•  

    Tez chcę taką zakładkę do #ksiazki ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #koty #heheszki

  •  

    Nowe grubaski (ʘ‿ʘ) Skończę Człowieka o 24 twarzach (póki co bardzo na plus) i biorę się za te. Tylko więcej wolnego czasu (╯︵╰,)

    #ksiazki #pokazzakupy

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Epitafium (napis nagrobny) Światopełka Karpińskiego (poety międzywojnia, oficera, hulaki):
    "Ani łzy po swoim trupie,
    bowiem wiele spraw miał w sercu,
    ale jeszcze więcej w dupie."

    #historia #epitafium #ksiazki #poezja

  •  

    Alternatywna okładka Kamienia Filozoficznego. Reszta w komentarzach.
    Autor: Dylan Pierpont
    #harrypotter #grafika #ilustracja #ksiazki #scarypotter

  •  

    Dej plusa jeśli chciałbyś żeby zamiast nowego odcinka wypłyneły "Wichry zimy" ( ͡° ʖ̯ ͡°) #got #ksiazki

  •  

    będzie czytane ( ͡° ͜ʖ ͡°) #ksiazki

    źródło: embed.jpg

  •  

    #finanse #gielda #zloto #bitcoin #ksiazki
    W związku z tym, iż bardzo często dostaję pytania odnośnie wartościowych książek poniżej publikuję listę pozycji stanowiących cenną lekturę dla każdej osoby poważnie podchodzącej do inwestycji finansowych.
    Przed przystąpieniem do inwestowania dobrze jest zapoznać się z ekonomią.
    1. Frederic Bastiat – „Co widać i czego nie widać”
    2. Frederic Bastiat – „Państwo”
    3. Henry Hazlitt – „Ekonomia w jednej lekcji”
    4. Gene Callahan – „Ekonomia dla normalnych ludzi”
    5. Murray N. Rothbard – „Ekonomia wolnego rynku”
    Znajomość ekonomii stanowi bardzo dobrą podstawę do poznawania zagadnień związanych z inwestowaniem. Poniższe tytuły zostały podzielane pod względem poziomu trudności i tematyki.

    Poziom podstawowy:
    6. Adam Zaremba – „Giełda Podstawy inwestowania”
    8. Mark Skousen – „Inwestowanie w jednej lekcji”
    9. Mark Skousen – „Walc wiedeński na Wall Street”

    Poziom zawansowany:
    A. Inwestowanie ogólne:
    10. Alexander Elder – „Zapraszam do gabinetu inwestora giełdowego”
    11. Benjamin Graham – „Inteligentny Inwestor”
    12. Alexander Elder – „Zawód inwestor giełdowy”

    15. Max Otte – „Kiedy nadchodzi kryzys”
    16. Mark Shipman – „Inwestycyjny boom siła spokojnej i mądrej strategii"
    17. John C. Ritchie – „Analiza fundamentalna”
    18. John C. Hull – „Zarządzanie ryzykiem instytucji finansowych”
    19. Al Brooks – “Analiza price action: trendy”
    20. T. Stanley – „Przestań zgrywać milionera”
    21. Jim Rogers – „Street Smarts Adventures on the Road and in the Markets”

    B. Ekonomia a inwestowanie
    22. Machlup Fritz – „Giełda kredyt kapitał”
    23. Mark Skousen – „Struktura produkcji. Giełda, kapitał, konsumpcja”
    24. Peter Schiff – „Gospodarka rozwój krach. Na czym to polega?”
    25. Peter Schiff – „Wielka Depresja 2.0”
    26. Jesus Huerta De Soto – „Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne”
    27. Murray N. Rothbard - „Wielki kryzys w Ameryce”
    28. Peter Schiff – „The Real Crash (Updated in 2014): America’s Coming Bankrupcy – How to Save Yourself and Your Country”
    29. Peter Schiff – „The Little Book of Bull Moves, Updated and Expanded: How to Keep Your Portfolio Up When the Markets Is Up, Down or Sideways”
    C. Inwestowanie w złoto
    30. Michael Maloney – „Jak inwestować w złoto i srebro”
    31. Tomasz Witkiewicz – „Inwestowanie w złoto i srebro”
    32. T. Witkiewicz, K. Wąsala – „Numizmatyka bez tajemnic”

    D. Inwestowanie w surowce
    33. Dorota Sierakowska – „Świat surowców”
    34. Adam Zaremba – „Jak zarabiać na surowcach?”
    35. Jim Rogers – „Hot Commodities: How Anyone Can Invest Profitably in the World’s Best Market”

    E. Inwestowanie w nieruchomości
    36. Sławek Muturi – „Mieszkania na wynajem. Moja droga do wolności finansowej”
    37. Sławek Muturi – „Zarządzanie najmem”
    38. Ken McElroy – „Jak inwestować w nieruchomości”

    F. Inwestowanie w waluty
    39. Ashraf Laidi – „Międzyrynkowa analiza kursów walutowych”
    40. W. Marcinkowska-Lewandowska, M. Rubaszek, D. Serwa – „Analiza kursu walutowego”
    G. Inwestowanie w fundusze inwestycyjne
    41. Wojciech Tukan, Michał Poła – „Jak zarobić na funduszach”
    42. Maciej Karsznia – „Milion w zasięgu ręki”
    43. Piotr Wajda – „Podatek od złudzeń” (Jeden rozdział jest przedrukiem z independenttrader.pl)

    H. Spekulacja
    44. Curtis Faith – „Droga Żółwia”
    45. Brent Penfold – „Uniwersalne zasady spekulacji”
    46. John J. Murphy –„ Analiza techniczna rynków finansowych”
    47. Van K. Tharp – „Giełda, wolność i pieniądze. Poradnik spekulanta”

    I. Inflacja
    48. Adam Fergusson – „Kiedy umiera pieniądz”
    49. Henry Hazlitt – „Inflacja. Wróg publiczny nr 1”
    50. Jorg Guido Hulsmann – „Etyka produkcji pieniądza”

    J. Bankowość
    51. Murray N. Rothbard - Tajniki bankowości. Podręcznik akademicki

    52. M. Iwanicz-Drozdowska, W. Jaworski, Z. Zawadzka – „Bankowość. Zagadnienia podstawowe”

    K. Ekonomia polityczna
    53. Alan Greenspan – „Era zawirowań”
    54. James Rickards – „Wojny walutowe”
    55. Zbigniew Brzeziński – „Wielka szachownica”
    56. John Perkins – „Hitman, wyznania ekonomisty od brudnej roboty”
    57. Henry Kissinger – „Dyplomacja”
    58. Daniel Estulin – „Prawdziwa historia klubu Bilderberg”
    59. James Rickards – „The Death of Money: The Coming Collapse of the International Monetary System”
    60. Nomi Prins – „All the President’s Bankers: The Hidden Alliances that Drive American Power”

    L. Historia ekonomiczna
    61. Murray N. Rothbard – „Złoto banki ludzie Krótka historia pieniądza”
    62. Matthew Hart – „Złoto. Śladami najbardziej pożądanego przez ludzkość metalu”
    63. Charles Mackey – „Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów”
    64. Song Hongbing – „Wojna o pieniądz 1, 2 i 3”
    65. Fedrynand Lips – „Złoty spisek”
    66. Edward Griffin – „Finansowy potwór z Jekyll Island. Prawdziwa historia rezerwy federalnej.”
    67. David Stockman – „Wielka deformacja”
    68. Rueff Jacques – „Grzech monetarny Zachodu”
    69. Bruno Bandulet – „Ostatnie lata euro”
    70. Gregory Zuckerman – „Frakersi. O gazie i ropie łupkowej”
    71. Hanna Samaryna – „Deflacja w Japonii”
    72. Antony C. Sutton – „Wall Street and the rise of Hitler”
    73. Antony C. Sutton – „Wall Street and the Bolshevik Revolution”
    74. Antony C. Sutton – „Wall Street and FDR”

    M. Krytyka neoliberalizmu i ery Wielkiego Umiarkowania („Great Moderation”)
    75. Izabela Litwin – „Zanim wyjdziemy na ulice"
    76. Marcin Popkiewicz – „Świat na rozdrożu”
    77. Naomi Klein – „Doktryna szoku”
    78. Janusz Szewczak – „Banksterzy. Kulisy globalnej zmowy”
    79. Thomas Piketty – „Kapitał w XXI wieku”
    80. Thomas Aubrey – „Koniec wielkiego mitu”

    Książki angielskojęzyczne:
    1. Jim Rogers - „Hot Commodities: How Anyone Can Invest Profitably in the World’s Best Market”
    2. Nomi Prins – „All the President’s Bankers: The Hidden Alliances that Drive American Power”
    3. Peter Schiff – „The Real Crash (Updated in 2014): America’s Coming Bankrupcy – How to Save Yourself and Your Country”
    4. Peter Schiff – “The Little Book of Bull Moves, Updated and Expanded: How to Keep Your Portfolio Up When the Markets Is Up, Down or Sideways”

    1. Max Otte - „Kiedy nadchodzi kryzys”
    2. Bruno Bandulet - „Ostatnie lata euro”
    3. Charles Mackey - „Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów”
    4. Adam Fergusson – „Kiedy umiera pieniądz”
    5. Jim Rogers – „Street Smarts Adventures on the Road and in the Markets”
    6. Friedrich List - "National System of Political Economy volume 1: The history

    źródło: http://independenttrader.pl/niezbednik,polecane-lektury.html
    pokaż całość

  •  

    Patrzcie, jaka fajna lektura się przypałętała przy oczekiwaniu na meczyk ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ksiazki #nauka

  •  

    2 953 - 1 = 2 952

    Tytuł: Harry Potter and the Chamber of Secrets
    Autor: J.K. Rowling
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★★★

    Druga część serii o młodym czarodzieju to jeszcze więcej tego samego:

    pokaż spoiler Dursleyowie są jeszcze bardziej nieznośni, Hermiona jest jeszcze mądrzejsza, nauczyciel Obrony przed Czarną Magią jest jeszcze bardziej niekompetentny


    Znowu nie mogłem się oderwać i błyskawicznie przeczytałem całą książkę. Ta część również jest napisana bardzo lekkim językiem i czyta się ją bardzo przyjemnie. Prawie wcale nie musiałem zaglądać do słownika.

    W tej części pojawił się bohater, którego nigdy nie lubiłem - Zgredek. Do tego autorka ma trochę irytujący zwyczaj przypominania tego, co było w poprzedniej części. Mimo to uważam, że druga część dotrzymuje poziomu pierwszej.

    PS Okładki wciąż są cudowne (。◕‿‿◕。)

    #bookmeter #ksiazki #harrypotter
    pokaż całość

  •  

    Takie perełki (ʘ‿ʘ)
    #ksiazki #historia #warszawa

    źródło: embed.jpg

  •  

    Zrobiłem dzisiaj sobie coś takiego. Sam zbiór jest dostępny w internecie. Oprawa twarda. Przekładka drukowana na plastiku.
    Więcej fotek w komentarzach.

    #diy #pasta #ksiazki #heheszki #papiez

  •  

    2 955 - 1 = 2 954

    Tytuł: Legion
    Autor: Brandon Sanderson
    Gatunek:
    ★★★★★★★☆☆☆

    No i znów Sanderson... no i zajebiste dwa opowiadania, trochę krótkie jak na autora "Drogi królów" ale pomysł na detektywa z pewną przypadłością był dla mnie super. Jeżeli ktoś lubi Indianę Jonesa to lektura specjalnie dla niego bo czytając miałem nie odparte wrażenie że ta postać była podstawą do stworzenia głównego bohatera. Jedyny minus to o jakieś 800 stron za krótkie :P

    #brandonsanderson #legion #scifi #ebook #czytajzwykopem #ksiazki

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    James Luceno - Tarkin
    Pierwsze spotkanie z książkowym nowym kanonem zaliczam do udanych ale tego się spodziewałem po Luceno.

    + Możliwość podejrzenia od kuchni jak działają trybiki w potężnej imperialnej machinie (jestem jednym z dziwaków którzy uwielbiają politykę w SW)
    + Retrospekcje pogłębiające postać Tarkina i tłumaczące jego niektóre przyszłe decyzje
    + Sam Tarkin jest dobrze nakreślony, nie jako groteskowy czarny charakter ale gość który ma państwo do zarządzania, za którego bezpieczeństwo odpowiada i będzie do tego dążył nawet sporym kosztem
    + Luceno bardzo sprawnie lawiruje również w nowym kanonie i przemyca do niego kilka rzeczy ze starego (Akademia na Caridzie, Armand Isaard, Ranulph Tarkin)

    - W połowie akcja siada na kilka rozdziałów skupiając się na śledztwie z którego niewiele wynika gdyż i co innego okazuje się być głównym wątkiem
    - Ekipa "tych dobrych" jest tak papierowa że zapomina się o nich zaraz po zamknięciu książki

    7+/10

    #starwars #ksiazki
    pokaż całość

  •  

    #powstaniewarszawskie #ksiazki #neuropa #4konserwy #takbylo

    Fragment z książki "Pięć lat kacetu" - Stanisław Grzesiuk

    W sierpniu i wrześniu 1944 r. żyliśmy w obozie Powstaniem Warszawskim. Z pełnym napięciem obserwowaliśmy wypadki w Polsce. Współczuliśmy Warszawie i warszawiakom. Całym sercem byliśmy przy walczącej ludności Warszawy. Wiadomości mieliśmy z radia i prasy niemieckiej. Przyszła wiadomość, że do Mauthausen przywieźli powstańców, a następnego dnia przyprowadzono ich do Gusen. Był to pierwszy transport ludzi z powstania. Gdy przygotowano dla nich miejsce na blokach 20 i 21, wszyscy wędrowali tam, żeby dowiedzieć się więcej szczegółów o powstaniu, a warszawiacy dodatkowo chcieli dowiedzieć się, jak wyglądały sprawy w miejscach zamieszkania ich rodzin, z którymi wszyscy stracili kontakt.

    I tu nastąpiło uderzenie młotem po łbie - i rozczarowanie. Okazało się, że ci ludzie do samego Wiednia jechali bez żadnego konwoju. W Wiedniu dopiero SS zamknęło transport i obsadziło wagony. Był taki jeden, który gonił osobowym pociągiem transport, bo wyszedł z wagonu, a transport mu uciekł. W Mauthausen jeden z transportu poszedł na druty, bo zabrali mu złoto i biżuterię, którą miał przy sobie. Wprowadzili ich do łaźni. Kazali im się rozebrać w jednym pomieszczeniu, a z łaźni wyszli innym wyjściem i tam dano im już obozowe ubrania. Nie mógł, głupiec, przeżyć straty i prądem z drutów odebrał sobie życie. Ja też poszedłem wypytać się troszkę o swoją ulicę Tatrzańską, gdzie mieszkały moja matka i siostra. Po drodze spotkałem kolegę Janka Koperskiego z Warszawy, z Czerniakowa, i mówię mu, że idę dowiedzieć się coś o swojej parafii.

    - Nie chodź tam - mówi on - bo tylko się zdenerwujesz i jeszcze którego zabijesz. To nie powstańcy - to bydło. Ty nie masz pojęcia, co oni wygadują. A zresztą idź, to się przekonasz sam.

    Poszedłem. Z początku przysłuchiwałem się rozmowom innych, a wypowiedzi tych z Warszawy były w takim sensie:

    - Co, wy myślicie, że nas będą traktowali tak jak was? My przyjechaliśmy na wolne roboty, a że nie mieli nas gdzie umieścić, to tu nas ulokowali na kilka dni tylko i będą rozsyłali do gospodarzy i do fabryk.

    I tak po kolei - w ten sposób.

    Inny znów wołał ze złością:

    - To ja na roboty rolne jechałem, a teraz do obozu trafiłem. Powstania im się zachciało, skurwysynom!

    Tu już nie wytrzymałem. Podszedłem do tego, co tak wrzeszczał, i spokojnie pytam go, jak on długo już siedzi.

    - Dwa tygodnie - odpowiedział ze złością.

    - I ty masz żal do powstańców? A jak ja już siedzę cztery i pół roku - to do kogo ja mam mieć żal?

    W tym momencie z bloku wyszedł inny “powstaniec”, pociągnął mojego rozmówcę mówiąc:

    - Chodź, co będziesz gadał z tymi bandytami.

    Uderzyłem błyskawicznie, bez zastanowienia, bez żadnej myśli. Gdy upadł - skoczyłem, żeby go skopać, i kto wie, czy nie zostałbym bandytą, gdyby mnie nie odciągnął jeden znajomy mówiąc:

    - Chodź, daj spokój, zostaw to bydło w spokoju, po co ty masz go bić, jego sam los w dupę uderzy.

    Odszedłem, ale trząsłem się cały - i płakać mi się chciało, że takie nieobrobione bydlę po tym wszystkim, co przeżywaliśmy, nazywa nas bandytami.

    Wieczorem dowiedziałem się, że w tym czasie, gdy po przyprowadzeniu ich do Gusen stali jeszcze na placu apelowym, jeden wystąpił z szeregu i zwrócił się do starszego obozu, Rorbachera, mówiąc po niemiecku, że wśród nich jest wielu takich, którzy chcieliby wstąpić do niemieckiego wojska. Rorbacher dał mu w pysk, kopnął w tyłek i wpędził z powrotem do szeregu. Jednym słowem - popisali się. Swoim wstępnym zachowaniem; zamknęli sobie drogę do tych resztek uczuć, które pozostały starym więźniom. Nikt im nic nie dał i nikt im nic nie pomógł.

    Gorzej. Kapowie Polacy i ci na funkcjach zaczęli ich bić i prześladować tak w pracy, jak i na bloku. Niech zobaczą, co to jest obóz koncentracyjny. Niech poznają “lepsze traktowanie”, niech poznają “bandytów”. Dopiero Polacy, którzy cieszyli się dużym autorytetem więźniów, apelowali do ludzi, żeby ich nie bili i nie prześladowali.

    - Nie dajcie im nic, ale i nie prześladujcie - mówili - bo patrzy na nas tyle innych narodowości.

    I ten argument o narodowościach trafił ludziom do przekonania. Później znalazło się wśród nich ludzi mądrych i wartościowych, którym pomagano, ale były to już osobiste sprawy niektórych więźniów, a nie ogólny pęd sympatii, jaką odczuwaliśmy, zanim doszło do osobistego zetknięcia się z nimi.
    pokaż całość

    źródło: taniaksiazka.pl

  •  

    2 962 - 3 = 2 959

    Ostatnio przeczytałem kilka książek kręcących się wokół psychologii. Pomyślałem, że warto byłoby je krótko opisać na Mirko, gdzie tyle osób ma różne problemy psychologiczne/psychiczne. Szczególnie zapadła mi w pamięć odpowiedź jednego Mirka na czyjś wpis dotyczący kłopotów z synem, który nie uczy się ani nie pracuje. Nie mogę tego wpisu znaleźć, ale odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: "Brawo, wychowałaś kolejnego pasożyta". Plusów grubo ponad sto. Abstrahując od meritum tamtego wpisu, taka reakcja wydała mi się kwintesencją błędnego, mirkowego podejścia do tych spraw: wyśmiać, zrugać, odesłać gdzie indziej. Niech szuka pomocy tam, gdzie tej pomocy udzielają. Kłopot w tym, że ludzie z tego typu problemami lgną tam, gdzie nie powinni (w tym wypadku na Mirko), i gdzie spotykają innych ludzi z problemami innego typu - jak ten Mirek, który taką odpowiedzią zasygnalizował własny, inny problem. Jeden spotyka drugiego i wspólnie, zamiast sobie pomóc, tylko potęgują te problemy.

    Syty głodnego nie zrozumie, tym bardziej nie próbuję robić z siebie eksperta; ja po prostu podążam za wiedzą. Może jednak poniższe tytuły komuś pomogą? Na pewno warto je przeczytać.

    Tytuł: Paradoks Szympansa
    Autor: Steve Peters (tłum. Michał Konewka)
    Gatunek: psychologia
    ★★★★★★★★★☆

    Paradoks szympansa ma taką przewagę nad innymi rewolucyjnymi poradnikami typu "Jak żyć?", że łatwo zastosować jego założenia i szybko można poczuć efekty. Peters wyjaśnia w bardzo, bardzo przystępny sposób jak działa nasz umysł, i dzieli go na łatwe do wyobrażenia części: Szympans (podświadomość, emocje, jak zwał tak zwał), Komputer (zapisane w nas dane, reakcje automatyczne) i Człowiek (czyli my, nasze logiczne zachowania; to, kim naprawdę jesteśmy). Rewelacja.

    Tytuł: W co grają ludzie
    Autor: Eric Berne (tłum. Paweł Izdebski)
    Gatunek: psychologia
    ★★★★★★★★☆☆

    Podczas czytania W co grają ludzie miałem nieodparte wrażenie, że właśnie wszedłem w posiadanie podręcznika, który zawiera w sobie największe tajemnice psychologii, a których to tajemnic żaden psycholog nie chce zdradzać z tego względu, że gdyby zwykli ludzie je poznali, to jego zawód przestałby istnieć. Czy muszę dodawać coś więcej?

    Tytuł: Człowiek w poszukiwaniu sensu
    Autor: Viktor E. Frankl (tłum. Aleksandra Wolnicka)
    Gatunek: autobiografia, psychologia
    ★★★★★★★★☆☆

    Książka podzielona na dwie części. Pierwsza, dłuższa, to opis doświadczeń Frankla z obozów koncentracyjnych oraz tego, jak nie stracił poczucia sensu w środku piekła. Druga część jest poświęcona logoterapii, czyli metodzie psychoterapii, którą wymyślił autor. Frankl był takim psychoterapeutą, który na początku terapii pytał pacjenta "Dlaczego się nie zabijesz?", a potem dochodził z nim do konstruktywnej odpowiedzi. Człowiek w poszukiwaniu sensu to krótka, bardzo treściwa pozycja.

    #ksiazki #psychologia #czytajzwykopem

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

    źródło: ecsmedia.pl

    •  

      @RDwojak: Więcej takich wpisów (ʘ‿ʘ) Właśnie byłem na etapie 'przeczytałem już wszystko ze swojej kolejki książek, jak żyć'. Dzękuję ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      +: RDwojak
  •  

    Prawdziwy problem jest tylko jeden, kochanie. Ten, że człowiek żyje tylko jakieś dziewięćdziesiąt lat, a z tego jeszcze ze trzydzieści jest za młody, a drugie tyle za stary. I zawsze gnębi go takie straszne podejrzenie, że ten czas mu ucieka, że powinien robić i mieć coś zupełnie innego. To dlatego dzieci biedaków dorabiały się zębami i pazurami, a dzieci bogaczy zostawały komunistami.

    ~ Rafał A. Ziemkiewicz, "Walc stulecia"

    #ziemiewicz #ksiazki
    pokaż całość

    •  

      @BJXSTR: Ta książka jest trochę wizjonerska - wydaje się, że portretując głównego bohatera autor przewidział życie erotyczne sporej grupy polityków ze swojego kręgu ideowego, co nasuwa podejrzenie, że jedno z drugim ma jakiś związek. ;)

  •  

    Co te #rozowepaski mają z fotografowaniem sobie nóg z kocem, kubkiem i książką (koniecznie Jakuba Żulczyka)? W przeciągu dwóch dni widziałem z 4 takie zdjęcia na swojej ścianie na fejsie. Wszystkie identycznie podpisane (kocyk, kawusia i dobra książka). Czy to początki grażynienia?

    #kiciochpyta #rozowepaski #ksiazki #grazynacore pokaż całość

  •  

    W Niemczech właściciel motocyklu po raz kolejny zamontowal na swojej maszynie tablice rejestracyjne w taki sposób że były bardzo nieczytelne.Wyrok sądu: 20 godzin czytania.Na uniwersytecie w Monachium 19 latek ma wybrać sobie książkę i po lekturze zaprezentować opowiadanie/plakat..lub zarapowac.

    #ciekawostkizniemiec mój tag o Niemczech

    http://www.nachrichten.at/nachrichten/weltspiegel/19-Jaehriger-zu-20-Stunden-Lesen-verurteilt;art17,2649424

    #ksiazki #motocykle #prawo #heheszki
    pokaż całość

  •  

    2 963 - 1 = 2 962

    Tytuł: Paragraf 22
    Autor: Joseph Heller
    Gatunek: powieść
    ★★★★★★★★☆☆

    "Panowie (...) Jesteście oficerami Armii Stanów Zjednoczonych. Oficerowie żadnej armii na świecie nie mogą tego o sobie powiedzieć. Zastanówcie się nad tym."

    Akcja dzieje się w trakcie II wojny światowej. Fabuła opisuje losy amerykańskich żołnierzy z jednostki lotniczej stacjonującej na włoskiej wyspie. Głównym bohaterem jest bombardier Yossarian, który przez swój paniczny strach przed śmiercią, robi wszystko, aby uniknąć udziału w kolejnych obowiązkowych lotach bojowych. Oprócz niego w książce przewija się wiele innych charakterystycznych postaci, od dowódców, po najniższych stopniem żołnierzy. Każda z nich ma inne spojrzenie na wojnę i różne sposoby na jej przetrwanie.

    Ciężko opisać tę książkę tak, aby oddać właściwie jej klimat. Powieść jest specyficzna. Na początku wydawało mi się, że jest to komedia. Dialogi i sytuacje są momentami absurdalne. Jednak im dalej się zagłębiałam w książkę, tym bardziej odczuwałam, że to, co czytam, jest śmiertelnie poważne. Książka od początku do końca jest równa, tzn. nie ma słabszych czy lepszych fragmentów. Z jednej strony pod koniec już mnie trochę nudziła, ale z drugiej strony, byłam pod wrażeniem, że autorowi udało się utrzymać przez prawie 500 stron taki sam poziom bez chwili wytchnienia. To, co mi się najbardziej podobało w "Paragrafie 22" to bohaterowie. Postacie były wyolbrzymione, trochę jak w kreskówkach, ale każda reprezentowała swój własny styl. Dzięki ich charakterom autor przedstawił czym tak naprawdę jest wojna - okazją do robienia swoich własnych interesów, kariery, bezmyślnego wydawania i wypełniania rozkazów...
    Nie nazwałabym "Paragrafu 22" arcydziełem, ale na pewno wrzuciłabym go na listę książek, które warto przeczytać w swoim życiu:)

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 22.jpg

  •  

    #film #gimbynieznajo #humor #ksiazki
    Siekierezada (1985)

    Uwielbiam ten film za ten leśny klimat.

    Nie będziemy tracić gotówki na jakieś tam majonezy!

    źródło: youtube.com

  •  

    Nie mogę uwierzyć, że w XXI wieku ktoś będzie drukować i sprzedawać internet. xD
    #niewiemjaktootagowac #rakcontent #ksiazki

    źródło: ecsmedia.pl

  •  

    Mirki i Mirabelki, robię porządek w #piwnica i mam trochę książek. Rok zakupu to początek 2008, więc wydania będą 2007-2008 lub nawet starsze. Lista tytułów oraz ceny:
    GRA WIEDŹMIN 1 EDYCJA KOLEKCJONERSKA 30

    ABC Photoshop CS3/CS3 PL, 10
    Hakerskie łamigłówki, 10
    PHP5. Radocha z programowania 10
    PHP5. Tworzenie stron WWW. Ćwiczenia praktyczne. Wydanie II, 10
    Po prostu UNIX, 20
    SQL dla SQL Server 2005. Wprowadzenie, 20
    Visual Basic 2005. Zapiski programisty 10
    Ajax. Od podstaw, 20
    Język C#. Szkoła programowania, 30
    Kuloodporny Ajax. Jak nowocześnie projektować strony internetowe, 10
    PHP i MySQL. Tworzenie stron WWW.  Vademecum profesjonalisty. Wydanie trzecie, 30
    Sieci komputerowe. Kompendium. Wydanie II, 20
    W obronie wolności 10
    Ajax. 101 praktycznych skryptów 15
    Anatomia PC. Wydanie XI 30
    Apache. Zabezpieczenia aplikacji i serwerów WWW 20
    C#. Programowanie 25
    Cisza w sieci 10
    CorelDRAW X3. Ćwiczenia praktyczne 10
    Diagnostyka sprzętu komputerowego 10
    Hacking. Sztuka penetracji 10
    PHP i MySQL. Tworzenie sklepów internetowych. Wydanie II 20
    Sprzedaj swój software 15
    Win32ASM. Asembler w Windows 20
    Wprowadzenie do systemów baz danych 30
    Visual C# 2008. Projektowanie aplikacji. Pierwsze starcie 5
    VB .NET. Leksykon kieszonkowy 5
    Visual Basic .NET. Ćwiczenia 5
    C++. Kanony wiedzy programistycznej 5
    Słownik informatyczny 20
    Chmura obliczeniowa rozwiązania dla biznesu 20
    Programowanie. Koncepcje, techniki i modele 30
    wysyłka najlepiej do paczkomatu, 10zł
    #informatyka #cebuladeals xD #sprzedam #ksiazki #studbaza
    pokaż całość

    źródło: all.png

  •  

    2 965 - 1 = 2 964

    Tytuł: Nietzsche
    Autor: R. J. Hollingdale
    Gatunek: Biografia
    ★★★★★★☆☆☆☆

    Muszę przyznać, że miałam dość mieszane uczucia po zakończonej lekturze. Być może podeszłam do niej od złej strony, oczekując niemożliwego, ale cóż.. Zacznijmy od plusów, a takim właśnie zdecydowanie było przytaczanie i cytowanie ciekawych fragmentów z twórczości Nietzschego. Dzięki temu, czytając, można nie tylko zapoznać się z kolejami jego życia ale także odrobinę z twórczością i wczuć się w klimat jaki towarzyszył pisaniu jego dzieł. Biografia napisana jest niesamowicie rzetelnie, z uwzględnieniem dat, miejsc pobytu, czasu pisania rozpraw filozoficznych. Autor stara się również zinterpretować to, co Nietzsche miał na myśli podczas pisania swoich dzieł i zaznaczyć kluczowe kwestie. Jest to bardzo pomocny element w zrozumieniu dzieł Nietzschego. To czego jednak mi w tej książce zabrakło, to skupienie się na sferze psychicznej Nietzschego, na jego relacjach nie tylko z zewnątrz, ale wejście głębiej w rozpracowanie jego psychiki i dzięki temu wysnucie wniosków, dzięki którym można byłoby przypuszczać, bazowały jego poglądy. Hollingdale stara się to zrobić jedynie przy opisie relacji Nietschego z Wagnerem, opierając to na poszukiwaniu utraconego ojca, a już np. głębię uczuć do Lou Salome marginalizuje pod względem emocjonalnym, co sprawia, że ciężko wyczuć tu szczerość uczuć . Da się również zauważyć fascynację autora dotyczącą Fryderyka. W każdej dwuznacznej sytuacji, gdzie występują niesnaski pomiędzy nim, a kimś innym, Hollingdale delikatnie stara się zrzucić winę na tę drugą stronę, a Nietzschego pokazać w jak najlepszym świetle. Taki zabieg przyczynia się do poczucia nierealności, ponieważ nikt nie jest w stanie być idealnym człowiekiem i ułomność jest wpisana w naszą naturę.

    Podsumowując. Ksiązka warta przeczytania. Jeśli ktoś chciałby zainteresować się twórczością Fryderyka Nietzschego, to stanowi ona dobre podwaliny do zrozumienia filozofii tego wybitnego myśliciela, ale obiektywnej oceny jego życia, postępowania, zachowania w relacjach międzyludzkiej trzeba szukać u innych źródeł.

    #ksiazki

    #bookmeter

    Wpis został dodany za pomocą skryptu do odejmowania

    pokaż spoiler Dzięki niemu unika się błędów w działaniach
    Pobierany jest zawsze ostatni wynik
    pokaż całość

  •  

    Mireczki, szukam nietypowej i "mindfuckowej" fantastyki (naukowa może też być), która pod otoczką tego "mindfucku" dotyka problemów społecznych (samotność, przeludnienie, różne inne palące kwestie, być może przewidywania starszych autorów nt. życia w obecnych realiach, konflikty polityczne, walka o wodę pitną, postępująca degeneracja, choroby psychiczne), prościej będzie jak napiszę co do tej pory znam i co przychodzi mi na myśl - przy okazji troszkę Wam polecę i to naprawdę dobrych rzeczy.

    Philip K. Dick - w zasadzie wszystko, problematyka? Tożsamość (wysuwa się na pierwszy plan), odnalezienie się jednostki w świecie do niej nieprzystosowanym lub zmienionym NAGLE, psychozy, plot twisty otwierające gębę, wszystko to znajdziemy w jego książkach; a był niezwykle płodnym pisarzem (God bless amphetamines) i dzięki temu mamy w czym przebierać w kwestii dorobku. "Czy androidy..." to niewątpliwie dobra pozycja, ale ja poleciłabym "Przez ciemne zwierciadło", a potem może "Klany księżyca Alfy". Rozpoczęcie przygody z Dickiem (huehue) od zbioru opowiadań również jest b. dobrym pomysłem; potem można brać się za "Ubika".

    Neal Stephenson - wspomnę jedynie o najnowszym "7EW", które opowiada o bardzo wizjonerskim i efektownym końcu świata zrodzonym z planu gwarantującego przetrwanie ludzkości; co może iść nie tak? Świetnie łączy political-fiction z science-fiction, w końcu nie codziennie wpada się na książki snujące wizję wybuchu księżyca (NIE jest to spoiler) i zarówno działań do tego doprowadzających, jak i tych podjętych już po. Świetny pisarz, nie tylko w 7EW.

    Janusz A. Zajdel - myślę, że najbardziej popularne na mirko jest "Limes inferior" - i nie bez powodu, wspaniała książka. Dużo bym dala, by móc ją przeczytać jeszcze raz... Podobnie dobry jest "Cylinder van Troffa" (użylibyście...?) czy "Paradyzja", w tej ostatniej wątek polityczny jest chyba najmniej subtelny. Jeśli nic nowego nie znajdę, to zabieram się za kończenie opowiadań.

    John Brunner - wspominałam o wodzie pitnej, prawda? Jej zapasy stale się kurczą, zaś ludności przybywa i przybywa też negatywnych czynników środowiskowych; w końcu mamy przed sobą wizję niczym ze "Ślepego stada", które to zostało wydane w serii ARTEFAKTY, podobnie jak i "Wszyscy na Zanzibarze", gdzie drugi tytuł jest już bardziej cyberpunkową pozycją ze złożoną narracją. Warto zerknąć na lata, w których pisał, może nawet zanim zacznie się lekturę którejś z powyższych książek. Słowo "wizjoner" jest przy jego nazwisku jak najbardziej trafione.

    Ted Chiang - mistrz krótkiej formy, zbiór opowiadań "Siedemdziesiąt dwie litery" jest najlepszym, jaki miałam okazję czytać. Nie mam za bardzo możliwości odniesienia się do któregokolwiek z tekstów, by uniknąć spoilerów; zaufajcie ocenom na LC, Goodreads i wykopie i po prostu zróbcie sobie przysługę - przeczytajcie. Wpisuje się we wszystko, o czym wspomniałam w pierwszym akapicie. Wymaga skupienia od czytelnika, ale warto.

    Peter Watts - wierze, że do "Ślepowidzenia" nie muszę nikogo zachęcać, ale warto zrobić to w przypadku "Odtrutki na optymizm". Sam autor kreśli parę słów do Polaków, jednak nie to jest czynnikiem decydującym w mojej polecance. Poziomem opowiadań nie prześcignął, moim zdaniem, niekwestionowanego mistrza wymienionego akapit wyżej, jednak nadal jest to kawał mięsistego, solidnego s-f jakie bardzo chciałabym widzieć na naszym rynku. Jak sugeruje tytuł, nie należy oczekiwać od tej lektury milutkiej space-opery.

    A dalej... No właśnie, co dalej? Znam oczywiście opowiadanie "The Egg" oraz mrożące krew w żyłach "I Have No Mouth...", które to są tu często wymieniane czy wręcz wklejane w całości; szukam jednak ambitnej fantastyki mającej cechy wspomnianych wyżej książek. Być może będę musiała sięgnąć do zakurzonej nieco i nieznanej mi klasyki (gdyby chcieć ogarnąć korzenie całego gatunku, musiałabym rzucić naukę czy tam pracę na rzecz czytania 24/7, a i tak pewnie bym nie zdążyła), ale zaufam Waszym propozycjom. Dodam na marginesie, że znam (niestety, bo chciałabym poznać jeszcze raz, na świeżo) także "Hyperion" Simmonsa i o ile końcowe tomy są dyskusyjne, to dwa pierwsze są fe-no-me-nal-ne. Wspomniałam o serii wydawniczej ARTEFAKTY; wspomnę więc też o UW, Uczcie Wyobraźni, gdzie naprawdę trudno trafić na słabą książkę.

    Liczę na Was, oczytani mircy. Ambitna fantastyka zmuszająca do przemyśleń nad kondycją ówczesnego, dawnego bądź przyszłego świata. Lub człowieka, tak ogólnie. Niebanalna i wywołująca "efekt wow" albo stylem, albo trafnością przewidywań, lub też ich surrealizmem - cóż, kto by się spodziewał, że kiedyś będziemy nosili w kieszeniach komputery grubości kilku kart kredytowych...? ;) Dodatkowy bonus za polskich autorów, ale nie jest to wymóg. Lem to oczywista oczywistość i nawet nie umieszczałam go w zestawieniu, biorąc za pewnik. Wymóg jest prosty - książka ma zapadać w pamięć, być mięsista, reprezentować jakiś koncept (nie musi mówić jak ją zinterpretować, oczywiście) i niech to będzie ta książka, którą uważacie za najbardziej zajebistą. That's all, folks. ʕ•ᴥ•ʔ

    #scifi #sciencefiction #fantasy #fantastyka #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    •  

      @mallavi Kim Stanley Robinson - 2312 (dla wytrwałych, dla których główny wątek nie jest najważniejszy, a bardziej zainteresowani są wykreowanym przez autora światem)

    •  

      T.Prattchet i S. Baxter - cała seria długiej ziemii. Ciekawe podejście do teorii wieloświatów.

      D.Glukhovsky - metro 2033 - zamknięcie ludzi w metrze po wojnie atomowej, przeludnienie, wizja końca, trochę nieznanych potworów i sił oddziałujących na psychikę ludzi. Tu akurat trup ściele się gęsto.

    • więcej komentarzy (81)

  •  

    #rozdzialdopoduszki #ksiazki #nauka #przemyslenia #filozofia #czytajzwykopem

    Krótka historia nieskończoności - Richard Morris

    Iwan Karamazow i diabeł.

    W dziewiętnastowiecznej powieści Dostojewskiego "Bracia Karamazow" jest fragment, w którym Iwan Karamazow ma wizję odwiedzającego go diabła. Diabeł, ubrany jak ubogi rosyjski inteligent, oświadcza, że jest agnostykiem jak Iwan, a w dodatku miły z niego facet i interesujący partner do rozmowy. W czasie pogawędki z Iwanem diabeł wykłada mu starożytną teorię cykli kosmicznych. Ziemia została zniszczona i powstała na nowo "wiele miliardów razy" - mówi diabeł. Co więcej proces ten będzie powtarzał się "w ten sam sposób i nieskończenie wiele razy".
    Interesujące jest to, że stoicka idea cykli kosmicznych pojawia się tutaj w kontekście liniowego czasu. Jako chrześcijanin Dostojewski akceptuje ideę Stworzenia. Z tego powodu nie wkłada w usta diabła twierdzenia, że w przeszłości miało miejsce nieskończenie wiele cykli. Ich liczba sięga "wielu miliardów". Z drugiej strony, doktryna chrześcijańska nie przeczy możliwości rozciągającej się w nieskończoność przyszłości. Tak więc cykle kosmiczne będą mogły powtarzać się nieskończoną liczbę razy.
    Idea ta pojawia się czasami również w literaturze współczesnej. W "Nieznośnej lekkości bytu" Milan Kundera mówi o "szalonym micie" nieskończonych powrotów i stwierdza:
    Jeśli każda sekunda naszego życia ma powtórzyć się nieskończenie wiele razy, to jesteśmy tak samo przygwożdżeni do wieczności, jak Jezus Chrystus do krzyża. Jest to przerażająca wizja.
    Mówiąc o nieskończonych powrotach, Kundera odwołuje się do idei dziewiętnastowiecznego współczesnego Dostojewskiemu niemieckiego filozofa Friedricha Nietzschego. Nietzsche nie poprzestał na odtworzeniu stoickiego pojęcia czasu, dowodził, że idea nieskończonych cykli jest prawdopodobna. Jeżeli wszechświat zawiera jedynie skończoną liczbę atomów - mówił Nietzsche - to atomy to mogą istnieć jedynie w skończonej liczbie konfiguracji. Ale - czas jest nieskończony. Każda zaistniała konfiguracja atomów na Ziemi powtórzy się nieskończenie wiele razy w przyszłości. Zdarzenia mające miejsce teraz wydarzą się jeszcze nieskończoną liczbę razy. Nietzsche posiadał gruntowne wykształcenie klasyczne, a jego doktryna nieskończonej rekurencji ma swe źródła w literaturze dzieł starożytnych filozofów. Istnieje jednak różnica pomiędzy tymi doktrynami. Nietzsche nie uważa, że czas jest kolisty. Zakłada, ze jest liniowy i nieskończony. Dochodzi jednak ostatecznie do tych samych wniosków co starożytni myśliciele: zdarzenia będą powtarzać się w nieskończoność.
    Ta koncepcja Nietzschego nigdy nie przykuła uwagi uczonych, a dzisiaj niektóre postawione przez niego problemy wydają się zdezaktualizowane. Z ogólnej teorii względności Einsteina wynika, że jeśli Wszechświat jest nieograniczony w przestrzeni to nieograniczony musi być również czas. natomiast jeśli Wszechświat jest skończony w przestrzeni, to musi być też skończony w czasie. Jeżeli teoria Einsteina jest prawdziwa - a mamy wszelkie powody, żeby w to wierzyć - to wiara Friedricha Nietzschego w nieskończony czas płynącym w skończonym Wszechświecie jest fałszywa. W takim wszechświecie czas musi dobiec końca.
    pokaż całość

  •  

    2 975 - 6 = 2 969

    pokaż spoiler Za reread serii o Błaźnie i najnowszą serię

    Dokończyłam dzisiaj czytać Assasin's Fate.
    Historie tego świata i tych postaci wciągały mnie przez 12 ogromnych ksiąg, które zaczęłam czytać ok. 8 lat temu. Większość czytałam po dwa razy, za każdym razem jednym tchem, całymi nocami, bo nie byłam w stanie się od nich oderwać.
    Teraz wszystko się skończyło. Jestem wzruszona, ucieszona, zrozpaczona i zdruzgotana.
    Robin Hobb stworzyła tak niesamowicie dopracowany, unikalny świat i tak realistyczne i ludzkie postaci, jakich nie znalazłam w żadnych innych książkach. Nie wiem co mam teraz zrobić ze swoim życiem. Cieszę się, że ostatnio miałam okazję poznać tę niesamowitą kobietę na spotkaniu autorskim.
    Dobrze, że czeka mnie jeszcze jedna seria do przeczytania (rain wild chronicles). Szkoda, że już wiem jak to się skończy.(╯︵╰,)
    #ksiazki #czytajzwykopem #robinhobb #fantastyka #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: robinhobb.com

  •  

    Znacie zasadę Pareto?

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Rozk%C5%82ad_Pareto

    Jak się okazuje występuje on częściej, niż można by było to przypuszczać.

    Jak ktoś chce poczytać o tym po angielsku i mieć to lepiej opisane niech spojrzy tutaj:
    http://www.businessinsider.com/the-1-rule-explains-why-a-few-people-end-up-with-most-of-the-rewards-2017-3?IR=T

    Od kiedy się o tym dowiedziałem jakiś czas temu trochę inaczej zacząłem podchodzić do rzeczy które robię.
    Tak. Jest o wiele ciężej. Tak, ilość momentów w których się poddaje się zwiększyła drastycznie. Ale wiem, że nie da się inaczej. Co prawda nie jest to aż takie ostatecznie poddanie się co... pauza i przemyślenie jak można coś zrobić lepiej, bądź efektywniej.

    Kiedyś trochę podchodziłem do rzeczy w stylu im więcej pracy tym lepiej. Im więcej godzin zainwestuje w daną rzeczy tym będę lepszy. Bzdura. Co prawda o usłyszeniu o teorii 10.000 godzin w 2011 roku zacząłem o wiele więcej grać na gitarze... i to była naprawdę świetna motywacja.

    Ale obserwując eksperymenty Tima Ferrisa w stylu:
    HOW TO BECOME WORLD CLASS IN ANYTHING IN 6 MONTHS OR LESS

    I ucząc ludzi gry na gitarze... zdaje sobie sprawę, że my tak naprawdę tracimy ogromne ilości czasu ucząc się rzeczy samemu. (choć do tego można różnie podchodzić, bo jednak mimo że tracę ogromne ilości czasu na naukę różnych rzeczy to jednak ostatecznie więcej się z tego uczę i trochę w inny sposób).

    I tym sposobem ucząc znajomego po godzinie tygodniowo gry na gitarze przez okres 4 miesięcy, gra lepiej niż ja po 2 latach.

    Choć ja go trochę uczyłem w ten sposób, że dawałem mu zadania, rady, prace domowe, co ma się uczyć i wytykając mu błędy, niż rzeczywiście siedząc z nim i przerabiając z nim materiał etc.

    Ale wracając do zasady Pareto, bo trochę odbiegłem od tematu.

    Dlaczego warto być na szczycie? Bo bycie na szczycie posiada szereg pozytywów.

    I nie ważne czy jesteście w tym 1%, czy w 5%, czy może w tych 20%.

    Ale jak to mówią, Wygrany bierze wszystko. I jeżeli odnosisz sukcesy to istnieje większe prawdopodobieństwo że będziesz odnosił kolejne sukcesy. Jak to mówią, pieniądz goni pieniądz, sukces goni sukces czy jakoś tak.

    Gorzej jak przegrywasz i odnosisz porażki. Bo jak przegrywasz to istnieje większe prawdopodobieństwo, że kolejny twój ruch to również będzie porażka.

    (Nie pamiętam w którym to wykładzie było, ale jednym z nowszych Jordana Petersona. Chyba tym:
    https://www.youtube.com/watch?v=GmuzUZTJ0GA

    Dla kobiet istnieje również jedyne 20% mężczyzn. Reszta 80% praktycznie nie istnieje.
    Twarda prawda. I rzeczywiście przez długo się zastanawiałem co jest ze mną nie tak. Niby brzydki nie jestem. Z kobietami jako takie sukcesy miałem... ale nie były to wielkie sukcesy. Więc jeżeli jesteś przeciętnym mężczyzną z przeciętnym wyglądem... to może być problem.

    https://medium.com/@worstonlinedater/tinder-experiments-ii-guys-unless-you-are-really-hot-you-are-probably-better-off-not-wasting-your-2ddf370a6e9a

    Na szczęście można to bardzo łatwo zmienić. Dużo sportu, siłownia, bieganie, piłka nożna. To zmienia człowieka i jego ciało/wygląd (nawet wygląd twarzy). Ale to kiedyś indziej o tym napiszę ;)

    Podobnie ma się sprawa na rynku wydawniczym. I nie tylko wydawniczym.
    Obojętnie co sprzedajecie (szczególnie kreatywnego), czy to są książki, muzyka, sztuka, komiksy, cokolwiek.

    https://www.youtube.com/watch?v=TcEWRykSgwE

    The Winner takes it All.

    I tym sposobem jeżeli produkujesz dużo, dobrej jakości materiałów to bardzo szybko jesteś w stanie być na szczycie.
    Oczywiście nie udałoby się to bez marketingu i inwestycji dużej ilości sumy. Bądź pomocy wytwórni płytowej/wydawcy.

    Choćby przykład S. Kinga. Jego książki się dobrze sprzedają bo produkuje dużą ilość książek. Jedne lepsze, inne gorsze, ale zawsze się dobrze sprzedają. I kolejne prawdopodobnie również się dobrze sprzedadzą.

    Dlatego Stephen King i J. K Rownling zabierają większość rynku (nie pamiętam ile dokładnie ale około 50-70%).
    A reszta, czyli te 30-40% jest podzielona na resztę autorów. A im mniej popularny autor, tym mniej sprzedanych książek.

    I co ciekawe... jeżeli wydałeś już jedną książek i odniosła ona mniejszy, bądź większy sukces. To szansa, że kolejna również osiągnie sukces zwiększa się wielokrotnie (nie wiem ile dokładnie ale była podana wartość).

    I mimo, że w księgarniach są tysiące książek i dziennie na rynek wchodzi drugie tyle... to niestety większość autorów kończy tylko na debiucie.

    Kolejna sprawa jest z pieniędzmi. Im więcej masz, tym więcej jesteś w stanie zainwestować. A jak masz mało... to będziesz miał coraz mniej, aż w końcu zostaniesz z niczym.

    https://www.youtube.com/watch?v=CsRLVZTYpGo

    I kiedyś stojąc jako młodzieniec w kościele na mszy świętej zastanawiałem się co znaczą słowa:

    "Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma" Mt 25,29

    I wtedy uznałem to za za niezrozumiałe i trochę mało mądre. Nawet niesprawiedliwe.

    Ale czy życie jest sprawiedliwe?

    #gitara #rozwojosobisty #ksiazki #ekonomia #matematyka #religia
    pokaż całość

  •  

    Mirki, zamiast tracić kasę na bilet do kina na Mroczną Wieżę, tego podobno gniota, polecam wydać z dwie dyszki lub mniej nawet, na pierwszy tom sagi, książka świetna, dobre fantasy. Mi się szalenie spodobała i podjarała na całą sagę. Polecam.

    #ksiazki #stephenking #mrocznawieza #film #polecam

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

    •  

      A pierwszy tom jest strasznie trudny do przebrniecia dla nie fana Kinga, bo koleś idzie i nic się nie dzieje, jedna strzelanina, potem gada z drugim typem i koniec.

      @jablkabanany: Nie jestem fanem Kinga. Czytałem pierwszy tom i uważam że to co napisałeś to zajebista recenzja pierwszego tomu. ;-)

    •  

      @SC10n: aa ok :) No właśnie wydaje mi się, że próg wejścia jest wysoki - albo siądzie i czytasz dalej, albo się odbijesz. Ja trochę Kinga czytałem i w miarę mnie wciągnęło.

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Zrobiłem porządki na strychu i mam ponad 650 książek do oddania.Głównie sci-fi, fantastyka i kryminały, ale jest też trochę książek historycznych, popularnonaukowych i paranaukowych (pozdrawiam fanów Daenikena ( ͡° ͜ʖ ͡°)).

    Wśród książek są takie nazwiska jak Clarke, Aldiss, bracia Strugaccy czy Ursula LeGuin, więc nie jest to jakiś szrot. Wydania głównie z 70-80 lat w większości w stanie dobrym-bardzo dobrym.

    Chętnym mogę podesłać pełen spis książek na priv.

    Wiem, że ktoś na Mirko szukał książek do biblioteki osiedlowej, a ktoś chyba zbierał książki do paczek dla kresowiaków. Ale być może ktoś z Was ma jakieś znajomości z fundacją/hospicjum którym by się one przydały. A może ktoś chciałby je po prostu do swojej prywatnej kolekcji.

    Tak czy inaczej, oddam za darmo pod dwoma warunkami:
    1. Kto jest chętny bierze wszystko - bo nie mam czasu, żeby wysyłać pojedynczo, albo małymi porcjami.
    2. Kto jest chętny przyjeżdża po książki, albo pokrywa koszty wysyłki (ale radzę przyjechać, bo jest tego kilka kartonów).
    Ew. jeśli ktoś je potrzebuje w szczytnym celu, to mogę je podwieźć w okolicach Włocławka - Torunia.

    W razie pytań wysyłajcie pw.

    #ksiazki #ksiazka #literatura #rozdajo oraz #bookmeter ,bo tam jest dużo moli książkowych #wloclawek #torun
    pokaż całość

  •  

    Lubię buszować w księgarniach; zawsze czuję przyjemną ekscytację, wchodząc do takiego wnętrza. Staram się wspierać małe, lokalne księgarnie i kupować w nich.

    Ale... chciałam kupić teraz trochę książek na wakacje. Aros - 35% zniżki na wszystko. Przy dwudziestu kilku książkach różnica między sumą w sklepie stacjornarnym i tam zrobiła się naprawdę duża. Zamówiłam wczoraj, po niecałej dobie paczka była u mnie w domu (i to przesyłka wyszła za darmo). Wszystkie książki w idealnym stanie (uszkodzeń najbardziej obawiam się przy zakupach przez Internet).

    Bardzo, bardzo lubię ksiągarnie, ale sama widzę, że na dłuższą metę trudno kupować tylko w nich...

    #ksiazki #ksiazka #gorzkiezale
    pokaż całość

    •  

      @measure buszować dalej można, ale jeśli faktycznie w danej księgarni nie ma dużych promocji to po prostu nie warto. Taki właśnie aros i inne, polecam bardziej nieprzeczytane.pl, chodnikliteracki, czytam.pl mają zawsze potężne (:-D) zniżki. Alternatywą jest ewentualnie antykwariat dla starszych pozycji.

    •  

      @measure na czytniku to wygodniejsze, wystarczy korzystać z jego funkcji takich jak zaznaczenia i notatki przy tych ulubionych fragmentach.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Co Empik w Renomie promuje dla dzieci
    #ocieplaniewizerunkuadolfahitlera #empik #wroclaw #ksiazki

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #rozdzialdopoduszki #ksiazki #scifi #antyutopia
    GEORGE
    ORWELL
    ROK
    1984

    Część pierwsza

    "Był jasny, zimny dzień kwietniowy i zegary biły trzynastą. Winston Smith, z głową wtuloną
    w ramiona dla osłony przed tnącym wiatrem, wślizgnął się przez szklane drzwi do Bloku
    Zwycięstwa, ale nie dość szybko, by powstrzymać tuman ziarnistego pyłu, który wtargnął za nim
    do środka.
    Klatka schodowa cuchnęła gotowaną kapustą i starymi, butwiejącymi wycieraczkami. Na
    jednym jej końcu wisiał barwny plakat, zbyt wielki do eksponowania w ciasnym wnętrzu.
    Przedstawiał tylko ogromną twarz, przeszło metrowej szerokości: przystojną, czerstwą twarz mniej
    więcej czterdziestopięcioletniego mężczyzny z sutym czarnym wąsem. Winston skierował się w
    stronę schodów. Sprawdzanie, czy winda działa, nie miało żadnego sensu. Nawet w najlepszych
    okresach rzadko bywała czynna, obecnie zaś, w ramach oszczędności związanych z
    przygotowaniami do Tygodnia Nienawiści, nie włączano prądu przed zmrokiem. Winston mieszkał
    na siódmym piętrze, a ponieważ miał już trzydzieści dziewięć lat i owrzodzenia żylakowe na
    prawej nodze powyżej kostki, wspinał się wolno, kilka razy odpoczywając po drodze. Na każdym
    piętrze, na wprost drzwi windy, spoglądał ze ściany plakat z ogromną twarzą. Była tak
    namalowana, że oczy mężczyzny zdawały się śledzić każdy ruch przechodzącego. WIELKI BRAT
    PATRZY, głosił napis u dołu plakatu.
    W mieszkaniu przejęty głos czytał kolumny cyfr dotyczące wytopu surówki. Wydobywał się
    z podłużnej metalowej płyty przypominającej matowe lustro, wmontowanej w ścianę po prawej.
    Winston obrócił pokrętło i głos nieco przycichł, lecz mimo to każde słowo dobiegało wyraźnie.
    Urządzenie (nazywane teleekranem) można było ściszyć, ale nie wyłączyć. Winston podszedł do
    okna: drobna, mizerna postać, której chudość podkreślał jeszcze granatowy kombinezon, ubiór
    członka Partii. Mężczyzna miał bardzo jasne włosy, cerę z natury rumianą, a skórę szorstką od
    chropowatego mydła, tępych żyletek i niedawnych mrozów.
    Świat na zewnątrz, nawet oglądany przez zamknięte okno, tchnął chłodem. W dole, na ulicy,
    podmuchy wiatru wprawiały w wir kurz i skrawki papieru, a choć świeciło słońce, niebo miało
    barwę stali; wszystko było jakby pozbawione koloru -z wyjątkiem porozlepianych wszędzie
    dookoła plakatów. Wąsata twarz patrzyła z każdej lepiej wyeksponowanej powierzchni. Jeden
    plakat wisiał na fasadzie domu dokładnie naprzeciwko. WIELKI BRAT PATRZY, głosił napis, a
    ciemne oczy wwiercały się w oczy Winstona. Niżej, na poziomie ulicy, inny plakat, z naderwanym
    rogiem, trzepotał bezładnie na wietrze, to odkrywając, to zasłaniając pojedyncze słowo ANGSOC.
    W oddali helikopter zniżył się pomiędzy dachy, zawisł na moment niczym mucha mięsna, po czym
    poderwał się i odleciał, zataczając łuk. Był to patrol policji, szpiegujący mieszkańców przez okna.
    Ale zwykła policja to pestka. Prawdziwą grozą napawała Policja Myśli.
    Za plecami Winstona głos płynący z teleekranu wciąż trajkotał o wytopie surówki i
    przekroczeniu Dziewiątego Planu Trzyletniego. Teleekran służył równocześnie za odbiornik i
    nadajnik, dostatecznie czuły, żeby wychwycić każdy dźwięk głośniejszy od zniżonego szeptu; co
    więcej, jak długo Winston pozostawał w zasięgu metalowej płyty, był nie tylko słyszalny, lecz
    także widoczny. Nikt oczywiście nie wiedział, czy w danym momencie jest obserwowany. Snuto
    jedynie domysły, jak często i według jakich zasad Policja Myśli prowadzi inwigilację. Nie sposób
    też było wykluczyć, że przez cały czas nadzoruje wszystkich. Tak czy inaczej, mogła się włączyć w
    dowolny kanał, kiedy tylko chciała. Pozostawało, więc żyć z założeniem - i żyło się, z nawyku,

    który przeszedł w odruch - iż każde słowo jest podsłuchiwane, a każdy ruch pilnie śledzony, chyba
    że w pomieszczeniu panuje akurat mrok.
    Winston stał tyłem do teleekranu. Tak było bezpieczniej, choć - jak wiedział - z pleców też
    można wiele wyczytać. Kilometr dalej potężny biały gmach Ministerstwa Prawdy, jego miejsce
    pracy, górował nad ponurym krajobrazem. I to jest Londyn, pomyślał z niejasną odrazą, główne
    miasto Pasa Startowego Jeden, trzeciej pod względem zaludnienia prowincji Oceanii. Usiłował
    wydobyć z pamięci jakieś wspomnienia z dzieciństwa, żeby się przekonać, czy Londyn zawsze wyglądał
    tak samo. Czy zawsze widziało się tu tylko rzędy sypiących się dziewiętnastowiecznych
    czynszówek o ścianach podpartych stemplami, oknach pozatykanych kawałkami dykty, dachach
    łatanych blachą falistą oraz rachityczne, walące się murki między ogródkami? I te porośnięte
    wierzbówką gruzy zbombardowanych domów, nad którymi unoszą się tumany białego pyłu, lub
    tereny doszczętnie zniszczone przez bomby, gdzie zaraz wyrosły kolonie nędznych drewnianych
    chat, istnych kurników? Wysiłki Winstona były jednak daremne, nie potrafił sobie nic
    przypomnieć; z dzieciństwa pozostała mu w pamięci tylko seria świetlistych obrazów,
    pozbawionych tła i sensu.
    Gmach Ministerstwa Prawdy - w nowomowie *( Nowomowa stanowiła urzędowy język
    Oceanii. Opis jego budowy i etymologii zawarty jest w Aneksie.) Miniprawd -odbijał
    zdecydowanie od wszystkich innych budowli w okolicy. Była to ogromna piramida z lśniącego
    białego betonu, pnąca się tarasami w górę na wysokość trzystu metrów. Z okna swojego mieszkania
    Winston widział wyraźnie trzy hasła Partii, wymalowane starannie na białej fasadzie:
    WOJNA TO POKÓJ
    WOLNOŚĆ TO NIEWOLA
    IGNORANCJA TO SIŁA
    Mówiono, że gmach Ministerstwa Prawdy ma trzy tysiące pomieszczeń nad ziemią i tyleż
    samo pod ziemią. W Londynie istniały jeszcze tylko trzy budynki o podobnych rozmiarach i
    zbliżonym wyglądzie. Tak górowały nad resztą miasta, że z dachu Bloku Zwycięstwa dostrzegało
    się je wszystkie równocześnie. Mieściły cztery ministerstwa, składające się na aparat rządowy:
    Ministerstwo Prawdy, któremu podlegała prasa, rozrywka, oświata i sztuka, Ministerstwo Pokoju,
    które zajmowało się prowadzeniem wojny, Ministerstwo Miłości, które pilnowało ładu i porządku,
    wreszcie Ministerstwo Obfitości, sprawujące pieczę nad gospodarką. Ich nazwy, w nowomowie,
    brzmiały następująco: Miniprawd, Minipax, Minimiło i Miniobfi.
    Największą grozę budziło Ministerstwo Miłości. Gmach ten w ogóle nie miał okien. Winston nigdy
    nie był ani w środku gmachu, ani też bliżej niż pół kilometra od niego. Na teren ministerstwa
    wpuszczano jedynie w sprawach służbowych, lecz nawet wówczas interesant musiał pokonywać
    labirynt zasieków, stalowych bram i ukrytych stanowisk karabinów maszynowych. Także ulice w
    pobliżu patrolowali gorylowaci strażnicy w czarnych mundurach, uzbrojeni w rozsuwane pałki.
    Winston odwrócił się gwałtownie. Wcześniej przybrał wyraz spokojnego optymizmu, jaki
    najbezpieczniej było przyjąć, stojąc przodem do teleekranu. Przemierzył pokój i wszedł do
    maleńkiej kuchni. Chcąc wrócić do mieszkania w czasie przerwy obiadowej, zrezygnował z posiłku
    w stołówce ministerstwa, chociaż wiedział, iż w domu nie ma nic do jedzenia oprócz kawałka
    ciemnego chleba, który musi sobie zostawić na jutrzejsze śniadanie. Zdjął z półki butelkę bezbarwnego
    płynu ze zwykłą białą etykietą opatrzoną napisem DŻIN ZWYCIĘSTWA. Trunek
    wydzielał mdłą, oleistą woń, niczym chińska wódka pędzona z ryżu. Winston nalał sobie prawie
    pełną filiżankę i pokonując wstręt, opróżnił ją jednym haustem, jakby pił lekarstwo.
    Twarz natychmiast mu spurpurowiała, oczy zaszły łzami. Dżin miał smak kwasu
    azotowego, a w dodatku człowiek po każdym łyku czuł się tak, jakby dostał w łeb gumową pałką.
    Jednakże w następnej chwili palenie w żołądku nieco zelżało i świat wydał się Winstonowi

    weselszy. Wydobył papierosa z pomiętej paczki z napisem PAPIEROSY ZWYCIĘSTWA i
    niebacznie uniósł go pionowo, co sprawiło, że cały tytoń wysypał się na podłogę. Z następnym
    poszło mu lepiej. Wrócił do pokoju i usiadł przy stoliku na lewo od teleekranu. Wyjął z szuflady
    obsadkę, butelkę atramentu oraz czysty gruby zeszyt o marmurkowej okładce i czerwonym
    grzbiecie.
    Z niewiadomego powodu teleekran znajdował się w dziwnym miejscu. Zamiast, jak w
    innych mieszkaniach, tkwić na ścianie bocznej, skąd roztaczał się widok na cały pokój,
    wmontowany był pośrodku najdłuższej ściany, dokładnie na wprost okna. Po jednej jego stronie
    mieściła się płytka wnęka, w której teraz siedział Winston, a którą - gdy budowano blok -
    przeznaczono zapewne na regał z książkami. Siedząc we wnęce, cofnięty jak najgłębiej, Winston
    znajdował się poza polem widzenia teleekranu. Wciąż, oczywiście, było go słychać, lecz dopóki się
    nie podnosił, pozostawał niewidoczny. W pewnej mierze to ten niezwykły układ pokoju podsunął
    mu pomysł, do którego realizacji właśnie się zabierał.
    Głównie jednak podsunął mu go zeszyt wyjęty przed chwilą z szuflady. Był to wyjątkowo
    piękny zeszyt, choć, o kartkach nieco pożółkłych ze starości. Takiego gładkiego, kremowego
    papieru nie produkowano od ponad czterdziestu lat. Winston podejrzewał nawet, że zeszyt jest
    znacznie starszy. Dostrzegł go na wystawie ubogiego sklepiku z rupieciami w jednej z bardziej
    obskurnych dzielnic miasta (gdzie dokładnie, już teraz nie pamiętał) i natychmiast zapragnął go
    mieć. Członkowie Partii nie powinni zaopatrywać się w zwykłych sklepach (czyli „dokonywać
    transakcji wolnorynkowych"), lecz rozporządzenia tego nie przestrzegano zbyt surowo, gdyż wielu
    artykułów, takich jak sznurowadła i żyletki, nie sposób było zdobyć w żaden inny sposób, Rozejrzał
    się szybko po ulicy, a następnie wślizgnął do sklepiku i kupił zeszyt za dwa i pół dolara, nawet nie
    zastanawiając się po co. Niosąc go w teczce do domu, czuł się jak winowajca. Samo posiadanie
    czystego zeszytu mogło bowiem budzić podejrzenia.
    Teraz zabierał się do pisania pamiętnika. Nie było to zakazane (nic nie było zakazane, gdyż
    wszelkie prawa dawno już zniesiono), ale nie wątpił, że jeśli go nakryją, dostanie karę śmierci lub
    przynajmniej dwadzieścia pięć lat ciężkich robót. Włożył do obsadki stalówkę i possał przez
    chwilę, żeby ją oczyścić. Pióra, archaicznego narzędzia, rzadko używano nawet do składania
    podpisów, ale zdobył je - potajemnie i z pewnym trudem - ponieważ uznał, że piękny kremowy
    papier zasługuje na coś lepszego niż drapanie kopiowym ołówkiem. Prawdę mówiąc, nie nawykł do
    ręcznego pisania. Poza krótkimi notatkami na ogół dyktowało się wszystko do mowopisu; teraz
    jednak Winston z oczywistych względów nie mógł wykorzystać tego urządzenia do swoich celów.
    Zanurzył stalówkę w atramencie i zawahał się. Poczuł skurcz kiszek. Skreślenie pierwszego słowa
    to decydujący krok. Drobnymi, niezgrabnymi literami napisał:
    4 kwietnia 1984
    Odchylił się do tyłu. Ogarnęło go poczucie totalnej bezradności. Wcale nie był przekonany,
    czy rzeczywiście jest rok 1984. Wydawało mu się to całkiem prawdopodobne, gdyż raczej nie
    wątpił, że ma trzydzieści dziewięć lat, a wiedział, że urodził się albo w 1944, albo w 1945; jednakże
    w obecnych czasach nie dało się określić żadnej daty z większą dokładnością niż do roku lub
    dwóch.
    Dla kogo, zaczął się nagle zastanawiać, piszę ten pamiętnik? Dla przyszłości, dla jeszcze
    nienarodzonych pokoleń. Jego myśli wirowały przez moment wokół niepewnej daty zapisanej na
    kartce, aż naraz wyłoniło się spośród nich jedno z ulubionych pojęć nowomowy: dwójmyślenie. Po
    raz pierwszy pojął ogrom swojego przedsięwzięcia. Jak można porozumieć się z przyszłością? Jest
    to z natury rzeczy niemożliwe. Albo przyszłość okaże się podobna do teraźniejszości, a wówczas
    nie zechce go słuchać; albo okaże się całkiem inna, a wtedy Jego problemy będą dla niej zupełnie
    niezrozumiałe.

    Przez pewien czas wpatrywał się tępo w otwarty zeszyt. Z teleekranu rozbrzmiewały teraz
    przenikliwe tony marsza wojskowego. Najdziwniejsze było to, że nie tylko utracił zdolność
    formowania myśli, lecz wręcz zapomniał, co zamierzał napisać. Przez długie tygodnie szykował się
    do tej chwili i nigdy mu nie przyszło do głowy, że będzie potrzebował czegokolwiek poza odwagą.
    Samo pisanie wydawało się łatwe. Miał jedynie przelać na papier nieprzerwany, gorączkowy
    monolog, który brzęczał mu w głowie od wielu lat. Ale teraz ucichł zupełnie. W dodatku skóra na
    nodze wokół owrzodzeń zaczęła Winstona nieznośnie swędzić. Bał się podrapać, bo wówczas
    zawsze wdawała się infekcja. Mijały sekundy. Nie był świadom niczego oprócz pustej kartki,
    swędzenia nad kostką, grzmotu muzyki i lekkiego rauszu wywołanego dżinem.
    Nagle, ogarnięty panicznym strachem, zaczął pisać, tylko częściowo zdając sobie sprawę z
    tego, co notuje. Nierówne wiersze, kreślone drobnym, dziecinnym pismem, zapełniały stronę,
    gubiąc najpierw duże litery, a w końcu i znaki przestankowe.
    4 kwietnia 1984. Wczoraj wieczorem byłem w kinie. Same kroniki wojenne. Jedna
    znakomita, pokazywała bombardowanie statku z uchodźcami gdzieś na Morzu Śródziemnym.
    Widownię ubawiły najbardziej ujęcia olbrzymiego tłuściocha uciekającego wpław przed
    helikopterem, najpierw pokazywano go, jak pluszcze się w wodzie niczym morświn, potem przez
    celowniki helikoptera, a potem podziurawionego jak sito, woda wokół niego zaczerwieniła się i
    nagle zaczął iść na dno, jakby przez te dziury woda wlewała mu się do środka, widownia wyła ze
    śmiechu, kiedy tonął, potem pokazano łódź ratunkową z dziećmi, nad którą zawisł helikopter, na
    dziobie siedziała kobieta w średnim wieku, chyba żydówka, trzymając w ramionach chłopczyka,
    może trzyletniego, wył z przerażenia i chował głowę między jej piersi, jakby chciał się tam skryć
    niczym zwierzę w norze, a ona, ta kobieta, tuliła go i uspokajała, choć sama była zielona ze strachu,
    cały czas zasłaniając go rękoma, jakby mogła ochronić przed kulami, potem helikopter zrzucił na
    nich 20 kilową bombę niesamowity błysk i łódź rozpadła się w drzazgi, potem było świetne ujęcie
    dziecięcej rączki wylatującej w górę hen hen w górę helikopter z kamerą na dziobie musiał to
    filmować z rzędów dla partyjnych posypały się rzęsiste oklaski ale w części dla proli jakaś kobieta
    zaczęta się nagle awanturować i wydzierać że nie powinni tego pokazywać nie przy dzieciach że tak
    nie można nie przy dzieciach nie wolno aż w końcu policjanci musieli ją wyrzucić z sali wyrzucili
    ale pewnie nic jej się nie stanie nikogo nie obchodzi co gadają prole typowa reakcja prolki tacy
    nigdy...
    Winston przerwał pisanie, bo chwycił go skurcz w dłoni. Nie miał pojęcia, co go skłoniło do
    wypisywania podobnych bzdur. Ale stało się coś dziwnego: podczas gdy relacjonował kronikę
    filmową, zupełnie inne wydarzenie stanęło mu w pamięci, i to tak wyraźnie, że niemal poczuł się na
    siłach utrwalić je również. Uświadomił sobie, że właśnie z powodu tego wydarzenia nagle
    zdecydował się wrócić w przerwie do domu i akurat dziś rozpocząć pisanie pamiętnika.
    Do wydarzenia tego - jeśli coś tak nieuchwytnego można w ogóle nazwać wydarzeniem -
    doszło dziś rano w ministerstwie.
    Zbliżała się jedenasta zero zero i w Departamencie Archiwów, gdzie zatrudniony był
    Winston, w przygotowaniu do Dwóch Minut Nienawiści wyciągnięto już krzesła z poszczególnych
    przegród i ustawiono na środku sali naprzeciwko wielkiego teleekranu. Winston właśnie zajmował
    miejsce w jednym ze środkowych rzędów, gdy na salę weszły niespodziewanie dwie osoby. Znał je
    z widzenia, lecz nigdy nie zamienił z nimi słowa. Pierwszą z nich była dziewczyna, którą często
    mijał na korytarzu. Nie miał pojęcia, jak się nazywa, ale wiedział, że pracuje w Departamencie
    Literatury. Prawdopodobnie - ponieważ czasem widywał ją z narzędziami i z rękoma powalanymi
    smarem - była mechanikiem obsługującym jedną z maszyn piszących powieści. Wyglądała na
    zuchwałą dziewczynę, na oko dwudziestokilkuletnią, i miała gęste, ciemne włosy, piegowatą twarz
    oraz szybkie ruchy sportsmenki. Wąska czerwona szarfa, emblemat Młodzieżowej i Ligi

    Antyseksualnej, oplatała ją ciasno w pasie, uwypuklając kształtność sylwetki ukrytej pod
    kombinezonem. Winston nie cierpiał jej, nienawidził od pierwszego wejrzenia. Doskonale wiedział
    dlaczego: drażnił go zapał do pieszych wędrówek, hokeja na trawie, zimnych pryszniców i
    prawomyślność, które zdawały się z niej promieniować. Nie cierpiał wszystkich kobiet, a zwłaszcza
    młodych i ładnych. Z reguły właśnie kobiety, szczególnie te młode, były najbardziej fanatycznymi
    zwolennikami Partii, wierzącymi ślepo w budujące slogany, ochoczo szpiegującymi wszystkich
    dookoła i węszącymi najdrobniejsze przejawy nieortodoksyjności. Ta zaś sprawiała wrażenie
    bardziej niebezpiecznej od innych. Raz, kiedy mijali się na korytarzu, posłała mu z ukosa szybkie
    spojrzenie, które przewierciło go niemal na wylot i przejęło panicznym lękiem. Przyszło mu do
    głowy, że dziewczyna jest agentką Policji Myśli. Chociaż było to mało prawdopodobne, zawsze odczuwał
    dziwny niepokój, w którym strach mieszał się z wrogością, ilekroć znajdowała się w
    pobliżu.
    Drugą osobą był mężczyzna nazwiskiem O'Brien, członek Wewnętrznej Partii, piastujący
    tak ważną i wysoką funkcję, że Winston miał jedynie mgliste pojęcie, na czym ona polega. Na
    widok zbliżającego się czarnego kombinezonu członka Wewnętrznej Partii wśród osób
    zgromadzonych przy krzesłach momentalnie zapanowała cisza. O'Brien, postawny, tęgi mężczyzna
    o byczym karku i pospolitej, wyrazistej, wiecznie nasrożonej twarzy, mimo swego groźnego
    wyglądu nie pozbawiony był pewnego uroku. Sposób, w jaki poprawiał na nosie okulary, miał w
    sobie coś autentycznie rozbrajającego, a zarazem niezwykle kulturalnego. Gdyby ktoś jeszcze rozumował
    w podobnych kategoriach, gest ten przywodziłby na myśl szlachcica z osiemnastego wieku,
    częstującego znajomych tabaką. Winston widział O'Briena z dziesięć razy w ciągu tyluż lat. Coś go
    przyciągało do niego, i to nie tylko ów dziwny kontrast między uprzejmym sposobem bycia a
    wyglądem zawodowego zapaśnika. Chodziło raczej o skryte przeświadczenie - nawet nie tyle
    przeświadczenie, ile nadzieję - że polityczna ortodoksyjność O'Briena jest daleka od doskonałości.
    Coś w jego twarzy sugerowało to nieodparcie. Możliwe jednak, iż na obliczu O'Briena nie malował
    się brak ortodoksyjności, lecz po prostu inteligencja. W każdym razie sprawiał wrażenie człowieka,
    z którym można by porozmawiać, gdyby udało się oszukać teleekrany i znaleźć z nim sam na sam.
    Winston nie uczynił nigdy najmniejszej próby, by sprawdzić swoje podejrzenia; zresztą nie miał
    jak. O'Brien spojrzał na zegarek i widząc, że dochodzi jedenasta zero zero, postanowił zostać w
    Departamencie Archiwów na Dwie Minuty Nienawiści. Zajął miejsce w tym samym rzędzie co
    Winston, kilka krzeseł dalej. Między nimi siedziała drobna rudawa blondynka, która pracowała w
    przegrodzie sąsiadującej z przegrodą Winstona. Dziewczyna o ciemnych włosach usiadła
    bezpośrednio za Winstonem.
    W następnej sekundzie z wielkiego teleekranu z przodu sali popłynął ohydny zgryźliwy
    głos, przypominający warkot jakiejś potwornej nienaoliwionej maszyny, głos tak koszmarny, że
    słuchaczy bolały zęby i ciarki przechodziły im po grzbiecie. Zaczęła się Nienawiść.
    Jak zwykle, na ekran wypłynęła twarz Emmanuela Goldsteina, Wroga Ludu. Wśród
    widowni rozległy się syki. Drobna rudawa blondynka wydała pisk strachu i obrzydzenia. Goldstein,
    renegat i odstępca, niegdyś, dawno temu (jak dawno, tego nikt dokładnie nie pamiętał) był jednym
    z przywódców Partii, równym niemal samemu Wielkiemu Bratu, ale później wdał się w działalność
    kontrrewolucyjną i został skazany na karę śmierci; w tajemniczych okolicznościach udało mu się
    jednak zbiec, a następnie zniknąć. Program Dwóch Minut Nienawiści zmieniał się codziennie, lecz
    za każdym razem koncentrował się na Goldsteinie. Był głównym zdrajcą - on pierwszy skalał
    czystość Partii. Wszystkie następne zbrodnie przeciwko Partii, wszystkie zdrady, sabotaże, herezje,
    dewiacje, wywodziły się bezpośrednio z jego nauk. Wciąż knuł coraz to nowe spiski: zza morza,
    gdzie żył pod ochroną swoich zagranicznych mocodawców, albo nawet - bo krążyły i takie pogłoski
    - z ukrycia w samej Oceanii.
    Winston czuł ucisk przepony. Ilekroć widział twarz Goldsteina, targały nim sprzeczne
    emocje. Była to szczupła, żydowska twarz z niewielką kozią bródką, otoczona ogromną aureolą

    kręconych siwych włosów - bystra twarz, lecz zarazem mająca w sobie coś, co zasługiwało na
    najwyższą pogardę: jakaś starcza głupkowatość cechowała długi wąski nos, na którego końcu
    sterczały okulary. Przywodziła na myśl pysk owcy, a głos także kojarzył się z owczym bekiem.
    Goldstein wygłaszał swój zwykły jadowity atak na doktryny Partii -atak tak przesadny i
    przewrotny, że nawet dziecko powinno się na nim poznać, jednocześnie zaś na tyle przekonujący,
    aby w każdym wzbudzić lęk, iż inni, mniej rozważni słuchacze, mogą dać się nabrać. Szkalował
    Wielkiego Brata, wyszydzał dyktaturę Partii, domagał się natychmiastowego zawarcia pokoju z
    Eurazją, opowiadał się za wolnością słowa i druku, prawem do zgromadzeń, wolnością myśli,
    krzyczał histerycznie, że zdradzono rewolucję - wszystko to w szybkiej, wielozgłoskowej mowie,
    swoistej parodii stylu partyjnych mówców, a nawet zawierającej zwroty z nowomowy - w rzeczy
    samej, zawierającej więcej takich zwrotów, niż jakikolwiek członek Partii używał na co dzień. I
    przez cały ten czas, żeby nikt nie miał wątpliwości, czyim interesom mają faktycznie służyć
    zwodnicze enuncjacje Goldsteina, za jego głową maszerowały przez ekran niezliczone kolumny
    eurazjatyckich wojsk - szereg za szeregiem krzepko wyglądających żołnierzy o pozbawionych
    wyrazu azjatyckich twarzach, które podpływały do samego ekranu i nikły, a na ich miejscu
    pojawiały się następne. Głuche, miarowe dudnienie żołnierskich butów tworzyło podkład dla
    bekliwego głosu Goldsteina.
    Nienawiść nie trwała jeszcze trzydziestu sekund, gdy mimowolne okrzyki wściekłości
    wyrwały się z gardeł obecnych na sali. Nie sposób było znosić cierpliwie widoku zadowolonego z
    siebie owczego pyska i przerażającej potęgi eurazjatyckiej armii maszerującej w tle; co więcej, nie
    tylko jego widok, lecz nawet myśl o Goldsteinie automatycznie wywoływała lęk i gniew. Stanowił
    obiekt nienawiści znacznie trwalszy niż Eurazja czy Wschódazja, bo kiedy Oceania prowadziła
    wojnę z jednym mocarstwem, zwykle zawierała pokój z drugim. A najdziwniejsze było to, że choć
    darzono go taką pogardą i nienawiścią, choć codziennie po tysiąc razy - z mównic i teleekranów, w
    gazetach i książkach - zbijano, druzgotano, ośmieszano i demaskowano jego teorie jako żałosne
    brednie - wpływy Goldsteina wcale nie malały. Zawsze znajdowali się nowi naiwniacy dający się
    okpić. Niemal codziennie Policja Myśli demaskowała szpiegów i sabotażystów działających pod
    jego kierunkiem. Dowodził wielką tajną armią, podziemną organizacją spiskowców dążących za
    wszelką cenę do obalenia ustroju. Podobno zwała się Braterstwem. Chodziły też słuchy o strasznej
    księdze, kompendium wszystkich herezji, autorstwa Goldsteina, która krąży potajemnie. Była to
    książka bez tytułu. Jeśli ktoś w ogóle o niej wspomniał, nazywał ją po prostu Księgą. Ale wiedziano
    o niej tylko z niejasnych pogłosek. Zarówno Braterstwo, jak i Księga należały do tematów, których
    nie poruszał - jeśli mógł je ominąć - żaden szeregowy członek Partii
    W drugiej minucie Nienawiści zebranych ogarnął szał. Zrywali się z krzeseł i wrzeszczeli ile sił w
    płucach, żeby tylko zagłuszyć ohydne beczenie płynące z ekranu. Twarz drobnej rudawej blondynki
    nabiegła krwią, jej usta zamykały się i otwierały niczym paszcza wyrzuconej na brzeg ryby. Nawet
    tłuste policzki O'Briena pokryły się rumieńcem. Członek Wewnętrznej Partii siedział
    wyprostowany, a jego potężna klatka piersiowa unosiła się i drżała, jakby tamował nią napór
    wzburzonej fali. Ciemnowłosa dziewczyna za Winstonem zaczęła krzyczeć: „Świnia! Świnia!
    Świnia!", po czym nagle chwyciła opasły Słownik nowomowy i cisnęła nim w ekran. Trafił
    Goldsteina w nos, ale odbił się i spadł na ziemię; głos zdrajcy perorował nieubłaganie. W chwili
    opamiętania Winston zdał sobie sprawę, że krzyczy wraz z innymi i z furią bębni piętami w
    poprzeczkę krzesła. Najgorsze w Dwóch Minutach Nienawiści było nie to, iż człowiek czuł się
    zmuszony do takiego zachowania, ale że nie umiał się wręcz powstrzymać od przyłączenia do
    zbiorowego obłędu. Już po trzydziestu sekundach udawanie stawało się zbędne. Ohydna ekstaza
    strachu i mściwości, pragnienie mordu, zadawania tortur, miażdżenia kilofem twarzy płynęły przez
    całą grupę jak prąd elektryczny, przemieniając wszystkich wbrew ich woli w toczących pianę,
    rozwrzeszczanych szaleńców. Ta przemożna furia była abstrakcyjnym, nie ukierunkowanym
    uczuciem, które z łatwością skupiało się na tym lub innym celu niby płomień lampy lutowniczej.

    Zdarzało się, że nienawiść Winstona wcale nie była zwrócona przeciwko Goldsteinowi, lecz wręcz
    odwrotnie, przeciwko Wielkiemu Bratu, Partii i Policji Myśli; w takich chwilach całym sercem
    współczuł samotnemu, wyszydzanemu odszczepieńcowi na ekranie, jedynemu strażnikowi prawdy
    i rozsądku w świecie kłamstw. Lecz już w następnej sekundzie jednoczył się z otaczającym go
    tłumem i wszystko, co mówiono o Goldsteinie, traktował jak najświętszą prawdę. Jego skrywana
    nienawiść do Wielkiego Brata przeradzała się w uwielbienie: Wielki Brat jawił mu się jako
    potężny, niepokonany, nieustraszony obrońca, żelazna opoka powstrzymująca azjatyckie hordy,
    Goldstein zaś, mimo osamotnienia, bezradności oraz wątpliwości co do samego faktu jego istnienia,
    zdawał mu się złowrogim czarownikiem, zdolnym siłą głosu zburzyć fundamenty cywilizacji.
    Chwilami można było świadomie zwracać własną nienawiść w tę lub w inną stronę. Nagle,
    z gwałtownym wysiłkiem, z jakim podczas nocnego koszmaru odrywa się głowę od poduszki,
    Winstonowi udało się skierować gniew z twarzy na ekranie ku ciemnowłosej dziewczynie. Żywe,
    wspaniałe obrazy rozbłysły w jego myślach. Okłada ją gumową pałką, aż pada martwa. Przywiązuje
    do pala tak jak oprawcy świętego Sebastiana i szpikuje strzałami. Gwałci ją i w chwili orgazmu
    podrzyna jej gardło. Znacznie jaśniej niż kiedykolwiek przedtem zdał sobie sprawę, d l a c z e g o
    tak bardzo jej nienawidzi. Nienawidzi jej, ponieważ jest młoda, ładna i aseksualna, ponieważ chce z
    nią pójść do łóżka, a nigdy nie będzie mógł, ponieważ jej rozkoszną, gibką kibić, która aż się prosi,
    żeby otoczyć ją ręką, opasuje obmierzła szkarłatna szarfa, agresywny symbol wstrzemięźliwości
    płciowej.
    Nienawiść osiągnęła apogeum. Głos Goldsteina przeszedł w autentyczne beczenie i na moment
    zamiast jego twarzy pojawił się barani łeb, który wnet zastąpiła sylwetka eurazjatyckiego żołnierza.
    Zbliżał się, rosnąc w oczach, potężny i straszny, z terkoczącym pistoletem maszynowym w
    dłoniach, jakby zaraz miał wyskoczyć z ekranu, aż niektórzy siedzący w pierwszym rzędzie
    szarpnęli się ze strachu do tyłu. Lecz w tej samej chwili głębokie westchnienie ulgi wyrwało się ze
    wszystkich piersi, gdyż miejsce wrogiej sylwetki zajęła twarz Wielkiego Brata, o ciemnych włosach
    i wąsach, promieniująca potęgą i tajemniczym spokojem, tak ogromna, że wypełniła niemal cały
    ekran. Nikt nie słyszał, co mówi Wielki Brat. Lecz znać było po tonie, że to słowa pokrzepienia,
    jakie! zwykle wypowiada się w zgiełku bitwy: ich sens jest nieważny J bo przywracają otuchę przez
    sam fakt wypowiedzenia. Potem twarz Wielkiego Brata zaczęła znikać, a na jej miejsce pojawiły się
    trzy hasła Partii wypisane tłustymi wersalikami:
    WOJNA TO POKÓJ
    WOLNOŚĆ TO NIEWOLA
    IGNORANCJA TO SIŁA
    Wąsate oblicze majaczyło jeszcze przez kilka sekund na ekranie, jakby tak mocno odcisnęło
    się w umysłach patrzących, iż nie mogli go od razu zapomnieć. Drobna rudawa blondynka
    wychyliła się gwałtownie ponad oparciem stojącego przed nią krzesła. Drżącym szeptem zawołała
    coś, co brzmiało jak: „Mój zbawco!" i wyciągnęła ręce w stronę ekranu. Następnie ukryła twarz w
    dłoniach. Nie ulegało wątpliwości, że przeżywa wręcz religijną ekstazę.
    W tym samym momencie wszyscy zebrani zaczęli głośno i rytmicznie skandować: „WuBe!...
    Wu-Be!". Wu-Be!" -raz po raz, bez pośpiechu, pozostawiając wyraźną przerwę między
    pierwszą zgłoską a drugą - głuche zawodzenie, tak autentycznie dzikie, że w tle niemal słyszało się
    tupot bosych stóp i łoskot tam-tamów. Trwało to dobre pół godziny. Pieśń ta rozbrzmiewała
    wówczas, gdy chciano dać upust nazbyt silnym emocjom. W pewnej mierze stanowiła pean na
    cześć mądrości i majestatu Wielkiego Brata, ale przede wszystkim był to rodzaj autohipnozy,
    świadome zagłuszanie myśli rytmicznym wrzaskiem. Winston czuł, że wywracają mu się
    wnętrzności. Choć podczas Dwóch Minut Nienawiści nie umiał się powstrzymać od udziału w
    zbiorowym szaleństwie, prymitywne wycie „Wu-Be!... Wu-Be!" zawsze przejmowało go grozą.

    Oczywiście krzyczał wraz z innymi; nie sposób było postąpić inaczej. Ukrywanie prawdziwych
    uczuć, kontrolowanie mimiki, robienie tego samego co wszyscy stało się reakcją odruchową. Ale
    właśnie wtedy, przez kilka sekund, wyraz oczu mógł zdradzać jego najskrytsze myśli. I właśnie
    wtedy nastąpiło to niezwykłe wydarzenie -jeśli rzeczywiście nastąpiło cokolwiek.
    Na chwilę skrzyżowały się spojrzenia jego i O'Briena. O'Brien akurat wstał. Zdjął okulary i
    ponownie je zakładał charakterystycznym gestem. Lecz w ułamku sekundy, kiedy ich oczy się
    spotkały, i gdy patrzyli na siebie, Winston wiedział - tak, wiedział! - że O'Brien myśli to samo co
    on. Porozumieli się wzrokiem, zupełnie jakby ich umysły otworzyły się i myśli płynęły z jednego
    do drugiego za pośrednictwem oczu. „Jestem z tobą - zdawał się mówić O'Brien. - Wiem
    doskonale, co czujesz. Wiem wszystko o twojej pogardzie, nienawiści, obrzydzeniu. Ale nie trać
    otuchy, jestem po twojej stronie!" Potem kontakt duchowy się urwał, a twarz O'Briena stała się tak
    samo nieprzenikniona jak twarze pozostałych.
    To wszystko, co zaszło; Winston już nie był nawet pewien, czy ta znacząca wymiana
    spojrzeń nastąpiła rzeczywiście. Takie sytuacje nigdy nie miały dalszego ciągu, ale przynajmniej
    podtrzymywały w nim wiarę - lub nadzieję - że Partia liczy więcej wrogów niż on jeden. Może
    pogłoski o potężnych tajnych spiskach są prawdziwe - może Braterstwo istnieje naprawdę! Bo
    mimo ciągłych aresztowań, publicznych spowiedzi i egzekucji nie sposób było wykluczyć, że
    Braterstwo to wyłącznie mistyfikacja. Winston czasem wierzył w jego istnienie, kiedy indziej znów
    nie. Nie dysponował żadnymi dowodami, swoje podejrzenia opierał na błahostkach, które mogły
    nic nie znaczyć, na strzępach zasłyszanych rozmów, zatartych gryzmołach na ścianach toalet, a raz
    - obserwując spotkanie dwóch nieznajomych - na drobnym ruchu ręki, który sprawiał wrażenie
    znaku rozpoznawczego. Była to jednak wyłącznie zabawa w zgadywankę; zresztą całkiem
    prawdopodobne, że miał po prostu zbyt bujną wyobraźnię. Wrócił do swojej przegrody, nie patrząc
    więcej na O'Briena. Nie przyszło mu do głowy, żeby po wymianie porozumiewawczych spojrzeń
    uczynić następny krok. Nawet gdyby wiedział, jak się do tego zabrać, byłoby to zbyt niebezpieczne.
    Przez sekundę lub dwie spoglądali na siebie znacząco, ale na tym musiało się zakończyć. Lecz w
    ciasnej samotności, w jakiej przyszło wszystkim wegetować, nawet tak drobny incydent był
    pamiętnym wydarzeniem.
    Winston otrząsnął się z zadumy i wyprostował na krześle. Beknął. Wypity dżin podchodził
    mu do gardła.
    Znów spojrzał na otwarty zeszyt. Stwierdził, że kiedy tak siedział pogrążony w bezradnych
    rozmyślaniach, równocześnie - jakby automatycznie - pisał. I to nie tym samym ścieśnionym,
    krzywym pismem co wcześniej. Pióro ślizgało się zmysłowo po gładkim papierze, kreśląc dużymi,
    zgrabnymi literami:
    PRECZ Z WIELKIM BRATEM
    PRECZ Z WIELKIM BRATEM
    PRECZ Z WIELKIM BRATEM
    PRECZ Z WIELKIM BRATEM
    PRECZ Z WIELKIM BRATEM
    raz za razem, raz za razem, zapełniając pół strony.
    Nie mógł opanować dreszczu trwogi. Absurdalna reakcja bo napisanie tych konkretnych
    słów nie stwarzało większego niebezpieczeństwa niż sam fakt otwarcia zeszytu; przez moment miał
    jednak ochotę wyrwać zapisane strony i w ogóle zrezygnować z prowadzenia pamiętnika.
    Nie uczynił tego, gdyż wiedział, że to nic nie da. Nie robi różnicy, czy będzie dalej pisał
    PRECZ Z WIELKIM BRATEM, czy przestanie. Nie robi różnicy, czy będzie dalej prowadził
    pamiętnik, czy zrezygnuje. Policja Myśli i tak go dopadnie. Popełnił - i popełniłby nawet wówczas,

    gdyby nie napisał ani słowa - zasadniczą zbrodnię, z której brały się wszystkie pozostałe.
    Myślozbrodnię. Myślozbrodni nie da się ukrywać wiecznie. Przez pewien czas, nawet przez lata,
    winowajca może unikać kary, ale prędzej czy później musi mu się powinąć noga.
    Aresztowania następowały nocą - zawsze nocą. Nagłe wyrwanie ze snu, brutalna dłoń
    szarpiąca cię za ramię, oślepiający blask latarki, wokół łóżka krąg surowych twarzy. Na ogół nie
    było procesów, żadnych komunikatów o aresztowaniu. Ludzie po prostu znikali - zawsze nocą.
    Twoje nazwisko usuwano z ksiąg metrykalnych, wymazywano każdy ślad tego, co robiłeś w życiu,
    twoje krótkie istnienie zostawało zdementowane i zapomniane. Likwidowano cię, unicestwiano;
    mówiono o tobie, że zostałeś ewaporowany.
    Na moment ogarnęła go histeria. Zaczął czym prędzej pokrywać kartkę niechlujnymi
    bazgrołami:
    zastrzelą mnie co z tego strzelą mi w tył głowy co z tego precz z wielkim bratem zawsze strzelają w
    tył głowy co z tego precz z wielkim bratem...
    Trochę zawstydzony, odchylił się do tyłu i odłożył pióro. W następnej chwili podskoczył
    gwałtownie na krześle. Ktoś stukał do drzwi.
    Tak szybko! Siedział cicho jak mysz, w daremnej nadziei, że stukanie się nie powtórzy. Ale
    nie, rozległo się ponownie. Zwlekając, mógł tylko pogorszyć sytuację. Serce waliło mu jak młotem,
    lecz jego twarz, na skutek wieloletniego przyzwyczajenia, była pozbawiona wszelkiego wyrazu.
    Podniósł się i ciężkim krokiem ruszył w stronę drzwi."

    https://stopsyjonizmowi.files.wordpress.com/2012/09/rok-1984-george-orwell.pdf
    pokaż całość

  •  

    ZWYCIĘZCY KONKURSU: RZYMSKIE ODCIENIE MIŁOŚCI

    Trzy egzemplarze książki "Rzymskie odcienie miłości" trafiają do:

    + Katarzyna Litner
    + Ewa Piesyk
    + Natalia Wilczyńska

    Zwycięzcom serdecznie gratuluję!
    Nagrody zostaną nadane pocztą.

    http://www.imperiumromanum.edu.pl/konkurs/rzymskie-odcienie-milosci/

    #rzym #starozytnyrzym #ksiazki #historia #imperiumromanum #konkurs
    pokaż całość

  •  

    Przeczytałem właśnie "Christine" i zaczął mi się marzyć plymouth fury '58, którym podjeżdżam na wydział ( ͡° ͜ʖ ͡°)...
    To teraz czas na "Wspomnienia z domu umarłych" (♥ ʖ̯♥)

    pokaż spoiler Co mnie zastanawia, to podobieństwo do "Lśnienia"... Tam hotel opętał bohatera, a tutaj samochód/LeBay... Oprócz tego Leigh to dziffka, a Dennis to penis - tak się nie robi... ( ಠ_ಠ)


    #ksiazki #czytajzwykopem #horror #stephenking #literatura #kultura #nadtag
    pokaż całość

    źródło: ecsmedia.pl

  •  

    Zainspirowany biografią Jobsa szukam ksiażek na temat LSD. Coś polecicie?

    #ksiazki #lsd #narkotykizawszespoko

  •  

    Witam Państwa, "Zapiski oficera Armii Czerwonej", oj, troszkę już czasu minęło od przeczytania przeze mnie tej jakże pięknej książki. Wszystko zaczęło się od tego, iż przez przypadek natrafiłem na wzmiankę o Sergiuszu Piaseckim, następnie, znów przez przypadek, ktoś polecił mi książkę "Zapiski oficera Armii Czerwonej", zbytnio nie wiedziałem czego spodziewać się po tej książce, jednakże sama postać Autora mnie fascynowała, na podstawie historii Pana Sergiusza Piaseckiego, można by nakręcić nie jeden film. Co do samej książki, potrafi ona rozśmieszyć czytelnika, jednakże jak człowiek wszystko przemyśli, to sama książka wydaje się smutna, uległość człowieka, niewiedza, brak moralności, podporządkowanie się jednostki, propaganda, oraz wiele innych rzeczy, to wszystko możemy ujrzeć u głównego bohatera tej jakże pięknej książki, Michaił Zubow, oficer sowiecki, to jego losy opowiada to wspaniałe dzieło.

    Polecam też "Siedem Pigułek Lucyfera" - Książka tego samego autora, co by się stało, jeśli diabeł przybył by na ziemi? Bimber, Szabrownictwo, oraz masa śmiechu. Diabeł Marek nie próżnuję, książka pełna absurdów. Polecam Państwu obie książki, choć fakt, troszkę czasu upłynęło od ich napisania. Trzeba Przyznać, Pan Sergiusz Piasecki nieźle sobie drwił z komunistów. Jeśli kogoś zaciekawiłem, to polecam też przeczytać krótki wpis mojego autorstwa, o Panu Sergiuszu Piaseckim Wpis

    Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra. - "Zapiski Oficera Armii Czerwonej" - Sergiusz Piasecki.

    ...Polityka jest to sposób, w jaki jednostki — nie mający żadnych przekonań — narzucają lub wywołują w społeczeństwach jakieś przekonania, aby z tego procederu ciągnąć dla siebie zyski... - "Siedem Pigułek Lucyfera" - Sergiusz Piasecki

    Zainteresowani treścią tego wpisu? Obserwujcie mój profil. Pozdrawiam Wszystkich czytających ten wpis i życzę wam miłego dnia.

    #ksiazki #czytajzwykopem #gruparatowaniapoziomu #nadtag
    pokaż całość

  •  

    Gitara, siema!
    Szykujcie się na 1. września gimbusy, a ja tymczasem pochłonę kolejne książki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ksiazki #literatura #chwalesie #kryminal #horror #fantastyka #czytajzwykopem #kultura

  •  

    Lód Dukaja to Dark Souls wśród książek. Niby ciężkie i wymagające, ale wystarczy odrobina skupienia i wyobraźni, a masz szansę przeżyć coś unikatowego ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #gry #ksiazki #fantastyka #sciencefiction

  •  

    #chiny #historia #literatura #ebook #ksiazki #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #zeglarstwo #chinskiewiadomosci #wojnyopiumowe
    Kolejny fragment książki: Dlaczego Zachód rządzi - na razie - Ian M. Morris Tym razem o Wojnach Opiumowych

    Rodacy Wiktorii (Brytyjczycy) zniszczyli Tao Kuanga (Cesarza, który naprawdę rządził Chinami w 1848 roku) i jego imperium dla tego najbardziej brytyjskiego ze wszystkich nałogów -— dla filiżanki herbaty (a ściśle mówiąc, dla paru miliardów filiżanek herbaty). W ostatniej dekadzie XVIII wieku Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska, która zarządzała znaczną częścią Azji Południowej jak prywatnym folwarkiem, wysyłała do Londynu 23 miliony ton chińskich liści herbaty rocznie. Zyski były gigantyczne, ale pozostawał jeden problem: rząd chiński nie wykazywał zainteresowania importem brytyjskich artykułów przemysłowych w formie zapłaty. Chciał wyłącznie srebra i Kompania miała kłopoty z jego pozyskiwaniem w dostatecznych ilościach. W pewnym momencie kupcy uświadomili sobie z wielką radością, że naród chiński ma zupełnie inne potrzeby niż władze: chce opium. A najlepsze opium rosło w Indiach, kontrolowanych przez Kompanię. W Kuangczou jedynym porcie chińskim, w którym mogli handlować cudzoziemcy - kupcy sprzedawali opium za srebro i kupowali za nie herbatę, zbywaną następnie w Londynie z jeszcze większą marżą. Ale jak to często bywa w interesach, rozwiązanie jednego problemu zrodziło inny. Hindusi jedli opium, a Brytyjczycy rozpuszczali i pili, spożywając je w ilości od 10 do 20 ton rocznie (część zużywano do uspokajania niemowląt (!)). Obie metody wywoływały łagodne efekty odurzające, które dostarczały inspiracji garstce poetów, a paru hrabiów i diuków skłaniały do jeszcze większych bezeceństw, ale nie było szczególnych powodów do zmartwienia. Chińczycy opium palili. Różnica mniej więcej taka jak pomiędzy żuciem liści koki a paleniem cracku. Brytyjscy handlarze narkotyków łaskawie przymykali oko na tę różnicę, ale cesarz Tao Kuang był mniej wyrozumiały i w 1839 roku wypowiedział narkotykom wojnę. Była to dziwna wojna, która szybko przerodziła się w osobisty konflikt pomiędzy cesarskim komisarzem antynarkotykowym Linem Tse-să a brytyjskim inspektorem handlowym w Kuangczou, kapitanem Charlesem Elliotem. Kiedy Elliot uświadomił sobie, że przegrywa, przekonał kupców, żeby oddali Linowi 17 ton opium, udzielając gwarancji, że władze brytyjskie zrekompensują im straty. Kupcy nie wiedzieli, czy Elliot ma plenipotencje do dawania takich obietnic, ale ofertę przyjęli. Lin dostał swoje opium, Elliot ocalił twarz, a kupcy uzyskali doskonałą cenę za narkotyki (z odsetkami i kosztami przewozu). Wszyscy wygrali. To znaczy poza lordem Melbourne'em, brytyjskim premierem. Melbourne, który miał za zadanie znaleźć 2 miliony funtów na rekompensaty dla handlarzy narkotyków, nie wygrał. Zakrawa na szaleństwo, że zwykły kapitan postawił premiera w takim położeniu, lecz Elliot wiedział, iż środowiska przedsiębiorców będą lobbowały w parlamencie za oddaniem pieniędzy przez władze. Różni ludzie działający w osobistym, politycznym i finansowym interesie osaczyli Melbourne'a, który nie miał innego wyjścia, jak tylko wysupłać środki, a potem wysłać ekspedycję, która zażądałaby od władz chińskich zapłaty za skonfiskowane opium. Nie była to najbardziej chwalebna chwila w dziejach imperium brytyjskiego. (...) ...w 1839 roku Wielka Brytania mogła zrobić, co tylko chciała. Statki brytyjskie zmiotły chiński system obronny i Cz'i-jing podpisał poniżający dla Chin traktat, otwierając kupcom i misjonarzom drogę do Państwa Środka. Żon Tao Kuanga nie wywieziono do Londynu, tak jak Albert popłynął do Pekinu w wyimaginowanej przeze mnie scenie, ale „wojna opiumowa” oznaczała nemezis dla Tao Kuanga. Zawiódł 300 milionów poddanych i sprzeniewierzył się 2 tysiącom lat tradycji. Nic dziwnego, że nie był z siebie zadowolony. Chiny się rozpadały, opiumowy nałóg kwitł, państwo traciło kontrolę nad obywatelami, obyczaje upadały.

    Wołam plusujących mój poprzedni wpis
    @Transhumanista @michelney @gwynebleid @Magiczny_Michal @moves_like_lagger @Kapsula @wuemem @hammerheart @BlackHawk144 @Leta @tiris @Sawik2003 @Wyder91 @NieJedynaNaWykopie @takie_chwile_jak_te @sturmkampfflugzeug @DanielPlainview @michal- @Alkreni @Berud @BoskiZenon @MagnitudeZero @Wydmuszka @Mustafar69 @Wektorowy @Istvan_Szentmichalyi97 @aleks0814 @bialoruskie_standardy @Zawsze_Jest_Pora @Jerzy_Kiler @rewerap @KurczakPozogi @tolstyy00 @JohnMarkII @hipopunkorockoharcerz @PanDenar @Kar1945 @Centralne_Biuro_Atencyjne @Your_Nightmare @Desiderata_ @Askaukalis @przema1990 @KabaczekMilosci @Fidelis @bazyleczek @przedstawiciel_skrajnego_centrum @czacza90 @GG99 @SzlomoBronsztajn @BionicA @czemu_nie @willard @nemetrix @OjciecMarek
    pokaż całość

    źródło: holachina.com

  •  

    Biały człowiek powinien pracować trzy godziny dziennie. Przecież Bóg po to stworzył inne rasy – Żydów, Cyganów, aby pracowały za niego…
    ~Andrzej Sapkowski

    #cytatywielkichludzi #takaprawda #literatura #wiedzmin #ksiazki #heheszki #pracbaza pokaż całość

  •  

    Jedna z dwóch sag, obok Wiedźmina, którą z przyjemnością czytam po kilka razy.
    Jak ktoś nie miał przyjemności to gorąco polecam!
    #ksiazki #diuna #scifi #fantasy

    źródło: fromapp.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #ksiazki

0:0,0:2,0:0,0:3,0:0,0:0,1:0,0:3,0:3,0:2,0:0,0:0,0:1,0:2,0:3