Legia Warszawa - informacje o klubie i kibicach

  •  

    Przyjaciele #legia z FK Astana zagrają #mecz z drugimi przyjaciółmi czyli Sporting Lizbona w #ligaeuropy. Odległość to 7300 km a lot potrwa ponad 11 godzin ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zabawne że to były dwa najdalej położone od siebie miasta i akurat trafiły na siebie.

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Trzy ostatnie mecze Pasquato w lidze:
    - z Koroną asysta przy golu na 2:2
    - z Sandecją asysta przy golu na 2:2
    - z Niecieczą gol na 2:0

    Na treningach podobno wygląda bardzo dobrze. Widać, że przy Jozaku zyskał dużo pewności siebie i przede wszystkim znalazł sobie miejsce na boisku. Może jednak w piłkę grać potrafi.

    #ekstraklasa #legia

  •  

    Zadziałało. Znowu sobie tak z sufitu napisałem, że Legia wygra następny mecz, i tak właśnie się stało. Chyba trzeba to testować częściej.

    W meczach Legii z Bruk-Betem kluczowy jest pierwszy gol. Drużyna, która go strzeliła, nie przegrywała. Nieciecza trzy razy strzelała u siebie jako pierwsza i wszystkie te mecze wygrała. W Warszawie dwa razy wychodziła na prowadzenie i kończyło się to remisami. Natomiast gdy to Legia strzelała na 1:0, efektem były zwycięstwa. Na razie tylko dwa – jedno przed 7 miesiącami, 6:0, a dzisiaj połowa tego, 3:0.

    Odniesień do tego meczu z maja wyszło mi dzisiaj całkiem sporo. To jeden z dwóch dobrych meczów w ostatniej rundzie mistrzowskiej oraz jedyny, do wczoraj, wygrany z Bruk-Betem. Wtedy wszystko poszło gładko, bo prowadzenie Legia uzyskała już w 5. minucie. Dwa gole Hamalainena, pierwszy wykorzystany rzut karny po ponad pół roku, gol nawet Vako Kazaiszwilego, a Odjidja był bliski trafienia z połowy boiska. To był jeden z bardzo niewielu meczów, gdzie wszystko układało się Legii idealnie. Termalica była wtedy rozbita i wygrywał z nią prawie każdy, ale nawet z takimi zespołami (a może przede wszystkim) zwycięstwa w takich okolicznościach nie są oczywistością.

    Dziś też pierwszy gol był decydujący. Nie strzelił go Śpiączka, choć nawet gdyby trafił, to pewnie VAR zadziałałby i jednak stwierdził, że wcześniej był wyraźny spalony. To, że nie straciliśmy w tej sytuacji gola, było jedynym pozytywem pierwszej połowy. Nic nie wskazywało na to, aby miało się w niej cokolwiek wydarzyć. W serii zwycięskich meczów u Jozaka często strzelaliśmy na 1:0 w pierwszej połowie i broniliśmy tego wyniku. Ostatnio jest jednak inaczej. Z Górnikiem Zabrze gol dopiero w 84. minucie. Z Koroną gol już w drugiej, ale fatalna końcówka i na przerwę schodziliśmy z wynikiem 1:2. W plecy do przerwy było także z Sandecją, jak również z Bytovią w Pucharze Polski. 0:0 z Niecieczą też dzisiaj nikogo nie zadowalało. Klasyczne męczenie buły, którego doświadczyliśmy w prawie każdym meczu z tym przeciwnikiem.

    Po rzucie karnym i golu na 1:0 wszystko się zmieniło. Pewnie głównie dlatego, że Bruk-Bet musiał zaatakować i to stworzyło nam dużo więcej miejsca do wypracowania własnych ataków. Druga połowa wyglądała już tak, jak powinna – sprawa została załatwiona w niewiele ponad 10 minut. O ile przez 50 minut Bruk-Bet bronił się całkiem nieźle (choć nie idealnie, tydzień temu Sandecja robiła to lepiej), to potem wystarczyło w nich uderzyć raz, a potem wykorzystać to, że nie byli w stanie do końca się pozbierać. Końcówka to już drżenie tylko o… czyste konto, jak to bywa przy takich wynikach. Można zająć się statystykami, może jakimiś roszadami w składzie… natomiast Bruk-Bet bywał groźny i trzeba przyznać, że mógł chociaż raz coś strzelić. Tak po prawdzie, wynik 3:1 lepiej oddawałby przebieg meczu.

    Co by nie powiedzieć, imponujące są wyniki Legii u siebie w tym roku. We wszystkich rozgrywkach miała 24 mecze, w lidze 18. Przegrała tylko jedno, w lutym z Ruchem Chorzów. Nie przegrała więc ostatnich 22 meczów w u siebie, a w lidze 17. Do rekordów klubu jednak jeszcze daleko. Mam dane obejmujące samą Ekstraklasę i tam była seria 48 meczów bez porażki u siebie w lidze, w latach 1992-95. To może liczba kolejnych zwycięstw? Tych, licząc tylko ligę, jest 7, tutaj rekord wynosi 18. W takim razie mecze u siebie bez straconego gola – w lidze jest seria pięciu (wszystkie już za trenera Jozaka), rekord to 9. W tym roku zatem nie uda się dogonić żadnego z tych rekordów, ale i tak wygląda to bardzo dobrze. Bywały sezony, gdzie wiele zespołów przyjeżdżało tutaj jak po swoje. Teraz nie ma wątpliwości, że każdy, kto przyjedzie na Łazienkowską, będzie miał bardzo ciężko. Dobra seria na swoim boisku nie trwa zresztą od początku tego roku. W 2016 roku ostatnie 7 meczów Legii u siebie to 5 zwycięstw i 2 remisy. Aby to ładnie podsumować, oto bilans ostatnich 31 meczów Legii u siebie: 20-10-1.

    Do rozegrania u siebie pozostanie jeszcze mecz z Wisłą Płock, i właściwie to wtedy należałoby robić takie podsumowania. Ale wtedy może zabraknąć miejsca na inne tematy. Dziś też warto by już przejść do tego, co było na boisku.

    Skład na ten mecz był całkiem optymistyczny. Wreszcie wrócił Pazdan, a także pojawił się Pasquato w miejsce Kucharczyka. I on, i Astiz, potrzebowali przerwy, bo mieli za sobą gorsze występy i zwyczajnie męczyli się na boisku. Jozak jest konsekwentny w stawianiu wciąż na tych samych zawodników, ale są pewne granice. Proste – powinni grać ci, którzy na to zasługują. Dziś można mieć zastrzeżenia do tego, czemu w końcówce wszedł Kopczyński, ale może to coś Moulinowi się stało, nie wiem. Składu ani zmian zdecydowanie nie zamierzam się czepiać.

    Mecz ten, jak wiele innych, pokazał, jak dużo czeka nas jeszcze pracy nad kreatywnością. Grając jako faworyt i drużyna prowadząca grę trzeba mieć szeroki wachlarz rozwiązań, aby przełamać takiego przeciwnika jak Bruk-Bet. Dziś był to rzut karny, ale liczę przede wszystkim, że poprawią się inne stałe fragmenty gry. Szkoda mieć takiego gościa jak Dąbrowski, który przyciąga piłkę w polu karnym, i nie wykorzystywać go, bo nikt nie potrafi mu dograć. Dziś było kilka poprawnych dośrodkowań, ale oczekuję, że zagrożenia z SFG będzie dużo więcej. Najtrudniej będzie oczywiście wykombinować coś z otwartej gry. Odchodzi od nas Guilherme, który liczbami nigdy nie grzeszył, ale potrafił mieć przebłyski kreatywności. Kto nam więc zostaje? Radović po długiej kontuzji, Hamalainen, Pasquato może też Szymański. Coś z niczego może też zrobić np. Kuchy, ale chodzi mi o zawodnika typowo kierującego grą zespołu. Takich warto mieć jak najwięcej, a póki co takich sprawdzonych za bardzo nie mamy. Pasquato i Szymański będą musieli dopiero udowodnić swoją wartość, a Rado, który już dawno to zrobił, miał duże problemy ze zdrowiem i nie wiadomo, jak będzie wyglądał po powrocie. Pozostaje Hama, który teraz odżył, ale to wciąż tylko jeden zawodnik.

    W tej chwili głównymi playmakerami stają się nam boczni obrońcy. Dwa gole dzisiaj to częściowo ich zasługa, bo to po dośrodkowaniu Brozia był rzut karny, a po centrze Hlouska – gol na 3:0. Brozia chciałbym szczególnie wyróżnić, bo zagrał dziś kolejny bardzo dobry mecz. W defensywie, poza jedną sytuacją w drugiej połowie, gdzie poszedł na raz, był bezbłędny i bardzo pewny. W grze do przodu nie było idealnie, zwłaszcza w pierwszej połowie, ale im dłużej trwał mecz, tym bardziej się rozkręcał. Podobnie było z Hlouskiem, który często pojawiał się z przodu, ale rzadko kiedy zagrywano mu w tempo. Problemy z tym miał nie tylko Hamalainen, ale i Szymański. Czech dopiero sam musiał się rozpędzić z piłką, aby stworzyć groźną akcję. Jego stroną Bruk-Bet prawie w ogóle nie atakował i w zasadzie ciężko go ocenić z tej perspektywy.

    W konstruowaniu ataku pozycyjnego możemy mieć też inny atut. Z pomocnikami bywa różnie, a może się okazać, że aż trzech obrońców może być bardzo istotnych w grze ofensywnej. W przypadku Dąbrowskiego pisałem o tym, jak odnajduje się w polu karnym, ale trzeba wspomnieć o jego kilku znakomitych crossach (jakby powiedział trener Strejlau: diagonalnych) przez pół boiska. Legia starała się zmieniać stronę i kierunek gry, ale udawało się utrzymać piłkę, gdy to Dąbrowski kierował ją do Hamy i Hlouska. Gdy ktoś inny próbował do Brozia i Gui, często były z tego straty. W przypadku gry obronnej najbardziej zastanawia mnie ustawienie i krycie, bo jednak parę razy Bruk-Bet dość swobodnie przedarł się w nasze pole karne. Musiałbym jednak obejrzeć powtórki, jak to dokładnie wyglądało. Nie było tego aż tak dużo, aby specjalnie się martwić, a najważniejsze, że udało się uniknąć prostych błędów, które prześladowały nas w ostatnich meczach. W ostatnich trzech meczach traciliśmy co najmniej po dwa gole i trzeba było to jak najszybciej ukrócić.

    Wybór zawodnika meczu nie powinien być trudny. Hamalainen miał udział przy wszystkich golach, w drugiej połowie notując występ niemal kompletny. Nie można zapominać o tym, że w pierwszej radził sobie mocno średnio, a jego zejścia z piłką do środka były mało konkretne. Próbował strzałów z dystansu, ale nie wychodziły mu. Wtedy układał sobie piłkę, a przy sytuacji na 3:0 strzelił tak od niechcenia i wpadło. Po prostu tak bywa. To już drugi jego udany mecz z Termalicą – powoli robi się specjalistą nie tylko od Lecha.

    Sporo osób zastanawiało się po co gra Guilherme, skoro odchodzi. Przecież to i tak było niemal przesądzone już wcześniej, a on i tak grał. Ja nie mam z tym problemu, jeśli zasługuje na grę i będzie dawał z siebie wszystko, to tylko lepiej dla Legii. Trzeba możliwie jak najlepiej wycisnąć jeszcze coś z tej jesieni i nie możemy teraz patrzeć, kto ma jaką umowę albo menedżera. W porównaniu do meczu z Sandecją przede wszystkim było widać walkę u Gui – i zawsze widać kiedy to jest prawdziwe zaangażowanie, a kiedy takie trochę na siłę (vide brutalne wejścia właśnie tydzień temu z Sandecją). Jednak tak naprawdę nie zagrał nic wielkiego, a nawet rzut karny mógł wykorzystać bardziej pewnie. Oczywiście stosowne pożegnanie mu się należy i choć pewnie przyjdzie na to czas za tydzień z Wisłą Płock, to dobrze, że jednak dano mu podejść do tego karnego. Osobiście wolałem, aby to był Broź, ale skoro udało się strzelić i była potem taka fajna radość z drużyną i sztabem, myślę, że warto było.

    Pasquato w kolejnym meczu był w stanie pokazać kilka zagrań znamionujących wysoką klasę. Oczywiście najbardziej imponujący będzie gol na 2:0, ale gdy tylko miał trochę miejsca, to potrafił coś ciekawego zagrać. Są przebłyski i delikatny postęp. Nie wiem, czy przeciwnicy trochę go nie lekceważą – dominuje przekonanie, że to jednak niewypał transferowy i nikt nie poświęca mu ogromnej uwagi. Jeśli znowu będą w niego agresywniej wchodzić, może być różnie. Na razie niech korzysta, bo wiadomo, że ofensywnym grajkom z zacięciem do gry kombinacyjnej nie jest łatwo w tej lidze.

    Nie zapominam oczywiście o Mączyńskim i Moulinie, którzy wykonali solidnie swoją pracę i wciąż powodują, że nie do końca potrafię zdefiniować, jaki ten środek pola powinien u nas być. Raz takie zestawienie daje sobie radę bardzo dobrze, ale czasem potrzebuje większego wsparcia. Mnie cieszy mały renesans formy Francuza, którego łatwo można było skreślić tak jak Nagya. Przypomina jednak o sobie, że posiada wysokie umiejętności, a przy rozgrywaniu piłki jest bardzo istotny. Nadal gorzej jest w odbiorze, ale na szczęście nie to dziś było najistotniejsze.

    Nie jestem też do końca pewien, jak powinno być w przypadku napastników. Niezgoda dostawał dzisiaj podania, gdy tylko urwał się obrońcom, był bardzo groźny i praktycznie nie do zatrzymania. Przegrywał jednak trochę z Muchą, a trochę sam ze sobą – choćby wtedy, gdy zawahał się i nie zaatakował piłki zagranej przez obrońcę Bruk-Betu. Nie leciała też ona idealnie dla niego, ale mam wrażenie, jakby trochę przestraszył się Muchy. Potem miał też sytuację z nie najlepszego kąta, ale być może i to dało się lepiej rozwiązać. Dziś bez gola, więc wielu pewnie oceni go negatywnie. Ale też czekam, tak jak niektórzy tutaj, na parę Niezgoda – Sadiku w większym wymiarze czasowym. To mogłoby wypalić. Nie mówię, że teraz jest źle, bo Niezgoda jednak strzela, i to dość dużo, jak na czas spędzony na boisku, ale takie ustawienie ma w sobie potencjał.

    Wszedł jeszcze Szymański, który po raz ostatni w lidze grał jeszcze we wrześniu. Nie sądzę aby był to przypadek, widocznie nie zasługiwał na to, aby występować. On sam jest chyba rekordzistą w liczbie rozgrywek, w jakich zagrał w tym sezonie – było ich aż 7 (Ekstraklasa, PP, eliminacje LM i LE, Superpuchar, III liga i Liga Młodzieżowa). Do tego eliminacje w reprezentacji U-21, czyli łącznie z kadrą nawet 8. Rzucanie go po drużynach pewnie też mu nie pomogło, ale dziś przy korzystnym wyniku dostał szansę. Brakowało takiego wysokiego prowadzenia, żeby można było na luzie eksperymentować. W lidze w tym sezonie to zresztą najwyższa wygrana Legii. Jozak dziś wyjątkowo wcześnie zrobił zmiany i bardzo dobrze, ale do tego już się odnosiłem wyżej.

    Teraz mecze co trzy dni. Nie wiem, jak poradzą sobie z tym inni, ale mam nadzieję, że my wyjdziemy z tego bez szwanku. Po dwóch tygodniach sytuacja wróciła do takiej samej jak była po Koronie, czyli mamy tylko punkt straty do Górnika. Musimy się trzymać blisko czołówki, a najlepiej skończyć rok na szczycie. Im więcej zdobędziemy punktów teraz, tym łatwiej powinno być wiosną. Być może nie trzeba będzie już odrabiać tak ogromnej straty jak w poprzednich latach. Wszystko jest jeszcze dalekie od ideału, ale tego i tak szybko nie osiągniemy. Trzeba będzie wiele zmienić, aby zakończyć ten sezon pomyślnie, ale najpierw został jeszcze tydzień do dogrania i tego się trzymajmy.

    #kimbalegia #legia
    pokaż całość

    •  

      @Kimbaloula: Pasquato ponownie pozytywnie zaskoczył, ale do pewnego momentu, od stanu 3-0 kilkukrotnie mogl sie lepiej zachowac, raził niecelnymi podaniami. A Thibau zszedl pewnie z powodu najblizszego spotkania, nic szczegolnego, lepiej zeby byl wypoczety.

      +: matixrr
  •  

    Mistrzem Polski jest Legia
    Legia najlepsza jest
    Legia to jest potęga
    Legia LGBT
    la la la la la la la

    #legia #lgbt #sport

    źródło: LGBT_Legia.jpg

  •  

    #pilkanozna
    #ekstraklasa
    #legia

    Troche mnie wkurza podejscie do Guilherme. Koles odchodzi z klubu i nagle wysyp komentarzy typu:
    - niech spierdala
    - i tak byl nieprzydatny
    - idze na kase
    itp.

    Rozumiem, ze jakby przechdzil do Lecha lub zachowal sie jak Prijovic, wymuszajac transfer to mozna by sie czepiac, ale koles wypelnia normalnie kontrakt, troche zdrowia dla druzyny zostawil, IMO jednak jakis szacunek mu sie za to nalezy. Dlaczego nie mozna w Polskim klubie po prostu kulturalnie sie pozegnac z zawodnikiem, tylko od razu takie cos? pokaż całość

  •  

    Oprócz Guilherme pojawiły się dziś jeszcze 2 inne wątki transferowe #plotkitransferowe
    #legia #ekstraklasa

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Guilherme odjeżdza ekstraklasie za hajs z ligi mistrzów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #mecz #legia

  •  

    I teraz nie wiem czy ten napis to fejk czy nie xD
    #legia #warszawa #heheszki

    źródło: fromapp.jpg

    •  

      @Oskarek89:
      gui ostatnio miał mecz, gdzie 3 setki zmarnował

    •  

      @Kid_A: nie ostatnio a prawie zawsze. Gui potrafił mieć błysk i pociągnąć zespół, ale często wkurwiał za długim trzymaniem piłki i nieudanymi zwodami. Pod względem zmarnowanych sytuacji to on jest prawie na równi z Kucharczykiem i jeden i drugi posłali tyle piłek obok bramek że to szok. Jak na nasze warunki nie był to zły zawodnik tym bardziej mając w pamięci, że łatał dziurę na lewej obronie i potrafił coś zagrać na skrzydle, a tu Legia zawsze miała problem ściągnąć dobrego zawodnika na tę pozycję. pokaż całość

      +: ostoja
  •  

    Tyle drużyn w tej edycji #ligamistrzow zdobyło mniej punktów niż #legia w poprzedniej ( ͡° ͜ʖ ͡°) A ja czuje że nie będziemy tego wspominać 20 lat jak poprzednio, tylko za 2-3 lata tam wrócimy, róbcie screeny. #pilkanozna #ekstraklasa

    Benfica Lizbona - 0 pkt
    Celtic Glasgow - 3 pkt
    RSC Anderlecht - 3 pkt
    Karabach Agdam - 2 pkt
    Olympiakos Pireus - 1 pkt
    NK Maribor - 3 pkt
    Feyenoord Rotterdam - 3 pkt
    AS Monaco - 2 pkt
    Borussia Dortmund - 2 pkt
    APOEL Nikozja - 2 pkt
    pokaż całość

  •  

    Dopiero zauważyłem że Olympiakos z Vadisem zajął czwarte miesjce w grupie Ligi Mistrzów (i to ze Sportingiem). I co, nie powiecie mi że nie zaliczył znacznego kroku w tył w karierze przejściem do Pireusu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #legia #ligamistrzow #pilkanozna #ekstraklasa

  •  

    Zapomniałem już, jak to jest zremisować mecz. Ostatni remis miał miejsce 24 sierpnia z Sheriffem, a w lidze 22 lipca. W ostatnim półroczu zremisowaliśmy sześć meczów, z których dwa oznaczały odpadnięcie z pucharów, jeden – przegrany Superpuchar, dwa kolejne to straty punktów w lidze, a jedynie ten chronologicznie pierwszy pozwolił utrzymać pierwsze miejsce w lidze i zdobyć mistrzostwo.

    Tak więc mimo wszystko uczucie po tym meczu jest mi bardzo dobrze znane. To kolejna porażka, z tym drobnym szczegółem, że jest za nią jeden punkt, a nie zero. Czasami trzeba taki wynik zaakceptować - po Kielcach mogłem nawet pogodzić się z porażką, więc remis tym bardziej bym przyjął. Natomiast dzisiaj, nawet jeśli był to punkt wyszarpany w ostatnich minutach, nie może on cieszyć. To znaczy, zawsze lepsze to niż porażka, ale cały mecz w wykonaniu Legii rozczarował i tak naprawdę nie zasłużyliśmy na więcej. Można było jeszcze strzelić na farcie w samej końcówce (już chyba nawet po czasie), ale moja ocena nie różniłaby się. Cieszyłbym się jak oszalały ze zwycięstwa, ale wiedziałbym, że to przykryłoby tylko bardzo kiepski występ Legii.

    Był Wodzisław Śląski, była Bielsko-Biała, a teraz jest Nieciecza. Praktycznie zawsze w lidze był stadion, na którym Legii nie szło i nawet jeśli tam wygrywała, to w ogromnych bólach. W Niecieczy jeszcze się to nie udało, a dziś był dopiero pierwszy punkt. Podobno tamtejsze boisko ma wymiary jak każde inne, tj. 105x68. Natomiast gdy ogląda się mecze, wydaje się, że jest niezwykle małe i zawsze panuje tam duży tłok podczas gry. W przypadku Legii takie wrażenie ma miejsce głównie dlatego, że do tej pory wszystkie te mecze wyglądały tak samo i ten dzisiejszy niestety niczym się nie różnił od tych poprzednich. Legia ma piłkę przez większość czasu, ale nic z tego nie wynika, a przeciwnik (czy to Bruk-Bet, czy Sandecja) broni się całym zespołem na swojej połowie, a gdy tylko pojawia się pod naszą bramką, to wykorzystuje każdy nasz błąd. Wszystkie gole, jakie tam traciliśmy, to były idiotyczne bramki, tzw. piłkarski kryminał. Przed oczami stają m.in. nieporozumienie Pazdana z Malarzem, gol-bilard z tego lata, czy miękkie rzuty karne. Dziś poszerzyliśmy tę galerię, i niewiele pomaga fakt, że po raz pierwszy strzeliliśmy tam dwa gole, z czego jednego z akcji. Wcześniej był tylko jeden z rzutu wolnego – również w końcówce, ale niedający punktów.

    Trudno mi się pogodzić z tym remisem dlatego, że jesteśmy po dwóch niezłych meczach ligowych z czołówką. Jeden wygraliśmy, drugi przegraliśmy, ale stworzyliśmy dobre widowiska i była nadzieja, że nawet w tym składzie możemy iść do przodu, a w najgorszym razie dociągnąć na przyzwoitym poziomie do zimy. Dziś cofnęliśmy się znowu o kilka miesięcy. Dużo osób narzekało, nawet po wygranych meczach, na grę Legii polegającą na defensywie i kontratakach. Ja zdecydowanie wolałem tamto niż bezsensowne klepanie piłki na środku boiska. Tutaj po prostu widać było, jak to się skończy. Tyle podobnych meczów już widzieliśmy i naprawdę bardzo rzadko udawało się to zakończyć pomyślnie. Można by chwalić, że Legia stara się rozwijać i po serii lepszych meczów próbuje czegoś bardziej skomplikowanego, ale dzisiaj jej to kompletnie nie wychodziło. Zwróciłbym też uwagę na miejsce rozgrywania meczu. Pal sześć wyniki, ale przy Ł3 gra z ataku pozycyjnego ostatnio się poprawiła i z Arką oraz z Górnikiem to nawet naturalnie wychodziło. Nastawienie na kontry w Kielcach było prawidłowe, bo pamiętamy, jak padły dwa gole dla nas. Tam załatwił nas pech oraz błędy w obronie. I to samo możemy napisać dzisiaj, ale ten pech był też z naszej winy, bo nie zachowaliśmy odpowiedniej koncentracji. A z przodu nie zrobiliśmy wystarczająco dużo. To i tak cud, że strzeliliśmy dwa gole.

    Może to właśnie na tych błędach w obronie należy się skupić. Gdy wygrywaliśmy mecze po 1:0, to właśnie defensywa była kluczowa. Teraz straciliśmy aż pięć goli w dwóch meczach, a licząc z Bytovią – siedem w trzech. Czy aż tak wielki wpływ na to ma nieobecność Pazdana? Nie wiem, pewnie tak, ale np. z Górnikiem też go zabrakło i było ok. Jego przedłużająca się nieobecność robi się już wręcz podejrzana i staje się coraz bardziej uwierająca. A nawet jeśli miałby wrócić do gry za tydzień, to obawiam się, że po wypadnięciu z rytmu może nie prezentować już takiej formy jak przed przerwą na kadrę. A zanim by się rozegrał i na nowo ten rytm złapał, to runda się skończy. Musimy być przygotowani, że w końcu trzeba będzie sobie radzić bez niego, zwłaszcza po zmianie menedżera (swoją drogą, dziwię się, że dopiero teraz rozstał się z dotychczasowym – nie potrafić przez trzy okna przeprowadzić transferu takiego zawodnika to duża sztuka). Ale dopóki jest, dobrze byłoby z niego korzystać, a na razie to się nie dzieje.

    Mamy też na tyle napiętą sytuację, że Astiz i Dąbrowski mają już po trzy kartki i w każdym momencie któryś z nich może pauzować. Podobnie jest z Pazdanem, gdyby wrócił do gry. Oby nie okazało się, że na któryś mecz środek wysypie nam się konkretnie. Ale to nie jest jeszcze moment, aby się tym zajmować. Wspomniałem o meczu z Górnikiem – wtedy chwaliłem obrońców i teraz mi głupio, bo od tej pory wygląda to o wiele gorzej. Astiz już drugi mecz z rzędu popełnia proste błędy, a na jego konto idzie tym razem pierwszy gol. Przy drugim większa część winy idzie na Malarza. Jak jednak słusznie przypomina @Oskarek89, Malarz ma problemy w życiu osobistym i przeżywa trudny czas. Przy niewyjaśnionej sytuacji Cierzniaka (odsunięcie po Bytovii/kontuzja?) nagle i w bramce zrobił się problem. Kluczowa formacja nam się posypała i dlatego tak to wygląda.

    W przypadku Dąbrowskiego i bocznych obrońców można powiedzieć, że dużo lepiej atakowali niż bronili. Tak naprawdę, dziś defensorzy nie mieli dużo roboty, w tyłach można ich rozliczać z nielicznych sytuacji, gdzie trzeba było zachować koncentrację i nie każdy był w stanie to zrobić. Natomiast dziwnie to wygląda, gdy naszym najbardziej kreatywnym zawodnikiem jest lewy obrońca, a w polu karnym najgroźniejszy jest stoper. Dąbrowski mógł mieć dziś dwa gole, a Hlousek tyleż asyst. Broź też miał dobre wejścia, jak przy jedynej dobrej akcji Legii w pierwszej połowie – tej zakończonej pudłem Guilherme. Tu widać pewien postęp, natomiast obaj muszą lepiej bronić, bo pamiętamy choćby to, jakie spustoszenie na skrzydłach robiła nam tydzień temu Korona.

    Gdy gramy na utrzymanie piłki, to przede wszystkim potrzebujemy mieć w składzie kreatywnych zawodników. Chyba jasne jest, że w tej mierze możemy liczyć głównie na Guilherme i Hamalainena. Tydzień temu ich strata w trakcie meczu była dla nas bardzo bolesna, a teraz… czerwona kartka Gui nawet specjalnie nas nie osłabiła, bo do tej pory nie robił on nic, co przekonywałoby do pozostawienia go na boisku. Pretensje o zmiany do Jozaka? Tym razem chyba przede wszystkim takie, że za późno – podobnie jak w Kielcach wpuścił Sadiku zaledwie na kilka minut, a tym razem chyba niewpuszczenie Szymańskiego będzie trudniejsze do obronienia… Tutaj zmiany były potrzebne dla samych zmian, aby coś w grze się ruszyło, bo przez dłuższy czas Legia grała jednym tempem. Kolejny raz też miała miejsce sytuacja, gdzie zaczynaliśmy grać dopiero po utracie gola. Nie poszliśmy za ciosem po wyrównującym trafieniu, a całą pierwszą połowę, poza pojedynczymi akcjami, przestaliśmy. Zmiana w przerwie Pasquato za Kucharczyka była więcej niż wskazana, ale brakowało kolejnych.

    Hamę jest mi ciężko oceniać, bo miał kilka niezłych zagrań w swoim stylu, ale i kilka prostych strat. Dziś każdy mógł sobie nabić bardzo dużo celnych podań, ale większość z nich to były łatwe zagrania. Gdy przychodziło do trudniejszych, czyli takich, które mogłyby rozerwać defensywę Sandecji, to już się nie udawało. Fin próbował różnych rzeczy, często zmieniał miejsce na boisku, ale brakowało mu błysku. Na tle pozostałych pomocników i tak wypadł nieźle, ale pokazał już, że stać go na dużo lepszą grę.

    Środek pomocy należy ocenić co najwyżej przeciętnie. Mączyński od kilku meczów próbuje prostopadłych podań, ale chyba jeszcze żadne takie nie przeszło. Trzyma w miarę przyzwoity poziom, na tyle że raczej jego obecność w składzie nie powinna być kwestionowana. Ciężko też jednak powiedzieć, że gra jakoś wyjątkowo dobrze czy do przodu, czy w odbiorze. Podobnie jest w przypadku Moulina, który dziś był nieco częściej pod grą, a także zaliczył asystę. Myślę, że nieco przypadkową, bo jego dośrodkowanie z rogu było raczej nieudane, ale Dąbrowski popisał się instynktem i sprytem.

    Do Kucharczyka i Niezgody nie chcę mieć… większych pretensji. Mam na myśli to, że nie można oczekiwać od nich czegoś, czego nie umieją i do czego nie są stworzeni. To nie są zawodnicy na grę atakiem pozycyjnym i myślę że każdy kolejny mecz to udowadnia. Kuchy w ogóle po tej przerwie na kadrę jest jakiś niewyraźny, ale co on mógł zrobić w grze atakiem pozycyjnym. Podobnie Niezgoda, choć i tak dzisiaj było lepiej niż z Koroną. Raz na jakiś czas jednak potrafił utrzymać piłkę, co zresztą było istotne przy jego golu – to on zebrał drugą piłkę i oddał ją do Pasquato, samemu pędząc w pole karne. I jest to niesamowite, że piłka niemal zawsze gdzieś się od niego odbije i wpadnie. Może być w tym przypadek, ale po prostu są zawodnicy, którzy w polu karnym zamieniają wszystko w złoto. Nie jest to poziom Nikolicia, bardziej kojarzy mi się Svitlica, który też strzelał tak trochę z niczego. W statystykach nie jest istotne, jakie to były gole, i pod tym względem w ogóle nie trzeba tego rozpatrywać. Natomiast dla drużyny jego trafienia są bezcenne. Niezgoda sześciokrotnie strzelał na 1:0 i teraz na 2:2. Jeśli zastosujemy uproszczenie polegające na odjęciu jego goli od dorobku Legii, to byłaby ona uboższa o 7 punktów. Niby niewiele, ale 25 punktów w 18 meczach byłoby fatalnym wynikiem i plasowałoby nas pod koniec pierwszej ósemki.

    Wspomnę jeszcze słowo o Pasquato, który przez długi czas niczym nie potrafił się wyróżnić, ale z trudnej piłki zaliczył kolejną asystę. W klasyfikacji kanadyjskiej nie jest jeszcze w czołówce, ale więcej asyst od niego w Ekstraklasie w Legii ma tylko… Sadiku. Tak, też się zdziwiłem, ale tak jest, przy założeniu, że liczymy mu asystę w pierwszym meczu z Sandecją, kiedy wygarniętą przez niego piłkę strzelił Hamalainen i w tej samej akcji strzelił. Poza tym Albańczyk notował asysty w meczach z Piastem, Śląskiem i Arką, a miał też duży udział choćby przy golu z Cracovią. Pasquato dopiero od niedawna poprawia swoje liczby, ale najważniejsze jest, że pokazuje choćby pojedynczymi zagraniami, że jednak coś potrafi. Może to nadmierny optymizm z mojej strony, ale poczekajmy jeszcze trochę. Kto wie czy na wiosnę on, a może obaj, staną się wreszcie kimś istotnym w tej drużynie.

    Po raz pierwszy od meczu z Lechem z wiosny strzelamy gola w doliczonym czasie, który coś nam daje, zmienia końcowy rezultat (w sensie zwycięstwo/remis/porażka). To w ogóle nasz najpóźniejszy nasz gol w tym sezonie – zaledwie tydzień wcześniej strzeliliśmy najwcześniejszego. Był to też drugi mecz z rzędu, który zaczęliśmy od 0:1, ale go nie przegraliśmy. W lidze poprzedni taki mecz miał miejsce w 31. kolejce poprzedniego sezonu z Wisłą Kraków, o czym pisałem w tygodniu. To wszystko jednak trudno uznać za pocieszenie. Także to, że zaczęliśmy strzelać więcej goli. Co z tego, skoro więcej również tracimy. Ja chcę powrotu do zwycięstw 1:0 i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Wolę potem narzekać, że Legia ma najmniej goli strzelonych z czołowej ósemki, jeśli jednocześnie będzie mieć najwięcej punktów. Na razie ma, ale jeśli Górnik jutro nie przegra, to już tak nie będzie. W kwestii liczby goli jesteśmy obecnie lepsi od Arki i Jagiellonii, a po jutrzejszym meczu może się okazać, że również od Wisły Kraków. To wszystko oczywiście obejmuje wyłącznie górną ósemkę.

    Polecę tekstem użytym po meczu z Lechem – sądzę, że za tydzień z Niecieczą wygramy. Argumenty? Brak, bo z nimi zawsze, oprócz jednego meczu, grało nam się ciężko, z Bartoszkiem również, a Nieciecza prowadzona przez Bartoszka to może być kumulacja. Oby nie, ale skoro Zagłębie będące w kryzysie mogło pokonać ją 4:1, to my również możemy. Tyle że Sandecja, z którą dzisiaj zremisowaliśmy, przegrała w poprzedniej kolejce z Arką 0:5… I tak możemy sobie to przebijać. Ciężko szukać tu jakiejś logiki, a jedynie liczyć na to, że na tym koniec wpadek. Na to miałem nadzieję już tydzień temu i mocno się rozczarowałem. Ale nastawienie nie może się zmienić, wciąż trzeba uzbierać jak najwięcej punktów do zimy. Nie po to mieliśmy serię pięciu zwycięstw, aby teraz to wszystko zaprzepaścić.

    #kimbalegia #legia
    pokaż całość

    •  

      @knapik96: Ani to, ani to. Nie zajmuję tym zawodowo i prawdopodobnie nie będę.

    •  

      @Kimbaloula: Niestety Kuchy po okresie gry kiedy miał liczby ostatnio zniknął i to nie tylko w liczbach, ale wg mnie i na boisku. Kartka Gui wg mnie idzie na konto trenera i brak zmiany. Trzeba było wcześniej sięgnąć po Berto i Sadiku którzy w grze kombinacyjnej, siłowej mogliby coś wnieść. Nie wiem czy Szymański by sobie poradził. Jak dla mnie Kuchy powinien usiąść w następnym meczu i dać szansę Szymańskiemu/Sadiku/Berto albo ewentualnie ktoś z tej 2 i niech odpocznie sobie też Gui. Na takie mecze raczej trzeba było wyjść 2 napastników. pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Legia ma dużo wspólnego z Realem, obie drużyny bez formy, obie z czerwoną kartką, obie z drewniakiem w składzie.
    #mecz #legia #realmadryt

  •  

    To rzucanie co chwilę "kurwami" przez kibiców Sandecji, gdy na stadionie nie ma kibiców Legii i więdzą, ze nikt im nie odpowie . Żenada #mecz #legia

  •  

    Powinniśmy grać na 2 napastników własnie. Jesteśmy Legia Warszawa a nie jakiś Lech Poznań czy inna Wisła Kraków.
    Fajnie że Del Piero się ocknął.
    Kuchy na ławkę won. #legia
    #mecz

  •  

    Komentator w Canal+:
    "Bardzo dużo gramy [pauza] jako zawodnicy Legii, prawą stroną."
    I to ma być, kurła, bezstronny dziennikarz?
    #mecz #legia

  •  

    Uwaga, bo można się pomylić i zacząć skakać po głowie komuś, kto wcale nie prostytuuje się na Konwiktorskiej. Kolorystyka wyjątkowo nieprzemyślana.

    #legia #kibice #kibole #warszawa #heheszki

  •  

    Nagy odchodzi zimą na wypożyczenie. Decyzja Jozaka. Coraz bardziej mi się to podoba - bez głaskania po głowie, bez akceptowania fochów, tylko podejście "albo jesteś z nami albo nie ma cię wcale".

    #legia

  •  

    Dominik Nagy spędził trzy tygodnie w rezerwach Legii, ale niewiele mu ten czas pomógł. Węgier został przywrócony do pierwszego zespołu, po kolejnych trzech tygodniach otrzymał szansę gry w meczu z Bytovią, ale już po 45 minutach został zdjęty z boiska - nie wypełniał założeń taktycznych, był całkowicie niewidoczny. Po meczu było pewne, ze w tym roku nie zobaczymy go już na murawie w oficjalnym starciu. Jaka przyszłość czego zawodnika? - To bardzo utalentowany zawodnik, wciąż na niego liczymy, ale ma problem ze swoimi emocjami i motywacja do pracy. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli zima zostanie gdzieś wypożyczony. Taki okres poza klubem ma mu pomóc w dojściu do równowagi, ma mu pomóc dojrzeć - zdradził trener Legii, Romeo Jozak.
    #legia #ekstraklasa #transfery
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    "Żyleta" - najbardziej fanatyczna trybuna Legii Warszawa, wzięła swoją nazwę od żyletek marki Polsilver.
    Reklama widniała na górnej części sektora 11.
    Nazwa ta pojawiła się w okolicach lat 70tych.
    #legia #ekstraklasa #pilkanozna #ciekawostki

    źródło: legia.jpg

  •  

    Berto (。◕‿‿◕。)

    #legia

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    HT 2 / FT 1. Chyba tylko tak można wytłumaczyć to, co stało się dzisiaj w meczu z Bytovią. Pierwsza połowa poniżej wszelkiego akceptowalnego poziomu, druga już taka, jaka powinna być. To chyba coś więcej niż tylko cudowna przemiana w szatni.

    Mówiąc bardziej serio, rezerwowi dali z początku poważny argument ku temu, aby rozgonić to towarzystwo na cztery wiatry. Nie działało absolutnie nic. Jedynie z zagrań Pasquato i Sadiku mogło coś wyniknąć, ale pod bramką brakowało im centymetrów – czy to odnośnie spalonego, czy celności strzałów. Starała się też prawa strona z Hildeberto i Szymańskim, ale efekty przyszły dopiero po przerwie.

    Wiadomo było, że to idealna okazja na danie szansy rezerwowym, w zasadzie ostatnia taka w tym roku. 10 zmian w składzie w porównaniu do meczu z Koroną nikogo nie mogło dziwić. W Pucharze Polski jest też trochę inna tolerancja. Do tej pory żaden mecz Legii w tych rozgrywkach w tym sezonie nie był jakiś szczególnie dobry, a wręcz każdy długimi fragmentami oglądało się dość ciężko. W kombinowanym składzie gra może się z początku nie kleić. Ale bez przesady. Ze zgrozą należało stwierdzić, że Bytovia była w pierwszej połowie lepsza od nas. Prosiliśmy się o gola i go dostaliśmy, a goście znowu zaskoczyli nas z rzutu rożnego. Choć jak się okazuje, trzeba być precyzyjnym – z rzutu rożnego to zaskoczyli nas w samej końcówce, a w 26. minucie to po dośrodkowaniu z rzutu rożnego…

    Był zryw w okolicach 35. minuty, ale to wszystko. Może nie było specjalnych powodów, aby martwić się o awans, ale głupio byłoby przerwać passę meczów bez porażki u siebie w takich okolicznościach. Ostatecznie jest to jeden z tych meczów, w których strzeliliśmy najwięcej goli – po cztery były też w poprzednich rundach ze Zdzieszowicami i Puławami, a także sześć w rewanżu z Mariehamn. Druga połowa w jakimś stopniu zrekompensowała męczarnie z pierwszej oraz wykreowała nawet kilku bohaterów.

    Należy też wspomnieć, że to pierwszy mecz od 7 miesięcy, kiedy przegrywaliśmy i udało się odwrócić wynik. Poziom rywali właściwie nieporównywalny, ale dobrze że udało się to chociaż w meczu PP. Legia wyszła z szatni znacznie wcześniej niż Bytovia i tak samo zachowywała się już po wznowieniu gry – była dużo bardziej chętna coś zrobić i różnicę było widać gołym okiem. Nie wiem, czemu nie można było tak od razu, ale trzeba przyznać, że wejście w drugą połowę było imponujące.

    Nie znoszę wystawiać ocen po takim meczu, bo trzeba robić to niejako podwójnie. Uśrednianie pierwszej i drugiej połowy raczej nic tu nie da. Nie można również uprościć tego w ten sposób, że przed przerwą wszyscy byli do niczego, ale potem już nie. Cały czas trzeba też pamiętać, z kim graliśmy, aby nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Ale nawet w takim meczu można zapulsować i niektórym się to udało.

    Oczywistymi kandydatami są tutaj Szymański, Hildeberto i Broź. Byli zamieszani w większość akcji bramkowych, i potrafili pokazać coś ponadprzeciętnego. W przypadku Szymańskiego będzie to przede wszystkim zwód w polu karnym przy golu na 1:1 i wykończenie głową przy trafieniu na 4:1. Zawsze staram się nie przesadzić z pochwałami dla niego, ale ostatnio z Ajaxem i teraz z Bytovią wyróżniał się. Czas pokazać to samo na wyższym poziomie. Berto znakomicie odnalazł się w polu karnym, radził tam sobie dużo lepiej niż pod swoją bramką. Wreszcie sprawdzono go na pozycji, na której kiedyś występował, ale był na niej zupełnie nieprzekonujący. Jak należy tam grać, pokazał w drugiej połowie Broź, który na tle wszystkich wyglądał jak piłkarz o poziom wyżej. Widać, że gdy jest zaangażowany, to jest w stanie sporo dać zespołowi. Za grę ofensywną można mu dzisiaj spokojnie przyznać 9/10, bo zawsze może być lepiej.

    Cichym bohaterem był Pasquato, który znowu pokazał kilka ciekawych zagrań. Nieźle współpracował z Sadiku, a ukoronowaniem jego występu była piłka do Monety, która stworzyła nam sytuację na 3:1. Dziś nasi zawodnicy często zmieniali ustawienie – Szymański przechodził z jednego skrzydła na drugie i potem na środek, Włoch zaś trochę się cofnął i operował w głębi pola. Od soboty włącznie obskoczył zatem trzy pozycje i w sumie na każdej wyglądał dobrze. W pierwszej części rundy na każdej wyglądał słabo. Tak więc kto wie, czy to właśnie miejsce na boisku jest najważniejsze – jeśli piłkarz prezentuje wysoki poziom (albo ma naprzeciwko siebie słabych rywali), to na każdej powinien sobie poradzić.

    Nawet niezłe wejście zaliczył Moneta, który potrafił podnieść głowę i zagrać tam, gdzie powinien. Niby bez szału Turzyniecki, ale zwracam uwagę na jego świetne podanie z pierwszej piłki przy golu na 1:1. Trochę szkoda mi Sadiku i Chukwu, bo byli trochę za mało wykorzystywani. Wszystkie cztery gole dla Legii padły tak naprawdę ze strefy środkowego napastnika. Sadiku był na boisku przy trzech z nich i tylko raz tak naprawdę było blisko, aby to on był autorem trafienia. Jeśli można go za coś pochwalić, to za rozprowadzenie piłki przy golu na 1:1, choć obawiałem się po tym przyjęciu, że zaraz ją straci. DCC było natomiast w tym meczu bardzo mało, ale to chyba nie nowość. On rzadko kiedy dostaje podania i znika na długie minuty i jego oceniać jest chyba najtrudniej.

    Całą resztę można by zjechać od góry do dołu – może poza Czerwińskim, który był po kontuzji i poza jednym kiksem chyba nic szczególnego nie zepsuł. Brakowało mi dobrego wyprowadzenia spod naszego pola karnego – ani obrońcy, ani pomocnicy, ani bramkarz nie byli w stanie tego odpowiednio przeprowadzić. To się trochę poprawiło w drugiej połowie, ale również wtedy poza dobrymi podaniami było też dużo prostych strat. Szczególnie dziwi mnie to przy Dąbrowskim, który przecież po ziemi umie grać. W tym elemencie dużym rozczarowaniem był Cierzniak, ale u niego najgorsze jest to, że nie pomógł przy żadnej z bramek dla Bytovii. Jedną z nich zawalił, a drugą – hmmm, to chyba dało się obronić, Malarz w obecnej formie pewnie dałby sobie z tym radę. Cierzniak jako rezerwowy bramkarz jest ok, zwłaszcza że chwali się go za dbanie o atmosferę w szatni. Natomiast gdy przychodzi do grania i jest cokolwiek do bronienia, to na ogół są z tym problemy. Oczywiście brak regularnej gry też nie pomaga. Natomiast, gdyby Malarz miał odchodzić, to ciężko mi sobie wyobrazić, aby rezerwowy przejął jego miejsce, tak jak to miało miejsce z Malarzem właśnie, gdy zastępował Kuciaka. Mam jednak nadzieję, o czym pisałem w sobotę, że zimą do zmian w bramce nie dojdzie.

    Po meczu w Kielcach zastanawiałem się, czemu na agresywnie grającą Koronę Jozak nie wpuścił choćby Jodłowca, tylko Kopczyńskiego. Częściowo uzyskałem odpowiedzi na moje wątpliwości. Jodła stracił miejsce w składzie i nie udowodnił, że była to strata bezpodstawna. Wygląda, jakby znowu zjechał z formą. Duża liczba niecelnych podań i strat po holowaniu piłki, przegrywane nawet pojedynki główkowe… Tak właśnie wyglądał w najgorszych swoich meczach. Po przejściu na środek obrony było chyba odrobinę lepiej, ale Jodłowcem byłem dziś mocno rozczarowany. Kopczyński niestety też nie pokazał nic, co mogłoby go bronić. Przegrywał większość stykowych piłek i też nie dawał wiele od siebie w rozegraniu. Co tu dużo mówić, brakuje nam na tej pozycji kogoś z dobrym odbiorem. Można tutaj ustawić kilka „ósemek”, ale nikt z tych zawodników nie gra idealnie w defensywie. Kopa, przy słabszych możliwościach piłkarskich, mógłby zrobić naprawdę spory użytek choćby z samego odbierania i podawania do najbliższego. Ale często i z tym sobie nie radzi, na tle wielu przeciwników. Rundę życia, tę sprzed roku, ma już chyba za sobą.

    Natomiast najbardziej byłem załamany Nagyem. Nie ukrywam, że czekałem na jego występ. Widziałem go w rezerwach z Polonią, ale wiecie jak to jest. Desant z pierwszego zespołu rzadko kiedy pomagał, poszczególni zawodnicy na ogół się nie wyróżniali i bardziej wprowadzali chaos. Tutaj wprawdzie też byli przede wszystkim rezerwowi, ale z nimi przynajmniej trenuje na co dzień, no i chociaż w rozgrywkach PP mógłby pokazać, że jednak mu zależy. Cóż, trzeba powiedzieć, że boczni obrońcy, nawet wspomniany Turzyniecki, zrobili nieporównywalnie więcej od Węgra w ofensywie. Pierwszą połowę w praktyce graliśmy w 10, niektórych można było pochwalić za dobre chęci, ale tu nijak nie mogę znaleźć nic pozytywnego. Koszmarny zjazd. Najgorsze, że nie jest to ogór, po którym i tak nie możemy się niczego wielkiego spodziewać. To jest talent, który błysnął w poprzednim sezonie i dawał nadzieję, że będzie wzmocnieniem. Miłośnicy cyferek mogli cieszyć się, że zostanie sprzedany za dużą kasę. Sam w różnych dyskusjach to właśnie jego w pierwszej kolejności wskazywałem jako tego, na kim Legia mogłaby coś zarobić. Na tę chwilę jednak traci, bo trzeba pamiętać, że on nie przyszedł tu za darmo, tylko za poważne pieniądze. Miał wszystko, aby być drugim Dudą, który może też ma nierówno pod kopułą, ale jemu przeszkadzają głównie kwestie zdrowotne. Jego, nawet gdy grał słabiej, dało się sprzedać za dobrą kasę. Tutaj kompletnie tego nie widzę i jeśli nie dojdzie do jakiegoś przełomu, to będziemy mieli ogromne rozczarowanie.

    Z uwag ogólnych pozostała mi jeszcze frekwencja. Nie mam pretensji do tych, których nie było, bo przy takim terminie, takiej pogodzie, takim przeciwniku i takiej sytuacji w dwumeczu mogę to nawet zrozumieć. Tym niemniej jest to najniższa frekwencja na nowym stadionie, nie licząc meczów przy zamkniętych trybunach. Oto „czołówka” tego zestawienia (mecze poniżej 10 000 widzów):

    7240 – 28.11.2017, PP, Bytovia 4:2
    8181 – 02.12.2015, Ekstraklasa, Górnik Łęczna, 2:1
    8376 – 18.11.2015, PP, Chojniczanka 4:1
    8699 – 19.07.2014, Ekstraklasa, GKS Bełchatów 0:1
    ~9000 – 28.10.2012, Ekstraklasa, Piast 3:2
    9568 – 26.11.2015, LE, Midtjylland 1:0

    pokaż spoiler W meczu Superpucharu ze Śląskiem w 2012 r. przy Ł3 było ok. 5000 widzów, ale formalnie występowaliśmy w roli gości, a poza tym mecz został zbojkotowany


    Można by się zastanowić, czy jest sens rozgrywania takich spotkań. Jak dla mnie, rewanżów w ćwierćfinałach PP mogłoby nie być, bo o ile mecz Bytovia – Legia w Bytowie ma sens, o tyle przy Łazienkowskiej po wyniku 3:1 na wyjeździe jak widać nie bardzo. Nie pomaga również termin, bo przy takiej pogodzie piłkarze mogą grać, nawet jeśli stan boisk trochę się pogorszył. Ale wytrzymać te dwie godziny na trybunach już jest trudniej. Przy ważnych i emocjonujących meczach nie jest to barierą, co widzieliśmy przy okazji meczów z Górnikiem, Sportingiem czy Piastem (dwa lata temu w grudniu, kiedy byli liderem). Przy mniej atrakcyjnych to jednak nie zachęca. Będziemy jeszcze grać w grudniu, również w środku tygodnia, choć akurat wtedy wypada nam wyjazd. Może być ciężko zebrać ekipę na stadion, choć mam nadzieję, że aż tak źle jak dzisiaj nie będzie.

    Jedziemy dalej, w sobotę kolejny mecz, który należy wygrać. Nie ma co silić się na większe zapowiedzi, po prostu tak jest i tyle.

    #kimbalegia #legia
    pokaż całość

  •  

    Bożydar mówiący o tym, że awans do Ligi Mistrzów był gwoździem do trumny dla Legii. Mother of god...

    #legia #mecz

  •  

    To Zagłębie Lubin nie ma kibiców, że trzeba zwalniać trenera? Wystarczyło ich zaprosić na trening lub parking, a Stokowca zostawić, bo to dobry trener. Amatorka ze strony zarządu...
    #ekstraklasa #zaglebielubin #pilkanozna #legia #lechia

  •  

    Za każdym jebanym razem jak wejdę w komentarze po jakimkolwiek meczu Legii XD

    pokaż spoiler Gość ma żonę i dziecko ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    pokaż spoiler Ocenzurowane żeby nie było ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #bekazpodludzi #legia #heheszki

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Rozwiejmy wszystkie wątpliwości ( ͡° ͜ʖ ͡°) #laliga #fcbarcelona #valencia #panslawek #ligaplusextra #legia #ekstraklasa #mecz

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: pan_slawek_meme.jpg

  •  

    Przy strzałach Korony gole bez spalonego, elo xDD Pan Stępniewski zarządził xD
    #ligaplusextra #koronakielce #legia
    #ekstraklasa #mecz

    •  

      @coby182 Izolatorowi Boguchwała oraz Złotniczance Złotniki. Co ma piernik do wiatraka?

      Oko ludzkie jest zawodne, a nie dysponujemy jeszcze technologią która idealnie i natychmiastowo udowodni spalonego lub jego brak. VAR dla mnie kompletnie się nie sprawdza przy ocenie niewielkich spalonych, za łatwo popełnić błąd, za dużo różnych czynników wchodzi do modelu. Przy faulu - co zrobił faulujacy I ewentualnie miejsce. Przy autach, rożnych czy bramkach - czy piłka przekroczyla całym obwodem linie. To są rzeczy do sprawdzenia w 10 sekund. Przy spalonym trzeba wybrać odpowiedni moment podania, narysować poprawną linie (co jest ciężkie z dwóch powodów - wybór 'legalnej' części ciała znajdującej się najbliżej bramki oraz wzięcie pod uwagę perspektywy), porównanie tej linii z najbardziej wysuniętą 'legalna' częścią ciała drugiego zawodnika branego pod uwagę...

      Jeżeli ktoś myślał, że VAR kompletnie wyczyści spotkania z kontrowersji, to się z piłką na mózgi pozmieniał.
      pokaż całość

    •  

      @6REY1MISTERIO9: A tak na przyszlosc chcialem wiedziec. Wracajac do tematu, to uwazam, ze spalony byl pół metrowy, oczywiscie ze VAR wszystkich kontrowersji nie rozstrzygnie, ale wlasnie takie sytuacje powinny byc poprawnie interpretowane. Jedno jest pewne, do porozumienia nie dojdziemy.

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Odnośnie spalonego z wczoraj, zdjęcie z wozu VAR

    Na wozie VAR oprócz Frankowskiego był sędzia Borkowski (liniowy). Powiedział, że nie jest pewny, jeśli spalony to pewnie niewielki, ale głowy nie da. Czyli dla niego kontrowersja, a nie klarowna sytuacja i VAR nie może interweniować. Dużo zależy, co wybierzemy za moment podania.
    #ekstraklasa #mecz #koronakielce #legia pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: pbs.twimg.com

    •  

      @Jurigag: I tu oczywiście można dyskutować czy linia zaczyna się w odpowiednim miejscu, ale chyba nie sugerujesz że ta noga jest aż tak długa że ma z 80 cm. Natomiast w kwestii tego czy jest równoległa to jest równoległa, bo widać to po przycięcie trawy, a na tym drugim zdjęciu to jest zwykła kpina i metr różnicy względem przycięte trawy. Dyskusje są jałowe, spalony był ewidentny i zupełnie nie rozumiem pomrocznosci większości ludzi. Ja oglądałem mecz na żywo i juz na pierwszej powtórce wyraźnie było widać że na 2:1 była decyzja prawidłowa, bo Hlousek został a na 3:2 nieprawidłowa bo Kostewycz był wyraźnie wychylony. Było minęło, niektórzy tak to przeżywają że gotowi są zamydlaja rzeczywistość byleby wyszło na ich. Jest jeszcze 20 meczów, ja jestem spokojny o Legię, nawet jak czasem sędzia się ewidentnie pomyli na jej niekorzyść, to i tak na koniec będzie pierwsza. pokaż całość

    •  

      @Jurigag: I tu oczywiście można dyskutować czy linia zaczyna się w odpowiednim miejscu, ale chyba nie sugerujesz że ta noga jest aż tak długa że ma z 80 cm. Natomiast w kwestii tego czy jest równoległa to jest równoległa, bo widać to po przycięcie trawy, a na tym drugim zdjęciu to jest zwykła kpina i metr różnicy względem przycięte trawy. Dyskusje są jałowe, spalony był ewidentny i zupełnie nie rozumiem pomrocznosci większości ludzi. Ja oglądałem mecz na żywo i juz na pierwszej powtórce wyraźnie było widać że na 2:1 była decyzja prawidłowa, bo Hlousek został a na 3:2 nieprawidłowa bo Kostewycz był wyraźnie wychylony. Było minęło, niektórzy tak to przeżywają że gotowi są zamydlaja rzeczywistość byleby wyszło na ich. Jest jeszcze 20 meczów, ja jestem spokojny o Legię, nawet jak czasem sędzia się ewidentnie pomyli na jej niekorzyść, to i tak na koniec będzie pierwsza. pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Już w sobotę czeka nas trudny mecz w Kielcach, który przecież równie dobrze możemy przegrać, a Górnik dzień wcześniej wygrać z Jagą.
    ~ ja niespełna tydzień temu

    W takich sytuacjach nie lubię mieć racji, no ale cóż. Wykrakałem. Mimo że Legia przegrała i wróciła na drugie miejsce, nie zamierzam rozdzierać szat. Z przegranych meczów w tym sezonie, ten był zdecydowanie najlepszy. Do tej pory za takowy uchodziło 0:1 z Jagą, ale tu gra była o dwa poziomy wyższa, i to z obu stron. Zresztą nawet w kilku wygranych meczach Legia grała gorzej niż dzisiaj.

    Przy statystykach Legii rozprawiamy m.in., jak dużo ma zwycięstw oraz jak dużo porażek. Wychodzi z tego pomijany często wniosek, że jest niezwykle mało remisów. W tym sezonie w lidze tylko jeden, i to z Koroną. Teraz była szansa na powtórkę i szczerze mówiąc, nie obraziłbym się za taki rezultat. Sądzę, że sprawiedliwie oddawałby przebieg meczu. Z tych meczów, które zostały nam do końca roku, to właśnie dzisiejsza strata punktów jest najłatwiejsza do zaakceptowania, zwłaszcza po takiej grze. Potem tak naprawdę nie będzie miejsca na wpadki.

    Z jednej strony szkoda, że ani dzisiaj, ani z Jagą nie udało się stykowego meczu choćby zremisować. Jeśli żyjemy tym co tu i teraz, to te dwa brakujące punkty dałyby nam obecnie lidera. Ale też wiele wyrównanych meczów wygraliśmy, co jednak daje dużo większą wartość niż dwa czy trzy remisy. Nie brakowało nam przy tym szczęścia. Dzisiaj karta się odwróciła i wyczerpaliśmy chyba limit pecha za obecną rundę, zarówno dotychczasowe mecze, jak i – mam nadzieję – te, które jeszcze przed nami w tym roku.

    Gdy spojrzy się na mecz z perspektywy Legii, można go streścić tak – dwie kontuzje kluczowych zawodników, słupek, poprzeczka i stykowe sytuacje ze spalonymi rozstrzygnięte na korzyść Korony. O sędziowaniu jeszcze będzie, ale nie więcej niż to konieczne. Jedyne, co w tym meczu naprawdę dobrze się dla nas ułożyło, to początek, bo w lidze nie strzeliliśmy jeszcze tak szybkiego gola w tym sezonie. Zresztą…

    Wyobraźmy sobie, że mecze piłkarskie trwają po 40 minut.
    Górnik przegrywa 0:1 z Jagiellonią.
    Legia wygrywa 1:0 z Koroną.
    Po tej kolejce ma 34 punkty, Jagiellonia 30, a Górnik 29.

    Nie przedstawiam tej sytuacji po to, aby jakoś specjalnie fantazjować. Zainspirowały mnie do tego liczne komentarze, z których już po tak krótkim czasie wynikało, że Górnik spuchł, a Legia już ma autostradę do mistrzostwa. Dlatego zawsze wstrzymuję się z pisaniem w trakcie meczu, żeby nie wyjść na idiotę. Doskonale wychodzi mi to przecież potem w nocy.

    Tak dobrze nie jest, choć i tak widać wyraźną poprawę na tym etapie sezonu. To nie pierwszy raz. I tutaj bardziej wartościowy jest komentarz @peetee, który też zauważył, jak to się układa. Teraz jest o tyle łatwiej, że nie ma pucharów – są mecze co tydzień, a to duża różnica. Jozak powinien być wychwalany dopiero po zdobyciu mistrzostwa, ale tak naprawdę to dopiero po przejściu przez eliminacje europejskich pucharów, a potem skuteczne łączenie gry w Europie i w lidze. W ostatnich latach tylko Magierze się to udało, biorąc poprawkę na to, że graliśmy w LM i tam te 4 punkty były ogromnym sukcesem. Natomiast latem tego roku już sobie nie poradził i musiał odejść. Tak więc w Legii wcale nie jest tak łatwo. Nie sposób o sezon, który zadowoli wszystkich. Nawet jeśli będzie dublet w kraju, a w pucharach np. awans do wiosennej fazy, to może być narzekanie, czemu w lidze nie ma 20 punktów przewagi, a w Europie np. ćwierćfinału. Oczekiwania są duże, a Legia nie jest na tyle silna, aby móc wszystkim sprostać.

    Nie znajdujemy się jeszcze w optymalnej formie ani nie możemy wystawić najlepszego składu. Dziś w trakcie meczu wypadli Gui oraz Hama, a w ogóle nie mogli zagrać Pazdan, Jędrzejczyk i Radović, do tego przez problemy z Nagyem też tracimy wartościowego zawodnika. Berto i Chukwu tutaj pomijam, bo oni nigdy nie stanowili o naszej sile. Natomiast brakowało zawodników, którzy wiosną grali często (tylko Nagy wskoczył do składu w połowie rundy, reszta grała cały czas) i przyczynili się do mistrzostwa. A ci, którzy wypadali słabiej, jak Jędza czy Rado, swoją wartość udowadniali wcześniej. Już nawet nie przypominam o transferach z klubu w ciągu ostatniego roku. Po prostu zwracam uwagę na to, że przy tych wszystkich brakach, a także kontuzjach w trakcie tego meczu, nasz skład w drugiej połowie był lekko przerażający. Jakby to uwzględnić, to tym bardziej gra nie wyglądała źle. Natomiast na pewno brakowało szerszej ławki – to, że takową mamy, jest mitem, który trzeba regularnie obalać.

    Jozak stawia od dłuższego czasu na ten sam zestaw zawodników i był w stanie te braki przykryć. Czasami jednak wychodzą. Mimo wszystko dziwię się jego dzisiejszym zmianom. W Szczecinie mu one wyszły, a tutaj – po fakcie, czyli meczu przegranym – sądzę, że mógł to rozegrać lepiej. Przy 2:2 za Hamę wchodzi Kopczyński, a Sadiku gdzieś o 10-20 minut za późno. Bierze też na ławkę Szymańskiego, ale zupełnie z niego nie korzysta. Akurat on poprzednio nie pokazywał, że zasługuje na grę, ale wreszcie dał pozytywny sygnał w meczu Ligi Młodzieżowej z Ajaxem.

    Chcę jedną rzecz podkreślić, żeby była ona jasna. Zarówno Legia, jak i Korona, zagrały bardzo dobry mecz. Tak, czyli Korona też. Nie wiem, czy o tyle lepiej od nas, aby wygrać, ale po prostu doceniam ten zespół. Robiłem to już latem po meczu u nas, jak i dawałem to do zrozumienia we wcześniejszym wpisie. Natomiast z naszej strony żałuję przede wszystkim końcówki pierwszej połowy. Na ogół najbardziej jest mi żal niewykorzystanych przez nas sytuacji, ale nawet gdybyśmy byli choć trochę skuteczniejsi, to mogłoby to niewiele zmienić. Daliśmy się nieco stłamsić, a strata dwóch goli tak szybko nie powinna się przytrafić. W tej serii zwycięstw mieliśmy kilka trudniejszych momentów, ale nie aż takich. Pod względem wyników tylko Pogoń była w stanie wyrównać, ale w dość niezrozumiały sposób udało nam się wtedy otrząsnąć, choć niewiele na to wskazywało. Niestety znowu zaprzepaszczamy prowadzenie. Tak było i w pierwszym meczu z Koroną, i ze Śląskiem, jak również choćby z Sheriffem… Nie potrafiliśmy utrzymać ani 1:0, ani 2:2, które też nie było korzystne, ale i tak lepsze niż porażka. Ani razu też nie odwróciliśmy wyniku, gdy przegrywaliśmy. Ostatni raz udało nam się to w Poznaniu w kwietniu tego roku, a z Wisłą Kraków w grupie mistrzowskiej osiągnęliśmy remis. Od tego czasu minęły 23 mecze ligowe. Każdy, w którym przez jakąś część meczu przegrywaliśmy (niekoniecznie taki, w którym traciliśmy jako pierwsi gola), kończyliśmy porażką.

    Przy okazji meczu skomentuję też kilka spraw z tygodnia. Coraz głośniej mówi się o tym, że Malarz miałby odejść, bo koniecznie musi przyjść Boruc albo Majecki. Odpowiem na to tak – jakakolwiek zmiana zimą byłaby dla mnie niezrozumiała. Mamy znacznie poważniejsze problemy sportowe, a tę decyzję można spokojnie odłożyć do końca sezonu. Niech Majecki broni jak najwięcej w Stali, a latem zobaczymy, z kim przyjdzie mu rywalizować i jakie ma szanse. Po tym, jak mieliśmy kryzys na początku i w środku rundy… Może nie miałem pretensji, ale wskazywałem, że Malarz nie był w stanie nam wybronić żadnego meczu – co potrafił robić wcześniej, np. w eliminacjach LM czy grupie mistrzowskiej w zeszłym sezonie. Teraz wrócił do tego. O ile z Górnikiem nie miał wiele do roboty, to tutaj miał kilka fantastycznych interwencji, jedną lepszą od drugiej. I tak to się ułożyło, że wtedy nie puścił żadnego gola, a ludzie mieli do niego pretensje o wypluwane piłki, a tutaj bronił świetnie i przyjął trzy sztuki. Szkoda go, a w takiej formie, w jakiej jest, po prostu zasługuje na pozostanie w Legii. A na tej pozycji wiek naprawdę nie jest najważniejszy. Odmładzanie składu można zacząć gdzie indziej.

    Defensywa tak naprawdę nie zagrała znacząco inaczej niż w poprzednich meczach. A to dlatego, że jej znakiem charakterystycznym stała się gra na spalone. Do tej pory sprawdzało się to bardzo dobrze, tym razem nie wypaliło. To jest ryzyko, które niesie za sobą określone skutki – pozwala na większe zyski, ale też może oznaczać większe straty w przypadku niepowodzenia. Niestety, jeśli przeciwnik wykorzysta nawet najdrobniejszy błąd w naszym ustawieniu, to potem jest to nie do uratowania. Inną sprawą jest, jak sytuacje z dzisiejszego meczu powinny zostać ocenione, ale obiecałem, że jeszcze się do tego odniosę. Po bardzo dobrym meczu z Górnikiem na pewno muszę zganić Astiza, który przegrywał mnóstwo pojedynków powietrznych i nie potrafił powstrzymać zagrożenia, które szło po tych wszystkich wrzutkach. Dąbrowski był lepszy, grał sporo na wyprzedzenie w stylu Pazdana, ale nie ustrzegł się błędów – choćby tego, po którym była sytuacja z podwójną interwencją Malarza. Po serii niezłych meczów naszej defensywy tym razem było zauważalnie słabiej. Od meczu z Pogonią minęły trzy tygodnie, a Pazdan nadal nie może grać… Jest to cokolwiek niepokojące.

    Oczywiście skoro były dośrodkowania, to ktoś musiał do nich dopuszczać, i niestety nasi boczni obrońcy też nie popisali się w defensywie. Wszystkie gole dla Korony poszły po akcjach ze strony Hlouska, a Broź często zawężał pole gry, tyle że nie zawsze ktoś go asekurował. Przy golu na 2:1 znajdował się w środku, a jego pozycję zajmował Kuchy – ale tylko zajmował, bo nie szedł do końca za Kallaste. W ofensywie warto zwrócić uwagę na jedno dobre dośrodkowanie Hlouska do Guilherme i to chyba tyle.

    Środkowi pomocnicy radzili sobie ze zmiennym szczęściem, choć wydaje mi się, że lepiej było, zanim na boisko wszedł Kopczyński. Zwłaszcza pierwsze minuty były dobre, i w wykonaniu Mąki, i Moulina. Francuz coraz lepiej odnajduje się pod bramką rywala, wcześniej nie bywał aż tak widoczny w polu karnym, a teraz często dochodzi do dobrej sytuacji. Dziś mógł się pokusić przynajmniej o jednego gola. Im dalej w las tym było jednak gorzej, i na pewno końcówka będzie psuła wrażenie, które summa summarum powinno być dość przeciętne.

    Guilherme jak gra, każdy widzi. Dziś znowu było go pełno na boisku, wyprowadził kluczową kontrę, wchodził w pojedynki i wygrywał je, potrafił też pograć zespołowo. Dlatego tutaj nie ma się co powtarzać, zwłaszcza że grał tylko 45 minut. Odnośnie kontraktu – przedłuża go tak już mniej więcej od roku i do tej pory tego nie zrobił. Skoro tak, to pewnie tutaj nie zostanie. Może coś zmieni się w ostatniej chwili z powodów osobistych, ale to kolejny przykład na to, jak ciężko jest tutaj utrzymać najlepszych zawodników. Ludzie dziwią się, czemu ciągle gra Kucharczyk, a on po prostu nie jest ani tak dobry, żeby wziął go lepszy klub, ani tak słaby, żeby Legia sama się go pozbyła. Teraz mamy kilku darmozjadów na długich kontraktach, co być może miało być próbą uniknięcia powtórki sytuacji z Gui czy Odjidją. Jeśli Brazylijczyk odejdzie, to będzie szkoda i jego, i niezarobionej kasy na nim. Legia zainwestowała w niego, a jak źle pójdzie, to ta inwestycja się nie zwróci – pod względem finansowym, bo w kwestiach sportowych mimo wszystko powinien być dobrze oceniany za całokształt.

    Napomknąłem o Kucharczyku i cóż… Znów nie miał swojego dnia. Nie można odmówić mu walki, jak zresztą całemu zespołowi, ale nie szło mu. Niekoniecznie był najgorszy, ale mógł przesądzić wynik na naszą korzyść – trafiłby do bramki zamiast w słupek i upilnowałby Kallaste… Wówczas byłby bohaterem, a tak to niestety. Wydaje się być za mało wykorzystywany przy grze z kontry. Z plusów mogę wymienić odbiór piłki przy drugim golu i oddanie jej do Pasquato – udział niewielki, ale jest.

    W przypadku Hamalainena też musiałbym się mocno powtarzać, dlatego dziś ograniczę się do pochwał za gola i asystę oraz mądrą grę. Miał mało strat, potrafił się utrzymać przy piłce i napędzić grę. Wbrew pozorom, w polu karnym mógł zachowywać się lepiej. W kilku sytuacjach w pierwszej połowie zabrakło mu zdecydowania. Aktualnie ciężko wyobrazić sobie pierwszy skład bez niego, nawet jeśli nie strzela po dwa gole w meczu. Może i mógłby, bo ma instynkt i potrafi się znaleźć, ale nie jest aż tak skuteczny.

    Skuteczność to akurat dobra cecha Niezgody, który po krótkiej przerwie znowu trafił i mocno go to ratuje. Trzymam za niego kciuki, oczywiście jak za każdego piłkarza Legii, a to jeden z takich zawodników, który w naturalny sposób wzbudza sympatię. Natomiast druga połowa była w jego wykonaniu najgorszym występem w Legii. Co nie dotknął piłki to stracił, w najlepszym razie potrafił wywalczyć faul, ale po prostu nic mu nie wychodziło. Na przestrzeni całego meczu brakowało mu też lepszego ustawienia albo zabrania się z piłką, przez co ograniczył sobie liczbę dobrych sytuacji tak naprawdę do jednej. Dla mnie jest to do przyjęcia, jeśli nadal będzie strzelał, ale na drugą połowę potrzebowaliśmy bardziej napastnika w stylu Sadiku. Dlatego dziwię się, że wszedł tak późno.

    Jeszcze koniecznie słowo o Pasquato. Wreszcie można z czystym sumieniem napisać – dobry mecz Włocha. Obawiałem się o niego, wchodził za kluczowego gracza w trudnym momencie, a widać, że potrzebuje warunków cieplarnianych. Tymczasem poradził sobie dużo lepiej niż można było przypuszczać. Asysta to jedno, ale potem popisał się jeszcze lepszym podaniem do Kucharczyka, a także kilka razy znakomicie wyprowadzał piłkę spod naszego pola karnego. Nie brakowało mu fantazji ani odwagi. A przecież grał na skrzydle, czyli pozycji, z którą raczej go nie kojarzymy. Nie wiem, co Jozak robi w tym miejscu boiska z nimi na treningach, ale ewidentnie i ostatnio Hama, i dzisiaj Pasquato dobrze tam wyglądali. Takie występy dają nadzieję, ale dopóki nie zostaną potwierdzone w kilku kolejnych meczach, niewiele będziemy z tego mieli.

    Już praktycznie koniec. Jeszcze trochę o kontrowersjach. Osobiście uważam, że za dużo jest dyskusji na ten temat, bo po prostu był fajny mecz, i to temu należy się najwięcej atencji. Nie mam pretensji o gola na 2:1 – bardzo stykowa sytuacja, i to dobrze rozstrzygnięta. Natomiast już do trzeciego gola nie powinno było dojść. Nawet bez linii same powtórki były dość ewidentne. I teraz cóż… sporo osób uważa, że w ogóle jako kibice Legii nie powinniśmy takich rzeczy podnosić, bo niby to nam sprzyjają. No tak. Gdy są takie błędy na naszą korzyść, to jest pomoc, gdy VAR anuluje błędną decyzję, która byłaby na naszą niekorzyść to też jest pomoc, a gdy jest błąd przeciwko nam, to jest to zgodne z duchem gry i należy się nam za poprzednie lata.

    Ja tam nikogo nie obwiniam, nie szukam spisków i tak dalej. Ale histeria wokół sędziowania w meczach Legii zrobiła się tak duża, że od roku praktycznie nie dyktuje się nam rzutów karnych i nikt nie widzi w tym nic złego, a wystarczy jakakolwiek decyzja na naszą korzyść i wszystkim odp…dala. Na błędne decyzje przeciwko nam podobno też narzekać nie mamy prawa. Dziś bardziej zwróciłbym uwagę na coś innego – bardzo twardą grę Korony, która zakończyła się u nas dwoma kontuzjami i była pewnym przekroczeniem granic. W ogóle nie wiem, czy akcja na 2:1 nie zaczęła się od faulu i o to prędzej bym miał pretensje niż o spalonego, którego nie było. Wiem, że tak się gra i trzeba być na to gotowym, ale sądzę też, że tutaj posunięto się odrobinę za daleko. I tak jak piszę – nie ma to związku z wynikiem, bardziej chodzi mi o zdrowie piłkarzy, bo jednak wykluczono nam w prosty sposób dwóch zawodników, którzy teraz będą musieli dojść do siebie.

    Za tydzień czeka nas Sandecja, gdzie pewnie pod względem walki nie będzie inaczej, więc zaskoczeni być nie możemy. Natomiast już we wtorek Bytovia w Pucharze Polski. Nikt nie wyobraża sobie, aby nie przypieczętować przy Ł3 awansu, ale samo się to nie zrobi. Warto przyjść i obejrzeć paru zawodników, którzy pewnie znowu po dłuższej nieobecności dostaną swoją szansę. Zwłaszcza chciałbym zobaczyć Czerwińskiego w grze, no i w końcu Nagya. Niby wrócił z rezerw, ale w lidze nie siada nawet na ławce. Szkoda byłoby go zmarnować, ale widoki nie są za dobre, skoro wciąż nie ma poprawy. To będzie istotny mecz w kontekście zimy, gdzie trzeba będzie podejmować decyzje kadrowe. Zanim jednak tym się zajmiemy, trzeba wygrać jeszcze parę meczów, bo na boisku wciąż jest trochę roboty do wykonania.

    #kimbalegia #legia
    pokaż całość

  •  

    Ciekawe czy będą liście na parkingu ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #mecz #legia

  •  

    Taki mały aneks chciałem wprowadzić do tego wpisu Nadal uważam że Legia gra toporną piłkę (ale nie dzisiaj ( ͡° ͜ʖ ͡°) ),choć dzisaj jeden z lepszych meczów Legii w tym sezonie.

    Nie uważam natomiast że wszyscy wiedzą jak z Koroną grać xD w drugiej połowie Korona zmieniła taktykę dwukrotnie (3-5-2 -> 4-4-2 -> 5-4-1 ), zrobiła to cholernie płynnie i bez utraty jakości, współczuje każdej drużynie która musi rozpracować Koronę xD

    Myślałem że Legia przyjedzie bardziej nastawiona defensywnie, ale parafrazując Żelaznego Mike'a każdy ma plan dopóki nie strzeli gola w drugiej minucie meczu. Nie dowiem się jak Legia chciała grać od pierwszej minuty, na zegarze 1:42, a Legia -Niezgoda strzela precyzyjnie po szybkiej kontrze Kucharczyka.
    Korona klasycznie pierwsze 15-20 minut chuja gra z jakiegoś powodu, błędy w obronie, niecelne podania i nonszalancja jakby grali z Tęczą Miłomłyn o puchar sołtysa, a nie ligowy mecz z Mistrzem Polski #legia

    Legioniści poczuli się cholernie pewni siebie po takiej grze Korony, poczuli się na tyle pewnie że zaczęli "grać swoje", wtedy Korona pokazała to co pokazuje w każdym meczu w którym przeciwnik nie ma zamiaru bronić się w 11 na swojej połowie.

    Liczyłem na bramkę przed przerwą, dostałem dwie. w trakcie przerwy napisałem
    Będzie jeszcze jedna bramka Korony w drugiej połowie, a od 75-80 minuty legia już nie będzie miała siły,
    Legia strzeliła pierwsza, ale cały czas bramka Korony wisiała w powietrzu, tym bardziej że Legia faktycznie przysiadła na dupie.

    3:2 ze spalonego?
    Która drużyna przez błąd sędziego nie została kiedykolwiek skrzywdzona, niech pierwsza spadnie z ligi.

    pokaż spoiler Gino Lettieri trenerem miesiąca

    ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #ekstraklasa #koronakielce #pilkanozna
    pokaż całość

    źródło: triffor.com

  •  

    Zamykając dyskusję - trzeci gol dla Korony nie powinien zostać uznany, spalony ewidentny.

    #mecz #ekstraklasa #legia

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #legia

0:0,0:1,1:3,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:2

Archiwum tagów