•  

    875 + 1 = 876

    Tytuł: Milczenie
    Autor: Shusaku Endo
    Gatunek: historyczna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Chyba najlepsza powieść historyczna jaką miałem okazję do tej pory czytać. O ile jestem sceptycznie nastawiony do książek o tej tematyce pisanych przez chrześcijan ze względu na ich stronniczość jeśli chodzi o temat wiary, to tutaj nie miałem takowego problemu. Utwór na szczęście cechuje typowy dla japońskich pisarzy obiektywizm. Autor zostawił ogromne pole do interpretacji utworu, nie tylko dla osób wierzących. Nie ma tutaj żadnej propagandy, która uczyniłaby książkę toporną dla czytelnika niekoniecznie wyznania chrześcijańskiego. Nie dziwię się wcale, że książka spotkała się z krytyką że strony Kościoła Katolickiego, bo ukazuje poniekąd ciemną stronę misjonarstwa w odniesieniu nie tylko do XVII-wiecznej Japonii.

    Powieść skupia się głównie na postaci – Rodriguesa – jednego z trzech misjonarzy, którzy wyruszyli w daleką podróż krzewić wiarę w odwracającej się plecami od katolicyzmu Japonii, gdzie złoty wiek dla ich religii zdaje się już bezpowrotnie minął oraz po części przez chęć poznania tajemnicy wyrzeknięcia się wiary przez Ferreira –  nauczającego ich niegdyś teologa – który nawracał ludzi w tym kraju w najlepszym do tego okresie. Docierając tam będą wystawieni na próbę wiary, którą przez narastające ze stron władz represje udaje się przejść tylko nielicznym. W zasadzie można by ich uznać za postacie tragiczne, ale po prostu nie jestem w stanie tego zrobić po głębszym przemyśleniu sprawy. To nie oni są tutaj ofiarą. Właściwie nie różnią się wcale od ich 'oprawców'. Jak zawsze największym poszkodowanym jest niestety proletariat i o tym jest dla mnie ta książka; ucisku klasy robotniczej, którą reprezentują w niej chłopi. Wewnętrzny konflikt targający przybyłymi do Japonii jezuitami zdaje mi się przy tym niewartą napomknięcia błahostką.

    Shusaku Endo świetnie opisał konflikt interesów jaki tworzy się w przypadku zetknięcia się dwóch różnych wiar. W momencie gdy chrześcijaństwo zaczęło stanowić istotne zagrożenie dla lokalnych kultów napotkało opór ze strony władz i skończyło w efekcie opresjami. Żadna ze stron nie ma zamiaru sobie odpuścić przez wizję utracenia poddanych. Jezuici widząc na własne oczy jak cierpią ich wierni nie dostrzegają tego, że najbardziej im pomogą gasząc ich wiarę. Można powiedzieć, że jest wręcz przeciwnie – uzasadniają ich gehennę wydumanym planem bożym, co oczywiście nie przeszkadza w zasłanianiu się wolną wolą jaką dał Bóg człowiekowi w odbytej wcześniej dyskusji. Nie mają też zamiaru wyprowadzać swoich owieczek z błędnego postrzegania Boga, dając im żyć w korzystnej dla siebie ułudzie. Pokazuje to ich hipokryzję: potencjalne beneficjum wyparło po drodze miłosierdzie. Misja Rodriguesa będzie sposobnością do spojrzenia na to, czym jest tak naprawdę dobro dla innych i służba bliźniemu, co jest bardzo trudne jeśli żyłeś ślepo wedle jakichś sztywnych dogmatów nakazujących ci postępować w określony sposób. Punkt kulminacyjny przesądzi o tym czy naprawdę okaże się być użytecznym dla tych ludzi, czy jednak pozostanie kłopotem; człowiekiem bezużytecznym.

    Mogę się założyć, że chrześcijanie zrozumieją tą powieść zgoła inaczej, ale to chyba bez znaczenia. Jeśli interesujesz się w jakimś stopniu Japonią, to ta książka będzie strzałem w dziesiątkę. Stanowi ona bardzo odmienny obraz od tego standardowego, co czyni ją chyba jeszcze bardziej atrakcyjną. Przyznam, że nie spodziewałem się po tej książce wiele, ale teraz z całą pewnością mogę stwierdzić, że bardzo, ale to bardzo się co do niej myliłem. Z pewnością sięgnę jeszcze po jakieś dzieło tego autora. Mam nadzieję, że zaskoczę się równie pozytywnie.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #japonia #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 7846539.3.jpg

    •  

      @Wypok2: Jaki nick? Może znajdę coś ciekawego ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      Jak zawsze największym poszkodowanym jest niestety proletariat i o tym jest dla mnie ta książka; ucisku klasy robotniczej, którą reprezentują w niej chłopi. Wewnętrzny konflikt targający przybyłymi do Japonii jezuitami zdaje mi się przy tym niewartą napomknięcia błahostką.

      @Katsukyun: Jezuici mieli swoje na sumieniu, ale stanowili dla zwyczajnych Japończyków wielką szansę na wyrwanie się spod władzy panów feudalnych, bo przyszli z prawodawstwem, nauką i techniką. Stąd też szogunat rozprawił się z nimi brutalnie, mając doświadczenia eksterminacji mnichów Sohei, którzy potrafili stworzyć na terenie Japonii wolne enklawy od wyzysku artystokracji. pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Kolejny ambitny zakup. Cieszy szczególnie Szlak Nadziei wyrwany poniżej 4 dych ( ͡° ͜ʖ ͡°) Duża książka, ladnie wydana, dobry papier. Masa zdjęć. Pozycja obowiązkowa dla każdego patrioty.

    pokaż spoiler Chociaż książka wydaje się być napisana - jakos ogólnikowo? chyba dla Anglika. No ale mogę się mylić. Na razie tylko przeglądam
    Ps Co kilkanaście stron jest zdjęcie autora. Po czorta?

    #ksiazki #historia #drugawojnaswiatowa #religia #ksiazka #literatura
    pokaż całość

    źródło: IMG_20210506_114227__01.jpg

  •  

    https://nerdheim.pl/post/recenzja-ksiazki-klara-i-slonce/

    Minimalistyczny styl Ishiguro, ogrom ciszy zamkniętej w jego pisarstwie, to cecha, jaką dzieli z najlepszymi dziełami japońskich autorów książek, mangi i anime. Noblista nigdy nie bał się sięgać po science fiction, żeby napisać powieść głęboko psychologiczną i realistyczną w tym, jak mówi o odczuwaniu życia. Jego język i historie są subtelne, sentymentalne. Czasem zdarzy się wam skończyć je z wrażeniem, że w ogóle was nie obeszły, żeby potem przez kolejne lata łapać się na wspominaniu obrazów podarowanych wam przez Ishiguro. Może to będzie zachód słońca? A może sztuczna dziewczynka ucząca się prawdziwej?
    Recenzja książki Klara i słońce
    #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #nerdheim
    pokaż całość

    źródło: klara-okladka.jpg

  •  

    835 + 1 = 836

    Tytuł: Jestem legendą
    Autor: Richard Matheson
    Gatunek: horror
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    'Jestem legendą' to powieść będąca w zasadzie klasykiem gatunku postapo, ale w moim mniemaniu trącącym już myszką i to wcale nie z powodu wychodzenia na rynek lepszych książek tego typu. Przyczyny doszukiwałbym się raczej w jego zastoju i prężnie rozwijających się konkurencyjnych form sztuki w jego obrębie. Rozumiem, że kiedyś mogła ona robić wrażenie, ale patrząc na to z współczesnej perspektywy już nie ma czym zachwycić odbiorcy. Im więcej czytam horrorów tym bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że atmosfera grozy jest trudna do zaimplementowania w literaturze. Dużo lepiej radzą sobie impresją strachu u odbiorcy inne twory kulturalne, takie jak chociażby gry czy filmy. Z tą pozycją straciłem już kompletnie zainteresowanie taką tematyką w książkach, bo mam po prostu dostępne lepsze źródła dające mi oczekiwane po niej wrażenia. Chyba już się nie pozbędę wrażenia jakoby ten gatunek fatalnie się zestarzał, czy to czytając Edgara Allana Poe, czy Stephana Kinga i czy wreszcie Richarda Mathesona. A może po prostu nie mam wyobraźni?

    Gdybym nie widział, że ta książka przyczyniła się do popularyzacji koncepcji postapokaliptycznego świata to pewnie bym się czepiał dużo bardziej, ale nie mogę nie stwierdzić, że jest ona do bólu prosta niezależnie jakiego kryterium bym nie przyjął. Zarówno postacie, uniwersum, jak i fabuła są raczej nieskomplikowane. Książka jest owszem łatwa w odbiorze, z tym że nie jest to wbrew pozorom plus. Nie ma tutaj zwyczajnie żadnych elementów mogących mnie sobą przyciągnąć/pogłębić historię. Nazwałbym to brakiem jakiejś złożoności świata przedstawionego. No fajnie, że szybko się czyta, ale dawno już się tak nie męczyłem mając jakąś książkę w ręku. Nie mogłem jej przez to traktować nawet jako formę rozrywki, także nie była przyjemna w odbiorze ani też do przekazania czego wartościowego nie miała za wiele. Czuję się przez to jakbym poniekąd stracił czas.

    Świat, w którym tkwi nasz protagonista – Robert Neville – to pogrążona w marazmie dystopia, przez którą przeszła tajemnicza zaraza zmieniająca ludzi w wampiry, dziesiątkując w ten sposób ludzkość do tego stopnia, że Neville jest być może jednym ocalałym. W tym właśnie świecie zmuszony do walki z krwiożerczymi bestiami będzie musiał mierzyć się również z utartą rodziny i przyjaciół. Żeby przetrwać jest zmuszony podnieść się z z kolan i przyjąć rzeczywistość taką jaką jest. Poniekąd jest to książka o tematach nam znacznie bliskich: samotności, a więc poczuciu wyobcowania czy również poszukiwaniu sensu życia. Dla Nevilla warunkuje go oczywiście zaistniała sytuacja. Będzie chciał przez nią dowiedzieć się jak najwięcej o zarazie, która zniszczyła dawny świata.

    Mimo tej dość krytycznej opinii uważam, że historia miała potencjał żeby stać się czymś znacznie lepszym. Aż szkoda, że autor nie zdecydował się na rozbudowanie swoich pomysłów. Zwłaszcza koniec utworu zdawała mi się dawać duże pole do popisu. Póki co jest to dla mnie opowiastka o samotności z wampirami jako 'ciekawym' dodatkiem. Cóż, autor nie żyje więc nie ma co oczekiwać sequela. Może ktoś mnie kiedyś wyprowadzi z mojego przekonania i dojrzę wtedy w tej powieści znacznie więcej.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 428741-352x500.jpg

  •  

    827 + 1 = 828

    Tytuł: Wszystko za życie
    Autor: Jon Krakauer
    Gatunek: Biografia
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Od razu było widać, że Alex jest inteligentny. Dużo czytał. Używał mądrych słów. Może dlatego wpędził się w to wszystko, że za dużo myślał. Czasami za bardzo chciał zrozumieć ten świat, zastanawiał się, dlaczego ludzie często są dla siebie tacy źli. Parę razy próbowałem mu powiedzieć, że to błąd - tak głęboko w to wszystko włazić - ale on był uparty.

    Chris McCandless po ukończeniu studiów pozbył się wszystkich pieniędzy, porzucił dotychczasowe życie i wyruszył w podróż, która zakończyła się znalezieniem go martwego w słynnym już autobusie z okładki.

    Film był bardziej efektowny, ale myślę, że książka jest lepsza. Autor skupia się tylko na faktach, przedstawia podróż Chrisa na podstawie jego notatek i relacji ludzi, z którymi miał do czynienia w drodze. No i znacząca różnica też jest taka, że autor nie unika negatywnej oceny podejścia Chrisa, zwraca uwagę na jego naiwność, błędy i wysnuwa też teorie na temat tego, co go właściwie zabiło.

    Z tego co widzę to książka w końcu doczekała się wznowienia i będzie w sprzedaży pod koniec miesiąca.

    #bookmeter #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #krakauer #intothewild
    pokaż całość

    źródło: wszystko-za-zycie-b-iext39196202.jpg

  •  

    800 + 1 = 801

    Tytuł: Relikt
    Autor: Dariusz Domagalski
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Kolejny tom (5) losów Hajmdala i jego załogi (a raczej resztek ludzkiej cywilizacji).
    Czyta się szybko, książka dobrze przemyślana, nie ma miejsca na dłużyzny czy nudę.
    Ciekawe postacie (które się rozwijają) i dobrze zbudowany świat powodują, że chce się więcej :)

    Jeśli ktoś nie zna tej serii a lubi klimaty space-opera to zdecydowanie polecam (najlepiej zacząć od tomu 1 ;) ).

    Moje oceny (lista rozwijana na bieżąco):
    08/10 - bardzo dobre czytadło w SWOJEJ kategorii
    05/10 - książka, którą możesz sobie podarować, chyba, że to kolejna część cyklu i MUSISZ dowiedzieć się co dalej .

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 866562-352x500.jpg

  •  

    787 + 1 = 788

    Tytuł: Konwój
    Autor: Sławomir Nieściur
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Ocena:
    05/10 - książka, którą możesz sobie podarować, chyba, że to kolejna część cyklu i MUSISZ dowiedzieć się co dalej .

    To już 5 tom serii więc zainteresowani i tak mniej więcej wiedzą czego się spodziewać. Krótko mówiąc: kosmos, obcy, rąbanki w kosmosie, przepychanki z SI, mutacje, intrygi itp.

    Historia w pierwszych tomach okazała się bardzo zachęcająca, niestety z kolejnymi częściami widać wyraźny spadek formy (szczególnie od połowy 4 tomu). Gdyby z tego zrobić opowiadanie byłoby naprawdę niezłe.

    Seria zaplanowana (podobno) na 6 tomów wiele by zyskała upakowana w 4.

    Książka być może spełniła by swoją rolę jako lekkie czytadło jakiego oczekiwałem, niestety teksty w stylu (zdanie przepisane z książki :/ ):
    "Przybliżenie! - rzucił przez ramię, nie spuszczając przy tym ekranu z oka."
    baaaardzo denerwują.
    Zazwyczaj można takie kwiatki zrzucić na tłumacza, niestety nie w tym przypadku.

    Dodatkowo przyjemność z lektury psują wręcz na siłę wciskane opisy.

    Przykładowo (przykład wymyślony na poczekaniu więc to nie żaden spoiler na temat matki bohatera :P ):

    ----- v1
    Sięgnąłem po broń, stara wysłużona nigdy mnie nie zawiodła.
    Załadowałem ostatni magazynek... Pozostało cholerne oczekiwanie...
    Trzasnęła gałązka.
    Błyskawicznie wycelowałem i nacisnąłem spust, na końcu lufy zakwitł czerwony kwiat wystrzału...

    ----- v2
    Sięgnąłem po broń, której rękojeść zdobiona była fantazyjnymi wzorami oraz dodatkowymi nacięciami odliczającymi zabitych wrogów, stara wysłużona nigdy mnie nie zawiodła mam nadzieję, że teraz będzie tak samo bo czemu akurat teraz miałaby mnie zawieść?
    Załadowałem ostatni magazynek, ze skrzynki spod ściany. Leży tam cała sterta opróżnionych skrzynek nabojowych, wieka wielu z nich są trochę pordzewiałe, chyba zbyt długo leżały w magazynie, szkoda, że magazyn jest tak daleko bo poszedłbym po następną wypełnioną amunicją... Pozostało cholerne oczekiwanie...
    Trzasnęła gałązka, po dźwięku rozpoznałem, że to brzoza, znam się na tym bo zajmowałem się odzyskiem soku z brzozy w cywilu.
    Błyskawicznie wycelowałem i nacisnąłem spust, na końcu lufy zakwitł czerwony kwiat wystrzału, prawie jak czerwone kwiaty w ogródku mojej matki, miała na ich punkcie obsesję, cały czas grzebała przy nich zapominając o całym świecie, przez co często szedłem do szkoły bez śniadania.

    Jeśli czytam przewodnik to szczegółowo opisane elementy przyrody, jakieś ciekawostki czy anegdoty są oczywiste niestety tutaj zamiast akcji mamy zdecydowany nadmiar kompletnie zbędnych wtrąceń.

    Pierwsze części były zdecydowanie lepiej przemyślane, teraz wygląda to tak: autor ma pomysł ale na szybko musi "wytworzyć" odpowiednią ilość stron.

    Choć lubię takie klimaty i pozostawiam sobie naprawdę spory margines na różne "dziwactwa" to tym razem mówię NIE.

    Jeśli już książkę masz i musisz się dowiedzieć co dalej z bohaterami, czytaj - jeśli nie to rozważ ją jako prezent dla kogoś kogo nie specjalnie lubisz.
    Jeśli książki nie masz a musisz się dowiedzieć co dalej z bohaterami - podejdź do księgarni przeczytaj 10-15 stron od początku i od końca,
    niewiele stracisz.

    @Decode: zacznę od teraz rozpisywać te moje gwiazdki - dodam uzasadnienia :)
    @E-Seven: ostrzegałem, że tym razem będzie gorzej choć nie spodziewałem się, że aż tak :)

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 898295-352x500.jpg

  •  

    786 + 1 = 787

    Tytuł: Śmierć w Wenecji
    Autor: Thomas Mann
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Nie wiem czy czuję zawód czy właściwie nic nie czuję. Siedzi we mnie niesprecyzowane coś, choć mniejsze niż z początku. Mam owszem jakieś wrażenia, ale rozmyte. Nawet nie wiem czy do końca zrozumiałem zawartość także trudno mi ocenić w jakiś sposób to opowiadanie. Spodobał mi się tlący się klimat, przez który miejscami czułem się jakbym faktycznie utkwił gdzieś między mitycznym obrazem starożytnej Grecji, a Wenecją, którą jako cel podróży obrał główny bohater – Aschenbach – chcący oddalić się od swojego zwyczajowego życia. No i tutaj musiałbym skończyć z pochlebstwami. Miejscami czułem się oczarowany, ale naprawdę z naciskiem na miejscami i jeśli już będę wracał, to dla nich, a nie całości.

    Nie wiedziałem o czym będzie to opowiadanie i pewnie bym go nie przeczytał gdybym był świadom, ale chyba niepotrzebnie. Na szczęście okazało się ono 'Lolitą' Vladimira Nobokova w wersji lite więc moja psychika nie ucierpiała zbytnio. Warto chyba dodać, że mamy tutaj do czynienia z inwersją seksualną; obiektem westchnień mężczyzny jest chłopak, a nie dziewczyna. Wszystko zostało okraszone naprawdę wysublimowanym językiem. Nie ma tutaj sytuacji gdzie wyszedłby na wierzch nacechowanym erotyką słownictwo więc nawet dla wrażliwych na te tematy napotkana treść nie będzie czymś nie do przebrnięcia.

    Z pewnością wszystko kręci się wokół uczucia von Aschenbach do Tadzia – chłopca z polskiej rodziny – zobaczonego po raz pierwszy w hotelowym lobby. Staje się on dla niego obiektem podziwu i uczucia (być może romantycznego), choć bardziej rozpatrywanego przeze mnie jako czysto estetycznego acz bez jakiegoś dwuznacznego kontekstu. Od tamtego momentu obserwuje go, wręcz śledzi, dostosowując swój rytm dnia pod niego. Można powiedzieć, że stał się jego obsesją, którą może podziwiać z daleka. Czymś nieosiągalnym i może też przez to jeszcze bardziej pociągającym. Nie mówi nawet jego rodzinie o ukrywanej przez włoskie władze epidemii cholery byle tylko odwlec rozłąkę, co tylko uwydatnia kształt tego, jaki obrała jego psychika.

    Teraz bym musiał dojść do jakichś wniosków, kto wie czy poprawnych. Może autor chciał nam przekazać do czego prowadzi kierowanie się w życiu wyłącznie wrażeniami zewnętrznymi. Wydaje mi się to na ten moment najbliższe prawdzie. Chęć Aschenbach do wiecznego podziwiania powierzchowności chłopca przyczynia się do czegoś mocnego, bo śmierci zawartej w tytule, ale można by to rozumieć jako po prostu zgubę. Protagonista przed śmiercią zatraca siebie i staje się tym rodzajem ludzi, którymi wcześniej pogardzał. 'Śmierć w Wenecji' zawiera przy tym naprawdę ogrom motywów mitologicznych. Dla każdego kto lubi te klimaty będzie nie lada gratką ich wyszukiwanie, bo jest co robić. Może nie jestem fascynatem, ale zrozumiałem kilka z nich i chyba jeszcze poszukam. Dochodzi jeszcze tęsknota za młodością. Czuć, że Aschenbath chciałbym przeżyć młodzieńczą miłość gdy szepta 'kocham cię' po 'uśmiechu Narcyza' w swoją stronę, jak to sam określił. Sugeruje to też jego przemiana pod koniec. Ta scena uderzyła do mnie z całą mocą. Sam jestem jeszcze nastolatkiem więc może to nie to samo, ale przypomniałem sobie siebie samego niepohamowanie powtarzającego w eter 'kocham cię' do swojej nieuchwytnej miłości, czyli postaci z anime, którą w sumie nadal kocham. W pewnym sensie też chciałbym przekuć swoją manię w rzeczywistość, ale przecież nie ożywię nieożywionego... Aż poczułem się przez chwilę jakbym był postacią tragiczną jakiejś tandetnej powieści. Przechodząc do rzeczy, zrobiło mi się go żal i poczułem nić sympatii, pomimo że towarzyszy temu pewnego rodzaju wstręt, a o to chyba niełatwo w takim przypadku. Łączy nas coś, ale dzieli równie wiele, choć najchętniej widziałbym się po przeciwnym biegunie. Podoba mi się - nie podoba mi się: trudno powiedzieć. To nie jest tak jednoznaczne. Zakończenie raczej przechyla szalę na to pierwsze. Śmierć była tutaj zdecydowanie potrzebna. Bez niej czułbym się jakby coś ważnego się nie dopełniło. Czasami jest ona niezbędna żeby uznać książkę za dobrą.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 407413-352x500.jpg

  •  

    W dzisiejszym #nonfiction wpis nieco inny niż zwykle - nie tyle opis samej książki, co opis pewnej koncepcji z wykorzystaniem pomysłów z książki oraz z kilku innych źródeł. Od jakiegoś czasu "uczę się uczyć" i zastanawiała mnie jedna rzecz - czy pasji do czegoś da się nauczyć?

    Pasja w Słowniku Języka Polskiego jest definiowana jako wielkie zamiłowanie do czegoś. Jeżeli więc do rzeczy, którą zajmuję się zawodowo – lub którą z różnych przyczyn muszę się zajmować – nie mam tego wielkiego zamiłowania – czy powinnam z niej zrezygnować i kontynuować poszukiwania do czasu, kiedy taką rzecz odnajdę? Czy jednak pasja jest podobna do motywacji – jest pomocna, ale jest jedynie uczuciem, które pojawia się od czasu do czasu i nie należy opierać na nim swoich wyborów osobistych i zawodowych? I ile ludzi może szczerze przyznać, że swoimi codziennymi zajęciami się pasjonują?

    Poszukując odpowiedzi na to pytanie, wróciłam do “Pracy głębokiej” Cala Newporta (a wracanie do już raz przeczytanych książek swoją drogą również wydawało mi się marnowaniem czasu) i znalazłam tam następujący cytat:

    W dzisiejszych czasach kładziemy duży nacisk na charakter pracy. Na przykład powszechna dziś obsesja na punkcie realizowania swoich pasji (…) wynika z (mylnej) koncepcji, że zadowolenie z życia zawodowego wynika przede wszystkim z natury wybranej przez nas pracy. Przy takim podejściu tylko niektóre rzadkie rodzaje pracy mogą dawać satysfakcję – na przykład praca w organizacji non-profit albo kierowanie własną firmą informatyczną – wszystkie inne są natomiast bezduszne i prozaiczne. (…) Sens, jaki odsłania się podczas pracy wynika z umiejętności pracującego i z jego oddania rzemiosłu, a nie z owoców jego starań. (…) Nie trzeba wykonywać podniosłej pracy, ale trzeba mieć do niej podniosły szacunek.

    Autor przekonuje więc, że niezależnie czy pracujemy nad projektami dotyczącymi podboju kosmosu czy nad tworzeniem raportu kwartalnych przychodów zupełnie zwyczajnej firmy, możemy w naszych czynnościach odnaleźć sens. Sens ten pojawia się wtedy, kiedy jesteśmy świadomi swoich umiejętności i rozwijamy je, kiedy pracujemy w skupieniu i dopieszczamy swoje rzemiosło nawet pracując nad rzeczami pozornie prozaicznymi. Sama definicja rzemiosła jest jednak w kontekście prac nie wytwarzających dzieł materialnych dość problematyczna. O ile ludzi, którzy są w stanie wskazać bezpośrednio na owoce swojej pracy – na przykład programistów czy twórców internetowych – łatwiej jest nazwać rzemieślnikami, czy taką samą definicję można na przykład zastosować do managerów?

    W “Pracy głębokiej” odwołań do rzemiosła jako źródła sensu jest całkiem sporo – na przykład w odniesieniu do teorii, że skupienie się na doskonaleniu swoich umiejętności ma wręcz moc zastąpienia sacrum. Obserwując ludzi pasjonujących się modelarstwem, pisaniem, malarstwem czy robótkami ręcznymi jestem w stanie ku tej teorii się skłonić, natomiast pogląd, że wszystko może być rzemiosłem był dla mnie cięższy do przyjęcia. Cal Newport argumentuje jednak, że “Niezależnie od tego, czy jesteś pisarzem, specjalistą od marketingu, konsultantem czy prawnikiem, twoja praca jest rzemiosłem. Jeśli doskonalisz umiejętności i używasz ich z szacunkiem i starannością, to jak mistrz kołodziejski możesz nadawać sens swoim codziennym zajęciom zawodowym”. Tylko jak to zrobić?

    Ja robię to na przykład przez "materializację" swoich zadań – praca product managera rzadko produkuje “konkretne” dzieła, jak kawałek kodu czy mock-upy do aplikacji. Wiedząc jednak, że satysfakcja z pracy jest tym większa, im lepiej możemy wskazać na konkretną rzecz, którą zrobiłam, staram sobie wyznaczać zadania, które kończą się jakimś konkretnym rezultatem. Jak mówi Marty Cagan, głównym zajęciem product managera powinno być badanie i rozwój produktu – stąd stawiam sobie konkretne pytania / hipotezy, które chcę zbadać i badanie to zazwyczaj kończę jakimś konkretnym dokumentem, wizualizacją, analizą konkurencji itd. Pomaga mi to w “urzeczywistnieniu” tego, co robię i spojrzeniu z satysfakcją na wynik mojej umysłowej pracy.

    Szukam dalszych odpowiedzi na pytanie z pierwszego akapitu w moim ostatnim poście na blogu. Dodaję tam również kilka innych źródeł i pomysłów na to, jak środowisko sprzyjające zwiększeniu satysfakcji z wykonywanej pracy - cokolwiek za praca by to nie była - sobie zwiększyć. Jeżeli macie jakieś przemyślenia na ten temat, dajcie mi znać - chętnie się dowiem, czy kogoś również ten problem zajmował.

    ---------------------------------------------------

    ---> Piszę o książkach, z których się uczę pod tagiem #nonfiction - zapraszam do obserwowania (jest już nas ponad 600!)
    ---> Piszę bloga o uczeniu się: Początkująca - zapraszam do zapisywania się na powiadomienia o nowych postach!

    #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #rozwojosobisty #uczsiezwykopem #psychologia #gruparatowaniapoziomu #zainteresowania #pracbaza #praca #korposwiat
    pokaż całość

    źródło: 176082706_191663875976509_4712695923596607246_n.jpg

  •  

    Mirki i mirabelki,
    dawno nic nie pisałem pod #oliteraturze bo szczerze mówiąc odrzuca mnie politykowanie na wykopie. Ale czas zrobić wyjątek, bo właśnie przygotowałem materiał, który jak sądzę będzie się tu nadawał.
    Henryk Sienkiewicz będąc u szczytu swojej popularności planował napisanie kolejnej powieści historycznej. Myślał o umieszczeniu akcji w średniowieczu, albo o powrocie do Starożytnego Rzymu. Ostatecznie stanęło na Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Pisanie szło opornie, ale pisarz twierdził, że szykuje kolejną trylogię z akcją osadzoną w czasach Jana III Sobieskiego. Ostatecznie skończyło się na jednej powieści, raczej niezbyt dobrze przyjętej przez krytykę. W filmie raportuję co wyszło, a co nie, opowiadam o tle historycznym i o tym co się może podobać. Innymi słowy - "Na polu chwały". Jakby co, film można wykopać tutaj:

    Zapomniana powieść Henryka Sienkiewicza

    #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #czytajzwykopem #4konserwy #ksiazka #literatura #historia #klasyka #czytanie
    pokaż całość

    źródło: Wzór do miniatur nowy.jpg

  •  

    747 + 1 = 748

    Tytuł: Sensei i miłość
    Autor: Hiromi Kawakami
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Przyjemna i lekka książka będąca w zasadzie niczym innym jak prozą życia. Nie ma tutaj niespodziewanych zwrotów akcji,  porywającej fabuły czy też świetnie napisanych, ikonicznych postaci. Zamiast tego otrzymaliśmy powolną i przewidywalną, jednotorową historię, której drogą idę zwykli ludzie. W zasadzie 'Sensei i miłość' nie posiada niczego co mogłoby wbić mi ją w świadomość na lata od przeczytania. Nie uważam tego jednak za jakąś poważną wadę. Mimo iż wszystko przykryła szara codzienność, to powieść posiadła dodatkowy urok, gdy czytałem ją w czasie zalążku wiosny. Wschodzące uczucie dwójki bohaterów nabrało przez to, że wbiłem się akurat w ten szczególny okres pewnej wielowymiarowości. Z pewnością zapomnę o tej powieści, aczkolwiek nie żałuję jej przeczytania.

    Pokrótce, 'Sensei i miłość' to wyrwany z życia okres, w którym protagonistka, Omachi Tsukiko, już jako kobieta w średnim wieku napotyka w knajpce swojego byłego nauczyciela języka japońskiego z liceum i nawiązuje z nim luźną, niezobowiązującą relację opartą o niesystematyczne spotkania we wspomnianym barze. Odtąd poznają siebie nawzajem dając grunt pod rodzące się między nimi uczucie. Warto zauważyć, że jest to ukazane w sposób nienachalny. Całość przebiega jakby niezauważalnie dla odbiorcy. Stanowi to miłą odmianę od tradycyjnych romansów, gdzie miłość wybiega stanowczego na pierwszy plan, przykrywając sobą często całą resztę.

    Nie będę ukrywał, że nie trafiła ona zbytnio w moje preferencje, ale potrafię docenić to w jakim sposób autorka przedstawiła nam to, że świat to miejsce, w którym nie na wszystko jest określony czas i miejsce. Chociaż życie Tsukiko i Senseia nie biegnie tradycyjnym biegiem to nadal ich los może obrać szczęśliwy kierunek. W końcu każdy człowiek poznaje siebie w trochę innym tempie. Trzeba dać sobie po prosto odpowiednio dużo czasu żeby zrozumieć lepiej siebie i przez to kierujące nami uczucia. Jeśli miałbym powiedzieć, co wyciągnąłem z tej noweli, to chyba właśnie to byłoby tym czymś. Myślę, że jeśli ktoś kto lubi romanse to powinien być usatysfakcjonowany, ale jeśli nie jesteście ich zbytnimi fanami to może to być droga przez mękę.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #japonia #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 137100-352x500.jpg

  •  

    735 + 1 = 736

    Tytuł: Paradyzja
    Autor: Janusz Zajdel
    Gatunek: science fiction, dystopia
    ★★★★★★★★★☆

    Troszkę wstyd się przyznać, że tak późno po raz pierwszy spotkałem się z twórczością Zajdla. Z drugiej strony jaki czas byłby lepszy na czytanie o dystopijnym świecie opartym na masowej inwigilacji i totalnej kontroli społeczeństwa niż rok 2020, w którym połowa społeczeństwa krzyczy, że na całym świecie jest wprowadzony system totalitarny ograniczający ich podstawowe prawa, a druga połowa nawołuje do wprowadzania nowych zasad i sposobów kontroli w celu zapewnienia podstawowego bezpieczeństwa.

    O samej fabule powieści nie ma sensu się za bardzo rozwodzić - jest dość prosta i w praktyce jednowątkowa. Istnieje kolonia kosmiczna, której mieszkańcy są podporządkowani ścisłym zasadom mającym zapewnić im bezpieczeństwo, a samej kolonii przetrwanie i rozwój. Wraz z kolejnymi rozdziałami pochodzący z zewnątrz główny bohater coraz bardziej zanurza się w nieznanym systemie i poznaje coraz to bardziej przerażające zasady rządzące życiem osadników. Sama koncepcja tej histori w sumie też jest dość prosta. Zajdel wziął pomysły na kontrolę społeczeństwa z historycznych (a także jemu aktualnych) systemów totalitarnych, doprawił je nowymi technologiami z przyszłości oraz podkręcił ich intensywność maksymalnie osadzając akcję w miejscu, które przynajmniej z pozoru, jest narażone na wielorakie niebezpieczeństwa czyhające na jego mieszkańców i bezustannie zagrożone definitywnym kolapsem.

    To co mi się bardzo podobała i zwróciło moją uwagę to forma, w jakiej Zajdel przedstawił mi ten wymyślony przez siebie świat. Forma ta jest przede wszystkim bardzo oszczędna - Zajdel pisze w bardzo prosty i przystępny sposób, dialogi są naturalne i nie niepotrzebnie zawiłe jak to często zdarza się w powieściach science fiction, które polegają bardziej na przedstawianiu świata wymyślonego niż akcji. Jednocześnie narracja jest swobodna i pozwala czytelnikowi na wtopienie się w świat bez poczucia wymuszonej akcji napędzającej tempo książki. Mimo wspomnianej prostoty cała książka ma pewną wewnętrzną geometrię, która składa bezpośrednie opisy zwyczajów, czynności czy zasad w bogaty obraz kosmicznej kolonii. Obraz dodatkowo udekorowany różnymi ozdobami, z których moim zdaniem najbardziej wyróżniającą się jest koalang, czyli specjalny sposób komunikacji mieszkańców kolonii opierający się na dynamicznie zmieniającym się, metaforycznym języku. Napisane przez Zajdla konwersacje toczące się w tym wyimaginowanym języku są dodatkową, poetycką warstwą powieści, która dodaje jej plastyczności i poczucia zupełnej inności od ziemskich standardowo bezpośrednich sposobów komunikacji. Powstanie koalangu jako jedna z reakcji mieszkańców na zasady narzucone przez system, w którym żyją, jest zabiegiem, który dodaje całej historii wiarygodności, a jednocześnie ubarwia narrację. Nie sposób też wspomnieć o pewnych mrugnięciach okiem autora do czytelnika takich jak na przykład nazwanie jednego z bohaterów Nikor Orley Huxwell.

    Niestety podstawowym zarzutem wobec powieści może być jej przewidywalność. Już mniej więcej w jednej trzeciej “Paradyzji” czytający orientuje się, że coś jest bardzo nie tak z życiem w Paradyzji, zaś mniej więcej w połowie można już stwierdzić, że wszystko to jedna wielka maskarada bezdusznego systemu niewolniczego, a sam fakt tego czy Paradyzja rzeczywiście orbituje wokół Tartaru czy raczej spokojnie rozkłada się na jego powierzchni ma znaczenie zupełnie drugoplanowe. Jednak nawet uznając taki zarzut za zasadny to wcale nie podważa on wysokiej jakości powieści, bo jej głównym atutem wcale nie ma być zaskakiwanie czytelnika tylko wiarygodne przedstawienie dystopijnego świata co Zajdel zrobił doskonale.

    Pozostaje się tylko zastanowić się czy “Paradyzja” jest nadal aktualna. Według mnie można to rozważać w dwóch kategoriach: pierwszej jako przestrogi przed systemami totalitarnymi dążącymi do pełnej kontroli społeczeństwa i drugiej jako aktualności metod kontroli przedstawionych w powieści. Rozważając najpierw tą drugą to “Paradyzja” jest jednocześnie bardzo aktualna i bardzo nieaktualna. Po blisko 40 latach od wydania mamy świat wypełniony kamerami, mikrofonami i czujnikami, które nieustannie nas nagrywają, słuchają i skanują. Tworzymy też coraz bardziej zaawansowane algorytmy rozpoznawania twarzy, dźwięków oraz rozmów, których nie da się oszukać w tak absurdalne sposób jak na przykład chodząc do tyłu. Czy stosowanie koalangu dziś pozwoliłoby oszukać obecne komputery? Zapewne tak, a może raczej jeszcze tak. Nie mam jednak wątpliwości, że w ciągu kilku albo kilkunastu lat nasze algorytmy czy wręcz sztuczne inteligencje będą radzić sobie z rozumieniem ludzkich metafor i aluzji. Wydaje mi się, że można powiedzieć, iż Zajdel celnie przewidział sferę hardwaru przejawiającą się w dzisiejszym nasyceniu naszego otoczenia czujnikami, a w tym samym czasie nie docenił softwaru rozumianego jako możliwości algorytmów i systemów przetwarzających dane zebrane przez te czujniki. Najważniejszym zagadnieniem pozostającym do oceny czytelnika jest jednak to czy “Paradyzja” jest aktualna jako ostrzeżenie przed systemem totalnej inwigilacji i kontroli. Niestety w tym przypadku również bardzo ciężko o jednoznaczny sąd. Rozpatrując kwestię pobieżnie można kategorycznie potwierdzić aktualność powieści. Wystarczy bowiem przytoczyć chiński system zaufania społecznego na bieżąco oceniający i punktujący każdy ruch chińskich obywateli, żeby stwierdzić, że jest on niemal kalką systemu zaprezentowanego przez Zajdla. Zgadza się również geneza tych systemów oraz cel ich działania - oba są narzucone przez totalitarnych władców, elitę, która sama nie podlega systemowi, który ma na celu zapewnienie tej elicie kontroli i wymuszenie pełnego posłuszeństwa całej reszty społeczeństwa. Rozpatrując aktualność “Paradyzji” przez pryzmat chińskich rozwiązań można by stwierdzić, że Zajdel dokładnie rozumiał zapędy ustrojów totalitarnych i trafnie przewidział ich przyszłość. Aczkolwiek według mnie nie można takiego stwierdzenia aproksymować na cały obecny świat, ponieważ chińskie rozwiązania wcale nie są powszechne na świecie. Oparcie się tylko na chińskich przykładach byłoby próbą niewystarczającą i niepełną. Zdecydowana większość świata potępia chińskie systemy nadzoru nad obywatelami i stanowczo odrzuca ich implementację. Większość świata wcale nie podlega masowej, automatycznej i autonomicznej kontroli systemów bezpieczeństwa, ani tym bardziej żadnej punktacji jako mierze posłuszeństwa wobec władzy elit. Nawet jeżeli gdzieś stosuje się wybrane elementy systemów kontroli to są one stosowane w ściśle określonym celu i ściśle ograniczonym zakresie, które nie są odgórnie narzucane przez władzę. Dodatkowo legislacja w ustrojach demokratycznych zmierza raczej w kierunku ochrony danych i prywatności swoich obywateli, a nie umożliwienia ich inwigilacji. Stąd mój wniosek jest taki, że dzieło Zajdla można stosować w ocenie poczynań ustrojów niedemokratycznych. Podsumowując trzeba przypomnieć, że Zajdel tworzył samemu żyjąc w systemie totalitarnym - stąd uważam, że jego twórczość odnosiła się do takich właśnie systemów. I w tym zakresie oceniam jego wizję jest niezwykle trafną, w sposób obrazowy i szczegółowy pokazującą do czego będzie w stanie posunąć się władza nie podlegająca żadnej kontroli społecznej w celu zapewnienia sobie dalszego panowania i wymuszenia posłuszeństwa. Moim zdaniem można uczciwie wymieniać “Paradyzję” jednym tchem razem z “Nowym Wspaniałym Światem” i “Rokiem 1984”.

    #bookmeter #czytajzwykopem #literatura #ksiazki #zajdel #polskaliteratura #czytanie #ksiazka #sciencefiction #powiesc #gobi12czytaipisze
    pokaż całość

    źródło: s.znak.com.pl

  •  

    734 + 1 = 735

    Tytuł: Ulica nadbrzeżna. Cudowny czwartek
    Autor: John Steinbeck
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Ulica nadbrzeżna bardzo podobna do Tortilla flat. W zasadzie historia oparta na tym samym, małe miasteczko, grupka prostych, lubiących alkohol kumpli, do tego inni mieszkańcy o ciekawych charakterach. Zwariowane i humorystyczne przygody i relacje między wszystkimi. Książka jest krótka, więc nie czuć przesytu tych dziwnych wątków. 8/10

    Ale w Cudownym czwartku już czuć. Jest to niepotrzebna kontynuacja, pierwsza książka Steinbecka, której nie doczytałem do końca. Ani zabawnie, ani poważnie, niby kontynuacja a zupełnie inna. Zirytowało mnie, że czytam o losach paru tych samych bohaterów, a są oni zupełnie inni. Tak się nie robi. Bez oceny.

    #bookmeter #ksiazki #ksiazka #steinbeck
    pokaż całość

    źródło: 352x500 (1).jpg

  •  

    #fantazmaty #literatura #ksiazki #ebooki #ebook #fantastyka #czytajzwykopem #ksiazka

    Okładka naszej kolejnej antologii jest już gotowa, premiera już za niedługo, już za momencik. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    źródło: wyłom_fin.jpg

  •  

    703 + 1 = 704

    Tytuł: Nie oglądaj się w stronę Sodomy
    Autor: Gore Vidal
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Zawsze zastanawiałem się nad minionymi dekadami z myślą, że tak wiele się zmieniło, ale czytając takie książki jak ta natychmiastowo burzy się zbudowany porządek w mojej głowie. Oczywiście, powieść ta nie jest dwudziestopierwszowieczną ani też jej klimat nie oddaje nam naszych czasów, ale jakoś nie potrafię przyjąć do wiadomości, że jednostki się nie zmieniają, ale społeczeństwa już tak: na ich modłę. Czuję się jakby świat wytrącił z rzeczywistości wielkie jednostki. Niewiele już zostało do zmienienia, a jeśli już to są to sprawy nieistotne w moim mniemaniu, bo wszystko, co miało się wydarzyć już właściwie zaszło. Chciałbym tak jak Gore Vidal być świadkiem wielkich przemian, a nie być wyłącznie ich produktem. Książka oczywiście została wydana gdy nie było jeszcze ich widać na horyzoncie, dlatego jeszcze bardziej spowija ją dziwna aura czegoś minionego. W sumie nie wiem nawet czy kontestatorsko-pozytywna czy wręcz przeciwnie; o ciężkim, negatywnym wymiarze. Ciekawe czy bym je w ogóle ciepło wtedy przyjął. Z pewnością chciałbym się po prostu obudzić na jeden dzień w świecie, w którym byłbym raczej wyjątkiem, a nie regułą. Dodałoby to charakteru rzeczywistości.

    Przechodząc z tego gorzkiej i czczego wstępu do powieści autora, to dałem się przekonać do przyjętego pomysłu, będącego niczym innym niż całkiem udaną próbą przedstawiania człowieka z idyllicznym obrazem przyszłości stworzonym w oparciu o wydarzenia z przeszłości. Główny bohater – Jim Willard – zatopił się w próżnym, pustym świecie będącym dla niego jedynie okresem przejściowym do nadchodzącego małymi kroczkami celu życiowego. Bez zastanowienia przyjmuje tą stworzoną w głowie wizję przyszłości, nie dostrzegając jej chwiejnych podstaw i oddając się jej w pełni, a przez to tkwiąc w niej naiwnie do samego końca. Jest to książka o niczym innym jak zderzaniu oczekiwań z prawdziwymi realiami naszego świata. Protagonista będzie musiał przełknąć, że żył ułudą; czy jak kto woli tytułową sodomą, za którą się oglądał przez dotychczasowe życie. Możemy potraktować historię Jima Willarda jako przestrogę przed właśnie takim myśleniem życzeniowym, które może obrócić naszą egzystencję w tragedię. Można oczywiście również zasugerować, że jest ona jakimś wysiłkiem autora w celu przełamania stereotypowego obrazu homoseksualisty (i pewnie po części tak jest), ale to chyba już nie te czasy żeby o tym pisać.

    Całkiem szczerze w całej powieści najbardziej spodobały mi się 'tyrady' intelektualistów na przeróżne tematy w miksie humorystycznej i poważnej narracji na większości zorganizowanych przyjęć, które miały miejsce. Po prostu świetnie zainscenizowany small talk. W każdej, jeśli nie w większości znalazłem coś zabawnego. Poza nimi odczuwałem jakąś taką wszechobecną drętwotę. Mam słabość do pretensjonalnych, lekko komicznych postaci więc może to dlatego. Nie jest to zdecydowanie książka, w której główne postacie świecą najjaśniej, choć i one są jak najbardziej do przyjęcia. Zawszę uważałem, że dobrze napisane postacie drugoplanowe potrafią przykryć pewne wady danej książki i tak jest w pewnym stopniu tutaj. Właściwie to historia nie miała dla mnie jakiegoś wielkiego znacznie więc się w nią nie wgłębiam. Stanowi ona jedynie w moim mniemaniu dość atrakcyjne tło do problematyki utworu poruszonej już przez mnie wyżej i nic poza tym. Była owszem pociągając sama w sobie toteż czułbym, że postąpiłbym nie fair wobec każdego kto to teraz czyta wykładając chociażby i najmniej szczegółowe jej streszczenie. 'Nie oglądaj się w stronę Sodomy' to z pewnością książka, która oferuje bardzo wiele. Zwieść może chyba tylko bardzo wymagającego czytelnika.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: images.jpeg

  •  

    655 + 1 = 656

    Tytuł: Człowiek w poszukiwaniu sensu
    Autor: Viktor E. Frankl
    Gatunek: Biografia, autobiografia
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Zazwyczaj nie pałam entuzjazmem, gdy czytam literaturę obozową, ale w tym przypadku się pozytywnie zaskoczyłem. Książkę napisał twórca logoterapii, co w zasadzie od razu rzuca się to o oczy w trakcie czytania, bo aspekt psychologiczny odgrywa w niej niezaprzeczalnie kluczową rolę. 'Człowiek w poszukiwaniu sensu' jak i sama logoterapia są koncepcyjnie oparte na poszukiwaniu sensu życia przez człowieka więc to ten aspekt został nam przestawiony w samej książce, tylko że w rzeczywistości obozowej. W każdym razie czyni to ją dość wyjątkową na tle podobnych pozycji. Choć od dawna uważam, że temat II wojny światowej jest już na tyle oklepany, że nie warto się nad nim zbytnio roztrząsać, to ten esej jest nadal w pewnym sensie wartościowy i warty lektury.

    Viktor Frankl w swojej autobiograficznej powieści ukazuje nam swoje osobiste doświadczenia z pobytu w obozach koncentracyjnych, skupując się na opisie mentalności obozowiczów w trzech fazach reakcji psychologicznych jakie przejawiają. Nie robi z siebie przy tym męczennika ani nie rysuje świata w czarno-białych barwach. Postawiony w wygodnej roli 'ofiary' nazistowskich zbrodni nie dzieli ludzi na dwa odrębne gatunki: przyzwoitych ofiar i nieprzyzwoitych oprawców, pomimo że łatwo byłoby przyjąć takie właśnie myślenie. Nie boi się pisać, że wiele ofiar samych stało się katami po uwolnieniu, a ich ciemiężcy nie byli wyłącznie czarnymi charakterami.

    Tytułowym człowiekiem poszukującym sensu życia jest zbiorowy bohater powieści – czyli więźniowie – którzy starają się mimo niesprzyjających ku temu warunków zachować godność i człowieczeństwo. Autor zaznacza, że chociaż otoczenie warunkuje w pewnym stopniu ich życie, to jednak nadal oni pełnią rolę głównego decydenta w swoim życiu. Obóz zagłady to miejsce gdzie jednostka może być szlachetna, jak i stać się zwierzęciem, tak jak w każdym innym miejscu na Ziemi. To czy przetrwają zależy od siły napędowej zapewniającej im przetrwanie; sensu/celu własnej egzystencji. To ona chroni ich przed zagładą (staniem się muzułmanem). Człowiek według autora jest bez niej pustą skorupą niezdolną do dalszego funkcjonowania.

    Polubiłem tę książkę przede wszystkim za jej uniwersalności. Zawarte w niej prawdy mają odniesienie nie tylko do rzeczywistości obozowej, która stanowi raczej przykład, ale i życia każdego człowieka niezależnie od jego położenia. Zresztą tekst został podzielony na dwie części: tą odnoszącą się z punktu widzenia psychologii na życie w obozie i tą bardziej teoretyczną. W mojej opinii niepotrzebnie, bo obie części mówią w gruncie rzeczy mówią o tym samym, tj. znaczeniu sensu w naszej doczesności. Uważam, że druga część jest bardziej przystępna i łatwiej się ją czyta także jeśli nie chcecie marność czasu z jakiegoś powodu to ominąłbym tą pierwszą. Nie nazwałbym tego tekstu jakimś przełomowym, ale nie jest też czymś kompletnie błahym. Chyba potrafię zrozumieć dlaczego zdobyła taką popularność.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 809224-352x500.jpg

  •  

    Ale piękna cegła, zawsze chciałem mieć fizyczną wersję ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #ojciecchrzestny #mariopuzo #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #chwalesie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1617259080149.jpg

  •  

    625 + 1 = 626

    Tytuł: Gambit królowej
    Autor: Walter Tevis
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Nie spodziewałam się nigdy, że będę czytał kiedyś książkę o dyscyplinie, z którą miałam ostatni raz kontakt – co oczywiście nie jest powodem do dumy – w szkole podstawowej i o dziwo w takim stopniu mi się ona spodoba. Po tym co napisałem nie zaskoczę już chyba nikogo tym, że również niewiele rozumiałem z toczących się partii szachowych i prawdopodobnie już nigdy nie zrozumiem, dlatego też potraktowałem je raczej jako tło dla tego, o czym jest według mnie tak naprawdę ta książka. Szum jaki wywołała jej filmowa adaptacja już owszem trochę opadł, ale to, że ją przeczytałem jest właśnie echem tego rozgłosu. Nie zapoznałem jeszcze się z nią, choć zapewne stanie się to w najbliższym czasie. Książka w każdym razie obiecuje bardzo dużo więc lczę, że serial spełni to z nawiązką. Teraz pozostaje mi tylko ubolewać z powodu mojej mitrężącej postawy, bo przez swoje wcześniejsze uprzedzenie jestem teraz lekko osamotniony w swoim obecnym entuzjazmie.

    'Gambit królowej' to powieść o młodej dziewczynie, Beth Harmon, przejawiającej ogromny talent do szachów, który odkrywa podczas gry w piwnicy z pewnym woźnym. Beth wkracza stopniowo do 'męskiego' świata jakim są szachy na profesjonalnym poziomie, pnąc się na szczyt i udowadniając swoje umiejętności jako gracz, a nie kobieta. Łamiąc stereotypowy obraz szachisty toruje sobie drogę w społeczeństwie mającym dość mocno seksistowską optykę na świat. Nie odbędzie się to oczywiście bez licznych przeszkód na drodze naszej bohaterki, które będzie musiała pokonać żeby pójść naprzód. Jako wychowanka domu dziecka musi cegiełka po cegiełce zbudować nowe, lepsze życie; swój american dream.

    Wspomniałem już, że nie jest to książka przede wszystkim o szachach  i podtrzymuję te opinię, pomimo że może się wydawać, że to one wiodą tutaj prymat. Niekoniecznie to szachy musiały być w centrum powieści. Równie dobrze mogłaby to być nasza praca zawodowa, nauka do szkoły, tenis, piłka nożna czy też siatkówka. Za rozgrywanymi partiami kryje się przede wszystkim walka ze słabościami żeby osiągnąć cel; sięgnąć marzeń. Dotyczy to wszystkich sfer ludzkiego życia, nie tylko (jak w tym przypadku) szachów. O szczęśliwe życie trzeba po prostu czasami zawalczyć. Beth jest również dla mnie pewnego rodzaju symbolem równości. Jako kobieta z impetem uderza w zdominowaną przez mężczyzn dziedzinę. Może stanowić przykład tego, żeby się nie poddawać, bo każdy, niezależnie od chociażby takiego czynnika, jak płeć może coś zdziałać. Protagonista nie jest typową kobiecą postacią, co daje o sobie znać nieraz i polubiłem to. Nie jest przy tym wcale sztuczna/wykreowana na siłę. Harmon odnajduje siebie, a nie jakąś obcą kobietę. Oby więcej takich silnych kobiecych charakterów w kulturze, bo są nam potrzebne.

    Nie da się pisać o tej książce nie poruszając tematu jakim są oczywiście szachy. Może i tego nie pojmowałem, ale każda gra była dla mnie na swój sposób emocjonująca. Wraz z Beth przeżywałem każdą grę. Co tu więcej powiedzieć, po prostu się wciągnąłem. Postacie są różnorodne i widać, że autor się musiał bardzo postarać przy ich tworzeniu. Każda osoba była unikalna, miała 'charakter'. Nie ma też kolorowania rzeczywistości. W powieści widać wymieniony już wcześniej  seksizm, ale też i da się dostrzec rasistowskie tony czy też inne niefajne ludzkie przywary, ciągnące się przecież za każdym z nas. Ogólnie cały świat przedstawiony zasługuje na pochwałę. Autor nie poszedł na łatwiznę. Rzuca się w oczy brak zbyt licznych uproszczeń rzeczywistości, choć te oczywiście też miały czasem miejsce. Jeśli szukacie czegoś, co wam poprawi humor wieczorem, to tak książka będzie strzałem w dziesiątkę.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #szachy #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: gambit_okladka_netflix.jpg

  •  

    616 + 1 = 617

    Tytuł: Wathek
    Autor: William Beckford
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Dość nużąca, choć oryginalnie zaprojektowana powieść gotycka o akcji umiejscowionej w magicznych krainach orientu, gdzie panuje ich pyszny władca – kalif Wathek – który skuszony wszystkimi bogactwami świata sprzymierza się z mrocznymi duchami, co rzuca cień na jego życia i doprowadza koniec końców do jego upadku; żeby zaspokoić swoją próżność będzie musiał na zawsze porzucić swoją wiarę i wreszcie człowieczeństwo. Jak żaden inny pasuje mi do treści książki ten właśnie cytat: 'Przed porażką – wyniosłość, duch pyszny poprzedza upadek'. Nieskończona pycha Watheka będzie wymagała równie wielkiej ofiary.

    Jako fan powieści gotyckich muszę z żalem stwierdzić, że 'Wathek' nie spodobał mi się, mimo że jest na wskroś przesiąknięty elementami tego gatunku. Nie mogłem się po prostu za nic wciągnąć. Nie wiem czy wina leży w tym, że powstała ona pod aż nazbyt silnym wpływem drażniącego mnie osobiście orientalizmu, czy może też nadmiaru motywów fantastycznych, ale jakoś po prostu nie mogłem czerpać radości z jej czytania. Książka Williama Beckforda wydała mi się strasznie mdła/pisana na siłę. Gdyby akcja została usytuowana w jakimś kraju starego kontynentu to może miałbym inne zdanie. Czuję ścisły związek tego gatunku z Europą więc prawdopodobnie to jest przyczyną mojego nieukrywanego zawodu.

    Trudno mi znaleźć jakieś plusy, które mogłyby przykryć wady. Kreacja postaci wydała mi się interesująca, choć z drugiej strony były one dla mnie za bardzo płytkie/czarno-białe. Nie lubię zbytnio takich charakterów, ale miejscami pozytywnie zaskakiwały, tak jak i niektóre pomysły autora. Jeśli ktoś przepada za tego typu literaturą, to może ona być ciekawą odskocznią od innych książek z obrębu tego gatunku. Książka jest z pewnością napisana pięknym językiem więc jeśli komuś na tym zależy to będzie ona strzałem w dziesiątkę. Nie będę ukrywał: po prostu nie polecam. Choć książka należy już do klasyki, to nie jest według mnie dziełem wybitnym. Jest o wiele więcej dobrych powieści gotyckich wartych uwagi niż ta.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 859694.jpg

  •  

    606 + 1 = 607

    Tytuł: Tango
    Autor: Sławomir Mrożek
    Gatunek: Utwór dramatyczny
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Co tu powiedzieć... Aż żałuję, że przez pandemię ominął mnie spektakl teatralny tej sztuki. Od razu podczas czytania nasunęły mi się podobieństwa do powieści Gombrowicza, 'Ferdydurke', choć 'Tango' wydaje mi się przy niej mocno okrojone jeśli chodzi o przekazywaną treść. Zarówno ze sztuki, jak i powieści przybija się na pierwszy plan ten absurd świata przedstawionego, mający być przykrywką dla ich przesłania. Ponadto oba teksty stawiają formę (schematy życiowe) jako istotną, jak nie najistotniejszą kwestię całości utworu. Spodobały mi wyraziste postacie i dość awangardowy, a przez to zabawny konflikt międzypokoleniowy ukazanny w dramacie, będący miłą odmianą od jego powszechnie przyjętej koncepcji.

    Dramat koncentruje się na Arturze, którego rodzice w czasach swojej młodości zburzyli stary ład/przyjęte konwenanse. Po pozbyciu się poprzez bunt tradycyjnych form, nasz protagonista, nie ma już przeciwko czemu się buntować, co wywołuje w nim wewnętrzny sprzeciw; potrzebę przywrócenia dawnego porządku. Forma nowoczesności czyni według niego ludzi zagubionymi więc chce ich od niej uratować poprzez zniszczenie wolnościowego, wręcz anarchistyczny świata swoich rodziców. W tym właśnie celu opracowuje spisek, polegający na wciągnięciu domowników z powrotem w formę tradycji i reguł, a to za pomocą ceromonii ślubnej ze wszystkimi tworzącymi ją zwyczajami. Jego ideały ulegają w trakcie jednak zatarciu.

    Według mnie przez tę sztukę Sławomir Mrożek chciał nam przekaza do czego doprowadza koniec końców anarchia reprezentowana w utworze przez nowoczesną formę rodziny Artura; nie dającej się niczym pohamować przemocy. W świecie bez ustalonych reguł to właśnie obranie drogi agresji pozwala na narzucenie reguł swojej gry. Artur nie mógł ustanowić w inny sposób swojej formy więc zniżył się do najniższego poziomu, co potem obróciło się przeciwko niemu. W ten sposób świat przybrał prymitywną formą świata opartego o prawo silniejszego. Tym sposobem zarówno dwa przeciwległe bieguny, tradycja i nowoczesność rozpadły się. No i oczywiście dochodzi też to, że młodzi ludzie muszą się zawsze przeciw czemuś zbuntować, czy to tradycji czy – jak w tym przypadku – nowoczesności, jeśli nie ma innego wyjścia.

    Podsumowując, spodobało mi się, i to nawet bardzo, choć mam wrażenie, że dramat to trochę stracony potencjał. W 'Ferdydurke' dało się odczuć wyczerpanie tematu, ale tutaj na koniec miałem mieszane odczucia odnośnie tego. Brakowało mi czegoś, co by mnie dostatecznie usatysfakcjonowało. W każdym razie muszę się kiedyś na pewno udać do teatru żeby obejrzeć ten dramat, bo chyba tylko w ten sposób będę mógł naprawdę orzec czy ta sztuka mi się podoba czy nie. Sam zamysł jest naprawdę fenomenalny więc chciałbym obejrzeć jego teatralny przekład na scenie, na żywo żeby doświadczyć go w stu procentach.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 652076-352x500.jpg

  •  

    594 + 1 = 595

    Tytuł: Wyspa Tokio
    Autor: Natsuo Kirino
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Zachwycony moją pierwszą przeczytaną powieścią Natsuo Kirino, tj. 'Prawdziwy świat', nie mogłem się doczekać jej następnej książki i myślę, że się nie zawiodłem. Nie czułem tego samego zachwytu, co poprzednio, ale koncepcja 'Wyspy Tokio' była niezgorsza i pomimo że nie wpasowała się ona do końca w moje gusta, to zdołałem się wciągnąć. Z pewnością nie jest to moja ostania książka tej autorki. Zwłaszcza, że kolejne pozycje na mojej liście wydają się dużo bardziej obiecujące.

    Akcja książki dzieje się na bezludnej wyspie, na której tworzą się dwie grupy; rozbitkowie z Japonii oraz pozostawieni przez przemytników Chińczycy. Każda grupa przybiera zgoła odmienny charakter. Chińczycy tworzą zwarty kolektyw – Hongkong – doskonalący się w sztuce przetrwania i nastawiony na ucieczkę o własnych siłach, a Japończycy z kolei się rozdrabniają na 'dzielnice' Tokio. Czekając biernie na pomoc z zewnątrz szukają celu w życiu i realizują swoje indywidualne potrzeby; tworzą quasi-kulturę.

    Podział ten pozostawił dużo więcej miejsca do popisu w kształtowaniu/odkrywaniu osobowości drugiej grupie, gdzie wewnętrzna różnorodność pozwoliła na wydanie na świat dużo bardziej skomplikowanych, barwnych charakterów. Jednym z nich jest Kiyoko, będąca jedyną kobietą na wyspie, o której względy zabiegają wszyscy mężczyźni. Jej nowa pozycja pozwala jej ze stłamszonej przez męża żony przybrać postać zakłamanej, silnej kobiety, dla której nawet miłość jest częścią nieustannie prowadzonej, wyrachowanej gry o własne interesy. Wyspa zmienia ludzi i ona jest tego największym – choć nie najbardziej radykalnym i zakręconym – przykładem. Znalezienie się na wyspie jest dla tych ludzi poniekąd okazją do poznania siebie samych bez tej całej warstwy, czyli cywilizacji, która nas okrywa. Czytając te książkę poznajemy prawdziwe oblicza ludzkiej natury, co wyryje w naszych umysłach jedno pytanie: Co tak w ogóle odróżnia człowieka od zwierzęcia? Cały ten pościg ludzkiej natury za mieszkańcami wyspy dzieje się cieniu marzenia wszystkich jej mieszkańców  – ucieczki. Tylko czy zostanie ono zrealizowane? Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi.

    Powieść jest dla mnie dobra przede wszystkim ze względu na jej oryginalne podejście do tematu. Niewiele rzeczy, które się w niej dzieją są rzeczą oczywistą, także trudno wywróżyć prawidłowy ciąg fabularny. Wszystko, co dzieje się na wyspie było dla mnie nowe i wątpię bym się natknął jeszcze kiedyś na coś równie nietuzinkowego w obrębie tej samej tematyki. Mam nadzieję, że się mylę, ale przepełnia mnie wrażenie, że już nic mnie nie zaskoczy. Natsuo Kirino stworzyła świat niepowtarzalny i intrygujący, który z całą pewnością jest wart poznania, dlatego też cieszę się, że miałem szczęście przeczytać jej powieść. Największym dla mnie punktem wyróżniającym 'Wyspę Tokio' są jednak przede wszystkim postacie, których myśli były dla mnie nie tylko ciekawe, ale też (nie ukrywam) bardzo zabawne. Sprawia to, że z całą pewnością muszę jeszcze przeczytać jakąś książkę Natsuo Kirino. Zarówno ta, jak i jej poprzednia powieść wprowadziły mnie w stan zachęcający do wielu rozważań, wobec tego szczerze ją polecam.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #japonia #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 352x500.jpg

  •  

    Kilka fragmentów z książki "Archipelag GUŁag"

    "I jacyż to perfidni złoczyńcy byli z tych starych inżynierów, jak szatańsko różnorodne sposoby stosowali, byle tylko szkodzić! Mikołaj Karłowicz von Meck w Ludowym Komisariacie Transportu udawał fachowca oddanego bez reszty sprawie nowej gospodarki, potrafił długo i z zapałem mówić o ekonomicznych aspektach budowy socjalizmu – i lubił udzielać rad. Jedna z tych rad, najbardziej szkodliwa, była taka: wydłużyć składy pociągów towarowych, nie bać się pewnego przeciążenia. Z pomocą GPU von Meck został zdemaskowany (i rozstrzelany): celem jego było przedwczesne zużycie szyn, wagonów i parowozów po to, aby pozbawić republikę kolei żelaznych w momencie napadu interwentów. Kiedy zaś niedługo potem nowy narkom transportu, tow. Kaganowicz, zlecił, by uruchomić właśnie składy dłuższe, super–przeciążone, nawet w dwój – i trójnasób (za to odkrycie i on i inni naczelnicy dostali ordery Lenina) – to przewrotni inżynierowie wystąpili teraz w roli bałwochwalców norm – robili krzyk, że to przekracza dopuszczalne normy, że zgubnie działa na trwałość taboru; zostali więc sprawiedliwie rozstrzelani za brak wiary w możliwości socjalistycznego transportu."

    "Ale jeszcze jeden cud zdarzył się przecież tego roku. W ślad za procesem Prompartii przygotowywany był w 1931 roku ogromny proces Chłopskiej Partii Pracy – rzekomo istniejącej (w rzeczywistości – nigdy jej nie było!), kolosalnej podziemnej organizacji, która miała się składać z wiejskich inteligentów, z działaczy spółdzielczości spożywczej i rolnej, z chłopskiej oświeconej elity, szykującej się pono do obalenia dyktatury proletariatu. Na procesie Prompartii tę partię chłopską (TKP – Trudowaja Kriestianskaja Partia) cytowano nieraz jako już zdemaskowaną i dobrze znaną organizację. Aparat śledczy GPU działał bez pudła: już TYSIĄCE oskarżonych przyznały się do członkostwa TKP i do swoich zbrodniczych zamiarów. Ilość tych członków planowano na DWIEŚCIE TYSIĘCY.
    Na czele partii stać mieli – badacz ekonomii rolnictwa Aleksander Wasyliewicz Czajanow; przyszły „premier” N. D. Kondratiew; L. N. Jurowski; Makarow, Aleksy Dojarenko, profesor Akademii Rolniczej im. Timiriazjewa (przyszły „minister rolnictwa”[23]). I nagle, pewnej pięknej nocy Stalin ZMIENIŁ ZDANIE – nigdy nie dowiemy się – dlaczego.
    Może zdjęła go spóźniona skrucha? – ale nie, toć daleko do ostatniej godziny. Może wzięło górę poczucie humoru – że znów na jedno kopyto, że nudy? – ale nikt nie śmiał posądzić Stalina o nadmiar poczucia humoru! Chyba co innego przeważyło: wykalkulował sobie, że niedługo i tak cała wieś zacznie wymierać z głodu, co tam jakieś dwieście tysięcy, po co zatem się męczyć? I cała TKP została anulowana, wszystkim co się „przyznali” zaproponowano cofnięcie zeznań (można wyobrazić sobie ich radość!) – a zamiast całej tej machiny skazano w trybie pozasądowym,"

    "Sylwester, [25.03.21 04:50]
    Ale ze wsi już uspółdzielnionych popłynęły nowe potoki aresztowanych:
    – potok szkodników. Wszędzie zaczęto wykrywać agronomów–szkodników, którzy dotąd całe życie pracowali uczciwie, a teraz umyślnie jęli

    Sylwester, [25.03.21 04:51]
    zachwaszczać rosyjskie pola (oczywiście – na zlecenie moskiewskiego instytutu, właśnie zdemaskowanego bez reszty. Toć właśnie tu odnajdujemy tych 200.000 nie wyaresztowanych w swoim czasie członków TKP!). Jedni z tych agronomów nie wykonują dogłębnie naukowych dyrektyw Trofima Łysenki (z tą falą zesłany został w 1931 roku do Kazachstanu „król kartofli” Lorch). Inni wykonują je zbyt ściśle – i tym sposobem wykazują ich głupotę (w 1934 roku pskowscy agronomowie wysiali siemię lniane na śnieg – dokładnie tak, jak kazał Łysenko. Siemię spęczniało, spleśniało i poszło na marne. Wielkie połacie pól przez rok stały pustką. Łysenko nie mógł oświadczyć, że śnieg jest kułakiem, albo że sam on jest durniem. Oznajmił zatem, że agronomowie są kułakami i że wypaczyli jego technologię. I agronomowie pojechali na Sybir)."

    #ksiazka #komunizm #historia #nawalny
    pokaż całość

  •  

    572 + 1 = 573

    Tytuł: Maurycy
    Autor: Edward Morgan Forster
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Nie zdarza mi się cieszyć gdy muszę stwierdzić, że książka przestała być 'aktualna'. W tym przypadku jednak nie mogło być lepiej. Od napisania książki minęło przeszło sto lat i w końcu nadeszły czasy, w których mężczyźni mogą być ze sobą nie tylko we fikcji literackiej. Są miejsca na świecie, w których mogą nawet wziąć ślub; nie muszą stłamsić siebie samych czy też niszczyć dotychczasowego życia żeby być razem. Nie dosięgnie już ich co więcej żadna kara. Oczywiście jest to dość wyidealizowany obraz, nieprzystający całkowicie do naszego kraju i ogółem świata, ale są już państwa, w których nie jest to już żadna fantazja, tylko nowa normalność, rozpowszechniająca się stopniowo na cały glob.

    Przechodząc już ściśle do książki, to jest ona opisem miłości homoseksualnej w świecie, w którym ignorancja wywoływała wspomniane w posłowiu przerażenie, które już po napisaniu 'Maurycego' przybrało zupełnie nową formę, mianowicie pogardy; ale to też już się skończyło. Społeczeństwo nareszcie stało się bardziej tolerancyjne i będzie to postępować, spychając poprzednie nastawienie coraz bardziej w mroki dziejów. Przynajmniej na to liczę.

    Tytułowy bohater, Maurycy, jako ktoś z wyższych sfer i ówczesny filar społeczeństwa musi spełniać pewne oczekiwania, będące w opozycji do jego natury. Kroczy – a my wraz z nim – przez kolejne etapy życia. Obserwujemy etapy rozpadu tego filaru aż do jego całkowitej ruiny. Zakochuje się w mężczyźnie i jest z nim, łamiąc przyjęte konwenanse w świadomości ich dwuosobowego grona. Widzimy również tragiczny kryzys i kres tych uczuć na rozstaju dróg. Jeden wybiera ścieżkę powszechnego szacunku, drugi buntu i wiecznej banicji. Dla mnie jest to książka o wyjściu ze strefy komfortu, ale i jednocześnie powszechnego ucisku. Protagonista musi zaakceptować bieżące wydarzenia, jak i przede wszystkim samego siebie; przyjąć swoją prawdziwą naturę i zakończyć wewnętrzną batalię. W końcu 'Coś się kończy, coś zaczyna'. Maurycy niejako będąc produktem swoich czasów musi ponadto przezwyciężyć mankamenty z tego wynikające: to jest uprzedzenia klasowe. Wszystko po to żeby zakończyć trawiącą go samotność oraz dać nowej miłości zwyciężyć i w efekcie wyrwać się z unormowanej przez społeczeństwo rzeczywistości.

    'Maurycy' ma dla mnie tyle samo wad, co ile zalet. Trudno mi ocenić ją obiektywnie, bo porusza tematy szczególnie mi bliskie. Myślę, że jednak nie skłamię twierdząc, że to świetna książka. Jest bez wątpienia promieniem światła z przeszłości, dającym nadzieję na przyszłość, w której ludzka natura ma szansę zostać w pełni uznana. Poza tym postacie są świetnie napisane. Ich realizm sprawia, że naprawdę da się do nich przywiązać i przeżywać toczący się bieg wydarzeń wraz z nimi, a nie tylko jako bierny czytelnik. Ich problemy były moimi problemami, ich szczęście moim własnym. Powieść jest przym naprawdę przystępnie napisana, przez co świetnie się ją czyta. Z pewnością jest warta przeczytania. Autor mógłby być dumny z tego, jaki kształt przybrało współczesne społeczeństwo.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #lgbt #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: maurice-by-e-m-h_93_2729_front_cover.jpg

  •  

    Kler katolicki, wielcy miłośnicy pokoju. Pamiętajcie Bóg jest miłością ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Wojna włosko-abisyńska. Według profesora Salveminiego przynajmniej 7 włoskich kardynałów, 29 arcybiskupów i 61 biskupów od razu poparło tę faszystowską napaść i to nie bacząc na zawarty w 1929 r. konkordat surowo zabraniający biskupom wszelkiej działalności politycznej.
    #ksiazka "Z Bogiem i faszystami" Karlheinz Deschner
    #faszyzm #katolicyzm #wlochy #ksiazki #ciekawostkihistoryczne #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: Screenshot_20210316-062605.jpg

  •  

    529 + 1 = 530

    Tytuł: Wilk Stepowy
    Autor: Hermann Hesse
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Trochę się zabierałem do przeczytania tej książki, ale w końcu nadszedł ten moment i muszę przyznać, że była dosyć zadowalająca, choć szczerze liczyłem na coś więcej. W niektórych aspektach książka była pewnym rozczarowaniem, wynikającym poniekąd z tego, że gdy przeczytałem 'Portret Doriana Graya', to mnóstwo osób mi mówiło żebym wziął się za tę powieść, bo są dość pokrewne. No i są, choć diabeł tkwi w szczegółach. Detale składające się na powieść Oscara Wilde'a miały w sobie jakiś nieodparty urok, który z kolei w 'Wilku Stepowym' uderzył we mnie dopiero gdzieś w połowie wraz z pojawieniem się Herminy, która nadała powieści wielowymiarowości; popchnęła akcję i protagonistę do przodu z uprzedniego marazmu. Ostatecznie było warto przebrnąć przez ten szkic, mający na celu oddać istotę głównego bohatera, pomimo że był dla mnie (nie ukrywam) rozciągniętą do granic możliwości gehenną. Na szczęście nie na tyle by przekreślić całą powieść.

    Książka składa się na wstęp napisany przez siostrzeńca kobiety, u której główny bohater – Harry Heller – wynajął pokój oraz na właściwą część powieści, czyli rękopis pozostawiony przez samego Hallera, będącym spisem realistycznych i surrealistycznych wydarzeń, które są tłem wewnętrznych przemyśleń natury egzystencjalnej autora, jako to zresztą w powieściach tego typu bywa. Myślę, że wstęp nie był zupełnie potrzebny, ale nie jest też on jakoś sztucznie oderwany od całości i dodanie go może miało jakiś sens, którego ja się nie potrafię doszukać. Podobny problem mam z trochę za obszerną próbą ujęcia natury protagonisty, ale jak już wcześniej wspominałem; żaden to gwóźdź do trumny.

    Myślę, że głównymi bolączkami poruszonymi przez autora są niemożność zaakceptowania teraźniejszości i dopasowania się do ogółu – co zresztą wynika z wysokiego poczucia elitarności – jak i prawnego rodzaju dualności swojej osobowości, będącej w uproszczeniu połączeniem wzniosłego człowieka i zwierzęcego wilka stepowego. Posiadanie obu tych przeciwstawnych natur powoduje zbłądzenie, nienawiść do życia i w efekcie do samego siebie. Zmienia się to jednak wraz z poznaniem pewnej prostytutki – Herminy – w której Harry widzi bliźniaczą duszę. Hermina w ramach ich znajomości wdraża go stopniowo do społeczeństwa i daje mu powód do życia. Uświadamia mu ona sens zbytków tego świata, jako zajmujących, nie będących ujmą elementów ludzkiej egzystencji. W powieści wysuwa się też krytyka nacjonalizmu oraz wojny i pochwała pacyfizmu.

    Najbardziej z całej powieści spodobała mi się postać Herminy, będąca nieprzeciętnie uświadomionym charakterem, ale nie tak pretensjonalnym, jak ma to miejsce w przypadku Harrego. Jej pojawienie się zepchnęło w cień tę niekończącą się żałość; roznieciła potrzebną iskrę życia, rozpalając nudną i monotonną jak dotąd treść. Dzięki niej z czasem i Harry staje się kimś fascynującym. Polubić ją można zwłaszcza za dość cenną lekcję, i to nie tylko dla Harryego, bo i dla każdego człowieka. Lekcja ta mówi, że wymagając za dużo od świata nie będziemy szczęśliwi. Żeby zakosztować dobrodziejstw jakie daje nam nasz byt musimy spojrzeć na świat z dystansem i dopasować się, bo inaczej staniemy się więźniem własnych pragnień, niekoniecznie dobrych dla nas samych, bo kończących się często nieuchronnie przygnębiającą samotnością.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: wilk-stepowy-b-iext39298993.jpg

  •  

    Jordan Belfort

    Postać niesamowita. Niezwykła wręcz. Bardzo mnie fascynująca.

    Gość ma 58 lat, wygląda jak by miał 48 lat, choć przez 8-10 lat ćpał niesamowite ilości narkotyków. Przez niespełna 60 lat zdążył otworzyć wielką firmę maklerską, oszukać tysiące ludzi (albo i sprytnie sprawić, że sami zrobili się w balona), zbudować gigantyczny majątek, zatopić jacht, stracić to wszystko, pójść do więzienia, napisać bestsellerową książkę, zbudować nowy biznes, mieć na koncie Leonardo DiCaprio grającego jego osobę w filmie O NIM SAMYM i dalej być kuźwa bogatym!

    A do końca życia jeszcze trochę zostało (Choć może ćpanie wyjdzie bokiem?) To niesamowite!

    I tak sobie obejrzałem film, przeczytałem książkę i ogarnąłem masę wywiadów. Co za życie. Co to jest za życie! Belfort utrzymuje, że jest "czysty" ale gdyby położyć mu na stole pigułkę Qualude'a to by ją z chęcią wziął. Patrząc na niego czasem mam wrażenie, że jego "przemiana" to tylko poza. Po prostu zmienił sposób robienia biznesu na mniej nielegalny. Ludzi, którym rzekomo wisi hajs dalej ma w dupie. I szczerze mówiąc myślę, że dalej coś ćpa ;p Wiecznie na bombie. Dużo gada, dobrze gada, przekonywująco gada.

    Chociaż wciąż szokuje mnie ilość przeżyć w jego życiu. Jedna żona, druga żona, trzecia żona, teraz jakaś dupa dla której się uczy Hiszpańskiego. W między czasie jakieś randomowe dupy i życie na 100000%, które skończyło się bolesnym upadkiem. Spanie po 2-3h na dobę max. Życie jak film. Gdybym był na jego miejscu to kładąc się wieczorem spać chyba byłbym jednak zadowolony z takiego życia.

    Wywiady są o tyle ciekawe, że prostuje kilka rzeczy dla tych, którzy książki nie czytali. Czasem mam wrażenie jednak, że niektóre sytuacje są fejkowe i nie mogły się wydarzyć i cała historia jego życia jest trochę podkoloryzowana bo ten gość wiecznie coś sprzedaje. Jak nie akcje to samego siebie, jako markę osobistą, więc czy ja wiem, czy to wszystko tak łykać wprost?

    W wielu wywiadach mówił, że "Leo" nigdy WCZEŚNIEJ nie brał narkotyków - dokładnie w ten sposób buduje zdanie w kilku wywiadach. Wydaje mi się, że spotkanie Leo z Jordanem mogło być tym, gdzie w imię profesjonalizmu aktorskiego zaćpał pierwszy raz. W końcu, by dobrze zagrać Wilka z Wall Street musiał wiedzieć trochę "jak to jest", prawda?

    Lubię takie jaskrawe postaci. Gość wciąż idzie swoją drogą, z dna wrócił na powierzchnię i dalej żyje pełnią życia. Nawet jeśli wciąż robi rzeczy, którymi nie ma zamiaru się chwalić. Tym razem jednak robi to ciszej i lepiej. Niech mu się wiedzie!

    A Wy? Co myślicie o Wilku z Wall Street?

    #wilkzwallstreet #jordanbelfort #film #ksiazka #oswiadczenie #pieniadze #biznes #ciekawiludzie
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    487 + 1 = 488

    Tytuł: Rytmatysta
    Autor: Brandon Sanderson
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Nie wiem czy to nie dlatego, że sporadycznie sięgam po coś z tego gatunku, ale już dawno nie czytałem tak dobrego fantasy. 'Rytmatysta' po prostu mnie zwalił z nóg swoją oryginalnością, przez co nieprędko go zapomnę. Myślę, że stałem się fanem i czekam z zniecierpliwieniem na drugi tom. Wszystko: od postaci, przez ciekawy system oparty o rysowanie kredą i aż po świat, będący ciekawą alternatywną wersją naszego mnie zachwyciło. Nigdy nie byłem fanem tego gatunku, ale myślę, że zaprzyjaźnię się z twórczością Brandona Sandersona na dłużej, jeśli inne jego książki stoją na takim samym poziomie. Nie będę oszukiwał, że jest to literatura najwyższych lotów, ale z pewnością stanowi świetną rozrywkę dla każdego, kto chciałby się odprężyć i miło spędzić czas. Miałem ostatnio dość ciężki okres w życiu i ta książka pozwoliła mi choć trochę odsapnąć od problemów dnia codziennego, także cieszę się, że to właśnie ją mi polecono.

    Książka Sandersona przenosi nas do dość niesztampowo zaprojektowanego świata, będącego interesującym odbiciem naszej rzeczywistości. Zamiast Stanów Zjednoczonych mamy Wyspy Zjednoczone Ameryki, a dominującym ośrodkiem kulturowym nie jest Zachód, tylko JoSeun, państwo będące alternatywną wersją Korei. W tym właśnie świecie znajduje się akademia Armedius, gdzie uczą się kolejne pokolenia rytmatystów – ludzi potrafiących ożywiać kredowe rysunki – którzy mają za zadanie bronić świat przed niebezpieczeństwem czającym się na Nebrasku; dzikimi bazgrołami. To również w niej uczy się Joel, syn wytwórcy kredy i zarazem nierytmatysta z wielkim zapałem do rytmatystyki. W szkole zaczynają ginąć uczniowie i Joel będzie musiał wziąć udział w śledztwie, którego przebieg zaważy o losach wszystkich uczniów, jeśli nie całego świata.

    To za co warto docenić tę książkę to przed wszystkim trudna do przewidzenia fabuła z wieloma zwrotami akcji, która nie pozwala się nudzić. Książka ma oczywiście wady, takie jak dość płaskie, schematyczne, ale jednak dające się lubić postacie czy po prostu ogólna prostota bijącą z samej książki. Przez to, że postacie są płaskie to ich relacje nie należą do skomplikowanych i wiadomo czego się należy po nich spodziewać. Nie ma też za dużo miejsca na domysły, bo wszystko jest w zasadzie powiedziane. Na jakieś przesłanie/głębszy przekaz również nie ma co liczyć. Zakończenie daje nam pewne oczekiwania, co do przebiegu drugiego tomu, gdy ten już wyjdzie i liczę, że się nie zawiodę. Polecam każdemu entuzjastowi gatunku, ale też i ludziom spragnionym przede wszystkim dobrej zabawy.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #fantastyka #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 756735-352x500.jpg

  •  

    Bo skoro już jestem Tobą tak bardzo zachwycony, to nie chciałbym być w tym całym zachwycie nudny i monotonny. I nie wiem, skąd mi brać synonimy, żeby ciągle inaczej jakoś mówić Ci o tym wielkim i wszystko przesłaniającym przeżyciu, jakim dla mnie jesteś i które stało się dla mnie od razu takim od pierwszych słów, jakie zamieniliśmy, i od pierwszego dotknięcia Ciebie w pierwszym tańcu.

    Jest pewien urok w relacji dwóch kochanków, którego na próżno zwykle szukać w miłościach sformalizowanych - romans wydaje się posiadać wszystkie składowe miłości romantycznej, nieopodatkowanej codziennością, zmywaniem naczyń, sznurowaniem dzieciom butów do przedszkola i dźwiękami dochodzącymi z łazienki. Czy gdyby Osiecka i Przybora zamieszkali ze sobą na stałe, widzieli się na co dzień, mieli dziecko (o którego posiadaniu wspominali zresztą w niektórych listach) i zmagali się z inwentarzem codzienności, czy wciąż mieliby siłę i natchnienie na pisanie sobie tego rodzaju słów? Myślę, że nie - a słowa często są tym piękniejsze, im uczucie bardziej tajne lub zakazane. Sam Przybora zresztą pisał:

    Dlatego też tak mnie strasznie podniosła na duchu owa kartka, napisana po Kamieniołomach, że były w niej takie piękne, króciutkie zdania, których nie da się pisać na lipę. Co nie znaczy, że po pewnym czasie i bliższym poznaniu partnera nie można przestać mieć ochotę mówić takie rzeczy, to już co innego i o to nie miałbym do Ciebie pretensji. Błagam Cię, nie psuj tego, czego się już z Tobą dorobiłem, - zbędnymi informacjami - jestem mało zamożny, nie chcę tracić nawet 'lipy'.

    Trochę mi niezręcznie opisywać tę książkę, tak jak niezręcznie było mi ją czytać - bo to tak, gdybyśmy poznali czyjeś hasło do aplikacji, przez którą ktoś komunikuje się z kochankiem i mógł zajrzeć w najgłębsze myśli i najczulsze słowa dwójki ludzi. Ludzi, których uczucie przypałętało się znienacka i nie do końca wiadomo było, co z nim począć - jak zresztą pisała Osiecka:

    A gdy się zejdą, raz i drugi,
    kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,
    bardzo się męczą, męczą przez czas długi,
    co zrobić, co zrobić z tą miłością?


    No bo co zrobić z miłością dwójki ludzi, których łączyła inteligencja, błyskotliwość, poczucie humoru i umiejętności słowotwórcze - a dzieliło praktycznie wszystko inne, łącznie z wiekiem i stanem cywilnym? Oboje być może czuli, że nie przyniesie im to nic dobrego, a mimo to narkotycznie przywiązani do siebie kontynuowali swoją znajomość przez dwa lata. Ona, co “nigdy nikomu nie umiała dać spokoju, nawet sobie” - on, co tęsknił za nią nawet “przez drzwi łazienki, przez schody, przez naskórek, szczelnie przywarty do jej ciała” - traktowali się z wielką czułością i niespotykanym uwielbieniem, a ich listy były tym piękniejsze, im okoliczności (dzieląca ich odległość, zawiłości towarzyskie czy rodzinne) trudniejsze. O tyle ciężko jest pisać o tej książce, że chociaż piszę o niej po polsku, to czuję jakbym miała do wykorzystania limitowany słownik mało znanego mi języka - jakakolwiek próba opisania korespondencji tej dwójki zawsze będzie jedynie wersją demo piękna słów i bogactwa połączeń ze sztuką i literaturą, jakie zamieścili tam sami autorzy. Jak zresztą zawarte jest w jednym z listów:

    Wymyśliłem sobie język, a może nie wymyśliłem go, tylko to był i jest po prostu język mój i tylko mój. I nagle ktoś do mnie przemówił tym samym językiem. Więc jak mógłbym nie być olśniony tym, że tak jest, że ktoś mówił tak pięknie i śpiewa tak pięknie tym samym językiem co ja?

    Ja niestety językiem tych dwojga mówić nie umiem - i myślę, że nikt nie jest w stanie w pełni się go nauczyć tak, aby nie biła spod tego sztuczność i oczywiste naśladownictwo. Byłby to zresztą chyba pewnego rodzaju nietakt, bo całe piękno tego języka polega na tym, że był on właśnie na ich wyłączność. Tak czy inaczej, czytając słowa Przybory do Osieckiej chyba każdą kobietę ukłuje to zazdrość (by takie słowa od mężczyzny kiedyś otrzymać, by aż tak mężczyzna na ich punkcie kiedyś oszalał) to nostalgia, jeżeli ktoś podobne słowa o sobie kiedyś czytał.

    Ja miałam to szczęście, że czytałam. W rocznicę śmierci Agnieszki Osieckiej tym bardziej zachęcam Was więc do literackiego wojeryzmu i zaopatrzenia się w “Listy na wyczerpanym papierze”.

    ----------------------------------------

    ---> Piszę o książkach, które czytam pod tagiem #nonfiction - można obserwować.

    #literatura #jezykpolski #poezja #rozowepaski #zwiazki #milosc #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 157946446_259622269120839_2124726163063912122_n.jpg

  •  

    Czas zabrać się za czytanie.
    Książka zakupiona trzy lata temu, w ogóle nie ruszana. Wczoraj zdjęta folia ochronna.
    #ksiazka #czytajzwykopem #ksiazki

    źródło: 1615022771944.jpg

  •  

    Porozmawiajmy o książkach które bardzo sobie cenicie. Nie o takich które po prostu uważacie za bardzo dobre, ale takie do których wracacie i będziecie wracać przez całe życie. Takie które czyta się po kilka razy i wciąż można nauczyć się czegoś nowego i coś zrozumieć.

    Moje to:
    Rozmyślania - Marek Aureliusz
    48 praw władzy - Robert Greene
    Najbogatszy człowiek w Babilonie - George S. Clason
    Tytan. Życie Johna D. Rockefellera - Ron Chernow

    #ksiazki #ksiazka

    wołam też @lukaszmarynczak @dac_oficjal @D_anonek @jegertilbake
    pokaż całość

  •  

    Dziś zacząłem czytać #ksiazka Mikołaja Starzyńskiego #antynatalizm i muszę przyznać że zapowiada się ciekawie, wstęp ukazuje kierunek w którym dąży książka ale i pokazuje dojrzałe myślenie autora.

    Temat oczywiście zrobił się gorący w mediach przez to jedno magiczne słowo, a na tym początkowym etapie czytania książki już wiem że niesłusznie, bo książka w żaden sposób nie namawia, nie krytykuje a próbuje obiektywnie pokazać jednen z nurtów filozoficznych z którym można się zgadzać - lub nie.

    Myślę że książkę można uznać za wstęp do poszukiwania dalszych źródeł i wiedzy, nawet nie odnośnie samego antynatalizmu ale innych nurtów zbliżonych, traktujących chociażby o bezsensie istnienia.

    #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: IMG_20210303_010900.jpg

  •  

    438 + 1 = 439

    Tytuł: Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej
    Autor: Ruth Benedict
    Gatunek: Nauki społeczne
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Książka napisana z zamysłem przybliżenia Ameryce postępowania Japonii w trakcie II Wojny Światowej i pomocy w kształtowaniu odpowiedniej polityki powojennej stała się nieocenioną pozycją dla każdego, kto fascynuje się Japonią i chciałby bliżej zapoznać się z jej kulturą. Amerykańska antropolog – Benedict Ruth – podjęła się tej próby zbadania japońskiej kultury, wyjaśniając jej poszczególne aspekty i wyszczególniając ich różnice w stosunku do kultur Zachodnich społeczeństw. Myślę, że szczególnie dobrze sobie z tym poradziła z uwagi na fakt, że nie mogła do Japonii wyjechać więc musiała opierać się o rozmowy z japońskimi imigrantami i jeńcami wojennymi oraz zdobycze innych znawców kultury tego kraju, jak i jego dorobek kulturalny, taki jak chociażby twórczość literacka. Stanowiło to dość dużą niedogodność, ale jednak stanęła na wysokości zadania i do dziś książka jest pewnego rodzaju klasykiem, po który warto sięgnąć. Ogrom pracy jaki musiała włożyć w interpretację poszczególnych elementów kultury Kraju Kwitnących Wiśni jest aż inspirujący i trudno mi sobie wyobrazić zawisłość całego procesu twórczego tej książki. Musiała spojrzeć na świat oczami wroga, nie oceniając go pochopnie; z dużą dozą zrozumienia, na którą myślę, nie stać przeciętnego człowieka, oceniającego często świat przez pryzmat wyłącznie swojej rzeczywistości.

    Oczywiście można się spierać czy książka jest aktualna, bo jednak od tego czasu Japonia obrała kierunek, którego nikt nie mógł się spodziewać, zresztą tak jak i cała reszta świat, także nie jest w tym wypadku odosobniona. Myślę jednak, że stanowi ona świetną analizę społeczeństwa z tamtych lat, będącego wypadkową kilkutysięcznej spuścizny kulturalnej. Benedict Ruth opisała znaczenie hierarchii w życiu Japończyków, strukturę rodzinną, zawiłości kontaktów międzyludzkich, życie seksualne, podejście do przyjemności, proces wychowywania dzieci czy też wyznawane wartości, wyjaśniając, co z czego właściwie wynika, poprzez sięgnięcie do korzeni. W końcu nic nie jest bezpodstawne. Wszystko to było tak różne w stosunku do Stanów Zjednoczonych, że japońskie filmy wojenne były dla Amerykanów pacyfistyczną propagandę, ukazującą ciężar wojny, a w Japończykach rozpalały militarystyczny ogień w duszy. Nawet przejęte postawy przez amerykańskich i japońskich jeńców wojennych były zgoła odmienne. Sprowadza się to do tego, że eksperci od kultury Japonii nie byli w stanie przewidzieć działań Japończyków po wojnie, popełniając błędy w ocenie tego narodu. Po prostu nie rozumieli tak naprawdę jego natury. Nie było oczekiwanych buntów i prób zemsty, tylko przyjęcie tego, co nadeszło jako nową szansę; czystą kartkę do napisania wraz z resztą społeczności międzynarodowej, w której jest miejsce na nową, pokojową Japonię. Książka wyjaśnia dlaczego eksperci od Japonii się mylili i obrała ona zgoła odmienny kurs od spekulowanego, szokując przy tym Zachodni świat.

    Literatura tego rodzaju z pewnością poszerza horyzonty i uczy nie tylko szacunku do różnych kultur, ale pozwala przede wszystkim ją zrozumieć i uświadamia inne sposoby życia, nie wartościując ich na gorsze i lepsze. Zdecydowanie warto usiąść przy tej książce i przeczytać ją od deski do deski, bo jest tego warta. Błyszczy zwłaszcza przy obecnym wylewie słabych jakościowo czytadeł, rozprawiających na temat Japonii, ale będących w gruncie rzeczy tylko powierzchowną oceną tego kraju, z której nie da się wyciągnąć absolutnie nic. Nie oznacza to jednak, że 'Chryzantema i miecz' to książka idealna. Posiada drobne niedociągnięcia, tak drobne, że nie warto o nich nawet wspominać. Pomimo ich występowania pozostaje udanym studium kultury japońskiej, oddającym charakter narodu japońskiego z okresu II Wojny Światowej.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #japonia #usa #iiwojnaswiatowa #2wojnaswiatowa #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: chryzantema-i-miecz-wzory-kultury-japonskiej-b-iext53111007.jpg

  •  

    Właśnie skończyłem czytać i muszę skorygować swoją wiedzę na temat pańszczyzny. Oczywiście wiedziałem, że chłop pańszczyźniany był traktowany jak bydło (a nawet gorzej, bo bydła przynajmniej nie torturowano) ale mimo wszystko pańszczyzne uważałem za lajtową odmianę niewolnictwa. Guzik prawda. To było stricte niewolnictwo, niewiele różniące się tym z Ameryki. Przed skatowaniem chłopa na śmierć za byle przewinienie, właściciel nie miał żadnych moralnych problemów, czy prawnych ograniczeń albo kary. Folgowal się trochę tylko dlatego, że nie przypływał co tydzień statek z tanią siła robocza i nie mógł sobie kupić nowego narzędzia do pracy. Pozatym pobicia, kary cielesne, poniżanie Itd stało na porządku dziennym. Najzagorzalsi zwolennicy takiego stanu rzeczy to, szlachta, magnateria, i oczywiście nasi wielebni umoralniacze, co to nie każdy jest pedofilem. Straszno, jakoby zniesienie pańszczyzny miało się skończyć katastrofą dla państwa (szczególnie dla kleru) i jest to wbrew porządkowi boziuchny, ponieważ świat został stworzony, podzielony na niewolników i panów - ich wlascieli. I broń bozia takiego porządku tknąć! Tak było, tak jest i tak ma zostać, na wieki wieków amen. Na straszeniu się nie kończyło. Gdy chłopstwo się buntowało, kończyło na palu (często na jednym nabijano po dwóch) albo w zbiorowej mogile - rowie - po uprzedniej dekapitacji. Ewentualnie ci co mieli farta chłosta/dyby.
    Generalnie Rzeczplita to był raj dla jakiś 10% społeczeństwa. Reszta smrut, bród, nędza i niewola.
    Ciekawostka, gdy tworzyła się 2RP na wielu wsiach panował strach, że wróci panszyzna. Ciekawostek jest więcej, jak np pobity chłop przez swojego pana, mógł utopić swoją nędzę w gorzalce (było to z resztą powszechne) ale tylko w karczmie swojego pana (która przypominała chlew i jak chlew śmierdziała) gdzie trunki były ch*jowe. Przeciw temu też się buntowano
    Polecam #ksiazka
    #ksiazki #polska #historia #ciekawostkihistoryczne #katolicyzm
    pokaż całość

    źródło: Screenshot_20210227-141851.jpg

    •  

      @Trojden a dlaczego nie można tej pozycji potraktować jako głos w sprawie? Czy jedyny typ książki traktującej o czasach przeszłych jaka może powstać to syntetyczna naukowa monografia? Czy w ten sposób byłoby możliwe dotarcie do czytelnika spoza grupy kilkuset pracowników naukowych zajmujących się tematem?
      Leszczyński próbuje odkłamać wyobrażenie o żywocie naszych przodków dominujące powszechnie w świadomości narodu. Podobnie jest przecież z dużo bliższą kwestią (30 lat) kiedy to przecież CAŁE społeczeństwo zerwało kajdany i przeciwstawiło się komunistycznemu ciemiężcy. pokaż całość

    •  

      @Trojden: kojarzysz może coś właśnie porządnego z tematyki relacji folwarcznych w Polsce i życiu chłopstwa?

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Polski emigrant do #usa - 1853 rok -narzeka sobie, że nie bardzo cenią tam pseudo inteligencję i szlachetnie urodzonych. #ksiazka Ludowa Historia Polski, strona 390
    #ksiazki #ciekawostkihistoryczne #polska #ciekawostki #historia

    źródło: IMG_20210222_194427__01.jpg

  •  

    400 + 1 = 401

    Tytuł: Panie z Cranford
    Autor: Elizabeth Gaskell
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Gdy sięgnąłem po powieść 'Panie z Cranford', to nie wiem dlaczego, ale myślałem, że będę miał kontakt z czymś na modłę romansów Jane Austen, co oczywiście nie jest wadą, bo przepadam nawet bardzo za tą konkretną pisarkę. Nie zmienia to jednak faktu, że myliłem się i jest ona czymś zupełnie innym. Spodobało mi się zwłaszcza to, że w przeciwieństwie do swojej poprzedniczki nie idealizuje w takim stopniu postaci więc wszystko od razu nabiera większego realizmu, choć zanika przy tym ten podniosły, magiczny klimat, cechujący prace Austen, także nie wiem czy jest to bardziej zaleta czy też wada. Nie wiem również czy w ogóle jest sens porównywania obu pisarek skoro zmierzch jednej był dopiero początkiem drugiej. Łączy je jednak to, że obie obrały sobie za cel opis warstw społecznych swoich czasów i każdej świetnie to wyszło.

    Książka jest zbiorem historii lub też scen z życia samotnych, starszych kobiet z miasteczka Cranford opisanych oczami młodej dziewczyny – Mary Smith – zatrzymującej się często w gości u swojej przyjaciółki, Pani Matty Jenkyns, kobiety w średnim wieku, gdy akurat wybywa z pobliskiego miasta, Drumble. Nie ma sensu opisywać każdej historii z osobna więc skupię się na jednej, zatytułowanej 'Przyjaciele w potrzebie', bo to ona właśnie mnie najbardziej poruszyła i zmieniła postrzeganie większości postaci, co nie oznacza znowuż, że inne rozdziały jej w jakimś stopniu ustępowały. Przechodząc do rzeczy: okazuje się, że bank, w którym Pani Jenkyns trzyma swój majątek okazał się niewypłacalny i w efekcie Panna Matty została zrujnowana finansowo. Trudno mi to opisać w sposób, oddający urok tych wydarzeń, ale to w jaki sposób zareagowało otoczenie sprawia, że łzy same napływają do oczu. Nagle skończyłam się gra pozorów; opadły te maski pań, uważających się ponad innych i dla których bieda jest powodem do wstydu. Doszła mianowicie do słowa ta bardziej ludzka część ich natury. Ta historia pokazuje, że dobro wraca i prawdziwych przyjaciół faktycznie poznaje się w biedzie. Po prostu trudno mi było się nie wzruszyć, czytając to wszystko. Te wydarzenia odczarowały w moich oczach tę dość satyrycznie przedstawioną, jakby zatrzymaną w czasie małą społeczność.

    Wyznaję sobie zasadę, że jeśli historia potrafi wzruszyć, to nie może być zła i ta powieść tylko mnie w tym utwierdziła. Jeśli szukacie czegoś przy czy można uronić łzę, ale też i i się szczerze zaśmiać, to te wyjęte z życia scenki pań kranfordzkich powinny przepaść wam do gustu, tak samo, jak i mnie. A może nawet i dużo bardziej. Pomimo że książka nie ma jakiejś ścisłej fabuły, bo jednak jest jedynie zbiorem dość krótkich, niekoniecznie zawsze powiązanych ze sobą scenek rodzajowych, to da się w niej odnaleźć wiele ponadczasowych wartości, które tylko potwierdzają, że warto było po nią sięgnąć. Wspomnę jeszcze tylko tyle, że kojarzy mi  się ona nieodparcie z latem/wakacjami i dlatego też da się przy niej świetnie wypocząć.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: cranford-88.jpg

  •  

    357 + 1 = 358

    Tytuł: Tabakiera z Bagombo
    Autor: Kurt Vonnegut
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Opowiadania trochę się zestarzały ale nie przeszkadza to zbytnio w odbiorze.

    Dawno nie czytałem czegoś tak dobrego, oczywiście jest kilka słabszych momentów ale jako całokształt, jestem pod wrażeniem.
    Świetny zmysł obserwacji (jak zawsze), dobre puenty (choć jak sam autor wspomina kilka musiał zmienić po latach gdyż oryginalna wersja była -niedobra- :) ), odrobina czarnego humoru.
    Czasem odnosiłem wrażenie, że krótka forma nie pozwala się autorowi "rozpędzić".

    Jednak żadne z opowiadań nie pozostawia czytelnika obojętnym, w każdym można coś dla siebie doszukać, większość daje do myślenia.

    Dla kilku perełek zdecydowanie WARTO!

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 352x500.jpg

  •  

    343 + 1 = 344

    Tytuł: Mesjasz Diuny
    Autor: Frank Herbert
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Kilkanaście lat temu seria Diuna po pierwszym tomie mnie mocno zaciekawiła, niestety z kolejnymi było coraz słabiej i ostatecznie dotarłem tylko do 3. Teraz robię drugie podejście.
    Tom pierwszy oczywiście bez zmian, ale po przeczytaniu drugiej części teraz jakby bardziej do mnie przemawia.
    "Dziwny" klimat, więcej mistycyzmu - sporo wątków dalej rozwijanych, wiele nowych wplecionych - intryga goni intrygę, dużo przemyśleń o przemijaniu, mocno rozbudowany świat z coraz większą ilością szczegółów.
    Nastawiałem się na słabiznę a jestem mile zaskoczony, że jednak jest DOBRZE. Ciekawe do którego tomu tym razem dotrę :)

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 455810-352x500.jpg

  •  

    342 + 1 = 343

    Tytuł: Dżuma
    Autor: Albert Camus
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Nie spodziewałam się, że ta książka aż w takim stopniu przypadnie mi do gustu, ale tak było. Spodobała mi się to subtelne ukazanie świata ludzi pogrążonego zarazą. Autor mimo wszystko bardzo dobrze wyważył powieść, co jest dość ciężkie, gdy w gruncie rzeczy powieść w większej części składa się na opis świata, będący jednak pokrywą wielu prawd. Nie na tutaj głębszego wnikania w jednostki, a raczej nastawienie się na ogół, społeczeństwo. Owszem, lubię kiedy pojedyncze postacie stanowią główną oś powieści, ale 'Dżuma' jest niezgorszą odmianą od tego właśnie modelu. Warto zaznaczyć, że akcja nie jest jakoś niesamowicie dynamiczna więc jeśli ktoś lubi, gdy coś się dzieje, to może poczuć mniejszy lub większy zawód. Nie ma też co liczyć na szalenie inteligentne, wciągające dialogi. Jednakże wszystko, co powinno moim zdaniem zostać ukazane zostało zawarte. Na wszystkie te rzeczy był odpowiedni czas i miejsce więc nie czuję po przeczytaniu jakiejś wewnętrznej pustki. Wręcz przeciwnie: elementy układanki zostały właściwie ułożone i dały w efekcie niezłą książkę. Czytałem lepsze, ale też i gorsze. Taki średniak z plusem, ogólnie rzecz biorąc.

    Książka Alberta Camusa przenosi nas do Oranu, portowego miasta Algierii, gdzie dzieją się lekko mówiąc rzeczy dziwne, mianowicie nietypowa aktywność szczurów, które zaczęły masowo wychodzić na ulice miasta, będąc kłopotem nie tylko dla miejscowej ludności, ale i władz miasta. Nie wiedzą jeszcze, że jest ona niczym innym niż zwiastunem czegoś większego: czarnej śmierci – czy jak kto woli – dżumy. Gryzonie zaczynają umierać na ulicach aż z czasem choroba przenosi się na ludzi. Problem jest początkowo bagatelizowany, ale z biegiem wydarzeń restrykcje się zaostrzają i miasto zostaje zamknięte

    Czytając tę książkę obserwujemy stopniowe przeistaczanie się wesołego,  pełnego gwaru miasta w wyizolowaną, zimną i monotonną przestrzeń bez śmiechu i ludzkiego ciepła. Epidemia wywarła na funkcjonowaniem miasta, ale i też życie samych mieszkańców niebagatelny wpływ. Spostrzegamy manipulowanie ludem poprzez strach w wykonaniu kościoła. Dostrzegamy liczne analogie do naszych czasów, obrazujące nam to, że wprawdzie niewiele się zmieniło do dzisiaj. Zauważamy również siłę ludzkich serca, na których powstają liczne rysy, ale mających energię żeby walczyć z otaczającą rzeczywistością, nawet w gorszych, spowitych cieniem czasach. A na koniec widzimy powrót do normalności, gdzie ludzkie ciepło i uśmiechy na twarzach wracają. Zwycięstwo, ale nad czymś, co może w każdej chwili powrócić.

    Można mieć zarzuty do powieści, że główne postacie są w istocie płaskie, ale oni są tylko obserwatorami tego świata. Dżuma wyparła indywidualność i połączyła ludzi w jedność.  Epidemia to czas, w którym zmieniły się ludzkie priorytety: liczy się ogół i szeroko pojęta zwyczajność. To tym jest ta książka i myślę, że doskonale sobie z tematem poradziła, oddając bardzo dobrze realia w obliczu epidemii. Nie będzie to z pewnością powieść, do której będę w przyszłości wracał, ale cieszę się, że miałem możliwość ją przeczytać, bo jest tego jak najbardziej warta. Zwłaszcza obecnie jest odpowiedni moment na to żeby po nią sięgnąć

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: dzuma-b-iext49426863.jpg

  •  

    Wykopki, potrzebuje pomocy. Ze dwie dekady temu czytałem książkę SF która zrobiła na mnie ogromne wrażenie i chciałem ją kupić synowi ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jej tytułu. Od roku raz na jakiś czas próbuje zaprzęgać Googla do pomocy wpisując fragmenty które zapamiętałem i nic. Pomożecie proszę?

    Pamiętam, że historia opowiadana była przez psy które ewoluowały po wyginięciu ludzi, lub przez robota androida. Chyba mieszkali razem w domu po naukowcu który wymyślił sposób na komunikowanie się z psami. Był fragment o zadeptaniu mrowiska i przykryciu go kloszem co doprowadziło do rozwoju mrówek, zbudowały nawet pod ziemią pomnik stopy-stworzyciela. Wydaje mi się, że był to zbiór opowiadań mocno ze sobą związanych.

    Co to za książka? Nie wiem już co robić, głową mnie boli od tej niewiedzy :)

    #ksiazki #ksiazka #literatura #scifi #sciencefiction #fantastyka
    pokaż całość

  •  

    Jak obrońcy nienarodzonych tłumaczyli tubylcom, że bóg jest miłością
    #cytaty z #ksiazka Wieczne Strapienie, Jacek Leociak str 208
    #ciekawostkihistoryczne #katolicyzm #bekazkatoli #historia #literatura #neuropa

    źródło: IMG_20210210_122124__01.jpg

  •  

    310 + 1 = 311

    Tytuł: Buszując w zbożu
    Autor: J.D. Salinger
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    Kolejna książka, która miała być teoretycznie dla mnie, a taka nie jest. Próbowałem znaleźć w niej to coś, co wprowadzi mnie w klimat okresu nastoletniego buntu, a zaserwowałem sobie mdłą historię, o zresztą takim samym bohaterze, którego przemyślania bardziej mnie nużyły niż skłaniały do jakiejkolwiek refleksji. Z czasem miałem już dość czytania tego ciągłego użalania się o tym jaki to świat i ludzie są źli. Myślałem, że się poddam i rzucę ją w kąt, ale nie chciałem przerywać z uwagi na to jaką popularność jaką sobie przysporzyła. Teraz przynajmniej mogę już ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że niezasłużenie. Zwłaszcza z uwagi na brak rozwoju protagonisty, tkwiącego w wiecznym marazmie. Także nic nie wyminęło z tego buszowania w zbożu, zarówno dla niego, jak i dla mnie.

    Całość jest opowiedziana z perspektywy zbyt aroganckiego w moim mniemaniu chłopaka – Holdena Caulfieida – który ze względu na niepoważny stosunek do edukacji zostaje wyrzucony z 'Pencey', kolejnej już szkoły średniej. W obawie przed gniewem rodziców na wieść o tym ucieka do Nowego Jorku, gdzie postanawia spędzić kilka dni, snując marzenia, kłamiąc i stanowczo zbyt mocno krytykując swoje otoczenie. Ogólnie to nic specjalnego. Nie poczułem nawet atmosfery NYC. Najbardziej rzuca w oczy rzuca się wspomniana już arogancja i wynikająca z niej bufonowatość. Może i jest w tym nuta młodzieńczego buntu, ale w tym wydaniu negatywne cechy chłopaka aż zanadto przyćmiewają jakiejkolwiek pozytywy (choć wątpię by te zaistniały) i ze względu na to zakrywa on o śmieszność. Nie dałem rady za nic polubić postaci, dla której dorosłość to wysoki wzrost i picie alkoholu. Już dawno nie spotkałem się z tak źle poprowadzonym charakterem. Potencjał był wysoki, ale chyba coś po drodze nie wyszło.

    Rozumiem, że autor chciał stworzyć książkę o młodym człowieku, który ma problem z odnalezieniem się w otaczającej go rzeczywistości, ale wyszła z tego szmira o bogatym nastolatku, mającym się ponad innych. Nie dzieje się nic, co mogłoby pozwolić mu dojrzeć. Zarówno jego środowisko nie daje mu do tego bodźców ani widocznie jego umysł nie potrafił dojść do pewnych wniosków. Myślałem, że chociaż na końcu pojawi się jakiś plot twist, przez który zrozumie, że problem tkwi tak naprawdę w nim samym. Jednak chyba wymagałem zbyt wiele. Nie potrafię zrozumieć, jak taka książka mogła zostać ogłoszona jedną z najlepszych powieści XX wieku. Po prostu niepojęte. Nic innego do dodania już chyba nie mam.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #usa #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: 526917-352x500.jpg

    •  

      @Katsukyun: nie jesteś sam, też zupełnie nie podobała mi się ta książka, miałam (nie) przyjemność czytać ją jako lekturę w gimnazjum, po czym przeczytałam ją drugi raz, właściwie z pół życia później i dalej mi się nie podobało. Taki projekt, książki które uznałam za chujowe i idiotyczne czytałam drugi raz, jak nie musiałam, i to jedna z dwóch, co do których absolutnie nie zmieniłam zdania i nie znalazłam w niej nic wartościowego. Najwyraźniej byłam albo za młoda, albo za stara, albo nie wiem, bo kontekst kulturowy i historyczny jak najbardziej znałam w obu przypadkach. Jestem tak odległa mentalnie od bohatera że nie jestem w stanie w żaden sposób go strawić, nawet jako przykładowego nastolatka, postać literacka mającą niby odbicie w ludziach których znałam, no nie i koniec. pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Dlaczego uzależniamy się od smartfonów? Częściowo dlatego, że aplikacje projektowane są tak, aby na jak najdłużej nas do telefonu przykleić. Główny powód jest jednak zazwyczaj taki, że nasze życia ‘poza smartfonem’ są po prostu zajebiście nudne.

    Pisałam już kiedyś o tej książce - czyli o “Digital minimalism” (lub w wersji polskiej - “Cyfrowy minimalizm”) Cala Newporta. Jest to natomiast książka z rodzaju tych, które mają zastosowanie na tyle praktyczne, że można je zastosować jako środek doraźny w momencie, kiedy powraca do nas jakiś problem. Moim problemem są niezmiennie media społecznościowe. Chociaż zrobiłam w kierunku ich ograniczenia duże postępy, to kiedy nawet na chwilę wrócę do starych nawyków, szansa, że kolejne trzy godziny spędzę na autoodtwarzaniu sugerowanych mi przez YouTube filmów jest bardzo duża. Odpaliłam więc audiobooka ponownie, aby przypomnieć sobie, jak z własnym nałogiem zerwać.

    Uzależnienie ma w pop-kulturze specyficzną prasę - myśląc o nałogowcach, widzimy przed oczami raczej dającego sobie w żyłę hipstera na squacie - niekoniecznie nas samych, trzymających telefon przed monitorem w pracy, sprawdzających co 5 minut Instagramowy feed. Jedna z psychologicznych definicji uzależnienia brzmi natomiast tak:

    “Addiction is a condition in which a person engages in use of a substance or in a behavior for which the rewarding effects provide a compelling incentive to repeatedly pursue the behavior despite detrimental consequences.”
    Yikes. Brzmi to już dużo bardziej “swojsko” - na tyle, że moglibyśmy dopasować tę definicję do naszych codziennych zachowań.

    Jak większość książek w stylu self-help (a przynajmniej jak inna książka Newporta, “Praca głęboka”), i ta ma część teoretyczną i praktyczną. W teoretycznej znajdują się na przykład opisy tego, w jaki sposób i z wykorzystaniem jakich technik (również tych używanych np. w kasynach) są projektowane aplikacje, aby na jak najwięcej czasu nas do nich “przykleić”. Wiedza o tym to jedno, ale praktyka oderwania się od uzależnienia to drugie - stąd skupię się raczej na polecanych przez autora zmianach do wprowadzenia w naszym życiu:

    Wróć do swoich pasji - albo je sobie wymyśl
    Wracając do teorii z początku posta - gdyby nagle, z dnia na dzień zabrakło na świecie smartfonów i aplikacji, od których jesteś uzależniony-a - co byś robił-a? Istnieje spora szansa, że Twoje życie byłoby tak samo nudne, jak jest teraz, bo w zasadzie nie miał-a-byś do czego wracać. Problemem też jest to, że nawet chcąc się czymś zająć często okazuje się, że niewiele rzeczy poza scrollowaniem sprawia nam przyjemność - granie na gitarze, gotowanie, nauka języków czy majsterkowanie są dużo trudniejsze, niż swipe right, a my nauczyliśmy się bardzo szybko nudzić nowymi rzeczami. Sama wielokrotnie wpadałam w pułapkę oczekiwania, że aktywność “offline” da mi tego samego rodzaju bodźce i przyjemność, co korzystanie z telefonu. Uświadomienie sobie tego i przejście przez początkową ścianę jest tu kluczowe - mogą minąć tygodnie, zanim rzeczywiście zaczniesz czerpać przyjemność nawet nie tyle z jakiegoś hobby, co z pracy nad czymś w skupieniu. Nie jest to z drugiej strony aż tak dziwne, będąc świadomym lat spędzonych nad bezmyślnym scrollowaniem - dlaczego więc niby mielibyśmy od razu cieszyć się czymkolwiek innym? Chcąc znaleźć swoją alternatywę do spędzania czasu z urządzeniami weź pod uwagę to, co kiedyś lubiłeś - ale rób to nawet, jeżeli początkowo w ogóle nie sprawia Ci to przyjemności - szanse, że po jakimś czasie jednak zacznie, są całkiem spore.

    Naucz się ponownie spędzać czas samotnie.
    Dlaczego to właśnie pod prysznicem często wpadamy na ciekawe pomysły? Prawdopodobnie dlatego, że jest to jeden z niewielu momentów, gdzie rzeczywiście jesteśmy sami. Nawet nie tyle sami w kontekście braku drugiej osoby obok nas, co w kontekście wolności od pomysłów serwowanych nam przez innych ludzi. Patrząc na samotność według tej drugiej definicji, idąc na spacer do parku ze słuchawkami i podcastem w uszach de facto nie jesteśmy “sami” - bo karmimy mózg materiałami serwowanymi przez kogoś innego. O istotności samotności czytałam już w wielu innych książkach. “Problem” z samotnością pojmowaną w ten sposób jest taki, że ona “boli” - ja nie wiem już, nie pamiętam jak to jest, kiedy w moim mózgu jest cicho. Stojąc w kolejce przy kasie czy czekając na wizytę w Luxmedzie bronię się przed chwilami nudy jak tylko mogę, bo po tylu latach zapychania tej pustki cisza w mózgu zwyczajnie “boli”. Jak w każdym nawyku, tak i tutaj pójście “all in” raczej nie pomoże - zaczynam więc od powstrzymania chęci sięgnięcia po telefon we wspomnianych przeze mnie sytuacjach, zanim będę umiała “nie robić nic” lub medytować przez dłuższą chwilę.

    Skup się na wartościowych konwersacjach
    Wyświechtany, powtarzany w wielu nagłówkach popularnych serwisów frazes jest taki, że chociaż mamy mnóstwo znajomych na Facebooku, to przyjaciół mamy coraz mniej. W “Cyfrowym minimalizmie” autor poświęca cały rozdział temu, jak poprawić jakość swoich relacji z ludźmi - okazuje się, że czas, jakiego potrzebujemy na pogłębienie tych kontaktów, które rzeczywiście coś dla nas znaczą jest krótszy, niż czas, który spędzamy na różnego rodzaju platformach utrzymując te relacje, które pozostają dla nas nieistotne. Zamiast lajkowania zdjęć bombelka kuzynki na fejsie możemy do niej zadzwonić - albo wysłać jej paczkę z odręcznie napisaną kartką. Zamiast wysyłać memy przyjaciółce od czasu do czasu możemy do niej zadzwonić - pół godziny spędzone na takiej rozmowie zbliży nas bardziej, niż kawałki przesyłanych sobie co jakiś czas informacji. Zamiast udzielać się na facebookowych grupach możemy gdzieś dołączyć - i żeby pokonać początkowy marazm, powinniśmy takiej proaktywności się nauczyć nawet, jeżeli nie każda z tych prób zakończy się sukcesem. Półtorej godziny spędzonej tygodniowo na kontaktach z tymi, na których nam rzeczywiście zależy zazwyczaj wniesie do naszego życia więcej, niż pięć godzin spędzonych na lajkowaniu aktualizacji czy angażowaniu się w płytkie wymiany informacji.

    Ponieważ post zbliża się do górnego pułapu akceptowanej przez przeciętnego wykopka ściany tekstu, wymienię jeszcze kilka rzeczy, które zrobiłam po pierwszym przesłuchaniu tej książki, a które pomogły mi ograniczyć obecność w mediach społecznościowych:
    - Odfollowałam praktycznie wszystkich moich znajomych na fejsie, aktualizacje ze wszystkich grup i stron. Można sobie feeda wyłączyć wtyczką w Chrome, ale dwie godziny spędzone na przeklikiwaniu stron dalekich znajomych i wybieraniu “przestań obserwować” skuteczniej zablokują nam dostęp do informacji.
    - Odinstalowałam mobilne aplikacje platform, z których korzystam. Jak wspomina sam autor, ponieważ olbrzymia część dochodu z reklam pochodzi obecnie ze źródeł mobilnych, często twórcy skupiają się na “uzależniającej” optymalizacji apek mobilnych, a niekoniecznie samych stron. Wersje mobilne stron są często dość toporne i uboższe w funkcjonalności, stąd korzystanie z nich nie jest już tak atrakcyjne.
    - Wykorzystałam w moim telefonie dostępny tryb “higiena cyfrowa” - jedynie część aplikacji ustawiłam na “dostępne zawsze”, na resztę nałożyłam ograniczenie czasowe. Zmieniłam też wyświetlacz na odcienie szarości i różnica, jaką to robi, jest naprawdę kolosalna.
    - Skupiłam się na najważniejszych kontaktach i uniezależniłam te kontakty od mediów społecznościowych. Na tyle ile się da, dzwonię do przyjaciół i rodziny regularnie. Tych, z którymi nadal często rozmawiam, namówiłam na przejście na Signal.

    “Cyfrowy minimalizm” podobna jest w swym odbiorze do innych książek traktujących na przykład o nawykach - jeżeli nie masz problemu z ilością czasu, jaką spędzasz z telefonem, znajdziesz w niej same oczywistości i szansa, że Ci się spodoba, jest nikła. Te same oczywistości mogą u kogoś, kto zmaga się z uzależnieniem od smartfona urosnąć jednak do rangi “zmieniających życie”. Jakiś czas temu rzucił mi się w oczy taki film - czy nie wygląda on przerażająco znajomo? Mam wrażenie, że za 50 lat to czas spędzony na mediach społecznościowych może być elementem, którego ludzie w swej starości najbardziej będą żałować - taka millenialska wersja “Janusz Pawlacz, lat 70 - nic w życiu nie osiągnął, nigdzie nie był, wszystko widział na Facebooku, nigdy nie żył”.

    ------------------------

    ---> Piszę o książkach, z których się uczę pod tagiem #nonfiction - zapraszam do obserwowania!

    ---> Mój blog o uczeniu się: Początkująca - można zapisać się na powiadomienia mailowe o nowych postach

    #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem #gruparatowaniapoziomu #rozwojosobisty #ciekawostki #zainteresowania #hobby #internet #socialmedia #psychologia #uzaleznienie #produktywnosc #prokrastynacja #motywacja
    pokaż całość

    źródło: digitalminimalism.jpg

    •  

      @Snuffkin: przestałaś mnie obserwować a ja wczoraj rozdawałem 16 iphonów bez folii ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      Stojąc w kolejce przy kasie czy czekając na wizytę w Luxmedzie bronię się przed chwilami nudy jak tylko mogę, bo po tylu latach zapychania tej pustki cisza w mózgu zwyczajnie “boli”.

      @Snuffkin: przy okazji nudy na początku pandemii ( ͡° ͜ʖ ͡°) trafiłem na ciekawy artykuł

      W świecie, w którym niemal wszystko można kupić, w którym występuje raczej nadmiar wrażeń niż ich niedobór, celowe uciekanie od przesytu, wielości, stymulacji, konsumpcji na pokaz wydaje się niezwykle cenne i godne szacunku. Typ nudziarza z wyboru wykazuje pewne podobieństwa do koncepcji „klasy próżniaczej” Veblena (2008): „bycie nudnym” realizowane jest na pokaz, wybór „nudnego” staje się kryterium standardu życia, zaś współzawodnictwo majątkowe zamienia się we współzawodnictwo o „jakość” świadomego doświadczania rzeczy- wistości.
      polecam całość: https://stanrzeczy.edu.pl/index.php/srz/article/download/339/293/+&cd=2&hl=pl&ct=clnk&gl=pl
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (57)

  •  

    Dzisiaj chciałem pokazać moja najcenniejsza książkę jaka posiadam w kolekcji. Pomimo ze niedawno kupiłem to samo wydanie w idealnym stanie, tej nigdy nie wyrzucę. Mój tato kupił ja 1990, później czytał ja mój brat a na końcu ja. W wieku 10 lat pierwszy raz wkroczyłem do świata Tolkiena, zwiedzała ze mną Europe, była w większości podróży, na emigracji. Zawsze pod ręka! Teraz gdy zmarł mój tata, czuje do niej jeszcze większy sentyment. Mój biały kruk. W komentarzu reszta trylogii. #tolkien #ksiazka #sentymentalnie pokaż całość

    źródło: IMG_4931.jpg

  •  

    258 + 1 = 259

    Tytuł: Ferdydurke
    Autor: Witold Gombrowicz
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    O ile nie przepadam za absurdem w literaturze, to w 'Ferdydurke' nonsens i groteska zostały wyniesiony na taki poziom, że nie wyobrażam sobie tej książki w innej formie. Choćby przez to, że za jego warstwą kryje się niesamowicie ważne przesłanie, która wydaje mi się trafne i jak mało co dociera do mnie. Nadal nie jest to coś w stu procentach dla mnie, ale zdecydowanie nie żałuję jej przeczytania i chętnie rozczytałbym się w niej i trzeci raz, bo przy drugim podejściu zaabsorbowała mnie w o wiele większym stopniu niż przy pierwszym, co rzadko mi się zdarza. Chwilami myślę żeby sobie odświeżyć jakąś powieść i zwykle kończy się tylko na tym. Książka Gombrowicza zadręczała mnie jednak na tyle, że w końcu klamka zapadła; mam ją teraz ponownie w ręce, przeczytaną od deski do deski, nie odczuwając choćby cienia zawodu. To ona zachęciła mnie do dalszego obcowania z twórczością literacką i z tego też względu czuję do niej pewnego rodzaju sentyment.

    Chyba nie ma powodu żeby omawiać ściśle fabuły książki, bo mija się to z celem więc przejdę od razu do zdaje mi się meritum. Główny bohater – Józio – nie będący schematycznym modelem trzydziestoletniego mężczyzny idzie ponownie do szkoły, gdzie przechodzi proces ugębiania: przyjęcia narzuconej przez otoczenie formy, mającej niejako przykryć naszą prawdziwą naturę, o ile taka w ogóle istnieje. 'Ferdydurke' ujawnia konformistyczną stronę społeczeństwa i skłania do rozważań nad przyjmowanymi przez nas formami, a więc również samym sobą.

    Ta książka zdecydowanie potrafi zmienić postrzeganie rzeczywistości i chyba dlatego spodobała mi się w takim stopniu. Czasami sam czuję się właśnie jak taki Józio, na którego wszyscy patrzą niczym na wybrakowaną wersję człowieka, bo nie jest tym kim powinien być według ogółu ludzi. A przecież poniekąd jestem wypadkową tego świata, jak zresztą każdy z nas. Nie staram się być sobą, tylko jestem tym kim przyszło mi być. Chciałbym żeby nie było to takie depresyjne, na jakie wygląda. Choć trudno żeby takie nie było, gdyż jest to samoczynny proces, z którym nie da się walczyć. Niestety nawet satyryczne zabarwienie książki nie potrafi przykryć tych odczuć. W każdym razie polecam, bo jest to ten rodzaj literatury, w której przez jej uniwersalny pierwiastek każdy może znaleźć coś dla siebie. Z pewnością nie jest to powieść mogąca się łatwo zestarzeć. Poruszane przez nią tematy wydaje mi się, że były są i będą ważne, taki już ich odwieczny charakter.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: i-ferdydurke.jpg

  •  

    Hej wszystkim czytelnikom i czytaczkom!

    Ruszam z projektem #trueliterature, który w zamierzeniu będzie skupiał ludzi obeznanych z literaturą wokół rozmów o wartościowych książkach. Nie będzie tu Harrych Potterów, taniej fantastyki i mroźnych kryminałów, będą natomiast najlepsze pozycje z literatury światowej.

    Projekt zakłada, że nie każdy będzie mógł do niego dołączyć i się w jego ramach wypowiadać. Żeby być członkiem #trueliterature trzeba będzie wykazać się znajomością literatury. Wszystko to po to, by uniknąć jałowych dyskusji, które wszyscy znają spod takich tagów jak #bookmeter. Zasady dołączenia zostaną przedstawione poniżej.

    Po co? Żeby stworzyć miejsce, gdzie ludzie znający się na książkach będą mogli o nich na poziomie podyskutować z innymi wtajemniczonymi. Brakuje takiego miejsca na wykopie, gdzie tagi książkowe przypominają #wykopcirclejerk raczej, niż rozsądne miejsce do wymiany poglądów.

    ZASADY TAGU
    1. Każdy z uczestników tagu będzie mógł pisać i komentować wpisy dotyczące książek, które uzna za stosowne przedstawić reszcie tagu.
    2. Czytać tag będzie mógł każdy użytkownik wykopu.
    3. Żeby móc sprawnie moderować jakość wypowiedzi, wszystkie wpisy będziemy publikować przez moje konto (oczywiście z wyraźnym zaznaczeniem, kto jest autorem posta). Przynajmniej na początku, zobaczymy, jak projekt rozwinie się później, może utworzymy do tego osobne konto. Do każdego wpisu wołani będą wszyscy uczestnicy projektu.
    4. W komentarzach pod każdym ze wpisów będą mogli pisać WYŁĄCZNIE uczestnicy projektu. Wszystkie komentarze ludzi spoza tagu będą usuwane.
    5. Żeby móc dołączyć do tagu należy przeczytać minimum 25 pozycji z poniższej listy, opracowanej przez użytkowników reddita. Aby dołączyć należy napisać mi wiadomość prywatną z listą przeczytanych przez siebie książek i ja na podstawie wpisów i komentarzy ocenię, czy dana osoba się nadaje. Jeśli będę miał wątpliwości, to zostanie przeprowadzony egzamin z treści zadeklarowanych książek by sprawdzić, czy użytkownik faktycznie je przeczytał. Ja sam przeczytałem jakieś 85% poniższej listy, więc z łatwością zweryfikuję, czy nikt nie ściemnia.
    6. Użytkownik należący do tagu może zostać z niego usunięty, jeśli jego zachowanie jest nieodpowiednie.

    LISTA KSIĄŻEK
    1. Ulisses, Joyce
    2. Hamlet, Shakespeare
    3. Moby Dick, Melville
    4. W poszukiwaniu straconego czasu, Proust
    5. Bracia Karamazow, Dostojewski
    6. Don Kichot, Cervantes
    7. Anna Karenina, Tołstoj
    8. Lolita, Nabokov
    9. Tęcza grawitacji, Pynchon
    10. Krwawy Południk, McCarthy
    11. Fikcje, Borges
    12. Sto lat samotności, Garcia Marquez
    13. Infinite Jest, Wallace
    14. Profesor Stoner, Williams
    15. Trylogia, Beckett
    16. Boska Komedia, Dante
    17. Proces, Kafka
    18. Na wschód od Edenu, Steinbeck
    19. Król Lear, Shakespeare
    20. Odyseja, Homer
    21. Do latarni morskiej, Woolf
    22. Zbrodnia i Kara, Dostojewski
    23. Wojna i Pokój, Tołstoj
    24. The Recognitions, Gaddis
    25. 2666, Bolano
    26. Paragraf 22, Heller
    27. Podróż do kresu nocy, Celine
    28. Blady ogień, Nabokov
    29. Czarodziejska Góra, Mann
    30. Raj utracony, Milton
    31. Idy marcowe, Elliot
    32. Mason & Dixon, Pynchon
    33. Iliada, Homer
    34. Okruchy dnia, Ishiguro
    35. Wściekłość i wrzask, Faulkner
    36. Obcy, Camus
    37. Opowieści kanterberyjskie, Chaucer
    38. Portret Doriana Graya, Wilde
    39. Makbet, Shakespeare
    40. Jeśli zimową nocą podróżny, Calvino
    41. Wichrowe wzgórza, Bronte
    42. Wielki Gatsby, Fitzgerald
    43. Eneida, Wergiliucz
    44. Frankenstein, Shelley
    45. Siddhartha, Hesse
    46. Umiłowana, Morrison
    47. Fale, Woolf
    48. Otello, Shakespeare
    49. Mój Giovanni, Balwin
    50. Pani Bovary, Flaubert
    51. Tale of Genji, Murasaki Shikibu
    52. Jądro ciemności, Conrad
    53. Grona gniewu, Steinbeck
    54. Rzeźnia numer 5, Vonnegut
    55. Niewidzialne miasta, Calvino
    56. Władca Pierścieni, Tolkien
    57. Kwiaty zła, Baudelaire
    58. Źdźbła trawy, Whitman
    59. Dżuma, Camus
    60. The Sailor Who Fell from Grace with the Sea, Mishima
    61. The Savage Detectives, Bolano
    62. Duma i uprzedzenie, Austen
    63. Absalomie, Absalomie..., Faulkner
    64. Pani Dalloway, Woolf
    65. Niewidzialny człowiek, Ellison
    66. Native Son, Wright
    67. Dziwne losy Jane Eyre, Bronte
    68. The Tunnel, Gass
    69. Dublińczycy, Joyce
    70. J R, Gaddis
    71. Człowiek bez właściwości, Musil
    72. Suttree, McCarthy
    73. Finneganów tren, Joyce
    74. Przemiana , Kafka
    75. Mistrz i Małgorzata, Bułhakow
    76. Szatańskie tango, Krasznahorkai
    77. Oresteja, Ajschylos
    78. Słońce też wschodzi, Hemingway
    79. Podziemia, DeLillo
    80. Hrabia Monte Cristo, Dumas
    81. Pod wulkanem, Lowry
    82. Komu bije dzwon, Hemingway
    83. Dzieci północy, Rushdie
    84. Nędznicy, Hugo
    85. Portret artysty z czasów młodości, Joyce
    86. Pierścienie Saturna, Sebald
    87. Moja walka, Knausgaard
    88. Lewa ręka ciemności, LeGuin
    89. Ostatni samuraj, DeWitt
    90. Metamorfozy, Owidiusz
    91. Przygody Tomka Sawyera, Twain
    92. Ostępy nocy, Barnes
    93. Faust, Goethe
    94. Post-Humous Memoirs of Bras Cubas, Machado de Assis
    95. TWszystko rozpada się, Achebe
    96. Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy, Sterne
    97. Pustynia Tatarów, Buzzati
    98. Życie instrukcja obsługi, Perec
    99. Martwe dusze, Gogol
    100. Emma, Austen

    Lista zmieni się wraz z początkiem 2022.

    Zapraszam do licznego dołączania do tagu! W komentarzach pod tym postem wyjątkowo każdy może wyrazić swoje zdanie na temat pomysłu czy zasad.

    #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka #ebook
    pokaż całość

  •  

    241 + 1 = 242

    Tytuł: Dziewczyna z konbini
    Autor: Sayaka Murata
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Zdumiewające jest to, jak jedna książka może przynieść takie wewnętrzne poczucie ulgi, zrozumienia i akceptacji. Czytając 'Dziewcznę z Konbini' można sobie uzmysłowić pewien samonarzucający się wśród ludzi mechanizm, które z założenia ma pokierować każdego człowieka do prawdziwego szczęścia, graala, jakiego każda osoba szczerze pragnie. Powieść Muraty Sayaki burzy ten wywołany przez niego klasyczny model życia, wzorzec, który każdy powinien bezrefleksyjnie powielić, nie uwzględniając własnych pragnień. Myślę, że jest to bardzo dobre i powinno się dążyć do zniszczenia go czy też uczynienia bardziej elastycznym, bo nadal jest on silnie zakorzeniony w każdej społeczności, niezależnie od takich czynników jak rasa czy kultura. Da się go odczuć na własnej skórze i chyba każdy kto go doświadczył wie, że nie jest wcale pozytywnym zjawiskiem. Właściwie im jesteś starszy tym bardziej widać jego toksyczną stronę, a nie tę pełną troski o nas, kierującą się wyłącznie naszym dobrem. Murata pokazuje mocno zindywidualizowany charakter naszych potrzeb i jakie by one nie były, normalizuje je. Gdyby każdy przyjął taką postawę dużo łatwiej byłoby nam wybrzmieć naszej duszy i zadać sobie pytanie: A czego ja tak właściwie pragnę? Myślę, że ludzie byliby wtedy dużo szczęśliwsi. I to nie jest tak, że demonizuję ten przyjęty, tradycyjny model, być może komuś on komuś podpasuje i to on będzie dla niego właściwa drogą, ale chciałbym świata o dużo bardziej liberalnym spojrzeniu na ludzkie wybory.

    Zahaczając już stricte o samą historię, to zostaje nam ona opowiedziana z perspektywy będącej o krok do wieku średniego, Furukury Keiko, która pomimo tego nadal nie wyszła za mąż i pracuje dorywczo jako ekspedientka w konbini (sklepie spożywczym) już od czasów studiów, nieprzerwanie od osiemnastu lat, żyjąc dzień w dzień w jego rytmie. Wiąże się to z tym, że przestała przystawać do normalnego świata. Jest to dla niej coraz bardziej odczuwalne i stara się w jakiś sposób dopasować. Pomaga jej w tym (jeśli można tak to określić) nowy pracownik sklepu – Shiraha – który podobnie jak ona odstaje od normy. Od tego momentu Furukura będzie stopniowo uświadamiać sobie swoje priorytety i stanie przed wyborem czy zlać się w jeden obraz ze społeczeństwem czy też obrać inny, dobrze jej znany kurs. Nie znam innej tak przystępnej powieści o poczuciu wyobcowania, potrzebie bycia integralną częścią układanki jaką jest społeczeństwo i poszukiwaniu sensu. Zdecydowanie jest to wyjątkowa książka pod tym względem.

    Uważam, że Murata świetnie wykreowała postacie, w szczególności protagonistkę, o dość ciekawej specyfice. Otacza ją szczególny blask, który niezaprzeczalnie przyciąga do niej. Jest taki typ ludzi którzy wywołują poruszanie serca. Nie musimy nawet patrzeć na ich twarze, ale każdy ich ruch ich ciała bądź wypowiedziane słowo chwyta za gardło, przez co czujemy się jakby czas płynął wolniej. Taką postacią jest właśnie dla mnie Furukura. Do tego jest niesamowicie błyskotliwa i potrafi wniknąć głęboko w podstawy obserwowanego świata. Książka pomimo dość komediowego zabarwienie ma jednak osobliwe dno, wywołujące nie raz przygnębienie. Zdecydowanie wrócę jeszcze do niej kiedyś.

    Opinia na lubimy czytać

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #gruparatowaniapoziomu #japonia #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazka
    pokaż całość

    źródło: d962103.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #ksiazka

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:2,0:0

Archiwum tagów