•  

    Ej, mordy! Czy nie uważacie że rodzice Konona to rodzeństwo? Typ jest upośledzony, brat też był... A rodzice jacyś tacy podobni do siebie? #kononowicz #szkolna17 #menele

    źródło: Capture.PNG

  •  

    Menel #1 z kamerą mówi telepatycznie do Menela #2 (siedzącego rzekomo na dołku):
    "- Nic tu twojego nie zginie, nie wiem kiedy wrócisz Mario. Mario, wszystko tu leży, co widzowie dali. Mario na pewno to obejrzy."
    Serio fani pedomenela? Aż tak słabo z IQ?
    #kononowicz #mexicano #zule #menele #odpady #mutanty pokaż całość

  •  

    Mirki, mam problem z nowymi sąsiadami.
    Ktoś na moim piętrze wynajął mieszkanie menelstwu..
    Są trzaski, krzyki (darcie ryja), spanie na schodach koło moich drzwi itd. Obawiam się, że do powyższych atrakcji może dojść szczanie na klatce itd
    Wzywałem o północy policję podając moje dane i nr kontaktowy, ale ani nikt nie przyjechał ani nawet do mnie nie zadzwonił...
    Macie pomysły co można zrobić? Może ktoś z Was miał taki problem? Czy wzywać codziennie policję do skutku?
    Policja mnie olała i jeszcze mogę mieć z tym menelstwem problemy jako jedyny reagujący sąsiad (na klatce jest 8 mieszkań).
    #mieszkanie #sasiedzi #prawo #kiciochpyta #menele #patologiazmiasta #patologiazewsi #bejoza #katowice
    pokaż całość

  •  

    Nienawidzę meneli.

    Nie bezdomnych tylko meneli. Tych zapijaczonych, śmierdzących niczego nie szanujących meneli.

    Jakoś na początku marca na osiedlu gdzie mieszka moja siostra w końcu zrobili plac zabaw. Od paru lat się o niego mieszkańcy prosili i w końcu powstał.

    Fajny, nowoczesny, ogrodzony, dobrze zabezpieczony z monitoringiem itp.

    I co? Myślicie że dzieci się tam bawią? A chuja. Plac zabaw teraz należy do miejscowych lumpów.

    Cały zaszczany, zarzygany, wszędzie butelki po tanich nalewach, puszki po piwach, szkło, kiepy.

    Jak ktoś by chciał z dzieckiem przyjść to te menele od razu podbijają o drobne, dzieci się ich boją.

    Cały plac zabaw jest już rozjebany. Wygląda tam jakby ten plac był otwarty nie w marcu 2018 tylko w marcu 1998 i ani razu nie remontowany.

    Pewnie myślicie o policji czy straży miejskiej? A chuja!
    Mandaty im dają i ich przeganiają. Kurwa, dawać zapijaczonemu menelowi 50 czy 100 zł mandatu za picie. No na bank to zapłaci.

    A jak ich przeganiają to ci rundka dookoła bloku, po drodze do biedronki po kelerisa i powrót na plac zabaw.

    Mieszkańcy też ich przeganiają ale co z tego, skoro taki i tak wróci. Nawet próbowali stale tego placu zabaw pilnować, a i tak to nic nie dało.

    No i teraz jak dzieci chcą iść na plac zabaw to musza tyrać prawie 2 kilometry dalej, albo bawić się w starej piaskownicy.

    Wszyscy mają na tych meneli wyjebane. Miasto, spółdzielnia, policja, straż miejska.
    A skoro tak to czują się bezkarni i robią co chcą.

    Kurwa :/

    #menele #zalesie #polska #wkurw
    pokaż całość

  •  

    xDDD
    Uszatego frajera-żebraka-menela już mocno przypyliło i chce brać 2 zeta od pozdrowienia xDD
    Ale akat sie praca sie ma, tak się "praca" że znowu trzeba wyłudzać pieniądze od finów
    bu ha ha bebg
    #bonzo #klejnotmopsu #internetowakanaliazewschodniej #bekazpodludzi #menele #ojciecpijo pokaż całość

  •  

    Historia z Łodzi wrzucona prze NRGeeka.

    #lodz #nrgeek #gangi #menele #zule #folklor #heheszki #takbylo

    Łódzkie gangi – mrożąca krew w żyłach historia bez pointy (długie)

    Tak się poskładało, że pojechałem do sklepu kupić kotu żarcie i zaraz obok ktoś obrotny otworzył budę z lodami, jako że w tym roku lodów jeszcze nie konsumowałem, a temperatura była wysoka pomyślałem, no kurde czemu nie?

    Kupiłem sobie loda o smaku czekoladowo-waniliowym w kruchym wafelku i stojąc z boku lizałem go z zawziętością wartą innej… no innej rzeczy do lizania. Obserwowałem otoczenie. Stałem gdyż nie chciałem pobrudzić lodem tapicerki w mojej srebrnej strzale pamiętającej jeszcze takie hiciory jak Ms Jackson Outcast czy Spoza nas Mietka Szcześniaka, w skrócie rocznik 2001. Obok mnie przewinął się jakiś zbieracz puszek odziany w stylową zieloną ortalionową kurtałę (widocznie znów wraca do mody) w czapie z napisem Chicago Bulls, która pamiętała lepsze czasy, przed sobą ów osobnik pchał cały dobytek na metalowym wózku a na nim w niebieskich worach pogniecione aluminiowe puszki. Ów łódzki alchemik zamieniający aluminium w złotówki otworzył śmietnik w bloku obok i zanurzył się w czeluściach, co chwilę mruczał coś pod nosem i raz na jakiś czas piękny słoneczny poranek rozdzierał wrzask zgniatanej puszki. Początkowo ta życiowa klisza nie miała dla mnie znaczenia wszak jestem z Łodzi, tego typu widoczki to nasz codzienny folklor, widząc lumpa odruchowo sprawdzam w kieszeni czy nie mam jakiś miedziaków.

    I oto z drugiej strony z naprzeciwka nadciągał drugi osobnik, ten zamiast pchać ciągnął za sobą wózek, który przeraźliwie piszczał jak zarzynany prosiak. Przybysz odziany w stylową sztruksową katanę, czapeczkę ze znakiem Nike z tym, że do góry nogami i odbitą lustrzanie powoli zbliżał się do śmietnika gdzie wcześniej zanurkował ten pierwszy. Z leniwym zaciekawieniem zacząłem obserwować to zdarzenie, które wydawało mi się ciekawsze niż grube baby stojące na przystanku z pełnymi siatami padliny (wolna niedziela, wiadomo, zapasy jak na wojnę nuklearną). Nowy zatrzymał wózek i stojąc zaszokowany patrzył się w rozwarte na oścież drzwi śmietnika, następnie powoli przeniósł wzrok na stojący obok wózek.

    Atmosfera gęstniała, w głowie zanucił mi się temat muzyczny Ennio Moricone z Dobry, zły i brzydki. Czas zdawał się pełznąć powoli jak wylewany miód na kanapkę. Nowy zmrużył ogorzałe słońcem oczy (w zasadzie napuchnięte gorzałą oczy, tak chyba będzie prawidłowo), nastała cisza którą przerywał tylko krzyk kolejnej zgniatanej puszki i kaszel jakiejś baby z przystanku która musiała oczywiście spierdolić tą impresjonistyczną chwilę. Nagle w śmietniku zaległa cisza, powoli jak szeryf do salonu z otwartych drzwi wyłonił się lump tuląc do piersi zgniecione puszki jak kilkumiesięczne dziecko. Wtem zauważył nowego, zatrzymał się w pół kroku, twarz jego stężała, a oczy zmieniły się niewielkie szparki. Patrzyli tak dłuższą chwilę na siebie, był to pojedynek psychologiczny który toczył się na wyższych stanach świadomości o których my nie mamy pojęcia. Wreszcie nowy puścił swój wózek, a ręka bezwładnie zwiesiła mu się u boku. Ten drugi wykonał ostrożny krok w kierunku swojego wózka i nie spuszczając wzroku z nowego rzucił puchy do foliówki, następnie wyprężył się i wyprostował prezentując swoją mierzącą na oko 160 cm sprężystą posturę, wyćwiczonym przez lata ruchem poprawił czapeczkę mocniej zsuwając daszek na czoło. Nowy zrobił ostrożny krok w kierunku tamtego, a ten wyszedł mu naprzeciw. Sytuacja była poważna, lód zaczął mi ściekać po ręku i wsiąkać w spragniony ciepła beton, ale ja już tego nie widziałem, byłem tam w tym niewielkim zamkniętym wszechświecie gdzie toczyła się najważniejsza walka, tylko jeszcze nie widziałem o co.

    Dwa lumpy stały naprzeciw siebie, od każdego z nich dwa kroki z tyłu czekały ich wózki jak sportowe bolidy gotowe na szaleńczy pościg ulicami miasta Łodzi. Nowy pierwszy przerwał ciszę, z przepitego gardła charczący głos wyartykułował

    - No siema, Romek

    Słowa zawisły w powietrzu. Drugi przeżuwał dokładnie powitanie w myślach, w końcu nie mniej przepitym głosem, prawie wyszeptał

    - Siema, Zdzisiu

    Słowo Zdzisiu było już prawie niesłyszalne, czaiło się w nim niedowierzanie, a może i strach, ciężko było poznać.
    Zdzisiu wyprostował się i gestem Cezara wskazującego legionistę wycelował palec w wózek Romka.

    - Co to?

    Romek się zmieszał, odwrócił się w kierunku wózka z miną jakby zobaczył go pierwszy raz, następnie jego nieogolona twarz powoli wróciła do punktu startowego i już pewniej obwieścił

    - Zbieram po tobie, bo podobno już tutaj nie jeździsz

    Wyartykułowana myśl była (tak mniemam) tak potwornym kłamstwem, że pod jej ciężarem Zdzisiu aż cofnął się o krok. Waga oszczerstwa przypominała cios Muhammeda Ali

    - Nadal tu jeżdżę, codziennie, nic się nie zmieniło, dlaczego wpierdalasz się na mój rewir?

    Zdzisiu precyzyjnie zadał pytanie, od razu zapędzając Romka do narożnika, pytanie nie wymagało odpowiedzi, było jasne, Romek był nie na swoim terenie, zbierał puchy Zdziśka za jego plecami i pewnie ten proceder trwał już jakiś czas. Romek skulił się w sobie, stał się mniejszy, przygarbiony, widać że Zdzisiu trafił w punkt i nie ma nic na swoją obronę.

    - Byłem tutaj akurat przypadkiem to pomyślałem że przelecę po Twoich

    Uuuu to było oszczerstwo wagi ciężkiej i Romek był tego świadom, również Zdzisiek z niedowierzania aż otworzył japę, prezentując ubytki wśród których sterczały resztki czarnych jak smoła zębiszczy. W Zdziśku aż się zagotowało, jego czacha przypominała wulkan który zaraz eksploduje a gorąca lawa pocieknie uszami. Z tytanicznym wysiłkiem Syzyfa niemal wypychając słowo z gardzieli rzekł

    - Spierdalaj

    Romek dojrzał, że tego pojedynku wygrać nie może, w jego przepitej czaszce rodził się plan, rodził się w ciężkich bólach, więc po słowach Zdzisia przypauzował na chwilę aby trybiki w końcu zaskoczyły i zaczęły się obracać, z początku mozolnie z czasem coraz szybciej i szybciej aż wreszcie zaskoczył jak Trabant po długiej zimie

    - Kurwa jak ci tak zależy to weź se te puszki i spierdalaj

    Zdzisiu był zaskoczony tym z pozoru dobrodusznym gestem, ale nie dał się nabrać, to stary wyga który denaturat z niejednego sklepu pił. Duma lumpa nie pozwalała mu się ugiąć i zabrać puszki, wszak pokazałby że jest słabszy i uległy. Romek by triumfował, a tego przecież nie chciał. Głośno niemal smakując każdą sylabę rzekł

    - Weź te puszki i spierdalaj, jak Cię jeszcze spotkam to Ci tak dopierdolę że nie wstaniesz

    Groźba była realna, Romek to wiedział, przegrał pojedynek tytanów, przegrał walkę o puszki, ale wojna o rewir jeszcze się nie skończyła. Mógł zrobić tylko jedno, odwrócił się na pięcie, podszedł do wózka i z kiepsko udawaną nonszalancją powoli zaczął pchać swój wózek w stronę wschodzącego słońca.
    Zdzisiu został sam na placu boju, odprowadzał Romka wzrokiem, który gdyby mógł zabijać pewnie wypierdolił by go w kosmos a po nim został by tylko kilkumetrowy lej jak po bombie. Wreszcie gdy oddalił się na tyle że przypominał mrówkę, wrócił do wózka, i ciągnąc go z mozołem skręcił w boczną uliczkę licząc ze śmietniki po drodze nie padły ofiara nielegalnego szabrownika Romka.

    A ja stałem zafascynowany, loda już dawno nie było, zmienił się w kałużę śmietany leżącą u moich stóp, ale było to nieważne byłem świadkiem czegoś doniosłego. Poznałem gangi Łodzi
    pokaż całość

  •  

    Gdy rodzicow juz zabraknie i talerz obiadowy bedzie swiecil pustkami bede mial całą palete do wyboru co by tu zrobic aby mnie utrzymywali do smierci w wiezieniu.
    #przegryw #streetprison #menele #nieudacznik

    +: sad_pepe, C..........c +5 innych
  •  

    Wypaliłem 3 papierosy pod centralnym. Nikt nie zapytał się czy nie poratuję szlugiem. Uważam to za swój sukces osobisty.
    #warszawa #menele

    +: Muireann, b......h +4 innych
  •  

    Jako osoba, która ci podsunęłą ten pomysł z basenem w domu chcę Ci dać kilka rad, aby ten strim wyszedł idealnie i przeszedł do historii internetów. @danielmagical ( ͡º ͜ʖ͡º)

    1. Sprawdź wymiary basenu jaki możesz maksymalnie kupić, żeby nie okazało się że się nie zmieści w pokoju.

    2. Zrób miejsce przesuwając ławę, stolik z telewizorem, fotele i składając maksymalnie łóżko.

    3. Pod basen kup dobrą folię malarską i na niej rozłóż basen aby to co wychlapiesz nie leciało na podłogę bezpośrednio.

    4. Nie zapomnij kupić pompki takiej nożnej do Basenu, bo nie nadmuchacie go ustami...

    5. Wodę do basenu przynoście w misce lub wiadrami i napełnijcie go co najmniej do połowy wysokości wodą.

    - Laptop do strimowania musiałby być na biurku w drugim pokoju (tym wyremontowanym) a kamerki ustawione na piecu i tam gdzie wisi Papież na ołtarzyku XD

    https://www.wykop.pl/wpis/24722461/proponuje-zebyscie-zrobili-miejsce-w-pokoju-na-urz/

    #danielmagical #zwierzynscy #youtube #dymy #polskiyoutube #stream #menele #menelix #heheszki #basen #magicaldaniel #patologiazewsi
    pokaż całość

  •  

    Łódź to jest jednak stan umysłu, taka sytuacja...
    Wchodzę do sklepu, jestem piaty w kolejce

    gość nr 1. dzień dobry poproszę sto czystej i tymbarka
    gość nr 2. dla mnie fajki i sto mandarynkowej
    gość nr 3. pół litra proszę i sok malinowy Paola
    gość nr 4. dwieście orzechówki
    gość nr 5. (JA) dzień dobry poproszę dwie drożdżówki ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    miejsce akcji: centrum -> okolice marszałków, godzina ~7:50
    ja pierdolę...

    #lodz #patologiazmiasta #menele
    pokaż całość

  •  

    Pan żul smacznie śpi pilnując bankomatu, zesikał sie w gacie ale to oznaka dobrego strażnika, nie opuszcza posterunku nawet na chwilę. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    W Deutsche Bank spotykam takich strażników często.

    #legnica #menele #bezdomni #banki

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Taka sytuacja:

    Wracam do domu nocnym autobusem, małym, jednoczłonowym, po dziesięciu godzinach pracy. Pojazd cały pełny ludzi, a wśród nich chyba z 6 totalnych meneli. Smród niemiłosierny, gorzała, szczochy, ser i gówno. Idę ze znajomym do kierowcy i proszę, aby na następnym przystanku wysadził towarzystwo, bo się nie da jechać. Nagle odzywa się młody #rozowypasek
    - "Ale mi oni nie przeszkadzają! Jak Panu przeszkadzają, to proszę wysiąść!"
    I zaczęła się dyskusja: że to też ludzie, co oni mają zrobić, każdy może jeździć autobusem, wszyscy jesteśmy równi, dlaczego ja dzielę na lepszych i gorszych, czy jestem NAZISTĄ?! Oczywiście jak to #lewackalogika kompletnie mnie nie słuchała, tylko wygłaszała te swoje cyniczne hasełka.
    Cały Autobus ludzi... nikt się nie odezwał, poza tą komunistką. Gdzie ja żyję? Kierowca oczywiście miał w tym momencie gdzieś, no bo gdyby ich wysadził, to musiałby całą drogę słuchać tej kretynki, jakim to jest nieczłowiekiem bez serca. Wolał olać - zawsze się wykręci, że ich było sześciu, a on jeden i się bał. Ciśnienie mam podniesione aż do teraz i nachodzą mnie przez to wszystko głupie myśli... Dokąd my zmierzamy?

    #gorzkiezale #bekazpodludzi #bekazlewactwa #menele #zule #pijaki #quovadisswiecie #4konserwy #komunikacjamiejska
    pokaż całość

    +: Mikizord, H........h +247 innych
  •  

    Jak mnie irytuje żebractwo. Nie można spokojnie ani przejść ani zapalić. Bo juz jakiś menel podejdzie. Dzisiaj to nawet zakupów na śniadanie nie można było zrobic bez zbędnego "nie, nie mam pieniędzy ". Ide sobie z bułkami do kasy i juz jakiś typ na oko 23 lata sie dopierdala do mnie, czy mu nie kupie kiełbasy i maślanki do pracy. Kurwa no. Pracujesz to kup sobie żarcie. Po socjal na szlugi i wóde to pierwszy w kolejce stoi. A na żarcie szkoda. Juz mi nie jest żal meneli, ani zebrajacych. Żal mi jest tylko ludzi w trudnej sytuacji którzy faktycznie nie dają sobie rady, a menele wybrali łatwe życie z flaszeczką. Pewnie powiecie żebym nie oceniał wszystkich, bo może i mnie tez to spotkać. Nie, będę oceniał bo maja tyle wyjsć z sytuacji. Schroniska, AA, socjale i jeszcze państwo im pomaga szukać pracy. Ale nie, alko silniejsze.
    #menele #zebractwo
    pokaż całość

    +: blaiseblaise, S........k +4 innych
  •  
    M........k

    +6

    Nie wiem kto to jest, ale prychnąłem, to się podziele XD
    #tiger #bonzo #kobra #menele #melinatv #uszatylump

    źródło: youtube.com

  •  
    M........k

    +16

    Mircy, właśnie byłem świadkiem zerwania długoletniej, męskiej przyjaźni. Taka rozmowa pod mym oknem, z tego co zrozumiałem był to Michał i Andrzej:
    M: Kurwa mać, Andrzejku, odprowadź mnie do domu, nie dojde no, nogi no, nie dam rady, no pomóż
    A: A daj Ty mi spokój ze mną nie piłeś niech tamci Cię odprowadzą
    M: To my się kurwa tyle lat znamy a Ty mi pomocy odmawiasz?
    A: A idź w pizdu!!!

    I tu chwila ciszy Michał zebrał myśli po czym wyburkał:
    M: Te, a pamiętasz jak u Ciebie mieszkałem? PAMIETASZ?!
    A: No i co?
    M: To Ci wtedy żone ruchałem...

    Andrzej machnął ręką i poszedł dalej ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #menele #patologiazewsi #bekazpodludzi #heheszki #takbylo
    pokaż całość

  •  

    We Wrocławiu święta zaczynamy trochę szybciej niż w innych miastach.
    #europejskastolicakultury
    #wroclaw
    #wroclawskiewykopparty
    #menele

    źródło: fromapp.jpg

    +: Hannahalla, m....3 +168 innych
  •  

    Zwykłem oszczędzać poranny czas jedząc śniadanie w drodze z autobusu do pracy. Idę sobie spacerem zajadając kanapkę ciesząc się ostatnimi chwilami wolności. Po drodze zawsze mijam bezdomnego, który koczuje na skwerku pod blokiem, gdzie najpewniej kiedyś miał mieszkanie. Menel też akurat przy śniadanku raczy się kanapką. Zawsze na niego patrzę z pogardą, bo wiem jak spędzi dzisiejszy dzień. Osiem godzin siedzenia na murku i przyjmowania "gości" obok swojego zapleśniałego materaca przy namienitych trunkach typu amarena, czy inny romper. On również na mnie patrzy z pogardą, bo wie jak ja spędzę swoje osiem godzin. Różnica jest taka, że ja pracuje na swoje piwo i jedzenie, menel natomiast nie musi. Zawsze się wtedy zastanawiam kto w tej sytuacji dobrze wybrał swoją ścieżkę życiową.
    #patologiazmiasta #menele #rozkminy
    pokaż całość

  •  

    Odwiedziłem Wrocław ponownie po 5 latach, miasto tak samo piękne jak wtedy. Spacerowało mi się świetnie, widoczki ładne, różowy nawet nie marudził. Jest jednak jeden mankament. Nie pamiętam żeby podczas mojej ostatniej wizyty po rynku i okolicach plątało się tylu meneli i cyganów. O ile ci pierwsi jakoś nie sprawiali kłopotu, to przez cygan zostaliśmy zaczepieni chyba z 10 razy podczas łażenia po rynku. Skąd sie tyle tego tałatajstwa naszło?
    #wroclaw #cyganie #menele i trochę #gorzkiezale
    pokaż całość

  •  

    #pasta #browar #piwo #chmiel #znawcy #koneserzy #zule #menele #hipsterzy

    Wkurwiają mnie już tacy piwosze-neofici, co to kurwa całe życie walili harnasie za 1,99 i inne tatry, a teraz nagle koneserzy piw kraftowych.

    Pół biedy, jak ustawiasz się na piwo w plenerze. Teraz każdy monopolowy musi mieć w lodówkach jakieś ciachany palone, kormorany niskosłodzone i inne żywe bezglutenowe, nabierze sobie taki 6 różnych do siatki i zadowolony nie truje dupy. Ale nie daj boże kup sobie piwo jakiegoś większego browaru. Nie mówię to o obiektywnie hujowych harnasiach, żubrach czy innych tyskich, ale normalnych piwkach typu perła czy Łomża, co to przyjemnie obalić latem bez kontemplacji bukietu smakowego. Zaraz się zaczyna:

    - hurrr durrr co ty pijesz, koncernowe siki, jebie tekturo, za tyle samo mogłeś mieć ekokraftowy CIEMNY PRZENICZNY LAGER PILS PALONY JASNY PEŁNY z BROWARU KOCZKODAN, mmm, pacz jakie to dobre, wyliżem jeszcze butelke po wypicu!!!!!!!

    Nieważne, że 5 lat temu sami spuszczali się nad „perło export”, bo okazało się, że istnieje poniżej 4 zł coś nie jebie żółcią jak harnaś i nie chce się rzygać wypiciu 7.

    Prawdziwa jazda zaczyna się przy próbie ustawienia w jakiejś knajpie. Lokale z wyborem mniejszym niż 15 gatunków piw kratowych albo belgijskich czy niemieckich odpadają. Rzut oka na kartę wystarczy, i już trzoda:

    - o, nie ma południowosakosńskiego stouta 16894 IPA uberchmielone 69 IBU z browaru Himmler, wychodzimy, co mie tu jakimś guwnem pizner urkłel chco otruć!
    Koniec końców po sprawdzeniu wszystkich lokali z jedzeniem lądujesz w jakimś speluno pubie z gównomuzyką i wyborem 10 0000 piw o zjebanych nazwach typu „atomowy morświn”, „natarcie pszenicy” albo o nazwach na zasadzie „w chuj długa nazwa procesu technologicznego+nazwa wioski, z której jest browar”

    -pacz @tactic , to je zajebisty lokal, to je wybór, mmm, ukraińskie piwo pszeniczne środkowej fermentacji wysokohmielone palone otwartej ekstaktacji w niedomknietej kadzi browaru Jabolon, w schłodzonym kuflu, tak jak mówił Kopyr na blogu, boże, jakie to dobre, mmm…

    I żłopie tą zupę o konsystencji gunwa, co to do niczego nie podobna. To tyle żali na dziś, gorzej jak spotka się dwóch takich januszy koneserów piwa i pierdolo całe spotkanie, ale to już temat na inną opowieść, jak chcecie, to napisze…
    pokaż całość

  •  

    To uczucie kiedy menel zżygał Ci sie na drzwi firmy niestrawionym ryżem, a gołębie wyjadają to na chodniku... #menele #studbaza #golab #ptak #menelboners #pracbaza #studencimenele

    +: Ratriczek, p...........k +16 innych
  •  

    U mnie na ośce jest kilka meneli, ogólnie śpią tam na klatce jak się okazało od 93' ( nie przeszkadzaja wieć niech śpią, zimno jest ) i na jednego z tych meneli inni menele mówią ' BRUDAS ' czaicie kurwa? Jak bardzo trzeba był podmenelem, że inni ze stada mówią na Ciebie brudas, jak bardzo czarnoziemem trzeba być w hierarchii żeby upaść tak nisko? XD

    #truestory #menelcontent #menele pokaż całość

    +: bonixes, M......o +12 innych
  •  

    Mircy co sie odjebało xD wchodze do kibla na dworcu w #gdynia, wrzucam 2.50 do tej czarnej skrzynki i słyszę że w kiblu ktoś się na kogoś drze, wyzywa od najgorszysz itd xD wchodze, patrze a dwoch ochroniarzy opierdyla jakiegos menela xD z tego co się zorientowałem przechodząc obok to typ leciał do kibla i nie zdążył i osrał całą kabinę i jeszcze albo wywalił gówno ze spodni do zlewu albo tam też nasrał xD i teraz sprząta, ochroniarze go dalej opieprzają, że ma sprzątać dokładnie i się o nic nie opierać bo ma kurtke w gównie i wszystko naokoło brudzi xD
    #patologiazmiasta #bekazpodludzi #menele
    pokaż całość

  •  
    j.......n

    +587

    #jankostory #menele #bezdomnosc #bezdomni #poznan

    Bezdomność jest jak jazda zatłoczonym pociągiem - kiedy nie masz gdzie usiąść i stoisz w tym przedsionku koło kibla na końcu wagonu. Tyle że w prawdziwym pociągu możesz sobie odliczać czas, masz stację docelową, za ileś tam godzin wysiądziesz. W bezdomności tak nie ma, nie ma żadnego celu, po prostu stoisz permanentnie w tym przejściu między wagonami, marźniesz, wkurwiasz się na każdego kto przechodzi z tobołami i musisz się przesuwać, na każdego kto nie zamknie drzwi, na świadomość, że nigdy z tego pociągu donikąd nie wysiądziesz.

    * * *

    Pisałem kiedyś, jak naspidowany łaziłem nocami po mieście i szukałem wrażeń wśród wykolejeńców. Skumałem się wtedy z takim żulem, który był trochę księciem meneli - załapał się na wywiad w lokalnej poznańskiej gazecie. Chodził z egzemplarzem tej gazety za pazuchą, i chwalił się innym bezdomnym, jaka to z niego jest znana i szanowana persona. Gość miał gadane, optymizm, dużo humoru, więc fajnie się czasem na słoneczku wypiło piwko i powymieniało newsami między światami bezdomnych a studentów. Siadaliśmy na ławce przy skejtparku na Batorego i śmieszkowaliśmy, a to z przechodzących panien, a to ze spiętych chłopaczków, a to z zadufanych moherowych staruszek, albo po prostu kontemplowaliśmy chmury. Takie montypajtonowskie to trochę było, że żulą na jednej ławce zadbany chłopaczek idący na uniwersytet i obskurny brodacz, który nie mył się od kilku tygodni. Miło się spędzało czas, ale na jakiś wyższy poziom relacji nigdy nie weszliśmy. Bo tak się nie da, jak się ma dom. Można gadać o wszystkim, wyzewnętrzniać się, zwierzać - ale jeśli chodzi o bezdomność/alkoholizm/ogarnianie się - to ściana. Gdzieś u trzewi zawsze taki bezdomny traktuje cię jak tego z innej bajki, jako potencjalną ofiarę, źródło profitów, kogoś do oszwabienia. No i prawie przy każdym naszym spotkaniu, prędzej czy później dochodziło do momentu, gdy menel próbował coś ode mnie wycyganić. Zwisają mi słuchawki zza bluzy - o, radyjko, on kiedyś miał radyjko, fajnie mu się zbierało złom z radyjkiem, może mógłbym mu sprezentować radyjko. I tak ze wszystkim. No ale byłem niewzruszony, i twardo stawiałem granicę - mam jakieś drobne, to się zrzucę na nalewkę, ale siana na rachunki nie będę przepierdalał. Mam jakieś fanty z hasioków od panków, to się podzielę, ale rzeczy na które zapracowałem lub dostałem od rodziny, zostają moje. Nie wiem, czy pomimo tej postawy, a może właśnie dzięki niej, stopniowo się ten bezdomny zaczął otwierać i całkiem sporo o życiu biedaków na ulicach Piątkowa się od niego dowiedziałem. Raz na parę tygodni robił sobie kilkudniowy detoks, wtedy wbijał do jakiegoś ośrodka opieki społecznej, żeby go umyli, ogolili, spiłowali pazury. Potem wracał na meliny. Jakoś przed latem rozjebała mu się noga, gangrena, czy coś, i zawziął się ogarnąć na dłużej, żeby załapać się na jakieś leczenie. Ja wyjechałem na wakacje na wieś, i tak się moja pierwsza przygoda z bezdomnymi skończyła.

    * * *

    Samemu pierwszy raz byłem bezdomny po tym koncercie, na który kiedyś jechałem z koleżanką na stopa, co nas taki koleś zawinął na kradzieży ze stacji benzynowej, co opisywałem. Dojechaliśmy na ten koncert, pobawiliśmy się, ona gdzieś zniknęła i ruszyła w trasę ze starymi znajomymi, no a ja zostałem w stolicy bez grosza przy duszy i pomysłu na jutro. Niby są skłoty - poszedłem na taki, ale ja jestem nieśmiały i w ogóle nie za bardzo ogarniam zbratywanie się z obcymi ludźmi. Pokręciłem się trochę, jakiś koleś mi się wydał z ryja znajomy. Podbijam, pytam czy ma na imię Paweł i czy się przypadkiem nie znamy - ale to był chyba jakiś antifowiec, bo zaciągnął kaptur na uszy, i nie, nie ma żadnej neuropy, coś mi się pomyliło. Pokręciłem się trochę bez celu, chyba nawet wysępiłem ze dwa browary, ale bez sensu się tak czuć obcym i podejrzanym, więc zawinąłem trampki na stare miasto. Myślę sobie, jest lato, jest wielkie miasto, mam notes i długopis w plecaku, zostanę wędrownym poetą i poszlajam się trochę po nocnych ulicach.

    Połaziłem trochę, powzdychałem, popisałem wierszy do manekinów na wystawach, posiedziałem i poleżałem na ławkach. Mijają mnie ludzie, zamyśleni albo roześmiani, samotni albo w grupach, rozleniwieni albo spieszący się - ale wszyscy w jakimś celu, wszyscy gdzieś zmierzający, wszyscy mający jakiś plan. A ja co, posiedzę na tej ławce, może przejdę na tamtą, może potem wrócę na tą. Można stawiać sobie jakieś iluzoryczne zadania, że dojdę do tamtej wieży kościoła na horyzoncie, albo poczekam aż zaczną bić dzwony, albo dotrwam świtu. Ale przecież to nic nie zmienia - myślałem sobie - może jakbym się ogłupił alkoholem, to widziałbym w tym jakiś sens, ale tak na trzeźwo to tylko jakiś obłędny dzień świstaka, w którym co prawda co chwilę robisz co innego, ale tak naprawdę to co innego jest wciąż takie samo.

    Nie dziwię się, że bezdomni piją. Wiele stresujących sytuacji miałem w życiu, coś mi się nie udało, coś zawaliłem, na coś nie zdążyłem. Ale nie ma nic bardziej paraliżującego niż świadomość, że nic nie może się nie udać, nic nie możesz zawalić i na nic nie możesz nie zdążyć - bo po prostu nic nie ma. Siedzisz na tej ławce, i nic cię nie czeka, nie ma żadnego deadline, żadnego egzaminu, żadnej chwili która o czymś przesądzi, żadnej weryfikacji. Po prostu trwasz, i nawet to twoje trwanie nie ma żadnego znaczenia, równie dobrze mógłbyś przestać istnieć i nie być, i nic by to nie zmieniło (w sumie i tak tak jest, nawet jak się nie jest bezdomnym). Pół biedy, jeśli jesteś debilem, i myślisz tylko o tym co by tu jutro zajebać albo czym się nażreć. Ale jak masz trochę oleju w głowie, jakiś twórczy umysł, to jest przejabane, bo cokolwiek ciekawego byś nie wymyślił to zdajesz sobie sprawę, że i tak nikt o tym nie usłyszy. To tak, jakbyś miał odgórnie czarnolisto u wszystkich, nawet u modów. Pozornie może się to wydawać zbawienne - och, wolność, mogę napisać co zechcę i nie dostanę bana. Po dłuższej chwili jest to przerażające - możesz być geniuszem, wpaść na odkrywczą myśl, przeżyć niesamowitą historię - ale i tak nikt nie przeczyta twojego wpisu. Bezdomni, którzy sikają pod siebie w tramwajach i brendzlują się na przystankach to jest chyba właśnie krzyk wariata, który zdał sobie sprawę, że nie istnieje - ej, patrzcie, ja tu łamię regulamin, ale nikt mi nic nie zrobi, bo mnie po prostu nie ma.

    Nie wytrzymałem długo na ulicach tej Warszawy, mówię sobie: pierodlić bycie poetą, wziąłem telefon i zadzwoniłem do ziomka z ławki jeszcze z podstawówki, o którym wiedziałem że tam mieszka i sobie radzi. Siema ziomuś, trafiłem w twoje rejony, bez owijania w bawełnę, przygarnij. Ziomek był akurat na jakims clubbing, jeszcze tylko uzgodniłem, że jestem bez grosza przy duszy więc poczekam, a jak mam gdzieś dołączyć, to na jego konto. No ale nalegał, więc przebalowałem po knajpach resztę nocy, nawet troche poromansowałem. Tyle, co mnie tamten ziomek ze wsi wspomógł (przede wszystkim na duchu) w takiej rozjebanej chwili to mi chyba nawet wszystkie miejskie skłoty nie pomogły, pozdro Konrad.

    * * *

    Stoję raz sobie pod skłotem, w środku był koncert czy coś, a na zewnątrz, wiadomo, ludzie wychodzą się przewietrzyć, poszukać guza czy spalić blanta. Dużo tam ferajny stało w grupkach, no i widzę, że podszedł i zaczął się przyglądać taki starszy, na oko 40-50 lat facet. Chwilę tak postał, i podszedł nieśmiało do jednej z grupek.
    - Czy tu jest jakiś klub, muzyczka, czy tu można wejść? - pyta grzecznie. Ale tamci obcięli go wzrokiem i lekceważąco ofuknęli:
    - Tu nie ma żadnego klubu, tu nie ma żadenej muzyczki, proszę się rozejść. - jak w mojej przygodzie wyżej, że nie ma żadnej neuropy. Typ się speszył i odsunął. Zlustrowałem go szybko wzrokiem - niby się mówi, że człowieka poznaje się po oczach, coś w tym jest, ale są też przecież dranie o oczach aniołków i na odwrót, ludzie dobrego serca o oczach zabójców. Dłonie za to nie kłamią, bardzo trudno podrobić ręce. Ten typ miał dłonie bezdomnego: grube, jakby spuchnięte, nalane, ogorzałe od słońca, osmagane wiatrem, popękane od mrozu. Policjant-tajniak może się przebrać w menelskie ciuchy, może sobie zapuścić brodę i opić się gorzały, ale takich dłoni nie wyhoduje sobie nawet jakby kilka tygodni żył na ulicy. Więc podbijam do tego typa, i zagaduję:
    - Pan ich nie słucha, oni tylko na pozór tacy gruboskórni, nie znają pana i stąd ta awersja.
    Częstuję gościa piwem, bo miałem akurat na dnie butelki (tak to bym przecież z kimś obcym z gwinta nie pił, po prostu chciałem mu dać resztę), ale ten odmawia, że on alkoholu w ogóle nie pije. Śmiechłem trochę, bo widać było, że jest lekko najebany, no ale nic. Od słowa do słowa go namawiam, że jak chce, to chodźmy do środka, zobaczy sobie, ogrzeje się, potańczy trochę, na dziewuszki popatrzy, że nic mu się w takim miejscu nie stanie. Ale on mi na to, że on śmierdzi, że się wstydzi. Że tak podszedł zapytać, ale że w gruncie rzeczy to chyba nie wypada, żeby tam wszedł. Było coś w nim takiego, może jakaś duma, może elokwentny sposób wysławiania się, że uznałem, że gość od niedawna jest na ulicy i nie za bardzo się na niej odnajduje, że jeszcze nie jest za późno, żeby wrócił do ludzi. Zresztą, nigdy nie jest na to za późno.

    W końcu namówiłem tego gościa, dobra, pójdziemy, zobaczymy, ja go wprowadzę, ma się nie przejmować jak ktoś będzie coś gadał czy się gapił, tylko iść na pewniaka za mną, jak do siebie. Idziemy, mijamy te pierwsze grupki, obcinka, wchodzimy w wejście, mijamy bramkę jakbyśmy mieli bilety - i wtedy jeden z bramkarzy się spojrzał spode łaba na tego bezdomnego - a ten ziuu! - w tył zwrot i już go nie ma. Truchtam za nim, wołam, czekaj! Stanęliśmy paredziesiąt metrów z boku, i dalej go namawiam, że czemu taki wystraszony, że dawaj jeszcze raz spróbujemy. Ale gość jak moja Łyżwa, gdy czegoś nie chciała - osiołek, i ani kroku z miejsca. Chwilę nie mogłem tego zrozumieć, ale typ zaczyna tłumaczyć: że ja nie wiem jak to jest, jak człowiekiem się pomiata, kopie bez powodu, przegania jak psa z kąta w kąt. Że od kiedy (kilku tygodni) jest na ulicy, nie spotkał jeszcze żadnej życzliwości od ludzi. Za to budzono go kopniakami, szczaniem na twarz, zdzieraniem ubrania i butów. Że w życiu nie sądził, że tak szybko można nauczyć się strachu, nieustającego lęku przed każdym ludzkim spojrzeniem.

    Zbiłem się trochę z tropu, na szczęście nie czekał aż coś powiem, tylko nawijał dalej. Czy ja go zapraszam do siebie? No nie, ja tam nie mieszkam. Że do mnie by poszedł, że mi już zaufał, ale tamci są obcy, że ja go zapraszam w gości samemu będąc gościem. Że on długo się wahał, żeby pójść pod ten skłot, że czytał plakaty, i ulotki, i że strasznie marzył, że tam będzie inaczej - wierzył, że tam są jacyś inni ludzie, że podejdą, uśmiechną się, zagadają, że chociażby nie spojrzą z góry. Ale nie - mówi - oni patrzą i gardzą tak samo. Idź do nich - mówi mi - a ja pójdę sobie w swoją stronę. Chwilę tak staliśmy bez słowa, nie wiedziałem co wymyślić, ale znów on zainicjował - i mówi mi: chyba, że idziesz ze mną na browar, ja stawiam. Chętnie! - odpowiadam, tym bardziej, że standardowo byłem akurat biedakiem i musiałbym sępić na tym skłocie.

    No i poszliśmy na browary. Idzie z naprzeciwka jakaś grupka młodzieży - gość zwierzęcy strach w oczach, ciągnie mnie za rękaw, chodź przechodzimy na drugą stronę. Czemu, pytam, przecież oni tylko... - ale idę posłusznie za nim, bo widzę, że on już w transie, program ucieczka w mózgu, byle jak najdalej od roześmianej młodzieży. Jedzie patrol policji - a my natychmiast hyc! w bramę, bo policjanci, mówi ten bezdomni, są najgorsi. Do sklepu też ja wchodzę, bo jemu nie sprzedadzą, albo okradną, że wezmą hajs i wyśmieją, że przecież bezdomny, to nic nie miał.

    Doszliśmy w końcu na murek za parkingiem na początku Chwaliszewa, sam tam czasem się meneliłem, więc miejsce obu nam pasowało. Nie uwierzycie, o czym zaczęliśmy gadać - o równaniu Schrodingera. Jak pamiętacie, studiowałem kiedyś ścisły kierunek. Ten bezdomny gość miał wiedzę po conajmniej kilku latach studiowania fizyki. Kminiliśmy sobie o tajemniczej niezwykłości kwantowego świata, szukaliśmy analogii w bezkresie gwiazd nad nami, snuliśmy wizje wielkiej unifikacji, która pozwoliłaby nam tymi samymi wzorami opisać te cząsteczki, te gwiazdy, tych rozbiawionych ludzi przechodzących w dali, i nas samych. Trochę mu się mieszało, czegoś nie pamiętał, ale generalnie rzadko z kim miałem okazje pofascynować fizyką na takim poziomie, nawet wśród ziomków na studiach tylko nieliczni mieli taki zapał. Nie mam jak zweryfikować opowieści tego gościa, mógł oczywiście to wszystko zmyślić, ale tak jak pisałem wyżej - miał wiedzę, której nie był w stanie zdobyć w szkole średniej albo na jakimś kursie dla bezrobotnych. Więc według jego opowieści, był ten bezdomny niegdyś inżynierem. Kierował dużymi projektami - chyba państwowymi - i wdrażał polskie technologie w Indiach - budował fabryki, modernizował je, analizował ich pracę. Mówi mi ten bezdomny - stary, ja miałem setki ludzi pod sobą. Wiozłem ze sobą przez ćwierć świata ekipę kilkudziesięciu inżynierów, techników i tłumaczy z Polski, ludzi wykształconych, kulturalnych, po studiach. Na miejscu dostawałem pod komendę drugie tyle wykształocnych Hindusów. Decydowałem o wydawaniu setek tysięcy złotych, zarządzałem budową zakładów pracy o strategicznym znaczeniu dla regionów, byłem odpowiedzialny za kontrakty decydujące o stosunkach między państwami. Wiesz co jest dzisiaj? Ja się muszę pytać pielęgniarki w przytułku, czy mogę iść się odlać. Ja się nie mogę nawet piwa napić, jeśli chcę mieć gdzie spać i co zjeść.

    Oczywiście zapytałem, jak to się stało, że znalazł się na ulicy. Już wam zresztą kiedyś pisałem tę odpowiedź, zwięźlej i w innym kontekście. Że to po prostu, jak często, przez picie. Że wydaje ci się, że wszystko kontrolujesz. Masz robotę, szacunek, rodzinę. Że w najczarniejszych snach nie spodziewasz się, jak szybko to może prysnąć. A to się sypie jak domek z kart, niby zahaczysz tylko jedną, ale cała misterna konstrukcja się wali. Gdzieś się poślizgniesz, wpadniesz, wyrzucają Cię z pracy, żona wystawia walizkę za drzwi, koledzy nie odbierają telefonów, za to dzwoni prawnik żony i komornik. Że myślisz, że to chwilowe, że przecież zaraz się wszystko wyjaśni, rozwiąże, że to przecież jakaś głupia pomyłka systemu, że to nie może być tak, że jeszcze wczoraj byłeś tam, a dzisiaj tu. Błąkasz się, początkowo pewny siebie, bo przecież to zaraz minie. Ale oczekiwana zmiana nie nadchodzi. Odbijasz się od kolejnych drzwi, coraz bardziej zatrzaśnietych. Zaczynasz sobie zdawać sprawę, że całe twoje wykształcenie, doświadczenie, wiedza i pomysły nikogo nie obchodzą. Że cała twoja wartość pieczołowicie budowana przez lata, z każdym kolejnym dniem spada do zera. Aż wreszcie przychodzi dzień zero - dzień, w którym odkrywasz, że zacząłeś śmierdzieć, że ludzie zaczynają od ciebie uciekać. I przychodzi dzień minus jeden - w którym nagle odkrywasz, że wcale nie jesteś jeszcze na dnie swojego człowieczeństwa. Że nieubłaganie, dzień po dniu, spadasz coraz niżej.

    Wypiliśmy po trzy piwka, przywołałem temat, że może jednak pójdziemy na ten skłot, wierzyłem, że ten gość się tam odnajdzie. Ale on dopił ostatniego łyka, pokręcił głową, i mówi: teraz odchodzę. Chciałem zaprotestować, ale uciął: chociaż ty potraktuj mnie jeszcze jak człowieka, i daj mi wolną wolę. Uszanuj, że mogę decydować o sobie i pozwól mi odejść. I odszedł.

    * * *

    Parę lat, jeszcze wcześniej, rozdawałem żarcie w ramach food not bombs. Różni tam bezdomni przychodzili. Jedni bezwstydnie zezwierzęceni, wziąć szybko jak najwięcej na talerz i ukryć się gdzieś, żeby nikt nie zabrał. Inni szarzy i nijacy, jakby wciąż pielęgnujący w sobie człowieka i starający się ukryć przed sobą i innymi ból swojego losu. Jeszcze inni jakby nie robiący sobie nic z tego, śmieszki jak z mirko, flirciarze podrywający dziewczyny i pokpiwający z jakości "ulicznej restauracji". Zapamiętałem dobrze takiego chłopaka, który przychodził z matką, taki wyrośnięty byczek, chyba upośledzony trochę. Czasem tam jacyś łysi czy inni narodowcy podbijali trochę powyzywać od lewaków i poszukać zadymy, więc panki rzucały czasem hasło do bezdomnych, kto nas będzie bronił, jak znowu przyjdą. No i wtedy ci śmieszni bezdomni, i ten chłopak, ohoczo wznosili pięści do góry, że oni będą kucharzących panków bronić do ostatniego dechu swojego śmierdzącego życia. Miło. Nie mam pojęcia, jakie oni mieli historie, ilu z nich było cwaniakami jak ten pierwszy bezdomny z dzisiejszej opowieści, a ilu zagubionymi kłębkami lęku na skraju obłędu, jak ten drugi. Byli pewnie jak ludzie z dowolnie innej wyodrębnionej ze społeczeństwa grupy - mądrzy i głupi, dowcipni i ponurzy, praktyczni i marzycielscy. Po prostu ludzie.

    * * *

    Dzisiaj znów jestem trochę bezdomny. Wiecie, tak jak w poprzednich historiach zastrzegam, że w porównaniu do prawdziwych ćpunów, wariatów czy meneli, to ja jestem pączkiem w masełku, i gdzie mi tam do prawdziwych tragedii. Tak jest i tutaj. Więc tak: sporo czasu spędzam u rodziców na wsi, tam mam swój cieplutki pokój, miskę, zajęcie przy gospodarstwie i internet na nocne zmiany. Stamtąd też chyba najwięcej tych historyjek wam wrzuciłem, bo prócz powyższych dóbr materialnych mam też tam ciszę, spokój i harmonię. Ale ile można wytrzymać ze starymi, ciągnie wilka do lasu, i wracam tu regularnie na poznańskie śmieci. Wysiadam z tego pociągu, poprzeklinam na zjebany dworzec, powkurwiam się na nie działający przystanek, zajebię facepalma stwierdzając, że kaponiera wciąż rozjebana. I idę tymi dziurawymi chodnikami przed siebie, nie mając żadnego celu. Siadam gdzieś na murku, odpalam piwko zza pazuchy, i błądzę palcem po kontaktach w telefonie zastanawiając się, komu by się tu zwalić na łeb. Noc spędzę tu, noc gdzie indziej, zamelinuję się gdzieś na dobę, albo przełażę i przesiedzę na ławkach cały boży dzień. Wbiję gdzieś, i czuję, że to nie jest dobry moment, że nie dziś, więc udaję, że tylko na chwilę, i błąkam się dalej. Oczywiście przyjmie mnie ktoś wreszcie z otwartymi ramionami, stół zastawi i wino ściągnie - ale wiecie, człowiek by chciał siąść przed kompem, ponerdować nockę, popisać, albo tylko zwyczajnie jebnąć się na wyro i porozmyślać w ciszy. Ale weź tu powiedz ziomkowi, że tak, wiem że się nie widzieliśmy dwa miesiące, ale w sumie o tym co u ciebie to byśmy jutro pogadali, bo dziś bym poplusował głupie komentarze obcych gimbów w internecie. O ściągnięciu czy kupieniu jakiegoś rpga i torby jarania i wsiąknięciu na parę dni w jakieś postapokaliptyczne pustkowia czy fantastyczne krainy to już w ogóle można zapomnieć. Marnuję więc masę czasu na przemieszczanie się tu i tam, dźwigam non stop tego lapka (maszynę do pisania) w plecaku, bo a nuż mi się zachce coś naskrobać. O rysowaniu to w ogóle nie ma mowy, weź znajdź tu kogoś kto ci udostępni biurko i kredki. Bez sensu tak, a może jedyny sens to taki, że człowiek w takiej tułaczce nabiera ochoty, żeby się jednak wziąć do roboty. Teraz się trochę wycwaniłem, bo jeżdżę do pracy w delegacje, i śpimy po hotelach, więc na przykład dzisiaj mam komfort naskrobać wam te parę słów.

    Dobra, to tyle, bo zacząłem się rozczulać nad wyimaginowaną niedolą swojego losu. Morały z dzisiejszej bajki są chyba dwa: mniejszy, że mireczki, dbajcie o te swoje daszki nad głową, doceńcie je i wiedzcie, że brak swojego kąta jest dokuczliwy prawie tak samo jak głód. No i to drugie, którego chyba nie muszę pisać, że nie patrzcie wilkiem na drugiego człowieka. Nawet nie dlatego, że kiedyś to możecie być wy, albo, co gorsza, ja:). Tylko tak po prostu. Pozdro i peace.
    pokaż całość

    •  

      @jankotron: ah no i osobiście z Panami z Wielkiej nie miałem dużo styczności, ale ziomek tam mieszkał i jak wpadałem na imbe do niego to spotykaliśmy ich w bramie i zawsze jakieś drobne na piwko dostawali.

    •  
      j.......n

      0

      @cookiemonsta: Po dziarach nie znam. Znałem takiego Mario, co bodajże był wychowany przez siostry zakonne, albo w jakimś katolickim domu dziecka, dość, że z jednej strony dużo tym siostrom zawdzięczał i dobrze o nich mówił, z drugiej jak popił to klnął księży i im wygrażał na ulicy. No i ogólnie jego opowieści o spotkaniach z "obrońcami czystej rasy polskiej" były nieciekawe, może to ten sam.

    • więcej komentarzy (50)

  •  

    Ech... menele wybierający pieniądze z fontanny...
    ODBIERAJĄ LUDZIOM MIŁOŚĆ I SZCZĘŚCIE!
    #oswiadczenie #cebula #menele #milosc

  •  

    Polska patologia podbija wszechświat

    #polska #heheszki #humor #menele

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: liveleak.com

  •  

    Dziś w #gdynia widziałem dwóch meneli. O dziwo nie pili oni jakiegoś jabola, czy innego napoju wyskokowego, tylko coca colę. Jest jeszcze nadzieja.

    pokaż spoiler Jak podszedłem bliżej to zauważyłem, że ta cola była czerwona ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #menele #coolstory #heheszki

  •  

    #mpk #menele #pijebolubie
    jadę sobie tramwajem i wsiada para meneli. Pan menel i pani menelowa. Śmierdzą przepięknie. Krzyczą na siebie ze jedno drugiemu przypierdoli i się śmieją. Widać że między nimi jest głęboka miłość. Tak słodko ona go karmi z ręki kiszoną kapustą. Aż serce topnieje

    +: P.....k, nofink +6 innych
  •  

    Nie znoszę meneli koczujących pod sklepami, ale dzisiaj jeden mnie rozśmieszył.
    Menel - Przepraszam, może da mi pan złotówkę
    Ja - Chce pan złotówkę?
    Menel - No, ewentualnie dwa złote też przyjmę.
    #takietampierdoly #menele

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów