•  

    #kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

    #3 Zagadkowe zniknięcie kolonii Roanoke

    Opis rozpocznę od przykrótkiego wstępu i tła historycznego:

    W 1524 roku włoski żeglarz Giovanni de Verrazzano odkrył Outer Banks, przybrzeżne wyspy na terenie dzisiejszej Północnej Karoliny. Pomylił on zatokę oceanu Atlantyckiego z Pacyfikiem i uznał, że napotkane pasmo wysp jest przesmykiem. Swoje znalezisko przedstawił ówczesnemu królowi Francji oraz królowi Anglii jako potencjalny skrót do Chin, jednak żaden z nich nie zainteresował się tą sprawą. Dopiero w 1578 roku królowa Elżbieta I przyznała prawo Sir Humphrey’owi Gilbert do zbadania i skolonizowania terenów, do których żadne z chrześcijańskich królestw nie rościło sobie praw. Sir Gilbert zmarł w roku 1583, a przyznane mu prawo zostało rozdzielone na jego brata - Adriana Gilberta i przyrodniego brata - Waltera Raleigha. Adrian był odpowiedzialny za ziemię, którą dziś znamy jako Nową Fundlandię, a Walterowi przydzielono ziemię na południu. Angielski pisarz i kolonista, Richard Hakluyt, w międzyczasie bardzo zainteresował się “przesmykiem” Verrazzano i bardzo naciskał i skłaniał Anglię, by skorzystała z okazji, którą miało być to odkrycie.
    Nadane Raleigh’owi prawo mówiło o tym, że musi założyć kolonię przed rokiem 1591, inaczej utraci prawa do kolonizacji. Oczekiwano od mężczyzny, że założy bazę z której wyruszą kapery, których celem miały być hiszpańskie floty skarbów. Mimo tego, Raleigh nie mógł opuścić królowej, więc postanowił zarządzać całą akcją z Londynu.

    W lipcu 1584 roku wyruszyła pierwsza wyprawa odkrywcza. Finansowana przez Raleigha, wspierana przez królową, dowodzona była przez Philipa Amadasa i Arthura Barlowe’a. Ci dwaj panowie dotarli do pasma wysepek i zaczęli eksplorować teren. Ich uwaga padła na wyspę położoną poza łańcuchem, ale oddzieloną od lądu stałego - wyspę Roanoke. Panowie widzieli w niej bezpieczne i idealne miejsce na pierwszą kolonię w Ameryce. Jak można się domyślać, wyspa bezludną nie była i prędko napotkali Indian należących do plemienia Croatoan. Anglicy nawiązali z nimi dobre kontakty, co poskutkowało zabraniem dwóch Indian, Manteo i Wanchese, w podróż powrotną ekspedycji. Byli oni kuzynami miejscowych wodzów.

    Panowie zostali przedstawieni Raleighowi, następnie przedstawieni dworowi, co w efekcie przyspieszyło zbieranie funduszy na założenie kolonii. Chyba można już powiedzieć, że przechodzimy do konkretnej historii, bo w kwietniu 1585 roku 7 statków, przewożących blisko 600 mężczyzn, wyruszyły w celu rozpoczęcia zalążka kolonii o nazwie Wirginia. Flotyllą dowodził kuzyn Raleigha.

    Po dotarciu, osadnicy zarządzani przez gubernatora Lane’a rozpoczęli eksplorację okolicznych terenów, podczas której napotykali wiele rdzennych plemion. Europejczycy w efekcie napisali pracę na temat odkrytego miejsca i stworzyli dzieła ilustrujące nowych dla nich ludzi, zwierząt i roślin. Zostali również nauczeni przez tubylców sposobu, w jaki oni sposób polowali i łowili ryby.

    Ktoś mógłby pomyśleć, że wszystko szło jak z płatka, po myśli, w kompletnym pokoju, jednak zaraz by sobie przypomniał, że przecież historia kolonializmu wyglądała inaczej. I to fakt, stosunki tych dwóch ludów zaczęły się psuć dość szybko. Indianie mieli dość polegania białych na pożywieniu ich plemion. Jeden Indianin ukradł srebrny kubek od osadników, w wyniku czego… Europejczycy spalili całą wioskę. Oczywiste było, że po tym zdarzeniu tubylcy zakończą swoje przyjazne stosunki, tak samo jak oczywisty był fakt, że kolidowało to z planami osadników. Liczyli na to, że Indianie wciąż będą zaopatrywać ich w pożywienie i by mieć co do tego pewność, wiosną 1586 roku gubernator wziął jednego z nich na zakładnika. W międzyczasie zmarło dwóch Indian, wódz jednego z plemion i jego syn, którzy stali na czele sojuszy z Europejczykami. Wódz Wingina stał się wrogi wobec przybyłych, a Wingina, jeden z mężczyzn, którzy odwiedzili Anglię stanął po jego stronie. Drugi z nich wciąż pozostawał zwolennikiem sojuszu.

    W tak napiętej atmosferze zrodziła się plotka, jakoby Indianie planowali zaatakować osadników. Gubernator Lane wykorzystał to jako pretekst do ich własnego ataku, w wyniku którego zabito wodza Winginę, a Lane’owi przyniesiono jego odciętą głowę. Nabili ją na pal i wystawili na widok poza fortem. Dostawy jedzenia całkowicie ustały, w wobec czego kolonia została zmuszona do powrotu. Manteo wraz z innym Indianem wyruszyli z nimi. Przy okazji, sprowadzili do Anglii takie produkty jak tytoń, kukurydzę i ziemniaki.

    Plan założenia kolonii wciąż był żywy i wierzono w jego powiedzenie się, w efekcie czego wiosną 1857 roku Europejczycy powrócili do Roanoke z dwoma Indianami, tym razem w liczbie blisko 150 osób, w której skład wchodziły kobiety i dzieci. W gruncie rzeczy przybysze chcieli założenia kolonii bardziej w głąb lądu, jednak dowodzący flotyllą nie zgodził się na wprowadzenie statków dalej niż Roanoke, w wyniku czego na nowo zasiedlili opuszczony fort. Nowym gubernatorem został John White.

    Zetknięcie się z Indianami z plemienia Croatoan, którzy wciąż pamiętali ich zbrodnie, było w tamtych okolicznościach nieuniknione. Kiedy jeden z Anglików wybrał się, jak się okazało, zbyt daleko od osady, został zabity.

    W sierpniu Manteo został nazwany Lordem Roanoke i wyznaczony na następcę Wanchese, wciąż wrogiego wobec białych ludzi. 18 sierpnia przyszło na świat pierwsze dziecko urodzone w Ameryce, dziewczynka Virginia Dare, której rodzicami był Ananias Dare i Eleanor White, co czyniło ją wnuczką White’a. Pod koniec tego miesiąca kolonialiści zorientowali się jak bardzo ubogie są ich zapasy, a wobec nadchodzącej zimy potrzebowali dostawy zapasów. Gubernator White wyruszył po pomoc do Anglii.

    Kiedy informacja dotarła do Raleigha, mężczyzna natychmiast zorganizował pomoc. Miała ona wyruszyć w marcu 1588 roku, jednak w międzyczasie wybuchła wojna z Hiszpanią i nie można było przeprawić się przez Atlantyk. White próbował przemknąć się za ich plecami, jednak ładunek został zrabowany przez francuskich korsarzy. Następnie Wielka Armada, hiszpańska flota wojskowa dokonała inwazji, co opóźniło powrót jeszcze bardziej. Kiedy w końcu White mógł wyruszyć, było już lato 1590 roku.

    Wypłynęli dwoma statkami. 15 sierpnia byli już prawie na miejscu - wieczorem zakotwiczyli na krańcu wyspy Hatteras, skąd załoga widziała smugi dymu unoszące się z wyspy Roanoke. Następnego ranka widzieli kolumnę dymu na południu Hatteras i spróbowali to zbadać, jednak nic nie znaleźli. 17 sierpnia dostrzegli płomień na północnym krańcu Roanoke. Ruszyli okręty w tamtym kierunku, jednak nim się tam dostali zapadła noc i postanowili, że nie będą ryzykować. Noc spędzili na zakotwiczonych statkach, śpiewając angielskie piosenki w nadziei, że osadnicy ich usłyszą.

    Ostatecznie zeszli na ląd Roanoke 18 sierpnia, w dniu 3 urodzin wnuczki White’a, Virgini. Załoga znalazła świeże ślady w piasku, jednak w pobliżu nie było nikogo. Na jednym z drzew ktoś wyrył litery “CRO”. Na miejscu kolonii White’a zaskoczyła palisadowa fortyfikacja, której nie było kiedy opuszczał wyspę, a na jednym z pali wyryto słowo “CROATOAN”. White był pewien że jest to informacja o przeniesieniu się osady na wyspę Croatoan - w 1857 roku ustalili, że w razie zmiany miejsca pobytu zostawią gdzieś informację lub krzyż kawalerski - w przypadku, gdyby to takiej zmiany ktoś ich zmusił. W obrębie fortu grupa ponownie została zaskoczona - domy rozebrano, a wszystkie przedmioty, które można było unieść, zniknęły. Kilka dużych kufrów, w tym 3 należące do White’a, wykopano i opróżniono. Wzdłuż brzegu mężczyźni nie znaleźli żadnej łodzi.

    Wieczorem grupa powróciła na statek i zaplanowała, że następnego dnia popłyną do Croatoan, jednak lina kotwicy jednego ze statków pękła. W takich okolicznościach ruszenie na wyspę niosło ze sobą ryzyko rozbicia się, więc zmuszeni byli zrezygnować z poszukiwań. Jeden ze statków, ze sprawną kotwicą, od razu wyruszył z powrotem do Anglii. Załoga drugiego z nich wraz z White’em ustaliła, że nadchodzącą zimę spędzą na Karaibach, a do Outer Banks powrócą wiosną 1591 roku. Wiatr jednak to uniemożliwił i statek powrócił do Anglii w październiku.

    Raport, który złożył White sugerował, że osadnicy wciąż mogą żyć, jednak nie dało się tego udowodnić. Dla Releigh’a była to świetna informacja - oznaczała, że wciąż może rościć prawa do Wirginii.

    W 1595 roku Releigh wyruszył na wyprawę. Oficjalnie twierdził, że jest ona w poszukiwaniu osadników, ale w prawdzie chciał dopłynąć do El Dorado. W drodze powrotnej, jak mówił, chciał dobić do Outer Banks, jednak pogoda to uniemożliwiła. Kiedy cena sasafrasu w Europie wzrosła, utrzymywał swój monopol na Wirginię.

    W 1602 roku wyruszył na kolejną misję, którą ufundował jak i również z własnej kieszeni zapłacił żeglarzom z własnego majątku. Miała być ekspedycją w poszukiwaniu osadników i ponownie była kłamstwem - trasa wskazywała na to, że chciał zbierać sasafras daleko od Croatoan. Ponownie zła pogoda miała mu uniemożliwić dobicie do Outer Banks. W 1603 roku, w wyniku zdrady króla Jakuba, utracił swoje prawa do ziemi Wirginii.

    W 1603 roku wyruszyła wyprawa, której celem była Zatoka Chesapeake. Pogoda zmusiła ich do zejścia części załogi na ląd w innym, ale nieokreślonym miejscu. Zostali zabici przez Indian, a reszta załogi powróciła.

    W 1607 roku, po założeniu kolonii Jamestown, angielski badacz John Smith (tak, ten od Pocahontas) został schwytany przez wodza plemienia Powhatan, Wahunsenacawh. Opisali mu wtedy miejsce określane przez nich jako “Ocanahonan”, w którym mężczyźni nosili typowo europejskie ubrania i “Anone”, gdzie widzieli murowane domy. Kiedy John wrócił do Jamestown, umówił się z jednym wodzem na zbadanie “Panawicke”, miejsca, w którym mieli również być europejsko-ubrani ludzie. Stworzono wtedy mapę, której oryginał zaginął, ale przetrwała kopia:
    Zdjęcie

    Smith chciał zbadać Panawicke, ale wszedł w spór z plemieniem, z którym wcześniej to planował, więc do niczego nie doszło. Wysłał dwie grupy, które miały zbadać dwa kolejne miejsca, a wcześniej udzielił im instrukcji jak je znaleźć, jednak żadna z nich nie znalazła śladu po osadnikach z Roanoke, którzy mieliby być w okolicy.

    W maju 1609 roku rozniosła się informacja, że osadnicy z 1587 roku zostali wymordowani pod dowództwem tego samego wodza, który później schwytał Smitha. Źródło tej informacji nie jest znane. Osadę Jamestown kazano przenieść w okolice “Ocanahonan”, jednak ludzi zastał kryzys głodowy (z ok. 500 ludzi przez okres zimy 1609-1610, tylko 60 doczekało wiosny). W efekcie do relokacji nie doszło. W miejsce, w które mieli się przenieść wysłano ekspedycję, jednak nic nie znalazła.

    W 1612 podróżnik William Strachey, który powrócił z Jamestown, sugerował, że zaginieni osadnicy spędzili 20 lat poza terenem Powhatan. Wahunsenacawh, na żądanie kapłanów, miał ich zaatakować na krótko przed pojawieniem się osadników z Jamestown. Miało to przeżyć 4 mężczyzn, 2 chłopców i kobieta, których później chronił Indianin, a oni wydobywali dla niego miedź. Strachey wierzył, że religią Powhatan był satanizm.

    W 1622 roku plemię Powhatan zaatakowało Jamestown, a angielscy pisarze zaczęli kwestionować człowieczeństwo Indian. Wobec tego, w 1625 roku pisarz Samuel Purchas napisał tekst, w którym mówił o tym, że Indianie przelewając krew utracili swoje prawo do ziemi. Twierdził, że plemię Powhatan przyznało się Smithowi do rzezi na kolonistach z Roanoke, a na dowód tego mieli różne rzeczy, należące do nich. Możliwe, że Purchas mógł to usłyszeć od Smitha, bo faktycznie ze sobą rozmawiali, jednak sam Smith nigdy o takim wyznaniu nie pisał.

    Na początku XVIII wieku John Lawson eksplorował tereny Północnej Karoliny, podczas czego spotkał ludzi Hatteras. Mieli oni powiedzieć, że kilku ich przodków miało białą skórę i szare oczy. Lawson wysnuł wniosek, że osadnicy z Roanoke zasymilowali się z tubylcami po tym, jak stracili nadzieję na ponowny kontakt z Anglią.

    Dawny fort ostatecznie stał się atrakcją turystyczną. W latach 60. XIX wieku prezydent Monroe nakazał rozkopanie terenu w celu znalezienia relikwii. W 1921 roku nagrano tam film o zaginionej kolonii, co razem z rozwojem dróg jeszcze bardziej zniszczyło okolicę. W 1950 roku teren przeszedł rekonstrukcję i przywrócono mu oryginalny rozmiar i kształt.
    Zdjęcie

    W latach 90. prace archeologiczne na wyspie Roanoke doprowadziły do odkrycia przedmiotów, które można powiązać z osadą z 1585 roku, ale nie kolonią z 1587.

    Huragan Emily z 1995 roku doprowadził do odnalezienia wielu artefaktów rdzennych Amerykanów, między innymi pierścionka z XVI wieku, jednak nie można potwierdzić czy nie został sprowadzony do Ameryki w późniejszym czasie. Innym razem odnaleziono szczątki kobiety (od 1585 roku osadnikami byli wyłącznie mężczyźni) pochowane w sposób zgodny z religią chrześcijańską, które datowane są na czas przed 1650 rokiem, kiedy to zaczęli się przemieszczać, jednak w samych miejscach powiązanych ze sprawą kolonii Roanoke, nie mówiąc już o samym terenie kolonii, nie znaleziono zbyt wiele szczątków.

    Możliwe, że mała liczba dowodów czy jakichkolwiek śladów osadników jest spowodowana erozją linii brzegu - brzeg wyspy Roanoke, gdzie były kolonie Lane’a, a następnie White’a, pomiędzy 1851, a 1970 rokiem stracił 283 m.

    W czasach technologii, oczywiste jest, że próbowano tę sprawę rozwikłać poprzez badania DNA. W tym przypadku badanie autosomalnego DNA (wszystkie chromosomy) byłoby nierzetelne, gdyż nie zachowałoby się go zbyt wiele po 5-6 pokoleniach. Badanie pod względem chromosomów Y i mitochondrialnedo DNA dałoby dużo lepszy rezultat, gdyby tylko udało się uzyskać materiał porównawczy, a tego jak nie było, tak i nie ma.

    #kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

  •  

    #kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

    #2 Zaginięcie Jareda Negrete

    Historia zaczyna się w hrabstwie San Bernardino, stanie Kalifornia. To właśnie tu, we wrześniu 1978 roku, na świat przyszedł Jared Michael Negrete, Amerykanin o hiszpańskim pochodzeniu, syn Lindy i Felipe. Chłopiec miał czarne włosy i brązowe oczy, nosił okulary, a na prawym policzku miał niewielkie znamię. Wraz z rodziną mieszkał w El Monte. W wieku 12 lat miał ok. 157 cm wzrostu i ważył 68 kg. Jego wujek mówił, że Jared zawsze miał przy sobie jakieś smakołyki. W 1991 roku uczęszczał do ósmej klasy. Należał do oddziału harcerzy El Monte nr 538, która na dzień 19 lipca miała zaplanowaną nocną wycieczkę górską. Z informacji które znalazłam, typ jego oddziału zrzesza chłopców w wieku od 10,5 do 18 lat. Pastor miejscowego kościoła, który sponsorował jeden z oddziałów harcerzy El Monte, mówił o chłopcu, że “był nieśmiały, miał delikatną nadwagę i pozwalano mu pozostawać nieco w tyle za innymi”.

    Szczyt, na który chcieli wejść, nosi nazwę San Gorgonio Mountain. Jest to najwyższy szczyt (3506 m.n.p.m.) zarówno pasma górskiego San Bernardino, grupy pasm górskich Tranverse Ranges i generalnie najwyższy szczyt w Południowej Kalifornii, znajdujący się w obrębie parku narodowego San Bernardino National Forest. Droga na szczyt zajmuje ok. 27,4 km. Gdyby ktoś był zainteresowany, tu można obejrzeć relację z wejścia na ten szczyt w sezonie letnim: (https://www.youtube.com/watch?v=VOcWOkLLe5k)[youtube.com]

    19 lipca 1991 roku był piątkiem, w który grupa sześciu harcerzy (jedno źródło podaje liczbę czternastu, jednak w pozostałych miało być ich 6) miała odbyć nocną wycieczkę na szczyt. Dla Jareda Negrete miała to być pierwsza tego typu wyprawa. Prowadził ich i zarówno nadzorował tylko jeden dorosły, dowódca Dennis Knight, miał on być bardzo doświadczony we wspinaczce. Zarządzał oddziałem nr 538 od prawie 5 miesięcy, ale w harcerstwo był zaangażowany od 15 lat.

    Chłopiec tego dnia ubrany był w zielone spodnie harcerskiego typu, taką samą brązową koszulkę i wysokie trampki. Oczywiście miał ze sobą plecak z jedzeniem, niebieski bidon i aparat fotograficzny. Nie wiadomo, czy tego dnia miał przy sobie mapę i kompas.

    Grupa rozpoczęła wyprawę w obozie Tahquitz. (https://i.imgur.com/VhiF4Mc.png)[Zdjęcie]. Jared w trakcie wycieczki robił zdjęcia krajobrazu. Od pewnego momentu, chłopiec z powodu swojej wagi miał trudność by dotrzymywać kroku kolegom, być może pozostali chłopcy prześcigali się we wspinaczce. Na ok. 300 metrów od szczytu Jared był zbyt zmęczony by kontynuować drogę na górę. Około godziny 18 inna grupa turystów zauważyła Jareda, który był w tyle za swoją grupą. Na czele grupy widzieli dowódcę, Dennisa Knighta.

    Zgodnie z większością źródeł, mężczyzna podjął decyzję, że każe chłopcu pozostać na trasie, ruszy dalej z pozostałymi harcerzami i po prostu zabiorą go ze sobą, gdy będą już schodzić. Od tego momentu, wydarzenia aż do zejścia grupy nie są znane.

    Kiedy jego grupa wróciła do miejsca, w którym go pozostawili, Jareda już tam nie było. Knight zrozumiał, że chłopak musiał się zgubić. Odprowadził pozostałych 5 harcerzy do obozu, z którego wyruszyli i od razu wyruszył na 8-kilometrową wspinaczkę w ciemności, by wezwać pomoc.

    Zastępcy szeryfa hrabstwa San Bernardino zarządzili poszukiwania chłopca, w których wzięli udział razem z ekipami poszukiwawczymi i ratunkowymi, przybyłymi nawet z Sierra Madre. (https://i.imgur.com/dAPsYXS.png)[Zdjęcie] Obszar poszukiwań Jareda obejmował około 210 km². Na wysokości 3 kilometrów znaleziono odciski butów pasujące do trampków chłopca. Z tego powodu, w poniedziałek obszar poszukiwań skupiał się już na 10 km². Tego dnia co najmniej 70 funkcjonariuszy poszukiwało chłopca i kolejnych śladów, również z powietrza i konno. Nie znaleziono jednak nic nowego, a więc o zmierzchu wstrzymano poszukiwania i postanowiono je wznowić o świcie następnego dnia. Temperatura w tamtym okresie i miejscu była niska, wynosiła ok. 10°C, a w wyniku niedawnych burz w górach można było znaleźć wodę. Na dzień 22 lipca, czyli opisywany poniedziałek, władze wierzyły, że Jared był w stanie przetrwać.

    W środę ekipy poszukiwawcze wciąż odnajdywały nowe ślady chłopca, były one pozostawione około 5 km od miejsca, w którym ostatni raz go widziano. Część znalezionych śladów określono jako “The Switchback” - chłopiec zapewne pozostawił te odciski kiedy zawrócił.

    Ludzie w szczególności skupili się na przeszukiwaniu gęstego terenu chaparralu (wikipedia: zimozielona formacja roślinna [...] przypominającą wyglądem makię; tworzą ją głównie twardolistne rośliny krzewiaste). (https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/93/Chaparral1.jpg/1024px-Chaparral1.jpg)[Zdjęcie] Teren z pewnością należał do trudnych - 27 amerykańskich marines, którzy przemierzali teren i tropili chłopca z dwoma psami, mieli trudności w przemierzaniu okolicy z powodu gęstej roślinności i niestabilnego, kamiennego podłoża. Łatwo było się ześlizgnąć. Pod koniec dnia obszar przeszukiwało 130 wolontariuszy.

    Dennis Kight podał do oficjalnych władz zarządzających harcerstwem, że widział jak chłopiec zmaga się z dotrzymaniem tempa grupy i pozostaje coraz to bardziej w tyle. Uznał wtedy, że lepiej będzie, jeśli nie wróci się po Jareda, a poprowadzi pozostałych na szczyt tempem, którym już szli. Rodzice chłopaka, Linda i Felipe, od początku akcji poszukiwawczej mówili, że nie żywią urazy do Knighta. Nie winili go za to, co się stało, spotkali się z nim nawet w jego domu.

    27 lipca, po tygodniu poszukiwań wiedziano już, że odciski butów nigdzie nie prowadzą. Akcja w dalszym ciągu trwała, a obszar obejmował 72,5 km², a przeczesywało go 150 wolontariuszy. Wciąż wierzono, że chłopak żyje. W tym czasie Linda Negrete miała chwile słabości, w których pytała się Boga, czy dalej powinna mieć nadzieję. Bardzo ciężko przeżywała tę sytuację, jednak uznała, że wierzy zarówno w Boga jak i w Jareda. Jego szkolni koledzy wspominali teraz jak kiedyś Jared czytał książkę o dwójce nastolatków, którzy zgubili się w górach. Rozmawiali z nim o tym co oni by zrobili, gdyby to spotkało ich. Pozostała rodzina Jareda, wujostwo i kuzynostwo, również udzielało się w rozmowach z dziennikarzami. Wujek chłopaka, Ramon, usłyszał od rodzica jednego z pozostałych harcerzy, że podczas wycieczki ktoś zaproponował wyścig na samą górę. Jego zdaniem to nie on odszedł, a po prostu go wystawili.

    Okazało się, że Knight naruszył zasady panujące w harcerstwie. W wycieczce powinna wziąć udział dwójka dorosłych, czego nie dopilnował, oraz nie złożył do zarządu harcerstwa opisu zaplanowanej wyprawy. Panowała i panuje również zasada, że to najpowolniejsza osoba ustala tempo wycieczki, która również została zignorowana. Linda i Felipe wciąż wspierali Dennisa, mówili, że być może Jared musiał się zatrzymać, zawiązać sznurówkę i wtedy się oddzielił.

    Ślady butów Jareda wskazywały na to, że zmierzał w dół po zboczu, przypuszczano że przemieszczał się w panice. W piątek jednak stracono trop.

    Po ośmiu dniach poszukiwań, wolontariusze natrafili na nielegalną plantację marihuany o łącznej wartości ponad 100 tys. USD, w związku z którą natychmiast wezwali władze. W internecie można natrafić na teorie, że Jared natrafił na dealerów.

    29 lipca ekipa poszukiwawcza natrafiła na jego aparat. Były tam również opakowania po cukierkach i beef jerky, przekąsce z suszonej wołowiny. Na rolce aparatu znajdowało się 12 zdjęć, większością z nich były wspomniane wcześniej krajobrazy, jednak ostatnie było zdjęciem samego Jareda. (https://i.imgur.com/ajT8Il7.png)[Zdjęcie] Było zrobione w ciemnościach, z użyciem lampy błyskowej. Obejmuje fragment twarzy chłopaka, co można wytłumaczyć jego tuszą - nie był w stanie trzymać aparatu dalej. Przypuszcza się, że zrobił to zdjęcie po swoim zaginięciu. Wujkowie chłopaka zakładali, że musiał stracić aparat zbiegając po zboczu do wody. Zdaniem starszego zastępcy szeryfa zgubił urządzenie pierwszego lub drugiego dnia zaginięcia. W poszukiwania wdrożono również kamery z czujnikiem, które zamontowano w miejscach w których podejrzewano, że Jared mógłby się przemieszczać. Uchwyciły one jedynie zwierzęta. Wiara w przeżycie chłopca malała.

    Linda Negrete także chciała przyczynić się do poszukiwań, kilka razy wzięła udział w przelocie helikopterem nad obszarem poszukiwań (https://i.imgur.com/dwV5Jxd.png)[Zdjęcie]. Prosiła wtedy, by wyszedł z miejsca, w którym się ukrywa, a ci ludzie nie są obcymi, tylko osobami, które chcą mu pomóc i przyprowadzić do domu. Razem z mężem miała nadzieję, że ich syn nadal żyje, ale określili siebie jako realistów. Linda również spekulowała, że być może Jared by schronić się przed zimnem i upałem ukrył się w głębokim wąwozie, ale wówczas był zbyt przestraszony, żeby z niego wyjść.

    Zarząd harcerstwa wszczął śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez Knighta, który od czasu do czasu brał udział w poszukiwaniach chłopaka. Świadek w sprawie zaginięcia zeznał władzom, że inna grupa wycieczkowiczów widziała Jareda i planowała zabrać go ze sobą w drodze na dół.

    31 lipca deszcz utrudnił poszukiwania. Helikoptery nie były w stanie zabrać poszukiwaczy w skomplikowany obszar poszukiwań. Starszy zastępca szeryfa hrabstwa San Bernardino mówił, że niemalże już przeszukali cały obszar. Do poszukiwań dołączyło 100 marines.

    1 sierpnia odnaleziono bidon chłopca. Szanse na przeżycie oceniano wtedy na “dużo mniej niż zero”. 4 sierpnia poszukiwacze stracili nadzieję i pojawiła się teoria, że Jared został zasypany przez lawinę. Biuro szeryfa wzięło pod uwagę, że mógł paść ofiarą przestępstwa, jednak nie było żadnych tropów wskazujących na to. Poszukiwania wstrzymano.

    Łącznie w poszukiwaniach wzięło udział ponad 2000 ludzi, 44 z nich doznało kontuzji, między innymi udaru cieplnego, skręconych kostek i choroby wysokościowej. Jeden mężczyzna ześlizgnął się na koniu, w wyniku czego zwierzę straciło zęby i oko.

    Rodzina w tym momencie była przekonana, że Jared dostał paranoi i dlatego ukrywa się przed ludźmi. Felipe skontaktował się nawet z prezydentem Georgem Bushem, by pomógł w poszukiwaniach ich syna. Chcieli wznowienia poszukiwań, a w listopadzie wynajęli prywatnego detektywa.

    Rodzina Negrete wyprowadziła się z El Monte do Walnut i adoptowali dwójkę dzieci.

    W 2001 roku, 10 lat po zaginięciu Jereda, w tym samym miejscu zaginął 16-letni William Parvern. Felipe Negrete bardzo zaangażował się w poszukiwanie chłopaka i wspieranie jego rodziny. Po 4 dniach, William trafił na drogę, na której spotkał kierowcę i został uratowany.

    Źródła:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Disappearance_of_Jared_Negrete
    http://www.micro-mono.com/docs/boyscout.pdf
    https://www.strangeoutdoors.com/mysterious-stories-blog/2017/11/22/jared-negrete
    https://pl.wikipedia.org/wiki/San_Gorgonio_Mountain
    https://www.latimes.com/archives/la-xpm-1991-07-30-me-184-story.html
    https://www.latimes.com/archives/la-xpm-2001-aug-09-me-32311-story.html
    https://www.latimes.com/archives/la-xpm-2001-aug-10-mn-32709-story.html

    #kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy
    pokaż całość

  •  

    #kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

    #1 Historia Mary Vincent

    O dzieciństwie dziewczyny nie znalazłam zbyt wiele informacji - Mary Vincent przyszła na świat w Las Vegas w roku 1963. Jej rodzice pracowali w kasynach - ojciec zajmował się naprawą maszyn, a matka była krupierką, czyli prowadziła gry hazardowe.
    Jako nastolatka, dziewczyna była opisywana jako osoba naiwna i buntownicza. Powodem tego był fakt, że omijała zajęcia w szkole, robiła sobie makijaż i zdarzało się jej uciekać z domu. Kiedy jednak pojawiała się w szkole, z nauką radziła sobie dobrze. Jej zamiłowaniem był taniec, do którego miała duży talent. Wtedy też małżeństwo jej rodziców zaczęło chylić się ku rozpadku.
    Pewnego lata uciekła razem ze swoim chłopakiem. Lato to spędzili w Sausalito, Kalifornii, dopóki władze nie oskarżyły chłopaka o gwałt na nieletniej i zatrzymały.
    Po tym wydarzeniu Mary wróciła do rodzinnego Las Vegas, jednak we wrześniu 1978 roku, w wieku 15 lat, postanowiła znów uciec Jej rodzice przechodzili wtedy rozwód.
    Mary sypiała w aucie swojego chłopaka i przemieszczała autostopem, czasem zatrzymując się u swojego wujka w Soquel, Kalifornii. To właśnie on widział ją po raz ostatni przed dramatycznym zdarzeniem.
    Według pewnych źródeł, dziewczyna chciała dostać się do Los Angeles - rozwód rodziców źle na nią wpływał i chciała odciąć się od tego, pobyć sama. Według innych, chciała pojechać do dziadka mieszkającego w Coronie.
    29. września, Mary Vincent łapała autostopa na poboczu drogi w Berkeley razem z innymi ludźmi. Pierwszym, który się zatrzymał był kierowca niebieskiego vana. Mężczyzna zaoferował podwiezienie jedynie Mary, tłumacząc to brakiem miejsca dla wszystkich. Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie do dziewczyny i powiedział, że jego córka jest w jej wieku. Choć zmierzał w kierunku Reno, powiedział jej, że z chęcią zmieni kierunek na Los Angeles. Pozostali autostopowicze próbowali odwieść dziewczynę od podróży z nim, przemówić jej do rozsądku. Mieli co do tego złe przeczucie, tak jak i sama Mary, jednak nastolatka, jak twierdziła, była już zmęczona - zarówno fizycznie i psychicznie. Była również przekonana, że sama potrafi o siebie zadbać. Z tego powodu postanowiła zignorować swoje przeczucia i ostatecznie zaakceptowała ofertę.
    Kierowcą vana był Lawrence Singleton, 51-letni mężczyzna urodzony w 1927 roku. Singleton w przeszłości był marynarzem na statku handlowym. Jego życie osobiste można określić jako chaotyczne - dwukrotnie ożeniony i dwukrotnie rozwiedziony, przy czym do drugiego rozwodu doszło na niedługo przed wydarzeniami. Miał jedno dziecko, nastoletnią córkę, z którą nie utrzymywał dobrych relacji - bez przerwy dochodziło między nimi do sprzeczek. Według osób które go znały miał ciężki charakter i był mizoginem (definicja sjp.pl: mężczyzna odczuwający wstręt do kobiet). Nadużywał alkoholu, a w przeszłości był także skazany za podanie go nieletniej.
    Z wyglądu Singleton nie wzbudzał jednak żadnych podejrzeń - ludzie opisywali go jako mężczyznę o aparycji dziadka, z miłą twarzą i brzuchem, który żartobliwie określa się jako piwny.
    Kiedy już jechali, Mary zapaliła papierosa i kichnęła. Singleton wyciągnął rękę i spróbował ją do siebie przyciągnąć (według innych źródeł złapać szyję), mówiąc, że chce jedynie sprawdzić, czy jest chora. Dziewczyna w reakcji odsunęła się w stronę drzwi, poza jego zasięgiem i kontynuowali jazdę. W pewnym momencie przystanęli przed jego domem w San Francisco. Mężczyzna chciał wziąć trochę prania, które dziewczyna pomogła mu wnieść do vana i ruszyli dalej. Singleton zaczął pić alkohol z kartonu po mleku. Ludzie znający go mówili, że jako trzeźwy był miłym człowiekiem, jednak po alkoholu przestawał być sobą.
    Droga do Los Angeles wciąż była daleka. Być może to w połączeniu z jej zmęczeniem i brakiem podejrzeń co do kierowcy sprawiło, że Mary pozwoliła sobie zasnąć.
    Nie wiadomo jak długo trwał jej sen, jednak po wybudzeniu dziewczyna zorientowała się, że nie jadą już w ustalonym kierunku, a z powrotem do Nevady. Przestraszona i zezłoszczona, złapała leżący obok, ostro zakończony kawałek drewna i kierując go w jego stronę zażądała, by zawrócił na trasę do Los Angeles. Singleton spokojnie przeprosił i powiedział, że przez przypadek musiał źle zjechać. Mary wierzyła, że mówi szczerze. Mężczyzna znalazł sposób, by zawrócić auto i kontynuowali jazdę. Singleton w pewnym momencie stwierdził, że musi się załatwić, jednak nie wytrzyma do następnej stacji benzynowej. Kiedy już auto stanęło, oboje wyszli z niego w celu rozprostowania nóg. Mary rozwiązała się sznurówka, a gdy schyliła się by ją zawiązać, Singleton zakradł się od tyłu i uderzył ją w głowę. Jedne źródła podają, że było to uderzenie młotkiem, inne, że uderzał jej głowę pięściami, aż nie upadła. Następnie zmusił ją do oralnego seksu. Miał wtedy wrzeszczeć “nie krzycz, albo inaczej cię zabiję”. Powlókł jej ciało na tyły auta i po wrzuceniu jej do środka związał ręce nastolatki. Mary została brutalnie zgwałcona, także analnie. Po zgwałceniu nastolatki, Singleton ponownie prowadził auto. Wjechał na drogę kanionu Del Puerto, zatrzymał się i uwolnił jej ręce. Rozkazał nastolatce wypić wspomniany wcześniej alkohol. Mary cały czas błagała, by przestał i ją uwolnił. Mężczyzna zgodził się na to pod warunkiem, że będzie robić to, co jej rozkaże. Znów zaczął gwałcić dziewczynę, co doprowadziło do utraty przytomności. Nie trwało to długo. Po przebudzeniu, Singleton nakazał Mary położyć się na poboczu. Miał wtedy powiedzieć: “Chcesz być wolna? Uwolnię cię”, po czym poszedł wyjąć coś z auta. Był to topór. Pomimo wszystkiego co wcześniej ją spotkało, nastolatka była w pełni świadoma co się dzieje w chwili, w której przycisnął ją krzyczącą do ziemi i odrąbał oba przedramiona. Zepchnął krwawiącą i zszokowaną dziewczynę z wysokości 10 metrów i powiedział: “Teraz jesteś wolna”. Singleton stwierdził, że dziewczyna teraz umrze i nikt nie odnajdzie jej ciała.
    Kiedy dziewczyna doszła do siebie na tyle, na ile było to możliwe, wetknęła okaleczone, obficie krwawiące ramiona w piach, by pokrył on jej rany. Liczyła na to, że zmniejszy to utratę krwi. Podniosła się i zaczęła podążać za odgłosem niedalekiej autostrady, cały czas trzymając ramiona w górze, by, jak to zapisano w dokumentach, “nie wydostały się mięśnie i krew”. Kiedy Mary dotarła na górę, pewna dwójka ludzi jadąca drogą zauważyła ją idącą wzdłuż. Zaczęli zwalniać, ale kiedy dobrze dostrzegli ten dramatyczny obraz przyspieszyli i zignorowali dziewczynę, pozostawiając ją bez pomocy. Dopiero rankiem spotkała kolejnych ludzi. W zależności od źródła, były to dwie kobiety lub para w trakcie miesiąca miodowego. Fakt, że napotkali Mary był szczęśliwym przypadkiem - znajdowali się na tej drodze wyłącznie dlatego, że się zgubili. Pomimo stanu, do którego ją doprowadzono, jedyne co nastolatka im powiedziała to: “on mnie zgwałcił”. Dali jej ręczniki i pomogli wsiąść do auta, a następnie odwieźli na pobliskie lotnisko i wezwali karetkę.
    Mary została poddana natychmiastowej pomocy. By uratować pozostałości jej ramion, lekarze musieli pozyskać części z jej nogi, w wyniku czego Mary już nigdy nie była zdolna do tańca. Kiedy była w stanie rozmawiać, podała rysopis sprawcy, Lawrence’a Singletona. Był on bardzo dokładny, ponieważ niedługo po tym sąsiad mężczyzny rozpoznał go i zgłosił to policji.
    Kiedy doszło do zatrzymania sprawcy, Singleton zaczął kłamać i wymigiwać się z odpowiedzialności. Zeznał między innymi, że Mary była prostytutką (nazwał ją “$10-a-night-whore) i on nic jej nie zrobił, ale w jego aucie był jeszcze jeden pasażer, który dopuścił się tych zbrodni. Powiedział również, że nastolatka szantażowała go wezwaniem policji i oskarżeniem o gwałt, gdyby jej nie podwiózł.
    Zanim Mary zaczęła zeznawać przed sądem, przygotowano dla niej protezy. Radzenie sobie z niepełnosprawnością było dla niej dużym wyzwaniem, do tego doszły problemy psychiczne takie jak trauma i zespół stresu pourazowego. W późniejszym czasie zmagać będzie się również z anoreksja.
    Proces Singletona zakończył się w sposób, który z pewnością wszystkich zawiódł. Oskarżony o porwanie, spowodowanie kalectwa, usiłowanie morderstwa, gwałt, dostał on maksymalny wymiar kary, którym było… 14 lat więzienia. W trakcie procesu jedyny sposób w jaki Mary go nazywała to “mój oprawca”. Sam sędzia powiedział, że gdyby było to możliwe, skazałby go na dożywotnie więzienie. Już po zasądzeniu kary Singleton znów kłamał, jakoby wszystkiemu winien miał być inny autostopowicz. Sędzia nakazał, by mężczyzna zapłacił Mary ponad 2,5 mln dolarów. Był on jednak bezrobotny i jedyne oszczędności, które posiadał, to 200 dolarów. Było to wszystko, co dostała.
    Singleton podczas odbywania wyroku został uznany za dobrze sprawującego się więźnia, dzięki czemu karę zakończył po 8 latach i 4 miesiącach.
    W roku 1996 popełnił morderstwo prostytutki.

    Źródła: panicamongus.com morbidology.com/ ranker.com latimes.com nytimes.com

    #kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy
    pokaż całość

  •  

    Mirabelki i Mirki, po nadspodziewanie ciepłym przyjęciu poprzedniego mojego filmu, popełniłem kolejny. Jako, że mamy dzisiaj dokładnie sześćdziesiątą rocznicę tych wydarzeń, na tapet trafiła tragedia na Przełęczy Diatłowa

    Sześćdziesiąt lat temu, na przełomie stycznia i lutego, gdzieś na Uralu zaginęła dziewięcioosobowa grupa turystów. Poszukiwania z początku leniwe, szybko nabrały tempa, gdy sprawą zainteresowały się sowieckie władze. Pod koniec lutego pierwsi członkowie wyprawy zostali znalezieni – martwi. Wszystko wskazywało, że z jakiegoś powodu byli zmuszeni opuścić namiot wycinając się z niego, a pozbawieni schronienia zamarzli na śmierć. Gdy na wiosnę odkryto pozostałe ciała, to co odkryli śledczy zdumiało ich. Ciała nosiły ślady ciężkich urazów, przywodzących na myśl obrażenia ofiar wypadków samochodowych. Dodatkowo ubrania na ciałach wykazywały wysoką promieniotwórczość. Gdy to odkryto, sprawa została natychmiast zamknięta. Mimo upływu sześćdziesięciu lat, wydarzenia na zboczach Chołatczachl wciąż pozostają niewyjaśnioną tajemnicą. Wyniki oficjalnego śledztwa są niewystarczające, a efekty śledztw dziennikarzy niepewne. Czy dziś, mimo setek teorii jesteśmy w stanie dociec, co tak naprawdę wydarzyło się w okolicy przełęczy, którą później nazwano Przełęczą Diatłowa? Na to pytanie spróbuję odpowiedzieć w tym, zdecydowanie zbyt długim (i jednocześnie zbyt krótkim), filmie.

    Link

    Jeżeli ktoś z was uzna, że film warto dodać jako znalezisko, to proszę śmiało. Reklamowanie własnych treści jest w wykopalisku raczej traktowane jako spam, więc tego nie zrobię, ale jeżeli ktoś z was to zrobi to będę kryty (i wdzięczny) :>

    #youtube #qualitycontent #tworczoscwlasna #ciekawostki #kryminalistyka #kryminalnesprawy #przeleczdiatlowa
    pokaż całość

  •  

    Hej Mirabelki i Mirki. Po kilku latach tworzenia filmów z gier dla garstki widzów i vlogów bez ładu, składu, i scenariusza, popełniłem taki film:

    Zaginięcie Lisanne Froon i Kris Kremers
    https://www.youtube.com/watch?v=F439YYteu_k

    Historia na wykopie znana, zresztą na Mirko pierwszy raz o niej przeczytałem z dwa lata temu. Zaintrygowała mnie na tyle, że od tamtej pory zbierałem informacje, badałem źródła i analizowałem wszystko, co znalazłem. Kilka miesięcy temu zacząłem przekuwać to w krótki, "mroczny" film na Halloween dla mojej skromnej grupy widzów. Już po paru tygodniach okazało się, że tekst ma 21 stron a4, a liczba obrazów idzie w dziesiątki, jeśli nie setki. Koniec końców film ma prawie godzinę i 20 minut. Moje jebane Opus Magnum.

    Przed publikacją podesłałem film kilku osobom. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że to pierwszy mój naprawdę ciekawy film, i że obejrzeli w całości, mimo że niektóre moje kilkuminutowe są dla nich nie do przebrnięcia. Ba! Jednemu nawet się wymsknęło, że ogrom pracy i jakość skończonego dzieła kwalifikuje to do wykopowego tagu #gruparatowaniapoziomu. I że to chyba pierwszy mój film, który naprawdę warto podać dalej. No to podaję - oglądajcie. Źródła i informacje w opisie.

    Nic nie stoi na przeszkodzie, abyście zapoznali się z resztą kanału, jednakże skoro przez 7 lat zgromadziłem zaledwie 2k subów to albo tworzę niszowy, albo nijaki content, mam nadzieję że ten film przełamię tę passę.

    Pochwały mile widziane, konstruktywna krytyka również, ale pamiętajcie, że jestem amatorem, generalnie nie mam wielkiego pojęcia o kręceniu i montażu :P

    #youtube #qualitycontent #tworczoscwlasna #ciekawostki #kryminalistyka #kryminalnesprawy #panama
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów