•  

    Egzekucja 16-letniej Kornelii

    Ta sprawa wstrząsnęła całą Polską. W lesie znaleziono ciało 16-letniej dziewczyny. Jej poszukiwania trwały 2 miesiące.

    Kornelia ostatni raz była widziana 11 lutego 2020 roku. Potem słuch o niej zaginął. Rodzice niemalże natychmiast zgłosili zaginięcie swojej córki, przyjaciele i krewni szukali jej za pośrednictwem portali społecznościowych. Całe miasto jej szukało.

    26 kwietnia na Łąkach Oborskich w Konstancinie, spacerujący mężczyzna zauważył fragment kurtki, który wystawał z ziemi. Pod warstwą liści i gałęzi leżały zwłoki młodej dziewczyny, które znajdowały się już w fazie rozkładu. Sekcja zwłok wykazała, ze to 16-letnia Kornelia.

    W trakcie śledztwa udało się ustalić, jak wyglądały ostatnie chwile zmarłej nastolatki. W dniu zaginięcia miała się spotkać ze swoją koleżanką ze szkoły policyjnej - Martyną. Kornelia oraz Martyna pojechały wspólnie z chłopakiem Martyny - Patrykiem B. do Łęg Oborskich, gdzie chłopak strzelił jej kilkukrotnie w głowę z wiatrówki. Następnie dziewczyna była duszona i uderzona kilkukrotnie łopatą w głowę zarówno przez Patryka i Martynę. Ciało przenieśli do wykopanego uprzednio dołu i przysypali liśćmi.

    Motywy zbrodni wciąż są niejasne, a zeznania pary wzajemnie się wykluczają. Mówi się o zazdrości Martyny o Kornelię, czy walce o wpływy ze sprzedaży narkotyków.
    25-letniemu Patrykowi grozi dożywotnie pozbawienie wolności, 16-letnia Martyna ma być sądzona jak osoba dorosła, na proces czeka w schronisku dla nieletnich.

    #ciekawostki #morderstwo #mordercy #kryminalistyka #zbrodnia
    pokaż całość

    źródło: Zrzut ekranu 2020-05-30 o 18.58.52.png

  •  

    Richard Klinkhamer - morderstwo dobre, jak książka

    Richard był duńskim pisarzem, który w 1991 roku poprosił swojego wydawcę, aby ten wydał jego książkę pt. „Środa - dzień mięsa mielonego”. Książka opowiadała o 7 sposobach, na zabójstwo żony. Wydawca, Willem Donker, odmówił wydania książki, ponieważ uznał ją za zbyt „makabryczną”. Mniej więcej w tym samym czasie, pech chciał, że zaginęła żona Klinkhamera. Pomimo tego, że on sam stał się głównym podejrzanym dla policji, i był wielokrotnie przesłuchiwany, niczego nie udało mu się udowodnić. W 1997 roku Richard sprzedał swój dom i wyemigrował do Amsterdamu.
    W 2000 roku, nowi właściciele, postanowili, że pora zrobić porządny remont. Pod betonową posadzką szopy, odnaleziono szczątki kobiety. Jak się (o dziwo) okazało, była to żona Richarda, którą zabił w 1991 roku. Richard przyznał się do zabójstwa małżonki i spędził w więzieniu całe 7 lat. Jak sam zeznał, uderzył żonę łomem w głowę, a o całej sprawie powiedział swoim synom z pierwszego małżeństwa, ale ci nic nie zrobili z tą informacją (sic!).
    Richard Klinkhamer zmarł w styczniu 2016 mając 78 lat.

    #mordercy #kryminalistyka #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: richard-klinkhamer-interview.jpg

  •  

    Daniel Petric - kiedy gra wejdzie za mocno

    Rodzice Daniela najpierw zakazali mu zakupu, a następnie nie pozwalali grać w Halo 3. Rodzice twierdzili, że gra jest nieodpowiednia dla wieku Daniela (miał 16 lat), bo cechuje ją zbyt duża agresja. Pomimo sprzeciwu rodziców, chłopak po kryjomu kupił grę, a będąc uziemionym w domu (chorował na gronkowca), miał mnóstwo czasu, aby oddać się rozrywce. Po tym, jak rodzice zauważyli, że chłopak gra 18 godzin bez przerwy, ojciec Daniela - Mark, skonfiskował płytę i schował ją w sejfie, zaraz obok swojego pistoletu.

    20 października 2007, tydzień po konfiskacie, Daniel użył klucza ojca, i otworzył sejf, zabierając z niego płytę z grą oraz broń. Następnie udał się do pokoju, w którym siedzieli rodzice, podszedł do nich od tyłu, kiedy siedzieli na kanapie i poprosił, żeby zamknęli oczy, bo „ma dla nich niespodziankę”. Następnie zaczął do nich strzelać. Daniel postrzelił ojca w głowę, a matkę w głowę, ręce i klatkę piersiową, zabijając ją na miejscu. Do domu przybyła siostra Daniela wraz ze swoim mężem. Chłopak powiedział, że rodzice się pokłócili, i żeby lepiej nie wchodzili do domu. Następnie wsiadł w samochód i uciekł… razem z Halo 3 na siedzeniu pasażera. Zaraz potem został zatrzymany przez policję.

    Obrona utrzymywała, że chłopak ze względu na chorobę (przechodził zarażenie gronkowcem złocistym), nie był w stanie ocenić realnej sytuacji, a przez to, że spędzał z grą mnóstwo czasu, nie wiedział, że śmierć rodziców będzie czymś „permanentnym”. Daniel Petric został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 23 latach.

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #mordercy #kryminalistyka
    pokaż całość

    źródło: ca-times.brightspotcdn.com.jpg

  •  

    Elizabeth Short, aka Black Dahlia

    Właściwie chyba każdy użytkownik Internetu słyszał o Czarnej Dalii. Każdy kojarzy to słynne zdjęcie, gdzie widać przepołowione ciało kobiety, spokojnie leżące sobie gdzieś na trawniku w Los Angeles.

    Dla Betty Bersinger, poranek 15 stycznia 1947 bez wątpienia nie należał do najlepszych. Podczas spaceru ze swoją 3-letnią córką, na trawniku zobaczyła jak początkowo myślała, uszkodzonego manekina z wystawy sklepowej, którego ktoś po prostu wyrzucił. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, okazało się, że to przepołowione nagie zmasakrowane ciało młodej kobiety. Betty pobiegła do najbliższego domu, aby wezwać policję.

    Ciało Short zostało przepołowione w pasie oraz umyte, a krew została upuszczona przez mordercę. Według śledczych, Elizabeth nie żyła od około 10 godzin. Na twarzy miała „uśmiech z Glasgow”, na całym ciele liczne cięcia - na piersiach oraz prawym udzie. Dolna część ciała leżała ok. 30 cm od torsu. Wnętrzności były upchnięte pod pośladkami ofiary. Ciało zostało ułożone w taki sposób, że ręce Short były nad jej głową, zgięte w łokciach. Nogi natomiast miała rozłożone.

    Przyjaciel Elizabeth zeznał, że 9 stycznia podrzucił ją do Baltimore Hotel, gdzie miała spotkać się ze swoją siostrą. I tutaj mała ciekawostka - przyjęło się, że Short była gościem hotelu Cecil, który ogólnie nie cieszy się zbyt dobrą renomą w Los Angeles. Jest to miejsce wielu „niewyjaśnionych” samobójstw (Elisa Lam), a także miejscem pobytu wielu niesławnych osobistości - Richarda Ramireza czy Jack’a Unterwegera. Hotel, w którym Short widziała się z siostrą - Baltimore - znajduje się 5 min drogi pieszo od Cecila. Kolejnym miejscem, gdzie Elizabeth była widziana, był Crown Grill Cocktail Lounge - również 5 minut drogi od Cecila. Hotel Cecil (dziś Stay on Main) znajduje się po środku drogi pomiędzy Baltimore i Crown Grill. Nie ma żadnych dowodów, że Elizabeth Short wynajmowała pokój w Cecil Hotel, aczkolwiek niektórzy świadkowie twierdzą, że widzieli ją w lobby.

    Wokół tej historii narosło mnóstwo legend, plotek i mitów. Do dzisiaj sprawa pozostaje nierozwiązana, a mordercy nie udało się nigdy ustalić, mimo wielu podejrzanych w sprawie.

    #morderstwo #kryminalistyka #ciekawostkihistoryczne #kryminalistyka #usa #historia
    pokaż całość

    źródło: Elizabeth_Short_photo_from_police_bulletin.jpg

    •  

      @WarszafskiWaz: Ciekawe rzeczy piszesz, ale pan Hodel jest nikim innym jak kolejnym "chętnym" do przyznania się do zabójstwa Short (a raczej był). Nie postawiono mu zarzutów w latach 40-tych. Został tylko przesłuchany, tak samo jak 50 innych osób... Dla policji w LA, sprawa pozostaje otwarta, ale ma status "cold case". Jeśli bajdurzę, to podrzuć proszę informacją z oficjalnej strony FBI, gdzie pada stwierdzenie, że to właśnie Hodel na 100% zabił Short tak jak twierdził... W ten sam sposób mamy rozwiązane sprawy Zodiaka i Kuby Rozpruwacza ( ͡° ͜ʖ ͡°), tam tez było mnóstwo chętnych do przyznania się do zabójstw. pokaż całość

    •  

      @j_bateman poczytaj troche o hodelu - szczegolnie jak fbi go podsluchiwalo i na linii mordowal sekretarkę ;) tak oprocz tego, ze potwierdzona informacja jest, że w ogrodku mial zakopane kilka cial mlodych kobiet (sa tam do dzis) to bardzo postac ;)

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Morderstwo Gabriela Fernandeza

    22 maja 2013 roku - Pearl Fernandez dzwoni na 911 i mówi, że jej syn nie oddycha. Ratownicy, odnajdują 8-letniego Gabriela leżącego nago na podłodze, jest cały w siniakach. Matka zeznała, że pobiła syna, bo ten nie chciał posprzątać swoich zabawek. Po przybyciu do szpitala, okazało się, że u chłopca nastąpiła śmierć mózgu. Gabriel umiera 2 dni później.

    Jak się miało okazać, chłopiec był torturowany przez swoją matkę - Pearl oraz jej chłopaka Isauro Aguirre. Koszmar trwał 8 miesięcy, podczas których :

    * Chłopiec jadł żwir dla kota oraz jego odchody
    * Chłopiec był zmuszany do zjadania swoich wymiocin
    * Był bity (pęknięta czaszka, podbite oczy, wybite zęby)
    * Podpalano różne części jego ciała (miał spalone gardło)
    * Strzelano do niego z wiatrówki w twarz i krocze (miał śrut w płucach)
    * Zmuszano go do noszenia damskiej odzieży
    * Związany spał w małym kartonowym pudełku
    * Pryskano go gazem pieprzowym
    * Przypalano papierosami na całym ciele
    * Kąpano w zimnej wodzie
    * Zmuszano do jedzenia zepsutego jedzenia

    Świadkowie zeznali, że podczas torturowania chłopca, jego rodzice po prostu się śmiali. Aguirre tłumaczył, że robił to, bo chłopak był homoseksualny.

    W chwili śmierci, Gabriel Fernandez ważył 25kg.

    * Pearl Fernandez - wyrok dożywotniego pozbawienia wolności bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie.
    * Isauro Aguirre - oczekuje na wykonanie kary śmierci w więzieniu w San Quentin.

    pokaż spoiler Polecam dokument na Netflix pt. The Trials of Gabriel Fernandez.


    #kryminalistyka #zbrodnia #kryminalne #mordercy
    pokaż całość

    źródło: GabrielFernandez.jpg

  •  

    Charles Manson 12 razy składał wniosek o przedterminowe zwolnienie z więzienia. Wszystkie wnioski odrzucono.
    Manson ostatnie 46 lat swojego życia spędził w więzieniu.
    Zmarł 19 listopada 2017.

    #ciekawostki #kryminalistyka

    źródło: Manson-March-2009.jpg

  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. WAMPIR Z KOWAR

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl, gdzie znajdziecie zdjęcia ofiar, mordercy, miejsca zbrodni, z wizji lokalnej oraz nagranie "Serwisu Informacyjnego" z kilku dni po zbrodni.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć moje pisanie, to zapraszam na Patronite.

    • • •

    Cwel, cwel!

    – wołali za Adasiem koledzy na podwórku. Był szkolnym popychadłem, trzymał się zawsze na uboczu. Rodzice chłopca nadużywali alkoholu, a ojciec znęcał się nad rodziną. Zgwałcił syna, kiedy ten miał sześć lat. Mniej więcej wtedy w domu Zachwiejów przyszło na świat drugie dziecko, też chłopiec. Bracia wielokrotnie byli świadkami, jak pijany ojciec bił ich matkę. Oni również dostawali regularne lanie i często chodzili głodni. Matka dowiedziała się o gwałcie cztery lata później, nie zrobiła jednak nic, by udzielić synowi pomocy psychologicznej. Małżeństwo się rozpadło, ojciec za przemoc w rodzinie spędził kilka lat w więzieniu, a po jego powrocie do rodzinnych Kowar Adaś rzadko go widywał, czasem tylko mijając nieprzytomnego gdzieś pod sklepem. Nawet diagnoza nowotworu nie sprawiła, że skończył z nałogiem. Pił do samej śmierci.

    Kiedy Adam miał 10 lat, razem z bratem trafili do domu dziecka. Po ośmiu miesiącach pobytu w ośrodku znów zamieszkali z matką. Niedługo po tym kobieta związała się z innym mężczyzną, a rodzeństwo chłopca powiększyło się o dwie przyrodnie siostry. Niewiele to jednak zmieniło w życiu rodziny. Nowy partner kobiety miał za sobą kryminalną przeszłość i także za kołnierz nie wylewał. Wraz z konkubiną urządzał zakrapiane imprezy i awantury na oczach dzieci.

    W 1985 roku Adam skończył 12 lat. Lekko upośledzony i jąkający się nastolatek miał poważne problemy z nauką. Kilkakrotnie nie zdawał do następnej klasy. W tym samym roku ciotka usiłowała odbyć z nim stosunek seksualny. Próba nie powiodła się, ale rozbudziła w dorastającym chłopcu coraz większe zainteresowanie seksem. Podglądał koleżanki w szkolnej toalecie i masturbował się do stojącej na telewizorze lalki barbie. Od 16 roku życia zaczął chodzić do lasku oddalonego około półtora kilometra od domu i tam, na drodze z Bukowca do Kowar, obnażał się przed napotkanymi kobietami. Ich strach nie pomógł mu w kontaktach z płcią przeciwną, do której nie miał śmiałości podejść w normalniejszych okolicznościach. Fantazjował, że kiedyś jakaś kobieta zobaczy jego penisa we wzwodzie i zaproponuje mu stosunek.

    W wieku 18 lat Adam po raz pierwszy uprawiał seks z kobietą. Była to dużo starsza od niego koleżanka jego matki. Później wielokrotnie odbywał stosunki z innymi alkoholiczkami i kobietami z marginesu społecznego. Sam nadużywał alkoholu, po którym stawał się nieobliczalny. Rzucał wszystkim, co wpadło mu w ręce, bił członków rodziny i był agresywny do tego stopnia, że domownicy odizolowali go od siebie w osobnym pokoju.

    Po wielu trudnościach chłopak zdobył wykształcenie podstawowe w Ochotniczym Hufcu Pracy i zamieszkał w załatwionej mu przez matkę i ojczyma kawalerce, którą szybko zamienił w pijacką melinę. Nie było tam bezpiecznie – pewnego razu na przykład, na jednej z zakrapianej imprez, Adam usiłował wyłudzić od jednego ze swoich gości pieniądze, przypalając go żelazkiem. Regularnie napadał też na przechodniów, był karany za kradzieże i włamania. Więzienie nie robiło na nim większego wrażenia i każdorazowo po wyjściu na wolność nie zmieniał trybu życia. Tylko raz, przez krótki czas można było zauważyć, że pod wpływem znajomości ze Świadkami Jehowy przeszedł metamorfozę. Szybko jednak powrócił do swoich dawnych przyzwyczajeń i szemranego towarzystwa. Utrzymywał się z kradzieży, środków z Miejskiego Ośrodka Pomocy i z prac dorywczych. Wszystko wydawał na alkohol. Miał żal do matki, która nie zrobiła nic z faktem molestowania go przez ojca. Wielokrotnie usiłował popełnić samobójstwo, okaleczał się, a widok własnej krwi sprawiał mu przyjemność.

    W czerwcu 2000 roku w "swoim" lasku Adam napadł na kobietę. 27-latek zagroził jej nożem i okradł. Został skazany na pięć i pół roku więzienia, które opuścił warunkowo sześć miesięcy przed końcem kary. Podczas pobytu w zakładzie karnym był leczony na oddziale dla osób z zaburzeniami osobowości. Po wyjściu na wolność zamieszkał u mężczyzny, który dawał mu papierosy i jedzenie, w zamian za możliwość zaspokajania Adama oralnie. Zachwieja miał już wcześniej podobną relację z jednym ze współosadzonych.

    Przebywając na warunkowym przedterminowym zwolnieniu pod nadzorem kuratora, Adam zmienił swój tryb życia – wstąpił do klubu AA, ograniczył picie oraz kontakty z innymi alkoholikami, zatrudnił się także jako pracownik fizyczny w firmie budowlanej. Z czasem otrzymał malutkie mieszkanie komunalne w centrum Kowar, a dzięki umowie o pracę kupił sobie meble na raty. Zaczął prowadzić samotniczy tryb życia, a sąsiedzi nie mieli do niego żadnych zastrzeżeń. Można było odnieść wrażenie, że zapomniano o jego przestępczej przeszłości.

    21 czerwca 2007 roku Adam był na zmianie z dużo lepszym pracownikiem od siebie, co bardzo godziło w dumę 34-latka. Wychowany w patologicznej rodzinie, miał niskie mniemanie o sobie, przez co był bardzo przewrażliwiony na swoim punkcie, łatwo się zrażał i permanentnie czuł się traktowany jak ktoś gorszy. Tak też było tego dnia – Adam uznał, że jest mniej ważny od swojego bardziej kompetentnego kolegi i zdenerwowany wyszedł wcześniej z pracy. W takich sytuacjach powracały do niego demony przeszłości i mężczyzna czuł, że jego życie, jak i on sam, nie jest wiele warte. Postanowił popełnić samobójstwo. Połknął 30 tabletek Ketonalu i poszedł na pobliską łąkę, gdzie stracił przytomność. Znalazł go przypadkowy przechodzień i wezwał karetkę. Adam został przewieziony do szpitala, gdzie poczuwszy się lepiej, po kilku godzinach uciekł do lasku. Już sama myśl o miejscu, w którym obnażał się przed kobietami, wprawiła go w podniecenie. Tego dnia był wyjątkowo napalony i pragnął się jak najszybciej zaspokoić. Mimo tego, że od dłuższego czasu sypiał regularnie z pewną chorą umysłowo, starszą od siebie kobietą, która znana była w okolicy z nadpobudliwości seksualnej, Adam postanowił ulżyć sobie, napadając na przypadkową osobę.

    Dochodziła trzynasta, gdy drogą obok lasku przechodziła Dorota K.-Z. 42-latka wracała ze szpitala w Bukowcu, gdzie odwiedziła chorującą matkę. Sama też nie była najlepszego zdrowia, przebywała na rencie i leczyła się na astmę. Adam zaszedł jej drogę, zaczął dusić i powalił ją na ziemię. Wciąż trzymając kobietę za szyję, powlókł ją w ustronne miejsce, gdzie zażądał stosunku. Kobieta stawiała opór, więc znowu zaczął ją dusić, aż straciła przytomność. Omdlałą dotykał, całował i wkładał palce do pochwy. Gdy skończył wytryskiem na jej ciało, nie zdejmując uścisku z szyi, podniósł pobliski kamień. Uderzał ją nim po głowie i tułowiu, łamiąc żebra, czaszkę, nos i rozkawałkowując kości twarzoczaszki. Gdy Dorota nie dawała już oznak życia, przeszukał jej torebkę i wyciągnął z portfela 42 złote. Ciało wrzucił do betonowej studzienki rewizyjnej, zasypał gałęziami i poszedł do domu. Tam znów usiłował otruć się tabletkami, po których dostał tylko niestrawności.

    Dorota K.-Z. na co dzień mieszkała z dwoma pełnoletnimi już synami, którzy w chwili jej morderstwa przebywali u rodziny w sąsiedniej miejscowości. Chłopcy zauważyli zniknięcie matki dopiero po 10 dniach od jej śmierci, gdy wrócili do domu w Kowarach. Zaniepokoiła ich niedopita herbata na stole i relacja sąsiadów, że nie widzieli Doroty od kilku dni. Wtedy zawiadomili policję i rozpoczęto poszukiwania.

    6 lipca 2007 roku wciąż nie odnaleziono ciała 42-latki. Tego dnia pracodawca Adama Zachwiei zlecił mu zamontowanie brodzika. Zadanie przerosło mężczyznę, co go bardzo poruszyło. Zdenerwowany swoim niepowodzeniem, opuścił plac budowy i udał się do lasku. Mimo tego, że po ostatnim morderstwie odczuwał przygnębienie i strach, postanowił, że znów rozładuje swoje napięcie, napadając na losową kobietę.

    Ewa E. od 20 lat pracowała przy nawijarce kolorów w Fabryce Dywanów Kowary. Tego letniego dnia szykowała się na drugą zmianę. Nie czuła się najlepiej i do ostatniej chwili rozważała wzięcie wolnego. Ostatecznie spakowała kanapki, pożegnała się ze swoim partnerem i ruszyła tą samą trasą co zawsze. Droga obok lasku była często uczęszczana przez mieszkańców okolicy, głównie przez pracowników szpitala w Bukowcu i Fabryki Dywanów. Tego dnia Ewa do zakładu jednak nie dotarła. Przed godziną czternastą, drogę 41-latce zaszedł Zachwieja. Zaczął ją dusić i uderzać pięścią w nos. Dotkliwie ją pobił, celował głównie w okolice twarzy i głowy, ściskał jej szyję tak mocno, aż złamał kość gnykową i zerwał więzadła kręgosłupa na wysokości szyi. Nieżywą zaciągnął w pobliskie zarośla. Tam rozebrał ciało. Dotykał je, wkładał palce do pochwy i odbytu, onanizując się przy tym. Gdy wytrysnął na martwą Ewę, przeszukał jej torebkę i wyjął w portmonetki trzy złote i pięćdziesiąt groszy. Zwłoki wrzucił do tej samej starej studzienki, w której spoczywała już Dorota.

    Dwie godziny po morderstwie, kilku mieszkańców Kowar widziało Adama w zakrwawionych ubraniach, jak prosił o papierosa pod sklepem. Nikt jednak nie podejrzewał, że w małym, spokojnym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, może mieszkać ktoś, o kim niczego nie wiedzą.

    Partner Ewy E. zaniepokoił się, gdy nie wróciła do północy i nie można się było do niej dodzwonić. Nigdy jej się to nie zdarzało. Gdy po telefonie do rodziców konkubiny utwierdził się w obawach, że kobiety nie ma u krewnych, bezzwłocznie zawiadomił policję. Rozpoczęły się poszukiwania. Bliscy zaginionej przeszukali okolice trasy, którą przez 20 lat Ewa przemierzała do pracy. Dzień po jej zaginięciu, późnym wieczorem, w gęstych zaroślach natrafili na studzienkę przykrytą ciężką betonową płytą. Odsunęli wieko. W mule i błocie dostrzegli nagie, zakrwawione ciało kobiety w zielonych tenisówkach. To po nich rodzice 41-latki rozpoznali córkę. Przybyli na miejsce policjanci i strażacy, stwierdzili, że odór wydostający się ze studni świadczy o bardzo posuniętym rozkładzie zwłok, więc nie mogła być to zaginiona zaledwie wczoraj kobieta. Podczas wydobywania ciała Ewy, okazało się, że leży pod nią druga kobieta.

    Zachwieja został zatrzymany w swoim miejscu zamieszkania już 8 lipca. Nie stawiał oporu. Jako podejrzanego wytypował go policjant z sekcji kryminalnej Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze, który wcześniej pracował w policji w Kowarach. Śledczy od razu zakładał, że sprawcą musi być ktoś, kto bardzo dobrze zna okolice. Kojarzył Adama jako miejscowego dziwaka, na którego niejednokrotnie skarżyły się mieszkanki miasta. Mundurowy nieraz odbierał skargi na ekshibicjonistyczne zapędy podejrzanego. Podczas pierwszego przesłuchania Adam przyznał się do winy. Mówił wprost, że chciał zabić te kobiety, że myślał o tym wcześniej i po prostu poszedł to zrobić. Okazywał skruchę, a według relacji jednego z policjantów, widać było, że jest mu żal i wstydzi się swoich czynów. Następnego dnia po zatrzymaniu odbyła się wizja lokalna z jego udziałem. Usłyszał też zarzut podwójnego zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem z motywacji zasługującej na szczególne potępienie oraz rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia.

    Mimo wcześniejszych wyroków, Zachwieja miał w Kowarach opinię spokojnego i nikt nie uważał go za osobę potencjalnie niebezpieczną. Miasteczko zaczęło kipieć od plotek. Ludzie powtarzali między sobą, że w okolicy zaginęło dużo więcej kobiet i niedługo wyjdzie na jaw, że ofiar "Wampira z Kowar", jak zaczęto nazywać Zachwieję, jest dużo więcej. Spokój i poczucie bezpieczeństwa mieszkańców zostały zburzone. Żądali dla oprawcy kary śmierci.

    Po rozejściu się wieści o morderstwach na policję zgłosiła się kobieta, która twierdziła, że pomiędzy 4 a 6 lipca 2007 roku, niedaleko Fabryki Dywanów widziała podejrzanego mężczyznę. Przyglądał jej się z zarośli obok drogi z Bukowca do Kowar. Gdy zaczął biec w jej stronę, zaczęła uciekać i na szczęście nie udało mu się jej dogonić. Kobieta nie pochodziła z okolicy i nie znała Zachwiei, rozpoznała go jednak jako niedoszłego napastnika podczas okazania przez weneckie lustro. Podejrzany zaprzeczył, że to on biegł za kobietą, mimo tego, że wcześniej ujawnił już wszystkie szczegóły morderstw Doroty K.-Z. i Ewy E.

    . . .

    Adam Zachwieja twierdził, że wcześniej nie planował popełnionych przestępstw. Myśli o nich zrodziły się dopiero w dniach ataków na kobiety, gdy poczuł się sfrustrowany i chciał rozładować skumulowane napięcie. Mówił, że gdyby to wszystko wcześniej obmyślał, zabrałby ze sobą łopatę do zakopania ciał.

    Ja nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, że miałem zamiar je zabić

    – tłumaczył.

    On powstał dość nagle, chyba jeszcze w tym dniu. To taka chora furia.

    Miał wyrzuty sumienia po każdym z morderstw i było mu wstyd, ale twierdził, że nie miał odwagi przyznać się komuś do tego, co zrobił.

    Mnie nie chce się żyć, nie mam potrzeby życia

    – żalił się.

    Stwierdziłem to nawet wtedy, gdy nie miałem zarzutów, toteż nie widziałem przyszłości w życiu osobistym i prywatnym.

    Biegli stwierdzili u Zachwiei osobowość dyssocjalną. Jego rozwój intelektualny ocenili jako niedorozwój umysłowy, 80 w skali Wechslera*. W trakcie popełniania zbrodni był poczytalny.

    . . .

    Adwokat Adama Zachwiei usiłował bronić klienta, tłumacząc jego zbrodnie dorastaniem w patologicznym domu. Trudne dzieciństwo mężczyzny wzbudziło nawet litość w matce zamordowanej Ewy E.:

    Jest mi go szkoda jako człowieka, ale zabrał mi jedyną córkę.

    Sędzia Andrzej Kot stwierdził jednak:

    Negatywne warunki środowiska, w których oskarżony dorastał, nie są żadnymi okolicznościami łagodzącymi. Tym bardziej, że wcześniejsze kary pozbawienia wolności nie przyniosły żadnych rezultatów w postawie oskarżonego.

    Zarówno traumatyczne przeżycia, jak i wyrażona skrucha i przyznanie się do winy, nie stanowiły w tej rozprawie okoliczności łagodzących. Sędzia nie wziął pod uwagę także tego, że Zachwieja od początku współpracował z policją i był głównym źródłem dowodowym, dzięki któremu śledczy ustalili dokładny przebieg zbrodni.

    3 grudnia 2008 roku w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze zapadł wyrok. Za podwójne zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem i z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem dwóch kobiet oraz dokonanie na nich rozboju, co było działaniem w recydywie, Adam Zachwieja został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe warunkowe zwolnienie po odbyciu 30 lat orzeczonej kary.

    Obrońca oskarżonego zaskarżył wyrok i domagał się kary łącznej 25 lat pozbawienia wolności. Mimo to, w marcu 2009 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał wyrok Sądu niższej instancji w mocy.

    . . .

    W 2016 roku z Adamem Zachwieją przeprowadziła wywiad psycholog śledcza Justyna Poznańska. Osadzony w Zakładzie Karnym w Wołowie, na łamach programu "Skazani: Wyznania zza krat" opowiadał, że nikt go tutaj nie odwiedza, bo jego rodzina z Kowar nie ma jak pokonać tak dalekiej trasy. Twierdził, że nie obwinia swojej matki za swój los. Ma z nią bardzo dobry kontakt, dzwoni do niej prawie codziennie. Opowiadał, że kobieta wychowuje swojego ośmioletniego wnuka, syna jednej z przyrodnich sióstr Adama. Żal mu tego chłopca.

    Zdaniem Zachwiei, dożywocie to niesłuszny wyrok. Uważa, że 30 lat więzienia byłoby optymalną karą za podwójne zabójstwo. Gdy psycholog pytała o szczegóły zbrodni, zasłaniał się niepamięcią i tym, że minęło już wiele lat. Mówił, że było to zbyt brutalne zdarzenie, by mógł sobie je przypominać i nie zwariować.

    Adam Zachwieja ma aktualnie 47 lat. Wyjść na wolność w ramach przedterminowego warunkowego zwolnienia, będzie mógł najwcześniej w 2037 roku.

    Chciałbym być spokojnym człowiekiem

    – odpowiedział na pytanie, jak by wyglądało jego życie, gdyby wyszedł z więzienia.

    Takim... Po prostu... Przełożyć to co kiedyś... Bo byłem spokojny. Rodzinie nic nie zrobiłem, ani sąsiadom, tylko tam gdzieś "poszłem", no i wiadomo...

    – jąkał się.

    Wyjść, spotkać się z rodziną na wolności i tam umrzeć.

    . . .

    Skala Wechslera* – skala testu psychologicznego znormalizowana tak, aby średnia w populacji wynosiła 100, odchylenie standardowe 15. W skali jest 120 jednostek.

    • • •

    Tekst powstał w oparciu o zanonimizowany wyrok, który dostałam od Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze oraz wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu wraz z uzasadnieniem. Użyłam także informacji z książki Łukasza Wrońskiego "Seryjni i wielokrotni mordercy. Profilowanie psychologiczne i psychogeograficzne", 4 odcinka 1 sezonu programu "Prawda o zbrodni" oraz 2 odcinka programu "Skazani: Wyznania zza krat". Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #kowary #jeleniagora #seryjnimordercy
    pokaż całość

    źródło: wampirzkowar.jpg

  •  

    Al Capone w kartotece FBI, 1932.

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #usa #kryminalistyka #myrmekochoria

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    Ekomafia- Kulisy powstania, rozwój w USA i na Sycylii cz.1

    Prawo działa konsekwentnie na wszystkie przejawy przestępczości. Gdy w Stanach Zjednoczonych, gangsterzy z "kraju w kształcie obcasa", mieli wpływy już nie na płaszczyźnie relacji gentlemeńskich przy whiskey z lokalnymi politykami, czy policjantami, zaś koneksje ich obejmowały układy wewnątrz systemowe, a czasem i zahaczały o stopień krajowej władzy. Na oczach nowojorczyków rozrosła się ośmiornica zalewająca ich ulice nowym, niespotykanym dotąd zjawiskiem profilu przestępczości, gdzie zabójstwa, rozboje czy napady nie były na tyle konieczne, jak dotychczas.

    Zgodnie z systemem, nad wieloma aspektami prawa pracy i kontroli tej komórki dowodzenie przejmowały związki zawodowe. Mając na celu ochronę pracowników klasy "niebieskich kołnierzyków", początkowo trzymali się założonych zarysów. Prawdziwi działacze społeczni w związkach zawodowych zostali kolejno manipulowani i przekupywani, zaś niekiedy medialnie osądzani o korupcję, z możliwym również końcem współpracy kiedy się jej odmówiło, albo sprzeciwiło się klanom rodzinnym, czego dowodem może być finałowa sprawa James Hoffa, którego życiorys (nieco koloryzowany) został przedstawiony w dziele wybitnego reżysera - Martina Scorsese w filmie "Irlandczyk".

    To związki zawodowe, pokroju Amalgamated Clothing Workers Union, kontrolowany przez Louisa "Lepke" Buchaltera z 1920 roku, czy sławne Teamsters, od lat w rękach rodzin mafijnych, dały początek wielkim oszustwom, w których nie była konieczna siła witalna, czy działalność progangsterska rodem z Chicago 1930 roku. Ułatwiając dostęp biznesmenom z szarej strefy, po wspólne ograniczenia względem developerów, obarczanie ich kosztami dodatkowymi, czy wręcz organizowanie wygranych przetargów, to były nadrzędne cele, z których każdy związek zawodowy musiał się rozliczyć. Nie trzeba dużej wiedzy, by domyśleć się o sporej rotacji w szeregach zarządczych tych komórek. Klasyczne schematy, mafia ufa komuś, ten ktoś dostając bagaż w postaci koneksji i gotówki, oraz parasol ochronny, idący za nim przez lata, by skończyć niefortunnie źle w tym lukratywnym interesie - przeważnie z pruderyjności, poczucia dużej władzy.

    W Stanach, zjawisko to nazwano po prostu "garbage industry" i gangsterzy tworząc firmy utylizujące odpady nie popadali w hipokryzję działań. Wygrywając stanowe przetargi na wywozy, nie działali impulsywnie i pochopnie. Ideologicznie, typ tych działań był nicią powiązań. Odpady komunalne znajdowały swoje miejsca utylizacji standardowo i nie tyle zgodność występowała z miejscem przeznaczenia. Problem miał się w sprawach odpadów toksycznych. Mało gangsterów inwertowało w tym typie działalności, nie z racji małych możliwości, bo tych nie brakuje w ich wizjach, lecz z racji kręgosłupa moralnego. To, co odróżnia mafię (Cosa Nostra) ze starego kontynentu, do nowej mafii ze Stanów to symbolika organizacji, którą zakłócił we Włoszech Toto Riina wprowadzając elementy terroru i poczucie braku wartości do wszystkich elementów kulturowo-moralnych, o które mafia walczyła latami. Gangsterzy zza oceanu nie dopuścili by do stanu takiego, jaki wyewoluował we Włoszech na przestrzeni lat, łączyłoby się to z potężnymi konsekwencjami od głowy każdej z rodzin, tym samym wiązałoby się to z cięższymi wyrokami. Kwestia lojalności w tym interesie jest kluczowa, stąd widoczni są tam pracownicy zagraniczni, przeważnie pochodzenia Meksykańskiego, Kubańskiego bądź Indyjskiego.

    Sprawy mają się zupełnie inaczej we Włoszech. Niejeden turysta odwiedzający Neapol łapał się za głowę, gdy na ulicy znajdowały się sterty odpadów komunalnychzutylizowanych nielegalną drogą - lub nazywając rzeczy po imieniu, po prostu wyrzucone swobodnie na ulicy. Pierwszym zjawiskiem ekomafii, któremu warto się przyjrzeć, jest stan z Sycylii z ub. wieku. Wiodąca prym w tym zjawisku Cosa Nostra, rozwinęła go na przestrzeni lat do sprawnie działającego konsorcjum. Zapowiadający się niewinnie, pomysł ludzi z Palermo o własnej utylizacji śmieci, przerósł oczekiwania gangsterów. Początki nie były brutalne względem ludności, choć biznesmeni z branży odpadowej z lat 50 ub.w. mieli potężny problem. Grabiąc dobytki firm, stworzyli oni własną sieć odprowadzania odpadów, przejmując po roku całe Palermo, a po blisko dwóch latach opanowanie, niczym pandemia, całej wyspy - Sycylii. Absurdalnie, gangsterzy przypominali, jak od jednego z gospodarzy wywozili śmieci (odpady kompostowe), by zawieźć je na pole obok, utylizując system koczowniczym - dziura na środku pola. Tomasso Busceta, człowiek który doprowadził do rozpadu starego systemu Cosa Nostra, podczas trwania procesu Maxi Trial, zaznaczył, że nie robili tego siłą czy dając potężne łapówki gospodarzą, to oni sami zgłaszali swoje predyspozycje do przyjęcia określonej ilości odpadów. Kwoty (w lirach) były na tyle duże dla gospodarzy, że przyjmując 2-3 naczepy odpadów, mogli odpuścić sprawy uprawne i rolne. Gospodarze pół uprawnych nie mogli się domyślić (albo i mogli, lecz nie chcieli), że z biegiem lat, gleba będzie na tyle bezwartościowa, że od jej poziomu toksyn budynki pobliskie traciły wartość architektoniczną. To, jak mafia z Sycylii jest niczym pijawka, świadczą późniejsze czyny. Kiedy gleby były na tyle toksyczne, że uprawy albo nie wychodziły, ale wprowadzały na tyle brak rolności, że z braku innych opcji, zostawały one sprzedawane, a na ich miejscu powstawały developerskie budowle, niekiedy nawet hotele.

    Absurdalnie, Neapol był drugim miastem (poza Palermo), gdzie zjawisko mafii z segmentu ekologicznego, dotknęło w sposób na tyle brutalny, że dotknął nie tyle obrzeżą i pola rolno-uprawne, lecz przede wszystkim samo miasto...

    W części 2, zostaną poruszone zjawiska: Ekomafii w Neapolu i jej siatce powiązań na całym świecie.
    _____________________________________________
    #mafiadaily /nowy tag - pojawiać się tutaj będą zjawiska z świata przestępczości zorganizowanej./
    Artykuły:
    1) Wojna narkotykowa w Droghede (Droghede feud)
    2) Mafia w obliczu COVID-19
    3) Ekomafia cz.1

    #mafia
    #kryminalne
    #kryminalistyka
    #koronawirus
    #mafiadaily
    pokaż całość

  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. Doktor Ola

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl, gdzie znajdziecie więcej zdjęć (w tym Zbigniewa) i linki do powiązanych ze sprawą materiałów na YouTube.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć moje pisanie, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    Aleksandra Gabrysiak urodziła się w 1942 roku w podwarszawskim Radzyminie. Wraz z rodziną została wysiedlona z owładniętej wojną Polski i do kraju wróciła dopiero w lutym 1945 roku. Już we wczesnym dzieciństwie ujawniła się u niej krzywica oporna na witaminę D. Przez swoją genetyczną chorobę pięcioletnia Ola trafiła do sanatorium w celu rehabilitacji zniekształconych kończyn, a rok później przeszła pierwszy zabieg chirurgiczny. W kolejnych latach poddano ją jeszcze kilku nieudanym operacjom nóg, wtedy też dziewczynka zaczęła przejawiać zainteresowanie medycyną. Po wielu przeprowadzkach i latach spędzonych w szpitalach i przyklinikowej szkole, rodzice wraz z 9-letnią już Aleksandrą oraz dwoma młodszymi synami osiedli w Gdańsku. Tam ich córka kontynuowała szkołę i zdała maturę. Była bardzo dobrą uczennicą i mimo fizycznego kalectwa rozpoczęła pracę salowej w szpitalu wojewódzkim, a później studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Gdańsku. Po uzyskaniu upragnionego dyplomu w 1968 roku zaczęła nosić złoty pierścionek z wygrawerowaną datą tego wydarzenia oraz sygnaturą węża Eskulapa. Mawiała, że to symbol jej "zaślubin z medycyną". W kolejnych latach pracowała jako analityk medyczny w Szpitalu Miejskim w Tczewie (w którym po dwóch latach stała się kierowniczką laboratorium) oraz w Sanatorium Przeciwgruźliczym w Gniewnie, a także uzyskała I stopień specjalizacji z dziedziny analityki lekarskiej. Szybko dała się poznać jako kobieta radykalna, silna i wymagająca, a jednocześnie człowiek o wielkim sercu i lekarz odbiegający od powszechnie przyjętych norm. Założyła Telefon Zaufania "Anonimowy Przyjaciel", w którym była główną dyżurującą, udzielała się w Klubie Seniora i pomagała nie tylko w problemach ze zdrowiem fizycznym, ale także wspierała psychicznie i jako osoba głęboko wierząca – duchowo. Była współtworzącą Wspólnotę Ewangeliczną, która zrzeszała osoby świeckie i organizowała między innymi spotkania plenerowe z Biblią i nocnym czuwaniem modlitewnym. Członkowie wspólnoty przestrzegali celibatu.

    Rok 1974 stał się przełomowym w życiu Gabrysiak. W marcu adoptowała porzuconą zaraz po urodzeniu, niespełna dwumiesięczną dziewczynkę. Ochrzciła córkę imionami Maria Armida (na cześć Armidy Barelli). Decyzja o przygarnięciu noworodka od początku nie spotkała się z akceptacją wśród najbliższej rodziny Aleksandry. Rodzice i rodzeństwo kobiety obawiali się, że ta nie poradzi sobie z opieką nad dzieckiem. Bracia podejrzewali, że pośród rozmaitych obowiązków siostra nie znajdzie czasu na małą Marysię. Niestety, nie mylili się. Już w pierwszych miesiącach po adopcji, niezbędna była pomoc ojca Aleksandry, ponieważ 32-latka nie radziła sobie z codziennymi obowiązkami: utrzymaniem porządku, zakupami czy innymi domowymi zajęciami. Kobieta cieszyła się córką i bardzo ją kochała, jednak w swoim wypełnionym licznymi zajęciami życiu nie miała dla niej zbyt wiele czasu. W efekcie swoje pierwsze lata Marysia spędziła w Gdańsku, pod opieką matki Aleksandry. Bracia i ojciec lekarki także usiłowali wychować nowego członka rodziny i zastąpić jej ojca, wujków i dziadków. Gabrysiak starała się spędzać ze swoją adopcyjną córką każdą wolną chwilę, lecz nie było ich zbyt wiele.

    W 1975 roku Aleksandra przeniosła się do Elbląga, gdzie otrzymała większe mieszkanie. Dopiero po dwóch latach od przeprowadzki sprowadziła do siebie córkę, dla której wyjazd z domu babci był bardzo trudny. Trzyletnia dziewczynka zdążyła już przywyknąć do wychowującej ją staruszki bardziej niż do swojej adopcyjnej matki. Mimo to w 1977 roku zamieszkała wraz z Aleksandrą w Elblągu przy ulicy 1 Maja 30/4.

    Doktor Gabrysiak została zatrudniona na stanowisku kierowniczki Działu Diagnostycznego i Pracowni Analitycznej w miejscowym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym, dodatkowo pracowała w Laboratorium Analitycznym w Zespole Opieki Zdrowotnej w Nowym Dworze Gdańskim. Elbląską pracownię, podobnie jak w Tczewie, zorganizowała od podstaw na bardzo wysokim poziomie usług. W tym czasie uzyskała też II stopień specjalizacji z zakresu diagnostyki laboratoryjnej i mimo następnych operacji i problemów z kończynami, jeszcze bardziej oddała się służbie potrzebującym – wraz Klubem Inteligencji Katolickiej pomagała w adopcjach dzieci, organizowała Dni Obrony Życia Poczętego, wspierała samotne matki, ludzi uzależnionych od alkoholu i narkotyków, działała na rzecz założenia Domu Samotnej Matki oraz hospicjum, odwiedzała więźniów i pomagała im po wyjściu na wolność, ratowała samobójców, godziła zwaśnione małżeństwa, a jej prywatny telefon dostępny był przez całą dobę. Gdy obchodziła imieniny, tłumy przetaczały się przez jej dom. Pacjenci mówili o niej ciepło: doktor Ola.

    Aleksandra i Marysia żyły bardzo skromnie. Jeżeli zachodziła taka potrzeba, lekarka oddawała potrzebującym swoje oszczędności i często był to "wdowi grosz". Nawet jej samochód był prezentem od ludzi, którzy chcieli odwdzięczyć się za pomoc. Kobieta większość swojego czasu spędzała z potrzebującymi i nie dysponowała właściwie czasem wolnym, co nie wpływało pozytywnie na jej relacje rodzinne oraz wychowanie dorastającej córki. Marysia cierpiała na ataki padaczkowe, co wraz z ciągłą nieobecnością matki i brakiem jej troski, miało negatywny wpływ na jej psychikę.

    Jolanta Jankowska, pierwsza dyrektorka Duszpasterstwa Rodzin w Elblągu, w którym Gabrysiak także się udzielała, mówiła o niej tak:

    Czasem odnosiłam wrażenie, że kocha bardziej swoich podopiecznych, samotne matki, alkoholików, aniżeli swych przyjaciół.

    Coraz trudniejsze były też relacje doktor Oli z braćmi, w szczególności z najmłodszym, który nie akceptował stylu życia siostry. Ojciec zmarł w 1981 roku, a 10 lat po nim matka, z którą Aleksandra także była skonfliktowana. Kobiecie nie podobało się to, w jaki sposób wychowywana była Marysia.

    Ze względu na pogarszający się stan zdrowia, z końcem 1984 roku doktor Ola rozwiązała umowę z elbląskim szpitalem. Pozostała na rencie inwalidzkiej, ale w mniejszym wymiarze godzin wciąż pracowała w tej placówce, a jednocześnie w Poradni Trzeźwości. Brała też czynny udział w pracach nad przywróceniem Klubu Abstynenta "Żuławy" oraz w grupach dla anonimowych alkoholików. W 1990 roku została zatrudniona dodatkowo w Poradni Odwykowej w oraz weszła w skład Miejskiej Komisji do Spraw Przeciwdziałania Alkoholizmowi w Elblągu. Szybko zdobyła serca uzależnionych, których przyjmowała nie tylko w placówkach, ale także we własnym domu. Zdarzało się, że szukała ich po melinach i podejrzanych spelunach. Czasami przypadkowo napotkanych nietrzeźwych alkoholików przewoziła własnym autem do ich mieszkań. Związała się też z Domem dla Bezdomnych im. św. Brata Alberta, w którym pomagała analogicznie jak w elbląskim Zakładzie Karnym. Często w obu miejscach spotykała tych samych mężczyzn, których z więzienia kierowała do owego przytułku.

    Nastoletnia Marysia zaczęła kwestionować wyznaczane dotychczas przez jej adopcyjną matkę wartości. Jej odrzucenie wiary katolickiej było wielkim ciosem dla głęboko wierzącej Aleksandry, która czuła, że coraz bardziej traci kontakt i kontrolę nad córką. Maria nie pomagała matce inwalidce w domowych obowiązkach, zaczęła nawet naśmiewać się z jej kalectwa i nie szczędziła jej gorzkich słów.

    . . .

    W noc wigilijną 1990 roku Aleksandra spotkała na dworcu kolejowym w Elblągu bezdomnego chłopaka. Zbigniew dwa tygodnie wcześniej skończył 18 lat, a nałogowo pił od kilku. Z rodzicami mieszkał do ukończenia szkoły podstawowej, ojciec wyrzekł się go, bił i pastwił się nad nim psychicznie.

    Mimo dezaprobaty rodziny oraz ostrzeżeń przyjaciół i współpracowników, doktor Ola przygarnęła młodego mężczyznę pod swój dach. Sądziła, że w ten sposób uchroni go od nałogu i kontaktów ze światem przestępczym, a swojej niespełna 17-letniej córce podaruje brata.

    Żywiła mnie, dała pierwsze okulary, pieniądze. Załatwiła dowód osobisty i pracę. Ja byłem wtedy dumny, bo mnie, zgniłemu recydywiście, ktoś zaufał

    – wspominał Zbigniew.

    Terapia antyalkoholowa przyniosła tylko krótkotrwałą poprawę. Nastolatek szybko powrócił do nałogu i dawnego towarzystwa. Podczas nieobecności Gabrysiak, jego koledzy okradli jej mieszkanie. Co więcej, pomiędzy chłopakiem a Marią wywiązał się romans. Z czasem para zaczęła wspólnie dręczyć doktor Olę – szykanowali ją, wykpiwali, krzyczeli, kopali i bili. Gnębiona fizycznie i psychicznie 49-latka była na skraju wykończenia, ciągle płakała. W końcu znalazła w Elblągu rodzinę, która była w stanie przygarnąć do siebie Zbigniewa. Ten jednak niedługo po przeprowadzce okradł ich i wrócił na ulicę. Wciąż odwiedzał Marysię w mieszkaniu przy 1 Maja i oboje niewiele robili sobie z próśb właścicielki, by spotykali się poza jej domem. Ich agresja wobec kobiety rosła, obiecywali nawet, że ją zabiją. Marysia nazywała Aleksandrę "matroną".

    Na początku 1992 roku, prezydent Elbląga przyznał Aleksandrze Gabrysiak nagrodę pieniężną za jej zasługi. Lekarka bardzo ceniła sobie to wyróżnienie, jednak całą kwotę przekazała dla ubogich. Sama bardzo podupadła na zdrowiu, była coraz słabsza i z trudem przychodziło jej poruszanie się. Cierpiała także psychicznie i nie potrafiła zrozumieć, dlaczego nie jest w stanie pomóc swojej córce, skoro pomogła tak wielu potrzebującym. W intencji Marii i Zbigniewa pościła, modliła się i ofiarowała cierpienia.

    Źle układały się także jej relacje z jedną ze wspólnot katolickich, do której należała. Nowy zarząd nie do końca popierał działania Gabrysiak, uważał je wręcz za niepotrzebne i zarzucał lekarce, że są nieroztropne i wręcz szkodliwe. Dla doktor Oli było to wielkim ciosem, czuła się niezrozumiana i upokorzona. Dyrektor Jankowska wspomniała:

    Pomimo tak wielkiego zaangażowania, a może właśnie dlatego, Ola była człowiekiem konfliktowym. Sama będąc na wskroś uczciwą, tego też oczekiwała od innych; ponieważ nie miała czasu na prywatne życie, podobnej postawy wymagała i od nas.

    . . .

    W kwietniu 1992 roku Zbigniew trafił do więzienia za kradzież z włamaniem. Marysia często odwiedzała go w areszcie, a z czasem mężczyzna zaczął otrzymywać przepustki i widywać się ze swoją dziewczyną w domu Aleksandry. 19-latek miał dobrą opinię w zakładzie karnym. Była to jego pierwsza odsiadka i zdaniem psychologa więziennego spotkania z Marią pozytywnie wpływały na resocjalizację osadzonego.

    5 lutego 1993 roku o godzinie 10:30 Zbigniew wyszedł na jedną z wielu swoich 24-godzinnych przepustek. Tego dnia jak zwykle odwiedził Marysię. Między parą doszło do kłótni i rękoczynów. Zaborczy mężczyzna podejrzewał 19-latkę o zdradę. W końcu zdenerwowany trzasnął drzwiami i przez kilka godzin pił alkohol, włócząc się po Elblągu. Następnego dnia kontynuował libację, a około godziny 15:00 ponownie zjawił się w mieszkaniu przy ulicy 1 Maja. Maria była sama w domu. Po kolejnej sprzeczce, Zbigniew za pomocą kabla elektrycznego przywiązał swoją dziewczynę do krzesła. Odizolowaną końcówkę przewodu podłączył do prądu. Kobieta straciła przytomność.

    Mama wraca, słyszę samochód

    – wyszeptała gdy oprzytomniała.

    Wtedy znów włączył prąd. Gdy Marysia upadła z krzesłem na podłogę, nożem kuchennym uderzył ją w klatkę piersiową oraz szyję, łamiąc przy tym ostrze. Słysząc kuśtykającą po schodach doktor Olę, pobiegł do kuchni po nowy nóż. Gdy 50-latka otworzyła drzwi do mieszkania, wypadł mu z rąk wprost pod jej nogi, tuż obok jednej z kul, którą zawsze się podpierała. Szybko go podniósł i zaatakował, zadając Gabrysiak ciosy w serce i szyję. Przed ucieczką zdjął jeszcze z palców martwych kobiet pierścionki i zabrał pieniądze z torebki Aleksandry. Jeszcze tego samego dnia wrócił z przepustki do więzienia.

    Nareszcie w domu

    – miał powiedzieć do strażnika.

    Policja bardzo szybko zidentyfikowała sprawcę podwójnego morderstwa. 20-latek tłumaczył się wypitym alkoholem i twierdził, że "nie przyszedł zabijać":

    Kiedy weszła jej mama... chciałem po prostu stamtąd wyjść. Obojętnie, kto by stanął mi wtedy na drodze – zginąłby.

    Gdy współwięźniowie dowiedzieli się, że to Zbigniew jest mordercą doktor Oli, władze więzienia zdecydowały o przeniesieniu go do pojedynczej celi. Lekarka była znana i szanowana w środowisku kryminalistów, którzy zaczęli odgrażać się jej mordercy. Wieści o jej śmierci szybko rozniosły się także po Elblągu i odbiły się medialnym echem w całej Polsce. Pogrzeb kobiet zgromadził tłumy.

    . . .

    Działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia, zadał Marii Gabrysiak szereg ciosów nożem w szyję i klatkę piersiową, powodując rany kłuto-cięte z przebiciem ściany lewej komory serca, powodując masywny krwotok i zgon Marii

    – odczytywał 7 lutego 1996 roku sędzia.

    Działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia, zadał Aleksandrze Gabrysiak szereg ciosów nożem w okolice szyi i klatki piersiowej, powodując rany kłuto-cięte klatki piersiowej, co spowodowało masywny krwotok i wstrząs urazowo-krwotoczny i w jego wyniku zgon Aleksandry

    – kontynuował przedstawianie zarzutów oskarżonemu.

    Tego dnia w Sądzie Wojewódzkim w Elblągu sala była pełna ludzi i kamer. Sędzia nie znalazł okoliczności łagodzących i wygłosił najwyższą z kar – po raz ostatni w Polsce. 20-letni Zbigniew nie spodziewał się podwójnego wyroku śmierci.

    Najpierw moratorium na wykonywanie kary śmierci, a potem nowelizacja kodeksu karnego w 1997 roku spowodowały, że wyrok zamieniono na dożywocie.

    . . .

    Mój dzień zaczyna się od myślenia, gdzie tu załatwić papierosy i herbatę

    – opisywał swoje więzienne życie w 1999 roku Zbigniew, który wciąż przebywał w odosobnionej celi.

    Pół dnia myślę albo czekam – potrafię stać czasami kilka godzin pod klapą i czekać aż ktoś będzie przechodził, żeby się zapytać czy nie ma zapalić, czy nie ma wypić...

    – kontynuował.

    Jem śniadanie i kładę się. Zjadam obiad i śpię do kolacji. Patrzę w ten telewizor, tak jak leci wszystko.

    W krótkim dokumencie "Śmierć na raty", Zbigniew opowiadał o swojej codzienności za kratami, wegetacji i braku nadziei na przyszłość. Stwierdził zdecydowanie, że jeżeli miałby taką możliwość, wybrałby dla siebie stryczek. Często myślał o samobójstwie, a perspektywę spędzenia całego życia w celi, uważa, za karę bardziej dotkliwą i nazywa ją "powolną karą śmierci".

    Jeśli są ludzie i rozmawiam z nimi, wtedy nie myśli się o tym co się zrobiło. Żyje się, coś się dzieje. Ale jeśli zostaję sam w celi, to muszę myśleć o tym, co się stało

    – mówił przed kamerą Zbigniew.

    Widziałem, jak ta dziewczyna umiera. Widziałem oczy tej dziewczyny. Czuję wstręt do samego siebie.

    . . .

    W 2011 roku, podczas rozmowy z dziennikarką "Polityki" (tutaj), Zbigniew powiedział, że nie wraca już myślami do zbrodni, której dokonał. Nie pamięta też wyrzutów sumienia, a jego egzystencja kręci się tylko w okół posiłków.

    Tamten facet, co zabił, już nie istnieje. To był dzieciak, dali mu karę śmierci, wyprali mu mózg, jego już nie ma

    – twierdził.

    . . .

    W Polskim prawie, skazani na dożywocie mogą za sprawą przedterminowego warunkowego zwolnienia opuścić więzienne mury po odsiedzeniu minimum 25 lat. Od 15 kwietnia 2017 roku usiłuje je uzyskać także Zbigniew, który w przypadku pozytywnej prognozy kryminologicznej, mógł wyjść na wolność już w 2018 roku. Mężczyzna we wcześniejszych latach składał wnioski o ułaskawienie oraz wielokrotnie ubiegał się od Sądu Najwyższego, by wznowiono jego proces. Podważał m.in. skazanie go na karę nieprzewidzianą w kodeksie karnym w czasie popełnienia zbrodni. Gdyby znów stanął przed sądem, ma możliwość otrzymać inny wyrok niż w latach 90. Gdyby było to 25 lat pozbawienia wolności, mógłby wyjść już 2018 roku, bez konieczności ubiegania się o przedterminowe warunkowe zwolnienie, które w sytuacji podwójnego mordercy skazanego wcześniej na karę śmierci jest mało prawdopodobne.

    W grudniu ubiegłego roku Zbigniew Brzoskowski skończył 47 lat. Wciąż przebywa w Zakładzie Karnym w Sztumie.

    . . .

    W tym domu w latach 1976-1993 mieszkała Doktor Ola, Aleksandra Gabrysiak, człowiek szlachetny i dobry – brzmi napis umieszczony na tablicy upamiętniającej lekarkę oraz jej córkę. 5 lutego 1998 roku odsłonił ją na bloku przy ulicy 1 Maja 30 brat zamordowanej społeczniczki. Pod płytą, na kamiennej półeczce, do dziś płoną znicze i składane są kwiaty. Pamięć o doktor Oli jest wciąż żywa, wiele osób zawdzięcza jej swoje dziś godne i trzeźwe życie. Jej imieniem nazwano hospicjum w Elblągu, a nawet jeden z tramwajów. Stała się też patronką oddziału gdańskiego Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich i ustanowiono coroczną nagrodę Okręgową Izby Lekarskiej jej imienia. Mieszkańcy Gdańska i Elbląga jeżdżą ulicami imienia Aleksandry Gabrysiak, a w sanktuarium w świętokrzyskim Kałkowie-Godowie postawiono jej pomnik. Doktor Ola jest także kandydatką do uznania za świętą Kościoła Katolickiego.

    • • •

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK (tym razem nie zdążył więc pewnie jeszcze będą oprawki!).
    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #radzymin #elblag #tczew #gdansk
    pokaż całość

    źródło: AleksandraGabrysiak.jpg

  •  

    Mafia w obliczu COVID-19 - przestępczość w świetle 2020 rok.

    O przestępczości w ciężkich chwilach nie trzeba dużo mówić, wróćmy przykładem do początku ubiegłego wieku. Czasy prohibicji dały ukształtowanie zorganizowanej przestępczości i działania pro-socjalnego (organizowania się), jednocześnie zaspokajając popyt na kolejne, mniej lub bardziej lukratywne dobra. "Pizza Connection" dała zarys, jak profesjonalnie i jednocześnie szybko, można zorganizować szlak przemytu heroiny, wielu ekspertów nazywała go mianem "mikroszlakiem jedwabnym". Wszędzie występował popyt na produkty, które z racji braku bytu w powszechnym obiegu handlowym, bądź z racji sankcji na owe produkty, w tym te zakazujące, a tam gdzie występuje popyt, podaż nie ma ograniczeń. Kończąc na naszym rodzimym podwórku przestępczym, gdzie gangsterzy zapewniali nasze, ówcześnie wszystkie, potrzeby - od blichtrowych eksponatów czy detali do wykończenia domu, kończąc na przemycie wszystkiego co polskie społeczeństwo nie mogło uświadczyć w postkomunistycznym ustroju.

    Całym mechanizmem dyrygowała branża transportowa, bez której nie byłoby możliwe nic, co w nazwie może nosić sufiks "zorganizowana". Procentowość kontrolna to 2% w Stanach(dane na 2018), nie zapominajmy, że to Stany wg. roku 2018 były drugim, co do wielkości krajem tranzytowym, zdominowała ten rynek Azja (7% kontrolingu). Ale co dają nam te suche liczby? Kształtują zarazy, że tam gdzie gorączka transportowa nie zna zenitu, w jej cieniu prężnie działa zorganizowana akcja transportu kontrabandy, mająca swoje narodziny w dużych metropoliach, a efekt końcowy - każdy dom, przynajmniej z teorii.

    Od początku roku mamy gigantyczny spadek wykorzystywania zorganizowanych łańcuchów dostaw do szmuglowania kontrabandy. Według statysty, niemniej niż 50% globalnego transportu stanęła, w tym największe porty obsługują średnio o 30% mniej przedsiębiorstw. Nagły upadek transportu na linii USA-Europa czy Azja-Europa, to również spadek ilości niedozwolonych legalnie rzeczy w ogólnym obiegu. Oznacza to, że nie tylko stricte branża transportowa ma swoją besse w stosunku do roku poprzedniego, zaś hossa jest w stosunku do cen za ich usługi.

