•  

    Mój stary to fanatyk kodeiny. Pół mieszkania zajebane thiocodinem, najgorzej... Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżącą na ziemi szklanke z ekstrahującym się antidolem i trzeba wyciągać w szpitalu bo szklana. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłam na takim zabiegu. Tydzień temu poszłam na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu szkło w nodze.
    Druga połowa mieszkania zajebana Kodeinistą Polskim, Światem Kodeiny, Super Kodą itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie ćpuńskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla ćpunów i kręci gównoburze z innymi ćpunami o najlepsze metody ekstrakcji itp. Całe godziny spędza przeglądając archiwalne wpisy na #hyperreal i nowe wysrywy zajaranych ćpunów na IV Oddziale Psychiatrycznym na facebooku. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierdolić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkurwił to dołączyłam tam fałszywym kontem (nieźle musiałam je dopracować hehe) i go trolowałam pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu jesteś opiowrakiem. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę MASTEROPIAT, za najzajebistrze 10k postów, a na tej zjebanej grupie ostatnio kłócił się z innym opiatowcem o moderatora i tytuł znawcy kategorii.
    Jak jest ciepło, i jak jest zimno też to co weekend ćpa kode. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę jem grefrut na obiad a ojciec pierdoli o zaletach jedzenia tego wodnistego gówna. Jak się dostałam na studia to stary przez tydzień pierdolił że to dzięki temu, że jem dużo grepfrutów bo zawierają naringine i leki mi się lepiej metabolizują.
    Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują ekstrahując antidol, nic nie jedząc itd.
    Przy jedzeniu zawsze pierdoli o kodeinie i za każdym razem temat schodzi w końcu na Komitet Ochrony demokracji, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr niedostatecznie walczą o wolną kodeinę tylko kradno hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać Wielką Encyklopedię Substancji Psychoaktywnych żeby się uspokoić.

    W tym roku sam sobie kupił na święta heroinę. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj ją rozpakował i naćpał się w dużym pokoju. Ubrał się w piżame i leżał cały dzień w łóżku na środku mieszkania. Obiadu nie zjadł bo był zbyt ućpanył.

    Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich aptek w polsce to bym wziął i zapierdolił.

    Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na ćpanie w drodze wyjątku. Super prezent kurwo.

    Pojechaliśmy gdzieś wpizdu do miasta, dochodzimy do apteki a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Poprosił o Antidol i siedzimy patrząc jak się ekstrahuje. Po trzech minutach mi się znudziło więc włączyłam discmana to mnie ojciec pierdolnął po głowie, że muzyka z moich słuchawek nie nadaje się do kodeinowej fazy i psuje klimat. Jak się chciałam podrapać po nosie to zaraz 'krzyczał szeptem', żebym wziął zyrtec bo mam wyrzut histaminy. 6 godzin musiałam siedzieć w bezruchu i leżeć ućpany jak w jakimś jebanym Guantanamo. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów na balkon i zapalił szluga. Wytłumaczył mi, że trzeba palić bo nikotyna wzmacnia działanie kodeiny.

    Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym ćpa. Kiedyś towarzyszem wypraw rybnych był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce KOD. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o ćpaniu i kodeine. Ja siedziałam u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepszy jest thiocodin czy antidol..

    WEŹ MNIE NIE WURWIAJ ZBYCHU, THIOCODINU NIE TRZEBA EKSTRAHOWAĆ, HAPS I JESTEŚ NA FAZIE!
    KURWA TADEK ANTIDOL W POLSCE PO 6ZŁ KOSZTUJE TWÓJ THIOCODIN TO IM MOŻE NASKOCZYĆ
    CO TY MI O ANTIDOLU PIERDOLISZ JAK LEDWO POTRAFISZ PARACETAMOL Z NIEGO WYCIĄGNĄĆ. THIOCODIN TO JEST KRÓL LEKÓW JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI
    No i aż się zaczeli nakurwiać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musiałyśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec

    I bardzo kurwa dobrze
    Tak go za ten antidol znienawidził.

    Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli KOMITECIE OBRONY DEMOKRACJI. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych skurwysynach z KOD powiedzieć. Gazety niećpuńskie też przestał czytać bo miał ból dupy, że o ćpuństwie polskim ani aferach w KOD nic się nie pisze.

    Szefem koła KOD w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim apteką przez Komitet i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie polityczne gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpierdalał.
    Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem KOD ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu KOD i Adama na forach lokalnych gazet. Napie**alał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.

    Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec kurwił na przekupne sądy, KOD, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pierdolenia wynikało, że KOD jak jacyś masoni rządzi całym krajem, pociąga za szurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na thiocodin, antidol, grepruty filtry do kawy i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. opakowań thiocodinu za te 2k (ponad 100 dużych opakowań).

    Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć laboratorium do syntezy bo niby w aptece za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać

    córeczka w laboratorium to się prawdziwą kode syntezuje! tam jest żywioł!
    ale nie było go stać ani nie miał go gdzie trzymać a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za wynajem więc zgadał się z jakimiś kodziarzami okolicy, że kupią laboratorium na spółkę, ono będzie u jakiegoś janusza, który ma dom a nie mieszkanie w bloku jak my, i się będą tym laboratorium dzielili albo będą syntezować razem.
    Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi iść i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że koda wychodzi jak pojebana więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkurwienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni ćpają bez niego bo przecież po równo się zrzucali na lab i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu.
    Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z całym sprzętem laboratoryjnym xD Pytam skąd on ją wziął a on mówi, że januszowi zajebał bo oni go oszukali i żebym łapał z nim za akumulator i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście sprzęt się nie zmieścił w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on go przed domem zostawi.
    Za pomocą jakichś łańcuców i mojej kłódki od roweru przypiął go do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego lab ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał a nie ćpał w ten weekend. Ja starałam się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu bo było blisko.
    Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:
    -Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się sprzętu i krzyczy, że nie odda
    -Janusze krzyczą, że ma oddawać
    -Jeden janusz ma rozjebany nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od sprzętu za nogę i dostał drugą nogą z kopa
    -Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka
    -We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi
    -Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił sprzęt a policjantów żeby go nie aresztowali
    -Ja smutnazaba.psd
    W końcu policjanci oderwali starego od labu. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali sprzęt, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do laboratorium żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy w aptece nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pieolił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć.
    Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla ćpunów bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta

    Szczepan54
    Liczba postów: 1
    Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika stary_anona od dawna i to bardzo porządny człowiek i wspaniały ćpun! Chcą go oczernić bo zazdroszczą trip raportów

    Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od labu. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpie**alał na trollkoncie i np. pisał, ze ch*jowe fazy łapie i widać, że nie umie ćpać xD
    Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał trip raporty to sam sobie pisał

    Noooo gratuluję ! Widać, że doświadczony kodziarz!
    a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.

    #narkotykizawszespoko #mojstaryfanatyk #coolstory #pasta #kodeina #hypereal #ivoddzial #opioidy #opiaty #opiowraki #ciulusgang
    pokaż całość

  •  

    Przetestowałem ulubioną substancje @ciulus 'a, czyli kodeinkę. I serio, nie wiem czemu ludzie się od tego uzależniają. Wrzuciłem 450 mg. Dużo zabawy było przy ekstrakcji. To co poczułem po 30 minutach od zaaplikowania to: głęboki relaks, zniesienie bólu, senność, uspokojenie oddechu, lekkie swędzenie. I tyle, żadnej euforii, jakiegoś ciepełka, którym tak często się jaracie. Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy są od tego uzależnieni. Ta substancja jest nazwyczajniej w świecie NUDNA.
    #narkotykizawszespoko #kodeina #opiowraki #narkotykiniezawszespoko #ciulusgang
    pokaż całość

  •  

    Czemu mi tak smakuje wszystko po kodeinie, jak już powoli przestaje działać?
    Łapie mnie gastro takie jak wtedy, gdy jeszcze jarałem (tfu!) zioło, ale nawet po 420 mi tak jedzenie nie smakowało.
    Psznie jem i pije ugułem całe te.

