•  

    1914 + 1 = 1915

    Tytuł: Wołanie grobu
    Autor: Simon Beckett
    Gatunek: kryminał
    Tłumacz: Robert Sudół
    Wydawnictwo: Czarna Owca
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Czwarta część przygód antropologa sądowego - Davida Huntera.

    W tej części wracamy do Anglii i poznajemy kolejne fragmenty historii rodziny Davida i śmierci żony i córki, 8 lat przed wydarzeniami z tego tomu.
    Na wrzosowiskach w Dartmoor turyści znajdują zwłoki. Biorąc pod uwagę stopień rozkładu, obrażenia i torfowe warunki, jest bardzo prawdopodobne, że są to jedne z nieodnalezionych zwłok seryjnego mordercy - Jerome'a Monka. David wchodzi w skład zespołu, który stara się rozwikłać zagadkę tych zwłok i bierze udział w wizji lokalnej Monka, w trakcie, której morderca podejmuje nieudaną próbę ucieczki.

    Wracamy do teraźniejszych wydarzeń - 8 lat po odnalezieniu zwłok. David dowiaduje się, że Monk uciekł z więzienia i prawdopodobnie jego celem będzie pozbycie się wszystkich członków zespołu dochodzeniowego, który pomógł go schwytać i dodać kolejne zarzuty do odsiadki. David po raz kolejny staje się ofiarą.

    Druga najlepsza część zaraz po 1 tomie. Kilka ciekawych zwrotów akcji, morderca z krwi i kości, bohaterowie, którzy mają coś za uszami, to wszystko razem tworzy bardzo wciągający i nieprzewidywalny kryminał. Miałem sobie odpuścić tą serię po 3 tomie, ale bardzo się cieszę, że naszła mnie ochota na kryminał i wybrałem właśnie ten, bo zdecydowanie było warto.

    Gdyby ktoś chciał przeczytać ten akurat tom, to znajomość poprzednich tomów nie jest wymagana, powiedziałbym, że ten wyjaśnia chyba więcej z poprzedniego życia Davida niż wszystkie poprzednie razem wzięte.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    126/128
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 1699906640516.jpg

  •  

    1894 + 1 = 1895

    Tytuł: Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję
    Autor: Mateusz Pakuła
    Gatunek: literatura piękna
    Wydawnictwo: Nisza
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Kontynuując wątek książek o śmierci, tym razem reportaż o umieraniu ojca i tym jak syn nie mógł mu ulżyć w cierpieniu.

    Marek - ojciec głównego bohatera (Mateusza) dostaje wyrok śmierci - rak trzustki. To co autor zaprezentuje nam za chwilę to relacja z jego powolnego i bardzo bolesnego umierania. Częściowo w domu, częściowo w szpitalu, częściowo na oddziale opieki paliatywnej. Powolne umieranie na raka powodują u chorego mnóstwo bólu, którego nikt nie jest w stanie uśmierzyć. Tytuł nie oddaje tego, jak wielki jest to ból, nie tylko dla samego chorego, ale też dla rodziny, która nie może mu pomóc. Niezależnie od tego, czy byliby w stanie się na to zdecydować, eutanazja jest w naszym kraju zabroniona, a kościół tylko tą sytuację pogarsza, dodając do i tak bardzo trudnego równania grzech śmiertelny.

    Dodatkowym problemem jest pandemia, szpitale otwarte tylko dla chorych, przedłużające się oczekiwania na zabiegi, czy chemię i problemy natury osobistej, bo jak pacjent, który zwija się z bólu i jest osłabiony na tyle, że nie może wstać z łóżka, miałby sam załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne, które są tu wymogiem niezbędnym do otrzymania kolejnych dawek chemii. Autor opisuje sytuację w szpitalu tak:

    Wszyst­kie drzwi po­otwie­ra­ne na oścież, w każ­dej sali żywe trupy, do­go­ry­wa­ją­ce sta­rusz­ki i ga­sną­cy sta­rusz­ko­wie, twa­rze z drew­na, z wosku, z pla­sti­ku, na któ­rych drga jesz­cze cza­sem jakiś ostat­ni Ostat­ni Mo­hi­ka­nin, reszt­ka mię­śnia, nerw. No tru­piar­nia, umie­ral­nia po pro­stu. Stare, po­wy­sy­cha­ne paprotki pod koł­dra­mi. Ni­by­zom­bi­lan­dia.

    Największy nacisk autor kładzie na temat tytułowy, czyli próbę zakończenia cierpienia najbliższej osoby, tego jakie rozterki targają głównym bohaterem i najbliższą rodziną. A sytuacji nie poprawia fakt, że sam ojciec - Marek, bardzo chce już umrzeć:

    Sie­dzę, wy­da­je mi się, kilka lat, obok taty, który pyta, jak długo jesz­cze, czemu tak długo, ile jesz­cze, dla­cze­go to tyle trwa, beł­ko­cze coś o tym, że włosy go bolą, pieką go. Bła­gam cię, Ma­te­usz, pomóż mi, pro­szę, bła­gam cię.
    - Tato, prze­pra­szam cię, że to tak wy­glą­da, prze­pra­szam, że tak długo to trwa, robię wszyst­ko, co w mojej mocy, tato, ro­bi­my wszyst­ko, żeby ci ulżyć w cier­pie­niu.


    Jest tylko 1 sposób, właściwie 2, ale skorzystanie z nich będzie wymagało od nich ogromnej odwagi, bo jednak, jakkolwiek tego nie nazwiemy, jest to zabójstwo najbliższego członka rodziny ojca, czy męża:

    Wie­czo­rem za­dła­wia się hy­drok­sy­zy­ną, którą mu wle­wam do ust. Okrop­nie char­czy i gul­go­cze, mój od­ruch to ra­to­wać go, pod­no­szę go więc, kle­pię po ple­cach, udało się... Ja pier­do­lę! A ja chcia­łem go dusić po­dusz­ką! Jak niby bym to zro­bił, skoro moje ciało od­ru­cho­wo go ra­tu­je, samo, nie po­zwa­la mi nic nie zro­bić?! Roz­pła­ku­ję się.

    Jest to trudna książka, zdecydowanie zmusza do myślenia i postawienia się w sytuacji Mateusza i jego rodziny, czy my zachowalibyśmy się tak samo, czy pozwolilibyśmy ojcu cierpieć, czy pomogli mu umrzeć?

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    124/128
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: d243202.jpg

  •  

    1891 + 1 = 1892

    Tytuł: Grochów
    Autor: Andrzej Stasiuk
    Gatunek: literatura piękna
    Wydawnictwo: Czarne
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Krótki zbiór 4 opowiadań - "Babka i duchy", "Suka", "Augustyn" i "Grochów".

    Jak do tej pory moja ulubiona książka w dorobku Stasiuka. Znalazłem w niej to, czego oczekuję od polskiej literatury pięknej: szarość życia, opowiadania o zwykłym życiu zwykłych ludzi, relacje międzyludzkie i pogodzenie się z nieuchronną śmiercią. Wszystko to Stasiuk serwuje nam w tych 4 opowiadaniach, zaczynając od babki, która widziała duchy, ale nauczyła się z nimi żyć i przeszła z tym do porządku dziennego. Przez śmierć i rozstanie z czworonogą przyjaciółką, która z racji swojego wieku -16 lat, powoli "gasła" na oczach właściciela. Po opowiadanie o pisarzu z Izdebek, którego poznajemy w szpitalnym łóżku po wylewie i już wiemy, że nie zostało mu wiele czasu. Autor kończy zbiór opowiadaniem "Grochów", historią o przyjacielu, który zmarł.

    Z całego zbioru chyba najbardziej podobały mi się pierwsze 2 - trudno mi powiedzieć dlaczego, ale chyba najbardziej do mnie trafiły. Opowiadania Stasiuka o zwykłych ludziach dużo bardziej do mnie przemawiają niż jego mariaż reportaży i literatury pięknej, dlatego też oceniam je dużo wyżej niż "Jadąc do Babadag" czy "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach".

    Dzięki @George_Stark za polecenie mi tej książki.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: large_grochow_okl.jpg

  •  

    1886 + 1 = 1887

    Tytuł: Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku
    Autor: Zbigniew Rokita
    Gatunek: reportaż
    Wydawnictwo: Czarne - seria Sulima
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Książka o Śląsku z kryzysem tożsamości i autorze, który nie bardzo wie, po której stronie chciałby i powiniem się opowiedzieć.

    Do przeczytania zachęciła mnie oczywiście nagroda literacka Nike, choć po moich ostatnich przejściach z książkami uhonorowanymi Bookerem, nie miałem zbyt wygórwanych oczekiwań. Nie jestem zawiedziony, ale też książka mnie nie porwała.

    To co mi się najbardziej podobało w tym reportażu to przedstawienie Śląska w chaosie, czyli takiego jak go sobie wyobrażałem, takiego który nie wie czy jest polski, czy niemiecki. Śląska, który jest wyniszczony przez kopalnie i politykę klimatyczną, reprezentowany przez niewłaściwych ludzi, z kryzysem zaangażowania w lokalną ojczyznę. Mniej podobało mi się wspomnienie o kulturze lokalnej, która wybija się głównie tym, że jest pisana po śląsku, a gdyby napisać ją w dostępnym dla wszystkich polaków języku, miałaby małe szanse przebić się do mainstreamu. Autor nie neguje natomiast tego, że ślązacy mają ogromny wkład w polską kulturę, ale nie wydają jej po śląsku.
    Przytacza plebiscyty, w których setki tysięcy Ślązaków opowiedziało się za przyłączeniem do Niemiec lub za uznaniem języka śląskiego za urzędowy, ale ich rezultaty zostały zignorowane przez władze.

    Książka miała chyba być też osobistą spowiedzią autora, bo często przytacza w niej historię swoich przodków i ich przywiązanie do opcji polskiej lub niemieckiej.

    Ogólnie, czyta się ją dobrze jako reportaż (choć nie do końca nim jest), natomiast trudno powiedzieć jaki autor miał cel, czy przybliżyć reszcie Polski Śląsk, czy pokazać o co Ślązacy walczą, czy pokazać swoje wewnętrzne rozterki jako Ślązaka. Książka nie odpowiedziała mi na te pytania.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    122/128
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: kaj_.jpg

  •  

    1881 + 1 = 1882

    Tytuł: Wojna Grzechu #1: Prawo krwi
    Autor: Rochard A. Knaak
    Gatunek: fantasy
    Tłumacz: Dominika Repeczko
    Wydawnictwo: Insignis
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Pierwszy tom trylogii Wojna Grzechu, która dzieje się w uniwersum Diablo.

    Miałem ogromne nadzieje co do tej książki, bo lubię uniwersum gier Diablo i ich fabułę, natomiast to co przeczytałem jest bardzo dalekie od książki, której oczekiwałem. Fabularnie jest kiepsko - nasz protagonista Uldyzjan jest farmerem, który zostaje oskarżony o zabójstwa, których nie popełnił i wtrącony do więzienia. Zostaje namaszczony niemal boską mocą. Po ucieczce z więzienia stara się powstrzymać hordy piekieł nawiedzające Sanktuarium. Towarzyszą mu przyjaciele i nowo poznana miłość.

    Liczyłem na rozwinięcia wątków znanych z Diablo, natomiast się ich nie doczekałem, bo pierwszy tom trylogii jest poświęcony w głównej mierze Uldyzjanowi. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach będzie lepiej. Główny bohater jest potwornie irytujący, nie ma najmniejszego powodu, żeby się z nim utożsamiać, czy chociażby mu kibicować. Jest naiwny i głupi, zakochuje się od pierwszego wejrzenia w kobiecie, która z początku wydaje mu się być zjawą. Zabija demony z wybitną łatwością, co sprawia, że przestają być takie straszne jakie nam autor próbował opisać. To trochę wpisuje się w styl zabijania potworów w grze, ale nie oszukujmy się nasz protagonista dostał swoje moce dosłownie chwilę temu i przynajmniej na początku, nie powinien znać i umieć wykorzystać całego swojego potencjału.

    Dam szansę drugiemu tomowi, bo chcę w końcu przeczytać to, po co sięgnąłem po tą serię, na ten moment pierwszy tom mi tego nie dał, nawet nie próbował obiecywać.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: diablo-wojna-grzechu-ksiega-pierwsza-prawo-krwi-b-iext76134746.jpg

  •  

    1863 + 1 = 1864

    Tytuł: Zadanie Domowe
    Autor: Liza Wiemer
    Gatunek: literatura piękna
    Tłumacz: Ryszard Oślizło
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Książka poruszająca bardzo trudny temat uczenia o holokauście.

    Fabuła jest dość prosta - nauczyciel historii daje swoim uczniom bardzo nietypowe zadanie domowe. Mają wcielić się w uczestników konferencji w Wannsee, na której podjęto decyzję o holokauście, połowa z nich będzie optowała za, a połowa przeciw eksterminacji Żydów. Uczniowie wydają się niewzruszeni, po za Cade i Loganem, klasa nie widzi najmniejszego problemu w tym zadaniu i bez zastanawienia przyjmują role zbrodniarzy. Uczniowie Cade i Logan postanawiają nagłośnić temat i sprawić, żeby inni zrozumieli dlaczego nie chcą podjąć się tego zadania.

    Książka skupia się na temacie tego, czego i jak uczuć dzieci. Czy nauczyciel miał prawo zadać takie zadanie swoim uczniom i czy na pewno powinien pozwolić im na stawanie po stronie i argumentowanie za eksterminacją. Bardzo trudny temat, w którym autor wciąga czytelnika w dyskusję i każe mu wybrać jedną ze stron. Z jednej strony książka skierowana do młodszego czytelnika, z drugiej skierowana również do rodziców, których dzieci mogą dostać takie zadanie domowe w szkole i będą sobie musieli odpowiedzieć na pytanie, jak na nie zareagują i po której stronie staną.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    119/128
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 2899906776028.jpg

  •  

    1841 + 1 = 1842

    Tytuł: Pewnego razu w Hollywood
    Autor: Quentin Tarantino
    Gatunek: literatura piękna
    Tłumacz: Maciej Potulny
    Wydawnictwo: Marginesy
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Książka napisana na podstawie filmu, nie jak to ma miejsce zazwyczaj - na odwrót.

    Nie chcę nikomu spoilerować zarówno filmu jak i książki, dlatego fabułę opiszę tylko pokrótce.
    Jest to historia dwóch przyjaciół aktorów - Ricka i Clifa, Clif jest kaskaderem zastępującym Ricka w najniebezpieczniejszych scenach. Rick przeżywa kryzys popularności, który skutkuje tym, że w Hollywood nie dostaje już żadnych propozycji. Za to włoskie kino przygarnie go z otwartymi rękami, z czym Rick nie chce się pogodzić. Drogi naszych głównych bohaterów przetną się z osobami, które trafiły na pierwsze strony gazet pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku, m.in.: Romana Polańskiego czy Charlesa Mansona, a sama historia rozwinie wydarzenia znane z filmu.

    Bardzo ciekawy pomysł i odwołanie się do historii kina, gdzie scenariusze były często nowelizowane. Co dość mocno zaskakuje, to lekkość pióra znanego i lubianego reżysera, przez książkę właściwie się płynie i trudno się od niej oderwać, choć momentami jest nierówna. Niektóre z historii nie przypadły mi do gustu, ale też było kilka świetnych.

    Gorąco polecam wszystkim fanom Quentina Tarantino, mam nadzieję, że będzie się częściej decydował na tego typu zabiegi książkowe.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    117/128
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 9788366863569.jpg

  •  

    1828 + 1 = 1829

    Tytuł: Brud
    Autor: David Van
    Gatunek: literatura piękna
    Tłumacz: Dobromiła Jankowska
    Wydawnictwo: Pauza
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Średnia ocen na Lubimy Czytać jest moim zdaniem pomyłką i trudno mi było uwierzyć, że ktoś mógł tą książkę tak nisko ocenić.

    Książka opowiada o Galenie - opóźnionym chłopcu (22 latku), który żyje z matką, nie zna swojego ojca i nigdy się nie dowiedział od matki kto nim jest. W pewnym momencie zamieszkują w 4, dołaczają do nich siostra matki i jej nastoletnia córka.
    Fabuła skupia się na przemocy, fizycznej i psychicznej, na kazirodczym związku Glena z córką ciotki i ranach z przeszłości, które mimo, że głęboko skrywane mają ogromny wpływ na teraźniejszość i relacje rodzinne.

    To jest potwornie trudna książka, która stara się pod płaszczykiem dziwnej relacji między dwójką nastolatków (mentalnych nastolatków), ukazać dużo głębsze relacje syna z matką. Tytuł dość dobrze oddaje to, co dostajemy do przeczytania, bo książka jest trochę wyciąganiem i praniem rodzinnych brudów. Trudno ją z tego powodu polecić, ale uważam, że warto ją przeczytać.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 759445-352x500.jpg

  •  

    1815 + 1 = 1816

    Tytuł: Szepty zmarłych
    Autor: Simon Beckett
    Gatunek: kryminał
    Tłumacz: Sławomir Kędzierski
    Wydawnictwo: Czarna owca
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Trzecia część przygód Davida Huntera - brytyjskiego antropologa sądowego.

    Tym razem wracamy do początków, David po wydarzeniach z poprzedniego tomu przeżywa traumę i postanawia wrócić do miejsca, gdzie uczył się zawodu - na Trupią farmę, czyli ośrodka badań antropologicznych w USA. Jest to miejsce, gdzie zwłoki poddawane są różnym warunkom, żeby sprawdzić, jak postępuje ich rozkład. W powrocie do normalności pomaga Davidowi przyjaciel - Tom Lieberman, który chcąc go czymś zająć, prosi o pomoc w rozwikłaniu zagadki tajemniczych morderstw.

    David od samego początku musi walczyć o swoje, nie jest tu rozpoznawalny jak w Anglii i nikt nie traktuje jego zdania poważnie. Problemem jest również jego pochodzenie, bo nawet jeśli zdobędzie dowody, nie będzie mógł zeznawać w sądzie. Śledztwo będzie miało sporo zakrętów fabularnych, które autor lepiej lub gorzej rozwiąże. Mam wrażenie, że książka dość wolno się rozkręca, jakby autor miał świetny pomysł na drugą połowę książki, ale pierwszą pisał trochę na siłę. Dlatego z początku trudno przez nią przebrnąć, ale póżniej jest już powrót do formy z 2 pierwszych tomów.

    Tematyka tej serii nie jest dla każdego, ilość dokładnych opisów rozkładu zwłok, pracy antropologów i patologów trochę przytłacza. Za to główny bohater jest świetny i jak już się wciągniesz, bardzo chcesz poznać jego dalsze losy.

    Wersja okładkowa jest inna niż 1 i 2 tom, więc jeśli ktoś chce zebrać je w jednakowym wydaniu, to musi na nowe wydanie jeszcze poczekać, z tego co pamiętam tomy 4 i 5 są już w tym samym wydaniu, co pierwsze dwa.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    115/120
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: szepty-zmarlych-david-hunter-tom-3-b-iext74457206.jpg

  •  

    1762 + 1 = 1763

    Tytuł: Tajemnica czasu
    Autor: Carlo Rovelli
    Gatunek: popularnonaukowa
    Tłumacz: Jeremi Kazimierz Ochab
    Wydawnictwo: Feeria
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Wiele było książek o fizyce, ale tylko kilka opisuje fascynujące zagadki, historie i pojęcia związane z czasem, "Tajemnica czasu" jest jedną z nich.

    Autor ma niezwykłą łatwość, podobnie jak Stephen Hawking (on niestety miał), do opisywania rzeczy trudnych w łatwy i przystępny sposób. Sam Carlo radzi odpuścić sobie przy czytaniu 2 najtrudniejsze rozdziały, choć nawet one napisane są na tyle przystępnie, że każdemu kto ma choć średnie pojęcie o fizyce, uda się je bez problemu zrozumieć. I to w książkach z gatunku literatury popularnonaukowej cenię najbardziej, czyli przybliżanie skomplikowanych zjawisk fizycznych w przystępny sposób. W książce nie znajdziemy wzorów, no dobra pojawi się może 2-3, ale ich wytłumaczenie i analiza nie zajmie więcej niż 2 strony.

    Książka traktuje o czasie, jego roli w naszym życiu, postrzeganiu na przestrzeni lat, roli entropii wszechświata, planet, nas samych i otaczającej nas rzeczywistości. Autor rozbiera czas na czynniki pierwsze, analizując skąd się czas w ogóle wziął, jaki wpływ na ma niego grawitacja i dlaczego mamy wpływ tylko na przyszłość, ale to przeszłość analizujemy i zachowujemy we wspomnieniach. Rovelli do warstwy fizycznej dokłada również filozofię i jest jej zaskakująco dużo, szczególnie tej, z którą autor się zgadza, nie każdemu może się to spodobać, ale mi na pewno nie przeszkadzało.

    Książki autora są często porównywane do książek Hawkinga, ale nie mi oceniać, który potrafi pisać o fizyce w przystępniejszy sposób - mi pasują książki obu panów.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    110/120
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

  •  

    1754 + 1 = 1755

    Tytuł: Sto lat samotności
    Autor: Gabriel García Márquez
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Jedna z pozycji, która znajduje się na niemal każdej liście top100 najlepszych książek.

    Fabuła książki jest potwornie pokręcona, głównie za sprawą 2 czynników, które mogą zirytować większość czytelników: brak precyzyjnego czasu akcji i wielu bohaterów o tych samych imionach. Co do pierwszej kwestii, to możemy się mniej więcej orientować, który mamy rok/przedział czasowy po tym jakich sprzętów używają w danym momencie. Ten drugi zarzut to kwestia kulturowa, w Europie nie nadajemy wszystkim męskim członkom rodziny tego samego imienia, choć dla mieszkańców Ameryki Południowej będzie to raczej normalne.

    Fabuła skupia się wokół losów rodziny Buendia, mieszkającej w Macondo i ciążącej na nich klątwy za kazirodztwo sprzed wielu lat. Z pozoru historia zwyczajnej rodziny, czyli moje ulubione klimaty, natomiast ukazane z perspektywy wielu nieszczęść (już trochę mniej), które tej rodzinie się przydarzyły. Opisy tych wydarzeń nie tylko mają swój cel, ale też są napisane tak, by nie zrazić czytelnika do dalszego czytania, co niewielu twórcom się udaje. Opisy i przesłania w tej książce to ogromny plus. To jak autorowi udaje się w zaczarować czytelnika w tak pokrętnej fabule, którą większość chłonie z drzewem genealogicznym rodu Buendia leżącym obok na kartce lub na ekranie smartfona, jest dla mnie trudne do uwierzenia. Niewielu jest pisarzy, którzy zwykłymi ludźmi potrafią zapełnić całą książkę do tego stopnia, że opisane w niej historie zafascynują czytelnika. Objętościowo książka nie jest ani przesadnie, sztucznie rozciągana, ani tym bardziej przyspieszana, żeby była krótsza, co autorowi wyszło świetnie.

    Skąd cyganie brali te wszystkie wynalazki?
    Wioska jest od czasu do czasu nawiedzana przez cyganów, którzy wprowadzają ją na kolejny etap rozwoju, za pośrednictwem dostarczanych mieszkańcom wynalazków, które na tym etapie nie mają nawet jeszcze swojej nazwy. W pewnym momencie pojawia się też kolej.

    Świetna pozycja, w której zaskakująco łatwo utonąć, ale też równie łatwo się zagubić, polecam.
    Gdyby ktoś potrzebował drzewa genealogicznego, to znajdzie je m.in. tu: Link

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    109/120
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: sto-lat-samotnosci-b-iext48610689.jpg

  •  

    1740 + 1 = 1741

    Tytuł: Poczucie kresu
    Autor: Julian Barnes
    Gatunek: literatura piękna
    Tłumacz: Jan Kabat
    Wydawnictwo: Świat książki
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Moje kolejne podejście do książki uhonorwanej Bookerem i po raz kolejny mam mieszane uczucia co do jej oceny.

    Książka opowiada o Anthonym Websterze, który postanowił wrócić do czasów swojej młodości i spróbować podsumować dotychczasowe życie, gdy otrzymał zupełnie niespodziewany spadek po matce jego byłej dziewczyny.

    W młodości Anthony spotykał się z Veroniką, która wywarła na niego spory wpływ, niestety niezbyt dobrze się dogadywali, co zakończyło ich związek. Matka Veroniki ostrzegała go przed nią, czego sam bohater nie mógł za bardzo zrozumieć. Jakiś czas po ich rozstaniu Veronika zaczęła się spotykać z jego najlepszym przyjacielem Adrianem.

    Adrian niestety popełnił samobójstwo, Anthony i reszta paczki, z którą trzymali się w czasach młodości próbowali rozwiązać zagadkę jego śmierci, ale bezskutecznie. Częścią spadku, który otrzymał Anthony miał być dziennik Adriana.

    Historia Anthonego to opowiadanie dla opowiadania, nie do końca ma jakiś większy plan, co chce przekazać czytelnikom i mam wrażenie, że robi to bardziej dla siebie. Część informacji jest pominięta, a niektóre kwestie pozostaną niewyjaśnione. Narrator ma tytułowe poczucie kresu i stara się rozwiązać zagadki przeszłości, które bardzo mocno go ukształtowały.
    Książkę czyta się błyskawicznie, wciąga od pierwszych stron, natomiast zdecydowanie nie zostawia czytelnika z poczuciem kresu. większość drzwi, które otworzył autor pozostały otwarte, a wątki nierozwiązane.
    Mam wrażenie, że autor nie wiedział do końca jak je zamknąć, więc je tak po prostu zostawił. Trochę szkoda, bo książka zapowiadała się na prawdę nieźle. A i zapomniałem wspomnieć o tym, że autor koniecznie chciał pokazać, jak samotny jest nasz bohater i wielokrotnie mimochodem wspomina o jego masturbacji, kompletnie nie mam pojęcia dlaczego, bo nic nie wnosi to do historii. Trochę jak Stasiuk ze swoim wtrącaniem o brudzie.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    107/120
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi #booker #nagrodabookera
    pokaż całość

    źródło: c6eb35f747d58-poczucie-kresu.jpg

  •  

    1727 + 1 = 1728

    Tytuł: Świat bez końca
    Autor: Ken Follett
    Gatunek: powieść historyczna
    Tłumacz: Zbigniew Królicki, Grzegorz Kołodziejczyk
    Wydawnictwo: Albatros
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    II tom "Filarów Ziemi", w którym wracamy do Kingsbridge około 200 lat po wydarzeniach z I tomu.
    Poznajemy 4 bohaterów - Caris, Merthina, Ralpha i Gwendę, w momencie gdy, jako dzieci, przechadzając się po lesie są świadkami napaści na sir Thomasa. Pomagają mu uwolnić się i zabić napastników. Thomas zostaje zakonnikiem, a my towarzyszymy naszym bohaterom przez niemal całe życie.

    Caris zwiąże się z Merthinem, Gwenda będzie próbowała rozkochać w sobie Wulfrica, a Ralph zostanie mordercą i gwałcicielem. Wszystkie wydarzenia w książce będą tylko tłem do epidemii dżumy - "czarnej śmierci". Natomiast na jej pojawienie się przyjdzie nam poczekać do co najmniej połowy książki.
    Podobnie jak w poprzedniej książce tu również będzie walka o władzę, konflikty zbrojne, konflikt kościoła z mieszkańcami, starania o prawa miejskie dla Kingsbridge, monumentalne budowy ciągnące się latami, a w samym środku nasi bohaterowie starający się przeżyć w tych niełatwych czasach i wieść w miarę normalne życie. Moją ulubioną postacią jest Merthin, którego upór i dążenie, do bycia najlepszym z najlepszych i to przy założeniu służenia ludzkości, wywarł na mnie ogromne wrażenie.

    Nie wiem, jak Follett to robi, ale dokładnie wie, kiedy jeden wątek zaczyna już nudzić czytelnika i szybko przełącza akcję na następny. Natomiast jeśli ktoś czytał "Filary Ziemi" chwilę przed II tomem, to znajdzie trochę za dużo podobieństw do poprzedniego tomu. Mam wrażenie, że o tych bohaterach już gdzieś czytałem, że są spadkobiercami cech bohaterów sprzed 200 lat. I nie jest to wielki zarzut, natomiast chciałbym też widzieć trochę więcej unkalnych cech u pierwszoplanowych postaci. Dlatego dla mnie książka trochę gorsza od "Filarów Ziemi".

    Pozycja obowiązkowa dla fanów średniowiecznych klimatów i miłośników niespiesznych historii o zwykłych ludziach. Natomiast jest to opasłe tomiszcze mające 900 stron w formacie B5, wieć rozrywka na minimum tydzień czytania, codziennie po 2-3h.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    106/120
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 9499906361594.jpg

  •  

    1642 + 1 = 1643

    Tytuł: Dziecko w wieku przedszkolnym. Zabawne przygody odważnego ojca
    Autor: Martin Macek Cabicar
    Gatunek: literatura piękna
    ISBN: 9788366013049
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Opis książki:

    Dziecko w wieku przedszkolnym to zbiór opowieści napisanych przez tatę trzyletniej Wiki. M. M. Cabicar opisuje rodzicielską rzeczywistość bezkompromisowo, czasem dosadnie, ale przede wszystkim z rozbrajającą szczerością i kapitalnym poczuciem humoru. Nie zdejmuje różowych okularów nawet w najbardziej kłopotliwych sytuacjach, wychowując dzięki temu niezwykle pogodne dziecko!

    Moje wrażenia:
    Z książkami, które mają ociekać żartami i zabawnymi sytuacjami, zawsze jest ten sam problem - czy autor trafi w nasze poczucie humoru? I tak np. komedie kryminalne Rogozińskiego w ogóle mnie nie śmieszą, żeby nie powiedzieć - nudzą i żenują.
    Natomiast w tym przypadku mogę bez owijania w bawełnę stwierdzić, że...
    Nigdy nie czytałam śmieszniejszej książki!
    Naprawdę nie zdarza mi się śmiać w głos podczas lektury, a tutaj miało to miejsce notorycznie.

    Nie mam dziecka w wieku przedszkolnym, ba, nie mam w ogóle dziecka. No i jestem #rozowypasek, w przeciwieństwie do autora. Jednak poczucie humoru i sposób postrzegania świata mamy podobne.
    Ciężko mi stwierdzić, czy chodzi o styl tego konkretnego autora czy o fakt, że jest to literatura czeska (to moja pierwsza książka czeskiego autora; no, nie licząc "...będzie gorzej" Jana Pelca, której kilka lat temu nie zmogłam).
    W każdym razie książka Cabicara zmotywowała mnie do zapoznania się z innymi czeskimi autorami (na końcu "Dziecka w wieku przedszkolnym" są reklamy czeskich powieści wydawnictwa "Stara Szkoła" - szczęśliwie dla mnie są one dostępne na #legimi, więc już zapełniłam półkę i przeorganizowałam - znów! - listę książek do przeczytania w pierwszej kolejności).

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #czytajzwykopem #czechy
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    1618 + 1 = 1619

    Tytuł: Agent w terenie
    Autor: John Le Carre
    Gatunek: sensacja
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Szukałem lekkiej niewymagającej książki sensacyjnej, odpowiednika filmów szpiegowskich pełnych akcji, niestety nie był to najlepszy wybór.
    Mój problem z twórczością Le Carre jest taki, że jego książki są nierówne, często przegadane, z bohaterami, którzy nie mają większego znaczenia dla historii.

    Fabuła skupia się na tytułowym agencie, którego wszyscy łącznie z żoną nazywają Nat.
    Jest agentem MI6 po 40-tce, który jest niemal pewny, że kolejna rozmowa z szefem przyniesie mu oczekiwane przejście na emaryturę i ciepłą nudną posadkę za biurkiem, którą dostają wszyscy emerytowani agenci. Rozmowa jednak nie idzie po myśli Nata i zamiast przejścia na emeryturę dostaje propozycję objęcia kierownictwa jednego z departamentów ds. Rosji, którą przyjmuje. Wraca do działania w terenie i pomagania swoim podwładnym.

    Niestety Nat nie chcąc dostać nudnej posadki za biurkiem dostał najnudniejszą posadę w terenie. Serio, jest to najnudniejsze życie agenta specjalnego, o jakim kiedykolwiek czytałem. Nie liczyłem na emocjonujące zadania i przygody jak u Jamesa Bonda, ale w porównaniu z chociażby inną książką autora - "Nocnym Recepcjonistą", wieje tu strasznie nudą. Książkę czyta się dość szybko i jest nieźle napisana, ale gdyby na jej bazie nakręcono film, to trzeba by z niego wyrzucić ponad połowę scenariusza, żeby widzowie nie zasnęli w połowie.

    Nie polecam, chyba, że ktoś cierpi na bezsenność (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    97/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: agent-w-terenie-b-iext73264373.jpg

  •  

    1602 + 1 = 1603

    Tytuł: Pańszczyzna
    Autor: Kamil Janicki
    Gatunek: historyczna
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Książka bardzo dobrze obrazuje polskie niewolnictwo pańszczyźniane. Jest rozprawą o losie polskich chłopów, który z wieku na wiek się co raz bardziej pogarszał i doprowadził do tego, że chłop, który z początku pracował dla pana 1 dzień w tygodniu, później musiał przyprowadzać całą rodzinę do pracy na niemal tydzień, a czasem pracować za darmo (nie wliczając czasu do pańszczyzny) w nocy i w ramach "gwałtów" (pospolitej zbiórki siły roboczej, wykonywanej za darmo).

    Czy jest to książka wierna z prawdziwą historią naszego kraju? - nie wiem, natomiast mogę się tylko domyślać, że po za kilkoma tekstami z tamtych czasów, nie zostało zbyt wiele oficjalnych dokumentów potwierdzających lub zaprzeczających hipotezom stawianym przez autora. Autor też trochę na siłę kreuje się na mesjasza i obrońcę chłopów, jakby tylko on posiadł tą tajemną wiedzę o ich losie i jako pierwszy mógł się nią z czytelnikami podzielić.

    Czyta się dość gładko, szybko i czasami z niedowierzaniem, że chłopi dali sobie aż tak wejść na głowę. Pracowali bez ustanku dla swojego pana, jednocześnie spłacając mu za możliwość użytkowania dzierżawionego gruntu, na którym nie mieli kiedy pracować, bo on i cała rodzina pracowali na ziemi pana. Co napędzało koło głodu i braku czasu, bo plony ich "własnej" ziemi były zbyt słabe lub niezebrane w porę (i tym samym zmarnowane), żeby wyżywić rodzinę. A częste pożary tylko pogarszały i tak już kiepską sytuację.

    Warto przeczytać, natomiast pozycja chyba nie wnosi nic nowego do tematu, choć na taką się kreuje.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    95/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 16261754218910392-jpg-gallery.big-iext74257764.jpg

    •  

      mogę się tylko domyślać, że po za kilkoma tekstami z tamtych czasów, nie zostało zbyt wiele oficjalnych dokumentów potwierdzających lub zaprzeczających hipotezom stawianym przez autora

      @ali3en: książki nie znam, ale mimo iż mocno niekompletna z powodu różnych dziejowych zawieruch, to baza źródłowa do dziejów Polski szlacheckiej jest potężna i ośmielę się powiedzieć, że wystarczająca do prowadzenia wyczerpujących badań w tym temacie pokaż całość

    •  

      Warto przeczytać, natomiast pozycja chyba nie wnosi nic nowego do tematu, choć na taką się kreuje.

      @ali3en: ja pamiętam jeszcze jak ciężko pracowało się na polskiej wsi w latach '70 tych i nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak morderczo wręcz musiał być obciążony pracą chłop pańszyźniany. To byli najgorsi niewolnicy, niech nikogo nie zmyli słowo "chłop" czy "rolnik". Byś się zdziwił ilu jest debili piejących z zachwytu nad "wsią sielską i wesołą". Jest nawet jeden internetowy mędrzec dr Jan Przybył siejący propagandę na YT na temat rzekomego kłamliwie malowanego na czarno obrazu pańszczyzny. Dla mnie ta pozycja jest rewelacyjna bo stawia tezę jasno i wyraźnie że chłop pańszczyźniany rabem był i basta. Bez owijania w bawełnę pokazuje że był gorszym niewolnikiem niż ten z czasów antycznych (ten o dziwo mógł się sam wykupić) i jego żywot niewiele był lepszy od czarnego hebanu południa USA. pokaż całość

  •  

    1591 + 1 = 1592

    Tytuł: Cukry
    Autor: Dorota Kotas
    Gatunek: literatura piękna, autobiografia
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Moja drugie podejście do twórczości Doroty Kotas, jej poprzednia książka "Pustostany" była najgorszą książką jaką czytałem (z tych, które dokończyłem) i jednocześnie była najlepszym zmarnowanym pomysłem. Ale w sumie czego się można spodziewać, jeśli sama autorka pisze o niej tak:

    Cza­sa­mi myślę, że pierw­szą książ­kę udało się wydać przez przy­pa­dek, po­nie­waż córka wy­daw­cy ma zdia­gno­zo­wa­ny ze­spół Asper­ge­ra, a więc i ja mu­sia­łam wzbu­dzić w sze­fo­wej ofi­cy­ny Nie­bie­ska Stud­nia uczu­cia ma­cie­rzyń­skie, które spra­wi­ły, że pod­pi­sa­ły­śmy umowę. Nie wiem, czy to praw­da. Spo­tka­ły­śmy się w ka­wiar­ni na Po­wi­ślu, którą sama wy­bra­łam, ale i tak bałam się, że mogę do niej nie tra­fić.

    A o drugiej tak:

    Pi­sząc drugą książ­kę, myślę o tym, czy pójdę za to do wię­zie­nia, i robię małe ro­ze­zna­nie, czy były takie przy­pad­ki w hi­sto­rii, żeby ktoś na­pi­sał o swoim życiu i żeby je sobie w ten spo­sób zruj­no­wał.

    I po przeczytaniu tego wstępu do książki "Cukry" sam nie wiedziałem, czy warto było jej dać szansę. A jednak po przeczytaniu uważam, że warto. Książka jest swego rodzaju "autobiografią" autorki, ujmuję to w cudzysłów, bo autorka-narratorka wspomina, że ma tendencję do zmyślania i przychodzi jej to bardzo naturalnie, a już na pewno na tyle łatwo, że inni mają problem z odróżnieniem tej fikcji od rzeczywistości.

    Książka jest o wszystkim i o niczym, to co mi się podobało to realizm tej książki, kilka wspomnień bohaterki z dzieciństwa przypomniało mi o moim własnym dzieciństwie, kilka z nich mogło się wydarzyć na prawdę i byłbym mocno zdziwiony gdyby akurat te okazały się być fikcją. Autorka przyznaje, że ma zdiagnozowany zespół Aspergera i trochę to zmienia odbiór tej książki, choć dalej poznajemy jej losy z jej własnej perspektywy, więc nie wiemy, jak jej choroba ma wpływ na bycie postrzeganą przez innych. Przyznaje, że stroni od ludzi, często zamyka się w sobie i z własnej winy zerwała kontakt z najbliższą rodziną.
    To co mi się w niej nie podoba, to nijakość, jest o niczym, nie ma tu historii, które są lepiej wyeksponowane od innych, czyli każda jest równie ważna, albo równie nieistotna. Autorka ma kryzys świadomości i to jest chyba motyw, który moim zdaniem tu dominuje. Wydaje mi się, że podejmowała próby samobójcze, ale też mogę się tego tylko domyślać, bo w tej kwestii jest sporo niedopowiedzeń.

    Czę­sto wy­obra­żam sobie, że nie je­stem czło­wie­kiem, tylko ja­kimś przed­mio­tem z okre­su PRL, na przy­kład sta­rym ra­dio­od­bior­ni­kiem: długo do­stra­jam swoją czę­sto­tli­wość do in­nych prze­strze­ni świa­ta. Póź­niej od­bie­ram sy­gnał z wiel­ki­mi za­kłó­ce­nia­mi i trwa to tyle czasu, ile po­trze­ba, aby po­czuć się na­praw­dę sta­bil­nie. Kiedy to się uda, je­stem ra­dio­od­bior­ni­kiem na ca­łe­go i mogę za­le­wać całą pla­ne­tę hi­sto­ria­mi: wszyst­kim tym, co zda­rzy­ło się gdzieś na świe­cie i o czym wiem, cho­ciaż­by o tym, jak żyje się przy ulicy Zło­tej i co po­wie­dzia­ła gruba baba na ba­za­rze albo w hali głów­nej Dwor­ca Cen­tral­ne­go w War­sza­wie.

    Doceniam natomiast za bardzo dużą otwartość i samokrytykę autorki, oraz za palenie za sobą wszystkich mostów, bo po tym co napisała np. o rodzinie, nie przyjmą jej raczej z otwartymi rękami. Wymaga to jednak sporo odwagi i nie powiem mocno mi tym zaimponowała.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 3799906742637.jpg

  •  

    1587 + 1 = 1588

    Tytuł: Czas huraganów
    Autor: Fernanda Melchor
    Gatunek: literatura piękna
    Tłumacz: Katarzyna Sosnowska
    Wydawnictwo: Mova
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Niestety najsłabsza książka z kategorii tych, które dostały Bookera lub dostały się do ścisłego finału (krótka lista),
    Czemu? Ta książka jest niespójna, ma wiele wątków, które się pojawiają na chwilę i nic z nich nie wynika. Styl pisania jest fatalny, bo niektóre zdania są na prawie stronę w książce. Zdania są dodawane od tak sobie, a w gatunku literatura piękna najczęściej jednak jest tak, że każde zdanie ma swój cel i odpowiednie miejsce w całej historii. Tu jest za to wiele wtrąceń i retrospekcji.

    Niby głównym wątkiem jest morderstwo, dzieci znajdujące zwłoki wiedźmy, ale jakoś tego nie czuję. Cała otoczka wszystkiego, czym zalewany jest czytelnik mocno nas od tego wątku odciąga i sprawia, że dość szybko schodzi na dalszy plan. Meksyk, który ukazany jest w książce jest brudny, odrealniony od tego, do czego przywykliśmy, relacje postaci są bardzo chłodne, choć to i tak delikatne określenie.

    Jest to chyba jedyna książka tej objętości, której przeczytanie zajęło mi prawie tydzień. A przy 169 stronach to tragiczny wynik.
    Nie polecam, sam jestem zawiedziony, choć niewiele oczekiwałem.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    93/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 910112-352x500.jpg

    •  

      @ali3en: Właśnie, pisaliśmy niedawno jakieś komentarze o książkach z listy bookera, nawet miałem Ci odpisać, ale było już późno i zdania wychodziły mi tak nieskładne, że aż żal było wysłać ten komentarz.
      Pisałeś tam, że zwykle to jest takie co najmniej solidne 7,5/10, a ja miałem zamiar się z tym nie zgodzić. ;)
      To znaczy o ile podobało mi się Czym jest człowiek, a Gorące mleko była całkiem znośna, tak Życie Pi wydaje mi się z perspektywy, że oceniłem za wysoko (a dałem 5 chyba). I próbowałem ostatnio przeczytać Krótką historię siedmiu zabójstw, ale to jedna z trzech książek, których w tym roku nie skończyłem. Jakaś taka pornograficzna mi się wydawała, niesmaczna i nudna.

      Wydaje mi się - na dziś - że nagroda bookera nie jest dla mnie wyznacznikiem, ani na plus, ani na minus. Tylko ja się mało orientuję w tych nagrodach, to druga rzecz. ;)
      pokaż całość

    •  

      @George_Stark: Masz rację, im więcej bookerów czytam, tym mam wrażenie, że moje pierwsze przeczucie, że to nie są słabe książki zaczyna powoli znikać.
      W tym roku cięgi zebrał np. wybór na krótką listę "The War of the Poor", choć wygrana "At Night All Blood Is Black" wydaje się być dobrym wyborem.

  •  

    1567 + 1 = 1568

    Tytuł: Mroczna materia
    Autor: Blake Crouch
    Gatunek: science fiction, thriller, horror
    Tłumacz: Paweł Wieczorek
    Wydawnictwo: Zysk i S-ka
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Moja kolejna książka autora po trylogii Wayward Pines, która porusza temat czasoprzestrzeni i teorii, której wymienienie byłoby ogromnym spojlerem, więc o niej nie wspomnę.

    Nasz główny bohater Jason jest fizykiem, ma żonę, syna i wiedzie spokojne szczęśliwe życie. Pewnego dnia dostaje zaproszenie od kolegi ze studiów, na wspólne oblewanie nagrody w dziedzinie fizyki, jaka właśnie została mu przyznana. Jason z początku nie chce iść, bo wie, że gdyby nie poświęcił się życiu rodzinnemu, ta nagroda z pewnością należałaby się jemu, a nie jego koledze i jest o to zazdrosny. Żona jednak namawia go, by poszedł na chwilę wrócił i tak właśnie robi. Gdy wraca już do domu zostaje napadnięty i porwany. Człowiek w masce gejszy każe mu się zawieźć do opuszczonej fabryki/elektrowni i tam pozbawia go przytomności. Jason budzi się w laboratorium, gdzie poddawany jest szeregom testów i rozmów z lekarzami i psychologiem. Zdaje się, że wszyscy go znają, ale on ich nie, nie wie gdzie jest, kim oni są i kim on jest. Podobny motyw pojawił się w poprzednich książkach autora - serii Wayward Pines.
    Więcej fabuły nie zdradzę, bo trudno tu o pominięcie spojlerów.

    Książka dość nietypowa i łącząca wiele gatunków, od thrillera, przez elementy horroru, po science fiction, książki naukowe, aż do romansu. Natomiast każdy z tych gatunków pojawia się w odpowiednim momencie, a te przejścia nie męczą czytelnika.
    Pomysł na książkę był świetny, natomiast wykonanie jak to u tego autora, już niestety gorsze. Momentami miałem wrażenie, że autor podczas pisania miał tylko pomysł na początek, przejście do meritum i scenę końcową, a cała reszta jest jedną wielką improwizacją. Szkoda, bo książka jest wciągająca i gdyby kilka rodziałów napisać trochę inaczej to byłaby to świetna książka. Zobaczymy jak będzie w przypadku "Rekursji".

    @rassvet Dzięki za przypomnienie mi tego autora

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    92/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: d817925.jpg

  •  

    1551 + 1 = 1552

    Tytuł: Szef wymagający i wyrozumiały jak skutecznie zarządzać nie tracąc ludzkiego oblicza
    Autor: Kim Scott
    Gatunek: Rozwój osobisty
    Tłumacz: Marcin Kowalczyk
    Wydawnictwo: MT Biznes
    Ocena: ★★★★★★★★★★

    Po długich poszukiwaniach książek z tego niewdzięcznego gatunku jakim jest rozwój osobisty/ rozwój lidera, znalazłem książkę, która nie tylko zawiera cenne wskazówki, ale też lepiej ubiera w słowa to, co znalazłem już w innych pozycjach. Jedna z niewielu książek, z której cytatami zapełniłem całą notatkę w Google Keep i dostałem komunikat, że więcej nie mogę zapisać, a byłem ledwie za połową książki.

    Ale do rzeczy, jest to książka o tym jak być lepszym szefem, jak małe decyzje mają wielki wpływ na pracę naszą i naszych ludzi, jak pewne metodyki usprawniają i systematyzują pracę. Motywem przewodnim jest jednak podejście do zarządzania ludźmi, które autorka nazwała Radykalną Szczerością. Polega ona na zbalansowaniu pochwał i krytyki tak, żeby pracownicy nie byli obrażeni naszym feedbackiem i jednocześnie nie spoczywali na laurach.
    Pracownicy też się zmieniają i ich podejście do pracy, rozwoju i awansów się zmienia. Czasami mają gorsze dni, problemy rodzinne, czy inne sytuacje, przez które są mniej efektywni lub odkładają decyzje, które kilka miesięcy wcześniej braliby w ciemno.

    Ważne jest, aby nie tylko pamiętać o tym, że ludzie mogą zmieniać tra­jek­to­rię swo­je­go roz­wo­ju, ale rów­nież o tym, że wy­ni­ki pra­cow­ni­ka także mogą fluk­tu­ować w cza­sie. Dla­te­go wła­śnie sta­raj się nie sza­fo­wać ety­kie­ta­mi i ni­ko­go nie szu­flad­ko­wać. Każdy może mieć prze­cież cza­sem jakiś gor­szy kwar­tał.

    Dość ważnym cytatem jest też: "Naj­waż­niej­szym za­da­niem me­ne­dże­ra jest dać głos mil­czą­cym”. Faktycznie wielokrotnie zdarzało mi się czuć, że osoby, które siedzą cicho mają największe obiekcje, a jednocześnie nie komunikując ich sprawiają, że szef nie wie, że problem istnieje i nie pracuje nad jego rozwiązaniem.

    Dość duży fragment poświęcony jest też spotkaniom w 4 oczy i jak powinny właściwie wyglądać i czemu podejście pracownika jest tu ogromnnie istotne i z niego łatwo wyczuć, jakie jest jego podejście do nas, przykładowo:

    Infor­ma­cje bie­żą­ce. Je­że­li pra­cow­ni­cy prze­ka­zu­ją ci je­dy­nie in­for­ma­cje bie­żą­ce o swo­jej pracy – co mo­gli­by spo­koj­nie prze­ka­zać ci ma­ilem – mu­sisz ich za­chę­cić, by wy­ko­rzy­sty­wa­li waszą roz­mo­wę w spo­sób bar­dziej kon­struk­tyw­ny.

    Brak planu roz­mo­wy. Jeśli pra­cow­ni­cy stale przy­cho­dzą bez przy­go­to­wa­nych te­ma­tów do roz­mo­wy z tobą, może to ozna­czać, że są prze­cią­że­ni pracą, że nie ro­zu­mie­ją celu tego spo­tka­nia lub że nie uwa­ża­ją go za przy­dat­ne. Bądź bez­po­śred­ni, ale uprzej­my: „To czas prze­zna­czo­ny dla cie­bie, ale wy­da­je się, że nie chcesz zbyt­nio roz­ma­wiać. Czy mo­żesz mi po­wie­dzieć, dla­cze­go?”.

    Czuć. że książka jest pisana przez autorkę, która przejawia ogromną chęć nauczenia ludzi czegoś, co faktycznie przyda się im w codziennej pracy i przyczyni się do ich rozwoju. Autorka bardzo chętnie dzieli się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem z pracy w firmach takich jak Apple, czy Google.
    Świetnie jest w końcu znaleźć lekturę, której autorka ślepo nie podąża ścieżką, którą wytyczyli Blanchard z Tracy'm i nie pisze książki dla łatwego i szybkiego zarobku, a z chęci przekazania wiedzy.

    Książka dołącza do mojej topki i wskakuje na 4 miejsce (tytuł po angielsku):
    1. The Leadership Challenge
    2. Leading matters
    3. First-time manager
    4. Radical Candor: Be a Kick-Ass Boss Without Losing Your Humanity
    5. Servant leadership in action
    6. Five dysfunctions of a team

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    91/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem #manager #rozwojlidera
    pokaż całość

    źródło: 9788380876101.jpg

  •  

    1536 + 1 = 1537

    Tytuł: Atomowe nawyki. Drobne zmiany, niezwykłe efekty
    Autor: James Clear
    Gatunek: Rozwój osobisty
    Tłumacz: Piotr Cieślak
    Wydawnictwo: Galaktyka
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    W dużym skrócie książka o drobnych zmianach, które w konsekwencji mają lub mogą mieć ogromny wpływ na nasze życie.

    Autor przytacza wiele przykładów drobnych zmian, które z pozoru są nieistotne, ale przy odpowiedniej dawce wytrwałości mają ogromne znaczenie. Porusza też temat tego, jak działa nasz mózg i że czasami jest naszą największą przeszkodą w osiągnięciu sukcesu, przykładowo jeśli w kuchni na blacie zostawimy słodycze i niezdrowe przekąski, szansa na to, że po nie sięgniemy jest dużo większa, niż gdyby były ukryte gdzieś głębiej w szafce. Działa to też w drugą stronę, jeśli zamiast niezdrowych przekąsek znajdą się tam owoce, to chętniej po nie sięgniemy. Nastawienie też ma ogromne znaczenie, bo to co robimy najczęsciej wynika z podjętych wcześniej decyzji. Jeśli zmienimy sposób myślenia, będzie nam łatwiej, zamiast odmawiać papierosa mówiąc "dzięki, ale rzucam palenie" powiedzmy "dzięki, nie palę", innym i nam samym będzie nas łatwiej w tym wspierać.

    Autor próbuje nas przekonać i słusznie, że drobnymi krokami łatwiej jest dojść do końcowego rezultatu, niż porywając się od razu na głęboką wodę. Niektóre nawyki możemy sobie zautomatyzować i to jest potęga naszego mózgu, jego skojarzeń rzeczy przyjemnych z dźwiękami, zapachami czy poprzedzającymi czynnościami.

    Książka nie wnosi zbyt wiele do tematu, natomiast jest świetna w motywowaniu i zbiera wszystkie najważniejsze informacje w jednym miejscu.
    W końcu ruszyłem tylek i zacząłem biegać, więc motywacja działa :)

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    90/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 859687-352x500.jpg

  •  

    1519 + 1 = 1520

    Tytuł: Wyspa tajemnic
    Autor: Dennis Lehane
    Gatunek: kryminał, thriller
    Tłumacz: Sławomir Studniarz
    Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Wracając do książek, które doczekały się świetnych lub chociaż kultowych ekranizacji, natrafiłem na książkę, której ekranizacji jeszcze nie widziałem, choć słyszałem o niej wiele dobrego. Książka występuje pod 2 tytułami - "Wyspa skazańców" lub "Wyspa tajemnic". Ekranizacja z Leonardo DiCaprio pojawiła się pod tym drugim tytułem.

    Książka opowiada o odosobnionej wyspie Asheliffe w Zatoce Bostońskiej, na której znajduje się szpital dla obłąkanych i bardzo niebezpiecznych przestępców, w większości morderców. Akcja dzieje się w 1954 roku. Ze szpitala zbiega jedna z pacjentek, która przed trafieniem do szpitala zamordowała własne dzieci. W momencie gdy zorientowano się, że nie ma jej w celi, w okolicach wyspy był sztorm, więc nie mogła z niej uciec, szczególnie, że jedyną drogą dostania się na miejsce jest prom przypływający co kilka dni. Na pomoc w odnalezieniu zbiegłej ruszają detektywi Teddy i Chuck. Muszą rozwikłać zagadkę bazując tylko na przesłanakach i mając do dyspozycji tajny szyfr zapisany przez uciekinierkę. Ekipa szpitala nie jest zbyt pomocna i ewidentnie coś ukrywa, co budzi w naszych bohaterach masę podejrzeń.

    Zakończenie książki wgniata w fotel, a sama intryga jest świetnie napisana. Trzyma czytelnika w niepewności i bawi się z nim w kotka i myszkę przez cały czas. Akcja nie jest zbyt szybka, rozwija się powoli, podsuwa mylne tropy i skłania czytelnika do myślenia. Zakończenie nie jest przewidywalne i dość trudno się go domyślać wcześniej niż pod koniec książki. Na koniec zostajemy też z myślą, co właściwie było prawdą, a co tylko teatrzykiem i czy powinniśmy uwierzyć w zakończenie.

    Słyszałem, że ekranizacja jest lepsza od książki, ale to sprawdzę później.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    89/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 518839-352x500.jpg

  •  

    1515 + 1 = 1516

    Tytuł: Matnia
    Autor: Przemysław Piotrowski
    Gatunek: thriller
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Nowa książka autora trylogii z Igorem Brudnym.
    Jedynym podobieństwem do poprzednich książek jest główna bohaterka, która wychowała się w domu dziecka. Niestety na tym podobieństwa się kończą.
    Książka jest o kobiecie, która dokonuje w sowim życiu tylko złych wyborów. Ma prawie 40 lat, nie ma pieniędzy, pracy, właściwie żadnych perspektyw na całkiem normalne życia, a ostatni facet, z którym była zostawił ją z prawie 2 milionami złotych długu i w bliźniaczej ciąży. W pewnym momencie w jej życiu pojawia się książe na białym koniu, który z ogromną chęcią zaopiekuje się nią, jej dziećmi i zaprasza do zamieszkania w swoim domku nad jeziorem Wiedźmie w miejscowości Toporzyce. Po pewnym czasie on wyjeżdza za granicę do pracy, a ona zostaje sama w zaawansowanej ciąży. Będąc sama powoli odkrywa zagadkę miejscowości, w której ginie podejrzanie wiele dzieci, niedługo po porodzie.

    Sama zagadka jest dość przewidywalna, a fabuła uproszczona do granic możliwości, nie ma od niej zbyt wiele rozgałęzień i prowadzi czytelnika jak po sznurku. Jest to chyba najbardziej nijaki thriller/kryminał jaki czytałem.

    Książka sama nie wie, czym jest, z jednej strony mamy kryminał - zagadkę i tajemnicze śmierci, z drugiej thriller - nieustające napięcie i strach głównej bohaterki, a z trzeciej kobiecą książkę erotyczną - wybitnie dużo opisów zaspokajania faceta ustami.

    Do tej pory twórczość Piotrowskiego wydawała mi się dość dobra, trylogia z Brudnym trzymała dla mnie poziom 8/10, ale to co dostałem w "Matni" jest albo wypadkiem przy pracy, albo upadkiem pisarza. Ta książka to połączenie książek Mroza, B.A. Paris i Blanki Lipińskiej. A te połączenie nie mogło wyjść dobrze i choć nie miałem żadnych oczekiwań, to i tak jestem zawiedziony.

    Nie polecam, chyba, że ktoś chce przepierdzielić około 5h na głupoty.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    88/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: T350518.jpg

  •  

    1485 + 1 = 1486

    Tytuł: Nie ma ekspresów przy żółtych drogach
    Autor: Andrzej Stasiuk
    Gatunek: reportaż, literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    I po raz kolejny mam zagwozdkę, co sądzić o tym autorze. Z jednej strony książka jest napisana pięknym językiem, niektóre z esejów czyta się na prawdę dobrze, a ich klimat wylewa się z kolejnych stron. Z drugiej natomiast jest mocno nierówna, czasami nudna i trudna do przebrnięcia.

    Książka też nie do końca wie, czym chce być, bo jest to mieszanka reportażu i literatury pięknej w jednej książce, Część esejów opisuje podróże po byłym ZSRR, a część Polskę widzianą jego oczami. Mocno prawdziwą, brudną, nieprzystępna i nie do końca wiedzącą, jaka chce i jaka powinna być dla polaków i przyjezdnych. Stasiuk potrafi szybko z pięknego języka poetyckich opisów, przejść w język mocno podwórkowy, co czasami ma sens, jednak w większości przypadków mnie drażni, może po prostu nie jestem do tego przyzwyczajony. Ten sam zarzut miałem do "Przewozu", więc zakładam, że to jest po prostu autograf autora i wyznacznik jego stylu.

    To się za­czy­na wie­le ki­lo­me­trów wcze­śniej. Coś robi się nie tak z kra­jo­bra­zem. Pol­ska jest bez­względ­na, przy­mu­si­ła nas do wie­lu rze­czy i do wie­lu przy­zwy­cza­iła, ale gdzieś mię­dzy Sza­fla­ra­mi a Bia­łym Du­naj­cem ma się po­czu­cie, że się wjeż­dża do jesz­cze bar­dziej Pol­ski, do Pol­ski po­dwój­nej, trzy­krot­nej, Pol­ski hard. Sto­pień wi­zu­al­ne­go obe­sra­nia po­bo­czy dro­gi nu­mer 47 przy­wo­dzi na myśl za­pla­no­wa­ną, ce­lo­wą i pre­cy­zyj­nie od­by­tą zbrod­nię na pej­za­żu, mord na cu­dzie świa­ta, któ­ry nam po­da­ro­wa­no. Je­śli jest po­go­da, to w od­da­li wi­dać góry, te kil­ka czy kil­ka­na­ście praw­dzi­wie ska­li­stych szczy­tów, któ­re do­sta­li­śmy od losu czy hi­sto­rii, by móc je po­dzi­wiać, by chro­nić się w cie­niu ich pięk­na. Lecz mu­si­my na nie pa­trzeć po­przez ob­skur­ny ma­jak, przez ten syf nie­opi­sa­ny po­usta­wia­ny po jed­nej i po dru­giej stro­nie dro­gi. Tak so­bie wy­obra­zi­li­śmy wiel­ki świat i tak go zbu­do­wa­li­śmy: z dru­tów, ce­ow­ni­ków, fo­lii, dyk­ty, far­by, bla­chy i pla­sti­ku.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    87/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: ba197bf7-640d-478a-89b5-6ce226ca9f83.jpg

  •  

    1484 + 1 = 1485

    Tytuł: Wojna Światów
    Autor: H. G. Wells
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Mój powrót do Wellsa okazał się średnio udany. Poprzednia jego książka - "Wyspa Doktora Moreau" była jednak lepsza.
    Zaczynamy historię w XIX wieku, gdy na ziemię spada kilka cylindro podobnych obiektów, które są statkami kosmicznymi Marsjan (właściwie to narrator nazywa ich ludźmi z Marsa). Ludzkość nie jest na to przygotowana, nie zna jeszcze technologii, która pomagałaby jej wcześniej wykryć taką inwazję, a później sobie z nią poradzić.
    Z cylindrów wyłaniają się Marsjanie i z użyciem strumieni gorąca i trującego dymu, bardzo szybko anihilują okoliczną ludność. Całość wydarzeń zaraz po ataku, jak i później poznajemy z perspektywy głównego bohatera, którego celem jest odnalezienie żony. Wyrusza w trudną i niebezpieczną podróż, w której momentami będą mu towarzyszyli inni ludzie. To ci pozostali bohaterowie nadają sens książce, poruszają różne tematy psychologiczne i społeczne, które z puntu widzenia fabuły może nie są bardzo ważne, ale mają za zadanie pokazać czytelnikowi mentalność ludzi na przełomie wieków XIX i XX.

    To jest książka, którą trudno z naszego punktu widzenia rozpatrywać jako science fiction, ale gdy pomyślimy o tym, że powstała ponad 120 lat temu trudno jest ukryć wrażenie szoku i niedowierzania. Momentami książka przypomina "Drogę" McCarthy'ego, co jest niewątpliwym plusem, bo jest to pozycja, która bardzo mi się podobała. Natomiast wiadomo który autor, mógł się na którym wzorować.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: wojna-swiatow-b-iext71665529.jpg

  •  

    1463 + 1 = 1464

    Tytuł: Billy Summers
    Autor: Stephen King
    Gatunek: kryminał
    Tłumacz: Tomasz Wilusz
    Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Najnowszy kryminał Stephena Kinga.
    Towarzyszymy tytułowemu Billy'emu - byłemu żołnierzowi, który w Iraku był snajperem, a po powrocie do kraju stał się płatnym zabójcą. Przyjmuje zlecenie, które ma go ustawić na resztę życia i pozwolić na przejście na emeryturę. Celem jest inny cyngiel, który w przeciwieństwie do Billy'ego nie pyta, czy jego cel jest dobrym czy złym człowiekiem, eliminuje każdego na kogo ma zlecenie, w tym dzieci. Ma go zabić przed budynkiem prokuratury, do którego będzie przetransportowany z więzienia, gdzie odsiaduje wyrok za poprzednią zbrodnię.

    Wszystko jest już ustalone i złatwione, jedyne co pozostaje Billy'emu to pociągnięcie za spust i ucieczka z miejsca strzału. To jest największy fabularny zarzut jaki mam do tej ksiązki, bo średnio się to spina. Nie wszystko idzie też po jego myśli, a największa część zapłaty, nie zostaje mu przelana. Billy musi się ukrywać przed policją, walczyć z presją czasu i o odzyskanie obiecanych pieniędzy.

    Jest to dobry kryminał, choć jak w przypadku większości książek Kinga, trochę sztucznie przeciągany. Mimo tego, jest to najlepsza z jego ostatnich książek. Bardzo dobrze się ją czyta, akcja wciąga, choć jest dość przewidywalna, ale jeśli ktoś nie nastawia się na fajerwerki, to nie będzie zawiedziony.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    85/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 5899906764058.jpg

    •  

      @Squatlifter: to właściwie jest 1 zdanie więcej, niż to co podaje goodreads w swoim opisie tej książki. Trudno uniknąć spoilerów przy takich kryminałach.

    •  

      NIestety muszę zmienić moją ocenę dla tej książki. Zawsze piszę krótkie recenzje po odczekaniu minimum doby, żeby opinia o książce trochę się ułożyła. Niestety tym razem pisałem ją na gorąco, kilka minut po przeczytaniu.
      Im dłużej ją analizuję, tym bardziej wydaje mi się nijaka.

      Teraz zmieniłbym ocenę na 6/10.
      Fabularnie książka średnio się broni, początek i kontrakt to dramat, bohater mający trochę doświadczenia w swojej profesji nigdy by się na to nie zgodził i od samego początku ten układ by mu śmierdział. Rozumiem, że to miało być jego ostatnie zlecenie, ale mimo wszystko, spartolił fazę dogadania szczegółów i przygotowania po mistrzowsku. Empatia bohatera do jednej z postaci też średnio mi pasuje. Niby do tej pory przyjmował tylko zlecenie eliminacji tych złych, ale jakoś nie widzę na to szansy w jego branży. Bo jak miałoby przyjmowanie takich zleceń wyglądać. Ta dodatkowa postać, wnosi trochę do fabuły, ale King poświęcił jej za dużo stron, żeby nie uznać tego za sztuczne przeciąganie książki.
      Książka o samotnym wilku pewnie byłaby lepsza, bo jest to jeden z motywów, który bardzo doceniam w książkach.

      Nie zmienia to jednak faktu, że czyta się ją błyskawicznie i trudno się od niej oderwać.

      Przepraszam wszystkich, którzy po przeczytaniu mojej recenzji sięgnęli po nią i teraz plują sobie w brodę przez czytanie tego przydługiego przeciętniaka.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    1443 + 1 = 1444

    Tytuł: Dare to Lead
    Autor: Brene Brown
    Gatunek: Rozwój osobisty
    Tłumacz: Brak
    Wydawnictwo: Vermilion
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Polecam omijać szerokim łukiem, książka o niczym i dla nikogo.
    Przeczytałem kilkanaście tytułów z tego gatunku, jak na razie, ta jest najgorsza. Kolejna książka w stylu Kena Blancharda, autorka zorientowała się, że to bardzo dochodowy biznes i napisała książkę nie po to, żeby pomóc innym lepiej zarządzać zespołem i firmą, a dla samego napisania i zarobku.

    Książka zawiera mnóstwo górnolotnych porad w stylu: wszyscy mają szanse, wystarczy powalczyć, i że przede wszystkim trzeba być wrażliwym na innych. Co oczywiście ma sens, z tą różnicą, że dobry leader będzie wiedział kiedy jego podwładni mają gorszy dzień, że coś ich trapi lub mają problemy rodzinne, bo to da się wyczuć. A jeśli jeszcze nie wiedzą jak to wyczuć, ta książka im tego nie powie, a może nawet wpuści w kompleksy, że "przecież" powinni to wiedzieć.

    Jedynymi wskazówkami, które mogą się Wam przydać są te, które uzyskała dzięki rodzinie i dzieciom oraz rozdział o empatii. Faktycznie są dość przydatne. Ale też pokazują czasami, że autorka nie wciela w życie porad, które serwuje czytelnikom. W pracy jest niby bardzo zorganizowana. Ma mnóstwo organizacyjnych pomysłów usprawniających wszystkim pracę, jak karteczki zgody, notatki ze spotkań czy wyrażanie swojej opinii na kartce po to, żeby poznać zdanie wszystkich uczestników spotkania w tym samym czasie i nie pomijać zdania tych, którzy nie chcą się wypowiadać. To wszystko wygląda świetnie na papierze, bo w rzeczywistości nie zadziała.

    Podam prosty przykład, wszystkie te karteczki są super pomysłem, ale wymagają od każdego uczestnika spotkania przemyślenia i przygotowania się przed przyjściem na spotkanie.
    Jak to wygląda w rzeczywistości?

    - 1/2 uczestników nie wie, dlaczego jest na spotkaniu,
    - 1/4 zajmuje się czymś innym (choć wie, po co tu przyszła), ale ma ważniejsze rzeczy do zrobienia
    - pozostała 1/4 ma określony swój cel na te spotkanie i tego się trzyma, po jego osiągnięciu kończy się ich zainteresowanie

    Najgorszym rozdziałem jest zbroja (Rozdział 3), bo jest kompletnie o niczym, zawiera same oczywistości i nie wnosi nic nowego do tematu przywództwa.

    Nie polecam, jeśli ktoś poszukuje dobrej książki w tym temacie, to ta książka jest najgorszym na co może trafić.
    Najlepszymi natomiast są:
    1. The Leadership Challenge
    2. Leading matters
    3. First-time manager
    4. Servant leadership in action
    5. Five dysfunctions of a team

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    84/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 71LuaXKsHAL.jpg

  •  

    1419 + 1 = 1420

    Tytuł: Cień wiatru
    Autor: Carlos Ruiz Zafon
    Gatunek: literatura piękna
    Tłumacz: Fabjańska-Potapczuk Beata, Marrodan Casas Carlos
    Wydawnictwo: Muza S.A.
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Pięknie napisana historia o książkach, zagadkach i Barcelonie skąpanej we mgle. Pierwszy tom "Cmentarza zapomnianych książek".

    Poznajemy młodego Daniela Sempere, syna księgarza, który pewnego dnia wraz z ojcem udaje się na Cmentarz zapomnianych książek, ogromną bibliotekę pełną książek autorów,o których nikt już nie pamięta. Może sobie wybrać jedną książkę i uratować ją przed zapomnieniem. Wybiera "Cień wiatru" Juliana Caraxa - książkę, która go zachwyca i całkowicie odmienia jego życie. Doprowadzi go do zagadki innych książek autora i przetnie losy z tajemniczym człowiekiem, który ukrywa się pod pseudonimem Lain Coubert (postać diabła z książki "Cień wiatru"), który z niewyjaśnionych Danielowi powodów, chce odnaleźć i zniszczyć wszystkie pozostałe egzemplarze książki.

    – I przez jakiś czas było głu­cho o Ju­lia­nie, do­pó­ki z wy­daw­nic­twem nie skon­tak­to­wał się ktoś, kto był za­in­te­re­so­wa­ny na­by­ciem wszyst­kich eg­zem­pla­rzy po­wie­ści Ca­ra­xa, jakie mie­li­śmy w ma­ga­zy­nie.
    – Laín Co­ubert?
    Gość, Laín Co­ubert, chciał kupić wszyst­kie po­sia­da­ne przez nas eg­zem­pla­rze po­wie­ści Ju­lia­na. My­śla­łam, że to nie­smacz­ny dow­cip. Laín Co­ubert to prze­cież bo­ha­ter książ­ki Cień wia­tru.


    Książka pełna jest złotych myśli o życiu i książkach, a to kilka z nich:

    Książki mają dusze, dusze tych, którzy je piszą, którzy je czytają i którzy o nich marzą.

    Bea twierdzi, że sztuka czytania powoli zamiera, że jest to intymny rytuał, że książka jest lustrem i możemy w niej znaleźć tylko to, co już nosimy w sobie, że w czytanie wkładamy umysł i duszę, te zaś należą do dóbr coraz rzadszych.

    Kiedy umrę, wszystko co moje, będzie Twoje, poza marzeniami.

    Czyta się ją świetnie, wciąga od samego początku i trzyma czytelnika w niepewności, co będzie dalej i jakie będzie rozwiązanie zagadki Caraxa.
    Natomiast jedyne zastrzeżenie mam do niektórych wątków, którym autor poświecą zbyt dużo czasu, a nie są zbyt istotne w kontekście całej historii. Jak gdyby w połowie pisania się rozmyślił i zdecydował, że jednak ten bohater/bohaterka nie odegra już żadnej znaczącej roli na dalszych stronach książki i ich porzucił, przykładowo Klara - pierwsza miłość Daniela.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    81/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: i-cien-wiatru.jpg

  •  

    1416 + 1 = 1417

    Tytuł: Zaginiony świat
    Autor: Artur Conan Doyle
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    Po przeczytaniu "O mrówkach i dinozaurach" naszła mnie ochota na kolejną książkę o dinozaurach.
    Do wyboru było dwóch autorów - Artur Conan Doyle i Michael Crichton. Drugiego autora nie znałem wcześniej, więc wybór padł na mojego ulubionego autora kryminałów klasycznych, o przygodach Sherlocka Holmesa.

    Fabuła skupia się na wyprawie w rejony Amazonki, w których podobno żyją prehistoryczne zwierzęta i dinozaury, a miejsce zamieszkane jest też przez małpoludzi, od których pochodzi człowiek. Na spotkanie przygodnie ruszają: profesor biologii George Challenger, profesor Summerlee, łowca zwierząt John Roxton i dziennikarz Edward Malone. Akcja dość szybko rwie do przodu, bez rozbudowanych opisów przyrody, czy zwierząt. Nasi bohaterowie przemierzają dżunglę w poszukiwaniu dinozaurów i wpadają w zasadzkę, z której udaje mi się wydostać z pomocą lokalnych indian.

    Książka jest momentami nudna, mam wrażenie, że autor nie bardzo wiedział, jak się zabrać za książkę przygodową, w taki sposób, żeby budować napięcie i trzymać czytelnika w niepewności co do kolejnych wydarzeń. W kryminałach poszło mu zdecydowanie lepiej. Polecam pozycję czytelnikom, lubiącym książki o wyprawach w nieznane w poszukiwaniu przygód. Natomiast nie jest to najlepsza książka przygodowa i do książek takich autorów jak Verne sporo jej brakuje.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    80/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 628141-352x500.jpg

    •  

      @Atreyu: haha, tak to jest jak jesteś autorem i piszesz pierwszą książkę o dinozaurach w XX wieku (1912), a wszyscy kolejni autorzy wzorują się na tobie

    •  

      @ali3en: ale książki Chrichton'a i Doyla mają wspólne tylko dinozaury. Każdy z nich na swój sposób podszedł do pisania o dinusiach. Chrichton bardziej skupił się na technologii (i jej zawodności) i dylematach "czy człowiek ma prawo i powinien bawić się w Boga". Doyle poprostu opisał przygodę i odkrycie tytułowego zaginionego lądu z faktycznymi dinozaurami, które były "prawdziwe". U Chrichton'a odtworzył je człowiek. Więc te książki są zdecydowanie innne i filmy bazują tylko na twórczości Chrichton'a, który z resztą brał udział w produkcji minimum pierwszej części. pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    1400 + 1 = 1401

    Tytuł: Zapisane w kościach
    Autor: Simon Beckett
    Gatunek: kryminał
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Druga część serii z Davidem Hunterem, antropologiem sądowym.
    Tym razem przenosimy się na szkocką wyspę Runę, odciętą od świata przez sztorm. David pomaga dokonać analizy miejsca zbrodnii, w którym znaleziono prawie całkowicie zwęglone zwłoki. Zagadka jest o tyle trudna, że identyfikacja zwłok jest niemal niemożliwa, a w najbliższej okolicy w ostatnim czasie nikt nie zaginął.

    Razem z głównym bohaterem poznajemy lokalną społeczność i jej problemy, które w dużej mierze przyczynią się do utrudnienia śledztwa. Zagadka jest dość nieszablonowa, a kolejne zbrodnie tylko bardziej skomplikują sprawę. Na ten moment wiemy tylko, że zabójca jest leworęczny i jest to ktoś z Runy, bo zbrodnie popełniane są w momencie, gdy wyspa odcięta jest od reszty świata.

    Niestety dla mnie trochę gorsza książka niż pierwsza część. Zagadka jest ciekawa, natomiast poziom komplikacji i jej wyjaśnienie w ostatnim rodziale i epilogu są niezbyt dobrze przemyślane. Zostawia to czytelnika z lekkim zmieszaniem i wrażeniem, że coś poszło nie tak. Do tego momentu książka była bardzo dobra i nie miałbym żadnych oporów, żeby dać jej nawet ocenę 9/10, bo klimat kryminałów Becketta bardzo mi się podoba i chętnie sięgnę po kolejne części. Natomiast za zakończenie ucinam 2 gwiazdki.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    79/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: zapisane-w-kosciach-w-iext73673460.jpg

  •  

    1392 + 1 = 1393

    Tytuł: Black Box Thinking: The Surprising Truth About Success
    Autor: Matthew Syed
    Gatunek: popularnonaukowa
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Książka, która porusza bardzo ważny temat nauki na błędach. W moim przypadku czytana w wersji angielskiej (Kindle), ale została wydana również po polsku - "Metoda czarnej skrzynki" z czerwoną okładką.

    Najważniejszym, co wyniosłem z tej książki jest to, że człowiek w swojej naturze tak bardzo skupia się na rozwiązaniu, które zna lub wielokrotnie przećwiczył, że nie dopuszcza do siebie innych możliwości, przez co traci czas, a w niektórych przypadkach nawet życie.

    Najlepszymi przykładami nauki na błędach były: branża lotnicza i startupy. Ta pierwsza ze względu na bardzo dogłębną analizę wszystkim możliwych parametrów lotu i zachowania załogi.
    A druga dlatego, że może się uczyć na błędach, których jeszcze nie popełniła lub których popełnienie praktycznie nic ją nie kosztuje - tu pojawia się przykład filmu nagranego przez jedną z firm, która reklamuje funkcjonalności produktu, którego jeszcze nie. Dodatkowo pojawia się sklep online oferujący zakupy obuwia, żeby sprawdzić, czy jest to produkt, który ludzie będą chcieli kupić w sklepie niestacjonarnym.

    Dużą część książki zajmują negatywne przykłady, które kończą się śmiercią - katastrofy lotów, zabiegi medyczne, czy testy leków, czy nawet skazanie człowieka na karę śmierci za zbrodnię, której nie popełnił. Ten ostatni okraszony przykładem prokuratora, który tak bardzo zafiksował się na skazaniu podejrzanego, że nawet dowody świadczące o niewinności dalej się dla niego nie liczyły i składał apelację od wyroku uniewinniającego, dla człowieka, któemu już zniszczył życie.

    Jedynym minusem jest dla mnie to, że z jednej strony przykłady są świetne i dość dobrze omówione, przede wszystkim pod kątem popełnianych błędów i interpretacji czemu zostały popełnione. Z drugiej strony te najlepsze przykłady i właściwie całe branże (i ich podejście do tematu) są powtarzane kilkukrotnie w odniesieniu do idealnego/złego podejścia.

    Mimo tych powtórzeń polecam książkę. Temat nauki na błędach jest bardzo ciekawie opisany, a przykłady są rzeczywiste, a nie wyssane z palca, co jest ogromnym plusem.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    78/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 9ae234634358bd0b785ad9bd8189.jpeg

    •  

      @ali3en: Nie interesuje mnie grożenie paluszkiem żebym uczył się na błędach bo stanie sie to i tamto. Mnie interesuje jak mam zauważyć np. kiedy konkretnie zacząłem popełniać błędy, kiedy się one skończyły, jakie są między nimi i porażkami związki przyczynowe i jak rozpatrywać potencjalny sukcesywny rozwój sytuacji.

      Bez tego ta książka jest następnym czytadełkiem z kategorii pop science.

    •  

      @giovvanni To niestety ale będziesz zawiedziony czytająć, bo nie o tym jest ta książka. To zbiór przykładów i rozwiązań, które firmy i całe branże stosują, ale nie zbiór uniwersalnych porad, z których Ty, czy ja możemy skorzystać bez wdrożenia rozwiązania systemowego.

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    1379 + 1 = 1380

    Tytuł: O mrówkach i dinozaurach
    Autor: Cixin Liu
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Gdyby całe dzieje Ziemi zamknąć w jednym dniu, godzina równałaby się 200 milionom, minuta 3,3 miliona, a sekunda 55 tysiącom lat. Życie pojawiłoby się już o ósmej czy dziewiątej rano, ale ludzka cywilizacja powstałaby dopiero w ostatniej dziesiątej ostatniej sekundy tego dnia.

    Tymi słowami zaczyna się książka, w któej nie będzie ludzi. Przenosimy się do alterantywnej rzeczywistości, w której nie ma człowieka, albo przynajmniej nie jest on dominującym gatunkiem na naszej planecie. Akcja rozgrywa się w czasach, gdy Ziemia wygląda zupełnie inaczej niż teraz, układ kontynentów jest inny, a dwoma superkontynetami są Gondwana i Laurazja.

    Bohaterami książki są cywilizacja mrówek i cywilizacja dinozaurów. Zupełnym przypadkiem odkrywają, że mogą sobie wzajemnie pomagać i żyć w symbiozie. Wszystko zaczyna się od dinozaura, który po zjedzeniu jaszczura ma problem z resztkami mięsa, które ugrzęzły mu w zębach. Na pomoc ruszają wygłodniałe mrówki, które wydobywają mięso z paszczy dinozaura i tym samym nawiążują pierwszą międzygatunkową współpracę:

    W miarę rozrastania się Cytadeli z Kości Słoniowej niektóre dinozaury przybywające tam na leczenie decydowały się pozostać na miejscu i z czasem założyły nieopodal mrówkowego megalopolis własne miasto. Ponieważ budowały swoje domy z ogromnych kamieni, mrówki nazwały je Miastem Głazów. Cytadela z Kości Słoniowej i Miasto Głazów zostały później stolicami, odpowiednio, Imperium Mrówczego i Imperium Jaszczurzego Gondwany....

    Współpraca ta znacznie się rozwinęła, dinozaury miały jedzienie, a mrówki były wystarczająco małe, żeby móc leczyć dinozaury bez potrzeby rozcinania ich grubej skóry i późniejszego leczenia pooperacyjnych ran:

    Do tamtej pory współpracę między dwoma dominującymi na Ziemi rodzajami można było określić jedynie jako zaawansowany związek symbiotyczny. Mrówki świadczyły dinozaurom usługi medyczne w zamian za jedzenie, a dinozaury wymieniały jedzenie na opiekę medyczną. Chociaż od czasu oczyszczenia przez mrówki tego pierwszego zęba dinozaura charakter tej wymiany znacznie się rozwinął, kontrakt pozostawał w istocie niezmienny.

    Ale to oczywiście nie koniec, symbioza dinozaurów i mrówek doprowadzi oba gatunki na szczyt ewolucji, w której wyprzedzą obecne osiągnięcia ludzkości. Niestety doprowadzą też do wielu konfliktów.

    Bardzo ciekawa książka o alternatywnym rozwoju naszej planety i ciekawym pomyśle na jego zakończenie.
    Jest to inna książka, niż się spodziewałem, ale czytało mi się ją bardzo dobrze. Była dużo bardziej wciągająca niż "Problem trzech ciał". Polecam wszystkim miłośnikom dinozaurów i historii alternatywnej.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    77/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: e_23ef.jpg

  •  

    1376 + 1 = 1377

    Tytuł: Wielki Gatsby
    Autor: F. Scott Fitzgerald
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Wracając do klasyków literatury pięknej. Książka, która w dość dobitny sposób stara się pokazać, że pieniądze i sława szczęścia nie dają, a wręcz przeciwnie - mogą w nim przeszkodzić.

    Wcielamy się w narratora - Nicka, który jest sąsiadem tytułowego Jaya Gatsby'ego. To on ze swojej perspetywy pokaże nam życie ekscentrycznego milionera i wszystkich ludzi, którzy chcą się ogrzać w blasku jego fortuny i sławy. Pojawiają się na wszystkich jego przyjęciach, mówią o tym jak dobrze go znają, siejąc masę plotek, a więszkość z nich nawet nie wie jak wygląda. Narrator przygląda się temu z zażenowaniem i tworzy w naszych oczach dość płytki obraz nowobogackiego społeczeństwa Nowego Jorku z początków XX wieku, czyli paradoksalnie czasów wielkiego kryzysu.

    Tytułowy Gatsby jest już zmęczony swoją popularnością i fałszywymi ludźmi, którzy go otaczają. Stara się od nich uciekać, szukać sensu swojego życia, odnaleźć utraconą miłość i nawet gdy ją odnajduje, nie potrafi się już tym cieszyć.

    Na początku drażniło mnie to, że postacie były trochę miałkie i nijakie, bez żadnych przeważających cech, ale później pomyślałem, że takie właśnie mają być. Książka jest przecież obrazem płytkiego społeczeństwa, dla którego nie ma innych wartości niż pieniądze, władza i sława. Społeczeństwa, które żyje nie swoim życiem, przejada nie swoje pieniądze i bawi się w czasach, gdy reszta społeczeństwa przeżywa kryzys gospodarczy po Pierwszej Wojnie światowej, a za chwilę wpadnie w objęcia Drugiej.

    Książka zbiera dość skrajne oceny, ale mi się podobała, może dlatego, że lubię historie o zwykłych ludziach, a takim jest niewątpliwie Gatsby, bo po za fortuną, która już go nie cieszy i przyjęciami dla ludzi, których nawet nie zna, jest najzwyklejszym człowiekiem, z problemami, jak każdy z nas.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    76/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: wielki-gatsby-w-iext73726381.jpg

  •  

    1365 + 1 = 1366

    Tytuł: Piąta umowa
    Autor: Don Miguel Ruiz, Don Jose Ruiz
    Gatunek: Rozwój osobisty
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Kontynuacja "Czterech umów" Don Miguela Ruiza, w której wspólnie z synem próbuje nakłonić czytelnika do bycia sceptycznym w stosunku do tego, co mówią inni, ale jednocześnie bycia aktywnym słuchaczem.

    Jeżeli ktoś nie czytał "Czterech umów", to właściwie nic nie traci, bo ich omówienie, staszczenie zawiera się w pierwszych 7 rozdziałach.
    Piąta umowa skupia się na byciu sceptycznym wobec wszystkiego co nas otacza, ale też i nas samych. Każdy człowiek ma swoje własne wyobrażenie o sobie, które może być błędne, a przynajmniej diametralnie inne od tego, jak postrzegają go inni. Dla zobrazowania - mamy kino i sale kinowe, w których wyświetlany jest film o 1 konkretnej osobie, której ona sama jest reżyserem i scenarzystą. Gdy usiądziemy na sali i zaczniemy go oglądać okaże się, że nasze własne wyobrażenie o tej osobie jest inne, dalekie od tego, co oglądamy. Tylko, które jest prawdziwe? A może żadne z nich i każdy z nas jest mieszanką kłamstw i prawd, które sami o sobie i inni o nas wypowiadają tworząc nietypową kombinację.

    Jest to kolejna książka z gatunku rozwoju osobistego, która zbiera oczywiste oczywistości, trochę pod przykrywką tolteckiej mądrości średniowiecznych, trochę pod płaszczem popularności poprzedniej książki, natomiast zmusza do refleksji i kwestionowania otaczającego świata. Co jest oczywiście największą wartością takich książek. Bo nasz świat powoli zaczyna być jedną wielką ściemą, w której musimy spędzić co raz więcej czasu na szukaniu tego, jaki on właściwie naprawdę jest.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    75/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: piata-umowa-toltecka-ksiega-madrosci-droga-do-swiata-prawdy-harmonii-i-milosci-b-iext33888218.jpg

  •  

    1358 + 1 = 1359

    Tytuł: Cudze słowa
    Autor: Wit Szostak
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★★★

    Co zostaje po człowieku gdy umiera? Jak opisaliby go znajomi, rodzina, przyjaciele, czy ludzie, których życie odmienił w mniejszym lub większym stopniu?
    Na te pytania stara się nam odpowiedzieć autor. Poznajemy Benedykta - filozofa, właściciela restauracji, opowiadacza wspaniałych historii i relacji z podróży, kochanka, syna, mentora, przyjaciela, najlepszego studenta. Natomiast nie poznajemy go bezpośrednio, a za sprawą historii 7 osób, których ścieżki życiowe przecięły się z Benedyktem, a teraz opowiadają nam jak go poznali i jakim był człowiekiem.

    "...Wszy­scy do­strze­ga­li w panu Be­ne­dyk­cie uprzej­my dy­stans, który prak­ty­ko­wał przez ko­lej­ne lata. Lu­dzie zbli­ża­li się do niego, za­uro­cze­ni żywą in­te­li­gen­cją i ma­nie­ra­mi, czuli się za­pro­sze­ni, lecz osta­tecz­nie po­zo­sta­wa­li w po­cze­kal­ni, skąd nigdy nie pro­sił ich do swego ga­bi­ne­tu. Z cza­sem ich za­in­te­re­so­wa­nie nim sła­bło, na­ra­sta­ło roz­cza­ro­wa­nie, nie­da­ją­ce się roz­pro­szyć przez pierw­sze świe­tla­ne wra­że­nie..."

    Każda z tych historii jest inna, każda pokazuje głównego bohatera jako innego człowieka, z innymi zaletami i wadami. Sumarycznie dostajemy obraz człowieka, którego już czytelnik sam oceni.
    Dla jednej z tych osób będzie najlepszym przyjacielem ratującym kilkukrotnie z opresji; dla innej oddalającym się synem, którego miłość do rodziców powoli słabła zastępowana przez miłość do filozofii; dla kolejnej mistrzem kuchni nieznającym zasad runku i wprowadzającym zmiany, które odrzucają starych i przyciągają nowych klientów.

    "...Bywał po­ryw­czy. Zda­rza­ło mu się prze­gnać gości, któ­rzy mu się nie po­do­ba­li. Nie li­czył się z opi­nią ani z groź­ba­mi. Nie chciał nie­któ­rych u sie­bie i o tym mówił. Raz po­da­łem parze gości pilaw. Wspa­nia­ły, wonny, ryż ba­sma­ti z ro­dzyn­ka­mi, go­to­wa­ny w esen­cjo­nal­nym bu­lio­nie. Na to skraw­ki długo pie­czo­nej ja­gnię­ci­ny, do­pra­wio­nej mie­szan­ką przy­praw ba­ha­rat. Potem jo­gurt i sie­ka­ne natki pie­trusz­ki oraz ko­len­dry. Go­ście za­bi­ja­li się o to danie, mie­li­śmy ta­kich, któ­rzy od­cho­dzi­li, kiedy do­wia­dy­wa­li się, że tego dnia pi­la­wu nie bę­dzie. Po­da­ję pilaw, męż­czy­zna pró­bu­je i po chwi­li woła mnie, że za suche i chęt­nie po­lał­by ket­chu­pem. Osłu­pia­ły wra­cam do kuch­ni i mówię mu szep­tem, co się wy­da­rzy­ło. A on spo­koj­nie pod­cho­dzi do sto­li­ka, słu­cha za­ża­le­nia. „Nie mamy – od­po­wia­da wolno – ale nie mo­że­my do­pu­ścić, by czuł się pan źle ob­słu­żo­ny”. Prosi mnie, cały czas przy sto­li­ku, bym po­biegł do naj­bliż­sze­go skle­pu po ket­chup. Ucina dys­ku­sję, bie­gnę, wra­cam, on z uśmie­chem ob­fi­cie po­le­wa nim pilaw, go­ście zja­da­ją za­do­wo­le­ni..."

    Świetna książka i równie świetne historie. Najlepszymi dla mnie były opowiadania ojca - Józefa i przyjaciela z dzieciństwa - Jakuba.
    Józef, czuł od dłuższego czasu, że traci syna, nie umiał go wychowywać, nie umiał z nim rozmawiać, nie umiał go karać. Każdy z tych elementów sprawiał, że miał do siebie żal i czuł, że to przez niego ich relacja legła w gruzach.
    Jakub z kolei jest chyba najbardziej kontrowersyjną postacią, jest zniszczony psychicznie do tego stopnia, że nie mówi o sobie "ja" tylko "on". Koszmarne dzieciństwo z babcią zabrało mu "ja" z imienia Jakub i przez resztę życia będzie się starał je odzyskać. Benedykt, czy jak Jakub go nazywa - Dyzio, wywrze ogromny wpływ na jego życie. Z kolei opowieści kucharza - Jana, dadzą nam najlepszy pogląd na to kim był główny bohater na chwilę przed śmiercią.

    Może ostanio wrzucam trochę za dużo książek o tym, co zostaje po ludziach po śmierci, ale są to książki, które miałem od dłuższego czasu w TBR i zdecydowałem, że przeczytam je niedługo po sobie, żeby zamknąc temat i móc je łatwo porównać.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    74/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: cudze-slowa-b-iext62827835.jpg

  •  

    1353 + 1 = 1354

    Tytuł: Na Zachodzie bez zmian
    Autor: Erich Maria Remarque
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Jedna z lepszych antywojennych książek, jakie czytałem.
    Bardzo dobrze ukazuje bezsens wojny i systemu, który zmusza młodych ludzi, w tym, wypadku jeszcze uczniów, do służby za ojczyznę, a właściwie, do oddawania za nią życia. W tym wypadku towarzyszymy młodemu żołnierzowi na arenie I Wojny Światowej. Z tego, co przeczytałem jakiś czasu temu na temat autora, on sam doświadczył tego, co opisuje za pośrednictwem bohatera swojej książki, więc jest to po części fragment jego autobiografii.

    To co jest najbardziej przytłaczające to to, że naszymi żołnierzami są właściwie dzieci, chłopcy, którzy jeszcze kilka dni wcześniej siedzieli razem w jednej klasie, rozwiązywali zadania przy tablicy, a dziś są na froncie i giną za ojczyznę w imię typowo politycznej wojny.
    Pierwszym przykładem, który dość mocno otwiera oczy jest powrót do obozu, do którego wróciło mniej więcej połowę żołnierzy mniej niż z niego wyszło i przez to dostali podwójne racje żywnościowe i przydziały. Nie bardzo jeszcze rozumieją, co się stało, cieszą się, że zjedzą więcej niż dostawali poprzednio, a jednocześnie widzą braki wśród przyjaciół. Widzą rany u swoich kolegów, ich śmierć, ból i bezsens tego, co się dzieje dookoła i nic z tym nie mogą zrobić. W przeciwieństwie do innych tego typu książek, autor nie stroni od życia codziennego żołnierzy, pokazując realia lazaretu, czy zaplecza technicznego armii z kuchnią na czele.

    O ile autor opisuje przebieg wydarzeń z I Wojny Światowej, to jego podejście do tematu wojny można odnieść do każdej innej wojny, bitwy czy potyczki, w której giną młodzi ludzie, którzy jeszcze nie poczuli, jak to jest tak na prawdę żyć, a już przyszło im umierać.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    73/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 3399906738533.jpg

  •  

    1344 + 1 = 1345

    Tytuł: Rzeczy, których nie wyrzuciłem
    Autor: Marcin Wicha
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Książka, która razem z "Bezmatek", stanowi swojego rodzaju obraz ostatnich dni życia matki obserwowanej z perspektywy córki (Bezmatek) i syna - w opisywanej tu książce, oraz tego, co po niej zostało.

    Podobieństwo tych książek jest uderzające, w obu powtarzają się 2 główne części - wspomnienia z przeszłości i czas na chwilę przed i po śmierci matki. Natomiast różnią się jednym - "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" zaczyna się od przedmiotów. Opisu rzeczy, które przypominają bohaterowi o matce, które rodzą wspomnienia, te pozytywne i negatywne, które pozwalają nam lepiej ją poznać i jednocześnie stanowią dorobek jej życia.
    Ta część natomiast jest w książce najsłabsza. Dużo bardziej podobały mi się kolejne dwie, szczególnie wspomnienia dotyczące słów i powiedzonek, których jego matka używała. Mamy tego bardzo wiele przykładów, może odrobinę chaotycznych, ale też wspomnienia rzadko układają się w pamięci człowieka idealnie po kolei lub powiązane inaczej niż tematycznie.

    Kolejną istotną różnicą jest też to, że Bezmatek mam wrażenie był napisany z perspektywy bohaterki, u której śmierć matki i wspomnienia były dość świeże, rany jeszcze nie zabliźnione. Natomiast "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" rozgrywają się jakby bo dłuższej nieobecności syna w domu, który wrócił w rodzinne strony, żeby uporządkować sprawy, za które nie miał siły się zabrać wcześniej.

    Polecam - świetna książka, która jest czymś zupełnie innym, od tego, co najczęściej czytamy, a jednocześnie pozwala popaść w refleksję nad tym, jak wspomnienia i przedmioty definiują nasze wcześniejsze życie po śmierci.

    Do książek, z tego dość nietypowego podgatunku literatury pięknej dodałbym jeszcze "Taśmy rodzinne" i "Pustostany", niestety zdecydowanie gorsze niż obie wspommniane wcześniej pozycje.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    71/100
    #bookmeter #legimi #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: Wicha.Rzeczy.okladka.jpg

  •  

    p0lka marzącą o tym by saudyjski książę przeorał jej już i tak rozklekotaną szparkę.

    Bestseller XDDD
    #p0lka #rozowepaski #ksiazki #legimi #czytajzwykopem

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1626863201990.android.main.jpg

  •  

    1309 + 1 = 1310

    Tytuł: Przygody młodego przyrodnika
    Autor: David Attenborough
    Gatunek: reportaż
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Książka Davida opisująca jego początki jako podróżnika i realizatora programów przyrodniczych.
    Zaczyna od wyjaśnienia dlaczego to robi - w czasach gdy zaczynał, ogrody zoologiczne nie miały obecnych możliwości pozyskiwania zwierząt z innych ogrodów, bo zwierzęta nie rodziły się tak często w niewoli i ich przedstawiciele musieli jeździć po świecie i zabierać zwierzęta z ich naturalnego środowiska.
    Właśnie o takich wyprawach jest ta książka. Autor jeździ po świecie z ekipą filmową i przedstawicielami zoo w poszukiwaniu egzotycznych zwierząt, opisując swoje przygody z lokalną ludnością, problemami technicznymi i administracyjnymi.

    Świetnie się czyta historie człowieka, którego praca jest pasją, to jak zależy mu na nakręceniu ciekawego i wartościowego materiału, który pokaże ludziom, jak żyją zwierzęta niedostępne w Europie.

    Książka jest trochę gorsza niż "Życie na naszej planecie", ale też opisuje inne tematy i jest momentami nierówna. Najbardziej podobały mi się historie o leniwcach, waranach z Komodo i sposobach na transport zwiarząt.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    68/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: 0a-przygody-mlodego-przyrodn.jpg

  •  

    Dawniej przeczytałem kilka książek z uniwersum stalkera, począwszy od Metro 2033 po polskie opowiadania fanowskie (nie pamiętam tytułów, ale niezłe). Ostatnio trafiłem na Na skraju strefy Krzysztofa Haladyna i szybciutko wciągnąłem oba tomy, może nie wybitne, ale całkiem przyjemna lektura, więc mam ochotę na więcej. Polecicie coś z poniższych tagów?
    #fabrykaslow #fabrycznazona #ksiazki #stalker #postapo
    Korzystam z #legimi i wybór tam spory, więc ktoś coś?
    pokaż całość

    źródło: fabrycznazona.pl

    •  

      @ikov: polecam książki Noczkina. Dobrze się je czyta, dodatkowo są napisane w stylu gier i w 100% wierne stworzonemu tam uniwersum, dzięki czemu bez problemu mogłyby stać się fabułą dla kolejnego stalkera albo jakiegoś moda.

      Trylogia Ołowiany Świt - Drugi Brzeg - Droga Donikąd też jest całkiem niezła, ale są tam pewne zmiany względem gier oraz główny bohater jest boomerem który nieustannie narzeka, że kiedyś było lepiej, niemniej jako fanowi uniwersum polecam. Sztywnego i Powrót można sobie odpuścić bo są takie sobie. Moim zdaniem Gołkowskiemu dużo lepiej wyszły Stalowe Szczury, czyli uniwersum będące dość luźną historią alternatywną 1WŚ.

      Trylogia Nieściura nie jest zła choć miejscami dość chaotyczna przez co można łatwo się w niej pogubić. Ale sam zamysł fabuły jest OK, nie ma efektu wow ale nie ma też tragedii i chęci wyrzucenia książki przez okno.

      Na Skraju Strefy Haladyna też nie jest bardzo złe, taki trochę polski Noczkin ale gorszy ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jak nie masz parcia na przeczytanie wszystkiego to można je pominąć, podobnie z książkami Nieściura.

      Bagno Szaleńców Kanickiej zalecam omijać, według mnie pieniądze wyrzucone błoto a raczej bagno w tym przypadku. Pierwszy rozdział jest całkiem niezły, potem książka traci sens i wydaje się napisana bez pomysłu aby tylko coś było.

      O Ziemi Złych Uroków się nie wypowiem bo nie czytałem. Jak będziesz chciał czytać coś więcej niż Noczkin i Gołkowski to polecam podejść do książek bez żadnych wymagań, wtedy nie będziesz na nie narzekał.
      pokaż całość

    •  

      @KaiserBrotchen To dopiero jest niezły komentarz :) Dzięki za sugestie, przeczytam polecane a potem zobaczę, wybór jest duży.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    1139 + 1 = 1140

    Tytuł: Dawca przysięgi. Tom 3. Część 2
    Autor: Brandon Sanderson
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    2 część 3 Tomu wypada lepiej od poprzedniczki. W tej części jest więcej akcji, szczególnie dużo na około 200 stron przed końcem. Niestety jest gorzej niż w pierwszych dwóch tomach, które oceniłem na 10/10 i trochę do najwyższej oceny brakuje. Dalej jest to Sanderson, którego styl bardzo mi pasuje, którego świat i postacie wręcz wylewają się z kolejnych stron. Autor ma też niebywały dar do odpowiadania na pytania, które się u mnie pojawiają.

    Czuć, że ten podział 3 tomu na 2 części był sztuczny i trochę szkoda, że 4 tom również został podzielony. Co do fabuły, podobnie jak w 1 części, również w tej Dalinar jest główną postacią i to świetnie, bo jego retrospekcje wprowadzają ogromną porcję fabuły i wyjaśniają wiele wątków. W końcy też wyjaśniony jest wątek miłosny Kaladina, Shallan i Adolina, bo zaczynała się już z tego robić telenowela.

    Nie mogę się już doczekać 4 tomu. Polecam wszystkim fanom Sandersona - pozycja obowiązkowa.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    57/100
    #bookmeter #legimi
    pokaż całość

    źródło: 500_500_productGfx_b7a98c8ee6b675d4db851d931f3c0e1e.jpg

  •  

    Drogie Mireczki!
    Miło mi poinformować, iż moja książka Megalopolis2077 w wersji eBook, od teraz dostępna jest także w Legimi.pl oraz Wooblink.com. Wiem, że część z was korzysta z ww. serwisów, dlatego informuję ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wkrótce książka powinna być dostępna również w innych serwisach, a za jakiś czas także w księgarniach.

    Megalopolis 2077 w Wooblink: https://woblink.com/ebook/megalopolis-2077-stefan-krol-216555u
    Megalopolis 2077 w Legimi: https://www.legimi.pl/ebook-megalopolis-2077-stefan-krol,b660468.html

    Przypominam, że ww. serwisach książka jest dostępna także w wersji Audio (czyta Mako_new) ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #czytajzwykopem #ksiazki #chwalesie #sciencefiction #fantastyka #audiobook #cyberpunk #megalopolis2077 #legimi #wooblink
    pokaż całość

    źródło: ilustrcja-02-scaled.jpg

  •  

    948 + 1 = 949

    Tytuł: Król bezmiarów
    Autor: Feliks W. Kres
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    2 Tom Księgi Całości i kontynuacja Północnej granicy. W tym tomie z dalekiej północy przenosimy się na dalekie południe - na morsko wyspiarskie Bezmiary. Niestety porzucamy boahterów pierwszego tomu i zaczynamy z nowymi. Są nimi Raladan i 3 córki legendarnego pirata Rapisa - Demona Walki. Rapis zostawił po sobie skarb, który każda z jego nieśmiertelnych córek chce zatrzymać tylko dla siebie. W historię wplątani są piraci, bitwy na morzu, syreny i przeklęte przedmioty dające ogromną władzę, niestety nie bez skutków ubocznych. Trudno powiedzieć coś więcej fabule, żeby uniknąć spoilerów.

    Choć jest to lepsza książka niż pierwszy tom, to jest też dużo bardziej irytująca do czytania. Widać postęp warsztatu autora i zdecydowanie to doceniem. Niestety nikt mu nie powiedział, że gdy wprowadza się do książki 4 kobiece bohaterki, to trzeba dawać czytelnikowi znak, o której teraz pisze. W jednym z rozdziałów autor opisuje kobietę, co robi, jak, ale nie wspomina, jej imienia, drobna wzmianka, która to z bohaterek pojawia się po 7 stronach i to nie za sprawą imienia, ale opaski na oku. Niestety autor robi tak cały czas, przez co zamiast 705 stron przeczytałem chyba 750, co chwilę wracając, żeby się dowiedzieć o kim jest teraz mowa. A przypomnę, że 3 z tych kobiet są siostrami, w dodatku trojaczkami i wyglądają niemal identycznie. Gdyby nie to, dałbym jej 8 gwiazdek.

    Wykreowany świat i bohaterowie wypadają świetnie, natomiast książka dość wolno się rozkręca, bo po około 200 stronach. Chętnie przeczytam kolejne tomy cyklu całości, mam nadzieję, że będzie tylko lepiej, bo postęp w 2 tomie względem 1 tomu jest bardzo widoczny.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    46/100
    #bookmeter #czytajzwykopem #fabrykaslow #legimi
    pokaż całość

    źródło: DnTRGJK.jpg

    •  

      Sprostowanie, głównymi bohaterkami są matka i córki bliźniaczki, ale wszystkie 3 wyglądają jakby były w tym samym wieku, matka ma 25 lat, córki po 8, ale rozwijają się 3x szybciej niż normalnie dzieci w ich wieku, bo są córkami demona, więc wyglądają na 24 lata.

      Zorientowałem się w tej gafie jak przyglądałem zapisane cytaty.

      Żeby pokazać jak bardzo autor robi czytelnika w konia:
      „…– Lerena – rzekł z naciskiem raz jeszcze.
      – No dobrze! – zirytowała się. – Źle wymawiam? Znam chyba imię własnej córki?
      – Ale mówisz o jej siostrze, zdaje mi się, o Riolacie, tak? – też się zirytował. – Semena-Riolata!
      Patrzyła przez chwilę.
      – Poczekaj, czy ty myślisz... Ale... Raladan?... Nie wiedziałeś?
      Ręce opadły mu bezwładnie, bo coś przeczuł.
      – Czego? – rzekł tępo. – O czym?
      - Oddałeś mnie w ręce Lereny! Nie Riolaty! Nawet przez chwilę nie myślałam, że nie wiesz! Fałszywe imię Semena służyło teraz Lerenie!
      Oparł się o nadburcie.
      – Nie mylisz się?
      Spojrzała z prawdziwym zdumieniem i jeszcze – politowaniem.
      – Kto je ma rozróżniać, jak nie ja? – zapytała. – Jestem mamą…”
      pokaż całość

    •  

      @ali3en: ten cykl jest beznadziejny. nie polecam nikomu.

  •  

    945 + 1 = 946

    Tytuł: The FIVE dysfunctions of a TEAM
    Autor: Patrick Lencioni
    Gatunek: biznes IT, rozwój osobisty
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Książka, po którą sięgnąłem w ramach comiesięcznego klubu książki (Book Club brzmi lepiej) w pracy i zdecydowanie była to jedna z ciekawszych książek dla liderów, jakie czytałem do tej pory.
    Skupia się na 5 problemach zespołu, dostrzeżeniu i rozwiązaniu tych problemów. Kathryn zostaje nowym CEO firmy tworzącej oprogramowanie i stara się zrozumieć dlaczego firma, która ma więcej pieniędzy, lepszą technologię, świetnych pracowników i dobry marketing, jest wyprzedzana przez 2 inne firmy z mniejszymi zasobami. Kathryn stara sie to ustalić uczestnicząc w spotkaniach i rozmawiając z pracownikami.

    Zabiera ze sobą zespół prezesów i wyjeżdzają za miasto na warsztaty, na których próbuje ich przekonać, że problem leży w nich, ich podejściu do pracy i spotkań, braku współpracy i zamykaniu się w swoich zespołach. Tymi 5 problemami są:
    - Absence of Trust - Brak zaufania
    - Fear of Conflict - Lęk przed podjęciem konfliktu
    - Lack of Commitment - Brak zaangażowania
    - Avoidance of Accountability - Unikanie odpowiedzlności
    - Inattention to Results - Pomijanie wyników

    Każdy z problemów jest omawiamy na forum zespołu, z realnymi przykładami z życia firmy. To co mi się podobało najbardziej to pokazanie, że firma, która ma dużo pieniędzy może być źle zarządzania, co przekłada się na marnowanie środków, czasu i potencjału pracowników.

    Polecam każdemu, kto zarządza zespołem.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    45/100
    #bookmeter #czytamzwykopem #ksiazki #legimi
    pokaż całość

    źródło: the-five-dysfunctions-of-a-team.jpg

  •  

    876 + 1 = 877

    Tytuł: Izbica Izbica
    Autor: Rafał Hetman
    Gatunek: reportaż
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Książka jednego z youtuberów i dziennikarzy/felietonistów mówiących o książkach.
    Tematem "Izbica Izbica" jest tytułowa miejscowość, która przed wojną była zamieszkana przez chrześcijan i żydów, a w trakcie wojny stała się obozem przejściowym i miejscem śmierci wielu mieszkańców. Autor stara się pokazać nam ich historię, życie z takiej zwyczajnej perspektywy, niespecjalnie koloryzując wyznawców jednej czy drugiej religii. Udało mu się dotrzeć do niektórych z nich i opowiedzieć, jak wyglądała ta wymarła obecnie miejscowość w czasach swojej "świetnośći". W jednym z rozdziałó jest również ukazana perspektywa dzieci, dla których religia nie ma znaczenia, bo jeszcze jej nie rozumieją i nie potrafią na jej podstawie szufladkować ludzi.

    Rafał Hetman pokazuje oblicze polaków, które ukazane było już w wielu książkach, większość z mieszkańców w trakcie wojny ukrywała swoich żydowskich sąsiadów za cenę własnego życia. Inni sprzedawali sąsiadów opracowom, a jeszcze inni żyli na skraju tych dwóch podejść - odrobinę pomagali, dając jedzenie i ubranie, ale nie oferowali im schronienia i gdy zostali przyparci do muru wyjawiali ich kryjówki okupantom. Żeby oddać sprawiedliwość, sami żydzi również nie byli fair w stosunku do swoich sąsiadów i ukrywając swoją tożsamość i wyznanie donosili na jednych i drugich sąsiadów.

    Doceniam pomysł na fabułę, rzetelne podejście do rozpoznania tematu i sposób pisania Rafała. Niestety dla mnie ta książka nie wnosi nic nowego do tematu, może po za wycieczką po Jerozolimie, ale ona dla mnie była trochę doklejona i niepasująca do reszty książki.
    Czytało się ją bardzo szybko i jest to ogromna zaleta pióra autora, bo nie każda książka o tej tematyce jest tak "lekka".

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    41/100
    #bookmeter #czytamzwykopem #ksiazki #legimi
    pokaż całość

    źródło: izbica.jpg

    •  

      @ali3en: jestem w trakcie. Czasami odnoszę wrażenie, że autor celowo wyrzucił co drugie zdanie, aby reportaż był jeszcze bardziej... mhm. Oryginalny? Nietuzinkowy? Surowy?

    •  

      @bialoczarna ja mam wrażenie, że książka była pisana na 2 razy. Po napisaniu pierwszej wersji - dużo dłuższej zdecydował, że jest za długa i ją skrócił.
      To jest debiut autora, więc część mankamentów można mu wybaczyć, ale ma też kilkanaście lat doświadczenia w pisaniu i mówieniu o książkach i jestem zdziwiony, że warsztatowo, ta książka się średnio spina. Natomiast ma bardzo lekkie pióro i przez to niezwykle łatwo mi się ją czytało. pokaż całość

  •  

    845 + 1 = 846

    Tytuł: Miasto z mgły
    Autor: Carlos Ruiz Zafon
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Ostatnia książka Zafona, ukończona na chwilę przed śmiercią. Moje pierwsze spotkanie z tym autorem i bardzo żałuję, że dopiero teraz.
    "Miasto z mgły" jest zbiorem opowiadań, których motywem przewodnim jest Barcelona. Opowiadania są krótkie, po za dłuższym - "Księciem Parnasu" (które zawiera w sobie jeszcze 1 opowiadanie), nie mają więcej niż 20-30 stron.

    Zafon porusza wiele tematów, począwszy od historii chłopca tęskniącego za przyjaciółką, po plagi dotykające całego miasta, aż do historii wykorzystywanej dziewczynki, która przymuszana była przez ojca do obcowania z innymi mężczyznami. Opowiadania pokazują kunszt Zafona, sposób w jaki buduje historię, kreuje przestrzeń miasta i jego klimat.
    Największym szokiem dla mnie było opowiadania o fotografie cmentarnym - człowieku, który robił pośmiertne zdjęcia i odkrył, że rodziny "portretowanych" reagują na jego córkę, jak gdyby była powracającym z zaświatów zmarłym. Gdy zobaczył, że może mu to przynieść dochód postanowił wykorzystać córkę i "sprzedawać" ją na kilka godzin, dni tym rodzinom. O ile na początku była to tylko rola córki, to gdy dorosła były to również role żony i kochanki, co dla dziewczynki kończyło się obcowaniem z mężczyznami. Ojciec za każdym razem objecywał, że to już ostatni raz, a póżniej przegrywał wszystkie pieniądze i zaciągał co raz to większe długi.
    Trudno mi było sobie uzmysłowić, jak można zrobić tak ogromną krzywdę dziecku i móc dalej spojrzeć w lustro.

    Niektóre opowiadania nawiązują do poprzednich, ale nie jest to reguła. To jest chyba moje największe zastrzeżenie, gdyby wszystkie opowiadania były powiązane ze sobą czymś więcej niż miastem - Barceloną, byłoby 9/10. Nie czytałem też najważniejszej trylogii w dorobku Zafona, więc trudno mi ocenić w jak dużym stopniu autor nawiązuje do niej w opowiadaniach. Do 10/10 jeszcze trochę brakuje, ale zakładam, że dłuższe formy Zafona mogą się bez problemu do niej zbliżyć. Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z tym autorem przy okazji "Cmentarza zapomnianych książek".

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    40/100
    #bookmeter #czytamzwykopem #legimi
    pokaż całość

    źródło: miasto-z-mgly-w-iext70612019.jpg

  •  

    826 + 1 = 827

    Tytuł: Adept
    Autor: Adam Przechrzta
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Postanowiłem przeczytać całą serię Materia Prima przed premierą pierwszego tomu Materia Secunda (premiera 19 maja).
    Adept jako książka ma dla mnie ogromne znaczenie, bo była to pierwsza książka, która na poważnie wciągnęła mnie w gatunek fantasy.

    Książka opowiada o Olafie Rudnickim, który jest alchemikiem, członkiem gildii Srebrny Zamek i aptekarzem żyjącym w Warszawie pod zaborem rosyjskim. W kilku miejscach na świecie - w Berlinie, Petersburgu, Moskwie i Warszawie pojawiły się enklawy, tajemnicze miejsca o niezwykłej mocy z nietypową florą i fauną, która jest zabójcza dla ludzi. Granice każdej z nich są otoczone srebrnymi prentami, które skutecznie powstrzymują rozrost enklawy i demony przed wydostaniem się z niej i zrobieniem krzywdy mieszkańcom.
    Olaf udaje się do enklawy po składniki alchemiczne i ratuje kilku rosyjskich żołnierzy przed śmiercią z łap demona. Porównuje swoje i ich naboje i odkrywa, że zawartość srebra znacznie się różni, przez co nie mogli zadać demonom żadnych obrażeń. Jednym z rosyjskich żołnierzy jest Samarin, oficer carskiej gwardii, który wdzieczny za uratowanie życia przedstawia Olafa swojej ciotce - Marii Wołkońskiej. Okazuje się, że ciotka i Olaf mają zbliżone herby rodowe, co czyni całą trójkę kuzynami.
    Przyjaźń Samarina i Olafa prowadzi ich ku wielu przygodom i wspólnym odzwiedzinom enklawy. W jednej z takich wypraw do enklawy odnajdują nieprzytomną kobietę i postanawiają jej pomóc i zabrać ze sobą. Olaf opiekuje się nią w swojej aptece i odkrywa, że nie jest człowiekiem, a jednym z theokataratos - potężnych, starożytnym, nieśmiertelnych demonów.
    Zawiera z nią pakt, który ma na celu chronić Olafa przed śmiercią. Anastazja Rudnicka, bo takie przybiera imię, pozwala Samarinowi i Olafowi rozwikłać wiele zagadek związanych z enklawą i tajemniczymi zabójstwami, zaginięciami warszawiaków.
    Umiejętności Olafa stale się rozwijają, co prowadzi go do produkcji bardzo skutecznych leków i amuletów, w oparciu o Materia Prima, substancję pozyskaną z fauny i flory enklawy. Prowadzi go nawet do wyleczenia syna rosyjskiego cara pod nieobecność nadwornego lekarza - Rasputina.

    Książka, która ogromnie mnie wciągnęła, mimo że czytałem ją po raz drugi. Jak wspomniałem wcześniej, "Adept" przekonał mnie do czytania książek fantasy i odkrycia tego gatunku, dlatego choć jest to bardzo dobra książka, ale nie wybitna, dla mnie jest niezwykle ważna.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    37/100
    #bookmeter #czytamzwykopem #ksiazki #legimi
    pokaż całość

    źródło: adept-1.jpg

  •  

    798 + 1 = 799

    Tytuł: Chemia śmierci
    Autor: Simon Beckett
    Gatunek: kryminał
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Bardzo żałuję, że sięgnąłem po tą książkę dopiero teraz, a zdecydowanie warto ją było przeczytać.
    Bohaterem jest David Hunter, który w przeszłości był antropologiem sądowym, ale po śmierci żony i córki, chcą odpocząć od zgiełku wielkiego miasta wyprowadził się do Manham. Poznajemy go w momencie rozmowy o pracę, stara się o posadę lekarza i ją otrzymuje.
    Davidowi nie uda się zbyt szybko uciec od przeszłości, bo niedługo później w miasteczku znalezione zostają zwłoki, co więcej, zwłoki w zaawansowanym stadium rozkładu. Policja szybko orientuje się, że David, wykorzystując swoje wieloletnie doświadczenie, może im pomóc w rozwiązaniu zagadki pierwszej i kolejnych bardzo nietypowych śmierci.
    Bardzo ciekawym zabiegiem jest prowadzenie czytelnika jak po sznurku w kierunku kolejnych ofiar, poznajemy te osoby dużo lepiej niż pozostałych mieszkańców miasteczka. A później sznurek się urywa i zostajemy z zagadką sami, a rozwiązanie wcale nie będzie takie oczywiste i łatwe, za co autorowi należy się ogromny plus. Policja nie jest tu pokazana ani jako banda superbohaterów, ani banda idiotów, a protagonista nie jest nieomylny i popełnia błędy, które mają wpływ na przebieg historii.

    Świetny kryminał, którego głównym bohaterem w końcu nie jest detektyw, aspirujący detektyw czy policjant, co wnosi wiele świeżości. Książka polecana wielokrotnie, ale jakoś nigdy wcześniej nie miałem ochoty jej przeczytać, co zmieniło się po rewydaniu i dużo ciekawszej i przyciągającej oko okładce - tak jestem wzrokowcem, czasem oceniam ksiązki po okładce ( ͡° ͜ʖ ͡°). Jak do tej pory mój najlepszy kryminał, który zepchnął z pierwszych miejsc "Lontano", "I nie było już nikogo", wszystkie opowiadania z Sherlockiem Holmesem (pisane przez Conan Doyle'a, Horowitza oraz innych autorów) i trylogię z Igorem Brudnym (tak wiem, że niektórzy gardzą tą serią ;) ). Nie mogę się doczekać kolejnych części.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    36/100
    #bookmeter #czytamzwykopem #ksiazki #legimi
    pokaż całość

    źródło: chemia-smierci-w-iext59157112.jpg

    •  

      @ali3en: książki czytam od ponad 40 lat ale ostatnie naście lat ciężko mi z czytaniem bo pracuję w systemie półrocznym (od rana do nocy i bez dnia wolnego) i jestem kompletnie zajechany a pozostałe kilka m-cy muszę nadrobić książki, filmy i seriale. Na kindlu ponad 400 ebooków czeka a cały czas dochodzą nowe, to samo z filmami. Na lubimy czytać założyłem kiedyś konto ale co z tego, ogromną większość książek przeczytałem wcześniej i ani nie pamiętam tytułów ani szczegółów. Ostatnimi laty więcej czytam scifi. Zerknąłem na szybko i niedawno oceniłem polecane "Piętno" Piotrowskiego na 2/10 (bardzo podobne do Chemii Śmierci), "Bielszy odcień śmierci" Miniera 3/10 ale np. cykl Kruk od Piotra Górskiego oceniłem chyba wszystkie na 8/10. Świetnie mi się czytały a słownictwem i słowotwórstwem bliski jest mojemu ulubionemu Miłoszewskiemu (cykl Szadzki). Lubiłem też cykl kryminałów od Jeffery Deavera (Rhyme) bo nietuzinkowe i mnóstwo frajdy. Świetny jest Lehane, bardzo fajnie czytało mi się pierwsze chyba 8 książek z agentem Pendergastem (duet Child, Preston), bardzo lubiłem stare kryminały Joe Alexa (nasz pisarz), kryminały P.D. James.

      Nie chciałem ci "dorzucać", po prostu zdziwiłem się z tak wysokiej oceny od kogoś z takim dorobkiem czytelniczym.
      pokaż całość

      +: ali3en
    •  

      @kopszmercen Nie ma sprawy, nie obrażam się, każdy ma prawo do swojego zdania na temat każdej książki. Może właśnie to, że czytam dużo jest tu problemem, trochę inaczej patrzę przez to na książki. Kiedyś czytałem mnóstwo kryminałów, teraz czytam 5-7 rocznie i inaczej postrzegam książki z tego gatunku, trochę go porzuciłem nieświadomie na korzyśc literatury pięknej i fantasy.
      Dzięki za polecenie, dorzucam do listy, może uda mi się coś z nich przeczytać jeszcze w tym roku.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    792 + 1 = 793

    Tytuł: My
    Autor: Jewgienij Zamiatin
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Prekursor gatunku antyutopii w literaturze, to podobno po przeczytaniu tej książki Huxley napisał "Nowy, Wspaniały Świat". I co tu dużo mówić, moim zdaniem Huxley zrobił to lepiej. Ocena tej książki jest dla mnie bardzo trudna, bo z jednej strony wykreowany świat i systemy, którymi się rządzi są genialne. Należy pamiętać, że napisano ją dokładnie sto lat temu. A mimo to mamy w niej metropolię, w której stoją wieżowce ze szkła i stali a porządku pilnują rządowe drony. System pracy, "nazwy ludzi", społeczne ujednolicenie, dekalog godzinowy, dzień wyborów, organizacja Państwa Jedynego - to wszystko jest świetne. Problemem dla mnie była forma, w jakiej książka została napisana. Jest to zbiór notatek, dziennik jednego z konstruktorów statku kosmicznego. I tutaj tkwi problem, bo jako że główny bohater zmaga się z wieloma rozterkami, jego myśli i wypowiedzi są pełne chaosu. Urwane myśli, urwane zdania, przeskakujące miejsca akcji - to wszystko było dla mnie męczące. Po jakimś czasie częściowo się do tego przyzwyczaiłem, ale mimo wszystko zdecydowanie nie jest to mój ulubiony styl. Dodatkowo książka ma wiele wątków filozoficznych i często nawiązuje do motywów mitycznych i biblijnych. Sam klimat jest bardzo oniryczny i nie do końca wiadomo, co jest częścią snu, czy wizji a co dzieje się naprawdę. Przeczytanie tej książki, szczególnie ze świadomością w jakich czasach była ona pisana jest mimo tych minusów bardzo ciekawym przeżyciem. Może napisałem na początku wpisu że Huxley zrobił to lepiej. Huxley zrobił to inaczej, a na pewno bardziej przystępnie.

    #bookmeter #legimi
    pokaż całość

    źródło: 1.bp.blogspot.com

  •  

    784 + 1 = 785

    Tytuł: Zawisza, Czarne Krzyże
    Autor: Jacek Komuda
    Gatunek: historyczna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Nigdy nie byłem fanem książek historycznych, głównie przez kiepskie doświadczenia z nudną wersją historii w szkole, ale po przeczytaniu najnowsze dzieła Jacka Komudy chyba nim zostanę.
    Książka świetnie oddaje klimat schyłku średniowiecza, życia rycerzy, giermków i zwykłych ludzi.
    Historia, jak z resztą mówi tytuł, opowiada życie Zawiszy Czarnego, słynnego polskiego rycerza z Garbowa herbu Sulima, walczącego z Zakonem Krzyżackim. Zawisza jest przedstawiony nie jako superbohater tamtych czaśów, a rycerz - człowiek, który wielokrotnie odnosił rany w walce. Swoim honorem, męstwem i odwagą zaskarbił sobie wielką sławę i dzięki niej unikał wielu potyczek i problemów.
    Poznajemy pokrótce jego życie począwszy od dzieciństwa, brata - Kruczka, który zawsze chciał być lepszy od niego, ale był młodszy i zgodnie z tradycją rodzinną niepisane mu było zostanie rycerzem. Kruczek z resztą odegra ogromną rolę w tej opowieści, bo jego pojmanie, niewola i śmierć będą wzmagać w Zawiszy chęc zemsty i podsycą jego wolę walki z Krzyżakami. Krzyżacy i drobne potyczki z nimi doprowadzą do zakońćzenia tej historii bitwą pod wsią Grunwald w 1410 roku, w ktorej Zawisza Czarny odegra jedną z kluczowych ról.

    Bardzo ciekawym zabiegiem Komudy są też przemycenia objaśniające układy sił panujące w ówcześnej w Europie, w dodatku w dość nienachalny sposób:
    Ujął Sulimczyka za łokieć i podprowadził do stołu. Na blacie leżały dwa miecze.
    - Tak, to te. – Król sięgnął po pierwszy. – Ten jest od Krzyżaków. A tamten od króla Węgier.
    - Sprzymierzył się z zakonem i w ten sposób wypowiada wojnę. Kiedy ja tu, w Prusach, będę zdobywał kolejne zamki brodaczy, jego wojska ruszą na nas od południa. Na bezbronny Kraków.

    Bardzo dobra książka historyczna, czyta się ją tak dobrze, jak książki fantasy osadzone w klimacie podobnym do średniowiecza.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    35/100
    #bookmeter #czytamzwykopem #ksiazki #legimi
    pokaż całość

    źródło: zawisza-czarne-krzyze-b-iext69770215.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów