•  

    - Muszę odwiedzić chorego bratanka - zasępił się doktor Oleg. - Jedziesz ze mną?

    Pojechałem. Niemal godzinę pokonywaliśmy piaszczyste zakręty, jadąc cały czas pod górę. Krewny mieszkał wysoko ponad miastem, wyżej nawet, niż ruiny fabryki past do flamastrów i długopisów. Samotna chatka wśród bezkresu łysych gór.

    Na miejscu ustaliliśmy, że będzie lepiej, jeśli nie będę przeszkadzać bratankowi. To nic strasznego, prawdopodobnie grypa, ale nie wiadomo, czy nie zaraża. Poza tym szkoda stresować człowieka. Wyszedłem więc przed dom, pogłaskałem osły i kota, a następnie zacząłem schodzić w kierunku miasta. Pół godziny później minęła mnie pędząca karetka.

    Słynna "tabletka", czyli ambulans UAZ-452A, to symbol radzieckiej służby zdrowia. A także niedofinansowanej postradzieckiej. Jak tutaj, w górach Kirgistanu. Co się tyczy niedofinansowania: doktor Oleg, lekarz z trzydziestoletnim stażem, zarabia trzynaście tysięcy somów miesięcznie (około siedmiuset złotych). W jego pensję wlicza się dodatek za "specjalne warunki pracy" (służbę w oddalonej od cywilizacji placówce) oraz zwiększony wymiar pracy (łącznie jeden i jedna czwarta etatu).

    A co z bratankiem?

    - Nic wielkiego się nie stało - uspokajał mnie doktor, gdy dwie godziny później spotkaliśmy się w mieście, na dole. - Trzeba było zrobić parę zastrzyków. Poleży i wyjdzie z tego.

    #podrozefilipa -> mój tag

    #podroze #mojezdjecie #kirgistan #azja #gory #medycyna #opuszczone
    pokaż całość

    źródło: 2542b.jpg

  •  

    Droga nad jezioro Song Kul w Kirgistanie. Miejsce pełne ciszy, jurt, koni i szumu ptasich skrzydeł, które bytują nad jeziorem. Kiedy człowiek nocą wychla głowę z jurty, to ma wrażenie, że gwiazdy zaraz spadną mu na łepetynę, tyle tego na niebie jest. #kirgistan #podrozujzwykopem #turystyka

    źródło: P1110439.JPG

    +: lubie-sernik, N....b +8 innych
  •  

    – Jest tylko jedna religia. Od Allaha Wszechmogącego. Jedynego, który istnieje, który nie ma żadnej żony, matki, ani syna. Od niego wszystko pochodzi. Islam jest od niego i dlatego to jedyna religia. Wszystko inne wymyślili ludzie, całe to wasze chrześcijaństwo i inne bzdety – jednym tchem wyrzuca z siebie kierowca.
    – Pan jest imamem? – pytam, zaintrygowany nie tylko pełną pasji przemową, ale też długą brodą i tradycyjną czapką kierowcy.
    – Nie, żadnym imamem. To po prostu dług muzułmanina. Przez całe życie nawracać, przekonywać niewiernych, że Allah jest wielki.

    Milczymy chwilę. Za oknami biegają konie, krowy i owce – niektóre z nich wchodzą niemal przed samą maskę samochodu.

    – A cmentarze macie?
    – Mamy.
    – I co, pewnie palicie ludzi, bo nie ma dla nich miejsca w ziemi?
    – Nie, Polska to nie przeludnione Chiny. Palimy tych, którzy chcą być skremowani.
    – Straszne… Straszne… Człowiek powinien być oddany ziemi! W całości!

    Milczymy chwilę. Za oknem pojawia się wielbłąd. To jedyny wielbłąd, jakiego zobaczę w Kirgistanie. Później będę żałować, że nie poprosiłem o przystanek na zdjęcie.

    – Ojciec jest?
    – Tak.
    – Matka jest?
    – Tak.
    – To dobrze. Brat jest?
    – Nie ma.
    – Ojojojoj…

    Milczymy chwilę. Za oknem wyrasta pomnik ku czci żołnierzy radzieckich.

    – A ja na Białorusi służyłem. Mozyrz. Akurat w osiemdziesiątym szóstym, jak Czarnobyl wybuchł. Żółte kałuże były po deszczu. Ale Allah pomógł i dożyłem tego wieku w zdrowiu…

    Po minucie: – A z Polski to kojarzę… – zawiesza głos, a ja czekam aż padnie nazwisko Lewandowskiego albo którejś z radzieckich gwiazd estrady pochodzenia polskiego. – …babę Wangę. Baba Wanga jest z Polski, prawda?

    ---

    To fragment tekstu o podróżowaniu autostopem przez Kirgistan. Pełen tekst znajdziecie tutaj, a znalezisko - tutaj :)

    #podrozefilipa -> autorski tag, wczoraj stworzyłem, zapraszam do obserwowania ;)

    #podroze #podrozujzwykopem #swiat #azja #kirgistan #autostop #coolstory #truestory #islam
    pokaż całość

    źródło: 2513b.jpg

    •  

      @zlowroga_ostryga: Uzbekistan jest drogi ze względu na zabawę z wizami - odpuściliśmy. Na 3 tygodnie to wam moze wystarczy "na szybko" Kirgistan zobaczyć. W niedzielę wróciłem po 3 tygodniach wlasnie :p.

      Najważniejszy tip, weźcie EURO a NIE Dolary. O wiele łatwiej wymieniać nawet 5 czy 10 EUR, 10 czy 20 USD nie wymienisz, nawet po zadymie w banku z kierownikiem - sprawdzone :).

      Zrób ładne pytania, a pozniej wrzucimy to na mirko dla potomnych :). Widzę że jesteście z wrocka - mozna sie też spotkać i pogadac jak coś.
      pokaż całość

    •  

      @uysy: to brzmi jak plan! dzięki za podzielenie się info :) chętnie się odezwiemy, bo wskazówkami z pierwszej ręki nie pogardzimy. weekend weselny, poza wro więc będę pisać w poniedziałek, bo to tak na spokojnie trzeba, siąść muszę do tego( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    #dobrywieczor, ładne kolory? ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■ Przedstawiam minikomplet kirgijskich somów z serii 2009/2010 (nominały 20, 50 i 100 i 5000 są z 2009, podczas gdy 200, 500 i 1000 są z 2010), wszystkie stan UNC.

    #hajsymethelina #chwalesie #pieniadze #banknoty #kirgistan

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: WP_20171103_22_37_44_Pro.jpg

  •  

    Buzkaszi - najdziwniejszy sport świata

    Po przetłumaczeniu nazwy z perskiego czy tadżyckiego (nazwa jest podobna w obu) otrzymamy nazwę: "wydzieranie sobie kozy" i na tym właśnie polega ten sport znany także pod nazwami Kok-boru i Oglak Tartis (zależnie od kraju).

    HISTORIA

    Sport uprawiany jest głównie na terenach górzystych w części Azji (Tadżykistan, Uzbekistan, Turkmenistan i północny Afganistan). Powstał on w Mongolii za panowania Czyngis-Chana (mniej więcej XIII wiek). Dawniej bardzo często wilk porywał owcę ze stada. Wtedy pasterze rzucali się w pościg za nim, a gdy go doganiali, podrzynali mu gardło. Dzięki temu cieszyli się szacunkiem wśród innych pasterzy i zainteresowaniem wśród płci pięknej. Najprawdopodobniej z powodu braku wystarczającej liczby wilków, do gry używa się kóz.

    ZASADY GRY

    W grze biorą udział dwie drużyny jeźdźców na koniach. W grach nieoficjalnych nie ma z góry określonej liczby zawodników, przez co w trakcie do grających zespołów mogą się dołączać kolejni gracze. Zadaniem zawodników każdej z drużyn jest poderwanie podczas jazdy z wyznaczonego na środku boiska kręgu leżących na ziemi zwłok kozła z obciętą głową , przewiezienie ich dookoła boiska i zrzucenie do „bramki”, której rolę spełniają zaznaczone na ziemi okręgi. Zadaniem zawodników przeciwnej drużyny jest odebranie „piłki” przeciwnikom, przewiezienie jej dookoła boiska i zrzucenie do okręgu rywali.

    Czasami w celu utrudnienia gry wcześniej przygotowany worek jest moczony przez kilkanaście dni w lodowatej wodzie, przez co staje się cięższy i trudniejszy do utrzymania.

    W grze właściwie nie ma żadnych zasad. Dozwolone jest bicie konia lub jeźdźca trzymanymi małymi biczami, przepychanie i strącanie z konia. Nie ma żadnych upomnień lub kar.

    Do gry wykorzystywane są specjalnie do tego celu szkolone konie, które potrafią osłonić jeźdźca własnym ciałem, gdy ten spadnie podczas potyczki.

    Dla gier oficjalnych (np. dla turniejów w Kabulu) Afgański Komitet Olimpijski ustalił zasady i przewidział kary.
    Oficjalne mecze organizowane są kilka razy w roku, np. w dniu 1. dnia wiosny, Nowego Roku czy Święta Niepodległości.

    Nieco inne zasady obowiązują w Kirgistanie, gdzie istnieje liga składająca się z ponad 20 drużyn, a co dwa lata odbywa się Festiwal Gier Nomadów, gdzie jedną z dyscyplin jest właśnie kok-boru. Najbliższy festiwal już w 2018 roku. W Turcji istnieje również kilka drużyn uprawiających buzkaszi.

    Zasady gry w kok-boru w formie filmu

    Jeśli chcecie przeczytać więcej o buzkaszi zapraszamy do przeczytania naszego artykułu, gdzie wymienione są np. zasady zarówno dla Afganistanu, jak i dla Kirgistanu, kliknijcie tutaj - http://www.sportinstytut.pl/artykul,buzkaszi.html

    Mamy również nowo powstały fanpage i będzie nam bardzo miło jeśli go polubicie - https://www.facebook.com/sportytradycyjne/

    Wszystkie opisy sportów będziemy wstawiać pod ten tag: #sportytradycyjne

    #buzkaszi #kokboru #kirgistan #afganistan #azja #sport #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: 990px.pl

  •  

    Ej mircy, odwaliło mi..
    Mam nowego #rozowypasek, którego ogólną pasją są podróże. Jej celem jest odwiedzenie każdego kraju na świecie, czyli można liczyć, że przez następne 60 lat musza dochodzić przynajmniej 3 nowe kraje rocznie.
    W tym roku jednym z nich jest:

    pokaż spoiler KIRGISTAN


    I wiecie co?

    pokaż spoiler Jadę z nią! ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    Lecimy na początku przyszłego tygodnia z Pragi do Biszkeku (stolica Kirgi) z przesiadką w Stambule. Ta przesiadka niestety narobiła nam trochę problemów bo przez ostatnie zamachy terrorystyczne i pucz nasza 7 osobowa ekipa skurczyła sie do 4 (w sensie zrezygnowali, a nie że zginęli za Erdogana). Swoją drogą jak dla mnie to trochę przesada. W Stambule spędzimy naście godzin i to nie wyściubiając nosa poza strefę tranzytową. Poza tym brutalna logika jest taka, że każdy zamach mający miejsce teraz zwiększa nasze bezpieczeństwo podróży, bo zwiększa się środki ostrożności. Tak mi się wydaje przynajmniej.

    No ale do rzeczy. Koło środy lądujemy w Biszkeku i zamierzamy przez kolejne 3 tygodnie, podróżując pieszo / stopem / konno, wycisnąć z tego dzikiego kraju tyle ile się da ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    I tu mircy pytanie do was: Jest tutaj ktoś w Kirgistanie? Albo był kiedyś i może posłużyć radą?

    Mamy co prawda znajomego znajomego w Biszkeku który nam pomoże ze wstępnym ogranięciem a w ekipie jest studentka arabistyki ze specjalizacją na ten rejon, ale od nadmiaru informacji nic nam się nie stanie.
    Oczywiście jeżeli będą jakieś plusy i złapie gdzieś dostęp do neta to będę starał się wrzucać jakieś foteczki i opisywać na bieżąco co tam się dzieje.

    A na koniec małe #rozdajo. Ze wszystkich plusujących wylosuję jedno osobę i po przylocie na miejsce wyśle pocztówkę z Biszkeku.

    PS To nie jest tak, że złapałem jakiegoś nowego różowego i odpierdalam. Znamy się ładnych parę lat, a ten wyjazd proponowała mi jeszcze z pół roku temu zanim byliśmy razem, ale nie byłem wtedy w stanie na tyle dokładnie zaplanować wakacji.
    PS II No i jest jeszcze taka beka, że nigdy nie wyściubiłem nosa poza Europę, a najdzikszy kraj w jakim byłem to była Albania (tak, o dziwo istnieje, sprawdziłem)

    #podroze #podrozujzwykopem #kirgistan #azja #zsrr #nieznampodrozniczychtagow
    pokaż całość

    +: kadmus, k.........3 +200 innych
  •  

    Google odpalilo na Street View dostepnosc takiego kraju jak Kirgistan. I cholera, tam jest największe stężenie Lexusów RX na kilometr kwadrowych jakie kiedykolwiek widzialem w ruchu ulicznym. Przejedziesz 500 metrów w Kirgistanie i naliczysz 8 Lexusów RX. Spotkasz 15 Lexusów RX, a zadnego LS, GS ani IS. I na 10 Lexusów RX przypada góra jedno BMW X5 albo Mercedes ML. Co jeszcze rzucilo mi sie w oczy to drogi w takim stanie, ze Rosja to luksus.
    #kirgistan #azja #motoryzacja #ciekawostki #streetview #samochody #lexus
    pokaż całość

    źródło: kirgistan.png

  •  

    Nad jezioro Ala-kul doszliśmy około godziny 17:00. Z 15 stopni 1800 metrów niżej zostały może 2. Może. Co gorsza, prognoza pogody się sprawdzała, słoneczny poranek został zastąpiony ciemnymi chmurami, które znajdowały się zarówno nad, jak i pod nami. W ciągu dnia 11-sto osobowa grupa podzieliła się na tych lepiej znoszących kaca i na tych, którzy musieli przez niego nieco zwolnić. Ja byłem w grupie, która pierwsza doszła do jeziora.
    - Eeeee, 2 dni chodzenia dla takiego jeziorka?
    - Noooo ok, duże too, góry dookoła wysokie, ale jakieś to wszystko szarawe i smętne.
    - I do tego strasznie wieje! Chodźcie, schowajmy się za tamtą skałę.

    Podczas kolejnej fali narzekań i drobnych przekąsek zaczęliśmy się rozglądać za jakimś dobrym miejscem na rozbicie 3 namiotów. Kiedy już znaleźliśmy w miarę bezwietrzne miejsce podeszła do nas (sic!) Polka i zaczepiła nas:

    - Nie rozbijajcie się tu! Za następną górką jest dużo lepszy camp, a pogoda dzisiaj jakaś taka kapryśna. To góra 15 minut.

    W pierwszej chwili nie byliśmy skłonni się stamtąd ruszać, bo im dalej pójdziemy, tym mniejsza szansa, że pozostała czwórka nas znajdzie. Jednak wystarczyła jedna kropelka, żeby nas przekonać.

    - Widzieliście to? To deszcz? Podmyje nas w 10 minut jeśli się tu rozstawimy.
    - Ale nie ma innego miejsca, które osłoni nas tu od wiatru...
    - Idziemy do drugiego kempingu, kiedy tamci zobaczą, że nas nie ma, będą po prostu iść chwilę dłużej. Z resztą to tylko 15 minut.

    45 minut później każdy już miał po dziurki w nosie tego Alakulu, czy jak mu tam. Na domiar złego, deszcz 43 minuty temu zamienił się w śnieg, a śnieg 32 minuty temu zamienił się w drobny, raniący skórę i odmrażający wszystko lód. WRESZCIE! Są jakieś namioty, lecimy tam! Po przyjściu i szybkim "Dzień dobry" z właścicielami część z nas zaczęła rozkładać namioty, ja poszedłem spytać się o cenę.

    - 100 somów za namiot, a jeśli chcecie spać w tych już rozłożonych to 150 somów od osoby.
    - Dziękuję, rozłożymy 2 namio... - i w tym momencie jak nie jebło piorunem w jezioro, może 200 metrów od nas! Ziemia się zatrzęsła, wszyscy podskoczyli i znieruchomieli, a padający drobno lód i śnieg zamieniło się w ciągu sekundy w śnieżycę.
    - To jednak wpakujemy się do tego Waszego namiotu, ok?

    ....

    Po dwóch godzinach byliśmy już poważnie zmartwieni co się dzieje z pozostałą czwórką. Brak zasięgu uniemożliwiał kontakt, a fatalna pogoda powrót na szlak w celach poszukiwania. Co więcej nie poznają, że tu siedzimy, bo nie zobaczą naszych namiotów. Właściwie to nic nie zobaczą, bo śniegu przybywa w tempie geometrycznym.

    - Dobrze że mają chociaż namiot. Nie zginą, może rozbili się przed jeziorem, tam nie powinno nawalać śniegiem.
    - Claudia kurwa, oni mają fireballa*, nie namiot. To tylko opóźni ich śmierć o kilka godzin.
    - W sumie...

    Nam było trochę ciasno, ale przynajmniej ciepło. Siedem osób w pięcioosobowym namiocie, ciepła herbata (!!) przyrządzona przez gospodarzy w ich kuchni polowej, w połączeniu z naszą zimną, kirgiską wódeczką za 4,23 zł było receptą na wszystkie przymrozki tego świata. Co prawda na 3800 m.n.p.m. śpi się dosyć ciężko, ale do rana jakoś dotrwaliśmy.

    Obudziłem się pierwszy. Było strasznie ciemno jak na 7mą rano, ale szybko poznałem dlaczego tak jest. Ostatnie 3 godziny nikt nie zrzucał śniegu z namiotu i zrobiło nam się małe igloo, niemal bez dostępu do światła słonecznego. Kiedy strzepnąłem warstwę śniegu porządnym kopniakiem w jedną ze ścianek, nie mogłem uwierzyć w ogrom światła jaki wpadł do środka. Od razu zabrałem się za szukanie obuwia i sprawdzenie, czy sceneria się zmieniła. Nie mogem uwierzyć w to co zobaczyłem. 12 godzin temu to miejsce było do niczego. Teraz, wydaje mi się najpiękniejszym miejscem na świecie, mimo 15 cm białego gówna, którego zwykle nie znoszę, ale tym razem dodawał nieco uroku.

    Mieliśmy wyruszać o 8 rano w drogę powrotną, szukać naszych przyjaciół lub tego co z nich zostało, ale sceneria nie pozwoliła się ruszyć aż do 13. W końcu , kiedy większość śniegu już stopniała, ruszyliśmy w drogę powrotną. Koło 17 pierwszy raz usłyszeliśmy od mijanych ludzi (pierwszych spotkanych tego dnia), że przechodziło tędy kilku Polaków. Kiedy doszliśmy do drogi, złapaliśmy na stopa starego pick-upa i władowaliśmy się na bagażnik. Dla towarzystwa mieliśmy krowę. Samochód pomógł nam dogonić naszych, których spotkaliśmy zaraz przez wlotem do miasta. Podziękowaliśmy kierowcy i szczęśliwi, w komplecie, poszliśmy na kilka piw, żeby opowiedzieć sobie ostatnie 30 godzin, w ciągu których tyle się wydarzyło...

    Fireballem nazywaliśmy najbardziej zniszczony namiot jaki mieliśmy. Z dziurami, bez śledzi i z połamanymi kijkami. W Ałmacie w Kazachstanie został pożegnany z honorami []

    pokaż spoiler Na zdjęciu jezioro Ala-Kul kilka minut po wyjściu z obozu (który jest jeszcze widoczny na zdjęciu). 3800 m.n.p.m. Sierpień'15


    Zachęcam do obserowania tagu #dominoqfotografuje

    #fotografia #azja #kirgistan #autostop #gory #podroze #truestory #coolstory
    pokaż całość

    źródło: DSC05731.jpg

  •  

    天山 Tiān Shān

    O katastrofie olbrzymiej konstrukcji latającej w górach Tien-Szan w 1991 roku pisano bardzo niewiele – przede wszystkim dlatego, że informacje o tym zdarzeniu były mocno ograniczone. A jeszcze, możliwe dlatego, że miało to miejsce w dniach rozpadu ZSRR, kiedy nikt nie miał potrzebnycg środków finansowych.…
    Wydarzenia rozgrywały się w następującej kolejności: 28 sierpnia 1991 roku o godzinie 4:42 rano czasu lokalnego, radary na półwyspie Маңғыстау zarejestrowały w przestrzeni powietrznej bardzo duży obiekt. Na ekranie pojawił się znienacka, jakby opadał lotem balistycznym z przestrzeni kosmicznej. Obiekt miał długość 600 m, średnicę 110 m i leciał nad Morzem Kaspijskim z północnego zachodu na wysokości 6600 m z prędkością 960 km/h. Nie odpowiadał na żadne wezwania. O pojawieniu się przybysza powiadomiono bezzwłocznie nadkaspijską obronę powietrzną. Dwa patrolujące myśliwce MiG-29 skierowały się do przechwycenia obiektu, a kolejne dwa zostały poderwane w trybie alarmu. Piloci mieli za zadanie posadzić obiekt na lotnisku. W przypadku oporu – otworzyć ogień i zniszczyć. Do spotkania doszło ściśle według planu, o godz. 5:12. Piloci obserwowali obiekt wizualnie i na ekranach radarów. Wg opisów w raportach wyglądał jak gigantyczny sterowiec bez jakichkolwiek wystających elementów, jedynie po bokach w przedniej części były dwa okrągłe iluminatory o średnicy jednej szóstej wysokości. Operacja przechwycenia „sterowca” zakończyła się szybciej, niż piloci myśleli. Przy podejściu do obiektu na 500-600 m zaczęły się problemy z silnikami (utrata ciągu) a przy otworzeniu ognia odmówiły posłuszeństwa systemy naprowadzające, piloci byli zmuszeni celować poprzez obserwowanie toru serii. Sam obiekt nagle zwiększył prędkość: w ciągu minuty osiągnął ponad 4 mach. O godz. 5:27, w rejonie jeziora Ысык-Көл (Yssyk-Köl), obiekt wyszedł ze strefy widzialności i zniknął z ekranów radarów.
    Co dalej?
    Pod koniec września 1991 roku do mieszkańców kirgiskiej stolicy Biszkek zaczęły dochodzić wieści o tym, że w górach na wschód od miasta Каракол (Karakoł), w uroczysku Szajtyn-Mazar, rozbił się duży samolot. W rejon katastrofy od razu wyruszyła grupa miejscowych entuzjastów pod kierownictwem E. Baczurina. Jednak w pośpiechu przygotowana wyprawa musiała zawrócić z drogi z powodu złych warunków pogodowych, opadów śniegu i trudności w poruszaniu się po górach. Mniej więcej w tym samym czasie w rejon katastrofy został skierowany śmigłowiec, aby ustalić dokładne miejsce zdarzenia. Z nieznanych jednak przyczyn śmigłowiec spadł w górach, a cała załoga zginęła. Doniesieniami o rozbitym obiekcie zainteresowały się władze republiki w Ałma-Ata. W przeciwieństwie do kirgiskich kolegówi, kazachska grupa poszukiwawcza przygotowała się do wyprawy profesjonalnie. Grupą kierował doświadczony pilot, pułkownik w stanie spoczynku, Nikołaj Swieczkow. Zebrał on drużynę składającą się z ludzi dobrze przygotowanych fizycznie i psychicznie, doświadczonych alpinistów, którzy przeszli testy na radzenie sobie w sytuacjach ekstremalnych. Posiadali oni rozmaitą aparaturę, kamery i aparaty fotograficzne, dysponowali dwoma śmigłowcami Қазақ Кеңестік Социалистік Республикасы. 12 czerwca 1992 roku ekspedycja Swieczkowa została przetransportowana w rejon katastrofy. Ponieważ pogoda popsuła się, śmigłowce musiały lądować w pewnym oddaleniu, u podnóża grzbietu. Tam rozbito obóz-bazę. Uroczysko Szajtyn-Mazar znajdowało się cztery kilometry dalej, po drugiej stronie gór. Nawiasem mówiąc, to miejsce od dawna cieszyło się złą sławą wśród miejscowej ludności, stąd wzięła się i nazwa, która oznacza: „Mogiła diabła”. Rankiem, nie doczekawszy się poprawy pogody, grupa poszukiwawcza rozpoczęła podchodzenie. Obiekt zobaczyli od razu, jak tylko przekroczyli grzbiet góry. Nawet z odległości półtora kilometra ogromny, rozbity na dwie części statek sprawiał niezwykłe wrażenie. Wraz ze zbliżaniem się podekscytowanych badaczy do tajemniczego obiektu, u wszystkich narastało uczucie dyskomfortu: ktoś odczuwał niepokój, ktoś – strach, inny – ból głowy, duszności albo osłabienie. Mniej więcej w odległości 800 m od obiektu włosy u ludzi „stawały dęba”, a przyrządy rejestrowały silną, statyczną elektryczność. Magnetometry wskazywały praktycznie brak pola magnetycznego. Nawet pobrane próbki skał z odległości 800, 600 i 400 m od wraku (bliżej, za ogólnym porozumieniem, postanowiono nie zbliżać się), były w pełni rozmagnetyzowane. Wszystkie zegarki elektroniczne wyświetlały godzinę 00:00. Sześć zegarków mechanicznych pokazywało różny czas. Nie można było zrobić ani zdjęcia, ani filmu (prześwietlanie promieniowaniem przenikliwym klisz). Uczestnicy wyprawy zadawali sobie jedno pytanie: co tu się stało? Najwyraźniej obiekt lecący z dużą prędkością zaczepił dolną częścią korpusu o skały. Po zderzeniu zaczął się ślizgać po górskiej platformie pozostawiając głęboki ślad. Wybuch nastąpił wewnątrz środkowej części statku (na co wskazywał charakter uszkodzenia) i rozpadł się on dwie prawie równe części. Wewnątrz statku widać było kilka pokładów i konstrukcje nośne. Badacze dysponowali dwoma hermetycznymi kombinezonami ochrony przeciwradiacyjnej, wyposażonymi w hełmy i butle z tlenem. Postanowiono skierować na statek ludzi, którzy mieli już doświadczenie w pracy w podobnych strojach [tzw likwidatorzy z Czarnobyla]. Mieli oni wejść do jednej z części rozbitego statku i sprawdzić, czy nie ma na statku załogi, która – być może – potrzebowała pomocy. Sytuacja skomplikowała się, ponieważ przestała działać łączność radiowa. Śmiałkowie, którzy wejdą na wrak, nie będą mieli łączności z resztą grupy. Postanowili zaryzykować. Niestety, kombinezony ochronne okazały się nie dość odporne: obaj badaczy otrzymali śmiertelną dawkę promieniowania. Jeden zmarł na chorobę popromienną po trzech miesiącach, a drugi – Aleksjej Romanowski – przeżył jeszcze pięć lat i zmarł w Moskwie w wieku 31 lat. Podpisał zobowiązanie o zachowaniu w tajemnicy tego, co widział na pokładzie wraku, ale przed śmiercią zdecydował się jednak złamać zasłonę milczenia: miał opowiedzieć jednemu z moskiewskich historyków Karty o swojej wizycie na pokładzie wraku obiektu:

    „Weszliśmy do prawej połówki, ponieważ w niej pośród zniszczonej wybuchem konstrukcji widoczne było przejście. W korytarzu było jasno, ale źródła światła nigdzie nie było widać. Wydawało się, że światło emitują wszystkie otaczające powierzchnie. Trafiliśmy na kilka rozgałęzień korytarza prowadzących na górę, ale postanowiliśmy nie zbaczać z kierunku. Przeszliśmy przez prawie cały korytarz i znaleźliśmy się w owalnym pomieszczeniu. Ściany i sufit zajmowały wygięte rury o różnych średnicach i konstrukcje przypominające zwojnice. W fotelu przed przyrządem podobnym do kuli siedział ktoś. Wyglądał jak człowiek, tylko wysokiego wzrostu; gdyby stał, byłby znacznie wyższy od nas. Miał na sobie obcisły skafander ciemnoszarego koloru i maskę, podobną do przeciwgazowej. Siedział do nas bokiem. Kiedy zaczęliśmy zbliżać się do niego, odwrócił głowę w naszą stronę. Ogarnął mnie wtedy niezwykły strach. Mój towarzysz upadł, uniosłem go i wyciągnąłem na zewnątrz…”

    W ciągu kilku następnych lat badacze zbierali wszelkie dostępne informacje o incydencie naruszenia przestrzeni powietrznej ZSRR w 1991r, szukali środków na kolejną wyprawę, składali wnioski o dokonanie zdjęć satelitarnych Szajtyn-Mazar. Jednak władze zarówno Rosji, Kazachstanu jak i Kirgistanu prowadziły jedynie wymianę korespondencji, nie odpowiadały na wnioski albo wręcz czyniły trudności badaczom. Dopiero w 1998 roku nowa ekspedycja pod kierownictwem moskiewskiego badacza Nikołaja Subbotina mogła wreszcie wyruszyć w góry. Udało się wynająć w prywatnej firmie tylko jeden śmigłowiec. Na miejsce katastrofy dotarli 23 sierpnia. Ale po wraku nie było śladu. Badacze znaleźli dwudziestometrowy lej, powstały po wybuchu, i nic więcej. Można było odnieść wrażenie, że ktoś wszystko pieczołowicie wyrównał i zasypał, zacierając ślady katastrofy z 1991 r. Przyrządy nie rejestrowały żadnych anomalii, o których informowała grupa Swieczkowa. Subbotin zbadał okolicę i wzniesienia. Na sąsiednim wzniesieniu ujawniły się tajemnicze linie, przypominające pasy startowe na lotniskach. Na końcu tych pasów widać było równe powierzchnie o średnicy 20-25 m, na których mogły lądować śmigłowce. Jest całkowicie możliwe, że przebywali tam wojskowi, którzy wywieźli odłamki wraku i przy okazji nie omieszkali pozacierać po nim śladów. W rezultacie wyprawa Subbotina niczego nie wyjaśniła. Nie było żadnych pozostałości po katastrofie, nic nie dały też próby rozmów z pilotami samolotów pasażerskich latających nad tym rejonem. Co nieco dopowiedzieli jednak miejscowi mieszkańcy. Okazało się, że w okresie od 1992 do 1996 roku obserwowano tutaj niezwykłe ożywienie: latały śmigłowce, jeździły potężne ciężarówki…

    #creepy
    #creepystory
    #creepypasta
    #ciekawostki
    #ciekawostkihistoryczne
    #paranormalne
    #tajemnica
    #aircraftboners
    #rosja
    #kirgistan
    #nocnazmiana
    #kazachstan
    #teoriespiskowe
    pokaż całość

    źródło: olabloga.pl

  •  
    a.........k

    +6

    z "Girls of Kyrgyzstan" - Aza Shade, 2011
    #fotografia #sztuka #kirgistan

    źródło: cdn.coresites.factorymedia.com

  •  

    Zakupy za 8.90 PLN (150 somów) w Kirgistanie.

    0.5 Coca coli
    0.5 Icetea
    60g orzeszków solonych
    Paczka fajek
    Zupka Chińska.

    Inne przykładowe ceny (kurs 1 Zloty 16.3 Soma)

    Najtansza flaszka 0.5 Litra wódki 50 Som
    Szaszlyk na ulicy 30 S
    Kilo pomidorów/cebuli/ziemniakow 10 S
    Obiad w restauracji 80-120 S
    Chleb prosto zbpieca 15 S
    2 litrowa butelka piwa 75-100 S
    Bilet autobusowy w Osz 10S
    Litr benzyny okolo 85 S
    Nocleg w hostelu, pokój 3 os. 300 S.

    Zrobiłbym normalne zakupy za 50 złotych ale kończy mi się budżet i nie weszłyby do plecaka a jutro ruszam w góry Tien Szen.

    Kirgistan, polecam 11/10.

    #podroze #autostop #zakupyza50 #kirgistan
    pokaż całość

    źródło: WP_20150824_053.jpg

  •  
    U........y

    +20

    Władimir Putin atyndagy czoku (kirg. Владимир Путин атындагы чоку; ros. Пик Владимира Путина, Pik Władimira Putina) – góra w Kirgistanie, w paśmie Tienszan o wysokości 4446 m n.p.m. nazwana na cześć prezydenta Rosji Władimira Putina.

    Plany dotyczące nazwania góry imieniem Putina pojawiły się w styczniu 2011 roku. Głosowanie nad uchwaleniem nazwy szczytu odbyło się w lutym tegoż roku, a nazwa weszła w życie w marcu 2011.

    W pobliżu szczytu znajduje się również szczyt imienia Borisa Jelcyna, który otrzymał swoją nazwę w 2002 roku.

    Artykuł z Wikipedii skąd pochodzi ta ciekawostka

    #ciekawostki #gdziekawostki (pozwolę się podpiąć @Enmebaragesi , mam nadzieje, że to nie problem :) #putin #kirgistan
    pokaż całość

    +: Y....n, maciekawski +18 innych
  •  

    Gdzieś w Kirgistanie
    #earthporn #gory #kirgistan

    źródło: news.xinhuanet.com

    +: P.......n, goodidea +6 innych
Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #kirgistan

Archiwum tagów