•  

    167-1=166
    Tytuł: Czas pogardy
    Cykl: Wiedźmin Geralt z Rivii (tom 4)
    Autor: Andrzej Sapkowski
    Gatunek: fantasy
    Ocena: 8/10
    ★★★★★★★★☆☆
    Recenzja trzeciego tomu

    Do tej pory to chyba mój ulubiony tom, a następny będzie jeszcze lepszy sądząc po tym co się działo. A działo się dużo więcej niż początkowo sądziłem.

    Sam początek był dość nudnawy. Został on opowiedziany z perspektywy królewskiego gońca, ale na szczęście dość szybko się okazało, że ta postać ze względu na zaistniałe okoliczności nie będzie mnie dłużej sobą męczyć. Dopiero pojawienie się Geralta poprawiło sytuację.

    Ta część skupiła się w dalszym ciągu na poszukiwaniach Ciri przez Nilfgaardczyów. Kolejnym ważnym wątkiem okazała się dość wielowymiarowa intryga pomiędzy czarodziejami oraz Królestwami Północy i Nilfgaardem, która burzy plany Yennefer odnośnie Cirilli. Akcja po nieudanym początku szybko nabiera tempa i właściwie ciągle się coś dzieje. Punktem kulminacyjnym okazał się bankiet czarodziejów w położnej na wyspie akademii dla czarodziejek – Aretuzie. Nieoczekiwanie Cirilla znika i nikt nie wie gdzie się podziewa.

    Zakończenie o dziwo było dużo ciekawsze niż w poprzednich tomach. Ciri po ciężkiej przeprawie staje się częścią pewnej bandy kolorowych ptaków, będącej solą w oku dla miejscowych władz. Jestem bardzo ciekawy nowych postaci i liczę, że staną się oni głównym tematem w następnej odsłonie cyklu.
    #bookmeter #wiedzmin #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1590648223795.webp

  •  

    #fantazmaty #literatura #ksiazki #ebooki #ebook #fantastyka #czytajzwykopem #ksiazka #kryminalne

    Mircy i Mirabelki, tym razem nasza dziewiąta i urodzinowa premiera była jak hiszpańska inkwizycja: nikt się jej nie spodziewał!

    Zapraszamy do znaleziska!
    pokaż całość

  •  

    173-1=172
    Tytuł: Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa
    Autor: Haruki Murakami
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: 10/10
    ★★★★★★★★★★

    Historia opowiada o tytułowym Tsukuru Tazakim, porzuconym z niewiadomego dla niego powodu przez najbliższych przyjaciół z lat licealnych. To wydarzenie popycha go na skraj życia i niewiele brakuje żeby odszedł. Jednak on się podnosi i odradza w nowej formie.

    Książka zaczyna się od ukazania nam protagonisty w chwilach największego życiowego dołku by następnie przedstawić nam zarys jego dawnej czwórki przyjaciół. Na początku historia jest pokazana z dwóch linii czasowych: lat studenckich i dorosłego życia by następnie skupić się już w całości na teraźniejszości. Nasz protagonista w wielu 36 lat poznaje Sarę, która widzi wciąż niezabliźnione rany na jego psychice i namawia go żeby rozprawił się z przeszłością. Doprowadza to do konfrontacji z trójką z nich, co faktycznie przynosi mu wewnętrzny spokój ducha.

    Zakończenie – mimo że dla mnie niepełne – to wielce satysfakcjonujące. Widać, że w Tsukuru pozostaje strach przed zostaniem odrzuconym (również ze względu na stratę innej ważne dla niego osoby z lat studenckich) i bardzo mi go żal z tego względu. Chciałbym wiedzieć co wyniknie po jego rozmowie z Sarą. Mam nadzieję, że wszystko skończy się szczęśliwie. Trochę zacząłem się z nim utożsamiać, choć nie jestem nawet w połowie jego drogi.

    Postacie będą już chyba nieodzownie w moim mniemaniu najlepszym elementem książek Murakamiego. Jestem już pewny, że nieprędko zapomnę o Tsukuru Tazakim. Każda postać w książce była doskonale skonstruowana. Nigdy wcześniej nie myślałem o kimś tak żarliwie, jak o postaciach z tej książki.

    Dla mnie jest to książka o destruktywnej sile kłamstwa na życie innych, o tym jak bardzo potrzebna jest szczerość pomiędzy ludźmi oraz w mniejszym stopniu o problemach z samooceną, strachem przed odrzuceniem, miłości i przyjaźni. Ta książka uświadomiła mi, że ludzie mogą mieć o mnie lepsze zdanie niż myślę i zbyt bardzo się tym przyjmuję.
    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1590483328282.webp

  •  

    Maj z racji miękkiego lockdownu przyniósł mi sporo czasu na słuchanie i czytanie, więc dzielę się tym, co udało mi się w tym miesiącu przerobić. Część z tych książek opisywałam już pod # nonfiction, część nie, więc jeżeli ktoś z Was szuka inspiracji do tego, za co się zabrać w czerwcu, to serdecznie zapraszam do sprawdzenia mojego posta ᶘᵒᴥᵒᶅ

    Jak ktoś jest zainteresowany kolejnymi wpisami, to będę je tagować #poczatkujaca

    #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #zainteresowania #blog #literatura i trochę #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: IMG_20200526_101755.jpg

  •  

    177-1=176
    Tytuł: Krew Elfów
    Cykl: Wiedźmin Geralt z Rivii (tom 3)
    Autor: Andrzej Sapkowski
    Gatunek: fantasy
    Ocena: 8/10
    ★★★★★★★★☆☆
    Recenzja drugiego tomu

    Poraz kolejny pozytywnie się zaskoczyłem. Moje wątpliwości co Ciri okazały się błędne i szczerze się cieszę, że ten tom skupił się przede wszystkim na niej. Została jedną z moich ulubionych postaci. Yennefer również trochę bardziej polubiłem

    Książka zaczyna się od koszmaru u Cirilli by następnie przenieść nas na koncert najsłynniejszego znanego nam poety w wiedźmińskiej sadze. Bardzo spodobał mi się klimat tego drugiego wydarzenia. Praktycznie wszystkie wydarzenia w tej części mają jeden punkt wspólny w postaci Ciri, nawet gdy nie jest ona bezpośrednio częścią akcji. Mi najbardziej przypadła do gustu wyprawa Geralta, Ciri i pewne chorej czarodziejki wraz karawaną krasnoludów. Dowiadujemy się dużo od konflikcie jaki narasta w Królestwach Północy między ludźmi, a elfami i innymi starszymi rasami w obliczu zagrożenia ze strony Nilfgaardu.

    Zakończenie opowiada nam o relacjach pomiędzy Ciri, a Yennefer. Tak jak w poprzednich tomach jest ono raczej mało spektakularne, co samo w sobie nie jest złe, bo nie czuję silnej potrzeby sięgnięcia po następny tom. Informacje jakie zebraliśmy przed zakończeniem dają nadzieję, że następny tom nie będzie wcale gorszy niż poprzednie.
    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1590410042373.webp

  •  

    #fantazmaty #literatura #ksiazki #ebooki #ebook #fantastyka #czytajzwykopem #ksiazka #kryminalne

    Dziewiąta publikacja Fantazmatów (urodzinowa) będzie trochę mniej fantastyczna, ale tylko dosłownie. Tym razem, Mirki i Mirabelki, prezentujemy teksty kryminalne. ( ͡º ͜ʖ͡º) Premiera: już niedługo!

    Autorka okładki: Helena Wystrasz, typografia: Kamila Dankowska
    pokaż całość

    źródło: okladka_gotowa_01.jpg

  •  

    Według Davida Hume ciemność jest cierpieniem umysłu - a skoro ciemność (brak wiedzy) jest cierpieniem, to wiedza powinna być przyjemnością. I jak mówi bohater dzisiejszej edycji #nonfiction, ks. prof. Michał Heller, tak właśnie jest - tych, którzy to wiedzą, nie trzeba o tym przekonywać, a tych, co żyją w nieustannej ciemności, nic nie przekona. Czy więc samo uczenie się sprawia nam przyjemność? Nie zawsze - i od samego tego aktu nie powinniśmy wymagać wywoływania w nas jakiegoś rodzaju ekstazy czy przyjemności rozumianej w tej samym sensie, jak ta, którą odczuwamy w trakcie nieco mniej wymagających czynności. Przyjemnie jest za to coś wiedzieć, bo wiedza ta wpływa na nasze życie, nasze zachowanie i poglądy, a jednocześnie pozostaje w pewnym sensie w uśpieniu, gotowa do ujawnienia się wtedy, kiedy jej potrzebujemy. Wykonanie pracy polegającej na zdobywaniu - i zrozumieniu - informacji pomaga nam widzieć świat w innym świetle, zmienia naszą hierarchię wartości, a znalezienie odpowiedzi na niektóre pytania odkrywa przed nami kolejne - często ciekawsze, piękniejsze i bardziej ekscytujące. To nie jest jednak tak, że proces zdobywania wiedzy nigdy nie jest przyjemny sam w sobie - podejrzewam, że wiele z nas doświadczyło momentów “flow” podczas odkrywania nowych faktów i łączenia ich ze sobą - a jeżeli wiemy, co chcemy osiągnąć, to wykonanie każdego kroku prowadzącego nas do tego celu będzie czyniło nas szczęśliwszymi.

    Czy “przeciętny Polak” może więc wyciągnąć jakąś lekcję z książki, która dedykowana jest osobom planującym karierę naukową? Cytując klasyka - jeszcze jak! ( ͡° ͜ʖ ͡°) Sama się do takich osób zaliczam, ale zainteresowana od jakiegoś czasu tematem samego uczenia się sięgnęłam po jedną z najnowszych książek Hellera, w której rozpracowuje on techniki, etykę oraz motywacje niezbędne w roli ucznia.

    Co więc jest konieczne, aby podjąć się takiej pracy i prowadzić ją efektywnie? Niekoniecznie jest to talent - a przynajmniej nie jest to warunek niezbędny i wystarczający do tego, aby prowadzić swoją pracę w sposób twórczy. Dobre zdolności połączone z etyką pracy i chęcią rozwijania się znaczą dużo więcej, niż geniusz zostawiony samemu sobie.

    Niezbędna jest za to pasja naukowa - rozumiana jako połączenie zainteresowania przedmiotem, znajdowanie przyjemności w badaniu swojego przedmiotu (zarówno z samego procesu badawczego jak i z faktu posiadania odpowiedniej wiedzy), odwaga bycia trochę innym, niż wszyscy w otoczeniu, motywacja do pracy naukowej (od zwykłego for fun do dążenia do poznania prawdy - lub Prawdy), uczestniczenie w nauce jako instytucji, zażyłość z książkami i czasopismami oraz “ślęczenie przy biurku” rozumiane jako spędzanie sporej ilości czasu nad przedmiotem swoich badań.

    Jednocześnie musimy rozwijać w sobie systematyczność, skupienie się na wybranej przez siebie dziedzinie oraz umiejętność pracy z doskoku. Często wpadam w pułapkę tego, że żeby zabrać się za naukę wydaje mi się, że potrzebuję dość długiego czasu na przygotowanie i stworzenie sobie odpowiedniego stanowiska - rozłożenie książek, zapewnienie ciszy, zrobienie kawy i tak dalej. To wszystko oczywiście efektywnej nauce sprzyja, ale jak przekonuje autor - jest strategią nieprzystosowaną do rzeczywistości. Jeżeli nauczymy się pracować w każdych warunkach - i nie musi to być od razu wytężona praca umysłowa, ale na przykład przeczytanie dwóch stron książki w oczekiwaniu na autobus - będziemy w stanie rozwijać się dużo szybciej i efektywniej, niż pracując jedynie wtedy, kiedy i świat i nasze wewnętrzne nastawienie nas do tego zachęca. Ponieważ sama mam z tym poważny problem, fragment, który podkreśliłam i oznaczyłam wykrzyknikiem, brzmi: życie jest pełne nieuniknionych codziennych spraw i jeżeli ktoś nie potrafi ich upchać, żeby pomiędzy nimi stworzyć choćby niewielkie, ale odpowiednio częste dziury, to nigdy nie doczeka się dobrych warunków, mogących z niego zrobić uczonego.

    Czynników, które determinują efektywną pracę naukową jest oczywiście więcej, ale zatrzymam się tutaj - nie chcę streszczać absolutnie wszystkiego, żebyście przypadkiem nie stwierdzili, że samej książki nie ma już sensu czytać. Wręcz przeciwnie - wszystkich Was gorąco chciałabym do tego zachęcić, bo przeczytanie żadnej innej lektury nie dało mi ostatnio tak dużo przyjemności. Składają się na to zarówno język jakiego używa autor, jak i spostrzeżenia, o których pisze - ale po części jest to pewnie również wynik tego, że odpowiada on na pytania, które zajmowały mnie od dłuższego czasu. Samo pisanie o tej książce jest także naprawdę trudne - bo ciężko mi ubrać w słowa coś, co sam autor ubrał już w słowa tak dobrze. Jeżeli nie znacie jeszcze twórczości Hellera, jest to pierwsza jego książka, z którą miałam styczność - i naprawdę gorąco polecam. Nie tylko doktorantom - chociaż dla nich powinna być to lektura obowiązkowa - ale każdemu, kto jest ciekawy świata i na własną rękę uczy się nowych rzeczy o interesujących ją czy jego domenie.

    PS Piszę o uczeniu się na swoim blogu - serdecznie zapraszam!

    PS2 Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się lepiej pisać, stąd też informacja zwrotna bardzo mile widziana!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #nauka #filozofia #rozwojosobisty #gruparatowaniapoziomu #szkola #studbaza #uczsiezwykopem #zainteresowania
    pokaż całość

    źródło: jakbycuczonym.jpg

  •  

    Mirki i Mirabelki. jesteście fantastyczni! Trzy tygodnie temu poprosiłam Was o pomoc dla naszej malutkiej szkolnej biblioteki a Wy po prostu zasypaliście mnie książkami! Wysłaliście paczki z własnymi zbiorami, zamawialiście dla nas książki w antykwariatach i księgarniach. Otrzymałam prawie 300 książek, z których część już stoi na półkach.
    Dziękuję serdecznie użytkownikom:
    @SzczePies
    @growin
    @peanut_whu
    @Popularny_mis
    @znow_nowy_nick
    @kajelu
    @Hasia
    @SzitpostForReal
    @NeuroTC
    @Rudson
    @hipodrom
    i tym, którzy wysłali swoje paczki incognito albo ja ich nie rozpoznałam:)

    Do moich podziękowań włączyły się dzieciaki i nakręciły filmik, który z radością Wam przedstawiam:

    pokaż spoiler #ksiazki, #ksiazka, #czujedobrzeczlowiek, #psy, #pokazpsa, #koty, #pokazkota
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    187-1=186
    Tytuł: Norwegian Wood
    Autor: Haruki Murakami
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: 9/10
    ★★★★★★★★★☆

    Powieść opowiada o losach młodego Toru Watanabe, który kroczy w kierunku dorosłości przez otaczającą go rzeczywistość po samobójczej śmierci najlepszego przyjaciela, Kizukiego.

    Toru idzie na studia i wiedzie zwyczajne studenckie życie, poznając nowych ludzi, uprawiając przygodny seks i zakochując się. No i przy okazji pijąc i paląc w zdecydowanie za dużej dla mnie ilości. To studenckie życie byłoby główną tematyką książki, gdyby nie jego przyjaciółka – Naoko – nie potrafiąca sprostać życiu po śmierci Kizukiego, będącego jej chłopakiem. Dziewczyna trafia do górskiego ośrodka gdzieś w Kioto, gdzie odbywa rekonwalescencje po jego starcie. Między nią, a Toru nawiązuje się skomplikowana romantyczna relacja, będąca trzonem całej historii. Samobójstwo to z pewnością ważny element w książce, ale nie jest on wcale jakoś mocno roztrząsany.

    Postacie to zdecydowanie najlepszy element tej książki. Szczególnie te kobiece. Chciałabym poznać wszystkich tych ludzi bez żadnego wyjątku i zazdroszczę tego naszemu protagoniście. Mimo całej tej sympatii mam wrażenie, że szybko o nich zapomnę, bo zostali oni stworzeni do zapomnienia. Są to ludzie wyróżniający się dla mnie jedynie tym, że ich lubię. Po prostu chciałbym takich przyjaciół. Niestety niepielęgnowana znajomość usycha i zapomina się o niej. Wraz z przeczytaniem tej książki rozpoczął się ten procesor.

    Zakończenie było dla mnie słodko-gorzkie i czuję szczerzę pustkę. Chciałbym żeby Murakami napisał specjalnie dla mnie dalszą część. Z jednej strony cierpię po tej wielkiej stracie dla Toru, ale ta strata popchnęła inną lubianą przeze mnie osobę do ruszenia się z miejsca. Toru również powinien być szczęśliwy.
    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1590156162223.jpg

  •  

    #mandzurfostrzyka #kultura #sztuka
    FICTIONAL TRAILER Mandżuru - powód znany ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #film
    Wielkie piękno (2013) - gdzieś na Mirko został wspomniany, a że Włochy mają wszystko co najlepsze to film wskoczył na topkę rzeczy do obejrzenia. Na bank obejrzę raz jeszcze, bo trochę na raty, trochę bez uwagi oglądałem. Zasadniczo mam jedno zastrzeżenie: film wydaje się być nieco za szybki a wystarczyłoby trochę srebrnej taśmy na usta i nieco lenistwa w obiektywie.
    Tak po krótce: kolejny człowiek, który zobaczył, że nikt nie wie dokąd zmierzamy i wszyscy odpierdalamy jakieś fikołki, ale dobrze to wiedzieć i dać sobie trochę luzu. Wiadomo, jak się jest sławnym i bogatym to już w ogóle można, ale samoświadomość jednak pokazuje parter z małej odległości. Włoszki, Sztuka, Absurd, Wisizm

    Honeyland - obejrzany na Ninatece (do 18 maja za friko). Rzekłbym, dokument jakich wiele: ckliwa historia, lokalizacja z dala od cywilizacji, prostota życia, problemy etc. Film nie jest po prostu dla mnie ale oglądało się przyjemnie ogólnie mówiąc. Tutaj wpis zapraszający mnie na seans.

    #ksiazka
    Księga Niepokoju, Pessoa - odkrycie na miarę Obcego Camusa jak dla mnie. Notatka z pierwszego czytania:
    "Jeżeli Obcy jest dla mnie najbardziej osobistą książką z dotąd przeczytanych to Księga niepokoju Pessoi jest mną. Czytam ją raczej jak własne zapiski, których nigdy nie zrobiłem i nigdy (raczej) nie zrobię, bo i po co jak są, a trafniej nie opiszę, ponieważ stracą na zrozumieniu.

    Jak bardzo wyzwalające (chwilowo i przewrotnie) jest to, że mimo poczucia osamotnienia, całej beznadzieji i absurdu, jest ktoś kto myśli i czuje podobnie. Niewazne, ze spotkanie będzie krótkie, czy w ogóle nie w czasie, na kartce czy w jakkolwiek formie. Istotne że patrzy na rzeczy w ten sam sposób, używa tych konkretnych słów, które oddają własne odczucia.

    Niewątpliwym plusem jest to, że jest „literaturą - czyli sztuką, która poślubiła umysł“.

    Przeczytałem ledwo 5% książki a wszystko co w glowie się trzymało się mnie przez dzień, przestało mieć znaczenie. Cholera, mieć rację i jej potwierdznie jest stokroć bardziej uzależniające/gorsze od zakochania się. [Nie próbowałem heroiny]."

    Siedziałem do 4rtej rano z kawą i czytałem, czytałem, czytałem... jeszcze 82% książki przede mną :)
    Z tą "literaturą" to tak nie do końca, bo nie jest to dzieło skończone, dopieszczone, dopowiedziane ale surowość nadaje klimatu. Uczucie porównywalne do przejazdu dłonią po świeżo ręcznie zeszlifowanej desce, gdzie swąd czy tam zapach drewna wwierca się w nozdrza.

    #seriale ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Eddy - nie oglądałem, ale wiarygodne źródło mówi że: "spoko, jak na aktualne standardy to dobry serial jest".

    #muzyka
    Monika Borzym i Krzysztof Dys - wpierw nie poznałem się, że to ona i zostałem sprowokowany do wydania opinii, więc jest ona bardzo sprawiedliwa i możliwie jak się dało obiektywna a brzmi: barwę głosu ma fajną, potrafi śpiewać, podoba mi się, kto to... osz cholera, Borzym, przecież na koncercie miała inny głos, nie tak ją pamiętam! Polecam serdecznie!

    #teatr
    Na śmierć zapomniałem czy pojawił się Mock na tym tagu, a sprawdzać mi się nie chce.
    Zastrzeżenia: dykcja! Trzy razy (łohohoho) w Capitolu byłem i pod tym względem to była najgorsza sztuka.
    Większość Krajewskiego miałem obczytane i bardzo, bardzo dobrze się doświadczało przeniesienia kartek na deski. Muzyka (jest jej znacznie więcej niż np we Frankensteinie) to klasa sama w sobie ("W prastarym Breslau", "Strofy Sofickie", "Lau deszcz", "Siedzimy w kinie Capitol"), scenografia mometami robiła mi flashbacki z podrózy, aktor grający Mocka (wybacz, że nie znam Twojego imienia) był zajebistym Mockiem. Najbardziej mnie urzekła Marianna Linde (brawo Fostrzyk, jednak wiesz kogo imię zapamiętać), zadziorność i prowokacyjność ale bez przesadnej wulgarności.

    pokaż spoiler Coś mi mówi, że Mock się pojawił w Mandżurze xD


    pokaż spoiler Muszę zacząć sporządzać notatki, bo wiele rzeczy mi się podobało ale nie jestem w stanie z głowy napisać dlaczego. Mało tego, muszę więcej pisać, bo idea Mandżuru mi się podoba i chętnie rozwodził bym się nad tematami ale po pierwsze, w/w brak notatek, po drugie warsztat potrzebuje wjechania na warsztat, po trzecie jakieś konkrety pisać trzeba, a może nieeee.....? Jak będzie to wystarczająco ok to pomyślę nad gruparatowaniapoziomu. Jak narazie to biegam z poziomnicą i mierzę krzywiznę sufitu ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    Obrazu źródło
    pokaż całość

    źródło: photo_2020-05-17_20-43-51.jpg

  •  

    206-1=205
    Tytuł: Miecz przeznaczenia
    Cykl: Wiedźmin Geralt z Rivii (tom 2)
    Autor: Andrzej Sapkowski
    Gatunek: fantasy
    Ocena: 8/10
    ★★★★★★★★☆☆
    Recenzja pierwszego tomu

    Kolejny tom Wiedźmina spodobał mi się jeszcze bardziej niż pierwszy. Nie spodziewałem się tego, czytając komentarze pod recenzją pierwszego tomu książki. Mając je na uwadze sądziłem, że historia Geralta zacznie być coraz bardziej nużąca, a było zupełnie odwrotnie: nabrała tempa i zaczęło pojawiać się postacie, do których potrafiłem nabrać sympatii. W szczególnie takiej jednej, która darzyła uczuciem Geralta i nie była to wcale Yennefer.

    Drugi tom zaczyna się od zabicia bazyliszka w miejskich kanałach i spotkaniu pewnego jegomościa oraz jego towarzyszek, z którymi po wcześniejszym zapoznaniu wyrusza na wyprawę w poszukiwaniu smoka. Byłby to dla mnie najmocniejszy punkt historii, gdyby nie wątek w Bremervoord – nadmorskim księstwie – gdzie Geralt musi się rozprawić z potworami morskimi na żądanie księcia owego królestwa. Tam też poznaje tę dziewczynę, którą tak bardzo polubiłem. Klimat tego wątku bardzo mi przypadł do gustu i byłbym uradowany, gdyby Wiedźmin kiedyś tam wrócił. Pozostała część historii również trzyma poziom, może oprócz ciągnącego się romansu z Yen.

    Nie wiem co myśleć o zakończeniu, bo z jednej strony mam głowie, że będzie się działo (i to sporo), a z drugiej pojawiła się postać, co do której mam pewne obawy. Mimo wszystko postaram się nie być sceptycznie nastawiony do następnej części, bo cykl do tego momentu mi się bardzo spodobał.
    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1589725001119.webp

  •  

    Ktoś przeczytał tutaj cały "cykl inkwizytorski" Piekary? Czy ja dobrze rozumiem, że gość przez cztery pierwsze tomy poza luźnymi opowiadaniami, poprowadził jakąś tam główną fabułę, zakończył akcję w najciekawszym momencie, po czym... napisał kolejne czternaście (!!!) książek, ale wszystkie to prequele, a główny wątek od dziesięciu lat wisi?

    Bo właśnie skończyłem czwórkę, piątka znalazłem że to retrospekcja, i tak przeglądałem opisy i mi wychodzi, że nie dowiem się co dalej(╯°□°)╯︵ ┻━┻

    #ksiazki #piekara #ksiazka
    pokaż całość

    •  

      @qmox: znaczy, te pierwsze cztery tomy są ogólnie spoko i polecam, coś sobie nawet pewnie napiszę w kilku zdaniach w opiniach.
      Ale zagrywka z urwaniem akcji, to tragedia. Niby te kolejne też się spoko czyta, ale co to za pomysł w ogóle.

      Autora chyba przerosła popularność tytułu i nie wie co z tym tym robić, pomysłu na finał nie ma, więc odcina kupony xD

    •  

      @ryhu: tak, fabuły nie ma, ale i tak jest zajebiście. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ja czytałem według kolejności na lubimy czytać a od dwóch lat czytam tak jak się ukazują nowe pozycje. Cykl daje radę, ale najlepsze były te pierwsze. W podobnym klimacie polecam cykl Anny Kańtoch o Domenicu Jordanie.

      +: ryhu
    • więcej komentarzy (2)

  •  

    234-1=233
    Tytuł: Ostatnie życzenie
    Cykl: Wiedźmin Geralt z Rivii (tom 1)
    Autorka: Andrzej Sapkowski
    Gatunek: fantasy
    ★★★★★★★☆☆☆

    Po całkiem dobrym serialu i niezłych grach, będących adaptacją książki zdecydowałem się w końcu zabrać za pierwszy tom cyklu o Geraltcie. Przyznam, że książka spodobała mi się o wiele bardziej niż wyżej wymienione i chyba nie zmienię opinii, jeśli następne tomy podtrzymają poziom.

    Książka zaczyna się od burdy w karczmie, która doprowadza do tego, że Wiedźmin podejmuje się zdjęcia uroku z córki bardzo ważnej postaci dla całej Temerii. Ogólnie jak dla mnie w książce było więcej zdejmowanie uroków z 'potworów' niż samej walki z nimi. Świat w książce został przedstawiony zgoła inaczej niż w grze, która jest wręcz nimi przepełniona i mogłoby się wydawać, że problemy z nimi związane są codziennością.

    Sam Geralt również bardziej mi się spodobał niż w grze, gdzie był trochę zbyt badassowy, jak na moje gusta więc książka znowu zasługuje na plusa. Chciałbym tylko żeby pojawiło się więcej postaci, które mnie sobą zainteresują, bo na ten moment średnio z tym. Jednak myślę, że mogę przypuszczać, że coś się zmieni w tym temacie.

    Wydarzenia poprzedzające zakończenie książki są dużo ciekawsze niż one samo. Zakończenie okazało się zwykłym pożegnaniem, ale nawet mi się to spodobało, bo nie czuję się zmuszony w żaden sposób do przeczytania następnej części (choć i tak to zrobię).
    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1588944638292.jpeg

  •  

    [Chamska reklama na początek - założyłam bloga! Ale o tym pod koniec ( ͡° ͜ʖ ͡°) ]

    Muszę się Wam do czegoś przyznać – nigdy nie byłam na proteście. Ani na tym przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, ani na tym, który takie zaostrzenie postulował. Nie szłam w obronie sądów, nie dołączyłam do Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, nie byłam na Paradzie Równości, Manifie, Marszu dla Rodziny – nawet nie ustawiłam na profilowym nakładki z dzikiem, maseczką ze strzałą lub hasztagiem #bialyprotest. Czy czuję się z tym dobrze? Z jednej strony nie – szczególnie, gdy widzę, że często spełnia się to, przed czym ostrzegały osoby z megafonami na krakowskim Rynku. Jest całe mnóstwo rzeczy, z którymi się nie zgadzam oraz całkiem sporo rzeczy, których reformy chciałabym zobaczyć (chyba najbardziej – jako, że sama doświadczyłam kawałka studiów na europejskim Zachodzie – jest to szkolnictwo). Z drugiej strony – jest całe mnóstwo czynników powstrzymujących mnie przed aktywizmem – choćby takich, że postulaty wynoszone na transparentach często są nierealne / nie poparte nauką (Extinction Rebellion i postulat zeroemisyjności do 2025), obrazoburcze i niesmaczne (‘cipkomaryjki’, pochwalanie beztroskiej rozwiązłości), pogardliwe (autentyczny transparent z Marszu dla Aborcji: ‘Przeciw aborcji? Fuck you!’), niepoważne (zeszłoroczny krakowski ‘Twerkuj dla edukacji seksualnej’) lub nie znam sytuacji na tyle, żeby zająć świadome stanowisko (protesty w obronie sądów).

    Czuję, że akcje protestacyjne często reprezentują skrajności, a ja nie identyfikuję się z żadną z nich. Siedzę więc sobie w moim centrowskim ciepełku i ograniczam swoją działalność społeczno-polityczną do komentarzy w internecie, okazjonalnej wpłaty na organizację charytatywną, głosowania w Budżecie Obywatelskim (który swoją drogą jest genialnym sposobem na danie mieszkańcom miasta ułudy decyzyjności) i dywagowania na tematy polityczne przy piwie ze znajomymi.

    Żeby było jasne – ani nie jestem z tego dumna, ani nie chcę, żeby tak pozostało. Uważam, że ta obywatelska nieświadomość i społeczny marazm jest szkodliwy – a przynajmniej dla tych, którzy się nie interesują i nie protestują. Do wniosków z mojego poprzedniego posta dodałabym jeszcze spostrzeżenie, że nie za bardzo umiemy ze sobą rozmawiać. Jeżeli się czemuś sprzeciwiamy, to często nie umiemy uzasadnić czemu (ewentualnie argumentujemy to absolutem moralnym), a odmienne zdanie traktujemy często jako personalny atak, a nie jak zaproszenie do cywilizowanej dyskusji. Często też nie weryfikujemy informacji, które kształtują naszą opinię – co widać po ilości fejków wykopywanych często na główną, sterowanych emocjonalnymi hasłami, których sprawdzeniem wykopujący się często nie przejmują (jak np. ostatnia sytuacja, gdzie pierwsze czytanie ustawy o zmianie planowania rodziny w Sejmie było przedstawione jako celowe działanie rządzących, a nie konieczność wynikająca z terminowości obywatelskich projektów ustaw).

    Znam też za to osoby, które są aktywistami lub aktywistkami wręcz zawodowymi - i chyba większość z nas ma w swoim otoczeniu lub kojarzy z mediów kogoś, kto z kolei na protesty chodzi wszystkie i w pewnym sensie stanowi to sporą część jego lub jej tożsamości. Szukam czegoś, co pozwoli mi aktywizm i działalność społeczną oswoić - zrozumieć tych, którzy szczerze wierzą, że są w stanie coś zmienić, którzy są na tyle odważni, że wychodzą głosić swój sprzeciw wtedy, kiedy działają w pojedynkę lub w kilkunastoosobowej grupie, którzy podejmują działanie mimo wystawiania się na szyderę, pogardę i oskarżenia bycia marionetkami finansowanymi zagranicznym kapitałem. Zaczęłam od „Nadziei w mroku” Rebeki Solnit, którą skończyłam niedawno z, delikatnie mówiąc, mieszanymi uczuciami.

    W końcu już pierwsze zdanie: „Nasi przeciwnicy pragną, byśmy uwierzyły i uwierzyli, że sytuacja jest beznadziejna, że nie mamy żadnej władzy, żadnych podstaw do działania, że nie możemy wygrać” sprawiło, że wywróciłam oczami i w pewnym sensie nieświadomie nastawiłam się do tej książki negatywnie. Nienawidzę polaryzacji i narracji „wróg-przyjaciel”, która jeszcze bardziej zniechęca ludzi do merytorycznej dyskusji. Dając jednak książce szansę przebrnęłam do końca i mam wrażenie, że nie do końca jestem jej targetem - choć rzeczywiście udało jej się zaadresować sporo wątpliwości, jakich do tej pory w stosunku do aktywizmu miałam.

    Dopóki nie działamy w wielkiej grupie, aktywizm nie ma sensu
    Zdawać się może, że wielkie rewolucje zaczynają się od jakiegoś gwałtownego zdarzenia (np. samospalenia jednego z tunezyjskich handlarzy, które rozpoczęło arabską wiosnę), ale w rzeczywistości takie zdarzenie musi trafić na podatny grunt, powstały przez sieć działaczy, kształtujący poglądy i nastroje społeczne. Trochę jak z krzywą wykładniczą - przez długi, długi czas nie dzieje się nic, aż w końcu po pokonaniu plateau, po jednym wydarzeniu przeważającym szalę następuje wybuch, który mobilizuje tych, którzy do tej pory byli bierni. Zdarza się również tak, że to akcja pojedynczych osób lub ich niewielkiej grupy rozpoczyna wielką zmianę. Tak było w przypadku Fridays for Future szwedzkiej ulubienicy wykopu oraz np. wtedy, gdy spotkanie grupki kilku kobiet protestujących pod Białym Domem skłoniło dr. Benjamina Spocka do zainteresowania się tematem i dołączenia do grupy roboczej pracującej nad rozbrojeniem atomowym. Na każdą akcję, która zapoczątkowała zmianę, przypada 1000 akcji, które nie miały większego wpływu na nic - ale przeprowadzenie każdej z nich było konieczne do tego, aby ta jedna mogła odnieść sukces.

    Nie zgadzam się w 100% z postulatami grupy, więc nie będę się angażować
    Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będzie tak, że będę w stanie identyfikować się z jakąś grupą / partią polityczną w 100%, a jednocześnie nie chcę być kojarzona z działalnością grupy, z którą w jakiejś części się nie zgadzam. Często mierzi mnie prostota i trywialność haseł niesionych na transparentach oraz wspomniana już wcześniej polaryzacja i ‘totalność’ przekazu. Jednak, jak pisze autorka, “by być skutecznymi, działacze muszą, przynajmniej czasami, formułować jasne, proste i pilne żądania - takie, które mieszczą się na naklejkach i transparentach, które dadzą się wykrzyczeć na ulicach z gardeł tysięcy ludzi. Muszą też jednak umieć dostrzec, że zwycięstwa mogą nadejść raczej w formie subtelnych, złożonych i powolnych zmian, a mimo to pozostawać zwycięstwami”. Ludzi nie przekonują intelektualne debaty, dowody naukowe czy skomplikowane postulaty (patrz: globalne ocieplenie). Ludzi (w tym polityków) przekonuje samotna nastolatka w warkoczach i żółtym płaszczu, która pociąga za sobą setki tysięcy podobnych jej dzieciaków, wykrzykujących hasła nie tyle naukowe, co emocjonalne. Autorka sugeruje, że o ile dana sprawa jest dla nas istotna, to warto podjąć działanie nawet wtedy, gdy z samą formą, czy z absolutnie wszystkimi hasłami na transparentach nie zgadzamy się w 100%.

    Nie jesteśmy w stanie zmienić rzeczywistości
    Co bardziej zmienia rzeczywistość - akcja, czy jej brak? Patrząc na frekwencję w wyborach, skłaniam się jednak ku tej drugiej opcji. Niska frekwencja to zwykle korzyść dla obecnie rządzących - i tylko solidny wkurw jest w stanie zmobilizować tych, którzy do tej pory nie brali udziału w głosowaniu. Najniższą frekwencję - co naprawdę rozwala mi mózg - notuje się zazwyczaj w wyborach samorządowych, czyli tam, gdzie do władzy nam najbliżej - a mimo to ok. 55% osób pozostaje tego dnia w domach. Z jakiegoś powodu (a w zasadzie wiemy, z jakiego - z dziesięcioleci złych przykładów) aktywność polityczna nie jest w naszym kraju powodem do dumy, a słowo ‘polityk’ ma wręcz znaczenie pejoratywne. Jednak historia jest pełna aktywistów i grup, które porwały społeczeństwo do akcji i które miały rzeczywisty wpływ na rzeczywistość polityczną na wszystkich szczeblach - lokalnym, krajowym i globalnym. Rezultaty tych akcji również mają różną skalę - od ocalenia kawałka lasu za miastem, przez zablokowanie zmiany “ustawy aborcyjnej” po rozbrojenie atomowe. Rezultat aktywizmu możecie zresztą czytać teraz - bo gdyby grupa odważnych kobiet przez wiele lat nie walczyła o swoje prawa, ani nie pisałabym tego posta, ani nie zastanawiałabym się nad polityczną działalnością w ogóle - bo zwyczajnie nie wchodziłoby to w grę.

    Dla kogo jest ta książka? Na pewno dla czynnych aktywistów, którzy czasami tracą nadzieję na to, że ich działanie ma jakikolwiek sens. Czy dla osób zastanawiających się nad aktywizmem czy jakąkolwiek formą społecznego działania - może niekoniecznie, w szczególności tych bardziej sceptycznych. Książka jest dość spolaryzowana, ma narrację typu “my - oni”, a okazjonalne wybitnie antykapitalistyczne wstawki mogą spowodować przewrót oczu nawet tych, którzy na pana w muszce nie głosują. Czy odważę się pójść na protest w ważnej dla mnie sprawie po przeczytaniu “Nadziei w mroku”? Tego pewna nie jestem, ale na pewno lektura zachęciła mnie do bardziej aktywnego zainteresowania się sprawami wokół mnie. I tak przeczytałam w końcu plan zagospodarowania przestrzennego okolicy, w której mieszkam i wysłałam kilka pytań do rady dzielnicy, z czym nosiłam się już od dłuższego czasu. A że najbliższy tydzień zapowiada się gorąco, zastanawiam się, czy w tym szczególnym przypadku działanie (czyt. wzięcie udziału w wyborach, jeżeli się one odbędą) czy to właśnie jego brak, byłby aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa i sprzeciwem wobec rządzących.

    PS stworzyłam bloga! Nie będzie on tylko o książkach, lecz głównie o sposobach, jakie wykorzystuję do nauki, bo pomyślałam, że przelewanie tego na papier może komuś pomóc. Blog nazywa się Początkująca, bo tak się właśnie czuję - wielu rzeczy wykorzystywanych w pracy czy na co dzień uczę się od początku, na własną rękę i chcę o tym pisać, bo mi zapoznanie się z doświadczeniami innych osób bardzo pomogło. Rozwinęłam tam swój poprzedni wpis o czytaniu książek, więc jeżeli kogoś interesują podobne tematy - serdecznie zapraszam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    PS2 Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się lepiej pisać, stąd też informacja zwrotna bardzo mile widziana!
    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #ekonomia #polityka #polska #wybory #swiat i po trochu #filozofia #rozwojosobisty #gruparatowaniapoziomumirko
    pokaż całość

    źródło: i.ibb.co

    •  

      @Snuffkin: Z ciekawości, czytałaś może "Zaufanie, czyli waluta przyszłości"? Wydaje mi się, że może być dla Ciebie, bo dotyczy w jakimś stopniu trzech rejonów: bloga, rozwoju osobistego i książek, które opisujesz ;)
      Blog będzie rozszerzeniem tagu #nonfiction czy treści na blogu będą w jakiś sposób takie same jak na mikroblogu?
      Jeśli to pierwsze, czy przewidujesz może jakąś formę newslettera/tagu, w którym będziesz informowała, że coś nowego na blogu wyszło? Byłoby świetnie, bo tak, to pewnie zaraz zapomnę i przypomnę sobie po trzech miesiącach (✌ ゚ ∀ ゚)☞

      pokaż spoiler W każdym razie życzę powodzenia i zapału do tworzenia nowych treści :)
      pokaż całość

    •  

      @Nomada: Czytałam - i generalnie spoko, parę cennych rad można sobie stamtąd przyswoić, przy czym prowadzenie (i monetyzacja) bloga finansowego trochę się różni od blogów innego typu. Ale może jeszcze za jakiś czas do książki wrócę, jak trochę ten blog rozwinę.

      Na blogu treści będą na pewno inne, bardziej o nauce niż o książkach samych w sobie. Jak jest potrzeba na tag, to mogę posty o wpisać wrzucać pod #poczatkujaca, co zasugerował mi dziś @sorhu ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Kwarantanna to czas w którym mamy dużo czasu i nie mamy za bardzo pomysłu co z nim robić. Poza codziennym klaskaniem medykom, oglądaniem netflixa i meldowaniem się w oknie, wpadłem na pomysł żeby zebrać klika swoich obrazków i napisać ebooka. Jest teraz taka moda że każdy musi napisać ebooka o czymś, chociażby o hodowli jedwabników.
    W czasie fazy słomianego zapały napisałem aż 40 stron co jest nie lada wyczynem bo z tego co pamiętam moje wypracowania szkolne kończyły się maksymalnie na 2 stronach. Nigdy nie byłem dobry w pisaniu za to dobrze szło mi w Tony Hawk Pro Skater 2 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Fragment do przeczytania: http://goorsky.pl/up/ebook.pdf

    #goorsky #ebook #ksiazki #ksiazka #kwarantanna #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    źródło: scontent-vie1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    30 dni na wszystko bez limitu w Legimi.
    Ponoć kod działa tylko do końca dzisiejszego dnia.
    #rozdajo #legimi #ksiazki #ksiazka #ksiazkiboners #ksiazkaboners #audiobook #audiobooki #audiobookboners

    źródło: Legimi.png

  •  

    Wykopki to zdecydowanie fajne ludzie są:) Wczoraj wrzuciłam prośbę o pomoc mojej szkolnej bibliotece i dostałam mnóstwo wiadomości z prośbą o adres na jaki można wysłać paczkę albo podjechać z kartonem ksiażek. Jesteście naprawdę super! Jeżeli ktoś chciałby jeszcze pomóc to proszę o kontakt. Wielkie podziękowania też dla ludzi z tagów #gorzow i #gorzowwielkopolski bo pojawiło się dużo chętnych do pomocy z mojej okolicy:) #bibliotekarz #ksiazki #ksiazka pokaż całość

  •  

    255 - 1 = 254

    Tytuł: Wielki Renesans - Chińska transformacja i jej konsekwencje
    Autor: Bogdan Góralczyk
    Gatunek: literatura faktu
    ★★★★★★★★★★

    Grube tomiszcze do którego mam jedno zastrzeżenie... nie jest w twardej oprawie ( ͡° ͜ʖ ͡°) A tak na poważnie prof. Bogdan Góralczyk rozprawia się z historią gospodarczo-polityczną Chin od Mao Zedonga do Xi Jinpinga. W skrócie mogę powiedzieć że jest to historia od autorytaryzmu do demokracji o chińskiej specyfice i nie będę ukrywał, również merytokratycznej władzy.
    Polecam, ze względu na to że po lekturze, na Państwo Środka, spojrzymy już w innej perspektywie.

    #bogdangoralczyk #wielkirenesans #ksiazka #literatura #czytajzwykopem
    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @ialath Góralczyk to chyba najlepszy specjalista od polityki Chin w Polsce. Co pisał o Deng Xiaoping? Wielu sinologów jest nim zachwyconych, przez co czasami niestety umniejszają znaczeniu masakry na Tiananmen.

    •  

      @LebronAntetokounmpo: Góralczyk podkreślał że nie ma zdania w tej książce i tylko stara się obiektywnie pisać co tam się wydarzyło. Dla niego ważniejsze były skutki to znaczy gdyby nie siłowe rozwiązanie Tienanmen i innych wyrazów niezadowolenia z władzy, to dalekosiężne plany gospodarcze legły by w gruzach. Druga rzecz to taka że patrzył na to co dzieje się u sąsiadów czyli Rosję i ichniejsze "rozmrażanie" relacji z Zachodem (czytaj wprowadzanie demokracji) które w Chinach, wg Xiaopinga również by nie powiodło się i mogło doprowadzić do destabilizacji regionu więc to kolejny punkt za tym aby w razie zamieszek szybko je tłamsić. pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Rano wrzuciłam posta o tym, że proszę o wsparcie mojej biblioteki. Pracuję w szkole i mam naprawdę niewiele środków na zakupy do mojej biblioteki. Część Mirków uznała, że to niemożliwe, żeby biblioteka prosiła o używane książki, bo ich biblioteki takie książki wyrzucają. Moja biblioteka nie wyrzuca. Mamy tak mało książek, że każda jest dla nas ważna. Jeżeli nie przeczytają jej uczniowie, może zainteresuje nauczycieli. Kazda książka jest dla nas ważna. #ksiazki #ksiazka #bibloteki #bibliotekarz #gorzow #lubuskie pokaż całość

  •  

    Mirki i Mirabelki! Zwracam się do Was z ogromną prośbą! Jestem bibliotekarką w bardzo małej bibliotece szkolnej. Mamy niedużo książek a większość z nich ma ponad czterdzieści lat. Wyobrażacie sobie więc w jakim są stanie i jak chętnie sięgają po nie uczniowie.
    Zwracam się do Was z prośbą o przekazanie niepotrzebnych Wam książek, szczególnie lektur.
    Jeżeli macie w domu książki,do których wiecie, że nie wrócicie, może warto przekazać je dzieciakom, którym się one przydadzą?
    Moje dzieciaki w wolnych chwilach najchętniej czytają fantastykę i horrory (Kinga, Pratchetta czy Gaimana). Starsze lubią też romanse, maluchy preferują klasykę: Tove Jansson i Astrid Lindgren. I dziewczynki i chłopcy chętnie czytają książki o zwierzętach i to właśnie one są najchętniej wypożyczane.
    Wiem to, ponieważ poświęcam wiele czasu na to aby zachęcić uczniów do czytania.
    W mojej bibliotece prowadzę wiele zajęć dla chętnych: mamy kółko kultury japońskiej dla fanów anime, mangi i ogólnie Japonii, kółko biblioteczne, w którym czytamy i omawiamy różne książki spoza kanonu lektur i kółko teatralne, gdzie ćwiczymy umiejętność występowania przed publicznością. Dzieciaki bardzo entuzjastycznie podchodzą do tych zajęć.
    Wszystkie zajęcia prowadzę za darmo, poświęcam na nie swój czas i energię, jedyną nagrodą dla mnie są uśmiechy bombelków.

    Zwracam się do Was z prośbą o pomoc, bo mojej szkole brakuje pieniędzy na dofinansowanie biblioteki. Moi uczniowie w większości pochodzą z trudnych środowisk, tym bardziej więc zależy mi, żeby znaleźli miejsce gdzie bezpiecznie mogliby wyrażać siebie. Zależy mi też na tym, żeby dzieciaki, kiedy w końcu wrócą do szkoły, mogły znaleźć w bibliotece szkolnej coś nowego i wartościowego.
    #ksiazki #japonia #ksiazka #bibliotekarz #zwierzeta #koty #psy #bibloteki #bibljoteka
    pokaż całość

  •  

    259-1=258
    Tytuł: Wielki Mistrz
    Cykl: Trylogia Czarnego Maga (tom 3)
    Autorka: Trudi Canavan
    Gatunek: fantasy
    ★★★★★★★☆☆☆

    Recenzja drugiej części

    Trzeci tom Trylogii Czarnego spełnił moje wszystkie oczekiwania, a nawet je przerósł. Skupia się on na nadchodzącym zagrożeniu spoza Krain Sprzymierzonych i walce z nim. Nie będę się bardziej wgłębiał w temat żeby nie psuć nikomu zabawy z czytania.

    Ostatecznie pokochałem wszystkie postacie i nie wiem jak mogłem początkowo nie przepadać za Soneą. Choć przeżyłem kilka załamań i ci którzy czytali mogą się domyślać o co chodzi.

    Zakończenie mnie wbiło w ziemię. W każdym każdym kolejnym tomie jeszcze bardziej je przeżywałem, aż w końcu się popłakałem. Jestem z jednej strony usatysfakcjonowany, a z drugiej czuję duży smutek. Cieszę się, że skończyłem całą trylogię, bo wciągnęła mnie w takim stopniu, że zaniedbywałem inne obowiązki. Gorąco polecam wam też się za nią zabrać.

    Jeszcze nie wiem czy przeczytam sequel. W każdym razie muszę zrobić sobie tydzień wolnego od czytania, bo ostatnimi czasy za dużo na nie przeznaczam i potem się zobaczy.
    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1588368761242.jpg

  •  

    261-1=260
    Tytuł: Nowicjuszka
    Cykl: Trylogia Czarnego Maga (tom 2)
    Autorka: Trudi Canavan
    Gatunek: fantasy
    ★★★★★★★☆☆☆
    Recenzja pierwszej części

    Druga część Trylogii Czarnego Maga okazała się – tak jak przypuszczałem – lepsza od pierwszej. Historia nabrała tempa i muszę przyznać, że każdą wolną chwilę przeznaczyłem na jej czytanie. Tym razem akcja została prowadzona z perspektywy 3 osób:

    - Sonei, której historia skupiła się głównie na nauce w Gildii magów oraz utarczkach z innymi uczniami, wynikającymi z braku akceptacji jej pochodzenia. Początkowo była mi obojętna, ale w tymi tomie ją polubiłem.

    - Lorlena, 'badająceego' sprawę morderstw poza gildią. Ta był moim zdaniem najgorsza, mimo że ściśle powiązana z wydarzeniami z tej trzeciej, która mi się najbardziej przypadła do gustu.

    - Dannyla, wyruszającego z pewnego powodu w podróż do krain sprzymierzonych. Najchętniej czytałbym tylko o nim. Może to dlatego, że wszystko odbywa się poza murami gildii, przez co jest ciekawsze. Dannyl jest też moją ulubioną postacią na ten moment. Na szczęście można spokojnie przypuszczać, że w kolejnej części go nie zabraknie.

    Zakończenie po raz kolejny bardzo dobre więc nie ma się do czego przyczepić. Nie wiem czy trzeci tom podniesie poprzeczkę, ale bardzo na to liczę. Nie spodziewałam się, że się tak wciągnę. Podtrzymuję opinię, że jest to świetna książka dla ludzi spragnionych głównie rozrywki. Ja już w każdym razie zabieram się za trzeci tom.
    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1588274027534.jpg

  •  

    267-1=266
    Tytuł: Gildia Magów
    Cykl: Trylogia Czarnego Maga (tom 1)
    Autorka: Trudi Canavan
    Gatunek: fantasy
    ★★★★★★☆☆☆☆

    Gildia Magów to książka o młodej mieszkance slumsów, Sonei, która na skutek pewnego incydentu odkrywa w sobie talent do magii. Owy incydent wywołuje niemałe zamieszanie, prowadząc do ucieczki naszej protagonistki, wielotygodniowego ukrywania się oraz ciągu dalszych perypetii wynikających z tego zdarzenia.

    Zakończenie jest bardzo dobre w mojej ocenie. Zamyka wszystkie wątki i daje nam zarys tego, co będzie się działo się w dalszych tomach. Daje też nadzieję, że warto będzie czytać dalej, bo szykuje się na to, że dalsze przygody Sonei będą dużo ciekawsze niż w pierwszym tomie.

    Postacie są zwyczajne, ale nie irytują i chce się śledzić ich losy w dalszym ciągu. Książka jest napisana bardzo prostym językiem więc czyta się ją błyskawicznie i nie wymaga zbytniego skupienia się. Myślę, że jest dobrym wyborem dla osób, które szukają przede wszystkim rozrywki.
    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1588157148153.jpg

  •  

    277-1=276
    Tytuł: Martwe Wrzosy
    Autorka: Margit Sandemo
    Gatunek: fantasy
    ★★★★★★★☆☆☆

    Martwe Wrzosy, autorstwa Margit Sandemo są 24 z 47 częściowej Sagi o Ludziach Lodu. Ta część skupia się na młodej Annie Marii Olsdotter, która opuszcza bezinteresownie wygodne życie w swoim dworze, żeby zostać nauczycielką dzieci z robotniczych rodzin w tytułowym osiedlu górniczym. Początkowo zostaje zimno przyjęta, ale z czasem zaskarbia sobie serca ludzi z całej społeczności.

    Zakończenie bardzo mi się spodobało. Jest gwałtowne i wbija się w pamięć. Stanowi ono z pewnością nowy początek dla wszystkich i wstęp do kolejnych wydarzeń w Sadze o ludziach Lodu.

    Dla mnie to przede wszystkim książka o tym, co bieda robi z ludźmi: pozbawia ambicji i doprowadza do patologii. Anna Maria swoimi działaniami wyciąga ich z niej – może nie tej finansowej – ale z pewnością tej mentalnej. Jest to dla mnie dużo ważniejsze niż zawarty wątek miłosny czy tocząca się intryga. Nie czytałem poprzednich części, ale uważam, że nie jest to potrzebne żeby dobrze się bawić i zrozumieć co się dzieje. Z pewnością sięgnę po nie w przyszłości.
    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 1587997249406.jpg

  •  

    #fantazmaty #literatura #ksiazki #ama #ebooki #ebook #fantastyka #czytajzwykopem #ksiazka

    Mirki i Mirabelki, czy byłoby zainteresowanie AMA z nami? Mamy trochę ludzi pracujących też przy wydawaniu książek, więc przy okazji moglibyśmy to połączyć z AMA o rynku wydawniczym w ogóle. pokaż całość

  •  

    Po co nam książka o czytaniu książek?

    Książka ‘jaka jest, każdy widzi’ i wydawałoby się, że nie potrzebujemy większej filozofii do tego, aby ją przeczytać – ot, bierzemy, przewertujemy spis treści (albo i nie), zaparzamy kapuczinę, siadamy i czytamy – o ile w ogóle czytaniem książek jesteśmy zainteresowani i mamy na to czas. Czytanie w ogóle zawsze było pewnego rodzaju snobizmem – salon każdego inteligenta zdobiła i wciąż zdobi pokaźna biblioteczka (a przynajmniej jej imitacja uwieczniona na tapecie - #pdk), a wśród korpo millenialsów panuje trend jeżeli nie wymieniania się książkami, które posiadamy, to przynajmniej wymieniania książek, które posiadamy, na przykład w przerwie na kawę w kuchni lub na różnego rodzaju portalach społecznościowych. Porzucając już ten prześmiewczy ton wytykany mi w komentarzach pod jednym z ostatnich postów – chociaż Lem stwierdził, że „jeżeli ktoś coś czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nic nie pamięta”, skoro w dobie internetu wciąż jednak czytamy, to musi nam to coś dawać – i czytać można z różnych motywacji, choć pewien element rozrywkowy jest obecny zawsze. Powtarzając w takim razie pytanie z początku akapitu – skąd pomysł na książkę o czytaniu książek?

    Pierwsze wydanie „How to read a book” miało miejsce w latach 40. XX wieku, kolejne w latach 70. - i rzeczywiście da się to wyczuć, bo pod względem formy jest to dość inna, cięższa książka od wielu, które do tej pory przeczytałam. Ma ona w sobie klimat wizyty u dziadka, kiedy siadasz w wysiedzianym fotelu, pijesz mocną herbatę ze szklanki z parzącym w ręce blaszanym kapturkiem, a dziadek przycisza radio i mówi „siadaj mały kurwiu, opowiem Ci historię o tym, jak to było za moich czasów” – i chociaż dziadek miejscami przynudza i się powtarza, to mimo wszystko jego opowieść pozostaje wartościowa, a rady całkiem sensowne. Bo czy rzeczywiście wiemy, jak czytać, żeby jednocześnie zapamiętać jak najwięcej, umieć weryfikować informacje, które prezentuje nam dany autor, wiedzieć, jak konstruktywnie krytykować książkę lub gdzie szukać źródeł stojących w kontrze do argumentów, o których właśnie przeczytaliśmy? Możemy czytać dużo i nie wyciągnąć z tego nic – możemy też przeczytać trzy książki tak, że uczynią nas one mądrzejszymi, bardziej otwartymi na różne poglądy oraz pozwolą nam rozwinąć się w sztuce krytyki.
    Jak więc (według dziadka Adlera) czytać książki efektywnie?

    ------------------------------------------------------------

    Jego teoria opiera się na czterech filarach czytania – elementarnym, inspekcyjnym, analitycznym oraz synoptycznym. Ten pierwszy to umiejętność, którą posiada każdy człowiek z wykształceniem podstawowym (czyli nawet ten z wytapetowaną biblioteczką w pokoju ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) – umiemy składać litery w słowa, słowa w zdania oraz jednocześnie rozumiemy znaczenie stojące za danymi symbolami. Kolejne trzy odnoszą się już bezpośrednio do sztuki czytania ‘dla dorosłych’ Autor sugeruje, że przed rozpoczęciem każdej książki powinniśmy wykonać pewną pracę oceniającą, o czym ona jest i z czego się składa – i nie ma w tym raczej niczego odkrywczego, bo to jest po części coś, co naturalnie robimy w księgarniach podczas napełniania koszyka – otwieramy książkę, wertujemy ją, czytamy akapit tu i tam, żeby ocenić czy jest warta zakupu. Podobno również czytanie ‘płytkie’ – czyli przeczytanie całej książki najpierw szybko, bez zatrzymywania się i sprawdzania niezrozumiałych pojęć – jest istotne przed rozpoczęciem czytania analitycznego. O co chodzi zatem w tym całym czytaniu analitycznym?

    Jeżeli czytamy książki non-fiction, to naszym celem, poza dostarczeniem sobie rozrywki, powinno być przejście ze stanu niezrozumienia do stanu zrozumienia – a to może nastąpić tylko w wyniku wytężonej, celowej pracy. Czytanie jest de facto sztuką uczenia się bez nauczyciela, a jej opanowanie wymaga pracy - musimy mieć otwarty umysł, być nastawieni na obserwację, wykorzystywać własną pamięć, wyobraźnię oraz umiejętność analizy. Zainspirowana opisanym przez autora procesem, moja metoda czytania tych książek, z których chcę się czegoś nauczyć, wygląda obecnie tak:

    1. Na początku czytam całość relatywnie szybko – nie skupiam się zbytnio na poszczególnych zdaniach i problemach, ale podkreślam ołówkiem / zapisuję sobie komentarze na marginesach w przypadku, gdy uznam coś za ważne.
    2. Po przeczytaniu książki podsumowuję ją w kilku zdaniach i określam części, z jakich się składa. Nie muszą to być rozdziały, bardziej logiczne jednostki, które składają się na to, co opisałam w podsumowaniu.
    3. Wypisuję sobie problemy, jakie chce rozwiązać autor + pytania, które przyszły mi do głowy po szybkim przeczytaniu całości
    4. Czytam książkę jeszcze raz, ale w inny sposób – staram się jak najwięcej uwagi przeznaczać na najważniejsze części, z pominięciem opisów i mniej istotnych wątków. Wypisuję sobie najważniejsze zdania własnymi słowami (!) w zeszycie / na samoprzylepnych karteczkach (rzadziej) lub Google docs (częściej)
    5. Wracam do pytań, które wypisałam sobie w punkcie 3. Czy na wszystkie z nich mam już odpowiedź? Jeżeli nie, to zastanawiam się, jak tę odpowiedź znaleźć – czy pominęłam coś w książce, czy powinnam poszukać innych źródeł? Jeżeli tak - to czy są one prawdziwe? Czy mam dowód na to, że dana teza jest fałszywa, czy moja krytyka jest tylko moją własną opinią?
    6. Jeżeli temat jest wysoce ‘kontrowersyjny’, w takim sensie, że istnieje wiele dzieł stojących w kontrze do książki danego autora (czyli jak ma to miejsce np. podczas czytania historii czy ekonomii), szukam książki, którą mogłabym przeczytać dla porównania argumentów.

    Do tej pory nie miałam jeszcze okazji przeczytać dwóch książek o ewidentnie rozmijających się wnioskach, ale mam to w planach (najprawdopodobniej będzie to ‘Kapitał w XXIw.’ Piketty’ego oraz ‘Ludzkie działanie’ Misesa). W jednej z części „How to read a book” autor opisuje techniki pomocne w czytaniu synoptycznym (które jest ostatnim, najbardziej skomplikowanym rodzajem czytania – tym, który pozwala opanować wiele dzieł o jednym temacie, ale niezgodnych ze sobą argumentach), więc kiedy to zrobię, na pewno podzielę się wnioskami i zastosowanymi technikami w oddzielnym poście.

    ------------------------------------------------------------

    Ej Snuffkin, no błagam. Nikt nie ma czasu na czytanie książek w ten sposób + chyba nie myślisz, że przejdę tak np. przez „Władcę Pierścieni”

    No, masz rację. Sam autor „HTRAB” podkreśla, że nie należy się stosować do tego zupełnie bezwzględnie. Sposób czytania powinien zależeć od określonego celu – jeżeli czytasz dla samej rozrywki, otwieraj książkę, wyciągnij czipsy, batony i skarpety takie grube i śmigaj. Jeżeli czytasz dla zwiększenia wiedzy i większego zrozumienia danej sprawy – im więcej pracy nad książką wykonasz, tym więcej w Tobie zostanie na przyszłość.

    Wygląda legitnie, ale czy to jest tego warte?

    Z moich doświadczeń wynika, że jest. Przeczytałam w ten sposób jeszcze raz „Pracę głęboką” opisywaną w jednym z poprzednich postów – i zauważyłam w ten sposób zdania i wnioski, które początkowo zupełnie pominęłam. Posiadanie tego typu notatek bardzo pomaga szczególnie wtedy, gdy chcesz coś z tą książką zrobić dalej – skrytykować lub zaprezentować innym.

    A co jeżeli książka mi się nie podoba? Mam w nią brnąć mimo wszystko?

    To zależy – głównie od tego, dlaczego Ci się nie podoba. Jeżeli okazuje się, że książka ewidentnie nie odnosi się do tematu, który Cię interesuje lub autor pitoli oczywiste kocopoły, to nie. Z drugiej strony – nie powinniśmy rezygnować z książki tylko dlatego, że natrafiamy na coś, co było sprzeczne z naszym dotychczasowym światopoglądem, to tym bardziej taką pracę nad książką powinniśmy wykonać – bo może się okazać, że pewne nasze przekonania, w które być może wierzyliśmy przez wiele lat, były błędne. Jednym z głównych postulatów autora jest powstrzymanie się przed krytyką danego argumentu do momentu, kiedy jesteśmy w stanie powiedzieć w 100%, że rozumiemy argument zaprezentowany w danym tekście – ale uważamy go za błędny z powodu braku informacji u autora lub złej ich interpretacji.

    A co w przypadku czytania krótszych form – artykułów, gazet itd.?

    Imho większość z zasad przedstawionych w książce – dążenie do prawdy, poleganie na faktach, a nie na własnych opiniach, krytyka czegoś dopiero po pełnym zrozumieniu i inne sprawdzają się również w przypadku czytania krótszych form. Ba, strasznie chciałabym, żeby więcej osób przeczytało książkę o sztuce czytania ze zrozumieniem i weryfikowania informacji, nawet niekoniecznie tę opisywaną właśnie przeze mnie – bo ilość dezinformacji, zarówno na tym portalu, jak i na wielu innych jest przytłaczająca.

    Mam straszny problem, kiedy widzę wykopywane w ciemno clickbaitowe nagłówki, manipulację informacją, wymianę opinii, a nie argumentów popartych faktami i inne rzeczy powszechne nie tylko w polskim internecie. Jeden z moich kolegów stwierdził kiedyś, że marzy o lekcjach logiki w szkole – tak, aby każdy mógł nauczyć się, jak dostrzec np. użycie dowodu anegdotycznego lub odwracanie implikacji (mój ulubiony przykład to zasłyszane na kazaniu ‘80% par, które mieszkają ze sobą przed ślubem, się rozwodzi’ zamiast ‘wśród par, które się rozwiodły, 80% z nich mieszkało ze sobą przed ślubem). Ponieważ pozostaje to jednak w sferze naszych pobożnych życzeń, może wróćmy do podstaw – i nauczmy się sztuki czytania od nowa?

    ------------------------------------------------------------

    PS polecam ciekawy wpis @eoneon o tym, czy w XXI wieku nadal warto czytać książki. Spoiler: oboje uważamy, że warto ;)

    Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się lepiej pisać, stąd też informacja zwrotna bardzo mile widziana!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #nauka #jezykpolski #literatura i po trochu #filozofia #rozwojosobisty #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: HTRAB.jpg

  •  

    - Twoje dzieła literackie są wybitne
    - masz uznanie na całym Świecie
    - dostajesz Nobla z literatury
    - jednak głupsza część społeczeństwa polskiego cię cały czas hejtuje i ma bul dupy o twój sukces i wkład w kulture
    - na podstawie twoich dzieł kręcą filmy na całym świecie
    - zbijasz majątek w czasach gdy ciężko żyć z literatury

    pokaż spoiler Nazywasz się Henryk Sienkiewicz


    pokaż spoiler #tokarczuk #literatura #ksiazka #sienkiewcz
    pokaż całość

    źródło: Olga_Tokarczuk_(2018).jpg

  •  

    Zastanawiałam się dzisiaj, czemu „Boże Igrzysko” zostało tak przetłumaczone, skoro oryginalny tytuł to „God’s Playground” i chociaż myślałam, że to pewnie znowu przykład Polskiej Szkoły Tłumaczeń (jak sytuacja ze „Szklaną Pułapką”), okazało się, że to zręcznie przemyślane #pdk zaserwowane nam przez tłumacza:

    Wróćmy do igrzyska w lp. W polszczyźnie pojawia się w XVI wieku i to od razu u mistrza Kochanowskiego: „Nie rzekł jako żyw żaden więtszej prawdy z wieka / Jako kto nazwał bożym igrzyskiem człowieka. / Bo co kiedy tak mądrze człowiek począł sobie / Żeby się Bóg nie musiał jego śmiać osobie?”. Igrzysko (trafiała się też forma grzysko) oznaczało w dawnej polszczyźnie grę lub zabawę cudzym kosztem, pośmiewisko. Obie interpretacje są możliwe we fraszce Kochanowskiego. Pierwszy nazwał człowieka „Bożym igrzyskiem” Synezjusz, ojciec Kościoła z IV wieku. Pankracy z Nieboskiej komedii Krasińskiego nazywa człowieka „igrzyskiem diabła”. Współcześnie tytuł Boże igrzysko kojarzy się z historią Polski Normana Daviesa. Na autorską interpretację igrzyska wskazuje oryginał angielski God’s Playground (1979).

    Link

    #ksiazki #ksiazka #historia #czytajzwykopem #literatura #ciekawostki #angielski #jezykpolski
    pokaż całość

    źródło: 455C4178-490E-41DA-B944-A2981E3B6676.jpeg

    •  

      @Snuffkin: Słowo igrzysko jest zgrubieniem od słowa igra, używanego najczęściej w liczbie mnogiej - igry (wskazuje na to końcówka -ysko, pełniąca podobną rolę jak końcówka jak -isko). Igry oznaczały zabawy, rozrywkę. Przy czym, od tego słowa powstała również fraza "naigrawać się [z kogoś]", czyli zabawiać się czyimś kosztem.
      Zatem Boże Igrzysko może oznaczać naigrawanie się Boga z ludzi, np. z Polaków.

  •  

    Mój #niebieskipasek gra z kumplem w CS'a, a ja na dworku w słoneczku czytam książkę. Pogoda zachęca do przejażdżki rowerem, ale nie mogę bo jest zakaz i panuje #koronawirus w którego zresztą tak zbytnio nie wierzę poprzez dziwną sytuację, która spotkała jedną osobę z mojej rodziny. Jak chcecie poznać tą historię to dawajcie dużo plusów. Wtedy wszystko opiszę od początku, aż do teraz, bo sytuacja jeszcze się nie zakończyła i nie wiadomo jak długo to jeszcze potrwa.
    #koronawpolsce #covid19 #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #czytajzmexorem #relaks
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1586691365780.jpg

  •  

    Są takie miejsca, których - patrząc obiektywnie, ze wszystkich stron i biorąc pod uwagę wszystkie kryteria nowoczesnej estetyki - nijak nie da się sklasyfikować jako ładne czy warte odwiedzenia. Nie znajdziecie ich na liście ‘100 miejsc, które trzeba zobaczyć przed śmiercią’, nie znajdziecie ich w czołówce TripAdvisora, a ich kicz i przaśność mogą wprawiać w europejskie kompleksy tych, którzy zdążyli w swoim życiu zwiedzić kawałek Zachodu. Mimo to, każda wizyta w nich wywołuje pewną nostalgię, wyzwala w nas poczucie komfortu i wbrew wszystkim składowym naszego głosu rozsądku czujemy, że to miejsce jest w pewien sposób ‘swoje’ - ‘nasze’. Miejsce, które mimo płynących szerokim strumieniem funduszy europejskich na rewitalizację i zapobieganie wykluczeniu, powinno wbrew wszystkim trendom pozostać takie samo i oprzeć się unifikacji i unowocześnieniu. Pochodzę z Lubelszczyzny i takich miejsc mam na swojej liście sporo. Buda z frytkami i kebabem za 5zł na dworcu PKS, które jadłam wielokrotnie przy okazji wizyt u mojej licealnej miłości. Mały sklep na wsi, który nawet w obliczu największego kataklizmu zawsze będzie otwarty, a przed którym siedzą wioskowi filozofowie, debatujący nad kartami rozłożonymi na plastikowym stoliku o wyższości Kuflowego nad Harnasiem. Lodziarnia, w której lody nie są może tak dobre jak w sieciówkach, ale które na zawsze pozostaną dla nas symbolem pożądania, nagrodą, którą udało nam się wyprosić u rodziców w letnich miesiącach po powrocie z południowej sumy. I wreszcie obowiązkowe w każdym mieście powiatowym mordownie - bary z podłej jakości piwem, tak tanim, że do tej pory nie jesteśmy w stanie znaleźć ekonomicznego wyjaśnienia dla sensu funkcjonowania takiej placówki, pitym w oparach ukraińskich papierosów i przy akompaniamencie chropowatych głosów sąsiadów.

    Dość filmowym zbiegiem okoliczności moje życie potoczyło się tak, że od kilku lat znajduję się w konkubinacie z przedstawicielem narodu węgierskiego, o czym mogą wiedzieć ci, którzy okazjonalnie trafiają na moje posty. Choć odwiedzałam Węgry wcześniej, to dopiero wtedy, kiedy ominęłam Free Walking Tour w Budapeszcie i trafiłam w głąb kraju - do teściów i dziadków, na dwa węgierskie wesela, na kilka bograczowych imprez i kilkanaście garnków lecsó, do Tihany, Zalakaros, Nagykanizsy, Baji, Velence, Badacsonytomaj, Petrivente i innych wsi i miejscowości na szeroko pojętej ‘prowincji’ (o ile prowincją nazwiemy wszystko, co nie jest Budapesztem - ewentualne Pecsem i Debreczynem) - okazało się, że obrazki, które tak dobrze znam z dzieciństwa, mają swoje odwzorowanie również tutaj. Różnica jest taka, że zamiast kebsa i frytek jest blaszana buda z langoszem, panowie nad stolikiem wychwalają nie Kaczyńskiego, a Orbana, lody można kupić o smaku kasztanowym, w mordowniach zamiast piwa pani ubrana w plastikową ceratę nabiera wielką metalową łychą różowe wino z ogromnego blaszanego pojemnika, a na ścianach zamiast orzełka wiszą plakaty Wielkich Węgier (Nagy-Magyarország) sprzed rabunkowego podziału w Trianon. To Węgry brzydkie, Węgry, które po wyjeździe z Budapesztu wydają się być zupełnie innym światem, a mimo to, to właśnie takie Węgry kocham odwiedzać najbardziej. Jeżeli zatem czujecie ten klimat i zapłonęliście chęcią wypicia viceházmester z zagrychą w formie pogacsy gdzieś pod plastikowym parasolem z widokiem na Balaton, lecz obecna sytuacja zmusza Was do pozostania w domach, sięgnijcie śmiało po książkę Krzysztofa Vargi - Makłowicza polsko-węgierskiej literatury.

    -----------------------------------------------

    “Langosz w jurcie” to ostatnia z trzech książek polsko-węgierskiego autora, w których - jak sam twierdzi - podejmuje próbę rozliczenia się ze sprawami rodzinnymi, a jednocześnie przekazania polskim czytelnikom garści wiedzy o kraju, z którego pochodzi jego ojciec. Po “Gulaszu z turula” i “Czardaszu z mangalicą”, “Langosz w jurcie” to opowieść o podróży po węgierskich pograniczach - pograniczach często problematycznych, bo wciąż przeoranych pamięcią o tym, że to jeszcze tak niedawno były Węgry, a zaledwie kilka kilometrów dalej mieszkają ludzie, którzy pomimo upływu prawie 100 lat od tragicznej w skutkach umowy pomiędzy ościennymi państwami, często rezygnują z nauki języka kraju, w którym pewnego dnia obudzili się ich przodkowie. Częste spłycanie zresztą Węgier do wizyty w Budapeszcie (ewentualnie w którejś z turystycznych miejscowości nad Balatonem, w Tokaju lub w prawdziwej mekce Polaków - Hajdúszoboszló) jest moim zdaniem okrutną niesprawiedliwością uczynioną temu państwu, bo jest to kraj bardzo różnorodny, o bogatej - choć w dużej mierze tragicznej, co jeszcze bardziej nas do bratanków przybliża - historii. I tak na przykład, odwiedzić możemy miejsca, gdzie możemy podziwiać późne rokokoko - na przykład Pałac Eszterházych w Fertőd czy w Kismarton, zobaczyć pierwowzór ośrodka, w którym rozegrana jest akcja “Szkoły na Granicy” Gézy Ottlika, wypić pierunśko mocną kawę i zagryźć ją turos torta w jednej z lokalnych kawiarni, których jest tu znacznie więcej, niż w Polsce w przeliczeniu na mieszkańca, lub zwiedzić rynki, ryneczki i bulwary, które również w tym kraju wydają się lepiej zagospodarowane, a przynajmniej bardziej ‘dla ludzi’ (szczególnie polecam te w miejscowości Baja - zdecydowanie moje ulubione). Są na Węgrzech swojskie obrazki pełne dewocjonalnej tandety, są zamki pamiętające tureckie odsiecze, jest mnogość saun i łaźni, do których dostęp w kraju gorącymi źródłami płynącym jest podstawowym prawem każdego obywatela, jest Festiwal Węgierskich Wąsów w Kiskunfélegyháza i Festiwal Mangalicy w Székesfehérvárze. Jest przede wszystkim spokój, wspomnienia dawnego prosperity, nostalgia, czasem dramatyczne, a czasem zabawne próby połączenia węgierskiej duszy z europejskim sterylnym chłodem - jest też ponad wszystko (bogato opisane w książce) wspaniałe jedzenie i 30 rodzajów połączenia wina z wodą gazowaną, co w kombinacji z węgierską życzliwością, czarnym humorem i leczonym sarkazmem pesymizmem sprawia, że ogromnie za tym krajem tęsknię i gdy tylko granice się otworzą, spakujemy na pakę rowery i pojedziemy na urlop gdzieś w głąb kraju. A póki nie jest to możliwe - pocieszam się wspomnieniami leniwego dorzucania do kociołka w ogrodzie u teściów kolejnych składników na pörkölt, przeglądaniem zdjęć z rowerowej wyprawy wokół Balatonu sprzed kilku lat i czytaniem (w moim przypadku, po raz kolejny) trylogii Vargi, do czego i Was wszystkich zachęcam.

    Egészségedre!

    -----------------------------------------------

    PS - podobną, bardzo bliską mojemu sercu “filozofię” podróży po Europie Środkowej znalazłam na blogu autorki “Ziemi Jałowej” - “Literki Butelki Kilometry”, więc jak ktoś czuje podobne klimaty, to polecam serdecznie.

    PPS - Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się dobrze pisać - stąd wszelkie komentarze bardzo mile widziane!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #wegry #podroze #podrozujzwykopem #europa i w dużej mierze #jedzenie
    pokaż całość

    źródło: langosz_w_jurcie.jpg

  •  

    Superekslibris - co to takiego?

    Dziś pod tagiem #oliteraturze będzie nieco bibliologii oraz historii książki. Zapewne każdy z Was wie, co to takiego ekslibris. Może niektórzy z Was robili też takie znaki na lekcjach plastyki czy techniki (najpewniej w formie pieczątki z ziemniaka). Zanim jednak "książki trafiły pod strzechy", i każdy mógł sobie dowolnie oznaczyć swoje tomiki, znaki własnościowe tłoczono (a czasem dodatkowo pokrywano np. złotą farbą) na oprawach ksiąg. Podnosiło to bez wątpienia prestiż księgozbioru. W przeciwieństwie do ekslibrisów czy wpisów proweniencyjnych, superekslibrisy były bardzo rzadko usuwane z opraw przez nowych właścicieli (choć znane są przypadki takiego wbicia kolejnego znaku).

    Najczęściej superekslibris miał kształt herbu, czasem wraz z trzymaczami, dewizą, zawołaniem czy klejnotem (czyli tym wszystkim co rysowano dookoła herbu). Wokół tego tłoczonego znaczka umieszczano inicjały właściciela (rzadziej całe imię i nazwisko). Tak postępowali najczęściej arystokraci i hierarchia kościelna. Mieszczanie czy niżej postawiony kler zadowalali się prostymi gmerkami lub samymi inicjałami. Oczywiście bywały wyjątki - sam widziałem kiedyś superekslibris przedstawicielstwa wrocławskiego patrycjatu, który mógłby bogactwem zdobień przyćmić znaki królewskie.

    Tutaj pozwolę sobie na drobną dygresję: otóż nie ma jednoznacznej definicji tego co zaliczamy do superekslibrisów. Całkiem niedawno doszło do sporu (i to dość ostrego) pomiędzy profesorem Arkadiuszem Wagnerem, a badaczką z Biblioteki Narodowej Marią Cubrzyńską-Leonarczyk, o to czy tłoczone inicjały można uznać za superekslibrisy czy też nie. W dość złośliwych artykułach naukowcy przedstawiali swoje racje. Ja wprawdzie przychylam się do opinii prof. Wagnera, że każdy tłoczony na oprawie znak identyfikujący jest superekslibrisem, ale zaznaczam, że problem jest otwarty ( ͡° ͜ʖ ͡°) (tak wiem problemypierwszegoświata :P)

    Za najcenniejsze uznaje się oczywiście superekslibrisy królewskie. W Polsce znane są między innymi piękne znaki Zygmunta Augusta, Anny Jagiellonki czy królowej Marysieńki. Książka z takim tłoczeniem na oprawie od razu zyskuje na wartości. Nie istniały rzecz jasna superekslibrisy chłopskie (a przynajmniej nigdy się z czymś takim nie spotkałem - jak ktoś zna nich poda taka informację). Za pierwszy chłopski znak własnościowy z terenów współczesnej Polski uznaje się ekslibris Jury Gardzicy z początku XIX wieku.

    Superekslibrisy pojawiły się wraz z książką drukowaną (poprzedzone tzw. protoekslibrisami) i zaczęły zanikać około XVIII wieku. Wykonuje się je nadal, ale od XIX wieku ustępują miejsca zwyczajnym ekslibrisom.

    UWAGA! Przygotowuję (około przyszłego tygodnia) film z podstawowymi informacjami na temat starodruków. Gdyby ktoś był zainteresowany to można zostawić plusika pod tym wpisem, będę wołał. Jeśli macie jakieś sugestie co do tego co powinno znaleźć się w filmie to dajcie znać (chodzi raczej o takie ogólne informacje i ciekawostki).

    (Ilustracja przedstawia superekslibris kardynała Giovanni Giacomo Millo - widoczny kapelusz kardynalski i hehe kutasy :P. Kilka innych przykładów takich znaków wrzucę w komentarze)

    Jeśli jesteście zainteresowani tego rodzaju ciekawostkami ze świata literatury to zapraszam pod tag #oliteraturze
    Recenzje książek publikuję najczęściej na YT pod ----> tym linkiem
    Literackie memy, mniejsze recenzje i tym podobne rzeczy na FB ------> tutaj

    #literatura #ksiazki #ksiazka #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: 2846.jpg

    •  

      @nowylepszyinternet: Temat jest z pewnością niszowy, ale też niezwykle interesujący. Od zawsze budziło moją ciekawość, jak to możliwe, że biblioteki wielkich rodów (oglądane np. w kinie) wyglądają tak spójnie i elegancko - a to jak się okazuje element pewnego trendu/mody/zwyczaju oprawiania książek. W pierwszej chwili zaskakującym też wydało mi się, że superekslibris potrafi podnieść wartość książki. Przecież to tak jakby nabyć egzemplarz podpisany albo z dedykacją. No ale z drugiej strony tom, który kartkował sam król, musi być ozdobą każdej kolekcji! pokaż całość

    •  

      @ManfredMacx: Zdecydowanie masz rację. To od dawnych czasów był powód do dumy, a co więcej kiedy książki miał znaczną wartość to tym bardziej miało sens.
      Oczywiście ci mniej zamożni też tak czynili. Znam takie znaki gdzie ktoś zamawiał piękną oprawę introligatorską (czyli specjalny rzemieślnik wykonywał mu osobną oprawę) i pomiędzy pięknymi zdobieniami umieszczał dwie (albo cztery) literki.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Nie interesujemy się polityką, a swoje oburzenie wyrażamy nakładką na zdjęcie profilowe na Facebooku. Protestujemy tylko wtedy, gdy sprawa dotyczy rzeczy prostej do zrozumienia, medialnej i wywołującej emocje. Na protestach zwykle za to tańczymy, twerkujemy i robimy zdjęcia na Instagram, nie do końca zawsze rozumiejąc, przeciwko czemu tak w zasadzie jesteśmy. Nie gadamy o przyszłości, ZUSie ani ubezpieczeniu, o wpłatach na lokaty premium, nie oszczędzamy na emeryturę, bo trzeba przecież mieć coś od życia, a większość z nas (ok. 60%) popiera obniżenie wieku emerytalnego, nie zdając sobie sprawy, co tak naprawdę to dla nas oznacza. Bardzo długo mieszkamy z rodzicami, przez co przypina nam się łatkę wiecznie niedojrzałych, choć mamy poczucie, że przyczyna tego stanu rzeczy nie leży w naszej niesamodzielności, a w patologii rynku mieszkaniowego. Boimy się mieć dzieci, bo wiemy, że pracując na umowę zlecenie u prywaciarza lub robiąc nadgodziny w korpo własne mieszkanie równa się wiszącym nad nami przez 20 lat toporem comiesięcznych rat, a miejsce w publicznym przedszkolu możemy dostać jedynie wtedy, kiedy sprzedamy naszej konkubinie bułę pod okiem w przerwie między Żubrem a Harnasiem. Cytując klasyka - my to, my to pato... znaczy się - Pokolenie '89.

    -------------------

    Co z nami jest nie tak - a co jest nie tak z systemem? Jakub Sawulski w swojej książce podejmuje się dyskusji na oba te tematy. Pokolenie moje i moich znajomych to pokolenie pełne paradoksów i sprzeczności. Narzekamy na swoją sytuację i tęsknie spoglądamy na obrazki zza zachodnich granic - choć jednocześnie ludziom w tym kraju nigdy nie żyło się lepiej (nie chcę tu - zresztą jak sam autor - wskazywać, że jest to zasługa obecnie panującej ekipy - raczej jest to efekt ostatnich 30 lat transformacji). Wśród problemów systemowych autor opisuje znany każdemu, kto nie jest #programista15k, problem mieszkaniowy. Mieszkanie jest w Polsce częściej, niż w innych krajach, postrzegane jako dobro inwestycyjne, a nie podstawowe. Samych mieszkań mamy za to na rynku niewiele - znacznie poniżej średniej unijnej. Ceny wynajmu są wysokie - to właśnie w Polsce, dzięki (a w zasadzie - przez) średniej wysokości czynszów pobieranych od lokatorów, okres zwrotu inwestycji mieszkaniowej jest jednym z najkrótszych. Pracujemy na umowach śmieciowych, za darmo, na nadgodzinach, a samą pracę zaczynamy późno, bo rzadko kiedy da się ją pogodzić z dziennymi studiami z powodu małej elastyczności zarówno pracodawców, jak i wykładowców. Sama jakość tej pracy też pozostawia wiele do życzenia - będąc outsourcingowym centrum Europy, często powierza się nam zadania niezbyt ambitne intelektualnie - a bardzo powolny napływ 'seniority' do Polski, raczkujące przyzwolenie na prowadzenie projektów bez mocnego udziału managera z UK czy USA potwierdzić może zapewne większość osób pracujących w korporacjach. Poza 500+ jesteśmy pozostawieni sami sobie, jeżeli chodzi o opiekę nad dziećmi i ich wychowanie - brak miejsc w przedszkolach (a tym bardziej w żłobkach), brak mniej zniechęcających do pracy benefitów dla rodziców (ulga podatkowa na pierwsze i drugie dziecko to w momencie powstania książki zaledwie 93zł miesięcznie), konieczność opłacenia dzieciom dodatkowych zajęć (bo jaka jest jakość polskiego szkolnictwa, to ma okazję zobaczyć teraz każdy w TVP) skutecznie zniechęca nas do ratowania polskiej demografii. Opis tych, i wielu innych systemowych problemów, z którymi zetknęła się większa część młodego społeczeństwa, możecie znaleźć szczegółowo opisane w tej książce. Wszyscy wiemy, że system nie działa tak powinien - ale czy część winy za obecny stan rzeczy nie leży w nas samych?

    Lubimy krzyczeć KONS-TY-TUC-JA, oburzać się w momencie, kiedy poruszane są sprawy emocjonalne i łatwe do zrozumienia (stąd też elgiebetyzacja, gretyzacja i po drugiej stronie spektrum - wyklętyzacja przekazu medialnego potrafi nas zaangażować). Pisać intelektualne, pełne gniewu na establishment posty na Instagramie i głosować na antysystemowców - tylko że rzadko kiedy umiemy uzasadnić, co sprawia, że zajmujemy takie czy inne stanowisko. Nie uczy się nas, ale i my sami się nie uczymy krytycznego myślenia, dyskusji, badania i spojrzenia na daną sprawę z różnych perspektyw (tutaj daję upust moim marzeniom o rozpowszechnieniu ćwiczenia w debatach oksfordzkich we wszystkich liceach w Polsce). Czerpiemy naszą wiedzę o świecie z mediów społecznościowych, szerowanych postów i hasztagów, przez co wpadamy w pułapkę confirmation bias i polaryzacji swoich poglądów. Krytykujemy starszych, że głosują tylko na PiS i PO, ale sami nie jesteśmy bardziej elokwentni, gdyby przyszło nam wytłumaczenie, dlaczego głosujemy na tę konkretną partię i osobę - o ile głosujemy w ogóle. Czynną aktywność polityczną mamy za obciach i powód do wstydu - mimo, że w tak uwielbianych przez nas Niemczech w jednej tylko partyjnej młodzieżówce jest 7x więcej osób, niż we wszystkich młodzieżówkach w Polsce. Narzekamy na służbę zdrowia i poziom szkół, ale chętnie wybieramy B2B, żeby uciec od obciążającego podatkami UoPu. No i wreszcie coś, co zarzuca się nam chyba najczęściej, a co jest podkreślane również w innych książkach, które na tym tagu opisywałam - jesteśmy przywiązanymi do przyjemności hedonistami, o mózgach przeoranych przez instant gratification i social media - nie myślimy długoterminowo, chcemy zmian - ale tylko wtedy, gdy ktoś tę zmianę zrobi za nas, kroczymy przez życie w dużej mierze nieświadomie, a jednocześnie zwiększeniem świadomości nie jesteśmy zainteresowani. I proszę się nie obrażać, drodzy millenialsi, ani na mnie, ani na autora, czytając tę recenzję - nie piszę o nikim konkretnym z Was - a wręcz mam wrażenie, że tak najbardziej piszę o sobie.

    -------------------

    Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się dobrze pisać - stąd feedback jest bardzo mile widziany!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #gospodarka #polska #internet #ekonomia #mieszkanie #szkola #studbaza
    pokaż całość

    źródło: 91805257_2858535430899650_3923729985294041088_n.jpg

  •  

    Dwadzieścia pięć lat życia jako rasowy piwniczak przygotowały mnie odpowiednio do obecnej sytuacji - a zatem trzy tygodnie spędzone w domu nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Wręcz przeciwnie, nagły brak konieczności codziennych dojazdów do pracy i możliwość spędzania poranków w sposób, który do tej pory był zarezerwowany tylko dla odrealnionych instagramowych influenserów i ludzi sukcesu typu Roberta Gryna sprawił, że zaczęłam się zastanawiać nad pokierowaniem moją karierą w taki sposób, że praca z domu będzie normą, a nie wyjątkiem w dobie pandemii. Po opanowaniu początkowych ataków paniki, zrzuceniu 3cm w talii ze stresu i pokonaniu bezsenności znalazłam w końcu siły na zmierzenie się z moim książkowym stosem wstydu - a na pierwszy ogień poszła "Praca głęboka" Cala Newporta. Przesłuchałam ją już jakiś czas temu przez Audible, kiedy to jeszcze lubiłam stwarzać sobie pozory produktywności, słuchając rozwojowych audiobooków podczas scrollowania instagrama w komunikacji miejskiej - i oczywiście, niewiele z tego wtedy zapamiętałam. PO rachunku sumienia postanowiłam zatem nabyć fizyczną kopię książki drogą kupna i zająć się nią jeszcze raz, tym razem bardziej uważnie. I chociaż nie jest to pierwsza książka w podobnym temacie, którą przerobiłam, myślę, że wciąż było warto - i już tłumaczę, dlaczego.

    Zapewne spora część wypoku to ludzie pracujący w IT, od świeżaków na stażu po #programista15k i więcej - ja sama się do takich osób również zaliczam. Czy jednak naprawdę największą część waszego dnia poświęcacie na pisanie kodu, czy raczej jest na chodzenie na spotkania, odpisywanie na maile, przysłuchiwanie się telekonferencjom i inne zajęcia, które nie prowadzą bezpośrednio do rozwoju aplikacji? Siedząc w open space, bez możliwości zamknięcia się na bodźce i na innych ludzi, typowy pracownik typowego korpo w ciągu typowego dnia pracy nie jest w stanie skupić się na tworzeniu rzeczy, które rzeczywiście przynoszą wartość - a zamiast tego często premiowany jest za szybkie odpowiadanie na maile, za bycie dostępnym w każdym momencie, za sprawianie wrażenia zajętości i zabiegania. Nawet, jeżeli 80% czasu spędzanego w pracy przeznacza na zadania przynoszące 20% wartości. Schodząc z krytyki złego korpo, które zmusza nas, piwniczaków, do pracy na open space i bycia w nieustannym kontakcie z ludźmi, sami też codziennie po pracy pogłębiamy spłycanie swojej uwagi - bo w zasadzie odwykliśmy od nudy. W dowolnym momencie, kiedy odczuwamy brak bodźców - np. stojąc w kolejce do kasy czy do okna życia, gdzie chcemy oddać naszego bombelka po trzecim tygodniu kwarantanny - mamy możliwość wyciągnięcia telefonu i zajęcia swojej uwagi strumieniem newsów, żeby tylko zagłuszyć wwiercające się w nasz mózg poczucie bezczynności. Jak było to wspomniane w The Shallows, które opisywałam już jakiś czas temu takie zachowanie, chociaż z pozoru nieszkodliwe, najwyraźniej jeszcze bardziej wykorzenia z nas umiejętność skupienia się i wyciszenia. W moim przypadku mam poczucie, że każde niewykorzystane w jakikolwiek sposób 5 minut jest zmarnowane - i choćbym miała je spędzić na oglądaniu 33 psów, które udają chleb, jest to lepsze rozwiązanie, niż pozwolenie mojemu umysłowi na chwilę ciszy.

    Książka o pracy głębokiej to jedna z takich książek, które wywołują we mnie mieszane uczucia. Wszystko, co tam przeczytacie, w momencie czytania wyda się Wam oczywiste - no bo przecież wiadomo, że praca w skupieniu i pełna koncentracja na wykonaniu jakiegoś zadania przyniesie lepsze rezultaty, niż ciągłe rozpraszanie się. Wszyscy już wiemy, że smartfony są złe, korzystamy z mediów społecznościowych za dużo i za mało czasu poświęcamy na rzeczy (i ludzi), którymi powinniśmy się zająć w pierwszej kolejności. Mam wrażenie, że opisując tę książkę naprawdę nie powiem nic odkrywczego - a jednocześnie ją polecam, bo często dopiero przeczytanie takich oczywistości - i uświadomienie sobie, że rzeczywiście to, z czym się zmagamy, to powszechny i poważny problem, może nam pomóc uporządkować nasze uczucia i opracować plan na to, jak zmienić swój styl pracy. Do ciekawszych rzeczy, które wypisałam sobie po lekturze książki, należą m.in.:

    1. Zgodnie z badaniami psychologa o najczęściej przekręcanym nazwisku świata - Mihaly Csikszentmihaly - najszczęśliwsi jesteśmy, gdy jesteśmy pochłonięci pracą nad czymś istotnym. Swoje wnioski opiera on na badaniach polegających na 'próbkowaniu' stopnia zadowolenia uczestników badania w różnych momentach dnia, a koncepcję tę opisuje szerzej w dość popularnej i starej książce 'Flow'.

    2. Umiejętność pracy głębokiej może być tym, co wyróżni nas na rynku pracy. Z mojego własnego podwórka znam historię pewnego programisty, który pracował tak, że sam jeden był w stanie napisać to, czym wcześniej zajmował się cały zespół developerów. Złodupiec potrafił tak się skupić na pracy i na dostarczaniu wartości, że w tydzień rozpykał to, co normalnemu, kilkuosobowemu zespołowi zajęłoby przynajmniej 2x tyle czasu - i to właśnie takie osoby są na rynku pracy cenione najwyżej. Umiejętność szybkiego uczenia się nowych rzeczy i umiejętność dostarczania dobrej jakości wyników w krótkim czasie to dwa najbardziej cenione skille w dowolnej branży - a żeby nabyć je oba, musimy umieć pracować w skupieniu i z wykorzystaniem całej kognitywnej mocy przerobowej.

    3. Podejście wszystko-albo-nic w większości przypadków nie zadziała. Pójście do szefa i oznajmienie mu, że od tego czasu nie odbieramy maili, nie kontaktujemy się z nikim częściej, niż raz dziennie, zamykamy się na cały dzień w składziku na miotły i napieprzamy nowe funkcje i obiekty raczej nie skończy się dobrze. Dlatego - jak z każdą mądrą techniką z rozwojowych książek - trzeba dopasować ją do swojego stylu życia. Ja na przykład lubię przychodzić do pracy o 7:00 rano i przeznaczać ~2h na zajęcie się najbardziej istotnymi rzeczami, które mam już przygotowane na liście zadań zapisanej dzień wcześniej. Inspirując się kolegą z open space, kupiłam sobie w Castoramie słuchawki wygłuszające i bez żenady siedzę w nich na open space - co, jak się okazało, naprawdę pozytywnie wpływa na moją koncentrację. Możemy ustalić sobie 'sloty', w których odpowiadamy na maile i wiadomości, przesunąć spotkania na czas, w którym i tak nie jesteśmy w stanie pracować najwydajniej i od czasu do czasu zaszyć się w jednej z salek po to, żeby popracować nad czymś istotnym w spokoju.

    Jeżeli jesteście świadomi swojego problemu z koncentracją i czujecie, że potrzebujecie pomocy w uporządkowaniu sobie swoich uczuć i opracowaniu planu działania - polecam. Na koniec moje pobożne życzenie, ponieważ książki i badania traktujące o podobnych problemach zaczynają pojawiać się coraz częściej - mam nadzieję, że firmy nie będą brnąć dalej w trend usadzania ludzi w ołpen spejsach brzęcząc o korporacyjnych frazesach w stylu 'increasing collaboration', 'improving communication', 'fostering innovation' (próbowałam przetłumaczyć te hasła na polski, ale tracą wtedy swoje kołczingowe zabarwienie). O premiowaniu spotkań i kontaktów z innymi kosztem samodzielnej pracy wspominała już Susan Cain w jednym z ciekawszych TED talków jakie ostatnio oglądałam, stąd też mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości koncepcja open space odejdzie do lamusa, a praca głęboka ponownie stanie się wartością - ponieważ, jak się okazuje, to właśnie ona największą wartość przynosi.

    ----------------------------------------------------------------

    Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się dobrze pisać - stąd feedback jest bardzo mile widziany!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #psychologia #rozwojosobisty #produktywnosc
    pokaż całość

    źródło: 90800641_641647366675870_3314291280091021312_n.jpg

  •  

    Rzeźnia numer pięć (1969)
    Kurt Vonnegut

    Przyznam się szczerze, że science-fiction od dobrych paru lat nie jest moim ulubionym gatunkiem, tak samo jak ulubionym nurtem nie jest postmodernizm. Ideały postmoderny w literaturze, obojętne jak je oceniać, nieczęsto są spełniane w literaturze i Rzeźnia to dobry dla tego obrazek. Pisana prosto, bawiąca się konwencją, niby świadoma kiczowatości swojej własnej i pastiszująca do woli, jednak koniec końców wypada to wszystko blado. Plus nie pomaga fakt, że wszystko jest w niej, prędzej czy później, podane na talerzu.

    Żeby jednak nie być aż tak bardzo krytycznym, to siła recepcji tej książki mogła spaść między innymi poprzez czas jaki upłynął od IIWŚ. Czytałem też, że w chwili jej wydania historia nalotu na Drezno nie była wcale dobrze znana i przebadana. Wracjąc i sumując: czytało się lekko (nawet: za lekko), jednak książka nie pozostawiająca po sobie nic więcej. Komuś może się podobać, jednak to nie dla mnie.

    Było to moje pierwsze spotkanie z Vonnegutem i na pewno w najbliższym czasie dam mu drugą szansę.

    #problematycznie #czytajzwykopem #ksiazki #ksiazka #literatura
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

    •  

      @problemat: Ja jakiś rok temu sięgnąłem po raz pierwszy po Vonneguta i przeczytałem za jednym zamachem Rzeźnię, Kocią kołyskę i Śniadanie mistrzów. Za każdym razem, a już szczególnie przy Kołysce, miałem wrażenie, że autor bardzo chciał coś powiedzieć, ale za bardzo nie wiedział, co takiego. Problem z ironią jest taki, że na ogół jej warunkiem jest ślizganie się po powierzchni. I to właśnie robi Vonnegut, a przy tym spod jego maski ironisty wyziera wtórny moralista. pokaż całość

    •  

      @tgqq: Też słyszałem takie opinie o Kołysce. I jak coś o niej napiszę, to zawołam, chociaż recenzją bym tego nie nazwał. Wydaje mi się że mało kto czyta teraz dłuższe teksty na internecie, więc staram się skondensować moje odczucia czy opinie na temat danej książki, by otworzyć tym samym jakąś rozmowę ;)

      @Turysta_Onanista: Wtórny moralizm - dokładnie! Mi po Rzeźni wydaje się, że autor dobrze wiedział co chce powiedzieć, ale za każdym razem wychodził banał. I nic dziwnego, bo wniosek że wojna jest ZŁA został powiedziany już wielokrotnie. A stwierdzenie, że rozmontowuje życie na fragmenty nie jest warte napisania powieści (btw forma Rzeźni to byłaby jedna z niewielu rzeczy wartych namysłu). Myśląc czy ironia wymaga spłaszczenia się zawahałem. Najchętniej rzuciłbym do walki Gombrowicza albo Bułhakowa, ale tutaj chyba chodzi Ci o coś innego.

      Jak teraz myślę, to jedyny fragment, który mi zapadł w pamięć to przekształcenie apokryfów, robiąc z Jezusa z gruntu bezbronnego. Ale lepiej zostało to zrobione przez np. Kazantzakisa.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Na głównej znalezisko o zachowaniu tytanów intelektualnych z mojego pięknego miasta... szlag mnie trafia czytając o takich zachowaniach, tym bardziej, że w szpitalu w Parczewie pracuje moja mama - a ponieważ jest to szpital powiatowy, jest poza głównym priorytetem MZ na zaopatrzenie w środki, mimo ze pacjent z koroną może się zdarzyć lada dzień.

    W związku z tym #rozdajo dla fanów #matematyka #sztucznainteligencja #algorytmy i trochę #programowanie - książki „Głowa do liczb” oraz „Broń matematycznej zagłady”.

    Zestaw zostanie rozlosowany wśród osób, które wpłacą coś na zbiórkę prowadzoną przez wyżej wspomniany szpital - zdjęcie z danymi do przelewu w komentarzu. Jeżeli ktoś nie chce się babrać w przelew i woli wysłać pieniążka np. Revolutem, dajcie mi znać na PW. Dowód wpłaty możecie wrzucić w komentarzu lub wysłać mi na priv.

    Jezeli ktoś jakimś cudem ma jakiekolwiek pomysły na to, skąd można pozyskać maski, kombinezony i inny potrzebny sprzęt higieniczny, to będę wdzięczna za kontakt. Napisałam już do IFMSA która organizuje pomoc w ogarnięciu zapasów.

    Post szpitala na fb

    #ksiazka #ksiazki #nonfiction #czytajzwykopem #koronawirus
    pokaż całość

    źródło: 2A876D66-7B26-4284-919C-29EC699031D7.jpeg

  •  

    Kilka tygodni temu odwiedziła nas w domu moja teściowa. Jak to ma ona w zwyczaju, przyrządziła górę kotletów mielonych oraz gar krupnika. Tak abyśmy mieli co jeść, bo zawsze się o nas martwi. Jako, że wciąć oficjalnie mamy zimę, a temperatury nie były aż tak wysokie to gar pysznej zupy trafił na zaszczytne miejsce na balkonie, tak w rogu, żeby nikomu nie zawadzał.

    Mamusia spędziła u nas kilka dni, było bardzo wesoło i serdecznie, a jeszcze weselej było gdy postanowiła nas opuścić i wsiadła w pociąg.

    Kotlety w końcu zostały zjedzone, chodziliśmy sobie do #pracbaza żyliśmy swoim życiem, wieczorem oglądaliśmy seriale albo wychodziliśmy na miasto, wyjeżdżaliśmy raz do mojej rodziny a raz do niej.

    Ostatnio ze względu na panującą zarazę #koronawirus postanowiłem moją #rozowypasek wywieźć do jej rodziców aby mogła uskuteczniać sobie home office, a sam jako ten bardziej odporny zostałem w #warszawa i będę chodził sobie do pracy tak jak zwykle.

    Przyjechałem dzisiaj z mistycznego podlaskiego miasta wojewódzkiego #bialystok i rozpakowałem się. Poczytałem #ksiazka polurkowałem jak zwykle internety. Aż nagle poczułem na plecach powiew zimnego powietrza, me ciało przeszyły dreszcze a na czole pojawił się pot. Te uczucie niepokoju towarzyszyło mi przez jakiś czas gdy zastanawiałem się, o czym zapomniałem.

    Tak, ten gar na balkonie wypełniony pysznym krupnikiem, cały czas tam stał.

    Czym prędzej pognałem na balkon, zwalając na podłogę pusty na szczęście kubek po herbacie, drzwi balkonowe otworzyłem z taką nagłością, że gołąb siedzący na barierce nastroszył pióra i tak. Tak. Ten gar cały czas tam był, nigdzie nie poszedł. Czekał tam na mnie. Cierpliwie nabierał kolorów, czekał w ukryciu, w cieniu niczym snajper na odpowiedni moment. Przygotowywał się do tego spotkania przez te kilka tygodni, wiedział że przyjdę.

    I oto jestem. Otwieram wieko i widzę... nic tam nie ma. Nie ma krupniku, gar jest pusty i widzę odbicie swojej twarzy w dnie garnka. Nagle moja twarz zmieniła się, zaczęła zniekształcać. Zmienił się kolor oczu, rysy twarzy nieco wyblakły, widok który zaczął mi się jawić był kompletnie surrealistyczny. Najpierw ujrzałem na dnie garnka lico Mariusza Pudzianowskiego, ale potem, gdy się przypatrzyłem to jednak nie był on.

    Wyobraźcie sobie moi kochani, że objawił mi się sam Karol Wojtyła. Jan Paweł II, największy papież na świecie.

    Obudziłem się potem na kanapie w swoim pokoju. Bardzo bolał mnie tyłem i w ustach czułem dziwny, jakby kwaśny smak. Bolały mnie kąciki ust jakbym sobie przegryzł albo coś.

    Minęły dwie i pół godziny, tyle czasu musiała trwać moja drzemka. Doprawdy, co za dziwny sen.

    #oswiadczenie #sen #sny
    pokaż całość

  •  

    Zakwas na chleb nastawiony? Pokój wysprzątany? Rzodkiewki i rzeżucha zasadzone na parapetowym ogródku? Przerobiłam już to wszystko, więc najwyższy czas zabrać się za mój książkowy stosik wstydu. Jeżeli i Ty szukasz pomysłów na to, jak spędzić długie wiosenne wieczory, dla wszystkich fanów #nonfiction przygotowałam listę lektur, która umili Ci kwarantannę - tę z wyboru i tę przymusową.

    Gwoli ścisłości:
    - część z pozycji angielskich jest na pewno dostępna po polsku - dlatego nie zniechęćcie się, tylko sprawcie, czy polska wersja danej książki jest dostępna
    - oczywiście, jeżeli spodoba Ci się jakaś książka, to nie leź od razu do galerii handlowej czy empiku - zamów ją przez internet lub zafunduj sobie ebooka.

    No to lecimy:
    #programowanie #programista15k i inne około-IT:
    - 'Accelerate' - N. Forsgren, J. Humble, G. Kim: o tym, co wpływa na efektywność zespołów IT bez bullshitu - polecam szczególnie managerom i team leaderom
    - 'TDD. Sztuka Tworzenia Dobrego Kodu' - K. Beck - tytuł mówi sam za siebie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    - 'Testuj Oprogramowanie Jak Google' - J. Whittaker i inni - o metodach automatyzacji wymyślonych przez Google - ale mi, jako analityczce biznesowej, również ta książka bardzo się przydała, np. do określania dobrych scenariuszy testowych

    #filozofia
    - 'The Book of Why' - J. Pearl, D. Mackenzie - o związkach przyczynowo-skutkowych i konceptach pomagających przy tworzeniu sztucznej inteligencji
    - 'How To Read A Book' - M. J. Adler - o tym, jak nauczyć się czytać książki tak, żeby jak najwięcej z nich zapamiętać i zrozumieć
    - 'Zaufaj Życiu' - M. Fabjański - wspaniała książka o stoicyźmie, również dla filozoficznych laików
    - 'Historia Filozofii' - W. Tatarkiewicz - klasyk, w zasadzie to podręcznik, ale zgrabnie przeprowadza przez dzieje filozofii

    #psychologia #neurobiologia
    - 'How The Mind Works' - S. Pinker - co sprawia, że działamy racjonalnie, a co, że jednak mimo wszystko często działamy wbrew rozsądkowi? Co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, przestraszeni, źli, zdegustowani czy poruszeni? Jeszcze nie czytałam, ale zapowiada się lektura odpowiednia do obecnych czasów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    - 'Mózg rządzi' - K. Nordengen - trochę teorii i ciekawostek o tym, jak działa mózg
    - 'The Society of Mind' - M. Minsky - ciekawa książka przedstawiająca teorię 'agentów' umysłu, napisana w przystępny sposób zbioru krótkich esejów, po których można się zatrzymać i przemyśleć przedstawione przez autora koncepcje
    - 'The Shallows' - N. Carr - jak wieczne rozproszenie wpływa na nasze mózgi i co możemy zrobić, żeby się przez tym bronić

    #matematyka
    - 'Jak się nie pomylić' - J. Ellenberg - książka, którą naprawdę chciałabym, żeby przeczytał każdy Polak - o tym, jak łapać bzdury i naciąganie statystyki, czym niestety codziennie jesteśmy karmieni przez media. Dużo przykładów i historii, zdecydowanie polecam
    - 'Głowa do Liczb' - B. Oakley - lekka książka o 'matematycznym myśleniu' i różnych ciekawostkach związanych z matematyką. Podobna do niej pozycja to 'Pi Razy Drzwi' M. Launaya

    #sztucznainteligencja
    - 'Deep Learning. Głęboka Rewolucja' - T. J. Sejnowski - o tym, czym jest głębokie uczenie, skąd się wywodzi i jak działa
    - 'AI Superpowers. China, Silicon Valley and the New World Order' - K.-F. Lee - genialna książka o tym, jak wygląda 'rynek' AI w Chinach i dlaczego tak bardzo różni się od tego w Europie czy US.
    - 'Broń Matematycznej Zagłady' - C. O'Neil - o algorytmach wykorzystywanych w bankowości, policji i e-commerce - mocno osadzona w rynku US
    - 'How to Create a Mind' - R. Kurzweil - jeden z najbardziej znanych futurystów opowiada o reverse-engineering mózgu I badaniach pozwalających na rozwój sztucznej inteligencji
    - 'Artificial Intelligence in Practice' - B. Marr - konkretne przykłady, jak dane firmy wykorzystują sztuczną inteligencję do swoich procesów

    #rozwojosobisty
    - 'Praca głęboka' - C. Newport - o tym, jak nauczyć się pracować bez rozproszeń i jak może to wpłynąć na efekty tego, co robimy
    - 'How To Develop a Brilliant Memory Week by Week' - D. O'Brien - zestaw ćwiczeń na poprawę pamięci
    - 'Ultralearning' - S. H. Young - o tym, jak nauczyć się naprawdę wszystkiego naprawdę szybko - o ile jesteśmy gotowi zmienić sposób, w jaki do tej pory podchodziliśmy do nauki
    - 'Finansowy Ninja' - M. Szafrański - kompleksowy podręcznik do ogarnięcia finansów osobistych
    - Kursoksiążki 'Asertywność I Pewność Siebie' oraz ' Cele I Planowanie' - O. Budzyńska - jakbym miała polecić jeden zestaw dla kogoś, kto chce się ogarnąć, to poleciłabym właśnie to. Mnóstwo ćwiczeń praktycznych i zmuszających do myślenia pytań
    - 'Zasady' - R. Dalio - samo mięcho jeżeli chodzi o to, czym kierować się w życiu, jak pracować z ludźmi i jak działać zgodnie z priorytetami

    #ekonomia
    - 'Pokolenie '89. Młodzi o Polskiej Transformacji' - J. Sawulski - o realiach życia millenialsów, osób, które nie pamiętają czasów PRLu I od początku pracują w rzeczywistości po transformacji ustrojowej

    #podroze
    - 'Gulasz z Turula', 'Czardasz z Mangalicą' i 'Langosz w Jurcie' - K. Varga - przepięknie tragiczne reportaże o Węgrzech z perspektywy pół-Polaka, pół-Węgra - bo Węgry są właśnie przepięknie tragiczne
    - 'Wszystkie Winy Izraela' - A. Koraszewski - książka I o judaizmie, I o islamie - zbiór esejów o tematach związanych z antysemityzmem
    - 'Fashionistki Zrzucają Czadory' - A. Chrobak - o realiach kobiet w Iranie
    - 'Córka Rabina' - R. Mann - dla odmiany, o życiu kobiet w ortodoksyjnych społecznościach żydowskich

    #urbanistyka #architektura
    - 'Smart Cities' - A. Townsend - jak technologia zmienia oblicze miast, I co to w zasadzie jest to 'smart city', o którym tak bezrefleksyjnie pisze się w różnych mediach
    - 'Miasto Szczęśliwe' - Ch. Montgomery - o tym, co wpływa na szczęście mieszkańców miast + trochę historii różnych pomysłów architektonicznych do radzenia sobie z rosnącą urbanizacją
    - 'Miasto na Plus' - różni autorzy - zbiór 11 esejów o przestrzeni miejskiej od praktyków - m.in. Piotr Kempf, który na codzień pracuje w Zarządzie Zieleni Miejskiej w Krakowie
    - 'Jak Rowery Mogą Uratować Świat' - P. Walker - jak ruch rowerowy I zachęty do wykorzystania tego środka transportu mogą zmienić przestrzeń miejską
    - 'Miasto Archipelag' - F. Springer - naprawdę fantastyczna książka dla osób, które - tak jak ja - pochodzą z małego miasta. Opowieść o tym, co stało się z miastami, które jeszcze niedawno pełniły funkcje stolic województw

    Inne:
    - 'Nadzieja w mroku' - R. Solnit - o ruchach społecznych I tym, co motywuje ludzi do szlachetnych czynów, gdy wszystko idzie źle
    - 'Ostre Cięcie' - K. Trammer - o tym, jak "reformowano" polską kolej w ciągu kilku ostatnich dekad
    - 'Źle urodzone' - F. Springer - reportaże o różnych przykładach PRL-owskiej architektury
    - 'Jak się Dogadać' - M. Rusinek, A. Załazińska - wspaniała książka o retoryce I o tym, jak możemy zmienić sposób rozmowy z ludźmi, żeby uniknąć niepotrzebnych konfliktów i problemów
    - 'Modowe Rewolucje' - K. Żebrowska - ciekawa książka o historii mody z naciskiem na wydarzenia, które wywołały w niej bardzo duże zmiany
    - 'Polskie Piękno' - K. Żebrowska - tutaj z kolei o historii mody w Polsce I o tym, jaki wpływ na nią miały wydarzenia w kraju w XX wieku

    Na koniec trochę prywaty:
    Moja mama jest ordynatorką jednego z oddziałów w pewnym szpitalu powiatowym na wschodzie, mój tata jest samorządowcem, który od kilku dni podejmuje trudne, niepopularne i ciężkie decyzje, a mój brat jest studentem kierunku lekarskiego na jednym z ostatnich lat. Od kilku dni nasze codzienne rozmowy oscylują wokół jednego tematu - bo wszyscy są żywo zaangażowani w walkę i w przygotowanie lokalnych społeczności na jak największą minimalizację skutków #koronawirus. Uwierzcie mi, że to, jak bardzo odpowiedzialni będą ludzie w ciągu kilku najbliższych dni I tygodni naprawdę będzie mieć kluczowe znaczenie, jeżeli chodzi o powstrzymanie najgorszych skutków epidemii. Zostań w domu, zajmij się sobą, zrób to, na co nigdy nie miałeś/aś czasu - ale powstrzymaj sie od wyjść, spotkań ze znajomymi, odwiedzin u rodziny i strzelaj po uchu tych, którzy lekceważą sobie zalecenia. Trzymajcie się w tej pandemii!

    #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #pokazmorde #polakmadryprzedszkoda
    pokaż całość

    źródło: IMG-2011.jpg

  •  

    Nasz targowy kuzyn czyli Poznańskie Targi Książki już w ten weekend w Poznaniu. Na wstępie: Tak, wydarzenie na pewno się odbędzie ( ͡° ͜ʖ ͡°) 6-8 marca, Międzynarodowe Targi Poznańskie - wstęp darmowy!

    Dlaczego warto? Bo to pierwszy raz, kiedy w Poznaniu odbędą się tak zróżnicowane i zrobione z rozmachem Targi Książki.

    W programie m.in.:
    - ekspozycja blisko 150 wystawców - najróżniejsze wydawnictwa od dziecięcych przez kryminał po naukowe
    - spotkania z ponad setką pisarzy - Ćwiek, Bralczyk, Springer, Gitkiewicz, Moss, Bonda, Grabowska, Sindelka, Poliakov, Semczuk, Muszyńska-Chafitz i Kapitan Dariusz z #turbulencja #samoloty ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nasz ulubiony YouTuber wydaje w tym miesiącu książkę!
    - do tego strefy tematyczne: #winyl #winyle #komiks #komiksy no i #scrabble
    - dla bąbelków bogaty program warsztatów i Strefa Naj Naj
    - miłośników #sztuka #ilustracja #obrazy zapraszamy na wystawy z cyklu Salon Ilustratorów oraz Mistrzowie Ilustracji - w tym roku prace Janusza Grabiańskiego i spotkanie z jego żoną

    Pełny program spotkań, wystawców oraz wszystkie potrzebne informacje macie tutaj: https://www.targiksiazki.pl/pl/

    #poznan #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #literatura
    pokaż całość

    źródło: PTK PDK.png

  •  

    Wydawnictwo Znak Horyzont kontynuuje wydawanie cyklu Toma Clancy'ego o przygodach Jacka Ryana. Prawie pięć miesięcy po ukazaniu się na polskim rynku „Polowania na Czerwony Październik” do sprzedaży trafiło wznowienie książki „Czas patriotów”. W 1992 roku na jej podstawie Phillip Noyce nakręcił film pod tym samym tytułem, w którym główne role zagrali Harrison Ford i Sean Bean. W naszym konkursie możecie przedpremierowo wygrać powieść z 1987 roku (w sklepach oficjalnie od 26 lutego 2020 roku).

    Zadanie konkursowe jest bardzo proste i polega na przekonaniu nas, że to właśnie w Wasze ręce powinna trafić książka „Czas patriotów”.

    Szczegóły: http://filmozercy.com/wpis/tom-clancy-czas-patriotow-przeglad-ofert-na-nowe-wydanie-ksiazki-konkurs

    #konkurs #ksiazki #film #filmy #kino #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: czas-patriotow-ksiazka-wydawnictwo-znak-horyzont.jpg

  •  

    Z okazji 125 rocznicy swojego istnienia, Biblioteka Publiczna w Nowym Jorku postanowiła stworzyć zestawienie 10 najczęściej wypożyczanych z jej zasobów książek w historii.

    Oto jakie pozycje znalazły się na liście:
    1. "Śnieżny dzień" Ezry Jacka Keatsa
    2. "Kot Prot" Dr. Seussa
    3. "Rok 1984" George’a Orwella
    4. "Tam, gdzie żyją dzikie stwory" Maurice’a Sendaka
    5. "Zabić drozda Nelle" Harper Lee
    6. "Pajęczyna Szarloty" Elwyna Brooksa White
    7. "Fahrenheit 451" Raya Bradbury’ego
    8. "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" Dale’a Carnegie’a
    9. "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J. K. Rowling
    10. "Bardzo głodna gąsienica" Erica Carle

    Odnośnik do całego artykułu: 10 najczęściej wypożyczanych książek z Biblioteki Publicznej w Nowym Jorku

    #ebook #czytajzwykopem #ksiazki #czytniki #literatura #ksiazka
    #naczytniku <= tag do obserwowania/czarnolistowania
    pokaż całość

    źródło: biblioteka2-1024x683.jpg

  •  

    Dostałem:
    a) Uszyj rekawiczki ze wzorem w płatki śniegu, bałwanki.
    b) Zbuduj bałwana do góry nogami.
    c) Idź do biblioteki, nie patrząc na oznaczenia wejdź w pierwszą lepszą alejką i z zamkniętymi oczami weź książkę i przeczytaj w trakcie wyzwania.

    Wybrałem c
    Z jednej strony trafiłem dobrze, bo fantastyka i w dodatku pierwsza część, ale z drugiej... Prawie 700 stron (╥﹏╥)
    Zdaję sobie sprawę że dla niektórych to nie dużo, wręcz idealnie, na jeden dzień , ale ja jednak wolę krótsze książki, a czytanie to nie jest jedyna rozrywka, jaką lubię. Nie pomogło nawet to, że jestem teraz na urlopie nad morzem.

    Niestety, noe podołałem. Nie przeczytałem całej.
    Zostało ok. 100 stron, na pewno doczytam, bo opowieść bardzo fajna, ale cóż, nie zdążę (╯︵╰,)

    Tak że zadanie nie zaliczone, przykro, ale cóż, czasu nie przeskoczę (・へ・)

    #mirkowyzwanie #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: owmcamera1581613848822.jpg82100922228838422510

  •  

    „Podczas gotowania ziemniaki stają się miękkie, ale jaja gotują się na twardo. Nie wpłyniesz na to, czy jesteś ziemniakiem czy jajem, ale możesz wybrać grę, w której lepiej być twardym lub miękkim”

    Są takie książki, które nie biorą jeńców. Obdzierają ze skóry i dają w kość, nie pozwalając już dłużej na chowanie się za obrazem siebie w swojej głowie. Czytając je, autor wytrąca nam z ręki wszystkie wymówki, argumenty i błędy myślowe głęboko zakorzenione w naszej psychice - i taką książką są dla mnie „Atomowe nawyki” Jamesa Cleara. I zanim spluniesz na kołczingowe normickie treści i przeskrollujesz w dół w poszukiwaniu newsów o tym, czy ktoś rzeczywiście wygrał siedem minut w niebie w jednym z bydgoskich hoteli wczoraj #pdk, daj mi jeszcze jedną szansę opowiedzieć Ci o tej książce.

    „Atomowe nawyki” to, jak sama nazwa wskazuje, książka o nawykach (nokurwarzeczywiscie.jpg) - zarówno tych, jakie chcemy w sobie zbudować, jak i tych, których próbujemy się pozbyć. Autor przedstawia uniwersalne drogi na modyfikację własnych przyzwyczajeń, które można zamknąć w schemacie „uczyń to oczywistym -> atrakcyjnym -> łatwym -> satysfakcjonującym” oraz w negacji tegoż schematu w przypadku nawyków negatywnych. Zamiast jednak skupiać się na omówieniu samej metody (bo takich opracowań książki jest już w internecie milion), opowiem Wam o dwóch nieoczywistych wskazówkach, które z tej lektury wyniosłam.

    Po pierwsze - zgodnie z cytatem z początku wpisu - żeby zbudować nawyk, którego będziemy się trzymać, a także żeby zbudować karierę czy hobby, w których będziemy wymiatać, ważne jest, żeby znaleźć grę, która daje nam fory. Wbrew typowemu pierdololo, jakie można często znaleźć w książkach o rozwoju osobistym lub w chwalipostach na linkedinie, nie możesz być kim chcesz i nie do wszystkiego możesz dojść ciężką pracą. To znaczy - może i możesz, ale nigdy nie będziesz w tym tak dobry, jak ludzie, którzy wygrali los na genetycznej loterii. Sukces możesz natomiast osiągnąć wtedy, kiedy działki, w których czujesz się relatywnie dobrze, połączysz w coś, w czym możesz być najlepszy. W książce pokazane jest to na przykładzie twórcy „Dilberta”, który - jak sam o sobie mówi - jest średnim rysownikiem, średnim komikiem, ale niewiele osób potrafi jako-tako rysować i jako-tako opowiadać żarty - a mając dodatkowo doświadczenie w korporacji ma materiał do żartów, które wielu z nas lubi przeglądać przy porannej korpokawie.

    Po drugie - tworzenie nawyków jest nudne. Rzadko kiedy da się czerpać przyjemności z pięćdziesiątego trzeciego podejścia do robienia pompek lub trzydziestego siódmego podejścia do napisania przepysznej pasty na wypok. Efekty długo się nie pojawiają, a gdy się pojawiają, to wciąż nie są na tyle spektakularne, żeby gdzieś się nimi pochwalić. Cele jakie większość ludzi sobie stawia, są trudne i żmudne do osiągnięcia. Budując coś nowego należy jak najszybciej wyzbyć się cukierkowego wyobrażenia o tym, jak z uśmiechem na ustach będziemy codziennie wstawać rano, wychodzić do ludzi i biegać - a zamiast tego przygotować plan, co robić, kiedy dopadnie nas niechęć. Aby rzeczywiście stać się w czymś dobrym, należy zakochać się w samym procesie, a nie patrzeć w kierunku celu, który sobie założyliśmy.

    Lubię takie książki, które odzierają rozwój osobisty z romantyzmu tego, jaka to praca nad sobą jest piękna i satysfakcjonująca. Chcę być specjalistką w swojej branży, ale myślenie o robieniu notatek z kolejnej książki jest dużo przyjemniejsze, niż tych notatek rzeczywiście robienie. Chcę się nauczyć dobrze pisać, ale nawet pisanie tego posta nie daje mi jakiejś ekstatycznej radości - szczególnie, że piszę go w autobusie, wkurzając się, że przez korki znowu będę później, niż zakładałam. Ta książka jednocześnie nie pozwalając mi na chowanie się za własnymi przeświadczeniami o sobie, przytuliła mnie i dała mi buzi w czółko. To normalne, że przez długi czas coś mi nie wychodzi. To w porządku, że są dni, w które wybitnie mi się nie chce, a post, który piszę, ląduje w koszu. To jest okej, że nie nadaję się do wielu rzeczy, którymi chwalą się moi pełni sukcesów znajomi. Śmieciowy kitku może osiągnąć sukces - tylko może niekoniecznie głośniej miaucząc i wcześniej wstając.

    ———

    Opowiadam o książkach, które czytam, pod tagiem #nonfiction. Te posty służą mi również do tego, żeby nauczyć się dobrze pisać - stąd feedback jest bardzo mile widziany!

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #psychologia #rozwojosobisty #produktywnosc
    pokaż całość

    źródło: 9409BF5B-9578-49EF-A688-4EBFA02C7E79.jpeg

    +: T..................a, CampTrump +530 innych
  •  

    #heheszki #humorobrazkowy #harrypotter #film #ksiazka

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 83230153_2692919410792069_8865498448170844160_n (2).jpg

  •  

    otwieram kącik czytelniczo-yerbowniczy: co dzisiaj czytacie? co dzisiaj pijecie?
    u mnie Szczury Wrocławia + CBSe Guarana
    #ksiazki #ksiazka #yerbamate #yerbamatewykopclub #czytajzwykopem

    źródło: IMG_0022.MOV

  •  

    Czy zastanawiamy się, skąd biorą się ubrania, które nosimy?

    Mój ostatni post o Primarku wywołał falę różnorodnych komentarzy - od krytyki fast fashion, przez komentarze na temat jakości ubrań od brytyjskiego giganta, po standardowe wypokowe 'nie zesraj się', zarzucanie mi gretyzowania i wskazywanie na to, że zmiana nawyków odzieżowych pojedynczych osób i tak nic nie zmieni. Gdy odsiewałam kilka najbardziej pomarańczek wściekłych, w chuj agresywnych na #czarnolisto, natrafiłam również na kilka komentarzy pod tytułem (pisownia oryginalna):

    chuj mnie obchodzi skąd to jest i kto to robił. Jedyne czym się sugeruję to cena i tyle. nara

    chuj mnie obchodzą jakieś dzieci w bangladeszu czy innym azjatyckim wypizdowie

    Akurat los ludzi w Bangladeszu i Indiach jest mi jak najbardziej obojętny. A wręcz powinno się ich zbombardować za zatruwanie środowiska i podejście do tego

    I w pewnym sensie jestem w stanie je zrozumieć - bo ciężko przejąć się krzywdą, która nas bezpośrednio nie dotyczy i jest tylko jedną z wielu złych wiadomości, jakie i tak słyszymy codziennie ze świata. Warto jednak pamiętać, że są to problemy, które po transformacjach lat 90. zostały właściwie outsourcowane do innej części globu - a to, że obecnie mamy luksus nie oglądania różnych procederów na własne oczy, nie oznacza, że jeszcze do niedawna podobne rzeczy nie działy się i u nas - a niektóre z dość dużą dozą pewności dzieją się tutaj nadal.

    'Aleja Włókniarek' Marty Madejskiej to przekrój historii polskich 'mill girls' od końca XIX wieku aż do czasów transformacji, w których zamkniętych została większość dużych polskich zakładów włókienniczych. Choć włókniarki przybywały do Łodzi z różnych części Polski, często dzieliły podobną historię - młode dziewczyny, przybyłe ze wsi do miasta, które zaczynały pracę w wieku kilkunastu lat (często fałszując swoją metrykę), a których życie od tej pory było naznaczone codzienną, wielogodzinną pracą w okrutnie wymagających warunkach. Opłacane znacznie gorzej, niż mężczyźni pracujący w biznesie tekstylnym, bez prawa do odpoczynku po urodzeniu dziecka (lub wyrzucane z pracy w chwili zgłoszenia ciąży) i bez emerytury. Głodne, atakowane, molestowane i gwałcone przez nadzorujących je inspektorów, wyniszczone przez pracę wśród wibracji, wilgoci i pyłów, po wielu partyzancko przeprowadzonych aborcjach, pracujące to na bogactwo bawełnianych baronów, a innym razem na 'dumę i chwałę' robotniczej Polski. Minęło kilkadziesiąt lat - zakłady włókiennicze zostały sprywatyzowane, ich majątek wyprzedany - a świadomość o historii polskich włókniarek wszędzie poza Łodzią jest raczej niewielka. O strajkach górniczych lub w stoczniach uczyłam się w szkole - o tych w zakładach włókienniczych nie słyszałam nic. Może dlatego, że - jak pisze autorka - strajki 'o chleb i kaszankę' zamiast o 'godność i politykę' aż tak się w programach szkolnych nie zapisały - choć jedno się przecież nieodłącznie z drugim wiąże. Polecam wszystkim, którzy chcą dowiedzieć się więcej o przemysłowej historii Polski - tym, którzy z racji wieku nie pamiętają przemian ustrojowych i chcą zrozumieć, co stało się z fabrykami, którymi stała włókiennicza Łódź jeszcze pod koniec zeszłego stulecia. Poleciłabym ją również wielu osobom komentującym mój poprzedni wpis - bo zwyczajnie uczy czytelników szacunku do pracy, jaka została włożona w wytworzenie części garderoby, które mamy w swojej szafie.

    Abstrahując od książki - temat szybkiej mody, etyki ubioru, cyklu życia ubrania i circular economy zaczyna coraz bardziej pojawiać się w świadomości konsumentów - co mnie bardzo cieszy, bo produkcja ubrań niesie za sobą ogromne koszty ekologiczne - a to, że ich nie widzimy, nie oznacza, że na nas nie dotyczą - ani że ich nie powodujemy. Patrząc na to, jak rozwinęło się postrzeganie - i praktykowanie - weganizmu, mam nadzieję, że podobnie wybije się nurt etycznej mody, a obciachem, zamiast kupowania w second-handach, stanie się wypełnianie swojej szafy pięćdziesiątą koszulką z Zary. Że normą stanie się zwracanie uwagi na jakość materiału, z jakiego wykonana jest dana rzecz, naprawianie jej, oddawanie znajomym, wystawianie na vinted, przerabianie na coś innego. Bo mimo wszystko najbardziej zrównoważona para butów to ta, jaką mamy teraz na nogach - nawet, gdyby pochodziła z Primarka.

    ------

    ---> więcej moich przemyśleń na temat różnych książek niebeletrystycznych pod tagiem #nonfiction

    #ksiazka #ksiazki #czytajzwykopem #reportaz #moda #modadamska #lodz i może nikt się nie obrazi za #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: 84400317_198365164554141_1679143302894452736_n.jpg

  •  

    Czy tylko ja mam takie odczucie ze przychodzenie do empiku po to żeby wziąć jakąś książkę z półki, usiąść i ją czytać przez pół dnia to mix hipsterstwa, januszostwa i żenady?
    No dziadostwo jednym słowem! Że nie wspomnę o brudzeniu paluchami książki za którą nie ma się zamiaru płacić. Czemu to jest dozwolone? Ja bym na kopach takich kloszardów wypierdalał z lokalu.

    #pytanie #kiciochpyta #czytanie #czytajzwykopem #ksiazki #ksiazka #empik pokaż całość

    źródło: galeria-rzeszow.pl

  •  

    Z ostatniej chwili:
    Jak podaje "Prorok Codzienny", spłonął dom Weasleyów.
    Straty oszacowano na 2 galeony

    #heheszki #harrypotter #film #ksiazka #pasjonaciubogiegozartu

    GIF

    źródło: 66.media.tumblr.com (1.49MB)

  •  

    Siemka!

    Pod ostatnim rozdajo pojawiło się sporo pozytywnych komentarzy, więc postanowiłem zrobić kolejne rozdajo świeżo wydanej fantasy mojej mamy.

    Jeśli ktoś z Was przeczytał książkę, bardzo proszę o szybką ocenkę na https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4904947/piesc
    Jeśli zastanawiasz się czy warto ją przeczytać, na stronie powyżej można dowiedzieć się o niej więcej :)
    Jeśli natomiast przeczytałeś książkę i spodobała Ci się tak, że chciałbyś wesprzeć moją mamę (niee, nie finansowo :D), możesz nominować jej powieść do Nagrody Literackiej Fandomu Polskiego na stronie https://zajdel.art.pl/nominacje/ . Za każdy głos gorąco dziękujemy.

    No, a wracając do rozdajo:
    - losowanie odbędzie się w środę wieczorem,
    - wysyłka na mój koszt do wybranego paczkomatu,
    - jeśli życzysz sobie dedykację od autora, wystarczy że napiszesz o tym przy wysyłce danych do paczkomatu, to może być mega fajny upominek dla książkowego mola :)

    Powodzonka!

    #rozdajo #fantasy #ksiazki #ksiazka #literatura #ebook #audiobook #chwalesie
    pokaż całość

    źródło: 84345793_793029834512202_2638003788337643520_n.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #ksiazka

0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów