Legia Warszawa - informacje o klubie i kibicach

  •  

    Leśny pijany albo niespełna rozumu
    #legia #asroma #ligamistrzow

    źródło: llll.PNG

  •  

    To rozumiem że teraz Nagy może udać siedo PZPN czy innego tworu i rozwiązać kontrakt z winy klubu?

    pokaż spoiler Cierzniak zrobił dokładnie tak samo.


    #legia #ekstraklasa #pilkanozna

    •  

      @SpiderFYM: wg mnie wywiad przelał czarę goryczy i w końcu się wkurwili w klubie, że nie dość że po nocach lata po Mazowieckiej do rana to jeszcze narzeka i chce odejść, i odejdzie jeszcze zimą

      +: Delus
    •  

      nie mogą go przenieść do rezerw z innych powodów niż forma sportowa

      @Adams_GA: dokładnie, Cierzniak w półrocznym poprzedzającej przeniesienie do rezerw został przez wielu (kibice, media) wybrany najlepszym bramkarzem rundy, natomiast Nagy byłby teraz mocnym faworytem żeby znaleźć się w najgorszej jedenastce rundy gdyby takową wybierano. Tak więc analogia kompletnie z dupy, ale i tak hurr durr Legia kradnie innym klubom zawodników i niszczy im kariery xD pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    "Mówisz, że za pół roku chciałbyś grać w innym klubie i już tego samego dnia jesteś w innym klubie.

    Warszawa - miejsce gdzie spełniają się marzenia."
    xDDD

    #legia

  •  

    Nagy przesunięty do rezerw xDDD
    Dobry nos @Oskarek89 xD
    #legia #ekstraklasa

  •  

    No i niech Nagy wypierdala.
    Mam nadzieję że Mioduski przeczyta wywiad, podsunie go trenerowi i do końca sezonu będzie siedział na trybunach.

    Gra w Legii jest wielką sprawą, ale jeśli o mnie chodzi, to po tej rundzie chciałbym znaleźć nowy klub

    Lata po Mazowieckiej imprezując do rana i będzie mówił że chce przejść do lepszego klubu, najpierw to kurwa trzeba zacząć grać.

    #legia
    pokaż całość

  •  

    Dzięki, Legio, za poprawienie humoru w porannym metrze ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #heheszki #legia #ekstraklasa #polskapilka #eurowpierdol

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Prijovic liderem klasyfikacji strzelców w Grecji. Nikolić rozkurwia MLS pokazując Villi jak się gra, Odjidja gwiazda no.1 w greckiej superlidze, OSA70 rozkurwia Belgie.

    a dziś mamy Pasquato ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    weźcie mnie bezboleśnie zabijcie
    #legia

  •  

    Juz w niedziele ( ͡° ͜ʖ ͡°) #legia #wislakrakow

    źródło: kIKO.PNG

    •  

      @arko123: zwracam honor. Nie ogarniam w takim razie dlaczego tylko przed meczami z Wisłą się taki mem na #legia pojawia, a nie chce mi się też tracić czasu na sprawdzanie kto to wrzucał przed poprzednimi dwoma meczami (zresztą i tak pewnie przez opieszałość Biauka już się nie da dokopać)

    •  

      @philger: nie tylko przed meczami z nami. Ostatni latało takie coś z Bielicą albo Urbanem :P
      Mnie tam to śmieszy nie wiem czemu :D

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Zastanawiacie się jak kibice wnoszą race na stadion. Otóż juz wam mówię. Jadę kiedyś na mecz, parkuje sobie na parkingu pod Torwarem, patrzę a tu grupka łysych sebixów wypina tyłki, a inny ładują tam ogromne ilości rac. Większość z nich była solidnie przecwelona w więzieniu więc poważne ilości pirotechniki zostały ukryte w odbytach wyklętych. Później dzieje się rzecz nieprawdopodobna, jeden z gniazdowych Legii wbija i wypina tyłek, a grupka ultrasów pakuje mu tam wielką oprawę ze świnią (Legia - Aktobe). Myślałem że się nie zmieści, ale nic z tych rzeczy, zapakowali całość, a później do odbytu weszło 13 osób z zakazami stadionowymi krzyczac ciągle "chodźcie śmiało jest nas mało". #pasta #legia pokaż całość

  •  

    I co, nie wierzyliście mi, a jednak trafnie przewidziałem wynik. Rzadko mi się to zdarza, więc tym bardziej się cieszę. Już dwa tygodnie temu jednak stwierdziłem, że nie wiem co dalej, zatem więcej nie typuję. Na dłuższą metę sprawdzalność mam raczej kiepską.

    To piąte z rzędu zwycięstwo u siebie w lidze, a bez porażki przy Ł3 tych meczów już się trochę uzbierało – i to nawet gdy weźmiemy też spotkania w innych rozgrywkach, a także te z poprzedniej rundy. W tym sezonie 16 z 19 punktów zdobyliśmy u siebie i to pozwala nam utrzymywać jako taki kontakt z czołówką. Powtarzając, jak to beznadziejnie jest z Legią, warto zwrócić uwagę, że w tabeli cały czas wygląda to w najgorszym razie tak samo, jak w poprzednich latach na tym etapie, a momentami wręcz lepiej. Dodatkowo nie bardzo ma kto odskoczyć, bo wszyscy tracą punkty między sobą. Tak więc jeśli nie ogląda się meczów i spogląda na sam livescore lub tabelę, to nie dojdzie się do tylu przykrych wniosków. Na boisku nie ma zaś wielu nowości.

    W ostatnim czasie Legia potrzebowała przede wszystkim spokoju. Za dużo rzeczy działo się wokół klubu i trzeba być mocno gruboskórnym, aby w takiej sytuacji skupić się stuprocentowo na grze. Nawet teraz, gdy od klęski w Poznaniu i okolicznych wydarzeń minęły dwa tygodnie, media wciąż ciągną ten temat, jakby im było mało. Podobnie nie mogą się odczepić od wypowiedzi Jozaka, które rzeczywiście nie są do końca trafne, ale mam wrażenie, że żaden trener Legii nie był na wejściu aż tak atakowany, a w porównaniu z Magierą zmiana jest diametralna. Nie jestem z tych, którzy szukają winnych poza klubem, a na pewno nie widzę ich w dziennikarzach. Zawsze Legia była miejscem, gdzie otoczenie jest mało komfortowe. Jednak tak złej atmosfery wokół klubu po prostu nie pamiętam, choć miewaliśmy już znacznie większe kryzysy sportowe.

    W takiej sytuacji boisko niewiele pomaga, bo nawet jeśli będzie zwycięstwo, to to nie wystarczy. Bo za nisko, albo w złym stylu, za mało posiadania piłki, albo za bardzo się cieszyli, a może za mało. Mecz z Lechią tak naprawdę oprócz tabeli nic nie zmienił. Być może nawet udało się zagrać najlepsze pół godziny w tym sezonie, bo ciężko sobie przypomnieć trzy stuprocentowe sytuacje stworzone w tak krótkim czasie, i to jeszcze po przemyślanych, dokładnych zagraniach. W poprzednich meczach nie było goli, ani nawet sytuacji, z których można by było je strzelić. Był tylko taki bardzo krótki fragment z Lechem oraz jedna dobra okazja z Jagiellonią. I tak wracamy do Cracovii, kiedy graliśmy w sumie podobnie, ale tam było to trochę inaczej rozłożone. Nie było aż tak dobrego wejścia w mecz. Samo to, że Legia po raz pierwszy aż tak szybko strzeliła gola w tym sezonie (w lidze, bo z Mariehamn było szybciej), też o czymś świadczy.

    Niestety potem coś się popsuło. Pierwszą połowę udało się jakoś dociągnąć bez szwanku. Jednak w drugiej od samego początku coś nie grało. Zaczęło się chyba od kiepskiego podania Guilherme, po którym sytuację miał Paixao. Potem Lechia spychała nas coraz bardziej i bardziej. Na koniec nie ma się czym przejmować, bo jest zwycięstwo, a tak naprawdę dużego zagrożenia nie było. Lechia miała piłkę, ale biorąc pod uwagę cały mecz, to Legia była konkretniejsza. Malarz zaliczył dobry występ, ale tak naprawdę obronił to, co miał obronić. Gdyby którykolwiek z tych strzałów przepuścił, byłby to jego błąd. Zastanawiam się jednak, z czego wynikało aż tak głębokie cofnięcie się i oddanie inicjatywy. W drugiej połowie Lechia nie stwarzała zagrożenia, ale my nawet nie pojawialiśmy się pod jej bramką. Jedna szarża Niezgody i strzał Moulina, a dopiero w ostatnich minutach udało się utrzymać przy piłce na połowie gości. Normalnie powiedziałbym, że to brak pewności siebie i po prostu czekanie na koniec meczu, bo mają już wynik i nie chcą ryzykować.

    Natomiast w pomeczowym magazynie Michał Pazdan otwarcie powiedział, że zarówno on, jak i pozostali zawodnicy, źle czuli się pod względem fizycznym. Może to niejako potwierdzać doniesienia sprzed dwóch miesięcy, jakoby piłkarze skarżyli się na Magierę, jak również opinie internetowych ekspertów wszelkiej maści. Jeśli rzeczywiście tak jest, to jestem lekko załamany, bo ciężko mi sobie wyobrazić, jak w profesjonalnym klubie można sobie z taką rzeczą nie poradzić. Mimo wszystko Pazdan oraz Mączyński byli w stanie zagrać na dobrym poziomie w reprezentacji i forma fizyczna absolutnie im w tym nie przeszkodziła. Ja wciąż najwięcej winy widzę w samych zawodnikach i ich nieodpowiednim prowadzeniu się, choć oczywiście nie dotyczy to wszystkich.

    Mam nadzieję, że mecz z Lechem był pierwszym i ostatnim, gdzie trener zdecydował się na takie eksperymenty ze składem. Jeśli rzeczywiście chciał wtedy pokazać, kto się ewidentnie nie nadaje, to na pewno mu się to udało. Dziś w zasadzie trudno było o lepsze zestawienie. Ktoś może stwierdzić, że mam mało cierpliwości wobec Pasquato i Sadiku, a np. taki Kucharczyk czy Hamalainen nic nie grają i to ich powinienem się czepiać. Cóż, po nich przynajmniej wiadomo czego się spodziewać, mają określoną wartość. Poza tym, od czasu do czasu coś jednak zagrają. Podobnie wydaje się, że stawianie na Niezgodę jest uzasadnione. Gdy grał od początku, zawsze wykorzystywał szansę. O środku obrony i pomocy wydaje mi się, że napisano już wystarczająco wiele. W aktualnej dyspozycji dzisiejszy skład wydaje się najmocniejszym, jaki możemy posłać do boju. Alternatywami mogą być Berto i Szymański, ewentualnie Nagy, jeśli weźmie się za siebie. Nie jest tego dużo, zatem jakiekolwiek teksty o szerokiej ławce trzeba będzie wyśmiać.

    W grze Legii cały czas brakuje błysku, czegoś nieprzewidywalnego. Gdy już uda się w ten sposób zagrać, najczęściej jest z tego sporo zagrożenia. Cała akcja bramkowa tak naprawdę z tego właśnie się składała – Guilherme szybko wznowił grę, Kucharczyk strzelił zaskakująco, a Niezgoda dobrze się ustawił. Rozprowadzenie kolejnych akcji też takie było – bardzo fajne dłuższe podania, albo prostopadłe między obrońcami. Zwraca też uwagę, jak potrafił zabrać się z piłką Niezgoda, gdy dostawał ją najpierw od Kucharczyka, a potem od Hamalainena. To były momenty, które warto zapamiętać z tego meczu. Nie było tak jak rok temu, gdzie Legia zagrała kapitalnie i wygrała 3:0. Może, gdyby Niezgoda był idealnie skuteczny, to teraz wynik byłby taki sam, ale fakty są takie, że ma skuteczność 33%, podobnie zresztą może o sobie mówić cała Legia – dobrze zagrała może 30 minut na 90. „Dobrze” w znaczeniu: efektownie, mile dla oka. Zapewne jeszcze sporo czasu będzie musiało upłynąć, zanim takie fragmenty będą znacznie dłuższe.

    Tak naprawdę wracamy teraz do rozwiązań, które już stosował Magiera w końcówce swojej pracy. Legia gra cofnięta i szuka dalszym podaniem szybkich Kucharczyka i Niezgody, co raz wychodzi lepiej, a raz gorzej. Natomiast domyślam się, że mało kto lubi oglądać zespół aż tak głęboko broniący się. Dopóki daje to zwycięstwa, to jeszcze jakoś to ujdzie, ale gdy na przykład nie dało to efektu we Wrocławiu, krytyka była bardzo ostra, a Magierę kosztowało to utratę stanowiska. Wydaje się jednak, że na ten moment trudno coś innego wymyślić. Żeby nie było chaosu, po prostu zdecydowałbym się na jedną taktykę i jeden skład. Niech grają ci, którzy najbardziej zasługują, a przy tym trzeba wykorzystać ich możliwości. Skoro w tej chwili mamy takich zawodników, jakich mamy, wykorzystanie ich szybkości powinno być dobrym pomysłem. Niby nie mamy na czym budować, ale ja nie obraziłbym się na Legię grającą tak, jak dzisiaj przez pierwsze pół godziny.

    Indywidualnie rozczarował mnie w zasadzie tylko Hamalainen, bo od niego trzeba wymagać więcej niż zaledwie jednego dobrego podania na godzinę gry. Miał jeszcze jedną szarżę w drugiej połowie, ale z tego był tylko rzut rożny. Wspomniane podanie Guilherme do tyłu też było ewidentnym błędem, ale wydaje mi się, że akurat powrót do gry Brazylijczyka raczej dobrze nam zrobił. Jeśli miałbym jeszcze jakieś konkretne zastrzeżenia, to na pewno do powrotów do defensywy. Kucharczyk robił to dużo lepiej i przykrył w ten sposób dość przeciętną dzisiaj postawę Hlouska. Natomiast obu skrzydłowym zbyt często zdarzało się zostawiać z boku zbyt dużo miejsca i Lechia właśnie tam atakowała. Ich dośrodkowania były w dużej mierze nieskuteczne, ale wydaje się, że w tym elemencie mogliśmy bronić dużo lepiej.

    Podobnie do poprawy pozostają stałe fragmenty gry. Pod naszą bramką zbyt często się kotłowało, pod drugą zaś działo się to znacznie rzadziej. I tym sposobem dochodzimy do kontrowersji, których jak zwykle nie zabrakło. Do listy niepodyktowanych rzutów karnych dla Legii można dopisać kolejny, a sami pewnie też mogliśmy stracić gola po rzucie rożnym. Szczegół jest tylko w tym, że piłka wpadła do siatki długo po gwizdku, gdy już zawodnicy stanęli i przestali grać. Nie wiem, czy gdyby atakowali do końca, to udałoby się uniknąć straty gola, ale nie da się ukryć, że wyszło na remis – jedna decyzja na korzyść i jedna na niekorzyść. Ogólnie jednak sędziowanie należy ocenić na słabe w obie strony.

    Tak więc ja po tym meczu nie jestem ani odrobinę mądrzejszy w temacie Legii. Może jestem bardziej przekonany co do obecnego składu, zwłaszcza do Niezgody, ale tak naprawdę to jest wciąż to samo. Mecze na remis, które raz wygrywamy, a raz przegrywamy. W tym sezonie w lidze były tylko dwa spotkania, które przegraliśmy bezdyskusyjnie (Górnik i Lech), a ile było takich zwycięstw? W sumie to ani jednego, może najbliżej do tego było z Piastem, ale to tak raczej na siłę. Ten mecz od innych różnił początek, dawno tak dobrze nie zaczęliśmy. Wynik 1:0 z tego początku okazał się zbawienny, tym razem dowieźliśmy go, tak jak z Wisłą Płock i Cracovią. Wciąż jednak czuć niepokój przy tak niewielkim prowadzeniu, bo w każdej chwili może się to wymknąć z rąk. Nie czuć spokoju, który wreszcie by się przydał. Widocznie tak już musi być, że ani na boisku, ani poza nim, szybko go nie zaznamy.

    Za tydzień (znowu ta niedziela o 18:00… i tak jeszcze co najmniej dwa kolejne tygodnie) mecz z Wisłą Kraków, gdzie w teorii wystarczy zatrzymać jednego piłkarza i sprawa załatwiona. Ja się obawiam, żeby nie wyglądało to jak ostatnie wyjazdy. Przed Białymstokiem i Poznaniem ostrzegałem, że może być ciężko, i w zasadzie każda zdobycz punktowa by mnie zadowalała. Tymczasem skończyliśmy z okrągłym zerem po stronie zysków, co pod każdym względem wyglądało bardzo słabo. W Legii można w tym momencie poprawić niemal wszystko, ale te wyjazdy to jest jakiś koszmar, który jak najszybciej trzeba przerwać. Punktując co drugi mecz daleko nie zajedziemy. Jak co roku dostaliśmy w środku jesieni teoretycznie najtrudniejszy terminarz. Podobno jest to związane z tym, że dostajemy latem łatwiejszych przeciwników, aby skuteczniej łączyć ligę z pucharami. Skutkuje to jednak tym, że mamy praktycznie cztery bardzo trudne wyjazdy z rzędu. Czasy, w których nawet w takich okolicznościach punktowaliśmy na każdym, minęły i mogą szybko nie wrócić (mam tego pecha, że piszę w nocy, gdy gra MLS… tam, a także w Grecji, na czele klasyfikacji strzelców znajome twarze). Dlatego będę doceniał każdy znak świadczący o jakimkolwiek postępie. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że do końca roku już raczej niewiele się zmieni i trzeba czekać do zimy. 12 z 21 meczów już za nami, zatem jest bliżej niż dalej.

    #kimbalegia #legia
    pokaż całość

  •  

    Właśnie wracam do domu kolejami mazowieckiego i jadą zemna legioniści.

    BARDZO MILI PANOWIE

    POCZESTOWALI PIWKIEM I ŁADNIE ŚPIEWAJĄ

    #mecz #legia #warszawa

  •  

    nie ma podejścia pod Żyletę i wspólnego śpiewania? xD
    #mecz #legia

  •  

    Odnośnie Wolskiego i meczu z Lechią. Szkoda, że do tej ligi włoskiej poszedł bo mógłby być zajebistszym grajkiem
    #mecz #legia #ekstraklasa

    źródło: youtu.be

  •  

    25 minuta a Legia ma już 4 celne strzały. To chyba więcej niż w czterech ostatnich meczach razem wziętych XDDD
    #legia #mecz #ekstraklasa

  •  

    Kto zmotywował grajków z Legii do takiego dobrego grania? Romeo czy wpierdol pod stadionem? #mecz #legia #pilkanozna

  •  

    #mecz #ekstraklasa #legia
    Czy są gorsi kibice od kibiców legii? Oglądam mecz a tu 30 minut jedną przyśpiewkę katują XD

  •  

    Zdecydowanie i stanowczo dementujemy „rewelacje” związane z tematem rzekomego końca zgody z Warszawską Legią, które od jakegoś czasu pojawiają się na pseudo stronach. Wszystkie te pseudo profile raz na zawsze powinny zniknąć z sieci, gdyż ich poziom dawno przekroczył dno a wszyscy redaktorzy tego cyrku powinni być wyłapani i solidnie ukarani. Jednoczenie niejako na przyszłość informujemy aby o naszej ekipie nie wspominać nawet słowem. Jeżeli będziemy mieć coś do przekazania to znajdziemy odpowiednie źródło do publikacji. Legia i Zagłębie, Zagłębie i Legia!
    http://stadionowioprawcy.net/news/zaglebie-sosnowiec-zdementowalo-informacje-o-koncu-zgody-legia/
    #mirkohooligans #kibole #legia #zaglebiesosnowiec
    pokaż całość

  •  

    Haha tlumacz facebookowy cos jednak podejrzewa juventus = legia warszawa xD
    stara dama i stara...xD

    #mecz #juventus #legia #pilkanozna

  •  

    xD

    Srdja Kneżević, Marijan Antolović, Alejandro Cabral, Manu, Bruno Mezenga, Felix Ogbuke, Dejan Kelhar, Moshe Ohayon, Nacho Novo, Ismael Blanco, Albert Bruce, Marko Suler i to wystarczy za cały komentarz. Niebywałe że takie miernoty jak Trzeciak i Jóźwiak nadal są proszone o jakiekolwiek wypowiedzi. Eksperci...
    #legia #ekstraklasa

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Kilkaset kolorowanek trafiło do Centrum Zdrowia Dziecka.

    #legia #kibice #kibole

  •  

    Świetna wiadomość z rana !

    #mecz #ekstraklasa #legia

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Dokładnie 7 lat temu na meczu charytatywnym meczu z Fc Den Haag została zaprezentowana imo najlepsza oprawa do tej pory.
    #legia #ciekawostki #kibice #kibole

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    ZIMOWE ZGRUPOWANIE W USA. LEGIA ZAGRA WE FLORIDA CUP

    źródło
    #legia #pilkanozna

    źródło: legia.jpg

  •  

    #niepopularnaopinia - jestem kibicem #wislakrakow, Mączyński nie jest dla mnie "zdrajcą" ani "judaszem"

    #pilkanozna to dla niego praca, zaoferowali mu w #legia lepsze warunki to poszedł, elo

  •  

    #mecz #legia OSKAREK CO?

    pokaż spoiler TRZY ZEROOOOOO

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Apropo Legii - klubie ktory najbardziej przecież nas kompromituje na świecie i co roku osiąga tragiczne wyniki - to uważam że największą kompromitacją na przestrzeni 10 lat wcale nie byla Astana, Tyraspol, Wilno ani zadne Dortmudny tylko puszczenie Lewandowskiego w zamian za Arruabarrenę. I już nawet nie chodzi o to jaki byłby z niego wprost pożytek, tylko o samą historię jak ten chłopak zostal potraktowany w klubie z miasta w ktorym sie urodził i wychował. Płakać sie chce jakie lebiegi zagraniczne zostały tu sprowadzane a swojego potraktowano w ten sposób. Boli to do dziś.
    #legia #pilkanozna #ekstraklasa
    pokaż całość

  •  

    Legia to ten klub co wolał wywalić na bruk perspektywicznego młodego gracza, tylko dlatego, że doznał kontuzji, a teraz się szczyci, że był ich graczem? xdd #legia #mecz

  •  

    Dla wszystkich śmieszków broniących #legia i dzisiejszego twita tego klubu, że niby Lewy to ich dzieło wrzucam Glika gdy grał w #realmadryt za młodego. Być, a grać to dwie różne rzeczy. Wstyd dla Legii, ze musi się posuwać do takich rzeczy.

    #mecz #reprezentacja #pilkanozna

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Do wszystkich płaczków wrzucających tweet Legii.
    Lewandowski był w Legii czy wam się to podoba czy nie.
    Mieli go ominąć by wykopki nie miały bólu dupy? XD

    #pilkanozna #legia

    źródło: gurusportu.pl

  •  

    #mecz #legia Ondrej Duda strzelił na 3:0 Słowacja - Malta, na razie Słowacja jest w barażach, bo Słowenia - Szkocja 1:1

  •  

    Chociaż są wrogami, to wiele ich nie różni ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #gownowpis #danielmagical #takaprawda #4chan #legia

    źródło: mgla.jpeg

  •  

    hurr durr, sukces Polaków, wygraliśmy łubudu. Całe portale na biało czerwono. Wracamy do formy itp.

    A prawda jest taka
    Wygraliśmy z narodem, który w dupie ma piłkę, z narodem, który ma mieszkańców jak warszawa, a ludzie trenują na boiskach wyglądając jak nasze orliki.
    Zamiast trochę pokory, to świętujemy sukces, jakbyśmy zdobyli złoty miecz i brązową tarczę.
    Wygrajmy z Niemcami 6:1, z Holandią, z Francją czy Anglią.I świętujmy sukces
    Żałosne to
    #mecz #pilkanozna #danielmagical #truestory #kiciochpyta #legia #polska
    pokaż całość

  •  

    Polska - Anglia '99 Warszawa

    Relacja kibica Wisły Kraków:
    „Ten mecz już długo wcześniej zapowiadał się interesująco. Układy na kadrze funkcjonowały w pełni – wyklarowały się dwa silne obozy, jeden skupiony wokół Arki/Lecha/Pasów drugi trochę bardziej rozbudowany ale nie tak silnie scalony to nasz w którym egzystować musiały ze sobą takie kosy jak Legia-Wisła czy Pogoń-Lechia. Bez wnikania w szczegóły nadmienię że na 3 miesiące przed tym meczem na gościnnych występach zaogniliśmy stosunki na linii my-Zagłębie Sosnowiec.
    Po prostu w pewnym miejscu pomyliliśmy Ich z Legią i potraktowaliśmy nieulgowo. Myślałem, że na ten meczyk znajdzie się więcej chętnych ale, może z powodu środy i bardzo małej szansy obejrzenia meczu liczba nasza zatrzymała się na bodaj 35 osobach. W drogę do stolicy wyruszyliśmy z niezłym ekwipunkiem gdyż tego dnia mogło na nas czyhać wiele „atrakcji” a liczba nie była naszym atutem. Spodziewaliśmy się standardowej wojny na kadrze z Arką/Lechem i Cracovią, z tymi ostatnimi powinniśmy podążać jedną drogą więc czujność była wzmocniona.

    Do tego jak już wcześniej wspomniałem spodziewać się mogliśmy próby zemsty ze strony Zagłębia Sosnowiec i Legii za wspomniane już wydarzenia. Bo na reprezentacji niby układ jest, ale historia często pokazywała, że jest to krucha „instytucja”. Autokar trafił nam się wyjątkowo luksusowy, wysoki, z toaletą, na 60 osób… Zresztą wystarczy powiedzieć, że dzień po meczu miał być środkiem podróży pewnego biura turystycznego do Hiszpanii. Tak więc podroż upłynęła świetnie, gdyż każdy miał niemal dwa miejsca dla siebie. Do tego kierowca był naprawdę równym gościem i nie uprzykrzał zbytnio życia. Jeszcze przed wyjazdem atrakcją stał się jeden z nas, do którego notabene teraz min skierowana może być flaga WIERNOŚĆ, który był tak głodny że pożarł naraz to co było pod ręką czyli… 3 kilo bananów i słoik musztardy… Na serio. Spodziewaliśmy się ze policja również tego dnia będzie czujna i postanowiliśmy dobrze schować nasze „przedłużacze rąk”.

    Z pomocą przyszedł kierowca, który w tym celu udostępnił nam toaletę (nam pozostały przystanki w lesie) i odkręcił od niej klamkę w razie wizyty policjantów w autokarze. Jadąc dostajemy telefony od Lechii, już przebywającej w Warszawie, że najprawdopodobniej odbędzie się tego dnia ustawiona walka z angielskimi chuliganami. Nie powiem większość z nas była podekscytowana tym faktem, gdyż taka gratka nie zdarza się na co dzień, a do tego skonfrontować swe siły mieliśmy z najsłynniejszymi przecież chuliganami w Europie. A wiadomo, że na takim sprawdzianie każdy chciałby wypaść jak najlepiej. Tak więc pełni nadziei zbliżaliśmy się do Warszawy. Już kilkadziesiąt kilometrów przed nią pokazał nam się 100 metrów przed nami policjant z lornetką, po oblukaniu zapewne naszych rejestracji wyjął lizaka (nie słodycze oczywiście) i nakazał zjazd na pobliski parking.

    Tutaj naszym oczom ukazał się trochę przygniatający widok, kilkanaście radiowozów i full gadów. Oczywiście wysiadka, rewizja nas i autobusu. Na pytanie o toaletę i brak klamki kierowca skwitował, że jest awaria i nie da się otworzyć itd. Uwierzyli = kamień z serca. Pewnie gdyby nie pomoc kierowcy już tam zakończylibyśmy podróż tego dnia.
    W końcu psy się odpierdalają i jedziemy dalej. W Warszawie kierujemy się we wskazane telefonicznie miejsce. Ponieważ nie do końca wierzymy w to, że do walki dojdzie, nie do końca wiemy gdzie jesteśmy i nie chcemy robić przypału sprzęt zostaje w autokarze. Spotykamy się z chłopakami z Młodych Orłów (Lechia) oraz Teddy Boys (Legia), jest jeden gość ze Śląska Wrocław (grali tego dnia jakiś mecz i dlatego ich nie było). Okropnie zdziwił nas to, że było w Warszawie Zagłębie Sosnowiec, Pogoń Szczecin i Widzew Łódź, a nie byli na miejscu zbiórki. Nie wnikam czemu do umówionej liczby około 100 osób własnie zakwalifikowano nas, a nie ich. Liczbowo rozkład sił wyglądał mniej więcej tak, że nas było 35, a Lechii i Legii było po około 40 może ciut więcej osób. Kierowani przez Legionistów przemieszczamy się do Parku Saskiego.

    Tam czekamy na Anglików tocząc rozmowy z niektórymi Warszawiakami (choć z większością omijamy się szerokim łukiem i spojrzeniami spode łba). Opowiadają wydarzenia ostatniej doby dla nich ten mecz zaczął się już dzień wcześniej i od tamtej pory na Starówce, co rusz dochodziło do spięć między angielskimi „lads” a polskimi chuliganami. Dowiadujemy się, że angielska grupa do bicia została zaopatrzona w wydrukowane mapki ze wskazaną droga do miejsca konfrontacji.
    Jak już wcześniej wspomniałem nie za bardzo do końca jeszcze wierzyliśmy, że wszystko dojdzie do skutku oraz jako „persona non grata” staliśmy trochę z boku. Nagle coś zrobiło się ciemno, stojąc na skraju parku widzimy wychodząca z niego „ławe” typów. Rzut oka i wiadomo angole, krótkie spodenki, koszule na wierzchu lub przewiązane w pasie, niektórzy w łapach sprzęt a niektórzy browar. Inny styl chuliganki niż polski. U nas raczej typ, że tak to nazwę sportowy – każdy rozgrzewa stawy, mięśnie. No, ale tak jak napisałem, od Angoli robi się ciemno.

    Wysuwają się niczym cień z parku, na pewno było ich więcej niż 100 (nas zresztą też), oceniam ich na mniej więcej 150 osób. Pierwsze linie obu grup już nawiązują bezpośredni kontakt, jak na filmach historycznych pierwsze skrzyżowanie mieczów, w tym wypadków noży dwóch Angoli z dwoma Polakami (wielkimi od jodu ).

    Angole w szoku, gdyż gabaryty wśród Polaków naprawdę spore, a przecież dla nich jesteśmy egzotyką, nic o nas nie wiedzą i taktuję zapewne jak my Rumunów czy Ruskich. Opisywane psychologiczne pierwsze skrzyżowanie zdecydowanie na korzyść Polaków, my jako że staliśmy z 30 metrów dalej dobiegamy do linii frontu.
    Widać w oczach Anglików zawahanie. Jak wyszli z parku rozbujani, pewnie siebie, idący po łatwe zwycięstwo (jak zawsze w całej Europie), tak Ci z dalszych szeregów stanęli wryci i pokazali chwilę słabości. I to był ich błąd. Zgrało się to wszystko w sekundę z naszym wbiegnięciem w nich i zaczęło się k…a … braveheart

    Angole z wyjątkami biorą odwrót, wyjątki próbujące walki są od razu torpedowani…lądują na glebie. Może jestem kurcze troszkę zboczony, ale wyglądało to świetnie… Goście stojący do nas twarzami, czyjś wyskok, kop w ryj i syn Albionu na glebie. Oczywiście zaraz nad gościem wiruje kilka osób, by wykluczyć go z dalszej potyczki.
    Peleton podąża na wskroś przez park za stadem Anglików. Ci topnieją, grupki próbują podjąć walkę za każdym razem przegrywają je i pozostają na trotuarze, jak nazwałby to Warszawiak. Nie mam pojęcia ile to trwa gdyż w takiej sytuacji człowiek jest w lekkim amoku i szczerze pisząc nie za bardzo się kontroluje.
    Anglicy wylatują z parku z drugiej strony i przebiegają przez skrzyżowanie z torowiskiem. Na końcówce parku obracają się by spróbować jeszcze walczyć.

    Słychać policyjne syreny. Legioniści powoli się wycofują słysząc to, zostajemy niemal samą Wisłą, kilku z Lechii i Legii. Nie, że jesteśmy jakieś kozaki, ale nawet nie znamy terenu i wolimy zostać w grupie niż się rozbiegać. Teraz spięcie z Anglikami na pasach, angole wykorzystują swoje stanowisko na torowisku i leci na nas grad kamieni. Z naszej strony to samo. Patrzę, a koło mnie stoi kolo w koszulce piłkarskiej jakiegoś angielskiego klubu. W amoku nikt dokładnie się nie przyglądał, a się okazuje, że kilku nie mających sił uciekać stoi między nami. Ładuje gościowi się z butem na klatkę i facet ląduje na glebie, jeszcze strzał, by przygnieść go do gleby, ale nie ma za dużo czasu, gdyż kamory świszczą wokół i odbijają się od chodnika.
    Już widać radiowozy, podnoszę głowę i widzę podobny jak w moim przypadku widok, kilku Angoli na glebie i chłopaki nad nimi. Ale teraz gdy zagrożenie z strony psów stało się już widoczne, nerwy puszczają wszystkim i się rozbiegamy po kilka/kilkanaście osób. Na szczęście trafiam do grupy z jakimś Legionistą, który dobrze zna rewiry i prowadzi nas w jakieś bezpieczne miejsce. Nie znam się na geografii naszej stolicy, ale Kolumnę Zygmunta poznam. Pod nią lądujemy.

    Idzie jakiś chłop w koszulce piłkarskiej klubu Wysp. Krótki pokaz elokwencji i językoznawstwa „where are you from?” „…yyyy….” „where are you from!?” „i’m from Germany…Bremen” chwila zawahania po czym koleś z Krk, któremu widać szok bitewny jeszcze nie spadł odpowiada „na pewno k…a” i nokautuję gościa najlepszym ciosem łbem w pysk jaki kiedykolwiek widziałem… Angol leci do tyłu z dwa metry i udaje nieżywego. Idziemy dalej, ale tych Angoli wokół sporo… Ale większość unika spojrzeń, to nie ci od mocnych wrażeń, a że Wyspiarzy tego dnia przybyło chyba z 2 tysiące to są na każdym kroku. Nie lejemy już nikogo, trzeba się dostać pod stadion. Kierowani nadal przez Legionistę tułamy się jakimiś tramwajami, autobusami. Widać kursujące radiowozy i przyglądających się psów z nich, już wiedzą o awanturze w Saskim.

    Rozdzielamy się na jeszcze mniejsze grupy. Gdzieś w centrum cumuję z jakimiś typami z Wawy, Gdańska i Krk na obiadku. Teraz letarg i sielanka, czas ukoić nerwy, rozmowy w knajpce z sympatycznymi Warszawiankami, piwko i tego typu uspokajacze. W końcu spotykamy się większą grupką i udajemy się pod stadion. Legioniści w drodze informują nas, że bardzo cięte jest na nas sosnowieckie Zagłębie. Trochę ciężko, by w tej chwili jesteśmy porozbijani na grupki. Trafiamy do jakiegoś parku w okolicy stadionu, przechodzimy nim i mijamy grupkę Zagłębia i Legii. Kolesie z Zagłębia wyglądają naprawdę konkretnie. Krzywe spojrzenia, ale do niczego nie dochodzi… Być może łagodzi sytuację obecność z nami typów z Lechii i u nich chłopaków z Legii. Zaraz mijamy Widzew, Motor, rozmowy ze znajomymi z całej Polski…

    W czasie tych wszystkich meczów repry znamy się już z gościami z tych ekip osobiście. Ciągle oczekiwanie na Triadę (Arka-Lech-Cracovia), ale i nieustające opisy przeżyć sprzed kilku godzin z parku. Każdy opisuje jak to widział ze swojej perspektywy, każdy dodaje nowe szczegóły, informacje prasowe powoli docierają do nas… Kilkunastu angoli rannych w tym kilku ciężko… Kilku pociętych kosami.
    Oczywiście podejrzenie pada na nas, ale daję sobie łeb uciąć, że to nikt od nas… Wszystko bowiem zostało w autokarze… My do końca nie wierzyliśmy, że będzie ta ustawka. Bilety na mecz ma chyba tylko 6-8 osób od nas. Legia proponuje jakieś fałszywki, kserówki, drogie oryginały itp. Stwierdzamy jednak, że chuj ze stadionem, oglądnijmy mecz w jakiejś knajpie przy piwku. Ci co mają iść na mecz id,ą a my ładujemy się na chwilę w autokarze i odpoczywamy. Krótki przegląd okolicy w poszukiwaniu knajpy z telewizorem zakończony niepowodzeniem. W końcu wpadamy na pomysł najprostszy z prostych… Przecież mamy TV w autokarze. Parkujemy z 200 metrów od stadionu (jak się idzie od Powiśla zawsze na Legię to mijając krytą skręca się w lewo nad kanał i sektor dla gości, my staliśmy z 50 metrów dalej w przód).

    Zapraszamy do środka kilkunastu chłopaków z Polonii Bydgoszcz, którzy również kręcą się bez koncepcji wejścia na stadion. Muszę przyznać, że jak na tak nieznaną grupę charakteryzowali się naprawdę imponującymi gabarytami. Popijamy piwko, oglądamy mecz, gadamy z Bydgoszczanami, a doping i odgłosy ze stadionu mamy na żywo tuż obok (wyłączamy w ogóle głos w TV). W pewnym momencie ze stadionu słychać szum, wrzawę i po chwili TV pokazuje spięcie między sektorami Anglików i Polaków. W centralnym miejscu sławna czerwona flaga Wisły. W pewnym momencie znika, a my dostajemy kurwicy, bo myślimy ze zdobywają ją Anglicy. Między sektorami widać latające race. Musimy dostać się na stadion. Mam pomysł, gdyż dwa lata wstecz wbijałem się na Żylete od tyłu w kilka osób przez jakieś garaże na mecz Polska-Węgry. Niestety opisywałem już naszą miejscówkę a wobec tego, że była położona tuż za sektorem Anglików powitało nas chyba z 300 psów i zapory z barierek oraz szaleniec na koniu (standard w WuWuA).

    W takiej liczbie jaka prezentujemy (40 osób) nawet nie ma się co ośmieszać. Rezygnujemy z próby dostania się na stadion. Na szczęście okazuje się, że flaga Wisły jest w rękach Wiślaków, na stadionie uspokaja się i mecz dobiega końca. Jedziemy pod Źródełko (knajpa Legii), gdzie przychodzą ekipy z całej Polski. Legioniści po telefonicznych rozmowach z Anglikami przekazują, że synowie Albionu rozdrażnieni przed meczową porażką chcą rewanżu. Pada propozycja miejsca – pod Pałacem Kultury, Angole będą szli na Centralny, a my mamy gdzieś czekać. Udajemy się tam i parkujemy autokar z drugiej strony Pałacu. Przy głównej trasie jest sporych rozmiarów ogródek z krzesłami itp itd. Siedzimy sobie popijając piwo, dozbrajając się, jedząc i obserwujemy zjazd innych ekip z Polski.
    Tutaj już dokładnie nie mogę stwierdzić jakie kluby były bo ciemno było jak skur… Było już coś koło 23-ej. W końcu słychać, a wręcz czuć zbliżający się tłum Angoli.
    W ciemnościach nic nie widać ale słychać wrzaski i śpiewy. Muszę przyznać, że o ile przed meczem organizacja była super o tyle teraz było więcej chaosu, trochę się niepokoiłem o wynik tej potyczki.Tym bardziej, że nie znamy nawet liczby Angoli, a jak idą k…a wszyscy? 2000?

    Jednak tym razem policja była szybsza, na nieszczęście dla Anglików. Kaski wpadają do naszego ogródka i wymiatają nas na chwilę z niego. Gdyby Angole wpadli chyba, by wygrali. My po chwilowym wycofaniu, dozbrajamy się i wracamy, gdyż trasą przed ogródkiem właśnie maszeruje kilkuset Angoli.
    Nie wiem jak się zaczęło, ale psów już tutaj nie było, a jak wpadłem na ulicę już wszystko się działo… Ekipy z Polski z ciemności wskakują na Angoli z boku i z tyłu. Ci w szoku. Krótkie walki spowodowane tym, że wpadamy bezpośrednio w ich watahę ale, ogólnie Anglicy dra zelówy na Centralny, który mają ze sto metrów przed sobą.

    Nie wiem, co się działo na początku ich peletonu, ale domyślam się, że poszła panika i uderzyli w tych psów, którzy nas wcześnie wymietli z knajpy i teraz szli przed Anglikami z przodu. Widok był taki że go nie zapomnę do końca życia.
    W ruchu był cały sprzęt ogródkowy i knajpy. W końcu znów lecą psy i trzeba się zmywać albo grać głupa. Jako, że autokar mamy 30 metrów dalej nam pozostaje kleić głupa. Widzę kilku stojących gości z tobołami i przyglądających się całej bitwie z boku. Podbijam do nich i udaję, że stoję z nimi. „szto eta ?” słyszę (ooo goście zza wschodniej granicy) goście z wybałuszonymi oczami patrzą na mnie oczekując, że im nie wiem, co oznajmię, że trzecia wojna światowa czy co? Odpowiadam „eta tolka futbol miacz … Polska-Anglia.

    Kiwają ze zrozumieniem i dalej stoją w szoku nie wiedząc, co sobą począć. Ja za to wiem, opuszczam ich i widząc, że psy wracają do swoich podopiecznych Anglików, udaję się do autokaru. Nie muszę dodawać, że po takich wyczerpujących wydarzeniach zjadłbym konia z kopytami i wypił beczkę piwa. Na szczęście okazuje się, że dosłownie 10 metrów obok naszego autobusu stoi taki autobus unieruchomiony przerobiony na całodobową jadłodajnię. Zaszyci w ciemnościach autokaru (nie świecimy świateł, by nie zwabić psów, których mnóstwo stoi 100 metrów od nas chroniąc dojścia do Centralnego) wychodzimy po 3-4 osoby do „restauracji” i wracamy z zakupami. W ten sposób możemy oglądać bezpiecznie manewry psów, pożywiając się przy okazji.

    Nie odjeżdżamy jednak, gdyż Legioniści informują nas (a jest już koło północy), że jest jeszcze grupa anglików chętna na kolejny rewanż znów w Parku Saskim. Mediacje jednak z Anglikami przedłużają się o wiele za długo, owszem może i dla Legionistów to był kąsek, bo byli u siebie w mieście, ale dla nas poruszanie się takim autokarem po nieznajomych terytoriach w środku nocy w chwili, gdy setki policjantów trzepią miasto w poszukiwaniu takich jak my to już za duże ryzyko. Do tego dochodzi zmęczenie całym dniem i zaczynają się dywagacje czy jest sens jeszcze zaczekać oraz tłuc się w parku nocą (to byłby już zupełny hardcore). Powoli przeważa opinia o bez sensie takiego czegoś. Do tego rozmowy między stronami coś się nie kleją. W końcu ulegamy namowom kierowcy, który jak już wspominałem następnego dnia miał tym samym autokarem zapieprzać do Hiszpanii, udajemy się w drogę powrotną do Krakowa.

    Wraz z nami wraca dwóch Wrocławian, którzy nie mają czym wracać, a i wizyta na centralnym nie była wtedy dobrym rozwiązaniem. Byłem tak zmęczony a miejsca było tak dużo, że usnąłem chyba nim jeszcze wyjechaliśmy ze stolicy. Wszyscy zresztą chyba popadali jak muchy. Gdy się obudziłem szok, gdzie my k…a jesteśmy? Spodek!

    Dopiero po chwili doszło do mnie, że kierowca okazał się naprawdę gość i podwozimy chłopaków ze Śląska do Katowic, gdyż z Krakowa nie mieli dobrych pociągów. Znów zasnąłem, a gdy się obudziłem to było już jasno, a my dojeżdżaliśmy do hali Wisły gdzie zaparkowany miałem samochód. Powrót do domu w chwili, gdy rodzice wychodzili do pracy, standardowe pytanie „O KTÓREJ MIAŁEŚ BYĆ ?!?!” (przed wyjściem twierdziłem, że koło północy), ale już po chwili spałem jak niedźwiedź.”
    #oldschoolhooligans #mirkohooligans #wislakrakow #legia #lechia #zaglebiesosnowiec #lata90
    pokaż całość

  •  

    no borek w formie, w pełni się zgadzam. #pilkanozna #legia #borek #polskapilka

    źródło: youtube.com

  •  

    O JAKIE TO DOBRE #legia #pilkanozna #pasta #takbylo #heheszki

    Szopen nerwowo zagryzał policzki od wewnątrz widząc co wyprawiają na murawie jego piłkarze. W głowie świdrował mu głos Wuja „jeśli nie dasz mi tej posady, będzie dupa z majonezem… dupa z majonezem, dupa z majonezem….”. Szopen ocknął się, czuł niestrawność w żołądku, gospodarze poczęstowali go niedogotowanymi pyrami. Jak się później okazało, z jego dłuższej nieobecności zrobiono małą aferę. Pytano gdzie był, czy gdzieś dzwonił? A on zwyczajnie był na tzw. „dwójce” zerkając na mecz w smartfonie, na ruskim strimie.

    Mecz zakończył się pyrowpierdolem, Legła znów padła, znów po kiepskiej grze, znów nie dając choćby powodu na lepsze jutro. Pyry cieszyły się jak głupi batarejką, ale tak naprawdę nie mają z czego, wygrać z dzisiejszą Ległą, to jak pokonać Bonusa BGC w MMA, niby zwycięstwo, no ale szanujmy się. Spotkanie oglądali razem Zagajnikowski z Frędzlem.

    – Widzisz Frędzel, bez nas Szopen sra po krzakach aż miło – powiedział Bodzio nie zdając sobie nawet sprawy z kłopotów z perystaltyką jelit prezesa.

    – No, ten kebab jakiś dziś mały – dogryzł kolację Frędzel.

    – Brakuje mi bardzo prezesowania Frędzel, chciałbym tak odpalić muzę z szafy, zakręcić szklaneczką wódki, wezwać na dywanik Winiakowa… Brakuje mi tego splendoru, chcę znów mieć Ległę!

    – No ale jak, przecież Szopen nas wykupił, nie mamy takiego hajsu żeby wykupić teraz jego.

    – Tak, Frędzlu, dlatego musimy postarać się by żaden inwestor nie mógł ich wykupić, wręcz nie chciał, wyniki już są chujowe, teraz trzeba zacząć to czego się najbardziej boi Szopen, musimy zrobić konflikt na trybunach.

    – Teraz to by chyba łatwiej było – zamyślił się były współwłaściciel – tylko jak dokładnie? Gdzie jest Zakolski? Czemu dziś nie pije z nami, nie ogląda meczu?

    – Aaa… Pojechał do Barcelony, walczy o wolną Kutalonię czy coś, słaby z nim kontakt. Ponoć ostatnio widziano go jak kijem od szczotki ze sztandarem bił policjanta w kask.

    – No to odpada, musimy działać sami.

    – Dzwonię do Młodziucha – były prezes chwycił za telefon i wybrał numer – on coś może wymyśli, jakąś subtelną intrygę. Halo, halo, Młodziuch?

    – Tak, to ja, słucham prezesa? – Głos mężczyzny jak zawsze był zachrypnięty.

    – Sprawa jest, no sam widziałeś jak to wszystko wygląda, tak między nami, chciałbym odzyskać Ległę…

    – I? Jak mam pomóc?

    – No właśnie, wkurwia mnie ten cały Szopen, mota się jak tampon w piździe, ale Legła pada… Nie może być tak, za moich czasów Pyry to klepaliśmy jak chcieliśmy, musimy go wyjebać w piździec. Masz zadanie, potrzebny jest konflikt trybuny – prezes. Dasz radę?

    – Dam! Panie prezesie! – Młodziuch aż krzyknął z podniecenia.

    – No to działajcie, możecie na mnie liczyć jak coś, tylko wiadomo, nie oficjalnie.

    – Jasne! No to prezesie, Mocniej w Ległę! – Zaintonował nowe hasło Młodziuch.

    – Mocniej w Ległę! – Powtórzył Zagajnikowski i odłożył telefon. – No to załatwione, będzie konflikt.

    – I gra gitara, kolumny trzeszczą – powiedział Frędzel sięgając po butelkę.

    * * * * *

    Gdy piłkarze Legły podjechali pod stadion było już późno, przez okna zobaczyli grupkę kibiców.

    – Że też im się chciało – powiedział Jałowiec. Piłkarze myśleli, że zaraz usłyszą „nie poddawaj się…”, jednak ktoś uderzył w autokar.

    – Czego walisz pało jebana – powiedział pod nosem Zmywarczyk. Do zawodników wychodzących z autokaru podeszła grupa wyrostków, na czele stał Młodziuch.

    – Kurwa mać – zaczął delikatnie swoje przemówienie – my tu napierdalamy na trybunach z całych sił, a wy gracie jak pizdy.

    Piłkarze tylko stali i nic nie mówili, trener Doktór cofnął się na schodkach w autokarze i wraz z kierowcą i sztabem został w środku. Wyskoczył tylko Vujović.

    – Już raz jeden z was wyrwał liścia w papę, po dzisiaj nadeszła pora powtórzyć ten proces, bo widać jesteście jak baba, jak nie jebnie się raz na jakiś czas, to nie będzie dobrze chodzić. – kontynuował Młodziuch.

    – Gdzie jest ochrona? – Nierozważnie powiedział Vojović po czym wyrwał liścia od nieznanego sprawcy z tłumu.

    – Kurwa, jego nie pajacu! – Krzyknął Młodziuch – dopiero na moją komendę dajemy liście! Dajcie teraz liścia temu co dał liścia bez komendy na liście – chłopak który dał liścia dostał liścia od kolegów. – Dobra, także nie wyrywać się z tymi liściami. Więc tak, pan Wiesio z ochrony akurat musiał pójść zmienić kasety VHS, więc nic się nie nagra i nie może interweniować.

    – Ale co chcecie zrobić? – odezwał się piłkarz z tłumu.

    – Stajecie pod autokarem, Tapeciarz, Zmywarczyk, Zgodny i młody droga wolna, wy nie, reszta w zależności od przewinień dostaje albo lepę z otwartej w facjatę, albo karczycho, kto się będzie stawiał dostanie kopa w dupę, jak mocno się będzie stawiał, to Łysy będzie kopał z czuba, a ma mokasyny, więc będzie bolało mocniej. – Młodziuch wyjaśnił zasady rozmowy.

    – Chyba was pojebało, że będziecie bić kolegów z drużyny – wyskoczył pewny siebie Tapeciarz.

    – Ty to kurwa nie bądź taki kogut, bo to nie mecz z pizdusiami, że można kozaczyć, bo cię nikt nie jebnie, wypierdzielaj, bo i ty zarobisz w lampę. – Tapeciarz lekko pobladł i na odchodne tylko groźnie pomachał palcem w bucie. Piłkarze karnie ustawili się pod autokarem zbierając liście i karczycha. Mokasyny Łysego ani razu nie poszły w ruch.

    * * * * *

    Minęło trochę czasu, wrzawa na temat Ległej nie ustawała, Szopen postanowił zadziałać. Sięgnął po telefon i zadzwonił do byłego piłkarza, eksperta telewizyjnego.

    – Dzień dobry Thomas, jest sprawa.

    – Witam, jaka to? – Odpowiedział wybitny reprezentant.

    – A, może byś tak wziął jakiegoś kumpla do kasyna i byśmy zagrali, pogadali, może tego piłkarza… Żetonika? Muszę pogadać z kimś na temat organizacji i zarządzania, w luźnej atmosferze.

    – Nie ma problemu, bardzo chętnie.

    Po skończonej rozmowie Szopen otworzył drogie wino.

    – To twardy biznes, trzeba stworzyć temat, który odciągnie wszystkich od Ległej, kadrowicz w szponach hazardu… Brzmi dobrze…

    Źródło
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #legia

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:2,1:0,0:0,0:0