•  

    „OOBE, eksterioryzacja, podróże poza ciałem, podróże astralne” – więc jak to jest? To zjawisko istnieje czy to tylko jakiś dziwny wymysł? Kiedyś mocno broniłem tego poglądu, że naprawdę wychodzimy z ciała i „latamy” gdzieś tam po niefizycznym świecie (jeszcze zanim przeżyłem swoje pierwsze oobe i później po nim też). Naczytałem się wielu książek i postów o tej tematyce, posługiwałem się „fachową” terminologią. Miałem wątpliwości czy to zjawisko jest prawdziwe, ale mimo wszystko próbowałem je wywołać u siebie, ponieważ chciałem doświadczyć czegoś takiego – nowego, dziwnego. Udało się dopiero po niecałych dwóch latach prób. Pierwsze oobe miałem w połowie 2008 roku i szczerze mówiąc cieszę się, z tego, jak ono wyglądało, przede wszystkim nie było to jakieś straszne doświadczenie. Późniejsze wyjścia już mniej przypominały to pierwsze.
    Na dzień dzisiejszy w dalszym ciągu nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy oobe to naprawdę „wychodzenie poza ciało fizyczne”, latanie po astralu czy tylko bardziej zaawansowana forma symulacji rzeczywistości w mózgu podczas snu. Za mało doświadczeń tego rodzaju, jednakże niezależnie od ich natury, ich samych jako takich nie mogę zanegować. Miałem je niezależnie od tego czym one były/są.
    Jak wyglądało to doświadczenie? Miało to miejsce mniej więcej 10 lat wstecz, w okolicach godziny 4 nad ranem (po wszystkim po prostu sprawdziłem na zegarku godzinę). Spałem na plecach i w pewnym momencie się obudziłem, a raczej obudziła się moja świadomość. Ciało spało, było w paraliżu przysennym. Otwarłem oczy, było ciemno. Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak, coś jest inaczej. Od razu pomyślałem, że właśnie doświadczam oobe. Czułem te tzw. „wibracje”. Trudno je dokładnie określić. Czułem całe moje ciało fizyczne albo jego odpowiednik, nie wiem. Całe buzowało albo też całe powietrze, które stykało się z moim ciałem buzowało i słyszałem taki dźwięk, który mniej więcej można przyrównać do tego samego dźwięku, jaki słyszymy, gdy dmuchamy w zapalony płomień na kuchence gazowej (tak to przynajmniej dziwnie odczuwałem). Leżąc tak wyprostowany, z rękoma ułożonymi wzdłuż ciała przypomniałem sobie techniki, które należało zastosować, więc po kolei – próba wciągnięcia się po wyimaginowanej linie zwisającej z sufitu; wyobrażanie sobie, że zaczynam się unosić w górę; próba obracania się wokół własnej osi. Podczas tych miernych starań moja druga powłoka tylko jakby lekko się poruszała, nie mogłem się odkleić. W końcu po prostu zacząłem się obracać na lewy bok, tak jakbym chciał wstać z łóżka. Pamiętam tę powolność w poruszaniu się, ten wysiłek, ten ciężar. Znalazłem się na lewym boku, na skraju łóżka i już miałem spaść. W tym momencie pojawiła się w mojej głowie ta myśl czy czasem nie spadnę przez podłogę piętro niżej. Jednak nie, spadłem na ziemię (niefizycznym ciałem, albo też takie było moje wyobrażenie w głowie). Poczułem twardość tego upadku (ale bez jakiegokolwiek bólu), po prostu takie ŁUP. Moment uderzenia był jak uderzenie obuchem w twarz. Jak to możliwe? Wiem, że śpię, ale jestem tutaj na podłodze, dotykam dywanu, przesuwam po nim dłońmi i czuję wyraźnie jego fakturę. Za oknem zaczyna się szarówka, dopiero się powoli się rozjaśnia. Podnoszę wzrok i coś jest z nim nie tak, jakbym oglądał pokój przez potłuczoną szybę, w każdym fragmencie mieścił się cały obraz. Dopiero po kilku chwilach zacząłem widzieć normalnie. Wciąż ciężko było mi się poruszać, ta ociężałość, powolność ruchów. Przypomniał mi się sposób z jednego z for dyskusyjnych, że żeby się dostroić bardziej należy potrzeć ze sobą swoje dłonie. Zrobiłem to i zaczęło być lepiej, wyraźniej, lżej. Udało mi się wstać. Poszedłem (w zasadzie) pofrunąłem szybko do drugiego pokoju, rozejrzałem się po nim i wróciłem z powrotem, myśląc sobie, żeby nie przesadzać za pierwszym razem. Już w momencie powrotu czułem, że tracę to doświadczenie, staje się ono coraz odleglejsze, aż w końcu przemieniło się w sen (nieświadomy). Później się obudziłem i spojrzałem na zegarek.

    W momencie doświadczania wyjścia czułem, że to doświadczenie jest bardzo realne. W jego trakcie pamiętałem od początku kim jestem w realnym świecie, gdzie jestem, co się dzieje, potrafiłem myśleć i kierować moim postępowaniem, nie było ono z góry ustalone. Zmysł dotyku był bardzo wyraźny. Po powrocie ta realność była już mniej namacalna. Pojawiły się wątpliwości, czym ono tak naprawdę było.

    Czy te doświadczenia są szkodliwe? Trudno powiedzieć, pewnie zależy od osoby. Mnie nigdy nic trwale złego (do tej pory) tam nie spotkało. Dekada minęła, przez te lata co jakiś czas wychodzę, ale nie za często i ani fizycznych ani też psychicznych defektów u siebie nie zaobserwowałem. NIE OPĘTAŁ MNIE SZATAN ani też nie jestem jakoś new age’owo nachalny. Coś tam się pisze, że oobe może być m.in. skutkiem padaczki płata skroniowego.

    #oobe #ezoteryka #okultyzm #lesiwodoswiadcza
    pokaż całość

    •  

      @Lesiwo: Kiedyś czytałem wypowiedzi jakiegoś gościa, co korzystał ze 'śnienia progresywnego', pisał on, że zrobiono eksperymenty. Brano oobenautów z zasłoniętymi oczami i kładli się oni do łóżek w ciemnym pokoju, którego nie znali. Podobno po wyjściu z ciała widzieli, że znajdują się w swoich pokojach, tych które znają, a nie w pokoju X, w którym się kładli. Wychodzi na to, że światy astralne 'dzieją się',istnieją - jak napisane wyżej - w naszej głowie. pokaż całość

    •  

      'śnienia progresywnego'

      @rad_kop:

      Pewnie mówisz o Jarku Bzomie, bo on posługuje się takim terminem.

      Ogólnie to gdzieniegdzie mówi się, że całe to oobe to taka jakby zabawa w piaskownicy, tylko w pewnym wydzielonym obszarze, niby dużym, ale i tak ograniczonym. To tylko miejsce iluzji, gdzie niby można dotrzeć "daleko" i w wysokie częstotliwości, przeżyć ciekawe doświadczenia, ale i tak mimo wszystko za pomocą tego środka nie dotyka się głębi... czegokolwiek. Podobno.

      Też czytam, że wszystko dzieje się w naszej głowie, w nas, bo nie ma nic zewnętrznego. Wszystko jest w nas, wszystko i wszyscy na najbardziej podstawowym poziomie jesteśmy połączeni, jesteśmy całością. Podobno.
      pokaż całość

      +: rad_kop
    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Otaczająca nas rzeczywistość jest, rzekomo, o wiele bogatsza niż to, co postrzegamy naszymi fizycznymi zmysłami. Powstało mnóstwo książek, artykułów, blogów i for o tematyce ezoterycznej/paranormalnej/okultystycznej. Powstało wiele filmików-„dokumentów” z żółtymi napisami. Ale co jest prawdą? Co jest natomiast zmyślonymi bredniami służącymi podbudowaniu ego, zarobieniu albo prostym wynikiem problemów psychicznych czy też fantazji? Rzecz w tym, że bez osobistego doświadczenia, to wszystko pozostaje w sferze teorii spiskowych, czy tam, oryginalnych zainteresowań. O ile świadomych snów i OOBE w jakimś stopniu doświadczyłem, to wciąż pozostaje cała masa zjawisk i niesprawdzonych informacji. Jakaś część teorii z części dostępnych źródeł wydaje mi się dosyć spójna i może nawet prawdopodobna, ale tak jak pisałem – bez osobistego ich doświadczenia nie wyjdą właśnie poza to – teorie i domysły. Po latach zaznajamiania się z w/w materiałami, na tę chwilę chyba tylko medytację (bez bliższego określania jej konkretnego rodzaju w tym miejscu, ale na pewno nie tą powszechną – rekreacyjną) uważam za jedyne warte uwagi narzędzie, pozwalające zweryfikować własne wątpliwości i pytania.

    Przez ostatnie 8 dni łączny czas, jaki poświęciłem na medytację to 6 godzin. Ogromny skok w porównaniu ze wcześniejszą, szczątkową praktyką zanim wreszcie zacząłem ją zliczać.

    #medytacja #ezoteryka #rozwojduchowy #rozwojosobisty #teoriespiskowe #lesiwodoswiadcza
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów