•  

    Kocha pieniądze, szemrane interesy,
    Drogie zegarki i czarne mercedesy.
    Wybitnym jest gangsterem - biznesmenem,
    Ma pełny barek i piękny dom z basenem.
    Wśród szefów mafii ma wielkie poważanie,
    Boją się jego tulczyńscy parafianie.
    Za nic ma zbójców zza wschodniej granicy,
    Jest najbogatszym mieszkańcem w okolicy.

    Janusz Tracz, wróg kościoła, bluźnierca,
    Co rywalom łamie karki, a kobietom serca.
    Tak, Janusz Tracz jest postrachem tej wsi,
    On nie odpuszcza i się mści.
    Janusz Tracz istny diabeł wcielony,
    Zawsze z pokerową twarzą, uczuć pozbawiony,
    Czart, samo zło, z wiary szydzi i drwi
    By proboszczowi napsuć krwi.

    On odbierze Ci ziemie ojca twego,
    Zrobi tam burdel, pogrąży kościelnego.
    Zorganizuje też koncert dla krasnali,
    A kiedy trzeba to księdzu w ryj przywali.
    Jeżeli ktoś obraża go po cichu,
    To skończy jak Konstancja w psychiatryku.
    Gdy jednak ktoś przystąpi do ataku,
    Sprzedawać będzie z Andżelą w warzywniaku.

    Janusz Tracz, wróg kościoła, bluźnierca,
    Co rywalom łamie karki, a kobietom serca.
    Tak, Janusz Tracz jest postrachem tej wsi,
    On nie odpuszcza i się mści.
    Janusz Tracz istny diabeł wcielony,
    Zawsze z pokerową twarzą, uczuć pozbawiony,
    Czart, samo zło, z wiary szydzi i drwi
    By proboszczowi napsuć krwi.

    Janusz Tracz, wróg kościoła, bluźnierca,
    Co rywalom łamie karki, a kobietom serca.
    Tak, Janusz Tracz jest postrachem tej wsi,
    On nie odpuszcza i się mści.
    Janusz Tracz istny diabeł wcielony,
    Zawsze z pokerową twarzą, uczuć pozbawiony,
    Czart, samo zło, z wiary szydzi i drwi
    By proboszczowi napsuć krwi.

    Janusz Tracz, wróg kościoła, bluźnierca,
    Co rywalom łamie karki, a kobietom serca.
    Tak, Janusz Tracz jest postrachem tej wsi,
    On nie odpuszcza i się mści.
    Janusz Tracz istny diabeł wcielony,
    Zawsze z pokerową twarzą, uczuć pozbawiony,
    Czart, samo zło, z wiary szydzi i drwi
    By proboszczowi napsuć krwi.

    #plebania #tracz #kultura #sztuka #copypasta #muzyka #legenda #polska
    pokaż całość

    źródło: bi.gazeta.pl

  •  

    Dzisiaj urodziny obchodzi jeden z moich idoli mojego ukochanego klubu. Wszystkiego najlepszego Frank!

    #urodziny #wielkiczlowiek #chelsea #pilkanozna
    #legenda

  •  

    #hearthstone #legenda #zloto

    Co tu się odjaniepawliło to ja nie wiem
    (ʘ‿ʘ)(ʘ‿ʘ)(。◕‿‿◕。)(。◕‿‿◕。)

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #skoki #historia #legenda

    Bylibyście zainteresowani gdybym w krótki ale treściwy sposób opisywał legendy skoków?

    Ostatnio wciągłem się w historię polskich skoczków XD Bardzo mało ludzi o tym wie xd

  •  

    #paluch #legenda #rap #polskirap

    Rap palucha to już coś więcej niż rap, to co ten człowiek nie raz odjebie to tylko można się kłaniać
    Chyba nie znam drugiego takiego rapera z takim przekazem i takimi trafnymi słowami , od tylu lat czołówka polskiego rapu
    klasa tutaj jest tylko namiastka

    https://www.youtube.com/watch?v=2tjk1sHTJFs
    pokaż całość

  •  

    #peja #polskirap #rap #historia #legenda

    Peja już w 1995 napierdalał z Ice-T w sopocie ( ͡º ͜ʖ͡º) Został wybrany z tysięcznej publiki i nawinął tak że aż sam Ice-T był zdziwiony, Peja to urodzony raper i jak dla mnie legenda i najlepszy w polsce (。◕‿‿◕。)

    https://www.youtube.com/watch?v=GLd32bt4LrM pokaż całość

  •  

    Ej jestem trochę spóźniony z Hajsami xD
    Co oznacza #intro #legenda #bezpieczny #300w1h i od ilu łapek można to wszystko wpisywać?
    #gimper #rafatus #rafonix #patostreamy

    +: K.........a, Szczepan_Rydzyk +4 innych
  •  

    Czosnek - Zbyt zajebisty

    pokaż spoiler parodia oczywiście jedyną prawilną wersją

    #rap #legenda #heheszki #parodia

    źródło: youtu.be

  •  

    Jeśli w niedzielę, Real Madryt zdobędzie choćby punkt w starciu z Malagą, pozwoli to Cristiano Ronaldo zrównać się w ilości zdobytych mistrzostw Hiszpanii z Douglasem.

    Cris powoli dorównuje najlepszym! #legenda

    #realmadryt #fcbarcelona #ciekawostkipilkarskie

    źródło: s.portalodia.com

  •  

    Legendarny Buddy Rich pokazuje niesamowitą formę mimo podeszłego wieku.

    #muzyka #perkusja #jazz #legenda #niesamowite

    źródło: youtu.be

    +: mitholo, perkaman +7 innych
  •  

    Wiedzieliście, że legenda Gianluigi Buffon w najbliższy piątek rozegra swój tysięczny mecz?
    Bramkarz na co dzień występujący we Włoskim klubie Juventus będzie miał możliwość osiągnięcia tej magicznej bariery w piątkowym meczu przeciwko Albanii.

    Spójrzcie tylko na te statystyki, KOZAK !

    Mecze razem: 999
    Reprezentacja Włoch (1997 - do dziś): 167
    Parma (1995 - 2001): 220
    Juventus (2001 - do dziś) : 612

    #pilkanozna #ciekawostki #legenda #pilkarskiesympatie #pilkarskiomnibus
    pokaż całość

    źródło: arysports.tv

    +: D..k, G.....t +16 innych
  •  

    Miraski, zapraszamy na Silesia8 z Jeronem Telem ;)

    pokaż spoiler tak zgadliście muza w tle to moje małe rączki ;)


    #c64 #party #legenda #demoscena #retrosynth #synthwave #xandramuzykuje

    źródło: youtube.com

  •  
    P..........a

    +13

    Jedni mogą pamiętać (inni nie) legendarne nagranie zapalonego gracze quake. Otóż ostatnio natknąłem się na wyjasnienie całej sytuacji więc przeklejam tutaj. A na dole macie cały filmik ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Otrzymałem wiele próśb o ten art. Przyznam, że będzie to dla mnie pomocne, gdyż do tej pory zasypywany jestem pytaniami odnośnie wydarzeń nagranych na "Infiplayinvq3.mp3". Postanowiłem więc w końcu opisać tamten dzień. Gotowi umrzeć ze śmiechu? Jeśli tak, to czytajcie dalej fartuchy...

    Jak zwykle, gdy tylko ktoś z LanMerów miał wolną chatę, cała banda rozjuszonych i żądnych grania psychopatów przypuszczała szturm wraz ze swoimi kompami i okupowała mieszkanie aż do jego zniszczenia. Tym razem ofiarą padł Lovtza którego starzy wyjechali Bóg jeden wie gdzie. Zebrana eqipa to:

    Infinite (aka Infi, aka Infol) - mnie to chyba już znacie co?:)

    Lovtza (aka lamtza, aka rovtza) - wybitny znawca hardware'u, jego ulubionym zajęciem jest zarzucanie ludzi chamskimi docinkami, z jego punktu widzenia jest nieomylny, posiada rozległą wiedzę na temat II wojny światowej, jeden z lepszych w polskiej lidze GPL

    Birkin (aka Birkinity, aka Birkinauta) - także znawce hardware'u, tylko że on wie coś tam jeszcze o sofcie, chyba urodził się w kostnicy, lubi śmierć i czarny humor, jest mistrzem polski w re2

    Seiko (aka ukrainiec) - no nie, kolejny koleś od hardware'u:), na sofcie też sie zna, ściąga strasznie dużo filmów i gier z netu, jest naszym zaopatrzeniowcem, zawsze kłóci się z Lovtza bo też jest nieomylny (no... prawie)

    Fido (aka fidiasz, aka pies) - maniakalny overclocker, podkręca wszystko co mu wpadnie w łapy, od słoików po procesory, spalił chyba więcej podzespołów niż starczyłoby na wyposażenie 2 kafejek, kiedyś w bójce stracił zęba i nosi protezę którą może wyjmować, wszyscy lubią podziwiać "sztuczkę z zębem"

    Spawn (aka szmata, aka szmatr0x) - on? czy on się wogóle na czymś zna? no chyba tak... na wcinaniu kiełbasek z grilla, słucha jakiejś dziwnej muzyki i deklaruje że gra w kwaka (nie widać)

    Pedro (aka pedryl) - tak jak ja lubi Forgotten Realms i inne fantasy, postać raczej neutralna, ale czasem i jemu odwala szajba

    LIPek (aka żyd) - bardzo dziwny człowiek, lubi cheatować za co często staje się obiektem ataków reszty grupy, coś tam wie o programowaniu, lubi mudy oraz zimne kotlety z chlebem (zwane żydoburgerami)

    Pio - chuderlawy zapryszczony nastolatek, lubi fantasy i d2lod

    Poprzedniego dnia graliśmy do późna w nocy (a może raczej do rana), więc obudziłem się zjebany jak koń po westernie. Szybka toaleta, śniadanko i już byłem w drodze do Lovtzy. Muzykę i wrzaski było słychać już w połowie drogi. Wszedłem rzucając swoim zwyczajowym "wasup!", gdy w odpowiedzi doszedł mnie śmiech i garść niewybrednych komentarzy wiedziałem, że wszystko jest w porządku. Klimat był oczywiście równie perfekcyjny co panujący tam bałagan. W stercie walających się butelek i papierów LIPek i szmata prowadzili zażartą dyskusję na temat wyższości pizzy nad kiełbaskami z grilla. Oczywiście obydwie te potrawy były dostępne. Pizzę przygotowywał w kuchni Lovtza a na balkonie Birkin patrolował strefę ochronną grilla starając się dopilnować, aby nikt nie zakosił kiełbasek zanim będą gotowe. Warto też wspomnieć, że chłopaki odpalali grilla z denaturatu. Mimo to żarcie było smaczne. Hałas jak zwykle był spory. Głośne rozmowy i jeszcze głośniejsza muzyka. W kuchni ktoś właśnie rozbił szklankę. W przedpokoju Pedro smarował Pio musztardą, a z balkonu LIPek bombardował petardami przechodzących poniżej ludzi. Ogólnie rzecz biorąc atmosferka była nieco chaotyczna, ale w końcu były wakacje i trzeba było jakoś odreagować trudy roku szkolnego, zwłaszcza, że ja byłem po maturze:).

    Sporo graliśmy. Na pierwszy ogień poszło GTA2 w które wymiatał ukrainiec. To jest jednak gra, która nie wciąga na długo. Następnie w łaski wkradło się d2lod, przy którym spędziliśmy kilka godzin. Potem był i bw, szkoda tylko, że chłopaki mają nikłe pojęcie o zaawansowanej rozgrywce. Po kilku kolejnych godzinach byliśmy troszkę zmęczeni. Zrobiłem więc zrzutke i wybrałem się z pedrylem po zakupy. Była juz 2 w nocy więc poszliśmy na stację benzynową (której nazwy nie wymienie bo nie będę robił tu reklamy:>). Wróciłem na poligon gdzie akurat trwała dyskusja nad najlepszym sposobem rozmrożenia coca-coli, która przypadkowo zbyt długo pozostała w zamrażalniku. Przerwałem te boje swoim przybyciem. Bydło rzuciło się na zakupiony towar. Browary, chipsy, cola, i smakołyki - oto podstawowe pożywienie każdego LanMera które bez wątpienia są bogatym źródłem witamin i energii. Całe grono gentlemanów oddało się w ciszy (przerywanej jedynie rytmicznymi stukotami przypominającymi rąbanie młotkiem w karoserię samochodu przy wtórze przyjemnego piszczenia z rodzaju "widelcem po szybie" - to sie chyba techno nazywa) konsumpcji napojów chmielowych oraz chipsów wysokoenergetycznych. Ta cisza nie trwała długo, bo już po chwili wróciły tematy w stylu: "Jak spuścić powietrze z kół tramwaju."

    Tymczasem ja siedziałem sobie przy kompie i zacinałem w q3. Zbliżał się CGL3 i potrzebowałem treningu. Na server podłączyli się kolesie. Wszyscy na jakiś fakeach typu [VT]Rodrigez, [VT]Antonio, [VT]Esmeralda. Gdy zapytałem o co z tym chodzi, odparli, że wymyślili sobie fakeclan "Venezuela Team". Rozgrywki przebiegały pod znakiem FFA. Dopiero po jakimś czasie zaczeliśmy grać duelki. A jak to u leszczy bywa, potrafili grać tylko jedną mapę: q3dm17 (która imho jest najbardziej zjebaną mapą w całym układzie słonecznym, chociarz czasem zastanawiam się nad obdarzeniem tym zaszczytnym mianem cpm1a). Moim przeciwnikiem miał być Fido (nie ten z [DS]). Nie uważam się za świetnego gracza, mistrza w trafianiu z rg przez ściany (hi matr0x), pro-playera (hi zoomer), czy geniusza strategii (hi krg) który do kontroli mapy wykorzystuje nawet wiedzę z zakresu cieplarnianej hodowli kurczaków (no offence do wymienionych powyżej osób, które podziwiam i szanuję). Jednak bez wachania mogę powiedzieć, że Fido to dla mnie delikatnie ujmując: niewymagający przeciwnik. A zniszczenie go do minucha przychodzi mi tak łatwo jak wszystkim dotychczasowym rządom podnoszenie podatków. Więc chyba wyobrażacie sobie moje zdziwienie gdy okazało się że... przegrywam!!!!

    Pojedynek zaczął się pechowo. Fido zgarnął czerwoną i megasa. Szybko poleciał po rg, a mi pozostała jedynie żółta. Od początku sprzyjało mi niesamowite szczęście. Trafiał wszystko z rg i niemal każdą rakietę (także w powietrzu). To zaczynało być mocno nienormalne więc jak zwykle w takich sytuacjach (czyt. kiedy przegrywam) zacząłem krzyczeć. Spekty wpadły na pomysł żeby mnie nagrać. Tak się akurat złożyło, że na przeciwko mnie swój komp miał LIPek. Posiadał on słuchawki z wbudowanym mikrofonem, w taki właśnie sposób zostałem podstępnie nagrany.

    [Fido właśnie nie wiem jakim cudem uniknął wypchnięcia za mapę moją rakietą.]
    Ja: O ty farcie pierdolony! Ja tego kurwa nierozumiem. Ty wcale nie grasz a wszystko farcisz, zero kurwa skilla a wszystko, wszystko farci [BAH! w biurko] pierdolony skurwiel.
    [Jak tylko udało mi się odzyskać czerwoną dostałem w powietrzy rakiete.]
    Ja: Co za chuj!
    [Ale nie pozostałem dłużny zdobywając fraga.]
    Ja: Zdychaj skurwielu jebany!
    [Przypłaciłem to po chwili kolejną rakietą w powietrzu która wypchnęła mnie za mapę.]
    Ja: No ja jebie w pizdu! Jebana kurwa mać!
    [Respawn obok przeciwnika.]
    Ja: Nie no kurwa.
    Ja: To jest chyba gra przeznaczona dla ciot... te vq3.
    [Udaje mi się wypchnąć Fida za mapę.]
    Fido: oooOOOOooo!!
    Ja: No! Wypierdalaj!
    [Fido fartownym respawnem jak zwykle w tej partii zawinął mi tuż z przed nosa ra.]
    Ja: Nie no kurwa i znowu zżera! Kurwa mać [BAH BAH!! w biurko] znowu [BAH BAH!! w biurko] zżarł kurwa [BAH BAH!! w biurko] czarwoną!! Pierdolony farciarski skurwiel!!
    [Udaje mi się w fida wpakować 3 rakiety.]
    Fido: O Boże!!
    [Jednak zostaję powalony silną serią z machineguna.]
    Ja: Kurwa no nieeee!!! Nieeeeeeeee!!!! Kurwa!!
    [Respawn obok przeciwnika.]
    Ja: Jezu co za kurwa fartuch pierdolony.
    [Znowu zdjął mnie z rg.]
    Ja: Boże ty widzisz i nie grzmisz, kurwa!
    [Do pokoju wchodzi Lovtza]
    Lovtza: Kurwa jak wali tym denaturatem:).
    Ja: Kurwa ja jebie! Nie moge! Patrz, patrz jak ten gościu farci, kurwa.
    Lovtza: Dobrze gra.
    [Dostaje już chyba 14 rg z rzędu.]
    Ja: Widziałeś to kurwa? Przecierz to jest niemożliwe!
    Lovtza: No widocznie jest.
    [Z balkonu przychodzi Seiko i siada nieopodal w fotelu.]
    Seiko: Ty ale tym dynksem zapierdala z tego grilla. Ja pierdole:).
    Seiko: Co za debil odpala grilla z denaturatu.:>
    Lovtza: No właśnie nie wiem.:)
    [Birkinowi coś nie wyszło w toczącym się równolegle pojedynku.]
    Birkin: Kurwa!
    [Birkin chyba naprawdę się wqurzył bo słychać jak uderza w biurko:)]
    [Fido leci na railownie i wyrywa odemnie z rg jednak nie wypada za mapę.]
    Ja: Kurwa nie wypadł! Jaki skurwiel farciarski!
    Lovtza: Może Krzychu wstąpisz do klanu Venezuela Team.
    [Miałem słuchawki na uszach.]
    Ja: Kurwa nie słyszę co tam mówicie.
    Lovtza: Chodzi mi, że do klanu Venezuela Team wstąpisz:).
    [Dostaje któregoś tam z rzędu rg prosto w japę.]
    Ja: Ja pierdoleee!
    Lovtza: Dobrze grasz:).
    [Fido znowu przypadkiem znalazł się tam gdzie czerwona akurat w momencie gdy się pojawiła.]
    Ja: On kurwa zawsze wybiega na czerwoną... kurwa a to fart jest... przecierz on nie potrafi sobie zbroi wyczuć:/.
    Lovtza: Dlaczego?
    Ja: No bo nie gra kurwa tyle co powinien:/.
    Lovtza: No bo widocznie nauczył się szybko. [O cholera jaki tekst co?:)]
    Ja: To jest fartuch jebany kurwa.
    Lovtza: Posłuchaj... raz, dwa, trzy...
    [Ciekawe do ilu by doliczył gdybym mu nie przerwał.]
    Ja: Co! Ja gram kurwa 2 lata! On gra kurwa od czasu do czasu [BAH!! BAH!!] a ja [BAH!! BAH!!] nie moge [BAH!! BAH!!] go zabic [BAH!! BAH!!] kurwa!!!!!
    Seiko: Popierdoliło cię?!
    [Niepotrzebnie sie odzywał gdyż poprzedniego dnia miałem z nim sprzeczkę i szukałem tylko pretekstu żeby mu skorygować zgryz a będąc w stanie najwyższego zdenerwowania ruszyłem z miejsca żeby zająć się ukraińcem. To jest chyba największy mit związany z tą mp3... że niby rzuciłem się na Fida. Jednak co bardziej spostrzegawczy zauważyli z pewnością, że przez cały czas jego głos dochodził z innego pokoju. Z pewnością nie wpadłbym w taką furię gdyby Lovtza nie prowokował mnie swoimi debilnymi tekstami. Z pewnością też nikt by mi nie przeszkodził gdybym chciał zrobić Seikowi krzywdę bo wszyscy wiedzą, że niewolno się do mnie zbliżać gdy jestem zły.]
    Lovtza: Zostaw go!
    Seiko: Spierdalaj skurwysynu! [Przeskakując na bardziej oddalony fotel w nadziei, że znajdzie się poza moim zasięgiem.]
    Seiko: Popierdolony jestes!
    [Wrzaski przywróciły mi trzeźwość umysłu. Rzucam słuchawkami które trzymałem w dłoni. Przychodzi Fido.]
    Fido: No nie denerwuj się Boże jedyny. Ty nie grasz tak z raila jak ja:).
    Lovtza: Jaki cham!:>
    Ja: Gdzie są te słuchawki kurwa.:)
    Fido: No dobry jesteś Infi. Dobry jesteś:).
    [Ogólna wrzawa.]
    Fido: Idź se zagraj z nim. LIPek idź zagraj z Infim.:)
    Ja: Ja nie chce! Ja chce grać z fidem!
    Lovtza: Nie! Nie gra już Fido.
    [Zauważyliśmy że coś jest nie tak z serwerem.]
    Fido: Interupted zrobiłeś u mnie:>.
    Lovtza: Komp się zawiesił.
    Ja: Też się wkurwił.
    Ja: Ale ja chce grać z Fidem.
    [Siadam na swoje miejsce.]
    Ja: Ufffff... Pierdolony farciarz.
    Lovtza: Nie graj Fido już z nim. Ja chcę mieć dom w całości.
    Ja: Spoko już nie będę szalał.
    Seiko: Nie! Kurwa.
    Ja: Ty zamknij ryja cieciu.
    Seiko: Weź spierdalaj. Masz popierdolone w ryju wiesz?
    Ja: Zamknij kurwa cieciu ryja.
    Seiko: Masz napierdolone we łbie.
    Lovtza: Kurwa przyjadą starzy i zapytają o co chodzi. Co ja im powiem. Piliśmy z chłopakami.
    Seiko: hieheihie
    Ja: Denaturat:>
    Lovtza: Nie zostawiłeś mi nic to co miałem robić?:)
    Ja: Odpoczne trochę i pogramy.
    Lovtza: On już nie będzie grał.
    Ja: Będzie.
    Lovtza: Nie będzie.
    Ja: Będzie bo chcę rewanża.
    Lovtza: A ja chcę mieć dom w całości.
    Ja: Nie baj.

    Tak to wyglądało. O tym że zostałem nagrany dowiedziałem się dopiero później gdy mp3 była już odpowiednio opracowana. Razem z kolegami turlaliśmy się po podłodze ze śmiechu. Potem spoważniałem i przestrzegłem, że nie mam ochoty dowiedzieć się za jakiś czas, że ta mp3 poszła w net. Wszyscy zdawali się rozumieć moją prośbę. Więc jak byłem zaskoczony gdy wkrótce potem moje gg rozbrzmiało informacjami o stronce na ktorej znajduje się moja mp3. W mojej skrzynce mailowej także znalazło się sporo informacii o tym adresie. Niestety moje najgorsze obawy potwierdziły się:(. Na chujowo zrobionej stronce przykówał wzrok latający napis "Infinite dostał w dupę!". Ściągnełem plik i okazało się, że jest to nagranie z ostatniego lana. Moje zdziwienie przeszło w furię!! Wybiegłem z domu w poszukiwaniu sprawców. Jednak wszyscy się ukrywali. Kiedy wróciłem do domu i zaczęłem czytać fora oraz księgę gości okazało się, że może nie być tak źle jak mi się na początku wydawało. Z opinii ludzi wyraźnie wynikało, że większość jest tym zachwycona! Ludzie zaczęli mnie wypytywać o zajście i błogosławić mnie na każdym kroku. Znalazło się też kilka osób, którym wydawało się że najlepiej byłoby mnie poprostu zabić. Jednak fakt że stałem się "Idolem zbuntowanej młodzieży" (jak to ujął Sweeper) nie niweluje tego, że zostałem najzwyczajniej zdradzony przez przyjaciół. Większość z nich znam od lat i byłem gotowy walczyć w ich imieniu w razie jakiś problemów. Zdrada jest rzeczą której nienawidzę! Z pewnością niewielu z was wie jak ja się wtedy czułem. Mimo, że postanowiłem nikomu za to nie robić krzywdy to na osiedlu już nigdy nie będzie tak samo. Nasze stosunki uległy ochłodzeniu. Nie ma już LanMerów. Nie mam już przyjaciół. Zostałem sam! No i dobrze, że tak się stało. Zyskałem popularność i przekonałem się, że na tych ludziach nie można liczyć. Oczywiście nie wszyscy brali czynny udział w tym co się stało. Nie będę tu ujawniał kto za co był odpowiedzialny, bo co się stało to się nie odstanie. Mam nadzieję, że wy nigdy nie będziecie musieli przejść przez coś takiego. Dzięki za uwagę i do zobaczenia na serwerze:).

    #pcmasterrace #gry #legenda #youtube #polskiyoutube #quake
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Nie wiem czy wiecie ale dzisiaj 6ta rocznica śmierci mistrza

    https://www.youtube.com/watch?v=qcWKZTI9OC4

    To czego dokonał na "Dehumanizer" przekonało mnie, że Black Sabbath to wcale nie Ozzy

    #metal #muzyka #legenda

    +: e.......s, CzarodziejLurek +4 innych
  •  

    Plusujcie tego Pana. Wczoraj zakończył karierę, na odchodne zdobył 60 (!) punktów i rewelacyjną końcówką meczu dał zwycięstwo swojej drużynie. #legenda #nba #lal

    źródło: shared.jpg

  •  

    Kurna! Jakież to było zarąbiste auto. Serio! Chyba pierwsze auto którym jeździłem. Niesamowity klimat, morda sama się cieszyła jak się wsiadło do tego potwora :D

    Współczuje ludziom, którzy nie mieli okazji tym jeździć ;) Żeby to jakoś zobrazować porównując do współczesnych aut to BMW M5 i Mercedes klasy S nie dały mi tyle radości ile wiele lat temu Fiat 126p

    #osiwadczenie #motoryzacja #legenda pokaż całość

  •  

    SAAB vs BMW. Nie ma to jak porównanie w stylu Top Geara ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #motoryzacja #carboners #topgear #saab #bmw #saabtribute #legenda

    źródło: youtube.com

  •  

    Od dziś możecie pochwalić się znajomością przyrządzania legendarnym Kabuto! #pokemon #pdk #legenda

    źródło: youtube.com

  •  
    R.....e

    +6

    Czyli to #zus jest tym skarbem na końcu tęczy? ( ͡° ͜ʖ ͡°) #heheszki #humorobrazkowy #legenda

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent-fra3-1.xx.fbcdn.net

    +: japer, b..........1 +4 innych
  •  

    Według starej Legendy, Lucyfer na początku istnienia Świata zapałał miłością i pożądaniem do pewnej ziemskiej kobiety. Został jednak strącony do otchłani, przez co nie mógł wyjść do niej, na ziemię. Anioły Światłości, widząc jego tęsknotę, zdecydowały się poprosić Boga, by Lucyfer mógł się związać z kobietą, którą kochał. Po wielu namowach, anioły zdołały Go przekonać. Jednak decyzja Boga była taka, że Upadły Anioł może wychodzić na ziemię raz na sto lat. W ten sposób Lucyfer został upokorzony, ponieważ po stu latach spędzonych w Otchłani, gdy wreszcie wolno mu było wyjść na ziemię, owa kobieta już dawno zakończyła życie. I tak Legenda głosi, że raz na sto lat Lucyfer błąka się po Ziemi, tęskni, szukając tej, która już dawno odeszła.

    https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Lucyfer?_e_pi_=7%2CPAGE_ID10%2C2861729262
    Tak mi się skojarzyło a propos wpisu @NadiaFrance

    #lucyfer #wikipedia #legenda #ciekawostki

    Poniżej: Upadek Lucyfera, ilustracja - Gustave Doré
    pokaż całość

  •  

    Legenda o smoku Wawelskim:
    "(..)był bowiem w załomach pewnej skały okrutnie srogi potwór, którego niektórzy zwać zwykli całożercą. Żarłoczności jego każdego tygodnia według wyliczenia dni należała się określona liczba bydła. Jeśliby go mieszkańcy nie dostarczyli, niby jakichś ofiar, to byliby przez potwora pokarani utratą tyluż głów ludzkich. Grakch, nie mogąc znieść tej klęski, jako że był względem ojczyzny tkliwszym synem niż ojcem względem synów, skrycie synów wezwawszy, przedstawił [im swój] zamiar, radę przedłożył.
    Grakch polecił synom wykazać się odwagą i zabić smoka. Gdy więc [synowie Grakcha] doświadczyli po wielokroć otwartej męskiej walki i daremnej najczęściej próby sił, zmuszeni zostali wreszcie do podstępu. Bowiem zamiast bydląt podłożyli w zwykłym miejscu skóry bydlęce, wypchane zapaloną siarką. I skoro połknął je z wielką łapczywością całożerca, zadusił się od buchających wewnątrz płomieni.
    I zaraz potem młodszy napadł i zgładził brata, wspólnika zwycięstwa i królestwa, nie jako towarzysza, lecz jako rywala. Za zwłokami jego z krokodylowymi postępuje łzami. Łże, jakoby zabił go potwór, ojciec jednak radośnie przyjmuje go jako zwycięzcę. Często bowiem żałoba przezwyciężona zostaje radością ze zwycięstwa.
    Tak oto młodszy Grakch przejmuje władzę po ojcu, dziedzic zbrodniczy! Atoli dłużej skalany był bratobójstwem niż odznaczony władzą. Gdy bowiem wkrótce potem oszustwo wyszło na jaw, gwoli kary za zbrodnię skazany został na wieczne wygnanie (...)
    Mistrz Wincenty (tzw. Kadłubek) - Kronika Polska; str. 15 - 16, Wrocław 1996

    Grafika:Smok Wawelski! Autor: Łukasz
    (http://zabdyr.deviantart.com/)

    | #mitologiaslowianska | #slowianskapolska | #slowianie | #legenda | #krakow | #smoki | #ciekawostki |
    pokaż całość

  •  

    Dzis Lucjan Brychczy obchodzi swoje 81 urodziny. 100 lat to za malo
    #legia #legenda #pilkanozna

    źródło: Brychczy.jpg

    +: L.............n, Mrocb +11 innych
  •  

    Hejnał, czyli pobudka

    Wszyscy znają hejnał z wieży Mariackiej, wygrywany przez strażnika na cztery strony świata.
    Wszyscy znają legendę, że to strzała tatarska, gdy Tatarzy nagle napadli na miasto, przerwała melodię, bo utkwiła trębaczowi w gardle.Stąd hejnał urywa się, melodia nie ma zakończenia... I tak już pozostało do dzisiaj - na pamiątkę.
    Może zaś nie wszyscy wiedzą, że słowo hejnał z węgierskiego pochodzi języka i oznacza tyle, co pobudka.
    W XVII wieku, za czasów Jana Kazimierza, który abdykował, poeta dworski Andrzej Morsztyn napisał wierszowany hejnał, który śpiewano zazwyczaj po całonocnych ucztach i zabawach, witając nowy dzień:

    Hejnał świta, już zza morza
    Rumiana powstaje zorza.
    Jutrzenka w swojej jasności
    Rozgania noce ciemności

    Wstaje w lesie ptak ukryty,
    Wstaje w lesie zwierz nie bity.
    Wstawaj, panno! Hejnał świta...

    Skoro już mowa o Tatrach i pamiątkach, trzeba dodać, że znany i podziwiany w Krakowie lajkonik, czyli konik zwierzyniecki, to także pamiątka.
    Z upływem czasu, gdy już nauczono się opierać Tatarom, zza murów miejskich i umocnień przy walnej pomocy dział i strzelby ręcznej, no i oczywiście czujności, aby nie dać się zaskoczyć - mieszczanie poczynali sobie coraz śmielej.
    Przede wszystkim obserwowano pilnie obroty Tatarstwa. Skoro już mieli konie wielce "nużne", to znaczy znużone długim pochodem, a nadto objuczone obfitym łupem - wtedy Tatarzy nie przedstawiali już swej zwykłej wartości bojowej.
    mieszczanie, znając doskonale okolice swego miasta, uzbrajali się i nocą wychodzili skrycie. Zapadali w okolicznych lasach, wąwozach, rozpadlinach, polując na rozwłóczonych najeźdźców niczym na wilki.
    Razu pewnego flisacy zwierzynieccy, czyli włóczkowie, sformowali tęgi oddział i nad ranem uderzyli na "kosz" samego tatarskiego dowódcy. Tatarzy nie spodziewając się niczego, spali upojeni kumysem. Tylko nieliczne straże pilnowały jeńców, czyli jasyru. Wypad włóczków przyniósł Tatarom wielką klęskę. Zginęło ich mnóstwo, oddał szyję sam murza-aga.
    Uradowani zwycięzcy z bogatym łupem wracali do miasta. Młody rybak zwierzyniecki imieniem Stacho, z którego ręki zginął sam murza, przebrał się w jego bogaty strój i dosiadłszy małego tatarskiego konika, harcował po mieście.
    Bardzo to mieszkanom krakowskim podobało, przyjęli lajkonika i jego orszak darami, nie skąpili dobrego wina...
    Na tę pamiątkę, co roku w oktawę Bożego Ciała, ze Zwierzyńca, dzielnicy miasta, wyjeżdża lajkonik. Towarzyszy mu świta i kapela mlaskotów. Tatarzyn buławą rozpędza gawiedź, odwiedza po drodze liczne traktiernie... Wszędzie zbiera bogaty "okup" i poczęstunki. Wreszcie przybywa pod pałac Miejskiej Rady i tu z rąk urzędującego prezesa otrzymuje haracz i puchar wina. Obdarowany sowicie, nie bierze jasyru, nie rabuje, nie pali miasta... Puchar wina z rąk prezesa- prezydenta wychyla na zdrowie mieszkańców, na pomyślność Krakowa i wraca spokojnie orszakiem na Zwierzyniec.
    Z Tatarami i hejnałem wiąże się sprawa czujności w mieście. Zaniedbania w tej mierze mogły bowiem mieć dawniej fatalne następstwa.
    Jak wiadomo, Kraków leży w kotlinie wilgotnej. Z moczarów, stawów nader licznych, rzek - powstają mgły gęste, opary białe jak welony. Nadto kotlinę krakowską zraszają obfite deszcze tak często, jak chyba nigdzie w całej Polsce. Sławne są krakowskie trzydniówki.
    Nic dziwnego, że śpi się w Krakowie dobrze i długo.
    "Senne miasto", "śpiące miasto" gadają złośliwi, może i nie całkiem bez racji. Ale to już należy do przeszłości - bagna, moczary, zalewiska osuszono, więc dawne przyczyny senności upadły.

    Ongiś było inaczej.
    Razu pewnego, za króla Łokietka, w czasie uporczywej ulewy, a potem spokojnej, sennej mżawki wszyscy w mieście zasnęli na amen. Jak w norach susły albo świstaki w Tatrach.
    Przez trzy dni i trzy noce bramy miejskie stały otworem, bo straże - o zgrozo! - spały również!
    Gdy o tym doniesiono królowi na Wawel, Władysław Łokietek wpadł w srogi gniew, tym bardziej że sam będąc ongiś samym partyzantem, budził się na każdy szmer, a wstawał o świcie. Wezwał tedy Radę Miejską na Wawel i oskarżył ją nie o byle co: o zdradę stanu!
    Strach padł na miasto. Od czasów buntu wójta Alberta mieszczanie wiedzieli, że z Łokietkiem - nie przelewki! Pobiegły prośby, pisma, interwencje... Wielki gniew króla, małego Łokietka, zelżał. Ostatecznie skończyło się na ostrym monicie i potężnej grzywnie. Zaspanych wartowników wyświecono z miasta.
    "Już ja im urządzę pobudkę!" - pomyślał król Łokietek i kazał swoim królewskim trębaczom trąbić hejnał co godzina z wieży Mariackiej, bez różnicy dnia i nocy, na cztery strony świata.
    Mieszczanie źli byli, że im trębacze błogi sen spędzają z oczu, ale Łokietka wszyscy się bali, nikt nie śmiał pisnąć ani słówka. Jedynie piękne mieszczki krakowskie chodziły po ulicach z nadąsanymi buziami i ziewały - aż strach!
    - Cóż na to za miasto!? Cóż za stolica? - sarkały - Wojskowy obóz czy jak? Kultura upada, obyczaje...
    W odwet, na polecenie króla, służba dworska i żacy jęli nucić aktualne piosenki i fraszki:

    Nie chcę krakowianki
    Boby mnie zepsuła.
    Długo śpi i w łóżku
    Jadłaby i piła!
    Oj, dana... !

    Piękne krakowianki jęły się wstydzić i faktami świadczyć, że to złośliwe pomówienia.
    Do hejnału- pobudki wszyscy się z czasem przyzwyczaili. A potem nawet radowali się i w dumę rośli krakowianie, że u nich tak, jak nigdzie indziej!
    Dumni byli i są ze swego sławnego, pięknego, historycznego hejnału z krakowskiej wieży Mariackiej.

    pokaż spoiler #spamlista jak nie wołać to napisz w komentarzu, zaprzestanę, jak kogoś wołać to piszcie: @bercik999, @augusto-mises, @OfiaraFryzjera, @Ginden, @messern, @Beauvoir, @lollo, @reynevan123, @JustGotOwned, @staryhaliny, @RikkiTikkiTavi, @tommer91, @tresor


    #krakow #legenda #legendymiejskie #lajkonik #zwierzyniec #wawel

    Poprzednie legendy.

    Zaczarowany Wawel

    Legenda o zaczarowanych gołębiach

    Szatańska Rada Czarownicy

    Wola Justowska i Skały Panieńskie

    Dzwon Topielców

    Kruków - Kraków

    Wieże Mariackie
    pokaż całość

    +: G....n, rogal7 +10 innych
  •  

    #smiesznypiesek
    Księga smoków polskich, ilustr. Witold Vargas i Paweł Zych

    Uważajcie tam na #mazury w czasie majówki, żeby czasem Króla Sielaw nie rozsierdzić.
    #grafika #slowianie #legenda

  •  

    Wieże Mariackie

    Gdy już Kraków był dużym, samodzielnym, obronnym miastem, rządzonym przez burmistrza i radę, w mieście sprawowały funkcję rozmaite urzędy. Działał także sąd miejski, któremu przysługiwało ferowanie wyroków wszelkich stopni - aż do kary śmierci, włącznie. Jako widmowy znak tej władzy - wisiał na Ratuszu miecz, przyczepiony do kamiennego muru łańcuchem, siejący grozę i ostrzeżenie.
    W starym Krakowie różne wydawano wyroki. Na przykład człek, któremu udowodniono oszczerstwo lub złośliwe pomówienie, musiał w obecności sądu, ławników, stron, świadków poszkodowanego i gawiedzi - tej na rozprawach nigdy nie brakowało - wleźć pod ławę i odszczekać wszystko "psim głosem".
    Złodziei karano wypalaniem piętna na czole, recydywistom ucinano rękę lub ich tracono. Za lichwę, za oszustwo na miarze i wadze oraz inne przestępstwa karano publiczną chłostą i pręgierzem.
    Jeszcze w XIX wieku stał na Rynku krakowskim pręgierz - słup kamienny na niskim cokole, do którego przywiązywano przestępców ku uciesze gawiedzi. Skazaniec doznawał mąk fizycznych i moralnych.
    Jak wszędzie w średniowieczu, a nawet później, jeszcze w wieku XVIII,. w Krakowie w czasie śledztwa, które nazwano inkwizycją, stosowano tortury. Miały one na celu wymuszenie prawdziwych zeznań, przyznanie się do winy, wydanie wspólników , ukrytych skarbów itp. Torturowano także posądzonych o czary i praktyki z diabłem. Grozę budząca izba tortur znajdowała się w lochu pod wieżą Ratuszową.
    Ten środek dowodowy często chybiał celu, gdyż torturowani, aby skrócić męki, przyznawali się generalnie do wszystkich możliwych i niemożliwych zarzutów. Woleli śmierć niż tortury.
    Niewiasty, które wiodły występne życie, zdradzały mężów, stawiano na pręgierzu przed kościołem Mariackim. Była tam - i jest do dzisiejszego dnia - żelazna obręcz zamykana, przymocowana łańcuchem do ściany kościoła przy południowym portalu. Obręcz kat wkładał skazanej na szyję i zamykał na kłódkę.
    Prawdziwe, oryginalne "kuny" istnieją na swym starym miejscu przy kościele Mariackim. To rzadki zabytek, gdzie indziej już nie spotykany. Pamięć o tych czasach zachował też piękny obraz malarza Władysława Rossowskiego, ucznia Jana Matejki.(pic. rel.) Na obrazie widzimy młodą, urodziwą niewiastę zamkniętą w "kunie" przed kościołem Mariackim. Obok niej stoi kat oparty wraz z mieczem, otacza ich tłum. Większość zebranych patrzy na skazaną z pogardą, ale są tacy, którzy jej współczują.
    Z upływem wieków krakowski Ratusz popadł w ruinę i został rozebrany. Pozostała potężna, samotna, gotycka wieża.
    Miecz - symbol prawa miejskiego - został przeniesiony z do Sukiennic. Z biegiem czasu, niszczony przez pauprów i zmienność aury, znacznie zmalał, stał się bardziej do sztyletu podobny. Patrząc nań przypominano starą legendę:
    Kościoła Mariackiego, w którym znajduje się sławny ołtarz mistrza Wita, nie zbudował jeden budowniczy. Było ich trzech. Mistrz z Moraw ciągnął w górę mury nawy głównej i dokonał największej sztuki, na ogromnej wysokości uformował sklepienia., przysklepił nawę główną. Dwaj inni budowniczowie stawiali wieże. Kaplice przytulone do naw bocznych, nisze grobowe - jak je dzisiaj widzimy - powstały znacznie później.
    Dwaj specjaliści od budowy wież - to byli bracia rodzeni. Starszy wcześniej ukończył swą pracę. Wzniósł wysoko smukłą wieżę o doskonałych proporcjach, którą zwieńczył strzelistym, gotyckim hełmem. Był szczęśliwy i dumny. Wszyscy chwalili jego dzieło. Smukła, wysoka wieżą harmonizowała ze strzelistością nawy głównej, na której właśnie położono sklepienia.
    Sława budowniczego krakowskiej wieży Mariackiej rosła. Niebawem został zaproszony na Węgry, aby tam kierować budową pałacu.
    Sporo upłynęło czasu, zanim druga wieża wznosiła się ponad wysokość nawy głównej. Potem już szybciej szła robota.
    Gdy starszy brat na krótko przybył do Krakowa i okiem znawcy spojrzał na budowę brata, stwierdził, że wieża druga mocniejszą ma strukturę i może śmiało wystrzelić ponad jego własne dzieło... Ogarnęło go przerażenie, a potem gryząca zawiść, niepomna na nic, nawet na święte związki krwi.
    Od króla Węgier przybywali posłańcy... Mistrz architekt trwał w Krakowie, niezdolny go opuścić. Całymi dniami przesiadywał w gospodzie na Rynku. Stał przed nim dzban wina - pił, milczał i patrzył - śledził postępy budowy prowadzonej przez brata.
    Aż pewnego wieczora młodszy brat także przybył do gospody. Pomiędzy braćmi doszło do zwady. Padały coraz ostrzejsze, gniewne słowa, wzajemne zarzuty. Młodszy zarzucał starszemu, że mu odmówił rady i pomocy, że przyjął nową pracę, na obczyźnie. Starszy oskarżył młodszego o zdradę, o naruszenie wspólnie ustalonych planów i zamierzeń. Młodszy odrzekł, że już teraz nie potrzebuje niczyjej pomocy, że rychło wzniesie wieżę najwyższą, najwspanialszą, najpiękniejszą w Krakowie i w całej Polsce!
    -Twoja pierwsza - szydził głośno - już niedługo pierwsza ! Rychło będzie d r u g a i tak juz pozostanie na wieki !
    Szalony gniew chmurą ciemnej krwi przysłonił oczy starszego brata. Przyskoczył do brata, aby go odepchnąć na znak, że się go wyrzeka i - nie wiadomo skąd, za sprawą snadź szatana - w dłoni jego znalazł się nóż...
    Młodszy brat upadł raniony śmiertelnie.
    Zabójca z krzykiem rozpaczy wybiegł z gospody i jął się wspinać po krętych schodach Mariackiej wieży, aby z najwyższego piętra rzucić się w dół. W połowie drogi ujęła go straż.
    Zabójcę oddano pod sąd. Wielu ludzi było przekonania, że budowniczy-bratobójca wpadł w obłąkanie. Sąd miejski w Ratuszu wydał wyrok śmierci. Kat ściął głowę bratobójcy na Rynku.
    Gdy nieco później pękły z trzaskiem sklepienia nawy głównej w kościele Mariackim - strach padł na mieszkańców Krakowa.
    Kościół został zamknięty, groziła mu ruina. Dopiero po kilku latach udało się sprowadzićinnego mistrza, również z Moraw, i ten na nowo przysklepił nawę główną. I to sklepienie trwa do dnia dzisiejszego.
    Nie ukończona budowa raziła wszystkich, ale nie wiedziano, co począć. Majstrów od wysokich wież nie było wielu, a ci, co by tę budowę mogli wykonać, wzdrygali się, bo jak gadano powszechnie, nad tą pracą ciąży klątwa, wylana krew.
    Po długich deliberacjach, uznając winę obu budowniczych, niegodnych imienia braci, postanowiono w Krakowie nie wznosić już wyżej drugiej wieży, ale to, co stoi, nakryć hełmem. Tak też uczyniono.
    W ten sposób wieża młodszego brata nie przerosła dzieła starszego. Że zaś hełm zbudowano na niej znacznie później, jest już on innego stylu - renesansowy. Smukła wieża nosi, jak wiadomo hełm gotycki.
    Nie znamy imion budowniczych wież, choć swego czasu były głośnie. Rada Miejska postanowiła bowiem wymazać ich nazwiska z ksiąg miejskich i aktów erekcyjnych. Niestety zbrodnia wstrząsnęła miastem, należało dążyć do tego, aby pamięć o niej zginęła co rychlej.
    Zamierzenia te powiodły się w części. Może kiedyś odryje swą tajemnicę, złota gałka na szczycie wieży. Starszy brat-budowniczy, przez krótki czas dumny i szczęśliwy po ukończeniu swojego dzieła, w złotą gałkę wetknął zapewne, jak to było w zwyczaju, trwały pergamin, a na nim spisaną historię budowy i imię twórcy.

    pokaż spoiler #spamlista jak nie wołać to napisz w komentarzu, zaprzestanę, jak kogoś wołać to piszcie: @bercik999, @augusto-mises, @OfiaraFryzjera, @Ginden, @messern, @Beauvoir, @lollo, @reynevan123, @JustGotOwned, @staryhaliny, @RikkiTikkiTavi, @tommer91


    #krakow #legenda #legendymiejskie

    Poprzednie legendy.

    Zaczarowany Wawel

    Legenda o zaczarowanych gołębiach

    Szatańska Rada Czarownicy

    Wola Justowska i Skały Panieńskie

    Dzwon Topielców

    Kruków - Kraków
    pokaż całość

    źródło: skazana.jpg

    +: G....n, Etykieta +12 innych
  •  

    Kruków - Kraków

    Skąd ciągnęły karawany kupieckie do Krakowa? Aż z Chazarii nad Wołgą, przez Kijów - stołeczny gród Rusi - przez Grody Czerwieńskie, Sandomierz, Wiślicę do Krakowa. A z Krakowa dalej, przez Wrocław, do Pragi i Ratyzbony.
    Istniały dłuższe lądowe szlaki kupieckie, na przykład z Arabii, które łączyły Arabię z Arabią zachodnią, czyli hiszpańską. Sięgnijmy w czasy najdawniejsze.
    Wisła leniwie toczy swe wody. Pomiędzy Wisłą, Rudawą, Prądnikiem - stawy, zalewiska, bagna. Nad nimi las łęgowy wysoki, dołem łozina, sitowie, trzciny. Rozrzucone osady ludzkie zajęły miejsca wyższe, suche. A więc skaliste wzgórza, pagórki: Tyniec, Salwator, Wawel, Okół, Gródek - wzniesienie gdzie dzisiejszy rynek i inne. Suchych miejsc było ogólnie niewiele. Osady rosły, więc odrębnie, samodzielnie.
    Nie było jeszcze królów, nie było nawet księcia Kraka, ale istniał Kraków, Kraków najstarszy, pogański.
    Czasem osada, gród, miasto biorą swe nazwy od władców. Częściej owi władcy imie swe biorą od pradawnych miejscowości. Tak było z Krakowem.
    Od góry Ślęży, zwanej także Sobótką, cały kraj nazwano Śląskiem.
    Kraków wziął swe imię od kruków. Kruk świętym był ptakiem, czczonym w pogańskim Krakowie. Miejsca pradawnego kultu mieściły się na okolicznych wzgórzach porosłych lasem.
    Świętymi krukami opiekowali się pogańscy kapłani. Szczególnie czczony był biały kruk ze świętego gaju na Krzemionkach. Wokół gaju zbierali się mieszkańcy na uroczyste obrzędy, przybywali też licznie obcy, szczególnie kupcy, bo zawsze łatwiej zapewnić sobie opiekę miejscowego bóstwa i przychylność mieszkańców. Składano liczne ofiary. Rósł i bogacił się Kraków.
    Kruki żyją długo, dłużej pono niż ludzie. Młodości świętego białego kruka nikt w Krakowie nie pamiętał. Z lotu kruków nad dębem w świętym gaju przepowiadano losy zamierzonej wyprawy wojennej czy handlowej, czy też wyniki innych trudnych spraw. Gdy biały kruk dołączył w locie do gromady, gdy wzbił się wysoko - była to wróżba najpomyślniejsza.
    Wśród stawów licznych i moczarzysk mieszkały rusałki, panny wodne, którym przewodził Wodnik, zwany Żabim Królem.
    Nocami - szczególnie na wiosnę i jesienią - na bagnach harcowały duchy i wodne stwory. Karawany kupieckie nie mogły się obejść bez przewodników, trzeba ich było wielu. Tak więc mieszkańcy Krakowa, oprócz rzemiosła, handlu, rolnictwa, hodowli, znajdowali niezgorszy zarobek.
    Chrześcijaństwo wydało walkę bogom i bożkom pogańskim, świętym gajom, świętym krukom, posągom, świętym kamieniom. Na znak zwycięstwa krzyża - na wzgórzach, w miejscach pradawnych obrzędów, stawiano świątynie, kościoły i kaplice. Długo wszakże trwał jeszcze w Krakowie tajemny kult dawnych bogów, szacunek dla świętych ptaków, drzew, kurhanów, kamieni.
    Gdy podczas wielkiej suszy spłonął święty gaj na Krzemionkach i zginął sędziwy biały kruk, mieszkańcy usypali nowy, wielki kurhan na miejscu dawnego - na cześć księcia Kraka, założyciela miasta. W gruncie rzeczy Kraków było wielu, bo tak się zwał przez długi czas każdy z władców, którzy kolejno panowali w Krakowie. Na kurhanie Kraka usadowiły się wygnane kruki, a nawet ku radości mieszkańców uwiły tam swe gniazda.
    Rozgniewany biskup krakowski kazał ptaki schwytać - co udało się w jedną burzliwą noc - i podczas uroczystej procesji utopiono kruki, "symbole szatana", uwiązawszy im kamienie do szyi.
    Bagno z licznymi przesączami wód, nie opodal Wawelu, w którym znalazły swą śmierć, było dawniej siedzibą Żabiego Króla, stąd nowa nazwa - Żabikruk. Nosiło tę nazwę długo, aż znikło, osuszone i zajęte pod rozbudowę miasta.
    Pogańskie obrzędy i obyczaje, wypędzone z Krzemionek, odżyły tym mocniej na okolicznych wzgórzach, na przykład - Salwatora i Bronisławy. Kościół Salwatora, przedromański jeszcze, jeden z najstarszych w Polsce, zbudowano na stoku wzniesienia górującego nad Krakowem.
    Na szczycie gdzie znajduje się kopiec Tadeusza Kościuszki długo jeszcze panowały pogańskie kulty i zwyczaje.

    pokaż spoiler #spamlista jak nie wołać to napisz w komentarzu, zaprzestanę, jak kogoś wołać to piszcie: @bercik999, @augusto-mises, @OfiaraFryzjera, @Ginden, @messern, @Beauvoir, @lollo, @reynevan123, @JustGotOwned, @staryhaliny, @RikkiTikkiTavi, @tommer91


    #krakow #legenda #legendymiejskie

    Poprzednie legendy.

    Zaczarowany Wawel

    Legenda o zaczarowanych gołębiach

    Szatańska Rada Czarownicy

    Wola Justowska i Skały Panieńskie

    Dzwon Topielców
    pokaż całość

    +: B......r, zongobongo +7 innych
  •  

    Wio z następną : )

    Dzwon Topielców

    Nie wszystkie najazdy Tatarów na Polskę kończyły się klęską Krakowa. Z biegiem lat wokół znacznych miast wyrastały coraz potężniejsze mury, często podwójne, fosy, bramy, barbakany. Obrona stawała sie coraz lepsza, skuteczniejsza, coraz celniej raziły napastników pociski obrońców.
    Tatarzy liczyli głownie na zaskoczenie, a gdy im się to nie udawało, spadali jak szarańcza na przedmieścia, na okoliczne wioski, palili, ścinali, brali cały dobytek i jasyr, rezygnując z oblężenia miasta.
    Na przedmieściach znajdowały się dwory i klasztory, które także były obronne. Na przykład prastary klasztor sióstr norbertanek, zwanych dawniej Pannami Zwierzynieckimi od osady Zwierzyniec, która jest dzisiaj dzielnicą miasta Krakowa.
    Klasztor przylega, jak wiadomo, do Wisły akurat w tym miejscu, gdzie uchodzi do niej Rudawa. Dojścia do klasztory fortecy bronił też rybny staw, a przede wszystkim mocne mury, bramy, strzelnice.
    Na Wiśle, pod murami klasztoru, poleciły siostry zbudować szeroki prom, i wynajęły przewoźnika. Prom był często w użyciu, tędy bowiem biegły szlaki podróżne - orszaki rycerzy, karawany kupców, kompanie pątników, gromady chłopów, rzemieślników, wyrobników. Tędy biegł szlak na południe - na Morawy i Węgry.

    Pewnej nocy, na wiosnę, gwałtowny przybór wód po wielkiej nawałnicy zerwał prom z łańcucha. Prom spłynął w dół Wisły.
    Zmartwiły się Panny Zwierzynieckie, bo wielka to była strata. Gdy tak przemyśliwały nad budową nowego promu, z czego miały profit niezgorszy, krzyk powstał w klasztorze. Zajęczała sygnaturka, Zakonnice wybiegły na mury.
    Od strony Dębnik, co koń wyskoczy pędzili jeźdźcy i wozy. Za nimi, w oddali - strach pomyśleć - czarna chmura: Tatarzy !
    Kupcy pędzili do promu. Bezzwłoczna przeprawa, ucieczka do obronnego klasztoru, byłaby ocaleniem.
    Gdy dopadli rzeki, stanęli, bezradni, zrozpaczeni. Promu nie było na jego stałym miejscu... Obejrzeli się - Tatarzy tuż, tuż...!
    Nie było czasu do namysłu. Kupiec i jego służba wparli konie w wodę, aby choć w pojedynkę ratować życie. Wozy z towarem porzucili na pastwę napastników.
    Wataha Tatarów spadła jak burza, część rzuciła się na wozy, ale inni widząc uchodzących, mniemając - i słusznie - że unoszą najcenniejsze skarby, ruszyli w pogoń.

    Zazwyczaj pod klasztorem, przy niskim stanie wód, wychyla się na środku mała skalista wysepka, obok niej pędzi nurt wartki i głęboki. Teraz wszystko kryła głęboka, zółta woda, wiry skręcały koliska, chłonąc gęsto konie i ludzi.
    Tatarów ogarnęła wściekłość, coraz to nowe szeregi wpierały zgrzane, spienione konie w rzekę i - tonęły w zimnej wodnej otchłani. Tylko sam kupiec zdołał się przeprawić szczęśliwie na drugi brzeg. Z Tatarów - nikt. Z wielkiej watahy niewielu ich pozostało na dębnickim brzegu. Gdy porachowali swe straty, lęk ich ogarnął i rozpacz.
    Obóz tatarski był doskonale widoczny z wysokich murów klasztoru, do którego schroniła się ludność Zwierzyńca. Za namową dwóch braci - młodych rybaków - uzbrojono naprędce wielki oddział ochotników. Przeprawiono się na łodziach powyżej klasztoru. Nocą uderzyli na obóz.
    Tatarzy bronili się zajadle, przyparli część zwierzynieckich wojowników do Wisły i znowu wiry rzeki porwały liczne ofiary. Ostatecznie zwyciężyli wojownicy Zwierzyńca, napastnicy polegli.

    Kupiec, który ocalił swe życie, a nadto odzyskał niespodziewanie wszystkie swoje towary, nie posiadał się z radości. Ofiarował znaczną sumę na ufundowanie dzwonu do klasztory jako dziękczynienie.
    Rychło potem ksieni Panien Zwierzynieckich udała się w podróż do Olkusza. W Olkuszu od niepamiętnych czasów były kopalnie cennych kruszców, sławna kopalnia srebra, a także znana w całym kraju odlewnia dzwonów, czyli ludwisarnia.
    Ksieni złożyła część pieniędzy i zamówiła piękny dzwon. Wezwano pisarza, sporządzono umowę, określając dokładniej wielkość i wagę dzwonu, a także jakość kruszcu, z którego miał być odlany. Idąc za wolą fundatora, ksieni Panien Zwierzynieckich zażądała trzeciej części srebra, oprócz miedzi i cyny, aby głos dzwony był piękny, czysty, donośny.
    Po upływie ułożonego terminu ksieni w towarzystwie najstarszych zakonnic wybrała się ponownie do Olkusza, aby dzwon zamówiony odebrać i przywieźć do Krakowa.
    Mistrz na całą Polskę sławny nie taił swego zmartwienia. Nie udała się robota. Dzwon stał gotowy, ale widniała na nim rysa głęboka. Z nie wiadomych przyczyn pękł przy odlewie. Nie pozostało nic innego, jak pokruszyć go potężnymi młotami, poruszanymi wodą, kruszec cisnąć w hutniczy piec i z nowej formy, odlać nowy dzwon.
    Tak uczyniono, ale za drugim razem stało się to samo ! Zaklął majster, zasmuciły się siostry, zasmucił się cały Zwierzyniec. Strapiony mistrz nie chciał już podjąć się trzeciej próby. Nie chciał już zarobku ani zamówienia.
    Usilnie uproszony przez Siostry Zwierzynieckie raz jeszcze wykonał pracę od nowa, dokładając szczególnych starań i ostrożności.
    Przyjechały zakonnice ciekawe trzeciej próby, modląc się po drodze na intencję powodzenia dzieła... Mistrz Grzegorz chorował ze zgryzoty. Ksieni Dorota z siostrami raz jeszcze stanęły przy nieudanym dziele... "Czy zły duch psuje zbożną robotę?" - pomyślała ksieni z niepokojem.
    Jakby zgadując jej myśli, subksieni rzekła:
    - Trza nam chyba sprowadzić księdza, zarządzić egzorcyzmy... W tym dzwonie szatan siedzi!...
    - Szatan ! Szaaatan!! - krzyknęły zakonnice. Odskoczyły jak oparzone żegnając się raz po raz.
    Ksieni Dorota zamyśliła się głęboko. Przywołała siostry i rzekła:
    - Cóż poradzimy? Trzy próby nieudane, jedna po drugiej. Majster choruje ze zmartwienia. Któż się podejmie pracy po raz czwarty?... Kupimy ten dzwon taki, jaki jest...
    - Pęknięęęty?... - jęknęły przerażone siostry.
    - Tak. Pęknięty. Takie jest snadź jego przeznaczenie. To będzie dzwon na intencję topielców... Pojmujecie? Pamiętnego dnia i nocy iluż ludzi pochłonęła Wisła ! A nadto niemal każdego dnia, osobliwie latem, toną dzieci i dorośli ludzie. Będziemy zatem co wieczór uderzały w ten dzwon i modliły się za wszystkich nieszczęśliwych którzy utonęli w Wiśle.
    Siostry w milczeniu skłoniły głowy. Życzenie ksieni Doroty zostało spełnione
    Gdy staniecie nad brzegiem Wisły w Krakowie przy ujściu Rudawy, gdzie znajduje się do dzisiaj prastary klasztor Panien Zwierzynieckich, i wieczorem posłyszycie odgłos dzwonu - pamiętajcie: to ten sam dzwon pęknięty, odlany przed wiekami w Olkuszu.
    Codziennie wieczorem uderzają weń siostry i modlą się na intencję topielców. A głos jego jest inny od wszystkich dzwonów krakowskich - dziwny, przejmujący, odbija się od wysokich klasztornych murów, od zmarszczonej toni Wisły. Nie tłumi go gwar wielkiego miasta, biegnie, leci daleko.
    To dzwon na całym świecie jedyny - krakowski, zwierzyniecki, pęknięty dzwon topielców.

    pokaż spoiler #spamlista jak nie wołać to napisz w komentarzu, zaprzestanę, jak kogoś wołać to piszcie: @bercik999, @augusto-mises, @OfiaraFryzjera, @Ginden, @messern, @Beauvoir, @lollo, @reynevan123, @JustGotOwned, @staryhaliny, @RikkiTikkiTavi, @tommer91


    #krakow #legenda #legendymiejskie

    Poprzednie legendy.

    Podziemny Wawel

    Legenda o zaczarowanych gołębiach

    Szatańska Rada Czarownicy

    Wola Justowska i Skały Panieńskie
    pokaż całość

  •  

    Kolejna legenda ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Wola Justowska i Skały Panieńskie

    Cechą i wielkim urokiem naszej przyrody, naszego pejzażu - jest różnorodność ziemi, wody, powietrza.
    ...Ileż to widoków,
    Ileż scen i obrazów z samej gry obłoków !
    Bo każda chmura inna...

    Mamy też i takie dziwy, że na jednym małym skrawku ziemi jest różny mikroklimat i niezwykle urozmaicona szata roślinna. Drzewa, krzewy, kwiaty, zioła typowe dla krajobrazu górskiego, a tuż obok obrazy flory nizinnej.
    Takie niezwykłości występują tam, gdzie znajdują się grupy skał wapiennych. One właśnie razem z szatą roślinną tworzą malownicze uroczyska, tak częste w okolicach Krakowa. Dość wspomnieć Park Narodowy w Ojcowie, a także Srebrną Górę - Bielany, Krzemionki i Panieńskie Skały na Woli Justowskiej.
    Dojeżdżamy do cienistej alei Kasztanowej... Kasztanowcami wysadzono, jak wiemy, krakowskie Planty, po zasypaniu średniowiecznych fos i splantowaniu, czyli wyrównaniu terenu. Dlaczego sadzono kasztany, z których najstarsze liczą sobie z górą setkę lat?
    Sadzono je dlatego, że drzewa te lubią grunt żyzny, wilgotny, piją obficie wody zaskórne, przez co osuszają teren. W gruncie piaszczystym lub skalistym kasztan nie wyrośnie. a skoro już, to niezmiernie nieurodny i lichy.
    Na krakowskich Plantach rosną wspaniałe, potężne kasztany i niewiele gorsze na alei kasztanowej w Woli Justowskiej na skraju Lasku Wolskiego, spinającego zieloną klamrą Wolę Justowską z Bielanami na Srebrnej Górze nad Wisłą.
    Zaledwie w parę minut drogi pieszym spacerem mijamy grupę brzóz i już występują skały, skaliste wąwozy, w nich mchy, paprocie, bluszcz, a górą strzelają wysoko potężne buki, świerki, jodły - rezerwat przyrody: Panieńskie Skały.
    Wróćmy jeszcze do nazwy: Wola Justowska... Pochodzi od imienia oczywiście. Od Justa Decjusza, zasobnego sekretarza króla Zygmunta I Starego, nabywcy tej ziemi. W tym czasie roiło się od artystów włoskich w Krakowie. Sławny Berrecci kieruje przebudową zamku królewskiego na Wawelu, w duchu nowego stylu, buduje cacko renesansowe: kaplicę Jagiellonów. On to, jak się zdaje, sam mistrz, artifex królewski, podjął się budowy pałacu dla sekretarza Justa Decjusza w jego wsi na Woli Justowskiej.
    A może tylko plany wykonał, projekty, rysunki... Majstrów było wielu. Dziś jeszcze przeglądając stare rachunki za robociznę z jagiellońskich czasów czytamy nazwy zawodów, uprawnień, specjalności: artifex, murator , lapicida... Nierzadko murator - murarz - był artystą, a lapicida, czyli kamieniarz - rzeźbiarzem. Rzemiosło znali, warsztat ich stał wysoko.
    W pięknym parku (dziś park Decjusza) wybudowano okazały, wytworny pałac renesansowy. Arkady, kolumny dwupiętrowej fasady są pełne jakby muzycznej harmonii. Just Decjusz, sekretarz królewski, wspaniałego Wawelu nie musiał się wstydzić.
    Miały wieki potęgi i sławy, zmieniali się ludzie...
    W roku 1829 - dokładnie trzysta lat po nabyciu praw własności przez Justa Decjusza - poznaje Adam Mickiewicz w Rzymie Henriettę Ewę Ankwiczównę. Adam, ujęty urokiem młodocianej hrabianki, marzy o małżeństwie.
    Papa hr. Ankowicz innego wszakże jest zdania, zabiera córkę do kraju, do Krakowa.
    Henrietta Ewa, "umiłowana Ewunia", już jako pani Kuczkowska rezyduje właśnie w pałacu ongiś Decjusza na Woli Justowskiej pod Krakowem. Razem z mężem bawią się tu wesoło, rozrzutnie... Z ich rozkazu tną drwale las łączący Wolę z Bielanami. Na szczęście nie wytrzebili wszystkiego. Ocalała Srebrna Góra, Sowiniec i Panieńskie skały - pałacowi najbliższe, na odległość zaledwie małego spaceru...

    Był rok 1241, rok klęski, gniewu bożego... Biczem bożym stali się Tatarzy, postrach Europy...
    Kraków padł. Jak wiele innych miast, nie dość jeszcze warownych, obronnych, został zdobyty, spalony. Część mieszkańców - młode kobiety i dzieci - porwano, pozostałych wymordowano. Ocalał mocno warowny Wawel i niewielkie osiedle Okół przy kamiennym romańskim kościele pod wezwaniem świętego Andrzeja.
    Zdobyto i splądrowano, wypalono także przedmieścia. Nie ostał się stary obronny klasztor sióstr norbertanek przy ujściu Rudawy do Wisły.
    PO kilku dniach oblężenia mniszki, zwane "Pannami Zwierzynieckimi", widząc beznadziejność obrony - uszły nocą tajnym podziemnym korytarzem, opuściły klasztor. Przez lesiste wzgórze Salwator podążyły w las, w tym czasie ogromny. Schroniły się w głębokim jarze, gęsto zarosłym puszczą.
    Niestety, najeźdźcy plądrujący klasztor odkryli tajną drogę, ruszyli w ślad na łowy jak gończe psy. Wiedzieli, że zakonnice bez wozów i koni nie mogły ujść zbyt daleko...
    Zaciekły pościg był już coraz bliżej...
    A jednak ocalały Panny Zwierzynieckie. Za sprawą boską zostały zamienione w skały. Skamieniały w głębokim jarze wśród starych drzew i w podziemnej grocie...
    Tatarzy zdumieni, rozwścieczeni nagłym zniknięciem Panien Zwierzynieckich, gdy łup był już tak bliski, szukając gorączkowo wpadli w kamienne studnie, pieczary, kominy skalne bez wyjścia. Wódz ich obsunął się nagle na wilgotnej, mchem porosłej skały i skręcił kark.
    Najeźdźcy ponieśli wielkie straty, mimo zwycięstwa z żałością i strachem zawrócili...
    Od tego czasu skały w Lesie Wolskim (ścisły rezerwat przyrody) zwą się: Panieńskie Skały.

    pokaż spoiler #spamlista jak nie wołać to napisz w komentarzu, zaprzestanę, jak kogoś wołać to piszcie: @bercik999, @augusto-mises, @OfiaraFryzjera, @Ginden, @messern, @Beauvoir, @lollo, @reynevan123, @JustGotOwned, @staryhaliny, @RikkiTikkiTavi


    #krakow #legenda #legendymiejskie

    Poprzednie legendy.
    Podziemny Wawel

    Legenda o zaczarowanych gołębiach

    Szatańska Rada Czarownicy
    pokaż całość

    +: B......r, Nytalith +5 innych
  •  

    Wracamy do legend.

    Szatańska Rada Czarownicy

    Odkąd Kraków Krakowem, żyły w nim miejskie gołębie. Miały swoje wyznaczone w mieście rejony. (Do dzisiaj istnieje w śródmieściu ulica Gołębia). Miały nawet swojego urzędnika, który dbał o ich potrzeby i pilnował porządku w miejskich gołębnikach. Gołębie miały przyjaciół, gołębi przybywało. Ale raz stały się Przyczyną nieszczęścia i klęski.
    Pod miasto podeszły watahy tatarskie. Mieszkańcy nie zaniedbali czujności, nie dali się zaskoczyć. Na czas zawarli bramy i furty, kto żyw pospieszył do obrony.
    Napór Tatarów słabł. Nie umieli oni - jak wiadomo - zdobywać obronnych zamków i miast. Gdy już mieli odstąpić od oblężenia Krakowa, doniesiono tatarskiemu dowódcy, że ujęto Marcychę, babę czarownicę, uchodzącą za nadzwyczaj przebiegłą, o której gadano, że jest pokumana z diabłem.
    Murza tatarski kazał babę wziąć na tortury i wymusić radę, jak zdobyć oporne miasto.
    Czarownica Marcycha zdradziła szatański plan:
    -Schwytajcie w sieci gołębie, które żerują na polach przed miastem. Dajcie im grochu namoczonego w gorzałce. Potem przylepcie im do skrzydeł i ogonów smołą i żywicą oblane konopie, zapalcie je i natychmiast wypuśćcie gołębie...
    Tatarzy rady posłuchali i tak też uczynili, jak czarownica powiedziała.
    Przerażone odurzone wódką gołębie wzbiły sie w górę, ciągnąc za sobą płonące żagwie. Pofrunęły do swoich gołębników , płonąć spadały na dachy domów. Kraków stanął w płomieniach.
    Korzystając z ruchów wojsk tatarskich , czarownica zbiegła z niewoli. Tatarzy podeszli pod mury. Obrońcy byli zajęci gaszeniem pożogi, mury i baszty pozostawiono bez obrony. Gdy już zdało się, że żadna siła nie powstrzyma Tatarów od wtargnięcia do miasta i nie uchroni mieszkańców od rzezi, wódz tatarski wydał rozkaz odwrotu. Raptem przyszło mu na myśl, że chytra czarownica, która wymknęła się z jego rąk, teraz z kolei wymyśli jakiś inny szatański podstęp, który wciągnie w zasadzkę i zniszczy jego wojska... Przeraził się tej myśli.
    Tatarzy odstąpili, ruszyli na Węgry.

    #legenda #legendymiejskie #krakow

    pokaż spoiler #spamlista jak nie wołać to napisz w komentarzu, zaprzestane jak kogoś wołać to piszcie: @bercik999, @augusto-mises, @OfiaraFryzjera, @Ginden, @messern, @Beauvoir, @lollo
    pokaż całość

  •  

    Przy niedzieli, na kacu ale po rosole jeszcze pełen wigoru, wrzucam kolejną legendę. #krakow #wawel #legenda

    PODZIEMNY WAWEL
    Pod Krakowem Wisła przełamuje się przez wapienne skałki kilkakrotnie: pod Tyńcem, pod Grotą Twardowskiego, pod klasztorem Norbertanek na Zwierzyńcu, pod Wawelem i, raz jeszcze nieco niżej u stóp kościoła Na Skałce.

    Skałki występują to po lewej, to po prawej stronie. Rzeka meandruje wokół nich, tworzy zakola, zakręty. Setki tysięcy lat, a może więcej, żłobiła swą drogę i żłobi ją nadal. Nie zawsze bylło jak teraz. Wisła czyniła zmiany w swoim korycie.

    A ileż stało zamków na wawelskiej skale? Ileż grodzisk i grobów, które zniszczył czas, a na ich miejscu powstały nowe. Ileż narosło warstwic kulturowych, które tworzyli ludzie, odwieczni przechodnie !

    Wiele jeszcze tajemnic kryje w sobie wawelskie wzgórze i zapewne spora ich część zostanie tajemnicą na zawsze.

    Wokół nich oplata swe wątki l e g e n d a.

    Legendy tworzą ludzie wszystkich czasów i epok, Czasy i epoki - dobre i złe, pomyślne i niepomyślne - stanowią podłoże legend im właściwych. W okresie niewoli, walk wyzwoleńczych, niewygasłych marzeń - rosły legendy wyczekiwania, literatura tworzona "ku pokrzepieniu serc". "Że nie takie już bywały trudne terminy, a przecież..." Wyobraźnię poruszała pamięć czasów i wodzów zwycięskich. Czasy te wprawdzie minęły - mówiono - ale nadejdą... Nadejdą na pewno. Byle wskrzesić wizję bohaterską. Żyć nią. Według niej działać. Nie było to, jak wiemy, zupełną utopią.

    Pod katedrą na Wawelu mieści się romańska krypta Św. Leonarda, obok niej szczątki dawnych świątyń. Od czasów Władysława Łokietka spoczywają na Wawelu prochy wszystkich królów polskich - prócz ostatniego. Nie ma ich przed Łokietkiem. Chyba wszyscy powinni spoczywać w jednym miejscu, choć byli tak różni. To dziejowa konsekwencja - prosta, logiczna, nieodparta,. Wydawanie sądów o naszych władcach - to rzecz zupełnie inna. Tu, na Wawelu, jest ich miejsce - Nekropolis. Miasto Umarłych Królów Polskich.

    Królowie, nasi władcy, i tak bywają na Wawelu - wszyscy. Wszyscy razem, od sędziwego Piasta z rzepichą do Stanisława Augusta - mecenasa sztuki. Co roku, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, gdy uderzy potężny głos "Zygmunta", zbierają się i zasiadają do ogromnej sali niezbadanego podziemnego Wawelu.

    Odbywają naradę. Przewodniczy od wielu lat Bolesław Chrobry. Radzą nad losami narodu i państwa. Obrady ich są poważne, ale pełne ufności. Wierzą w niezniszczalność polskiego geniuszu, w nieśmiertelność narodu, który swe prawa do życia i znaczenia wśród narodów udowodnił po wielokroć w najcięższych próbach.

    Gdy umilknie dzwon, a tony jego wrócą odbite od ściany ośnieżonych Tatr i tylko dla nich, zebranych w sali podziemnego Wawelu, są słyszalne - co roku, niezmiennie ostra kołatka uderza o drzwi, Raz, drugi, trzeci...

    Na sali zapada milczenie, głowy zebranych z wolna kierują się ku drzwiom. Bolesław Chrobry przerywa obrady, Wstaje, uchyla drzwi i mówi:
    - Nie, bracia, rycerze moi, jeszcze nie czas... - Po czym z wolna wraca na swoje miejsce przy stole
    Wszyscy wiedzą, że, jak co roku, budzą się w tym dniu zaklęci rycerze w Tatrach, których widział stary Sabała, i pędzą na białych koniach, by od króla swego i wodza odebrać rozkazy.

    Królowie w podziemnym Wawelu, nim wznowią wielką radę, milczą długą chwilę, wsłuchując się, jak na dziedzińcu chrzęszczą zbroje, parskają rumaki, a potem tętent galopu z wolna gasnący unosi Bolesławowych rycerzy z powrotem ku śnieżnej ścianie Tatr, ku lodowym grotom. Tam wracają. Rozluźniają koniom popręgi, nasypią owsa do żłoby i nie zdejmując siodeł zasną oparci na łękach, w gotowości bojowej, "gdy nadejdzie czas..." Tak jest co roku, w jeden, jedyny dzień...

    Trochę kojarzy mi się to z Dzikim Gonem ale to chyba dlatego, że jestem fanatyk wiedźmina. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Polecam obserwować taga #legenda, bo z czasem mam nadzieję wrzucać nie tylko nasze, regionalne.

    pokaż spoiler #spamlista jak nie wołać to napisz w komentarzu, zaprzestane:

    @bercik999, @augusto-mises, @OfiaraFryzjera, @Ginden, @messern, @Beauvoir, @lollo
    pokaż całość

  •  

    #krakow #legenda #legendymiejskie #golomp #nocnazmiana
    Legenda o zaczarowanych gołębiach

    Według legendy krakowskie gołębie są zaczarowane. Gdy na książęcym tronie zasiadł Henryk IV Probus (XIII wiek), zapragnął zjednoczyć wszystkie ziemie księstwa i koronować się na króla. Nie miał jednak pieniędzy; z pomocą przyszła mu czarownica, która przemieniła książęcych rycerzy w gołębie. Obsiadły one kościół Mariacki i zaczęły wydziobywać kamyki, które – spadając na ziemię – zamieniały się w złote monety. Książę ze złotem wyprawił się do Rzymu po poparcie papieża w zdobyciu korony. Ale po drodze ucztował, bawił się i stracił pieniądze. Nigdy już nie wrócił do Krakowa, a jego drużyna pozostała zaklęta i wciąż czeka na księcia.

    pokaż spoiler moim zdaniem to okropne srale, ale legenda to legenda


    #wolam @bercik999 @Beauvoir @augusto-mises @Ginden

    pokaż spoiler @messern chodziło mi również o takie, lecz przedewszystkim te zaczarowane jak o smoku, czy o wieżach Kościoła Mariackiego ;]
    pokaż całość

    źródło: malegolompy.jpg

    +: G....n, b........s +11 innych
  •  

    Jak widzę na livesports, że bramkę trafił Pirlo to nawet nie włączam powtórki, bo wiem, że z wolnego ;)
    #mecz #geniusz #legenda

    +: M......o, sam_gold +14 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów