•  

    Ciekawostka filmowo-samochodowo-militarna czyli jedyny istniejący na świecie, w pełni funkcjonalny futurystyczny wóz bojowy LANDMASTER, zaprojektowany i zbudowany od zera specjalnie na potrzeby filmu science fiction "Aleja potępionych".

    A skoro właśnie przypominam ten tytuł pod moim filmowym tagiem ⇨ #zlotaeravhs, to wypada dokładniej przedstawić głównego moto-bohatera tej podróży przez postnuklearną Amerykę po III Wojnie Światowej...

    Landmaster jest unikalną dwu-osiową, ale 12-kołową amfibią - przegubowym pojazdem bojowym stworzonym przez Deana Jeffriesa w Jeffries Automotive z Kalifornii.
    Powstał kosztem 350 000 USD w 1976 r.
    Do jego budowy wykorzystano popularne części z półciężarówek, do stworzenia układu napędowego użyto odcięte tyły z dwóch samochodów.
    Pojazd ma napęd na obie osie, na których zamiast pojedynczego koła są umieszczone po trzy koła w systemie gwiaździstym.
    W czasie jazdy są napędzane wszystkie trzy, lecz tylko dwa z nich dotykają podłoża.
    W pancerzu są boczne i górne włazy wejściowe na przedniej jednostce głównej , a także na górze w sekcji tylnej. Jest również otwierana klapa desantowa z tyłu pojazdu.
    Zamontowano reflektory i światła hamowania do użytku w normalnym ruchu ulicznym.
    Zewnętrzna kamera wideo została zamontowana na kopule umieszczonej tuż za przednim górnym włazem.
    Mieści się tam również antena.
    Wóz ma hartowane opancerzenie grubości 1 cm.
    Landmaster może pokonywać przeszkody wodne, pozostanie szczelny nawet gdy się zanurzy. Głębszą wodę może przepłynąć do połowy zanurzony, jako napędu używając wirujących zestawów kołowych.
    Pojazd nie posiada normalnego układu kierowniczego - skręt następuje za pomocą siłownikow hydraulicznych ulokowanych na przegubie pomiędzy sekcjami - powodują skręcanie całej sekcji (jak w ciężkich maszynach budowlanych).
    Posiada w kabinie 2 normalne kierownice.

    Specyfikacja.
    Masa - 10 ton.
    Długość - 11 metrów.
    Pancerz z hartowanej blachy stalowej grubości 1 cm.
    Główne uzbrojenie -
    6 ciężkich karabinów maszynowych i
    dwie wyrzutnie rakietowe z 14 rakietami
    w stylu bazooki.
    Silnik Forda - pojemność 6,4 litra (inne dane 7 l.)
    5-biegowa skrzynia biegów.
    Zawieszenie - 12-kołowy tri-star
    Prześwit - 61 cm
    Prędkość - 89 km/h
    Podczas testów przetrwał bez uszkodzeń skok o długości 7,6 m.

    Przez wiele lat Landmaster był ustawiony na parkingu obok sklepu samochodowego Deana Jeffriesa w North Hollywood w Kalifornii (w latach 1977-2005).

    W 1994 wykorzystano go na planie filmu SF "Projekt A.P.E.X.".

    Później pojazd został sprzedany prywatnemu właścicielowi i w 2005 r.
    został przywrócony do pierwotnego stanu, w jakim wystąpił w filmie "Aleja potępionych" .
    W 2016 roku Landmaster został przeniesiony do "Custom Shop Gene Winfield" przy drodze Sierra Highway przebiegającej koło pustyni Mojave w Kalifornii .
    Można go zobaczyć z drogi i jest w ciągu tygodnia udostępniony do publicznego oglądania.
    Źródło - Wikipedia en.

    30-sekundowy filmik z 2016 r. z jazdy Landmasterem.
    https://www.youtube.com/watch?v=jiiBM_46oiA

    10-minutowy film - wywiad (po angielsku) z twórcą Landmastera, nagrany przed jego śmiercią w 2013 r., ilustrowany fragmentami filmu.
    https://www.youtube.com/watch?v=26n3RsXNyKE

    #motoryzacja #ciekawostkifilmowe #maszynyboners #militaryboners #technologia #sf #ciekawostki ! #ciekawostkizruznychdziedzinwiedzyniepowszechnej #ciekawostkanadzis

    pokaż spoiler #samochod #samochody #czywieszze #ciek #czolgboners #czolgiboners #czolgi #czolg #pojazdyspecjalne #scificar #postapo #auta #maszyny #militaria #technologia #armia #sciencefiction #scifi #postapokalipsa #madmax fantastyka#postapocaliptic #transport #terenowe #retro #film #filmy #vhs #kasety #video #militariadnia #ciezarowki #iiiwojnaswiatowa #wynalazki
    pokaż całość

    źródło: LANDMASTER 1977.jpg

  •  

    Tym razem w cyklu "Zapomniane lub mniej znane filmy ze Złotej Ery VHS" naprawdę bardzo mało znany film wojenny z młodymi aktorami Melem Gibsonem i Samem Neillem.

    " Atak jednostki Z " (1982)

    II Wojna Światowa.
    Niewielki oddział komandosów zostaje przetransportowany łodzią podwodną w pobliże jednej z wysp na Pacyfiku. Kajakami dostają się na brzeg i rozpoczynają operację odnalezienia ocalałych pasażerów z amerykańskiego samolotu, który rozbił się o jedną z gór.
    Komandosi należą do "Jednostki Z" (wspólnego oddziału australijskich, nowozelandzkich i brytyjskich komandosów), którzy specjalizują się w takich akcjach na tyłach wroga.

    Tym razem może to być jednak misja samobojcza, ponieważ wyspa jest mocno obsadzona wojskami japońskimi.


    Zwiastun.

    Strona Filmweb.

    Cały film on-line z napisami PL.

    ⇨ #zlotaeravhs - pod tym moim tagiem znajdziecie wszystkie wcześniej prezentowane filmy, jak i kolejne które się pojawią.
    https://www.wykop.pl/multimedia-tag/zlotaeravhs/ - a tu możecie łatwo zobaczyć naraz okładki tych filmów.

    #ogladajzwykopem #wojenny #wojnanapacyfiku #wykopplus30club #nostalgia

    pokaż spoiler #gruparatowaniapoziomu #iiwojnaswiatowa #iiwojnaswiatowawkolorze #wojna #wojna #filmnawieczor #filmnadzis #film #filmy #vhs #gimbynieznajo #kino #kinofilia #kinoklasyb #kinocebulowe #video #kasety #retro #starealedobre #starealejare #80s #zlotaeravha #australia #akcja #filmyonline #filmoweciekawostki #ciekawostkifilmowe #azja #lata80 #komandosi #kinematografia #iiwojna #polecam #80sforever #bron #militaria #militaryboners #militariadnia
    pokaż całość

    źródło: Polski VHS. Dystrybucja ARTVISION.jpeg

    •  

      @Montago:kojarzysz może taki film? szukam tytułu...Mamy lata siedemdziesiąte ubiegłego stulecia.

      Jest sobie pewien facet i jest sobie pewna kobieta. Nie znają się, nigdy się nie spotkali. Nie mają ze sobą wiele wspólnego. Aż tu pewnego pięknego dnia oboje zostają obdarzeni niezwykłą mocą. Lewitują i sprawiają, że przedmioty wokół nich lewitują. Czytają w myślach. Ożywiają zmarłych. Gaszą pożary skinieniem ręki. No, normalnie supermeni. Nie rozumieją tego, nie wiedzą, co się wokół nich dzieje. Powoli uczą się nad tymi mocami panować. I oboje są tym wszystkim mocno przerażeni.

      Równolegle widzimy luźne, niepowiązane ze sobą sceny z życia właściwego głównego bohatera całej tej opowieści, nie pamiętam jak facet miał na imię, załóżmy roboczo, że Mark. Mark jest ważną osobą w amerykańskiej administracji, omawia różne sprawy z Prezydentem USA, je lunch z sekretarzem stanu, gra w tenisa z szefem CIA itd. W związku z tym w jego domu prawie bez przerwy telewizor jest włączony na CNN lub jakąś inną stację informacyjną, która nadaje prawie non stop materiały na temat narastającej zimnej wojny, pogłębiającej się rywalizacji między mocarstwami atomowymi, wyścigu zbrojeń itd., bo takie to były czasy. Mark ma także dwoje małych dzieci, dość często jest nam dane widzieć, jak bawią się one żołnierzykami, ale w dość charakterystyczny sposób: dwie wrogie armie szykują się do wojny, robią ćwiczenia, szykują zapasy, a gdy już stają naprzeciwko siebie i ma paść pierwszy strzał, to nadlatuje UFO i mówi:
      - Musicie się pogodzić [dzieciak moduluje głos, by groźnie brzmiał]
      - Ale to są nasi wrogowie.
      - Musicie się pogodzić.
      - My chcemy ich zniszczyć.
      - Jeżeli się nie pogodzicie, to my zniszczymy obie strony, musi zapanować pokój.
      - Ale to są nasi wrogowie.
      - Jesteśmy od was potężniejsi, zniszczymy was obu jeśli się nie pogodzicie.
      Powtarzające się sceny tych zabaw, w momencie, gdy w tle mamy włączony telewizor, a na ekranie reportaż o kolejnej próbie atomowej na Pacyfiku albo wiadomości o tym, że Kongres zgodził się przekazać następne 200 milionów dolarów do budżetu Departamentu Obrony sprawiają, że całość ma taką totalnie niesamowitą atmosferę, aż ciężko to opisać.

      Tymczasem nasza czyniąca cuda parka zwraca na siebie uwagę mediów, piszą o nich w gazetach, robią reportaże w telewizji itd. Zaczynają tez doznawać bardzo silnych i bardzo nieprzyjemnych wizji. Widzą w nich wielkie katastrofy, płonące miasta, masowo umierających ludzi, wreszcie wybuchającą kule ziemską. Pamiętam dokładnie jedną scenę z tego momentu, oboje są w jakimś pokoju (ktoś musiał wcześniej ich zebrać razem), śnią i widać, że śni im się coś potwornego, oboje mają drgawki. Nagle kobieta się budzi, ktoś pyta ją co spowodowało ten stan na co ona odpowiada:
      - Śniło mi się, że Ziemia wypadła ze swojej orbity i zaczęła się oddalać od słońca... Stopniowo robiło się coraz zimniej, naukowcy uspokajali początkowo, że uda się ją przywrócić na dawne miejsce, ale z czasem stało się jasne, że to niemożliwe... Wiedzieliśmy, że z czasem nasza planeta zamarznie wkrótce a my razem z nią..
      - Panu śniło się to samo? - pytają z kolei faceta, który zdążył się już obudzić.
      - Nie... Mnie śniło się, że Ziemia wypadła z orbity i stopniowo zbliża się do Słońca, naukowcy usiłują odwrócić ten proces, ale nie udaje się to, wszyscy ludzie na powierzchni wiedzą, że niedługo żywcem spłoną...
      I teraz nie wiem, czy zdołam oddać to, co czułem oglądając to, pierwsze co mi, wtedy dzieciakowi, rzucało się w oczy to to, że oni są tacy spoceni :) , podkrążone powieki, wszyscy zmęczeni i taka ogólna atmosfera WTF? nad tym wszystkim, co ja właściwie oglądam :)

      W każdym razie w pewnym momencie skala niesamowitości wokół tych dwojga przekracza pewien punkt krytyczny, oboje zostają zgarnięci przez amerykańskie władze, a szefem zespołu, który ma się nimi „opiekować” zostaje nominowany, niespodzianka, nasz stary kumpel Mark.

      No i tak sobie siedzą we troje w jakiejś super-hiper tajnej amerykańskiej bazie wojskowej pośrodku pustyni w Nevadzie i usiłują sobie jakoś z całą tą sytuacją poradzić. Na szczęście szybko wyjaśnia się ona sama. Wizje tych dwojga konkretyzują się do reszty i na jaw wychodzi prawda – to inteligentne istoty z innej planety usiłują się skontaktować z Ziemianami, by przekazać im wiadomość: albo oba mocarstwa pozbędą się swoich arsenałów broni masowej zagłady, albo oni zniszczą Ziemię. Nie może istnieć planeta, która w każdej chwili grozi wojną atomową.

      Wiadomość o tym ultimatum szybko wycieka do mediów i z miejsca staje się dla nich głównym tematem, trąbią o tym serwisy informacyjne na całym świecie. Pod ambasadami USA i ZSRR w wielu krajach zaczynają się odbywać masowe manifestacje mające zmusić ich rządy do rozbrojenia. No i zostaje zwołana konferencja pokojowa, wiadomo, że głównymi graczami tam będą Prezydent USA i Sekretarz Generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Pod budynek w którym ma się odbyć spotkanie podjeżdżają limuzyny z oboma politykami, zbliżenie na twarz Rosjanina, oczywiście pełne napięcie, zbliżenie na twarz Prezydenta, podobnie, znów na Rosjanina, znów na Prezydenta, na jego czole pojawia się kropla potu...

      I wtedy właśnie, a jesteśmy dopiero w połowie całego seansu, wydarza się coś, czego nikt się nie spodziewał. Cała ta fabuła urywa nam się, a na dole ekranu widzimy tylko napis Rok Wcześniej.

      Mark bierze udział w jakiejś tajnej naradzie najważniejszych polityków w USA, są Prezydent, sekretarz stanu, sekretarz obrony, szef CIA, ambasador w Moskwie, wszyscy święci. Panowie są w złych humorach. Zagaja Prezydent:
      - Panowie, nie będę ukrywał, że nasza sytuacja jest tragiczna. Przegrywamy zimną wojnę i to się już nie zmieni. Ruskie mają więcej terytoriów, więcej zasobów, u nich dowolną część budżetu można przeznaczyć na zbrojenia, u nas w Kongresie zawsze objawi się jakiś debil, który chce część przeznaczać na szkoły, parki narodowe czy inne biblioteki. W dodatku gdy u niech narodzi się jakiś matematyczny geniusz to można go w ten czy iny sposób zmusić do tego, by pracował dla wojska, u nas takiego kogoś zawsze podkupi IBM albo producent jogurtów...
      - O tak, ci od jogurtów są najgorsi...
      - Przegrywamy zimną wojnę i to się już nie zmieni. Co gorsza mamy co najwyżej rok, by zmusić Ruskich, by zgodzili się na rozbrojenie, nawet i dwustronne. Więc – jak ich do tego zmusić, czekam na propozycje.
      - …
      - Panowie czekam co macie mi do powiedzenia.
      Wszyscy milczą.
      - Pan. No. Wie. Cze. Kam. Na. Wa. Sze. Po. My. Sły.
      Milczenie.
      - W takim razie pozostaje nam tylko zagrozić zemstą kosmitów – rzuca Mark.
      Wszyscy śmieją się.
      - No fajnie, ale akurat ja nie żartowałem. To znaczy... może nie tak zupełnie wprost, ale... ale gdybyśmy przeprowadzili to w odpowiednio inteligentny sposób...

      I od tej pory jesteśmy świadkami przygotowań do Wielkiej operacji strollowania całego rodzaju ludzkiego za pomocą wyssanej z brudnego palca bajeczki o tym, że z jakiegoś tajemniczego powodu kosmici postanowili zaszantażować Ziemian że zniszczą ich planetę, jeśli oni się nie rozbroją :) :) :)
      pokaż całość

    •  

      @Halonika:
      Nie znam tego, ale popytam znajomych, może ktoś będzie wiedział jaki to tytuł...

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Dzisiaj pora na kolejny pojazd #armia #rpa.
    Tym razem jest to Rooikat [pol. karakal]. Został on wprowadzony do uzbrojenia armii południowoafrykańskiej w roku 1989 (w obecnej formie) jako następca omawianego w dniu poprzednim Elanda (http://www.wykop.pl/wpis/15101989/dzisiaj-pora-na-kolejny-pojazd-armia-rpa-ten-dla-o/) i bazował on na angolskich doświadczeniach swojego poprzednika. W służbie RPA jest ich 178.

    Koncepcja tego samochodu pancernego jest identyczna jak Elanda w Angoli - czyli służy on głównie do rozpoznania, zwalczania czołgów i wsparcia piechoty. Różnica polega w konstrukcji Rooikata.

    Po pierwsze to wzmocniono uzbrojenie główne - długolufową "90" zastąpiono długolufową armatą czołgową kal. 105 mm. Jak wspomniałem w poprzednim wpisie, w latach 80. okazało się, że uzbrojenie Elanda jest zbyt na czołgi T-54/55 - przebijalność pociski APFSDS-T kal. 90 mm osiągała 180 mm RHA z odległości 1000 m, natomiast pocisk APFSDS-T kal. 105 mm z odległości 2 km przebija płytę pancerną o grubości od 250 do nawet 520 mm. Jest to zatem wystarczająca broń przeciwko czołgom T-54/55 lub jego chińskim kopiom, które znajdują się na wyposażeniu armii sąsiednich państw (Namibii, Zimbabwe czy Mozambiku).

    Po drugie u Rooikata wzmocniono opancerzenie - płyty pancerne Elanda miały grubość zaledwie kilku milimetrów, przez co były one bez problemu przebijane przez pociski z Kałasznikowa. Co więcej, zarówno w Angoli, jak i Rodezji do zwalczania samochodów pancernych używano również wielkokalibrowych karabinów maszynowych kal. 14,5 mm czy - znanych tutejszym znawcom - artyleryjskich zestawów przeciwlotniczych ZU-23-2. Dlatego pancerz został pogrubiony na tyle, żeby mógł wytrzymać ostrzał z przodu i z boków z tych działek.

    Te dwie kardynalne zmiany spowodowały znaczne zwiększenie masy (Rooikat waży aż 28 ton - w porównaniu z 6 tonami Elanda) i zmianę podwozia na 8x8 (Eland miał podwozie 4x4), żeby pojazd nie stracił przy tym mobilności. Masa spowodowała, że ten samochód pancerny już nie mógł być transportowany drogą powietrzną, dlatego - przy założeniu ich współpracy z Ratelami piechoty zmechanizowanej - zwiększono jego zasięg działania do 1000 km (identyczny z zasięgiem Ratela, natomiast dwukrotnie większy od zasięgu Elanda).

    Zostały wyprodukowane tylko dwie wersje Rooikata:
    - samochód pancerny Rooikat - uzbrojony w działo czołgowe kal. 105 mm (pierwotnie w działo morskie kal. 76 mm)
    i
    - artyleryjski samobieżny zestaw przeciwlotniczy Rooikat ZA-35 - uzbrojony w dwie armaty przeciwlotnicze kal. 35 mm

    Do tej pory Rooikat nie został ani razu użyty bojowo, jednak gdyby został, to dałby znakomite wyniki. De facto jego największym zagrożeniem byłyby czołgi T-72, jednak na dzień dzisiejszy w całej Afryce Południowej jest ich tylko 22 (w armii angolskiej).

    #militaria #militariadnia #militaryboners #karakal #caracal

    Zdjęcie Rooikata:
    pokaż całość

    źródło: rooikat.jpg

  •  

    Dzisiaj pora na kolejny pojazd #armia #rpa. Ten dla odmiany nie jest już służbie (od ponad 20 lat), ale to dzięki temu armia południowoafrykańska ma bardzo mobilny charakter i zdecydowanie preferuje trakcję kołową w swoich pojazdach bojowych.

    Nazywa się Eland. Jest to samochód pancerny (drugi w historii produkcji południowoafrykańskiej, o pierwszym będzie niedługo), ale to jest to owoc pierwszego po II WŚ programu zbrojeniowego armii RPA. Został on wprowadzony do uzbrojenia w roku 1962 i łącznie wyprodukowano go w zawrotnej liczbie 1600 egzemplarzy.

    Co do jego budowy, to cofnijmy się do czasów II WŚ i wcześniejszych.
    W czasach międzywojnia samochody pancerne były zdecydowanie tańszą alternatywą czołgów, wśród których przeważały przestarzałe FT-17 (osiągające zawrotną prędkość 8 km/h na drodze) i bardzo prymitywne tankietki. Przy czym często s. panc. bardzo często były uzbrojone porównywalnie z FT-17, a silniejszej niż tankietki. Tak było w biedniejszych krajach.
    W zamożniejszych krajach samochody pancerne były dodatkiem do czołgów i zwykle pełniły rolę pojazdów rozpoznawczych.

    Na 1 września 1939 r. istniało sporo samochodów pancernych, które za pomocą swoich działek potrafiły zwalczać czołgi (do tych sp możemy zaliczyć np. polskie samochody pancerne wz. 1934). Jednak przez te 6 lata czołgi dokonały takiego postępu, że samochody pancerne teoretycznie stały się zupełnie bezużyteczne. Lepiej uzbrojone w roku 1945 one rywalizować na równi z równym jedynie z czołgami rozpoznawczymi i transporterami opancerzonymi, mając gorszą mobilność od czołgów i brak możliwości przewozu desantu w pojeździe. Ich rola ograniczyła się w zasadzie do zadań patrolowych, łącznikowych i dyspozycyjnych, gdzie w przeciwieństwie do Jeep'ów lub GAZ-ów były opancerzone.

    Po wojnie samochody pancerne możemy podzielić na dwie grupy:
    - będące de facto lekkimi transporterami opancerzonymi, przewożące do 5 osób desantu (zaliczają się do amerykańskie White'y i radzieckie BTR-40 czy słynna seria BRDM-ów)
    - oraz będące lekkimi artyleryjskimi niszczycielami czołgów, uzbrojone w działa kalibru 75-105 mm

    Do tej drugiej grupy zalicza się Eland. Jest on bowiem uzbrojony w długolufową armatę czołgową kal. 90 mm lub w odtylcowy moździerz kal. 60 mm (te same wieże zastosowano w artyleryjskich wersjach Ratela).
    Kolejną zaletą Elanda była jego masa - waży tylko 6 ton [dla porównania współczesne samochody pancerne z tej grupy ważą 16 (AMX-10RC), a nawet 26 ton (Rooikat; następca Elanda)]. Dzięki temu może być transportowany drogą powietrzną (Hercules może ich przetransportować aż dwa, a C-160 jednego). Trakcja kołowa zapewniała - podobnie jak w Ratelu - możliwość samodzielnego transportu na długie dystanse (pojazdy gąsienicowe muszą być transportowane koleją dla dłuższej żywotności gąsienic). Poza tym w przypadku uszkodzenia trakcji łatwiej jest wymienić koło niż gąsienicę. Dodatkowo zasięg 450 km pozwalał Elandowi samodzielne działanie (lub w połączeniu z Ratelami) na długich dystansach.

    Elandy stały się najbardziej znane w wyniku ich służby podczas "południowoafrykańskiej wojny granicznej" (lata 1966-1990). W początkowym okresie armata kalibru 90 mm była wystarczającą bronią dla angolskiej i kubańskiej broni zmechanizowanej, w której skład wchodziły słynne T-34, BTR-152 i BRDM-y. Pocisk przeciwpancerny wystrzelony z "90" przebijał przedni pancerz T-34 z odległości 2 km. To oraz niskie koszty eksploatacji powodowało, że aż do końca służby Eland wypełniał zadania przypisane czołgom. Problem zaczął się w końcowym okresie wojny (rok 1983), kiedy do Angoli przybyły pierwsze T-54/55, wobec których "90" od przodu na dystansach powyżej 800 m była bezradna.
    Te samochody pancerne wykorzystywano również w wojnie rodezyjskiej (1964-1979) przez siły rządowe Rodezji. Tam się natomiast okazało, jak słabo opancerzony jest Eland - jego przedni pancerz można było przebić pociskiem przeciwpancernym z AK. Na podstawie tych doświadczeń Elanda ostatecznie wycofano ze służby w roku 1994, zastępując go Rooikatem.

    Poza armią południowoafrykańską głównymi użytkownikami Elanda jest armia Czadu (82 sztuki), Maroka (60 sztuk), Senegalu (47 sztuk), Ugandy (40 sztuk) i Zimbabwe (około 30 sztuk). Jest również na wyposażeniu pięciu innych armii afrykańskich, ale w żadnej z nich nie ma więcej niż 15 egzemplarzy.

    #militaria #militariadnia #militaryboners

    Zdjęcie Elanda-90:
    pokaż całość

    źródło: eland.jpg

  •  

    Zapraszam do pierwszego wpisu z tagu #militariadnia - więcej informacji tutaj

    Rekonstrukcja, a prawda historyczna. Cz. 1 - Obuwie

    Prawda historyczna mówi, że buty wykorzystywane w WP przez piechotę to trzewiki żołnierskie, różniące się od siebie w zależności od wzoru.
    Na tym zdjęciu, możemy zobaczyć trzy wzory: wz. 1925, wz. 1931, wz. 1939. Buty te były wykonywane ze skóry, oraz były podkuwane specjalnymi gwoździami, które ułatwiały poruszanie się w terenie.

    W rekonstrukcji historycznej stosujemy dwa rodzaje obuwia. Jeżeli ktoś może sobie pozwolić, to kupuje replikę takich butów, jednak cena wynoszącą około 700 złotych skutecznie zniechęca większość osób. Dlatego też, większość grup rekonstruujących żołnierzy września 39 roku, stosuje podkute buty Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, które wyglądają mniej więcej tak - rzecz jasna, opinacze powinny zostać odprute.

    Co mogę powiedzieć o takim bucie? Nie jest wygodny, to na pewno. Dobrze sprawdza się w terenie, ale jakikolwiek parkiet, czy posadzka powoduje, że osoba je nosząca się po prostu ślizga. Gwoździe lubią wypadać, a w dzisiejszych czasach, ciężko znaleźć kogoś, kto potrafi je poprawnie nabić.

    Jeżeli macie jakieś pytania dotyczące tego typu obuwia, jego użytkowania - to śmiało, na wszystkie postaram się odpowiedzieć.

    @porque @deyna @SzlachcicPolny
    pokaż całość

    źródło: 1939.pl

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów