No kurła, jeśli kogo ciekawio moje opowiastki o rzeczach tajemnych, albo odtajnionych, ale nieznanych powszechnie to tu. Generalnie będziemy przekopywać się przez tajemnicze śmierci, zaginięcia, morderstwa i wypadki. To jest jakby główny trzon moich opowieści. Oprócz tego czasami odwołam się do mitów, legend, słynnych fotografii i spróbujemy "odkryć prawdę" ( ͡° ͜ʖ ͡°), więc spodziewajcie się i Wielkiej Stopy, i UFO, i Hitlera w Argentynie. No. Może z tym Hitlerem to na wyrost. No i nie będzie raczej oo NWO i Illuminatach, bo i tak wiemy jak jest ( ͡° ͜ʖ ͡°) No i zdecydowanie daruję sobie duchy i reptilian. A tak to praktycznie wszystko z zakresu paranormalne / tajemnicze / niewiarygodne.

Od czasu do czasu coś naskrobię, natomiast nie oczekujcie, że będzie to regularne pisanko, bo jestem jaki jestem ¯\_(ツ)_/¯

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach #mirekwposzukiwaniutajemnic
    Szukam kogoś to mi ładne tło tagu zrobi ( ͡° ͜ʖ ͡°) płacę w życzliwości ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #gownowpis #prosba #grafika

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    PGF mówi ci to coś, panie Mirku?
    No mi też nie. A film Pattersona-Gimlina? Też nie? A najsłynniejszy film, na którym uchwycono Wielką Stopę?
    Bo dzisiaj o samym filmie słów kilka.

    Żeby tradycji stała się zadość:

    Film Pattersona-Gimlina (znany również jako film Pattersona lub PGF ) to amerykański krótkometrażowy film o niezidentyfikowanym temacie, który według filmowców był Bigfoot . Materiał filmowy został nakręcony w 1967 roku w Północnej Kalifornii i od tego czasu został poddany wielu próbom uwierzytelnienia lub obalenia go. (via angielska Wklejpedia)

    Sam film trwa niecałą minutę ( w zależności od przyjętej liczby FPSów to albo ~59 sekund przy 16 FPS albo 53 sekundy przy 18 FPS). Dokładna data nakręcenia filmu to 20 października 1967 roku, choć niektórzy twierdzą, że nakręcono to wiekopomne dzieło nieco wcześniej.

    Nie będę opisywał samej treści nagrania, po prostu dołączę filmik dostępny na YT. Chciałbym się natomiast skupić na argumentach za i przeciw autentyczności filmu. A jednych jak i drugich jest sporo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    ARGUMENTACJA ZA:

    - Dimitri Bayanov, Igor Bourtsev i René Dahinden (to ostatnie nazwisko wśród kryptozoologów jest podobno znane, nie wiem, mnie tak czapeczka foliowa jeszcze nie uciska bym znał kogoś poza Danikenem (✌ ゚ ∀ ゚)☞ ) na podstawie badań morfologii uchwyconego stwora i jego ruchów doszli do wniosku, że film jest autentyczny. W swojej książce, którą poświęcili tylko temu jednemu filmowi odpierają zarzut człowieka przebranego w kostium stwierdzeniem, że im bardziej poprawny z anatomicznego punktu widzenia kostium, tym trudniej byłoby się w nim poruszać.

    - Dmitri Donskoy - stwierdził, że sposób chodu bestii byłby praktycznie niemożliwy, a na pewno bardzo trudny, do naturalnego odtworzenia przez człowieka. Przez inny wzrost, masę, najpewniej też inne proporcje kończyn, chód BF nie przypomina ludzkiego kroczenia.

    - Reuben Steindorf - animator, który na podstawie nagrania opracował model komputerowy Wielkiej Stopy, z uwzględnieniem szkieletu kryptydy. Obliczył on wskaźnik IM, czyli stosunek długości kończyny górnej do dolnej i u Sasquatcha wynosił on 88, podczas gdy u człowieka IM=71. o tym wskaźniku pisał również Jeffrey Meldrum z Idaho State University.

    - Grover Krantz - kolejny badacz biomechaniki, który skupił się na sposobie poruszania się Patty (tak uroczo nazwano stwora z filmu). Krantz napisał: "kolano regularnie wygina się pod kątem większym niż 90 °, podczas gdy noga człowieka ugina się poniżej 70 °." Zwrócił także uwagę na o wiele szersze ramiona w stosunku do wysokości stwora, niż u człowieka w stosunku do jego wysokości.

    ARGUMENTY PRZECIW:

    - Bernard Heuvelmans - zoolog i tzw ojciec kryptozoologii (prawdziwy autorytet #pdk) stwierdza, że futro jest zbyt jednolite, że nie przekonuje go występowanie futra na klatce piersiowej (ponieważ u goryli takowe nie występuje)

    - John Napier przez wikipedię nazwany wybitnym ekspertem od naczelnych, również nie uznał autentyczności nagrania. Wg niego podana długość odcisków stóp nie zgadza się z obliczoną wysokością zwierza. Chodzi o długość stóp, którą zmierzono na podstawie odlewów odcisków tam zostawionych.

    - Esteban Sarmiento mówi: "Podeszwa stóp jest zdecydowanie blada, ale dłoń wydaje się ciemna, nie znam żadnego ssaka, w którym podeszwa podeszwowa różni się tak drastycznie od dłoń."
    Oprócz tego twierdzi, że mimo nietypowych proporcji to wszystko to, z IM wcześniej wspomnianym włącznie, mieści się w zasięgu człowieka. Są tak wysocy ludzie i mogliby mieć taki stosunek długości kończyn górnych do dolnych.

    - Były sugestie, że film nagrano w znacznie wyżej liczbie FPSów, a potem odtwarzano w niższej. Dlaczego? Bo człowiek idący stosunkowo szybko przybiera podobną postawę, co mogłoby tłumaczyć osobliwy krok.

    Na koniec wisienka. Oskarżano Pattersona o współpracę z Hollywood. W końcu Planeta Małp weszła do kin zaledwie rok później ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #kryptozoologia #smiesznypiesek #malpapolak #ciekaweciekawe #filmy #twojstary
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Ostatnio ktoś mnie prosił bym opisał historię rozwiązaną. Cóż, nasz klient, nasz pan ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Sprawa Rozenmeisje - czyli o Różanej Dziewczynie z Lottum

    Czerwiec 1996 roku, pod Lottum w Holandii znaleziono ciało młodej dziewczyny. Pochowano ją na pobliskim cmentarzu. Biały krzyż, bez tabliczki z imieniem.
    Dziewczynę zgwałcono (znaleziono ją z opuszczonymi spodniami, podwiniętą bluzką, a większość jej ciała byłą ubabrana krwią, precyzując), a potem zamordowano. Ciało porzucono na jednym z różanych pól, z których Lottum słynie. Dlatego też przez lata mówiono o niej "Różana Dziewczyna".

    Do roku 2010 cisza. Nic nikt nie wie. Ale w czerwcu 2010 następuje przełom. Na podstawie badań DNA niemiecka policja trafia na ślad mordercy, a przy okazji na tożsamość dziewczyny - Małgosi. Za pośrednictwem dziennika "Dagblad de Limburger" niemiecka policja zwróciła się do "Gazety Pomorskiej" o pomoc w poszukiwaniu jej bliskich.

    Najpierw opowiem wam o Małgosi. A właściwie Józefie Małgorzacie Wyka (aczkolwiek nie lubiła swojego pierwszego imienia)
    Urodziła się 1976 roku. Swojego ojca pierwszy raz zobaczyła gdy miała 3 lata - gdy Andrzej Wyka wyszedł z więzienia. Ten zabrał Małgosię od matki szybko i zabrał ze sobą do swego domu rodzinnego w Zieleńcu. Mieszkanie z ojcem nie było łatwe. Jedyne co się u jej ojca w domu przelewało to alkohol. Był wypadek z pijanym ojcem, gdy go wiozła będąc nastolatką. Nie skończyła nawet szkoły średniej. Dlatego w końcu stwierdziła, że pojedzie na zachód. Do Niemiec dokładniej. Zacząć od nowa.

    W Niemczech trafiła na Ericha Kurta L. Jej alfonsa, według oficjalnych źródeł, oraz osobę odpowiedzialną za jej śmierć. W 1996 roku Gosia stwierdziła, że ma dość sprzedawania swojego ciała i zamierza odejść. Erichowi było to nie w smak. Ale ta miała silną kartę przetargową - wiedziała o kokainie, którą handluje Erich. Groziła mu, że zgłosi to na policję. Erich zgadał się ze swoimi współpracownikami - Ewą S. i Georgiem K. (jego przyjacielem notabene). Miał spytać Georga, czy on zabije Gosię, a ten miał się zgodzić.

    Sam przebieg morderstwa był następujący. Ewa i Georg zabrali Gosię na wycieczkę samochodem do granicy z Holandią. W okolicach Lottum Ewa stwierdziła, że potrzebuje się przejść, co by kości rozprostować. Georg tym czasem powiedział, że musi coś zrobić przy aucie, ale obiecał, że je dogoni. Gdy Ewa i Gosia szły skrajem lasu Georg dotrzymał obietnicy. Gdy tylko do nich dołączył, uderzył kilka razy młotkiem w głowę Gosię. Jeszcze tego wieczora Georg i Ewa dostali nagrodę za morderstwo od Ericha - kilka gramów kokainy.

    Gdy znaleziono ciało w Lottum rozpoczęło się śledztwo. Ale cóż. Brakowało świadków, dowodów, danych do identyfikacji zamordowanej. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. w 2007 je wznowiono. I we wspomnianym 2010 natrafiono na DNA mężczyzny na jej kurtce...ale nie Georga, a Ericha!

    21 lutego 2010 roku w Kolonii Erich podczas zeznań opowiedział co nieco o sobie (cytat z gazety Lubuskiej):

    Erich Kurt L. urodził się w Kolonii w 1954 r. Życiorys miał burzliwy. Swego prawdziwego ojca widział tylko raz. Ojczym bił jego matkę niemal każdego dnia. Z tego powodu, gdy Erich miał dziewięć lat, zamieszkał u dziadków. W wieku 16 lat opuścił szkołę, poznał 14-letnią dziewczynę, z którą dwa lata później miał już dziecko. Potem ją zostawił, zabierając ze sobą córeczkę. Był oskarżony o gwałt, służył w Bundeswehrze, był kierowcą ciężarówek. W 1993 r. spotkał prostytutkę Michaelę L., która przedstawiła go swojemu szefowi. Ten zatrudnił Ericha do renowacji burdeli. Roboty wykonywał wspólnie z Georgem K., z którym się zaprzyjaźnił. Partnerka przyjaciela, Polka Ewa S., była prostytutką w Barze Napoleona przy Hauptstrasse w Bergisch Gladbach, dawniej małym mieście, a teraz części Kolonii. Dziewczyny, które tam pracowały, codziennie zażywały kokainę, żeby "wytrzymać długie godziny pracy". Erich też zaczął brać, wraz z Ewą i Georgem. Tak odkrył, że można na tym zarabiać: kupował np. 15 gramów, sam zażywał 5, a 10 sprzedawał z dużym zyskiem. Jako ten, który kokę ma zawsze w kieszeni, stał się znany wśród dziewczyn. Woził je swoim dziesięcioletnim porsche do i z Baru Napoleon oraz innych burdeli. Czasami zostawały na noc w jego mieszkaniu w Muehlheim, dzielnicy Kolonii. Była wśród nich Gosia, która sypiała z nim za działkę koki.

    Ale nie powiedział nic więcej o zamordowanej, ani o samym zabójstwie. Tożsamość Gosi ustalono przez udostępnienie jej zdjęcia w mediach. Poznała ją Lidia Lewandowska, żona jej brata - Hieronima Lewandowskiego.

    Niedługo potem ze sprawą powiązano Ewę S. i Georga. Georg miał odczuć ulgę. Nie mógł znieść tylu lat ukrywania morderstwa. Wyznał wszystko. Gdy 9 października 2010 roku policja chciała go przesłuchać ponownie, znaleźli go martwego w jego celi. Atak serca. Nie miał jak dokończyć zeznań.

    Zapewne domyślacie się, gdzie ta historia zmierza. W artykule z 15 kwietnia 2011 roku Gazety Lubuskiej piszą o zwolnieniu Ericha Kurta Lange i Ewy S. Brak mocnych dowodów. Szczególnie, że Georg przed śmiercią zdążył nieźle namieszać. Swojemu prawnikowi przekazał informacje o tym, że Erich wcale mu nie zlecił morderstwa. Erich miał powiedzieć "Ona musi odejść", a według prawnika Georga oraz potem według sądu to za mało by uznać Ericha za zleceniodawcę morderstwa. Co z jego DNA na ubraniach zamordowanej? Cóż, była jedną z jego wielu partnerek, nie muszę tłumaczyć skąd się wziął jego materiał genetyczny.

    Do następnego, Mirki i Mirabelki. Next time: może Dan Cooper, a może o Wampirze z Atlasu. Jeszcze nie wiem.

    #ciekaweciekawe #ciekawostki #historiajednejfotografii #kryminalne #morderstwo
    pokaż całość

    źródło: d-pt.ppstatic.pl 18+

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach
    Jak szukałem informacji do jednego z przyszłych wpisów do #mirekwposzukiwaniutajemnic trafiłem na tę oto stronkę.
    To w gruncie rzeczy wikipedia zaginionych w Polszy.
    http://pl.zaginiecia.wikia.com/wiki/Zaginieni
    Co prawda z jedna stroną, ale jednak.
    #ciekawostka #ciekawostki #zaginieni
    pokaż całość

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Tęsknił ktoś? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ja trochę zatęskniłem za babraniem się w opisach morderstw, zaginięć i inszych cudów. Nie przedłużając, dzisiaj zajmę się historią z 1922 roku, z Francji. Dzisiaj będzie o Pauline Picard. Być może co niektórzy bardziej zaprawieni w boju kojarzą nazwisko.

    Kwiecień 1922 roku, farma rodziców w Goas Al Ludu w Bretanii, północna Francja. Znika dwuletnia Pauline. Sama raczej nie odeszła, w końcu to jeszcze małe dziecko. Rozpoczęto poszukiwania. Mimo, iż dziewczynki szukała zarówno policja, jak i rodzina oraz sąsiedzi, to nie udało się berbecia odnaleźć. Dopiero po kilku tygodniach coś ruszyło. Niedaleko Cherbourgu ktoś odnalazł zagubioną dziewczynkę. Na fotografii rodzice rozpoznali swoja Pauline. Pojechali do oddalonego o bagatela 500 km Cherbourga.

    Warto odnotować, że gdy rodzice dotarli do dziecka to spotkanie z nim nie przebiegło tak jak rodzice się spodziewali. Mała ich nie rozpoznała, nie reagowała na mowę. Jakby nie miała żadnej więzi z nimi, a warto dodać, że więź z rodzicami to jedna z pierwszych rzeczy, która się kształtuje u noworodka. Pauline mając dwa latka powinna wykazać jakąkolwiek reakcję, prawda?

    No ale to musiała by być ich córka! Więc ją zabrali ze sobą, a sprawę zaginięcia zamknięto. Jak zapewne się domyślacie, historia się tutaj nie kończy, a jedynie nabiera rumieńców. Niedługo potem, nieopodal farmy (w odległości jakiś 800 metrów) jakiś przechodzień znalazł zwłoki dziecka. Jak to w takich szokujących przypadkach bywa, zebrała się grupka ciekawskich, a wśród nich Picardowie. Prędko rozpoznali, że ciało jest ubrane w takie same ubranka jakie miała na sobie Pauline w dniu zaginięcia. Ale jeszcze to trochę za mało do stwierdzenia, że oto Picardowie stali nad ciałem swojego dziecka. Identyfikacja była praktycznie niemożliwa, ciało było w zaawansowanym stadium rozkładu, brakowało również dłoni, stopy oraz głowy (nie dotarłem do informacji czy odpadła ona w efekcie procesów rozkładu, czy z innej przyczyny była odseparowana od ciała). Po dokładniejszych poszukiwaniach znaleziono czaszkę w trawie w nieznacznej odległości od zwłok.

    Policja miała niemały problem. W końcu okolicę farmy przeszukano dokładnie. Jedynym wyjaśnieniem było podrzucenie zwłok później. A to sugeruje morderstwo. Dokładniejsze badania ciała i czaszki przyniosły tylko kolejne pytania. Jak się okazało, czaszka należała do kogoś innego - dorosłego mężczyzny, więc siłą rzeczy to nie mogła być czaszka Pauline.

    Picardowie musieli uznać za fakt to, że znaleziona przez nich dziewczynka nie była ich córką, a ta została w okrutny sposób zamordowana. Sprawcy nie udało się wskazać. Podobnie nie udało się Policji wskazać "właściciela" czaszki.

    Był tylko jeden podejrzany - Yves Martin, farmer mieszkający po sąsiedzku z Picardami. Podobno na parę dni przed znalezieniem zwłok miał ich spytać czy są pewni, że znaleźli swoja córkę. Miał też niedługo po tym wyznać "Boże, pomóż mi, jestem winny!" i wybiec nagle z domu. Znaleziono go błąkającego się bez celu i bełkoczącego do siebie. Osadzono go niedługo potem w szpitalu psychiatrycznym. Nie był zdolny do rozmowy o Paulinie, nie sposób było ustalić co wiedział, czy to on był sprawcą, czy może po prostu chorym psychicznie człowiekiem, na którym zaginięcie dziecka się bardzo źle odbiło.

    Nie zidentyfikowano również omyłkowo zabranej przez Picardów dziewczynki. Nie wiadomo, co ona robiła w Cherbourgu sama. Nikt też w tamtej okolicy nie zgłosił zaginięcia dziecka. Konieć końców wysłano ją do sierocińca. Dalsze jej losy są nieznane.

    Jak to się stało, że Picardowie obce dziecko uznali za swoje? A może od początku wiedzieli, tylko chcieli robić dobrą minę do złej gry? Do kogo należała tamta czaszka? Jak ciało Pauline znalazło się w okolicy farmy, mimo iż ten teren był wielokrotnie przeszukiwany? Co z Yvesem Martinem? I kim była dziewczynka znaleziona przez państwo Picard?

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #francja #zaginieni #morderstwo
    pokaż całość

    •  

      @Scorpjon: Może to jak z mamą Madzi. Sami zamordowali, a potem rozegrali to jako zaginięcie. Jakaś sierota 500km dalej została znaleziona to uznali, że to dobra przykrywka. Tylko po co? Może też dziecko zginęło w wypadku

    •  

      Tylko czemu sąsiad ześwirował ( ͡° ʖ̯ ͡°)?

      @thekes: Też mnie to ciekawi. Z tego dziwnego zachowania wygląda jakby on był sprawcą ale z drugiej strony osoba chora może mocno mieszać.

      Swoją drogą jak myślę o tej odciętej stopie i dłoni to przypomina mi się historia babci, która w czasie żniw prawie straciła stopę bo szli z kosami obok siebie i ktoś z boku ją zaczepił (operowali ponoć niemcy).
      Tylko zaginięcie Pauline nastąpiło w kwietniu, więc wypadek na polu odpada. No i nie odpowiada na akurat takie części ciała.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (25)

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Do dzisiejszej historii dotarłem za pośrednictwem zaledwie jednego źródła, niestety. Pisała o samej sprawie pewna blogerka, a gdy ją prywatnie spytałem o źródła tej historii to mi nie odpisała. Dlatego sam traktuję to co w swoim wpisie przedstawiła bardziej jak ciekawostkę, może miejską legendę, niż jako pełnoprawną tajemnicę. Normalnie bym coś takiego olał, ale że sam motyw jest dosyć ciekawy to się nim podzielę.

    Musicie mi wybaczyć, że tym razem nie mam skrótowej notki z Wklejpedii, ale naprawdę, poza tym jednym wpisem na blogu, nie mogłem nic w Internetach znaleźć o sprawie :C

    No to przechodząc do tajemniczej historii (miejskiej legendy). Mamy 1985 rok. Bombaj. Policja dostaje powiadomienie o znalezieniu zwłok człowieka na ulicy. Ekspertyza wykazuje, że ofiara, którą był bezdomny została zabita przez zmiażdżenie głowy ciężkim kamieniem. Osobliwa sprawa z dwóch powodów: po pierwsze zazwyczaj modus operandi to nóż, pistolet, czy cokolwiek co jednoznacznie kojarzy się z byciem narzędziem zbrodni, a po drugie nie był to odosobniony przypadek. Ofiar w ciągu dwóch lat naliczono dwanaście. Żadnej nie udało się zidentyfikować (brak dokumentów, brak krewnych).

    Jednemu z zaatakowanych się udało przeżyć, lecz przez szok nie był w stanie ani podać liczby napastników, ani żadnego opisać.
    W 1988 roku morderstwa ustały, tylko po to by po rocznej przerwie pojawiły się kolejne – tym razem w Kalkucie. Sprawca (albo sprawcy) potrzebowali 6 miesięcy by uśmiercić kolejnych 12 bezdomnych, oczywiście w ten sam nietuzinkowy sposób. Ten sam sprawca (sprawcy?) co w Bombaju czy chory naśladowca? Chyba nie muszę powtarzać tej samej śpiewki o problemach z identyfikacją ofiar, braku świadków (albo być może niechęci świadków do mówienia, bo w Indyjskim systemie kastowym bezdomni są na samiuteńkim dole, co niekoniecznie musi się wiązać z tym, że ktoś o nich dba).

    Sprawa ucichła do 2008 roku, kiedy to w mieście Guwahati, ktoś zaczął mordować bezdomnych w ten akurat sposób. Tutaj jednak, hm, killstreak liczył „zaledwie” 7 ofiar, gdyż udało się dorwać sprawcę. A był nim mający 22 lata Krishna Timung, narkoman cierpiący na urojenia.
    Co bardziej spostrzegawczy z was zauważą pewną nieprawidłowość. Timung w chwili aresztowania miał 22 lata, co oznacza, że gdy doszło do morderstw w Bombaju miał ledwo 2 lata. Z tego płynie prosty wniosek, że był naśladowcą naszego „kamieniarza” z lat ’80, a jego nie udało się już złapać.

    Jeszcze raz to podkreślę. Dzisiejsza historia nie jest aż tak pewna, więc potraktuje ją jako ciekawostkę, albo miejską legendę. No ten, to do następnego ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ciekaweciekawe #ciekawostki #morderstwa #indie #harekrishna
    pokaż całość

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach #mirekwposzukiwaniutajemnic

    Chyba moją ulubioną taką tajemniczą (choć już rozwiązaną) akcją jest lądowanie UFO w Emilcinie.
    Zresztą niedawno była kolejna rocznica (10 maja) tego sfingowanego lądowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Jeśli ktoś nie słyszał to tak skrótowo opisując:
    Niejaki Jan Wolski kiedy wracał do domu przez las napotkał dziwne istoty (ufoczki) oraz ich pojazd. Został zabrany na pokład, przebadany i potem puszczony wolno. Samą sprawą zainteresował się Zbigniew Blania-Bolnar ( #bekazpodwojnychnazwisk ), znany socjolog i ufolog z Łodzi. Sam pojazd miał widzieć jeszcze chłopiec - Adam Popiołek.

    Na 99% do tego o czym mówił Jan Wolski nie doszło. Wykazano (przez B. Rudłtowskiego), że dochodzenie Blani było tendencyjne, że zataił informacje, które miały prowadzić do udowodnienia mistyfikacji, że manipulował świadkami podczas rozmów z nimi itp.

    Jeśli ktoś chce poczytać o tym dokładniej to zostawiam odnośnik do strony na Wklejpedii

    Niektórzy pewnie są już oburzeni, że taki wysryw taguję mirkiem w poszukiwaniu tajemnic ( ͡° ͜ʖ ͡°) ale to dlatego, że nie jest moim celem tym razem rozgadać się o czymś. Bardziej chciałbym byście wy się podzielili waszymi ulubionymi historiami z zakresu paranormalne, tajemnicze.

    Czekam na komentarze, Mirusie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    PS. Fundacja Nautilius w 2005 ufundowała pomnik na upamiętnienie tego UFO xD (zostawię zdjęcie pomnika)
    PSS. Pod #mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach będę rzucał takimi luźniejszymi wpisami, prowokował do dyskusji, beczkował, albo opisywał takie cuda, którym akapit tekstu wystarczy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #ciekawostki #ciekaweciekawe #ufo #ufoporno #kosmici #kurvinox
    pokaż całość

  •  

    Jakim trzeba być dzbanem, by dobrze skrojony tekst otagować z błędem to nawet ja nie...no jestem idiotą no ( ̄෴ ̄)
    #mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach #gownowpis #zalesie
    Wołam #mirekwposzukiwaniutajemnic, bo otagowałem dzisiejszy wpis z bykiem, nie śmiejcie się z tego za głośno XD
    Tutaj macie porcję tajemnic na dzisiaj
    pokaż całość

  •  

    W tym tygodniu więcej mnie na wydziale nie ma, niż mnie jest, toteż cierpię na nadmiar wolnego czasu i napisałem o kolejnej ciekawej historii z zaginięciem w roli głównej.

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Zaginięcie Tary Calico

    Tara Leigh Calico (ur. 28 lutego 1969) to Amerykanka, która zniknęła w pobliżu jej domu w Belen w stanie Nowy Meksyk 20 września 1988 roku. Uważa się, że została porwana. (via Wklejpedia)

    Mamy czas i miejsce akcji. Mamy bohaterkę tego dramatu - w dniu zaginięcia dziewiętnastoletnią Tarę Calico. No i mamy przebieg wydarzeń. Tego dnia, jak zawsze, wyszła pojeździć na rowerze. O 9:30 opuściła dom i udała się na swoją trasę, którą najchętniej pokonywała na jednośladzie. Czasami z nią jeździła matka, jednak zaprzestała tego, gdy stwierdziła, że czuje się tam śledzona.

    Tego dnia miała po nią podjechać mama i zawieść na tenisa o 12:30. Ale po przejechaniu całej trasy pani Calico nie mogła jej znaleźć. Skontaktowała się z policją. Po dziewczynie zostały tylko kawałki jej Walkmana i kaseta, znalezione przy drodze.
    Świadkowie mówili tylko o tym, że widzieli Tarę na rowerze. Nikt nie widział samego aktu porwania. Choć warto wspomnieć, że niektórzy w zeznaniach mówili o jasnym vanie.

    I tyle. Śledztwo stanęło w martwym punkcie.

    W czerwcu 1989 roku coś ruszyło. Jakaś kobieta pod sklepem na Florydzie widziała mężczyznę, który wsiadł do sporego, białego vana. To samo w sobie jeszcze nic. Ale na miejscu gdzie parkował zostało po nim zdjęcie z Polaroida, na którym jest Tara i jakiś chłopiec. Oboje skrępowani.

    Chłopca wstępnie zidentyfikowano jako Michaela Henley’a Jr, który zaginął podczas polowania w kwietniu 1988 roku. Co istotne, oba zaginięcia miały miejsce stosunkowo blisko siebie, co mogło by sugerować tego samego porywacza.
    Problemem był fakt, że zdjęcie pojawiło się we Florydzie. To całe 7 stanów od Nowego Meksyku, kawał drogi. Vana, ani jego tajemniczego kierowcy nie odnaleziono. Kolejny martwy punkt.

    I nagle, w 1990, odnaleziono ciało małego Michaela, w Nowym Meksyku. Niedaleko miejsca gdzie zaginął. Sekcja wykazała śmierć z wycieńczenia. Nagle wszystkie teorie na temat obu zaginięć szlag trafił. W końcu skoro go znaleziono tam gdzie zaginął, to nie był porwany, prawda? Ale skoro tak to czemu go nie odnaleziono 2 lata wcześniej podczas poszukiwań zakrojonych na szeroką skalę? Czy porywacz z jakiegoś szalonego i tylko jego wiadomego mu powodu, ciało chłopca odwiózł do Nowego Meksyku? Oczywiście, jeżeli naprawdę Michael został porwany. A jeżeli nie został, to kim jest chłopiec na zdjęciu? Dużo pytań, na które nie uzyskano odpowiedzi.

    Wracając do zdjęcia, specjaliści zaczęli kwestionować to, czy na zdjęciu na pewno znajduje się Tara Calico, wskazując na niezgodność pewnych detali anatomicznych. Jednak matka zaginionej jest pewna, że to jej córka. Mówiła, że blizna na nodze, którą ma sfotografowana dziewczyna jest taka sama jak u Tary – blizny jej dziecko dorobiło się w wypadku samochodowym.

    Tary nigdy nie odnaleziono.

    Warto jeszcze wspomnieć o roku 2009. Dwadzieścia lat po zaginięciu Tary ktoś (z adresu w Nowym Meksyku, dokładniej z Albuquerque, które znajdowało się niedaleko Belen, ktoś rozesłał zdjęcia chłopca nieznanego chłopca, łudząco podobnego do Michaela. Na zdjęciach chłopak miał zamazane na czarno usta. Fotografia dotarła pocztą na kilka różnych posterunków policji i kościołów w okolicy.

    W październiku 2013 r. Powołano sześcioosobową grupę zadaniową, aby ponownie zbadać zniknięcie Calico. Od 2018 r. Nie przeprowadzono żadnych aresztowań, a sprawa pozostaje otwarta.
    I to tyle. Do następnego.

    #ciekawe #ciekawostki #ciekaweciekawe #historiajednejfotografii #tajemnice #zaginieni

    pokaż spoiler Jeżeli chcesz być na bieżąco to zasubuj tę oto listę : https://mirkolisty.pvu.pl/list/wlTiwMq7f5YMgKYz
    pokaż całość

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic

    Wyjątkowo dzisiaj są dwa wpisy i oba nie są o tajemniczych morderstwach ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wyregulujcie antenki w waszych foliowych czapkach i wyruszcie ze mną do Abydos w Egipcie. Spotkamy tam kosmitów, helikoptery i tajemną prawdę.
    Właściwie to nie spotkamy ani jednej z wymienionych rewelacji, ale po kolei.

    Helikopterem z Abydos nazywa się hieroglif przedstawiający, no cóż, helikopter. Nazwa właściwie mówi wszystko. Warto jedynie dodać, że foliarze (czy tam ufolodzy, dla mnie to synonimy) w hieroglifach obok doszukują się jeszcze wizerunku czołgu i spodka / łodzi podwodnej. I to ma być dowodem na to, że po pierwsze antyczni byli o wiele bardziej zaawansowani, a po drugie, że od czasów antycznych nawiedzają nas obce cywilizacje. von Daniken boners

    Problem w tym, że nie mamy nawet jednego wraku, nawet jednego śladu sugerującego, że antyczni Egipcjanie posiadali jakikolwiek pojazd poza rydwanem. Mało tego, nie ma nawet jakiegokolwiek innego hieroglifu przedstawiającego maszyny latające. Co wg historyków, egiptologów, jest co najmniej podejrzane, biorąc pod uwagę jak ten lud chętnie chwalił się swoimi zdobyczami militarnymi i cywilizacyjnymi.

    Zatem jak powstały te reliefy? Ktoś po tym pisał ponownie. Dokładniej mówiąc, najpewniej padło polecenie zasklepienia wgłębień po pierwotnym zapisie hieroglificznym i w nowo powstałej powierzchni wydłubano coś innego. Z upływem setek lat woda wymywała tynk, erozja postępowała i to co widzimy jest sumą różnych glifów i figlarnej natury przypadku.

    Oczywiście wersja o erozji przez zwolenników teorii o paleoastronautyce jest odrzucana, bo jak taki nietypowy kształt mógł powstać przez przypadek? Cóż, tutaj odpowiedzią może być zjawisko pareidolii (najsłynniejszym jej przykładem jest dostrzeganie twarzy na Marsie), czyli widzenia znajomych kształtów w przypadkowych szczegółach.

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #ciekaweciekawe #egipt #hieroglify #ufo #ufoporno #foliarze #tagzartownis
    pokaż całość

    źródło: blurppp.com

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Jackalope – ex-kryptyda będąca krzyżówką zająca i antylopy, czy też zającem o rogach antylopy. Niektóre opisy dodatkowo mówią o kłach jak u wilka i skrzydłach. Najstarsze źródła mówiące o nim pochodzą z początku XVI wieku (znany był pod nazwą Lepus coruntus). Jackalope'y przeniknęły do amerykańskiej kultury raz z innymi słynnymi kryptydami (Big Footem, Mothmanem i Diabłem z New Jersey, o których jeszcze kiedyś wspomnę). (via ja)

    Rogaty królik. Kolejny popieprzony twór mnichów tworzących ryciny. A może nieodkryty gatunek. Cóż, prawdę mówiąc nie ma nad czym się zastanawiać, bo tę zagadkę już rozwiązano dawno temu (w końcu napisałem, że ex-kryptyda). Ale najpierw przyjrzyjmy się samej ich legendzie.

    Jak już wspomniałem, pierwszy raz o nich wspomniano jeszcze w XVI wieku i to na starym kontynencie. ,,Historia Animalium Liber I: De Quadrupedibus Viviparis " z 1563 roku zawiera rycinę przedstawiającą zająca z rogami. Książek (głównie niemieckich podręczników) przedstawiających jackalope'y było więcej, z kronikarskiego obowiązku podam jeszcze 3 tytuły: ,,Physica Curiosa” z 1667, „Encyclopedie Methodique” z 1789, „Summa Dubiorum Circa Classes Quadrupedum et Amphibiorum” z 1943.
    Ale sam mit o nich najpewniej przywędrował do Europy z Ameryki Północej wraz z odkrywcami nowego lądu. I o Ameryce teraz słów kilka, bo to tam się polowało na Jackalope'y. Osobą, która spopularyzowała legendę o rogatych zającach był Douglas Herrick ze stanu Wyoming. Kiedy mit zyskał na popularności część przedsiębiorczych ( ͡° ͜ʖ ͡°) zaczęła wypychać zające i doklejać faktyczne poroże antylop, po to by potem je fotografować. Dosyć długo brano zdjęcia ze spreparowanymi zajączkami brano za dowody na istnienie kryptydy. Takiego zmontowanego Jackalope'a zakupił sobie nawet Ronald Reagan, przy czym wszystkim mówił, że samodzielnie go upolował ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Ale przecież rogate zające nie istnieją! Otóż istnieją, ale nie tak jakby tego chcieli foliarze i łowcy tajemnic. Rogi są skutkiem zarażenia populacji zajęcy wirusem brodawczaka króliczego CRPV. Wirus powoduje niekontrolowane wytwarzanie w skórze tworów keratynowych, które najczęściej przypominały różki. Twory najchętniej sie tworzył w miejsach nieosłoniętych futrem, gdzie światło miało dostęp. Skąd wziął sie wirus? Pamietacie dzielnych odkrywców nowych lądów? Najprawdopodobniej to oni wracając na stary kontynent przywieźli ze sobą wektory wirusa CRPV, na kontynencie zaczęły zające chorować, podczas gdy w Ameryce od dawna biegały zajęczaki z naroślami.

    Pozwolę sobie na mały bonus. Niedawno czytałem o rogatych ludziach, opisy tworów wyrastający im z głów, łudząco przypomina sprawę z Jackalope'ami. Być może i tutaj tajemniczy fenomen tłumaczy zarażenie wirusem – w tym wypadku jakimś szczepem HPV. Ale o rogatych ludziach może następnym razem.

    #ciekawostki #historiajednejfotografii #smiesznypiesek #smiesznekotki #krolikichuje
    pokaż całość

  •  

    O kurła! Już ponad 500 osób obserwuje taga. Dzięki ludzie, aż się bardziej chce (づ•﹏•)づ
    #mirekwposzukiwaniutajemnic #dziekujzwykopem

  •  

    #mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

    Tajemnica Lodowej Przełęczy (albo tragedia Kaszniców) – incydent mający miejsce 3 sierpinia 1925 roku w okolicy Żabich Stawów Jaworowych w Słowackich Tatrach Wysokich, w wyniku którego zmarły 3 osoby: Kazimierz Kasznica (46 lat), jego dwunastoletni syn i doświadczony taternik Ryszard Wasserberger (21 lat).

    Notka autorska, bo Wikipedia nie ma o tym artykułu, tylko gówno-notkę podpiętą pod tekst to Żabich Stawach.

    Mamy początek sierpnia, ale ze wspomnień wynika, że pogoda była jak późną jesienią. Rano padał mokry śnieg, a potem deszcz. Ze schroniska Téryego w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich do Jaworzyny i na Łysą Polanę przez Lodową Przełęcz zamierzała udać się rodzina Kaszniców. Tak, rodzina. Wspomniany pięćdziesięcioletni Kazimierz (któy z zawody był prokuratorem), jego żona Waleria i syn. Prokurator wypytywał o trasę poznanych w chacie Téryego polskich taterników. Był to zespół doświadczonych wspinaczy: Jan Alfred Szczepański, Alfred Szczepański, Stanisław Zaremba, oraz 21-letni wówczas Ryszard Wasserberger. Oni również postanowili ze względu na złe warunki pogodowe, wracać do Zakopanego przez Lodową Przełęcz. W przypadku tej ekipy przejście trasy nie nastręczało żadnych problemów.

    Ewidentnie towarzyszom Wasserbergera niedoświadczeni turyści byli kulą u nogi. Stary Kasznica był krótkowidzem, a w deszczu gdzie co chwilę tracił widoczność przez zalane deszczem okulary opóźniał grupę. Każda chwila postoju oznaczała uciążliwe marznięcie na mrozie. Nie dziwota, że taternicy mieli go dość. Ale młody Ryszard czuł się najwyraźniej za rodzinę Kaszniców odpowiedzialny i w odróżnieniu od swoich kolegów zostawał w tyle by być zawsze w pogotowiu. W pewnym momencie Zaremba i Szczepański stwierdzili, że do prowadzenia turystów wystarczy tylko jeden z nich oraz, że powinni ciągnąć losy o to kto zostania z nimi w tyle, podczas gdy dwóch pozostałych będzie mogła pobiec naporzód. Wasserberger uznał losowanie za zbędę i zadeklarował wolę towarzyszenia Kasznicom.

    Zatem trójka taterników w szybkim tempie ruszyła na Lodową Przełęcz. Po południu byli na Łysej Polanie, wieczorem w Zakopanem. Tymczasem Kasznicowie z Wasserbergerem dotarli na przełęcz dopiero po ok. 3 godzinach marszu od chaty Tery’ego. Dodajmy, że czas przejścia na tej trasie, dla turystów średniozaawansowanych, wynosi 1 godz. 15 minut (według przewodnika „Tatry Słowackie”, Józef Nyka).

    W momencie gdy osiągneli Lodową Przełęcz nasąpiło totalne załamanie pogody. Najpierw nastało silne gradobicie, potem wzmógł się wicher. Taternik pośpieszał turystów w nadzieji, że po drugiej stronie grani, gdy znajdą się poniżej przełęczy to wiatr osłabnie. Gdy byli kilkanaście metrów ponizej grani wiatr począł słabnąć, przycichać. Trudny moment był za nimi.

    Młody Kasznica począł się skarżyć, iż traci oddech. Matka wzięła od chłopca plecak, a Wasserberger pomagał mu iść. Tak doszli około godziny czwartej w pobliże Żabiego Stawu Jaworowego. Wydało się, że najgorsze mają już za sobą, gdy nagle starszy Kasznica usiadł na głazie ze słowami: Jestem bardzo zmęczony... Dalej iść nie mogę... Pierwszym odruchem Kasznicowej było zwrócić się o pomoc do Wasserbergera, jako najsilniejszego i najbardziej doświadczonego w zespole. I wówczas usłyszała przerażającą, niezrozumiałą wprost odpowiedź: Czuję się także bardzo słaby…
    (Wawrzyniec Żuławski, Tajemnica Doliny Jaworowej w: Tragedie tatrzańskie)

    Kobieta w obliczu śmierci bliskich i taternika, który okazał im tyle serca postanawia działać. Aby osłonić syna od wiatru prowadzi go pod duży kamień będący nieopodal szlaku. Taternikowi pomaga przenieść się pod wantę. Gdy biegnie do swego męża ten osłabł osuwa się na ziemię. Kobieta rzuca się do plecaka, gorączkowo szuka butelki koniaku. Nalewa trunku do ust męża w nadziei, że płyn może go rozgrzeje, poruszy jego gasnący oddech. Po parunastu chwilach mężczyzna przestaje oddychać. Kasznicowa wraca do syna. Podaje mu czekoladę. Dziecko traci przytomność. Waleria odwraca się do taternika licząc na jego pomoc, ale on tylko majaczy w malignie, chce wstawać i iść z przyjaciółmi w góry. Kobieta powstrzymuje go przed powstaniem. Gdy powróciłą spowrotem pod kamień gdzie leżał jej syn, ten już nie żył. Zrozpaczona Waleria znowu odwraca wzork w stronę taternika, którego nie ma pod wantą. Ten powstał, ale tylko po to by kilka metrów dalej się osłabiony przewrócić i przy upadku rozbić sobie głowę o kamień.

    Waleria Kasznica została sama w górach z ciałem męża, syna i towarzyszącego im taternika.
    Nie słyszy szumu wiatru. Nie czuje zimna, głodu, pragnienia. Zapada w letarg. Na przemian traci i odzyskuje przytomność. Nie odróżnia dnia od nocy. Nie wie co się z nią dzieje. Porusza się po górskich bezdrożach, kozich perciach, by wreszcie po 37 godzinach i dwóch nocach spędzonych w górach zejść w okolice Łysej Polany. Tam natrafia na naczelnika TOPRu Mariusza Zaruskiego, któremu opowiada o tej tragedii. Natychmiast rusza ekspedycja Pogotowia do Doliny Jaworowej. Transportują trzy ciała.

    Sekcja zwłok wykazała obrzęk płuc i zatrzymanie akcji serca z nieznanych przyczyn u całej trójki. U Kazimierza Kasznicy ujawniono wadę serca i zwapnienie żył, które w trudnych warunkach mogłyby doprowadzić do zawału. U jego syna stwierdzono początki tego samego schorzenia. Ale Wasserberger był zdrowy i radził sobie już w trudniejszych warunkach.

    Zatem, co się tam, kurła, stało?
    Początkowo podejrzewano koniak, którego nie piła tylko Waleria (tak zeznała przynajmniej). Miał być zatruty. Teoretycznie miałoby to sens, Kasznica był prokuratorem, z taką robotą łatwo znaleźć sobie wrogów, szczególnie takich, o których nie wiemy. Być może ktoś mu tę butelkę koniaku doprawił trucizną i podarował w nadziei, że on zdechnie.
    Inni próbowali to wyjaśnić ,,próżnią", która może się wytworzyć przy silnym wietrze, a ta może na tyle utrudnić oddychanie, że możliwe jest uduszenie. Ale jak to miałaby przeżyć Waleria?

    Sprawa od ponad 90 lat pozostaje nierozwiązana.

    #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historiajednejfotografii #ciekaweciekawe #tatry #taternictwo #jebacmorze
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

    •  

      @kornowski: pobliski lodowy szczyt na pewno był polski wiec żabi staw chyba tez
      @Scorpjon: to ze pani Waleria mówi o takiej kolejności zdarzeń to nic nie świadczy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Ale co do ich zachowania jak kutafony - to jest super łatwy odcinek, dla doświadczonego taternika to są 4h spaceru wiec nawet nie pomyśleli ze coś się może stać. A pewnie tam wiele razy byli to czemu maja niańczyć jakichś ludzi. To tak jakbyś z kolegami spotkał rodzine jadąca na rowerach przez las i miał z nimi się wlec cały dzień zamiast szybciutko dojechać do baru i napić się piwka pokaż całość

    •  

      @powiedz: oczywiście, że nic nie mówi ( ͡° ͜ʖ ͡°)ale nic lepszego nie mieli, a nie znalazłem informacji sterujących, że mogło być inaczej, więc jestem zmuszony jej wierzyć ¯\_(ツ)_/¯

    • więcej komentarzy (79)

  •  

    #gruparatowaniapoziomu #mirekwposzukiwaniutajemnic

    Kobieta z Isdal (norweski: Isdalskvinnen) – kobieta o nieustalonej tożsamości znaleziona martwa w dolinie Isdalen w Bergen, Norwegii, 29 listopada 1970 roku.

    Historia ta uważana jest za jedną z największych tajemnic Norwegii. Od wielu lat jest przedmiotem intensywnych spekulacji. Isdalen jest znana wśród mieszkańców jako „Dolina Śmierci”. Było to miejsce, gdzie w średniowieczu ludzie popełniali samobójstwa, a w latach 60. kilkunastu turystów zmarło, gdy podczas trekkingu we mgle osunęli się ze zbocza. (via Wklejpedia)

    Obiecałem ( ͡° ͜ʖ ͡°) A, że to IMHO jedna z ciekawszych spraw (i pewnie równie przeruchanych jak Natalia Starr) to koniecznie chciałem coś o niej napisać. Szczególnie, że na pewno to nie był wypadek.

    Mamy 29 listopada 1970 roku. Mężczyzna z dwiema córkami wędruje radośnie w okolicy doliny Isdalen. Tam sielska wycieczkę przerywa groteskowe znalezisko. Pod stertą liści i kamieni znajdowało się częściowo zwęglone ciało kobiety. Generalnie znalezisko typowe dla tej okolicy, nazywanej "Doliną Śmierci" gdzie często ludzie udawali się w celu popełnienia samobójstwa. A jednak detale sugerowały, że coś jest nie tak (chociaż nie wiem, że nadpalone ciało to taki sobie "detal"). Ciało było spalone tylko z jednej strony, tak jakby się rzuciła na plecy podczas podpalenia. Z jej ubrań (notabene zdecydowanie za lekkich jak na wyjście w góry tą porą) powycinano wszystkie metki. Obok ciała było opakowanie po tabletkach nasennych, suchy prowiant, kanistry po benzynie, butelka po likierze, srebrna łyżeczka, z której ktoś zeszlifował monogram oraz zegarek i biżuteria.

    Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że kobieta zatruła się tlenkiem węgla. Czyli gdy ją podpalono jeszcze żyła. W żołądku miała ponad 50 pigułek nasennych. Twarz miała na tyle spaloną, że nie można było jej zidentyfikować na tej podstawie. Wokół szyi było widać siniaki, czyli przed śmiercią była duszona (nie dało się z jej szyi ściągnąć żadnych odcisków palców, mimo iż to była ewidentnie robota czyichś łapek). Usunięto jej odciski palców, kolejne utrudnienie w identyfikacji. Stan uzębienia pozwolił jedynie ustalić gdzie mogła być leczona: a Dalekim Wschodzie, w Południowej Europie lub Ameryce Południowej. Ale nic ponadto.

    Kilka dni potem, na dworcu w Bergen, znaleziono dwie walizki, której najwidoczniej należały do zamordowanej. W bagażu było 500 marek niemieckich, 130 koron norweskich, notatnik, peruki, recepta na krem na egzemę z zamazanym nazwiskiem lekarza i datą oraz okulary przeciwsłoneczne. Te ostatnie są o tyle ciekawe, że udało się z nich zdjąć częściowe odciski palców. W walizce był się jeden z istotnych tropów - reklamówka ze sklepu obuwniczego Oscar Rørtvedt w Stavanger. Syn właściciela, Rolf Rørtvedt, pamięta, że sprzedał buty "bardzo dobrze ubranej, ładnej kobiecie z ciemnymi włosami". Buty, który sprzedał wydają się pasować do butów znalezionych w dolinie Isdalen. Z jego pomocą, policji udało się namierzyć hotel St Svithun, gdzie zameldowała się jako Fenella Lorch.

    I tu robi się ciekawie, bo kobitka przebywała w kilku różnych hotelach w Norwegii, często zmieniała pokoje, zawsze chciała pokoju z balkonem i podawała różne nazwiska. W większości hoteli musiała okazać paszporty, dla potwierdzenia tożsamości. Zatem miała kilka dobrze podrobionych dokumentów.

    Genevieve Lancier z Louvain przebywała w hotelu Viking, Oslo od 21 do 24 marca 1970
    Claudia Tielt z Brukseli przebywała w hotelu Bristol, Bergen od 24 do 25 marca
    Claudia Tielt z Brukseli przebywała w hotelu Skandia, Bergen od 25 marca do 1 kwietnia
    Claudia Nielsen z Ghent przebywała w KNA-Hotellet, Stavanger od 29 do 30 października
    Alexia Zarne-Merchez z Lublany przebywała w Neptun Hotel, Bergen od 30 października do 5 listopada
    Vera Jarle z Antwerpii przebywała w hotelu Bristol, Trondheim od 6 do 8 listopada
    Fenella Lorch przebywała w St Svithun Hotel, Stavanger od 9 do 18 listopada
    Pani Leenhouwfr przebywała w hotelu Rosenkrantz, Bergen od 18 do 19 listopada
    Elisabeth Leenhouwfr z Ostendy przebywała w hotelu Hordaheimen, Bergen od 19 do 23 listopada

    Oto lista hoteli wraz z datami i użytymi nazwiskami.
    Zaczyna brzmieć trochę szpiegowsko. I w samym Bergen zaczęły krążyć plotki o tym, że kobieta była szpiegiem. Tej miejscowości nie odwiedzało zbyt wielu turystów, kobieta wydawała się bogata i obyta w świecie, to sprzyjało spekulacjom. Jedna z norweskich stacji radiowych, która opisywałą całą sprawę stwierdziła nawet, że kobieta obserwowała obiekty wojskowe w zachodniej części Norwegii testujące nowe rakiety. Podobno służby bezpieczeństwa były tym wybitnie zainteresowane.

    Było to podczas zimnej wojny i w tym czasie było w Norwegii sporo szpiegów, w tym rosyjskich

    mówi Gunnar Staalesen, autor książek o przestępstwach w Bergen.

    Wspomniałem po drodze o notesie. W nim znajdowały się (a jakże) zaszyfrowane notatki. Na szczęście szyfr nie był szczególnie wymyślny (to nie sprawa Tamam Shud ( ͡º ͜ʖ͡º) ), wiec dosyć łatwo został złamany. Pod szyfrem ukrywały się daty i miejsca, które odwiedziła. W śród wymienionych miejsc były między innymi Paryż, czy Bergen właśnie.

    Pomówmy nieco o świadkach. Większość z nich zwróciła uwagę na to, że kobieta posługiwała się wieloma językami: duńskim, francuskim, niemieckim i angielskim. Personelowi hoteli mówiła, że jest handlarką i kolekcjonerką antyków. Ostatnim hotelem w jakim przebywała był Hotel Hordaheimen (pokój 407, od 19 do 23 listopada). Pracownicy opisali ją jako kobietę będącą między 30, a 40 rokiem życia. Personel zauważył również, że kobieta przebywała głównie w pokoju i wydawała się mieć na baczności. Podczas wymeldowania z hotelu 23 listopada, zapłaciła gotówką i poprosiła o wezwanie taksówki. Miejsce jej pobytu do 29 listopada, kiedy to jej ciało zostało znalezione, jest nieznane.

    Mamy jedną istotną rewelacje, z roku 2005. Pewien mężczyzna po ujrzeniu jej prawdopodobnego rysopisu w gazecie, zgłosił, że prawdopodobnie widział ją na kilka dni przed znalezieniem ciała. Szła z dwoma mężczyznami właśnie w kierunku Doliny, zdecydowanie zbyt lekko ubrana jak na taką wycieczkę. Według jego słów, już miała coś mu powiedzieć, coś krzyknąć, ale ów mężczyźni mieli ją od tego powstrzymać. Samych mężczyzn określił jako typ urody "południowej", cokolwiek to znaczy. Inne źródła mówią o tym, że ten "pewien mężczyzna" sprawę spotkania kobiety w górach zgłosił policji na kilka dni przed odnalezieniem ciała, aczkolwiek służby to zignorowały.

    Warto wspomnieć o jej szczęce. Jej zęby były leczone w sposób nietypowy dla szkoły norweskiej. W 2017 pojawił się nowy trop. Norweskie służby po analizach chemicznych, wywnioskowały, że wychowywała się albo we wschodniej, albo środkowej Europie, a wraz z dorastaniem przenieść bardziej na zachód. Analiza jej sposobu pisania sugeruje, że tę umiejętność nabyła we Francji.

    Oczywiście, sprawców nie znamy, nie odnaleziono ich. Nadal nie ustalono jej tożsamości, choć zachowane jej DNA może kiedyś nam powiedzieć kim była. Było dużo teorii co do samej sprawy. Od takich jak ta, że była Izraelskim szpiegiem (co przez wzgląd na jej pochodzenie wydaje się niezbyt prawdopodobne), radziecką agentką wykrytą przez norweskich tajniaków, po takie jak ta, że była nazistką i dopadł ją Mosad.

    Ciekawe jaka jest prawda.

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #ciekaweciekawe #mordercy #dupeczkizprzypadku
    pokaż całość

  •  

    Jestem z siebie dumny, że w jeden dzień #mirekwposzukiwaniutajemnic uzbierał 200 subów.
    No to teraz zacznę się przykładać ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #gownowpis #chwalesie #duma

  •  

    #gruparatowaniapoziomu #mirekwposzukiwaniutajemnic

    Kosmonauta z Solway Firth(znany również jako kosmonauta z Solway lub kosmonauta z Cumberland) – nazwa nadana postaci widocznej na fotografii wykonanej w 1964 r. przez strażaka, fotografa i lokalnego historyka Jima Templetona (13 lutego 1920 – 27 listopada 2011 roku). Słynne zdjęcie zostało zrobione na Burgh Marsh, położonego w pobliżu Burgh by Sands, z widokiem na Solway Firth w Kumbrii, w Anglii. Templeton twierdził, że fotografia przedstawia postać ubraną w skafander kosmiczny i podkreślał, że nikogo nie było widać podczas gdy zdjęcie zostało zrobione. Obraz był powielany powszechnie we współczesnych autorowi gazetach i zyskał zainteresowanie ufologów. (via Wklepedia)

    Wiem, dzisiaj miała być kobieta z Isdal. Ale, cóż. Mam dzisiaj zabiegany dzionek, a do materiału o tym osobliwym morderstwie chcę się przygotować. No to machnę wam coś szybkiego, ciekawego i, dla odmiany, z rozwiązaniem.
    Mamy 23 maja 1964 roku, Templeton razem z żoną i córką są w okolicy Burgh Marsh. Jim wykonuje kilka fotografii córce. Sam stwierdził, że tego dnia w okolicy poza nimi było tylko kilka starszych pań i nikogo więcej.

    A jednak na jednym zdjęciu widać postać, której tam nie powinno być. Kosmonautę. Pieprzonego kosmonautę pośrodku niczego, stojącego za jego córeczką i bacznie obserwującego. Jim twierdzi, że nie widział go w obiektywie. foliarz mode: on

    Wykonałem trzy zdjęcia mojej córki Elżbiety w podobnej pozie - i byłem w szoku, gdy podczas wywołania zdjęć zauważyłem coś, co wygląda jak astronauta w tle.

    Templeton podkreślał, że zauważył postać dopiero po wywołaniu fotografii, a analityk firmy Kodak potwierdził, że zdjęcie było prawdziwe.

    Oczywiście, po wywołaniu zdjęć, Jim przestraszył się jak jasna cholera widząc kosmonautę, więc sprawę zgłosił policji w Carlisle, lecz ta nie uznała by na zdjęciu było coś podejrzanego. Innego zdania najwyraźniej była lokalna gazeta, która bardzo szybko i ochoczo opublikowała fotkę.

    Templeton twierdził jakoby mieli go odwiedzić panowie w czarnych garniturach. Tacy najbardziej sztampowi jak tylko to można sobie wyobrazić.

    Mówili, że pracują dla rządu i wylegitymowali się wyłącznie numerem służbowym
    Kiedy dotarli do miejsca wykonania zdjęć, wyjaśnił im, że postaci nie widział podczas naciskania spustu migawki, na co oni się rozgniewali i go zostawili po środku polany bez transportu do domu. (XD)

    W wywiadzie dla BBC Look North i liście do The Daily Mail, Templeton powiedział również, że uruchomienie rakiety Blue Streak w Strefie Zakazanej Woomera w Południowej Australii zostało przerwane, ponieważ dwóch dużych mężczyzn było widocznych podczas odpalania rakiety. Templeton twierdził, że technicy później zobaczyli jego zdjęcie w gazecie i australijskie postacie były dokładne takie same.

    A teraz od mitu przejdźmy do faktów.

    Zauważyliście, że większość rewelacji pochodzi od naszego genialnego fotografa. Czyżby chciał zyskać trochę sławy? Najprawdopodobniej tak było. No ale, hej! Skąd się wziął kosmonauta? Templeton mówił tylko o jakiś starszych babeczkach gdzieś tam, daleko poza kadrem. Fakt. Ale nie mówił o swojej żonie i najprawdopodobniej (a jak dla mnie to na pewno) to jest jego żona, stojąca tyłem. Przyjrzyjcie się ręce kosmonauty, dosyć nienaturalna pozycja, chyba że ktoś stoi plecami do obserwatora. Wtedy już jakoś bardziej.
    Ale pani Templeton nie była ubrana ani w skafander, ani nawet na biało. Miała na sobie jasnoniebieską sukienkę. Odpowiedzią jest prześwietlenie. W obiektywie nie było widać prześwietlenia, dla Jima to był zwyczajny kadr, ale przez prześwietlenie można było postać jego małżonki zinterpretować tak, a nie inaczej. To też tłumaczy prawdziwość zdjęcia, którą potwierdził analityk Kodaka.
    Tę tezę potwierdzają inne zdjęcia Templetona, na których widać jego małżonkę. Niby widać suknię i widać, że faktycznie to błękit, czy tam jasnoniebieski, ale bardzo łatwo na tym materiale prześwietla się zdjęcie.
    Jeszcze zostaje rewelacja o dwóch kosmonautach przy odpaleniu rakiety Blue Streak. Niejaki Davik Clarke kwestionuje jakąkolwiek obecność kosmonautów przy okazji tego wydarzenia.
    Zostają tylko tajemniczy panowie w czerni ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #historiajednejfotografii #ciekawostki #kosmici #ufo #ufoporno
    pokaż całość

    źródło: rationalwiki.org

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów