Twoje źródło wiedzy o Bliskim Wschodzie.

  •  

    Starlink dla Iranu

    Elon Musk potwierdził, że Starlink, czyli opracowany przez jego firmę SpaceX telekomunikacyjny system satelitarny, jest już dostępny w Iranie. Było to możliwe dzięki decyzji Departamentu Stanu USA, który – specjalnie w tym celu – zdjął część sankcji z Iranu. Czy uruchomienie Starlinka wpłynie na protesty w Iranie? Mało prawdopodobne.

    Tekst tradycyjnie dostępny także na Blogu.

    Zgodnie z amerykańskimi sankcjami, które w 2018 r., prezydent Trump nałożył na Iran, amerykańskie firmy nie mogły oferować usług teleinformatycznych na terytorium tego kraju. Tak było do piątku, gdy Departament Stanu, zniósł sankcje w tym zakresie.

    Antony Blinken, amerykański sekretarz stanu, stwierdził że decyzja podyktowana była potrzebą zapewnienia swobodnego dostępu do internetu Irańczykom, którzy od ponad tygodnia protestują po śmierci Mahsy Amini, 22-letniej kobiety, która zmarła wkrótce po zatrzymaniu przez policję religijną.

    Władze Iranu używają blokady internetu jako jednego z narzędzi do rozbicia protestów. Uruchomienie Starlinka, który może działać nawet w przypadku blokady „tradycyjnego” internetu, ma ułatwić protestującym organizowanie się i śledzenie informacji z kraju i świata.

    Jest jednak jeden zasadniczy problem. Żeby korzystać ze Starlinka trzeba jeszcze posiadać specjalny terminal. Oznacza to, że ktoś musiałby przeszmuglować taki terminal przez granicę.

    Irańczycy słyną ze szmuglu – w ten sposób odchodzą zresztą część amerykańskich sankcji. Do szmuglu potrzeba jednak czasu i pieniędzy. Nawet jeśli terminal Starlinka trafiłby do Iranu, to najpewniej dopiero wtedy gdy sytuacja w kraju się uspokoi. Ponadto pytanie czy ostatecznie Starlink skończyłby w rękach osób zaangażowanych w protesty czy np. kurdyjskich bojowników działających na zachodzie kraju.

    _______________________

    Moje teksty znajdziecie na
    - Facebooku
    - Twitterze
    - #lagunacontent

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #iran #bliskiwschod #geopolityka #lagunacontent - autorski tag ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    •  

      Pierwsza myśl to czy nawet gdyby odbiorniki Starlink trafiły w ręce kurdyjskich bojownikow to czy nie wystarczy wyłączyć sygnal na danym obszarze lub zablokować urządzenia odbierające sygnał po zweryfikowaniu ich nr seryjnego.
      Imho jeśli USA zdecydowało się na taki krok to najpewniej ten sprzęt jest juz od dawna w Iranie i czeka na dyspozycje.

  •  

    Aneksja, mobilizacja, broń nuklearna – pytania i odpowiedzi

    Postanowiłem napisać nieco dłuższy tekst o rosyjskich (ale także amerykańskich) rozterkach gdy idzie o wojnę na Ukrainie. Forma dość luźna, a pewnie wielu z Was zadaje sobie podobne pytania co ja.

    Tekst dostępny jest także na Blogu- zachęcam do czytania tam ze względu na większą przejrzystość.

    Mobilizacja – przyznanie się do porażki?

    Przede wszystkim należy podkreślić, że Rosja – decydując się na ogłoszenie mobilizacji – przyznaje się do porażki. Okazało się bowiem, że Moskwa nie doceniła zarówno siły ukraińskiej armii ani jej zdolności mobilizacyjnych, a co nawet ważniejsze – Rosjanie nie docenili skali ewentualnych dostaw zachodniego uzbrojenia dla Ukraińców.

    Od pierwszego dnia wojny, rosyjska armia działa w bardzo niedogodnych warunkach (przewaga liczebna przeciwnika), a dodatkowo była używana do osiągnięcia nierealnych celów – jednoczesny marsz na Kijów, zajęcie Czernichowa, Sum, Charkowa, południa kraju (Chersoń, Mikołajów, Odessa), a także Donbasu. Cele te mogły być osiągnięte tylko w wypadku całkowitej demoralizacji armii ukraińskiej, co oczywiście nie miało miejsca. W efekcie pierwsze 2 miesiące wojny Rosjanie spędzili uderzając w mur, tracąc ludzi i sprzęt w całkowicie bezsensownej walce, odnosząc tylko sukcesy na południu Ukrainy.

    Nawet wycofanie się spod Kijowa i koncentracja sił rosyjskich w Donbasie nie uratowały sytuacji Kremla. Rosyjska przewaga materiałowa (zwłaszcza w artylerii) została bowiem częściowo zniwelowana przez dostawy na Ukrainę precyzyjnych środków ogniowych (w szczególności wyrzutni HIMARS), które zaczęły paraliżować rosyjską logistykę.

    Mimo tego, że Rosjanie od lutego byli świadomi ukraińskiej przewagi liczebnej, nie podjęli żadnych poważniejszych decyzji w celu zwiększenia swoich sił na Ukrainie. Temat ściągnięcia ochotników z Syrii szybko upadł, a prowadzona w Rosji „cicha mobilizacja” nastawiona była głównie na uzupełnianie dotychczasowych strat a nie na tworzenie nowych związków taktycznych.

    Generalna mobilizacja w Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej dostarczyła zaś wątpliwej jakości rekruta, źle wyposażonego i wyszkolonego, którego można było używać co prawda do łatania niektórych odcinków frontu, ale nie do utrzymania inicjatywy strategicznej przez Rosję. Co gorsza rekrut ten był traktowany jako „mięso armatnie”, co przełożyło się na duże straty po stronie separatystów, które można było uzupełniać tylko w ograniczonym zakresie.

    W efekcie, na przełomie lipca i sierpnia, Rosja zaczęła tracić inicjatywę strategiczną w wojnie z Ukrainą. Kijów – zapowiadając ofensywę na Chersoń – zmusił Rosjan do przegrupowania swoich sił i rzucenia dużych rezerw na przyczółek chersoński oraz na Zaporoże. W efekcie doszło do znacznego rozciągnięcia sił rosyjskich na pozostałych odcinkach frontu – w szczególności pod Charkowem i w Donbasie. Do jak fatalnych skutków dla Rosji doprowadziło to, przekonaliśmy się podczas wrześniowej kontrofensywy Ukraińców, którzy niczym walec, w kilka dni, zajęli Bałakliję, Izium i część Kupiańska, szybko dochodząc do rzeki Oskil.

    W tej sytuacji Rosjanie nie mieli już innej możliwości jak ogłoszenie mobilizacji. Gdyby tego nie zrobiono, w kolejnych tygodniach – na terenie obwodu ługańskiego – Rosjanie mogliby nawet zostać zepchnięci w okolice linii frontu z 24 lutego.

    Mobilizacja – zbyt późno?

    Warto podkreślić, że Kreml podejmuje decyzję o mobilizacji bardzo późno. Od lutego, część rosyjskich żołnierzy nawoływała do mobilizacji, twierdząc że w warunkach ukraińskiej przewagi liczebnej tej wojny zwyczajnie wygrać się nie da.

    Kreml jednak zwlekał, uważając że przewaga materiałowa Rosji zniweluje ukraińską przewagę liczebną. Tak się jednak nie stało. Wszystko przez płynące szerokim strumieniem dostawy zachodniego sprzętu – zwłaszcza systemów do uderzeń precyzyjnych.

    Kreml zwlekał z ogłoszeniem mobilizacji także z tego powodów politycznych, obawiając się że mobilizacja doprowadzi do szerokiej fali niezadowolenia społecznego.

    W tym kontekście trzeba patrzeć na rosyjską mobilizację nie tylko jako przyznanie się do klęski, ale także ogromne polityczne ryzyko – jeśli mobilizacja nie osiągnie swoich celów (o nich później), to niezadowolenie społeczne w Rosji będzie rosło, co ostatecznie może zagrozić obecnie rządzącym.

    Mobilizacja – co Putin wie o wojnie na Ukrainie?

    W mediach często pojawiają się pogłoski, że Putin nie do końca orientuje się w przebiegu wojny na Ukrainie, a część klęsk rosyjskiej armii jest przed nim ukrywana przez wojskowych. Ogłoszenie mobilizacji przez Putina zdaje się całkowicie dyskredytować te plotki.

    Przebieg mobilizacji pokazuje także, ze pomysł jej ogłoszenia był prawdopodobnie już wcześniej dyskutowany na Kremlu, a „wojenne komisariaty”(odpowiedniki polskiego WKU) podjęły pewnie działania przygotowujące – pierwsze karty mobilizacyjne zaczęły być wręczane zaledwie kilka godzin po przemówieniu Putina.

    Inną kwestią jest aktualność baz danych, którą dysponują „wojenne komisariaty”. Ze względu na nieaktualne dane, karty mobilizacyjne trafiają do osób, które powinny być wykluczone z mobilizacji, bo np. są pracownikami kluczowych przedsiębiorstw państwowych. „Burdel” w papierach to jednak nie tylko przypadłość rosyjskiej armii. Podobne problemy z mobilizacją mieli także Ukraińcy (brak danych zamieszkania itd.) – zwłaszcza gdy poszukiwali określonych specjalistów.

    Historie o tym co dzieje się na „wojennych komisariatach” oczywiście są śmieszne, ale warto zastanowić się na ile aktualne są polskie bazy danych, którymi dysponują WKU. I nie chodzi tu o stawianie zarzutów samym WKU, a zastanowienie się ilu z nas zgłosiło zmianę swojego miejsca zamieszkania czy ukończenie studiów do WKU – niedopełnienie tych obowiązków, zgodnie z art. 224 pkt 3b ustawy o Powszechny obowiązek obrony RP jest przestępstwem (w praktyce to martwy przepis, który nie jest egzekwowany).

    Skala mobilizacji?

    Putin, w swoim orędziu, ogłosił że zmobilizowanych ma zostać 300 tysięcy Rosjan. Jednak nieoficjalnie informacje sugerują, że skala mobilizacji może być dużo większa. Część opozycyjnych mediów mówi nawet o 1 mln potencjalnych żołnierzy. Plotki te mogą być prawdziwe, gdyż Kreml jest zdeterminowany aby zniszczyć ukraińską państwowość – nie licząc się przy tym z własnymi stratami. „Próg bólu” Kremla znajduje się bardzo wysoko.

    Oczywiście 1 mln żołnierzy nie zostanie wysłanych w jednym rzucie na Ukrainę. Podobnie sprawa będzie wyglądał najpewniej z 300.000 żołnierzy.

    Według różnych szacunków, Rosjanie potrzebują 60.000 – 80.000 żołnierzy, aby ustabilizować front i – przynajmniej na niektórych odcinkach – odzyskać inicjatywę. W takiej sytuacji wydaje się, że Rosjanie nie użyją od razu wszystkich zmobilizowanych (300k czy więcej) na Ukrainie, a wprowadzą szeroką rotację sił – od lipca rosyjskie jednostki walczące na Ukrainie nie są rotowane, bo brakuje sił.

    Petersburg vs Buriacja. Dwie mobilizacje?

    Mobilizacja prowadzona jest w całej Rosji. Wydaje się jednak, że mamy tutaj do czynienia z dwoma równoległymi typami mobilizacji.

    O ile np. w Buriacji, Czeczeni, Dagestanie (tj. na terenach etnicznie nie-rosyjskich) prowadzona jest generalna mobilizacja, a do wojska powoływana jest ogromna ilość mężczyzn, o tyle w miastach zachodniej Rosji (Moskwa, Petersburg) mobilizacja jest bardzo selektywna. W zachodniej Rosji powoływane są głównie tylko osoby, które już były w wojsku lub które dysponują odpowiednimi umiejętnościami (co ciekawe szczególnie dużo powoływanych jest informatyków).

    Kontraktowcy?

    Jednym z ubocznych skutków ogłoszonej mobilizacji, jest wydłużenie kontraktów wszystkim żołnierzom zawodowym do czasu zakończenia „specjalnej operacji wojskowej”. Z jednej strony spowoduje to pewnie frustrację kontraktowców, ale z drugiej strony doprowadzi do utrzymania „weteranów” w szeregach armii, utrzymania pewnego „jądra” wojsk walczących na Ukrainie.

    Aneksja i rozszerzenie granic Rosji?

    Obecnie na terenach okupowanych przez Rosję odbywają się referenda w sprawie dołączenia tych terenów do Rosji. Takie „głosowania” odbywają się na wszystkich terenach zajętych przez Rosję. Wyniki są oczywiście już znane i wygląda na to, że już nawet 30 września tereny te mogą być anektowane przez Rosję.

    Pociągnie to za sobą bardzo poważne skutki. Mianowicie w rosyjskiej armii można wyróżnić 2 głównie grupy żołnierzy. Z jednej strony mamy poborowych, których – zgodnie z prawem – nie można wykorzystywać poza granicami Rosji. Z drugiej strony mamy natomiast kontraktowców, którzy mogą być używani poza granicami Rosji.

    Zmobilizowani są traktowani jako kontraktowcy, więc nie ma problemu z wysłaniem ich na Ukrainę. Inaczej jest w przypadku poborowych. Jednak aneksja terenów okupowanych do Rosji, doprowadzi do rozszerzenia granic i w tej sytuacji także poborowi będą mogli być już wysyłani na Ukrainę (w obrębie terenów okupowanych). Potencjalnie jest to zatem kolejne kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy (jeśli nie więcej), których można użyć przeciwko Ukrainie.

    Dziurawe buty czyli jak uzbroić zmobilizowanych?

    Mobilizacja 300.000 osób będzie ogromnym wyzwaniem logistycznym dla Rosjan. Chodzi przede wszystkim o pełne wyposażenie tych sił. Rosyjskie rezerwy materiałowe są zagadką, a nasze informacje na ten temat w dużej mierze opierają się na informacjach, które w ostatnich latach ujawniali rosyjscy blogerzy, albo informacjami które zostały wyczytane między wierszami z wypowiedzi pracowników rosyjskiej zbrojeniówki.

    W sieci krążą informacje zarówno o magazynach znajdujących się w fatalnym stanie, ale także o takich, gdzie broń i maszyny były dobrze konserwowane. W związku z tym spekulacje na temat rosyjskich rezerw materiałowych to wróżenie z fusów.

    Moim skromnym zdaniem uzbrojenie 300.000 osób nie będzie problemem dla Rosjan. Pytanie jednak w co dokładnie zostaną uzbrojeni ci żołnierze – może się okazać bowiem, że dostaną oni sprzęt z głębokich rezerw Sojuza.

    Paradoksalnie wydaje się, że Rosjanom będzie łatwiej uzbroić zmobilizowanych w broń, wozy opancerzone czy czołgi niż w podstawowe rzeczy jak buty czy apteczkę. Po rosyjskim internecie krążą poradniki dla zmobilizowanych, które podkreślają że każdy zmobilizowany powinien na własną rękę zabrać ze sobą apteczkę, buty, kalesony itd.

    Na marginesie, warto wspomnieć też o jednym zasadniczym problemie. Mianowicie rosyjskie rozwinięcie mobilizacyjne powinno być prowadzone na bazie jednostek, które obecnie walczą na Ukrainie. Inaczej mówiąc, ludzie którzy mieli koordynować tę mobilizację, szkolić powołanych, teraz walczą na Ukrainie. To pogłębia tylko organizacyjny chaos.

    Cel mobilizacji?

    Głównym celem mobilizacji jest przede wszystkim ustabilizowanie frontu, który trzęsie się w posadach. Wraz z porażką pod Charkowem, Ukraińcy wyszli na tyły rosyjskiego frontu. Co gorsza dla Kremla, Ukraińcy nie zatrzymali się i cały czas – z większymi lub mniejszymi sukcesami – forsują rzeki Oskil i Doniec. Ostatnie informacje z Łymana sugerują, że Ukraińcy zagrażają bardzo mocno rosyjskiej flance i potrzebne jest ściągnięcie dużej ilości posiłków.

    Dlatego też pojawiają się informacje, że pierwsza grupa zmobilizowanych Rosjan zacznie trafiać na Ukrainę nawet już po 2 tygodniach. Użyci mają oni zostać do stabilizacji frontu – najprawdopodobniej właśnie pod Łymanem. Jeśli to prawda, to pokazuje to jak bardzo rozciągnięte są rosyjskie siły na Ukrainie.

    Jeśli Rosjanom uda się ustabilizować front, to należy zakładać że sukcesywnie na Ukrainę będą trafiały kolejne grupy zmobilizowanych. Najprawdopodobniej będą one używane do prób przełamania frontu – zwłaszcza w Donbasie, na Zaporożu i pod Charkowem.

    Drugi masz na Kijów?

    Operacje na innych kierunkach (m.in. plotki o kolejnym marszu na Kijów) moim zdaniem można włożyć między bajki. Rosjanie – nawet po mobilizacji – nie będą mieli do tego odpowiednich sił (liczebność to jedno, siła bojowa to drugie). Poza tym takie plotki o drugim marszu na Kijów wynikają z – przynajmniej moim zdaniem – złej identyfikacji celu pierwszego marszu na ukraińską stolicę.

    Mianowicie, gdy Rosjanie w lutym zaatakowali Kijów, ich celem nie było zajęcie miasta jako takiego. Oni chcieli zająć kluczowe obiekty w mieście, porwać prezydenta Zełeńskiego i innych kluczowych polityków. Rosjanie zakładali bowiem, że rosyjska armia jak walec przetoczy się przez wschodnią Ukrainę i w ciągu kilku dni dojdzie do Dniepru, a ukraiński wojsko ulegnie całkowitej rozsypce. Moskwa obawiała się jednak, że – dzięki pomocy Ameryki – władze państwowe Ukrainy mogą zostać ewakuowane np. do Polski, tam założyć rząd na emigracji i prowadzić wojnę partyzancką. Dlatego też, w pierwszych dniach wojny, Amerykanie tak naciskali na ewakuację Zełeńskiego z Kijowa (słynne „potrzebuję amunicji, a nie podwózki”).

    Dwa scenariusze?

    Jeśli Rosjanom uda się ustabilizować front, to sukcesywnie – jak salami – będą próbowali odkrajać kolejne terytoria Ukrainy i włączać je – w drodze sfałszowanych referendów – w skład Rosji. W takim scenariuszu wojna będzie trwała jeszcze wiele miesięcy, a Moskwa będzie liczyła na zmęczenie Zachodu i zakończenie wsparcia dla Ukrainy.

    Jeśli jednak mobilizacja nie doprowadzi do stabilizacji frontu, albo doprowadzi tylko do osiągnięcia patu na froncie i walki cały czas będą toczyły się w tym samym miejscu, to Putin stoi przed dużym ryzykiem. Mobilizacja miała być bowiem prostą drogą do zwycięstwa na Ukrainie. Im dłużej ta wojna będzie trwała tym gorzej dla kremlowskiej elity i dla samego Putina.

    Kreml jest tego świadomy. Dlatego obok mobilizacji przeprowadzane są referenda na okupowanych terenach. Putin zdaje się uważać, że włączenie tych terenów do Rosji i – w efekcie – groźba użycia broni nuklearnej do ich obrony, zmusi Zachód i Ukrainę do poszukiwania kompromisu z Rosją.

    Putin zachowuje się zatem jak hazardzista, grając va banque. Ogłasza mobilizację, która – w najlepszym wypadku – może doprowadzić do stabilizacji frontu i pewnych częściowych sukcesów na wschodzie Ukrainy. Jednak nie daje to szans na załamanie się ukraińskiej państwowości, a dodatkowo daje podłoże do protestów w samej Rosji. W efekcie Putin, swoim straszakiem nuklearnym, może sam zapędzić się w kozi róg. Nie mogąc opanować sytuacji na froncie i bojąc się wrzenia w kraju, może użyć taktycznych pocisków nuklearnych przeciwko Ukrainie.

    Wiem jak to brzmi, ale jesteśmy prawdopodobnie najbliżej użycia broni nuklearnej od 24 lutego. Ostatnie komentarze amerykańskich polityków (m.in. prezydenta Bidena) zdają się to potwierdzać.

    Amerykańska prasa już teraz zaczęła nawet spekulować jak Waszyngton powinien odpowiedzieć na użycie broni nuklearnej przez Rosję. Na tym tle wykształciły się 2 narracje. Jedni uważają, że Ameryka powinna odpowiedzieć w sposób umiarkowany, rozszerzając sankcje wymierzone Rosję. Inni natomiast idą znacznie dalej i mówią, że odpowiedź może być tylko jednak – konwencjonalne ataki na rosyjską infrastrukturę wojskową. Stąd już jednak tylko krok do III wojny światowej.

    Niezależnie od tego jak rozwinie się dalsza sytuacja na Ukrainie, to z pewnością jesteśmy w najbardziej niebezpiecznym momencie tej wojny. Ukraina obroniła swoją państwowość, a Rosjanie sięgają po coraz bardziej radykalne rozwiązania. Putin jest nadal zdeterminowany, aby zniszczyć ukraińską państwowość. Podejmując jednak coraz bardziej radykalne decyzje, ryzykuje utratą władzy. Spekulując na temat kolejnych ruchów Putina, trzeba pamiętać, że ludzie bywają najbardziej niebezpieczni wtedy gdy zostaną przyparci do muru.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Po treści bliskowschodnie zapraszam natomiast na mojego głównego bloga Puls Lewantu-FB i Twittera.
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: Na linii frontu(17).png

  •  

    Precz z hidżabem, precz z Chameneim, czyli protesty w Iranie

    Od kilku dni w Iranie trwają antyrządowe protesty. W sieci pojawiają się kolejne nagrania ze starć między protestującymi a siłami bezpieczeństwa. Uczestniczące w protestach kobiety zrzucają swoje hidżaby, a demonstranci wznoszą hasła przeciwko najwyższemu przywódcy Iranu – ajatollahowi Chameneiemu. O co chodzi w irańskich protestach? Czy demonstracje stanowią szansę na zmianę systemu politycznego w Iranie?

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam ze względu na większą przejrzystość.

    Od czego się zaczęło?

    W dniu 13 września policja obyczajowa zatrzymała w Teheranie 22-letnią kobietę, Mahsę Amini. Policja zatrzymała ją, gdyż w nieprawidłowy sposób nosiła hidżab – nakrycie głowy, noszone przez muzułmańskie kobiety, które w Iranie jest obowiązkowe. Amini została zabrana na lokalny posterunek policji. Jeszcze tego samego dnia, w stanie śpiączki, trafiła do szpitala, gdzie po 2 dniach zmarła.

    Według nieoficjalnych informacji, Amini została dotkliwie pobita przez teherańską policję obyczajową. Jeden z ciosów, wymierzonych w czaszkę, miał doprowadzić do jej śmierci.

    Historia młodej kobiety – dzięki internetowi – szybko obiegła cały kraj. Dzień po śmierci Amini, 17 września, pod szpitalem odbyły się pierwsze protesty, które w kolejnych dniach zaczęły rozlewać się na cały kraj.

    Rewolucja kobiet

    Symbolem obecnych protestów są bez wątpienia kobiety, które demonstracyjnie zdejmują czy nawet palą swoje hidżaby. Historia Amini jest ich historią, historią z którą mogą się utożsamić.

    Hidżab jest obowiązkowy w Iranie od czasu islamskiej rewolucji 1979 r. W ten sposób stał się on pewnym symbolem obecnej władzy ajatollahów. Zdejmując czy paląc swój hidżab kobiety nie tylko żądają pociągnięcia do odpowiedzialności osób odpowiedzialnych za śmierć 22-letniej kobiety. Chodzi o coś więcej. O sprzeciw wobec obecnej władzy. Nic też dziwnego, że na protestach obok haseł typu „precz z hidżabami” słychać także „precz z Chameneim” (najwyższym przywódcą Iranu).

    Reżim trzyma się mocno

    Obecne protesty mają dużą skalę. Nie są jednak niczym wyjątkowym jeśli idzie o Iran. Przez kraj co pewien czas przetaczają się protesty o różnym podłożu – podwyżki cen paliw, żywości czy pogarszanie się ogólnej sytuacji gospodarczej kraju.

    W porównaniu z poprzednimi protestami, te obecne z pewnością są jednak dużo bardziej „medialne” na Zachodzie. Walka o prawa kobiet jest bowiem sprawą, z którą zachodni odbiorcy są w stanie się utożsamić – nie jest to jakiś mizoginistyczny przytyk a raczej stwierdzenie smutnego faktu.

    Irański aparat represji jest bardzo rozbudowany, a reżim ajatollahów mierzył się już z dużo większymi protestami np. zieloną rewolucją z 2009 r. W ostatnich dniach władze podjęły szereg działań zmierzających do likwidacji protestów: ograniczając dostęp do internetu, organizując pro-rządowe demonstracje, wysyłając policyjnych prowokatorów na protesty, czy wyprowadzając na ulicę oddziały policji i Basidżu (organizacja paramilitarna używana m.in. do rozbijania protestów).

    Władze zdają się zdeterminowane, aby rozbić protesty w ciągu kilku najbliższych dni, tak żeby ostatecznie uspokoić sytuację w kraju jeszcze w ten weekend.

    Brak liderów

    Władze zdają się nie postrzegać obecnych protestów za wyzwanie także z tego powodu, że nie posiadają one żadnego lidera. Historia pokazuje, że irańskie protesty są niebezpieczne dopiero wtedy, gdy pojawiają się przywódcy, wokół których gromadzą się demonstranci. Tak było podczas rewolucji islamskiej 1979 r., gdy – przebywający wówczas na emigracji we Francji – ajatollah Ruhollah Chomejni został liderem protestów. Tak było także podczas tzw. zielonej rewolucji 2009 r., gdy po sfałszowaniu wyborów prezydenckich, protestami kierował kandydat opozycji na prezydenta Mir-Hosejn Musawi i były prezydent Iranu, reformista, Mohammad Chatami.

    Obecnie takich liderów nie ma.

    Zmęczenie materiału

    Z wyżej opisanych powodów uważam, że obecne protesty mają małe szanse żeby przerodzić się w jakąś „rewolucję”. Całkowicie bym ich jednak nie dyskredytował. Historia pokazuje, że rewolucje często zaczynają się w sposób dość niespodziewany.

    Faktem jest jednak, że wielu Irańczyków jest zmęczonych obecną sytuacją w kraju. Po 40 latach władzy ajatollahów, formuła teokratycznych rządów powoli się wyczerpuje. Pokazuje to najlepiej frekwencja wyborcza, która w zeszłorocznych wyborach prezydenckich byłą najniższa od czasu powstania Islamskiej Republiki i wyniosła zaledwie 48% (spadek o 24 punkty procentowe w porównaniu z poprzednimi wyborami z 2017 r.) .

    Irańczycy są zmęczeni nie tylko ustrojem teokratycznym jako takim, ale iluzoryczną demokracją. Rada Strażników (jeden z organów Islamskiej Republiki) blokuje kandydatury wyborcze co bardziej wyróżniających się reformistów, a wybory są przeprowadzane w taki sposób, że nikt nie wygra ich bez cichej zgody najwyższego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego.

    Duża część osób jest także niezadowolonych obecną sytuacją gospodarczą kraju. Rewolucja islamska z 1979 r. miał przynieść sprawiedliwą redystrybucję dóbr, które dotychczas zagrabiała dla siebie tylko dynastia Pahlawich i ich stronnicy. Jednak po 40 latach okazało się, że głównym beneficjentem teokratycznego systemu zostali wojskowi i duchowni, którzy dzięki funduszom charytatywnym (tzw. bonjady) zaczęli defraudować publiczne pieniądze. W takiej sytuacji amerykańskie sankcje nałożone przez Trumpa w 2018 r. są raczej czynnikiem potęgującym irańskie problemy gospodarcze niż ich główną przyczyną.

    Obecna formuła rządów teokratycznych w Iranie wyczerpuje się. Nawet jeśli obecne protesty zakończą się fiaskiem (na co wiele wskazuje), to irańskie władze mierzą się z coraz większym niezadowoleniem społecznym. Wzrost nastrojów anty-rządowych w pewnym momencie będzie wymagał od władz interwencji i zaproponowania znaczących reform – a być może nawet całkowicie nowego kontraktu społecznego (odejście od uprzywilejowanej pozycji duchowieństwa).

    Reformy w Iranie są potrzebne, aby Irańczycy – zwłaszcza ci najmłodsi – ponownie uwierzyli w ideały Islamskiej Republiki. Zanim to nastąpi, co jakiś czas przez Iran będą przetaczały się kolejne fale protestów. Jeśli władza nie ustąpi i reform nie będzie, to rewolucyjna powtórka z 1979 r. będzie stawała się z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej prawdopodobna.

    _______________

    Info z Bliskiego Wschodu wrzucam na:
    - stronę Puls Lewantu
    - Twittera.
    - #lagunacontent
    ______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #bliskiwschod #iran #geopolityka #lagunacontent - autorski tag
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

  •  

    A więc mobilizacja! Telegraficzne podsumowanie orędzia Putina

    Dzisiaj rano prezydent Putin wygłosił orędzie do narodu. Poparł pomysł zorganizowania na ukraińskich terenach okupowanych przez Rosję referendów na temat włączenia tych terenów do Rosji - referenda odbędą się najprawdopodobniej w najbliższy weekend.

    Jednocześnie Putin ogłosił - jak to nazwał - częściową mobilizację, która rozpoczyna się już dzisiaj. Putin stwierdził, że mobilizacją zostaną objęci rezerwiści. Mają być oni traktowani tak jak żołnierze kontraktowi (będą mogli być użyci poza granicami Federacji Rosyjskiej).

    Na koniec Putin znowu zaczął grozić wojną nuklearną. Oczywiście jego zdaniem jest to odpowiedź na szantaż ze strony Zachodu. Według Putina, Rosja broni się tylko przed agresją.

    Po przemówieniu Putina, w telewizji pojawił się Siergiej Szojgu, rosyjski minister obrony. Stwierdził, że pod mobilizację podlega ok. 25 mln osób, ale powołanych do wojska zostanie "tylko" 300.000 osób.

    Cześć wojskowych komisji uzupełnień działa już pełną parą. Komisja w Petersburgu zaczęła już rozsyłać karty mobilizacyjne.

    Komentarz. Zatem mobilizacja. Putin zdecydował się nie tylko na aneksję okupowany terenów, ale także na mobilizację 300.000 osób.

    Przewaga liczebną Ukraińców od początku była problemem dla Rosjan, którzy zaatakowali w lutym bardzo ograniczonymi siłami - ok. 200.000 żołnierzy (wspieranych przez separatystyczne republiki).

    Mobilizacja z pewnością pozwoli Rosjanom wzmocnić linię frontu i zmniejszy "rozciągnięcie" sił rosyjskich na Ukrainie. Najprawdopodobniej pozwoli im także odzyskać inicjatywę w Donbasie.

    Mobilizacja nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów, bo sytuacja Rosjan na odcinku chersońskim związana jest przede wszystkim z kwestiami logistycznymi a nie z brakiem ludzi jako takich.

    Obecnie mobilizowane osoby najprawdopodobniej trafią na Ukrainę na przełomie grudnia i stycznia. Ich wyekwipowanie - mini strat na Ukrainie - nie powinno być problemem.

    Na koniec pozwolę sobie zacytować dr Adama Eberhardta (byłego prezesa OSW), który dobrze oddaje logikę Kremla: "Putin chce rzucić na front dodatkowo 300 tys. żołnierzy. Powtarzam od dawna: to dla niego wojna o wszystko, warunkiem rosyjskiej porażki w tej wojnie jest załamanie wewnętrzne reżimu. Dla wszystkich, którzy sądzili, że ofensywa ukraińska w obw. charkowskim cokolwiek przesądza".

    Szykuje się długa zima. Gdy Europa będzie zmagała się z wysokimi cenami energii, Putin będzie chciał znowu przejąć inicjatywę strategiczną na Ukrainie i zmusić tak Zachód, jak i Kijów, do ustępstw.

    _______________

    Zapraszam także na Twittera: https://twitter.com/PulsLewantu

    Jeśli doceniasz moją pracę i chcesz postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem https://buycoffee.to/pulslewantu.

    #ukraina #rosja #lagunacontent #wojna
    pokaż całość

    źródło: ei_1663747092600.jpg

    •  

      @JanLaguna: Naszła mnie jeszcze taka refleksja co do znaczącej sprzeczności w rosyjskich groźbach atomowych. Mianowicie jeśli rzeczywiście dojdzie do formalnego włączenia (co notabene urodzi potężne problemy natury administracyjnej i będzie wymagało znaczących nakładów budżetowych) podbitych terenów do Rosji (w jakich granicach - obwodów ukraińskich czy po obecnej kontroli?) to po co komu jakakolwiek mobilizacja? Jeśli Rosja miała by faktycznie używać defensywnie broni atomowej rozbijając ukraińskie zgrupowania bojowe czy ich bezpośrednie zaplecze, to żadne dodatkowe jednostki na froncie ani zwiększenie liczebności armii potrzebne nie będzie, a w zasadzie wręcz przeciwnie. pokaż całość

      +: Fennrir
    •  

      @ja_nie_lubie: Wydaje mi się, że Putin mimo wszystko liczy, że samą groźbą użycia broni nuklearnej i aneksją okupowanych terenów odstraszy Ukraińców, żeby nie odbijali utraconych ziem (moim zdaniem taki szantaż będzie raczej mało skuteczny). I w tej sytuacji Putin będzie pod ścianą. Albo dalsza mobilizacja i kolejne tysiące trupów po rosyjskiej stronie i w konsekwencji coraz gorętsza atmosfera wewnątrz samej Rosji czy taktyczne pociski nuklearne nad Ukrainą. Wiem jak to brzmi, ale jesteśmy prawdopodobnie najbliżej użycia broni nuklerarnej od 24 lutego. pokaż całość

    • więcej komentarzy (37)

  •  

    Putin wygłosi orędzie do narodu? W tle aneksja terytoriów okupowanych

    Dzisiaj wieczorem Putin najprawdopodobniej wygłosi orędzie do narodu. Będzie to pierwsze orędzie Putina do Rosjan od czasu rozpoczęcia inwazji na Ukrainę 24 lutego.

    Przemówienie Putina ma być tradycyjnie transmitowane w rosyjskiej telewizji publicznej. Według niepotwierdzonych informacji po Putinie w telewizji ma wystąpić minister obrony Siergiej Szojgu.

    Tymczasem władze Ługańskiej Republiki Ludowej ogłosiły że w nadchodzący weekend przeprowadzą referendum w sprawie włączenia Republiki do Rosji. Wkrótce późnej decyzję o przeprowadzeniu referendum w tym samym terminie ogłosiły władze Donieckiej Republiki Ludowej, a za nimi okupacyjne administracje z Chersonia i Zaporoża. Z informacji pojawiających się w rosyjskich mediach wynika że już w najbliższy weekend odbędą się referenda w sprawie włączenia do Rosji wszystkich terenów Ukrainy okupowanych obecnie przez Rosję.

    Jednocześnie niższa izba rosyjskiego parlamentu przyjęła dzisiaj projekty ustawy przewidujących zaostrzenie kar dla dezerterów i żołnierzy odmawiających walki w sytuacji ogłoszenia mobilizacji (na ten moment mobilizacja nie została jeszcze ogłoszona). Ustawy mogą być przyjęte przez izbę wyższą i podpisane przez Putina nawet już jutro - co ciekawe na stronie internetowej parlamentu ustawy widnieją już jako podpisane.

    Wydaje się, że orędzie Putina związane będzie właśnie z kwestią aneksji okupowanych terytoriów Ukrainy do Rosji. Putin najprawdopodobniej ogłosi że Moskwa uzna ważność referendów i będzie próbował przedstawić to jako wielki sukces Kremla. To znamienne, że aneksja ma zostać ogłoszona właśnie teraz - mimo, że od kilku miesięcy była cały czas przekładana na bliżej nieokreśloną przyszłość. Można zatem zadać zasadne pytanie: Dlaczego referenda mają się odbyć właśnie teraz?

    Wydaje się, że - po porażce pod Charkowem, patowej sytuacji w Donbasie, pod Chersoniem i na Zaporożu - Putin chce zamrozić obecny konflikt. Rosja traci inicjatywę strategiczną na Ukrainie i w ostatnich tygodniach w zasadzie tylko broni się przed kolejnymi atakami Ukraińców. Włączając obecnie okupowane terytoria do Rosji, Putin mógłby próbować przeforsować utrzymanie obecnego stanu posiadana na Ukrainie i zatrzymać ukraińskie próby odbijania okupowanych terenów. Po przeprowadzeniu aneksji, Rosjanie ogłoszą pewnie, że okupowane tereny stanowią nieodłączną część Federacji Rosyjskiej i zaczną grozić użyciem broni nuklearnej w przypadku podejmowania przez Ukraińców kolejnych prób odbicia tych ziem.

    Teoretycznie taki szantaż mógłby doprowadzić do zamrożenia konfliktu. Jednak trzeba pamiętać, że Rosja grozi "nuklearnym przyciskiem" od pierwszego dnia wojny. Mimo, to Kijów, jak i Zachód, nie biorą na poważnie rosyjskich gróźb. Wydaje się, że nawet aneksja okupowanych terenów nie wstrzymałaby wsparcia Zachodu dla Ukrainy, ani nie powstrzymałaby Ukraińców przed próbami odbicia swoich terenów. Przyparty do ściany Kreml mógłby teoretycznie w takiej sytuacji zrealizować swoje groźby i użyć taktycznej broni nuklearnej. Jednak pojawia się ważne "ale" - Kreml nie wie jak na taki atak zareagowałaby Ameryka, która postawiła wszystkie karty na zwycięstwo Kijowa.

    Mimo że część osób twierdzi, że Putin ogłosi dzisiaj także mobilizację, to wydaje się to nadal mało prawdopodobne. Przynajmniej jeśli idzie o "mobilizację" w najbardziej znanym tego słowa znaczeniu (generalna mobilizacja). Bardziej prawdopodobne jest podjęcie jakichś "środków mobilizacyjnych" gdy idzie o gospodarkę, produkcję wojenną czy częściową mobilizację (która w taki czy inny sposób ominęłaby duże rosyjskie ośrodki miejskie).

    To jest oczywiście tylko moja ocena tego o czym będzie orędzie Putina i jakie decyzje ogłosi. Jak będzie przekonamy się już wkrótce. Może w ogóle żadnego orędzie nie będzie. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Przebieg wojny na Ukrainie pokazuje, że nie warto przyjmować cokolwiek za pewnik a bieg wydarzeń na froncie i w polityce może okazać się bardziej przewrotny niż nam się wydaje.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - Twittera
    - #lagunacontent

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna
    pokaż całość

    źródło: i.iplsc.com

  •  

    Rosjanie rozważają sytuację na przyczółku chersońskim i na Zaporożu

    Poniżej rozważania Rybara (pro-rosyjski bloger, blisko 800k obserwujących) na temat sytuacji na chersończyźnie i na Zaporożu

    Czy Chersoń i Zaporoże się poddadzą?

    To prawdopodobnie najbardziej popularne pytanie jakie zadajecie nam w wiadomościach prywatnych. Ponieważ, delikatnie mówiąc, męczy nas odpowiadanie każdemu na priv, powiemy jak jest tutaj, publicznie.

    Od czasu wydarzeń w rejonie Charkowa wiele się zmieniło. Jeśli wycofanie wojsk z obwodów kijowskiego, czernihowskiego i sumskiego można było jeszcze oceniać z przymrużeniem oka, a ewakuację Wyspy Węży tłumaczyć koniecznością taktyczną, to z obwodem charkowskim wyszło znacznie gorzej.

    Selfie żołnierzy ukraińskich na tle plakatów "Z Rosją razem na zawsze!", działania dywersyjne Ukraińców na tyłach i masakry "kolaborantów" oraz cała seria rusofobicznych kampanii informacyjnych - to wszystko już wiecie.

    Dlatego teraz skupimy się na Chersoniu i Zaporożu.

    Obiektywne powody, dla których nie ma planów oddania regionów.

    Pieniądze

    Trwa zmasowana kampania sprzedaży zarówno majątku państwowego, jak i prywatnego ukraińskich biznesmenów, którym nie spieszy się do wejścia na terytoria kontrolowane przez Rosję [chodzi o konfiskowanie przez Rosjan majątków ukraińskich, których właściciele uciekli na terytoria kontrolowane przez Kijów]. Trwa rozpisywanie przetargów na odbudowę osiedli i infrastruktury. Na projekty w obwodzie charkowskim nie wydano nawet dziesiątej części kwot przeznaczonych obecnie na południe [na Chersoń i Zaporoże].

    Zaopatrzenie regionu w wojska

    Formacje ochotnicze wchodzące w skład 3 Korpusu Armijnego już wzmacniają jednostki Rosyjskich Sił Zbrojnych trzymające frobt. Tak, to prawda Rosja nie ma wystarczających sił do prowadzenia ofensywy szerokim frontem. Ale w porównaniu z sytuacją na froncie jeszcze półtora miesiąca temu, gęstość koncentracji sił na niektórych sektorach wzrosła trzy-cztery razy.

    Poza tym rozpoczął się już proces formowania i obsadzania 4 Korpusu Armijnego. Przynajmniej na papierze.

    "Ani kroku w tył"

    W ubiegłym tygodniu do wszystkich jednostek w Donbasie i na południu wyszedł rozkaz "Ani kroku w tył". Otrzymali rozkaz, by za wszelką cenę utrzymać linię frontu. Pozostaje mieć nadzieję, że głównym zadaniem jest teraz ograniczenie potencjału ofensywnego Sił Zbrojnych Ukrainy i próba przejęcia inicjatywy.

    Jednostki cywilne, owszem, otrzymały polecenie przymusowej ewakuacji. Ale to normalna praktyka: niestety, w obwodzie charkowskim sprawy przybrały zły obrót.

    Obiektywne powody, dla których regiony są wciąż zagrożone.

    Przewaga liczebna Sił Zbrojnych Ukrainy i potencjał Zachodu.

    Niestety, Ukrainę stać na to, aby zmobilizowanym "mięsem" obsadzić cały front, bez względu na ofiary. Jeśli pomnożyć to przez praktycznie nieograniczone dostawy broni, sprzętu i amunicji, można dojść do prostego wniosku: trwa wojna na wyniszczenie. No i jest jeszcze nasycenie zachodniego przemysłu obronnego zamówieniami na kolejne dekady.

    Dla tej strony [Zachodu] wszystko co się dzieje [na Ukrainie] jest okazją do zarobienia na wojnie. I niestety, jeśli nie zostaną podjęte bardziej radykalne działania mobilizujące produkcję, gospodarkę i wojska w Rosji, to w pewnym momencie możemy zostać zalani tym "mięsem".

    Karta przetargowa

    Wyzwolone terytoria buforowe [tereny zajęte przez Rosję], jakkolwiek cynicznie to brzmi, mogą pozostać kartami przetargowymi dla polityków. Pytanie tylko, jak wysoka będzie stawka, gdy po jednej stronie pojawi się chęć "naprawienia" stanu rzeczy i zamrożenia frontu.

    Nie będzie żadnych wniosków.

    Niech każdy wyciągnie je sam. Wierzymy w to, co najlepsze. I wiemy, że pewne zmiany [w rosyjskich siłach zbrojnych] po porażce pod Charkowem już się zaczęły. Urzędnicy zostali pociągnięci do odpowiedzialności.

    Wiele raportów wciąż jest "bajką o tym, jak wszystko idzie dobrze [Rosji]". Ale coraz więcej pojawia się przypadków, w których dochodzi do konfrontacji [tych raportów] z obiektywną rzeczywistością tam na górze [w dowództwie]. I zaczynają się zmiany.

    Co nam mówi ten raport? Już nawet sami Rosjanie zaczynają zauważać, że stracili inicjatywę na froncie. Ich działania skupiają się na próbach obrony zajętych już ziem. Jeszcze do niedawna Rosjanie (ale też wielu komentatorów) uważało, że po zajęciu Siewierodoniecka i Lisiczańska, Rosjanie przechodzą "tymczasową zadyszkę", która skończy się wraz z przybyciem na front ok. 30k ochotników, którzy latem zaczęli być werbowani w Rosji. Ostatnia porażka pod Charkowem i rzucenie tych ochotników w trybie pilnym do łatania frontu (elementy III Korpusu są już na Ukrainie), zrewidowały jednak te rosyjskie nadzieje. Rosjanie zauważają, że - jeśli tempo zachodnich dostaw zostanie utrzymane - to rosyjskiej armii będzie bardzo ciężko wygrać obecną fazę wojny - obecnie jest to wojna na wyniszczenie, z próbami przejęcia przez Ukraińców inicjatywy*.

    *w zasadzie można się nawet pokusić o stwierdzenie, że Ukraińcy już przejęli inicjatywę w wojnie, bo to ich działania (grożenie zajęciem Chersonia) zmusiły Rosjan do zakończenia ofensywy w Donbasie i przegrupowania swoich sił.

    Zdjęcie niepowiązane
    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - Twittera
    - #lagunacontent

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna
    pokaż całość

    źródło: politico.eu

  •  

    Halo, halo, jest ktoś w domu? Ukraińcy tworzą kolejny przyczółek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Według Rybara (pro-rosyjski bloger), ciężkie walki toczą się pod wioską Rubtsy (zaznaczona na mapie zielonym krzyżykiem). Oznacza to, że Ukraińcy uchwycili* kolejny przyczółek po drugiej stronie Dońca Siewierskiego/Oskila (nie wiadomo z której strony przyszli Ukraińcy).

    Mamy zatem co najmniej cztery ukraińskie przyczółki:
    1. Stary Karawan pod Łymanem (przekroczenie rzeki Doniec Siewierski);
    2. Sosnowe na zachód od Łymana (także przekroczony Doniec);
    3. wschodni Kupiańsk (przekroczony Oskil);
    4. teraz dochodzi do tego wioska Rubtsy (przy czym tutaj nie wiadomo czy Ukraińcy przekroczyli Doniec czy Oskil).

    *Niewykluczone, że za atakiem na Rubtsy stoją ukraińskie oddziały, które przeprawiły się przez Doniec i zajęły Sosnowe. W ten sposób to może nie być nowy przyczółek, a tylko rozszerzeni dotychczasowego przyczółka numer 2 (Sosnowe).

    Generalnie bardzo nieciekawa sytuacja dla Rosjan, bo Ukraińcy próbują przekraczać rzekę w każdym możliwym miejscu. Rosjanom brakuje ludzi do obstawienia tak dużego obszaru - tym bardziej, że to nie Syria, rosyjskie wsparcie z powietrza jest bardzo ograniczone.

    Na mapie niebieską kreską zaznaczyłem rzeki Doniec i Oskil. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - Twittera
    - #lagunacontent

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna
    pokaż całość

    źródło: przyczolek.png

    •  

      @sccx: @JanLaguna: Właściwie to mam duży problem aby stwierdzić czy w tym konflikcie bardzie skompromitowało się FSB/GRU czy siły powietrzno-komiczne federacji rosyjskiej. Beznadziejne planowanie ataków rakietowych i fiasko w wywalczeniu przewagi powietrznej może być konsekwencją założeń wynikających z doniesień wywiadu że "chochoły walczyć nie będą, złożą broń, uciekną" i tym podobnych bajek. pokaż całość

    •  

      W większości te ukraińskie nazwy miast brzmią tragicznie
      @Aleksander_II:
      Poprawiłem xD
      Ale nie no, serio, przez ikawizmy w ukraińskim to faktem jest że generalnie bardziej zbliżone do polskiego są nazwy z języka rosyjskiego. Typu taka Biłohoriwka o którą toczyły się walki to w języku rosyjskim się nazywa Biełogorowka, w polskim prawdopodobnie nazywałaby się Białogórówka. Zresztą w przypadku większości miast na Ukrainie to kwestię nazw reguluje wykaz Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej bo w większości przypadków mamy własne i to je należy stosować (no chyba że fajnopolacka RJP stwierdzi że aby nie urazić uczuć Ukraińców należy mówić Lwiw, Kyiw, Charkiw czy Czornobyl). Lisiczańsk to też nie jest bezpośrednia transliteracja rosyjskiego Лисича́нск, bo ani Ł ani N nie jest zmiękczone tylko własna polska (niemniej jednak rosyjska jest bliższa bo w przypadku ukraińskiej to ktoś może pomyśleć że nazwa miasta się wzięła od jakiegoś łysego, a nie od lisa xD) pokaż całość

      źródło: upload.wikimedia.org

    • więcej komentarzy (23)

  •  

    Rosjanie narzekają na brak dostatecznego wsparcia dla Specjalnej Operacji Wojskowej

    pokaż spoiler Wiadomości z telegrama, na szybko wrzucone w translator


    Dzień dobry, jestem twoim subskrybentem z Kaliningradu, w naszym mieście szefem Dyatlova E.I. [szefowa administracji miejskiej w Kaliningradzie] ogłosiła zakup nowej choinki w celu zastąpienia starej i dekoracji centralnego placu miasta za 56 mln rubli. Wszyscy, których znam, byli zszokowani tą wiadomością, biorąc pod uwagę liczbę żołnierzy, którzy zginęli w zeszłym tygodniu z naszego regionu w obwodzie charkowskim, których pogrzeby odbywają się codziennie. Jednocześnie pieniądze te mogłyby być przeznaczone na potrzeby naszej armii i ochotników. Nie ma potrzeby kupowania takich niepotrzebnych przedmiotów za budżetowe pieniądze. Brak tak drogiej choinki nikogo nie zdenerwuje, z wyjątkiem głowy miasta i gubernatora. Stwierdzenie to padło dokładnie po wyborach gubernatorskich, aby nie wpłynąć na ich wyniki. Proszę o upublicznienie tego odwołania i pomoc w zmianie tej decyzji, a nie reklamowanie mojego nazwiska. Dziękuję Ci.

    https://t.me/rsotmdivision/1082

    Dobry wieczór. Ja wojskowy. W tej chwili leczę rany w szpitalu. Ja z miasta Nalczyk. Poprosiłem lokalną administrację o pomoc w zakupie quadrocoptera dla moich ludzi, którzy od ponad pół roku jeżdżą na zwiad na ślepo. Wysłali mi odpowiedź ze zdjęciem [chodzi chyba o kartkę okolicznościową]. Ale za to są pieniądze do wydania na święto z okazji dnia miasta. 3 dni festynu każdego dnia z 4-5 pokazami fajerwerków w każdej dzielnicy miasta. Chłopaki tam [na Ukrainie] umierają. A administracja nie ma pieniędzy. Dlaczego nie można zrobić tego [obchodów miasta] trochę skromniej, ale kupić chłopakom niezbędny sprzęt do walki? Za to biją się w pierś [władze miasta], że są patriotami. Myślę, że pokaz świateł kosztował miasto ponad milion rubli.

    https://t.me/rsotmdivision/1083

    Zdjęcie niepowiązane

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - Twittera
    - #lagunacontent

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna
    pokaż całość

    źródło: cdn.wionews.com

    •  

      @RaghNaarRoog: bo to bezpośrednio zagroziłoby już stabilności wewnętrznej Rosji. Chiny potrzebują Rosji, aby zajmowała część uwagi Amerykanów. Jeśli zacząłby się wewnętrzny rozkład Rosji, to znowu Amerykanie zwróciliby się głownie ku Pacyfikowi, co Chińczykom nie jest na rękę. Z perspektywy Pekinu to imho najlepiej, aby ta wojna trwałą jak najdłużej i stopniowo osłabiała Rosję - na tyle, aby coraz bardziej była zależna od Chin, a jednocześnie nie na tyle, aby się rozpadła/doszło do jakichś większych zawirowań wewnętrznych. pokaż całość

    •  

      @JanLaguna:
      Bezpośrednie pomaganie rosji jest ryzykowne. Owszem, na pewno Pekin nie chce rozpadu system tam, ale czy chce ryzykować zaostrzenie konfrontacji z USA/EU + kolegami? Szczególnie że pamiętajmy, że Chiny i Rosja to nie jest partnerstwo oparte na miłości ale na kalkulacji i wspólnych wrogach - ani jedna ani druga strona sobie jakoś super nie ufa.

    • więcej komentarzy (19)

  •  

    Rosjanie o sytuacji w Bachmucie

    Najemnicy z Grupy Wagnera próbują posuwać się wzdłuż drogi Patrice'a Lumumby (na mapie zaznaczona na czerwono), w głąb ukraińskich pozycji w Bachmucie. Postępy Wagnerowców są jednak małe i bardzo powolne ze względu na przewagę liczebną przeciwnika. Wagnerowcy codziennie donoszą o kolejnych kontratakach ze strony Ukraińców, którzy próbują wypchnąć Rosjan z rogatek miasta. Jednocześnie ukraińska artyleria cały czas ostrzeliwuje rosyjskie tyły.

    Wagnerowcy donoszą, że w ostatnich dniach garnizon Bachmuta wzmocniły liczne ukraińskie posiłki. Odnotowaną większą aktywność artylerii, więcej ciężkiego sprzętu, a nocami pracują ukraińscy snajperzy.

    Wagnerowcy od dłuższego czasu narzekają na sytuację pod Bachmutem. Z raportów wynika, że stanowią oni główną siłę uderzeniową Rosjan w tym sektorze, wspieraną przez słabo wyszkolone i słabo wyekwipowane milicje z Doniecka i Ługańska - większość regularnych sił rosyjskiej armii przesunięto w lipcu i sierpniu pod Chersoń i na Zaporoże. Zasadne stają się pytania o możliwość skontrowania Rosjan w tym sektorze i odepchnięcia ich w kierunku Dońca.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - Twittera
    - #lagunacontent

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna
    pokaż całość

    źródło: bakhmut.png

  •  

    Halo, halo, czy jest ktoś w domu? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ukraiński przyczółek na drugim brzegu rzeki Oskil, o którym wczoraj raportowały źródła pro-ukraińskie jest faktem. Ukraińcy przekroczyli Oskil i weszli do wschodniej części Kupiańska. Rosjanie próbują kontrować Ukraińców, ale bez powodzenia.

    W tej sytuacji dalsza obrona na linii rzeki Oskil szybko może się załamać, a Rosjanie będą musieli wycofać się jeszcze dalej na wschód.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Striełkow nieco rozsierdzony ukraińskim ostrzałem obwodu biełgorodzkiego, kpi z rosyjskiej porażki pod Charkowem

    Według doniesień Siły Zbrojne Ukrainy od wczesnych godzin rannych prowadziły ostrzał na terytorium Rosji wzdłuż całej linii granicznej. Co najmniej 8 pocisków zostało zestrzelonych nad Biełgorodem. Wyrzutnie rakietowe przeciwnika atakowały z rejonu Wołczańska, co pozwala po raz kolejny podziwiać głęboką mądrość i talent naszego Sztabu Generalnego. - Przecież, gdyby nasze wojska nie opuściły Wołczańska bez walki, nasza obrona powietrzna nie byłaby w stanie dziś odnieść tak wybitnych sukcesów nad Biełgorodem.

    Jeśli chodzi o ostrzał innych osad z artylerii, to... "proszę traktujcie to ze zrozumieniem" - wszak w opowieściach o celach "SOW" [Specjalnej Operacji Wojskowej] nasi przywódcy nigdy nie mówili o bezpieczeństwie obwodu biełgorodskiego (ani innych regionów Federacji Rosyjskiej).

    ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #ukraina #lagunacontent - autorski tag
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    Mamy potwierdzenie, że ukraiński przyczółek po drugiej stronie Dońca Siewierskiego faktycznie istnieje. Ukraińcy zajęli nie tylko Staryj Karawan, ale także wioskę Dibrową, Szczurowe. Obecnie Ukraińcy są kilka kilometrów od Łymana - miasta, które jeszcze niedawno Rosjanie chcieli wykorzystać jako bazę do ataku na - położony po drugiej stronie rzeki - Słowiańsk.

    To jednak nie koniec dobrych wieści z linii Dońca. Wygląda na to, że dalej na zachód od Łymana, Ukraińcom udało się uchwycić kolejny przyczółek. Mowa o miasteczko Sosnowe, gdzie znajduje się ważny węzeł kolejowy Izium-Łyman.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #ukraina #lagunacontent - autorski tag
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

    •  

      @onpanopticon: od mniej wiecej polowy

      wywiad z PGZ
      o zwiekszeniu ilosci produkcji amunicji, 250-270% rok do roku , wiekszośc trafia na Wschód

      Kraje CEE, główni dostawcy amunicji dla Ukrainy

      Polityka Insight podcast - Kongres w Karpaczu

      pokaż spoiler https://open.spotify.com/episode/5iFmAPAbpNSrd3QWaUBEVK
      pokaż całość

    •  

      Szkoda że nieco gorsze na froncie chersońskim, są plotki, że wyłom wybity przez Ukrainę parę tygodni temu już nie istnieje ;/

      @Micro-Jet: są też plotki że istnieje i się powiększył, w chersońskim bardzo trudno o pewniaczki :<

      zawsze mnie ciekawi, że jak "nasi" zdobywają jakiś odcinek to wszystko jest ważne. Ważna stacja, ważny węzeł kolejowy

      @w00nski: od dłuższego czasu ruscy nic większego nie zdobyli, ostatnie "ważne" to chyba było odcięcie drogi Bachmut - Lisiczańsk? Na pewno było mówione że Izjum to duża zdobycz, Łymań z węzłami zaopatrzeniowymi. Na pewno było mówione że Rosjanie muszą zdobyć Azovstal bo wzdłuż płotu idzie główna szosa na Krym.

      Myślę że zależy co czytasz ;)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    Ukraińska kontrofensywa pod Charkowem. Anatomia zwycięstwa. 204 dni wojny

    Nad ranem 6 września, Ukraińcy zaatakowali rosyjskie pozycje w okolicach Bałakliji. Szybko okazało się, że to nie lokalny atak a ogromna ofensywa. Jeszcze tego samego dnia, Ukraińcom udało się dokonać wyłomu w rosyjskich liniach obronnych i wyjść na tyły przeciwnika. W kolejnych dniach Rosjanie wpadli w panikę, a Ukraińcom udało się odbić nie tylko Bałakliję, ale także Kupiańsk oraz Izium. Jak doszło do tak spektakularnego zwycięstwa Ukraińców?

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam ze względu na większą przejrzystość.

    Przyczółek czuhujewski

    Po kilku miesiącach zażartych walkach na linii rzeki Dońca Siewierskiego, na początku września Ukraińcy kontrolowali już tylko mały sektor po „rosyjskiej stronie” Dońca – tzw. przyczółek Czuhujiwski (od miasta Czuhujiw).

    Czuhujiw posiada bardzo strategiczne położenie, stanowiąc wschodnią bramę do Charkowa. Już pierwszego dnia inwazji, 24 lutego, rosyjskie rakiety spadły na krytyczną infrastrukturę miejską oraz na lokalne lotnisko. Po fiasku frontalnych ataków na Charków, Rosjanie próbowali obejść ukraińskie pozycje od wschodu. W tym celu, pod koniec lutego, Rosjanie wkroczyli właśnie do Czuhujiwa. Po zażartych walkach, 7 marca, Ukraińcy wyrzuci jednak Rosjan z miasta, a w kolejnych tygodniach wyparli ich jeszcze z okolicznych wiosek po drugiej stronie Dońca, tworząc tzw. przyczółek Czuhujiwski.

    Gdy wywiad zawodzi

    Od początku było wiadomo, że istnienie ukraińskiego przyczółka na „rosyjskim” brzegu Dońca stanowi zagrożenie dla rosyjskich linii, w szczególności dla wysuniętych pozycji pod Iziumem. Rosjanie nie uważali jednak Ukraińców za zdolnych do przeprowadzenia ofensywy w tym sektorze.

    Wszystko zaczęło się jednak zmieniać na początku sierpnia. Na rosyjskich kanałach na Telegramie zaczęły pojawiać się raporty o koncentracji ukraińskiego sprzętu pod Charkowem. W szczególności wskazywano okolice Iziuma i Bałakliji jako punkty, w których Ukraińcy zebrali najwięcej sprzętu.

    W kolejnych tygodniach, takich rosyjskich raportów było coraz więcej. Rosyjscy blogerzy zaczęli coraz krytyczniej patrzeć na decyzje naczelnego dowództwa, które większość rosyjskich sił przesunęło na odcinek chersoński i zaporoski. W rosyjskim internecie zaczęły szerzyć się teorie jakoby ukraińska kontrofensywa pod Chersoniem była tylko „przykrywką” dla prawdziwego celu Ukraińców – Izium.

    W okolicach 30 sierpnia, rosyjscy blogerzy – powołując się na rozmowy z żołnierzami obsadzającymi front pod Izium i Bałakliją – zaczęli znowu bić na alarm, będąc coraz bardziej przekonani że nadchodzi ukraińskie uderzenie (wspomniałem o tym w raporcie z 31 sierpnia pt. “Kontrofensywa pod Chersoniem D+2. Pogłoski o ofensywie na Izium”).

    Mimo tego, rosyjskie naczelne dowództwo nie podjęło żadnych znaczących środków zaradczych na kierunku charkowskim. Powody tej bezczynności nie są znane. Wydaje się jednak, że było to połączenie kilku różnych czynników:

    - dysponowanie ograniczonymi rezerwami (większość sił przerzucono pod Chersoń i na Zaporoże), gdzie rosyjskie naczelne dowództwo spodziewało się głównego uderzenia ze strony Ukraińców;

    - niedocenienie przeciwnika i jego zdolności do przeprowadzenia uderzenia dużymi siłami zmechanizowanymi;

    - błędne ocenienie danych wywiadowczych. Skoro rosyjscy blogerzy zauważyli ukraińską koncentrację, to trudno żeby nie zauważył tego rosyjski wywiad. Rosyjski wywiad prawdopodobnie jednak źle ocenił skalę ukraińskich przygotowań.

    Jakiekolwiek były powody rosyjskiej bezczynności, jedno jest jednak pewne – Rosjanie nie zrobili nic, aby przygotować się na ukraińskie uderzenie.

    Ukraińska koncentracja

    Tymczasem po ukraińskiej stronie frontu cały czas trwała koncentracja ludzi i sprzętu. Szpicę uderzeniową miały stanowić połączone siły desantu powietrznego, piechoty zmechanizowanej oraz oddziały pancerne. Wśród jednostek przeznaczonych do ofensywy znalazły się m.in. 25. i 80. Brygada Powietrznodesantowa, 92. Brygada Zmechanizowana oraz 3. Brygada Pancerna, a także wydzielone oddziały Legionu Międzynarodowego. Wsparciem dla całej operacji miało być także 5 Brygad Obrony Terytorialnej. Dodatkowo Ukraińcy utworzyli specjalne grupy dywersyjne, które miały operować na rosyjskich tyłach, siejąc panikę i atakując linie zaopatrzeniowe przeciwnika.

    Głównodowodzący ukraińskich sił lądowych, gen. Ołeksandr Syrski sprawował bezpośrednią kontrolę nad przygotowaniami i kontrofensywą – to właśnie gen. Syrski koordynował obronę Kijowa (luty-marzec 2022).

    Przeciwko Ukraińcom Rosjanie wystawili bardzo bogatą mozaikę oddziałów. Linii frontu od granicy po Izium broniły bowiem zarówno oddziały separatystów z Doniecka i Ługańska, Rozgwardia, jak i regularne oddziały rosyjskiej armii. Morale po stronie rosyjskiej było – mówiąc najogólniej – dość niskie. Zażarte walki o Izium (marzec-kwiecień) trwały ponad miesiąc. Izium miało stanowić bazę wypadową, dzięki której Rosjanie mieli zająć Słowiańsk i Kramatorsk. Nic jednak takiego nie nastąpiło. W kwietniu Rosjanie ugrzęźli kilkanaście kilometrów na południe od Iziuma i – mimo kolejnych ataków – nie udało im się przełamać ukraińskich linii obronnych. Ta stagnacja na froncie, oraz przesunięcie części oddziałów dotychczas obsadzających Izium pod Chersoń i na Zaporoże, prawdopodobnie dalece zdemoralizowało rosyjskie oddziały.

    Ukraińskie uderzenie

    Nad ranem 6 września Ukraińcy rozpoczęli kontrofensywę, koncentrując swoje ataki na rosyjskich liniach w okolicy miasta Bałakija. Jeszcze tego samego dnia Ukraińcom udało się przełamać front na północny-zachód od Bałakiji i wyjść na tyły Rosjan. W kolejnych dniach Ukraińcy kontynuowali uderzenie na Bałakije i na północ od miasta, wdzierając się coraz głębiej w rosyjskie linie.

    Już nad ranem 7 września, ukraińska szpica wbiła się na ok. 20 km w głąb rosyjskiej obrony. Rosyjscy żołnierze zaczęli wpadać w panikę i – w obawie przed okrążeniem – wycofywać się coraz głębiej, w kierunku na Iziuma i Kupiańska. Rosjanie zaczęli obawiać się nie tylko szybkich postępów Ukraińców, ale także mobilnych grup dywersyjnych, które zaczęły grasować na tyłach, wzdłuż głównych szlaków komunikacyjnych Rosjan.

    Prawdopodobnie już 7 września pierwsze oddziały Ukraińców weszły do Bałakliji, ostatecznie przejmując kontrolę nad całym miastem między 8 a 10 września (główne rosyjskie siły opuściły miasto 8 września, a w kolejnych dniach opór stawiały już tylko pomniejsze oddziały).

    Ukraińcy nie zadowolili się jednak samą Bałaklija. Świadomi swojej przewagi, Ukraińcy kontynuowali natarcie, 8 września zajmując miasteczko Szewczenkowo i wioskę Boriwśke – ta druga położona ok. 40 km od pierwotnej linii frontu (tj. tej sprzed ukraińskiej kontrofensywy).

    W tej sytuacji, po zaledwie 2 dniach ukraińskiej kontrofensywy, rosyjskie linie obronne poszły całkowicie w rozsypkę. Rosjanie swoją obronę oparli głównie o miasto Bałakliję, tutaj koncentrując większość swoich sił i wznosząc najwięcej fortyfikacji. W momencie gdy Ukraińcy obeszli Bałakiję od północy, Rosjanie zostali zagrożeni odcięciem i wpadli w panikę, wycofując się na wschód. Odwrót szybko zamienił się jednak w zwykłą ucieczkę, gdy okazało się że na rosyjskich tyłach nie wzniesiono żadnych linii obronnych, na których można byłoby zatrzymać Ukraińców.

    W efekcie, Rosjanie uciekali aż do miasta Kupiańsk, położonego nad rzeką Oskil, licząc że miasto posłuży za punkt zborny, gdzie będą w stanie się przegrupować i wyprowadzić kontruderzenie, zatrzymujące postępy Ukraińców. Nadzieje Rosjan okazały się jednak płonne. Ukraińcy nie dali Rosjanom ani chwili wytchnienia i już 9 września wdarli się do zachodniej części Kupiańska. Spanikowani Rosjanie wycofali się na drugi brzeg rzeki, do wschodniej części Kupiańska, wysadzając za sobą wszystkie mosty.

    Tego samego dnia, gdy Ukraińcy dotarli do Kupiańska (9 września), rozpoczęła się także operacja zajęcia Iziuma. Ukraińcy atakując z północy i południa, zaczęli brać rosyjski garnizon w kleszcze. Rosjanie znaleźli się w fatalnej sytuacji, walcząc prawie w okrążeniu. W efekcie Rosjanie podjęli decyzję o przebijaniu się na wschód w kierunku miasteczka Oskil, gdzie przekroczyli rzekę o tej samej nazwie (Oskil).

    Całkowite zwycięstwo

    Ukraińcy odnieśli całkowite zwycięstwo. W ciągu zaledwie 2 dni całkowicie rozbili rosyjskie linie obronne i wywołali na tyle dużą panikę po stronie przeciwnika, że rosyjskie oddziały wycofały się aż za rzekę Oskil, która stanowi teraz nową linię frontu.

    Ukraińskie zwycięstwo jest tym pełniejsze, że wraz z upadkiem Bałakliji i Iziuma, Rosjanie podjęli decyzję o ewakuacji swoich sił operujących na północ od Charkowa.

    Dla Ukraińców zwycięstwo pod Charkowem to największy sukces od czasu obrony Kijowa. Zwycięstwo podniosło nie tylko morale samych Ukraińców, ale także stanowi dowód dla państw zachodnich, że ukraińska armia jest w stanie wyprzeć Rosjan z ukraińskiej ziemi.

    Przyczyn ukraińskiego sukcesu jest kilka. Przede wszystkim zawiódł rosyjski wywiad, który albo nie zauważył ukraińskiej koncentracji (mało prawdopodobne) albo błędnie ocenił skalę tej koncentracji. Rosyjskie naczelne dowództwo bardzo późno zareagowało na ukraińską kontrofensywę – pierwsze posiłki na front zaczęły być kierowane dopiero 9 września, gdy de facto było już po „bitwie”, a Ukraińcy dotarli do Kupiańska i Iziuma. Duże znaczenie miało także słabe morale wśród rosyjskich oddziałów, które bardzo szybko wpadły w panikę, zostawiając za sobą tony sprzętu. Skala porażki pod Charkowem budzi także zasadne pytania o skalę rezerw, jakimi dysponują Rosjanie. Być może prawdziwą przyczyną rosyjskiej porażki nie jest słabe obsadzenie frontu pod Charkowem, a zbyt małe rezerwy siły żywej znajdujące się w dyspozycji rosyjskiego dowództwa.

    Należy jednak pamiętać, że ukraińskie zwycięstwo pod Charkowem, to nie tylko kwestia rosyjskich błędów. Cześć oddać trzeba także Ukraińcom. Co ciekawe pod Charkowem Ukraińcy zastosowali taktykę znaną bardziej z pól bitewnych Syrii niż z podręczników NATO. Mianowicie część nagrań sugeruje, że Ukraińcy – co najmniej na kilku odcinkach – prowadzili natarcia wysyłając do przodu pojazdy opancerzone, wyładowane lekką piechotą, uzbrojoną w ręczne wyrzutnie pocisków przeciwpancernych. Wspierane ogniem artylerii i czołgami, takie wozy podjeżdżały bardzo blisko rosyjskich linii i wysadzały żołnierzy, którzy momentalnie „rzucali się” na Rosjan, wywołując całkowitą panikę w szeregach przeciwnika. Bardzo niebezpieczna taktyka, ale – jak widać – także bardzo skuteczna.

    Całkowita porażka

    Dla Rosjan porażka pod Charkowem, a w szczególności utrata Iziuma, stanowi dotkliwą porażkę. Rosjanie nie tylko utracili dogodne pozycje do ostrzału Charkowa oraz uderzenia na Słowiańsk i Kramatorsk, ale także zostawili za sobą tony sprzętu, porzuconego w panicznej ucieczce przed „ukraińskim walcem”. Mówimy tutaj nie tylko o czołgach, pojazdach opancerzonych, paliwie czy amunicji, ale także swego rodzaju „ekskluzywnym sprzęcie”. I tak w ręce Ukraińców dostały się np. elementy rosyjskiego zautomatyzowanego systemu zakłócania łączności RB-301B Borisoglebsk-2.

    W takiej sytuacji, chwalenie się przez Rosjan, że stosunkowo mała liczba ich żołnierzy dostała się do ukraińskiej niewoli, jest raczej mało zabawnym żartem.

    Rosyjska porażka pod Charkowem wywołała ogromne problemy dla Kremla jeśli idzie o „sprzedanie tej informacji” w kraju. Przez całą ukraińską kontrofensywę, rosyjskie ministerstwo obrony milczało na temat ukraińskich postępów. Dopiero 11 września, ministerstwo poinformowało że na kierunku charkowskim prowadzone jest „taktyczne przegrupowanie” – co szybko stało się obiektem żartów, nawet tych Rosjan którzy mocno popierają „Specjalną Operację Wojskową”.

    W rosyjskiej infosferze znowu zaczęły się dyskusje na temat mobilizacji, a takie osoby jak Igor Striełkow zaczęły znowu zyskiwać na popularności. Wrze nawet w rosyjskim parlamencie. Giennadij Ziuganow, poseł i lider Komunistycznej Partii Federacji Rosji wezwał do mobilizacji, a w poniedziałek rosyjska duma ma rozważyć wezwanie ministra obrony Siergieja Szojgu, aby wytłumaczył się z porażki pod Charkowem.

    To nie koniec

    Pierwszy etap ukraińskiej kontrofensywy pod Charkowem zakończył się 12 września. Wygląda jednak na to, że to nie koniec. Ukraińcy nie chcą bowiem dać Rosjanom czasu na reorganizację swoich sił i próbują utworzyć przyczółek na drugim brzegu rzeki Oskil.

    Dodatkowo, gdy trwały jeszcze walki w okolicach Bałakiji, Kupiańska i Iziuma, Ukraińcy zaczęli przeprawiać się na drugi brzeg rzeki Doniec – na wysokości Łymana i Kreminnej. Sytuacja nie jest do końca jasna, ale wydaje się że Ukraińcom udało się zająć wioskę Staryj Karawan i utworzyć w ten sposób mały przyczółek pod Łymanem.

    Rosyjskie źródła informują także, że Ukraińcy koncentrują sprzęt i ludzi na Zaporożu. Zdaniem niektórych źródeł pro-rosyjskich, wkrótce na tym kierunku Ukraińcy wyprowadzą kolejne uderzenie. Wśród 2 najczęściej typowanych celów tych ataków znajdują się: Zaporoska Elektrownia Atomowa oraz Mariupol. Ciężko powiedzieć na ile ta ukraińska koncentracja jest prawdziwa, a na ile jest to efekt ukraińskich działań dezinformacyjnych. Jedno jest jednak pewne. Po porażce pod Charkowem Rosjanie obawiają się, że nie tylko cele “specjalnej operacji wojskowej” nie zostaną osiągnięte, ale także że Ukraińcy upokorzą całkowicie rosyjską armię i zmuszą ją do oddania przynajmniej części zdobytych już ziem.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Po treści bliskowschodnie zapraszam natomiast na mojego głównego bloga Puls Lewantu-FB i Twittera.
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    •  

      @JanLaguna: Dzięki. Poprzedni komentarz usunąłem przypadkiem i nie chciało mi się powtarzać. Trzeba trzymać kciuki by jak najwięcej łódek szło na dno a ten teren był dla Rosyjskich żołnierzy niczym taka mała Dunkierka.

    •  

      @JanLaguna:
      W Rosji powraca temat powszechnej mobilizacji dlatego mam kilka pytań odnośnie niej:
      1. Jaką wartość bojową mieliby ludzie z takiej mobilizacji? Byliby to wartościowi żołnierze? Morale pewnie mieliby jeszcze gorsze, niż aktualnie walczący żołnierze.
      2. Czy nie jest już za późno na szkolenie rezerw przez Rosję? Na to potrzeba kilka miesięcy a ludzi potrzebują na teraz.
      3. Podczas kontrofensywy ruskie straciły sporo sprzętu pancernego. Czy ewentualne rezerwy z poboru mogą liczyć na coś lepszego niż T-62 ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      4. Temat z najemnikami z Bliskiego Wschodu i Afryki jest definitywnie zamknięty czy może w akcie desperacji zdecydują się na każdego chętnego?
      5. Kiedyś czytałem artykuł, że Ukraińcy HIMARSami podjeżdżają nawet 5 km od linii frontu. Nie stwarza to ryzyka utraty sprzętu? Czy ewentualne przejęcie zestawu rakiet miałoby wpływ na działanie S-300?
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (103)

  •  

    Update sytuacji na kierunku charkowskim

    - Kupiańsk podzielony jest wzdłuż rzeki Oskil, Ukraińcy kontrolują zachodnią część miasta a Rosjanie wschodnią. Znajdujące się w Kupiańsku mosty na rzece Oskil prawdopodobnie zniszczony;

    - sytuacja w Izium nie do końca jasna, ale miasto raczej w rękach Ukraińców.

    . Około godziny 12 Ukraińcy opublikowali nagranie przedstawiające ich siły na północnych rogatkach miasta. Kilka godzin później rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało, że prowadzi "przegrupowanie" na kierunku charkowskim i że zgrupowanie operujące dotychczas w okolicy Bałakiji i Izium zostało przesunięte na teren Donieckiej Republiki Ludowej. Cześć źródeł pro-rosyjskich twierdzi, że Rosjanie opuścili już Izium. Imho jutro będą pewnie zdjęcia przedstawiające Ukraińców już w samym Izium;

    - obecnie Rosjanie próbują stabilizować linię frontu na rzece Oskil. Nie jest jasne czy Ukraińcy w ogóle będą ją chcieli teraz forsować i próbować wdzierać się głębiej w pozycje rosyjskie. Wojna informacyjna trwa jednak w najlepsze i niektórzy twierdzą że widzieli Ukraińców już w Łymanie, na przedmieściach Siewierodoniecka i Lisiczańska.

    Najciekawsza informacja jednak na koniec. Coraz więcej rosyjskich źródeł potwierdza, że to może nie być koniec "ukraińskich niespodzianek". Na wysokości Wuhłedaru miano odkryć ukraińską koncentrację ludzi i sprzętu. Zbierać tutaj mają się m.in. siły 1. Brygady Pancernej, która zażarcie broniła Czernichowa. Ciężko powiedzieć czy to jest element wojny informacyjnej, a Rosjanie widzą pod Wuhłedarem siły, których faktycznie tam nie ma, czy może faktycznie Ukraińcy szykują się do uderzenia w kierunku na Mariupol i Berdiańsk. Warto pamiętać że w taki sam sposób wyglądały przygotowania do ukraińskiej ofensywy pod Charkowem - najpierw źródła rosyjskie donosiły o koncentracji ukraińskiego sprzętu pod Bałakiją, raporty te zostały jednak zbagatelizowane przez rosyjskie dowództwo.

    Jeśli faktycznie szykuje się ukraińskie uderzenie na Zaporożu to mam nadzieję że zaczną jak ja już będę po urlopie. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #ukraina #lagunacontent
    pokaż całość

    źródło: ei_1662846472438.jpg

  •  

    Ukraińcy w Kupiańsku
    10.09.2020, g. 9:00

    Już wczoraj pojawiły się informacje, że pierwsze ukraińskie oddziały weszły do Kupiańska. Brakowało jednak zdjęć, które by to potwierdzały. Dzisiaj nie może być już żadnych wątpliwości. Ukraińcy zajęli zachodnią część miasta - przez Kupiańsk przepływa rzeka Oskil, która dzieli miasto na 2 części.

    Rosjanie donoszą, że ich siły są zbyt małe, aby przeprowadzić kontratak i musiały wycofać się za rzekę do wschodniej części Kupiańska. Te rosyjskie doniesienia są dość zabawne, bo od kilku dni źródła rosyjskie twierdziły że do Kupiańska ściągają "potężne posiłki".

    Realizuje się zatem najgorszy możliwy scenariusz dla Rosjan. Niezdolni do kontrataku, zostali zepchnięci aż za Oskil. Po utracie Kupiańska linie komunikacyjne łączące Izium z rosyjskim zapleczem są mocno "nadwyrężone". Teoretycznie Rosjanie nadal posiadają kilka połączeń z Izium, jednak wszystkie opierają się o mosty na Oskilu i Dońcu, które teraz są dogodnymi celami dla ukraińskiej artylerii (kilka mostów na Oskilu miało zostać już zniszczonych/uszkodzonych).

    Garnizon Izium donosi już o pierwszych potyczkach z ukraińskimi grupami mobilnymi, testujących rosyjskie linie obronne.

    Jeśli Rosjanie nie będą w stanie skontrować Ukraińców i wyprowadzić potężnego uderzenia w celu odbicia Kupiańska, to odbicie Izium przez Ukraińców staje się coraz bardziej prawdopodobne (już pojawiają się pierwsze raporty o wycofaniu części rosyjskich wojsk z Izium).

    #ukraina #lagunacontent - autorski tag
    pokaż całość

    źródło: ei_1662794696083.jpg

  •  

    Rosjanie nadal w panice. Pro-rosyjskie kanały wyzywają się między sobą na Telegramie (w komentarzu tłumaczenie). Ukraińcy tymczasem pod Krupiańskiem, podobno weszli już nawet do miasta. I dopiero jest 13 godzina. ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    #ukraina #lagunacontent

    źródło: ei_1662723343059.jpg

  •  

    Tak wygląda sytuacja na kierunku charkowskim według pro-rosyjskiego Rybara. Zatem obiektywnie rzecz biorąc jest jeszcze gorzej (dla Rosjan) ( ͡º ͜ʖ͡º) Nie miałem czasu żeby bliżej to śledzić, ale kontrola ukraińska wydaje się jeszcze większą niż tutaj zaznaczona na mapie np. dojście do takie Oskil jest już potwierdzone zdjęciami (dzięki @Aryo).

    Dla Rosjan to co się stało w ciągu ostatnich 2 dni to jest dramat. Całkowita panika na całej długości frontu. Zostawiony sprzęt, toboły, wsio, byle tylko uciec przed mobilnymi grupami Ukraińców, które wjeżdżają do kolejnych miejscowości. Wygląda na to, że Krupiańsk będzie dopiero pierwszą miejscowością, gdzie Rosjanie stawią opór.

    Nawet jeśli uda im się za jakiś skontrować Ukraińców (pojawia się już info o gromadzeniu wsparcia na wysokości Krupiańska) to i tak 1/Ukraińcy ich zwyczajnie upokorzyli 2/pozostawionego sprzętu Rosjanie już i tak nie odzyskają, bo Ukraińcy pewnie zdążą go ewakuować 3/Ukraińcy będą pewnie skutecznie prowadzili działania opóźniające, a więc Rosjanie będą ponosili spore straty 4/wszystkiego tego Rosjanie mogliby uniknąć, gdyby zareagowali na ukraińską koncentrację pod Bałakiją (ale tego nie zrobili, dlaczego, pewnie oni sami tego nie wiedzą) ( ͡º ͜ʖ͡º) 5/skuteczność takiego kontrataku i przywrócenie linii frontu sprzed ukraińskiej kontrofensywy może być niemożliwe, bo Rosjanie mogą bać się że jak ruszą siły np. spod Chersonia to Ukraińcy to wykryją i zaatakują w czułym punkcie, doprowadzając do takiej samej sytuacji jak teraz widzimy pod Charkowem. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Jako bonus polecam sprawdzić co się dzieje na rosyjskich kanałach telegramowych, panika pomieszana z teoriami spiskowymi, wściekłością i nutką bezsilności, dwoma słowami "ruski cyrk" ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #ukraina #lagunacontent
    pokaż całość

    źródło: ei_1662673117303.jpg

    •  

      @N331 Koniec Rosji to nie, ale generalnie Rosjanie dali ciała po całości. Poprawnie rozpoznali że Ukraińcy prowadzą koncentrację, ale nic z tym nie zrobili. Teraz ściągają posiłki i pewnie będą kontratakować, ale mleko i tak się wylało. Imho Ukraińcy teraz zatrzymają się na Oskilu i będą szarpać zgrupowanie iziumskie, szykują się tygodnie walk, zanim Rosjanie tam ustabilizują front.

    •  

      @JanLaguna: Czyli klasyczne " mamy wyjątkowe szczęście, że nasi przeciwnicy są wyjątkowo głupi ". Jeśli prorosyjskie źródła podają taki stan rzeczy, to znając ich zamiłowanie to propagandy, ukraińcy mogą być już pod Moskwą.

    • więcej komentarzy (32)

  •  

    Wygląda na to, że Ukraińcy zajęli Bałakiję i powoli podchodzą pod Krupiańsk, co znaczy że niedługo Izium zostanie częściowo odcięte ( ͡º ͜ʖ͡º) najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że Rosjanie dobrze wiedzieli o tym, że Ukraińcy prowadzą koncentrację na przyczółku czuhujewskim - nawet w ostatnim raporcie o tym pisałem, że Wagnerowcy i inne rosyjskie kanały zauważyły tę ukraińską koncentrację i obawiali się że Ukraińcy uderzą na Bałakije i na Krupiańsk. I co w tej sytuacji zrobili Rosjanie? Całkowicie nic. ( ͡º ͜ʖ͡º) Po zdjęciach i filmikach, wygląda na to że Rosjanie są całkowicie nieprzygotowani do odparcia uderzenia na tym odcinku. Bareja by tego nie wymyślił. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Jak to mówi pewien youtuber - super. Kciuk dla ZSU. ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Mam tylko lekki niedosyt, że ukraińska kontrofensywa rozpoczęła się jak właśnie jestem na urlopie i nie mogę tego śledzić "na żywo". ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #ukraina #lagunacontent
    pokaż całość

    źródło: ei_1662646769709.jpg

  •  

    O 11 będę w RMF 24 mówił o kryzysie politycznym w Iraku i postaci Muktady Sadra ( ͡º ͜ʖ͡º) Zapraszam ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #lagunacontent

    źródło: ei_1662538916258.jpg

    •  

      @CHVRCH_OF_RA Znam, ale zaproszenia tam - jeszcze - nie dostałem ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

      @FantaZy Update z Ukrainy będzie najwcześniej w piątek za tydzień, bo na urlopie jestem ( ͡~ ͜ʖ ͡°) ale fakt faktem, tylko wyjechałem to od razu Charków się ruszył ( ͡º ͜ʖ͡º)

      @Grooveer od 2018 r. prowadzę bloga (Puls Lewantu) o Bliskim Wschodzie, mam własną rubrykę bliskowschodnią w magazynie Układ Sił, jestem członkiem fundacji Abhaseed Foundation Fund (która docelowo będzie pierwszym polskim think tankiem poświęconym tylko sprawom Bliskiego Wschodu), od kilku lat zapraszają mnie do różnych rozmów czy to w radiu czy w różnych podcastach, a oprócz tego mam oczywiście konto na wykopie ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) pokaż całość

    •  

      @JanLaguna: Rob częściej te urlopy bo jak jesteś to nie ma o czym pisać, a jak tylko cie nie ma to ukry odbijają kolejne tereny xD
      Zelenski ci medal przyśle ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    Laguna na urlopie

    Od jutra zaczynam urlop. Teoretycznie nie będzie mnie do 19 września, ale myślę, że już w ostatnich dniach urlopu będę skrobał teksty o Bliskim Wschodzie czy Ukrainie.

    Po urlopie, Puls Lewantu wejdzie w okres "reorganizacji”. Pomysłów mam sporo. Mam nadzieję, że uda się zrealizować jak najwięcej z nich. Główne cele zmian:

    1. Większa regularność – to jest zdecydowanie moja pięta achillesowa ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    2. Crossposting – wszystkie teksty będą pojawiały się równolegle na fejsie/wykopie/insta/Twitterze itd.

    3. Audio-wideo – przynajmniej część tekstów będzie w formie podcastów lub materiałów wideo. Być może wprowadzę też jakiś format, który będzie tylko w formie audio/wideo;

    4. Powiązanie Pulsu Lewantu z Pulsem Zagranicy – tematy bliskowschodnie pozostają podstawą mojej działalności, ale Puls Zagranicy trzeba bardziej powiązać z Pulsem Lewantu, tak aby to że to ja tworzę oba blogi, było bardziej jasne.

    W ciągu najbliższych 2 tygodni polecam śledzić następujące tematy:

    1. Walki pod Chersoniem – nie patrzcie na linię frontu, ale na rosyjską logistykę;

    2. Pojawienie się 3. Korpusu i innych ochotniczych rosyjskich formacji na Ukrainie – moim zdaniem powinny one zacząć pojawiać się na Ukrainie w połowie września, przełomu raczej nie będzie, ale Rosjanie mogą zintensyfikiować swoje ataki w Donbasie;

    3. Irańskie drony na Ukrainie – z mojego rozeznania wynika, że Rosjanie drony z Iranu już dostali, w najbliższym czasie można spodziewać się nagrań z tym sprzętem;

    4. JCPOA – mimo ostatnich postępów w sprawie reaktywacji dealu z Iranem, moim zdaniem porozumienie między USA a Iranem jest daleko (powiedziałbym że najbardziej prawdopodobna opcja to taka że „dealu” w ogóle nie będzie). Ostatnie działania Irańczyków (wzmocnienie obrony przeciwlotniczej, przegląd obrony cywilnej) sugerują, że Teheran może obawiać się jakiejś demonstracji siły ze strony USA/Izraela, próbującej zmusić Irańczyków do ustępstw w sprawie JCPOA;

    5. Irak – w kolejnych tygodniach będzie pewnie znowu gorąco, moim zdaniem Sadryści znowu będą protestowali w Bagdadzie i próbowali zająć Zieloną Strefę.

    Patronów Bloga zapraszam jeszcze jutro na przegląd bliskowschodniej prasy z zeszłego tygodnia – idealny do porannej kawki.

    Wszystkiego dobrego i do zobaczenia w okolicach 19 września. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #lagunacontent
    pokaż całość

    źródło: PulsLewantu2.png

  •  

    Kilka przemyśleń odnośnie ofensywy na Chersoń

    Od wczoraj coraz częściej słychać głosy, że ukraińska ofensywa na Chersoń zakończyła się porażką. Pojawia się coraz więcej nagrań ze zniszczonym ukraińskim sprzętem, a osoby które jeszcze niedawno wieszczyły że Ukraińcy zaraz będą wchodzić do Chersonia, teraz ubolewają nad ukraińskimi stratami.

    Chyba czas na kilka gorzkich słów. I to od osoby, która już wiosną zwracała uwagę na to, że ukraiński marsz na Chersoń będzie bardzo, bardzo trudnym zadaniem - za co zarzucano mi wtedy defetyzm.

    Do kogo kieruję te słowa? Do tych wszystkich clickbaitowych „dziennikarzy”, którzy najpierw tworzą narrację że wielka ofensywa nadchodzi, a potem zmieniają zdane o 180 stopni.

    Od początku było wiadome, że ukraińska ofensywa na Chersoń będzie problematyczna i to z wielu względów. Brak dostatecznej liczby sił, brak doświadczenia w koordynacji działań o tak dużej skali, atak szerokim frontem na otwartym stepowym terenie i nadal funkcjonująca rosyjska logistyka (mimo wyłączenia z użytku stałych przepraw na Dnieprze).

    Mimo to wiele osób „grzało” narrację że „wielka ofensywa” nadchodzi. A teraz jak Ukraińcy zaatakowali i stracili kilka (być może kilkanaście) czołgów, to te same osoby piszą o „wielkiej porażce”.

    Sam byłem i jestem pesymistą gdy idzie o ofensywę na Chersoń, ale ten „clickbaityzm” to już jest przesada. Nie ma co się dziwić, że Ukraińcy tracą sprzęt na Chersończyźnie. Naturalnym jest, że strona, która atakuje na otwartym stepie ponosi wysokie straty.

    Ponadto wyciąganie wniosków po kilku dniach walk jest przesadą. Ukraińskie działania „ofensywne” pod Chersoniem są nakierowane nie na wbicie się pancerną pięścią w rosyjskie pozycje i triumfalne wejście do miasta, lecz na atakowanie rosyjskiej logistyki – w tym przepraw na Dnieprze i na Ingulcu. Od końca lipca, jak Rosjanie przerzucili pokaźne posiłki do Chersonia, stało się jasne że w bezpośrednim starciu Ukraińcy nie mają szans na odbicie Chersonia. Dlatego właśnie Ukraińcy zniszczyli mosty na Dnieprze i zaczęli atakować rosyjskie barki i promy, na których obecnie opiera się rosyjska logistyka.

    W efekcie, to czy Ukraińcy stracili 5-10 czołgów ma znaczenie drugorzędne dla ZSU (siły zbrojne Ukrainy). Najważniejsze dla Kijowa jest „zagłodzenie” rosyjskiej logistyki do takiego stopnia, że Rosjanie sami wycofają się na drugi brzeg Dniepru. Ukraiński ataki wzdłuż całej linii frontu sugeruje, że Ukraińcy szukają przede wszystkim luk w rosyjskiej obronie a nie że próbują nacierać na każdym możliwym odcinku. Szukanie luk jest w pełni zgodne z ukraińską strategią niszczenia rosyjskiej logistyki.

    Nawet jeśli ostatecznie Rosjanie obronią swój chersoński przyczółek, to Ukraińcy i tak odnieśli taktyczny sukces. Rosyjski artyleryjski walec w Donbasie, który jeszcze na przełomie czerwca i lipca wyparł Ukraińców z Siewierodoniecka i Lisiczańska, obecnie zatrzymał się. Większość rosyjskich sił, które operowały w Donbasie została przerzucona pod Chersoń lub na Zaporoże. W Donbasie zostały głównie małe oddziały Wagnera i milicje z Ługańska i Doniecka, które od tygodni nie mogą zająć ani Bachmutu ani Siewierska, nie mówiąc już o Słowiańsku czy Kramatorsku. Stworzenie przez Kijów narracji o ofensywie na Chersoń de facto uchroniło Ukraińców przed całkowitą porażką w Donbasie.

    Ukraińcy potrzebowali ofensywy na Chersoń jak powietrza. Przede wszystkim trzeba było odebrać Rosjanom inicjatywę, po ich sukcesach (Siewierodonieck, Lisiczańsk) w Donbasie. Ofensywa (nawet jeśli tylko w wymiarze medialnym) potrzebna była Ukraińcom w polityce wewnętrznej (podniesienie morale w narodzie), jak i zewnętrznej (utrzymanie lub zwiększenie zagranicznego wsparcia wojskowego i finansowego).

    Trudno mieć do Kijowa pretensje, że podjął decyzję o intensyfikacji ataków pod Chersoniem. Z perspektywy ZSU była to – wbrew pozorom – logiczna decyzja. Bo jakie perspektywy mieli Ukraińcy w Donbasie? Dać się zaorać rosyjską artylerią? No właśnie.

    W ostatnich dniach poniesiono wysokie straty, ale tak wygląda wojna, ludzie giną.

    Ja rozumiem, że sytuacja na froncie jest dynamiczna, i że – nawet blisko śledząc wydarzenia z Ukrainy – można się pomylić w ocenie sytuacji. W porządku, to zdarza się. Ale nie rozumiem zamieniania tej wojny w mema i podchodzenia do niej na zasadzie krótko-szybko-sensacyjnie w stylu „Ukraińcy stracili kilka czołgów? Hur dur wielka porażka”.

    Potrzeba trochę więcej dystansu i chłodniejszych głów.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Po treści bliskowschodnie zapraszam natomiast na mojego głównego bloga Puls Lewantu-FB i Twittera.
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: static01.nyt.com

    •  

      Czytając post miałem przed oczami pewnego Juliana ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      @mel0nik: fakt, wpis "sponsorowany" nieco przez Jihadi Juliana ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Trochę nie rozumiem twojego pesymizmu . Każde racjonalne źródło zaznaczało że to nie jest żaden sprint tylko conajmniej miesięczny maraton, a raszyści mają w nim upośledzoną logistykę

      @Xardin: no właśnie nie do końca. Jest sporo osób, które twierdzi, że to jest maraton i że celem nie jest rozbicie Rosjan w walce a rozłożenie ich logistyki i w ten sposób zmuszenie do odwrotu. Ale zobacz co piszą np. Ropcke przedwczoraj:

      "Terrible videos from Kherson ... won't share much, but it looks like the counteroffensive was a failure."

      albo Wolski wczoraj:

      "Mój pierwszy i jeszcze niepewny wniosek jest taki że działania na północ od Dniepru jakie widzimy to prawdopodobniejednak jest niedoszła ukraińska ofensywa która jest drugą (po Sewierodoniecku) poważną porażką ukraińską"

      MI chodzi właśnie o pisanie takich rzeczy, zmienianie co chwilę zdania. Nie ma ofensywy --> wielka ofensywa --> porażka itd. To jest właśnie ten clickbaityzm, o którym piszę. Jak cykl mikroblogera. ( ͡º ͜ʖ͡º)

      Co nie znaczy, że nie ma osób, które komentują sytuację bez zbędnej sensacji np. Konrad Muzyka z Rochana czy pułkownik Lewandowski u Zychowicza.

      A co do pesymizmu, to ja bym powiedział - że jak na mnie - wpis jest mocno optymistyczny, bo jednak podkreślam że ukraińskie działania na Chersoniu mają sens i nawet jeśli nie zakończą się finalnie odbiciem Chersonia, to i tak Ukraińcy dobrze robią, że przesunęli ciężar walk właśnie na Chersońszczyznę.
      pokaż całość

    •  

      MI chodzi właśnie o pisanie takich rzeczy, zmienianie co chwilę zdania. Nie ma ofensywy --> wielka ofensywa --> porażka itd. To jest właśnie ten clickbaityzm, o którym piszę. Jak cykl mikroblogera. ( ͡º ͜ʖ͡º)

      @JanLaguna: Pod tym podpisuje się w 100%, polemizuje jedynie z pesymizmem (choć sam bywałem nadmiernie optymistyczny). Ofensywa raczej nie jest naiwna i jest adekwatna do celów. Osobiście uwazam ze to może potrwać, ale rosjanie nie mają chyba nic co mogłoby utrzymać zaopatrzenie i powstrzymać ostateczne zniszczenie wojsk rosyjskich. Zwłaszcza ze Ukraińcy przekraczając Ingulec zmusili ich do kontrofensywy, która odpowiednio szybciej będzie zżerać im zasoby. pokaż całość

    • więcej komentarzy (30)

  •  

    Bitwa na ulicach Bagdadu. Czy Irak zmierza w kierunku wojny domowej?

    Wieczorem 29 sierpnia Bagdad zamienił się strefę wojny. W całym mieście toczyły się starcia między zwolennikami Muktady Sadra a bojownikami Rady Koordynacji. Sadryści zaatakowali także wojska rządowe, broniące tzw. Zielonej Strefy (dzielnica rządowa w Bagdadzie). Walki trwały całą noc, a w ruch poszły nie tylko karabiny, ale także granatniki przeciwpancerne, moździerze i wyrzutnie rakietowe. Czy Irak zmierza w kierunku wojny domowej?

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam ze względu na większą przejrzystość.

    Wybory i zasada konsensusu

    Ważny jest kontekst obecnych wydarzeń. Aby go zrozumieć musimy cofnąć się do jesieni 2021 r., gdy w Iraku odbyły się wybory parlamentarne. Wygrało je ugrupowanie Muktady Sadra, który stanowi jedną z barwniejszych postaci irackiej sceny politycznej. Wywodząc się ze znanego rodu szyickich uczonych (szyici to jeden z 2 głównych odłamów islamu), Sadr zdobył swoją popularność po 2003 r., tworząc tzw. Armię Mahdiego i walcząc z siłami okupacyjnymi.

    Po wygranych wyborach, jesienią 2021 r. Sadryści próbowali stworzyć rząd w koalicji z partiami sunnickimi i kurdyjskimi, eliminując z układanki szyickich rywali Sadra – w szczególności byłego premiera Malikiego (którego Sadr szczerze nienawidzi, bo Maliki, wraz z Amerykanami, rozbił Armię Mahdiego w 2008 r.). Próbując stworzyć rząd bez udziału innych partii szyickich, Sadr złamał w ten sposób tzw. zasadę konsensusu, która stanowi fundament irackiego systemu politycznego od czasu obalenia Saddama w 2003 r.

    Zasada konsensusu polega na tym, że politycy starają się, aby w skład koalicji rządowej weszła jak największa liczba partii. W efekcie, w skład kolejnych irackich rządach tworzonych po 2003 r. wchodziła większość partii, które zasiadały wówczas w parlamencie. Ta zasada zapewnia dużą inkluzywność rządów, jednak powoduje także rozmycie odpowiedzialności i brak silnej opozycji parlamentarnej.

    Zasada konsensu jest coraz częściej atakowana przez młodych Irakijczyków, którzy uważają ją za symbol upadku irackiego systemu politycznego. Zanim jesienią 2021 r. zaczął ją kwestionować Sadr, przeciwko zasadzie konsensu wypowiedział się np. tzw. „Ruch Październikowy” – młode środowisko, które powstało na bazie protestów z 2019-2020 r.

    Wszyscy przeciw Sadrowi

    Próby obalenia zasady konsensusu przez Sadra doprowadziły do powstania tzw. Rady Koordynacji, której głównym celem było uniemożliwienie Sadrowi utworzenia rządu. Rada często jest określana jako pro-irańska, ale to zbyt duże uproszczenie. Faktycznie w jej skład wchodzi np. pro-irański Fateh, ale równocześnie w Radzie zasiada np. także pro-amerykański Nasr, byłego premiera Abadiego, którego ciężko podejrzewać o pro-irańskie sympatie.

    Na Radę Koordynacji trzeba patrzeć przede wszystkim jako na organizację, której celem jest ochrona statusu quo, ochrona obecnego systemu politycznego Iraku, który podważany jest działaniami Sadra. A jest czego bronić, bo iracki system, mimo że skostniały i niewydolny, pozwala irackim elitom na bardzo komfortowe życie – Irak jest skrajnie skorumpowanym krajem, a 1/4 środków publicznych jest defraudowana.

    Ostatecznie działania Rady Koordynacji doprowadziły do zablokowania wszelkich inicjatyw Sadra zmierzających do utworzenia nowego rządu. W tej sytuacji, w czerwcu 2022 r. (ponad pół roku po wyborach), Sadr kazał swoim ludziom zrezygnować z mandatów poselskich.

    W efekcie większość w parlamencie zdobyła Rada Koordynacji, która zaproponowała na nowego premiera Mohameda al Sudaniego, zaufanego człowieka Nuriego Malikiego (wspomnianego wroga Sadra). To wystarczyło, aby doprowadzić Irak na krawędź wojny domowej.

    Szturm na parlament

    Pod koniec lipca Sadryści wdarli się na teren Zielonej Strefy (dzielnica rządowa) w Bagdadzie i zajęli budynek parlamentu. W kolejnych dniach jeszcze kilkukrotnie wdzierali się do Zielonej Strefy organizując manifestacje przeciwko Sudaniemu i Malikiemu.

    W efekcie działalność parlamentu została zawieszona. Pełniący obowiązki premiera, Mustafa Kadhimi, próbował rozwiązać spór między Sadrystami a Radą Koordynacji zapraszając wszystkie irackie partie do „okrągłego stołu”. Sadryści zbojkotowali jednak próby mediacji podjęte przez Kadhimiego. Sadryści byli jedyną partią, która nie wzięła udziału w rozmowach. W efekcie kryzys trwał nadal.

    Mardża i Sadr

    Tymczasem pod koniec sierpnia, Sadr musiał zmierzyć się z kolejnym, tym razem dość niespodziewanym, zagrożeniem. W niedzielę, 28 sierpnia, ajatollah Kadhim al-Hairi ogłosił swoją rezygnację ze stanowiska mardży (najwyższe stanowisko w hierarchii szyickiego duchowieństwa). Jednocześnie Hairi skrytykował Sadra za okupację Zielonej Strefy i wezwał Sadrystów do wierności wobec najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego. To – jak mogłoby się wydawać – mało znaczące wydarzenie, miało duży wpływ na dalszy bieg wydarzeń.

    Najpierw musimy wyjaśnić kim jest mardża oraz kim jest Hairi. U szyitów występuje bardzo rozbudowana hierarchia duchowieństwa. Najwyższą godnością jest funkcja mardży. Mardżów jest wielu, a wszyscy są równi “stopniem”. Przykładowo mardżą jest ajatollah Chamenei (najwyższy przywódca Iranu) czy ajatollah Sistani z Nadżafu (iracki mardża, który cieszy się największym szacunkiem wśród irackich szyitów). Teoretycznie każdy szyita powinien mieć swojego mardżę, swojego “duchowego przewodnika”. Takim duchowym przewodnikiem dla Sadrystów był właśnie Kadhim al-Hairi.

    Musimy mieć bowiem świadomość, że o ile przedstawia się Muktadę Sadra jako założyciela Ruchu Sadrystowskiego, to jest to błędne przekonanie. Korzenie ruch sadrystowskiego sięgają lat 70., a kluczowe znaczenie w jego powstaniu mieli przede wszystkim Muhammad Bakir as-Sadr (teść Muktady) oraz Mohammad Sadik al-Sadr (ojciec Muktady).

    Zgodnie z wolą Mohameda Sadika al Sadra (zginął w zamachu w 1999 r.), Sadryści zostali zobowiązani do „podążania naukami” Kadhima al Hairiego. W efekcie w latach 1999-2003 to Hairi był największym autorytetem dla Sadrystów. Sytuacja zmieniła się po 2003 r., gdy 29-letni wówczas Muktada stworzył Armię Mahdiego i zaczął walczyć z Amerykanami.

    Obecnie opozycja Muktady jako „politycznego lidera” Ruchu Sadrystowskiego nie jest kwestionowana, jednak jego oponenci często wytykają mu brak odpowiedniego wykształcenia religijnego – Muktada wywodzi się z rodziny wielkich uczonych, ale sam stoi stosunkowo nisko w szyickiej hierarchii religijnej.

    W ten sposób rezygnacja Hairiego z funkcji mardży i jego krytyka wobec warcholstwa Muktady, bezpośrednio uderzyła w legitymację Sadra do dalszego przewodzenia Ruchowi Sadrystowskiemu. Cios był tym dotkliwszy, że Hairi wezwał Sadrystów do wierności Chameneiemu (przywódcy Iranu).

    W reakcji na rezygnacje Hairiego z funkcji mardży, dzień później Muktada Sadr ogłosił że wycofuje się z polityki. To właśnie ta decyzja Sadra stała się bezpośrednią przyczyną starć w Bagdadzie między Sadrystami a zwolennikami Rady Koordynacji, które szybko rozlały się na inne miasta szyickiego południa.

    Demonstracja siły

    Moim zdaniem starcia w Bagdadzie stanowiły przede wszystkim demonstrację siły ze strony Sadra. Dla większości Sadrystów sprawy religijne mają znaczenie drugorzędne. Oni przede wszystkim uważają się za „żołnierzy Muktady” a nie “mardży Hairiego”. Co nie znaczy jednak, że kwestie legitymacji nie mają jakiegokolwiek znaczenia dla Sadrystów.

    Sadr chciał pokazać, że nikt – nawet Hairi – nie jest w stanie podkopać jego władzy nad Ruchem Sadrystowskim. Wcale nie wykluczone, że Sadr będzie próbował teraz kreować się także na duchowego opiekuna Sadrystów – co jednak będzie o tyle problematyczne, że Sadr stoi stosunkowo nisko w hierarchii religijnej.

    Jednocześnie walki w Bagdadzie miały być ostrzeżeniem dla pro-irańskiej części Rady Koordynacji. Jak wynika bowiem z komunikatów współpracowników Sadra, Muktada uważa że to właśnie pro-irańska frakcja w Iraku zmusiła Hairiego do rezygnacji.

    Cała sprawa z wycofaniem się Sadra z polityki i starciami w Bagdadzie została moim zdaniem wyreżyserowana przez Sadrystów. Muktada chciał pokazać, że dysponuje ogromnym poparciem, i że w jego obronie spontanicznie stanie całe szyickie południe kraju. Starcia w Bagdadzie jednak w żaden sposób nie były spontaniczne. Sadryści byli świetnie zorganizowani i dobrze znali zarówno słabe punkty w obronie Zielonej Strefy, jak i słabo obsadzone placówki milicji powiązanych z Radą Koordynacji. Za brakiem spontaniczności działań Sadrystów przemawia także fakt, że cała akcja wykroczyła poza Bagdad – atakowano siedziby milicji na południu kraju i wdzierano się na teren pól naftowych. Za kilka tygodni, Sadr ogłosi pewnie, że wraca do polityki (już kilka razy ogłaszał swoją “polityczną emeryturę”).

    Walki w Bagdadzie trwały tylko jedną noc. W ich wyniku zginęło jednak 30 osób. Nad ranem Sadr wezwał swoich zwolenników do zakończenia walk i krótko później sytuacja się uspokoiła. Ciężko jednak powiedzieć czy demonstracja siły ze strony Sadra zakończyła się pełnym sukcesem. O ile wcześniej Sadr próbował kreować się na trybuna ludowego, obrońcę irackiej państwowości, o tyle teraz ewidentnie działał jako element anty-państwowy. Paradoksalnie – nocą 29 września – to pro-irańskie milicje a nie Sadr stanęły po stronie irackiego państwa.

    Po komentarzach irackich polityków widać, że warcholstwo Sadra nie spodobało się nie tylko Radzie Koordynacji, ale nawet premierowi Kadhimiemu, który wcześniej był stosunkowo pozytywnie nastawiony do Sadra (najprawdopodobniej to dzięki poparciu Kadhimiego Sadryści tak łatwo zajęli budynek parlamentu w lipcu). Kolejne tygodnie będą zatem pewnie równie napięte, a Rada Koordynacji nadal będzie parła w kierunku powołania rządu – nawet jeśli Sadr będzie się temu sprzeciwiał.

    Co teraz?

    Irak już od 2019 r. pogrążony jest w ogromnym kryzysie polityczno-gospodarczo-społecznym. Obecna formuła rządów zwyczajnie się wyczerpuje a system pęka w szwach. Ostatnie napięcia między Sadrem a Radą Koordynacji to tylko wierzchołek góry lodowej.

    Przede wszystkim Irak mierzy się ogromnym wyzwaniem demograficznym. Osoby poniżej 30 roku życia, które stanowią 56% całej populacji są skrajnie niezadowolone z sytuacji w kraju. Co roku przybywa blisko 1 mln Irakijczyków, a 500 tysięcy osób wkracza na rynek pracy. Przed 2015 r. większość siły roboczej Iraku znajdowało zatrudnienie w sektorze publicznym (w 2013 r. 71% irackiej siły roboczej zatrudnionych było w sektorze publicznym). Jednak załamanie się cen ropy w 2015 r. doprowadziło do upadku irackiego eldorado i zawieszenia tworzenia nowych etatów w sektorze publiczny. W efekcie kolejne roczniki wkraczające na rynek mają coraz większe problemy ze znalezieniem pracy. I tak o ile bezrobocie w Iraku wynosi ok. 14%, to wśród osób w wieku 15-24 lat (aktywnie szukających pracy) bezrobocie wynosi ok. 27%.

    To właśnie osoby poniżej 30. roku życia, które nie zostały „wdrożone” do systemu ze względu na krach w 2015 r., są najbardziej rozczarowane i kontestują status quo. Te osoby stanowiły główną „bazę rekrutacyjną” dla protestów z przełomu 2019 i 2020 r., które doprowadziły do upadku rządu premiera Mahdiego i rozpisania przedterminowych wyborów. Protesty te prawdopodobnie osiągnęły by jeszcze więcej gdyby nie zabójstwo gen. Solejmaniego w Bagdadzie w styczniu 2020 r., co zagroziło konfrontacją amerykańsko-irańską i wygasiło protesty.

    Problemem jest także kontestowanie przez młodych obecnego systemu politycznego. Nie chodzi tylko o wspomnianą już zasadę konsensusu, ale także o „muhasasa ta’ifia” (arab. system sekciarskich nominacji), który ma na celu zapewnienie równej reprezentacji poszczególnych grup etniczno-religijnych Iraku (sunnici, szyici, Kurdowie). Wśród młodych Irakijczyków coraz częściej słychać głosy o potrzebie utworzenia nowoczesnego państwa, które odrzuci podziały etniczno-religijne.

    Od 2019 r. Sadr próbuje przedstawiać się jako lider tego młodego ruchu protestacyjnego, jednak środowisko tzw. “Ruchu Październikowego” (liderzy protestów z 2019-2020 r.), kwestionują jego przywództwo.

    Największym wyzwaniem Iraku są jednak podziały w społeczności szyickiej. W czasach Saddama to sunnici dominowali w irackiej polityce. Jednak 2003 r. zmienił wszystko. Od tej pory to szyici zdominował Irak. Teraz ten “szyicki dom” jest jednak podzielony jak nigdy wcześniej w historii. Linią podziału wśród szyitów jest wszystko – postawa wobec PMU (milicje, które nie chcą podporządkować się państwu), postawa wobec Iranu, zasada konsensusu, muhasasa ta’ifia, czy wilayat al-Faqih (tzw. władza islamskiego jurysty, część środowisk irackich szyitów chce wprowadzenia rządów teokratycznych podobnych jak w Iranie). Ostatnie starcia między Sadrem a Radą Koordynacji to właśnie przykład jak daleko zawędrowały podziały w społeczności szyickiej.

    Spadek cen ropy naftowej, problemy finansowe, wzrost nastrojów nacjonalistycznych i podziały wśród szyitów, powodują że obecny status quo pęka w szwach. Jednocześnie brakuje „wentyla niebezpieczeństwa”, który mógłby doprowadzić do deeskalacji – w szczególności Irakijczycy nie wierzą w wybory jako sposób zmiany systemu (co pokazuje konsekwentnie spadająca frekwencja wyborcza). Próby „naprawy systemu od wewnątrz” także przynoszą ograniczone korzyści – rząd centralny jest zbyt słaby, a szyici (który zdominowali politykę po 2003 r.) zbytnio podzieleni. Obecny iracki system polityczny jest nie do utrzymania i zmierza ku końcowi. Otwarte pozostaje jednak pytanie czy reforma systemu odbędzie się w sposób pokojowy czy też nie. Ostatnie starcia w Bagdadzie sugerują że „rewolucja” może być krwawa.

    Na koniec zaznaczę jeszcze tylko, że Sadr nie jest w tej historii pozytywnym bohaterem, “nowym Mahdim”, który próbuje ocalić iracką państwowość. Sadr instrumentalnie wykorzystuje falę nastrojów nacjonalistycznych, anty-irańskich i niezadowolenie z sytuacji gospodarczej, aby kreować się na trybuna ludowego, “rzecznika pokrzywdzonych”. Jego celem niekoniecznie jest jednak uczynienie z Iraku silnego i bogatego kraju. Sadrowi zależy przede wszystkim na zagarnięciu jak największej części władzy dla siebie. Część osób próbuje bronić Sadra, twierdząc że jest on ostatnim obrońcą Iraku przed wpływami Teheranu, ale to też nie do końca prawda. Sadr posiada bowiem rozległe kontakty z Teheranem, i nie atakuje Iranu jako takiego, a bardziej pro-irańskie milicje, które szerzą bezprawie w Iraku. Wielokrotnie Sadr zwracał się nawet do Teheranu o pomoc w zwalczaniu pro-irańskich milicji. Postawa Iranu jest natomiast bardo niejednoznaczna w całej sprawie. I tak przykładowo Teheran nie opowiedział się po stronie Rady Koordynacji – a część raportów sugeruje nawet, że Teheran jest gotów dogadać się z Sadrem, kosztem części pro-irańskich milicji.

    Sytuacja w Iraku jest zatem mocno zagmatwana, a ostatnie starcia w Bagdadzie jeszcze mocniej komplikują tę polityczną układankę.

    _______________

    Info z Bliskiego Wschodu wrzucam na:
    - stronę Puls Lewantu
    - #lagunacontent
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem. Wołam tylko do dłuższych tekstów.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #irak #iran #lagunacontent - autorski tag #bliskiwschod #geopolityka
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    •  

      @oligopol: wpływy USA w Iraku są małe, Amerykanie większy wpływ mają obecnie tylko na iracki Kurdystan. Na rząd centralny w Bagdadzie Amerykanie mają ograniczone środki nacisku. Poza tym Amerykanie odpuścili sobie temat Iraku, w pewnym momencie chcieli bliżej się związać z administracją Kadhimiego, ale ostatecznie uznali chyba że Kadhimi nie jest "siłownikiem", zdolnym do działania w charakterze reprezentanta USA, i przekazali iracki portfolio KSA i ZEA, które próbują uniezależnić Irak np. od importu irańskiej energii przyłączając Irak do sieci energetycznej krajów Zatoki (irańska energia elektryczna jest objęta sankcjami, Bagdad co kilka miesięcy dostaje specjalny amerykański waiver, żeby importować energię z Iranu). pokaż całość

    •  

      Mowa o operacji antyterrorystycznej (anty sunnicko arabskiej) Gdyby nie USA, to Mosul by zajmowali pewnie Iranczycy.

    • więcej komentarzy (77)

  •  

    Kontrofensywa pod Chersoniem D+2. Pogłoski o ofensywie na Izium

    Krótki update odnośnie walk pod Chersoniem. Tradycyjnie zachęcam do czytania na Blogu.

    Ukraińcy nadal utrzymują "embargo informacyjne" na wieści spod Chersonia. Wygląda na to, że największy sukces Ukraińcy odnieśli na linii rzeki Ingulec, zajmując wioskę Stary Staw.

    Źródła rosyjskie (ukraińskie milczą) nie są zgodne co do tego jak wygląda obecnie sytuacja na linii Ingulca. Jedni twierdzą, że Rosjanie wyprowadzili kontruderzenie i próbują odzyska Stary Staw. Inni, jak np. Rybar (źródło pro-rosyjskie, ale potrafiące się przyznać do strat), twierdzą że Ukraińcy zajęli nie tylko Stary Staw, ale także wąskim korytarzem przebili się dalej na południe (poniżej mapa od Rybara).

    Jeśli Rybar ma rację to wygląda na to, że Ukraińcy chcą przeciąć drogę T2207 i w ten sposób odciąć część rosyjskich sił broniących linii rzeki Ingulec od zaopatrzenia. Manewr ambitny, ale też niebezpieczny, bo wygląda na to, że Ukraińcy atakują wąskim korytarzem, bez szerszego rozwinięcia swoich sił - narażając się w ten sposób na ostrzał artyleryjski i rosyjską kontrę.

    Generalnie wpis jest stricte informacyjny i zalecam podchodzić do wszelkich informacji z Chersonia z dużym dystansem. Ukraińcy milczą, a rosyjskie źródła piszą "we wszystkie strony świata" - niektórzy piszą o ciężkich walkach na linii Ingulca, inni że ukraińskie uderzenie już się załamało, a inni jeszcze piszą o przygotowaniach do rosyjskiego szturmu na Mikołajów.

    Tymczasem interesujące wieści dobiegają z kierunku charkowskiego. Źródła pro-rosyjskie informują o ukraińskiej koncentracji na tzw. przyczółku czuhujewskim (jedyny sektor, gdzie Ukraińcy znajdują się po "rosyjskiej" stronie Dońca, mapa poniżej). Rosjanie uważają, że Ukraińcy - wyprowadzając uderzenie z przyczółka czuhujewskiego - mogą próbować zagrozić rosyjskim liniom zaopatrzeniowym idącym do Izium - obiektywnie rzecz biorąc taki atak byłby jednak trudny do wykonania przez stronę ukraińską, bo obecnie Izium jest zaopatrywane nie tylko z północy, ale także ze wschodu (wzdłuż Dońca).

    W skrócie mówiąc, wojna informacyjna trwa w najlepsze. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nadal uważam że obecną sytuację pod Chersoniem najlepiej podsumowuje to co napisałem wczoraj w tekście "Ukraińska kontrofensywa pod Chersoniem":

    Moim zdaniem ukraińskie ataki nie oznaczają, że rozpoczęła się – zapowiadana od miesięcy – ukraińska kontrofensywa na Chersoń. (...) Rosyjska logistyka będzie determinowała dalszy rozwój sytuacji na kierunku chersońskim. (...) Jeśli Ukraińcy mają odnieść sukces pod Chersoniem to tylko dzięki sparaliżowaniu rosyjskiej logistyki (zniszczenie przepraw na Dnieprze) oraz wywołaniu paniki w szeregach wojsk rosyjskich.

    pokaż spoiler Do tekstu dołączam sytuację na linii rzeki Ingulec, mapa od Rybara

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem. Wołam tylko do dłuższych tekstów.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    •  

      Czy atak na terenie składającym się głównie z gigantycznych pól to jest wogóle dobry pomysł?

      @cieciowy: Tak. To jest idealne pole walki.

      +: Makak87
    •  
      Makak87

      +2

      @konradpra:

      PS: Bycie teraz na ukraińskiej szpicy tam, to chyba jedno z najgorszych miejsc na ziemi. Podejrzewam że w ten rejon wali naprowadzane dronami i na oślep absolutne wszystko co ma RU na zbyciu.

      Jeszcze trzeba miec czym strzelac a potem trzeba trafic. Nie ma lepszego sposobu na unikanie strat od ostrzalu artyleryjskiego niz manewr. Artyleria jest sie bardzo, bardzo trudno bronic. Wolalbym jezdzic czolgiem po polach niz siedziec tygodniami w rozpoznanym okopie do ktorego wstrzelana jest bateria okolicznych mozdzierzy. pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Ukraińska kontrofensywa pod Chersoniem

    Wczoraj Ukraińcy mieli rozpocząć kontrofensyw e na Chersońszczyźnie. Media donoszą o kolejnych ukraińskich sukcesach na linii rzeki Ingulec oraz o podchodzeniu ukraińskich czołówek pod Chersoń. Ile jest w tym prawdy? Sprawdźmy.

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam ze względu na większą przejrzystość.

    Ukraińskie natarcie

    Wczoraj Natalia Humeniuk, rzeczniczka południowego dowództwa ZSU (Siły Zbrojne Ukrainy), poinformowała że wojska ukraińskie rozpoczęły natarcie na kilku odcinkach frontu chersońskiego. Wkrótce później informację te potwierdził szef kancelarii prezydenta, Andrij Jermak. W podobnym tonie wypowiedział się także Ołeksij Arestowicz, który poinformował że w na niektórych odcinkach Ukraińcom udało się przełamać rosyjskie linie obronne.

    Poza takim komunikatami o sytuacji pod Chersoniem wiemy mało. Cały czas trwa wojna informacyjna, prowadzona tak przez Rosjan, jak i Ukraińców.

    Zarówno źródła rosyjskie, jak i ukraińskie są jednak zgodne, że Ukraińcy zaatakowali wczoraj na pięciu odcinkach frontu pod Chersoniem: pod miejscowościami Posad-Pokrowske, Błahodatne, Snihuriwką, Andriwką i Wysokopilą (patrz mapa poniżej). Nie wiadomo jednak jaki dokładnie był rezultat ukraińskich ataków. Ukraińcy od dawna utrzymują „informacyjne embargo” gdy idzie o wiadomości na temat starć pod Chersoniem – nie inaczej jest także tym razem.

    Porównując nieliczne komunikaty ukraińskie z informacjami płynącymi z rosyjskich kanałów, można jednak z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że Ukraińcy odnieśli sukces na linii rzeki Ingulec, a dokładnie w okolicach Andriwki (pkt 4 na mapie). Źródła rosyjskie potwierdzają, że – pod naporem sił przeciwnika – Rosjanie musieli wycofać się z wioski Suchy Staw. Wydaje się też, że pomniejsze sukcesy Ukraińcy odnieśli w okolicy Posad-Pokrowske (pkt 1 na mapie) oraz Wysokopili (pkt 5 na mapie).

    Wielka kontrofensywa?

    Moim zdaniem ukraińskie ataki nie oznaczają, że rozpoczęła się – zapowiadana od miesięcy – ukraińska kontrofensywa na Chersoń. Od kilku miesięcy zwracam w swoich raportach uwagę, że nic nie wskazuje, aby Ukraińcy dysponowali na tym kierunku dostatecznymi siłami, zdolnymi do wypchnięcia Rosjan z Chersonia. Mimo „ciszy w eterze” jaką zachowuje strona ukraińska tak duża koncentracja sprzętu i ludzi nie przeszłaby niezauważona – mimo całego dyletanctwa Rosjan warto pamiętać że np. gdy załamały się linie ukraińskie wzdłuż drogi Bachmut-Lisiczańsk (czerwiec), źródła rosyjskie zauważyły ukraińską koncentrację pod Bachmutem i poprawnie rozpoznały ją jako przygotowana do kontrofensywy.

    Sukcesy, które Ukraińcy odnieśli wczoraj są – mimo wszystko – sukcesami lokalnymi, które nie zmieniają strategicznej sytuacji pod Chersoniem.

    Nie wykluczam jednak, że ukraińskie ataki pod Chersoniem były częścią „większego planu” i miały na celu, sprawdzenie w jakim stanie znajduje się obecnie rosyjska logistyka na przyczółku chersońskim.

    W zeszłym tygodniu Ukraińcy – dzięki HIMARSom – uszkodzili bowiem znacznie most na tamie w Nowej Kachówce, wyłączając go z użycia. To trzeci i ostatni most na Dnieprze, który służył Rosjanom do zaopatrywania swoich sił przez Dniepr (2 mosty w Chersoniu zostały znacznie uszkodzone już wcześniej). Teraz siły rosyjskie na przyczółku chersońskim zaopatrywane są wyłącznie prowizorycznymi przeprawami przez Dniepr – barkami i promami.

    Rosyjska logistyka będzie determinowała dalszy rozwój sytuacji na kierunku chersońskim. Ukraińcy nie mają wystarczających sił do odbicia Chersonia – zwłaszcza w sytuacji, gdy kilka tygodni temu Rosjanie ściągnęli znaczne posiłki na drugą stronę Dniepru (w oczekiwaniu na ukraińską kontrofensywę).

    Jeśli Ukraińcy mają odnieść sukces pod Chersoniem to tylko dzięki sparaliżowaniu rosyjskiej logistyki (zniszczenie przepraw na Dnieprze) oraz wywołaniu paniki w szeregach wojsk rosyjskich. Obecnie żaden z tych warunków nie został spełniony.

    Przeprawy na Dnieprze są co prawda na tyle uszkodzone, że nie nadają się do użycia – jednak barki i promy zdają się wystarczać Rosjanom do zaspokajania, co najmniej, części swoich potrzeb na przyczółku chersońskim (zobaczymy na jak długo to wystarczy).

    Tak samo nie widać paniki w rosyjskich szeregach. Mimo symultanicznych ataków wyprowadzonych przez Ukraińców na kilku odcinkach frontu chersońskiego, Rosjanie stawiają twardy opór, a miejscami – jak sami twierdzą – próbują kontraktować.

    Co teraz?

    Moim zdaniem w kolejnych dniach można spodziewać się dalszych walk na chersońskim stepach. Ukraińcy z pewnością zintensyfikują także swoje ataki na rosyjskie zaplecze – od wczoraj biją znowu po mostach w Chersoniu i Nowej Kachówce, a także atakują linię kolejową łączącą Nową Kachówkę z Donbasem i Krymem oraz rosyjskie składy zaopatrzeniowe na drugim brzegu Dniepru.

    Nie uważam jednak , żeby obecne walki pod Chersoniem stanowiły zapowiadaną wielką ukraińską ofensywę na Chersoń.

    Zupełnie nie dziwię się jednak Ukraińcom, że tak „grzeją” temat chersońskiej ofensywy. Kijowowi potrzeba sukcesów – nawet jeśli tylko medialnych. Doniesienia o sukcesach pod Chersoniem zwiększają morale w kraju i za granicą – co jest bardzo istotne, zwłaszcza teraz gdy idzie zima, rosną koszty energii a na Zachodzie odzywają się głosy o potrzebie dogadania się z Moskwą.

    Moim zdaniem obecna sytuacja na Chersońszczyźnie utrzyma się do przyszłego roku. Mamy tutaj sytuację patową. Z jednej strony Ukraińcy zadali bardzo duże starty rosyjskiej logistyce, ale nadal nie posiadają dostatecznych sił do odbicia samego Chersonia. Z drugiej strony Rosjanie mają natomiast zbyt duże problemy logistyczne i zbyt małe siły, aby w pełni zabezpieczyć chersoński przyczółek.

    pokaż spoiler Do posta dołączam bardzo fajne zdjęcia ukraińskich wojsk w natarciu, gdzieś na Chersończyźnie (trochę Błękitna Dywizja vibes) ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Po treści bliskowschodnie zapraszam natomiast na mojego głównego bloga Puls Lewantu-FB i Twittera.
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

  •  

    Normalizacja stosunków między Turcją a Syrią

    W ostatnich tygodniach tureccy politycy z obozu rządzącego coraz śmielej mówią o potrzebie normalizacji stosunków z Syrią. Zmianę kursu wobec południowego sąsiada poparł publicznie także prezydent Erdogan, stwierdzając że dialog z Syrią jest konieczny. To diametralna zmiana w tureckiej polityce zagranicznej, bo od początku wojny domowej w Syrii, Turcy naciskali na usunięcie Assada od władzy. Czy normalizacja stosunków między Syrią a Turcją jest już za rogiem?

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam ze względu na większą przejrzystość.

    Dawni przyjaciele

    Relacje syryjsko-tureckie zawsze były ciężkie i pełne wzajemnych uprzedzeń. W latach 90. o mało nie doszło nawet do wojny między tymi dwoma krajami, gdy Turcy próbowali zmusić Hafiza Assada (ojca Baszara) do zakończenia współpracy z bojownikami Partii Pracujących Kurdystanu (PKK).

    Objęcie władzy w Syrii przez młodszego z klanu Assadów, Baszara oraz w Turcji przez Erdogana doprowadziło jednak do politycznej odwilży na linii Ankara-Damaszek. Podpisano porozumienie o wolnym handlu, prowadzono wspólne ćwiczenia wojskowe, a Syria bardzo zaangażowała się w pomoc Turkom w walce przeciw kurdyjskim bojówkom PKK.

    Baszar Assad został pierwszym prezydentem Syrii w historii, który odwiedził Turcję. Assad i Erdogan byli nie tylko politycznymi partnerami, ale być może nawet kimś więcej – przyjaciółmi. W jednym roku, Assad wraz z żoną poleciał do Turcji, gdzie – w towarzystwie państwa Erdogan – spędził wakacje.
    Ówczesny premier Erdogan i prezydent Assad z żonami

    Syryjscy i tureccy dyplomaci przed 2011 r. określali relacje między Ankarą a Damaszkiem mianem wzoru dla relacji Turcji z całym światem arabskim.

    Jednak wybuch protestów arabskiej wiosny i syryjskiej wojny domowej, doprowadził do zmiany o 180 stopni w tureckiej polityce zagranicznej. Turcja jednoznacznie opowiedziała się po stronie opozycji i zbrojnej rebelii. Turecka broń zaczęła szerokim strumieniem płynąć do syryjskich rebeliantów. Turecki wywiad był pewien, że upadek Assada to tylko kwestia czasu, a wsparcie dla rebeliantów umożliwi stworzenie, przyjaznego Turcji, sunnickiego rządu w Damaszku.

    Turcy się jednak przeliczyli. Assad szybko uzyskał wsparcie Irańczyków i powiązanego z nimi Hezbollahu. Do Syrii zaczęła trafiać irańska broń, instruktorzy z Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, szyiccy „ochotnicy” z Libanu, Iraku, czy nawet Afganistanu. W 2015 r. po stronie Assada interweniowali natomiast Rosjanie, co całkowicie zablokowało tureckie plany odsunięcia Assada od władzy.
    Banery w Allepo, od lewej: prezydent Putin, prezydent Assad, najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei oraz sekretarz generalny Hezbollahu Hassan Nasrallah

    Klęska Turcji

    Turecka polityka wobec syryjskiej rebelii zakończyła się całkowitym fiaskiem. Assad nadal jest u władzy, a w północnej Syrii działa kurdyjskie quasi-państwo pod amerykańskim protektoratem. Turkom nie udało się nawet stworzyć ok. 30 kilometrowej strefy buforowej wzdłuż północnej granicy Syrii.

    Już od zeszłego roku w Turcji słychać głosy, że Ankara musi w końcu zaakceptować obecną sytuację i wypracować jakiś kompromis z Assadem. Dlaczego jednak właśnie teraz tureccy politycy zaczęli publicznie mówić o potrzebie dogadania się z Syryjczykami?
    Obecna sytuacja w Syrii. Tereny pod kontrolą Turków zaznaczono na zielono i biało (seledynowy kolor na południu, przy granicy z Jordanią i Irakiem to tereny pod kontrolą USA), na czerwono zaznaczono tereny pod kontrolą Assada, na żółto pod kontrolą zdominowanego przez Kurdów SDF-u, a na pomarańczowo tereny pod wspólną kontrolą Assada i SDF

    Nowe szaty sułtana

    Powodów zmiany tureckiej polityki wobec Assada jest kilka. Przede wszystkim w przyszłym roku w Turcji mają się odbyć wybory parlamentarne i prezydenckie. W związku ze złą sytuacją gospodarczą kraju (inflacja wynosi ponad 80%), poparcie dla Erdogana i jego partii AKP konsekwentnie spada. Jednym z czynników destabilizujących turecką gospodarkę jest ok. 3,7 mln syryjskich uchodźców przebywających w Turcji. Aż 81% Turków chce, aby uchodźcy wrócili do Syrii. Część sondaży sugeruje także, że Turcy bezpośrednio wiążą problem syryjskich uchodźców z wyższymi kosztami życia w Turcji oraz wzrostem przestępczości.

    Erdogan zdaje się uważać, że osiągając kompromis z Assadem mógłby „pozbyć się” 3,7 mln syryjskich uchodźców i w ten sposób podreperować swoje sondaże wyborcze.

    Tureckie problemy gospodarcze zmusiły ekipę Erdogana do poszukiwania kompromisu nie tylko z Assadem. W ostatnich miesiącach nastąpiła wyraźna odwilż w tureckiej polityce zagranicznej, która stała się dużo mniej agresywna niż w latach 2015-2020. Turcja dokonała normalizacji stosunków m.in. z Egiptem, Izraelem, Arabią Saudyjską czy Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

    Duże znaczenie ma także tocząca się wojna na Ukrainie. Rosja, która – obok Iranu – jest głównym sojusznikiem Assada, jest zajęta sprawami na starym kontynencie. Turcy mogą sądzić, że w takiej sytuacji dysponują większymi środkami nacisku i będą w stanie wypracować samodzielnie lepszy układ z Assadem – niż w przypadku rosyjskiego pośrednictwa.

    Czego chce Assad? Czego chce Erdogan?

    Kwestia normalizacji stosunków syryjsko-tureckich jest bardzo problematyczna. Baszar Assad jest bardzo upartym politykiem, który często gra va banque. Dlatego moim zdaniem Damaszek będzie naciskał na całkowite wycofanie wojsk tureckich z Syrii. Dodatkowo Assad będzie chciał, aby jego wojska weszły na tereny, które obecnie znajdują się pod kontrolą rebeliantów. Dla Turków takie warunki będą ciężkie do przyjęcia, bo przez lata Erdogan przedstawiał tureckich żołnierzy jako ostatnią „zaporę”, chroniącą Syryjczyków przed „krwiożerczym Assadem”. Wycofanie wojsk z Syrii i „wpuszczenie” do północnej Syrii Assada, oznaczałoby także przyznanie się Turków do klęski ich operacji wojskowych na terenie Syrii.

    Warunki, które Turcy postawią Assadowi będą jednak prawdopodobnie równie trudne do przyjęcia. Ankara z pewnością będzie naciskała, aby część polityków opozycji została włączona w syryjskie struktury władzy – na terenie Turcji nadal działa opozycyjny Syryjski Rząd Tymczasowy. Ankara będzie pewnie także chciała wymusić na Assadzie gwarancje co do wspólnej walki z Kurdami, którzy na północy kraju utworzyli swoje własne quasi-państwo. Mimo braku sympatii Assada do Kurdów, jakiekolwiek działania Damaszku wobec Kurdów są niemożliwe, bo dysponują oni wsparciem Amerykanów.

    Pewnym języczkiem u wagi jest postawa Irańczyków, którzy nie zajęli oficjalnego stanowiska w sprawie normalizacji stosunków na linii Turcja-Syria. Nie można wykluczyć, że Irańczycy będą próbowali wykorzystać sytuację do realizacji własnych celów i wymóc na Turkach ustępstwa na Kaukazie czy w sprawach gospodarczych.

    Syryjska układanka jest bardzo skomplikowana. Mnogość graczy i odmienność interesów utrudnia jakiekolwiek rozmowy. Wydaje się jednak, że naprawa relacji między Syrią a Turcją to już tylko kwestia czasu. Nawet jeśli nie uda się od razu osiągnąć pełnej normalizacji stosunków (powrót ambasadorów itp.), to Damaszek i Ankara pewnie szybko wypracują jakieś wstępne porozumienie, które w kolejnych miesiącach będzie obudowywane kolejnymi punktami, aż do pełnej normalizacji.

    Więcej o normalizacji na linii Syria-Turcja będę opowiadał dzisiaj o 23:15 na antenie TVP World, w programie “Middle East Observer”. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Lewantu
    - #lagunacontent
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem. Wołam tylko do dłuższych tekstów.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #syria #turcja #lagunacontent - autorski tag #bliskiwschod #geopolityka
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    •  

      @JanLaguna: a zastanawia mnie jedna rzecz. Mianowicie Kurdowie zajmują znacznie większy teren niż oni realnie zamieszkują (przynajmniej według mapek nardowościowych, które może nie oddają prawdziwej sytuacji) i tu moje pytanie co myślą arabowie o rządach Kurdów nad nimi, podoba im się taka sytuacja? Nie chcą do Syrii?

    •  

      @rafa0912: z tego co wiem, zależy od plemion. Niektóre żyją z nimi dość dobrze. Ale pewnie jakby inaczej zaczął wiać wiatr to szybko mogą zmienić zdanie

    • więcej komentarzy (24)

  •  

    Dzień Niepodległości na Ukrainie

    Dzisiaj Ukraińcy obchodzą swój Dzień Niepodległości. Nasze relacje z Ukraińcami często były trudne, a wspólna historia naznaczona krwią. Czasami walczyliśmy ramię w ramię, innym razem przeciw sobie. Wiele z dawnych ran jeszcze się nie zabliźniło. Nie zapominając jednak o dawnych krzywdach, trzeba mieć świadomość w jakiej sytuacji geopolitycznej znalazła się nasza część Europy. W żywotnym interesie Polski jest, aby Ukraina obroniła się przed rosyjską agresją i zachowała niepodległość.

    Nasza pomoc dla Ukrainy nie wymaga, abyśmy zapominali o trudnych momentach naszej wzajemnej, polsko-ukraińskiej historii. Wręcz przeciwnie, wojna rosyjsko-ukraińska stwarza możliwość ułożenia stosunków polsko-ukraińskich na nowo – i zrobienia tego w taki sposób, aby Ukraina zrewidowała swoją politykę historyczną wobec kwestii najbardziej spornych.

    To wielka historyczna szansa trwałej naprawy relacji z Ukrainą, której zwyczajnie nie można zmarnować. Zwłaszcza, że po ukraińskiej stronie jest wiele osób, które także chcą dobrych relacji z Warszawą, a ostatnia ustawa o specjalnym statusie Polaków na Ukrainie, wniesiona do parlamentu przez prezydenta Zełeńskiego, jest tego najlepszym przykładem.

    O krzywdach nam zapomnieć nie wolno. Jednak nie można cały czas żyć tylko przeszłością i karmić się historyczną nienawiścią.

    Trzeba naciskać na prawdę historyczną, ale jednocześnie(!) budować także nowe, przyjazne stosunki z Kijowem.

    З днем Незалежності!

    #ukraina #lagunacontent
    pokaż całość

    źródło: Na linii frontu(14).png

    •  

      @12345678901111: bardzo interesujący miks prawdy i nie domówień. A więc po kolei:

      Polską Racją stanu jest by Ukraina ugrzęzła z Rosją w śmiertelnym uścisku
      Można mieć co jest osiągalne, albo marzenia, których się nie spełni. Ukraina nie będzie w stanie trzymać się w nieskończoność - finansowo jest bankrutem, a militarnie bazuje na zachodzie. "Śmiertelny uścisk" musi się zakończyć, bo Rosja jako kraj silniejszy oraz nie zniszczony wojną jest w stanie prowadzić terrorystyczny konflikt dłużej - nawet kosztem własnej ekonomii, którą zarzynają sankcjami. Wolniej niż byśmy chcieli, ale wciąż.

      Tak jak napisałeś niżej - zniszczony sprzęt to narzędzia, których odbudowa zajmie, ale w zależności od wyniku tej wojny może to zająć dekadę, lub 3, a może nigdy nie odzyskają potencjału.

      Polską Racja Stanu to Niepodległa Ukraina
      Nigdzie nie napisałem, że silna. Ukraina jest krajem biedniejszym od nas, o zbliżonym potencjale demograficznym i ekonomicznym. Nie grozi im w ciągu najbliższych dekad zdominowanie nas.

      Nawet nie potrafisz czytać a chcesz wdawać się w dyskusje chłopcze. Odsyłam do mojego Posta o odradzającym się nacjonalizmie na Ukrainie. Odrób zadanie domowe i wróć do Dyskusji.
      Co to za upośledzone argumentum ad verecundiam? Pierwsze primo, "dziadziu", czy jesteś jakimś autorytetem, że Twój "Post" (język polski nie przewiduje użycia wielkiej litery w takim przypadku, także przy przymiotnikach, sugeruję jakiś edytor tekstu albo powrót do podstawówki) ma wartość jako baza do kompletnie odrębnej od niego dyskusji? Drugie primo, jak chcesz się pochwalić czymś w kontekście tego wątku, to obawiam się, że wymagasz nieuzasadnionego wysiłku wyszukania swoich wypocin - to może Cię zaskoczyć, ale większość ludzi nigdy o poście Pana 12345678901111 nie słyszała. Zresztą, jeżeli ten tekst jest tak arogancki i ograniczony w kontekście jak reszta Twoich wypowiedzi, to pewnie niczego nie wniesie.

      Ukraina teraz swój mit założycielski opiera na UPA i OUN
      To bardzo interesujące co powiesz, bo pośród osób z Ukrainy, których poznałem, wiedza na temat UPA, OUN i Bandery jest mniej więcej porównywalna jak Polaków o Żołnierzach Wyklętych. Nikt, ale to nikt z tych znajomych, nie interesował się tym "mitem", większość nie kojarzyła za bardzo tematu, część slyszała o zbrodniach na Wołyniu i względem innych mniejszości niż Polacy, a niektórzy kojarzyli wojnę z NKVD, która trwała przez całe lata po wojnie. A większość tych ludzi pochodzi z obszarów byłej Galicji. Oczywiście, to jest wycinek, niegodny statystyki, ale jeżeli na kilkanaście osób o różnym pochodzeniu społecznym wiedza jest tak mizerna, to ktoś żyje w bańce.

      Bo jeżeli Twoja metodologia naukowa i wiedza bazuje na wspomnieniach babci, to mam złe wieści. ;)

      Dlaczego uważasz, że w innych gałęziach będzie inaczej?
      Polityka a gospodarka to tematy kompletnie odrębne od siebie. Świetnie nam idzie współpraca handlowa z Niemcami, a na poziomie geopolitycznym kompletnie nam nie wychodzi. Z Litwinami mamy wspólny, antyrosyjski front z jednej strony, a z drugiej przez lata mieliśmy konflikt w sprawie rafinerii.

      Interesy, typu nowoczesne technologie i nasz kapitał technologiczny (tak, mamy taki) + ukraińska baza przemysłowa (obecnie nieco nadwyrężona przez wojnę, ale wciąż silniejsza niż nasza), mają ogromny, ponad polityczny charakter. Żaden Wołyń tego nie zmieni.

      Nie wiem czemu temat mordow na Polakach jest przez Zełenskiego pomijany, ale się domyślam. Trwa wojna i tworzenie wewnętrznego poczucia winy narodowej może być odebrane negatywnie przez społeczeństwo, a mu to nie jest potrzebne. Tymczasem zaniechanie tematu nie niesie ze sobą większych konsekwencji, bo słusznie zauważyłeś, że polska dyplomacja nieszczególnie się przykłada do jego rozwinięcia.

      ONZ, Unia Europejska, NATO
      To co prawda już temat @JanLaguna, ale ze szczerym zainteresowaniem chciałbym zapytać - jak widzisz poruszenie tematu przez Unię Europejską i NATO? Jakie instytucje tych organizacji mogą... pomóc? ;)
      pokaż całość

      +: Rv0000
    •  
      12345678901111

      +1

      @twisterro:
      Po co odpowiadać, cieżko Ci przeczytać post o odradzającym się ukraińskim nacjonalizmie a mam się produkować byś mógł nazywać to wypocinami. Jedyne wypociny to twoje ukraiński lizodupie

      Oho. Już widzę tych twoich znajomych w Polsce, u Polskich znajomych o nienawiści do Lachów.

      Zabawne, że żaden ukrainiec nigdy nie wie co to UPA i nigdy o ich zbrodniach nie słyszała jak przekraczają granice Polski.

      O czym my w ogóle mówimy. 2014 roku kibole prawicowych bojówek zamordowali w odessie 49 osób a nadal na forum znajdują się negiści.

      Dyskusja z tobą jest jałowa bo nie odnosisz się do meritum spraw.

      Poza tym widząc nastroje społeczne, oraz fakt iż w rocznice ludobójstwa napluli nam w twarz, nie wygra następnych wyborów PIS co mnie niezwykle cieszy.

      A przez takie wasze zaciekłe bronienie UPA i ukraini populiści znów w Polsce będą miały spore wyniki co też dla Polski nie jest dobre.

      Tak jak mówie, Polska nie ma żadnych interesów z Ukrainą gospodarczych.

      Rywalizujemy
      W rolnictwie
      Transporcie
      Taniej sile roboczej

      Nie mamy żadnych wspólnych interesów.

      Zabawne, że upadek Polskiego rolnictwa które bedzie pokłosiem szabelkowej polityki rządu to również wspópny interes Polski I Ukrainy.

      Dla was tak, bo przecież można jeść chleb z pestycydami.

      Ktoś kto nawołuje o odbicie donbasu i tani węgiel
      Z ukrainy który kompletnie wyparł by ten Polski i wysłał pół śląska na bezrobocie to też wspólny interes Polski?

      Powiedz gdzie wy widzicie tą współprace?

      Dla firm budowlanych?
      Heh a to ukraińcy nie mają takich firm budowlanych? Nie będą w wstanie odbudować bloków czy dróg, a może mosty i tunele będą budowane przez Polskie firmy z siedzibą w Bolonii? XD

      Polska nie ma żadnych interesów z Ukrainą.

      Polsce nie potrzeba Ukrainy, bo skoro Rosja nie zdecydowała się na atak na litwe bo blokadzie kalingdradu. Kraju o 5mln ludności który chełpił się, że kupił 58 KTO co ZNACZĄCO podniesie ivh potencjał bojowy to nie zdecydowali by się na atak na Polske tak samo.

      Teraz kończe, bo nie lubie Ukraińskich lizodupów.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    180 dni wojny – raport z Ukrainy

    W ciągu ostatnich 2 tygodni nie nastąpiły żadne istotne zmiany gdy idzie o przebieg linii frontu. Nie oznacza to jednak, że front całkowicie zamarł. Od Charkowa, przez Donbas, po Chersoń trwają zażarte walki. Dużo dzieje się także na rosyjskim zapleczu, które nadal zmaga się z “nałogowymi palaczami”. Front pod Chersoniem przykuwa najwięcej uwagi mediów, jednak ukraińska ofensywa na Chersoń nadal stoi pod znakiem zapytania. Najpierw opiszę sytuację na poszczególnych odcinkach frontu, a potem przyjrzę się szerszej perspektywie.

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam ze względu na większą przejrzystość (mapy, zdjęcia itd.).

    1. Charków. Rosjanie zintensyfikowali działania zaczepne pod Charkowem. W ciągu ostatnich 2 tygodni, strona ukraińska odnotowała dużą ilość rosyjskich rajdów na ukraińskie tyły. Rosjanie przypuścili także atak na tzw. przyczółek czuhujewski – na wschód od Charkowa, jest to jedyny ukraiński przyczółek po drugiej stronie rzeki Doniec*.

    *mniejsze ukraińskie oddziały operują prawdopodobnie także w lasach pod Izium, po “rosyjskiej” stronie Dońca, ale ciężko mówić tutaj o stałym przyczółku

    Celem rosyjskich działań pod Charkowem jest zmuszenie Ukraińców do przeznaczenia części sił do ochrony tego sektora. Siły ukraińskie wiązane walką pod Charkowem nie mogą zostać przesunięte na inne odcinki – np. pod Chersoń.

    2. Bachmut. Rosjanie kontynuują ataki pod Bachmutem i Sołedarem. Ich celem operacji jest wypchnięcie Ukraińców z linii Bachmut-Siewiersk. Rosyjskie wojska posuwają się jednak bardzo wolno. Głównie z powodu braków kadrowych. Szpicę ataku pod Bachmutem stanowią najemnicy z Grupy Wagnera, wspierani przez słabo wyposażone i słabo wyszkolone milicje z Ługańska i Doniecka. Oddziały rosyjskiej armii, które walczyły o Siewierodonieck i Lisiczańsk zostały w połowie lipca przesunięte pod Chersoń i na Zaporoże.

    Obecne Rosjanie kontrolują wschodnią część Sołedaru. Obecni są także na wschodnich rogatkach Bachmutu – bez uzyskania posiłków Wagnerowcom będzie jednak bardzo ciężko zając miasto.

    3. Donieck. Rosjanie kontynuują natarcie na Pisky, Awdijiwkę i Marjinkę. Rosyjski atak – tak jak wcześniej – opiera się głównie o zmasowany ostrzał artyleryjski, przy pomocy którego ukraińskie pozycje równane są z ziemią. W dniu 14 sierpnia, rosyjskie ministerstwo obrony obrony poinformowało o zajęciu wioski Pisky – źródła ukraińskie zaprzeczają, twierdząc że Ukraińcy nadal kontroluje część miejscowości.

    Rosyjskie natarcie w tym sektorze idzie bardzo wolno i ciężko spodziewać się jakiegoś przełomu. Rosjanie atakują bowiem tereny, które od 2014 r. stanowią linię frontu i są silne ufortyfikowane, co pozwala Ukraińcom prowadzić “obronę w głębi”.

    4. Chersoń. Jest to ten odcinek frontu, który cieszy się największym zainteresowaniem mediów. Mimo zapowiadanej od miesięcy ukraińskiej ofensywy, nadal nie obserwujemy jakieś większej operacji ze strony Ukraińców. Od połowy lipca Ukraińcy konsekwentnie rażą jednak rosyjskie zaplecze i sprawiają w ten sposób Rosjanom ogromne problemy logistyczne gdy idzie o zaopatrywanie rosyjskiego przyczółka na Chersońszczyźnie.

    Przyczółek chersoński do połowy lipca zaopatrywany był za pomocą mostów w Chersoniu: most antonowski I (drogowy) i most antonowski II (kolejowy) oraz mostu na tamie w Nowej Kachówce. W połowie lipca Ukraińcy zaatakowali most antonowski (drogowy i kolejowy) przy pomocy wyrzutni HIMARS – zniszczenia były tak duże, że mosty zostały całkowicie wyłączone z użytku. Rosjanie próbowali naprawić te mosty, ale bezskutecznie – prace naprawcze cały czas musiały być przerywane ze względu na kolejne ataki ukraińskiej artylerii.

    Obecnie funkcjonuje już tylko jedna stała rosyjska przeprawa przez Dniepr – most na tamie w Nowej Kachówce. To trudniejszy cel do zniszczenia, bo most przebiega tutaj równolegle do tamy. Ostrzał mostu może zatem uszkodzić tamę i zniszczyć cały Zbiornik Kachowski. Ukraińcy podjęli jednak ryzyko i próbują zniszczyć także tę przeprawę. Ostatni atak na most w Nowej Kachówce nastąpił 19 sierpnia – uszkodzenia były jednak nieznacze. 2 dni później Rosjanie wznowili ruch przez most.

    Ataki na rosyjskie zaplecze wywołały ogromne problemy logistyczne jeśli idzie o zaopatrywanie wojsk na przyczółku chersońskim. Przy czym nie nastąpiło całkowite załamanie się rosyjskiej logistyki – na co liczyli Ukraińcy.

    Rosjanie – korzystając z mostu w Nowej Kachówce i promów pod Chersoniem – nie tylko są w stanie zaopatrywać swoje siły na przyczółku, ale także przerzucili na przyczółek znaczne posiłki. Obecnie Rosjanie skutecznie odpierają ukraińskie ataki na Chersońszczyźnie, a w ostatnim tygodniu zintensyfikowali nawet działania zaczepne – chociaż rezultaty są mizerne. Kilka dni temu Rosjanom udało im się zająć małą wioskę o nazwie Błahodatne (Komsolmolśke). Jest to pierwsza rosyjska zdobycz na Chersońszczyźnie od lipca (sic!).

    Sytuacja na Chersońszczyźnie jest patowa. Ukraińcy – mimo miesięcy zapowiedzi – zdają się mieć zbyt małe siły, aby skontrować Rosjan i podejść pod Chersoń. Rosjanie natomiast mają zbyt małe siły i zbyt duże problemy logistyczne, aby całkowicie zabezpieczyć przyczółek na Chersońszczyźnie.

    Więcej o problemach dotyczących ukraińskiej kontrofensywy na Chersoń pisałem w tekście Bitwa o Chersoń (30.07.2022).

    5. Od końca maja front na Chersończyźnie prawie się nie ruszył i nic nie wskazuje na to, aby szybko miało się to zmienić. Trzeba jednak przyznać, że deklaracje Kijowa o nadchodzącej ofensywie na Chersoń odniosły pewien taktyczny sukces. Rosjanie faktycznie przestraszyli się ukraińskiej kontrofensywy na Chersoń i przeprowadzili operację ponownego rozmieszczenia swoich sił na Ukrainie – siły z Donbasu zostały przesunięte na Chersończyźnę i Zaporoże.

    Na tyle osłabiło to rosyjskie wojska w Donbasie, że przestały być one zdolne do prowadzenia większych operacji ofensywnych i dało Ukraińcom trochę czasu na przygotowanie kolejnych linii obronnych. Dobrym przykładem jest Bachmut, gdzie – po wyjeździe dużej części rosyjskich żołnierzy – szpicę ataku stanowią Wagnerowcy, wspierani przez – przedstawiające wątpliwą wartość bojową – milicje z Ługańska i Doniecka.

    6. Krym. W ostatnich 2 tygodniach nastąpiła seria ataków na rosyjskie bazy na okupowanym Krymie. 9 sierpnia zaatakowano rosyjską bazę lotniczą w Nowej Fedorówce, niszcząc 7 samolotów wojskowych i uszkadzając 3 kolejne. 16 sierpnia z dymem poszedł rosyjski skład amunicji w Dżankoj. 20 sierpnia dron zaatakował natomiast kwaterę główną Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu.

    Ataki na rosyjskie bazy na Krymie – w szczególności ten na lotnisko wojskowe w Nowej Fedorówce (oddalonej ok. 220 km od frontu) – spowodowały spekulacje, że Ukraińcy otrzymali już ATACMS – pociski balistyczne do wyrzutni HIMARS o zasięgu ok. 300 km (oficjalnie Ukraińcy dysponują tylko amunicją do HIMARSów o zasięgu ok. 85 km). Nie ma jednak twardych dowodów przesądzających, że Ukraińcy faktycznie otrzymali ATACMS. Do ataków na Krymie Ukraińcy mogli użyć równie dobrze systemów Grom-2, Neptun itd. Wersji wydarzeń jest wiele. Pojawiły się nawet teorie, że na Krymie działa grupa ukraińskich dywersantów przerzucona na Półwysep już kilka miesięcy temu.

    Niezależnie jednak od tego “co” zaatakowało Rosjan na Krymie, fakty są takie, że Rosjanie mają dylemat. O ile jeszcze w lipcu wydawało się, że rozwiązaniem na obronę przed atakami HIMARS będzie przeniesienie składów z amunicją ok. 90 km od linii frontu, to teraz – po atakach na oddalone o 200 km bazy na Krymie – sprawa już nie jest taka oczywista. Doświadczenia walk na chersońszczyźnie pokazują, że rosyjska logistyka jest w stanie działać w sytuacji gdy magazyny są oddalone o 90 km od frontu. Jednak gdyby zaistniała potrzeba przeniesienia tych magazynów jeszcze dalej, o 200 albo 300 km, to rosyjska logistyka zostałaby położona na łopatki.

    Jednak póki co – tak jak mówię – nie wiadomo w jaki dokładnie sposób Ukraińcy zaatakowali na Krymie.

    7. Głównodowodzący siłami zbrojnymi Ukrainy, Wałerij Załużny, stwierdził, że obecnie rosyjska artyleria wystrzeliwuje ok. 40.000-60.000 pocisków dziennie. Jeśli to prawda, to jest to intensywność ostrzału zbliżona do tej z czasu bitwy o Siewierodonieck i Lisiczańsk. To zły sygnał, bo oznacza to, że po – problemach logistycznych wywołanych atakami HIMARSów w lipcu – rosyjska artyleria wraca do “dawnego tempa pracy”.

    8. W dniu 20 sierpnia w zamachu bombowym pod Moskwą zginęła córka Aleksandra Dugina, Daria. Dugin to znany rosyjski geopolityk lansujący teorie neoimperialne i euroazjatyckie. Czasami bywa określany jako “naczelny ideolog” putinowskej Rosji, co jednak jest mocno przesadzone. Mimo, że Dugin jest znany w Rosji, a jego teksty wykładane są m.in. na Akademii Rosyjskiego Sztabu Generalnego, to nie jest on jakoś szczególnie poważany na Kremlu (chociaż Dugin jest blisko niektórych kremlowskich „frakcji”). Paradoksalnie Dugin wydaje się być bardziej znanym na Zachodzie niż w samej Rosji.

    Córka Dugina miała podobne poglądu jak jej ojciec. Prezentowała je występując m.in. w rosyjskiej telewizji, czy kręcąc filmy propagandowe w Mariupolu. Nie wiadomo czy to ona była celem zamachowców czy może był nim sam Dugin. Nie wiadomo także kto stoi za zamachem – Rosjanie twierdzą, że to Ukraińcy podłożyli bombę (ale ci zaprzeczają). Pojawiło się wiele teorii na temat zamachu m.in. taka że był to efekt rywalizacji między rosyjskimi służbami.

    Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o Duginie i posłuchać o rywalizacji rosyjskich służb to polecam rozmowę z dr Michałem Sadłowskim na kanale u Zychowicza.

    https://www.youtube.com/watch?v=KJzDj-YEOUE

    Warto posłuchać, bo Dugin to bardzo ciekawa postać. Swoją drogą to Arestowicz też swojego czasu miał kontakty z Duginem i angażował się w ruch euroazjatycki Dugina.

    9. Jutro Ukraina będzie obchodzić Dzień Niepodległości. Kijów obawia się, że Rosjanie wykorzystają święto, aby uderzyć na ukraińskie miasta. Podobne obawy wyrażają także USA, które zaleciło swoim obywatelom natychmiastowe opuszczenie Ukrainy.

    10. Na Ukrainę cały czas docierają kolejne dostawy zachodniego sprzętu. Według ostatnich przecieków, jutro Amerykanie – z okazji ukraińskiego Dnia Niepodległości – mają ogłosić kolejne dostawy uzbrojenia, tym razem warte ok. 3 mld dolarów.
    Tymczasem CNN – powołując się na źródła w amerykańskim wywiadzie – twierdzi, że Rosjanie rozpoczęli szkolenia w zakresie obsługi irańskich dronów (informacja do dalszej weryfikacji).

    Komentarz. Ostatnie 2 tygodnie wojny na Ukrainie to typowa wojna na wyniszczenie. Ukraińcy odnieśli kilka sukcesów jak np. wyłączając z użycia most antonowski czy dokonując ataków na Krymie. Jednak to nadal za mało, żeby myśleć o odbiciu Chersonia, który miał być głównym celem ukraińskiej letniej kontrofensywy.

    Wygląda też na to, że mój dystans w stosunku do informacji o ukraińskich rezerwach także był zasadny. Na przełomie lipca i sierpnia do walki miały wejść świeże ukraińskie oddziały zwerbowane z osób zmobilizowanych na początku wojny. Szczególnie liczono, że te świeże oddziały zrobią „różnicę” pod Chersoniem. Jest już jednak koniec sierpnia i nadal tych oddziałów nie widać. Większość zmobilizowanych trafiła jako uzupełniania do jednostek, które walczą od 24 lutego.

    Taktycznym zwycięstwem Ukraińców jest jednak fakt, że Rosjanie na tyle przejęli się ukraińską kontrofensywą pod Chersoniem, że wycofali dużą część swoich wojsk z Donbasu i rzucili je na Zaporoże i pod Chersoń. W efekcie rosyjskie działania ofensywne są mocno ograniczone.

    Obecna względna stabilność sytuacji na Ukrainie potrwa jednak najprawdopodobniej tylko do połowy września. Wtedy na Ukrainę powinny zacząć przybywać oddziały ochotnicze obecnie werbowane w Rosji – ochotnicy podpisujący kontrakty. Łącznie ma to być ok. 30.000 żołnierzy. Ich przybycie z pewnością uaktywni sytuację na frontach. Czy będzie to oznaczało jednak przełom? Wątpliwe.

    Pisałem to kilka razy i napiszę jeszcze raz – losy tej wojny rozstrzygną się nie na froncie, a w gabinetach polityków. Zima, kryzys energetyczny i recesja na Zachodzie mogą mieć większy wpływ na wojnę na Ukrainie niż 100.000 rosyjskich żołnierzy. Dlatego tak ważne dla Kijowa jest to, żeby dostawy zachodniego sprzętu i zachodnie wsparcie gospodarcze cały czas przybywało na Ukrainę.

    _______________

    Treści z Pulsu Zagranicy wrzucam na:
    - Facebook
    - Twitter
    - Instagram

    Głównie zajmuję się natomiast treściami bliskowschodnimi - Puls Lewantu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    •  

      @JanLaguna co do ataku na lotnisko na Krymie, czytałem analizę o teorii którą pominąłeś, że Ukraina zaatakowała myśliwcami za pomocą rakiet krótkiego zasięgu powietrze-ziemia.

      Ruskie systemy radarowe miałyby rzekomo mieć problem z wykrywaniem celów nisko lecących nad wodą, a samoloty nadleciały od strony morza.

    •  

      W tym tempie co miesiąc około 2 miliony pocisków wybucha? Czas sprzedać nieruchomości w PL póki stoją.

      @tomas7: To i mało w porównaniu do ostrzałów na froncie zachodnim w czasie I wojny światowej.

    • więcej komentarzy (78)

  •  

    Upadek Kabulu - rok później

    Rok temu, 15 sierpnia talibowie zajęli afgańską stolicę. Scenariuszy co do przyszłości Afganistanu było wiele. Po roku można już ocenić jak bardzo celne były przewidywania poszczególnych komentatorów.

    Z tej okazji polecam Wam mój komentarz z zeszłego roku napisany dla Klub Jagielloński - "Nowa Wielka Gra o Afganistan dopiero się rozpoczyna". Samemu możecie ocenić gdzie miałem rację, a może gdzie się myliłem. ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) Moim zdaniem komentarz zestarzał się bardzo dobrze, bardzo miło do niego wrócić. ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

    Link do artykułu - Nowa Wielka Gra o Afganistan dopiero się rozpoczyna

    #lagunacontent #bliskiwschod #afganistan #geopolityka
    pokaż całość

    źródło: idsb.tmgrup.com.tr

  •  

    Atak na rosyjskie lotnisko na Krymie

    Według zdjęć satelitarnych wykonanych 4h przed dzisiejszym ukraińskim atakiem na bazę lotniczą w Nowej Fedorówce (Krym), w bazie znajdowały się łącznie 43 samoloty. Wcale bym się nie zdziwił jak na jutrzejszych zdjęciach satelitarnych okaże się, że kilka z nich zostało zniszczonych. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Swoją drogą to Rosjanie bardzo niechlujnie podchodzą do obrony swoich baz lotniczych - nawet jeżeli znajdują się niedaleko linii frontu. Dobrym przykładem jest Syrii, gdzie w zima 2017/2018, gdy rebelianci kilkukrotnie atakowali dronami rosyjską bazę lotniczą Humajmim - ostatecznie doprowadzając do zniszczenia czterech Su-24 i dwóch Su-35S oraz uszkodzenia jeszcze kilku innych maszyn.

    Nadal nie wiadomo czym Ukraińcy uderzyli w bazę lotniczą w Nowej Fedorówce (oddaloną od linii frontu o ok. 220 km). W internetach bardzo popularna jest teoria, że to mogło być ATACMS (pociski do HIMARSów o zasięgu do 300 km), ale równie dobrze mogło być to coś innego np. Neptun.

    Póki co Amerykanie deklarowali, że nie chcą ataków na rosyjskie miasta, a w związku z tym przekazanie ATACMS wydawało się mało prawdopodobne. Czyżby dzisiejszy atak na okupowany Krym był pierwszym dowodem na zmianę stanowiska przez USA? A może chodzi o bardziej zniuansowane podejście do tematu - Krym de iure jest częścią Ukrainy a nie Rosji.

    Jeśli faktycznie to było ATACMS to będziemy mieli bardzo ciekawą sytuacją, bo cała rosyjska logistyka znalazłaby się w zasięgu Ukraińców - obecnie Rosjanie, w obawie przed atakami ze strony wyrzutni HIMARS, cofnęli swoje składy o 90-100 km od linii frontu.

    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Doniecka maszynka do mięsa. Ukraińska kontrofensywa pod znakiem zapytania. Raport z Ukrainy

    Wyrzutnie HIMARS, które w lipcu zaczęły razić rosyjskie zaplecze, wytworzyły idealną okazję do przeprowadzenia ukraińskiej kontrofensywy. Rosjanie – mimo że wolno – to jednak zaadaptowali się do nowych warunków walki, najprawdopodobniej przenosząc większość składów z zaopatrzeniem poza zasięg HIMARSów. Jednocześnie Rosjanie – w oczekiwaniu na ukraińską kontrofensywę – przesunęli części sił z Donbasu pod Chersoń i na Zaporoże. Coraz więcej informacji sugeruje jednak, że większa ukraińska operacja wojskowa w tym roku może nie nastąpić.

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam ze względu na większą przejrzystość (mapy, zdjęcia itd.).

    Wyrzutnie HIMARS, które w lipcu zaczęły razić rosyjskie zaplecze, wytworzyły idealną okazję do przeprowadzenia ukraińskiej kontrofensywy. Rosjanie – mimo że wolno – to jednak zaadaptowali się do nowych warunków walki, przenosząc składy z zaopatrzeniem poza zasięg HIMARSów. Jednocześnie Rosjanie – w oczekiwaniu na ukraińską kontrofensywę – przesunęli części sił z Donbasu pod Chersoń i na Zaporoże. Coraz więcej informacji sugeruje jednak, że większa ukraińska operacja wojskowa w tym roku może nie nastąpić.

    1. Rosjanie najprawdopodobniej zakończyli operację ponownego rozmieszczania swoich sił na Ukrainie. W poprzednich tygodniach obserwowaliśmy liczne transporty rosyjskiego sprzętu idące z Donbasu na Zaporoże i pod Chersoń. Ponowne rozmieszczenie sił przez Rosjan było konieczne z powodu ewentualnej ukraińskiej kontrofensywy, którą zapowiadały władze w Kijowie.

    Jeszcze na początku lipca (zajęcie Lisiczańska) większość rosyjskich jednostek znajdowała się w Donbasie. Teraz – po zakończeniu ponownego rozmieszczania sił – Rosjanie dość równomiernie obsadzili każdy z frontów. Według szacunków, rosyjskie siły rozmieszczone są w sposób następujący:
    - 15 batalionowych grup taktycznych (BTG) w Donbasie;
    - 22 BTG na przyczółku chersońskim (po drugiej stronie Dniepru);
    - 17 BTG na Zaporożu;
    - 20 BTG na kierunku iziumskim;
    - 12 BTG pod Charkowem.

    Co ciekawe, aż 27 BTG Rosjanie rozmieścili między Krymem a Melitopolem. Jednostki te prawdopodobnie mają działać jako siły szybkiego reagowania i być wysłane – w zależności od tego gdzie uderzą Ukraińcy – albo na Cherończyznę albo na Zaporoże.

    Niewykluczone, że Rosjanie cały czas szukają także słabych punktów w ukraińskiej obronie na Chersończyźnie i Zaporożu, gdzie można by wysłać wspomniane 27 BTG. Jeśli je znajdą, a ukraińska kontrofensywa nie nadejdzie, Rosjanie mogą rozpocząć własną operację na Mikołajów lub Zaporoże (miasto).

    Przy czym od razu podkreślę, że przeprowadzenie jakiejkolwiek operacji przez Rosjan na Chersońszczyźnie jest niezwykle trudne z powodu problemów logistycznych, o których pisałem w ostatnim raporcie z Ukrainy.

    2. Przy obecnym rozstawieniu Rosjanie nie są w stanie prowadzić większych operacji wojskowych – takich jak np. ostatnie walki o Siewierodonieck i Lisiczańsk. Obecne rozstawienie Rosjan określiłbym jako „defensywne”, które nastawione jest przede wszystkim na szybkie rozbicie ewentualnego ukraińskiego kontrataku.

    Jest co prawda 27 „wolnych” BTG, ale je traktowałbym jako rezerwę.

    Bardziej aktywnej postawy Rosjan spodziewałbym się dopiero we wrześniu. Wtedy też na front mają przybyć złożone z ochotników oddziały werbowane obecnie w głębi Rosji.

    3. Mimo, że Rosjanie na żadnym kierunku nie dysponują większymi „grupami uderzeniowymi”, to i tak są w stanie odnosić pewne lokalne sukcesy w Donbasie.

    Ostatnie kilka dni to pasmo rosyjskich sukcesów pod Bachmutem. Na północny-wschód od miasta, Rosjanie zajęli kilka miejscowości, weszli do wioski Bachmutśke i miasta Sołedar (oba leżą na drodze Bachmut-Lisiczańsk). Ukraińcy ograniczają się do spowalniania Rosjan.

    Wygląda na to, że Rosjanie dotarli już na wschodnie rogatki Bachmutu. Ukraińcy – spodziewając się szturmu miasta – podobno wysadzili znajdujące się w Bachmucie mosty (miasto jest przecięte rzeką Bachmutówką przebiegającą z północy na południe miasta). Niektórzy mówią o zniszczeniu już wszystkich mostów w mieście, jednak zdjęciami potwierdzono tylko zniszczenie kładki dla pieszych (oprócz tego w mieście są jeszcze 3 mosty dla samochodów i 1 kolejowy).

    Sukcesy Rosjan pod Bachmutem mogą nieco dziwić, bo Rosjanie nacierają tutaj głównie najemnikami z Grupy Wagnera, więc nie są to zbyt duże siły.

    Wątpię, że Rosjanie będą próbowali szturmować Bachmut. Raczej wyprowadzą uderzenie oskrzydlające. Miasto jest położone w dolinie. Z obecnych kierunków natarcia Grupy Wagnera wynika, że Rosjanie próbują zająć okoliczne wzgórza górujące nad miastem i w ten sposób zmusić Ukraińców do wycofania się z Bachmutu.

    4. Rosjanie prowadzą także natarcie na kierunku donieckim. Od ponad tygodnia, Rosjanie próbują zająć Marinkę, Pisky i Awdijiwkę. Jest to dość nietypowy kierunek, bo w tym miejscu linia frontu przebiega od początku walk o Donbas (2014 r.), a po stronie ukraińskiej znajduje się rozległy system fortyfikacji, ciągnących się daleko w głąb ukraińskich pozycji.

    Ukraińcy ponoszą tutaj bardzo duże straty – w szczególności gdy idzie o obrońców wioski Pisky. W internecie opublikowanych zostało kilka relacji ukraińskich żołnierzy broniących tej okolicy. Rosyjska artyleria równa wszystkie zabudowania z ziemią. W ostrzale ginie wielu ukraińskich żołnierzy. Obrońcy narzekają na brak ciężkiego sprzętu i brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony ukraińskiej artylerii – w jednej relacji jest mowa o tym, że obrońcy Piskiego mają tylko 2 moździerze, a ukraińska artyleria w ogóle nie prowadzi ognia kontrbateryjnego.

    Pojawiają się informacje, że ukraińska artyleria miała zostać kilka tygodni temu wycofana spod Doniecka na Chersońszczyznę lub na Zaporoże – dla wsparcia ewentualnej kontrofensywy.

    Ze względu na sytuację pod Donieckiem mówi się także dużo o ukraińskich brakach jeśli idzie o amunicję do sprzętu odziedziczonego po ZSRR. Zapasy do starych radzieckich systemów miały się już skończyć, a dostawy amunicji 152mm z Zachodu są zbyt małe, aby zaspokoić bieżące potrzeby Ukraińców.

    Siły Zbrojne Ukrainy (ZSU) narzekają także, że Rosjanie prowadzą ostrzał z dzielnic mieszkalnych Doniecka, co utrudnia odpowiadanie ogniem kontrbateryjnym. To jest nie tylko kwestia ofiar cywilnych, ale także problem zwartej zabudowy, która bardzo utrudnia prowadzenie celnego ostrzału.

    Wracając do wioski Pisky. Ciężka sytuacja obrońców, zmusiła ukraińskie dowództwo do przysłania dodatkowych oddziałów, które miały ustabilizować front. Podciągnięto także kilka nowszych systemów artyleryjskich m.in. haubice M777. Rosyjska przewaga artyleryjska jest jednak miażdżąca. Sytuację dobrze opisał jeden z ukraińskich obrońców stwierdzając: „To pieprzona maszynka do mięsa. Nasze oddziały odpierają ataki przeciwnika swoimi własnymi ciałami”.

    Mimo bardzo wysokich strat, morale obrońców Piskiego stoi na dość wysokim poziomie. Nie szczędzą gorzkich słów dowództwu naczelnemu, ale deklarują chęć dalszej walki – apelują jednak o przysłanie ciężkiego sprzętu. To pewnie zasługa oficerów, którzy zostali ze swoimi żołnierzami i dowodzą nie z tyłów a z pierwszej linii frontu. To znacznie podnosi morale.

    5. Zaczynają się powątpiewania w ukraińską kontrofensywę. Część źródeł twierdzi, że w Kijowie toczy się zażarta dyskusja między gen. Załużnym a administracją prezydenta Zełeńskiego. Podobno wojskowi chcą odłożenia na później ofensywy w kierunku Chersonia i naciskają na wzmocnienie frontu w Donbasie.

    Do tych raportów należy podchodzić z rezerwą, bo nie wiadomo kto jest pierwotnym źródłem tych doniesień. Niewykluczone, że informacje o sporze Załużny-Zełeński są fabrykowane przez Rosjan, którym zależy na osłabieniu wiary w jedność ukraińskiego przywództwa.

    Trzeba jednak podkreślić, że w ciągu kilku ostatnich miesięcy widzieliśmy dowody na – jeśli nawet nie konflikt – to dość zasadniczą różnicę zdań między Załużnym a członkami administracji Zełeńskiego – w szczególności gdy szło np. o uszczelnienie systemu mobilizacji, na co bardzo mocno naciskają wojskowi.

    W ostatnich tygodniach nastąpiły także dość duże roszady w administracji prezydent, które umocniły pozycję Andrija Jermaka – szefa kancelarii prezydenta. To nie podoba się wielu wpływowym osobom.

    6. Zachodnia prasa także zaczyna powątpiewać w ukraińską kontrofensywę. Ukraińscy urzędnicy, z którymi rozmawiali ostatnio dziennikarze Financial Times twierdza, że ZSU nadal nie skumulowała ilości sprzętu wystarczającej do prowadzenia większych działań ofensywnych.

    „Znamy współrzędne wszystkich rosyjskich składów i stacji dowodzenia – jednak [brak amunicji] ogranicza zdolność Ukrainy do zmiany sytuacji” – powiedział jeden z urzędników.

    „Możemy robić wielką sprawę z każdej dostawy [uzbrojenia] na Ukrainę, ale jeśli chcemy być rozsądni, to musimy porównać [wielkość tych dostaw] z naszymi strategicznymi potrzebami – w takim tempie [jak obecnie] nie mamy nawet 30% tego co potrzebujemy. Nie spodziewamy się, że zdobędziemy wystarczającą ilość sprzętu, aby zaplanować na ten rok jakąkolwiek decydującą kontrofensywę. Nasze główne plany będą musiały być realizowane w przyszłym roku [kiedy zgromadzimy dostateczną ilość broni]” – stwierdził inny.

    7.Komentarz. Wyrzutnie HIMARS, które w lipcu zaczęły razić rosyjskie zaplecze, wytworzyły idealną okazję do przeprowadzenia ukraińskiej kontrofensywy. Jednak nadal nic nie sugeruje, że Ukraińcy faktycznie posiadają siły zdolne do przeprowadzenia większej operacji czy to na Chersoniu czy na Zaporożu. Przecieki, które pojawiają się w zachodniej prasie mogą sugerować, że sytuacja jest mniej optymistyczna niż przedstawia to Kijów.

    Tymczasem Rosjanie zaczęli się adaptować do nowych warunków. Jeszcze na początku lipca Ukraińcy niszczyli każdej nocy nawet po kilka rosyjskich magazynów z uzbrojeniem. Teraz takie spektakularne uderzenia zdarzają się dużo rzadziej. Wygląda na to, że Rosjanie – nie będąc w stanie zniszczyć HIMARSów – cofnęli swoje składy zaopatrzeniowe o 90-100 km od frontu. Wydłużyło to linie zaopatrzeniowe, ale nie doprowadziło do załamania się rosyjskiej logistyki. Dobrze obrazuje to intensywność ostrzału rosyjskiej artylerii. O ile pierwsze uderzenia HIMARSów doprowadziły do prawie całkowitego „zamilknięcia” rosyjskiej artylerii (5-14 lipca), o tyle od połowy lipca skala rosyjskiego ostrzału cały czas wzrasta.

    Rosjanie bardzo poważnie potraktowali groźbę ukraińskiej kontrofensywy, rozmieszczając siły równomiernie po wszystkich frontach i zostawiając sobie strategiczną rezerwę 27 BTG, co utrudniło jakąkolwiek większą operację ze strony Ukrainy.

    Nawet sytuacja na Chersońszczyźnie, gdzie Ukraińcy nadal mają teoretyczną przewagę zdaje się powoli stabilizować – na korzyść Rosjan. Ukraińcy poważnie uszkodzili co prawda 2 mosty w Chersoniu, wyłączając je z użycia. Jednak nie zdecydowali się na zniszczenie mostu (tamy) w Nowej Kachówce, która o ile jest „wąskim gardłem” rosyjskiej logistyki, to mimo wszystko pozwala na przerzut dużych sił na drugi brzeg rzeki. Ataki na przeprawy na rzece Ingulec, która dzieli chersoński przyczółek, kontrolowany przez Rosjan na 2 części, przynoszą mieszane rezultaty – Ukraińcy uszkodzili lub zniszczyli kilka przepraw, ale Rosjanie stale stawiają nowe, przerzucając sprzęt inżynieryjny przez tamę w Nowej Kachówce. Dobrze obrazuje to sytuacja na chersońskim froncie, która w ostatnim tygodniu nie uległa większym zmianom.

    Tymczasem sytuacja międzynarodowa komplikuje się na niekorzyść Ukrainy. Chiny – w odpowiedzi na wizytę Pelosi na Tajwanie – rozpoczęli ćwiczenia wojskowe wokół wyspy. Chińczycy ćwiczą blokadę Tajwanu z morza i powietrza. W amerykańskiej prasie pojawiają się obawy, że ćwiczenia mogą szybko przerodzić się w długoterminową blokadę Tajwanu przez Chińczyków. Istnieją też obawy, że Chińczycy mogą być teraz także bardziej skłonni do pomocy wojskowej Rosji. Kijów zdaje sobie sprawę z tego ryzyka – Prezydent Zełeński, w ostatnim wywiadzie dla South China Morning Post, stwierdził, że chce porozmawiać bezpośrednio z Xi Jinpingiem.

    Rosną także obawy co do podstawy Turcji i Iranu. Kilka dni temu prezydent Erdogan odwiedził Soczi, gdzie spotkał się z Putinem. Po spotkaniu Erdogan ogłosił, że 5 tureckich banków dołączy do rosyjskiego systemu płatności „Mir”. Ukraińcy twierdzą także, że Iran przekazał Rosjanom 46 dronów Shahed 129 (irańska kopia amerykańskiego MQ-1 Predator).

    Kijów obawia się szczególnie zimy, kryzysu energetycznego w Europie i zmęczenia wojną przez społeczeństwa Zachodu, a w konsekwencji ograniczenia wsparcia wojskowego. Ukraińcy obawiają się także że zachodnia prasa, która cały czas sprzyja Ukrainie, zacznie podchwytywać anty-ukraińską narrację. Mimo, że w ostatnio uwagę polskich mediów przykuł głównie artykuł Amnesty International, to tego samego dnia ukazał się także reportaż amerykańskiej telewizji CBS sugerujący, że tylko część zachodnich dostaw uzbrojenia faktycznie trafia na front.

    _______________

    Treści z Pulsu Zagranicy wrzucam na:
    - Facebook
    - Twitter
    - Instagram

    Głównie zajmuję się natomiast treściami bliskowschodnimi - Puls Lewantu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    •  

      @kam966: To nie mój reportaż, spotkałem się z nim wczoraj, a że Laguna go przytoczył to go załączyłem dla zainteresowanych.
      Nie mnie oceniać jego wiarygodność czy go bronić. Ale są pewne kwestie tam niepokojące.
      Korupcja na Ukrainie była i jest legendarna.
      Wojen i konfliktów na świecie jest dużo, analogicznie pełno ugrupowan / państw chciałoby dotrwać się do na zachodniego uzbrojenia więc są gotowi sporo zapłacić.
      Zawsze znajdzie się jakiś polityk/generał/oficer co będzie chciał przytulić. Dopiero po latach dowiemy się co gdzie trafiło.
      Na przykład zestrzelenie stingerem pasażerskiego boeinga nie jest już wariantem sci-fi.
      Były wcześniej przykłady udowodnione filmiki że pomoc humanitarna była sprzedawana na czarnym rynku.
      Widziałem jak Ukraińcy handlowali z Rosjanami bronią za żywność.
      Konkretnie Jawelinem.
      Pewnikiem fejk, ale z drugiej strony wiadomo że zaopatrzenie w żywność dla niektórych jednostek UKR w Donbasie czasami nie istniało.

      PS. Polskie media mają tak masakryczne skrzywienie proukriańskie że to prawie gebbelsiada.
      Chcesz coś wiedzieć na serio to czytaj zachodnie media, Al-Jazzere, a z polskich to OSW.
      Czytasz OSW i ONET/Interię/wp/Gazetę i jakbyś żył czasami w równoległym wszechświecie. XD.
      Warto przynajmniej weryfikować polskie "niusy" z zachodnimi newsami.
      pokaż całość

    •  

      @konradpra Pytanie do reportażu. Autorzy podają, gdzie trafia zachodni sprzęt skoro nie na front?

      @kam966: co do tego reportażu to tak naprawdę nic nowego. Przecież na Wykopie był z dwa miesiące temu filmik z tym mówiącym po polsku Ukraińcem co się chciał z Zelenskim spotkać i mu o skali korupcji opowiadać i o tym jak sprzęt jest rozkradany i jak mała część z niego trafia na front.

      Co się z nim dzieje? Pewnie różnie. Sprzęt to nie tylko broń, którą trudniej sprzedać (chyba, że Rosjanom), ale też masa "non lethal" sprzetu typu kamizelki, noktowizory, racje żywnościowe, hełmy, samochody itd. i to już sprzedać można łatwo. Ten Ukrainiec opowiadał zresztą, że często jest nie tyle to na sprzedaż, co po drodze dowódcy zagarniają co lepsze dla swoich, często tyłowych jednostek, albo formacji nieezaangażowanych w walkę bezpośrednio, lub niezaangażowanych stale. Stąd np. dobre doposażenie jednostek z "obrotnymi" dowódcami. Stąd też może być odczucie, ze jak taki filtrów na złodziejstwo / zagarnianie po drodze jest kilka, ze tej pomocy dużo nie ma jak już dojdzie do losowego ukraińskiego wojaka.

      o to ten filmik
      https://www.wykop.pl/link/6664047/ukrainski-zolnierz-mazur-mowi-ze-dowodcy-caly-czas-kradna/
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (118)

  •  

    Operacja „Wstający Świt”. Izrael atakuje Strefę Gazy. W tle walka o fotel premiera

    W piątek, 5 sierpnia, Izrael ogłosił rozpoczęcie operacji „Wstający Świt” i zaczął atakować cele w Strefie Gazy. To efekt ostatnich napięć między Izraelem a Palestyńskim Islamskim Dżihadem (PIJ) – kilka dni wcześniej Izraelczycy aresztowali szefa komórki PIJ działającej na Zachodnim Brzegu. Tymczasem za 3 miesiące w Izraelu odbędą się wybory parlamentarne – już piąte w ciągu ostatnich 3 lat. Póki co według sondaży faworytem jest – oskarżany o korupcję – Bijamin Netanjahu. Jednak ewentualny sukces operacji „Wstający świt” mógłby podreperować notowania obecnego premiera Jaira Lapida, któremu polityczni przeciwnicy często zarzucają brak doświadczenia z zakresu bezpieczeństwa narodowego. Gra toczy się zatem o bardzo wysoką stawkę.

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam.

    Strzały na Zachodnim Brzegu

    W poniedziałek 1 sierpnia, izraelski Szin Bet przeprowadził nalot na obóz uchodźców w mieście Dżanin, położonym na Zachodnim Brzegu. Celem nalotu było aresztowanie Bassema Saadiego, szefa komórki Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu, działającej na Zachodnim Brzegu. Zdaniem izraelskiego wywiadu, intensyfikacja palestyńskich ataków na Zachodnim Brzegu, która nastąpiła w ostatnich miesiącach, miała bezpośredni związek z pojawieniem się Saadiego, który okazał się bardzo dobrym organizatorem.

    Nalot zakończył się pełnym sukcesem. Saadi został aresztowany. Jednak niedługo później w sieci pojawiło się nagranie pokazujące jak wyglądał moment aresztowania Saadiego. Funkcjonariusze Szin Betu działali dość nieporadnie, a gdy Saadi próbował uciekać jeden z Izraelczyków spuścił z łańcucha psa, który zaatakował Saadiego.

    W efekcie po Strefie Gazy, gdzie znajduje się główna siedziba Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu (PIJ), zaczęły krążyć plotki, że Saadi został zabity przez Szin Bet. Izraelczycy odpowiedzieli publikując zdjęcia, tylko trochę poobijanego, Saadiego. Jednocześnie Egipcjanie podjęli próbę mediacji – jednak bezskuteczne. Tymczasem na biurko premiera Lapida trafił raport izraelskiego wywiadu – Palestyńczycy przygotowują się do ataków odwetowych wymierzonych w Izrael.

    Mobilizacja IDF-u

    We wtorek, dzień po aresztowaniu Saadiego, izraelska armia (IDF) zamknęła drogi prowadzące do Strefy Gazy, a także te między izraelskimi osadami znajdującymi się w „pasie przygranicznym” . Dodatkowo mieszkańcy przygranicznych izraelskich osiedli zostali poproszeni o pozostanie w domach.

    Zaczęto także wzmacniać siły 143. Dywizji IDF, odpowiedzialnej za obronę terenów wokół Strefy Gazy.

    Tymczasem – jak twierdzą Izraelczycy – w Strefie Gazy nadal trwała mobilizacja sił Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu (PIJ). Jednocześnie część dowódców PIJ zaczęła otwarcie grozić atakami na terytorium Izraela.

    Sytuacja była na tyle napięta, że premier Lapid – który właśnie miał udać się na wakacje – odwołał swój urlop i udał się do kwatery głównej IDF-u, gdzie zaczął naradzać się z dowódcami wojskowymi i ministrem obrony Bennym Gancem (były szef IDF). Tymczasem sytuacja zaczęła się pogarszać.

    Izraelczycy zamieszkujący tereny przyległe do Strefy Gazy zaczęli krytykować premiera za bezczynność. Podobną narrację prowadziły prawicowe partie skupione wokół Netanjahu – za 3 miesiące wybory, a Netanjahu jest faworytem. Dodatkowo izraelski wywiad zaczął raportować, że Hezbollah może planować prowokacje na granicy izraelsko-libańskiej. Jakby tego było mało, oliwy do ognia dolał Zijad Nakhalah (szef Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu), który na początku tygodnia przybył do Teheranu, gdzie przyjął go prezydent Raisi i oficerowie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (PIJ od lat otrzymuje pomoc wojskową od Korpusu).

    Premier Lapid najwidoczniej uznał, że musi działać, tak aby jego „cierpliwość” nie została uznana za „bezsilność”.

    Początek operacji

    W piątek, 5 sierpnia, Izrael rozpoczął ataki wymierzone w komórki Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu (PIJ) działające na terenie Strefy Gazy. Już w pierwszych godzinach Izrael odniósł ogromny sukces, zabijając Tajseera Dżabariego, dowódcę Brygad Jerozolimskich – stanowiących zbrojne ramię Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu.

    PIJ odpowiedziało wystrzeliwując rakiety w kierunku Izraela. Większość z nich została zestrzelona przez Żelazną Kopułę – izraelski system obrony powietrznej.

    Przez całą noc trwała wymiana ognia między Izraelem a Strefą Gazy. Dzisiaj także nie widać deeskalacji. Izraelskie drony cały czas krążą nad Strefą Gazy, a bojownicy PIJ wystrzeliwują rakiety w kierunku Izraela. Pojawiają się informacje o pierwszych ofiarach cywilnych po stronie palestyńskiej. Minister obrony Izraela zatwierdził natomiast potencjalną mobilizację 25.000 rezerwistów, co spowodowało spekulacje, że izraelskie wojska mogą wkrótce spróbować wejść na teren Strefy Gazy.

    Póki co operacja „Wstający Świt” ma jednak bardzo ograniczony charakter, a wydarzenia następnych dni będą w dużej mierze zależały od postawy Hamasu, która wcale nie jest jednoznaczna.

    Wielka niewiadoma

    Hamas rządzi Strefą Gazy od 2007 r., gdy rozbił oddziały bardziej umiarkowanego Fatahu. Hamas jest organizacją dużo potężniejszą od Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu.

    W obecnej konfrontacji, Hamas nie opowiedział się jednoznacznie po żadnej ze stron. Co prawda szef Hamasu potępił działania Izraela, ale bojownicy Hamasu nie dołączyli do ataków na Izrael. Sami Izraelczycy także nie atakują obecnie komórek Hamasu.

    Bezczynność Hamasu to najprawdopodobniej efekt nacisków egipskiego wywiadu, który zabiega o deeskalację. Dowództwo Hamasu także zdaje się nie być skore do eskalacji – w zeszłym roku, podczas operacji „Strażnicy Muru” IDF zniszczyło wiele składów z bronią należących do Hamasu i podziemnych tuneli wykopanych pod Strefą Gazy. Zdaniem izraelskiego wywiadu Hamas nadal reorganizuje swoje siły po stratach odniesionych rok temu.

    Podsumowując, obecnie dołączenie Hamasu do walk wydaje się mało prawdopodobne. Jeśli jednak egipskie mediacje zawiodą i wymiana ognia między PIJ a Izraelem przeciągnie się, a liczba ofiar cywilnych zacznie szybko rosnąć, Hamas może zostać zmuszony do dołączenia do ataków wymierzonych w Izrael. Osobiście wydaje mi się jednak, że Hamas będzie starał się trzymać z dala od konfrontacji z Izraelem.

    Widmo wyborów

    Pisząc o atakach na Strefę Gazy, nie sposób nie poruszyć tematu izraelskich wyborów. Na listopad planowane są przedterminowe wybory parlamentarne w Izraelu – już piąte w ciągu ostatnich 3 lat. Według sondaży faworytem jest Binjamin Netanjahu, premier w latach 2009-2021, przeciwko któremu toczy się obecnie proces, w którym popularny „Bibi” oskarżony jest o korupcję. Sondaże wskazują jednak, że przewaga Netanjahu jest marginalna – prawicowa koalicja skupiona wokół Netanjahu może liczyć na ok. 61 lub 62 mandaty ze 120. Szykuje się zatem zaciekła walka o każdego wyborcę.

    Do niedawna kampania wyborcza toczył się głównie wokół haseł gospodarczych m.in. inflacji, która jest najwyższa od 14 lat i wynosi obecnie 4,5% (odczyt z lipca). Aresztowanie Saadiego i konfrontacja z PIJ znowu przywołały jednak temat bezpieczeństwa narodowego. Analitycy wskazują, że ewentualny sukces operacji „Wstający Świt” może przechylić szalę zwycięstwa w wyborach na stronę koalicji anty-Netanjahu i pozwolić Lapidowi utrzymać stanowisko premiera.

    Jest to tym bardziej prawdopodobne, że jednym z częstszych zarzutów jaki wysuwają wobec Lapida jego polityczni oponenci jest jego brak doświadczenia gdy idzie o bezpieczeństwo narodowe Izraela – podczas służby wojskowej Lapid pracował jako dziennikarz w jednej z wojskowych gazet, a wkraczając do świata polityki nie pełnił nigdy stanowiska związanego z obronnością. Jest to duża różnica w porównaniu do Netanajhu, który był członkiem izraelskich sił specjalnych i walczył w wojnie na wyczerpanie (1967-1970) i wojnie Yom Kippur (1973 r.).

    _______________

    Treści z Pulsu Lewantu wrzucam na:
    - Facebook
    - Twitter
    - Instagram
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #izrael #palestyna #lagunacontent - autorski tag #bliskiwschod #geopolityka
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    +: Tallahasee, Eint +405 innych
    •  

      @uszaty_pej: nie wiem czy do światowego, ale z pewnością do globalnej próby sił - pytanie na ile gorącej. Też ostatnio dużo o tym myślę - zwłaszcza w kontekście Iranu i marnych szans na reaktywację JCPOA.

      @ja_nie_lubie: Tak naprawdę ten proces nie trwa aż tak długo. Pierwsze posiedzenie odbyło się dopiero w maju 2020 r. Problematyczne było głównie postawienie Netanjahu zarzutów, a potem rozpoczęcie procesu się opóźniło przez covid. Teraz proces jest znowu zawieszony, ale to dlatego że od początku roku Netanjahu prowadzi negocjacje z prokuratorem generalnym - są pewne szanse że dogadają się co do części zarzutów (ale to też nie jest oczywiste bo taki deal z prokuratorem i tak pewnie pozbawiłby Netanjahu biernego prawa wyborczego). pokaż całość

    •  

      @JanLaguna: Od śmierci Netanajhu zacznie się 3 wojna światowa. A że gość zginie w ataui terrorystycznym to jest wręcz pewne. Skąd wiem? Po prostu takie mam bardzo mocne przekonanie już od wielu lat wstecz.

    • więcej komentarzy (73)

  •  

    Krótko w sprawie "raportu" Amnesty International

    Dzisiaj na stronie Amnesty International pojawił się artykuł poświęcony używaniu przez ukraińską armię obiektów cywilnych np. szkół do kwaterunku wojska. AI zwróciło uwagę, że takie działania są niezgodne z prawem międzynarodowym i narażają cywilów na ataki ze strony Rosjan. Kijów zareagował ostro, twierdząc że AI powiela kłamstwa Kremla.

    1. "Raport" AI jest błędnie nazywany "raportem". To jest zwyczajny "artykuł", jakich na stronie AI wiele. AI wielokrotnie wskazywało na zbrodnie wojenne popełniane przez Rosjan.

    2. "Raport" powinien być kompleksowy i omawiać naruszenia prawa międzynarodowego przez obie strony. Jednak w tym przypadku nie mówimy o "raporcie", a o "artykule" - poświęconym taktyce sił ukraińskich. Mimo to, AI i tak wspomniana w tekście o rosyjskich zbrodniach pisząc m.in. "The Ukrainian military’s practice of locating military objectives within populated areas does not in any way justify indiscriminate Russian attacks."

    3. Doniesienia AI o wykorzystywaniu budynków cywilnych przez ukraińską armię nie są szokujące. Sami ukraińscy żołnierze wrzucają od czasu do czasu nagrania jak ze sprzętem znajdują się np. w szkołach.

    4. O AI mam złe zdanie, ale "inba" jaka wybuchła po publikacji tego raportu jest imho grubo przesadzona.

    W bonusie screen z ostatnich wpisów na stronie AI. Na 8 tekstów, tylko jeden negatywnie mówi o Ukrainie, a 5 negatywnie o Rosjanach (w tym o ich zbrodniach wojennych).

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna
    pokaż całość

    źródło: amnestyinternational.png

    •  

      @muchabzz: to właśnie ty gadasz debilizmy, grady były w centrum handlowym w Kijowie "Retrovile", które samo na swoim facebooku ogłosiło, że jest zamknięte, bo budynek wspiera siły zbrojne ukrainy. Ruscy uderzyli w nią i niby zginęło 8 cywilów, którzy byli w pobliżu zamkniętego centrum. @Konigstiger44: pisał najprawdopodobniej o centrum handlowym w Krzemieńczuku gdzie ruscy po prostu źle trafili rakietą, która spadła zamiast na jakiś magazyn, to na centrum handlowe zabijając coś koło 40 osób. Te centrum handlowe to był obiekt cywilny, one działało, normalnie wtedy ludzie zakupy robili. Wtedy też ruska propaganda robiła niesamowite chochoły, mówiąc że to Ukraińcy sami zaatakowali centrum handlowe, że to pożar był itp itd. pokaż całość

      +: Makak87, Imagination +2 innych
    •  
      Makak87

      +5

      @muchabzz:

      przecież nawet po wykopie gdzieś latał film jak Ukraińcy urządzili się w klasach jakiejś szkoły.

      Normalna rzecz. Nie ma w tym nic nielegalnego ani watpliwego moralnie. Normalna rzecz na wojnie. Tytul chwytliwego artykulu na AI (!), tym bardziej nieuzasadniony.

    • więcej komentarzy (19)

  •  

    OPEC+ zwiększy wydobycie, ale tylko o 100 tysięcy baryłek dziennie. Arabia Saudyjska gra na 2 fronty

    Dzisiaj zakończył się szczyt OPEC+ (OPEC+Rosja). Po 2 dniach rozmów, negocjatorzy zgodzili się na zwiększenie wydobycia rop naftowej o 100.000 baryłek dziennie (to łączna liczba dla całego OPEC+). To zdecydowanie dużo mniej niż liczyli Amerykanie, gdy w lipcu Joe Biden odwiedził Arabię Saudyjską. Arabowie obawiają się jednak recesji i nie zamierzają istotnie zwiększać wydobycia ropy naftowej.

    Tekst dostępny także na Blogu.

    Decyzja OPEC+ to zapowiedź kontynuowania przez Arabię Saudyjską gry na 2 fronty – Rijad próbuje utrzymać dobrych relacje zarówno z Moskwą, jak i Waszyngtonem. Póki co ta gra przyniosła Saudom ogromne korzyści.

    W lipcu do Królestwa przyjechał prezydent Joe Biden, gdzie spotkał się z saudyjskim następcą tronu – Mohammedem bin Salmanem. Biorąc pod uwagę poprzednie komentarze Bidena wobec MBS'a, wizyta prezydenta USA w Arabii Saudyjskiej była dużym sukcesem dyplomatycznym dla saudyjskiego księcia. Doprowadziła ona także do ostatecznego zakończenia izolacji politycznej MBSa'. Pod koniec lipca MBS udał się do Europy (odwiedzając Grecję i Francję). Była to jego pierwsza wizyta w Europie od czasu zabójstwa Chaszukdżiego w stambulskim konsulacie.

    Saudom udało się także uzyskać konkretne ustępstwa ze strony Amerykanów. Na kilka dni przed sierpniowym szczytem OPEC+, Departament Stanu USA zatwierdził sprzedaż Arabii Saudyjskiej pocisków do systemów Patriot (umowa warta ok. 3 mld dolarów) oraz systemu anty-balistycznego THAAD (2,2 mld dolarów).

    Przez ostatni rok sprzedaż Saudom rakiet do systemów obrony przeciwlotniczej Patriot (na których opiera się saudyjska obrona przed rakietami i dronami wystrzeliwanymi z Jemenu) była jedną z bardziej kontrowersyjnych kwestii na linii KSA-USA. Z przecieków, które pojawiały się w amerykańskiej prasie, wynika że Saudowie jeszcze pod koniec 2021 r. poprosili Amerykanów o sprzedaż dużej liczby pocisków do systemów Patriot. Administracja Bidena podeszła jednak do tej sprawy niechętnie, prawdopodobnie obawiając się reakcji Kongresu i Partii Demokratycznej – w tamtym czasie Demokraci byli nastawieni bardzo negatywnie do osoby Mohammeda bin Salmana (rosnące ceny paliw przytłumiły jednak niechęć Amerykanów do MBS'a).

    W ten sposób Saudom ostatecznie udało się zachować zarówno dobre relacje z Rosją, jak i Ameryką. Zwiększenie wydobycia ropy naftowej o 100.000 baryłek dziennie, po rozbiciu na wszystkie kraje OPEC+, to „grosze”. Z jednej strony Rosjanie nie będą oburzeni, a OPEC+ nie rozpadnie się. Z drugiej natomiast strony zwiększenie wydobycia będzie gestem dobrej woli ze strony Saudów wobec Ameryki – jeszcze w lipcu, podczas wizyty Bidena, MBS przestrzegał Amerykanów, że wolne moce przerobowe Królestwa są ograniczone i nie może w perspektywie kilku miesięcy diametralnie zwiększyć wydobycia. Saudowie będą chcieli przedstawić Amerykanom ostatnią decyzję OPEC+ jako dowód, że KSA – nawet przy ograniczonych możliwościach – próbuje zrobić wszystko, aby pomóc Ameryce i obniżyć ceny paliw w USA.

    Kolejne spotkanie OPEC+ we wrześniu. Wtedy jednak też nie ma raczej co liczyć na duże podwyżki. Arabia Saudyjska, podobnie jak Rosja, uważają że jesteśmy w przededniu światowej recesji, co oznacza zmniejszenie popytu na surowce energetyczne. Z tej perspektywy zwiększanie wydobycia nie ma większego sensu.

    Ciekawostka:Saudyjskie problemy z obroną przeciwlotniczą nie dotyczą tylko tego, że brakuje pocisków do Patriotów. Samych Patriotów też jest za mało - Biden wycofał z KSA trzy baterie Patriotów. Saudowie ratowali sytuację w kwietniu 2021 r. podpisując z Grekami umowę na "wypożyczenie" jednej greckiej baterii Patriotów. Grecja jest obecnie ważnym partnerem dla Saudów w Europie - to nie tylko lewar w stosunkach KSA-Turcja, ale także ważny partner gospodarczy (gaz na Morzu Śródziemnym).

    _______________

    Postanowiłem znowu wrzucać teksty na Instagrama- jak ktoś ma konto to polecam obserwować. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #opec #lagunacontent - autorski tag #arabiasaudyjska #geopolityka #bliskiwschod
    pokaż całość

    źródło: Na linii frontu(10).png

  •  

    Rosjanie pochwalili się promem* jaki zorganizowali do przekraczania Dniepru w Chersoniu. Ten prom to de facto amfibie połączone z elementami mostu pontonowego

    W Chersoniu działają już 2 takie promy. Mają częściowo zastąpić most antonowski, który z użycia wyłączyły ataki ukraińskiej artylerii. Rosjanie nie próbują ukryć istnienia promów - na jeden z kursów została zabrana ekipa RIA Nowosti, a urywki z przeprawy pokazano w rosyjskiej telewizji (na nagraniu widać że prom został zorganizowany tuż obok mostu antonowskiego). Na nagraniach udostępnionych przez Rosjan (ale także na zdjęciach od mieszkańców Chersonia) nie widać, aby Rosjanie transportowali promami sprzęt wojskowy na drugi brzeg Dniepru - sugeruje to, że większość sprzętu jest przerzucana na przyczółek chersoński mostem w Nowej Kachówce, a promy są "na czarną godzinę".

    Nagranie z przeprawy przez Dniepr: https://t.me/nm_dnr/8650

    Nie można jednak wykluczyć, że promy transportują jakiś sprzęt wojskowy - np. amunicja, paliwo itd. Pokazując w telewizji jak na promie znajdują się tylko pojazdy cywilne, Rosjanie zrobili sobie dobrą "podkładkę", którą będą mogli wykorzystać jeśli Ukraińcy ostrzelają promy - Moskwa stwierdzi, że Kijów atakuje cele cywilne.

    Jednocześnie mieszkańcy Chersonia donoszą, że Rosjanie prowadzą naprawę mostu antonowskiego. Rosjanie podobno postanowili pójść po linii najmniejszego oporu i łatają dziury w moście kładąc na nich wielkie betonowe płyty. Można mieć wątpliwości na ile wytrzymała będzie taka naprawa.

    W komentarzu bonus - mongolski oddział na moście antonowskim. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Bitwa o Chersoń

    W ostatnich dniach bardzo ciekawe informacje płyną z Chersonia. Ukraińcy – przy użyciu artylerii – próbuja zniszczyć kluczowe przeprawy na rzekach Dniepr i Ingulec. Część osób uważa, że ataki na kluczowe szlaki zaopatrzeniowe Rosjan to pierwszy krok do ukraińskiej kontrofensywy mającej na celu odbicie Chersonia i wypchnięcie Rosjan za Dniepr. Tymczasem Rosjanie budują naprędce zastępcze przeprawy i przerzucają kolejne jednostki z Donbasu pod Chersoń. Ukraińcy nie wykluczają, że Rosjanie przygotowują się do własnej ofensywy pod Chersoniem, której celem będzie odepchnięcie Ukraińców na tyle daleko od Dniepru, aby zabezpieczyć przeprawy na rzece, które obecnie znajdują się w zasięgu ukraińskiej artylerii. O takim scenariuszu mówił wczoraj m.in. Arestowicz, który spodziewa się rosyjskiej ofensywy na początku sierpnia.

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam, bo przy poszczególnych punktach są mapy i tym samym sytuacja jest bardziej zrozumiała.

    Rosyjski przyczółek

    Rosjanie posiadają tylko jeden przyczółek po drugiej stronie rzeki Dniepr. Jest to obszar między Chersoniem a Nową Kachówką – oba te miast zostały zajęte jeszcze w pierwszych dniach rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Rosjanie próbowali poszerzyć ten przyczółek, zajmując Mikołajów, a następnie posuwać się dalej w kierunku Odessy. Jednak ostatecznie – po miesiącu prób zajęcia Mikołajowa – Rosjanie zostali odepchnięci od miasta. W ten sposób front na Chersońszczyźnie ustabilizował się ok. 35 km na północ od Chersonia. Lepiej Rosjanom poszło zabezpieczanie Nowej Kachówki, która znajduje się obecnie ok. 50 km od frontu – w komentarzu mapa (nr 1).

    Obecny rosyjski przyczółek między Chersoniem a Nową Kachówką jest bardzo ciężki do obrony – zwłaszcza po otrzymaniu przez Ukraińców amerykańskich wyrzutni HIMARS (Ukraińcy dysponują pociskami o zasięgu 80 km). Główny problem to logistyka. Rosyjski przyczółek zaopatrywany był do niedawna tylko trzema mostami – mostem antonowskim i mostem kolejowym (oba w Chersoniu) oraz mostem w Nowej Kachówce. w komentarzu mapa (mapa nr 1), na której zaznaczono wspomniane mosty.

    W wyniku ostatnich ukraińskich ataków, most antonowski w Chersoniu został poważnie uszkodzony. Co prawda most nadal stoi, ale uszkodzenia są na tyle duże, że najprawdopodobniej nie nadaje się on już do przerzucania ciężkiego sprzętu. Wszelkie ewentualne naprawy nie mają natomiast większego sensu dopóki most znajduje się w zasięgu ukraińskiej artylerii (linia frontu przebiega ok. 25-30 km od Chersonia, także do ataków na most nie potrzeba nawet HIMARSów).

    Dodatkowo, kilka dni temu most kolejowy w Chersoniu także został uszkodzony. Jednak tutaj skala zniszczeń nie jest dokładnie znana.

    Teoretycznie nadal przejezdny jest most w Nowej Kachówce (50 km od frontu). Jednak tutaj pojawia się kolejny problem. Przez rosyjski przyczółek na prawym brzegu Dniepru przebiega rzeka Ingulec (patrz mapa nr 2 w komentarzach). Konwoje z zaopatrzeniem, które przekroczą Dniepr na wysokośći Nowej Kachówki i będą zmierzały do Chersonia, muszą przejechać jeszcze przez mosty na Inuglcu. W ostatnich dniach ukraińska artyleria zaczęła natomiast ostrzeliwać także przeprawy na Ingulcu. Jeśli wszystkie mosty na rzece Ingulec zostaną zniszczone, rosyjski przyczółek zostanie podzielony de facto na 2 części, które będą musiały bronić się samodzielnie – Nowa Kachówka i Chersoń.

    Rosyjskie wojska inżynieryjne próbują ratować sytuację, uruchamiając prom przez Dniepr oraz budując most pontonowy tuż pod mostem kolejowym w Chersoniu. Mosty pontonowe budowane są także Ingulcu. Są to jednak rozwiązania bardzo prowizoryczne. Jeśli doszłoby do wyłączenia z użytku mostu kolejowego w Chersoniu i mostu w Nowej Kachówce, to Rosjanom bardzo ciężko byłoby zaopatrywać przyczółek na Chersońszczyźnie, a w konsekwencji obronić Chersoń przed spodziewaną ofensywą ukraińską na miasto.

    Tymczasem utrzymanie przyczółka na Chersońszczyźnie ma strategiczne znaczenie dla Rosjan, gdyż jest to świetna baza wypadowa w sytuacji kolejnego rosyjskiego ataku na Mikołajów i Odessę. Poza tym Rosjanie od kilku miesięcy sugerują włączenie Chersonia i całego obwodu chersońskiego do Rosji.

    Ukraińska ofensywa

    O ukriańskiej ofensywie na Chersoń mówi się od dłuższego czasu. Już w maju i czerwcu Ukraińcy zintensyfikowali działania zaczepne wymierzone w siły rosyjskie. Jednak nadal nie nastąpiło żadne generalne uderzenie, które angażowałoby większe siły czy to ukraińskie czy rosyjskie. Większość starć na froncie chersońskim – w porównaniu do niedawnych walk na łuku Dońca Siewierskiego – wygląda nie jak “bitwy”, ale jak “potyczki”.

    Mimo to cały czas widać koncentrację przez Ukraińców sprzętu i ludzi na froncie chersońskim – ostatnio pod Mikołajów ściągnięto m.in. część ukraińskich jednostek z Odessy. Ataki na rosyjskie zaplecze – w szczególności na mosty na Dnieprze i Ingulcu – sugerują, że Ukraińcy mogą planować większą operację na kierunku chersońskim.

    Rosyjska obrona

    Rosjanie są świadomi, że Ukraińcy mogą wyprowadzić atak na Chersoń i od końca wiosny prowadzą konsekwentne przygotowania do obrony miasta. Na północnych podejściach do Chersonia wzniesiono wiele umocnień polowych, a wioski porozrzucane na słabo zaludnionym chersońskim stepie zostały przekształcone w “małe fortece”. Rosjanie rozpoczęli także zakrojoną na szeroką skalę akcję pacyfikacji Chersonia, pozbywając się – w taki czy inny sposób – mieszkańców sympatyzujących z władzami w Kijowie (akcja przyniosła pewne rezultaty, ale w mieście nadal działa ukraińska partyzantka).

    Rosyjska obrona ma jednak jeden główny problem – logistykę. Rosjanie kontrolują tylko 3 mosty na Dnieprze, z czego jeden (wspomniany most antonowski w Chersoniu) nie nadaje się już do transportu sprzętu. Ukształtowanie terenu także nie sprzyja Rosjanom.

    Teoretycznie bowiem Rosjanie mogliby bronić Chersonia podobnie jak Ukraińcy Siewierodoniecka. Mianowicie rosyjska artyleria mogłaby zostać rozmieszczona nie w samym Chersonu, ale na drugim, bezpiecznym brzegu Dniepru i stąd ostrzeliwać nacierających Ukraińców. Tyle, że w przypadku Chersonia to Chersoń jest położony na wzgórzach, a drugi brzeg Dniepru jest położony ok. 50 m niżej. Rosyjskim artylerzystom ciężko byłoby zatem znaleźć dogodne punkty obserwacyjne. Oczywiście prowadzenie celnego ostrzału w takiej sytuacji nadal jest możliwe, ale wymaga dużej ilości dronów obserwujących ruchy Ukraińców na rozległych chersońskich stepach.

    Najlepszą obroną jest atak

    Wszystko to sprawia, że jeśli ukraińska ofensywa na Chersoń nastąpi, to Rosjanom będzie bardzo ciężko utrzymać kontrolę nad miastem. Paradoksalnie najlepszą strategią obronną byłaby kolejna rosyjska ofensywa na Mikołajów. Bowiem tylko odpychając Ukraińców na ok. 80 km od mostu antonowskiego, rosyjski przyczółek mógłby zostać w pełni zabezpieczony.

    Zabezpieczenie terenu w promieniu 80 km od mostów na Dnieprze wymagałoby jednak zdobycia Mikołajowa. Rosjanie próbowali zrobić to już w marcu, ale ponieśli porażkę. Obecnie zdobycie Mikołajowa byłoby trudniejsze niż na początku inwazji, gdyż obrona miasta została wzmocniona częścią ukraińskich sił wycofanych z Odessy, a na przedpolach Mikołajowa wzniesiono umocnienia polowe.

    Dodatkowo samo zdobycie Mikołajowa także nie wystarczy do zabezpieczenia mostu antonowskiego w Chersoniu. Aby odrzucić ukraińską artylerię na 80 km od Chersonia, Rosjanie musieliby przeprawić się jeszcze na drugi brzeg rzeki Boh (patrz mapa nr 3 w komentarzach).

    Podsumowując, zabezpieczenie rosyjskiego przyczółka na Chersońszyźnie wymaga przeprowadzenia przez Rosjan skomplikowanej operacji wojskowej o bardzo dużej skali. Rosjanie zdają się jednak nie być tym zrażeni. Źródła ukraińskie twierdzą, że Rosjanie przygotowują się właśnie do ataku na Mikołajów. Mówił o tym wczoraj m.in. Ołeksij Arestowicz.

    Arestowicz twierdzi, że w ostatnich dniach Rosjanie przerzucili na Chersończyźnę ok. 10 batalionowych grup taktycznych (BGT) – łączne siły rosyjskie w regionie to może być teraz nawet 25 BTG. Głównym punktem przerzutowym jest most w Nowej Kachówce – wg Arestowicza tylko wczoraj Rosjanie przerzucili tamtędy ok. 800 pojazdów.

    Informacje podawane przez Arestowicza potwierdzają także mieszkańcy Melitopola, którzy codziennie widzą rosyjskie konwoje zmierzające z Donbasu w kierunku Chersonia.

    Arestowicz spodziewa się rosyjskiej operacji w kierunku Mikołajowa w okolicach 5 sierpnia. Uważa jednak, że Rosjanie nie będą w stanie odnieść większych sukcesów.

    Komentarz

    Bitwa o Chersończyznę ma ogromne znaczenie. Jeśli Ukraińcom udałoby się wypchnąć Rosjan z Chersonia, to zlikwidowany zostałby jedyny rosyjski przyczółek na drugim brzegu Dniepru. Mieszkańcy Odessy, Mikołajowa i Krzywego Rogu mogliby odetchnąć z ulgą. Zwycięstwo na Chersońszczyźnie z pewnością ułatwiłoby także utrzymanie stałego wsparcia wojskowego z Zachodu. Ukraińcy pokazaliby bowiem, że – dzięki zachodnim dostawom – są w stanie nie tylko spowalniać postępy Rosjan, ale także skutecznie kontratakować.

    Ukraińska ofensywa na Chersoń stoi jednak pod dużym znakiem zapytania. Co prawda od maja Ukraińcy odbili łącznie ponad 40 wiosek na Chersońszczyźnie i zadali spore straty rosyjskiej logistyce w regionie, ale nadal nie zauważono na tyle dużej ukraińskiej koncentracji, która mogłaby zwiastować pełnoskalowy atak na Chersoń.

    Rosyjskie pozycje na Chersończyźnie nie są zbyt silne. Co prawda Rosjanie wznieśli na przedpolach Chersonia sporo umocnień polowych i odnieśli pewne sukcesy w walce z ukraińskimi partyzantami z Chersonia, ale głównym problemem nadal jest logistyka. Jeśli Rosjanie chcą utrzymać przyczółek chersoński to nie wystarczy tylko bronić już zdobytego terenu – trzeba atakować i odepchnąć front na tyle, aby przeprawy na Dnieprze znalazły się poza zasięgiem ukraińskiej artylerii.

    Kolejny rosyjski atak na Mikołajów może wydawać się scenariuszem rodem z powieści sci-fi, jednak zbyt wiele źródeł potwierdza że Rosjanie przerzucają wojska z Donbasu do Chersonia. Są to nie tylko relacje mieszkańców okupowanych części Ukrainy, czy słowa Arestowicza, ale także zdjęcia konwojów zmierzających do Chersonia i Nowej Kachówki. Kolejne tygodnie na Chersońszyźnie mogą być bardzo interesujące.

    Osobiście uważam, że Rosjanie faktycznie przygotowują się do ofensywy na Chersońszyźnie. Przy czym nie jestem pewien czy celem faktycznie będzie zajęcie Mikołajowa. Zajęcie tego miasta wymagałoby dużego nakładu sił i środków ze strony Rosjan. Nie wykluczam, że Rosjanie mogą zadowolić się tylko zabezpieczeniem mostu w Nowej Kachówce – tj. odepchnięcie frontu na ok. 80 km od tego mostu (mapa nr 4 w komentarzach).

    To byłoby jednak bardzo prowizoryczne rozwiązanie, które zabezpieczyłoby w pełni tylko jeden most na Dnieprze. Dodatkowo przeprawy na rzece Ingulec nadal znajdowałyby się w zasięgu rosyjskiej artylerii.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Po treści bliskowschodnie zapraszam natomiast na mojego głównego bloga Puls Lewantu-FB i Twittera.
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

  •  

    Szturm Sadrystów na iracki parlament

    Tak wczoraj wyglądał iracki parlament. Sympatycy Sadra wdarli się do budynku, aby zaprotestować przeciwko nominacji Mohammeda al Sudaniego na nowego premiera Iraku. To kolejny (i z pewnością nie ostatni) odcinek w "wojnie" Muktady Sadra z byłym premierem Nurim Malikim.

    W październiku '21 w Iraku odbyły się wybory parlamentarne. Wygrali je Sadryści, uzyskując 73 z 329 możliwych mandatów. Największym przegranym okazał się pro-irański Fatah, który z 48 mandatów obronił tylko 17.

    Sadr był zdeterminowany, aby stworzyć silny rząd, z udziałem sunnitów skupionych wokół Mohammeda Halbousiego i kurdyjskiej KDP. Jednak jego starania zablokowała tzw. Rada Koordynacji, która powstała krótko po wyborach. Rada skupia partie niezadowolone ze zwycięstwa Sadra.

    Pierwsze skrzypce w Radzie odgrywa Nuri Maliki - arcywróg Sadra. Maliki był premierem w latach 2006-2014. We współpracy z Amerykanami rozbił Armię Mahdiego (bojówki Sadra) w 2008 r.

    Nie tylko jednak Sadr nienawidzi Malikiego. W wielu kręgach Maliki to symbol korupcji, nepotyzmu i represji wobec ludności sunnickiej. Jego polityka wobec sunnickiej północy Iraku uważana jest za jeden z ważnych czynników stojących za spektakularnym sukcesem ISIS w l. 2013-15.

    Wracając do czasów współczesnych. Po zwycięstwie wyborczym Sadra, Maliki stał się kluczową postacią bloku anty-Sadr. Obok niego do Rady weszło kilka ugrupowań ściśle powiązanych z Iranem. Rada próbowała wymusić na Sadrze, aby włączył ich w skład nowego rządu. Sadr odmówił.

    W efekcie Rada na wszelki możliwym sposób sabotowała próby utworzenia rządu przez Sadra Ostatecznie w czerwcu '22 stało się jasne, że Sadr - bez współpracy z Radą Koordynacji - sam rządu nie powoła. Sadr postanowił zagrać va banque.

    W czerwcu '22 Sadr kazał członkom Ruchu Sadrystowskiego (Sadr sam nie zasiada w parlamencie) zrezygnować ze swoich mandatów. W efekcie największa iracka partia - z własnej woli znalazła się poza parlamentem. Sadrystowskie mandaty zostały podzielone między pozostałe partie

    Wyjście Sadra z parlamentu najbardziej wzmocniło pozycję Rady Koordynacji, która została teraz największym blokiem w parlamencie i mogła zadecydować o wyborze premiera. W poniedziałek Rada Koordynacji ogłosiła swojego kandydata na to stanowisko.

    Został nim Mohammed Sudani, były minister w rządzie Malikiego. Ruch Sadrystowski odebrał tę nominację jako próbę obsadzenia stanowiska premiera "swoim człowiekiem" przez Malikiego. Dlatego w środę na kanałach powiązanych z Sadrystami pojawiły się wezwania do protestów.

    W czwartek, zwolennicy Sadra zebrali się przed tzw. Zieloną Strefą (ZS) w Bagdadzie - na jej terenie znajdują się urzędy centralne, ambasady i parlament. ZS broni tzw. Specjalna Dywizja, która podlega bezpośrednio pod rozkazy jeszcze urzędującego premiera Kadhimiego.

    Specjalna Dywizja, która nie słynie z delikatności, tym razem nie podjęła żadnych działań przeciw protestującym. Żołnierze byli bardzo bierni, ograniczając się w zasadzie tylko do zablokowania głównej bramy wjazdowej do ZS i rozdawania wody protestującym.

    Tymczasem Sadryści ściągnęli pod ZS dźwig i z jego pomocą rozebrali ogrodzenie chroniące ZS. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Na to armia także nie zareagowała. W efekcie Sadryści bardzo szybko wdarli się do ZS.

    Sadryści od razu skierowali się do parlamentu, zajmując budynek, robiąc sobie zdjęcia z portretem Sadra i skandując hasła przeciwko nominacji Sudaniego na nowego premiera i przeciwko Malikiemu.

    Podobne protesty odbyły się w wielu miastach szyickiego południa Iraku. Wszędzie motyw był taki sam: portrety Sadra i hasła anty-Sudani i anty-Maliki.

    Rada Koordynacji wezwała członków swoich milicji do mobilizacji i do bycia gotowym na wypadek eskalacji. Sam Nuri Maliki pojawił się na ulicach Bagdadu z bronią w ręku i dość liczną ochroną. Jednocześnie Maliki wezwał obecnego premiera Kadhimiego do rozpędzenia protestów.

    Kadhimi był jednak poza stolicą, a poza tym prawdopodobnie popierał protest - milicje powiązane z Iranem kilkukrotnie wdzierały się do ZS w poprzednich latach. Po ataku latem 2020 r. Kadhimi przeprowadził czystkę w ochronie ZS, robią szefem ochrony swojego zaufanego człowieka.

    Bierna postawa ochrony ZS wobec Sadrystów była więc najprawdopodobniej decyzją samego Kadhimiego. Kadhimi nie jest stronnikiem Sadra, ale zależy mu na silnym państwie i ograniczeniu wpływów Iranu, więc jest między nimi nić porozumienia.

    Dopiero po zajęciu budynku parlamentu przez Sadrystów, Muktada Sadr odniósł się do całej sprawy - to znana taktyka Sadra, który często podkreśla spontaniczny charakter protestów organizowanych przez swoich sympatyków.

    "Wasza wiadomość została przekazana. (...) Możecie wrócić do domów" - napisał Sadr. Niedługo później jego sympatycy spokojnie zaczęli opuszczać ZS.

    Wczorajszy "szturm" na parlament to zapowiedź ciężkich czasów przed Irakiem. Sadr chce pokazać, że Rada Koordynacji i Maliki - nawet jeśli powołają rząd - to nie będzie on miał legitymizacji do rządzenia krajem, bo przeciwko rządowi będzie "iracka ulica" (w domyśle Sadr). Sadr, ale też i Rada dysponują licznymi milicjami, także może być momentami gorąco - wieszczenie wojny domowej jest jednak imho przesadzone.

    Poddziały w szyickiej społeczności Iraku to też duży problem dla Iranu, który stara się zachować dobre relacje ze wszystkimi stronnictwami szyickimi (także z Sadrem). Wczoraj mediatorami między Sadrem a Malikim byli właśnie Irańczycy - w Bagdadzie był szef sił Kuds (gen. Ghani). Swoje 5 groszy dorzucił też ambasador Iranu, który też próbował deeskalować sytuację.

    W ramach uzupełnienia, mój artykuł z 2020 r. o konfrontacji między premierem Kadhimim a Qaisem Khazalim, którego milicje próbowały się wedrzeć do Zielonej Strefy. Tutaj też pisałem o zmianach kadrowych, których Kadhimi dokonał w ochronie ZS. Świąteczne Porządki Premiera Kadhimiego

    A tutaj jeszcze dłuuugi tekst o protestach z 2019 r. w Iraku, który dobrze pokazuje że Sadr - mimo ogromnych wpływów - nie ma monopolu na "iracką ulicę". Anatomia Irackiej Rewolucji

    Tekst przekopiowany z mojego twittera - dlatego forma inna niż zwykle. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #bliskiwschod #lagunacontent #irak #iran #geopolityka
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Krótkie ramię Waszyngtonu. Joe Biden na Bliskim Wschodzie

    W dniach 13-16 lipca Joe Biden odwiedził Izrael i Arabię Saudyjską. Była to jego pierwsza wizyta na Bliskim Wschodzie od stycznia 2021 r., gdy został prezydentem USA. Z wizytą wiązano duże nadzieje - zwłaszcza w zakresie zwiększenia wydobycia ropy naftowej, zacieśnienia współpracy arabsko-izraelskiej, jak i naprawy relacji amerykańsko-saudyjskich. Ostatecznie jednak przyniosła ona mieszane rezultaty.

    Mimo kilku miłych gestów, Amerykanom nie udało się uzyskać jednoznacznych ustępstw od arabskich partnerów. Trudno się jednak temu dziwić. Od kilku lat widać wyraźnie, że bogate monarchie Zatoki Perskiej próbują coraz bardziej uniezależnić się politycznie od Waszyngtonu. Sojusz z Ameryką nadal jest ważny, ale Arabowie zauważają coraz więcej korzyści płynących z równoległej współpracy z Rosją i Chinami.

    Poniższy tekst napisałem dla portalu TrueStory.pl Od teraz będzie można tam spotkać częściej moje teksty. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zachęcam do czytania tekstu na ich stronie internetowej.

    Więcej ropy z Arabii Saudyjskiej? Najpierw trzeba zapytać Moskwę

    Jednym z tematów, który Joe Biden omawiał z Saudyjczykami, a który wzbudził największe zainteresowanie mediów, była sprawa zwiększenia wydobycia ropy naftowej. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę ceny ropy poszły ostro w górę. Mimo, że na początku lipca ceny ustabilizowały się na poziomie ok. 100$ za baryłkę, to nadal jest to o ok. 25% drożej niż pod koniec 2021 r.

    Ostatecznie Joe Bidenowi nie udało się uzyskać jasnej deklaracji ze strony Rijadu na temat zwiększenia wydobycia ropy naftowej. Saudyjczycy podkreślili, że wszelkie decyzje w tym zakresie będą podejmować na podstawie sytuacji rynkowej oraz po konsultacjach w formacie OPEC+ (tj. z udziałem Rosji). Najbliższe spotkanie OPEC+ planowane jest na początek sierpnia i dopiero wtedy zapadnie ewentualna decyzja o zwiększeniu wydobycia (która jest jednak mało prawdopodobna).

    Podczas spotkania z Bidenem, Mohammed bin Salman (MBS), saudyjski następca tronu, podkreślił co prawda, że Arabia Saudyjska pracuje nad stopniowym zwiększeniem swoich „możliwości produkcyjnych” do 12, a następnie 13 mln baryłek dziennie. Jednak MBSowi chodziło tylko o zapewnienie sobie technicznej możliwości wydobycia na takim poziomie, a nie o zwiększenie faktycznego wydobycia.

    Poza tym MBS podkreślił, że zwiększenie „możliwości produkcyjnych” do 13 mln baryłek KSA chce osiągnąć dopiero w 2027 r. Słowa saudyjskiego księcia zdają się potwierdzać ostatnie opinie analityków finansowych, którzy twierdzą, że królestwo ma obecnie bardzo ograniczone „wolne moce produkcyjne”.

    Joe Biden na Bliskim Wschodzie. Problemy z Iranem

    Równie ważnym tematem była kwestia irańskiego programu nuklearnego. Od lutego rozmowy amerykańsko-irańskie w sprawie reaktywacji tzw. JCPOA (porozumienie nuklearne z 2015 r., które porzucił prezydent Trump) pozostają w martwym punkcie. Bliskowschodni partnerzy USA obawiają się, że ostatecznie Teheran może porzucić ścieżkę rozmów i skonstruować broń nuklearną.

    Szczególnie ostrą retorykę wobec Iranu prezentuje Izrael, który jest przeciwny w ogóle samej idei rozmów z Irańczykami i naciska na Amerykę, aby siłowo rozwiązać problem irańskiego programu nuklearnego. W zeszłym roku premier Izraela, Naftali Bennett, ostrzegał że nawet jeśli dojdzie do porozumienia USA-Iran, a Izrael nadal będzie czuł się zagrożony, to może przeprowadzić naloty na Iran.

    Wizyta Bidena miała uspokoić Izraelczyków w sprawie Iranu. Dlatego też 14 lipca w Jerozolimie prezydent Biden i nowy premier Izraela Ja’ir Lapid podpisali specjalną deklarację, w której zobowiązali się nie pozwolić Iranowi na budowę broni nuklearnej oraz zadeklarowali możliwość użycia wszelkich środków, aby powstrzymać Irańczyków przed konstrukcją „bomby”.

    Premier Lapid próbował przedstawić deklarację jako wielkie zwycięstwo izraelskiej dyplomacji. Izraelscy komentatorzy przyjęli ją jednak z większym dystansem. Izraelczycy zdają sobie bowiem sprawę z tego, że rozmowy amerykańsko-irańskie pozostają zawieszone od lutego i nic nie wskazuje, aby obie strony miały szybko wrócić do rozmów.

    W Tel Awiwie istnieją obawy, że Iran jest już zdeterminowany aby skonstruować broń nuklearną. Biorąc pod uwagę wojnę na Ukrainie (w kontekście konfrontacji amerykańsko-rosyjskiej), Izraelczycy muszą zakładać że w sytuacji gdyby Iran wyprodukował „bombę”, Ameryka (zajęta ważniejszym konfliktem z Rosją) może nie być skłonna do siłowego rozwiązania „irańskiego problemu”. Izrael byłby zdany zatem tylko na siebie.

    Sojusz arabsko-izraelski, ale na warunkach Arabów

    Kolejnym tematem rozmów, ściśle związanym z kwestią Iranu, była sprawa budowy polityczno-wojskowego bloku współpracy, złożonego z krajów arabskich i Izraela. Przed wizytą Bidena amerykańska prasa spekulowała zwłaszcza o integracji izraelsko-arabskiej obrony przeciwlotniczej – tak, aby wspólnie przeciwstawić się Iranowi, który posiada bardzo zaawansowany program rakiet balistycznych. Temat ten nabrał na znaczeniu zwłaszcza teraz, gdy negocjacje z Iranem znalazły się w martwym punkcie.

    Na tym polu także nie doszło jednak do żadnego przełomu. Arabia Saudyjska zgodziła się tylko na otwarcie swojej przestrzeni powietrznej dla izraelskich samolotów cywilnych (mimo formalnego braku stosunków dyplomatycznych).

    Rozmowy na temat sformalizowania współpracy arabsko-izraelskiej w ramach sojuszu obronnego nie tylko nie przyniosły znaczących postępów, ale wywołały nawet ostrą reakcję Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Anwar Gargash, doradca prezydenta ZEA, stwierdził że Emiraty nie dadzą się wmanewrować w regionalny sojusz wymierzony w Iran. Gargash dodał, że Emiraty rozważają także ponowne wysłanie swojego ambasadora do Teheranu (od 6 lat szefem misji dyplomatycznej ZEA w stolicy Iranu jest charge d’affaires).

    Postawa ZEA dobrze obrazuje jak zagmatwane są stosunki arabsko-izraelskie. Z jednej strony Arabowie obawiają się irańskiej ekspansji w regionie i chcą bliżej współpracować z Izraelem. Co jednak ważne, Arabowie sami chcą decydować o tempie rozbudowy współpracy z Izraelem – a nie żeby tempo to narzucał Izrael, czy sama Ameryka.

    Chiński smok nad Zatoką Perską

    Joe Biden poruszył także temat rosnącej roli Rosji i Chin w regionie. „Nie odejdziemy [z Bliskiego Wschodu]” i nie zostawimy próżni, którą wypełniłyby Chiny, Rosja czy Iran” – mówił Biden w Arabii Saudyjskiej. Ciężko jednak traktować jego słowa poważnie, gdy weźmie się pod uwagę rosnącą rolę Chin w regionie.

    W 2020 r. Chiny stały się głównym partnerem handlowym zarówno Saudów, jak i Emiratów. Widać także początki współpracy wojskowej między Chinami a monarchiami Zatoki Perskiej. Amerykański wywiad uważa np. że Saudyjczycy – we współpracy z Chińczykami – prowadzą zaawansowany program budowy rakiet balistycznych.

    Pewnym symbolem porażki USA w ograniczaniu chińskich wpływów w regionie stała się sprawa sprzedaży samolotów F-35 do ZEA. Wstępną umowę w tej sprawie, wartą łącznie 23 mld $, podpisał Trump, ale umowa została zablokowana przez administrację Bidena, która zażądała od Emiratów ograniczenia współpracy z Chinami, na co Abu Zabi nie chciało się zgodzić. Ostatecznie rozmowy upadły, a Emiraty podpisały, wart 19 mld $, kontrakt z Francją na dostawy samolotów Dassault Rafale.

    Postawę arabskich monarchów wobec rywalizacji USA-Chiny dobrze podsumował saudyjski minister Ali Jubeir, który komentując wypowiedź Bidena o Chinach, stwierdził, że zarówno USA, jak i Chiny są ważnymi partnerami KSA i bliskie relacje z tymi dwoma krajami nie wykluczają się wzajemnie.

    Joe Biden na Bliskim Wschodzie. Miłe gesty i twarda polityka

    Wizyta Bidena na Bliskim Wschodzie pełna była miłych gestów i przyjacielskich komentarzy. Nawet Saudowie – mimo wcześniejszych krytycznych wypowiedzi Bidena wobec Królestwa Arabii Saudyjskiej (które nazwał „pariasem”) i księcia Mohammeda bin Salmana – przyjęli Bidena bardzo ciepło, zapraszając go m.in. do wzięcia udziału w szczycie Rady Współpracy Zatoki Perskiej.

    Podpisano także kilka memorandów, które w przyszłości mogą doprowadzić do zacieśnienia relacji między Ameryką a jej arabskimi partnerami. Na poziomie PR-owym wizyta skończyła się zatem pełnym sukcesem. Jeśli idzie jednak o konkrety, bilans wizyty Bidena na Bliskim Wschodzie wygląda blado.

    Amerykanom nie udało się uzyskać od Saudów żadnej jednoznacznej deklaracji w zakresie ich stosunków z Chinami czy Rosją. Równie niechętnie KSA podeszło do kwestii zwiększenia wydobycia ropy – podkreślając że decyzje w tej kwestii powinny zapadać w formacie OPEC+ (z udziałem Rosji).

    To właśnie MBS okazał się największym wygranym wizyty Bidena. Przybycie prezydenta USA do Królestwa przełamuje bowiem polityczną izolację MBS, bojkotowanego przez Partię Demokratyczną od od czasu zabójstwa Dżamala Chaszukdżiego.

    Trudno się jednak dziwić, że wizyta Bidena zakończyła się w taki a nie inny sposób. Relacje między Ameryką a arabskimi monarchiami pozostają napięte jeszcze od czasów prezydentury Obamy. Tymczasem nad Zatoką Perską do władzy doszło nowe pokolenie arabskich przywódców, chcących zerwać ze statusem swoistego „wasala” USA i – wykorzystując bogactwo zasobów naturalnych – prowadzić niezależną politykę zagraniczną, lawirując między Waszyngtonem, Moskwą i Pekinem. Liderami tego pokolenia są Mohammed bin Salman (następca tronu KSA, który de facto rządzi już Królestwem) i Mohammed bin Zayed (prezydent ZEA).

    Słabnące wpływy Ameryki. Wizyta Bidena ujawnia ograniczone możliwości wpływania przez USA na region

    Bardzo dobrze, że Biden pojawił się na Bliskim Wschodzie. Mimo wszystkich kontrowersji otaczających KSA i postać MBSa, Ameryka nadal potrzebuje Arabii Saudyjskiej, a Arabia Saudyjska potrzebuje Ameryki. Amerykanie muszą jednak pamiętać, że samymi gestami dobrej woli nie utrzymają wpływów w regionie. Dlatego powinni jak najszybciej wypracować nową, kompleksową politykę wobec Bliskiego Wschodu.

    Pytanie jednak, czy Ameryka jest zdolna do opracowania takiej polityki. Mimo kilku inicjatyw względem Bliskiego Wschodu czy to administracji Obamy, czy tej Trumpa, Amerykanom od ponad 20 lat brakuje pomysłu na nową formułę współpracy z krajami regionu, a amerykańscy dyplomaci krzątają się od kryzysu do kryzysu.

    To nie jest wina tylko samych Amerykanów, ale też dynamicznych zmian społecznych i politycznych, które zachodzą na Bliskim Wschodzie, a do których Amerykanie nie mogą się przystosować, co pokazały np. doświadczenia arabskiej wiosny.

    Sojusz z Ameryką jest cały czas dla Arabów bardzo ważny. Jeśli Amerykanie nadal nie będą jednak w stanie gruntownie przebudować swoich stosunków z Bliskim Wschodem, to ostatecznie pozycja USA jako hegemona w regionie załamie się. Chętnych na zajęcie pozycji Amerykanów jest natomiast wielu, co dobrze pokazał szczyt tzw. trójki astańskiej w Teheranie, który odbył się zaledwie 3 dni po wizycie Bidena, a wzięli w nim udział prezydenci Rosji, Turcji i Iranu.
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #arabiasaudyjska #iran #chiny #rosja #bliskiwschod #geopolityka #lagunacontent - autorski tag
    pokaż całość

    źródło: media-cldnry.s-nbcnews.com

    •  

      Dlaczego Iran jest w ogóle wymieniany jako mocarstwo? I nawet Biden mówi że nie pozwoli Iranowi na zapełnienie pustki na Bliskim Wschodzie? Przecież to jakieś gównopaństwo na poziomie Iraku - tak przynajmniej mi się kojarzy. Czemu taki Iran a nie np. Pakistan jest tak brany pod uwagę?

      @luckylukk: Miałem odpowiedzieć wcześniej, ale brakło czasu. Jak to mówią, lepiej późno niż wcale. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Mirek @SkrajnieZdegustowany: wyżej już odpowiedział na to, ale dodam coś od siebie. Irańczycy - w odróżnieniu od Pakistańczyków - mają imperialną mentalność. Persja przez wiele wieków władała dużo większym obszarem niż obecne terytorium Iranu, a Irańczycy uważają się za dziedziców Imperium Perskiego. Ten irański ekspansjonizm/imperializm jest ściśle powiązany z religia - Iran jest najpotężniejszym krajem szyickim, który jednocześnie rości sobie prawo do protekcji nad wszystkimi szyitami regionu - to jest ideologiczne uzasadnienie dla irańskich interwencji w Iraku, Syrii, Libanie, Jemenie itd.

      Iran jest także krajem o dużym potencjale gospodarczym i ludzkim. Dużo zasobów naturalnych, dobry poziom edukacji na uniwersytetach gdy idzie o kierunki techniczne. Stąd też biorą się sukcesy irańskie na polu np. rakiet balistycznych, gdzie Iran osiągnął bardzo duże postępy - częściowo wynika to także ze współpracy wojskowej z Chinami i Rosją.

      Iran jest też regionalnym mistrzem wojny asymetrycznej. Mimo ograniczonych środków, Iran z powodzeniem krzyżował plany USA w Syrii i Iraku, czy KSA w Jemenie.

      Rozbudowany system represji sprawia także, że Iran jest stosunkowo stabilnym krajem i mimo ciągłych problemów gospodarczych może prowadzić dość awanturniczą politykę zagraniczną - bez ryzyka, że władza ajatollahów zostanie obalona (chociaż do protestów oczywiście dochodzi).

      Dodatkowo strategiczne położenie niedaleko kluczowych szlaków handlowych: cieśnina Ormuz, szlaki do Azji Centralnej.

      Pakistan to zupełnie inna liga. Niby mają broń nuklearną, ale nie mają ambicji żeby podporządkować sobie region czy prowadzić politykę konfrontacji z USA (pewnym wyjątkiem była sprawa Afganistanu, gdzie pakistański wywiad posiadał kontakty i wspierał talibów).
      pokaż całość

    •  

      @JanLaguna: dzięki za wyczerpującą odpowiedź :) ciekawe dla mnie jest to, że przecież szyici to chyba mniej radykalni muzułmani, więc na logikę USA powinno bardziej wspierać ich niż sunnicką Arabie Saudyjską

    • więcej komentarzy (75)

  •  

    Putin upokorzony w Teheranie?

    W ostatnich dniach było sporo żartów z wizyty Putina w Iranie (kilka memów wylądowało nawet na głównej). Cześć osób odebrała duży dystans jaki zachowano między najwyższym przywódcą Chameneim a Putinem za dowód politycznej izolacji prezydenta Rosji albo za próbę upokorzenia Rosjanina. Jednak prezydenta Erdogana, który tego samego dnia przybył do Teheranu na specjalny trójstronny szczyt (Rosja-Iran-Turcja), posadzono w ten sam sposób. To może Irańczycy postanowili zagrać na nosie nie tylko Putinowi, ale też Erdoganowi?

    Najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei ma już 83 lata, a stan jego zdrowia nie jest najlepszy. Nadal odczuwa on skutki nieudanego zamachu bombowego na jego życie w 1981 r. Stracił wtedy częściową władzę w prawej ręce i doznał poważnych uszkodzeń płuc i strun głosowych.

    Ze względu na jego zaawansowany wiek i zły stan zdrowia, od wybuchu pandemii, Chamenei przyjmuje gości z zachowaniem szczególnych środków ostrożności m.in. dużego dystansu podczas rozmów z gośćmi.

    W komentarzach wrzucam zdjęcia z tegorocznych wizyt prezydenta Baszara Asada i emira Kataru Tamima al Saniego w Iranie.

    Long story short: Usadzenie Putina (i Erdogana) tak daleko nie było żadnym afrontem, a normalną praktyką Irańczyków od 2020 r. Szkoda, że ta wizyta Putina i całe spotkanie w "formacie astańskim" zostało sprowadzone tylko do tego zdjęcia z Putinem, bo omawiano sporo ciekawych kwestii. Przykładowo: częściowe zniesienie przez Rosję blokady portów czarnomorskich Ukrainy (co dzisiaj w Ankarze będzie finalizował Szojgu), sprawę ewentualnej tureckiej "specjalnej operacji" przeciwko Kurdom w Syrii czy zacieśnienie więzi gospodarczych między Teheranem i Moskwą.

    Mówiąc natomiast o samym spotkaniu Putin-Chamenei to warto zwrócić uwagę na to co przywódca Iranu powiedział Putinowi: "Wojna jest brutalna i Iran nie jest zadowolony że giną cywile, ale jeśli Ty byś nie przejął inicjatywy [zaatakował Ukrainy], to zrobiłaby to druga strona i wojna i tak by wybuchła"

    Wniosek? Zdjęcia mogą kłamać ( ͡° ͜ʖ ͡°) Iran i Rosja nie są ani wielkimi sojusznikami, ani wrogami. Na linii Moskwa-Teheran istnieje sporo kwestii spornych. Jednak mimo to Rosja i Iran utrzymują stosunkowo bliskie kontakty, a zaangażowanie obu krajów w Syrii po stronie prezydenta Assada doprowadziło nawet do szybkiej intensyfikacji stosunków politycznych, gospodarczych i wojskowych na linii Moskwa-Teheran. Dla obu krajów to partnerstwo ma szczególne znaczenie zwłaszcza teraz, gdy zarówno Iran jak i Rosja pozostają pod sankcjami Zachodu.

    pokaż spoiler Jak ktoś robi memy ze zdjęcia Putin-Chamenei to nie mam z tym żadnego problemu. Ale jeśli ktoś czerpie z tego jednego zdjęcia wiedzę o stosunkach Rosja-Iran to jest to nieporozumienie. ( ͡~ ͜ʖ ͡°)


    _____________________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #iran #bliskiwschod #geopolityka #lagunacontent - autorski tag
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

    •  

      @JanLaguna wydaje mi się, że więcej żartów było z tego, że Erdogan kazał mu czekać

      +: jPaolo2
    •  

      @smierdakow: To też w sumie moim zdaniem troszeczkę nie trafione, bo ile Putin czekał? Jakieś 50 sekund. I tu nawet ciężko powiedzieć czy Erdogan zrobił to celowo, bo spotkanie jednak było na irańskim gruncie, więc to mogła być też wina Irańczyków że Putin czekał. Aczkolwiek, będąc całkowicie obiektywnym, trzeba przyznać że Putin ma pewną historię gdy idzie o branie swoich gości na przeczekanie i Erdogan już kilka razy się o tym przekonał, więc teraz mógł próbować się odegrać - ale imho to są zagrywki na poziomie ciągania swoich rozmówców za rękę przez Trumpa, istotne w wymiarze PR i mind games, ale z małym wpływem na wzajemne relacje. pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Gorąco w Bagdadzie. Irakijczycy protestują przed turecką ambasadą, obrażają Erdogan i palą tureckie flagi

    Irackie miasto, Zachu, zostało dzisiaj ostrzelane przez artylerię. Zachu położone jest na północy kraju, nieopodal granicy z Turcją. W ostrzale zginęło 8 osób, a następne 23 zostały ranne. Wśród zabitych jest m.in. roczna dziewczynka.

    Premier Iraku oskarżył o atak Turków, którzy od lat atakują północy Irak w ramach – jak to sami określają – „operacji antyterrorystycznej” wymierzonej w bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Turcy zaprzeczają, twierdząc że nie mieli nic wspólnego z atakiem i jednocześnie twierdzą że za ostrzałem miasta Zachu stoją bojownicy PKK.

    Dzisiejszy atak doprowadził do ostrej reakcji w całym Iraku. W Bagdadzie protestujący zebrali się pod *starym budynkiem tureckiej ambasady (obecnie działającym jako centrum kultury tureckiej). wykrzykując obraźliwe hasła wobec prezydenta Erdogana oraz paląc tureckie flagi.

    *budynek, który obecnie służy za ambasadę został otoczony kordonem policji i nikt nie jest do niego dopuszczany

    Do protestów doszło także w innych miastach Iraku. W Nadżafie i Basrze protestujący gromadzili się np. przed tureckimi centrami wizowymi.

    Wiele kluczowych postaci irackiej polityki potępiło turecki atak na miasto Zachu. Premier Iraku, Mustafa Kadhimi wezwał do Bagdadu charge d'affaires Irak w Turcji, celem konsultacji. Muktada Sadr (jesienią jego ugrupowanie wygrało wybory parlamentarne) wezwał m.in. do zamknięcia irackiej przestrzeni powietrznej dla Turcji i wypowiedzenia Turkom części umów międzynarodowych. W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele frakcji pro-irańskiej np. Hadi Amiri.

    Sytuacja dość szybko eskaluje. Według niepotwierdzonych informacji doszło nawet do ostrzału tureckiej bazy wojskowej pod Mosulem. Odpowiedzialność za rzekomy atak wzięła na siebie, powiązana z frakcją pro-irańską, grupa Ashab al-Kahf.

    Jako, że atak na miasto Zachu i anty-tureckie protesty, nastąpiły dzień po spotkaniu prezydentów Turcji, Rosji i Iranu w Teheranie od razu pojawiły się spekulacje, że atak na Zachu to operacja fałszywej flagi, za którą stoją Amerykanie lub Irańczycy (chęć zablokowania tureckiej operacji wojskowej wymierzonej w syryjskich Kurdów). Takie teorie są – moim zdaniem – nadużyciem i pomijają zupełnie kwestię napięć w samym Iraku.

    Mianowicie Turcja prowadzi operacje wymierzone w PKK na północy Iraku od 1992 r. Wszystkie te operacje prowadzone są bez zgody rządu centralnego w Bagdadzie i od zawsze są one punktem zapalnym w relacjach Turcja-Irak. Zwłaszcza w ostatnich latach, wraz ze wzrostem nastrojów nacjonalistycznych wśród młodych Irakijczyków, turecka „operacja antyterrorystyczna” zaczęła być negatywnie postrzegana nie tylko przez irackich Kurdów, ale też przez sunnitów i szyitów zamieszkujących centrum i południe Iraku. Już od dawna tureckie bazy wojskowe w północnym Iraku są atakowane przez różne grupy paramiliatarne, których w Iraku jest bardzo dużo. Przykładowo wspomniana baza pod Mosulem była ostrzeliwana w czerwcu 2 razy i 1 raz w maju.

    Faktem jest, że dzisiejsze protesty są pewnym ewenementem gdy idzie o ich skalę. Mamy bowiem protesty nie tylko w Bagdadzie, ale także Basrze czy Nadżafie, gdzie raczej nie dochodzi do anty-tureckich wystąpień. Trzeba jednak pamiętać, że Irak obecnie znajduje się w bardzo nieciekawej sytuacji wewnętrznej i wystarczy tylko mała iskra, aby zachęcić ludzi w całym kraju do wyjścia na ulice. Sytuacja jest dlatego tak nieciekawa, bo w październiku zeszłego roku odbyły się wybory parlamentarne. Wygrał je Sadr, ale nie mógł utworzyć rządu, bo nie chciał podzielić się władza z frakcją pro-irańską. Ostatecznie w czerwcu 2022 r. Sadr, po 8 miesiącach od wyborów, kazał wszystkim posłom wybranym z listy Sadrystów złożyć swoje mandaty. W efekcie większość w parlamencie uzyskała frakcja pro-irańska i to ona teraz ma utworzyć nowy rząd.

    Sadr – na swoje życzenie – znalazł się poza parlamentem. Jednak zrobił to najprawdopodobniej po to, aby bez skrupułów atakować nie tylko nowy rząd, ale cały system polityczny Iraku. Już w zeszły piątek, zwolennicy Sadra zorganizowali wielotysięczny marsz w Bagdadzie. Tak samo teraz, Sadryści (którzy nomem omen mają bardzo mocne ciągoty nacjonalistyczne) są jedną z głównych grup, która protestuje przeciwko Turcji.

    Także to najprawdopodobniej nie jest operacja fałszywej flagi. A ostry charakter protestów wynika przede wszystkim z napięć istniejących w polityce wewnętrznej Iraku.

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #bliskiwschod #irak #turcja #geopolityka #lagunacontent - autorski tag
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

    •  

      @Olbor: i tak i nie, bo z jednej strony jest to ruch w gruncie rzeczy świecki, postulujący rozdział państwa od islamu, ale z drugiej strony ajatollah Sistani jest uważany za autorytet. Tyle, że moim zdaniem Sistani jest autorytetem nie ze względu na sam fakt, że jest wielkim ajatollahem a bardziej ze względu na to, że jemu też zależy na silnej władzy centralnej i wielokrotnie stawał po stronie nacjonalistów (więc to dla nich bardziej autorytet polityczny niż religijny). Bardzo ciekawe czy po zmianie władzy w hawzie w Nadżafie (Sistani ma 91 lat) nadal te związki nacjonalistów będą tak bliskie z Nadżafem. pokaż całość

    •  

      @JanLaguna: dzięki za informacje! Prócz Turcji mam dość słaba wiedzę jeśli chodzi o realia krajów bliskiego wschodu

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    HIMARSy niszczą rosyjskie zaplecze. Rosjanie przestawiają gospodarkę na tryb wojenny i szykują się do długiej wojny. Raport z Ukrainy

    3 lipca upadł Lisiczańsk. Od tamtego czasu Rosjanie nie przeprowadzili żadnej większej operacji wojskowej. Tymczasem Ukraińcy – przy użyciu wyrzutni HIMARS – zaczęli atakować rosyjskie zaplecze. Niemal każdej nocy rosyjski skład zaopatrzeniowy staje w ogniu po ostrzale dokonanym przy pomocy amerykańskich wyrzutni. Straty zadawane rosyjskim tyłom mają być tak duże, że coraz więcej mówi się o nadchodzącej bitwie o inicjatywę i – w konsekwencji – ukraińskiej kontrofensywie. Jednak Ukraińcy mają także swoje własne problemy, z którymi muszą się zmierzyć. Tymczasem Rosjanie przestawiają swoją gospodarkę na tryb wojenny, tworzą nowe oddziały i szykują się do długiej wojny.

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam, bo przy poszczególnych punktach są mapy i tym samym sytuacja jest bardziej zrozumiała.

    Szojgu melduje. Zadanie wykonano

    3 lipca Rosjanie zajęli Lisiczańsk, a Ukraińcy – w stosunkowo zorganizowany sposób – wycofali się na zachód, na kolejną linię obronną, przechodzącą przez miasta Siewiersk i Bachmut. Rosyjskie wojska nie rzuciły się jednak w pościg za wycofującym się przeciwnikiem.

    5 lipca na Kreml przybył Sergiej Szojgu. Minister obrony Rosji poinformował Putina o zakończeniu operacji „wyzwalania” Ługańskiej Republiki Ludowej (jak to pokrętnie nazywają Rosjanie). Przyjmując raport od Szojgu, Putin stwierdził że jednostki zaangażowane w walki o obwód ługański powinny zostać wycofane na tyły i otrzymać czas potrzebny do odbudowy swojej siły bojowej. Jednocześnie Putin powiedział, że ich miejsce na froncie powinny zająć jednostki z Zachodniego lub Wschodniego Okręgu Wojskowego, które przez ostatnie 2 miesiące nie były angażowane do większych operacji (główny ciężar walk o Siewierodonieck i Lisiczańsk wzięła bowiem na siebie tzw. "Grupa O", której trzon stanowiły jednostki Centralnego Okręgu Wojskowego, wspierane przez oddziały separatystów z Ługańska).

    Początkowo zakładano, że słowa Putina oznaczają maksymalnie tygodniową „pauzę operacyjną”, podczas której miała nastąpić rotacja rosyjskich jednostek. Następnie świeże rosyjskie oddziały miały kontynuować natarcie, spychając zmęczonych Ukraińców na przedmieścia Kramatorska i Słowiańska.

    Ostatecznie jednak Ukraińcy pokrzyżowali Rosjanom ich plany. Upadek Lisiczańska zbiegł się bowiem z intensywnym użyciem wyrzutni HIMARS, którymi Ukraińcy zaczęli atakować rosyjskie zaplecze, zagrażając logistyce sił inwazyjnych.

    HIMARS, czyli koszmar rosyjskich techników logistyki
    W nocy 2 lipca Ukraińcy zniszczyli rosyjski skład amunicji w Popasnej. Następnej nocy ostrzelali dwie bazy wojskowe przeciwnika pod Melitopolem, na Zaporożu (ok. 75 km od frontu). W kolejnych dniach sytuacja się powtarzała. Z dymem poszły rosyjskie składy amunicji w Śnieżnym, w Doniecku, pod Chersoniem czy w Szachtarśku. Łącznie w pierwszej połowie lipca Rosjanie stracili łącznie kilkadziesiąt składów z amunicją, paliwem itp.

    Ten sukces był dziełem 8 wyrzutni HIMARS, które Ukraińcy otrzymali kilka tygodni wcześniej od Amerykanów. Straty odniesione przez Rosjan na zapleczu okazały się tak dotkliwe, że w ciągu zaledwie kilku dni musieli ograniczyć skalę swoich ataków na frontowe miasta – Siewiersk i Bachmut. Jak do tego doszło, że kilka sztuk HIMARSów wywołało aż tak duże problemy u Rosjan?

    Pojedynek artyleryjski na wschodzie Ukrainy

    Aby lepiej zrozumieć wpływ HIMARSów na rosyjskie zdolności ofensywne, trzeba uświadomić sobie w jaki sposób Rosjanie walczą na Ukrainie.

    W pierwszej fazie wojny, podczas walk o Kijów, Rosjanie próbowali przełamać linie przeciwnika przy użyciu sił pancernych i zmechanizowanych, zapuszczając się daleko w głąb terytorium przeciwnika. Nie dysponując dostatecznym wsparciem piechoty, takie rosyjskie wypady kończyły się najczęściej bardzo wysokimi stratami w ludziach i sprzęcie.

    Od kwietnia, wraz z wycofaniem się z północy Ukrainy i skupieniu się na Donbasie, Rosjanie zmienili jednak taktykę na bardziej statyczną. Teraz podstawą rosyjskich postępów stała się artyleria, w której Rosjanie dysponują kilkukrotną przewagą nad Ukraińcami. Dniami i nocami rosyjska artyleria wystrzeliwała tysiące pocisków, powoli równając ukraińskie pozycje obronne z ziemią. Dopiero wtedy – gdy artyleria dokonała swojego dzieła – Rosjanie wysyłali do przodu piechotę i wozy. Taktyka ta nie była zbyt finezyjna, ale działała, Rosjanie szli do przodu, zajmując kolejne miasta. Tak padła Popasna, Kreminna, Łyman, a potem Siewierodonieck i Lisiczańsk.

    Dostawy zachodnich systemów artyleryjskich na Ukrainę tylko w ograniczonym stopniu poprawiły sytuację ukraińskich artylerzystów. Amerykańskie haubice M-777, francuskie samobieżne armatohaubcie CAESAR czy polskie Kraby okazały się dużo precyzyjniejsze od rosyjskiego sprzętu. To jednak było za mało, aby przechylić szalę zwycięstwa na stronę Ukraińców. Zachodnie dostawy okazały się tylko kroplą w morzu potrzeb. Rosyjska artyleria, mimo że mniej celna, nadal dysponowała ogromną przewagą liczebną - gdy Ukraińcy wystrzelali po 7.000 pocisków dziennie, Rosjanie zużywali 3-4 razy tyle.

    Ukraińcy byli bezsilni wobec rosyjskiej przewagi ognia. Oczywiście udawało im się niszczyć pojedyncze artyleryjskie środki ogniowe (haubice, wrzutnie rakietowe itd.), ale było to za mało aby zmienić diametralnie sytuację na froncie.

    Ukraińcy zdawali sobie sprawę ze swojego trudnego położenia. Dlatego jeszcze pod koniec kwietnia, prezydent Zełeński zaczął apelować do Zachodu o dostawy wyrzutni MLRS (wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet). Szczególnie mocno Ukraińcy naciskali na dostawy HIMARSów – lżejszej i bardziej mobilnej wyrzutni z "rodziny" MLRS.

    Dlaczego Ukraińcy chcieli wrzutni HIMARS? Bo dzięki nim mogliby zacząć atakować rosyjskie składy zaopatrzeniowe i pozbawić rosyjską artylerię źródła amunicji. Niszczenie poszczególnych rosyjskich haubic, wyrzutni itd. nie byłoby już konieczne, bo – po zniszczeniu centrów zaopatrzeniowych – i tak stałyby one bezczynne ze względu na brak amunicji.

    Bratnia pomocy z USA przybywa na Ukrainę

    Po wielu tygodniach negocjacji, ostatecznie Amerykanie zgodzili się na dostawy HIMARSów na Ukrainę. Biały Dom zastrzegł jednak, że wyrzutnie nie mogą być użyte do atakowania celów na terytorium samej Rosji. Aby upewnić się, że Ukraińcy będą respektować warunki umowy, przekazano im amunicję o zasięgu „tylko” 80 km (HIMARS zdolny jest natomiast do atakowania celów oddalonych nawet o 300 km, potrzeba do tego jednak specjalnej amuncji której Ukraińcy póki co nie mają).

    Na początku czerwca Ukraińcy otrzymali pierwsze 2 HIMARSy, ale liczba ta szybko rosła i pod koniec miesiąca było to już 8 wyrzutni.

    Mimo ograniczonego zasięgu HIMARSów Ukraińcy i tak otrzymali bardzo wartościowy sprzęt. HIMARSy w jednej salwie wystrzeliwują 6 pocisków, które są na tyle precyzyjne, że pozwalają na ostrzał z dokładnością do ok. 5 metrów. Dodatkowo HIMARSy są bardzo mobilne. Załadunek amunicji jest zautomatyzowany i zajmuje ok. 5 minut. Wystrzał salwy 6 pocisków trwa natomiast ok. 30 sekund. Później HIMARS może oddalić się na kolejne stanowisko strzeleckie, bez ryzyka dostania się pod ostrzał nieprzyjaciela. Mobilność jest dla Ukraińców bardzo istotna, bo niszcząc niektóre rosyjskie magazyny, HIMARS zbliża się niebezpiecznie blisko frontu (podczas niektórych ataków mogło to być nawet 5 km do frontu).

    Obecnie Ukraina posiada 8 sztuk HIMARSów, jednak docelowo ma być to 12 maszyn. To jednak nie jedyne „zabawki”, które otrzymali Ukraińcy. W minionym tygodniu Ukraińcy mieli ostrzymać pierwsze sztuki wyrzutni M270 MLRS. Jest to zbliżona konstrukcja do HIMARSa – mniej mobilna, ale o większej sile ognia (w jednej salwie wystrzeliwuje 12 zamiast 6 pocisków). Wielka Brytania, Norwegia i USA obiecały Ukraińcom przekazanie 12 sztuk M270 MLRS.

    Oznacza to, że już wkrótce Ukraina może posiadać 24 systemy MLRS – 12 Himarsów i 12 M270.

    Jak HIMARSy wpłynęły na sytuację w Donbasie?

    W ciągu ostatnich 2 tygodni, Ukraińcy zniszczyli kilkadziesiąt (prawdopodobnie ponad 30) rosyjskich składów zaopatrzeniowych. Mimo, że były to głównie składy niższego szczebla (batalionu), to i tak wywołało to ogromne problemy dla rosyjskiej logistyki. Wiele oddziałów frontowych zostało w zasadzie z dnia na dzień pozbawionych amunicji. Szczególnie mocno odczuła to rosyjska artyleria, która w czasie bitwy o Lisiczańsk potrafiła podobno zużywać nawet 30-40 tysięcy pocisków dziennie.

    Spadek intensywności rosyjskiego ostrzału artyleryjskiego widać nie tylko po raportach samych Ukraińców, ale także m.in. po mapach FIMRS (pożary) od NASA.

    W efekcie zmniejszonej aktywności rosyjskiej artylerii, ataki Rosjan na linię Siewiersk-Bachmut także zaczęły wyhamowywać. Rosjanie, polegający dotychczas na przeważającym ogniu artyleryjskim, stracili teraz jeden ze swoich głównych atutów. Od 3 lipca (upadek Lisiczańska) Rosjanie nie odnieśli w Donbasie żadnego większego sukcesu.

    Ataki na składy zaopatrzeniowe są nie tylko problemem logistycznym, ale także politycznym. Ze względu na niezdowolenie społeczne w Rosji po użyciu poborowych podczas I fazy wojny na Ukrainie, od kwietnia większość poborowych kierowana była do prac na tyłach frontu - obsługa obrony przeciwlotniczej, ochrona składów zaoptrzeniowych i transport. Wejście go gry HIMARSów sprawiło, że rosyjskie tyły przestały być jednak bezpiecznym miejscem, gdzie można było „upchnąć” poborowych. Praca w rosyjskiej logistyce stała się teraz bardzo niebezpiecznym zadaniem.

    Obrona przeciwlotnicza dziurawa jak ser szwajcarski?

    Bezradność Rosjan wobec HIMARSów zaskoczyła wszystkich. Urzędnicy Pentagonu otwarcie przyznają, że nie spodziewali się, że HIMARSy spowodują aż tak duże problemy po rosyjskiej stronie frontu. Zaskoczeni są także sami Rosjanie. W ramach ćwiczeń wojskowych rosyjskie ministerstwo obrony bowiem wielokrotnie twierdziło, że np. systemy S-300 są zdolne do strącania pocisków podobnych konsyrukcją do tych, którymi strzelają HIMARSy (przykładem są ćwiczenia Centralnego Okręgu Wojskowego z 2011 r. gdy system S-300 z powodzeniem strącił pocisk Kaban-2, konstrukcyjnie zbliżony do amunicji HIMARSa).

    Rosjanie próbują tłumaczyć się tym, że Ukraińcy "przeciążają" ich obronę przeciwlotniczą - Ukraińcy mają prowadzić jednoczesny ostrzał przy użyciu kilku wyrzutni HIMARS, lub "wspomagajać" HIMARSa wyrzutniami Smiersz – te wyrzutnie Kijów otrzymał w "spadku" po ZSRR, mają podobny zasięg do HIMARSów, lecz znacznie mniejszą celność. Jednoczesne odpalenie dużej liczby pocisków ma „ogłupiać” rosyjską obronę przeciwlotniczą, która nie jest w stanie zniszczyć wszystkich celów. W efekcie dochodzi do przełamania rosyjskiej obrony przeciwlotniczej.

    Pojawiają się też sugestie, że rosyjska obrona przeciwlotnicza skupiona jest przede wszystkim na obronie terytorium Federacji Rosyjskiej i że do obrony przed HIMARSami potrzebne jest inne rozmieszczenie poszczególnych systemów przeciwlotniczych.

    Nie wiem ile prawdy jest w rosyjskich tłumaczeniach. Tak samo moim zdaniem ciężko stwierdzić, czy Rosjanie pozostaną w dłuższej perspektywie tak bezradni jak obecnie wobec ataków przy użyciu wyrzutni HIMARS. Tak naprawdę tylko czas pokaże, czy Rosjanie będą potrafili się zaadaptować do nowych warunków walki. Jeśli w sierpniu nadal rosyjskie składy zaopatrzeniowe będą szły z dymem (w takim tempie jak obecnie), to Moskwa może mieć nie tylko duży problem z dalszym prowadzeniem ofensywy, ale także z obroną części odcinków frontu. Przy czym sprawa jest bardziej skomplikowana, o czym poniżej.

    Rosyjska logistyka, czyli pociągi i ciężarówki Ural

    To, że Ukraińcy niszczą kolejne składy zaopatrzeniowe Rosjan to nie zasługa samych HIMARSów, a dobrego rozeznania gdzie znajdują się rosyjskie składy. Skąd Ukraińcy znają ich lokalizację? Cóż, nie jest to zbyt trudne. Rosyjska logistyka bazuje bowiem na połączeniach kolejowych. Zaopatrzenie jest ładowane w Rosji na pociągi, a następnie trafia koleją na Ukrainę, gdzie przeładowywane jest z pociągów do ciężarówek, które dowożą już zaopatrzenie bezpośrednio do jednostek. Dlatego rosyjskie wojska nacierają najczęściej wzdłuż ważnych linii kolejowych np. Izium, Wołnowacha.

    Obserwując ruch na węzłach kolejowych i wzdłuż kluczowych linii kolejowych, Ukraińcy mogą bardzo łatwo określić lokalizację poszczególnych składów zaopatrzeniowych Rosjan.

    Sytuację ułatwia także fakt, że Rosjanie używają w swojej logistyce wielu składów, które powstały jeszcze podczas walk w latach 2014-2021, a ich lokalizacja jest dobrze znana Ukraińcom. Tak było np. ze zniszczonymi magazynami pod Donieckiem.

    Skoro Ukraińcy znają lokalizacje rosyjskich składów, to – możecie zapytać – dlaczego nie niszczyli ich wcześniej, przed pojawieniem się HIMARSów? Teoretycznie Ukraińcy mogli przecież próbować niszczyć takie składy przy użyciu Toczek-U (120 km zasięgu) czy Smiersz (70-120 km w zależności od amunicji). To jednak nie takie proste.

    Toczki i Smiersz to mało precyzyjny sprzęt. Błąd celności Toczki to ok. 150-100 m (w zależności od wersji), a Smiersza to nawet 170 m. Ciężko przeprowadzić przy ich użyciu precyzyjny atak. Tym bardziej, że Toczkę czy pociski wystrzeliwane przez Smiersz można stosunkowo łatwo strącić. Do tego dochodzą jeszcze braki Ukraińców w amunicji do tych systemów. Z precyzyjnym, mobilnym i strzelającym 6 pociskami na raz HIMARSem uderzyć w oddalony cel jest dużo łatwiej.

    W ten sposób HIMARS stał się witalnym zagrożeniem dla rosyjskiej logistyki. Wszystkie składy zaopatrzeniowe, które zostały rozmieszczone ok. 80 km od linii frontu mogą teraz stać się celem Ukraińców. Czy Rosjanie są w stanie obronić się przed HIMARSem?

    Polowanie na HIMARSy

    Problemy rosyjskiej obrony przeciwlotniczej w przechwytywaniu pocisków wystrzeliwanych przez HIMARSy, sprawiły że Rosjanie zaczęli "polować" na HIMARSy. Pro-rosyjskie źródła twierdziły, że "upolowanie" amerykańskiej wyrzutni nie będzie zbyt dużym problemem. W końcu już wcześniej udało im się zniszczyć m.in. kilka haubic M-777 (a ostatnio nawet po jednym Krabie i haubicy M109). Dodatkowo HIMARSy często operują zaledwie kilka kilometrów od frontu, co tym bardziej naraża je na rosyjski ostrzał. Sprawa okazała się jednak bardziej skomplikowana.

    Mobilność HIMARSów pozwala im szybko zmienić lokalizację. W związku z tym nawet jeśli Rosjanie ustalą skąd HIMARS strzelał to w momencie przeprowadzenia ostrzału kontrbateryjnego, HIMARS już dawno jest kilka lub nawet kilkanaście kilometrów dalej.

    Teoretycznie w tym momencie do boju powinno wkroczyć rosyjskie lotnictwo, jednak ukraińska obrona przeciwlotnicza nadal działa bardzo sprawnie, stanowiąc duże zagrożenie dla rosyjskich samolotów.

    Pewnym rozwiązaniem jest masowe użycie dronów, jednak rosyjskie zapasy dronów nie są aż tak duże. W związku z tym zaczęły pojawiać się pogłoski, że Rosjanie mogą prowadzić rozmowy z Irańczykami na temat dostaw dronów. Wbrew pozorom nie jest to zły pomysł. Irańskie drony to nie jest sprzęt takiej klasy jak np. tureckie Bayraktary, jednak irańskie maszyny za stosunkowo niską cenę oferują nie najgorszą jakość. Póki co Irańczycy dementują jakoby mieli dostarczać dronu Rosjanom, jednak we wtorek Putin będzie w Teheranie, i temat dronów z pewnością będzie omawiany.

    Na marginesie warto wspomnieć, że Rosjanie twierdzą, że zniszczyli już kilka HIMARSów. Jednak "dowody" jakie przedstawiają są bardzo marnej jakość. Najczęściej są to bowiem rozpikselizowane nagrania, na których ciężko zidentyfikować jaki konkretnie sprzęt zniszczyli Rosjanie. To co Rosjanie przedstawiają jako HIMARSa równie dobrze może być zwykłą ciężarówką.

    Antidotum na problemy logistyczne?

    Nie mogąc zwalczać HIMARSów przy pomocy obrony przeciwlotniczej, ani "upolować" żadnej z maszyn, Rosjanie stanęli przed dylematem. Jeśli HIMARSy nadal biłyby po ich składach, to cała logistyka wojsk inwazyjnych zostałaby sparaliżowana. W związku z tym wśród rosyjskich logistyków zrodziły się 2 pomysły na adaptację do obecnych warunków walki.

    Pierwszy pomysł to decentralizacja składów zaopatrzeniowych. Biorąc jednak pod uwagę jak bardzo scentralizowana jest cała rosyjska armia, byłoby to niezwykle trudne i wymagałoby całkowitej zmiany mentalności w armii.

    Drugim pomysłem jest relokacja składów zaopatrzeniowych dalej od linii frontu (ok. 90-100 km od frontu), tak aby znalazły się one poza zasięgiem HIMARSów. Pojawiają się pierwsze sygnały, że Rosjanie być może zaczęli już przenosić pierwsze składy.

    Cofnięcie składów zaopatrzeniowych, o ile zabezpiecza Rosjan przed ostrzałem HIMARSów, to rodzi jednocześnie inne problemy. Wydłuża to bowiem znacznie czas dostawy amunicji do oddziałów frontowych. W skrajnych przypadkach może dojść do sytuacji, gdy czas transportu ze składu na front wydłuży się o ponad 100%. Będzie potrzeba więcej ciężarówek, więcej paliwa i więcej kierowców.

    Kluczowe pytanie jakie pozostaje to czy cofnięcie tych składów zaopatrzeniowych i wydłużenie czasu transportu nie doprowadzi do sytuacji, w których rosyjska logistyka nie będzie w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb oddziałów frontowych. Może się okazać, że – nawet bez ostrzału HIMARSów – rosyjska artyleria i tak będzie strzelać rzadziej, bo będzie brakować amunicji (nie z powodu płonących składów a z powodu wydłużonego czasu transportu).

    Poza tym pojawia się też pytanie czy Amerykanie nie przekażą ostatecznie Ukraińcom pocisków ATACMS, które mają zasięg 300 km i mogą być odpalane tak z wyrzutni M270 jak i HIMARS. Wtedy jakiekolwiek przenoszenie składów nic by nie dało, bo ATACMS mogłyby z powodzeniem atakować cele nawet na terenie Rosji. Przy czym, moim zdaniem, obecnie transfer ATACMS na Ukrainę jest mało prawdopodobny – Amerykanie obawiają się bowiem ataków na rosyjskie miasta.

    W każdym razie, obecnie widzimy że Rosjanie adaptują się do nowych warunków na froncie. Pokazują to ukraińskie raporty i mapy FIRMS. Od ok. 15 lipca obserwujemy wzrastającą intensywność rosyjskiego ostrzału artyleryjskiego. Szczególnie intensywnie atakowany jest Siewiersk, Sołedar i Bachmut. Zbiegło się to także z ogłoszeniem przez Szojgu końca „pauzy operacyjnej” (16 lipca). To nie jest intensywność ostrzału jak przed 3 lipca, jednak i tak Rosjanie strzelają częściej niż w okresie 5-14 lipca, gdy HIMARSy doprowadziły rosyjską artylerię do prawie całkowitego paraliżu.

    Warto podkreślić, że nie mogąc „upolować” HIMARSów, Rosjanie zaczęli terroryzować ukraińskie miasta np. atak na Winnicę. W nadchodzących tygodniach, moim zdaniem można się niestety spodziewać większej liczby takich ataków.

    Bitwa o inicjatywę

    Sukcesy w niszczeniu rosyjskiego zaplecza, doprowadziły do osłabienia głównego atutu Rosjan – ich artylerii, która zaczęła mieć problemy z dostawami amunicji i zaczęła strzelać mniej intensywnie. W związku z tym Ukraińcy stanęli przed możliwością przejęcia inicjatywy na froncie i przeprowadzenia kontrofensywy.

    Dotychczas ukraińskie kontrataki (np. pod Chersoniem czy Charkowem) kończyły się tylko ograniczonymi sukcesami. Nawet jeśli Ukraińcy byli w stanie ukryć koncentrację ludzi i sprzętu przez Rosjanami, a następnie wyprowadzić kontratak, to i tak po chwilowych sukcesach, Ukraińcy dostawali się pod ostrzał rosyjskiej artylerii, a ich atak wyhamowywał. Teraz jednak rosyjska artyleria nie jest tak aktywna jak kilka tygodni wcześniej. Stwarza to „okno możliwości” dla ukraińskiej kontrofensywy.

    To „okno” nie będzie jednak wiecznie otwarte. Trzeba liczyć się z tym, że Rosjanie w końcu zaadaptują się do walki z HIMARSami. Nawet jeśli rosyjska logistyka zostanie nadwyrężona na tyle, że przestaną przeć do przodu, to i tak Ukraińcy mogą mieć problem z odbiciem już straconych ziem. Jeśli Ukraińcy mają kiedyś przeprowadzić walną kontrofensywę, to najlepsza okazja do tego jest właśnie teraz. Najprawdopodobniej w połowie sierpnia to „okno możliwości” całkowicie się zamknie i kolejna tak dogodna sytuacja pojawi się może dopiero w przyszłym roku.

    Obecnie widać gorączkowe wzmacnianie poszczególnych frontów, tak przez Rosjan, jak i Ukraińców. Rosjanie wzmacniają front na Zaporożu i pod Chersoenim. Ukraińcy natomiast budują umocnienia w Donbasie i przesuwają część sił zaangażowanych dotychczas w obronę Oddesy pod Chersoń. Brakuje dowodów, że któraś ze stron planuje jakąś większą operację, jednak coś z pewnością wisi w powietrzu. Szczególnie warto śledzić rozwój wydarzeń na Zaporożu i w Chersoniu, gdzie wzmogły się działania sabotażowe Ukraińców i represje ze strony Rosjan.

    Okno możliwości

    Czas trwania „okna możliwości” wyznacza nie tylko sytuacja na rosyjskim zapleczu. Pod uwagę trzeba wziąć też możliwości mobilizacyjne obu stron oraz szerszą sytuację w Europie. Ukraina uzależniona jest tak od pomocy wojskowej, jak i finansowej z Zachodu. Dostawy uzbrojenia są tematem najbardziej medialnym, ale Zachód daje Ukrainie także ogromne pożyczki na funkcjonowanie państwa – jak w kwietniu oceniał sam Zełeński, Ukraina co miesiąc potrzebuje ok. 7 mld dolarów zagranicznej pomocy (teraz jest to pewnie jeszcze więcej).

    Wsparcie dla Ukrainy i sankcje nakładane na Rosję, mają jednak swój koszt. Powoli zbliża się zima, a Europa stoi prawdopodobnie przed największym kryzysem energetycznym w swojej historii. Jak zakładają analitycy rynkowi, rezygnacja z rosyjskiej ropy i gazu wygeneruje ogromne koszty dla Europejczyków – Bloomberg zakłada, że może to być nawet 200 mld dolarów. Najgorsza sytuacja jest w Niemczech, dla których gospodarki tani rosyjski gaz był nadzwyczaj ważny.

    Niemcy zakładają, że koszty ogrzewania mieszkań przy użyciu gazu (połowa mieszkań w Niemczech jest tak ogrzewana), wzrosną w tym roku o nawet 300%. Wiele niemieckich gmin (w tym Berlin) planuje uruchomienie także specjalnych "wysp ciepła", gdzie mieszkańcy będą mogli się ogrzać. Jednocześnie rozważane jest zmniejszenie temperatury ogrzewania w budynkach publicznych i komercyjnych.

    Oczywiście z perspektywy Ukraińców, na których głowy spadają rosyjskie rakiety, problemy Europejczyków, mogą być niedorzeczne, ale prawda jest taka, że Ukraińcom będzie bardzo ciężko w dłuższej perspektywie utrzymywać poziom wsparcia na takim poziomie jak obecnie. O ile wschodnia flanka NATO (w tym Polska) jest gotowa do dużych poświęceń dla Ukrainy, to tego samego nie można powiedzieć o Zachodzie, a w szczególności o Francji i Niemczech, które od dłuższego czasu naciskają na szybkie zakończenie wojny – nawet kosztem ustępstw wobec Rosjan.

    Rosyjska zima

    Tymczasem Rosjanie przygotowują się do długiej wojny. Gospodarka przestawiana jest na tryb wojenny, zaostrzane są przepisy wobec osób uchylających się od służby wojskowej, a władze państwowe otrzymują dodatkowe kompetencje, które mają ułatwić prowadzenie wojny na Ukrainie.

    15 lipca odbyła się sesja nadzwyczajna rosyjskiej Dumy. Łącznie przegłosowano ponad 100 ustaw. Przestawiają one funkcjonowanie państwa na "tryb wojenny" (oczywiście bez nazywania „specjalnej operacji” na Ukrainie „wojną”).

    Władze będą mogły teraz narzucić prywatnym fabrykom priorytety w produkcji, nakazywać pracę nocą i w weekendy. Prywatne firmy nie będą mogły także odmówić podpisania kontraktu z rosyjskim ministerstwem obrony. Rozszerzono uprawnienia władz w zakresie propagandy oraz zaostrzono kary wobec wojskowych odmawiających wykonania rozkazu. Powołano także specjalne stanowisko wicepremiera który zajmie się koordynacją wysiłku wojennego rosyjskiej gospodarki. Stanowisko to objął Denis Manturow, dotychczasowy minister przemysłu i handlu. Podobno jednym z głównych celów Manturowa ma być zapewnienie rosyjskiej zbrojeniówce samowystarczalności i tym samym umożliwienie Rosji prowadzenia wojny na Ukrainie w przyszłym roku.

    Tymczasem tempa nabiera prowadzona od kilku miesięcy cicha mobilizacja. Pod Niżnym Nowogrodem, na poligonie w Mulino, werbowany jest III Korpus, który ma docelowo liczyć ok. 15.000 żołnierzy.

    Ponadto w rosyjskich miastach pojawiły się liczne plakaty zachęcające do podpisania kontraktu i zostania zawodowym żołnierzem. Niektórzy twierdzą, że celem Rosjan jest powołanie co najmniej po jednym ochotniczym batalionie w każdej z 85 jednostek terytorialnych kraju. Łącznie dałoby to ok. 34.000 żołnierzy. Rosjanie zachęcają ochotników wysokimi wynagrodzeniami, które zaczynają się od 3,400 dolarów miesięcznie (średnie wynagrodzenie w Rosji to tylko ok. 1000 dolarów) i statusem weterana.

    Nasiloną akcję mobilizacyjną obserwuje się także wśród grup najemników, w tym także w Grupie Wagnera.

    Komentarz: Wchodzimy w bardzo ciekawą fazę wojny na Ukrainie. HIMARSy mimo że nie są Wunderwaffe, to i tak zadają Rosjanom na tyle duże straty, że Ukraińcy zyskali możliwość zawalczenia z Rosjanami o inicjatywę i wyprowadzenia kontrofensywy.

    Rosjanie jednak nie dają za wygraną i adaptują powoli swoją logistykę do nowych zagrożeń, wzmacniając jednocześnie te odcinki frontu, które najbardziej narażone są na ukraiński kontratak.

    Jednocześnie całe rosyjskie państwo przestawiane jest na tryb wojenny, a Rosjanie się już pewni, że „specjalna operacja na Ukrainie” przeciągnie się do przyszłego roku. To zły scenariusz dla Moskwy, która liczyła na szybką rozprawę z Kijowem. Rosjanie mają jednak nadzieję, że nadchodząca zima i kryzys energetyczny w UE zmusi państwa Zachodu do ograniczenia wsparcia dla Ukrainy i skłoni je do ustępstw wobec Rosji.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Po treści bliskowschodnie zapraszam natomiast na mojego głównego bloga Puls Lewantu-FB i Twittera.
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    •  

      a jakbyś miał, biorąc pod uwagę źródła które przeglądasz dla tskiej prasówki, wszelkie zbierane informacje ocenić rozwój wydarzeń, to co byś napisał?

      @rmk93: Rosja nadal ma przewagę. Jeśli tego lata Ukraińcy nie wyprowadzą dużej ofensywy, to do wiosny przyszłego roku już takiej operacji nie zrealizują. Moim zdaniem ta wojna rozstrzygnie się w gabinetach politycznych a nie na polu bitwy. Jeśli jesienią i zimą Rosjanie zniechęcą Zachód do dalszej pomocy gospodarczej i wojskowej dla Ukrainy, to w przyszłym roku Rosjanie mogą odkroić kolejny kawałek Ukrainy. Wygląda na to, że wojna może potrwać spokojnie jeszcze rok, a może i dłużej. Paradoksalnie, tak długa perspektywa czasowa imho będzie premiowała Rosjan a nie Ukraińców. No, ale to jest gdybanie. Jest tyle zmiennych (czynniki gospodarcze i polityczne), że ciężko przewidywać coś w dłuższej perspektywie niż do końca obecnego roku. Trzeba obserwować. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      gdzie można by zapoznawać się z Twoją pracą w formie do odsłuchu?

      @Superhiper: myślę o tym cały czas, ale nie zawsze mam czas żeby nagrać tekst w formie podcastu, ale spróbuję się przekonać do tego pomysłu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      dlaczego Ukraina nie rozgromiłaby Naddniestrza?

      @arkan997: moim zdaniem to jest kwestia polityczna - Ukraina nie chce postawić się w pozycji agresora. To jest podobny casus jak Zaolzie - najlepiej byłoby Naddniestrze zlikwidować, ale z drugiej strony jak Ukraińcy to zrobią to Rosjanie zaczną akcję propagandową wskazującą, że to Ukraina jest stroną agresywną.

      Dlaczego nawet na Łuku Donieckim Rosjanie nie dali rady zniszczyć OPL Ukrainy?

      @SkrajnieZdegustowany: Szczerze? Nie wiem. Jest teoria, że to ze względu na obawy dużych strat we własnym lotnictwie i brak dużej ilości dronów, które mogłyby niszczyć ukraińskie systemy p-lot - tak jak np. Bayraktrary niszczące rosyjską p-lot w Syrii czy Libii. Ale to tylko teoria, nie widziałem jeszcze kompletnej analizy tego tematu.

      1. Czy ewentualna dostawa dronów z Iranu mocno zmieni sytuację na froncie? Wiadomo coś więcej o tych dronach - jak prezentują się na tle tureckich Bayraktarów czy rosyjskich Orkanów?

      @hetman64: Irańskie drony są w dużej mierze kopiami konstrukcji z Rosji, Chin, Turcji i USA. Przykładowo Shahed 149 Gaza to kopia MQ-9 Reaper, a Shahed 129 to kopia MQ-1 Predator. Z pewnością są one dużo tańsze w produkcji niż np. tureckie Bayraktary. W teorii mają podobne zdolności jak Jednak ich wartość bojowa to zagadka, bo irańskie drony były głównie wykorzystywane przeciwko irańskim Kurdom i przez różne szyickie milicje wspierane przez Iran - relacji z tego jak się sprawowały jest bardzo mało. Poza tym nie wiadomo ile sztuk tych dronów Iran byłby w stanie przekazać Rosjanom. Drony takie jak np. Shahed 149 weszły na służbę dopiero w tym roku, Iran ma raczej z byt mało sztuk aby dzielić się swoimi najnowszymi konstrukcjami.

      Iran ma jednak sporo starszych konstrukcji, które mogą zostać przekazane Rosji. Moim zdaniem przekazanie dronów Rosjanom mogłoby pozytywnie wpłynąć na rosyjską sytuację na Ukrainie. Nie jest to wunderwaffe, ale jakby dostali większą liczbę dronów to mogliby skuteczniej obserwować ruchy ukraińskie na wielokilometrowych frontach i celniej uderzać w ukraińskie tyły.

      2. Jakiś czas temu pojawiła się informacja o rekrutowanie przez Rosjan najemników w Afryce i Bliskim Wschodzie (zwłaszcza z Libii czy Syrii). Następnie pojawiły się zdjęcia pierwszych ofiar wśród nich. Wiadomo ilu ludzi udało się zrekrutować? Czy przedstawiają oni jakąś wartość bojową a może są tylko mięsem armatnim?

      @hetman64: Z tego co pamiętam to zdjęcia ochotników z Bliskiego Wschodu, to tak naprawdę były zdjęcia Wagnerowców, którzy po prostu w rzeczach osobistych mieli lokalną bliskowschodnią walutę albo inne "suweniry", które przywieźli z tego regionu. Ciężko powiedzieć jak szła ta rosyjska akcja rekrutacyjna na Bliskim Wschodzie - w niektórych miastach Syrii podobno zgłosiło się całkiem sporo ochotników (zwłaszcza z 5. Korpusu, który kilka lat temu pomagali formować Rosjanie). Ostatecznie Rosjanie jednak porzucili temat werbunku ludzi z Bliskiego Wschodu - moim zdaniem z powodów politycznych, bo ciężko byłoby uzasadnić obecność Arabów na Ukrainie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (101)

  •  

    ARABIA SAUDYJSKA ZWIĘKSZY WYDOBYCIE DO 13 MLN BARYŁEK DZIENNIE.

    *no chyba że akurat nie** ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    Widzę, że część komentatorów twierdzi że MBS obiecał Bidenowi że Arabia Saudyjska zwiększy wydobycie do 13 mln baryłek i że to jest dowód że USA nadal "rozdaje karty" na Bliskim Wschodzie (tak np. Witold Repetowicz na Twitterze).

    Nie wiem skąd się wzięła ta plotka, ale MBS nic takiego nie powiedział.

    MBS powiedział tylko, że KSA chce zwiększyć swoje "zdolności produkcyjne" (a nie "wydobycie") do 13 mln baryłek w 2027 r. Także KSA chce zapewnić sobie możliwość produkcji na poziomie 13 mln baryłek, ale to nie oznacza że KSA zwiększy wydobycie.

    I MBS nie powiedział tu nic nowego, bo książę Abdulaziz podczas majowej konferencji w Bahrajnie także mówił o planie zwiększenia zdolności produkcyjnych do 13 mln baryłek do 2027 r.

    Mało tego, już po zakończeniu bilateralnych rozmów z Amerykanami, gdy rozpoczął się szczyt Rady Współpracy Zatoki Perskiej, Saudowie podkreślili że nie podjęli decyzji o zwiększeniu wydobycia i wszelkie decyzje w tym zakresie zapadną w ramach OPEC+ (a zatem we współpracy z Rosją).

    Także nie, USA nie rozdaje kart. Kart nie rozdaje ani Biden ani Putin. Karty rozdają Arabowie, którzy chcą ugrać na obecnej sytuacji jak najwięcej.

    #bliskiwschod #arabiasaudyjska #geopolityka #lagunacontent - autorski tag ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

    źródło: ei_1658004001196.jpg

  •  

    Historyczne moment: Joe Biden zbija żółwia z Mohammedem bin Salmanem, następcą tronu Arabii Saudyjskiej

    Dzisiaj po południu Joe Biden wylądował na lotnisku w saudyjskiej Dżeddzie, nad Morzem Czerwonym. Witał go m.in. Mohammed bin Salman, następca tronu Arabii Saudyjskiej, którego amerykański wywiad uznał za zleceniodawcę zabójstwa Dżamala Chaszukdżiego, w reakcji na co Biden nazwał Królestwo Arabii Saudyjskiej pariasem i zapowiedział reorientrację polityki USA wobec Królestwa.

    Wojna na Ukrainie, niemożność osiągnięcia porozumienia z Iranem w sprawie reaktywacji JCPOA i rozbudowa stosunków przez Arabię Saudyjską z Rosją i Chinami zmusiły Bidena do zmiany swoich kalkulacji politycznych i podjęcia próby naprawy stosunków z Saudami.

    O tym co Bidena chce uzyskać i jakie znaczenie ma ta wizyta dla regionu rozmawiałem wczoraj z Markiem Stefanem i Pawłem Pokrzywińskim w ramach programu Układ Sił. Poniżej link do naszej rozmowy. Polecam, bo imho rozmowa wyszła bardzo przyjemna i lekka, a jednocześnie ciekawa i omawiająca wiele regionalnych problemów.

    Rozmowa: https://www.youtube.com/watch?v=vPnbBayDMBI

    PS Raport z Ukrainy w niedzielę. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #bliskiwschod #izrael #arabiasaudyjska #lagunacontent - autorski tag ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: scontent.fwaw6-1.fna.fbcdn.net

  •  

    Biden wylądował w Izraelu. W piątek leci do Arabii Saudyjskiej. Czego się spodziewać?

    Przed kilkoma godzinami prezydent Joe Biden wylądował na lotnisku im. Ben Guriona w Tel Awiwie. To pierwszy dzień jego 3-dniowej wizyty na Bliskim Wschodzie, w ramach której odwiedzi w piątek także Arabię Saudyjską. To pierwsza wizyta Joe Bidena w regionie od momentu gdy objął władzę w Białym Domu 18 miesięcy temu. Zwłaszcza drugi przystanek tej podróży, czyli Arabia Saudyjska, jest szczególnie kontrowersyjna kwestią. Jeszcze podczas kampanii wyborczej w 2019 r. Biden zapowiadał, że uczyni Królestwo „pariasem” i ostro krytykował księcia Mohammeda bin Salmana, którego Amerykanie uważają za odpowiedzialnego za zamordowanie Dżamala Chaszukdżiego w stambulskim konsulacie. Wojna na Ukrainie i wysokie ceny ropy naftowej zmieniły jednak polityczne kalkulacje gospodarza Białego Domu. Arabia Saudyjska znowu okazała się potrzebna. Czego można spodziewać się po wizycie Bidena na Bliskim Wschodzie?

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam.

    pokaż spoiler Uprzedzając pytania. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Raport z Ukrainy będzie pewnie dopiero w weekend. ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    Przystanek nr 1. Izrael

    Pierwszym przystankiem dla Joe Bidena będzie Izrael. Wizyta następuję w trudnym momencie dla tego kraju. Od 2018 r. Izrael pozostaje w głębokim kryzysie politycznym, spowodowanym upadkiem rządów premiera Binjamina Netanjahu w grudniu 2018 r. W latach 2019-2021 w kraju przeprowadzono aż cztery rundy wyborów parlamentarnych. Wszystkie z nich zakończyły się zwycięstwem Netanjahu, ale za każdym razem popularny „Bibi” miał ogromny problem z utworzeniem rządu większościowego.

    Ostatnie wybory, przeprowadzone w marcu 2021 r., także zakończyły się zwycięstwem Bibiego, jednak to nie on utworzył rząd. Szeroka koalicja anty-Netanjahu skupiona wokół Naftaliego Bennetta i Jaira Lapida przejęła władzę. Koalicja ta była jednak mocno egzotyczna. W jej skład weszli zarówno nacjonaliści, centrowcy, lewica, a nawet arabscy posłowie (po raz pierwszy w historii izraela). Przez wewnętrzne konflikty i intrygi Netanjahu, koalicja jednak rozpadła się w czerwcu 2022 r., a na październik tego roku wyznaczono nowe wybory parlamentarne.

    Dla Netanjahu, przyszłe wybory będą nie tylko walką o fotel premiera, ale walka o jego karierę polityczną jako taką – od 2020 r. toczy się przeciwko niemu proces o korupcję (jeśli Bibi zostałby premierem mógłby użyć swoich uprawnień, aby wyciszyć sprawę). Dlatego nadchodząca kampania wyborcza zapowiada się na szczególnie zażartą.

    Sondaże wskazują, że największe szanse na wygranie wyborów i utworzenie rządu ma Netanjahu, którego partia (Likud) wraz z sojusznikami może liczyć na 59 mandatów z 120 możliwych. W poprzednich wyborach zdarzało się już jednak, że Bibi i jego sojusznicy zdobyli po 58-59 mandatów, a i tak nie byli w stanie przeciągnąć na swoją stronę jeszcze kilku posłów, aby zdobyć większość w parlamencie. Jeśli tym razem Netanjahu znowu wygra i nie utworzy rządu, to Izrael nadal będzie trwał w stanie politycznego zawieszenia, w którym znajduje się od końca 2018 r.

    Kryzys polityczny w Izraelu to problem dla Ameryki, dla której Tel Awiw jest jednym z najważniejszych sojuszników w regionie. Ciągle zmieniające się rządy w Izraelu komplikują koordynację działań między Tel Awiwem a Waszyngtonem – zwłaszcza w sytuacji, gdy Amerykanie nadal próbują osiągnąć kompromis z Irańczykami w sprawie reaktywacji JCPOA, tj. umowy regulującej irański program nuklearny zawarty w 2015 r., z której prezydent Trump wycofał się 3 lata później.

    Od rozpoczęcia amerykańsko-irańskich rozmów w 2021 r., Izraelczycy ostro je krytykują i grożą użyciem siły wobec Teheran. Postawę Izraela dobrze ujął premier Naftali Bennett (2021-2022), który stwierdził, że Izrael nie będąc stroną rozmów z Iranem, nie będzie także związany ewentualnym porozumieniem, a w konsekwencji, jeśli Izraelowi nie spodobają się warunki umowy USA-Iran, Izrael będzie mógł nadal uderzyć na irańskie ośrodki badań nuklearnych.

    Obecnie rozmowy amerykańsko-irańskie na temat reaktywacji JCPOA pozostają w martwym punkcie – od lutego rozmowy, które prowadzono dotychczas w Wiedniu, pozostają zawieszone. Wydaje się, że jakiekolwiek porozumienie z Iranem jest bardzo daleko, o ile w ogóle jest jeszcze możliwe. Irańczycy bowiem postawili Amerykanom zaporowe żądania. Teheran żąda od Waszyngtonu gwarancji, że kolejny prezydent USA nie wycofa się z JCPOA, tak jak zrobił to Trump. Takie gwarancje może dać jednak tylko Kongres, który jest bardzo negatywnie nastawiony do rozmów z Iranem (Kongres nigdy nie zatwierdził także „oryginalnej” JCPOA z 2015 r.).

    Kongres byłby gotów zatwierdzić ewentualną umową z Iranem tylko wtedy gdyby wykraczała ona poza JCPOA i objęła jeszcze kwestię finansowania przez Iran bojówek w regionie, czy irański program rakiet balistycznych. Iran jednak twardo stoi na stanowisku, zajętym jeszcze przez prezydenta Rouhaniego (2013-2021), że przedmiotem rozmów może być tylko reaktywacja JCPOA i nic więcej.

    W związku z fiaskiem rozmów amerykańsko-irańskich, Izrael coraz mocniej naciska na siłowe rozwiązanie problemu irańskiego programu nuklearnego. Amerykanie robią jednak wszystko co możliwe, aby odwieść IDF od nalotów na Iran. Jeszcze w 2021 r. powołano nawet specjalnego wysłannika, który informuje Izraelczyków o postępach rozmów z Irańczykami i postępach Irańczyków w zakresie programu nuklearnego. Dla Tel Awiwu to jednak za mało.

    Wizyta Bidena w Izraelu będzie próbą uspokojenia Izraelczyków i odwiedzenia ich od prób siłowego rozwiązania konfliktu z Iranem. Już sama obecność Bidena powinna nieco ostudzić nastroje. Przez pierwsze 18 miesięcy swojej prezydentury Biden nie odwiedził Izraela, co było dość nietypowe, bo Izrael przeważnie jest jednym z pierwszych krajów które odwiedzają prezydenci USA. Wizyta Bidena może zatem nieco zmniejszyć podejrzliwość Izraelczyków i ich poczucie osamotnienia w konfrontacji z Iranem.

    Wydaje się, że to właśnie temat Iranu będzie najważniejszym tematem podczas wizyty Bidena w Izraelu. Co prawda Biden ma spotkać się jeszcze w piątek z władzami Autonomii Palestyńskiej, ale nie ma co liczyć na jakiś przełom w procesie pokojowym izraelsko-palestyńskim.

    Przystanek nr 2. Arabia Saudyjska

    Arabia Saudyjska jest z pewnością najważniejszym elementem wizyty Bidena na Bliskim Wschodzie. Biden przybędzie do Królestwa w piątek. Spotka się z królem Salmanem oraz weźmie udział w szczycie Rady Współpracy Zatoki Perskiej.

    Wizyta w Królestwie następuje w bardzo kluczowym momencie. Od czasu zabójstwa Dżamala Chaszukdżiego (2018 r.), stosunki amerykańsko-saudyjskie pozostają napięte. Amerykański wywiad uważa, że to saudyjski następca tronu, Mohammed bin Salman, wydał rozkaz zabicia Chaszukdżiego.

    Biden, jeszcze podczas kampanii wyborczej w 2019 r., nazwał Arabię Saudyjską „pariasem”, a gdy został już prezydentem zapowiedział rekalibrację stosunków z KSA. Ostatecznie jednak nic takiego nie nastąpiło. Mohammed bin Salman (MBS) de facto rządzi Arabią Saudyjską (jego ojciec, król Salman, jest już mocno schorowany), więc wszelkie kroki podejmowane przeciwko MBS’owi były podejmowane przeciwko Arabii Saudyjskiej. Dodatkowo Amerykanie obawiali się, że ewentualne sankcje mogłyby doprowadzić do zacieśnienia relacji przez MBS’a z Rosją i Chinami (które i tak odgrywają coraz większą rolę w polityce Królestwa).

    W ten sposób stosunki amerykańsko-saudyjskie przetrwały w stanie swoistego zawieszenia do lutego 2022 r. i wybuchu wojny na Ukrainie. Rosyjska agresja wywindowała ceny ropy naftowej, a Amerykanie zaczęli prosić Rijad o zwiększenie wydobycia ropy naftowej. Saudowie jednak twardo odmawiali, twierdząc że wszystkie decyzje na temat zwiększenia wydobycia muszą być podejmowane w formacie OPEC+ (tj. z udziałem Rosji, format OPEC+ działa od 2018 r.).

    Brak zgody Saudów na zwiększenie wydobycia, i wzrost ceny za baryłkę ropy do 130 dolarów, zmusił Bidena do uwolnienia w marcu rezerwy strategicznej USA – codziennie, przez okres 6 miesięcy, na rynek trafia dodatkowy 1 milion baryłek ropy naftowej. Jest to jednak rozwiązanie tymczasowe.

    Mimo, że obecnie cena ropy naftowej spadła już do około 100 dolarów za baryłkę (przed rosyjską inwazją było to ok. 90 dolarów), to amerykańscy analitycy uważają że może być to tylko chwilowa obniżka związana z obawami o wystąpienie recesji czy wzrastającą liczbą przypadków koronawirusa w Chinach (gdzie nadal obowiązuje polityka zero covid). Dodatkowo na jesieni Amerykanie zakończą uwalnianie wspomnianej rezerwy strategicznej ropy naftowej.

    Biorąc pod uwagę, że rozmowy z Iranem są w martwym punkcie, najlepiej dla Amerykanów byłoby gdyby Saudowie zgodzili się na zwiększenie wydobycia. Jednak to nie jest takie proste. Jak szacują analitycy S&P Global, Arabia Saudyjska najprawdopodobniej dysponuje bardzo skromnymi „wolnymi mocami” przerobowymi. Także nawet zwiększenie wydobycia przez KSA nie byłoby w stanie zastąpić rosyjskiej ropy i ustabilizować cen (jeśli ropa znowu zacznie drożeć).

    Obecne saudyjskie wydobycie wynosi ok. 10,5 mln baryłek dziennie. Kilka lat temu Saudi Aramco twierdziło, że może podnieść dzienne wydobycie do nawet 12,5 mln baryłek. Takie przypadki odnotowywano już w historii, jednak nigdy Saudowie nie byli w stanie utrzymać wydobycia na takim poziomie przez dłużej niż przez kilka tygodni.

    Jeśli zatem Amerykanie liczą na tańsze paliwa, to decyzja o zwiększeniu wydobycia powinna zostać podjęta nie przez samą Arabię Saudyjską a przez całe OPEC – ta organizacja działa jednak bardzo powoli, a istnienie formatu OPEC+ (z udziałem Rosji) czyni zwiększenie wydobycia jeszcze bardziej problematycznym. Kolejny szczyt OPEC+ planowany jest na sierpień, a dotychczasowa umowa OPEC+, określająca maksymalne wydobycie poszczególnych krajów, obowiązuje do września. Jeśli jakieś decyzje w tej materii zatem zapadną to właśnie wtedy, a nie podczas wizyty Bidena.

    Poza tym pojawia się także kwestia tego, czy Saudowie i inne kraje OPEC w ogóle będą chciały zwiększyć wydobycie. KSA czy ZEA – mimo że nadal uważają Amerykę za swojego kluczowego sojusznika – to w ostatnich latach bardzo zbliżyły się do Rosji i Chin – Arabowie używają tych 2 krajów jako lewara w swoich stosunkach z USA.

    Co dodatkowo ważne Bliski Wschód postrzega wojnę na Ukrainie nie jako konflikt ukraińsko-rosyjski, ale bardziej amerykańsko-rosyjski. Biorąc pod uwagę dobre stosunki Arabów z Moskwą, wydaje się że KSA nie porzuci formatu OPEC+ i nawet jeśli da zielone światło do zwiększenia wydobycia przez kartel to zrobi to tylko po uzyskaniu zgody Moskwy.

    Poza tym właśnie po to powstał OPEC+, aby windować ceny ropy w górę. To Ameryka ma problem z wysokimi cenami za baryłkę ropy a nie Arabia Saudyjska.

    Czego zatem się spodziewać po wizycie Bidena?

    Moim zdaniem Biden nie uzyska ustępstw od Arabii Saudyjskiej jeśli idzie o zwiększenie wydobycia ropy naftowej. Jeśli jakieś decyzje zapadną w tej materii to najpewniej dopiero po konsultacjach Rijadu z Moskwą jesienią tego roku.

    Wizyta Bidena – moim zdaniem – umocni także pozycję samego Mohammeda bin Salmana. MBS nie ma co liczyć na spotkanie sam na sam z Bidenem, który zapowiedział że spotka się tylko z królem Salmanem, ale i tak samo nawet zdjęcie uścisku dłoni Bidena z MBS’em będzie dla Saudów pewnym symbolem „skruchy” Bidena wobec Królestwa i księcia Mohammeda bin Salmana.

    Przy czym nie jestem do końca przekonany czy wizyta Bidena wpłynie pozytywnie na stosunki amerykańko-saudyjskie. MBS to wyrachowany polityk. Bardziej niż pogodzić się z Bidenem chce go raczej upokorzyć.

    Moim zdaniem jedynym konkretnym sukcesem wizyty Bidena może okazać się rozbudowa partnerstwa arabsko-izraelskiego. W arabskiej prasie spekuluje się o możliwym otwarciu połączeń lotniczych między Izraelem a Arabią Saudyjską (KSA już teraz pozwala na przelot przez swoje terytorium izraelskim samolotom zmierzającym do Emiratów i Bahrajnu). Sporo też mówi się o integracji izraelskich systemów obrony przeciwlotniczej z arabskimi systemami i formalizacji szerokiego arabsko-izraelskiego bloku polityczno-wojskowego, który miałby zabezpieczyć interesy partnerów USA w sytuacji konfrontacji z Iranem.

    Amerykański dylemat bliskowschodni

    Uważam, że Biden podjął dobrą decyzję jadąc na Bliski Wschód. Jednak problemy z amerykańskim przywództwem na Bliskim Wschodzie są tak duże, że sytuacji nie naprawi jedna krótka wizyta.

    Od lat stosunki USA z regionalnymi partnerami pozostają napięte. Biden i jego ludzie nie mają recepty na rozwiązanie sporu z KSA (zabójstwo Chaszukdżiego), Turcją (sprawa S-400 i sankcji nałożonych na turecką zbrojeniówkę), Iranem (sprawa JCPOA), czy ZEA (kwestia sprzedaży F-35). To nie jest jednak wina samego Bidena, bo część tych problemów wykreowali jego poprzednicy np. problemy z Turcją to „zasługa” Obamy, a z Iranem – Trumpa.

    Ważna jest jednak sama obecność Bidena i pokazanie, że Bliski Wschód nadal jest dla Ameryki ważny. Rywalizacji z Chinami i Rosją nie można bowiem wygrać opuszczając całkowicie Bliski Wschód – luka pozostawiona w regionie szybko zostanie wypełniona bowiem właśnie przez Rosję, Chiny i Iran.

    Amerykanie muszą jednak pamiętać, że samymi gestami dobrej woli nie utrzymają wpływów w regionie. Dlatego powinni jak najszybciej wypracować nową kompleksową politykę wobec Bliskiego Wschodu.

    Osobiście jednak nie wierzę, że Ameryka jest zdolna do opracowania takiej polityki. Mimo kilku inicjatyw czy to administracji Obamy czy tej Trumpa względem Bliskiego Wschodu, Amerykanom od ponad 20 lat brakuje pomysłu na nową formułę współpracy z krajami regionu, a amerykańscy dyplomaci krzątają się od kryzysu do kryzysu.

    To nie jest wina tylko samych Amerykanów, ale też dynamicznych zmian społecznych i politycznych jakie zachodzą na Bliskim Wschodzie, do których Amerykanie nie mogą się przystosować, co pokazały np. doświadczenia arabskiej wiosny.

    Sojusz z Ameryką jest dla Arabów bardzo ważny. Jeśli Amerykanie nadal nie będą jednak w stanie gruntownie przebudować swoich stosunków z regionem, to ostatecznie pozycja USA jako hegemona w regionie załamie się.

    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem. Rozwój Pulsu Lewantu może wesprzeć także przez Patronite.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

    +: mel0nik, Makak87 +391 innych
    •  

      Piszesz czasem coś o Sudanie?

      @SuchyNurek: Tak, od czasu do czasu.

      Ostatnio zacznyna być też głośno nt. Rurociągu z Kazachstanu do Europy przez morze Kaspijskie, ciekawe kiedy realnie mogłoby dojść do tego żeby ropa popłynęła z tego kierunku bez pośrednictwa kacapii?

      @Heroina340: Takie pomysły pojawiały się już w latach 90. Miano pociągnąć gazociąg i ropociąg z Kazachstanu do Azerbejdżanu po dnie Morza Kaspijskiego. Temat ropociągu upadł jakoś w okolicach 2016 r. O gazociągu nadal się mówi, ale to nadal są rozmowy mocno teoretyczne. Pozostaje mieć nadzieję, że Kazachstan w końcu postawi na realizację tego projektu. Bo po stronie Azerów i Turków chęci są.

      Mirku a ty jak widzisz świat w momencie w którym światowe zapasy ropy i gazu będą już na wyczerpaniu? Bo patrząc na to co mamy teraz, gdzie wystarczyła wojna w regionie i sankcje na jednego z dostawców, to scenariusz końca wydobycia będzie chyba początkiem ogólnoświatowej wojny.

      @Heroina340: Mam nadzieję, że w kolejnych latach Zachód będzie odchodził od ropy i gazu na rzecz atomu, a głównym odbiorcą ropy i gazu będą rynki azjatyckie. Na Bliskim Wschodzie najwięksi gracze jak KSA i ZEA przygotowują się już de facto do scenariusza zmniejszenia/zakończenia wydobycia. Jednak kraje takie jak np. Irak nie mają szans na finansowe uniezależnienie się od dochodów z ropy, a biorąc pod uwagę ich wyż demograficzny, to w przypadku Bagdadu wystarczą znaczące spadki cen ropy, aby zdewastować Irak gospodarczo. Jeśli Zachód będzie konsekwentnie odchodził od gazu i ropy to nasza cześć świata może być stosunkowo stabilna. Problemem może być jednak Azja, która zacznie się bić o resztki surowców energetycznych i te kraje OPEC, które nie doprowadzą do uniezależnienia się finansowego od dochodów z ropy.

      Nic nie wspomniane o zabójstwie tej dziennikarki amerykańskiej palestyńskiego pochodzenia. Obiło mi się o uszy coś takiego, że to zgrzyt pomiędzy USA i Izraelem. Jest to też ważny temat?

      @luckylukk: Nie, nie był to istotny temat. Sprawa wzbudziła chwilowe zainteresowanie w USA, ale to nie było większym problemem we wzajemnych stosunkach. Przy czym trzeba przyznać, że pro-palestyńskie nastawienie części członków partii demokratycznej (nie jest to duża grupa, ale stale rośnie) jest coraz większym problemem dla Izraela.
      pokaż całość

    •  

      Miano pociągnąć gazociąg i ropociąg z Kazachstanu do Azerbejdżanu po dnie Morza Kaspijskiego. Temat ropociągu upadł jakoś w okolicach 2016 r.

      @JanLaguna: a pamiętam o tym temacie dyskusje, głównie chodziło tam chyba o azerskie złoża jeśli dobrze pamiętam. Cóż, myślę że Tokajew nie będzie już miał lepszej okazji żeby zbliżyć się do UE i uwolnić się choć trochę z Macek swoich sąsiadów. tak jak pisałem wyżej, ludzie odpowiedzialni za politykę energetyczną Niemiec oraz całej Unii powinni już być w Kazachstanie oraz Azerbejdżanie i dogadywać inwestycję.
      Co nie zmienia faktu że tak jak piszesz Europa musi przestawić się na atom(i OZE) jeśli chce mieć bezpieczeństwo energetyczne w najbliższych kilku dekadach.

      Na Bliskim Wschodzie najwięksi gracze jak KSA i ZEA przygotowują się już de facto do scenariusza zmniejszenia/zakończenia wydobycia

      @JanLaguna: to będzie szalenie ciekawe(oraz pewnie przerażające) , zobaczyć jak świat zacznie się zmieniać pod wpływem braku paliw kopalnych, ciekawe kiedy zaczniemy realnie odczuwać pierwsze braki gazu i ropy...
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (83)

  •  

    Bunt w gabinecie Borisa Johnsona ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    BoJo walczy właśnie z buntem swoich ministrów. Rishi Sunak (kanclerz skarbu) i Sajid Javid (minister zdrowia) zrezygnowali ze stanowisk w rządzie i wezwali BoJo do podania się do dymisji. Na podobny ruch zdecydowało się także wielu członków rządu piastujących niższe stanowiska - łącznie z pracy w rządzie zrezygnowało 40 osób.

    Johnson jednak mówi że nie ustąpi i - jak twierdzi Jacob Rees-Mogg (Partia Konserwatywna) - Johnson ma zamiar podjąć walkę o utrzymanie fotelu premiera.

    O co chodzi? Tydzień temu, Chris Pincher, członek Partii Konserwatywnej, odpowiedzialny za dyscyplinę partyjną, będąc pod wpływem alkoholu, miał obmacywać dwóch mężczyzn w jednym z londyńskich klubów. Na jaw szybko wyszło, że to nie pierwszy taki eksces z udziałem posła Pinchera. ( ͡° ͜ʖ ͡°) W poprzednich latach miało być wiele skarg na zachowanie Pinchera, a w 2017 r. wewnętrzna komisja Partii Konserwatywnej badała nawet jeden z incydentów z udziałem Pinchera (ostatecznie oczyszczając go z zarzutów).

    Boris Johnson, który w 2019 r. powierzył Pincherowi stanowisko zastępcy whipa (odpowiedzialny za dyscyplinę partyjną), twierdził że nie wiedział o oskarżeniach wobec polityka. Jednak Simon McDonald (były sekretarz w brytyjskim MSZ, a obecnie członek Izby Lordów) potwierdził, że BoJo był informowany o oskarżeniach wobec Pinchera. Ostatecznie rzecznik Johnsona przyznał, że "premier wiedział, ale zapomniał". ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    To właśnie skandal związany z Pincherem wywołał bunt w rządzie i dymisje Sunaka i Javida (a oprócz nich wielu osób piastujących niższe stanowiska). BoJo ma problem, bo już w czerwcu ledwo uzyskał wotum zaufania - miesiąc temu z 358 konserwatywnych posłów tylko 211 głosowało za dalszym premierostwem BoJo a 148 posłów jego własnej partii chciało jego dymisji.

    Dzisiaj na Downing Steet 10 (w siedzibie premiera) pojawiło się kilka osób z Partii Konserwatywnej. Wśród nich była m.in. Priti Patel, minister spraw wewnętrznych. Patel miała ostrzegać Johnsona, że nie dysponuje już poparciem Torysów a dalsze trzymanie się fotela premiera może zakończyć się rozłamem w partii.

    EDIT: Z rządu poleciał też Michael Gove. Wezwał Johnsona do dymisji a ten go zwolnił.

    Na zdjęciu Johnson i Sunak

    pokaż spoiler Ah, ta brytyjska polityka, równie interesująca jak rozgrywki między Sadrem a ajatollahem Sistanim ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #uk #wielkabrytania #geopolityka #lagunacontent
    pokaż całość

    źródło: ichef.bbci.co.uk

  •  

    Rosjanie formują nowy związek taktyczny – III Korpus

    W mieście Mulino, położonym pod Niżnym Nowogrodem, formowany jest właśnie „III Korpus”. Docelowo ma on liczyć ok. 15.500 żołnierzy, a w jego skład mają wejść głównie ochotnicy, którzy podpiszą kontrakt z rosyjską armią. Za formowanie III Korpusu odpowiada Zachodni Okręg Wojskowy.

    Informacje o formowaniu III Korpusu podał pod koniec czerwca ukraiński generał, Ołeksandr Pawluk, który odpowiadał za obronę Kijowa. Teraz informację tę potwierdziła grupa rosyjskich blogerów z Conflict Intelligence Team (CIT).

    Ukraińcy twierdzą, że Rosjanie chcą zakończyć formowanie III Korpusu do 15 sierpnia. CIT jest bardziej zachowawcze w swoich szacunkach,co do tego kiedy Korpus może pojawić się na Ukrainie.

    Nie wiadomo czy III Korpus jest jedynym większym związkiem taktycznym, który jest obecnie formowany na rosyjskich tyłach. Numeracja wskazuje, że gdzieś jeszcze mogą być formowane 2 inne korpusy. Zdaniem CIT nie można wykluczyć, że 1. i 2. Korpus to po prostu inne określenie na jednostki, które już walczą na Ukrainie.

    Zdjęcie poglądowe z ćwiczeń Zapad-2021, których część odbyła się w Mulino. W samym Mulino znajduje się duża baza wojskowa i ważne centrum szkoleniowe rosyjskiej armii.

    https://www.ukrinform.net/rubric-ato/3512525-russia-keeps-amassing-troops-at-ukraine-border-forms-3rd-army-corps.html
    https://twitter.com/CITeam_en/status/1544396439534546944

    _______________

    Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem. Wołam tylko do dłuższych wpisów.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem. Jest to oczywiście całkowicie dobrowolne i w obecnej sytuacji polecam wspierać przede wszystkim polskie i zagraniczne NGOsy niosące pomoc na Ukrainę.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: kyivpost.com

    •  

      @JanLaguna: fajnie, następna okazja do robienia wałów przez oligarchów zawsze powinna cieszyć

      +: Fennrir
    •  

      Zgłaszanie się na ochotnika na "specjalną operację

      @JanLaguna: miałem okazje rozmawiać z Rosjaninem (ciekawe że był to miły człowiek ale z perspektywy wojny czułem to niego ogromną niechęć i złość), mówi że jak ktoś nie zdecyduje się na kontrakt lub ochotnika tylko wybierze ten obowiązkowy pobór to tak mu umilają pobyt żeby sam wysyła wniosek o zmianę. Jak to określił kontrakt - to niebo, obowiązkowy pobór-piekło.
      On akurat miał syna w wieku poborowym wiec był przeciwny wojnie
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Upadek Lisiczańska. 129 dzień wojny ukraińsko-rosyjskiej

    Wczoraj Rosjanie zajęli Lisiczańsk, przed wojną 100-tysięczne miasto położone nad rzeką Doniec, vis-a-vis Siewierodoniecka, położonego po drugiej stronie rzeki. Z informacji jakie pojawiają się w sieci wynika, że prawdopodobnie w mieście nie ma już oddziałów ukraińskich, które wycofały się na zachód, na linię Siewiersk-Bachmut, która ma stanowić kolejną linię obrony wojsk ukraińskich. Między tą nową linią obronną a Lisiczańskiem znajdują się jeszcze pomniejsze oddziały ukraińskie, które prowadzą już jednak wyłącznie działania opóźniające i także wycofują się na nową linię obrony.

    Tekst dostępny jest także na Blogu - zachęcam do czytania tam, bo przy poszczególnych punktach są mapy i tym samym sytuacja jest bardziej zrozumiała.

    Geneza upadku

    Pierwsze rosyjskie oddziały wkroczyły do Siewierodoniecka 6 maja. Od początku wiedziano jednak, że dużo ważniejsze znaczenie ma położony po drugiej stronie rzeki i dodatkowo na wzgórzach – Lisiczańsk. Ukraińcy twierdzili, że nawet jeśli będą musieli opuścić Siewierodonieck, to i tak ataki agresora rozbiją się o Lisiczańsk, chroniony przez rzekę Doniec i okoliczne wzgórza. Gdy jednak Siewierodonieck upadł 25 czerwca i rozpoczęła się bitwa o Lisiczańsk, „ukraińska forteca” wytrzymała tylko 7 dni (25 czerwca-2 lipca). Jak do tego doszło?

    Ukraińska strategia oparcia obrony o Doniec (i w tym o Lisiczańsk) była bardzo dobra. Rosjanie od początku wojny mają problemy z przeprawianiem się przez rzeki. Widać złą koordynację działań między rosyjskimi oddziałami frontowymi a korpusem inżynieryjnym. Pewnym symbolem rosyjskich bolączek gdy idzie o przeprawę przez Doniec stała się porażka pod Biłohoriwką (ok. 12 maja). Lisiczańsk, stanowiący jeden z ważniejszych punktów obrony na linii Dońca, miał także dodatkową zaletę. Z lisiczańskich wzgórz rozpościera się bardzo dobry widok na położone po drugiej stronie rzeki miasta – Rubiżne i Siewierodonieck. Wzgórza te stanowiły idealne miejsce do rozmieszczenia artylerii i obserwatorów.

    Rosjanie zdawali sobie sprawę z tego jak silne są ukraińskie pozycje w Lisiczańsku. Rosyjskie dowództwo prawdopodobnie nigdy nie planowało frontalnego ataku (przez Siewierodonieck) na Lisiczańsk. Zamiast tego postanowiono przeprowadzić manewr oskrzydlający od zachodu. Pierwszą próbą była przeprawa pod Biłohoriwką (ok. 12 maja), która zakończyła się spektakularną klęską Rosjan. Mimo porażki nad Dońcem, Rosjanie nie zrezygnowali z planów okrążenia wojsk ukraińskich. Zdecydowano jednak o zmianie kierunku natarcia – zamiast zachodu, postanowiono obejść pozycje ukraińskie od południa. Kluczową rolę w tym natarciu miała odegrać Popasna.

    Popasna przed wojną była ok. 20.000 miastem, które stanowiło pierwszą ukraińską linię obrony na terenie ATO - Strefa operacji antyterrorystycznej na Ukrainie, jak mówiono przed 2022 r. na strefę walk między ukraińską armią a separatystami z Ługańska i Doniecka. W mieście znajdowały się liczne umocnienia, systematycznie budowane przez Ukraińców od 2014 r. Gdy Rosjanie rozpoczęli swoją inwazję na Ukrainę, Popasna szybko stała się jednym z tym odcinków, o które toczyły się najbardziej zażarte walki. Mimo kilku prób przejęcia miasta, rosyjskie uderzenia rozbijały się za każdym razem o ukraińskie linie obronne. Dopiero pod koniec kwietnia, do walki o miasto ściągnięto najemników z Grupy Wagnera, którzy przechylili szalę zwycięstwa na stronę Rosjan.

    Utrata Popasnej (7 maja) doprowadziła do rozciągnięcia ukraińskich linii obronnych. Wkrótce wykorzystali to Rosjanie, którzy w połowie maja zaczęli nacierać w kierunku głównej drogi dostarczającej zaopatrzenie do Lisiczańska (droga Bachmut-Lisiczańsk). Około 25 maja nastąpił przełom, a Rosjanie przecięli drogę. W kolejnych dniach do Donbasu zaczęły jednak ściągać ukraińskie posiłki, które z wielkim poświęceniem przystąpiły do kontrataku. Ostatecznie po kilku dniach walki udało się zepchnąć Rosjan z drogi Bachmut-Lisiczańsk. Jednak akcja jej całkowitego odblokowania zakończyła się porażką. Rosjanie zostali odepchnięci o zaledwie kilka kilometrów, a droga nadal znajdowała się w zasięgu rosyjskiej artylerii. Część odcinków drogi Bachmut-Lisiczańsk zamieniła się teraz w linie frontu.

    Ukraiński kontratak wzdłuż drogi Bachmut-Lisiczańsk odniósł mieszane rezultaty. Z jednej strony Rosjanie zostali zepchnięci z drogi. Jednak część drogi nadal była zablokowana przez ostrzał rosyjskiej artylerii. Co jednak ważniejsze – podejście Rosjan tak blisko kluczowej drogi prowadzącej do Lisiczańska, postawiło pod znakiem zapytania ukraiński plan obrony Lisiczańska.

    Tymczasem sytuacja w Siewierodoniecku zaczęła się pogarszać. Rosjanie skutecznie zagłuszali ukraińską komunikację, utrudniając koordynację działań ukraińskim oddziałom nadal walczącym w mieście. Prawdopodobnie problemy komunikacyjne doprowadziły do tego, że 2 czerwca Rosjanie wdarli się do strefy przemysłowej, znajdującej się w południowej części miasta. Następnego dnia Ukraińcy przystąpili do kontruderzenia, które zakończyło się jednak porażką. Po odbiciu kilku przecznic, ukraińskie oddziały zostały zasypane ogniem rosyjskiej artylerii i nie były w stanie kontynuować natarcia.

    Ostatni cios

    Po ustabilizowaniu się sytuacji wzdłuż drogi Bachmut-Lisiczańsk, Rosjanie zaczęli przygotowywać się do kolejnego uderzenia, które przełamałoby ukraińską linię obrony i doprowadziło do okrążenia Lisiczańska. Uderzenie nastąpiło 20 czerwca. Tego dnia Rosjanie wyprowadzili skoncentrowane natarcie na wysokości Toszkiwki – broniącej południowo-wschodnich podejść do Lisiczańska.

    W ciągu 4 dni Rosjanie zajęli miasteczka Hirśkie, Zołote, Toszkiwkę i – co ważniejsze – Loskutiwkę, w której znajdowały się wzgórza górujące nad samym Lisiczańskiem. Mała grupa Rosjan przeprawiła się także przez Doniec na północ od Lisiczańska, dodatkowo zagrażając ukraińskim wojskom.

    Ukraińcy zdawali sobie sprawę z tego, że po utracie Loskutiwki i wyjściu Rosjan na tyły obrońców Lisiczańska, dalsza obrona jest niemożliwa. W związku z tym przyspieszono ewakuację załogi Siewierodoniecka i samego Lisiczańska.

    Odwrót z Siewierodoniecka, mimo zniszczenia już wszystkich mostów na Dońcu, był prowadzony w zorganizowany sposób. Nie obyło się jednak bez problemów. 24 czerwca Serhij Hajdaj, gubernator obwodu ługańskiego, poinformował że armia ukraińska otrzymała rozkaz wycofania się z Siewierodoniecka. Informację tę podało także kilku dziennikarzy. Informacja ta pojawiła się w sieci, gdy jednak ewakuacja nadal jeszcze trwała. Rosjanie natychmiast wznowili ostrzał wzdłuż Dońca, co doprowadziło do poniesienia przez stronę Ukraińców strat, których można byłoby uniknąć gdyby nie przerwanie „ciszy medialnej”.

    Tymczasem Rosjanie nieprzerwanie prowadzili operację na południe od Lisiczańska. 27 czerwca w ich ręce wpadła rafineria lisiczańska, która była ostatnim punktem na którym oparta była obrona przedpola miasta. Rosyjska awangarda zaczęła także wchodzić do samego Lisiczańska od południa i wschodu. Ukraińskie wojska nie wpadły jednak w panikę. Mimo nieustającego ostrzału rosyjskiej artylerii, większość sił ukraińskich wydostała się z Lisiczańska wąskim przesmykiem, prowadzącym nad Dońcem, między Biłohoriwką a Siewierskiem.

    2 lipca było już po wszystkim. Rosjanie zaczęli publikować nagrania z Lisiczańska, na których zawieszali flagi na ukraińskich budynkach rządowych w centrum zniszczonego miasta.

    Punkt zwrotny?

    Rosjanie chcieli, aby bitwa o Siewierodonieck i Lisiczańsk była decydującą bitwą, w której zamknęliby znaczne siły ukraińskie w kotle, a następnie zmusiliby je do kapitulacji. Rosjanie liczyli, że taki sukces doprowadziłyby nie tylko do załamania się morale ukraińskiej armii, ale także znacznie utrudniłby jej prowadzenie dalszych operacji na wschodzie kraju.

    Oczywiście nie wiemy jeszcze wszystkiego na temat bitwy o Siewierodonieck i Lisiczańsk. Jednak z dostępnego materiału, możemy wnioskować że rosyjski plan zakończył się fiaskiem. Ukraińcy nie dali zamknąć w okrążeniu większych sił, ani w Siewierodoniecku, ani w Lisiczańsku. Jest jednak pewne „ale”. Przez ostatnie 2 miesiące wojska ukraińskie broniły pozycji, które były niezwykle trudne do obrony, a ich linie zaopatrzeniowe wystawione były na stały ostrzał rosyjskiej artylerii.

    Decyzja o odwrocie z Siewierodoniecka i Lisiczańska zapadła bardzo późno. Część źródeł, nawet tych pro-ukraińskich, twierdzi że zbyt późno. Kwestionowana jest także decyzja o kontrataku w samym Siewierodoniecku (początek czerwca), gdzie Ukraińcy nie odnieśli żadnego większego sukcesu, tracąc tylko ludzi w ogniu rosyjskiej artylerii. Pojawiają się także plotki o tym, że decyzja o tak długiej obronie Lisiczańska wynikała ze sporu jaki powstał na linii armia-prezydent. Mianowicie administracja prezydenta Zełeńskiego miała naciskać na naczelne dowództwo, aby jak najdłużej utrzymać miasto, tak aby pokazać zachodnim partnerom że Ukraina broni wszystkich swoich ziem i nigdy nie podda się Rosji.

    Bardzo ciekawe jak ta długotrwała obrona miasta przełoży się na kondycję ukraińskiej armii i dalsze walki w Donbasie. Trzeba bowiem pamiętać, że każdy żołnierz ukraiński jest na wagę złota. Rezerwy, które miały wejść do walki na przełomie lipca i sierpnia nadal nie pojawiły się na polu walki (podobno są nadal formowane). Tymczasem świeży rekruci kierowani są głównie do uzupełniania stanów osobowych w jednostkach już walczących na terenie Donbasu a nie do formowania nowych jednostek.

    Te braki kadrowe stawiają pod znakiem zapytania decyzje Kijowa co do utrzymywania rozciągniętych linii zaopatrzeniowych i wysuniętych pozycji wokół Lisiczańska. Szczęśliwie Ukraińcom udało się jednak ostatecznie uniknąć okrążenia.

    Kolejna linia

    Kolejną linię obrony ukraińskiej stanowią miasta Siewiersk i Bachmut. Ukształtowanie terenu (oba miasta położone są w dolinach), sprawia jednak że Ukraińcy nie będą w stanie stawiać tutaj zbyt długo oporu Rosjanom, którzy nadal dysponują ogromną przewagą w artylerii. Dlatego linia Siewiersk-Bachmut wydaje się tylko tymczasową linią obronną, która ostatecznie zostanie porzucona przez ukraińską armię, która będzie prowadziła działania opóźniające i cofała się dalej na zachód – na linię Słowiańsk-Kramatorsk.

    Główne walki rozegrają się pewnie na wzgórzach położonych między liniami Słowiańsk-Kramatorsk a Siewiersk-Bachmut (na mapie wzgórza leżą w linia Rai Oleksandriwka-Czasiw Jar). Wzgórza stanowią klucz do Słowiańska i Kramatorska, bo oba miasta położone są w dolinach. Jeśli Rosjanom uda się zdobyć wzgórza, to będą mieli realną szansę na zajęcie zarówno Słowiańska, jak i Kramatorska.

    Rosyjskie plany

    Rosjanie najprawdopodobniej nadal dysponują siłami, które są w stanie zająć zarówno Słowiańsk, jak i Kramatork. Walki o Siewierodonieck, jak i Lisiczańsk, strona ukraińska próbowała przedstawić jako wykrwawiające rosyjską armię. Jednak nie oddaje to do końca charakteru tych walk, które bardziej niż walki miejskie przypominały starcie artyleryjskie.

    Nie oznacza to jednak, że rosyjska armia nie ma problemów kadrowych. Wręcz przeciwnie. Rosjanie mają problem z brakiem dostatecznej ilości piechoty. Putin powiedział „NIET” powszechnej mobilizacji (z powodu m.in. obawy przed oporem społecznym). W związku z tym
    rosyjskie dowództwo „klei” oddziały z tego czym Rosja dysponowała przed wojną. A czym dysponowała? 280.000 żołnierzy, z czego na Ukrainę pierwotnie skierowano ok. 200.000 żołnierzy. To dużo mniej niż siły ukraińskie, które od początku wojny mają przewagę liczebną nad Rosjanami. Dodatkowo po klęskach na północy (bitwa o Kijów), buntach żołnierzy z poboru i atakach na centra werbunkowe w Rosji, Moskwa podjęła decyzję o minimalizacji strat po stronie poborowych. Oni dalej są używani w inwazji, ale do zadań na tyłach frontu, typu logistyka, obrona p-lot itd. Szpicę rosyjskiej ofensywy stanowią obecnie żołnierze kontraktowi, rezerwiści którzy liczą na zarobek i masowo mobilizowani ludzie z Ługandy i Donbabwe (przedstawiający wątpliwą wartość bojową).

    Problemy kadrowe po stronie Rosjan sprawiają, że ich dowództwo zrezygnowało z głębokich rajdów na tyły przeciwnika (co widzieliśmy np. na początku wojny pod Kijowem). Większość operacji jest prowadzonych bardzo ostrożnie i bardzo powolnie (ostatnią spektakularną porażką Rosjan była Biłohoriwka, 2 miesiące temu). Z jednej strony prowadzi to do minimalizacji strat po stronie Rosjan. Z drugiej jednak powoduje, że – nawet jeśli Rosjanom udaje się na którymś odcinku przełamać pozycje ukraińskie – to brakuje ludzi i do szybkiego wykorzystania tego i wdarcia się w pozycje ukraińskie na kilkanaście-kilkadziesiąt kilometrów.

    Dodatkowo coraz większym problemem dla Rosjan stają się ukraińskie ataki – przy użyciu MLRS i rakiet balistycznych (Toczki) – na rosyjskie tyły. W ciągu ostatnich 2 tygodni, Ukraińcy zniszczyli liczne rosyjskie polowe centra zaopatrzeniowe. Tylko ostatniej nocy Ukraińcy zaatakowali trzy rosyjskie magazyny (Kursk, Melitopol, Biełgorod). To właśnie ataki artyleryjskie zmusiły też Rosjan do odwrotu ze słynnej Wysyp Węży.

    W związku z tym zasadne robi się pytanie czy Rosjanie będą chcieli w którymś momencie doprowadzić do zamrożenia obecnego konfliktu, aby zreorganizować swoje siły i dopiero po kilku miesiącach wznowić agresję na Ukrainę. Kluczowa będzie tu jednak postawa Zachodu. Mimo że Paryż i Belin życzliwie patrzą na ewentualny kompromis z Moskwą, to Ameryka przyjęła dużo bardziej eskalacyjną postawę i zdaje się być gotowa do długotrwałego wspierania Ukrainy. Rosjanie nie mogą sobie natomiast pozwolić na zamrożenie konfliktu w sytuacji gdy dostawy zachodniego sprzętu nadal będą trafiały na Ukrainę.

    Póki co wydaje się zatem, że w kolejnych miesiącach czeka nas dalsza wojna na wyniszczenie i oczekiwanie komu wcześniej zabraknie rezerw – Rosjanom czy Ukraińcom. Pewnym miarodajnym wskaźnikiem będzie tutaj przełom lipca i sierpnia, gdy do walki powinny wejść świeże ukraińskie oddziały, które podobno są formowane na tyłach. Póki co nie widzieliśmy tych oddziałów, a – jak się wydaje – większość ukraińskich poborowych kierowanych jest jako uzupełnianie strat w jednostkach sformowanych jeszcze przed rozpoczęciem wojny.

    Nowe świeże ukraińskie jednostki, najprawdopodobniej nie byłyby w stanie odbić terenów już zajętych przez Rosjan, ale być może byłyby w stanie doprowadzić do sytuacji, w której Rosjanie nie byliby już w stanie uzupełniać swoich strat i musieliby szukać porozumienia pokojowego z Kijowem.

    Jednak nie tylko Ukraińcy próbują zmniejszyć swoje problemy kadrowe. To samo robią Rosjanie, prowadząc „cichą” mobilizację w centralnej i wschodniej części kraju, oferując bonusy finansowe poborowym chcącym podpisać kontrakt na zawodowego żołnierza, pozwalając rezerwistom powyżej 40 roku życia zaciągać się na kontakt, czy przedstawiając w parlamencie poprawkę, umożliwiającą poborowym od razu po poborze podpisywać kontrakt na zawodowego żołnierza.

    _______________

    Info z Ukrainy wrzucam na:
    - stronę Puls Zagranicy
    - #lagunacontent

    Po treści bliskowschodnie zapraszam natomiast na mojego głównego bloga Puls Lewantu-FB i Twittera.
    _______________

    UWAGA, WAŻNE:Jeśli ktoś chce być wołany do przyszłych wpisów to musisz zaplusować wpis pod tym linkiem. Wypisać się z wołania można cofając plusa pod zalinkowanym wpisem.
    _______________

    Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem. Jest to oczywiście całkowicie dobrowolne i w obecnej sytuacji polecam wspierać przede wszystkim polskie i zagraniczne NGOsy niosące pomoc na Ukrainę.

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

  •  

    Sytuacja pod Lisiczańskiem, dzisiaj wieczór

    Rosjanie zajęli rafinerię lisiczańską i prą w kierunku Dońca. Od domknięcia kotła dzieli ich już tylko ok. 7,5 km. Informacje ze strony ukraińskiej są dość sprzeczne. Dalej, część źródeł pro-ukraińskich mówi o potrzebie stabilizacji frontu i obrony Lisiczańska, a część o potrzebie odwrotu na linię Siewiersk-Bachmut. Nie wiadomo zatem ile wojsk ukraińskich znajduje się jeszcze w mieście.

    Serhij Hajdaj (gubernator obwodu ługańskiego) twierdzi, że Rosjanie zaminowują drogi* prowadzące do Lisiczańska. Prawdopodobnie chodzi mu o użycie ISDM Zemledeliye. Jest to zdalny stawiacz min - wystrzeliwuje miny, które wyglądają jak rakiety, uderzają one w ziemię lecz nie wybuchają, eksplozja następuje dopiero w momencie gdy mina wyczuje drgania ziemi. Tutaj można zobaczyć jak to działa: https://www.youtube.com/watch?v=1gFPFnuQmns

    drogi* prowadzące do Lisiczańska - w zasadzie wszystkie drogi prowadzące do Lisiczańska są już zablokowane. Połączenie z miastem jest jednak utrzymywane dzięki drogom gruntownym znajdującym się między Biłohoriwką a Siewierskiem. To pewnie właśnie po tym drogach Rosjanie biją ISDM Zemledeliye.

    Możliwe, że postępy Rosjan w samym Lisiczańsku są mniejsze niż raportują to źródła pro-rosyjskie. Hajdaj twierdzi, że Rosjanie w ogóle nie weszli do Lisiczańska, a Rosjanie twierdzą że zajęli już ok. 1/3 miasta. Ciężko to zweryfikować, nie można ufać ani Rosjanom ani Hajdajowi, który podczas bitwy o Siewierodonieck uwielbiał podawać w procentach ile to miasta kontrolują Ukraińcy a ile Rosjanie.

    Pojawia się także coraz więcej potwierdzeń, że Rosjanom faktycznie udało się przekroczyć Doniec, na wysokości wioski Prywilla (na północ od Lisiczańska). W przeprawie wzięli udziała Czeczeni, twierdzą że zajęli połowę Prywilli (do weryfikacji).

    Większość źródeł rozpisuje się dzisiaj o rosyjskim odwrocie z Wyspy Węży. O samej bitwie o Lisiczańsk jest mowa bardo zdawkowo.

    ________________

    wirtualna kawa
    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Putin komentuje atak na centrum handlowe i fabryki w Krzemieńczuku:

    Putin says Kremenchuk mall attack is not a terrorist act. Russian dictator Vladimir Putin said there was no terrorist act in Kremenchuk, Russian state-owned Ria Novosti news agency reported on June 29. "Nobody just fires at fields. The Russian army does not strike any civilian objects. There is no need for this. We have all the possibilities to determine what is where, and we achieve these goals with modern high-precision long-range weapons," he said.

    To chyba pierwszy raz jak Putin komentuje jakiś atak na cele cywilne. Wcześniej nie widziałem komentarzy Putina na temat np. ataku na stację kolejową w Kramatorsku. Imho, nastroje na Kremlu są coraz lepsze. Podbudowały ich sukcesy w Siewierodoniecku i pod Lisiczańskiem. Widać to po zachowaniu Putina, coraz częściej skomentuje wojnę dla mediów, odbył też pierwszą wizytę zagraniczną do Tadżyskistanu. Dzisiaj był na szycie kaspijskim w Turkmenistanie.

    #ukraina #rosja #donbaswar #lagunacontent
    pokaż całość

    źródło: gdb.rferl.org

  •  

    Tak, według Rybara, wygląda sytuacja pod Lisiczańskiem.

    Rosjanie twierdzą, że zajęli rafinerię lisiczańską i zajęli kolejne ulice w Lisiczańsku. Dodatkowo małej grupie rosyjskich żołnierzy miało udać się przeprawić na drugi brzeg Dońca niedaleko wioski Prywilla. Obecnie ma trwać rosyjskie natarcie na Biłohoriwkę.

    Jeśli to prawda to wszystkie główne drogi do Lisiczańska są już zajęte. Ukraińcy mogą próbować wydostać się z miasta jeszcze przez bezdroża na wysokości Biłohoriwki i kierować się następnie na Siewiersk.

    Mapa pro-rosyjska, ale Rybar przy mapach jest stosunkowo obiektywny.

    Wczoraj zrobiłem dłuższy wpis o sytuacji pod Lisiczańskiem: https://www.wykop.pl/wpis/66388385/rosjanie-wchodza-do-lisiczanska-turcja-zgadza-sie-/

    #rosja #ukraina #lagunacontent - autorski tag #wojna #ukrainanafroncie
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów