•  

    Najgorsze żyć z lekarzem... najgorsze to jak leżymy w łożku z Różową, to Ta zaczyna przeglądać przypadki medyczne- a to ropień, a to wrośnięty ząb w nos, jak nie kiła to wyrywanie zębów. Wszystko było by dobrze jakby swoje zboczenia trzymała w telefonie a Ona mnie tym molestuje. Kurwa, śnią mi sie po nocy koszmary, spać nie moge. Potem zdaje sobie sprawę z tego ze Ona ma to na codzień i Ja to kreci. #creepy #medycyna #lekarz #dentysta pokaż całość

  •  

    Okruchy życia część 6

    Pogotowie przywiozło faceta lvl ok 50 pod hasłem zaburzenia mowy. Facet raz mógł mówić całkowicie normalnie, by po chwili nie móc wymówić nawet słowa. Wyglądało neurologicznie. Może udar, może coś innego. Pacjent nie miał żadnych niedowładów, więc miał przejść z noszy na łóżko przesuwając się po prostu w bok, bez wstawania. Biedak już miał przekładać tyłek na łóżko, gdy nagle zaczął mieć bardzo silne odruchy wymiotne. Staliśmy na środku korytarza, nie było pod ręką nawet ręcznika papierowego. Ratownik stojący koło mnie krzyknął zrozpaczony:
    - Tylko nie na nosze!
    Ratownik dobrze jeszcze nie skończył mówić, kiedy z ust faceta trysnęły wymiociny prosto na podłogę między nami. Rozbryzg na kilkadziesiąt centymetrów. Zaczął rzygać na całego. Na szczęście ktoś z personelu opamiętał się i zanim zarzygał nas całkowicie, podłożył mu pod twarz miskę. Wymioty trwały dość długo. Staliśmy i czekaliśmy aż lek przeciwwymiotny zacznie działać i będzie można w ogóle człowieka ruszyć z miejsca. W międzyczasie wszystkim śniadanie podeszło do gardeł, a SOR-owa poczekalnia magicznie opustoszała.

    Starszy kolega kiedyś opowiadał, że jak był młodym lekarzem i jeździł w karetce (lata 90’) to miał pewien niezwykły przypadek.
    Dyspozytor przekazał, że pacjent wzywa do siebie pogotowie, ale nie chce powiedzieć z jakiego powodu. Czy przyjmą takie zgłoszenie. Wiedziony ciekawością kolega wyraził zgodę. Podjechali spokojnie we wskazane przez faceta miejsce. Rzeczywiście stał tam Janusz z nietęgą miną. Podjechali do niego.
    - Co się stało? - zapytał kolega doktor.
    - Mam słoiczek od gerbera w dupie i nie zamierzam o tym dyskutować...

    Był kiedyś mężczyzna po trzydziestce, który został znaleziony wiszący na pętli w lesie w pobliżu swojego domu. Szybko go znaleźli. Ruszał się, gdy był odcinany. Jak pogotowie zajechało z nim na SOR był przytomny i w kontakcie. Jak się okazało miał uszkodzone tylko tkanki miękkie szyi. Zjechała się cała rodzina, młoda, ładna żona. Przywiozła karty informacyjne z pobytów w szpitalach - diagnoza - ciężka depresja. Druga prawie udana próba samobójcza. Facet po dwóch godzinach pobytu w szpitalu uznał, że wypisuje się na własne żądanie. Nawet za bardzo nie krył się z zamiarem dokończenia dzieła. Koniec końców został na obserwacji parę godzin, a później pojechał na kolejny turnus wypoczynkowy na psychiatrii.

    Pogotowie przywiozło babcię lvl 90 po hasłem - podejrzenie udaru mózgu. Przestała mówić i chodzić, dwa dni temu. Babcia rzeczywiście nie odpowiadała na pytania, wyglądała jakby była w innym świecie. W trakcie badania neurologicznego ocenia się reakcję na ból. Najdelikatniej jak się dało neurolog przytknął kłykcie prawej ręki do mostka pacjentki. Jękneła i zaczęła coś cichutko szeptać. Pochyliliśmy się nad babcią i słuchamy, a z jej ust wydobywa się, z każdą chwilą coraz wyraźniej, powtarzane w kółko zdanie z modlitwy: “Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”. Gdy neurolog ponownie nacisnął na mostek wykrzyknęła głośno i wyraźnie, aż na korytarzu było słychać: “W godzinę śmierci naszej! Śmierciii!”.

    Pamiętam pacjenta lvl ok 80, który nie mógł się wysikać. Na co dzień w pieluchomajtkach, gdyż czasem nie trzymał moczu.
    - Od kiedy pan nie oddaje moczu? - pytam.
    - Nie wiem.
    Próbowałam zacewnikować pęcherz moczowy, nie byłam w stanie. Zawołałam urologa, diagnoza - zarośnięcie cewki moczowowej. W usg brzucha pęcherz moczowy prawie pusty. W badaniach laboratoryjnych bez niewydolności nerek. Dopiero usg moszny wyjaśniło sprawę. Utworzyła się przetoka (nieprawidłowe połączenie pomiędzy narządami, jamami ciała, albo środowiskiem zewnętrznym) pomiędzy pęcherzem moczowym, a workiem mosznowym oraz w samej mosznie z ujściem na zewnątrz. Mocz płynął z pęcherza do moszny, a potem do pampersa przez prawie nie widoczną “dziurkę” z tyłu moszny.

    Było pewnego razu tak, że policja przywiozła kolesia do zatrzymania do wytrzeźwienia. Godzina 4:30 w nocy/rano. Wyłoniłam się z kanciapy i widzę obrazek taki. Zatrzymany - kafar wielki jak szafa, obok niego policjant wcale nie mały, ale wyglądający w tym zestawieniu dość mikro, a tak trochę z boku śliczna policjantka z nienagannym makijażem i włosami. W gabinecie badań zatrzymany zaczął odpierdalać. Ale naprawdę ostro. Podejrzewałam duży poziom przećpania amfetaminą. Zaczął krzyczeć tak głośno, że nie dało się rozmawiać, a nawet pomyśleć. Rzucał się, próbował walić głową w biurko. Wrzeszczał, że go “zabijamy”, że policja go napadła. Próbowałam go trochę uspokoić rozmową, ale nie dało się. Jak podeszłam bliżej próbował rzucić się w moją stronę. Policjant cały czas próbował go spacyfikować ze średnim skutkiem pomimo kajdanek. Wrzeszczał tak strasznie głośno “zaciśnij mocnej, mooocniej te kajdanki skurwysynu!” “zabijcie mnie! Zabijcie mnieeee!”. Policjantka stała, taka śliczna i czekała, aż skończę pisać. W asyście wrzasków i wyzwisk, głośnych jak przejeżdżający pociąg wypisałam odpowiednie papiery i policjant odprowadził faceta do radiowozu.

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Część 1
    Część 2
    Część 3
    Część 4
    Część 5
    pokaż całość

  •  

    Byłem właśnie na pogotowiu.
    Lekarz był jakś podejrzany, miał ładne pismo.
    #zdrowie #lekarz

  •  

    #medycyna #lekarz
    Mirki co to kurwa jest? Przebiłem to igłą ropy w środku nie ma

    źródło: fromapp.jpg 18+

  •  

    Autoportret artysty cierpiącego na chorobę Alzheimera. Niestety nie wiem, w którym "momencie rysowania" zachorował, ale można stawiać, że gdzieś w okolicach 1996r.

    pokaż spoiler z fb "MEDizzy" (Posted in MEDizzy app by AshleyCooper)


    #medycyna #zdrowie #lekarz #ciekawostki #nauka pokaż całość

  •  

    Czarna śmierć, zwaną też dżumą.
    #ciekawostki #medycyna #lekarz

    źródło: cbc.ca 18+

  •  

    Dzisiaj lekarka do mnie mówi jak jej powiedziałem że wapuje.
    I kurwa lekarka do mnie mówi po co to pale to coś, kurwa to coś (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    I teraz najlepsze powiedziała, że lepiej jakbym zwyłe papierosy palił, bo cytuje przynajmniej bym palił i wiedziałbym co pale.
    Kurwa to jest średniowiecze a lekarka wyglądała na albo przed 40stką albo trochę więcej.
    Pewnie działanie invitro, smartwatcha, nfc czy samochodu z tym systemem że utrzymuję daną prędkość to dla niej pewnie czarna zakazana alchemia.

    A chuj tam, że wszędzie piszą, że mniej szkodliwe przecież to spisek masonerii.
    #epapierosy #papierosy #lekarz #heheszki
    pokaż całość

    źródło: cdn.natemat.pl

  •  

    Ugryzł mnie kleszcz, tak to wyglada. Będę żył ? #medycyna #lekarz #kleszcze

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Każdy może się pomylić

    Dyżur SOR. Córka przywiozła mamusię lvl ok 70, która od kilku dni źle się czuła, miała kaszel i bolał ją brzuch. Dolegliwości brzuszne nie były istotne zdaniem pacjentki i jej córki. Mamusia chora na większość chorób starszych ludzi. Przyłożyłam stetoskop do pleców, a tam rzeczywiście orkiestra grała aż miło. Może zapalenie płuc, może oskrzeli, trudno powiedzieć bez dodatkowych badań.
    Wyniki badań obrazowych i laboratoryjnych były jednoznaczne. Nie dość, że kobieta miała infekcję dróg oddechowych (raczej zapalenie oskrzeli, a nie płuc), to jeszcze do tego miała ostre zapalenie trzustki (OZT). OZT ma to do siebie, że jest chorobą o bardzo niepewnym przebiegu i rokowaniu, szczególnie u starszych, schorowanych osób. Może się zdarzyć, że łagodne zapalenie trzustki w ciągu kilku godzin przeradza się w ciężkie z uogólnioną reakcją zapalną i może doprowadzić nawet do zgonu. Często ostre zapalenie przechodzi w przewlekłe i po różnie długim czasie (miesiące-lata) trzustka przestaje wydzielać swoje enzymy (niezbędne do trawienia) oraz hormony (np. insulinę - chory zaczyna mieć cukrzycę).
    Córka pacjentki od początku wydawała mi się jakaś taka nieufna, ale robiła wrażenie osoby na dość wysokim poziomie intelektualnym, więc “rozmowy” jaka się wywiązała po prostu się nie spodziewałam.
    Wzięłam obie (pacjentkę i córkę - starsi ludzie najczęściej nie są w stanie podjąć samodzielnie decyzji o pozostaniu w szpitalu) na rozmowę. Poinformowałam, że poza zapaleniem oskrzeli, szanowna mamusia cierpi na OZT i wymaga bezwzględnie leczenia szpitalnego na oddziale chirurgii. Opisałam na czym polega choroba, na jakiej podstawie została zdiagnozowana i jakie mogą być powikłania. Mina córki chorej - bezcenna - w oczach wypisana totalna niewiara w to co powiedziałam.
    - Ale skąd to niby zapalenie trzustki się wzięło? - zapytała córka.
    - Przyczyna nie jest do końca pewna, prawdopodobnie ma to związek z kamicą żółciową. W tej chwili najważniejsze jest podjęcie odpowiedniego leczenia, żeby zatrzymać postęp zapalenia trzustki.
    - Ale jak pani to stwierdziła?
    - Poziom enzymów trzustkowych we krwi jest sześciokrotnie powyżej górnej granicy normy, a w usg brzucha jest zmieniony obraz trzustki, dodatkowo pani mama ma objawy kliniczne ewidentnie sugerujące zapalenie trzustki, przecież mówiła jeszcze godzinę temu, że “boi się” jeść, bo po każdym jedzeniu boli brzuch…
    - Wcale tak nie mówiłam! - odzywa się mamusia, zdębiałam.
    - Mówiła tak pani, mam to zanotowane w historii choroby.
    - Ale co pani mówi, mamusia ma problemy z wątrobą, przecież pani mówiłyśmy - dodaje córka. Zbieram w sobie wszystkie pokłady cierpliwości i próbuję tłumaczyć
    - To co pani brała za dolegliwości z wątroby jest spowodowane zapaleniem trzustki.
    - Ale miało być zapalenie płuc! - przy tych słowach córka chorej popatrzyła na mnie jak na gówno.
    - Jest także infekcja oskrzeli, ale groźniejszą chorobą jest zapalenie trzustki - tłumaczę po raz kolejny.
    - Ale ja naprawdę nie wiem skąd pani to zapalenie trzustki wzięła… Co pani tak zależy żeby mama poszła na chirurgię to ja nie wiem...
    Już wkurwiona wytłumaczyłam kolejny raz od nowa. Ściana. Zaczęło się kombinowanie:
    - A tego w domu nie można wyleczyć, tego niby-zapalenia trzustki?
    - Nie można.
    Po kolejnych kilku minutach bezowocnych prób przetłumaczenia im, jakie jest rozpoznanie i że niezbędna jest hospitalizacja, w końcu powiedziałam:
    - Panie nie wierzycie w diagnozę, którą postawiłam. Nie rozumiem dlaczego. Badania są obiektywnym dowodem, że jest tak jak mówię.
    Lekka konsternacja u obu.
    Córka przywiozła mamusię z gotowym rozpoznaniem zapalenia płuc, a nie trzustki, a głupia siksa lekarka, przysłowiowy konował miała tylko to potwierdzić i przyjąć na wybrany przez panie oddział (w tym przypadku wewnętrzny, a nie chirurgia).
    W końcu szanowna mamusia oświadczyła, że jak tak się sprawy mają to ona wypisuje się na własne żądanie.
    Zajebiście.
    Uznałam, że spróbuję innej taktyki.
    - Zapalenie trzustki u pani stwierdziło poza mną jeszcze dwóch lekarzy, skoro mi pani nie wierzy, to czy uwierzy pani ordynatorowi oddziału wewnętrznego?
    - To może niech ten ordynator przyjdzie - mówi córeczka.
    Poczułam się jakby mnie opluła, ale sama zaproponowałam, więc poszłam do niego.
    Ordynator miły gość, przyszedł, powiedział plus-minus to samo co ja, odpowiedział tak samo na stawiane przez panie pytania. Nadal ściana.
    Zdaniem córki i jej szanownej mamusi nie było żadnego zapalenia trzustki. Miało być zapalenie płuc i leczenia zapalenia płuc sobie życzyły.
    Zastanawiam się w takich chwilach, co siedzi w głowie osoby, która traktuje wszystkich lekarzy jak automaty do wypisywania skierowań i recept? Skąd bierze się ta skrajna nieufność? Czy nieufność kończy się na osobach lekarzy, czy obejmuje całą wiedzę medyczną?
    Zaczęła się faza desperacji z mojej strony.
    - Nawet jak pani podpisze ten papierek, że wypisuje się pani na własne żądanie, to ja go nie przyjmę, gdyż uważam, że nie zdaje sobie pani sprawy z powagi sytuacji. Ja się nie podbiję pod wypisem osoby z ostrym zapaleniem trzustki. Naprawdę nie wiem jak jeszcze mogę pani udowodnić, że diagnoza jest prawdziwa, potwierdziło ją jeszcze dwóch starszych ode mnie lekarzy.
    - Każdy może się pomylić - podsumowuje córka.
    Koniec końców pacjentka została na chirurgii. Dzień po przyjęciu córka przyszła z mordą do ordynatora, że matka nie dostaje leków poza kroplówkami z płynami i antybiotykiem (na zapalenie oskrzeli) i co najgorsze jest głodzona To jej zdaniem potwierdzało, że diagnoza zapalenia trzustki była wyssana z palca.
    Podstawą leczenia ostrego zapalenia trzustki jest nawadnianie i głodówka...

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz
    pokaż całość

    •  

      Cóż, Zięba zbiera żniwo. Pozdrawiam koleżankę po fachu:)

    •  

      @Doriel: Generalnie jestem zdania, żeby na takich ludzi czasu nie tracić - nie chcecie się leczyć do wynocha, ale na twoim miejscu miałbym gdzieś niedaleko (ale lepiej nie przy sobie, lepszy efekt) ulotkę zakładu pogrzebowego.
      Dajesz jej, mówisz, że jak się nie chce leczyć, to może się jej przydać. Jak taka zrzędliwa starucha zobaczy taką ulotkę, to jej się od razu inny tryb włączy i powinna być bardziej posłuszna.

    • więcej komentarzy (163)

  •  

    Minęły 3 tygodnie, od tego czasu stosuję:
    - Witaminę B Complex
    - Płyn Listerine Green Tea
    - Płyn Listerine Advanced White

    Na razie żadnych aft. Obiecałem, to zawołam :)

    Dziękuje raz jeszcze za pomoc!

    #pomocy #dentysta #stomatologia #jamaustna #lekarz pokaż całość

  •  

    Okruchy życia część 5

    Babcia lvl 85 zgłasza zaparcie. Badam chorą, a tam wyczuwalny przez powłoki guz jamy brzusznej średnicy 20 cm. Brawo ja.

    Jedna z pierwszych kardiowersji wykonanych samodzielnie (umiarowienie serca prądem w krótkim znieczuleniu ogólnym, które wyłącza świadomość, ale oddech pozostaje własny). Wyładowanie. Arytmia przerwana, ale zamiast normalnego rytmu serca jest pauza. 10 sekund. 20. 30. Wołam o leki. Już mam zaczynać uciskanie klatki piersiowej. Jest czynność serca! Okazało się z czasem, że taka sytuacja nie jest rzadka i nie było się czym emocjonować.

    Zdarzyło się, że w sobotni poranek przywieziono na SOR kobietę po nadużyciu leków uspokajająco-nasennych. Zasypiała na siedząco, trudno było z nią nawiązać kontakt. Budziliśmy ją cały czas. Płukanie żołądka, płyny dożylnie. Rzyga tabletkami, jest dobrze. Im więcej rzyga tym bardziej się budzi. Po pewnym czasie, jak już była w pełni przytomna i wymiotowała samą wodą bez treści, daliśmy jej spokój. Leżała tak i myślała.
    Później dowiedziałam się, że na szczęście zostawiła tylko psa samego w domu, a jej małymi dziećmi w tym czasie zajmowała się babcia. A ona była taka smutna, że mąż się z nią rozwodzi, że chodziła po mieście i co jakiś czas łykała tableteczkę na pocieszenie.

    Kiedyś był taki czas, że pracowałam w okolicy, w której mieszkało sporo cyganów. Zawsze zadziwiały mnie specyficzne “zwyczaje” panujące w tej grupie. Zazwyczaj chorą (bardzo rzadko chorego) przyprowadzała kilkuosobowa grupa, w której jeden lub dwóch mężczyzn mówiło po polsku, a dowód osobisty posiadał jeden z nich - szef. Zawsze następowała próba rejestracji na ten męski dowód, nie ważne jakiej płci był chory, oczywiście żeby nie płacić za usługę. Przy stwierdzeniu, że osoba musi zostać w szpitalu szef całej grupy zarządzał wypis na własne żądanie. Dwukrotnie zdarzyło się, że kobiety nie umiały się nawet podpisać.

    Mój znajomy miał kiedyś taką oto sytuację na dyżurze. Na izbę przyjęć wbiegają z impetem o godzinie 2 w nocy matka Grażyna z córką Karyną.
    - Pomocy! Córka ma kleszcza - prosi Grażyna.
    - Gdzie ten kleszcz? - pyta w gabinecie badań wyrwany ze snu kolega.
    - Na… Na, no.. cipce - odpowiada zaczerwieniona Karyna.
    - Proszę się rozebrać - zachowuje profesjonalizm kolega.
    Karyna odsłania co ma najcenniejsze, kolega poprawia okulary na nosie, patrzy, szuka tego potwora, szuka, ale coś znaleźć nie może.
    - A gdzie pani tego kleszcza widziała? - pyta kolega zaskoczony negatywnym wynikiem poszukiwań.
    - To mama widziała - odpowiada Karyna. Koledze coraz trudniej zachować kamienną twarz.
    - Proszę pokazać gdzie pani widziała tego kleszcza - mówi do Grażyny.
    - No przecież jest tam cały czas - odpowiada, wskazując na pieprzyk.

    Dyżur SOR. Oczywiście tłum ludzi, wszyscy czegoś chcą - ja tylko po receptę, ja mam sraczkę od 2 dni, ja mam 30 lat i “gorączkę” 37 stopni, co mam zrobić… Dyżur z takich kiedy połowa zgłaszających się powinna iść do apteki i zapytać Goździkowej co poleca. SORowo-poradnianą rutynę przerywa wjazd podstawowego PR. Babcia z gorączką. W wywiadzie standardowe choroby starych grubych ludzi. Pytam babcię jak mogę o jakieś objawy chorobowe. Wywiad niewiele wnosi. W badaniu fizykalnym też bez odchyleń, tyle że brzucha to się prawie zbadać nie dało przez otyłość. Zlecam standardowe w tej sytuacji badania laboratoryjne (w tym analiza moczu). Pielęgniarka zgłasza, że babcia nie może się wysikać. Jednak miała objawy, ale pytana czy ma problemy z oddawaniem moczu odpowiedziała, że nie, wszystko ok. No to dawajcie cewnik do pęcherza. W tym miejscu zaczyna się zdziwienie, pielęgniarka z dwudziestoletnim stażem pracy nie może zacewnikować. Szok i niedowierzanie. Co się dzieje jak pielęgniarka nie może czegoś zrobić? Lekarz ma to zrobić jako osoba wyżej wykwalifikowana. To nic, że kobiety cewnikują pielęgniarki i mają w tym większe doświadczenie niż lekarze. Nie można stracić twarzy przed pacjentem i resztą załogi, cewnikuję babcię bez problemu. Do worka z pęcherza moczowego spływa płyn konsystencji gęstej śmietany, tylko żółto-biały. Obserwujemy ile tego będzie - 500 ml - 1000 ml - 1500 ml. Trzeba wylać zawartość worka. Obserwujemy dalej, a tam zamiast tego ropomoczu zaczyna płynąc żywo-czerwona krew. Moja pierwsza myśl - wygląda jak tętnicza! Nie jest dobrze... Wołam urologa. Uspokaja mnie, że to “tylko” rozstrzeń pęcherza, taka reakcja krwotoczna na ogromny stan zapalny i zastój moczu. Babci wydawało się, że sika normalnie, a sikała po trzy kropelki, za to sto razy dziennie. Wyniki badań laboratoryjnych wskazywały na urosepsę (uogólniony stan zapalny spowodowany bakteriami z układu moczowego). Potencjalnie śmiertelne.
    Babcia pojechała do izolatki na leczenie trzema antybiotykami. Salowe zdezynfekowały pół SORu, a ja siebie.

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Część 1
    Część 2
    Część 3
    Część 4
    pokaż całość

  •  

    O matko, ale dziwne tabletki mi #lekarz przepisał.
    #heheszki #takaprawda #zdrowie #wtf

    źródło: embed.jpg

  •  

    To uczucie, gdy laryngolog po dokładnym przebadaniu gardła kieruje do psychiatry z podejrzeniem hipochondrii. To uczucie, gdy psychiatra stwierdza schizofrenię i wypisuje skierowanie na oddział zamknięty. To uczucie, gdy przed przystąpieniem do leczenia jeszcze idziesz prywatnie do psychiatry, żeby ostatecznie potwierdzić diagnozę.

    pokaż spoiler To uczucie, gdy ten nie tylko zaprzecza diagnozie choroby psychicznej, ale także diagnozuje rzadką chorobę autoimmunologiczną jedynie na podstawie wywiadu słownego i zwykłego spojrzenia w gardło. PSYCHIATRA!


    #polskasluzbazdrowia #sluzbazdrowia #nfz #lekarz
    pokaż całość

  •  

    Lista krakowskich lekarzy, którzy podpisali tzw "klauzulę sumienia", przeczytaj zanim się wybierzesz.

    Organizatorki akcji Ogólnopolski Strajk Kobiet umieściły w internecie listę lekarzy, którzy podpisali klauzulę sumienia. W spisie znalazło się 13 nazwisk z Krakowa.

    - Leszek Lachowicz. Świtezianki 3/2, Kraków
    - Maria Szczawińska, Lipińskiego 15, Dębniki, Kraków
    - Jacek Wójcik, Kluczborska 31/15, Prądnik Biały, Kraków
    - Rudolf Klimek, Fertility Centre, Plac Szczepański 3, Stare Miasto, Kraków
    - Wiktor Szatkowski, PROFEMED, Aleja Pokoju 5, Grzegórzki, Kraków
    - Paweł Blecharz, SOFIMED, Norymberska 10C/101, Dębniki, Kraków
    - Jakub Waltoś, MR Kraków, Frycza Modrzewskiego 2, Prądnik, Kraków
    - Paulina Marcinek, Szpital Siemiradzkiego, Siemiradzkiego 1, Stare Miasto, Kraków; Ośrodek Medycyny Matczyno-Płodowej, Kremerowska 11, Kraków
    - Jacek Paciorek, Centrum Zdrowia i Profilaktyki Dąbie, Widok 31, Grzegórzki, Kraków
    - Jarosław Macko, Centrum Opieki Okołoporodowej, Strzelców 15, Podgórze, Kraków
    - Antoni Marcinek, Gabinet ginekologiczny, Siemiradzkiego 1, Stare Miasto, Kraków; Ośrodek Medycyny Matczyno-Płodowej, Kremerowska 11, Kraków
    - Sabina Załuska-Basa, Ośrodek Medycyny Matczyno-Płodowej, Kremerowsk 11, Kraków
    - Czesław Szeląg, Fundacja Zdrowia Rodziny Fundacji Pro Humana Vita, Wacława Lipińskiego 15/1-2, Dębniki, Kraków

    Dobrze wiedzieć, na którego specjalistę możemy liczyć, a który "specjalista" będzie zasłaniał się idiotycznymi klauzulami.

    Więcej w znalezisku.

    WYKOP: http://www.wykop.pl/link/3719511/oto-krakowscy-lekarze-ktorzy-podpisali-klauzule-sumienia-13-nazwisk/

    pokaż spoiler #medycyna #lekarz #krakow #sluzbazdrowia #neuropa #neuropainformuje #bekazkatoli #rozowepaski #szpital
    pokaż całość

    źródło: i1.pudelekx.pl

    •  

      @misiekidd: cieżko by ktoś pod stwierdzeniem "uważam że okna w budynku są zbędne, a ich zastąpienie przez folię z PET nie będzie miało wpływu na komfort cieplny podczas zimy" podpisał się jako inżynier budownictwa. To jest straszne że ktoś kto raz osiagnął jakiś tytuł, może sobie korzystać z jego autorytetu wygadując wierutne bzdury, a jeszcze śmieszniej jak wypowiada się w tematach o których nie ma zielonego pojęcia. Ale temat autorytetu tytułów naukowych i podpieranie nimi swoich stwierdzeń to kwestia na inną rozmowę i proszę byśmy nie ciągnęli tego wątku :P

      A jak powiedzmy w wyniku powikłań w ciąży trzeba będzie wybierać dziecko albo matka? Matka stwierdzi że chce żyć, a tu lekarz dyżurujący powie "ja aborcji nie przeprowadzę, bo religia mi zabrania". Sytuacja krytyczna, ale trzeba znaleźć kolejnego lekarza. Wyobrażasz sobie jak dziwnie wyglądałyby te rozmowy? "Dzień dobry, czy Bóg Panu zabrania dokonać aborcji? Bo tutaj kobieta właśnie umiera, a aborcja może ją uratować. Nie może Pan przeprowadzić zabiegu? No trudno, miłego dnia."

      Żeby nie było - to się zdarza http://wyborcza.pl/1,76842,7895891,Biskup_zly_za_aborcje__ktora_uratowala_zycie.html (tak wiem, wybiórcza, ale próżno chyba takich historii szukać na stronie Frondy czy Gazety Polskiej).

      Życie jest dziwne i nie zawsze jest czas by "znaleźć innego lekarza". Nie wszystkie aborcje to widzi-mi-się jakiejś pierdolniętej feministki, która usuwa ciąże żeby sprzeciwiać się patriarchatowi. Tak samo jak w R'kach nigdzie nie ma napisane "będę wykonywał tylko umówione wcześniej zabiegi, przynajmniej dwa tygodnie przed datą wykonania". Każdy lekarz powinien być przygotowany niestety na wszystko.
      pokaż całość

    •  

      @TwojStaryToKorniszon: Według mnie jest to nieprofesjonalne i jeśli ktoś jest specjalistą to nie ma mowy o jakichś bzdurach typu klauzula. Ale to tylko moje zdanie i niech każdy zdecyduje za siebie. Tylko tyle ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (23)

  •  

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Część pierwsza
    Część druga
    Część trzecia

    Okruchy życia część 4

    Babcia lvl 80 skarżyła się na ból po lewej stronie klatki piersiowej. Nie wiadomo było o co chodzi, bo serce było w dobrej kondycji w stosunku do wieku. W końcu ktoś kazał babci zdjąć stanik. Piersi już nie było, zastąpiło ją paskudne sączące owrzodzenie. Rak.

    Była w jednym ze szpitali w którym pracowałam taka pani sprzątaczka Grażyna, która bardzo skrupulatnie wykonywała swoją pracę i strasznie ją wkurwiało jak ktoś brudził świeżo umytą podłogę. Kiedyś byłam świadkiem takiej oto sytuacji.
    Podłoga umyta pięć minut wcześniej, jeszcze mokra, nawet do kibla strach iść. Na izbę przyjęć wtacza się koleś lvl ok. 30. Zatrzymał się w drzwiach gabinetu, z rękawa kurtki wystawały mu końcówki dwóch zakrwawionych palców, raz na kilka sekund słychać było takie cichutkie “kap”. Zanim zdążyłam się odezwać obok biedaka pojawiło się na podłodze już parę kropel krwi. W tym momencie weszła Grażyna.
    - CO MI KAPIE NA UMYTĄ PODŁOGE?! NIE MOŻE TEJ RĘKI DO GÓRY PODNIEŚĆ? - wydarła się i poleciała po mopa.
    Biedny pacjent podniósł rękę nad głowę, co było słuszne nie tyle z powodu czystości podłogi, a dlatego, że trzymanie ręki w górze zmniejsza w niej ciśnienie krwi, a co za tym idzie krwawienie. Ja poleciałam po wózek dla niego.
    Miał prawie odcięty środkowy palec przez jakiś rodzaj piły, której używał w pracy. Wystarczyła chwila nieuwagi. Na szczęście palec udało się przyszyć.

    Niemożliwe stało się możliwe. Na dyżurze SOR-owym trafił nawalony facet, który prawdopodobnie nie był alkoholikiem. Wyniki badań nie wskazywały na alkoholizm. Miał 3 promile alkoholu we krwi. Janusz miał imieniny i najebał się tak, że padł. Padając, uderzył głową o betonowy płot. Może się zdarzyć nawet najlepszym. Na szczęście wywinął się tylko otarciem naskórka na czole.

    Była kiedyś pod moją opieką taka strasznie otyła Grażyna lvl 75. Jaka ona była wielka, aż strach było patrzeć. Żeby przewrócić się na łóżku ta kobieta musiała przekładać zwały tłuszczu rękami na drugą stronę łóżka. Mogła spać tylko na boku, bo na plecach dusił ją jej własny brzuch. Zawsze jak wchodziłam do sali Grażyna albo coś właśnie żarła, albo miała resztki jedzenia na twarzy. Zawsze jak ta kobieta wracała na oddział to wszystkim się odechciewało słodyczy, a rozmowy schodziły na diety i zdrowie żywienie. Chodząca przestroga. Na jednej wizycie wywiązała się z taka rozmowa z szefem oddziału.
    - Dzień dobry pani Grażyno - mówi uprzejmie szef - jak się pani dzisiaj czuje?
    - Oj panie profesorze - to nic że koleś nie był profesorem - ciężko mi chodzić, próbuję, ale taka słaba jestem...
    - Pani Grażyno już pani tłumaczyłem, że ciężko jest chodzić bo za dużo pani waży, schudnie pani 50 kg to będzie łatwiej chodzić.
    - Ale ja nic nie jem! - oburzyła się Grażyna, jak większość grubasów, oni nigdy nic nie jedzą, z powietrza kurwa tyją.
    - Myślę, że jednak za dużo pani je i za mało się rusza, stąd ten tłuszcz na pani ciele - powiedział szef, na co Grażyna wykrzyknęła jeszcze bardziej oburzona.
    - To! To nie tłuszcz! To PUCHLINA GŁODOWA!
    Nie daliśmy rady. Nawet szef się zaśmiał.

    Był taki dyżur na izbie przyjęć. Pamiętam było lato, cieplutko, słoneczko świeciło. Stałam tego dnia przed wiatą dla karetek i łapałam poranne promienie słońca, kiedy przez bramę weszło pięciu napakowanych dresiarzy. Pomyślałam, że pewnie skracają sobie drogę przez teren szpitala, ale gdzie tam, azymut prosto na drzwi do izby przyjęć.
    Okazało się, że napakowanych dresiarzy nie było pięciu jak początkowo sądziłam. Piąty kompan także był dresiarzem, ale nawet w porównaniu ze mną wydawał się jakiś taki mały. Chudy jak szczapa.
    - Co panu dolega? - pytam grzecznie chudego. Zamiast Seby odzywa się kolega, pewnie mózg całej grupy.
    - Kolega źle się czuje i mu no, ten, no wie pani, to no serce mu szybko bije - widziałam ile wysiłku kosztuje go nie wtrącenie kilku kurew to tej wypowiedzi, widać było, że chłopaki kulturalnie przyszli prosić o pomoc i bardzo się starali być mili w ten sobotni poranek.
    - Panowie już wyszli z domu, czy jeszcze do niego nie dotarli po wczoraj?
    Cisza. Z tego wynika, że jeszcze nie dotarli do domów.
    Zbadałam chudego Sebe, akcja serca 110/min., osłuchowo szmer “papierosowy”, wokół nozdrzy biaława krystaliczna substancja.
    - A to takie białe wokół nosa to co to? - zapytam. Seba zrobił wielkie oczy i próbując wytrzeć nos z resztek substancji dość niewyraźnie powiedział.
    - Biała tabaka.
    Nie było możliwości zrobić testu na obecność amfetaminy, więc kto wie? Może i biała tabaka to była.

    Jest takie badanie kardiologiczne nazywające się koronarografia. Żeby je wykonać trzeba uzyskać dostęp do tętnicy, gdyż tą tętnicą przechodzi się następnie do aorty, a z niej do tętnic wieńcowych, czyli naczyń zaopatrujących serce. Można takim badaniem stwierdzić czy pacjent ma chorobę wieńcową, można też w trakcie wykonać zabieg angioplastyki i wyleczyć np. zawał serca. Można do tego badania użyć tętnicy promieniowej (ta na której czuć puls na ręku) albo udowej (w pachwinie). Pamiętam jednego pacjenta, taki dziadeczek lvl 80, był lekko niespokojny jeszcze przed badaniem, więc dostał lek uspokajający. Wszystko było fajnie, przysnął sobie i po badaniu został odwieziony łóżkiem do sali intensywnego nadzoru. W tętnicy udowej kardiolog pozostawił mu tzw. “koszulkę”, gdyż facet dostał leki przeciwkrzepliwe w trakcie badania i żeby wyjąć takie coś z tętnicy bez ryzyka krwotoku trzeba odczekać kilka-kilkanaście godzin żeby leki przestały działać. Taka “koszulka” jest długą plastikową rurką średnicy ok. 1-1,5mm i długości dobrych 10 cm (z czego ponad 8cm siedzi w tętnicy), w trakcie zakładania przyszywa się ją do skóry pacjenta (wcześniej podaje się znieczulenie). Wydawało mi się, że czegoś takiego nie da się wyjąć z naczynia bez oderwania od skóry, myliłam się. Ten fajny grzeczny dziadzio, prawdopodobnie pod wpływem tej tableteczki uspokajającej lekko "spsychoział" i wydłubał sobie tę “koszulkę” z tętnicy. Do dzisiaj nie jestem pewna jak on to zrobił. Przywołał mnie krzyk pielęgniarki o pomoc. Jak odkryła kołdrę zobaczyłam tylko strumyczek krwi tryskający z tej milimetrowej dziurki w tętnicy udowej. Rzuciłam się do uciskania tej tętnicy. “Koszulka” wisiała na szwach, którymi była przyszyta do skóry uda, na środku zgięta pod kątem 45 stopni. Od badania minęło 5 godzin, leki przeciwkrzepliwe jeszcze nie przestały działać.
    Tak więc stałam i uciskałam 10, 20, 30, 40 minut. Zniecierpliwiony pierwszy dyżurny zdążył zrobić wizytę. A ja stałam i uciskałam, aż przestałam czuć ręce. Po 45 minutach, które zdały się wiecznością krew w końcu przestała sączyć z rany i można było założyć opatrunek uciskowy.
    pokaż całość

  •  

    Z zemsty za ojca, Błaszczak odwołał całe kierownictwo wraz z wieloletnim dyrektorem szpitala MSWiA w W-wie.

    Prof. Marek Durlik z przerwami pełnił funkcje dyrektora Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie od 1998 roku. Nieoficjalnie mówi się o tym, że odwołania kierownictwa szpitala MSWiA domagał się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Chodziło m.in. o sprawę doktora G.

    http://www.wykop.pl/link/3717097/z-zemsty-blaszczak-odwolal-cale-kierownictwo-wraz-z-dyr-szpitala-mswia-w-w-wie/

    #polska #prawo #medycyna #lekarz #warszawa #bekazpodludzi #bekazpisu #dobrazmiana #neuropa #polityka
    pokaż całość

    źródło: 6.jpg

  •  

    Jako, że czekam w kolejce do lekarza, to mi się przypomniało (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    #humorobrazkowy #lekarz #polak

    •  

      @gorfobrut: jako ze tylko dorabiam w poz to nie znam zadnego (rezydenci z oddzialu znaja klasyfikacje centora i sie jej trzymaja, specjalisci nie musza tam pracowac). nie mam pojecia jak to wyglada u rodzinnych, ale starzy moga sie wytycznych nie trzymac patrzac po dawkach przepisywanych antybiotykow. sam na zapas raz przepisalem antybiotyk u babki z neutropenia tydzien po chemii, odstepstwa czasem sie robi

    •  

      @r5678: We mnie chciala ciprofloxacin w tabsach ladowac na zapalenie ucha zewnetrznego i jeszcze inne neurotoksyczne gowno.Nie bralem,zapalenie przeszlo.Uzywalem tylko kropli do ucha Dicortineff i pozniej jeszcze Otoargent.Tak sie debile znaja

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Część pierwsza http://www.wykop.pl/wpis/22962939/okruchy-zycia-czesc-1-szpitalnadoriel-patologiazmi/
    Część druga http://www.wykop.pl/wpis/23062707/szpitalnadoriel-patologiazewsi-medycyna-szpital-le/

    Okruchy życia część 3

    Znajomy doktor z oddziału, na którym pracowałam poprosił mnie żebym na dyżurze na izbie przyjęć przyjęła jego sąsiada, bo coś go gardło boli od paru dni. Pewnie angina. Tak, kurwa angina. Wywiad: 40 papierosów dziennie marki “z ukrainy”, alkohol codziennie lub prawie codziennie. Facet otwiera usta na ile pozwala mu ból, świecę latarką, a tam owrzodzenie na pół języka, z rozpadem tkanek, sączące, cuchnące, chyba z naciekiem na gardło, na szyi wyczuwalne pakiety węzłów chłonnych. Rak z przerzutami.
    - Od kiedy boli? - pytam - I wiem, że nie od tygodnia, tak jak pan na początku mówił tylko dłużej.
    - Od 3 miesięcy - mówi facet cicho.
    Nawet nie pytałam się dlaczego tak późno przyszedł. Nie miało to już żadnego znaczenia. Skierowanie powinien dostać do grabarza, ale dostał na laryngologię.

    Czasami (na szczęście bardzo rzadko) trafi się taki “doktor”, który nie wiadomo jakim cudem przeszedł przez studia, bo niewiele wie i potrafi. Kończy staż podyplomowy i na 2-3 roku rezydentury z psychiatrii (ewentualnie chirurgii) idzie zarabiać pieniądze w karetkach i nocnych pomocach lekarza rodzinnego. Pół biedy jak głupi “doktor” ma mądry personel, to jeszcze jakoś idzie, ale jak jest i głupi “doktor” i personel to wychodzą ciekawe rzeczy. Na jednym z dyżurów przychodzi facet ze skierowaniem od takiego właśnie “doktora”. Poprzednich dwóch pacjentów koleś przysłał całkowicie bezpodstawnie. Na skierowaniu na SOR “tachykardia” (przyspieszone bicie serca), ekg w załączeniu. Jak popatrzyłam na to ekg to zaczęłam się śmiać. Zazwyczaj tego nie robię, ale tym razem nie dałam rady, dzwonię do tego “doktora”. Dodam jeszcze, że cała akcja dzieje się o 3 w nocy.
    - Lekarz Doriel z SORu czy mogę prosić lekarza Sebe?
    - Już proszę.
    - Seba przy telefonie.
    - Przysłał pan Janusza z rozpoznaniem tachykardia i z ekg. Na tym ekg są artefakty ruchowe (błędy zapisu), które mają częstość 300/min. Niech się pan przez chwilę zastanowi, skoro rozpoznał pan tachykardię na podstawie tego ekg, to czy pacjent z akcją serca 300/min. będzie chodził i gadał do nas? Jak już pan rozpoznał tachykardię 300/min to dlaczego wysłał pan chorego na piechotę? Wystarczyło pomyśleć 30 sekund i na przykład ponownie zrobić ekg za chwilę, albo nie wiem, może zbadać pacjenta? Ja mam tutaj tłum ludzi, a wy nie potraficie najprostszych rzeczy zrobić!
    - No muszę przyznać, że to ekg mnie zmyliło - odpowiada Seba bez cienia zażenowania.
    Wracaj na studia, zmyliło cię, debilu…

    Dyżur SOR. Trzy osoby zakażone Clostridium difficile. Infekcja taka objawia się paskudną sraczką dzień i noc. Patogen wywołujący zakażenie jest uznawany za super-bakterię. Leczenie jest bardzo proste do zapamiętania, są dwa antybiotyki. Stosuje się najpierw jeden, a jak nie działa, albo jest nawrót do drugi. Jedna z zainfekowanych, niedorozwinięta kobieta z DPS właśnie ponownie narobiła pod siebie, dobrze, że miała pieluchomajtki i tylko trochę wyciekło na łóżko. Czekała na transport do oddziału zakaźnego. Na “jej” łóżko czekała w tym czasie już kolejna osoba. Jak tylko salowa skończyła psikać i ścierać łóżko wylądowała na nim babcia lvl 90 z zapaleniem płuc.
    Czy dało coś czyste jednorazowe prześcieradło? Albo moje dezynfekowanie rąk? Albo to, że mówiłam że trzeba poczekać te 5 minut aż dezynfekcja wyschnie?

    Była kiedyś na SOR-ze kobieta ze schizofrenią. Od miesięcy miała omamy i urojenia pomimo leków. Pamiętam jak pytała się czy jesteśmy aniołami, czy pójdzie do czyśćca czy do piekła. Miała straszne urojenia winy. Czuła się nawiedzana przez demony i wyrywana przez nie ze swojego ciała. A na SOR trafiła bo bolał ją brzuch.

    Był taki alkoholik lvl ok 40. Przywieziony przez pogotowie tak głęboko nieprzytomny, że rozważałam intubację i respirator. Wyszło mu 6,2 promila alkoholu we krwi. Po dużej ilości płynów i kilku godzinach odespania rozmawiał i jeszcze żartował. Przy 2,9 promila rano miał objawy zespołu abstynencyjnego. Straszne.

    Robiłam kiedyś wizytę na oddziale w zastępstwie. W ogóle nie znałam pacjentów. Każdego osłuchiwałam, pytałam o samopoczucie. Pacjenci w dużej części paliatywni. Jeden z takich nie mógł się podnieść do badania. Rozmawiając o czymś z pielęgniarką odsłoniłam jego klatkę piersiową i na ślepo położyłam na niej rękę. Poczułam coś jak rozfragmentowany ślimak. Oderwałam rękę z mimowolnym okrzykiem obrzydzenia. Pacjent z ogromnym rozpadającym się mięsakiem klatki piersiowej. Nadal mi głupio jak sobie o tym przypominam. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Facet popatrzył na mnie w bardzo dziwny sposób, ale nie skomentował. Dokończyłam wizytę z twarzą czerwoną jak pomidor. Po wyjściu z sali przez kilka minut kompulsywnie dezynfekowałam ręce. pokaż całość

  •  

    #szczepienia #antyszczepionkowcy #lekarz #zdrowie

    Ejj, co za pojebana akcja!! Nie wiem co mam robić! Dzisiaj rano zaszczepiliśmy naszego 6 tygodniowego synka szczepionką 6 w 1. I wiecie co?

    pokaż spoiler Jest zdrowy i kurwa nie umrze na jakieś prehistoryczne choróbsko, na które umierali jaskiniowcy a teraz umierają niewinne dzieci pojebów-antyszczepionkowców jak błonica, tężec, krztusiec, polio, HIB i WZWB
    pokaż całość

    źródło: dzidziusiowo.pl

    •  

      Statystyki dt. zarejestrowanej zachorowalności na krztusiec są ponad 60 razy zaniżone wg. dokładniejszych badań info od PZH

      @Szczepienie: Czyli stare też są zaniżone. Wykres się zgadza, ewentualnie skala się nie zgadza.

    •  

      @Koryntiusz: wykres z czym się zgadza? każde nowe źródło tłumaczy dlaczego stare dane są niewiarygodne... to nie żaden spisek tylko fakty. Zachorowalność na krztuśca jest wielokrotnie większa niż wskazują na to statystyki - podałem wyżej źródła tych informacji, jeśli uważasz, że jest inaczej podaj swoje źródła.

    • więcej komentarzy (99)

    •  

      @dr_Batman:
      @luki201:
      Najsmutniejsze jest to, że ludziom którym powierzamy własne zdrowie i życie płacimy jak jakimś Ziutkom bez kwalifikacji. Jednocześnie wymagamy uprzejmości, płaszczenia się i 100% nieomylności.

    •  

      @dr_Batman: Oczywiście dałem tylko jako przykład emerytów. Ale oglądaj codziennie kobietę rozebraną po 70 i tam coś przy niej rób - można zwariować..dlatego te pensje uważam, że za taką pracę to nie dużo. Pielęgniarki to już totalna porażka płacowa..

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    @smieszqje: ale mnie denerwuje to myślenie ludzi o lekarzach. Na świętach dużo rodziny, co chwila pytania o to jaką specjalizację studiuje a męska część rodziny pyta czy była już ginekologia XD 2 rok studiow here. No i wywiązała się rozmowa między rodziną (R) i mną (M)
    R: no, to jeszcze chwila i sobie będziesz jeździł na wakacje na Karaiby
    M: hehe, za co, hehe
    R: no dochtór to chyba ma za co, hehe
    M: no po studiach to nie bardzo, bo się mało zarabia
    R: no jak to mało, popatrz na rodzinną co mieszka za rzeką, patrz jakim autem jeździ
    M: no ale ona ma już 50 lat to się dorobiła
    R: ona ma takie od zawsze, hurr durr. No to ile Ci jeszcze tych studiów zostało?
    M: 4 lata, potem 13 miesięcy stażu z pełnym pozwoleniem wykonywania zawodu (dziękuje pan PiS kurwa - tu dziadek lekko dygnął xd) za 1200 na ręke a potem jak się uda znaleźć miejsce na specjalizacje to 5 lat za 2200 na ręke
    R: - popatrzyli na mnie jakbym im dobry żart powidział, śmiechnęli, wujek zaczął opowiadać że mu pszczoły padły w tym roku.

    #lekarz #medycyna #polskiedomy #zalesie #gorzkiezale
    pokaż całość

    •  

      @smieszqje: zmienią zdanie, jak przestaniesz przyjeżdżać na święta, bo masz dyżur, albo zaczniesz odbierać telefon raz na tydzień i odpisywać na smsy trzy dni później. Nagle dostaną olśnienia, że jednak kasa z kapelusza się nie bierze. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      pensja specjalisty to dalej w szpitalu 5k na rękę to by nie gadali głupot.

      @dr_Batman: u mnie pensja specjalisty to jest dokładnie 3000 na rękę za etat, ale są szpitale, gdzie specjalista ma mniej niż rezydent.

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Pośrednio #opowiescizpsychiatryka + #lekarz #coolstory #truestory

    Jestem teraz na stażu w POZecie na Mokotowie. Na kilka dni załatwiłem sobie, że będę nie u rodzinnego, tylko u psychiatry, bo interesuję się tą specjalizacją. Trafiłem do starszej, miłej Pani Doktor. To co się dzisiaj stało, naprawdę mnie zszokowało, ale w sensie pozytywnym.

    Do gabinetu przyszła pacjentka po 50-tce, z lekkim upośledzeniem oraz historią zaburzeń urojeniowych, aktualnie w remisji tych objawów. Widać było po niej, że w domu, ani generalnie w życiu się nie przelewa. Pochodziła z mocno patologicznego środowiska, mąż w więzieniu, dzieci w domu dziecka. Towarzyszył jej konkubent ( ͡° ͜ʖ ͡°). Na szczęście nie wyglądał na takiego, z którym weekend trwa bite dwa dni #pdk.

    Pacjentka przyszła po receptę na leki przeciwdepresyjne oraz przeciwpsychotyczne, które skończyły się jej przed tygodniem (regularne branie leków przeciwpsychotycznych jest podstawą pozostawania w remisji, dla przykładu: po pierwszym w życiu epizodzie schizofrenii powinno się je regularnie brać minimum 1 rok). Okazało się, że para nie ma pieniędzy na wykupienie leków (przy refundacji koszt około 20 zł). Powiedzieli, że jutro pojadą z receptą do Caritasu i poproszą o jej wykupienie. Słysząc to Pani Doktor wyciągnęła z portfela banknot 100 zł i powiedziała, że pacjentka nie może już odkładać przyjęcia leków i ma iść do najbliższej apteki, wykupić co trzeba i oddać resztę. I tak też się stało.

    Wiem, że nie będzie to równie interesująca informacja, jak to, że komuś wycięli złą nerkę albo pomylili strzykawki przy podawaniu leków, ale ja zobaczyłem na własne oczy, że są lekarze, którzy dla dobra swoich pacjentów są w stanie zrobić więcej niż muszą.

    Zanim ktoś tu napisze, że dla niej to było nic, bo pewnie zarabia tysiącpięćsetstodziewięćset zł/h to wyjaśnię, że niedługo przechodzi na emeryturę, utrzymuje niepełnosprawnego męża, a w pracy na obiad popija herbatą domową kanapkę, którą jeszcze zawsze chciała się ze mną podzielić. Po prostu taki typ człowieka :)
    pokaż całość

  •  

    Chirurg Luo Heng śpi na korytarzu po 28-godzinnym dyżurze.

    #historiajednejfotografii #lekarz #ciekawostki

  •  

    Nawet nie wiecie, jak strasznie się boję. Jeszcze trochę ponad miesiąc i nadejdzie najcięższa, jak do tej pory próba w moim, ni to krótkim, ni długim życiu. Boje się nawet tych tabletek, które właśnie mam zacząć brać.
    O samej ablacji naczytałem się już tyle, że mam mętlik w głowie, a im bliżej tym bardziej się boję. A tu jeszcze tyle ważnych spraw + praca.
    Wysiadam... ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #zalesie #kardiologia #medycyna #zdrowie #lekarz #gorzkiezale
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

    •  

      O samej ablacji naczytałem się już tyle, że mam mętlik w głowie

      @chozi: Wiem co czujesz. Jak czekałem na wyniki od onkologa to spałem po 14-16 godzin na dzień by nie myśleć i nie szukać informacji, bo każda kolejna była coraz gorsza.

    •  

      @chozi Polocard bierz dalej, niezaleznie od pradaxy.
      @paramedic44 Mial raczej na mysli, zeby nie brac aspiryny 'na przeziebienie', co nie? Bo przeciez leczenie przeciwkrzepliwe nie zastepuje leczenia przeciwplytkowego.

      +: Wjolka
    • więcej komentarzy (24)

  •  

    #medycyna #szpital #lekarz #feels
    #szpitalnadoriel

    Dzisiaj inaczej niż zwykle. Smacznego.

    Gorzka pigułka

    Zdarzyło się tak, że byłam kiedyś na stażu specjalizacyjnym w klinice hematologii. Przez kilka tygodni codziennie widziałam człowieka lat ok. 35 z chłoniakiem. Leżał w izolatce. Dolna połowa jego twarzy zmieniła się w wielkiego, owrzodziałego guza. Nowotwór groteskowo zniekształcił jego twarz, czyniąc go podobnym do ropuchy. Ten zapach. Woń śmierci. Słodko-mdła, przylepia się do warg, czuje się ją czasem przez wiele godzin po kontakcie z chorą osobą. Wszyscy to czuli i chory chłopak i jego dziewczyna i cały obecny personel. Dziewczyna trzymała go za rękę.
    Często później słyszałam szeptane na korytarzu rozmowy “dobra z niej dziewczyna”, “jaka z niej kochana dziewczyna”. Dziewczyna była naprawdę dobra, okazała miłosierdzie umierającemu i została z chłopakiem do końca.
    W gabinecie słyszy się historie o dziewczynach, a nawet żonach zostawiających chłopaka/męża w obliczu śmiertelnej choroby - “bo brzydki będzie”, “bo i tak nic z niego nie bedzie”, “niedlugo umrze to po co się nim przejmować”.
    Majestat śmierci został zachowany. Chłopak umarł, jak było mu pisane. Dziewczyna umożliwiła mu odejście z godnością. Do końca trzymała go za rękę.
    Nadal czasem widzę tę twarz, te oczy starca. Wraca wtedy smutek i gniew z powodu jego bólu,cierpienia, z powodu tych lat, które zostały mu odebrane.
    Gdybym tylko miała taką zdolność, dzięki której potrafiłabym usunąć komórki nowotworowe, wyleczyć, nie tylko jego, ale setki, tysiące innych, albo gdyby istniał lek, po którego zażyciu nie chorowało by się już do końca życia, jak wielu mogłoby żyć.
    Jak wiele twarzy wraca do mnie w takich chwilach. Twarzy tych, dla których nie było nadziei.
    pokaż całość

    •  

      @Daleki_Jones: nie wiem skąd atak "ad personam". Nigdy w takiej sytuacji nie byłam, a mężowi przysięgałam "dopóki śmierć nas nie rozłączy" i tego dotrzymam. Natomiast opiekowałam się kilkoma chorymi w rodzinie, m.in. z nowotworem cyz po udarze i często było tak, że wyżywali się oni na najbliższych. Nie każdy jest w stanie to wytrzymać.

      +: Doriel
    •  

      Natomiast opiekowałam się kilkoma chorymi w rodzinie, m.in. z nowotworem cyz po udarze i często było tak, że wyżywali się oni na najbliższych. Nie każdy jest w stanie to wytrzymać.

      @agataen: Problem z chorymi agresywnymi, a umierającymi jest ogromny. Takich przypadków jest wiele, na prawdę wiele. Współczuje.

    • więcej komentarzy (63)

  •  

    kończę trzeci dzionek bez alkoholu,dla was nic dla mnie dużo..... #piwo #alkoholizm #lekarz #gorzkiezale

  •  

    #szpitalnadoriel
    #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Część pierwsza -> http://www.wykop.pl/wpis/22962939/okruchy-zycia-czesc-1-szpitalnadoriel-patologiazmi/

    Okruchy życia część 2

    Dyżur SOR. Wjeżdża zespół PR.
    - Hipoglikemia. Przedawkowanie insuliny. Glikemia od 15 do 0 gm% po podaniu stężonej glukozy - mózg do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje poziomu glukozy we krwi na poziomie 60-80 mg%, tak niski poziom “cukru” jak u tego patolka powoduje śmierć szarych komórek.
    - Śpiączka hipoglikemiczna - wyrzuca z siebie ratownik - Próba samobójcza - dodaje - Nie pierwsza. Podał sobie całego pena insuliny, nie wiemy ile jednostek. Alkoholik. Wcześniej przez cały dzień pił wódkę z koleżkami.
    Pierwsza myśl - mam przejebane. Druga myśl - mogliście kurwa dać znać przez radio, że coś takiego wieziecie.
    Koleś dostał zatrzymania oddechu i prawie umarł.
    Wypijmy soczek za te szare komórki, które przetrwały ten “hipoglikemiczny holokaust”.

    Na dyżurach SOR-owych przyjeżdża policja z zatrzymanymi do zbadania. Pamiętam jednego faceta, który panicznie bał się tego aresztu. Jak go badałam to prosił mnie szeptem żebym nie pozwoliła go zamknąć w więzieniu, że on zrobi wszystko. Policjanci wykonują swoją pracę zatrzymując go, moją pracą jest go zbadać, a sędziego osądzić. Nie miał przeciwwskazań do zatrzymania. Po tym jak zaznaczyłam odpowiednią rubrykę w formularzu dla policji już się więcej nie odezwał. Wychodząc popatrzył na mnie z wyrzutem.

    Pogotowie przywozi dziadka. Ma założony na stałe cewnik do pęcherza moczowego. Ostatnia zmiana cewnika dobę wcześniej. Biedny pacjent zdejmuje gacie, a tu załupek. Jest to sytuacja, w której napletek nie daje się odprowadzić i “utyka” na żołędzi. Jak stulejka, przy której ta choroba występuje, jest bardzo “ciasna” to krew może do żołędzi napływać, ale z odpływem jest już problem. U niego była bardzo ciasna. Żołądź wyglądała jak czerwona piłka. Urolog musiał “wycisnąć” krew mechanicznie, pomimo znieczulenia dziadzio krzyczał z bólu. Trwało to długo. Na szczęście w końcu się udało.

    Przyjechał kiedyś prosto z baru karetką PR młodzieniec lvl 18 z naderwanym wędzidełkiem napletka. Twierdził, że stało się to w trakcie sikania. Nie wiem. Nie chcę wiedzieć co robił w tej toalecie.

    Jakie leki pan/pani przyjmuje?
    “Akapulko” - Accupro
    “bisexol” - Biosotal
    “halopierdol” - Haloperidol

    Na dyżurze na izbie przyjęć siedzę w takim otwartym punkcie przyjęć. Podchodzi dziadzio lvl ok. 80 i mówi, że potrzebuje doktora.
    - Ja jestem lekarzem, o co chodzi?
    Popatrzył na mnie podejrzliwie, nie dość, że młoda to jeszcze baba, mówiły jego oczy. W pewnym momencie jakby się poddał i cicho mówi:
    - Jaja mi spuchły - mówiąc to opuścił spodnie i gacie w dół.
    - Rzeczywiście spuchły - zdołałam wykrztusić na widok napęczniałej jak balon moszny dziadka - ok, widziałam, ubierze się pan. pokaż całość

    •  

      Chodzi mi o to ze taka odzywka jest tak samo chujowo, bo co to za tekst "ubierze sie pan"? Rozkaz jakis, polecenie czy co?
      Wystarczy troche kultury i empatii i mozna normalnie powiedziec "moze sie pan teraz ubrac" czy "prosze sie ubrac" a nie wydawac rozkazy


      @callmemiro: Wydawało mi się, że jest mniej chujowa, szkoda ;).
      Pisałam gdzieś wyżej, że zazwyczaj staram się mówić jak normalny człowiek "proszę się ubrać" itp., ale jak bardzo mi się śpieszy, albo są trudnosci w komunikacji z pacjentem (bo np niedosłyszy) to różne wychodzi.
      pokaż całość

    •  

      @Doriel: nie chciałbym być twoim pacjentem

      @GoraluCzyCiNieZal1 i inni krytykujący:
      zdarzało mi się wozić na Sor starsze osoby z rodziny albo sąsiadów, w różnych potrzebach, albo wzywać do nich karetkę, i obserwować lekarzy przy tych sytuacjach

      jak dla mnie absolutnie fachowa, konkretna, ogarniająca pani doktor

    • więcej komentarzy (111)

  •  

    Polecam przygotować sobie wiadro maści na ból dupy od 01.01.2018 tym, którzy mają zamiar korzystać z usług lekarzy pracujących w POZ na NFZ.

    Kolejki do POZ po kilka miesięcy to będzie standard. No cóż, jak to głosił klasyk - PO was tak nie wyruchała, jak wyrucha was PiS.

    #medycyna #lekarz #szpital

  •  

    Okruchy życia część 1

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Telefon do gabinetu w trakcie normalnego dnia pracy na oddziale.
    - Dzień dobry, z tej strony Grażyna, czy jest doktUr Doriel?
    - Przy telefonie, słucham?
    - Pamięta mnie pani?
    - Tak, oczywiście - panią trudno było zapomnieć ze względu na cechy charakteropatii alkoholowej oraz “prezent”, który dostałam od niej jak wychodziła ze szpitala, a były to: 2 butelki drinka Sobieski biały i czerwony, takie po 250ml oraz czekoladki z alkoholem, bardzo nie chciałam tego przyjąć, ale postawiła mi reklamówkę z tymi rzeczami na biurku i wyszła. Czekoladki wylądowały w wielkiej “szafce na czekoladki z alkoholem” na wieczyste zapomnienie, drinki w mojej torebce.
    - Co się dzieje pani Grażyno? - zapytałam ogólnie zadziwiona tym telefonem, bo od jej wypisu upłynęły dwa miesiące.
    - Na wypisie napisała mi pani w rozpoznaniach otyłość - słyszę i coraz bardziej się dziwię.
    - No tak, ale o co chodzi? - pytam.
    - Czy pani wie jakie to uczucie przeczytać coś takiego?
    - Ale czy według pani napisałam nieprawdę? - zapytałam.
    - Tu nie o chodzi o to, czy to prawda - odpowiedziała pacjentka.
    W tym miejscu zaczęła się już dość bezładna plątanina żalu nad sobą i tekstów w stylu “to jest niegodne lekarza”, “powinnaś się wstydzić”, “napiszę skargę do dyrekcji”. Posłuchałam tak kilka minut i jak Grażyna zrobiła przerwę na zaczerpnięcie oddechu powiedziałam, że nie mogę dłużej kontynuować rozmowy i rozłączyłam się.

    Pamiętam, jak kiedyś dostałam od pacjenta brandy. Dałam mężowi, gdyż nie lubię mocnych alkoholi. Ten któregoś pięknego dnia postanowił spróbować jaką brandy dostają doktory. Odkręca lekko zdziwiony, wącha, zapach taki dziwny trochę. Nalał sobie szklankę złocistego trunku, upił łyk, w ustach poczuł smak bejcy do drewna. Czyta skład: spirytus, brandy bonifikator…

    Koleżanka miała na sali alkusa-patusa z alkoholową marskością wątroby, któremu kochani koledzy przynieśli 3 puszki biedronkowego mocnego piwa. Zabrała mu je, “komisyjnie” zamknęła w kopercie i podpisała “własność Janusza”. W dzień wypisu patol podchodzi do koleżanki i widać, że chce coś powiedzieć, ale nie wie jak zacząć. Dziewczyna pomyślała - pewnie chce podziękować, albo coś, a Janusz do niej:
    - Odda mi pani moje piwo?

    W gabinecie na oddziale, na którym kiedyś pracowałam, była taka magiczna szufladka z alkoholami skonfiskowanymi pacjentom. Nie do końca rozumiałam po co trzymamy te wszystkie małpki i piwa z biedronki, ale starsi koledzy twierdzili, że “niech zostanie”. Modlili się do nich czy jak? Na pewno nikt tego nie pił, bo nie ubywało.

    Dyżur SOR. Pijany pacjent przywieziony przez PR.
    - Czy pił pan dzisiaj alkohol? - pytam.
    - Piłem - odpowiada całkiem wyraźne.
    - A ile tego było?
    - Litr wódki - mówi koleś.
    - Na dwóch? - pytam naiwnie.
    - No co pani? Sam wypiłem. To nie tak dużo wcale - mówił całkowicie poważnie.
    Miał 4,2 promila alkoholu we krwi.

    Jest kilka zabiegów medycznych, do których stosuje się krótkotrwałe znieczulenie ogólne. Pacjent zasypia, nie czuje bólu, nie pamięta co się działo, ale nie zatrzymuje mu się oddech. Taki stan trwa kilka minut po podaniu dożylnie leku. Niektórzy pacjenci mówią ciekawe rzeczy jak się budzą lub zasypiają:
    - To kiedy podacie to na spanie? - pyta pacjent po zabiegu.
    - Przed chwilą widziałem w swoim ręku kieliszek wódki - mówi pacjent przy wybudzaniu.
    - Zawsze miałem kompleks małego penisa - powiedział pacjent i zasnął.
    - Mogę dostać to jeszcze raz? - pyta Janusz z uśmiechem po wybudzeniu.
    - Widzę anioły - pacjent o żeńskim personelu.
    - To lepsze niż wódka. Ale faza - podsumował inny.

    Było to jeszcze na stażu podyplomowym. Ginekologia. Drugi dzień stażu. Na raporcie ordynator mówi:
    - Doriel dzisiaj będziesz mi asystować przy zabiegach.
    - Rozkaz, rozkaz.
    Doktor ordynator robił tego dnia tzw. małe zabiegi ginekologiczne, głównie różnego rodzaju “przypalanki”, do których podaje się krótko działające znieczulenie ogólne. Połączenie, co by tu nie mówić niezłego narkotyku (oceniam z reakcji ludzi, nie z autopsji) oraz grzebania w okolicy genitalnej, u niektórych osób działa ciekawie.
    Stoję obok nogi kobiety lvl ok 40, trzymam wzierniki, kobieta śpi, przy drugiej nodze stoi pielęgniarka, przy głowie znudzony jak zawsze anestezjolog, ordynator poprawia okulary i zaczyna zabieg. Z ust śpiącej kobiety wydobywa się jęk - zadowolenia? Nie jestem pewna. Po chwili pojękiwała już jak w pornolu. Popatrzyłam po obecnych, wszyscy kamienne twarze. Ja ledwo się powstrzymałam się żeby nie wybuchnąć śmiechem. Ordynator przerwał zabieg i mówi do anestezjologa:
    - Spróbuj ją uśpić trochę głębiej.
    Działania anestezjologa niewiele pomogły. Porno-jęki trwały jeszcze przez 15 minut, po których na szczęście zabieg się skończył.
    pokaż całość

    •  

      (...) Hormony są podawane rutynowo do paszy dla zwierząt hodowlanych, w celu uzyskania przyspieszenia wzrostu. Nadrzędnym celem jest zwiększenie zysku. Jednak jest to procedura bardzo niebezpieczna dla zdrowia konsumenta, zwłaszcza , że zwierzęta są często zabijane zaledwie kilka godzin po podaniu pigułki hormonalnej.
      Dlatego też takie mięso zawiera duże ilości hormonów, które przy spożyciu dostają się do organizmów ludzkich. Skutkiem tego jest przedwczesne dojrzewanie młodzieży, a często także otyłość.
      U kobiet może prowadzić do raka sutka , raka jajnika, raka szyjki macicy,


      Hormony przyjmowane w mięsie powoduje u mężczyzn zaburzenia hormonalne, raka jądra i prostaty, dokuczliwe objawy andropauzy, zmęczenie, utrata libido, nasilają się objawy depresji, zanik jąder, powiększenie piersi, impotencja."

      @thalotor: Sorry za odkopywanie. Ale się mylisz.
      Przede wszystkim w UE, w tym i w Polsce jest CAŁKOWITY zakaz dodawania hormonów do pasz dla zwierząt. I ten zakaz jest bardzo pilnowany. W USA owszem, jest wolna amerykanka, i kurczaki się hormonami faszeruje.

      No i na koniec doczepię się jeszcze do tej bzdurki:

      zwierzęta są często zabijane zaledwie kilka godzin po podaniu pigułki hormonalnej.
      To zdanie ani nie jest logiczne ani nie ma sensu. Pierwsza sprawa - pigułki to się podaje ludziom czy psom, nie zwierzętom hodowlanym. Po drugie to byłoby marnowanie pieniędzy podawać takie preparaty przed ubojem. One nie będą miały czasu zadziałać, a za darmo nie są.
      Kontrola toksykologiczna / pozostałości po antybiotykach, itp w higienie mięsa też stoi u nas na całkiem wysokim poziomie.
      pokaż całość

    •  

      @GregPelka: Sorry ale nie przekonało mnie to :)

    • więcej komentarzy (80)

  •  

    #medycyna #szpitalnadoriel #szpital #lekarz #patologiazewsi

    Dzisiaj krótko, nie mam czasu na pisanie. Egzamin specjalizacyjny sam się nie zda.

    Pan Pchełka

    Pasożyty od zawsze towarzyszyły człowiekowi. Dopiero podniesienie standardów sanitarno-higienicznych oraz osiągnięcia współczesnej medycyny pozwoliły ludziom na pozbycie się większości robali ze swoich ciał. Od czasu do czasu trafi się w każdym szpitalu taki Janusz alkoholik od 30 lat, prawie bez mózgu i wątroby, który nie wiadomo do końca jakim cudem jeszcze żyje. Widziałam kiedyś jednego żula po kilku trepanacjach czaszki (z powodu krwiaków po urazach po pijaku), w CT głowy mózgu prawie się nie stwierdza, a jakoś TO chodzi, żyje i nawet po zasiłek w kolejce stanąć umie. Jest taki delikwent najczęściej siedliskiem wszelkiego pełzającego cholerstwa jakie tylko może żyć na ludzkim ciele. Ubrania nie prane miesiącami, pod-sikiwane i pod-srywane przez tych pół-mózgich degeneratów przybierają najczęściej barwę brudnego brązu, o zapachu wolę nawet nie wspominać. Przy wszawicy żule potrafią mieć takie przeczosy (długie, głębokie zadrapania), że nie można znaleźć zdrowej skóry na ciele w zasięgu rąk. Wszędzie gdzie może się podrapać przeczosy, rany, wszystko zropiałe i zakażone. Aż szkoda patrzeć (i wąchać).
    Ale wracając do tematu głównego miałam kiedyś takiego pacjenta na sali. Bezdomny Janusz alkoholik, nazwany przez pielęgniarki “Panem Pchełką” lub po prostu “Pchełką” (przy jego nazwisku na tablicy, na której są wypisani wszyscy pacjenci na oddziale rysowały przez cały czas takiego małego robaczka). Jak był przyjmowany z SOR-u przywiozło go na noszach dwóch ratowników w pełnych “zbrojach ochronnych” (fartuchy jednorazowe, maski, przyłbice, podwójne rękawice, czepki). Na jego łóżku przez cały pobyt wisiała czerwona karteczka z napisem “IZOLACJA”. Facet poza tym, że miał zawał, miał świerzb i wszawicę, ale traktowany był jakby co najmniej rozsiewał HIV drogą kropelkową. Na szczęście pierwszy raz miałam z nim kontakt jak miał już ogolone wszystkie włosy na ciele (łącznie z brwiami i rzęsami, łonowe oczywiście też) i włączone leczenie tego zoo, które na sobie wyhodował.
    Pomimo dekontaminacji i właściwego leczenia oraz przestrzegania procedur przez personel, teoretycznie i tak można się zarazić. Tak informacyjnie mam włosy do pasa.
    pokaż całość

    •  

      @Twinkle: to widać, że nie znasz żadnych lekarzy

      "ta stara kurwa dalej żyje, ech łóżko tylko zajmuje" xD

    •  

      @Doriel: Na zajęciach z medycyny sądowej robiliśmy sekcję zwłok podobnego delikwenta NN. Po kolei zdejmowali mu kolejne pary spodni (tak, miał na sobie ich kilka) i koszul, aż zaczęło się coś sypać.... Facet miał wszawicę wszystkich włosów na ciele, łącznie z tymi na klatce piersiowej, o łonowych nie wspominając. Od padniętych i żywych jeszcze robaczków zrobiło się czarno wokół stołu. A tu jeszcze do zrobienia sekcja na zaliczenie!
      Od tej pory nie jestem w stanie usiąść na siedzeniu w autobusie jeśli w powietrzu unosi się zapach żula - a nuż to właśnie tutaj siedział niedawno i podzieli się zwierzątkiem...

      pokaż spoiler już kupa czasu minęła od twojego wpisu, ale może sobie ktoś przeczyta ku przestrodze
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    Bylem właśnie u lekarza, prywatnie. Ludzie mili, pielęgniarki skaczą koło Ciebie, drukuja, kierują gdzie trzeba, bez kolejek, wchodzisz do lekarza wstaje do Ciebie, podaje rękę. No kurwa xD

    Potrzebuje pan usg, juz wypisuje skierowanie. Wypisal, pójdziemy pokoj obok, jeb bez kolejki od razu usg, od razu wynik, sprawdził co i jak,znów uscisk dloni, do widzenia miłego dnia.

    Przykre tylko ze zeby w Polskiej #sluzbazdrowia byc traktowanym jak człowiek a nie smiec trzeba tyle płacić.
    #nfz #lekarz
    pokaż całość

  •  

    Oświadczenie prof. Jędrzejczaka, Kierownika Kliniki Hematologii WUM kierowane do pacjentów.
    Warto przeczytać, by zrozumieć, jak NFZ szuka oszczędności pod przykrywką kontroli nadużyć.

    To są dylematy lekarzy w codziennej pracy. Oprócz myślenia o pacjencie muszą też być 'ekonomistami'.

    pokaż spoiler System zdrowia w Polsce zdaniem optymistów będzie miał niedługo poważne problemy, a zdaniem pesymistów po prostu jebnie. Nie robi się nic by poprawić sytuację, za to bardzo wiele by ją pogorszyć.


    #medycyna #lekarz #rakcontent #nfz #polska #zdrowie
    pokaż całość

    źródło: Img.jpg

  •  

    tytul: kornel wyleczony z siatkowczaka i zachowal oko.
    fakty:kornel stracil wzrok w oku, ale je zachowal.
    1.KOSZT 2MLN (leki 200tys)
    2.RYZYKO odwlekania operacji:przerzuty z oka do mozgu
    3.WYNIK:jest oko,nie ma wzroku, dzieki bogu nie ma przerzutow.

    W 2 minutowym materiale 5x powtorzone ze w polsce oko bylo do wyciecia. 1x wspomniane ze wlasciwie to chodzilo o
    zachowanie oka, nie wzroku, ryzykujac przerzuty do mozgu czyli zyciem dziecka. SUKCES

    W ubieglym roku bylo kilkanascie takich zbiorek po 2mln. Co z reszta ? Jaka skutecznosc ma leczenie dr abramsona ? niestety nie udostepnia swoich badan...... Zwracam uwage ze mowi sie o 4 sukcesach i tylko w jednym wspomniano o utracie wzroku,a w zadnym o ryzyku przerzutow.

    http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/chory-na-siatkowczaka-kornel-wrocil-z-leczenia-w-usa,722890.html
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,140556,title,Rodzice-zbieraja-na-drogie-leczenie-dzieci-za-granica-Lekarze-w-Polsce-leczymy-tak-samo-za-darmo,wid,18698760,wiadomosc.html?ticaid=118c75&_ticrsn=3

    #medycyna #lekarz
    pokaż całość

  •  

    #medycyna #szpital #sor #szpitalnadoriel #dyzur #lekarz #psychiatria #schizofrenia

    Dziwny koleś

    Policja zatrzymała człowieka lvl ok 30 jak ok. 2 w nocy przechodził przez ulicę nie na pasach. Co do zasadności zatrzymania nie będę się może wypowiadać. Po zatrzymaniu stwierdzili, że koleś dziwnie się zachowuje. Na tyle dziwnie, że wezwali zespół PR z lekarzem. Akurat dyżur w karetce miała ordynatorka SOR-u. Przyjechali, zapakowali typa do karetki i pojechali na SOR. Od razu z wejścia lekarka z karetki powiedziała, że ona przyjechała żeby się zastanowić co z tym człowiekiem zrobić i żebym jej podpowiedziała coś, bo ona nie wie. Szok i niedowierzanie. Ta kobieta nie jest typem, który nie wie co zrobić, albo chce żeby jej coś “podpowiedzieć”. Siadamy w gabinecie w składzie pacjent, ja, lekarka z karetki, dwóch ratowników z karetki i pielęgniarka z SOR. Ledwo się pomieściliśmy w tej klitce. Pacjent rzeczywiście zachowywał się dziwnie. Był przytomny, bez żadnych objawów chorobowych na pierwszy rzut oka, nie miał zaburzeń orientacji co do miejsca gdzie przebywał i własnej osoby, ale po kilkuminutowej obserwacji i rozmowie dało się zauważyć ciekawe zachowania. Wielokrotnie zauważyłam jak machał ręką koło ucha (jakby odganiał muchę) i szeptał “cicho, cicho”. Ogólnie był taki napięty, momentami nie mógł usiedzieć na miejscu, ale agresywny nie był na szczęście. Twierdził, że nie jest pod wpływem żadnych legalnych, ani nielegalnych narkotyków, poza tym, wspominał w pewnym momencie, że był kiedyś w szpitalu psychiatrycznym i bierze lek psychiatryczny. Co i jak dokładnie nie chciał powiedzieć. I masz tu babo placek. Najgorsze przeszkody w przesłaniu człowieka do szpitala psychiatrycznego to zgoda pacjenta i wypełnienie skierowania, które ma dwie strony A4. Są w nim pytania o np. stan cywilny, liczbę rodzeństwa i inne bardzo istotne dla lekarza SOR dane. Zabieramy się do wypełniania tego badziewia. Pacjent siedzi grzecznie, nawet lekko zamula.
    - Co ja mam wpisać w rozpoznaniu? - zastanawia się głośno lekarka karetki.
    - JA CI POWIEM CO MASZ NAPISAĆ! PISZ! SCHIZOFRENIA PARANOIDALNA! - głosem wokalisty death metalowego odzywa się pacjent. Wszyscy obecni lekki szok. Lekarka PR grzecznie wpisuje “schizofrenia paranoidalna”. Koleś po tym “napadzie” znowu siedzi, zamula. Atmosfera robi się lekko napięta.
    - Pacjent ma podwyższone ciśnienie - odzywa się jeden z ratowników.
    - Weźmie pan tabletkę na ciśnienie pod język? - pytam się.
    - ON weźmie tabletkę - odpowiada już normalnym głosem pacjent, po chwili zaczął ponownie machać ręką koło ucha szepcząc - Cicho, cicho...
    Spoko. Rzeczywiście wziął lek bez problemu. Dochodzimy do najważniejszej kwestii.
    - Czy chce pan jechać do szpitala psychiatrycznego? - pyta lekarka PR.
    Napięcie rośnie, proszę drogi schizofreniku zgódź się - myślę sobie.
    - ON pojedzie do szpitala - odpowiada pacjent.
    Uff.
    Skoro się zgadza to wypadałoby zapytać o te szalenie istotne dane do skierowania:
    - Jaki jest pana stan cywilny?
    Koleś patrzy na szefową SOR-u jak na nienormalną, widać, że zdenerwowało go to pytanie. Lekarka odpuszcza i zostawia to cholerne skierowanie w spokoju.
    - Chce pan zastrzyk na uspokojenie w pośladek?
    - ON weźmie zastrzyk - odpowiada pacjent.
    Jak przyszła pielęgniarka ze strzykawką koleś wstał, rozpiął spodnie i lekko je zsunął odsłaniając górną połowę pośladków, po czym oparł się o ścianę. Moja pierwsza myśl - nie pierwszy raz ma zrobiony zastrzyk domięśniowy (większość “nowicjuszy” odsłania całe pośladki, często nawet zdejmuje spodnie do kostek). Nawet nogę lekko zgiął żeby zmniejszyć napięcie mięśni. Szanuję. Kolejna rzecz potwierdzająca, że rzeczywiście to choroba psychiczna, z obserwacji własnych, jak młody pacjent zachowuje się jak “stary szpitalnik” to bardzo często to schizofrenik.
    Po zastrzyku poszli do karetki, pacjent poszedł spać prawie od razu, a my na spokojnie skończyłyśmy wypełnianie tego skierowania. Zrobiła się 3:30. Zanim dojechali do psychiatryka była 4:30. Dyżurny psychiatra był bardzo zły, że musiał wstać o tej porze. Okazało się, że pacjent już bywał w tym szpitalu i rzeczywiście ma schizofrenię.
    Nadal ciarki mnie przechodzą jak przypominam sobie to jego “ON weźmie tabletkę”. Serio, to było jak scena z horroru.
    W dawnych czasach leczyli by go egzorcyzmami i przykuli łańcuchem do ściany, a teraz nawet bez unieruchomienia się obyło, więc postęp widać gołym okiem. Prawie happy end, jeśli pominie się, że ten człowiek przez swoją chorobę spędzi w szpitalu psychiatrycznym dużą część życia. Kto choć raz znalazł się za zamkniętymi drzwiami oddziału, niekoniecznie w roli pacjenta, ten wie, że nie jest to miejsce do którego chciałoby się wracać.
    pokaż całość

  •  

    Polska służba zdrowia
    Obserwacja własna: Nieustający silny ból głowy od 4 dni, nie pomagają przeciwbólowe nawet w bardzo dużych dawkach. Ciśnienie w normie, brak kaszlu, kataru, gorączki.
    Obserwacja lekarza: No w sumie to nie wiem co panu jest. Przepisze więc KODEINE (pomimo że nie mam kaszlu sam ból głowy) i proszę brać paracetamol (chociaż mówiłem, że brałem garściami i nie pomogło) - dodatkowo skierowanie do neurologa.
    Poszedłem do miłej pani z okienka i mówię:
    - Mam tutaj skierowanie
    - No dobrze, najbliższy wolny termin to 6 lipca, zapisać?
    - Eeee i mam żyć z ostrym bólem głowy do 6 lipca?
    - To wie pan, pan przyjdzie w poniedziałek lub czwartek od 12-15 przyjmuje lekarz, pan wejdzie i porozmawia
    - Dobrze, dziękuje.

    XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    Umieram z bólu, ale co zajebałem kody to moje.

    #gownowpis #sluzbazdrowia #lekarz #zalesie
    pokaż całość

  •  

    gdyby pod prysznicem odkręcić od tego węża słuchawkę i dzięki temu mieć taki zwarty strumień wody to można by sobie wypłukać ucho tak super jak robią to ogromną strzykawką u laryngologa?
    #pytanie #gownowpis #lekarz

  •  

    Doświadczyłam dziś najdziwniejszej konsultacji lekarskiej w życiu.

    Mąż lekarz na dyżurze, w zastępstwie za kolegę, 1100km dalej, po polsku tylko 'piwo', 'lekarz' i 'sklep ogólnospożywczy'.
    Zadzwonił do mnie, że ma pacjenta, z którym mogę mu pomóc.

    pokaż spoiler Pacjent Polak, nie mówiący po angielsku, niemiecku ani hiszpańsku. Francuski też mu słabo szedł, za to ślicznie zaciągał 'po ślunsku'. Do tego pijany.


    pokaż spoiler 'Te aniołku, ty po polsku mówisz.'


    Udało się. Odesłany z zaleceniami do domu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #gownowpis #medycyna #lekarz
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #lekarz

0:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0