    Mafia z Apullii, zwana Sacro Corona Unita, już od lat wykorzystuje tanią siłę roboczą, szczególnie z rejonów Afryki i Bangladeszu do nielegalnego transportu. Często to zjawisko występuje wspólnie z legalnością działalności. Schemat działania jest bardzo prosty, według Carabinieri SCU wykupuje upadłe przedsiębiorstwa, bądź te w ciężkim okresie są dofinansowywane z nielegalnych środków. Następnie tworzy się sfałszowane listy przewozowe i dokumenty załadunkowe. Takie zastosowania znajdują się szczególnie w ogólnoświatowym nielegalnym transporcie zwierząt egzotycznych, w czym Sacra Corona dzięki współpracy z afrykańskimi gangami, wyspecjalizowała się na przestrzeni ostatnich kilku lat. Godna przypomnienia jest ostatnia sprawa z transportem zwierząt do Cyrku, oficjalnie do Zoo (wg. papierów), zaś zwierzęta fikcyjnie miały być uśpione, po czym miał się odbyć transport zwrotny ciał zwierząt, co oczywiście byłoby pustym przejazdem do kraju skąd wyruszono.
    1) Sprawa 9 tygrysów, które trafiły do Zoo w Poznaniu.

    Camorra, która osiągnęła swoją sławę dzięki serialowi Gomorrah, też nie pozostaje bez działań. Znając strukturalny poziom zarządzania, wiemy ze nie ma jednolitej Camorry, jednakże pewien klan z obrzeży miasta postanowił scentralizować swoje operacje, pod aktualne potrzeby rynkowe. Przestępca, oficjalnie nie afilowany z żadnym klanem spod Wezuwiusza, zaaranżował na obrzeżach miasta w magazynie, linie produkcyjną żele antybakteryjne i hipoalergiczne. Sądząc bo uzyskanym video z operacji, nie były zbyt sanitarnie tworzone, magazynowe czy rozlewane. Carabinieri mają również wariację sprzeczne do tego, co było w tych roztworach i jakie negatywne skutki mogłoby mieć na człowieka. Oficjalnie zarekwirowano 5000 butelek gotowego roztworu, maszyny do destylacji alkoholu, oraz aparatury rozlewające środek do mniejszych opakowań. Produkt miał przeznaczenie na lokalny rynek.
    1) Nielegalna rozlewnia płynów antybakteryjnych, Neapol.
    _____________________________________________
    #mafiadaily /nowy tag - pojawiać się tutaj będą zjawiska z świata przestępczości zorganizowanej./
    Artykuły:
    1) Wojna narkotykowa w Droghede (Droghede feud)
    2) Mafia w obliczu COVID-19

    #mafia
    #kryminalne
    #kryminalistyka
    #koronawirus
    #mafiadaily
    pokaż całość

  •  

    Przeglądam sobie stare gazetki MK997 i widzę takie coś. Nie powiem, tytuł i to zdjęcie trochę przerażają. Sprawa dotyczy zaginięcia siedmioletniego Daniela Oljasza z Poznania w 1993 r. Słyszał ktoś coś może więcej? Na Internecie nie ma prawie nic o tej sprawie.
    #kryminalistyka #zaginieni #mk997 #poznan #kryminalnyaz

    źródło: zaginięcie.png

  •  

    Witajcie 

    Zwracam się do wszystkich którzy mają możliwość i chęć pomóc wiesz sprawa Oczywiście że na czasie ale też dotyczy nas wszystkich. Otóż moi przyjaciele którzy jeżdżą w pogotowiu niestety zostali zostawieni sami sobie. Zwrócili się do mnie  z następującą prośbą: niestety będą musieli zawiesić funkcjonowanie pomocy doraźnej jeśli nie dostaną maseczek jednorazowych albo gogli, gdyż jako lekarze i ratownicy medyczni są na pierwszej linii walce z wirusem. Obecnie jeżdżą do wszystkich przypadków, ale oni sami boją się nie tyle o siebie, co o innych ludzi, chorych oraz potrzebujących pomocy. Tydzień temu przekazałem im 100 maseczek jednorazowych, także tych z osłoną na oczy, Nie mniej jednak to jest kropla w morzu potrzeb. Dlatego zwracam się do Was o pomoc ale nie materialną Czy w postaci wpłat na jakiekolwiek konto tylko zwykłą pomoc materialną polegającą na pomocy w zakupie lub dostarczeniu im maseczek jednorazowych. Ja mimo iż jestem policjantem i też pracuję ze zwłokami przekazałem im wszystkie swoje środki ochrony osobistej zostawiając sobie dosłownie kilka sztuk...

    Wiem że istnieją Grupy które szyją takie maseczki, jeśli ktoś mógłby pomóc w jakikolwiek sposób poprzez dostarczenie środków ochrony będę niezwykle zobowiązany, gdy Sprawa dotyczy naprawdę nas wszystkich. Jeśli uda się nam dostarczyć im środki ochrony osobistej Obiecuję że zrobię #rozdajo do wyjęcia będzie oryginalny pędzel automatyczny marabuta wraz z zestawem proszków i folii służące do zabezpieczenia śladów linii papilarnych o wartości kilkuset do 1000 zł. Jeśli kogoś z resztą zainteresuje temat #kryminalistyka przyjadę do osoby która będzie chciała posłuchać na ten temat i Zorganizuj a prywatna szkolenie dotyczące aspektów w kryminalistyki i Medycyny Sądowej a także opowiem o najciekawszych przypadkach jakie spotkałem w mojej karierze.

    Osoby zainteresowane pomocą proszone są o kontakt tutaj na pw lub bezpośrednio do nich: +48695276245

    #medycyna #pomagajzwykopem #rozdajo #koronawirus #policja #polska #lekarz #pogotowie #wykopefekt

    https://www.wykop.pl/link/5400899/prosze-o-pomoc-spolecznosc-dla-naszych-bohaterow/
    pokaż całość

    źródło: IMG-20200321-WA0135.jpg

  •  

    #kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

    #4 Mała Jane Doe

    Jest poniedziałkowe popołudnie, około godziny 15:30, 28 luty 1983 roku. Do opuszczonego, rozpadającego się, wiktoriańskiego domu na 5635 Clemens Avenue w St. Louis, stanie Missouri, wchodzi dwójka grabieżców. W poszukiwaniu złomu schodzą do skąpanej w ciemności piwnicy, gdzie jeden z mężczyzn w celu zapalenia papierosa używa zapalniczki. Płomień oświetla pomieszczenie i pozwala im dojrzeć makabryczny widok.
    Było nim ciało czarnoskórej osoby. Leżało brzuchem do dołu, z rękami spętanymi za plecami za pomocą czerwono-białego nylonowego sznura. Paznokcie dłoni były pomalowane czerwonym i fioletowym lakierem. Od pasa w dół było nagie; miało na sobie jedynie żółty, splamiony krwią sweter z dekoltem w serek. Szyję pokrywała pleśń, a zwłoki pozbawione były głowy.

    Kiedy policja zjawiła się na miejscu, wstępnie stwierdzono, że ciało musiało należeć do prostytutki. Szybko stało się jasne, że teoria była błędna - kiedy przemieszczono je okazało się, że ciało nie miało rozwiniętych piersi, sugerując, że kobieta nie przeszła przez dojrzewanie.

    Miejsce odnalezienia zwłok nie było miejscem zabójstwa - na miejscu nie znaleziono nawet śladów krwi. Odkryto, że ze swetra wycięto metki. Dalsze badania nad ciałem wykazały, że należało ono do dziewczynki w wieku 8-11 lat, mającej od 147 do 168 centymetrów wzrostu. Ważyła zaledwie 27 kg. Ustalono, że jej śmierć nastąpiła do pięciu dni przed odkryciem zwłok, a w chwili śmierci w jej żołądek był pusty. Głowę odcięto “czystym cięciem”. Stwierdzono również, że przed śmiercią wykorzystano ją seksualnie. Ciało nie posiadało żadnych cech szczególnych, z wyjatkiem rozszczepu kręgosłupa na odcinku kości krzyżowej, jednak nie było to zbyt widoczne. Odkryto także, że śmierć nastąpiła na skutek uduszenia. Pobrano odciski palców, stóp i DNA dziewczynki.

    Głowa nie została odnaleziona, co uniemożliwiło zidentyfikowanie dziewczynki przy pomocy danych dentystycznych czy komputerowej rekonstrukcji twarzy. Władze przejrzały listy uczniów z okolicznych szkół, jednak żadna z ich uczennic nie zaginęła. Następnie próbowano dopasować ją do dziewczynek z bazy osób zaginionych i potencjalnie mogła być jedną z pięciu wybranych. Jedną z nich była Northampton County Jane Doe, której szkielet odnaleziono w grudniu 1983 roku. Nie znalazłam informacji na temat jak pełny był szkielet, jednak zawierał on czaszkę z urazami, co zasugerowało, że to brakująca część ciała dziewczynki odnalezionej w St Louis, określanej już jako St Louis Jane Doe. W dalszym postępowaniu odrzucono jednak ten trop.

    W śledztwie nie było żadnych wskazówek, co skłoniło śledczych do szukania pomocy u grupy medium. Otrzymali oni zdjęcia odcisków palców i wszyscy z nich byli przekonani, że głowa będzie znajdować się na łodzi w Zatoce Meksykańskiej. Władze sprawdziły to, jednak również okazało się błędnym tropem.

    Wielu przypuszczało, że dziewczynką była Sharaun Cole - czarnoskóra 12-latka, która zaginęła 25 lutego, a więc 3 dni wcześniej. Również wzrost dziewczynki mieścił się w granicach zasugerowanych w trakcie badań zwłok. Sharaun zaginęła w Manhattanie, Nowym Jorku, jednak później okazało się, że widziało ją dwóch świadków, a na podstawie ich zeznań wykluczono możliwość, że odnalezione ciało byłoby jej.

    Policja zakładała również, że w morderstwo może być zamieszana rodzina St Louis Jane Doe lub ktoś z bliskiego otoczenia - sugerował to fakt, że w okolicy nie zgłoszono zaginięcia dziecka. Nie byli jednak w stanie określić, czy w ogóle pochodziła z tej okolicy.

    10 miesięcy po odnalezieniu zwłok St Louis Jane Doe, z powodu braku jakiegokolwiek postępu, została w końcu pochowana. W 1993 roku, 10 lat później, śledczy znowu postanowili szukać pomocy u medium. Tym razem postanowili dać materiał dowodowy - sweter i linę, z którymi odnaleziono zwłoki. Znowu nie przyniosło to oczekiwanych efektów, bo… przedmioty te zgubiły się w trakcie przesyłki na Florydę. W 1996 roku zmarł główny śledczy zajmujący się tą sprawą, która była jedną z dwóch w jego karierze, których nie udało mu się rozwiązać.

    Sugerowano, że sprawcą morderstwa mógł być Vernon Brown - morderca, który między innymi w 1973 roku molestował 12-latkę, w 1977 roku był głównym podejrzanym w sprawie zgwałconej i uduszonej 9-latki, której ciało odnaleziono w posiadłości jego matki, a w 1986 roku związał, udusił liną i porzucił ciało rozczłonkowane ciało czarnoskórej 9-latki. Dwa dni później, po zatrzymaniu, przyznał się do morderstwa nastolatki z 1985 roku, która została związana i uduszona kablem, a jej zwłoki odnaleziono w piwnicy domu, w którym Brown pracował. Już po zatrzymaniu policja często wypytywała go o inne morderstwa, między innymi właśnie St Louis Jane Doe, jednak nigdy się do niego nie przyznał. Władze jednak twierdzą, że mógł zamordować nawet 20 innych osób. W 2005 roku wykonano na nim karę śmierci.

    W czerwcu 2013 roku, po 20 latach, ekshumowano zwłoki dziewczynki. Śledczy mieli nadzieję na to, że przy użyciu nowoczesnej technologii uda się zdobyć nowe informacje. Naukowcy ze Smithsonian Insitution oraz Uniwersytetu Północnego Teksasu wykonali izotopowe badanie kości. Miało na celu, bazując na wodzie, którą piła, określić skąd pochodziła. W rezultacie ustalono, że większość życia spędziła w jednym z południowo-wschodnich stanów.

    Ciało dziewczynki ponownie pochowano, tym razem w miejscu dużo lepszym od poprzedniego, zapomnianego i zaniedbanego cmentarza.

    Choć od początku śledztwa do teraz zebrano trochę informacji, policja niestety przyznaje, że tej sprawy raczej nigdy nie uda się rozwiązać, o ile nie zgłosi się ktoś, kto ma na ten temat informacje.

    #kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy
    pokaż całość

  •  

    Ciało Billa Doolina z 18 ranami postrzałowymi wystawione na pokaz. Zastrzelił go ze strzelby szeryf Heck Thomas, 1896.

    "Bill Doolin (1858-1896) was by all accounts a dangerous man. Born in Arkansas, he drifted West to Indian Territory and early in his life learned the cattle and ranching trade, working on ranches in Wyoming, Arizona, New Mexico and California. After a drunken shoot-out in Kansas in which two deputies were killed, he turned to a life of crime. At various points in his criminal career, he was charged with bank and train robbery, rustling, selling whiskey to Indians and, of course, murder.

    Doolin is rumored to have taken part in the Dalton Gang's thwarted attempt to rob two banks at once in Coffeyville, Kansas, though some have suggested he was prevented from accompanying the gang because his horse drew up lame. Others suggest Doolin held horses to be used in the escape in a Coffeyville alley.

    Throughout the early 1890s Doolin and his gang operated out of Oklahoma Territory, committing a series of train robberies and murders in both that territory and neighboring Kansas and Missouri. After an April 1895 train robbery near Dover, Oklahoma Territory he fled for New Mexico, holing up for a time before settling in the Flint Hills of Kansas. While taking the waters at a Eureka Springs, Arkansas resort, he was arrested by Marshal "Big Bill" Tilghman in January 1896, and extradited to Guthrie, Oklahoma. Huge crowds reportedly gathered to see "the king of the outlaws". He escaped from jail on July 5, and was eventually tracked down near Lawton, Oklahoma where he was killed by Marshal Heck Thomas and Bill and Bee Dunn. An exceptionally scarce image."

    Strona

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #usa #kryminalistyka #historiajednejfotografii #nfsw #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg 18+

  •  

    Jakby kogoś interesowało to kryminatorium najnowszy odcinek o seryjnym mordercy z Kołobrzegu - sprawa świeża bo morderca siedzi w areszcie. Śledzę sprawę od pół.roku i jestem ciekaw czy udowodnią mu 4 zbrodnie https://m.soundcloud.com/kryminatorium/80-krwawy-tulipan-z-kolobrzegu #kryminalne #kryminalistyka #kryminatorium #kolobrzeg #mk997 pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1581375940873.android.chrome.jpg

    +: J.....i, janusz-lece +6 innych
  •  

    a pochwalę się, a co:) Moja książkowa sekcja kryminalistyczna! Co by tu jeszcze dodać? Jakieś propozycje?
    #kryminalistyka #ksiazki #kryminalne

    źródło: Regał - sekcja kryminalistyczna.jpg

    +: karo_lka, X......e +36 innych
  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Klikajcie dla zasięgów chociaż ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    TOMASZ B., rocznik '72

    Tomasz B. urodził się w Mońkach na Podlasiu. Wraz z rodziną mieszkał w pobliskim Knyszynie, gdzie w wieku 22 lat usiłował po raz pierwszy dokonać zgwałcenia. W sierpniu 1994 roku chwycił swoją ofiarę za ręce, wykręcił je do tyłu i przewrócił na ziemię. Kobiecie na szczęście udało się uciec. Drugiej napaści dokonał dwa lata później: nocą z 23 na 24 kwietnia 1996 roku wraz z młodszym od siebie o rok Jackiem G. napadli na 94-letnią babkę tego drugiego. Pijani mężczyźni obezwładnili Annę* G. i wspólnie, kilkakrotnie zgwałcili. Według wyroku potraktowali ją wyjątkowo brutalnie i perwersyjnie. Sprawcy odbyli z niedołężną staruszką stosunek jednocześnie, w tym jej wnuk analnie. 24 i 23-latek zaprzestali dopiero, gdy zorientowali się, że kobieta nie oddycha. Na skutek zatkania przez oprawców jej ust i nosa, ściskania szyi oraz napierania z dużą siłą na tors, Anna G. zmarła. Jej klatka piersiowa została dosłownie zmiażdżona. Miała też pęknięte krocze i odbyt, a jej ciało było pogryzione.

    Obaj gwałciciele zostali zatrzymani kilka godzin po dokonaniu morderstwa. W trakcie postępowania przygotowawczego przyznali się do winy, jednak podczas rozprawy odwołali swoje wyjaśnienia.

    Proces rozpoczął się już w grudniu 1996 roku. Mężczyźni zostali oskarżeni o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem oraz morderstwo, dodatkowo Tomasz B. o usiłowanie zgwałcenia w 1994 roku. Najprawdopodobniej pokrzywdzona dopiero na wieść o morderstwie swojej sędziwej sąsiadki zdecydowała się pokonać wstyd i zgłosić wydarzenia sprzed dwóch lat na policję.

    Wyrok zapadł 22 kwietnia 1997 roku przed Sądem Wojewódzkim w Białymstoku. Za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem oraz morderstwo Anny G. Tomasz B. został skazany na 10 lat pozbawienia wolności oraz 4 lata pozbawienia praw publicznych. Z kolei za próbę zgwałcenia innej kobiety – na 2 lata pozbawienia wolności. Według biegłych, Jacek G. w chwili popełniania przestępstwa miał w stopniu znacznym ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia czynu i kierowania swym postępowaniem, w związku z czym za zgwałcenie i morderstwo swojej babki otrzymał karę 8 lat pozbawienia wolności oraz pozbawienia praw publicznych na 4 lata. Zarówno prokurator, jak i obrońcy oskarżonych wnieśli apelacje. Oskarżyciel zażądał 25 lat pozbawienia wolności dla obu sprawców, z kolei adwokat Tomasza B. apelował o zmianę kwalifikacji czynu z morderstwa na nieumyślne spowodowanie śmierci, a zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem na "zwykłe" zgwałcenie oraz o uniewinnienie z zarzutów usiłowania zgwałcenia w 1994 roku. Z kolei obrońca Jacka G. wnioskował o całkowite uchylenie wyroku i ponowne rozpatrzenie sprawy ze względu na niewinność oskarżonego.

    9 września 1997 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku ogłosił wyrok. Tomaszowi B. uchylono oskarżenie o próbę gwałtu z 1994 roku ze względu na to, że napastnik dobrowolnie, pod wpływem błagań zaatakowanej kobiety, puścił ją wolno i do zgwałcenia nie doszło. Kara za zabójstwo i zgwałcenie Anny G. została zmieniona na 15 lat pozbawienia wolności oraz 4 lata pozbawienia praw publicznych. Z kolei Jacek G. otrzymał wyrok 12 lat pozbawienia wolności i 4 lata pozbawienia i praw publicznych.

    Tomasz B. opuścił więzienie za sprawą zwolnienia warunkowego w 2010 roku. Aktualnie mieszka w Gliwicach. Co do Jacka G. nie mam informacji, najpewniej także jest już wolnym człowiekiem. Nie został jednak umieszczony w Rejestrze Sprawców Przestępstw na tle Seksualnym.

    . . .

    *to imię wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Białymstoku oraz wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku wraz z uzasadnieniem.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #monki #knyszyn #podlasie #bialystok
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

  •  

    Historia Killdozera

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #usa #kryminalistyka #myrmekochoria

    źródło: youtube.com

  •  

    Tak jeszcze odnośnie wariografu, bo temat raz na jakiś czas powraca w kontekście badania wariograficznego Adama Chrzanowskiego (afera KNF).

    Wariograf (potocznie wykrywacz kłamstw) jest bardzo nisko oceniany przez środowiska sędziowskie i prokuratorskie w kategorii wartości diagnostycznej, a za tym - dowodowej. Można odnieść wrażenie, że panuje w kraju pełna zgodność, jakoby wariograf nie był w stanie nic udowodnić, nie powinien pełnić nawet funkcji dowodu uzupełniającego i tak dalej.

    No chyba, że mówimy o rekrutacji do służb. Wtedy masz bardzo dużą szansę, że zostaniesz uwalony właśnie przez wynik badania wariograficznego i możesz pożegnać się z wymarzoną karierą XD

    #kryminalistyka #polityka #neuropa #4konserwy
    pokaż całość

    źródło: Screenshot_20200120-150332_Chrome.jpg

  •  

    Mapa domu Marine Hedge narysowana przez BTK, 1985. Włamał się do jej domu i udusił ją. Następnie zabrał jej ciało do Kościoła Luterańskiego gdzie ustawiał ją w różnych pozach i robił zwłokom fotografię.

    Marine Hedge. Rader targeted Marine Hedge, 53, who lived just up the street from the Rader family, on April 27, 1985. He broke into her home and strangled her. Rader then took Hedge's nude body to Christ Lutheran Church, where he posed her in various bondage positions and took photographs of her before hastily burying her in a ditch.

    Artykuł

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #seryjnimordercy #usa #kryminalistyka #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: oxygen.com

  •  

    Dennis Rader (morderca BTK) podnosi swoją córkę, aby mogła zawiesić gwiazdkę na szczyt choinki, 1984. BTK rozpocznie swoją karierę od morderstwa prawie całej rodziny Otero (4 osoby) - wliczając w to dwójkę małych dzieci.

    Artykuł po angielsku
    O BTK

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #seryjnimordercy #usa #kryminalistyka #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: s.abcnews.com

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Tam wrzuciłam też więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato. Ban od FB się skończył i mogę już publikować na swoich pejach. :)

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    MARCIN Ł., rocznik '90

    Marcin Ł. przyszedł na świat w 1990 roku w Białej Podlaskiej. Do szkoły podstawowej uczęszczał w rodzinnych Horoszkach Małych, a po zlikwidowaniu miejscowej placówki rodzice przenieśli go do pobliskich Serpelic. Chłopiec ze względu na swoją potężną budowę ciała był wyśmiewany przez inne dzieci, przez co trzymał się na uboczu grupy rówieśniczej. Zdał maturę w Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Janowie Podlaskim. Już wtedy wiedział, że tak jak jeden z jego starszych braci, czuje się powołany do stanu duchownego. Dlatego też w 2010 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie.

    Sześć lat później, już jako ksiądz i magister, został wikariuszem w Parafii św. Andrzeja Apostoła w podlaskich Wyszkach i nauczycielem w tamtejszym Zespole Szkół. Prowadził lekcje religii oraz woził dzieci na konkursy i wolontariaty. W Internecie można znaleźć zdjęcia zrobione, gdy razem z grupą dziewczynek odwiedził należące do Caritasu Warsztaty Terapii Zajęciowej w Bielsku Podlaskim. Wikariusz cieszył się dobrą opinią, mieszkańcy wsi mu ufali, radzili się go, a jedna z parafianek tak opisywała młodego duchownego:

    Przyjemny, miły, po prostu ludzki.

    W 2017 roku miała się odbyć kolejna edycja Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej. Ksiądz Marcin usilnie zachęcał jedną ze swoich uczennic do wzięcia w nim udziału, na co ostatecznie 14-letnia Asia* przystała. W wyroku można przeczytać, że 27-letni duchowny podstępnie zwabił dziewczynkę na plebanię, zapewniając, że musi pomóc jej w przygotowaniach do konkursu. Gdy nieświadoma zamiarów nauczyciela weszła do przykościelnego budynku, Ł. zamknął drzwi na klucz, chwycił zdezorientowaną nastolatkę i zaniósł do swojej sypialni. Tam zdjął sutannę, a z niej spodnie i bieliznę. Mimo płaczu i oporów lizał jej narządy rodne. Tydzień później, gdy nie chciała się zgodzić, by znów zawiózł ją na plebanię pod pretekstem przygotowań do konkursu, ksiądz Ł. zamknął się z przestraszoną uczennicą w sali lekcyjnej. Nie otworzył drzwi nawet wtedy, gdy szkolny autobus odjechał, a dziewczynka nie miała jak wrócić do domu. Katecheta zaoferował, że ją odwiezie, jednak pokierował swoje auto w stronę przykościelnych zabudowań. Tam zamknął drzwi na klucz i siłą przytrzymał wyrywającą się dziewczynkę. Postawny mężczyzna unieruchomił ją i przeniósł do łóżka, gdzie rozebrał od pasa w dół, rozchylił nogi i pomimo jej łez i głośnych protestów, lizał jej narządy płciowe i wkładał palce do pochwy.

    Tydzień później, 8 czerwca nastał dzień konkursu. Ksiądz Marcin był odpowiedzialny za dowiezienie uczestników na miejsce. Po Asię przyjechał jeszcze przed początkiem lekcji w szkole. Podczas jazdy stwierdził jednak, że do rozpoczęcia testu jest jeszcze sporo czasu, w którym mogą powtórzyć materiał, ale wikariusz miał w planach inną powtórkę. Skręcił w drogę na plebanię, wprowadził dziewczynkę do środka i przekręcił klucz w zamku. Mocno przytrzymał wyrywającą się i odpychającą go od siebie 14-latkę i przeniósł ją do sypialni. Położył ją na łóżku i mimo głośnych protestów zdjął z niej dolną część galowego stroju. Przygniótł dziewczynkę swoim ciężarem i usiłował zgwałcić. Jednak udało mu się tylko częściowo wprowadzić członka, wycofał się ze względu na płacz dziewczynki i jej głośne skargi na ból.

    Nie znam okoliczności, w jakich rodzice 14-latki dowiedzieli się, czego dopuścił się wobec ich dziecka ksiądz Ł., jednak niedługo po Ogólnopolskim Konkursie Wiedzy Biblijnej duchowny zniknął z Wyszek – nie było go widać ani w kościele, ani w szkole. Po wsi zaczęły krążyć plotki, że poważnie się rozchorował i przebywa w szpitalu. Mieszkańców dziwił jednak fakt, że podczas mszy proboszcz nie modli się o zdrowie nieobecnego kolegi. Dopiero po czasie okazało się, że jeszcze w czerwcu rodzice pokrzywdzonej 14-latki zgłosili sprawę molestowania do Diecezji Drohiczyńskiej. Pełnomocnik prawny kurii, zawiadomił Prokuraturę Krajową o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 200 kk., a decyzją biskupa młody ksiądz nie mógł wykonywać posługi kapłańskiej.

    We wsi zawrzało. Oprócz głosów oburzenia na zachowanie księdza oraz współczucia dla dziewczynki, pojawiły się też te negujące winę duchownego – "Bo jak to tak trzy razy do niego chodziła? Sama chciała!" czy "Teraz te małolaty takie rozgolaszone chodzą i kuszą facetów!". Ludziom trudno było uwierzyć w winę osoby z tak nieposzlakowaną opinią, dlatego część winy przerzucali na ofiarę gwałciciela, krzywdząc ją przy tym jeszcze bardziej.

    Podczas składania wyjaśnień w Prokuraturze Okręgowej w Ostrołęce, Marcin Ł. częściowo przyznał się do winy. Postawiono mu zarzut zgwałcenia małoletniej poniżej 15 roku życia (art. 197 § 3 pkt 2 kk) i użycia groźby lub podstępu, by doprowadzić do obcowania płciowego (art. 197 § 1 kk). Podejrzany do tymczasowego aresztu trafił dopiero w listopadzie 2017 roku. Z czasem Sąd w Ostrołęce zmienił areszt na poręczenie majątkowe i po wpłacie 20 tys. zł w połowie stycznia 2018 roku ksiądz opuścił mury więzienia. Biskup drohiczyński umieścił Ł. w klasztorze, gdzie ten oczekiwał do rozprawy. Sąd zakazał mu opuszczania kraju oraz zbliżania się do pokrzywdzonej dziewczynki, którą zajął się psycholog.

    Proces w Sądzie Okręgowym w Białymstoku rozpoczął się w marcu 2018 roku. Marcin Ł. odpowiadał w nim z wolnej stopy. Posiedzenia były w całości niejawne, odtajniono jedynie ogłoszenie wyroku, który zapadł już 30 maja. Marcin Ł. został skazany na 5 lat pozbawienia wolności, otrzymał 10-letni zakaz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzoną oraz 15-letni zakaz wykonywania zawodu związanego z opieką nad małoletnimi. Obrońca oskarżonego złożył apelację, jednak 30 października tego samego roku, Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał wyrok w mocy. Ksiądz do aresztu trafił dopiero po dwóch miesiącach od ogłoszenia wyroku przez SO. Przebywa tam do dziś.

    . . .

    *imię wymyśliłam na potrzeby tekstu

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Białymstoku oraz wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. Informacje z prasy i internetu, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #podlasie #bialapodlaska #janowpodlaski #drohiczyn #pedofiliawkosciele #bielskpodlaski
    pokaż całość

    źródło: dlamireczkuf.jpg

    +: G.....y, Wollier +633 innych
  •  

    ZACHOWANE W FORMALINIE TATUAŻE POLSKICH PRZESTĘPCÓW

    Polska artystka, Katarzyna Mirczak sfotografowała wytatuowane kawałki skóry, zakonserwowane w formaldehydzie.
    60 starannie zakonserwowanych eksponatów, pochodzących od zmarłych więźniów w Polsce ujrzało światło dzienne na wystawie "Znaki specjalne" z 2010 r.

    "Warunki w więzieniach pozwalały na stosowanie tylko prymitywnych i często niebezpiecznych narzędzi do tatuowania: spinacze, szpilki, druty, żyletki i kawałki szkła. Służyły do przebicia skóry, podczas gdy węgiel drzewny, spalona guma, korek, ołówek wkłady, tusz i kredki działały jak kolorowe pigmenty, często mieszane z wodą, moczem lub mydłem".

    Żródło: https://culture.pl/pl/galeria/znaki-specjalne-prace-katarzyny-mirczak-galeria

    #kryminalistyka #archeologia #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: 81801212_483090852396693_8209482819802497024_n.jpg

  •  

    Cui bono – kto zyskał? Pytanie często stawiane przez śledczych, kto skorzystał na przestępstwie? Odpowiadając na pytanie w kontekście zabójstwa ks Jerzego Popiełuszko wychodzi, że Krk. Faktycznie na morderstwie skorzystał tylko Kościół. Służby PRL poniosły porażkę i kompromitacje. Stosując jakieś adekwatne porownanie, strzeliły sobie w kolano z RPG. Tu ktoś z Krk musiał mieć deal z wysoko postawionym SB-ekiem, może dwoma? I raczej nie był to ktoryś z generałow. Obstawiam mlodego, dobrze wykształconego agenta (w stopniu majora) ktory pracowal w europioe zachodniej, albo USA - dobrze znającego swoją robotę. Stratega, świetnie ogarniającego tamtą sytuacje polityczną w kraju jak i na świecie. On pewnie wystawił tych trzech morderców partaczy. Poźniej spowodowal odnalezienie ciała (gdzie cialo osoby torturowanej, do tego tak znanej, nie ma prawa się odnaleźć) To musiało wywołać niezwykle duże oburzenie społeczne. I tak miało być.
    Taka mam hipotezę

    pokaż spoiler albo za dużo kryminałów ostatnio czytam

    #przemyslenia #kryminalne #kryminalistyka #historia #katolicyzm
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    #kryminologia #kryminalistyka #filmdokumentalny #film

    Właśnie skończyłam oglądać "Syn, świadek, oskarżyciel" i powiem wam, że warto zobaczyć. W 1999r. dwunastoletni chłopak składa zeznania jako świadek morderstwa matki, przypieczętowując tym los ojca. Po 26 latach wraca do tematu, spotyka się z ojcem itp. Sporo emocji.

    Jestem na świeżo po obejrzeniu i jakoś ciężko sklecić kilka zdań do kupy. Polecam no.
    pokaż całość

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato. Aktualnie mam na FB bana na obsługiwanie pejów ale mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    IRENEUSZ J., rocznik '78

    Lato 1998 roku było dla Basi* pierwszym po skończeniu podstawówki. Te wakacje miały być weselsze niż poprzednie, gdy jej rodzinne Kościerzyce nawiedziła powódź tysiąclecia. W ciepłą, lipcową noc, 14-latka wracała z zabawy, która odbywała się w okolicy. Do domu miała już zaledwie kilkadziesiąt metrów, gdy niespodziewanie zaatakował ją pijany Ireneusz J. Bełkocząc, że ją zabije, 20-latek zaciskał na szyi nastolatki zgiętą w łokciu rękę, po czym zaciągnął do sadu obok. Tam zaczął okładać ją pięściami po głowie i kopać po całym ciele. Zamroczoną zawlókł pod pobliskie ogrodzenie, gdzie kilkukrotnie uderzył jej głową o metalowe słupki, aż straciła przytomność. Zdjął jej spodnie i majtki, a następnie lizał narządy płciowe i wkładał do pochwy palce, które później usiłował włożyć w jej oczy, by pozbawić ją wzroku. Pastwił się nad nią, 12-centymetrowym patykiem wpychając w jej usta kępę trawy. Zerwał gałąź, którą usiłował wbić pod pierś 14-latki, podpalał jej krocze i włosy łonowe, chodził po niej, a także wykręcał ręce i łamał je, przyciskając kolanami. Poturbowaną zostawił na trawie, a sam poszedł do domu spać. Zdjął jej jeszcze z palca wart 20 zł pierścionek i wyrwał z uszu srebrne kolczyki.

    Gdy Basia nie wróciła do domu o wyznaczonej godzinie, jej zmartwiona matka wyruszyła na poszukiwania. Nie zastała nastolatki na dyskotece, więc zaczęła rozglądać się po okolicy. Przechodząc koło przedszkola, usłyszała jęki i ciche wołanie o pomoc. Pośród drzewek owocowych leżała jej ledwo żywa córka. Wzięła dziewczynkę na ręce i zaniosła do domu, skąd zadzwoniła po pogotowie i policję. Dzięki szybkiej pomocy lekarskiej i kilku skomplikowanych operacjach, 14-latka przeżyła atak. Jej ciało było całe w krwiakach, opuchnięte i poranione, przez sine i obrzęknięte powieki nic nie widziała. Na jednym z policzków oprawca wyszarpał jej szeroką na półtora centymetra ranę, która ciągnęła się od powieki do nasady nosa. Miała w kilku miejscach rozerwane krocze, ścianę pochwy oraz ujście moczowodu, połamane z przemieszczeniem oba łokcie, oczodół i kość klinową.

    Policja zatrzymała Ireneusza J. jeszcze tego samego dnia. Zastali 20 latka w łóżku. We krwi miał jeszcze 0,66 promila alkoholu.

    Przeżyła?

    – zapytał tylko.

    Mężczyzna mieszkał niedaleko swojej ofiary, dlatego też tak szybko wskazała napastnika. W jego kieszeni znaleziono pierścionek należący do pokrzywdzonej nastolatki. Odmówił składania wyjaśnień i uparcie zasłaniał się niepamięcią.

    Opisaliście to, co zrobiłem. Nie mam nic do powiedzenia

    – powtarzał podczas przesłuchania.

    Sprawę prowadziła najpierw Prokuratura Garnizonowa w Opolu, następnie Prokuratura Rejonowa w Brzegu. Oskarżono J. o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem, rozbój i usiłowanie zabójstwa. Prokuratura sprawdziła także, czy to nie on jest sprawcą zgwałcenia oraz morderstwa 15-letniej Małgosi** w Miłoszycach, 30 minut drogi od rodzinnych Kościerzyc Ireneusza J. Jednak jego odcisk zębów nie pasował do tego znalezionego na ciele dziewczynki.

    J. za kołnierz nie wylewał, mimo to wśród mieszkańców wsi miał dobrą opinię.

    Miły, uczynny

    – opisywał go jeden z sąsiadów.

    Ale jak coś wypił, to mu odbijało. Bił się, wrzeszczał na całą wioskę.

    Służył w X Brygadzie Zmechanizowanej w Opolu, gdzie zarówno koledzy, jak i wojskowa kadra, także wypowiadali się o nim dobrze.

    20-latek został przebadany przez biegłych seksuologów, psychologów i psychiatrów, którzy stwierdzili u niego zaburzenia związane z uszkodzonym centralnym układem nerwowym i uzależnieniem od alkoholu. Uznali, że feralnej nocy miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność kierowania swoim postępowaniem.

    Proces rozpoczął się w czerwcu 1999 roku w Sądzie Okręgowym w Opolu. Matka Basi żądała dla oprawcy swojej córki 25 lat pozbawienia wolności. Prokuratura wnioskowała o 15 lat oraz brak możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Basia brała udział tylko w pierwszych rozprawach. Chowała się za matkę, płakała i trzęsła na widok Ireneusza J., dlatego podczas jej zeznań przed Sądem, by zaoszczędzić ofierze stresu, oskarżony był wyprowadzany z sali. Nastolatka bardzo przeżyła tragiczną noc, jej stan psychiczny wciąż był bardzo zły.

    Jeszcze dziesięć lat upłynie, zanim z nią wszystko będzie w porządku

    – odpowiadała pytana o córkę matka.

    Basia przeszła także wiele operacji, m.in. połamanych stawów oraz oka.

    W kwietniu 2000 roku Ireneusz J. został uznany za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów oraz skazany na 12 lat pozbawienia wolności oraz pozbawienie praw publicznych na 4 lata. Sąd, orzekając wyrok, wziął pod uwagę opinie biegłych i ograniczoną poczytalność oskarżonego.

    To paranoja, ten wyrok jest irracjonalny!

    – stwierdziła matka Basi po wyjściu z sali rozpraw.

    Wyrok został zaskarżony, a kobieta wciąż domagała się dla J. 25 lat więzienia. 8 maja 2001 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zmienił wyrok na 15 lat pozbawienia wolności.

    . . .

    12 lipca 2013 roku, po odsiedzeniu w więzieniu równych 15 lat, Ireneusz J. wyszedł na wolność. Według Rejestru, zamieszkał we wsi Jelcz-Laskowice, dwadzieścia kilka minut jazdy od rodzinnych Kościerzyc.

    . . .

    *imię wymyśliłam na potrzeby tekstu

    **Za tę zbrodnię niesłusznie oskarżono Tomasza Komendę, który dopiero po 18 latach został uniewinniony i wypuszczony na wolność. W 2017 roku aresztowano Ireneusza M., a rok później Norberta B. Zdaniem prokuratury to oni są winni zgwałcenia i śmierci 15-latki. Ich proces ruszył w tym roku.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Opolu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd oraz stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    Bardzo dziękuję za pomoc także @Precypitat.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #koscierzyce #brzeg #jelcz #opole
    pokaż całość

    źródło: mmmmmmmmcgtudiku.jpg

    •  

      @pkz451: Też tego nie rozumiem ale tak znalazłam w jednym ze źródeł. Może o rok wcześniej poszła do szkoły? A może to błąd? Nie wiem. Dzięki za miłe słowo! :3

      +: pkz451
    •  

      @kvoka: wiem że wiele osób pisze tutaj jak to mało lat gość dostał i czego by to nie zrobili. Takie mamy niestety prawo. Jednej rzeczy jednak nigdy nie zrozumiem, ten gość usiłował tę dziewczynę zabić, jak dla mnie jeśli udowodni się komuś usiłowanie morderstwa powinni być to równoznaczne z morderstwem. On zwyczajnie chciał zabić tylko coś mu nie wyszło. Już pomijając to co ogólnie jej zrobił, chora napaść, chory człowiek, spróbował raz, spróbuje i drugi, jak tylko więcej wypije. pokaż całość

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Tam znajdziecie też więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    MIROSŁAW J., rocznik '59

    Mirek uczył się w Liceum Zawodowym w Mińsku Mazowieckim. Nie był jednak orłem i często urywał się na wagary. Nadużywał alkoholu, pod którego wpływem wszczynał bijatyki, przez co był dobrze znany lokalnej Milicji Obywatelskiej. Według wywiadu środowiskowego zebranego przez milicję J. "utrzymywał kontakty z elementem chuligańskim", a w lutym 1979 roku za sprawą "chuligańskich wybryków w stanie nietrzeźwości w czasie trwania studniówki", decyzją rady pedagogicznej, został przeniesiony do ostatniej klasy w Zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych w Warszawie.

    30 czerwca 1979 roku do Mińska Mazowieckiego zajechał wynajęty autokar, który miał dowieźć rodzinę oraz znajomych pana młodego na jego zaślubiny w Grójcu. Mirek zabrał się z nimi na ślub kolegi, a po wyjściu państwa młodych z kościoła wszyscy ruszyli do położonej siedem kilometrów dalej Starej Wsi. Tam, w dwóch namiotach na terenie gospodarstwa rodziców panny młodej, odbyło się przyjęcie. W jednym z nich znajdował się suto zastawiony stół biesiadny, w drugim parkiet i hucznie przygrywająca orkiestra. Tej nocy Mirek bawił się w najlepsze, dużo pił i tańcował. Świetną partnerką do pląsów okazała się nowo poznana Marianna, koleżanka panny młodej. Około godziny 22:00 zaprosił roztańczoną Warszawiankę na spacer. Rozmawiając, udali się wzdłuż wiejskiej drogi prowadzącej w stronę miejscowości Bodzew. Podczas przechadzki, 20-latek nagle zaczął obejmować i całować towarzyszkę. Zlękniona i zawstydzona, odsunęła się od napastującego ją mężczyzny i zaproponowała, by wrócili już na zabawę. Niezadowolony z tego Mirek chwycił ją za ręce i wepchnął do pobliskiego sadu. Marianna próbowała wyrwać się oprawcy, potknęła się jednak i upadła na trawę. Mężczyzna szybko przygniótł ją swoim ciałem, dłonią zakrył usta, zdjął majtki do kostek i zgwałcił. Gdy skończył, ofierze udało się wyrwać i uciec, ten jednak szybko ją dogonił. Dziewczyna skłamała, że przyjdzie z nim tu później, ale teraz niech wrócą już na przyjęcie. Pijany mężczyzna przystał na jej propozycję. Po powrocie na wesele upokorzona dziewczyna nie powiedziała nikomu o tym, co wydarzyło się w sadzie, i do końca zabawy unikała gwałciciela.

    Mirek za to wciąż świetnie się bawił i zdawał się nie przejmować zaistniałą sytuacją. Poznał jeszcze wielu gości, w tym Zofię, sąsiadkę panny młodej. Po oczepinach 25-letnia nauczycielka postanowiła wybrać się do swojej babci, która mieszkała nieopodal. Chciała zmienić sukienkę i wrócić na zabawę. Mirek zaproponował swoje towarzystwo i wspólnie ruszyli przez ciemną noc. Przeszli przed miedzę w pobliżu sadu, gdzie 20-latek kilka godzin wcześniej zgwałcił Mariannę i kawałek dalej przysiedli na trawie. Dłuższą chwilę rozmawiali, aż zaczęli się całować. Położyli na ziemię, a Mirek jedną ręką skrępował nadgarstki Zofii, drugą zaś dotykał jej piersi i krocza, podczas gdy ta wyrywała się i prosiła, by przestał. Mężczyzna nie reagował, ale w końcu, poirytowany jej szarpaniną i płaczem, uderzył ją pięścią w twarz, łamiąc nos z przemieszczeniem. Zakrwawionej i zamroczonej zdjął rajstopy i reformy, rozsunął uda i zgwałcił. Po wszystkim usiadł obok niej bez słowa. Zofia wciąż leżała na trawie sparaliżowana z bólu i strachu.

    Wszystko zgłoszę do MO

    – odezwała się po długiej ciszy.

    Gwałciciel zaczął ją prosić, by tego nie robiła, ta jednak była nieugięta. Doszło do kłótni. Zdenerwowany mężczyzna rzucił się na nią, złapał rękami za szyję i zaczął ściskać.

    Nie piśniesz ani słowa

    – warczał przez zaciśnięte zęby.

    Gdy kobieta charczała z bezdechu, wyciągnął ze swojej kieszeni materiałową chusteczkę i wepchnął do jej ust, wciskając ją aż do gardła. Gdy poczuł, że Zofia traci oddech, zerwał z niej rajstopy i owinął wokół gardła. Zaciskał je tak długo, aż miał pewność, że na dobre przestała oddychać. Z ciała kobiety zdjął jeszcze złoty pierścionek z koralem, złoty łańcuszek, zegarek marki "Poljot" i niewiele warte sztuczne korale. Z łupami ruszył w drogę powrotną na wesele. Wcześniej jednak, zaszedł do ubikacji za stodołą gospodarzy, gdzie ukrył skradzione przedmioty. Był brudny, miał mokre buty, zazielenione na kolanach spodnie, zakrwawioną na piersiach koszulę i podrapaną twarz. Jego niechlujny wygląd nie umknął uwadze uczestników zabawy, których spotkał już na podwórzu. Wśród tłumu stała także nieświadoma niczego, matka zamordowanej Zofii. Mirek skłamał, że ktoś uderzył go w nos za stodołą. Nie chciał podawać szczegółów bijatyki i zarzekał się, że w ciemnościach nie rozpoznał napastnika. Matka panny młodej wraz ze swoją szwagierką zabrały 20-latka do kuchni, gdzie troskliwie się nim zajęły – zaprały czerwone plamy i pożyczyły koszulę syna jednej z nich. Czysty wrócił na zabawę, gdzie przez pewien czas wydawał się zdenerwowany, przeburknął nawet:

    Nie chce mi się żyć.

    Nie odmawiał sobie jednak alkoholu. Pił do rana i kilkukrotnie usiłował wszczynać awantury. O 10:00 wraz z innymi gośćmi wsiadł do autokaru i odjechał do Mińska Mazowieckiego. Nie zabrał ze sobą ukrytych w toalecie przedmiotów. Godzinę później odnaleziono ciało Zofii.

    Jeszcze tego samego dnia, około 13:00 zatrzymano Mirka w jego rodzinnym domu. Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i szczegółowo wyjaśnił, w jaki sposób doszło do zgwałcenia i zamordowania 25-latki. Płakał podczas podawania szczegółów zajścia.

    Milicjanci przesłuchiwali wszystkich uczestników zabawy. Jeden z kolegów podejrzanego przypomniał sobie, że Mirek podczas ich wspólnej podróży autokarem mówił, że ma zamiar na weselu uprawiać z kimś seks. Śledczy rozmawiali też z Marianną. Zlękniona dziewczyna początkowo powiedziała, że Mirek tylko usiłował ją zgwałcić, do niczego więcej nie doszło. Później zmieniła swoją wersję wydarzeń, opowiadając ze szczegółami, co tak naprawdę stało się nocą 30 czerwca w sadzie. Przesłuchujący namówił ją, by złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa ze względu na to, że jej oprawca może skrzywdzić też inne kobiety. Pokrzywdzona przystała na to. Powiedziała też, że wstydzi się tego, co zaszło i w obawie przed rodzicami, opinią publiczną i zemstą swojego oprawcy wolała skłamać, że do stosunku nie doszło. Jej zeznania pokrywały się z dowodami – zniszczonymi ubraniami, rozerwanymi reformami i znalezionym na miejscu zgwałcenia grzebieniem oskarżonego. Oskarżony nie zaprzeczył, że odbył stosunek z Marianną, opisał nawet jego przebieg, jednak uważał, że dziewczyna uprawiała z nim seks dobrowolnie.

    J. trafił do Aresztu Śledczego, a następnie dwukrotnie na badania psychiatryczne. Biegli stwierdzili u niego zaburzenia osobowości, jednak mężczyzna był w pełni świadomy swoich czynów i zdolny do kierowania swoim postępowaniem. Akt oskarżenia zawierał zarzut zgwałcenia, zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem, morderstwa oraz kradzieży. Proces rozpoczął się w 1980 roku w Sądzie Wojewódzkim w Radomiu. Na rozprawie Marianna zdawała się zlękniona na widok oskarżonego do tego stopnia, że zwróciła się do Sądu:

    Obecnie już nie wiem, czy żądam jego ukarania. Chciałabym mieć z tym wszystkim już spokój.

    Sąd nie miał wątpliwości co do winy Mirka mimo tego, że oskarżony podczas rozprawy zmienił treść składanych wcześniej wyjaśnień i zaprzeczył, jakoby miał zgwałcić lub zamordować którąś z dziewcząt. Twierdził, że przyznał się wcześniej wskutek namowy przesłuchujących go milicjantów. Sąd mu nie uwierzył, ponieważ jego słowa były sprzeczne z zebranym wcześniej materiałem dowodowym i tym, że podczas pierwszego z przesłuchań, na którym J. przyznał się do winy, podał wiele szczegółów na temat okoliczności zgwałcenia i zamordowania Zofii, o których mógł wiedzieć tylko sam sprawca.

    20 października 1980 roku w Sądzie Wojewódzkim w Radomiu na sesji wyjazdowej w Grójcu zapadł wyrok. Mirosław J. za zgwałcenie Marianny Z. został skazany na 2 lata pozbawienia wolności, za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem Zofii K. na 5 lat, a za jej zamordowanie na 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok łączny to 25 lat pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. J. został uniewinniony od zarzutu kradzieży, ponieważ Sąd uznał, że nie ma dowodu na to, że mężczyzna zabrał rzeczy Zofii w celu ich przywłaszczenia. Zdaniem Sądu, mógł w ten sposób usiłować zmylić śledczych i upozorować motyw rabunkowy morderstwa. Jako okoliczności łagodzące Sąd uznał młodociany wiek sprawcy i to, że nie jest jeszcze do końca zdemoralizowany.

    Obrońca J. zaskarżył wyrok, kwestionując wszystkie oskarżenia. 8 października 1981 roku Sąd Najwyższy w Warszawie utrzymał w mocy wyrok Sądu niższej instancji.

    Mirosław J. trafił do więzienia, gdzie spędził 14 lat. 9 lipca 1993 roku, decyzją Sądu Wojewódzkiego w Warszawie, opuścił zakład karny w ramach przedterminowego zwolnienia na okres próby do lipca 1998 roku. Minęły 4 miesiące i 8 dni od jego wyjścia na wolność, gdy znów zaatakował. Nocą z 17 na 18 listopada 1993 roku w Mińsku Mazowieckim, wtargnął do domu przy ulicy Granicznej. W środku znajdowała się 72-letnia Zofia Kalinowska (właścicielka budynku) oraz Helena* W.

    Mirosław J. zażądał od zaskoczonej lokatorki pieniędzy. Zofia nie otrzymywała renty ani emerytury, nie posiadała także żadnych kosztowności, którymi mógłby się zadowolić włamywacz. Gdy odmówiła, 34-latek zaczął ją dusić, kopać i dotkliwie bić. Okładał staruszkę pięściami po całym ciele, w szczególności celując w twarz i głowę. Wskutek wylewu krwi do mózgu kobieta zmarła.

    Bił także przebywającą w domu Helenę. W końcu na jej szyi zacisnął obie dłonie i kilkukrotnie ją zgwałcił, uszkadzając błonę dziewiczą. W trakcie wykorzystywania swojej ofiary – zarówno oralnie, jak i analnie – wciąż okładał ją pięściami po głowie. Gdy skończył, postanowił ją utopić. Zaciągnął kobietę do toalety, gdzie, nie przestając uderzać ją pięściami, wepchnął jej głowę do muszli klozetowej. Omdlałą już kopał i dusił, naciskał butem na szyję i klatkę piersiową. Gdy był już przekonany, że nie żyje, zabrał z mieszkania kosmetyczkę Zofii i uciekł. Mimo licznych obrażeń i złamań, Helena przeżyła atak, a oprawcę zatrzymano już następnego dnia.

    J. został oskarżony o zamordowanie Zofii Kalinowskiej oraz kradzież z użyciem przemocy, o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem Heleny W. oraz usiłowanie morderstwa. Jego działanie było w recydywie. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Mimo bezpośredniego wskazania go przez Helenę (podczas którego pod wpływem strachu przed mężczyzną zemdlała), upierał się przy swojej niewinności. Najprawdopodobniej spalił ubrania, które miał na sobie w noc morderstwa. Świadkowie widzieli palące się ognisko w pobliżu wysypiska śmieci oraz wracającego stamtąd mężczyznę. Zabezpieczono niedopalone ubrania, jednak nie udało się ich zidentyfikować. W domu przy ulicy Granicznej nie pozostawił żadnych śladów linii papilarnych. Ale jak wynikało z zeznań Heleny, sprawca nosił czarne rękawiczki.

    Zofia oprócz swojego domu nie posiadała żadnego majątku. Jej pogrzebem zajęły się więc władze kościelne, osoby z "Dzieła Miłosierdzia Bożego", którego była założycielką, Opieka Społeczna oraz Zarząd Osiedla.

    Opinia sądowo-psychiatryczna Mirosława J. stwierdziła u niego nieprawidłową osobowość na podłożu nieznacznego uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego. Zdaniem biegłych, jego stan psychiczny w stopniu nieznacznym ograniczał jego poczytalność. Lekarze ocenili go jako osobę chłodną uczuciowo. W opinii czytamy także:

    Jego reakcje emocjonalne tak jak i zachowanie są w pełni kontrolowane intelektem. W czasie popełnienia czynów miał prawidłowo zachowany kontakt z rzeczywistością, reagował stosownie do zmieniających się sytuacji, zachowanie jego było celowo, zborne.

    19 czerwca 1997 roku w Sądzie Wojewódzkim w Siedlcach zapadł wyrok. Za krzywdy wyrządzone Helenie W., Mirosław J. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych, z kolei za zamordowanie Zofii Kalinowskiej na karę dożywotniego pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. Karą łączną za wszystkie przestępstwa była kara dożywocia i 10 lat pozbawienia praw publicznych. Obrońca oskarżonego odwołał się od wyroku, jednak 8 grudnia 1998 roku Sąd Apelacyjny w Lublinie nie uwzględnił apelacji i utrzymał wyrok w mocy.

    W swoim testamencie Zofia Kalinowska ofiarowała kościołowi swoją posesję przy ulicy Granicznej 18. Wkrótce jej właścicielem stał się Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej, który założył tam Dom Dziennego Pobytu Caritas oraz Ośrodek Interwencji Kryzysowej Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej. W placówce udziela się wsparcia oraz pomocy psychiatrycznej osobom, których dotyka przemoc domowa, prowadzone są terapie dla osób uzależnionych i współuzależnionych, funkcjonuje hostel dla osób w trudnej sytuacji życiowej, odbywają się warsztaty terapii zajęciowej, działa stołówka dla osób ubogich i bezdomnych.

    Od 2018 roku Mirosław J. może ubiegać się już o warunkowe zwolnienie z więzienia. Aktualnie wciąż nie przebywa na wolności.

    . . .

    Więcej o Zofii Kalinowskiej możecie przeczytać tutaj i tutaj.

    . . .

    *to imię wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku wraz z uzasadnieniem, który dostałam od Sądu Okręgowego w Radomiu, z wyroku Sądu Najwyższego w Warszawie oraz jego uzasadnienia, wyroku Sądu Okręgowego w Siedlcach oraz z wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie oraz jego uzasadnienia. Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #minskmazowiecki #grojec
    pokaż całość

    źródło: vkjhhhhhhhh.jpg

  •  

    Ciało Josepha Rosen, właściciela sklepu z słodyczami w Brooklynie, 1938. Zastrzelony przez szefa gangu Murder, Inc.

    The dead body of Joseph Rosen, a candy shop owner who was killed by Murder Inc. leader Louis "Lepke" Buchalter in his own store in Brooklyn. 1936.

    Więcej

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #kryminalistyka #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: allthatsinteresting.com 18+

  •  
    K...S

    +8

    Po przeczytaniu fragmentu historii seryjnego mordercy znanego jako "Wampir z Bytomia" widzę wśród psycholi udzielających się na tagu #p0lka duży potencjał:

    "Na podstawie zeznań Joachima Knychały powstała książka „Pamiętniki Wampira” Eddy’ego Kozaka, w której zamieszczone są nie tylko relacje skazanego, ale również opinie psychologów, milicjantów, ludzi, którzy mieli osobisty kontakt z mordercą. Joachim miał dzieci i żonę. Według opinii psychologów jego zachowania miały podtekst psychoseksualny; w rzeczywistości bał się kobiet, już na początku książki widać jego negatywny stosunek do tej płci. Morderstwa, które najbardziej na niego wpłynęły, tyczyły się właśnie dziewczynek, po śmierci których dręczyły go straszne wyrzuty sumienia, gdyż ciągle identyfikował je z własnymi dziećmi. Joachim podkreślał, że kocha swoją żonę, przedstawiał swoją osobę jako głęboko zakorzenioną w miłość i oddanie rodzinie. Wychowywany w patologicznym środowisku, od małego przejmował negatywne wzorce, a obserwując prostytucję wśród rówieśnic, nabywał awersji do kobiet. Jego ulubionym narzędziem była, jak określał, „ukochana siekierka”, którą popełnił pierwsze morderstwo na młodej kobiecie, uderzając ją w tył głowy i miażdżąc czaszkę. Twierdził, że dopiero, gdy gwałcił martwe ciała i widział je zmasakrowane, czuł się spełniony seksualnie i tylko wtedy osiągał satysfakcję. Uważał kobiety za prowokatorki – przyczynę zagubienia każdego mężczyzny. Swoją postawą okazywał do nich wstręt i obrzydzenie. Drażniło go zarówno ich zachowanie, fizyczność, jak i mentalność. Z szacunkiem odnosił się jedynie do żony."
    #przegryw #incel #mizoginia #stulejacontent #bekazpodludzi #mordercy #morderstwo #gwalt #kryminalne #kryminalistyka #4konserwy #nekrofilia
    pokaż całość

  •  

    Mapa przedstawiająca tunele do szmuglowania narkotyków pod lotniskiem w Tijuanie. Mapa ze zbiorów policyjnych.

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #usa #kryminalistyka #narkotykizawszespoko #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    #kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

    #3 Zagadkowe zniknięcie kolonii Roanoke

    Opis rozpocznę od przykrótkiego wstępu i tła historycznego:

    W 1524 roku włoski żeglarz Giovanni de Verrazzano odkrył Outer Banks, przybrzeżne wyspy na terenie dzisiejszej Północnej Karoliny. Pomylił on zatokę oceanu Atlantyckiego z Pacyfikiem i uznał, że napotkane pasmo wysp jest przesmykiem. Swoje znalezisko przedstawił ówczesnemu królowi Francji oraz królowi Anglii jako potencjalny skrót do Chin, jednak żaden z nich nie zainteresował się tą sprawą. Dopiero w 1578 roku królowa Elżbieta I przyznała prawo Sir Humphrey’owi Gilbert do zbadania i skolonizowania terenów, do których żadne z chrześcijańskich królestw nie rościło sobie praw. Sir Gilbert zmarł w roku 1583, a przyznane mu prawo zostało rozdzielone na jego brata - Adriana Gilberta i przyrodniego brata - Waltera Raleigha. Adrian był odpowiedzialny za ziemię, którą dziś znamy jako Nową Fundlandię, a Walterowi przydzielono ziemię na południu. Angielski pisarz i kolonista, Richard Hakluyt, w międzyczasie bardzo zainteresował się “przesmykiem” Verrazzano i bardzo naciskał i skłaniał Anglię, by skorzystała z okazji, którą miało być to odkrycie.
    Nadane Raleigh’owi prawo mówiło o tym, że musi założyć kolonię przed rokiem 1591, inaczej utraci prawa do kolonizacji. Oczekiwano od mężczyzny, że założy bazę z której wyruszą kapery, których celem miały być hiszpańskie floty skarbów. Mimo tego, Raleigh nie mógł opuścić królowej, więc postanowił zarządzać całą akcją z Londynu.

    W lipcu 1584 roku wyruszyła pierwsza wyprawa odkrywcza. Finansowana przez Raleigha, wspierana przez królową, dowodzona była przez Philipa Amadasa i Arthura Barlowe’a. Ci dwaj panowie dotarli do pasma wysepek i zaczęli eksplorować teren. Ich uwaga padła na wyspę położoną poza łańcuchem, ale oddzieloną od lądu stałego - wyspę Roanoke. Panowie widzieli w niej bezpieczne i idealne miejsce na pierwszą kolonię w Ameryce. Jak można się domyślać, wyspa bezludną nie była i prędko napotkali Indian należących do plemienia Croatoan. Anglicy nawiązali z nimi dobre kontakty, co poskutkowało zabraniem dwóch Indian, Manteo i Wanchese, w podróż powrotną ekspedycji. Byli oni kuzynami miejscowych wodzów.

    Panowie zostali przedstawieni Raleighowi, następnie przedstawieni dworowi, co w efekcie przyspieszyło zbieranie funduszy na założenie kolonii. Chyba można już powiedzieć, że przechodzimy do konkretnej historii, bo w kwietniu 1585 roku 7 statków, przewożących blisko 600 mężczyzn, wyruszyły w celu rozpoczęcia zalążka kolonii o nazwie Wirginia. Flotyllą dowodził kuzyn Raleigha.

    Po dotarciu, osadnicy zarządzani przez gubernatora Lane’a rozpoczęli eksplorację okolicznych terenów, podczas której napotykali wiele rdzennych plemion. Europejczycy w efekcie napisali pracę na temat odkrytego miejsca i stworzyli dzieła ilustrujące nowych dla nich ludzi, zwierząt i roślin. Zostali również nauczeni przez tubylców sposobu, w jaki oni sposób polowali i łowili ryby.

    Ktoś mógłby pomyśleć, że wszystko szło jak z płatka, po myśli, w kompletnym pokoju, jednak zaraz by sobie przypomniał, że przecież historia kolonializmu wyglądała inaczej. I to fakt, stosunki tych dwóch ludów zaczęły się psuć dość szybko. Indianie mieli dość polegania białych na pożywieniu ich plemion. Jeden Indianin ukradł srebrny kubek od osadników, w wyniku czego… Europejczycy spalili całą wioskę. Oczywiste było, że po tym zdarzeniu tubylcy zakończą swoje przyjazne stosunki, tak samo jak oczywisty był fakt, że kolidowało to z planami osadników. Liczyli na to, że Indianie wciąż będą zaopatrywać ich w pożywienie i by mieć co do tego pewność, wiosną 1586 roku gubernator wziął jednego z nich na zakładnika. W międzyczasie zmarło dwóch Indian, wódz jednego z plemion i jego syn, którzy stali na czele sojuszy z Europejczykami. Wódz Wingina stał się wrogi wobec przybyłych, a Wingina, jeden z mężczyzn, którzy odwiedzili Anglię stanął po jego stronie. Drugi z nich wciąż pozostawał zwolennikiem sojuszu.

    W tak napiętej atmosferze zrodziła się plotka, jakoby Indianie planowali zaatakować osadników. Gubernator Lane wykorzystał to jako pretekst do ich własnego ataku, w wyniku którego zabito wodza Winginę, a Lane’owi przyniesiono jego odciętą głowę. Nabili ją na pal i wystawili na widok poza fortem. Dostawy jedzenia całkowicie ustały, w wobec czego kolonia została zmuszona do powrotu. Manteo wraz z innym Indianem wyruszyli z nimi. Przy okazji, sprowadzili do Anglii takie produkty jak tytoń, kukurydzę i ziemniaki.

    Plan założenia kolonii wciąż był żywy i wierzono w jego powiedzenie się, w efekcie czego wiosną 1857 roku Europejczycy powrócili do Roanoke z dwoma Indianami, tym razem w liczbie blisko 150 osób, w której skład wchodziły kobiety i dzieci. W gruncie rzeczy przybysze chcieli założenia kolonii bardziej w głąb lądu, jednak dowodzący flotyllą nie zgodził się na wprowadzenie statków dalej niż Roanoke, w wyniku czego na nowo zasiedlili opuszczony fort. Nowym gubernatorem został John White.

    Zetknięcie się z Indianami z plemienia Croatoan, którzy wciąż pamiętali ich zbrodnie, było w tamtych okolicznościach nieuniknione. Kiedy jeden z Anglików wybrał się, jak się okazało, zbyt daleko od osady, został zabity.

    W sierpniu Manteo został nazwany Lordem Roanoke i wyznaczony na następcę Wanchese, wciąż wrogiego wobec białych ludzi. 18 sierpnia przyszło na świat pierwsze dziecko urodzone w Ameryce, dziewczynka Virginia Dare, której rodzicami był Ananias Dare i Eleanor White, co czyniło ją wnuczką White’a. Pod koniec tego miesiąca kolonialiści zorientowali się jak bardzo ubogie są ich zapasy, a wobec nadchodzącej zimy potrzebowali dostawy zapasów. Gubernator White wyruszył po pomoc do Anglii.

    Kiedy informacja dotarła do Raleigha, mężczyzna natychmiast zorganizował pomoc. Miała ona wyruszyć w marcu 1588 roku, jednak w międzyczasie wybuchła wojna z Hiszpanią i nie można było przeprawić się przez Atlantyk. White próbował przemknąć się za ich plecami, jednak ładunek został zrabowany przez francuskich korsarzy. Następnie Wielka Armada, hiszpańska flota wojskowa dokonała inwazji, co opóźniło powrót jeszcze bardziej. Kiedy w końcu White mógł wyruszyć, było już lato 1590 roku.

    Wypłynęli dwoma statkami. 15 sierpnia byli już prawie na miejscu - wieczorem zakotwiczyli na krańcu wyspy Hatteras, skąd załoga widziała smugi dymu unoszące się z wyspy Roanoke. Następnego ranka widzieli kolumnę dymu na południu Hatteras i spróbowali to zbadać, jednak nic nie znaleźli. 17 sierpnia dostrzegli płomień na północnym krańcu Roanoke. Ruszyli okręty w tamtym kierunku, jednak nim się tam dostali zapadła noc i postanowili, że nie będą ryzykować. Noc spędzili na zakotwiczonych statkach, śpiewając angielskie piosenki w nadziei, że osadnicy ich usłyszą.

    Ostatecznie zeszli na ląd Roanoke 18 sierpnia, w dniu 3 urodzin wnuczki White’a, Virgini. Załoga znalazła świeże ślady w piasku, jednak w pobliżu nie było nikogo. Na jednym z drzew ktoś wyrył litery “CRO”. Na miejscu kolonii White’a zaskoczyła palisadowa fortyfikacja, której nie było kiedy opuszczał wyspę, a na jednym z pali wyryto słowo “CROATOAN”. White był pewien że jest to informacja o przeniesieniu się osady na wyspę Croatoan - w 1857 roku ustalili, że w razie zmiany miejsca pobytu zostawią gdzieś informację lub krzyż kawalerski - w przypadku, gdyby to takiej zmiany ktoś ich zmusił. W obrębie fortu grupa ponownie została zaskoczona - domy rozebrano, a wszystkie przedmioty, które można było unieść, zniknęły. Kilka dużych kufrów, w tym 3 należące do White’a, wykopano i opróżniono. Wzdłuż brzegu mężczyźni nie znaleźli żadnej łodzi.

    Wieczorem grupa powróciła na statek i zaplanowała, że następnego dnia popłyną do Croatoan, jednak lina kotwicy jednego ze statków pękła. W takich okolicznościach ruszenie na wyspę niosło ze sobą ryzyko rozbicia się, więc zmuszeni byli zrezygnować z poszukiwań. Jeden ze statków, ze sprawną kotwicą, od razu wyruszył z powrotem do Anglii. Załoga drugiego z nich wraz z White’em ustaliła, że nadchodzącą zimę spędzą na Karaibach, a do Outer Banks powrócą wiosną 1591 roku. Wiatr jednak to uniemożliwił i statek powrócił do Anglii w październiku.

    Raport, który złożył White sugerował, że osadnicy wciąż mogą żyć, jednak nie dało się tego udowodnić. Dla Releigh’a była to świetna informacja - oznaczała, że wciąż może rościć prawa do Wirginii.

    W 1595 roku Releigh wyruszył na wyprawę. Oficjalnie twierdził, że jest ona w poszukiwaniu osadników, ale w prawdzie chciał dopłynąć do El Dorado. W drodze powrotnej, jak mówił, chciał dobić do Outer Banks, jednak pogoda to uniemożliwiła. Kiedy cena sasafrasu w Europie wzrosła, utrzymywał swój monopol na Wirginię.

    W 1602 roku wyruszył na kolejną misję, którą ufundował jak i również z własnej kieszeni zapłacił żeglarzom z własnego majątku. Miała być ekspedycją w poszukiwaniu osadników i ponownie była kłamstwem - trasa wskazywała na to, że chciał zbierać sasafras daleko od Croatoan. Ponownie zła pogoda miała mu uniemożliwić dobicie do Outer Banks. W 1603 roku, w wyniku zdrady króla Jakuba, utracił swoje prawa do ziemi Wirginii.

    W 1603 roku wyruszyła wyprawa, której celem była Zatoka Chesapeake. Pogoda zmusiła ich do zejścia części załogi na ląd w innym, ale nieokreślonym miejscu. Zostali zabici przez Indian, a reszta załogi powróciła.

    W 1607 roku, po założeniu kolonii Jamestown, angielski badacz John Smith (tak, ten od Pocahontas) został schwytany przez wodza plemienia Powhatan, Wahunsenacawh. Opisali mu wtedy miejsce określane przez nich jako “Ocanahonan”, w którym mężczyźni nosili typowo europejskie ubrania i “Anone”, gdzie widzieli murowane domy. Kiedy John wrócił do Jamestown, umówił się z jednym wodzem na zbadanie “Panawicke”, miejsca, w którym mieli również być europejsko-ubrani ludzie. Stworzono wtedy mapę, której oryginał zaginął, ale przetrwała kopia:
    Zdjęcie

    Smith chciał zbadać Panawicke, ale wszedł w spór z plemieniem, z którym wcześniej to planował, więc do niczego nie doszło. Wysłał dwie grupy, które miały zbadać dwa kolejne miejsca, a wcześniej udzielił im instrukcji jak je znaleźć, jednak żadna z nich nie znalazła śladu po osadnikach z Roanoke, którzy mieliby być w okolicy.

    W maju 1609 roku rozniosła się informacja, że osadnicy z 1587 roku zostali wymordowani pod dowództwem tego samego wodza, który później schwytał Smitha. Źródło tej informacji nie jest znane. Osadę Jamestown kazano przenieść w okolice “Ocanahonan”, jednak ludzi zastał kryzys głodowy (z ok. 500 ludzi przez okres zimy 1609-1610, tylko 60 doczekało wiosny). W efekcie do relokacji nie doszło. W miejsce, w które mieli się przenieść wysłano ekspedycję, jednak nic nie znalazła.

    W 1612 podróżnik William Strachey, który powrócił z Jamestown, sugerował, że zaginieni osadnicy spędzili 20 lat poza terenem Powhatan. Wahunsenacawh, na żądanie kapłanów, miał ich zaatakować na krótko przed pojawieniem się osadników z Jamestown. Miało to przeżyć 4 mężczyzn, 2 chłopców i kobieta, których później chronił Indianin, a oni wydobywali dla niego miedź. Strachey wierzył, że religią Powhatan był satanizm.

    W 1622 roku plemię Powhatan zaatakowało Jamestown, a angielscy pisarze zaczęli kwestionować człowieczeństwo Indian. Wobec tego, w 1625 roku pisarz Samuel Purchas napisał tekst, w którym mówił o tym, że Indianie przelewając krew utracili swoje prawo do ziemi. Twierdził, że plemię Powhatan przyznało się Smithowi do rzezi na kolonistach z Roanoke, a na dowód tego mieli różne rzeczy, należące do nich. Możliwe, że Purchas mógł to usłyszeć od Smitha, bo faktycznie ze sobą rozmawiali, jednak sam Smith nigdy o takim wyznaniu nie pisał.

    Na początku XVIII wieku John Lawson eksplorował tereny Północnej Karoliny, podczas czego spotkał ludzi Hatteras. Mieli oni powiedzieć, że kilku ich przodków miało białą skórę i szare oczy. Lawson wysnuł wniosek, że osadnicy z Roanoke zasymilowali się z tubylcami po tym, jak stracili nadzieję na ponowny kontakt z Anglią.

    Dawny fort ostatecznie stał się atrakcją turystyczną. W latach 60. XIX wieku prezydent Monroe nakazał rozkopanie terenu w celu znalezienia relikwii. W 1921 roku nagrano tam film o zaginionej kolonii, co razem z rozwojem dróg jeszcze bardziej zniszczyło okolicę. W 1950 roku teren przeszedł rekonstrukcję i przywrócono mu oryginalny rozmiar i kształt.
    Zdjęcie

    W latach 90. prace archeologiczne na wyspie Roanoke doprowadziły do odkrycia przedmiotów, które można powiązać z osadą z 1585 roku, ale nie kolonią z 1587.

    Huragan Emily z 1995 roku doprowadził do odnalezienia wielu artefaktów rdzennych Amerykanów, między innymi pierścionka z XVI wieku, jednak nie można potwierdzić czy nie został sprowadzony do Ameryki w późniejszym czasie. Innym razem odnaleziono szczątki kobiety (od 1585 roku osadnikami byli wyłącznie mężczyźni) pochowane w sposób zgodny z religią chrześcijańską, które datowane są na czas przed 1650 rokiem, kiedy to zaczęli się przemieszczać, jednak w samych miejscach powiązanych ze sprawą kolonii Roanoke, nie mówiąc już o samym terenie kolonii, nie znaleziono zbyt wiele szczątków.

    Możliwe, że mała liczba dowodów czy jakichkolwiek śladów osadników jest spowodowana erozją linii brzegu - brzeg wyspy Roanoke, gdzie były kolonie Lane’a, a następnie White’a, pomiędzy 1851, a 1970 rokiem stracił 283 m.

    W czasach technologii, oczywiste jest, że próbowano tę sprawę rozwikłać poprzez badania DNA. W tym przypadku badanie autosomalnego DNA (wszystkie chromosomy) byłoby nierzetelne, gdyż nie zachowałoby się go zbyt wiele po 5-6 pokoleniach. Badanie pod względem chromosomów Y i mitochondrialnedo DNA dałoby dużo lepszy rezultat, gdyby tylko udało się uzyskać materiał porównawczy, a tego jak nie było, tak i nie ma.

    #kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

  •  

    #kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

    #2 Zaginięcie Jareda Negrete

    Historia zaczyna się w hrabstwie San Bernardino, stanie Kalifornia. To właśnie tu, we wrześniu 1978 roku, na świat przyszedł Jared Michael Negrete, Amerykanin o hiszpańskim pochodzeniu, syn Lindy i Felipe. Chłopiec miał czarne włosy i brązowe oczy, nosił okulary, a na prawym policzku miał niewielkie znamię. Wraz z rodziną mieszkał w El Monte. W wieku 12 lat miał ok. 157 cm wzrostu i ważył 68 kg. Jego wujek mówił, że Jared zawsze miał przy sobie jakieś smakołyki. W 1991 roku uczęszczał do ósmej klasy. Należał do oddziału harcerzy El Monte nr 538, która na dzień 19 lipca miała zaplanowaną nocną wycieczkę górską. Z informacji które znalazłam, typ jego oddziału zrzesza chłopców w wieku od 10,5 do 18 lat. Pastor miejscowego kościoła, który sponsorował jeden z oddziałów harcerzy El Monte, mówił o chłopcu, że “był nieśmiały, miał delikatną nadwagę i pozwalano mu pozostawać nieco w tyle za innymi”.

    Szczyt, na który chcieli wejść, nosi nazwę San Gorgonio Mountain. Jest to najwyższy szczyt (3506 m.n.p.m.) zarówno pasma górskiego San Bernardino, grupy pasm górskich Tranverse Ranges i generalnie najwyższy szczyt w Południowej Kalifornii, znajdujący się w obrębie parku narodowego San Bernardino National Forest. Droga na szczyt zajmuje ok. 27,4 km. Gdyby ktoś był zainteresowany, tu można obejrzeć relację z wejścia na ten szczyt w sezonie letnim: (https://www.youtube.com/watch?v=VOcWOkLLe5k)[youtube.com]

    19 lipca 1991 roku był piątkiem, w który grupa sześciu harcerzy (jedno źródło podaje liczbę czternastu, jednak w pozostałych miało być ich 6) miała odbyć nocną wycieczkę na szczyt. Dla Jareda Negrete miała to być pierwsza tego typu wyprawa. Prowadził ich i zarówno nadzorował tylko jeden dorosły, dowódca Dennis Knight, miał on być bardzo doświadczony we wspinaczce. Zarządzał oddziałem nr 538 od prawie 5 miesięcy, ale w harcerstwo był zaangażowany od 15 lat.

    Chłopiec tego dnia ubrany był w zielone spodnie harcerskiego typu, taką samą brązową koszulkę i wysokie trampki. Oczywiście miał ze sobą plecak z jedzeniem, niebieski bidon i aparat fotograficzny. Nie wiadomo, czy tego dnia miał przy sobie mapę i kompas.

    Grupa rozpoczęła wyprawę w obozie Tahquitz. (https://i.imgur.com/VhiF4Mc.png)[Zdjęcie]. Jared w trakcie wycieczki robił zdjęcia krajobrazu. Od pewnego momentu, chłopiec z powodu swojej wagi miał trudność by dotrzymywać kroku kolegom, być może pozostali chłopcy prześcigali się we wspinaczce. Na ok. 300 metrów od szczytu Jared był zbyt zmęczony by kontynuować drogę na górę. Około godziny 18 inna grupa turystów zauważyła Jareda, który był w tyle za swoją grupą. Na czele grupy widzieli dowódcę, Dennisa Knighta.

    Zgodnie z większością źródeł, mężczyzna podjął decyzję, że każe chłopcu pozostać na trasie, ruszy dalej z pozostałymi harcerzami i po prostu zabiorą go ze sobą, gdy będą już schodzić. Od tego momentu, wydarzenia aż do zejścia grupy nie są znane.

    Kiedy jego grupa wróciła do miejsca, w którym go pozostawili, Jareda już tam nie było. Knight zrozumiał, że chłopak musiał się zgubić. Odprowadził pozostałych 5 harcerzy do obozu, z którego wyruszyli i od razu wyruszył na 8-kilometrową wspinaczkę w ciemności, by wezwać pomoc.

    Zastępcy szeryfa hrabstwa San Bernardino zarządzili poszukiwania chłopca, w których wzięli udział razem z ekipami poszukiwawczymi i ratunkowymi, przybyłymi nawet z Sierra Madre. (https://i.imgur.com/dAPsYXS.png)[Zdjęcie] Obszar poszukiwań Jareda obejmował około 210 km². Na wysokości 3 kilometrów znaleziono odciski butów pasujące do trampków chłopca. Z tego powodu, w poniedziałek obszar poszukiwań skupiał się już na 10 km². Tego dnia co najmniej 70 funkcjonariuszy poszukiwało chłopca i kolejnych śladów, również z powietrza i konno. Nie znaleziono jednak nic nowego, a więc o zmierzchu wstrzymano poszukiwania i postanowiono je wznowić o świcie następnego dnia. Temperatura w tamtym okresie i miejscu była niska, wynosiła ok. 10°C, a w wyniku niedawnych burz w górach można było znaleźć wodę. Na dzień 22 lipca, czyli opisywany poniedziałek, władze wierzyły, że Jared był w stanie przetrwać.

    W środę ekipy poszukiwawcze wciąż odnajdywały nowe ślady chłopca, były one pozostawione około 5 km od miejsca, w którym ostatni raz go widziano. Część znalezionych śladów określono jako “The Switchback” - chłopiec zapewne pozostawił te odciski kiedy zawrócił.

    Ludzie w szczególności skupili się na przeszukiwaniu gęstego terenu chaparralu (wikipedia: zimozielona formacja roślinna [...] przypominającą wyglądem makię; tworzą ją głównie twardolistne rośliny krzewiaste). (https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/93/Chaparral1.jpg/1024px-Chaparral1.jpg)[Zdjęcie] Teren z pewnością należał do trudnych - 27 amerykańskich marines, którzy przemierzali teren i tropili chłopca z dwoma psami, mieli trudności w przemierzaniu okolicy z powodu gęstej roślinności i niestabilnego, kamiennego podłoża. Łatwo było się ześlizgnąć. Pod koniec dnia obszar przeszukiwało 130 wolontariuszy.

    Dennis Kight podał do oficjalnych władz zarządzających harcerstwem, że widział jak chłopiec zmaga się z dotrzymaniem tempa grupy i pozostaje coraz to bardziej w tyle. Uznał wtedy, że lepiej będzie, jeśli nie wróci się po Jareda, a poprowadzi pozostałych na szczyt tempem, którym już szli. Rodzice chłopaka, Linda i Felipe, od początku akcji poszukiwawczej mówili, że nie żywią urazy do Knighta. Nie winili go za to, co się stało, spotkali się z nim nawet w jego domu.

    27 lipca, po tygodniu poszukiwań wiedziano już, że odciski butów nigdzie nie prowadzą. Akcja w dalszym ciągu trwała, a obszar obejmował 72,5 km², a przeczesywało go 150 wolontariuszy. Wciąż wierzono, że chłopak żyje. W tym czasie Linda Negrete miała chwile słabości, w których pytała się Boga, czy dalej powinna mieć nadzieję. Bardzo ciężko przeżywała tę sytuację, jednak uznała, że wierzy zarówno w Boga jak i w Jareda. Jego szkolni koledzy wspominali teraz jak kiedyś Jared czytał książkę o dwójce nastolatków, którzy zgubili się w górach. Rozmawiali z nim o tym co oni by zrobili, gdyby to spotkało ich. Pozostała rodzina Jareda, wujostwo i kuzynostwo, również udzielało się w rozmowach z dziennikarzami. Wujek chłopaka, Ramon, usłyszał od rodzica jednego z pozostałych harcerzy, że podczas wycieczki ktoś zaproponował wyścig na samą górę. Jego zdaniem to nie on odszedł, a po prostu go wystawili.

    Okazało się, że Knight naruszył zasady panujące w harcerstwie. W wycieczce powinna wziąć udział dwójka dorosłych, czego nie dopilnował, oraz nie złożył do zarządu harcerstwa opisu zaplanowanej wyprawy. Panowała i panuje również zasada, że to najpowolniejsza osoba ustala tempo wycieczki, która również została zignorowana. Linda i Felipe wciąż wspierali Dennisa, mówili, że być może Jared musiał się zatrzymać, zawiązać sznurówkę i wtedy się oddzielił.

    Ślady butów Jareda wskazywały na to, że zmierzał w dół po zboczu, przypuszczano że przemieszczał się w panice. W piątek jednak stracono trop.

    Po ośmiu dniach poszukiwań, wolontariusze natrafili na nielegalną plantację marihuany o łącznej wartości ponad 100 tys. USD, w związku z którą natychmiast wezwali władze. W internecie można natrafić na teorie, że Jared natrafił na dealerów.

    29 lipca ekipa poszukiwawcza natrafiła na jego aparat. Były tam również opakowania po cukierkach i beef jerky, przekąsce z suszonej wołowiny. Na rolce aparatu znajdowało się 12 zdjęć, większością z nich były wspomniane wcześniej krajobrazy, jednak ostatnie było zdjęciem samego Jareda. (https://i.imgur.com/ajT8Il7.png)[Zdjęcie] Było zrobione w ciemnościach, z użyciem lampy błyskowej. Obejmuje fragment twarzy chłopaka, co można wytłumaczyć jego tuszą - nie był w stanie trzymać aparatu dalej. Przypuszcza się, że zrobił to zdjęcie po swoim zaginięciu. Wujkowie chłopaka zakładali, że musiał stracić aparat zbiegając po zboczu do wody. Zdaniem starszego zastępcy szeryfa zgubił urządzenie pierwszego lub drugiego dnia zaginięcia. W poszukiwania wdrożono również kamery z czujnikiem, które zamontowano w miejscach w których podejrzewano, że Jared mógłby się przemieszczać. Uchwyciły one jedynie zwierzęta. Wiara w przeżycie chłopca malała.

    Linda Negrete także chciała przyczynić się do poszukiwań, kilka razy wzięła udział w przelocie helikopterem nad obszarem poszukiwań (https://i.imgur.com/dwV5Jxd.png)[Zdjęcie]. Prosiła wtedy, by wyszedł z miejsca, w którym się ukrywa, a ci ludzie nie są obcymi, tylko osobami, które chcą mu pomóc i przyprowadzić do domu. Razem z mężem miała nadzieję, że ich syn nadal żyje, ale określili siebie jako realistów. Linda również spekulowała, że być może Jared by schronić się przed zimnem i upałem ukrył się w głębokim wąwozie, ale wówczas był zbyt przestraszony, żeby z niego wyjść.

    Zarząd harcerstwa wszczął śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez Knighta, który od czasu do czasu brał udział w poszukiwaniach chłopaka. Świadek w sprawie zaginięcia zeznał władzom, że inna grupa wycieczkowiczów widziała Jareda i planowała zabrać go ze sobą w drodze na dół.

    31 lipca deszcz utrudnił poszukiwania. Helikoptery nie były w stanie zabrać poszukiwaczy w skomplikowany obszar poszukiwań. Starszy zastępca szeryfa hrabstwa San Bernardino mówił, że niemalże już przeszukali cały obszar. Do poszukiwań dołączyło 100 marines.

    1 sierpnia odnaleziono bidon chłopca. Szanse na przeżycie oceniano wtedy na “dużo mniej niż zero”. 4 sierpnia poszukiwacze stracili nadzieję i pojawiła się teoria, że Jared został zasypany przez lawinę. Biuro szeryfa wzięło pod uwagę, że mógł paść ofiarą przestępstwa, jednak nie było żadnych tropów wskazujących na to. Poszukiwania wstrzymano.

    Łącznie w poszukiwaniach wzięło udział ponad 2000 ludzi, 44 z nich doznało kontuzji, między innymi udaru cieplnego, skręconych kostek i choroby wysokościowej. Jeden mężczyzna ześlizgnął się na koniu, w wyniku czego zwierzę straciło zęby i oko.

    Rodzina w tym momencie była przekonana, że Jared dostał paranoi i dlatego ukrywa się przed ludźmi. Felipe skontaktował się nawet z prezydentem Georgem Bushem, by pomógł w poszukiwaniach ich syna. Chcieli wznowienia poszukiwań, a w listopadzie wynajęli prywatnego detektywa.

    Rodzina Negrete wyprowadziła się z El Monte do Walnut i adoptowali dwójkę dzieci.

    W 2001 roku, 10 lat po zaginięciu Jereda, w tym samym miejscu zaginął 16-letni William Parvern. Felipe Negrete bardzo zaangażował się w poszukiwanie chłopaka i wspieranie jego rodziny. Po 4 dniach, William trafił na drogę, na której spotkał kierowcę i został uratowany.

    Źródła:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Disappearance_of_Jared_Negrete
    http://www.micro-mono.com/docs/boyscout.pdf
    https://www.strangeoutdoors.com/mysterious-stories-blog/2017/11/22/jared-negrete
    https://pl.wikipedia.org/wiki/San_Gorgonio_Mountain
    https://www.latimes.com/archives/la-xpm-1991-07-30-me-184-story.html
    https://www.latimes.com/archives/la-xpm-2001-aug-09-me-32311-story.html
    https://www.latimes.com/archives/la-xpm-2001-aug-10-mn-32709-story.html

    #kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy
    pokaż całość

  •  

    Dostałem zgodę od przyjaciół z koła naukowego na wykorzystanie ich grafik, a że ludzie lubią ciekawostki, to może i wam się spodoba. Jakby się spodobało, to mogę wrzucać kolejne. Możecie też zostawić im lajka, bo dopiero wbili na facebooka.
    #gruparatowaniapoziomu #kryminalne #kryminalistyka #zbrodnia #prawo #poznan pokaż całość

    źródło: Seryjni.png

  •  

    #kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

    #1 Historia Mary Vincent

    O dzieciństwie dziewczyny nie znalazłam zbyt wiele informacji - Mary Vincent przyszła na świat w Las Vegas w roku 1963. Jej rodzice pracowali w kasynach - ojciec zajmował się naprawą maszyn, a matka była krupierką, czyli prowadziła gry hazardowe.
    Jako nastolatka, dziewczyna była opisywana jako osoba naiwna i buntownicza. Powodem tego był fakt, że omijała zajęcia w szkole, robiła sobie makijaż i zdarzało się jej uciekać z domu. Kiedy jednak pojawiała się w szkole, z nauką radziła sobie dobrze. Jej zamiłowaniem był taniec, do którego miała duży talent. Wtedy też małżeństwo jej rodziców zaczęło chylić się ku rozpadku.
    Pewnego lata uciekła razem ze swoim chłopakiem. Lato to spędzili w Sausalito, Kalifornii, dopóki władze nie oskarżyły chłopaka o gwałt na nieletniej i zatrzymały.
    Po tym wydarzeniu Mary wróciła do rodzinnego Las Vegas, jednak we wrześniu 1978 roku, w wieku 15 lat, postanowiła znów uciec Jej rodzice przechodzili wtedy rozwód.
    Mary sypiała w aucie swojego chłopaka i przemieszczała autostopem, czasem zatrzymując się u swojego wujka w Soquel, Kalifornii. To właśnie on widział ją po raz ostatni przed dramatycznym zdarzeniem.
    Według pewnych źródeł, dziewczyna chciała dostać się do Los Angeles - rozwód rodziców źle na nią wpływał i chciała odciąć się od tego, pobyć sama. Według innych, chciała pojechać do dziadka mieszkającego w Coronie.
    29. września, Mary Vincent łapała autostopa na poboczu drogi w Berkeley razem z innymi ludźmi. Pierwszym, który się zatrzymał był kierowca niebieskiego vana. Mężczyzna zaoferował podwiezienie jedynie Mary, tłumacząc to brakiem miejsca dla wszystkich. Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie do dziewczyny i powiedział, że jego córka jest w jej wieku. Choć zmierzał w kierunku Reno, powiedział jej, że z chęcią zmieni kierunek na Los Angeles. Pozostali autostopowicze próbowali odwieść dziewczynę od podróży z nim, przemówić jej do rozsądku. Mieli co do tego złe przeczucie, tak jak i sama Mary, jednak nastolatka, jak twierdziła, była już zmęczona - zarówno fizycznie i psychicznie. Była również przekonana, że sama potrafi o siebie zadbać. Z tego powodu postanowiła zignorować swoje przeczucia i ostatecznie zaakceptowała ofertę.
    Kierowcą vana był Lawrence Singleton, 51-letni mężczyzna urodzony w 1927 roku. Singleton w przeszłości był marynarzem na statku handlowym. Jego życie osobiste można określić jako chaotyczne - dwukrotnie ożeniony i dwukrotnie rozwiedziony, przy czym do drugiego rozwodu doszło na niedługo przed wydarzeniami. Miał jedno dziecko, nastoletnią córkę, z którą nie utrzymywał dobrych relacji - bez przerwy dochodziło między nimi do sprzeczek. Według osób które go znały miał ciężki charakter i był mizoginem (definicja sjp.pl: mężczyzna odczuwający wstręt do kobiet). Nadużywał alkoholu, a w przeszłości był także skazany za podanie go nieletniej.
    Z wyglądu Singleton nie wzbudzał jednak żadnych podejrzeń - ludzie opisywali go jako mężczyznę o aparycji dziadka, z miłą twarzą i brzuchem, który żartobliwie określa się jako piwny.
    Kiedy już jechali, Mary zapaliła papierosa i kichnęła. Singleton wyciągnął rękę i spróbował ją do siebie przyciągnąć (według innych źródeł złapać szyję), mówiąc, że chce jedynie sprawdzić, czy jest chora. Dziewczyna w reakcji odsunęła się w stronę drzwi, poza jego zasięgiem i kontynuowali jazdę. W pewnym momencie przystanęli przed jego domem w San Francisco. Mężczyzna chciał wziąć trochę prania, które dziewczyna pomogła mu wnieść do vana i ruszyli dalej. Singleton zaczął pić alkohol z kartonu po mleku. Ludzie znający go mówili, że jako trzeźwy był miłym człowiekiem, jednak po alkoholu przestawał być sobą.
    Droga do Los Angeles wciąż była daleka. Być może to w połączeniu z jej zmęczeniem i brakiem podejrzeń co do kierowcy sprawiło, że Mary pozwoliła sobie zasnąć.
    Nie wiadomo jak długo trwał jej sen, jednak po wybudzeniu dziewczyna zorientowała się, że nie jadą już w ustalonym kierunku, a z powrotem do Nevady. Przestraszona i zezłoszczona, złapała leżący obok, ostro zakończony kawałek drewna i kierując go w jego stronę zażądała, by zawrócił na trasę do Los Angeles. Singleton spokojnie przeprosił i powiedział, że przez przypadek musiał źle zjechać. Mary wierzyła, że mówi szczerze. Mężczyzna znalazł sposób, by zawrócić auto i kontynuowali jazdę. Singleton w pewnym momencie stwierdził, że musi się załatwić, jednak nie wytrzyma do następnej stacji benzynowej. Kiedy już auto stanęło, oboje wyszli z niego w celu rozprostowania nóg. Mary rozwiązała się sznurówka, a gdy schyliła się by ją zawiązać, Singleton zakradł się od tyłu i uderzył ją w głowę. Jedne źródła podają, że było to uderzenie młotkiem, inne, że uderzał jej głowę pięściami, aż nie upadła. Następnie zmusił ją do oralnego seksu. Miał wtedy wrzeszczeć “nie krzycz, albo inaczej cię zabiję”. Powlókł jej ciało na tyły auta i po wrzuceniu jej do środka związał ręce nastolatki. Mary została brutalnie zgwałcona, także analnie. Po zgwałceniu nastolatki, Singleton ponownie prowadził auto. Wjechał na drogę kanionu Del Puerto, zatrzymał się i uwolnił jej ręce. Rozkazał nastolatce wypić wspomniany wcześniej alkohol. Mary cały czas błagała, by przestał i ją uwolnił. Mężczyzna zgodził się na to pod warunkiem, że będzie robić to, co jej rozkaże. Znów zaczął gwałcić dziewczynę, co doprowadziło do utraty przytomności. Nie trwało to długo. Po przebudzeniu, Singleton nakazał Mary położyć się na poboczu. Miał wtedy powiedzieć: “Chcesz być wolna? Uwolnię cię”, po czym poszedł wyjąć coś z auta. Był to topór. Pomimo wszystkiego co wcześniej ją spotkało, nastolatka była w pełni świadoma co się dzieje w chwili, w której przycisnął ją krzyczącą do ziemi i odrąbał oba przedramiona. Zepchnął krwawiącą i zszokowaną dziewczynę z wysokości 10 metrów i powiedział: “Teraz jesteś wolna”. Singleton stwierdził, że dziewczyna teraz umrze i nikt nie odnajdzie jej ciała.
    Kiedy dziewczyna doszła do siebie na tyle, na ile było to możliwe, wetknęła okaleczone, obficie krwawiące ramiona w piach, by pokrył on jej rany. Liczyła na to, że zmniejszy to utratę krwi. Podniosła się i zaczęła podążać za odgłosem niedalekiej autostrady, cały czas trzymając ramiona w górze, by, jak to zapisano w dokumentach, “nie wydostały się mięśnie i krew”. Kiedy Mary dotarła na górę, pewna dwójka ludzi jadąca drogą zauważyła ją idącą wzdłuż. Zaczęli zwalniać, ale kiedy dobrze dostrzegli ten dramatyczny obraz przyspieszyli i zignorowali dziewczynę, pozostawiając ją bez pomocy. Dopiero rankiem spotkała kolejnych ludzi. W zależności od źródła, były to dwie kobiety lub para w trakcie miesiąca miodowego. Fakt, że napotkali Mary był szczęśliwym przypadkiem - znajdowali się na tej drodze wyłącznie dlatego, że się zgubili. Pomimo stanu, do którego ją doprowadzono, jedyne co nastolatka im powiedziała to: “on mnie zgwałcił”. Dali jej ręczniki i pomogli wsiąść do auta, a następnie odwieźli na pobliskie lotnisko i wezwali karetkę.
    Mary została poddana natychmiastowej pomocy. By uratować pozostałości jej ramion, lekarze musieli pozyskać części z jej nogi, w wyniku czego Mary już nigdy nie była zdolna do tańca. Kiedy była w stanie rozmawiać, podała rysopis sprawcy, Lawrence’a Singletona. Był on bardzo dokładny, ponieważ niedługo po tym sąsiad mężczyzny rozpoznał go i zgłosił to policji.
    Kiedy doszło do zatrzymania sprawcy, Singleton zaczął kłamać i wymigiwać się z odpowiedzialności. Zeznał między innymi, że Mary była prostytutką (nazwał ją “$10-a-night-whore) i on nic jej nie zrobił, ale w jego aucie był jeszcze jeden pasażer, który dopuścił się tych zbrodni. Powiedział również, że nastolatka szantażowała go wezwaniem policji i oskarżeniem o gwałt, gdyby jej nie podwiózł.
    Zanim Mary zaczęła zeznawać przed sądem, przygotowano dla niej protezy. Radzenie sobie z niepełnosprawnością było dla niej dużym wyzwaniem, do tego doszły problemy psychiczne takie jak trauma i zespół stresu pourazowego. W późniejszym czasie zmagać będzie się również z anoreksja.
    Proces Singletona zakończył się w sposób, który z pewnością wszystkich zawiódł. Oskarżony o porwanie, spowodowanie kalectwa, usiłowanie morderstwa, gwałt, dostał on maksymalny wymiar kary, którym było… 14 lat więzienia. W trakcie procesu jedyny sposób w jaki Mary go nazywała to “mój oprawca”. Sam sędzia powiedział, że gdyby było to możliwe, skazałby go na dożywotnie więzienie. Już po zasądzeniu kary Singleton znów kłamał, jakoby wszystkiemu winien miał być inny autostopowicz. Sędzia nakazał, by mężczyzna zapłacił Mary ponad 2,5 mln dolarów. Był on jednak bezrobotny i jedyne oszczędności, które posiadał, to 200 dolarów. Było to wszystko, co dostała.
    Singleton podczas odbywania wyroku został uznany za dobrze sprawującego się więźnia, dzięki czemu karę zakończył po 8 latach i 4 miesiącach.
    W roku 1996 popełnił morderstwo prostytutki.

    Źródła: panicamongus.com morbidology.com/ ranker.com latimes.com nytimes.com

    #kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy
    pokaż całość

  •  

    Raz na jakiś #mk997 pojawi się w gorących i zawsze się wtedy zastanawiam - jak duża była skuteczność tego typu programów? Ktoś kiedyś próbował policzyć ile spraw udało się doprowadzić do końca? Wiadomo, że jest to mocno związane z oglądalnością. Domyślam się, że pod koniec lat 80 kiedy program 997 debiutował na antenie to oferta programowa polskiej telewizji była mocno ograniczona stąd cała Polska widziała każdy odcinek. Z resztą w latach 90. też obstawiam że mnóstwo ludzi wyczekiwało na program Fajbusiewicza (no i jeszcze przy okazji Telewizyjne Biuro Śledcze się pojawiło na Polsacie). Ale czy te programy realnie pomagały polskiej policji czy raczej były to kryminalne show cieszące się dużą popularnością i przy okazji dorwali jednego czy drugiego zbója? Wyprowadźcie mnie z błędu jeżeli się mylę, ale wydaje mi się że te odcinki 997 z XXI wieku (a może uściślając - z drugiej połowy pierwszej dekady) już nie robiły takiej furory pod względem wykrywalności spraw z pomocą widzów (w ogóle udało się rozwiązać jakąś sprawę przedstawioną w tych nowych odcinkach po powrocie?). Dużo tu znawców tego programu, więc oczekuję ciekawych odpowiedzi :) #csiwykop #90s #kryminalne #kryminalistyka pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Lista kanałów, które idealnie pasują dla ludzi, którzy lubią posłuchać o sprawach kryminalnych.
    No nie Gadaj - https://www.youtube.com/channel/UCv4MXzYWVObmjRPtf0CSRWA
    Kryminatorium - https://www.youtube.com/channel/UCvR7rN8Q_SZxE7rVFOMsgVA
    Kristof Radke - https://www.youtube.com/channel/UCcMKFbLmu0ek5TRXkCxne9A
    Kryminalna Polska -
    https://www.youtube.com/channel/UCOg9tPjXNRiXTXWH1pV1SSQ
    Modus Operandi -
    https://www.youtube.com/channel/UCZQ7yui_7w8VptE1o-8ttTw
    Karolina Anna -
    https://www.youtube.com/channel/UCxSDfGauduMv1ezbRVRWvCA
    Stanowo -
    https://www.youtube.com/channel/UC01lshi_RFbK1ubJzh0Popw
    Macie coś jeszcze?
    Zbieram listę wszystkich DOBRYCH kanałów i podcastów.
    Jak coś mi umknęło to poproszę o info.
    PS: Tylko nie dawajcie tych dwóch dziewczyn, co opisują ciekawe sprawy robiąc podśmiechujki. Nie da się tych dziewczyn słuchać.

    #kryminalne #podcasty #youtube #kryminalistyka
    pokaż całość

    +: Cin-Cin, R.........h +12 innych
  •  

    POSTRZELENIE W KONINIE

    Robię sobie dzisiaj taki dzień naukowy i czytam artykuł naukowy o wiciowcach kołnierzykowych. Ktoś mi przerywa i pyta czy słyszałem o zamieszkach w Koninie związanych z postrzeleniem przez policjanta. Nie, nie słyszałem i nie obchodzi mnie to, po czym dowiedziałem się, że jest w to zaangażowany Stonoga...

    No to sprawdziłem o co chodzi. I zacznę od dwóch disclaimerów - nie mam potrzeby pisać laurki policji, natomiast jeśli ktoś jest za podstawowym ładem i porządkiem, to musi akceptować tą formację. Druga rzecz to powinno się poczekać na oficjalne zakończenie postępowania wyjaśniającego.

    Ale ogólnie na tą chwilę można przyjąć za najbardziej prawdopodobną taką wersję. Podejrzany o przestępstwo narkotykowe, a na dodatek mający sprawę karną o pobicie, i ogólnie znany swojemu dzielnicowemu za zachowania delikwentne. A że w miarę młody chłopak? Tym bardziej wstyd dla niego, że w tak młodym wieku miał ,,obfitą kartotekę''.

    Podejrzany zaczął uciekać z podejrzanie szemranej sytuacji, podczas gdy policja w okolicy prowadziła rozpoznanie w sprawie przestępstw narkotykowych. Policja podjęła pościg. Podejrzany w pewnym momencie uznał albo, że nie ma dalszych szans na ucieczkę, albo spróbuje czego innego. I tu mogło się wszystko inaczej potoczyć, gdyby się położył na ziemię i wykrzyczał, że przeprasza, coś mu się pomyliło. Ale zamiast tego wolał odwrócić się w stronę policji i zaszarżować na policjanta z ostrym przedmiotem. Gdy był na odległości kilku metrów, został zastrzelony.

    Koniec historii i nie ma co robić wielkiego halo, czy patrzeć na sensacyjne doniesienia Stonogi, który nie pierwszy raz malformuje fakty. Nie brakuje głupich ludzi, którzy myślą, że mając ostry przedmiot, a dodajmy, że nie są żadnymi ninja, mają jakąś większą szansę w starciu z bronią palną, a następnie płacą cenę za swoją miskalkulację.

    #stonoga #konin #wielkopolska #poznan #policja #kryminalne #kryminalistyka #narkotyki #narkotykiniezawszespoko #narkotykizawszespoko #nauka #ninja #ninjawarriorpolska #bron #bronpalna #przestepczosc
    pokaż całość

  •  

    Grafika prezentująca hierarchię w syndykacie przestępczym rodziny Bonanno

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #kryminalistyka #usa #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #kryminalistyka

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów