    Chcesz być wołany na kolejne odcinki? To się zapisz:
    https://mirkolisty.pvu.pl/list/bj8pUsQCqr5jx35V

    #biblia #chrzescijanstwo #katolicyzm #religia #ciekawostki #katolicyzm
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    Jeśli chodzi o wybory do #sejm #nowoczesna zgarnia w ten sposób mój głos (przynajmniej na chwilę obecną)

    pokaż spoiler Jako katolik jestem za jak najsilniejszym oddzieleniem państwa od Kościoła, i Kościoła od państwa - dla tych instytucji to protokooperacja, ale wobec obywateli pasożytnictwo


    #polityka #katolicyzm #pis
    pokaż całość

    źródło: nowoczesna.png

    •  

      Nie wiem po cholerę coś zmieniać w naszym systemie gdzie po prostu ludzie dają ile chcą.

      @Herubin: Ponieważ prawie 100 mln złotych wydajemy rocznie na podstawie dekretów z 1950 roku, jednocześnie latami prowadząc proces zwrotu zagarniętych dóbr (jak już to wyszło w praktyce, to inna sprawa). Nie widzę powodu aby to kontynuować, a z oczywistych względów żadna organizacja wyznaniowa nie chce się zgodzić na likwidację bez czegoś w zamian. Choć nie ukrywam, że byłem przeciwnikiem zmian proponowanych za drugiego rządu PO, gdyż de facto koszty nadal ponosiłby budżet państwa, a nie wierni.

      A KK posiada sporą siłę polityczną, wystarczy przypomnieć tylko casus multipleksu dla Trwam, gdy KRRiT została zmuszona do przyznania miejsca na multipleksie mimo tego, że Lux Veritatis nie spełniła warunków a KRRiT miała korzystne dla siebie wyroki sądów administracyjnych i NSA.
      pokaż całość

    •  

      Jeśli dla kogoś to korzystne to dla państwa ale na pewno nie dla Kościoła. Ten podatek powoduje, że Kościół zaczyna się kojarzysz z podatkami oraz uzależnia Kościół od państwa. Do tego przymus wobec ludzi także nie działa zbyt motywująco na ich religijność.

      @Herubin: Jako katolik się z tym zgadzam, a żyjąc w Niemczech mam okazję oglądać Kościół dobrze zabezpieczony finansowo, ale martwy duchowo, tyle że Episkopat się ze mną nie zgadza w tej kwestii. Podejrzewam, że z powodów wymienionych wyżej - lata dotacji z Funduszu wykształciły poczucie zabezpieczenia finansowego, a tak oprócz utrzymania parafii doszłyby koszty składek na ubezpieczenia społeczne dla kleru i osób konsekrowanych. pokaż całość

      +: Herubin
    • więcej komentarzy (19)

  •  

    W ostatnim odcinku omówiliśmy sobie pokrótce czym był gnostycyzm i jak można go rozumieć. Nie chciałem za bardzo wchodzić w teksty żeby nie utracić głównego przesłania. No i nie chciałem pisać odcinka na 20 stron A4, bo odkrycie z Nag Hammadi daje nam tyle materiału, że standardowe 5-7 stron to zdecydowanie za mało. Stąd też pomysł na dodatkowy odcinek, nieco szerzej wchodzący w temat. W sumie myślę żeby robić tak gdy trafimy na jakieś zagadnienie które ciężko omówić w jednym odcinku.

    Dziś nja tapetę weźmiemy Ewangelię Tomasza, budzącą wiele sensacji i kontrowersji. Dodajmy że często bardzo niezdrowych sensacji, w których pragnienie udowodnienia, że było „inaczej niż się wszystkim wydawało” i „kościół fałszował historię żeby chronić swoje wpływy” biorą górę nad rozsądkiem. My, na miarę naszych skromnych możliwości, postaramy się to zrobić na spokojnie i chłodno. Powiemy sobie czym ta praca jest, poszukamy odpowiedzi na pytania kiedy powstała, pod jakimi wpływami, jakie może być jej przesłanie i na ile jest wiarygodna. Opieramy się na Freeman’ie i Ehrmann’ie.

    Przed 1945 rokiem mieliśmy dostęp tylko do fragmentów dzieła rzekomo napisanego przez apostoła Tomasza, ale odkrycie z Nag Hammadi sprawiło, że badacze zyskali dostęp do całości tekstu (a przynajmniej jeden z jego wersji). Jest to oczywiście fałszerstwo (w łagodniejszej wersji, pseudoepigraf), co jednak nie przesądza o wiarygodności. Nie jest to Ewangelia w tradycyjnym tego słowa znaczeniu gdyż nie zawiera opisów życia i działalności Jezusa czy jego uczniów, ale 114 rzekomych wypowiedzi Jezusa wraz z introdukcją i zakończeniem napisanym przez kompilatora.

    Większość wypowiedzi zaczyna się od „Jezus powiedział:...”. W niektórych przypadkach zapisano także dialogi jakie miał odbyć Jezus ze swoimi uczniami. Wypowiedzi te nie są w żaden sposób uszeregowane, czasem można dostrzec jakąś myśl przewodnią kilku wersów następujących po sobie, ale generalnie jest to po prostu randomowy zbiór.

    Z tego też tytułu ustalenie kiedy dzieło zostało napisane jest bardzo trudnym zadaniem- nie ma narracyjnych ram i jest bardzo możliwe, że kolejni przepisywacze usuwali/ dodawali coś od siebie. Na podstawie analiz tekstu proponuje się daty między 40 a 140 rokiem. Jest to nie tylko spory rozrzut ale i coś co dodaje kontrowersji- jeśli dolne datowanie jest prawdziwe, to ewangelia mogła powstać jako jeden z pierwszych zapisów o Chrystusie. To z kolei czyniłoby ją bardzo wiarygodnym źródłem.

    Z tym wiąże się jednak pewien problem, bo wykazuje ona dużo cech kojarzonych z gnostykami. Na przykład, na samym wstępie autor mówi, że: „To jest zbiór sekretnych wypowiedzi Jezusa, które Didymus Juda Tomasz spisał. Powiedział on [Jezus- przypisek mój], że: ktokolwiek odnajdzie ich poprawną interpretację ten nie doświadczy śmierci” (Powiedzenie 1). Sekretność i „tajemna wiedza” prowadząca do zbawienia daje się łatwo zidentyfikować ze stylem gnostyków.

    Tyle, że jak zauważają badacze, to o niczym nie przesądza. Przed chwilą pisałem o tym, że z racji charakteru tekstu istnieje spora szansa na to, że powiedzenia modyfikowano. Istnieje duża możliwość, że starszy materiał, być może wywodzący się z I wieku, został całkowicie przepisany przez „gnostyków”. Klasycznie- wiadomo, że mało wiadomo. No, ale lepiej jasno powiedzieć, że „mogło być tak i tak”, niż nie mówić nic albo co gorsza, wprowadzać w błąd.

    Ponad połowa wypowiedzi Jezusa wydaje się mniej lub więcej zazębiać z tymi które znamy z Nowego Testamentu- 79 z 114. W niektórych przypadkach nacisk jest na „więcej” niż mniej, a przykładem może być przypowieść o ziarnku gorczycy (Powiedzenie 20/Marek 4:30-32), ślepych przewodnikach (Powiedzenie 34/Mateusz 15:14) czy ubogich (Powiedzenie 54/ Łukasz 6:20). Generalnie opisy „podobne” są u Tomasza są bardziej szczegółowe i barwniej opisane niż u kanonicznych ewangelistów. Nie znaczy to, że autor używa tych samych słów, chodzi bardziej o sytuacje.

    Weźmy za przykład mateuszowe „szukajcie a znajdziecie (7:7-8) i tomaszowe „Pozwólcie szukającemu szukać dalej, aż znajdzie. Kiedy zaś znajdzie będzie zaniepokojony. Zaniepokojony zostanie zadziwiony i będzie rządził wszystkimi” (Powiedzenie 2). Albo: „Wtedy uczniowie zapytali go: Kiedy przyjdzie Królestwo? Jezu powiedział: Nie przyjdzie za sprawą oczekiwania na nie. Nie będzie to kwestia powiedzenia: oto jest albo: tutaj jest. Królestwo Ojca rozprzestrzenia się bowiem na całej Ziemi, a ludzie go nie widzą” (Powiedzenie 113). Zaczyna się bardzo podobnie do Marka 13:4 czy Łukasza 17:20, tyle, że ma inny przebieg.

    Poza wypowiedziami przypominającymi te znane z kanonu są także takie dla których ciężej znaleźć odpowiedniki. I tak na przykład: „Jezus powiedział: te niebiosa przeminą i te które są nad nimi także przeminą. Umarli nie są żywi a żyjący nie umrą. W czasach gdy jedliście to co umarłe uczyniliście to czymś, co jest żywe. Co zrobicie kiedy dostąpicie życia w świetle? W dniu w którym będziecie jednym staniecie się dwoma. Kiedy staniecie się dwoma, co zrobicie?” (Powiedzenie 11). Creepy, prawda?

    Skąd wzięły się te powiedzenia których nie możemy odnieść do kanonu? Te które możemy, jak przypuszczamy z dużą dozą prawdopodobieństwa, wywodzą się ze wspólnych dla tych dzieł tekstów lub tradycji. Możliwe też, że nasz „Tomasz” pisząc swoją Ewangelię, bazował na kanonicznych, modyfikując nieco ich zawartość, dodając także coś od siebie. Co jednak z resztą? Pamiętacie o Q? Źródle z którego korzystać mieli Łukasz i Mateusz przy pisaniu swoich ewangelii? Jeśli nie to szybko przypomnę.

    Marek, Łukasz i Mateusz to tzw. ewangelie synoptyczne („patrzące jednym okiem”) bardzo do siebie podobne. U Łukasza i Mateusza jest wszystko to co u Marka plus dodatkowy materiał. Daje to asumpt do przypuszczenia, że te dwie ewangelie powstały w oparciu o Marka (albo tę samą tradycję z której Marek się wywodził) plus dodatkowe źródła. Z innych tekstów wiemy, że ktoś skomponował listę z wypowiedziami Jezusa- i stąd teoria o Q, utożsamiany właśnie z tą listą wypowiedzi.

    Przez lata istnienie Q było kwestionowane i mocno krytykowane, bo przecież jak to możliwe, pytali uczeni, że chrześcijanie spisali jakąś ewangelię złożoną z wypowiedzi a nie będącą opowieścią o życiu i misji Jezusa? Przecież na tym ewangelia polega, prawda? Przecież w ewangelii chodzi o pokazanie zmartwychwstałego Chrystusa, bo to zbawienia i wstanie z martwych było główną obietnicą chrześcijaństwa. Tyle, że argument ten upadł w momencie odkrycia Ewangelii Tomasza, która składa się właśnie głównie z wypowiedzi Jezusa a nie relacji o nim.

    Nie znaczy to, że ktoś uważa, że Tomasz to właśnie owo zaginione Q. Propozycja badaczy jest raczej taka: „skoro część powiedzeń z Tomasza pokrywa się z Matueszem i Łukaszem, to istnieje spora szansa, że powstały one w oparciu o to samo źródło, być może właśnie Q”. I tu wracamy do próby odpowiedzi na pytanie zadane kilka akapitów dalej- jest szansa, że powiedzenia których nie ma u synoptyków, ale znajdujemy je u Tomasza to efekt wierniejszego odwzorowania zawartości Q, albo innej jego interpretacji. Jeśli przychylać się do teorii o dolnym datowaniu możliwe, że dzieło powstało w wyniku zapisania ustnych tradycji wspólnoty w której żył autor.

    Ehrmann spekuluje, że Q mogło powstać w gronie chrześcijan, którzy (podobnie jak wielu współczesnych ludzi) byli raczej zainteresowani naukami Jezusa i tego co z nich wynikało niż kosmicznym dramatem w którym Chrystus umiera za grzechy ludzkości, przetrąca kręgosłup śmierci i wskazuje drogę do zbawienia i życia wiecznego. Dramatem, który najwcześniej pojawia się chyba w interpretacji Pawła, który nigdy nie poznał żyjącego Jezusa, a swoją wiedzę o tym co „poeta miał na myśli” czerpał z wizji i objawień (jak sam skromnie zauważył: „żyje we mnie Chrystus”).

    Jakie jest przesłanie Ewangelii Tomasza? Jak je interpretować? Przez wiele lat żyliśmy w przeświadczeniu, że jest gnostycka, ale pogłębiona refleksja nad tym zjawiskiem prowadzi do konkluzji, że nie był to koherentny ruch i choć jesteśmy w stanie wyłapać wierzenia i poglądy podzielane przez wielu tzw. „gnostyków”, to jest to raczej umowne pojęcie. Nawet przy założeniu, że jest to dzieło gnostyckie, określenie to może nam mówić bardzo mało. Z tego też powodu musimy się sprawie przyjrzeć bliżej i z większą uwagą.

    Wspominaliśmy już, że na samym początku dzieła Jezus mówi o konieczności poprawnego interpretowania jego słów. Mówi, że przynosi on wiedzę która zapewnia zbawienie, dlatego warto jej szukać. W również cytowanych wypowiedziach opisuje proces dochodzenia do prawdy- najpierw okaże się, że to co wiedział szukający ma się nijak do faktów, zaniepokoi się, ale zaraz potem przyjdzie zadziwienie i posiądzie świat. Nie chodziło raczej o świat materialny, bo jak zauważa Jezus: „Ktokolwiek zrozumie świat znajdzie jedynie martwe ciało, a ktokolwiek znajdzie ciało będzie wywyższony w stosunku do świata” (Powiedzenie 56).

    Świat materialny jest zatem martwy a siła życiowa należy do świata duchowego: „Jezus powiedział: Gdy zapytają was skąd przyszliście, odpowiedzcie im, że przybyliście ze światła, z miejsca w którym światło stało się tym czym jest. Gdy zapytają czy wy jesteście, odpowiedzcie, że jesteście jego dziećmi i wybranymi Żyjącego Ojca”(Powiedzenie 50). Materia jest zatem swego rodzaju pułapką i więzieniem dla ducha.

    Zadaniem poszukującego zbawienia jest uświadomienie sobie, że świat materialny nie jest miejscem docelowym. To z kolei prowadzi do wyzwolenia z oków: „Kiedy rozdziejesz się i ułożysz swoje szaty pod stopami jak małe dzieci i nastąpisz na nie zobaczysz Syna Żyjącego i nie będziesz się już obawiał”(Powiedzenie 37). Wyzwolenie zapewnia powrót do miejsca z którego wywodzą się dusze: „Jezus powiedział: błogosławieni samotnicy i wybrani, bo wam dane będzie królestwo. Wy z niego jesteście i wy do niego powrócicie” (Powiedzenie 49).

    Nie jest to jednak takie łatwe, bo przebywanie w świecie materialnym osłabia i oślepia ducha. Dlatego też Jezus zstąpił do świata materialnego- aby pobudzić i wyzwolić ludzkość oraz umożliwić jej zbawienie i przywrócić ją miejscu do którego należy: Jezus powiedział: pojawiłem się na tym świecie w formie wydającej się być ciałem. Wszyscy których spotkałem byli zaczadzeni; nie znalazłem nikogo spragnionego; moja dusza cierpiała za synów ludzkich, ponieważ są oni ślepi w swoich serach i nie widzą… Teraz są odurzeni, ale gdy otrzeźwieją, będą żałować” (Powiedzenie 28).

    Jak autor wyobraża sobie zbawienie? Pamiętacie tekst o stawaniu się dwoma? Wydaje się, że oznacza on, że w momencie śmierci duch oddzieli się od ciała i przez chwilę człowiek będzie dwoma, ale ciało umrze a duch będzie żył wiecznie. Zbawienie nie jest więc stanem w tym świecie, ale od tego świata, którego stworzenie było de facto aktem uwięzienia ducha. W myśl tych nauk zapowiadane przez Jezusa Królestwo istnieje poza światem: „Jeśli ci którzy Cię prowadzą powiedzą, że królestwo jest w niebie, to ptaki znajdują się przed Tobą. Jeśli powiedzą, że jest w morzu to znaczy, że ryby są przed Tobą. Królestwo jest raczej w Tobie i poza Tobą. Gdy poznasz samego siebie zrozumiesz, że jesteś synem Żyjącego Ojca” (Powiedzenie 3).

    Tutaj pojawia się motyw o którym wspominaliśmy w poprzednim odcinku- mianowicie o tym jak ważne jest samopoznanie w procesie zbawienia. Zapewne chodzi tutaj o uświadomienie sobie tego, że ciało w którym żyjemy nie jest nami i musimy odkryć swoją prawdziwą naturę, która połączy nas z „Żyjącym Ojcem”. Innymi słowy- duch który w nas żyje jest boskiego pochodzenia, to znaczy jest tak boski jak Jezus: „Ten kto pije z moich ust stanie się taki jak ja. Ja sam zaś stanę się taki jak on, a rzeczy które są ukryte zostaną mu odsłonięte”(Powiedzenie 108). Samopoznanie jest przedstawione jako dochodzenie do jedności.

    Dlatego też Jezus mówi o sobie jako o tym który łączy a nie dzieli. To on prowadzi do tego żeby dany człowiek stał się „jednym”. Stawanie się jednym to motyw który często pojawia się w wypowiedziach w Ewangelii Tomasza. Traktuje o tym na przykład powiedzenie 22: „Kiedy uczynicie dwoje jednym, a to co wewnątrz takie jak to co na zewnątrz i to co na zewnątrz takie jak wewnątrz, a to co na górze takie jak na dole a to co kobiece męskie i to co męskie kobiece tak, że ani mężczyzna nie będzie mężczyzną ani kobieta nie będzie kobietą […] wtedy wejdziecie do królestwa”.

    Cytat ten stawia w nieco innym świetle najbardziej, chyba, kontrowersyjne powiedzenie z Ewangelii Tomasza: „Piotr powiedział do niego: niech Maria nas opuści bo kobiety nie są godne życia. Jezus odpowiedział mu: Ja sam ją poprowadzę, tak aby stała się mężczyzną, żeby jej dusza stała się taka jak wasze. Każda kobieta która uczyni się mężczyzną wejdzie do Królestwa”. Cytat ten wprawiał w konsternację uczonych interpretujących gnostycyzm jako podejście zdecydowanie bardziej przychylniejsze kobietom niż „konkurencja”.

    Jak zatem należałoby rozumieć tę wypowiedź? Przede wszystkim musimy uświadomić sobie, że postrzeganie płci różni się zależnie od czasów i kultury. Człowiek piszący Ewangelię Tomasza i jego czytelnicy mieli w tym względzie inne poglądy niż na przykład my. Oczywiście współcześnie istnieje wiele spojrzeń na płcie, ale w naszej kulturze można je sprowadzić do: mężczyźni i kobiety to dwie strony tego samego, po prostu ludzie. Na podobnej zasadzie jak moneta składa się z rewersu i awersu- bez jednego nie ma drugiego. Grecy i Rzymianie mieli jednak nieco inny ogląd sytuacji.

    Dla nich płcie nie były różnymi stronami tego samego a raczej różnymi stopniami. Na podstawie obrazów jakie wyłaniają się z prac pisarzy, poetów, filozofów czy nawet dzieł medycznych możemy powiedzieć, że starożytni patrzeli na kobietę jak na swego rodzaju niepełną wersję mężczyzny. W sumie to człowiek, ale jakby nie do końca wykształcony- ma mniejsze mięśnie, jest niższy, waży mniej, nie ma penisa, zarostu etc. Powiedzenie o słabszej płci nie było tylko literacką przenośnią. W świecie który był dużo brutalniejszy od naszego siła i agresja były postrzegane jako coś nieodzownego. Z tego powodu patriarchat (nie lubię tego słówka bo jest już w zasadzie rytualną obelgą która nic nie znaczy) miał się dobrze.

    Z prac antycznych autorów wynika także, że istniał pogląd, że to co żyje da się uszeregować w swoistą piramidę perfekcji. I tak rośliny były gorsze od zwierząt, zwierzęta od ludzi, kobiety od mężczyzn, mężczyźni od bogów, a bogowie od perfekcyjnego bytu. Stąd też prawdopodobnie myśl, że żeby się zbawić należy stać się perfekcyjnym, a więc zjednoczyć się z Idealnym Bytem. Logiczną implikacją tego poglądu jest przekonanie, że kobieta musi stać się najpierw jak mężczyzna, żeby móc dostąpić zbawienia- jest to niejako obowiązkowy przystanek na trasie do perfekcji i jedności z Ideałem.

    Wszystko ładnie pięknie, tylko na ile Ewangelia Tomasza wiarygodnie przedstawia nauki Jezusa, a na ile jest to późniejsza reinterpretacja, wpisująca się w „ruch gnostycki”? Między uczonymi trwa zażarty spór o jej wiarygodność i wierność przekazu. Istnieje sporo podobieństw między nią a kanonicznymi Ewangeliami, co obozowi który przychyla się do Tomasza pozwala twierdzić, iż dolna datacja jest bliższa prawdzie, a to czyni go bardziej wiarygodnym. Z drugiej jednak strony widzimy olbrzymie podobieństwo do tekstów gnostyckich i idee zawarte w dziele wyglądają jak żywcem wyjęte z II wieku, kiedy to wychowany na filozofii grecki intelekt próbował zrozumieć nową religię.

    To z kolej buduje argumenty tych którzy podważają wiarygodność Ewangelii i twierdzą, że nawet jeśli jej autor bazował na jakichś wczesnych źródłach, to odczytał je później w duchu „gnostycyzmu”, szukając w ten sposób potwierdzenia dla swoich poglądów teologicznych. Kolejnym argumentem tej strony sporu jest fakt, iż w dziele brak odniesień do tradycji i historii żydowskiej (grzech, konieczność pokuty i właściwego postępowania). Argumentują oni, że taki tekst mógł powstać w czasach gdy chrześcijaństwo było już oddzielną religią. Ich zdaniem jest bardzo wątpliwe żeby pierwsi chrześcijanie, którzy do schyłku I wieku mieli problemy z określeniem swojego stosunku do judaizmu i żydowskości (pamiętamy z poprzednich odcinków?), stworzyli tekst w którym nie ma nawet wzmianki o tych rzeczach.

    Pierwszy obóz próbuje parować, że na podobnej zasadzie można by odnosić się do Pawła, który opisuje Jezusa w oderwaniu od jego żydowskości, jako mesjasza cierpiącego za grzechy świata. Problem polega jednak na tym, że autor idzie dużo dalej niż Paweł. U Tomasza zbawienie nie jest możliwe dzięki odkupieńczej męce a poznaniu samego siebie i zjednoczeniu się z ideałem. Ponadto u Pawła pojawiają się chociaż wzmianki o elementach żydowskiej tradycji, jak choćby powracająca jak bumerang kwestia przestrzegania Prawa. U Tomasza brak nawet tego.

    I tak możemy jeszcze długo, ale ostatecznie rozstrzygnąć sprawy nie jesteśmy w stanie, bo to wykracza poza możliwości historii i historyków. W końcu kto udowodni, że poglądy charakterystyczne dla gnostyków z II wieku nie pojawiły się wcześniej i autor Tomasza był jednym z pierwszych, albo wręcz pierwszym który na coś takiego wpadł? Odpowiedź na pytanie o wiarygodność Tomasz pozostaje niestety kwestią interpretacji i, w dużej mierze, wcześniejszych poglądów jakie mieliśmy gdy podchodziliśmy do tematu relacji między kanonem a apokryfami.

    PS. Mam nadzieję, że nie ma miliarda błędów. Tradycyjnie proszę o zgłaszanie.

    PS.2. Tag obserwuje ponad 70 osób, ale nie wiem czy wszyscy zainteresowani przeglądają powiadomienia. Dlatego uruchamiam spamlistę, kto chętny niech się zapisuje. Link

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa #ateizm #zainteresowania

    Początek Ewangelii Tomasza odnalezionej w Nag Hammadi
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    Byłem wczoraj na Pachnidłach organizowanych przez o.Szustaka. Konferencja z cyklu Pachnidła pod tytułem: "Niewolnica Isaura, czyli o miłości, która niszczy". Miejsce spotkania Biały Kościół na Białostoczku. Ludzi masa, nie mieścili śię nawet w kościele, parkingi osiedlowe pozapychane, atmosfera mega. Było też trochę "studentów 3 wieku". Kto słucha o. Szustaka wie jak ten człowiek potrafi opowiadać. Byłem, spróbowałem, polecam każdemu.
    #bialystok #szustak #langustanapalmie #katolicyzm
    pokaż całość

    źródło: szustak1.jpg

  •  

    #neuropa #bekazkatoli #religia #katolicyzm #oswiadczeniezdupy

    Dlaczego obrzydza mnie katolicyzm:

    1. Chrzczenie dzieci

    Wydaje się, że człowiek powinien mieć wybór i w pełni świadomie wybrać drogę swojego życia i przekonania. Jednak nie uważają tak katolicy. Katolicy
    przymuszają do sakramentu chrztu istoty, które z racji swojego wieku nie mają ani świadomości ani wolnego wyboru. Ponadto mają dziwne przekonanie, że ich miłosierny Bóg odrzuci dziecko, które zmarło, tylko dlatego, że nie polano jego głowy wodą i nie wypowiedziano jakiejś formułki.Dziecko od samego początku ma narzucone, w co ma wierzyć i od urodzenia nabija statystyki Kościoła.

    2. Pogaństwo

    O przykładach bałwochwalstwa w Kościele Katolickim można rozpisywać się i rozpisywać. Po krótce- katolicy czczą obrazy, figurki, medaliki, zwłoki świętych i przedmioty z nimi związane. Klękanie, obwieszanie obrazów złotem i klejnotami, całowanie ludzkich kości, używanie medalików jako amuletów przeciwko złu czy uroczyste wyprowadzanie na spacer świętych figurek w hucznych procesjach to pogańskie zwyczaje, których katolicy się wypierają lub znajdują na nie śmieszne nielogiczne uzasadnienia.

    3. Kler kontrolujący polityków

    Nie ma wątpliwości, że obecna władza w Polsce wieloma ustawami chce zdobyć uznanie hierarchów kościelnych na korzyść swoją i na szkodę społeczeństwa.

    4. Masochizm i kult cierpienia

    Katolicyzm jest smutną religią. Od najmłodszych lat wpaja się ludziom strach przed ogniem piekielnym bardziej niż opowiada się o miłosiernym Bogu, wpaja się każdemu poczucie winy za śmierć kogoś, kto został zamordowany 2 tysiące lat temu i wpaja się bzdury o "grzechu pierworodnym", który rzekomo ciąży na ludziach od urodzenia. Wpaja się obrzydzenie do własnego ciała i krytykuje antykoncepcję. Ponadto zmusza się kobiety żeby rodziły skrajnie zdeformowane dzieci, tylko po to by kolejna istota musiała cierpieć na tym świecie wraz z tą kobietą, nawet jeśli to zdeformowane dziecko nie ma szans dożyć dorosłości. Nie szanuje się też kobiety, której chce się odebrać wybór, gdy ciąża zagraża jej życiu.

    5. Śmieszne dogmaty

    Katolicy nie potrafią się zdecydować czy wierzą w Adama i Ewę czy traktują to tylko jako pouczającą bajkę. Nie przeszkadza im to wpajać dzieciom bzdur o grzechu pierworodnym, który rzekomo na nich ciąży od urodzenia. Praktycznie nie da się pogodzić istnienia Adama i Ewy z chociażby z ewolucją, która wyklucza istnienie kogoś takiego jak "pierwsi ludzie". Jeśli więc nie było Adama i Ewy to nie ma też żadnego grzechu pierworodnego.
    To tylko jeden przykład.

    6. Kościół to źródło podziałów między ludźmi

    Kościół Katolicki to główne źródło nietolerancji w Polsce. Zaczynając od podporządkowywania sobie sejmowych ustaw (które z założenia powinny na równi traktować i szanować wszystkich obywateli niezależnie od przekonań) zakończywszy na nieuzasadnionym sączeniu jadu na mniejszości seksualne. Innym przykładem jest forsowanie
    zakazu handlu w niedzielę.

    7. Buta, arogancja kleru i afery z nim związane

    Od wspomnianych prób narzucania ludziom własnych przekonań, przez wystawne życie aż po afery pedofilskie.

    8. Obłuda i hipokryzja zwykłych katolików.

    Chyba każdy się z takimi zetknął. To są ludzie, którzy jednego dnia przyjmują komunię w kościelę, a kilka godzin później przeklinają na sąsiada.

    9. Wątpliwej wiarygodności Biblia

    Nie wiadomo ile przez wieki Kościół zdołał zmienić w Piśmie Świętym dla własnych korzyści. Co mnie zastanawia to to, że 10 przykazań brzmi jakby ktoś usunął jedno przykazanie i ostatnie podzielił na dwie części aby było nadal 10.

    WIELKA POLSKA KATOLICKA!!!1111oneoneone
    pokaż całość

    •  

      @Lawrence_z_Arabii: jasne, jeśli ktoś mówi coś niezgodnego z wyidealizowaną rzeczywistością to jedyne wytłumaczenie to że kłamie.
      Tak narzekasz na lewaków którzy tak robią a sam powtarzasz ich metodę.

      Obecnie Kościół jest wyłącznie dla wygrywów.
      Jak komuś się nie powiodło to nie ma dla niego w Kościele miejsca.

    •  

      jasne, jeśli ktoś mówi coś niezgodnego z wyidealizowaną rzeczywistością to jedyne wytłumaczenie to że kłamie.

      @aardwolf: To nie jest żadna "wyidealizowana" rzeczywistość, tylko rzeczywista rzeczywistość. Kościół jako instytucja nikogo nie odrzuca za to, że nie posiada partnera, czy partnerki, wbrew twoim twierdzeniom.

      A skoro twoje twierdzenia są inne niż rzeczywistość, to znaczy, że kłamiesz, świadomie, czy nie. pokaż całość

    • więcej komentarzy (143)

  •  

    W dzieciństwie nigdy nie udawało mi się regularnie odmawiać pacierza rano i przed spaniem, zawsze mi się zapominało. Jak to wiadomo, dziecko ma dużo spraw na głowie. Teraz jednak myślę sobie, że w takim powtarzanie sobie, że wszystko będzie dobrze - rano, po przebudzeniu, kiedy nie wiadomo co nas czeka i wieczorem, kiedy dzień się skończył i od czasu do czasu bywa, że swoje przeżywamy - coś jest i moze faktycznie ma to sens.
    #gimbokatolicyzm #katolicyzm
    pokaż całość

  •  

    Jako, że psychiatra zwiększył mi dawki leków (pewnie to rządy PiSu źle wpływają na moje zdrowie( ͡° ͜ʖ ͡°)), nie jeżdżę samochodem bo w przypadku byle jakiej stłuczki byłaby moja wina. Sprzedałem więc brykę i zaprzyjaźniłem się z komunikacją miejską. Autobusy teraz są full-wypas, nawet pani ponętnym głosem oznajmia nazwy przystanków, i tak na te kilka w drodze do pracy dwa mają w nazwie "kościół", a jeden "krzyż". Chciałbym kiedyś też usłyszeć: "zadupie małe meczet", albo "wszystkojedno gwiazda Dawida". Monokulturowość naszego kraju mnie dołuje :(
    #religia #zalesie #ateizm #katolicyzm
    pokaż całość

  •  

    Ile innych organizacji ma "Filtruj według stulecia" na swojej oficjalnej stronie internetowej?

    #kosciol #katolicyzm #chrzescijanstwo #religia #kalkazreddita

  •  

    Wiele fragmentów biblii nakazuje kobietom uległość. Chrześcijaństwo jest równie patriarchalne jak #islam. Jeśli współcześni katolicy nie respektują patriarchatu to jest tak wyłącznie z powodu działalności feministek i ruchów lewicowych. Dzięki feministkom kobiety uzyskały te same prawa co mężczyźni i katolicyzm zaczął być postrzegany na zachodzie jako przestarzała dziwna i ezgotyczna doktryna. Sami księża też musieli się nieco dostosować i nie opowiadają na ogół tych bardziej szokujących patriarchalnych wersetów, ale one istnieją:

    Np. tutaj fragment listy do efezjan 5, 22

    22 Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, 23 bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. 24 Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim

    #religia #katolicyzm #lewica #bekazprawakow #polityka
    pokaż całość

  •  

    Jak co roku - w Poznaniu - rozpoczyna się Festiwal Mozartowski. 4. grudnia (jutro), w przeddzień rocznicy śmierci kompozytora zostanie odprawiona missa pro defuncto W. A. Mozart Requiem.
    Msza będzie odprawiona w tzw. rycie trydenckim, czyli sprzed reformy Soboru Watykańskiego II, oprawiona niezwykłą muzyką genialnego kompozytora - jest to rzadka okazja wysłuchania mszy w takiej formie. Wykonania wręcz koncertowego, w najbardziej naturalnym środowisku dla tego typu utworu :) Ciekawe doznanie dla mirków zarówno spod znaku #katolicyzm jak i #muzykaklasyczna.

    Msza rozpocznie się o 23.00 w Katedrze na Ostrowie Tumskim w #poznan.

    Na żywo do usłyszenia między innymi takie hity jak ten :) https://www.youtube.com/watch?v=7pzjDxlgn7g

    #poznan #mozart
    pokaż całość

  •  

    Witam z powrotem, nadal jesteśmy w drugim wieku tyle, że dzisiaj zajmiemy się jednym z najciekawszych, najdziwniejszych i najbardziej odjazdowych zjawisk w historii wczesnego chrześcijaństwa, a może i całej tej religii. Mianowicie: zajmiemy się gnostycyzmem. Naturalnie nie jest tak, że zajmiemy się nim całościowo i kompleksowo bo to fenomen (a może raczej fenomeny) tak szerokie i głębokie jak samo wczesne chrześcijaństwo. No i jego pełniejsze poznanie wymagałoby kogoś kumatego a nie zwykłego niedoszłego_andrzeja. Skupimy się zatem na tym co najbardziej istotne.

    Samo określenie „gnostycki” sprawia badaczom sporo problemów. Jest to spowodowane tym, że pojęcie to zostało niejako ukute przez autorów proto- ortodoksyjnych i badania nad gnostycyzmem były przez wiele, wiele lat możliwe tylko przy użyciu pism które były wobec nich bardzo krytyczne. „Bardzo krytyczne” to eufemizm dla „wprost nazywały ich heretykami i potępiały”. Późniejsze odkrycia sprawiły, że wielu uczonych twierdzi, że określenie gnostycki stało się z czasem rytualną obelgą i było używane w odniesieniu do wszystkich ruchów, które dany pisarz podejrzewał o nieortodoksyjność. Na bardzo podobnej zasadzie wiele rzekomo „manichejskich” sekt w średniowieczu nie miała nic wspólnego z naukami Maniego. Określenie to stało się po prostu synonimem herezji i w takim kontekście należy je odczytywać.

    Nie wiemy do końca co tak naprawdę pojęcie „gnostycki” oznaczało. Studia nad później odkrytymi źródłami, pisanymi przez tak zwanych gnostyków zmieniły obraz jaki wyłaniał się z pism krytyków. Przedstawiali oni bowiem gnostycyzm jako odrębny ruch, charakteryzujący się określoną doktryną i w zasadzie stanowiący po prostu oddzielny „kościół”. Pogląd ten został zrewidowany i obecnie ciężko nawet wskazać definicję
    gnostycyzmu- w tekstach tak określanych da się dostrzec wiele punktów wspólnych, ale jest także wiele rzeczy które stoją w otwartej sprzeczności ze sobą. Stąd też wątpliwości badaczy czy można w ogóle mówić o gnostycyzmie jako koherentnym zjawisku czy może raczej każdy z tych nurtów należałoby traktować indywidualnie.

    Jest to zatem raczej sztuczne pojęcie i z tego powodu sprawia wiele kłopotów. To, że jest to kłopotliwa sprawa nie sprawia jednak, że nie powinniśmy spróbować uchwycić te zjawisko. Zjawisko, które choć nie było takie jak opisywali je proto- ortodoksi, to jednak zaistniało. Musimy po prostu pamiętać o tych zastrzeżeniach i rozumieć, że określeń „gnostycki” czy „gnostyk” używamy mocno umownie. Wielu tak zwanych gnostyków mogło by się zdziwić, że byli za takowych uważani. Tym niemniej jednak musimy mieć jakąś bazę żeby być w stanie ruszyć z tematem. Że trzeba będzie upraszczać, żonglować i naginać? No taka już niestety natura „wielkich narracji” w historii.

    Na początku musimy więc wypracować jakąś roboczą definicję zjawiska. Ludzkość od zawsze zadawała sobie miliony pytań o swoją egzystencję, jej sens, miejsce we wszechświecie, naturę i w ogóle. W II wieku debata nie była wcale spokojniejsza niż dzisiaj. Część ludzi poszukujących odpowiedzi na w/w pytania doszła do wniosku, że prawdę może poznać tylko garstka wybrańców dzięki swoim unikalnym przymiotom ducha i umysłu. Ludzi tych nazwano gnostykami, od greckiego „gnosis” oznaczającego wiedzę. Gnostycy wierzyli, że ludzkość jest czymś więcej niż tylko świadomym swego istnienia mięsem i, że jej miejsce nie znajduje się w świecie materialnym. Ich zdaniem ludzie muszą wyzwolić ducha z materialnych oków żeby na nowo zjednoczyć się ze źródłem z którego się wywodzą.

    Gnostycyzm wyrósł na medioplatonizmie i jego przekonaniu o tym, że wyższa, duchowa rzeczywistość jest bardziej prawdziwa i stabilna niż pogrążony w chaosie świat materialny. Platonicy byli przekonani, że poznanie tej „wyższej” rzeczywistości jest jak najbardziej możliwe, a da się to zrobić poprzez kontemplację, rozważania i rozumowe dochodzenie do prawdy. Gnostycy podzielali tę wiarę i często, gęsto szukali prawd duchowych w religiach, mitach, magii i innych formach wierzeń. Opieranie się na różnych tradycjach to jedna z przyczyn tego, że nie był to skonkretyzowany i sformalizowany ruch tylko zbiorcza nazwa tych, którzy różnymi sposobami starali się posiąść gnosis, mającą zapewniać zbawienie, oświecenie, wyższą świadomość czy co tam jeszcze.

    Ich ezoteryczne i mistyczne podejście do tematu, fantastyczne kosmologie, odjechane interpretacje i skąpe wzmianki źródłowe sprawiły, że po dziś dzień mocno oddziałują na wyobraźnie. Zarówno teraz jak i wtedy wielu ludzi czuło się wyobcowanych, nie rozumiało świata, nie widziało w nim sensu lub nie potrafiło odnaleźć w nim nic dla siebie. Teksty i wierzenia gnostyckie są trudne do odczytania i interpretacji. I muszą takie być, przecież zdradzają one największe tajemnice świata i nie może być tak, że byle Antek zrozumie ich przesłanie i będzie w stanie się zbawić. To wiedza zarezerwowana dla ścisłej, duchowej i intelektualnej, elity. Elity która ma w sobie jakąś cząstkę bożej duszy, która sprawia, że rozumie i czuje to co niezrozumiałe i wymykające się zmysłom oraz odkrywa to co zakryte.

    Ufff, właśnie ustalenie przybliżonej i roboczej definicji gnostycyzmu zajęło nam jedną stroną A4. Widzicie więc, że nie przesadzałem gdy mówiłem, że nie będzie to takie łatwe. Teraz kolejna sprawa: co to ma do chrześcijaństwa? Ano ma sporo- wielu gnostyków wierzyło, że owa „iskra boża” została pobudzona przez boskiego emisariusza, który zstąpił do świata materialnego aby uratować żyjące w nim fragmenty boskiej duszy. Ten emisariusz nie mógł być jakimś tam prorokiem, czyli człowiekiem który ledwo co otarł się o boskość. Musiał być bogiem. I tak oto gnostycy zreinterpretowali rolę Chrystusa w duchu swoich przekonań.

    Ok, zauważyliście pewnie, że używam tutaj jakichś poetycko brzmiących słów, które ciężko odnieść do konkretnych i jasnych definicji? Nieprzypadkowo- bo tak właśnie robili gnostycy. Język którym się posługiwali był przepełniony ezoteryzmem, mistycyzmem, symbolizmem i niejednoznacznością. Dlatego też gnostycy od zawsze fascynowali nie tylko ludzi interesujących się historią, ale także tych bardziej skorych aby doszukiwać się w niej sensacji (stąd na przykład gigantyczny sukces książki Dana Browna). Nie jest to jedyny powód, bo bogactwo wierzeń różnych grup gnostyckich jest uderzające i pełne eonów, archontów, pełni, ducha, bytów i aniołów.

    Nakreślmy sobie ogólne korzenie gnostycyzmu. Wiemy już o wpływach platonizmu, ale przecież nas interesuje przede wszystkim gnostycyzm chrześcijański albo chociaż z chrześcijaństwem związany. Połączenie to jest zresztą o tyle dziwne, że zarówno w chrześcijaństwie jak i w judaizmie z którego się ono wywodzi, świat nie jest czymś złym. Tymczasem w wierzeniach gnostyckich, owszem, jest. Maintream’owi chrześcijanie i żydzi naturalnie przyznają, że świat jest pełen zła, a w życiu nie brak nieszczęść i sytuacji których chcielibyśmy uniknąć za wszelką cenę. Tyle, że natura świata nie jest zła, a zło nie jest czymś przyrodzonym. Za większość zła odpowiadają zresztą ludzie, których postępki niweczą dobro jakie Stwórca tchnął w stworzenie. Tymczasem u gnostyków świat materialny po prostu jest zły. Jak godzili kwestie Boga- Ojca i Jezusa z tymi poglądami?

    Żeby odpowiedzieć na to pytanie musimy cofnąć się do tradycji żydowskiej. Żydzi wierzyli, że są narodem wybranym przez Boga, że łączy ich specjalna z nim więź i Bóg broni i prowadzi swój lud. Jako przykład takiego myślenia można wziąć choćby jeden z żydowskich mitów założycielskich, a mianowicie ten o Mojżeszu i niewoli egipskiej. Chcąc wyzwolić swoich podopiecznych, Jahwe kilkukrotnie interweniował zabijając wielu Egipcjan. Kto nie spał na religii w szkole wie, że w tym micie Bóg potrafił zabić niewinne egipskie dzieci żeby zmusić faraona do podjęcia decyzji korzystnej dla Żydów. W drodze z Egiptu Mojżesz, w imieniu całego narodu, przypieczętował sojusz z Bogiem.

    W miarę upływu czasu Żydzi doświadczali jednak innych nieprzyjemności a Bóg jakoś nie palił się do pomocy. Dlaczego? Wielu, nie wyłączając proroków, miało gotową odpowiedź na to pytanie- otóż Żydzi obrazili Boga swoimi grzechami a to stawiało przymierze jakie z nim zawarli pod znakiem zapytania. Jedynym wyjściem z sytuacji było posypanie głowy popiołem i powrót do życia według boskich nakazów. Co jednak gdy mimo pokut i poprawy Bóg nadal pozostawał głuchy na potrzeby swojego ludu? I jak przekonanie o karze i nagrodzie w życiu ma się do faktu, że wielu dobrych ludzi cierpi a wielu złych zażywa przyjemności?

    I tutaj z pomocą przychodzi apokaliptycyzm, jeden z nurtów jakie narodziły się w tradycji żydowskiej. Wydaje się, że w pełni rozwinął się w czasach gdy Judea była częścią państwa Seleucydów, którzy prześladowali Żydów za bycie Żydami. Prowadziło to do powstania nie lada łamigłówki- skoro jesteśmy prześladowani za bycie Żydami, czyli życie zgodnie z wolą Boga, to przecież zła jakie nas spotyka nie można wytłumaczyć grzeszeniem przeciwko Bogu. Zwolennicy apokaliptycyzmu mieli gotową odpowiedź: Bóg i jego stworzenie są dobre, ale zło i cierpienie dotyka nas gdyż istnieje Szatan, który nienawidzi dzieł bożych i ze wszystkich sił stara się je zniszczyć i im zaszkodzić.

    Apokaliptycy utrzymywali jednak, że jest to stan tymczasowy i już za chwilę, za chwileczkę Bóg dokona pomsty na prześladowcach jego ludu. Apokaliptycyzm święcił triumfy w czasach Jezusa i był związany z zapowiedzią pojawienia się mesjasza, który pokona i ukarze butnych Rzymian. Wielu uczonych twierdzi zresztą, że Jezus był pod wpływem tego ruchu i na przykład Ehrmann nazywa go „najsłynniejszym żydowskim apokaliptykiem”. Co jednak gdy zapowiedziana apokalipsa nie nadchodzi, a kolejne pokolenia, mniej lub bardziej żwawo, hasają po świecie?

    I tutaj pojawiają się gnostycy uzbrojeni w platońskie podejście do świata materialnego. Otóż- między tym, że Bóg jest dobry i chce dla nas najlepszego a faktem, że cierpimy i doświadczamy zła nie ma sprzeczności. Po prostu bóg- stwórca, panujący nad tym światem nie jest Bogiem, tylko kolejnym bożkiem, podobnym do Zeusów i innych Saturnów, okrutnym, raptownym i bardzo ludzkim w swoim zachowaniu. Gnostycy zdają się mówić: „Nie wierzycie? Sprawdźcie Biblię, sami zobaczcie co ten demiurg Jahwe wyprawiał z ludźmi”. Zdaniem gnostyków Jezus był Synem Bożym, ale nie tego starotestamentowego mściwego bożka, ale prawdziwego, najwyższego Boga (kłania się Platon), tego który nie mógł patrzeć na katusze ludzkości i dlatego posłał cząstkę swojej boskości aby pobudzić dusze ludzi i umożliwić im zbawienie.

    I tak, mniej więcej, wiemy już w jaki sposób wyewoluowało gnostyckie podejście do świata i życia- z nałożenia się na siebie idei zawartych w platonizmie i apokaliptycznej tradycji żydowskiej. Oczywiście nie znaczy to, że nie było innych wpływów. Dualizm w końcu nie był oryginalnym wymysłem Platona tylko cechą wielu religii bliskowschodnich. I tak wracamy do źródeł. Sytuacja którą opisałem kilka akapitów wyżej trwała przez stulecia, aż do pamiętnego 1945 roku i odkrycia pism gnostyckich w Nag Hammadi. Było to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii badań nad wczesnym chrześcijaństwem, porównywalne chyba tylko do odkrycia Zwojów Morza Martwego.

    Przez wiele lat badacze mieli spory problem z badaniem gnostyków bo brakowało wiarygodnych źródeł które mogły by nam dać sensowny wgląd. Większość materiałów którymi dysponowali, pochodziła z pism ich przeciwników. Mam tutaj na myśli: „Odparcie wszelkich herezji” Hipolita Rzymskiego, „Przeciw herezjom” Ireneusza z Lyonu oraz kilka prac Tertuliana wymierzonych w heretyków. Nie trudno się domyśleć, że budowanie rzetelnego obrazu czegokolwiek, zwłaszcza ruchu religijnego, na bazie tekstów pisanych przez jego krytyków jest bardzo karkołomnym przedsięwzięciem, a jego ewentualne efekty muszą być traktowane mocno sceptycznie. W XVIII i XIX wieku odkryto kilka zwojów gnostyckich, ale nie odcisnęły one dużego piętna na studiach tego zagadnienia.

    Przełom nastąpił w 1945 roku. Grupce niepiśmiennych rolników w trakcie prac polowych udało się odkryć zapieczętowany słój. Po długich perypetiach (historia odkrycia jest niemal tak ciekawa jak to co odkryto) okazało się, że słój zawiera trzynaście kodeksów w których zapisano 52 dzieła, głównie gnostyckie. Językiem wszystkich źródeł jest koptyjski, egipski zapisywany greckim alfabetem. W skład „biblioteki” wchodzą takie teksty jak Ewangelia Tomasza, Ewangelia Prawdy, Apokryfon Jana, Ewangelia Filipa czy Ewangelia Egipcjan. Gdybyśmy mieli wymieniać wszystkie teksty nie starczyłoby tutaj miejsca, kto ciekawy niech sprawdzi, choćby na angielskiej Wikipedii. W przyszłości na pewno omówimy Ewangelię Tomasza, ale to w osobnym tekście.

    Odkrycie to było przełomem, bo w końcu pozwoliło poznać gnostycyzm z perspektywy samych gnostyków, a nie ich proto- ortodoksyjnych przeciwników. Okazało się na przykład, że wielu tak zwanych „gnostyków” miała mało wspólnego z tym co my rozumiemy jako gnostycyzm. Ba! Przy odrobinie dobrych chęci można by ich zaliczyć nawet do autorów ortodoksyjnych. Uczeni przypuszczają, że do zakopania zwojów doszło w IV wieku i miało ono związek pojawieniem się kanonu Nowego Testamentu i zabiegami Atanazego z Aleksandrii, które miały na celu jego upowszechnienie na terenie Egiptu. Jego wprowadzenie niejako z automatu czyniło wszystkie inne pisma heretyckimi. Ktoś (prawdopodobnie mnisi z pobliskiego klasztoru) uznał jednak, ze dzieła które nie pasowały do kanonu są cenne i aby nie dopuścić do ich zniszczenia, zapieczętował je i ukrył.

    Nie oznacza to jednak, że odkrycie z Nag Hammadi cudownie rozwiązuje wszystkie problemy z gnostycyzmem. Jak już wspominaliśmy- większość tekstów była pisana w skomplikowany sposób, pozostawiający szerokie pole do interpretacji. Wiemy zatem co w nich jest (to znaczy nie zawsze, bo niektóre z nich występują tylko jako fragmenty), ale nie wiemy jak teksty te były interpretowane przez samych gnostyków. Ponadto nie dają nam one całościowego spojrzenia na zjawisko, na podobnej zasadzie jak artykuł na temat Mistrzostw Świata w piłce nożnej zakłada, że czytelnik wie o jaką stawkę toczy się gra, jakie są najbardziej utytułowane drużyny, na czym piłka jako dyscyplina polega itd. Podobny problem występuje tutaj. Nie ma jednak co narzekać, bo z biblioteką z Nag Hammadi i tak wiemy znacznie więcej niż bez niej.

    W co zatem wierzyli gnostycy? Oczywiście odpowiadając na to pytanie musimy pamiętać, że „gnostycyzmów” było wiele. Dość już jednak zastrzeżeń, miejmy je wszystkie z tyłu głowy, ale czas najwyższy przejść do rzeczy. Gnostycy wierzyli zatem w Najwyższego Boga, absolutnie perfekcyjnego, niemożliwego do pojęcia, zrozumienia i pełnego poznania. Ten Bóg, ze sobie tylko znanych powodów, stworzył duchową rzeczywistość w której istniał tylko on. No nie do końca. Skoro istniał to znaczy, że istniało Istnienie, skoro stworzył to istniało Stworzenie, a skoro myślał to istniało Myślenie i tak dalej. Rzeczy te stały się niejako emanacjami Najwyższego Boga a gnostycy nazwali je eonami. Z eonów tych zaczęły wyłaniać się inne byty, które zasiedlały kolejne (i wciąż tworzące się) poziomy duchowej rzeczywistości.

    W tym momencie mity kosmogoniczne zaczynają się rozjeżdżać i każdy nieco inaczej tłumaczy powstanie materialnego świata, aczkolwiek wszystkie przedstawiają je jako tragedię która doprowadziła do uwięzienia idealnego ducha w niedoskonałej materii. Tutaj przedstawię opowieść zawartą w Apokryfonie Jana, jednym z dzieł które odnaleziono w Nag Hammadi. Autor przedstawia się jako Jan, syn Zebedeusza. Tekst przedstawia wizję jaką autor otrzymał przebywając na jednej z judejskich pustyni, niedaleko Jerozolimy. Rzekomy Jan twierdzi, że wizja pochodzi od Chrystusa, który także jest w niej obecny jako Niewidzialny Duch, byt istniejący poza ramami stworzenia (cokolwiek to oznacza).

    Jan poznaje prawdę niejako poprzez myśli które przekazuje mu Chrystus (też nie do końca wiemy co to oznacza). Personifikacją jednej z tych myśli jest byt nazywany Barbelo, będący pośrednikiem między Niewidzialnym Duchem a resztą istnienia. Za chwilę pojawia się kolejny byt, Perfekcyjny Człowiek, Adamas, będący pierwowzorem całego stworzenia. Obok niego występują inne eony, a wszyscy żyją w duchowej rzeczywistości, gdzie panuje Niewidzialny Duch i Barbelo, zapewniający idealną harmonię. Sielanka trwa aż do pojawienia się eonu Mądrości, która lubi sprawiać problemy i łamie konwenanse i schematy. Jej myśli doprowadzają do powstania odrębnego eonu, niejako jej dziecka. Jest ono jednak tak szkaradne, że Mądrość ukrywa je w chmurze, poza zasięgiem innych duchowych bytów.

    No i teraz robi się ciekawie bo dziecię Mądrości nazywa się Ialdabaoth, co jest tłumaczone jako Jahwe, Pan Szabatów. Dorasta on odizolowany od reszty, nieświadomy istnienia niczego poza nim samym i faktu, że jego rodzicem jest Mądrość. Żyje w złudzeniu, że jest jedynym bogiem i to nie jakimś tam bogiem, ale Jedynym Bogiem. Ialdabaoth zaczyna tworzyć własne eony i zaprzęga je do pracy a pracą tą jest tworzenie świata. Wieści o powstaniu materialnej rzeczywistości budzą konsternację wśród mieszkańców niebios. Niebianie zwodzą potomka Mądrości i dzięki ich podstępowi Ialdabaoth tchnął swego ducha w jedno ze swoich stworzeń. Istotą tą okazał się być człowiek. Szybko okazuje się, że człowiek zaczyna dorównywać swojemu stwórcy, a nawet go przewyższać. Ten próbuje wyrwać cząstkę swojej mocy, ale próba ta kończy się niepowodzeniem a jej skutkiem ubocznym jest stworzenie kobiety. Wściekły Ialdabaoth decyduje się na wygnanie ludzi z raju.

    Aby dopełnić zemsty Stwórca uwodzi Ewę, która zachodzi w ciążę i rodzi Kaina i Abla. Następnie oddaje się Adamowi i powija mu syna, Seta. Potomkowie Seta są nosicielami boskiego ducha, który Ialdabaoth tchnął w Adama. Postać Seta powtarzała się w wielu innych mitach i tekstach. Na tej podstawie część uczonych twierdzi, że w ramach gnostycyzmu można wyróżnić nurt roboczo nazywany setianizmem. Nie wiemy czy był on w jakiś sposób spójny i zorganizowany czy jedyne co łączyło poszczególnych „setian” ze sobą, było przypisywanie szczególnej roli Setowi. Jako jedyny otrzymał cząstkę boskiego ducha, a jej posiadanie było jednym z warunków dostąpienia oświecenia. W niektórych tekstach Setowi przypisuje się większe znaczenie niż Jezusowi. Setianizm jest przedmiotem sporu między badaczami i póki co brakuje zgody i konsensu w tej sprawie.

    Ok, ale wróćmy do naszej historii. Demiurg (po grecku „stwórca”) stara się za wszelką cenę zniszczyć ludzi i odzyskać utraconą cząstkę swojej mocy. Dlatego też zsyła na ludzi plagi, potopy, wojny, rzezie i co tam jeszcze. Inne eony, powodowane współczuciem, interweniują po stronie ludzi za sprawą Barbelo, który jako Opatrzność kieruje nimi tak, aby wybawić ich z opałów. I tak na przykład gdy demiurg zsyła potop, Barbelo objawia to Noemu i każe mu zbudować Arkę. Barbelo stara się podtrzymać w ludzkości pamięć o jej prawdziwym pochodzeniu i to, że nie należą oni do materialnego świata, a do niebiańskiej, wyższej rzeczywistości.

    Opisana tutaj historia jest bardzo ciekawym miksem mitologii żydowskiej, chrześcijańskiej i wierzeń platoników. Gnostycy, w przeciwieństwie do Marcjona, nie odrzucali kanonu pism żydowskich, interpretowali je tylko po swojemu, jako historię zmagań potomków Adama i Seta z demiurgiem, który na pewnym etapie wmówił ludziom, że jest Jedynym Bogiem. Nie jest to jedyna historia jaką opowiadali sobie gnostycy, znaczna większość z nich ma jednak punkt wspólny: stworzenie było złe z samego założenia a dobro występowało na świecie tylko dlatego, że niebiańskie siły wrobiły Ialdabaotha w podzielenie się z człowiekiem boskim duchem. Zadaniem człowieka było uwolnienie się z materialnego więzienia i powrót do czystej, prawdziwej, duchowej rzeczywistości.

    Żeby jednak było to możliwe koniecznie jest posiadanie wiedzy, gnosis. W jednym z tekstów odnalezionych w Nag Hammadi, Jezus mówi do swojego rzekomego brata, Judy Didymusa Tomasza (czasem utożsamianego z apostołem o tym imieniu): „gdy mi towarzysz, mimo, że nie rozumiesz to tak naprawdę już zrozumiałeś i dlatego będziesz nazwany Tym Który Zna Siebie. Ten bowiem kto nie zna siebie nic nie wie, a ten który poznał siebie wie już wszystko”. W chrześcijańskim gnostycyzmie tym który oświeca jest Chrystus. Tu pojawia się jednak kolejny problem, bo skoro Chrystus jest wysłannikiem prawdziwego Boga, to jak znalazł się w materialnym świecie? Przecież to niemożliwe żeby coś tak doskonałego chciało przywdziewać tak niedoskonałą (i złą, koniecznie pamiętajmy, że złą) materię.

    Część gnostyków głosiła poglądy podobne do Marcjona, według którego Jezus nie był człowiekiem, tylko, dzięki swoim nadprzyrodzonym mocom, wydawał się nim być. Po wypełnieniu misji i pobudzeniu boskiej mocy zawartej w części ludzkości powrócił tam skąd przyszedł. Inni jednak byli zdania, że Chrystus był boskim duchem który opętał Jezusa- człowieka i użył go jako swojej marionetki. Poglądy na naturę samego Jezusa różniły się. Niektórzy widzieli w nim zwykłego człowieka, inni jednak twierdzili, że musiało w nim być coś wyjątkowego, skoro to go wybrał Chrystus. Pojawiły się na przykład teorie, że Jezus miał nie-materialne ciało. Teoria z opętaniem przez boskiego ducha tłumaczyła także zmartwychwstanie- jako ponowne wstąpienie Chrystusa w martwe ciało Jezusa.

    Tak czy inaczej gnosis jaką przyniósł ze sobą Chrystus była niezbędna do prawdziwego zbawienia. Jak już kilkukrotnie wspominaliśmy, będzie ono udziałem tylko nielicznych. Dlaczego? Otóż gnostycy wierzyli, że jest kilka typów ludzi. Jeden z poglądów głosił, że istnieją trzy typy. Pierwszy typ to dzieła demiurga, pozbawione cząstki boskości, nie różniące się niczym od innych zwierząt. Drugi typ to ludzie posiadający jakąś formę duszy, ale nieożywionej boską mocą. Tacy ludzie mieli szansę na życie wieczne, jeśli wierzyli i czynili dobro. Trzecia grupa to duchowa elita, gnostycy, ci którzy dzięki boskiej mocy znają prawdziwą naturę świata i pewnego dnia powrócą do swojej duchowej ojczyzny.

    Skoro materia jest zła i jest więzieniem dla ducha, to co z ciałem? Częstym zarzutem jaki padał ze strony przeciwników gnostycyzmu jest ten o rozwiązłość i libertyńskie podejście do życia. Skoro ciało, a więc materia, nie ma żadnego znaczenia, to co za różnica jak nim rozporządzamy? Na tyle ile się jednak orientujemy, większość gnostyków miała podejście dokładnie odwrotne od tego które przypisywali im krytycy. Analiza tekstów z Nag Hammadi wskazuje, że gnostycy preferowali ascetyczny tryb życia. Czy Tertulian, Ireneusz i inni bezczelnie kłamali? W końcu zarzut o „złe prowadzenie się” był często wykorzystywany przez stronę A w celu zaszkodzenia stronie B. Sami chrześcijanie byli oskarżani przez pogan o niemoralność i wyuzdanie. Być może kłamali świadomie, być może opinię o gnostycyzmie wyrobili sobie na podstawie innych sekt, które miały bardziej zabawowe podejście do kwestii cielesnych.

    Kolejną ciekawą kwestią jest analiza wspólnot gnostyckich. Ciekawą bo wydaje się, że często nie były to żadne wspólnoty i w przeciwieństwie do innych “heretyków”, takich jak ebionici czy marcjonici, gnostycy niekoniecznie tworzyli swoje grupy. Wydaje się, że wielu gnostyków należało do proto- ortodoksyjnego chrześcijaństwa lub innych większych wspólnot. Po prostu uważali się za duchową elitę tychże grup, tych którzy posiedli gnosis, przeznaczone tylko dla nich, nie dla szeregowych współwyznawców. Gnostycyzm niekoniecznie był nastawiony misyjnie, często wręcz przeciwnie- wtajemniczeni na co dzień brali udział w życiu swoich wspólnot a swoje przekonania zostawiali dla siebie, albo dla wąskiego kręgu innych „oświeconych” z którymi czasem spotykali się na jakichś tajemnych rytuałach. To, że mieli swoje obrządki poświadcza na przykład Ewangelia Filipa.

    Wspominałem już o źródłach pisanych przez proto- ortodoksów i teraz się nimi zajmiemy bo są one ciekawe w kontekście tego jak inni chrześcijanie mogli patrzeć na swoich gnostyckich współwyznawców. Oczywiście uważali ich za heretyków i krytykowali. Najczęściej przewijającą się krytyką było zauważenie, że gnostycy niejako „na siłę” komplikowali swoje pisma, mitologizowali i używali mnóstwa zbędnych ozdobników. No, w skrócie uprawiali takie literackie Bizancjum, jakby koniecznie chcieli pokazać, że są kumaci, oświeceni i w ogóle, nie to co cała reszta. Pisarze proto- ortodoksyjni ukazywali swoją wersję chrześcijaństwa jako tę prawdziwą właśnie dlatego, że była prosta (w porównaniu go gnostycyzmu), nie dzieliła włosa na czworo i nie chowała się po kątach.

    W skrócie: była taka jak Jezus, który też nie bał się mówić otwarcie i potrafił wyrażać skomplikowane prawdy za pomocą prostych metafor. Z tego powodu „gnosis” nie mogła pochodzić od Chrystusa. Zdaniem krytyków ojcem gnozy (i wszelkich herezji) był nie kto inny jak Szymon Mag, rywal apostołów. Ponadto oskarżano gnostyków o nienawiść do ciała, pisano o tym jak wyniszczali swoje organizmy postami i umartwianiem się. Dziwna rzecz, że byli przy tym oskarżani o niemoralne prowadzenie się. W końcu ciężko żeby umierający z głodu i wyniszczony biczowaniem się zawodnik miał siłę na cielesne swawole. Prawdopodobnie był to zarzut wysuwany niejako z przyzwyczajenie- w zasadzie każda grupa oskarżała tę drugą o niemoralność.

    Pisma proto- ortodoksów przedstawiały gnostycyzm jako osobny ruch, herezję zatruwającą umysły wiernych, rywalizującą z prawdziwym nauczaniem i zdeterminowaną żeby zdominować i wyrugować przeciwnika. Na podstawie badań i odkryć z Nag Hammadi mamy dobre powody żeby sądzić, że to nieprawda. Tutaj nie mogę nie wspomnieć o Walterze Bauerze i jego pracy Ortodoksja i Herezja we Wczesnym Chrześcijaństwie, wydanej w 1934 roku. Autor ten jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na niejednorodność wczesnego chrześcijaństwa i nieporozumienia wynikające z tradycyjnych wyobrażeń o kościele jako instytucji która od samego początku stała na straży ortodoksji i czystości wiary.

    Przykładem ilustrującym to o czym już mówiliśmy, to znaczy o wątpliwościach co do tego czy gnostycyzm w ogóle był czymś o czym można mówić w kategoriach zorganizowanego ruchu oraz wiarygodności informacji uzyskiwanych z analizy dzieł krytyków, może być tak zwana Ewangelia Prawdy. Przed odkryciem z 1945 roku znaliśmy ją bowiem tylko z pism Ireneusza, który odrzucał ją jako gnostycką, a jej autora przedstawiał jako zadeklarowanego gnostyka i herezjarchę. Jeden z kodeksów odnalezionych w Nag Hammadi zawierał ją jednak w całości co dało nam niepowtarzalną szansę na zweryfikowanie obrazu z dzieł Ireneusza z rzeczywistością. Okazało się, że nie jest to nawet Ewangelia, a raczej zapis rozważań autora nad znaczeniem misji Chrystusa.

    Według tego co tam czytamy istnieje jeden najwyższy Bóg, ojciec wszystkiego co żywe (brak wzmianek o jakichś innych bóstwach). Świat był pogrążony w chaosie z powodu Błędu (utożsamianego z diabłem) i ludzkich grzechów, ale przyjście Jezusa radykalnie zmieniło sytuację. Dodajmy, że Jezus z Ewangelii Prawdy jest opisany jako istota ludzka, a nie doketystyczna „zjawa”. Świat niestety nie rozpoznaje zbawiciela w Jezusie i zostaje on skazany na śmierć. Jego śmierć jest jakby ukoronowaniem misji i dzięki niej część ludzi zrozumiała, że „żyje w mroku” i jedyną szansą na zmianę jest pójście za Chrystusem. Możliwość zbawienia jest dostępna dla wszystkich, a ci którzy już o niej wiedzą są wprost zachęcani żeby dzielić się „Dobrą Nowiną” z resztą ludzkości.

    Ciężko wskazać tutaj jakieś elementy do których ktoś z grona proto- ortodoksów mógłby się przyczepić. To znaczy styl faktycznie przywodzi na myśl prace gnostyków, ale interpretacja Freemana (czyli ta którą przytoczyłem wyżej) jest jak najbardziej uprawniona. Ewangelia Prawdy została jednak uznana za heretycką przez Ireneusza, który określił ją jako niezgodną z nauczaniem apostołów. Miała być napisana przez Walentyna, który w czasach panowania Antoninusa Piusa był nauczycielem religijnym w Rzymie. Był bardzo popularny i według jednej relacji był nawet kandydatem na biskupa Rzymu. Freeman uważa, że istnieje szansa na to, że Ireneusz celowo nadinterpretował tekst Ewangelii Prawdy gdyż mógł mieć personalny konflikt z Walentynem- wiemy bowiem, że przebywał on w Rzymie w mniej więcej tym samym czasie. To jednak czysta spekulacja.

    Odkrycia i badanie tekstów samych gnostyków sprawiły, że uczeni zaczęli mocniej podważać wiarygodność źródeł ze strony proto- ortodoksyjnej. Na przykładzie Ewangelii Prawdy widać, że gnostykiem mógł zostać okrzyknięty każdy, kto z jakiegoś powodu nie pasował autorom tych dzieł i jest duża szansa na to, że wiele ruchów czy nauczycieli nie miało powiązań z innymi „gnostykami” (czyli nie tworzyło żadnego osobnego ruchu) tylko miało swoją własną, autorską interpretację chrześcijaństwa. Oczywiście wiele z tekstów którymi dysponujemy wykazuje pewne cechy światopoglądu tradycyjnie przypisywanego gnostykom, ale czy bycie doketystą oznacza zaraz bycie gnostykiem? Czy każdy dualista jest wyznawcą zoroastryzmu?

    W klasyfikowanych jako gnostyckie Apokalipsie Piotra i Pierwszej Apokalipsie Jakuba Chrystus unika ukrzyżowania. U Piotra Jezus wprost mówi, że ukrzyżowany został jego sobowtór. U Jakuba Jezus twierdzi, że nie cierpiał, a ukrzyżowanie było tylko przedstawieniem mającym obnażyć słabość i zepsucie możnych tego świata. W Dziejach Jana, również uznawanych za gnostyckie, Jezus jest przedstawiony niemal jak doppelgänger z Baldur’s Gate- przybierający różne postacie, zależnie od potrzeby. Z drugiej jednak strony w Apokryfonie Jakuba zmartwychwstały Jezus mówi apostołom, że cierpiał na krzyżu po to żeby ich odkupić. Dzieło to również zostało okrzyknięte gnostyckim mimo, iż jego autor nie podpisywał się pod doketyzmem.

    Przykład ten potwierdza to o czym pisaliśmy niemal na samym początku: że nigdy nie było żadnego gnostycyzmu w rozumieniu pisarzy proto- ortodoksyjnych, że jest to zbiorcza, sztuczna kategoria do której, na domiar złego, zaczęto szybko wrzucać wiele osób i prądów myślowych, które nie miały ze sobą wiele wspólnego. Skoro jednak nie był to formalny ruch to skąd w ogóle wzięło się to pojęcie i dlaczego istnieją punkty styczne między wieloma autorami którym gnostycyzm się przypisuje? Czemu mamy wrażenie, że był to jakiś ruch albo chociaż kilka ruchów opierająca się na mniej więcej tych samych przekonaniach? Zdaniem części współczesnych badaczy było to pokłosie konwersji wykształconych pogan, osadzonych mocno w kulturze helleńskiej.

    Byli to ludzie przyzwyczajeni do rozważań, debat i krytycznej analizy dzieł teologiczno- filozoficznych. Okres w którym żyli był czasem ożywionej debaty i daleko idących przemian w sferze religijności i duchowości. Jako, że ani instytucjonalny kościół, ani powiązana z nim „ortodoksyjna” teologia jeszcze się w pełni nie wykształciły, mieli oni duże pole do popisu i spekulacji. I stąd właśnie mógł się wziąć cały ten „gnostycyzm”. Ich idee, interpretacje i postulaty łatwiej zrozumieć gdy uświadomimy sobie, że żydowska tradycja religijna z jej pismami i zwyczajami była dla nich dziwna i pełna sprzeczności. Gnostycyzm był próbą jej reinterpretacji w duchu greckim, a może raczej helleńskim, czyli z domieszką wierzeń bliskowschodnich.

    Co mam na myśli mówiąc o sprzecznościach? Grecy nie mogli na przykład zrozumieć dlaczego Bóg na samym początku Biblii mówi na przykład: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam”. Dlaczego posługuje się liczbą mnogą? Dla umysłu osadzonego w kulturze w której mnogość bogów i półboskich stworzeń jest czymś normalnym, było jasne, że nie jest to przypadek i Bóg musiał być otoczony jakimiś innymi bytami i być może to stąd wzięły się te wszystkie eony. Platonizm ze swoją hierarchią bytów, dołożył jeszcze cegiełkę.

    Kolejną rzeczą której nie mogli pojąć Grecy był sposób przedstawienia Boga. Weźmy chociaż scenę wygnania z raju. Bóg jest tutaj przedstawiony jako mściwy zazdrośnik, który na dodatek nie potrafi przewidzieć konsekwencji własnych decyzji. Gdy człowiek sięga po zakazany owoc Bóg unosi się gniewem i wyrzuca go z raju totalnie nieprzygotowanego na wyzwania jakie stawia przed nim życie poza Edenem. Jak to możliwe, że wszechmogący, najwyższy i jedyny Bóg nie jest w stanie przewidzieć tej sytuacji a gdy już się ona zdarza, to zrzuca całą winę i karę na człowieka? Wychowany na platonizmie Grek miał duży problem żeby uwierzyć, że biblijny Jahwe miałby być Najwyższym Bytem. Stąd zapewne przekonanie o tym, że bóg- stwórca i Jedyny Bóg to nie ta sama osoba.

    Tego typu wątpliwości było więcej i teksty z Nag Hammadi obrazują zmagania się greckiego umysłu z wyzwaniami zawartymi w kształtującym się na bazie judaizmu chrześcijaństwem. Z tego punktu widzenia nie ma również nic dziwnego w dążeniu „gnostyków” do poznania sekretów świata, bo to coś co greccy filozofowie próbowali robić od bardzo dawna. Nic zatem dziwnego, że wielu konwertytów wywodzących się z bardziej wykształconych grup społecznych, przeszczepiało te idee na grunt swojej nowej religii. Zwłaszcza, że religia ta była jeszcze w powijakach i nie miała do końca zdefiniowanej doktryny. Zamiast tego wiele różnych grup rywalizowało o prymat i o to, żeby pozyskiwać wyznawców do swoich interpretacji.

    To też było najprawdopodobniej było przyczyną tak zaciętej krytyki. Ludzie wywodzący się z bardziej tradycyjnych kręgów czuli rosnące wyobcowanie i niepewność co do tego czy oni i nowi konwertyci z korzeniami w pogańskiej filozofii mają jeszcze na myśli to samo gdy mówią o chrześcijaństwie. Możliwe, że właśnie to doprowadziło do obawy i powstania wrażenia, że „gnostycy” formują swoje własne wspólnoty i chcą rywalizować ze wspólnotami do których należeli Ireneusz czy Hipolit Rzymski. Większość tekstów gnostyckich zaginęła i przez wieki byliśmy skazani na prace krytyków, stąd ten zniekształcony obraz gnostycyzmu.

    Analiza odkryć z Nag Hammadi podkopuje go- co tekst i nauczyciel to inna interpretacja „gnosis”. Wiele wskazuje na to, że żadnego gnostycyzmu nie było, że teksty i wierzenia to nie produkt grupy o koherentnych poglądach, a efekt indywidualnych zmagań helleńskiej elity intelektualnej, starającej się przetłumaczyć sobie swoją nową religię na bardziej zrozumiały dla siebie język. Konwersja nie oznaczała przecież, że neofici nagle tracili kontakt z tradycjami i sposobami myślenia w których wyrośli oni i całe pokolenia ich przodków. Ciężko wyobrazić sobie, żeby tak ludzie o tak zróżnicowanych poglądy mogli uformować jednolity ruch, nie mówiąc już o instytucjonalnym kościele. Jak takie „wspólnoty” miały by się w ogóle komunikować ze sobą albo z resztą świata?

    Problem ten dotyczył całego chrześcijaństwa. II wiek pokazał dobitnie, że jeśli miało ono przetrwać to potrzebowało instytucjonalizacji i choćby częściowej uniformizacji. I tym zajmiemy się w następnym odcinku serii. W międzyczasie jednak pojawi się dodatkowy odcinek o Ewangeliach Tomasza i Judasza, bo gnostycyzm to zbyt ciekawy i obszerny temat żeby wyczerpać go na 6 stronach A4.

    PS. Mam nadzieję, że nie ma miliarda błędów. Tradycyjnie proszę o zgłaszanie.

    PS.2. Tag obserwuje ponad 70 osób, ale nie wiem czy wszyscy zainteresowani przeglądają powiadomienia. Dlatego uruchamiam spamlistę, kto chętny niech się zapisuje. Link

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa #ateizm #zainteresowania

    Zdjęcie z kodeksami odnalezionymi w Nag Hammadi
    pokaż całość

    •  

      @3shortwords: Dobra, miałem po kolei pisać odpowiedź do Twoich postów, ale w połowie zrozumiałem, że to bez sensu bo my nie mówimy o tym samym i to tylko spotęguje chaos który prowadzi do tego, że coraz bardziej zaciemnia się ten spór zamiast rozjaśniać. Zatem gwoli wyjaśnienia i od myślników bo nie chce potęgować chaosu:

      - Ten tekst opisuje ruchy gnostyckie z II wieku. II wiek to nie czasy apostolskie. TO FAKT

      - wzmianki o "fałszywych" i dziwnych naukach które komentowałem w tej serii pochodzą z ksiąg NT napisanych najpóźniej (np. List Judy) - więc wtedy są już różne wierzenia, ale to nie są czasy apostolskie, przypisywanie tych dzieł apostołom i ludziom od nich to tradycja nie znajdująca potwierdzenia w badaniach historycznych- TO FAKT

      - jest oczywiste, że w czasach apostolskich, we wspólnotach które miały z nimi styczność ciężko o płynność wierzeń, bo żyli ludzie którzy swoim autorytetem mogli wydawać wiążące interpretacje nauk Jezusa- apostołowie właśnie TO BARDZO ZASADNE I DOBRZE UGRUNTOWANE PRZYPUSZCZENIE, ŻEBY NIE POWIEDZIEĆ FAKT

      - oczywiście nie możemy wykluczyć, że już w czasach apostolskich pojawiły się grupy z inną nauką bo w końcu łatwo wyobrazić sobie sytuację w której np. Paweł nawraca jakiegoś np. kupca z Persji, który po kilku dniach słuchania o Jezusie wraca do domu w okolicach dzisiejsze Basry i nawraca swoją rodzinę i znajomych- ale, że jego pojęcie o chrześcijaństwie jest nikłe to miksuje je z innymi swoimi wyobrażeniami i starszymi wierzeniami- TO SPEKULACJA, zasadna, tłumacząca skąd się wzięły "herezje", ale nie do zweryfikowania na gruncie historii

      - skoro na przełomie I i II wieku pojawiają się na masową skale różne grupy to BYĆ MOŻE są one kontynuacjami starszych tradycji, BYĆ MOŻE sięgających nawet czasów apostolskich. TO SPEKULACJA, nie da się jej zweryfikować na gruncie historii

      - spór Pawła z Jerozolimą i wzmianki o bardzo wczesnych ewangeliach, listach etc. wskazują, że jest szansa, że nawet w najwcześniejszych czasach mogło być różne nauczenie- SPEKULACJA, niemożliwa do weryfikacji na gruncie historii

      Cały problem polega na tym, że ja (a raczej autorzy na których się opieram) w odniesieniu do czasów apostolskich piszę o spekulacjach bo nie mamy do nich źródeł co przecież PRZYZNAŁEM:

      Niestety nie wiemy prawie nic na temat sporów w I wieku, bo napisane
      wtedy ewangelie, dzieje i listy nie zachowały się do naszych czasów-
      to znaczy, tylko te które trafiły do kanonu się zachowały.

      - a Ty odczytujesz te spekulacje jako twierdzenia. I teraz jest kilka możliwości- w tekstach odcinków źle przekazałem to co chciałem przekazać (np. użyłem nieodpowiednich sformułowań) albo Ty to nadinterpretujesz. W przypadku opcji I wskaż mi fragmenty w tekstach, które można odczytać jako TWIERDZENIA, że w czasach apostolskich funkcjonowało kilka wersji chrześcijaństwa- i pisze to bez ironii bo nieprzypadkowo na koniec każdego odcinak proszę o wskazywanie błędów, niejasności etc.

      W dyskusji widzę, że przez chaotyczne pisanie faktycznie w niektórych miejscach może to brzmieć tak jakbym pisał- za apostołów NA PEWNO była konkurencja nauczająca inaczej- w takim razie obwieszczam wszem i wobec- WCALE TAK NIE MYŚLĘ, NIE MA ŹRÓDEŁ KTÓRE MOGŁYBY TO UDOWODNIĆ/OBALIĆ WIĘC HISTORIA NIC NIE MOŻE TU ZROBIĆ- pozostaje nam spekulacja której żadną miarą nie można brać za więcej niż właśnie spekulację.

      Źródła na których można oprzeć twierdzenia o wielości pojawiają się po czasach apostolskich, koniec I wieku, początek II- to FAKT.

      Ja przez całą te dyskusję myślałem, że Ty piszesz o gnostykach, sektach judeochrześcijańskich, no jednym słowem o ruchach chrześcijańskich/ okołochrześcijańskich z przełomu wieków i później i, że to im zaprzeczasz, a tutaj już płynność chrześcijaństwa nie jest spekulacją tylko FAKTEM- bo wiemy, że takie ruchy istniały, miały odmienne nauczanie, poglądy, korzenie, tradycje etc.

      W odpowiedzi na to proto- ortodoksi zwarli szeregi i podjęli próbę ujednolicenia wierzeń, zakończoną w pi razy drzwi w okolicach IV wieku.

      Myślałem tak bo ja cały czas dawałem przykłady z II, III i IV (Serapion, Ireneusz, gnostycy etc.) wieku i myślałem, że to z nimi dyskutujesz i je odrzucasz.

      Ponawiam prośbę o wskazanie mylących określeń w tekście, żebym mógł je poprawić.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (48)

  •  

    Czołem Mirki,
    Coś chcę Wam napisać. Może macie tak samo u siebie? Uprzedzam, że może być to wpis długi i może troche uderzający w #katolicyzm. Będą przekleństwa - ale nie linczujcie mnie za to. Do rzeczy. Kiedyś chodziłem do kościoła i wierzyłem. Teraz z instytucją kościoła za dużo wspólnego nie chcę mieć. Co jest ważne dla sprawy - w czasie gdy byłem blisko kościoła, idąc na Mszę, czytałem sobie w apce "Pismo Święte", to, co będzie dziś na Mszy, żeby jakoś się do tego przygotować, przeżyć. Skoro chodziłem do kościoła, to chciałem przeżyć ten czas tam spędzony jak najlepiej. Później ta sytuacja się zmieniła, teraz do kościoła mi dalej niż bliżej. A teraz najważniejsze: w przyszłym roku ślub z #rozowypasek. Data ustalona, wszystko dograne. Najprawdopodobniej będzie to ślub jednostronny - bo skoro nie identyfikuje się z kościołem, nie żyje wg. X przykazań itd., to nie będę się ośmieszał i robił z siebie katola, skoro nie żyje wg. rad kościoła i żyć nie chcę. Różowy stęka, że powinienem, że grzeszymy wszyscy itd. Przyjechaliśmy na weekend do rodziców różowego. Mała miejscowość, ale nie wieś. I tu zaczyna się ten zajebisty festiwal. Najpierw starzy byli w kościele, później różowy. Obiad: każdy z każdym (oprócz mnie, bo się nie odzywałem) mówił o tym, kto był w kościele, jak ubrany, że jakaś kobita wystrojona, że ktoś z kimś siedział w ławce itd. No ja pierdole, bo inaczej tego nie mogę nazwać. Uwierzcie mirasy - siedzę i zastanawiam się, co oni mają w głowie i kto jest większym hipokrytom - czy nie przypadkiem różowy. Tu gadka o ślubie, kościele, a przy wspólnym obiedzie - skoro tacy wierzący, to czemu nie mówili o czym była ewangelia, czytania itd. Tylko kurwa jakieś zjebane teksty o ludziach w ławce, sąsiadkach itd. To po to się chodzi do kościoła? To wolałbym tam nie chodzić - zreszta nie chodzę. Nie mówiąc o sławnych #seksy i to czym, że kościół tego zabrania niby przed ślubem. Różowy oczywiście zapiera się, że wierzy - ale Kawa - kup gumki. I do tego niedzielny obiad i dyskusja o kościele, który wg. z prawdziwym Kościołem ma niewiele wspólnego.
    #kosciol, #wiara, #seks, #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

    •  

      @Dyrektor-Kawa: Prości ludzie i problemy dostosowane do ich poziomu. Niestety, ale jest takich rodzin niemało. Poza tym na wsi od zawsze tak było i nie widzę tutaj miejsca na wielkie dziwowanie się. Zawsze wszyscy wszystko wiedzą, każdego obgadają, obejrzą familiadę przy rosołku a wieczorem dojenie krówek. Małe miasteczko to mało rozrywek, więc obgadanie ludzi z kościoła to frajda porównywalna z wizytą w wesołym miasteczku. Wiara i "słynne seksy" to oczywiście nie znaczy, że nie możesz nazywać się katolikiem jak robisz to przed ślubem. Warto jednak pewne rzeczy w życiu przemyśleć i uporządkować. U mnie w domu nigdy obgadywania ludzi z kościoła nie było(co najwyżej 1 listopada na cmentarzu :D ). Patrzenie na kościół instytucjonalnie to też błąd, bo nie oddaje prawdziwego sensu wiary i przeżywania niedzielnej mszy. W jednym kościele może byc super, a w drugim tragedia i wręcz naciąganie starszych Pań.

      @weeego Nie zgadza się na narzucanie Polsce liczby ich przyjęcia. Poza tym ilu z nich jest uciekającymi przed wojną uchodźcami? Pomagamy pieniężnie tam na miejscu i to jest większa pomoc, niż zamykanie u siebie hordy ludzi nieznanego pochodzenia i dawanie im żarcia za frajer.
      pokaż całość

    •  

      także co w tym dziwnego, że ktoś nie żyje wg przykazań, a chce ślub kościelny, skoro to raczej norma

      @banjo: patologia a nie norma ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Urodziny Rydzyka? Setki zdjęć, cała wieruszka rządową i wielkie przemówienia. Urodziny prymasa Wojciecha Polaka? Zdjęcia? Imprezy? HUH? Czy ktokolwiek wie kiedy prymas ma urodziny?

    Torun - prawdziwe serce polskiego kościoła ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    pokaż spoiler #neuropa #bekazprawakow #bekazpisu #polska #polityka #kosciol #katolicyzm #ciekawostki #torun
    pokaż całość

    źródło: bi.gazeta.pl

  •  

    Kiedyś, jeszcze w liceum zadałam pani katechetce pytanie co właściwie sprawia że "naturalne" metody antykoncepcji są ok, a już np. tabletki anty czy prezerwatywy są już grzechem, mimo że np. nie wykazują działania wczesnoporonnego. Przecież w obu przypadkach nam chodzi o to by nie doszło do zapłodnienia.
    Czy metoda termiczno-objawowa jest spoko tylko dlatego, bo istnieje większe ryzyko wpadki?

    Pytanie zadałam zupełnie niezłośliwie, jedynie z czystej ciekawości, ale niestety pani katechetka nie umiała mi udzielić spójnej odpowiedzi. Może wypok pomoże i wytłumaczy
    Czy tu chodzi tylko o mniejszą skuteczność kalendarzyka, czy co? XD
    #pytanie #katolicyzm #religia #seks

    A i jeszcze zadam pytanko, jak np ktoś bierze tabletki antykoncepcyjne np. z powodu pcos i uprawia seks, to też popełnia grzech? Nawet w małżeństwie?
    pokaż całość

    •  

      Wybór prezerwatywy, czy określanie dni niepłodnych mają ten sam cel - uniknięcie ciąży.

      @Racjonalnie: Uproszczenie, czyli nieprawda.

      > Celowo porównuje NPR z prezerwatywą, bo jedno i drugie nie ingeruje w organizm (w przeciwieństwie do antykoncepcji hormonalnej).

      @Racjonalnie: Kolejna nieprawda. Stosowanie NPR a gumek różni się tak samo jak jazda golfem i ferrari. Niby oba to samochody, ale coś jest inaczej. pokaż całość

    •  

      @Keke44:

      Stosowanie NPR a gumek różni się tak samo jak jazda golfem i ferrari.

      Kolejność celowa? Gumki jak ferrari? Aż tak gumek bym nie wywyższał :D

      Uproszczenie, czyli nieprawda.

      "Nieprawda" to każdy może napisać, a uzasadnić to nie ma komu.
      Oczywiście znam wyjaśnienia KK, ale uważam je tylko i wyłącznie za grę słowami w celu uzasadnienia swojej tezy.
      Mógłbym stosować takie terminy jak "otwartość na płodność", itp również w przypadku prezerwatyw. Bardzo dokładne stosowanie NPR może dać większą pewność niezajścia w ciążę niż prezerwatywa.
      Podobno według KK używanie prezerwatywy "niszczy", "jest barierą", itp - ale to znów gra słowami. To samo można by było powiedzieć o tym, że kobieta codziennie rano musi zaczynać dzień od wkładania sobie termometru w pewną część ciała, mimo tego że jest zdrowa. Konieczność dobierania dni w których para uprawia seks pod dyktando kalendarza, a nie własnych potrzeb też nie wypada kolorowo w przypadku NPR.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (32)

  •  

    Krążyła kiedyś relacja z rozmowy o cudzie:
    - Widzi pani tam, na gałęzi, Jezus płacze.
    - Nie widzę
    - No tam, niech pani się przyjrzy
    - Nie widzę
    - No pani taka wierząca a nie widzi...
    #katolicyzm #religia #bekazkatoli #braciawniewierze

  •  

    100 tys. euro przekaże na rzecz Caritas Liban przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, metropolita poznański abp Stanisław Gądecki. Pieniądze zostaną przeznaczone na pomoc uchodźcom na Bliskim Wschodzie. To wspólna inicjatywa Episkopatu Polski i czterech innych krajów Europy środkowowschodniej, które łącznie przeznaczą na ten cel pół miliona euro.

    http://episkopat.pl/kosciol-w-polsce-przekaze-100-tys-euro-na-pomoc-uchodzcom-na-bliskim-wschodzie/
    #katolicyzm #bliskiwschod #chrzescijanstwo #4konserwy
    pokaż całość

    źródło: episkopat.pl

  •  

    Grałem w większość tych gier, jestem stracony
    #gry #heheszki #katolicyzm

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 24231870_1871916823120219_3186866610837721186_n.jpg

  •  

    Arcybiskup i lekarz medycyny, Henryk Hoser, w zdecydowanym tonie mówi o antyszczepionkowcach.

    Dobrze, że niektórzy duchowni mówią w tym temacie w sposób zdecydowany, zwłaszcza jeśli mogą to poprzeć osobiście dokonaną obserwacją.

    #neuropa #szczepienia #antyszczepionkowcy #religia #katolicyzm pokaż całość

    •  

      Pierwszy raz słyszę że Hoser mówi coś sensownego

      +: retall
    •  

      @Slonx: Fronda ma jeden problem: większość artykułów o zdrowiu celuje w ludzi podatnych na altmed - artykuły w stylu "CZOSNEK ANIHILUJE RAKA MAKA FĄ" i przeklejki z Natural News i pokrewnych. Mam obawę, że do większości czytelników nic nie trafi, ponieważ większość sekcji komentarzy wygląda tak:

      Niedouczony jest i tyle.

      Do tej pory wspierałem abp. Hosera, ale teraz mam poważne wątpliwości. Albo przeszedł na stronę masonerii albo nie zdaje sobie kompletnie sprawy do czego się przyłącza co wydaje się aż mało prawdopodobne, ale możliwe. Są dwie rzeczy które idą razem w parze obok siebie w programie masonerii. Jest to wprowadzenie masowych globalnych szczepień oraz wprowadzenie masowego globalnego chipowania o którym nawet fronda pisze słusznie w tym przypadku że jest to znamię bestii. Te dwie rzeczy są ściśle ze sobą powiązane w planach masonerii i obie są masońskim oszustem, globalną depopulacją masonerii. Chipowanie i szczepienie masowe ludzi to ten sam masoński plan.

      Widać, jak daleko sięgają macki masonerii.

      To taki paradoks że lewako-ateiści popierają za swoimi panami masonami zabijanie aborcyjne niewinnych dzieci nawet na życzenie, za swoimi panami popierają zabijanie staruszków - i te mordy siegajuą już miliardów bo przecież masonerii chodzi o depopulację, ale już odnośnie terrorystycznych przymusowych globalnych szczepień, te same sługusy masonerii mówią że chodzi o życie pod przymusem i karą. Tylko nawiniacy lewako-ateiści pierwsi mogą w to wierzyć świtowym elitom, masonerii, politykom masonów, massmediom bogaczy, banksterom, bogaczom... tej garstce która się zjednoczyła pod masonerią i okrada 99 procent ludzi na całej planecie mówiąc że resztę trzeba poddać depopulacji. Tylko lewaki mogą wierzyć że im pod przymusem i w ogole chodzi o jakie kolwiek dobro.

      Ale tak nie za bardzo abp. Hoser mówi tu o popieraniu planu przymusowego masońsko-komunistycznego szczepinia masowego bez wyboru, czyli zmuszaniu ludzi do szczepień.

      tak,tylko ze moja starsza córka była szczepiona i jest opóżniona w rozwoju,ma wiotkość mięśni,i do 6roku życia jeżdziła po szpitalach,i do tąd nie ma równowagi,a druga nie była szczepiona i jest zdrowa jak ryba.nikt nie ma prawa nikogo przymusowo leczyć,i państwo niech się nie wtrąca do rodzin,bo to moje dzieci i se nie życze

      Masoni stwierdzili, że ludzi jest za dużo i konieczna jest depopulacja.Rozpoczeli więc cały rząd akcji propagandowych, takich jak kłamliwa akcja przeciwko szczepieniom, popieranie aborcji i "małżeństw" homoseksualistów,gender oraz kłamstwem, że HIV nie istnieje! Niestety sądząc z komentarzy te akcje są skuteczne!

      XD
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Irlandia, listopad 2017. Co najmniej 30 000 Irlandczyków odprawiało Różaniec do Granic na wszystkich wybrzeżach i granicach kraju. Czyżby się Polską zainspirowali?

    #irlandia #religa #rozaniec #ciekawostki #chrzescijanstwo #katolicyzm #europa #swiat pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #katolicyzm

0:0,0:0,0:1,0:0,0:1,0:1,0:1,0:1,0:0,0:0,0:1,0:1,0:3,0:2

Archiwum tagów