    #narkotykizawszespoko #kodeina

  •  

    Aptekarki nie lubią opiowraków. Zawsze wchodzę do apteki z uśmiechem, co objawia się również u aptekarki do czasu, gdy zapytam o thiocodin. Momentalnie uśmiech znika z jej twarzy, a na mojej utrzymuje się do czasu opuszczenia apteki. Potem jest i mi smutno. ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #opiowraki #zalesie #narkotykizawszespoko #kodeina

  •  

    Południowy styl,południowy klimat
    Ciągle spowolniony, płynie we mnie kodeina (。◕‿‿◕。)
    #narkotykizawszespoko #kodeina #opiowraki #greengranade #muzyka #polskirap #rapsy

    źródło: youtube.com

  •  

    Strasznie zadziwia mnie ten potencjał uzależniajacy kodeiny. Bo niby jest na początku tak ciepło i miło, ale potem (przynajmniej w moim przypadku) jest już chujowo. Kręci się w głowie, mdli (od sulfogwajakolu) ogólnie chcesz aby się już skończyło, a mimo to następnego dnia idziesz po kolejne paczki thio. Nawet mając w głowie te chujowe samopoczucie po wcześniejszym zażyciu kody to z uśmiechem na twarzy wracam do domu z 3/4 paczkami thio i dalej ta sama gehenna (・へ・)
    edit: No i jeszcze to jebane swędzenie, gdy za późno zarzucisz antyhistamine. Kurwicy można dostać, ale mimo to na drugi dzień lecisz po kolejne paczki..
    #kodeina #opiowraki #uzaleznienie #narkotykizawszespoko
    pokaż całość

  •  

    Dobra potrzebuje kogoś na układ...
    Zakładamy wielką plantacje maku wysokomorfinowego pod lampami i potrzebuje kogoś do pomocy przy uprawie i przerabianiu tego na dobry 100% hel.
    Potrzebuje kogoś kto zna się na uprawie jakichkolwiek roślin, a zyskiem podzielimy się po połowie.
    Nasz hel będzie na całym świecie, potrzebny jest też jakiś chemik który potrafi acetylować morfinę do helu, przy okazji sami się naćpamy fajnie.
    #narkotykizawszespoko #opioidy #opiowraki #opiaty #medycznakodeina #kodeina #tramadol #morfina #heroina #zarzutka #bait
    pokaż całość

  •  

    Mieliśmy razem tyle wspólnych i pięknych chwil, zawsze się bawiliśmy i kochalismy chociaż inni byli przeciw... Ahhh moja Kodeinko niestety musimy się rozstać ( ͡° ʖ̯ ͡°)(╯︵╰,)(╥﹏╥)
    SAD MUSIC PLAYS
    Może to i lepiej... ( ͡° ʖ̯ ͡°) może... Kiedyś się jeszcze spotkamy kochana ( ͡° ʖ̯ ͡°)(╥﹏╥)(╯︵╰,)
    Ehh a tak od siebie powiem że to jest ostateczny koniec ćpania i najprawdopodobniej usunę konto...
    #narkotykizawszespoko #narkotykiniezawszespoko #narkotyki #opiowraki #opioidy #opiaty #kodeina #medycznakodeina #meliskakurwa #bojowkamedycznegoklefedronu
    pokaż całość

  •  

    Chciałem powiedzieć że... Rzucam narkotyki i palenie i picie całkowicie!
    Trzymajcie kciuki!
    Ile plusów tyle dni abstynencji conajmniej!
    Co jakiś czas będą aktualizacje
    #narkotykizawszespoko #narkotykiniezawszespoko #narkotyki #opiowraki #opioidy #opiaty #kodeina #medycznakodeina #meliskakurwa #bojowkamedycznegoklefedronu #wykopjointclub #marihuana #tramadol #morfina pokaż całość

  •  

    Jakoś dawno nie było żadnej depresji oddechowej na tagu. Gdzie mój kochany kinderćpun? @ciulus wróć (╥﹏╥)
    #opiowraki #narkotykizawszespoko #kodeina

  •  

    Zarzucilem właśnie 900 mg kody i ide spać. Trzymajcie kciuki, abym się już nie obudził. ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #kodeina #opiowraki #narkotykizawszespoko

  •  

    Dzisiaj będzie ważny i długi wpis mireczki, także teraz tylko krótkie (miało być krótkie) tl;dr a wieczorem część główna jak znowu nie zasnę (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    1. CBD całkowicie znosi głód opiatowy, brak chęci również na alkohol/benzo
    2. Brak przyjemności z palenia papierosów, pewnie coś robi z receptorami nikotynowymi
    3. po 30-40 od przyjęcia (3,5-4 kropelki trzymane pod językiem przez 15 minut, a potem połknięte na pusty żołądek) takie uczucie relaksacji, rozluźnienia mięśni, takie dziwne ale przyjemne uczucie lenistwa znanego z THC połączone z motywacją, lekkie gastro i "humorek". Może się to wydawać śmieszne, ale wreszcie sobie chwilę pograłem z przyjemnościa w coś i nawet odzywałem się przez mikrofon, a przed nagłym snem nawet sobie książkę poczytałem. Zamiast gapić się w ekran i lurkować wypok, lub zapuszczać się w dziwne strefy internetów do 2 rano.
    4. Z minusów to senność, błoga, ale senność, która mnie złapała po 20, a przyjąłem cbd o 17:30. No ale przynajmniej się wyspałem.
    Z żołądkiem także w porządku.
    Zdjęcia z apki wam nie wkleję teraz, ale atm jest : 3 dni 10 godzin 39 minut i 19 sekund

    Z fartem mordeczki (✌ ゚ ∀ ゚)☞ Pierwszy raz od 8 lat mogę szczerzę powiedzieć, że mam dobry humor. Jak takie efekty są za pierwszym razem to nie mogę się doczekać co będzie za tydzień/miesiąc

    #cbd #rzucajopiozwykopem #narkotykizawszespoko ale jednak #narkotykiniezawszespoko #kodeina
    pokaż całość

  •  

    Ketonal na bóle kości - Check!
    Loperamid na wodę z dupy - Check!
    Benzo (tak, wiem...) na potencjalne problemy psychiczne - Check!
    Przerwa od #pracbaza - Check!
    Olejek #cbd - Nope:(

    No to jedziemy z tym mireczki! Dużo lurkuje wypok, więc wiem jak wiele osób jeszcze nie próbowało kodeiny, a jest jej ciekawych, do tego jak wielu idiotów ją poleca na tej samej zasadzie według której piwo to nie jest alkohol skazując człowieka na drogę do mocniejszych opiatów i do szaleńczego cyklu ćpanie -> detox -> ośrodek -> ćpanie -> detox -> ośrodek -> (powtórz kilka/kilkanaście razy) -> śmierć.

    W obliczeniach przyjąlem skromne 210zł tygodniowo (30zł dziennie, ale zdarzało się i 11zł i 80zł), do tego jeszcze rzucanie palenia 108.5zł tygodniowo, codziennie będę wszystko wpłacał na rachunek oszczędnościowy, jak zabraknie na chleb to uj, będę żarł ryż z gruzem ( ͡° ͜ʖ ͡°) Żadna inna motywacja oprócz mojej kobiety i mamy, oraz może ewentualnie mojej pracy, którą bardzo lubię na mnie nie działa, więc pojedziemy po tym co boli mnie najbardziej, czyli po finansach.

    Jak odparuję to coś poopowiadam wam na moim tagu #rzucajopiozwykopem m.in. o mojej 8 letniej politoksykomanii i ponad 150 spróbowanych substancji psychoaktywnych, jeśli kogokolwiek będzie to interesować. A teraz spać, bo na 8 do roboty, skręt nadejdzie zapewne w czwartek. Postaram się codziennie coś pisać #narkotykizawszespoko ale #narkotykiniezawszespoko #kodeina
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 48391694_603602146748333_8456277816793628672_n.jpg

  •  

    Gurwa, jednak ta godeinka jest przeciwbólowa XD. Dzisiaj napierdala mnie kark i barki od wczorajszego drapania ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #kodeina #opiowraki #narkotykizawszespoko

  •  

    Podczas FASCYNUJACEJ bakowo-kodeinowej podrozy uznalem, ze pobawie sie w zone slynnego Jedrzeja lenina Kossonia, znanego rowniez jako Jedrula, pania Alutke i naskrobalem w wiadomosci na msng wiersz? XD, ktory prawdopodobnie jest wartosciowy tyle co caly polski narod, czyli gowno warty tudziez smiechu warty, chcialbym Was prosic o opinie i wezcie pod uwage, ze to moj pierwszy i byc moze ostatni tego typu tekst, ktory mimo moich checi, kolo wierszu nie stal. Calosc w spojlerze, enjoy
    #narkotykizawszespoko #poezja #teamjedrula #kodeina
    Jak strzala amora
    pojawilas sie nagle
    Juz pierwszej nocy wiedzialem
    ze bezgranicznie sie zakochalem
    Falą rozkoszy mnie wypelnilas
    Stalas sie moim Aniolem
    Wszystkich zlych mysli mnie pozbawilas.
    Moje serce stalo przed toba otworem.
    Częste randki i blogostanu owoce
    Za kazdym razem zarywalismy noce.
    Wystarczylo, ze Cie powachalem
    Wielkie szczescie odczuwalem od razu.
    Nie zalowalem ani jednego razu.
    Na twoim punkcie totalnie zwariowalem.
    Bliscy nas nie rozumieli
    Robili wszystko by nas rozdzielic
    Okreslali Cie najgorszymi epitetami
    Ja sie z tego smialem
    Pozniej bardzo tego zalowalem
    Jak odurzony sie zachowywalem.
    Nie dostrzegalem ile mam przez ciebie klod pod nogami.
    W pore wytrzezwialem
    Liczac moralne straty
    Pukalem sie w glowe, zrozumialem
    ze to co robilismy bylo chore.
    Rozkochalas mnie w sobie jednym cieplym pradem,
    Zabralas mi apetyt, kilogramow kilka
    Stracilem przyjaciol, nie szczedzilem
    matce lez, bylem glupi i bije sie w piers.
    Strasznie sie na tobie zawiodlem.
    Nigdy tej bezsilnosci nie zapomne.
    Szczescie bylo zludne, prawie przez
    ciebie skonczylem w trumnie
    Spustoszylas organizm fala falszywych orgazmow,
    Gdy rano mnie opuszczalas, lzy nawilzaly me policzki, czulem pustke i zlosc, nie moglem zasnac.
    Nie chcialem sie z toba rozstawac nigdy
    Nigdy wiecej cie nie chce znac
    Zniszczylas wielu facetow, ale ja z toba wygralem.
    Mimo naszych goracych wspomnien
    Moje serce dla ciebie permanentnie
    wieje chlodem.
    I choc poczatkowo milosc byla wielka,
    nasz pierwszy raz przeklinam z żalem
    Uwierzcie, nie tedy droga - zegnaj
    moja droga.
    Bynajmniej nie obarczam wina zadnej kobiety, swego czasu spedzalem chwile w towarzystwie fety.
    pokaż całość

  •  

    Jestem biednym narkomanem który nawet nie wie gdzie wsadził papierosy i szuka ich w kiblu ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #medycznakodeina #kodeina #opiowraki #opioidy #opiaty #meliskakurwa #narkotykizawszespoko #narkotykiniezawszespoko

  •  

    Drobna różnica - Ibuprom - lek na ból głowy. thiocodin - lek na ból istnienia (✌ ゚ ∀ ゚) #narkotykizawszespoko #kodeina #rozkminy #rozkmina

  •  

    #narkotykizawszespoko #kodeina #narkotyki #acodin #uzaleznienie #ciekawostki #morfina
    Dziś przeczytałem coś, co zmroziło mi krew w żyłach. Historia wydaje mi się być trochę przerysowana i zbyt dokładnie opisana jak na kogoś, kto otarł się o śmierć, aczkolwiek bardzo ciekawa.

    W pogoni za fazą
    Już jako małolat interesowałem się odmiennymi stanami świadomości i miałem ogromną ochotę sprawdzić jak jest po drugiej stronie lustra. Chcę, aby nie było wątpliwości, iż ćpać zacząłem z chęci ujebania się, nie zaś dlatego, że miałem trudne dzieciństwo czy wujka z lepkimi rączkami. Zacząłem tradycyjnie dla Polski, od alkoholu. Pierwszy raz najebałem się jako dwunastolatek. Na szczęście matka dobrze mnie pilnowała i minęło dużo czasu, nim powtórzyłem doświadczenie. W ogólniaku poznałem się z THC i długo, do spółki z
    alkiem były to jedyne narkotyki jakie przyjmowałem, głównie dlatego, że do innych nie było dostępu. Na studiach paliłem naprawdę sporo zielska, alkoholu piłem zaś mało, bowiem matka ciągle trzymała mnie na krótkiej smyczy. Studiów ostatecznie nie ukończyłem, na
    co regularne palenie musiało mieć wpływ, ale mimo to znalazłem pracę, która dawała mi satysfakcję i szanse na rozwój a z zielskiem nieco przystopowałem. Dawne towarzystwo od fifki po prostu się rozpadło.

    Pierwsza znajmomość z Panią K
    W życiu zdarzają się chwile, z pozoru zupełnie nieistotne, które ostatecznie mają na nas gigantyczny wpływ. Taki prywatny efekt motyla, doświadczany chyba przez każdego. Dla mnie ten moment to oglądane z nudów śniadanie z TVN, w którym usłyszałem, że gimnazjaliści odurzają się dostępnym bez recepty lekiem o nazwie Acodin. Mój ćpuński mózg to zapamiętał, choć nie podjąłem żadnych konkretnych kroków w celu zakupu tajemniczej substancji. Do czasu... Naprawdę sporo wówczas "pakowałem" a ponieważ chciałem to robić porządnie, dbałem o różne odżywki i witaminki. Po pracy wpadłem do apteki uzupełnić suplementację. W kolejce przede mną stało chude dziewczę w bluzie z kapturem, w wieku gimnazjalnym, które cichym głosem poprosiło panią farmaceutkę o Acodin. Nie na tyle jednak cichym, bym nie usłyszał. Wyszukiwarka w mojej głowie zadziałała, wyrzucając w wynikach materiał z TV a dalej poszło szybko. Do domu wróciłem z opakowaniem tajemniczych tabletek na kaszel i silnym podnieceniem na myśl o oczekującej mnie jeździe. Ponieważ uważałem się za rozsądnego (sic!) człowieka, postanowiłem najpierw poczytać na temat i tak oto znalazłem Hypcia. Faza bardzo mi się podobała (dorzuciłem kilka piw i palenie) i na następny dzień postanowiłem powtórzyć przeżycie. Żeby nie robić przypału, tym razem w innej aptece poprosiłem o Acodin, na co pani z okienka udzieliła mi informacji, że kaszlodynu owszem nie ma, ale może w zamian dać Thio. Głupio mi było odmówić - i tak czułem się jakbym miał wypisane na czole, po co to kupuję - więc wziąłem. W drodze do domu przyszło mi do głowy, że może ten lek też ma działanie psychoaktywne, sprawdziłem więc na odnalezionej dzień wcześniej stronie. Tak oto poznałem się z Panią Kodeiną.

    Zabawy z deksiwem i drugie spotkanie

    Pierwszy raz z Thio wcale mi się nie spodobał, choć poprawiłem drugim opakowaniem, znalezionym w domowej apteczce. Poczułem co najwyżej lekki chill i stwierdziłem, ze ćpanie tego gówna to jakaś bzdura. Dokładnie w tym czasie wyprowadziłem się z domu rodzinnego i mogłem rozpocząć poważne zabawy z DXM. Ponieważ tekst nie jest o tym, napiszę tylko, że po dwudziestu-trzydziestu razach solidnie zniechęciłem się do kaszlaka. Wystarczył porządny bad trip po 900 mg, kiedy wydawało mi się, a właściwie byłem pewien, że jestem martwym, sztucznym manekinem, testowanym w zimnym, bezdusznym laboratorium zwanym wszechświatem, przez jakieś tajemnicze i okrutne siły. Laboratorium, z którego uciec można tylko w jeden sposób - zepsuć się. Przez mniej więcej godzinę, na serio rozważałem wyjście oknem. Zniechęcił mnie też totalny rozpiździec fizyczno-emocjonalny, który przeżyłem następnego dnia, z niepowstrzymaną gonitwą myśli i koszmarnym, pustym pobudzeniem nie do wytrzymania. Objawy te, na które nie pomagały browary ani zielsko po chwili olśnienia udało mi się zaleczyć znaną już panną kodą. Tak oto ona i ja spotkaliśmy się ponownie.

    Staczanie się
    Teraz równię pochyłą widzę jasno i czysto, choć wtedy zdawało mi się, że raczej wspinam się na szczyt. Usamodzielniłem się, w pracy odnosiłem sukcesy, ostatecznie dostając awans na stanowisko analityka biznesowego, zakochałem się we wspaniałej dziewczynie. Do DXM już nie wracałem, chociaż na Hypcia zaglądałem często, bawiąc się w syntezy Metkata. Przez kolegę z roboty znalazłem też dojście do Fety. Stymulanty to jednak nie była moja bajka, przyjmowałem je głównie weekendowo, ze sporą ilością alku. Kodeina za to sprawdzała się na zejście, na kaca, na ból głowy i ogólne złe samopoczucie. Sprawdzała się świetnie! W naszym przypadku nie było miłości od pierwszego wejrzenia, brakowało pierdolnięcia pioruna i trzęsienia ziemi, była za to powoli budowana przyjaźń, taka na całe życie. Uczucie, które można poczuć po przerobieniu minimum stu paczek. Czytywałem wtedy forum i dziwiłem się oraz śmiałem w duchu z głupków, którzy potrafili wjebać się w tak nieszkodliwą i lekką używkę. Jeśli jesteś świeżakiem i doczytałeś do tego fragmentu, pewnie myślisz o mnie to samo i pewnie tak samo jak ja wtedy, mylisz się. Relaks po paczce-dwóch Thiocodinu i kilku piwkach polubiłem tak bardzo, że nie potrzebowałem żadnego pretekstu do zakupów. Zacząłem Thio stosować bez przyczyny, ot tak aby się wyluzować po ciężkim dniu. Robiłem oczywiście kilkudniowe przerwy i myślałem, że wszystko jest w porządku. Dni bez kody jednak, na co byłem ślepy, zdarzały się coraz rzadziej. Po roku dwa opakowania dziennie i cztery browce stały się standardem i ukoronowaniem wieczoru. Takim wieczornym rytuałem. Na tej dawce upłynął kolejny rok.

    Złudne poczucie bezpieczeństwa
    Po roku na 300 mg wiedziałem już, że jestem wjebany, w końcu ile można się oszukiwać? Oczywiście można długo, trzeba tylko wymyślać nowe sposoby. Przecież da się żyć codziennie odwiedzając apteki, tak jak codziennie kupuje się szlugi, prawda? Na ćpanie było mnie stać, aptekarki bez pytania i z uśmiechem wykładały na ladę paczki dla pana w gajerku a w pracy szło mi świetnie. Tylko dawki niepostrzeżenie rosły. W końcu w robocie nadszedł czas dużego wdrożenia ważnej aplikacji a poziom stresu był masakryczny. Wpadłem wtedy na świetny pomysł - co lepiej zwalczy nerwy niż kodeina? To przecież nie alkohol, nic nie czuć i zachowuję się po tym normalnie. Napiszę tylko, że całe wdrożenie wspominam błogo. Stres odpłynął gdzieś daleko a nudne nawet obowiązki wykonywało się przyjemnie. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dzień zaczynałem od opakowania Thiocodinu, zapijanego dietetyczną Colą. Drugie wrzucałem w porze lunchu. Po pracy ładowałem cztery, a czasem sześć paczek, zapijane obowiązkowymi browarami lub ćwiartką.

    Kop w dupę od wszechświata
    Tego już nie dało się ukryć. Pierwsza dowiedziała się dziewczyna, która oczywiście kazała mi rzucić to gówno. Naciskała, kłóciliśmy się, w końcu uległem. Rzucałem bezskutecznie trzy razy. Za czwartym razem ona rzuciła mnie. Bardzo ją kochałem i chyba nadal kocham, ale kodeinę najwyraźniej kochałem bardziej. Kobiety nie znoszą konkurencji więc na koniec została mi tylko jedna - ta chemiczna. W międzyczasie o moim małym nałogu usłyszeli też w pracy. Ktoś, choć do dziś nie wiem kto, zauważył jak w przerwie wybijam z pobliskiej apteki (od drzwi biura miałem maksymalnie 50 metrów), odpakowuję i zjadam dwa opakowania leku na kaszel. Ponoć nawet wyjął opakowania ze śmietnika. O co w tym chodzi pewnie sprawdził w internecie a potem doniósł komu trzeba i rozpuścił po firmie plotkę. Od tego czasu szukano tylko pretekstu, żeby mnie zwolnić i szybko taki pretekst znaleziono, zwłaszcza że ze złamanym sercem miałem na wszystko wyjebane. Zaraz po dziewczynie kodeina odebrała mi więc pracę. Jeśli myślicie, że to już dno, to grubo się mylicie. Najlepsze dopiero przed wami.

    OZT
    Zamiast poszukać nowej roboty, a w przyszłości, jak już przestanie tak boleć, nowej dziewczyny, użalałem się nad sobą i oczywiście ćpałem, popijając browarem. Dostałem niezłą odprawę, więc przez jakiś czas było za co. Gdy pieniądze ostatecznie się skończyły, spróbowałem piątej odstawki. Wytrzymałem półtora miesiąca aż nadszedł ten feralny ranek, gdy się złamałem i powiększyłem dług na karcie kredytowej. Do domu wróciłem z paczką Thiocodinu i trzema browarami. Było bardzo przyjemnie, poskładało mnie jak wcześniej 600 mg. Tylko brzuch zaczął boleć. Bolał coraz bardziej i nie pomogły nawet dwa Ketonale Forte i dwie Nospy Max, które zostały po odstawce. Wieczorem chodziłem już po ścianach i podjąłem męską decyzję o wyprawie na ostry dyżur. Tam czekały mnie godziny w kolejce, badania i w końcu diagnoza - ostre zapalenie trzustki.

    Pierwsze dwie rurki

    OZT to przykra przypadłość, która zwykle dotyka alkoholików z minimum dwudziestoletnim stażem. U mnie wystarczyły trzy lata miksu browaru z tabletkami. I pomyśleć, że unikałem Antidolu, bo bałem się o wątrobę (swoją drogą ciekawe, czy żyłbym jeszcze, gdybym to ekstrahowanego Antka zapijał alkoholem). Ból był absolutnie kurewsko koszmarny. Kiedyś myślałem, ze najgorsze cierpienie to te, po ekstrakcji zęba, potem na topie mojej prywatnej listy długo znajdowało się ciężkie ropne zapalenie gardła. OZT przebija je oba, porównywalny z nim jest może poród, tylko trwa krócej. Leczy się to przez ścisły post, nawodnienie i podanie środków przeciwbólowych i rozkurczowych. Mówiąc inaczej nie ma na to lekarstwa a można jedynie łagodzić objawy i wspomagać organizm. Śmiertelność według Wikipedii wynosi 10%. Wtedy zresztą o tym nie wiedziałem, wydawało mi się za to, że jestem pod dobrą opieką i wystarczy przetrzymać tydzień. W duchu nawet się trochę cieszyłem, bo lekarz powiedział, ze już nigdy nie będę mógł pić i ćpać, a ja wierzyłem, że własnie sięgnąłem dna i po wyjściu ze szpitala się wyprostuję. Tylko stan zamiast poprawiać, zaczął się pogarszać. Wyglądałem wkrótce jak w szóstym miesiącu ciąży, bowiem perystaltyka jelit zupełnie ustała. Na trzeci dzień zdecydowano, że trzeba mi założyć sondę żołądkową i cewnik. Pierwsza rurka wylądowała więc w żołądku a druga we fiucie. Zabieg wykonywała młoda, śliczna doktor stażystka a ja umierałem z poniżenia. Wolałbym zdecydowanie obleśną starą pielęgniarkę.

    OIT i kolejne rurki
    Następnego dnia rano wykonano mi tomografię brzucha, po której od razu wylądowałem na oddziale intensywnej terapii. Dużo później dowiedziałem się, że oglądając wyniki lekarze szacowali moje szanse na przeżycie na 2%. Ja sam myślałem, że to gdzieś pół na pół. Koledze określiłem przez telefon że prawdopodobieństwo tego, że wrócę do domu jest podobne, jak tego, że Polska awansuje do Euro 2016 (ponieważ to czytasz, wiesz już, że jednak trafiłem w sedno). Do dziś pamiętam szok, jaki wywarł na mnie oddział. OIT to wysokie, mechaniczne łóżka, na których leżą nieprzytomni pacjenci pod respiratorem, masą kabli, czujników i rurek a za nimi stoją wielkie mrugające szafy, przypominające komputery z filmów SF z lat osiemdziesiątych, migające diodami i podające leki ze specjalnych szuflad. Mnie też wkrótce oklejono czujkami i podpięto do "szafy" za pomocą wkłucia centralnego do żyły szyjnej. Zostałem kompletnie uziemiony, mogłem tylko pomarzyć o fajku czy rozprostowaniu nóg, ciężko było się nawet przekręcić na bok. Dodatkowo, w przeciwieństwie do współtowarzyszy niedoli, ja byłem w pełni przytomny, a ból wręcz rozsadzał mi brzuch. Otrzymywałem oczywiście środki przeciwbólowe, w tym opiaty, ale nie pomagały, może przez wyrobioną tolerkę, kto to wie? Po trzech dniach dostawałem już prawdziwego pierdolca. Na szczęście w międzyczasie kompletnie wysiadły mi nerki a inne narządy też pakowały walizki. OZT okazało się martwicze, z infekcją bakteryjną, która przerodziła się w zapalenie otrzewnej. Zdecydowano więc o operacji. Na blok jechałem z poczuciem lekkiej ulgi, myśląc że to już wóz albo przewóz. Wyjdę z tego szybko i wrócę do domu, albo więcej się nie obudzę. Po raz kolejny się myliłem.

    Jeszcze więcej rurek
    Trzy tygodnie byłem nieprzytomny, z niewydolnością wielonarządową, zapaleniem otrzewnej, podłączony pod dializę, respirator i cały spuchnięty od toksyn. Z wyrokiem śmierci. W tym czasie żegnała się ze mną cała rodzina i znajomi a matka rozpaczała na korytarzu, pod salą. Ostatecznie ku wielkiemu zaskoczeniu lekarzy moje nerki też zaskoczyły a serce wytrzymało. Wróciła również, na moje nieszczęście, świadomość. Postanowiono leczyć mnie metodą otwartego brzucha, miałem więc piękne rozcięcie, długie na jakieś 25 cm, tuż pod splotem słonecznym, złapane grubą dratwą tylko w kilku miejscach, tak że pomiędzy brzegami rany była centymetrowa szpara przez którą wesoło wyglądały flaki. W każdym z boków zrobili mi dziury, w które wetknięto po trzy rurki a z tych rurek do pojemników spływała ohydna, zaropiała treść z trzewi. Jeszcze jedna rurka wylądowała w jelitach, dzięki czemu mogłem dostawać jedzonko. Trzustka natomiast spokojnie obumierała sobie dalej. Po takim hardkorze straciłem zupełnie siły, ciężko mi było nawet unieść rękę do twarzy. Ponieważ odżywiano mnie dojelitowo, miałem sraczkę, ale nie byłem nawet w stanie unieść się na tyle, by podłożono mi basen. Jedna pielęgniarka nie potrafiła mi pomóc (po siłowni był ze mnie kawał chłopa) więc czasem robiły to dwie, ale głównie waliłem w pieluchę. Nota bene pielucha to jedyny ubiór, dopuszczalny na OIT. Usta, pozbawione płynów były wyschnięte na wiór. Czasem, ale niezbyt często, udawało mi się wyżebrać mililitr wody do zastrzyków, którą mogłem wypić i która smakowała jak najsłodszy nektar, prosto z ośnieżonego Olimpu. Zdarzało mi się też półświadomie odłączać urządzenia, więc przywiązano mi ręce do poręczy łóżka. Raz całą noc spędziłem tak związany, słabo błagając nieczułe pielęgniarki z dyżurki, aby mnie uwolniły. Następnego dnia na obchodzie zrobiłem ordynatorowi koszmarną awanturę (albo tak mi się wydawało, bo pewnie tylko cicho skrzeczałem) i wymogłem podpisanie oświadczenia, że więcej nie będą mnie wiązać, nawet w przypadku zagrożenia życia. Od tego czasu, przynajmniej z unieruchamianiem miałem spokój, choć i tak zbyt intensywnie się ruszać się nie byłem w stanie. Nie miałem też siły na nic innego, włączając czytanie książek czy surfowanie po necie na telefonie. Nawet słuchanie muzyki, radia czy audiobooków było koszmarnie męczące i zupełnie z tego zrezygnowałem. Ale świadomość zachowałem. Na trzustkę krojono mnie łącznie siedem razy, choć krojenie to duże słowo - brzuch miałem przecież otwarty. Błagałem o śmierć. Prawie ubłagałem kostuchę, bowiem przyplątało się zapalenie płuc, dla tak osłabionego organizmu zwykle zabójcze. W prawym płucu zbierała się woda i wylądowałem pod respiratorem na ponad tydzień (w pełni świadomy). Utraciłem w ten sposób zdolność mówienia, jeszcze długo po wyjęciu respiratora gardło nie było w stanie artykułować słów. Zalegająca flegma sprawiała, że regularnie się dusiłem i mogłem tylko machać rękami, błagając niemo, aby pielęgniarki odessały ten syf, rurką wkładaną do oskrzeli przez gardło lub nos. Wodę z opłucnej odsysano mi wielką strzykawką (tzw Żanetą) z igłą o wielkości małego sztyletu, na żywca. Wzbogaciłem się też o kolejną rurkę, do opłucnej i kolejny pojemnik, w który skapywał brudny płyn. Rozważano też dekortykację płuca, czyli usunięcie na trwałe żebra a potem opłucnej, ale skończyło się na operacji laparoskopowej i kolejnej bliźnie. Po każdym zabiegu, jak tylko mijała mi narkoza, wracała pełnia przytomności. Koledzy i koleżanki z sali byli niemal wyłącznie warzywkami. Części powracała świadomość i wywożono ich na inne oddziały, resztę zwożono do kostnicy. Przynajmniej sześć - siedem osób umarło na moich oczach, w tym jeden gość też z OZT. Maszyny za naszymi plecami nieustannie piszczały, alarmując o niebezpiecznym wzroście lub spadku parametrów życiowych chorych lub o opróżnieniu dawki leków z podajnika. Nie dało się normalnie spać a nic innego nie było do roboty. Na codzienne mycie lub uzupełnianie medykamentów czekałem jak na finał ligi mistrzów, byle by tylko się coś działo. Odwiedziny bliskich, jak to na intensywnej terapii, były mocno ograniczone. Nie byłem w stanie nic zrobić samodzielnie i z największą pierdołą musiałem godzinami czekać na pielęgniarkę. Cały czas byłem świadomy. Mózg pozbawiony bodźców wreszcie zaczął świrować. Widziałem spiski lekarzy, próbujących utrzymać pacjentów przykutych do łóżek, aby wyciągać pieniądze z NFZ, strajk personelu tłumiony strzałami policyjnych snajperów szpitalne przez okno, laboratorium doktora Mengele i tym podobne kwiatki. Trzy razy byłem pewien, że umarłem. Raz trafiłem do nieba, raz do piekła a raz przeżyłem własną celtycką ceremonię pogrzebową. Brałem udział w reality show. Z płaczem oznajmiałem pielęgniarkom, że zupełnie zwariowałem. A potem pełnia świadomości wracała i błagałem o ponowne wylogowanie z rzeczywistości. Nocą obserwowałem ścienny zegar i minutową wskazówkę, pełznącą jak pół-zdechły ślimak po tarczy, czekając na poranny obchód. Poznałem wszystkie rysy i wzory płytek sufitowych. Słyszałem muzykę w piskach aparatury. Czasem, ale niezbyt często, udawało się wyżebrać Haloperidol, który nie jest ściśle reglamentowany, bo jest w postaci kropli i niektóre pielęgniarki dawały się namówić. Zwłaszcza jedna, młoda i ładna, była szczególnie miła. Miała też wielkie piersi, w które pozwalała mi się wtulać, gdy obracała mnie do mycia. W szczytowym okresie miałem jedną rurkę w penisie, sześć w brzuchu, sondę do-jelitową, rurkę w opłucnej, wkłucie centralne, wkłucie do tętnicy (taki wenflon OIT-owy), otwarty brzuch i respirator w gardle. Płyny ściekały ze mnie do czterech pojemników. W takim stanie spędziłem trzy miesiące, z czego dwa i pół świadomie. Powoli stan się poprawiał, pozwolono mi pić wodę a nawet jeść zupki. Nie nadawałem się jednak na rehabilitację przez te wszystkie rury. Pod koniec, gdy już myślałem że się polepszyło, trzeci raz otarłem się o śmierć. Jelito grube nie wytrzymało, przetarło się i kał rozlał się do środka. To zapewniło mi trzecie i czwarte rozcięcie (wcześniej kroili też w okolicy płuc i trzustki), jedno znad pępka, omijające go ładnym łukiem aż do wzgórka łonowego, przez które mnie czyścili i jedno malutkie z boku. Ponieważ jelita nie dało się zacerować, przez to drugie nacięcie wyprowadzono je na zewnątrz, by odizolować przetokę. Od tej chwili, bez udziału świadomości załatwiałem się do przyklejonej torebki. Przynajmniej odpadło sranie w pieluchy. Po tych trzech miesiącach piekła i dziewięciu operacjach, stan się poprawił i czekały mnie dwa kolejne
    miesiące cierpienia, tym razem na chirurgii. Moja teczka z dokumentacją zyskała grubość jednotomowej encyklopedii. Wiem, bo widziałem tę teczkę. Stopniowo usuwano mi rurki a ja powoli uczyłem się samodzielnie zginać nogi w kolanach, obracać się na bok i siadać. W końcu zrobiłem pierwsze kroki, z chodzikiem i w asyście rehabilitanta. Gdy pierwszy raz wyszedłem ze szpitala na krótki spacer, w ciszy i ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem, roniłem łzy wielkie jak grochy. Na drzewach pojawiły się pierwsze rachityczne pąki i świeciło słońce. Wiosna była przepiękna.

    Konsekwencje
    Do domu wróciłem akurat na święta wielkanocne. Zamieszkałem znowu z matką. Kiedyś robiłem osiem przysiadów ze sztangą 120 kg, dziesięć martwych ciągów ze sto czterdziestką oraz wyciskałem sześć razy stówę na klatę. Podciągałem się i machałem pompki na jednym ręku. Zarabiałem ponad pięć i pół koła na łapę i miałem opcję dużej podwyżki w przyszłości, bo kilka ważnych i udanych projektów było moimi dziećmi. Teraz robiłem samodzielnie maksymalnie sto kroków a siły nie wystarczało na otworzenie butelki z wodą. Dostałem grupę inwalidzką i rentę w wysokości 1200 PLN. Mam 20 000 PLN długów i 0 zdolności kredytowej. Została mi ogromna odleżyna na głowie, skutkująca przeczulicą i wielkim łysym placem. Taką samą odleżynę mam na tyłku. Dwa zewnętrzne palce u prawej i lewej ręki są pozbawione czucia, podobnie jak brzuch. Zamiast kaloryfera mam bliznę jak po ataku rekina (miejsca po szwach wyglądają jak ślady zębów) i gigantyczną pooperacyjną przepuklinę. Przez rok załatwiałem się przez wyprowadzone na zewnątrz jelito, do przyklejonego do brzucha worka. Na szczęście jelito się zrosło i dwa miesiące temu ponownie mnie zaszyli. Teraz już sram normalnie, na kibelku. Nie wiem, czy miałbym dość odwagi, by rozebrać się przed dziewczyną. Jem już normalnie, choć przez sześć miesięcy odżywiałem się jak niemowlak. Moje obecne dragi to SSRI i Insulina, w dawce 22 jednostki na dobę. Czasem, bardzo rzadko pozwalam sobie na jedno piwko. Powoli zbieram się w sobie, aby powrócić do życia i pracy, choć to kurewsko trudne, po ponad roku bezczynności. Boję się trochę świata na zewnątrz. W zamian zyskałem ogromny szacun w szpitalu, jako przypadek pozwalający uwierzyć w cuda i wartość walki do samego końca oraz status jednego z dwóch największych hardkorów. Drugim, rok wcześniej był chłopak, który postanowił popełnić samobójstwo wypijając płyn do czyszczenia rur. Samobój się nie udał, za to gość siedział w szpitalu osiem miesięcy, z podziurawionymi bebechami. Przez czas pobytu na OIT wyćpałem też więcej Fentanylu, niż niejeden grzejnik ze stosownego pod-forum, ponieważ raczyli mnie właśnie tym, przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Kumpel, z którym jadłem często tablety, ten od kołowania Fety, którego ja w rewanżu nauczyłem ścieżki kodeinowca, też stracił pracę i wylądował na garnuszku rodziców, na codziennej dawce antydepresantów i neuroleptyków.

    Na zakończenie
    Pomimo tego wszystkiego ogromnie tęsknię za kodeiną. Często o niej śnię i czasem marzę na jawie. Nic mnie nie cieszy, bo kto zazna chemicznego szczęścia innym już się nie zadowoli. Niedawno się złamałem i kupiłem pakę Thio. Po zarzuceniu brzuch rozbolał mnie tak, jak tego pamiętnego dnia. Umierałem ze strachu i postanowiłem sobie, że do szpitala już nie wrócę. Włożę po prostu głowę do kuchenki i odkręcę gaz. Na szczęście po dwóch godzinach przeszło. Miałem jeszcze walnąć umoralniającą gadkę i napisać coś o harm reduction, ale odpuściłem. Jeśli dotrwałeś do końca i nadal masz ochotę się ućpać lekiem dostępnym bez recepty, wal śmiało.

    Stąd wziąłem: https://neurogroove.info/trip/wrak-cz-owieka-kodeina-autor-camel
    pokaż całość

    •  

      @marek_antoniusz: Wiesz z czym mi się to kojarzy? Z ludźmi którzy przychodzą z jakiegoś monaru na lekcję do gimnazjum i mówią: "no słuchajcie dzieci ja waliłem heroinę przez 25 lat i jestem wrakiem człowieka jak raz zajaracie blanta to też tak skończycie".
      Jaki jest tego cel, morał?

      Uświadomić ludziom że narkotyki uzależniają? - oczywistym jest że uzależniają, zwłaszcza opiaty/opioidy ale o uzależnienie fizyczne nie jest tak łatwo jak się ludziom wydaje.

      Uświadomić ludzi że narkotyki nie są dla każdego? - oczywiście że nie są, wielu ludzi używa ich w zły sposób, widzi w tym ucieczkę od realnego życia ( wyobraź sobie analogiczną sytuację z alkoholem, jeśli wypijesz trochę od czasu do czasu to nic ci się nie stanie ale gdy będziesz pił codziennie po pracy? dobrze wiemy co się stanie)

      Teraz wytłumaczę niewtajemniczonym dlaczego jest to fejk jak chuj:
      Z kodeiną jest tak, że tolerancja rośnie w tempie wykładniczym - ja zaczynając od 150mg po kilkunastu razach dochodziłem do ok. 500mg, przy czym to 500mg grzało mnie podobnie(powiedziałbym że nawet mniej) jak 150mg na początku. Zazwyczaj jest tak, że na tej samej dawce masz podbny efekt przez 2-3 razy potem musisz zwiększać bo będziesz się czuł "niedogrzany".Potem trzeba robić kilkumiesięczne przerwy żeby zbić tolerancję chociaż o 20-30%.

      Ten człowiek pisze, że brał przez rok 300mg regularnie ( w sensie że nie dawał organizmowi czasu aby obniżył tolerancję) - moim zdaniem po 2 tygodniach brania takiej samej dawki nic by już nie czuł, a po miesiącu to jego 300 mg miałoby działanie co najwyżej przeciwkaszlowe.

      PS: nie zachęcam nikogo do kodeiny, ale jak ktoś już bardzo chce to brać to niech przynajmniej robi to z głową

      Pozdrawiam
      pokaż całość

    •  

      @marek_antoniusz: tldr ćpanie dla dzieci też potrafi uzależnić

  •  

    Polecam obejrzeć film nakręcony przez @staszewski007. Opowiada On o ojcu autora i przyjaciółce, którzy są uzależnieni od leków przeciwbólowych.
    #film #ogladajzwykopem #narkotykizawszespoko #narkotykiniezawszespoko #kodeina #kultura

    źródło: vimeo.com

  •  

    O gurwa! Co za pojebana akcja! Dostałem informację, że Big Pharma pomyliła się w butelkowaniu tego syropu z kodeiną, który piją hamerykańscy raperzy. No wiecie, ten różowy/fioletowy. Najlepsze jest to, że został wysłany m.in do Polski XD. Podsyłam Wam zdjęcie poglądowe w jakich butelkach się znajduje. Nie dziwie się, że osiedlowe menele tak się w nim rozsmakowały i nie mogą przestać go pić. Radzę biec do sklepu póki jeszcze jest!

    #bojowkamedycznegoklefedronu #kodeina #narkotykizawszespoko

    pokaż spoiler #heheszki
    pokaż całość

    źródło: 0.allegroimg.com

  •  

    Czemu takiego syropku nie ma w Polszy?
    #opiowraki #narkotykizawszespoko #kodeina

    GIF

    źródło: media.giphy.com (4.03MB)

    +: p..................i, camaro98 +4 innych
  •  

    Słabo mi wyszło codzienne wrzucanie kawałka, ale wracam do was za to świetnym zespołem Massive Attack.

    Massive Attack - Angel

    Bardzo dobra piosenka na taką deszczowo-burzową pogodę za oknem ;) Pozdrowienia z Gdańska.
    Jeżeli ktoś jeszcze nie słuchał to polecam każdemu cały album Mezzanine, bardzo klimatyczny.

    #muzyka #triphop #massiveattack taguje #kodeina bo kiedyś często leciało przy grzaniu ʕ•ᴥ•ʔ

    Tag do czarnolistowania/obserwowania #lpkrushynki
    2/xx
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Sad Amish x JOY LESS collabo

    Woooooow, dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, może poza tymi tatuażami z glęboką czernią i motywami shibari. "la fée verte", tu mamy "la fée violette" o ile dobrze, a raczej tak, odczytuję przesłanie i pamiętam końcówki kolorów we francuskim... ;)

    A właściwie to la fée blanchee jako zarówno siarczan, jak i hydlochlorowodorek, ale cśś. #narkotykizawszespoko #morfina #opiaty (pozdrawiam 3 obserwujących)

    Wzornictwo w stylu art nouveau (trochę jak "Ofelia"?), dla mniej obeznanych ze szt... dla mniej humanistycznych - absinthe-like; i upodobania nie-artystyczne również w tym stylu; świetne i subtelniejsze niż wzory strukturalne wydziarane przez, hm, miłośników niczym kiedyś userbary w podpisach.

    #kodeina #heroina #narkotyki #tatuaze #tatuazboners #sadamish
    pokaż całość

    źródło: sadamish.jpg

  •  

    Jakiś czas temu pisałam, że dostałam od Niebieskiego "Wiersze o moim psychiatrze" Kotańskiego jako część prezentu (drugim było dołożenie do tatuażu, bla-bla, ludzki brudnopis, no mam już kilka i jakoś żyję, a na starość będę taką samą dobrą dupą z kilkoma dodatkowymi bazgrołkami) i niektóre z nich są całkiem znane w internecie; stwierdziłam, że wrzucę w całości jeden z nich, razem z ilustracją. Tak na miły poranek. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #wiersze #poezja #ksiazki #kodeina #narkotykizawszespoko #zakochanie #samotnosc #tfwnogf
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: WP_20180414_21_43_37_Pro.jpg

  •  

    Tak sobie czytam o kodeinie, lurkuję internet, często trafiam na wykop. I jakieś 10 profili które o tym pisały są już dawno nieaktywne a ostatnie wpisy dotyczą właśnie #narkotykizawszespoko. Smutne w chuj. Kto wie czy już nie pospadali z rowerków albo wylądowali na ulicy.

    #kodeina #narkotykizawszespoko #wykop

    źródło: cdn.doz.pl

    +: W.......9, PyszneBuleczki +15 innych
  •  

    Mój stary to fanatyk kodeiny. Pół mieszkania zajebane thiocodinem, najgorzej... Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżącą na ziemi szklanke z ekstrahującym się antidolem i trzeba wyciągać w szpitalu bo szklana. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłam na takim zabiegu. Tydzień temu poszłam na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu szkło w nodze.
    Druga połowa mieszkania zajebana Kodeinistą Polskim, Światem Kodeiny, Super Kodą itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie ćpuńskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla ćpunów i kręci gównoburze z innymi ćpunami o najlepsze metody ekstrakcji itp. Całe godziny spędza przeglądając archiwalne wpisy na #hyperreal i nowe wysrywy zajaranych ćpunów na IV Oddziale Psychiatrycznym na facebooku. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierdolić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkurwił to dołączyłam tam fałszywym kontem (nieźle musiałam je dopracować hehe) i go trolowałam pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu jesteś opiowrakiem. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę MASTEROPIAT, za najzajebistrze 10k postów, a na tej zjebanej grupie ostatnio kłócił się z innym opiatowcem o moderatora i tytuł znawcy kategorii.
    Jak jest ciepło, i jak jest zimno też to co weekend ćpa kode. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę jem grefrut na obiad a ojciec pierdoli o zaletach jedzenia tego wodnistego gówna. Jak się dostałam na studia to stary przez tydzień pierdolił że to dzięki temu, że jem dużo grepfrutów bo zawierają naringine i leki mi się lepiej metabolizują.
    Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują ekstrahując antidol, nic nie jedząc itd.
    Przy jedzeniu zawsze pierdoli o kodeinie i za każdym razem temat schodzi w końcu na Komitet Ochrony demokracji, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr niedostatecznie walczą o wolną kodeinę tylko kradno hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać Wielką Encyklopedię Substancji Psychoaktywnych żeby się uspokoić.

    W tym roku sam sobie kupił na święta heroinę. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj ją rozpakował i naćpał się w dużym pokoju. Ubrał się w piżame i leżał cały dzień w łóżku na środku mieszkania. Obiadu nie zjadł bo był zbyt ućpanył.

    Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich aptek w polsce to bym wziął i zapierdolił.

    Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na ćpanie w drodze wyjątku. Super prezent kurwo.

    Pojechaliśmy gdzieś wpizdu do miasta, dochodzimy do apteki a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Poprosił o Antidol i siedzimy patrząc jak się ekstrahuje. Po trzech minutach mi się znudziło więc włączyłam discmana to mnie ojciec pierdolnął po głowie, że muzyka z moich słuchawek nie nadaje się do kodeinowej fazy i psuje klimat. Jak się chciałam podrapać po nosie to zaraz 'krzyczał szeptem', żebym wziął zyrtec bo mam wyrzut histaminy. 6 godzin musiałam siedzieć w bezruchu i leżeć ućpany jak w jakimś jebanym Guantanamo. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów na balkon i zapalił szluga. Wytłumaczył mi, że trzeba palić bo nikotyna wzmacnia działanie kodeiny.

    Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym ćpa. Kiedyś towarzyszem wypraw rybnych był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce KOD. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o ćpaniu i kodeine. Ja siedziałam u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepszy jest thiocodin czy antidol..

    WEŹ MNIE NIE WURWIAJ ZBYCHU, THIOCODINU NIE TRZEBA EKSTRAHOWAĆ, HAPS I JESTEŚ NA FAZIE!
    KURWA TADEK ANTIDOL W POLSCE PO 6ZŁ KOSZTUJE TWÓJ THIOCODIN TO IM MOŻE NASKOCZYĆ
    CO TY MI O ANTIDOLU PIERDOLISZ JAK LEDWO POTRAFISZ PARACETAMOL Z NIEGO WYCIĄGNĄĆ. THIOCODIN TO JEST KRÓL LEKÓW JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI
    No i aż się zaczeli nakurwiać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musiałyśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec

    I bardzo kurwa dobrze
    Tak go za ten antidol znienawidził.

    Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli KOMITECIE OBRONY DEMOKRACJI. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych skurwysynach z KOD powiedzieć. Gazety niećpuńskie też przestał czytać bo miał ból dupy, że o ćpuństwie polskim ani aferach w KOD nic się nie pisze.

    Szefem koła KOD w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim apteką przez Komitet i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie polityczne gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpierdalał.
    Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem KOD ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu KOD i Adama na forach lokalnych gazet. Napie**alał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.

    Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec kurwił na przekupne sądy, KOD, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pierdolenia wynikało, że KOD jak jacyś masoni rządzi całym krajem, pociąga za szurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na thiocodin, antidol, grepruty filtry do kawy i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. opakowań thiocodinu za te 2k (ponad 100 dużych opakowań).

    Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć laboratorium do syntezy bo niby w aptece za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać

    córeczka w laboratorium to się prawdziwą kode syntezuje! tam jest żywioł!
    ale nie było go stać ani nie miał go gdzie trzymać a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za wynajem więc zgadał się z jakimiś kodziarzami okolicy, że kupią laboratorium na spółkę, ono będzie u jakiegoś janusza, który ma dom a nie mieszkanie w bloku jak my, i się będą tym laboratorium dzielili albo będą syntezować razem.
    Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi iść i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że koda wychodzi jak pojebana więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkurwienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni ćpają bez niego bo przecież po równo się zrzucali na lab i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu.
    Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z całym sprzętem laboratoryjnym xD Pytam skąd on ją wziął a on mówi, że januszowi zajebał bo oni go oszukali i żebym łapał z nim za akumulator i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście sprzęt się nie zmieścił w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on go przed domem zostawi.
    Za pomocą jakichś łańcuców i mojej kłódki od roweru przypiął go do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego lab ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał a nie ćpał w ten weekend. Ja starałam się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu bo było blisko.
    Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:
    -Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się sprzętu i krzyczy, że nie odda
    -Janusze krzyczą, że ma oddawać
    -Jeden janusz ma rozjebany nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od sprzętu za nogę i dostał drugą nogą z kopa
    -Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka
    -We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi
    -Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił sprzęt a policjantów żeby go nie aresztowali
    -Ja smutnazaba.psd
    W końcu policjanci oderwali starego od labu. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali sprzęt, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do laboratorium żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy w aptece nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pieolił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć.
    Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla ćpunów bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta

    Szczepan54
    Liczba postów: 1
    Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika stary_anona od dawna i to bardzo porządny człowiek i wspaniały ćpun! Chcą go oczernić bo zazdroszczą trip raportów

    Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od labu. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpie**alał na trollkoncie i np. pisał, ze ch*jowe fazy łapie i widać, że nie umie ćpać xD
    Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał trip raporty to sam sobie pisał

    Noooo gratuluję ! Widać, że doświadczony kodziarz!
    a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.
    #pasta #narkotykizawszespoko #kodeina #mojstarytofanatyk #bylo #kradzionapasta
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #kodeina

0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów