•  

    Najświeższa wersja kopalni soli fujoshitów z tumblra i okolic w reakcji na nowy chapter #tokyoghoul #manga #tumblr

    źródło: i.4cdn.org

  •  

    Rozbraja mnie kreska w mandze Captain Tsubasa. Postacie wyglądają tak, jakby ktoś poubierał tytanów z SnK w stroje piłkarzy xD
    #manga #anime #captaintsubasa

  •  

    Ale tumblrowy/twitterowy/fujoshitowy rak ma ból dupy na najnowszy #manga #tokyoghoul

    >TG jest homofobiczne

    źródło: i.4cdn.org

  •  

    Właśnie obejrzałem Blame!. I mogę powiedzieć, że ekranizacja im się udała, chociaż gdyby tak ciut więcej czasu poświęcili na pokazanie scenerii to film wyszedłby lepiej i bardziej oddawałby ducha mangi.
    #anime #manga

  •  

    Jako, że Netflix lada chwila dystrybuuje film pt. BLAME a sama produkcja cieszy się na Wykopie szerszym zainteresowaniem niż tylko w ramach tagów dla miłośników ''chińskich bajek'' warto napisać coś więcej o fabule dla niekumatych. Warto ponieważ manga autorstwa T. Niheia wykreowała bardzo surrealistyczne, cyberpunkowe uniwersum, którego nigdzie indziej nie odkryjecie. Niech poniższy tekst będzie małą przystawką przed samym seansem.

    Akcja mangi rozgrywa się w bliżej nieokreślonym czasie, na bliżej nie określonej planecie. Głównym bohaterem filmu jest Killy, jeden z nielicznych przedstawicieli ludzkości w post-apokaliptycznym świecie. Nie jest to świat zniszczony przez (jak to zwykle bywa w tego typu produkcjach) meteory, siły przyrody, wirusy czy wojnę nuklearną tylko technologię.

    Blame to opowieść o skromnej narracji, w której niedopowiedzenia i skrawki informacji o historii ludzkości budują niepowtarzalny klimat produkcji. Wiemy, że niegdyś ludzkość była zaawansowana technologicznie. Stopień tego zaawansowania był niewyobrażalny - wyeliminowano biologiczne ograniczenia człowieka (eliminacja chorób, klonowanie, cybernetyzacja) jak i podziały w społeczeństwach (brak państw, konfliktów). Cywilizacja dotarła do etapu, w którym globalny system informatyczny zarządzał i zaspakajał jej wszelkie potrzeby ludzi - system ten bez ingerencji człowieka odpowiadał za rozbudowę całej infrastruktury (budynki, drogi etc.) i to on ostatecznie stał się kataklizmem.

    Nie wiemy za wiele o ''początku końca'' dominacji ludzkości na globie poza tym, że ludzkość utraciła kontrolę nad Terminalem zarządzającym tym systemem informatycznym a sama ludzkość została uznana przez system za intruza, wirusa którego trzeba zlikwidować. Dziś jest to pozbawiony świadomości byt chaotycznie i bezustannie rozbudowujący ku niebu całą planetę, labirynt zwany Megastrukturą, w którym człowiek walczy o przetrwanie.

    Jedyną nadzieją dla ludzkości jest Killy. Jego zadaniem jest przemierzanie Megastruktury w celu zlokalizowania Terminalu, zalogowania się do niego i odzyskania kontroli nad całym systemem. Może to zrobić tylko on, ponieważ tylko on posiada akceptowalny przez system genom. Megastruktura mimo, że nie jest świadomym bytem rozwinęła w sobie system obronny. W uniwersum BLAME zabić ciebie może podłoga, po której stąpasz. Wystarczy, aby sensory wykryły obecność człowieka, a pobliska infrastruktura wykorzysta okoliczne zasoby przeobrażając się po chwili w 500-metrowego cyborga, któremu będziesz musiał stawić czoła.

    Chociaż podczas całej historii towarzyszymy Killemu jak i okazyjnie napotkanym ludziom to głównym bohaterem jest właśnie Megastruktura. Sam T. Nihei zanim zaczął przygodę z mangą studiował architekturę. Dlatego też w uniwersum Blame tak dużą rolę odgrywają przytłaczające nas struktury. Oczywiście jak na dobry cyberpunkowy tytuł przystało nie zabraknie tu rozterek egzystencjalnych i to naprawdę głębokich. Bo czy naprawdę cokolwiek ustało się człowieczeństwa, którego tak usilnie broni przed eksterminacją Killy?

    ''Gorąco polecam ten film.'' ~Romasz Taczek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #film #netflix #anime #chinskiebajki #manga #cyberpunk #scifi #sciencefiction
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Ok jestem po #anime Full Metal Alchemist: Brotherhood, tu trochę przemyśleń co wysmażyłem (wybaczcie za błędy logiczne ale jest pora jaka jest a chciałem wszystko na świeżo spisać):

    UWAGA SPOILERY

    Meh, znaczy, nadal jedno z najlepszych anime jakie widziałem - w sumie nawet dzięki pewnym elementom mogę je zrównać z NGE - chociaż NGE jest krótsze za co ma u mnie plus bo jednak mogliby spokojnie zrobić 2x mniej odcinków tutaj i zachować wszystko jak trzeba.

    Minusy? Animu.. czyli ma ze sobą problemy innych animu. Czyli dużo głupot i niedopowiedzeń - skąd się brały "tarcze alchemiczne" i bariery itp. No dobra można to jakoś wyjaśnić ale.. Kolejna głupota to rozdzielenie na wschodnią alchemie - bez wyjaśnienia - po prostu jedna czerpie z ziemi a druga.. też z ziemi tylko tektonicznie (?!) ale ta druga była przez długi czas blokowana przez kamienie/homonuculusa, ale nie widać było jak cokolwiek się zmieniło po tym (no chyba że to miało znaczenie tylko przy blokowaniu jej przez homonuculusa). Zresztą jak można oddać "prawdę" - w sensie czy każdy ją ma i przez to może nauczyc się alchemii i czy to tyczy się tylko alchemii 'tektonicznej' czy wschodniej też? Ogólnie ta dziura mnie wkurzała trochę bo nie lubie niedopowiedzeń w świecie przedstawionym szczególnie że przez większość serialu starali się wyjaśniać wszystko a to po prostu wyglądało jakby im się odechciało..

    Anyway, Greed był cudowny, bardzo pouczający bo pokazuje jak można wade/grzech przekuć w zaletę (widać to też było po części przy Sloth który bł leniwy i dlatego chciał załatwiać sprawy by móc dalej odpoczywać - ale nie było to aż tak wypunktowane).

    Anime uczy też jak działa wolny rynek - equivalent exchange oparty na podstawowych pramach termodynamiki/dynamiki/wszechświata - czyli masa, energia i inne muszą się zgadzać. Jest to super pouczające, szczególnie ostatni tekst "there is no gain without sacrifice" i to jest mega ważne do ogarnięcia, po prostu czasem kto inny robi ten "sacrifice".

    Chociaż tutaj też było kilka głupich rzeczy - np. czasem mogli użyć alchemii albo zrobić cokolwiek ale mają taką głupią zasade AI jest głupie (w sensie że AI z gier, nie Alphonse xD) i nie bije jak inni walczą z Tobą. A przy okazji nie było wyjaśnione jak to że można zrobić sobie podesty i wznosić się na nich w górę - skąd się bierze na to energia i czy też podlega equivalent exchange. Dlaczego w sumie nikt nie używał alchemii do stworzenia lepszej broni? Skoro w sekunde Edowi udało się przerobić cieżaróke w wóz bojowy (przynajmniej tak wyglądał) to dlaczego nie mogli stworzyć.. nie wiem.. Helikoptera? xD Ogólnie brak awiacji mnie nieco negatywnie zaskoczył. No i to że wydaje się że alchemie tam ogarniało pare osób (na świecie) a resza nie była nią totalnie zainteresowana - like seriously?

    No i oczywiście spiritualny koncept "all is one" który wiąże się po części z equivalent exchange. Nie bez powodu odcinek z tym tytułem mi się najbardziej podobał. Bardzo lubie ten koncept rzeczywistości/metafizyki i uważam (a raczej doświadczyłem) że jest prawdziwy, tak więc kudos do twórców tego dzieła.

    Ponad to: super postacie, zdecydowanie za każdym razem jak na ekranie pojawiał się Major Armstrong to prychałem srogo, kilka postaci z dupy (Chimery, ale chociaż dobrze że pokazali 'ludzką stronę' hehe) no i od czasu do czasu spoko żarty. Przy niektórych postaciach/scenach serio idzie poczuć feelsy. Ogólnie samo wykonanie anime było świetne, ciężko się przyczepić.

    Daje solidne 9/10.

    #seriale #manga #fullmetalalchemist #ogladajzwykopem
    pokaż całość

    •  

      @sorek: ja zawsze postrzegałem alchemię w fma jako rodzaj jakiejś 'magii" dzięki której można naginać rzeczywistość (podesty i ściany z ziemi), gdzie niektóre postacie były wyspecjalizowanej w określonej dziedzinie (mustang = ogień, kimblee = wybuchy? miał coś podobnego)
      o tych tarczach to nic nie pamiętam xD
      co do lepszych broni, to wydaje mi się, że nie można było stworzych czegoś technicznie złożonego (stąd brak możliwości naprawy swojej protezy), ale można było nadać jakiś kształt i strukturę (patrz ostrze edwarda na protezie)
      wiele różnych postaci (nawet 3 planowe postacie się pamięta)
      nawet nie pamiętam ile lat temu to oglądałem, oglądałeś fma (ta wersja w połowie oparta na mandze)? mimo tego, że to zupełnie cos innego, to wiele rzeczy uzupełnia (twórcy fma:brotherhood pomineli chyba z 25 odcinków czy 12, bo większość by się powtórzyła i odrazu przszli do konkretów)
      pokaż całość

      źródło: fma.jpg

    •  

      @Evert w pierwsym lub drugim odcinku bracia Elrick naprawiali radio, wiec z tym ze nie moga transmutowac zlozonego techniczne sprzetu to o nie trafione...

      +: sorek
    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Życie jest za krótkie żeby wydawać light nowelki - stwierdził szef Studia JG, Jan Godwod. Wbrew temu, o czym jedni marzyli, a czego inni się obawiali, po sukcesie Sword Art Online polski rynek nie został zawojowany przez light novel. Co prawda większość wydawców postarała się wkomponować w swoją ofertę wydawniczą japońskie książki pisane dla młodzieży, ale okazuje się, że to wcale nie była taka złota żyła. Wydanie jednego tomu LN wymaga tyle czasu i pracy co wydanie 4-8 tomów mangi - co do tego zgodni są właściwie wszyscy wydawcy. Nawet laik rozumie, że większa ilość tekstu do przetłumaczenia robi swoje, ale nie bez znaczenia jest też język, którym napisane są historie. Między wierszami z wypowiedzi tłumaczy można wyczytać, że przekład light novel, z tego czy innego powodu, jest dosyć wyczerpujący. Pojawiły się nawet głosy, że LN najlepiej byłoby oddać polskim autorom do przepisania, co można odczytać w dwójnasób.

    Poza Kotori nikt już nie ma planów wydawania nowych tytułów przed zakończeniem obecnie trwających/zapowiedzianych. Ale nawet Mały Ptaszek zdaje się nie być do końca przekonany do light novel. Jak sami przyznają, nie wydają żadnych dużych tytułów mangowych nie dlatego, że nie chcą, tylko zwyczajnie nie mają szans w licytacji z innymi, większymi i starszymi wydawnictwami - w takim wypadku pozostało im uderzyć w niszę i poczekać na lepsze czasy. Czas pokaże czy wybredny, polski czytelnik przyzwyczajony do piractwa doceni wysiłki "najmłodszego z największych" polskich wydawnictw.

    Mówią, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, to powiedzenie zdecydowanie sprawdza się w przypadku polskich czytelników mangi i light novel. Okazuje się, że tytuły chwalone w pewnych kręgach, wydawać by się mogło oczekiwane z utęsknieniem, jeśli wierzyć wynikom różnych ankiet, ostatecznie sprzedają się tak sobie. Zapewne stąd też bierze się nieufność polskich wydawców do sięgnięcia po "klasyków", o których fandom wypytuje przy każdej możliwej okazji. Tym bardziej cieszy wiadomość, że praktycznie każdy wydawca ma w swoich planach poszerzenie oferty dla starszych, trochę bardziej obytych czytelników. Chcemy wydawać ambitniejsze tytuły, nie spodziewamy się po nich gigantycznych zysków - byle tylko wyszły na zero. Oczywiście podobne zapewnienia pojawiają się od ładnych paru lat, ale umiarkowany sukces pozycji takich jak Planetes, Blame! czy Do Adolfów skłania nawet wydawnictwo takie jak Waneko (niekoniecznie znane z publikacji wysokich lotów) do dalszych inwestycji w tytuły spoza obecnego mainstreamu.

    W tym wszystkim niezmiennym pozostaje fakt, że nikt nie chce wydawać Jojo czy Gintamy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #manga #lightnovel #anime
    pokaż całość

  •  

    Takie tam parę słów na temat Bleach, czyli jakie błędy w prowadzeniu historii doprowadziły serię do tego, że spadła boleśnie z rowerka.

    Od pewnego czasu zabierałem się do tego aby napisać parę słów o tym dlaczego końcówka Bleacha ssała tak mocno. Co prawda już raz miałem mały rant, ale tym razem chciałem się skupić na powodach. I w tym miejscu można by się odwołać do jego konfliktu ze sztabem edytorskim… ale jakby nie patrzeć problem z dziełem Kubo Tite sięgał dużo głębiej i zrodził się z samych podstaw budowy świata i tego jak została napisana główna postać – Ichigo. Dlatego też o ile na pewno jest to istotne, jednak nie będę się na nim skupiał. A więc co poszło nie tak?

    Wiecie co jest najważniejsze w shounenach (a właściwie w większości historii jakie ludzkość kiedykolwiek stworzyła) – obdarzenie głównego bohatera celem. Jasno określonym i stanowiącym oś, sztywny punkt odniesienia wokół którego będzie budowana dalsza historia. Luffy z One Piece chce zostać Królem Piratów, Naruto z mangi o tym samym tytule (Thanks you Cap. Obvious!) przywódcą swojej ninja-wioski i zasłużyć na szacunek jej mieszkańców, Gon z HxH przez większość (z dotychczas wydanych) rozdziałów szuka sposobu na spotkanie się ze swoim ojcem, który go podrzucił na wychowanie rodzinie gdy ten był niemowlakiem, Deku z Boku no Hero Academia chce zostać superbohaterem nr 1. Jeżeli mamy taką podstawę to dopisanie pod to drogi MC, czy to poprzez wydarzenia bezpośrednio pchające go do celu, czy poboczne przygody gdzie nieco schodzimy z głównej ścieżki, jest już czymś pod co mamy podłożone podwaliny. Wiemy co nasz bohater chce osiągnąć, więc jedyne co trzeba zrobić to rzucać mu pod nogi kłody aby gdy już dojdziemy do mety odczuć satysfakcję z przeczytanej/obejrzanej historii. I tutaj mamy pierwszy próg na którym Bleach mocno się kładzie. Właściwie Ichigo nie ma żadnego celu w życiu, jakiegoś egoistycznego pragnienia do którego może dążyć i pokonywać przeszkody stojące mu na drodze. Jedyne co robi to płynie z nurtem nie zależnych od niego (w większości przypadków) wydarzeń, jest ich uczestnikiem, pewną rodzaju figurą przesuwającą się od zbitego piona do następnego, ale nie przejawia żadnej głębszej własnej inicjatywy. Właściwie jedyny moment gdy widzimy jakiś zalążek tego to walka z Grand Fisherem – tak dotykająca niezaleczonych ran oraz jego prywatnej wendetty. Jednak później wszystko co robi wiąże się tylko albo z ochroną przyjaciół/rodziny. Nie podejmuje praktycznie żadnych działań „dla siebie”. Możecie powiedzieć, że przecież ratowanie Rukii było aktem samowolki, ale sam bohater powiedział, że nie jest to jego pragnienie per se, lecz poczucie obowiązku, bycie w pewien sposób zobligowanym do tego aby ruszyć po nią do Soul Society. Jedyne czego doświadczamy to, że sama struktura historii nie działa w ten sposób, że jej progresja pcha Ichigo w walki z kolejnymi przeciwnikami, ale służy tylko pretekst do tego aby one następowały. To właśnie walki stały się centralnym punktem, chociaż seria stara się nam wciskać kit, że wcale tak nie jest. I pal sześć gdyby chociaż do końca były ciekawe i dynamiczne… ale do tego dojdziemy. Wracając jednak to tematu – w momencie gdy mamy zakończenie pierwszego dużego Arcu i powtórnie jesteśmy w Karakurze byłby najlepszy czas na to aby jednak rozwinąć postać Ichigo i nadać jego kolejnym przygodom szerszego kontekstu. Niestety tak się nie dzieje. Nie ważne z jakiej strony patrzymy to nie ma on żadnego powodu na to aby w ogóle mieszać się w konflikt z Aizenem. Jednak show must go on, więc autor miast dać mu character development i aby z tego wynikła dalsza jego decyzja o podjęciu się powstrzymania głównego villaina, dostajemy powtórkę z rozrywki. Tym razem zostaje porwana Inoue i znów ruszamy z misją ratunkową – w tym momencie nikt chyba nie miał złudzeń, że to tylko plot device aby ruszyć do przodu. Główny zły nie ma żadnego powodu aby to robić, nie trzyma się to ani kupy ani większego sensu. Od tej pory już całkiem możemy się przyzwyczaić, że nie dostaniemy żadnego sensownego rozwoju postaci. Oczywiście dostajemy coś „na niby” takiego, ale to raczej bardziej proteza nadania głębi niż faktyczne to zrobienie. Nie wspominając już Ichigo jest tak chwiejny, iż w pewnym momencie to już niemal autoparodia jak na przemian traci wiarę w siebie i ją odzyskuje. Na szczęście na tym etapie jeszcze przynajmniej pojedynki trzymają przyzwoicie wysoki poziom przez co można przymknąć na to oko (czasami).

    Prawdziwa tragedia następuje gdy zaczyna się Fullbringer Arc. Tutaj znów autor miał idealny punkt na odświeżenie formuły. Historia Ichigo właściwie na ten moment była praktycznie zakończona. Główny zły został pokonany, Ichigo stracił w walce z nim swoje moce, ale przed tym zarówno zdążył się pożegnać ze swoimi „duchowymi” kolegami jak i pogodzić z utratą jakichkolwiek zdolności parapsychicznych. I tutaj autor mógł podjąć kilka decyzji:

    a) nadać jakiś nowy cel dla Ichigo, który by go napędzał
    b) poprowadzić historię z perspektywy innego bohatera, a zostawić Kurosakiego jako „dziką kartę”
    c) nie pisać jednak dalej i zakończyć całość tak jak jesteśmy
    d) spierdolić wszystko zostając w utartym przez siebie schemacie i zanudzić czytelnika na śmierć

    Chyba nie muszę wskazywać jaką decyzję podjął Kubo Tite. I tutaj właśnie wchodzi na scenę dość krótki Fullbringer Arc, który zamiast podążyć drogą z podpunktu „a” to wybrał linię najmniejszego oporu. Wszystko w nim było podporządkowane jednemu celowi – powrócić do status quo Ichigo do mniej-więcej sprzed Arrancar Arc, przywrócić mu jego zwyczajną moc shinigami. Tak właśnie zaprojektowano Xcution i postacie do niego należące. Nie są oni i nie mają być w żaden sposób interesujący, ich jedynym celem jest doprowadzenie MC na powrót do miejsca z którego znów będzie mógł podjąć walkę. Najgorsze jest w tym to, że Ichigo nawet nie osiąga tego samodzielnie tylko w końcowym momencie dostajemy chamsą Deus Ex Machinę. Nie wiem jak wy, ale ja poczułem się zażenowany i potraktowany jak idiota.

    Drugim tego problemem jest rzecz, która była niezwykle widoczna w Dragon Ballu – postacie drugoplanowe, a szczególnie te z wczesnych stadium jak Inoue, Sado, rodzina Ichigo, czy już totalnie niemal olana przez Tite Tatsumaki zostały zepchnięte na drugi plan. Wpływ ich na przebieg fabuły był pod koniec równy zeru. Sado to już obiekt żartów na temat jego intymnego związku z powierzchniami płaskimi tak szybko zwykle był eliminowany. Ponownie mieliśmy pewnego rodzaju „zakładnika”, emocjonalny meltdown Ichigo i jego odzyskanie wiary we własne siły. Antagoniści to już taki żart, że nie będę nawet strzępił na nich ryja, bo nie da się ukryć, że właściwie nic a nic się o nich nie dowiadujemy, nawet główny przeciwnik dostał może z pięć paneli backgroundu (!), co już było jawną kpiną i pokazaniem, że ten Arc nie miał nic do zaoferowania. Niby tam z dwie osoby dostały coś tam więcej, ale to wszystko jest tak miałkie, że #nikogo.

    Jak wspomniałem wcześniej Fullbringer Arc wrócił do starego status quo, czyli nic a nic się nie zmieniło. Bleach stanął w miejscu, zero rozwoju. Ani świat jakoś spektakularnie się przez wszystkie poprzednie historie nie odczuł ich konsekwencji, ani bohaterowie jakoś nie rozwinęli się specjalnie od czasu zakończenia Seireitei Arc. No i na koniec dostajemy największe gówno jakie tylko można się było spodziewać. Skala tego kupsztala jest o tyle odczuwalna, że była to najdłuższa saga w całym Bleachu na przestrzeni której nie dość, że nie udało się sprawnie domknąć żadnych wcześniej tylko napomkniętych wątków, to jeszcze wrzucono nam więcej pytań niż odpowiedzi. Dosłownie okazało się, że istnieje jakaś trzecia strona konfliktu ukrywająca się „gdzieś”. Yhwah to kalka Aizena, walki są absurdalnie wręcz przeciągnięte, że nawet Dragon Ball w wersji TV by się mógł zawstydzić. Do tego dosłownie miesiącami główny bohater nie dostawał nawet jednego panelu! Akcja toczyła się ślamazarnie, a przez większość czasu to już w ogóle stanęła w miejscu. Znów na koniec dostaliśmy Deus Ex Machinę. No i krótki epilog, bo oceny były dla Bleacha tak niskie, że pomimo wieloletniej serializacji i bycia jednym z trzech filarów JUMP'a nie dało się tego dłużej ciągnąć. Tak niewiele się właściwie działo w Thousand Years War Arc, że nawet nie wiem co więcej można o nim napisać. Bzdurnej „niby zdradzie” Ishidy, która od początku było wiadomo, iż to zmyła? Zmarnowanym potencjale Dywizji 0 (oprócz sceny wykucia nowego miecza Ichigo, która była całkiem epicka)? Najpierw robieniem nie wiadomo co z faktu, że MC ma nową broń, a później wyrzuceniem tego faktu za okno? Nie wyjaśnieniem praktycznie nic o tym gdzie przez ten cały czas się podziewali Quincy (brak odpowiednika Turn Back the Pendulum było bardzo odczuwalne)? Albo gdy Kyoraku ostrzegał ziemskich przyjaciół Ichigo, że ten najprawdopodobniej nie będzie już mógł przebywać w świecie żywych poprzez poziom swojej mocy i pozostanie w Soul Society będzie jedynym możliwym wyborem dla niego? Przemęczyłem go już tylko z przyzwyczajenie do Blecha, nie czerpałem ani z przyjemności z walk, ani nie dostarczono mi intrygujących przeciwników. Byłem zwyczajnie znużony i ostatni rozdział powitałem z otwartymi rękami – to było dobicie kulawego konia. Czy szkoda mi tego co się z Bleachem stało? Oczywiście, czytałem go 10 lat, to była też jedna z serii, która wkręciła mnie w świat mangi i anime więc cholernie było mi szkoda, podkreślmy to jeszcze raz – kasacja tytułu to nie była egzekucja, ale akt łaski.

    Gdyby komuś się nie chciało czytać to tl;dr:

    1) Brak progresji w rozwoju charakteru postaci (wszystkich)
    2) Brak jasnego celu do osiągnięcia przez głównego bohatera
    3) Nadużywanie tych samych motywów i Deus Ex Machin
    4) Zepchnięcie na boczny tor dużej części pobocznych postaci
    5) Plot device, na plot device
    6) Po pokonaniu Aizena niechęć do porzucenia starego status quo
    7) Nudne i niemiłosiernie rozciągnięte walki
    8) Brak zakończenia wątków przy wprowadzaniu nowych, a co za tym idzie namnażanie pytań zamiast udzielanie na nie odpowiedzi
    9) Chwiejność Ichigo w wieże we własne siły
    10) Niekonsekwencja w prowadzeniu historii, pewne rzeczy były wprowadzane, żeby ich później albo nie wykorzystać w pełni, albo zapomnieć zupełnie.

    Tak z ciekawości dajcie znać co sądzicie o takich dłuższych wypowiedziach (na pewno pojawia się w tekście trochę powtórzeń, czy błędów stylistycznych, ale na przyszłość będę się starał jakoś przeredagowywać teksty przed wrzuceniem). To jest test, czy ktoś jest tutaj zainteresowany nimi i dyskusją.

    #manga #anime #bleach #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @Dimin: U-19 idzie do piachu, We can't study nie czytałem i nie wiem jakie to jest, ta o młodym demonie to porażka, Dr.Stone miał fajny pomysł ale tempo wszystko zabija, Robot x Laserbaum nie czytam, bo nie przepadam za sportówkami w formie mangi. Hungry Marie po niezłych pierwszych dwóch rozdziałach wpadło w przeciętność.

      W sumie to jeszcze zapomniałem o Promised Neverland, które ludzie bardzo chwalą (a za które wciąż nie mogę się zabrać jakoś :P ). pokaż całość

    •  

      @jaqqu7: No, u19 i demon poro do piachu. A resztę z nich czytam. We cant study - romans/komedia. Takie głupiutkie romansidło, raczej przeciętne/słabe. Też może polecieć. RxL nawet wciąga, fajny główny bohater. Marie na początku mnie bawił przez wzgląd na beelzebuba, bo autor sobie powyciągał wyglądy bohaterów z poprzedniej mangi, ale teraz się robi nudne, kolejny niby romans. No dr. stone miało genialny pomysł, ale właśnie zaczyna poziom spadać. Główny bohater - osiłek i kretyn zaczyna nudzić.

      A promsed neverland jest tak zajebiste, że szczerze ci radzę jak najszybciej się za to zabrać. Od początku mangi nie znudziłem się ani razu, a autor co chapter potrafi zaskoczyć. Jedna z lepszych mang w jumpie obecnie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (19)

  •  

    Po powrocie z urlopu w końcu znalazłem nieco czasu żeby odetchnąć i coś naskrobać, dlatego tak jak obiecałem robię małe podsumowanie mojego wyjazdu.

    Jak zwykle warto chyba zacząć dlaczego akurat ten kraj.

    Wyjazd ten był moim marzeniem od dłuższego czasu. Dużą wagę na pewno miało oglądanie #anime i czytanie #manga. Lubię to robić, ale każdy ma swoje własne zainteresowania.
    Początkowo do UK wyjechałem właśnie po to by zarobić na ten wyjazd (minęły prawie 3 lata od tego czasu, ale w końcu się udało).
    Wyjazd zacząłem planować dopiero w styczniu. Na jednej z grup na facebooku napisałem, że poszukuję towarzysza podróży. Odezwała się jedna osoba i razem zaczęliśmy planować. Najpierw data, końcówka marca/ początek kwietnia, ponoć najlepszy czas na zwiedzanie.

    Kupno biletów.
    Ja kupowałem z Birmingham z przesiadką w Amsterdamie (całe 6h!), powrót przez Paryż (2,5h). Kolega bezpośrednio z Warszawy. Cena w obu przypadkach ~3k pln, więc bez tragedii jak na sezon i w miarę późny zakup.

    Planowanie też nie było najłatwiejsze. Oboje chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej. Tutaj wielkie dzięki dla @ama_japan, którzy odpowiadali na moje nawet najdrobniejsze pytania (jesteście wielcy, wasze AMA od początku mam w ulubionych!) oraz dla kilku ludzi z pod tagu #japonia.

    Na początku chciałem noclegi rezerwować przez airbnb, ale nie znałem mojego towarzysza podróży i był strach (na pewno po obu stronach), czy on mnie nie oszuka. Dlatego każdy z osobna zarezerwował nocleg przez booking.com w tym samym miejscu.

    Wylot miałem 22 marca o 6 rano i oczywiście znowu nie mogłem w nocy zmrużyć oka z podekscytowania.
    W Tokio byłem 23 marca po 9.
    Na lotnisku małe zaskoczenie. Podeszli do mnie reporterzy japońskiej telewizji: prowadzący, tłumaczka i kamerzysta. Proste pytania typu, który raz w Japonii, co chcę zobaczyć, dlaczego akurat ten kraj itp.

    Spotkałem się z kolegą w JR Office (o dziwo byłem wcześniej mimo, że miał on na mnie czekać), zgarnęliśmy nasze bilety i od razu rezerwacja miejsc w shinkansenach do Kyoto.

    Shinkanseny są wygodne i jest w nich całkiem sporo miejsca (nawet jak ktoś fotel odchylni do tyłu). Jak się rezerwacji nie zdąży zrobić to trzeba iść do wagonów bez przypisanych miejscówek.

    Przyjazd do Kyoto po 2,5h. Do hostelu mieliśmy około 30min piechotą. Żaden problem przy okazji poznaliśmy okolicę.
    Na pierwszy rzut oka co się rzucało w oczy to wysokie budynki, świątynie co 5min, parki i dużo ludzi.

    Wchodzimy do hostelu, witają nas Japończycy. Obsługuje nas pani która zdaje się najlepiej mówić po angielsku wśród całej młodej ekipy. Zamiast użyć słów "check out" pani do nas "you must get out at 10" (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    Nie powiem lekko się zdziwiłem, ale spodziewałem się tego, że ich angielski nie jest na wysokim poziomie.
    Później tłumaczy nam, że NIE możemy używać windy, tylko schody (8 piętro, jakoś przeżyję, zresztą nie miałem zamiaru cały czas być w hostelu). Okazało się całkiem na odwrót niż pani mówiła.
    W Kyoto jest bardzo dużo świątyń. Nie będę opisywał każdej z kolei, ale na szczególną uwagę według mnie zasługuje Fushimi Inari.
    Sądziłem, że w Kyoto życie nocne raczej będzie słabe, ale łatwo można było znaleźć bar czynny do 1, 3 a nawet do 5 oO

    Po 4 nockach udaliśmy się do Nara, gdzie byliśmy pół dnia. Sporo rogatych bestii. Te jelenie gryzą, ale też ładnie się kłaniają (。◕‿‿◕。)

    Na wieczór pojechaliśmy do Osaki. Udało nam się jeszcze pójść do zamku. W drodze powrotnej poszliśmy do centrum, gdzie spotkaliśmy całkiem sporo większych i mniejszych grup które się promowały.
    Następnego dnia Japan Universal Studio. Bardzo duże kolejki (nawet do 3h), ale czasami warto. Żałuję tylko, że nie wykupiłem droższej opcji na te z mniejszą kolejką, bo warto ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Wieczorem odezwał się do mnie pewien mirek. Nie podaje nicku, a jak będzie chciał się tutaj ujawnić to coś napisze :)
    Bardzo fajna osoba. Powiem, że lepiej bym się bawił z nim i jego ekipą niż z moim towarzyszem. Czasami chciałem coś zrobić i brakowało mi takiego "no to dawaj".
    Spotkaliśmy się później 2 razy w Tokio na piwie. Pozdro kumplu! ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    Kolejny dzień do podróż do Hiroshimy, gdzie zobaczyliśmy zamek i park a później na wyspę Miyajima.
    Tutaj trochę źle zrobiliśmy. To znaczy, za późno przyjechaliśmy i spaliśmy na wyspie (fajny tradycyjny guest house), ale życia nocnego nie ma :(

    Pobudka rano i jeszcze zwiedzanie wyspy, był ładny przypływ i od rana przybywało sporo ludzi.
    Późnej podróż do Tokio.

    W Tokio to ja byłem raczej mniej nastawiony na zwiedzanie. Chciałem się odprężyć, pobawić. Oczywiście dużo i tak zobaczyłem. Kilka świątyń, które nie robiły na mnie już takiego samego wrażenia jak w Kyoto, Tokyo Tower, budynek rządu, ogromne wieżowce, blibordy, sporo automatów z grami w Akihabarze, wszystko miało swój urok.
    W Tokio byłem w czwartek i wiśnie do końca jeszcze nie rozkwitły. Na szczęście w niedziele się to zmieniło! Byłem wtedy w Harajuku szukaliśmy lolit i elvisów.
    Elvisów znaleźliśmy, lolity...no cóż, 2 rosłych białych ludzi w stroju lolit...bleeeeeh (╥﹏╥)
    Przez połowę mojego pobytu w Tokio padało, dlatego też bardziej chodziliśmy po sklepach, czy właśnie po
    Byłem też w kawiarence pokojówek, było dziwnie, ale śmiesznie (⌒(oo)⌒)

    Chciałbym jeszcze do Japonii wrócić. Na dłużej niż 2 tygodnie, poznać ludzi i ten kraj bardziej od środka. Mam nadzieję, że się to uda w niedalekiej przyszłości.

    Wołam @nathaliekill i @mesior oraz oczywiście wszystkich spod tagu #japonia

    Link do kilku zdjęć z mojej małej podróży:
    ZDJĘCIA
    pokaż całość

    •  

      @damian91: będziesz chcial lecieć pisz tez byłem teraz ale głównie w Tokio :) zaliczylem imprezę w klubie harem na shibuya i karaoke :) Ps tez byłem w maid caffe na pamiątkę dostałem zdjęcie z jedna i sam mam zdjęcie z jedna xD

      źródło: embed.jpg

    •  

      @KowaziS_: Zdjęcia są w cenie posiłku, który jest drogi (ale słodko wygląda) ( ͡° ʖ̯ ͡°)
      Zastanawiałem się czy nie dopłacić tysiąca yenów więcej i mieć ten ich śmieszny występ, ale jednak odpuściłem ( ͡º ͜ʖ͡º)

      Teraz być może polecę w okres festiwali, sam jeszcze nie wiem.

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Będzie 4-odcinkowy finał w marcu przyszłego roku. Chciałoby się więcej, ale lepsze to niż te wszystkie inne nieskończone adaptacje. Zwłaszcza, że pewnie do tego czasu manga skończy się.

    #anime #relife #animenowysezon #manga #animacja

    źródło: youtube.com

  •  

    # rozdajo dla #anime #manga #lightnovel wydane tylko na #pyrkon, bo będę i nie chce mi się wysyłać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    Wiecie co ludzie? Obecny Arc to jest jednak mistrzostwo świata. Oda już tyle nas wykiwał i obracał sytuację w taki sposób, że po prostu nie mogę wyjść z podziwu jak on potrafi po tylu latach sprawić, iż One Piece jest wciąż świeże i nie ma uczucia ciągnięcia na siłę. Prawdziwy geniusz.

    Najnowszy chapter ma wszystko. Dosłownie.

    https://jaiminisbox.com/reader/read/one-piece-2/en/0/862/page/1

    #manga #onepiece #jaqqubizarrecontent
    pokaż całość

  •  

    Profesjonalna, pewna powagi recenzja mangi hentai Renai Sample autorstwa Homunculus w wydaniu amerykańskim ^^'

    Tyle karteczek zmarnowało się ;)

    #ecchi #hentai #renaisample #homunculus #manga #nsfw

    źródło: youtube.com 18+

  •  

    Wszystkie 4 hentajce od wydawnictwa yumegari zamówione :D

    #manga #hentai #homunculus #renaisample #ecchi #nsfw

    źródło: animei.pl 18+

  •  

    Ten dzień, w którym okrywasz, że ktoś w Polsce wydał zbiór hentajców Homunculusa, a ty nawet o tym nie wiedziałeś ^^'
    http://yumegari.pl/yumegari/nasze-wydania/komiksy/ostrzezenie-2/

    #manga #hentai #homunculus #renaisample #randomanimeshit pokaż całość

  •  

    Anon wrzucił skany nowych artów od rysownika Akame ga Kill, Tashiro #anime #manga #akamegakill
    Łapcie i zapisujcie póki ciepłe http://boards.4chan.org/a/thread/154743936

    źródło: i.4cdn.org

  •  

    Tyle się wykopki ekscytowały Saiyanami i co? Przyszedł Janusz z narodowym wąsem oraz tradycyjnym mięśniem piwnym i założył Nelsona, Poland stronk ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler BTW ciekawe, że recesywne do tej pory geny saiyańskie uaktywniły się u Gohana ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #dragonball #dragonballsuper #manga #anime #chinskiebajki pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Czemu dobre rzeczy muszą się tak szybko kończyć?
    Odkryłem chyba najsłodszą mangę świata - yuri o dwóch wzajemnie zakochanych w sobie yandere, które robią się zazdrosne o najmniejszą pierdołę (zwykle nieporozumienie).
    Szkoda że to było takie krótkie.
    #manga #yuri #yandere #lovedeath

  •  

    Manga Ciguatera ma dużo wspólnego z wykopem, to taka historia o wyjściu z przegrywu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #manga

    źródło: zapodaj.net

  •  

    W kolejnym numerze Young Animal, który wychodzi 24.03, będzie nowy rozdział Berserk'a \o/
    #berserk #manga

  •  

    W końcu przylazło, napaliłem się na to już chyba w październiku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    zdjęcie robione starym hujawejem
    #manga #randomanimeshit #nsfw

  •  

    Wpis to luźny opis lub zachęta do obczajenia kilku komiksów. Skrobałem ją w wolnych chwilach dla osoby, która szukała jakiegoś komiksu sci-fi. Wrzucam, bo może kogoś zainteresuje. W trakcie pisania trochę się rozrosło... Wrzucę też wpis poświęcony animacją w ciągu 1-2 dni, bo są równie ciekawe. Jeśli ktoś nie przepada za komiksami lub animacjami w którymś tagu, który zawołam to raczej nic dla niego. Chociaż mam nadzieję, że da jakiemuś szansę, jeśli go zainteresuje.

    Blame - jest to jeden z tych tworów, który formę komiksu wziął sobie bardzo do serca i niemal w całość historie po prostu oglądamy, a nie czytamy, kreska mocno oryginalna, obok której ciężko przejść obojętnie, jednak na 100% jest to coś, na czym wielokrotnie czytelnik zawiesi oko, by poprzyglądać się detalom, przyjrzeć się projektowi postaci (robią wrażenie), bohater jest zarysowany na początku w sposób szczątkowy, o czym to jest? to pytanie, na które chyba nie zna odpowiedzi sam autor, ale najbliżej to głównie motyw tułaczki, bo ciężko powiedzieć drogi z bardzo ponurą wizją świata przyszłości, ale po prawdzie, mam wrażenie, że autor po prostu chciał się "wyszaleć" artystycznie i niech częściej tak "szaleje",

    Trigun - to komiks, w którym mamy do czynienia połączeniem wysokiej klasy westernu i sci-fi, którego natężenie rośnie wraz z czasem, Vash the Stampede to jeden z tych głównych bohaterów, który oddałby ci swoją ostatnią koszulę, po tym jak przypadkowo doprowadził do rozwalenia twojego baru, ciężko go nie polubić, Vash i jego przygody to głównie akcja, komedia i trochę dramatu, podlane klimatem dzikiego zachodu, wywołujące emocje, uśmiech i częstą potrzebę poprawy kowbojskiego kapelusza, ale im dalej, tym częściej wkradają się rzeczy warte trochę powagi i rośnie nacisk na sci-fi, kreska to zdecydowanie starszy styl, poczynając na projektach postaci, po kompozycji kończąc, wykonanie jest naprawdę dobre i raczej żenada z powodu jakości się nie trafia, polecam, zwłaszcza osobom, które chcą sobie przypomnieć starsze prawidła od obecnych wszędobylskich moeblobów,

    Zetman - chyba każdy z czytelników komiksów ma tę myśl, że super bohaterowie to coś, co rusza ich coraz mniej, w skrajniejszych przypadkach niektórzy mają już ich dość, ja z natury średnio przepadam za tym motywem, ale Zetman obudził we mnie do tego elementu trochę sympatii, nie będę czarował, że jest kompletnie inny od sobie podobnym, ten komiks raczej bierze ten motyw i podaje go w sposób bardziej surowy, brak fanfar, bez aż tak czytelnego podziału komu kibicować, jest on "bohater" i nie zawsze robi rzeczy, które są dla poklasku lub sympatii czytelnika, kreska jest przyzwoita i nierzadko zdarzają się kadry, nad którymi można się zatrzymać,

    Nameless - pierwszy na tej liście przedstawiciel produkcji zachodnich, rodzynek, który wpadł mi ostatnio w łapy i jeju, jakie to było dobre, komiks jest przedstawicielem horroru i robi to bardzo dobrze, znajdziemy sporo odniesień do klasyków gatunku i często przekształcenie ich motywu na swoją modłę, to wszystko podlane świetną kreską, która jest dopieszczona niemal w każdym calu, najlepsze wydanie amerykańskiego stylu, coś, co każdy fan komiksu powinien przynajmniej rzucić okiem, bo jest spora szansa, że na rzuceniu się nie skończy,

    Gantz - jeśli ktoś ma gdzieś zmulanie nad trudnymi problemami, skomplikowane rozterki go nudzą, to coś dla kogoś takiego, przemoc, seks, czysty egoizm i trochę hedonizmu, sam motyw na fabułę jest taki, że bohater przypadkowo umiera potrącony przez pociąg, jednak jak możecie się domyślać, tak się nie kończy, budzi się w dziwnym pomieszczeniu, z którego nie może się wydostać wraz, z których ludźmi nie zna, a na jego środku znajduje się dziwny przedmiot, czarna kula, ów kula otwiera się i znajdują się w niej ciemne stroje i osprzęt, a na samej wyświetla się wizerunek stworzenia, po kilku nerwowych chwilach bohaterowie są teleportowani w pobliże owej istoty i co się dzieje dalej, już musicie przeczytać sami, Gantz to slasher z wartką akcją i bez tak zwanego plot armora dla postaci, poza świetną dynamiką pojawiają się ciekawe tematy, ale raczej nie wychodzą na główny plan, kreska jest w porządku, zdarzają się problemy z perspektywą, ale bardzo mile wspominam sceny akcji i ogólną jakość,

    BioMeat: Nectar - jest typowym przedstawicielem odłamu katastroficznego, ludzkość wyhodowała stworzenie, które jest w stanie zjeść niemal wszystko i całkiem wydajnie zamieni to w materiał zdatny do spożycia przez ludzi, jak możecie się domyślać, coś idzie nie tak, stworzenia uwalniają się i bohaterowie, których obserwujemy są w centrum tych wydarzeń, dużo sytuacji z którymi muszą zmierzyć się dają szansę na ukazanie ich charakterów i nie pozwalają czytelnikowi nudzić się, wszystko to okraszone najodleglejszym czasowo stylem w tym zestawieniu, kreska w połączeniu z tematyką tworzy świetną synergię i przywodzi na myśl starocie filmowe jak Godzilla, w Japonii ty nie jesz hamburgera, to hamburger je ciebie :),

    Eden: It's an Endless World! - konwencja wędruje przez różne klimaty, trochę thrillera, by zahaczyć o coś w rodzaju dramatu wojennego(?), po najdłużej utrzymujący się klimat gangsterski, nasz świat w niedalekiej przyszłości został nawiedzony przez chorobę, która poważnie uszczupliła ludzkość, dwójka dzieciaków żyjących w opuszczonym ośrodku okazuje się odporna na tego wirusa, po krótkim przedstawieniu życia w nim i innych perypetiach jest skok czasowy, jedno z nich okazuje się członkiem ważniejszego kartelu narkotykowego w Ameryce Południowej, napisanie jakiś większych szczegółów może być poważnym spoilerem, a historia jest ważna, rozbudowana i ciężko pisać o niej nie psując niespodzianek, można dodać, że jest szorstka dla bohaterów i przez to udaje jej się stworzyć pewną wiarygodność i w miarę dojrzałą opowieść, sporo sytuacji niejednoznacznych moralnie i tak dalej, kreska nie gra tu pierwszych skrzypiec, chociaż raczej nie rozczarowuje, a sili się raczej w miarę trafne odwzorowanie,

    Akira - jeśli jesteś fanem sci-fi lub japońskiej animacji to, czym prędzej się zapoznaj, wersja komiksowa jest ekstra, ale animacja była i w sumie nadal jest przełomowa, nic nie pisze więcej, bo to po prostu must watch/read,

    Planetes - czy opowieść o zbieraczu śmieci może być interesujące? dodam, że to kosmiczny śmieciarz, komiks podchodzi trochę przyziemnie do przyszłości, jak codzienne czynności i życie typowego Kowalskiego zmieni się świecie przyszłości, w realiach gdzie kosmos to już nie jest jakieś nieosiągalne miejsce, ludzie w nim żyją i pracują, czy ci ludzie będą inni od nas i tak dalej, historia jest bardziej personalna i pozbawiona szeroko rozumianej epickości, jeżeli nie macie nic przeciwko bardziej osobistym opowieścią i niespiesznemu tempu to coś dla was, kreska bardzo współpracuje z treścią, stara się być wierna proporcją i perspektywie, przedstawia w większości bardzo dosłownie, wyszła animacja, której nie oglądałem, ale wszystko wskazuje, że jest w porządku,

    Uchuu Kyoudai - ta historia zawiera najmniej sci-fi w porównaniu z resztą, a kreci się wokół lotów w kosmos, w wielkim skrócie śledzimy losy bohatera, który rzuca pracę i postanawia spełnić swoje marzenie, zostać astronautą, wydaje się infantylne i trochę takie jest, sam bohater zdaje sobie z tego sprawę, jednak sednem jest tu, że autorowi udało się przedstawić całkiem wiernie procesy i problemy, jakie spotykają ludzi chcących nimi zostać, sam proces szkolenia itak dalej, jest oddane, tak że dowiedziałem się sporo ciekawostek, a poza tym jest bardzo zgrabna historia obyczajowa, dlaczego wrzucam to do sci-fi, bo bardzo przystępnie przedstawia przemysł kosmiczny i jego bardziej ludzką stronę, kreska elementy obyczajowe ilustruje lekko, za to elementy techniczne już z większą pieczołowitością, tutaj również wyszła animacja, która bardzo dobrze oddała komiks, polecam równie bardzo co mangę,

    Seikai no Monshou - nie mogło zabraknąć space opery, świat przedstawiony już sporo poszedł do przodu, loty w kosmos są swobodne i na wiele dalsze dystanse, nasz bohater (człowiek) musi odnaleźć się w zupełnie nowym środowisku, społeczności Imperium Abh, wielkiego galaktycznego imperium istot podobnym ludziom, jednak dalece zmodyfikowanym genetycznie, owo imperium zajęło jego rodzinną planetę, z pewnych powodów fabularnych pozwala się mu swobodnie wejść do świata abh, jednak niedługo potem Sojusz Czterech Nacji (ludzie) zamierza się przeciwstawić dominacji Imperium Abh i dochodzi do wojny ludzi z abh, mówiąc szczerze mam spory sentyment do tego, bo Hyper puszczał to lata temu, nadrobiłem to potem i okazało się, że posiada komiks, który trzyma poziom, ale zdecydowanie animacja wypada lepiej i to bym polecał,

    #scifi #komiks #manga #anime
    pokaż całość

  •  

    Walentynkowy plakat bohaterek Shounen Jumpa od Tosha #anime #manga #shonenjump #weeklyshounenjump

    •  

      @bastek66: Brakuje HxH, Isobee (ale jest lalka głównego bohatera) i serii, które teraz startują - tzn. skoro jest Watari z kończącego się Sesuji, to dwie nowe serie też mogłyby być, ale rozumiem, że Saeki Shun zaczął to rysować przed startem nowych serializacji.
      Ciekawe, kto z HxH mógłby tu się znaleźć. Kurapika chyba xd

    •  

      @Epidemiusz: Raczej rysował to już gdy Ole Golazo, czyli najświeższa wystartowała.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Ostatnio, gdy siedziałem na korytarzu i uczyłem się, na siedzeniu obok usiadła jakaś pani. Usiadła serio blisko, aż się zdziwiłem, sami pewnie wiecie jak wyglądają takie połączone krzesło-ławki na uczelniach. Doszedłem do wniosku, ze było by spoko jakoś się odezwać, skoro już jesteśmy tak blisko siebie ( ͡° ͜ʖ ͡°). Zeszyt na jej kolanach znajdował się może pół metra od moich oczu, więc mogłem dosyć dokładnie się mu przyjrzeć. Na okładce zeszytu była przyklejona podobizna jakiejś postaci z chińskiej kreskówki, a jako że znam się trochę na anime (widziałem kilka obrazków zanim #czarnolisto), to stwierdziłem, że to będzie dobry temat, żeby znaleźć z nią wspólny język. Po chwili namysłu zacząłem rozmowę i powiedziałem: "Też uważasz, że ludzi oglądających chińskie bajki powinno zamykać do więzienia?"
    Nie wyglądała na zbyt zadowoloną, w sumie odpowiedziała tylko "nie" ze skwaszoną miną. Potem już więcej nie rozmawialiśmy. Po chwili wstałem i poszedłem.
    Robię to źle?
    #twnogf #truestory #podrywajzwykopem #manga #anime #chinskiebajki #gownowpis
    pic rel
    pokaż całość

    źródło: mojekrzesla.pl

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #manga

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:2,0:1,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:0,0:1