•  

    Inkwizytor z obsesją i kobieta z charakterem - cz. 2.

    Część 1

    W październiku 1485 r. Heinrich Kramer zapisał nazwisko Heleny Scheuberin na pierwszym miejscu na liście oskarżonych. Zatrzymajmy się na moment przy pisaninie naszego inkwizytora - z fragmentów jego listów, pisanych m. in. do biskupa, można wywnioskować, że spotkanie z Heleną było dla niego doświadczeniem, oględnie mówiąc, wstrząsającym.

    Przyjrzyjmy się tym fragmentom i zastanówmy się, co dokładnie mogło siedzieć w głowie Kramera - to dość istotne, żeby właściwie zrozumieć jego późniejsze postępowanie.

    Pierwsze wrażenie

    Lato 1485 roku. Kramer przebywa w Innsbrucku, jest wciąż nowy w mieście, idzie sobie ulicą, (jeszcze) nie wadząc nikomu... Nagle drogę zastępuje mu jakaś mieszczanka, spluwa mu pod nogi i zamiast powitania czy wyrazów szacunku, rzuca mu w twarz obelgę i kpinę - i na koniec, całkiem dosłownie, wysyła go do diabła.

    Ciekawostka: w liście do biskupa Kramer dość szczegółowo zapisał obelgi, jakimi cisnęła w niego Helena. W oryginale ponoć zwróciła się do niego du Sneder Minch, co można przetłumaczyć jako "ty mnichu od krawca". Z jednej strony, była to obelga typu "jesteś tylko ubrany jak mnich / jesteś złym mnichem," z drugiej - mógł to być złośliwy przytyk do charakterystycznego i w odczuciu niektórych, zbyt szykownego (jak na średniowieczne standardy zakonne) habitu dominikanów. A więc: mnich-strojniś / przebieraniec.

    Sytuacja w kontekście obyczajowości epoki była, no... w zasadzie niewyobrażalna. Nieznajoma kobieta wyszydza w żywe oczy i publicznie wystawia na pośmiewisko duchownego i inkwizytora. A potem... po prostu sobie odchodzi. Z opisu zdarzenia w liście można wywnioskować, że Kramer był tak zszokowany jej zachowaniem, że zapomniał zareagować w jakikolwiek sposób - tylko stał i przeżywał ;)

    Drwiła ze mnie (...)
    Do tego stopnia mnie nękała (...)
    Zastąpiła mi drogę, jakby nie wiedziała, kim jestem (...) publicznie na ziemię splunęła (...)


    To było dla niego zupełnie nowe doświadczenie. Przenosząc to na naszą skalę, dla Kramera pierwsze spotkanie z Heleną Scheuberin musiało być odpowiednikiem bliskiego spotkania z obcym gatunkiem. Potem było jeszcze ciekawiej.

    Helena odwraca się plecami

    Sierpień. Kramer jest w swoim żywiole - codziennie (!) wygłasza kazania przeciwko czarownicom i jak to w takich kazaniach bywa, dużo mówi o przesądach, praktykach magicznych, zabobonnych gestach itp., żeby naprowadzić odbiorców na właściwy trop i przygotować grunt pod zbieranie informacji.

    Kościół jest wypełniony po brzegi - Innsbruck to spore miasto. Mieszczanie słuchają z pobożnego obowiązku, ze zwykłej ciekawości, może też także po to, żeby nikomu się nie narazić. Kto wie? Niepojawianie się na kazaniach inkwizytora mogłoby się kiepsko skończyć, zwłaszcza, jeśli miało się wrednych sąsiadów. Nie takie przewinienia złośliwe języki przerabiały później na oskarżenia.

    Któregoś dnia jednak Kramer zaczyna kazanie, a jedna z mieszczanek - rozpoznał ją, to ta Scheuberin! - po prostu wstaje, odwraca się i wychodzi. I na dokładkę wyciąga za sobą z kogo tylko może, zachęcając do pójścia za swoim przykładem. I nie do pomyślenia, ale... część ludzi istotnie idzie za nią.

    A wielu z nich znałem.

    - lamentuje z niedowierzaniem Kramer w swoim liście do biskupa i pisze, że to demonstracyjne opuszczenie kazania było dla niego czymś jeszcze gorszym niż splunięcie i obelga na ulicy. Jakby to ujął Słowacki, "duchowi memu dała w pysk i poszła" ;)

    Jeśli kiedykolwiek wygłaszaliście np. referat przed większą liczbą osób, wiecie być może, jak bardzo może wytrącić z równowagi widok ludzi opuszczających salę. To takie niewerbalne "meh, mam coś lepszego do roboty / nie chcę cię słuchać, gadasz bzdury / (w skrajnych przypadkach) gardzę". Dla duchownego i kaznodziei pokroju Kramera to był afront najcięższego kalibru.

    Ale znowu - z listu inkwizytora wynika, że w żaden sposób nie zareagował. Można sobie wyobrazić, że przyglądał się całej scenie w zdumieniu, nie do końca być może wierząc, czy to się dzieje naprawdę. Jednak to wciąż nie był szczyt możliwości - i bezczelności - Heleny.

    Helena głośno mówi, co myśli

    Być może ośmielona brakiem reakcji Kramera, na innym kazaniu Helena Scheuberin przeszła samą siebie - wygłosiła komentarz, bodajże pod samą amboną. Jak pisał o tym sam Kramer (tutaj tłumaczę z grubsza przez przekład z drugiej ręki, bo tylko do takiego mam dojście):

    Tak do mnie rzekła: "Kiedy diabeł się dobierze do mnicha, ten tylko heretyckie kazania prawi. Zły działa pod tym twoim szarym [w sensie, siwym] czerepem."

    Umysł Kramera zapewne w pierwszym odruchu wywalił blue screen. Inkwizytor bez wątpienia podzielał zdanie św. Pawła, który pisał: kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. (...) Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.

    Tymczasem tutaj kobieta - co najmniej o połowę młodsza od niego i nieporównanie gorzej wykształcona - nie dość, że się odzywa pod amboną, to jeszcze zarzuca mu herezję. Tym razem Kramer nie mógł milczeć, ale zamiast skorzystać z okazji i z miejsca krótko pojechać Helenie... wdał się w dyskusję:

    (...) A kiedym ją sam zapytał:
    "Czemu zwiesz herezją doktrynę, o której prawię kazania, skoro to doktryna Kościoła?"
    [odrzekła:] "Bo w kółko tylko prawisz kazania o czarownicach i czarach. [Przez swoje kazania] nauczyłeś ludzi, jak trzeba uderzyć w dzban z mlekiem, żeby się dowiedzieć, która czarownica odbiera mleko krowom."


    Helena może i nie była uczoną (choć jako dobrze urodzona mieszczanka, prawdopodobnie była w jakimś stopniu wykształcona) - ale najwyraźniej była bystra i znała nauczania Kościoła na tyle dobrze, żeby wyłapać, co jest nie tak z kazaniami Kramera.

    Nie tylko postawiła tu ogólny zarzut typu "w twoich kazaniach jest więcej o czarach niż o Bogu", ale zahaczyła też o inną ważną kwestię: prawiąc kazania na temat czarów i zabobonów, duchowni byli zobowiązani zachować umiar. Musieli dobierać słowa bardzo ostrożnie, żeby nie przeginać i nie siać zgorszenia. Podawanie wiernym na tacy katalogu praktyk magicznych mogło bowiem odnieść odwrotny skutek - i wręcz zachęcić ludzi do eksperymentowania z magią.

    A Kramer... cóż, jak to Kramer - piętnaście kazań pod rząd, dzień w dzień o czarownicach, z detalami różnego rodzaju praktyk magicznych i z mnóstwem anegdot. Powstrzymywał się co prawda przed mówieniem o najbardziej gorszących diabelskich sprawach, koncentrując się raczej na "tradycyjnej" magii i zabobonach, no ale jednak.

    Oczywiście, w obliczu zarzutów Heleny musiał jakoś się bronić - na szali był jego autorytet - ale z jakiegoś powodu nie zdobył się na żadną miażdżącą ripostę:

    ...odparłem, że mówię o takich rzeczach, żeby ludzi napominać, a nie uczyć czarów.

    Helena jednak uznała, że jego argument jest inwalidą i:

    ...rzekła mi, że od tego dnia już nigdy więcej nie wysłucha żadnego mojego kazania.

    Po tej - nieco dramatycznej - deklaracji, Scheuberin odwróciła się na pięcie i wyszła z kościoła. Mic drop, wersja średniowieczna, koloryzowane ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Co ciekawe, zarzut Heleny chyba bardzo utkwił Kramerowi w pamięci, bo niecały rok później pisał na ten temat całe akapity w "Młocie na czarownice". Tłumaczył np., że czarów można nauczyć się tylko bezpośrednio od czarownicy, więc opowiadanie w pobożnym kazaniu o praktykach magicznych nie jest żadnym zgorszeniem. Jak to zwykle bywa, najlepsze argumenty przychodzą do głowy poniewczasie ;)

    Cierpienia Heinricha Kramera

    Dziwne to bardzo - Kramer miał za sobą dekady doświadczenia jako kaznodzieja. Potrafił przemawiać i wpływać na swoich słuchaczy. Potrafił też prowadzić przesłuchania i zręcznie operować słowami, obracając zeznania oskarżonych przeciwko nim samym... a mimo to w konfrontacjach z Heleną jakby zapominał języka w gębie. I nawet nie ściemniał biskupowi, że było inaczej.

    Dlaczego?

    Wydaje się, że Scheuberin rozbijała wszystkie starannie ugruntowane wyobrażenia Kramera na temat tego, jak powinny się zachowywać kobiety. Nie bała się go, wręcz przeciwnie - niemal jakby sama dążyła do konfrontacji. Zamiast okazywać mu szacunek, publicznie kpiła z niego i złorzeczyła mu. Zamiast siedzieć cicho, odzywała się - i to na tyle przekonująco, że niektórzy jej słuchali i szli za nią. Zamiast grzecznie przytakiwać, kwestionowała jego słowa i wszystko, czym był - ośmieliła się nawet nazwać go heretykiem i sługą diabła, i to w kościele.

    W pewnym sensie, zdzierała mu maskę. Może nawet nie był świadomy, że ją nosi, jako że żaden fanatyk z zasady nie widzi swojego fanatyzmu - ale pewnie i tak trochę zabolało.

    Interakcje z Heleną musiały wywracać wewnętrzny świat Kramera do góry nogami - po raz pierwszy w życiu to kobieta próbowała go oskarżać i nim poniewierać, a nie na odwrót. Jak sam pisał biskupowi, czuł się "udręczony jej zachowaniem" i był przekonany, że od samego początku Helena się na niego uwzięła.

    Co robić, jak żyć?

    Rozwiązanie było proste. Żeby znowu stanąć na bezpiecznym, twardym gruncie, Kramer musiał wtłoczyć Scheuberin w schemat, który znał i rozumiał - w schemat ofiary. Trzeba było przywrócić naturalny porządek rzeczy. To ona miała cierpieć z jego powodu, nie na odwrót. Zresztą, zgodnie z jego przekonaniami, kobieta z takim temperamentem po prostu nie mogła nie być wiedźmą - znalezienie na nią haków było kwestią czasu.

    Co dokładnie znalazł i jak to wykorzystał? O tym w kolejnym wpisie za parę dni ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ilustracja poniżej: Jean Paul Laurens, Mężowie Świętego Oficjum, 1889 r. (obraz jedynie inspirowany średniowieczem, żeby nie było).

    #apaturium - zapraszam do czytania i obserwowania ;)

    #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #sredniowiecze #historia #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu #magia
    pokaż całość

    źródło: meisterdrucke.es

  •  

    Symbol wolności seksualnej: miłość lesbijska, homoseksualizm, seks grupowy itd. xdd

    #bekazkatoli #magia #okultyzm

    źródło: i2.wp.com

  •  

    Inkwizytor z obsesją i kobieta z charakterem - cz. 1.

    Zastanawialiście się kiedyś, co mogło zainspirować Heinricha Kramera - inkwizytora i autora niesławnego "Młota na czarownice" - do chwycenia za pióro i napisana dzieła, które odbiło się takim echem w historii kolejnych stuleci?

    O ironio, miała w tym swój udział pewna niepokorna kobieta ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Trochę pod wpływem wpisu Mirka @PucekLucek , postanowiłam odejść na moment od średniowiecznej nekromancji i napisać notkę o pewnym procesie o czary, który odbył się w 1485 r. w austriackim Innsbrucku. Proces ten stał się w pewnym sensie punktem zwrotnym w karierze inkwizytora Heinricha Kramera, stając się pośrednio inspiracją do napisania "Młota...".

    Kto wie - może gdyby inkwizytor nigdy nie zawitał do Innsbrucka, "Młot na czarownice" zostałby tylko w jego głowie i nigdy nie ukazałby się światu w wersji drukowanej? Zapraszam do czytania.

    Heinrich Kramer prawi kazania

    W latach 80. XV wieku, na kilka lat przed napisaniem "Młota...," Kramer jako duchowny i inkwizytor przeprowadzał na własną rękę kampanię przeciw czarownicom w Tyrolu. Był już wtedy człowiekiem po pięćdziesiątce i miał już pewne sukcesy na koncie - choć inkwizytorem został prawdopodobnie częściowo ze względów politycznych, a częściowo dlatego, że podobno bardzo się o to naprzykrzał swoim przełożonym.

    Jego strategia była następująca: pojawiał się w mieście, przedstawiał się jako inkwizytor, machał wszystkim przed nosem papieską bullą i zaczynał głoszenie płomiennych kazań o zagrożeniu, jakie stanowi uprawianie czarów - a kiedy skołowani mieszczanie zaczynali rzucać oskarżenia na prawo i lewo i szukać kozłów ofiarnych, przeprowadzał swoje śledztwo. Tym sposobem m. in. doprowadził do śmierci na stosie kilku kobiet w Ravensburgu w 1484 r., które spłonęły za rzekome kontakty z diabłem.

    Warto zaznaczyć, że w tamtym czasie wyroki śmierci w podobnych sprawach wciąż nie były jakoś wybitnie powszechne. Oskarżeni o uprawianie czarów często byli po prostu karani pokutą, publicznym upokorzeniem, więzieniem, czasem konfiskatą części majątku, wygnaniem lub ekskomuniką. Wyroki śmierci wydawano tylko w specyficznych przypadkach, jeśli np. ktoś przyznawał się do zabicia lub pohańbienia kogoś przy użyciu środków magicznych. Duże znaczenie miało też nastawienie sędziów i lokalnych władz - jak wszędzie, zdarzali się ludzie i bardziej, i mniej zdroworozsądkowi.

    Kramer, nawet jak na swoje czasy, był - jakbyśmy to dziś powiedzieli - oszołomem. Nawet jego przełożeni zauważali, że ma on parę niepokojących skrzywień. Po pierwsze, obsesyjnie dopatrywał się we wszystkim działania szatańskich mocy - z częstotliwością niezwykłą nawet jak na późne średniowiecze. Po drugie, wydawał się niezdrowo zafiksowany na sprawach kobiecej seksualności, choć jednocześnie zawzięcie nienawidził kobiet.

    Helena Scheuberin się stawia

    Po odtrąbieniu sukcesu w Ravensburgu, Kramer wybrał się ze swoją misją do Innsbrucka... gdzie jednak doświadczył niespodziewanych trudności. Krótko po tym, jak przybył do miasta i wygłosił pierwsze kazania, jedna z mieszczanek, mijając go na ulicy, miała splunąć mu pod nogi i publicznie go znieważyć - czy nawet przekląć - wołając, w wolnym tłumaczeniu:

    Niech cię szlag, ty zły mnichu, a żeby cię upadłe złe wzięło!

    Ta sama mieszczanka demonstracyjnie opuszczała kazania Kramera - i nie bała się otwarcie zachęcać innych do tego samego. Jedno z kazań ośmieliła się nawet zakłócić, głośno i wobec wszystkich oznajmiając, że jej zdaniem Heinrich Kramer jest złym człowiekiem i że sam jest sprzymierzony z diabłem.

    Tą mieszczanką była Helena Scheuberin (lub Sheyberin, jak czasem zapisywano jej nazwisko). Niewiele o niej wiadomo poza tym, że dorastała w Innsbrucku i w 1477 roku poślubiła dobrze sytuowanego mieszczanina Sebastiana Scheubera - jeśli wyszła za mąż jako młoda dziewczyna, w czasie przybycia Kramera do miasta mogła mieć jakieś dwadzieścia parę lat, góra trzydzieści.

    Wnioskując z jej zachowania, musiała być pewną siebie, zawziętą kobietą o ciętym języku, która nie miała problemu z publicznym kwestionowaniem autorytetu. Nie przejmowała się przy tym opinią otoczenia - czy w ogóle szeroko rozumianymi konsekwencjami, co być może nie było zbyt mądre. Wydaje się, że jej status społeczny (żona szanowanego mieszczanina) mógł zapewniać jej pewną ochronę, ponadto w lokalnej społeczności musiała mieć pewien posłuch, skoro nie wahała się buntować przeciw Kramerowi także innych mieszczan.

    Dzisiaj niektórzy by pewnie powiedzieli, że nie została właściwie ugruntowana do cnót niewieścich ;)

    Tak też musiał myśleć o niej Heinrich Kramer. Można sobie wyobrazić, że zachowanie Heleny doprowadzało go do białej gorączki - nie dość, że ktoś śmiał mu się publicznie przeciwstawić, to w dodatku była to kobieta, istota z natury słaba i upadła, która z zasady nie powinna się wypowiadać publicznie na żaden temat. Taka bezczelność była nie do pomyślenia.

    Jak zobaczymy później, przyglądając się bliżej procesowi, Kramer wydawał się też mocno zafiksowany na punkcie seksualności Heleny Scheuberin - do tego stopnia, że doprowadziło go to w pewnym momencie do żenującej, otwartej kompromitacji. Ogólnie rzecz biorąc, trudno powiedzieć, ile było w jego motywacji nienawiści, ile pobożności, a ile wypartej fascynacji erotycznej - ale nie zdziwiłabym się, gdyby w którymś momencie tej historii Kramer odśpiewał swoją wersję Hellfire przy jakimś innsbruckim kominku.

    Oskarżenie

    W niedługim czasie inkwizytor zyskał - czy może raczej, stworzył sobie - okazję do odegrania się na krnąbrnej mieszczance. Na początku października 1485 r. wraz z kilkoma innymi kobietami została ona oskarżona o uprawianie czarów, a jakiś czas później odbyło się oficjalne przesłuchanie, w którym Kramer brał oczywiście udział.

    Musiał zapewne odczuwać wewnętrzną satysfakcję, kiedy przedstawiano Helenie zarzuty - dorzucił do nich, rzecz jasna, próbę przeklęcia go, splunięcie mu pod nogi oraz przeszkadzanie mu w wygłaszaniu kazań. Kto wie, czy zawczasu nie gratulował sobie dobrej roboty, już wyobrażając sobie pyskatą mieszczkę płonącą na stosie. Nie wiedział jeszcze wtedy, jak bardzo wyjdzie mu to bokiem.

    Ale o tym w następnej części ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ilustracja poniżej: fragment z II wydania "Młota na czarownice," przed 1490 r. - wzmianka (jedna z wielu) o sukubach i inkubach.

    #apaturium - zapraszam do czytania i obserwowania!

    #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu #historia #sredniowiecze (choć późne) #magia i trochę #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    Wesołej Nocy Kupały. Ja niestety na rano do pracy, to zbytnio nie pobaluję... (╯°□°)╯︵ ┻━┻
    #magia
    #okultyzm
    #ezoteryka
    #rodzimowierstwo

    źródło: pm1.narvii.com

  •  

    Łopatka prawdę ci powie - o nekromanckim wróżeniu z użyciem kości

    W poprzednim wpisie pojawiła się wzmianka o średniowiecznym rytuale, do którego przeprowadzenia była potrzebna zwierzęca kość łopatkowa i w którym dodatkowo asystował magowi młody, niewinny chłopiec robiący za medium. Jak wyglądał wspomniany rytuał i o co w nim tak w ogóle chodziło?

    Rytuał przeprowadzano w ciemnym pomieszczeniu. Nekromanta najpierw namaszczał oliwą baranią kość łopatkową (prawą), a potem kładł ją pod rękojeścią noża. Następnie, trzymając zapaloną świecę, przywoływał sześć demonów, które miały pokazywać się w błyszczącej, odbijającej światło powierzchni kości i odpowiadać na pytania maga - na przykład te związane z przyszłością.

    Sęk w tym, że zgodnie z zasadami rytuału, demony te mógł zobaczyć i usłyszeć tylko niewinny chłopiec (jako 'niewinni' kwalifikowali się w średniowieczu chłopcy poniżej dwunastego roku życia). Nekromanta musiał zatem porozumiewać się z demonami za jego pośrednictwem - zadając mu pytania i słuchając odpowiedzi.

    Co widzisz?

    Najczęściej nekromanci - sami będąc osobami duchownymi - angażowali do takich rytuałów młodych chłopców przeznaczonych do stanu kapłańskiego, przebywających na stałe np. w klasztorach i pobierających tam nauki. W źródłach zachowało się nawet kilka wspomnień średniowiecznych duchownych, którzy pisali o tym, że jako młodzi uczniowie bywali w nocy wyrywani ze snu przez swoich nauczycieli i angażowani jako 'asystenci' magicznych eksperymentów. Kazano im np. wpatrywać się w ostrze miecza i wypytywano ich, czy widzą w nim 'duchy' lub 'anioły'.

    Czy to działało? Wyobraźmy sobie przez moment, jak to mogło wyglądać z puntu widzenia takiego młodego pomocnika. Które zaspane, a może i przestraszone dziecko w tak działających na wyobraźnię okolicznościach - w ciemnym pomieszczeniu, przy świetle świecy, wśród dziwnych inkantacji, do tego pod presją - nie zaczęłoby w końcu "widzieć"? ¯\_(ツ)_/¯

    Ale dlaczego łopatka?

    Czemu akurat barania łopatka? Wróżenie z owczej lub bydlęcej kości łopatkowej (tzw. skapulimancja lub spatulimancja) ma tradycję tak starą, że początki tej praktyki giną w mrokach dziejów - prawdopodobnie zaczęło się to jeszcze w czasach pierwszych pasterzy, na pustkowiach Bliskiego Wschodu, przeszło dziesięć tysięcy lat temu. Z kości łopatkowej wróżono np. bezpośrednio po oprawieniu zwierzęcia ofiarnego lub - w wersji splecionej z piromancją (wróżeniem przy użyciu ognia) - wrzucano kość w płomienie i wróżono na podstawie tego, jak się spalała lub jak wyglądają pęknięcia na jej powierzchni po spaleniu.

    Możliwe, że tym, co tak fascynowało ludzi w kości łopatkowej i co nadawało jej specjalny status, była jej najcieńsza część, która po uniesieniu pod światło lekko prześwituje. W niektórych kulturach, jeśli prześwitywała czysto, uważano to za dobry omen, ale jeśli były w niej cienie, wróżba była niepomyślna. W wersji średniowiecznej połączono dodatkowo wróżenie z łopatki z inną popularną techniką - z wróżeniem z błyszczącej, odbijającej światło powierzchni (pokrycie oliwą). Może po to, żeby wzmocnić efekt końcowy?

    Tak czy inaczej - naoliwiona barania łopatka brzmi jak bardzo niskobudżetowe akcesorium magiczne, ale powaga tysięcy lat tradycji sprawiała, że nie wahali się jej używać nawet wykształceni średniowieczni nekromanci. I wygląda na to, że nawet demony nie miały nic przeciwko używaniu baraniego gnata jako komunikatora ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ilustracja poniżej: znalezisko końskiej łopatki z Rusokastro w Bułgarii, datowane na ok. 1300 r. Dziwne, wypalone na kości ślady sugerują, że kość mogła zostać wykorzystana w rytuale magicznym.

    #apaturium - zapraszam do czytania i obserwowania :)

    #nekromancja #okultyzm #magia #sredniowiecze #historia #ciekawostkihistoryczne #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

  •  

    @CiekawostkiHistoryczne: W procesach, które odbywały się do maja 1693 roku, sądzono około 80 osób oskarżonych o czary. 20 z nich skazano na śmierć i stracono.

    Pierwszą ofiarą zbiorowej histerii, do której doszło w Nowej Anglii (obecnie Massachusetts, USA) była Bridget Bishop. Około 60-letnia wdowa, podobnie jak wiele innych oskarżonych, prowadziła niezależny tryb życia, co raziło purytańską społeczność Salem Village i Salem Town. Zarzucono jej „zaczarowanie” pięciu dziewcząt, które rzekomo zdradzały objawy dziwnej choroby. Proces odbył się 2 czerwca. Trwał zaledwie jeden dzień.

    Do 19 października 1692 roku powieszono kolejne osiemnaście osób, dwanaście kobiet i sześciu mężczyzn. Egzekucja dwudziestego skazanego odbyła się przez powolne miażdżenie kamieniami. Kres prześladowaniom położył gubernator prowincji, William Phips, który rozwiązał (powołany wcześniej własnym zarządzeniem!) niesławny sąd, przed którym sądzono oskarżonych.

    Obecnie ocenia się, że rozpętana w Salem i okolicznych miejscowościach psychoza miała nie tylko religijne podłoże. Wskazuje się na fakt, że w miasteczku trwało wiele sporów o ziemię. Część oskarżeń mogła więc mieć również aspekt ekonomiczny.

    Proces czarownic z Salem w 1692 roku. Dlaczego w ogóle do niego doszło?

    https://ciekawostkihistoryczne.pl/2019/05/29/proces-czarownic-z-salem-w-1692-roku-dlaczego-w-ogole-do-niego-doszlo/?fbclid=IwAR38Fh_8fAblvSw5Blt52pMtIvAUPwCqL_Z0WtNCL7IxMrL8H0oqRlBVfa4

    #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #magia #rocznicanadzisiaj #kobiety #czarownice #usa #kultura
    pokaż całość

    źródło: ch 10,06.jpg

  •  

    Współczesne cuda, choć są faktem, to w debacie publicznej stanowią tabu. Lewica, której zwolennicy sterroryzowali debatę publiczną, neguje fakty związane z cudami, bo przyznanie, że cuda są faktem, byłoby zagrożeniem dla lewicowego programu demoralizacji. Upowszechnienie prawdy o istnieniu Boga, kary za złe czyny, nagrody za dobre, zniechęcałoby ludzi do podejmowania promowanych przez lewicę działań – seksualnych dewiacji, popierania zinstytucjonalizowanej kradzieży i zniewolenia, czy bluźnierstw.

    Negacja cudów to też toksyczne dziedzictwo rewolucji protestanckiej. Cuda negują moderniści podszywający się pod katolików, czym dają wyraz temu, że wyrośli z protestanckiej zasady „sola fide” (tylko wiara) głoszonej przez heretyka Lutra. Ta szkodliwa protestancka zasada głosiła, że „prawdziwa wiara to taka, która jest całkowicie oderwana od wszystkich nadprzyrodzonych interwencji w ludzkiej rzeczywistości”.

    Polecam całość bo odlot totalny:
    https://www.fronda.pl/a/lewica-neguje-cuda-i-kult-nienaruszonych-cial-swietych-bo-zagrazaja-ich-programowi-demoralizacji,162195.html

    #neuropa #bekazkatoli #bekazprawakow #heheszki #ciekawostki #magia #polska
    pokaż całość

    źródło: fr.jpg

  •  

    Szkielety, które mówią - i które (być może) do mówienia zmuszano

    Ślady średniowiecznych praktyk magicznych związanych z #nekromancja są w pojedynczych przypadkach uchwytne w pochówkach badanych przez archeologów. Są to ślady niełatwe w interpretacji, ale są przy tym niezmiernie interesujące. Mogą one wskazywać m. in. na to, że przed setkami lat ktoś próbował za pomocą magii zmusić zwłoki danej osoby do mówienia (o tym, z jakich powodów w średniowieczu próbowano sobie ucinać pogawędki ze zmarłymi, można poczytać w moim wcześniejszym wpisie ).

    Poniżej dwa interesujące średniowieczne pochówki z Wielkiej Brytanii, w obrębie których rozpoznano ślady praktyk związanych prawdopodobnie z nekromancją. W obu przypadkach ślady te wskazują na to, że zmarli byli prawdopodobnie w jakiś sposób "przepytywani" przez żyjących.

    Pochówek z Lichfield, XI - XII wiek

    Podczas badań prowadzonych w otoczeniu katedry w Lichfield, na zewnątrz apsydy, odnaleziono komorę grobową obłożoną kamieniami, w której znajdowały się szczątki kapłana datowane na XI - XII wiek. Powyżej szczątków ułożono płaskie kamienie połączone zaprawą, zakrywające komorę z wierzchu - jednak dokładnie powyżej miejsca, w którym znajdowały się usta zmarłego, ktoś celowo wykonał niewielki otwór... być może po to, żeby móc usłyszeć, co zmarły może mieć do powiedzenia.

    Pochówek z Isle of May, XIV wiek

    Niektórym zmarłym otwierano jednak usta w sposób bardziej dosłowny. W pobliżu opactwa św. Ethernana na Isle of May (wyspa u wybrzeża Szkocji) odnaleziono pochówek zawierający szczątki młodego mężczyzny, datowany na ok. XIV wiek. Oprócz szczątków ludzkich, w grobie znajdowała się też jednak kość zwierzęca w dość zagadkowym ułożeniu. Wszystko wskazywało na to, że ktoś otworzył usta zmarłego, podważając je za pomocą owczego piszczela, a na dodatek jeszcze włożył w nie połówkę muszli przegrzebka (tzw. muszla św. Jakuba).

    Badający pochówek archeolodzy zwrócili uwagę na fakt, że kości zwierząt, w tym także owiec, były często wykorzystywane w praktykach magicznych służących np. przewidywaniu przyszłości. Dodatkowo, w średniowiecznym grymuarze z Monachium zachował się opis rytuału, za pomocą którego nekromanta mógł podobno przywołać demony i uzyskać od nich odpowiedzi na zadane przez siebie pytania - do rytuału była potrzebna m. in. barania kość (ale łopatkowa, nie piszczelowa) oraz... młody, niewinny chłopiec służący jako medium. Zgadzałoby się to w pewnym sensie z ogólnym profilem pochówku z Isle of May.

    Praktyki zakazane... z różnych powodów

    W średniowiecznej Wielkiej Brytanii praktyki polegające na wypytywaniu zmarłych o przyszłość były na tyle powszechne, że uwzględniano je w penitencjałach - były to swego rodzaju katalogi grzechów i przynależnych im rodzajów pokuty, powstające na użytek kapłanów i popularne we wczesnym średniowieczu. W XII-wiecznym penitencjale Bartholomewa Iscanusa, biskupa Exeter, zaznaczono, że wróżenie ze zwłok lub ze strzępków ubrania zmarłego jest zakazane - "by [zmarły] nie szukał pomsty, lub aby w tym samym domu nie zmarła kolejna osoba" - a jeśli ktoś by próbował takiej nekromancji, będzie zobowiązany odbyć czterdziestodniową pokutę.

    Wyraźnie zatem obawiano się tego, że zmuszony do mówienia nieboszczyk może próbować mścić się na żywych, na przykład ciągnąc za sobą na tamten świat kolejnego domownika. Może i nie ma się czemu dziwić - wybudzenie za pomocą magicznej inkantacji czy wpychanie baranich kości do ust celem przesłuchania nie brzmi jak idealna wersja wiecznego odpoczynku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ilustracja poniżej: zdjęcie z badań archeologicznych wewnątrz katedry w Lichfield - eksploracja jednego z pochówków (niestety, nie tego opisanego). Notka na podstawie znakomitego artykułu Magic for the Dead? The Archaeology of Magic in Later Medieval Burials Roberty Gilchrist (2008).

    #apaturium - zapraszam do czytania i obserwowania!

    #archeologia #magia #okultyzm #sredniowiecze #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: news.bbcimg.co.uk

  •  

    Chcecie zobaczyć sztuczkę? #chemia #magia

    źródło: 1620985608941.jpg

  •  

    Uciekający bochenek i inne sztuczki z rtęcią

    Średniowieczna #magia w swojej bardziej alchemicznej wersji bywała wykorzystywana w różnego rodzaju pokazowych sztuczkach, z których część została spisana i przetrwała do naszych czasów. Jedną z substancji używanych w takich sztuczkach była rtęć, która z uwagi na swoje właściwości i podobieństwo do srebra wydawała się szczególnie fascynować średniowiecznych eksperymentatorów. Miała ona np. sprawiać, że przedmioty nieożywione zaczynają się poruszać.

    Kilka takich magicznych trików z wykorzystaniem rtęci zachowało się w manuskrypcie datowanym na koniec XV lub początek XVI wieku, stanowiącym kompendium receptur kuchennych, leczniczych, rzemieślniczych i magicznych. Jedna z nich opisuje, jak sprawić, by bochenek chleba zaczął się ruszać i "uciekać":

    Aby sprawić, że bochenek chleba zacznie uciekać po domu, weź jeden gorący bochenek, nałóż odrobinę rtęci na grosik [drobną monetę] i jeden [jej?] koniec ostempluj odrobiną wosku, i włóż ją do bochenka, i tak się stanie; jest to udowodnione.

    Pochodzący z tego samego manuskryptu przepis na sztuczkę sprawiającą, że "dwa jajka zaczną walczyć," zakłada opróżnienie skorupek jaj, wypełnienie ich rtęcią i pozostawienie ich do wygrzania na słońcu.

    W innym średniowiecznym tekście z recepturami znajduje się przepis na tańczący pierścień:

    Aby sprawić, że pierścień zacznie tańczyć i uciekać po całym domu sam z siebie. Uczyń pusty w środku, okrągły [owalny?] pierścień z jakiegokolwiek metalu sobie życzysz, i wypełnij go saletrą [azotanem potasu], siarką i żywym srebrem [rtęcią], i zamknij go dobrze i porządnie, żeby nic nie mogło się z niego wydostać. I kiedy zostanie umieszczony w ogniu i dostatecznie się rozgrzeje, po chwili zacznie tańczyć po domu.

    Tego rodzaju triki były wykorzystywane przede wszystkim w celach rozrywkowych, aby "zadziwić ludzi" lub wzbudzić wesołość w towarzystwie. Jeśli wierzyć źródłom pisanym, mimo że przy okazji takich żartów czasem ktoś się przeżegnał i zaczął mamrotać coś o działaniu diabła, ostatecznie wszystko kończyło się na śmiechu, okrzykach zdumienia i zachwytu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jak to działało? Kojarzę tylko, że rtęć po podgrzaniu robi się niespokojna i "ruchliwa" (przy okazji uwalniając toksyczne opary, o czym w średniowieczu niestety nie wiedziano) - ale o szczegóły trzeba by zapytać kogoś zajmującego się #chemia . Jeśli więc ktoś z Was byłby w stanie bardziej szczegółowo wytłumaczyć, na jakiej dokładnie zasadzie wspomniane sztuczki mogły (lub nie mogły?) działać, będę wdzięczna za komentarz (。◕‿‿◕。)

    Poprzedni wpis z tej serii:

    Jak przemienić wodę w wino - średniowieczna instrukcja

    Ilustracja poniżej: Hieronymus Bosch, Szarlatan, ok. 1502 r.

    #apaturium - zapraszam do czytania i obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #sredniowiecze #historia #nauka #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

  •  

    ☆ #osiedlowyklubikliteracki
    #przemyslenia #literatura #ksiazki #bulhakow #lektury #magia #narkotykizawszespoko #pdk
    Sugerując się tytułem, zawsze myślałem że "Mistrz i Małgorzata" to jakieś kolejne nudne gówniane romansidło o niczym, a okazuje się że to najbardziej psychodeliczna i magiczna podróż w moim życiu, i to bez narkotyków! (ʘ‿ʘ) Moskwa, Jerozolima, diabeł, Jezus, gadający kot na dwóch nogach, latające baby i wieprzki, napój morelowy, czarna magia... przecież to lepsze niż Harry Potter! (。◕‿‿◕。) pokaż całość

    źródło: 1618363808647.png

  •  

    obywatelski obowiązek spełniony, zachęcam do wpłaty na pohybel latexom MAGIA https://www.siepomaga.pl/maria #magia
    #kononowicz #patostreamy

    źródło: MAGIA.png

  •  

    Nekromancja średniowieczna i ożywianie zmarłych - cz. 3. Widziadła, iluzje, duchy

    Pod koniec ostatniego wpisu wspomniałam, że dla średniowiecznych nekromantów sztuka przywracania zmarłych do życia była w pewnym sensie kontrowersyjna. Niektóre zachowane grymuary, takie jak np. Liber Iuratus Honorii (XIV w.), tylko i wyłącznie wzmiankują ożywianie zmarłych i opisują je oględnie jako sztukę niegodną i "przeciwną Bogu", nie zawierając przy tym żadnych bardziej szczegółowych instrukcji. Wydaje się, że autorzy tego rodzaju tekstów byli przekonani, że teoretycznie można dokonać wskrzeszenia czy ożywienia zwłok za pomocą magii rytualnej ‒ jednak porządny, pobożny nekromanta nie powinien się tym zajmować.

    Skąd takie podejście? Nałożyło się na to wiele przyczyn, o których częściowo pisałam już wcześniej, np. ostrożne traktowanie kwestii ożywiania i wskrzeszania w chrześcijaństwie, czasem też wątpliwości co do ludzkich / demonicznych możliwości w tym zakresie, plus ukształtowana przez chrześcijaństwo niechęć do... jakby to ująć, bezpośrednich, kontaktowych zabaw ze zwłokami. Zwłoki pobożnego chrześcijanina należało zasadniczo pogrzebać i zostawić w spokoju ‒ żeby mogły zostać kiedyś wskrzeszone w dniu Sądu Ostatecznego. Unikano naruszania godności czy integralności ciał zmarłych, no chyba, że były to ciała samobójców czy skazańców ‒ te można było spokojnie zostawić na szubienicy dopóty, dopóki same od niej nie odpadną. Naruszanie miejsc pochówku, wykopywanie zwłok czy przeprowadzanie nielegalnych autopsji traktowano jako przestępstwa.

    (Zasady te bywały oczywiście naginane ‒ w średniowieczu przeprowadzano np. zupełnie legalne autopsje, wykopywano szczątki zmarłych podczas porządkowania cmentarzy i robienia miejsca na nowe groby, a ze zwłokami świętych to już w ogóle wyczyniano cuda... Ale to inny temat.)

    Niektórzy średniowieczni autorzy grymuarów, choć nie opisują sztuki wskrzeszania zmarłych w dosłownym rozumieniu tego terminu, oferują użytkownikom opisy rytuałów mających na celu stworzenie iluzji ożywienia, a także przywołanie zmarłego jako ducha lub jako widziadła. Jest to pewien rodzaj kompromisu ‒ skoro wykorzystywanie zwłok jest niegodne, to może nie trzeba wykorzystywać ich w ogóle?

    Widziadła, złudzenia i kształty niepewne

    Znany jest m. in. XIII-wieczny przepis na przygotowanie specjalnego kadzidła, które ‒ zapalone w pobliżu grobów ‒ miało sprawiać, że można ujrzeć unoszące się w powietrzu widma umarłych. Chodzi tu prawdopodobnie wyłącznie o wywołanie efektu iluzji, bo w dalszej części nie ma nic o wchodzeniu w interakcje z widmami. Szczegółowy przepis przytoczyłam wcześniej w tym wpisie ‒ zakładał m. in. wykorzystanie cennych substancji wonnych i krwi czajki lub dudka.

    Przywołanie ducha zmarłego

    Wspomniany już grymuar Liber Iuratus Honorii nie zawiera co prawda opisu rytuału wskrzeszenia... ale zawiera za to opis rytuału pozwalającego na przywołanie i wypytanie ducha zmarłego. Schemat ogólny jest podobny jak w przypadku rytuałów przywołujących np. demony, a zasadnicze przywołanie brzmi następująco:

    [Panie,] Wyciągnij rękę i dotknij moich ust i uczyń je jak miecz ostry, abym oświadczał i przemawiał poprzez słowa, uczynki i wszystko inne, abym związał i skłonił do przyjścia, do udzielenia odpowiedzi, do pojawienia się i do odejścia ducha (N). Niech przybędzie do mnie (N), syn (N), aby okazał mi wspaniałości Twojej świętej mocy, aby mówił do mnie i aby był mi poddany.

    Duchy zmarłych podobno manifestowały się podczas takich rytuałów niekoniecznie w ludzkich postaciach, o czym wspomina jedna z historii spisanych w tzw. Manuskrypcie z Yorkshire z ok. 1400 r.:

    (…) [nekromanta] przybył na wyznaczone miejsce i uczynił duży krąg za pomocą krzyża, i były na nim [pierwsze?] słowa czterech Ewangelii i inne święte wyrazy. I stanął pośrodku kręgu, kładąc cztery małe relikwiarze w ksztłacie krzyży jego obrzeżu, a na tych relikwiarzach były wypisane pobożne słowa, takie jak „Jezus z Nazaretu” i jeszcze inne. Potem czekał, aż przybędzie duch. W końcu [duch] przybył, pod postacią kozła, i trzykrotnie obszedł krąg, zawodząc (...). Kiedy jednak został zaklęty, padł na ziemię i powstał w postaci męża wielkiego wzrostu, straszliwego i wychudłego, podobnego do martwych królów z malowideł.

    Ożywione zwłoki, ale tak nie do końca

    Rytuał opisany w Grymuarze z Monachium, w przeciwieństwie do niektórych, zakłada wykorzystanie zwłok i zawiera instrukcje, jak sprawić, by rzeczone zwłoki wydawały się żywe (lub odwrotnie - by osoba żywa wyglądała jak trup) z zastrzeżeniem, że:

    Ten wysoce wartościowy eksperyment winien być trzymany w sekrecie, gdyż skrywa wielką moc.

    Rytuał jest dość skomplikowany, ale tak w skrócie: najpierw nekromanta musiał zaopatrzyć się w pierścień ze złota z wygrawerowanymi na zewnętrznej i wewnętrznej powierzchni imionami demonów. Następnie pierścień był poddawany żmudnej, trwającej wiele dni konsekracji. Cała procedura rozpoczynała się w niedzielę:

    (...) przed wschodem słońca udaj się do płynącej wody i umieść w niej pierścień, i pozwól mu tam zostać przez pięć dni.

    Szóstego dnia, o ile nikt nie podprowadził pierścienia ( ͡~ ͜ʖ ͡°) należało zabrać go z wody, umieścić go w grobie i zostawić go tam przez piątek i sobotę. W niedzielę, znów przed wschodem słońca (symboliczne nawiązanie do zmartwychwstania Jezusa nie jest tu przypadkowe), nekromanta musiał zabrać pierścień, udać się za miasto, w odosobnione miejsce "pod otwartym niebem," nakreślić na ziemi krąg magiczny za pomocą miecza (niezbędny element wyposażenia każdego nekromanty), odprawić rytuał przywołania i przyzwać sześć demonów, które po pojawieniu się miały poprosić o pierścień:

    (...) kiedy im go dasz, odejdą, i takoż i ty winieneś opuścić krąg, zabierając ze sobą miecz i nie naruszając kręgu.

    W to samo miejsce nekromanta (z mieczem) musiał wrócić po kolejnych sześciu dniach i odprawić kolejny rytuał, w wyniku którego przybywał do niego przysłany przez demony posłaniec na koniu. Przynosił mu on złoty pierścień, już konsekrowany i nasycony mocą, przy okazji zapewniając, że powinien działać ‒ a gdyby coś było nie tak, demony mają uczciwe podejście do klienta i uwzględnią reklamację:

    (...) sprawdzisz moc pierścienia, a jeśli nie ma mocy, której zażądałeś, [demony] mówią, że będą gotowe przybyć do ciebie kiedykolwiek sobie zażyczysz.

    Posłańcowi należało uprzejmie podziękować, a kiedy się oddali, opuścić krąg i tym razem dokładnie go zatrzeć. Pierścień z kolei należało nosić przy sobie zawinięty w kawałek białej tkaniny (symboliczne nawiązanie do całunu). Jeśli umieściło się go potem na palcu zmarłego lub przywiązało się go do jego dłoni lub nogi:

    (...) w ciągu godziny powstanie on w postaci, która była dla niego zwyczajna, i będzie przemawiał przed wszystkimi głosem żywego, i będzie w stanie okazywać to przez sześć dni, bo każdy z tych [przywołanych wcześniej duchów] będzie w nim pozostawał przez jeden dzień. A jeśli zechcesz przywrócić go do stanu poprzedniego przed upływem tego terminu, zdejmij pierścień.

    Założenie pierścienia na rękę osoby żywej skutkowało podobno tym, że wyglądała jak zwłoki... choć tego można dokonać nawet bez magicznego pierścienia ‒ niektórym wystarczy brak porannej kawy. ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    Ilustracja poniżej: strona z Grymuaru z Monachium (XV w.) ze schematem magicznego kręgu właściwego dla opisanego wyżej rytuału, z zaznaczonymi stronami świata.

    Linki do poprzednich wpisów z cyklu:
    Część 1
    Część 2

    #apaturium - zapraszam do czytania i obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #nekromancja #magia #okultyzm #sredniowiecze #historia #ciekawostkihistoryczne #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #rozowepaski #logikarozowychpaskow #przemyslenia #magia

    źródło: comment_16164292503E2xifA0TfELgaxPyFeSgN,w400.jpg

  •  

    Czy wierzycie w pakt z diabłem?
    Czy komuś z was się to udało ?
    Podejrzewam że u mnie owe zjawisko wystąpiło.
    #przemyslenia #religia #katolicyzm #ateizm #diablo #spirytyzm #kosciol #magia #edukacja #szkola #przegryw #logikaniebieskichpaskow #niebieskiepaski #spierdolenie ? pokaż całość

    źródło: comment_hVL6a0jpCJkNZUBQsuIppTgFHj3rzq4o.jpg 18+

    •  
      B.......e

      0

      źródło: consent.youtube.com

    •  

      @Dzugaswili78:

      Mt12, 31:

      Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. 32 Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym

      Także nie każdy grzech może być odpuszczony, pytanie czy myśl o sprzedaniu duszy diabłu jest grzechem przeciwko DŚ czy nie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (40)

  •  

    Nekromancja średniowieczna i ożywianie zmarłych - cz. 2. Pogawędki z ożywieńcami

    W poprzednim wpisie wspomniałam o dość powszechnym w średniowieczu przekonaniu, że zmarli czasem powracają do świata żywych, porozumiewają się z nimi i przekazują im informacje na temat przeszłości, teraźniejszości lub przyszłości. Niektórzy byli podobno tak rozmowni, że nie trzeba było rozwiązywać im języka za pomocą #magia .

    Jak wyglądały pogawędki ze zmarłymi? Poniżej dwie historie wyciągnięte ze źródeł pisanych ‒ dotyczących średniowiecznych Prus, bo akurat te opracowania mam pod ręką ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Spłoszony nieboszczyk

    Rzecz ta miała się zdarzyć w jednej z wiosek na terenie Prus, w której biskup akurat przeprowadzał święcenie cmentarza. Ku zdumieniu zgromadzonych, w przypadku jednego grobu poświęcenie odniosło nieoczekiwany skutek:

    ...kiedy biskup pokropił wodą święconą mogiły umarłych, z grobu wyskoczyło ciało pewnego nieboszczyka i oparło się o ścianę kościoła (...). Przeto biskup zobowiązał owego nieboszczyka przysięgą, by wyjawił mu, kim jest i dlaczego wyskoczył z grobu. Ten odpowiedział, że przebywał w ziemi pruskiej jako pielgrzym przez rok i w drodze powrotnej zmarł, i tam został pochowany; i że z powodu gruntu, który swojemu sąsiadowi bezpodstawnie, kiedy jeszcze żył, odebrał, został potępiony, lecz [Chrystus] (...) zamienił mu karę wiecznego potępienia na doczesną (...)

    Zmarły miał pokutować dopóty, dopóki ktoś z jego krewnych nie odda wspomnianego gruntu - dość częsty motyw w tego typu historiach. Szczęśliwie okazało się, że wśród zgromadzonych na cmentarzu ludzi znajdował się syn niespokojnego nieboszczyka, który obiecał ojcu, że dokończy jego sprawy na tym padole i odda ziemię sąsiadowi.

    Po tych słowach biskup nakazał, by wspomniany nieboszczyk powrócił do grobu, co i też ten uczynił.

    Co ta historia ma wspólnego z #nekromancja , skoro magii zasadniczo nie stwierdzono? Zwróćmy uwagę na postawę biskupa, który najpierw zobowiązuje zmarłego przysięgą do posłuszeństwa, a następnie nakazuje mu powrót do grobu. Zachowuje się względem niego podobnie, jak zachowywali się nekromanci wobec przyzywanych demonów i innych bytów: najpierw "zaklina" zmarłego, zobowiązuje go do posłuszeństwa i do odpowiedzi na zadane pytania, a potem "odsyła" go.

    Nie bez powodu w nekromanckich inkantacjach często przewijały się słowa takie jak conjuro, adjuro i exorciso ‒ można je tłumaczyć podobnie: "zaklinam," "wzywam," "zobowiązuję [coś, kogoś] do czegoś na mocy przysięgi". Nawiązują one częściowo do formuły chrześcijańskiego egzorcyzmu, w którym ‒ wbrew pozorom ‒ nie chodzi wyłącznie o wygnanie rzekomego demona, ale w pierwszej kolejności o zmuszenie go do posłuszeństwa i wymuszenie na nim odpowiednich zachowań.

    Pośmiertny quest

    To wydarzenie miało rozegrać się gdzieś w okolicy Gdańska. Podróżujący komtur krzyżacki napotkał tam na swojej drodze kobietę ‒ siedziała na trakcie i z jakiegoś powodu, hm... nie wyglądała na do końca żywą. Nie wiadomo, co dokładnie było nie tak z jej wyglądem ‒ może jej ciało zaczynało już się rozkładać? Tak czy inaczej, komtur na jej widok z miejsca do niej zagadał i zapytał ją, czy nie jest przypadkiem martwa.

    Okazało się, że kobieta zmarła jakiś czas temu w Chełmnie, ale nie zauważyła momentu swojej śmierci ani tego, jak ją pochowano (trochę XD, ale jeśli wierzyć średniowiecznym opowieściom, takie przypadki się zdarzały). Zaciekawiony komtur postanowił ją wypytać. Od słowa do słowa, wyszło na jaw, że kobieta zna zmarłych towarzyszy komtura ‒ braci krzyżackich. Jako że mieli oni być aktualnie zajęci w zaświatach pokutowaniem za grzechy, wysłali ją na drogę pod Gdańskiem z pewnym questem: miała wypomnieć żyjącym krzyżakom, że popełniają grzech, żywiąc zawiść względem Polaków i przelewając krew innych chrześcijan. Miała też ostrzec ich, że pewnego dnia za swoje winy zapłacą "ciałem i mieniem".

    Komtur uznał, że sprawa jest poważna, więc zabrał kobietę ze sobą w dalszą drogę i pokazał ją innym komturom. Przesłanie zmarłej, brzmiące trochę jak klątwa, nie spodobało się jednak krzyżakom ‒ uznali oni, że najbezpieczniej będzie spalić dziwną, żywą-martwą niewiastę i tym sposobem, być może, odwrócić zły los, jaki im przepowiedziała.

    Nie wiadomo, jak zareagowała na to sama zainteresowana. Jeśli rzeczywiście była martwa, być może nie zrobiło jej to większej różnicy ‒ a może po powrocie w zaświaty miała pretensje do zmarłych krzyżaków, że wpakowali ją taką historię? Tak czy inaczej, zadanie wykonała, a jej przepowiednia z czasem się spełniła.

    Zmarli wieszczący zagładę to element przewijający się w wielu dawnych opowieściach. Niektórzy zmarli mieli powracać, by wywoływać na tamten świat kolejnych członków swojego rodu, inni mieli wygłaszać przepowiednie dotyczące losów władców, konfliktów, kataklizmów lub innych przełomowych, tragicznych zdarzeń. Nie zawsze jednak robili to sami z siebie ‒ często żywy musiał najpierw zadać im pytanie.

    Skąd jednak pomysł, że pierwszą myślą żywego człowieka w zetknięciu z ożywieńcem będzie pytanie go o przyszłość ‒ a nie na przykład ucieczka? Dlaczego komtur z opowieści, uzyskawszy potwierdzenie, że kobieta jest martwa, od razu zaczął ją wypytywać? Otóż, według sięgającego jeszcze czasów starożytnych przekonania, informacje uzyskiwane od zmarłych były dużo bardziej wiarygodne niż te, które można było uzyskać poprzez inne rodzaje wróżb. Nic więc dziwnego, że bohaterowie średniowiecznych historii w zetknięciu z powrotnikami tak chętnie ucinali sobie z nimi pogawędki i wypytywali ich o przyszłość lub o sekrety z przeszłości.

    Kiedy jednak nie było pod ręką żadnego samoistnego ożywieńca... Cóż, można było spróbować dokonać ożywienia zwłok za pośrednictwem magii, przynajmniej teoretycznie. W średniowieczu nawet wśród nekromantów ‒ którzy, przypomnę, mieli przywoływać demony w celach nie zawsze szczytnych ‒ praktyki związane z ożywianiem zmarłych były postrzegane jako... kontrowersyjne.

    Ale o tym w następnym wpisie.

    Ilustracja poniżej: Trzej żywi i trzej umarli. Ilustracja popularnej średniowiecznej opowieści (więcej info w tym wpisie, jeśli ktoś chciałby poczytać), manuskrypt z ok. 1310 - 1320 r.

    #apaturium - zapraszam do czytania i obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #historia #sredniowiecze #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: researchgate.net

    •  

      @Apaturia: Wiem że podajesz fakty a nie je interpretujesz ale czy ta sprawa z gruntem to nie zwykłe wygodne załatwienie sprawy przez sąsiada który sypnął grosiwa dla biskupa( ͡° ͜ʖ ͡°)?

    •  

      @Kondziu5: Ano, nie można wykluczyć, że ktoś postanowił zaaranżować przedstawienie. Ostatecznie, trudno o lepsze potwierdzenie prawa własności do gruntu niż zmarły wstający z grobu, żeby o tym osobiście zaświadczyć ( ͡° ͜ʖ ͡°) Do tego w obecności biskupa i to akurat wtedy, kiedy dziwnym trafem na cmentarzu jest zgromadzona cała wieś.

      Inna opcja jest taka, że sam biskup postanowił urozmaicić święcenie cmentarza. Historie o wskrzeszeńcach przyklejano niekiedy do życiorysów osób świętych, jak np. w przypadku św. Stanisława ze Szczepanowa (o którym będzie osobna krótka notka, bo też trochę #nekromancja ). Może biskup miał ambicje w tym kierunku?

      Możliwe też, że ta historia to tylko średniowieczny odpowiednik urban legend ( ͡° ͜ʖ ͡°) Historii o zmarłych, którzy ogarniają po śmierci sprawy spadkowe, jest mnóstwo. Takie opowieści stanowiły w pewnym sensie przestrogę dla żywych - żeby postępowali uczciwie i niczego nie zabierali nikomu bezprawnie (zwłaszcza gruntów - to częsty motyw), a także, żeby nie odkładali sporządzania testamentu na ostatnią chwilę i nie zostawiali żyjących spadkobierców z problemem.
      pokaż całość

  •  

    Hey #wroclaw. Pomogło??? Pytam dla #podlasie ... XDDD

    #dzbanywiary #bekazkatoli #koronawirus #covid19 #magia #polska #heheszki

    źródło: 90151503_1082677538759625_5648552859541700608_o.jpg

  •  

    Nekromancja średniowieczna i ożywianie zmarłych - cz. 1. Żywi wobec zmarłych, zmarli wobec żywych

    Zaczyna się wiosna, wszystko budzi się do życia i spod ziemi wychodzi ( ͡° ͜ʖ ͡°) - zatem od dziś wpisy będą o właściwej średniowiecznej #nekromancja , a więc o sztuce ożywiania zmarłych. Na początek jednak, wprowadzenie do tematu i garść informacji o tym, w jakich okolicznościach w średniowieczu zmarły mógł w ogóle powrócić do życia.

    Czy można ożywić zmarłego?

    W średniowieczu niejeden człowiek odpowiedziałby na to pytanie twierdząco, choć miałby raczej na myśli przywracanie życia zmarłym za pośrednictwem mocy boskiej. O takich przypadkach (cudach) wspominały w końcu historie ewangeliczne. Oprócz tekstów biblijnych, w średniowieczu bardzo poważnie traktowano też opowieści o świętych, którzy mieli czynić cuda i przywracać zmarłych do życia ‒ ba, zdarzało się nawet, że sami święci chodzili po świecie w stanie już niekoniecznie przystającym żywym. Np. święty Dionizy po ścięciu miał wziąć swoją głowę w ręce i przewędrować z nią parę kilometrów zanim padł trupem na dobre.

    Zgodnie z wykładnią Kościoła, święci nie przeprowadzali jednak wskrzeszeń sami z siebie, a jedynie działali jako pośrednicy dla boskiej mocy. Więc wskrzeszał zasadniczo sam Bóg, używając świętego jako pośrednika.

    Tak dla porządku ‒ przypadek Jezusa w kontekście powrotu do życia był (i jest) traktowany przez chrześcijaństwo jako zupełnie odrębna kategoria. Krótko mówiąc, Jezus ma wyłączność na termin "zmartwychwstanie" i nie traktuje się go jak zwykłego wskrzeszeńca, choć tłumaczenie tego faktu jest trochę zawiłe i opiera się na założeniu, że Jezus nie wrócił po śmierci do "zwykłego" życia, ale stał się "człowiekiem niebieskim." Co oznacza najwyraźniej przejście w wyższą gęstość niedostępną dla przeciętnego człowieka.

    Ale wróćmy do kwestii wskrzeszania zwykłych śmiertelników. Czy mimo wszystko, coś poza mocą pochodzącą od Boga mogło ożywić trupa? Cóż, zasadniczo mogło, ale średniowiecze miało z tym pewien problem ‒ zakładano, że przynajmniej część z takich ożywieńców powraca do życia dzięki działaniu złych duchów i nieczystej magii, a część... trudno powiedzieć ¯\_(ツ)_/¯ Zajrzyjmy na początek do Biblii.

    Pytanie do zmarłego

    W Starym Testamencie została opisana historia, w której pojawia się postać nekromantki i wątek wskrzeszenia za pośrednictwem magii ‒ to historia wiedźmy z Endor, bezimiennej kobiety, która miała pomóc królowi Saulowi w (tymczasowym) wskrzeszeniu proroka Samuela, aby uzyskać od niego potrzebne informacje.

    Przytaczam fragment w starym tłumaczeniu, za Biblią Jakuba Wujka (1 Sm 28, 7 – 14):

    I rzekł Saul sługom swym: Szukajcie mi niewiasty mającej pythona [ducha wróżebnego], i pójdę do niej, a wywiem się przez nię. I rzekli słudzy do niego: Jest niewiasta mająca pythona w Endor. (…) I rzekł jej: Wróż mi przez pythona, a wskrześ mi kogo powiem. (…) Wskrześ mi Samuela. (…) I rzekła niewiasta do Saula: Widziałam bogi wychodzące z ziemi. I rzekł jej: Co za osoba jego? Która rzekła: Mąż stary występuje, a ten w płaszcz ubrany. I porozumiał Saul że to był Samuel, i nachylił się obliczem do ziemi, i pokłonił się. I rzekł Samuel do Saula: Przecześ mi nie dał pokoju, żebych był wskrzeszony?

    Historia o wiedźmie z Endor nawiązuje do bardzo starej, wzmiankowanej już w czasach starożytnych sztuki nekromancji, dzięki której miało być możliwe tymczasowe wskrzeszanie zmarłego (często za pośrednictwem mocy boskich lub demonicznych) celem zadawania mu pytań. U podstaw takich praktyk leżało przekonanie, że zmarli ‒ istniejący już poza porządkiem świata żywych ‒ znają tajemnice przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

    W średniowieczu przekonanie to wciąż było żywe, jednak w wersji mocno przefiltrowanej przez światopogląd chrześcijański. Właśnie dlatego biblijna historia o wiedźmie z Endor bywała trochę problematyczna dla interpretatorów Pisma. Z jednej strony, zgodnie z myślą chrześcijańską, wskrzesić człowieka mógł tylko Bóg, a wskrzeszenie "ciałem i duszą" przewidziano dla każdego jedno: to na Sądzie Ostatecznym. Z drugiej strony jednak, mamy całą tę mocno zakorzenioną w kulturze spuściznę czasów przedchrześcijańskich ‒ opowieści o nekromantach, ożywieńcach i tak dalej ‒ która jakoś w tę myśl chrześcijańską musiała się wpasować.

    I wpasowała się całkiem ładnie.

    Ożywienia i wskrzeszenia w średniowieczu

    Ogólnie rzecz biorąc, w opowieściach średniowiecznych zmarły bywał najczęściej ożywiany lub wskrzeszany "tymczasowo" w następujących okolicznościach:

    1) Ożywienie trupa za pośrednictwem nieczystego ducha, dokonywane np. za pomocą praktyk magicznych ‒ w tym wariancie w zwłoki wstępował byt demoniczny, ożywiając je i najczęściej działając na szkodę żyjących, sprowadzając śmierć lub choroby.

    2) Ożywienie trupa za pośrednictwem... hm, anioła, demona...? dokonujące się bez udziału osób trzecich i w pewnym sensie za przyzwoleniem Boga ‒ przykładem może tu być średniowieczna historia walijskiego ożywieńca, który szkodził żywym i przez ówczesnego biskupa Hereford został zdiagnozowany w następujący sposób:

    Być może Pan okrutnemu aniołowi [stróżowi?] tej zagubionej duszy dał władzę błądzenia w jej zmarłym ciele.

    3) Wskrzeszenie "spontaniczne" ‒ do tej interesującej kategorii można zaliczyć historie o powrotnikach, a więc zmarłych, którzy wracają do życia i zachowują się jak za życia, niekoniecznie jednak szkodząc żywym. To historie trochę "ludowe" w swoim charakterze. Trudno ocenić, czy wskrzeszenie dokonuje się w nich dzięki mocy boskiej czy diabelskiej ‒ ot, mamy po prostu zmarłego, który ciałem i duszą jest sobą. Wygląda jak żywy, zachowuje się jak żywy i włóczy się po okolicy, często nie będąc świadomym swojej śmierci i nie zauważając, że powinien leżeć w grobie.

    4) Wskrzeszenie dzięki mocy i za przyzwoleniem Boga, najczęściej za pośrednictwem świętego ‒ tu już żadna siła nieczysta nie działała, bo wskrzeszenie tego rodzaju miało pobożny cel i dokonywało się poprzez osobę świętą. Zdarzało się np. w sytuacji, gdy zmarły zostawił po sobie na tym świecie niedokończone sprawy, które musiały zostać przez świętego wyjaśnione lub rozstrzygnięte.

    We wszystkich tych przypadkach zmarły mógł być tzw. zmarłym pośredniczącym ‒ dysponował wiedzą wykraczającą poza jego wiedzę za życia i wypytany, ujawniał informacje dotyczące przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Co konkretnie mógł powiedzieć?

    O tym w następnej części ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ilustracja poniżej: Wiedźma z Endor. Miniatura z Postilla in Prophetas Mikołaja z Liry, ok. 1423 – 1425 r.

    #apaturium - zapraszam do czytania i obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #magia #sredniowiecze #historia #ciekawostkihistoryczne #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    Spis treści średniowiecznego podręcznika magicznego

    Patrząc na spisy treści średniowiecznych grymuarów, można dowiedzieć się ciekawych rzeczy nie tylko o samych praktykach magicznych, ale także o pragnieniach i potrzebach osób parających się magią w tamtych czasach. Poniżej spis eksperymentów magicznych zawartych w tzw. Grymuarze z Monachium (Liber incantationum, exorcismorum et fascinationum variarum), XV wiek:

    1. Na poznanie sztuk wyzwolonych.
    2. Na spowodowanie utraty zmysłów u dowolnej osoby.
    3. Na wzbudzenie miłości w kobiecie.
    4. Na zyskanie godności i zaszczytów.
    5. Na wzbudzenie nienawiści między przyjaciółmi.
    6. Na uzyskanie uczty.
    7. Na uzyskanie zamku.
    8. Na uzyskanie łodzi.
    9. Na uzyskanie konia.
    10. Na ożywienie osoby zmarłej.
    11. Na niewidzialność.
    12. Na zdobycie miłości kobiety, wariant II.
    13. Na podporządkowanie sobie mężczyzny, kobiety, ducha lub zwierzęcia.
    14. Na uzyskanie konia, wariant II.
    15. Na uzyskanie latającego tronu.
    16. Na odnalezienie czegoś we śnie.
    17. Na uzyskanie konia, wariant III.
    18. Zwierciadło Florona - na odsłonięcie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
    19. Zwierciadło Florona, wariant II.
    20. Jeszcze inny sposób na użycie zwierciadła.
    21. Na niewidzialność, wariant II.
    22. Na odkrycie złodzieja lub mordercy poprzez patrzenie w naczynie.
    23. Pierwsze Zwierciadło Lilith.
    24. Na zyskanie pewności co do rzeczy niepewnych poprzez patrzenie w kryształ.
    25. Na uzyskanie informacji o kradzieży poprzez patrzenie w kryształ.
    26. Klucz Plutona - na otwieranie wszelkich zamków.
    27. Na uzyskanie informacji o kradzieży poprzez patrzenie w paznokieć.
    28. Na uzyskanie informacji poprzez patrzenie w kość.
    29. Prawdziwa sztuka uzyskiwania informacji poprzez patrzenie w naczynie z wodą.
    30. Dwanaście imion - na pokazanie się duchów na dłoni dziecięcia.
    31. Księga Konsekracji.
    32. Przywoływanie demona o imieniu Mirage (Szatana).
    33. Na uzyskanie informacji poprzez zwierciadło.
    34. Lista demonów.
    35. Na zdobycie miłości kobiety, wariant III.
    36. Ogólne przygotowania do przywoływania duchów.
    37. Podręcznik magii astralnej.
    38. Na uzyskanie informacji o kradzieży poprzez patrzenie w paznokieć, wariant II.
    39. Na uzyskanie informacji poprzez patrzenie w paznokieć, wariant III.
    40. Na uzyskanie informacji o kradzieży poprzez patrzenie w paznokieć, wariant IV.
    41. Na odkrycie ukrytego skarbu we śnie.
    42. Imię Semiforas.
    43. Na uzyskanie konia, wariant IV.
    44. Fragment eksperymentu na uniknięcie krzywdy.
    45. Na niewidzialność, wariant II.
    46. Pomyślne i niepomyślne dni miesiąca na wykonywanie inskrypcji magicznych.


    Jak widać, opisane w grymuarze praktyki magiczne można podzielić na kilka kategorii. Część z nich dotyczy relacji maga z ludźmi - wpływanie na zachowanie innych ludzi, zdobywanie władzy, statusu, miłości i tak dalej. Część jest skoncentrowana wokół zdobywania wiedzy i szeroko rozumianego uzyskiwania informacji, zwłaszcza odnośnie kradzieży, ukrytych przedmiotów i skarbów. Pewna grupa eksperymentów dotyczy uzyskiwania magicznych środków transportu, dzięki którym miało być możliwe szybkie przemieszczanie się na duże odległości. Jest też kilka sztuczek, które dziś nazwalibyśmy efektownymi iluzjami służącymi głównie rozrywce, jak np. "Na uzyskanie uczty."

    Co ciekawe, do iluzji zaliczało się też "Na ożywienie osoby zmarłej" - eksperyment ten miał sprawiać, że zwłoki jedynie wydawały się ożywione. Nie chodziło tu zatem o "typowe" wskrzeszenie.

    Ilustracja poniżej: strona z Grymuaru z Monachium ze szkicem diagramu magicznego. W większości podobnych schematów w centrum diagramu pojawia się ta sama notka: locus magistri, czyli miejsce mistrza. Jest to praktyczna wskazówka dla użytkownika znacząca tyle, co "masz stać tutaj."

    #apaturium - zapraszam do obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #magia #okultyzm #sredniowiecze #ciekawostki #ksiazki #nekromancja
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    Duchowieństwo średniowieczne i nekromancja, cz. 2: błędy młodości

    Niedouczony, niecierpliwy i żądny wrażeń uczeń to przekleństwo każdego mistrza - a to dorwie się taki do jakiejś zakazanej księgi, a to wykradnie jakiś magiczny artefakt, a to znowu zamieni się przez przypadek w kurczaka lub przyzwie Wielkiego Przedwiecznego.

    Średniowieczni młodzi adepci #magia i #nekromancja również przejawiali niezdrową tendencję do pakowania się w kłopoty. Jeśli wierzyć źródłom pisanym, konsekwencje ich wybryków bywały równie spektakularne, co tragiczne w skutkach. Warto dodać, że w średniowieczu rolę mistrza-nekromanty odgrywał tradycyjnie nauczyciel akademicki lub wykształcony duchowny, natomiast rola niesfornych uczniów przypadała studentom i klerykom - w niektórych źródłach słowa "student", "uczeń" i "kleryk" są czasem używane wymiennie jako określenia młodych, uczących się osób.

    Poniżej kilka średniowiecznych opowieści obrazujących, jak kończyły się czasem eksperymenty ciekawskich uczniów i zbyt pewnych swych umiejętności adeptów.

    ...przeczytam, co może pójść nie tak?

    Ta historia pochodzi ze wspomnień Jóna Halldórssona, islandzkiego biskupa żyjącego na przełomie XIII i XIV wieku. Wydarzyła się podobno w czasie, kiedy duchowny studiował na uniwersytecie w Paryżu (studia zaczynano wówczas około czternastego roku życia). Jeden z nauczycieli akademickich Jóna miał w zwyczaju przynosić na zajęcia jakąś dziwną księgę, prawdopodobnie magiczną. Jak się można domyślić, wzbudziło to ciekawość ucznia.

    Pewnego dnia mistrz wyszedł w trakcie zajęć i pozostawił dziwną księgę bez nadzoru. Młody Jón zrobił wówczas to, co pewnie zrobiłby każdy ciekawski uczeń na jego miejscu - podszedł do pulpitu i zerknął do księgi. Mało tego, przeczytał sobie na głos krótki fragment.

    Jak tylko skończył, za oknem natychmiast rozpętała się gwałtowna wichura, zupełnie nieoczekiwana o tej porze roku. Jón trochę się przeraził, zwłaszcza, że nie miał pojęcia, jak to odkręcić. Co gorsza, na korytarzu rozległy się kroki powracającego mistrza. Jón pośpiesznie usiadł z powrotem na swoje miejsce, udając, że nic się stało.

    Mistrz wrócił, spojrzał za okno i trochę się zdziwił. W zdumieniu orzekł, że jeśli taka wichura potrwa do wieczora, to niechybnie osuszy wszystkie jeziora w całym kraju. W tym momencie przyszło mu do głowy, że ktoś tu chyba poczęstował się jego księgą - i zażądał wyjaśnień. Jón ostatecznie przyznał się do swojego postępku i opowiedział, co zrobił.

    Mistrz, jak tylko usłyszał całą historię, pośpiesznie zajrzał do księgi i przeczytał na głos jakiś inny jej fragment. Wichura natychmiast ucichła, a Jón w swoich wspomnieniach podsumował cały przypadek słowami: "takie rzeczy wydatnie pokazują, jakie sztuki żyją w [magicznych] księgach..."

    Co ciekawe, o upodobaniu paryskich wykładowców do ksiąg magicznych wspominał też teolog Guillaume d'Auvergne, który również studiował w Paryżu - na kilkadziesiąt lat przed Halldórssonem.

    ...przywołam, co może pójść nie tak?

    Rzecz ta miała się zdarzyć pod koniec XV wieku, za panowania wielkiego mistrza krzyżackiego Jana von Tieffen. W tej historii, opisanej w Kronice Szymona Grunaua, mamy grupę dwunastu studentów z Królewca, którzy postanowili, że przywołają diabła, aby uzyskać od niego magiczny przedmiot - tak zwany trzynasty szyling. Ta cudowna moneta miała sprawiać, że posiadającemu ją człowiekowi nigdy nie brakowało pieniędzy. Jak stwierdza kronikarz, ten, kto miał trzynasty szyling, "mógł hasać do woli" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Studenci - co ciekawe, wszyscy mieli na imię Jan, co może mieć znaczenie symboliczne lub mediacyjne - udali się w noc Bożego Narodzenia na położone nieopodal miasta wzgórze Glappenberg (na którym w 1273 roku miał zostać stracony wódz pruskiego plemienia Warnów). Odprawili tam rytuał, którego elementem miało być podeptanie krzyża. Wkrótce potem ujrzeli wokół siebie diabelskie zwidy i samego diabła, który zaczął do nich przemawiać w obcym języku.

    Studenci okazali się jednak nieco roszczeniowi, bo oprócz trzynastego szylinga zażądali od diabła, żeby wyjawił im miejsce ukrycia skarbów (częsta praktyka - uważano, że demony mają wiedzę o wszelkich zakopanych pod ziemią bogactwach), a także, żeby przepowiedział im przyszłość i ujawnił, czy zakon krzyżacki odzyska ziemię pruską. Nie do końca wiadomo, czy diabeł poczuł się urażony, czy to studenci zaniedbali BHP, czy może i jedno, i drugie - tak czy inaczej, sprawa skończyła się niewesoło.

    Po kilku godzinach trwania rytuału bilans był następujący: czterech Janów padło trupem na miejscu, a czterech oszalało, bo choć otrzymali upragniony trzynasty szyling, nie mogli się go pozbyć - chodzi prawdopodobnie o to, że jak wiele przeklętych przedmiotów, nawet wyrzucony "powracał" do właściciela. Reszta studentów przeżyła tylko dlatego, że uciekła do pobliskiego kościoła i opowiedziała tam o wszystkim duchownemu.

    Mistrzu, pomusz

    Wyjątkowego pecha musiał mieć uczeń pewnego nekromanty z Toledo, który w wyniku błędu w sztuce wziął i umarł, a jego dusza została zaciągnięta przez przywołanego demona do piekła. Nie wiadomo dokładnie, co poszło nie tak - śmierć w trakcie rytuału następowała często z przestrachu, więc może podczas inkantacji uczeń zapomniał zakląć demona, żeby przybył do niego w postaci niebudzącej przerażenia. Tak czy inaczej, sprawa musiała być poważna.

    Na szczęście, mistrz zlitował się nad uczniem i podjął się żmudnych, subtelnych negocjacji z diabłem celem odzyskania duszy nieszczęśnika. Przywrócony do życia młodzieniec uznał jednak, że ten fach chyba nie jest dla niego - podziękował mistrzowi, wyjechał z Toledo i resztę życia spędził jako mnich w klasztorze cysterskim.

    Ilustracja poniżej: diabeł niosący duszę do piekła. Widać, że lubi swoją robotę.

    #apaturium - zapraszam do obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #sredniowiecze #historia #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    Dzien, ktory przejdzie do historii (。◕‿‿◕。)
    #spacex #technologia #magia #elonmusk

    źródło: magia.JPG

  •  

    Sigillum Doornenburgensis - unikatowe znalezisko pieczęci magicznej

    W kontekście badań nad średniowieczną magią rytualną, niezmiernie rzadko wspominane są znaleziska archeologiczne. Niestety, charakter praktyk magicznych typu #nekromancja działa na niekorzyść archeologów - magiczne akcesoria bywały często niszczone, o czym wspominają źródła pisane. Kolejnym problemem jest fakt, że archeolodzy niejednokrotnie nie mają świadomości tego, że podczas badań mogą natknąć się na przedmioty związane ze średniowiecznymi praktykami magicznymi ¯\_(ツ)_/¯

    Podobne podejście mieli początkowo badacze, którzy w 2011 odkryli (no, było to wtórne odkrycie, ale jednak) unikatową średniowieczną pieczęć magiczną. Dzięki serii wyjątkowo szczęśliwych zbiegów okoliczności, przetrwała ona do naszych czasów i doczekała się opracowania. Zapraszam do zapoznania się z wyjątkową historią Sigillum Doornenburgensis, czyli Pieczęci z Doornenburga.

    Cegła przeznaczenia

    Historia zamku w Doornenburgu (Holandia) sięga IX wieku. Co znamienne, zamek aż do 1936 znajdował się w rękach spadkobierców średniowiecznych rodów, które miały w nim niegdyś swoją siedzibę. Niestety, jak to często bywa, właściciele z czasem zbudowali sobie główną rezydencję gdzie indziej i w XIX wieku zamek popadł w ruinę. Dzieła zniszczenia dopełniła II wojna światowa - po którymś z kolei nalocie, z oryginalnej budowli średniowiecznej przetrwały jedynie fundamenty, kaplica i część bramy wjazdowej. Obecny wygląd zamku to wynik XX-wiecznej rekonstrukcji.

    I właśnie rekonstrukcja okazała się kluczowa dla znaleziska pieczęci magicznej. Dlaczego? Otóż przedsiębiorca van Heek, który nabył zamek w 1936 roku, wraz z powołaną na rzecz zamku fundacją restaurował obiekt dwa razy (!) - raz krótko przed wojną, drugi raz po zniszczeniu zamku w trakcie działań wojennych. Uparł się przy tym, że zamek ma zostać odbudowany z oryginalnych cegieł średniowiecznych i nowożytnych.

    Cegły do odbudowy zamku, zarówno późnośredniowieczne, jak i wczesnonowożytne, pozyskiwano z całej okolicy - m. in. z Oeverstraat w Arnhem i z kilku różnych miejscowości na terenie Zelandii. Gromadzono je na dziedzińcu zamkowym. I właśnie tam, około roku 1964, w stercie cegieł przywiezionych nie wiadomo dokładnie skąd, przez przypadek odnaleziono średniowieczną pieczęć magiczną.

    Była ukryta w jednej z tych luźnych cegieł rozbiórkowych, schowana w okrągłym wyżłobieniu z resztkami zaprawy (ʘ‿ʘ)

    Historia tej cegły to prawdziwa seria wysoce fortunnych zdarzeń. Popatrzmy: najpierw cegła z pieczęcią przetrwała kilkaset lat w ścianie jakiegoś budynku. Potem przetrwała zniszczenie tego budynku w czasie wojny. Nie pękła podczas rozbiórki ani transportu do Doornenburga, nie straciła swojego cennego 'ładunku' - resztki zaprawy trzymały dzielnie. Ostatecznie trafiła na dziedziniec zamku w Doornenburgu i w ręce bezimiennego człowieka, który wydobył ją ze sterty kilkuset podobnych cegieł, obejrzał ją dokładnie i stwierdził, że coś w sobie ma. I tak cegła wylądowała w lokalnym muzeum.

    Normalnie #magia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dlaczego na początku wspomniałam o 'wtórnym' odkryciu? Przez dziesięciolecia cegłą ani pieczęcią nikt się specjalnie nie interesował. W 2011 r. zdarzyło się jednak, że skromne zbiory muzeum w Doornenburgu przeglądała studentka Maeyke Kok i jej opiekun naukowy z Uniwersytetu im. Radbouda w Nijmegen. Przedmiot w cegle wzbudził ich zainteresowanie, jednak uznali go początkowo za bliżej nieokreślony żeton z jakimś magicznym wzorem.

    Mayeke ostatecznie zdecydowała się zbadać sprawę bliżej i tak właśnie rozpoczęła się przygoda badaczy ze średniowiecznymi pieczęciami magicznymi i słynnym magicznym diagramem znanym jako Sigillum Dei.

    Sigillum Dei

    Cegła została wydatowana na ok. 1510 r. Czy pieczęć pochodziła z tego samego czasu? Trudno powiedzieć - obecnie badacze datują ją ostrożnie na XV w. / początek XVI w. Pieczęć ma średnicę ok. 7,6 cm i została wykonana ze stopu ołowiu. Wszystkie figury, symbole i napisy zostały wyryte w metalu ostrym przedmiotem, pośrodku pieczęci jest natomiast wgłębienie wskazujące na to, że okręgi nakreślono z pomocą cyrkla.

    Wzór na pieczęci pokrywa się częściowo (choć nie całkiem - są różnice) ze wzorem tzw. Sigillum Dei Aemeth , czyli Pieczęci Boga. Ten rodzaj magicznego diagramu jest znany ze średniowiecznych manuskryptów magicznych, m. in. ze średniowiecznej księgi Summae sacrae... Berengariusa Ganellusa i nieco starszego Liber Iuratus... (o średniowiecznych podręcznikach magicznych więcej m. in. w tym wpisie.

    Tego rodzaju sigilla były ściśle powiązane z rytuałami nekromanckimi. Pieczęć, wykonywana najczęściej z kamienia lub z metalu i opatrzona magicznymi symbolami, była używana przez nekromantę podczas rytuału. Miała zapewniać ochronę i jednocześnie gwarantować, że wszelkie przyzwane byty będą całkowicie posłuszne woli maga. Sigilla, z uwagi na ich niezmiernie ważną funkcję, przygotowywano zwykle z dużą starannością, a wytyczne dotyczące ich kreślenia były bardzo szczegółowe.

    Ktokolwiek umieścił Sigillum Dei na pieczęci z Doornenburga, musiał mieć dostęp do instrukcji jego wykonania (a więc do księgi magicznej)... ewentualnie wzorował się na jakiejś innej pieczęci.

    Zamurowane, zapomniane...?

    Dlaczego sigillum ukryto w cegle? Istnieje kilka możliwych wytłumaczeń. Jedno z nich zakłada, że pieczęć potraktowano jako 'zwykły' talizman magiczny i wmurowano w budynek celem np. ochrony majątku i domowników. Inna, znacznie ciekawsza opcja zakłada, że ukrywający pieczęć doskonale wiedział, czym jest i do czego dokładnie może służyć.

    Akcesoria nekromanckie były ukrywane w rozmaitych okolicznościach - np. kiedy ich właściciel obawiał się prześladowań lub kiedy odchodził z tego świata. W jednym z grymuarów średniowiecznych istnieje np. zalecenie, by po śmierci 'mistrza' jego księgi magiczne przechodziły pod opiekę jego ucznia lub były zakopywane w miejscu, w którym nikt ich nigdy nie znajdzie. Być może taki sam los spotkał pieczęć z Doornenburga, którą ktoś zdecydował się ukryć poprzez zamurowanie.

    Co ciekawe, pieczęć jest ze stopu ołowiu - zatem gdyby ktoś chciał się jej pozbyć permanentnie i zwyczajnie ją zniszczyć, nie miałby raczej problemu ze stopieniem jej, nawet w warunkach domowych. Czy mogła zatem zostać ukryta tymczasowo, z myślą o jej ponownym odzyskaniu...? Jest nad czym myśleć.

    Ilustracja poniżej: Sigillum Doornenburgensis w cegle.

    #apaturium - zapraszam do obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #sredniowiecze #historia #ciekawostki #archeologia #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    Księgi w ogniu

    O paleniu ksiąg magicznych w średniowieczu można by napisać dużo, ale na samym początku warto zaznaczyć, że w dobie średniowiecza księgi płonęły częściej niż ludzie. Nie były to jeszcze czasy, kiedy byle podejrzenie o uprawianie czarów mogło skończyć się skazaniem człowieka, względnie połowy wioski na śmierć - szaleństwo polowań na czarownice to dopiero epoka nowożytna.

    Ale i tak było ciekawie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Średniowieczne podręczniki magiczne

    Do czasów współczesnych przetrwało całkiem sporo manuskryptów poświęconych średniowiecznej magii rytualnej (po więcej informacji w tym temacie zapraszam do moich starszych wpisów na #nekromancja ), co w pewien sposób potwierdza, jak wielką popularnością cieszyły się tego rodzaju praktyki w tamtych czasach. Do najważniejszych średniowiecznych podręczników magicznych, czyli grymuarów, zalicza się m. in.:

    - Picatrix – XIII-wieczne tłumaczenie arabskiego podręcznika magicznego Ghâyat al-Hakîm fi'l-sihr z XII wieku,
    - Liber Iuratus Honorii – XIII-wieczny grymuar autorstwa Honoriusza z Teb, identyfikowanego niekiedy jako papież Honoriusz III,
    - Liber incantationum, exorcismorum et fascinationum variarum – XV-wieczny grymuar, znany też jako Grymuar z Monachium,
    - Liber Razielis Archangeli – XIII-wieczne tłumaczenie hebrajskiej księgi kabalistycznej Sefer Raziel HaMalakh,
    - Hygromanteia (Traktat o magii Salomona) – zbiór rękopisów, głównie z XIV i XV w., zawierających wskazówki magiczne przekazane rzekomo przez Salomona jego synowi Rehoboamowi,
    - Clavicula Salomonis (Klucz Salomona) – grymuar z XIV – XV wieku, powiązany ze środowiskiem italskim.

    Co żyje w księdze?

    Księgi magiczne uważane były w średniowieczu nie tylko za podręczniki magii, ale także w pewnym stopniu za przedmioty, które same posiadają określoną moc magiczną lub wręcz stanowią kryjówkę demonów. Michael Scotus (Michał Szkot), średniowieczny matematyk i uczony, wspominał np. o magicznej księdze zamieszkanej przez duchy - kiedy ją otwierano, miały wołać:

    Czego pragniesz? Czego szukasz? Czego żądasz? Powiedz, czego chcesz, a zostanie to natychmiast zrobione.

    Nic dziwnego, że strach przed magią i demonami często nierozerwalnie łączył się ze strachem przed księgami. Strach ten niekiedy przekształcał się nieomal w obsesję – m. in. na dworze papieskim za czasów Jana XXII, w 1318 roku zarządzono śledztwo w sprawie grupy osób świeckich i duchownych oskarżonych o posługiwanie się księgami o nekromancji, geomancji i innych sztukach magicznych. Niecałe dwa lata później Matteo Visconti, członek możnego włoskiego rodu panującego w Mediolanie, oraz jego syn Galeazzo zostali oskarżeni o używanie nekromancji przeciwko papieżowi. Jeden ze świadków zeznał, że Visconti pokazał mu kiedyś księgę wypełnioną przepisami na magiczne eksperymenty dotyczące miłości, nienawiści i odnajdywania skradzionych przedmiotów. Sam widok księgi miał wzbudzić w świadku przerażenie.

    Księga magiczna jako dowód

    Za posiadanie ksiąg magicznych karano najczęściej uwięzieniem, wygnaniem, tudzież nakładano na winnego pokutę (poza przypadkami, kiedy np. uznano kogoś winnym dokonania morderstwa za pomocą magii – wtedy, zgodnie z prawem świeckim, karą często była śmierć). Przykładem wyjątkowo wyrozumiałego podejścia do sprawy może być np. historia brata Thomasa z Sulby.

    Około 1500 roku, w opactwie premonstratensów w Sulby (Anglia), przeor otrzymał informację, że jeden z mnichów – Thomas Wryght – używa ksiąg, w których opisane są 'eksperymenty', a nawet płaci znaczne sumy pewnym ludziom, prosząc, by wyuczyli go w sztukach tajemnych. Kiedy mnich został wezwany na dywanik i skonfrontowany z dowodami – a dokładnie z jedną ze swoich ksiąg – odpowiedział, że trzymał ją u siebie jedynie z ciekawości, a nie po to, żeby jej używać. Całe postępowanie miało charakter dyscyplinarny i nie wyszło poza obręb opactwa, a wobec mnicha nie wyciągnięto poważnych konsekwencji, zadając mu tylko lekką pokutę.

    W źródłach pisanych w odniesieniu do takich spraw często pojawiają się podobne wątki obrony. Oskarżeni o używanie ksiąg magicznych zwykle twierdzili, że mieli je u siebie tylko z ciekawości, że nie wiedzieli, co dokładnie jest w nich zawarte lub że otrzymali je od kogoś innego i przechowywali je w dobrej wierze jako księgi naukowe. W wielu przypadkach takie tłumaczenie wystarczyło, by załagodzić sprawę.

    O ile ludziom niejednokrotnie udawało się unikać surowej kary, same manuskrypty nie miały zwykle tyle szczęścia. Najczęściej palono je w obecności świadków, czasem nawet publicznie gdzieś w przestrzeni miejskiej. Warto dodać, że ogień działał tu nie tylko jako środek fizycznego unicestwienia księgi, ale także jako środek oczyszczający i egzorcyzmujący.

    O spaleniu księgi magicznej z Dijon

    Odnośnie egzekucji księgi o sztukach diabelskich. W szóstym dniu sierpnia, w roku 1463, na rozkaz moich panów z Chambre des comptes w Dijon, po konsultacjach, księga wykonana z papieru i pokryta skórą koloru zielonego została przyniesiona z rezydencji wdowy i dziedziców Thomasa z Dampmartin, za życia obywatela Dijon. W księdze tej były spisane liczne złe i fałszywe inwokacje dla przywoływania diabłów, formuły dywinacyjne, uroki i inne rzeczy ze sztuki magicznej, które dają bardzo zły przykład i są przeciwne Bogu i świętej wierze chrześcijańskiej. Zawarte w niej były liczne przedstawienia diabłów oraz innych nienawistnych figur i postaci. Na końcu tej księgi było kilka rozdziałów i tekstów o nekromancji i chiromancji. Ta księga była widziana przez moich panów z Rady oraz Chambre des comptes. I po tym, jak ją sprawdzili z wielką i poważną dokładnością w obecności: [tu wymieniono pięciu lokalnych dostojników świeckich i duchownych] i wielu innych – księga ta została wrzucona do ognia i całkiem spalona na popiół, na przekór i na pomieszanie złych wrogów [wiary] i aby nigdy ponownie nie została użyta w jakikolwiek sposób.

    Podobne opisy dostarczają cennych informacji o tym, jak wyglądały i co zawierały manuskrypty magiczne, które nie przetrwały do naszych czasów. W przypadku księgi z Dijon można mówić o wielkiej stracie, przynajmniej z punktu widzenia badań nad magią średniowieczną – praktycznie nie mamy dziś średniowiecznych manuskryptów magicznych, w których byłyby "liczne przedstawienia diabłów" ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Na ilustracji poniżej: dwie strony z tzw. manuskryptu nekromanckiego Rawlisona, The Rawlison necromantic manuscript, XV w.

    #apaturium #magia #sredniowiecze #historia #ciekawostki #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    Zaczarowane pończochy biskupa Trewiru

    W nawiązaniu do mojego ostatniego wpisu na #nekromancja i #apaturium , dziś kolejna średniowieczna historia magiczna z nutką magii miłosnej (powiedzmy...).

    Zgodnie z notatką kronikarza, żyjący w XI wieku Poppo von Babenberg, biskup Trewiru, zamówił pewnego dnia wykonanie nowej pary caligae (czyli pończoch / nogawic liturgicznych). Zadanie zlecono pewnej młodej kanoniczce mieszkającej w pobliskim domu zakonnym. Po jakimś czasie biskup otrzymał nowe pończochy, być może nawet podobne do tych na załączonym zdjęciu - jedwabne, szykowne, warte sporo monet. Jak się jednak okazało, miały one pewną wadę, którą kronikarz opisał w ten sposób:

    [Kanoniczka], pragnąc, by noszący pończochy udział miał w jej lubieżności, zatruła je - jednak jakim rodzajem sztuki magicznej, nie wiem.

    W rezultacie biskup zaczął pożądać kanoniczki do tego stopnia, że nie mógł myśleć o niczym innym, jak o złączeniu się z nią - jednak tylko wtedy, kiedy nosił swoje nowe caligae. Po ich zdjęciu pożądanie ustawało. Skonsternowany duchowny, przeczuwając, w czym rzecz, wezwał jednego ze swoich księży i kazał mu w ramach eksperymentu przymierzyć pończochy. Ksiądz przymierzył, po czym natychmiast je ściągnął, mając bardzo zakłopotaną minę. Działały także na niego.

    Eksperyment się rozkręcił i nagle z jakiegoś powodu uznano, że zaczarowane pończochy muszą przymierzyć wszyscy klerycy, którzy akurat są w pobliżu ( ͡° ͜ʖ ͡°) Po kolei zakładali je i, jak pisze kronikarz, "doświadczali podobnych rzeczy" jak przedtem biskup. W końcu wezwano świeckiego prefekta miasta, który po przymierzeniu pończoch gniewnie orzekł, że działają tu jakieś czary i zażądał wyjaśnień.

    W rezultacie kanoniczka-krawcowa, która uszyła caligae, została natychmiast usunięta ze swojego zgromadzenia zakonnego, a jej siostrom (które bądź co bądź, nie miały żadnego udziału w całym przedsięwzięciu) zaostrzono regułę zakonną do tego stopnia, że wzbudziło to opór części zakonnic. Ostatecznie całe zgromadzenie zostało zamknięte.

    Nie wiadomo, co stało się z samymi pończochami...

    Na zdjęciu: pończochy papieża Klemensa II, poł. XI w.

    #magia #sredniowiecze #ciekawostki #historia
    pokaż całość

    źródło: 4.bp.blogspot.com

  •  

    Duchowieństwo średniowieczne i nekromancja, cz. 1: Kobiety

    Wspominałam w poprzednich wpisach, że magią rytualną w średniowiecznej Europie (więcej o tym na tagu #nekromancja ) zajmowali się w dużej mierze duchowni.

    W źródłach pisanych zachowało się sporo historii o nekromanckich wybrykach kleryków. W większości tych opowieści bohaterami są albo młodzi, niedoświadczeni duchowni, którzy z różnych względów zaczynają bawić się magią (i wpadają ostatecznie w kłopoty) – albo występni księża, którzy kierowani ambicją lub wyrachowaniem używają magii do osiągania różnych, niekoniecznie pobożnych celów (i również wpadają w kłopoty).

    Rozmaite wersje takich historii trafiały m. in. do kazań średniowiecznych kaznodziejów, stając się egzemplami– moralizatorskimi opowieściami mającymi przestrzegać słuchaczy przed zejściem na złą drogę. Takie egzempla były często powielane przez kolejnych autorów, przerabiane, zmieniały się detale dotyczące miejscowości i głównych bohaterów, podobnie jak w znanych nam dzisiaj urban legends.

    Biorąc pod uwagę wspomniane opowieści, jednym z ważnych obszarów działań magicznych średniowiecznego duchowieństwa były – jak to często bywa – potrzeby uczuciowe i cielesne ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Demonie, dej mnie tę kobietę

    Historia opisana przez Johannesa Nidera w XV w. wspomina o duchownym pełniącym posługę w wiejskiej parafii niedaleko Isny (Bawaria). Kapłan ten, człowiek "lekkich obyczajów i pobożny tylko z imienia", podobno parał się magią i za pomocą praktyk magicznych zmusił młodą dziewczynę, by się w nim zakochała – w tym celu np. miał jej zsyłać za pośrednictwem magii grzeszne fantazje z sobą w roli głównej. Dziewczyna, wyczuwając niecne zamiary kapłana, pomodliła się o pomoc do Dziewicy Maryi i zgodnie z otrzymaną od niej radą, wyszła za mąż, dzięki czemu znalazła się poza zasięgiem złowrogiej magii.

    Historie o zakochanych czy – w mniej romantycznym wydaniu – lubieżnych klerykach uciekających się do sztuk magicznych, by pozyskać przychylność kobiety, były w średniowieczu powszechnie znane i pojawiały się nawet w literaturze. Praktyki magiczne z tego zakresu obejmowały najczęściej: wzbudzanie w kobiecie miłości i / lub pożądania za pomocą czarów, zsyłanie jej fantazji erotycznych i wyrządzanie szkody jej partnerowi (np. przyprawianie męża o impotencję, wzbudzanie niechęci między małżonkami).

    Niektórzy duchowni przejawiali jednak więcej inicjatywy i za pośrednictwem demonicznej magii, odwiedzali nocami upatrzoną kobietę w jej własnym domu (upodabniając się trochę do inkubów). Najbardziej pomysłowi wysyłali demona, żeby nocą po cichu przemycał wybrankę do ich siedziby – zwykle drogą powietrzną – a nad ranem odstawiał ją do jej własnego łóżka.

    Taki demoniczny Uber ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Magicznych sposobów na wpłynięcie na uczucia innej osoby było wiele. W XV-wiecznym Liber incantationum znajduje się np. ciekawy opis rytuału Na usidlenie mężczyzny lub kobiety, łączącego w sobie elementy magii 'tradycyjnej' (przedchrześcijańskiej) oraz magii rytualnej. W rytuale tym używano m. in. spalanej w ogniu zwierzęcej kości łopatkowej, a oto fragment:

    (...) tym oto wezwaniem nakazuję wam [demonom] usidlić serce i umysł [N.], by pokochała mnie natychmiast, natenczas, w tym momencie i niezwłocznie. I tak samo, jak ta kość łopatkowa staje się gorąca i płonie, tak i wy sprawcie, by [N.] płonęła ogniem miłości do mnie, w taki sposób, by nie zaznała spokoju, póki nie ulegnie mej woli...

    Zauważmy, że polecenie skierowane do demonów musiało być szczegółowe i klarowne. Istniało przekonanie, że gdyby rzucający zaklęcie zapomniał np. zaznaczyć, że realizacja zadania ma nastąpić 'natychmiast,' ryzykował, że polecenie zostanie spełnione... za dziesięć lat, a może za pięćdziesiąt. Magia rytualna nie wybaczała błędów.

    Co nie oznacza, oczywiście, że takowe się nie zdarzały.

    Powikłania niekonieczne sercowe

    Magia wpływająca na uczucia (tudzież libido) innej osoby była traktowana w średniowieczu poważnie i w świetle prawa, bywała karana nawet śmiercią – zwłaszcza, jeśli wskutek takich zabiegów ucierpiała niewinna dziewczyna lub mężatka o dobrej reputacji.

    W opowieściach o kapłanach czy ogólnie 'czarownikach' uwodzących kobiety najczęściej nie ma szczęśliwych zakończeń (przynajmniej z punktu widzenia posługującego się magią). Zwykle kobieta była wyzwalana spod wpływu demonicznej magii dzięki modlitwie, wstawiennictwu pobożnego spowiednika, interwencji boskiej – lub dzięki czujnym rodzicom lub mężowi, którzy odkrywali tożsamość 'nocnego gościa' nawiedzającego sypialnię córki lub żony i robili z nim porządek.

    Czasem jednak przyczyną problemów była nieostrożność nekromanty, brak doświadczenia i ogólnie zignorowanie zasad BHP podczas przeprowadzania rytuału. W jednej z późnośredniowiecznych historii młody, zakochany kleryk pragnący zdobyć względy kobiety przywołuje demona i w trakcie rytuału zostaje przez niego poturbowany – w niektórych wersjach nawet na śmierć. Inne skutki uboczne w podobnych opowieściach obejmowały m. in. porwanie przez demona, szaleństwo i pośmiertne potępienie.

    Ilustracja poniżej z manuskryptu, ok. 1310 – 20: młody kleryk przywołujący demona celem uwiedzenia kobiety. Sądząc po tym, że demon zaraz złapie go za włosy, coś poszło nie tak.

    Przy okazji zapraszam do obserwowania tagu #apaturium , gdzie co tydzień pojawiają się nowe magiczno-średniowieczne notki, nie tylko o nekromancji ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #sredniowiecze #magia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    Jak przemienić wodę w wino - średniowieczna instrukcja

    Dla przydania wodzie koloru i smaku wina:

    To samo można uczynić też w inny sposób, tak że woda zdaje się przemieniać w wino; eksperyment ten używany jest przez oszustów, którzy wędrują po całym świecie jako pielgrzymi; i przez ten eksperyment wielu ma przekonanie, że Bóg przemienił im wodę w wino.
    Ponieważ biorą oni [oszuści] skórki chleba i wkładają je do wina, które jest zwane vin râpé, a które jest używane przez sprzedawców do zabarwiania win, które straciły swój kolor. Dalej, kiedy już skórki chleba dobrze się namoczą w rzeczonym vin râpé, [oszuści] suszą je na słońcu i noszą je ze sobą [ukryte] w swoich ozdobach.
    A kiedy przychodzą do czyjegoś domu, mówią, że nie żywią się niczym innym, jak tylko chlebem i wodą, i proszą, żeby im dać chleba i wody; i kruszą chleb na kawałki, i wrzucają trochę z rzeczonych skórek do wody. I natychmiast woda nabiera koloru i smaku wina, i tak też jest to przez wielu uważane za cud.


    Gdyby ktoś się zastanawiał, o co chodzi z vin râpé – to prawdopodobnie bardzo cierpkie wino o wysokiej zawartości tanin. Część tanin w winie to tak zwane taniny barwnikowe. Im ciemniejsze wino, tym więcej zazwyczaj zawiera tanin i tym ładniej 'barwi,' co skrupulatnie wykorzystywali średniowieczni szarlatani.

    Powyższy przepis pochodzi z Secretum Philosophorum napisanego przez anonimowego autora ok. 1300 - 1350 r. w Anglii. Księga ta na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie traktatu o siedmiu sztukach wyzwolonych (czyli, powiedzmy, podręcznika dla studentów), co nawet sugerują tytuły poszczególnych części – Gramatyka, Retoryka i tak dalej – jednak jest to tylko sprytna przykrywka ( ͡° ͜ʖ ͡°) W rzeczywistości znajdują się tam m. in. opisy praktycznych sztuczek, przy okazji demaskujące popularne 'cuda', a także receptury na specyfiki w rodzaju niewidzialnego atramentu, wskazówki do tworzenia szyfrów i inne podobne ciekawostki.

    Nie była to może 'prawdziwa' średniowieczna magia (więcej o tym pisałam na tagu #nekromancja , np. o kategoriach magii w średniowieczu w tym wpisie), ale... i tak ciekawe.

    Swoją drogą, Secretum Philosophorum musiało odnieść wielki sukces, bo do naszych czasów przetrwało niemal 30 kopii. Taka liczba może wskazywać na to, że był to rodzaj średniowiecznego bestsellera.

    Kto wie – może średniowieczni studenci, którzy dorwali się do takiego 'podręcznika' i po przeczytaniu paru stron odkryli, co naprawdę mają w rękach, mieli miny jak na ilustracji poniżej ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ciekawostki #sredniowiecze #gruparatowaniapoziomu #magia i dorzucam tag autorski #apaturium .
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    Portfolio średniowiecznego nekromanty

    Nekromancja nie jest u zwykłych ludzi w użyciu.

    Tak pisał kaznodzieja Johann Herolt w swoich Sermones discipuli (poł. XV w.). Krytycy praktyk magicznych często zwracali uwagę na fakt, że magią rytualną, związaną m. in. z przywoływaniem demonów, zajmują się osoby o określonych kwalifikacjach.

    Kim byli średniowieczni nekromanci? Biorąc pod uwagę dostępne źródła można przyjąć, że obowiązkowymi punktami w portfolio średniowiecznego maga były:

    wykształcenie – co oznacza studia w szkole katedralnej lub na uniwersytecie: znajmość siedmiu sztuk wyzwolonych, plus mile widziane studia wyższe (doktorat) z zakresu teologii; często wiązało się to automatycznie z przynależnością do duchowieństwa;
    umiejętność biegłego czytania i pisania – przede wszystkim w języku łacińskim, o którym było w poprzednim wpisie, ale przydatna była też przynajmniej podstawowa znajomość innych języków, w których pisane były teksty magiczne: greki, hebrajskiego czy arabskiego;
    umiejętności manualno-techniczne – nieobowiązkowe, ale przydatne podczas kreślenia skomplikowanych układów figur geometrycznych oraz podczas eksperymentów magicznych wymagających np. wykonania zwierciadła, posążka lub innego przedmiotu;
    wysoka pozycja społeczna – z tym było różnie, ale wysoki status bardzo pomagał w zdobyciu wykształcenia i w ochronie reputacji. Poza tym był to często warunek konieczny dla punktu następnego:
    ● dysponowanie własną, niedostępną dla osób postronnych pracownią badawczo-magiczną, własnym zbiorem manuskryptów magicznych oraz znacznymi zasobami finansowymi – to zwykle odznaczało uczonych-nekromantów na najwyższych levelach.

    Kwestia zabezpieczenia finansowego była bardzo ważna. Komponenty niezbędne do działań magicznych były kosztowne i często trudno dostępne. Poniżej drobiazgi potrzebne do zrealizowania prostego (w porównaniu do wielu innych) eksperymentu magicznego opisanego w XIII-wiecznym manuskrypcie:

    Weź wydzielinę kaszalota, drewno aloesowe, kostowiec, piżmo, szafran, armoniak i krew ptaka zwanego czajką, i zmieszaj je ze sobą. Z tej mieszaniny uczyń fumigację w stosownym miejscu, a ujrzysz wizje w powietrzu. Weź rzeczoną mieszaninę i uczyń fumigację koło miejsc pochówku, a pojawią się widma zmarłych.

    Fumigacja to określenie kadzidła, w powyższym przepisie chodzi więc o sporządzenie mieszanki kadzidlanej z cennych komponentów. 'Wydzielina kaszalota' to albo olbrot, czyli woskowa substancja spalająca się bezwonnie i dająca jasny płomień, albo ambra, substancja wonna. Dalej są wymienione substancje takie, jak: 'drewno aloesowe' – czyli agar lub drewno agarowe, 'kostowiec' – czyli olejek kostusowy, piżmo i szafran są chyba na tyle znane, że nie trzeba ich przestawiać, i na koniec 'armoniak' – prawdopodobnie żywica rośliny znanej jako zapaliczka. To wszystko kosztowało.

    No i jeszcze krew czajki (lub dudka, jako że te dwa ptaki występują czasem wymiennie w średniowiecznej literaturze). To już trudno było kupić. Trzeba było zapolować na ptaka osobiście lub komuś to zlecić.

    Zatem – prosty eksperyment z kadzidłem i od razu tyle wydatków i zachodu. A bywały też bardziej skomplikowane przepisy wymagające użycia jeszcze droższych akcesoriów i jeszcze rzadszych komponentów odzwierzęcych.

    Nekromanci w średniowiecznym społeczeństwie

    Magią rytualną zajmowali się w średniowieczu przede wszystkim wykształceni duchowni, choć w źródłach pojawiają się sporadycznie wzmianki o osobach świeckich, zarówno o mężczyznach, jak i (rzadziej) o kobietach.

    Zdecydowanie najgorszą opinię w temacie nekromancji, zwłaszcza w dojrzałym średniowieczu, mieli klerycy niższych szczebli: często mniej lub bardziej niedouczeni, bez widoków na wyższe stanowiska w strukturach kościelnych lub odwrotnie – dzięki swoim ambicjom, uwikłani w kościelny wyścig szczurów. Wielu z nich parało się magią rytualną i nawet trochę upraszczało ją na własny użytek w nadziei zdobycia tego wszystkiego, czego im brakowało do szczęścia (m. in. wykształcenia, statusu, bogactw i kobiet).

    Poza klerykami, nekromancją zajmowali się także duchowni sytuowani wyżej w hierarchii, podobno aż do papieży włącznie. Oni jednak mieli nieco inne możliwości w zakresie dbania o swoją reputację, więc nie czepiano się ich tak otwarcie, jak niższych duchownych – choć zdarzały się oczywiście plotki i pomówienia (nie zawsze zresztą wiadomo, na ile prawdziwe). Warto dodać, że dla takich osób magia rytualna bywała niekiedy czymś w rodzaju naukowo-duchowego eksperymentu, który miał służyć poszerzeniu wiedzy, a nawet zbliżeniu się do Boga. Mogło wynikać to m. in. z tego, że dobrze sytuowani duchowni nie musieli już rozpaczliwie zabiegać o status, władzę i bogactwa (choć wiadomo, zawsze można chcieć więcej).

    Manuskrypty dotyczące magii rytualnej lub ich przetworzone fragmenty trafiały też do zamożnych osób świeckich, a więc do przedstawicieli arystokracji oraz do powiązanych z arystokracją uczonych, szczególnie tych, którzy interesowali się alchemią, medycyną czy astrologią. W źródłach można znaleźć też wzmianki o zamożnych mieszczanach – niewiele jednak wiadomo o tym, w jakim zakresie praktykowali oni nekromancję i na jaką dokładnie skalę.

    Strzępy magii rytualnej przenikały też do niższych warstw społecznych, stanowiąc m. in. przedmiot zainteresowania wędrownych sztukmistrzów, znachorów i innych wróżów maciejów. Trudno powiedzieć, na ile była to 'prawdziwa' nekromancja, a na ile szarlataneria – z fałszywymi księgami magicznymi zapisanymi bazgrołami i innymi podrobionymi akcesoriami, które miały wyglądać 'magicznie' w oczach prostych ludzi.

    Podsumowując: nekromancja jako kategoria praktyk magicznych bywała czasem dopasowywana do możliwości i potrzeb różnych grup społecznych. Najmocniej jednak była związana i kojarzona ze środowiskiem kleru, a 'typowy' średniowieczny nekromanta w większości przypadków był wykształconym, chrześcijańskim duchownym.

    Za tydzień: Nekromanckie wybryki średniowiecznych kleryków

    Ilustracja poniżej: Zaratusztra (starożytny perski kapłan i prorok) przedstawiony w szatach uczonego, przywołujący demony i zmuszający je do złożenia mu przysięgi posłuszeństwa. Ilustracja z manuskryptu florenckiego, 1425 r.

    #nekromancja #sredniowiecze #magia #historia #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    Łacina - język magii

    Mam więcej czasu, więc robię dodatkowy wpis w środku tygodnia. Zacznę cytatem:

    "...na Słońce i Księżyc i wszystkie gwiazdy niebieskie, i na wszystko, co ma moc wprawić was w przestrach i powstrzymać, i na tę siłę, która zmusza was, byście przybyli do nas, którzy was przyzywamy..."

    To fragment jednej z formuł magicznych wymienionych w XV-wiecznym Liber incantationum..., czyli Grymuarze z Monachium. A ściślej rzecz biorąc, to tłumaczenie fragmentu, bo średniowieczne formuły magii rytualnej są niemal w całości łacińskie.

    Praktykującymi ten rodzaj magii byli wtedy przede wszystkim kapłani chrześcijańscy, więc wydaje się to zrozumiałe. Łacina była w średniowieczu uniwersalnym językiem ludzi wykształconych i większość manuskryptów, w tym magicznych, była w nim spisywana – znajomość tego języka była więc dla nekromanty niezbędna. Jest jednak także inny powód – po łacinie odprawiano wszystkie obrzędy kościelne (tak przy okazji, wprowadzenie języków narodowych do mszy świętej to dopiero lata 60. XX wieku).

    Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, średniowieczna magia rytualna była ściśle powiązana z formułą liturgii chrześcijańskiej. Niektóre fragmenty formuł nekromanckich i schematy rytuałów były żywcem zapożyczane z tych wykorzystywanych podczas nabożeństw. Czytając manuskrypty magiczne, miejscami można odnieść wrażenie, że czyta się jakiś przedziwny modlitewnik.

    Ale, wracając do języka magii – nie samą łaciną człowiek żyje, nawet ten średniowieczny.

    Co poza łaciną?

    W formułach magicznych używano też niekiedy języka określanego przez średniowiecznych autorów jako 'chaldejski' – odnosiło się to zwykle do fragmentów kopiowanych (mniej lub bardziej z błędami) z tekstów żydowskich. W manuskryptach pojawiają się ponadto słowa, głównie imiona, zapożyczane z rozmaitych języków biblijnych, w tym także z aramejskiego.

    Czy łacina była zawsze absolutną koniecznością? Nie do końca. Panowało przekonanie, że byty duchowe rozumieją wszystkie ziemskie języki, więc zasadniczo i tak nie robi im to większej różnicy. Prawdopodobnie dlatego też nekromanci wychodzili z założenia, że można spokojnie zrobić łaciński przekład np. z hebrajskiego manuskryptu i nie martwić się, że tłumaczenie 'popsuje' rytuał. Pismo Święte też w końcu zostało przełożone na łacinę i wciąż 'działało'.

    Poza tym, w określonych przypadkach, nekromanta mógł posługiwać się podczas rytuału językiem powszechnie używanym w danym regionie. Przykładowo, mógł mieć młodego pomocnika, który łaciny nie znał, a musiał rozumieć, co się dzieje.

    Łacina w praktykach magicznych ludzi prostych

    Używanie łaciny w praktykach magicznych spopularyzowało się z czasem także wśród niewykształconej części społeczeństwa. Ludzie prości zwykle pojmowali ten język słabo i często przeinaczali wiele słów i zwrotów – co już w przeszłości bywało przedmiotem żartów. Niezmienne jednak kojarzyli łacinę jako język 'tajemny,' dostępny dla uczonych i kapłanów, używany podczas ważnych wydarzeń i kontaktów z sacrum.

    Łatwo to sobie wyobrazić. Prosty człowiek przychodzi na mszę i słyszy, że podczas wypowiadania łacińskich słów hostia i wino przeistaczają się w coś więcej. Po łacinie ksiądz udziela błogosławieństw, ciska klątwy na głowy grzeszników, a nawet wypędza złe moce. Człowiek myśli sobie: 'to musi coś znaczyć, prawda?' i zaczyna próbować na własną rękę (przypuszcza się nawet, że tą drogą mogły powstać słynne słowa 'hokus pokus' – od mszalnej formuły hoc est corpus meum, czyli 'oto ciało moje').

    Język magii

    W pewnym uproszczeniu, to właśnie dzięki Kościołowi 'magiczna łacina' zagościła w świadomości ludzi jako język, za pośrednictwem którego można sprawiać, że dzieją się niezwykłe rzeczy. Idąc dalej – pośrednio Kościołowi i jego kapłanom zawdzięczamy utrwalenie wizerunku łaciny (i tworów łacino-podobnych) jako języka magii europejskiej – zarówno w świecie rzeczywistym, jak i w niezliczonych światach fantastycznych, które są tworzone po dziś dzień.

    Zresztą, co tu dużo mówić – łacina nadal rządzi. W oryginale cytat z początku wpisu brzmi tak:

    "...per solem et lunam et omnia sidera celestia, et per omnia illa que [potenciam] habent vos terrere et constringere, et virtute quorum ad nos vocantibus oportet accedere..."

    Od razu brzmi bardziej magicznie, zwłaszcza czytane odpowiednio głośno i z prawidłowym akcentowaniem.

    Przy okazji - jeśli graliście kiedyś w #baldursgate lub #icewinddale , mogliście zauważyć, że (poza starą, oryginalną wersją bg1) słowa formuł wypowiadanych przez postaci podczas rzucania zaklęć są po łacinie. Przykładowo, dla zaklęć ze szkoły nekromancji to "vita - mortis - careo", czyli, tłumacząc słowo po słowie, "życie - śmierci - jestem pozbawiony / jestem wolny od." Trudno z tego zrobić ładne zdanie – ale najwyraźniej brzmi wystarczająco magicznie, by przywrócić HP ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ilustracja poniżej: schemat kręgu magicznego z Summa sacrae magicae Berengariusa Ganellusa, ok. 1346. Widoczne łacińskie napisy, m. in. w zewnętrznym kręgu Domine esto michi turris fortitudis. A facie inmici. Amen ("Bądź mi, Panie, wieżą mocną. Przed obliczem nieprzyjaciela. Amen").

    #nekromancja #magia #sredniowiecze #chrzescijanstwo #historia #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

  •  

    Nekromancja średniowieczna - o korzeniach

    Na początek: dlaczego właściwie odłam magii średniowiecznej jest nazywany nekromancją? Przecież z ożywianiem zwłok nie miało to często nic wspólnego? Winne są średniowieczne zabawy słowotwórcze:

    - nekromancja (łac. necromantia) – od gr. nekromanteía, a więc 'wróżenie za pośrednictwem martwych' – ten termin jest znany jeszcze z czasów starożytnych.

    - nigromancja (łac. nigromantia / nigromancia) – to słowo pojawia się dopiero w średniowieczu. To po prostu przeróbka terminu necromantia, stworzona w oparciu o skojarzenie z łac. niger, 'czarny'. Pojawia się w średniowiecznych tekstach na określanie praktyk magicznych, w znaczeniu 'czarna sztuka', 'czarna magia'.

    W średniowieczu często używano pojęć 'nekromancja' i 'nigromancja' wymiennie. Określano w ten sposób magię, której użytkownik zyskuje (w swoim przekonaniu) władzę nad różnego rodzaju bytami i ma z tego korzyści materialne lub duchowe.

    Nekromancja a inne kategorie magii średniowiecznej

    W średniowiecznej Europie – z punktu widzenia uczonych chrześcijańskich duchownych – wyróżniano różne kategorie magii:

    1) zabobon (superstitio) – magia tradycyjna, zakorzeniona w wierzeniach pogańskich, czasem wzbogacana o elementy chrześcijańskie. Uznawano, że zajmują się tym głównie prostaczkowie. Uważano ją za szkodliwą, ale raczej w sensie 'szkodliwe, bo głupie i nie działa, i oddala od Boga',

    2) czary (maleficium) – w skali szkodliwości stojące wyżej niż zabobon i surowiej karane, praktykowane już nie tylko przez prostaczków. To bardzo nieostra kategoria. Ogólnie to działania magiczne, które w przeciwieństwie do zabobonu mogły już komuś realnie zaszkodzić itp.,

    3) 'magia' naturalna – to już było coś zarezerwowanego dla elit intelektualnych, rodzaj średniowiecznego science: badanie i wykorzystywanie wpływu ciał niebieskich, tworzenie talizmanów opartych o wpływ gwiazd i planet itp. Podczepiano pod to m. in. badania z zakresu alchemii, medycyny, astrologii. Próbowano właściwie nie nazywać tego 'magią'.

    Ten nurt rozwinął się ok. XII-XIII w., głównie pod wpływem arabskich tekstów astrologicznych. Chrześcijaństwo dawało temu zielone światło – ale, no... istniało ryzyko, że zajmując się średniowiecznym science i tak dostanie się łatkę maga i heretyka ( ͡° ʖ̯ ͡°) Średniowieczne autorytety czasem zmieniały zdanie co do tego, które badania są ok, a które są jednak sprzeczne z nauką Kościoła. To były niełatwe czasy dla badaczy.

    I wreszcie:

    4) magia rytualna i teurgia – one również były zarezerwowane dla elit intelektualnych. Były jednak traktowane jako szkodliwe przeciwieństwo 'magii naturalnej' i potępiane. Za mocno wchodziły na grunt duchowości, szczególnie w zakresie kontaktów z bytami duchowymi czy nawet z istotą boską. Nie trzymały się przy tym nauczania Kościoła, a więc trąciły herezją.

    Nekromancja wpisywała się w cały ten podział jako rodzaj wysoce podejrzanej, potencjalnie niebezpiecznej magii rytualnej. Kościół (przynajmniej oficjalnie) ją potępiał (ale to właśnie wśród elit Kościoła nekromancja sobie wyrosła i nawet miała się tam całkiem dobrze).

    Skąd się wzięła? Podstawą była teologia chrześcijańska oraz oplecione wokół niej idee neoplatońskie. Duże znaczenie miał chrześcijański schemat rytuału, prawdopodobnie m. in. schemat egzorcyzmu. Na tę podstawę nałożyły się wątki z demonologii żydowskiej i mistycyzmu żydowskiego – głównie z tradycji talmudycznych i kabalistycznych. Plus dodatki zaczerpnięte z tekstów arabskich...

    Sporo tego. Jak się to wszystko wymieszało? Tak dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo, że nastąpiło to w czasach okołokrucjatowych. Przepływ wiedzy i idei między Europą a Bliskim Wschodem nabrał wtedy tempa. Wykształcone europejskie duchowieństwo zyskało dostęp do nowych przekazów i manuskryptów, które były następnie tłumaczone, kopiowane, kompilowane. Co prawda, do tekstów i nauk nie-chrześcijan podchodzono często z rezerwą, ale...

    Jak łatwo przewidzieć, idea podporządkowywania sobie aniołów i demonów (znana m. in. w tradycji żydowskiej) musiała w końcu wydać się komuś ciekawa. Były jednak trudności - instrukcja pochodzi od innowierców, tłumaczenie jest niedokładne, manuskrypt niekompletny, szkolenie bezpośrednie nie wchodzi w grę... Co robić, jak żyć? Ano, trzeba sobie radzić. Dokleić najważniejsze fragmenty do teologii chrześcijańskiej, uzgodnić w paru miejscach, doprawić, zamieszać... Ludzka kreatywność jest niewyczerpana ¯\_(ツ)_/¯

    To oczywiście scenariusz mocno uproszczony. Osoby, które położyły podwaliny pod średniowieczną nekromancję, prawdopodobnie studiowały i badały temat latami, przekopując się przez rozmaite manuskrypty (pisane w różnych językach), kompilując ich fragmenty, dopasowując to do teologii chrześcijańskiej itp. Ale u źródła, jak zwykle w takich przypadkach, leżała zapewne ciekawość.

    Za tydzień: portfolio średniowiecznego nekromanty.

    Ilustracja poniżej: Nigromancja wśród sztuk i nauk (detal), przedstawiona w kolumnie sztuk 'mniej godnych', nad alchemią. Li Livres dou Tresor Brunetto Latiniego, 1260-1299 r.

    #nekromancja #magia #sredniowiecze
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

    •  

      @Apaturia: magia rytualna - opis brzmi jakby to były takie elitarne zabobony dla wybranych ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Mam wrażenie, że dziś na podstawie tych średniowiecznych nauk tworzy się podręczniki do RPG ;)

    •  

      @Aerthevizzt: Z tym tworzeniem podręczników masz chyba trochę racji - np. w d&d klasa czarnoksiężnika to taki trochę średniowieczny nekromanta w innym uniwersum, tylko bardziej mroczny i bez aspektu chrześcijańskiego ;) Swoją drogą, czasem zastanawiam się, czy przy tworzeniu niektórych gier nie pracują czasem ludzie po mediewistyce i podobnych kierunkach. Odpalam kiedyś dodatek do NWN, a tam nawiązanie do średniowiecznego poematu o Orfeuszu w tytule XD pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Nekromancja średniowieczna - czyli jak nagiąć Piekło i Niebo do swojej woli

    W rozumieniu współczesnym, nekromanta to najczęściej postać z klimatów #fantasy , która zawodowo zajmuje się wskrzeszaniem zmarłych, ożywianiem trupów w różnych stadiach rozkładu, eksperymentami na zwłokach, a także szeroko rozumianą #magia śmierci i #okultyzm .

    Myśląc 'nekromanta,' mamy najczęściej przed oczami wizerunek typowy dla #dungeonsanddragons czy innych klimatów #rpg : blady, chudy, ponury gość, sam już przypominający bardziej zwłoki niż żywego człowieka, obwieszony mrocznymi akcesoriami, otoczony ożywieńcami i chorobliwym, zielonkawym poblaskiem - odziany, oczywiście, w czarną szatę z kapturem, jak przystało na true cosplayera Ponurego Żniwiarza.

    Mało kto dziś już wie, że prawdziwi nekromanci przystępowali do najważniejszych rytuałów ubrani na biało ¯\_(ツ)_/¯

    W kolejnych wpisach opowiem trochę (a może i trochę więcej) o nekromantach i nekromancji w europejskich wiekach średnich. Nie będzie suchych wstawek z Wikipedii - będą ilustracje z epoki, fragmenty średniowiecznych tekstów źródłowych, strony z grimuarów, a także znaleziska archeologiczne. Nie mogę obiecać, że tych ostatnich nie będzie dużo, bo #archeologia średniowiecznych praktyk nekromanckich nie jest sprawą łatwą - ale postaram się, żeby były interesujące.

    #sredniowiecze przedstawiane jest często jako czasy, w których w naszej części świata niepodzielnie panowało #chrzescijanstwo , a wszelkie praktyki magiczne były surowo piętnowane i karane przez prawo zarówno świeckie, jak i kościelne. Spróbujmy wywalić ten stereotyp za okno i wyobraźmy sobie zamiast tego czasy, w których:
    - studenci przemycają sobie potajemnie teksty magiczne,
    - klerycy próbują przywoływać demony, by zdobywać wiedzę, bogactwa, kobiety i władzę,
    - możni duchowni odprawiają dziwne rytuały z użyciem relikwii i magicznych pieczęci,
    - papieże przechowują u siebie grimuary i są podejrzewani o pakty z demonami,
    - mistrzowie sprzątają magiczny bałagan po ciekawskich uczniach, którzy dorwali się do niewłaściwych ksiąg,
    - ludzie niewykształceni i niezwiązani z duchowieństwem starają się, jak mogą, żeby uszczknąć choć odrobinę z tej wiedzy tajemnej, dzięki której - jak wieść niesie - można było naginać do swojej woli moce Nieba, Piekła i wszystkiego, co pomiędzy.

    Trudno uwierzyć, że to nasze stare, dobre średniowiecze, a nie Świat Dysku Terry'ego Pratchetta ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jutro wpis pierwszy - o (skądinąd, mocno poplątanych) korzeniach średniowiecznej nekromancji: skąd się wzięła, jakim cudem wykluła się na gruncie chrześcijańskim i jak zdobyła popularność wśród elit intelektualnych chrześcijańskiej Europy. Podpinam tag #nekromancja i zapraszam zainteresowanych do obserwowania.

    Ilustracja poniżej: Nekromanta przywołujący demona. Inicjał z manuskryptu średniowiecznej encyklopedii Omne Bonum, 1360 – 1375 r.
    pokaż całość

    źródło: i.vgy.me

    •  

      @Blackfyre: W tym sensie rzeczywiście, choć chyba nie można powiedzieć, że współcześnie ciało jest tylko takim zlepkiem - ciało i cielesność w aspekcie kulturowym to zresztą mega szerokie tematy. Odnośnie średniowiecza, kojarzę, że jest np. "Historia ciała w średniowieczu" Le Goffa i Truonga, w ciekawy sposób porusza te zagadnienia.

    •  
      B.......e

      0

      @Apaturia: Mnie owe magiczne właściwości ciała jako substancji interesują od czasu, gdy dowiedziałem się z książki Gabriela Amortha, że komunikował się z duchem jakiegoś mężczyzny, który powiedział mu, że jest uwięziony, bo pracownik cmentarza użył jego zwłok do zrobienia komuś krzywdy. Domyślam się, że chodzi o jakiegoś rodzaju klątwę. Dopiero wtedy spotkałem się na poważnie z takim podejściem do ciała ludzkiego jako do czegoś o szczególnej mocy. pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Magia ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

    #magia #humorobrazkowy #heheszki

    źródło: magic.jpg

  •  

    【 Wpis nr 346 】

    Dziś w cyklu # zlotaeravhs będzie film z aktorem, który był ikoną kina akcji lat 90-tych.
    Po raz pierwszy gości u mnie Steven Seagal, w jednym z jego tylko 4-5 najlepszych filmów.

    "Naznaczony śmiercią" aka "Wybraniec śmierci"
    (Marked for Death, 1990)

    John Hatcher (Steven Seagal) były agent specjalny DEA , musi podjąć tym razem najtrudniejszą misję.
    Po przejściu na emeryturę i przeprowadzce do rodzinnego Chicago zostaje przypadkiem uwikłany w bezwzględną, krwawą walkę dwóch gangów narkotykowych, mających powiązania z karaibskimi czarownikami Voodoo.
    Jego rodzina pada ofiarą odwetu gangsterów.
    Żądnemu zemsty, działającemu poza granicami prawa Hatcherowi pomoc zapewnia Leslie (Joanna Pacuła), znawczyni magii i tajemnych rytuałów Voodoo.


    Jeden z oryginalniejszych filmów Seagala (bo o produkcjach po roku 2000 to szkoda gadać :P) - trzeci w jego karierze - pomimo tego że jest w nim wszystko co uczyniło go sławnym, czyli walki aikido, strzelaniny, łamanie kości, to wątek magii voodoo wprowadza taki trochę mroczny nastrój (choć mam wrażenie że niektórzy odbierają to jako komediowe "mrugnięcie okiem" ㋡).
    Niemniej film był fajny, praktycznie większości się podobał, w końcu był tu jeszcze świeży, "prawdziwy" Seagal.

    Także samo tło fabuły było nowością.
    Miejsce skorumpowanych polityków i biznesmenów zajęli członkowie egzotycznej mafii, specjaliści od Voodoo i czarnej magii.

    Zyskała na tym ścieżka dźwiękowa, obfitująca w muzykę reggae (z wokalizami Seagala), a także niebanalne plenery – pojawia się między innymi Kolumbia i Jamajka.

    Zobacz, jeśli:
    – Kochasz kino akcji sprzed lat
    – Nie lubisz Jamajczyków
    – Wierzysz, że Pacuła może znać się na Voodoo


    Odpuść sobie, jeśli:
    – Seagal to dla ciebie aktor jednej miny
    – Łamanie rąk uważasz za przejaw chamstwa
    – Reaggae akceptujesz tylko po „dymku”


    Zwiastun . Strona Filmweb.
    Film dostępny on-line [720p, lektor, cda].

    ➡ Wczorajszy wpis - horror sensacyjny z Chuckiem Norrisem...
    " Hellbound - Moce ciemności "

    ✔ Wszystkie dawniejsze (i kolejne) wpisy znajdziecie pod moim tagiem ➛ #zlotaeravhs.
    Zapraszam do obserwowania/czarnolistowania...

    #voodoo #aikido #gangi #zlotaeravhs #filmnawieczor #ogladajzwykopem #gimbynieznajo #nostalgia #wykopplus30club #film #filmy #kinocebulowe #magia
    pokaż całość

    źródło: Naznaczony śmiercią - Krwawa misja..jpg

    •  

      @DeadIy: no zgadza się, to już jest kino klasy E

    •  

      @Montago: Widze Pacula to pierwsze skojarzenie mialem z serialem Capital City (dosyc popularny na poczatku lat 90-tych) i wydawalo mi sie ze ona wlasnie tez tam grala. Poguglalem i wyszlo ze to byla Joanna Kanska a nie Pacula. W kazdym razie pamietasz ten serial? To bylo zyciu maklerow z londynskiego City. Lecialo chyba w TVP2. Boze jaki to swiat wtedy wydawal sie nieosiagalny dla maluczkich zyjacych w Polsce (takie zderzenie pierwszego i trzeciego swiata), ktora dopiero wychodzila z tego sowieckiego bajzlu. Sorry, ze malo na temat, ale jakos tak mi sie te czasy przypomnialy po zobaczeniu jej nazwiska. pokaż całość

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    (Wpis nr 328)

    I znów dziś przestawiam wielki film z czasów '' Złotej Ery VHS ''...
    Kasetowy hit, jedna z najciekawszych baśni fantasy, taki LOTR przełomu lat 80-tych i 90-tych...

    " Willow" (1988)
    Produkcja George Lucas, reż. Ron Howard.

    W lochach zamku złej czarownicy Królowej Bavmordy rodzi się dziecko, które według przepowiedni, ma zgładzić obecnie panującą władczynię i zaprowadzić ład w królestwie. Cudem ocalona dziewczynka płynąca rzeką w koszyku zostaje odnalezione przez rodzinę karłowatych Nelwynów, rolników z sąsiedniego królestwa. Rada starszych postanawia odesłać niemowlę do królestwa Bavmordy. Podejmuje się tego Willow, ojciec rodziny która odnalazła dziecko, skrycie pragnący zostać magiem. . Wyrusza więc w podróż, mając do pomocy drużynę złożoną z tajemniczego wojownika Madmartigana, dwóch wyjątkowo brudnych i wciąż rozrabiających elfów oraz czarodziejki Fin Raziel, którą Bavmorda przemieniła w piżmoszczura.

    Film kultowy dla paru pokoleń - i aż trudno uwierzyć że premiera była klapą - nie spodobał się w Cannes, zjechali go krytycy i nawet widzowie nie chcieli iść do kin...
    Uratowały go kasety, gdy na całym świecie stał się video przebojem...
    Niemniej przez te początkowe kłopoty nie powstały kolejne części które planował nakręcić Lucas.

    Amerykanie mogli chociaż poczytać o dalszych losach bohaterów w trzech książkach kontynujących tę historię. Niestety nigdy ich w Polsce nie wydano.
    Podobno ma niedługo zostać nakręcona kontynuacja, pokazujące losy dziecka - dziewczynki z oryginalnego filmu...

    Jako plakat wrzucam okładkę BluRay zaprojektowaną z okazji 25-lecia filmu, która wyraźnie nawiązuje do "Władcy pierścieni".
    W komentarzach za to możecie zobaczyć (i przypomnieć sobie) polską wersję (z kasety ITI) która była wtedy na świecie oficjalną okładką.
    Jako ciekawostka również dwa polskie plakaty kinowe.

    Współczesny zwiastun HD zmontowany dla edycji BluRay.
    Zwiastun po polsku z oryginalnego vhs-a.
    Strona Filmweb.
    Film on-line z lektorem na Resetoff.

    Poprzedni wpis - przebojowa, ponadczasowa komedia - "Robin Hood - faceci w rajtuzach".

    ✔ #zlotaeravhs
    Mój autorski tag, gdzie można znaleźć wszystkie dotąd przypominane filmy, jak i te, które dopiero się pojawią...
    A ich okładki możecie "hurtowo" przejrzeć w zakładce z grafiką...
    https://www.wykop.pl/multimedia-tag/zlotaeravhs/ .

    #fantasy #basn #smoki #ogladajzwykopem #filmnawieczor #nostalgia #gimbynieznajo #wykopplus30club #film #filmy #magia #starealedobre
    pokaż całość

    źródło: 1607539641440_adobe.jpg

  •  

    (Wpis nr 322 )

    Dziś w cyklu ▸ #zlotaeravhs przypomnę obiecane, zapomniane #anime - film wydany u nas na VHS przez Video-Rondo około roku 1991...
    To steampunkowe fantasy/retro sf – historia wojny, miłości i... magii.
    Dzieło o świecie latających okrętów, magicznych zwierząt i romansu godnego Romea i Julii...

    " Dawno, dawno temu " (1986)
    Polski tytuł jest tłumaczeniem tytułu z amerykańskiej wersji filmu, trochę ocenzurowanej — „Once Upon a time”.
    Natomiast reszta świata zna tę produkcję pod skróconym tytułem japońskim - „Windaria”.

    Opis nr 1.

    Zdarzyło się to wiele lat temu w świecie zwanym Windaria. Spokojne życie dwóch królestw zostało przekreślone przez krwawą wojnę, rozpaloną ludzką chciwością i pragnieniem władzy...
    Potężny władca królestwa Paro od dawna pielęgnował podstępne plany przejęcia królestwa Isa. Mądra władczyni Isy do niedawna umiejętnie powstrzymywała agresję sąsiada. Jednak monarchowie nie podejrzewali, że ich spadkobiercy, dzielny książę Jill i piękna księżniczka Ahanas, od dawna szaleli za sobą. Kochankowie zrozumieli, że marzenia o szczęściu nie spełnią się, jeśli ich narody przystąpią do wojny. W końcu dzieci władców staną się nieprzejednanymi wrogami, a ich miłość zamieni się w tragedię. W tej fatalnej dla całej Windarii godzinie Jilla i Ahanas mogą liczyć tylko na pomoc dzielnego rolnika - Izu, który może zostać tajnym posłańcem walczących stron.


    Opis nr 2 - trochę spojlerowy.

    Dwie zakochane w sobie pary młodych ludzi zostają uwikłane w wojnę między dwoma rywalizującymi królestwami.
    Opartą na starożytnej technologii, ale olśniewającą swoją stolicą Isą i militarystycznym, agresywnym Paro.
    Izu i jego młoda żona Marin są prostymi rolnikami, którzy mieszkają w skromnej osadzie Saki, która leży w lasach rozpościerających się bezpośrednio między Isą a Paro.
    Chociaż wioska Saki nie ma piękna Isy ani wojennych machin Paro, posiad wspaniałe, gigantyczne drzewo znane jako „Windaria”, do którego mieszkańcy wznoszą modlitwy.
    Kiedy wybucha wojna, rozczarowany swoim życiem Izu decyduje się dołączyć do armii Paro, zafascynowany fantastycznym, podarowanym mu latającym motocyklem. Zanim odejdzie, razem z żoną składają pod konarami Windarii przysięgę: On na pewno do niej wróci, a dopóki tego nie zrobi, Ona będzie na niego czekać.
    Druga para to Jill - książę Paro i Ahanas -księżniczka Isy. Początkowo nie chcą mieć nic wspólnego z szybko narastającym konfliktem, ale po tym, jak ojciec Jill'a, król Paro, ginie z jego ręki w czasie kłótni o wojnę, Jill nie ma innego wyjścia, jak spełnić ostatnie życzenie ojca: podbić Isę.
    Brutalna wojna przetoczy się przez lasy Saki, gdzie czołgi i karabiny maszynowe armii Paro spotkają się z demonami lasu, a latające łodzie, machiny z Isy uzbrojone w działa czarno-prochowe wyruszą przeciwko śmigłowym myśliwcom Paro.
    Nikt nie uniknie swego losu, a chwała utonie we krwi...
    I tylko widmowy, stalowy okręt krążący na granicy kosmosu będzie jak zawsze czekał na nowych pasażerów - dusze zmarłych ludzi...


    Zwiastun 1.
    Zwiastun 2.
    Strona Filmweb.

    Film on-line tylko z angielskimi napisami, na YouTube.

    Zapomniane anime, które nie miało szansy zostać docenione w czasach VHS, gdy animowana "bajka" miała być dla dzieci, a nie okazać się chwilami krwawym dramatem skierowanym przynajmniej do starszego widza, nie mówiąc o dorosłych.
    Tym bardziej że okładka nie była zbyt ładna (jak zwykle dzieło naszych grafików - a nie zbyt drogi oryginał), a już szczególnie niefortunny i karygodny był brak jakichkolwiek opisu na pudełku !
    Mimo że to produkcja nie tak mroczna i skomplikowana jak niedawno wspomniane przeze mnie "Angel's Egg", to i tak wiele osób ma bardzo pozytywne "vhs-owe" wspomnienia związane z filmem, i to nie tylko u nas - są wpisy o nim na blogach w Azerbejdżanie, Grecji czy nawet Iranie...

    Poprzedni wpis - kosmiczny thriller/western z S.Connerym - "Odległy ląd".

    → #zlotaeravhs
    Mój autorski tag, gdzie można znaleźć wszystkie dotąd przypominane filmy, jak i te, które dopiero się pojawią...
    A ich okładki możecie "hurtowo" przejrzeć w zakładce z grafiką...
    https://www.wykop.pl/multimedia-tag/zlotaeravhs/ .

    #steampunk #fantasy #retrosf #nostalgia

    pokaż spoiler #bajki #milosc #retrofuturyzm #scifi #fantastyka #magia #japonski #japonia #gruparatowaniapoziomu #gimbynieznajo #wykopplus30club #sf #sciencefiction #film #animacja #filmy #vhs #bajkowadziewczyna
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Pierwsze zaklęcie merseburskie - zapisane ok. IX-X wieku w dialekcie frankońskim języka staro-wysoko-niemieckiego, tzw. zaklęcie "dla wyzwolenia z więzów i zachowania przed wrogiem." Wymienione zostały w nim "idisy" - prawdopodobnie opiekunki bitew podobne do walkirii lub żeńskie bóstwa opiekujące się ludzkim losem.

    W tłumaczeniu na polski zaklęcie brzmi tak:

    Kiedyś siedziały idisy
    Siedziały tu i tam.
    Jedne mocowały więzy,
    Jedne zatrzymywały wojsko,
    Inne luzowały więzy
    na dzielnym:
    Uwolnij się z więzów,
    ucieknij od wroga.

    W języku oryginalnym:

    Eiris sazun idisiy
    sazun hera duoder.
    suma hapt heptidun,
    suma heri lezidun,
    suma clubodun
    umbi cuoniouuidi:
    insprinc haptbandun,
    inuar uigandun.

    Nie mam pojęcia, jak poprawnie wymawia się dziwną zbitkę "uu" w szóstym wierszu, więc jeśli ktoś jakimś cudem się orientuje, niech da znać, bom ciekawa ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #sredniowiecze #historia #poganie #poganstwo #magia #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    mam taka umiejetnosc, ze przyjemne popoludnie, wolne od obowiązków potrafie zamienic w atak paniki w umałek sekundy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #magia #depresja #heheszki

    źródło: i.kym-cdn.com

  •  

    Paczcie jakom umię sztuczke

    #piwo #gownowpis #magia

    źródło: 1600618612667.jpg

  •  

    https://www.youtube.com/watch?v=3B4_enh1wSM&feature=youtu.be #it #sztucznainteligencja #magia #informatyka #programowanie #cpp #sfml
    Dzisiaj chciałbym zaprezentować swój najnowszy mini program :) służacy do rozpoznawania liter wprowadzonych przez użytkownika na ekranie.
    pokaż całość

    źródło: y.png

    +: g.........a, genmic +5 innych
  •  

    #madki #czary #magia #ciemnogrod

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: received_2750052015267573.png

  •  

    Klimat jak sprzed 30 lat. Wychodzisz z domu, a na łące obok - mgła i kopki siana, któreś wczoraj zrobił.
    Na blogu więcej fotek z tego ranka: https://witoldochal.blog/2020/08/15/na-planie-basni/

    Mój tag: #comisienawineloprzedobiektyw

    #fotografia #rolnictwo #magia #hobby pokaż całość

    źródło: 2020 08 15 01.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #magia

0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0

Archiwum tagów